Uga-buga

Antyżydowskie ostrze endeckiej doktryny było dość ostre, ale nieuzasadnione jest kojarzenie endecji z rasizmem. W tamtych czasach po prostu Polska miała cholerny problem z bardzo liczną i nieasymilującą się mniejszością żydowską, która całkowicie zdominowała rodzimą klasę średnią” – mówi w wywiadzie dla Portalu Stawiającego Na Jakość Ziemkiewicz, a prowadząca wywiad łyka to jak gęś kluskę.
W ogóle tej bredni nie próbuje kontrować. W najlepszym stylu jakościowego dziennikarstwa, po prostu pilnie notuje, co Ziemkiewicz ma do powiedzenia i następne pytanie zaczyna od „Wróćmy do książki”.
Wracajcie sobie do czego chcecie – i niech to będzie możliwie daleko ode mnie – ja się akurat przy tym zatrzymam. Ziemkiewicz demonstruje tutaj typowy dla swojej publicystyki machejkizm, trzymając się definicji podanej przez Barańczaka, czyli wygłaszanie tez pozornie bardzo konkretnych i radykalnych, ale jednocześnie pozbawionych znaczenia.
Co się dowiadujemy o tym problemie? Że był „cholerny”. To słowo znaczy dużo i mało zarazem, bo nie dowiadujemy się, na czym ten problem konkretnie polegał.
Czym właściwie ta mniejszość ówczesnej Polsce zagrażała? Sabotażem infrastruktury? Wysoką przestępczością? Rozwiązłością obyczajową? Jak już ktoś udaje, że jest taki nowoczesny i racjonalny, może mógłby się wypowiadać nieco konkretniej?
Oczywiście, mógłby, ale wtedy nie mógłby być endekiem. Albo-albo. Ziemkiewicz protestuje w tym wywiadzie przeciwko kojarzeniu endecji z obskurantyzmem, ale właśnie tutaj, w samym sercu tej doktryny, ten obskurantyzm się objawia.
Czym grozi (lub groziła „w tamtych czasach”) „mniejszość żydowska”? Nie wiadomo. Nie wyjaśni tego Ziemkiewicz, nie wyjaśniał też tego Dmowski w „Myślach nowoczesnego Polaka”.
Wielokrotnie tam pisze o żydowskich „usiłowaniach rozkładowych”, ale nigdy tego nie precyzuje. To jakiś czynnik metafizyczny. Uga-buga. Zła makumba. Klątwa voodoo.
Teza o „nieasymilowaniu się” mniejszości żydowskiej jest jeszcze głupsza, bo weryfikowalna. Asymilacja oznacza włączanie się w prąd danej kultury, przyjęcie jej obyczajów, języka, systemu wartości.
Nie wiadomo, co dokładnie Ziemkiewicz ma na myśli mówiąc o „tamtych czasach”. Załóżmy roboczo, że chodzi o czas publikacji „Myśli nowoczesnego Polaka” (1903), choć można by też domniemywać II Rzeczpospolitą.
Wszystko jedno. Kwestia asymilacji ludności żydowskiej to pierwsza połowa XIX wieku. Na początku XX wieku była już bardzo zaawansowana. Gdyby Ziemkiewicz przeczytał książkę, którą udaje, że przeczytał, znalazłby tam taki passus:
Znacznie głębsze rozbicie inteligencji polskiej wynikło z tłumnego wtargnięcia w jej szeregi Żydów (…) Rzucili się wtedy do szkół średnich i uniwersytetów. Wytworzyli liczną inteligencję, biorącą udział w życiu polskim, wnoszącą w nie swoje tendencje, narzucającą mu swe upodobania i swe nienawiści, a w wypadkach nawet, w których usiłowali być jak najwięcej Polakami, nie mogącą się pozbyć swej odrębnej psychiki, swych instynktów. Ta inteligencja, w miarę, jak liczba jej rosła, stawała się coraz słabiej polska, a coraz mocniej żydowską”.
Dmowski nie opisuje tutaj niechęci do asymilacji. Przeciwnie, w „Myślach nowoczesnego Polaka” wielokrotnie pokazuje Żydów „usiłujących być jak najwięcej Polakami”. W pewnym miejscu narzeka nawet, że dla utrudnienia identyfikacji, zapuszczają wąsy!
Właśnie ten pęd do asymilacji przeraża go najbardziej. Dlaczego? No bo obecność inteligencji obcego pochodzenia stanowi złą makumbę. Uga-buga. Klątwa voodoo. Dmowski tego nigdy racjonalnie nie tłumaczy, bo tego przecież nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Na tym polega przecież obskurantyzm.
Antysemici nie mieli problemu z Ostjuden. Odmowa asymilacji ich cieszyła. Zresztą także dzisiaj na polskiej skrajnej prawicy często znajdziemy wyrazy sympatii dla Izraela i syjonizmu, strach i nienawiść budzi tylko tropienie „prawdziwych nazwisk” u tych, którzy „usiłują być jak najwięcej Polakami”.
Korczak, Tuwim, Słonimski, Schulz, Leśmian, Brzechwa – to z nimi „cholerny problem” miała i do dzisiaj ma endecja, a za nią Ziemkiewicz. Mimo ich kolosalnego wkładu w rozwój polskiej kultury. Mimo, że tylko idiota mógłby powiedzieć, że oni „osłabili polską inteligencję”.
No ale tylko idiota może być antysemitą. Albo mówić o „cholernym problemie”, jakim rzekomo była „bardzo liczna i nieasymilująca się ludność żydowska”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz