Fajni ludzie sukcesu

Wygwizdanie przywódców partii Zielonych na demonstracji KOD pokazało, że nierówności społeczne i podziały klasowe są największym tabu III Rzeczpospolitej. W innych kwestiach dokonał się spory postęp przez ostatnie paręnaście lat.

Jeszcze gdzieś w roku 2005 samo niebycie katolikiem odbierane było jako obrazę załoby Wielkiego Polaka. Skazanie Urbana za obrażenie papieża prawomocnym wyrokiem w 2006 wszystkie media przyjęły z aprobatą. A dzisiaj, proszę bardzo, te same media potrafią nawet, ho ho, krytykować nauczanie Kościoła (radośnie nieświadome, że wyrok sprzed 10 lat stworzył niebezpieczny precedens).

Jeszcze ciekawsza ewolucja dokonała się w kwestii praw LGBT (wiem, że ostatnio doszły jakieś nowe literki, ale proszę mi wybaczyć, że będę się trzymać tej wersji). W 2005 roku obsesje księdza Oko jeszcze uważano za akceptowalne w publicznym dyskursie, nawet wydrukowano jego manifest w „Wyborczej”.

Wtedy najradykalniejsza opcja tolerancji sprowadzała się do „pozwalajmy im istnieć, byle robili to w domu po kryjomu i się  z tym nie afiszowali” (to jest polski liberalizm anno 2007!). Dzisiaj postawa „rób to w domu po kryjomu” dalej wyznacza granicę, ale teraz tę drugą – moherowo-konserwatywną, bo ksiądz Oko wyleciał poza mainstream.

W tej sprawie mamy więc niewątpliwy postęp. Lewica ograniczająca się wyłącznie do szeroko rozumianej obyczajówki będzie mile widziana w mediach, ważni redaktorzy będą wpadać na jej manify i parady, jej przedstawiciele będą zapraszani do komentowania bieżących wydarzeń.

Ale niech ktoś coś powie, dajmy na to, o redystrybucji albo o podziałach klasowych. Wuwuzele zrobią „wiuuu!”.

Pod tym względem zamiast postępu jest regres. W kampanii wyborczej 1995 Aleksander Kwaśniewski postulował wprowadzenie nowej (czwartej) stawki podatkowej dla najlepiej zarabiających. Jego następca Leszek Miller wprowadził podatek liniowy dla przedsiębiorców, a PiS skasował trzecią stawkę.

I tutaj, co jest dla mnie szczególnie interesujące, nie ma różnic między Kaczyńskim, Petru, Schetyną czy Nowacką. Legenda o „socjalnej wrażliwości PiS” jest legendą. Program 500+ również skonstruowano przecież tak, żeby ubodzy bezdzietni zrzucali się na rodzinnego SUV-a dla klasy średniej z trójką dzieci.

Swój socjalny dyskurs PiS bowiem konstruuje tak, jakby podziały klasowe nie istniały. Źródłem biedy jest w nim zawsze niewidzialny Układ, który jednako ciemięży(ł) Romana Kluskę, jako i sprzątaczkę w Optimusie.

Nigdy nie ma tam więc postulatów typu „zabrać bogatym, żeby dać biednym”. Są za to działania de facto odwrotne, jak np. przywileje podatkowe dla najbogatszych i wycofywanie się z obietnic, na których skorzystaliby najbiedniejsi (np. podniesienie kwoty wolnej od podatku).

Płacimy jako społeczeństwo cenę za to, że daliśmy sobie wmówić, że podziały klasowe były w XIX wieku, a teraz są czymś przestarzałe. „Każdy ma szansę na sukces”, to nieustanny przekaz neoliberalnych mediów, które wychowały w ten sposób elektorat PiS – wyborców przekonanych, że odnieśliby sukces, gdyby tylko Układ przestał ich gnębić, a państwo wsparło polską przedsiębiorczość.

Jedyny podział społeczny, o jakim wolno mówić bez naruszenia tabu, to podział na „beneficjentów transformacji” i „osoby poszkodowane przez transformację”. Podział bezsensowny, bo wszyscy coś na transformacji zyskali i wszyscy coś stracili, ale w przypadku większości z nas nasza obecna pozycja na klasowej drabinie III RP była zdeterminowana pozycją na klasowej drabinie PRL naszej lub naszych rodziców.

Skoro więc „każdy ma szansę na sukces”, logicznym wnioskiem kogoś, kto sukcesu nie odniósł, jest mniej lub bardziej urojona autoidentyfikacja w roli „poszkodowanego przez transformację”. Tymczasem prawda jest arcybanalnie arcyprosta: NIE WSZYSCY MOGĄ ODNIEŚĆ SUKCES.

Tylko że tabu działa właśnie tak, że o słoniu w pokoju się nie mówi i już. Stąd złość fajnopolaków z KOD na działaczy partii „Zielonych”, którzy poruszyli zakazany temat.

Gdybym dostał dychę za każdy publicystyczny tekst typu „Partia Razem powinna się przyłączyć do KOD”, byłbym człowiekiem sukcesu (zwłaszcza, że za suchara „powinni się nazywać Osobno, le hurr de le durr” należy się dubeltowa stawka). Ciekawa w tych tekstach jest asymetria: pretensje są wyłącznie do Razem, ale nigdy nie ma pytania, czy KOD w ogóle przewiduje współpracę z kimś poza „ludźmi sukcesu” w rodzaju Giertycha, Petru czy Nowackiej.

Już wiemy, że nie bardzo. A przecież alternatywa jest prosta – albo dostosuje się do tej porady, albo przegra tak jak opozycja na Węgrzech.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz