Jadziem na Szmulki


Najbardziej kontrowersyjnym tematem w Warszawie jest nowa kładka pieszo-rowerowa. Aktywiści miejscy są gorąco przeciw, Warszawiacy są gorąco za – stąd nieco paradoksalne głosy protestu, że ta kładka nie jest nikomu potrzebna, bo tłumy takie, że nie sposób się przecisnąć.

Ja od początku byłem za, a jeszcze bardziej za się zrobiłem jak już się przecisnąłem. Nawet bez skrótu przez Wisłostradę, który ma być gotowy jeszcze w tym roku, kładka łączy dwa bardzo różne światy – Trakt Królewski w historycznym sercu Warszawy i ulicę Ząbkowską w historycznym sercu Szmulowizny.

„Ilustrowany przewodnik po Warszawie redakcyi Wędrowca” z 1893 roku dyplomatycznie nazywa tę dzielnicę „może najciekawszą”. Z opisu wynika jednak, że jest to „ciekawość” w znaczeniu pasującym do nieistniejącego już fanpejdża „miejsca w Warszawie, w których dostaniesz po ryju”.

Rzut oka na mapę mówi nam, że Szmulki są odcięte od świata trzema liniami kolejowymi. Historia ma wiele przykładów na to, że to prowadzi to do automatycznej gettoizacji (stąd się biorą także słynne szwedzkie „no go zones”).

W XIX wieku dochodził dodatkowy czynnik. Tak jak Vernon, California – miasto będące inspiracją dla drugiego sezonu „True Detective” – Szmulowizna była częścią aglomeracji warszawskiej, ale odrębnym miastem.

Podlegały „juryzdykcyi wójta gminy Targówek”, pisze przewodnik, a „policya ziemska nie mogła być dość liczną ani dość czujną”. Przez to Szmulki stały się „siedliskiem wszystkich odpadków wielkiego miasta, wszystkich osobistości podejrzanych, będących w niezgodzie z porządkiem publicznym, które w tych zaułkach, w sieci drobnych uliczek znajdowały schronienie pewne i bezpieczne”.

Uległo to formalnej zmianie w 1891, gdy Szmulowiznę wcielono do Warszawy. Niektóre źródła, w tym Wikipedia, podają inne daty – ja się trzymam „Przewodnika” z tamtych czasów. W praktyce „rygor i porządek wielkomiejski nie da się odrazu zaprowadzić, do dziśdnia nawet Szmulowizna nocą nie jest oświetlona”.

Praga nie uległa takim zniszczeniom jak Warszawa lewobrzeżna, więc w PRL na Szmulkach nadal mieszkały rodziny, kontynuujące przestępczą działalność od pokoleń, z dziada-pradziada. Stąd czarna legenda Ząbkowskiej, nie do końca bezpodstawna.

W kapitalizmie Szmulki zaczęły się gentryfikować, bo mimo wszystko jest to blisko centrum. W pradziejach bloga odnajdziecie notkę, która pośrednio opisywała ten proces (z 2008).

Od tego czasu doszła stacja metra, a kładka zapewne to przypieczętuje. To ostatnie chwile, by zrobić sobie spacer na „szemraną Pragę”, najlepiej przez kładkę właśnie (np. szlakiem Starówka – Koneser).

Nadal jest tam troszeczkę niebezpiecznie. Plotki zasłyszane od lokalsów mówią, że tamtejsze pustostany przyciągają narkomanów, jako ich ostatnie miejsce zamieszkania.

Człowiek na głodzie zrobi wszystko, żeby mieć na kolejną działkę, więc należy się tam liczyć z próbą wyrwania torebki czy plecaka. Jak zaznaczyłem, to plotki od lokalsów, mi się tam nigdy nie przydarzyło nic złego.

Wprost przeciwnie. Z Ząbkowską wiąże się jedno z moich najprzyjemniejszych warszawskich wspomnień.

Jak wiecie, jestem didżejem-grafomanem, który brak umiejętności nadrabia entuzjazmem oraz tym, że mój ulubiony format (złote przeboje lat 70/80/90) jest samograjem. Każdy lubi Abbę.

Jako grafoman, wpycham się na różne eventy. A że do niedawna nie miałem profesjonalnego sprzętu, wiązało się to z tym, że zapraszająca strona musiała go dla mnie wypożyczyć.

Kilka lat temu redakcja Co Jest Grane dała się namówić, żebym grał podczas gali wręczania nagród zwanych Wdechami. Event zamknięty, ale dla publiczności licznej, a prestiżowej, bo wiele znanych osób z branży kulturalnej.

Event miał miejsce w Koneserze, jednej z enklaw gentryfikacji na Szmulkach (mają tam nawet salon Tesli!).

Zaparkowałem w podziemiu, zaniosłem pudła z płytami i… zonk! Wypożyczono dla mnie wprawdzie profesjonalne techniksy, ale bez wkładek, bo prawdziwy didżej zawsze ma przy sobie własne.

Profesjonalna wkładka to nie jest coś, co się da kupić w zwykłym sklepie RTV-AGD. Z nieprofesjonalną też zresztą będzie kłopot.

Ale nawet do takich sklepów mam teraz daleko. A za pół godziny gram. CO ROBIĆ?

Przypominam sobie, że na pobliskiej Ząbkowskiej jest sklep z płytami, w którym są decki do odsłuchu. Zaraz się zamykają, może pozwolą mi wykręcić headshelle z wkładkami i będą pasować?

Dzwonię i zaczynam coś dukać, że wie pan, awaryjna sytuacja. Rozmówca nagle mi przerywa – „no i dlatego właśnie nie ruszam się bez moich ortofonów!”.

Ruszam z piskiem opon (to metafora, w foresterze to praktycznie niemożliwe). Po chwili problem mam rozwiązany: trzymam dość drogą zabawecznę: eleganckie puzderko z dwiema profesjonalnymi wkładkami.

Pytam, czy zostawić w zastawie dowód albo gotówkę. Właściciel macha ręką – „ufam ci, wyświetliłeś mi się, tylko oddaj mi jutro przed piętnastą, bo gram imprezę”.

No i taka jest prawda o Warszawie. Lubię jej popkulturowy portret jako miasta cynizmu, jak w kuplecie o „Pannie Cecylii” (albo jak w prozie Żulczyka). Ale to tylko część prawdy – tak naprawdę jest to miasto pełne ludzi gotowych ci bezinteresownie pomóc gdy masz kłopoty.

Raz jeszcze więc zapraszam na wycieczkę kładką na Szmulki!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

78 komentarzy

  1. Dwóch moich serdecznych kumpli mieszkało na Szmulkach (jednego znasz jako Gammona) Czasem tam bywaliśmy na imprezach, no i po jednej takiej zostaliśmy odprowadzeni na nocny bus, takimi opłotkami, że w dzień wtedy bym nie wędrował, ale wiódł nas syn tej ziemi, lokals 100% procentowy. No i bezpiecznie wsiedliśmy w nocny, dojechaliśmy do Ronda Waszyngtona, gdzie napatoczyli się jacyś kibice i do mordobicia doszło na eleganckiej Saskie Kępie, a nie Szmulkach.

  2. Zdecydowanie jest milej odkąd tru warsiawiacy są ewidentnje w mniejszości, nawet od słoików już z 5 lat mnie nikt nie zwyzywał (ostatnio sąsiad, który zobaczył że mam niewarsiaskie blachy i następnie oblał mi kwasem maskę samochodu, na szczęście się wyprowadził, albo może się zabił tym swoim sportowym auteczkiem) i w ogóle samo wyzwisko bardziej już, powiedziałbym, krindżowe niż nienawistne.

  3. Lokalsi słusznie mówią, że jest niebezpiecznie, bo taka fama filtruje przyjeżdżających. Są ludzie, dla których taka fama jest wszystkim i oni sami ją potem z pasją i dumą powtarzają i tak to działa. A bardziej kumaci, mniej Dulscy, docierają z ciekawością i wiedzą, że tu jest bezpiecznie.
    To ma wersję patologiczną, którą zaobserwowałem kilka razy (z 6-7, już coś mówi, taka liczba) w okolicy Brzeskiej. Pytano mnie tam, czy to prawda, że ta Brzeska jest jeszcze taką straszną Pragą jak dawniej. Ja na to niuansuję, że są podwórka, gdzie lepiej nie wchodzić, że domy zaniedbane nie sprzyjają sprzyjaniu, ale i tak można tam pójść bez strachu na spacer, itd., itp. I dokładnie wtedy jak spod ziemi wyrasta ziomal rycząc „CO TO, KURWA, PIERDOLISZ, TAM W BRAMIE ZAJEBALI, CO TY WIESZ, KURWA?!”. Wzmiankuję to dla większej pełności obrazu, a też co do dowodów anegdotycznych, mam dwa.
    Dwa razy łamano mi nos. Najpierw o 16 na Chmielnej blisko Nowego Światu. Podszedł koleś, zaczepiał, wklejał się, chciałem się go pozbyć, po prostu walnął z bańki. Szczęśliwie, dokładnie w tym momencie, przybiegli jego koledzy, którzy obezwładniali go (bardzo chciał lać dalej), jednocześnie przepraszając.
    Za drugim razem zagadali mnie nieciekawi, jak się potem okazało, ludzie. Ząbkowska róg Targowej, samo centrum Pragi. Pytali, czy znam tego, owego, lampki powinny były się zapalać. Ale byłem ich ciekaw, więc z nimi poszedłem. Chapnęli fetę, której ja odmówiłem, potem rozmowa poszła nie w tę stronę.
    Co można wnosić: w centrum nigdy nie wiesz, na Pradze musisz się sam prosić.
    A mniej anegdotycznie, to tu jest super, kontakt z sąsiadami, sprzedawcy w sklepach kontaktowi, aura, której nie trzeba wymyślać, żeby ją kupić, bo ona już jest.

  4. Przechodząc kładką na Pragę wychodzisz wprost na Port Praski, gdzie mieszka były prezydent, którego małżonkę można spotkać w Katedrze Praskiej. Tak więc z szemraną Pragą to nie ma wiele wspólnego 😉

    Idąc dalej, do Ząbkowskiej, rzeczywiście trafiamy do swoistego skansenu, ale to już nie to co kiedyś. I tych dawnych mieszkańców nie tylu, a i oni nie tacy, jak to drzewiej bywało. Ulicą Brzeską w nocy to bym wolał nie chodzić, ale poza tym to jest tu mniej więcej tak samo bezpiecznie, jak w pozostałych dzielnicach (poza Śródmieściem).

    „to tu jest super, kontakt z sąsiadami, sprzedawcy w sklepach kontaktowi, aura, której nie trzeba wymyślać, żeby ją kupić, bo ona już jest.”

    Ja też lubię Pragę i tutejsze klimaty, ale bym nie przesadzał z tym lukrowaniem. Np. na chodniku co krok, to psia kupa.

    PS. Polecam „Odkrywanie żydowskiej Pragi”.

  5. @ „miejsca w Warszawie, w których dostaniesz po ryju”.

    Mieszkałem na skraju Szmulek, na ul. Stalowej, przez dwa lata, i były to dwa lata – 1992-1993 – tuż po zmianie ustroju. Wracałem Stalową codziennie wieczorem, bo pracowałem w sklepie do 19.00, i na fakcie, że po wysiądnięciu z tramwaju nigdy nikt mnie nie zaczepił ani nic takiego, zaczęła mi się tworzyć fałszywa aura bezpieczeństwa i europeizacji wschodniej Warszawy – aż się okazało, że któregoś takiego wieczoru, na odcinku między tramwajowym przystankiem a kamienicą, gdzie wynajmowaliśmy mieszkanie, ktoś kogoś literalnie zatłukł płytą chodnikową, może nawet stawałem na niej nogą, idąc od „4”.

  6. @ergonauta
    Stalowa to już zupełnie nie Szmulki. Ale okolice Stalowej uchodziły za „gorsze” i bardziej niebezpieczne od Ząbkowskiej, i zaczęły się gentryfikować później.

  7. @margrabia
    „Mieszkałem na skraju Szmulek, na ul. Stalowej, ”

    To zupełnie co innego i zupełnie inny mechanizm! Szmulowizna rozkwitała (?) jako „osobne miasto”, natomiast Stalowa początkowo była usobowieniem nowego ładu i porządku, jako wzorcowe osiedle dla robotników pobliskiej, nomen omen, huty. Jeszcze w XIX wieku ją zlikwidowano, więc dzielnica robotnicza stała się dzielnicą bezrobotniczą. To jeszcze bardziej kryminogenne niż dzielnica „spoza jurysdyckji”.

    Około 1890 mamy więc Szmulki jako siedlisko „złodziei z dziada pradziada”, coś jak z stare miasto w „Sin City” i Nową Pragę jako miejsce ludzi, którzy po prostu musieli zacząć kraść. To drugie mogło mieć gorsze skutki.

    „nigdy nikt mnie nie zaczepił ani nic takiego, zaczęła mi się tworzyć fałszywa aura bezpieczeństwa ”

    No bo trzeba mieć wyjątkowego pecha, żeby paść ofiarą randomowej przemocy. Zaryzykowałbym że naprawdę najbardziej niebezpieczne są miejsca, gdzie się spotykają tłumy obcych ludzi, czyli właśnie ścisłe centrum. Niemniej jednak na Ząbkowskiej oraz na Stalowej możesz bardzo przypadkowo paść ofiarą kogoś „w narkoalkoamoku, kto nie słuchał gdy wołali <>”. But then again, ten ktoś prawdopodobnie w pierwszej kolejności i tak zaatakuje jakiegoś sznapskumpla.

  8. @ergonauta
    Mieszkałem wtedy pod 33. Z tym morderstwem wiąże się pewna ( z braku lepszego określenia) ciekawostka. Ofiarą był dziennikarz, który przypadkowo pobłądził. Sprawców złapano, dlatego, że zbyt zaangażowali się w poprawki, gdy Fajbusiewicz kręcił o tym odcinek 997.
    Po prawdzie to lata 90-te to nie był dobry czas, ale nie tylko na Pradze.

    https://kobieta.gazeta.pl/kobieta/7,107881,28417897,nastolatek-inscenizowal-morderstwo-w-programie-997-wpadl.html

  9. @wo
    Jak najbardziej, to chciałem sprostować.

    Trochę zbyt skrótowo wyszło, miałem na myśli opinię Stalowej pod koniec XX wieku, i jej późniejsze niż Ząbkowskiej ucywilizowanie.
    Historyczne uwarunkowania o których piszesz powodowały, że na Szmulkach można się było spodziewać jakichś zasad, „złodziejskiego honoru” jak z podwórkowych ballad, na Stalowej mniej. Takie przynajmniej mam wrażenie z tamtych czasów i mieszkania w pobliżu (na Bródnie i Targówku), ile w tym obiektywnej prawdy trudno powiedzieć.

  10. @TBo Rossbach
    Co do kup, to się zgadza, ale i zmienia, bo już w 2015 pani z zoologocznego w al. Tysiąclecia rzekła mi, że zaczęły schodzić stosowne woreczki.
    Port Praski wiadomo, enklawa, chodź już nie „podejdź no do płota”, bo tych zakazano”.
    A teraz męczyć mnie będzie, o którego prezydenta chodzi. Odpadają Bierut czy Jaruzelski, stawiam, że nie Wałęsa (choć jakoś by pasował, tam stocznia, tu port). Komorowski chyba?
    Książka „Odkrywanie…” jest pokłosiem komferencji naukowej o tym samym tytule w ŻIHu, super dobra praca.

  11. @s00hy

    Dzięki!
    Myśmy się potem przeprowadzili gdzie indziej (ale nie dlatego, żeśmy się zestrachali, prostu tak życiowo), więc nie interesowałem się sprawą.

    @WO & Margrabia

    „Stalowa to już zupełnie nie Szmulki.” / „To zupełnie co innego i zupełnie inny mechanizm!”

    Niby wiem, że granicą są tory kolejowe i al. Solidarności, ale jednak było pewne przenikanie, trudno powiedzieć czego, aury?, szczególnie w okolicach ul. Szwedzkiej. A z od drugiej strony patrząc, sporo regularnych bywalców Bazaru Różyckiego (chodziłem tam 2-3 razy w tygodniu, rano przed pracą, jeszcze wtedy kwitł) przybywało z obu stron torowiska.

  12. W najntisach studentem będąc mieszkałem na Targówku. A że pracowałem po nocach to często wracałem do domu autobusem bodajże 602 (?) który jechał właśnie Ząbkowską. No trochę się wtedy mordobicia naoglądałem, fakt że nigdy nic mi osobiście się nie stało. Ale np taka akcja. Nagle autobus sobie staje pomiędzy przystankami, kierowca gasi silnik i wychodzi zapalić. Dlaczego? Bo 50m przed nim trwa bitwa tak z 10 gości nawalających się wszystkim co popadnie. W pewnym momencie zaczynają np fruwać kosze na śmiecie. I tak postaliśmy z 20 minut zanim policja zjechała i zebrała niedobitki. Z tym że to była już stara Radzymińska chyba, nie Ząbkowska. No ale Szmulki.

    A potem gdzieś koło 2005 roku mój kumpel tam się sprowadził, z żona i gromadką dzieci. Przemieszkał z 10 lat, twierdzi że w życiu w spokojniejszej okolicy nie mieszkał (a był z Bródna).

    Ale fakt że na Brzeskiej jest nadal nieprzyjemnie. Ale to pewnie z powodu tego że mało kto tam mieszka, przeważają pustostany. Więc jest dość ponuro.

  13. @embeecadero
    Świetnie przeczytać coś o takich czasach.
    Ale najciekawsze jest, o co walczono. Dokładnie ci sami ludzie też dziś o coś walczą (choć mogą być już bez formy, lub nie być), inscenizacja wtedy była kostiumem. Może to małe, że Wołomińska nad Łomżyńską (choćby). Ale co robić, kiedy ich się widzi, słyszy ich teksty, tych z Wołomińskiej. Są i nie ma inaczej. To się walczy.

  14. @WO
    „w narkoalkoamoku, kto nie słuchał gdy wołali”
    Proszę wybaczyć taki nagły offtop, ale czy Afro Kolektyw był polecany w Telewizyjnej? To mętne skojarzenie sprzed dwóch dekad, a nie wiem, skądinąd miałbym ich znać.

  15. @wo

    „No bo trzeba mieć wyjątkowego pecha, żeby paść ofiarą randomowej przemocy. Zaryzykowałbym że naprawdę najbardziej niebezpieczne są miejsca, gdzie się spotykają tłumy obcych ludzi, czyli właśnie ścisłe centrum.”

    Anegdotycznie rzecz biorąc to we Wrocławiu pobito mnie i w centrum i zdecydowanie daleko od niego. Za to na rynku okradziono mnie grożąc nożem.

  16. @ausir
    Prześcigając się w anecdatach, raz widziałem we Wrocławiu tuż obok Rynku atak o podłożu prawdopodobnie homofobicznym. Po prostu dwóch gejów trzymało się za ręce. Ktoś uderzył jednego z nich w twarz, a potem się rozpłynął. Policja pojawiła się bardzo szybko, ale jak zwykle była bezradna.

  17. @wolnyrodnik
    „Proszę wybaczyć taki nagły offtop, ale czy Afro Kolektyw był polecany w Telewizyjnej? ”

    Czy w Telewizyjnej to nie wiem, ale na pewno w Co Jest Grane. Byłoby dziwne gdyby nigdy nie dostali Wdecha?

  18. Pragi to dla mnie takie trochę rodzinne dzielnice, rodzina ojca pochodziła z Marek (a część rodziny mamy z domków za kościołem na Służewie, do dzisiaj należy mi się tam 1/3 z 1/3 jakiejś działeczki) i słowami babci, „bo oni to szewce byli ale straszne pijusy, co narobili kapci na handel na Stalowej to wszystko przepili zanim kolejką wrócili do domu” oraz „a tatuś był stolarzem i był w PPR, co 1. Maja to go Policja zamykała”. Po wojnie dziadkowie zamieszkali na Ochocie ale, że ciotki zamieszkały na Pradze to jako dziecko z byłego woj. pilskiego nader często odwiedzałem Pragę rozciągającą się od okolic czterech śpiących do PZO na Grochowskiej. Nigdy nie postrzegałem jej „jako niebezpieczną” więc w epizodzie warszawskim mieszkałem nawet i za placem Szembeka – swoją drogą świetna miejscówka, 5 minut do tramwaju.
    A kładka fajna tylko niech te wyloty poprawią bo zygzaki straszne, samochodziki się zbytnio nie spocą jak postoją na świetle kilkanaście metrów dalej.

  19. O tak, Szembek, to ostatnie takie miejsce gdzie można spotkać w dużych ilościach autentycznych warsiawskich meneli z dziada pradziada, znaczy autochtonów. Miejsce jedyne w swoim rodzaju, na Szmulkach jest to już jednak gatunek wymierający, Grochów gentryfikuje się wolniej. Choć i tam nie ma porównania z tym co było 20 lat temu, choćby totalnie zniknęli Romowie których była masa

  20. @embercadero
    Tak tak, ten gatunek, nigdy tak się z nikim, ale tu trochę. Sam jestem z gatunku (z dziada, ja sam nie).

  21. @TCzP
    „był w PPR, co 1. Maja to go Policja zamykała”

    Na wszelki wypadek zaznaczę, że tu musi być jakaś pomyłka. Nie mogła go policja zatrzymywać za to, że był w PPR.

  22. To chyba reguła, że miejsca o najgorszej sławie nie są najbardziej niebezpieczne. Może to jak u Pratchetta, gdzie pewna dzielnica miała taką renomę, że nawet bandyci bali się tam chodzić. A może opinia nie nadąża za zmianami.

    Anegdotycznie, w Łodzi takim symbolem są Bałuty. Mieszkałem w Łodzi w czasach licealno-studenckich, na Bałutach właśnie. Jak każdemu w tym wieku zdarzyło mi się parę nieprzyjemnych historii (nic wielkiego, najczęściej kończyło się życiowym rekordem w biegu średniodystansowym), chyba tylko raz na Bałutach, a zwykle w Śródmieściu.

  23. @Igor
    Bo ludziom się wydaje że w ryj można dostać głównie tam gdzie są brzydkie zaniedbane budynki w których mieszkają „menele”. A to bzdura, to tylko oznaka biedy, najłatwiej dostać w mordę w centrum czy nad Wisłą, tam gdzie szlachta się bawi, no kiedyś jeszcze na blokowiskach, zanim średnia wieku ich mieszkańców przekroczyła 60. W ogóle w dzisiejszych czasach dostać w Warszawie po pysku to trzeba się naprawdę prosić. Młodzież dzisiejsza nawet jak napruta to na wesoło a nie na agresywnie.

    Z tym PPRem to się koledze z PPSem popieprzyło, mój dziadek był w PPS i tą samą anecdatę o wizytach milicji przed 1 maja słyszałem.

  24. @embarcadero

    Że biedna ulica to niekoniecznie ta, gdzie się napada na przechodniów, to jedno. A drugie, to gentryfikacja. Dzielnice biedy (gdzie faktycznie czasem się dzieją nieciekawe sprawy, choć głównie we własnym gronie) niekoniecznie są tam, gdzie kiedyś, a opinia zostaje.

    Czy trudniej dzisiaj dostać w ryj? Też mam takie wrażenie, ale biorę poprawkę na mój zanik nocnego życia. Nie żebym wcześniej prowadził jakieś intensywne, ale jako student-nerd i tak o wiele bardziej niż jako ojciec-nerd.

  25. @igor
    „Że biedna ulica to niekoniecznie ta, gdzie się napada na przechodniów, to jedno”

    no przecież mówię, ludzie utożsamiają brzydotę i biedę z tym że jest niebezpiecznie a to bzdura. Może kiedyś tak było ale jeśli tak to bardzo dawno.

    Ja często błąkam się po nocy i przynajmniej u mnie we wsi nawet pod monopolowymi nocnikami jest spokojnie, co najwyżej jeden z drugim niedopici żebrzą o grosika. Prawdziwego mordobicia nie widziałem od lat.

  26. @wo „Na wszelki wypadek zaznaczę, że tu musi być jakaś pomyłka. Nie mogła go policja zatrzymywać za to, że był w PPR.”

    Wg babci zamykali go przed 1. Maja by nie uczestniczył w demonstracji, niestety, w jakiej partii był przed wojną już się raczej nie dowiem, później faktycznie było to PPR.

  27. Mój szacowny padre ma analogiczną historię o swoim stryju (w sensie, że prewencyjne zamykanie przed świętem robotniczym). Stryj też był w partii i też nie wiem, w jakiej.
    A w kwestii Pragi warszawskiej to bardzo ciekawe muzeum dzielnicy tam mają.

  28. @szmulki
    Pamiętam sklep „Dziupla” na Ząbkowskiej, w którym w latach ’90 sprzedawano płyty i kasety z muzyką metalową oraz wszelki ekwipunek subkulturowy: koszulki, bluzy, naszywki, etc. Pomimo, że sklep się mieścił bodaj w 3 kamienicy od Targowej, to każda wizyta była wyprawą, podczas której trzeba było filować, czy zaraz nie trzeba będzie uciekać przed bandą dresów. Choć też muszę przyznać, że osobiście nigdy mnie tam nic złego nie spotkało.

    @krytyka
    Tłumy są owszem w weekendy i wieczorami, podobnie jak na leżącej nieopodal plaży „poniatówce”. Również w przypadku obu tych miejsc, w godzinach pracy przeciętnego korposzczura z przeciśnięciem się problemu nie ma. Różnica tkwi w kosztach obu atrakcji. Krytyka mnie nie dziwi. Chociaż miejsca rekreacji też są istotne, to przy takim stanie infrastruktury rowerowej jaki mamy teraz (uwzględniając to, że nawet jak gdzieś są ścieżki rowerowe, to często są to ciągi wyodrębnione z chodnika, meandrujące z lewa na prawo slalomem wokół przystanków, bardziej nadające się do rekreacji, niż do przemieszczania się z punktu A do punktu B) można zadać słuszne pytanie o priorytety. Bo też ciekawe, czy nawet osoba, która chce na rowerze dojechać z Targówka Fabrycznego do biurowców przy Daszyńskiego wybierze kładkę, czy może wygodniej będzie jechać Świętokrzyskim?

  29. @Prewencyjne zamykanie
    Według Tadeusza Wittlina („Ostatnia cyganeria”) prewencyjnie zamykano kilka dni przed pierwszym majem poetę Aleksandra Wata. Ponoć autor wspomnień załatwił zastąpienie aresztu policyjnego przez „areszt” domowy u pracodawcy (IIRC Gebethnera?) – Wat był kierownikiem literackim wydawnictwa.

  30. Wyprawy do dziupli to pokoleniowa legenda, w tym 1001 sposobów gdzie schować forsę by ci jej nie znaleźli. Z tym że moim zdaniem tam wcale nie kroili lokalsi tylko przyjezdni – wiadomo było że jak ktoś z długimi włosami idzie Ząbkowską w kierunku dziupli to raczej ma przy sobie jakiś hajs na zakupy. I do tego łatwy cel bo przeważnie nerd. Więc się tam zjeżdżały dresy jak na polowanie.

    Inne wspomnienie: dwa przejścia podziemne przez Targową, przy Ząbkowskiej i przy śpiących. W obu w 90sach kwitł handel dragami praktycznie bez jakiejkolwiek krępacji. 100 metrów od komisariatu.

  31. Problem z kładką jest taki, że równo olano część składników inwestycji, chociaż doskonale było wiadomo, że kładka powstaje. Np. przejście przez Wisłostradę można było zrobić wcześniej, o infrastrukturze rowerowej po praskiej stronie nie wspominając. No i brak separacji ruchu pieszego i rowerowego jest bez sensu (i wiele razi się jeszcze zemści). Potrzebujemy takiej infrastruktury w Warszawie, natomiast bardzo charakterystyczne jest brnięcie w zaparte w przypadku jakichkolwiek błędów/niedociągnięć.

    A jeśli chodzi o Brzeską, to nie jest żadną tajemnicą, że jest obecnie siedliskiem dilerów, stąd być może również wykorzystanie pustostanów przez terminalnie uzależnionych, po prostu mają blisko. Ząbkowska zgentryfikowała się już dawno.

  32. @ gfedorynski

    Jest też druga strona medalu: aktywiści miejscy zamiast powiedzieć „fajno-mieszczańsko”, że: „Fajną mamy kładkę spacerową z funkcją rowerową, zwłaszcza jak się dobuduje przejście przez Wisłostradę ale teraz trzeba budować infra rowerową po drugiej stronie i to jest nasz program więc głosujcie na nas bo my wiem jak” to na chwile przed wyborami, wbrew opinii elektoratu wyrażanej nogami maszerującymi na kładce, zadali sobie ultra dużo trudu aby znaleźć nieskończoną liczbę problemów i nawet – mam wrażenie – mieli jakiś wewnętrzny konkurs kto bardziej będzie hejtował. Innymi słowy jeśli ktoś wygrał tu konkurs na „brnięcie w zaparte” to tym razem nie Trzasku bo on akurat znów ukradł i przepakował po swojemu kolejny cudzy pomysł co pomogło mu znów wygrać wybory w 1 turze.

  33. „ukradł i przepakował”

    Sorry ale takie gadanie strasznie mnie triggeruje. Załóżmy że może i nawet jakiś „aktywista” pierwszy wpadł na pomysł tej kładki w tym miejscu. Czy w związku z tym należało jej nie budować póki tenże aktywista nie został się był prezydentem miasta? Bo tak się składa że jedynym podmiotem budującym mosty przez rzekę są przeważnie władze miasta. Niby kto i co komu ukradł.

  34. embercadero
    „Załóżmy że może i nawet jakiś „aktywista” pierwszy wpadł na pomysł tej kładki w tym miejscu. ”

    Ruchy miejskie domagają się kładki, tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.

    „Wiadomo już, że nie zostanie zrealizowany inny element koncepcji. PKP PLK wybuduje zupełnie nowy most na Wiśle, który zastąpi obecną przeprawę. Kratownicowa konstrukcja zostanie zastąpiona przęsłami z łukami. Kolej proponowała, by wzdłuż nowego mostu wybudować przejście pieszo-rowerowe. – Budowa takiej trasy musiałaby się wiązać z pełnym poniesieniem kosztów przez miasto. Część wzdłuż mostu budowalibyśmy razem z kolejarzami, ale już realizacja fragmentu od przyczółków z wprowadzeniem w układ drogowy leżałaby po naszej stronie. To ogromne środki. Z uwagi na przebieg tej trasy, która zaczynałaby się w okolicach mostu Świętokrzyskiego i kończyła się na wysokości mostu Poniatowskiego, zrezygnowaliśmy z tej koncepcji – mówi Łukasz Puchalski, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich.”

  35. „Trzasku bo on akurat znów ukradł i przepakował po swojemu kolejny cudzy pomysł”

    Że co? Decyzja w sprawie powstania kładki to 2016 r. „Władze Warszawy zapowiedziały budowę pierwszego mostu przeznaczonego tylko dla rowerzystów i pieszych. Powstanie na wysokości ulicy Karowej. Decyzję ogłosiła we wtorek Hanna Gronkiewicz-Waltz.”

    Poza tym: „Koncepcja traktu była tematem pracy magisterskiej wykonanej na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej przez Małgorzatę Dembowską pod kierunkiem prof. Ewy Kuryłowicz w 2014 roku. Motywem przewodnim projektu była pieszo – rowerowa kładka pomiędzy ulicą Okrzei i ulicą Karową. Projekt powstał przy udziale specjalistów z różnych dziedzin, m.in. prof. Krzysztofa Domaradzkiego (Pracownia Urbanistyki, WAPW), Jana Jakiela (stowarzyszenie SISKOM), prof. Danuty Kłosek – Kozłowskiej (Pracownia Dziedzictwa Miast, WAPW), dr Piotra Pachowskiego (Pracownia Projektowania Konstrukcji, WAPW).”

    Po to są oddolne inicjatywy, żeby ci na górze je realizowali. A wtedy nie jest to żadna kradzież, tylko wysłuchanie głosu mieszkańców.

    „No i brak separacji ruchu pieszego i rowerowego jest bez sensu (i wiele razi się jeszcze zemści). ”

    A Ty byłeś na tej kładce? Tam po prostu jest za wąsko na odrębny pas dla rowerów. Nie rozumiem zresztą w czym jest problem. Przez większość czasu można spokojnie przejechać przez kładkę, a gdy jest tłoczna, zejść i przeprowadzić rower przez te 300-400 metrów.

  36. To jest w ogóle jakieś nieporozumienie, że kładka, która przyciąga tłumy ludzi, jest tak hejtowana.

  37. „To jest w ogóle jakieś nieporozumienie, że kładka, która przyciąga tłumy ludzi, jest tak hejtowana.”

    Rowerowy aktywista nigdy nie jest zadowolony, to taki mindset, wieczna żółć, zawsze deszcz pada w twarz a muchy na zębach. Przy czym nie każdy rowerowy aktywista spełnia tą definicję, w masie krytycznej na przykład jest całkiem sporo sensownych ludzi. Oni nie narzekają, wręcz przeciwnie.

    A co do hejtu: są takie kręgi, przeważnie zbliżone do organizacji na 3 litery na M, które hejtują i zawsze będą hejtowały wszystko co Trzaskowskiemu wyszło. I każdemu kolejnemu. To tylko zazdrość.

  38. Nie zazdroszczę kładki w estetyce rany ciętej. Choć do Warszawy pasuje, a ciężko też było pobić Kraków z rurą ciepłowniczą.

    Wykonanie fatalne, co dodatkowo podkreśla nieumiejętne oświetlenie.

    Ludzie też uwielbiają schodki i budy wzdłuż nich, które zresztą kładkę już zastawiają (samochód też się już zmieścił). Może w Warszawie jest tak źle że cieszyć się można ze wszystkiego.

    Pomysł oczywiście że kradziony – ze wszystkich normalnie zarządzanych miast które kładki dawno mają.

  39. TBo Rossbach
    „To jest w ogóle jakieś nieporozumienie, że kładka, która przyciąga tłumy ludzi, jest tak hejtowana.”

    Rozróżnij klasyczną hejt pisowski (ci sami od „tunelu wzdłuż Wisły” to są albo ich potomkowie), od uwag odnośnie dojścia/dojazdu i krzyżowania szlaków pieszych i rowerowych. Kładka była hajpowana, więc jest hejtowana 😉 ale serio, to należało wprost oznajmić „budujemy atrakcję turystyczną, a nie infrastrukturę rowerową i nie będziemy udawać, że jest inaczej”

    Więc proszę tych wydatków nie wliczać w wydatki na szlaki rowerowe i zrobić coś z tym cholernym Poniatowskim i przejazdem przez Solec pod Mostem Łazienkowskim za tyle samo kasy lub więcej.

  40. Byłem dzisiaj drugi raz na słynnej kładce. Pierwsza wizyta była dwa tygodnie po otwarciu. Wtedy kładka przypominała Most Karola, tłum był taki, że ciężko było przejść z jednej strony na drugą. Dzisiaj był już lichy procent tamtego obłożenia. To oczywiście zrozumiałe, nowe atrakcje przeciągają ludzi. Tylko ciekawi mnie, czy pod koniec wakacji nadal będzie można mówić o „tłumach na kładce”.

    Powtórzę też za Unikodem tezę o fatalnym wykonaniu. Całe podłoże kładki jest wysmarowane czarnymi smugami, jakby każdy przejeżdżający rower zostawiał na niej swój ślad. Paskudnie to wygląda.

    @offtop
    Korzystając z tego, że wpis jest o Warszawie chciałbym zapytać (o ile WO nie masz nic przeciwko), na kogo będzie głosować „razemowa” Warszawa? Mam nadzieję, że jeśli lewica wywalczy mandat w Warszawie, to uda się przepchnąć kogoś innego niż Biedroń.

  41. ” ale serio, to należało wprost oznajmić „budujemy atrakcję turystyczną, a nie infrastrukturę rowerową i nie będziemy udawać, że jest inaczej”

    Nie wiem, czy wcześniej o tym mówiono wprost, ale przy okazji otwarcia kładki raczej władze miasta nie pozostawiały wątpliwości: „Most pieszo-rowerowy ma służyć przede wszystkim rekreacji i turystyce […] To nie jest droga rowerowa w rozumieniu ciągu komunikacyjnego”.

    „Więc proszę zrobić coś z tym cholernym Poniatowskim”

    No to już robią. Swoją drogą, jeżeli remont Poniatowskiego ma kosztować prawie 80 mln, to 150 mln za kładkę nie wygląda wcale źle.

  42. > To nie jest droga rowerowa w rozumieniu ciągu komunikacyjnego

    A to wszystko jasne, trzeba zrozumieć w rozumieniu zrozumienia urzędniczego. A może trzeba po prostu odczekać parę lat, ponieważ skrzyżowanie na Pradze będzie przebudowane. Nie tym razem oczywiście. Kładka pojawiła się tak znienacka, że wzięcie jej pod uwagę przy najbliższym remoncie jest niemożliwe gdyż „Zmiana na tym etapie oznaczałaby zaczęcie prac od początku i pewnie rok opóźnienia”.

    Wybrano najprostszy projekt o najmniejszych ambicjach. Sprawdziłem inne nagrodzone prace na stronie konkursu i wybrana wyróżnia się… brakiem kosztorysu w materiałach. Praca najlepiej skomunikowana z kładkami dojazdowymi „jednak właściwsza byłaby dla trenów mniej zurbanizowanych” zdaniem „sądu”. Piękna praca nawiązująca do kratowanych łuków mostu kolejowego została wyróżniona ale odpadła gdyż fundamenty pod te łuki były za drogie. W kosztorysie ich budowę wyceniono na 3 mln zł, a finalna suma 170 mln zawierała bufor 20% na nieprzewidziane wydatki. Przyjęty projekt zawarł je dopiero w aneksie podczas budowy. Za to dzięki prostocie realizacja trwała tylko 7 lat. Gul rośnie z zazdrości!

  43. @unikod
    „Wybrano najprostszy projekt o najmniejszych ambicjach”

    To dobry wybór. Całe moje doświadczenie życiowe mówi mi, że to warunek, żeby w ogóle coś wprowadzić w życie. Kto ściga najambitniejsze i najbardziej skomplikowane marzenia, ten najwyżej przejdzie do historii jak jakaś legenda peerelowskiej motoryzacji.

  44. @rpyzel
    „należało wprost oznajmić „budujemy atrakcję turystyczną, a nie infrastrukturę rowerową i nie będziemy udawać, że jest inaczej””

    Ja od początku to popierałem jako element uatrakcyjniania bulwarów. Budujesz sztuczne rozgraniczenie. Szlaki rekreacyjne dla rowerów górskich na wydmach wawerskich są i elementem warszawskiej infrastruktury rowerowej, i atrakcją turystyczną (polecam).

    Jak komuś się śpieszy, to i tak zamiast kładki powinien wybrać świętokrzyski lub śląskodąbrowski.

  45. @unierad i offtop. Ja np. będę głosował na Jana Harasymowicza z Razem, dużo RiGCz w wypowiedziach o energetyce atomowej i biotechnologii (precyzyjna fermentacja), a to akurat są sprawy, w których dużo się rozstrzyga na poziomie unijnym, i za samo to, że uznał je za ważne w kampanii ma u mnie plusa.
    @kładka – sama kładka jest bardzo OK, podoba mi się i idea, i wykonanie. Jako rowerzysta narzekam nie tyle na samą kładkę – przez Wisłę dobrze przejeżdża się Świętokrzyskim, kładka może sobie zostać pieszo-turystyczna (chociaż rowerowy Średnicowy by się przydał). Przeszkadza to, że przez źle rozwiązany węzeł (zwłaszcza po stronie praskiej) w czasie obłożenia kładki (weekendy i wieczory) praktycznie straciliśmy możliwość przejazdu w osi N-S wzdłuż Wybrzeża Szczecińskiego (po drugiej stronie jest minimalnie lepiej, bo szerzej). Piesi nie mają miejsca przed przejściem, wchodzą na DDR (bo nie mają wyjścia), przejechać się nie da. A to jedyny przejazd rowerowy w osi N-S w okolicy. A wystarczyło np. przełożyć DDR na drugą stronę Wybrzeża.

  46. @pgolik

    A to jest akurat słuszny zarzut, że projekt kładki nie przewidywał „zagospodarowania” pieszych po obu jej stronach więc prosto z kładki wychodzą na szerokie i mocno zatłoczone ulice. Z tym że każdy kto trochę się interesuje warszawskim samorządem wie dlaczego tak jest: takie „zagospodarowanie” pochłonęłoby po pierwsze kolejne kilkadziesiąt milionów, po drugie musiałoby się wiązać z zaburzeniami ruchu na obu wybrzeżach a to są niestety póki co trasy bezalternatywne. Więc wydłużyłoby i podrożyłoby to budowę bardzo znacznie. W tej sytuacji bardzo sensowną decyzją była budowa stosunkowo szybko tego co już jest i pozostawienie sprawy otoczenia po obu stronach Wisły na trochę później. Inaczej w życiu byśmy się tego nie doczekali.

  47. @infrastruktura turystyczna vs rowerowa

    Jeżdżę trzy lata rowerem na trasie Białołęka – okolice Śródmieścia, regularnie w godzinach szczytu i poza szczytem, często po zmroku, przez cały sezon wyłączywszy te dni kiedy na trasie jest lód/10 cm śniegu, zdarza mi się też jeździć na trasie Białołęka-Łomianki i nie rozumiem czym się różni infrastruktura turystyczna od rowerowej. Do Śródmieścia jeżdzę trasą: korona wału nad samą Wisłą (kostka bauma), Kładką Żerańską (polecam miłośnikom kładek, jak model mostu z filmu „O jeden most za daleko”, też nie ma pasa dla pieszych), mostem Grota, wzdłuż Wisłostrady, bulwarami i potem Karową w górę i poza weekendami, przez większość roku na całej tej trasie rowerzystów jakich spotykam mógłbym policzyć na palcach dwóch rąk pracownika tartaku. Ta 15 km trasa przecina jezdnię tylko w dwóch miejscach na wysokości Krasińskiego i Cytadeli (czego w zasadzie można uniknąć zjeżdzając z Grota nie na asfalt a na bardziej malowniczą trasę drogą utwardzoną bliżej Wisły). Mniej więcej jedna trzecia tej trasy to oświetlony pas asfaltu szerokości conajmniej 3m, na którym nie ma pieszych i można „z…ć jak pershing na wysokości lamperii”, i w dzień powszedni nie ma tam praktycznie żywego ducha (nie licząc bażantów, lisów i saren na wysokości EC). A w letni/wiosenny weekend na tej samej trasie jest ruch rowerowy jak w jakimś Amsterdamie. Zdarza mi się też przecinać Wisłę mostem MCS, który ma kilkumetrowej szerokości pas dla rowerów oddzielony od chodnika dla pieszych a potem skręcać na południe, cały czas asfaltową ścieżką tylko dla rowerów i rowerzystów w dni powszednie jest tam jeszcze mniej.

  48. @pgolik
    „możliwość przejazdu w osi N-S”

    Ogólnie jeżdżę wzdłuż Wisły dosłownie od 40+ lat (a jak doliczać „z tatą”, to ho ho) i ogólnie tę okazjonalną nieprzejezdność uważam za ficzer, a nie za buga. Po prostu wybrzeże Wisły po obu stronach POWINNO mieć funkcję głównie rekreacyjną, co oznacza w skrajnej sytuacji nawet konieczność schodzenia z roweru obok budek z hotdogiem albo aperolem. A od „commuter traffic” na osi Kabaty-Bielany oraz Tarchomin-Wawer powinny być po obu brzegach Wisły trasy w ciągu Grochowskiej oraz Traktu Królewskiego, Marszałkowskiej i Jana Pawła – i to jest dopiero skandal, że one powstają tak powoli i nadal są idiotyczne dziury np. przy Puławskiej.

  49. @wo
    No właśnie o to się rozchodzi (że tak z Praska powiem), że nie ma sensownej utylitarnej alternatywy dla nierekreacyjnych. Po lewej stronie przynajmniej coś się powoli rusza (Marszałkowska, niedługo będą robić Andersa), po drugiej nie ma żadnych sensownych alternatyw. A akurat w ostatnią sobotę musiałem się w miarę sprawnie przemieścić z Saskiej Kępy na Annopol, i stąd mi się tu ulewa. Kładka i bulwary są super, przyjemnie popatrzeć jak miasto żyje, mając w pamięci smutę PRL i lat 90., ale dla roweru jako pełnoprawnego miejskiego środka transportu mamy jeszcze w infrastrukturze dużo do nadrobienia.

  50. @pgolik

    Ustrój Warszawy ma to do siebie że władze dzielnic jak chcą to mogą bardzo skutecznie sabotować wszelkie pomysły jednostek miejskich na swoim terytorium. Na obu Pragach w zasadzie od zawsze rządzą politycy mocno pro-samochodowi i antyrowerowi – na północy do miesiąc temu rządził PIS z lokalnymi oszołomami, na południu od 20 lat rządzi Kucharski a rada składa się z ludzi w dużym stopniu przez niego nominowanych. To nie przypadek że inwestycje rowerowe są najbardziej zaniedbane właśnie tam, nieraz sluchałem rady dzielnicy Pr-Pd i dzikich rantów na rowerzystów za to że istnieją. Niestety w tej kadencji nic się nie zmieni, przynajmniej na południu. Zresztą podobny mindset panował na Mokotowie, stąd sprawa Puławskiej, również przy aktywnym sabotażu urzędu dzielnicy

  51. Z Mostu Śląskodąbrowskiego (ach te nowe zasady pisowni) wjeżdża się do tunelu albo na schody. Mam z niego wiele traumatycznych wspomnień. Przestałem tamtędy jeździć jendak dopiero po wypadku i nie był to mój wypadek. Pani została przedwcześnie wypisana ze szpitala praskiego i półprzytomna wyszła najbliższymi schodkami na ulicę, następnie na dziko przekroczyła podjazd na most. Opiekowałem się nią 5 godzin zanim zjawiła się zarobiona policja.

    Zastanawiało mnie jak w mieście niemożliwości pojawił się tak udany projekt jak Most Świętokrzyski. Znalazłem wypowiedź Marka Mikosa, tego samego który ogłaszał wybór koncepcji kładki w 2017, ubolewającego w 1998 nad tym, iż nie rozpisano konkursu wybierając projekt fińskiego architekta.

    Ekspert ćwierćwiecza pisał wtedy: „Konkursy bowiem dają szansę potrójną: dyskursu profesjonalnego i publicznego, ekonomizacji procesu projektowego i budowlanego, wreszcie szansę powstania dzieła architektonicznego jako faktu kulturalnego, dzieła na miarę naszego czasu”.

    Most Świętokrzyski wybudowano 2 lata później i do dzisiaj jest wydarzeniem, a kładka… coż – na miarę na szego czasu.

  52. @ten powyżej
    W jaki sposób nowe zasady wpływają na pisownię nazwy „Śląsko-Dąbrowski”?

  53. @unikod
    „Mam z niego wiele traumatycznych wspomnień”

    Tam się na szczęście dużo zmieniło. Samochody osobowe nie mogą jechać w godzinach szczytu, a organizacja ruchu ogólnie zniechęca by korzystać.

  54. @WO

    „To dobry wybór. Całe moje doświadczenie życiowe mówi mi, że to warunek, żeby w ogóle coś wprowadzić w życie. Kto ściga najambitniejsze i najbardziej skomplikowane marzenia, ten najwyżej przejdzie do historii jak jakaś legenda peerelowskiej motoryzacji.”

    Wrocław moze zazdrościć. W czaach poprzedniego prezydenta padł pomysł połączenia kampusów Politechniki kładką nad Odrą, jedna głównodowodzący uparł się, że lepiej zrobić kolejkę linową nad rzeką, bo chyba nikt w Europie tego nie ma. Wyszło dużo drożej, ale za to mniej praktycznie (ograniczona przepustowość i godziny funkcjonowania, trzeba kupować bilet na każdy przejazd, do tego niedługo po otwarciu barka zahaczyła o linę i wyłączyła kolejkę z działalności na dłuższy czas).

  55. @Ziarko kolejka linowa

    Ależ w tej historii było tyle smaczków, że aż żal nie wspomnieć:
    argumentem przeciw kładce było m.in. psucie widoku na most Grunwaldzki (nie bardzo wiadomo skąd) którego z niej nie widać, oraz koszt, który szacowano jak dla mostu drogowego.

    Przedsięwzięcie było wspólne: miejskie-politechniczne, miały w niej funkcjonować bilety komunikacji miejskiej itd. Ale po fakcie zakwestionowano udział miasta (jako ukrytą dotację dla politechniki) i miasto zmuszono do wycofania i politechnika stała się jedynym właścicielem.

    Barka (a konkretnie łyżka koparki na barce) zahaczyła o wagonik, bo zapomniano ustawić znaków o dozwolonej wysokości dla ruchu wodnego.

  56. @anonimowy.los „oraz koszt, który szacowano jak dla mostu drogowego.” – kładka w Warszawie kosztowała tyle co most drogowy

  57. @anonimowy.los
    „Przedsięwzięcie było wspólne: miejskie-politechniczne, miały w niej funkcjonować bilety komunikacji miejskiej itd.”

    Krótko mówiąc, to jest kolejka, która odpowiada żywotnym potrzebom, w oparciu o sześć instytucji, i to nie jest nasze ostatnie słowo?

  58. most drogowy”

    Raczysz żartować. Most świętokrzyski kosztował więcej niż kładka, a to było ćwierć wieku temu. Remont Poniatowskiego ma kosztować połowę kosztu kładki.

  59. Most Świętokrzyski kosztował 160 milionów, kładka 154. I tak, ćwierć wieku temu. Ale to jest most z czterema pasami ruchu samochodowego i dwoma pieszo rowerowego.

  60. @duxripae a ile ćwierć wieku temu kosztowało w stolicy trzypokojowe 65m2?

  61. @duxripae
    „I tak, ćwierć wieku temu.”

    Przed wejściem do Unii! For starters, budowlańcom można było wtedy skokowo mniej płacić. Ja po prostu zabraniam takich porównań.

    @sheik
    „a ile ćwierć wieku temu kosztowało w stolicy trzypokojowe 65m2?”

    W Warszawie wtedy ciągle można było kupić mieszkanie poniżej 100.000.

  62. „W Warszawie wtedy ciągle można było kupić mieszkanie poniżej 100.000.”

    Zaświadczam. W 99 roku kupiłem kawalerkę na Grochowie za 90 tys. Dziś byłaby warta minimum pół miliona.

    W mojej okolicy robia remont szkoły. Oferty w przetargu były wszystkie powyżej 50 mln (więc przetarg powtórzono ale będzie pewnie tak samo). Za remont budynku, bez budowy niczego nowego.

  63. @sheik
    ceny mostów też tak dziko poszły do góry jak ceny mieszkań? a to przepraszam, nie wiedziałem

  64. Dziko poszły do góry ceny zarówno materiałów jak i wszelkich robót budowlanych.Jestem w zarządzie wspólnoty, ktoś nam podpalił wiatę śmietnikową w zeszłe lato i spaliła się praktycznie do zera. Odbudowa kosztowała (uwaga) 120 tys. Za mniej żadnym sposobom się nie dało i to i tak w ogóle był cud że ktokolwiek się podjął. Ta sama wiata zbudowana kilka lat temu kosztowała niecałe 30 tys.

  65. Zadanie polegające na budowie trzech mostów kolejowych w Krakowie kosztowało 1.2 mld, za to nie było żadnego problemu z dołączeniem dwóch pasów dla rowerów.

  66. @duxripae
    „ceny mostów też tak dziko poszły do góry jak ceny mieszkań?”

    Nie, była specjalna unijna dyrektywa o zamrożeniu kosztów budowy. Są niezmienne niezależnie od wzrostu płacy minimalnej (itd).

    @unikod
    „za to nie było żadnego problemu z dołączeniem dwóch pasów dla rowerów.”

    I to jest coś od czego mi się chce płakać, że nie ma jakiejś normy, ustawy, rozporządzenia, czegokolwiek co by to wymuszało. Uważam, że powinno się je uwzględniać nawet jeśli po obu stronach jeszcze nie ma DDR (samochodowe trasy też się czasami buduje z jakimś zjazdem czy węzłem „donikąd”, „na zaś”).

  67. @duxripae „ceny mostów też tak dziko poszły do góry jak ceny mieszkań? a to przepraszam, nie wiedziałem”
    Inflacja w latach 2000-2023 przekroczyłą łącznie 100%, natomiast wzrost kosztów budowy wg GUS możesz sobie znaleźć tu (skąd we mnie tyle dobrej woli?):
    https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/przemysl-budownictwo-srodki-trwale/budownictwo/cena-1-m2-powierzchni-uzytkowej-budynku-mieszkalnego-oddanego-do-uzytkowania,8,1.html

    @embercader „W mojej okolicy robia remont szkoły. Oferty w przetargu były wszystkie powyżej 50 mln (więc przetarg powtórzono ale będzie pewnie tak samo). Za remont budynku, bez budowy niczego nowego.”
    Ale słowo „remont” może tu być mylące, bo kojarzy się odmalowaniem scian. Niemal na pewno chodzi o wymianę wszystkich okien i drzwi, ocieplenie budynku + nową elewację, nowe pokrycie dachu, wymianę balustrad, zmianę węglowej kotłowni na miejskie CO etc etc. Jesli jest tam gdzieś azbest, dolicz parę baniek na usunięcie.

  68. „Ale słowo „remont” może tu być mylące, bo kojarzy się odmalowaniem scian. Niemal na pewno chodzi o wymianę wszystkich okien i drzwi, ocieplenie budynku + nową elewację, nowe pokrycie dachu, wymianę balustrad, zmianę węglowej kotłowni na miejskie CO etc etc. Jesli jest tam gdzieś azbest, dolicz parę baniek na usunięcie.”

    Nie no, tak dokładnie jest, remont jest generalny, wymiana wszystkich instalacji, drzwi, okien itp. Ale i tak jest to więcej niż kosztowała budowa całkiem nowej szkoły i przedszkola w tej samej dzielnicy 3 lata temu. To jednak trochę szokujące.

  69. Średni blok, 4 klatki, 4 piętra, jak u mnie, to około 50 mieszkań. Całkowity mertaż razy cena metra daje sporo poniżej 50 mln, tj poniżej bańki na mieszkanie (gdyby sprzedawać jako nowe). Cóż takiego jest w szkole, co czyni jej remont droższym niż budowę takiego budynku mieszkalnego, wraz z ceną gruntu na dodatek? Ciężko pojąć. Przecież blok to o wiele więcej pomieszczeń, pionów, instalacji, wind itd.

  70. @kubawu „Cóż takiego jest w szkole, co czyni jej remont droższym niż budowę takiego budynku mieszkalnego, wraz z ceną gruntu na dodatek? Ciężko pojąć. Przecież blok to o wiele więcej pomieszczeń, pionów, instalacji, wind itd.”

    Średni „blok” o jakim piszesz to raczej kwestia przeszłości, nie buduje się już tak nisko, przynajmniej w większych miastach. 50 mieszkań po 50m2 plus schody to w sumie powiedzmy 2700m2, średnia szkoła to 5000m2 a bywają i znacznie większe. Przebudowy i remonty generalne są bardziej pracochłonne (nowe stawki minimalne za godzinę!) plus trzeba wycenić ryzyka, typu robisz dziurę w ścianę – leci cała ściana. Może trzeba też wymienić część stropów, bo stare sa zbyt słabe/spękane?
    A może to tylko bezczelna wycena typu Toskan, Bójwbiazień! jak to ujęła kiedyś mama Mafaldy. Tylko czemu nikt się nie wyłamał i nie wycenił taniej?

  71. @Mafalda y su pandilla & brak tańszej wyceny
    Prawdopodobną przyczyną jest żółw o imieniu Biurokracja. Oraz przeróżni Manolitos tego świata.

  72. Ja tylko zaznaczę, że inwestycje infrastrukturalne w greenfield czesto są tansze niz brownfield. W wielu wypadkach budowa od zrra na trawce jest tańsza niż modernizacja.

    @WO
    IMO W Polsce nie zbudują infrastruktury rowerowej jesli trzeba do tego wydać kasę z półeczki drogowej publicznej lub UE. To jest blokada myślowa. Infra rowerowa moze powstac tylko za kasę rowerową.

  73. @kuba_wu
    „Średni blok, 4 klatki, 4 piętra, jak u mnie, to około 50 mieszkań. Całkowity mertaż razy cena metra daje sporo poniżej 50 mln, tj poniżej bańki na mieszkanie (gdyby sprzedawać jako nowe). Cóż takiego jest w szkole, co czyni jej remont droższym niż budowę takiego budynku mieszkalnego, wraz z ceną gruntu na dodatek? Ciężko pojąć. Przecież blok to o wiele więcej pomieszczeń, pionów, instalacji, wind itd.”

    Nie wiem jaki gatunek matematyki reprezentuje twoja kalkulacja ale bodajże przedwczoraj miasto sprzedało działkę na Grochowie pod mniej więcej taki budynek (mpzp przewiduje 4 piętra, nie wiem czy się zmieszczą aż 4 klatki bo działka mała) za 27 milionów złotych. Więc coś nie podejrzewam by koszt budowy bloku zamknął się w 50, nawet biorąc pod uwagę że duzi deweloperzy mają swoje dedykowane firmy wykonawcze które pracują po stawkach nieosiągalnych dla podmiotów typu miasto stołeczne czy ktokolwiek prywatny.

  74. @embercadero
    Średnia cena metra u dewelopera w 2023r w 3city to było niecałe 13 tys. A więc cały blok gabarytowo taki jak mój (2880 m w mieszkaniach) poszedłby za 37 mln. Dodatkowo wiem, że metr mojego mieszkania wart jest ok 14 tys., więc podobnie jak nowego (starsze budownictwo ale lokalizacja dobra).

  75. @redzi:

    Ale czy bronwfield to nie jest pojęcie-worek na bardzo różne przebudowy – od takich, gdzie wykorzystuje się istniejące instalacje i budowle po totalne zaoranie wszystkiego, wywiezienie gruzów i budowę od zera?

    @mebrecadero:

    Sporo zależy od tego, co zostaje ze starej szkoły i tego czy to tylko remont, czy remont+wyposażenie- jak się ostają same mury tysiąclatki to jeszcze pół biedy, jak to remont z rozbudową popruskiego gmaszku szkoły ludowej być może dochodzą kwestie ochrony zabytków.

    No i kwestia wyposażenia – jak zakłada się, że efektem remontu ma być szkoła „pod klucz” (czyli z instalacjami informatycznymi, ławkami, tablicami multimedialnymi, instalacją ppoż itd.) to cena z metra wyjdzie spora.

  76. @MM
    Szkoła z lat 60-tych, żaden zabytek. Co do wyposażenia – oczywiście nie wiem, aż tak się nie interesowałem.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.