Silvergate

Afera taśmowa rozwija się fajnie. Reżim nie nadąża z produkowaniem kolejnych usprawiedliwień – najpierw „nie było faktur”, potem „nie było umowy”, teraz „nie ma dowodów”.

Na każdym etapie odsłania się kolejna porcja brudów pod dywanem. Okazuje się, że najbliższymi współpracownikami Kaczyńskiego są TW „Ryszard” i jakiś przedziwny „ksiądz zaginiony”.

Na tym się raczej nie skończy, bo PiS znalazł się w sytuacji, w której nawet genialny strateg nie znajdzie dobrego wyjścia. Kto ma dla niego jakiś dobry pomysł, niech zdradzi w komciu.

Wyobraźmy sobie wariant najprostszy, metodę na „nie mamy pańskiego płaszcza”. Czyli: PiS wszystkiemu zaprzecza, kontrolowana przez ministra Ziobrę prokuratura nawet nie wzywa Kaczyńskiego na przesłuchanie, sprawa zostaje umorzona.

W takim razie proces przenosi się do Austrii/Strasburga. Nasz austriacki biznesmen ma teraz argumenty na uzasadnienie tezy, że Polsce nie może liczyć na uczciwy proces.

Nie wiem, czy tak będzie, ale wiem, czego na pewno nie będzie. Bardzo proszę, wyśmiewajcie moje słowa w przyszłości, jeśli się pomylę.

Nie będzie czegoś takiego, jak pisowska wygrana w austriackim sądzie (albo po prostu unijnym). Łagodnie mówiąc, na meczach wyjazdowych PiS radzi sobie raczej tak sobie.

Dlaczego? Moi szanowni prawicowi lurkerzy zapewne interpretują to tak, że świat się uwziął na PiS, w jednej wielkiej konspiracji izraelsko-irańsko-amerykańsko-norwesko-brukselskiej.

Ja interpretuję to tak, że Kaczyński nie rozumie świata. Jest nieuleczalnie prowincjonalny, jak ci wszyscy naiwniacy wierzący w „strefy szariatu w Szwecji”.

Niezależnie od interpretacji, zgodzimy się chyba co do jednego. W interesie PiS leży to, żeby ta sprawa nie wyszła poza Polskę.

Co za tym idzie: polska prokuratura musi działać bezstronnie, albo przynajmniej przekonująco to udawać. To w tej sytuacji oznacza teraz przesłuchanie Kaczyńskiego.

I nawet załóżmy, że nie uda się udowodnić koperty z gotówką dla księdza. Sam nie mogę w nią uwierzyć – ksiądz domagający się „marności” w łapówce? Tego nie było od czasu Borgiów!

Prezes wszystkich prezesów i tak będzie więc teraz odpowiedzieć na niewygodne dla niego pytania. Na przykład: w jakiej roli występował w tych negocjacjach.

Jako szeregowy poseł? Jako szef partii? Jako przedstawiciel fundacji? Jako biznesmen?

Każda z tych odpowiedzi prowadzi do jakiejś nieprawidłowości. A jednocześnie grozić mu będzie odpowiedzialność za fałszywe zeznania. Jasne, w tej kadencji nie ma się czego obawiać… ale ta się właśnie kończy.

Przypominam, że posłowi zawodowemu nie wolno prowadzić działalności gospodarczej. Żadnemu zaś posłowi nie wolno prowadzić działalności gospodarczej z udziałem skarbu państwa (dajmy na to, na preferencyjny kredyt od państwowego banku).

Jak Kaczyński się w to wpakował? Swoje wieżowce planował na początku kadencji. Liczył wtedy na karierę drugiego Orbana.

Wspomnijmy tamte czasy. Let’s party like it’s 2016!

Komisja Amber Gold miała zniszczyć Tuska. Komisja Jakiego miała zatopić Gronkiewicz.
Macierewicz miał wzmocnić armię zakupem misiokopterów (lepszych i tańszych od caracali!) i wykryć tupol na trotylewie i zwrowadzić sprak. Deforma oświaty miała przejść bezproblemowo, opozycyjne media miały być zrepolonizowane, a Unia miała mieć za dużo problemów, żeby blokować przechwycenie sądownictwa.

W efekcie PiS miał przechwycić samorządy, a potem zyskać w Sejmie większość konstytucyjną. To się nie wydarzyło i nie wydarzy: w samorządach stracili wszystkie miejskie miasta, a w Sejmie mogą liczyć najwyżej znów na kruchą większość, być może w kłopotliwej koalicji z Kukizem/Korwinem.

W 2020 mogą też stracić prezydencki długoPiS. Ergo: drugim Orbanem Kaczyński już nie zostanie. Znowu zawiedli go prawie wszyscy współpracownicy.

Tymczasem tylko w kapitalizmie Orbana czy Putina nikt nie zadaje kłopotliwych pytań o dziwne interesy, które wódz robi z udziałem swojego kuzyna, państwowego banku, kucharza czy trenera judo. Bo nie ma opozycyjnych mediów ani niezależnych sędziów.

Swoich wieżowców Kaczyński nie mógł budować normalnie, wolnorynkowo, z komercyjnym kredytem. Wtedy musiałby np. swój deweloperski biznes wpisać do oświadczenia majątkowego…

Grill dopiero się rozpala, ale danie zapowiada się smakowicie.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz