To my, buldogi

No i proszę – na rozpoczęcie walki delfinów nie musieliśmy czekać nawet dwóch tygodni. Atak furii Kaczyńskiego w Sejmie potencjalni następcy tronu zinterpretowali jako okazanie słabości i huzia!

Nikomu w tym sporze nie kibicuję. A raczej kibicuję wszystkim stronom. Będę je zagrzewać okrzykami „LUTUJ GO MOCNIEJ, LUTUJ!”.

Pan Adrian się nagle obudził jako obrońca praworządności. Rychło w czas.

Przyczynił się swoim podpisem do zniszczenia niezależności Trybunału Konstytucyjnego, do destrukcji edukacji, do zawłaszczenia mediów publicznych, do niszczenia lasów, do harców Macierewicza, do bezkarności Kamińskiego. Niczego mu z tej listy nie wybaczę.

Ale nie da się ukryć, że miałem mnóstwo radości, czytając Psychiatryk24 i komcie na Wpotylicę. Na prawicy pożar w kurniku.

Ich prezydent natychmiast stał się dla nich „PADalcem” i „PADliną”. Dla wiceministra Jakiego jest już „cieniasem, który wymięka”.

Zaraz powyciągają na niego jakieś haki, zaraz się dowiemy, że ma niesłuszne pochodzenie. Nie będę go bronić. LUTUJCIE GO MOCNIEJ, LUTUJCIE!

Ale im mocniej oni będą walić w niego, tym silniej on im się będzie odwijać. A może im dużo zaszkodzić, oj dużo.

Cała ta destrukcyjna machina dotąd działała przecież tylko dzięki temu, że prezydencka marionetka podpisze wszystko, co jej podsuną. A jakby co, to każdego ułaskawi.

W odróżnieniu od pani Beci, którą jednym ruchem palca prezessimus może w każdej chwili odesłać na tą wieś, z której ją innym ruchem palca wyciągnął – pan Adrian jest nie do ruszenia. Nic mu nie mogą – a on im wiele. LUTUJ ICH MOCNIEJ, LUTUJ!

Przypominałem jakiś czas temu, że wystarczy utrata pięciu posłów, a PiS już nie ma bezwzględnej większości. To się może wydarzyć jeszcze w tym roku.

Kaczyński ma ostatnie chwile na to, żeby jeszcze uratować swój obóz przed kolejną klęską. Mógłby wyciągnąć rękę, wymusić na Ziobrze i Dudzie pojednanie przed kamerami, poskromić zbuntowane buldogi.

Ale on tego nie umie zrobić. Nigdy nie umiał. Jego poprzednie rządy zniszczyła rywalizacja między przystawkami – i tak samo będzie teraz.

Konflikt prezydenta z rządem to tak naprawdę konflikt dwóch przystawek: Gowina i Ziobry. Obaj mają swoje mikropartyjki, wyrzucenie z rządu jednego z nich grozi odpadnięciem przystawki (a więc: utratą większości).

Kaczyński nie umie łagodzić konfliktów. Umie tylko zrobić awanturę, dostać furii, zapluć się wściekłością, naubliżać. I nie wątpię, że budynek na Nowogrodzkiej trzęsie się od paru dni od podobnych wybuchów, tym razem już bez kamer.

Co najmniej dwukrotnie był u władzy (kiedy wywalczył prezydenturę dla Wałęsy i wygrał wybory w 2005). I za każdym razem tracił ją w ten sposób. Za bardzo lubi pomiatać ludźmi, a ludzie znoszą to tylko do czasu.

Jesienią ludzie poczują na własnej skórze skutki deformy edukacji. Dla wielu rodzin dodatkowe koszty, związane z wydłużeniem dojazdów albo koniecznością wynajęcia opiekunki, skonsumują 500+.

Coraz realniejsze są unijne sankcje. I tylko skromny żelazny elektorat uwierzy, że to wina Unii, a nie PiSu, olewającego kolejne sygnały ostrzegawcze.

Orban was nie uratuje, drodzy pisowcy. To polityk obrotowy, wchodzi w sojusz z tym, kto mu potrząśnie sakiewką. Moskwa i Bruksela mają sakiewki, Polska ma tylko Sakiewicza. Jak przyjdzie co do czego, głosowanie znów będzie wyglądało 27:1.

A w grudniu skończą się księgowe sztuczki Morawieckiego i poznamy prawdę o tym cudownym „uszczelnianiu VAT”. I sondaże polecą. A w 2018 wybory samorządowe…

I znów przed prawicowym zamordyzmem uratuje nas indolencja prawicy, bo na opozycję tradycyjnie nie ma co liczyć.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz