Nie słuchajcie „mamy Stasia”

Niezręcznie jest pisać o cudzej tragedii rodzinnej, ale słynna „mama Stasia” (w tej notce nie pojawią się nazwiska) swoją medialną aktywnością i tak już przeniosła sprawę do domeny publicznej. Obawiam się, że jej apele wyrządzą dużo zła.

Nie chcę bagatelizować niepożądanych skutków palenia marihuany. Jestem za depenalizacją, ale przecież tylko dla osób pełnoletnich, które powinny mieć prawo do szkodzenia sobie w ten sposób tak, jak mogą sobie szkodzić wódką czy papierosami.

Dla nieletnich – nadal szlaban, choć zmieniłbym przepisy tak, żeby w policjancie widzieli sojusznika, a nie kogoś, kto niszcząc im życie podbije sobie statystyki. Relacja narkoman/dealer to relacja ofiary i sprawcy, prawo nie powinno traktować obu jak przestępców.

Jako ojciec nastolatków oczywiście też martwię się, czy nie dopadnie ich jakieś uzależnienie. Albo depresja, która moim zdaniem w tej sprawie była przyczyną wszelkiego zła.

Moim zdaniem, należy to traktować tak samo jak inne choroby. Hope for the best, prepare for the worst. Nie ma gwarantowanego sposobu na wychowanie dziecka tak, żeby uchronić je przed wszelkimi możliwymi chorobami, wliczając w to depresję czy uzależnienie.

Oczywiście nie namawiam do porzucenia wszelkiej profilaktyki. Przeciwnie. Objawów depresji należy wypatrywać tak, jak w młodszym wieku u dziecka wypatrywaliśmy objawów, dajmy na to, zapalenia oskrzeli.

Ale tutaj właśnie dochodzimy do zła, ukrytego w apelach „mamy Stasia”. Wzywając rodziców, żeby swoim nastoletnim dzieciom badali mocz na obecność narkotyków, „regularnie i bez uprzedzenia”, proponuje unicestwienie szans na profilaktykę.

Boję się, że w Polsce taki apel padnie na podatny grunt. Ciągle mamy skłonność do wiary w wychowanie metodami nakazowo-rozdzielczymi. U „mamy Stasia” widać to choćby w zdaniu: „Raz tylko wyczułam od niego piwo, zrobiłam aferę i obiecał, że do 18. urodzin nie będzie pił”.

Będę brutalny: nie wierzę w szczerość takiej deklaracji u nastolatka. Wiele krajów dopuszcza legalność konsumpcji piwa i wina od 16. roku życia, w tym nasz wielki zachodni sąsiad.

Wypicie piwa przez szesnastolatka to nie jest powód do „robienia afery” i wyduszania nierealistycznych obietnic. Licealista odmawiający choćby kropli czegokolwiek, będzie traktowany przez rówieśników jak dziwoląg. Ludzie, wy już zapomnieliście swoje szkolne czasy?

Rozumiem tragedię „mamy Stasia” i nie chcę się wyzłośliwiać, ale gdzieś tutaj widzę właśnie zarzewie tragedii. „Afera” z powodu piwa i obietnica, że do 18. urodzin ani łyka. Zapewne nieszczera i obliczona po prostu na uciszenie „afery”.

Gdy dziennikarki „Newsweeka” zwracają „mamie Stasia” uwagę, że testy na narkotyki zburzą zaufanie między rodzicem a dzieckiem, ta odpowiada: „Cena jest wysoka, ale myślę, że warto podjąć ryzyko”.

Nie, nie warto. Z różnych opisów w różnych mediach, po których „mama Stasia” chodziła ze swoją opowieścią wynika, że z kontaktem z synem od dawna było coś niehalo.

Kiedy dzieci są małe, głównym narzędziem diagnostycznym rodzica chorego dziecka jest zmysł słuchu. Nasłuchujemy kaszlu, żeby odróżnić ten „zwykły” od tego „oskrzelowego”. Nasłuchujemy odddechu gdy śpi, bo po tym poznajemy, czy gorączka już ustępuje, czy jeszcze najgorsze przed nami.

Kiedy dzieci są duże, zmysł słuchu tylko nabiera znaczenia. Oczywiście, to już nie jest takie proste, że depresję zdiagnozujemy po prostu po oddechu, ale słuchajmy, co mówią do nas i do swojego rodzeństwa. To kopalnia wiedzy.

Najgorsze, co teraz możemy zrobić, to zburzyć wzajemne zaufanie. To zniechęci do szczerości. Pokażemy nastolatkowi czy nastolatce, że jesteśmy skłonni robić aferę z byle czego i sprawimy, że będzie uspokajać naszą czujność fikcją kreowaną na nasz użytek.

Jeśli zaczniemy robić „regularnie i bez uprzedzenia” badania moczu, zaufanie zniknie. A co dostaniemy w zamian?

O ile nie będziemy robili tych testów warunkach urągających godności osobistej nastolatka, dostaniemy bezużyteczne narzędzie diagnostyczne. Co to za sztuka, przygotować zawczasu próbkę „czystego” moczu, a choćby i ogrzaną dla niepoznaki do odpowiedniej temperatury. Doping w sporcie tak trudno wyplenić między innymi dlatego, że te testy tak łatwo oszukać.

Dlatego ja mam kontrapel do rodziców nastolatków. Nie słuchajcie „mamy Stasia”. Nie bagatelizuję problemu, alkohol i narkotyki to rzeczywiste zagrożenie. Ale gdyby testy moczu były jakimś rozwiązaniem, wojnę z narkotykami wygrano by pół wieku temu.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz