Państwo jak korporacja

Nowoczesna.pl for the win

Na marginesie rozmowy z Marcinem Celińskim z „Liberte” u Cezarego Łasiczki odniosę się na blogu do popularnego w dyskursie liberalnym hasła, żeby państwo było zarządzane sprawnie jak korporacja. Taki pomysł podobał się mojemu rozmówcy, ale widywałem go wcześniej w różnych miejscach.

Korporacje mogą się kojarzyć ze sprawnym działaniem tylko tym, którzy obserwują je z zewnątrz. Jeśli ktoś jest kontrprzykładem, tzn. zgadza się z Celińskim, ale przepracował parę lat w jakimś korpo, naprawdę chętnie przeczytam jego komentarz.

Od środka korporacja wygląda jak jeden wielki pierdolnik, w którym nic nie działa tak, jak powinno. Świetnie opisuje to popkultura, od komiksów o Dilbercie, przez „Avatar”, po powieść Mitchella „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta” (o najstarszej korporacji świata, Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej).

Wolę się odwoływać do obrazów popkulturowych, bo oczywiście nie będę opowiadać anegdot z własnego doświadczenia. Ale popularność tych utworów wśród męczenników openspejsa doprawdy nie bierze się z naszego przekonania, że „Dilbert” jest oderwany od życia.

Inherentną wewnętrzną niesprawność strukturalną korporacji ilustruje to, co nazywam metaforycznie „korpo-fu”, a wy wszyscy to znacie, bracia i siostry w kubikach, a może i macie na to jakąś fajniejszą nazwę (poproszę!). To pakiet doświadczeń, niezbędnych do openspejsowego survivalu.

Ile go trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto zobaczy bezradność nowicjusza, który coś usiłuje załatwić zgodnie z procedurami. Czekaj tatka latka! Korpo-fu polega na wiedzy, do kogo się zgłosić, żeby te procedury przyśpieszyć.

Będę wdzięczny PT komcionautom za wskazanie jakiejś książkowej analizy tego zjawiska, bo fascynuje mnie prywatnie, ale nigdy poważniej go nie badałem. Korporacje wymyślają sobie wewnętrzne struktury – piony, działy, segmenty – i teoretycznie uczestniczą w tym jacyś zawodowcy od zarządzania.

A jednak to, co ci zawodowcy wymyślą, natychmiast okazuje się niesprawne. Korporacja próbująca działać zgodnie z wewnętrznymi procedurami i regulaminami nie przetrwa jednego dnia. To wszystko nie wali się tylko dzięki temu, że pracownicy tworzą między sobą nieformalne sieci powiązań, działające w poprzek oficjalnych struktur i często wbrew oficjalnym procedurom.

Oczywiście, w końcu i tak się wszystko wali. Chyba jeszcze żadna korporacja nie przetrwała więcej niż 200 lat. Majątek upadłej VOC znacjonalizowano w 1796, ale potem z kolei upadło państwo, które dokonało nacjonalizacji, więc trudno podać konkretną końcową datę.

Łatwiej znajdziemy państwo, które – mimo wszystkich problemów – zachowuje ciągłość organizacyjną przez więcej niż 200 lat. Dlatego nie wierzę w ogólną wyższość organizacyjną korporacji nad państwem.

Nie wierzę też w propozycje szczegółowe. Marcin Celiński w tej rozmowie przytoczył przykład banków, które sprawnie potrafią zorganizować bankowość online – a tymczasem państwo nie umie zorganizować wyborów online.

Celiński mógł znaleźć lepszą chwilę na rzucenie taką tezą, niż dni żenującej wtopy Plus Banku. Ale nie w tym tkwi problem.

Bank ma pełne prawo skupiać się tylko na tych klientach, z którymi wiąże nadzieję na zarobek – i zlewać pozostałych ciepłym parabolicznym. Państwo nie.

Państwo nie może się kierować wyłącznie rachunkiem ekonomicznym. Są obywatele, do których państwo będzie wyłącznie dopłacać (nieuleczalnie chory, nieresocjalizowalny przestępca). Mają takie same prawa jak reszta, państwu nie wolno ich wykluczać.

Korporacje potrafią tak naprawdę tylko jedno: maksymalizować zysk udziałowców. Nawet z tym bywa krucho, ale cała reszta dla korporacji jest produktem ubocznym. Z państwem jest odwrotnie, najważniejsze dla niego jest to, czego nie da się łatwo wyrazić ekonomicznie.

Celiński w radiu argumentował, że państwo można uznać w takim razie za szczególny przypadek korporacji, która nie kieruje się zyskiem, tylko dobrem obywateli. To dla mnie rozumowanie na zasadzie „wagon kolejowy to szczególny przypadek otwieracza do piwa” (wszak można kapsel odbić od bufora).

Skoro podobieństw jest mniej niż różnic, darujmy sobie przerabianie otwieracza na wagon. Ja chcę państwa sprawnego jak nordycka socjaldemokracja, a nie sprawnego inaczej jak Plus Bank.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz