Nowa płyta „Pulp” jest zaskakująco dobra, szczególnie otwierający ją singiel „Spike Island”. To autotematyczny monolog byłej gwiazdy rocka, której nie udało się nawet wygasnąć – bo Wszechświat na wszystkie upadki reagował tylko wzruszeniem ramion. Tytuł zaś, jak czytam w interwebsach, nawiązuje do historycznego koncertu Stone Roses z 1990, który przyczynił się do zdefiniowania estetyki brit popu.
No ale tak jak Jarvis nawet nagrywając nową płytę, myśli o swojej młodości sprzed 35 lat – tak z kolei ja jej słuchając myślę o najlepszej płycie „Pulp” sprzed 30 lat, czyli o „Different Class”. Zatem notka będzie jednak głównie o niej.
Słuchałem jej w całości, bo w tym okresie życiowym moim głównym nośnikiem były kasety – nieprzyjazne dla słuchaczy chcących sobie ułożyć własną kolejność. A były nim dlatego, że aż do 1999 roku nie było mnie stać na odtwarzacz płyt kompaktowych. Na nowe winyle oczywiście tym bardziej nie.
I tu mam pytanie do zaglądającej tu czasem Młodzieży. Czy to się jakkolwiek przekłada na sytuację współczesnego człowieka?
Współczesnym odpowiednikiem byłby… nie wiem co, głośniczek BT? Soundbar? Alexa? Czy dla Młodego Człowieka (co z mojej perspektywy oznacza także trzydziestoletniego bobaska) istnieje problem: „chciałbym słuchać muzyki lepiej niż obecnie, ale mnie nie stać na dzyndzlotron”? I czym on jest?
Za naszych czasów potrzeba słuchania muzyki była finansową studnię bez dna. Jak już ktoś miał dobrą wieżę, to marzył o nowych głośnikach. Jak ktoś miał nowe głośniki, marzył o nowym wzmacniaczu. To wszystko kosztowało majątek, bo epoka wszechobecnego „made in China” dopiero miała nadejść.
Niby więc już miałem dobrą pracę, zarabiałem więcej od średniej, ale ta ówczesna średnia to było jakieś 200 dolarów miesięcznie. Nie myślałem, że dożyję Polski, w której dojdzie kolejne zero!
Co za tym idzie, nie umiałem się wczuć w brytyjskie problemy klasowe. Najgorsza praca w Albionie była przecież wtedy lepiej płatna od relatywnie niezłej pracy w Polsce. Przyjeżdżałem do Londynu robić wywiady z gwiazdami, ale zazdrościłem zarobków kelnerowi, ba – niewidocznemu Polakowi w kuchni na zmywaku. Gdy piosenka „Common People” była nowością, wszyscy ci „common people” byli bogatsi ode mnie.
Wpisywało mi się to szerzej w esetykę britpopu. Pod podchwyconym przez neoliberalne New Labour hasłem „cool Britania”, przedstawiał on UK jako kraj, w którym wszystkim jest fajnie, bo lepiej być biedakiem z komedii romantycznej Richarda Curtisa niż bogaczem z komedii sensacyjnej Olafa Lubaszenki. Squat w Camden Town wydawał się fajniejszy od pałacu w Pułtusku. Była to oczywiście jedna wielka ściema i zapowiedź nadchodzącej katastrofy. Tak dziś odbieram teksty z „Different Class”.
W „Common People”, jak już pisałem, jest fragment „dance, drink and screw, because there’s nothing else to do”. Brzmiało to jakoś tak uwodzicielsko atrakcyjnie dla przynudziastego nerda, zwłaszcza uprawiającego 30 lat temu „kulturę zapierdolu” (która wtedy oczywiście nie miała jeszcze nazwy, nie wiedzieliśmy że mówimy prozą).
Inne teksty z tej płyty, jak „Sorted for E’s and Wizz”, „Live Bed Show” czy „Underwear” traktowały o hedonizmie lat 90. Cocker opisywał go z charakterystycznym brytyjskim ironicznym dystansem. Przyciągnęło to panikę moralną ówczesnych tabloidów, oskarżających Pulp o propagowanie narkotyków. Gdy tego słucham dziś widzę, że to oskarżenie było bezpodstawne – ale mam alibi, że nie ja jeden widziałem w tym pewien urok.
Płyta „Different Class” ma świetną kompozycję. Opowiada pewną ciągłą historię od „Mis-Shapes” (pełniącego rolę uwertury), do „Bar Italia”, nietypowo kameralnego, ale jednak wspaniałego grande finale.
Teraz do tego utworu sięgam najchętniej. Jak poucza internet, tytuł nawiązuje do całodobowej kawiarni w Soho, w której klubowicze kończyli noc, mijając ludzi idących rano do pracy. Bohaterowie piosenki nie mogą jeszcze wrócić do domu, bo ciągle ich trzyma jakieś świństwo. Planują więc przebicie się do tytułowego baru.
„Jeżeli możesz wstać, wezmę cię za rękę – wyjdźmy zanim uznają nas za zmarłych… gdyby zburzyli to miejsce, wyglądałoby nadal lepiej niż ty”. Nie jest to chyba głęboka relacja, bo pożegnanie jest typowo clubbingowe: „Jeżeli wyjdziemy z tego żywi, do zobaczenia za tydzień w tym samym miejscu o tej samej porze”.
Znałem ludzi, którzy naprawdę tak funkcjonowali – nie w Londynie, w Warszawie. Dziś albo nie żyją, albo są „niepijącymi alkoholikami”. Naszym „Barem Italia” był „Lemon” na Sienkiewicza. Czy nadal jest? Nie wiem, jako nauczyciel to ja już w ogóle palulu najpóźniej o jedenastej.
Transformację ustrojową wspominam jako coś w rodzaju wojny w Wietnamie, udało mi się wyjść z Da Nang z wszystkimi kończynami. Oczywiście mam PTSD jak wszyscy, ale jednak aż nie takie jak sierżant X czy porucznik Y. No i tak teraz postrzegam „Different Class”: jako muzyczną opowieść nie tyle o konflikcie klasowym („a case of haves against haven’ts”, jak w piosence „I Spy”), co o klasowym AWANSIE.
To opowieść o bohaterze, który nie pasował do swojego rodzinnego Sheffield („Mis-Shapes”), więc włożył gigantyczny wysiłek w przekształcenie się w przedstawiciela londyńskiej klasy średniej. Po drodze spotykał różnych ludzi, bohaterów różnych piosenek (w tym wywodzących się z klasy wyższej, jak bohaterka „Common People”). I czasem dobrze się przy tym bawił, ale w ostatniej piosence jest już po prostu śmiertelnie zmęczony.
Jak mawia pewien mój przyjaciel, „jak my wszyscy, jak my wszyscy…”

Moja lekarka też mówi „Jak my wszyscy, jak my wszyscy” gdy na stereotypowe pytanie „jak się pan czuje” odpowiadam stereotypowo „zmęczony i niewyspany”
Zawsze uważałem że Jarvis jest mistrzem w opowiadaniu o tym jak się sponiewierać na smutno/refleksyjnie/wszystko_ch*j
Taka refleksja. Jak czytam o Warszawie czy Londynie zawsze mam wrażenie, że Katowice wraz za Aglomeracją były/są bardziej egalitarne. Uniwersytet Śląski nigdy nie był tak prestiżowy ja warszawski czy jagielloński. Młody górnik zarabiał lepiej, niż młody prawnik. Ostateczniecznie wszyscy kończyli w Mega Clubie czy Inkubatorze.
Dla mnie „Common people” jest podszyte lękiem klasy średniej przed utratą statusu społecznego i spadkiem do piekieł. Ta klasa pracująca, oni tam żyją jak zwierzęta panie, there but for the grace of God go I… Kto (jak ja) wychował się w biednym wiejskim środowisku, wie że to jest nieprawda. Ludzie potrafią być szczęśliwi i wyjść poza „dance and screw” nawet jak nie studiowali w Oxbridge.
@rw
No ten motyw jest bardzo obecny w kulturze UK. „Co ludzie ludzie powiedzą” jest na tym oparte. Z jednej strony Hiacynta, która poświęca mnóstwo czasu, żeby być uważana za klasę wyższą, z drugiej Powolniak, który odrzuca bieg ku awansowi społecznemu, bo woli w łóżku czytać książki o filozofii i fizyce kwantowej.
@hatefire
„Powolniak, który odrzuca bieg ku awansowi społecznemu, bo woli w łóżku czytać książki o filozofii i fizyce kwantowej”
„I feel seen”, jak mówią Młodsi Millenialsi.
Co do zamierzchłej przeszłości- któryś z chłopaków z Dezertera powiedział, że fajnie takie Brytole mają, bo mogą sobie krzyczeć „no future”, a kaska z zasiłku dla bezrobotnych leci. Z polskiego punktu widzenia te kwoty były jakieś kosmiczne. To było w latach 80-tych, gdzie nikt nie myślał o zasiłkach, bo wszyscy mieli mieć pracę. A co do obecnej muzyki- to nie jest taki fetysz jak kiedyś. Teraz słucha się z telefonu, przez plastikowe głośniczki, i najlepiej żeby szemrała w tle, i nie rozpraszała za bardzo (sprawdzić czy nie polski rap). I dlatego coraz więcej muzyki pisanej i robionej przez AI, której nie trzeba płacić tantiem.
Sprzęt audio: z moich obserwacji młodzi słuchają z telefonu, a w najlepszym razie z niewiele lepszego głośniczka Bluetooth. Nikt przed 40 nie zwraca uwagi na jakość muzyki.
W Warszawie jest kilka sklepów z przyzwoitym sprzętem audio – nie sieciówek. I prosperują. W sieciówkach w rodzaju ME też mają w ofercie całkiem niezłe rzeczy. Naprawdę popyt napędzają klienci 40+ i tacy dinozaury jak ja?
I kilka czasopism audiofilskich jakoś żyje.
Telefon + średniej jakości słuchawki + spotify to i tak 5x lepsza jakość niż słuchanie muzyki z kaset czy z mp3, a to moje główne wcześniejsze doświadczenia (cd mi się jakoś nigdy nie przyjęło). Skoro jest wystarczająco dobre to po co zmieniać. I tak słucham tylko i wyłącznie idąc/jadąc gdzieś, w domu nie mam czasu.
@robur
dlatego coraz więcej muzyki pisanej i robionej przez AI, której nie trzeba płacić tantiem.
Ja ostatnio musiałem słuchać sporo tej mielonki którą serwują te wszystkie eski i eremefy i dla mnie to już brzmi jakby to tłukło AI ;). Generalnie jest to jakiś taki patent zwrotka-refren refren refren-ta sama zwrotka-refren refren i coś pewnie max 3 min długości, do tego jakiś jeden, góra 2 proste melodycznie hooki i tekst który w większości przypadków nie jest śpiewany tylko skandowany żeby rytm i melodia się zgadzały. I w ciągu dnia 3-5 razy ta sama playlista i chcąc nie chcąc masz to w głowie jak pies Pawłowa.
@janekr
„W Warszawie jest kilka sklepów z przyzwoitym sprzętem audio”
Ja z kolei jako Starszy Pan kompletnie nie rozumiem sensu kupowania jakiegoś nowego gówienka, tak czy siak cyfrowego, tak czy siak made in China, skoro tyle wspaniałych rzeczy z lat 80. można kupić.
Toteż stary (1992) wzmacniacz Kenwooda ratowałem w serwisie, dla którego to był calkiem młody sprzęt.
Ale ostatnio potrzebowaliśmy wzmacniacza i dobrych głośników do telewizora. Miał być całkowicie bezobsługowy – budzi się i zasypia razem z telewizorem, głośność sterowana pilotem telewizora. I niezła jakość.
I owszem, znalazłem taki.
@janekr
„I owszem, znalazłem taki.”
Oczywiście też taki kupiłem, jedna z uroczych funkcji jest taka, że faktycznie usypia razem z telewizorem (w trakcie słuchania płyty z chmury). Niby można wyłączyć to gówno (ARC się chyba nazywa?), ale wtedy jest jeszcze bardziej upierdliwie.
ARC, istotnie. Ten wzmacniacz jest tylko do telewizora, resztę obsługuje Kenwood.
Faktycznie musiałem wyłączyć powiązanie odtwarzacza bluryj z tv, bo czasem słucham z niego CD i telewizor mi do tego zbędny.
@janekr
„Ten wzmacniacz jest tylko do telewizora,”
U mnie z kolei to była ostatnia próba Polubienia Tej Cholernej Cyfrowej Cywilizacji („jak wreszcie se kupię porządny zestaw cyfrowy, to zacznie dobrze grać!”), zakończona konsekwentną dwutorowością. Kino domowe z wieloma głośnikami i surroundem dla tych rzadkich chwil gdy Netflix to potrafi wykorzystać – oraz sprzęt sprzed 45 lat, z tylko dwoma głośnikami, ale za to wszystko vintage. Oraz oczywiście kabelek który to wszystko spina na te wyjątkowe chwile typu sylwester, gdy mają nam grać wszystkie głośniki.
@Cpt. Havermeyer
…dlatego konsekwentnie nie słucham większości stacji radiowych. Mam kolekcję swoich MP3- może nie słyszę każdego pierdnięcia gitarzysty, ale moja playlista to jazz, electro z fajnym bitem, francuski punk, dużo ska, reggae (ale takie turboklasyczne, z czasów zanim Marley stał się sławny), trochę nowego gitarowego grania… żadna stacja, żadne Spotify nie ma takiego zestawu. A! wrzucam do tego jeszcze Karela Gotta i szlagiery z NRD. Gdzie mi ktoś puści ABBĘ po niemiecku, czy młodziutką Ninę Hagen?
@wo
U mnie do muzyki i TV jest ten sam wzmacniacz. Nikt nie zabrania podłączenia dużych kolumn stereo do wzmacniacza AV. Tylne miałem znacznie mniejsze, ale nawet nie zabrałem z Polski. Przez kilka lat używania zapamiętałem jeden film, w którym to robiło różnicę.
@Robur
Dobrych MP3 nie da się odróżnić od CD. Dobre czyli Variable Bit Rate ze średnią w okolicy 160kbps, a nie constant 128 – ktoś dawno temu powiedział, że to jakość CD, pewnie miał wtedy tyle lat co ja teraz i nie słyszał wysokich ani niskich częstotliwości.
Brak szlagierów z NRD to niewątpliwa zaleta, ale pomimo tego nadal będę bojkotować Spotify.
@igor
„U mnie do muzyki i TV jest ten sam wzmacniacz.”
W jednym pokoju do tv, muzyki i radia jest ten sam wzmacniacz i do tego pilot uniwersalny, który potrafi jednym przyciskiem uruchomić kilka urządzeń.
W drugim pokoju jest wzmacniacz dedykowany tylko do tv – w sumie taki lepszy soundbar. Chciałem kupić po prostu głośniki z wbudowanym wzmacniaczem, ale nie było odpowiednich. W każdym razie system jest „przezroczysty”, obsługuje się go jak telewizor, tylko muzyka jakby lepsza, dialogi bardziej zrozumiałe, wybuchy bardziej realistyczne.
Ale dalej nie wiem, kto utrzymuje te sklepy ze sprzętem audio – same dinozaury albo chociaż 40+?
Ja ostatnio kupiłem głośniki z wbudowanym nieco poważniejszym wzmacniaczem (przeznaczenie: dźwięk z media pudełka i dźwięk z gramofonu) i okazało się że jednak jestem mniej głuchy niż mi się wydawało, tylko większość odgrywajek w domu ma pasmo do dupy.
Bardzo porządne chińskie słuchawki bezprzewodowe można kupić w Action
a do odtwarzania muzyki na imprezach jest telewizor albo laptop
U mnie do kina domowego są dwa dodatkowe wzmacniacze z lat osiemdziesiątych.
@robur
„ktoś puści ABBĘ po niemiecku, czy młodziutką Ninę Hagen?”
Abby po niemiecku nigdy jakoś nie zapragnąłem mieć, ale mam na winylu młodziutką Ninę Hagen, np. singla z TV Glotzer!
@Robur
„… muzyki pisanej i robionej przez AI, której nie trzeba płacić tantiem”.
Czekaj, czekaj i Tobie wyłączą!
@WO- polecam zatem poszukać Alexandrę Rubin- jej wersja S.O.S znacznie bardziej podchodzi mi w jej wykonaniu. Co do Niny Hagen- Du hast den Farbfilm vergessen jest przemiłym kawałkiem- człowiek trochę nie miał pojęcia że ona jednak była gigantyczną gwiazdą w NRD.
@Junoxe- jak sprawdziłem statsy, teraz mam w bibliotece 254 119 utworów, co dake łącznie 712 dni i 2:24 godziny. Trochę wytrzymam 🙂
@Robur
„Gdzie mi ktoś puści ABBĘ po niemiecku”
Po niemiecku to nie wiem, ale jest na Youtube koleś, który przerabia współczesne (w miarę, czasami mają te parę dekad) piosenki na starsze języki. Niedawno słuchałem „Gimme gimme gimme” po starogrecku, a „Boulevard of broken dreams” po łacinie czy „Immigrant song” w staronordyckim też robią klimat.
@Cpt. Havermeyer
„Ja ostatnio musiałem słuchać sporo tej mielonki”
Parę miesięcy temu oglądałem sobie analizę top 10 spotify, jaką od czasu do czasu robi Rick Beato i zdziwiło mnie, że jest w niej kawałek, który nawet nie był piosenką czteroakordową. Leciał na trzech. Tekstowo też niejeden kawałek jest tak słaby, że nie umiem oczekiwać, żeby AI było gorsze. Nie żebym chciał słuchać takich piosenek w ogóle.
„I w ciągu dnia 3-5 razy ta sama playlista i chcąc nie chcąc masz to w głowie jak pies Pawłowa.”
To jest w ogóle problem stacji radiowych. Jeśli już słucham radia to miałem przez pewien czas nastawioną stację z klasycznym rockiem. Co czasami działa, a czasami puszczą ci jakieś polskie „Kiedy siedzę na maszynie” czy „szła biedronka po zasłonkach” i wolę jechać w ciszy albo przełączyć na cokolwiek innego. Zdarza się to zdecydowanie za często. Jeśli mam słuchać powtarzalnej muzyki to już wolę sam ją sobie dobrać.
Jako wieloletnia czytelniczka pozwolę sobie wysunąć łepek i zapłakać nad brakiem możliwości kupowania współczesnych mp3 🙁
To był mój format, mojego pokolenia… Najpierw ściągany z pirackich źródeł i rippowany z CD, a wreszcie oficjalnie kupowany w sklepach. I wszystko było super, aż mi trzy lata temu wyłączyli Muzodajnię i okazało się, że to był ostatni sklep, gdzie sprzedawali pojedyncze pliki mp3 polskich wykonawców.
Szukałam i na Bandcampie nic „mojego” nie ma, w empiku dostępne są nieliczne sztuki w zbójeckiej cenie 7,49 zł
Teraz korzystam ze Spotify, ale cały czas z uczuciem frustracji i nieidealności.
iTunes Store dalej sprzedaje na sztuki (też polskie kawałki), nawet jeśli generalnie Apple woli obecnie żeby użytkownicy kupowali abonament Apple Music.
@magdalena
„to był ostatni sklep, gdzie sprzedawali pojedyncze pliki mp3 polskich wykonawców.
Ja nadal używam iTunes Music Store, ignorując wyskakujące mi zewsząd namawiacze, żebym wziął na próbę Apple Music w abonamencie. Tutaj się kupuje piosenki na sztuki. W tym – polskie. Proszę wyprobować?
@wo i @ausir
iTunes nie sprzedaje mp3 tylko AAC, ale faktycznie mają polskich wykonawców. Chyba powinnam się nad nimi zastanowić.
iTunes pozwala też na konwersję na MP3.
@magdalena
„iTunes nie sprzedaje mp3 tylko AAC”
No przecież wiemy, ale to drugorzędny niuans (brzmi tak samo), poza tym można sobie automagicznie konwertować jak komuś naprawdę tak bardzo zależy.
Ja chciałbym się przesiąść z kupionych na początku kowidowej blokady Behringerów MS16 i peceta ze Spotify na kolumny DIY na Nirvana Audio oraz BAS-1 (tak, Bluetooth Analog System :D) ale koszt zestawu stanowiący mniej więcej 25 krotność Behringerów skutecznie mnie do tego zniechęca 😀
Moim znajomym w większości wypadków wystarcza Spotify/Tidal oraz jeden lub dwa głośniki BT Pewnej FIrmy na „S”. Po zeszłorocznej promocji na jakimś polskim portalu wlaściwie każdy z nich kupił sobie taki „sprzęt”. Ja kupiłem Behringery, bo tak mi polecił kolega, inżynier dżwięku i czuję się trochę jak antropolog kultury – on ciągle widzi struktury długiego trwania, symbole i sznurki na których zawieszona jest człowiecza kultura, ja we wszystkim co lubię słyszę chrobot, który zostawił producent utworu 😀
@mp3
Sporo muzyki w plikach można kupić na serpent.pl, ale to oczywiście głównie niezal więc nie wiem czy repertuar pasuje.
Ja też wolę kupić pliki niż CD (i tak brakuje mi miejsca na półkach na te rzeczy, które wyszły tylko na CD), chociaż jak już to wybieram FLAC. Służę listą sklepów jeśli gospodarz pozwoli.
@wo
można sobie automagicznie konwertować jak komuś naprawdę tak bardzo zależy
Konwertowanie ze stratnego na stratny to odpowiednik przegrywania z kasety na kasetę #kmwtw.
@adg
„Służę listą sklepów jeśli gospodarz pozwoli.”
In the immortal words of Basshunter – „davai, davai”.
Coraz mniej ich, ale te wydają się wciąż aktywne (np. z Bleepa kupowałem Aphexa ze 3 mce temu):
ATO Records – link to atorecords.com
Bleep.com – link to bleep.com
Boomkat – link to boomkat.com
Burning Shed – link to burningshed.com
Gimell Records – link to gimell.com
InnerSong – link to innersong.com
Live Dowloads – link to livedownloads.com
Morgan Leah Records – link to morganleahrecords.com
MunckMusic – link to munckmusic.com
Paper Recordings – link to paperecordings.com
Soma Records – link to somarecords.com
Reference Recordings – link to referencerecordings.com
Zunior.com – link to zunior.com
Supraphon (miewają podejrzanie niskie ceny czasami, ale nie udało mi się znaleźć na nich haka że nielegal) – https://www.supraphonline.cz
I oczywiście Presto (https://www.prestomusic.com), jeśli ktoś głównie powagi i jazzu.
Sorry za duplikat, ale przy poprzedniej próbie zjadło formatowanie.
@WO
Korekta Obywatelska: Cool Britannia ma dwa „n”.
„Czy dla Młodego Człowieka (co z mojej perspektywy oznacza także trzydziestoletniego bobaska) istnieje problem: „chciałbym słuchać muzyki lepiej niż obecnie, ale mnie nie stać na dzyndzlotron”? I czym on jest?”
Jako bobasek 28-letni mam dokładnie ten problem, odkąd 16 lat temu kupiłem pierwszy gramofon. No ale zawsze byłem dziwnym dzieckiem. Przerobiłem w sumie chyba z pięćdziesiąt klocków audio i choć zdarzają się dłuższe okresy status quo, to potem znów nachodzi mnie myśli, by wymienić jakąś część stereo na lepszą. Albo po prostu coś się psuje, co przy 40-letnich sprzętach dziwnym nie jest. Obecnie np. myślę o kolumnach – choć skąpy metraż mocno ogranicza moją fantazję.
„[P]ostrzegam „Different Class”: jako muzyczną opowieść nie tyle o konflikcie klasowym („a case of haves against haven’ts”, jak w piosence „I Spy”), co o klasowym AWANSIE”
Bardzo ciekawa interpretacja. Dołożę, że zawsze czytałem Cockera jako m.in. kontynuatora tradycji kitchen sink drama, tyle że w scenerii lat 90., a nie powojennej biedy.
Z najnowszej płyty mnie się z kolei najbardziej podobają „Grown Ups” i „Got to Have Love”. Choć cała jest przynajmniej niezła. Może zwolniona, melancholijna, ale przy średniej wieku koło 60 to zrozumiałe.
Bo że z tego całego britpopu Pulp był najlepszy, to chyba na tym blogu obowiązujący konsensus? Choć osobiście od „Different Class” minimalnie wolę o rok starsze „His 'n’ Hers”. Pamiętam, jak jeszcze na swoim bloxie MRW pisał w kontekście owej płyty, że nie ma nic bardziej ludzkiego niż Jarvisowe siorbanie nosem do mikrofonu.
@jakość dźwięku
Muzyka powstaje w studiu nagraniowym. Konsumenckie sprzęty audio służą, w teorii, do zbliżenia się do tego studyjnego dźwięku („fi” to przecież „fidelity” czyli wierność). Używane studyjne monitory aktywne, czyli sprzęt którego zadaniem jest jak najwierniejsze odwzorowanie dźwięku, można już kupić za 500 złotych. To faktycznie bardzo ciekawe, dlaczego sprzęt „audiofilski” kosztuje tyle ile kosztuje. Swoją opinię na ten temat zachowam dla siebie.
(cytat z pamięci z śp. Davida Thomasa circa 1999: „The studio is as good sound as it gets. That’s why every producer I know has nothing better than a boombox to listen to at home.”)
@igor – jakość mp3
to jest też kwestia kodeka; kiedyś często zgrywałem mp3 na audio CD (bo na przykład recenzowałem jakąś płytę) i porównywałem później z brzmieniem bezstratnym, do 2011 słyszałem tę różnicę na kolumnach, ale jak wtedy weszła nowa generacja kodeka mp3 – chyba LAME – przestałem ją słyszeć, przynajmniej w plikach 320.
Nieco offtopicznie się chciałem zapytać, czy są jakieś sklepy / portale które robią streaming polskich filmów z angielskimi (bo o chińskich to pewnie nie ma co marzyć) napisami? I najlepiej żeby można było puścić na telewizorze Samsunga. Żonie się podobała „Zimna wojna” Pawlikowskiego i chciałem pójść za ciosem z polską klasyką filmową.
Jest specjalistyczny serwis https://35mm.online pod auspicjami PISF, ale wiele rzeczy wrzucono lata temu do Youtube legalnie (za sprawą kontrowersyjnej decyzji Bromskiego).
Dzięki 🙂 o 35mm.online wiedziałem, ale myślalwm, że się nie da castować na TV Samsunga. Spróbowałem dzisiaj, i daje rade 🙂 to ruszy promocja polskiej kultury filmowej.
Czy te rzeczy na YouTube szły w jakichś konkretnych kanałach? WDiF?
Dodam też vod.tvp.pl (Samsungi są często kompatybilne z applowskim Airplayem, no to chyba z Androidem bym bardziej)
@wo
No właśnie nie, w opcjach telewizora mam tylko Air Play. No nic, możemy zawsze puszczać z iPhone małżonki, albo używać Smart View (mój telefon to też Samsung, na szczęście).
Szkoda, że na Ninatece rzeczy z angielskimi napisami jest jakaś przypadkowa garstka, a i z polskimi nie lepiej.
@rw
„No właśnie nie, w opcjach telewizora mam tylko Air Play.”
No i dlatego ekosystem Apple jest fajniejszy – po prostu działa. Nawet z telewizorem Samsunga. I nie ma znaczenia czy z laptopa, czy z tabletu czy z telefonu, wszystkie wspierają AirPlay.
@wo
„No i dlatego ekosystem Apple jest fajniejszy – po prostu działa. Nawet z telewizorem Samsunga. I nie ma znaczenia czy z laptopa, czy z tabletu czy z telefonu, wszystkie wspierają AirPlay.”
Wow, to nie jest li tylko „beating the dead horse”, to jest ekshumacja końskiego truchła przez ekipę z CSI:Miami, rekonstrukcja szkieletu i rozwalanie go jeszcze raz bejsbolem 😀
Kiedy pracodawca kupował mi telefon (do użytku pracowego + prywatnego) to mogłem wybrać pomiędzy iPhone a Samsung, i po paru latach używania iPhone wolałem Samsunga. Jakoś UX Apple mi mniej pasuje. No i apka do mojego starego ale jarego sprzętu HiFi Pioneera działa tylko na Androidzie, iPhone nie wspiera aplikacji ostatni raz aktualizowanej w 2014 roku. Tak więc dla mnie, mimo wszystko, lepszy Samsung.
Aha, i Smart View działał wczoraj OK z 35mm.online. Na pierwszy raz obejrzeliśmy „Misia” 😀 Niestety jakoś tłumaczenia w angielskich napisach jest bardzo kiepska.
@ Niestety jakoś tłumaczenia w angielskich napisach jest bardzo kiepska.
Kiedyś w telewizji Polonia leciały polskie seriale z angielskimi napisami. I w serialu „Polskie drogi” ujrzałem tekst: „Uncle’s Holy Bible”
@janek
„Uncle’s Holy Bible”
To jak z Baranczaka: show me your lower back, sir, czyli po naszemu: krzyż pański.
@Hatefire
„Ostatecznie wszyscy kończyli w Mega Clubie czy Inkubatorze.”
25 lat temu było też mniej sensownych lokali. A spora część zamykana była w godzinach, które w Krakowie zostałyby wówczas chyba wyśmiane w takim kontekście (doświadczenia i obserwacje własne i wielokrotne).
No i KZK GOP wówczas fatalny, jeśli ktoś chciał się przemieścić z jakiegoś Teatru Rozrywki do Fantoma. Nie jest to mała aglomeracja/konurbacja (nigdy nie umiem w to precyzyjnie), ale mimo wszystko. Poziom atomizacji był niebo większy niż teraz.