Sędzia Dredd w Smoleńsku

Zamachu dokonala Loza Numer Piec

So here I am – prześmiewca triumfujący, że miał rację. Odpowiedź Białego Domu na petycję Solidarnych 2010 o powołanie międzynarodowej komisji do zbadania „zamachu” smoleńskiego powinna być zimnym prysznicem, trzeźwiącym szaleńców od helu i trotylu.

Oczywiście, nie będzie. Że to się tak skończy, to było oczywiste od samego początku. Miesiąc temu napisałem o tym felieton, porównując tę petycję do innej, zabawniejszej, o zastąpienie niewydolnego systemu sprawiedliwości przez oddziały sędziów-egzekutorów jeżdżących na motocyklach (uwaga, piano).

Zasadniczy problem z katastrofą smoleńską jest taki, że tam na zdrowy rozum nie ma czego badać. Wbrew procedurom pilot zszedł zbyt nisko i zbyt późno zrozumiał własny błąd. Zabrakło zaledwie kilku metrów, ale to wystarczyło, żeby samolot zaczął uderzać o drzewa-samosiejki.

Niezgrana, niewyszkolona załoga nie zdążyła mu w tym przeszkodzić – i to akurat normalne, to nie pierwsza katastrofa lotnicza dokonana w ten sposób. Załoga patrzy na kamikadze za sterami i chce wierzyć, że ten człowiek wie, co robi. A zanim ktoś rzuci zbawczą „jezu, jezu (nieczyt.)”, robi jest już za późno.

Jedno, w czym zawsze PIS był dobry, a Platforma beznadziejna, to pijar. Tak jak udało się im najpierw wmówić, że Platforma gorzej buduje autostrady, tak samo teraz udało im się przez samo tylko powtarzenie w kółko kilku tych samych bzdur wmówić, że są tu jakieś niejasności (bo trotyl, bo wrak, bo symulacja, bo ktoś się przejęzyczył).

Tylko że ten pijar wprawdzie niestety wystarcza na te 20-30 procent elektoratu, ale z natury rzeczy nie działa poza granicami kraju. Nie ma więc co liczyć na to, że jakaś „międzynarodowa komisja” ulegnie urokowi Macierewicza.

Postulat powołania międzynarodowej komisji nigdy nie miał sensu. Po pierwsze – nie wiadomo, jakie byłyby podstawy prawne jej działania. Tak naprawdę to „po pierwsze” już wystarczy, ale załóżmy, że znaleziono by jakieś rozwiązanie tego problemu.

Wtedy mamy po drugie: jeśli statek powietrzny był sterowny, winę za katastrofę ponosi jego dowódca. Można mieć uzasadniony żal do administracji danego lotniska, że to lotnisko było w złym stanie – o czym świadczą choćby drzewa-samosiejki w korytarzu podejścia – ale to i tak będzie przede wszystkim wina dowódcy, że podjął decyzję o lądowaniu tutaj, a nie na lotnisku zapasowym.

Wszystkie komisje dojdą więc do podobnych wniosków, różniących się najwyżej drugorzędnymi detalami. Jedna powie, że zidentyfikowała czyjś głos w kokpicie a druga, że dla niej pozostaje niezidentyfikowany. Jedna więcej ciężaru przeniesie na zaniedbania obsługi naziemnej, inna mniej, ale żadna nie obciąży jej winą za spowodowanie wypadku. Tak jak żaden ubezpieczyciel nie powie, że winę za wypadek samochodowy ponoszą drogowcy, którzy nie odśnieżyli drogi na czas.

Podczas zbierania podpisów pod petycją sekta smoleńska znów dawała popisy komicznego zaangażowania, z Ewą Stankiewicz na czele. Wklejam ku pamięci fragment ówczesnej dyskusji na ten temat z Salonu24.

Kiedy wtedy rozsądni ludzie mówili tym szaleńcom, czym się skończy ich idiotyczna petycja, oni szli w zaparte, jak na załączonym obrazku. Bo może NATO ma zdjęcia satelitarne. Bo może Binienda projektował Dreamlinera. Bo może Gmyz zna się na spektrometrii.

Oczywiście, to nie jest tak, że oni teraz się przyznają, że się znów wygłupili. A skąd, będą się wygłupiać dalej, bo teraz Macierewicz wyciągnie z Rosji jakiegoś producenta trotylu. No ale nie bloguję po to, żeby zmieniać świat na lepsze, tylko żeby się chichrać z tych, którzy zmieniają go na gorsze.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz