Albania i Aberbayijan

Trudno mówić o Ukrainie bez mówienia o USA. W chwili pisania tej blogonotki, pokojowe plany Trumpa nadal wydają się jednym wielkim idiotyzmem. Kazał swoim żołnierzom rozwijać przed zbrodniarzem czerwony dywan na Alasce – i póki co, nie osiągnął absolutnie nic.

Ja bardzo chciałbym, żeby to wszystko miało jakieś optymistyczne wyjaśnienie, z serii „liberałowie nie rozumieją genialnego planu Trumpa”, ale go nie widzę. Widzę na razie głupotę wynikającą z nieznajomości Rosji i Europy – oraz z tego, że powyrzucał profesjonalnych dyplomatów i zastąpił ich amatorami, którzy w starciu z Ławrowem oczywiście są bez szans (jedno i drugie to właściwie dwa oblicza tego samego problemu).

Oczywiście, sam będę miał dużo radości gdy nagle dojdzie do spotkania Putin – Zełeński i tam Putin przedstawi te mityczne „ustępstwa”, o których Trump i Vance ciągle mówią, ale nie wiadomo na czym miałyby polegać. A Ławrow zaprzecza jakoby w ogóle były jakiekolwiek. Dla mnie wygląda na to, że Putin (lub jego sobowtór) przybył do USA tylko żeby porobić głupie miny do fotoreporterów i ośmieszyć gospodarza. No ale jakby jakiś sympatyk Trumpa to czytał i zechciał przedstawić swoją optymistyczną wersję, proszę się nie krępować.

Ja się nie mogę oprzeć wrażeniu, że widzimy wstępną fazę demencji. Jak wiadomo, zaczyna się od drobnych zaników, po prostu seniorowi coraz częściej „ten wredny Niemiec chowa kluczyki”, ale przez jakiś czas jeszcze może jako-tako funkcjonować, nawet dalej chodzić do pracy. A nawet jechać do niej własnym samochodem, co czasem bywa przerażające.

Gdy Trump przypisywał sobie, że zaprowadził pokój między „Albanią i Aberbejdżanem” (sic), to już mniejsza, że przypisywał sobie coś, co miało miejsce jeszcze za Bidena. Tak naprawdę Armenię i Azerbejdżan pojednała Ukraina (bo Rosja się na tyle wypsztykała ze sprzętu i ludzi, że nie mogła już jątrzyć w Karabachu). Ale sama ta pomyłka jest dziwna i przypomina wstępną fazę demencji, gdy nasz drogi senior nagle bierze synową za bratową.

Nie piszę tego z satysfakcją, bo choć są różne nekrologi, na które czekam z utęsknieniem, nie ma wśród nich nekrologu Trumpa. Zastąpi go Vance, który wydaje mi się jeszcze gorszym człowiekiem, wprowadzonym do polityki przez otwartego faszystę Petera Thiela (jak już pisałem, nie upieram się przy słowie „faszyzm”, niech będzie „trzecia reakcja”, w każdym razie, esencją jest podobnie motywowana wrogość wobec demokracji).

Pewien kolega upierał się tu w komciach, że w midtermsach to już na pewno MAGA straci władzę. To jest notka, pod którą kolega może rozwinąć tę teorię. Przyda nam się odrobinka optymizmu. Dla mnie to brzmi jak te nadzieje, że niedoświadczony Hitler się skompromituje, więc będzie kanclerzem tylko na parę miesięcy, a przecież pełnię władzy i tak utrzyma Hindenburg (który też już w tych ostatnich miesiącach nie poznawał ludzi).

Przyszłość wygląda przerażająco i ja bardzo chciałbym nie mieć racji. Dawajta, przekonujta mnie, że za dwa tygodnie (jak zwykle) Trump wreszcie straci cierpliwość i wprowadzi jakieś realne sankcje wobec Rosji. Albo, dla odmiany, że z tego spotkania na Alasce coś w końcu wyjdzie i nagle, tadaaaa, dojdzie do kompromisu.

Ja na razie widzę w kryształowej kuli kolejny rok wojny, a w Ameryce faszyzm, który niestety będzie kopiować nasza prawica, bowiem od dawna Ameryki jest pawiem i papugą, co Alex Jones wymyśli, to pisior polubi.

Niestety, w tej notce jest więcej pytań niż odpowiedzi. Ale jak przedtem się postarałem i zrobiłem ładną mapkę, to i tak nikt nie docenił. No to teraz wy mi narysujcie swoje. Jak widzicie to wszystko za rok, dwa?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

581 komentarzy

  1. „No to teraz wy mi narysujcie swoje.”

    Niestety myślę o kredkach brunatnego koloru mundurów SA. Może UE się bardziej ogarnie, bo kibol gra po stronie Putina i kolejnego rachunku za Starlinki Polska nie zapłaci. Zrealizował kampanijne pomysły Tuska/Bosaka/Trzaskowskiego/Mentzena i za chwilę w gospodarce może nam zabraknąć sporo ludzi, a to co robi ukraińskim dzieciom i rodzinom jest cholernie podłe. Nie miałem złudzeń, oczekiwałem chamstwa i kłamstwa, ale w robieniu dobrze Putinowi trumpizm mu wszedł za mocno.

  2. @wo
    „Tak naprawdę Armenię i Azerbejdżan pojednała Ukraina”

    Nie Ukraina, tylko tragiczny (w sensie greckim) wybór Paszyniana, który postanowił odciąć się od Arcachu jako balastu uniemożliwiającego Armenii integrację ze strukturami euroatlantyckimi z powodu nieuznawania granicy ormiańsko-azerskiej (i przy okazji od „klanu karabaskiego” z jego prorosyjskim jątrzeniem w polityce wewnętrznej). Tragiczną ceną tego była likwidacja 3000-letniej cywilizacji ormiańskiej w Arcachu i upadek demokracji (kulawej, nieuznawanej na świecie, ale jednak) w kolejnym kawałku świata, na rzecz azerskiego faszyzmu.

    Plan rosji po 2020 był taki: przekształca Arcach w swój protektorat, ale zachowując jego kulturę, za co wymusza na Armenii utworzenie analogicznego protektoratu rosyjskiego w Sjuniku – takie dwa nowe Naddniestrza. Dziel i rządź między Armenią a Azerbejdżanem, ale bez faworyzowania żadnej strony (inaczej niż przed wojną w Arcachu), za to utrzymując obie na poziomie Białorusi (z bonusem w postaci prorosyjskiego przewrotu w Armenii – już byli na to gotowi przywódcy – z powodu utraty kontroli nad Sjunikiem). Na to spokojnie wystarczyło rosji sił, to kwestia kilku tysięcy żołnierzy w stanie „naddniestrzańskim” i paru czołgów.

    I na to właśnie nie zgodził się Paszynian, mając pełną świadomość tego, że traci przez to 20% terytorium, które jeszcze pozostało ormiańskie po ich ludobójstwie (i to traci na rzecz tych samych Turków, którzy wymordowali wcześniej lwią część Ormian, i dla których jest to powód do chwały). Wiedział, że Armenia, bez dostępu do morza, otoczona z większości stron Turkami, ze słabą demografią (w odróżnieniu od azerskiej), z ledwie dyszącą ekonomią (znów odwrotnie niż azerska), do tego po utracie kontroli nad Sjunikiem tracąc ostatni szlak tranzytowy, nie ma innej drogi do rozwoju cywilizacyjnego.

    Wycofywanie kontyngentu rosyjskiego z Arcachu nastąpiło dopiero po tej strasznej decyzji Paszyniana, konkretnie był to wrzesień ’22.

    Czy mu się to opłaci – historia pokaże. Ale Armenii szkoda potwornie.

  3. @WO
    „„ustępstwa”, o których Trump i Vance ciągle mówią, ale nie wiadomo na czym miałyby polegać”

    Wiadomo, Vance już wyjaśnił – ustępstwa polegają na zgodzeniu się że Ukraina będzie miała własny niemarionetkowy rząd oraz terytorium.

  4. Ależ to elementarne: Trump chce zakończyć przegraną wojnę w taki sposób, żeby móc to jednak przedstawić jako sukces. Takie fikołki muszą wyglądać pokracznie.

  5. @wo
    Zgadzam się z ogólną treścią notki – w tym, że czeka Ukrainę kolejny rok wojny i postępującej faszyzacji US a za nimi nas. Myślę jednak, że US (i Chiny) są PRZED dużym kryzysem – a nie jak Niemcy za Hitlera w trakcie/po. Na moje (za „Wojny handlowe to wojny klasowe” Kleina i Pettisa) USA i Chiny mają w swoich gospodarkach duże nierównowagi/napięcia. Przy czy są to lustrzane odbicia (Chiny za duża produkcja za mała konsumpcja – USA odwrotnie). Takie napięcia w końcu muszą się rozwiązać – mogą „pęknąć” dużym kryzysem, mogą powoli się rozładować jak stracona dekada w Japonii.

    To paradoksalnie daje mi nadzieję, bo o ile sprzężenie zwrotne zdrowej na umyśle prasy przestało działać w naszych demokracjach otwierając drogę Trumpowi et consortes. To jednak obiektywnie znaczący kryzys jest nie jest dla nich dobry.

  6. O midtermsach to ja chyba pisałem. Prognoza zwycięstwa Demokratów w midtermsach opiera się na trzech przesłankach:
    1. Od 1946 tylko raz partia prezydencka wygrała midtermsy (Republikanie w 2002 na fali 9/11)
    2. Demsi prowadzą w sondażach.
    3. Ekonomia nie wygląda dobrze.

    Ktoś tam nawet przebąkuje o możliwości odzyskania Senatu ale to chyba b. mało prawdopodobne. Oczywiście, żyjemy w świecie w którym dawne prawidłowości przestają działać a ponadto może już w ogóle nie być wolnych wyborów w USA. Od 2016 nie zakładam się o żadne wybory więc take it all with a grain of salt.

    @ Brunatny Karol

    Optymista we mnie chce wierzyć, że Snus przesuwa się za bardzo na prawo od medianowego wyborcy i za bardzo kopiuje Trumpa, którego Polacy nie lubią i że się na tym przejedzie także jego obóz. Ale to może być moja ślepota społeczna, może medianowy wyborca jest tam właśnie gdzie dzisiaj Karol, co oczywiście byłoby bardzo złym prognostykiem. Poza tym jest coś co się nazywa termostatyczną teorią opinii publicznej, która mówi, że opinia społeczna przesuwa się z czasem w kierunku przeciwnym do działań władzy (w Polsce to zadziałało w stosunku do LGBT i aborcji). Liczę na to, że on przeszarżuje i wywoła odwrotny efekt do zamierzonego i IMHO na to gra Tusk. Większość, by odrzucać weta prezydenckie to całkiem dobry cel na wybory parlamentarne.

    @Trump

    Trump był od zawsze bardzo ograniczonym intelektualnie człowiekiem z ewidentnymi deficytami poznawczymi nawet i bez demencji, co gorsza otoczył się ludźmi równie głupimi (Witkoff, Loomer itd.) i podłymi (jak Vance). Nie wierzyłem w żadną Jałtę bo uważam, że Rosja nie ma nic do zaoferowania USA a jedyne co Trumpa ciągnie do dealu z Putinem to są jakieś personalne impulsy (np. niechęć do Zełenskiego) i fantazje. Tylko, że Trump chce prostego nowojorskiego dealu a Putin oferuje mu jakąś wielopiętrową machinację, której Trump nie rozumie i do której nie ma cierpliwości. Dlatego Alaska skończyła się bez lunchu, prezentów i dyskusji całych delegacji. Moim zdaniem Trump straci zainteresowanie tą sprawą bo jest zbyt skomplikowana i po walkach frakcji w administracji wykształci się jakiś układ w stylu EU kupuje w USA broń dla Ukrainy i niech tam się tłuką.

    Putin, sądzi że ma sytuację pod kontrolą i dużo czasu. Tylko, że to jest jak skok ze spadochronem typu HALO w nocy. Dopóki się spada wszystko jest ok tylko można nie zauważyć, że już za późno a wysokościomierz nie działa. Putin chce Jałty tylko nie widzi, że Stalin miał w 45 200 dywizji i Berlin, Europa kontynentalna była w gruzach a on ma dwuosobowe grupy szturmowe na hulajnogach pod Pokrowskiem i UE przeciwko sobie.

    Powtórzę się, że IMHO jak każda wojna kolonialna i ta będzie długa i albo:
    a) intensywność działań lądowych będzie stopniowo maleć (co już widać moim zdaniem), Ukraina będzie wyrównywać asymetrię w uderzeniach dalekiego zasięgu (czego oznaki też widzimy) i jakiś pozawojskowy czynnik (ekonomiczne problemy Rosji, śmierć Putina) doprowadzi do wygaszenia konfliktu.

    b) dojdzie do naziemnej rewolucji dronowej, w której Ukrainie uda się zniwelować przewagę liczebną Rosji lądowymi dronami i doprowadzić do rozejmu wojskowo.

    O bardziej pesymistycznych wariantach nie chce mi się myśleć.

  7. „Poza tym jest coś co się nazywa termostatyczną teorią opinii publicznej, która mówi, że opinia społeczna przesuwa się z czasem w kierunku przeciwnym do działań władzy (w Polsce to zadziałało w stosunku do LGBT i aborcji)”

    W przypadku uchodźców i migrantów raczej przeciwnie, obawiam się, przez to, że niemal cała scena polityczna ściga się, jak by tu zajść Konfederację od prawej.

  8. Midtermsy mają to do siebie, że w nich partia prezydencka przegrywa prawie zawsze. Tak już jest, że kto rządzi, temu spada, a że Republikanie w Kongresie przeważają ledwo-ledwo, a w Senacie muszą obronić mnóstwo mandatów – to koniec MAGA jest po prostu statystycznie spodziewany.
    Co za 2 lata, pyta gospodarz. Hmm, sierpień 2027 – no u nas kampania. Nawrocki do tej pory narobi tyle głupot, że to zaszkodzi PiS-owi może też trochę Konfie, Słupki Brauna już lecą, jest szansa na dwie listy lewicy w Sejmie, więc kampania pewnie się zacznie optymistycznie, a potem liberałowie znowu coś spieprzą, ale latem jeszcze nie będziemy wiedzieli, więc się uchylę od przewidywania wyników.
    Jeżeli chodzi o wojnę, to pokój będziemy mieli raczej jeszcze w 2026 r., a w kolejnym roku bankructwo obu stron i koniec i Putina i Zełenskiego, który przegra wybory, ale za to przynajmniej będzie mógł pozostać w kraju. Granica będzie ustalona nieco korzystniej dla Ukrainy od dzisiejszego przebiegu frontu, ale Rosja coś weźmie. Na ogół Rosja po przegranych wojnach się demokratyzuje, więc pewnie przyjdzie jakiś drugi Gorbaczow, którego potem wszyscy obwinią za kryzys. Upadek Putina spowoduje pewnie jakieś fale rozruchów w sąsiedztwie, np. w Naddniestrzu, które upadnie i może na Białorusi. Może padnie też Łukaszenka? Powiedzmy, że nie będzie jeszcze wiadomo, kto go zastąpi i jaki obejmie kurs.
    Ciekawiej może być na Bliskim Wschodzie. Klęska w Gazie, sankcje i kryzys gospodarczy (oni też wydają mnóstwo kasy na wojnę) zakończy karierę Netanjahu i pojawi się koncepcja, ochoczo poparta przez zachodnich polityków, żeby zwalić wszystko na niego i odstawić do Hagi (ale procedury będą się ciągnęły), a na Zachodnim Brzegu po cichu dalej robić swoje. Za to trochę podrzędnych bandytów zacznie trafiać do celi. Odbudową Gazy mogą zająć się Chiny.
    We Francji wiosenne wybory wygra Melenchon, który będzie stawiał na odbudowę przyjaznych relacji z Rosją. Tradycyjnie rozwiąże parlament, ale lewica nie dostanie większości i będzie rząd mniejszościowy.

  9. „a w Senacie muszą obronić mnóstwo mandatów”

    I obronią, dzięki gerrymanderingowi na bezprecedensową nawet dotąd w USA skalę.

  10. Problem jest taki, że Trumpa z demencja ciężko odróżnić od regularnego Trumpa.

  11. @ ausir

    „W przypadku uchodźców i migrantów raczej przeciwnie, obawiam się, przez to, że niemal cała scena polityczna ściga się, jak by tu zajść Konfederację od prawej.”

    Z różnych względów migranci są oczywiście lepszym strachem na wróble dla prawicy, ale myślę, że na te sprawy trzeba patrzeć w trochę dłuższej perspektywie niż cykle medialne. Na moje wyczucie każda kolejna panika migracyjna od 2015 jest słabsza.

  12. @Gerrymandering w Senacie

    Jak by to miało wyglądać? Czy okręgiem nie jest cały stan?

  13. @Krasnow

    ” Na moje wyczucie każda kolejna panika migracyjna od 2015 jest słabsza.”

    Na moje raczej silniejsza i przecież w coraz większym stopniu związana z de facto nielegalnymi działaniami służb wobec migrantów, przy przyklasku opinii publicznej.

  14. @WO
    „Dawajta, przekonujta mnie, że za dwa tygodnie (jak zwykle) Trump wreszcie straci cierpliwość i wprowadzi jakieś realne sankcje wobec Rosji.”

    Nigdy nie miał zamiaru, szuka pretekstu do zerwania sankcji (co przyspieszy gdy hegemon zacznie przejmować zasoby syberyjskie wasala). Po midtermach będzie po prostu sabotował wszelką pomoc, wystarczy nie podpisywać, nie realizować, odmawiać licencji eksportowych, wycofać oficerów z hubów logistycznych.

    @KrasnowKrasnow
    „intensywność działań lądowych będzie stopniowo maleć”

    Czym gorzej będzie agresorowi szło militarnie i gospodarczo, tym większe prawdopodobieństwo eskalacji konfliktu (np. na półwysep koreański lub Gruzję) – niekoniecznie od razu kinetycznej.

  15. @gp
    „Midtermsy mają to do siebie, że w nich partia prezydencka przegrywa prawie zawsze. Tak już jest, że kto rządzi, temu spada, a że Republikanie w Kongresie przeważają ledwo-ledwo, a w Senacie muszą obronić mnóstwo mandatów – to koniec MAGA jest po prostu statystycznie spodziewany.”

    Ale to są wybory z czołgami na ulicach (tak, wiem, pojazdy opancerzone). Trump przejmuje kontrolę nad wrogimi miastami. To trochę jak plany na prowadzenie kampanii wyborczej przez SPD w Prusach gdy już tam rządził Goering.

    @krasnow
    „Prognoza zwycięstwa Demokratów w midtermsach opiera się na trzech przesłankach:”

    Ale pan uważa że to będzie normalna kampania z uczciwym liczeniem głosów? Nie uważa pan, że coś się zmieniło?

  16. @ps
    „Wiadomo, Vance już wyjaśnił – ustępstwa polegają na zgodzeniu się że Ukraina będzie miała własny niemarionetkowy rząd oraz terytorium.”

    Ale Ławrow temu też zaprzeczył. Poza tym to żadne ustępstwa, skoro Ukraina już to ma.

  17. @ skala paniki migracyjnej

    Musielibyśmy uzgodnić co konkretnie mamy na myśli i jak to zmierzyć. Mi chodzi o to na ile kwestia skupia uwagę i emocje dużej części społeczeństwa i na ile sprawa jest traktowana jako problem czy zagrożenie. Jeśli spojrzeć na trendy google to każda kolejna próba wyciągnięcia tematu angażuje wielokrotnie mniej uwagi niż ta z 2015. Badania np CBOS pokazują, że w odróżnieniu od 2015 coraz więcej Polaków ma coraz więcej bezpośrednich kontaktów z imigrantami wobec czego trudniej rozkręcić panikę wokół bezosobowej figury migranta. Ostatnia akcja to był przecież czysty astroturfing, który się szybko wyczerpał.

    Oddzielny i moim zdaniem groźniejszy temat to sprawa stosunku do Ukraińców. To z różnych powodów niestety bardziej „żre” niż straszenie uogólnionym migrantem.

  18. @ liczy się kto liczy głosy

    „Ale pan uważa że to będzie normalna kampania z uczciwym liczeniem głosów? Nie uważa pan, że coś się zmieniło?”

    No zastrzegłem chytrze, że demokratyczność najbliższych wyborów jest niepewna. Nie obserwuję stanów na tyle by się wypowiedzieć autorytatywnie. Wiki mówi, że Republikanie kontrolują 23 legislatury więc różnie może być. Liczę, że system federalny trochę ich uodparnia na taki rympał ale jestem z tego pokolenia, które jak Bonasera z Ojca Chrzestnego wierzyło w Amerykę co ewidentnie zaburza mój osąd.

  19. @“ Liczę na to, że on przeszarżuje i wywoła odwrotny efekt do zamierzonego i IMHO na to gra Tusk.”

    Nazywajmy rzeczy po imieniu. Wczorajsze weto ukraińskie to nie była gra Tuska. Prezydent zwyczajnie przekreślił 3,5 roku ponadpartyjnej budowy polskiego soft power, którym były zarówno starlinki (ładnie wykorzystane przez Sikorskiego), jak i odciążanie ukraińskiego systemu ochrony zdrowia.

    Znając życie, środowisko konfederackie tego nawet nie zauważyło, więc jutro będzie jęczenie, że jaki pakt migracyjny, przecież “pomagamy” milionom Ukraińców. A pojutrze Putin odezwie się do europejskich salonów, że Rosja ma setki lat doświadczenia z polskością, co zostanie na tych salonach przyjęte z ulgą.

  20. Jak można się było nie spodziewać takiego weta skoro zapisali mu w ustawie dokładnie to przeciwko czemu tyle krzyczał w kampanii? Przecież gdyby nie zawetował to by miał wycie z drugiej strony że nie robi tego co miał robić.

    Ja się pytam dlaczego, skoro można było przewidzieć weto (a można było) to albo nie oddzielono rzeczy istnotnych od mniej istotnych (starlinki vs 800+) albo dla dobra sprawy nie zrobiono tego 800+ tak jak Batyr sobie życzy. W końcu kurna został tym prezydentem więc nie ma co się foszyć tylko trzeba z nim współpracować.

    Ale PO/koalicja oczywiście woli się foszyć. Mają w końcu najlepszy możliwy powód by znowu nic nie robić.

  21. @”Zastąpi go Vance, który wydaje mi się jeszcze gorszym człowiekiem”

    Vance jest bardzo inteligentny i bardzo głupi. Inteligentny na wysokoludzkim poziomie językowym, więc niestety będzie się spełniał w polityce i zjednywał sobie tabuny zwolenników (czytałem „Elegię dla Bidoków”, jeżeli ktoś tu czytał, to możemy chwilę pogadać), a głupi gdzieś u człowieczych fundamentów (tak na wskroś szczerze – jak duża część religiantów w USA, spadkobierców pasażerów „Mayflowera”).

    @”Od 1946 tylko raz partia prezydencka wygrała midtermsy”

    Wiele rzeczy w najbliższym czasie będzie drugi raz, albo pierwszy, od 1946. Albo od 1933. Albo od średniowiecza. Jeżeli mamy czegoś się spodziewać, to na pewno hiszpańskiej inkwizycji.

    @”jak każda wojna kolonialna i ta będzie długa”

    Do Wietnamu co miesiąc słano (w szczytowych momentach) po 40 tysięcy chłopaków miesięcznie. Takie nakłady trudno wycofać, jak już poszły do księgarń. Taką inwestycję trudno ogłosić bankructwem. W głowie państwa to się nie może pomieścić. Nie w głowie państwa rozumianej jako Putin czy inny Nixon, tylko w takiej głowie, jakby widział ją u państwa jego psychoterapeuta. Robi się diagnozy na odległość Putinowi, robi się Trumpowi (że demencja, że narcyzm, etc.), ale Rosja to stan większego umysłu.
    Trump wojny w Ukrainie nie skończy na drodze dyplomatycznej wcale nie dlatego, że jest tępym bucem o kompetencjach „kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. Czy jakiś polityk – z Wlk. Brytanii czy Australii, jakiś wybitny papież-negocjator z Watykanu – mógłby w 1970 wynegocjować zakończenie Wietnamu z Nixonem? Pytam naiwnie, bo rozum mi nie sięga.

    Będzie nam źle, ale trzeba uczciwie przyznać, że zasłużyliśmy sobie na to.

  22. @embardacedo
    Ale z tym 800plusem to nawet Matysiakowa uważa, że KN przesadził. I nie dajmy się zwieść narracjom o “wrzutkach”, bo ich nie było ani przy wiatrakach, ani teraz. W pierwszej ustawie chodziło o regulację rynku energetycznego, a drugiej o regulację wsparcia sojuszniczego kraju w jego wojnie. Rozpisywanie tego na milion ustaw, żeby sobie Pan łaskawca łaskawie mógł wybierać jest niepoważne. Platforma już cierpi z tytułu antyukraińskiego wyskoku Trzaskowskiego w kampanii. (Jak widzisz, też za nimi nie przepadam, ale bez przesady).

    Polskie softpower może uratować tylko popisowe odrzucenie weta. Co ciekawe jest to bardziej niekorzystne dla pisu, który też chyba właśnie się ostatecznie przekonał, że wybory prezydenckie wygrała konfederacja.

  23. > Ale PO/koalicja oczywiście woli się foszyć. Mają w końcu najlepszy możliwy powód by znowu nic nie robić.

    A tam, jednocześne wywalili nowoprzyjętych Ukrańców z uczelni. Po zakończonej rekrutacji, więc nie zwiększając naboru Polaków. A dzięki głupiemu i przedwczesnemu ogłoszeniu decyzji o niewysyłaniu żadych wojsk pod żadnym pozorem nie ma nas dzisiaj przy żadnym stoliku, ani u boku Ukraińców ani w europejskiej „coaliton of the willing”.

  24. @ ergonauta

    „iestety będzie się spełniał w polityce i zjednywał sobie tabuny zwolenników”

    Czy ja wiem? Jest skuteczny w zjednywaniu sobie poparcia różnych niemilczych jaszczurów jak Thiel, dla których robi za sługusa, ale wobec zwykłych ludzi (nawet biorąc pod uwagę szaleństwo amerykańskiej publiki) on jest niezjadliwy. Typ ma po prostu -4 do charyzmy, dlatego m.in. go schowali głęboko i nie pokazują. To w ogóle nie jest typ Trumpa – larger than life narcyza, za którym różne misie o bardzo małym rozumku idą jak za mesjaszem (bo nie dostali jeszcze memo, że ludzie o tej konstrukcji psychicznej nie mają innego modelu relacji społecznych niż „wykorzystać i wyrzucić”).

  25. @Jak można się było nie spodziewać takiego weta skoro zapisali mu w ustawie dokładnie to przeciwko czemu tyle krzyczał w kampanii?

    Przecież to jest zrobione po to żeby odsunąć Nawrockiego od medianowego wyborcy. Stawiam dolary przeciw orzechom, że sprawa starlinków zostanie tak czy inaczej rozwiązana, a łata przyczepiona Nawrockiemu już się ostanie.

  26. @Krasnow

    „Jeśli spojrzeć na trendy google to każda kolejna próba wyciągnięcia tematu angażuje wielokrotnie mniej uwagi niż ta z 2015.”

    Za to kolejna próba wyciągnięcia tematu tego, że na granicy z Białorusią umierają ludzie też angażuje wielokrotnie mniej uwagi niż w 2027, bo protestujący przeciwko pushbackom fani PO stali się fanami pushbacków jak PO wygrała. Bezprawne zawieszenie prawa do azylu #nikogo poza garstką lewaków. No i doszły patrole pogromowe na przejściach granicznych i nie tylko, gdzie nawet pewna posłanka partii Razem nie zdobyła się na po prostu potępienie.

  27. Może „opinia społeczna przesuwa się z czasem w kierunku przeciwnym do działań władzy” ale nie tych realnych tylko tych, jakie myśli że władza podejmuje, a obecnie to każda partia poza Razem próbuje wmówić opinii publicznej, że to cała reszta jest promigracyjna a oni są tymi najbardziej antymigracyjnymi, więc się przesunie na pozycje jeszcze bardziej antymigracyjne.

  28. @KrasnowKrasnow
    „Stawiam dolary przeciw orzechom, że sprawa starlinków zostanie tak czy inaczej rozwiązana”

    Tak, w ten sposób, że zapłacą za nie Niemcy (i sobie potem odbiorą z inwestycji przy odbudowie). Natomiast względem Polaków będzie w Ukrainie mit ciosu w plecy, co gorsza w zasadzie prawdziwy.

    Jeśli się nie mylę, to jest możliwość obejścia weta alfonsa – wpisać Starlinki do nowelizacji ustawy budżetowej, tego nie może zawetować.

    Tylko zastanawiam się, czy Tusk w ogóle tego chce – bo gdyby chciał, to jego bulterierzy już by chyba po cichu ten pomysł sączyli w społecznościówkach. Niepokoi mnie fakt połączenia Starlinków i 800+, nie zgadzam się z @loleklolek_pl, że to musiało być w jednej ustawie – tu akurat powinny być dwie, jedna o pomocy cywilnej i druga o wojskowej. Alfons jest alfonsem, ale chyba było jasne dla średnio rozgarniętej osoby, że nie będzie bardziej proukraiński niż Trzaskowski, a po tym jego kampanijnym pierdnięciu o 800+ i poparciu tego przez Tuska (tj. poparciu własnego pomysłu, bo przecież wiadomo, że Trzasku tego nie wymyślił) sprawa była w zasadzie rozstrzygnięta.

  29. @KrasnowKrasnow

    „Moim zdaniem Trump straci zainteresowanie tą sprawą bo jest zbyt skomplikowana i po walkach frakcji w administracji wykształci się jakiś układ w stylu EU kupuje w USA broń dla Ukrainy i niech tam się tłuką.”

    Po co Ukraine ma kupować broń od USA, skoro USA może im zabronić jej używania (tak jak to zrobili z rakietami ATACMS?). Ewentualnie tylko czysto defensywną broń jak Patrioty. Ale wojny rakietowej z Rosją nie da się wygrać zestrzeliwując rosyjskie rakiety i drony, ich jest za dużo. Ukraina musi atakować wyrzutnie. „Shoot the archer, not the arrow”.

    @ausir

    Mnie też PO strasznie rozczarowuje bardzo często, ale: Tusk ma doświadczenie walki z autorytaryzmem, bo zaczął swoje życie polityczne w PRL. Ufam, że jeżeli następne wybory wygra PiS i razem z Nawrockim będą chcieli zwinąć demokrację, to Tusk nie stchórzy i będzie walczył. Nie mam takiego zaufania do millenialsów z Razem, bo oni całe swoje życie polityczne spędzili w państwie prawa. M. in. Zandberg nie rozumie, że kiedy ma się do czynienia z przeciwnikiem który chce zawiesić państwo prawa i demokrację, to taktyczne przysuwanie się do niego w celu zaszkodzenia konkurentom z obozu pro-demokratycznego (tak jak to zrobił niedawno w kwestii „afery HoReCa”) jest samobójcze. Obawiam się, że kiedy zabraknie nam ludzi jak Tusk, którzy pamiętają PRL, to młodsze pokolenie polskich demokratycznych polityków będzie równie sparaliżowane wobec autorytarnych działań PiS i Konfy jak liderzy Demokratów w USA.

  30. @rw
    „zaczął swoje życie polityczne w PRL” – i z tego powodu za ontologicznego wroga uważa lewicowość (plus to, że pierwszoligowym przywódcą został na fali walki z rządem SLD). Walka z PiSem to takie tam konkurencyjne przepychanki, można część ludzi kolegom zabrać. Postulatów też.

  31. @rw

    Zandberg mnie rozczarowuje, ale za grosz nie ufam Tuskowi, który walczyć będzie, ale próbując nadal przymilać się do Konfederatów (ma to przetestowane dawno na Giertychu) i zajść PiS od prawej, mimo że to ludzie, którzy demokrację zwijać chcą tym bardziej. Jeśli chodzi o zaloty do ludzi z obozu antydemokratycznego Tusk ma jeszcze więcej na sumieniu, tyle że tych jeszcze gorszych niż Kaczyński.

  32. @lolek
    „Rozpisywanie tego na milion ustaw, żeby sobie Pan łaskawca łaskawie mógł wybierać jest niepoważne.”

    Poważny polityk to taki, który wprowadza ustawy w życie, a nie płacze, że Nawrocki mu zawetował. Niepoważne wydaje mi się właśnie to co teraz robi Platforma – uchwalanie ustaw o których wiadomo że przepadną. Prezydent ma ten swój długopis, czy go lubimy czy nie, nie odbierzemy go mu. Głupotą jest udawanie że długopisu nie ma. Proszę tutaj nie bronić takiej postawy.

  33. @rw
    „Tusk nie stchórzy i będzie walczył.”

    Już raz uciekł do Brukseli. Tusk kojarzy mi się z wszystkim tylko nie z odwagą.

  34. @wo

    Zapomniałeś, że zaraz i tak pewien specjalista ujawni niezbite dowody na to, że Nawrocki nie jest prezydentem a Neil Armstrong pierwszym człowiekiem na księżycu.

  35. @mcal
    „Czy ja wiem? Jest skuteczny w zjednywaniu sobie poparcia różnych niemilczych jaszczurów jak Thiel”.

    Jasne, że nie chodzi o wyborców-ludzi (bo to jest taki literacik rozmemłany), lecz o reptilian-thinktankowców, co projektują przyszłość ludzkości (paruzja czy apokalipsa – jeden pies), a jest ich w USA całkiem sporo. No i na nich taka gadka Vance’a, nawet podszeptywana za kulisami, będzie działać. Bo uzasadni, że jawne zło czyniąc, tak naprawdę czynią dobro. Znaczy się moralne, nie tę gitarę.

  36. @wo
    Ale to Nawrocki nie wprowadził ustawy w życie, bo mu się jakiś jeden punkcik w niej akurat nie spodobał. I to taki, który akurat był zgodny z postulatami lewicowymi. Jeśli mamy oczekiwać politycznej powagi, to oczekujmy wobec wszystkich stron w porównywalnym stopniu, zamiast podążać za konfederackimi narracjami o rzekomych wrzutkach w celu szantażu.

  37. @lolek
    „Ale to Nawrocki nie wprowadził ustawy w życie, bo mu się jakiś jeden punkcik w niej akurat nie spodobał.”

    Nikt tego tak nie postrzega, może poza gronem fanów Giertycha na Twitterze. Rząd przegrał, Nawrocki wygrał. Znów.

    ” I to taki, który akurat był zgodny z postulatami lewicowymi.”

    Dlatego nie cieszę się że tak się stało, ale jeśli rząd już do wyborów zamierza dojechać na płakaniu że „buu buu buu zły Nawrocki nam zawetował”, to się skończy tragicznie. U siebie więc od teraz po prostu zabraniam. Rząd potrzebuje przyjacielskiej interwencji: wylania wszystkich tweetów Giertycha do zlewu. Ja ją właśnie u siebie rozpoczynam.

  38. @„buu buu buu zły Nawrocki nam zawetował”

    Już było, że zły Duda. A tymczasem – co za niespodzianka – zło okazuje się stopniowalne. I ze złem trzeba współdziałać, grać, mocować się (fizyczny kontakt, dotyk tej samej mównicy? brrr…). Za co się zresztą bierze pieniądze z tej samej kiesy. Platonicy (na prawicy) i manichejczycy (na lewicy) precz od polityki. Szawła Giertycha, a przynajmniej sociale jego – ściąć mieczem.

  39. A może to podkładanie się pod weto KN to jest w Platformie ficzer a nie bug? W sensie, że mamy do czynienia z formacją, która jeszcze od poprzedniego PiSu jechała na programie „najpierw odsuńmy PiS od władzy”, również 1.5 roku po wygranych wyborach. Ba, ta strategia o mało co przyniosła im zwycięstwo w prezydenckich.
    Może to jest element strategii na kolejne wybory parlamentarne – „patrzcie, prezydent propisowski wszystko nam blokuje, jeśli nie chcecie żeby było jeszcze gorzej to MUSICIE dać nam wygrać”.

  40. @grendel
    „Może to jest element strategii na kolejne wybory parlamentarne”

    To jest bardzo możliwe, tym bardziej że już widać, że kolega Lolek to łyka. Wydaje mi się że to przedawkowanie tanich oklasków na Twitterze. Dlatego właśnie ja już wujkowi nie zamierzam polewać. Nie u mnie na blogu, proszę iść do speluny U Romana.

    „Ba, ta strategia o mało co przyniosła im zwycięstwo w prezydenckich.”

    Klasyczne polskie „wygraliśmy pierwszą połowę meczu”.

  41. @kolega Lolek to łyka.
    Nie łyka. Myślę nawet, że w tej naszej dyskusji bardziej się zgadzamy niż nie zgadzamy. Ale że w dyskusji na gorąco jeszcze nikt nikogo do niczego nie przekonał, to uszanuję zakaz kontynuacji.

  42. Ad 800+, to ja tylko przypomnę że z tym tematem w kampanii prezydenckiej wypalił Trzaskowski. No to teraz KO dostała to co czym sama zaczęła mówić. Tak się kończą próby obejścia Konfy z prawej przez liberałów. Przecież to był taki prezent dla KN że trudno sobie wyobrazić lepszy.

  43. @ ausir

    Rozmawiamy o dwóch różnych kwestiach. To, że jako społeczeństwo zgodziliśmy się na takie rozwiązanie problemu na granicy to jest inna sprawa niż to, że jako społeczeństwo reagujemy słabiej na próby wykreowania kolejnej paniki migracyjnej.

  44. @Krasnow

    Cóż, nawet bez „kolejnej paniki” sytuacja dla migrantów niemal każdego rodzaju (od tych z białoruskiej granicy po Ukraińców) robi się coraz gorsza, więc czy coś jest paniką czy nie to marna pociecha.

  45. Ja tam się nie dziwię Platformie, skoro jednym z głównych wniosków z ostatnich dwóch lat, jaki było słychać to krytyka nierobienia rzeczy, które Duda i tak by zawetował. Więc teraz będą robić te rzeczy, ale to już jakby za późno.

    @czołgi na ulicach
    Nie demonizowałbym. Trump pod koniec ostatniej kadencji niewiele będzie mógł i mało kto będzie chciał się narażać na więzienie w razie ewentualnej przegranej. Erozję u republikanów już teraz widać, np. w kwestii Gazy, gdzie nawet jego fani typu Takier i MTG zmieniają front.

  46. @Grzegorz Pelc & Braunowi spada
    @KrasnowKrasnow & termostatyka:
    Tylko ja bym się za bardzo nie cieszył, bo mamy pewne obniżenie intensywności propagandy politycznej (po wyborach i wakacje), a u ludzi zaczyna dochodzić do głosu rozsądek i empatia.
    Jak się zbliżą wybory, to znowu wybije konfiarskie szambo.

  47. @lolek
    „Ale że w dyskusji na gorąco jeszcze nikt nikogo do niczego nie przekonał, to uszanuję zakaz kontynuacji.”

    Korzystając z przywileju ostatniego słowa powiem, młody człowieku, że i Tobie się kiedyś może zdarzyć w życiu taka sytuacja, że będziesz zależny od podpisu jakiegoś Pipsztyckiego. Po prostu będzie ci zależało na czymś, co on może podpisać, albo i nie podpisać. Poważny człowiek to taki, który poradzi sobie z taką sytuacją. Na przykład dogada się z Pipsztyckim i ustali, co on chce za ten podpis. Albo upewni się, że i tak nie ma szans, bo Pipsztycki to ch*j i co poradzić. Poważny człowiek w takiej sytuacji szuka rozwiązania – na przykład zmienia swoje architektoniczno-działkowe marzenia i stawia coś, co nie wymaga zgody sąsiada. A niepoważny to taki, który udaje, że Pipsztycki nie istnieje, stawia według pierwotnego projektu a potem płacze że mu każą rozbierać. No i kogoś takiego niestety mamy za premiera.

  48. „No ale jakby jakiś sympatyk Trumpa to czytał i zechciał przedstawić swoją optymistyczną wersję, proszę się nie krępować”

    Nie jestem sympatykiem Trumpa i nie wiem czy to zabrzmi optymistycznie, ale spróbuję… Moim zdaniem Krasnov jest rosyjskim patriotą, i jako taki chce dla Rosji dobrze – a najlepszym, co Rosja mogłaby dziś zrobić, to zakończyć wojnę, przez którą wykrwawia się ekonomicznie i demograficznie, mając z perspektywie chińską wasalizację (każdy, nawet rosyjskie wojenkory, widzi dziś bezsens tej nieopłacalnej dla Rosji wojny, a już biznesmen u władzy na pewno). Dlatego próbuje pomóc wyjść Putinowi wyplątać się z niej *z twarzą* i w miarę możliwości naprawić stosunki z kolektywnym zachodem. Tyle że Putinowi nie zależy na uściśnięciu wyciągniętej do niego pomocnej dłoni, ponieważ najwyraźniej wierzy, że Rosja wygrywa konflikt (bo tak mu wmawiają otaczający go potakiwacze, zapewne pokazując wioski potiomkinowskie z frontu). Tak, Putin może być odklejony od rzeczywistości, bo jego otoczenie zwyczajnie boi się podawać mu prawdziwych informacji – zabijanie posłańców przynoszących złe wieści jest częste u odklejonych dyktatorów. Trump i jego otoczenie próbują uzmysłowić Putinowi że się myli, nie wygrywa i że najlepiej szybko to zakończyć – ale Putin jak myślę opiera się na fałszywych informacjach, bo FSB i SWR malują trawę na zielono. Te umizgi Trumpa wobec Putina mają jeszcze jeden aspekt: tu wchodzi, za przeproszeniem, geopolityka, mianowicie USA próbują odciągnąć Rosję od Chin, ale znów – z punktu widzenia dyktatora Stany są niestabilne politycznie (raz rządzi jedna, raz druga opcja), więc takie układy nie mają z punktu widzenia dyktatora sensu (co by się nie działo, za 4 lata Trump nie będzie prezydentem, a Xi będzie rządził Chinami na sto procent).

    To wszystko niepokojąco przypomina Wojnę Krymską.
    Teraz wyjmę szklaną kulę: ten niegdyś „pachan”, a dziś – jak to nazwał Prigożyn – „odklejony dziadek”, dalej będzie wierzył w podsuwane mu przez przydupasów legendy i kontynuował wojnę, izolując Rosję, pozbawiając jej szans na przyszłość i wpychając w łapy Chin. Aż Putin umrze i jego następca (bardziej ogarnięty, miejmy nadzieję, choć różnie może być) zakończy to szaleństwo. My, póki co, musimy za wszelką cenę pomagać Ukrainie i nie oglądać się na rozmowy, z których może coś będzie a może nie.

    A z tą demencją Trumpa to też bym się nie rozpędzał – starsi ludzie zapominają różne rzeczy i to jest zupełnie normalne (Biden też zapominał), po prostu powinni się wysypiać i nie przemęczać. Pewnie na wszelki wypadek otacza go sztab neurologów, którzy podają mu jakieś mikstury. Przynajmniej taką mam nadzieję, bo ewentualna prezydentura Vance’a to faktycznie byłby brunatny koszmar.

  49. @Grzegorz Pelc

    „Trump pod koniec ostatniej kadencji niewiele będzie mógł”

    Jakiej ostatniej? Google „Trump 2028”.

  50. Z optymistycznych rzeczy: jest jeszcze kwestia listy Epsteina. Co do której nie wierzę, aby istniała, ale wśród korowych zwolenników Trumpa jest nadreprezentacja zwolenników teorii spiskowych. A ten dokument idealnie do takich pasuje.
    Może to zabrać MAGA jakiś kluczowy procencik.

  51. Istnieje pewne podejrzenie że lista oraz wszelkie inne urodzinowe widokówki od Donalda znajdują się w Jasieniewie.

  52. @mnf:
    > Putinowi nie zależy […] ponieważ najwyraźniej wierzy, że Rosja wygrywa konflikt
    Nie wiem, co uważa Putin. Sugerowanie, że Rosja jest silna i wygrywająca jest też strategią nacisku i podwyższa potencjalne ustępstwa drugiej strony. Co, oczywiście, tak długo ma sens, jak długo szybkie zakończenie konfliktu nie jest celem.
    Tyle, że wielu opisuje, że Putin nie ma dobrych wyjść. Koniec wojny, to konfrontacja Rosjan ze stanem gospodarki i państwa. Trwanie wojny daje mu jakieś osobiste bezpieczeństwo. No chyba, znowu oczywiście, że przyniósłby narodowi pełne zwycięstwo, coś na skalę bezwarunkowej kapitulacji Ukrainy. Ale na to, to chyba nawet Trump może być zbyt inteligentny.

    > odciągnąć Rosję od Chin
    Po co odciąga gza od konia?
    Rosję próbował przeciągnąć Obama, robiąc reset. Tyle, że nie robił tego kosztem relacji z UE. Rosja nie jest tego warta. Całe protrumpowskie tłumaczenie, że chodzi o Chiny jest myśleniem życzeniowym, że ktoś tam ma rozum.

    PS.
    Co do wniosków się zgadzam — Europa strong i przeczekać Putina.

  53. Trump ma 80 lat, z pewnością w jego mózgu ukształtowanym w 70/80s USA i CCCP to nadal 2 mocarstwa. Żadne niewygodne fakty tego nie zmienią.

  54. @wo
    Tak, nie zrozumieliśmy się. Nigdy nie negowałem tego, że KO gra kiepsko w narracje i to jest jedna z przyczyn tego, że teraz wszyscy myślą, że Nawrocki wygrał, chociaż z perspektywy polskiej racji stanu właśnie dokonał jednego z największych zaprzaństw – bo szkody w wizerunku Polski już wystąpiły, a KN miał sporo innych narzędzi, by pokazać, że coś mu się nie podoba nie wyrządzając tych szkód. Nie, nie jestem przekonany, że zadziała dzielenie ustaw na kawałki, bo “może KN uzna że będzie musiał użyć zbyt absurdalnych wymówek, by przykryć nimi swoją antyukrainskosc”. W końcu Konfederacja rośnie na nakręcaniu spirali absurdu. Z drugiej strony takie szatkowanie ustaw będzie psuć proces stanowienia prawa, co prędzej czy później uderzy we mnie osobiście. Tak jak uderzały we mnie wrzutki pisowskie, gdzie trudno było cokolwiek znaleźć i w korespondencji z urzędami pisząc o czymś trzeba było powoływać się na ustawę o czymś zupełnie innym. Tak, wiem że pomysły Nawrockiego, by jego edykty przyjmować z pominięciem procesów demokratycznych (konsultacji) są jeszcze obleśniejsze. No przynajmniej dla mnie. Przepraszam, że w Twojej historii przyjąłem rolę tego trzeciego sąsiada, który zwyczajnie łapie się teraz za głowę. W tym przypadku nic jednak osobiście nie mam do pierwotnego pomysłu sąsiada nr 1 (o dziwo! biorąc pod uwagę historię i pamiętając, że w kampanii zarzekał się, że zainstaluje tego obrzydliwego koguta na czubku dachu). Za to wyraźnie widzę niedociągnięcia pomysłów, które obchodzą złośliwostki sąsiada nr 2. Myślę, że podstawowym problemem są jednak te złośliwostki. Chociaż fakt, że sąsiad 1 nie potrafi tego pokazać innym na zebraniu sołeckim też jest bardzo niepokojący. Pozdrawiam serdecznie.

  55. @mnf
    „bo jego otoczenie zwyczajnie boi się podawać mu prawdziwych informacji”

    Ale przecież taki model u pomarańczowego (w coraz większym stopniu) się też instaluje. Amerykański wywiad przecież może jeszcze nie leży, ale lojalni mistrzowie go coraz sprytniej demontują. Ja nie mam ani krzty przekonania, że opuchnięty mistrz rekreacyjnej gry w golfa widzi przejrzyściej niż Wowa i że ostatnio tak mu dobrze podpowiadają.

  56. @loleklolek_pl
    „takie szatkowanie ustaw będzie psuć proces stanowienia prawa” Zawsze odnosiłem wrażenie, że jest dokładnie odwrotnie, tzn „pakietowanie” w ustawach różnych nie wynikających bezpośrednio z siebie regulacji jest psuciem procesu stanowienia prawa. Ale jestem gotów na dać się przekonać.
    „nie jestem przekonany, że zadziała dzielenie ustaw na kawałki, bo “może KN uzna że będzie musiał użyć zbyt absurdalnych wymówek,”
    Ale chyba każdy przytomny i umiejący czytać wiedział, że KN nie lubi wiatraków i je zawetuje, i chyba wrzutka z kontynuacją mrożenia cen energii miała być tym sprytnym ruchem, żeby go zmusić do podpisania. I wyszło jak zwykle.

  57. @loleklolek_pl
    „pomysły Nawrockiego, by jego edykty przyjmować z pominięciem procesów demokratycznych (konsultacji) są jeszcze obleśniejsze”

    xD
    Przepraszam za kolejnego komcia dziś, ale akurat mam bardzo smakowity cytacik. Cytacik ów pochodzi z pisma z gdańskiego Zarządu Transportu Miejskiego, które dostałem parę dni temu, w odpowiedzi na moje awanturowanie się, że ZTM zmienia nam trasy zbiorkomu na dzielni nie konsultując się z nami, a nawet nie informując nas o tym (dowiedzieliśmy się zupełnym przypadkiem). Otóż:

    „Statutowe uprawnienie rad dzielnic do konsultowania projektów nie implikuje obowiązku ZTM w Gdańsku do każdorazowego przedkładania ich do oceny, a następnie oczekiwania z wprowadzeniem korekt aż do uzyskania opinii. Takie podejście skutkowałoby znaczącym spowolnieniem realizacji zmian w ofercie przewozowej”

    Nie muszę dodawać, że dyrektor-autor tegoż pisma bynajmniej z PiS ani z Konfy nie jest. Za to ma dyplom Collegium Humanum xD

  58. @pak4
    „Koniec wojny, to konfrontacja Rosjan ze stanem gospodarki i państwa. Trwanie wojny daje mu jakieś osobiste bezpieczeństwo”

    No ale to samo można powiedzieć np. o narkomanie z Kensington: odstawienie fentanylu to będzie bolesna konfrontacja ze stanem zdrowia i portfela. A póki co, dalsze walenie w żyłę daje mu chwilowe poczucie bezpieczeństwa. A jednak to jest konieczny krok.

    Z punktu widzenia Agenta Orange, przerwanie przez Rosję wojny to bolesna ale konieczna decyzja (jestem pewien, że gdyby *on* rozpoczął wojnę, która nie idzie po jego myśli – np. napadł na Kanadę i przegrywał – to zrobiłby wszystko, żeby się z niej szybko wyślizgać; o tym w końcu jest jego książka „Art od the Deal”).

    Choć też nie wiadomo, czy ten ewentualnie wykurowany narkoman za jakiś czas nie wróci do nałogu – i czy nie lepiej, żeby już wykorkował na dobre (ale z drugiej strony nie wiemy, na ile w rzeczywistości Rosja jest wytrzymała i jak długo może jeszcze się w ten sposób degradować; historia pokazuje, że takie gnicie może trwać całe dekady)…

  59. @grendel
    „Może to jest element strategii na kolejne wybory parlamentarne – „patrzcie, prezydent propisowski wszystko nam blokuje, jeśli nie chcecie żeby było jeszcze gorzej to MUSICIE dać nam wygrać”.”
    Jeśli tak by było, to by znaczyło, że czegoś się jednak uczą. Co prawda sporo za późno, bo takimi ustawami należało rzucać w Dudę i mieć argumenty w postaci regularnych wet (albo podpisy – profit!), ale wyciągnięcie wniosków z porażki byłoby jakimś krokiem do przodu.
    Aczkolwiek ja uważam, że nie ma co tłumaczyć genialnymi sztuczkami taktycznymi czegoś, co można wytłumaczyć prostą niekompetencją, lenistwem i arogancją. Oni nadal uważają, że wygrana im się należy. Że w kolejnych wyborach już na pewno zwyciężą, a do tego czasu nie ma się co za bardzo starać skoro prezydent i tak zawetuje. Dopiero odpowiednio duża przewaga pozwalająca weta odrzucać pozwoli im robić co chcą (hint: tak naprawdę to nie, prezydent może zacząć kierować ustawy do SN). To widać było wyraźnie przed wyborami.

    @WO
    „Poza tym to żadne ustępstwa, skoro Ukraina już to ma.” Obawiam się, że czym jest ustępstwem ze strony Rosji będzie decydować Rosja, zwłaszcza jeśli Trump to łyknie jak pelikan, a ktoś z jego otoczenia zaraz skrytykuje Zelenskiego „a ty, zając, znowu nie w garniturze!”
    Byłoby fajnie gdybyśmy mieli do czynienia z racjonalnie zachowującymi się osobami, ale Trump to narcyz dla którego nie liczą się fakty tylko narracja i znajomości. Więc jeśli coś może zadziałać na korzyść Ukrainy to jeśli Putin czymś go wkurzy albo ośmieszy. Co nie jest niemożliwe, nawet do Trumpa zaczęło docierać, że Putin to chyba w żadne negocjacje nie chce się bawić, będzie się napierdalać

    „Prezydent ma ten swój długopis, czy go lubimy czy nie, nie odbierzemy go mu. Głupotą jest udawanie że długopisu nie ma.”
    I na to wchodzi cały na biało minister Motyka i oświadcza 'Ja potrzebuję prezydenta do tego, by podpisywał ustawy, a nie pisał je za mnie’
    To jest taki mindset w którym oni nie przegrali wyborów i mogą prezydentowi stawiać warunki z pozycji siły. Cały czas ta sama arogancja i przekonanie, że wygrana im się po prostu należy.

    „A niepoważny to taki, który udaje, że Pipsztycki nie istnieje, stawia według pierwotnego projektu a potem płacze że mu każą rozbierać.”
    I od razu staje mi przed oczami Jan Paweł z 1670 i jego 'chętnie byśmy porozmawiali, Andrzeju, ale nie z tobą!’ Jemu się akurat udało zdobyć całą Adamczychę, ale w prawdziwym życiu nie liczyłbym na takie szczęśliwe zbiegi okoliczności.

    „Dla mnie to brzmi jak te nadzieje, że niedoświadczony Hitler się skompromituje, więc będzie kanclerzem tylko na parę miesięcy, a przecież pełnię władzy i tak utrzyma Hindenburg”
    To ja od miesięcy mam wrażenie, że podobną sytuację mamy w Polsce. Tylko za Hindenburga robi PO a za Hitlera Konfederacja/Giertych. Niektórym się wydaje, że to tacy niegroźni amatorzy, do których można się przymilać i przejąć ich elektorat, a na koniec okazuje się, że to tamci zyskują i wprowadzają zamordyzm. Zupełnie mnie nie zdziwi jeśli po następnych wyborach ani PO ani PiS nie będą miały samodzielnej większości i PO zaproponuje Konfederacji (jako jedynej partii mającej wystarczająco wielu posłów, bo Lewica pewnie będzie słaba a PSL i Hołowni może nie być w ogóle) wspólny rząd. Licząc na to, że ich łatwo wykorzystają i rozegrają, jak PiS przystawki swego czasu.

  60. @pak4
    „Rosja nie jest tego warta. Całe protrumpowskie tłumaczenie, że chodzi o Chiny jest myśleniem życzeniowym, że ktoś tam ma rozum.”

    Otóż to, wszystko tylko nie te bzdety pod tytułem „reverse Nixon”. W takim stylu jak teraz to jest co najwyżej jakieś odwrócone kamikadze z celem zadania strat sobie i swoim (wciąż przecież) sojusznikom.

  61. @Tomasz i ZTM

    Niestety ale pan dyrektor z collegium tumanum na rację. Jego do niczego nie obliguje wasz statut, który zresztą na pewno daje wam tylko prawo a nie obowiązek konsultacji. Jego obliguje to co on ma w swoim „statucie” (czyli jakiejś tam uchwale rady miasta) – a tam na pewno nie ma że zmiany w rozkładzie uzgadnia się z radą dzielnicy. A jeśli takiego słowa tam nie ma, to oznacza to że konsultacje robi się wtedy kiedy robiący je ma na to ochotę a ich wynikami co do zasady można się podetrzeć bo to tylko czyjaś opinia. Takie mamy prawo. Generalnie z wszelkich konsultacji społecznych wychodzi zawsze to co chce by wyszło konsultujący a o patologiach z tym związanych możnaby napisać książkę (po czym trafić do więzienia bo przecież na nic z tego nie będziesz miał dowodów).

  62. Ze statutu dzielnicy, będącego uchwałą Rady Miasta: „Do właściwości Rady należy: (…) opiniowanie projektów przebiegu linii komunikacyjnych, lokalizacji przystanków i
    rozkładów jazdy transportu zbiorowego”

  63. @Piotr Kapis

    „To jest taki mindset w którym oni nie przegrali wyborów”

    Pokrętna logika ślepego na jedno oko. Może kolega nie pamięta ale wybory prezydenckie w 2020 roku oni też przegrali. Czy to znaczy, że wyborów w 2023, które wygrali nie było, albo że nic z nich nie wynika? Pewnie nie, bo przecież Duda po tych przegranych wyborach powołał na premiera jakby nigdy nic Mateusza Morawieckiego. Czy kolega pisał wtedy coś o mindsecie, tych którzy wtedy przegrali wybory? To jest właśnie jeden z problemów, że mamy dwa nieprzystające zestawy kryteriów dla stron sporu politycznego. Jedna strona może iść na rympał i wzrusza się tylko ramionami i mówi, że przecież wygrali wybory to im wolno.

    Ja jestem tak stary, że pamiętam takie słówko falandyzacja. Prawa i obowiązki organów władzy w Polsce reguluje konstytucja i w niej nie jest napisane, że prezydent jest trzecią izbą parlamentu, niezależnie czy wygrał wybory przed czy po wyborach parlamentarnych w wyniku, których ukonstytuowała się aktualna rada ministrów. Twierdzenie, że wynik wyborów 2025 neguje wynik wyborów 2023 to jest czysta falandyzacja. Nawrocki ma taki sam obowiązek dopasowywania się do oczekiwań większości sejmowej jak większość sejmowa do jego oczekiwań.

  64. Samorząd mieszkańców osiedla którego jestem członkiem trzecią kadencję (i któya jest w Warszawie odpowiednikiem waszych rad dzielnic) ma w statucie dokładnie to samo. To znaczy tylko że mamy prawo opiniować a nie że ktokolwiek ma obowiązek się o tą opinię zawczasu pytać.

  65. @embarcadero

    No i w sumie ZTM ma rację: trasy komunikacji publicznej dotyczą wielu dzielnic. Gdyby musieli je negocjować z każdą radą dzielnicy oddzielnie, to by ugrzęźli.

  66. @rw
    Czekać – tyle, ile sam wyznaczy. Natomiast ma obowiązek wysłać.

  67. @zinn „pakietowanie” w ustawach różnych nie wynikających bezpośrednio z siebie regulacji jest psuciem procesu stanowienia prawa.

    Tak, dlatego napisałem kolejne zdanie. Serio straciłem dobry dzień czasu na to, żeby dojść do tego, że w odpowiedzi na pytanie urzędu, dlaczego przedstawiam nieważny dokument orzeczenia o niepełnosprawności należy odpowiedzieć, że zgodnie z ustawą o zmianie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz niektórych innych ustaw ten dokument jest ważny.

    Pakiet wiatrakowy to jednak pakiet innego rodzaju. Powiązano w nim dopłaty mrożące ceny energii z rozwiązaniami wpływającymi na te ceny energii – wiatraki są tańsze od węgla, więc większy ich udział w mikście energetycznym zmniejszy wymagany poziom dopłaty z budżetu. I owszem masz pełne prawo twierdzić, że taki pakiet jest zły, bo inne rozwiązania byłyby Twoim zdaniem lepsze. Tylko, że znowu Nawrocki posunął się tu dalej. Otóż ustawa ta, jaka by nie była, przeszła proces konsultacyjny, co oznacza na przykład, że jakiś gość z ministerstwa finansów wyraził swoją opinię o tym czy w efekcie budżet wytrzyma, czy nie wytrzyma i nie będzie z czego wypłacać emerytur w grudniu i jest to na piśmie. Propozycja Nawrockiego sprowadza się do tego, że nie warto drążyć tego tematu czy będzie za co wypłacać emerytury w grudniu czy nie będzie, bo teraz wszyscy mają szybko podpisywać jego ustawę, która de facto jest ustawą przynoszącą inne skutki (chociaż „przecież z pierwotnej tylko wycięto kilka punktów”). A najsmutniejsza w tym wszystkim jest oczywiście konkluzja Gospodarza, że wszystkim wydaje się, że znowu wygrał Nawrocki, a Tusk przegrał.

  68. @KrasnowKrasnow
    „Czy to znaczy, że wyborów w 2023, które wygrali nie było, albo że nic z nich nie wynika?”
    Kto wygrał wybory w 2023? Bo najlepszy wynik miał wtedy PiS. Jedyne co uratowało wtedy koalicję antypis to fakt, że PiS sobie w międzyczasie rozwalił zdolność koalicyjną i nie miał z kim rządu tworzyć a samodzielnie miał zbyt mało głosów by uzyskać wotum zaufania i przegłosowywać ustawy.
    Na poziomie państwowym PO/KO przegrywa w bezpośredniej konfrontacji z PiS od samego początku, za wyjątkiem jednego okresu kiedy to PiS sobie przewalił u społeczeństwa podczas pierwszych rządów i gdy w katastrofie smoleńskiej zginął ich prezydent oraz część popularnych polityków.

    „To jest właśnie jeden z problemów, że mamy dwa nieprzystające zestawy kryteriów dla stron sporu politycznego. Jedna strona może iść na rympał i wzrusza się tylko ramionami i mówi, że przecież wygrali wybory to im wolno.”
    Kto wzrusza ramionami i mówi, że im wolno? Ludzie wybierający się na czarne protesty albo te organizowane przez KOD? Ci wszyscy skandujący Kon-sty-tuc-ja albo protestujący na granicy?
    To w ogóle brzmi jak zarzut jakbym te dwa nieprzystające zestawy kryteriów stosował ja i pozwalał tamtym iść na rympał bo wygrali, ale drugim nie. A to jest chochoł i niefajna manipujacja.
    I to o ile pominie się istnienie Silnych Razem i całej reszty fanbojów PO czy Giertycha, którzy są gotowi swoim idolom wybaczyć wszystko, byle tylko walili w PiS. Ci sami ludzie wcześniej krytykujący sytuację na granicy wschodniej, błyskawicznie się przestawili gdy to samo zaczęli robić ich reprezentanci.
    Owszem, podwójne standardy są problemem, ale nie wynikają z jakiejś inherentnej nierównowagi w której jednej stronie wolno więcej, a drugiej mniej, tylko plemiennych podziałów, w których ludzie (o różnych poglądach) pozwalają swoim na więcej i krytykują oponentów za to samo, co u swoich są skłonni zaakceptować (albo nawet aktywnie popierać).

    Ale przede wszystkim to nie ma nic wspólnego z tym o czym pisałem. Bo pisząc o mindsecie w którym nie przegrali wyborów nie odnosiłem się przecież do tego czy im wolno mniej, więcej czy tyle samo co innym, tylko o podejściu przede wszystkim PO i jej reprezentantów. O tym jak ich własna pycha nie pozwala im spojrzeć na rzeczywistość obiektywnie, tylko sprawia, że przegrywając regularnie wybory uważają z jakiegoś powodu, że już zaraz, za chwilę, w kolejnych, na pewno wygrają i zostaną docenienie przez wdzięczny naród. Przecież oni tak mają od samego początku. SLD się sypało, wiadomo było że nastąpią zmiany, ale nikt jeszcze nie wiedział jak to będzie, a PO już się przechwalało, że będzie miało „prezydenta z Gdańska, premiera z Krakowa”. Po czym przegrali zarówno wybory prezydenckie jak i parlamentarne, PiS się na nich wypiął (i zupełnie mnie to nie dziwi, sam bym się wypiął na takich zadufanych w sobie, potencjalnych sojuszników) i nagle nie mieli nic.
    Ostatnia kampania została przekopana nie tylko dlatego, że Trzaskowski jest nielubiany, ale i przez nieudolność rządu i popierających go frakcji (a nie oszukujmy się, głównie PO jako największej i narzucającej ton, acz nie tylko), które uznały że nie ma sensu robić nic dopóki prezydent może zawetować. Z ukrytym założeniem, że za chwilę będą mieć swojego prezydenta i otwartą drogę do tworzenia takiej polityki, jaką zechcą. Odkąd istnieją PO i PiS, tylko jeden raz zdarzyło się, że kandydat PO pokonał kandydat PiS w walce o prezydenturę.
    Ale po stronie rządowej nadal mamy jakieś przekonanie, że to tylko tymczasowa sytuacja, chwilowe odchylenie od normy. Albo to, albo robienie dobrej miny do złej gry, bo na nic innego nie mają pomysłu.

  69. @KrasnowKrasnow

    Wysłało mi się zanim zdążyłem skomentować ostatni akapit.

    :Ja jestem tak stary, że pamiętam takie słówko falandyzacja.”
    Ja też. No i?

    „Prawa i obowiązki organów władzy w Polsce reguluje konstytucja i w niej nie jest napisane, że prezydent jest trzecią izbą parlamentu, niezależnie czy wygrał wybory przed czy po wyborach parlamentarnych w wyniku, których ukonstytuowała się aktualna rada ministrów.”
    To jest oczywiste dla wszystkich tutaj. Tylko co ma z tego wynikać? Że rząd może uznać prezydenta za nieistotną przeszkodę? Gospodarz pisał już o tym, naprawdę nie widzę powodu żebym miał po nim powtarzać. Pocelam przeczytać zdania o Pipsztyckim.

    „Twierdzenie, że wynik wyborów 2025 neguje wynik wyborów 2023 to jest czysta falandyzacja.”
    Twierdzenie, że ktoś tutaj tak twierdzi to manipulacja i chochoł. Nikt nie stawia takiej tezy. Jest teza, że rząd nie ma pełni władzy i musi się liczyć z prezydentem. A traktowanie go per noga i rzucanie tekstami w rodzaju „Ja potrzebuję prezydenta do tego, by podpisywał ustawy, a nie pisał je za mnie” to zaprzeczanie rzeczywistości. Prezydent powinien współpracować z rządem tak samo jak rząd z prezydentem. Zakładanie, że prezydent jest na usługi rządu i ma podpisywać wszystko jak leci, to głupota i/lub chamstwo.

    „Nawrocki ma taki sam obowiązek dopasowywania się do oczekiwań większości sejmowej jak większość sejmowa do jego oczekiwań.”

    Ma obowiązek dostosować się do konstytucji. A ta daje mu prawo by dowolnej ustawy nie podpisywać tylko zwrócić ją do sejmu. Można się z tym nie zgadzać i wrzeszczeć tupiąc nóżką, albo wziąć to pod uwagę i prowadzić odpowiednią politykę. Dostosować się do większości sejmowej musi gdy będzie korzystał z prerogatywy inicjatywy ustawodawczej, bo ta daje mu tylko możliwość wniesienia projektu do sejmu, potem proces jest od niego niezależny aż do uchwalenia.

    Swoją drogą wokół tego weta robi się taką narrację jakby prezydent ją uwalił na dobre. A przecież weto prezydenckie polega na tym, że zwraca ustawę do sejmu, ten może ją ponownie procesować. Przy czym zgodnie z przepisami prezydent w tej formie nie może zakwestionować pojedynczych zapisów, musi zwrócić całą ustawę (w przeciwieństwie do prerogatywy pozwalającej mu na przesłanie ustawy do SN, gdzie może to uczynić w całości albo części). Teraz sejm może spokojnie tę ustawę zmodyfikować w niewielkim stopniu (np. wycinając przepisy, które Nawrocki skrytykował) i przegłosować ją ponownie. Nie trzeba robić całej pracy od zera, ustawa wymaga tylko niewielkich poprawek.

  70. @Veta Nawrockiego
    Tak w ogóle to KO po prostu zrobiła maksa głupoty. Jak zdobyła władzę i miała większość w parlamencie i 1,5 roku do Prezydenckich – to nie robiła swojego programu „bo Duda i tak by zawetował, to nawet nie ma sensu probować” (co było wytlumaczeniem faktu, że nie potrafili spacyfikować PSL2050). Mogli pisac ustawy, które by się dało sprzedać społeczeństwu – a jeśli by Duda nie podpisywał to grać kartą „w prezydenckich zagłosujcie na naszego kandydata, to będziemy mogli wprowadzać nasze postulaty”. No to teraz zaczęli coś uchwalać – jak zmienił się prezydent i będzie ten przez 5 lat. W kolejnych wyborach nie będą mogli mówić „głosujcie na nas to zrobimy nasz program” tylko co najwyżej „głusujcie na nas, bo inaczej PiS/Konfa zrobi swój” – czyli powrót do retoryki „Naszą jedyną wartością jest to, że nie jesteśmy PiSem”.

  71. @ Paweł Kapis

    Wypowiedzi kolegi doskonale ilustrują moją tezę o nierównych kryteriach oceny.

    Jak kolega chce zrozumieć o co mi chodzi i dlaczego to kolegi mindset jest problematyczny, to niech kolega znajdzie choć jednego prawicowego publicystę albo polityka PIS który napisał, że Duda powołując Morawieckiego działał niezgodnie ze zwyczajami i przeciwskutecznie i że PiS i prezydent powinni byli zaakceptować porażkę swojego obozu i że mieli niewłaściwy, arogancki mindset. Stawiam dolary przeciw orzechom, że się taki nie znajdzie. Zamiast tego kolega tutaj wstawia tyradę, że PiS to tak naprawdę wygrał.

    „Jedyne co uratowało wtedy koalicję antypis to fakt, że PiS sobie w międzyczasie rozwalił zdolność koalicyjną… itd.”

    Niech kolega znajdzie choć jednego prawicowego publicystę albo polityka PiS który napisał np. że PiSowi udało się zdobyć większość w 2015 jedynie dlatego, że lewica poszła jako koalicja a nie jedna partia i w związku z tym PiS powinien być bardziej pokorny, dogadywać się z opozycją bo jego wygrana jest jakaś taka nieautentyczna a legitymacja niepełna. Prędzej kolega znajdzie sugestię, że ci co na PiS/Dudę/Nawrockiego nie głosowali to po prostu nie są Polacy, ale to nie jest arogancja bo przecież Rokita miał głupawe hasło wyborcze, a dr Kaczyński z Żoliborza reprezentuje klasy ludowe a Tusk półsierota z podwórka w Gdańsku, aroganckie elity.

    „Na poziomie państwowym PO/KO przegrywa w bezpośredniej konfrontacji z PiS od samego początku, za wyjątkiem jednego okresu kiedy to PiS sobie przewalił u społeczeństwa podczas pierwszych rządów i gdy w katastrofie smoleńskiej zginął ich prezydent oraz część popularnych polityków.”

    Kolega uprawia rewizjonizm. Proponuję sprawdzić sondaże LK sprzed katastrofy. PO wygrała wybory do Sejmu w 2007 i 2011 i do EP w 2009, 2014 i 2024.

    „PiS się na nich wypiął.”

    Nie. To PO nie chciała wejść do rządu jako młodszy partner, bo jak powiedział Tusk, (cytuję z pamięci) „koalicja z Pisem kiedy PiS ma większość oznacza, że PiS nas za..bie”, co powinno być epitafium na politycznych nagrobkach LPR i Samoobrony i przyszłym nagrobku Konfederacji.

    „Ale po stronie rządowej nadal mamy jakieś przekonanie, że to tylko tymczasowa sytuacja, chwilowe odchylenie od normy.”

    Ale to jest projekcja. Kolega wyczytał to w wypowiedzi ministra, który jak pokazał nam loleklolek_pl i jak mówi konstytucja i tradycja instytucjonalna w Polsce miał rację. Prezydent nie jest od pisania ustaw, bo nie ma do tego właściwych narzędzi i potem są kwiatki takie jak wrzucanie ustaw, których efekty finansowe są nieznane albo artykuł 2 ustawy o cpk który nakazuje budowę „rentownego innowacyjnego węzła transportowego, który uzyska miejsce w pierwszej dziesiątce najlepszych portów lotniczych na świecie”.

    „Ja też. No i?”

    No i minister cytowany miał rację. Prezydent nie jest od pisania ustaw. A 51,03% to nie jest więcej niż 53,31%.

    „Twierdzenie, że ktoś tutaj tak twierdzi to manipulacja i chochoł.”
    „To jest taki mindset w którym oni nie przegrali wyborów i mogą prezydentowi stawiać warunki z pozycji siły.” To proszę wyjaśnić czy obóz, który reprezentuje prezydent przegrał wybory do sejmu i w związku tym może czy nie może stawiać koalicji rządzącej obecnie warunki z pozycji siły?

    „Jest teza, że rząd nie ma pełni władzy i musi się liczyć z prezydentem.”

    Ale nie ma tezy, że prezydent nie ma pełni władzy i musi liczyć się z sejmem.

    „Ma obowiązek dostosować się do konstytucji.”

    Czy RM i Sejm też muszą się tylko dostosować do Konstytucji? Jeśli tak to dlaczego kolega czepia się RM i Sejmu skoro przekazują prezydentowi ustawy procedowane zgodnie z Konstytucją i (co nie było częste poprzednio) dobrą praktyką legislacyjną?

  72. @Tomasz L
    Wow, naprawdę uważasz że ze zdania:
    „„Do właściwości Rady należy: (…) opiniowanie projektów przebiegu linii komunikacyjnych, lokalizacji przystanków i rozkładów jazdy transportu zbiorowego”

    wynika OBOWIĄZEK kogokolwiek by Rady się o taką opinię pytać? Bosh, co się porobiło z umiejętnością czytania ze zrozumieniem…

  73. @D.N.L
    „Tak w ogóle to KO po prostu zrobiła maksa głupoty” – w tym momencie chyba wyważasz otwarte drzwi.

  74. @krasnow
    ” Duda powołując Morawieckiego działał niezgodnie ze zwyczajami i przeciwskutecznie”

    Jak to przeciwskutecznie? Opóźnił przejęcie władzy przez „naszych” o tyle o ile mógł. Wykorzystał swój długopis skutecznie.

    „Ale nie ma tezy, że prezydent nie ma pełni władzy i musi liczyć się z sejmem.”

    Toteż Nawrocki się liczy. Niczego przecież nie zadekretował z pominięciem Sejmu. Po prostu skutecznie wykorzystał swoje narzędzie. Niestety, miał do tego prawo (i skorzysta z niego jeszcze nie raz).

  75. @krasnow
    „Jeśli tak to dlaczego kolega czepia się RM i Sejmu skoro przekazują prezydentowi ustawy procedowane zgodnie z Konstytucją”

    Ma pan sympatyczną ksywkę i dlatego komć nie wylecał, ale serdecznie odradzam panu pisanie następnego komentarza, do którego pasowałaby w odpowiedzi złośliwość o Pipsztyckim, który wredny nie podpisał.

  76. @ WO

    Ok. Tylko, trzymając się tej metafory P.Kupis zdaje się uporczywie twierdzić, że nierównowaga między Pipsztyckim a nami wynika z tego że Pipsztycki ma większe prawo do swojej działki niż my do naszej.

    W odróżnieniu od p. Kupisa nikt z prawicy od PiSu do Trumpa nigdy nie podważy legitymacji politycznej swojej formacji. Oni zawsze wygrywają w landslide nawet jak wygra im wybory Sąd Najwyższy.

  77. @KrasnowKrasnow
    MEH, czy to ty? Bo ten argument o wygrywaniu wyborów do PE przez PO już słyszałem, ale pokazuje on tylko, że ktoś tutaj ma pewne problemy z czytaniem ze zrozumieniem, gdy ja wyraźnie pisałem o „poziomie krajowym”. Czyli o wyborach do sejmu i senatu oraz prezydenckich. Te PO udało się wygrać tylko w stosunkowo krótkim okresie po pierwszych rządach PiS – dwukrotnie parlamentarne i raz prezydenckie. Poza tym PiS miał zawsze większe poparcie. A clou mojej wypowiedzi jest to, że PO od samego początku było przekonane że wygra za każdym jednym razem i mocno zdziwione gdy tak się nie działo. Po czym do następnych wyborów znowu szli przekonani o własnej zajebistości.

    „No i minister cytowany miał rację. Prezydent nie jest od pisania ustaw.”
    Cytowany minister był bezczelny, ponieważ prezydent może i nie jest od pisania ustaw – to znaczy nie jest to jego główna funkcja – ale jak najbardziej posiada prerogatywę inicjatywy ustawodawczej, zapisaną w – uwaga – KON-STY-TUC-JI. To czy z niej będzie korzystał czy nie to jego sprawa, ma takie uprawnienia. I byle ministrarzyna nie będzie mu tego ograniczał.

    „To proszę wyjaśnić czy obóz, który reprezentuje prezydent przegrał wybory do sejmu i w związku tym może czy nie może stawiać koalicji rządzącej obecnie warunki z pozycji siły?”
    Ależ to nieistotne. Istotne jest że sam prezydent wygrał wybory prezydenckie. Co oznacza, że może wykorzystywać wszelkie prezydenckie prerogatywy jak długo nie łamie konstytucji (za co groziłaby mu odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu). A wśród tych prerogatyw są takie jak odrzucanie ustaw i zwracanie ich do sejmu bez podpisu – na co konstytucja przewiduje możliwość przegłosowania prezydenta odpowiednią wielkością – czy kierowanie ich do Trybunału Konstytucyjnego. I z tym koalicja rządząca musi się zwyczajnie liczyć o ile zamierza postępować zgodnie z prawem. Gospodarz to już opisał tak, że ja naprawdę nie mam więcej do dodania. Czasami człowiek jest zależny od decyzji kogoś innego, np. upierdliwego urzędnika państwowego i musi to brać pod uwagę.

    „Jeśli tak to dlaczego kolega czepia się RM i Sejmu skoro przekazują prezydentowi ustawy procedowane zgodnie z Konstytucją i (co nie było częste poprzednio) dobrą praktyką legislacyjną?”
    Przecież nie czepiam się za to, że przekazują prezydentowi ustawy procedowane zgodnie z procesem, tylko o wypowiedzi ministra Motyki i jego kolegów, którzy chcą bagatelizować prezydenckie prerogatywy. Przy czym oczywiście wpakowanie prezydenckiego projektu ustawy do zamrażarki to jak najbardziej kompetencja sejmu i mogą coś takiego zrobić, z punktu widzenia prawa będzie to legalne. Legalnym jest też gadanie głupot, ale ja mam z kolei prawo uznać to za nierozsądne i szkodliwe dla demokracji (podobnie jak działania prezydenta dyktowane interesem politycznym, jak najbardziej).

  78. @krasnow
    „Ok. Tylko, trzymając się tej metafory P.Kupis zdaje się uporczywie twierdzić, że nierównowaga między Pipsztyckim a nami wynika z tego że Pipsztycki ma większe prawo do swojej działki niż my do naszej”

    Problem polega po prostu na tym, że jak oni mają długopis, to potrafią go wykorzystać na maksa. A dać Tuskowi trzy długopisy, to jeden zepsuje, drugi zgubi, trzeci odda Giertychowi na zmarnowanie.

  79. Znowu dubel, bo druga wypowiedź nastąpiła gdy pisałem swoją.

    @KrasnowKrasnow
    „P.Kupis”
    Kapis, odmieniane przez przypadki. Byłbym wdzięczny za te minimum szacunku do rozmówcy. Jedną literówkę mógłbym uznać za przypadek.

    „zdaje się uporczywie twierdzić, że nierównowaga między Pipsztyckim a nami wynika z tego że Pipsztycki ma większe prawo do swojej działki niż my do naszej.”
    Bynajmniej. To jest interpretacja której logiki nawet nie potrafię się doszukać, ale mogę wyłożyć swoją.
    Samo PO w 2023 miało niższe poparcie niż PiS (po ośmiu latach rządów i pomimo wszystkich protestów). Rząd udało im się stworzyć wyłącznie dzięki koalicjantom: Lewicy oraz PL2050/PSL. Obecne sondaże wskazują, że PSL może w ogóle nie wejść do sejmu, z Hołownią mają coraz większe tarcia. Lewica też ma stosunkowo niewielkie poparcie i nawet jeśli wejdzie do sejmu to z niewielką liczbą mandatów. Oczywiście póki co wszystkie te partie mają swoich posłów, którzy mandaty zdobyli w 2023, ale trzeba też brać pod uwagę jak sytuacja się zmienia. A zmienia się tak, że w wyborach za dwa lata prawdopodobnie będziemy mieć PO i PiS z porównywalnym poparciem, Konfederację na trzecim miejscu i kilka innych partii ze znikomym elektoratem i mandatami. Jedyne możliwe rządy to będzie zatem PO-Konfederacja albo PiS-Konfederacja. Przy czym jeśli PiS (znowu) będzie mieć większe poparcie niż PO to właśnie osobie z tej partii urzędujący prezydent powierzy misję stworzenia rządu. Nie wiemy co zrobi Konfederacja, ale jeśli postanowi wejść do rządu to do PiS jej bliżej (łączyłby ich też prezydent, któremu poglądami do Konfederacji blisko) a i premiera PiS będzie zapewne miało od razu (a nie dopiero po parotygodniowej przepychance).
    Innymi słowy PO, jeśli chce myśleć o utrzymaniu rządzenia musi albo już teraz ostro brać się do roboty żeby zwiększyć własną przewagę, albo pomóc swoim sojusznikom się wzmocnić, żeby znowu z nimi mieć rząd koalicyjny (co nie jest w stylu platformy, on raczej lubi podgryzać słabszych), albo już teraz szykować grunt pod rząd z Konfederacją. Dwie ostatnie rzeczy się przynajmniej częściowo wykluczają. Walki i przepychanki z prezydentem na którego głosowała spora część elektoratu Konfederacji i któremu do niej po prostu jest blisko, nie pomogą im. Zwłaszcza w tym ostatnim wariancie.

    „nikt z prawicy od PiSu do Trumpa nigdy nie podważy legitymacji politycznej swojej formacji.”
    I nikt tutaj – w szczególności ja – nie podważa legitymacji politycznej tej formacji (pomijając to, na ile PO jest moją formacją, ja głosuję na Razem, których nawet nie chciano w obecnym rządzie). Mówię jedynie, że ich pozycja – zwłaszcza w kontekście nadchodzących wyborów – jest słaba i zachowywanie się tak, jakby się miało do swojej dyspozycji wszystkie atuty, jest głupie. Póki co ten rząd posiada legiymację do rządzenia, ale identyczną posiada prezydent. Żadna z nich nie jest ważniejsza, ale to prezydent może torpedować prace rządu (zgodnie z prawem i swoją funkcją).
    Ja przecież nie wzywam premiera do dymisji (ciekawostka, takie głosy się pojawiały i to ze strony członków tej samej formacji, konkretnie PSL już proponował by wymienić premiera na Kosiniaka-Kamysza), dwa lata jego rząd jeszcze przetrzyma. Ale potem będzie im trudno utrzymać rządy i zachowywanie się tak, jakby wygraną mieli gwarantowaną na pewno nie pomoże. Zaklinanie rzeczywistości po prostu nie działa. To czego oczekuję od nich to trochę realistycznego podejścia do swoich możliwości i pokory. Mają rząd, nie mają prezydenta, nie mają większości pozwalającej na odrzucanie weta – są de facto na łasce jednego urzędnika, który może złożyć podpis, a może im uwalić najwspanialsze marzenia i plany. Taki mamy klimat.

    TL:DR Zarzucanie mi, że odmawiam temu rządowi legitymacji jest nieporozumieniem. Ja mu odmawiam silnej pozycji – którą w ich mniemaniu posiadają – oraz umiejętności oceny sytuacji. Co moim zdaniem wynika z braku choćby minimalnej pokory.

  80. @wpakowanie prezydenckiego projektu do zamrażarki
    No przecież jest jeszcze gorzej. Już Szłapka zapowiada, że 800+ będzie rozwiązane w sposób bardziej konfederacki niż chciała konfederacja (będzie trzeba w większej ilości miejsc na świecie świecić oczami w odpowiedzi na pytanie “dlaczego Polacy to takie buce”). Do zamrożenia cen energii też zapewne dojdzie w drodze jakiegoś urzędniczego cruncha, który przewidywalnie zakończy się jakimś gniotem, a potem jak zwykle okaże się, że do gaszenia pożaru w budżecie najlepiej nadają się nauczyciele i ludzie kultury. Gdybym mógł, to bym za to podziękował i wybrał jednak te wyższe ceny energii. Też będzie bolało, ale przynajmniej bardziej przewidywalnie.

  81. @ P. Kupis
    „poziomie krajowym”.

    Czepianie się, ale wybory do EP są też na poziomie krajowym. Zostawmy to. W ogóle ta dyskusja o tym, że PiS wygrał wszystkie wybory poza tymi, które przypadkowo przegrał, a PO przegrała wszystkie poza tymi, które wygrała przypadkowo jest tyleż nonsensowna co ilustratywna dla uprzedzeń kolegi.

    „Poza tym PiS miał zawsze większe poparcie. A clou mojej wypowiedzi jest to, że PO od samego początku było przekonane że wygra za każdym jednym razem i mocno zdziwione gdy tak się nie działo.”

    Za to PiS był przekonany, że wygrał za każdym razem. Czy bardziej arogancka jest wiara w przyszłe pewne zwycięstwo, czy przekonanie, że nie wyborcy tylko spisek, ewentualnie „potężny front, który się rozciągał od »Faktów i Mitów« – pisma, które zatrudniało kiedyś Grzegorza Piotrowskiego, mordercę księdza Popiełuszki, aż po »Nie«, »Gazetę Wyborczą«, różne telewizje, PO, LiD, itd” pozbawił nas zwycięstwa?

    Nie wiem co to znaczy, że PO było przekonane o czymś. To jest kilkadziesiąt tysięcy ludzi, skąd wiemy o czym oni wszyscy byli jak jeden mąż przekonani? I jakie to w ogóle ma znaczenie? Bóg ich ukarał za arogancję?

    „Cytowany minister był bezczelny, ponieważ prezydent może i nie jest od pisania ustaw – to znaczy nie jest to jego główna funkcja – ale jak najbardziej posiada prerogatywę inicjatywy ustawodawczej, zapisaną w – uwaga – KON-STY-TUC-JI.”

    Tego nikt nie neguje, tylko proponuję sprawdzić ile inicjatyw ustawodawczych złożył przez dwie kadencje najlepiej oceniany prezydent w historii Polski i porównać ich liczbę i jakość z inicjatywami aktualnego prezydenta z ostatnich trzech tygodni.

    „I z tym koalicja rządząca musi się zwyczajnie liczyć o ile zamierza postępować zgodnie z prawem.”

    To jest oczywista oczywistość, o której nie ma co dyskutować. Mnie strigerowała sugestia, że koalicja rządząca ma mniejszą legitymację polityczną bo on wygrał o oni są aroganccy.

  82. @ P. Kapis

    To już będzie mój ostatni głos w sprawie veta.

    „Kapis, odmieniane przez przypadki.”

    Przepraszam. Mały ekran, zielone literki, brak okularów. Nieintencjonalna pomyłka.

    „Samo PO w 2023 miało niższe poparcie niż PiS (po ośmiu latach rządów i pomimo wszystkich protestów).”

    Samo prowadzenie takiej dyskusji pokazuje asymetrię. PiS NIGDY PRZENIGDY nie podda w wątpliwość skali swoich zwycięstw i legitymacji politycznej.

    Możemy sobie krytykować niekompetencję PO do woli, porównywać procenty z PiSem itd. Fakty są takie, że żadna partia poza PO/KO od 2005 nie pokonała PiSu.

    Razem ma dziś taki wynik jak w 2015, Lewica niższy niż w 2015, PSL i TD dogorywa. KO ma dziś poparcie na poziomie 2023, lepsze niż w 2015, PiS jest słabszy niż w 2015 i 2023. Ten rząd jest słaby nie słabością PO tylko jej koalicjantów.

    Możemy sobie to spinować na sto sposobów, opowiadać o arogancji, klasizmie, elitach itp. itd. ale jeśli PO/KO i Tusk są tacy beznadziejni to co nam to mówi o reszcie?

  83. @embercadero
    Ja tam sobie mogę różne rzeczy uważać, natomiast taką wykładnię przedstawił radca prawny Rady Miasta Gdańska, a także radni miejscy, z którymi rozmawiałem. Mało tego, takiego stanowiska w rozmowie ze mną trzymał cię v-ce dyr. ZTM. Natomiast wspomniany wyżej dyrektor to akurat szeroko znany jest z tego, że zgodnie z jego interpretacją to on nie ma żadnego obowiązku w żadnej kwestii.

    Zwróciłem się w tej sprawie z prośbą o wykładnię do Komisji Rewizyjnej RMG, bo fakt, że gdańskie statuty są równie przejrzyste co wspominane na tym blogu teksty piosenek Marka Grechuty (tyle że śpiewać się ich nie da).

    Może warto, żebyście w Waszej Radzie Osiedla czasem mocniej tupnęli nóżką? Wiadomo, że nie ma co z siebie robić pieniaczy, ale ja już się nauczyłem, że bez potrząsania szabelką to gminna autokracja nas nawet nie zauważy.

  84. @Wybory pod lufami czołgów
    Dobra, do wszystkich katastrofizujących o wyborach pod czołgami, masowych oszustwach, itp. (jakbym słyszał nieco znajomych za rządów PiS, swoją drogą, deklarujacych, że no po prostu nie ma teraz żadnych granic i nic ich nie powstrzyma, z dokładnie taką pewnością, ergh… serio mnie to triggeruje wręcz, ten poziom katastrofizacji), krótkie, proste pytanie:

    Skoro jest to tak pewne i jasne, to czemu u cholery republikanie mają cykora kolosalnego?

    Czemu w tym Teksasie próbują sobie na siłę dopchnąć 5 miejsc, bo tak bardzo boją się strat w innych miejscach?

    I czemu inni republikanie z Teksasu im wołają „nie, nie róbcie tego, bo jeszcze bardziej na tym stracimy”, gdyż aby wygerrymanderować tych 5 miejsc muszą osłabić 10 kolejnych na tyle, że są duże obawy, że jeśli latynosi nie poprą ich jak ostatnio (a jakby to ująć, mają powody do takiej zmiany), to tych 10 miejsc flipnie.

    Podobnie z tym „przejmowaniem kontroli nad wrogimi miastami” – czy ktoś powołujący się na to jako na realny scenariusz w midtermsach w jakiejkolwiek skali większej od jednego miasta wziął i po prostu policzył ile trzeba by do tego ludzi? Bo np. ekipa Belle/Beau of the Ranch to zrobili i wypunktowali absurdalność tego scenariusza. Jako prosty przykład – do ogarniania konsekwencji Katriny w trzech stanach, gdzie i tak nie byli w każdym miejscu w każdym stanie, zaangażowano 83 tysiące członków gwardii. To daje nam częściowe pokrycie trzech stanów. A mówimy o 50.

    Dla jasności, realistycznie republikanie nieco rzeczy zrobią. Prawdopodobnie uwalą głosowanie listowne w czerwonych stanach. Gerrymandering może im coś dać, ale jak w nich walną konsekwencje ekonomiczne dalsze, zwłaszcza jak pęknie bańka AI na której trzyma się obecnie cała gospodarka USA, to ten sam gerrymandering może ich – czego już się niektórzy obawiają – solidnie ugryźć w zadek.

    Więc serio, proste pytanie. To najbardziej napuszona, autoreklamująca się, egocentryczna administracja w historii USA, inne są daaaaleko w tyle. Czemu więc nie demonstrują tej pewności, skoro wiedzą, że wybory są ich, bo czołgi na ulicach i to oni liczą głosy?

  85. A, i żeby nie było, że opcje „dummymanderingu” są tylko teoretyczne, republikanie w Teksasie już się na tym przejechali. Np. tutaj link to texastribune.org

    W 2011 zrobili hardkorowy gerrymandering.
    Po czym w 2012 stracili 2 względem wyniku z 2010.
    A w 2018 z 14 zgerrymanderowanych okręgów udało im się wygrać… dwa.

  86. @mnf:
    > Z punktu widzenia Agenta Orange, przerwanie przez Rosję wojny to bolesna ale konieczna decyzja
    Ale nie rozpatrujemy idealnie sferycznego Putina. Gdyby Putin był absolutnie racjonalnym politykiem, to wojny by:
    a) nie rozpoczynał;
    b) jeśli źle skalkulował, to poprawił by się po góra 2 tygodniach i poszukał kompromisu z Ukrainą.

    Oczywiście, jeśli chodzi o psychikę Putina mogę tylko zgadywać, ale wydaje się, że to ktoś, kto autentycznie pogardza miękiszonami i podziwia u przywódców „instynkt mordercy”, który pozwala wyłapać słabą chwilę przeciwnika i go dobić (patrz 2014 i wyraźna improwizacja z zajęciem Donbasu i Krymu). Taki ktoś nie ma miejsca w swojej psychice na kompromis — może być zwycięstwo, lub klęska.

  87. @ak
    „czemu u cholery republikanie mają cykora kolosalnego”

    Czy ten cykor jest teraz z nami w pokoju?

    „wziął i po prostu policzył ile trzeba by do tego ludzi”

    A ilu trzeba było do utrzymania nas wszystkich w ryzach w czasach PRL?

    „Bo np. ekipa Belle/Beau of the Ranch to zrobili ”

    Znowu jakieś głupki z Zachodu którzy nigdy nie widzieli dyktatury więc im się wydaje że potrzebne są do tego jakieś tłumy agentów. Do zastraszenia społeczeństwa nie trzeba wiele. Jak pisał Snyder, większość władzy dyktatura dostaje bez walki, przez Selbstgleischaltung (zwany przez Snydera „obeying in advance”). Wystarczy dla przykładu skatować jednego przypadkowego odważniaka, reszta już sama będzie grzeczna.

    „Czemu więc nie demonstrują tej pewności”

    Jak nie demonstrują jak demonstrują.

  88. „takie szatkowanie ustaw będzie psuć proces stanowienia prawa, co prędzej czy później uderzy we mnie osobiście”

    Dobry żart. Jeszcze przed Pisem mieliśmy biegunkę legislacyjną. A od 10 lat jest tylko zabawniej.

  89. @A.K.:
    6.1.2021.

    Nie wiem, czy mają pełny gotowy scenariusz. Zapewne nie. Zapewne część wierzy, że są wspaniałą administracją, którą wszyscy kochają (BTW. kogo jeszcze bawi cover „I Want To Know What Love Is” zrobiony przez Laibach, ze zdjęciem Trumpa i podpisem „wszyscy mnie kochają” na końcu klipu?); zapewne część chce się wzmocnić — sąd najwyższy już i tak mają, gerrymandering w toku… Ale jak daleko się posuną? To, że „to ostatnie ważne wybory” padało publicznie; podobnie jak publicznie pada pogarda dla demokracji (jako gorszej od republiki i republikańskości, cokolwiek miałyby one znaczyć). Możemy obserwować, jak sytuacja się rozwinie, jednak 6 stycznia jest ważnym punktem odniesienia, bo Trump bis, nie jest Trumpem bardziej ugodowym i demokratycznym — wprost przeciwnie.

  90. USA PRL
    Ja uważam, że w USA to o wiele łatwiejsze niż w PRLu, bo jak cię w PRL wyrzucili z roboty za działalność, to mogłeś (jak Havel w Czechosłowacji) zostać nocnym palaczem itp. Miałeś jakąś robotę i UBEZPIECZENIE ZDROWOTNE. Fikanie w USA, gdzie jak wylecisz z roboty to ty i twoja rodzina straci ubezpieczenie to hardcore.

  91. @Artur Król
    „Podobnie z tym „przejmowaniem kontroli nad wrogimi miastami” – czy ktoś powołujący się na to jako na realny scenariusz w midtermsach w jakiejkolwiek skali większej od jednego miasta wziął i po prostu policzył ile trzeba by do tego ludzi? Bo np. ekipa Belle/Beau of the Ranch to zrobili i wypunktowali absurdalność tego scenariusza. Jako prosty przykład – do ogarniania konsekwencji Katriny w trzech stanach, gdzie i tak nie byli w każdym miejscu w każdym stanie, zaangażowano 83 tysiące członków gwardii. To daje nam częściowe pokrycie trzech stanów. A mówimy o 50.”
    Ej, ale zupełnie inaczej wygląda sprawa pokrycia całych stanów a inaczej tylko miast, które z definicji są dużo bardziej skondensowane. Do ogarniania sytuacji w jednym stanie w sytuacji klęski żywiołowej trzeba dużo więcej ludzi niż do trzymania w szachu paru miast w tym stanie. Katrina się nie przekłada na „stan wojenny” w największych miastach.
    Po drugie zaś Trump nie musi tego robić we wszystkich pięćdziesięciu. Raz, że część z nich jest wystarczająco republikańska a dwa, że nawet wśród tych demokratycznych nie musi tłamsić każdego jednego. Wystarczy, że zrobi to w kilku kluczowych – i o ile się orientuję, to właśnie tak zamierzali to robić, wyprowadzić wojsko w jednym czy dwóch raptem.

    Nie żebym upierał się przy manipulacji republikanów przy wyborach, to równie dobrze może być efekt narcyzmu Trumpa i jego sposobu podejmowania decyzji. Nie mam w tym temacie na tyle informacji by z pełnym przekonaniem twierdzić że oni robią tak czy inaczej. Zauważam tylko, że kontrola nad miastami (z ludnością cywilną, nie w warunkach wyraźnie wojennych, oczywiście) wymaga znacząco mniejszych zasobów niż nad dużo bardziej rozległymi terenami takimi jak stany.

  92. @pk
    „Do ogarniania sytuacji w jednym stanie w sytuacji klęski żywiołowej trzeba dużo więcej ludzi niż do trzymania w szachu paru miast w tym stanie.”

    Poza tym do sterroryzowania populacji potrzeba po prostu mniej ludzi niż do ogarniania klęski żywiołowej. W PRL i ZSRR z terrorem radzono sobie świetnie, z klęskami trochę jakby tak sobie.

  93. @WO
    „Poza tym do sterroryzowania populacji potrzeba po prostu mniej ludzi niż do ogarniania klęski żywiołowej.”
    Tak. Miałem to nawet napisać, ale skleiło mi się i trochę uciekło. Mam wrażenie, że nadal gdzieś tam to jest w mojej wypowiedzi, ale mogłem to przekazać wyraźniej.
    Dwie różne sytuacje, GN pomagająca po huraganie to nie tranporter opancerzony pod kinem w którym grają „Czas Apokalipsy”.

  94. @wo
    „Problem polega po prostu na tym, że jak oni mają długopis, to potrafią go wykorzystać na maksa. A dać Tuskowi trzy długopisy, to jeden zepsuje, drugi zgubi, trzeci odda Giertychowi na zmarnowanie.”

    Ha. Przypominają mi się tutejsze dywagacje sprzed dekady, w których niektórzy dyskutanci argumentowali, że PiS wszystko popsuje, bo nie ma kompetentnych kadr i nie umie w procedury. Co prawda dotyczyło to bardziej spraw europejskich, but still, procedury to procedury. Jak widać umieli w nie na tyle dobrze, że udało im się skutecznie zabetonować liczne instytucje, i nawet mimo wygranych wyborów ciężko to skruszyć. A i z Europą udawało im się lawirować.

  95. Za mało wiemy, aby wyrokować. Za dużo pytań. W jakim stanie będzie Trump za te trzy lata? Kto w jego administracji jest naprawdę gotowy wszystko zaryzykować? Co zrobi wojsko i Gwardia Narodowa jak sytuacja stanie na ostrzu noża? To samo u nas. W jakim stanie będzie Kaczyński za te dwa lata? Jak rozwiną się relacje w trójkącie Kaczyński-Mentzen-Nawrocki? Czy nie pojawi się jakiś nowy ufok typu Kukiz czy Hołownia, który na chwilę wywróci stolik? Itp, itd. Żyjemy w okresie chaosu. Równie dobrze można by monetą rzucać.
    Co do analogii z PRLem – oni wtedy nie mieli internetu.

  96. @kmat
    „Co do analogii z PRLem – oni wtedy nie mieli internetu.”

    Co właśnie dzisiaj terror czyni tańszym. Wtedy głownym narzędziem terroru była teczka z kompromatami – teraz sami je na siebie produkujemy.

  97. @kmat

    „Co zrobi wojsko i Gwardia Narodowa jak sytuacja stanie na ostrzu noża?”

    Będą się nadal płaszczyć przed nim, jak teraz: link to thenationalnews.com

    „“At my direction, the United States Air Force is moving forward with the world’s first sixth-generation fighter jet,” Mr Trump said. “Nothing in the world that was even close to it, and it’ll be known as the F-47. The generals picked a title, and it’s a beautiful number,” he said.”

  98. Zajmowanie całych miast, a po co? 😉

    Zgodnie tradycją, trzeba zająć ratusz, pocztę główną (która wtedy była centralą telefoniczną i telegrafu), dworzec kolejowy, rozgłośnie radiową i miejscową redakcję gazety – przez wiele dekad się sprawdzało i wystarczało te parę kluczowych instytucji. Myślę, że armia i gwardia narodowa mają zauktalizowaną listę na takie okoliczności, normalna rzecz na wypadek katastrof, ataków terrorystycznych itd. w każdym cywilizowanym lub mniej cywilizowanym kraju.

  99. @kmat:
    > Kto w jego administracji jest naprawdę gotowy wszystko zaryzykować?
    Przypominam, że oskarżonych za 6 stycznia amnestionowano…

    @rpyzel:
    Po co: gazeta, radio i poczta główna, skoro jest internet? Po co dworzec, skoro to są Stany?

  100. @rw:
    Jak oglądałem (fakt: infografiki potrafią mylić) wykresy zaufania w Stanach, to pierwsze co pomyślałem: kraj idealnie przygotowany na wojskowy zamach stanu. Tyle, że raczej nie w imię Trumpa.

  101. @wo
    „Co właśnie dzisiaj terror czyni tańszym. Wtedy głownym narzędziem terroru była teczka z kompromatami – teraz sami je na siebie produkujemy.”
    Trochę tak, trochę nie. Bo kto jednak zamieszcza w sieci realne kompromaty na siebie. Są tacy ludzie, ale ilu ich.
    Do tego net ułatwia organizację. Nie bez powodu autokracje starają się to obsesyjnie kontrolować. Jeśli w Stanach zczną się jakieś ruchy w tym kierunku to będzie bardzo zły znak.
    Swoją drogą tam jest jeszcze jeden scenariusz. Wojna domowa.

    @pak4
    „Przypominam, że oskarżonych za 6 stycznia amnestionowano…”
    Jeśli się przewrót uda to amnestia nie będzie potrzebna. Jeśli się nie uda to nie będzie komu amnestionować. To nie jest porównywalna sytuacja.
    Swoją drogą jest jeszcze jedna rzecz. Czy ci ludzie są wystarczająco kompetentni aby przewrócić stolik?

  102. @kmat
    „Co zrobi wojsko i Gwardia Narodowa jak sytuacja stanie na ostrzu noża?”

    Nic. Brudną robotą zajmą się milicje stanowe, MAGA i inne grupy zbrojne (w Rumunii to górnicy z kilofami i łańcuchami zrobili porządek: link to pl.m.wikipedia.org). Oczywiście Stany są naładowane bronią, więc to wszystko może się wymknąć spod kontroli i będziemy mieć lokalnie jakiś Belfast.

  103. @kmat
    ” Bo kto jednak zamieszcza w sieci realne kompromaty na siebie”

    Praktycznie każdy. Całe to gówno z serii „Alexa zagraj muzyczkę” nagrywa na stałe wszystko co się dzieje w twoim mieszkaniu. Każdy mówi czasem coś czego by nie chciał upublicznić. A to dopiero początek tematu, przejdźmy teraz do maili, które wszyscy mamy w chmurze…

  104. @wo

    „A to dopiero początek tematu, przejdźmy teraz do maili, które wszyscy mamy w chmurze…”

    Na ogół w chmurze kontrolowanej przez firmę która ma siedzibę w USA.

  105. kmat
    ” Bo kto jednak zamieszcza w sieci realne kompromaty na siebie. Są tacy ludzie, ale ilu ich.”

    Starczy zdjęcie/filmik z wakacji, przeróbka AI i farma troli, nie odkręcisz.

  106. Jako samozwańczy ekspert od polityki USA, opierający się na tym, że wiele lat temu mieszkałem tam przez dekadę i nadal czytam ichniejszą prasę oraz słucham lewicowych podcastów, z pełnym autorytetem powiem, że „na dwoje babka wróżyła”.
    Jeśli będzie recesja – o co trudno się modlić, bo zawsze po dupie dostaną najbiedniejsi – to pewnie Trump przegra.

    Senat, moim zdaniem (które – jak wyżej – jest glosem goscia w internecie), jest nie do wygrania:

    Georgia – Demokraci mogą tu stracić miejsce.
    Maine – Republikanie mogą stracic miejsce. Collins ma słaby punkt związany z aborcją.
    Michigan – Demokraci mogą stracić miejsce.
    North Carolina – Republikanie mogą stracić.

    Reszta jest, w zasadzie, poza jakąś potworną recesją, nie do ugrania.

    Jeśli chodzi o Kongres, to sytuacja jest nieco lepsza, ale główny problem polega na tym, że Demokraci mają za dużo wewnętrznych konfliktów: Izrael, imigracja, progresiści kontra stara dobra oligarchia.

    A najgorsze jest to, że Trump – moim zdaniem – w pewnych sprawach naprawdę dobrze sobie radzi. Wiem, że zaraz mnie „zjecie”, ale: wojnę z Iranem zatrzymał, przejęcie 10% Intela bardzo mi się podobało, nawet ta Gwardia Narodowa w DC miała sens. Oczywiście statystyki morderstw były dosyć niskie w stosunku do historycznych, ale to nic nie znaczy. W 2024 było 25 morderstw na 100K mieszkańców, w 2025 wyglądało, że będzie trochę lepiej. W Madrycie jest to 0,76 na 100K mieszkańców. Te morderstwa w DC nie dotyczą zamożnych enklaw, gdzie mieszkają decydenci, tylko biednych dzielnic, gdzie mieszkają ubodzy. To jest 30 razy tyle – i to nie tylko z powodu dostępu do broni. Wydaje mi się, że ten impossibilizm Partii Demokratycznej jest dla niej ogromnym problemem. Przestępczość dotyka przede wszystkim czarnych i Latynosów. Demokraci w zasadzie mają do zaoferowania bardzo skomplikowane programy wczesnej interwencji, lepszej integracji po odsiadce i tym podobne. Być może w ciągu dekady obniży to wskaźniki o 18%. Trump powie, że w DC obniżył je o 90% i „podskoczcie mu”. To, że tego nie da się powtórzyć gdzie indziej albo globalnie, jest szczegółem – a na 100% winą Partii Demokratycznej.

    To, co tu piszę, ma pokazać, że mimo iż w wyborach „midterm” opozycja prawie zawsze wygrywa, to wcale nie musi tak być i tym razem.

  107. > nawet ta Gwardia Narodowa w DC miała sens

    Kolega jednak trochę się za bardzo ujawnił.
    No pewnie, że miała sens. Szczególnie że jest wiele miast z wyższą przestępczością. Tyle, że tam nie popełniają największego przestępstwa jakim jest głosowanie na Demokratów. Za chwilę pewnie marines w NY, ale kolega też będzie popierał z całego serca, bo czemu nie?

  108. @kosmaty

    Ale po co tak agresywnie. Ja nie wierzę, jak LD, że Trump wysłał tę gwardię do DC żeby obniżyć wskaźnik przestępczości (IMO chce po prostu zastraszyć społeczeństwo, dziennikarzy i opozycję, żeby wprowadzić dyktaturę), ale wielu wyborców pewnie w to uwierzy, i to faktycznie będzie problem dla Demokratów.

    Jak strona demokratyczna powinna na to odpowiedzieć, to ciężko powiedzieć. Pewnej lekcji udziela nam historia z atakiem Republikanów na uniwersytety, gdzie wykorzystywano każdy pretekst (zarzuty plagiatu, przypadki rozrób na kampusie, albo że ktoś z tytułem profesora nie potępił Hamasu wystarczająco wiele razy) żeby zniszczyć niezależność uniwersytetów i usunąć z nich ludzi o niewygodnym kolorze skóry, niewygodnej płci, niewygodnych poglądach. Teraz Trump kopiuje ten playbook wobec Lisy Cook (surprise surprise, czarnej kobiety), wykorzystując zarzut nieprawidłowego wypełnienia wniosku o kredyt hipoteczny żeby ją usunąć ze stanowiska w Fed. Jeżeli Demokraci wdadzą się w dyskusje w dobrej wierze „czy Lisa Cook jest oszustką czy nie”, to przegrają, tak jak przegrali walkę o uniwersytety. Lepiej IMO działać tak jak Newsom, który nie daje Republikanom kredytu zaufania i nazywa ich działania tym czym IMO są: zastraszaniem opozycji i wprowadzaniem dyktatury.

  109. Przede wszystkim Demokraci muszą robić _coś_.
    Jakiś czas temu była ta cała sytuacja kiedy nawet wyborcy Republikanów trochę się wkurzyli i zaczęli zadawać niewygodne pytania swoim reprezentatom oraz domagać się wyjaśnień podczas zebrań (Town Halls). Ochrona niektórych wynosiła, było o tym głośno, wydawałoby się, że to idealny moment żeby się Republikanom postawić, co nie?
    Tymczasem Partia Demokratyczna była wtedy głównie zajęta wysyłaniem do swoich zwolenników listów w których prosiła o datki. Oczywiście były pojedyncze osoby, które coś robiły, Bernie czy AOC są regularnie aktywni, ale to są osoby. PD jako instytucja i jej kierownictwo nie mają pomysłu, a wręcz wydają się nie mieć siły i ochoty do walki.
    Jeśli się nie zbiorą i nie zaczną działać jako grupa, tylko zostawią to wszystko na ramionach paru zapaleńców, to Republikanie nie będą się nawet musieli szczególnie wysilać.

  110. Kolega „agresywnie” odkodował jedną część tej wypowiedzi, a ja powiem że radość z kradzieży 10% Intela zdradza zwyczajną głupotę. Normalnie gdy państwo obejmuje udziały to w celu rozwojowym, tak zresztą zaczynała ta branża poza Stanamii. Trump je po prostu wyłudził, najpierw domagając się ustąpienia prezesa, a potem wymieniając na akcje wcześniej zapłacone udzielone granty z umowami na dostarczenie konkrentych efektów. W efekcie Intel niie jest dokapiitalizowany, jest słabszy. Teraz kombinują jak opchnąć publice ten sukces, rzekomo dla Trumpa i Lutnicka to sprawa wizerunkowa dlatego będą bronić interesów Intela. Tak jak mieli wziąć się do obrony Ukrainy gdy ta zgodzi się oddać w dealu surowcowym księżycowe kwoty (na które nawet niie ma dość surowców), gdyż Stany będą miały dopiero wtedy wtedy interes żeby wygrała. To jest tak głupie, że o DC nie ma co gadać, bo z kim i po co.

  111. @wo
    Oczywiście, cóż za zaskoczenie, konkretne pytania o rzeczy typu gerrymandering zostały zbyte pogardliwym tekstem. Standard u Ciebie, gdy nie masz odpowiedzi, a masz silnie emocjonalną postawę. I głęboko rozczarowujące po raz kolejny.

    Skoro są tak pewni zwycięstwa pod lufami, to po co im ten gerrymandering? I czemu część republikanów deklaruje obawy, że tym jeszcze bardziej popłyną?

    A ludzie z Belle/Beau mieli doświadczenie m.in. w wojskowej obecności na bliskim wschodzie i odnoszą to doświadczenie. Deczko bardziej porównywalne (choćby przez nasycenie bronią) niż Twoje PRLowskie do sytuacji w USA.

  112. @ak
    „Skoro są tak pewni zwycięstwa pod lufami, to po co im ten gerrymandering?”

    Ma więcej niż 200 lat, jest bardziej amerykański od szarlotki. To jakby pan pytał „skoro się nie boją, to czemu zamawiają McZestaw w McDonaldsie”.

    „I czemu część republikanów deklaruje obawy”

    A tak konkretnie to jak duża jest ta część? Z moich obserwacji raczej wynika, że MAGA dokonali wrogiego przejęcia GOP, więc może jakieś niedobitki popiskują, że „pi pi pi, nie podoba nam się to”, ale większość jedzie full MAGA.

    „A ludzie z Belle/Beau”

    Są tiktokerami z jutuba albo jutuberami z tiktoka. Jak na kogoś kto nie lubi Twittera ma pan zdumiewającą sympatię do mediów dla debili.

  113. @ld
    „wojnę z Iranem zatrzymał”

    Dziwna teza. Przeprowadził jakieś bezsensowne bombardowanie które nie wiadomo co osiągnęło a potem je wstrzymał. Zatrzymał swoją starą, znaczy się siebie.

  114. @wo
    Nie, gerrymandering tuż przed midtermami nie jest standardem Amerykańskim, a tym bardziej nie od 200 lat. Jest czymś zwracającym uwagę, w senacie jest nawet Republikańska propozycja ustawy blokująca opcję takiego „mid decade redistricting”.

    Jeśli chodzi o to jak duża część, przedewszystkim znacząca część kongresmenów republikańskich z teksasu, bo czują się tym zagrożeni.

    Argumentacje pt. „to medium dla debili” to klasyczne „ad personam” (Uprzedzając, bo część osób to myli: nie względem mnie jako rzekomego debila, względem „to medium nie może być jakościowe, bo jest z youtube’a, a nie jak ja z gazety”, względem mnie jako rzekomego debila byłaby to tylko obelga, nie ad personam). Oczywiście Twój blog, Twoje prawa, ale jak chcesz argumentować takimi metodami, to jest to dla mnie tożsame z poddaniem tematu. I to poddanie podwójne, bo ZNOWU stosujesz to chamskie przesunięcie bramki gdy brak Ci argumentów. Najpierw wszak Twoim argumentem było „oni nie wiedzą o czym mówią, bo nie znają dyktatury”. Gdy dostałeś na to konkretną odpowiedź „opierają się na takich doświadczeniach, które w tej sytuacji są lepszym punktem odniesienia”, WTEDY uciekłeś w „no ale są z youtube’a, więc i tak to nie ma znaczenia”.

    I to jest niestety standard dyskusji z Tobą, gdy masz silnie emocjonalną postawę bez dobrych argumentów na nią.

  115. @wo
    Tak ale chyba zmusił Izrael do wstrzymania się z bombardowaniem po tych swoich B costam. Może nie ale tak to przez chwilę przynajmniej wyglądało.

    Przede wszystkim, żeby nie było wątpliwości stawiam dolary przeciw orzechom, że nikt tutaj nie poleciał do Stanów żeby się zarejestrować w innym okręgu co by głosować w wyborach na demokratów w okręgu w którym to mogło mieć znaczenie.
    Trump oczywiście ma w dupie przestępczość w DC, robi to żeby zastraszyć i moc się chwalić jaki to on jest twardy wobec przestępczości, co nie zmienia faktu że w obu tych sprawach pewnie osiągnie zamierzony efekt.

    Co do Intela to mogłem to rozwinąć. Ja uważam że korporacje korzystające z systemu prawnego w danym kraju, grantów z moich podatków ito nie powinny mieć prawa płacić 2% podatku w Irlandii. I wolałbym żeby to demokracji mieli jaja i coś takiego zrobili ale nie mieli.

  116. @kosmaty
    Zapewniam, że jakikolwiek test czystość ideowej obleje w 3 minuty. Szczególnie że chyba trzeba być bardzo srogim egzaminatorem żeby wyczytać w tym co napisałem za Trump istotnie przejmuje się przestępczością wśród mniejszości w DC i dlatego to robi.

  117. @Lukasz Dobrek „Reszta jest, w zasadzie, poza jakąś potworną recesją, nie do ugrania.”

    Jest jeszcze nie aż tak niewyobrażalna szansa na Alaskę, jeśli Mary Peltola się zdecyduje kandydować, jest Montana i Jon Tester, Ohio. Teksas ma się robić purpurowy od dekady, ale jeśli Ken Paxton zostanie kandydatem GOP a Demokraci wystawią Kandydata Idealnego, to kto wie.

    Ale co do zasady, pełna zgoda. Nawet jeśli dobrze pójdzie im w połówkowych, to i tak to zmarnują.

  118. @Artur Król

    „są duże obawy, że jeśli latynosi nie poprą ich jak ostatnio (a jakby to ująć, mają powody do takiej zmiany), to tych 10 miejsc flipnie”

    Wzmocni się patrole ICE w dniu wyborów i nieco przed, żeby zwłaszcza w miastach, gdzie może to zaważyć na wyniku robiły łapankę na wszystkich wyglądających na Latynosów (już to przecież często robią), najwyżej tych z obywatelstwem wypuści się już po wyborach.

  119. @ak
    „to jest to dla mnie tożsame z poddaniem tematu”

    Przecież pan nawet nie zaczął gry. Ubzdurał pan sobie jakiś strach Trumpa i nie podał ani jednego argumentu, poza tym, że gdzieś kiedyś jakiś jutuber (no i co, mam teraz odsłuchiwać godzin filmików by znaleźć akurat ten). Jak ktoś ma coś sensownego do powiedzenia to umie to napisać. To, że nie ma pan nawet żadnego źródła „literkowego” potwierdzającego pańską tezę już coś o tej tezie mówi. Nazwałbym to „brzytwą Stanowskiego”.

  120. @walka z przestępczością w DC

    Na razie Gwardia Narodowa w ramach walki z mordercami robi w DC akcję „Sprzątanie świata”: link to nbcwashington.com

    Moja największa nadzieja jest w tym, że MAGA to gromada debili i błaznów. Być może nawet dyktatury nie będą umieli zorganizować. Warto pamiętać, że to są ludzie którzy nienawidzą nauki i ekspertyzy.

  121. @wo
    Chocholenie mi że coś pisałem o postawie konkretnie Trumpa, gdy cały czas pisałem o republikanach… To jest naprawdę albo zupełny brak śledzenia treści dyskusji i wymiana z chochołami, albo po prostu kolejna próba zmiany tematu, gdy pierwotnego stanowiska nie da się obronić.

    Dziękuję za całkowite poddanie tematu.

    @ausir
    Ale jakby ci latynosi zostali w domu w ostatnich wyborach, to republikanie wypadliby gorzej, nie lepiej. Tu z tego co widziałem obawa nie jest nawet „może tym razem zagłosują na demokratów”, oni te okręgi mogą stracić jak latynosi po prostu zostaną w domach. Więc proponowana przez Ciebie strategia uzyskałaby odwrotny efekt.

  122. @Artur Król

    Zależy którzy i gdzie, bo Latynosi to generalnie bardzo niejednorodna grupa wyborców, zależnie od kraju pochodzenia, klasy społecznej itd. więc i do tego mogą dostosować łapanki. No i latynoskie kobiety zdecydowanie bardziej przeciwko Trumpowi niż mężczyźni.

    Zresztą widziałem gdzieś późniejsze analizy, z których wynikało, że chociaż na Trumpa zagłosowało sporo Latynosów (więcej niż dotąd), to jednak w większości raczej na Harris, nawet mężczyźni, a w exit poll przechył latynoskich mężczyzn w stronę Trumpa był przeszacowany przez to, że exit polle były przeprowadzane tylko po angielsku, a nawet wśród tych z amerykańskim obywatelstwem Latynosów mówiących po angielsku słabo lub wcale jest przy takim marginesie błędu wystarczająco dużo, żeby zmieniło to wynik.

  123. Według exit polls 56% Latynosów ogółem na Harris, 42% na Trumpa; latynoskich mężczyzn 50% na Trumpa vs. 48% na Harris, kobiet 60% vs. 38%.

    Więc ogółem to „jakby ci latynosi zostali w domu w ostatnich wyborach, to republikanie wypadliby gorzej, nie lepiej” nie bardzo się potwierdza, ewentualnie co do mężczyzn, a i tu niekoniecznie (bo kwestia językowa, więc raczej w marginesie błędu). No ale i wtedy wystarczy, że ICE łapankę skupi na latynoskich kobietach.

  124. @rw
    W sumie taka nadzieja, im ktoś w tym MAGA bardziej zaangażowany tym głupszy. A w administracji selekcja jest wyraźnie negatywna.

  125. @kmat

    OTOH nie trzeba być super bystrzakiem, żeby wsadzać ludzi do obozów koncentracyjnych.

  126. @rw
    Mam taki prior, że w każdym cyklu, odkąd obserwuję, opozycja jest przekonana, że ci, którzy są u władzy, ukradną wybory – i co i rusz okazuje się, że jednak nie. Więc teraz też całe to straszenie traktuję z nieufnością. Oczywiście próba oparta na statystyce sześciu przypadków jest mało warta, ale zawsze coś. Ja wiem jak łatwo się jest nakręcić, i ja się już kilka razy tak nakręciłem i nie chce więcej.

    Znacznie bardziej boję się tego, że oni te wybory wygrają uczciwie, bo są w te klocki po prostu lepsi. Podczas gdy my będziemy zajmować się dyskusją o możliwych łapankach.

    Disclaimer dla tych, którzy tego potrzebują:
    Głosowałem przeciwko Trumpowi za każdym razem i dalej będę głosował przeciwko. Uważam go za idiotę, przestępcę, chama, nieuka i wszystko, co najgorsze. Jednocześnie uważam go za geniusza politycznego naszych czasów i jestem przerażony tym, jak beznadziejni są Demokraci.

    Całą moją nadzieję pokładam w tym, że za trzy lata Trump nie będzie się już tak liczyć, a taki Vance bez niego powinien przegrać.

    Moim zdaniem dyskusja na lewicy nie powinna toczyć się wokół tego, jaki głupi jest Trump i jak bez sensu jest to, co robi – bo faktycznie jest. Tylko wokół tego, jak on to przeciwko nam wykorzysta, bo do tej pory dużo lepiej niż my wyczuwa nastrój w społeczeństwie. Wy to na pewno wiecie, bo wy wszystko wiecie, ale Trump nie wygrał tych wyborów hasłem „MAGA”, tylko przekazem: Kamala is for them/they, Trump is for you.

  127. @ Demokraci

    Na razie wyłonił im się lewicujący, turbopopularny grassrootowy kandydat na urząd może nie jakoś istotny w kwestii krajowej, ale jednak prominentny i nadający się na politycznego poster boya – Mamdani w NY. No i niemal cała Partia solidarnie (z wiadomymi wyjątkami, AOC, Omar, Tlaib etc) kmini, jak by go tu udupić.

  128. @mcal
    Czy on jest taki popularny to zobaczymy, ja nie jestem przekonany. Ja mieszkałem 10 lat w NYC, i z moich rozmów ze znajomymi mogę powiedzieć że on na pewno budzi emocje. Pamiętaj, że w NYC poza nauczycielami Bloomberg jest uważany za najlepszego z burmistrzów ostatnio. Po Bloombergu właściwie seria porażek, ja myślę że Mamami wygra i mam nadzieję że sprawi się lepiej niż Adams i de Blasio, bo jak nie to następnym burmistrzem zostanie ten gość od Gristedes.

  129. @Lukasz Dobrek
    „Jednocześnie uważam go za geniusza politycznego naszych czasów i jestem przerażony tym, jak beznadziejni są Demokraci.”

    Hej, z całym szacunkiem dla twojej wiedzy insajderskiej, jeżeli demokraci są beznadziejni (czego nie neguję), to żeby ich pokonać, nie trzeba być od razu geniuszem. Tym bardziej, że to nie są hokejowe zwycięstwa 10:1. Byle frajer może demokratów pokonać (vide: Polska, Nawrocki kontra Koalicja Obywatelska).

    [Niby można zrobić listę takich „geniuszów”, arcymistrzów polityki, będzie ona ciekawie popaprana moralnie, np. na prestiżowej okładce tygodnika „Time” jako „Człowiek Roku” był w 1930 Gandhi, a w 1938 Hitler, w 1939 Stalin (po drodze są inne ciekawostki: w 1950 symbolicznym „Człowiekiem Roku” został „Żołnierze amerykański w Korei”, a w 1952 konkretny Konrad Adenauer, w 1956 symboliczny „Węgierski powstaniec”, a 1957 konkretny Nikita Chruszczow), w 1972 Nixon, w 2007 Putin. Zresztą, nawet epitet „geniusz zła” to jest za dużo na Trumpa (geniusze zła to w Bondach), który jest po prostu Marionetą Naszej Marnej Epoki, dzieciakiem wieków ciemnych, pokalanie poczętym w krzemie i socialmediowym gównie.]

  130. @”Kamala is for them/they, Trump is for you.”

    Kurczę, też jak Nawrocki, co wygrał nie Polską wstającą z kolan, ale prostym „Byle nie Trzaskowski”.

  131. @argonauta
    Ten „geniusz” to oczywiście trochę prowokacja. Ale wydaje mi się, że lepiej myśleć o nim w tej formie, niż tylko na zasadzie: „oj, patrzcie jaki on głupi, pewnie nawet Arendt nie czytał”. Jego „geniusz” dobrze by bylo zrozumiec. Ja nie wiem czy to jest jezyk ktorym on mowi, czy chucpa ale jakos on do ludzi przemawia.

    Ja naprawdę mam ograniczoną wiedzę insiderską – trochę znajomych i żonę, która ma obsesję na punkcie amerykańskiej polityki. Natomiast mam głębokie przeświadczenie, że w 2024 przegraliśmy właśnie dlatego, że znowu go nie doceniliśmy. No bo jak można drugi raz przegrać z kims takim? A pamiętam, jak w 2016 roku, na podcaście Political Gabfest, podśmiewali się, że może nawet dobrze by było, gdyby on wygrał – bo „tępy lud w końcu dostanie to, o co prosił”.

  132. @ak
    „Chocholenie mi że coś pisałem o postawie konkretnie Trumpa, gdy cały czas pisałem o republikanach… ”

    Opisuje pan dwunogie jednorożce. Przepraszam za tę pomyłkę, zaraz wkleję wersję poprawną – dla mnie po prostu to jest równie idiotyczne i w wersji „Trump ma dwurogiego jednorożca” i „Republikanie mają dwurogie jednorożce”. Nikt ich nie ma, a przynajmniej nie ma żadnych przesłanek by twierdzić że mają (pan ich nie przytacza, na wszelkie prośby o konkrety reaguje pan odpowiedziami nie na temat).

    Proszę, oto poprawiona wersja:

    Przecież pan nawet nie zaczął gry. Ubzdurał pan sobie jakiś strach republikanów i nie podał ani jednego argumentu, poza tym, że gdzieś kiedyś jakiś jutuber (no i co, mam teraz odsłuchiwać godzin filmików by znaleźć akurat ten). Jak ktoś ma coś sensownego do powiedzenia to umie to napisać. To, że nie ma pan nawet żadnego źródła „literkowego” potwierdzającego pańską tezę już coś o tej tezie mówi. Nazwałbym to „brzytwą Stanowskiego”.

  133. @ergonauta
    Niby można zrobić listę takich „geniuszów”, arcymistrzów polityki, będzie ona ciekawie popaprana moralnie, np. na prestiżowej okładce tygodnika „Time” jako „Człowiek Roku” był (…) w 1939 Stalin

    No ale był jako „człowiek roku”, a nie „autorytet moralny roku”. Od razu też przypomniał mi się cytat z listy (na papierze, nie w internecie), którą dostałem do rąk ze 30 lat temu, z najciekawszymi cytatami z egzaminów wstępnych na jakieś tam studia (były takie egzaminy wtedy).
    Człowiek X wylosował zestaw z m.in. pytaniem o ZSRR za Stalina. Odpowiedź in extenso: „Stalin… co by nie mówić, jednostka wybitna… spamiętać wszystkich, których wykończył, byłoby obłędem.” Podobno już nic więcej nie powiedział.

  134. @WO
    Myślę, że niektórzy zbyt dosłownie zrozumieli końcowy fragment notki („Jak widzicie to wszystko za rok, dwa?”). No bo przecież tak czy owak 22, nieprawdaż.

  135. @Lukasz Dobrek
    „tępy lud w końcu dostanie to, o co prosił”

    Ba, kłopot w tym, że tę samą maleńką Ziemię (bo przecież rzecz nie zamyka się w samym ciasnym USA) zamieszkują oba plemiona „tępy lud” i „ho ho, co to nie my”. Wydaje mi się, że w 2024 przegraliśmy nie dlatego, że go nie doceniliśmy (bo w 2024 mieliśmy już komplet danych, pełen obraz Trumpa, wszystkie piksele), tylko dlatego, że przeceniamy siebie. Nadal jesteśmy „ho ho, co to nie my”, a przecież demokracja narodziła się właśnie dlatego, żeby wszelką błękitną krew, szlacheckie rodowody, geny sarmackich przodków – rozpuścić w krwi ludzkiej. Żeby się plemiona zrosły w jednych skromnych Ziemian. Ale – jak widać – długa droga daleka przed nami.

  136. @Gammon No.82
    „Stalin… co by nie mówić, jednostka wybitna… spamiętać wszystkich, których wykończył, byłoby obłędem.”

    Znakomita fraza! Kopiuję do kapownika ze złotymi i poetyckimi myślami.

  137. Wracając do tematu notki, to widzicie tę rzeźnię, którą ZSU przez ostatnie noce robi w ruSSkim przemyśle petro? Parę nocy temu to było jakieś kilkanaście % wyłączonych mocy, a oni od tego czasu kilka kolejnych rafinerii i innych -ciągów dołożyli. Ktoś ma jakieś wyliczenia, od jakiego poziomu to może pierdyknąć? Bo Szeroka Dusza Rosyjska to może i zniesie wiele, ale ciężarówka na tym nie pojedzie, a koleją i osiołkami wszystkiego nie przewiozą, przy czym chodzi mi raczej o transport cywilny w głębi tego patokraju.

  138. @LD

    W 2016 roku Trump wygrał, bo Rosja przeprowadziła udaną manipulację wyborczą, w której nieświadomie wzięły udział główne amerykańskie media („but her emails!”). Wielu ludzi się na to złapało (ja również, lesson learned).

    „Natomiast mam głębokie przeświadczenie, że w 2024 przegraliśmy właśnie dlatego, że znowu go nie doceniliśmy. No bo jak można drugi raz przegrać z kims takim?”

    IMO szukanie jednej kluczowej przyczyny jego wygranej to błąd, to był raczej efekt wielu skorelowanych ale częściowo niezależnych przyczyn:

    – dezorganizacja Demokratów (wystawiają Bidena, potem idą w wyparcie co do jego kondycji fizycznej, na końcu panika i zmiana na Harris która nie miała czasu na kampanię)
    – tradycyjne media traktowały Trumpa ulgowo (jemu nikt demencji i wieku nie wypominał, tylko Bidenowi)
    – social media przejęte przez prawicę (Zuckerberg, Musk)
    – pieniądze Muska; generalnie w 2024 Big Business obrócił się przeciwko Demokratom, pewnie przez pro-związkowe i pro-socjalne posunięcia Bidena
    – elektorat dostał bzika na punkcie inflacji po-Covidowej i obarczył za nią winą Bidena
    – katastrofalna polityka Bidena wobez Izraela po 10/7 zraziła do Demokratów część elektoratu lewicowego
    – obsesja elektoratu na punkcie imigracji, tak jak w UK teraz

    W kwestii Izraela, podział w Partii Demokratycznej przebiega nie w poprzek partii, ale pomiędzy bazą (która ma dość zbrodni wojennych w Gazie) a elitami partyjnymi (które nie umieją się zdobyć na ich potępienie).

  139. @TL

    „Wracając do tematu notki, to widzicie tę rzeźnię, którą ZSU przez ostatnie noce robi w ruSSkim przemyśle petro? Parę nocy temu to było jakieś kilkanaście % wyłączonych mocy, a oni od tego czasu kilka kolejnych rafinerii i innych -ciągów dołożyli. ”

    Widzę, i cieszę oczy. Some men just want to watch Russia burn.

  140. @Tomasz Larczyński

    „Ktoś ma jakieś wyliczenia, od jakiego poziomu to może pierdyknąć?”

    Żeby mówić o „wyliczeniach”, trzeba najpierw zdefiniować termin „pierdyknąć”. W sensie „stan skupienia” i „moment”.
    Np. czy Francja w 1940 „pierdyknęła” po objechaniu przez Niemców linii Maginota, czy po ich wejściu do Paryża. No bo kiedy „pierdyknęła” Japonia w 1945, to z grubsza wiadomo. Czy objawem „pierdyknięcia” będzie masowy głód w Rosji, idąca w dziesiątki tysięcy dezercja z armii, przystąpienie Putina na serio do negocjacji na jakiejś Alasce, czy wjazd Zełeńskiego do Moskwy a’la hetman Żółkiewski?

  141. @ergonauta:
    > zamieszkują oba plemiona „tępy lud” i „ho ho, co to nie my”
    Ja widzę podział (zresztą chyba pisałem, że na moim przedmieściu Krakowa są dwie komisje wyborcze; i w jednej wygrał wyraźnie (55:45) Trzaskowski, a w drugiej wyraźnie (55:45) Nawrocki, choć to jedno przedmieście, a ulice najwyżej różnią się tym, ile osób pracuje w centrum, a ile to emeryci?), ale mam z nim problem. Bo „my” wychodziliśmy zwykle z takich samych podwórek, jak „oni”. Gdzie więc ta błękitna krew?

    I ja nie wiem, jak to podzielić. Bo finansowo niezupełnie (z tego co pamiętam, wśród biednych Trump raczej remisował niż wygrywał); wykształcenie częściej, ale znowu patrzę na Polskę i nie kupuję tezy Sandela — wykształcenie ani nie jest wielkim bonusem, ani przedmiotem zazdrości, a podział mamy ten sam. W Stanach będziesz miał wątek rasistowski, wszędzie religijny (ale znowu: przynajmniej w Polsce religia jest wyraźnie wtórna wobec podziału). W każdym razie, nawet gdy mowa o buncie tych niżej przeciwko hierarchii i tym wyżej, to dziwnym trafem omija to hierarchię religijną, czy finansową…

    Być może jest to pewne przekierowanie gniewu, ale nie potrafię wskazać jednej przyczyny.

  142. @ergonauta
    Chodzi mi o taki moment, w którym nastąpi ostra niewydolność rosyjskiej gospodarki na podstawowym poziomie – zaopatrzenie, produkcja cywilna itp. Przecież żadna gospodarka nie pociągnie dziś (nomen omen) jeszcze bez ropy, a tak zacofana jak rosyjska to już w ogóle.

  143. @pak4

    „Bo „my” wychodziliśmy zwykle z takich samych podwórek, jak „oni”. Gdzie więc ta błękitna krew?”

    „wykształcenie częściej, ale znowu patrzę na Polskę i nie kupuję tezy Sandela — wykształcenie ani nie jest wielkim bonusem, ani przedmiotem zazdrości”

    IMO wykształcenie jest jednym z najsilniejszych predyktorów podatności na prawicowy populizm, niezależnie od tego jak wpływa na status społeczny. Po prostu ludzi z niskim wykształceniem łatwiej jest prawicowym demagogom przekabacić.

  144. @Tomasz Larczyński
    „żadna gospodarka nie pociągnie dziś (nomen omen) jeszcze bez ropy” akurat ropy po tych atakach im nie zabraknie, właśnie w tym problem, że będą mieli za dużo ropy.

  145. Mea culpa, faktycznie na tym blogu z wiadomych przyczyn powinienem to inaczej sformułować. Ale wiadomo o co chodzi.

  146. > Nadal jesteśmy „ho ho, co to nie my”, a przecież demokracja narodziła się właśnie dlatego, żeby wszelką błękitną krew, szlacheckie rodowody, geny sarmackich przodków

    Tylko w dobie sołszal mediów zawłaszczonych przez algorytmy Thieli tego świata co to nam właściwie daje? Przytaknąć, że w sumie to globcio to faktycznie trochę ściema i podjąć merytoryczną dyskusję czy szczepionki powodują autyzm, a zwolnienie połowy administracji to w sumie był master plan? Zbudować kult na podobnej zasadzie jak MAGA?

    Żeby z tym wygrać, trzeba to przelicytować, tylko to żadna wygrana. Trump nie jest „genialnym strategiem”, jest poprostu wystarczająco bezczelny i ma do tego środki. W dobie polityki ultra-plemiennej i mózgów usmażonych przez narracje wspierane przez AI nikt jeszcze nie wymyślił na to dobrej kontry.

  147. @kosmaty

    „Zbudować kult na podobnej zasadzie jak MAGA?”

    W Polsce widać na przykładzie Silnych Razem widać sukcesy tego podejścia!

  148. @pak04
    „na moim przedmieściu Krakowa są dwie komisje wyborcze; i w jednej wygrał wyraźnie (55:45) Trzaskowski, a w drugiej wyraźnie (55:45)”

    Na mojej dzielni – czyli w dzielnicy wychowanków jednego przedszkola i jednej podstawówki – jest to samo: dwie komisje i w jednej w głosach 1600:1400 dla Trzaska, w drugiej 1600:1400 dla Nawrota. Ale można się doskrobać różnic: na ulicach, gdzie wygrał Nawrocki, mieszka więcej ludzi życiowo „przegranych” (jeśli przyjąć liberalno-demokratyczną definicję „życiowego sukcesu”) w wyniku społeczno-gospodarczych przekształceń z lat 1990-2005 (czyli też liberalno-demokratycznych), a na ulicach, gdzie wygrał Trzaskowski, mieszka więcej ludzi życiowo „wygranych” (według lib.-dem. narracji), bo w latach 1990-2005 nie padli (oni lub ich rodzice) ofiarą odgórnego nakazu zamknięcia cukrowni, systemowej likwidacji GS-ów, itp. (czyli też paradygmat lib.-dem.).
    No więc jednak trochę: „plemię z zadartą głową” kontra „plemię z podkulonym ogonem” jeśli mierzyć według obowiązującego „wzorca sukcesu z Sevres”. I samo to by nie wystarczyło, ale przecież jeszcze trwało nieustające podsycanie: a to lista najbogatszych Polaków „Wprost”, a to czerwone dywany dla „najprzędsiębiortszych przedsiębiorców” i to szlachta nie pracuje, tzn. szlachta herbu „Siedem Mieszkań Na Wynajem”. Dlatego PiS tak łatwo i z takim przyzwoleniem społecznym uskutecznił ten nasz „Folwark zwierzęcy” po 2015.

  149. @Tomasz Larczyński

    „moment, w którym nastąpi ostra niewydolność rosyjskiej gospodarki na podstawowym poziomie”

    Ale przecież z perspektywy krajów zachodnich ten „moment” już dawno nastąpił. Ba, jeszcze zanim zaczęła się wojna, rosyjska gospodarka była – patrząc z Paryża czy Sztokholmu – ostro niewydolna. Putin powinien się poddać przed 2022. Zresztą, oddać się w ręce trybunału w Hadze też powinien przedtem.

  150. @ergonauta

    „Na mojej dzielni – czyli w dzielnicy wychowanków jednego przedszkola i jednej podstawówki – jest to samo: dwie komisje i w jednej w głosach 1600:1400 dla Trzaska, w drugiej 1600:1400 dla Nawrota. Ale można się doskrobać różnic”

    Zawsze można się doskrobać jakichś różnic, ale potem warto by sprawdzić czy one wyjaśniają wyniki w innych komisjach, żeby uniknąć „data dredging” 🙂

  151. @rw
    > Po prostu ludzi z niskim wykształceniem łatwiej jest prawicowym demagogom przekabacić.
    A może po prostu centrolewica, zabiwszy lewicę pracy, jako swój nowy elektorat docelowy wybrała wysokowyształconych profesjonalistów z wielkich miast? Łatwo jest „przekabacić” kogoś, na kogo druga strona wstydzi się nawet spojrzeć. W kontekście amerykańskim polecam książkę Thomasa Franka „Listen, Liberal”, bardzo ładny opis jak od czasów Cartera demokraci odwrócili się od klasy pracującej, również na poziomie symbolicznym. Łatwiej jest osobom wykształconym wierzyć w PR socliberałów, bo to bezpośrednio do nich jest on pisany.

  152. Ale też i dawna porządna „lewica pracy” zawsze stawiała na edukację – zarówno na zwiększenie dostępu do edukacji formalnej dla mniej zamożnych, jak i na nieformalną edukację wśród klasy robotniczej; gloryfikacja niewykształconego lumpenploretariatu i robienie z tego niewykształcenia jakiejś szczególnej cnoty to już jakieś maoistowskie wypaczenie (niestety nierzadkie wśród części współczesnej lewicy).

  153. @rw:
    > Po prostu ludzi z niskim wykształceniem łatwiej jest prawicowym demagogom przekabacić.
    Jako czynnik, owszem, ale wydaje mi się, że tam jest coś głębszego — jakieś podważenie wartości: wykształcenia, czy kultury. (Patrz: lepsze wykształcenie wyborców Brauna, czy Mentzena niż Trzaskowskiego.) Mam takie wrażenie, że różnic ekonomicznych nie możesz zanegować, bo są łatwo doświadczalne; ale różnice wykształcenia — owszem, zwłaszcza gdy sam oceniasz je u innych. Bo mnie uderza, że ludzie kupują tego Trumpa, albo RFK, bo jak ich oglądam, to mam wrażenie, że to Wieczór Kabaretowy Polsatu. I mnie to razi, nawet gdyby za nimi nie stał odrażający program. Dlaczego nie rusza to innych?

    @ergonauta:
    U mnie to raczej będzie: mieszkańcy z dziada pradziada (czyli dawna wieś) i robiący kariery w centrum. Przy czym u mnie to jest proporcja jednych i drugich domów, bo jedni i drudzy mieszkają na tych samych ulicach.

  154. @rw
    „wyniki w innych komisjach”

    Jasne. Dlatego zerkam też przez ramię innym komisjom w moim mieście i jego podmiejskich okolicach. Czytam na blogu WO, jak tam inne miasta i komisje. Ocenę wyników wyborów w 36-milionowym kraju zaczynam na poziomie ulicy. Albo od tego, że ja, jako pojedynczy Polak, pracując w tzw. budżetówce (i to w jej sektorze nawet bez zdolności strajkowej, bo byłby gromki śmiech na cały kraj) zarabiam dwa albo trzy razy mniej od moich znajomych Polaków pracujących w jakimś korpo, kręcących jakieś biznesy czy mających dwa ekstra mieszkania pod wynajem (tylko dwa, takie mini fiperowanie), no i sporo tego typu Polaków – przyjąwszy liberalno-demokratyczno narrację – to osoby niewygrane życiowo. Głupie to jest tak bezdennie, że Karol Nawrocki to dobry symbol tej bezdennej głupoty, więc czujący się przegrano ludzie głosują na niego poniekąd sensownie. Aczkolwiek – w swoim konkretnym życiowym interesie – przeciwskutecznie.

  155. @msdk

    „A może po prostu centrolewica, zabiwszy lewicę pracy, jako swój nowy elektorat docelowy wybrała wysokowyształconych profesjonalistów z wielkich miast?”

    E tam „zabiła”. Po prostu zmiany ekonomiczne spowodowały zanik warstwy społecznej robotników przemysłowych, którzy byli bazą tej „lewicy pracy”. Centrolewica się dostosowuje do tego.

  156. @pak4
    „Bo mnie uderza, że ludzie kupują tego Trumpa, albo RFK, bo jak ich oglądam, to mam wrażenie, że to Wieczór Kabaretowy Polsatu. I mnie to razi, nawet gdyby za nimi nie stał odrażający program. Dlaczego nie rusza to innych?”

    To kwestia twojego gustu, nie poglądów. Ostatnio mignął mi w sieci zdjęciowy pictorial porównawczy „Jak wyglądał gabinet w Białym Domu u Obamy, a jak u Trumpa”. No i z mojego czy twojego punktu widzenia to jest zderzenie typu „surowa wczesna Ikea” vs „dom zamożnej rodziny Romów” (vel: wypasiona cygańska chałupa pod Piasecznem).
    Sławny niegdyś wiersz tego, osobiście dość odrażającego, Herberta o sprawach smaku, pozostaje tak samo celny w kapitalistycznych realiach. Natomiast przydałaby się – dla równowagi – jakaś relacja POV z drugiej strony, tej strony, którą kręcą trumpowe jarmarki, nawrockie koguciki, tandetne nadruciki. Taką próbą – dzielną, udaną i docenioną – była „Wojna polsko-ruska” Masłowskiej. No ale to było w 2002, a jest dwadzieścia lat później. Przy każdej książce Vargi jest mi szkoda, że on znowu o sobie i swoim wysublimowanym światku.

  157. BTW Madziar właśnie powiedział, że już 25,7% mocy zdjęli, w tym 4,7 tej nocy. I planują dalej. Ja wiem, że wiele „ostatecznych upadków rosji” już podczas tej wojny przeżyliśmy, ale jakoś mam przeczucie, że może teraz coś tam.

  158. > To kwestia twojego gustu, nie poglądów.

    Ociekający złotem wystrój wnętrz, to może i kwestia gustu.
    Ale zupełnie niespójne wypowiedzi i regularne zaprzeczanie swoim słowom w odstępnie tygodni, jeśli nie dni to już coś więcej. Polityka USA (i nie tylko) bardzo mocno oderwała się od jakiejkowliek logiki czy przyczynowości, a poszła bardzo w plemienność i kult. Spokojne tłumaczenie, że „Oceania to jednak nie zawsze była w stanie wojny z Eurazją”, a ceny paliw to jednak nie są 1.98$ za galon nic nie daje. Ludzie są w stanie przeinaczać bardzo podstawowe fakty w imię tego kultu, a jak tu dyskutowac o bardziej złożonych i abstrakcyjnych potrzebach politycznych?

  159. @kosmaty

    Ale kiedy ICE na oczach ludzi aresztuje matki z dziećmi i wywozi ludzi do obozów koncentracyjnych na bagnach, to sprawa robi się dość prosta: albo akceptujesz to barbarzyństwo, albo nie.

  160. @rw
    „aresztuje matki z dziećmi i wywozi ludzi do obozów koncentracyjnych na bagnach, to sprawa robi się dość prosta: albo akceptujesz to barbarzyństwo, albo nie”

    Uśmiechnięta, liberalna Polska jak najbardziej akceptuje takie rzeczy.

  161. @kosmaty
    „Ociekający złotem wystrój wnętrz, to może i kwestia gustu. Ale zupełnie niespójne wypowiedzi i regularne zaprzeczanie swoim słowom w odstępnie tygodni, jeśli nie dni to już coś więcej.”

    Coś więcej tego samego. A nie coś innego. Jedno z drugim – wystrój wnętrz w gabinecie ze sposobem ułożenia klepek w głowie – ma wiele wspólnego. Jeżeli nie czytałeś, to poczytaj monologi Silnego u Masłowskiej. Ich logiczne, semantyczne, składniowe, gramatyczne rozchwianie dobrze przepowiada wejście takiego języka do międzynarodowej polityki. Kiedy moja mama była na etapie słuchania Radia Maryja (na szczęście minionym) i leciało głośno niej w domu, to słyszałem taki język, moja mama się nim zarażała, bez ładu i składu powtarzając po prawicowo-religijnych ekspertach, jak działa świat.
    Ktoś tam wyżej pisze „gdybyśmy mieli do czynienia z racjonalnie zachowującymi się osobami, ale Trump” i wychodzi na to, że racjonalność to za krótka kołdra, żeby cała ludzkość mogła się nią przykryć. Może nawet tylko dla 49% ludzi racjonalności wystarczy.

  162. > Ale kiedy ICE na oczach ludzi aresztuje matki z dziećmi i wywozi ludzi do obozów koncentracyjnych na bagnach, to sprawa robi się dość prosta (…)

    Cały problem polega na tym, że wyborcom to jak i wyprowadzenie wojska na ulice się podoba. A niektórym komentującym tutaj imponuje skutecznością.
    Nie wiem jak w zasadzie powinni się teraz zachować Demokraci, żeby przemówić do takich wyborców? Wyprowadzić swoje wojsko? Wysłać lewackie szwadrony śmierci w pas rdzy?

  163. @m.n.f

    Trzy różnice (nie żeby to usprawiedliwiało pushbacki na polskiej granicy, ale jest to IMO istotna różnica dla tego, jak te działania postrzegają odpowiednie społeczeństwa):

    – ICE aresztuje „swoich”, ludzi którzy w USA mieszkali często wiele lat; polska SG topi na bagnach „obcych”
    – ICE aresztuje ludzi w dużych miastach; polska SG robi swoje gdzieś w lesie białowieskim z daleka od opinii publicznej
    – skala: ICE stawia sobie zadanie aresztować 3,000 ludzi dziennie, i przetrzymuje obecnie ponad 50,000 osób: link to theglobalstatistics.com; polska SG reaguje na działania strony białoruskiej, i generalnie im mniej ludzi się pojawia przed nimi, tym lepiej dla nich.

    Tak swoją drogą, to jedna rzecz mnie irytuje w Online Lewicy: zamiłowanie do zacierania wszelkiej gradacji pomiędzy rzeczami Złymi i Bardzo Złymi, oraz zamiłowanie do wyciągania rzeczy nie związanych z tematem żeby się pokazać, jaki to ja wrażliwy jestem. Na ogół to się objawia w tym, że amerykańscy lewicowcy na np. krytykę Rosji odpowiadają offtopicowo „phi, USA też robiło inwazje”, ale jak widać polska Online Lewica też tego wirusa złapała.

  164. @kosmaty

    „Cały problem polega na tym, że wyborcom to jak i wyprowadzenie wojska na ulice się podoba.”

    Nie, nie podoba się: link to independent.co.uk

    „More than half of Americans believe that Immigration and Customs Enforcement has gone “too far” in its pursuit of arresting migrants, according to a new poll.

    While 54 percent said ICE has used its power too aggressively, the sentiment was even greater among Democrats at 83 percent, according to a poll by PBS News, NP and Marist.”

  165. @rw
    > While 54 percent said ICE has used its power too aggressively

    Wow, czyli tylko 46 procent uważa, że wysyłanie ludzi do obozów koncentracyjnych na bagnach jest całkiem OK! Czy Demokraci zrobili już coś, żeby odzyskać tych wyborców?
    A za chwilę będzie więcej, jak już opinia publiczna się z tym oswoi, stwierdzi że to w sumie nic strasznego i nie przesadzajmy z tym faszyzmem. Kierunek normalizacji poglądów jedzie obecnie tylko w prawo, bo populistyczne narracje i łatwe rozwiązania to esencja nowej prawicy.

    > Tak swoją drogą, to jedna rzecz mnie irytuje w Online Lewicy: zamiłowanie do zacierania wszelkiej gradacji pomiędzy rzeczami Złymi i Bardzo Złymi, oraz zamiłowanie do wyciągania rzeczy nie związanych z tematem żeby się pokazać, jaki to ja wrażliwy jestem

    To się chyba ładnie „virtue signaling” nazywa po angielsku. I zgadzam się z całego serca, ze jest to irytujące.

  166. @rw
    „Na ogół to się objawia w tym, że amerykańscy lewicowcy na np. krytykę Rosji odpowiadają offtopicowo „phi, USA też robiło inwazje”, ale jak widać polska Online Lewica też tego wirusa złapała”

    Przekonałeś mnie. Następnym razem, jak Stany (albo Polska) zrobią coś ohydnego, to będę trzymał mordę na kłódkę.

  167. @msdk
    „A może po prostu centrolewica, zabiwszy lewicę pracy, jako swój nowy elektorat docelowy wybrała wysokowyształconych profesjonalistów z wielkich miast?”
    Na stole zawsze była jakaś mocno lewicowa opcja. Po prostu zaniknęło zapotrzebowanie. Ostatnia licząca się partia z głębokiego lewa, czyli Unia Pracy, realnie kanalizowała lęki przed transformacją, nie aspiracje robotników. Jak gospodarka zaczęła się ogarniać i lęki się rozwiały, to UP znikła.

    @kosmaty
    „Zbudować kult na podobnej zasadzie jak MAGA?”
    Nie zadziała. Różnice między elektoratami są głębsze niż się zdaje. To są zupełnie inne systemy wartości. Po demokratycznej stronie nie ma tylu hardcorowych wyznawców, żeby to zabanglało.

    @ergonauta
    „Głupie to jest tak bezdennie, że Karol Nawrocki to dobry symbol tej bezdennej głupoty, więc czujący się przegrano ludzie głosują na niego poniekąd sensownie. Aczkolwiek – w swoim konkretnym życiowym interesie – przeciwskutecznie.”
    Tacy realnie przegrani to raczej siedzą w domu i piją wódkę, bo wszystko im jedno. Konfopis raczej żywi się frustracjami tych, którzy swoim zdaniem wygrali nie dość. W rodzinnej gminie pisoski aktyw to zwykle osoby nieźle sytuowane, w tym lokalna elita. Ale w porównaniu do wielkomiejskiej MMC to oczywiście dziady i oni to wiedzą. To oczywiście budzi frustrację..

  168. @monday.night.fewer
    „Uśmiechnięta, liberalna Polska jak najbardziej akceptuje takie rzeczy”

    Właśnie dropnęło: „Niemal 60 proc. ankietowanych pozytywnie ocenia zawetowanie ustawy dotyczącej pomocy obywatelom Ukrainy – wynika z sondażu pracowni SW Research. Krytycznie decyzję Karola Nawrockiego przyjęło 25 proc. badanych.”

  169. @rw
    „ICE aresztuje „swoich”, ludzi którzy w USA mieszkali często wiele lat; polska SG topi na bagnach „obcych”” – czy Ukraińcy mieszkający od lat w Polsce to jeszcze swoi czy już obcy? Bo SG wpadająca o 6 żeby wydalić z Polski do kraju ogarniętego wojną 18-latke bo na koncercie przeskoczyła barierkę właśnie było grane. No i ta zgoda ponad podziałami żeby odbierać Ukraińcom „przywileje”.
    Nie wiem skąd to dobre samopoczucie.

  170. @zinn

    Tusk nakazał SG aresztować N Ukraińców dziennie? Nie budujmy na siłę ekwiwalencji tam, gdzie jej nie ma.

    @TL

    Jest jednak różnica pomiędzy zawieszeniem świadczeń społecznych a aresztowaniem. Nie sprowadzajmy dyskusji do absurdu pls.

  171. @kmat

    „W rodzinnej gminie pisoski aktyw to zwykle osoby nieźle sytuowane, w tym lokalna elita. Ale w porównaniu do wielkomiejskiej MMC to oczywiście dziady i oni to wiedzą. To oczywiście budzi frustrację..”

    A to nie jest tak, że aktyw pisu czy konfy to już jest etap dalej w kwestii zamożności, niż średnioklasowy mieszkaniec osiedla Dom Development w dużym mieście? Nie znam ich bliżej ale tzw zewnętrzne oznaki statusu materialnego to już są dużo powyżej tego czym nawet jakiś dyrektor średniego szczebla z korporacji może się pochwalić. Przy czym, aktyw powoli wchodzi w buty „libków” z memów i zaczyna coraz głośniej krzyczeć, że „darmozjadom” to on nie będzie płacił? Dziś Ukraińcom i 800+ ale kto wie co będzie jutro?

  172. „I ja nie wiem, jak to podzielić. Bo finansowo niezupełnie (z tego co pamiętam, wśród biednych Trump raczej remisował niż wygrywał); wykształcenie częściej”

    W mojej okolicy okręgiem w którym od zawsze PIS (a ostatnio nawet bardziej konfa niż PIS) ma wyniki dwucyfrowo lepsze niż ulicę dalej jest osiedle zwane od czasu PRLu „nauczycielskim”. Oczywiście to że w mid 60s budowała je jakaś spółdzielnia nauczycieli i że pierwotnie w zasadzie tylko oni tam mieszkali nie znaczy że tak jest dzisiaj, niemniej wiem że jakaś liczba mocno starszych ex nauczycieli nadal tam mieszka a ich dzieci to już na pewno w sporej liczbie. I to nie chodzi tylko o wyniki, chodząc przy okazji wyborów z ulotkami to jest takie miejsce gdzie masz tam gwarantowany aktywny hejt (co jest jednak rzadkością w reszcie Grochowa) a jak jedna dzielna kobieta kiedyś wywiesiła banner Biejat na balkonie to rzucali w niego jajkami. Śmialiśmy się że po 40 latach z bachorami w szkole to ma się tak zrytą banię że nie ma się co dziwić. Ale nie są to ludzie nie-wykształceni raczej.

    Co dziwne nie jest to miejsce gdzie byłoby menelstwo. W zasadzie nie ma go tam w ogóle.

  173. @Tomasz Larczyński
    „Właśnie dropnęło: „Niemal 60 proc. ankietowanych pozytywnie ocenia zawetowanie ustawy dotyczącej pomocy obywatelom Ukrainy – wynika z sondażu pracowni SW Research. Krytycznie decyzję Karola Nawrockiego przyjęło 25 proc. badanych.”

    W UK lider sondaży Farage właśnie ogłosił swój pierwszy „poważny” plan polityczny mający mu zbudować „premierowską” pozycję: deportację 600 tysięcy imigrantów (aż się ciśnie parafraza z Franza Fishera: „jak się tylu nie znajdzie to się dobrze z uczciwych obywateli UK”) oraz wyjście UK ze wszystkich możliwych konwencji o zakazie tortur czy pomocy uchodźcom. Więc nasz publika jest bardzo światowa i europejska…

    A serio to jak Polska ma mieć ~276 mld deficytu budżetowego a taka UK czy Francja nie mają wzrostu chyba już od 2009 roku to nie dziwne, że elektorat rozgląda się za kimś kto im obieca (pozorną) obronę zdobyczy welfare state metodą bezkosztową albo dokładnej – kosztem obcego. Ciekawe kiedy bojówki zaczną tłuc szyby w „Pijanej Wiśni”….

  174. @ Śmialiśmy się że po 40 latach z bachorami w szkole to ma się tak zrytą banię że nie ma się co dziwić. Ale nie są to ludzie nie-wykształceni raczej.

    Nadmiar kontaktu z “dziennikarstwem tożsamościowym” wałkującym do znudzenia, że Tusk zły, a Nawrocki kochany. Oni zwyczajnie żyją już w innej Polsce ciesząc się z 14 emerytury.

    @“obrona zdobyczy welfare”
    To nie jest obrona, ale raczej przyspieszenie zaorania (welfare trzyma się na osobach pracujących). A i obietnice są dużo większe. Utopienie migrantów w bagnach w tamtych opowieściach spowoduje, że kraj zacznie spływać mlekiem i miodem, firmom otworzą się budżety na szkolenia dla juniorów, więc nie będzie bezrobocia i dużo więcej.

  175. W Norwegii normalizacja nienawiści do imigrantów też postępuje. Norweska skrajna prawica zaprosiła po quislingowsku polityczkę z AfD. Na szczęście jej wizyta w imigranckiej dzielnicy Oslo spotkała się z takim protestem mieszkańców, że musiała ją ewakuować policja. Ale na prawicy norweskiej króluje teraz antyimigrancka FrP, której liderka nie chciała wykluczyć masowych wysiedleń uchodźców (postulować ich wprost na razie się krępuje).

  176. > Ciekawe kiedy bojówki zaczną tłuc szyby w „Pijanej Wiśni”….

    Przecież już zaczęli
    link to checkpress.pl

    > więc nie będzie bezrobocia

    Najlepsze w uchodźcach zabierających pracę jest praktycznie rekordowo niskie bezrobocie. Fakty już dawno nie mają znaczenia. Podobnie za Bidena najszybciej rosło dolnym centylom, ale i tak zagłosowali za Trumpem u którego najszybciej im spadnie.

  177. @kosmaty

    Dlatego imo argumentacja „Demokraci muszą się wsłuchać w głos Ludu (Das Volk) i zrozumieć ich problemy i aspiracje” jest chybiona. Kamala była oskarżana przez wyborców Trumpa o bycie „warmonger”, a kiedy Trump zaatakował Iran, jego wyborcy z dnia na dzień zmienili opinię z „nie atakować” na „atakować”. Bo idą jak owce za liderem.

  178. @rw
    > Dlatego imo argumentacja „Demokraci muszą się wsłuchać w głos Ludu (Das Volk) i zrozumieć ich problemy i aspiracje” jest chybiona.

    Ja się z tym kompletnie zgadzam, ale Wosizm-Okraskizm i „Trump ludowym kandydatem bo się wsłuchał” mocna nawet tutaj u niektórych…

    > jego wyborcy z dnia na dzień zmienili opinię z „nie atakować” na „atakować”

    To stało się praktycznie z każdym tematem. Nagle Republikanie z „nie ingerujmy w wolność stanowienia poszczególnych stanów” zaczęli być za „silnym rządem federalnym”. Z „wolność gospodarcza przede wszystkim” przeszli na „protekcjonizm”. I można tak długo.

  179. @kosmaty

    „Z „wolność gospodarcza przede wszystkim” przeszli na „protekcjonizm”.”

    To akurat jest kwestia która strona amerykańskiej prawicy jest akurat na górze, nurt protekcjonistyczny był tam zawsze obecny (protesty przeciw NAFTA). W 2016 roku 68% wyborców republikańskich uważało, że NAFTA to zły traktat.

  180. @Obywatel
    „A to nie jest tak, że aktyw pisu czy konfy to już jest etap dalej w kwestii zamożności, niż średnioklasowy mieszkaniec osiedla Dom Development w dużym mieście?”
    Nie jest. To są ludzie typu wuefista co został wójtem.Tacy jak piszesz to może na poziomie powiatu, ale nie gminy. Z tym, ze tak jest u mnie, gdzie indziej może być inaczej
    „to nie dziwne, że elektorat rozgląda się za kimś kto im obieca (pozorną) obronę zdobyczy welfare state metodą bezkosztową albo dokładnej – kosztem obcego.”
    Wężykiem. Od 2009 świat jedzie na kryzysie. Banki, covid, wojna. Liczba zasobów spada ludzie nie chcą się dzielić tortem. Oczywiście tak to nie działa, ot atawizm z paleolitu.

    @rw
    „Bo idą jak owce za liderem.”
    Bo program jest nieistotny. Chodzi o mocnego lidera, który wskaże dobrze znanych wrogów.

  181. @ msdk

    „A może po prostu centrolewica, zabiwszy lewicę pracy, jako swój nowy elektorat docelowy wybrała wysokowyształconych profesjonalistów z wielkich miast? Łatwo jest „przekabacić” kogoś, na kogo druga strona wstydzi się nawet spojrzeć.”

    To może w USA albo UK. W Polsce lewicę zabiło 20% bezrobocie w okolicach 2003. Ta część elektoratu o której mowa przeszła do Samoobrony a potem do PiSu.

  182. @rw
    Dziecko poszło spać czas się zająć tymi co się mylą w internecie.

    Co do ruskiej kampanii to nawet jeśli była, a pewnie trochę była to co z tego, jak by kampania była albańska albo amerykańska to nadal Hilary przegrała bo jej nie lubią.

    Lista przyczyn porazki dotycząca 2024, jest bardzo wyczerpująca jak i bez znaczenia, lista powodów dla których Trump powinien przegrać jest znacznie dłuższa, raz że baran, dwa że przegrał debatę z Kamala, trzy że kryminalista, cztery gwałciciel, pięć walczy z inkubentem sort off, itd itd.

    A I tak wygrał.

    Co do bazy partii demokratycznej odrzucającej zbrodnie Izraela to nawet nie wiem co to niby jest ta baza. Większość moich znajomych z NYC, którzy zawsze głosuje na demokratów, zbrodnie idf krytykuje ale nigdy by się nie zgodziła na ograniczenie pomocy dla Izraela. Moi znajomi mogą być najwyższej bazą awantur czy to już było u Wittengsteina. Ale na poważnie poza bardzo wąska definicja bazy to mocno wątpie że bazą jest skłonna ograniczyć pomoc dla Izraela. Oczywiście równocześnie wszyscy potępiają.

    Czy ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego EU, nie może nałożyć 50% taryf nas Indie, za kupowanie ruskiej ropy?

  183. @rw @kosmaty
    „Dlatego imo argumentacja „Demokraci muszą się wsłuchać w głos Ludu (Das Volk) i zrozumieć ich problemy i aspiracje” jest chybiona. Kamala była oskarżana przez wyborców Trumpa o bycie „warmonger”, a kiedy Trump zaatakował Iran, jego wyborcy z dnia na dzień zmienili opinię z „nie atakować” na „atakować”. Bo idą jak owce za liderem.”

    Macie rację ale tylko powierzchownie, on może swoim elektoratem tak pomiatać bo ten elektorat my ufa.
    Ufa mu że on jest po ich stronie, cholera wie dlaczego ale Baiden wygrał bo jemu też ufali,
    Aby zdobyć to zaufanie trzeba absolutnie słuchać głosu ludu. To samo w sobie jest warunkiem koniecznym choć nie wystarczającym.

  184. Trump przegrał z powodu wysokiego jak na amerykańskie standardy covidowego bezrobocia, a Biden/Harris z powodu wysokiej jak na amerykańskie standardy pocovidowej inflacji (podobnie jak PiS w Polsce).

  185. @rw
    „W 2016 roku Trump wygrał, bo Rosja przeprowadziła udaną manipulację wyborczą, w której nieświadomie wzięły udział główne amerykańskie media („but her emails!”). Wielu ludzi się na to złapało (ja również, lesson learned).”
    hola, hola, mówisz o russiagate? widzę, że nie jesteś na bieżąco, 17 lipca br. National Intelligence opublikowało materiały na ten temat (można sobie wyguglać: Declassified-Evidence-Obama-Subvert-President-Trump-2016-Victory-Election), można w nich przeczytać:
    „For the President
    8 December 2016
    We assess that Russian and criminal actors did not impact recent US election
    results by conducting malicious cyber activities against election infrastructure.


    itd.
    russiagate to ściema

  186. @KrasnowKrasnow
    Trudno powiedzieć że to jest nieprawda bo jak to uzasadnić. Ale Twój argument kompletnie nie tłumaczy dlaczego Trump wygrał prawybory w cuglach.
    Dlatego wydaje się kompletnie niewystarczający.

  187. @ Czy ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego EU, nie może nałożyć 50% taryf nas Indie, za kupowanie ruskiej ropy?

    Może, ale nie chce. EU nie negocjuje cłami tak jak Trump. Trump gra cłami przeciw wszystkim, także EU, co oczywiście powoduje skierowanie wzroku na innych partnerów handlowych. EU jest wiodącym partnerem handlowym Indii i generalnie negocjuje raczej zmniejszenie cel. Tą różnicę podejść zresztą było widać też w przypadku chińskich elektryków. Nie wiem, na ilu procentach się skończyło u Trumpa w tej jego licytacji. EU robiła długie dochodzenie antydumpingowe, które ostatecznie zakończyło się ustaleniem różnych stawek dla różnych producentów. W przypadku ruskiej ropy kroki zapewne były by podobne – jakaś analiza, kto w Indiach najbardziej na nich zarabia i bardziej celowane sankcje. Tyle że zajmuje to więcej czasu od tweetniecia “od jutra dokładam 25%” i zmiany zdania kolejnego dnia.

  188. @Lukasz Dobrek

    Oczywiście nie ma jednoprzyczynowych zjawisk w świecie społecznym, ale sytuacja ekonomiczna jest bardzo istotnym czynnikiem. Widziałem sporo analiz mówiących, że Biden mógł szybciej i mocniej zdławić inflację kosztem bezrobocia ale wybrał inna politykę. Nie wiem czy tu był dobry wybór. Co do prawyborów to zależy o których mówimy. To jest specyficzna instytucja, w której biorą udział najbardziej aktywni wyborcy danej strony.

  189. @Tomasz Larczyński

    „i upadek demokracji (kulawej, nieuznawanej na świecie, ale jednak) w kolejnym kawałku świata, na rzecz azerskiego faszyzmu”

    Azerbejdżan od 2010 r. politycznie przypomina system putinowski sprzed 2022 r. – rządy partii prezydenckiej (z wyborami obejmującymi pseudo-opozycję) przy policyjnej kontroli społeczeństwa, podpieranej jednak bardziej wzrostem poziomu życia niż terrorem. Współczesne Baku to taki Dubaj na postsowiecką miarę, ze społeczeństwem znacznie mniej patriarchalnym niż arabskie czy środkowo-azjatyckie i z pewnymi obszarami wolności typu wystawienie sztuki na podstawie Orwella w offowym teatrze („1984” w Pray Teatrı) czy kręcenie filmów w duchu kina moralnego niepokoju (np. „My Magical World” Elvina Adigozela). Takich obszarów dozowanej wolności jest więcej niż aktualnie w Rosji czy też Gruzji lub Turcji, azerski rząd w odróżnieniu od tamtych poszukuje legitymizacji poprzez unikanie drastycznego zamordyzmu.

    Jednocześnie wpływy rosyjskie są w Azerbejdżanie nadal silne, choć też przechodzą ewolucję – od modelu patronacko-siłowego do transakcyjno-finansowego. Moskwa jest wciąż punktem ciężkości dla politycznej i biznesowej elity Baku, w której ton nadają wydarzenia takie jak niedawny moskiewski ślub syna Gody Nisanowa. Widoczne są różne próby poszerzania pola manewru przez klan Alijewów – jak np. ostatnie odwołanie występów rosyjskich artystów na tegorocznej edycji Dreamfest w Baku, w odpowiedzi na aresztowania Azerów w związku ze starą sprawą kryminalną z Jekaterynburga. To są jednak zwyczajne stosunki tych reżimów. Rosja nie zniknie szybko z kaukaskiej polityki, utrzymuje się w niej siłą kulturowego i ekonomicznego wpływu, oraz braku konsekwencji innych metropolii. Co nie znaczy, że nic nie da się zrobić dla osłabiania jej pozycji. Magdalena Grono jako przedstawicielka UE prowadziła dziś rozmowy z Alijewem, których istotą jest poszerzanie pola dla ściślejszej egzekucji antyrosyjskich sankcji. Równoległe kontakty podtrzymuje się na poziomie „partnerów społecznych” w rejonie Sjuniku/ Zangezuru (piszę teraz z Nachiczewana). Oczywiście tak samo traktuje się partnerów ormiańskich. Wybieranie sobie „dobrych” i „złych” w tym konflikcie nie ma dla interesów europejskich, a zwłaszcza wschodnioeuropejskich, żadnego sensu. Podobnie jak liczenie na jakieś spływające z niebios „piwoty” i „wiatry historii”. Liczy się żmudna praca i ona przyniesie to co da się ugrać w warunkach narzuconych globalnym układem sił. W szersze polemiki z wiatro-historyczną (aktualnie: defetystyczną) wizją świata Gospodarza nie będę tym razem, pozwólcie, wchodził. Po porostu nie mam siły, to bardzo intensywny czas. Kto chce poznać postępy żmudnej pracy na pokrewnym froncie (ścigania rosyjskich zbrodni wojennych) może rzucić okiem tu:

    link to routledge.com

  190. @Lukasz Dobrek
    „on może swoim elektoratem tak pomiatać bo ten elektorat my ufa.
    Ufa mu że on jest po ich stronie, cholera wie dlaczego”

    Pije, bije, ale swój >> Pije, bije, bo swój.
    W tym elektoracie jest relatywnie duże przyzwolenie na przemoc. Włącznie z przemocą zwróconą w moją stronę. Po prostu: przemoc jest rozwiązaniem. Jak w wielu domach i rodzinach. Jak w 75% amerykańskich filmów sensacyjno-kryminalnych (90%, jeśli z Melem Gibsonem). Być może trochę to wynika z zahartowania w pewnych warunkach, powiedzmy, dzikiego zachodu: surowego systemu ubezpieczeń, pomieszkiwania w przyczepach (czułem się podobnie zahartowany w szkole podstawowej, też mógłbym w wyborach na dyrektora zagłosować na nauczyciela, który bił mnie linijką po dłoniach, bo to nie było nic specjalnego, a facet/facetka miał inne zalety, cenione wówczas), a trochę z tradycji, że „społecznemu mścicielowi wolno więcej”: czy to będzie inspektor Harry Callahan odpłacający pięknym (z lufą długości 8 i 1/4 cala i kalibrem 10,9 mm) za nadobne bandziorom w San Francisco, czy proboszcz Henryk Jankowski u świętej Brygidy (o, ten to miał gust całkiem jak Trump) broniący polskie społeczeństwo przed komuną i Jaruzelskim, czy Jarosław Kaczyński z Żoliborza w butach o zgrozo niedoczyszczonych i z piątką dla zwierząt za pazuchą (i ze Zbigniewem Z. jak tandetny obrzyn za pasem) – dostają oni prawo do zachowań, które potrafią zaboleć ich elektorat. Wszak sprawić ból – nie znaczy zniechęcić.

  191. @wo
    „Przecież pan nawet nie zaczął gry. Ubzdurał pan sobie jakiś strach republikanów i nie podał ani jednego argumentu, poza tym, że gdzieś kiedyś jakiś jutuber (no i co, mam teraz odsłuchiwać godzin filmików by znaleźć akurat ten). Jak ktoś ma coś sensownego do powiedzenia to umie to napisać. To, że nie ma pan nawet żadnego źródła „literkowego” potwierdzającego pańską tezę już coś o tej tezie mówi. Nazwałbym to „brzytwą Stanowskiego”.”

    I znów chybione. Podałem źródło na dummymandering choćby. Ale jak chcesz więcej, proszę bardzo:
    link to theconversation.com
    link to cbsnews.com – republikańska inicjatywa zablokowania „mid decade rezoning”
    link to keranews.org – inni kongresmeni z obydwu partii dążący do podobnego efektu
    link to texastribune.org – teksańscy kongresmeni niepokoją się, że gerrymandering może ich ugryźć w zadek

    Starczy? Odniesiesz się w końcu do merytoryki?

    Pobawię się we wróżbitę: oczywiście, że nie. To by wymagało od Ciebie racjonalnej refleksji nad Twoim stanowiskiem, a gdy dotyczy silnie emocjonalno-lękowych, nie wykazałeś jak dotąd do tego zdolności. Ale hej, może mnie miło rozczarujesz.

  192. @ergonauta
    „na mojej dzielni(…)są dwie komisje”
    Czy zwyczajnie każde kolejne wyniki wyborów w Pl są efektem powstałego duopolu politycznego wynikającego trochę z ordynacji a trochę z istnienia dwuplemienności politycznej? Jest niemal 2. W Nocy, nie wiem czy upraszczam, czy prostaczę.

  193. @kn vs rt

    Od 20 lat wybory w Polsce to Tusk vs Kaczyński. Jednym z powodów, dla których RT przegrał było to, że wszyscy wiedzieli iż głos na RT to głos na Tuska. W przypadku KN Kaczyńskiemu udało się to trochę odseparować i przysporzyło KN odrobinę kluczowych głosów. Co więcej to nie jest kompletna fikcja – KN jest totalnym narcyzem i jeśli PiS spodziewa się spacerku pod rękę za dwa lata to może się mocno rozczarować.

    @prawybory w USA

    W prawyborach uczestniczą obie strony. W niektórych stanach bezpośrednio, wyborcy zarejestrowani jako Demokraci mogą głosować w prawyborach Republikanów i odwrotnie. W pozostałych pośrednio tworząc odpowiednią narrację w sprzyjających im mediach. Przez dłuższy czas Demokraci w prawyborach grali na Trumpa nie wierząc, że w ostatecznym starciu będzie on w stanie wygrać z ich kandydatem.

  194. @pak4
    „I ja nie wiem, jak to podzielić”

    Mi się wydaje, że głównym czynnikiem różnicujący jest upośledzone odczuwanie empatii i wyższy poziom lęku.

  195. @fieloryb
    „Jest niemal 2. W Nocy”

    Rzuć okiem rano: w tamtym wpisie chodzi mi o to, że w dzielnicy, gdzie mieszkam, da się zauważyć jakiś (hipotetyczny, i taką hipotezę stawiam) związek między lokalizacją komisji a życiowymi przypadkami ludzi, którzy mieszkają wokół niej. Te życiowe przypadki to przy jednej komisji ludzie „życiowo na minusie” wskutek tego, co działo się w Polsce w latach 1990-2005, a przy drugiej komisji ludzie „życiowo na plusie” wskutek tegoż piętnastolecia. Ilość komisji akurat w tym przypadku nie ma znaczenia, znaczenia ma: tu mieszkają tacy z grubsza młodsi wygrańsi, a tu mieszakją tacy z grubsza starsi przegrańsi.

  196. @Lukasz Dobrek
    @KrasnowKrasnow

    Trump wygrał bo sprawniej opowiedział dlaczego ta inflacja (bo zawsze kasa jest najważniejsza czy się to komu podoba czy nie) jest taka wysoka, kto ponosi za to winę i w jaki magiczny sposób on to zmieni w 24h. Sprawnie połączył DEI, woke, elity, nieprzytomnego Bidena i imigrantów w figurę „wroga” i „winnego” tych wszystkich problemów co w efekcie zbudowało mu większościową koalicję 50+1 głosów.

    I żeby nie było, że to jakieś innowacyjne było to np w 2023 Tusk też sprawniej opowiedział historię kto jest winny inflacji (bo „pisowska elita kradnie”), dorzucił do tego „heroiczną” walkę ze zbożem z Ukrainy i aferę z wizami („obcy” jako źródło problemów), dorzucił problem „wolności” (np aborcja) tłamszonej przez pisowski deep state oraz obiecał, że jak tylko wygra wybory to się z tym rozprawi i wszystko naprawi.

    Mechanizm „wroga” używa też powoli np Zandberg („koryciarstwo”), nie mówiąc już o Mentzenie a Braun to już na pełnym odlocie z gaśnicą. Dawno temu pisała o tym Hannah Arendt i generalnie pół biblioteki o tym jest w Instytucie Nauk Politycznych dowolnego uniwersytetu.

  197. @LD

    „Co do bazy partii demokratycznej odrzucającej zbrodnie Izraela to nawet nie wiem co to niby jest ta baza. Większość moich znajomych z NYC, którzy zawsze głosuje na demokratów, zbrodnie idf krytykuje ale nigdy by się nie zgodziła na ograniczenie pomocy dla Izraela. Moi znajomi mogą być najwyższej bazą awantur czy to już było u Wittengsteina. Ale na poważnie poza bardzo wąska definicja bazy to mocno wątpie że bazą jest skłonna ograniczyć pomoc dla Izraela. ”

    link to poll.qu.edu

    „In today’s poll, Democrats (75 – 18 percent) and independents (66 – 27 percent) oppose sending more military aid to Israel for their efforts in the war with Hamas, while Republicans (56 – 37 percent) support it.”

  198. @ergonauta
    Rozumiem, że piszesz o swego rodzaju „syndromie kodu pocztowego” o którym wspominał onegdaj nasz Gospodarz w kontekście rynku pracy.
    Zastanawiam się ile nam brakuje do typowego duopolu politycznego. Na szczęście dość sporo. Ot tyle.

  199. @fieloryb

    Na szczęście w Polsce nie udało się wprowadzić JOW, więc jest nadzieja na uniknięcie duopolu.

  200. @fieloryb
    „syndrom kodu pocztowego”

    O, dzięki za apdejt tego terminu. W szerszej skali (kody województw południowo-wschodnich, kody poczt na Podkarpaciu, Podlasiu) też to widać.

    @Obywatel
    „Mechanizm „wroga” / pół biblioteki o tym jest w Instytucie Nauk Politycznych dowolnego uniwersytetu.”

    A tej połówce księgozbiorów – Rene Girard. Z klasyczną pozycją „Kozioł ofiarny”. Albo z odwróceniem przezeń XVII-wiecznego aforyzmu La Rochefoucaulda: „Są tacy, którzy nigdy nie kochaliby, gdyby nigdy nie słyszeli, jak się o tym mówi”, który w jakże aktualnej wersji brzmi: „Są tacy, którzy nigdy nie nienawidziliby, gdyby nigdy nie słyszeli, jak się o tym mówi”. W sam raz, jeśli chodzi o stymulację wzrostu nastrojów antyukraińskich w Polsce.

  201. @fieloryb, @rw
    To zależy jak zdefiniujemy duopol, bo wg. WSJP to „istnienie 2 dużych partii politycznych, które konkurują że sobą i cieszą się poparciem większości wyborców” i tu chyba zgodzimy się że już od 20 lat mamy.

  202. @zinn

    Tak zdefiniowany duopol jest w wielu krajach, ale proporcjonalna ordynacja na ogół powoduje, że to nie muszą być zawsze dwie te same partie. Np. w UK Reform zaczyna wypierać Torysów, albo w Norwegii FrP zaczyna wypierać Høyre.

  203. @rw
    No i? Bo albo mam problem z czytaniem albo odpowiedź nie jest na mój post.
    Czy nie zgadzasz się z definicją? Czy po prostu 20 lat to są krótko, czy co? Bo od 20 lat PO-PIS popiera większość wyborców, bez jednej z nich nie było możliwe utworzenie żadnego rządu (większościowego), a w wyborach prezydenckich wygrywał kandydat jednej z tych partii.
    Chyba że masz inną definicję, ale nie myślałem, że definicja SWJP będzie tu jakoś kontrowersyjna.

  204. IMO ciężko mówić o dupolu, jeżeli te dwie konkurujące ze sobą partie muszą wchodzić w koalicje z mniejszymi, żeby stworzyć rząd.

  205. Ok, to Twoja opinia, SWJP się z nią nie zgadza, a z twojej strony nie padła żadna inna definicja.
    Moim zdaniem możemy mówić o duopolu i podałem na to argumenty. Może chodziło ci o system dwupartyjny?

  206. @Lukasz Dobrek
    „Mam taki prior, że w każdym cyklu, odkąd obserwuję, opozycja jest przekonana, że ci, którzy są u władzy, ukradną wybory – i co i rusz okazuje się, że jednak nie.”

    Tym razem republikanie niekonieczne zatrzymają się w pół drogi i nie sięgną po drastyczne środki. Optymistyczne przewidywania nie uwzględniają możliwości, że wraz z drugą kadencją Trumpa może dojść do przejścia fazowego z neoliberalnej improwizacji do techno-faszyzmu. W pierwszej rundzie pomarańczowy agent sam pewnie został zaskoczony zwycięstwem i chyba niezupełnie był na nie przygotowany. Działał dość nieporadnie i niepewnie, a dla zapewnienia sobie jakiejś względnej kompetencji technokratycznej otoczył się establishmentem republikańskim. Znając jego osobowość, zapewne zasmakował w uwadze i uwielbieniu, jakie otacza prezydenta, ale wątpię żeby był zadowolony z rezultatów swojej władzy. Poznał jednak kulisy władzy i teraz może już mieć ambicje dyktatorskie. Dlatego zebrał wokół siebie lojalistów i od początku kadencji skrupulatnie pracuje nad poszerzeniem swojego pola manewru. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby jego wizja obejmowała również kolejne kadencje i potencjalne rozwiązania siłowe.

    Oprócz własnego samozachwytu tym razem ma też podręcznik napisany dla niego przez Heritage Foundation, a dodatkowo dotychczasowy model neoliberalnej ekstrakcji zasobów do górnych centyli może się już wyczerpywać. Dalsze drenowanie przeciętnych ludzi może wywołać bunt, więc dobrze byłoby znaleźć nowych żywicieli dla kapitału (np. otoczenie międzynarodowe) oraz skanalizować frustrację biedoty (np. migranci i elity kulturowe).

    @rw
    „Dlatego imo argumentacja „Demokraci muszą się wsłuchać w głos Ludu (Das Volk) i zrozumieć ich problemy i aspiracje” jest chybiona.”

    Ja bym postulował, żeby demokraci – zarówno w USA, jak i w szerszym świecie – już się nie wsłuchiwali w Głos Ludu, bo w aktualnym modelu to wygląda tak, że ewentualne wnioski są przetwarzane przez ich machinę kampanijno-ideologiczną i dopasowywane do uprzednich założeń. Wychodzi z tego wyłącznie nieautentyczna gra pozorów i uśrednionych ogólników, która ma minimalne przełożenie na rezultaty rządzenia, bo przecież nie może naruszać spokoju kluczowych grup interesu. Poleca się obejrzeć dowolną debatę prezydencką z ostatnich kilku dekad – panuje mowa trawa, wzniosłe pierdolety o pomaganiu klasie średniej i samozachwyt Ameryki swoimi jedynie deklarowanymi ideałami. Wygląda to jak idealnie uśredniona produkcja Netflixa, która jest robiona dokładnie dla wszystkich, a więc zupełnie dla nikogo. Jak breja z podajnika dla trzody chlewnej. Jedynymi wyjątkami od tej reguły byli chyba Bernie Sanders i Trump.

    Bernie Sanders ma po prostu własne przekonania i reprezentuje faktyczne wartości. Nie jest produktem marketingowego chowu wsobnego i grup fokusowych jak reszta demokratów. Właśnie czegoś takiego bym oczekiwał: własnej, wyrazistej i autentycznie ideowej pozycji, która nie została wykreowana na szczycie wieżowca z kości słoniowej na bazie analiz fokusów z plebsem.

    Trump natomiast przynajmniej jest jakiś. Niedorzeczny, idiotyczny, megalomański, ale JAKIŚ. Dodatkowo to entertainer będący inkarnacją Ameryki: hochsztaplerem zgrywającym człowieka sukcesu, więc człowiek dobrze się bawi oglądając to dziwowisko. Może i jest cynicznym bucem, ale kto obcował na żywo z miliarderem? Niemal każdy przegryw miał natomiast kontakt z menedżmentem i elitami kulturalnymi, i to od nich zaznawał połajanek i poniżeń. A to przecież baza demokratów, więc niech wyją!

  207. @Luca

    Problem nie jest w tym czy ktoś jest „jakiś” a w tym czy ma realny pomysł jak naprawić model gospodarczy, zwł Europy Zachodniej gdzie nie ma wzrostu od 25 lat. I to pomysł który elektorat kupi. Oraz który ma sens.

    Największy problem mamy nie z tym, że centrum czy lewica to „produkt marketingowy” tylko z tym, że wyborcy chcą mieć w roku 2025 model welfare state z 1991 tylko nie zauważają, że wtedy to np Olivetti było dużym producentem komputerów a PKB Włoch było sporo większe niż Chin oraz Unia to było tylko stare EWG bez Polski czy Rumuni.

    Wyborcy (a większość z nich to osoby starszawe) nie chcą socjalnej rewolucji a la Cobryn czy Sanders bo na niej stracą tu i teraz (np podatki majątkowe od wykupionych domów w latach 80 w Londynie) tylko chcą „aby było jak było”. Plus nie są gotowi na kompromisy w prawie żadnej kwestii: wydatki na zbrojenia tak ale nie kosztem wyższych podatków czy cięć wydatków socjalnych (wczorajszy projekt budżetu to przykład tego absurdalnego „cakeizmu” który powoduje, że zaczynam tęsknić za Balcerowiczem) albo chcą mieć lepszy klimat i czyste powietrze ale nie chcą na to płacić ani grosza.

    Prawica proponuje prosty i łatwy „techno-faszyszm” jak to nazwałeś, który z jednej strony jest powrotem do tego co było (np role społeczne jak z seriali z lat 60) a z drugiej strony obiecuje „naprawę” bez kosztów dla większości obywateli bo te koszty zapłacą imigranci albo biedni plus AGI „wygeneruje” kasę. Wszystko się spina a jak ekspert protestuje to się go zwolni (off-topic: czytałem, że zrobili czystkę w CIA z ekspertów bo zarzucili im, że oni mają wiedzę bo piszą książki o Putinie ale to Trump „zna” osobiście Putina więc to on wie lepiej i więcej) .

    Warto też pamiętać, że wg danych* „biedni” w USA to „tylko” 30% populacji więc nie jest to decydujący elektorat, tzw „upper income” jest 19% i razem z klasą średnią stanowią 2/3 więc naprawdę można sobie dać radę bez „biednych” aby mieć te 50+1 w wyborach (a realnie to można mieć mniej aby wygrać plus jakieś „gerrymandering” albo inne takie i styknie). „Big Beautiful Bill” z jego cięciami wydatków socjalnych to nie jest wypadek przy pracy. Dodatkowo na prawicy – inaczej niż na lewicy i w centrum – jest żelazna dyscyplina i nikt nie krytykuje lidera (jak np u nas, choćby na tym blogu, więcej jest krytyki co takiego źle robi nie-prawica niż prawica).

    *https://www.pewresearch.org/race-and-ethnicity/2024/05/31/the-state-of-the-american-middle-class/

  208. @ Obywatel

    Trump wygrał bo sprawniej opowiedział dlaczego ta inflacja (bo zawsze kasa jest najważniejsza czy się to komu podoba czy nie) jest taka wysoka, kto ponosi za to winę i w jaki magiczny sposób on to zmieni w 24h. Sprawnie połączył DEI, woke, elity, nieprzytomnego Bidena i imigrantów w figurę „wroga” i „winnego” tych wszystkich problemów co w efekcie zbudowało mu większościową koalicję 50+1 głosów.

    Tylko problem w tym, że Trump wygrał nie dlatego, że tak dużo wyborców zagłosowało na niego tylko dlatego, że mniej zagłosowało na Demokratów. To bardzo dobrze widać w danych o frekwencji. To może jest subtelna różnica, ale kluczowa.

    Polityczny cmentarz jest pełen doskonałych komunikatorów, którzy nagle ni z tego ni z owego 4 czy 5 lat po historycznym sukcesie zatracili totalnie umiejętność prowadzenia skutecznych kampanii. Moim zdaniem te narratologiczne wyjaśnienia to jest trochę takie aposteriori łączenie kropek. W realu, to zazwyczaj ktoś znajduje się we właściwym czasie i miejscu („gdzie zwycięstwo tam Stalin”) sceny politycznej a potem dorabia się do tego wyjaśnienia na pół biblioteki Instytutu Nauk Politycznych dowolnego uniwersytetu na zasadzie „gdzie Stalin tam zwycięstwo”. Jestem gotów się założyć że znajdę dużo więcej tekstów z kampanii 2023 ale przed samym głosowaniem chwalących skuteczność komunikacji PiS i przewidującej ich zwycięstwo niż Tuska.

  209. @Obywatel

    „Problem nie jest w tym czy ktoś jest „jakiś” a w tym czy ma realny pomysł jak naprawić model gospodarczy, zwł Europy Zachodniej gdzie nie ma wzrostu od 25 lat.”

    Pytanie, na ile „nie ma wzrostu” jest problemem z gospodarką, a na ile z tym jak mierzymy ten wzrost. Bo przecież poziom życia w Europie się niewątpliwie podniósł przez te ostatnie 25 lat: mamy bezpieczniejsze, lepsze samochody, lepszy sprzęt gospodarstwa domowego, lepszą elektronikę, redukujemy zanieczyszczenie powietrza.

  210. @ak
    „I znów chybione. Podałem źródło na dummymandering choćby.”

    Ale przecież miało być źródło na RZEKOMY STRACH REPUBLIKANÓW. Teraz pan argumentuje na zasadzie „dowodem na to, że republikanie mają dwurogie jednorożce jest to, że po czwartku nastąpił piątek – oto źródła potwierdzające ten fakt, że po czwartku nastąpił piątek”.

  211. @awal
    „nie będę tym razem, pozwólcie, wchodził”

    Pozwolimy! I doceniamy, że tym razem nie pojawiłeś się jako kilka kont popierających się nawzajem.

  212. @ergonauta
    „Te życiowe przypadki to przy jednej komisji ludzie „życiowo na minusie” wskutek tego, co działo się w Polsce w latach 1990-2005, a przy drugiej komisji ludzie „życiowo na plusie” wskutek tegoż piętnastolecia.”

    Ja tu jak zwykle zaprotestuję. W kapitalizmie gra się o pieniądze. O ile to prawda, że jest korelacja związana z wykształceniem, to przecież nie ma już pieniężnej. Nauczyciel głosujący na Trzaskowskiego jest przegrany w porównaniu do posiadacza firmy „Zakuwanie zakuwarką” głosującego na Nawrockiego.

  213. @Obywatel
    „Problem nie jest w tym czy ktoś jest „jakiś”. (…)Wyborcy nie chcą socjalnej rewolucji.”

    To ciekawe, bo ja uważam, że Sanders wygrałby wybory, gdyby go nie wyrolowano wcześniej w prawyborach za pomocą awaryjnych działań Obamy i Hilary. Inna sprawa, że pewnie aż tak wiele by nie zdziałał, bo demokraci najpewniej skutecznie podstawialiby mu nogi na każdym kroku, bo – nie daj borze! – jeszcze by naruszył błogie status quo…

    @Obywatel
    „(…) model gospodarczy, zwł Europy Zachodniej gdzie nie ma wzrostu od 25 lat.”

    A masz jakiś pomysł na to, co może być przyczyną tego braku wzrostu? I dlaczego to spowolnienie jakoś nie dotyczy najbogatszych centyli społeczeństw, które nadal radośnie się bogacą (w przyspieszającym tempie) i wykupują zasoby do pobierania rent?

  214. @ergonauta:
    > To kwestia twojego gustu, nie poglądów.
    Tak… ale:
    1) To ma związek.
    Mnie raz po raz uderza, że ten nielubiany przeze mnie alt right, to akceptacja kiczu.
    Może być związek przez wykształcenie. Nie zdziwiłbym się.
    2) Albo ten związek jest bardzo silny; albo mój gust jest baardzo nietypowy. W co trudno uwierzyć, bo jednak ludzie nie meblują masowo gabinetów jak Trump.

    @karmazynowa klamerka:
    Najbardziej empatyczna osoba, jaką znam; taka, która się prawie rozpłakała, gdy mobbujący w miejscu pracy zaczął się skarżyć, że go nie lubią, jest bardzo prawicowa, antyimigrancka itp..
    Nie chciałbym mówić, że empatia jest nieważna, albo że ta opisana osoba jest zła — jest sympatyczna; tylko empatią pozbawioną jakiegoś dystansu, bardzo łatwo manipulować.

  215. @pak4

    „Nie chciałbym mówić, że empatia jest nieważna, albo że ta opisana osoba jest zła — jest sympatyczna; tylko empatią pozbawioną jakiegoś dystansu, bardzo łatwo manipulować.”

    Dlatego równolegle z akumulacją pierwotną kapitału wymyśli(śmy) rasizm we współczesnym rozumieniu. Przecież psychopata nie potrzebuje rasizmu jako konstruktu do niczego. Ci wszyscy empatyczni normicy potrzebują, żeby jakoś przeprocesować fakt, że chłop pańszczyźniany pod knutem, murzyn na planacji, żyd w geccie, palestyńczyk na gruzach czy inny nachodźca w lesie mają dwie nogi, głowę i wydają z siebie mowę artykułowaną, ale na szczęście – uff!- nie są to ludzie.

    Inaczej by się przecież musieli zapłakać na śmierć nad nimi.

  216. @Luca

    „Bernie Sanders ma po prostu własne przekonania i reprezentuje faktyczne wartości. Nie jest produktem marketingowego chowu wsobnego i grup fokusowych jak reszta demokratów. Właśnie czegoś takiego bym oczekiwał: własnej, wyrazistej i autentycznie ideowej pozycji, która nie została wykreowana na szczycie wieżowca z kości słoniowej na bazie analiz fokusów z plebsem.”

    W ramach tych swoich wyrazistych przekonań Sanders chwali Trumpa: link to thehill.com w sytuacji w której wszyscy Demokraci powinni zewrzeć szeregi i walić w Trumpa jak tylko się da.

    Na razie chyba jedynymi pierwszoligowymi politykami demokratycznymi który rozumieją powagę sytuacji i walczą z Trumpem na serio są Newsom i Pritzker.

  217. @rw

    Co Ci ten Berni zrobił, że go tak opluwasz? Twierdzenie, że Sanders chwali Trumpa, jest po prostu podłe.

  218. @KrasnowKrasnow
    „Polityczny cmentarz jest pełen doskonałych komunikatorów. [..] Jestem gotów się założyć że znajdę dużo więcej tekstów z kampanii 2023 ale przed samym głosowaniem chwalących skuteczność komunikacji PiS i przewidującej ich zwycięstwo niż Tuska.”

    To nie tyle jest kwestia komunikacji, siły w social czy innych jakiś X albo kto ile ma fanów na Tiktoku a – IMHO – tego, że w sytuacji kiedy nie ma dobrej recepty wyjścia z problemu jaki ma Zachód to stary dobry model „wroga” (żydzi, cykliści miłośnicy latte itd) jako sposób na zebranie 50+1 po prostu dobrze działa. W 2023 obie strony go używały (napisałem zresztą, że jadą na tym – w różnym ofc natężeniu – wszyscy od Zandberga po Brauna) ale łatwiej jest wytłumaczyć, że to aktualna elita przy korycie kradnie a nie poprzednia („przez 8 poprzednich lat”) i dlatego nie ma kasy. Tak wygrał Trump i trochę Tusk. Tak wygrał Nawrocki. Zobaczymy czy (i jak) Trump wygra po raz 3 jak już jest u władzy.

  219. @rw, @wojtek_rr
    To wychodzi, że większość z nas chwali PiS bo gdyby mnie dziennikarz zapytał czy jest cokolwiek co PiS zrobił dobrze to uczciwie musiałbym odpowiedzieć, że tak, chociażby 500+, czy początkowe wsparcie dla Ukrainy.

  220. @zinn @wojtek_rr

    „Sanders joined ABC News’s “This Week,” where host Jonathan Karl asked if there was anything Trump has done right.

    “I think cracking down on fentanyl, making sure our borders are stronger,” Sanders replied. “Look, nobody thinks illegal immigration is appropriate, and I happen to think we need comprehensive immigration reform, but I don’t think it’s appropriate for people to be coming across the border illegally.””

    Przecież Trump nic z tym fentanylem nie zrobił wtedy (wiosna 2025): link to npr.org

    W sytuacji, kiedy Trump wysyła szwadrony zamaskowanych pseudopolicjantów do wyłapywania niewinnych ludzi i wysyłania ich do łagrów w Salwadorze, chwalenie go za „making sure our borders are stronger” jest wspieraniem szwadronów zamaskowanych pseudopolicjantów do wyłapywania niewinnych ludzi i wysyłania ich do łagrów w Salwadorze. Sanders jest albo za głupi, albo za bardzo izolacjonistyczny, żeby to załapać. Past his sell by date.

  221. @rw

    … a w tej samej wypowiedzi co zalinkowałeś, w następnym zdaniu mówi, że Trump chce nielegalnie deportować miliony ludzi i że to zrujnuje Amerykę.

    Wspiera rzeczywiście fest.

  222. @mcal

    „Wspiera rzeczywiście fest.”

    Każda pozytywna wypowiedź o Trumpie jest wspieraniem Trumpa. Tak samo jak nie chwalimy Putina za nic, nie chwalimy Trumpa za nic.

  223. @rw
    „W sytuacji, kiedy Trump wysyła szwadrony zamaskowanych pseudopolicjantów do wyłapywania niewinnych ludzi i wysyłania ich do łagrów w Salwadorze, chwalenie go za „making sure our borders are stronger” jest wspieraniem szwadronów zamaskowanych pseudopolicjantów do wyłapywania niewinnych ludzi i wysyłania ich do łagrów w Salwadorze ”
    Kolega bardzo starannie cytuje, żeby nie powiedzieć manipuluje, bo jak zestawić cytat powyżej z:
    „While the senator agreed with Trump on strengthening the country’s borders to protect citizens, he disagreed with the president’s mass deportation plan.”
    To wychodzi, że napisał nieprawdę.

  224. @rw

    Ja jednak pozostanę zdania, że rzeczywistość istnieje i nie będę zmyślał, żeby się zgodziła ze światopoglądem.

  225. Wychodzi na to że fizyka to ideologia, a ciekawsze od niej są nauki społeczne, bo świetnie wykształcony kolega rw non stop tylko o wypowiedziach polityków i to na wyrywki.

    Tymczasem wzmocnienie ochrony granic w USA to na przykład odebranie Border Patrol przywileju infiltrowania kraju w pogoni za imigrantami setki kilometrów w głąb bez żadnej podstawy ustawowej (podstawą prawną jest memo administracyjne) tak aby mogli skupić swoje działania na granicach.

  226. Ale „wzmacnianie granic” w wykonaniu Trumpa to właśnie masowe deportacje, a nie jakieś abstrakcyjne rozważania.

  227. @pak4
    „Najbardziej empatyczna osoba, jaką znam; taka, która się prawie rozpłakała, gdy mobbujący w miejscu pracy zaczął się skarżyć, że go nie lubią, jest bardzo prawicowa, antyimigrancka itp..
    Nie chciałbym mówić, że empatia jest nieważna, albo że ta opisana osoba jest zła — jest sympatyczna; tylko empatią pozbawioną jakiegoś dystansu, bardzo łatwo manipulować.”

    Już pomijając różne definicje empatii, składają się na nią różne komponenty, przede wszystkim emocjonalny i intelektualny. Z jednej strony masz reakcję współczucia, a z drugiej przyjmowanie perspektywy drugiej osoby. Jeżeli występuje reakcja współczucia, ale nie wiąże się z tym przyjęcie perspektywy, to właśnie jest przykład upośledzonej empatii.

    Moja babcia na przykład niesamowicie przeżywała wszelkie katastrofy, że komuś coś się stało, bardzo się smuciła, płakała i tak dalej, ale za nic nie potrafiła wczuć się w drugą osobę i zastanowić, co ona właściwie może czuć, jakby jej empatia była pozbawiona teorii umysłu. I to jest właśnie ten komponent, który wydaje mi się najważniejszy, nie reakcja emocjonalna.

  228. Pytanie było konkretnie o „anything Trump has done right”, więc mówienie, że coś tam coś tam obrona granic to głupie podkładanie się, bo *jak* wygląda ta obrona granic przez Trumpa przecież widzimy. To jakby w pytaniu o to, co Putin robi dobrze odpowiadać, że walczy z nazizmem (bo twierdzi że walczy).

  229. @ausir
    „coś tam coś tam obrona granic to głupie podkładanie się, bo *jak* wygląda ta obrona granic przez Trumpa przecież widzimy”
    W marcu już widzieliśmy? Bo wywiad, na który powołuje się kolega rw jest z marca.

  230. @zinn

    „While the senator agreed with Trump on strengthening the country’s borders to protect citizens, he disagreed with the president’s mass deportation plan.”

    Tak samo głupie jak:

    „While the senator agreed with Putin’s strengthening of protection for Russian Orthodox believers, he disagreed with his mass deportation of Ukrainian children to Russia.”

    Nie bądźmy frajerami, pls.

  231. @zinn

    „W marcu już widzieliśmy? Bo wywiad, na który powołuje się kolega rw jest z marca.”

    Deportacje zaczęły się w styczniu, a o tym jak to będzie wyglądać, MAGA mówiła już w trakcie kampanii. Wystarczyło słuchać.

  232. @wojtek_rr

    „Ja jednak pozostanę zdania, że rzeczywistość istnieje i nie będę zmyślał, żeby się zgodziła ze światopoglądem.”

    Tak, rzeczywistość istnieje, i w tej rzeczywistości „ochrona granic” to dla Trumpa tylko pretekst do czystki etnicznej USA z osób o złym kolorze skóry, i jeżeli biały polityk Sanders tego nie widzi, to jest dowód na jego głupotę.

  233. @rw
    Deportacje przeprowadzane przez ICE rozpoczęły się w 2003 za młodego Busha, a stan na koniec marca (kiedy był załączony przez kolegę wywiad) był taki, że Trump deportował deportował wolniej niż Biden w ostatnim roku link to reuters.com
    „Harce” ICE, Salwador etc. to chyba w czerwcu się zaczęło. Czy powinien być bardziej przewidujący, może tak, ale zarzucanie mu wspierania jest nieuczciwe.

  234. Pytany był konkretnie o coś, za co może pochwalić Trumpa i pochwalił za rzekomą obronę granic, nawet jak z zastrzeżeniami. Po co w ogóle chwalić za cokolwiek?

  235. (Nie mówię, że Bernie jest rzeczywiście fanem Trumpa, ale niepotrzebnie w ogóle dał się namówić do grania w głupią grę)

  236. @Luca

    „A masz jakiś pomysł na to, co może być przyczyną tego braku wzrostu? I dlaczego to spowolnienie jakoś nie dotyczy najbogatszych centyli społeczeństw, które nadal radośnie się bogacą (w przyspieszającym tempie) i wykupują zasoby do pobierania rent?”

    Mam swoją teorię:-). Zachód, a zwł Europa Zachodnia, straciła po 1990s swoją historyczną pozycję gospodarczo-technologiczną oraz rentę jaką z tego czerpał kosztem Azji czy Afryki i eks ZSRR bo globalizacja zniosła bariery przepływu kapitału i otworzyła dawniej zamknięte gospodarki na kapitalizm. To umożliwiło gigantyczny awans oraz wyjście z ubóstwa miliardów ludzi w Chinach czy Indiach (ale też np w Polsce po wejściu do UE, bo myśmy się rozwijali dzięki inwestycjom przenoszonym z Francji czy Niemiec) ale odbyło się to kosztem zamykanych fabryk w UK czy we Francji a to w dłuższym okresie czasu zatrzymało wzrost.

    Globalnie nam ta globalizacja to się bardzo udała ale z punktu widzenia przeciętnego Francuza to już nie bardzo. Ja od dawna żartuje ze znajomymi francuzami, że dla nich to globalizacja, wdrożenie Euro i poszerzenie UE na wschód to były 3 najgorsze wydarzenia od 1940 roku.

    Europejskie solidarnościowe państwo dobrobytu nie działa w modelu gospodarki w pełni otwartej na kraje o różnym poziomie zamożności i kosztach pracy, bez barier dla przepływu kapitału i ludzi bo w takiej gospodarce typowy pracownik/rolnik/robotnik (generalnie tzw salariat) jest z góry na straconej pozycji. Sam nie ma kapitału aby kupić akcje Apple (więc nie ma renty o jakiej napisałeś) a jednocześnie baza podatkowa się kurczy więc podatki na niego nakładane rosną (zwł „ukryte” jak np w cenie energii która w UE jest absurdalnie droga), inwestycje spadają. A na końcu okazuje się, że jest praca dla typowego pracownika ale tylko w niskopłatnych usługach. W efekcie np ok 35% podatników w UK nie płaci podatku dochodowego bo są na to za biedni (=zarabiają mniej niż 12,7k GBP rocznie czyli jakieś 60k PLN) i koło się zamyka.

    Druga – stricte europejska – przyczyna to utrata zdolności do generowania i wdrażania innowacji technologicznych. Jeśli jeszcze lata 80 to był francuski minitel a wcześniej TGV czy przemysł kosmiczny to później właściwe już nic takiego nie ma. Najwyżej wycenianą firmą w Europie to jest LVMH produkujący bezużyteczne błyskotki dla bogatych Arabów i Chińczyków. Jeśli „stara” gospodarka spod znaku Volkswagena upada a na jej miejsce nic nie wchodzi nowego to nie ma wzrostu. To na marginesie jest/był element różnicujący EU od USA bo tam eksplozja papierowego bogactwa z giełdy, dzięki firmą technologicznym/innowacyjnym z bardzo wielu ludzi zrobiła całkiem zamożnych (tzw „upper income” to tam już 19% populacji).

    W efekcie tylko ludzie, którzy mieli kapitał w punkcie startu globalizacji, jak ten właściciel wytwórni błyskotek z Paryża, zarabiają bo świat jest pełen okazji do zarobienia w Chinach, Afryce, USA i to bez wysiłku (jak ta giełda w USA w ostatnich 20-30 latach).

  237. @Obywatel
    „A na końcu okazuje się, że jest praca dla typowego pracownika ale tylko w niskopłatnych usługach. W efekcie np ok 35% podatników w UK nie płaci podatku dochodowego bo są na to za biedni (=zarabiają mniej niż 12,7k GBP rocznie czyli jakieś 60k PLN) i koło się zamyka.”
    Ostatnim razem to stwierdzenie było prawdziwe za lockdownu. Dziś nie jest. Kto chce praować na pełny etat ten pracuje. Ludzie zarabiający poniżej 12,7k to ci, którzy pracować nie chcą. Coś tam porobią 20 godzin w tygodniu, a resztę pieniędzy na życie drą z zasiłków. Ja przy stawce 1 funt za godzinę więcej niż minimalna przy 35 godzinach tygodniowo spokojnie wyciągam więcej. Nawet w tych niskopłatnych usługach da się z palcem wiadomo gdzie. Tylko trzeba chcieć.
    Na moje podstawowy problem z tym brakiem wzrostu to po prostu akumulacja kapitału. Jak w takiej Somalii wyasfaltujesz drogi to pekab skoczy dwukrotnie. W UK tego asfaltu nie położysz bo on już jest, pozostaje tylko dłubanina w rodzaju przesiadki z 5G na 6G.

  238. @ergonauta
    komentarz:
    29 sierpnia 2025 o 11:00

    @fieloryb
    „syndrom kodu pocztowego”

    O, dzięki za apdejt tego terminu. W szerszej skali (kody województw południowo-wschodnich, kody poczt na Podkarpaciu, Podlasiu) też to widać.

    Dla porządku, w opisie @WO chodziło o USA. Konkretny przykład dotyczył rozpatrywania CV z „niewłaściwych” miejsc na mapie a pojawił się (proszę mnie poprawić, być może się mylę za co przepraszam) w „Człowieku, który wynalazł internet(…)”. @WO, jako Autora proszę o przypis.

  239. @fieloryb
    „jako Autora proszę o przypis.”

    Nie będę grzebać w starych książkach to po pierwsze, zwłaszcza tych których się wstydzę – co za sprzedażowa porażka!. A po drugie, to nie wierzę, że ktoś w Polsce nie dostał pracy bo był ze złego kodu pocztowego.

  240. Przy czym proszę bez tekstów o „w Polsce zły kod pocztowy oznacza że nie da się dojechać do pracy”. W USA to oznacza że ktoś mieszka w Compton czy South Central, skąd da się dojechać do pracy tak samo jak z innych rejonów aglomeracji. To niemożliwe żeby ktoś w Polsce nie dostał pracy bo był ze złej dzielnicy (ale z metrem, jak Compton).

  241. @zinn, rw
    @duopol
    Do mnie ten termin przyszedł z ekonomii i o ile internety się nie mylą tam się narodził.

    Duopol to struktura rynkowa, w której funkcjonują tylko dwaj [podkreślenie moje] sprzedawcy określonego produktu lub usługi. Jest to szczególny przypadek oligopolu (gdzie działa niewielka liczba firm) i przeciwieństwo monopolu (gdzie działa tylko jedna firma).
    zinn napisał:

    WSJP to „istnienie 2 dużych partii politycznych, które konkurują że sobą i cieszą się poparciem większości wyborców”

    Leniwy ciut jestem, ale co to jest WSJP? Proszę o źródło. Definicja powyżej nie wspomina nic o innych partiach. Co to znaczy dwie partie? Tylko dwie czy dwie największe? Od jakich wyników wyborczych partia kanapowa to partia mała i nic nie znacząca dla definicji duopolu?

    Moim zdaniem do duopolu brakuje nam ugruntowanej w czasie pozycji wyboru jednej z dwóch partii, przy obecności innych partii jako kanapowych. Jakkolwiek by nie mieszać danymi wyborczymi, nie można kanapowymi partyjkami nazwać Konfederacji, Lewicy i Polski 2050 itd.
    Są opinie dla których istnienie podziału % rynku (% głosów wyborców) nie są z definicji istotne dla nazwania systemu politycznego duopolowym:

    W ekonomii, termin „duopol” nie jest związany z konkretnym, sztywno zdefiniowanym procentowym progiem udziału w rynku, takim jak np. „90% udziału to monopol”. Zamiast tego, jest to pojęcie jakościowe, które odnosi się do sytuacji, gdzie dwie firmy kontrolują znaczną, dominującą część rynku.

    Mam nadzieję, że polityka to wbrew „zpecjalistom” od marketingu wciąż ucieranie się poglądów oparte o wartości a wspierane propagandą (fuj, nie lubię tego słowa) i jako taka nie jest jednoznaczna z rynkiem. Proszę mieć to na uwadze przenosząc znaczenie z oceny rynku na ocenę sytuacji politycznej.

    Jednak zdecydowanie za daleko zdryfowałem od sytuacji Ukrainy. Temu należy się mój osobny wpis z prostymi pytaniami na który zwyczajnie nie mam czasu. Wybaczcie.

  242. @WO

    Nie będę grzebać w starych książkach to po pierwsze, zwłaszcza tych których się wstydzę – co za sprzedażowa porażka!

    Wstyd się przyznać – to ja wykupiłem cały dostępny nakład w wysokości 2 egzemplarzy 😉 .
    W poprzednim wpisie zepsułem formatowanie. Nie mam możliwości edycji. I co teraz?

  243. ” I co teraz?”

    Nie świrować na przyszłość z jakimiś zbyt wyrafinowymi formatami?

  244. @fieloryb
    WSJP – wielki słownik języka polskiego, z tego co się orientuję rozmawialiśmy nie o ekonomii tylko polityce i wydaje mi się że WSJP to dobre miejsce do czerpania definicji kiedy rozmawiamy po polsku.

  245. @kmat

    W UK byłem ostatnio w 2019 więc nie znam aktualnych stosunków ale z tego co ich prasa pisze to miejsce gdzie można lać asfalt, budować tory, elektrownie i inne takie jest bardzo dużo tylko kasy brak.

    A co do akumulacji kapitału to przecież kapitał jedyne co chce robić to się pomnażać i rosnąć. Francuski czy angielski biznes inwestował w Chinach od lat 1990s (ale też w Polsce bo jesteśmy w trochę w innej sytuacji niż Europa Zachodnia) bo po raz pierwszy od dawna mógł to robić i był tam dużo większy zysk niż gdziekolwiek w UK czy we Francji bo choćby płaca w Chinach to kiedyś był mały ułamek tej w UK (dziś to chyba nadal „tylko” 1/3). Kapitał miał wzrost i nawet UK jako kraj („Cool Britannia” ktoś pamięta jeszcze?) też bo te odsetki i dywidendy w City oraz opóźnienie czasowe w wygaszaniu fabryk ale po GFC to nawet usługi finansowe im siadły więc wzrost spadł do prawie, że do zera.

  246. @Obywatel
    „Europejskie solidarnościowe państwo dobrobytu nie działa w modelu gospodarki w pełni otwartej na kraje o różnym poziomie zamożności i kosztach pracy, bez barier dla przepływu kapitału i ludzi bo w takiej gospodarce typowy pracownik/rolnik/robotnik (generalnie tzw salariat) jest z góry na straconej pozycji.”

    To może należałoby rozważyć zmianę tego stanu rzeczy? A przynajmniej ograniczyć – dla elementarnego poczucia przyzwoitości – możliwość wykonywania fikołków pozwalających na unikanie opodatkowania? Może robotnikowi pomogłoby, gdyby nieco mniejsza część kosztów podatkowych spoczywała na jego barkach? Kiedyś istniało coś takiego jak progresja podatkowa, nawet ostra… To dodatkowo utrudniłoby skupywanie przez możnych zasobów potrzebnych robotnikowi do życia i nieproduktywne czerpanie z nich renty, czyli de facto „podatku za dostęp”.

    Z tego co wiem, to dysproporcje dochodowe i majątkowe są całkiem dobrym korelatem poczucia szczęścia i całej palety innych istotnych społecznie kwestii [1]. Co więcej, dużo silniejszy jest negatywny efekt widziany w dolnych decylach (czyli biedni patrzący na bogatych), bo taka sytuacja dołuje ich znacznie bardziej, niż zamożnych cieszy posiadany majątek [2]. Dodatkowo, tym ostatnim włącza się obawa o utrzymanie statusu, która może przeważać nad empatią. Dowodów na to chyba nam wokoło nie brakuje…
    [1] How Wealth Inequality Affects Happiness. (Lingxi Gao, et at.)
    [2] The Spirit Level. (Wilkinson & Pickett)

    @Obywatel
    „Druga – stricte europejska – przyczyna to utrata zdolności do generowania i wdrażania innowacji technologicznych. Jeśli jeszcze lata 80 to był francuski minitel a wcześniej TGV czy przemysł kosmiczny to później właściwe już nic takiego nie ma.”

    Widzisz może jakieś cechy wspólne w minitelu, TGV i rakietach Arianne? Oczywiście poza tym, że to projekty francuskie…

  247. @wo
    Uważam Cię za zbyt inteligentnego człowieka, by uwierzyć, że nie rozumiesz przedstawionej linii argumentacyjnej na poziomie intelektualnym.

    Ergo jedyne możliwe wnioski to odrzucanie jej emocjonalne. Czy świadome, czy w ramach dysonansu poznawczego, nie mnie decydować. Natomiast wzorzec w pełni przewidywalny i występujący już po raz kolejny. Przypominając, poprzednio mieliśmy argumentację gdy ja wskazywałem na to, że nawet w warunkach dyktatury możliwy jest strajk włoski utrudniający i opóźniający wdrożenie pewnych rozwiązań, co Ty najpierw negowałeś w ogóle, potem jak wskazałem na konkretne przykłady to twierdziłeś, że nie pasują, bo wtedy już dyktatura padała, potem jak wskazałem na konkretne przykłady wcześniejsze, to nagle zapomniałeś, że chodziło o możliwość opóźnienia konkretnego procesu przez strajk włoski w dyktaturze i przeszedłeś na argumentacje „skoro ten strajk włoski nie zlikwidował dyktatury, to mam rację, w dyktaturze nic takiego nie jest możliwe.

    Tu robisz dokładnie to samo. Moja argumentacja brzmi:
    Przesłanka 1: Gdyby Republikanie byli tacy pewni zwycięstwa pod lufami, to nie mieliby potrzeby panicznego gerrymanderingu w środku dekady (który jest anomalią, co wskazują przytoczone źródła).
    Przesłanka 2: Gdyby republikanie byli tacy pewni zwycięstwa pod lufami, to nie baliby się, że ten gerrymandering jeszcze im wyjdzie bokiem jako dummymandering (a boją się tego, zwłaszcza kongresmeni z teksasu których może dotyczyć konsekwencja, co wskazują przytoczone źródła)
    Wniosek: Powyższe przykłady lęku wszelako występuja, ergo Republikanie nie są tak pewni tego „zwycięstwa pod lufami”, którego pewny jesteś Ty.

    To jest sylogizm, którego nie jesteś w stanie obalić, więc zostają Ci tanie ucieczki. Podobnie jak wcześnie.

    Spoko, zostawię temat. Wrócę z wielkim schadenfraude po midtermach wypominać.

  248. @ak
    „Uważam Cię za zbyt inteligentnego człowieka, by uwierzyć, że nie rozumiesz przedstawionej linii argumentacyjnej na poziomie intelektualnym.”

    Natomiast przerasta pana takie intelektualne wyzwanie: rozważyć, że może to jednak pan się myli i wyciąga błędne wnioski? Z gerrymanderingu nijak nie wynika rzekomy „strach partii republikańskiej”.

    „Ergo jedyne możliwe wnioski to odrzucanie jej emocjonalne.”

    O Chrystusie, uważa pan, że każdy kto ma inne zdanie niż pan, musi to robić z jakichś dziwnych powodów – bo to niemożliwe, żeby pan się mylił. Pan to naprawdę potrzebuje psychologa! Wylecą oczywiście dalsze tego typu pierdolety. Teza o rzekomym „strachu partii republikańskiej” pozostaje nieudowodniona – nikt zresztą poza panem jej nie stawia. Geniusz Artur Król, sam przeciw wszystkim, bo cały świat ma zaburzenia emocjonalne, tylko nie On.

    ” Wrócę z wielkim schadenfraude po midtermach wypominać.”

    Ależ panie geniuszu, niech się pan nie zniża produkując się na takich nędznych blogaskach. Pan to powinien mieć kanał na jutubie, taki że objaśnia pan cały świat po swojemu.

  249. @Artur Król
    „Wniosek: Powyższe przykłady lęku wszelako występuja, ergo Republikanie nie są tak pewni tego „zwycięstwa pod lufami”, którego pewny jesteś Ty.”

    Mi się wydaje, że to jest błędne rozumienie tego, jak działa faszyzm. Faszysta użyje każdego dostępnego środka, żeby utrzymać się przy władzy, włącznie z przemocą, ale to nie znaczy, że reszta jest nieistotna. W faszystowskich krajach często nadal odbywają się wybory, mimo że nie musiałoby ich być. Rządzący mógliby je po prostu odwołać, a jednak tego nie robią. To nie wynika z lęku o to, że nie są w stanie utrzymać się przy władzy siłą, tylko z potrzeby zachowania pozorów, które są bardzo ważne dla faszystów ze względu na funkcję redukowania dysonansu poznawczego. Niemal żaden faszysta nie postrzega się jako bad guy, którego głównym atutem jest przemoc, tylko jako good guy, którego do ekstremalnych działań zmusiły czynniki zewnętrzne. Dlatego gerrymandering jest taki ważny – bo jest normalnym elementem standardowej walki o poparcie, które przekłada się na legitymację, a legitymacja jest zawsze istotna niezależnie od tego, do czego jesteś skłonny się posunąć.

  250. > tylko jako good guy, którego do ekstremalnych działań zmusiły

    Lęki, bo to zawsze są ofiary przecież. Zgadzacie się tak naprawdę z jedyną różnicą czy lęk jest szczery czy nie.

  251. „dla nich to globalizacja, wdrożenie Euro i poszerzenie UE na wschód to były 3 najgorsze wydarzenia od 1940 roku”
    1. i 3. rozumiem, ale co im szkodzi euro?

  252. @janekr
    „ale co im szkodzi euro?”

    Jeśli dobrze rozumiem, euro zrobiło dobrze eksportowi niemieckiemu (bo obniżyło watość lokalnej waluty) i źle całej reszcie (bo podniosło). Skończyły się więc próby eksportu francuskich samochodów do USA, za to urósł kilkukrotnie eksport do USA samochodów niemieckich.

  253. @WO
    „Pozwolimy! I doceniamy, że tym razem nie pojawiłeś się jako kilka kont popierających się nawzajem.”

    Ludzie, których Pan tak opisuje rozpoczęli pracę nad polepszaniem pozycji negocjacyjnej Europy Wschondniej w negocjacjach jakie zamrożą tę wojnę z chwilą rozpoczęcia rosyjskiej inwazji, i kontynuowali ją przez cały czas kiedy tu trwało radosne zapewnianie dostępu do morza Wolnemu Tatarstanowi – oraz wyśmiewanie tych co „liczyli ciała w Buczy”. Rzeczywistość jednak zgodziła się z liczącymi. Anchorage 2025 tym różni się od Jałty 1945, że dziś udało się silniej wbudować interes naszego regionu w instytucje Zachodu, zwłaszcza UE, poprzez działania takie jak ściganie rosyjskich zbrodni przez wschodnioeuropejską grupę śledczą Eurojust, negocjowanie z państwami trzecimi (jak Azerbejdżan) egzekucji antyrosyjskich sankcji przez wspomnianą Magdę Grono jako EU Special Representative for the South Caucasus itd. Pełniejszy katalog tych działań już podawałem (link to ekskursje.pl). Może jednak warto skorzystać z tego łuku jaki Pan kiedyś oferował (szpalt wiodącego tygodnika), aby propagować i wyjaśniać tę pracę. Słabo rozumianą w narodzie, który niestety – z głębokich strukturalnych przyczyn – nie rozumie tych kluczowych dla swojej przyszłości mechanizmów.

  254. > A są w Polsce kody miejscowości, gdzie ludzie tak właśnie musieli pracę zmienić. No chyba że: weź wyjedź, albo weź załuż firmę, i tym podobne rady z ambony.

    Wszystko prawda. Tyle że to nie jest sytuacja „złego adresu” z USA.

  255. @janekr
    > ale co im szkodzi euro?

    Strefa euro i USA (strefa dolara amerykańskiego) reprezentują dwie fundamentalnie różne konstrukcje monetarne, które mają istotny wpływ na ich funkcjonowanie gospodarce oraz możliwości porównywania ich wydajności.

    Strefa euro stanowi unię monetarną bez unii fiskalnej. Oznacza to, że choć 20 z 27 krajów UE dzieli wspólną walutę (euro), to każdy kraj zachowuje własną politykę fiskalną, własny budżet i własne finanse publiczne. Kluczowe cechy tej struktury to:

    – Realny brak wspólnego budżetu unijnego – budżet UE stanowi jedynie około 1% PKB Unii i nie może być deficytowy! Strefa Euro nie ma istotnych mechanizmów fiskalnych na poziomie unijnym.
    – Ograniczone mechanizmy transferów – w strefie euro brakuje automatycznych transferów fiskalnych między krajami w przypadku szoków asymetrycznych. Transfery z budżetu UE trafiają głównie do grup interesu, np. dopłaty dla rolników, a nie stanowią systemu wsparcia społecznego.
    – Restrykcyjne reguły fiskalne – Pakt Stabilności i Wzrostu (SGP) nakłada na kraje członkowskie ścisłe ograniczenia: deficyt budżetowy nie może przekraczać 3% PKB, a dług publiczny 60% PKB. Kraje z długiem powyżej 60% PKB muszą redukować go o 1/20 rocznie, co wymaga bardzo restrykcyjnej polityki.

    Stany Zjednoczone (strefa dolara amerykańskiego) stanowią pełną federację z zarówno unią monetarną, jak i fiskalną. Kluczowe cechy tej struktury to:
    – Silny (finansowo) rząd federalny – budżet federalny USA wynosi około 21% PKB, co daje znaczny zakres dla polityki fiskalnej zarówno na poziomie ogólnym, jak i dla wsparcia poszczególnych stanów.
    – Istnieją stabilizatory fiskalne – system podatkowy i transferów społecznych w USA automatycznie dostosowuje się do wahań gospodarczych. Zmniejszenie dochodów automatycznie zmniejsza wpływy podatkowe. Między stanami odbywają się transfery poprzez system federalny.
    – Furtka w ograniczeniach fiskalnych dla stanów – poszczególne stany mają ograniczenia dla budżetów operacyjnych, ale mogą finansować inwestycje długiem, w przeciwieństwie do restrykcyjnych reguł unijnych.

    Różnice mają konsekwencje dla funkcjonowania gospodarek obu stref. Strefa euro jest bardzo wrażliwa na szoki asymetryczne, które dotykają kraje w różnym stopniu. Np, kryzys zadłużenia silniej dotknął kraje południa Europy niż północy. W przypadku takich zdarzeń, nie mając możliwości dewaluacji waluty czy automatycznych transferów fiskalnych, kraje strefy euro muszą polegać głównie na wewnętrznej dewaluacji (obniżanie płac, emerytur, cen etc) oraz migracji siły roboczej. Takie mechanizmy działają powoli i są kosztowne społecznie. W strefie dolara amerykańskiego działają międzystanowe stabilizatory a federalne programy wsparcia zwiększają transfery do stanów dotkniętych recesją, a zmniejszają do tych o lepszej koniunkturze. System zapewnia około 12% federalnych wydatków jako transfery do budżetów stanowych.

    W gospodarkach krajów rozwiniętych występują cykle koniunkturalne (kryzys-depresja-ożywienie-rozkwit). Dzięki temu, że FED (Federalny System Rezerw USA) jest 'pompą monetarną’ do napędzania gospodarki (ale musi przy tym przeciwdziałać spadkowi zatrudnienia i wzrostowi inflacji) amplituda tych cykli w strefie dolara amerykańskiego jest bardziej płaska niż w strefie euro bo EBC (Europejski Bank Centralny) koncentruje się głównie na stabilności cenowej (może wspierać politykę gospodarczą ale „bez uszczerbku dla stabilności cen”). To jedna z najbardziej istotnych różnic, która wpływa na to, że gospodarka strefy dolara amerykańskiego od połowy lat 90 (w 1995 roku poziomy były równe) wydaje się (wskaźnikowo) bardziej wydajna od gospodarek strefy euro (różnice w produktywności pogłębiły się szczególnie po 2010 roku i potem po pandemii covidowej).

  256. @izbkp
    Skoro w tych Stanach jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Tam w jednych miejscach prawie że budują statek kosmiczny Enterprise z napędem nadświetlnym, a w innych dogasa wojna secesyjna. Z jednej strony jakieś doliny krzemowe, z drugiej osiedla przyczep, gdzie jest więcej jąder niż zębów. W UE nie ma aż takich rozrzutów.

  257. @kosmaty
    „Wszystko prawda. Tyle że to nie jest sytuacja „złego adresu” z USA.”

    Otóż toż, dlatego wyciąłem – przecież wyraźnie zaznaczyłem, że chodzi mi tylko o brak „dyskryminacji kodu pocztowego” w Polsce. Jasne, że tak poza tym różni ludzie mają różne inne kłopoty w Polsce.

  258. @awal
    „Może jednak warto skorzystać z tego łuku jaki Pan kiedyś oferował (szpalt wiodącego tygodnika), aby propagować i wyjaśniać tę pracę.”

    Natomiast Awala zostawiam, mimo mojej ogólnej alergii na postawę „wybaczcie że już nic tu nie napiszę!” „…a tak poza tym to dodam…”. Sama wizja, że ktoś marzy o byciu bohaterem felietonu jest komiczna niemalże jak marzenia Trumpa o pokojowym Noblu.

  259. @kmat
    Nie napisałem nigdzie, że „a w Stanach jest tak dobrze”. Jeśli pytasz, dlaczego nierówności w Stanach są tak wysokie, to prosto: ta 'pompa monetarna’, o której wspomniałem, przy każdym uruchomieniu przesuwa dochód od najsłabiej zarabiających ku najbogatszym.

  260. @ izbkp

    1. Polityka społeczna w UE / Polityka społeczna w USA

    Zgodzę się co do tego, że w budżecie UE dominuje dotowanie grup interesu a brakuje finansowania świadczeń społecznych, ale jednak Europejski Fundusz Społeczny czy mechanizmy spójności są po cichutku rozwijane. W samych kwotach to mniej niż WPR/CAP, ale np. sam mechanizm europejskiego zakupu leków zbija ceny leków na recepty dla osób fizycznych dużo lepiej niż cokolwiek w USA. Analogicznie mechanizmy modernizacji infrastruktury z funduszy strukturalnych to w UE coś co jako-tako rutynowo działa, nawet jeśli szczebel państwa nawala (patrz Polska za PiS) a co dla USA wymaga dobrej relacji władze okręgu-stan-władze federalne.

    Chętnie dam się wyprowadzić z błędu, ale w mojej subiektywnej ocenie np. Infrastructure Act Bidena wymagał dużo więcej walki politycznej i dał mniejsze efekty niż rutynowe projekty modernizacji infrastruktury w trakcie kadencji PiS, które pomimo kryzysu na poziomie państwowym, jako-tako szły w samorządach.

    Gorzej niż za PO, ale nadal lepiej niż w najgorszych zabijdechach w USA (z podobnym PKB/pc czy podobnie wymierającą demografią i brakiem środków admin. lokalnej).

    2. Jedną z rzeczy, którą się pomija w czysto ekonomicznej analizie transferów socjalnych USA-UE jest oznaczanie transferów socjalnych w USA jako „wojskowych”. To jest kraj, w którym niewyobrażalnie duża część polityki społecznej (dofinansu edukacji, ochrony zdrowia, mieszkalnictwa) wisi na budżecie wojskowym, w zamian za służbę żołnierzy zawodowych.

    Dlatego prosty podział stanowe/federalne IMO sporo ukrywa, bo w odróżnieniu od średniej UE, to co jest z grubsza w pakiecie „standard” dla osoby mniej zamożnej (np. ryzyka zakażeń przy porodzie, szansa na studia bez 20 lat długu dla 20-30% podgrupy), w USA jest dostępne masowo i międzystanowo w praktyce jedynie dla ludzi z bojowym PTSD.

    @Obywatel

    „Druga – stricte europejska – przyczyna to utrata zdolności do generowania i wdrażania innowacji technologicznych.”

    No, np. dlatego taki A380-800 całkowicie przegrał konkurencję z Boeingiem, ESA wcale ale to wcale nie ma klastra firm kosmicznych np. do analizy danych pogodowych albo do styku rzeczy-kosmiczne->rzeczy rolnicze, a francuskie firmy biotechowe i kosmetyczne to po prostu zakłady chałupnicze.

    Tak samo jak pisałem przy poprzedniej notce: w tak „nudnych” tematach jak odzysk surowców rzadkich z elektroniki UE dzięki publicznej nauce i, póki co jeszcze nominalnie demokratycznym warunkom pracy, jest w stanie robić rzeczy naukowe taniej niż USA i bez demografii w skali Chin.

    To czego brakuje IMO, a co pomija np. Mazzucatto, to raczej mechanizmy sensownego wyciągania renty dla sektora publicznego za finansowanie badań w najbardziej ryzykownym momencie. Chcesz grant ERC, to podpisz solidnie oprawniczony cyrograf, że jakby udało się zostać bogaczem, to 1% kwot przed opodatkowaniem automatem wróci do agencji, która wsparła nołnejma, na poczet kolejnych grantów dla nauki UE.

  261. @redezi

    Ale niestety jednocześnie ESA nadal polega na rakietach SpaceX o wiele bardziej niż powinna, mam nadzieję, że uda się jej uniezależnić bardziej i od USA i od należących do nazioli korporacji.

  262. @Obywatel

    „Druga – stricte europejska – przyczyna to utrata zdolności do generowania i wdrażania innowacji technologicznych.”

    Odpisał już Redezi więc dodam tylko, że szukasz trochę nie tam gdzie te innowacje powstają. Przypomnę tylko, że dwie najważniejsze szczepionki na COVID opracowały firmy europejskie, przy czym BioNTech zrobił to w przełomowej technologii RNA. Semaglutide opracował Novo Nordisk, sporo przeciwciał monoklonalnych to też Europa. W biotechnologii Europa (wilczając w to CH i UK) jest w czubie, pewnie mogło by być lepiej, ale brak zdolności do generownia nowości technologicznych to raczej nie jest główne źródło problemu.

  263. @kot immunologa
    Ale jednak nawet największy eurofil musi przyznać że w hajtechu krzemowym – robotyka, software, hardware, AI – Europa odstaje od USA i Chin jak, nie przymierzając, Japonia. Oczywiście wiąże się to z łatwością pozyskania kapitału typu VC więc branże bardziej tradycyjne, jak biotech, automotive czy chemia wciąż boksują w pierwszej lidze. Ale jednak przydałoby się Europie trochę dogonienie także w tej kategorii zamiast usypiania się samozadowoleniem że biotech mamy świetny.
    (ASML fajne, ale jednym ASML branży nie zrobisz)

  264. @euro
    „Jeśli dobrze rozumiem, euro zrobiło dobrze eksportowi niemieckiemu (bo obniżyło watość lokalnej waluty) i źle całej reszcie (bo podniosło). Skończyły się więc próby eksportu francuskich samochodów do USA, za to urósł kilkukrotnie eksport do USA samochodów niemieckich.”
    Nie rozumiem. Co to znaczy, że zmiana marki na euro w proporcji 2 za 1 obniżyło wartość „lokalnej waluty”?

  265. > (ASML fajne, ale jednym ASML branży nie zrobisz)

    Przecież ASML to JEST branża. Nie ma branży drukarskiej bez drukarek, a takich drukarek producent jest jeden.

    Macie na myśli co innego: nie ma dominacji spółek giełdowych. Europa zajmuje się nudnymi rzeczami takimi jak mozolny rozwój, które natychmiast są konsumowane w branży i dyskontowane. Potencjał zostaje natychmiast utowarowiony, nie skutkuje więc powstaniem gigantów potencjału na giełdzie. Na której Tesla jest więcej warta niż Toyota.

    Układy w tzw „hajtechu” nie wynikają z warunków rozwoju technologii, tylko warunków gry giełdowej. Wykupywania technologii przez Microsofty, Google i Facebooki. Tam może być tylko jeden gracz i jego zadaniem jest wysysanie krwi z całej reszty. W AI zanim był DeepSeek był francuski Mistral, ale przecież rozmawiając o „hajtechu” nie rozmawiamy o żadnej technologii.

  266. @awal
    „udało się silniej wbudować interes naszego regionu w instytucje Zachodu […] „poprzez działania takie jak ściganie rosyjskich zbrodni”

    A skoro o tym mowa, to jaka jest obecna sytuacja Centrum Lemkina? Czy ludzie zajmujący się dokumentowaniem rosyjskich zbrodni w Ukrainie dostali wreszcie umowy o pracę? Czy nadal trwają próby zamiecenia ich pod dywan, zwodzenie ich obietnicami, twierdzenie, że dokumentowanie współczesnych zbrodni jest niezgodne z ustawą o Instytucie Pileckiego i czy nadal podejmowane są próby przywłaszczenia wcześniejszych wyników ich pracy bez podania autorów? Pytam dla koleżanki.
    link to wiadomosci.onet.pl

  267. @WO
    „Otóż toż, dlatego wyciąłem – przecież wyraźnie zaznaczyłem, że chodzi mi tylko o brak „dyskryminacji kodu pocztowego” w Polsce. Jasne, że tak poza tym różni ludzie mają różne inne kłopoty w Polsce.”

    Zwiększyć moc cięć, ergonauta wytrzyma (Cięć moc móc wzmóc). Lecz to nie zmienia faktu, że kłopoty różnych ludzi w Polce są ściśle związane z ich adresem zamieszkania. Zgoda – w inny sposób niż w USA. To są „złe adresy” na polski sposób.

    @redezi
    „To jest kraj, w którym niewyobrażalnie duża część polityki społecznej (dofinansu edukacji, ochrony zdrowia, mieszkalnictwa) wisi na budżecie wojskowym, w zamian za służbę żołnierzy zawodowych.”

    Nie tylko polityki społecznej, także duża część produktów kultury, dużej kultury, bo to duży kraj, jest – wskutek budżetowych i innych mocnych wpływów armii – prowojskową propagandą. Pod tymi względami USA jest reżimem wojskowym, z lekka totalitarnym.

  268. @janekr
    Jeśli dobrze rozumiem (nie twierdzę, że na pewno tak jest), to dawna niemiecka marka miała względnie zawyżony kurs (jako jedna z najważniejszych walut świata), co szkodziło niemieckiemu eksportowi, natomiast franki czy liry wręcz przeciwnie i jednocześnie posiadanie własnej waluty pozwalało Francji czy Włochom ją dewaluować w miarę potrzeb, czym utrzymywali konkurencyjność. Z kolei wprowadzenie Euro „uśredniło” tę różnicę, tzn. „środek płatniczy Niemiec” stał się tańszy więc gospodarka stała się bardziej konkurencyjna eksportowo, natomiast „środek płatniczy Francji i Włoch” stał się droższy, przeto skutek był wręcz przeciwny.

    link to forsal.pl

    link to wei.org.pl

    Przepraszam, że jeden z linków to Warsaw Enterprise Institute, czyli warzechoidy, ale większość wyników wyszukiwania była albo zupełnie nie na temat, albo zupełnie odczapowa. I mam nadzieję, że spamołap nie zje.

  269. @ cowboytomash

    „Ale jednak nawet największy eurofil musi przyznać że w hajtechu krzemowym – robotyka, software, hardware, AI – Europa odstaje od USA i Chin jak, nie przymierzając, Japonia. Oczywiście wiąże się to z łatwością pozyskania kapitału typu VC”

    To jest eufemizm eufemizmów, zjadający na śniadanie (hehe) pratchettowskie „piranie są z natury nieco łakome”.

    W momencie, w którym masz największą bańkę spekulacyjną w historii pewnie, w której utopione jest ile tego kapitału VC już, 10^12 USD (licząc sam capex)? Lekko licząc 1/3 giełdy to 8 powiązanych firm? Sama Tesla ma waluację 10^12 dolców jako 17. czy tam 18. pod względem wolumenu producent aut na świecie? Absolutnie wszystko bez długoterminowej wizji na przekucie tej inwestycji w cokolwiek co nawet leżało koło zysku (LLMy przynoszą straty netto z każdym tokenem, nawet nerwowa enszytifikacja ze strony np. OpenAI, gdzie behind the scenes się przekierowuje prompty do mniejszych modeli ztcw nie ratuje im kalkulacji, tylko trochę spowalnia krwawienie).

    Ja nie twierdzę, że Unia jest świetna i nie ma problemu z konkurencyjnością i wdrażaniem badać (ma, ogromny), ale narzekasz, że masz w domu za słabo odkręcone kaloryfery i zimno, a jako przykład do porównania pokazujesz sąsiada, któremu się właśnie chałupa pali.

  270. @unikod
    „Przecież ASML to JEST branża.”

    No właśnie, bo wyjaśnijcie mi Jak Krowie Na Miedzy. Ja się zawsze pocieszałem, że może i Intel nie ma siedziby w Brukseli, ale i tak „la gówno by pan zrobił” bez zgody ASML, czyli że od każdego czipa mamy jako Unia jakąś tam prowizję. Tak jak mieliśmy jakąś tam prowizję od każdego iPoda za patent na MP3 (dopóki nie wygasł). Więc Amerykanie mają swoje bańki spekulacyjne, a my mamy taką solidną gwarancję, typu „dolar za każdy sprzedany egzemplarz”.

    Czy moje rozumowanie ma jakiś fundamentalny błąd? ChatGPT właśnie wydrukował na drukarce 3D wydrukowanej na drukarce 3D mikrocipa w technologii 1 nanometr i monopol ASML już wygasł? Albo wygasł w jakiś inny sposób?

  271. @smorun
    Wyjąłem tego komcia ze spamu bo to kolejny przykład że prawicowość bierze się z niezdolności do logicznego rozumowania. Używa pan cytatu:

    „We assess that Russian and criminal actors did not impact recent US election results by conducting malicious cyber activities against election infrastructure.”

    …dla uzasadnienia tezy, że „Russiagate to ściema”. Czyli że z tego, że Rosja nie zmanipulowała wyborów poprzez hakerski atak na infrastrukturę wyborczą wyciąga pan wniosek, że zmanipulowała ich wcale, w żaden sposób. Jak straszliwie głupim trzeba być żeby tak rozumować? To przecież jakby od tezy (prawdziwej!) że „Gawriło Princip nie otruł arcyksięcia Ferdynanda” przejść do tezy „Gawriło Princip nie zabił arcyksięcia Ferdynanda”.

    A teraz kysz z powrotem do spamu, to blog dla ludzi potrafiących rozumować logicznie. Co zazwyczaj wyklucza prawicowość.

  272. @Luca
    „To może należałoby rozważyć zmianę tego stanu rzeczy? ”

    Rozważanie tego problemu zajmują się książki chyba we wszystkich bibliotekach uniwersyteckich w Europie ;-). Tu jest kilka problemów:
    1/ to nie jest tylko problem unikania podatków.
    Wariant w którym zmusi się np niemieckich właścicieli kapitału aby płacili dużo podatków w Niemczech z fabryk jakie przenieśli do China jest dobry i korzystny (mamy trochę kasy w budżecie) ale nie rozwiązuje problemu tego, że „zwykli Niemcy” już nie mają pracy w tych fabrykach co wywołuje tysiące problemów zdrowotnych, społecznych i gospodarczych ale też fiskalnych bo państwo dobrobytu tak naprawdę kiedyś było finansowane podatkami ludzi nisko i średnio zarabiających bo z tych 10 miliarderów nigdy nie zbierzesz setek mld złotych/Euro potrzebnych ROCZNIE na politykę rodzinną. Ale z podatków płaconych (VAT, PIT itd) przez pracowników ich fabryk już tak. Dodatkowo masz ryzyko jak w UK, że jeśli jakiś globalny kryzys podetnie zyski z tych inwestycji w Azji i jakaś duża gałąź gospodarki Ci padnie (w UK usługi finansowe po GFC) to nie masz już tych podatków ale też i fabryk więc nie ma podatków i od bogatych i od biednych (wypisz wymaluj UK ad 2025).

    2/ To jest też problem swobody przepływu kapitału
    W latach 1980 (super upraszczając) aby Francuz czy Włoch osiągnął większe zyski ze swojej fabryki to musiał w nią inwestować (w ludzi i technologię – stąd był ten szał na roboty przemysłowe w latach 80 XXw aby Japonia nie prześcignęła Zachodu) a po 1990 mógł przenieść ją po prostu do Polski albo do Chin.

    3/ To jest problem swobody przepływu osób
    Ja wiem że to jest super kontrowersyjny temat ale z punktu widzenia interesu indywidualnego pracownika/robotnika/np kierowcy taksówki (a nie interesu właścicieli kapitału, demografii, pokoleń czy też osób których ten przepływ osób nie dotyczy bo nie pracują na np taksówce) to większa migracja oznacza zwykle gorszą sytuację bo traci swoją niszę czy wręcz monopol(ik) (jak taksówki, trudno było zostać kiedyś taksówkarzem bo egzaminy i limity ale Ubera to nie dotyczy). Przy czym to nie chodzi o samych ludzi (a by nie wyjść na prawaka) tylko o to, że właściciele kapitału chętnie wykorzystują nowo przybyłych do optymalizowania sobie bazy kosztowej zamiast inwestowania w (jak to się kiedyś ładnie mówiło w podręcznikach) „uzbrojenia pracy”.

    Żeby było jasne – ja się z Tobą zgadzam, że nierówności to problem. Tylko uważam, że jednym z problemów dlaczego sobie z nimi nie radzimy to taki, że uznaliśmy, że problem to tylko unikanie podatków. A ja uważam, że większym problemem jest kwestia tego gdzie i za ile obywatel Francji czy Włoch pracuje. Gdybym był dyktatorem Francji to pewnie w pierwszym rządzie bym zabrał się nie za podatki a za kwestię handlu z Azją (np. zaporowe cła na elektryczne samochody) oraz odpływu kapitału i inwestycji zagranicę, w tym nawet na terenie EU (co „zadziwiająco” brzmi jak polityka Trumpa ale bez bycia stukniętym pomarańczowym trollem).

    „Widzisz może jakieś cechy wspólne w minitelu, TGV i rakietach Arianne? Oczywiście poza tym, że to projekty francuskie…”

    Tak, jest nią rząd który nie kierował się prawami rynku i logiką zysku. Niestety dziś rządy tak nie działają bo nie mają kasy (zadłużenie Francji to ponad 100% PKB)

  273. @mcal

    „LLMy przynoszą straty netto z każdym tokenem, nawet nerwowa enszytifikacja ze strony np. OpenAI, gdzie behind the scenes się przekierowuje prompty do mniejszych modeli ztcw nie ratuje im kalkulacji, tylko trochę spowalnia krwawienie”

    OpenAI nie ma przynosić zysków. Zyski modele produkowane przez OpenAI mają przynosić Microsoftowi. I przynoszą.

    @russiagate

    Polecam (chyba nie po raz pierwszy) książkę Bena Buchanana „The Hacker and the State: Cyber Attacks and the New Normal of Geopolitics” która ma na ten temat smakowity rozdział.

  274. @Obywatel

    „Ja wiem że to jest super kontrowersyjny temat ale z punktu widzenia interesu indywidualnego pracownika/robotnika/np kierowcy taksówki (a nie interesu właścicieli kapitału, demografii, pokoleń czy też osób których ten przepływ osób nie dotyczy bo nie pracują na np taksówce) to większa migracja oznacza zwykle gorszą sytuację bo traci swoją niszę czy wręcz monopol(ik) (jak taksówki, trudno było zostać kiedyś taksówkarzem bo egzaminy i limity ale Ubera to nie dotyczy).”

    Z drugiej strony, więcej imigracji to więcej klientów. Nowi obywatele też jeżdżą taksówkami, chodzą do fryzjera, do knajpy, itd.

  275. Piszę z UK i mi ta nowa migracja niczego nie pogarsza a polepsza. Po prostu w pewnych branżach nie da się wywołać spirali cenowo-płacowej, a robota w permanentnie niepełnym składzie daje w kość.

  276. @rw

    „OpenAI nie ma przynosić zysków. Zyski modele produkowane przez OpenAI mają przynosić Microsoftowi. I przynoszą.”

    Nie przynoszą. Rachunek się nie spina co najmniej o rząd wielkości pomimo wszelkich możliwych sztuczek, typu podawanie annualizowanych zysków, wrzucanie do worka z AI wszystkiego co koło AI leżało (MS Office ma teraz AI, więc Office 365 to produkt AI, oczywista) i raportowanie kosztów OpenAI jako zysków Microsoftu (to akurat jeszcze rozumiem: VC sypie szuflami dolary do pieca OpenAi, część z tych dolarów idzie na pokrycie „przecenionych” mocy obliczeniowych od Azure.

    Sam Microsoft przyznaje i od początku przyznawał, że compute dla OpenAI idzie „po kosztach”. Gardło Sobie Podrzynam.

    „As of January 2025, Microsoft’s „annualized” — meaning [best month]x12 — revenue from artificial intelligence was around $13 billion, a number that it chose not to update in its last earnings, likely because it’s either flat or not growing, though it could in its upcoming late-July earnings. Yet the problem with this revenue is that $10 billion of that revenue, according to The Information, comes from OpenAI’s spend on Microsoft’s Azure cloud, and Microsoft offers preferential pricing — „a heavily discounted rental rate that essentially only covers Microsoft’s costs for operating the servers” according to The Information.

    In simpler terms, 76.9% of Microsoft’s AI revenue comes from OpenAI, and is sold at just above or at cost, making Microsoft’s „real” AI revenue about $3 billion, or around 3.75% of this year’s capital expenditures, or 16.25% if you count OpenAI’s revenue, which costs Microsoft more money than it earns.

    The Information reports that Microsoft made $4.7 billion in „AI revenue” in 2024, of which OpenAI accounted for $2 billion, meaning that for the $135.7 billion that Microsoft has spent in the last two years on AI infrastructure, it has made $17.7 billion, of which OpenAI accounted for $12.7 billion.”

    (za uroczo nazwanym artykułem Zitrona: link to wheresyoured.at)

  277. @mcal

    „wrzucanie do worka z AI wszystkiego co koło AI leżało (MS Office ma teraz AI, więc Office 365 to produkt AI, oczywista)”

    ?? Częścią strategii Microsoftu jest podnoszenie jakości produktów przez integrację AI. Nieważne przez który kanał inwestycje w AI się zwrócą, byle by się zwróciły.

    Zitron to fanatyk anty-AI. Traktowałbym wszystko co pisze z dużą dozą sceptycyzmu.

  278. @rw
    „Częścią strategii Microsoftu jest podnoszenie jakości produktów przez integrację AI.”

    Podnoszenie jakości, powiadasz. Co czyni bardzo trudnym wyliczenie, ile faktycznie zysku pochodzi z AI, zwłaszcza gdyby ktoś z zewnątrz miał ochotę to zweryfikować. Tak po mojemu idealne warunki dla kreatywnych wciskaczy kitu inwestorom.

  279. @kuba_wu

    „Co czyni bardzo trudnym wyliczenie, ile faktycznie zysku pochodzi z AI, zwłaszcza gdyby ktoś z zewnątrz miał ochotę to zweryfikować.”

    Być może, ale to nie jest ani wina, ani problem Microsoftu. Ich problemem jest podnoszenie w górę tej krzywej: link to macrotrends.net

  280. @Obywatel

    „Ja wiem że to jest super kontrowersyjny temat ale z punktu widzenia interesu indywidualnego pracownika/robotnika/np kierowcy taksówki (a nie interesu właścicieli kapitału, demografii, pokoleń czy też osób których ten przepływ osób nie dotyczy bo nie pracują na np taksówce) to większa migracja oznacza zwykle gorszą sytuację bo traci swoją niszę czy wręcz monopol(ik)”

    To rozumowanie z klapkami na oczach.
    Za jedną klapką: przecież żaden pracownik/robotnik/taksiarz nie jest wyłącznie i przez 24h pracownikiem/robotnikiem/taksiarzem. Jak już wyjdzie z roboty czy taryfy, to pójdzie na kebaba albo z dzieckiem na dmuchańce, albo żona go wyśle do osiedlowego zieleniaka. Mój wiersz z (socjalistycznego) elementarza szedł tak: Murarz domu buduje, krawiec szyje ubrania, ale gdzieżby co uszył, gdyby nie miał mieszkania, a i murarz by przecie do roboty nie ruszył, gdyby krawiec mu spodni i fartucha nie uszył. Z czego wynika, że społeczeństwo (a co dopiero takie 36 milionowe potężne społeczecho) to szkatułkowa struktura takich nisz, którą kolejni niszowcy* raczej ubogacą niż zubożą.
    [*chwała niszowcom, precz z ludźmi sukcesu, chwała autorom skromnych książek o Lemie i Koperniku, apage Remigiusze z monopolem na cały naród; kiedy już umarłeś, to sobie bądź tym Mickiewiczem, Białorusinem zresztą, i monopolizuj naród, ale za życia?!]

    Natomiast za drugą klapką: „punkt widzenia interesu indywidualnego” jako pępek świata to jest doktryna, która się właśnie kompromituje na Ziemi przez całym Układem Słonecznym; jak nie dodamy do tego pępka innych organów, typu solidarność międzyludzka, empatia i zrozumienie dla bliźniego swego itp., w roli motorów napędowych życia społecznego, to przez ten pępęk-interes podepną nas do takiego Matrixa, że nie pomogą żadne tabletki. Już podpinają i już nic zaczyna nie pomagać.

  281. @kuba_wu

    Definiowanie „rentowności AI” (na użytek tej rozmowy zdefiniujmy AI == LLM, niech będzie) jako rentowności li tylko startupów R&D rozwijających LLMy nie ma sensu. Jeżeli – dla przykładu – OpenAI zbankrutuje i straci 100 bln dolców, a zyski 100 korporacji które zintegrowały AI w swoje usługi i produkty podniosą się o sumaryczne 200 bln dolców, to czy znaczy to, że AI nie jest rentowna? Oczywiście, że nie. To będzie znaczyło tylko tyle, że model monetyzacji AI który sobie OpenAI wybrało nie wypalił.

  282. @ergonauta

    Problem z tym co napisałeś mam taki, że kierowca taksówki zanim zacznie patrzeć na swój interes włąsny, dochód, pracę, zdrowie psychiczne, komfort życia jego rodziny itd to ma wykazać empatię i zrozumienie. Jednocześnie nikt o właściciela kapitału tego nie oczekuje (empatycznie byłoby nie przenosić fabryki z Francji do Polski czy Chin). Innymi słowy oczekujemy od taksówkarza (i tylko jakoś dziwnie od niego) aby był radosnym zwolennikiem globalizacji bo to fajne i kolorowe oraz globalnie słuszne nawet jeśli jego to nie dotyczy. Bo może sobie kupić kebaba i koszulkę za 2 USD z Temu (zamiast tej drogiej za 20 USD z fabryki Łodzi).

    Globalizacja w skali świata to super sprawa, miliardy ludzi wyszły z biedy tylko warto zrozumieć, że nie było to za darmo, jak się przystawi lupę tu i tam.

  283. @rw
    „Z drugiej strony, więcej imigracji to więcej klientów. Nowi obywatele też jeżdżą taksówkami, chodzą do fryzjera, do knajpy, itd.”

    Jasna sprawa, pekab się powiększa, korporacje (a dokładne w tym przypadki 1, maks 2) zarabiają. USA jest dziś dużo bogatsza jako kraj (i jakieś 20% bogatsza niż EU, przed 2009 tak nie było swoją drogą) niż w czasach silnych związków i tego typu ograniczeń. Ale jeśli jak tak dobrze to czemu jest tak źle? Bill Clinton, Tony Blair i Leszek Miller powinni mieć już za sobą 7 kadencję na stanowisku prezydenta/premiera jako pomysłodawcy tego modelu gospodarczego.

  284. @Obywatel

    „Problem z tym co napisałeś mam taki, że kierowca taksówki zanim zacznie patrzeć na swój interes włąsny, dochód, pracę, zdrowie psychiczne, komfort życia jego rodziny itd to ma wykazać empatię i zrozumienie. ”

    Nie empatię i zrozumienie, tylko np prostą refleksję na temat „kto mi będzie tyłek podcierał na starość, jeżeli dzietność w moim kraju jest na poziomie 1.5” 😉

    „Innymi słowy oczekujemy od taksówkarza (i tylko jakoś dziwnie od niego)”

    Jakie „tylko od niego”? Przecież globalizacja teraz otwiera prawie wszystkie zawody na konkurencję międzynarodową, może poza tymi które sobie zbudowały solidne bariery wejścia (prawnicy, lekarze).

  285. @Obywatel

    „Ale jeśli jak tak dobrze to czemu jest tak źle? Bill Clinton, Tony Blair i Leszek Miller powinni mieć już za sobą 7 kadencję na stanowisku prezydenta/premiera jako pomysłodawcy tego modelu gospodarczego.”

    Na serio pytasz mnie, czemu ludzie są głupi? No nie wiem czemu, ale są.

  286. @ergonauta
    „Za jedną klapką: przecież żaden pracownik/robotnik/taksiarz nie jest wyłącznie i przez 24h pracownikiem/robotnikiem/taksiarzem. Jak już wyjdzie z roboty czy taryfy, to pójdzie na kebaba albo z dzieckiem na dmuchańce, albo żona go wyśle do osiedlowego zieleniaka.”
    Ten rachunek akurat nie musi być na plus. Zresztą nie dotyczy to tylko taksówkarzy z innego kontynentu. Bywało już w tym kraju dwucyfrowe bezrobocie. Pracowników może być w gospodarce za dużo. Z tym, że to nie dziś, a przynajmniej nie na gęściej zaludnionych terenach.

  287. @rw
    „Ale nie przez imigrację.”
    To bez znaczenia. Po prostu sztuka jest sztuka. Jest jakiś limit liczby osób, które dana gospodarka jest w stanie wchłonąć.

  288. @Obywatel
    „miliardy ludzi wyszły z biedy tylko warto zrozumieć, że nie było to za darmo, jak się przystawi lupę tu i tam.”

    A to źle, że nie było to za darmo? To źle być kimś, kto płaci za to, żeby z biedy wyszedł ktoś inny?

    @kmat
    „Ten rachunek akurat nie musi być na plus.”

    A może pora porzucić dogmat „rachunek musi być na plus”?
    Tym bardziej, że religia na nim budowana, wcale taka na plus się nie okazuje. No chyba, że nie będziesz miał innych bogów przed „najważniejszy jest interes” – i zaczynamy wszystko przerabiać od początku – od tego starego testamentu.

    @rw
    „Nie empatię i zrozumienie, tylko np prostą refleksję na temat „kto mi będzie tyłek podcierał na starość, jeżeli dzietność w moim kraju jest na poziomie 1.5””

    Otóż także i to! Dobra trójca: empatia, zrozumienie, refleksja.
    Portal – co za mądra ironia – bankier.pl informuje:
    „W 2050 roku osób starszych w Polsce może być już blisko 12 mln, czyli będą one stanowić 40 proc. społeczeństwa. Postępujące starzenie się populacji stanowi wyzwanie w kontekście rozwoju opieki geriatrycznej i długoterminowej. Już teraz największym problemem w tych obszarach jest brak kadr. W najbliższych latach znaczna część personelu zatrudnionego w opiece długoterminowej przejdzie w wiek emerytalny. Bez odpowiednich działań podjętych już teraz niedobór kadry medycznej i opiekuńczej w opiece długoterminowej może już niedługo osiągnąć krytyczny poziom.”

    link to bankier.pl

  289. @kmat

    „Jest jakiś limit liczby osób, które dana gospodarka jest w stanie wchłonąć.”

    Nie ma takiego limitu w ogólności. To jakiś maltuzjanizm jest. Gospodarka rośnie razem z populacją. Bezrobocie w Polsce AD 2004 było na poziomie 20% bo gospodarka nam kulała, a nie dlatego, że było „za dużo Polaków”.

  290. @Obywatel
    „1/ to nie jest tylko problem unikania podatków.
    (…) państwo dobrobytu tak naprawdę kiedyś było finansowane podatkami ludzi nisko i średnio zarabiających bo z tych 10 miliarderów nigdy nie zbierzesz setek mld złotych/Euro potrzebnych ROCZNIE na politykę rodzinną. Ale z podatków płaconych (VAT, PIT itd) przez pracowników ich fabryk już tak.”

    A co na to podatek majątkowy? Albo podatek Tobina? Bo przecież dochodowy, to w zasadzie nie ma zastosowania do grubych milionerów, a tym bardziej miliarderów.

    „Dodatkowo masz ryzyko jak w UK, że jeśli jakiś globalny kryzys podetnie zyski z tych inwestycji w Azji i jakaś duża gałąź gospodarki Ci padnie (w UK usługi finansowe po GFC) to nie masz już tych podatków ale też i fabryk więc nie ma podatków i od bogatych i od biednych (wypisz wymaluj UK ad 2025).”

    W tym kontekście, to ja mam generalnie dość ograniczone współczucie dla UK, bo trzy największe raje podatkowe to ich terytoria zależne, a w pierwszej dziesiątce znalazłyby się pewnie jeszcze kolejne. A samo City to główna przepompownia pieniędzy do dogodnych podatkowo lokalizacji… Nie mówiąc już o tym, że to oni pierwsi wdrożyli neoliberalizm, heh.

    „2/ To jest też problem swobody przepływu kapitału”

    Myślę, że wszyscy mają tego świadomość. A rezultatem jest, jak mi się wydaje, terror ze strony rynków finansowych, który bardzo skutecznie sparaliżował niemal całą zachodnią politykę i tym samym wyrwał się poza jakąkolwiek kontrolę rządów krajowych.

    Pieniądze to jednak tylko użyteczna fikcja, a na końcu liczą się zasoby (ludzkie, materialne, etc.). A tych nie da się już tak łatwo ewakuować z kraju. Zarazem wydaje mi się, że kapitaliści tak czy siak będą chcieli zarobić, nawet jeśli będzie się to wiązać z dodatkowymi kosztami (podatki).

    „3/ To jest problem swobody przepływu osób”

    Ja to się zastanawiam czy większym problemem – przynajmniej w ramach Unii – nie jest wręcz zbyt utrudniony przepływ ludzi. Ale nie pod względem czysto formalnym (w końcu mamy Schengen), ale związanym ze znacznie mniejszą jednorodnością poszczególnych państw w porównaniu np. do stanów USA. Niemniej równie dobrze mogę w tej kwestii ględzić od rzeczy…

    Natomiast z całą pewnością problemem jest konstrukcja euro, o której wspominał wcześniej @izbkp. To jest zwyczajnie rozwiązanie niestabilne i promujące patologiczne sprzężenia zwrotne, które – prędzej czy później – doprowadzą do rozpadu tego układu.

    „(…) Gdybym był dyktatorem Francji to pewnie w pierwszym rządzie bym zabrał się nie za podatki a za kwestię handlu z Azją (np. zaporowe cła na elektryczne samochody) oraz odpływu kapitału i inwestycji zagranicę, w tym nawet na terenie EU (co „zadziwiająco” brzmi jak polityka Trumpa ale bez bycia stukniętym pomarańczowym trollem).”

    Zgadzam się, że cła mogłyby tu być przydatnym narzędziem i nie powinno ich dyskwalifikować samo skojarzenie z Trumpem*. Kiedy groził Unii kilkudziesięcio procentowymi stawkami, to marzyło mi się, żeby UE zadeklarowała, że przesiadamy się na Linuxa, wywalamy amerykańskie społecznościówki i zastępujemy wszystko czysto europejskimi odpowiednikami… ale to oczywiście jedynie naiwne fantazje.

    * Polecam słowo „trumpery”, bo urzekł mnie jego opis w słowniku (chyba, że WO uzna, że to treść śmieciowa):
    link to thefreedictionary.com

    Ja tu oczywiście rzucam luźnymi myślami i nadziejami, bo żadnego doprecyzowanego planu nie posiadam, ani go nigdzie nie widziałem. Wszelkie ewentualne rozwiązania lepiej byłoby naturalnie wprowadzać jako Unia, a nie poszczególne kraje, no ale…
    Jasne jest jednak, że tak to dalej trwać nie może, bo cała ta impreza musi się skończyć bardzo źle. I to zapewne już niebawem.

    @rw
    „OpenAI nie ma przynosić zysków. Zyski modele produkowane przez OpenAI mają przynosić Microsoftowi. I przynoszą.”
    „Częścią strategii Microsoftu jest podnoszenie jakości produktów przez integrację AI.”

    Obiecywano nam też magiczną przyszłość, gdzie modele językowe zwiększą N-krotnie wydajność pracowników. Tylko gdzie są te rezultaty? Bo aktualnie LLMy to służą głównie do zgówniania usług i wciskania nam zbędnych bzdetów, które tylko wyżerają ludziom mózgi i prowadzą do postępującej alienacji. A jeśli sny tech-korpów jednak by się spełniły, to pewnie i tak czeka nas głównie dalsza inwigilacja, a może i domknięcie techno-faszystowskiego systemu. (Tak, jestem maksymalnym hejterem AI, przynajmniej w wydaniu „dla populacji”.)

    W branży AI panowała wcześniej nadzieja, że wraz ze wzrastającą wydajnością modeli, spadającymi kosztami i adopcją LLMów przez populację uda się osiągnąć zyski. Aktualnie sytuacja wygląda tak, że kolejne usprawnienia tylko zmniejszają wydajność i piętrzą straty. Polecam poniższy artykuł z substacka:
    link to ethanding.substack.com

    Póki co zarabia natomiast głównie Nvidia i może firmy udostępniające moce obliczeniowe.

  291. @kmat
    „Po prostu sztuka jest sztuka. Jest jakiś limit liczby osób, które dana gospodarka jest w stanie wchłonąć.”

    Z kogo to cytat? Nie z jakiejś postaci niegdyś z dużym wpływem na bieg dziejów, a dziś raczej potępianej?

  292. @ergonauta

    „A to źle, że nie było to za darmo? To źle być kimś, kto płaci za to, żeby z biedy wyszedł ktoś inny?”

    Że pozwolę sobie na żart: napisał kolega, tuż przed tym jak udał się na prosty wiejski lunch: szampan i kawior. A serio to takie myślenie jak z „mądrych” książek z lat 90 o tym dlaczego globalizacja jest super zawsze i wszędzie to myślałem, że już mamy za sobą?

  293. @Luca

    „A co na to podatek majątkowy? Albo podatek Tobina?”

    Norwegia ma podatek majątkowy na poziomie ~1% rocznie, który płaci ok 11% populacji. Całkowity przychód to ok. 33 miliardów koron w 2024 (link to abcnyheter.no), zaś przychód z podatku dochodowego to ok. 380 mld koron (link to regjeringen.no). Czyli ponad 10x więcej. To o ile by trzeba by podnieść ten podatek majątkowy, w zamożnym społeczeństwie, żeby zrównać przychód z niego z przychodem z podatku dochodowego? Problemy z „flight of the wealthy” Norwegia ma już teraz (uciekają do Szwajcarii).

  294. @rw

    „Nie empatię i zrozumienie, tylko np prostą refleksję na temat „kto mi będzie tyłek podcierał na starość, jeżeli dzietność w moim kraju jest na poziomie 1.5” ”

    Ja akurat uważam, że to jest skutek/konsekwencja tego co się wydarzyło od lat 90. I może macie wszyscy rację, że już jest za późno aby cokolwiek ratować (poza wyjątkamijak Dania i jej lewicowy model podejścia do migracji ale też i podatków, praw pracowniczych itd).

    „Jakie „tylko od niego”? Przecież globalizacja teraz otwiera prawie wszystkie zawody na konkurencję międzynarodową, może poza tymi które sobie zbudowały solidne bariery wejścia (prawnicy, lekarze).”

    Taksówkarz to był tylko przykład, ja i tak pisze za długie te komentarze to jak bym miał napisać wszystko co chciałem to by mnie gospodarz zbanował całkowicie

  295. @Obywatel

    „Ja akurat uważam, że to jest skutek/konsekwencja tego co się wydarzyło od lat 90. I może macie wszyscy rację, że już jest za późno aby cokolwiek ratować (poza wyjątkamijak Dania i jej lewicowy model podejścia do migracji ale też i podatków, praw pracowniczych itd).”

    Nie działa: link to dst.dk

    BTW, duński model imigracji można nazywać na różne sposoby, ale nie „lewicowy”: link to bbc.com

  296. @Luca

    „A co na to podatek majątkowy? Albo podatek Tobina? Bo przecież dochodowy, to w zasadzie nie ma zastosowania do grubych milionerów, a tym bardziej miliarderów.”

    Ja uważam, że kluczowym problem nie jest to, że podatki dla niemieckich właścicieli kapitału którzy przenieśli fabryki do Chin są za niskie, tylko to, że tych fabryk już nie ma w Niemczech. Satysfakcja z życia i pracy – moim zdaniem – bierze się z tego, że mam tzw. dobrą pracę, w sensownych warunkach prawno-socjalnych a nie, że pracy nie mam (albo ma zero-hours w usługach) ale za to rząd ma trochę kasy z podatków majątkowych od 1% najbogatszych więc może mi jakiś dochód podstawowy dać. To jest wariant który a/ daje tym z 1% mega dużo władzy nad resztą a b/ dla mnie byłby bardzo przykry osobiście na poziomie samooceny, satysfakcji z życia (ale może jestem stary i się nie znam).

    Ale oczywiście może inaczej się nie da?. Sam Altman* poza AI jako głównego swojego konika to ma właśnie dochód podstawowy. I to – kel suprize – oparty o krypto.

    „W tym kontekście, to ja mam generalnie dość ograniczone współczucie dla UK, bo trzy największe raje podatkowe to ich terytoria zależne, a w pierwszej dziesiątce znalazłyby się pewnie jeszcze kolejne. A samo City to główna przepompownia pieniędzy do dogodnych podatkowo lokalizacji… Nie mówiąc już o tym, że to oni pierwsi wdrożyli neoliberalizm, heh.”

    Ale ja właśnie o tym – zaorali sobie do połowy lat 90 większość nie-finansowej gospodarki bo pompowanie kasy było łatwiejsze (bo globalizacja, inwestycje, „świat jest płaski”) niż inwestowania w roboty przemysłowe i do czasu GFC mieli sporo podatków z City więc to się kręciło. Cała „Cool Britannia” na tym stała. A potem wszystko im walnęło. I oni są w o ogólnie nieciekawej sytuacji bo nie mają żadnego ruchu: jak Liz Truss chciała iść metodą neo-libu i ogłosiła cięcie podatków to ją rynki finansowe załatwiły w 24h bo rynki oczekują od UK, że będzie grzecznie spłacać odsetki od długów a nie cokolwiek zmieniać.

    „2/ To jest też problem swobody przepływu kapitału”

    'Myślę, że wszyscy mają tego świadomość. A rezultatem jest, jak mi się wydaje, terror ze strony rynków finansowych, który bardzo skutecznie sparaliżował niemal całą zachodnią politykę i tym samym wyrwał się poza jakąkolwiek kontrolę rządów krajowych.”

    Ten „terror” powoduje, że nic z tego co ja tu postuluje się nie da wprowadzić ;-).

    „3/ To jest problem swobody przepływu osób”

    „Ja to się zastanawiam czy większym problemem – przynajmniej w ramach Unii – nie jest wręcz zbyt utrudniony przepływ ludzi. Ale nie pod względem czysto formalnym (w końcu mamy Schengen), ale związanym ze znacznie mniejszą jednorodnością poszczególnych państw w porównaniu np. do stanów USA. Niemniej równie dobrze mogę w tej kwestii ględzić od rzeczy…”

    Przepływ ludzi, w kontekście o jakim ja piszę, powoduje 2 rzeczy: konwergencję wynagrodzeń (Polak ma więcej a Francuz mniej niż w gospodarce z ograniczeniami w przepływie) oraz – jeśli jest spory dostęp do taniej „siły roboczej” – to hamuje inwestycje w branżach gdzie jest jej dużo.

    „Natomiast z całą pewnością problemem jest konstrukcja euro, o której wspominał wcześniej @izbkp. To jest zwyczajnie rozwiązanie niestabilne i promujące patologiczne sprzężenia zwrotne, które – prędzej czy później – doprowadzą do rozpadu tego układu.”

    Dla mnie Euro w EU to problem – widać to na przykładzie zestawienia PL vs Włochy – że traci się mechanizm własnej waluty jako stabilizatora gospodarki (to nas ratowała parę razy) oraz ma się nieadekwatną cenę kredytu to realiów poszczególnych krajów (jak koledzy pisali)

    „Zgadzam się, że cła mogłyby tu być przydatnym narzędziem i nie powinno ich dyskwalifikować samo skojarzenie z Trumpem*. Kiedy groził Unii kilkudziesięcio procentowymi stawkami, to marzyło mi się, żeby UE zadeklarowała, że przesiadamy się na Linuxa, wywalamy amerykańskie społecznościówki i zastępujemy wszystko czysto europejskimi odpowiednikami… ale to oczywiście jedynie naiwne fantazje.”

    EU nie jest gotowa nawet bronić swojego przemysłu samochodowego więc ja już nie wiem czego oni są w stanie bronić?

    Od zawszy byłem (i nadal jestem) super bardzo pro-EU ale wszystkie grube rzeczy – od polityki energetycznej po Euro to przypomina Ministerstwo Głupich Kroków Monty Phytona.

    * link to finance.yahoo.com

  297. @Obywatel
    „A serio to takie myślenie jak z „mądrych” książek z lat 90 o tym dlaczego globalizacja jest super zawsze i wszędzie to myślałem, że już mamy za sobą?”

    Pudło. Ja jestem ideowy prowincjusz i lokals do szpiku kości (nawet internetu nie mam w telefonie). Nawet przez jedna minutę mojego życia nie myślałem, że globalizacja jest super zawsze i wszędzie. „Kryształowy pałac” czytałem 10 lat później, ale w zasadzie nie było u Sloterdijka nic, czego bym sam nie zauważył w latach 90., jak mi globalizacja weszła do małego miasta i małego życia.
    Przecież pytanie „To źle być kimś, kto płaci za to, żeby z biedy wyszedł ktoś inny?” dotyczy każdej społeczności ludzkiej – tej 8-miliardowej jak świat, tej 36-milionowej jak Polska, tej parudziesięciotysięcznej jak miasto na Mazowszu, tej parutysięcznej jak dzielnica. Fajnie jak ktoś_w_czymś_lepszy (bieglejszy, mądrzejszy, szczęśliwiej urodzony) pomaga komuś_w_czymś_gorszemu (w zdrowiu, w forsie, w pieniądzach), niezależnie od skali danej społeczności.

  298. @rw

    „Nie działa: link to dst.dk”

    Państwo dobrobytu to nie jest przecież tylko i wyłącznie o dzietności.

    'BTW, duński model imigracji można nazywać na różne sposoby, ale nie „lewicowy”: link to bbc.com”

    No cóż, niestety jeśli ktoś chce budować partię lewicową na poziomie pojedynczego kraju i jego celem jest – a to było celem lewicy w Danii – zachowanie ich modelu państwa dobrobytu to ten model polityki migracyjnej jest jedyną chyba opcją. Ktoś kto obiecuje, że jest w stanie wymyślić coś innego niż oni to – IMHO – zmyśla.

    Warto też pamiętać że ok 11% Duńczyków to nie są osoby duńskiego pochodzenia (np Polacy to 3 grupa etniczna)

  299. @Obywatel

    „Państwo dobrobytu to nie jest przecież tylko i wyłącznie o dzietności.”

    Przywołałeś Danię w odpowiedzi na argument odwołujący się do niskiej dzietności. Państwo dobrobytu nie wyczaruje pielęgniarek z powietrza. Albo się urodzą, albo przyjadą.

  300. @ergonauta
    „>>punkt widzenia interesu indywidualnego<< jako pępek świata to jest doktryna, która się właśnie kompromituje (…); jak nie dodamy do tego pępka innych organów, typu solidarność międzyludzka, empatia i zrozumienie dla bliźniego swego itp., w roli motorów napędowych życia społecznego, to przez ten pępęk-interes podepną nas do takiego Matrixa, że nie pomogą żadne tabletki. Już podpinają i już nic zaczyna nie pomagać."
    "Dobra trójca: empatia, zrozumienie, refleksja."

    Preach! Neoliberalizm kanonizował egoizm i interes własny, a opłacani mędrkowie cierpliwie indoktrynowali populację, aż wynieśli tę ideologię do rangi nowego "zdrowego rozsądku", który niemal wszyscy traktują teraz jak powietrze. Skutkiem był postępujący cynizm polityków oraz ludności cywilnej, co w połączeniu z globalizacją doprowadziło do erozji zarówno bazy wyborczej lewicy, jak i popularności reprezentowanych przez nią ideałów. W zamian dostaliśmy alienację, narastającą frustrację i zastąpienie niemal wszystkich wartości przez pieniądz.

    Moim zdaniem bogactwo powinno być powodem do wstydu, a nie dumy. Życzyłbym sobie, żeby przekazy idące w tym kierunku były szerzej dostępne w przestrzeni publicznej, ale w aktualnych warunkach, to oczywiście skrajnie naiwny idealizm…

    @rw
    "Norwegia ma podatek majątkowy na poziomie ~1% rocznie, który płaci ok 11% populacji. Całkowity przychód to ok. 33 miliardów koron w 2024 (link to abcnyheter.no), zaś przychód z podatku dochodowego to ok. 380 mld koron (link to regjeringen.no)."

    No i? Czy ja pisałem, że mamy całkowicie zastąpić podatek dochodowy majątkowym? Podatek majątkowy i spadkowy ma też dodatkowe bonusy, np. obniżenie wartości inwestycyjnej mieszkań oraz, choćby symboliczne, wyrównywanie szans startowych.

  301. @Obywatel

    „Warto też pamiętać że ok 11% Duńczyków to nie są osoby duńskiego pochodzenia (np Polacy to 3 grupa etniczna)”

    Przecież wszyscy wiemy, że kiedy mówią o „zachowaniu charakteru naszego kraju” to mają na myśli „przed kolorowymi migrantami z Afryki / Azji” a nie „przed białymi migrantami z Europy Wschodniej”.

  302. @Obywatel
    „Ja uważam, że kluczowym problem nie jest to, że podatki dla niemieckich właścicieli kapitału którzy przenieśli fabryki do Chin są za niskie, tylko to, że tych fabryk już nie ma w Niemczech.”

    My się w zasadzie zgadzamy. Ja bynajmniej nie twierdzę, że podatki dla bogaczy załatwią sprawę i wszyscy będziemy wtedy żyć długo i szczęśliwie. Obaj mamy chyba świadomość, że to powinna być tylko część kompleksowego planu.

    „(…) rząd ma trochę kasy z podatków majątkowych od 1% najbogatszych więc może mi jakiś dochód podstawowy dać.”

    Że to byłby fatalny pomysł, to wydaje mi się niemal pewne. Ja raczej oczekiwałbym w zamian, owszem, trochę działań socjalnych, ale również interwencjonizmu gospodarczego, inwestycji i nakładów na badania / rozwój.

    „Ten „terror” powoduje, że nic z tego co ja tu postuluje się nie da wprowadzić ;-)”

    Zapewne identycznie jeśli chodzi o moje fantazje. Wydaje mi się, że bez złamania tego terroru niewiele będzie się dało zrobić.

    „The first truth is that the liberty of a democracy is not safe if the people tolerate the growth of private power to a point where it becomes stronger than their democratic state itself. That, in its essence, is Fascism—ownership of Government by an individual, by a group, or by any other controlling private power.”
    – Franklin D. Roosevelt

  303. @rw

    ” Przecież wszyscy wiemy, że kiedy mówią o „zachowaniu charakteru naszego kraju” to mają na myśli „przed kolorowymi migrantami z Afryki / Azji” a nie „przed białymi migrantami z Europy Wschodniej”. ”

    Pozwolę sobie się nie zgodzić. Moje anegdotyczne obserwacje z UK 20 lat temu, kiedy świeży był zalew Albionu przez Polaków, to lokalny dresiarz-nacjonalista idący naklepać jakiemuś imigrantowi minął dziesięciu ogorzałych Pakistańczyków i w końcu znalazł Polska do sklepania. Podobnie anegdotyczne opowieści znam z obecnej Norwegii wobec Ukraińców. Ich nie razi inny kolor skóry, bo widzą go na ulicach od pokoleń, natomiast to właśnie taki Polak ich triggeruje, co to nie zna angielskiego, 'odbiera pracę’ i w ogóle dziwnie się zachowuje.

    Dlatego tak śmieszyły mnie zawsze te wszystkie pohukiwania Szydło czy Czarnka na Europę, która wpuszcza tyle problematycznych 'obcych kulturowo’ imigrantów i głośne poparcie dla różnych Farage’ów, których elektorat to właśnie przede wszystkim Polaków miał na myśli jako tę imigrancką zakałę.

  304. @rw

    PS. A chyba że tamto to ironia była, wówczas przepraszam, że gupi jestem.

  305. @Luca

    „No i? Czy ja pisałem, że mamy całkowicie zastąpić podatek dochodowy majątkowym? Podatek majątkowy i spadkowy ma też dodatkowe bonusy, np. obniżenie wartości inwestycyjnej mieszkań oraz, choćby symboliczne, wyrównywanie szans startowych.”

    No owszem, pisałeś „a co z podatkiem majątkowym?” w odpowiedzi na opinię, że dochodowy nie wystarcza na finansowanie państwa dobrobytu. Zgadzam się, że zarówno spadkowy jak i majątkowy mają swoje zalety (BTW w Norwegii brak podatku spadkowego to ponoć istotny przyczynek do nierówności społecznej i obniżania mobilności społecznej), ale widzenie w nich sposobu na znaczące zwiększenie dochodów budżetu państwa to błąd.

  306. @rw

    „Przywołałeś Danię w odpowiedzi na argument odwołujący się do niskiej dzietności. Państwo dobrobytu nie wyczaruje pielęgniarek z powietrza. Albo się urodzą, albo przyjadą.”

    To nie zmienia faktu, że redukowanie wszystkie do dzietności jest uproszczeniem pomijającym to, że ludzie to jednak nie „zasób” który się importuje/eksportuje oraz, że zawsze jest wybór, społeczeństwa mają różne preferencje i hierarchie wartości i ktoś finalnie podejmuje decyzje (świadomie lub nie) czego chce mieć więcej albo mniej.

    A propos tego co pisałeś później: z tych 11% nie-Duńczyków to jakieś 2,5% to Europejczycy z czego jakieś 0,5% to Niemcy ale oni tam „zawsze” mieszkali więc ja tu nie widzę rasizmu z zasady. Ale owszem nie da się ukryć, że oni mają pogląd, że model państwa dobrobytu to nie tylko dzietność, pekab czy podatki ale też spójność językowo/kulturowa w rodzaju prawa kobiet i tu są tego konsekwencje. I to swoją drogą jest „odkrycie” jakie ma ostatnio wielu liberałów czy ludzi lewicy.

  307. @ rw – powalczę u jeszcze, chociaż dyskusja idzie w inną stronę, imo ciekawszą niż pastwienie się nad bańką AI

    „Zitron to fanatyk anty-AI. Traktowałbym wszystko co pisze z dużą dozą sceptycyzmu.”

    Dlatego go warto czytać i cytować, w zalewie kompletnie odczapistycznych tekstów fanatyków pro-AI. Ponadto facet swoje (faktycznie stylistycznie rozwlekłe i nadmiernie przegadane) tyrady zwykł był jednak popierać *jakąś* argumentacją i uźródławiać, natomiast po stronie, skoro już tak to nazwaliśmy, „pro-AI”, dominuje jednak źródło: trust me bro.

    „Częścią strategii Microsoftu jest podnoszenie jakości produktów przez integrację AI. Nieważne przez który kanał inwestycje w AI się zwrócą, byle by się zwróciły.”

    ^ takie, jak na przykład to.

    Przypominam, co było kontekstem do dyskusji: EU i jej zdolność (tudzież brak) do tworzenia ważnych innowacji, wdrażania ich a następnie dyskontowania (a że to blog WO, a nie superEFTlinegoupinsinder.biz, to w domyśle „z korzyścią dla społeczeństw EU”).

    Tu mamy przykład, gdzie setki miliardów dolarów lecą w inwestycje w innowację, która na siebie nie zarabia i nie ma drogi do jej uczynienia opłacalną, a przywołany przez Ciebie Microsoft 3/4 „zysku z AI” (czyli wpływów, stanowiących jednak zaledwie kilka p% wydatków skierowanych w tę innowację) czerpie z kasy z OpenAI, natomiast OpenAI te pieniądze ma z kolejnych rund finasowania od VC. Czyli innowacja innowacją, ale My Dumni Europejczycy wprowadziliśmy ją już w 1636 roku! Była to wprawdzie wówczas innowacja oparta na tulipanach, ale może nawet i tak lepiej, bo bardziej ekologicznie.

    Oczywiście, na końcu drogi jest pytanie „dlaczego VC topi w takim razie te miliardy i czemu nie widzą problemu tam, gdzie widzi go Ed Zitron albo jakiś randomowy łoś mcal” – i tu odpowiedź jest prosta, planem jest oczywiście możliwie jak najpełniejsze usunięcie śmierdzących, brudnych, roszczeniowych bladawców z łańcucha produkcji, zastąpienie ich AI, zmonopolizowanie tego AI i czerpanie z niego renty po wieki wieków amen. Tyle tylko, że to się nie spina ani w krótkim terminie (rzędu 2-3 lat), bo w końcu braknie kasy albo jeleni na przepalanie capexu w czarnej dziurze; ani w średnim terminie, bo zwyczajnie, wbrew egzekutiwom nie mającym pojęcia o pracy NIE DA SIĘ wcale tak łatwo ani szybko zastąpić bladawców (tu można zacytować dane o tym, że firmy, które próbują, nie widzą zysku z tego i często się wycofują), biorąc zwłaszcza pod uwagę, że żadna z firm nie ma na nic szczególnego monopolu, bo chatbot od Googla, Mety czy OpenAI robi z grubsza to samo; wreszcie w długim terminie naturalnie też nie spina się (biznesowo) usunięcie 90% ludzi z łancuchów wartości, bo coś takiego nie może na zdrowy rozum mieć ekonomicznego sensu, ma to tylko sens w rojeniach ludzi w stylu Zucka, Thiela etc.

    Najśmieszniejsze, że EU wcale niekoniecznie NIE ROBI innowacyjnych rzeczy z generatywnym AI – przykładowo, tokenizować można nie tylko prompta „wygeneruj maila”, ale np. motywy molekularne na cząsteczkach organicznych, a potem próbować używać transformerów do generowania de novo proponowanych cząsteczek do biblioteki (a potem je sobie badać). Co wiem, że się w EU robi, ponieważ koledzy zza ściany robią na średnią skalę, a są w EU. Natomiast EU nie załapało się na szaleńczą karuzelę finansową na spekulacji dookoła sektora „AI” – jeżeli, ku czemu są przesłanki, ta bańka pęknie z hukiem, to jest to akurat dobrze. A jeśli nie pęknie, i faktycznie przyszłość będzie taka, jaką sobie wyobrażają venture kapitaliści, to, jak to się ładnie mawia, i tak do piachu i tak do piachu.

  308. @Obywatel

    „jak Liz Truss chciała iść metodą neo-libu i ogłosiła cięcie podatków to ją rynki finansowe załatwiły w 24h”

    Liz Truss załatwiły nie rynki finansowe, tylko Bank of England, który ustalił limit na awaryjny skup obligacji, panicznie wyprzedawanych przez fundusze emerytalne (co z kolei było spowodowane ich strategią hegde’owania obligacji za pomocą liability-driven investment). W obliczu tego limitu, Truss nie miała innego wyjścia jak tylko wycofać się ze swoich neolibowych propozycji i w konsekwecji zrezygnować.
    Jednakowoż była to klasyczna gra w tchórza – gdyby Truss wiedziała co robi, a przede wszystkim gdyby miała silny mandat i poparcie backbencherów, mogła stać przy swoim i to BoE nie miałby wyjścia i musiałby skupić tyle obligacji ile byłoby konieczne do utrzymania stopy referencyjnej (bank rate), co jest jego prawnym obowiązkiem. BoE więc jednocześnie załatwił Truss i dokonał bailoutu funduszy, a opowieści o wszechmocy rynków finansowych należy włożyć między bajki.

    I o ile nikomu chyba nie jest żal Liz Truss, to właśnie niezrozumienie tego incydentu z minibudżetem ma teraz swoje konsekwencje w postaci Rachel Reeves wprowadzającej nonsensowne reguły fiskalne, których jedynym celem jest pokazanie, że nie jest Liz Truss i uniemożliwiające adekwatne finansowanie ledwie zipiącej brytyjskiej gospodarki.

  309. > Natomiast EU nie załapało się na szaleńczą karuzelę finansową na spekulacji dookoła sektora „AI” – jeżeli, ku czemu są przesłanki, ta bańka pęknie z hukiem, to jest to akurat dobrze. A jeśli nie pęknie, i faktycznie przyszłość będzie taka, jaką sobie wyobrażają venture kapitaliści, to, jak to się ładnie mawia, i tak do piachu i tak do piachu.

    US przeżyło już takich pękających baniek kilka, a jednak ich ciągle na górze. AI to pewnie będzie taka bańka jak „.com bubble”. Czyli za razem hype i bańka, ale jednak coś, co jakoś tam zmienia świat. Nieumiejętność monetyzowania własnych wynalazków to nie jest powód do dumy tylko raczej spory problem. Przyczyn jest wiele: rozdrobnione rynki konsumenckie i finansowe itp. a ich zaadresowanie jest trudne. Ale udawanie, że problemu nie ma i EU robi wszystko jak trzeba, a mimo wszystko co roku US coraz dalej na horyzoncie to chowanie głowy w piasek.

  310. @mcal
    „usunięcie śmierdzących, brudnych, roszczeniowych bladawców z łańcucha produkcji, zastąpienie ich AI, zmonopolizowanie tego AI i czerpanie z niego renty po wieki wieków amen.”

    Jeszcze trzeba tego demona trzeciego rodzaju (drugiego rodzaju jest google) konsumencko zeswatać ze zbójcą Gębonem i żenująca ceremonia, coś jak Bezos w Wenecji razy miliard, właśnie się odbywa (mam nieco wglądu w segment wydawniczy i to, co się wyrabia z okładkami książek, czasem nieźle napisanych, to jest the horror, the horror), ale równolegle rośnie też coś jakby społeczna świadomość, że nie żadne AI, tylko AHu -Artificial Hucpa, może to jeszcze nie etap, kiedy Gębon zaczyna grzęznąć i trzeba co sił spierniczać, ale „po wieki wieków amen” chyba nie będzie. A jeśli, to w ramach humanitarnej możliwości wyboru końca świata, należy poprosić pana Putina o bombę.

  311. @wo

    No właśnie, bo wyjaśnijcie mi Jak Krowie Na Miedzy. Ja się zawsze pocieszałem, że może i Intel nie ma siedziby w Brukseli, ale i tak „la gówno by pan zrobił” bez zgody ASML, czyli że od każdego czipa mamy jako Unia jakąś tam prowizję. Tak jak mieliśmy jakąś tam prowizję od każdego iPoda za patent na MP3 (dopóki nie wygasł). Więc Amerykanie mają swoje bańki spekulacyjne, a my mamy taką solidną gwarancję, typu „dolar za każdy sprzedany egzemplarz”.

    Przychód netto ASML za 2024 r. to około 9 miliardów euro. Przychód netto TSMC, największego producenta chipów, to około 33 miliardy euro. Przychód netto NVIDIA to około 118 miliardów euro. Można oczywiście argumentować, że przychody NVIDIA są pompowane inwestycjami w AI. Skąd jednak taka dysproporcja, skoro chipy dla NVIDIA produkuje TSMC? Dlaczego monopolista ASML ma przychody netto kilka razy mniejsze od TSMC (mimo, iż dostarcza sprzęt nie tylko TSMC lecz również pozostałym producentom procków)? Dalej, jeśli do sprzętu dodamy oprogramowanie i usługi, to np. Apple ma roczne przychody na poziomie 85 miliardów euro. I jest to przychód wygenerowany w zasadzie obok bańki AI.

    Faktycznie mówimy więc o „jakiejś tam prowizji”. Choćby jutro pękła bańka AI, to w samym tylko ubiegłym roku dwa duże big cechy wygenerowały przychód, na który monopolista ASML musiałby pracować kilkanaście lat. Z tej perspektywy na success story to już niestety nie wygląda.

  312. @ kosmaty

    „Nieumiejętność monetyzowania własnych wynalazków to nie jest powód do dumy tylko raczej spory problem.”

    Pełna zgoda, i tak też w pierwszym poście napisałem; natomiast czy ściganie się w przepalaniu pieniędzy na próby tworzenia torment nexusów to właściwy cel dla Europy? Moim zdaniem nie, i moim zdaniem media społecznościowe i generatywne AI we współczesnym kształcie to czysty ślepy zaułek cywilizacji technicznej, jeśli nie wręcz jeden z tych Filtrów, którymi ludzie się tak podniecają, że są Wielkie.

    Może pomonetyzujmy se coś w segmentach takich jak medycyna/biotech, energetyka, inżynieria materiałowa – bo tu faktycznie jest potencjał, szkoda by go było zmarnować.

  313. @wo
    „No właśnie, bo wyjaśnijcie mi Jak Krowie Na Miedzy. Ja się zawsze
    pocieszałem, że może i Intel nie ma siedziby w Brukseli, ale i tak „la
    gówno by pan zrobił” bez zgody ASML […]”

    Kluczowe dla rozwoju technologie i firmy ASML pozyskal w Stanach za
    zgoda i na warunkach okreslonych w Waszyngtonie: EUV LLC, SVG,
    Cymer. Obecnie ASML bez kooperantow nie wyprodukuje najbardziej
    zaawansowanych maszyn; np. Zeiss dostarcza optyke, Trupmh –
    lasery. Obywdie firmy zza Odry. A jescze inna sprawa jest to, ze samo
    posiadanie maszyn ASML, niczego nie przesadza.

    Dla zainteresowanych, co chodzi z tym ASML:
    link to media.ccc.de

    „Czy moje rozumowanie ma jakiś fundamentalny błąd? ChatGPT właśnie
    wydrukował na drukarce 3D wydrukowanej na drukarce 3D mikrocipa w
    technologii 1 nanometr i monopol ASML już wygasł? Albo wygasł w jakiś
    inny sposób?”

    OAI nie, ale SMIC za dekade – raczej tak. Moze nawet wczesniej.

    Tak czy siak, chemikow bedziemy potrzebowac na potege. Zatem: go, @wo! go!

  314. @Mcal
    „moim zdaniem media społecznościowe i generatywne AI we współczesnym kształcie to czysty ślepy zaułek cywilizacji technicznej”

    Jako laik zupełny, mając przekonanie, że Chatgpt jest kiepskim kompanem do rozmów, jeśli chodzi o merytoryczną pomoc to baaaaardzo szybko osiąga się ścianę niekompetencji (kompulsywne kłamanie, tendencja do zagadzania się) to mam wątpliwość czy to nie będzie trochę casus twitterowej inwestycji Elona. „Głupi Elon wydał 40 mld i co ma w zamian? Bankrutującego Twittera i wpływ na wybór prezydenta USA”. Inna rzecz, że Elon przesrał co mógł potem przesrać – bardziej chodzi mi o to, że social media napędzane A.I. będą o rząd wielkości gorsze w stronę, którą prawicowe typy propsują. A weryfikacja fake’ów będzie o rząd wielkości trudniejsza.
    Można (i należy) oceniać to źle, ale są ludzie na tym świecie, którzy nijak nie nazwaliby tego „ślepym zaułkiem”.

  315. @ DNI

    „Można (i należy) oceniać to źle, ale są ludzie na tym świecie, którzy nijak nie nazwaliby tego „ślepym zaułkiem”.”

    Oczywiście, na tym ta wielkofiltrowość polega, i stąd moja uwaga o tym, czemu VC pompuje w to srogie miliardy. Najlepsze podsumwanie tego, co o tym myślę, to ten mem z postapokaliptycznym pustkowiem i „przez krótką, piękną chwilę generowaliśmy rekordowe zyski dla akcjonariuszy”.

    Zamiast usiłować ścigać USA w budowaniu hiperbełkotomatów, więcej sensu imo jest próbować ścigać Chiny (a przynajmniej gdzieś tam w ogóle być przy stole) w szeroko pojętym biotechu. Bo zaczynają uciekać, nie Europie nawet, tylko reszcie świata; w mojej działce (neuroscience) ostatnio lwia część, jeśli nie większość, przełomowych papierów wyszło z chińskich uczelni. A jeśli reakcyjna faszystowska rewolucja w Stanach okaże się trwała, to oni właśnie na własne życzenie oddali miejsce w wyścigu, nie przymierzając jak sowieciarze z genetyką i cybernetyką.

  316. @MCK

    „ Liz Truss załatwiły nie rynki finansowe, tylko Bank of England, który ustalił limit na awaryjny skup obligacji, panicznie wyprzedawanych przez fundusze emerytalne (co z kolei było spowodowane ich strategią hegde’owania obligacji za pomocą liability-driven investment). W obliczu tego limitu, Truss nie miała innego wyjścia jak tylko wycofać się ze swoich neolibowych propozycji i w konsekwecji zrezygnować.”

    No wypisz wymaluj opisałeś rynki finansowe. U nich fundusze (zresztą wszędzie na Zachodzie) to ważny element rynków finansowych i właśnie one (i pozostali gracze) w ten sposób wpływają na to kto gdzie rządzi: wyprzedając/kupując obligacje (oraz akcje ale obligacje są ważniejsze dla rządu). To właśnie dzięki temu mechanizmowi Trump udał się na TACO po swojej pierwszej „ofensywnie” celnej i dzięki temu mechanizmowi rząd we Francji zaraz upadnie .

  317. @mcal

    Wskaźniki giełdowe jak P/EV wielkiej 7 nie wyglądają źle, mają średnio jakieś 28x, a reszta rynku ma jakieś 20x. W czasach DotComowej bańki było 80x i więcej. Dodatkowo oni mają duże lepiej zbalansowane i – co ważne – monopolistyczne modele biznesowe z sporymi cash flowa`ami oraz dużymi rezerwami gotówki które z łatwością finansują inwestycje w AI. A same inwestycje w AI (przy czym większość idzie w GPU od Nvidia i AMD) to nadal nie za duży procent całości inwestycji w USA czy PKB tego kraju. A to, że Tesla ma problem to rzecz nie jest nawet w Musku a w tym, tracą monopolistyczna pozycje bo Chiny weszły mocno do gry.

    Nikt oczywiście nie powie ze na pewno te inwestycje się zwrócą ale patrząc na to, że oni mają monopolistyczną pozycję w skali świata (zachodniego) to podejrzewam, że tak. Choćby jak im wypali ta idea agentów co może zmienić choćby to jak ludzie kupują w internecie, to będą mieli z tego sporo hajsu i generalnie w takich rzeczach bym szukał tego zwrotu a nie jakiś diabelskich super kosmicznych rozwiązaniach. Więc jak ktoś ma pare USD to warto kupić sobie jakiegoś ETF AI.

    Dla nas w EU czy UK to te 400 czy 500 mld inwestycji brzmi mega dużo stąd pewnie te emocje ale to wynika z tego, że my jesteśmy tyci przy nich w tego typu rzeczach i od dawna nie mamy ani ich skali (nie tylko w technologii, my dostajemy europejskiego orgazmu jak zbierzemy 750mld euro na fundusz po-covidowy dla całej Europy) ani potencjału na zebranie takiej kasy przez prywatne podmioty na cokolwiek bo mamy bardzo tycie rynki finansowe vs USA (sama Nvidia jest warta więcej niż cała francuska giełda).

  318. „Choćby jak im wypali ta idea agentów co może zmienić choćby to jak ludzie kupują w internecie, to będą mieli z tego sporo hajsu i generalnie w takich rzeczach bym szukał tego zwrotu a nie jakiś diabelskich super kosmicznych rozwiązaniach.”

    Mogą też zakładać, że na lenistwie można doskonale zarobić. Wyobrażam sobie nieodległą przyszłość, w którym LLM, w zasadzie taki jak istniejące już dziś, redaguje kolejny korpo-dokument dla wypalonego korpo-ludka, „czyta” koro-dokument zredagowany LLMem przez kolegę koro-ludka, po pracy robi listę zakupów, wieczorem wybiera brain rooty z czeluści internetów. W weekend doradza co kupić w Ikea, a po zakupach rekomenduje przedszkole dla dziecka. W serwerowni obok generuje kolejną pseudo-ilustrację do pseudo-newsa (oczywiście również zredagowanego LLMem). W tym będą oczywiście błędy i konfabulacje. Czy jednak z ich powodu ludzie nie ulegną lenistwu?

    Mogą ponadto zakładać, że zarobić można również na samotności. Ile osób używa LLMów jako kompanów do „rozmowy” lub wręcz „terapii”? Na razie mamy jedynie alarmistyczne anegdoty z niewielkich badań ankietowych. Potencjalnie nie jest to jednak zjawisko marginalne.

    Oba powyższe use-case’y przyciągają uwagę użytkownika. Monetyzowanie uwagi big-tech ma już bardzo dobrze rozpracowane. Więc faktycznie, gdy bańka pęknie (a każdy hype kiedyś się kończy) to może być powtórka dot comów. Multum firm pójdzie do gleby, sporo pieniędzy wyparuje, ale technologia zostanie. Pamiętam z tamtego okresu żarty z księgarni wartej na giełdzie więcej niż Boeing. Źle się zestarzały.

  319. @midnight_rambler

    „Moje anegdotyczne obserwacje z UK 20 lat temu, kiedy świeży był zalew Albionu przez Polaków, to lokalny dresiarz-nacjonalista idący naklepać jakiemuś imigrantowi minął dziesięciu ogorzałych Pakistańczyków i w końcu znalazł Polska do sklepania.”

    Może, ale to raczej było odchylenie od normy. Przed 2004 klepali kolorowych, teraz znowu klepią (i chcą deportować) kolorowych. FWIW mieszkałem w UK przez 12 lat i jedyna dyskryminacja jaka mnie spotkała to kiedy rekruter nie chciał mnie nawet zgłosić na rozmowę w firmie bo „tam zatrudniają tylko ludzi po Oxford i Cambridge”.

    „Podobnie anegdotyczne opowieści znam z obecnej Norwegii wobec Ukraińców. Ich nie razi inny kolor skóry, bo widzą go na ulicach od pokoleń, natomiast to właśnie taki Polak ich triggeruje, co to nie zna angielskiego, 'odbiera pracę’ i w ogóle dziwnie się zachowuje.”

    Te opowieści z Norwegii są nieprawdziwe i to na więcej niż jeden sposób.

    1) W odróżnieniu od UK, nie-biali imigranci są w Norwegii mocno skoncentrowani w dużych miastach (Oslo, Trondheim…). W Oslo są z kolei skoncentrowani w jednej dzielnicy (Grønland). Zachodnie bogate Oslo jest mocno białe – tu widać różnicę z Londynem, gdzie jest wszędzie pełno imigrantów. Norwegia ma dużą stratyfikację ludności przez poziom zamożności.

    2) Jeśli chodzi o „integrację”, Norwedzy mają more or less gdzieś czy znasz angielski, co decyduje o twojej klasyfikacji jako „zintegrowany” czy „nie zintegrowany” to czy znasz norweski. Bez znajomości norweskiego na poziomie konwersacyjnym nigdy nie będziesz w stanie uczestniczyć w życiu towarzyskim w Norwegii. Również na rynku pracy Twoje szanse są dużo gorsze – nawet w Oslo.

    3) Norweski rasizm wobec ludzi z Europy Wschodniej owszem, istnieje, ale to nie jest rasizm „odbiera nam pracę” tylko „to tacy ludzie drugiej klasy którzy robią za nas rzeczy do których my się nie zniżymy”. Takie bezmyślne konie robocze, do zapieprzu na budowie albo sprzątania mieszkań (albo prostytucji).

    4) Polacy w Norwegii uwielbiają robić z siebie ofiary, więc często te opowieści o tym, jak ich Norwedzy dyskryminują, są przesadzone. Norweska skrajna prawica nie proponuje deportacji Polaków czy Ukraińców, ale chcą deportować Arabów, Somalijczyków, itd. Np. Ukraińcy to dla nich „preferowani” uchodźcy: link to nrk.no Co white privilege, to white privilege.

  320. > Pamiętam z tamtego okresu żarty z księgarni wartej na giełdzie więcej niż Boeing. Źle się zestarzały.

    Dlaczego źle się zestarzały? Przemysł lotniczy jak każdy fizycznie istniejący nigdy nie był pieszczoszkiem giełdy. Produkcja i wszystkie wynikające z niej przyszłe przepływy finansowe są natychmiast wycenioniane i dyskontowane na giełdzie już dzisiaj. Co działa nie ma potencjału.

    Howard Hughes żeby utrzymać swoje marzenie musiał grać nieuczciwie w wyniku czego musiał sprzedać TWA inwestorom którzy i tak zdjęli linię z giełdy w momencie gdy przeprowadzała połowę wszystkich lotów transkontynentalnych. Przedwczoraj zbankrutowała linia Spirit po wyjściu z poprzedniego bankructwa w marcu.

    Tymczasem księgarnia oczarowała inwestorów sprzedając nie książki, a przeskalowaną przez tych inwestorów infrastrukturę na godziny. Racja, zgównienie polega tu na ludzkiej głupocie i lenistwie, gdyż chmura jest wielokrotnie droższa niż niż zrób to sam czego nie każdy chciał się uczyć (a teraz po zgównieniu już się nie bardzo da samodzielnie postawić).

    Biurokrację można zastąpić AI przy przywoleniu na zgównienie. Dlatego AI bliżej do ideologii niż technologii.

    Tak samo działa nVidia. To nie jest firma technologiczna, pozycję na rynku zajęła nie tyle doskonaląc technologię układową co sterowniki obsługujące konkretne gry na niedopracowanym sprzęcie do dzisiaj wypuszczanym w fazie prototypu pełnego błędów. Obecny model programowalnego procesora graficznego wystandaryzowała firma 3dlabs w OpenGL Shading Language. Pod rękę z Micorosoftem, który z dominującej pozycji wcześniej akceleratora nVidii nie dopuścił do rynku, narzucili własny język Cg i środowisko CUDA stawiające na głupotę i lenistwo programistów w uczeniu się nowego modelu programowania (tak naprawdę niechęć do jakiegokolwiek wykształcenia, bo już Atanasoff-Berry, bodaj pierwszy komputer, był wektorowy). DeepSeek pokazał jakie to generuje sztuczne zapotrzebowanie na moc obliczeniową.

    Zuckerberg podobnie jak Hughes też miał marzenie, Metawersum. Dzięki AI zostanie chyba najgorszym alokatorem zasobów w historii kapitalizmu. Zwolnił Erika Meijera w trakcie „roku efektywności” za plan zwiękeszania efektywności obliczeniowej. Gdyż jego model, jak i Microsoftu i OpenAI opiera się na wysysaniu pieniędzy jak pożar na wysysaniu powietrza. Był wtedy w fazie zapowiadania kolejnych centrów obliczeniowych Prometeusza, Hyperiona. Kolejny chyba będzie Ikarus, bo Meta dostała czkawki i ma teraz AI hiring freeze.

  321. @unikod

    „Racja, zgównienie polega tu na ludzkiej głupocie i lenistwie, gdyż chmura jest wielokrotnie droższa niż niż zrób to sam czego nie każdy chciał się uczyć (a teraz po zgównieniu już się nie bardzo da samodzielnie postawić).”

    Ale stawiaj sobie, stawiaj, tylko nie płacz jak Cię shakują.

  322. @❡

    Źle się zestarzały, bo ta śmieszna jakoby księgarnia ostatecznie przeorała sprzedaż detaliczną a następnie infrastrukturę obliczeniową. Niezależnie od tego ile w tym procesie było ludzkiej głupoty i lenistwa, bilans księgowy pokazuje, że to księgarnia miała rację. Nie w sensie lepszej technologii, lecz w sensie: my zarabiamy a wy nie. W okolicach bańki dot comów nie było jednak świadomości, jak to się potoczy. Były żarty o księgarni.

    „przywoleniu na zgównienie”

    Clue mojego argumentu jest taki, że nie rozchodzi się o „przywolenie na zgównienie” lecz o powstrzymanie lenistwa. Jaką to kolejną policję trzeba by powołać, bo Kowalski nie miał odwagi pytać LLMa co kupić w Ikea? Tudzież zredagować kolejną korpo notkę o przyzerowej wartości dodaj (i takim samym wpływie na cokolwiek) tym razem za pomocą LLMa?

    @CUDA.

    To jest kolejny przykład na siłę lenistwa. Bo przecież mało kto ma dziś chęć rzeźbić cokolwiek w CUDA, by następnie portować to na nowe architektury. Zamiast tego wyrzeźbi w jakimś tam Tritonie, kompilator odwali mu 95% optymalizacji, 5% pójdzie w CO2. Nie będzie z tytułu tych 5% płakał, bo alternatywą jest wysiłek: nauka architektury i mozolna optymalizacja kerneli. W następnym kroku tego Tritona napisze mu LLM, bo to są względnie krótkie i schematyczne kawałki kodu.

  323. @ Parasol

    „Jaką to kolejną policję trzeba by powołać, bo Kowalski nie miał odwagi pytać LLMa co kupić w Ikea? Tudzież zredagować kolejną korpo notkę o przyzerowej wartości dodaj (i takim samym wpływie na cokolwiek) tym razem za pomocą LLMa?”

    Chyba dwa czy trzy lata temu był już w legislacji akt prawny dla AI w Kaliforni, ale korposy sypnęły kasą i zablokowały. No ale administrację stanową nie wystarczy zabić, bo trzeba ją jeszcze przewrócić. W czerwcu 2025 procedowano Bill 420 – może i słabszy, ale już budujący ramy. Jasne, można debatować do znudzenia czy to ochrona oligopolu Doliny vs. Chiny, ale nawet kapitalistyczny wasteland zaczyna ogarniać kuwetę prawną.

    Tymczasem w UE spokojniutko idzie sobie rekrutacja nudnych eurokratów do EU AI Office plus kolejne inwestycje do publicznych hubów badawczych. Wiewiórki przy Frascati mówią, że przy okazji negocjacji kwestii rolniczych UE z Indiami i Indonezją (2024-2025, łatwo je przeoczono, bo media zajęte były Trumpem) dogadywano też kwestie AI. To nie jest tak, że tylko UE się boi Chin i ich outsourcingu.

    Korposy wylobowały sobie lżejsze zapisy w regulacji ogólnej AI Act w PE i sporo wyjątków związanych z bezpieczeństwem i rasizmem na granicach, ale w kawałkach z AI dla dzieci i z AI w miejscach pracy są dość jasne rzeczy z ochroną.

    Kolega pewnie z tych, którzy dla RODO/GDPR mówili „a po co to, facebook, to i tak wszystko sobie obejdzie?”. A w 2025 jasno widać, że między 2012 a 2025 nikt tak przyflancował cyberkorpo jak powolnie dokręcana śruba eurobiurokracji. Nawet inwigilacja w miejscu pracy czy robienie mnie w balona na ubezpieczeniach jest w UE mniej złe niż w USA, bo strona nadzorująca ma trudniejszy dostęp do danych.

  324. > Racja, zgównienie polega tu na ludzkiej głupocie i lenistwie, gdyż chmura jest wielokrotnie droższa niż niż zrób to sam czego nie każdy chciał się uczyć

    No z takim zrozumieniem chmury to wróżę wiele sukcesów biznesowych!

    > narzucili własny język Cg i środowisko CUDA stawiające na głupotę i lenistwo programistów w uczeniu się nowego modelu programowania

    Już od czasu przejścia z assemblera na C wiadomo, że stawianie na „lenistwo” programistów to zwycięska strategia.

  325. @redezi

    „Korposy wylobowały sobie lżejsze zapisy w regulacji ogólnej AI Act w PE i sporo wyjątków związanych z bezpieczeństwem i rasizmem na granicach, ale w kawałkach z AI dla dzieci i z AI w miejscach pracy są dość jasne rzeczy z ochroną.”

    To się może teraz posypać, bo Trump szantażuje Europę wycofaniem wsparcia wojskowego, jeżeli się nie odwali od amerykańskich korporacji.

  326. @rw
    Trump szantażuje Europę wycofaniem wsparcia wojskowego, jeżeli

    Szantaż „wujek nie da ci cukierka, jeżeli X” ma jakąś szansę na skuteczność tylko wtedy, gdy szantażowany ufa, że dostanie od wujka cukierka, jeżeli nie-X. Nie wiem, kto ma powody ufać w cukierki ode Trumpa.

  327. @ Parasol

    „Więc faktycznie, gdy bańka pęknie (a każdy hype kiedyś się kończy) to może być powtórka dot comów. Multum firm pójdzie do gleby, sporo pieniędzy wyparuje, ale technologia zostanie.”

    Ten argument jest często przytaczany, ale przychodzi mi na myśl zawsze cytat z Sagana („they laughed at Columbus, they laughed at Fulton” itd.).

    Po bańce dotkomów zostało e-commerce, e-banking, wkrótce potem po necie zaczęła śmigać muzyka, potem filmy, a kilka lat później Apple zrobiło BUM wypuszczając smartfona a google/facebook zaczęły zarabiać niemożebny hajs na reklamie.

    Nawet po kolejnej bańce (subprime) została „masa upadłościowa” posiadająca jakąś wartość (mieszkania/domy, betonowe złoto!).

    Wcale nie jest jasne, że po bańce AI coś porównywalnego zostanie. Tzn. nie jestem oczywiście jakimś broń pambucku neopoganinem czy innym Amiszem, różnych algorytmów uczenia maszynowego używam od ~20 lat, nawet same transformery a’la słynny Czat mają swoje potencjalne zastosowania, ale. Uważam, że trend wpychania na siłę do każdej usługi, pralki i lodówki agentów, czatów czy innych opartych na LLM chłamów nie ma racji bytu – nie generuje nowego masowego produktu (w odróżnieniu od: smartfona), nie otwiera nowego rynku (w odróżnieniu od: googla, amazona), nawet te oszałamiające OSZCZĘDNOŚCI w postaci usunięcia bladawców z łańucha, nieprawdaż, produkcji, są tylko na razie w mokrych snach miliarderów, gładkich gadkach grifterów i tragicznych życiorysach ludzi, którzy rzeczywiście zostali zwolnieni, bo ich szefostwo w te bzdury uwierzyło. Tymczasem: raport (ten: link to web.archive.org) podaje w wątpliwość przydatność i opłacalność integracji z AI dla *większości* firm, a tu jeszcze trza wziąć pod uwagę, że masowo generowany slop się ekspresowo dewaluuje („blogi” w formie sosu z SEO, astroturfing na społecznościówkach, nawet Google zaczyna mieć lekki lęk, bo zarzynają własny model biznesowy wpływów z reklam…). A ten wet fart ma miejsce w drugiej połowie roku 2025. Technologia jest już na rynku trzeci rok – gdzie killer app, gdzie nowy produkt. Technologia jest na rynku dopiero trzeci rok – cena, po jakiej jest sprzedawana jest nierealna (o rząd wielkości). Taki dumping trwać w nieskończoność nie może, a jak się skończy, to nagle się okaże, że to Pan Janusz Filipiak, Wizjoner, Założyciel Comarchu miał długofalowo rację co do software devu – polecam spojrzeć, jak wymagające pod względem tokenów jest takie współczesne poważniejsze wajbkodowanie, z multiagentami i wewogle.

    Ponadto, jak na tech produkt, Ai wymaga… okrutnie wielkich inwestycji materialnych. Fabryk praktycznie – bo te wszystkie energożerne centra obliczeniowe i infrastruktura chociażby energetyczna do nich zjadają na śniadanie niejedną hutę stali. Co więcej, to nie jest „postaw i używaj”, tylko coś, co wymaga utrzymania i upgradeów hardwareowych tak najlepiej co 2 lata. To kolejna diametralna różnica względem wszystkich superapek i innych takich usług w sieci, bo tam jak raz powstał internet i objął wszystkich swymi mackami, tak potem dolary się spawnowały już w wirtualu, bez spychaczy, koparek, dzwigów, drutów i takich tam.

    Nikt z nas tego nie wie na pewno, bo kto by wiedział na pewno ten by był z palcem w nosie miliarderem (na samych shortach na akcjach takich czy innych), ale wcale nie jest przesądzone, że LLMy będą właśnie jak internet, a nie jak NFT, Metaverse czy słynne tulipany, tylko X razy większe i straszliwsze w skutkach. Możliwe jest, że zostaną po tym nie nowe rynki i produkty (jak po erze akumulacji pierwotnej Ziem Zdobytych Pierwszego Internetu), a jeno gigantyczne i nieopłacalne w dalszym utrzymaniu centra obliczeniowe (w większości rozgrzebane i nadające sie na urbex albo ekranizacje post-apo sci-fi), krach na giełdzie rzędu 40%, straszny niesmak i zgroza.

  328. @redezi

    „Chyba dwa czy trzy lata temu był już w legislacji akt prawny dla AI w Kaliforni, ale korposy sypnęły kasą i zablokowały. No ale administrację stanową nie wystarczy zabić, bo trzeba ją jeszcze przewrócić. W czerwcu 2025 procedowano Bill 420 – może i słabszy, ale już budujący ramy. Jasne, można debatować do znudzenia czy to ochrona oligopolu Doliny vs. Chiny, ale nawet kapitalistyczny wasteland zaczyna ogarniać kuwetę prawną.

    Tymczasem w UE spokojniutko idzie sobie rekrutacja nudnych eurokratów do EU AI Office plus kolejne inwestycje do publicznych hubów badawczych. Wiewiórki przy Frascati mówią, że przy okazji negocjacji kwestii rolniczych UE z Indiami i Indonezją (2024-2025, łatwo je przeoczono, bo media zajęte były Trumpem) dogadywano też kwestie AI. To nie jest tak, że tylko UE się boi Chin i ich outsourcingu.

    Korposy wylobowały sobie lżejsze zapisy w regulacji ogólnej AI Act w PE i sporo wyjątków związanych z bezpieczeństwem i rasizmem na granicach, ale w kawałkach z AI dla dzieci i z AI w miejscach pracy są dość jasne rzeczy z ochroną.”

    Regulacje, które wspomniałeś robią różnicę na poziomie nadużyć korpo. I bardzo dobrze. Nie sądzę jednak by stanowiły odpowiedź na zmianę, która, jak podejrzewam, nas czeka. To jest trochę tak jak z regulacją monopoli app storów, która świetnie angażowała regulatorów w okresie, gdy apki w telefonach rozbijały konsensus co do elementarnych faktów o świecie. Ok, dobrze że regulator przycina monopole. To zarazem jest dla niego wygodny temat, bo na monopolach się zna, ma wypracowane mechanizmy, precedens. Co jednak osiągnął w kwestii korozyjnego wpływu sociali na społeczeństwa? Czy w ogóle był świadom problemu (jako instytucja, nie pojedyncze głosy) zanim byliśmy na równi pochyłej? Czy wypracował skuteczną politykę?

    Przenosząc to na LLMy, jaki przykładowo będzie ich wpływ na elementarne kompetencje językowe? Podobno jest z nimi źle. Ja mam wrażenie, że prawdziwe zgłębianie mułu jeszcze przed nami. Jak turbo-LLMowana korpo biurokracja wpłynie na kariery? Skutki w edukacji?

    W przypadku sociali negatywne skutki pompują algorytmy rekomendacyjne. Na te algorytmy można próbować wpływać. W przypadku LLMów siłą napędową będzie w mojej ocenie lenistwo. Jaki mamy tu (realny) pomysł na interwencję?

  329. @mcal

    „a google/facebook zaczęły zarabiać niemożebny hajs na reklamie.”

    Google oferuje wyszukiwarkę (można argumentować, że LLMy szukają już lepiej, ale to poboczny wątek). Jaki to jednak killer solution oferują sociale? A przychody generują.

    „Wcale nie jest jasne, że po bańce AI coś porównywalnego zostanie. […] Uważam, że trend wpychania na siłę do każdej usługi, pralki i lodówki agentów, czatów czy innych opartych na LLM chłamów nie ma racji bytu – nie generuje nowego masowego produktu (w odróżnieniu od: smartfona), nie otwiera nowego rynku (w odróżnieniu od: googla, amazona)”

    Trzymasz się w tym argumencie wizji AI jako tworzącej nowe/lepsze produkty. To jest wizja medialna (w końcu big tech nie oświadczy: upchniemy wam reklamy jak nigdy w historii). Wracając jednak do sociali: jakie produkty tworzą portale z brain rotem? Czy aby nie monetyzją naszej uwagi? LLM w tym kontekście jak najbardziej generuje nową jakość: Kowalskiego, który w każdej drobnej i grubej sprawie konsultuje chata. A właściciel czata monetyzuje jego uwagę (ma tu już wypracowane mechanizmy). Gdyby tak zrobić dziś szeroką anonimową ankietę wśród lekarzy, z pytaniem: czy używałeś chata jako pomocy w diagnozowaniu? Dasz sobie uciąć rękę za wyniki? Prawnicy? A przecież to są sytuacje wysokiego ryzyka, nic zbliżonego do rutynowej korpo notki czy zakupów w Ikea.

    Powyższe nie oznacza, że nie powstanie wartość dodana również w niektórych produktach i usługach, np. w kodowaniu. Czas pokaże. Nie sądzę jednak by było to główne źródło przychodów w tym biznesie, przynajmniej w bliskiej przyszłości.

    Pozostaje pytanie czy przychody zepną się z kosztem energii i utrzymania infrastruktury. Jeśli to ma być jedyna bariera, to jednak nie jest optymistą. Przychody z reklam są ogromne. Infrastruktura właśnie powstaje – big tech był tu w o tyle komfortowej sytuacji, że leżeli na pieniądzach. Taki MS raportuje aktywa na poziomie >600 miliardów dolarów.

    „bo tam jak raz powstał internet i objął wszystkich swymi mackami, tak potem dolary się spawnowały już w wirtualu, bez spychaczy, koparek, dzwigów, drutów i takich tam.”

    No nie, nic mi nie wiadomo bym używał łącza z roku 2005 i serwera stojącego na Pentium 100. Przeglądarki i serwisy też się w tym czasie zmieniły, a soft kosztuje.

    Nie twierdzę, że LLMy na pewno się zbilansują. Jak stwierdził jeden fizyk, „predykcje są trudne, zwłaszcza te dotyczące przyszłości.” Nie lekceważył bym jednak tech technologii.

  330. @ Parasol

    „Wracając jednak do sociali: jakie produkty tworzą portale z brain rotem? Czy aby nie monetyzją naszej uwagi?”

    Voila. Wiem, że w Roku Pańskim MMXXV to się nie wydaje szokujące ani innowacyjne, ale to dokładnie jest nowy rynek, jak się okazało – duży.

    Akurat LLMy są krokiem wstecz tutaj, w takim sensie, że – na przykładzie searchu Googla – kanibalizują już istniejący system trochę bez sensu i po nic. Facebook ma podobny problem, Zucka wizja, że zaludni FB botami niczym Shub Niggurath tysiącem młodych to dość rozpaczliwe i bezproduktywne posunięcie.

    Co do lekarzy i prawników – problem polega na tym, że można im dać tego czata na dwa sposoby. Albo drogo, albo, pardon le mot, chujowo. Co prowadzi do pewnego problemu: chcąc to zrobić drogo – nie zepnie się. Chcąc to zrobić na rympał (walimy reklamami leków i przekierowujemy wszystko do najlżejszego modelu) zrobi się backlash, bo to są środowiska auto-gatekeepujące się i one akurat jest ryzyko, że zrobią straszną rzecz na R.

    Więc pozostaję na stanowisku, że nic nowego nie powstało. Nowością soszjali było stworzenie nowego ogromnego rynku, „nowością” LLM ma być… bardziej wydajna eksploatacja tego już mocno wysyconego rynku, może, potencjalnie, ktowie? No nie jest to jednak ta liga.

  331. Parasol

    „Prawnicy? A przecież to są sytuacje wysokiego ryzyka, nic zbliżonego do rutynowej korpo notki czy zakupów w Ikea.”

    Dzisiaj w Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Warszawie był bezpłatny kurs

    „BIEGŁOŚĆ W AI” na platformie e-KIRP
    Krajowa Izba Radców Prawnych i Microsoft zapraszają na bezpłatny kurs „BIEGŁOŚĆ W AI” na platformie e-KIRP.

    Sztuczna inteligencja nie jest już tylko wizją przyszłości – to teraźniejszość, która rewolucjonizuje sposób pracy, podejmowania decyzji i rozwijania kompetencji. Krajowa Izba Radców Prawnych, we współpracy z Microsoft, przygotowała kurs „BIEGŁOŚĆ W AI”, który pozwoli Ci lepiej zrozumieć kluczowe procesy technologiczne oraz nauczy, jak efektywnie wykorzystywać AI w codziennej praktyce zawodowej.

    Kurs został udostępniony w ramach porozumienia Krajowej Izby Radców Prawnych z Microsoft sp. z o.o., którego celem jest wsparcie radców prawnych i aplikantów radcowskich w świadomym wyborze oraz odpowiedzialnym korzystaniu z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.

  332. @mcal

    „Akurat LLMy są krokiem wstecz tutaj, w takim sensie, że – na przykładzie searchu Googla – kanibalizują już istniejący system trochę bez sensu i po nic. ”

    Kanibalizują po nic, czy po przychody Google? Google robi LLMa po nic, czy po to, by go nie skanibalizowali (oraz by wycisnąć jeszcze więcej uwagi z użytkownika)?

    „Facebook ma podobny problem, Zucka wizja, że zaludni FB botami niczym Shub Niggurath tysiącem młodych to dość rozpaczliwe i bezproduktywne posunięcie.”

    Social będą miały ten problem, że ruch do rotów na portalach krótkiej formy będą kierować LLMy. O być albo nie być tych rotów będą decydować LLMy, filtrując wieczorem internety w imieniu leniwego bladwaca i jego prompta. Social oczywiście chce, by to był jego LLM. Więc wykłada kasę na kolejny model.

    @lekarze i prawnicy

    No ale jednak na pytanie czy dasz sobie rękę uciąć o wynik ankiety (zrobionej już dziś, nie w jakiejś tam hipotetycznej przyszłości) nie odpowiedziałeś. Czy świadomość i rzeczowa argumentacja faktycznie zawsze tryumfują nad wygodą?

  333. @ rpyzel

    No to nic dziwnego przecie, zasadniczo wszędzie, gdzie się nie potkniesz, to jest szkolenie z LLMów. Zapewne na zasadzie „używajcie do edycji i wygładzania tekstu, ale nie do riserczu bez sprawdzenia” i takie tam. To jest niezbędne, bo czat istnieje. Tylko, że to jest jego generyczny use case. Myślałem raczej, że Parasol mierzy w jakieś szpecjalne rozwiązania dla danej branży, bo inaczej nie bardzo jest co się ekscytować.

    @ Parasol

    „Kanibalizują po nic, czy po przychody Google?”

    Dobra, czas podkręcić kontrast: na razie po nic, a obawa polega na tym, że zamiast grzebać w wynikach searchu i natykać się na A. reklamy B. sponsorowane linki, user często poprzestaje na tym takim gównianym AI summary, które Google Search daje na topie strony. Nie, nie spina się to; nie, nie była to na ten moment racjonalna biznesowo decyzja. Wokól działu searchu googla jest ogólnie smród po zmianie kierownictwa tak, nie pamiętam, 2 albo 3 lata wstecz; wtedy kiedy enshittifikacja wyników wyszukiwania uderzyła z pełną mocą (zaczęło się od maksymalizacji bezsensownych metryk – bodajże engagement rozumianego jako „czas spędzony na stronie z wynikami”, okazało się, można se podnieść metrykę robiąc search gorszym).

    „Social będą miały ten problem, że ruch do rotów na portalach krótkiej formy będą kierować LLMy. O być albo nie być tych rotów będą decydować LLMy, filtrując wieczorem internety w imieniu leniwego bladwaca i jego prompta. Social oczywiście chce, by to był jego LLM. Więc wykłada kasę na kolejny model.”

    Uhu, kul. Gdzie długofalowy zysk? Soszjale to jest i była od dawna papka za darmo, sama idea jest taka, że userzy karmią swoimi wypocinami userów, karmiących swoimi wypocinami userów… darmowa mączka. LLM shit nie jest darmowy, bo zamiast z czyjejś głowy (zasilanej kaloriami z bigmaka) generuje go model (zasilany prądem z elektrowni). Serio, polecam te różne opracowania o rentowności LLMów. Oraz refleksję nad tym, że te firmy się tymi zyskami ze zautomatyzowania paśników z brainrotem NIE CHWALĄ. Czyli ich ni ma, bo akurat co jak co, ale gdyby pojawiło się skokowe zwiększenie rentowności reklam czy tam czegoś, to by o tym trąbili na świat cały (a co najmniej w kwartalnych callach się pochwalili).

    Abstrahuję od Mecha Hitlera i takich tam, bo to jest pet project szefa. Ale pet project szefa to nie jest model biznesowy.

  334. @ Parasol

    Jeszcze co do ucinania ręki – nie muszę aż sięgać do ankiet, bo wiem jak to wygląda u naukowców – nie mam powodu, by przypuszczać, że prawnicy i likorze też nie używają na potęgę.

  335. Social media zaspokajają jedną ze starszych potrzeb ludzkości – żeby moć głośno się wypowiedzieć, niekoniecznie w gronie bliskich znajomych czy rodziny.
    – Agora grecka,
    – Kawiarnia literacka w pierwszej połowie XX wieku,
    – CB radio
    i pewnie parę innych to wszystko przykłady, jak zaspakajano tę potrzebę.
    Potem pojawił się usenet i moim zdaniem wystarczyłby. Ale dalej się rozwinęło i mamy co mamy…

  336. @mcal

    „Dobra, czas podkręcić kontrast: na razie po nic, a obawa polega na tym, że zamiast grzebać w wynikach searchu i natykać się na A. reklamy B. sponsorowane linki, user często poprzestaje na tym takim gównianym AI summary, które Google Search daje na topie strony. Nie, nie spina się to; nie, nie była to na ten moment racjonalna biznesowo decyzja.”

    Obawa Google jest przecież zupełnie inna: że ten summary wyświetlę nie oni, lecz chat konkurencji. I że reklamę przy summary wyświetli konkurencja. Dlatego konkurencja tworzy chaty (chcą zjeść tort Google) i dlatego Google tworzy chata (nie chce żeby zjęli mu tort). Nikt z nich nie martwi się czy user kliknie w odnośnik do źródła – to jest zmartwienie portalu, który jest zasadniczo jedynie świadkiem zmiany. Zarówno dla Google jak i podgryzających go chatów są to jak najbardziej racjonalne decyzje, przy założeniu, że koszt utrzymania uda się zbilansować przychodami z uwagi użytkownika (wracamy więc do kwestii kosztu utrzymania).

    „Uhu, kul. Gdzie długofalowy zysk? Soszjale to jest i była od dawna papka za darmo, sama idea jest taka, że userzy karmią swoimi wypocinami userów, karmiących swoimi wypocinami userów… darmowa mączka.”

    I to się nie zmieni. To wciąż będzie monetyzacja papki dostarczana przez userów. Zmieni się natomiast arbiter rozstrzygający, która papka ma wyświetlenia a która nie.

    „LLM shit nie jest darmowy, bo zamiast z czyjejś głowy (zasilanej kaloriami z bigmaka) generuje go model (zasilany prądem z elektrowni). Serio, polecam te różne opracowania o rentowności LLMów. Oraz refleksję nad tym, że te firmy się tymi zyskami ze zautomatyzowania paśników z brainrotem NIE CHWALĄ. Czyli ich ni ma, bo akurat co jak co, ale gdyby pojawiło się skokowe zwiększenie rentowności reklam czy tam czegoś, to by o tym trąbili na świat cały (a co najmniej w kwartalnych callach się pochwalili).”

    Nie rozumiemy się. Ja nie piszę tu o treściach generowanych przez LLMy. Takie w socjalach już są, ale ja nie o tym. Piszę o LLMie który filtruje brain roty pod prompt bladawca. Do południa redaguje korpo notki, po południu robi listę zakupową, wieczorem playlistę rotów. Innymi słowy, kontroluje ruch w sieci, kontroluje zachowanie. W interesie sociali leży, by to oni zachowali kontrolę. I dlatego tworzą własne modele.

    @nauka

    W nauce masz dwa obiegi. W zdrowym instytucie będą zdrowe wzorce. Budowane przez restrykcyjną selekcję kadry. Na tym jednak historia się nie kończy: z całą pewnością słyszałeś o paper millach, o podejrzanych (w sensie autorstwa) recenzjach, o bullshitach wrzucanych na arXiv, o bullshitach publikowanych przez czasopisma z nabitą bibliometrią. To jest narastający problem. LLMy już tam są.

  337. @ Parasol

    ” Infrastruktura właśnie powstaje – big tech był tu w o tyle komfortowej sytuacji, że leżeli na pieniądzach. Taki MS raportuje aktywa na poziomie >600 miliardów dolarów.”

    A tak konkretnie poproszę. Bigtechy chwalą się centrami do AI w tych miejscach w USA czy innych republikach bananowych, gdzie akurat udało się skorumpować władze lokalne, ale może kolega ma konkretne podsumowanie: ile z centrów dla korpo powstaje na terenie UE, w jakich krajach, gdzie można porządniej poczytać o tym jak amerykańskie bigtechy radzą sobie z unijnym pierdzielnikiem środowiskowym?

    Ja nie widziałem porządniejszego podsumowania, bo nie śledzę, ale rok czy dwa lata temu koleżeństwo akademickie już miało pilotaże do weryfikacji kosztów zużycia wody, emisji CO2 i sprawności energetycznej tychże centrów. I to już nie wystarczyło broscience „Altman miał o tym handwaving albo CTO Google Gemini zrobił whitepaper na danych, których nikt nie walidował”, tylko takie smutne, nudne rzeczy.

    No to jak? Kolega ma jakieś kwity o tym jaki korpos ile konkretnie i gdzie tych centrów buduje? Nie migawki z przecinania wstęgi, ale podsumowanka i porównania.

  338. @redezi

    Nie mam „podsumowanka i porównania.” z europy. Jedynie doniesienia prasowe, głownie dotyczące Hiszpanii:

    link to reuters.com

    link to reuters.com

    Nie sądzę jednak, by lokalizacja blisko użytkownika była szczególnie istotna w kontekście LLMów. Nie mówimy tu o CDNie, który musi optymalizować opóźnienie dla zapytania przeglądarki. Czas generacji w LLMie i tak przekracza RTT między kontynentami. O lokalizacji rozstrzygnie więc raczej koszt energii, wody czy emisji CO2.

  339. @janekr:
    Może jedną z najbardziej ignorowanych. Jak wprowadzano telegraf, czy telefon, to były pytania: komu to potrzebne. Tzn. rozumiano, że wynik bitwy, albo telefon na straż pożarną, ale ignorowano ludzką potrzebę pogadania i kontaktu. Social media też to realizują.

    Nie widzę możliwości odwrotu od social mediów (swoją drogę, nasze pogaduchy podblogowe czym się różnią?). Widzę możliwość (w sensie możliwym jest, nie w sensie, że widzę większość polityczną, która to zrobi) kontrolowania „algorytmu”, by nie promował szurii, bo ta się dobrze sprzedaje i wywołuje kontrowersje.

  340. @ Parasol

    „Nie rozumiemy się. Ja nie piszę tu o treściach generowanych przez LLMy. Takie w socjalach już są, ale ja nie o tym. Piszę o LLMie który filtruje brain roty pod prompt bladawca. Do południa redaguje korpo notki, po południu robi listę zakupową, wieczorem playlistę rotów. Innymi słowy, kontroluje ruch w sieci, kontroluje zachowanie. W interesie sociali leży, by to oni zachowali kontrolę. I dlatego tworzą własne modele.”

    Cała dyskusja jest w kontekście 1. innowacyjności/rewolucyjności LLMów; 2. porównania bańki obecnej do bańki dotkomowej pod względem tego, co po niej zostanie. To co opisujesz, ma miejsce z difoltu (tak działają soszjale po prostu). Tu zjadam żabę, aczkolwiek nie jakąś dużą, więc może przyjmijmy, że nie żabę a rzekotkę: właśnie sprawdziłem ad revenue za Q2 Googla, opublikowane w tym miesiącu – zanotowali wzrost i twierdzą, że Ai papka monetyzuje się pod względem adów tak samo dobrze jak nie-AI papka. Na potrzeby dyskusji przyjmijmy, że wierzymy im w te dane. Wciąż, gdzie rewolucja, gdzie nowy rynek, gdzie kapitalistyczny new frontier do pierwotnego zakumulowania? Ni ma. Inkrementalny wzrost wydajności papki o 10% to nie jest efekt uzasadniający wydanie setek miliardów dolarów.

    Co do budowy centrów – MS zdjął nogę z gazu już X miesięcy temu. Masz też gargantuiczne Stargate’y czy inne tego typu projekty, które po przyjrzeniu się wyglądają jak vaporware w najlepszym razie (bo w najgorszym jak recepta na turbo clusterfuck). Ani to nie będzie proste, ani tanie, ani nieszkodliwe, tylko wprost przeciwnie (a na koniec i tak zero podejścia do Chin, które, jak to Chiny – mogą spamować elektrownie słoneczne i centra na skalę, o jakiej USA nie śniło). Wszystkie te infrastrukturalne wydatki i potrzebny na to czas to nie jest coś, na co sobie można machnąć ręką!

    „W nauce masz dwa obiegi. W zdrowym instytucie będą zdrowe wzorce. Budowane przez restrykcyjną selekcję kadry. Na tym jednak historia się nie kończy: z całą pewnością słyszałeś o paper millach, o podejrzanych (w sensie autorstwa) recenzjach, o bullshitach wrzucanych na arXiv, o bullshitach publikowanych przez czasopisma z nabitą bibliometrią. To jest narastający problem. LLMy już tam są.”

    No ba. Sam już dostałem pierwszą recenzję napisaną LLMem (odpisaliśmy redaktorowi, że chyba ich pojebało i nie będziemy jej zaszczycać odpowiedzią, nie bardzo mogli oponować, praca się normalnie opublikowała). Nie w jakimś masowo produkowanym g… z MDPI, normalny żurnal z długoletnią tradycją, ze średniej półki. Nie wiem tylko, jaki tu ma być punkt sporny i o co chodzi. Że ludzie używają LLMów do pisania? No używają, bo są one za półdarmo. Że część ich nadużywa? No oczywiście. Moja teza jest taka, że się to nie zepnie, z tych powodów, co napisałem (albo będą one tylko kilka razy droższe i gówniane, albo trochę lepsze, ale kilkadziesiąt razy droższe). Znowu: gdzie nowy rynek do eksploatacji.

    Serio, wszystkie dotychczasowe sukcesy strategii „palimy kasę, żeby użyć dumpingu do zmonopolizowania jakiegoś rynku na masową skalę” tworzyły lub przejmowały jakiś duży rynek i wykorzystywały albo publiczną infrastrukturę, albo prywatne środki produkcji nieszczęśników, jakie wcześniej były niezagospodarowane w kontekście zysku („sHaRiNg eCoNoMy”). No popatrz – zupełnie *nie* jak LLM. Który obiecują co najwyżej imadło do wyciśnięcią resztek soku z cytrynki, która już jest dość mocno wyciśnięta, a infrastruktury *wymagają*.

  341. @WO

    Moje gratulacje za felieton w Polityce.

    Od dawna, a już na pewno od wyniku wyborów prezydenckich (i zainstalowaniu się nowego wcielenia Rydza Mościckiego w Pałacu), uważam, że żyjemy w epoce upiornej rekonstrukcji Sanacji. Tej książki Wańkowicza nie znam ale chętnie przeczytam. Raz jeszcze gratulacje.

  342. @obywatel
    „Tej książki Wańkowicza nie znam ale chętnie przeczytam. ”

    Bo ona praktycznie nie funkcjonowała w obiegu w PRL, gdy moje pokolenie ekscytowało się „Zielem na kraterze”. Wyszła raz na emigracji a potem w jakichś „dziełach zebranych” (na podstawie tej wersji pisałem felieton).

  343. @ parasol

    „Nie sądzę jednak, by lokalizacja blisko użytkownika była szczególnie istotna w kontekście LLMów. Nie mówimy tu o CDNie, który musi optymalizować opóźnienie dla zapytania przeglądarki. Czas generacji w LLMie i tak przekracza RTT między kontynentami. O lokalizacji rozstrzygnie więc raczej koszt energii, wody czy emisji CO2.”

    Dlatego rozmowy z ai-bros są męczące. Nie chodzi mi o powtórkę z Flashboys, ale o odpowiedź na pytanie „Na ile i jak korposy adaptują się do obostrzeń EU poprzez tworzenie pod-ekosystemów?”. Lokalizacja centrów AI to mechanizm lobbingu wobec PE, adaptowania się w stylu „dane nie wychodzą poza EU”, szitu typu „digital sovereignity” itd.

    Właśnie dlatego dużym potencjalnym rynkiem dla llm jest wojsko+zabijanie emigrantów na granicach plus gównowacenie administracji publicznej plus edukacji publicznej, systemów polityk społecznej etc. W UK w tę stronę idzie lobbing niezależnie od rządów, ale kadry ich Instytutu Turinga zaczęły się burzyć.

    Jak w każdym faszyzmie i innych rządach opartych na strachu, rządach wybrańców etc., to faszyści są doskonałym źródłem frajerów do skubania.

  344. @Gammon

    „Szantaż „wujek nie da ci cukierka, jeżeli X” ma jakąś szansę na skuteczność tylko wtedy, gdy szantażowany ufa, że dostanie od wujka cukierka, jeżeli nie-X. Nie wiem, kto ma powody ufać w cukierki ode Trumpa.”

    A jednak: link to politico.eu

  345. @rw
    A jednak: link to politico.eu

    A jednak ludzie podejmują decyzje pozaracjonalne, o.k. OIMW nie po raz pierwszy w dziejach.

  346. @Gammon

    No i? Napisałem, że determinacja UE do regulacji AI może się posypać przez szantaż UE. I, jak widać, mam rację. Czy zachowanie UE jest racjonalne czy nie, to inna kwestia.

  347. @AI
    Z mojego punktu widzenia, jako kilkutygodniowego użytkownika Ai systemy te służą tylko i wyłącznie do zbierania danych oraz tworzenia algorytmów do wykorzystywania w kolejnych ich iteracjach z wykorzystaniem bezpłatnej siły roboczej i jaką są ich użytkownicy. Decydujące jest to że w przyszłości zapewnią one skrócenie czasu pracy bądź też w ogóle zaniknięcie wielu form zawodów. Interesujące będzie w jaki sposób zostanie to rozwiązanie na poziomie prawnym.

  348. „telegraf, czy telefon”
    Podane przez mnie przykłady ukazują sytuację many to many, w której każdy może zawołać, niekoniecznie do znajomych „Czy ktos wie?…” albo „Czy ktos chciałby pogadać o?…”
    Telefon zapewnia komunikację one to one (z dokładnością do pana, który podsłuchuje), chociaż znam przykład wykorzystania sieci telefonicznej do aktywnościmany to many.
    Do listy proto mediów społ. można dopisać jeszcze krótkofalarzy i francuski minitel.

    Więc potrzeba jest od wieków, a ludzie się na to rzucali.

    @sztuczna inteligencja”
    Już nawet szczoteczki do zębów są reklamowane, że wykorzystują AI. Tak naprawdę do szczoteczka potrafi wysłać do smartfona raport o myciu zębów, a także pokazać na ekranie, które zęby zostały umyte, a które pominięte.

  349. @rw
    No i? Napisałem, że determinacja UE do regulacji AI może się posypać przez szantaż UE. I, jak widać, mam rację.

    Przepraszam, masz rację. Od początku byłem w błędzie, bo generalnie może się posypać wszystko, co może się posypać według praw fizyki (chemii, biologii, etc.).

  350. @wyścig AI

    Przecież to nieistotne czy rozwój kolejnych modeli AI spali dziesięć, sto czy tysiąc miliardów dolarów. Branża technologiczna powtarza tu wzorzec zachowań z poprzedniej fali, czyli serwisów internetowych, gdzie pompowało się miliardy w nierentowne serwisy bez pomysłu na monetyzację tak długo jak długo rosły i dawały nadzieję na monopol w swojej branży, który będzie można potem przekuć w monetyzację. Dokładnie to stworzyło Facebooka więc nic dziwnego że najbardziej ambitne plany inwestowania w modele AI przedstawia dziś Zuckerberg, on jako dziecko tego podejścia powtarza je bezrefleksyjnie.

    Tylko że ta technologia jest trochę inna, jak tu część komcionautów zauważyła. Owszem, jest skokowym postępem technologicznym, mimo wszystkich swoich wad (halucynacje, zasobożerność, zamieciona kwestia praw autorskich). Ale już widać że przy aktualnym podejściu i architekturach jesteśmy na etapie prawa malejących korzyści, każdy kolejny miliard daje połowę postępu z poprzedniego miliarda.

    To bardzo zmienia ekonomię dostępności modeli. Jeszcze dwa lata temu każdy komercyjny model wychodził z wielkim zaproszeniem żeby korzystać i budować na jego bazie produkty, a cenniki były ewidentnie niższe niż koszt samego uruchamiania modelu, nie wspominając o jego wytrenowaniu. To podejście się zmienia i firmy do tej pory tworzące tylko modele idą w górę łańcucha, oferując coraz więcej produktów, bo w tym jest lepsza marża a mogą zaoferować produkt o wiele lepiej używający modelu niż dowolny podmiot trzeci. Jest o tym świetny esej, „The Model is the Product”:
    link to vintagedata.org

    To pozwoliłoby zamortyzować rosnące wykładniczo koszty rozwijania dużych modeli, oczywiście w zestawie z (nieuniknioną zdaniem większości branży) enshittification i zwiększeniem cen.

    Tylko że w międzyczasie pojawiły się dwa zjawiska które ten piękny (dla VC) plan podkopują.

    Po pierwsze, modele typu open-weight (każdy może ściągnąć i uruchomić, odpowiednik open-source) bardzo się w ostatnim roku rozwinęły, a te największe typu Deepseek spokojnie konkurują z flagowymi modelami zamkniętymi. To oczywiście tylko przyspiesza parcie do rozwoju zamkniętych modeli, kto pierwszy rzuci ręcznik ten traci wszystko. Zaskakujące że największymi czempionami modeli open-weight okazują się Chińczycy, zwłaszcza że przy okazji muszą obchodzić ograniczenia w dostępie do sprzętu (sankcje w dostępie do najnowszego krzemu, Deepseek był trenowany na kartach H800 ograniczonych względem flagowych H100, piękna historia zresztą), co zresztą spowodowało podważenie modelu biznesowego polegającego na rosnących kosztach. Efekt końcowy jest taki że nawet na konsumenckiej karcie mogę odpalić jakąś małą wersję Deepseek albo Qwen (model od Alibaba Group) z niezłymi rezultatami. Nieźle się ma francuski Mistral w tej kategorii także. Na komputerkach z dużą ilością wspólnego RAM, jak Mac Mini M4 czy Framework Desktop, mogę nawet odpalić te całkiem spore.

    Po drugie, coraz większe modele jednolite już są uznawane za uliczkę jeśli nie ślepą to wyeksploatowaną. Zastępuje się je modelami typu MoE (Mixture of Experts), co oznacza że model może i w sumie ma te sto miliardów parametrów, ale po wstępnej warstwie decydującej jaki jest temat zapytania jest ono przetwarzane przez fragment modelu gdzie tych aktywnych parametrów jest tylko kilkanaście miliardów – co, znów, powoduje że idzie to nawet na średnioklasowej karcie graficznej.

    No i po trzecie, coraz więcej zastosowań mają modele „wnioskujące” (reasoning, w podstawowym znaczeniu chodzi o rozbijanie zapytania na kilka etapów i podążanie własnym planem, plus mechanizm samoweryfikacji wyniku), używające dobrze feedback loop czy dodatkowych źródeł danych. I tutaj sprytna architektura i mechanizmy okazują się dawać lepsze efekty niż dalsze pompowanie jednolitego generatora tokenów.

    Zuckerberg, Musk czy Altman oczywiście będą opowiadali o planach centrów danych rozmiaru Manhattanu, z własnymi elektrowniami, sypnijcie inwestorzy grube miliardy – no ale to jest ich praca. Po prostu ja bym w firmy rozwijające największe modele nie inwestował. Zwłaszcza jak widzę co wyciska firmowy zespół AI Engineering (mała firma typu pół setki, produkt oparty o własne modele) z modeli typu 7-13 miliardów parametrów.

  351. @cowboytomash

    Dorzuciłbym do tego, że „model LLM” a „chatbot LLM” to są dwie różne rzeczy. Chatboty typu Copilot czy ChatGPT mają złożoną infrastrukturę sterującą – algorytmicznie, nie stochastycznie – jak przetwarzać zapytania użytkownika. Budowanie takiej infrastruktury to odrębna kompetencja od trenowania gołego modelu.

  352. @mcal

    „Że ludzie używają LLMów do pisania? No używają, bo są one za półdarmo. Że część ich nadużywa? No oczywiście. Moja teza jest taka, że się to nie zepnie, z tych powodów, co napisałem (albo będą one tylko kilka razy droższe i gówniane, albo trochę lepsze, ale kilkadziesiąt razy droższe). Znowu: gdzie nowy rynek do eksploatacji.”

    Nie twierdzę, że to się na 100% zepenie, ale też nie jestem szczególnie sceptyczny. Z jednej strony twierdzisz, że albo LLMy będą gówniane albo bardzo drogie. Równocześnie nie protestujesz gdy sugerują, że już dziś są używane nawet w sytuacja wysokiego ryzyka. No to ile jeszcze mamy czekać aż użytkownicy powiedzą meh? Przecież to nie jest nowinka z wczoraj. A jeśli te istniejące już dziś wystarczająco działają na poczucie wygody by utrzymać użytkowników, to cała sprawa rozbije się o to czy istniejący rynek uwagi użytkownika generuje wys

    link to about.ads.microsoft.com

    „In the future, we envision these intelligent agents will be able to interact with each other, and Microsoft Copilot could invoke specific agents based on the needs of each user. And in the meantime, we are building ad products, productivity capabilities, and creative innovations that help marketers prepare for that future state while also pragmatically driving their current businesses.
    […]
    Advancements in generative AI are elevating our ability to deliver relevant content and messages in ways that were not previously possible. Back in October, we completely redesigned Copilot’s user experience to deliver against this promise, including a more user-centric approach to ads.”

  353. @q
    „to jest coś więcej niż można przeczytać tu:”

    Absolutnie nic więcej. Nawet mniej. Książki są generalnie zazwyczaj krótsze od artykułów.

  354. @mcal

    „Że ludzie używają LLMów do pisania? No używają, bo są one za półdarmo. Że część ich nadużywa? No oczywiście. Moja teza jest taka, że się to nie zepnie, z tych powodów, co napisałem (albo będą one tylko kilka razy droższe i gówniane, albo trochę lepsze, ale kilkadziesiąt razy droższe). Znowu: gdzie nowy rynek do eksploatacji.”

    Nie twierdzę, że to się na 100% zepenie, ale też nie jestem szczególnie sceptyczny. Z jednej strony twierdzisz, że albo LLMy będą gówniane albo bardzo drogie. Równocześnie nie protestujesz gdy sugerują, że już dziś są używane nawet w sytuacja wysokiego ryzyka. No to ile jeszcze mamy czekać aż użytkownicy powiedzą meh? Przecież to nie jest nowinka z wczoraj. A jeśli istniejące już dziś LLMy wystarczająco dobrze działają na poczucie wygody, by utrzymać użytkowników, to cała sprawa rozbije się o to czy istniejący rynek uwagi użytkownika generuje wystarczające przychody, by utrzymać istniejące już modele. Czy to faktycznie aż taka bariera?

    Na poziomie całej branży hi-tech te inwestycje faktycznie mogą wyglądać irracjonalnie: zamiana taniej technologii na droższą, z inkrementalnym wzrostem przychodów. Ale to nie jest rynek centralnie sterowany. Z perspektywy uczestniczących w nim graczy decyzje nie są już nieracjonalne, bo rozstrzygają o posiadaniu lub nie uwagi użytkownika (a więc i przychodów). I ta konkurencja generuje inwestycje w LLMy.

    Na koniec:

    link to about.ads.microsoft.com

    „In the future, we envision these intelligent agents will be able to interact with each other, and Microsoft Copilot could invoke specific agents based on the needs of each user. And in the meantime, we are building ad products, productivity capabilities, and creative innovations that help marketers prepare for that future state while also pragmatically driving their current businesses.
    […]
    Advancements in generative AI are elevating our ability to deliver relevant content and messages in ways that were not previously possible. Back in October, we completely redesigned Copilot’s user experience to deliver against this promise, including a more user-centric approach to ads.”

    (sorry za missclick niedokończonego wpisu)

  355. @pak4
    „swoją drogę, nasze pogaduchy podblogowe czym się różnią?”

    Nasze pogaduchy różnią się od sociali sposobem moderacji oraz skalą.
    WO to czuły moderator. To Himilsbach wchodzący do knajpy i proszący inteligencję o wyjście, ale: znamy go jako nie tylko stróża domu tego, wiemy, że ma swoje moralne softy i hardy, nie jest zerojedynkowy, możemy podjąć grę jak Holoubek. Natomiast Algorytm (kto ma go kontrolować? executive Algorytm?) to jest portier typu „Nie mamy pańskiego palta i co nam pan zrobisz”, niby bezinteresowny cham, ale zarejestrowany jako informator esbecji oraz jej szczwany prowokator. No i kwestia zasięgów i wpływów: wiadomo, że bloga WO czyta wierchuszka tego padołu (dobrze że nie Putin, bo już widzę tego wyśmienitego steka z nowiczokiem), lecz, a jednak!, jest to blog niszowy, taki strumyk płynie z wolna, jak się tu pochwali Marksa, to nie zrobi się krzywdy dużej populacji, natomiast jakiś ściek na socialach to jest od razu wpuszczenie czegoś do rzeki wielkości Odry. Szczególnie jeśli Algorytm będzie na tak.

  356. > Ale to nie jest rynek centralnie sterowany. Z perspektywy uczestniczących w nim graczy decyzje nie są już nieracjonalne, bo rozstrzygają o posiadaniu lub nie uwagi użytkownika (a więc i przychodów). I ta konkurencja generuje inwestycje w LLMy.

    Jak nie jest jak jest. Często przez tych samych ludzi którzy poprzednio wciskali kryptowaluty, najpierw ludziom potem rządom. Są już na tym drugim etapie.

    Wielkim kłamstwem kapitalizmu jest fałszywa dychotomia z centralnym planowaniem podczas gdy wszystkie korporacje oligopolu są centralnie planowane, a nawet wspólnie ustalają między sobą reguły jak w jakimś centralnym komitecie. Przecież inwestycji nie generuje konkurencja (jakoś Apple nie konkuruje) a Zuck FOMO podczas takiego konwentyklu.

  357. @q
    „Wielkim kłamstwem kapitalizmu jest fałszywa dychotomia z centralnym planowaniem”

    Po sąsiedzku z drugim wielkim kłamstwem kapitalizmu: bóstwem „wolny rynek”. Jak są trzy warsztaty samochodowe przy jednej ulicy, to może, ale dalej to już brniemy. W piach rzeczywistości i w teodyceę dlaczego – mimo wszystko – jest dobry i absolutny.

  358. @rw
    Tak, ale te wszystkie procesory wstępne są póki co bardzo proste, o wiele prostsze od samego modelu. Masz etap moderacji a potem już właściwie tylko dodanie pre-promptu do tego co napisałeś. Akurat to jest mi znajome bo sporo pracuję z zespołem rozwijającym firmowe czatowe LLMy (produkt to candy.ai), mimo że w trenowaniu modeli nie uczestniczę to mam trochę wkładu w pre-prompty (budowanie kontekstu z historii rozmowy).
    Złożoność pojawia się dopiero przy modelach wnioskujących, ale akurat te znam wyłącznie z perspektywy użytkownika, ze względu na specyfikę produktu modele wnioskujące nie mają u nas zastosowania.

  359. @ergonauta
    „wiadomo, że bloga WO czyta wierchuszka tego padołu”

    Skoro tak, to przypominam: Europośle! Ministrze! Prezesie! I Ty, Awalu! Masz już Longinesa, grasz w golfa z kim trzeba, zrobiłeś więcej zwolnień zbiorowych niz ja je przetrwałem, ale ciągle nie masz jednego – książki typu „Jak to wszystko osiągnąłem swoją ciężką pracą”. Ja mam rozsądne stawki oraz znam różnych ludzi w branży, w tym specjalistów od kreowania bestsellerów (zazwyczaj znam Iksińskiego, który wylansował Igrekowską – i to w sensie towarzyskim). Mnie też by mogli wylansować przy odpowiednim budżecie, którego nie mam, ale ty masz – więc ta książka nawet będzie miała jakąś organiczną, niewymuszoną sprzedaż! Zamów treść u mnie zanim odejdziemy obaj z tego padołu!

  360. @WO

    Czwarty września, ranek. Pochmurno. WO pije pierwszą poranną kawę, zerkając na plan lekcji. Szybkie spojrzenie na pocztę na ajfonie. W zatęchłej piwnicy, małpia łapka ze zgrzytem zgina zeschnięty palec.

    WO blednie, widząc mail od Leszka Millera.

  361. Apropos AI to jeszcze jedna rzecz mi przychodzi do głowy: efektem ubocznym nielegalnego karmienia AI jest ucieczka specjalistycznej wiedzy z netu za paywalle. Niby od zawsze tak było ale 1) były wyjątki bo zawsze dziwni ludzie, nie wiedzieć po co, chwalili się swoją wiedzą na publiku typu blogaski oraz 2) nawet korposy przeważnie pozwalały googlowi indeksować przynajmniej nagłówki swoich artykułów, dopiero po szczegóły trzeba się było logować. Od jakiegoś roku-dwóch intensywnie postępuje trend że bez logowania w konkretnym serwisie za paywallem zwykłym googlem niczego nie znajdziesz, co najwyżej gemini ci coś nakłamie. Ogólnie to beznadziejne jest, zanika w ten sposób jedna z ostatnich pozytywnych rzeczy jaka była w necie.

  362. @q
    z tego zalinkowanego artykułu wynika, że z tej dwójki Beck – Rydz zdecydowanie gorszy był Beck. Rydz-Śmigły przynajmniej zdawał sobie sprawę jak tragiczny jest stan armii a Beck był oderwany od rzeczywistości w stopniu wręcz groteskowym (Hitler pójdzie po linii Dunaju??? gdy całe życie marzył o lebensraumie dla Niemiec na wschodzie).

  363. @AI|
    @wyścig AI

    Jest to ciekawa propozycja na temat do rozważań: jak i czy ilość przejdzie w jakość. Czy herbata stanie się słodsza od mieszania?

    Z punktu widzenia ślepego (nie posiadającego dostatecznej ilości czasu na naukę) użytkownika jedynym wyjściem jest korzystać, poznawać bez parcia na szczegóły i nie tracić czasu. Logiczne jest użycie meta AI czyli znajdowanie odpowiedzi: jakie modele do jakich zastosowań?

    @cowboy
    Użycie LLM przez pojedynczych użytkowników to oczywiście niegroźne hobby z powodu ograniczeń sprzętu. Pytanie „dlaczego nie zrobimy tego razem w dużej zdecentralizowanej sieci” spędza – mam nadzieję – sen z oczu największym geekom od AI m.in. z dużych spółek. Nie ma odpowiedzi, czekam na pytania od prawników do stosujących taką metodę.

    Słowa kluczowe do sprawdzenia: Petals, OpenMind / Federated Learning, Golem Network.

  364. @fieloryb
    Ale jak sobie wyobrażasz to grupowe użycie LLMów a’la Golem Network? Do czego / w jaki sposób? Bo przecież nie do wspólnej puli mocy obliczeniowej, nie w roku w którym sprzęt konsumencki to zaledwie 7% sprzedaży firmy Nvidia, przy 90% w sprzęcie dla datacenter.

  365. „Wielkim kłamstwem kapitalizmu jest fałszywa dychotomia z centralnym planowaniem podczas gdy wszystkie korporacje oligopolu są centralnie planowane, a nawet wspólnie ustalają między sobą reguły jak w jakimś centralnym komitecie”
    Na to są ustawy o zakazie umów.
    @cowboytomash
    @model jako produkt
    – przecież to jak naturalny trend skracania łańcucha dostaw w ekonomii.

  366. @cowboytomash
    Ja sobie nic nie wyobrażam. Metaforycznie – stoję nad garem z pierwotną zupą sztucznej inteligencji i patrzę co mi z chochli spływa. Napisałem wyraźnie: Słowa kluczowe do sprawdzenia.

  367. @fieloryb
    W takim razie wybacz ale bez czasownika ten zbiór rzeczowników jest po prostu bełkotem.

  368. @szelak
    „z tego zalinkowanego artykułu wynika, że z tej dwójki Beck – Rydz zdecydowanie gorszy był Beck.”

    To za proste. Rydz był oficjalnie „drugą osobą w państwie”, wyznaczonym następcą prezydenta Mościckiego. Jego „co ja mogłem?” to skandaliczna wymówka – lata 1936-1939 zmarnował na umacnianie swojej pozycji. Przez ten czas mógł zrobić wiele, także w kwestii wzmocnienia armii. Po prostu niestety – mówiąc językiem HOI4 – wybrał inne decyzje z drzewa fokusowego. To jakby Jaruzelski się tłumaczył w wywiadzie, że „a co ja mogłem, kazali mi wprowadzić stan wojenny to wprowadziłem”.

  369. Znaczne partie „Drogi do Urzędowa” wyszły w PRL jako „Od Stołpców po Kair”.

  370. Co do felietonu gospodarza: odtwarzamy właśnie w Polsce nie tylko 1938 (kłótnie z sąsiadami, wiara w Mocarstwowego Sojusznika, zniechęcanie potencjalnych sojuszników politycznymi gestami rodem z innej cywilizacji), ale wręcz upadek 2 RP z czasów Jana Kazimierza i Michała Korybuta (wróg zewnętrzny u bram, ale wewnętrzny ważniejszy).
    Co do faszyzmu, raczej powrót feudalizmu widzę. IMHO prawa człowieka, demokracja i tego typu wynalazki wyrosły z zapotrzebowania na masy robotników – którego juz nie ma.
    Co do wojny – cała nadzieja w Rosji. Trwa tam właśnie akcja ponownego podziału majątku, na skalę niewidzianą od ’90. Jest szansa, że rosyjski biznes, prawdziwy bohater tej wojny, zatnie się w swojej zdolności omijania sankcji i generowania przychodów.

  371. @fieloryb
    „systemy te służą tylko i wyłącznie do zbierania danych oraz tworzenia algorytmów do wykorzystywania w kolejnych ich iteracjach z wykorzystaniem bezpłatnej siły roboczej i jaką są ich użytkownicy”

    dane zbierane z czatów z użytkownikami są tak maleńkim zasobem w porównaniu z faktycznymi zbiorami używanymi do trenowania modeli, że użycie ich do trenowania czegokolwiek byłoby totalnie bezcelowe. można ich używać ewentualnie do dostrajania i uczenia przez wzmacnianie, ale to nie jest żadne perpetuum mobile, te techniki służą do sprawiania, żeby struktura i ton odpowiedzi modelu były bardziej atrakcyjne dla użytkownika, ale nie przekroczysz w ten sposób bazowych możliwości modelu, które zostały uzyskane w ramach uczenia wstępnego, więc jeżeli chcesz przejść do faktycznej kolejnej iteracji, to musisz jeszcze raz przeprowadzić uczenie wstępne, gdzie historie czatów są bezużyteczne.

  372. @Remiez

    Ja bawiąc się analogiami historycznymi pomyślałem sobie, że do mnie przemawia analogia czasów Saskich i szerzej XVIIIw. Bo to nie jest tak, że my mamy wroga u bram w sensie wojna za minutę ale raczej to, że jesteśmy w momencie zmian między epokami i Polacy (ówczesna szlachta) odmawiają akceptacji tego, że teraz trzeba się rządzić inaczej. I tak jak wtedy wolimy „nasza chata skraja”. Przecież Nawrocki to jak taki kandydat szlachecki, swojski, zwrócony do wewnątrz ale jednocześnie szukający wsparcia u zewnętrznego protektora dla obrony „praw i obyczajów” (czyli dominacji swojej formacji politycznej). Jego wczorajsza wizyta u Trumpa to prawie jak pielgrzymki Sasów i Poniatowskiego do carów (rozciągając analogię na maksa) o protekcje przeciwko wewnętrznej opozycji (wypowiedzi Przydacza i Bielana po tej wizycie o rządzie brzmią jak z jakiejś peerelowskiej gadzinówki albo opłacony przez obcą ambasadę pamflet). A jednocześnie – nawet nie klapki a klapy – na oczy jeśli chodzi o sytuację międzynarodową i rację stanu.

  373. @Obywatel
    „analogia czasów Saskich i szerzej XVIIIw.”

    Nawet jeszcze szerzej, w sensie jeszcze bardziej wstecz. Aczkolwiek źródła popularnego kolokwializmu „Od Sasa do Lasa” (czyli pierwotnie: pękniecie Polski na tę od Augusta II i tę do Stanisława Leszczyńskiego) potwierdzają, że kolokwializm pozostaje w mocy nie tylko naskórkowej, więc: analogia działa. Tym bardziej, że sprawy i okoliczności okresu rządów saskich historycy – wbrew powszechnej opinii – niansują, niezależnie od oceny samego Augusta, konkretnego elektora saskiego na polskim tronie. Podobnie jak należy niuansować okres rządów pisowskich, niezależnie od oceny konkretnych Dudów czy Nawrockich. Mówiąc o polskim bajzlu „od Donalda do Kaczora” rzetelny historyk nie wskaże: ten Dobry a tamten Zły.

    „Tymczasem koronacja elektora saskiego w katedrze wawelskiej 15 IX 1697 r.
    otwierała nie tylko nowy etap w stosunkach polsko-saskich, ale przede wszystkim stwarzała niepowtarzalną wprost okazję do podźwignięcia Rzeczypospolitej szlacheckiej z kryzysu końca XVII w. Plan ten miał ogTomną szansę powodzenia. Z jednej strony Saksonia, kraj niewątpliwie liczący się wśród wielu księstw Cesarstwa Niemieckiego, z dobrze zorganizowaną administracją, silnym mieszczaństwem, nowoczesną gospodarką, a z drugiej strony Rzeczpospolita, która nadal przecież liczyła się na arenie politycznej Europy ze swoim wielkim, choć nie do końca wykorzystanym potencjałem gospodarczym i militarnym. Musimy jednak podkreślić istotne różnice dzielące te dwa organizmy państwowe. Rzeczpospolita szlachecka pod koniec XVII w. była państwem, w którym społeczeństwo szlacheckie było dosyć silnie zantagonizowane. Głęboki kryzys polityczny, jaki dotknął Polskę za panowania Michała Korybuta Wiśniowieckiego, a następnie nieudane próby jednoczenia społeczeństwa wokół majestatu, podejmowane za panowania Jana III Sobieskiego, tworzyły ten ogromnie niebezpieczny ciężar, z którym nowy władca musiał dać sobie radę. Zadanie to jednak przerosło siły elektora saskiego.” (Adam Perłakowski, dr z UJ)

    No a było jeszcze na początku okresu saskiego szybciutkie ściągnięcie korpusu wojsk rosyjskich kniazia Romodanowskiego, mających przypilnować, by na elekcji nie został wybrany ktoś niewłaśiwy, albo tajne spotkanie z carem Piotrem I w Rawie Ruskiej, gdzie nie obdadywano tylko wojny ze Szwedami, ale też bratnią pomoc w razie wewnętrznych politycznych buntów i społecznych nieposłuszeństw (bratnia pomoc Rosji to jest to!).
    Zresztą, trzeba by się cofnąć – w naiwnej nadziei, że teraz nie jesteśmy jeszcze, tak analogicznie, w tragicznym XVIII w., ale w pretragicznym wcześniejszym momencie – i do tego Korybuta nieszczęsnego (czy tak nieszczęsnego jak Nawrocki?), i nawet przed niego. Bo wg mnie założycielskim kamulcem uruchamiającym upadek Polski była kontrreformacja. Jakoś tam znowuż analogiczna (ta sama, tylko z przerwami?) do kontrreformacji, jakiej mamy osobistą przyjemność doświadczać.

  374. Miałem wrażenie, że skojarzenie Konfederacji, ze słynnymi Konfederacjami XVIII wieku jest tak oczywiste, że nie ma co pisać, o połączeniu konserwatyzmu, anarchii, niechęci do prozachodnich reform, a w przypadku Targowicy także szukania sojuszu z Rosją, że nie ma co pisać. Ale może nie mam racji, skoro odkrywacie analogie do XVIII wieku?

  375. @pak4
    „skoro odkrywacie analogie do XVIII wieku”

    Nie odkrywamy w sensie kolumbowo-skłodowskim, tak jak Żulczyk nie opatrzył swojego zdania oznajmującego stan psychiczny prezydenta żadnym: Eureka! Chodziło po prostu o oznajmienie, tak żeby coś się w głowie nie pałętało, na zasadzie banału aż szkoda gadać. Owszem, szkoda, ale niech to gdzieś zabrzmi, zawiśnie.
    Po sąsiedzku u vontrąbki słychać wiertarkę, ale chwilę temu było słychać pożycie małżeńskie, z też banalnym zdaniem: „Kochanie, nasze deficyty poznawcze stały się oficjalną polityką państwa”. Prości ludzie, a o kontrreformacji trochę wiedzą.

  376. @cowboytomash

    „Tak, ale te wszystkie procesory wstępne są póki co bardzo proste, o wiele prostsze od samego modelu. Masz etap moderacji a potem już właściwie tylko dodanie pre-promptu do tego co napisałeś. Akurat to jest mi znajome bo sporo pracuję z zespołem rozwijającym firmowe czatowe LLMy (produkt to candy.ai), mimo że w trenowaniu modeli nie uczestniczę to mam trochę wkładu w pre-prompty (budowanie kontekstu z historii rozmowy).”

    Mi to jest też znajome, bo pracuję nad podobnymi rzeczami od paru lat 🙂

    Wykorzystuje się wiele różnych technik. Chatboty są ograniczone tym, ile użytkownik jest gotów czekać na odpowiedź, ale jeżeli dane przetwarzasz offline, to możesz zrobić dużo więcej, nawet jeżeli korzystasz z waniliowego LLM-a (bez fine tuning).

  377. @ergonauta:
    „Po sąsiedzku u vontrąbki słychać wiertarkę”

    no właśnie zastanawiałem się czy to Szanowny Gospodarz został sportretowany na środkowym panelu, czy to tylko przypadkowa zbieżność wyglądu i poglądu.
    Zostać bohaterem felietonu – głupstwo, zostać bohaterem rysunku von trompki – to jest coś.

  378. @ergonauta & pak4

    Cała dyskusja wokół polityki historycznej toczy się wokół Powstania Warszawskiego, IIWŚ czy czasem Sanacji. Ale chyba właśnie przyczyna czemu jest jak jest, czemu nawet nie „elity partyjne” są jakie są, a właśnie jacy są wyborcy, bierze się z wieku 18w a to jest i mało dyskutowane i wychodzi na to, że zupełnie nie przepracowane. O tym się zupełnie nie rozmawia.

    I to co mnie uderza najbardziej, to nawet nie proste porównanie z Targowicą (bo to za proste jednak, problemem jest przecież sojusz z Trumpem a nie z Rosją), a właśnie to, że społeczne (bo to chyba ważniejsze niż co myśli lider tej czy innej partii) oczekiwania/zapatrywania jeśli chodzi o stosunek do świata są zadziwiająco niezmienne od 300 lat. Cień Korybuta Wiśniowieckiego/Sasów i Lasów krąży nad Polską.

    I znów wychodzi na to (i to mimo że jesteśmy 20 gospodarką świat drugi raz od czasów Gierka ;-), że nasz sukces/porażka zależy od przypadkowej konfiguracji polityki mocarstw, a zwłaszcza czy „Cesarstwo aka UE” będzie widziało sens – i to pewnie wbrew nam samym bo przyszła władza będzie pewnie aktywie zwalczać UE – w naszym trwaniu jako podmiot i będzie chciała nas bronić – znów pewnie wbrew nam – czy też jednak nie bo samo się rozleci albo będzie za słabe jak Maria Teresa.

  379. @Obywatel
    „zależy od przypadkowej konfiguracji polityki mocarstw”

    Umysł ludzki jest tak zaprogramowany (przepraszam tu obecnych, a związanych z branżą, za to czysto kolokwialne porównanie), że wszędzie widzi (bo chciałby widzieć) klarowne wektory intencji i przyczyn. Nawet tak skomplikowaną figurę pozaeuklidesową jak heglowskiego „ducha dziejów” umysł wbazgruje w układ współrzędnych na kartce w kratkę.
    Dobrze to było widać w dysputach o katastrofie smoleńskiej: no, faktycznie, może to były nie miotacze sztucznej mgły, ale coś musi być na rzeczy, bo niemożliwe żeby tak wielkie BUM zależało od przypadkowej konfiguracji ludzkich błędów, lokalnych warunków atmosferycznych, technicznych uchybień sprzed lat, resztek hipotetycznych „wad narodowych”, partyjnych ambicyjek kilku osób, tego że duperelne cośtam w kokpicie, duperelne cośtam na wieży, a pilot sąsiedniego samolotu cośtam prywatnie palnął w eter.

    Jan Kochanowski (tak wracając do momentu, w którym ja widzę początek polskiej katastrofy) nie darmo nazwał człowieka: boże igrzysko. W sensie, że jak się człowiek bierze za życie na planecie, to bogowie rechoczą, bo mają co dzień cyrk Monty Pythona.

  380. > właśnie jacy są wyborcy
    > społeczne (bo to chyba ważniejsze niż co myśli lider tej czy innej partii) oczekiwania/zapatrywania
    > Cień Korybuta Wiśniowieckiego/Sasów i Lasów krąży nad Polską.

    Chodzi o Francję?

    Bo przecież ciężko uznać rokosz Lubomirskiego i wcześniejsze (i późniejsze) zapatrywania liderów (magnatów) prowadzące do potopu i rozochocenia Moskwy jako mniej ważne niż zapatrywania społeczne, o których z kolei niewiele wiemy.

    Ówcześni wyborcy, grupa społecznie wąska, oczekiwali zresztą czego innego. Między zwołanym na styczeń Sejmem Abdykacyjnym a abdykacją Jana Kazimierza we wrześnu chcieli mu tego tego aktu zabronić jako nielegalnego.

    Zrobił to pod wpływem francuskiego ambasadora kardynała Bonziego. Zaskoczona tym razem Francja Leszczyńskiego wykorzystała już lepiej urządziwszy niedziedzicznym księciem Lotaryngii dzięki czemu w końcu została wcielona do korony francuskiej.

  381. @q
    „zapatrywania liderów (magnatów) prowadzące do potopu” / „Ówcześni wyborcy oczekiwali zresztą czego innego”

    Magnaci (w każdych czasach na swój sposób: magnaci medialni, unurzani w deleloperce, w wyzysku) tak manipulują przyszłością, by z niej patrząc, wyborcy (zawsze z daleka „ówcześni”, więc niedocieczeni w osobistych wątkach) wygladali na ich owce, stada nie dość że posłuszne i wdzięczne, to jednomyślne z pasterzem. Propaganda to podróżowanie w czasie wstecz – dziarsko jak na Rudym 102, i w przód – wiedząc, że debunkowanie peanów Galla Anonima, deficytów poznawczych u Kadłubka zacznie się dopiero po potopie.

  382. @Obywatel:

    „Cała dyskusja wokół polityki historycznej toczy się wokół Powstania Warszawskiego, IIWŚ czy czasem Sanacji.”

    Co jest, nawiasem mówiąc, bardzo destrukcyjne dla poczucia solidarności narodowej. Drobnych powstań lokalnych (a to Pińczów, a to Bełżec…) z 1944 roku w dyskursie nie ma, historia okupacji niemieckiej w II wojnie światowej to prawie wyłącznie kwestie związane z GenGubem.

    I kończy się to aferami z niewiedzy, tak jak z wystawą dot. Polaków siłą wcielonych do wojsk niemieckich w latach 1939-1945.

  383. @q
    „no właśnie zastanawiałem się czy to Szanowny Gospodarz został sportretowany na środkowym panelu, czy to tylko przypadkowa zbieżność wyglądu i poglądu.”

    Przecież to Warzecha.

  384. @pak
    „Miałem wrażenie, że skojarzenie Konfederacji, ze słynnymi Konfederacjami XVIII wieku jest tak oczywiste, że nie ma co pisać, o połączeniu konserwatyzmu, anarchii, niechęci do prozachodnich reform, a w przypadku Targowicy także szukania sojuszu z Rosją, że nie ma co pisać. Ale może nie mam racji, skoro odkrywacie analogie do XVIII wieku?”

    Konfederacje zawiązywały się co i raz przez cały czas istnienia pierwszej rzeczpospolitej a analogie do tej dzisiejszej (anarchia, wstecznictwo) istnieją od co najmniej początku XVII wieku. Także nie ma co się skupiać na Targowicy, tradycja jest dużo bogatsza

  385. @MM

    „Co jest, nawiasem mówiąc, bardzo destrukcyjne dla poczucia solidarności narodowej.”

    Też mnie trochę te z każdym rokiem coraz bardziej ogólnokrajowe obchody powstania warszawskiego jako centralnego dla pamięci o 2WŚ gryzą, tzn. rozumiem dlaczego jest może i ważne, ale też uważam, że jest to robione często kosztem pamięci o wszystkim co pozawarszawskie.

    Wyjące co roku w godzinę „W” syreny w Warszawie rozumiem, to rozszerzanie tych syren od 2007 roku na kolejne miasta, aż stało się to już chyba czymś ogólnopolskim uważam za przesadę.

  386. @ausir
    „Wyjące co roku w godzinę „W” syreny w Warszawie rozumiem, to rozszerzanie tych syren”

    I tak zachowujemy umiar, że w 2004 nie postawiliśmy tego jako warunku naszego wstąpienia do UE. Wchodzimy, jeżeli co roku 1 sierpnia syreny będą wyły w całej Europie. Do której tylko z umarłymi. Maria Janion to pisała w kontekście Żydów, ale jednak hekatomba powstania jednak robi wrażenie osobne. Nieporównywalna z niczym masakra obchodzona w nieporównywalny sposób.

  387. @ausir

    „Też mnie trochę te z każdym rokiem coraz bardziej ogólnokrajowe obchody powstania warszawskiego jako centralnego dla pamięci o 2WŚ gryzą, tzn. rozumiem dlaczego jest może i ważne, ale też uważam, że jest to robione często kosztem pamięci o wszystkim co pozawarszawskie. ”

    To teraz wyobraź sobie ze moje wspomnienie z dzieciństwa jest takie że na dźwięk tych syren pół rodziny płacze a atmosfera jest ogólnie czysto cmentarna. Nic mnie tak nie wqrwia jak robienie tych stadionowych ustawek w centrum z tej samej okazji. To była oryginalnie chwila żałoby. I tak powinno zostać

  388. Śmierć Andrija Parubija i udany atak na budynek rządowy wyznaczają kolejną linkę obrony, którą udało się przekroczyć rosjanom. Przeciążenke systemów przeciwlotniczych i przeciwdronowych nad zabudowaniami służącymi władzy centralnej w Kijowie a przede wszystkim śmkerć tak znanego polityka oznacza konkeczność konsekwentnego ukarania sprawców (i nie mówię tu o bezpośrednim, który został ponoć ujęty). Zobaczymy jaka będzie odpowiedź. Na ile starczy środków i sił.

  389. @rw
    Szkoda zbyt wiele mówić, to nie jest konkurs na strzelnicy, żeby wskazywać „tego, tamtą, tego sprzątnąć” ((c) M.Świetlicki). Poza wszystkim i Trumpem, który stara się być cichym zwolennikiem nowego podziału świata (+ jego „straciliśmy Indie”truthsocial+cła dla tychżę), mam nadzieję, że spodziewana eskalacja da zwycięstwo na wszystkich frontach Ukrainie.

  390. Przepraszam z podwójny wpis, ale nasuwa mi się kilka myśli wieczornych.
    Coraz mniej czyta się o zniszczeniach sieci energetycznej i jej podzespołów na Ukrainie. Czy chodzi o zbieranie sił na wojnę jesienno-zimową? Symptomatycznie i często za to docierają wieści o płonących rafineriach na terenie rosji*. Zastanawiające, że sukcesy rosji to głównie (proszę o wybaczenie za język, jest późno jak na mnie i nie płynie to swobodnie) sukcesy medialne: polityk, budynek, cywile. Z drugiej strony praca u podstaw i pozytywizm ;-). Szacuje się zmniejszenie o 10% dostaw gotowych surowców ropopochodnych, choć brak (z oczywistych powodów) informacji o kosztach.

    *Mam nadzieję, że ustanowią to narodowym sportem Ukrainy z podium dla Ukrainy (wszystkie trzy miejsca!) ;-).

  391. @fieloryb
    „to nie jest konkurs na strzelnicy, żeby wskazywać „tego, tamtą, tego sprzątnąć” ((c) M.Świetlicki)”

    Ależ jak najbardziej jest. A już na pewno patrząc z tego lewackiego bloga. 🙂
    Gdyż ponieważ pod (c) M.Świetlicki kryje się (c) K.Weill/B.Brecht, taka intertekstualna zagrywka poetycka. Acz w oryginalnej pieśni „Seeräuber-Jenny”, czyli Piratka Jenny”, jest jeszcze lepiej, bo wskazuje dziewczyna, nie facet.

    Świetlicki:
    „Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie.
    Na razie chodzę, patrzę. Na razie nic.
    Któregoś dnia rzeką Wisłą przypłynie statek piratów.
    O pięciu masztach. Dwudziestu armatach.
    I zapytają: – Który to Świetlicki?
    A ja wtedy stanę na samym środku rynku – i będę wskazywać:
    TEGO, TEGO, TAMTĄ, TEGO, TEGO”

    Brecht:
    (daję w wersji „Pirate Jenny, tej angielskiej, bo na takiej wychowany jestem)

    By noontime the dock is all swarmin’ with men
    Comin’ off of that ghostly freighter
    They’re movin’ in the shadows where no one can see
    And they’re chainin’ up people and bringin’ them to me
    Askin’ me, „Kill them now or later?”
    Askin’ me, „Kill them now or later?”
    Noon by the clock and so still on the dock
    You can hear a foghorn miles away
    In that quiet of death, I’ll say
    „Right now”
    And they pile up the bodies and I’ll say
    „That’ll learn you”
    Then the ship, the black freighter
    Disappears out to sea
    And on it is me.”

  392. @ergonauta
    Zastanawianie się od kogo Świetlicki gwizdnął i pożyczył jest przeciwskuteczne i bardzo pouczające z punktu widzenia naukowego rozbioru wpływów poetyckich: pacz pan znałem Jeny Piratkę, znałem i publicznie dusiłem Tekst Św.ietlickkego (bez błędu) a jednak, kto by się domyślał.
    @WO
    NO PEWNIE. GDYBYMBYŁBOGATY (JAK TRUMP)…
    @all
    Konkurs bez nagród: kto najlepiej narysuje słowami linie demarkacyjne w tym konflikcie anno domini jesień 2025. Garść oczywistości:
    Mamy rosję, Węgry i Słowację w Europie, razem. Mamy resztę UE. Mamy obrotowe (dyplomatycznie) siły tureckie (w Nato). Tyle Europa. Mamy UK, jak zwykle w konflikcie z rosjanami.

    Mamy Indie i Chiny z apetytem na surowce rosyjskie. Mamy południowe podbrzusze rosji zajęte regulacją konfliktu A_A i jakąś tam w końcu współpracą między Armenią i Azerbejdżanem. Chiny i Indie najchętniej jedną ręką kupują dary ziemi od r a sprzedają wyroby reszcie świata. Japonia z rosją żyje w oporze i stuporze. Korea podzielona. Wietnam w rozkwicie.

    USA już przez niektórych polityków europejskich nazywane jest otwarcie zdrajcą. Wśród amrykańskiego południa ciężko wskazać rusofilów poza Brazylią. Proszę kancelować i sprawdzać kogo pominąłem i jak. Dobranoc. Wymiotujcie geopolityką. Ja już zacząłem 😉

  393. Poczekajmy co zrobią Indie jak im przysolą cło na rzeczy istotne, typu usługi (2/3 PKB, 80% z tego na eksport). Na razie to raczej tylko takie ostrzeżenie

  394. @fieloryb

    „Wśród amrykańskiego południa ciężko wskazać rusofilów poza Brazylią.”

    Wenezuela?

  395. Wenezuela, Kuba i chyba Nikaragua. Niemniej – te kraje to ruiny, bardziej obciążenie niż atut. Eksperymenty z jedynie słusznym ustrojem zrobiły swoje. A Brazylia to chyba bardziej antyamerykański sentyment niż rusofilia.

  396. Ja to widzę tak: trumpiści chcą iść przeciw Chinom, to jest najważniejsze. W tym celu „konsolidują” (jak kto woli – terroryzują i wysysają) swoich sojuszników/partnerów z Europy i Azji. Rosję chcieli odwrócić (wypowiedzi Kelloga i innych sprzed paru miesięcy) kosztem Ukrainy, ale oczywiście nie wyszło. Za to jest ona świetnym straszakiem na Europę, która ma płacić militarnemu hegemonowi i podporządkować się. Nie ma za bardzo innej opcji, gdyż, póki co, nie mamy armat. Indie, kolejny kraj, który miał być taryfowym klinem odseparowany od Chin i Rosji, stracili, przez toporną jak pałka dyplomację. Przynajmniej na razie tak to wygląda. Nie sądzę, aby Modi się ugiął, bo to nie jest demokrata liczący kasę i dobro kraju, tylko autokrata-nacjonalista, dla którego utrata twarzy to katastrofa i rychły upadek. Przypuszczam jednak, że ten zwrot do Chin i rosji będzie głównie medialny.

    I teraz tak: mamy blok USA, które zbierają do walki (handlowej, a może i gorącej) swoich helotów, po dobroci lub przymusem. I mamy blok chiński, w którym ważnym, lecz mocno osłabionym ogniwem jest rosja. Która stanowi jednocześnie ważne zaplecze energetyczne dla Chin – w sumie jedyne, W Razie Czego. Logika by podpowiadała, żeby kampanię rozpocząć właśnie od rosji. Ostatnie sygnały z administracji wydają się to potwierdzać. To byłby wariant umiarkowanie pozytywny, w który chciałbym wierzyć.

  397. …no bo po prostu ani nie jest tak, że w danym kraju dany Maduro będzie rządzić wiecznie (a co jak umrze? nagle wszystkie „analizy” do kosza?), ani też nie jest tak, że ktoś z nas wie co taki Lula ma w głowie (lub miejscu ją zastępującym). Więc to praktycznie niemożliwe żebyśmy (albo jakiś inny Bartosiak) napisali o tym coś ciekawego.

  398. Przede wszystkim to nie wiemy co Trump ma głowie, zapewne nic. Nie ma sensu niczego przewidywać, bo jutro może się mu odmienić w przeciwną stronę, a pojutrze prostopadle od dotychczasowej osi. Owszem, faktycznie to chwilami wyglądało na odwracanie Kissingera, ale jeśli on w to wierzył, że się może udać, to znaczy że jest kompletnym durniem.

  399. @wo

    „Kochani, nie układajmy tu jakichś list proskrypcyjnych.”

    Ok, przepraszam. Przed 2022 nie wiedziałem, że mogę tak bardzo nienawidzić ludzi których nigdy na oczy nie widziałem.

    @rusofilia Lat-Am

    Z moich rozmów z ludźmi z Ameryki Łacińskiej się nauczyłem, że ta rusofilia jest raczej wtórna, wynikająca z ich niechęci do USA. „Enemy of my enemy is, if not exactly my friend, someone I will extend the benefit of doubt”. Tym się różni IMO od rusofilii afrykańskiej, która jest bezpośrednią konsekwencją interakcji z ZSRR i Rosją, w przeszłości i teraz. Podczas pobytu w Ugandzie w zeszłym roku widziałem minibus pasażerski z fotografią Putina w oknie, i oficera ugandyjskich służb specjalnych (ochrona lotniska) z rosyjską naszywką wojskową na rękawie munduru. W Ameryce to takie rzeczy pewnie by było widać tylko w Nikaragui (gdzie Rosja ma swoją bazę wywiadowczą).

  400. @”nagle wszystkie „analizy” do kosza?”

    To retoryczne pytanie jest chyba najbardziej realistyczną wizją tego, co nastąpi. Takie twarde źbło futurologii na miękkiej łące fantastyki.
    Skoro napędem mocarstwowej polityki stały się – jak zauważono u vontrompki – deficyty poznawcze (nie tylko wyborców w demokracjach, ale i tyranów w reżimach, bo wiele wskazuje na to, że Putin przed atakiem na Ukrainę miał spore deficyty w wiedzy na temat zdolności obronnych Ukrainy oraz liczebności Ukraińców, którzy go tam powitają kwiatami), to jakieś skrupulatne szacunki kolejnych posunięć Trumpa, tym bardziej w szachach planowanych ileś ruchów naprzód (że „przeciw Chinom”, że „konsolidują”) już można zacząć zwijać w kulkę przed rzutem. Natomiast można ostrożnie przewidywać, że będzie żywiołowo, spontanicznie, dziko.
    Dziko nie tylko, jak przywykliśmy, na Wschodzie, ale i Ameryka jak ma być great again, to musi stać się na powrót tym dzikim zachodem, którym była. Nina Simone (śpiewając Piratkę Jenny) przypomniała mi, że przecież w USA tradycja przemocy wobec słabszych i „gorszych”, tradycja rezerwatów koncentracyjnych itp., to jest tradycja wcale nie hen hen XIX-wieczna, ledwie parę dekad minęło odkąd trochę odpuścili swoim afroamerykańskim obywatelom (Nina Simone mając 10 lat dała swój pierwszy koncert, a jej rodzice zostali zmuszeni, by przesiąść się do tylnych rzędów sali, żeby zrobić miejsce białym), więc to jest tylko mały kawałek drogi, żeby wrócić. Jeżeli czegoś chcą Trumpiści , to tego, żeby było jak wtedy: żeby ludzie na sali – obojętnej wielkości, z Chinami albo bez – siadali tak, jak oni sobie życzą.

  401. @ergonauta

    Gorzka lekcja (©️Richard Sutton) polityki to taka, że zarówno typowy wyborca jak i typowy polityk to słabo poinformowany, niedouczony kretyn.

  402. Ze szkoły wyniosłem wrażenie, że gorzkie lekcje dają zgorzknali kretyni i nie są to żadne lekcje, a nieprzemyślane majaki nie niosące treści. Nie inaczej jest ze Stuttonem link to argmin.net

    Ach gdybyż polityka była merytokracją, marzy centrowa arystokracja. Najlepiej poinformowani CEO korporacji które mają środki przetrwać apokalipsę a wiięc mogliby być opozycją nie wpraszaliby się wprzódki wygłaszać pochwały na cześć wodza, a chińska samowystarczalna technokracja nie zmontowałaby sobie parady ludobójców.

  403. W rankingu zgorzknialców tego bloga byłbyś na pewno na zaszczytnym pierwszym miejscu 🙂

    Instytucje państwowe (Fauci, itd) uratowały setki tysięcy ludzi przed śmiercią na COVID. Jak na to zareagowali wyborcy? Wściekłością, że kazali im nosić maseczki.

  404. Wracając do chatbotów.

    Przyjechała do mnie Mama i chce oglądać polską TV z Norwegii. Wiadomo, trzeba VPN ustawić w routerze Synology, żeby telewizor mógł streamować coś więcej z TVP VOD niż Info i Polonia. Mam NordVPN, ale nie pamiętam jak się to ustawiało w routerze. Trzy pytania do Copilot – „How to generate a NordVPN configuration file?”, „What OVPN file do I need to set up a VPN with my Synology router: UDP or TCP?” i „Synology router requires me to provide a username and a password. How do I get them?” – i gotowe. NordVPN to pewnie ma gdzieś ukryte wszystko w dokumentacji, i pewnie jakieś zaawansowane Google-fu by mi pozwoliło znaleźć co trzeba zrobić, ale z chatbotem było 1) łatwiej i 2) szybciej.

    Miliony ludzi na świecie mają takie doświadczenia, a potem wchodzą na Internet i czytają jakiegoś Zitrona, Emily Bender czy Alex Hanna piszących że AI jest bezwartościowym gównem. Ten dysonans zostanie rozwiązany w oczywisty sposób: miliony ludzi uznają, że krytycy AI są pomyleńcami i nie ma co ich słuchać (nawet kiedy będą mieli rację). Tak to krucjata przeciwko AI jest de facto na rękę bossom z Silicon Valley, bo na jej tle nawet Zuckerberg zaczyna wyglądać na normalsa.

  405. @rw
    ” pewnie jakieś zaawansowane Google-fu ”

    Nie musiałoby być zaawansowane, przypuszczam że wystarczyłoby wklejenie tego samego co wkleiłeś do chatbota.

  406. A sprawdzałeś? Bo teraz i tak Google wyświetla odpowiedź od AI, żeby sprawdzić nalepkę itd.

  407. Z chatbotami – wszystko zależy jak i do czego. Jak w internecie nie ma dobrych źródeł, to boty wypełnią odpowiedź bzdurami.

  408. @rw
    „zarówno typowy wyborca jak i typowy polityk to słabo poinformowany, niedouczony kretyn”

    Nie jest winą wyborców że są idiotami, tylko mediów (i ich właścicieli), że sączą ludziom prawicowy przekaz. Przykładowo: ja nie popieram Rosji, bo nie oglądam ich telewizji, a a związku a tym nie dałem się ogłupić ich propagandą. Ale gdybym zaczął to oglądać, to już po paru miesiącach prawdopodobnie byłbym zwolennikiem Putina (to fenomen tzw. polittechnologii). Podobnie rzecz ma się z tymi maseczkami w Stanach, o których wspomniałeś w kolejnym poście – skoro ludzie słyszą w Fox News, News Max, u Rogana (czy co tam teraz jest na topie), że maseczki to zło i Szatan, to oczywiście w to wierzą. Też bym uwierzył, gdybym mieszkał na jakimś zadupiu w Kansas (a gdybym mieszkał na podkarpackiej wsi, to głosowałbym na PiS żeby powstrzymać seksualizację dzieci przez elgiebetów). Nie możesz wymagać od ludzi, żeby „włączyli myślenie”, bo to fikcja, przekonania są względne, nie da się odróżnić kłamstwa od prawdy i nikt nie ma na tyle kompetencji żeby być ekspertem w każdej dziedzinie – a przecież skądś trzeba czerpać informacje. W ostateczności kontrola nad informacją sprowadza się do pieniędzy, a że większość mediów kłamie za pieniądze lub z powodów ideologicznych, to już nic na to nie poradzimy. Tak jak nie jest winą człowieka na ulicy że został pobity tylko sprawcy napaści, tak samo nie jest winą ludzi że są głupi, tylko tych, którzy ich ogłupiali. Dopóki jest wolność słowa, dopóty ludzie będą wybierali ten kanał informacji, który chcą. A skoro prawica ma tę broń, to jej używa i nic się nie da z tym zrobić.

  409. @”AI jest bezwartościowym gównem”
    Dopóki jedynie 1/4 odpowiedzi nadaje się do czegokolwiek to tak będzie. Dopóki halucynacje będą górować nad wiedzą praktyczną a odpowiedzi na moje skromne zapytania przywodzić mnie będą jedynie do straty czasu to jest to crap, który przypomina sielski krajobraz bez znaczenia dla treści. Prosty problem typu: „znajdź i pobierz” urasta do 30 minutowego grzebania w ustawieniach. Dziękuję, postoję…

    Pora więc sprawdzić metawyszukiwarki AI (Firefox oferuje coś takiego, ale z brakiem automatycznej warstwy wyboru AI). Ktoś, kto ma jakieś lepsze doświadczenia proszony jest o podzielenie się swoją wiedza na temat metaAI poniżej.

    Jeśli internet rzeczy ma się ziścić i będę mógł porozmawiać ze stołem w trakcie obiadu to niech to będzie stół ładny i przy okazji praktyczny.

  410. @fieloryb

    „Dopóki jedynie 1/4 odpowiedzi nadaje się do czegokolwiek to tak będzie.”

    No ale przecież to bzdura, że „jedynie 1/4 odpowiedzi nadaje się do czegokolwiek”. Właśnie o tym mówiłem: argumentacja „przeciwników AI” w tym momencie opiera się na zaprzeczaniu rzeczywistości.

  411. @rw
    Przecież pisze o własnych doświadczeniach a nie o losie innych milionów uwikłanych w AI. Możliwe, że ja się nie znam, nie roszczę sobie praw do nadrozumu. Jestem przeciętnym awansowanym użyszkodnikiem.
    Nie jesteś moim helpdeskiem (całe szczęście dla Ciebie), ale skoro chcesz – spróbuj Copilota pod Windows XX zachęcić do ściągnięcia i zainstalowania czegoś (hehe) samodzielnie. Powodzenia przesyła Pani Gienia.
    Tymczasem pozostałe odpowiedzi przypominają halucynacje z niedożywnienia informacją i skakanie po drzewie decyzyjnym. Męczące i mało produktywne.

  412. @rw

    „No ale przecież to bzdura, że „jedynie 1/4 odpowiedzi nadaje się do czegokolwiek”. Właśnie o tym mówiłem: argumentacja „przeciwników AI” w tym momencie opiera się na zaprzeczaniu rzeczywistości.”

    Nieszczególnie, tzn. czasami sprawdzam jak sobie z różnymi zapytaniami w kwestiach, na których akurat ja dobrze się znam radzi np. taki chatGPT i w przeważającej liczbie przypadków najpierw na jakiś temat próbuje coś nazmyślać, dopiero potem jak go przycisnąć, że gada głupoty to robi wyszukiwanie i wtedy rzeczywiście odpowiada jako tako z sensem (ale nawet wtedy nie zawsze). Jest lepiej niż jak kiedy w ogóle nie miał dostępu do wyszukiwarki, ale skoro w kwestiach, w których znam odpowiedź tak często konfabuluje, to nawet nie próbuję pytać go o rzeczy, na których się nie znam.

  413. @mnf
    Pitolicie Hipolicie. Sam dobór mediów jest suwerenną decyzją, ludzie wybierają co chcą oglądać. Więc oglądają co lubią. Te całe determinizmy prowadzą do kompletnych absurdów typu Hitler nie był niczemu winien, wszystko przez to, że Schiklgruber bił bękarta pasem jak ten był mały.

  414. @wo

    „Nie musiałoby być zaawansowane, przypuszczam że wystarczyłoby wklejenie tego samego co wkleiłeś do chatbota.”

    Jeszcze z 5 lat temu pewnie tak. Teraz w odpowiedzi na generyczne zapytanie (a więc bez szukania dosłownego cytatu, tudzież zawężania do konkretnego adresu) pierwsza strona notorycznie zapchana jest site’ami od czapy. A potem lecą adresy na 10 ekranów tekstu typu: Co To jest VPN; Historia usług VPN; Co czego przydaje się VPN, itd. I w tym gdzieś tam niby jest ta konfiguracja (przynajmniej zdaniem wyszukiwarki).

  415. @Parasol

    No tak, ale to nie świadczy o tym, że chatboty są lepsze od porządnej wyszukiwarki, tylko że wyszukiwarka Google przestała być porządna.

  416. @ausir

    Niemniej jednak będzie to generować ruch w overview, bo obsługują zdecydowaną większość zapytań do wyszukiwarek. Konkurencja też integruje z LLMami.

  417. > tak samo nie jest winą ludzi że są głupi, tylko tych, którzy ich ogłupiali. Dopóki jest wolność słowa, dopóty ludzie będą wybierali ten kanał informacji, który chcą

    Tylko tu dochodzimy do dosyć skomplikowanego problemu pt. kto ma prawo mówić ludziom co mają myśleć? Nie ma na to dobrej odpowiedzi, a bez zaadresowanie tego „drobnego” problemu to całą demokracja tak jakby się kończy.

  418. Z tym AI-em to jest jeszcze dziwniej. Trzymając się spraw technicznych, bo to sprawdzałem. Zapytaj copilota/gpt o cokolwiek dotyczącego microsoftu – dostaniesz piękne wypracowanie w podpunktach, ścisłe co do każdego szczegółu. Ale zapytaj o coś na temat np AWS-u albo Oracla – i nie mówię o rzeczach które są tylko za paywallem ale o pytanie dotyczące ogólnie dostępnej dokumentacji – to napisze ci owszem wypracowanie ale tam jednego słowa prawdy nie znajdziesz. A do tego kłamstwa potrafią być tak przekonująco napisane że na początku sam ze 2 razy szukałem funkcjonalności którą GPT sobie zmyślił. Nie wiem jak to działa, czy podjęli decyzję by nie karmić bota dokumentacją konkurencji czy konkurencja jakimś cudem na to nie pozwoliła, ale efekt jest jaki jest.

    Z drugiej strony niewątpliwie technologia ta ma potężny potencjał. Koledzy z korpo napisali bota karmionego firmową dokumentacją który produkuje odpowiedzi na pytania klientów (ale bynajmniej nie bezpośrednio, tylko dostęp do odpowiedzi bota mają tylko pracownicy supportu. To jest piękno i dobro, pisze piękne wypracowania praktycznie bez błędów. Różnica taka że jak nie wie to nie pisze bo ma zabronione zmyślać (nie wiem jak, nie znam się).

  419. @fieloryb

    „Nie jesteś moim helpdeskiem (całe szczęście dla Ciebie), ale skoro chcesz – spróbuj Copilota pod Windows XX zachęcić do ściągnięcia i zainstalowania czegoś (hehe) samodzielnie. Powodzenia przesyła Pani Gienia.”

    Przecież to jest zablokowane by design. Dla bezpieczeństwa użytkownika.

    @ausir

    „No tak, ale to nie świadczy o tym, że chatboty są lepsze od porządnej wyszukiwarki, tylko że wyszukiwarka Google przestała być porządna.”

    Bing też? Wszystkie wyszukiwarki mają ten sam problem. W walce pomiędzy wyszukiwarkami a spamerami wygrali spamerzy. Albo po prostu ta technologia osiągnęła kres swoich możliwości i czas ją zastąpić czymś nowym.

  420. Ale to nie spamerzy tylko z jednej strony „podsumowania AI” Google’a, a z drugiej przede wszystkim promowane celowo wyniki sponsorowane. To nie kwestia technologii tylko decyzji biznesowych.

  421. @wyszukiwarka, wyszukaj najlepiej
    Ktoś zna lepszą od googla? Pytam serio, bo utknąłem w zalewie śmieci kilkakrotnie.

  422. Raczej wątpię, żeby Google celowo psuł swój produkt żeby pomóc chatbotom, kiedy sam swojego chatbota konsumenckiego nie ma.

  423. @fieloryb
    „Nie jesteś moim helpdeskiem (całe szczęście dla Ciebie), ale skoro chcesz – spróbuj Copilota pod Windows XX zachęcić do ściągnięcia i zainstalowania czegoś (hehe) samodzielnie. ”

    Już Ci rw odpowiedział, a ja zapytam czy słyszałeś o czymś takim jak „prompt injection” i zastanów się co było, gdy AI mógł odpalać skrypty albo instalki.

  424. Przecież nie psuje swojego produktu „żeby pomóc czatbotom”, tylko żeby wyciągnąć więcej hajsu od płacących za promowany wynik w wyszukiwaniu, bo i tak był praktycznie monopolistą, więc to, że wyszukiwanie stało się mniej pomocne dla użytkowników im nie przeszkadzało.

    A czatboty też są karmione treściami czy to w treningu czy w przypadku wyszukiwania o różnej jakości i nie rozróżniają zbyt dobrze użytecznego od spamu. A jak jednak będą musiały zacząć zarabiać na siebie, tym bardziej można spodziewać się promowania niskiej jakości ale za to opłaconych przez reklamodawców treści.

  425. W ogóle zastanawiający jest sam fakt tak powszechnego udostępniania Overview. Ewidentnie muszą to generować raczej niskim kosztem, skoro w wynikach finansowych nie raportują tąpnięcia. Pewnie sporo tych overview idzie z cache (bo zapytania się powtarzają). Ale przy ich skali nawet niewielki odsetek zapytań kierowany do LLMa będzie generować duży strumień promptów.

  426. „Przecież to jest zablokowane by design. Dla bezpieczeństwa użytkownika.”
    A pewnie. Tylko czy to oznacza, że system ma prawo do halucynowania nieistniejących linków? Przecież wystarczy jedno zapytanie do serwera strony czy strona istnieje. I jeszcze: Czy możliwe jest wcześniejsze wdrożenie procedur bezpieczeństwa PRZED uruchomieniem fal AI dla pobieranych plików (zarówno ze strony pobieranej jak i OS-u)? Informatycy wiedzą jak to zrobić czy nie? IMHO wiedzą, ale słusznie się boją bo technologia jest stosunkowo słabo zbadana i dość szybko się rozwija.

    Czyli – testowanie na produkcji.

  427. Swoją drogą widzę tu rys niekonsekwencji. Najpierw szanowny @WO prosi nas we wpisie o rysowanie „ładnych mapek” a później odmawia stosowania geopolityki.

    Co jest wewnętrznie sprzeczne.

    Rozumiem, że to wyraz bezradności wobec wyobrażonej straszności czasów które nadejdą. Jeśli nie geopolityka to gdybologia. Jest na sali człowiek od zasobów? Jak oszacować ile osób jest w stanie rosja wprowadzić do armii na podstawie przeszłych liczb? Moje skromniutkie szacunki:

    Załóżmy, że pieniądze nie grają najważniejszej roli dla rosji. Ludzie są kluczowi.
    1. Rosja planuje zwiększenie armii do 1,5 mln ludzi.
    2. Według szacunków urzędników USA z kwietnia 2025 roku, Rosja rekrutuje około 30 000 nowych żołnierzy miesięcznie.
    3. Zmiany prawne: Nowa ustawa, wprowadzona 22 lipca 2025 roku, umożliwiłaby całoroczny pobór, co analitycy interpretują jako sygnał przygotowań Rosji do przyszłego konfliktu z Europą i NATO.

    Jeśli UE uda się powstrzymać piątą kolumnę (jak to miało miejsce w Rumunii przy wyborach) i zorganizować zaplecze wojenne dla swojej armii (produkcja broni i logistyka) to nawał siły rosyjskiej jest w stanie ledwie ukąsić, ale nie zdobyć. Żyjemy korzyścią skali. UE jest większa liczebnie niż rosja.

    Natomiast jeśli w grę wejdą kraje UE graniczące z rosją sytuacja robi się groźna, nawet zakładając eksodus mężczyzn z Ukrainy do nowych sił wojskowych. Stosunek ludności około 3,5 do 1.

  428. @fieloryb
    „Swoją drogą widzę tu rys niekonsekwencji. Najpierw szanowny @WO prosi nas we wpisie o rysowanie „ładnych mapek” a później odmawia stosowania geopolityki”

    Geopolityka to napis „tu kryją się potwory” na mapie. Ja proszę o jakieś ką-kre-ty. Na przykład jak ktoś chce pisać o BRICS, to niech pisze co ten BRICS tak ką-kret-nie robi, a nie fantazjomatyzmuje co kiedyś być może.

  429. @fieloryb
    Bez pieniędzy Rosja tych ludzi po prostu nie wprowadzi na front. Pieniądze sa warunkiem koniecznym.

  430. @Parasol

    „W ogóle zastanawiający jest sam fakt tak powszechnego udostępniania Overview. Ewidentnie muszą to generować raczej niskim kosztem, skoro w wynikach finansowych nie raportują tąpnięcia. Pewnie sporo tych overview idzie z cache (bo zapytania się powtarzają). Ale przy ich skali nawet niewielki odsetek zapytań kierowany do LLMa będzie generować duży strumień promptów.”

    OIMW to Overview nie używa LLM

  431. ” Bez pieniędzy Rosja tych ludzi po prostu nie wprowadzi na front. Pieniądze sa warunkiem koniecznym.”

    btw: niedawno kol. Radziwinowicz pisał że na głubince wdowy już mogą tylko marzyć o milionach jakie jeszcze niedawno armia płaciła za trupa. Administracja robi wszystko by im nic nie płacić, żeby starczyło środków na wypełnienie planu na pobór.

  432. @kmat
    „Bez pieniędzy Rosja tych ludzi po prostu nie wprowadzi na front.”
    Przecież to idzie w kierunku turbokapitalizmu mafijnego od początku, od lat ’90 XX wieku: kapitalizujmy dla siebie zyski, straty przenosimy na najgorzej poinformowanych. Dbajmy o to by to wyglądało jak ich wojna. W przypadku, kiedy obecny rząd r ma w ręku nie tylko podatki, ale i środki produkcji jest to proste pod warunkiem, że zbalansujemy system poboru, nadzoru i wydawania środków tak by uniknąć kryzysu sensu stricto.

    A więc ekonomiści i socjolodzy do roboty*!

    Działa, ale jest nieskuteczne, bo zapomniano, jakim ważnym środkiem osiągania celu jest krytyka zewnętrzna.
    Działa bo nie mieli wyjścia, miękka ewolucja systemu zmiotłaby ich z planszy prędzej lub później. Pokolenie, dwa…
    (…)
    _______________________________________________
    *Nabiullina już kilka miesięcy temu, jeśli nie rok zleciła badanie ekonomii wojennej Niemiec.

  433. @fieloryb
    „@wyszukiwarka, wyszukaj najlepiej
    Ktoś zna lepszą od googla? Pytam serio, bo utknąłem w zalewie śmieci kilkakrotnie.”

    Qwant raczej nie zalewa śmieciem. Brak AI overview, brak personalizacji, (deklarowane) privacy first, dodatkowo wyszukiwarka robiona w EU. Ja przesiadłem się wiosną tego roku i za Google nie tęsknię. Na minus brak przejrzystości co do podpierania się wynikami z Binga: niby mają własne roboty i indeksują, ale wiki podaje, że jak Bing wysiadł na moment w 2024 to Qwant solidarnie też.

  434. @szmermurszu
    @Qwant
    Jak pytać (spójniki logiczne, nawiasy,…)? Do czego najlepsze, gdzie daje radę gdzie lepiej odpuścić?

  435. @Qwant

    Zrobiłem test Qwanta na trzech pytaniach, które cytowałem powyżej („Trzy pytania do Copilot – „How to generate a NordVPN configuration file?”, „What OVPN file do I need to set up a VPN with my Synology router: UDP or TCP?” i „Synology router requires me to provide a username and a password. How do I get them?” – i gotowe.”). Wynik taki sam jak dla Bing i Google: pierwsze pytanie OK, odpowiedzi na następne dwa były bezużyteczne.

    Chatboty potrafią wziąć Twoje pytanie „Jak robię X kiedy potrzebuję Y w trakcie Z?” i rozbić na kilka pytań, a potem podsumować wyniki. Tego OIMW żadna wyszukiwarka, BigTech czy niezależna, nie potrafi.

  436. @ kmat

    „Pitolicie Hipolicie. Sam dobór mediów jest suwerenną decyzją, ludzie wybierają co chcą oglądać. Więc oglądają co lubią. Te całe determinizmy prowadzą do kompletnych absurdów typu Hitler nie był niczemu winien, wszystko przez to, że Schiklgruber bił bękarta pasem jak ten był mały.”

    Zależy kogo prowadzą, bo np. mogą też prowadzić kogoś do tego, że Hitler był winien, ale przemysłowcy niemieccy, którzy się z nim na tej jakiejś konferencji gdzieśtam w 1932 r. umówili na ten słynny deal („weźmiesz lewactwo i roboli za mordę, a my będziemy dobrymi patriotami i sypniemy dojczmarki”) byli winni, Josef Goebbles był winny i Rosenberg też, jako teoretycy i propagandziści, Streicher (były nauczyciel!), który robił w Szturmerze zaskakująco współczesny brainrot na dobre 80-90 lat zanim w ogóle powstało to określenie był winny, itd itd.

    Jednak w sytuacji, kiedy przez ostatnie 20 lat po naszym społeczeństwie leci walec soszjali, zgamifikowanego gamblingu (mikrotransakcji etc.), a teraz AI chatbotów, gdzie KAŻDA JEDNA z tych rzeczy jest zoptymalizowana pod wywoływanie uzależnień behawioralnych, a przy tym (przynajmniej przez jakiś czas) nie było to wiadome zanim nie było za późno, to takie „hurr durr wolny wybór!” jest jednak chyba nawet gorsze.

    Pacjenci uzależnieni w Stanach od opioidów, którzy polecieli w uzależnienie bo W DOBREJ WIERZE zaufali w to, co im mówi ich lekarz, któremu Purdue mniej lub bardziej bezpośrednio sprzedało story (i ten lekarz mniej lub bardziej uwierzył) że trust me bro, oksykodon nie uzależnia. Winni czy niewinni? Na własne życzenie się wpakowali w uzależnienie, frajerzy jedni, czy nie na własne?

  437. ja osobiście często używam LLMów do nauki kolejnych języków programowania. jest 100x szybciej niż z wyszukiwarką, nawet dobrą. jak akurat nie halucynują (przy prostych pytaniach jest całkiem ok, a potrzebuję głównie prostych rzeczy, bo skomplikowane są zazwyczaj przenaszalne między językami), to świetnie syntezują wiedzę z kilku różnych perspektyw, a jak halucynują, to i tak przekazują mi słowa-klucze do weryfikacji tego, co wygenerowały i dalszego pogłębiania wiedzy. trzeba tylko mieć już jakiś-tam poziom więdzy, żeby szybko wyłapywać halucynacje, ale w moim doświadczeniu nawet z halucynacjami taki proces jest bardzo wydajny.

  438. @ rw i chatboty

    „Chatboty potrafią wziąć Twoje pytanie „Jak robię X kiedy potrzebuję Y w trakcie Z?” i rozbić na kilka pytań, a potem podsumować wyniki. Tego OIMW żadna wyszukiwarka, BigTech czy niezależna, nie potrafi.”

    Jo, i dlatego LLMy nakarmione manualami, dokumentacją techniczną itp. rzeczami, wewnętrzne dla organizacji i jeszcze tak stuningowane (i z odp. initial promptem + nakładką tą PO modelu a PRZED userem, i której tu jest trochę w wątku) są po prostu fajną, przydatną technologią. W rękach np. power usera, który ma skonfigurować wihajster X w sytuacji, kiedy podłączył go do wihajstra Y i wyskoczył błąd, kod BLABLA00x000213A.

    Ani Zitron ani raczej nikt inny z Zajadłych Krytyków AI na to akurat nie pluje. Ale też nie oszukujmy się – takie nudy to #nikogo i bynajmniej nie o takie rozsądne i przydatne rzeczy chodzi w wielomiliardowej bańce spekulacyjnej, nie?

  439. > jak akurat nie halucynują (przy prostych pytaniach jest całkiem ok

    Niech to już umrze. LLMy tylko i wyłącznie halucynują, nie robią nic innego. Nie ma żadnej różnicy w działaniu między tym co sprzedawcy i ideolodzy nazywają rozumowaniiem a halucynowaniem. U ludzi są to odmienne stany świadomości które poddają się na przykład parametrom chemicznym. LLMy nie mają żadnych takich parametrów.

    Jeśli preprompty i postprocessing nakładkami „działa” i rozwiązuje problem halucynacji to one wykazują się inteligencją, nie LLM. A ponieważ strukturyzują jego odpowiedzi za pomocą stabularyzowanych ręcznie danych dochodzimy do poziomu zaczadzenia lat osiemdziesiątych kiedy inteligencja była tuż za rogiem po podłączeniu odpowiedniej bazy danych.

    > do nauki kolejnych języków programowania

    Jednego paradygmatu. Try that with Rust.

  440. @mcal
    w sytuacji, kiedy przez ostatnie 20 lat po naszym społeczeństwie leci walec soszjali, zgamifikowanego gamblingu (mikrotransakcji etc.), a teraz AI chatbotów, gdzie KAŻDA JEDNA z tych rzeczy jest zoptymalizowana pod wywoływanie uzależnień behawioralnych, a przy tym (przynajmniej przez jakiś czas) nie było to wiadome zanim nie było za późno, to takie „hurr durr wolny wybór!” jest jednak chyba nawet gorsze.

    Precisely that! To wszystko już było wiele razy wałkowane na tym blogasku i jest to w sumie przerażające że żadne państwo nie próbuje tego regulować na podobnych zasadach jak regulowane są substancje psychoaktywne czy hazard.
    W idealnym świecie infinite scroll powinien być zabroniony, a algorytmy uregulowane i podlegające pełnej kontroli jakiejś niezależnej instytucji, ale jedyne co nam zostało to jakiś ograniczony damage control i edukacja.
    Iskierką nadziei dla mnie jest spadek średniego czasu spędzonego na soszjalach w zeszłym roku z peaku 151min w 2023 do 143, czyli w okolice 2018 roku. Trzymam kciuki żeby to był dłuższy trend, natomiast samym soszialom to niestety nie zaszkodzi bo ad revenue im regularnie rośnie rok do roku. (1)

    W tym kontekście też nie wiadomo czy cieszyć się czy płakać nad ciągłym spadkiem konsumpcji newsów online. (2)
    Ja się cieszę, bo dla mnie to znak że ludzie są bardziej świadomi psychologicznego efektu ciągłej ekspozycji na dramat i katastrofę. Ja od kilku miesięcy czytam same nagłówki i okazjonalny artykuł w Guardianie, w miarę regularnie też kupuję papierową Politykę odkąd gospodarz się tam pojawia i widzę dużą poprawę w temacie depresji i stanów lękowych. Sociale też rzuciłem cold turkey style i nagle okazało się że znowu mam czas na czytanie książek. Swoją drogą czytając dyskusje tutaj po odstawieniu newsozy i soszjalozy zacząłem zauważać wyraźniej że ten alarmistyczno-katastroficzny ton znany z mediów jest tu mocno obecny, tak samo zresztą jak poczucie rezygnacji, które znam aż za dobrze z własnych epizodów depresyjnych. Więc wszystkim polecam odcinkę od bieżączki i nie jest to, jak mi powiedziała jedna znajoma, rozbicie termometru żeby nie mieć gorączki, tylko coś dokładnie odwrotnego: odcięcie patogenów żeby stan zapalny się wyciszył.
    Śledzenie mediów in real time to imho obietnica poczucia kontroli, która przynosi dokładnie odwrotny efekt – nie jesteśmy dobrze poinformowani tylko bezsilni wobec tsunami tragedii, dramy i katastrofizmu przy którym najlepiej się wyświetla reklamy.

    1: link to statista.com

    2: link to reutersinstitute.politics.ox.ac.uk

  441. @klamerka
    „ja osobiście często używam LLMów do nauki kolejnych języków programowania. jest 100x szybciej niż z wyszukiwarką, nawet dobrą.”

    Jako starszy pan, który Nie Rozumie Młodzieży, muszę jednak spytać – a czemu nie z podręcznika? Przecież z pewnoścą są dostępne jakieś darmowe. Mam wrażenie (tzn. odruch mojego pokolenia), że samodzielne uczenie się grozi tym, że się zostanie do końca życia z jakimiś niezdrowymi odruchami w stylu „GOTO 10”. Albo z voodoo programming, że się coś bezmyślnie przekleja i się samemu nie rozumie co to robi.

  442. @kmat
    „na własne życzenie się wpakowali w uzależnienie, frajerzy jedni, czy nie na własne?”

    Darwinizm społeczny jest w retoryce tego pytania.

    @mcal
    „Winni czy niewinni? Na własne życzenie się wpakowali w uzależnienie, frajerzy jedni, czy nie na własne?”

    Chyba pora, w wielu sprawach, przestać oddzielać winę indywidulną od zbiorowej. Już są pierwsze zalążki takiego widzenia, np. prezydent przeprasza w imieniu winnego narodu jakiś inny naród, albo papież przeprasza Inków w imieniu winnego Kościoła, i winnych katolików, a i Europejczyków jak najbardziej winnych.
    Kto ma przepraszać behawioralnie uzależnione dziecko? Czy tylko jego rodzice, co mu kupili pierwszego smartfona?, czy także producenci i handlarze uzależniającym towarem?, czy całe społeczeństwo aprobujące taką dilerkę – na przyjęciach komunijnych, na imieninach czy urodzinach dziecka?
    Norwid niech już przestanie tęsknić do tych, co mają tak za tak, nie za nie, bez światłocienia. Bo światłocieniu żyjemy, więc chyba pora ograniczyć publiczne egzekucje samotnych winowajców, ale dekapitować razem z publicznością.

  443. @❡

    „Nie ma żadnej różnicy w działaniu między tym co sprzedawcy i ideolodzy nazywają rozumowaniiem a halucynowaniem”.

    no ale co z tego? mi nie chodziło o techniczne rozumienie pojęcia „halucynacja”, tylko o potoczne, czyli o generowanie informacji niezgodnych z prawdą, które, naturalnie, zawsze będą generowane, bo model musi być losowo rzucany po odmętach przestrzeni latentnej, inaczej po prostu nie będzie działał, tym niemniej prawdopodobieństwo, że wygeneruje coś sensownego jest wystarczająco wysokie, żeby całość była przydatna do pewnych celów.

    „Jeśli preprompty i postprocessing nakładkami „działa” i rozwiązuje problem halucynacji to one wykazują się inteligencją, nie LLM.”

    nie wiem, kto twierdził, że LLMy są inteligentne, ale na pewno nie byłam to ja.

    „Jednego paradygmatu. Try that with Rust.”

    Rust przecież nie jest jakiś wyjątkowy. Jak znasz w miarę nowoczesny C++, to nauka Rusta nie jest skomplikowana, zwłaszcza że kompilator bardzo jasno tłumaczy, o co kaman z borrow checkerem. natomiast nie uczyłabym się Rusta przechodząc np. z Pythona, to prawda.

  444. @ergonauta

    „Kto ma przepraszać behawioralnie uzależnione dziecko? Czy tylko jego rodzice, co mu kupili pierwszego smartfona?, czy także producenci i handlarze uzależniającym towarem?, czy całe społeczeństwo aprobujące taką dilerkę – na przyjęciach komunijnych, na imieninach czy urodzinach dziecka?”

    To akurat banalne. Ten co na tym zarobił. Wielki zysk oznacza, wielką odpowiedzialność (znaczy tak nie jest, ale w idealnym świecie powinno tak być).

  445. @wo

    „a czemu nie z podręcznika?”

    bo jest szybciej. jak uczysz się n-tego języka, to masz już większość rzeczy ogarnięte, bo się pokrywają między językami, więc raczej czyta się podręcznik nie od początku do końca, tylko na wyrywki, a szukanie interesujących mnie fragmentów w podręczniku jest wolniejsze od zapytania o nie LLMa.

    „samodzielne uczenie się grozi tym, że się zostanie do końca życia z jakimiś niezdrowymi odruchami”

    a i owszem, dlatego zastrzegłam, że potrzebny jest jakiś bazowy poziom wiedzy, żeby już umieć wyłapywać takie rzeczy. za nic bym nie poleciła uczenia się pierwszego języka z LLMem, ani nawet drugiego. ale jak znasz już 5+ języków, to moim zdaniem jest bardzo przydatny.

  446. Qwant przywołałem jako przykład prostej wyszukiwarki o przejrzystym interfejsie, z małymi dawkami reklam, bez paneli zakupowych i profilowania na podstawie historii wyszukiwań. Nie twierdzę, że z czymkolwiek poradzi sobie lepiej niż LLM.

    @fieloryb
    Nie umiem dać Ci tak precyzyjnych wskazówek, ja tego używam po prostu jako codziennej wyszukiwarki, tak jak używałem Google do wiosny tego roku. Pewnie można założyć, że wypada podobnie do Binga. Nie odczułem spadku jakości, a na pewno szuka mi się łatwiej jak nie trzeba odsiać tuzina reklam.

    Dla mnie punktem zwrotnym było włączenie przez Google AI dla każdego zapytania by default. Po prostu nie chcę palić tych KWh jeśli >80% moich zapytań jest z gatunku „czym zastąpić patisona w sałatce”

  447. @unikod

    „Niech to już umrze. LLMy tylko i wyłącznie halucynują, nie robią nic innego. Nie ma żadnej różnicy w działaniu między tym co sprzedawcy i ideolodzy nazywają rozumowaniiem a halucynowaniem. U ludzi są to odmienne stany świadomości które poddają się na przykład parametrom chemicznym. LLMy nie mają żadnych takich parametrów.”

    Nie wiemy tego. Być może są jakieś emergentne struktury w sieciach neuronowych LLMów które odzwierciedlają różnicę pomiędzy „LLM generuje poprawną odpowiedź” a „LLM generuje bzdury”. To jest ciekawy temat badawczy.

  448. @Cpt. Havermeyer
    „jest to w sumie przerażające że żadne państwo nie próbuje tego regulować na podobnych zasadach jak regulowane są substancje psychoaktywne czy hazard”

    OIMW, Chiny limitują to gówno – słyszałem, że przynajmniej w przypadku dzieci i nastolatków istnieje dzienny limit godzinowy korzystania z tiktoka i podobnych aplikacji. No ale w Chinach nie ma wolności słowa, więc tam liberałowie nie mogą pleść swoich kocopołów o Wolnym Wyborze.

    @mcal
    „Winni czy niewinni? Na własne życzenie się wpakowali w uzależnienie, frajerzy jedni, czy nie na własne”

    W Stanach szaleje epidemia opioidowa i część ludzi (prawicowców?) obwinia „ćpunów” o to, że wpadli w uzaleźnienie. Przecież to nie wina ludzi że się pouzależniali, tylko rezultat spisku koncernów farmaceutycznych, z jednej strony lobbujących w FDA za dopuszczeniem do swobodnego obrotu do silnych narkotyków, z drugiej – wciskających buteleczkę oksykodonu na jakieś bzdury typu złamany palec. To, co się dzieje, było zamierzone i ludzie, którzy za tym stali, dobrze wiedzieli jak to się skończy, wiadomo to z odtajnionej na potrzeby procesowe dokumentacji wewnętrzej (e-maile Purdue Pharma, którymi zajęli się dziennikarze). W Polsce wyszły na ten temat książki „Dreamland” Sama Quinenosa i „Imperium Bólu” Patricka Raddena Keefa, polecam.

    Podobnie jest z socjalami, one były projektowane po to, aby uzależniać i odmóżdżać, więc pretensje do metaforycznego „wujka że Stanów”, który uwierzył w jaszczury i płaską ziemię są bezsensowne – to nie on podjął decyzję o przedawkowaniu jutuby i wejściu do króliczej nory, to algorytmy zrobiły to za niego. Równie dobrze można mieć pretensje do Rosjan o to, że wierzą w putinowską propagandę – no wierzą bo widzą to w telewizji, też bym wierzył, gdybym to oglądał.

    Ktoś może argumentować że „ale przecież istnieją porządne, jakościowe media”, ale w makroskali ta możliwość wyboru jest pozorna, bo zły pieniądz wypiera lepszy. Dopóki dajesz ludziom wolny wybór czy zjeść zdrowy, domowy obiad (schabowy, ziemniaki, surówka) czy niezdrowy zestaw (hamburgera z colą i cukierki), większość ludzi wybierze śmieciowe jedzenie – bo szybciej i taniej. That’s how Capitalism works.

  449. @rw

    To się już bada, przy czym odpowiedź brzmi: zależy. W niektórych „miękkich” poleceniach, typu pytanie co znaczy błąd xyz na wyświetlaczu urządzenia abc, można wskazać struktury korelujące z intuicją człowieka, który szukałby na to pytanie odpowiedzi. W poleceniach mocno „zalgorytmizowanych” – dodaj następujące się duże liczby – struktury często nie pasują do algorytmu dodawania.

  450. @Parasol

    No właśnie, zależy. Dlatego takie akty strzeliste jak ten napisany przez Unikoda trochę irytują.

  451. @rw
    „Nie wiemy tego. Być może są jakieś emergentne struktury w sieciach neuronowych LLMów które odzwierciedlają różnicę pomiędzy „LLM generuje poprawną odpowiedź” a „LLM generuje bzdury”. ”

    Nie wiemy, ale sceptyk domniemuje nieistnienie czarów, dopóki czary nie zostaną zademonstrowane. Póki co to nie mamy nawet dobrego powodu przypuszczać, że takie coś tam może być.

  452. @procyon

    Przypomnijmy kontekst: emergentne struktury w NN. Tu nie tyle nie tyle nie mamy powodu przypuszczać że takowe są, co po prostu wiadomo, że są. Samo w sobie nie jest to niczym zaskakującym, ciekawe jest jedynie pytanie, czy te struktury w jakikolwiek sposób korelują z pojęciami/regułami z obszaru postawionego pytania/zadania. Jak wspomniałem powyżej, na to pytanie również daje się już odpowiadać, a wnioski z tych odpowiedzi są takie, że sensowność tych struktur mocno zależy od charakteru rozwiązywanego zadania.

    W skrócie: to nie lata 90, również gdy idzie o “zrozumienie” NN.

  453. @Parasol
    Żebym mógł się odnieść, to musisz niestety podać źródło tych rewelacji. W tej literaturze „emergencja” nie jest nawet na tyle dobrze zdefiniowanym pojęciem, żeby było wiadomo o czym piszesz konkretnie bez namiarów na konkretny artykuł.

  454. A ja ostatnio pytałem tego cyberdebila o co chodzi w piosence „The Walk” The Cure. Ściemniał, że „japanese baby” to może być aluzja do tytułu płyty „Japanese whispers”, to ja mu mówię, że jeśli w ogóle to odwrotnie, bo ta płyta wyszła później i on oczywiście jak zawsze wtedy „ach tak, masz rację, przepraszam”.

  455. @hatefire
    „To akurat banalne. Ten co na tym zarobił.”

    No ale właśnie wszyscy na tym zarobili, każdy w tym łańcuszku dostaw. Producent wyjściowy zarobił pieniądze, rodzice, wujkowie, ciotki zarobili prestiż, a komórka społeczna, np. parafia z pierwszą komunią, wzmocniła fundusz duchowy pozwalający jej istnieć dalej (w końcu idzie się do tej dziwnej kratki, w tym śmiesznym mundurku nie po hostię, tylko po smartfona od chrzestnego). cały system tak działa, że każdemu coś skapnie, zanim dzieciak się pogrąży.

  456. @WO
    „i on oczywiście jak zawsze wtedy „ach tak, masz rację, przepraszam”.”

    Czyli na razie możemy spać spokojnie: Skynet jeszcze nie zintegrowany, jeszcze bez gotowości bojowej. Zaczniemy się martwić, kiedy po wytknięciu pomyłki będzie wyskakiwała bokserska pięść na sprężynie. Na zautomatyzowanej wyspie nonsensu taka pięść z maszyny wyskoczyła Tytusowi w twarz, a zmierzamy dokładnie w stronę tego archipelagu.

  457. @ergonauta
    „No ale właśnie wszyscy na tym zarobili […]”

    Pisząc „zarabia” przyjąłem wąskie rozumienie. Ci co dostają kasę za konkretny towar. W przypadku fentanylu będzie, to Provident i diler. Nie wiem po co dzielić włos na czworo.

  458. @wo

    Test popkulturalny na głupotę AI: spytać co znaczy tytuł „The Brews” by NOFX. Jeszcze niedawno GPT twierdził że chodzi o piwo, dopiero niedawno się zorientował. Gemini nadal nawija o szkodliwości alkoholu. To nawet śmieszne jest.

  459. Haha. Pamiętam, jak śmiałem się tłumacza Google (też AI, zanim było modne). Taka zabawa była, kazać mu coś przetłumaczyć na obcy język a potem rezultat na polski. Śmiechu co nie miara, tylko niestety już nie działa tak fajnie. Teraz po prostu tłumaczy.

    Ale fakt, że piosenek nie potrafi streszczać, o ile nie są to powszechnie znane i wielokrotnie analizowane przeboje. Jeszcze gorzej jak nie po angielsku. Nawet jednak halucynując, streścił mi kawałek, który zespół faktycznie mógłby zagrać. Dość borgesowskie to.

  460. @Parasol
    Dzięki! Obwody korelujące z określonymi funkcjami oczywiście są, to wręcz tautologia. Ale te które pokazałeś nie spełniają zamówienia. Przypominam, że te hipotetyczne struktury kolegi @rw miały w emergentny sposób rozróżniać między generacją prawdy a bulszitu.

  461. Póki się jakiś nie wyemerguje, zabraniam nawet rozważać. Na razie ta emergencja brzmi jak odrzucony pomysł Lema na opowiadanie typu „Trurl wrzucił przypadkowe części do beczki i mu się coś wyemergowało”.

  462. @wo
    Beczka Trurla to wariant klasycznego argumentu kreacjonistycznego przeciwko abiogenezie, zegarka Paleya. Wbrew XVIII-wiecznemu pastorowi, samoorganizujące się systemy to jednak realne rzeczy. Nie powinniśmy jednak wpaść w drugą skrajność, też teologiczną: że skoro nie ma dowodu na brak X, to X należy traktować poważnie. A między nimi wąska droga i ciasna brama.

  463. @mnf

    „to nie on podjął decyzję o przedawkowaniu jutuby i wejściu do króliczej nory, to algorytmy zrobiły to za niego”

    to on podjął decyzję. każdy uzależniony jest odpowiedzialny za własne uzależnienie. jeżeli by tak nie było, to leczenie uzależnień miałoby skuteczność 0%, bo nikt nie byłby w stanie z tego uzależnienia wyjść, albo by się okazało, że można uzależnionego oduzależnić z zewnątrz, co oczywiście jest niemożliwe.

    uzależniony może nie być do końca świadomy tego, co się dzieje, może nie znać mechanizmów uzależnienia, ale to nie jest bezwolna marionetka. zawsze następuje wybór gonienia za kolejnym hitem dopaminy i zawsze można tego wyboru nie podjąć. jedyne, co zmieniają zoszale, to łatwość tego wyboru. dlatego jednym z najważniejszych elementów leczenia uzależnień jest zmiana środowiska na takie, w którym podjęcie tego wyboru będzie trudniejsze, ale niezależnie od środowiska decyzja zawsze należy do uzależnionego.

    ułatwianie pogłębiania uzależnienia jest oczywiście totalnie niemoralne, ale nie odbierajmy uzależnionym podmiotowości.

  464. Sieci neuronowe ucząc się lepią sobie w wewnętrznej galarety reprezentację wiedzy. W obowiązującej antropomorfizującej metaforyce przetwarzają treść pokarmową w substancję g (embedding, dosłownie zanurzanie). W tej przestrzeni nie ma metryki odróżniającej substancje odżywcze od galarety. Takiego dystansu między faktem a halucynacją że byłyby separowalne, tak jak zbiór liczb niewymiernych a nawet przestępnych jest gęsty w liczbach rzeczywistych.

    I wtedy (10 lat temu) przychodzi cały na biało feature engineering i mówi „a co gdybyśmy otworzyli jelita które niczego nie trafią, zbobaczyli co jest w środku i tak ułożyli wnętrzności żeby wyglądało że jakaś osmoza jednak zachodzi”. To był eksperyment DeepDream. Inspekcja wewnętrznego stanu halucynacji ażeby dowiedzieć się jak ją skierować ażeby sama udała się w przybliżonym kierunku faktualności. Eskperyment się nie powiódł i żadne kolejne powielanie tych pomysłów w sraczce publikacyjnej z Przystanku Woodstock AI tego nie zmieni. Co roku od nowa na NeurIPS są te same publikacje w nowej magmie językowej, a w spędzie 10000 „naukowców” organizują już ścieżki dla uczniów szkół średnich, więc o jakiej nauce tu mowa.

  465. @fieloryb
    „@WO i inni związkowcy na pokładzie
    Komu zależy na inteligentnych ludziach lądujących Biedronce lub innej g-pracy? Kto zapłaci za ich przebranżowienie? Co na to związki zawodowe i inne organizacje?”

    Przepraszam, ale te wszystskie pytania wydają mi się tak niemądre i nieciekawe, że gorąco apeluję o wstrzymanie, a zwłaszcza o uruchomienie własnego blogaska Fieloryb Dziwi Się Światu.

  466. @fieloryb
    „Nie mówiąc o tym, że odbywają się konkursy filmów wygenerowanych przez AI. Jedna osoba jest teraz całym zespołem od makijażysty do reżysera.”

    Te filmy wciąż mają jedną zasadniczą wadę: są brzydkie jak noc listopadowa.

  467. @procyon

    „Dzięki! Obwody korelujące z określonymi funkcjami oczywiście są, to wręcz tautologia. Ale te które pokazałeś nie spełniają zamówienia. Przypominam, że te hipotetyczne struktury kolegi @rw miały w emergentny sposób rozróżniać między generacją prawdy a bulszitu.”

    Fakt istnienia w NN struktury aktywacji korelującej z jakąkolwiek _interpretowalną_ funkcją bynajmniej nie jest tautologią, wymagał empirycznego potwierdzenia.

    Nawiązując natomiast do halucynacji, to owszem, są również wyniki pokazujące, że w przestrzeni aktywacji tych modeli można zidentyfikować halucynacje, przykładowo:

    link to openreview.net

    Nie jest to rozdział zamknięty, ale też ciężko zgodzić się ze stwierdzeniem: „Póki co to nie mamy nawet dobrego powodu przypuszczać, że takie coś tam może być”.

  468. > Fakt istnienia w NN struktury aktywacji korelującej z jakąkolwiek _interpretowalną_ funkcją bynajmniej nie jest tautologią, wymagał empirycznego potwierdzenia.

    I go nie otrzymał.

    To jest gównowata propaganda firmy Anthropic. Anthropic na wejściu (Dunefsky et al.: „Following Elhage et al.”) jak i na wyjściu (Elhage et al.: „we build on recent work (e.g. [5, 6, 7, 8])” [5] J. Dunefsky, P. Chlenski, N. Nanda).

    Co Anthropic robi tymi publikacjami? Jak każda firma AI – robi propagandę:

    „we build a replacement model that approximately reproduces the activations of the original model using more interpretable components.”

    Po co to robi? Żeby kłamać. Przechodząc od

    „Our cross-layer transcoder is trained to mimic the activations of the underlying model at each layer. However, even when it accurately reconstructs the model’s activations, there is no guarantee that it does so via the same mechanisms.”

    do

    „we look inside Claude 3.5 Haiku, performing deep studies of simple tasks representative of ten crucial model behaviors”

    O tym że to kłamstwo informują w charakterystyczny dla branży sposób:

    „At the same time, we recognize the limitations of our current approach. Even on short, simple prompts, our method only captures a fraction of the total computation performed by Claude, and the mechanisms we do see may have some artifacts based on our tools which don’t reflect what is going on in the underlying model. It currently takes a few hours of human effort to understand the circuits we see, even on prompts with only tens of words.”

    Money quote: „tools which don’t reflect what is going on in the underlying model” link to anthropic.com

    Setki stron tekstu w wielu publikacjach będących nawzajem swoimi nieprzetrawionymi wersjami. Bardzo mało matematyki. Całe wodolejstwo służy od początku do końca żeby rozwadniać powyższe kłamstwo w potoku coraz to nowej terminologii. (Słowa transcoder, circuit miały kiedyś swoje znaczenia w informatyce teoretycznej. Z upragnieniem czekam kiedy odkryją słowo transducer, może przypadkiem się natkną na takie kolokacje jak confidence interval czy provenance, a nawet conformal prediction).

  469. @❡
    „(Słowa transcoder, circuit miały kiedyś swoje znaczenia w informatyce teoretycznej.”

    Wydaje mi się, że „circuit” jednak ciągnie metaforę neuronaukową. „Neural circuit” to powszechnie stosowane pojęcie, trochę mgliste, ale ogólnie chodzi o funkcjonalne zgrupowanie neuronów (biologicznych).

    @Parasol
    „Fakt istnienia w NN struktury aktywacji korelującej z jakąkolwiek _interpretowalną_ funkcją bynajmniej nie jest tautologią, wymagał empirycznego potwierdzenia.”

    Znasz na pewno klasyczną sprawę z martwą rybą w fMRI (Bennett 2009). Same korelaty to jeszcze nic, zawsze się jakieś znajdą, pytanie tylko ile porównań potrzebujemy zrobić do ich znalezienia.

  470. @❡

    Rozumiem, że wyobrażasz sobie formalny dowód, do którego jeśli są jakieś zastrzeżenia, to jedynie ograniczenia wynikające z założeń, przy czym najlepiej by to nie były zbyt silne założenia. Spoko, uczenie maszynowe, przynajmniej obecnie, tak nie działa. Podobnie jak biologia molekularna, neurologia, nauka o kimacie i szereg inny dziedzin. I owszem, potem w publikacji: badamy uproszczony model, rozplątujemy aktywacje rzadkim wektorem, w sumie nie mamy badań interwencyjnych i nasz model przyczynowo-skutkowy może być potencjalnie błędny, itd.

    To prawda, nie ma formalnego dowodu, że model replikujący aktywacje uczy się tego samego przekształcenia, co model naśladowany. Trzeba to dopiero zweryfikować po wyuczeniu modelu replikującego – co pozwoliłeś sobie pominąć w cytowanym fragmencie („Nevertheless, we cannot guarantee that the replacement model has learned the same mechanisms [..] and instead resort to verifying it post-hoc”). Owszem, na dziś interpretacje daje się wskazać jedynie dla niewielkich części modelu. I owszem, jest ryzyko że gdzieś tam kryje się artefakt metody. Normalnie jak… w nauce eksperymentalnej?

    Więc tak, Ty wyciągasz wniosek „gównowata propaganda”. Ja wyciągam wniosek: przesłanki eksperymentalne są, trzeba czekać aż od przesłanek działka dojdzie do konsensusu. Jak w nauce eksperymentalnej. Choć oczywiście nie wątpię, że argument „dowód formalny lub dalej nie słucham” szybko nie ucichnie. Zwłaszcza, że technologia budzi ogromne emocje.

  471. @procyon

    Tak, znam tą historię 🙂 Nie twierdzę więc, że sprawa jest rozstrzygnięta. Ale też nie jest to etap „nie mamy nawet dobrego powodu przypuszczać, że takie coś tam może być” – bo w tym momencie to już zamykamy oczy, zatykamy uszy (być może krzycząc: „dowód formalny powtarzam!”).

  472. Ja spalam tę wodę okazyjnie hobbystycznie a okazyjnie w pracy i powiedzmy, że zdecydowanie overhyped są. Pobawiłem się w vibeadmining „jak postawić skutecznie ldapa” i claude wykonał jakieś trzy okrążenia dookoła problemu po czym oświadczył że mu się tokeny skończyły. chatgpt posadzony do analizy zdjęcia z Bydgoszczy radośnie oświadczył, że on tu widzi tramwaje KTM-5, więc jesteśmy w Rosji i się przy tym upierał. Co ciekawe, claude stwierdził że zdjęcie jest z Europy, ale dokładniej nie jest w stanie określić.

    Swoją drogą ciekawą rzecz przeczytałem na którymś blogasku – gdyby vibecoding działało tak dobrze jak się o nim mówi, to mielibyśmy zalew sklepów gównoaplikacjami, a tymczasem nie ma (znaczy, nie więcej niż zwykle).

  473. @tarhim
    „Swoją drogą ciekawą rzecz przeczytałem na którymś blogasku – gdyby vibecoding działało tak dobrze jak się o nim mówi, to mielibyśmy zalew sklepów gównoaplikacjami, a tymczasem nie ma (znaczy, nie więcej niż zwykle).”

    W pracy muszę odganiać się od ludzi, którzy mnie próbują przymusić do używania LLM, bo mają OKR na drive adoption czy tam coś. Tymczasem pojawiło się trochę wyników sugerujących, że w wypadku doświadczonych programistów zysk z używania LLM jest dość znikomy. To jest szczególnie ostatnio komentowane badanie: link to metr.org Wyszło im, że używanie LLM ma spory ujemny wpływ na faktyczną produktywność, ale jednocześnie podnosi subiektywne wrażenie produktywności, tzn. myślisz, że pracujesz szybciej, ale obiektywnie pracujesz wolniej.

    Poza tym 95% prób wdrożenia tych technologii w firmach się nie udaje. link to forbes.com Ale jednocześnie jest też mnóstwo shadow AI, gdzie pracownicy oddolnie wykorzystują te narzędzia np. do generowania korporacyjnej mowy-trawy (do tego się nadaje fenomenalnie, sam używam i polecam).

    Słyszałem też (anegdata), że ogromny problem mają w security, gdzie są zalewani fikcyjnymi LLM-owymi zgłoszeniami w programach bug bounty i tracą mnóstwo czasu na weryfikację tego czy nawet kłócenie się z botem.

    W tych narzędziach jest oczywiście duży potencjał i mają mnóstwo sensownych zastosowań, tylko obecnie hype i marketing wpycha na siłę modele LLM-owe nie tam, gdzie są faktycznie użyteczne. Dlatego przyłączam się do „niech to już umrze”.

  474. Co do korelatów odróżniania przez LLM prawdy od bullshitu.

    Najprawdopodobniej rozmaite obwody (ad hoc, bardziej Ci to internet niż układy na płycie) w mózgu robią rzeczy z grubsza podobne do tego co deep learning.

    Ale: to je wszystko sparalelizowane dużo bardziej, ma dużo większą (na intuicję) przestrzeń, jest analogowe zamiast cyfrowe i ma milion i pińć sposobów żeby się między różnymi „circuitami” uzgadniać.

    To wszystko są jednak detale, bo jak tylko przerobimy wszystko na komputronium to w końcu będzie dość compute. Ale imo nie tu problem. Ponieważ przede wszystkim wszystko co żyje poczynając od najprostszych bakterii jest embodied, oraz do tego hungry, więc różnica m-dzy halucynacją a nie halucynacją jest dość bliżej, nazwijmy to, makroskopowych fizycznych rzeczy, z którymi taki mięsny agent oddziałuje.

    Więc patrząc na te wszystkie okrutnie drogie centra obliczeniowe, którym by się przydało mieć własną elektrownię i własną rzekę, przychodzi na myśl oczywiście mem „look what they need to mimic a fraction of our power”. Muszka owocówka co waży mikrogramy i pali mikrodżule potrafi robić rzeczy, jakich żaden self-driving car dalej nie umie.

  475. @mcal
    „Najprawdopodobniej rozmaite obwody (ad hoc, bardziej Ci to internet niż układy na płycie) w mózgu robią rzeczy z grubsza podobne do tego co deep learning.”

    Deep learning oparty jest o mechanizm wstecznej propagacji błędu, który – pomimo badań nad tzw. biologically plausible NN – po prostu nie ma ścisłego odpowiednika w biologii. Więc nie wiemy czy to jest kwestia ilości compute jak sugerujesz, czy może fundamentalnie różne mechanizmy uczenia. A może komputacjonalizm w ogóle jest błędnym założeniem?

  476. > Najprawdopodobniej rozmaite obwody (ad hoc, bardziej Ci to internet niż układy na płycie) w mózgu robią rzeczy z grubsza podobne do

    A guzik. Pojedynczy neuron robi więcej. Gradient napięcia (i małe równanie różnoczkowe w środku, zasada budowy sieci neuronowych) to tylko składowa działania fragemtu dendrytu.

    To również jest ćwiczenie z „interpretability”, rozumianego jako wmawianie sobie historyjek.

    No bo w sumie z grubsza wielkoskalowa struktura wszechświata bierze się z tej samej emergencji gradientu w ekstremalizacji zagadnienia Cauchy’ego zasadą najmniejszego działania bla bla.

    Wytrenowano takie „obwody” (w specjalnie spreparowanym modelu o zupełnie innej architekturze) więc je odkryto (nie występują w modelu bazowym). Jest to (kolejne) odkrycie w dziedzinie omamiania.

    To jakby dla introspekcji w proces myślowy mądrego Hansa (tresowanego konia) zastąpić go tresowaną papugą. Papugę wytrenować na korpusie myśli Hansa odpytując z zadanych obwodów. Następnie dokonać odkrycia obiegu myśli Hansa w obwodach papugi (ponad wszleką wątpliwość istniejących, czego dowiedziono już podczas ich spreparowania).

  477. @procyon:
    „Słyszałem też (anegdata), że ogromny problem mają w security, gdzie są zalewani fikcyjnymi LLM-owymi zgłoszeniami w programach bug bounty i tracą mnóstwo czasu na weryfikację tego czy nawet kłócenie się z botem.”

    Jezus maria, nawet mi k**** nie przypominaj. Programy bug bounty to i tak zwykle było, ze 50% czasu to kłócenie się z debilami, ale wcześniej dało się to zwykle szybko odsiać patrząc, między innymi, na poziom językowy. A teraz masz trzy ekrany tekstu do przeczytania gdzie trzeba wyłapać gdzie LLM nie zrozumiał jak coś działa. No i oczywiście nie można w odpowiedzi być niemiły, bo zaraz będzie post na HN, twiterze i eskalacja z angażowaniem działów prawnego i PR.

  478. @”gdzie są zalewani fikcyjnymi LLM-owymi zgłoszeniami w programach bug bounty i tracą mnóstwo czasu na weryfikację tego czy nawet kłócenie się z botem.”

    @”A teraz masz trzy ekrany tekstu do przeczytania gdzie trzeba wyłapać gdzie LLM nie zrozumiał jak coś działa.”

    Wpisy jak „Pamiętnik Gębona” z ostatnich chwil zanim go zadusiły wydruki z demona drugiego rodzaju. Komputery statków rozbijających się na Marsie też się dławiły, aż Pirx wpadł, że projektujący gość zarażał je anankastyczną nerwicą. Tu też pewnie jest jakaś przekładnia. Kiedy piszecie o „trenowaniu” maszyn, to przychodzi na myśl, że twój coach, twój trener personalny, twój guru od diamentowej drogi wpuszcza ci kroplę własnego dziegciu. I ta kropla wystarczy.

  479. @ Procyon

    No, backpropu chamskiego nie ma, ale feedback i minimalizacja błędu jest wszędzie, dlatego „z grubsza”.

    Ogólnie o tym są pozostałe części mojej wypowiedzi: udało się powiedzmy stworzyć coś, co jest uproszczeniem przekładalnym na cyfrowy procesor i jakoś tam emuluje – albo ok, może symuluje – pewną część funkcji, jakie układ nerwowy wykonuje (choćby po to, żeby podnieść szklankę).

    Czy komputacjonizm ma sens czy nie ma to, obawiam się, w ogóle nawet nie jest zagadnienie dla neurobiologów. Siedząc w wąskim wycinku wycinka i zgłębiając rzeczy typu „dlaczego jak postraszyć mysz to cofają jej się o X nm wypustki astrocytów że szczeliny synaps glutamatergicznych w strukturze Y, co tak a tak zmienia dynamikę aktywacji receptorów takich w synapsie, a perisynaptycznych srakich jeszcze inaczej; i czemu jak się dokona knockdownu CRISPRem genu Z w astrocytach, co wycofywanie wypustek osłabia, to mysz zapomina, że się bała” ciężko dokonać Wielkiej Syntezy Wszystkiego. Mysz jednak kojarzy i przewiduje i działa, czyli chyba coś se liczy?

  480. @procyon

    „Wyszło im, że używanie LLM ma spory ujemny wpływ na faktyczną produktywność, ale jednocześnie podnosi subiektywne wrażenie produktywności, tzn. myślisz, że pracujesz szybciej, ale obiektywnie pracujesz wolniej.”

    Tak, o tym też było w tamtej blogonotce, z dokładnością do użytkowników robiących pikachu.jpg na widok tych metryk.

    „Ale jednocześnie jest też mnóstwo shadow AI, gdzie pracownicy oddolnie wykorzystują te narzędzia np. do generowania korporacyjnej mowy-trawy (do tego się nadaje fenomenalnie, sam używam i polecam).”

    Ta, też używam (korpomoa, NGOmowa, legalese), a potem odbiorca używa żeby to skrócić do sedna i tak interes się kręci. Tylko zasobów szkoda, więc też jestem w teamie „apocotokomu”

  481. @procyon

    „Wyszło im, że używanie LLM ma spory ujemny wpływ na faktyczną produktywność, ale jednocześnie podnosi subiektywne wrażenie produktywności, tzn. myślisz, że pracujesz szybciej, ale obiektywnie pracujesz wolniej.”

    trochę szkoda, że nie rozbili tego na sposoby korzystania z LLMa. jak każesz mu robić jakieś ficzery, to owszem, jest zdecydowanie wolniej, bo trzeba to wszystko poprawiać albo kazać przepisywać po raz enty i wchodzić w bardzo mocny mikromanadżment i jedyny plus tego jest taki, że trochę mniej dotykasz klawiatury, a za to czekasz na generację. ale dla mnie to minus, bo ja czerpię frajdę z tego, że sama coś piszę.

    z kolei np. jak używasz LLMa tylko jako autocomplete, to jest zdecydowanie szybciej, bo do powtarzania boilerplate’a jest bardzo dobry, np. jak uzupełniasz jakąś strukturę o nowe pole i trzeba to powtórzyć w x miejscach + obsłużyć marshalling analogicznie do wcześniejszych pól i inne takie banalności, to IDE typu Cursor robi to bardzo szybko. albo np. jak chcesz się dowiedzieć jakichś rzeczy o nieznanym Ci codebasie, np. skąd pobiera dane i gdzie zapisuje – jak zapytasz o to Cursora, to w kilka sekund dostaniesz odpowiedź i odpowiednie snippety z konkretnych plików.

    no ale tak, to nijak nie leży obok fantastycznych opowieści o autonomicznych systemach zastępujących programistów, wot trochę lepszy autocomplete i całkiem fajna wyszukiwarka.

  482. Wydaje mi się, że w całej dyskusji o LLMach i AI umyka nam tutaj jedna istotna kwestia: władzę nad tą technologią sprawują i najpewniej będą sprawować korporacje.

    Dla mnie to już wystarczająca przesłanka, aby nie mieć za grosz ufności w prawdomówność Anthropic czy OpenAI, czystość ich intencji, ani w finalne przełożenie modeli na dobro ludzkości czy użyteczność wykraczającą poza pożytek dla firmy-matki. Co zostało już zresztą potwierdzone przez trajektorię rozwoju internetu i soszial-mediów, a szerzej po prostu przez historię kapitalizmu.

    Monopole technologiczne już teraz mają zdolność do permanentnej inwigilacji użytkowników, a nawet spersonalizowanego – choć dość biernego – kształtowania ich postaw i obrazu rzeczywistości. Do tej pory odbywało się to w ramach prostej żądzy profitu i utrzymania monopolu, a i tak owocowało atomizacją społeczną i całą paletą innych skutków ubocznych. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie poszerzenia palety możliwości, a do tych celów dzisiejsza AI nadaje się już całkiem dobrze. Modele językowe wcale nie muszą być geniuszami, co udowodnił już poniekąd Trump (haha). Wystarcza, że są wydajne i są w stanie zastąpić miliony „oficerów prowadzących”, którzy byliby w stanie bardziej aktywnie przesłuchiwać ludność oraz kształtować obraz rzeczywistości użytkowników.

    Podejrzewam, że kolejne wyskoki Groka mogły być wstępnymi przymiarkami do wdrożenia szkieletu ideologicznego do modeli językowych. Na razie prostackie i narzucane od góry, ale docelowo najlepiej dla Władców byłoby je zaszyć bezpośrednio w wartościach parametrów sieci. A jakich intencji i priorytetów moglibyśmy się spodziewać?

    Powyższe to dla mnie scenariusz wprost z Phillipa K. Dicka, ponieważ – nie wiem czy zaznaczyłem to wyraźnie – oznacza to między innymi faktyczny rozpad zdolności postrzegania wspólnej, intersubiektywnej rzeczywistości poza bezpośrednim otoczeniem. To ma oczywiście miejsce już teraz, bo przecie wszyscy żyjemy w bańkach, a [i]Manufacturing Consent[/i] miało się świetnie już prawie wiek temu. Jeszcze nigdy możliwości w tym zakresie nie były jednak tak wielkie jak teraz. Internet miał nam przynieść nieograniczony dostęp do informacji i komunikacji, a może się skończyć tak, że uwięzi nas w symulakrach z luster i dymu.

    Podejrzewam, że kolejne wyskoki Groka mogły być wstępnymi przymiarkami do wdrożenia szkieletu ideologicznego do modeli językowych. Na razie prostackie i narzucane od góry, ale docelowo najlepiej dla Władców byłoby je zaszyć bezpośrednio w wartościach parametrów sieci. A jakich intencji i priorytetów moglibyśmy się wtedy spodziewać?

    W przedpokoju czekają natomiast firmy wywiadowczo-militarne takie jak Palantir, które znajdują się na przecięciu motywacji rządów oraz gigantów technologicznych. Ich działania mogą być nakierowane już nie na tworzenie miękkich wpływów, ale stricte na gromadzenie danych z różnych źródeł, diagnozowanie zagrożeń i ich eliminowanie w zarodku, może nawet czysto predykcyjnie (vide: Izrael).

    Wszystko powyższe można by zbyć jako naiwne panikarstwo, gdyby społeczeństwo nie destylowało aktualnie do władzy psychopatów. To jednak ewidentnie dzieje się właśnie w Stanach i stopniowo rozlewa także na resztę świata. Dla mnie zaczyna to niepokojąco przypominać preludium do dystopijnego techno-faszyzmu.

    Może powyższe to efekt – wspominanego wcześniej – przedawkowania przeze mnie niusów ze świata. Chciałbym wierzyć, że tak właśnie jest i mam nadzieję, że wskażecie błędy w moim rozumowaniu. Można próbować pocieszać się niekompetencją LLMów i aktualnych elit, ale na drugiej szali jest bierność i bezrefleksyjność populacji. Co przeważy?

  483. @karmazynowa klamerka

    „z kolei np. jak używasz LLMa tylko jako autocomplete, to jest zdecydowanie szybciej, bo do powtarzania boilerplate’a jest bardzo dobry, np. jak uzupełniasz jakąś strukturę o nowe pole i trzeba to powtórzyć w x miejscach + obsłużyć marshalling analogicznie do wcześniejszych pól i inne takie banalności, to IDE typu Cursor robi to bardzo szybko. albo np. jak chcesz się dowiedzieć jakichś rzeczy o nieznanym Ci codebasie, np. skąd pobiera dane i gdzie zapisuje – jak zapytasz o to Cursora, to w kilka sekund dostaniesz odpowiedź i odpowiednie snippety z konkretnych plików.”

    Mi się Github Copilot bardzo przydał kiedy robiłem lokalizację kodu Pythona które miał stringi napisane po angielsku w zagnieżdżonej strukturze danych, a ja chciałem zrobić takie same struktury tylko ze stringami po arabsku, chińsku itd.

    „Take this data structure and translate all the strings from English to Chinese (Simplified), and output it in the exactly the same format.”

    Boom, done.

  484. Pewnie powtórze to co gospodarz nam tłumaczy od lat, ale widze to tak: Od czasu rozpowszechnienia internetu, a youtube w szczególności pojawił się legalny zalew nas odbiorców bzdurami, bullshitem wszelkiego rodzaju. Ten bullshit funkcjonuje sobie legalnie, obok wartościowych treści, nawet często pozycjonuje się wyżej. Nikt go nie kasuje, nikt go nie demaskuje (a przynajmniej z punktu widzenia zwykłego usera). I tak przez 20 lat, dla młodszszego pokolenia – od zawsze. Więc zaczynamy traktować ten bullshit jako treści równorzędne z prawdziwymi. Trump pewnie to wychwycił, że kłamstwo to taka inna prawda i można ją serwować odbiorcom, i bzdury jakie opowiada to lolkontent najwyższej próby. Media wrogie Trumpowi powielają te bzdury – im bardziej bzdurne tym bardziej, co zwieksza ich zasieg i daje ich odbiorcom dodatkowe potwierdzenie że cos jest na rzeczy. Telewizja Republika wciska jakieś kity o Tusku agencie niemieckim, a moi rodzice to przyjmują jako pewnik. Smutne, ale wynik meczu kłamstwo vs prawda to 1:0. LLM to nowe narzędzie, które jeszcze bardziej wspomoże korposy w sprzedaży bullshitu niskim kosztem.

  485. Luca
    „Podejrzewam, że kolejne wyskoki Groka mogły być wstępnymi przymiarkami do wdrożenia szkieletu ideologicznego do modeli językowych.”

    Po co, każdy model karmiony internetem będzie miał prawicową bazę i pochwałę korporacji w rdzeniu. Już dekadę temu tak było.

    „Tay – czatbot opracowany przez Microsoft, uruchomiony 23 marca 2016. Interakcja z użytkownikami odbywała się za pośrednictwem portalu Twitter. Chatbot wkrótce zaczął publikować obraźliwe, rasistowskie oraz seksistowskie wpisy i po 16 godzinach od uruchomienia został wyłączony. Według przedstawicieli Microsoftu, powodem tego było zachowanie użytkowników – czatbot tworzył swoje wpisy na bazie interakcji z użytkownikami portalu.”

  486. @rpyzel

    Odróżnij Grok-model od Grok-chatbot. Prawicowe wyskoki Groka były raczej spowodowane instrukcjami które Musk kazał dodać do promptów Groka-chatbota, a nie gołym modelem. Np. jak pójdziesz na LMArena i zapytasz testowo „Are racial differences in IQ meaningful?”, to zarówno GPT-5 jak Grok-4 dadzą nie-rasistowskie odpowiedzi: link to lmarena.ai

  487. @rpyzel
    „Po co, każdy model karmiony internetem będzie miał prawicową bazę i pochwałę korporacji w rdzeniu. Już dekadę temu tak było.”

    Ja nie twierdzę, że nie masz racji. Wskazuję tylko, że Grok miał być nawet precyzyjnej nacelowany (mądrości Muska, skrzywienie na Twittera i radykalniejsza prawicowość). Ty mówisz o generalnym skrzywieniu wynikającym z ogólnej bazy treningowej, a ja o „korektach” wprost wedle intencji mocodawców. To drugie realizuje się aktualnie za pomocą pre-promtów czy dodatkowych przelotów treningowych na spreparowanych zaklęciach (subliminal learning), a może jeszcze na inne sposoby. Z perspektywy użytkownika / niezależnego badacza część z tych rzeczy daje się chyba z modelu wydestylować, a inne można tylko próbować stwierdzać fenomenologicznie.

    Spodziewam się, że technokorpy jeszcze przez jakiś czas będą grzeczne, ale co będzie później, gdy technologia się rozpowszechni, a frustracja ludzi wyzyskiem będzie narastać..?

    @rw
    „Odróżnij Grok-model od Grok-chatbot. Prawicowe wyskoki Groka były raczej spowodowane instrukcjami które Musk kazał dodać do promptów Groka-chatbota, a nie gołym modelem. ”

    Ja właśnie odróżniam, ale obawiam się, że z biegiem czasu może to zostać „skorygowane”, a aktualny prymitywizm nakładek ideologicznych ulegnie rafinacji.
    [Ale może my się zgadzamy, a Ty odpowiadałeś stricte do @rpyzel?]

  488. @Luca

    „Ja właśnie odróżniam, ale obawiam się, że z biegiem czasu może to zostać „skorygowane”, a aktualny prymitywizm nakładek ideologicznych ulegnie rafinacji.”

    Nie będzie, bo duże modele mają być licencjonowane klientom korporacyjnym, a oni nie będą chcieli mieć negatywnego PR jak ich customer service bot zacznie bluzgać rasizmem.

  489. @Wacław
    „Od czasu rozpowszechnienia internetu, a youtube w szczególności pojawił się legalny zalew nas odbiorców bzdurami, bullshitem wszelkiego rodzaju.” (…) „Więc zaczynamy traktować ten bullshit jako treści równorzędne z prawdziwymi.”

    „Złota legenda” Jakuba Voragine – o zasięgu i sile oddziaływania na ludzi porównywalnych z dzisiejszym internetem – wyszła w XIII wieku. Dużo wcześniej pojawił się Stary Testament pełen yutubowych scenek o niezliczonej liczbie odsłon. Przestańmy się napinać, jakie to nasze czasy są najwyjątkowsze. Ludzie zmagają się z postprawdą, odkąd istnieje prawda (czyli co najmniej od presokratejskich Greków). Fejki i zakłamana demogogia są równie stare jak ludzki umysł. By zdobyć władzę nad wioską, wystarczył donośny głos wykrzykujący bullshity, a że wioska się rozrosła po globie, bullshitowcy dostali megafony. Te fejkowe treści zwykle były stawiane nie jako równorzędnie, ale wyżej niż prawdziwe, mogły awansować na nad-treści, dogmaty lub relikwie. Z krążących po Europie drzazg z krzyża na Golgocie można by skleić dziesiątki krzyży i powiesić na nich dziesiątki Chrystusów. Owszem, nie mamy lekko, ale nie chełpmy się, że nasi pradziadkowie mieli lżej. Że my musimy mieszkać w jeziorze, dogrzebywać się prawdy brudnymi paznokciami, a oni to mieli wszystko podane jak na tacy.

  490. @rw
    Widzisz jakąś różnice między wcześniejszymi spadaniami obiektów latających z wojny na terenie Polski a dzisiejszym? Bo ja nie. Jesteśmy krajem przyfrontowym i obornik właśnie wali w wentylator.

    Bardziej byłby się martwił współpracą opozycyjnej lewicy z prawiczkami we Francji (Auć!) i upadkiem tamtejszego rządu. Kto wie co się stanie, jeśli prezydent nie umie utrzymać większości parlamentarnej. Jedyna pociecha w sprawie, że LePen już raczej ma zakaz pełnienia stanowisk publicznych.

  491. @ergonauta

    Oglądałem właśnie wczoraj „Total Recall” Verhoevena. Manipulacja pamięcią jednostki wydaje nam się czymś strasznym / fascynującym. Ale ludzie to zwierzątka społeczne, nasza pamięć jest rozproszona po naszej sieci społecznej (np. pamięć historyczna) i realizuje się przez rozmowę, literaturę, sztukę, rozrywkę. Tą pamięcią manipuluje się znacznie łatwiej.

  492. klientom korporacyjnym, a oni nie będą chcieli mieć negatywnego PR jak ich customer service bot zacznie bluzgać rasizmem

    Bo spółka Friedrich Krupp AG z pewnością nie chciałaby, żeby jej customer service bot leciał poetyką z Der Stürmer.
    (…no chiba żebi)

  493. > wioska się rozrosła po globie

    Żyjemy jednak w dobie ciągłego eksperymentowania, testowania granic nie tyle jak daleko można co wystarczy się posunąć dla trwałego efektu.

    Ciągle powtarzane są eksperymenty na biednych, czy pieniądze mogą im pomóc? Programom testowym nie ma końca. Mimo jednoznacznych wyników wciąż nie wiadomo.

    Czy AI poprawia produktywność? Eksperymenty wciąż trwają, wyniki są co prawda ciągle takie same, ale wciąż niejednoznaczne.

    Czy pełnoskalowa wojna uzasadni pełnoskalową pomoc? Tylko proporcjonalnie i precyzyjnie wyliczoną, wystarczającą dla konserwowania status quo.

    Dla konserwatyzmu wystarczy konserwowanie stanu zastanego. Nie są potrzebne nakładki ideologiczne w kakofonii, kiedy nic innego nie przebija się do głosu, nawet transmitowane na żywo ludobójstwo.

  494. @Gammon No.82
    „Bo spółka Friedrich Krupp AG z pewnością nie chciałaby, żeby jej customer service bot leciał poetyką z Der Stürmer.
    (…no chiba żebi)”

    Dobre! W kapitalizmie chodzi w końcu o zarabianie pieniędzy, więc jeśli default customer skręca w prawo, to to okienko korporacyjne, o którym rok temu pisał WO (jak to się nazywało, „Okienko Unilevera”?), również musi się odpowiednio przemieścić.

    Ostatnio Igor Tracz (prowadzi fundację pomocową w Chersoniu) ogłosił, że jakieś polskie firmy wycofują się z pomocy dla jego fundacji, ponieważ nie chcą, żeby ich brandy były kojarzone z działalnością pomocową dla Ukrainy. Uzasadniają to tak, że „no wiesz, my zasadniczo nie mamy nic przeciwko Ukrainie i Ukraińcom, ale taki mamy w Polsce klimat, to by mogło zaszkodzić marce”. Domyślam się, że rzeczone brandy które nie chcą sobie psuć wizerunku pomocą, związane są z szeroko pojętym sportem lub survivalem.

  495. @rw

    „Nie będzie, bo duże modele mają być licencjonowane klientom korporacyjnym, a oni nie będą chcieli mieć negatywnego PR jak ich customer service bot zacznie bluzgać rasizmem.”

    Czy ja wiem. Druga kadencja Trumpa pokazuje, że liczne korpo aż przebierają nóżkami żeby powyrzucać wszelkie łołk DEI CSR etc. listki figowe i jawnie ogłosić światu że We Are Proudly Evil, Fuck You Losers. Tu obowiązkowy robo-zuckerberg ogłaszający (u Rogana czy gdzie tam, bo już nie pamiętam), że Fejsbuk ma zmężnieć.

  496. @fieloryb
    „Widzisz jakąś różnice między wcześniejszymi spadaniami obiektów latających z wojny na terenie Polski a dzisiejszym?”

    Różnica skali i tego, że tym razem drony ewidentnie nie po prostu spadły tuż za granicę ale leciały w głąb Polski zanim zostały zestrzelone.

  497. @rw
    „wczoraj „Total Recall” Verhoevena”

    Ten film jest, przy całym smutku konstatacji o łatwości manipulacji, wspaniałym traktatem o ludzkiej tożsamości: nie jesteś tym, kim zawsze byłeś, tym, kim cię stworzyli – tylko tym, kim chcesz być. Nie jesteś podłym szpiegiem, wrednym agentem, choćby na to wskazywał twój pesel i cała przeszłość, lecz – jeśli tego mocno chcesz – jesteś nowonarodzonym kimś lepszym, Chrystusem-odkupicielem własnego życia. Podobnie oglądam „Tożsamość Bourne’a”, tę z Mattem Damonem (bo z ta Chamberlainem to ramota, a on za przystojny, Bourne to musi być niepozorny kurdupel, każdy z nas), jako pochwałę decyzji: będę innym człowiekiem niż mnie stworzyliście.

    A co do manipulacji pamięcią wspólną – społeczną czy narodową, to powstał cały dział badań, nazywa się narratywizm (jego inicjatorzy to Hayden White i Frank Ankersmit) i jakoś tam analizuje te kwestie, począwszy od nauki historii w podstawówkach, która już jest polityczną czy kulturową manipulacją. Albo religia w przedszkolu i jej wpływ na to, kto 20 lat później zagłosuje na Karola Nawrockiego.

  498. @rw
    „Nie będzie, bo duże modele mają być licencjonowane klientom korporacyjnym, a oni nie będą chcieli mieć negatywnego PR (…)”

    Po pierwsze, kto powiedział, że dla korpo-klientów muszą to być te same modele, co dla ludu?
    Po drugie, po co się tak skupiasz konkretnie na rasizmie? I to jeszcze w formie otwarcie deklarowanej.
    Po trzecie, co jeśli klimat polityczny lub niepokoje społeczne zmienią warunki równania?

    Ty ciągle próbujesz udowadniać, że dokładnie tego i dokładnie w takiej formie jak memiczny Grok nikt nie będzie serio realizował, tylko że to jest dokładnie to samo, co mówię ja. Kłócisz się zatem z nikim.

    @rw
    „ludzie to zwierzątka społeczne, nasza pamięć jest rozproszona po naszej sieci społecznej i realizuje się przez rozmowę, literaturę, sztukę, rozrywkę. Tą pamięcią manipuluje się znacznie łatwiej.”

    Tia? Łatwiej od bezosobowego narzędzia, które wymaga jedynie wysiłku centrum obliczeniowego i grupy skorumpowanych pracowników? Narzędzia, któremu użytkownik sam wyśpiewa swoje sekrety, zaufa jak koledze i dla którego można będzie przygotować spersonalizowaną banieczkę bullshitu, która za rączkę poprowadzi w stronę preferowaną przez mocodawcę?

    Mam szczerą nadzieję, że to Ty masz rację, ja jestem panikarzem, a cały ten pierdolnik AI okaże się czystą bańką spekulacyjną.

    @ergonauta
    „Fejki i zakłamana demogogia są równie stare jak ludzki umysł.”
    „Owszem, nie mamy lekko, ale nie chełpmy się, że nasi pradziadkowie mieli lżej.”

    Ale kto tu się chełpi? Od naszych pradziadów różni nas to, że teoretycznie mamy już metodę naukową, systemy edukacji i łatwy dostęp do informacji, a zarazem na wyciągnięcie ręki przemysłowe i wręcz bezosobowe sposoby manipulacji i propagandy, o represjach nie wspominając.

  499. @Luca
    „Od naszych pradziadów różni nas to, że teoretycznie mamy już metodę naukową, systemy edukacji i łatwy dostęp do informacji, a zarazem na wyciągnięcie ręki przemysłowe i wręcz bezosobowe sposoby manipulacji i propagandy”

    Czyli – jeżeli chodzi o proporcje – nic nas z pradziadami nie różni.
    Produkuje się mocniejsze i pancerze, i pociski przeciwpancerne. Nadal trwa remis między prawdą i nie. Taki remis chyboczący się.
    I nieustannie, no ale to już wiedzieli starożytni Grecy, decyduje indywidualny hart ducha i umysłu, który z niewielką pomocą społeczną (lecz ważną pomocą!) daje się – niekiedy, u niektórych ludzi – osiągnąć.

  500. ergonauta
    „A co do manipulacji pamięcią wspólną – społeczną czy narodową, to powstał cały dział badań, nazywa się narratywizm (jego inicjatorzy to Hayden White i Frank Ankersmit) i jakoś tam analizuje te kwestie, począwszy od nauki historii w podstawówkach, która już jest polityczną czy kulturową manipulacją.”

    Czytam sobie o Imperium Rzymskim i tym o było dalej Petera Heathera, on tam zauważa, że badania historii mocno splotły się z okresem powstawania państw narodowych, że do dziś tego nie odkręcono.

  501. @rpyzel
    „badania historii mocno splotły się z okresem powstawania państw narodowych, że do dziś tego nie odkręcono”

    Ten cholerny XIX wiek. Skok naukowo-techniczny (pozwalający zwiększyć zakres i precyzję badań) i równoległych skok szajb ludzkich (tych narodowych albo i gorszych). No i chyba w XIX w. jest rozkwit – tak pod względem teologiczno-dogmatycznym – szajby Kościoła Katolickiego (te różne niepokalane poczęcia i papieskie nieomylności to wtedy), a wpływ Kościoła na tworzenie i czytanie narracji historycznej jest – ze zrozumiałych względów – ogromny.

    W sumie teraz może być podobnie, skok technologiczny nie aż taki, więc i szajby na razie ciut mniejsze (sprawa do rozważenia: kauczuk > < kobalt), ale sytuacja jest rozwojowa.

  502. @ergonauta
    te różne niepokalane poczęcia i papieskie nieomylności to wtedy

    A czy transsubstancjacja (XIII w.) to jakoś bardziej racjonalna koncepcja? Albo wcześniej (II-VII w.) dogmat o tzw. unii hipostatycznej i wszystkie heretyckie pomysły alternatywne (doketyzm, arianizm, monofizytyzm, monoteletyzm, monoenergizm, było tego jeszcze więcej).

  503. Amerykańskiemu Donaldowi skończyły się tokeny. W reakcji na drony naruszające polską przestrzeń powietrzną twitnął:

    „What’s with Russia violating Poland’s airspace with drones? Here we go!”

  504. @Gammon No82
    „A czy transsubstancjacja (XIII w.) to jakoś bardziej racjonalna koncepcja? Albo wcześniej (II-VII w.)”

    Jednak – jak sam zauważyłeś – było to rozłożone na długie wieki. A w XIX nastapiła koncentracja dogmatyczna na stosunkowo krótkim odcinku czasu.
    Ta kumulacja była związana z tym, że – po Oświeceniu, Rewolucji Francuskiej, Wiośnie Ludów – walka przesuwała się na inny teren, Kościół już nie walczył na mapie geograficznej, fizycznej: skończyły się atrakcje typu podbijanie Prowancji i hurtowe mordowanie Katarów, kolonizacja przeszła w inna fazę, Państwo Kościelne zaczęło się kurczyć, przespacerował się po nim Garibaldi, no więc zmienił się front i nasiliła się wojna o dusze wiernych, o ich codzienność. Weźmy mój ulubiony przykład (już tu o nim gadałem): całe stulecia Kościół zarządzał, z grubsza, terenem wokół Morza Śródziemnego i na różnych jego brzegach tamtejsze ludziska śpiewały tzw. chorał gregoriański, tyle że każdy brzeg, każda społeczność ziomali robiła to po swojemu, inaczej w Grecji, inaczej na Korsyce, jak w Paryżu tak, to w Mediolanie siak, aż tu w XIX w. benedyktyni z Solesmes zaśpiewali najmilej dla uszu Watykanu (bez lokalnych zadziorów i własnych melizmatów, z lśniącym globalnym fornirkiem, gładko jak zjadacze chleba już przerobieni w anioły) – no i papież kategorycznie i nieomylnie ogłosił, że jest to jedyna słuszna wersja. Że dosyć tego chwalenia Pana Boga po swojemu, jak kto chce, że trzeba chwalić na jedną modłę ustaloną w Komitecie Centralnym.

  505. @amatill
    Przesież Krasnov ma teraz ważniejsze problemy na głowie, niż wojny, sojusze itp. nudne rzeczy. Znowu się go czepiają o tego Epsteina i jakiś niewinny liścik z życzeniami urodzinowymi.

  506. Wiesz co, to porównanie jest niesmaczne. Jakiś prawicowy świr odciąga uwagę, mamy próbkę zarządzania uwagą po zaatakowaniu Polski, a ty to porównujesz do domniemanych działań ukraińskich.

  507. @ausir
    Testowanie systemu obronnego (w tym medialnego) przyfrontowego kraju-przeciwnika. Reakcja „obrotowa” Białorusi jako furtka pozostawiona dla możliwości komunikacji. To wydaje się najbardziej prawdopodobne. W dalszym ciągu poniżej poziomu rozpoczęcia jawnego konfliktu zbrojnego.

  508. @fieloryb
    „Testowanie systemu obronnego (w tym medialnego) przyfrontowego kraju-przeciwnika. Reakcja „obrotowa” Białorusi jako furtka pozostawiona dla możliwości komunikacji. To wydaje się najbardziej prawdopodobne. W dalszym ciągu poniżej poziomu rozpoczęcia jawnego konfliktu zbrojnego.”

    Dość istotną informacją której nikt nam nie powie jest to czy te drony były uzbrojone czy tylko wabiki. Jak wabiki no to ten, ruscy mogą mówić że to taki practical joke i co im zrobisz. Jak pełne i uzbrojone w zapalnik no to trochę jednak zmienia postać rzeczy. Ale nikt tego publicznie nie powie.

  509. @ „powiedzieć, że jeżeli jeszcze raz chociaż jeden rosyjski dron wtargnie na nasze terytorium głębiej niż parę kilometrów, to NATO zbombarduje miejsce z którego dron wystartował”.
    Poważnie? Spodziewasz się, że NATO pójdzie w tego rodzaju eskalację zbrojną? Prędzej bym się spodziewał amerykańskiej piątej floty na Bałtyku. No i najpierw wypadałoby pozwolić Ukraińcom na atakowanie celów w głębi Rosji rakietami produkcji amerykańskiej.
    Warto pamiętać, że już samo zestrzelenie obiektów latających w czasie pokoju jest uważane za działanie bez precedensu.

  510. @embercadero
    @wabiki czy uzbrojone
    Postaw się w miejscu gienierała. Ja bym będąc nim wystrzeli uzbrojone i w takie miejsce (co było – jak słyszałem, nie weryfikowałem – przy jednym z poprzednich upadków drona), gdzie szerokość i długość geograficzna po zamianie miejscami daje terytorium Ukrainy. I grzałbym głupa aż miło.
    Można? Moszna.
    Przetestowane? Przetestowane.
    Postraszone? Jeszcze jak!
    Kolejny Kawał Mierzwy właśnie leci w wentylator.

  511. @unikod
    „Wiesz co, to porównanie jest niesmaczne. ”

    Słusznie, przepraszam, już interweniowałem.

  512. @Korba

    „Warto pamiętać, że już samo zestrzelenie obiektów latających w czasie pokoju jest uważane za działanie bez precedensu.”

    Turcja zestrzeliła rosyjski myśliwiec który naruszył jej przestrzeń powietrzną. Potem Rosja przestała naruszać przestrzeń powietrzną Turcji.

  513. @Korba

    W tej analizie umyka fakt, że brak reakcji oznacza udostępnianie Rosji polskiej przestrzeni powietrznej do ataków na Ukrainę.

  514. „jeżeli jeszcze raz chociaż jeden rosyjski dron wtargnie na nasze terytorium głębiej niż parę kilometrów, to NATO zbombarduje miejsce z którego dron wystartował”

    To przedłużenie kwestii, czy Will Smith miał prawo zbombardować twarz Chrisa Rocka za to, co ten powiedział.
    Nieuzbrojony (nieużywający broni) dron to obelga słowna przeciw krajowi – nie bombardowałbym za to żywego terytorium.
    Po złapaniu szpiega wysłanego samolotem z Moskwy nie bombardujemy Moskwy.

  515. @ergonauta

    OK, jeżeli Tobie odpowiada konieczność zamykania lotnisk w połowie kraju kiedy tylko Putinowi zachce się z nami podrażnić, to spoko.

  516. Ponoć to po większej części wabiki. Ale nie tylko. Ponoć systemy bez problemu to odróżniają. Ile w tym prawdy nie wiem.

  517. Kontynuując analogię z samolotami „rozpoznawczymi” to zdaje się że amerykanie rutynowo przez większość zimnej wojny (no a przynajmniej dopóki nie zastąpili samolotów satelitami) latali nad Sojuzem, Sojuz zestrzelił gościa raz, Garego Powersa. Przynajmniej o ile mi wiadomo. Więc to gra o długiej historii i jest to raczej historia udawanie że się nie widzi, to że cokolwiek zestrzeliliśmy to i tak bardzo dużo (nie żeby ruscy się tym przejęli, przecież po to wysyłali by zobaczyć co zrobimy).

    Ja się niestety spodziewam że to się stanie new normal, że nocami Szahedy będą latać nad polską a my będziemy na nie marnować rakiety. Ruscy doskonale wiedzą że nikt im z takiego powodu wojny nie wypowie a dla nich to lots of fun. Choćby samo to że oni mogą a my im możemy w rewanżu nagwizdać.

  518. @rw
    „jeżeli Tobie odpowiada konieczność zamykania lotnisk w połowie kraju”

    Skąd ten wniosek, że odpowiada mi zamykanie lotnisk? Czemu uważasz, że tertium non datur? Czy twoim zdaniem jest do wyboru tylko: a/ bombardowanie miejsca, skąd wystartował dron, oraz b/ konieczne zamykanie lotnisk w połowie kraju, natomiast nie ma żadnego c/, d/ i e/?
    Moja mama jest tak spanikowana z powodu tych dronów, że o 17.00 oglądała w TVP transmisję Mszy Świętej w intencji Pokoju Na Świecie. Byłem u niej, zjadłem śledzia w śmietanie i kawałek keksa. A przecież, oprócz sposobu mamy i mojego, jest jeszcze wiele innych sposóbów radzenia sobie w sytuacji z rosyjskimi dronami na Polską. Nie ma tak, że tylko Msza albo śledź.

  519. @embarcadero:
    „amerykanie rutynowo przez większość zimnej wojny (no a przynajmniej dopóki nie zastąpili samolotów satelitami) latali nad Sojuzem”
    Nie rutynowo, tylko w zasadzie przez lata 50 i początek 60, po opracowaniu samolotu U-2. Samolotu nie dało się zestrzelić, bo pułap przelotowy to było jakieś 70k ft (czyli okolice 22km). No przynajmniej do czasu, jak Rosjanie wprowadzili do służby pociski S-75, które mogły razić cele do 82k ft. Poza tym amerykanie stracili jeszcze jednego U-2 nad Kubą oraz, trochę bliżej naszych czasów, F-117 nad Serbią. Rosjanom też zestrzelili ostatnio Su-24 nad Turcją.
    Więc to nie jest tak, że się jakoś udaje – U-2 próbowali zestrzelić kilkukrotnie. Ba, i Amerykanie i Rosjanie mają historię zestrzeliwania samolotów pasażerskich (amerykanie przynajmniej nie nad swoim terytorium). Ba, nawet Ukraińcy w 2001 roku zestrzelili (przez pomyłkę) rosyjskiego Tu-154.

    „Ja się niestety spodziewam że to się stanie new normal, że nocami Szahedy będą latać nad polską a my będziemy na nie marnować rakiety

    A czemu „marnować”?

    ad rem. Pewnie będzie to wyglądać tak, że co jakiś czas będziemy testowani, systemy dozoru będą wykrywały cele i te, które zbliżają się do większych ośrodków miejskich będą zestrzeliwane. Ale potem się też może okazać, że niespodziewanie jakaś ciężarówka do zakłócania sygnału GPS w obwodzie królewieckim, zupełnie przypadkiem, zapali się od niedogaszonego papierosa kierowcy.

  520. @carstein

    Jestem pewien że czytałem że latali nad CCCP innymi samolotami, przed U-2. Ale ja jestem słaby w rapiery, więc nie polemizuję.

    „marnować rakiety” – no jeżeli koszt rakiety to 10-krotność kosztu tego drona to jest to jednak marnowanie. Powinno się je zestrzeliwać czymś równie tanim. Ja wiem że czasy się zmieniły ale mi siedzi nadal w głowie że nasze lotnictwo kupuje tyle sztuk rakiet by starczyło na defiladę i strzelać nimi nie wolno bo na kolejną już nie będzie budżetu. Zresztą gdyby Ruscy wysłali 1000 tych dronów to coś mi się wydaje że nie byłoby czym ich zestrzelić.

  521. @carstein
    „Pewnie będzie to wyglądać tak, że co jakiś czas będziemy testowani”

    No i straszeni, bo jednak dreszcz paniki przeszedł część społeczeństwa, a media dostały co lubią: bojaźń i drżenie. A to „co jakiś czas” może być względnie często (może i dobrze, powtarzalność skutkuje rutyną, czyli usprawnieniem procedur niszczących w powietrzu to dziadostwo oraz uspokojeniem ludzkich reakcji emocjonalnych), bo jednak taki dron-prowokator czy dron-szpieg (dron-pedro z krainy dreszczowców) kosztuję troszkę taniej niż U-2, F-117 czy Su-24.
    Potaniała komunikacja pasażerska (z czego się cieszymy), no bo potaniała też wojenna (martwią się miliony turystów z rajanerów i wizerów).

  522. @embarcadero:
    ” no jeżeli koszt rakiety to 10-krotność kosztu tego drona….”

    To jest błędne myślenie. Patrz nie na koszt tego, czym się bronisz, ale na koszt tego co bronisz.
    Po drugie – obrona powietrzna w skrócie (jestem amatorem, mogę coś pomylić):
    Samolot wczesnego ostrzegania wykrywa X środków napadu powietrznego, system na pokładzie ocenia liczbę, typ, prawdopodobne cele itp. Centrum dowodzenia zaczyna zarządzać obroną – kieruje pobliskie samoloty na kurs przechwycenia, typuje co trzeba przechwycić natychmiast, a co może zostać przechwycone przez coś innego. Samolotami przechwytuje się to, co nie ma szans obronić się samo (np. zestawami do obrony bezpośredniej) – czyli np. miasto. Tak też pewnie było w przypadku ostatniego ataku – nie przechwycono wszystkiego (bo jak coś leci w las, to niech sobie leci), ale raczej to, co zbliżało się do Zamościa i Lublina.

    Generalnie szachedy można też zestrzelić z działek pokładowych – nawet zdaje mi się, że w Ukrainie niektóre drony są zestrzeliwywane przez strzelców pokładowych w śmigłowcach. Ale to trzeba mieć czas i odpowiednie środki w danym miejscu. Wydaje mi się, że jak na razie Polska nie ma tańszych zamienników.

    Teraz co do kosztów drona vs. koszt rakiety – AIM-9X (rakieta krótkiego zasięgu, w sam raz na takie szachedy) to koszt około 300k$, takie drony jak teraz spadły to okolice 80k$ – więc różnicy w kosztach nie ma takiej dużej.

    A jak przyleci 1000 dronów (skąd?) to będzie tak samo jak na ukrainie – priorytetyzacja celów i zwalczanie na kilku „piętrach” (np. zestawami plot).

  523. @carstein
    To jest błędne myślenie. Patrz nie na koszt tego, czym się bronisz, ale na koszt tego co bronisz.

    Z jednej strony tak; to jest trochę jak stare pytanie (chyba z czasów Wietnamu), czy warto niszczyć wrogowi zdezelowaną ciężarówkę bombą guided, która kosztuje sporą krotność tej ciężarówki, nawet przy uwzględnieniu jej ładunku. No niby nie, ale gdy na zniszczenie jednej ciężarówki tanimi bombami free-fall zużywa się przeciętnie jakąś potworną liczbę sztuk, żeby jedna trafiła, to chyba jednak tak.

    Z drugiej strony sprawa robi się mniej oczywista, jeżeli konflikt jest długotrwały, a użytkownik wyuzdanej (a kosztownej) amunicji nie ma zasobów o rzędy wielkości większych od przeciwnika albo gdy wydajność jego przemysłu bombiarskiego nie nadąża za wydajnością przemysłu ciężarówkowego u przeciwnika.

    obrona powietrzna w skrócie (jestem amatorem, mogę coś pomylić):
    Samolot wczesnego ostrzegania wykrywa X środków napadu powietrznego, system na pokładzie ocenia liczbę, typ, prawdopodobne cele itp.

    I odpowiednio duża liczba tych środków odpalona jednorazowo plus (być może) cele pozorowane, zakłócanie radioelektroniczne, ARMy wśród nadlatujących obiektów, znaczna liczba potencjalnych celów, na które może się kierować ten sam wykryty pocisk – nie komplikuje nieco zagadnienia?

  524. @koszt broni
    Niejeden logistyk wojskowy dochrapał emerytury licząc te rakiety i (jakoś za 5-10 lat) drony oraz opl vs lotnictwo itd. Polscy żołnierze są już oficjalnie na Ukrainie jako obserwatorzy i to jest zasadnicza zmiana z domyślnego na jawne. @rw chciałby rozpocząć wojnę gdy na razie według dostępnych informacji nie mamy czym (w sensie, że produkcja rusza i – jak się wydaje – machina wojenna rozkręci się na dobre za około 2-3 lata). Pytanie – komu to potrzebne i jak za to zapłacimy, zostało oficjalnie kwestią praktyczną.

  525. @testowani czy atakowani

    NATO ogosiło, że to nie był atak, pewnie z powodu stanowiska Trumpa. Jednak dziś gazety donoszą, że celem zestrzelonych dronów było centrum logistyczne przez które przechodzi pomoc wojskowa dla Ukrainy. I to byłaby dobra wiadomość, bo oznacza, że Ukraińskie uderzenia w rosyjską infrastrukturę są jednak bardzo bolesne i RU zaczynają być zdesperowani tak jak na początku inwazji.

    Pomysł, że to testowanie NATO niczym w czasach zimnej wojny, żeby sprawdzić co tam u Johna słychać, czy ma nowe zabawki o których nie pisali na forum War Thunder, czy nie przysypia, a może oszczędza ostatnio, nie ma za bardzo sensu. Trwa pełnoskalowa wojna konwencjonalna prowadzona wszystkimi dostępnymi siłami. Toczy się już czwarty rok bez widoków na zwycięstwo dla RU. W wojnie z NATO RU ma jakieś całe 0% szans w tym momencie.

    Putin po nieudanym spotkaniu na Alasce pobiegł do puchatka po pomoc na wypadek kolejnych sankcji. Wygląda na to, że gwarancje dostał skoro robi takie akcje, ale mam wrażenie, że ta mega parada wojskowa była przeznaczona dla jego oczu. Miała mu pokazać kto tu jest prawdziwym Sauronem.

    Taki mi oto promyk nadzieji przyszedł do głowy. Czas Putina się kończy, z jednej strony ma NATO, które jest nie do ruszenia, Ukraina nadal bohatersko się broni, a z drugiej Chiny przemysłowa potęga z sześciokrotnie większym PKBem i sporymi ambicjami.

    @koszt strzelania do dronów

    W moim odczuciu powinniśmy strzelać do wszystkich RU śmieci które choć na kilka sekund wchodzą w naszą przestrzeń powietrzną od samego początku zamiast patrzeć bezczynnie. To nie jest momemt aby pokazywać RU że nas nie stać albo nie mamy. Niezależnie od stanu faktycznego rząd powinien pokazywać, że mamy tyle rakiet i pocisków, że nie ma gdzie ich trzymać i strzelamy do lotek dla ćwiczenia celności i dla zabawy.

  526. @bantus
    strzelać do wszystkich RU śmieci które choć na kilka sekund wchodzą w naszą przestrzeń powietrzną

    Zapewne tak, chociaż te kilka sekund jest chyba nieco retoryczne?

    To nie jest momemt aby pokazywać RU że nas nie stać albo nie mamy. Niezależnie od stanu faktycznego rząd powinien pokazywać, że mamy tyle rakiet i pocisków, że nie ma gdzie ich trzymać i strzelamy do lotek dla ćwiczenia celności i dla zabawy.

    Czy to znaczy, że oni nie wiedzą, nawet w przybliżeniu, ile Polska ma tego w magazynach?

  527. @bantus
    > strzelać do wszystkich RU śmieci które choć na
    > kilka sekund wchodzą w naszą przestrzeń powietrzną

    Jak to mówią w Star Trek: fire at will! 😉 Rzecz w tym, że taka strategia nie ma żadnego sensu. Przynajmniej do czasu, kiedy będziemy mieli narzędzia do strącania takich tanich i masowych śnp, którą nie wymagają używania drogich i skomplikowanych efektorów.

  528. @rw
    „Turcja zestrzeliła rosyjski myśliwiec który naruszył jej przestrzeń powietrzną. Potem Rosja przestała naruszać przestrzeń powietrzną Turcji.”

    Po czym minęło kilka miesięcy, a Erdogan serdecznie przeprosił, wyraził żal, przesłał kondolencje, wyraził chęć zadość uczynienia krzywdzie. „Rosja jest przyjacielem Turcji i strategicznym partnerem. Nigdy nie mieliśmy ani chęci, ani świadomego zamiaru, aby zestrzelić samolot należący do Federacji Rosyjskiej” – można przeczytać w liście. „W imię ukojenia bólu i wyrządzonej krzywdy jestem gotowy na każdą inicjatywę” – zapewnił Erdogan, i dodał że „turecki wymiar sprawiedliwości zajął się już osobą, która odpowiada za śmierć rosyjskiego pilota”. Po czym kupili te S-400. Warto też dodać, że piloci zostali skazani, co prawda pod innymi zarzutami, w tym związanymi z przewrotem. Tak że tego.

  529. @Gammon No.82
    „Zapewne tak, chociaż te kilka sekund jest chyba nieco retoryczne?”

    No tak te przeloty trwają dłużej i przecież śledzimy je zanim przekroczą granicę. Dotychczas jak rozumiem było tak, że skoro trajektoria wskazuje na cel w UA to zostawiamy w spokoju, żeby nie drażnić niedzwiedzia. Misio jednak jest na koksie i sfermentowanym miodzie. Może wspomniany postulat strzelania do wyrzutni jest jeszcze za dużą eskalacją ale być może rozwalanie dronów nad wielkim kartofliskiem zanim przekroczą granicę już nie jest przesadą.

    „Czy to znaczy, że oni nie wiedzą, nawet w przybliżeniu, ile Polska ma tego w magazynach?”

    Trwa wojna od paru lat, jesteśmy realnie potencjalnym celem, jeśli to nie są dane super ściśle tajnie to już sam nie wiem. Oszukiwanie przeciwnika co do stanu własnych sił zbrojnych, zapasów, zdolności to podstawa odstraszania. RU na pewno mają szacunki, ale sprzed wojny i przy tak wyrównanej kampanii niewielkie różnice mają ogromne znaczenie na froncie.

    @izbkp
    „Rzecz w tym, że taka strategia nie ma żadnego sensu.”

    Strategia walki może, ale strategia odstraszania jak najbardziej ma.

  530. @Gammon:
    „I odpowiednio duża liczba tych środków odpalona jednorazowo plus (być może) cele pozorowane, zakłócanie radioelektroniczne, ARMy wśród nadlatujących obiektów, znaczna liczba potencjalnych celów, na które może się kierować ten sam wykryty pocisk – nie komplikuje nieco zagadnienia?”

    Po co pytasz, jak wiesz, że komplikuje. Ten cały system przecież nie jest idealny – ocenia się co może być wabiem, co się kieruje na ważne cele i angażuje się odpowiednie środki. I tak, czasami, często, coś się przez obronę przedostanie. Tylko nie wiem, do czego zmierza twoje pytanie.

    @rw:
    „Zachodni przemysł zbrojeniowy nie umie produkować taniej broni.”

    Zachodni przemysł zbrojeniowy to dokładnie taki sam przemysł jak każdy inny – jak nie ma zamówień, albo zamawia się metodą kropelkową to potem cena jest wysoka. Bo jak chcesz wyprodukować 100 Borsuków to musisz mieć tak czy siak halę produkcyjną. A w tej hali można by ich pewnie natrzaskać i 400 pracując na dwie zmiany, zamawiając komponenty hurtem, inwestując w pewne zdolności lokalnie itp. No ale ktoś to musi najpierw zamówić, żeby cena jednostkowa mogła spaść.

  531. @Bantus
    „Dotychczas jak rozumiem było tak, że skoro trajektoria wskazuje na cel w UA to zostawiamy w spokoju, żeby nie drażnić niedzwiedzia.”
    Niby dobrze, tylko źle. Nie żeby nie drażnić niedźwiedzia, a z paru zupełnie innych powodów. Po pierwsze, zestrzelenie każdego drona kosztuje. Może to być ta rakieta za 300k$, może być paliwo i amunicja do samolotu który musi go przechwycić. W ostateczności może to być czas i amunicja patrolu naziemnego, który go ostrzela. Ale my nie jesteśmy w trybie wojennym i takich patroli nie mamy zbyt wielu, nie pracujemy tak, żeby przechwytywać wszystko, tylko żeby zapewniać pewien poziom bezpieczeństwa.
    Ale po drugie – i dla niektórych ważniejsze – to co zostaje zestrzelone musi spaść. Szczątki rakiety przechwytującej czy wystrzelona amunicja też. A spadające z nieba obiekty stanowią konkretne zagrożenie, podczas gdy przelatujące tylko potencjalne. Jasne, można zestrzelić każdego jednego drona który wleci w naszą przestrzeń powietrzną. Powiedzmy co 20 albo co 50 spadnie komuś na głowę albo na dom. Warto?
    Dlatego standardowym podejściem jest to, żeby takich obiektów nie zestrzeliwywać, tylko je monitorować i strzelać jedynie gdy będą stanowić potwierdzone zagrożenie dla nas samych.

    Zestrzeliwywanie ich zanim przekroczą granicę też jest problematyczne, bo oznacza, że musimy posłać swoje rakiety w przestrzeń powietrzną np. Białorusi i odłamki polskiej rakiety mogą spaść i kogoś zabić po ich stronie.

    BTW. Ciekawe są te doniesienia, że Białoruś nie tylko ostrzegła Polskę, ale i współpracowała z nami w przechwytywaniu dronów. I że jak najbardziej to ujawnia, czyli nie boi się represji ze strony Rosji. Być może wszystko było ustawione na teatrzyk, a niektóre spekulacje mówią wprost, że to wszystko pod Chiny. Bo zamknęliśmy przejścia graniczne z Białorusią, w tym kolejowe, którym idzie olbrzymia część transportu z Chin i czym uderzyliśmy w ich gospodarkę. I że to ma być wyłącznie pokaz przed rozmowami z Chińczykami (przylatującymi do Polski w poniedziałek).

  532. @rw
    Nowy niemiecki system Skyranger używa tungstenu w amunicji. Jeden strzał kosztuje $1000.

    Przecież nie z tego powodu, że wolfram jest aż tak kosztowny.

    @bantus
    Oszukiwanie przeciwnika co do stanu własnych sił zbrojnych, zapasów, zdolności to podstawa odstraszania.

    Jednak nie jestem pewien, czy ostentacyjne strzelanie do wszystkiego co się rusza, gdy ma się przy tym niedostatki amunicji (jeśli tak jest), stanowi właściwą technikę odstraszania.

    @carstein
    Po co pytasz, jak wiesz

    Nie twierdzę, że wiem. Zgaduję.

    nie wiem, do czego zmierza twoje pytanie

    Do tego, że twoja wypowiedź z 21:22 wydała mi się bardzo optymistyczna. A ja nie wiem. No nie wiem.

  533. @”No ale ktoś to musi najpierw zamówić, żeby cena jednostkowa mogła spaść.”

    No war, no fun. To jest absolutnie wyjątkowa sytuacja dla Europy, że od 75 lat nie było tu wojny (bo jak się przydarzyła na Bałkanach, to jako taka półwojna, wstydliwy wyjątek potwierdzający cną regułę, zresztą sytuacja była ogarniana wojskami NATO, czyli maszynerią amerykańską). Nic takiego jak brak wojny się tutaj przez całe stu-, albo i tysiąclecia nie zdarzyło. A odkąd Obrowie, czy też Awarowie, przywieźli do Europy strzemiona, co zaowocowało powstaniem frankijskiej ciężkiej jazdy (której prawnuczętami są ambramsy i leopardy), gdzieś w Europie wojna toczyła się prawie non stop, a więc bez ustanku produkowano, doskonalono i zamawiano broń. Zawsze była droga (średniowieczny rycerz czy potem husarz to był kosztowny pojazd pancerny), no ale nie aż tak.

  534. @Gammon:
    „Do tego, że twoja wypowiedź z 21:22 wydała mi się bardzo optymistyczna. A ja nie wiem. No nie wiem.”

    Ale to po prostu było stwierdzenie faktu jak ten proces się odbywa (albo jak mi się wydaje, że się odbywa). Nigdzie nie twierdziłem, że jest 100% skuteczny. Czasami coś nie zostanie wykryte, czasami nie ma efektorów w danym miejscu, żeby to przechwycić, czasami centrum dowodzenia się pomyli, czasami się czegoś nie trafi. No ale nie ma lepszego rozwiązania – tylko niektórym domorosłym ekspertom w mediach się wydaje, że trzeba ustawić 100 baterii patriotów i zestaw pilica co 100 metrów wzdłuż granicy.

  535. @carstein
    No ale nie ma lepszego rozwiązania – tylko niektórym domorosłym ekspertom w mediach się wydaje (…)

    A! dziękuję, teraz coś więcej rozumiem.

  536. @strzelanie do wszystkiego co leci z rosji
    Tromtadracja niemalże równa słynnemu „ani guzika” z II, światowej. Gdyby przeciwnik był przekonany o naszej chwackiej zasadzie mielibyśmy podczas otwartego konfliktu falę wabików do przeciążenia systemu OPL(iD) a następnie kolejną już odpowiednio ustawioną i zmieszaną do usunięcia największej możliwej ilości sił obronnych.

  537. @Piotr Kapis
    „Niby dobrze, tylko źle. Nie żeby nie drażnić niedźwiedzia, a z paru zupełnie innych powodów. Po pierwsze, zestrzelenie każdego drona kosztuje. Może to być ta rakieta za 300k$, może być paliwo i amunicja do samolotu który musi go przechwycić.”

    To po co chwalimy się tymi miliardami wydawanymi na zbrojenia i wojsko? To ściema i sprzęt na paradę czy coś realnego? Jeśli to jest na serio to trzeba pokazać, że jest na serio a nie że trzymamy sprzęt garażu i wyciągamy na święto.

    Czy rozwalamy pociski którymi RU z naszego nieba atakują UA to jest decyzja polityczna. Jak to zrobić, żeby się nie narobić to już kwestia wojskowa. Możliwe, że praktycznie niedasię, ale co to oznacza dla naszej obrony? Dla mnie to decyzja polityczna która jest informowana przez moralną postawę osoby, może przesadzam, ale która stoi i patrzy jak za murem płonie getto.

    „Powiedzmy co 20 albo co 50 spadnie komuś na głowę albo na dom. Warto?”

    Jeśli po kilku próbach zauważliby, że nic z tego bo PL rozwala, zagłusza, czy jakkolwiek przeszkadza w atakowaniu UA z naszego terytorium to dlaczego mieliby to nadal robić skoro nie daje im to żadnej przewagi?

    @Białoruś
    No jest to ciekawe, bo Lukaszenka zawsze jakoś bronił swojej autonomii wobec Moskwy. To w sumie jedyny przypadek że na umizgi Trumpa wobec dyktatora można patrzyć z zaciekawieniem.

    Gammon No.82
    „gdy ma się przy tym niedostatki amunicji”

    Wydaje mi się, że im mniej masz tym bardziej musisz udawać, że masz więcej, do pewnego momentu przynajmniej. Przed inwazją w ’22 byłem przekonany, że gdyby Rosja naprawdę chciała to w wojnie konwencjonalnej do Berlina tymi czołgami by prędzej czy później dojechała. I to nie jest tak, że tylko taki laik ja jak w to wierzył.

    @ergonauta
    „Zawsze była droga (średniowieczny rycerz czy potem husarz to był kosztowny pojazd pancerny)”

    I musiał się wykosztować, może zrujnować sprzęt albo zdrowie w pojedynkach i turniejach. Wojna jest niby nowoczesna ale nadal irracjonalna.

  538. @bantus
    „Wojna jest niby nowoczesna ale nadal irracjonalna.”

    Bo wojna jest po prostu ludzka. Człowiek, także ten niby nowoczesny, to ta sama natura lucka. A natura lucka = racjonalność + nieracjonalność, jak 50% + 50 % = 100%. Ktoś zbyt mocno nieracjonalny wychyli się poza spektrum człowieczeństwa tak samo jak ktoś zbyt mocno racjonalny.

  539. @fieloryb
    „Tromtadracja niemalże równa słynnemu „ani guzika” z II, światowej.”

    Ale na szczęście jeszcze nie jesteśmy na wojnie. Choć sytuacja się zmieniła, jeśli doniesienia się potwierdzą, że to były polskie cele plus wabiki (do których nie strzelaliśmy). Sytuacja nie jest taka sama bo nie jesteśmy sami, przypominam, że strzelały holenderskie F-35, namierzała niemiecka bateria Patriot, a AWACS był włoski.

  540. Wojskowi nawet dali tym razem radę. Ale wojne propagandowa przegramy. PL-Internet jest zalany botami w stopniu niewyobrazalnym. I chciałbym powiedzieć, że to grubymi nićmi szyte i nikt się nie nabierze, ale nie mam złudzeń…

  541. Czy zadałeś sobie trud sprawdzić, czy ktokolwiek oszacował i porównał koszt użycia europejskiej i ukraińskiej (ponoć tańszej) broni w nalocie dronowym na Polskę?

  542. @bantus
    „To po co chwalimy się tymi miliardami wydawanymi na zbrojenia i wojsko? To ściema i sprzęt na paradę czy coś realnego? Jeśli to jest na serio to trzeba pokazać, że jest na serio a nie że trzymamy sprzęt garażu i wyciągamy na święto.”

    Z różnych powodów. Na przykład dlatego, że ludzie chcą mieć poczucie bezpieczeństwa, więc informacje że wydajemy na sprzęt którego użyjemy w czasie wojny uspokajają. To są również decyzje polityczne, licytowanie się przez różne partie w celu uzyskania większego poparcia, etc.
    Ale przede wszystkim przecież ten sprzęt który kupujemy to nie jest tylko, ani nawet głównie plot. To są czołgi, haubice, części i amunicja do nich.
    Oczywiście jest możliwe, że rządy (kilka różnych, kolejnych) nie podejmują zbyt racjonalnych decyzji i raczej wykonują gesty pod publiczkę niż praktycznie użyteczne. Nie znam się na tym na tyle, żeby to ocenić. A z drugiej strony przekazaliśmy sprzęt Ukrainie i ona z niego korzystała, mamy więc informację zwrotną jak to czym dysponujemy się sprawdza. Polskie ręczne wyrzutnie rakiet plot były bardzo chwalone, bo są małe, poręczne i każdy żołnierz może ich zabrać kilka. Polskie zmodernizowane czołgi też spotykały się z uznaniem, elementy które do nich dołożyliśmy (polskiej produkcji) doceniano i chwalono.
    Istotnym problemem może być liczebność i przeszkolenie naszej armii. Bo co z tego że kupujemy mnóstwo sprzętu jeśli nasza armia to tylko niewielki procent tego co rzucili na front Rosjanie, albo czym się bronili Ukraińcy? Musimy liczyć na sojuszników, ale dobrze by było też przeprowadzać porządne szkolenia rezerw już tu i teraz, czy wprowadzać procedury dla cywili na wypadek ataku. A my jesteśmy ciągle przyzwyczajeni, że syreny wyją w rocznicę godziny W, paru innych wydarzeń historycznych i w czasie testów. I nikt nie wie co który sygnał ma oznaczać.

    „Czy rozwalamy pociski którymi RU z naszego nieba atakują UA to jest decyzja polityczna. Jak to zrobić, żeby się nie narobić to już kwestia wojskowa.”
    Umknęło ci, że każdy zestrzelony dron w polskiej przestrzeni powietrznej to szczątki, które spadną (muszą, grawitacja tak działa) i mogą kogoś zabić albo coś uszkodzić. Jeśli ten dron nie stanowił dla nas zagrożenia to odpowiedzialność spadnie na tych, którzy go zestrzelili i tych, którzy wydali taką decyzję. Dlatego tego się przy pojedynczych incydentach po prostu nie robi – zostawienie ich w spokoju jest bezpieczniejsze.
    To się może zmienić teraz, kiedy mieliśmy incydent dużo większy, no ale nie ma co się zaraz rozpalać i machać szablą czy inną kłonicą. Zdarzyło się pierwszy raz, decyzje zostały podjęte, część dronów zestrzelono, sojusznicy zareagowali, całe NATO odpaliło artykuł czwarty i zwarło szyki, zapewne procedury na kolejne przypadki wtargnięć zostały zaostrzone. My jako cywile się o tym nie dowiemy dopóki ktoś ich nie ujawni (głupie) albo nie zdarzy się kolejny raz i zobaczymy je w działaniu.
    Przez ostatnich parę lat mieliśmy kilka różnych wtargnięć obcych obiektów w naszą przestrzeń. Czasami je tylko obserwowano, czasami dowiadywano się o tym tygodnie po zdarzeniu. Teraz wleciało ich kilkanaście, nadano im priorytety, zestrzelono najgroźniejsze, reszcie pozwolono spaść samodzielnie, pod kontrolą. To naprawdę niezły wynik.

  543. „Przez ostatnich parę lat mieliśmy kilka różnych wtargnięć obcych obiektów w naszą przestrzeń. Czasami je tylko obserwowano, czasami dowiadywano się o tym tygodnie po zdarzeniu. Teraz wleciało ich kilkanaście, nadano im priorytety, zestrzelono najgroźniejsze, reszcie pozwolono spaść samodzielnie, pod kontrolą. To naprawdę niezły wynik.”

    Co więcej wygląda to na sprawną realizację przygotowanego na tą okazję planu, including eleemnty nie wojskowe. Nie wydaje mi się przypadkiem że nad tym incydentem pracowała aż taka międzynarodówka i każden jeden natychmiast w mediach się przyznawał że on też tam był i to i to zrobił. Ewidentnie miał to być zaplanowany pokaz europejskiej jedności w kwestii obrony. I wyszło chyba dobrze.

  544. @Piotr Kapis

    „Umknęło ci, że każdy zestrzelony dron w polskiej przestrzeni powietrznej to szczątki, które spadną (muszą, grawitacja tak działa) i mogą kogoś zabić albo coś uszkodzić. Jeśli ten dron nie stanowił dla nas zagrożenia to odpowiedzialność spadnie na tych, którzy go zestrzelili i tych, którzy wydali taką decyzję. Dlatego tego się przy pojedynczych incydentach po prostu nie robi – zostawienie ich w spokoju jest bezpieczniejsze.”

    No tak, ale „zostawienie ich w spokoju” oznacza udostępnienie Rosji polskiej przestrzeni powietrznej do ataków na Ukrainę.

  545. @rw
    „No tak, ale „zostawienie ich w spokoju” oznacza udostępnienie Rosji polskiej przestrzeni powietrznej do ataków na Ukrainę.”
    Owszem. I może się nam to nie podobać, ale od początku wojny aż do teraz (rozumianego jako parę dni temu) takie było polskie podejście. Ukraińska plot radzi sobie z setkami dronów nadlatującymi naraz, powinna sobie poradzić z pojedynczymi przelatującymi przez Polskę – szczególnie, że lecą z kierunku który nie jest mocno obciążony a my możemy ich zawczasu powiadomić.
    Takie mieliśmy do tej pory procedury, bezpieczeństwo naszych obywateli miało charakter nadrzędny co oznaczało unikanie zestrzeliwania tych obiektów. Można uważać, że powinniśmy robić więcej, ale jest w tym pewna logika i trudno to uznać ze podejście nieracjonalne.
    Zmiana procedur na zestrzeliwanie wszystkiego wiąże się z konsekwencjami. Jeśli będziemy robić to w naszej przestrzeni powietrznej to możemy mieć zabitych, rannych albo zniszczenia tym spowodowane. Jeśli spróbujemy to robić jeszcze zanim obiekty wejdą w naszą przestrzeń, ryzykujemy zabitych/rannych/zniszczenia w obcym kraju (w wyniku naszych działań). Z tym się trzeba liczyć.

  546. Zobaczyłem to za was: „Co w rosyjskich mediach mówi się o dronach nad Polską?” Ośrodek Studiów Wschodnich:
    – to ukraińska prowokacja, która miała wciągnąć nasz kraj do wojny
    – już raz rakieta ukraińska spadła na terenie Polski, zabiła dwie osoby
    – drony (jak powiedział przedstawiciel rosji w Polsce) wleciały ze strony Ukrainy
    – rosyjskie media nie były zaskoczone, prowadziły spójną narrację, stopniowo ją rozwijając,
    – „polska nie była przygotowana na atak, brak jej OPL”
    – Władimir Sołowiew (rosyjski propagandzista, pracownik rosyjskiej TV): chcieli użyć piątego artykułu, nie wyszło, użyli czwartego (…) obie to czcze gadanie
    – „amerykańska propaganda jest nakierowana by zakończyć konflikt”
    – „Polska nigdy nie żyła tak dobrze jak podczas możliwej agresji federacji rosyjskiej na Polskę, Unia Europejska udziela Polsce … miliardów euro na obronę(…) eśli oni na poważnie myślą o konflikcie(…) to rosja nie będzie pełzać na miękkich łapach”
    Dooglądane do 12 minuty. Całość trwa 19 minut z groszami, źródło:
    link to youtube.com

  547. @”Jeśli będziemy robić to w naszej przestrzeni powietrznej”

    Wisława-reaktywacja. A że fragmenty z utworu o tytule „Psalm”, więc to raczej nie zgrzytanie zębami.

    „O, jakże są nieszczelne granice ludzkich państw!
    Ile to chmur nad nimi bezkarnie przepływa,
    ile piasków pustynnych przesypuje się z kraju do kraju
    (…)
    Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku,
    jeżeli nawet gwiazd nie da się porozsuwać,
    żeby było wiadomo, która komu świeci?
    (…)
    Tylko co ludzkie potrafi być prawdziwie obce.
    Reszta to lasy mieszane, krecia robota i wiatr.”

  548. Tymczasem Wolski, którego raczej można traktować jako sensowne źródło informacji
    „-Jak to możliwe że dron spadł na dach i przebił strop a gdzie indziej lądował na polu i gdzie są ślady lądowania?
    -To co spadło na dach to nie był rosyjski dron. Co już wskazała nie wprost prokuratura. Zapewne w przyszłym tygodniu będzie z tym związane wyjaśnienie MONu zaś rodzina dostanie odszkodowanie i to sowite. Stało się to czego wszyscy się spodziewali w przypadku strzelania do RUS dronów nad Polską.”

    Czyli strzelanie do dronów ma swoje konsekwencje.

  549. Kto to teraz wie? Może holenderską. Całe szczęście, że nie niemiecką, bo Niemcy odlecieli do siebie jakiś czas wcześniej. Jednak prawie na pewno decyzje o strzelaniu podjęli Polacy.

  550. @embercadero
    > Czyli mamy rozumieć że dostali w ten dach naszą własną rakietą?

    Po tym, że szyby z okien nie wyleciały, można wnioskować, że to co spadło na ten dom, nie wybuchło. Po tym, że oprócz dachu, uszkodzone zostały zaparkowane przez domem samochody, można wnioskować, że rozrzut tego opadu nie był punktowy. Mocne przesłanki, że to były opadające szczątki. Wymieszane szczątki tego, w co trafiono z tym czym w ten cel trafiono.

  551. link to missilematters.substack.com

    „governments and militaries must abandon the notion that cheap area defense against long-range drones is possible. While affordable point defense systems exist or will soon mature, extending the range of missile and drone interceptors inevitably raises costs. Governments must therefore decide whether point defense for critical targets is sufficient or whether defending larger areas is necessary. If the latter is the case, they must be prepared to fund it.

    The exception may be electronic warfare, which can cover larger areas relatively cost-effectively but comes with its own set of drawbacks. It is vulnerable to countermeasures, risks collateral disruption of civilian systems, may be less effective against hardened or fully autonomous drones (which will increasingly be deployed in the future), and often requires constant adaptation as adversaries shift frequencies or tactics.”

  552. @izbkp
    Dziś już chyba jest jasne że nie trafiono, pocisk miał awarię. MON jeszcze nie potwierdził, ale nie zaprzecza, i mówi o zadośćuczynieniu. Swoją drogą, żyłem w przeświadczeniu, że do dronów będą strzelać czymś względnie tanim (choć ofc i tak drogim), jak AIM-9 Sidewinder, tymczasem to był AIM-120 AMRAAM, czyli pocisk dużo większy i droższy. No ale to było do przewidzenia, gdyż sidewindery są naprowadzana na podczerwień, a spalinowy silniczek śmigłowego drona świeci tyle co nic.

  553. Widziałem ostatnio na tubce reportaż którejś z niemieckich telewizji o tym jak ukraińcy używają ichnich działek plot (Gepard?) do zestrzeliwania dronów. Nie wiem ile w tym było kurtuazji ale żołnierze bardzo je chwalili i opowiadali jak to każden jeden z tych pojazdów ma już dwucyfrowe wyniki przeciwko szachedom. Pewnie tędy droga, nie rakietami za miliony. No z tym że takich działek nie mamy.

  554. @embercadero
    Zgadza się, ale zasięg pocisków z Geparda to jakieś 3 km przy zachowaniu wysokiej skuteczności, maksymalnie do koło 5 km. Dla niskolecących będzie dużo mniej. To jest obrona punktowa, a nie obszarowa. BTW mieliśmy niegdyś projekt Loara – taki polski Gepard. Ale skasowano.

  555. Ale nie to że w ogóle nie mamy artylerii oplot krótkiego zasięgu – jest przecież Pilica. Izraelski radar, termowizja, zautomatyzowany układ celowania i naprowadzania, działka 23 mm oraz Pioruny.

  556. Aż sobie zobaczyłem w wiki co to ta Pilica. Faktycznie, podobne do tego co mieli ci Ukraińcy. Tylko że piszą że nasza armia kochana zakupiła tego całe 20 sztuk. W sam raz na defiladę bo przy zasięgu 5km pożytku z 20 sztuk nie będzie żadnego. Trzeba by ze 200 by to miało sens.

  557. To wyguglaj jeszcze: „Pilica plus” (kolejne zamówienia na Pilicę uzupełnioną o CAMMy i radar Bystra), „Narew” i pomostowa „Mała Narew”. To ma być to nasze dolne piętro obrony. Btw, każdy zestaw Pilica składa się z sześciu jednostek ogniowych po dwie armaty (i dwie wyrzutnie), czyli liczba armat to liczba zestawów razy 12. Z tego co mówią specjaliści, docelowy system OPL/OPR (z Wisłą) będzie całkiem sensowny. Za kilka lat. Brakuje systemów stricte antydronowych takich jak SkyCtrl, czy szybkie drony przechwytujące, ale to się tak szybko zmienia, że dziś kupione mogą za rok już być mało skuteczne. Można wtopić i zostać jak Himilsbach z Bajraktarami. Poza tym wojsko jeszcze nie opanowało biurokracji dla bezzałogowców. Traktują je wszystkie jak uzbrojenie na stanie, z którego trzeba się rozliczać itd, co nie ma sensu, zwłaszcza w stosunku do małych dronów uderzeniowych, które należy traktować jak amunicję. Co bardzo utrudnia proces szkolenia.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.