Teraz odtwarzane (182)

W moim bąbelku mało który gatunek muzyki traktowany jest z niechęcią taką, jak polskie reggae. Ze smutnej okazji wkurzę więc coponiektórych wyznając, że cenię sobie wczesny Daab.

Złą sławę polskiemu reggae przyniosły te późniejsze religijne nawrócenia. Ja oczywiście też pawiuję od „Arki Noego”, ale w ramach winylowej nostalgii kupiłem sobie tonpressowską siódemkę „Przed nami wielka przestrzeń” i całkiem niedawno sobie nawet puściłem.

Tonpressowskie single były tandetne pod każdym względem – jakości tłoczenia i estetyki. Mało który wykonawca zasługiwał wtedy na zaszczyt okładki – te płyty, które warto było kupić, zazwyczaj miały najbardziej prymitywny karton i tytuł zaledwie wytłoczony w czarnym winylu.

To koszmar, kiedy coś chcemy puścić po ciemku – bo na przykład didżejujemy na nostalgicznej ejtisowej imprezie. Trzeba przyklejać kolorowe post-ity i pamiętać, że różowy daliśmy na Republikę, zielony na Janerkę, a niebieski na Daab.

A jednocześnie ejtisowy nostalgik nie może tych siódemek NIE kolekcjonować, bo zdumiewająco wiele ważnych przebojów z lat 80. wydano tylko w ten sposób. Gdy potem dany wykonawca wydawał płytę długogrającą, albo danej piosenki w ogóle na niej nie było, albo nagrywano ją od nowa.

Tak chyba jest z „Przed nami wielka przestrzeń”. Nie riserczowałem tego jakoś bardzo wnikliwie, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś chce tego posłuchać w pierwotnej wersji z 1984, nie ma innego wyjścia, musi kupić tandetnego tonpressowskiego singla (albo odpalić sobie na jutubie zrzut audio, jak w zaembedowanym filmiku).

Jest wersja latająca po różnych składankach, a na Youtube opisana jako „official audio”, ale ewidentnie nagrano ją później. To słychać na pierwszy rzut ucha.

I nie mówię, że jest gorsza. Tylko że jest… inna. Dopieszczona, wyładzona, uszlachetniona, kompaktowa, kapitalistyczna. Nie do tego chcemy się gibać na ejtisowo-nostalgicznej imprezie.

Puszczałem to sobie całkiem niedawno z tego trzeszczącego singla, bo tekst wydaje się bardzo na czasie. Dookoła mgła i ciągłe narzekanie, ale jest też jakiś pierwiastek nadziei na czas odkupienia. Tak, zgadliście, puściłem to sobie następnego dnia po wyborach w USA.

W 1984 roku żadnej nadziei nie było. A jednak happy end do koszmaru lat 80. (bo nostalgicznie możemy tęsknić za młodością, ale nie za tym, co się wtedy działo) był tak niedaleko.

To wielka pociecha, jaką możemy czerpać z muzyki z tamtych czasów. Zaraz sobie znowu puszczę…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

44 komentarze

  1. @wo: „Złą sławę polskiemu reggae przyniosły te późniejsze religijne nawrócenia.”

    Nawrócenia też, ale piosenki Daab (plus 'regałowe' kawałki Pudelsów) były po prostu dużo lepsze muzycznie niż nawet Izrael. O innych nie wspominam, w porównaniu brzmią prowincjonalnie i wtórnie. Może to przez silenie się na jamajski tembr głosu, czego Daab nie robił? Dopiero dziś się dowiedziałem, że Strojnowski wydał niedawno płytę solową i właśnie słucham drugi raz. Jest fajna, w sam raz na nostalgiczny dzień.

  2. Święte słowa – polskie reggae wychodziło najlepiej, kiedy nie próbowało na siłę udawać niepolskiego…

  3. Znam jednego Brazylijczyka (mieszkającego w Brazylii, nie w Polsce), który nauczył się polskiego, bo jest fanem polskiego reggae.

  4. @notka

    No bo, na moje, muzyka zespołu Daab była fundamentalnie różna od reggae w bogactwie odcieni tego ostatniego. Przez jakiś czas próbowali (albo ich menedżment próbował) opowiadać, że nie grają reggae, tylko „muzykę serc”, i to miało, moim zdaniem, całkiem spory sens.

    (Fundamentalną różnicę słyszę w rytmice; reggae jest co do zasady grane „z tyłu” – behind the beat – a Daab grał wręcz odwrotnie, „z przodu”, i rytmicznie dużo bardziej niż z Wailersami kojarzy mi się z tym:
    https://www.youtube.com/watch?v=rlpNeBfF-0U
    OB opis linku: bracia Metowie z Gliny pow. tomaszowski grają „do przodu” w 1987 r.)

  5. Z mojej perspektywy PR-owski krach polskie reggae przeżyło dopiero gdzieś pod koniec lat 00. Wtedy rynek przejęły wschodzące gwiazdy nurtu w rodzaju Jamala, Bas Taipana, Grubsona, Gutka. Wszyscy oni bez wyjątku brzmieli jak hip-hopowcy, którzy wzięli się za śpiewanie. W 2010 w „Mam Talent” pojawił się Kamil Bednarek i dołożył swoją cegiełkę do muru. Równocześnie w połowie dekady 00 przez świat przetoczył się kolejny boom na dancehall. Rynek prawdopodobnie był tak wysycony, że po „ach jak to policeman przeszukuje mnie” rodacy stwierdzili, że trzeba powiedzieć sobie dość. Jakoś dosłownie rok-dwa później nastąpił wysyp memów o toksyczności polskiego reggae. Natomiast i Daab, i Izrael otoczone są szacunkiem, za to, że pierwsi, że prawdziwi, że nie udawali i nie ścigali się o gusta publiki.
    Ja sam od siebie dodam, że organicznie nie znoszę synkopy, obojętne, czy to The Clash, czy Obla di, Obla da. Trochę żałuję, bo warto byłoby odhaczyć te wszystkie klasyki Marleya, ale nie zmogę. Nawet w moim ukochanym „Ta noc do innych jest niepodobna” Maanamu muszę nieco zagryzać zęby, gdy słyszę tę próbę przeniesienia brytyjskiego revivalu reggae na polską nową falę. Na szczęście idzie im tak nieporadnie, że właściwie tego nie słychać.

  6. „W moim bąbelku mało który gatunek muzyki traktowany jest z niechęcią taką, jak polskie reggae”

    Przyłączę się do opinii kolegów, polskie reggae lat 80 tych i 90 tych było bardzo dobre. To nieszczęście którego ukoronowaniem jest Bednarek zaczęło się później. Klubowe koncerty Transmisji które pamiętam z czasów studenckich pamiętam jako jedne z najfajniejszych koncertów w życiu. Swoją drogą z resztek po Transmisji potem zrodził się Vavamuffin a tam jest Sołtys a Sołtys to piękno i dobro.

  7. Polskie reggae bywa naprawdę dobre, ale nie spotkałem się ze słuchalnym polskim ska. Zazwyczaj biorą się za to ludzie od punka/oi i mamy dramat bo ska wymaga już pewnych umiejętności.

  8. @wo
    „Święte słowa – polskie reggae wychodziło najlepiej, kiedy nie próbowało na siłę udawać niepolskiego…”

    Albo po prostu nie grali polskiego – jak śląski R.A.P.

  9. !!!
    Ten problem chodzi za mną od lat. Kiedyś w radiu (Antyradiu) słyszałem „Serce jak ogień” w wersji innej niż mam ją na płycie. I nikt nie jest mi w stanie wskazać, gdzie ją mogę znaleźć, a szukam już spokojnie z 15 lat.

    Na spotify również są różne wersje (chyba jest różnica między oryginalną wersją albumową a „To co najlepsze z 10 lat”), ale tej akurat nie ma.

    Ktoś coś?

  10. @pasywista
    „Albo po prostu nie grali polskiego – jak śląski R.A.P.”

    Rzecz jasna, hejtowałem jak wszystko, co miało choćby luźny związek ze „Śmiercią kliniczną”.

  11. Skoro dyskusja o polskim regggae wygasła, to pozwolę sobie, wrzucić grany rowniez (jak bracia Metowie) do przodu, kawałek mojego ulubionego Cassa: https://youtu.be/fxICQySR1e0 Przy okazji piosenka wielce słusznie wspiera kobiety.

    I jeszcze słowo o ska: bardzo dobrze robią to Rosjanie i Białorusini, z jakiegos powodu. Melodyjność języka może? Polecam zwłaszcza Distemper, z porządną domieszką punka: https://youtu.be/kwqNgpaIYKQ
    https://www.youtube.com/watch?v=GnaQaKtuSgc

  12. @sheik.yerbouti
    „Skoro dyskusja o polskim regggae wygasła, to pozwolę sobie, wrzucić grany rowniez (jak bracia Metowie) do przodu, kawałek mojego ulubionego Cassa: https://youtu.be/fxICQySR1e0

    Jak na mnie to główny motyw plus melodia na początku (dalej nie słuchałem) są grane w punkt, chyba że na granie na „i” mówimy per „granie przed/za bitem”.

  13. @Dude
    „chyba że na granie na „i” mówimy per „granie przed/za bitem”.”

    No właśnie tu chyba trzeba by generalnie uściślić dla porządku, co kto ma na myśli przez to „przed/za bitem” czy „do przodu”, bo akcentowania czegoś na słabe lub mocne części taktu to chyba ani tak, ani tak nie można nazwać jednak.

  14. @Martin_S
    „bo akcentowania czegoś na słabe lub mocne części taktu to chyba ani tak, ani tak nie można nazwać jednak.”

    No nie, naturalnie jak mówimy o graniu za bitem to mowa o milisekundowych opóźnieniach albo przeciągnięciach nuty, ale nie aż na tyle aby przeszło na kolejną (istotną) wartość rytmiczną, bo to się inny utwór zrobi. Ten mój komentarz to tak półżartem był.

  15. Martin_S

    „akcentowania czegoś na słabe lub mocne części taktu to chyba ani tak, ani tak nie można nazwać jednak”

    Nie no, jasna sprawa. Co mam na myśli, pisząc o reggae’owym „tyle”, chyba najłatwiej mi pokazać na przykładzie:

    https://www.youtube.com/watch?v=OX8yMshCabo
    (content warning: reggae)

    – w szczególności to, co Marley robi z wokalem w drugiej zwrotce (ta od „I’m so, nomen omen, high”).

  16. @WO
    „Rzecz jasna, hejtowałem jak wszystko, co miało choćby luźny związek ze „Śmiercią kliniczną”.”

    Właściwie to dlaczego? Nie żyłem w tamtym czasie, ale po latach wydaje się, że grali solidną muzykę.

  17. Skoro już tak od czapy o muzyce z linkami do YT, to wrócę na chwilę do rapu. Jak ktoś ma ochotę posłuchać na serio zaangażowanego społecznie rapera zza oceanu (ktoś taki przydałby się w Polsce, ale może jast, a ja nie kojarzę), to polecam Immortal Technique (https://www.youtube.com/channel/UC877kk3HLR31M26Xst_0ENA). Dobry tekst, dobry bit i, co wcale nie takie częste u raperów, bardzo przyzwoita dykcja.

    Co ciekawe trafiłem na niego via mashupy WaxAudio, na które z kolei trafiłem dawno temu przez tego bloga (hell yeah), więc gospodarza proszę o wybaczenie, że o rapie piszę.

  18. „gospodarza proszę o wybaczenie, że o rapie piszę.”

    Ależ spoko, byle to nie przeszło w dyskusję o wyższości Molesty nad Paktofoniką, czy zgoła Tedego nad Norbim.

  19. @pasywista
    „Właściwie to dlaczego? Nie żyłem w tamtym czasie, ale po latach wydaje się, że grali solidną muzykę.”

    No nie wiem, dla mnie to cały czas był kicz, zwłaszcza tekstowo.

  20. „dla mnie to cały czas był kicz, zwłaszcza tekstowo”
    Ja zaś z tego właśnie powodu hejtowałem i hejtuję Daab. Nie mogę im wybaczyć prześlicznej nimfy co się przegląda nad tafli wodą, zawsze mnie od tego aż skręca.

  21. @sgr
    „Ja zaś z tego właśnie powodu hejtowałem i hejtuję Daab. Nie mogę im wybaczyć prześlicznej nimfy co się przegląda nad tafli wodą, zawsze mnie od tego aż skręca.”

    Słusznie, łączę się w skręcie. „Przed nami wielka przestrzeń” było po prostu wcześniej, więc zdążyłem polubić, zanim znielubiłem.

  22. Ja zaś nigdy nie rozumiałem popularności częstochowskich rymów Kazika.

  23. Częstochowskie rymy drażnią mnie mniej od korwinizmów w jego tekstach, ale okazjonalnie wybaczam jedno i drugie za perełki typu „ona ma siłę oraz nieleczoną aaaanginę”. Ale to tylko ja, co do Popularności Kazika tak w ogóle to częstochowskie rymy i nawet korwinizmy prędzej pomogą niż zaszkodzą.

  24. @: „Ja zaś nigdy nie rozumiałem popularności częstochowskich rymów Kazika”

    Prawdopodobnie dlatego, że nie znasz się na rymach, sorry. „Rym częstochowski” to rym dokładny, które Kazik owszem też stosuje, ale chodzi Ci prawdopodobnie o te niedokładne, które są dla niego charakterystyczne.

  25. @ „Ja zaś nigdy nie rozumiałem popularności częstochowskich rymów Kazika”
    Ja z kolei nie rozumiem fenomenu przymusu rozumienia czyjejś popularności. Co ludzie wezmą i polubią, jest w dużej mierze funkcją przypadku i częstości grania w radiu. W sumie bez znaczenia. Oraz z pewnością łatwiej zapamiętać rzecz prostą, niż coś absurdalnego (Janerka) albo łamiącego język (Łona). Kazik calkiem nieźle, jako rzekł Inżynier, używa rymow niedokładnych, tych częstochowskich (śmierc jak kot/porwie w lot) raczej rzadziej. A wyższą szkołą jazdy są rymy żółte Salonu Niezależnych, którego filar Jacek Kleyff grywa coś w rodzaju reggae, żeby tak wrócić do tematu.

  26. @inz.mruwnica
    Miejsca kultu były i są ośrodkami także swoistego fokloru, związanego z pielgrzymowaniem, śpiewaniem pieśni, sprzedażą relikwii, a dziś pamiątek. Prof. Julian Krzyżanowski w książce Mądrej głowie dość dwie słowie tak pisze o podobnych, dziś zapomnianych wyrażeniach: częstochowskie kadencje, kantyczki, wiersze: „Wyrazami tymi określano nie tylko liche wiersze w rodzaju pieśni dziadowskich, ale również okazy archaicznej techniki wierszowej, zachowanej w owych pieśniach”. Owa technika polegała na zestawianiu wyrazów zgodnych tylko w zakresie jednej, końcowej, sylaby, np. wszyscy – piwnicy.
    https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/rymy-czestochowskie;7061.html

  27. Fenomen kultu? Bardzo proste „wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni,gdy nie ma dzieci w domu to jesteśmy niegrzeczni”.

  28. @inz.mruwnica
    Charakterystyczne dla Kazika to jest fałszowanie oraz tekstowa bieżączka.

  29. @Wojciech Czapliński

    „tekstowa bieżączka”

    Zwłaszcza na „Moim Wydafcy” albo Tatach. I w takim bieżącym komentarzu do wydarzeń na polskiej scenie politycznej jak „Komandor Tarkin”.

  30. @wojtek rr Zwłaszcza na „Moim Wydafcy” albo Tatach. I w takim bieżącym komentarzu do wydarzeń na polskiej scenie politycznej jak „Komandor Tarkin”.

    To niby takie bieżące, a ciągle aktualne: „Moja żona bezrobotna, obiady gotuje/ Kiedyś za Romaszewskim, na Jaskiernię głosuje/ dziś. Lepiej kiedyś było panie sędzio/ Nie wierzę, że mój syn sprzedaje to dzieciom”

  31. @Nankin77
    Jako osoba z pogranicza millenialsów/Gen-Z uprzejmie dziękuję za uświadomienie mi, że „wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni” i „wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy” to różne utwory…

  32. @mario całe życie z punkiem i rockiem gotyckim, a tu uświadomiłem kogoś w temacie dad rocka.

  33. @amplat
    Link który wkleiłeś nie zawiera odpowiedzi na pytanie „Co to są rymy częstochowskie?”. Sugerowałbym korepetycje z polonistą.

  34. @ah

    Otóż właśnie.
    Kolejno: „lasy – czasy”, „zostały – dbały”, „skosztował – żeglował”, „Włochy – lochy” itd., a wszystko razem – całkiem wysoka półka polskiej literatury.

  35. Skorzystam z okazji i podpytam. Gdzieś w późnych ejtisach, chyba u Kaczkowskiego, leciała płyta/utwór jazzowo-rapowa. Muzykiem był Marsalis, wydaje mi się, że Branford. I to mi się bardzo wtedy spodobało. Ale to była era kaset i zniknął utwór, a jeszcze szybciej tytuł. Może to nie był Branford. Generalnie, może komuś świta? Mam tylko nadzieję, że mi się wszystko pozajączkowało i nie był to MC 900 feet Jesus.

  36. @junoxe
    Jak Branford Marsalis to może Buckshot LeFonque?
    Jak nie Branford, to może Miles i Doo Bop?

  37. @WO
    A jednocześnie ejtisowy nostalgik nie może tych siódemek NIE kolekcjonować, bo zdumiewająco wiele ważnych przebojów z lat 80. wydano tylko w ten sposób.

    Sporo świetnych kawałków jest tylko na singlach lub maxisinglach. Nawet na żadnej składance ich (jeszcze) nie wydano. Tak jest np. w przypadku italo disco i euro disco.

  38. @junoxe
    Gdyby to był początek lat 90., to opis pasuje do Guru Jazzmatazz vol. 1. Tam w jednym numerze była trąbka Marsalisa.

Dodaj komentarz