Cieciówka z komarami

Ludzie, którzy pokłócą się w Internecie z kimś o lewicowych poglądach, mają ostatnio tendencję do powoływania się na „esej o zamku wampirów”. To ostatni argument, odpalany przez kogoś, komu skończyły się wszystkie inne.

Wąpię, czy ci ludzie faktycznie ten esej przeczytali. Zapraszam.

Przede wszystkim w połowie dotyczy spraw interesujących tylko Anglików. Zaczyna się od rozwlekłego opisu kłótni Jeremy Paxmana z Russelem Brandem.

O obu tych panach mam ogólną wiedzę (że istnieją, mostly), ale kariery żadnego nie śledzę na bieżąco. Fisher tymczasem konflikt między nimi opisuje tak, jak Pudelek opisuje relacje Ślotały z Wieniawą – z góry zakładając, że czytelnik wie kim są ci ludzie i że oglądał talk show, w którym się pokłócili.

Wspomina tam jeszcze o innych Anglikach sławnych, ale tylko w Anglii. Oraz o różnych znanych angielskich instytucjach. To jest tekst pisany przez Brytyjczyka dla Brytyjczyków o czysto brytyjskich sprawach, tam nie ma nic o nas.

Skąd tytułowa metafora? Dlaczego akurat „zamek wampirów”, a nie „willa zombiaków”, „pałac jaszczurów”, „lądownik ufoków” czy „loch kościotrupów”?

Zaraz do tego wrócę, zacznę od tego, że jest tam druga metafora, zazwyczaj pomijana przez rzekomych czytelników tego eseju. Otóż „zamek wampirów” do funkcjonowania potrzebuje „neo-anarchistów”. Są dla tego zamku tym, czym gluony dla kwarków, to oni przenoszą jego oddziaływanie.

Fisher definiuje ich jako młodych ludzi, którzy identyfikują się jako anarchiści, ale nie podejmują realnych działań w ruchu związkowym czy squatterskim, ograniczając się do Twittera. Z racji młodego wieku nie znają historycznych osiągnięć Partii Pracy, oceniają ją więc po jej smutnej teraźniejszości.

Kolejną definiującą cechą „neo-anarchistów” według Fishera jest to, że oglądają w BBC program „The Question Time” i „jęczą na Twitterze” na jego temat. Ciotka Beeb w kilku miejscach tego eseju wyskakuje jak Piłat w credo, Fisher musiał mieć jakiś uraz na jej punkcie.

Ilu tak zdefiniowanych „neo-anarchistów” jest w Polsce? Trzymając się tego eseju ściśle, nie ma ich wcale, bo jeśli ktoś tak bardzo interesuje się kulturą brytyjską, że regularnie ogląda BBC, to raczej zna historyczne osiągnięcia Labour Party.

No i ilu mamy ludzi, którzy z jednej strony deklarują się jako anarchiści na Twitterze, a z drugiej nie mają nic wspólnego z jakimkolwiek działającym w realu kolektywem? W Polsce populacja spełniająca już nawet nie wszystkie, tylko większość kryteriów definicji Fishera liczy zero.

Jeśli zaś tę definicję zaczniemy przekładać na polskie realia, i zastąpimy BBC przez TVN, Paxona przez Wojewódzkiego (może jednak lepiej nie?), wyjdzie coś jeszcze głupszego. Młodzież, która ogląda „Szkło kontaktowe” i nie docenia historycznych reform przeprowadzonych przez Partię Razem 70 lat temu?

Nie dosyć, że to nie ma sensu, to jeszcze ten zabieg odsłania nam, że główny zarzut Fishera wobec „neo-anarchistów” sprowadza się do tego, że nie rozumieją, jak naszemu pokoleniu było ciężko w Yorkshire. Nikt wtedy nie jęczał na Twitterze!

Skoro więc w Polsce nie ma „neoanarchistów” w rozumieniu Fishera, to NAWET GDYBY u nas pojawił się jego „zamek wampirów”, nie mógłby działać. Istniałby jak hadron bez gluonów, bezobjawowo.

Zajrzyjmy już do jądra tego zamku. Kogo Fisher w nim umieścił?

Otóż w zamku mieszkają osoby o „ogromnej władzy i majątku”, które chronią swoje przywileje poprzez wzbudzanie w otoczeniu poczucia winy. Robią to właśnie za pośrednictwem owych „neoanarchistów”.

Powyższy akapit to twarde jądro eseju Fishera. Tyle zostanie po odfiltrowaniu metafor, którymi sypał, jakby był polskim księdzem w ateńskim tramwaju.

Spory na polskiej lewicy toczą się między doktorantami, stypendystami i nauczycielami. Czasem włączy się też jakiś autor niszowych książek o Okularnikach Z Bardzo Grubymi Szkłami, ale osoby o „immense wealth and power” w nich po prostu nie uczestniczą.

Na polskiej lewicy nie ma kogoś takiego, jak J.K. Rowling, Matka Wszystkich TERF-ów. Nie jest to nawet Tokarczuk, bo Nobel nie daje „immense wealth and power” – na Teslę wystarczy, ale na Gulfstreama już nie. W porównaniu do Kulczyków czy Solorza z Noblem nadal jesteś sankiulotą.

Na brytyjskiej lewicy rzeczywiście od dawna są ludzie z klasy wyższej. To sięga XIX wieku, brytyjska klasa robotnicza sporo zawdzięcza różnym lordom, a nawet markizom.

Nie wchodźmy w to teraz, zainteresowani znajdą sobie stosowny program na BBC (do jęczenia na Twitterze). Grunt, że na polskiej lewicy ich nie ma.

Ludzie z władzą i bogactwem dążą do towarzystwa innych ludzi z władzą i bogactwem. Poniekąd temu je zawdzięczają – po prostu bywają tam, gdzie można zapoznać kogoś, kto załatwi kontrakt na dostawę respiratorów.

Nie spotkamy więc ich w Polsce na seminarium o znaczeniu fallusa w „Ecrits” Lacana, obradach partii Razem czy też na premierze książki „Okularnicy O Bardzo Grubych Szkłach”. Światy polskiej lewicy i polskiej klasy wyższej doskonale się rozmijają.

Nawet jeśli na chwilę, for argument’s sake, zapomnimy o zasadzie „kurica nie ptica, SLD nie lewica” to i tak złota dekada baronów SLD zgasła jak cygaro Ireneusza Sekuły. Niedobitki dawnych „grup trzymających władzę” dołączyły do oligarchii PO-PiSowskiej.

Te nasze kłótnie są takie gorzkie właśnie dlatego, że czujemy się bezsilni. Nie możemy pokonać neoliberałów ani konserwatystów, patriarchatu ani korporacji, przekroczyć progu ani założyć własnych mediów. Możemy tylko się nawzajem banować, calloutować i hejtować.

Rozumiem tę pokusę, że lepiej powiedzieć „ratujcie mnie, kiedy goni mnie zamek wampirów” niż „ratunku, Dehnel wyśmiał moje komcio, umieram od tego, padłem ofiarą linczu i heytu, NIE ZABIJAJCIE NAS”.

Ale u nas nie ma zamku. Jest najwyżej cieciówka. I nie ma w niej wampirów, tylko plaga komarów.

Nie porównujmy się do Wielkiej Brytanii. Tam w takich kłotniach PRZYNAJMNIEJ chodzi o prawdziwe pieniądze i przywileje. U nas tylko o odreagowanie uczucia bezradności. Skądinąd przecież zrozumiałego.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

62 komentarze

  1. Standup Russela na Netfliksie jest całkiem ok.
    KO: Na polskiej lewicy nie (ma) kogoś takiego.

  2. KO:
    – „polski ksiądzem” – „polskim księdzem”,
    – „ani założyć własne media” – „ani założyć własnych mediów”.

  3. Przepraszam Sheika za powtórkę, ślepy byłem. To żeby nie robić pustych przebiegów – może ktoś wie, kto w ogóle jako pierwszy w Polszy użył tego „zamku wampirów”? Do przywlekania memów z USA jestem przywykły i się nie dziwię, ale skąd się ten jeden z UK tu wziął?

  4. @Tyrystor
    Nowy Obywatel – trzy lata temu opublikowali tłumaczenie.

    @WO
    Z obserwacji, to artykuł bardziej wjechał ludziom na poziom emo. Jakby akapity takie jak ten:

    „Pierwszą konfigurację postanowiłem nazwać Zamkiem Wampirów. Zamek Wampirów specjalizuje się w krzewieniu poczucia winy. Jego siłą napędową są księżowskie pragnienia ekskomunikowania i potępiania, akademicko-pedantyczne pragnienia jak najszybszego wytknięcia błędów oraz hipsterskie żądze znalezienie się w modnej klice. Atakowanie Zamku Wampirów jest ryzykowne, bo atakujący ma wrażenie, że atakuje tym samym wysiłki w zwalczaniu rasizmu, seksizmu i homofobii, a Zamek robi wszystko, żeby wzmocnić to wrażenie.”

    …bardziej rezonują i stoją za popularnością tekstu, niż rozmkiny, o co dokładnie chodzi z Brandem czy Owenem Jonesem i kto dokładnie jest w tym (brytyjskim) Zamku Wampirów.

  5. @WO
    „Na polskiej lewicy nie ma kogoś takiego, jak J.K. Rowling”

    Powoli zaczynają być, nie dlatego że lewicowcy się bogacą, lecz dlatego że bogacze uznają wybiórczo lewicowy (bez podatków i praw pracowniczych) zestaw poglądów za bardziej au courant. Trzymanie w garażu potencjało-wyrównawczego rolls-royce’a to już nie bardzo, trzeba pochylać się nad szczupłością zasobów planety i ganić rozbuchany konsumpcjonizm w oldschoolowym garniturze Bossa kupionym w latach 80-tych [1].

    [1] http://www.designalive.pl/piotr-voelkel-musimy-zaprojektowac-wszystko-od-nowa/

  6. @notka

    Przede wszystkim dziękuję za podanie dogodnego linku do źródłowego tekstu; po raz pierwszy przeczytałem go w oryginale i w tej formie wydał mi się bardziej przejrzysty i zrozumiały od przekładu, który czytałem wcześniej.

    Zatem, bez zbędnej zwłoki – do tekstu. W zasadniczy sposób nie zgadzam się z Twoim, Gospodarzu, odczytaniem, jakoby Fisher uznawał działanie „brytyjskich neoanarchistów” za niezbywalny element działania potępianego przez siebie „zamku wampirów”. W osobistej i pełnej emocji wypowiedzi opisuje raczej dwie odrębne „formacje libidalno-dyskursywne”[1], o których można ewentualnie powiedzieć, że ich działanie ma pokrewne skutki; bardziej trafne wydaje mi się jednak przypuszczenie, że łączącą je cechą jest działanie na nerwy autorowi. W szczególności, o „neoanarchistach”[2] pisze: „podobnie jak mieszkańcy Zamku Wampirów, neoanarchiści wywodzą się ze środowiska drobnomieszczańskiego” – kluczowe dla mnie jest tutaj to „podobnie jak”, w odróżnieniu od hipotetycznego: „neonarchiści, ci bardzo ważni z mieszkańców Zamku Wampirów” albo czegoś w podobie. Dalej, nigdzie w tekście nie znalazłem (a szukałem) zdania wiążącego obie z „formacji libidalno-dyskursywnych” w nierozerwalny kompleks. Dlatego „brytyjski neoanarchizm” w koncepcji autora postrzegam nie tyle jako gluony dla zamkowych kwarków, co jako sąsiadujący z zamkiem wampirów, z przeproszeniem, atom w cząsteczce zatruwającej brytyjski dyskurs lewicowy. Dlatego, przyjmując wszystkie argumenty o niemożności zaistnienia w Polsce formacji „brytyjskich neoanarchistów”, pozostawiam tę sprawę na boku jako nieodnoszącą się bezpośrednio do kwestii „zamku wampirów”, czyli drugiej (w porządku tekstu: pierwszej) z formacji omawianych w eseju.

    cdn.

    [1] Cytaty podaję w swoim tłumaczeniu ad hoc; uważam, że jeśli chodzi o najwyżej przeze mnie oceniane polskie czasopismo lewicowe, to poziom tłumaczeń z języków obcych nie jest jego mocną stroną; nie mam o to zresztą dużych pretensji do redakcji – moja własna droga do fluency wymagała, owszem, wykonania pewnej pracy, ale do samego wyruszenia w tę drogę konieczne były warunki początkowe, niekoniecznie dostępne w rodzinie samotnie wychowującej dzieci sprzątaczki w Zawierciu albo na wsi pod Inowrocławiem. Niezależnie od tego, poszczególne rozwiązania tłumaczeniowe mogły być podyktowane bardziej zgodnością z idiosynkrazjami publikującego redaktora niż dążeniem do dochowania wierności oryginałowi.

    [2] Nie można, moim zdaniem, pominąć faktu, że „Neo-anarchy in the UK” jako tytuł rozdziału jest jaskrawym odwołaniem do kultury popularnej, czymś w rodzaju, na nasze, „Przeżyj to sam – jeszcze bardziej”. Dlatego nie do końca przekonuje mnie twierdzenie autora, jakoby krytykowana przez niego młodzież „identyfikowała się z anarchizmem” – może tak, może nie, trochę wygląda mi to na przywleczone za włosy uzasadnienie dla chwytliwego tytułu opartego na cytacie.

  7. @notka cd.

    Wejdźmy więc na zwodzony most, przekroczmy fosę (albo kupmy bilet wstępu w kasie zamku w Branie, judeţul Braşov, uwidocznionemu na zdjęciu ilustrującym tekst) i zajrzyjmy do środka. Kogo Fisher umieszcza w komnatach bądź też w donżonie tytułowego zamku? Nie jest to do końca jasne[1]; z jednej strony, wspomniani są ludzie o „immense wealth and power”, jednak nie jest wyraźnie powiedziane, czy stanowią oni załogę, czy też raczej mocodawców załogi zamku. Z drugiej strony, w tekście wyraźnie przeciwstawione są „ruling class” oraz zamek wampirów jako marionetki względnie pożyteczni idioci tych pierwszych („The VC, as dupe-servants of the ruling class, does the opposite”). Zatem, o ile zgadzam się z obserwacją, że na polskiej lewicy nie mamy do czynienia z ludźmi jeżdżącymi bentleyami i mieszkającymi w prawdziwych zamkach, nie takich z obrazka, nie unieważnia to w moim pojęciu całości diagnozy. Zgadzam się też z tym, że punkt wyjścia dla tej diagnozy, czyli rozwlekłe zrelacjonowanie inby między Paxmanem i Pacmanem, czy jakoś tak, nie jest superistotne dla naszej sytuacji. Weźmy jednak taki fragment (bardziej kluczowy, jak dla mnie, niż ten o niebywałym bogactwie i władzy): „[The Vampires' Castle] is driven by a priest’s desire to excommunicate and condemn, an academic-pedant’s desire to be the first to be seen to spot a mistake, and a hipster’s desire to be one of the in-crowd” [podkreślenia pochodzą od autora]. I maintain (smark-smark), że w polskich środowiskach uważających się za lewicowe nie brakuje ani kaznodziejów, ani kujonów, ani szpanerów, do spółki zatruwających smak życia towarzyszkom i towarzyszom walki i pracy, zamiast solidarnie ich wspierać. Dalej: „[T]he members of the Vampires’ Castle are intensely competitive, but this is repressed in the passive aggressive manner typical of the bourgeoisie. What holds them together is not solidarity, but mutual fear – the fear that they will be the next one to be outed, exposed, condemned” – znów, nie uważam, że te zdania nie mają odniesienia do rzeczywistości środowisk utożsamiających się z lewicą w naszym kraju. And so on, and so on, and so on, and so on (smark-smark). Stąd – emocjonalny rezonans tekstu Fishera w Polsce, o którym już wspominał ktoś z przedkomciujących, nie jest dla mnie zaskoczeniem.

    Nie oznacza to, że nie mam zasadniczych wątpliwości i punktów niezgody do eseju Fishera. Przede wszystkim uważam tę refleksję autora: „I’ve noticed a fascinating magical inversion projection-disavowal mechanism whereby the sheer mention of class is now automatically treated as if that means one is trying to downgrade the importance of race and gender” za wyraz fałszywej dychotomii. (Słowo-klucz mojej niezgody: „intersekcjonalizm” albo, bardziej swojsko, „należy myć i nogi, i ręce”). Ale to już temat na jakiś inny zestaw wynurzeń.

    Natomiast takie postulaty: „We need to learn, or re-learn, how to build comradeship and solidarity instead of doing capital’s work for it by condemning and abusing each other. This doesn’t mean, of course, that we must always agree – on the contrary, we must create conditions where disagreement can take place without fear of exclusion and excommunication” uważam za zarówno słuszne, jak i mające zastosowanie również w naszej rzeczywistości. Dziękuję za uwagę i cierpliwość.

    [1] W ogóle pisarstwo Fishera trudno stawiać za wzór uporządkowania i przejrzystości myśli. Nie jestem zwolennikiem medykalizacji wszelkich przejawów życia umysłowego, ale w tym kontekście nie potrafię uciec od pomyślenia o trapiącej autora przewlekłej depresji, która najprawdopodobniej doprowadziła też do jego samobójstwa w cztery lata po publikacji tekstu o zamku wampirów; ciągłe przygnębienie i jasność myślenia rzadko idą w parze.

  8. Skoro do niczego się nie odnosi u nas postuję ukraść określenie. Idealnie pasuje do neoliberałów, zamkniętych w swoim mrocznym świecie, który dawno odszedł, odseparowanych wysokim murem od ludu. Taki Budka na przykład zapowiadający cięcia ostatnio, gdy dojdą do władzy, słychać było skrzypienie trumny jak się budził.

  9. @bantus
    Tzn. że w zamku mieszkają neoliberałowie o ogromnej władzy i majątku, którzy chronią swoje przywileje poprzez wzbudzanie u innych poczucia winy, że PiS wygrywa, bo ktoś ośmiela się nie dołączyć do Zjednoczonej Opozycji pod patronem św. Giertycha? Mi pasuje :).

  10. Heh, po paru dyskusjach w których widziałem odwołania do tego zamku wampirów (w niektórych chyba nawet braliśmy udział razem 😉 ) aż zacząłem powoli stukać esej do jakiejś kultury liberalnej czy podobnej publikacji nieśmiało zatytułowany „zamek wampirów nie istnieje”.

    Bo tak, na lewicy są pewne problematyczne zjawiska… Tylko te same są na prawicy. Albo w środowisku sceptyków naukowych. Bo to po prostu mechanizmy stadne, tendencja do eskalacji i modelu „świętszy od papieża” oraz skupienie na czymś, co w psychologii określa się jako oburzenie moralne w odróżnieniu od empatycznej złości. (W uproszczeniu, pierwsze skupia się na chęci ukarania winnych, drugie na ochronie i wsparciu ofiar.) To wszystko ładnie przebadane mechanizmy i lewicy też niewątpliwie dotykają.

    Tyle tylko, że idea zamku wampirów nie rozwiązuje żadnego z tych problemów. Jest jedynie przykrywką do tego, by ochronić swoje mało progresywne w jakimś aspekcie poglądy. To takie „jestem lewakiem/lewaczką, ale…”

  11. Po prostu metafora zamku przystaje (na tyle na ile się da of kors) do polskich realiów tylko jeśliby lewicę traktować jako całość z PO i wszystkimi KOD-ersko-dziaderskimi przystawkami. A temu mówimy głośne nienienie, my nie mamy z nimi nic wspólnego.

  12. btw, w warszaswkim maluśkim bąbelku kawiorowo-zbawiksowej lewicy powoli ale wyrasta dość liczna i widoczna grupa takich co to niekoniecznie będą musieli kiedykolwiek w życiu pracować na swoje utrzymanie. Oczywiście nie twierdzę że jest to jakiekolwiek porównanie do sytuacji w UK, bo go nie ma. Takich pieniędzy jakie mają tamtejsze wampiry to u nas po prostu nie ma prawie nikt.

  13. @Artur Król
    „Jest jedynie przykrywką do tego, by ochronić swoje mało progresywne w jakimś aspekcie poglądy. To takie „jestem lewakiem/lewaczką, ale…””

    Ja raczej widzę pewien problem z ideą „progresywności” – z definicji zakłada, że ktoś jest z przodu, ktoś z tyłu (dziwnym trafem ci z przodu zwykle nalezą Wielkomiejskiej Klasy Średniej); tworzy nową hierachię w ramach (zwykle będącego kalką z Zachoniego dyskursu) „wokeness”/kapitału kulturowego i w niektórych wypadkach sprowadza „aktywizm” głównie do walki o miejsce w tej hierarchii.

  14. @bantus
    „Skoro do niczego się nie odnosi u nas postuluję ukraść określenie.”

    Jak już tak swobodnie inkulturujemy wampirzy motyw, proponuję przyjąć że polska lewica rezyduje nie na żadnym Wilde’owskim zamku, lecz na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym: siedzący tam na kozetce Leszek Miller (starolewica) syci się transfuzją świeżej krwi z zasobów Krystyny Jandy (wiośniackiej młodolewicy), wykonywaną przy asyście prekaryjnej pielęgniarki (razemków, którzy muszą cierpliwie czekać na swoją kolej). Obserwuje to ze wzgardą Rafał Woś, dla którego oni wszyscy nie są żadną lewicą, lecz jest nią raczej PiS-owski ordynator kupujący (na lewo) niesprawny respirator dla wyziewającego pandemicznie ducha społeczeństwa. Sprawnego respiratora brak bo poprzedni ordynator z PO miał inne priorytety – wokół zbudowanego przez niego przyszpitalnego boiska, zwanego obecnie narodowym, młodzi patrioci organizują sympatyczne rodzinne pochody połączone z paleniem tęczowych flag. Proponuję tę wizję przedstawić w formie listu do redakcji „Open Democracy” i niechże oni się tam raz pogłowią, co ona znaczy.

  15. @embercadero
    „Po prostu metafora zamku przystaje (na tyle na ile się da of kors) do polskich realiów tylko jeśliby lewicę traktować jako całość z PO i wszystkimi KOD-ersko-dziaderskimi przystawkami.”

    Wydaje mi się, że jeśli do w ogóle kogokolwiek, to do opozycji alimento-fakturowej. Oni w nas rzeczywiście ciągle próbują wzbudzić poczucie winy, że „partia razem jak zwykle osobno”, itd. I że za mało przejmujemy się, że jednemu z nich odebrano bank.

    @mbied
    „Nie jestem zwolennikiem medykalizacji wszelkich przejawów życia umysłowego, ale w tym kontekście nie potrafię uciec od pomyślenia o trapiącej autora przewlekłej depresji, która najprawdopodobniej doprowadziła też do jego samobójstwa w cztery lata po publikacji tekstu o zamku wampirów; ciągłe przygnębienie i jasność myślenia rzadko idą w parze.”

    Moim zdaniem to akurat nie jest depresja, tylko faza maniakalna, w której tracisz samokrytycyzm – u ludzi piszących to się objawia m.in. tym, że dowolna, nawet najbardziej idiotyczna metafora wydaje ci się trafna. Wiesz, twoje odczytanie jest równie dobre jak moje, z mętnego tekstu wyciągniesz wszystko. Nawet nie będę polemizować.

  16. @Awal
    „[takie postacie jak J.K. Rowling] powoli zaczynają być [na polskiej lewicy], nie dlatego że lewicowcy się bogacą, lecz dlatego że bogacze uznają wybiórczo lewicowy (bez podatków i praw pracowniczych) zestaw poglądów za bardziej au courant”

    To żadne pocieszenie, bo właśnie podatki i prawa pracownicze to esencja lewicowości – ktoś, kto *tak poza tym* identyfikuje się z lewicą, nie jest żadnym lewicowcem (socjalistą) tylko liberałem. Wiem że nie od razu Skandynawię zbudowano, ale „wybiórczo lewicową lewicę” od głupotek można rozbić o kant bioder. Zresztą rządziła już u nas taka lewica od koniaczku i cygar (partia Millera; Palikota nie liczę, bo nie był u władzy) i co? Uprawiające blairyzm SLD było do tego stopnia wybiórcze, że nie tylko odpuścili kwestie ekonomiczne (redystrybucja), ale nie załatwili nawet tych duperelnych, które nic nie kosztują.

    Dla mnie kryterium tej „polskiej J.K. Rowling” byłoby pójście nie pójście na wino z Magdą Gessler, tylko na piwo z Ikonowiczem. Ciekawe, ilu z nich zdałoby ten hipotetyczny test?

  17. @wo

    „Wiesz, twoje odczytanie jest równie dobre jak moje”

    OK, pozostańmy więc każdy przy swoim. W sumie jestem zadowolony, że niezgadzanie się z Twoim odczytaniem przynagliło mnie do bardziej szczegółowego niż na poziomie tylko intuicji sformułowania swojego. No i że przeczytałem esej w oryginale – polski przekład na serio nie jest wybitny.

  18. „Dla mnie kryterium tej „polskiej J.K. Rowling” byłoby pójście nie pójście na wino z Magdą Gessler, tylko na piwo z Ikonowiczem. Ciekawe, ilu z nich zdałoby ten hipotetyczny test?”
    Ale że co, cześć Piotrek, właśnie jestem na winie z twoją siostrą?

  19. „Na brytyjskiej lewicy rzeczywiście od dawna są ludzie z klasy wyższej.”

    I są sportretowani w literaturze, np. Ravelston w „Keep the Aspidistra Flying” Orwella

  20. David Lodge, „Man of parts”
    Polecam. Sto+ lat temu. Lewica (Fabian Society) jest w tle, ale istotna. Rozbrające są dyskusje jak zrobić żeby poprawić robotnikowi, ale służba też była (no bo, styl życia). Wymyślają że maszyny będą robić (niemalże Fully Automated Luxury Communism!).
    Do tego social climbing, rowery i seks na boku.

  21. @WO
    „Nie porównujmy się do Wielkiej Brytanii. Tam w takich kłotniach PRZYNAJMNIEJ chodzi o prawdziwe pieniądze i przywileje.”

    Gdyby się zastanowić, gdzie jest polski zamek wampirów z autentycznymi przywilejami i pieniędzmi, to są nim elity wielkomiejskiej inteligencji, które u początku transforamcji przerodziły się w elity biznesu, a obecnie starają się utrzymać ten status. Ich „neo-anarchistami” (określiłbym ich adekwatniej jako „zamkowe guwernantki”) zostali w latach 90-tych dziennikarze, artyści czy nauczyciele powtarzający polskie neo-liberalne szlagworty typu „Bierz sprawy w swoje ręce!”, „Nie stój, nie czekaj, co robić – pomóż!”. Po przejęciu włądzy przez PiS, zamek zorientował się, że musi zmodyfikować swój przekaz, stąd Filipiakowego rolls-royce’a kupionego ze słusznie nie oddanych państwu na zmarnowanie podatków zastępuje Voelkelowy ekologizm i znoszony garnitur, zaś czołowa guwernantka Wawrzyniec Smoczyński już nie tworzy Polityki INSIGHT – „platformy wiedzy dla liderów biznesu”, lecz Fundację Nowej Wspólnoty zajmującą się odbijaniem ludu pisowskiego dla liberalnej demokracji. Głównym odbiorcą przekazów z polskiego zamku wapirów są biedne, social climbingowe kadry PO, które dowiadują się z dnia na dzień, że już nie „nagradzamy ciężkiej pracy na swoim” ale „budujemy dyspozycję wspólnotową”. Stoi ten biedny Budka u guwernantki pod tablicą i duka zdezorientowany, Marcelina Zawisza w swoim fartuszku dziewki kuchennej powinna podrzucić mu ściągawkę. A potem, kiedy już może kiedyś kiedyś będą razem rządzić to po przyjacielsku go podejść i szepnąć „Ale Borys, nie bądź sknera, rzuć miliardzik na przedszkola”. Takie są te nasze zamkowe realia, droga oczytana lewico – nie jesteśmy zamkiem, ani wasalami zamku, lecz fornalami i ludowymi kuglarzami zamieszkałymi na podgrodziu.

  22. KO: Paxman, mi bardziej znany jako prowadzący University Challenge niż jako publicysta, ma na imię Jeremy.

  23. @awal
    „Takie są te nasze zamkowe realia, droga oczytana lewico – nie jesteśmy zamkiem, ani wasalami zamku, lecz fornalami i ludowymi kuglarzami zamieszkałymi na podgrodziu.”

    A jak myślisz, drogi Awalu, dlaczego z wszystkich synonimów na „nędzny budyneczek” wybrałem akurat cieciówkę, a nie barak, szopę, szałas, maderfakingowy domek kempingowy?

    Wprawdzie intencjonalnie parodiowałem w tej notce metaforo-sraczkę Fishera, ale w odróżnieniu od niego, każdą metaforę umiałbym uzasadnić, nie były to przypadkowe wybory (np. dlaczego polski ksiądz jedzie ateńskim tramwajem, itd.).

  24. @mario
    DZIĘKI! Mój błąd wynikający z tego, że podświadomie założyłem, że to musiał być talk show Grahama NORTONA. O nim mam przynajmniej taką wiedzę, że jest i czasem mi znajomi wrzucali jakieś klipy z Markiem Hamillem. O Paxmanie w takim razie w ogóle nic nie wiem.

  25. @wo „O Paxmanie w takim razie w ogóle nic nie wiem.”

    Lewicujący ponoć dziennikarz BBC, który rozważał angielską naturę w książce pod kryptycznym tytułem „Anglicy. Studium przypadku.” (Miałem, nie skończyłem). Podpadł kiedy sie okazało, ze wraz z owczesną partnerką rekrutował pomoc domową w Rumunii, nie podpisując umowy i płacąc grosze. Czyli same old, same old.

  26. W takim razie mam nadzieję, że chociaż Nortona nie unieważniono, bo te klipy, co mi wpadały do feeda, były nawet fajne (wyimaginowałem sobie Branda w jego programie, tak mi to jakoś pasowało…)

  27. @WO
    „A jak myślisz, drogi Awalu, dlaczego z wszystkich synonimów na „nędzny budyneczek” wybrałem akurat cieciówkę”

    No i ja się oczywiście dostosowałem do sugestii. Natomiast zabrakło mi, może przez nieumiejętne śledzenie skrótów myślowych, pełnego wyjaśnienia dlaczego w oryginalnym tekście jest „zamek wampirów” a nie „willa zombiaków”, „pałac jaszczurów” itd.

  28. @awal
    Bo wampiry (w stereotypie stokerowskim, przedtem i potem były też inne, podobnie jak zombiaki nie zawsze są romerowskie) są zazwyczaj obdarzone „immense wealth and power”.

  29. @WO
    No to już i o tego ateńskiego księdza zapytam, w duchu komcionauckiej solidarności i pokory. Tramwajów w Atenach sobie szczerze powiedziawszy nie przypominam, miały być ponoć szykowane na olimpiadę, to jakieś złote runo zbiorkomu?

  30. Polski ksiądz – bo mowa polskich księży jest jako ta filozofia po góralsku, pełna metafor z kiszki wziętych. W ateńskim zbiorkomie – bo to po grecku „metafora”. „w tramwaju”, bo mi jakoś lepiej pasowało do metrum niż metro czy autobus (metrum metra, dobra nazwa dla zespołu).

  31. @WO
    Bogactwo zmiksowanych metafor zwiodło mnie na manowce – pożądliwy polski ksiądz w śródziemnomorskim amoku.

  32. @wo
    „W takim razie mam nadzieję, że chociaż Nortona nie unieważniono, bo te klipy, co mi wpadały do feeda, były nawet fajne.”

    Graham Norton Show jest dobre, fragmentami nawet bardzo. Pozegnanie roku 2016 w wykonaniu Helen Mirren np.
    https://www.youtube.com/watch?v=K9DA_iLOTrY&ab_channel=BBC

    Sam Graham jest chyba ok (Iralndczyk robiacy kartiere w Anglii, nie kryjacy sie ze swoim homoseksualizmem), o ile nam oczywiscie nie przeszkadza, ze jest jednym z najlepiej oplacanych gwiazdorow BBC.
    https://www.bbc.com/news/entertainment-arts-54160658

    Paxmana znam tylko z bardzo erudycyjnego University Challenge.

  33. @Awal „Tramwajów w Atenach sobie szczerze powiedziawszy nie przypominam”
    Tak tylko cichutko i licząc się z możliwością wycięcia jako MKM zauważę w temacie „ateńskiej metafory”, że tamtejszy zbiorkom obejmuje m.in. 3 linie metra, 5 linii pociągów podmiejskich i 3 linie tramwajowe, faktycznie zbudowane na igrzyska 2004, które jeżdżą z grubsza między Akropolem a morzem. Linii trolejbusowych jest za to kilkadziesiąt, a tym samym spotkać i zapamiętać je łatwiej, być może zwłaszcza dla Polaka, który o trolejbusie słyszał, ale rzadko widział (nie dotyczy tyszan*ek, gdynian*ek i lublinian*ek).

  34. A w Lublinie te trolejbusy mają przystanek o bodaj najsympatyczniejszej nazwie przystanku w Polsce: Poczekajka.

  35. Po Atenach jeździ się trolejbuami jak po księżym Lublinie (Poczekajka to też zdaje się kościół). To jedno z niewielu nieradzieckich miast obok Bristolu czy Zurichu gdzie się rozpowszechniły.

    W cieciówce też zawiera substrat do skojarzeń spiskowych. Że my są jak Ehrmantraut, a intersekcjonalne stóżowanie to przykrywka naszej przestępczej działalności w ochronie pochodu Antify przez domenę czasową transformaty Fouriera-Gramsciego (link zawiera lokowanie marksistowskich infinitezymalnych), ostatnio jak wykrył QAnon – na Kapitol w przebraniu cieciów, przebrania którego nie można lekceważyć jak rzymianie śmiesznej czapki Genzeryka. Samo skojarzenie intersekcjonalności i stróżowania („troll under a bridge”)! Poza tym cieciówki są często zbędnym symbolem statusu.

  36. @WO, Tyrystor

    „Polski ksiądz w ateńskim trolejbusie” byłoby i metrycznie w porządku i w zgodzie z praktycznym doświadczeniem. Inna sprawa, że księżulo jak jego znany poprzednik usłyszałby zapewne „Posłuchamy cię o tym innym razem”

  37. Ateński tramwaj

    Podobnie jak awal, z tym ateńskim tramwajem trochę nie zaskoczyłem.
    Będąc w Atenach, jako typowy Polak oswojony z widokiem tramwaju jeżdżącym w każdym większym mieście, tam tego zjawiska nie zauważyłem ani hu,hu. Ba, nawet chciałem ci trochę sypnąć pod narty, ale wyguglowałem, a tam stoi jak wół, w Atenach tramwaje są. No to dałem na wstrzymanie.
    No ale już teraz wszystko wiem. Metafora, i to piętrowa, zwiodła mnie jak awala.
    No ale, pocieszam się, jestem w dobrym towarzystwie.

  38. @Awal

    „dlaczego w oryginalnym tekście jest „zamek wampirów””

    Jak już ustaliliśmy, odczytuję ten esej z gruntu inaczej niż Gospodarz, a ta różnica zaczyna się od samego początku, tzn. od rozbioru semantycznego tytułowej metafory. O ile w notce, takie odniosłem wrażenie, punktem wyjścia (i głównym obiektem krytyki) jest część architektoniczna metafory, o tyle dla mnie kluczowe jest pojęcie „wampirów”, jak w: wampiry energetyczne, wzbudzaniem poczucia winy i permanentnym kręceniem inb i dram odbierające smak życia innym osobom na lewicy oraz sobie nawzajem. A dlaczego „zamek”? Cóż, tak się złożyło, na skutek pracy wyobraźni jednego z pisarzy, że w anglojęzycznej kulturze popularnej na prototyp wampira został wyznaczony wołoski arystokrata, który siłą okoliczności mieszkał w zamku; w odróżnieniu od naszych swojskich wąpierzy, potrafiących gnieździć się w bruzdach na polu czy gdzie tam się one gnieździły. „Zamek” traktuję tu więc jako konwencjonalne określenie grupy czy zbiorowiska – na zasadzie flock of seagulls, gaggle of geese, troop of baboons itp. itd. (Angielszczyzna jest w tym względzie bardziej różnorodna od polskiego i bodaj funkcjonuje tam rozrywka towarzyska polegająca na wzajemnym odpytywaniu się z nazwy zbiorowiska zwyczajowo przyjętej dla danego gatunku zwierząt). Inna rzecz, że metafora poniosła autora (metafory tak miewają, czy też: nieuważni autorzy tak miewają z metaforami) i pogalopowała z nim w dygresyjne rozważania o „immense wealth and power”. Pierwotnym desygnatem, I claim (smark-smark), było jednak co innego: „[t]he VC as dupe-servants of the ruling class”. Czyli nie tyle lordowie w zamkach, co m.in. doktoranci-gołodupce i inne osoby wcale nie tak różne od zaludniających lewicę w Polsce. Zatem, wracając, „zamek wampirów” na takiej zasadzie jak „kłębowisko żmij” czy „chór wujów” (z przestawką albo bez). Gdyby Fisher wyszedł od innej nazwy na element ganionej przez siebie grupy, wybrałby i inną nazwę na zbiorowisko. Tak uważam.

    @wo

    „W ateńskim zbiorkomie”

    Mój krewniak, wykładowca filologii w uczelni koło samej Warszawy (TM), na wycieczce do Grecji dzięki swojemu klasycznemu wykształceniu odcyfrował napis na plandece ciężarówki i był do głębi poruszony faktem, że napis brzmiał: „oi metafores”.

  39. @m.bied
    „dla mnie kluczowe jest pojęcie „wampirów”, jak w: wampiry energetyczne, wzbudzaniem poczucia winy i permanentnym kręceniem inb i dram odbierające smak życia innym osobom na lewicy oraz sobie nawzajem.”

    U nas to by były wampiry Taika Waititi w takim razie, bez swojego zamku.

  40. @WO
    „Skąd tytułowa metafora? Dlaczego akurat „zamek wampirów”, a nie „willa zombiaków”, „pałac jaszczurów”, „lądownik ufoków” czy „loch kościotrupów”?”

    Odczłowieczanie ideologicznych wrogów techniką „nie są naprawdę ludźmi, jak my”. Przecież istotą podstępnej straszności wampira jest, że zgrubnie wygląda jak człowiek – choć nim nie jest. Wampir człowieka tylko udaje, jak mu wygodnie, dla ułatwienia czynienia zła. Już tam kogoś w historii porównywano do pasożytów pijących krew, nie?

    @m.bied (i czemu wampiry)
    Na drugim planie, ale jednak też element obrazka: wampiry popkulturowe zachowują się i ubierają jak w sposób nie pasujący do otoczenia a nawet epoki.

    @s.trabalski i ❡ w/s Poczekajki w Lublinie:
    Poczekajka to cała okolica (a kościół jest „na Poczekajce”, choć często się go skraca). Wszystkie historie o pochodzeniu nazwy sprowadzają się do bycia przystankiem dla chłopskich furmanek. Prawie jak trolejbusy.

  41. Zamek Kafki kojarzy mi się z monologami wewnętrznymi przy szynkwasie, i tyle stamtąd pasuje do Fishera. Natomiast z karkołomnych podobieństw interpretacji rozszerzonych to nawet powstał taki incelski spektakl, w którym winne zamkowej anonimowej biurokracji są nieformalnie działające kobiety.

    > Poczekajka to cała okolica

    Dzielnice nazywają się jakoś inaczej, ale to co Poczekajce pozostało dodaje dodatkowych smaczków. Jest więc koścół-skocznia na górze, za nim budynki gospodarcze szpitala, i być może kiedyś krematorium. Płynnie przechodzą w wielkie bloki komnibatu szpitalnego. Do pełni poczekajstwa brakuje cmentarza, ale na końcu osi jest budynek KUL z pieniędzy wyłudzonych na biotechnologię, który może honorowo pełnić rolę cmentarza intelektualnego.

  42. @μεταφορά

    Ta metafora jest akurat wyśmienitą ilustracją zwodniczej natury metafor, bo jest taka średnia dość. Metafora to co najwyżej „przewóz”, a do komunikacji zbiorowej to jeszcze kawałek od tego jest. To już smaczniej byłoby chyba” polski ksiądz w/na ateńskiej oazie”, bo ateńskie MZK/ZTM to właśnie oasa.
    Greka pełna jest takich polisemów, co wieki temu chyba właśnie Gospodarz zauważył już na przykładzie anody i katody.

  43. @olo421

    „Greka pełna jest takich polisemów”

    Polisemia to jedno, ale kiedyś rozwaliła mnie wiadomość, jakoby w Grecji teksty w grece klasycznej oficjalnie czytano na głos jak grekę współczesną, z itacyzmem i wszystkimi innymi przesunięciami fonetycznymi, na zasadzie „no co? miało być po grecku, to jest po grecku; jesteśmy wszak Hellenami”. Prawdać to?

  44. @m.bied

    Ależ zdecydowanie! I cholera jasna mimo wszystko brzmi to o wiele przyjemniej, kiedy takiego Platona np. deklamuje Grek, ale niestety nie da się wtedy ze słuchu choćby spróbować zapisać poprawnie to, co deklamowane (no ale któż miałby to robić, po co). Problem jest przede wszystkim z głoską /i/, której przez to wręcz nadmiar w dzisiejszej grece, bo οι, ει, υ, η, ι to wszystko (nawet tekst klasyczny) Grek przeczyta dzisiaj jako /i/, a student greki starożytnej z Polski jako oj, ej, y, e, i. Niby Grecy są świadomi tego, że reszta niespecjalnie przejmuje się tym, jak oni to czytają, szeroko się uśmiechają kiedy ktoś wyjeżdza im z wymową erazmiańską. Ot problem kiedy mówi się narzeczem mającym kilka tysięcy lat historii poświadczonej w piśmie.

    Inna sprawa, że wczesne polskie teksty też czytałbym całkowicie uwspółcześniając, bo niestety mój upośledzony aparat mowy (albo brak motywacji) nie pozwala mi nawet na rozróżnienie w wymowie /h/ i /ch/, nie wchodząc w inne niuanse. Także chyba tak ogólnie nie ma tu nic rozwalającego.

  45. @unikod
    No nie wiem, w realiźmie kapitalistycznym Fisher cytuje Zamek i pisze: „Najbardziej genialne u Kafki jest to, że zgłębił właściwą Kapitałowi negatywną ateologię: brakuje centrum, ale nie możemy przestać go szukać ani postulować jego istnienia. Nie jest tak, że tam nic nie ma – chodzi o to, że to, co tam jest, niezdolne jest do wzięcia odpowiedzialności.”

  46. @olo421

    „wczesne polskie teksty też czytałbym całkowicie uwspółcześniając”

    No tak, ostatnio z jakichś tam względów musiałem wysłuchać całości O naprawie Rzeczypospolitej Andrzeja Frycza Modrzewskiego[1] odczytanej przez współczesnego aktora i była to, szczerze, męka.

    [1] A ściślej, przekładu tego tekstu na XVI-wieczną polszczyznę autorstwa Cypriana z Sieradza, czyli to, co się przedstawia uczniom w szkołach jako dzieło Frycza 😉

  47. @m.bied, olo421

    W „Mandolinie kapitana Corellego” (książce) jest taka scena, jak angielski szpieg wysłany do Grecji próbuje dogadać się z miejscowymi resztkami klasycznej greki pamiętanymi ze studiów, a oni: co to za bełkot?

  48. arturjot
    W „Mandolinie kapitana Corellego” (książce) jest taka scena, jak angielski szpieg wysłany do Grecji próbuje dogadać się z miejscowymi resztkami klasycznej greki pamiętanymi ze studiów, a oni: co to za bełkot?

    Alistair MacLean w „Działach Nawarony” był lepiej obeznany. Z pamięci:
    „Była to greka z Attyki, a nie z wysp, ale Mallory był pewien, że kapitan nie zauważy różnicy” Faktycznie niemiecki kapitan nie zauważył.

  49. @arturjot, rpyzel

    Gdyby im to napisał, mogliby znaleźć nić porozumienia. Karagatsis (napisał świetną trylogię o imigrantach nieumiejących zaklimatyzować się w greckiej rzeczywistości, niestety nietłumaczony w ogóle) podawał przykład Francuzki po klasyce, która dorobiła się tak męża – Greka, kapitana niewielkiej łajby – pisząc na kartkach w starogreckim, no i jakoś tam się dogadali.

    Tylko teraz nie wiem, czy Macleanowi chodziło tutaj o zróżnicowanie współczesnych dialektów (że mówił po ateńsku a nie po wyspiarsku), czy raczej że używał attyckiego czyli starożytnego greckiego. Kurczaki, nie spodziewałem się, że tyle tu anegdot nazbieram. Dzięki!

  50. @olo421
    „Tylko teraz nie wiem, czy Macleanowi chodziło tutaj o zróżnicowanie współczesnych dialektów (że mówił po ateńsku a nie po wyspiarsku), czy raczej że używał attyckiego czyli starożytnego greckiego.”
    To pierwsze, poniższe cytaty chyba nie zostawiają miejsca na wątpliwość?
    „Porucznik Andy Stevens władał biegle zarówno starożytną jak i współczesną greką i przed wojną spędził dwukrotnie długie wakacje jako przewodnik turystów w Atenach.”
    „- Przepraszam, nie rozumiem po niemiecku! – krzyknął. – Nie możecie mówić w moim języku? – Greka Stevensa była doskonała, płynna i idiomatyczna.
    Co prawda była to greka z Attyki, a nie z wysp, lecz Mallory był pewny, że porucznik nie spostrzeże różnicy. Rzeczywiście nie spostrzegł. Potrząsnął głową bezradnie, a potem zawołał łamanym greckim językiem:
    – Natychmiast zatrzymajcie statek! Wchodzimy na pokład!”

  51. olo421
    „Zaś jako absolwent klasycznego wydziału na uniwersytecie był prawie fanatycznym filohelenistą, władał biegle zarówno starożytną jak i współczesną greką i przed wojną spędził dwukrotnie długie wakacje jako przewodnik turystów w Atenach.”

    Mógł każdą 🙂

  52. Zazdroszczę! Ja się do starożytnej greki w wersji sauté muszę trochę przymuszać. Pytanie z innej beczki: czy wątki greckie zostały twórczo przeniesione na nasz grunt w prozie Wojciecha Sumlińskiego? Ktoś kartkował pod tym kątem?

  53. @wo
    „Te nasze kłótnie są takie gorzkie właśnie dlatego, że czujemy się bezsilni. Nie możemy pokonać neoliberałów ani konserwatystów, patriarchatu ani korporacji, przekroczyć progu ani założyć własnych mediów. Możemy tylko się nawzajem banować, calloutować i hejtować.”

    Bardzo celnie. Tylko jaki jest w takim razie pomysł na lewicę, bo chyba nikt nie chce identyfikować się i przyłączać do z góry przegranych frustratów? Dziwicie się, że młodzież woli pławić się raczej w randowskiej iluzji (a’la młody Gowin) i liczyć na to, że kiedyś dołączy do młodych (lub nawet starych) pięknych i bogatych niż zasilać szeregi kanapowych i bezsilnych naprawiaczy świata, którzy się wzajemnie zagryzają na tłiterach?

  54. @vinidion
    ” Tylko jaki jest w takim razie pomysł na lewicę”

    Gdybym był Człowiekiem Który Ma Pomysły, to bym realizował te pomysły. Przykro mi, zawędrował pan na niszowy blogasek drugorzędnego felietonisty, ludzi sukcesu proszę szukać raczej na Twitterze.

  55. @ „Tylko jaki jest w takim razie pomysł na lewicę”

    Nie nie nie, to wszystko nie tak. Już tu o tym niedawno pisałem. Błędem jest myślenie, że lewica jest taka, a prawica śmaka. Takie i śmakie są ośrodki posiadające władzę i ośrodki opozycyjne (a jeszcze inne niszowe, a jeszcze inne dysydenckie). Jeśli czegoś mnie nauczyło moje krótkie robienie polityki, to tego, że około 50% polityki to polityka wewnętrzna w organizacji. I że masie osób ten prosty fakt robi źle w głowę na różne sposoby. Od ludzi zaniedbujących politykę wewnętrzną kompletnie i potem budzących się z ręką w nocniku; przez ludzi oburzających się, że tworzą się kliki i koterie, (a przecież wszyscy jesteśmy tu we wspólnej sprawie); aż po cwaniaków, którzy znajdują linię najmniejszego oporu w robieniu wyłącznie polityki wewnętrzno-towarzyskiej.

    Tę politykę wewnętrzną naprawdę trzeba wyważyć w obie strony. Nie zamykać się w niej, ale też nad nią nie ubolewać. Frustracja jest nieodłącznym elementem działania w opozycji. I poszukiwanie sukcesów w gryzieniu swoich też jest w tym kontekście dosyć zrozumiałe.

  56. @vinidion

    „młodzież woli pławić się raczej”

    Przy całych swoich skłonnościach do marudzenia muszę przyznać, że od czasu (jakoś na wiosnę 2015 r.), kiedy życie wybudziło mnie z drzemki dogmatycznej i powróciłem do uczestniczącego zaangażowania w życie polityczne, mam przeważnie dobre doświadczenia z młodzieżą, która określa się lewicowo. I serce mi nierzadko roście, patrząc na nich.

Dodaj komentarz