Miasto zasłoniętych firanek

Gorąco polecam znakomity wywiad z moim redakcyjnym kolegą w „Dużym Formacie” na temat książki (jeszcze nie czytałem, ale zapowiada się świetnie) o sprawie Krollopa. Niesamowity jest zwłaszcza ten fragment:

Filip Bajon, reżyser filmowy, napisał we wspomnieniach, że Poznań to miasto „zasłoniętych firanek”. To, co dzieje się za nimi, pozostać ma w ukryciu. Na zewnątrz jest nieustanna lekcja „chodzenia w nieskazitelnych gorsetach”. Przecież nawet prokuratorzy po czterech miesiącach śledztwa w sprawie Kroloppa się poddali. Nie byli w stanie przebić się przez barierę wstydu, upokorzenia albo mechanizmu obronnego polegającego na bagatelizowaniu molestowania.

To jest oczywiście rewers tego ideału mieszczańskiej rodziny, która wszystkie swoje sprawy załatwia we własnym gronie, unikając obcych, którzy są z definicji niebezpieczni, bo to jak nie ateista z bluźnierstwem to feminazistka z genderem. To przecież to samo, co w tym tekście:

Stanowiącą centrum „Jeżycjady” wyspę rodziny Borejków, epigonów formacji inteligenckiej, otacza ocean przemocy, kłamstwa i głupoty. Społeczeństwo degeneruje się pod wpływem pogoni za forsą i kultury masowej. Zapomina o prawdziwych wartościach (…) Odtrąceni i zranieni inteligenci skupiają się na życiu domowym. Pielęgnują swoją enklawę wyższej kultury i więzi rodzinno-przyjacielskie.

Krollop wobec swoich ofiar odgrywał właśnie kogoś takiego. Mecenasa wyższej kultury. Strażnika inteligenckich wartości. Elitę. Bycie przyjętym do jego chóru nobilitowało tak, jak bycie zaakceptowanym do roli absztyfikanta którejś z kolei panny Borejkówny przez patriarchę rodu.

Jako zwolennik lewicowo liberalnej relatywistycznie moralnej poprawnie politycznej cywilizacji śmierci jestem też, naturalnie, zaprzysięgłym wrogiem rodziny. A właściwie jej modelu wyobrażonego jako twierdza na wrogim terytorium czy mafia zjednoczona omertą.

To w takich rodzinach właśnie skargi dzieci na Krollopa uciszano, bagatelizowano, ośmieszano. Tak jak ksiądz z Piotrkowa trywializuje dziś „dziesięciolatki, które same się wpychają dorosłym do łóżka”.

Linkuję tekst z Frondy, bo słuszny. Ta sama Fronda pisała jednak nieprawdę na temat rzekomej pedofilii Cohn-Bendita, naprostujmy więc to przy okazji, bo w prawicowej blogosferze to się wciąż pojawia w wersji „dlaczego Cohn-Bendit nie jest ścigany za swoje czyny”.

Nie jest ścigany, bo nie wiadomo, czy w ogóle jakiekolwiek popełnił. W 1982 roku w telewizyjnym talk show „Apostrophes” podpuszczał 70-letniego Paula Gutha opowieściami o swoich orgiach seksualno-narkotycznych.

Przyznał, że przed nagraniem spożył „un petit gateau au hasch” i jest właśnie pod wpływem. Jego haszyszowy monolog jest bełkotliwy i ufam, że tylko dlatego w różnych dostępnych w youtube wersjach „z napisami” tak dużo jest błędów w tłumaczeniu.

W każdym razie, nie jest tak, że Cohn-Bendit przyznał się tam do jakichś konkretnych czynów, tylko snuł fantazje: „Quand une petite fille de 5 ans commence à vous déshabiller, c’est fantastique, c’est un jeu érotico-maniaque…”.

To jest oczywiście obrzydliwe, ale tu nie ma wyznania, jest fantazja. „Vous me troublez” („Pan mnie niepokoi”), odpowiada Guth, na co najarany Cohn-Bendit odpowiada: „oh, non pas tant que ça car vous vous y attendiez” („och, nie tak bardzo, bo tego pan oczekiwał” [EDIT: patrz komcie]). Widziałem napisy, w których tu mylono gramatykę i robiono z tego „nie spodziewał się pan tego”.

Przytaczam wersje za „L’Express”, gazetą, której nie można posądzać o chęć krycia Cohn-Bendita. Przeciwnie, ciągle biją pianę wokół podobnie idiotycznych fragmentów jego książki z lat 70.

Dziennikarze dziś o to nie pytają Cohn-Bendita – skarży się Terlikowski. Ależ pytają, a on odpowiada, że książka była pomyślana jako antymieszczańska prowokacja i dziś uważa, że była nieakceptowalna („unerträgliche”) i nie powinna była być tak napisana („so nicht geschrieben werden dürfen”).

Co tu można dodać nowego? Jeszcze raz zapytać Cohn-Bendita, czy uważa, że należy występować w telewizji na haju i jakich jeszcze niemieckich, francuskich lub angielskich przymiotników użyłby na potępienie swojej książki z lat 70.?

Nawiasem mówiąc – to też nieprawda, że archiwa z tego okresu utajniono. Są dostępne dla dziennikarzy. Jeśli ktoś tam znajdzie dowody przestępstw Cohn-Bendita, nie będę miał dla niego współczucia tak, jak nie mam go dla Polańskiego.

Ale ponieważ ten temat ciągle wraca w mediach niemieckich, francuskich i angielskich podejrzewam, że co było do odgrzebania – już odgrzebano. Zostało podkręcanie napisów do talk show z lat 80.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz