W eurowyborach zagłosuję na…

To będzie blogonotka o polityce, ten temat przyciąga debiutantów zamieszczających tu swój pierwszy komentarz (przynajmniej pierwszy pod daną ksywką), więc tradycyjny caveat. Przed debiutem warto pośledzić poprzednie dyskusje i liczyć z tym, że komentarze niespełniające pewnych określanych przeze mnie norm, wylatują.

Tu w szczególności wylatywać będą te, w których komentator będzie się powoływał na mitycznego „dhonta” (bonus za błędną pisownię), jeśli wyczuję, że nie umie matematycznie zdefiniować tej metody. Generalnie nie pisz (don’t!) „d’Hondt”, jeśli nie umiałbyś odróżnić tej ordynacji od konkurencyjnej Sainte-Lague na podstawie samego opisu metody.

By dalej nie przedłużać, przejdźmy do meritum. Ogłoszenie przez lewicę społeczną wspólnego startu w eurowyborach rozwiązuje wszystkie moje rozterki.

Już mnie nie interesuje, co Biedroń w lutym, a co Czarzasty, a co Schetyna z Nowacką. Głosuję zgodnie ze swoim światopoglądem: na podniesienie podatków tłustym misiom, radykalną laicyzację, wtrącanie się państwa w gospodarkę, rozdawnictwo socjalne, populizm i roszczeniowe związki zawodowe.

Jeśli partia Biedronia dołączy do tej listy, to super. Jeśli Czarzasty zadeklaruje chęć, to trochę mniej super, acz mógłbym zagłosować na koalicję, w której SLD nie będzie głównym rozgrywającym, tylko jednym z wielu podmiotów.

Ale to wszystko nie ma znaczenia. Biedroń nie dołączy, a dla SLD naturalną opcją będzie dołączenie do Zjednoczonej Opozycji. Błogosławieństwo na drogę [machu-machu rąsią].

A teraz kilka odpowiedzi na przewidywalne komentarze:

Czy nie chcę obalenia rządu PiS? Chcę, ale to i tak nie nastąpi w eurowyborach. Nawet jeśli PiS przerżnie w nich koncertowo, rządzić będzie co najmniej do parlamentarnych.

Oczywiście, porażka w eurowyborach osłabi ich morale przed decydującą rozgrywką, tylko że to będzie tak jak w wyborach samorządowych. Wszystkie partie powiedzą, że odniosły sukces w eurowyborach.

PiS samorządowe teoretycznie też wygrał, a jednak nie było widać radości na ich konwencji. Teraz będzie zapewne podobnie.

Czy nie boję się Zmarnowania Głosu? Nie, bo głos to nie jest cenna inwestycja, która ma przynieść dywidendy. Realnie od pojedynczego wyborcy niewiele zależy.

To udział w rytuale, obrzędy religijne dla zwolenników demokracji. Kościoły żyją dzięki temu, że mają masy wiernych, ale nie zauważają dojścia czy odejścia pojedynczego wiernego. Odejdź, zostań, dołącz kierując się głosem serca, ale nie rób sobie złudzeń, że od tego zależy przetrwanie danego wyznania (o ile nie jesteś, powiedzmy, Medyceuszem).

Jest jeden gwarantowany sposób na zmarnowanie głosu. To głosowanie przeciwko własnemu światopoglądowi. Nie zamierzam tego robić.

A co najważniejsze, eurowybory mają najniższą frekwencję (24% w 2014 wobec 51% w parlamentarnych z 2015). Niska mobilizacja działa na niekorzyść partii rządzącej i na korzyść partii dziwnych, offowych, radykalnych – w eurowyborach łatwiej przekroczyć 5%.

Pojawiające się tu i ówdzie apele o jedność opozycji obrażają mnie jako wyborcę. Że sympatyzuję z partią Razem, to nie znaczy, że Zandberg z Zawiszą mogą mnie przehandlować niczym dziewiętnastowieczny obszarnik, sprzedający wieś z „duszami”.

Nie zamierzam być przedmiotem transakcji typu „my wnosimy trzy procent, wy siedem procent, dzielimy się tak”. To mnie obraża. Traktowanie tak mojego głosu to najlepszy sposób, żeby go stracić.

Zamiast wyklinać wyborców innych partii, przywódcy Platformy Obywatelskiej powinni popracować nad przedstawieniem wyborcom propozycji wychodzącej poza „żeby znów było jak dawniej”. Na razie tego nie widać, a co gorsza, pojawiają się pomysły typu „Komorowski jako lokomotywa wyborcza”.

Nawet przeciwnicy PiS nie chcą, żeby było jak dawniej. Większości ludzi poprawiła się stopa życiowa w porównaniu z 2015 (będę ciekaw kontr-narracji czytelników, którym się pogorszyła).

Nie twierdzę, że to zasługa PiS – twierdzę, że to nie ma znaczenia. Przeciętny Polak nie wzdycha z nostalgią „ech, żeby znów było za Tuska”. Odczuwają ją, być może, przedstawiciele elit („ech, Zdzisiek był wtedy ministrem, a Czesiek wojewodą…”), ale nie Jan Kowalski, co pokazują liczne sondaże.

Panie i Panowie z Platformy, nie myślcie, jak pognębić Biedronia czy Zandberga. Myślcie, jak odzyskać Kowalskiego. Czego wam życzę w nowym roku.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz