Inba czytelnicza

Czytelnictwo książek to dla mnie temat tak istotny, że się wypowiem w inbie czytelniczej, choć zapewne nie powinienem. Po mojemu czytelnictwo dzieli się zasadniczo na trzy grupy.

Po pierwsze (1) – są książki, które czytamy bo musimy. W czasach studenckich zagadnąłem pewną osobę „co czyta” (co do dziś jest moim ulubionym tematem konwersacji). Uniosła znad książki umęczone spojrzenie i mruknęła „na wtorek”.

Do tej kategorii wpadają więc podręczniki, instrukcje obsługi, kodeks spółek handlowych z komentarzem itd. U mnie to jest niestety większość woluminów w urobku, bo zwykle żeby napisać jedną książkę, muszę przeczytać dużo innych.

Gdy piszę o Koperniku, czytam biografie ludzi, którzy się o Kopernika pośrednio otarli – byli od niego o jednego handszejka (albo jedno wbicie sztyletu). O ile biografię Lukrecji Borgii mógłbym czytać dla przyjemności, to już (bio/hagio)graficzne prace siostry Jadwigi Ambrozji Kalinowskiej OSB na temat biskupów Hozjusza i Kromera to ciężki kawałek chleba.

Nie sądzę, żeby ktoś to czytał dla przyjemności. Ale tak przechodzimy do drugiego rodzaju książek (2) – książek kupowanych, by je mieć.

Gdybym był katolikiem, pewnie miałbym książki o świętych, biskupach i papieżach dla samego wyrażenia przynależności do tej organizacji. Świeckim odpowiednikiem są książki o piłkarzach, politykach czy celebrytach.

Nie wierzę na przykład, żeby nabywcy książek Sumlińskiego faktycznie się przez to przebijali. Kupili – bo oglądali filmiki na jutubie, w których autor zapewniał, że ma jakieś materiały kompromitujące Komorowskiego.

Wierzyli, że te materiały są w tych książkach. Ale nie chciało im się przeczytać, więc się nie dowiedzieli, że ich tam nie ma.

Gatunek „książek, które ktoś kupił dlatego, że podobały mu się jakieś treści na jutubie/tiktoku/facebooku” jest bardzo przyszłościowa. Influencerzy mogą tam w gruncie rzeczy dać „lorem ipsum”, i tak książka pt. „Ekipa Lorem Ipsum” będzie bestsellerem.

Po trzecie wreszcie są książki, z którymi jest odwrotnie. Nic nie wiemy o autorze, albo nawet wiemy i go nie lubimy. Nie szkodzi. Kupujemy dla samej przyjemności obcowania z pewną opowieścią (fiction lub non-fiction, wszystko jedno).

Przyjemność czytania to zjawisko niepojęte dla większości Polaków. Tak po prostu jest i to się raczej nie zmieni (musiałaby to zrobić szkoła, a ta nawet jeśli zacznie, to przecież da rezultaty dopiero za kilkanaście lat, kiedy to wszystko już i tak się zawali).

O ile trzydzieści parę procent Polaków obcuje przynajmniej z jedną książką rocznie, znakomita większość z tego to kategorie (1) i (2). Pan mecenas zagląda czasem do kodeksu, wielbiciel jutubowych kazań Jordana Petersona choćby przekartkuje jego książkę.

Pisarzem zwykle nazywamy osobę piszącą książki trzeciej kategorii. Czysta matematyka mówi nam, że pisarz pisze najwyżej dla 10% populacji.

400.000 egzemplarzy – ho ho, toż to bestseller nad bestsellery! W praktyce sukcesem jest już dotarcie do 0,1% populacji (40.000 sprzedaży), ale 0,01% to też nie jest zła sprzedaż.

Innymi słowy, pisarz z natury nastawia się na to, że 99,9% społeczeństwa nigdy nie kupi jego książki. No trudno. Wystarczy, że kupi 0,1%.

Czy to jest elitaryzm? Nie, bo podział na elity i proletariat biegnie innymi ścieżkami. W tym 0,1% zapewne nie będzie prezesów korporacji, banków, ani partii politycznych (z charakterystycznym wyjątkiem Kaczyńskiego).

Elity grają w golfa czy też, jak precyzuje Awal, siedzą w tym Longines Cośtam of Śmośtam. Nie spotkamy ich na festiwalu literackim.

Czy pisarz powinien marzyć o „dotarciu pod strzechy”, czyli dążyć do 100%? To nierealne.

Przez samo to, że pisze książki z kategorii (3), ogranicza sobie zasięgi. Próba wyjścia powyżej 10% wymagałaby pisania o czymś, co jest naprawdę popularne – piłce nożnej, celebrytach, odchudzaniu itd.

Tylko że w ten sposób pisarz odcinałby się akurat od grupy zainteresowanej kategorią (3). My (bo też do niej należę) po prostu wolimy czytać o Lukrecji Borgii niż o Maffashion.

Inba czytelnicza pokazała niezwykłe zjawisko. Te 90%+, które i tak nigdy nie kupuje książek z kategorii (3) – ma pretensje, że pisarze nie próbują do nich dotrzeć.

Czemu by mieli próbować? To równie bezsensowne, jak oczekiwanie po piłkarzach, że będą robili mundiale dla niezainteresowanych futbolem. Albo po Petersonie, żeby zrobił coś dla nielubiących fajansiarskiego kołczingu.

To jest zasadnicza różnica między sytuacją pisarza a celebryty. Celebryta musi próbować docierać do wszystkich (w każdym razie, do milionów), bo jego model monetyzacji zakłada na przykład 5 groszy za wyświetlenie. Polityk podobnie, musi się podlizywać każdemu potencjalnemu wyborcy.

Pisarz jednak z góry nastawia się, że mówi do tego 1%, który ma podobne zainteresowania. Mi osobiście to wystarcza – czytanie książek z kategorii (3) jest dla mnie, by tak rzec, sinekwanonem ziomalności.

To nie to, że mam coś przeciwko tym pozostałym 99%. Po prostu szybko zabraknie nam wspólnych tematów. Dlatego lepiej nam będzie w swoich bąbelkach.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

249 komentarzy

  1. „po prostu czytać”
    Tu chyba zabrakło słowa „wolimy”.

    Ja w tej inbie jestem #teamTokarczuk – nie każdy musi czytać literaturę. I to nie ma nic wspólnego z klasizmem. Nikomu się nie zabrania, przecież.

  2. „W tym 0,1% zapewne nie będzie prezesów korporacji, banków, ani partii politycznych (z charakterystycznym wyjątkiem Kaczyńskiego).”

    Zandbergowi kiedyś zrobiono zdjęcie z książką, ale pewnie było pozowane. Wiem, że nie on jest teraz liderem, tylko posłanka Matysiak, która nawet prowadziła kiedyś bloga książkowego.

    Myślę że taki Tusk też coś tam czyta.

  3. @airborell
    'Zandbergowi kiedyś zrobiono zdjęcie z książką, ale pewnie było pozowane.”

    Nie jest prezesem! Specjalnie sformułowałem to tak, żeby uwzględnić razemową wyjątkowość.

    „Myślę że taki Tusk też coś tam czyta.”

    Uwierzę jak to jakoś zademonstruje. Rzeczywiście słyszałem to w formie plotki, że on tylko udawał kogoś, kogo interesuje tylko haratanie w gałę, bo tak mu doradzili specjaliści od wizerunku. No ale bardzo konsekwentnie to udawał (i udaje nadal).

  4. A w tej inbie czytelniczej wypowiadają się nie osoby z kategorii 90%+, ale – co jest paradoksalne – właśnie jak najbardziej osoby z kategorii (3). Chyba że zakładasz że taki red. Najder czyta tylko dlatego, bo mu Stasiuk i Sznajderman każą.

    Osobiściw uważam, że podejście antyelitarne po prostu nie ma zastosowania do sztuki (a literatury w szczególności) i należy tu postawić bardzo mocny szlaban.

  5. @wo „Uwierzę jak to jakoś zademonstruje.”

    Kiedyś ciepło wypowiadał się o książkach Guy Sormana OIDP.

  6. @airborell
    „A w tej inbie czytelniczej wypowiadają się nie osoby z kategorii 90%+, ale – co jest paradoksalne – właśnie jak najbardziej osoby z kategorii (3).”

    No jednak większość to typowy niefiltrowany Twitter – czyli zdecydowanie te 90%.

  7. @wo
    „za kilkanaście lat, kiedy to wszystko już i tak się zawali”

    W jakim sensie? Rynek czytelniczy, Polska czy świat pod katastrofą klimatyczną?

  8. Śledziłem pierwsze reakcje Gospodarza z nadzieją, że trochę ostrzej zareaguje na nazwanie Lema idiotą… Zwłaszcza, że sam ma na koncie tekst cytowany czasem w dyskusjach o przyczynach i skutkach polskiego nieczytania: https://tinyurl.com/2nrxndkt. Widzę w problem z tym, w kogo wypowiedź Tokarczuk istotnie uderza. Nie w osoby nieczytające, bo zostały utwierdzone w swoich przekonaniach, że nie mają czego żałować. Nie we mnie, bo dowiedziałem się tylko, że noblistka nie wierzy w moją ścieżkę czytelniczą, co jest po troszę smutne, zabawne i kuriozalne jednocześnie, ale nie jakoś specjalnie krzywdzące.
    Natomiast autentycznie zaszkodziła ludziom biorącym na siebie ciężką misję promocji czytelnictwa. Do tej pory mogli myśleć, że mają w niej sojuszniczkę. Tokarczuk od debiutu była interpretowana jako „proza ze środka”, przez swoją przystępną narrację, nawiązania do formuły fantastyki, kryminału, powieści historycznej i przygodowej. W pierwszej edycji Nagrody Nike to „Prawiek” wygrał w głosowaniu publiczności ze skądinąd autentycznie poczytnym Myśliwskim. Sam o istnieniu pisarki dowiedziałem się z artykułu, którego autor proponował odświeżenie kanonu lektur i zainteresowanie młodzieży czytaniem, stawiając jej nazwisko obok Tolkiena, Le Guin i Sapkowskiego. (W podręczniku gimnazjalnym miałem zresztą fragmenty jej powieści w sąsiedztwie ASa). Fakt, że oprócz tego Tokarczuk programowo zajmuje się w twórczości wieloma epokami i kulturami, akcentując rolę empatii, tolerancji i potrzeby współistnienia w różnorodności, jeszcze jej wartość powiększał.
    Natomiast mniej się mówi o tym, że był też nurt w krytyce, który okazywał pisarce otwarte lekceważenie, jeżeli nie gorzej. Chwin nazwał ją kiedyś „autorką literatury dla gospodyń domowych z ambicjami”, w „Małym Formacie” niedługo przed Noblem ukazała się recenzja „Opowiadań bizarnych”, która tę książkę zrównała z ziemią. Profesorka polonistyki UW, onuca i dosyć groteskowa postać, ale jednak reprezentująca formalnie pewne stanowisko, ogłosiła bardzo zadowolona z siebie niedługo po premierze „Ksiąg Jakubowych”, że „z tej książki nic nie wynika”. Doktor z tego samego wydziału w fejsowej dyskusji o decyzji Szwedów z kolei dodał „ten Nobel to wielki triumf literatury niemieckojęzycznej.”
    (BTW warto przypomnieć dla kontekstu, że w 1996 roku Szymborska nie miała w Polsce ani jednej monografii książkowej. W Wydawnictwie Literackim była złożona antologia wcześniejszych tekstów, ukazała się już po wieściach ze Sztokholmu z odpowiednią adnotacją. Podobnie jak coś koło dwudziestu napisanych na szybko i większości antydatowanych książek.)
    Nie dziwię się, że w towarzystwie takich opinii Tokarczuk czuła się zobligowana przypomnieć, kim jest i co ze sobą reprezentuje. Szkoda tylko, że cudzym kosztem. Nie chcę też jej wypowiedzi czytać przez pryzmat polityczny, ale dyplomatycznie zauważę, że nawet pod względem stylu to była wypowiedź zaskakująco poniżej poziomu. W wywiadach mówi zazwyczaj bardzo elokwentnie, erudycyjnie i obszernie uzasadnia swoje poglądy. Tutaj dosłownie wypowiedziała się tak, jakby była postacią z satyry napisanej przez Rachonia czy Karnowskiego.
    Jest w Krakowie taki polonista, Krzysztof M. Maj, specjalista od gier i fantastyki. Od pewnego czasu także popularna „gadająca głowa” na YT. Nie polecam go (nawet pomijając używanie znienawidzonej przez WO formy przekazu), bo mam z jego poglądami i retoryką sporo problemów. W szczególności jego komentarz do mowy noblowskiej Tokarczuk wydał mi się w swoim czasie bucowaty, czepialski i skrajnie arogancki, przeprowadzony z pozycji złej woli (m.in. przez zarzucenie autorce otwartej wrogości wobec literatury popularnej, kiedy ja byłem zwolennikiem szukania pokrewieństw). Doszła mnie wieść o inbie i jej powodzie, po czym pomyślałem: „I gotta tip my hat to the white man.” Jednak miał rację. Źle jest, kiedy literatura przegrywa w taki sposób.

  9. @sheik
    „Kiedyś ciepło wypowiadał się o książkach Guy Sormana OIDP.”

    Ale dla polityka to jest (1) przecież. Czekam na Tuska przyznającego się do czytania powieści.

    @piotrkowalczyk
    „Śledziłem pierwsze reakcje Gospodarza z nadzieją, że trochę ostrzej zareaguje na nazwanie Lema idiotą…”

    Za idiotów uważam ludzi, którzy ekscytują się jednym cytatem bez znajomości całego kontekstu. Proszę się czuć bardzo poważnie ostrzeżonym.

    „Natomiast autentycznie zaszkodziła ludziom biorącym na siebie ciężką misję promocji czytelnictwa.”

    I tak mają przegwizdane przecież. Namówić nieczytającego dorosłego do czytania się w praktyce nie da. To jakby mnie pan chciał namówić na kibicowanie futbolowi.

    „nawet pod względem stylu to była wypowiedź zaskakująco poniżej poziomu. W wywiadach mówi zazwyczaj bardzo elokwentnie, erudycyjnie i obszernie uzasadnia swoje poglądy”

    Był pan kiedykolwiek na czyimkolwiek spotkaniu autorskim? Widzę, że nie. Niech pan kiedyś wpadnie, zrozumie pan różnicę między spotkaniem i wywiadem.

    „Źle jest, kiedy literatura przegrywa w taki sposób.”

    Nie przegrywa. Siedzi w swoim bąbelku a idioci z YT na YT.

  10. @pz
    „W jakim sensie? Rynek czytelniczy, Polska czy świat pod katastrofą klimatyczną?”

    Tu akurat chodziło mi o rynek czytelniczy (ale rzecz jasna klimat dojdzie w dalszej perspektywie).

  11. @ WO

    „Był pan kiedykolwiek na czyimkolwiek spotkaniu autorskim? Widzę, że nie. Niech pan kiedyś wpadnie, zrozumie pan różnicę między spotkaniem i wywiadem.”

    Uwaga o tyle zabawna, że na obecność mam dowody zdjęciowe. Prowadziłem ćwiczenia z literatury dla studentów, prowadziłem jako moderator panel ekspercki na konferencji. Wiem, jaka jest różnica między formułowaniem myśli ustnie i na piśmie, wiem, jak ją obchodzą ludzie zajmujący się pisaniem zawodowo. Gdyby Tokarczuk (na spotkaniu z nią w Muzeum Literatury też kiedyś byłem BTW) w swojej wypowiedzi miała kłopoty z konstruowaniem zdań, używaniem złożonych konstrukcji, ciągłością logiczną myśli, napisałbym bardziej ogólnie o „formie”. Zwróciłem uwagę na styl.

  12. @piotrkowalczyk
    Podzielę się fragmentem mojej ścieżki czytelniczej. Nie przebrnąłem przez „Czarodziejską górę”, dla mnie była ona jak opowiadanie opuchnięte poza granice absurdu i przez to niesamowicie nudne. Jeśli P.T. noblistka chce mnie za to wyzywać, to trudno, choć szacunek więcej czekać każe. Ja też raczej nie sięgnę po jej książkę, jakoś przeżyję wykluczenie z elitarnego klubu jej czytelników.

  13. @lektury Tuska
    W którymś wywiadzie wspominał, że się w Emilu Cioranie zaczytuje.

  14. @wo „Czekam na Tuska przyznającego się do czytania powieści.”
    Może obecnie się i przyznaje; ja tylko wspomniałem co mówił, kiedy jeszcze zwracałem uwagę na to, co mówi.

  15. „Czy to jest elitaryzm? Nie, bo podział na elity i proletariat biegnie innymi ścieżkami.

    Czy pisarz powinien marzyć o „dotarciu pod strzechy”, czyli dążyć do 100%? To nierealne.[…]

    Inba czytelnicza pokazała niezwykłe zjawisko. Te 90%+, które i tak nigdy nie kupuje książek z kategorii (3) – ma pretensje, że pisarze nie próbują do nich dotrzeć.”

    W trybie inbienia: w inkryminowanej wypowiedzi noblistka nie powiedziała, że dotarcie do większości jest „nierealne”, tylko że „większość” nie kwalifikuje się, jest mniej wartościowa, bo brak im tak luckiej cechy jak „wrażliwości”. Stąd socialmedialny durchfall zwłaszcza wśród ludzi, którzy w socialmediach bardzo chcą robić za adwokatów ludu.

  16. Piotr Kowalczyk
    „Natomiast autentycznie zaszkodziła ludziom biorącym na siebie ciężką misję promocji czytelnictwa”

    Tu trzeba rozwiązań systemowych jak w Szwecji czy we Francji (gdzie jest bardzo wysoki poziom czytelnictwa, co przecież nie spadło z księżyca), inaczej to będzie gaszenie pożaru szklanką. No ale kto niby miałby je wprowadzać? Korwinobalceryści, którzy na biblioteki publiczne najchętniej potraktowaliby napalmem? Prawica, którą promocja czytelnictwa owszem interesuje, ale wyłącznie instrumentalnie, to jest pod kątem popularyzacji dzieł Cejrowskiego, Warzechy, JPII i „Wyklętych”?

    „Śledziłem pierwsze reakcje Gospodarza z nadzieją, że trochę ostrzej zareaguje na nazwanie Lema idiotą…”

    Skoro już wleciał Lem, to pozwolę sobie zacytować pewną jego wypowiedź na temat czytelnictwa (przepraszam, jeśli niedokładnie): „nikt nie kupuje książek, a jeśli nawet kupuje to ich nie czyta, a nawet jeśli czyta to i tak nic nie zrozumie, a nawet jeśli coś zrozumiał to i tak zapomni”. Myślę, że to trafnie podsumowuje obecną inbę.

    @krzloj
    „Stąd socialmedialny durchfall zwłaszcza wśród ludzi, którzy w socialmediach bardzo chcą robić za adwokatów ludu”

    Ci adwokaci mają trochę racji w tym sensie, że lud *teoretycznie* mógłby czytać książki (tak jak jest w Skandynawii), a nie oglądać bezmózgich celebrytów czy ogłupiające telenowele dla debili. Ale do tego, jak już wspominałem, potrzebna byłaby systemowa promocja czytelnictwa – a dla liberałów ważniejsze od otwierania bibliotek było otwieranie stadionów na Euro. Co jest tym bardziej przerażające, że jakość kultury i edukacji bezpośrednio przekłada się na jakość demokracji i łatwość ulegania manipulacji (wyborca oglądający durnoty na YT prędzej niż czytelnik Tokarczuk zagłosuje na populistę). Dla Niemców promocja czytelnictwa była zbyt ważną sprawą żeby tak po prostu ją olać i zostawić na pastwę rynku, na którym Blanka Lipińska zawsze wygra ze Stefanem Chwinem (czy np. z Twardochem), a Gwiazdy Tańczące Na Lodzie z Teatrem Telewizji. A my nawarzonym przez ostatnie 30 lat piwem właśnie się krztusimy.

  17. @krzloj:

    Ale smętna prawda jest taka, że większość się „nie kwalifikuje”. Tak jak większość się „nie kwalifikuje” do zawodowego grania w piłkę nożną, zdania egzaminu adwokackiego, gry na gitarze, pracy na statku, oglądania filmów Bergmana i tak dalej.

    Być może warto by było porównać literaturę ery przed-telewizyjnej (dla mnie to upowszechnienie telewizji jest tym, co zabiło masową literaturę w rodzaju „Lalki” Bolesława Prusa – którą nawiasem mówiąc czytałem w bólach, dla mnie to była telenowela na papierze, a różnica jakościowa względem „Klanu” wynikła jedynie z formy przekazu: tak jakby łatwiej po raz dwusetny poprawić dialog między dwójką bohaterów książki i wreszcie dojść do ideału w rozumieniu autora niż po raz dwusetny nagrać kilkuminutową scenę rozmowy do tasiemca telewizyjnego, już choćby z powodu ilości osób zaangażowanych do obu czynności) z obecną, dlaczego „tamta” pod strzechy trafiała, a obecna już niezbyt. Stawiałbym na zapełnianie przez literaturę „przedtelewizyjną” niszy rozrywkowej oraz „to wypada mieć” (czyli grupa druga). Pojawiła się telewizja, więc powieści w odcinkach zmieniły się w filmy w odcinkach. Aczkolwiek jako osoba raczej czytająca przyznaję, że niektórych tematów nie da się dobrze oddać w formie pisanej: nie wyobrażam sobie książki o tematyce wojny nuklearnej lub uogólniając „o końcu świata” tak poruszającej jak „Threads” w reżyserii Micka Jacksona.

    Osobiście powieści Tokarczuk nie czytałem i raczej nie przeczytam, co wynika z tego że dosyć często są osadzone w nieatrakcyjnej dla mnie scenografii (mam coś takiego, że bardzo mnie odrzuca od np. okresu przedrozbiorowego i ery napoleońskiej – niezależnie czy chodzi o dolę włościan za Sobieskiego czy romans szlachecki na tle Napoleona idącego na Moskwę po prostu wolę sięgnąć po cokolwiek innego). Niezależnie od tego, kogo i czy w ogóle autorka będzie nazywała idiotami, jak dla mnie autor dzieła i dzieło to osobne byty.

  18. Wiem Gospodarzu, że nie zaglądasz w komentarze ja Wyborczej, ale wyglądają, jakby goście z twojego spotkania autorskiego poszli na kawę z gośćmi festiwalu Tokarczuk + parę malkontentów ze słownikiem niemieckiego i „Czarodziejską górą” pod pachą.

  19. @
    „niektórych tematów nie da się dobrze oddać w formie pisanej”

    Powiedziałbym, że jest odwrotnie. Podczas lektury „Tajfunu” Conrada uznałem wyższość literackiego przedstawienia kataklizmu nad wszelkimi CGI. W prehistorii mojego czytelnictwa, próbowałem kiedyś oddać w formie graficznej obecność ludzką na Regis III w konwencji atompunkowej (aczkolwiek wtedy jeszcze nie powstało to pojęcie) i musiałem skapitulować, nie tylko z powodu braku umiejętności czy zarozumiałości. Przede wszystkim dlatego, że uległem iluzji literackiej kreacji Mistrza. Te wszystkie arktany, superkoptery „widziałem” całkiem wyraźnie ale ostatecznie wyszło mi, że nie dałoby się ich fizycznie poupychać w tych cyklopowych (że tak powiem) ładowniach. Literatura zdaje się głębiej wpływać na wyobraźnię czytelnika, którego sobie wychowała, rzecz się oczywiście nie kończy na stronie wizualnej.
    Skoro już na Lema zeszło, było w tym zapewne nieco kokieterii, ale spodobało mi się, że on w którymś z wywiadów stwierdził, że pisze dla siebie, o tym co go interesuje bez oglądania się na wymagania rynku czytelniczego. Wydało mi się to b. trafne, do tego stopnia, że aż odczułem rodzaj wdzięczności za to, że zechciał się tym ze mną podzielić. Wtedy jakoś nikogo to nie dotknęło i nie poszły za tym żadne komentarze czy przyboje materii fekalnej. Południe Europy niszczą właśnie pożary bo tam wszędzie sucho i wystarczy głupia iskra, niedogaszony niedopałek. Mam wrażenie, że i soszial media to taki grunt podatny na pożary.

  20. @annawu
    „Wywiad z Tuskiem z 2017 roku. Nudził się wtedy w Brukseli.”

    OK, dziękuję. A więc musiał PRZEGRAĆ, żeby nagle odkryć nowe hobby. Póki rządził, prezentował się jako swój chłop, haratający w gałę.

    @krzloj
    „W trybie inbienia: w inkryminowanej wypowiedzi noblistka nie powiedziała, że dotarcie do większości jest „nierealne”, tylko że „większość” nie kwalifikuje się, jest mniej wartościowa,”

    A to już owi idiotes sobie dopisują. Nie powiedziała, że jest „mniej wartościowa”. Po prostu się nie kwalifikuje. Taki lajf, bejbe. Na mojego bloga też nie wszyscy się kwalifikują – trudno. Niech se idą do „gadających głow na YT”, ja się chętnie zgodzę nawet, że bardziej wartościowych. Wszystko im przyznam, byle se poleźli stąd.

  21. @mm
    „dla mnie to upowszechnienie telewizji jest tym, co zabiło masową literaturę w rodzaju „Lalki” Bolesława Prusa”

    Ale… jest pan w stanie pewnego odstępu czasowego i tego, że minęły ze dwie epoki literackie między jednym a drugim? I tego, że teraz też grube książki są bestsellerami?

    „a różnica jakościowa względem „Klanu” wynikła jedynie z formy przekazu: ”

    Och, zupełnie nie. „Lalka” to raczej „Better Call Saul”. Główne pytanie jest podobne: o co właściwie chodzi(ło) Kim/Wokulskiemu?

    „Osobiście powieści Tokarczuk nie czytałem i raczej nie przeczytam, co wynika z tego że dosyć często są osadzone w nieatrakcyjnej dla mnie scenografii ”

    Są w bardzo różnych, najnowsza to 1913, ale bywają osadzone we współczesnym świecie, bywają też w scenografii pozaczasowej – fantastycznej (typu „new weird”).

  22. @rpyzel
    „parę malkontentów ze słownikiem niemieckiego ”

    Jeżeli inaczej interpretują to słowo – to odeślij ich do tego eseju, z którego zaczerpnąłem swoją interpretację. Ale przecież sam odsyłam w tekście, więc pewnie to znowu polemika w stylu matołka z kompromitacji.

  23. @wo „A więc musiał PRZEGRAĆ, żeby nagle odkryć nowe hobby.”
    W sumie to on osobiście nie przegrał, wyjechał przecież do Brukseli na 8 lat unijnej kariery. Widać odkrył, że wśród możnych na imprezach z serii Longines Mud Rally & Wrestling należy mieć coś do powiedzenia o modnych książkach.

  24. @sheik
    „należy mieć coś do powiedzenia o modnych książkach.”

    Le bęgo. Dokładnie tak to sobie wyobrażam. Na Zachodzie Tusk odkrył, że ludzie sukcesu tam czytają tak, jak w Polsce jacyś byle nauczyciele. Zamiast kibicować, powiedzmy, Arsenalowi.

  25. @WO

    „A więc musiał PRZEGRAĆ, żeby nagle odkryć nowe hobby.”

    Raczej wrócić do tego z okresu sprzed zawodowej polityki. W tekście z 1987 roku, odkopanym później krytycznie przez prawicę, powołuje się na Gombrowicza, Brzozowskiego i Bobkowskiego, tego ostatniego szerzej cytuje.
    https://tinyurl.com/yc6x4pyt

  26. @Maciek_10r
    „Skoro już na Lema zeszło, było w tym zapewne nieco kokieterii, ale spodobało mi się, że on w którymś z wywiadów stwierdził, że pisze dla siebie, o tym co go interesuje bez oglądania się na wymagania rynku czytelniczego.”

    W „Lem, Mrożek. Listy” jest piękny fragment w liście Lema, który idzie mniej więcej tak: „oceniam, że w chwili obecnej jest Polsce około stu osób które rozumieją moje książki” (cytat z pamięci, więc proszę nie kopać jeśli detale się nie zgadzają).

  27. „A to już owi idiotes sobie dopisują. Nie powiedziała, że jest „mniej wartościowa”. Po prostu się nie kwalifikuje.”

    Nie można być w pełni wartościowym człowiekiem nie będąc wrażliwym, tho

  28. @WO:
    > Gatunek „książek, które ktoś kupił dlatego, że podobały mu się jakieś treści na jutubie/tiktoku/facebooku”
    IMHO, kontynuacja gatunku: sąsiad polecił/przeczytałem recenzję w gazecie.
    Z przykrością zauważam, że się dość często na to łapię…

    Sam bym dodał jeszcze jedną rzecz — mnie czasem pociąga coś, bo stanowi wyzwanie. Powiedzieć mi, że „Ulisses” jest trudny — to od razu po niego sięgam. No, może sięgałem 🙂
    W każdym razie, budowanie pewnych ambicji, nie jest złe. Wiele zależy od osobowości odbiorcy. Ta, „spróbuję bo wymagające”, jest na pewno niszowa.

    > Nie, bo podział na elity i proletariat biegnie innymi ścieżkami
    OK, ale mam pytanie do osób znających Niemcy od podszewki. Bo wpadło mi kiedyś w oczy porównanie (kiedyś, gdzieś, nawet linka nie mam), że „polska inteligencja”, jeśli chodzi o obcowanie z kulturą, wypada na poziomie „niemieckiej klasy ludowej”. Prawdaż to?

    > Tusk:
    Słuchałem jego „Szczerze”. I on tam się bardzo chwali, że chadza do galerii sztuki (nie nowoczesnej, ale zawsze), choć o tej sztuce nie ma nic ciekawego do powiedzenia. W każdym razie, on buduje pewien snobizm, ale czy było coś o książkach? Hm… chyba było. Ale mało, bo bym zapamiętał coś więcej, jakby było dużo.

    @Michał Maleski:
    > Być może warto by było porównać literaturę ery przed-telewizyjnej
    A ja nie wiem.
    To znaczy wiem, jak mój odbiór książek się zmieniał. Jako bodaj 12-latek przeczytałem jednym tchem Trylogię Sienkiewicza i byłem przekonany, że nic lepszego nie istnieje na świecie.
    Jako uczeń liceum widziałem w Potopie antyprotestantcki hejt.
    Ale jako dorosły dostrzegłem, jakby to powiedzieć, bezmiary kiczu, na który sobie Sienkiewicz pozwalał; czasem tylko wrzucając jakiś genialny akapit. (Bo, tak, miał genialne zdania, czasem nawet akapity; choć dobry Sienkiewicz, to wczesny Sienkiewicz.)
    Innymi słowy: nie sądzę by chodziło o seriale i telewizję, raczej o wyrobienie czytelnicze. Odbiór rośnie z człowiekiem, a doświadczenia szkolne często są przedwczesne, a poza tym często „przeinterpretowane” — człowiek uczy się pod klucz/schemat i nie ma już głowy do rozkoszowania się lekturą. Ja się przy „Panu Tadeuszu” bawiłem i rozkoszowałem dopiero jako człowiek dorosły.
    Co, nawiasem mówiąc, wydaje się przedmiotem wypowiedzi noblistki. Tam przecież nie chodzi o klasy, ale o to, że aby czerpać z jej książek, trzeba być już kimś „wyrobionym” i inteligentnym.

    PS.
    Z Tokarczuk świetni są „Bieguni”. I wcale nie jest to osadzone w jakiejś odległej przeszłości. A przynajmniej są wątki współczesne 🙂
    Ale też, spoko, nie każdemu musi pasować jej styl.

  29. @krzloj
    „W trybie inbienia: w inkryminowanej wypowiedzi noblistka nie powiedziała, że dotarcie do większości jest „nierealne”, tylko że „większość” nie kwalifikuje się, jest mniej wartościowa, bo brak im tak luckiej cechy jak „wrażliwości”. Stąd socialmedialny durchfall zwłaszcza wśród ludzi, którzy w socialmediach bardzo chcą robić za adwokatów ludu.”

    Chyba jednak manipulujesz. Znalezione na szybko:
    „Nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów. Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję, pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze. Te książki, które piszemy, są gdzieś zawieszone, zawsze się z czymś wiążą.”
    W całości to jednak nie budzi mojej tak negatywnej reakcji (zgadzając się lub nie), jak Twój „skrót myślowy”.

    W sumie się z nią nie zgadzam, w tym że literatura nie jest dla idiotów. Tokarczuk ze swojego wysokiego krzesełka może tak postrzegać odbiór twórczości literackiej. Moim zdaniem literatura jest i dla idiotów. Jeśli ktoś ma wystarczającą wrażliwość na docenienie np. emocjonalnej strony jej pisarstwa, a nie posiada kompetencji, a wciąż odczuwa przyjemność z czytania to czemu nie? Chyba, że definicja idioty jest jakaś specjalna.
    Zaś oczywiście, żeby docenić w jakimś znaczącym procencie to co autorka chciała przekazać, trzeba być oczytanym. Idiotą będzie się chyba wtedy, gdy się nie będzie starać zrozumieć jakiegoś easter egga, którego się uda zauważyć.

  30. @Junoxe:
    > „W sumie się z nią nie zgadzam, w tym że literatura nie jest dla idiotów. Tokarczuk ze swojego wysokiego krzesełka może tak postrzegać odbiór twórczości literackiej. Moim zdaniem literatura jest i dla idiotów. Jeśli ktoś ma wystarczającą wrażliwość na docenienie np. emocjonalnej strony jej pisarstwa, a nie posiada kompetencji, a wciąż odczuwa przyjemność z czytania to czemu nie?”
    Może parę miesięcy temu bym się zgodził, ale miałem serię dyskusji internetowych z „rosyjskimi trollami” w sieci. I, niestety, jest taka grupa osób, która nie spełnia żadnego z wymagań noblistki: kompetencji, wrażliwości, rozeznania. I nie, nie są to ludzie z „klasy ludowej”… Tak, że ja bym nie miał wyrzutów sumienia, tylko mówił: „idioci”.

  31. @pak4
    „Tak, że ja bym nie miał wyrzutów sumienia, tylko mówił: „idioci”.”
    Czyli chodzi o definicję idioty. Być może stąd ta inba, bo każdy sobie znaczenie tego słowa chce rozumieć inaczej.

    „I, niestety, jest taka grupa osób, która nie spełnia żadnego z wymagań noblistki: kompetencji, wrażliwości, rozeznania.”
    Rozumiem, ale rozmawiając z różnymi ludźmi w realu, a nie „ale miałem serię dyskusji internetowych z „rosyjskimi trollami” w sieci” nie nazwałbym tych pierwszych idiotami, pomimo, że moim skromnym zdaniem nie posiadali żadnego z wymagań Tokarczuk. Ale to pewnie kwestia znaczenia słowa idiota. To słowo trigeruje „serie dyskusji internetowych” i gdyby nie ono, to by w ogóle inby nie było. I zakładam, że w tej inbie biorą udział również nieidioci. Może, Tokarczuk umie w marketing i żeby się działo to użyła.

  32. @junoxe
    „Może, Tokarczuk umie w marketing i żeby się działo to użyła.”

    To jest ostatni komeć, który nie wyleciał, a który zawiera hipotezę, że to było jakieś specjalne zagranie marketingowe. Widziałem w internecie nawet coś w stylu „przecież to był autoryzowany wywiad”.

    Był pan kiedyś na spotkaniu autorskim? Wyobraża je pan sobie jako wykład z definiowanem kredą na tablicy pojęć?

    @pak4
    „IMHO, kontynuacja gatunku: sąsiad polecił/przeczytałem recenzję w gazecie.”

    No nie, bo nadal wtedy mówimy o książkach czytanych DLA PRZYJEMNOŚCI. To kluczowe rozróżnienie. Nikt nie czyta dla samoistnej przyjemności czegoś w stylu „Influencerka opowiada o swoich przeżyciach z bulimią”. Kupujesz dla wsparcia influencerki i/lub środowiska bulimicznego.

    „wpadło mi kiedyś w oczy porównanie (kiedyś, gdzieś, nawet linka nie mam), że „polska inteligencja”, jeśli chodzi o obcowanie z kulturą, wypada na poziomie „niemieckiej klasy ludowej”.”

    W starej Unii istnieje pewien snobizm, o którym mówił Sheik. Że po prostu Wypada znać nowego Łelbeka. U nas tego w ogóle nie ma, nawet wśród niedobitków inteligencji.

    „Chyba, że definicja idioty jest jakaś specjalna.”

    Marks wylansował określenie Fachidiot na takich ludzi, jakich pan opisuje: https://de.wikipedia.org/wiki/Fachidiot

  33. @Junoxe
    „Chyba jednak manipulujesz. Znalezione na szybko:”

    Przede wszystkim chciałem uniknąć sytuacji, w której analizujemy jej wypowiedź słowo po słowie.
    Czy jej wypowiedź odnosiła się do ludzi in general? Tak (jak inaczej rozumieć to „pod strzechami”?). Czy stwierdziła, że brak im wrażliwości, żeby czytać (jej) książki? Tak.

    „W sumie się z nią nie zgadzam, w tym że literatura nie jest dla idiotów.”

    Co innego powiedzieć, że literatura nie jest dla skretyniałych analfabetów, a co innego stwierdzić, że _ludzie_ nie czytają, bo są skretyniałymi analfabetami.

    Cała sytuacja przypomina mi trochę moment (Korwin i jego fanbaza w tym celuje), w którym jakiś polityk palnie coś głupiego/obraźliwego, a jego zwolennicy/koledzy z partii rozpoczynają egzegezę jego słów i po 5 obrotach okazuje się, że „tak naprawdę” chodziło mu o jakiś truizm, z którym wszyscy się zgadzają i „o co ta cała drama”.

  34. Rafał Zaorski, w ten wspomniany influencerski sposób, wypromował książkę, która składa się 92 pustych stron oraz kilku dodatkowych z tzw „złotymi myślami”. Na allegro, najdroższy wystawiony egzemplarz (egzemplarze wydane na papierze mają swój unikatowy numer) wyceniony został na 1 mln zł 😉
    ps. lubimyczytac.pl/ksiazka/4890081/o-spekulacji

  35. @wo
    „To jest ostatni komeć, który nie wyleciał, a który zawiera hipotezę, że to było jakieś specjalne zagranie marketingowe.”
    Chwila słabości. Proszę o wybaczenie.

    @krzloj
    „Przede wszystkim chciałem uniknąć sytuacji, w której analizujemy jej wypowiedź słowo po słowie.”
    Jak wyżej.

  36. @krzloj
    „Czy jej wypowiedź odnosiła się do ludzi in general? Tak”

    Nie, no bo przecież mówiła to do tłumu ludzi. Jej wypowiedź sprowadzała się do tego, o czym piszę w notce – 90% populacji nie czyta takich książek, jakie pisze Tokarczuk, czyli książek z kategorii oznaczonej w notce jako (3). Można sobie marzyć o docieraniu do nich, ale to jak marzenie o jednorożcach, to po prostu niemożliwe.

    „Co innego powiedzieć, że literatura nie jest dla skretyniałych analfabetów,”

    Ale to już sobie pan przerabia po swojemu. Wylecą następne komcie z takimi przeróbkami.

  37. Zgadzałbym się z sz.p Noblistką gdyby powiedziała że jej literatura nie jest dla idiotów (bo z pewnością nie jest), ale to że literatura w ogóle nie jest dla idiotów to już chyba o jeden mostek za daleko, są pewne rodzaje „literatury” która zdecydowanie jest dla idiotów. Np. moja koleżanka romanistka dorabia od lat do nędznej pensji uniwersyteckiej tłumacząc z włoskiego harlequiny. Skoro jej za to od lat całkiem nieźle płacą (a nieźle płacą bo jak sama twierdzi pisze te książki w zasadzie od nowa bo do niczego się nie nadają) to chyba znaczy że jest na to popyt. Same story ze wszelkimi fanfikami (choć to chyba rzadko ląduje w papierze), sagami fantasy itp. To nie jest w żaden sposób wymagające intelektualnie, wręcz przeciwnie. Takowoż Mrozy. Z tym że ja myślę że sz.p. Noblistka w swym skrócie myślowym nie miała na myśli takiej literatury tylko tą swoją. Po prostu nie wszystko co jest książką beletrystyczną jest dla niej literaturą zapewne. Tak myślę.

  38. @Junoxe:
    > Rozumiem, ale rozmawiając z różnymi ludźmi w realu […] nie nazwałbym tych pierwszych idiotami, pomimo, że moim skromnym zdaniem nie posiadali żadnego z wymagań Tokarczuk. Ale to pewnie kwestia znaczenia słowa idiota.
    U mnie, na pewno, kwestia załamania rąk nad tym… hm… „grzechem przeciwko Duchowi Świętemu”. Nie wiedzą, nie potrafią, nie chcą wiedzieć, nie chcę potrafić, a są przy tym agresywni i pełni pretensji. Tak, możesz mieć rację, że tę agresję i pretensję łatwiej wyładowuje się przez internet, niż w spotkaniu na żywo; ale jednak obstawiałbym, że to w tych ludziach cały czas tkwi, tylko czasem się hamują ze względów towarzyskich.

  39. @embercadero
    „Z tym że ja myślę że sz.p. Noblistka w swym skrócie myślowym ”

    Zapewne nie czytał pan ani jej najnowszej książki, ani mojego podlinkowanego felietonu na ten temat – no trudno. W felietonie piszę, kogo miała na myśli, bo prawdopodobnie nawiązywała do książki (w końcu to było spotkanie z okazji premiery).

    To z kolei ostatni niewycięty komć ze spekulacjami z serii „o jakich idiotów mogło chodzić”. Kto chce spekulować, niech nawiązuje do książki albo przynajmniej do felietonu.

  40. @pak4
    „Tak, możesz mieć rację, że tę agresję i pretensję łatwiej wyładowuje się przez internet, niż w spotkaniu na żywo; ”

    Jak to ujął Mike Tyson – głównym problemem internetu jest to, że można w nim być niemiłym bez obawy, że się za to dostanie po ryju.

  41. Ja ogólnie za elitaryzm uważam tutaj tylko to:

    @embercadero

    „Np. moja koleżanka romanistka dorabia od lat do nędznej pensji uniwersyteckiej tłumacząc z włoskiego harlequiny.”

    No ale to przecież nie jest Literatura[TM]. Generalizowanie literatury w taki sposób, jak robi to Tokarczuk, jest jednak pewnym rodzajem elitaryzmu.

    Poza tym Tokarczuk ma rację (tzn. do jej okolic literaturowych potrzebne są kompetencje), ALE! Bardzo, ale to bardzo mi się nie podoba nazwanie osób pozbawionych tych kompetencji idiotami. Nie chodzi mi tutaj o samo wytknięcie braku kompetencji, ale o podsumowanie tego słowem, które w najlepszym przypadku jest zwyczajnie niemiłe, a w najgorszym zahacza o ableizm (przypomnę, że w medycynie idiotami nazywało się osoby z ciężkim upośledzeniem, czyli IQ poniżej 25-35, zależnie od skali).

  42. @pak4
    „OK, ale mam pytanie do osób znających Niemcy od podszewki. Bo wpadło mi kiedyś w oczy porównanie (kiedyś, gdzieś, nawet linka nie mam), że „polska inteligencja”, jeśli chodzi o obcowanie z kulturą, wypada na poziomie „niemieckiej klasy ludowej”. Prawdaż to?”

    Tylko obserwacje anegdotyczne, ale w epoce przedsmartfonowej w latach dziewięćdziesiątych, uderzyło mnie w Niemczech, że jakieś 90% pasażerów komunikacji miejskiej podczas jazdy coś czyta. Książkę, skrypty (to studenci), gazetę (choćby i „Bilda”), ale czyta. W Polsce w analogicznej sytuacji czytali nieliczni.

  43. @embercadero:
    1) Jak dla mnie, to tam to „moja literatura” jest takim domyślnym dodatkiem, wynikającym z kontekstu wypowiedzi. To nie jest rozmowa o literaturze w ogóle, ale o przeznaczeniu dzieł Tokarczuk.
    2) Tokarczuk podała trzy cechy, które należy posiadać by czytać. Nie określiła, czy łączy je logiczne i, czy lub. Jeśli „i”, no to cóż, przyłączę się do krytyków. Jeśli jednak „lub” — jak tu obstawiamy, jako grupa jej broniących, no to jednak jest to dość pojemne, bo pewna wrażliwość czytelników harlequinów będzie obejmować.

  44. @kk
    „w najlepszym przypadku jest zwyczajnie niemiłe”

    Czy naprawdę wszyscy dla wszystkich muszą być mili? Nie wiem czy pan zauważył, ale ja też nie zawsze jestem miły. Może w takim razie to nie jest blog dla pana?

    „w najlepszym przypadku jest zwyczajnie niemiłe, a w najgorszym zahacza o ableizm (przypomnę, że w medycynie nazywało się”

    A w starożytnej Grecji jeszcze kogoś innego.

  45. @wo

    „Czy naprawdę wszyscy dla wszystkich muszą być mili? Nie wiem czy pan zauważył, ale ja też nie zawsze jestem miły. Może w takim razie to nie jest blog dla pana?”

    Pani. No i bez przesady, jest różnica między prywatnym blogiem, a wywiadem noblistki, te konteksty są nieporównywalne. I nie chodzi mi nawet o to, co Tokarczuk ma robić, tylko o to, jak ja to odebrałam. Tokarczuk ma prawo być niemiła, a ja mam prawo czuć się tym urażona, cnie?

  46. @kk
    „Pani.”

    Soraski!

    „jest różnica między prywatnym blogiem, a wywiadem noblistki, te konteksty są nieporównywalne.”

    To NIE był wywiad. Jeśli nie wyciąłem tego komcia, to tylko z poczucia winy za misgendering. Niemniej jednak, pani teraz sprawdzi, co to właściwie było – a potem zgodzi się ze mną, że właśnie w tej formie wypowiedzi panują reguły nawet SWOBODNIEJSZE niż na blogu. Notkę blogową się jednak pisze parę godzin, cyzeluje, edytuje, a nawet poddaje korekcie obywatelskiej.

    „a ja mam prawo czuć się tym urażona, cnie?”

    Jasne, ale prawo do wyrażania tej urazy na moim blogu zależy od kilku warunków, które zarysowałem powyżej. Nie życzę sobie tutaj nie tylko błędnych wypowiedzi typu „to był wywiad”, nie życzę sobie jeszcze paru innych błędów. Proszę się ich wystrzegać.

  47. @wo
    „Zapewne nie czytał pan ani jej najnowszej książki, ani mojego podlinkowanego felietonu na ten temat – no trudno. W felietonie piszę, kogo miała na myśli, bo prawdopodobnie nawiązywała do książki (w końcu to było spotkanie z okazji premiery).”

    Felieton, zresztą podlinkowany, oczywiście czytałem, książki, równie oczywiście nie (kiedyś przeczytam, zapewne na emeryturze). Tak tylko chciałem zauważyć że w swoim podziale na trzy zbytnio upraszczasz, bo do grupy trzeciej razem z Tokarczuk ląduje Harry Potter, Mróz, Star Wars, fanfiki z amazona i wspomniane przeze mnie harlequiny. Do których czytania nie trzeba mieć kompetencji, rozeznania w kulturze, no wrażliwość zawsze się przyda. Więc jeśli ona mówiła o czytaniu w ogóle to po prostu się z nią nie zgadzam.

  48. @embcercadero
    „Tak tylko chciałem zauważyć że w swoim podziale na trzy zbytnio upraszczasz, bo do grupy trzeciej razem z Tokarczuk ląduje Harry Potter, Mróz, Star Wars, fanfiki z amazona i wspomniane przeze mnie harlequiny.”

    Harlekiny to chyba nie moje porno, choć gdybym wylądował na bezludnej wyspie z ich biblioteczką – oczywiście bym przeczytał. Może to pana zaskoczy, ale jest pan na blogu kogoś, kto tak na zmianę, czasem Star Wars, czasem Tokarczuk, czasem Mróz. Ba! Sama Tokarczuk przecież nie odrzuca popkultury. Nie zdziwiłbym się, gdyby przeczytała choć jednego harlekina (a na stówkę czytuje kryminały i sajens fikszyn).

  49. Na przykład w te wakacje w ramach obcowania z (3) zaliczyłem dwa zaległe Chmielarze, a potem dopiero Tokarczuk. Chmielarz mnie trochę rozczarował (może dlatego, że mam bardzo wysokie oczekiwania od tego autora). Szwankuje opieka redakcyjna, są zdania typu „docisnęła pedał gazu tak mocno, że uderzyłem czołem o przednią szybę”, albo „wszystko się zmieniło, gdy X-a zastrzelono” (paręnaście stron wcześniej X-a zadźgano nożem, redaktor zaspał).

  50. @wo

    „a potem zgodzi się ze mną, że właśnie w tej formie wypowiedzi panują reguły nawet SWOBODNIEJSZE niż na blogu”

    Mea culpa, nie odrobiłam zadania domowego.

    „A w starożytnej Grecji jeszcze kogoś innego.”

    No ale przecież nie używamy słowa idiota jako obelgi ze względu na pierwotne greckie znaczenie, tylko właśnie niedawne medyczne. Cały mój oburz opiera się na tym, że to jest bardzo silna obelga relatywnie do tego, co właściwie Tokarczuk chciała przekazać i mi zgrzyta.

    No ale faktycznie, skoro to było luźniejsze spotkanie, to nie mam już szczególnego casus belli.

  51. @wo „są zdania typu „docisnęła pedał gazu tak mocno, że uderzyłem czołem o przednią szybę”
    Może tak energicznie cofała? Inna opcja: bohater leżał na masce, jak w Deathproof Tarantino.

    @Schwärmer
    To słowo kojarzy mi się jakoś automatycznie ze Schwarm, czyli rojem, gromadą, bardziej niż ze schwärmen.

  52. @kk
    „No ale przecież nie używamy słowa idiota jako obelgi ze względu na pierwotne greckie znaczenie, tylko właśnie niedawne medyczne.”

    Ale w kontekście to bardzo pasuje do greckiego znaczenia – zwłaszcza gdy kontekstem jest nowa książka.

    @sheik
    „To słowo kojarzy mi się jakoś automatycznie ze Schwarm, czyli rojem, gromadą, bardziej niż ze schwärmen.”

    Może tobie, ale na pewno nie Lutrowi, Kantowi i innym postaciom cytowanym w ZALINKOWANYM ESEJU. Zresztą zapewne taka jest etymologia – „bezrozumny rój twitteronautów”, który ja z kolei z właściwą sobie uprzejmością zwykłem nazywać po prostu „szambem”.

  53. Dobra, dosyć tego. Wyrzuciłem kolejnego komcia z serii „o co mogło chodzić Tokarczuk”. Nie chcę tutaj chambeau de Twitter. Kto się chce na ten temat wypowiadać, niech wykona minimum riserczu.

  54. @wo „innym postaciom cytowanym w ZALINKOWANYM ESEJU”
    No wiem, przecież przejrzałem ten essay. Etymologia jest od „zachwycać się”, „być pełnym entuzjazmu”, czyli w skrócie – dać się porwać uczuciu zamiast poddać rzecz namysłowi. Natomiast drugie znaczenie tego czasownika to właśnie „roić się” i pasuje mi to wręcz lepiej do inby jako takiej.

  55. @wo

    „Ale w kontekście to bardzo pasuje do greckiego znaczenia – zwłaszcza gdy kontekstem jest nowa książka.”

    : O

    Podmieniam na laika i nagle faktycznie pasuje do całości, oborze, ojacie!

    Faktycznie ta Tokarczuk nie dla idiotów.

  56. @wo
    „Nikt nie czyta dla samoistnej przyjemności czegoś w stylu „Influencerka opowiada o swoich przeżyciach z bulimią”.”

    Inba wokół słów Tokarczuk przykryła poprzednią literacką inbę sezonu, o książce „Oto Ciało Moje” Aleksandry Pakieły która to książka jak najbardziej jest o przeżyciach autorki z bulimią (acz w formie powieści oraz Pakieła nie jest influencerką).

  57. Tusk jeszcze w Polsce stylizował się na czytającego sporo. Swoim ludziom kazał przygotowywać notatki że streszczeniami nowości, żeby mógł swoim oczytaniem błyszczeć w towarzystwie. Piszą o tym Majewski i Reszka w „Daleko od miłości”

  58. @am
    „Piszą o tym Majewski i Reszka w „Daleko od miłości””

    Nie czytałem (doprawdy, wolałbym harlekina). OK, niech będzie, że on tylko udawał tego haratacza w gałę. Tym bardziej mnie to wkurza, że Tusk UKRYWAŁ swoje czytelnictwo, a Kaczyński nie udawał kibola, nie ukrywał oczytania, nie pojawiał się na meczach w szaliku itd. – a przy tym WYGRAŁ. I po cholerę Tuskowi było to haratanie?

  59. @Maciek_10r
    „Powiedziałbym, że jest odwrotnie. Podczas lektury „Tajfunu” Conrada uznałem wyższość literackiego przedstawienia kataklizmu nad wszelkimi CGI.”

    Właśnie nie tyle chodziło o graficzność, co prezentowanie fabuły i ogólny „klimat” dzieła. Jak też o samo prowadzenie narracji, nieszczególnie sobie wyobrażam książkę jednocześnie dynamiczną, jak i przekazującą informacje statystyczno-gospodarcze o świecie przedstawionym (w „Threads” faktografię o świecie – kiedy co gdzie uderzyło i przed jakimi decyzjami stają władze rozwiązano sprytnie, pojawiającymi się na kilkanaście sekund planszami z tekstem).

    Plus napracowanie scenografa (to jednak film sprzed prawie czterdziestu lat, CGI się nie śniło)w przedstawieniu zrujnowanego Sheffield robi na mnie wrażenie w tym partykularnym dziele.

    „Literatura zdaje się głębiej wpływać na wyobraźnię czytelnika, którego sobie wychowała, rzecz się oczywiście nie kończy na stronie wizualnej.”

    I tu też dochodzimy do różnicy gatunkowej między muzami: literatura świetnie się sprawdza tam, gdzie autor chce pozostawić wyobraźni odbiorcy wygląd sceny. Film bardziej się sprawdzi tam, gdzie autor chce wprost pokazać swoją wizję otoczenia postaci, a wyobraźni zostawić to, co dalej.

    @WO:
    „Ale… jest pan w stanie pewnego odstępu czasowego i tego, że minęły ze dwie epoki literackie między jednym a drugim? I tego, że teraz też grube książki są bestsellerami?”
    Owszem, ale jest jednak powód dla którego „Lalka” zrobiła karierę najpierw na wydawaniu w odcinkach w „Kurierze Codziennym”, potem na tanich wydaniach oraz czemu symbolem dźwigania się ludności wiejskiej na wyższy poziom kultury w „Byłem sołtysem w czasach okupacji” Chusteckiego i „Krfotoku” Redlińskiego (choć to drugie to już era telewizji)było kupowanie książek, a obecnie raczej byłoby to zbrojenie się w elektronikę i maszyny.

    Obecne bestsellery mają raczej mniejszy zasięg niż te dawne. I jakiś powód ku temu zapewne jest. Ja stawiam na przegranie konkurencji na polu „codziennej rozrywki” z mediami elektronicznymi.

    „Och, zupełnie nie. „Lalka” to raczej „Better Call Saul”. Główne pytanie jest podobne: o co właściwie chodzi(ło) Kim/Wokulskiemu?”

    O co chodziło Kim to nie wiem, nie jestem wielkim fanem BCS – ot, coś obejrzałem. Z modnych seriali ostatnich lat to skonsumowałem (i pamiętam, że skonsumowałem) raptem pierwszy sezon „Domu z papieru” i całe „Squid games”, z czego to drugie to jest jedyny przypadek ostatnich lat, gdy popularność dzieła zachęciła mnie do zapoznania się z nim (choć nie ukrywam, że głownie dlatego że reżysera znałem wcześniej, a i poczytać/obejrzeć coś o Korei lubię).

    O co chodziło Wokulskiemu… cóż. Gdybym pisał na ten temat szkolne wypracowanie, zapewne bym stawiał że chodziło mu cały czas o odbudowę swojej pozycji (jak to na szlachcica co ze zbiedniałej rodziny bywa). Izabela Łęcka miała być kolejnym etapem tej odbudowy (po fazie odbudowy majątku inicjować miała fazę odbudowy pozycji społecznej, którą Wokulski miał niską z uwagi na nieszlacheckie zajęcie zarobkowe echo nieco wcześniejszego półwiecza). Zaś gdybym polonistę lubił i mógł z nim porozmawiać nieco otwarciej wątki uboczne bym skwitował jako w mojej opinii wrzucane przez Prusa dla publiki (albo modne ówcześnie tematy, albo przyczyny marketingowe).

    Fiasko planów matrymonialnych Wokulskiego wobec Łęckiej bym zaś złożył na karb tego, że jego zrozumienie kobiet było przyzerowe, a rozpoznanie przyszłej ukochanej przed rozpoczęciem tokowania mniej niż zero, ot, zobaczył ładną dziewczynę w teatrze, dowiedział się to Łęcka z Łęckich i potraktował to jako kolejny plan biznesowy marki osobistej „Wokulski”. Jego cierpienia miłosne bym zaś skwitował tym, że miłość owszem, zraniona została, ale w mojej ocenie jego miłość własna, nie do Łęckiej. Jedyną winę Łęckiej jaką znajduję to zaś przyjęcie oświadczyn, ewentualnie nieukrócanie zalotów na wcześniejszym etapie.

    Finał zaś bym ocenił jako mocno oderwany od reszty fabuły (Wokulski się nagle chyba wysadza z ruinami zamku, a Łęcka nie z tego ni z owego idzie do klasztoru…) i mający na celu zamknięcie wszystkich wątków na siłę. Coś jak „potem spadł meteor i elo”.
    Zdecydowanie „Lalkę” oceniam jako telenowelę w formie powieści panoramicznej. Takiej „Ziemi Obiecanej” może, za przeproszeniem, halę fabryczną sprzątać pod wieloma względami, od plastycznej kreacji świata po rozwój postaci i logikę ich postępowania.
    „Są w bardzo różnych, najnowsza to 1913, ale bywają osadzone we współczesnym świecie, bywają też w scenografii pozaczasowej – fantastycznej (typu „new weird”).

    Zapewne. Jak wspomniałem – książek p. Tokarczuk nie czytałem, więc pojęcie „co pisze” mam raczej z doniesień prasowych o jej co głośniejszych tytułach. Te głośniejsze zaś osadzone były w nielubianej przeze mnie scenografii, więc motywacja do przeszukania jej dorobku pod kątem „co by tu poczytać” była żadna.

    Jak zaznaczyłem „raczej nie przeczytam”, ale nie wynika to z jakiegoś uprzedzenie do autorki. Czytam rozrywkowo, raczej „chaotycznie”, bez ambicji i głownie to co już mi leży na półkach/co jest w wolnym dostępie w formie e-booków, a raczej tu prozy tokarczukowej nie spotkam. Do bibliotek nie chadzam (znowu: owszem, czytam, ale głównie konsumuję zbiory posiadane a nieprzeczytane, a w zakresie eksplorowania nowych pól literackich większość roboty odwala mi Kindle i to, co za darmo da się na niego wrzucić (sam czytnik też się pojawił w moich łapkach nieodpłatnie, tj. przeszedł do mnie od mamy, która go dostała za darmo w ramach promocji czy konkursu w jakimś banku a zastosowania dla niego nie znalazła). Do księgarń czasem zachodzę, ale głównie kupuję autorów już znanych i na tyle starych by leżeć w koszu z promocjami (i to bardzo różnych: jest King i Biedrzycki, ale też i Jonathan Carroll, i McLiam Wilson i pewnie koło tuzina innych kupowanych na zasadzie „o, a tej nie mam”). No, i niekiedy coś drobnego do kieszeni, by poczytać w pociągu gdybym nie miał ochoty na nowoczesność, na tym froncie dominują książki z serii „Pengiun Books”.

    @pak4:
    „Powiedzieć mi, że „Ulisses” jest trudny — to od razu po niego sięgam. No, może sięgałem”
    Ulisses też u mnie czeka na bycie przeczytanym – niestety, za długi na czytanie kolejowo-autobusowe, a kategoria „książek z przymusu” jest u mnie ostatnio tą dominującą (polecam „Egzamin na doradcę podatkowego. Pytania otwarte” pod red. Prof. Dzwonkowskiego jako ciekawy punkt ataku poznawczego na polski system prawa – nie tylko podatkowego!).

    @WO, @pak4, #nie_lubie_staropolski

    Może sprecyzuję: nie tyle mam jakąś cezurę czasową w jakiej musi się powieść dziać by mnie bawić, ale mam pewne „alergiczne” okresy rozłożone dosyć losowo po dziejach (i w mniejszym stopniu: odrzucające tematy). Cokolwiek osadzone w okresie RON mnie zniechęca, epoka napoleońska też, podobnie jak złota era piratów karaibskich, średniowiecze tak ogólnie też nie za bardzo. Ale z powieścią gotycką problemu nie mam, „Zamczysko w Otranto” wręcz było moją ulubioną książką dzieciństwa (no, jedną z wielu ulubionych), „Wichrowe Wzgórza” zaś uważam za zdecydowanie lepsze studium miłości i do pewnego stopnia mobilności po drabinie społecznej niż „Lalkę” (ale „Lalkę” to tak ogólnie hejtuję, mogę być nieobiektywny).

    Nie wiem z czego to wynika. Alergię na pewne motywy mam od dzieciństwa jako dziecko buszujące nienadzorowane po domowej bibliotece, nie wynika to ze szkoły na którą do czasów studiów byłem, że ujmę to delikatnie, raczej odporny i oporny.

  60. „czytają (…) Zamiast kibicować Arsenalowi”

    Skoro istnieją ludzie, którzy „tak na zmianę, czasem Star Wars, czasem Tokarczuk, czasem Mróz” (a nie Tokarczuk ZAMIAST Mroza”), to i należy sądzić, że są także ludzie, którzy, tak na zmianę, czasem Arsenal, czasem Tomasz Mann. Duch wieje kędy chce.

    Swoją drogą, nawet jeżeli książki są dziś czytane przez mniejszą ilość Polaków niż, powiedzmy, 50 lat temu (ten mityczny „upadek czytelnictwa”), to w przeliczeniu na strony czyta się Polsce chyba więcej niż się czytało (czy zatem spędza się na książkami więcej czasu? czy automatyzacja gospodarstw domowych daje gospodyniom domowym więcej luzu? rzecz do zbadania), ponieważ średnia objętość bestsellera (i w ogóle prawie każdej powieści) wzrosła dwu- albo i trzykrotnie. Weźcie Trylogię i któryś z kilkutomowych cykli Mroza; Heniek wychodzi na chuderlaka przy Remku. Albo anorektyczną „Lalkę” i wypasioną „Cukiernię pod Amorem” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Może czas, by ktoś pościgał się z J. I. Kraszewskim na ilość napisanych znaków, przyatakował ten nasz rekord Gerda Mullera.

  61. Nie mam problemu, żeby zgodzić się z Tokarczuk, że aby przeczytać coś ze zrozumieniem trzeba się wcześniej naczytać, no i są książki, które – aby się od nich nie odbić – wymagają mniej lub więcej naczytania. I jest też jakoś zrozumiałe, że w różnych małych światkach łatwo się snobować na znajomość książek trudnych, tak jak na siłowni można się „snobować” wyciskaniem sztangi. Od zawsze też koneserzy literatury pięknej mieli kosę z gangiem miłośników literatury brzydkiej, chociaż – co ciekawe – rzadko odwrotnie. Uwielbiam popkulturę, lubię też komiks, natomiast miałem na studiach znajomych, których co prawda udało się czasami zainteresować komiksem i nawet chcieli, żeby im coś pożyczyć, ale woleli, żebym im tego nie przynosił na uczelnię (bo jeszcze ktoś sobie coś pomyśli). Kruche jest ego snoba.

    Z drugiej strony, może właśnie za mało jest snobizmu. Niedawno Trzaskowski zapytany o religię powiedział, że wierzy w boga Spinozy. Miałem wrażenie, że media (tak, głównie PiSowskie, ale chyba nie tylko?) przedstawiły tę wypowiedź tak, jakby powiedział, że wierzy w Marsjan, a jeszcze nie tak dawno temu Kabaret Starszych Panów śpiewał o Spinozie. Ciekawe, że dzisiaj erudycja może być powodem kpin (może przesadzam).

    Swego czasu odświeżająca była dla mnie lektura książki „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało”, gdzie sproblematyzowano nawet sam termin „książka przeczytana” – bo można mieć wątpliwości, czy książkę, której się już nie pamięta, można z czystym sumieniem uważać za „przeczytaną”. Jest tam też o wstydzie, jako motywatorze żeby po coś sięgnąć, bo przecież „głupio tego nie znać” (swoją drogą, jeśli ktoś zarzuca Tokarczuk, że „zawstydza” zwykłych ludzi, to ciekawe co by powiedział, gdyby zobaczył, jak potrafią się nawzajem zawstydzać profesjonalni humaniści). No i jest tam też kategoria „wewnętrznych bibliotek” (kapitał kulturowy). Każdy ma swoją wewnętrzną bibliotekę i zwykle ciągnie nas do ludzi, których biblioteki są podobne do naszych. Jak to się ma do promocji czytelnictwa? W „Dniu świstaka” jest scena, w której Bill Murray, aby zdobyć serce Andy MacDowell, wzbogaca swoją wewnętrzną bibliotekę o poezję francuską. Może po prostu brakuje w przestrzeni publicznej celebrytów „wewnętrznej biblioteki”, do której chciałoby się aspirować; za dużo dieta i moda u Znanej Osoby, za mało – co Znana Osoba sądzi o Spinozie.

  62. @Worek Kości:
    > I jest też jakoś zrozumiałe, że w różnych małych światkach łatwo się snobować na znajomość książek trudnych
    Wiesz, miałem znajomego, który tłumaczył, że snobizm jest dobry, bo snobizm wyzwala ambicję.
    I, OK, przyjmuję argument. Ale jeśli snobizm jest takim problemem, to dlaczego jest nacechowany tak negatywnie w naszym języku?

    > Od zawsze też koneserzy literatury pięknej mieli kosę z gangiem miłośników literatury brzydkiej, chociaż – co ciekawe – rzadko odwrotnie.
    A ja się nie zgodzę. Ja znam bardzo wielu ludzi, którzy sarkają na współczesną literaturę jako tako ambitną. Że snobizm, że sztuka się jakoś zdegenerowała (może daję się zwieść słowom A.H., ale z dokładnością do samego wyrażenia, oni to mówią), że kiedyś panie to był Sienkiewicz, a teraz to jakaś Tokarczuk. Itp., itd.

    Może najlepszy przykład znam z muzyki, bo kiedyś siadywałem w Filharmonii (Śl.), koło dwóch takich starszych panów. Czasem się nawet miło gawędziło. I w programie dali kiedyś utwór awangardowy z lat 60-tych (Szalonka?). Panowie gadali na głos, by dać wyraz dezaprobacie dla grania awangardy. Że trudna i snobizm? Oni nawet temu utworowi nie dali szans — nie chcieli słuchać bo awangarda, i przeszkadzali innym.

    PS.
    Swoją drogą, że link do FB nie zadziałał, to szukałem tej wypowiedzi na YT. I YT promował mi parę filmików naszej kochanej prawicy, z protestami i hejtem przeciwko Tokarczuk i „jej festiwalowi”. To wszystko było przed tą rozmową, więc żadna tam inba sprowokowana nieszczęsnym słowem „idioci”. To żywa subkultura. I bym się nie zdziwił, gdyby była dużo liczniejsza od wszystkich polskich snobów zebranych razem.

  63. @wo
    „Może to pana zaskoczy, ale jest pan na blogu kogoś, kto tak na zmianę, czasem Star Wars, czasem Tokarczuk, czasem Mróz.”

    No paczpan, to zupełnie tak jak ja. No może z tym Star Wars to najmniej. Głównie czytam kryminały (ale na Mroza szkoda czasu, jest dużo lepszych). BTW: polecaną w poprzednim felietonie „Anarchię” łyknąłem już ładnych kilka miesięcy temu, też mi się bardzo podobało.

  64. „Szwankuje opieka redakcyjna, są zdania typu „docisnęła pedał gazu tak mocno, że uderzyłem czołem o przednią szybę”, albo „wszystko się zmieniło, gdy X-a zastrzelono” (paręnaście stron wcześniej X-a zadźgano nożem, redaktor zaspał).”

    ciekawe, czy ludożerka daje faka za takie detale. Studentom z jednej strony mówię, żeby pilnowali, a z drugiej, że popularne książki są pełne niedoróbek i nikt nie zwraca uwagi.

  65. > (z charakterystycznym wyjątkiem Kaczyńskiego)

    autora uroczego czytelniczego dissu na Jakiego o tym, że przeczytał tysiąc książek za mało.

    > Jest tam też o wstydzie, jako motywatorze żeby po coś sięgnąć, bo przecież „głupio tego nie znać”

    Prawdopodobnie najbardziej kompromitującą mnie informacją dostępną w internecie jest lista polecanych do przeczytania książek na biblionetce. Kiedyś nieopatrznie pokazałem ją koleżance z pracy, która oprócz informatyki skończyła polonistykę, co spowodowało serię pełnych niedowierzania komentarzy: „ojej to nie czytałeś tego? i tego? i tego też?”

  66. @mrw „ciekawe, czy ludożerka daje faka za takie detale.”
    Ja wiem, że ci ludożercy to niby z Różewicza, ale termin nie ocieka szacunkiem do czytelnika.
    @”popularne książki są pełne niedoróbek i nikt nie zwraca uwagi.”
    Mnie błędy i niespójności mocno drażnią, kiedy zauważę.

    @wo „jest pan na blogu kogoś, kto tak na zmianę, czasem Star Wars, czasem Tokarczuk, czasem Mróz.”
    Od czasu rysunku Raczkowskiego zapraszającego na dyskusję o gustach nikt tego lepiej nie podsumował, więc nie będę próbował. Zauważę tylko, że książek dobrych, z różnych stron świata jest naprawdę od cholery i trochę, więc po coś czytać jakieś słabe polskie? Żeby dowiedzieć się czegoś o rodakach? Ja wielu rzeczy o Polakach wręcz staram się nie wiedzieć.

  67. @wo nie czytałem (doprawdy, wolałbym harlekina). OK, niech będzie, że on tylko udawał tego haratacza w gałę. Tym bardziej mnie to wkurza, że Tusk UKRYWAŁ swoje czytelnictwo

    Napisałem coś zupełnie innego. O kopaniu piłki nic nie pisałem (można lubić sport oraz kulturę i sztukę zarazem, choć w naszym kraju zrobiło się albo-albo; ale patrząc na antyk czy — bardziej współcześnie — kraje anglosaskie to naprawdę jest do pogodzenia). Natomiast jeśli chodzi o czytanie to Tusk (rzekomo) kazał sobie robić notatki/streszczenia z nowości, które znać wypada, żeby znać ich treść. Coś jak uczeń, który czyta bryka zamiast samej lektury, a potem dostaje piątkę na kartkówce z treści. Także Tusk swojego czytelnictwa bynajmniej nie ukrywał, może mniej medialnie eksponował niż miłość do gały, ale chciał się pokazać na takiego, który czyta więcej niż w rzeczywistości. Jak przypomina @piotrkowalczyk w młodości pisał eseje z nawiązaniami do Gombrowicza czy Brzozowskiego, @pak4 w „Szczerze” Tusk wymienia na pewno Ferrante i Murakamiego. Tylko z Tuskiem jest taki problem, że tak naprawdę nikt nie wie, co on naprawdę sądzi, a co jest wykreowaną PRową pozą.

    Coolstory mi się przypomniało z gimnazjum, a w temacie, to pozwolę sobie się nim podzielić. Otóż, w gimnazjum miałem katechetę, który całe zajęcia ubolewał nad upadkiem czytelnictwa, opowiadał anegdotki jak to był w domu, w którym jedynym słowem pisanym był „Teletydzień” etc. I wychodzę raz ze szkoły i widzę, że siedzi na ławce i czyta. Podchodzę i pytam:
    – Proszę pana, co pan tam czyta?
    – „Iliadę”.
    – A o czym to?
    – Wiesz co, Alan… Nie wiem. Przeczytałem już połowę i nic z tego nie rozumiem. To jest jak z tymi operami mydlanymi, które mają po tysiąc odcinków i nikt nie wie o co tam chodzi. Kiedyś tego nie było i takie rzeczy pisali.

  68. Sorry za komentarz pod komentarzem, ale przeczytałem to: https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art14698661-ksiazki-ktore-czytaja-tusk-kaczynski-i-komorowski

    i fragment:
    „Dlatego specjalista od marketingu politycznego dr Wojciech Jabłoński radzi politykom, by przesadnie nie epatowali swoimi zainteresowaniami literackimi.

    – Większość wyborców w ogóle nie wie, jak wygląda książka – zaznacza. – Przechwalanie się lekturami może doprowadzić do sytuacji, w której elektorat poczuje się wyalienowany, a polityk zacznie być traktowany z przymrużeniem oka. Spotkało to Ludwika Dorna, który z pamięci przytaczał w Sejmie obszerne cytaty z Thomasa S. Eliota”.

    Nie dziwota, że Tusk — produkt marketingowy — nie obnosił się tak ze swoim czytelnictwem. A w tamtych czasach Kaczyński nie miał jeszcze takich dobrych doradców (to mniej więcej wtedy potrafił beztrosko rzucić, że do Biedronki chodzą ludzie biedniejsi, a tacy zwyczajni kupują w małych sklepach osiedlowych, bo na wyprawę do dyskontu nie mają czasu).

  69. @pak4 obcowanie narodów z kulturą
    Niemcy najliczniej w Europie uczęszczają do opery. Byłam przekonana, że to muszą być Włosi – oni potrafią o przedstawieniu operowym mówić na początku głównego wydania wiadomości, a jednak nie.
    O intelektualną zapaści w polskiej kulturze pisze O. Zabużko w Planecie piołun. Może to jest zjawisko obiektywnie (z zewnątrz) obserwowalne, nie tylko nasza zrzędliwość. Inna rzecz, że ona tam narzeka na wszystkich i wszystko, poza wyidealizowaną ukraińską przeszłością.

  70. Od czasu reklamy pewnego sklepu z AGD wydawało mi się, że powiedzenie że „coś nie jest dla idiotów” jest elementem popularnego języka ale ktoś zwrócił mi uwagę, że ta reklama była grana tak dawno temu, że może już nikt jej nie pamięta.

    Na fb Szczerka widziałem dyskusje o klasizmie Tokarczuk i zacząłem się zastanawiać, jakim epitetem zostałaby ona obrzucona gdyby powiedziała, że każdy powinien przeczytać jej książki bo są ważne i noblowskie. Też pewnie klasizm byłby grany.

    Przy czym sprawa epitetów się trochę komplikuje o tyle, że można przywołać Prezesa Jarosława, który Księgi Jakubowe czytał i chwalił: „Jarosław (lat 73) z zawodu prezes, w czasie wolnym promuje klasizm Tokarczuk. Dzieła noblistki nie są dla każdego sortu – powiedział w czasie wiecu aktywu partyjnego w Myciskach”

  71. @ Alan Malut

    Jeśli 99% nie czyta a inba z Tokarczuk pokazuje, że rzecznicy tej grupy, od lewa do prawa, są bardzo czujni i gotowi bronić ich przed „klasistowskim wrogiem” to „obnoszenie” się przez polityka z książka byłoby cokolwiek dziwne. Tusk cały czas „płaci” za swoje eseje z lat 80 i książki o Gdańsku, a jakby się dokopali, że zakładał Przegląd Polityczny to już ogólnie miałby przechlapane. Gdyby nie ta Unia to dalej by się krył (dziś to europoseł Jaki „cierpi”, a beka z biblioteki Trzaskowskiego – on czyta po francusku! – też nam ubarwiała ostatnią kampanię prezydencką). U Kaczyńskiego książki też są warte ileś procent poparcia mniej.

  72. „Ja wiem, że ci ludożercy to niby z Różewicza, ale termin nie ocieka szacunkiem do czytelnika.”

    Jacy ludożercy, jaki Różewicz. LUDOŻERKA.

    Tak czy siak, nieistotne
    Ludożerka nie pokuma nic
    Bo dżezu nikt nie kuma, man
    A krytyk właśnie zesrał się (yeah)

  73. Świetny felieton w GW i dzięki za hint z >The Philosopher and the „Schwärmer”<, właśnie sobie ściągnąłem.

  74. @Obywatel
    Tusk „płaci” za eseje z lat 80 nie z tego powodu, że w ogóle je pisał, tylko z tego, że można z nich wyciąć zdanie z kontekstu i dopisać komentarz, że jest antypolakiem. To jak z tym „fur Deutschland”, które raz wypowiedział przy kamerach, a tvp będzie to grzać do końca świata. Tusk przecież nie płaci za to, że zna niemiecki, tylko za to, że dzięki temu cytatowi można z niego zrobić Niemca. I analogicznie z Trzaskowskim: on nie traci poparcia z tego powodu, że ma jakieś wykształcenie, coś tam czytał i coś tam wie, tylko za to, że tak to prezentuje (albo tak to można zaprezentować — zależnie od tego, kiedy sam się wypowiada, a kiedy PiSowskie media robią to za niego), że łatwo można z niego zrobić snoba. W każdym razie Tusk w „Szczerze” pisze trochę o swoim udziale w kulturze, także o czytaniu. Książka jest ewidentnie PRowa i miała być jego powrotem do polskiej polityki (tyle że nie na fotel prezydencki, bo ma zbyt duży elektorat negatywny — tak w niej pisze). Więc jednak jakieś mądre głowy od marketingu politycznego stwierdziły, że w tym wypadku warto pokazać, że się czyta.

    A inna rzecz, że w medialnej przestrzeni jedno i to samo można pokazać skrajnie różnie, a łaska wyborców na pstrym koniu jeździ. Papierkiem lakmusowym jest dla mnie Bronisław Komorowski, który — prezentując się dokładnie tak samo — w 2010 był szlachetką, równym gościem, myśliwym, patriarchą i konserwatystą, a w 2015 został wąsatym (zaraz… stop! Już nie wąsatym tylko ogolonym) przygłupem, lewakiem, gangsterem i agentem Kremla.

  75. „W każdym razie Tusk w „Szczerze” pisze trochę o swoim udziale w kulturze, także o czytaniu.”

    kto to czyta poza otaku Tuska?

  76. „uderzyło mnie w Niemczech, że jakieś 90% pasażerów komunikacji miejskiej podczas jazdy coś czyta”
    Ale tak wszędzie, czy w jakimś zagłębiu uniwersyteckim albo korporacyjnym? Miałem takie wrażenie kilkanaście lat temu jeżdżąc do pracy metrem w okolicach Bostonu – czytał każdy, naprawdę każdy – z tym, że na trasie było Tufts, Harvard, MIT i MGH, a potem to już raczej nikt.

  77. @worek kości
    „a jeszcze nie tak dawno temu Kabaret Starszych Panów śpiewał o Spinozie.”

    Tak na marginesie to ostatnio rabin sefardyjskiej synagogi w Amsterdamie wyklął badacza zajmującego się Spinozą i zakazał mu wstępu, podtrzymując ekskomunikę wobec Spinozy nałożoną przez tę synagogę za jego życia.

  78. @Alan Malut:

    „Napisałem coś zupełnie innego. O kopaniu piłki nic nie pisałem (można lubić sport oraz kulturę i sztukę zarazem, choć w naszym kraju zrobiło się albo-albo; ale patrząc na antyk czy — bardziej współcześnie — kraje anglosaskie to naprawdę jest do pogodzenia).”

    Co do krajów anglosaskich to bywa różnie, w Anglii sport (konkretnie piłka) i kultura były przez dekady jeszcze bardziej oddzielone niż w Polsce. We Włoszech, Hiszpanii czy Latynoameryce sport jest częścią kultury. A co do prezesa Kaczyńskiego, to on w końcu jest fanem sportu jeszcze bardziej plebejskiego niż piłka, czyli boksu.

  79. @Michał Radomił Wiśniewski
    Zdaje się, że trochę się tego sprzedało. Zresztą na pewno przeczytają PiSowscy „dziennikarze”, a potem powyciągają zdania z kontekstu, żeby dorobić Tuskowi gębę. Nie słyszałem, żeby wyciągali mu czytanie (czy tam deklaracje czytania, bo jak może być w rzeczywistości, to pisałem już wyżej).

    @airborell
    Napisałem już ogólnie o sporcie, nie o piłce nożnej, bo wiadomo jakie środowisko kibolskie w Anglii było. Chodzi mi o to, że np. w USA osiągnięcia sportowe autentycznie się liczą na college’ach i generalnie Ci wysportowani są jednocześnie tymi z większym kapitałem (tak finansowym, jak kulturowym). Natomiast w Polsce jest zgoła inaczej: poziom szkół sportowych poza samym sportem jest śmiesznie niski, z kolei w normalnych szkołach WF to „macie piłkę i sobie pokopcie”. Na studiach — poza AWFem — to już w ogóle. I robi się taka opozycja: już to wysportowany przygłup, już to prymus-mięczak. Oczywiście to hiperbola i nade wszystko wtręt w temacie. Ale nie widzę przeciwskazań, żeby oczytany człowiek lubił sport. Chociaż sam stronię od aktywności, a oglądanie jakichkolwiek zawodów czy innych mistrzostw byłoby dla mnie torturą.

  80. @ „w naszym kraju zrobiło się albo-albo”

    Zawsze jednakowoż mieliśmy artystów-kibiców. I to nie jakichś szczególnie niszowych dziwolągów. Gustaw Holoubek. Jerzy Pilch. Jeśli nagrodę NIKE traktować jako mainstreamową, to i Marek Bieńczyk.
    Owszem, to raczej wyjątki potwierdzające regułę albo-albo. Bo świat robi się albo-albo, hot or not, łapka w górę / łapka w dół.

  81. @Michał Maleski „co zabiło masową literaturę w rodzaju „Lalki” Bolesława Prusa – którą nawiasem mówiąc czytałem w bólach, dla mnie to była telenowela na papierze, a różnica jakościowa względem „Klanu” wynikła jedynie z formy przekazu: ”

    To jest po prostu cecha powieści dziewiętnastowiecznej. One są czasem tak męczące, bo polegają na schematach, które wtedy były całkiem świeże zanim zużyła je telenowela.
    Mnie zresztą „Lalkę” czytało się dobrze. Za to „Idioty”, nomem omen, nie byłem w stanie przebrnąć.

  82. @Alan Malut

    Przecenia Pan wyrafinowanie PRowcow PiSu oraz daje się Pan wpuścić w pułapkę, że to nie chodzi o to, że Trzaskowski czyta, tylko o to jak czyta czy jak o tym mówi. Tam nie ma żadnego wyrafinowania czy niuansów. Rzecznikom 99% nieczytających chodzi o to aby ich nie obrażać czytaniem i książką jaka taką oraz aby nic nie zagroziło ich pozycji jako dominującej grupie społecznej więc bekę mogą mieć (a beka to znany mechanizm obronny) i z książki, i z półki na książki i z samego faktu, że ktoś poprawnie wymówi nazwisko zagranicznego autora.

    Przy czym pamietajmy proszę, że to nie jest „partyjne”. Beka z książek czy z czytających jest i będzie w każdej partii i każdemu się dostanie (jak Tokarczuk od lewicy jeśli fb Szczerka jest miarodajne, przy czym sam Szczerek to wyśmiał). A każdego wyrastającego czy aspirującego ponad normę z automatu się przytnie, mówiąc, że albo udaje, albo że to PR, snobizm itd. A jak się do tego doda niechęć do poglądów politycznych takiego delikwenta to ogólnie nie ma oporów i mamy libkowy snobizm czy inny kulturowy nacjonalizm latający nad głowami.

  83. @mgrbarista
    (czytanie w komunikacji miejskiej) „Ale tak wszędzie, czy w jakimś zagłębiu uniwersyteckim albo korporacyjnym?”

    Tak dokładnie to był Berlin Zachodni w latach 1989 (jak jeszcze mur stał) do 1992. Czyli: korpo tyle co nic, nie za dużo urzędników, uniwersytety i owszem, ale studentów łatwo poznać po wieku i tym, co czytają (notatki/skrypty). A czytali prawie wszyscy, niezależnie od wieku i klasy społecznej, byłem pod takim wrażeniem, że liczyłem ilu czyta, a ilu nie.

  84. „Tak dokładnie to był Berlin Zachodni w latach 1989 ”

    Jeśli chodzi o lata osiemdziesiąte to zbiorkom na trasie Police-Szczecin (autobus) czy pociągi zwyczajnie nie nadawały się, żeby w nich czytać, było zbyt tłoczno. Zmiana w kombinacie zaczynała się na 7 rano, nie sądzę, żeby ktoś o tej porze chciał czytać.

  85. @kupowanie książek
    Ja tam książek właściwie już nie kupuję, bo brakuje mi półek i mało jest takich, które chciałbym mieć, żeby np. sięgnąć po nie od czasu do czasu. Tzn. są autorzy, których kupuję w ciemno (Cabre, Llosa i trochę innych), Orlińskiego dostaję w prezencie, ale całą resztę wypożyczam. Najpierw robiłem to fizycznie, ale chyba przeczytałem wszystko co mnie interesowało w lokalnej bibliotece, teraz mamy z żoną abonamenty w Legimi i styka.

    Ale nie o tym chciałem, tylko o czytelnictwie i słuchactwie elektronicznym, bo mnie to na marginesie notki zainteresowało. Legimi „Na koniec grudnia [2021] miała 169,9 tys. abonentów, z czego 116,1 tys. indywidualnych.” EmpikGo w połowie zeszłego roku chwalił się, że ma 250K „aktywnych użytkowników”, cokolwiek to znaczy. Nie wiem jak inne, bo nawet nie wiem czy istnieją, mój czytnik ich nie zna. Ale to chyba nie jest aż tak bardzo mało, bo 40 zeta abonamentu w Legimi to równowartość mniej więcej jednej fizycznej książki miesięcznie.

    @Michał
    „ciekawe, czy ludożerka daje faka za takie detale. Studentom z jednej strony mówię, żeby pilnowali, a z drugiej, że popularne książki są pełne niedoróbek i nikt nie zwraca uwagi.”

    Dla mnie takie błędy są smutnym przejawem oszczędzania na wszystkim i staram się nad nimi przechodzić do porządku dziennego, choć czasami to trudne, bo tak się dzieje wszędzie niestety. Za to błędy logiczne i króliki wyciągane z kapelusza powodują, że potrafię przerwać czytanie, bo tracę zaufanie do autora (zaufanie w sensie, że wydaje mi się, że autor wie co pisze, ma pomysł i nie dżampa szarka, bo mu weny zabrakło). Ale to dotyczy też filmów i innych sztuk narracyjnych.

  86. @Obywatel
    „Tam nie ma żadnego wyrafinowania czy niuansów. Rzecznikom 99% nieczytających chodzi o to aby ich nie obrażać czytaniem i książką jaka taką oraz aby nic nie zagroziło ich pozycji jako dominującej grupie społecznej więc bekę mogą mieć…”

    Miałem przez chwilę nieprzyjemność znać osobę, wykształconą prawniczkę od nieruchomości z biurem w centrum. Nie korpo, ale jakaś polska kancelaria. Więc kiedy nam zeszło na tematy, w których się różniliśmy, to pojawiły się przekleństwa. Tak jako język normalnej komunikacji. Kiedy zacząłem podpytywać to się okazało, „że nie pierdoli się z klientami”. Że tak mówi, bo to „taki charakter pracy” (!). Że „używanie agresywnego języka jest normą”, a ja jestem „przesnobowanym bucem” i używam „barokowych ozdobników” zamiast „używać normalnych słów”.
    A rozmawialiśmy tylko o różnicach płciowych w relacjach zawodowych. Że źródłem wiedzy jest Focus.
    Więc książki to raczej -10 punktów do respektu. Powoływanie się w ogóle na słowo pisane to fanaberia i snobizm. Liczy się doświadczenie własne i jego interpretacja.

  87. @amatill

    „To jest po prostu cecha powieści dziewiętnastowiecznej. One są czasem tak męczące, bo polegają na schematach, które wtedy były całkiem świeże, zanim zużyła je telenowela.”

    Koledzy, nie bierzcie tego jakoś szczególnie do siebie (bo porównanie „Lalka to telenowela” czytałem/słyszałem już X razy), ale muszę to napisać: przepraszam, już nie zdzierżę. W kwestiach formalnych: „Klan” nie jest telenowelą. Telenowela, tak jak ją wymyślili Latynosi, to zamknięta opowieść, z fabułą gęsto upstrzoną melodramatyczno-sensacyjnymi zwrotami akcji. „Klan” należy do gatunku, który ma nazwę tylko potoczną (opera mydlana), gdzie historię ciagnie się tak długo, jak stacja daje pieniądze na produkcję i nie ma planowanego zakończenia, nie ma większych ambicji opisowych w sferze komentarza społecznego, historycznego, czy psychologicznego. W związku z tym, żaden z tych gatunków nie ma nic wspólnego z „Lalką”. Prus przyznał się, że napisał ją na prośbę wydawcy „najszerzej, jak się da” (choć beż przesady, nadal jest krótsza np. od „Potopu” czy „Władcy pierścieni”), eksperymentował też z kompozycją (bo nie był tylko czystym, przewidywalnym realistą, ale i autorem poszukującym), lecz to nie uprawnia do takich porównań. Jak widzę, że ktoś na opowieść obyczajową (z braku lepszego określenia, bo ten termin też zmienił nieco znaczenie), jeszcze nie daj Bóg z silnie zaznaczonym wątkiem miłosnym, reaguje: „Ach, telenowela”, to widzę już, że albo czytanie/oglądanie narracji nie jest jego szczególnym hobby, albo czyta/ogląda przede wszystkim rzeczy gatunkowe, dlatego to jest jego jedyne skojarzenie.

  88. @czytanie w komunikacji miejskiej
    W Warszawie, trzeba było mieć jakieś zdolności wyginacza ciała. Formaty GW czy Rzepy powodowały, że w 90′ czytanie w zatłoczonej komunikacji miejskiej ściągało gniewne spojrzenia i chrząknięcia. Przed wejściem do autobusu/tramwaju, trzeba było rozdzielić materiał, który się chciało czytać od pozostałego. Mieć umiejętność składania do formatu powiedzmy A4 nie odrywając łokci o tułowia. No i oczywiście cała procedura przewracania strony. Cały czas trzymając łokcie przy ciele (czy się siedziało czy stało) rozłożyć złożoną w kostkę, potem rozłożyć rozkładówki, tak, by strony nie powypadały, szarpnąć jednym sprawnym ruchem, aby po grzbiecie nowe złożenie się udało, i znowu składać do formatu czytelniczego. Mniejsze formaty pojawiły się po latach. Taki manewr przeprowadzało się też w odpowiednim momencie.
    Z książkami oczywiście było dużo łatwiej.

  89. @cmos

    Ja mam takie wspomnienia z Paryża. W latach 90. w metrze większość czyta. W 2005 część czyta, mniejszość słucha muzyki z iPodów (i trzyma je w ręce, niemal demonstracyjnie – zapamiętałem, bo to była dla mnie nowa poza). 2014: sporo ludzi wciąż czyta, dużo pasażerów ze słuchawkami. Jakoś od 2018: prawie wszyscy w komórkach, młodzi w słuchawkach.

  90. „jeśli fb Szczerka jest miarodajne, przy czym sam Szczerek to wyśmiał” kto w 2022 poważnie traktuje Szczerka? Nie rozumiałem tego w 2014 i tym bardziej nie rozumiem tego teraz. Atakuje lewicę za inby, a sam leci bronić Okraskowej używając ad sexizmum. Dla mnie to jest właśnie ten typ człowieka co przekartkuje jedną książkę na ruski rok i jak zauważy coś brzmiącego odrobinę inteligentnie to będzie to wykorzystywał zamiast przecinka, vide piramida masłowa.

  91. @Michał Radomił Wiśniewski
    „Jeśli chodzi o lata osiemdziesiąte to zbiorkom na trasie Police-Szczecin (autobus)”

    Ja jeździłem zbiorkomem po samym Szczecinie (tramwaj/autobus). W wczesnych latach osiemdziesiątych to bywało że przydałby się upychacz do pasażerów, więc czytanie nie wchodziło w rachubę, ale w początku dziewięćdziesiątych nie było już problemu. I wtedy byłem jednym z niewielu czytających w autobusie.

  92. @czytanie w zbiorkomie – nie ma nic lepszego niż kindle w metrze czy kolejce podmiejskiej w godzinach szczytu, bo zostawia jedną rękę żeby się czegoś trzymać

  93. @piotr
    „„Klan” należy do gatunku, który ma nazwę tylko potoczną (opera mydlana), gdzie historię ciagnie się tak długo, jak stacja daje pieniądze na produkcję i nie ma planowanego zakończenia, nie ma większych ambicji opisowych w sferze komentarza społecznego, historycznego, czy psychologicznego.”

    No tu „Nad Niemnem” chyba by bardziej od „Lalki” pasowało. Choć muszę przyznać, że przeczytałem, ale praktycznie nic nie pamiętam, poza tym, że to był niemożebny smęt i zawracanie głowy.

  94. @Bartolpatrol
    „Nad Niemnem” jest jeszcze krótsze i do bólu zwarte tematyczno-fabularnie. Dlatego zresztą wylądowało w lekturze szkolnej, kosztem ciekawszych literacko rzeczy, jak „Cham” czy „Dziurdziowie”.

  95. „ale w początku dziewięćdziesiątych nie było już problemu.”

    Może to zależy od linii? Ja po Szczecinie zacząłem jeździć w późnych 90. i np. w 53/60 zawsze było tłoczno; luzy były w autobusach pośpiesznych, a i to nie zawsze

  96. @junoxe
    „W Warszawie, trzeba było mieć jakieś zdolności wyginacza ciała. ”

    Za komuny było w tramwajach takie niezbyt chyba legalne (ale nie słyszałem by ktoś miał z tego powodu kłopoty), ale fantastyczne czytelniczo miejsce w drugim wagonie tramwaju, dla (nieobecnego) motorniczego. Mieszkanie na blokowisku na peryferiach miasta miało tę zaletę, że mozna się tam było rozsiąć z braćmi maderfaken Karamazow.

    @bartol
    „Tzn. są autorzy, których kupuję w ciemno (Cabre, Llosa”

    Llosa to ulubiony pisarz Kaczyńskiego (jak wiemy z inwigilacji Lesiaka)!

    @am
    „Zdaje się, że trochę się tego sprzedało.”

    Ale to jest typowa książka typu (2), „książek kupowanych, by je mieć”. Kto kupujue Tuska, bo spodziewa się CIEKAWEJ LEKTURY?

  97. @am
    „A w tamtych czasach Kaczyński nie miał jeszcze takich dobrych doradców (…) Papierkiem lakmusowym jest dla mnie Bronisław Komorowski, który — prezentując się dokładnie tak samo — w 2010 był szlachetką, równym gościem, myśliwym, patriarchą i konserwatystą, a w 2015 został wąsatym (zaraz… stop! Już nie wąsatym tylko ogolonym) przygłupem, lewakiem, gangsterem i agentem Kremla”

    W tych dwóch wypowiedziach trochę pan sobie przeczy, jak sądzę. Kaczyński miał i ma dobrych doradców, ALE rozumiał, że najbardziej się opłaca po prostu konsekwentnie być sobą. No i jest – wrednym (z naszego punktu widzenia) sobą, ale sobą. Nie podlizuje się nam, przeciwnie, potrafi pojechać jakimiś „kanaliami” i „zdradzieckimi mordami”. Ale ciężko go przyłapać na HIPOKRYZJI.

    Tuska i Komorowskiego łatwiej, bo oni posłusznie będą na polecenie doracow te wąsy golić albo zapuszczać.

  98. @wo
    „Llosa to ulubiony pisarz Kaczyńskiego (jak wiemy z inwigilacji Lesiaka)!”

    Tfu, gdybym wiedział, to bym do ręki nie wziął.

  99. @bartol
    „Tfu, gdybym wiedział, to bym do ręki nie wziął.”

    Przecież parokrotnie o tym pisałem, bo najzabawniejsze, że Lesiak zrobił trzy błędy (!) w „Mario Vargas Llosa”. I ja naprawdę uważam, że to oczytanie to jedno z Wunderwaffen Kaczora.

  100. @wo
    „Za komuny było w tramwajach takie niezbyt chyba legalne (ale nie słyszałem by ktoś miał z tego powodu kłopoty), ale fantastyczne czytelniczo miejsce w drugim wagonie tramwaju, dla (nieobecnego) motorniczego”.

    Ba! To były całe polowania. Bo miejsce cieszyło się względną popularnością. Więc trzeba było stać blisko i pilnować, kiedy się zwolni. I miało własne okienko do odsuwania. Było jeszcze miejsce drugiej kategorii, na półeczce po prawej stronie przy drzwiach.

  101. @czytelnik Tusk: coś mi świta, że Tusk zachwalał Pierścienie Saturna, że niby czytał i rozmyślał w samolocie dokądś w say Azerbejdżanie i że trochę jest takim myślicielem jak Sebald, ale ktoś mu wytknął, że zupełnie inny widok jest z samolotu i że skoro zmyśla z samolotem, to pewnie też nie czytał; wdzięczne, ale nie umiem tego znaleźć w necie nigdzie i się zastanawiam czy sam tego nie wymyśliłem, podzielając absolutnie opinię Gospodarza na czytelnictwo polityków.

  102. @wo „No i jest – wrednym (z naszego punktu widzenia) sobą, ale sobą. Nie podlizuje się nam, przeciwnie, potrafi pojechać jakimiś „kanaliami” i „zdradzieckimi mordami”. Ale ciężko go przyłapać na HIPOKRYZJI.”
    Niby jak trudno? Jest cały chodzącą (czy raczej siedzącą) hipokryzją, zaczynając od tego, że mimo bycia ustawionym przez zarówno PRL (wykształcenie, spadek po rodziacach) jaki zmianę ustroju (RSW i Srebrna), od dekad szczuje na jedno i drugie i obwinia wszystkich innych o korzystanie z tego, z czego sam czerpał garściami.

  103. @bartolpartol
    „Nie wiem jak inne, bo nawet nie wiem czy istnieją, mój czytnik ich nie zna. Ale to chyba nie jest aż tak bardzo mało, bo 40 zeta abonamentu w Legimi to równowartość mniej więcej jednej fizycznej książki miesięcznie.”

    Nawet niekoniecznie trzeba płacić, bo na przykład w moim mieście biblioteka miejska dla swoich czytelniczek i czytelników ma kody do Legimi i można książki w Legimi czytać bezpłatnie, w ramach karty bibliotecznej. Z czego z entuzjazmem korzystam.

  104. @Tranquility
    „Nawet niekoniecznie trzeba płacić, bo na przykład w moim mieście biblioteka miejska dla swoich czytelniczek i czytelników ma kody do Legimi i można książki w Legimi czytać bezpłatnie, w ramach karty bibliotecznej. Z czego z entuzjazmem korzystam.”

    Okurka, właśnie sprawdziłem i u mnie też. Trzeba tylko co miesiąc pofatygować się do biblioteki po kod. Dzięki za hinta.

  105. @sheik
    „Jest cały chodzącą (czy raczej siedzącą) hipokryzją,”

    Ale to wymaga odpalenia aparatu analitycznego, co właśnie zrobiłeś. Nie da się go jednak przyłapać na czymś prymitywnym, w rodzaju zgolenia wąsów albo pozowania do rodzinnej wigilii w październiku (sesja zdjęciowa z Tuskami).

  106. @wo
    „Nie da się go jednak przyłapać na czymś prymitywnym, w rodzaju zgolenia wąsów albo pozowania do rodzinnej wigilii w październiku (sesja zdjęciowa z Tuskami).”

    A wyjazdy na ryby/w góry z przydupasami? I biało-czerwona pelerynka z godłem? Jak się już czepiamy, to wszystkiego.

  107. @bartolpartol
    „Okurka, właśnie sprawdziłem i u mnie też. Trzeba tylko co miesiąc pofatygować się do biblioteki po kod. Dzięki za hinta.”

    To jeszcze sprawdź, bo u mnie nawet nie trzeba się fatygować, tylko raz w miesiącu się wysyła mail z numerem karty bibliotecznej i przysyłają kod mailem, praktycznie od razu.

  108. @bartol
    „A wyjazdy na ryby/w góry z przydupasami? I biało-czerwona pelerynka z godłem? ”

    Gdzie tu hipokryzja? Czy on mówił „nie noszę pelerynek, nie jeżdżę na ryby/w góry”?

  109. @wo „Za komuny było w tramwajach takie niezbyt chyba legalne (ale nie słyszałem by ktoś miał z tego powodu kłopoty), ale fantastyczne czytelniczo miejsce w drugim wagonie tramwaju, dla (nieobecnego) motorniczego.”
    W tych najstarszych zuryskich (Baujahr późne lata 70. chyba?) też wciąż jest, w dodatku z takim nożnym dzwonkiem – może nie da się go zdemontować? Co jakiś czas słyszę, jak ktoś sobie po nim depcze i dzwoni.

    @Junoxe „W Warszawie, trzeba było mieć jakieś zdolności wyginacza ciała. Formaty GW czy Rzepy powodowały, że w 90′ czytanie w zatłoczonej komunikacji miejskiej ściągało gniewne spojrzenia i chrząknięcia.”
    Pamietam, że kiedy jako młodziutki licealista w okolicach 1993/4 jeździłem do centrum Katowic, to żeby przeczytać w środę rano cokowiek w Polityce – jeszcze na tej wielkiej płachcie wtedy – musiałem ją przed wejściem do autobusu odpowiednio złożyć w ćwiartkę, bo w srodku już nie szło tego zrobić spokojnie. Zmianę formatu, jakos wkrótce potem, powitałem z wielką wdzięcznością.

  110. @wo
    „Gdzie tu hipokryzja?”

    Noale Ty pisałeś o ustawkach, więc ja też. Co prawda nieprzegiętych, ale mających chyba pokazać, że Kaczyński to TEŻCZŁOWIEK. O to czy „jeśli mój brat zostanie prezydentem nie będę premierem” jest hipokryzją czy kłamstwem nie będę się kłócił.

  111. @bartol
    „Noale Ty pisałeś o ustawkach, więc ja też. ”

    Tylko że Tusk miał ustawki typu „rodzinna wigilia w październiku”. A Kaczyński po prostu pojechał na ryby z przyjaciółmi – i nie przyłapano go na tym, że to wszystko w studiu, w rzeczywistości nigdzie nie pojechali.

    To wjaśnienie wydaje mi się tak oczywiste, że zabraniam udawania, że nie widzi pan różnicy.

  112. @wo
    „Nie da się go jednak przyłapać na czymś prymitywnym, w rodzaju zgolenia wąsów albo pozowania do rodzinnej wigilii w październiku (sesja zdjęciowa z Tuskami).”

    Prymitywne (nie ustawione) to ta słynna wizyta na cmentarzu. To faktycznie mogło wkurzyć ludzi. Nie chodzi mi o tych „wychowanych na trójce”. Oczywiście można argumentować, że to zgodne z wizerunkiem zbawcy ponad wszystkimi.

  113. „Za komuny było w tramwajach takie niezbyt chyba legalne (ale nie słyszałem by ktoś miał z tego powodu kłopoty), ale fantastyczne czytelniczo miejsce w drugim wagonie tramwaju, dla (nieobecnego) motorniczego. Mieszkanie na blokowisku na peryferiach miasta miało tę zaletę, że mozna się tam było rozsiąć z braćmi maderfaken Karamazow.”

    Nie tylko za komuny, całe lata 90 i nawet w początku 00 to było doskonałe miejsce. W ogóle moja pierwsza podstawówkowa Samodzielna Wyprawa Daleko od Domu (jechałem ze starej ochoty na bielany, które wtedy wydawały mi się końcem świata) odbywałem właśnie na tym miejscu, dwójką.
    Do szkoły i na studia też regularnie tam – pamiętam że nigdy mi żaden kontroler słowa nie powiedział. Czasami ta osłona tablicy spadała i było widać jakieś kontrolki i przełączniki.

  114. Wypowiedź Tokarczuk odebrałem trochę jak skargę Cobaina, który z muzycznego undergroundu trafił do mainstreamu, a jego fanami zostali ludzie, którzy jeszcze niedawno spuściliby mu łomot na ulicy. Swoją drogą w latach 90tych też można było dostać u nas w nos za bycie „brudasem” (wystarczyły długie włosy i spodnie w kratę).
    Gość był jak na owe czasy mocno lewacki i ze swoim feminizmem, antyhomofobią, antyrasizmem mocno rozjechał się z fanbazą w pewnym momencie.

    Nie znam kontekstu, trzeba by być na spotkaniu autorskim z Tokarczuk, żeby zobaczyć kto tam przychodzi, ale można się spodziewać że trochę dziwnych ludzi i sporo dostaje korespondencji z prawej strony, jako noblistka. A może ogólnie kategoria 2 czytaczy, u których tomiki szacownej autorki stoją obok dzieł zebranych JP2, nie do końca potrafi znaleźć z nią kontakt, czy w ogóle wspólny język.

  115. @piotrkowalczyk

    …Telenowela, tak jak ją wymyślili Latynosi, to zamknięta opowieść, z fabułą gęsto upstrzoną melodramatyczno-sensacyjnymi zwrotami akcji. „Klan” należy do gatunku, który ma nazwę tylko potoczną (opera mydlana), gdzie historię ciagnie się tak długo, jak stacja daje pieniądze na produkcję i nie ma planowanego zakończenia…

    Eee. Jeżeli przyjmiemy, że protoplastą telenoweli była powieść w odcinkach w dziewiętnastowiecznej prasie, to i znalazły by się przykłady i na opery mydlane.
    Mark Twain w jednej z książek, opisywał swoje perypetie jako dziennikarza w prowincjonalnej gazecie(sorry, nie pamiętam tytułu, bo czytałem lata temu). Jako młody dziennikarz, miał za za zadanie napisać kolejny odcinek powieści. Problem polegał na tym, że każdy odcinek pisał ktoś inny. Do czasu jakoś to szło, ale trafił się jeden koleś z wyjątkowo wybujałą wyobraźnią. Było tam coś, między innymi, o połknięciu głównego bohatera przez wieloryba na Atlantyku i odnalezienie go przez ukochaną w trzewiach tego wieloryba na Pacyfiku. W zasadzie rola Twaina i mniej kreatywnych autorów tego gazetowego tasiemca, polegała na prostowaniu wybujałych fantazji kolesia z wyobraźnią, a jednocześnie pisać tak, by utrzymać zainteresowanie czytelnikôw.
    Czy to nie klasyczna opera mydlana w dziewiętnastowiecznym wydaniu?

  116. @WO
    „Do tej kategorii wpadają więc podręczniki, instrukcje obsługi, kodeks spółek handlowych z komentarzem itd”
    – Spotkałeś ludzi, którzy dla przyjemności czytają rzeczy techniczne z zupełnie innej branży?

    „I po cholerę Tuskowi było to haratanie?”
    – Po drugie wygrane wybory parlamentarne?

    „Kaczyński nie udawał kibola, nie ukrywał oczytania, nie pojawiał się na meczach w szaliku itd. – a przy tym WYGRAŁ.”
    – Grając na elektorat negatywny (a przecież tak grał) siłą rzeczy kierował uwagę na kogoś innego. Co jest przecież podstawową zaletą polityki opartej o miotanie odchodami.

    @czytanie w zbiorkomie
    Pewnie zależało też trochę od lokalnego stężenia kieszonkowców.

  117. @Mw.61
    Ten opis przypomina powieści zeszytowe, jak wzmiankowany przez Sienkiewicza „Rinaldo Rinaldini”. To nadal nie do końca to, bo zabrakło kluczowego elementu, (odpowiednio spłyconej) tematyki obyczajowej. Jeżeli już się bawić w szukanie najbliższego odpowiednika, to po polsku wyszło coś takiego jak „Saga rodu z Lipowej”, rozpisana na bodaj czterdzieści tomów. A jak mówimy o rzeczach jeszcze bardziej spektakularnych: „Perry Rhodan”, niemiecka space opera, jest tłuczony od sześćdziesięciu lat przez zmieniających się po kolei autorów w tempie jednej mikropowieści tygodniowo. Zaakceptowałbym tutaj użycie porównania do mydła, osobiście taki format uważam za literacki odpowiednik komiksu.

  118. @Alan Malut

    „A inna rzecz, że w medialnej przestrzeni jedno i to samo można pokazać skrajnie różnie, a łaska wyborców na pstrym koniu jeździ. Papierkiem lakmusowym jest dla mnie Bronisław Komorowski, który — prezentując się dokładnie tak samo — w 2010 był szlachetką, równym gościem, myśliwym, patriarchą i konserwatystą, a w 2015 został wąsatym (zaraz… stop! Już nie wąsatym tylko ogolonym) przygłupem, lewakiem, gangsterem i agentem Kremla”

    Nieprawda – ze swoim stałym, konsekwentnym i charakterystycznym imydżem zawsze był (przynajmniej wśród osób z rigczem) tzw. Wąsatym Januszem oraz obiektem żartów; spójrz na memy z nim, w których np. pali kaloszami w ognisku. Było tak nawet wśród tych, którzy głosowali na niego w drugiej turze, a więc jego własnych wyborców. Wąsy, błękitna krew, zamiłowanie do łowiectwa, ogólna rubaszność, konserwatyzm plus błędy ortograficzne… to się aż prosiło o bekę. Ale uwaga – beka z niego nie zmieniała jednak faktu, że jako postać *raczej sympatyczna* miał generalnie pozytywny odbiór, oczywiście wyłączając jakichś bełkoczących o ruskiej agenturze pisowskich maniaków. Problem tkwił właśnie w tym, że BK nikogo nie udawał – nawiązując do notki, on nigdy z własnej woli nie pokazałby się np. na festiwalu literackim (no chyba, że byłyby tam jakieś pozycje z zakresu łowiectwa albo nowa biografia JPII). Prezydent powinien jednak pozować na intelektualistę.

  119. @Bardzozly
    – Spotkałeś ludzi, którzy dla przyjemności czytają rzeczy techniczne z zupełnie innej branży?

    Ja to robię.

  120. @Bardzozly
    Być może po prostu te same książki lądują u różnych ludzi w różnych przegródkach.

    @temat notki
    Kojarzę, że parę lat temu temat był przerabiany przy okazji inny (no, inbki) o akcje „Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka”.
    Argumentacja oburzonych była analogiczna jak obecnie (snobizm, poczucie wyższości itd).

  121. @Junoxe

    „Formaty GW czy Rzepy powodowały, że w 90′ czytanie w zatłoczonej komunikacji miejskiej ściągało gniewne spojrzenia i chrząknięcia”

    Umiejętność składania gazety w formacie broadsheet do poręcznej postaci i później operowania nią w tłoku należała kiedyś do wyposażenia kulturowego obytego przedstawiciela klasy średniej; jeszcze gdzieniegdzie można znaleźć poradniki z instruktażem, chociaż często z adnotacją „a lost art”.

  122. @Mbied „Umiejętność składania gazety w formacie broadsheet do poręcznej postaci”
    Taki poręczny format nazywa się tabloid.

    @mnf „Prezydent powinien jednak pozować na intelektualistę.”
    Czy III RP miała choć JEDNEGO prezydenta intelektualistę? Albo przynajmniej pozującego?

  123. @mw61
    Mark Twain i powieść w odcinkach

    „…Przejrzał pobieżnie rozdziały napisane przez swoich poprzedników, znalazł mnóstwo bohaterów i bohaterek już powołanych do życia, postanowił więc nowych nie tworzyć; a potem z całą pewnością siebie i ufnością we własne siły, jaką whisky daje swoim sługom, zabrał się do roboty. Ożenił stangreta z oszołamiającą młodą damą z towarzystwa – w imię skandalu; ożenił księcia z macochą blondynki – w imię sensacji; wstrzymał wypłatę pensji łotrzykowi z zatrutym sztyletem; doprowadził do nieporozumienia między Roscicrucianem a diabłem; oddał majątki księcia w ręce występnego adwokata; wzbudził w duszy adwokata wyrzuty sumienia, które pchnęły go na drogę pijaństwa, a stąd dalej do delirium tremens i do samobójczej śmierci; złamał stangretowi kark…

    … otworzył ziemię i kazał Roscicrucianowi zginąć w otchłani wśród nieodzownych w takich okolicznościach grzmotów, dymu i smrodu siarki; na zakończenie zaś przyrzekł czytelnikom, że w następnym odcinku przeprowadzi ogólne śledztwo i rozprawę sądową, a potem zajmie się jedyną pozostałą przy życiu postacią powieści i powie, jaki los spotkał diabła.”

    Mark Twain. Pod gołym niebem

  124. @mnf

    „Problem tkwił właśnie w tym, że BK nikogo nie udawał”

    On nawet nie potrafił zrobić tak oczywistej rzeczy, jak zdystansować się od tej swojej wypowiedzi o kaszalotach przed drugą turą 2015. Mimo tego, że musiał zdawać sobie sprawę (albo ktoś w jego otoczeniu musiał zdawać sobie sprawę), że jego wybór jest uzależniony od mobilizacji m.in. feministek, dla których takie wypowiedzi to jest czerwone światło.

    Dla mnie taki brak elastyczności jednak dyskwalifikuje polityka.

  125. @Bardzozly
    „Spotkałeś ludzi, którzy dla przyjemności czytają rzeczy techniczne z zupełnie innej branży?”

    To ja! To ja!

  126. @airborell wydaje mi się, że przeceniamy znaczenie gaf Komorowskiego. Na pewno miały wpływ na postawy ludzi, ale według mnie to była bardziej demobilizacja wynikająca z dobrych sondaży Bronka. Przed pierwszą turą wygrywał w każdym sondażu, więc można było sobie odpuścić zwłaszcza, że był maj, nie było poważnych wojenek kulturowych itp. Później zaskakujące zwycięstwo Dudy sprawiło, że poszli za nim młodzi i wkurzeni. Raczej nie byli to ludzie, których interesuje feminizm.
    Nie zmienia to faktu, że Komorowski jako polityk był nieporozumieniem i jego ciapowatość była jednym z elementów psujących wiarygodność PO jako postępowej i modernizującej siły.

  127. @monday.night.fever
    Osób z rigczem jest niewiele. Nie pamiętam memów z Komorowskim w 2010, to tylko było mocno grzane https://www.youtube.com/watch?v=S7-PNFuybPA
    W 2010 Komorowski wygrał, miał duże zaufanie społeczne, generalnie ludzie go lubili. W 2015 dla części wyborców stał się przygłupem (a jego wpadki powtarzano do upadłego; Dudzie tego https://www.youtube.com/watch?v=bSiMKiaulNQ w 2020 nie potrafiono zrobić, a poziom wpadek podobny), a dla części (mniejszej) ruskim agentem z narracji Sumlińskiego. Nawet Ci, którzy oddali na niego głos, zrobili to bardziej przeciwko PiSowi.
    Tak więc da się człowiekowi przyprawić gębę, zwłaszcza za pomocą mediów. I to samo społeczeństwo widzi zgoła inaczej.

    Oczywiście nie bagatelizuję też zmian społecznych. W 2010 Komorowski społeczeństwu odpowiadał. Gdy dekadę później pojawił się na Podlasiu, żeby poprzeć Trzaskowskiego, sztab tego ostatniego był nieprzyjemnie zaskoczony.

  128. @Nankin77 Zdziwiłbyś się ile osób, które głosowały na niego w 2010 nie poprały go 5 lat później jedynie przez wpadki.

    Podejrzewam zresztą, że i Ty możesz być jedną z takich osób:

    „Nie zmienia to faktu, że Komorowski jako polityk był nieporozumieniem i jego ciapowatość była jednym z elementów psujących wiarygodność PO jako postępowej i modernizującej siły”.

    No właśnie nie był żadnym nieporozumieniem, bo ludzie go poparli w 2010 (a w tamtym czasie jeszcze byli tacy, którzy wierzyli, że PO jest partią postępu). Taki Trzaskowski w tamtym czasie nie miałby najmniejszych szans, a Komorowski, taki jaki był, odpowiadał Polakom.
    A ciapowatość to już negatywny PR przez powtarzanie wpadek. To nie polityk z mojej bajki, ale nie wiem, co w nim ciapowatego. A przede wszystkim jako prezydent był niezależnym politykiem, wetował i kierował do TK ustawy, co do których miał wątpliwości.

  129. Gafą to było skakanie po krześle albo Kościerzyn-Koźle, a nie dowcipasy o kaszalotach. Komorowski objawił się po prostu jako kandydat dziadocenu, a w 2015 roku kandydat dziadocenu nie mógł już wygrać wyborów po stronie nieprawicy.

    Ja wtedy sporo siedziałem w politycznym internecie na różnych grupach fejsowych (to były same początki Razem) i gołym okiem można było dostrzec niekorzystny dla PBK trend (obstawiam, że podkręcany przez Cambridge Analytica, ale tego się pewnie nie dowiemy), Więc nie sądzę by chodziło tylko o demobilizację.

  130. @ piotrkowalczyk

    „A jak mówimy o rzeczach jeszcze bardziej spektakularnych: „Perry Rhodan”, niemiecka space opera, jest tłuczony od sześćdziesięciu lat przez zmieniających się po kolei autorów w tempie jednej mikropowieści tygodniowo. Zaakceptowałbym tutaj użycie porównania do mydła, osobiście taki format uważam za literacki odpowiednik komiksu.”

    Komiks to przecież osobne medium i masz tam zarówno właśnie tego rodzaju pulpę, jak i jednostrzałówki/krótkie serie ambitniejsze pod względem i formy i treści i mająe z reguły jednego pisarza (Sandmany, pająki jeruzalemskie etc.), wreszcie w ogóle jakąś niszową awangardę dla garstki odbiorców. To trochę podobna teza do „disco polo uważam za muzyczny odpowiednik gier wideo” – no, ale jakich gier, FIFA of Duty Milionpińcetstodziewińcet, Dwarf Fortress, Disco Elysium? Dla mnie to bardziej niezrozumienie/niechęć do medium niż jakiś insight.

  131. @mcal
    Dowcip polega na tym, że rant, w którym przypisujesz mi całkowicie obce ideowo poglądy, powstał tylko dlatego, że do „komiksu” nie dodałem jednego przymiotnika, „superbohaterskiego”. Uprzedzając: nie, to też nie oznacza, że uważam go za 100% kiczu, zwracam uwagę na *podobieństwo formatu publikacji*. Czy teraz jest klarownie?

  132. @TranquilityBase

    Melduje, że snob Trzaskowski w Stolicy również oferuje za darmo Legimi na kartę biblioteczną.

  133. @Nankin77

    Ja Szczerka lubię czytać, i książki i artykuły, ma lekkie i przyjemne pióro. Tokarczuk to oczywiście nie jest i całe szczęście. Człowieka nie znam osobiście ale trudno mi byłoby uwierzyć, że da się tak pisać bez czytania innych książek niż własne.

    Co do jego sporów z lewicą to sedna większości trudno mi uchwycić bo ktoś kto nie jest biegły w walkach frakcyjnych ich sensu nie zrozumie, ale jak czytam jego wpisy na fb, to mam wrażenie, że jego celem jest to, aby Lewica w Polsce miała na tyle dużo wyborców, że Szczerek nie będzie ich wszystkich znał z imienia bo z każdym pił wódkę.

  134. @ piotrkowalczyk

    „Czy teraz jest klarownie?”

    Sure. Kolejny kamyk do ogródka „jak jedno słowo robi diametralną różnicę”.

  135. @Obywatel „lekkie i przyjemne pióro” gdzie tam, ma jakieś pretensje do pisania jak stereotypowy wulgarny Sebek. Przypomniał mi się tytuł jednego z artykułów na Krypie „Zrób laskę, dostaniesz Międzymorze, no”. To jest to lekkie i przyjemne pióro? Poza tym jak już fafdziesiąty raz z rzędu używa piramidy masłowa to mam ochotę rzucić telefonem o ścianę.
    W ogóle Szczerek ma straszną tendencje to stereotypów i uproszczeń, a z książek wyłania się utopijny obraz zachodu i dystopijny wschód. Coś pomiędzy Cejrowskim, a przemyśleniami Morawieckiego o dziejach Polski.
    Jeśli porównamy to z „Błoto słodsze niż miód” Małgorzaty Rejmer czy „Kongo: opowieść o zrujnowanym kraju” Davida Van Reybroucka to widać jakie jego książki są nędzne pod kątem reportażu czy poszerzania wiedzy o świecie.

    „kto nie jest biegły w walkach frakcyjnych ich sensu nie zrozumie” tu nie trzeba być biegłym, Szczerek twierdzi, że potrzebna jest lewica, zaraz potem, że z niczym się nie identyfikuje, krytykuje inby, a następnie leci bronić Okraskowej i dziwnym zbiegiem okoliczności ta ostatnia jest dobrą znajomą jego partnerki.
    Facet tak leje wodę, że można go powiązać że wszystkim i niczym.

  136. Bez związku. Zrobiłem sobie kiedyś czystkę na Facebooku, usuwając znajomych, których przestałem kojarzyć i wyciszając tych, którzy za dużo podróżują. Efekt był taki, że Ziemowit Sz. zdominował mi walla.

  137. @Obywatel „[…] aby Lewica w Polsce miała na tyle dużo wyborców, że Szczerek nie będzie ich wszystkich znał z imienia bo z każdym pił wódkę.”
    To jest chyba istota jego pisarstwa – takie luźne knajpiane opowieści snute przy dobrym browarze z całym dobrodziejstwem inwentarza tego gatunku (a więc także stereotypizacją i anegdotyzacją oraz ludowa stylizacją). Zaczynał od gonzo i nigdy z tego do końca nie wyszedł, co ma tę zaletę że dotyka realnego – spotyka tzw. zwykłych ludzi i kreuje swoją literaturę z ich punktów widzenia. To, że wybiera akurat te „kazusy” które pasują mu do tezy to inna sprawa (aczkolwiek zdarzają mu się trafne obserwacje). To jasne, że od Rejmer można dowiedzieć się więcej i głębiej ale pisanina Szczerka to dobre uzupełnienie jeżeli mu się tak do końca nie ufa.
    A styl to chyba kwestia indywidualna, mi pasuje, bo akurat lubię tę formę.

  138. „przy dobrym browarze” raczej obalanie tanich browców na murku.
    „spotyka tzw. zwykłych ludzi i kreuje swoją literaturę z ich punktów widzenia.” Też nie, w książce Rejmer autentycznie poznajemy punkt widzenia różnych ludzi i czuć emocje, które przebijają się z ich opowieści.
    Szczerek przedstawia tylko chodzące stereotypy będące pretekstem do beki. W najlepszym wypadku są tłem dla jego wynurzeń o architekturze.

  139. @sheik
    „Czy III RP miała choć JEDNEGO prezydenta intelektualistę? Albo przynajmniej pozującego?”
    Lecha Kaczyńskiego, było nie było profesora prawa.

  140. „Zaczynał od gonzo i nigdy z tego do końca nie wyszedł” ale jak przeczytamy Hell’s Angels Huntera Thompsona to widzimy, że gonzo to coś więcej niż jakieś mędrkowanie chłopka roztropka. Facet musiał wejść w to środowisko i to dogłębnie, zaprzyjaźnić się z tymi ludźmi, a nawet zaryzykować życiem i zdrowiem. Szczerek po prostu jest sobie turystą, trochę pogada z ludźmi, ale generalnie bardziej podziwia krajobraz i architekturę. Gonzo to tylko mądre określenie na niemądrą literaturę Szczerka i dupochron przed krytyką jak postmodernizm dla kiepskich historii gatunkowych.

  141. @Nankin77

    Lewicowych inb nie rozumiem więc nadal się nie wypowiadam zwłaszcza jak schodzą do poziomu: kto zna czyjego partnera. Wiem tylko, że ze Szczerkiem wyborców byłoby więcej niż bez niego.

    Co do książek Szczerka to mam podobnie jak S. Trabalski. Jest to przyjemnie się czytająca literatura, ja bardziej reportaże niż powieści ale ogólnie się dobrze to czyta na wakacjach.

    Oczywiście nie jest to Rejmer czy to co właśnie czytam tj Miami 1980 N. Griffina bo i w jego zamyśle to takie być nie miało. No i on ma, moim zdaniem, to coś co pozwala oddać nie tyle szczegół z precyzją zdjęcia a tzw ducha tego co opisuje. Dla Ciebie to pewnie te stereotypy ale dla mnie nie zawsze i nie wszystko, zwłaszcza że ja nie uważam, że mamy obowiązek zaprzeczać i wypierać każdej naszej nie-zachodniej czy nie „właściwej” postawie. Czasem rzeczy po prostu są jakie są.

  142. „Wiem tylko, że ze Szczerkiem wyborców byłoby więcej niż bez niego.” Tak, o jednego więcej, Szczerka.
    „bo i w jego zamyśle to takie być nie miało”
    Podobny wykręt jak powoływanie się na postmodernizm, czy czytelnik nie zrozumiał.
    „tzw ducha tego co opisuje.”
    Też nie, przecież jego książki to rozważania hipsta turysty, a nie próba oddania czegokolwiek. Jasne ktoś taki może mieć ciekawe wnioski, ale może je mieć dosłownie każdy.
    „zaprzeczać i wypierać każdej naszej nie-zachodniej czy nie „właściwej” postawie.”
    Niuansujesz twórczość kogoś kto właśnie nie bawi się w niuanse i wykorzystuje proste schematy objaśniające świat.
    Zresztą mój zarzut jest inny, Szczerek tworzy prostą dychotomię wschód kontra zachód, która jest krzywdząca dla żyjących tutaj ludzi. Pod Szczerkową słabością dla tego co dziwne i obciachowe na wschodzie kryją się prawdziwe kompleksy i uprzedzenia.

  143. @Nankin77
    Toteż nie porównuje Szczerka do Turnera, bo jego „reportaże” są z innej szkoły – polskiej (czyli to co najmniej pół na pół fikcja i lit. faktu). Dla niego ten „zwykły człowiek” jest tworzywem, a Rejmer go opisuje. Nie można czytać jednego i drugiego w taki sam sposób i stawiać tych samych wymagań.

    @inby na lewicy
    Nie śledzę jakoś uważnie ale nie bagatelizowałbym ich znaczenia. To m.in. dzięki nim rozmaite progresywne idee nabierają u nas mocy i wyciekają poza banieczki.

    @Szczerek i % poparcia
    Wątpliwe. Szczerek to przecież ładnie zapakowany okraskizm, czyli wymaganie by lewica polubiła tanie piwiarnie, piwo marki na H z puszki i disco polo. I przestała tyle o tych tam elbagietach i imigrantach tylko zadumał się nad likwidacją Siarkopolu w Tarnobrzegu (i tamtejszymi wieżowcami). Jedyne chyba co celnie zauważają to potrzeba języka i jakiegoś zdrowego populizmu. Ale 1) to nie jest główny temat u Szczerka czy Okrasków (apolitycy z lewicy są świadomi wagi problemu) z kolei 2) to banał. Lewica szczerko-okraskowska to z grubsza PiS+aborcja. Z całym szacunkiem, to nie będzie gamechanger.

  144. @airborell
    „Gafą to było skakanie po krześle”

    To jest właśnie idealny przykład inby ukręconej z niczego – przecież nie skakał po krześle tylko wszedł na służący do tego postument. PiSowscy propagandyści zrobili z tego materiał powielany bezmyślnie przez idiotów (Schwarmer).

    @obywatel
    „Ja Szczerka lubię czytać, i książki i artykuły,”

    Tylko że to jest w kółko ten sam artykuł. Można łatwo zrobić generator tekstów Szczcerka – „Siedzę w [przydrożnej knajpie / hipsterskiej kawiarni / krzakach] z [bałkańskimi tirowcami / berlińskimi lewakami / mołdawskimi aktywistami] i popijam [śliwowicę / ratafię / sojową latte]”. Mówią mi, że [Zachód / Wschód / Rosja / Moldawia] [rozkwita / upada / jest super / jest do dupu]. Kiwam głową i mówię [kurwa / chuj / dupa / Żiżek]” (itd).

    Wydaje mi się, że większość jego rozmówców jest w jego głowie i jeśli w ogóle pił tą ratafię to sam, fantazjując o towarzystwie.

  145. @obywatel
    „mam wrażenie, że jego celem jest to, aby Lewica w Polsce miała na tyle dużo wyborców, że Szczerek nie będzie ich wszystkich znał z imienia bo z każdym pił wódkę.”

    A skąd. Jego celem jest przyciąganie uwagi.

    @s.trabalski
    „@obywatel
    „mam wrażenie, że jego celem jest to, aby Lewica w Polsce miała na tyle dużo wyborców, że Szczerek nie będzie ich wszystkich znał z imienia bo z każdym pił wódkę.”

    A skąd. Jego celem jest przyciąganie uwagi.”

    @s.trabalski
    „o ma tę zaletę że dotyka realnego – spotyka tzw. zwykłych ludzi i kreuje swoją literaturę z ich punktów widzenia. ”

    No właśnie czy na pewno? Jakbym ja zaczął pisać reportaże z serii „spotykam w knajpie macedońskiego taksówkarza. Zapewnia mnie, że najlepsze samochody to subaru a najlepsze laptopy to makbuki”, nie wydałoby się to panu podejrzane? Ja nie wierzę w tych „zwykłych ludzi”. Moim zdaniem, to kreacje literackie. Bo jakoś cholernie często ci jego zwykli ludie mówią jego słowami. Dlatego ja go traktuję jako prozaika (i skądinąd jako prozaika bardzo go cenię). Realia rynku są jednak brutalne – bardziej się opłaca napisać 20 tekstów po 20 tysięcy znaków i opchnąć je jako reportaże, niż powieść na 400 tysięcy znaków.

  146. @amatil
    „Zrobiłem sobie kiedyś czystkę na Facebooku, usuwając znajomych, których przestałem kojarzyć i wyciszając tych, którzy za dużo podróżują. Efekt był taki, że Ziemowit Sz. zdominował mi walla.”

    Ja go wywaliłem dość dawno, bo mam dramaqueenofobię. Nie zabawi długo wśród moich znajomych ktoś, kto regularnie wrzuca posty tyou „O jaki ten Iksiński jest głupi [tagujemy Iksińskiego, żeby tu przyszedł ze swymi znajomymi], patrzcie jak on mnie hejtuje razem ze swoimi znajomymi! brońcie mnie! facebook jest toksyczny, kasuję konto, żegnajcie na zawsze [pięć minut później] I jeszcze dodam, że Iksiński ma fszy na pempku”.

    Oczywiście, nie tylko Szczerek tak robi. Ogólnie unikam takich ludzi, niech se swoje dramy robią z daleka ode mnie.

  147. @self
    W ostatnim zdaniu oczywiście powinno być… [i jest już jak powinno być – WO]

    @Nankin77
    Przepraszam, ale dopiero teraz przeczytałem Twój ostatni komentarz. Z tą dychotomią Wschód-Zachód to racja, ale czemu właściwie to miałby być zarzut? Przecież ona istnieje (nie wiem na ile prosta czy nie prosta), te kompleksy oraz specyficzną relację z odziedziczoną kulturą materialną również, w Polsce bardzo trafnie nazwał to zbiorczo Poniemiecją. Dla Szczerka Wschód to także duża część Niemiec czy Austrii. Być może rysuje to zbyt gruba krecha i za często zakleszcza się w tych swoich krajobrazowych natręctwach ale czy to takie krzywdzące, to nie jestem przekonany. Proces zacierania różnic z Zachodem przecież nadal trwa, w dodatku bardzo nierównomiernie.

    A wracając do tego Turnera – jeżeli mamy już porównywać Szczerka ze współczesnym reportażem anglosaskim, to chyba raczej z LeDuffem. I owszem, na jego tle Szczerek faktycznie wychodzi na hipstera z Polskiej Szkoły Reportażu im. Kapuścińskiego. To dwa różne gatunki po prostu.

  148. @obywatel
    „Wiem tylko, że ze Szczerkiem wyborców byłoby więcej niż bez niego.”

    Zupełnie się nie zgadzam. „Drama queens” generalnie działają destrukcyjnie – nigdy nie wiadomo, co im odbije w następnej dramie. To jak ten koleś, co „hackował regulamin, żeby go wybrano” albo Łukasz Moll, który koniecznie musiał rehabilitować słowo „komunizm”. Do zwiazku zawodowego też przychodzą czasem ludzie zainteresowani awanturami dla samych awantur, nic dobrego po sobie nie zostawiają (jedyny plus jest taki, że w końcu sami odchodzą – obrażeni na wszystkich).

  149. @wo
    Wydaje mi się, że Szczerek faktycznie rozmawia z różnymi ludźmi (faktycznie dobieranymi wg specyficznego klucza) i potem przetwarza to na swoją prozę (przetworzenie to także selekcja pod zadaną tezę). Owszem, wypowiedzi „rozmówców” Szczerka brzmią wiarygodnie, m.in. dlatego że nie wkłada macedońskim taksówkarzom w usta tych makbuków, a np. różne nieprzyjemne rzeczy o Romach (OIDP, akurat nie mam Międzymorza pod ręką). A znowuż ileś stron wcześniej opisuje jak dobrze zintegrowani są Romowie na Słowacji. I tak, jako literatura to się sprawdza i nie nadwerężać haka do zawieszania niewiary.

  150. @st
    „m.in. dlatego że nie wkłada macedońskim taksówkarzom w usta tych makbuków, a np. różne nieprzyjemne rzeczy o Romac”

    Otóż że mołdawski tirowiec będzie mówił różne nieprzyjemne rzeczy o Romach, to ja se mogę wystukać na makbuku. Znaczy, część tych postaci robi na mnie wrażenie Stock Characters – wszyscy umiemy sobie wyobrazić „stereotypowego nowojorskiego intelektualistę”, tak jak „stereotypowego węgierskiego barmana”.

  151. @s.trabalski
    „A wracając do tego Turnera – jeżeli mamy już porównywać Szczerka ze współczesnym reportażem anglosaskim, to chyba raczej z LeDuffem”

    Przepraszam bardzo, a kolega w ogóle czytał te książki LeDuffa, że ich ze sobą porównuje? U LeDuffa jest i wkurw, i solidna robota dziennikarska (a nie „piłem z mołdawskim tirowcem i on mi powiedział…”). LeDuff wiele lat był zawodowym dziennikarzem, który skupiał się na (obrazowo mówiąc) „likwidacji Siarkopolu w Tarnobrzegu”, a nie na inbach dotyczących odbioru macedońskich Romów przez albańskich taksówkarzy. Le Duff to wkurw plus solidny risercz, a u Szczerka jest tylko wóda i beka, gość bardziej niż z dziennikarstwem kojarzy mi się raczej z Wykopem. Zresztą, OIDP, on nie ma chyba typowo dziennikarskiego backgroundu rozumianego jako żmudne śledztwa dziennikarskie czy dziennikarstwo interwencyjne: gdyby go redakcja wysłała do Tarnobrzega, to nie rozmawiałby z pracownikami Siarkopolu o kulisach likwidacji zakładu, tylko pił i kręcił dramy. Podstawą reportażu LeDuffa jest risercz, Szczerkowi nie chce się tego robić, dlatego zostają chlanie i mętne anegdotki. Choć na obronę Szczerka powiem, że uczył się od najlepszych: nawet niektórzy topowi polscy dziennikarze raczą słuchaczy/czytelników opowieściami o tym czego dowiedzieli się od taksówkarzy (którzy zawsze podobno wiedzą kto wygra wybory).

    BTW – uważam, że Szczerek byłby bardzo dobrym reportażystą (czego dowodzi np. jego książka o Ukrainie), gdyby tylko umiał sobie narzucić żelazną dyscyplinę, a nie szedł na łatwiznę chlejąc z żulami. Przykro patrzeć jak taki talent się marnuje w knajpie i rozmienia na drobne w dramach internetowych.

  152. @monday.night.fever
    „Choć na obronę Szczerka powiem, że uczył się od najlepszych: nawet niektórzy topowi polscy dziennikarze raczą słuchaczy/czytelników opowieściami o tym czego dowiedzieli się od taksówkarzy”
    – To nie topowi polscy dziennikarze wymyślili oprawianie swoich opowieści w lekko zmodernizowane „usłyszane od egipskich kapłanów/wędrownych mnichów/mędrców z…”. Ani w „sąsiadka koleżanki szwagra listonosza pracuje w xxx i usłyszała…”.

  153. @s.trabalski
    „Szczerek to przecież ładnie zapakowany okraskizm”

    Eeee! Teraz ma jobla na temat walki z (wyimaginowanym) „lewicowym faszyzmem”: twitt-lewica nie jest tak „tolerancyjna” za jaką się podaje, bo gardzi 'libkami’ (naturalnymi sojusznikami); właściwie nie różni się od „nacków” i marzy o totalitaryzmie. Powiedziałbym, że jest to zupełnie inna faza niż ta, którą ma Okraska.

  154. @Więcej wyborców a Szczerek

    Jeśli sprowadzamy to do wolumenu a nie do „jakości” wyborców (w sensie wyrobienia poglądów) niestety racje ma po części S.Trabalski piszący o jego poglądach jako pis plus aborcja (plus UE bym dodał). Racji nie ma w tym, że napisał, iż nie byłby to game changer. W PL ad 2022 byłby (w 2030 nie mam pojęcia) i zresztą mam wrażenie, że lewica nie razemowa idzie w tym kierunku i % się budują.

    Gdy zejdziemy z poziomu makro na poziom jego dram to jest już kwestia osobistych sympatii i antypatii, w tym też estetycznych (sam dram nie lubię, stąd inby lewicowe omijam). Ale też pytania o to (wspomniane przez WO prawa rynku) co się sprzedaje. On trochę jak lewica staje przed materialnym pytaniem o to czy się utrzyma z 1% czy musi targetować w 99%. Panowie porównują go do elity z branży a on wie, że Nobla nie dostanie więc za długo się nie zastanawiał i wybrał masowość zamiast Tokarczukowego wywyższenia. Dla mnie oba wybory są ok i oba mnie nie rażą w żaden sposób bo u obu osób szukam czegoś innego.

  155. @wo
    Tak jak pisałem na pewno stereotypowe, dobrane pod tezę ale raczej nie stockowe (przynajmniej tak ich nie odbieram). Myślę, że mechanizm wygląda tak, że Szczerek ląduje w – powiedzmy – Nowogrodzie, słucha miejscowych narzekań na centralę w Moskwie, tęsknot za wyimaginowaną przeszłością i jak się ludzie wzdrygają na jego sugestie o niegdysiejszej demokracji, a potem lepi z tego postać studenta poznanego w autobusie, który chciałby żeby jego miasto zyskało niezależność ale żeby zamordyzm został (miejscowy). Często jeszcze dodaje mu jakąś charakterystyczną frazę, żeby oddać „koloryt”. Wiadomo, że nie stworzy w ten sposób nic oryginalnego czy zniuansowanego ale nie ma takich ambicji przecież.

    @mnf
    To są właśnie te różnice sprawiają że Szczerek wychodzi na, cytuje, „hipstera z Polskiej Szkoły Reportażu im. Kapuścińskiego”. Obaj piszą o tym jak sprawy stoją na dole, między szarakami. Le Duff robi to jak dziennikarz od faktów (zaangażowany osobiście – dodajmy), a Szczerek… tę swoją prozę.

    @krzloj
    To na Twitterze? Przestałem śledzić społecznościówki i nie jestem na bieżąco ale taki obrót rzeczy nie zaskakuje (Okraskowie też zarzucają libleftowi pogardę, tyle że wobec Ludu). Zakładam, że ktoś mu zarzucił że argumentuje jak libek, Szczerka nakręcił dramę która wyeskalowałoa do lewicowego faszyzmu.

  156. @telenowele i opery mydlane
    Bardzo przepraszam, jeżeli ten temat już jest nieaktualny. Ale to po prostu zbyt kusi mnie do wyjścia ze strefy lurkowania.
    Wg. „Marysieńki” Boya. Sobieskiego i jego przyszłą żonę połączyło m.in. zamiłowanie „Astrze, olbrzymim romansie Honoré d’Urfé, w pięciu częściach. Jest to sielanka pasterska. Pasterz Celadon kocha pasterkę Astreę. Aby zapewnić tajemnicę swemu szczęściu, umawiają się, że on będzie udawał iż kocha inną pasterkę. Podstęp ten staje się źródłem ich nieszczęścia. Ktoś rzuca podejrzenie na wierność Celadona, Astrea odtrąca go (…) po nieskończenie zawikłanych przygodach, kochankowie łączą się wreszcie.”
    Dziwnie przypomina mi to „Niewolnicę Izaurę”. Sobieski ponoć zabierał te wszystkie tomy („pięć tomów, po tysiąc kilkaset stronic każdy”) i czytał podczas wypraw wojennych. Zatroskaniem losami Astery i Caledona wymieniając się w korespondencji z żoną.
    Tak ten sposób narracji to chyba to nie tylko kontynuacja XIX powieści. (Nie zapominając, że pewnemu XVII-wiecznemu szlachcicowi hiszpańskiemu pomieszał się rozum od podobnych romansów rycerskich).

  157. Co do tych 3 kategorii: są jeszcze słynne albumy okolicznościowe. No i książki mrozowe lubo też 365 ruchania – choć na oko wyglądają na półce podobne do Prawieku czy Bajek robotów to jednak cóś inszego, zatem trzecia kategoria może ciut zbyt pojemna – co ma znaczenie w „oburzeniu” na słowa Tokarczuk. Wszak nie „oburzają” się inkryminowani idioci – bo nie wiedzą, że Tokarczuk istnieje. Oburzają się, owszem czytający dla przyjemności – i to im się chwali – ale nie Tokarczuk, bo ta ich nuży i po prawdzie nie kumają o co biega w takich opowieściach. A że aspirują więc się „oburzają” na słowa prawdy o świecie i ludziach.
    PS
    Kategoria takich „oburzonych” ćwierćinteligentów, niepogodzonych ze swoim miejscem w szeregu to „sól” wszelkich autorytaryzmów.

  158. @airborell
    „Komorowski objawił się po prostu jako kandydat dziadocenu, a w 2015 roku kandydat dziadocenu nie mógł już wygrać wyborów po stronie nieprawicy. Ja wtedy sporo siedziałem w politycznym internecie na różnych grupach fejsowych (to były same początki Razem) i gołym okiem można było dostrzec niekorzystny dla PBK trend”
    Pamiętam w tym samym roku jak przed wyborami parlamentarnymi kolega napisał na fejsie, że na „reprezentatywnej próbce ośmiuset wielkomiejskich znajomych Razem dostał w ankiecie wynik dwucyfrowy”, więc przyszłość jest nasza. Obawiam się, że Pańskie gołe oko miało porównywalne przebicie na wybory. Oczywiście to moje widzimisię. Ja tamten czas pamiętam z dorobienia Komorowskiemu gęby przygłupa (a w klimatach alt-prawicy ruskiego agenta), a nie konserwatysty. Nie sądzę, żeby np. ci, którzy nie zagłosują na myśliwego, byli znaczącym elektoratem.

  159. @pkb

    To wszystko bardzo ciekawe, ale na upartego można stwierdzić, że już „Iliada” i (zwłaszcza) „Odyseja” to na swój sposób melodramaty, a więc i telenowelę (a fakt, że należą do kultury oralnej, czyli były opowiadane w odcinkach — do momentu aż bajarz-aojda nie zrobił sobie przerwy — jeszcze bardziej to wzmacnia). Bezpośrednim prekursorem telenoweli jest radionovela, czyli słuchowisko o takiej tematyce. Ci, którzy czytali „Ciocię Julię i skrybę” wspominanego tu już ulubionego pisarza Kaczyńskiego, znają te klimaty.

  160. @Bardzozly
    Spotkałeś ludzi, którzy dla przyjemności czytają rzeczy techniczne z zupełnie innej branży?

    Ja też się piszę. Do ludzi co to raz Wagner, raz Dostojewski a raz Hertha — też. Miałem nawet koleżankę, z którą regularnie wkurzaliśmy postronnych i znajomych w operze gadając o meczach a na stadionie o operze. Niestety, wróciła do USA.

    Jeśli chodzi o Tokarczuk, to w 2018 nosiło mnie na Goodreads napisać, że kiedyś za takie powieści Nobla dawali. A teraz to już nikt mi w to nie uwierzy.

    Ostatnio spóźniam się na wszystkie flejmy tutaj, bo na home office łatwiej się skupić na książkach 🙂

  161. @alan malut:

    „Nie sądzę, żeby np. ci, którzy nie zagłosują na myśliwego, byli znaczącym elektoratem.”

    PBK przegrał te wybory o 518 tysięcy, tak przypominam. Razem zdobyło pół roku później 550 tysięcy.

  162. @Alan Malut
    Nie do końca się zgodzę. Oczywiście ostatecznym praprzodkiem gatunku jest długie opowiadanie przy ognisku, które uprawiali nasi przodkowie pewnie od czasów, gdy umieli wskrzeszać ogniska. „Ciotka Julia i skryba” przedstawie przeniesienie takiej gawędziarsko-romansowej literatury na nowy kanał przekazu (słuchowisko radiowe!). Ale to istniało o wiele, wiele wcześniej.
    Iliada to zupełnie inny rodzaj literatury. To były opowiadania przedstawiane władcom z intencją opiewania chwały ich przodków. Stąd te skrzydłoustne porównania Homera i genezy, od jakiego boga się wywodzą. To jak w nowożytnej Europie wymienianie posiadłości feudałów (nawet jeśli ich nie mieli): książę Euturii i Preturii, elektor Rzeszy, etc, etc. Piszący (o ile chciał zarobić na swój chleb) nie powinien był pominąć żadnego z tych tytułów.
    Romans pastereczki z pasterzem (na kilka tysięcy stron) to jednak inna narracja.

  163. @czytelnictwo w zbiorkomie
    Przepraszam, że odgrzewam temat, ale mam takie 0.03pln: jako młody korposzczur 10+ lat temu odkryłem, że jadąc krakowskim zbiorkomem z conajmniej 1 w porywach do 3 przesiadek w drodze do mojego mordoru nie jestem w stanie czytać papierowych książek, bo kiedy juz się umościłem gdzieś, wydobyłem książkę z torby i znalazłem właściwą stronę, to po kilku zdaniach trzeba było wysiadać, więc przeczytanie dwóch, trzech stron to był już sukces, więc kiedy pojawił się smartfon – pojawiły się ebooki i od ponad 10 lat to jest mój główny sposób pochłaniania słowa pisanego. Telefon ma ten plus, że zwykle jest pod ręką i można go obsłużyć jedną dłonią, jest zatem bardziej poręczny od kindla czy tabletu. Nie ma problemu z szukaniem właściwej strony, można połknąć kilka zdań, ogarnąć coś innego w międzyczasie i wrócić w każdej chwili. Doświadczenie zbiorkomowe wkrótce przeszło w doświadczenie rodzica małych dzieci i po prostu tak mi zostało, a jedyne papierowe książki jakie przeczytałem w ciągu ostatniego roku to monografia polskich ilustratorów literatury dziecięcej i Księgi Jakubowe, jedno i drugie – prezenty na różne okazje. Dźwiganie noblistki w różne miejsca nie było zbyt wygodne i wolałbym ebooka, tylko dzięki takiej formie przebiłem się np. przez Lód Dukaja, który ma podobne gabaryty.

    Tak że jeśli widzicie ludzi w zbiorkomie ślepiących w mały ekranik to niekoniecznie musi to być tiktok.

  164. @piotrkowalczyk

    Oryginalne latynoskie znaczenie słowa „telenowela” to jedno, ale w Polsce przylgnęło już też do tasiemcowych oper mydlanych i deskryptywnie mówiąc jest to „polska telenowela” nawet jeśli latynoskie to inny gatunek.

  165. Co do Komorowskiego, to ja np. zdecydowałem się oddać głos nieważny w II turze po tym, jak Komorowski zapowiedział między turami referendum w sprawie JOW-ów żeby przypodobać się Kukizowi.

  166. @pkp
    „A w szczególności awansem lub, jak to pono rzekają, zaliczkowo, mianuje cię w tej oto chwili (…) Książęciem Tytularnym i Udzielnym Murwidraupii, Abominencji, Ohydory i Wassoły, Hrabią Dziedzicznym Trundu i Morigundu, Elektorem — Ośmiopałkowcem Brazelupy, Kondolondy i Pratalaksji, jak również Markizem Gundu i Lundu, Gubernatorem Nadzwyczajnym Fluksji i Pruksji, jako też Kapitularnym Generałem Zakonu Mendytów Bezdyckich i Wielkim Jałmużnikiem księstwa Pytu, Mytu i Tamtadrytu (…).”

  167. @Pkp

    „Dziwnie przypomina mi to „Niewolnicę Izaurę”.”

    Bo też „Niewolnica Izaura” była adaptacją powieści (nie wiem, na ile różniącą się poziomem od oryginału, bo go nie znam, na pewno jest dużo dłuższa), a „telenovela” to w poprawnym przekładzie „telepowieść”. Wspominałem już wcześniej, że można bawić się w szukanie literackich odpowiedników, ale moją centralną tezę podtrzymuję: ani „Lalka”, ani żadna z wielkich powieści realistycznych telenowelą nie jest (w żadnym znaczeniu, jeżeli uznać Ausirowy argument z uzusu). Audiowizualną kontynuacją tej tradycji są dramaty filmowe i seriale dramatyczne, telenowele to najwyżej bardzo daleko posunięta bastardyzacja pewnych motywów. Różnica jak między „Romeo i Julią”, a harlekinem.

  168. @Junoxe, prawnicy i prawniczki
    „Miałem przez chwilę nieprzyjemność znać osobę, wykształconą prawniczkę od nieruchomości z biurem w centrum. Nie korpo, ale jakaś polska kancelaria. (..)Więc książki to raczej -10 punktów do respektu. Powoływanie się w ogóle na słowo pisane to fanaberia i snobizm.”

    Z racji zainteresowań znam sporo ludzi czytających (a nawet czasem piszących) dużo książek o historii. Jest tam ogromna nadreprezentacja prawników – co ma sens, zainteresowanie historią pomaga w zdaniu egzaminu na prawo. Co do jednego są to ludzie niezwykle oczytani i kulturalni.

    Z drugiej strony, poświęciłem trochę starań żeby wymanewrować się z jakichkolwiek relacji z dwoma prawniczkami (podobno kompetentnymi specjalistkami), w obu przypadkach z podobnego właśnie powodu do opisywanego – strasznie zachwaszczony i nieprzyjemny język. Może to jakaś forma radzenia sobie z uprzedzeniami?

    @sheik.yerbouti
    „Czy III RP miała choć JEDNEGO prezydenta intelektualistę?”

    Stawiałbym na LK.

    @Bardzozly,cmos
    „Spotkałeś ludzi, którzy dla przyjemności czytają rzeczy techniczne z zupełnie innej branży?”
    „To ja! To ja!”

    I ja też! To już nas jest paru 😀

  169. @bogdanow
    „… strasznie zachwaszczony i nieprzyjemny język. Może to jakaś forma radzenia sobie z uprzedzeniami?”.

    Mam też do czynienia z młodym człowiekiem, który stażuje w jakimś dużym dzienniku jako adept dziennikarstwa. Dużo przeklina i mam wrażenie, że epatuje swoistą „kulturą” wyjadaczy dziennikarstwa polskiego (trochę @mobbing po ludzku). To taka nonszalancja przy przeklinaniu połączona z okazywaną dumą przynależności do specjalnego kręgu. Ale w przypadku z prawniczką to po prostu język polskiego sukcesu. Po trupach do celu.

  170. „więc kiedy pojawił się smartfon – pojawiły się ebooki i od ponad 10 lat to jest mój główny sposób pochłaniania słowa pisanego.”

    phi, smartfon. Ja ebooki czytałem na palmie Zire21, a któregoś Gibsona (zdaje się „Zero History”) na Sony Ericsson K850. Ale tam przeważyła właśnie wygoda trzymanie w jednej dłoni; dziś najchętniej czytam na iPhonie, zupełnie mi Kindle nie podszedł, wolny i brzydki

  171. @pch
    „Co do tych 3 kategorii: są jeszcze słynne albumy okolicznościowe. No i książki mrozowe lubo też 365 ruchania – choć na oko wyglądają na półce podobne do Prawieku czy Bajek robotów to jednak cóś inszego,”

    Albumy to zazwyczaj kategoria (2), podobnie jak Blanka Lipińska. To pisarstwo wtórne wobec słitfoci na instagramie – kupują ci, którym się spodobały fotki autorki, a nie ci, którzy chcą coś poczytać. A Mróz to zdecydowanie (3), sam przecież go czasem czytam. Więc nie, nie uważam że to zbyt pojemne.

    „Wszak nie „oburzają” się inkryminowani idioci – bo nie wiedzą, że Tokarczuk istnieje. ”

    Wiedzą, wiedzą. Nobel przyniósł jej jednak powszechną sławę, w tym wśród nieczytających idiotów.

    @st
    „Zakładam, że ktoś mu zarzucił że argumentuje jak libek, Szczerka nakręcił dramę która wyeskalowałoa do lewicowego faszyzmu.”

    No właśnie nie. Ziemek znowu nakręcił aferę z niczego – zrobił niesprowokowaną inwazję na walla Staśko. To on ją otagował (!), od razu krzycząc, że ona niepotrzebnie obraża libków, a potem robił dramę, że przyszli jej friendsi. Nikt go nie atakował, znowu zaczął – a POTEM płakał, że go hejtują.

  172. @Michał
    „zupełnie mi Kindle nie podszedł, wolny i brzydki”

    Piękny nie jest, ale wygodny już tak. Teraz mam PocketBooka (InkPad Color, bo to swego czasu był jedyny ich czytnik z USB-C, kolor dostałem w pakiecie) i w stosunku do Kindla obsługa jest taka se. Ale większy ekran z lepszą rozdzielczością ma swoje zalety i kolor też czasem się przydaje. No i Legimi chodzi natywnie, a nie na krzywy ryj. Na telefonie jakoś nie lubię czytać książek pomimo stosunkowo dużego wyświetlacza (Note 9).

  173. „Albumy to zazwyczaj kategoria (2), podobnie jak Blanka Lipińska. To pisarstwo wtórne wobec słitfoci na instagramie – kupują ci, którym się spodobały fotki autorki, a nie ci, którzy chcą coś poczytać. A Mróz to zdecydowanie (3), sam przecież go czasem czytam. Więc nie, nie uważam że to zbyt pojemne.”

    Blankę czytają tak samo jak Mroza; że jej nie czytasz, bo to nie jest TWOJE porno, to inna sprawa.

    „Piękny nie jest, ale wygodny już tak.”

    co w nim wygodnego, bo nie dostałem memo najwyraźniej

  174. Wielce Szanowny Gospodarzu – trochu to zdaje się zalatuje josifem wisarionowiczem ale … 😉 Skoro się bawimy dyskursując to jednak się uprę: skoro mowa o książkach to album okolicznościowy na pewno nie jest książką którą się nabywa co by ją mieć (definicja 2 grupy). Jest niewątpliwie książką, ale produkuje się ją co by ją komuś dać, a raczej wręczyć 😉 To specyficzne kuriozum, na oko wyglądające jak książka. Zaś co do producenta kryminałów i ruchałki trójmiejskiej to są to niewątpliwie książki do czytania i są czytane. I na moje „bolka oko” to czytelnicy tych (I TYLKO TYCH – co by Gospodarz nie myślał, że piję .. w ten miech) książek mogą lub czują się „oburzeni” słowami Tokarczuk. Grupa 3 bowiem pojemna jak grupa inteligentów. Uprę się, że idioci nie wiedzą o istnieniu Tokarczuk, a i nie do nich wprost kierowała swoją wypowiedź – raczej do tych właśnie aspirujących co to z braku pokory (czy może jak chce Tokarczuk – rozumu) wydają sądy o wszystkim i bez zahamowań: bo wszak czytają i wartka narracja kolejnego mrozowego kryminału ich wcionga, a Prawiek ich znudził to nie ich wina ino kiepskiego pisarstwa autorki.
    PS
    A dyskursja o idiotach rozwija się: Michalik, Sekielski, Prof. Płatek – to co znalazłem. A najzabawniejszy Rudnicki w sobotniej wyborczej: metodą jego antagonistki Mai Staśko – kontrowersyjnie ogłasza koniec literatury na rzecz „dobrego serialu” :))))
    Swoją drogą trochu dziwny ten niezagojony najwyraźniej uraz ponad sześćdziesięcioletniego faceta do trzydziestoletniej dzierlatki, która atakując Tokarczuk najwyraźniej chciała powtórzyć efekt internetowej wojenki z żoną piłkarza. A już pisanie o jej nagiej piersi trąci … niegdysiejszym zauroczeniem wiekowych liderów SLD niedoszłą prezydentką :)))))
    Konkludując pozwolę sobie zacytować Rudnickiego : Tokarczuk oburzeni i nie oburzeni „mogą skoczyć na kant” 😉

  175. @pch
    „Wielce Szanowny Gospodarzu – trochu to zdaje się zalatuje josifem wisarionowiczem ale … Skoro się bawimy dyskursując to jednak się uprę:”

    Przepraszam, ale to jednak ja tu jestem od upierania się. Ten poziom niekonkretności po prostu uniemożliwia sensowną rozmowę. To nie jest miejsce dla pana.

  176. Inba Tokarczukowa ma dla mnie ciekawą wtórność. Sączę że wypływa – w komentarzach antropologów i innych literaturoznawców, których drukowała Wyborcza – z koncepcji przemocy symbolicznej. Ta ma z kolei swoje źródło w katuszach biednego Bourdieu, który, jako social climber, męczył się niesłychanie przy Bachu, bo bez tego groził mu ostracyzm. A tymczasem w Polsce, jak parę komentarzy wyżej pisał kół. Junoxe, social climberzy nie muszą słuchać Bacha, nie muszą nic czytać, a „język sukcesu” jest gęsty od przecinków. Więc przemoc symboliczna, nawet jeśli ją widzieć w słowach Tokarczuk, nie wiąże się z wyższą społecznie pozycją p.t. inteligentów i autorów książek typu [3], bo też słabo oni wypadają w powszechnym postrzeganiu sukcesu przez tych, którzy na Tokarczuk się obrażają. A w przypadku Bourdieu i ówczesnej struktury klasowej społeczeństwa francuskiego ten Bach miał jednak znaczenie.

    Nb. paręnaście lat temu znajomy programista w Anglii skarżył się niemożebnie po awansie do managementu swojego korpo, że koledzy oczekują od niego słuchania klasyki, której on nie trawił. Ciekaw jestem, na ile to doświadczenie były reprezentatywne.

  177. @wo
    Never underestimate the power of true drama queen. Macki opadają z plaśnięciem.

    @mnf, Siarkopol
    Należy się chyba wyjaśnienie o co chodzi z tym Siarkopolem i wieżowcami, bo wyraziłem się dość kryptycznie. Chodzi o „Nie ma i nie będzie” M. Okraski, a konkretnie rozdział o Tarnobrzegu, który… niespecjalnie się udał. Nie chcę tu ciągnąć tego wątku, więc zostawię tylko namiary dla ciekawych: https://tinyurl.com/kj792bt
    oraz https://tinyurl.com/3sa7wywf

    @przemoc symboliczna
    Nie jestem pewien czy tę kategorię można zastosować do wypowiedzi Tokarczuk, bo – nawet biorąc poprawkę na jej pozycję jako Noblistki – jaki ona może mieć wpływ na życie któregokolwiek z tych „idiotów”?

  178. @Tusk i książki
    w drugiej połowie lat 90., kiedy nie był na pierwszej linii polityki, pisał popularne książki o historii Gdańska – ciągle miał wywiady w TVP Gdańsk i je promował.

  179. @mrw

    „dziś najchętniej czytam na iPhonie, zupełnie mi Kindle nie podszedł, wolny i brzydki”

    Ja mam problem z czytaniem na iPhone o tyle, że za bardzo rozprasza mnie na nim wszystko inne, nadchodzące powiadomienia, pokusa przełączenia na inną aplikację i sprawdzenia co tam na fejsie itp. Zaletą kindla jest właśnie jednofunkcyjność (ale to może dlatego, że mam prawdopodobnie ADHD).

  180. @ausir

    Polecam tryb samolotowy. Wprawdzie nie mam adhd, ale od dziecka mam problemy z koncentracją i to jest super rozwiązanie. Żadnych maili/telefonów/wiadomości, więc o ile książka jest interesująca jestem w stanie powstrzymać się od przeskakiwania nia inne appki. Niestety gorzej to działa kiedy czytam coś historycznego albo technicznego, bo wtedy wygrywa kompulsywne googlanie kontekstu historycznego albo mat-fiz. Jajako chumanista szczególnie zmagam się z tym drugim a też jestem z grupy „lubię czytać techniczne rzeczy spoza mojej dziedziny”.

  181. „Polecam tryb samolotowy”

    …albo jakieś kastomowe ustawienia „tylko do czytania”. W zakładce Focus można sobie zdefiniować specjalny profil, a w nim ustawić jakie powiadomienia od kogo będą uciszane, a jakie przekazywane. To na wypadek, gdybyś chciał czytać słuchając muzyki ze spotifaja i żeby ze dwie osoby mogły awaryjnie się dodzwonić. iOS daje jakiś predefiniowany zestaw „reading”, ale nie wiem, czy tam jest coś poza ikonką.

  182. „nadchodzące powiadomienia”

    kto w roku pańskim ZOZZ ma ustawiane nadchodzące powiadomienia

  183. (No i poza tym wszystkim wygrywają tu też przyzwyczajenia, kindla miałem przed smartfonem; ale na smartfonie w apce Kindle zdarza mi się czytać jak nie wezmę gdzieś kindla)

  184. Kindle przegrywa ze smartfonem tylko gdy w tekście są istotne ilustracje, szczególnie mapki. W każdym innym – nie ma porównania, szczególnie od kiedy kindle dorobił się podświetenia. Natomiast jeśli chodzi o tłok to trzymanie czegokolwiek w ręku jest niewygodne i dla ciebie i dla współpasażerów więc na tłok raczej proponowałbym podcasty/audiobooki.

  185. @WO
    „Gatunek „książek, które ktoś kupił dlatego, że podobały mu się jakieś treści na jutubie/tiktoku/facebooku” jest bardzo przyszłościowa. Influencerzy mogą tam w gruncie rzeczy dać „lorem ipsum”, i tak książka pt. „Ekipa Lorem Ipsum” będzie bestsellerem.”

    Mam na swoich półkach dwa grube tomy samouczka z ćwiczeniami do gramatyki języka angielskiego. Całość z komentarzami tak prostymi, zwięzłymi i jasnymi (a nie prostackimi lub co gorsza błędnymi albo nudnymi i naszpikowanymi naukowymi treściami), że gdybym nie był uczył się i nie zakuwał tych wszystkich gramatycznych zawiłości wcześniej to moje życie byłoby łatwiejsze.

    Tymczasem autor samouczka (nie podaję nazwiska, żeby mnie nie posądzono o kryptoreklamę) ma na youtube dziesiątki, jeśli nie setki filmików, które częściowo oczywiście zazębiają się z tematem wydanych później książek, ale uczą też łatwo, lekko i przyjemnie wymowy, rozumienia i innych ważnych przy nauce języka tematów.

    Gdybym był ministrem od edukacji to osoby prezentujące podobne treści na yt miałyby co roku kieszenie pełne nagród finansowych.

    Oczywiście – autor mojego ulubionego bloga ma rację. Youtube pełny jest treści kiepskich a kupowanie książki od influencera to często źle rozumiany snobizm, jednak w tym wypadku dla przyjemności zrobienia przyjemności autorowi książki kupiłem ją a nie korzystam (angielski jest językiem używanym przeze mnie zawodowo i do czytania literatury „domowej”).
    Pozdrawiam

  186. @embercadero
    „Kindle przegrywa ze smartfonem tylko gdy w tekście są istotne ilustracje, szczególnie mapki.”
    Czy Kindle pracuje tylko w trybie dwukolorowym? Miałem w ręku dawno temu „klon” kindlopodobny, dlatego pytam.
    Jak dla mnie ani smartfon, ani kindle-czytadełko. Tylko tablet. Najlepiej z przekątną 10-13 cali i możliwością użycia dołączanej, mechanicznej klawiatury. W ten sposób mam połączenie czytnika ebooków i czegoś co kiedyś było promowane pod nazwą „netbook”.
    Sprawdzone w zatłoczonym pociągu i samolocie.

  187. @fieloryb
    Nie znam na wyprzódki całej oferty amazona ale tak, wszystkie kindle jakie miałem/mam miały ekran z czarno-białego e-papieru. Co ma mnóstwo zalet i jedną wadę – właśnie ilustracje.

    Wydaje mi się że amazon sprzedaje albo sprzedawał też pod marką kindle zwykłe kolorowe tablety z androidem – ale nie miałem czegoś takiego nigdy w rękach.

    A tabletu sam pasjami używałem kilka lat temu, kiedy smartfony miały po 4 cale i nie dało się na nich bez bluzgania nawet maila napisać. Ale od kiedy maja po 6 z kawałkiem to trochę to straciło sens.

  188. Zalety Kindla:
    – jest lekki i da się go trzymać jedną ręką i w autobusie, i w łóżku (jeśli kto potrzebuje)
    – nie męczy wzroku jak smartfon, w wersji paperwhite działa to jeszcze lepiej
    Wady:
    – kolejny gadżet, który trzeba nosić ze sobą i pamiętać o ładowaniu
    – zdjęcia i ogólnie grafika (co ciekawe appka kindle na ajfonie też daje w Polityce tylko jedno zdjęcie na artykuł).

    Tablety służą, mam wrażenie, głównie do robienia zdjęć na koncertach prez nieogarów stojących przede mną. Poza tym jeszcze do puszczania dzieciom bajek.
    Jest w tym segmencie coś, co cenię, nazywa się MS Surface Pro, ale kosztuje sporo, z klawiaturką waży kilogram i nie trzymałbym tego jedną ręką w autobusie. Za to jest pełnowartościowym komputerem, not a small feat.

  189. @sheik.yerbouti
    „Tablety służą, mam wrażenie, głównie do robienia zdjęć na koncertach prez nieogarów stojących przede mną.”
    Zastanawiam się czy w konkurencji czytanie na Kindlu vs czytanie na tablecie (10-13 cali) wzrok nie męczy się bardziej przy Kindlu (mam na myśli czytanie długotrwałe, po 4-6 godzin dziennie, oczywiście z przerwami). Głównie chodzi mi o stosunek wielkość czcionki/wielkość ekranu.
    Skoro już piszemy o konkretnych modelach i firmach to Samsung ma duże tablety z możliwością dołączenia zewnętrznej klawiatury. Owszem to są bardzo duże urządzenia, dwuręczne. Jednocześnie model, który miał WI-FI i 5G był w chwili zakupu bardzo drogi, ale myślę, że wygrywa z Kindlem wygodą i możliwościami konfiguracji (również oszczędzania wzroku przy czytaniu) i uniwersalności.
    Aha – mój tablet (bez klawiatury) dwa razy spadł z biurka – około 1 metra do podłogi. Nie wiem jak Kindle, ale smartfon zaliczyłby pewnie w takiej sytuacji uszkodzeni matrycy.
    W przypadku porównania korzystania codziennego z tabletu+klawiatury zewnętrznej i notebooka, moim zdaniem, trudno wybrać, który z nich jest lepszy, nawet jeśli zamiast notebooka użyjemy tzw. ultrabooka.

  190. @sheik
    „Jest w tym segmencie coś, co cenię, nazywa się MS Surface Pro, ale kosztuje sporo, z klawiaturką waży kilogram i nie trzymałbym tego jedną ręką w autobusie. Za to jest pełnowartościowym komputerem, not a small feat.”

    Mam, używam, bardzo dobry kawałek sprzętu. Mój to staruszek 4 Pro (z klawiaturą i piórkiem), ma już ponad 6 lat i ciągle spokojnie daje radę, więc nie mam motywacji, by go wymienić na nowszy. Używam go na kanapie, gdy nie chce mi się siedzieć przed dużym monitorem lub gdy jestem poza domem, na studiach robiłem na nim notatki piórkiem, czasem nawet trochę kodu napiszę, jakieś publikacje poczytam, itp, itd. Generalnie jest super, ale do czytania książek się nie nadaje. Za ciężki, za jasny, niewygodny i nie pociągnie kilku tygodni na baterii jak czytnik. Moja żona ma mniejszego Sufrace Go i też woli czytnik do czytania książek. Może chodzi też o to, że oboje jesteśmy przyzwyczajeni do czytania z papieru i czytnik e-inkowy jest temu najbliższy.

    @fieloryb
    „ale smartfon zaliczyłby pewnie w takiej sytuacji uszkodzeni matrycy.”

    Pewnie jakieś tanioszki lub ajfony, bo mój zaliczył kilka razy glebę, w tym betonową, i ma tylko ramkę trochę poobijaną na rogach. A telefon z zasady noszę w kieszeni bez futerału i syfnego ochraniacza ekranu.

  191. @fieloryb
    „Zastanawiam się czy w konkurencji czytanie na Kindlu vs czytanie na tablecie (10-13 cali) wzrok nie męczy się bardziej przy Kindlu (mam na myśli czytanie długotrwałe, po 4-6 godzin dziennie, oczywiście z przerwami)”.

    No więc ja chyba muszę się przenieść z czytaniem z iPada na jakiś PocketPro (mam z najbliższego otoczenia pozytywny feedback, a nawet chyba będę miał na testy). Do Kindli kiedyś trzeba było mieć lampkę. Nie wiem jak teraz.
    Zaś ja już nie mogę czytać iPada po ciemku (tak lubię nockami). Świeci jak cholera, nawet przy zminimalizowanej jasności i czarnym tle. Świeci mi jak cholera. Moje oczy krzyczą dość.

  192. @all

    Od jakiegoś czasu wszystkie kindle mają podświetlanie ekranu a dodatkowo paperwhite, do którego zdecydowanie warto dopłacić, ma dużo jaśniejsze tło wyświetlacza i wygląda to naprawdę prawie jak zwykły papier. Co do trwałości: mam w tej chwili czwartego kindla, w sumie ponad 10 lat, z każdym z nich notorycznie zasypiałem po czym w 50% przypadków upadał mi na glebę. Nigdy nic żadnemu się nie stało. Fakt że zawsze były w etui, ale generalnie używanie kindla w amazonowym etui jest i tak wygodniejsze. Tak jak mówiłem wcześniej, jedyna wada to ilustracje. Swego czasu kupiłem np za całkiem znaczną kwotę „Military history of late Rome” no i na kindlu w zasadzie nie ma sensu nawet próbować tego czytać, bez ilustracji, map itp jest to bez sensu. Ale to w sumie nie jest nawet wina kindla tylko po prostu niektóre rodzaje książek nie sprawdzają się jako ebooki. No ale na hardcover po 40-50 dolców za tom (a tomów jest zdaje się 6) po prostu bym sobie nie pozwolił.

  193. @Junoxe
    W Ustawienia/Ogólne/Dostępność/Udogodnienia ekranu możesz wybrać „Obniż punkt bieli” i przyciemnić ekran jeszcze bardziej.

  194. @all

    W kwestii Kindla, nie dość, że nie męczy oczu, to jeszcze można czytać w słońcu, bo ekran matowy. Ja w przeciwieństwie do kol. embercadero polecam bez okładki, bo robi się wtedy taki paperwhite leciutki, a mimo noszenia go tak przez parę lat, w zasadzie nic mu nie zrobiłem. No i ceny okładek głupie.

    Ja sobie za to od jakiegoś czasu ostrzę zęby na czytnik 10 calowy, z racji wielkiej liczby pdfów, które muszę służbowo czytać i niechęci do czytania na komputerze. Swego czasu używałem tabletu, ale i oczy się męczą, i dystrakcje niepotrzebne. Drogie toto jednak.

  195. @Junoxe „Do Kindli kiedyś trzeba było mieć lampkę. Nie wiem jak teraz.”
    Ale to baardzo dawno to kiedyś. Paperwhite robią od 2012, mojego kupiłem w bodaj w 2016, kiedy to jego poprzednik, jeszcze ten pierwszy z fizyczną klawiaturą, nie przeżył kolejnego upadku (ale to było faktycznie z dużej wysokości, i już fafnasty raz). Kindle waży obecnie 213g i nic się pod tym względem z nim nie równa, nawet iPhone, jeśli ma futerał, jest już cięższy.
    @embercader „z każdym z nich notorycznie zasypiałem po czym w 50% przypadków upadał mi na glebę.”
    O to to. Nic mu się nie dzieje.

  196. @all and Kindle
    Ale Kindle czyta wszystko? Moja biblioteka to epuby i pdfy. Czy to Kindle obsługuje?
    Myslałem o Pocket Pro, który ma jeszcze fizyczne guziki. Przyjmuje też pdfy i rózne inne formaty.
    Wady/zalety Kindle vs PocketPro?

  197. @krzloj
    Dziekuję. Sprawdzę, bo może już kiedyś ustawiałem to, a może nie.

  198. @fieloryb
    „czy w konkurencji czytanie na Kindlu vs czytanie na tablecie (10-13 cali) wzrok nie męczy się bardziej przy Kindlu (mam na myśli czytanie długotrwałe, po 4-6 godzin dziennie, oczywiście z przerwami)”

    Bynajmniej. Telefon/tablet świecą jak psu jajca, a to męczy, szczególnie gdy ekran jest dużo jaśniejszy niż otoczenie. No i w czytnikach podświetlenie jest podświetleniem, a nie lampą.

    @Junoxe
    „PocketPro”

    Daje radę, wykonanie przyzwoite, wielkość i format bardzo dobre (mam InkPada kolorowego). Mam za to zastrzeżenia do oryginalnej okładki origami – ma dosyć ostre krawędzie, które potrafią przeszkadzać, a jej wewnętrzna strona przyciąga kocie kłaki wprost niebywale.

  199. @Junoxe
    Pdfy na kindlu: da się, ale to dla mnie tragedia (chyba, że coś się zmieniło odkąd próbowałem). Za mały ekran, całość niewygodna. Dlatego właśnie myślę o czymś większym.

    Epuby trzeba przerobić na .mobi, co od ręki robi apka Calibre. Zdaje się, że mieli wprowadzać jednak natywną obsługę?

  200. @bartolpartol
    „Oszkurka, pomyliłem PocketPro z PocketBookiem, przepraszam”.

    Nie! To ja przepraszam. Oczywiście chodziło mi o PocketBooka. Damn me. Jakiś PocketBook Lux 3 do 5.

  201. @ epub a Kindle

    Amazon namieszał:
    – przez kabel można wgrać tylko mobi
    – od sierpnia wysyłka ebooków mailem na Kindle będzie obsługiwała tylko epub, Amazon na serwerze zrobi konwersję do AZW3

  202. @vantroff Amazon namieszał

    Oj tak, niestety. Od dwóch miesięcy zaraz po tym, jak wyślę sobie nowy numer Polityki z ich strony na Kindla, przychodzi kolejny email od Amazona pt. „człowieku weź w końcu zmień format na epub, zaraz porzucamy mobi” – co bym może i zrobił, gdyby Polityka przewidziała taką możliwość….

  203. @all
    Waga tabletu to S7+ około 600 gramów (bez doczepianej klawiatury). Nie Nie potrafię podać wagi samej klawiatury. Pi * drzwi to jakieś 300 gramów.

    Używanie tabletu Samsunga Tab S7+ jako czytnika…
    …w łóżku ma tę zaletę, że zewnętrzna klawiatura pozwala postawić go na boku. Nie sądzę, że producent wpadł na taki sposób korzystania z tego urządzania. Głowa wygodnie leży na poduszce (wysoko, jak lubię). Wolna ręka pozwala „przewracać” strony a druga leży pod głową i małą poduszką. Mój opis jest dość skomplikowany, ale to wyjątkowo proste jak się na to wpadnie. W ten sposób można czytać tuż przed snem, kiedy nie ma już za bardzo siły na podpieranie ręką głowy lub czytanie z tabletu na wznak (trzymając dwoma rękoma lub w klawiaturze).

    Regulacja jasności wyświetlania + tryb dzienny i nocny są dostępne z poziomu aplikacji czytnika ebooków (częściowo płatnej), ale też można je ustawić w „bebechach” tabletu. Oprócz tego aplikacja oferuje predefiniowane style, które pozwalają np. na wybór koloru strony i czcionki oraz dziesiątki dodatkowych ustawień i wodotrysków.

    Czytanie książek w trybie nocnym…
    …z kolorowymi ilustracjami może być problematyczne bo czasami automatycznie powoduje to wyświetlanie grafiki w negatywie. O ile obrazki w skali szarości i czarno-białe da się oglądać to np. barwne fotografie wyglądają jak z powieści grozy.

    Pozostanie w ekosystemie….
    …Samsunga to przyjemność. Nowy tablet prosi tylko o podanie hasła i loginu do konta Samsunga i po około godzinie otrzymujemy system z wszystkimi wcześniejszymi ustawieniami i aplikacjami. Przypuszczam, że fanboje firmy Apple mają podobnie, ale byłem bardzo miło zaskoczony. Gdybym miał konfigurować na nowo ustawienia w tablecie innej firmy to do dziś nie doszedł do optymalnej konfiguracji ustawianej latami.

    Używanie rysika Samsunga…
    …to dla mnie sztuka dla sztuki. Tablet S7+ ma go niewygodnie podczepionego na magnes. Sam rysik ma symulować pisanie po tradycyjne, ale brak mu charakterystycznej szorstkości papieru. Po pierwszych próbach zrezygnowałem i odłożyłem rysik do pudełka.

    W tablecie S7+ zmieniłbym…
    …położenie gniazda zasilania. Poprzedni miał je na dolnej krawędzi, nowy S7+ ma z prawej strony. Oczywiście nie dałoby się korzystać z zewnętrznej klawiatury i ładować od dołu, ale jednoczesne ładowanie i czytanie w łóżku wymaga nieco ekwilibrystyki.
    …wydłużyłbym kabel zasilania. Możliwe, że nieoryginalne są dłuższe niż firmowy ogryzek.
    … na początku wydawało mi się, że ekran jest zbyt duży (12,4 cala), ale po kilku godzinach przestało mi to sprawiać kłopot.
    …usunąłbym aplikację Bixby. Z mojego puntu widzenia jest to kompletnie niepotrzebny kawałek kodu instalowany zarówno na smartfonach jak i tabletach Samsunga.

    @bartolpartol
    Czas używania tabletu.
    Poprzedni tablet Samsunga, którego używałem ze 6-8 lat, został spakowany i odłożony z powodu braku wsparcia dla wersji Androida na której pracował. Tablet jest sprawny. Niestety, leciwy system operacyjny (Android 4.4.2) nie wspiera już np. nowych wersji przeglądarek, odpowiednio zabezpieczonych do korzystania ze stron banków internetowych. Z powodu intensywnego używania wypadałoby też wymienić akumulator (zestaw do samodzielnej wymiany kosztował na Aliexpress około 50 euro z dostawą), jednak to raczej dla wygody a nie z konieczności.
    Mógłbym instalować jakieś tzw. ROM-y (nielicencjonowane systemy operacyjne), ale zawsze jest ryzyko, że nie będą działać pewne funkcje (np. dźwięk) albo, że tablet po zmianie systemu stanie się bezwartościową „cegiełką”.

  204. @bartolpartol
    „Telefon/tablet świecą jak psu jajca, a to męczy, szczególnie gdy ekran jest dużo jaśniejszy niż otoczenie. No i w czytnikach podświetlenie jest podświetleniem, a nie lampą.”
    Pisaliśmy niemal jednocześnie, więc zacytuję sam siebie dla klarowności:

    „Regulacja jasności wyświetlania + tryb dzienny i nocny są dostępne z poziomu aplikacji czytnika ebooków (częściowo płatnej, która też otwiera pdf-y), ale też można je ustawić w „bebechach” tabletu. Oprócz tego aplikacja oferuje predefiniowane style, które pozwalają np. na wybór koloru strony i czcionki oraz dziesiątki dodatkowych ustawień i wodotrysków.

    Czytanie książek w trybie nocnym…
    …z kolorowymi ilustracjami może być problematyczne bo czasami automatycznie powoduje to wyświetlanie grafiki w negatywie. O ile obrazki w skali szarości i czarno-białe da się oglądać to np. barwne fotografie wyglądają jak z powieści grozy”

  205. „Tablety służą, mam wrażenie, głównie do robienia zdjęć na koncertach prez nieogarów stojących przede mną. Poza tym jeszcze do puszczania dzieciom bajek.”

    nie wiem jak tablety, ale iPad z jabłko pencilem to jest doskonała kreatywna maszyna. Dołóż klawiaturę na BT i można robić wszystko.

  206. @mrw „iPad z jabłko pencilem to jest doskonała kreatywna maszyna. Dołóż klawiaturę na BT i można robić wszystko.”

    Kreatywna as in „taki trochę tablet”? Super, jeśli to „wszystko” polega na szkicowaniu, to z pewnością. Aż sobie sprawdziłem, że rysik to 600 zeta a klawiatura 750, czyli absolutnie podstawowy set z najtańszym kompatybilnym ajpadem niepro (air) dobija do 4.5k PLN.

  207. @self Pisząc „taki trochę tablet” miałem oczywiście na myśli tablet graficzny (Wacom etc.)

  208. @junoxe

    „Ale Kindle czyta wszystko? Moja biblioteka to epuby i pdfy. Czy to Kindle obsługuje?”

    Im lepszy/nowszy/droższy kindle tym lepiej umie w pdfy, oczywiście pod tym samym warunkiem, że istotą treści nie są ilustracje. W moim obecnym pdfy czyta się dość komfortowo (ale oczywiście nie tak komfortowo jak epub/mobi). Epub – ktoś już napisał, od niedawna można, do niedawna trzeba było używać tylko mobi.

    Dodatkowo: błogosławieństwem są usługi typu „send to kindle”, od dawien dawna wysyłam na kindla praktycznie każdy tekst z sieci dłuższy niż pół strony, po to by go sobie spokojnie przeczytać w łóżku czy na kibelku. Inaczej 99% z nich bym nie przeczytał pewnie w ogóle.

  209. „Kreatywna as in „taki trochę tablet”? Super, jeśli to „wszystko” polega na szkicowaniu”

    digital painting czy animacja to trochę co innego niż szkicowanie; ale w ogóle bardzo przyjemnie się czyta pdfy i bazgroli na marginesach

    ” to z pewnością. Aż sobie sprawdziłem, że rysik to 600 zeta”

    To nie jest „rysik”.

    „a klawiatura 750”

    Ja mam logitecha K380 za dwie stówy

  210. @mrw „Ja mam logitecha K380 za dwie stówy”
    Super, czyli masz normalną zewnętrzną klawiaturę, półkilowy kawał plastiku zupełnie nie połączonego z tabletem, którą targasz w jakiejś osobnej torbie? Przynajmniej ładna jest, zawsze coś.

    @To nie jest „rysik”.
    Jaki jest poprawny, nie-urażający-uczuć-religijnych polski termin?

  211. „Jaki jest poprawny, nie-urażający-uczuć-religijnych polski termin?”

    Manipulator ekrano-czubko-suwny.

    BPNMSP.

  212. @kindle vs. pdf
    nie wiem czy to jeszcze funkcjonuje, ale swego czasu była opcja żeby wysłać na adres kindla pdf i to tam konwertowało do natywnego formatu i tak dostarczało do urządzenia. Oczywiście ilustracje czy wręcz skany raczej nie miały sensu. Ale dla „normalnych” pdf działało to na tyle zgrabnie, że korzystałem z właśnie tego – próbowałem robić takie konwersje w Calibre, i pewnie po ustawieniu gazyliona parametrów też by dało radę, ale rozwiązanie amazona działał od razu spoko.

  213. @ kindle
    Dodam jeszcze, że wodoodporny Paperwhite udało mi się wykąpać już kilka razy, a lekko zmoczyć znacznie więcej i nic mu się nie stało.
    Czytnik jako medium rozczarował mnie przede wszystkim z jednego powodu. Spodziewałam się, że będę korzystać na nim sprawnie z tekstów niebeletrystycznych przy pomocy różnych interaktywności, podkreśleń, odsyłaczy, wyszukiwania. Tymczasem czytam na nim liniowo, prawie wyłącznie beletrystykę, korzystając co najwyżej ze słowników. Do organizacji procesu czytania, że się tak wyrażę, dla mnie się nie sprawdził.

  214. @kindle
    Wykorzystam okazję i zapytam o coś: Czy da się w tym kindlu wejść w browserze na youtube i *wysłuchać* audio filmiku?
    Ja rozumiem, że video nie będzie widać, chodzi tylko o słuchanie, i nie o muzykę. Interesuje mnie dokładnie taki use case, jeżeli się nie da, to się nie da, proszę o nie proponowanie rozwiązań zamiennych, bo sam znam takich parę.

  215. @cmos jutub na kundlu
    Aż z ciekawości sprawdziłem – i oczywiście się nie da. To czytnik jedynie, nie słuchnik ani uogólniona Wollmilchsau.

  216. „Super, czyli masz normalną zewnętrzną klawiaturę, półkilowy kawał plastiku zupełnie nie połączonego z tabletem, którą targasz w jakiejś osobnej torbie? Przynajmniej ładna jest, zawsze coś.”

    Przecież ona jest do użytku domowego/na wyjazdy, jak idziesz na miasto to wystarcza ekranowa. Strasznie kombinujesz, zamiast posłuchać.

    „Jaki jest poprawny, nie-urażający-uczuć-religijnych polski termin?”

    To jest po prostu Apple Pencil, rysik to jest kawałek plastiku do szurania po Palmie.

  217. „Aż sobie sprawdziłem, że rysik to 600 zeta a klawiatura 750, czyli absolutnie podstawowy set z najtańszym kompatybilnym ajpadem niepro (air) dobija do 4.5k PLN.”

    Rysik 2 jest na pewno kompatybilny z iPadem 9. gen. (#polecamBCM), który najtańszy chodzi po 1700zł, a różni się od Aira właściwie tylko starszym o generację procesorem. Dodatkowa (chyba) każda klawiatura z bluetoothem jest kompatybilna z każdym iPadem. Więc te 4.5 k to lekka przesada.

  218. @Michał
    „Przecież ona jest do użytku domowego/na wyjazdy, jak idziesz na miasto to wystarcza ekranowa. Strasznie kombinujesz, zamiast posłuchać.”

    Ekranowa klawiatura w tablecie nie dość, że jest niewygodna to jeszcze zabiera kawał ekranu. Microsoftowe rozwiązanie z lekką i cienką klawiaturą przypinaną do Surface’a i rozkładaną podstawką na plecach tabletu jest bardzo wygodne (no i klawiatura ma trackpada w przeciwieństwie do oryginalnej applowej). I jeszcze robi za ochronę ekranu gdy się nosi sprzęt w torbie. No i Surface to jednak pełnoprawny komputer, a nie powiększony telefon. Ale KJP.

  219. Dzień dobry po latach lurkowania!

    @noblistka:
    Zawsze myślałem, że Olga Tokarczuk przy pracy nad Biegunami zwyczajnie nabrała się na artystyczny żart z Wikipedii [1,2] (jeśli ktoś nie zna tej historii, gorąco polecam ten opis: [3]). Ale po przeczytaniu felietonu gospodarza nabieram wątpliwości. Może to też tylko jakaś zabawa w skojarzenia, której nie zrozumiałem? Ktoś coś?

    [1] https://en.wikipedia.org/w/index.php?title=Philip_Verheyen&oldid=29563581 (oryginalny żart) oraz https://en.wikipedia.org/wiki/Philip_Verheyen (obecna wersja, zob. External links)

    [2] http://web.archive.org/web/20160319193820/https://sreshtaritpremnath.com/philip-verheyen-project (dawna strona „projektu”)

    [3] https://mariekehendriksen.nl/2013/09/01/between-stories-and-history-the-mirror-of-contemporary-art/

  220. „Ekranowa klawiatura w tablecie nie dość, że jest niewygodna to jeszcze zabiera kawał ekranu.”

    do napisania maila wystarczy

    „Microsoftowe rozwiązanie z lekką i cienką klawiaturą przypinaną do Surface’a i rozkładaną podstawką na plecach tabletu jest bardzo wygodne”

    iPad też przecież takie ma

    „pełnoprawny komputer, a nie powiększony telefon”

    w roku 2022 pisać takie rzeczy jak typiarze w 2010 to jednak trochę wstyd

  221. @mrw „do napisania maila wystarczy”

    Do napisania maila w 2022 wystarczy komórka, można go sobie nawet podyktować. Rozmowa dotyczyła bodajże tego, do czego służy tablet (poza zasłanianiem sceny na koncertach) a nie tego, że można na nim napisać maila? BTW jeśli ktoś uważa, że używanie ekranowej klawiatury na tablecie jest wygodne, to albo używa tego sprzętu zupełnie inaczej niż ja (być to przecież może), albo bardzo się oszukuje.

    @ „iPad też przecież takie ma”
    Ano ma, ale już nie za dwie stówy (przynajmniej złotówek) oraz właśnie nam tłumaczyłeś, że całkowicie zewnętrzna klawiatura third party, ani cienka, ani lekka, ani nie będąca osłoną ekranu, jest dobra bo tania a w ogóle kto by klawiaturę na miasto brał.

    @krzloj „jest na pewno kompatybilny z iPadem 9. gen.”
    OK, wziąłem info ze strony Apple, który podaje wyłącznie Air, Pro i Mini
    @”Rysik 2″
    Pssst! Nie wolno tak mówić przecież!

  222. „Rozmowa dotyczyła bodajże tego, do czego służy tablet (poza zasłanianiem sceny na koncertach) ”

    No i napisałem do czego służy, to zrobiłeś usenet.

    Znam ludzi, co na iPadzie robią animacje i ilustracje, znam jednego, który pisze na nim książki, właśnie siedząc przy biurku z K380 i myszką na BT, a także robi notatki w mindmapach i zabiera go (już bez klawiatury, bo po co) jak prowadzi jakieś spotkania; to znakomite narzędzie edukacyjne (programowanie robotów na iPadzie jest znacznie wygodniejsze niż na pececie).

    możesz se nazywać ołówek rysikiem, a ipada przerośniętą komórką, ale w sumie jesteście tylko starymi dziadami na ostatnim blogu w Polsce i taki obraz wasz.

  223. Fajnie mi się czyta na iPadzie angielskie teksty, jest tam podpalcowy kontekstualny słowniczek, gdy sie pojawia słowo, którego nie znam. Czy coś takiego oferuje tez Kindle?

  224. @bartolpartol
    „Ekranowa klawiatura w tablecie nie dość, że jest niewygodna to jeszcze zabiera kawał ekranu.”
    Ekranowa klawiatura w tablecie o przekątnej większej niż 10 cali (SAMSUNG) nie robi wielkiej różnicy. Ona i tak służy do wpisywania. W momencie czytania/przeglądania jest ukryta. Ma ona jedną zasadniczą dla mnie zaletę. Można łatwo doinstalować klawiaturę z cyrylicą i bajecznie prosto przełączać się między cyrylicą a klawiatura z zachodnim qwerty bez konieczności dokupowania fizycznej klawiatury z cyrylicą.

    „Microsoftowe rozwiązanie z lekką i cienką klawiaturą przypinaną do Surface’a i rozkładaną podstawką na plecach tabletu jest bardzo wygodne (no i klawiatura ma trackpada w przeciwieństwie do oryginalnej applowej). I jeszcze robi za ochronę ekranu gdy się nosi sprzęt w torbie. No i Surface to jednak pełnoprawny komputer, a nie powiększony telefon. Ale KJ”
    Zastanawiam się po co trackpad jeśli sam tablet jest trackpadem? Podobne rozwiązanie jest w S7+ Samsunga. Dołączenie klawiatury zmienia go w swego rodzaju mały notebook a klawiatura jest jednocześnie stojakiem i bardzo solidnym etui. Dodatkowo (nie testowałem) jest możliwość bezprzewodowego podłączenia tabletu do ekranu monitora/TV (nowsze modele). Uzyskuje się w ten sposób wydajny komputer z dużym ekranem obsługiwany przez Androida.

  225. @bartolpartol
    Niewygodna klawiatura ekranowa w tablecie
    Wszędzie gdzie to możliwe na Androidzie używam bezpłatnej aplikacji „hacker’s keyboard”. Polecam także do smartfonów. Jedynie S7+ Samsunga ma tak wygodną klawiaturę, że używam natywnej.

  226. @słownik na kindlu
    Tak, jest preinstalowany Oxford Dictionary of English, gdzieś widziałem a nawet miałem przez chwilę słownik Ang-Pol, można było sobie doinstalować (ale ja wciąż mam starocia jeszcze z fizyczną klawiaturą i bez ekranu dotykowego), słownik ten Oxford działa na paperwhite konkubiny, ale nie próbowaliśmy instalować Ang-Pol (więc nie wiem czy na tym też się da).

  227. @słownik na kindlu
    Czy Kindle oferuje możliwość czytania ebooków? Chodzi mi o Ivonę lub podobny głos syntetyczny.

  228. @fieloryb
    „Zastanawiam się po co trackpad jeśli sam tablet jest trackpadem?”

    Co kto lubi. Ja lubię i paluchem po trackpadzie i paluchem po ekranie. Jedno i drugie ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne.

    „Dodatkowo (nie testowałem) jest możliwość bezprzewodowego podłączenia tabletu do ekranu monitora/TV (nowsze modele).”

    Tak jak telefonu. Żadne cuda. Ale wygodne, nie da się ukryć.

  229. @Junoxe „podpalcowy kontekstualny słowniczek, gdy sie pojawia słowo, którego nie znam. Czy coś takiego oferuje tez Kindle?”
    Coś podobnego miał już mój pierwszy Kindle z 2009, choć bez dotykowego ekranu używanie było mało wygodne. Teraz jest słownik jest podpalcowy.

    @mrw „znam jednego, który pisze na nim książki, właśnie siedząc przy biurku z K380 i myszką na BT”
    Ach, to zupełnie jak laptop, tylko trzeba dokupić mysz i klawiaturę! Przy okazji, czy to ten sam ktoś, kto kiedyś chwalił netbooka Asusa do tych samych zastosowań?

    @”zrobiłeś usenet (…) w sumie jesteście tylko starymi dziadami na ostatnim blogu w Polsce i taki obraz wasz”
    Dziadku MRW, opowiedz nam co to był usenet!
    Sorry, też jesteś dziadem, nawet jeśli używasz TikToka i starasz się być młodzieżą. Przestań już zaprzeczać, przejdź do fazy akceptacji.

  230. @sheik
    „Przestań już zaprzeczać”

    Musiałby najpierw zacząć. Proszę logicznie przeanalizować jego wypowiedź – wykorzystując to, że wszystkim tu zabraniam protestowania przeciwko temu określeniu, więc macie chwilkę na refleksję.

  231. @kindle text to speech
    ten mój sztrucel ma taką możliwość, czyta angielskie teksty nawet dość zrozumiale, mocno wątpię czy jest możliwość zmiany syntezatora/zmiany języka, paperwhite też to ponoć potrafi, ale nie testowałem.

  232. @fieloryb
    „syntezator mowy”
    miały to (po angielsku) stare wersje kindle – touch, touch 3G i DX, łącznie z głośnikiem, wyjściem słuchawkowym i jakąś podstawową obsługą mp3
    OIMW część nowych kindli obsługuje audiobooki kupione w amazonie i to po bluetooth, generalnie polecałbym stronę swiatczynkikow, sporo tam porównań tabelarycznych różnych czytników i kindli między sobą.
    Czy ktoś korzystał z reMarkable 2 jako notatnika/czytnika z e-papierem? pytam pod kątem czytania artykułów naukowych w pdf + jakieś podstawowe notatki? Mój starożytny Kindle DX jest umiarkowanie wygodny.

  233. @Junoxe „podpalcowy kontekstualny słowniczek”
    Ma słowniczek podpalcowy. Można dociągać różne słowniki i wybierać domyślny dla każdego języka. Poza słownikami podlinkowana jest też wikipedia i translator. Ma też vocabulary builder, który zapamiętuje słowa sprawdzane w słowniku.

  234. @wo „Musiałby najpierw zacząć.”
    Och kaman. KAMAN. Jasne, *w sensie procesowym* niczego takiego tam nie ma, są tylko sugestie, ale to przeceież MRW, idący z-czasem-z-postępem-z-osiągnięciami. He’s 2008, we’re so 2000 and late.

    @fieloryb „Zastanawiam się po co trackpad jeśli sam tablet jest trackpadem?”
    To jak z ekranem w samochodzie – większosc producentów uważa, że nie ma nic złego w smyraniu paluchem po ekranie, jest raptem paru ogarniętych, którzy zapewniają gładzik. Osobiście nie lubię odcisków palców na ekranie (i przecieram telefon niemal codziennie) – z jednym wyjątkiem, kiedy się loguję do banku na Surface Pro, to niemal automatycznie naciskam przycisk właśnie na ekranie, widać to jest w jakiś sposób hmmm, hardwirded action.

  235. „Och kaman. KAMAN. Jasne, *w sensie procesowym* niczego takiego tam nie ma, są tylko sugestie, ale to przeceież MRW, idący z-czasem-z-postępem-z-osiągnięciami. He’s 2008, we’re so 2000 and late.”

    Ojej, to Cię boli? Że spytałeś do czego są tablety i ktoś opowiedział, bo używa i zna ludzi, którzy używają?

  236. @mrw „Ojej, to Cię boli?”
    Nie, skąd ten pomysł? Wszystko jest pięknie, wszystko jest fajnie, bawmy się przez te parę lat, które nam zostały do końca świata.

  237. @Inba czytelnicza
    Chciałem zauważyć, że „inba…” stała się sama w sobie ciut niezwykła. Taką ilość komentarzy pamiętam na tym blogu głównie spod notatek o wojnie.

    Czy zdarzyło wam się kupić takiego samego ebooka i książkę papierową? Jeśli tak to dlaczego?
    W moim wypadku zrobiłem tak raz. Najpierw kupiłem ebooka a potem w papierze, żeby dostać autograf autora.

  238. @fielryb
    „Czy zdarzyło wam się kupić takiego samego ebooka i książkę papierową? Jeśli tak to dlaczego?”

    Tak, Wolność Franzena. Najpierw polskie wydanie w twardej oprawie, potem oryginał w ebooku, bo łatwiej czytać na wakacjach, no i coś mi tam z przekładem zgrzytało, nie pomnę już co.

  239. @sheik.yerbouti
    „To jak z ekranem w samochodzie – większosc producentów uważa, że nie ma nic złego w smyraniu paluchem po ekranie, jest raptem paru ogarniętych, którzy zapewniają gładzik”
    [Offtop Offtopu (ekskursja w ekskursji 😉 )]
    Mój ma ekran dotykowy i nie ma gładzika. Ma za to pokrętło z przyciskiem i 6 osobnych przycisków. Bardzo wygodne, bo po przyzwyczajeniu się nie rozprasza tak bardzo jak ekran w trakcie jazdy. Ale gładzik to też pewnie niezły pomysł.

  240. @fieloryb
    „Czy zdarzyło wam się kupić takiego samego ebooka i książkę papierową? Jeśli tak to dlaczego?”
    Oczywiście. Często przeskakuję z czytaniem z papieru na ekran i z powrotem. Tak mi wygodniej.

  241. Jeszcze wrócę do czytników i zapytam: Czy ktoś ma doświadczenia z Onyxami? Warto się w to wpuszczać?

  242. n@fieloryb
    „Czy zdarzyło wam się kupić takiego samego ebooka i książkę papierową? Jeśli tak to dlaczego?”

    Zdarzyło się w obie strony.
    najpierw ebook potem papier – z powodu ilustracji/mapek i tym podobnych

    papier -> ebook: dostałem np swego czasu pod choinkę grubaśnego nowego wtedy Dana Browna. No bardzo fajna książka tylko że od tych 1000 stron ręka mi mdlała więc na drugi dzień cichcem dokupiłem ebooka.

    Od tamtej pory trzymam się zasady: powieści wyłącznie w ebookach, fakty/historyczne – raczej papier (a przynajmniej próbuję najpierw obejrzeć i się zastanowić).

  243. @fieloryb
    „Czy zdarzyło wam się kupić takiego samego ebooka i książkę papierową? Jeśli tak to dlaczego?”

    Nie pamiętam, ale zdarzyło mi sie najpierw przeczytać książkę po polsku (Amerykańscy bogowie Gaimana) w niepamiętam jakiej formie, może papier z bibiloteki, a potem kindle mi podsunął rozszerzoną edycję w oryginale w jakiejść promocji, więc kupiłem i też przeczytałem. W sumie nie lubię fantazy, ale to całkiem zabawne było. No i zabawnie było sprawdzić jak niewiele mi w bani zostało po pierwszym przeczytaniu.

  244. @słownik na kindlu

    Ja np. teraz przy czytaniu książek po hiszpańsku mogę sobie wybrać między słownikiem hiszpańsko-hiszpańskim RAE i hiszpańsko-angielskim.

  245. „Czy zdarzyło wam się kupić takiego samego ebooka i książkę papierową? Jeśli tak to dlaczego?”

    Oh, wiele razy. Sporo książek (nie-powieści) czytam tak że najpierw książkę papierową, a potem wracam do ebooka jak potrzebuję coś sprawdzić (łatwość wyszukiwania). Czasami do tego dochodzi, że jedna wersja jest wcześniej od drugiej. Druga kopia ma też zaletę że można mieć pod ręką mapkę/tabelę i czytać bez konieczności przerzucania kartek.

    @tablety, team MS. iPad przegrywa brakiem zintegrowanej podstawki. Killer app jest OneNote i funkcja kopiowania tekstu z obrazka. Wreszcie można integrować wszystko poprzez zrobienie zdjęcia.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.