Ostatni dzień strajku nauczycieli

Pozytywnym skutkiem strajku nauczycieli jest to, że część ludzi zaczęła się zastanawiać, dlaczego ustawowe regualacje dotyczące strajków w Polsce są takie beznadziejne. Cóż, to długa opowieść.

Ustawę przyjął tzw. sejm kontraktowy. Na użytek zaglądającej tu czasem młodzieży chyba muszę przypomnieć, co to.

Oficjalnie nazywał się Sejmem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej X Kadencji, a przydomek „kontraktowy” zawdzięczał temu, że o jego składzie nie zadecydowali wyborcy, tylko umowa okrągłego stołu. Zgodnie z nią, 299 mandatów dostała z automatu tzw. „strona koalicyjno-rządowa”, czyli PZPR z przystawkami, a tylko 161 podlegało swobodnemu wyborowi w okręgach jednomandatowych.

Opozycja wystartowała zwartym blokiem (tzw. „drużyną Lecha”), więc zgarnęła całe 161. Skala tego sukcesu zaskoczyła wszystkich. Chociaż zgodnie z umową premierem miał zostać Czesław Kiszczak (PZPR), nie udało mu się sklecić większości. Za sprawą buntu przystawek rząd stworzył wywodzący się z opozycji Tadeusz Mazowiecki.

Drużyna Lecha szybko pokłóciła się z Lechem i sama ze sobą. Mazowieckiego identyfikowano z wyrzeczeniami planu Balcerowicza, więc poniósł upokarzającą klęskę w wyborach prezydenckich.

Nowy rząd – Jana Krzysztofa Bieleckiego – został powołałany w styczniu 1991 przez ten sam, niedemokratyczny Sejm. W nowym rządzie, saprajs saprajs!, też był Balcerowicz. Społeczeństwo poczuło się zrobione w bambuko, z euforii 1989 nic już nie zostało, kraj paraliżowały strajki i demonstracje.

Sejm nie reprezentował już nikogo, jego skład był przypadkowym reliktem kompromisu z innej epoki. Powinien się był samorozwiązać, ale większość posłów miała świadomość, że nie ma szans na reelekcję.

Ten właśnie niedemokratyczny Sejm przyjął serię kluczowych ustaw, które do dzisiaj kształtują ustrój Rzeczpospolitej. W tym: ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.

Pierwotny projekt wyszedł z Senatu (teoretycznie demokratycznego). Dla senatorów priorytetem było utrudnienie zorganizowanie strajku.

Jak wszystko, co w tym kraju złe, uzasadniono to cytatem z Jana Pawła II. Cytat na skrinie ze stenogramu to fragment przemówienia senatora Tadeusza Zielińskiego (późniejszego RPO), przedstawiającego projekt w Sejmie 12 września 1990.

Pierwotny senacki projekt i tak był łagodny w porównaniu do ostatecznej wersji, przyjętej 23 maja 1991. Przewidywał możliwość zorganizowania strajku w zakładzie, w którym nie ma żadnej organizacji związkowej. Dopuszczał też strajki solidarnościowe.

Projekt zaostrzono podczas prac w komisji. W II czytaniu (4 kwietnia 1991) posłowie omawiali już dokument, w którym pojawił się zapis o niepłaceniu pracownikom za czas strajku. Nie wiem, kto ten zapis wniósł, w imieniu komisji relacjonował to poseł Marek Rutkowski (Porozumienie Centrum).

Najbardziej antypracownicze stanowisko podczas debaty prezentował poseł Wiesław Kaczmarek (PZPR). W wystąpieniu mówił, że ustawa powinna jak najsilniej chronić interes właściciela firmy.

Zgłosił poprawkę (ostatecznie odrzuconą) o wprowadzeniu w ustawie prawa do lokautu. Domagał się też zakazu strajku solidarnościowego, „aby strajk nie był przedmiotem manipulacji politycznych (…) żeby miał przede wszystkim podłoże o charakterze ekonomicznym i socjalnym”.

Ten zakaz przyjęto, a także zakaz organizowania strajku przez kogokolwiek, poza organizacjami związkowym – oraz bezwzględny wymóg referendum jako warunku legalności strajku. O to wnosił minister pracy Michał Boni.

Uzasadniał te zakazy tym, że związek będzie ponosić finansowe skutki strajku, będzie więc działać „w sposób rozważny i odpowiedzialny. Takiej gwarancji nie można mieć w przypadku strajków organizowanych przez nieformalne przedstawicielstwa pracownicze”.

Ponieważ nie był posłem, jego wniosek formalnie zgłosiła posłanka Maria Dmochowska (ROAD). Prywatnie siostra Jana Józefa Lipskiego i ciotka Andrzeja Celińskiego.

Gorąco poparł ją poseł Jacek Kuroń (również ROAD). W przemówieniu wyraził obawę, że płacenie za czas strajku grozić będzie „nieodpowiedzialnymi zachowaniami”, w których pracownicy „będą na zasadzie zmowy organizować taki strajk, w którym wszyscy będą brali pieniądze i jednocześnie wszyscy będą strajkować. To bez trudu można w zakładzie zrobić”.

Wszystkich posłów – w tym takich, po których naprawdę oczekiwalibyśmy czegoś lepszego – ponad podziałami partyjnymi jednoczyło w tej debacie podejście przypominające średniowieczną „Satyrę na leniwych chłopów”. Że pracownik to taka zła bestyja, która musi czuć świst bata nad dupą, bo inaczej porobi jakieś nieodpowiedzialne zmowy albo co gorsza manipulacje polityczne, za sprawą swej „przecherney a sztuczney natury”.

Smutne FAQ dotyczące strajku nauczycieli wygląda więc tak:

1. Dlaczego nie mieli postulatów innych niż płacowe? Bo zabrania tego ustawa.

2. Dlaczego szkoły, w których nie ma związku, nie mogły strajkować? Bo zabrania tego ustawa.

3. Dlaczego nie było strajków solidarnościowych? Bo zabrania tego ustawa.

4. Dlaczego nauczyciele nie dostaną wynagrodzenia za strajk? Bo zabrania tego ustawa.

5. Dlaczego czy to w korpo, czy to w szkole, czy to w urzędzie, pracownicy czują się jak feudalni peoni na folwarku? Bo takie prawo przyjął niedemokratyczny Sejm, a wszystkie ugrupowania głównego nurtu do dziś kontynuują jego antypracowniczą tradycję.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

50 Comments

  1. No cóż…
    Od czasu przeczytania „Chłopów” Reymonta uważam, że pańszczyzna miała i ma ogromny wpływ na relacje międzyludzkie. Tutaj mamy typowe myślenie Panów, że Chamy mogą za bardzo chcieć strajkować.
    Zaskoczeniem jest tutaj Kuroń. Tego się nie spodziewałem.

  2. Po pierwsze, serdecznie witam gospodarza w nowym domostwie. Na poprzednim blogu nie mogłem się zarejestrować a tymczasem tutaj pan Zuckerberg umożliwił mi to bez problemu. Trochę to smutne, że jednak międzynarodowe korpo wygrało w tym momencie z naszą lokalną Agorą…
    Bardzo ciekawy wpis i bardzo gorzki w swojej wymowie. Od tego czasu żadna władza, nawet ta bezczelnie mianująca się socjaldemokratyczną, nie kiwnęła nawet palcem w bucie aby tą antyludzką ustawę zmienić. Co tylko pokazuje nam, jaki to neoliberalny konsensus w naszej III RP miłościwie nam panuje.

  3. Drobna korekta. Szkoły, w których nie ma związku mogły strajkować, jeśli pracował w nich choć jeden związkowiec. ZNP wyznaczał taką osobę na przewodniczącego komitetu strajkowego danej placówce, a pozostali mogli w ogóle związkowcami nie być. Wiem, bo w mojej szkole właśnie taka sytuacja miała miejsce. PS. Wśród strajkujących była nawet członkini Proskowej „solidarności”.

  4. @terpa

    ,,Zaskoczeniem jest tutaj Kuroń. Tego się nie spodziewałem.”

    Mnie to w ogóle nie dziwi. W owym czasie Kuroń był gorliwym neofitą liberalizmu, wierzącym że wystarczy dobroczynność aby ten straszny kapitalizm złagodzić. Wystarczy przypomnieć jego obecność na otwarciu pierwszego McDonaldsa w Warszawie.

  5. @terpa
    „Zaskoczeniem jest tutaj Kuroń. Tego się nie spodziewałem”

    On później miał zwrot w lewo, ale wtedy jeszcze był ortodoksyjnym neoliberałem. Przecież on był ministrem w tym samym rządzie co Balcerowicz.

    @dominik
    „Szkoły, w których nie ma związku mogły strajkować, jeśli pracował w nich choć jeden związkowiec.”

    Dokładnie to miałem na myśli. Za to na lodzie zostały szkoły, w których nie było żadnego (albo była tylko „S”).

  6. Mnie najbardziej denerwuje, że Rada Pracownicza, będąca powszechnym i demokratycznym organem pracowniczym, może jedynie dzielić pieniądze z ZFŚS.
    Założenie i wstąpienie do ZZ wymaga odwagi i wysiłku. Gdyby większość praw ZZ przenieść do RP, to praktycznie w każdym dużym zakładzie pracy byłaby niejako równorzędna strona do negocjacji z pracodawcą.
    Już nie mówię o takim wspaniałym pomyśle, jak Arbeitskammer.

    Zizek miał rację: z komunistów zrodzili się najbardziej dogmatyczni kapitaliści. Ja chcę na Zachód!

  7. KO
    organizacjami związkowym → organizacjami związkowymi

    @WO
    Skoro negatywnie oceniasz brak możliwości wypłaty wynagrodzenia za czas strajku (ja właśnie próbuję sobie wyrobić opinię), to jakie rozwiązanie byś widział? 100% czy jednak mniej? AFAIK, mimo że nie ma obowiązku (co w przypadku samorządu przekłada się, jak rozumiem, na brak możliwości) wypłaty wynagrodzenia za czas strajku, to z tego co wyłowiłem z różnych wypowiedzi, dopuszczalne i w praktyce stosowane jest zawarcie tego w warunkach zakończenia strajku. Co oczywiście skutkuje tym, że strajkujący dużo ryzykują.

  8. @steelman
    „Skoro negatywnie oceniasz brak możliwości wypłaty wynagrodzenia za czas strajku (ja właśnie próbuję sobie wyrobić opinię), to jakie rozwiązanie byś widział? ”

    Takich problemów nie da się rozwiązać zmianą jednego punktu w ustawie. Jej ogólny problem polega na tym, że tych zabezpieczeń przed zmową leniwych chłopów jest tam zwyczajnie za dużo. Niechby został ten brak wypłat, ale żeby strajk można było łatwiej zorganizować. Albo: niech zachowają istniejące hamulce, ale zostawią wynagrodzenie, np. analogiczne do tzw. postojowego. W sumie wszystko jedno.

  9. Tymczasem redaktor Woś: „Najwięcej sympatii straciła u mnie Beata Szydlo, która miałem za najlepszego premiera III RP.”

  10. Witam Gospodarza w nowym miejscu.

    @ausir
    Proponuję jednak nie urządzać tutaj płaczy nam rozlanym Wosiem. Wszyscy go znamy i większość pewnie zgadza się, ze trochę się pogubił przenosząc cały ciężar na nóżkę socjalną (przez co widział socjalną twarz PiS tam, gdzie jej nie było). Fajnie, jeśli otworzy drugie oko. Jednak to nie Woś jest tutaj czarnym charakterem.

    Trzeba zapamiętać ten strajk, bo PiS pokazał wszystkim liberałom, jak się łamie opór społeczny. I wszyscy pracownicy mogą być pewni, że liberałowie tę lekcję odrobią.

  11. „Trzeba zapamiętać ten strajk, bo PiS pokazał wszystkim liberałom, jak się łamie opór społeczny. I wszyscy pracownicy mogą być pewni, że liberałowie tę lekcję odrobią”

    What if I told you… że PiS to też liberałowie, tylko gęby mają pełne frazesów o ubogich?

  12. „PiS to też liberałowie, tylko gęby mają pełne frazesów”
    Jednakowoż, bęben maszyny transferosocjalnej nie jest pusty albowiem nastąpiło zwolnienie blokady.

  13. I ja się przywitam 🙂
    Co do strajku – mnie zdziwiło to, że najwyraźniej szeregowi członkowie Solidarności nie mają żadnego przełożenia na związek – bo chyba sporo popierało?

  14. @jb
    „Co do strajku – mnie zdziwiło to, że najwyraźniej szeregowi członkowie Solidarności nie mają żadnego przełożenia na związek – bo chyba sporo popierało?”

    Nie wiem, czy należał pan kiedykolwiek do jakiejś organizacji. Czy w tej organizacji miał Pan możliwość natychmiastowego odwołania kierownictwa, bo zrobiło coś, z czym Pan się nie zgadzał?

  15. Zastanawiam się, czy zadziwiająco zgodne uchwalanie ustawy utrudniającej strajki nie wynikało z faktu, że wszyscy posłowie – zarówno ci styropianowi, jak i partyjni (w rozumieniu PZPR i przystawek) – doskonale jeszcze pamiętali, co 10 lat wcześniej strajki zrobiły z gospodarką kraju, a zwłaszcza z dostępnością dóbr. Oczywiście za schyłkowego Gierka było bardzo kiepsko, ale od sierpnia do grudnia, gdy nie było chyba ani jednego dnia bez strajków, gospodarka kompletnie się rozsypała. Wtedy rzeczywiście w sklepach prawie nic nie było i to nie dlatego, że złośliwa władza, chciała ukarać buntujące się społeczeństwo.

    A w 1991 r., tuż po klęsce realnego socjalizmu, mieliśmy świeżuteńki kapitalizm, na który wszyscy chuchali i dmuchali (w tych czasach, jeśli samemu nie straciło się pracy, trudno było ustrzec się przed ukąszeniem balcerowiczowskim), więc to, co było dobre w walce z komuną, teraz już nie miało racji bytu. Ba zakrawało na zdradę stanu, bo przecież „byliśmy wreszcie we własnym domu”.

    A tak w ogóle, to cieszę się, że blog nadal działa.

  16. Czy jesteś pewien, że zdanie „Jak wszystko, co w tym kraju złe, uzasadniono to cytatem z Jana Pawła II.” jest choć trochę zgodne z prawdą ? Naprawdę, każde zło jest uzasadniane cytatem z JP2, czy to tylko katofobia ?

  17. @kurkuma
    „Naprawdę, każde zło jest uzasadniane cytatem z JP2, czy to tylko katofobia ?”

    Po pierwsze, na tym blogu obowiązują reguły poprawnej pisowni i interpunkcji. To dotyczy m.in. niestawiania spacji przed znakami przestankowymi takimi jak pytajnik. Dalsze komentarze z błędną pisownią będą wylatywać.

    Po drugie, owszem, największym ustrojowym nieszczęściem III RP jest sojusz tronu z ołtarzem. Przekręciarze wszelkiej maści zazwyczaj prezentowali (i prezentują) siebie jako ludzi wielce religijnych, zazwyczaj mają w jakimś eksponowanym miejscu potret JP2. To dotyczy także przekręciarzy postkomunistycznych.

  18. @tomek

    … W owym czasie Kuroń był gorliwym neofitą liberalizmu…

    Nie sądzę. Kuroń był pod ścianą. Gospodarka była w takim stanie, że radykalne metody w dwóch- trzech latach po 89 roku były jedynymi, które pozwoliłyby na w miarę szybki wyjście z zapaści, mimo ogromnych kosztów społecznych. Tak uważam. To była gangrena i tylko radykalne metody dawały szansę na na sukces. Przykłady naszych sąsiadów, vide Ukraina która była w tym okresie w lepszej sytuacji gospodarczej niż Polska, a nie zdecydowała się na balcerowiczowski model, chyba to potwierdza. Oczywiście pytanie czy w takiej rewolucyjnej atmosferze potrzebna była docelowa ustawa o związkach i w ogóle o modelu państwa. No tak, ale wtedy wydawało się, że nawet model skandynawski się wali. Można było wprowadzić jakieś prowizorium na ten kilkuletni czas przejściowy. Można było zwlekać i czekać na lepsze czasy dla mniej liberalnych rozwiązań, ale ja pamiętam tamten okres zwany końcem historii i myślę, że nie było na to szansy. To się musiało wydarzyć.
    Kuroń dał swoją twarz no bo co miał robić? Ratował co się dało, ale nigdy nie był liberalnym neofitą.

  19. @mw
    ALE EKSTRA MOGĘ EDYTOWAĆ CUDZE KOMCIE!

    „ale wtedy wydawało się, że nawet model skandynawski się wali. ”

    Od kiedy żyję, zawsze komuś wydaje się, że model skandynawski się wali.

    „Ratował co się dało, ale nigdy nie był liberalnym neofitą.”

    Byłem na kilku publicznych spotkaniach z nim, jako wyborca z jego okręgu. Zapewniam, że bronił liberalizmu (a także Jeffreya Sachsa) z autentycznym żarem.

  20. @wo

    …Zapewniam, że bronił liberalizmu…

    No to wypada mi zmienić o nim zdanie. No ale pocieszam się, że większe mózgi od mojego, dały się nabrać na ten koniec historii.

  21. @mw
    „No to wypada mi zmienić o nim zdanie”

    Dlaczego? On w to naprawdę uwierzył. Wielu ludzi, którzy w XX wieku uwierzyli w wizję komunizmu jako końca historii, po prostu w 1989 przyjęło podobną żarliwość, ale co do liberalizmu. Stoi za tym, jak mniemam, podświadoma potrzeba, żeby Historia Miała Jakiś Sens. Globalny triumf liberalizmu w 1989 wydawał się takim eleganckim, naturalnym, sensownym zakończeniem.

  22. @wo

    …podświadoma potrzeba, żeby Historia Miała Jakiś Sens…

    Czyli twój legendarny pesymizm(sceptycyzm) górą? O ile pamiętam, to nigdy nie dałeś się nabrać na to eleganckie, naturlne i sensowne zakończenie.
    Prawdę mówiąc z wiekiem też nabieram tej cechy.
    A może jednak wady?

  23. @mw
    „Prawdę mówiąc z wiekiem też nabieram tej cechy.”

    No więc np. ja straciłem całkowicie złudzenia, że w Polsce będzie kiedykolwiek lepiej. Jestem właściwie pewien, że jesienią wygra pis. Raczej o włos, ale będzie rządził samodzielnie. I szybko doprowadzi Polskę do katastrofy. A nawet jeśli jakimś cudem przegra i opozycji uda się przejąć władzę, to nic się na lepsze nie zmieni, bo pis uchwala rzeczy bardzo sprawowaniu władzy miłe i nie sądzę, żeby sieroty po popisie miały coś przeciwko korzystaniu z takich fajnych przywilejów. Cośtam zmienią, żeby Unii nie drażnić, ale to wszystko. Jesteśmy od lat na równi pochyłej. Pytanie jak bardzo pochyłej.

    Tak się zastanawiam, czy był w nowej Polsce moment, kiedy uchwalano rzeczywiście prospołeczne prawo. I jakoś sobie nie przypominam. Jeśli już niby było coś lepiej, to się okazywało, że jednak jest gorzej. To takie moje ogólne odzcucie, mogę się mylić niesiony falą pesymizmu. Za to „narzucane” nam przez Unię prawo było z reguły koncertowo psute. Nie pamiętam szczegółów, ale chodziło o jakiś wniosek o dopłaty dla rolników. Z przepisów ogólnych (unijnych) wynikało, że wniosek może być prosty jak łopata. Z przepisów szczegółowych (polskich) zrobił się kilkunastostronicowy koszmar. Tak mi się to przypomniało, bo biorę udział w pisaniu wniosku o dofinansowanie z UE (innowacyjny projekt powiedzmy). O, matko!

  24. @mw
    „No to wypada mi zmienić o nim zdanie”

    Wydaje mi się, że to nie jest niezbędne. Gdy skończył karierę polityczną, wielokrotnie krytycznie wypowiadał się o swojej postawie na początku lat dziewięćdziesiątych.

  25. Dzięki ci WO za poszerzenie wiedzy, naprawdę nie miałem pojęcia, że w demokratycznym państwie może istnieć takie debilne prawo. Przecież każdy wie jak wygląda zakładanie związków u takiego Januszexa. Czyli de facto znaczna część społeczeństwa, jeśli nie większość jest pozbawiona pewnych podstawowych swobód.
    W temacie PiS, a socjal to po tych trzynastkach i strajkach nauczycieli nawet najbardziej naiwny lewicowiec powinien stracić złudzenia, że chodzi o budowanie państwa socjalnego. To chamskie kupowanie poparcia w stylu jakiegoś szejka Bahrajnu.

  26. „Przecież każdy wie jak wygląda zakładanie związków u takiego Januszexa.”

    Te Januszexy wabią się Lidl, Amazon, Biedronka itd. Ikonowicz opisał, że był przesłuchiwany (jako świadek) przez IPN w sprawie zwalczania przez „komunę” niezależnych związków zawodowych, ale żeby prokurator sięgnął po bieżącą gazetę i zainteresował się zwalczaniem związków tu i teraz to mowy nie ma.

  27. @Kuron
    On wtedy też stojąc przed dylemat braku zajęcia (bo grzanie sejmowej ławy to nie na jego temperament) przerzucił się z wiru pracy u podstaw w zakresie pracy opozycyjnej w wir pracy u podstaw w zakresie gaszeniu strajków, albo przynajmniej gaszenia nastrojów, które wybuchały wtedy (w okresie jego ministrowania) tygodniowo, wedle jego własnych relacji. Sądzę że z jego perspektywy w tamtym okresie trzeba było się po prostu wziąć do roboty. Z pewnością wpływ na tę perspektywę miał także fakt że jako ministrowi przyszło mu się choć częściowo zmierzyć z pustką w państwowej kasie.

  28. Szczerze mówiąc doznałem szoku poznawczego dowiadując się jak restrykcyjne jest polskie ustawodawstwo regulujące jedno z najbardziej elementarnych praw pracowniczych. Szok przemienił się jednak w pewien dysonans – gdy porównałem prawodawstwo u naszych zachodnich sąsiadów z naszym neoliberalnym barbarzyństwem.
    Otóż w jakże dumnych ze swojej „soziale Marktwirtschaft” Niemczech prawo jest (prawie) identyczne. Strajki solidarnościowe są nielegalne, strajkować legalnie mogą tylko członkowie związków zawodowych, a i to po odpowiedniej uchwale władz związku i o kontynuacji wypłaty wynagrodzenia nie ma mowy.
    Pewna różnica jednak jest. Wynika ona jednakże ze strategii związków. Składki członków lądują w ogromnej części w funduszu strajkowym. Gdy związek ogłasza strajk, to czyni to z pełną kasą pozwalającą na wypłaty sutych zapomóg strajkowych przez długie miesiące. Wynoszą one przeważnie 60-70% wynagrodzenia podstawowego. Gdzie u nas lądują składki i w jaki sposób jest to uregulowane – tego nie wiem. A byłoby rzeczą ciekawą zastanowić się, z czego oczywiste dziadostwo związków się bierze.

  29. @mw.61
    „No to wypada mi zmienić o nim zdanie”

    Nigdy nie czułem takiej potrzeby. Podejście do pracowników (i ogólnie: osób nieuprzywilejowanych) w stalinizmie i neoliberalizmie nie jest jakoś specjalnie różne.

  30. @telemach
    „Otóż w jakże dumnych ze swojej „soziale Marktwirtschaft” Niemczech prawo jest (prawie) identyczne.”

    Jest zupełnie inne. W Niemczech pracownicy mają ustawowo zagwarantowany współudział w zarządzaniu przedsiębiorstwem, a w wielu branżach o warunkach pracy i płacy decydują tzw. układy taryfowe. Nie wiem, dlaczego pan to pomija.

    „Gdzie u nas lądują składki i w jaki sposób jest to uregulowane – tego nie wiem”

    Nie wie pan też być może tego, co powyżej? Bo to jest banalna odpowiedź na pańskie pytanie.

  31. „Szok przemienił się jednak w pewien dysonans – gdy porównałem prawodawstwo u naszych zachodnich sąsiadów z naszym neoliberalnym barbarzyństwem.
    Otóż w jakże dumnych ze swojej „soziale Marktwirtschaft” Niemczech prawo jest (prawie) identyczne.”

    Taka była narracja PiS przy rozwalaniu system, że to mają w Niemczech, tamto we Francji a jeszcze to w Hiszpanii, więc jak się ten przepis na szarlotkę połączy z przepisem na sałatkę jarzynową i koktajlem z jarmużu to na pewno wyjdzie zdrowe i pożywne danie.

  32. Jeżeli ktoś jest zainteresowany tym, jak daleko sięgały neoliberalne poglądy Jacka Kuronia, to polecam książkę „Moja zupa. Jacek Kuroń” w której jest o tym całkiem sporo.

  33. Po pierwsze, Mazowiecki przegrał z Wałęsą nie przez Balcerowicza (na efekty jego planu trzeba było jeszcze chwilę poczekać) tylko przez totalny brak charyzmy, oraz fakt, że Wałęsa nie zawahał się użyć pełnej mocy populizmu. Słynne obiecane „sto milionów”, o których śpiewał Kazik jest z tej kampanii.

    Po drugie, zanim zaczniem wieszać psy na Kuroniu, pamiętajmy, że wcześniej strajki były nielegalne i ustawa była epokowym krokiem do przodu. Następnie mieliśmy prawie 29 lat żeby ją poprawić. Nie czepiajmy się tych, którzy zaczęli pozytywne zmiany w dużo trudniejszych czasach tylko tych, którzy nie ponieśli pochodni dalej.

  34. @WO:
    chyba nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie. Pisząc „prawo jest identyczne” miałem na myśli prawne regulacje dotyczące prawa do strajku. A konkretnie te paragrafy tego co Niemcy nazywają Arbeitsgesetz, które się legalnością i przeprowadzaniem strajków zajmują. Nie zaś całokształt ustaw regulujących np. partycypacyjny charakter stosunków pracy zależnej, który jest istotnie zupełnie odmienny i o wiele bardziej przyjazny dla pracobiorców niż to z czym mamy do czynienia w Polsce.
    @rpyzel: nie miałem intencji wyciągania niemieckiego przykładu w celu obrony lub usprawiedliwiania polskiej neoliberalnej biedy ustawodawczej.
    Po prostu sądzę, że warto sobie pewne rzeczy porównać zanim się sformułuje postulaty i/lub oskarżenia. Akurat w przypadku prawa do strajku sytuacja jest moim skromnym zdaniem o tyle interesująca, że pomimo daleko idących podobieństw rozwiązań prawnych skuteczność pracowniczych protestów jest o wiele większa. O ile już do nich dojdzie.

  35. @Jan Klosowsk Mam takie samo zdanie jak Pan. Posiadam zupełnie inną pamięć o tych czasach. „Balcerowicz musi odejść” to dopiero Samoobrona. Poza tym nie zapominajmy o tym, że do nie dawna prawodawstwo dotyczące strajków nikogo nie obchodziło bo sam fakt strajku wystarczał, żeby coś ugrać. Komppromis nie zawsze był wypracowany wspolnie ale zawsze jakiś był. Sytuację zmienił dopiero pis. Jedyną siłą przed, którą ugnie się pis jest zadyma solidarności górników. Ale i to nie jest pewne. Pis nauczył ludzi, że strajki są bezproduktywne, sprzeciw nic nie daje, ugrac coś można wyłącznie podlizywaniem się władzy.

  36. @telemach
    „Pisząc „prawo jest identyczne” miałem na myśli prawne regulacje dotyczące prawa do strajku. ”

    Ale jeżeli cała reszta jest inna, to zmienia też i to. W szczególności odpowiada to na Pańskie pytanie, dlaczego tam związki mają więcej kasy.

    „Akurat w przypadku prawa do strajku sytuacja jest moim skromnym zdaniem o tyle interesująca, że pomimo daleko idących podobieństw rozwiązań prawnych skuteczność pracowniczych protestów jest o wiele większa. ”

    To w ogóle nie jest interesujące. Jeśli po drugiej stronie sporu masz instytucję, w której pracownicy ZASIADAJĄ W RADZIE NADZORCZEJ (i mogą kilka kwestii zawetować), to jasne, że w tej instytucji decyzja „czy uznamy postulaty strajkujących czy nie” zapadnie jakby nieco szybciej niż w polskiej, w której przedstawicieli pracownikow w radzie nadzorczej nie ma.

  37. @jk
    „Po pierwsze, Mazowiecki przegrał z Wałęsą nie przez Balcerowicza (na efekty jego planu trzeba było jeszcze chwilę poczekać)”

    Żle pan to pamięta. Efekty negatywne były odczuwalne od razu. Poczekać trzeba było na te pozytywne. Ale od razu przeciwko negatywnym były demonstracje, a na murach pojawiły się napisy takie jak „BALCEROWICZ TO MENGELE EKONOMII”. Wiosną 1990, czyli kilka miesięcy po zadeklarowaniu planu, rolniczy zaczęli masowo blokować drogi. Jedna z tych blokad (pod Mławą) została brutalnie rozpędzona przez policję, działającą tak jak za komuny. Te protesty rolników były przytaczane w dej debacie (o ustawie o strajkach).

    „Po drugie, zanim zaczniem wieszać psy na Kuroniu, ”

    Ja niczego na nikim nie wieszam, ja przytaczam FAKTY. Proszę polemizować przytaczając inne fakty. Albo wcale.

    @hrovitnie
    „Mam takie samo zdanie jak Pan. Posiadam zupełnie inną pamięć o tych czasach. „Balcerowicz musi odejść” to dopiero Samoobrona. ”

    Ludzka pamięć jest zawodna, na przykład teraz zawiodła pana. Wiosną 1990 jeszcze nie było Samoobrony. Inna organizacja robiła tamte protesty – proszę sobie sprawdzić samemu, jaka konkretnie.

    Będą wylatywać dalsze komentarze, w których jedynym argumentem będzie „ja to pamiętam inaczej”. Proszę sprawdzić daty i fakty albo milczeć.

  38. Moim zdaniem jednym z czynników, dla którego Mazowiecki przegrał w wyborach prezydenckich 1991 była agresja Iraku na Kuwejt i związana z tym ostra podwyżka cen benzyny.
    Tzn. benzyna drożała wtedy tak czy inaczej, ale w wyniku wojny w Zatoce podrożała bardziej.

  39. @janekr
    „Moim zdaniem jednym z czynników, dla którego Mazowiecki przegrał w wyborach prezydenckich 1991”

    Ahem, wybory prezydenckie były w 1990. Wydaje mi się, że jeśli był jakiż związek, to luźny i drugorzędny, przecież wtedy jeszcze ropę mieliśmy z ZSRR (nie, nie z „Rosji”), nie mogła „drożeć”, bo nie fluktuowała rynkowo, określały ją jeszcze ceny z czasów RWPG.

  40. „Ahem, wybory prezydenckie były w 1990.”

    Auć, guglać trzeba ZAWSZE.
    Faktycznie jedno i drugie (wybory i wojna) były w 1990. Przepraszam.
    Wojna wybuchła w wakacje, od września benzyna ostro podrożała. Wtedy wydawało mi się, że istnieje związek przyczynowo skutkowy, może się myliłem.

  41. @janekr
    „Wtedy wydawało mi się, że istnieje związek przyczynowo skutkowy, może się myliłem”

    Wydaje mi się o tyle luźny, że jeszcze istniało RWPG (rozwiązane w czerwcu 1991). Monopolistą na polskim rynku był CPN, więc ceny arbitralnie dyktował rząd. Jeśli więc nawet „podniósł z powodu wojny w Iraku”, to zrobił to z własnej decyzji.

  42. przyjazny dla pracobiorców

    Ehh, ten Telemachu, chciałes być kalamburzasty, ale nie wyszło. To co u nas się dla niepoznaki nazywa dawaniem pracy jest w istocie braniem pracy od pracoDawców świadczących ją pracoBiorcom. Przyjęło się z niewiadomych* powodów nazywać potrzeby pracobiorcy dawaniem czy też tworzeniem miejsc pracy. Można** zrozumieć dlaczego, ale jak w tym układzie uczynić pracownika praco… biorcą?

    (Jeśli już to ktoś taki wykonuje czynność przedsię-biorczą zasię-rzutną, a więc jest przedsiębiorcą. To ciekawe jak klasa właścicielska zawłaszcza język.)

    *) Wszyscy wiemy jak to tłumaczy liberalizm: gospodarka (tożsama tam ze społeczeństwem) rozwija się dzięki przedsiębiorczym. Dobro przedsiębiorcy jest dobrem wspólnym dzielonym przez zatrudnianie i skapywanie. Logiczna konkluzja jest mniej łatwostrawna. Voluntary slave contract to nie tylko eksces Waltera Blocka, nie tylko osobliwość którą wcześniejsi teoretycy starają się ręcznie wykluczyć, ale leży po prostu na trajektorii historii rozwoju idei liberalizmu. Niektórzy w końcu uciekają się do argumentu naturalistycznego przedstawiając (błędnie) czasy antycznego niewolnictwa za długi.

    **) Ellerman (2017) „The Case Against the Employment System Based on the Norms of Ordinary Jurisprudence” gdzie pisze np. „Both Marxists and the defenders of “capitalism” agreed on the myth that the owner of capital was the “owner of the firm”; they disagreed on whether that “owner” should be public or private—so that the Cold War was much like a modern version of the Peloponnesian War between the Athenians who had privately-owned slaves and the Spartans who had publicly-owned slaves.” To całkiem odjechana wersja argumentacji Ellerman (1999) „The Democratic Firm: An Argument Based on Ordinary Jurisprudence” kiedy był jeszcze w Banku Światowym. Ciekawy skrajny pogląd na różnice między socjaldemokratyczną drogą współzarządzania którą poszli Niemcy, a polską debatą sejmową, do której jako naruszane przez prawo do strajku zaplątało się prawo… własności.

  43. @Kuroń liberał
    Z wywiadu z Modzelewskim (dzisiejsza Wyborcza):

    – [..] Największe nasze rozejście się nastąpiło, kiedy wszedł do rządu Mazowieckiego. Uważałem, że to kanał, źle się skończy. Potem Jacek sam sypał sobie głowę popiołem i mówił tak jak ja, a nawet ostrzej. Właściwie nigdy z nim nie pogadałem, co go skłoniło do tego, żeby podżyrować rząd Mazowieckiego i, co gorsza, Balcerowicza.

    Ale czy to nie był taki moment, że wszystkie ręce na pokład i trzeba stanąć z nimi?
    – Ale dokąd, przepraszam, miał płynąć ten statek?

    Panie profesorze, mieliśmy kiedyś lepszy rząd niż rząd Mazowieckiego?
    – Nie mieliśmy. Ale nawet sam Mazowiecki początkowo uważał, że nie możemy stworzyć rządu, bo nie wiemy, co zrobić z gospodarką.

    Improwizacja typowo polska, ale szlachetna chyba?
    – Improwizacja w przekonaniu, że istnieje jeszcze „Solidarność”, podczas gdy pozostał już tylko jej mit. I ten mit pozwolił, jak zastrzyk znieczulający, przejść przez najtrudniejszą fazę szoku, czyli planu Balcerowicza. Szkoda, żeśmy z Jackiem nie pogadali, kiedy już zmienił zdanie.

  44. @wo Zaraz, zaraz jak do
    „1. Dlaczego nie mieli postulatów innych niż płacowe? Bo zabrania tego ustawa.”
    mają się:
    – Większe wydatki z budżetu na polską oświatę.
    – Zmiana oceny pracy nauczycieli.
    – Ułatwienie ścieżki awansu.
    – Zdymisjonowanie Anny Zalewskiej pełniącej obecnie funkcję Minister Edukacji Narodowej.
    ? Bo takie były zdaje się pozostałe postulaty ZNP tym razem.
    Fakt faktem, że bardzo słabo je nagłaśniali i do świadomości społecznej trafił tylko płacowy, ale przecież były.
    Inna sprawa, że jeszcze dwa lata temu, jak protestowało to samo ZNP mówili też coś o kształcie szkoły, a teraz nic. Głupie, bo właśnie do poparcia edukacyjno-ideowych postulatów mogli przekonać rodziców łatwiej niż do „chcemy 1000 zł”.

  45. @darek
    Myli Pan chyba postulaty strajku – wyrażone formalnie w sporze zbiorowym, z postulatami organizacji takich jak ZNP (które tak poza tym mogą sobie postulować a choćby i zmianę zakończenia „Gry o Tron”, tego nikt im nie zabrania przecież).

Dodaj komentarz