Przed drugą turą…

Jak wiedzą o tym śledzący blogaska i moje wrzuty fejsowe, Hanna Gronkiewicz-Waltz nie była moim pierwszym wyborem w pierwszej turze. W drugiej robi się z tego jednak tradycyjny duopol PO-PiS, a tutaj wybór jest oczywisty.

W latach 2002-2005 prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński. Wielokrotnie obiecywał, że do końca kadencji wybuduje Most Północny, którego pierwsze plany pojawiły się jeszcze w PRL. Zainteresowany historią budowy mostu czytelnik znajdzie ją w mojej blogonotce pisanej z okazji otwarcia.

Ekipa Kaczyńskiego nie była w stanie przygotować nawet papierów do przeprowadzenia przetargu, dlatego cały dorobek jego i jego następcy typu p.o. (w 2005 Kaczyński zostawił wakat na stanowisku prezydenta Warszawy, bo został prezydentem kraju) to dreptanie w kółko. Następca typu p.o. podczas swojego krótkiego pełnienia obowiązków zdążył jednak obiecać Warszawiakom, że „most będzie gotowy w 2009”.

Oczywiście, w paradzie pisowskich włodarzy Warszawy (tutaj puszczamy mentalnie muzyczkę „rampampara rara rampamparam”) najkomiczniejszym klaunem był Kazz Marcinkiewicz (2006-2007). On to, zamykając paradę na unicyklu, waląc cymbałami zapowiedział, że „odsunie autostradę od stolicy”.

Skoro takimi deklaracjami rzuca wpływowy polityk rządzącej partii (wtedy jeszcze jedno i drugie), a rząd się nie odcina – to zrozumiałe, że urzędnicy GDDKiA traktują to jak nową doktrynę rządu. Dlatego papierowe prace nad drogami A2 Stryków – Konotopa i S2 Konotopa-Lubelska odłożono ad acta, dopóki rząd nie dopracuje swojej koncepcji z autostradą biegnącą przez Górę Kalwarię.

Warszawskich kierowców suplikuję o ruch czaszką i wyobrażenie sobie, jak by wyglądał ruch samochodowy w aglomeracji, gdyby PiS nadal rządził. Załóżmy nawet optymistycznie, że Kazzostradę by do dzisiaj wybudowano.

Jak byśmy do niej dojeżdżali z Warszawy? Tłukąc się przez Konstancin, Piaseczno, Raszyn albo Grodzisk? Ja właśnie dlatego byłem i dalej jestem tak gorącym przeciwnikiem PiS – po prostu ich pomysły tłumaczone na konkret zawsze się okazywały mieć tyle sensu, co poezja Isabel Jużniemarcinkiewicz.

Cóż to, parada już przejechała, a jednak za Kazzem na unicyklu biegnie jeszcze jeden klaun? Ach tak, to kandydat PiS na prezydenta Warszawy w wyborach z 2010, Czesław Bielecki!

To on obiecywał wybudowanie „w dwa lata” obwodnicy śródmiejskiej Warszawy po zupełnie nowym szlaku. Nie wiadomo, jakimi magicznymi sposobami Bielecki chciał przyśpieszyć uzgodnienia środowiskowe i wybór wykonawcy tej inwestycji.

Dwa lata to sama budowa, więc Bielecki najwyraźniej sobie wyobrażał uzgodnienia i przetarg sprowadzone do najdalej miesiąca. Gdyby w ogóle spróbować coś takiego zrobić, to byłoby nielegalne jak pisowska trasa przez Rospudę, więc to było jasne, że nic z tego nie wyjdzie.

Na szczęście nic z tego nie wyszło. Warszawscy kierowcy zareagowali na tę obietnicę wyborczym benyhilem.

W porównaniu z tym, obietnica bezpłatnej komunikacji następnego kandydata, Jacka Sasina, wydaje się niemalże realistyczna. Da się przynajmniej oszacować jej astronomiczny koszt (w przypadku propozycji Bieleckiego i Marcinkiewicza to niemożliwe – po prostu od początku były zbyt odjechane, żeby w ogóle wziąć jakieś dane do wyliczeń).

W pewnym sensie jest to więc jakiś postęp. Ale ja jako wyborca  sprawę widzę prosto.

Mam dużo żalu pod adresem PO, ale doceniam, że to jest przynajmniej partia, która potrafi doprowadzić  inwestycję od wczesnej papierokologii do przecięcia wstęgi. PiS nie umie nawet tego.

Z tą świadomością pójdę na drugą turę.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz