Cud obalenia komunizmu

Jako marksista nie wierzę w rolę wyjątkowych jednostek w historii. Uważam, że historia rządzi się własnymi prawami i jednostki niewiele mogą zmienić. Gdyby nawet wsiąść w wehikuł czasu i zastrzelić Lenina czy Hitlera, mniej więcej podobne zbrodnie mniej więcej w tym samym czasie zrobi kto inny – nie NSDAP to DNVP, nie bolszewicy to biali.

Pytanie „komu zawdzięczamy cud obalenia komunizmu” jest więc dla mnie absurdalne. Nikomu, tak się szczęśliwie dla nas przekręciła „historii sprężyna”.

Wiele osób jednak uważa siebie (lub jest uznawanych) za głównych obalaczy. Kwietniowy ranking od czapy poświęcę moim ulubionym.

Jeśli o to chodzi – to prywatnie jestem nawet skłonny uwierzyć, że obalenie komunizmu było cudem religijnym, za który odpowiadał niejaki Amon Fremon, kapłan voodoo. Sprowadził go do Polski w 1980 roku Jerzy Grotowski, który jak każdy wybitny człowiek teatru, był mistrzem w pozyskiwaniu dofinansu.

Komunistyczne władze jadły mu z ręki i wyskakiwały z kaski nawet w sprawie najbardziej idiotycznych pomysłów Grotowskiego. I chyba tylko żeby to zademonstrować innym ludziom teatru, Grotowski wymyślił głupi pomysł, który miał skończyć inne głupie pomysły: sprowadzenie z Haiti kapłana voodoo w ramach poszukiwania pierwotnych funkcji performatywnych, czy co tam wpisano w uzasadnienie wniosku.

Gierkowska polska się wali, w sklepach nie ma żarcia, w gniazdkach nie ma prądu, w kranach nie ma wody, ale znajdują się środki na fruwanie helikopterem po Haiti w poszukiwaniu odpowiedniego kapłana. A potem sprowadzenie go do Polski.

Amon Fremon doszedł do wniosku, że generał Jaruzelski opętany jest przez demona. Dlatego właśnie musi chodzić w ciemnych okularach, bo inaczej byłoby widać, że mu się oczy świecą na czerwono (logiczne!).

Powiedział nawet, jak się ten demon nazywa. Nazywał się Baron Samedi (purkła nie dimansz?). Odbył stosowne obrzędy, pokonał demona barona i zdedemonizowany Jaruzelski pokojowo oddał władzę. Logiczne jak każda religia.

Drugi w kolejności jest David Hasselhoff, który swoje głębokie przekonanie, że to on właśnie obalił komunizm opiera głównie na częstym na Zachodzie skojarzeniu, że chodziło o upadek muru berlińskiego. Skoro u nas tak popularne jest przekonanie, że nie było żadnego Okrągłego Stołu, tylko zdrada w Magdalence, daliśmy sobie świsnąć symbol.

Hasselhoff nagrał jakąś piosenkę o wolności, która była hitem po obu stronach muru. I wygląda na to, że wierzy, że to właśnie pod wpływem tej piosenki Niemcy się ruszyli z kilofami. Oh well. Logiczne nie mniej od wersji religijnych.

Tak na serio uważam, że najważniejszą rolę w upadku komunizmu odegrało opisywane m.in. przez Petera Schweizera tajne porozumienie Amerykanów z Saudyjczykami w sprawie obniżenia cen ropy. Wiadomo, tania ropa to słaba Rosja, tak samo jest dzisiaj.

Prawica przypisuje ten sukces Reaganowi, ale przecież wszystko się zaczęło od doktryny Cartera. Między innymi dlatego nie wierzę w wybitne jednostki – w praktyce każdy Napoleon po prostu kontynuuje to, co zaczął jego Dyrektoriat.

W każdym razie jeśli na serio mamy powiedzieć, że komunizm obalili Amerykanie przy pomocy układu Afganistan/ropa/Saudyjczycy/mudżahedini, zaczęło się od Cartera, nie od Reagana.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz