Test Zosi (the sequel)

Lipszycowy „Test Zosi” – o którym pisałem w poprzedniej notce – jest oczywiście żartem, który ma przystępnie tłumaczyć jakąś ideę. Ale jaką konkretnie? Nie wiadomo, bo wersji nieżartobliwej nie sformułowano. Może będzie okazja na reklamowanej powyżej konferencji Copy Camp.
Jarosław Lipszyc opisuje Zosię jako osobę korzystającą „z publicznych kanałów komunikacji” i domaga się reformy prawa, która zalegalizuje „przypadek niekomercyjnego użytkowania”. Ale jak to konkretnie ma wyglądać?
Domagam się precyzyjnego sformułowania nie ze złośliwości tylko dlatego, że moja teza z kolei brzmi tak: „niekomercyjne użytkowanie” to pojęcie trudne do prawnego zdefiniowania. Co za tym idzie, bezwartościowe przy projektowaniu reformy prawa.
W potocznym rozumienie niekomercyjne jest to, co robimy nie dla zarobku. Potoczne rozumienie spełniają jednak w tej chwili koncerny medialne, które jeszcze do niedawna były komercyjne, a teraz jadą na stratach. Czy TVN ma kryć się za klauzulą dozwolonego użytku, bo ponosi stratę, ergo działa niekomercyjnie?
Nie znam odpowiedzi Lipszyca na to pytanie. I raczej nie poznam, bo konkretnych propozycji dotąd nie przedstawił, a na konferencji się nie dowiem, bo nie mam czasu chodzić na konferencje (#jakiemojezyciejestnudne).
Przyjmijmy na razie robocze założenie, że nawet Lipszyc zgodzi się, że korporacje nie powinny  móc się chować za klauzulą o „niekomercyjnym użytkowaniu”. Może nawet zgodzi się co do tego, że podmioty gospodarcze (zarejestrowane jako przedsiębiorstwa nastawione na zysk) z definicji zawsze działają komercyjnie, nawet jeśli chwilowo na czymś nie zarabiają.
W takim razie zaczyna się następny problem. Lipszyc najwyraźniej jeszcze się nad nim nie zastanawiał, skoro beztrosko jednym tchem przechodzi od „niekomercyjnego użytkowania” do „publicznych kanałów komunikacji”.
A co to są, te publiczne kanały? Ano, gugiel, fejs, chomik albo ten czy inny serwis blogerski.
Czy prowadzą je instytucje publiczne? A może fundacje non profit? A skąd. Za tym wszystkim stoją jak najbardziej nastawione na zysk, jak najbardziej chciwe i jak najbardziej wredne korporacje.
To właśnie im chcą zrobić dobrze ludzie wysuwajacy postulaty takie jak Lipszyc. Część z nich interes gugla z fejsem popiera nieświadomie, część to po prostu opłaceni lobbyści. Nieprzypadkowo najwredniejsze megakorpy IT tak gardłowały przeciw ACTA.
I teraz mamy albo-albo. Albo „niekomercyjną działalność” zdefiniujemy tak szeroko, że korzystać z niej będą gugiel, fejs czy chomik – albo przyjmiemy, że skorzystać z tej klauzuli można wyłącznie pod warunkiem, że się pomija komercyjne serwisy hostingowe i społecznościowe, wszystkie rachunki za łącze, domenę (itd.) opłaca się z własnej kieszeni.
Z tym drugim zastrzeżeniem już mogę się zgodzić. Tylko że raczej nie o to chodzi Lipszycowi, bo to nadal nie spełni jego „testu Zosi”. Chyba, że założymy, że to Zosia Kulczykówna i bogaty tatuś finansuje jej hosting blogaska o śłitaśnych fociach kotećków.
Jako osoba z natury nieufna, podejrzliwa i pesymistyczna przypusczam więc, że pod hasłem „zalegalizujmy niekomercyjny użytek” kryć się będzie hasło „zróbmy dobrze komercyjnym przedsiębiorstwom, zarabiającym na spiraconym kontencie”. Energia, z jaką Lipszyc broni kiepskimi dowcipami chomika sugeruje zresztą, że jak zwykle pesymiści będą mieć rację.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz