Illegal Tower

Czy taśma Kaczyńskiego jest „bombą” czy „kapiszonem”, tego nie wiem i w ogóle nie zamierzam się zniżać do oceniania tego w takich kategoriach. Ten sposób podejścia do spraw publicznych wydaje mi się godny przepychanek na Twitterze, zainteresowani niech się tam z tym przeniosą.

To, co mnie interesuje jako obywatela tego kraju, to praworządność. Obrońcy PiS błyskawicznie zapewnili, że taśma Kaczyńskiego nie demonstruje łamania prawa.

„Nie widzę tam nic nielegalnego. Oto starszy, kulturalny pan, chce wybudować wieżowce” – napisał w przezacnym serwisie Salon24 jego czołowy przedstawiciel, Grzegorz Wszołek.

Założę tu dobrą wolę – powiedzmy, że wszyscy piszący w ten sposób po prostu nie znają prawa. Oto zatem kaganek oświaty.

Przed kulturalnym starszym panem, który marzy o wybudowaniu wieżowców, prawo stawia zasadniczo trzy drogi. Musi się zdecydować na jedną z nich.

W jednej z tych dróg nasz starszy pan może zostać biznesmenem. Może tymi wieżowcami bezpośrednio zarządzać, budując je na przykład w ramach swojej sieci hotelowej, jak kilkadziesiąt lat temu zrobił to Conrad Hilton. Może też użyczać im swoje nazwisko jako brand, jak Donald Trump.

W tym celu nasz starszy pan musi zarejestrować działalność gospodarczą. W praktyce zrobi to w formie spółki, ale bardzo teoretycznie rzecz biorąc mógłby postawić niewielki wieżowiec w ramach samozatrudnienia (PPHU Interntransjanusz Tower).

Druga droga to ścieżka non-profitu. Nasz przemiły, kulturalny starszy pan może zarejestrować stowarzyszenie lub fundację, której celem będzie zbudowanie Cat Tower – wieżowca, będącego miejscem spotkań miłośników kotów.

W praktyce non-profity rzeczywiście często inwestują w nieruchomości. W centrum Sztokholmu i Oslo stoją gmachy z siedzibami związków zawodowych – nie są to wprawdzie wieżowce w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, ale widać w nich pewien rozmach i optymizm socjaldemokracji sprzed prawie 100 lat.

Największymi inwestorami tego typu są chyba związki wyznaniowe. Opisywałem kiedyś na blogasku przedziwną dzielnicę Świadków Jehowy w sercu Nowego Jorku. W Warszawie niedługo stanąć ma Nycz Tower, widomy dowód, która denominacja chrześcijańska najlepiej sobie radzi w deweloperce.

I wreszcie trzecia opcja to droga polityki. Nasz przemiły starszy pan może zostać działaczem społecznym lub politycznym, którego marzeniem będzie stawianie wieżowców w interesie publicznym (takim, jak on go pojmuje) – tu też są realne przykłady, na przykład Robert Moses w Nowym Jorku.

I teraz mamy kluczowe pytanie: W JAKIEJ KONKRETNIE ROLI JAROSŁAW KACZYŃSKI WYSTĘPUJE W NAGRANEJ ROZMOWIE?

Dowcip polega na tym, że tych ról nie wolno mieszać. Donaldowi Trumpowi nie wolno łączyć roli dewelopera z rolą prezydenta, ani nawet kandydata na prezydenta (dochodzenie w sprawie tzw. collusion dotyczy właśnie domniemanego mieszania tych ról, na przykład celem uzyskania pozwolenia na Trump Tower w Moskwie).

Działalność komercyjna (for-profit), działalność społeczna (non-profit) i działalność polityczna są regulowane odpowiednimi ustawami. Partiom nie wolno prowadzić działalności gospodarczej, fundacjom czerpać zysków, biznesmenom korzystać z protekcji – itd.

Otóż każda odpowiedź na pytanie o rolę Kaczyńskiego w tej rozmowie prowadzi do wniosku, że złamał przynajmniej jedną z tych ustaw. Jeśli był tam jako polityk – łamał ustawę o partiach i przepisy antykorupcyjne. Jeśli jako biznesmen, uczestniczył w tzw. firmanctwie (zachodzi wtedy, kiedy ktoś, potocznie zwany „słupem”, tylko udaje, że prowadzi działalność gospodarczą, w rzeczywistości prowadzoną przez kogoś innego). Traktowanie fundacji jako własnej firmy też jest niehalo, o czym boleśnie przekonał się niejaki Jakub Ś.

Część z tych naruszeń prawa ścigana jest przez prokuraturę, część przez urząd skarbowy, część cywilnoprawnie. Zważywszy, że w grę wchodzi austriacki przedsiębiorca, niewykluczone są też działania na szczeblu międzynarodowym. Mam nadzieję, że jego prawnicy warci są zapłaty swojej – to do nich należy kolejny ruch.

Argument „wszyscy tak robią” jest o tyle bezsensowny, że jeśli nawet: no to jak ich ktoś nagra czy w inny sposób przyłapie, też powiem, że to skandal. Nawet gdyby to miało dotyczyć Zandberga (nie mówiąc już o Schetynie). Nie będę miał litości także dla tych, na których sam głosuję.

Zauważę jednak na koniec, że PiS miał dobre 3 lata na znalezienie dowodów na podobnie nielegalne działania Platformy – i to dopiero był zamokły kapiszon. Nawet na taśmach ośmiorniczkowych nie ma dowodów przestępstwa – jest tylko trochę brzydkich wyrazów.

To smutne, że ktoś woli kulturalnych przestępców od praworządnych obywateli, którzy przeklinają przy wódce.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz