Warsiaski ring

obwodnice

W lipcu nie będzie rankingu od czapy, bo zamiast niego napracowałem się nad infografiką. Wiem, że blogasek ma wiernych fanów mojego talentu plastycznego – radujcie się!

Mapa przedstawia schemat warszawskiego węzła drogowego. Grubą linią odkreśliłem drogi bezkolizyjne, cienką kreską tradycyjne drogi krajowe z kolizyjnymi skrzyżowaniami.

Czarny kolor – drogi, które już są. Czerwony – drogi, które są w budowie, albo mają papierologię na tyle zaawansowaną, że da się podać jakąś orientacyjną datę. Szary – drogi, które mają być, ale cholera jedna wie kiedy.

Do dróg bezkolizyjnych zaliczyłem także te, które formalnie nie mają statusu ekspresówki, ale jednak główny potok ruchu nie jest tam przerywany przez skrzyżowania. Stąd dwie wewnętrzne grube krechy, symbolizujące Prasę Trymasa i wylotową część Alei Jerozolimskich.

Pominąłem bezkolizyjne trasy, których znaczenie na razie jest czysto wewnętrzne. Planowaną trasę NS pokazałem jako kikut – bo moim zdaniem, o ile należy ją dociągnąć do Alei Jerozolimskich, cała nie jest potrzebna. Tranzyt niech se obwodnicą jedzie.

Dla uproszczenia obwodnicę narysowałem jako kółko, choć tak naprawdę przypomina raczej równoległobok. Wylotówki ograniczyłem tylko do tych, które mają status dróg krajowych, czyli poza tymi najważniejszymi dałem jeszcze Puławską (bo to DK79 na Sandomierz) i trasę, którą automobilista jechałby w stronę Wolnego Miasta Gdańsk w roku 1939, niegdysiejszy główny szlak do Prus – dziś skromną DK61.

Nie miałem siły się już bawić z drogami do Konstancina czy Truskawia. Nigdy nie będą bardziej przelotowe, niż są teraz – i słusznie.

W tym roku niestety niewiele przybyło nowych dróg na wakacje, ale jednak warsiaskim kierowcom doszło parę kilometrów, które mogą im oszczędzić dobrą godzinę. To bezkolizyjna wylotówka S8, pozwalająca ominąć mordercze korki w Raszynie i Jankach.

To druga bezkolizyjna wylotówka w historii miasta. Poprzednią – A2 z węzła Konotopa – otwarto w 2012.
Przez ten czas warsiaski kierowca skazany był na desperackie kombo A2/DK50/S8, jeśli wyjeżdżał z miasta w godzinach szczytu. To był ciężki absurd, że nawet jadąc do Krakowa wyjeżdżało się na Poznań, ale jeszcze większym absurdem było stanie w korkach na Alei Krakowskiej.

To już za nami. Trudno powiedzieć, jak bardzo odciąży to Aleję Krakowską oraz samą A2 – która niedługo stanie się płatna i jednocześnie dojdzie jej darmowa konkurencja w postaci biegnącej w miarę równolegle S8.

Ale jednak moja typowa trasa wakacyjna w pierwszych latach istnienia tego blogaska wyglądała tak: Wisłostradą do Trasy Prymasa, tam stojący korek zwykle już zaczynał się od Obozowej, więc desperacki myk w Czorsztyńską i próba jazdy równolegle do trasy, przez Deotymy i Elekcyjną.

Oczywiście, do trasy trzeba było wreszcie wrócić, bo nie było (i do dzisiaj nie ma) innego przejazdu przez tory. Następny to do dzisiaj Dźwigowa, czyli Włochy, ale nie te, do których jechałem.

Do trasy włączałem się tylnym wjazdem od Ordona. Potem trzeba było swoje odstać w korku do skrzyżowania z Alejami. Nareszcie Aleje! Już się trochę rozpędzam i… zonk. Korek do skrzyżowania z Łopuszańską, też się czasem zaczynający przed torami.

Łopuszańska to lewoskręt, więc tak czy siak, horror. Ileś tam zmian świateł, w które wreszcie się jakoś wbijam, cudem unikając czołówki z tirem z naprzeciwka, który też ma zielone. Potem stoję na światłach na Łopuszańskiej, potem stojący korek do zjazdy w Krakowską.

Teraz już tylko odstać swoje na Alei Krakowskiej przez Raszyn i Janki i nareszcie utęskniona gierkówka. Skręcamy na Katowice, opisane oczywiście jako Wrocław.

Dzisiaj nawet gdybym chciał nostalgicznie powtórzyć tę samą trasę, już i tak będzie lepiej. Po pierwsze – obwodnica odciążyła Prymasa. Po drugie – udrożniono Aleje, a skrzyżowanie z Łopuszańską jest już dwupoziomowe.

A po trzecie – po co wam Łopuszańska, wystarcza dobry łącznik z obwodnicą. Łącznik już jest i bezkolizyjnie (nie stoimy na żadnym skrzyżowaniu) dowozi nas dziś od Dworca Zachodniego do węzła Opacz na S2. Tyle, że do dzisiaj ten węzeł był czynny na 3/4. Nie można nim obwodnicy przejechać na durch.

Wieczorem otworzą dalszy ciąg. Miniem Janki, miniem Raszyn, będziem na gierkówce. Gdzieś pod koniec roku dojdzie kolejny łącznik, do (nieekspresowego) wylotu na Kraków przez Radom.

Następnym bezkolizyjnym wylotem będzie obwodnica Marek, która przy okazji podłączy do Lizbony Wyszków – a zaraz potem Białystok. Potem dopiero wschodnia część południowej obwodnicy, razem z węzłem Lubelska (który pewnie przemianują na Warszawa Wschód), z którego ekspresowo wylecimy sobie na Lublin i Mińsk Mazowiecki. Ale to raczej 2020.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz