Zamek z piasku, który runął

Niewiele jest spraw, w których popieram rząd, więc w tej akurat wypowiem się blogonotką. Słowa ministra Rostowskiego w TOK FM: „Intelektualny system, który podtrzymywał OFE, runął w gruzy. Musimy zastanowić się, jak wyprowadzić Polskę z tej pułapki”, to samo #pięknoidobro.

Pierwszego większego flejma na ten temat miałem u siebie na blogu w 2008. Wspominam go z rozrzewenieniem, bo wypowiadali się w nim komentatorzy z mózgami zlasowanymi przez neoliberalną propagandę – Lapacz w Zycie, Amatil i Wojtekr. Wyrażali swoje rozumienie reformy OFE, odzwierciedlające ów „intelektualny system, który runął”.

Zacytuję najpierw własny komentarz: „To konto, to sprawdzanie jego stanu, to tylko bardzo kosztowne teatrum, z którego nic w praktyce nie będzie wynikało. Ale akurat ten spór niebawem zostanie rozstrzygnięty. Już w 2009 rozmowy o tej wielkiej reformie będą przebiegały inaczej, znowu na zasadzie szukania winnego porażki”.

Zapytany wprost o swoje rozumienie reformy Wojtekr napisał: [rozumiem ją tak, że] „będą mi je wypłacać co miesiąc, dzieląc zebrany kapitał przez oczekiwany czas życia”. Amatil sekundował: „W [systemie] kapitałowym sumę emerytury określają czynniki obiektywne, więc nie będzie możliwości wymuszania podwyżek decyzją polityczną”.

Odpowiadałem, że wirtualny zapis na naszych „kontach emerytalnych” nie ma znaczenia, bo realna wysokość emerytury będzie brała się z podzielenia tej sumy przez parametr, który ironicznie nazywałem „Teh Mysterious X Factor” (dalej zwany TMXF). Jego wartość w ostatecznym rozrachunku narzucą politycy, choćby ustawą.

Lapacz W Zycie najpierw oponował, a potem bezradnie wyraził nadzieję, że nie będzie „aż tak absurdalnie dużej ingerencji państwa w zakłady emerytalne”. Neoliberałowie w 2008 mieli jeszcze  nadzieję, że TMXF będzie jakimś obiektywnym parametrem, w rodzaju oczekiwanej wartości życia w chwili przejścia na emeryturę.

W roku 2011 już było wiadomo, że OFE nie będą działać zgodnie z nadziejami neoliberałów. Napisałem notkę, ale byłem zbyt leniwy, żeby szukać głosów z 2008. Wtedy jeszcze nie było szokującej propozycji OFE, żeby TMXF wyznaczać sztywno na przykład na 10 lat.

Ta propozycja jest tak naprawdę logiczną konsekwencją reformy. OFE było obietnicą kwadratowego koła. Nie można łączyć socjalnej funkcji systemu emerytalnego z komercyjnymi inwestycjami.

Komercyjne ubezpieczenia wiążą się z pracą aktuariuszy, wyznaczających indywidualne ryzyko. Każdemu z nas na podstawie parametrów takich, jak wiek, miejsce zamieszkania, status społeczny i obciążenia dziedziczne można wyliczyć indywidualnie sprofilowaną wartość oczekiwaną dalszego życia.

Tak nie może działać emerytura. Jeśli zamiast TMXF weźmiemy wyliczenia aktuariusza, wyjdzie nam monstrualna niesprawiedliwość, w której emeryci będą karani lub nagradzani za adres zamieszkania, płeć albo status społeczny.

TMXF dla wszystkich równolatków musi być taki sam. Jego indywidualne wyliczanie byłoby tak niesprawiedliwe, że akceptowaliby to najwyżej najskrajniejsi libertarianie (którzy z kolei i tak odrzucą jakikolwiek przymus emerytalny, więc niech się nie wcinają w dyskusję).

Jeśli jednak TMXF ma być dla wszystkich taki sam, to OFE nie mogą działać jak komercyjny fundusz inwestycyjny czy zakład ubezpieczeń. Chcąc nie chcąc, stają się zakładem ubezpieczeń społecznych, który jednym będzie dokładać kosztem drugich.

Kiedy ich przedstawiciele proponują przyjęcie sztywnej wartości TMXF, w jakimś sensie ich rozumiem. Realizując neoliberalną utopię w 1998 roku wybudowaliśmy fabrykę kwadratowych kół. To nie jest wina jej dyrekcji, że nie może zrealizować zamówienia.

Neoliberałowie będą oczywiście twierdzić, że doktryna była słuszna, tylko nie zrealizowano jej dostatecznie konsekwentnie. Każdy doktryner tak komentuje swoje porażki.

Powiedzą więc na przykład, że do naprawienia OFE wystarczy „likwidacja przywilejów emerytalnych”. To byłaby kradzież, bo nie można się z kimś umawiać „pracujesz za trzy tysiaki plus wcześniejsza emerytura”, a po latach powiedzieć „z kiciorem”. Przecież gdyby nie wcześniejsza emerytura, ten ktoś poszedłby gdzie indziej pracować za trzy pięćset – kto mu teraz zwróci różnicę?

Fabryki kwadratowych kół nie uratujemy okradając górników i mundurowych. Ona po prostu nie ma prawa działać. Każdy system emerytalny musi polegać na solidarności społecznej. W 1998 daliśmy sobie wcisnąć bzdurę, że może być inaczej, w tym cały problem.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz