Now Playing (172)

Obejrzałem właśnie z zachwytem trzy pierwsze odcinki nowego serialu HBO „Vinyl” (więcej na razie dziennikarzom nie udostępnili). Moje skojarzenia są dziwne jak ja, więc zamiast glam rocka czy rnb, pod wpływem tego serialu zaczęła mi brzęczeć w głowie grecka piosenka „Efige, Efige”.

Źródło skojarzenia jest w gruncie rzeczy banalne. Kapitalną postać drugoplanową w „Vinylu” gra Paul Ben-Victor.

W „Vinylu” jest stereotypowym Aszkenazyjczykiem z powiązaniami z Kosher Nostra (jak amerykańska prasa żartobliwie nazywała żydowskie odgałęzienie mafii). W serialu „The Wire” Ben-Victor z kolei grał niejakiego Vondasa, który uchodzi za Greka (ale jak pamiętamy z dialogu między nim a jego szefem w finale drugiego sezonu – „ma wiele nazwisk i wiele narodowości”).

W obu serialach Ben-Victor gra w gruncie rzeczy tę samą postać. Człowieka pozornie bardzo sympatycznego, który jednak potrafi się uśmiechnąć tak przyjaźnie, że ciarki idą po grzbiecie.

Pod koniec drugiego sezonu, jak pamiętamy, Frank Sobotka idzie na decyzującą rozmowę z Vondasem. Z której już nie wraca, bo tak się kończą takie decydujące rozmowy. Finałowi towarzyszy właśnie „Efige, Efige” Steliosa Kazantzidisa.

Sądząc po komciach z jutuba, większość nowych fanów tej piosenki trafiła na nią właśnie via HBO. Typowe komcie to „Business. Always business” albi „Reelect Frank Sobotka”!

Piosenka jednak rzeczywiście jest piękna i jeśli jacyś komcionauci zechcą wystąpić w roli geniusza-podpowiadacza (jeśli lubisz to, to spodoba ci się też tamto), będę dźwięczny. Chociaż z jednej strony od razu kojarzy nam się z Grecją – coś w tym brzmi strasznie arabsko. Ale jako totalna noga z muzykologii, nawet nie wiem co (metrum? harmonia? wszystko na raz?).

Bardzo się ucieszę, jeśli ktoś zechce się powymądrzać…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz