En Lecture (169)

Mam nadzieję, że to już będzie moja ostatnia notka z serii „żesuiszarli”. Ubocznym skutkiem było to, że frankofońska muzyka często leciała w moim samochodzie. Więc zanudzę Was jeszcze z rozpędu duetem „Les Rita Mitsouko”.

Przedziwna nazwa ma nawiązywać do Rity Hayworth, striptizerki Rity Renoir i linii perfum Guerlain Mitsouko. Przedrostek „Les” każe nam jednak odebrać to nie jako pseudonim jednej osoby, tylko jako liczbę mnogą (te Rity, nie ta Rita).

W latach 80., kiedy łaziłem do Instytutu Francuskiego czytać na koszt francuskiego podatnika komiksy i słuchać tamtejszych winyli, ta muzyka wydawała mi się szczytem wyrafinowania. Do dzisiaj powiedziałbym, że świetnie znosi próbę czasu, choć oczywiście teraz to już nie brzmi nowocześnie, tylko wintedżowo.

Dlatego zresztą trochę przereklamowana wydaje mi się książka Simona Reynoldsa „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984”. Napisana jest tak, jakby punk i postpunk uprawiano tylko po angielsku. A gdzie Telephone, gdzie Indochine, gdzie Noir Desir, gdzie Plastic Bertrand, gdzie Rita Mitsouko wreszcie? (Scenę niemiecką, acz będzie to mile widziany offtopic).

Tak jak w przypadku frankofońskiego komiksu, gwiazdy tamtejszej muzyki pop zdumiewająco często tak naprawdę nie pochodzą z Heksagonu. Co znowu przypomina odwieczną lewicową tezę, że nic tak dobrze nie robi kulturze, jak brak etnicznej czystości.

Tworzący ten duet Fred Chichin (zmarł w 2007 na raka w wieku 53 lat) i Catherine Ringer wprawdzie przyszli na świat we Francji, ale jak same ich nazwiska pokazują, byli Francuzami w pierwszym pokoleniu. Ojciec Catherine Ringer był z pochodzenia polskim Żydem.

Przyjechał do Francji na studia, stąd go deportowano do Auschwitz a potem do innych obozów. Rosjanie uratowali mu życie, dokończył studia w Krakowie, ale w 1947 w końcu wyemigrował do Francji. Ojciec Freda Chichina miał jeszcze bardziej skomplikowane pochodzenie rosyjsko-szwedzko-holenderskie, jego rodzina przyjechała do Francji razem z antybolszewiską lewicą uciekającą po rewolucji październikowej.

Zanim została postpunkową wokalistką, Catherine Ringer zdążyła wypróbować swoich sił w aktorstwie teatralnym, operowym i erotycznym (zagrała w kilkunastu produkcjach soft-porno). Swoim scenicznym emploi wyprzedzała czasy mody na burleskę.

Nawet nie można powiedzieć, że zachowywała się uwodzicielsko w tradycyjnym sensie. Ale po prostu nie można od niej oczu oderwać (a już zwłaszcza jak się było nastolatkiem z komunistycznej krainy szarości).

Moją ulubioną piosenką duetu jest „Le Petit Train”, dobra próbka ich makabrycznego poczucia humoru. Tekst piosenki opowiada o pociągu, który jedzie przez idylliczną prowincję. Obojętnym wzrokiem spoglądają na niego wieśniacy, rozmawiający z zadowoleniem o hektolitrach mleka, które w tym roku dały ich krowy („Cette année les vaches ont fait / Des hectolitres de lait!”).

Brzmi to wszystko jak wesoła piosenka dla dzieci. To skąd te krzyki w refrenie? Skąd ta dziwna nerwowa atmosfera?

Wyjaśnia to kilka słów z tekstu. To nie jest zwyczajny pociąg. To pociąg śmierci („train de la mort”), najprawdopodobniej wiozący deportowanych z Francji Żydów takich jak ojciec Catherine Ringer.

Przyznacie, że anglojęzyczny postpunk na tym tle brzmi jakoś tak harcerzykowato.


Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz