Trzy fakty o uchodźcach

Przykro mi, że znów piszę o uchodźcach, ale mam to nieprzyjemne uczucie, że na moich oczach dzieje się coś, co w historii widzieliśmy wielokrotnie. Dla doraźnych korzyści politycy straszą urojonym zagrożeniem i podsycają w ludziach strach i nienawiść, co dalekosiężnie będzie mieć skutki, które im się zapewne wymkną spod kontroli.

Powtórzmy więc podstawowy fakt: zagrożenie zamachami terrorystycznymi jest marginalne. To widać z każdej statystyki – czy porównamy czasy współczesne do lat 70., czy porównamy realną skalę różnych zagrożeń (np. prawdopodobieństwo śmierci przy przechodzeniu przez jezdnię do prawdopodobieństwa śmierci w zamachu).

Propaganda premier Szydło i prawicowych mediów przemawia do ludzi, którzy nie znają historii ani nie rozumieją matematyki, więc nie potrafią tego samodzielnie ocenić. Cynicznie wykorzystują ludzką niewiedzę – historia pokazuje, że tak właśnie upadały republiki.

Zatem drugi fakt: to nie uchodźcy wywołują zamachy. Za każdym razem okazuje się, że zamachowcem jest ktoś mieszkający na Zachodzie od wielu lat, zazwyczaj  przedstawiciel drugiego pokolenia migrantów.

Drugie pokolenie migrantów zawsze wydawało z siebie ludzi dokonujących niezwykłe czyny. Największych zbrodniarzy i największych geniuszy. Założycieli Cosa Nostry i spółek giełdowych, laureatów Nobla i terrorystów.

Drugie pokolenie migrantów to Al Capone, Steve Wozniak, bracia Warner i bracia Carnajew. Straszenie drugim pokoleniem imigrantów będzie miało – już ma! – uboczny skutek w postaci podbudzania nienawiści do Polaków w Stanach czy w Europie.

Przecież przeciw polskim rodzinom można używać tych samych argumentów. Że się nie integrują, że się wolno uczą języka, że są fanatycznie religijni, że mają przemoc w rodzinie, że odrzucają demokratyczne wartości.

Tak zresztą wielokrotnie było w historii. Kiedy Leon Czołgosz (typowy terrorysta z drugiego pokolenia) zabił prezydenta McKinleya, bezpośrednim skutkiem były prześladowania Amerykanów pochodzenia wschodnioeuropejskiego.

Strasząc urojonym zagrożeniem, nasz rząd ściąga realne zagrożenie na Polaków za granicą oraz w kraju. Nic dobrego dla nas nie wyjdzie z samoizolacji w Europie, a dla nich nic dobrego z hasła „bić imigrantów” – bo będą bić właśnie ich.

Fakt trzeci. Rozumiem argument „byłem w Londynie/Berlinie/Sztokholmie/Paryżu i są tam dzielnice, W Których Jest Strasznie”, ale nam to nie grozi. Z dwóch przyczyn.

Po pierwsze – Polska nie jest krajem tak fajnym ani tak bogatym, żeby być magnesem dla migrantów. Nawet dla Ukraińców jesteśmy tylko namiastką Europy, do której się łatwiej dostać ze względów wizowych (które właśnie przestają dla nich mieć znaczenie).

Nie będziemy mieć inwazji imigrantów na Warszawę. Muzułmanie przyjeżdżają do Londynu z tego samego powodu, co Polacy – bo w Londynie się lepiej żyje, mieszka, uczy i pracuje.
Bogactwo Londynu (Berlina, Paryża itd.) zostało zbudowane głównie w latach 50. i 60., kiedy kraje zachodnie doznały okresu bezprecendensowego wzrostu. Francuzi poetycko nazywają okres 1945-1975 mianem „trzydziestu wspaniałych”. Nigdy nie było tak dobrze, ani przedtem, ani potem.

Ma to chyba jakiś związek z tym, że akurat w tym okresie kraje zachodnie były wyjątkowo otwarte na imigrantów. Aktywnie ich zapraszały.

Jeśli miały kolonie, chętnie rozdawały paszporty (brytyjskie czy francuskie) tym mieszkańcom kolonii, którzy przyjadą na Wyspy, pracować w szpitalach i na budowach. Jeśli nie miały, zapraszały Gastarbeiterów w specjalnych programach (jak Niemcy).

Wygląda na to, że imigranci mieli swój wkład w budowie tego bogactwa. Założenie, że nie mieli żadnego, prowadziłoby do wniosku, że to Strasznie Dziwny Zbieg Okoliczności, że akurat wszyscy na Zachodzie przypadkowo zbudowali go tak.

Nie zbudujemy polskiego dobrobytu jako kraj zamknięty, zapyziały i zaściankowy. Rząd proponuje nam heroiczną obronę zapyziałości – i pewnie mu się uda, bo namawianie Polaka do zaściankowości jest jak namawianie Amerykanina do wejścia w dobry biznes. Nie trzeba namawiać!

Dlatego bądźcie spokojni, rodacy. Nie będziemy mieli nigdy sytuacji jak w „złych dzielnicach” Paryża czy Londynu, bo nie będziemy mieli także tych dobrych dzielnic.

Tu nigdy nie będzie San Francisco, na zawsze zostanie ściernisko. Nie odniesiemy sukcesów Zachodu, więc przynajmniej nie będziemy płacić ich ceny…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz