Rocznica Pokrowska

Linia frontu w 2022 i 2025
Z braku dobrych wiadomości, pocieszmy się taką: właśnie mija okrągła rocznica od kiedy pojawiły się pierwsze zapowiedzi, że Pokrowsk upadnie w ciągu najbliższych dni. Na blogasku pierwszy taki komć był 17 sierpnia 2024, ale oddawał on to, co różni analitycy analizowali już od tygodnia.

Gdy piszę te słowa, teraz też się wydaje że to już kwestia najbliższych dni. Ale samo to, że Pokrowsk wytrwał rok coś nam już mówi – to mianowicie, że upadek różnych „kluczowych hubów logistycznych” i „strategicznych fortec”, po których według analityków cały front miał się rozsypać, bo „dalej już tylko płaskie stepy”, przynosił dotąd w praktyce przesunięcie frontu o kilkanaście, maks kilkadziesiąt kilometrów, po czym to znów zastygało na rok czy dwa.

Ukradłem komuś mapę porównującą linię frontu z końca 2022 z linią ówczesną, czyli z 20 lipca 2025. Widać, że większość frontu jest nieruchoma, a te wielkie rosyjskie ofensywy, jak zdobycie Bachmutu albo szturm na Sumy (podkręcany przez media jako „gwałtowne przyśpieszenie”), przynosiły pipsztyczki z serii „wytęż wzrok i zauważ różnicę”.

Uzupełniłem tę mapę o podpisy tych „wielkich ofensyw”. Ewentualny upadek Pokrowska (gdy to piszę, wciąż nie nastąpił) wygładzi kawałek frontu, ale też nie spodziewam się zmiany widocznej gołym okiem. Oczywiście analitycy analizują, że Kramatorsk upadnie zaraz potem, no ale Rosjanie nadal mają kawał drogi. Przed zimą nie zdażą.

Skoro nie możemy liczyć na analityków, zanalizujmy się sami. Jak to się skończy? Notkę z takim pytaniem chcę napisać od pół roku, ale ciągle czekałem aż coś wyjdzie z tych planów Trumpa, że 24 godziny, albo jednak nie!, 14 dni, albo nie!, 50 dni, nie! 10 dni, nie! A może Alaska?

Oleję więc te bzdury i napiszę notkę przed spotkaniem, które rzekomo ma wszystko zmienić – bo zakładam, że nic nie zmieni. Oczekuję kolejnej porcji TACO. Oczywiście, za parę dni być może bardzo się wygłupię, no trudno.

Z jednej strony nie chcę, żeby Ukraina skapitulowała – bo to byłaby fatalna wiadomość dla Polski. Z drugiej mam swój jednostkowy interes w jak najszybszym zakończeniu wojny: tęsknię za Lwowem, tęsknię za Kijowem, chcę żeby przywrócono regularne połączenia lotnicze a ludzie nie musieli spać na stacjach metra.

Najważniejsze jednak, że nie mamy nic do gadania – to decyzja tylko i wyłącznie Ukraińców. Nam pozostanie ją uszanować, jaka by nie była.

Możliwe, że Trump coś z Putinem „podpiszą”, a Ukraina to odrzuci i będzie walczyć bez Ameryki. Trump już i tak de facto wstrzymał pomoc, dalsze dostawy z USA mają być finansowane przez Europę. Nie posunie się chyba do embarga? Choć oczywiście masowe groby w Europie Wschodniej są pełne tych co to myśleli, że jakiś polityk się do czegoś nie posunie…

Nadal wierzę w zwycięstwo Ukrainy i mam na to argument, który chciałbym przedyskutować. Lubię historię rapierów (ale z naciskiem na historię a nie przekrój poprzeczny muszkietu tylnojęzykowego!) no i naprawdę będę wdzięczny za kontrprzykłady do następującej tezy.

Mniej więcej od czasów Napoleona, inwazje albo się udają natychmiast, albo kończą się klęską agresora. Nigdy nie było tak, żeby najeźdźca po trzech latach impasu znajdował nowe siły by wreszcie zdobyć Verdun.

Można się tu pokłócić o definicję „agresora”, więc proponuję – roboczo – taką, że to ten, kto się spotyka z wrogością miejscowej ludności. W tym sensie więc Amerykanie i ich sojusznicy byli agresorami w Iraku i Afganistanie, nawet jeśli propagandowo przedstawiano ich jako wyzwalaczy.

Historia mówi, że agresor może przegrać nawet jeśli do końca kontroluje część terytorium. W obu światówkach Niemcy okupowali spore kawałki podbitych państw. Ukraina nie musi więc całkowicie wyprzeć Rosjan, żeby wygrać.

Agresorzy często szukali sposobu na pozorne wyjście z twarzą. Amerykanie formalnie nie przegrali wojny w Wietnamie, po prostu przekazali odpowiedzialność Wietnamowi Południowemu. Sowieci formalnie nie przegrali w Afganistanie, w traktacie „byli” gwarantem pokoju między Afganistanem a Pakistanem. Nie wiem kto z kim teraz zawrze podobny traktat, ale wydaje mi się to jednym z możliwych zakończeń.

Ciągle mam nadzieję na gospodarczy kolaps Rosji. Ukraina jest w stanie zniszczyć rosyjski przemysł petrochemiczny. Już zaczęli, wstrzymali prawdopodobnie pod wpływem matactw Trumpa, teraz wznowili – i jaram się każdą jarającą się rafinerią. Oby zniszczenia sięgnęły 100% potencjału, czym wtedy Putin załata dziurę w budzecie? Eksportem samochodów?

No ale cóż. The floor is open – chętnie poznam Wasze opinie, prognozy, sprostowania oraz oczywiście sarkastyczne „ha ha” jeśli „Ich Trumpuszka” coś jednak w tej Alasce załatwi.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

310 komentarzy

  1. Wróżenie z mapy nie ma tu sensu – w tej wojnie terytoria są kwestią drugorzędną.
    Absolutnym priotytetem dla Rosji jest neutralizacja Ukrainy – wojna nie skończy się bez gwarancji, że nie będzie tam wojska wrogiego mocarstwa.

  2. @zrzenda
    „Wróżenie z mapy nie ma tu sensu – w tej wojnie terytoria są kwestią drugorzędną.”

    Płonące rosyjskie rafinerie też wydają mi się ważniejsze, no ale co do jednego się chyba zgadzamy: póki front stoi w miejscu, Ukraina nie ma powodów do kapitulacji.

    „wojna nie skończy się bez gwarancji, że nie będzie tam wojska wrogiego mocarstwa.”

    Och, Rosja żąda też, żeby Ukraina nie miała żadnej własnej armii. Ma być nie tylko neutralna, ale także zdemilitryzowana. Póki jednak Rosjanie nie przełamią frontu, Ukraina nie ma powodu by się na to zgadzać.

  3. Dzień dobry. Ukraińskie ataki na rafinerie to, obawiam się, bardziej efekt PR „dla pokrzepienia serc”, niż realne szkody.

    Ukraińcom uda się czasem wysłać zdalnie sterowaną awionetkę wypełnioną materiałami wybuchowymi. Nieliczne przedrą się przez rosyjską obronę przeciwlotniczą. Dymu dużo, realnych strat niewiele. Niestety, nie ma porównania do regularnych, codziennych ostrzałów balistyką i szachedami.

  4. @trex
    Ale skąd ta pewność? Na filmach wygląda to całkiem fajnie. Jakoś nie wierzę żeby płonący zakład mógł tak po prostu kontynuować produkcję.

  5. @wo

    „Płonące rosyjskie rafinerie też wydają mi się ważniejsze, no ale co do jednego się chyba zgadzamy: póki front stoi w miejscu, Ukraina nie ma powodów do kapitulacji.”

    Mnie martwią przede wszystkim kłopoty Ukrainy z rekrutacją żołnierzy. Drony dronami, ale bez piechoty nie można wygrać takiej wojny. A tej piechoty im ciągle brakuje.

    „Ale skąd ta pewność?”

    Rosyjskie ataki na ukraińską energetykę wyglądały jeszcze efektowniej, ale Ukraińcy szybko naprawiali szkody.

    Tatarigami o tym trochę pisał: link to bsky.app i link to bsky.app

    Przykład, że atak może wyglądać efektownie, ale wygenerować mało szkód: link to bsky.app

  6. @WO, zrzeda

    „„Wróżenie z mapy nie ma tu sensu – w tej wojnie terytoria są kwestią drugorzędną.”

    Płonące rosyjskie rafinerie też wydają mi się ważniejsze, no ale co do jednego się chyba zgadzamy: póki front stoi w miejscu, Ukraina nie ma powodów do kapitulacji.„

    Całym sercem pozostając po stronie Ukrainy, zrzeda ma rację. To niestety wygląda jak powtórka I WŚ. Idzie nie o tertyoria, ale o to komu pierwszemu skończą się zasoby. Putni czuje, że to wygrywa i licytuje wysoko. Nie wiem czy ma rację, pomylił się już na tej wojnie wielokrotnie, ale ponoć początkowy entuzjazm w Ukrainie osłabł dość mocno. Trudno się temu dziwić, bo nie widać jakiejś sensownej drogi prowadącej do zwycięstwa. Trump, który jest co najmniej chwiejny, tu nie pomaga.

  7. @rw
    „Rosyjskie ataki na ukraińską energetykę wyglądały jeszcze efektowniej,”

    Ale mi teraz chodzi konkretnie o rafinerię. Nie wyobrażam sobie kontynuowania produkcji w płonącej instalacji. Zastąpienie uszkodzonego transformatora sprawnym rzeczywiście może nastąpić w miarę szybko, zwłaszcza jeśli nowy transformator już czeka w zapasach (z zachodniej pomocy). Ale kolumna rektyfikacyjna operuje ciśnieniem (podobnie jak kraker czy reformer). Po pożarze może nie trzymać parametrów, więc nawet jeśli jakiś dyrektor w typie Diatłowa będzie kontynuować produkcję (żeby nie wypaść przez okno), dostanie nie te węglowodory o które chodzi, o ile nie zafunduje sobie kolejnego pożaru.

  8. @kot
    „Idzie nie o tertyoria”

    Nie wiem czy czytał pan coś o I WŚ, jak na „nie chodzi o terytoria”, to oni jakoś jednak cały czas usiłowali przepchnąć front. Pan to sobie wyobraża tak że jak tylko zrobili te okopy, to już obie strony zrezygnowały z ofensyw?

  9. @WO

    Jak powrzechnie wiadomo, wojnę na zachodzie zakończyła śmiała ofensywa państw sprzymierzonych zakończona przełamaniem frontu i zajęciem Berlina.

  10. @kot immunologa:
    > Putni czuje, że to wygrywa i licytuje wysoko.
    Można prosić o źródło odczuć psychicznych Putina?
    Bo do mnie docierają różne przesłanki, że Putinowi się sypie (choć, owszem, z Trumpem, Nawrockim, czy UE osiągnął duże sukcesy). Nie mamy żadnych danych, by wnioskować, że Putin nie blefuje.
    Rozwiązanie typu kapitulacja Ukrainy i oddanie jej pod rosyjską władzę już od dawna nie wchodzi w grę. Teraz dyskutujemy o przebiegu granicy.

  11. @porównania z I w.św.

    Ofensywy były niezbędne do utrzymania ciśnienia, ale również ważne było coś, czego Rosja nie jest w stanie Ukrainie zrobić: blokada. Niemcy w czasie WW1 przymierali głodem: link to annefrank.org Ukraina ma otwartą granicę z państwami które jej sprzyjają.

    Jedyne, co może jej poważnie zaszkodzić, to kryzys rekrutacyjny. Młodzi Ukraińcy mężczyźni którzy wyjechali za granicę nie wracają walczyć. Rosja nie ma takich problemów z rekrutacją, bo jej populacja jest potulna i nie przeszkadza jej umieranie za cara.

  12. @wo
    Ale mi teraz chodzi konkretnie o rafinerię. Nie wyobrażam sobie kontynuowania produkcji w płonącej instalacji.

    Czytając Coopera odniosłem wrażenie że wg. niego to jest po prostu za mała skala żeby to miało wystarczający wpływ na moce przerobowe Rosji. Tak samo zdaje się traktował ataki na lotniska – bardzo efektowne, dobry PR, ale wciąż za mało żeby miało to wymierny wpływ na front, gdzie toczy się klasyczna war of attrition a Ukraina, pomimo swojej efektywności w porównaniu z Rosją, ma po prostu mniej zasobów. A do tego jeszcze jest Syrski, który się bawi w mikromenedżment i hamuje wszelkie próby zmodernizowania struktur i procedur na modłę zachodnią, stąd te ograniczone zasoby są momentami bezsensownie przepalane. Nie wygląda to dobrze i boję się że może się to skończyć jak w Finlandii, tylko na dużo mniej korzystnych dla Ukrainy warunkach. Przy Trumpie u władzy i UE podzielonej i bojącej się własnego cienia nie ma kto wywrzeć presji na jakiś korzystniejszy deal dla Kijowa. Chiny mogą spokojnie stać z boku i patrzeć jak wszystko rozgrywa się korzystnie dla nich. Przy mojej pobieżnej znajomości historii wydaje mi się że Rosja może się wycofać z tej wojny wyłącznie na skutek gwałtownych wewnętrznych problemów jak w scenariuszu Afgańskim, gdzie dopiero sypanie się ZSRR wymusiło cofkę. Oni będą wbijać te flagi w ruiny do końca świata dopóki będzie komu iść w pieriod bo taki niestety jest ten wielkorusko-imperialistyczny mental. Więc niestety w tym temacie jestem coraz większym pesymistą.

  13. @kot
    „Jak powrzechnie wiadomo, wojnę na zachodzie zakończyła śmiała ofensywa państw sprzymierzonych zakończona przełamaniem frontu i zajęciem Berlina.”

    Prawie. Taką ofensywę planowano na 1919, ale niemieckie władze miały więcej oleju w głowie i w porę skapitulowały. Front posypał im się już w 1918. Gdyby Niemcy działali analogicznie w drugiej wojnie, to skapitulowaliby gdzieś we wrześniu 1944.

  14. @jugger

    „Prawie. Taką ofensywę planowano na 1919, ale niemieckie władze miały więcej oleju w głowie i w porę skapitulowały. ”

    „Prawie” to słowo klucz. Planować zycięską ofensywę a przeprowdzić zwycięską ofensywę to jednak nie to samo. W 1914 Niemcy planowali wojnę na klikanaście tygodni. Jescze latem 1918, po zwolnieniu dywizji z frontu wschodniego, przewprowadzili prawie udaną ofensywę itd. Po dołączeniu USA do wojny to się musiało skonczyć przegraną Niemiec, ale jednak nie skończyło się to okupacją zwycięskich wojsk.

    W Ukranie może się to niestety skończyć podobnie. Jak kolega Cpt. Havermeyer obszernie napisał, różnica potencjałów na niekorzyść Ukraniny może spowodować, że zostanie zawarty pokój na warunkach bardzo niekorzystnych dla Ukrainy. Nie będzie przełamania frontu i formalnej okupacji (któa jest zresztą kosztowna), tylko polityczna wasalizacja Ukrainy. Oczywiście bardzo bym się chciał mylić.

  15. 0. Mam ogromne pokłady życzliwości, współczucia i poparcia dla Ukraińców, ogólnie ta wojna to tragedia. Rosja jak dla mnie mogłaby społonąć.

    1. Patrzę na tę mapę i – z przykrością – odnotowuję, że jednak duży kawał Ukrainy udało się Rosji wyrwać (po raz drugi! najpierw Krym). Oblasty ługański i doniecki, kawał zaporoskiego i chersońskiego. Bardzo się cieszę, że front ogólnie zmienia się minimalnie przez ostatnie lata, ale nawet gdyby teraz zamrozić ten konflikt na kolejne lata, to pozostanie odgryziony kawał Ukrainy, z punktu widzenia Rosji – praktycznie bezkarnie. A obawiam się bardzo, że nawet takie zamrożenie jest pod wielkim znakiem zapytania.

    2. Cały ten czas Rosja demoluje resztę Ukrainy, przede wszystkim ciągłymi bombardowaniami, które znacznie nasiliły się od wyboru Trumpa. To są lata kolejnych zniszczeń, kolejnych ofiar, ludzie już byli zmęczeni, ale odkąd się nasiliły bombardowania, jadą już na oparach. Jak to napisała znajoma Ukrainka: „w nocy śpimy w aucie w garażu podziemnym i staramy się nie umrzeć, w dzień pracujemy [branża IT], nie jest łatwo”. Na porannych standupach też część ludzi się nie pojawia, żeby odespać chociaż ze dwie godziny zaległości z nocy. Nie mam z tego jakiś jednoznacznych wniosków, natomiast – znowu – Rosja bezkarnie niszczy infrastrukturę Ukrainy, morduje jej obywateli i popełnia kolejne zbrodnie wojenne.

    3. Z Trumpem u steru USA i bojącą własnego cienia Unią, obawiam się, że skończy się jakimiś ogromnymi ustępstwami i przyklepaniem kolejnego odryzienia terytoriów w imię iluzorycznego spokoju – i to pomimo całej bandyckiej aktywności Rosji na terytorium obu (awarie, podpalenia, naruszanie przestrzeni, wpływanie na wybory, zakłócanie GPS itp itd). Rosja sobie złapie oddech, a za kolejnych parę lat zabieg powtórzy.

    Bardzo chętnie usłyszałbym od kogoś kto więcej wie i lepiej rozumie że się mylę i że to czarnowidztwo, defetyzm i ogólnie w d… byłem, g… widziałem. Chciałbym, naprawdę bym chciał, żeby to się zakończyło jakoś dobrze albo chociaż i średnio dla Ukrainy. Ale niespecjalnie to widzę.

  16. > w nocy śpimy w aucie w garażu podziemnym i staramy się nie umrzeć, w dzień pracujemy [branża IT], nie jest łatwo

    Zawsze mnie zastanawiało co to jest ta „branża IT” i choć rozumiem ludzi zmęczonych siedzeniem to większość Ukraińców goni kacapa i nigdy już nie będzie z takim normalnie pracować. Tradycja ofoliowania szpiona wokół lampy się przyjęła. Ponurym realistom należałoby zadać pytanie jak w zasadzie wyobrażają sobie „wasalizację” Ukrainy.

  17. @unikod

    „Zawsze mnie zastanawiało co to jest ta „branża IT””

    Outsourcing usług IT, albo lokalne oddziały firm zachodnich (głównie w Kijowie). Deweloperzy na kontraktach, itd.

    „i choć rozumiem ludzi zmęczonych siedzeniem to większość Ukraińców goni kacapa i nigdy już nie będzie z takim normalnie pracować.”

    Rosja ma długą tradycję skutecznego łamania oporu okupowanej ludności. Co sami wiemy z własnej historii. Patrz również: współczesna Czeczenia.

  18. @kot immunologa
    Jak powrzechnie wiadomo, wojnę na zachodzie zakończyła śmiała ofensywa państw sprzymierzonych zakończona przełamaniem frontu i zajęciem Berlina.

    Jak może mniej powszechnie, ale dość wiarygodnie wiadomo, cztery rozpaczliwe ofensywy Ludendorffa (a.k.a.Kaiserschlacht) z późnej zimy i z wiosny 1918 roku skończyły się wydrenowaniem z ludzi i zasobów ostatnich pełnowartościowych związków operacyjnych (określanych jako Sturmdivisionen), jakie Niemcy w ogóle mieli. Ostatnia z tych ofensyw skończyła się po dwóch dniach (15-17 lipca, „II bitwa nad Marną”), po czym front pomału ale stale szedł na wschód, a Niemcy pękali pod każdym silniejszym naciskiem.

    A co się działo dalej, najlepiej zrozumiał Ludendorff, który 8 sierpnia nazwał „czarnym dniem armii niemieckiej” (masowe porzucanie stanowisk przez pododdziały). Sam się wtedy zresztą załamał i resztę kariery dowódczej (bo to on faktycznie, nie Hindenburg, dowodził Wehrmachtem) spędził pogrążając się w depresji i atakach paniki (nawet certyfikat lekarza dostał).

    Więc jednak można przyjąć, że Niemcy naprawdę posypały się wtedy wojskowo, choć w stopniu porównywalnym raczej z, powiedzmy, lipcem-wrześniem 1944 roku, niż z marcem-kwietniem 1945.

  19. @Gammon No.82

    Chodzi mi po to, że sama analiza zmian linii frontu może być złudna. Jak sam zauważasz, aż do lipca 1918 klęska Niemiec w I WŚ nie była oczywista. Tu może być podobnie. Front jest w miarę stabilny, ale przesuwa się głownie w jedną stronę. Nie wiemy jak długo Ukraina wytrzyma napór na froncie i rujnowanie zaplecza przez codzienne bombardowania, ale nie może to trwać bez końca.

  20. Ja tu tylko zostawię wiadomość z 7 sierpnia:

    Znacząco spadła liczba Ukraińców, którzy chcą, by ich kraj walczył z Rosją aż do zwycięstwa. Z najnowszego sondażu Instytutu Gallupa [z początku lipca 2025] wynika, że za takim rozwiązaniem jest 24 proc. respondentów. W 2022 r. taką strategię popierało 73 proc. badanych.

    .
    link to rmf24.pl
    Bardzo mi przykro, taką informację podaje nie tylko portal polski, ale dwa inne w tym strona ukraińska. Wiadomość przekazała PAP.

    Zakładać, że Ukraińcy wypuścili fake news, żeby podpuścić rosjan to naiwność.
    Ostatecznie będę zadowolony, jeśli skończy się jak w Finlandii – rosjanie zajęli część kraju, który pozostał mimo to niezależny (chociaż musiał lawirować).

  21. @fieloryb

    Jak zwykle z sondażami, kluczowe jest jakie były wszystkie opcje. „Czy wolisz walkę do zwycięstwa, czy pokój przez negocjacje?”. Racjonalne jest, że wielu ludzi odpowie „wolę negocjacje”.

    Ale jak się zapytasz, co w tych negocjacjach są gotowi Ukraińcy oddać Rosji za pokój, to odpowiedzi wyglądają nieco inaczej: link to theconversation.com

    Tak więc pytanie jest, czy to co Ukraińcy rozumieją przez „pokój przez negocjacje” i co rozumie przez to samo Putin się w ogóle pokrywa.

  22. @rw
    Zajrzyj w źródło, podane na stronie RMF (ramka „Ukrainians Lose Appetite for War, Support Negotiated Peace”). Jeszcze w 2024 zwolenników walki było 38%, obecnie to 24%. Gra się takimi kartami, jakie ma się w ręku. Ukraińcy doskonale wiedzą, że USA nie jest już sojusznikiem. Jednocześnie niewielu uważa, że wojna skończy się szybko.

    Na pocieszenie mamy fakt, że związany z umową USA-UE w sprawie energii i inwestycji:
    „UE zainwestuje 600 mld dol. w amerykańską gospodarkę i kupi amerykańską energię o wartości 750 mld dol.”
    Źródło: link to invezz.com
    Jeśli Trumpowi wydaje się, że może zjeść ciastko z von der Leyen i mieć ciastko na spotkanie z Putinem to ma rację: wydaje mu się.

  23. @przemysł petrochemiczny

    Dla niedowiarków czy ataki mają przełożenie, Rosja nakłada restrykcje na eksport benzyny a ceny tejże na giełdzie w pitrze chyba są najwyższe w historii. Oczywiście do „kolapsu” daleko ale w tych mniej ważnych regionach raczej będą braki.

    Co do kolapsu gospodarki – bardzo ciężko o rzetelne informacje ale nie wiem czy to ja ale mam wrażenie, że jakby ton śledzących i komentujących jest coraz bardziej pesymistyczny wobec Rosji. Z jednej strony dużo to nie znaczy bo Korea Północna była już w o wiele gorszej sytuacji a się trzyma ale z drugiej kto miał w bingo bunt Prigożyna?

    Z ciekawych „plotek”, podobno rozpowszechnianych przez całkiem znaczące konta telegramowe, była taka, że ktoś w wojsku planował pucz. Komentujący to zinterpretował jako przygotowanie propagandowe pod czystki w wojsku po jakimś rozejmie. Takie tam do rozważenia czy jakiś rozejm jest możliwy.

  24. @kolaps gospodarki
    Moim zdaniem rosja dobrze poradziła sobie z kryzysem jaki wywołała. Kolapsu nie będzie jeszcze co najmniej przez rok, chciałbym wyjść na durnia pisząc to co piszę. Mamy spadającą cenę ruble na rynkach międzynarodowych? Mamy run na banki po prywatne pieniądze? Mamy strajki i protesty na ulicach? Mamy zerwane kontrakty Chin i Indii (to jedni z głównych importerów dla rosji)? Mamy nie wypłacane pensje, żołd, renty i emerytury? Mamy GWAŁTOWNIE rosnące ceny żywności?

    No nie mamy.

    Mamy za to obniżenie stóp procentowych w narodowym banku rosji. Co prawda do (w głowie się nie mieści) 18% OIDP, ale to jest jakiś sygnał. Mamy wysoką inflację i pierwsze objawy recesji (daj mi Manitou!) a być może nawet stagflacji (oby jak najszybciej i boleśnie). Dałbym sobie rękę zwichnąć, i bardzo chciałbym się mylić, ale nie. Ten potwór jeszcze dycha.

  25. @kot
    ” wojnę na zachodzie zakończyła śmiała ofensywa państw sprzymierzonych zakończona przełamaniem frontu i zajęciem Berlina.”

    JAKAŚ OFENSYWA jednak tak. Nie mówimy przecież o zajęciu Moskwy. Ale trudno sobie wyobrazić, żeby Ukraina skapitulowała tak po prostu, bez żadnego przełamania ze strony rosyjskiej.

  26. @fieloryb
    „Ja tu tylko zostawię wiadomość z 7 sierpnia:”

    Mam alergię na ludzi piszących „ja tu tylko zostawię”, są tylko odrobinę mniej źli od „dla kolegi pytam”. Przecież to idiotyczne – JA TEŻ bym wolał negocjacje. Problem że Rosja je odrzuca, a nie że jako takie są złe.

  27. @cpt
    „Czytając Coopera odniosłem wrażenie że wg. niego to jest po prostu za mała skala żeby to miało wystarczający wpływ na moce przerobowe Rosji. Tak samo zdaje się traktował ataki na lotniska”

    Jako chemik trzymam się ataków na rafinerie. Piszę to po raz ostatni! Rafinerię się długo buduje a łatwo ją uszkodzić. Polskie moce produkcji benzyny łatwo zniszczyć dwoma dronami, przy czym ten walący w Płock zniszczy nam solidny procent PKB (bardziej dwucyfrowy niż jedno).

  28. Z jednej strony na froncie jest nieciekawie, Wolski prognozuje, że Pokrowsk padnie ok. października (ja mysle, że później), ale jest jeszcze Konstantynówka i Siwiersk i dopiero wtedy można iść na Słowiańsk i Kramatorsk, a wcześniej się ruscy wyczerpią i potrzebna będzie pauza, więc w tym roku nie ma mowy o żadnym przełamaniu. A z drugiej strony deficyt rosyjski jest już dziś 4 razy wyższy, niż w ub.r., rezerwy sie kończą, i sam Putin nawet już chlapnął, że w przyszłym roku musi zmniejszyć wydatki na wojsko o 10%, więc pewnie o więcej, czyli w zasadzie musi tę wojną skończyć, może nie teraz, ale pewnie do przyszłej jesieni najpóźniej. Oczywiście pytanie, czego najpierw braknie: ukraińskiej piechoty, czy rubli. Ja jednak wierzę, że tego drugiego. Może tych żołnierzy będzie mało, ale zostaną najlepsi i jakoś tam sobie poradzą z wykrwawianiem wroga.

  29. @fieloryb
    „Mamy wysoką inflację i pierwsze objawy recesji”

    Rosyjscy opozycyjni ekonomiści których komentarze śledzę (*) twierdzą, że nie można patrzeć tylko na rosyjskie wskaźniki globalne, bo wtedy głupoty wychodzą. Według pokazywanych przez nich danych wszystkie cywilne działy gospodarki rosyjskiej są w poważnej recesji już od dawna, wskaźniki globalne trzymają na plusie (albo tylko niewielkim minusie) wyłącznie branże związane z wojną.

    (*): profesor Igor Lipszyc i Władimir Miłow.

  30. Chciałbym się odnieść do wspomnianej w notce definicji agresora czyli tego „kto się spotyka z wrogością miejscowej ludności”. No i tutaj jednak nie jest to taka sytuacja jak dla Amerykanów w Wietnamie, Afganistanie czy Iraku. Oglądając dokumenty o Afganistanie (polecam np. „Trzy piosenki dla Benazir”, który wciąż jest chyba na Netflixie) uderzyło mnie, że Amerykanie tam wyglądali jak Imperium na Tattoine albo jacyś kosmici – kompletna obcość w stosunku do mieszkańców. Tutaj mała dygresja. Mam znajomą w wieku ok. 50tki, która urodziła się w Sewastopolu i tam chodziła do podstawówki. Sama jest Ukrainką z pochodzenia, ale takich jak ona w klasie było dosłownie kilkoro. Większość to byli osiedleni tam „sowieccy ludzie” z rosyjskiej głubinki. Po 89 r. nie wrócili do swego rodzinnego syfu tylko dalej mieszkali na Krymie. Nadszedł 2014 r. i wszyscy oni bardzo się ucieszyli z rosyjskiej okupacji. Koleżanka, mieszająca już wtedy od lat w Polsce, zerwała z nimi kontakty ale jakieś wiadomości od rodziny dalej do niej trafiają. Optyka chyba im się po woli zmienia bo ceny jak w Moskwie, nigdzie wyjechać nie mogą (poza Rosją), dzieci za granicę też nie wyślą, jedyny plus to wyższe emerytury. Podejrzewam, że w Doniecku i Ługańsku też to podobnie wygląda. Jak sądze jedyna nadzieja dla Ukrainy w tej chwili to jakaś długa gra polegająca na budzeniu świadomości ukraińskiej w tych okupowanych regionach i czekanie na „odwilż” ale przy kacapskim kursie na totalitaryzm w tej chwili to może być niewykonalne.

  31. Sewastopol za sojuza to było zamknięte miasto wojskowe, zwykli ukraińcy mogli tam mieszkać tylko pod warunkiem że mieli coś wspólnego z armią. Dziwnym nie jest że większość mieszkańców to ” byli osiedleni tam „sowieccy ludzie” z rosyjskiej głubinki.”. Ale Sewastopol to nie cały Krym. Proponowałbym na przykład zapytać o zdanie Tatarów.

    Donieck – analogicznie, większość mieszkańców to ludzie którzy za sojuza przyjechali tam do pracy w kopalniach i nie mający lokalnych korzeni. Ale nie dałbym głowy że po obecnym traktowaniu przez matuszkę rasiję nadal będą ją tam tak samo kochać. Jednak bez wody się słabo żyje

  32. Motyw wyjścia z twarzą wszystkich uczestników tej wojny chyba jest już – jak dla mnie – głównym elementem napędowym tego co się dzieje. I chyba Trump tutaj ma największe szanse i najwięcej do zrobienia bo każda ze stron plus EU i Chiny mają do niego podobny stosunek i dystans co może pomóc w jakiś rozmowach o zawieszeniu broni.

    Trump mówił ostatnio o „wymianie” terytoriów i widziałem opinię, że może wchodzić w grę oddanie reszty Doniecka i Ługańska w zamian za tereny na południu (+ elektrownia atomowa) czyli coś więcej (i lepiej) niż samo zamrożenie.

    Ten czy inny wariant – moim zdaniem – będzie oznaczał że Putin godzi się – tymczasowo? – na model Koreański czyli to co jest maksymalną chyba teraz opcją na koniec tej wojny (na dziś). Jak się doda do tego kwestię tego, że temat rozbrojenia Ukrainy chyba już nie jest na agendzie to nie są to takie złe warunki z naszego punktu widzenia.

    Ja też uważam, że Rosja może być teraz zainteresowana jakąś konkluzją na tym etapie bo co by o nich nie mówić to oni mają jednak świadomość długiego trwania i nie czują aż takiej presji zero-jedynkowego patrzenia na to co jest sukcesem a co klęską. Wiedzą, że mogą poczekać bo zawsze się odbudują przed kolejną rundą za rok albo za 20 lat.

    Ataki na rafinerie (w kontekście ceł na rosyjską ropę dla Indii oraz wypowiedzi Trumpa o przekazaniu broni dalekiego zasięgu) jest bardzo słusznym krokiem i to nawet nie chodzi o to ile infrastruktury zniszczą (widziałem dane za 2024 ze ok 10% potencjału poszło już z dymem wiec teraz to pewnie nawet 12-15) a fakt ze to robią i sygnał wysyłają. Tu ogólnie dużo jest takiego wysyłania sygnałów (jak np atak na lotniska z bombowcami strategicznymi).

    Ale żeby nie było tak miło to przywołana historia IWŚ pokazuje, że wiele takich inicjatywy pokojowych z samych szczytów i z wydawałoby się wiarygodnym potencjałem (np starania cesarza Karola) mogą się szybko zakończyć katastrofą bo ktoś coś chlapnie w media albo ktoś podłoży celowo nogę bo wierzy w totalne zwycięstwo.

    Ja patrząc na to co się dzieje całościowo – od sytuacji na froncie, przez rozregulowanie gospodarki światowej przez Trumpa, po nieciekawą sytuację budżetową i polityczną naszego kraju – to nie ukrywam, że mam nadzieje, że szczyt Trump-Putin do czegoś doprowadzi bo alternatywne scenariusze (z punktu widzenia PL) są wyłącznie nieciekawe. Nie to że będzie wielka katastrofa ale, że będzie trudniej, drożej i krwawiej.

  33. @Obywatel
    „Trump mówił ostatnio o „wymianie” terytoriów i widziałem opinię, że może wchodzić w grę oddanie reszty Doniecka i Ługańska w zamian za tereny na południu ”

    To jest ukraińska gra na czas. Już nieraz widzieliśmy, że w tej dyplomatycznej grze w gorące krzesła przegrywa ten, kogo Trump na koniec rundy wskaże palcem i powie, że to przez niego nie doszło do rozmów pokojowych. Dlatego teraz zamiast mówić po prostu: „nie będzie żadnego oddawania terytorium”, Ukraińcy odbijają piłeczkę, mówiąc: „dobrze, ale niech oni wycofają się z chersońskiego i zaporoskiego”. To jest tak samo nieakceptowalne dla Rosji, jak dla Ukrainy oddanie Kramatorska i Słowiańska, czyli terenów, do których armia rosyjska nigdy o własnych siłach nie dopełzła.

  34. Jedyna realistyczna wymiana terytorium to przywrócenie granicy w charkowskim/sumskim w zamian za jakieś wygładzenie frontu w donbasie i zaporożu. Ale nawet to podejrzewam że byłoby trudno wynegocjować w szczegółach a poza tym to byłby tylko fakt PR-owy pod to by Trump mógł mieć sukces który na dłuższą metę nic by nie zmienił.

    Jedyne co mogłoby zadziałać na dłuższą metę to gdyby którykolwiek polityk wyhodował brakujące jaja (i z pewnością nie byłby to Trump) i naprawdę potraktował Rosje z buta i po bandzie. Na przykład konsekwentnie konfiskując im te rzęchowate tankowce, nawet jeśli bezprawnie. Zarządzamy blokadę morską i hooj. ale oczywiście nikt tego nie zrobi i się obudzimy jak iskander pier*olnie w Brukselę.

  35. > (i z pewnością nie byłby to Trump) i naprawdę potraktował Rosje z buta

    Trump w Iranie pokazał, że potrafi. Była pozorowana ofensywa, która miała zniszczyć wszystko a prawdopodobnie nie zniszczyła nic, na którą Iran odpowiedział atakiem na pustą bazę co, kluczowo, uznał za satysfakcjonujące. A następnie Trump powiedziaŁ Izraelowi żeby się odp*er*olił.

  36. @ embarcadero

    „Jednak bez wody się słabo żyje”

    A poza tym, to nie wytracili aby ruscy wszystkich „chętnych” mężczyzn stamtąd, spędzając ich do tych wyzwoleńczo-dobrowolczych jakichś gównoarmii donieckiej i łuhańskiej? I traktując po swojemu (za ryj, bez sprżetu i w masorobkę)? To byli czyiś mężowie, synowie i bracia, jakoś ciężko uwierzyć, żeby żony, matki i siostry co tam zostały na tych gruzach i błocie były zachwycone wyzwoleniem przez mirotworców po tym.

  37. @wymiana terytorialna

    Słabo to sobie wyobrażam. Rosji nie chodzi i nigdy nie chodziło o terytorium, Donieck i Ługańsk to dla nich wrzód na dupie, Krym to z wielu powodów inna sprawa. Niemniej wszelkie rozstrzygnięcia terytorialne miałyby znaczenie wizerunkowe i polityczne w sensie tworzenia niebezpiecznych precedensów. Dlatego chyba nawet nie słabo, w ogóle sobie tego nie wyobrażam, zwłaszcza jako trwałe rozwiązanie. Jedyne trwałe rozwiązanie to radykalne poprzestawianie czegoś w tych ruskich łbach, co wyobrażam sobie jeszcze mniej.

  38. @embercadero

    „jedyna realistyczna wymiana terytorium to przywrócenie granicy w charkowskim/sumskim w zamian za jakieś wygładzenie frontu w donbasie i zaporożu”

    Jak dla mnie to odzyskanie tylko samej zaporoskiej elektrowni atomowej byłoby już wielkim i konkretnym sukcesem dla Ukrainy.

    „potraktował Rosje z buta i po bandzie”

    Ten pociąg dawno już odjechał i tak po prawdzie to nawet nigdy zbliżał się w nasze okolice.

  39. @midnight_rambler

    „zwłaszcza jako trwałe rozwiązanie”

    Znów – ten pociąg to nigdy nie przyjechał: wszystko co obserwujemy to jest szukanie rozwiązania tymczasowego. Przy czym definicja „tymczasowości” jest nieznana. Może być 5 lat, może 50. I paradoksalnie cała w tym nadzieja że uda się przekonać Rosję że jest opcja na „tymczasowość” bo inaczej to się zaprą i wojna będzie jeszcze długo trwać a tak jak pisałem (IMHO) ani nas (i UE) ani Ukrainy nie bardzo na to stać.

  40. @ rafinerie i ekonomia

    Cen benzyny i oleju napędowego w Rosji nieustannie rosną. Oprócz PKB są inne ciekawe wskaźniki np. załamanie transportu kolejowego. Oczywiście można powiedzieć, że jakaś tam recesja to nic w porównaniu z zapaścią lat 90. której traumą można wyjaśnić częściowo obecne postawy rosyjskiego społeczeństwa, ale z drugiej strony kiedy Prigożin szedł na Moskwę sytuacja społeczno-ekonomiczna nie była jakoś gorsza niż teraz a reakcja lokalnych społeczności na pucz była conajmniej interesująca.

Na cenę rubla nie warto patrzeć. Jest wysoka bo Rosja mało importuje za dolary.

    @szelak

    „Podejrzewam, że w Doniecku i Ługańsku też to podobnie wygląda.”

    W Doniecku praktycznie nie ma wody pitnej. W ogóle Donieck to jest pogranicze katastrofy humanitarnej.

    @bombardowania Ukrainy



    One są dość uciążliwe ale nie przesadzałbym z ich strategicznym efektem. 500 szachedów na dobę nawet z 90-kilogramowymi głowicami to jest jakiś nędzny ułamek amerykańskich bombardowań Wietnamu. Groźniejsze są balistyki ale tych Rosja chyba jednak nie produkuje aż tak dużo jak się mówiło.



    @ przyszłość

    Ja mam (raczej nieoryginalną) teorię, że to jest wojna kolonialna a wojny kolonialne trwają niestety zazwyczaj bardzo długo. Do momentu, aż zbiorowy umysł nacji kolonizatorów nie pogodzi się z faktem, że czasy imperialnej świetności minęły i może pora zająć się bardziej przyziemnymi sprawami jak dociągnięcie kanalizacji i gazu do wszystkich domów. Kiedy do Rosjan dojdzie, że już nie są globalnym mocarstwem nie wiadomo. Co ciekawe mam wrażenie że najszybciej to zrozumieją z-blogerzy, którzy stosunkowo najwyraźniej widzą rzeczywiste wielicze armii rosyjskiej. W 1417 dniu tzw Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Armia Czerwona była w Berlinie. W 1266 dniu SWO debatujemy czy i kiedy padnie Pokrowsk i ile lat zajmie Rosjanom zdobycie reszty Donbasu.



    @ Co może zrobić Trump?

    Ukraina jest zależna od USA przede wszystkim w obszarze obrony przeciwlotniczej i himarsów. W tych sferach Europa nie bardzo może zastąpić stany więc embargo na wzór tego, które już przez moment było może być bolesne. Realnie Trump nie ma narzędzi żeby narzucić jakieś Monachium Ukrainie i Europie. Z kolei Zelenski nie ma konstytucyjnych uprawnień by oddać jakiegokolwiek terytorium Ukrainy. Oddanie Kramatorska bez walki skończy się majdanem niezależnie od tego co mówią badania Gallupa.

    Realnie groźne byłyby jakiekolwiek ograniczenia dotyczące ukraińskich sił zbrojnych bo to de facto odbiera suwerenność i dostarcza łatwego casus belli na przyszłość, ale tego nie było nawet w poprzednim superhojnym „pizdilu” Trumpa jak to nazywają Ukraińcy.

    Trzymam się mimo wszystko swojej tezy, że Putin zawsze przelicytowuje i z Alaski wyjdzie wielkie nic z jakimś listkiem figowym dla Trumpa.

    W USA z kolei Demokraci mają dziś przewagę 7pp w sondażach do Kongresu więc za nieco więcej niż rok Trump będzie lame duck i zabawy z cłami się skończą.

  41. Kłaniam się Wszystkim po urlopie. Chwilę mnie nie było, więc dorzucając swoje humanistyczne rapiery, połączę ostatnie wątki łańcuszkiem.

    Jeśli Iron Maiden, to „Piece Of Mind” (1983), jeśli „Piece of Mind”, to „The Trooper”, jeśli „The Trooper”, to Bałakława i wojna krymska (którą Rosja wszczęła, po czym przegrała w wyniku: a/ przewagi technologicznej Zachodu, b/ wewnętrznej degrengolady własnej – ta analogia niech krzepi), jeśli Bałakława i wojna krymska, to Alfred Tennyson (& Tony Richardson, rzecz jasna, ale o tym innym razem) i jego „The Charge of the Light Brigade” o okropnie przegranej bitwie w ostatecznie wygranej wojnie (nawet jeśli Pokrowsk upadnie – poezja niech krzepi):

    Flashed all their sabres bare,
    Flashed as they turned in air
    Sabring the gunners there,
    Charging an army, while
    All the world wondered.
    Plunged in the battery-smoke
    Right through the line they broke;
    Cossack and Russian
    Reeled from the sabre stroke
    Shattered and sundered.
    Then they rode back, but not
    Not the six hundred.

    [całość tu: link to poetryfoundation.org

    A jeśli, zusammen do kupy, młodzieńczy romantyzm Iron Maiden, nieszczęsny Krym i okolice, „podlejsza od gadu” Rosja, okropności wojen, po których ruina i groza, no to wiadomo:

    Adam Mickiewicz „Ruiny zamku w Bałakławie” (ścieżka XVII z legendarnego longplaya „Sonety krymskie”)

    Te zamki, połamane w zwaliska bez ładu,
    Zdobiły cię i strzegły, o niewdzięczny Krymie!
    Dzisiaj sterczą na górach jak czaszki olbrzymie,
    W nich gad mieszka, lub człowiek podlejszy od gadu.

    Szczeblujmy na wieżycę, szukam herbów śladu;
    Jest i napis, tu może bohatera imię,
    Co było wojsk postrachem, w zapomnieniu drzymie,
    Obwinione jak robak liściem winogradu.

    Tu Grek dłutował w murach ateńskie ozdoby,
    Stąd Italczyk Mongołom narzucał żelaza,
    I mekkański przybylec nucił pieśń namaza.

    Dziś sępy czarnym skrzydłem oblatują groby,
    Jak w mieście, które całkiem wybije zaraza,
    Wiecznie z baszt powiewają chorągwie żałoby.

  42. @cmos -rosyjska gospodarka

    O tym jest jest dzisiejszy tekst Radziwinowicza z „GW”.

    Na zachętę i w temacie dawnych wpisów na blogu:

    „Wieści przeczące optymistycznym prognozom Putina szeroką falą płyną z kluczowych rosyjskich fabryk i branż. Na czterodniowy tydzień pracy z redukcją pensji o 20 proc. przechodzi AvtoWAZ. Produkcja nie ma sensu, bo zakłady nie mogą sprzedać 100 tys. gotowych już aut osobowych (dziś nabywców w całej Rosji nie może się doczekać pół miliona samochodów).

    Te same problemy mają skracające czas pracy i tnące wynagrodzenia GAZ (samochody dostawcze) i KAMAZ.”

  43. @Obywatel

    „Jak dla mnie to odzyskanie tylko samej zaporoskiej elektrowni atomowej byłoby już wielkim i konkretnym sukcesem dla Ukrainy. ”

    I dlatego z pewnością to się nie zdarzy. Putin w życiu po dobroci tej elektrowni nie odda.

    „Ten pociąg dawno już odjechał i tak po prawdzie to nawet nigdy zbliżał się w nasze okolice.”

    Zauważ że napisałem bez żadnej wątpliwości i niuansów że też absolutnie w zadne istotne akcje ani ze strony USA ani Europy nie wierzę.

  44. @embercadero

    W „odzyskanie” elektrowni to ja nawet trochę wierzę bo w marcu Trump wyraził chęć „przejęcia” energetyki jądrowej Ukrainy.

  45. @KrasnowKrasnow
    „W USA z kolei Demokraci mają dziś przewagę 7pp w sondażach do Kongresu więc za nieco więcej niż rok Trump będzie lame duck i zabawy z cłami się skończą”

    Ponowny wybór Trumpa (czy Nawrockiego) pokazuje, o jaką część ciała można sobie rozbić sondaże – szczególnie, że elektorat Demokratów jest wściekły na tę partię za stosowanie tzw. „strategii oposa”.

    @midnight_rambler
    „Jedyne trwałe rozwiązanie to radykalne poprzestawianie czegoś w tych ruskich łbach, co wyobrażam sobie jeszcze mniej”

    A ja jak najbardziej to sobie wyobrażam – totalny kolaps ekonomiczny, na wzór tego z najntisów, mógłby solidnie przeryć neoimperialną mentalność Rosjan, bo telewizorem się nie najesz. Tylko w takim wypadku Rosja zajmie się samą sobą a nie sąsiadami. No ale na to niestety musimy jeszcze poczekać parę lat, bo podejrzewam, że Putin ma jeszcze pochowane zaskórniaki na czarną godzinę (przed wojną jego osobisty majątek szacowano na jakieś 200 mld. $, wszystkiego przecież jeszcze nie wydał). Przez ten czas (aż do bankructwa Rosji) kolektywny zachód musi więc ratować Ukrainę bronią i pieniędzmi. Ale Putin ma – oprócz zaskórniaków – jeszcze jednego asa w rękawie: wielką szansą Rosji są specjalne operacje wywiadowcze u nas – jeśli przez ten czas na zachodzie dojdą do władzy ruchy skrajnie prawicowe i nastąpi „orbanizacja” UE, pomoc zachodu dla Ukrainy w naturalny sposób ustanie.

  46. @monday.night.fever

    „Ponowny wybór Trumpa (czy Nawrockiego)”

    Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Akurat amerykańskie sondaże pokazywały w 2024 przewagę Trumpa praktycznie od początku kampanii. Poza tym, w midterms najczęściej wygrywa partia opozycyjna, więc w tym przypadku sondaże są zgodne z trendem historycznym. Last but not least liczba zarejestrowanych Demokratów jest znowu większa niż Republikanów pomimo negatywnej opinii wyborców o partii.

  47. @mnf
    jeśli przez ten czas na zachodzie dojdą do władzy ruchy skrajnie prawicowe i nastąpi „orbanizacja” UE, pomoc zachodu dla Ukrainy w naturalny sposób ustanie.

    Póki co piłka w grze, Magyar może zagrozić Orbanowi np. i trochę zakręcić z tej drogi, bardziej od Rosji martwi mnie CPAC i te kilobaksy wydawane na pompowanie Nawrockoidów w naszej części świata, ale liczę że przy obecnym kursie Trumpa jest jakaś szana że się MAGA wykopyrtnie o własne nogi jak im wyborcy odpłyną po przeganianiu pracowników farmerom przez ICE, wzroście cen z okazji ceł i ciągłym kluczeniu w sprawie Eppsteina pompującym żyłkę tym wszystkim quanonom. No i nie czytałem tych amerykanskich sondaży, ale te 7pp Demsów to może właśnie wynik demotywacji repsowego elektoratu? Jak wczoraj zerkałem na Economiście na rating zaufania do Trumpa to już nawet wśród białych niewykształconych mężczyzn wygląda to ledwo ledwo nad kreską. Dlatego też trzymam kciuki za kolejne fiasko alasko.

  48. @Cpt. Havermeyer
    „Póki co piłka w grze”

    Jeśli chodzi o Polskę (ale też Stany), to mecz już się skończył. Widownia opuszcza trybuny, można się rozejść.

  49. @ergonauta
    jeśli Bałakława i wojna krymska, to Alfred Tennyson (…) i jego „The Charge of the Light Brigade” o okropnie przegranej bitwie w ostatecznie wygranej wojnie

    Raz, że Bałakława nie była bitwą przegraną dla koalicji. Operacyjnie, a w sumie i taktycznie, kolaicja wygrała. Szarża Lekkiej Brygady była zaledwie makabrycznym a bezsensownym epizodem w tej bitwie.
    Dwa, że tego samego dnia odbyła się szarża Ciężkiej Brygady – jeden z raptem paru wiekszych ataków konnych po 1815 r. zakończonych sukcesem.
    Trzy (już raz chyba na ekskursjach o tym pisałem?), Tennyson napisał wiersz i o tej drugiej szarży…
    link to americanliterature.com
    …ale wiersz poszedł w zapomnienie. Najwyraźniej Brytyjczycy (a może i wszyscy w ogóle?) też wolą poezję w duchu „z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej” od opiewania sukcesów.
    Cztery, że w tej samej bitwie była jeszcze obrona 91 pułku piechoty Argyllshire Highlanders, który odparł szarże kawalerii rosyjskiej, co zabawne, nawet nie przeformowując się w czworobok (The Thin Red Line). Dowodzący pułkiem Anglik musiał przy tym (podobno) pilnować, żeby dzicy Szkoci trzymali szyk, nie wpadli w berserkerski szał i nie zaczęli biegać chaotycznie za uciekającymi Kozakami.

    Piąte i ostatnie, że scenariusz, w którym z powodu niepowodzeń na froncie Putina apopleksja trafia lub popełnia samobójstwo (jak według legend Mikołaj I), po czym następuje Druga Odwilż Sewastopolska, albo chociaż Druga Rewolucja 1905 roku, jest piękny, ale chyba zbyt piękny. Chociaż osobiście nie mam nic przeciwko niemu.

  50. @monday.night.fever

    „totalny kolaps ekonomiczny, na wzór tego z najntisów, mógłby solidnie przeryć neoimperialną mentalność Rosjan, bo telewizorem się nie najesz”

    A to nie jest tak, że z tym jedzeniem to taki zachodni przesąd, że to potrzebne jest, bo ważniejsze, że matuszka nap***dala i wszyscy się nas boją? No nie w Pitrze i Moskwie, ale tam i bez tego Putin ma od dawna jednocyfrowe poparcie, tylko że to nie tam jest rosja.

  51. W głubince to raczej jedzą to co w ogródku wyrośnie (kartoszka!), więc recesja im nie straszna, byle wódki nie zabrakło. No, jakiś ogóreczek nie zaszkodzi, albo chociaż kromka czarnego chleba do powąchania.

  52. @Gammon No.82
    „Bałakława nie była bitwą przegraną dla koalicji. Operacyjnie, a w sumie i taktycznie, koalicja wygrała.”

    Dzięki za tę garść przypisów! Podkreślających moje „w ostatecznie wygranej wojnie”. Dodam jeszcze jeden aneks, czyli album „Balaklava” (1967) amerykańskich psychodelicznych folkowców z Pearls Before Swine, który przypomina o istotnym, społeczno-kulturowym, zwycięskim aspekcie tej wojny, czyli o Florence Nightingale (archiwalne nagranie jej głosu nawet wmiksowano w nagrania), która symbolizuje, a wtedy całkiem konkretnie zapoczątkowała nowoczesne wojenne pielęgniarstwo, opiekę na rannymi i w ogóle troskę o żołnierzy jak ją rozumiemy dziś (znając skrót PTSD i tak dalej). Co jest przy okazji przypisem do niedawnego wątku o cywilizacyjnym postępie, który zawdzięczamy – niestety – wojnom.

    @”Tennyson napisał wiersz i o tej drugiej szarży… ale wiersz poszedł w zapomnienie.”

    No cóż, popularność ludowych Ironów przebija lorda Tennysona.

    „The bugle sounds and the charge begins
    But on this battlefield no one wins
    The smell of acrid smoke and horses breath
    As I plunge on into certain death.

    Ooooooooooh… Ooooooooooh…”

  53. @monday.night.fever
    „totalny kolaps ekonomiczny, na wzór tego z najntisów, mógłby solidnie przeryć neoimperialną mentalność Rosjan, bo telewizorem się nie najesz”
    Piękne, ale niemożliwe. Niestety putin ma niezłych ekonomistów i raczej się ich słucha. Niestety (inaczej niż za czasów końca ZSRR), ma narzędzia ekonomiczne, Niestety to jest zupełnie inny system, który daje się sterować (w odróżnieniu od ostatnich lat ZSRR).

    Jedyna pociecha w tym, że straty jakie rosja poniosła są nie do odrobienia. Utrata takiej ilości mężczyzn-żołnierzy w wieku produkcyjnym (i zdolnych do posiadania dzieci) musi się odbić negatywnie. Że o przepalonej kasie nie wspomnę.

    Dlatego recesja zaczyna się i będzie, ale inna niż można sobie pomarzyć. Obym się mylił.

  54. @ Gammon.82

    1. Czy jesteś pewien co do tego czworoboku? Pobieżny przegląd sugeruje, że podwójna linia była skutkiem tego, że formowanie czworoboku miało sprawić problemy. Czworobok również nie zgadzałby się z proporcją liczebności, relacjami o flance etc.

    2. Nawet na tak klasośredniowo i liberalnym blogu jak blog WO, de rigueur wydaje się jednak bardziej krytyczna opinia o Nightingale.

    Florence trakcie wojny krymskiej zrobiła sporo pod względem organizacji, zwłaszcza w kontekście armii brytyjskiej i pracy charytatywnej itd., ale np. podstawy aseptyki ran i dbania o higienę wobec rannych to dużo bardziej wpływ Elizy Roberts. Eliza Roberts na Krym przybyła z doświadczeniem asystowania i pracy pooperacyjnej po zabiegach w szpitalach londyńskich. Nightingale, choć odwiedzała wcześniej szpitale, nie miała tyle wprawy przy pracy „w jatkach”, bo jako praktykantka pracowała raczej w szpitalach „kobiecych”. Podobnie też Nightingale, jako Brytyjka z wyższych sfer na tle zwykłego rasizmu uniemożliwiła normalną pracę pielęgniarską np. Mary Seacole, bo ta ostatnia miała ciemniejszą skórę. Cóż z tego, że Mary Seacole wychowała się wśród cholery Karaibów, tyfusu Londynu i szkorbutu marynarzy w Portsmouth, a nauki pobierała tyleż u lekarzy co u uzdrowicielek. Tyfus, cholera, szkorbut czy PTSD u ofiar wojny krymskiej i to na dodatek bez moralnego pouczania z pozycji wiktoriańskiej dobrej, białej pani?

    Sporo z tych praktyk Florence Nightingale dopiero post-factum (tzn. retrospektywnie przypisując sobie autorstwo na moment Wojny Krymskiej) włączyła do pielęgniarstwa, jednocześnie od samego początku stanowczo pilnując aby Eliza Roberts nie zrobiła kariery obok niej, a Mary Seacole w kontrze do niej. Być może współczesne pielęgniarstwo byłoby mniej przemocowo-opresyjne wobec kandydatek a mniej poryte w stronę umoralniania, gdyby ktosia inna niż Florence została „lady with the lamp”.

  55. @fieloryb
    „Piękne, ale niemożliwe. Niestety putin ma niezłych ekonomistów”

    Ale ja nie twierdzę, że Rosja runie za dwa tygodnie. Napisałem, że moim zdaniem ten kolaps ekonomiczny będzie (jest) pełzający i potrwa lata – podobnie, jak to było w ostatniej dekadzie ZSRR, toczącym wówczas równie bezsensowną wojnę. Owszem, dzisiejsza Rosja ma dobrych ekonomistów, ale też potężne problemy strukturalne: przede wszystkim gigantyczną korupcję, której w Związku Radzieckim nie było (było za to marnotrawstwo, którego w dzisiejszej Rosji jest wyraźnie mniej). Żaden kucharz, choćby nie wiem jak utalentowany, nie ugotuje zupy na gwoździu. W przeciwieństwie do ZSRR, dzisiejsza Rosja to państwo na niby, taka kartonowa imitacja mocarstwa. Kraj ze współczesną wersją Mobutu na Kremlu nie wyprodukuje porządnej broni (z-blogerzy ostatnio donoszą, że żołnierze na froncie narzekają na współczesną rosyjską amunicję, której produkcja idzie zresztą anemicznie, BARDZIEJ niż na stare sowieckie pociski, które mimo upływu lat były jednak lepszej jakości). Rosja może mieć dobrych inżynierów i oni mogą opracować nowoczesną broń, tylko co z tego, skoro skorumpowany przemysł się nie wyrobi (Stalin rozwiązałby ten problem po prostu rozstrzeliwując tych dyrektorów, którzy nie trzymają planu, no ale mamy XXI wiek).

    Że Rosję czekają problemy ekonomiczne to wszyscy wiedzą, z Putinem włącznie – ale on liczy na to, że *w międzyczasie* zachód znudzi się wojną. I, niestety, może mieć rację, bo jeśli u nas zaroi się od Orbanów, Ukraina zostanie pozostawiona na pastwę losu (nie wyobrażam sobie żeby takie AfD czy partia Le Penów wysyłała tam jakąkolwiek pomoc). Wiadomo że forsa wydawana na wojnę jest potrzebna np. na naprawę sypiącej się infrastruktury, wiadomo że most kiedyś się zawali, ale póki stoi to stoi – front jest ważniejszy. Różne problemy się nawarstwiają i kiedyś tam nastąpi skokowy kolaps, ale Putin liczy na to, że stanie się to JUŻ PO wygranej przez niego wojnie.

  56. Z tymi rafineriami to nie chodzi o eksport. Rosyjska gospodarka jest tak dziadowska, że siedząc na ropie musi importować benzynę. Tak prymitywni są. Jeśli te rafinerie się uda zniszczyć to benzyny zacznie na serio brakować.

  57. @kmat
    „Rosyjska gospodarka jest tak dziadowska, że siedząc na ropie musi importować benzynę”

    Otóż toż. Jajakochemik chciałbym wyjaśnić, że tej ropy co tryśnie z szybu, nie da się tak po prostu wlać do samochodu. Niby wszyscy to wiedzą, ale nie potrafią wyciągnąć wniosków (chyba że – kryptoreklama! – mają chemię u nas w liceum). Jeśli tak po prostu wydestulujemy benzynę, będzie miała za niską liczbę oktanową. Potrzebujemy reformerów i krakerów, żeby dostać coś co możemy wlać jako 95, nie mówiąc już o 98 i/lub premium. Jeszcze w ZSRR ich nie robili u siebie, słusznie zakładając że Rusek sobie od biedy poradzi z wydobyciem, ale przerobką niech się jednak zajmuje ktoś kumaty, na przykład Polak. Więc cała idea rafinerii płockiej, jeszcze gdy o jej budowie Tata Kazika śpiewał piosenkę, polegała na tym, że do nas to dopłynie rurą, a my przerobimy.

    Po 2022 Rosja ma mało reformerów i (zwłaszcza) krakerów u siebie. Od 60 lat budowali to z założeniem że ich nie potrzebują (!), bo końcowi odbiorcy ropy będą to spłacać w oczyszczonych paliwach (!!). Więc każdy ukraiński dron który im osłabia ich potencjał, osłabia go na dobre. I jak zwykle mają świetlane plany, że Lukoil coś odda nowego do użytku w 2026.

  58. @redezi
    Czy jesteś pewien co do tego czworoboku? Pobieżny przegląd sugeruje, że podwójna linia była skutkiem tego, że formowanie czworoboku miało sprawić problemy. Czworobok również nie zgadzałby się z proporcją liczebności, relacjami o flance etc.

    Oczywiście że nie jestem pewien, gdzieś kiedyś to wyczytałem, typuję że w jakiejś książce Bryana Perretta.

  59. @redezi
    „Być może współczesne pielęgniarstwo byłoby mniej przemocowo-opresyjne wobec kandydatek a mniej poryte w stronę umoralniania, gdyby ktosia inna niż Florence została „lady with the lamp”.”

    Toteż opisałem ją w kolejności „która symbolizuje, a wtedy całkiem konkretnie zapoczątkowała”. Nightingale zagarnęła status „symbolu” (przemocowo, bo była taką siostrą Ratched łamaną przez matkę Teresę), ale jednak była tam, pracowała i przyczyniła się do zmian na lepsze.
    W ogóle „Balaklava” Pearl Before Swine jest rozpięta między naiwniutkimi hipisowskimi mitami dzieciaków kwiatów (rojenia o wylogowaniu sie z paskudnego świata albo imaginacje, byśmy razem, hej, zmienili ten świat na lepszy), a mocnymi syntezami, typu okładka z Boscha, a dedykacja płyty – dla szeregowca Slovika (taki anty-szeregowiec Ryan).
    link to en.wikipedia.org

    Zresztą podobnie krytycznie warto czytać „Sonety krymskie”, bo dla Mickiewicza wycieczka na Krym była podróżą miłosną – u boku Karoliny Sobańskiej, z którą wtedy romansował dość bezkrytycznie, ponieważ było wiadomo, że jest rosyjską agentką (przyczyniła się do zdemaskowania spisku dekabrystów, a potem do namierzania i wyłapywania powstańców listopadowych). Karolina Sobańska to też ładny symbol, wciąż aktualnej i skutecznej, strategii Rosji: ponętność/podłość (gaz i inne paliwa/nowiczok i inne paskudztwa). Jeżeli coś deprymowało erotycznie Adama, to raczej fakt, że Karolina łączyła kochanków nie szeregowo, lecz równolegle (w tym czasie miała sercowo-łóżkowe sprawy z rosyjskim generałem de Witte, wyjątkowo zajadłym wobec Polaków, oraz, co gorsza, z Puszkinem), a nie fakt, że jego oblubienica była na Krymie jako funkcjonariuszka carskiej policji. Tak to już jest z tą Rosją i jej wpływami na Europę.

  60. @WO
    „cała idea rafinerii płockiej, jeszcze gdy o jej budowie Tata Kazika śpiewał piosenkę, polegała na tym, że do nas to dopłynie rurą, a my przerobimy.”

    Dlatego rurociąg – dla pewności, że nie zawiedziemy w biedzie – nazywał się „Przyjaźń”!

  61. ’Jeśli tak po prostu wydestulujemy benzynę, będzie miała za niską liczbę oktanową. Potrzebujemy reformerów i krakerów, żeby dostać coś co możemy wlać jako 95, nie mówiąc już o 98 i/lub premium. Jeszcze w ZSRR ich nie robili u siebie”

    Wszystkie rosyjskie samoloty myśliwskie, szturmowe i bombowe pewnie też, latały na benzynie z USA. Może tylko kukuruźniki nie.

    „From October 1, 1941, to May 31, 1945, the United States delivered to the Soviet Union 427,284 trucks, 13,303 combat vehicles, 35,170 motorcycles, 2,328 ordnance service vehicles, 2,670,371 tons of petroleum products (gasoline and oil) or 57.8 percent of the aviation fuel including nearly 90 percent of high-octane fuel used,[36]”

  62. Jako niechemik się zapytam jak sobie radzili z olejem napędowym? Rozumiem, że benzyna jako towar konsumpcyjny była drugorzędna, ale czołgi zdaje się na oleju napędowym i wtedy to zasób strategiczny? W ukraińskich źródłach gdzieś czytałem, że Ukraińcy kupowali/kupują olej napędowy od Łukaszenki. Jak to działa w Rosji?

  63. @KrasnowKrasnow
    „W USA z kolei Demokraci mają dziś przewagę 7pp w sondażach do Kongresu więc za nieco więcej niż rok Trump będzie lame duck i zabawy z cłami się skończą”

    Republikanie właśnie robią masowy gerrymandering, żeby tej przegranej uniknąć. A na wszelki wypadek, Trump ma wojsko w Washington, DC, więc tych nowych demokratycznych reprezentatów i senatorów może po prostu do Kongresu nie wpuścić. Nie mamy pana płaszcza, i co nam pan zrobi?

  64. @rw
    „Republikanie właśnie robią masowy gerrymandering, żeby tej przegranej uniknąć. ”

    Przecież nie robią, bo Demokraci zagrozili, że zrobią to samo. Republikanie już zaczęli płakać, że Gavin Newsom planuje ukraść pięć republikańskich mandatów.

  65. @prophet5
    Nie robią przede wszystkim dlatego, że demokratyczni senatorzy stanowi opuścili stan by uniemożliwić uzyskanie kworum, za co zresztą republikanie chcieli ich ścigać przez FBI, na co gubernator Illinois (gdzie się udali) stwierdził, że policja stanowa ma nakaz ich chronić. To jest fascynujący cyrk.

  66. Ci z Teksasu powinni zrobić teraz zajazd na Illinois. Wierzchem i z koltami/winchesterami. Byłoby wreszcie great again, jak we filmie z Johnem Waynem.

  67. Dorzucę aktualizację do notki, sytuacja pod Pokrowskiem w ostatnich 24h zmieniła się na gorsze, mówi się o głębokim wtargnięciu orków i zmuszaniu obrońców do odwrotu.

    @KrasnowKrasnow
    „Jako niechemik się zapytam jak sobie radzili z olejem napędowym?”

    Ja co prawda także niechemik, więc póki gospodarz nie patrzy: olej napędowy zawsze był o wiele prostszy w produkcji, nie wymaga tych krakingów i reformingów, właściwie wystarczy odebrać odpowiednią frakcję z destylacji. Ta prostota nie jest do końca prawdziwa kiedy trzeba diesla z ultraniską zawartością siarki, ale wojskowy sprzęt akurat pojedzie i na nieodsiarczonym. Więc zgaduję że Rosja akurat z produkcją tego i do celów wojskowych to sobie radzi bez importu.
    Dodatkowo istnieją silniki, na przykład na statkach, które potrafią spalać nierafinowaną ropę.

  68. Oidp japońska marynarka wojenna przez pewien czas próbowała na okrętach wojennych ze standardowymi kotłami używać zamiast mazutu surowej ropy z Borneo. Była to ropa „słodka” (niskozasiarczona), więc sądzili, że od biedy do tego się nadawa. Zrezygnowali, bo jednak za dużo było awarii systemów napędowych.

  69. @gammon

    „Oidp japońska marynarka wojenna przez pewien czas próbowała na okrętach wojennych ze standardowymi kotłami używać zamiast mazutu surowej ropy z Borneo. Była to ropa „słodka” (niskozasiarczona), więc sądzili, że od biedy do tego się nadawa. Zrezygnowali, bo jednak za dużo było awarii systemów napędowych.”

    Skądś pamiętam że była akcja z jakimś lotniskowcem pod koniec wojny że z braku odpowiedniego paliwa zatankowali go właśnie tą surową ropą i na tyle wypełnił sie jej oparami że jak dostał od amerykańskiego okrętu podwodnego jedną jedyną torpedę, co przy tej wielkości nie powinno mu wiele zrobić, to opary zrobiły bum i w trymiga poszedł na dno.

    A, i jeszcze coś mi się majaczy że zaletą ruskich czołgów zimnowojennych (pewnie T72) było to że można było do baku lać wszystko, zawsze pojedzie. Nie sądzę by wyroby zachodnie tak umiały.

  70. @fieloryb
    „Piękne, ale niemożliwe. Niestety putin ma niezłych ekonomistów i raczej się ich słucha. Niestety (inaczej niż za czasów końca ZSRR), ma narzędzia ekonomiczne, Niestety to jest zupełnie inny system, który daje się sterować (w odróżnieniu od ostatnich lat ZSRR).”

    Nie byłbym taki pewien. Tak, Putin ma dobrych ekonomistów, którzy całkiem nieźle wybierają wodę z tonącej łodzi, ale ta łódź dość wyraźnie tonie i nie sądzę, żeby sama zręczność w sterowaniu kryzysem wystarczyła do tego, żeby Rosję uratować.

    Są sektory wydobywcze, które w zasadzie się już załamały: gaz, węgiel, diamenty. Wydobycie ropy i rolnictwo mocno słabuje. Transport kolejowy, który jest w zasadzie kręgosłupem rosyjskiego przemysłu na poziomie nieobecnym w chyba żadnym innym kraju, ma umiarkowane, ale od dwóch lat ciągłe spadki wolumenu frachtu (co bardzo skrupulatnie raportuje blesky’owy profil Prune60, który polecam jako podgląd sytuacji gospodarki rosyjskiej, choć niestety ma straszliwie przegadane, bo szczególarskie, wątki na ten temat). A transport samochodowy też ledwo ciągnie. Ale to jest powiedzmy to powolne pełzanie kryzysu.

    Ale chyba bardziej kluczowe są dane, które pokazują zupełne załamanie „dużej” konsumpcji, w postaci sprzedaży aut i mieszkań, które w tym roku zaliczają 30-50% spadki, a firmy przerzucają się na 4-dniowy tydzień pracy i obcinają pensje. I nie chodzi tu o to, że to jakieś szczególnie ważne dla gospodarki branże, ale że to się dzieje przy zupełnym braku jakichkolwiek szoków na rynku. To są poziomy zbliżone do ’22 roku, ale nie wprowadzono żadnych nowych sankcji, ludzie nie panikują, nie ma żadnych obiektywnych przyczyn poza taką, że najwyraźniej dochody obywateli Rosji gwałtownie spadły. Co oznacza, że dotychczasowy model militarnego bieda-keynesizmu się wyczerpał. I tutaj w zasadzie ekonomiści Putina nic nie mogą zrobić, poza obniżaniem stóp – co się dzieje, ale raczej nie rozwiąże problemu (a dołoży inflację). Poza tym cały deficyt idzie na wydatki wojenne, bezrobocie i tak jest bliskie zera, rąk do pracy brakuje i coraz więcej trafia na front, inwestycje w wydajność pracy są raczej mrzonką przy kombie odcięcia od zachodnich technologii i głęboko korupcyjnej mentalności.

    Moim zdaniem kolaps jest bliżej niż myślimy, a co więcej, jak to w autorytarnym reżimie, państwo się w reakcji raczej złamie niż ugnie: prawdopodobnie i my, i Kreml dowiemy się o tym z dnia na dzień, gdy już będzie grubo za późno na interwencje.

  71. „Najważniejsze jednak, że nie mamy nic do gadania – to decyzja tylko i wyłącznie Ukraińców. Nam pozostanie ją uszanować, jaka by nie była.” – Obawiam się, że tak nie jest. Ukraina samodzielnie może wyrazić jedynie wolę zakończenia walk i poddania się. Do kontynuacji skutecznej obrony potrzebują wsparcia przynajmniej Europy. A być może i Europy, i USA.

  72. „Trump ma wojsko w Washington, DC”

    A właśnie, jaka w waszych bąbelkach panuje opinia, po co mu to w tej chwili? W moim panuje przekonanie że to na okoliczność że w Gazie będą już umierać tysiącami dziennie, żeby mu się żadni manifestanci nie pętali

  73. @Sapiecha
    @koniec ekonomii rosji
    Zobaczymy jak pójdą negocjacje. Jeśli fiutinowi faktycznie zależy na przerwie z powodu ekonomii to zgodzi się na zawieszenie broni.

  74. @embercadero
    „A właśnie, jaka w waszych bąbelkach panuje opinia, po co mu to w tej chwili?”

    Ja jestem bąbelkiem „Zrobi Wszystko By Nie Mówili O Epsteinie”.

  75. „Ja jestem bąbelkiem „Zrobi Wszystko By Nie Mówili O Epsteinie”.”

    Trza przyznać, ma sens 🙂

  76. @embercadero
    była akcja z jakimś lotniskowcem pod koniec wojny

    Brzmi jak „Taihō”, ale tam to jednak były opary benzyny.

    można było do baku lać wszystko, zawsze pojedzie. Nie sądzę by wyroby zachodnie tak umiały.

    7TP to były jedyne polskie pojazdy z silnikami Diesla; w 1939 niemal nie zdarzało się, żeby czołgi i magazyny oleju napędowego znalazły się w tej samej okolicy, a poza magazynami wojskowymi ten towar w Polsce nie występował. Czołgi jeździły więc na jakichś potwornych mieszankach tego, co się dało skonfiskować w pobliskich aptekach (u Sobańskiego jest trochę szczegółów, jakiś spirytus z olejem rycynowym i chyba czymś jeszcze).

  77. @fieloryb
    „Zobaczymy jak pójdą negocjacje. Jeśli fiutinowi faktycznie zależy na przerwie z powodu ekonomii to zgodzi się na zawieszenie broni.”

    A w życiu. Putin jest a) kompletnie zafiksowany na pozostawieniu spuścizny Wielkiej Rosji, b) nie może zatrzymać walki na poziomie obecnych zdobyczy, bo to znaczyło, że wjebał kraj w koszmarnie kosztowną wojnę w której nawet nie udało się ustalić kontroli w obrębie obecnych granic Rosji (wg obowiązującego prawa i wewnętrznej propagandy, czyli włączając pięć obwodów Ukrainy), czyt. przegrał ją, c) nie może zatrzymać gospodarki wojennej, bo to jedyne co trzyma Rosję na powierzchni (póki co).

    Putin będzie szukał wszelkich sposobów, żeby wojnę kontynuować przynajmniej do czasu zdobycia Krematorska, Zaporoża i Chersonia, i liczył na to, że statek nie nabierze za dużo wody do tego momentu. Moim zdaniem się przeliczy. To zresztą widać po negocjacjach z Trumpem: tam chodzi wyłącznie o przeciąganie rozmów i wstrzymywanie pomocy dla Ukrainy, a nie osiągnięcie jakiegokolwiek porozumienia.

    Generalnie, od ’22 roku zdanie mam takie samo: Kreml nie jest w stanie odpuścić celów, których nie jest w stanie osiągnąć, a dla ich osiągnięcia wyprzedaje srebra rodowe i pali w piecu meblami, jakby jutra miało nie być. I to jest prosta ścieżka do klęski, bo jutro zawsze nastąpi.

  78. @embercadero
    „A, i jeszcze coś mi się majaczy że zaletą ruskich czołgów zimnowojennych (pewnie T72) było to że można było do baku lać wszystko, zawsze pojedzie. Nie sądzę by wyroby zachodnie tak umiały.”

    Do Abramsa ktory jest tez zimnowojenny można lać wszystko, za wiki: „The engine can use a variety of fuels, including jet fuel, gasoline, diesel and marine diesel”. Leopard 2 tez mial silniki multifuel.

    „byle wódki nie zabrakło”

    Były jakieś newsy, nie wiem czy prawdziwe o problemach w produkcji wódki. To w końcu towar eksportowy. Pewnie do łask wraca bimber.

  79. @Sapiecha
    „nie może zatrzymać walki na poziomie obecnych zdobyczy”
    Zauważ, że chodzi o zawieszenie broni a nie o podpisanie rozejmu. Alternatywny bieg historii to dociskanie do granic obwodów jakie miał zdobyć i dalsze drenowanie gospodarki. Mimo ostatnich informacji o Pokrowsku słabo to idzie a olbrzymia kasa płynie na żołdy i wyposażenie armii. Trump ma coś do stracenia. Unia może zawiesić inwestycje (600 mld), zakupy energii i broni (750 mld).

    Fiutin ogłosi 'zawieszamy działania, ogarniamy nową broń i ćwiczymy armię”. Czy taki przekaz nie wystarczy?

  80. @fieloryb
    „Zauważ, że chodzi o zawieszenie broni a nie o podpisanie rozejmu.”

    Przecież to jest to samo?

  81. @fieloryb
    „Zauważ, że chodzi o zawieszenie broni a nie o podpisanie rozejmu. Alternatywny bieg historii to dociskanie do granic obwodów jakie miał zdobyć i dalsze drenowanie gospodarki. Mimo ostatnich informacji o Pokrowsku słabo to idzie a olbrzymia kasa płynie na żołdy i wyposażenie armii.”

    Ale ta kasa na żołdy i wyposażenie to właśnie kroplówka, dzięki której przez circa półtora roku (końcówka ’22 – połowa ’24) Rosja miała rozwój mimo sankcji. Przecież boom konsumpcyjny brał się z olbrzymich bonusów za zaciągnięcie do armii oraz podwyżek pensji w sektorze zbrojeniowym. Na tym polega cały sztynks, że rosyjska gospodarka równocześnie jest całkowicie uzależniona od machiny wojennej, a zarazem ona powoli kanibalizuje sektor cywilny i budżet. W zasadzie lepszą metaforą byłaby nie kroplówka, a końskie dawki fety. Póki bierzesz, masz mnóstwo energii i woli działania, w sumie to nawet jeść nie trzeba – ale jak ją walisz dzień w dzień miesiącami to kończysz z wypadającymi zębami, rozwalonym żołądkiem i drgawkami. A odstawienie jest jeszcze bardziej bolesne. Więc walisz dalej, starając się nie myśleć o długofalowych konsekwencjach. To jest mniej więcej sytuacja Rosji w tym momencie.

    „Fiutin ogłosi 'zawieszamy działania, ogarniamy nową broń i ćwiczymy armię”. Czy taki przekaz nie wystarczy?”

    Może i by wystarczył, ale ani miesiąc, ani rok, ani dwa lata takiego zawieszenia nic nie da Rosji, a wręcz zaszkodzi. Militarnie to Ukraińcy są w gorszej sytuacji, potrzebują przegrupowania i stabilizacji frontu jak kania dżdżu, takie zawieszenie byłoby dla nich zbawienne w tym momencie. Gospodarczo w sytuacji Rosji to nic nie zmieni. Natomiast trwałe zawieszenie broni i zmniejszenie wydatków na armię i zbrojenia spowoduje natychmiastowy, ostry kryzys. Dlatego ja nie wierzę w żadne realne skutki rozmów Trumpa, to jest mrzonka.

    Problemy Rosji są strukturalne, wynikają z dekad zaniedbań infrastruktury, struktury przemysłu i demografii, które mogły być ignorowane dzięki zachodnim inwestycjom i technologiom. Wojna je tylko uwydatniła. Jedyne co by mogło w tej chwili ich uratować to taki prawdziwy, całkowity powrót do BAU jak sprzed wojny. A to się przecież nie wydarzy, nawet jakby w UE do władzy doszło pięciu nowych Orbanów.

  82. Paliwa do czołgów – silniki turbinowe (Abrams, T-80) mogą działać na czymkolwiek, co się pali i jest płynne. W rozsądnych granicach, ale każde normalne paliwo może być – byle dużo. Silniki Diesla (większość pojazdów) są bardziej wymagające. Wojskowe tolerują więcej niż cywilne, ale kosztem obniżonej mocy. I większej awaryjności, gdy jeżdżą na czymś innym niż ich główny typ paliwa. Wiele pojazdów wojskowych i na zachodzie, i na wschodzie jest projektowanych jako multifuel, ale to raczej na sytuację awaryjną, unika się korzystania z tej opcji. Choćby nie wiem jak zaprojektować silnik, jeśli z paliwa wytrąci się jakiś syf i zatka wtryskiwacze, to dalej nie pojedzie.

  83. „Putin będzie szukał wszelkich sposobów, żeby wojnę kontynuować przynajmniej do czasu zdobycia Krematorska, Zaporoża i Chersonia, i liczył na to, że statek nie nabierze za dużo wody do tego momentu.”

    Ale to by trzeba sforsować Dniepr. W tej chwili Rosjanie mają problem z małymi strumykami. IMHO tu w ogóle nie chodzi o terytoria tylko złamanie ukraińskiej suwerenności.

    Mnie się zdaje, że nie ma obiektywnych powodów dla których Putin nie mógłby się zgodzić na zawieszenie broni na aktualnej linii kontaktu. Społeczeństwo przyjęłoby to raczej z radością niż ze smutkiem i każdy Rosjanin rozumie, że argument o konstytucyjnych terytoriach jest czysto instrumentalną manipulacją, konstytucja FR jest narzędziem realizacji woli samodzierżawcy a nie jej ograniczeniem. Z-patriotów się uciszy jak Girkina.

    Są powody subiektywne, przede wszystkim tendencja Putina do prokrastynacji i przelicytowywania i pułapka wsiąkniętych kosztów. Aktualnie sytuacja jest dla Putina klarowna i stabilna: miesięcznie tracimy 30k, rekrutujemy 30k i zdobywamy 500 km2 i w tym tempie tyle i tyle lat zajmie nam to i to a po drodze może Ukraina się posypie i pójdzie szybciej, a jak nam się znudzi to zawsze możemy wrócić do tematu pokoju bo Trump przebiera nóżkami. Nie ma potrzeby podejmować żadnych gwałtownych decyzji jak np. przymusowa mobilizacja. Rozejm jest bardziej ryzykowny niż status quo bo może mieć nieodwracalne konsekwencje (co np. jeśli FR–UK wprowadzą plan z patrolami powietrznymi na zachód od Dniepru?).

  84. Odnośnie historycznych analogii pojawiło się parę zmiennych, przez które ta wojna może być inna niż wcześniejsze. Szczególnie długoterminowo.

    To jest pierwsza w Europie wojna, w której strony mają zwijającą się demografię. I to dramatycznie. Na pewno w Ukrainie liczba obywateli kurczy się bardzo szybko, w Rosji też się kurczy, ale dokładnie nie wiadomo jak szybko. Długoterminowo wynik tej wojny będzie bardzo zależał od tego, co Ukraińcy z tym zrobią w przyszłości. Bo mają trochę opcji, ale wszystkie są politycznie trudne.

    Druga sprawa – co już jakoś jest w Waszych komentarzach, to dawniej totalny kolaps gospodarki oznaczał głód i choroby. Ludzie masowo umierali – w Europie na tym poziomie to było jeszcze w 2 WŚ. Hitler wymordował Żydów i planował wymordować narody słowiańskie, żeby nakarmić Niemców. Europa nie była samowystarczalna jak chodzi o żywność. Tutaj tak nie będzie – hołodomor zasadniczo nie grozi żadnej ze stron.

    Trzecia sprawa, to fakt, że upadek Ukrainy oznacza eksodus do Europy 10+ mln. Ukraińców. W tym co najmniej milion żołnierzy lub byłych żołnierzy. To są liczby, których ani AfD ani Le Pen nie mogą zlekceważyć. Więc pewnie nawet jak będą mówić różne dziwne rzeczy, to jakieś wsparcie Francja i Niemcy będą słać, niezależnie od rządów.

    Te trzy rzeczy na pewno mogą zakłócić historyczne analogie. Więc może być różnie.

  85. @krasnow
    „Mnie się zdaje, że nie ma obiektywnych powodów dla których Putin nie mógłby się zgodzić na zawieszenie broni na aktualnej linii kontaktu. ”

    Moim zdaniem jest taki, że podpisywałby na siebie wyrok śmierci. Mafie ciągle liczą na obiecane im zyski z grabieży Ukrainy.

  86. @KrasnowKrasnow

    „Co np. jeśli FR–UK wprowadzą plan z patrolami powietrznymi na zachód od Dniepru?”

    Przecież wszyscy wiemy, że nie wprowadzą.

  87. „wiemy, że nie wprowadzą”

    Francuzi może nie ale Anglosaksy objazatielno. Paranoja jest silniejsza od pogardy w tym przypadku. W rospropagandzie operacja Spiderweb to było dzieło Anglosaksów właśnie.

  88. @Adam Hazelwood
    „To jest pierwsza w Europie wojna, w której strony mają zwijającą się demografię. I to dramatycznie. Na pewno w Ukrainie liczba obywateli kurczy się bardzo szybko, w Rosji też się kurczy, ale dokładnie nie wiadomo jak szybko.”

    Trochę o to jest ta wojna – gdzie ma się kończyć Europa. Jest wojną o to, czy jest wojną w Europie.
    W Europie jako miejscu, w którym na przykład wiadome są demograficzne dane statystyczne, albo na przykład jakoś się „racjonalnie gospodaruje” obywatelami podczas wojny. W Europie uosobionej przez król Artura ze skeczu Monty Pythona, który wolałby, żeby do uznania zwycięstwa wystarczyło odcięcie przeciwnikowi ręki z mieczem, no dobra, obu rąk, a tu raptem naprzeciw staje Rycerz gotowy wlewać do czołgów olej z patelni i walczyć do ostatniej kończyny, czy wręcz głowy, czyli Putina.
    To się nie mieści Europie w jej z kolei głowie*, więc – niestety – część Europy skłaniająca się, by porzucić Ukrainę na łaskę Rosji, robi to poniekąd dlatego, żeby absurdalną sytuację usunąć poza swój racjonalny obręb. Zaś Ukraina – jak można i należy wnioskować po ich dzielnej, wytrwałej walce – bardzo nie chce tam być, poza Europą, wolałaby tu, w.

    [*kwestię głowy jako zwornika między racjonalnym i nie (między trzymającym się ziemi, statystyk, realiów i bujającym w obłokach, ideach, mitach) podsumował swego czasu Lech Janerka: „Głowa umie łączyć niebo z szyją / Niebo w szyję wpada poprzez głowę / Głowa często lubi być niczyją / I dlatego ciągle jest jak jest”]

  89. No i Donald nie osiągnął żadnego sukcesu. Na plus, że żadnego drugiego Monachium nie „wynegocjował”. W efekcie wracamy do punktu wyjścia i mamy Putina który uważa, że wygrywa jak np Niemcy w 1942. I aby się to zmieniło to potrzeba aby wydarzyło się „coś” co wybije ich z uderzenia. I to „coś” dobrze aby wydarzyło się w ciągu 9-12 miesięcy. Nie ma pojęcia jakie są plany Ukraińców czy Europy ale mam nadzieje, że ktoś tam coś planuje bo inaczej to zostaje nam tylko liczyć na generała „przypadek”. Zełeński ma mieć spotkanie w poniedziałek z Trumpem więc zobaczymy czy tylko licznie na przypadek nam zostało czy też jednak jest nadzieja.

    A jak sobie patrzyłem na te czerwone dywany na Alasce to świadomość końca „wakacji od historii” jakie w Europie i w PL mamy od 1991 czy 1989 była jeszcze bardziej dojmująca. Tego rodzaju szczyty i wojny to była norma przed 1991/1989, silni i asertywni byli górą. Dla Europy a zwłaszcza dla nas to będzie duży problem. Pewnie z czasem UK czy Niemcy się ogarną (oby) ale u nas gdzie rządzący – od Nawrockiego po Żurka – to coraz bardziej jak ekipa z Dyzmy, wsparta swoim żelaznym elektoratem wypierającym, że wakacje się kończą, to idą niewesołe czasy.

  90. @Obywatel
    „świadomość końca „wakacji od historii”, jakie w Europie i w PL mamy od 1991 czy 1989”

    Wciąż jest i będzie problem z tą świadomością, czyli z głową Europy. A nie tylko z ręką uzbrojoną w miecz (czyli z wydajnością europejskiego przemysłu zbrojeniowego).
    W styczniu 2025 poszedł na Onecie wywiad z Francisem F. Pczątek zapowiadał się okej:
    „Onet: Obiecuję, że nie będę pytał o koniec historii…
    Francis Fukuyama: Dobrze.”
    Potem są ślady jakiegoś ruchu myśli w głowie:
    „Fukayama: W tym momencie nie powiem już, że coś jest niemożliwe. Wiele rzeczy, które wcześniej uważałem za niemożliwe, się wydarzyło, na czele z reelekcją Trumpa.”
    A za moment zaczyna się „wakacyjne” brnięcie:
    „Fukayama: Idea, że Europa może stworzyć jakąś osobną obronną całość bez Stanów Zjednoczonych jest bez sensu. Uważam, że to niemożliwe.”
    Czy facet, kurna go mać, nie doczytał, że Europa już jakiś czas istniała i tworzyła sobie różne całości, zanim galeon „Mayflower”, z tym popierniczonymi purytanami, w listopadzie 1620 dobił do brzegu za Atlantykiem?

    Tryb „wyparcie” i zgrzyt „możliwe/niemożliwe” w skrzyni biegów to jest problem głowy Europy na jeszcze długie lata. O polskim czerepie rubasznym na razie nie ma co gadać.

  91. @ ergonauta

    1. Fukuyama jest lobbystą strony republikańskiej, na dodatek raczej dyskontującym dawną sławę niż istotnym dzisiaj. Fukuyama ma trochę dojść w zbrojeniówce i w starych neokonach, ale totalnie nie ma brania po porytych religijnie, ex-tea party i zakonie Thiela.

    Nie mówi co wymyślił tylko to co się mieści w linii myślenia jego formacji intelektualnej. A formacja intelektualna amerykańskich republikanów nie ma żadnego interesu w zauważeniu nawet banalnego rozlokowania czołgów Bundeswehry w Estonii, operacji Baltic Guardian czy powolutku rozkręcających się inwestycji Ukraina-Litwa czy Ukraina-Polska. To nie są duże rzeczy, w skali pieniędzy czy liczby ludzi, ale kręcą się już teraz, bez względu na fochy Trumpa.

    Tak samo Fukuyama nie wspomni przecież, że np. flota wsparcia logistycznego dla US Navy okazała się tak dziurawa i przeryta przez neolib, że właśnie uruchamiają awaryjny program aktywacji okrętów pomocniczych, a jednocześnie USA i UE dość zgodnie robią przetrzep w rejestrach morskich przeciwko czarnym banderom szmuglującym rzeczy do Rosji za kasę chińską. Trump i jego wyborcy są za głupi żeby na to zwrócić uwagę, ale w tym obszarze US Navy, nawet po zwrocie na Chiny i interesy UE przeciwko Rosji idą idealnie w parze.

    2. Odnośnie Twojego wcześniejszego komcia. Ja to czytam jako wewnętrzy dylemat elit EU, ale rozpisany jeszcze inaczej. Z jednej strony potrzeba taniej siły roboczej, bo źródełka w Bułgarii, Rumunii i reszcie „nowej UE” się skończyły. Z drugiej, no trochę głupio tak na serio nakładać sankcje, które byłyby tak na serio dotkliwe wobec tych rosyjskich kolegów znanych „przez płot” z Cannes, San Marino i Andory, bo ani to bezpieczne, ani to dobre dla portfolio inwestycyjnego córki albo galerii sztuki teściowej?

    3. „Aktualnie sytuacja jest dla Putina klarowna i stabilna: miesięcznie tracimy 30k, rekrutujemy 30k i zdobywamy 500 km2 i w tym tempie tyle i tyle lat zajmie nam to i to a po drodze może Ukraina się posypie i pójdzie szybciej, a jak nam się znudzi to zawsze możemy wrócić do tematu pokoju bo Trump przebiera nóżkami.”

    Żeby być bardziej precyzyjnym: „Tracimy 30k, Chińczycy dorzucają nam kasę, kupujemy 5k z Kolumbii czy Korei Płn, resztę dobieramy z frajerów coraz starszych roczników i z coraz bardziej rosyjskiej części populacji i jedziemy dalej”.

    Jednym z możliwych scenariuszy jest po prostu powrót armii najemnych (front i młócka dronami), zabezpieczanych tylko armiami krajowymi na zapleczu. Cały ten scenariusz dla strony ukraińskiej, bo rosyjska śmiało już go częściowo realizuje. Skoro mamy władzę magnatów, to czemu nie wojny magnatów? Skoro rynek nieruchomości w Warszawie jest wart ileś gabzdylionów w cthulhowatych instrumentach inwestycyjnych, to niech wyskakują z hajsu na najemników?

    Myślę, że dokładnie 3 wraz z 2 jest w tej chwili kością w gardle elit UE.

  92. Ad 3. Ukraina już dawno zdecydowała że zamiast na armię najemników z całego świata, jak przeciwnik, stawia na armię robotów. Myślę że słusznie. Tyle że to wymaga więcej czasu niż zaciąg ochotników z Burkina Faso.

  93. @redezi
    „Nie mówi co wymyślił tylko to co się mieści w linii myślenia jego formacji intelektualnej.”

    Zdecydowanie tak. I dlatego ja go nie przywołuję jako Fukuyamę (bo on nie jest żadnym autorytetem, tylko fajną twarzą do prześmiewczych memów), lecz jako reprezentanta „linii myślenia jego formacji”, tyle że obawiam się, że ta linia sięga za Atlantyk – trochę w postaci trumpoidalnych bunkrów konserwy rozsianych po Europie, a trochę w postaci kapsuł czasu zatrzaśniętych jeszcze za Reagana (z wysłaną w przyszłość wieścią: jak by co, jak by Rosja – to Ameryka nas obroni).
    Ty dodajesz jeszcze jeden typ „przeżytków”, wspieraczy starego porządku już nie proamerykańskich, ale takich, którzy mają „rosyjskich kolegów znanych „przez płot” z Cannes, San Marino i Andory”, są wśród nich ludzie polityki i biznesu, są ludzie kultury i sztuki, aktorzy, rzeźbiarzo-malarze, piosenkarze, gwiazdy sportu – ze sporym wpływem medialnym w społeczeństwach. Im też – choć w inny sposób – nie mieści sie w głowie jakiś strukturalnie inaczej (lepiej? bezpieczniej? humanitarniej? nie daj boże socjalistyczniej?) urządzony świat.
    No i te dwie grupy, zakumplowani z jankesami i zakumplowani z ruskimi, będą wespół w zespół powtarzać: inny świat jest niemożliwy, idea życia na Ziemi bez kierowniczej roli komitetów centralnych w Waszyngtonie i Moskwie jest bez sensu. Jaki te dwie grupy stanowią procent wspomnianych przez Ciebie „elit UE”. nie podejmuję się szacować.

    „Skoro mamy władzę magnatów, to czemu nie wojny magnatów?”

    Ba, kupiłbym wagon popkornu, żeby oglądać ich osobiste eMeMeAje. Ale jak spojrzeć wstecz, to Habsburgowie czy Radziwiłłowie wysyłali armie zwykłych zjadaczy hamburgerów, żeby się w ich interesie wyrzynały. To była nieustająca pora na CS-a, albo gierkę stategiczną, na ekranie: miesięcznie tracimy xk, rekrutujemy yk i zdobywamy z km2.

  94. Według Bilda cały szczyt na Alasce się wziął z tego, że Witkoff źle zrozumiał Putina i myślał, że to Rosja się wycofa z Chersonia i Zaporoża, a Putinowi chodziło o to, że wycofać ma się Ukraina.

  95. @ausir
    Może Witkova celowo wprowadzono w błąd.

    @Fukuyama
    W dłuższej perspektywie to on miał rację. Po prostu za szybko założył ten koniec historii. Ale nawet ta wojna pokazuje bezsens brnięcia w takie konflikty. To się będzie robić coraz bardziej oczywiste dla każdego. Po prostu światowa ekonomia jest zbyt zaawansowana. Kiedyś, gdy gospodarka polegała na przerabianiu żyta na chleb zwycięska wojna to był zysk. Koszt niewielki, zwycięzca zdobywał te pola żyta, przy niskim przetworzeniu koszt surowca stanowił dużą część ceny produktu, ekonomicznie się to spinało. Dziś gospodarka polega na przerabianiu piasku na mikrochipy. . Koszt prowadzenia wojny olbrzymi, a zwycięzca zdobędzie to złoże piasku. Bo infrastruktura i wykwalifikowana siła robocza się ewakuują, albo je szlag trafi.

  96. @kmat
    „Dziś gospodarka polega na przerabianiu piasku na mikrochipy. . Koszt prowadzenia wojny olbrzymi, a zwycięzca zdobędzie to złoże piasku. ”

    To mit sprzed paru dekad, gdy dominowały urządzenia stacjonarne. Wtedy parę gramów czy pare watów nie robiło różnicy (najwyżej się walnęło kolejny wentylator). Razem z przesiadką na mobilne gadżety okazało się, że w naszym wszechświecie istnieje tylko jeden pierwiastek, z którego można zrobić optymalny mały magnesik (oszczędzający w optymalny sposób waty i gramy). Magnesiki, żyroskopki, bateryjki, kondensatorki, młoteczki itd. zrobione z innych pierwiastków będą gorsze od konkurencji. I nagle problem dostępu do zasobów wrócił big time. Walczy się nie o „pole piasku” tylko o niob czy inny tantal (bardzo niepoprawnie mówi się o „metalach ziem rzadkich”, a ten nieuk Trump nawet mowi „raw Earth” – as opposed to „cooked Earth”).

  97. Tylko ten niob czy tantal jest tak rzadki, że nawet tam gdzie niby jest gęsty, to dalej jest rzadki. Przez to wydobycie go wymaga kapitału i technologii.
    Ponadto, na ile te ukraińskie złoża są komercyjnie dostępne a na ile to była zanęta na Trumpa.

  98. @amatil
    ” Przez to wydobycie go wymaga kapitału i technologii.”

    Wymieniłem akurat pierwiastki wydobywane odkrywkowo i niemalże gołymi rencami przez de facto niewolników w Afryce.

  99. @kmat

    OIDP, to w 1910 ludzie też myśleli, że „teraz wojna nie ma sensu, bo gospodarka światowa jest zbyt zaawansowana”. No cóż, wtedy cesarz Wilhelm myślał inaczej, a teraz Putin i Xi też myślą inaczej.

  100. @wo
    Tylko jaki procent ceny końcowego produktu stanowią ten niob czy inny tantal?

    @rw
    Owszem. Tylko jak ten Wilhelm skończył? I jak skończyli jego naśladowcy? Jak prawdopodobnie skończy Putin? Wybuch obecnego konfliktu wymagał już bardzo specyficznej sytuacji jak wstrzelenie się Putina w okres wysokich cen ropy, co pozwoliło na istnienie takiego kuriozum jak dzisiejsza Rosja – kraj nawet nie z dykty, co z kartoników po mleku, który siedząc na ropie nie produkuje za bardzo benzyny bo po cholerę, gdzie dwucyfrowy procent ludzi nie ma spłukiwanego kibla, ale gdzie centrala z tej ropy nieźle żyje i ma nawet imperialne ambicje.

  101. @kmat
    „Tylko jaki procent ceny końcowego produktu stanowią ten niob czy inny tantal?”

    Se proszę samodzielnie wyguglać, ale proszę mi tu nie denializować problemu „minerałów konfliktu”. Wojna o te zasoby już się toczy od lat (w Afryce, nie w Ukrainie).

  102. @ wo / kmat / minerały konfliktu / domieszki do półprzewodników

    Jak osoby są poza branżą naukową to łatwo przeoczyć jak bardzo w ciągu ostatnich 10 lat mateczka Unia rozbudowała najpierw zaplecze badawcze a teraz próby półprzemysłowe związane z utylizacją tych pierwiastków ze starej elektroniki. To jest ogromny sektor w Europie, bo stawka odzyskiwania nawet 1% zużytego, ale najcenniejszego paskudztwa z elektroniki do kolejnej generacji procesorów i pamięci to ogromniaste pieniądze.

    Oba giganty (AMD i NVIDIA) bacznie obserwują rynek recyklingu tego, bo nie ma żadnych sensownych alternatyw co technologii zastępczych. USA i Chiny też w to inwestują.

  103. A propos nieskuteczności nalotów na rafinerie: właśnie wprowadzili w niektórych regionach kartki na benzynę.

  104. > Oba giganty (AMD i NVIDIA) bacznie obserwują rynek recyklingu

    Chyba w sektorze naukowym, bo w sektorze produkcyjnym oni są fabless. Ekonomiczny sens wojny o zasoby Ukrainy jest mniej więcej taki jak złotego jabłka, a konkretnie złotego iPhone’a podarowanego Trumpowi przez Apple do kolekcji ze złotym kiblem, który już ma (Janukowycz też miał, może to od niego odgapił nawet).

  105. No i co z tego że są fabless. To Apple a nie Foxconn jest odpowiedzialne za supply chain komponentów do ifonów mimo że to foxconn je teoretycznie produkuje.

  106. @wo
    Etylina i mój niski poziom wiedzy na temat rafinacji.
    W Rosji jest (była) 76 na zwykłych stacjach.
    Ba, w Szwecji jest obecnie 80.
    Skoro jest – to ktoś na tym jeździ.
    I nie są to tiry (nie wjechałyby pod zadaszenie dystrybutora).
    Kraken i retorta stają się zbędne – popraw mnie.
    To nie paliwo do sojuza, ale do łady.

  107. @inuita
    Jesteś pewien że masz na myśli 80 oktanów w Szwecji? Taka benzyna ma tylko sens do zaburtowych dwusuwów. Nie pomyliłeś aby z E85 czyli mieszaniną 15% benzyny, 85% etanolu którą spalają popularne w Szwecji samochody flexi-fuel?

  108. @ kmat i wojna, która obiektywnie nie ma dziś sensu

    Ja Cię przepraszam, ale to wyobrażenie, że wojna jest obiektywnie bez sensu, to chyba od Homera już idzie – „Iliada” jest nie tyle superhero opowieścią o tym, jakimi debeściakami byli Hektor czy inny Achilles (choć tyle w niej oidp rozumie i uczy polska szkoła, przynajmniej ja to tak pamiętam), tylko smęty o horrorach wojny, gdzie synowie i bracia się dźgają na śmierć dzidami, a na koniec to, o co wojowano, zostaje rozjebane w gruzy i posypane solą, płaczcie muzy.

    Tymczasem prawdziwe wojny:

    – radykałowie w Izraelu serio wierzą, że Bóg im obiecał, więc muszą w Palestynie wybić niewiernych
    – odłamy islamu mają krwawą wróżdę już dla samej krwawej wróżdy teraz (pierwotny powód rozróby mi umyka, kto może a kto nie może być imamem I guess?)
    – amerykańscy odklejeńcy protestanccy nieironicznie wierzą w proroctwa dni ostatnich zapisane w Apokalipsie św. Jana, ze wszystkimi tego konsekwencjami (znowu Izrael)
    – Putinowskie państwo, o czym wiele razy tu pisano, to quasi-mafia, kierująca się mafijną logiką, więc im zajedno, czy frajerstwo żry piach czy procesory
    – Donald „Stable Genius” jako posterchild postprawdy, rozumiesz, że ten człowiek po prostu… jeśli jakieś fakty, dane albo inne ustalenia się nie zgadzają z tym co wymyślił Wódz, to się wywali jajogłowych i da nowe fakty, słuszne
    – a za Donaldem jakiś areopag miliarderów-pojebów w typie Thiela, którzy mają fantazje o byciu księciami, po upadku obecnego porządku władającymi własną oświeconą absolutną monarchią (albo o locie na Marsa, albo bunkrze za pół miliarda z niewolnikami z obrożami elektrycznymi, albo…)
    – a u nas największym zagrożeniem jest „najazd śniadych inżynierów”, no po prostu inwazja, za chwilę zmiana konstytucj w trybie awaryjnym i trudne, ciężkie, lecz konieczne decyzje jak w Stanach (represje, obozy)

    Reasumując, co ma rzeczywistość do rzeczywistych wojen? G… ma, chyba, że jest już po wojnie i ktoś o tym pisze gorzką książkę o tragedii w/w wojny.

  109. @inuita
    „Etylina i mój niski poziom wiedzy na temat rafinacji.”

    Przede wszystkim od dawna to nie jest etylina. Tak mówiono w czasach dodawania ołowiu do benzyny. Niektóre bardzo stare silniki mogą nadal jeździć na niskooktanowej benzynie bezołowiowej (kierowcy muszą czasem dolewać specjalne domieszki). Łady 210x mają silniki z lat 50., więc taki na pewno pojedzie na 91. Tiry w ogóle jeżdżą na dieslu więc ich to nie dotyczy. Są specjalne paliwa dla pojazdów rolniczych, ale to znowu raczej diesel, nie benzyna (choć nie wiem jak w Rosji).

    Pan chyba myli różne parametry liczbowe opisujące różne rodzaje paliw z różnych epok.

  110. „Kraken i retorta stają się zbędne – popraw mnie.”

    A to już jakiś straszliwy idiotyzm. Kraker, nie kraken. Nie wiem co pan nazywa retortą (chyba nie kolumnę destylacyjną?). Tak czy siak, nadal bez rafinerii nie zrobimy nawet takiej 91 do starej łady.

  111. O wojnie nie mającej sensu jest „The Great Illusion” Normana Angella, wydana w 1910 roku. Gęsta sieć powiązań handlowych powodująca, że zrywanie ich przez wojnę niszczy wartość, kapitał nie kierujący się narodowością, trudność kontynuacji produkcji na przejętych terytoriach – te wszystkie argumenty tam są. Książka była popularna w swoim czasie, także wśród elit politycznych.

    Miała też reedycję w 1933, w tym samym roku, w którym autor dostał pokojową nagrodę Nobla.

  112. Problem w tym że wojna to głównie emocje a one słabo się poddają ocenie ma sens/nie ma, szczególnie wśród mniej uświadomionych commonerów. To są akademickie gadki dla akademików którzy i tak są już sami przekonani że sensu nie ma.

  113. W ogóle nad bajkami o racjonalnych politykach, kierujących się rozumem, sensem i dobrze pojętym interesem narodów (i ich rozsądnych wyborcach) można tylko smutno pokiwać głową. Nawet jeśli trafiają się czasem sensowni, to co z tego, gdy dookoła są ci inni.

  114. @wo
    „Mniej więcej od czasów Napoleona, inwazje albo się udają natychmiast, albo kończą się klęską agresora.”

    Paradoksalnie właśnie ta jedna za Napoleona to kontrprzykład – wszak wojny napoleońskie sensu largo zaczęły się wypowiedzeniem wojny Francji przez Wielką Brytanię w 1803 r., nie na odwrót. Częściowo kontrprzykładem jest też Jom Kippur – wojna politycznie (choć nie militarnie) wygrana przez koalicję. Ale faktem jest, że po wojnach napoleońskich nie przychodzą mi do głowy inne przykłady.

    @co z tą Ukrainą
    M/z to jest wciąż 50/50. Nie liczę na masowy bunt w rosji – przykład koreański pokazuje, że państwo w miarę sprawne w terrorze może wciąż, przy sprzyjającej konstrukcji psychicznej narodu, obniżyć poprzeczkę do poziomu masowego głodu, a buntów i tak nie ma. Do głodu w rosji jeszcze daleko. Wiem, że był Prigożyn, ale z drugiej strony jednostkowość tego buntu też nie wróży dobrze – po Prigożynie nie ma nawet takich na małą skalę ognisk niezadowolenia w wojsku, nawet porzucania pozycji w skali taktycznej. Prigożyn burczał na długo przed tym bieda-marszem na Moskwę, teraz są najwyżej izolowani blogerzy.

    W czym widzę szansę na kolaps rosji, to w załamaniu logistyki. Nawet wkładki mięsne trzeba czymś przerzucić w pobliże frontu, trzeba dać im chociaż tę lekką broń strzelecką z amunicją, muszą stać mosty.

    Do tego FABy – m/z najważniejsza w tej chwili broń fiutina poza lekką piechotą. A żeby użyć FABa, to trzeba mieć samolot, a więc lotnisko, części zamienne, paliwo. Drony tego nie zastąpią, z ciężkich ruscy mają chyba tylko Oriona w jakiejkolwiek seryjnej produkcji, a i tak przez 10 lat zbudowali aż 30 egzemplarzy.

    Moim zdaniem wyjęcie choćby jednego elementu z tej układanki (logistyka piechoty lub FABy) może spowodować ruski kryzys na froncie.

    Z drugiej strony frontu mamy niestety demografię i morale. Już teraz są odcinki (i to te ważne taktycznie, o aktywnych starciach), gdzie front trzymają gniazda karabinów maszynowych z pojedyńczymi żołnierzami – dopóty, dopóki FAB ich nie zmasakruje. O jakichkolwiek operacjach ofensywnych nie ma mowy. Jest co prawda rezerwa młodych poborowych, ale ona jest do użycia na jeden raz (a i tak po drodze sporo zmarnuje dziurawy ukraiński system poboru i szkolenia), bo po zrekrutowaniu tej rezerwy reszta ucieknie z kraju jak dziś starsi.

    Do tego kwestia demografii w średnim okresie (gdyby wojna miała się przedłużyć o powiedzmy 5 lat) – tu chyba nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo jest źle.

    W czym tu z kolei widzę szansę, to – mam wrażenie – czającym się na horyzoncie ukraińskim przełomie technologicznym w postaci robotyzacji piechoty, plus osiągnięcie masy krytycznej (i jakościowej, i ilościowej) w dronach powietrznych. Fakt, że to trochę tak przerażający scenariusz jak z „Metalhead” z „Black Mirror”, ale cóż, wojna z użyciem „biorobotów” (by posłużyć się terminologią z „Czarnobyla”) jak obecnie przecież jest jeszcze gorsza.

    Nadzieję pokładam też w Syrskim – ja akurat uważam, że mimo pewnych błędów dowodzi dobrze, a poradzenie sobie ostatnio z Dobropilem jest jego klejnocikiem (jeśli rzeczywiście nie zaangażował rezerw operacyjnych). Moim zdaniem to, co traktuje się jako jest główne błędy w dowodzeniu (typu nadmierne straty) to łatanie przez Syrskiego dramatycznych niedoborów w ukraińskiej piechocie (trzyma jednostki na wysuniętych pozycjach, bo wie, że za nimi nikogo nie ma). Taktycznie tak może trzymać front długo, problem pojawi się przy tej średniookresowej demografii.

  115. @tl
    „Paradoksalnie właśnie ta jedna za Napoleona to kontrprzykład”

    No dlatego mówię że od. Po prostu od tego czasu wszystkie wojny są wojnami totalnymi, absorbującymi całe społeczeństwo. Przedtem można było powiedzieć żołnierzom, że będą się żywić tym co zrabują podczas przemarszu – po 1815 pojawiły się reguły typu „armia walczy żołądkami”. No i rosyjscy żołnierze coraz częściej nie mają co jeść i pić.

  116. @cowboytomash
    Tak, masz rację, chodziło mi o E85.

    @wo
    „Kraken i retorta”, taka głupawa licentia poetica al-chemiczna, przepraszam.
    Adremując, wydaje mi się przesadne (na Rosję i jej standardy) projektowanie zapaści z powodu niskiej jakości paliw.
    Niemniej mogę się mylić.
    Tam sie projektowało jak kałsznikowa, czyli gniotsa nie łamiotsa.
    W pozytywnym i negatywnym sensie.

  117. @kmat
    Tylko jaki procent ceny końcowego produktu stanowią ten niob czy inny tantal?

    Na poziomie „Mam małą firmę robiącą wichajster i potrzebuję troszkę litu czy innego tantalu” – to nie jest problem. Tak samo nie jest problem jeśli chcę zrobić 10 dronów i potrzebuję troszkę jakiś tam podzespołów.

    Jak wchodzimy na poziom globalny, czy to pod względem konkurencji między przedsiębiorstwami czy konkurencji między państwami to nagle okazuje się, że wolumen jest większy i decyzja „czy dostaniesz” jest decyzją polityczną. Tak jak by stworzyć „nowego facebooka” potrzebowałbyś współpracy paru podmiotów (bo sam sobie serwerów odpowiedniej wielkości nie zorganizujesz), tak by rozwinąć produkcję dronów na wielką skalę musisz dogadać różne rzeczy: w tym na jakimś etapie surowce (to znaczy, albo potrzebujesz ich do produkcji, albo ktoś kto dostarcza półprodukty je potrzebuje i na niego też można wywierać naciski).

    To może być niewielka część ceny towaru, ale jeśli jest to kluczowy składnik to jest to kluczowy składnik. Z punktu widzenia kosztów Pantery czy Tygrysa koszt molibdenu czy wanadu był pewnie pomijalny. Problemem nie było więc to, że przez braki w Molibdenie koszt Tygrysa wzrósł z 250k do 400k marek, tylko, że z fabryki wyjeżdzał czołg o gorszych właściwościach.
    Pewne rzeczy stawały się niewykonalne (skoro nie mamy wysokooktanowego paliwa to nie możemy robić bardziej wyżyłowanych silników o większym stopniu sprężania – jeśli dobrze rozumiem/pamiętam problem silników, skoro mamy gorsze materiały to musimy inaczej projektować urządzenia).

  118. @wo
    Wszystkie nie. Jakieś interwencje w trzecim świecie typu Irak, czy Afganistan są marginalnym obciążeniem dla interwentów. Ale to też kwestia olbrzymiej dysproporcji sił. Jak te są porównywalne to kończy się wojną totalną. Dlatego też od czasów DWS takich wojen nie było.
    Czemu wybuchła teraz? Z jednej strony po większej części wymarli ci, którzy wojnę totalną pamiętali. Do tego na scenę wchodzą od dłuższego czasu roczniki, których skutki DWS (komunizm, zimna wojna) słabo dotknęły. Co w sumie tłumaczy też, czemu mamy ten wysyp prawicowego populizmu dzisiaj, i czemu tak bardzo bazuje on na millenialsach.
    Z drugiej strony Kreml błędnie skalkulował różnicę potencjałów między Rosją a Ukrainą. Do tego chyba porównywał gołą siłę a nie jej projekcję, gdzie różnica była jeszcze mniejsza. No i z trzeciej specyfika samej Rosji..

  119. @ergonauta

    „Czy facet, kurna go mać, nie doczytał, że Europa już jakiś czas istniała i tworzyła sobie różne całości, zanim galeon „Mayflower”, z tym popierniczonymi purytanami, w listopadzie 1620 dobił do brzegu za Atlantykiem?””

    Ppopis potęgi i znaczenia Europy będzie dziś wieczorem transmitowany prosto ze złotej sali tronowej króla Donalda I. Może wystąpią w jakimś układzie tanecznym ala Eurowizja bo tylu ich tam będzie? Donald lubi ABBE więc jest potencjał na „sukces”….

    Proponuje kawałek SOS, będzie jak znalazł.

    link to youtube.com
    link to genius.com

  120. @mcal
    „Tymczasem prawdziwe wojny:
    (…)
    – odłamy islamu mają krwawą wróżdę już dla samej krwawej wróżdy teraz (pierwotny powód rozróby mi umyka, kto może a kto nie może być imamem I guess?)”

    Kalifem, nie imamem, ale to nie ma żadnego znaczenia – tam od dawna chodziło tylko o kwestie kulturowe/narodowe ubierane w szaty teologicznych pierdół (jak przy filioque).

    Co natomiast ontopicznie istotniejsze, to że akurat świat islamu jest dziś wewnętrznie spokojny jak od bardzo dawna nie był, więc chociaż ten punkt zapalny nam odpada. Jedyny ropiejący wrzód to Huti, sporadycznie alawici w Syrii (ale tam to raczej etap przejściowy zmiany reżimu). Potencjalnie dla pokoju (poza Izraelem) jedyny problem to susza.

  121. @wo
    od tego czasu wszystkie wojny są wojnami totalnymi, absorbującymi całe społeczeństwo

    Dość popularne jest wśród historyków XIX wieku stanowisko, że pierwszą była wojna secesyjna. Ale nawet po niej było całkiem sporo wojen, które chyba na tę nazwę chyba nie zasługują, bo nawet po jednej ze stron nie było zaabsorbowane całe społeczeństwo. No choćby wojna trypolitańska.

    Przedtem można było powiedzieć żołnierzom, że będą się żywić tym co zrabują podczas przemarszu

    Van Creveld ze szczegółami udowadnia, że tak było jeszcze w 1914 roku. Podczas natarcia na wielką skalę ani żarcia dla ludzi, ani (zwłaszcza) paszy dla koni, nie dałaby rady dowieźć nawet niemiecka kolej.

  122. @inuita
    „taka głupawa licentia poetica al-chemiczna, przepraszam.”

    Ach, przepraszam.

    „wydaje mi się przesadne (na Rosję i jej standardy) projektowanie zapaści z powodu niskiej jakości paliw.”

    Przecież nie chodzi jakość tylko o brak.

  123. Swoją drogą kryterium podane przez @wo sprowokowało mnie do głębszego podrążenia i chyba coś znalazłem, co prawda tam nie było „trzech lat impasu”, a tylko 8 miesięcy, ale łączy się z tematem notki i wojującą stroną, i pośrednio, bo przez literaturę. Mianowicie wojna rosyjsko-turecka 1876/77, z impasem od czerwca ’76 do stycznia (od początku oblężenia Plewena do zdobycia Sofii), na froncie kaukaskim nawet dłużej (maj-styczeń, 9 miesięcy). A co z literaturą? Otóż przypomnijmy sobie, kto dorobił się na dostawach broni dla Rosjan.

  124. @wo
    „Przecież nie chodzi jakość tylko o brak.”

    Przy czym pomyłka inuity uzmysłowiła mi że faktycznie, wysokooktanową benzynę można zastąpić etanolem. Flexi-fuel to nie są podwyższone wymagania względem silnika benzynowego, tylko względem układu paliwowego żeby się nie degradował od wiązanej przez alkohol wody. Ale poza tym to samochód benzynowy na etanolu idzie jak zły, lepiej nawet niż na LPG. (wstrzymuję #rapiery o NASCAR i jego historii w prohibicyjnym przemycie)

    Więc kolapsu Rosji z braku benzyny bym nie oczekiwał, najwyżej tę pszenicę zamiast eksportować przerobią na spirytus. Aktualnie się to kompletnie nie opłaca przy stosunku cen (bioetanol ledwo się opłaca w Europie z jej drogą benzyną, a i to dzięki preferencjom podatkowym), ale jak dojdzie do twardych deficytów to inaczej będzie się patrzeć na ceny.

  125. @cowboytomash
    najwyżej tę pszenicę zamiast eksportować przerobią na spirytus

    Jaką tam pszenicę (ale nie będę podpowiadał, z czego można, bo niech robią z pszenicy).

  126. No co jak co, ale kwestię „z czego się da zrobić spirytus i jak” to oni raczej mają rozkminioną

  127. Z tą pszenicą na eksport to może być różnie, bo w tym roku jest bardzo duży nieurodzaj w Rosji i na zajętych obszarach Ukrainy chyba też.

    A FABy to akurat Europa mogłaby załatwić bo ma Meteory i ich nosiciele (w przypadku Rafale USA nie mogłoby zablokować eksportu). Ukraińcom udało się zestrzelić Su 30 Amraamem–C (według Coopera) z antycznego f-16 block 30. Co gdyby mieli coś z radarem ze skanowaniem fazowym i meteorem?

  128. @embercadero
    No co jak co, ale kwestię „z czego się da zrobić spirytus i jak” to oni raczej mają rozkminioną

    Patrz „Złote cielę” Ilfa i Pietrowa. Ale może niektórych technologii już nie pamiętają.

  129. Gorzała jest jednak od benzyny sporo droższa. Poza tym, jak pisał cowboytomash:
    „Flexi-fuel to nie są podwyższone wymagania względem silnika benzynowego, tylko względem układu paliwowego żeby się nie degradował od wiązanej przez alkohol wody.”
    Znając rosyjską jakość to te układy zdegradują się raczej szybko. Więc może i rosyjski sprzęt będzie na tym jeździł, ale bardzo drogo i coraz bardziej awaryjnie.

  130. @cowboy
    „Przy czym pomyłka inuity uzmysłowiła mi że faktycznie, wysokooktanową benzynę można zastąpić etanolem.”

    Tylko że kartki na benzynę mają już, a przesiadka na bioetanol wymagałaby zbudowania nowej sieci dystrybucji. Na tej zasadzie to i nowe krakeny mają mieć, bo Łukoil ciągle zapowiada nowe inwestycje (podczas kolejnych kwartalnych telekonferencji zarządu, a jak). Tylko nie wiadomo kiedy.

    „Więc kolapsu Rosji z braku benzyny bym nie oczekiwał,”

    To jednak narastający problem dla gospodarki – bo niby przedsiębiorstwa mają specjalne przydziały, ale wiadomo jak to działało za komuny. Kiedy benzyny powszechnie brakuje, strażacy sprzedają swój przydział na lewo (pamiętny wątek Kaczora w „Zmiennikach”).

  131. @wo
    „przesiadka na bioetanol wymagałaby zbudowania nowej sieci dystrybucji”

    Wszystko oczywiście zależy od liczb. Nie muszą przesiadać się na E85, być może istnieje sweet spot tego co potrafią wyprodukować w sensownych ilościach i wymieszania z bioetanolem (liczba oktanowa 109) i innymi produktami (propan 112, propanol 118) tak żeby wycisnąć te 91 oktany które Ładzie wystarczą. Przy czym jako petrolhead i whiskyhead pewien jestem tylko tego etanolu, nie mam pojęcia czy mieszanie z propanem i propanolem jest sensownie wykonalne w skali.

  132. @benzyna
    W latach 80 w PRL dostępna była benzyna żółta (94) i niebieska (86).
    Przez jakiś czas ta pierwsza była na kartki, druga bez kartek.
    Kolega miał fiata 125p, który *jakoś* jeździł po zmieszaniu tych benzyn pół na pół.
    Łady miały silnik ma licencji fiata z tej samej epoki, chociaż oczywiście wielokrotnie modyfikowany.

  133. @cowboy
    „Wszystko oczywiście zależy od liczb. Nie muszą przesiadać się na E85, być może istnieje sweet spot tego co potrafią wyprodukować”

    Napiszę to po raz ostatni – oni problem mają już i rozwiązania potrzebują na wczoraj. Hipotetyczne rozwiązanie, że a może sieć mieszalni biopaliw są o tyle bez sensu, że na tej zasadzie to można i hipotetycznie założyć, że a może nowe rafinerie (które w ogóle cały czas są w budowie – no i po wojnie w końcu może i je zbudują).

  134. Reuters właśnie donosi, że rafinerie w Wołgogradzie i Syzraniu całkowicie wstrzymały produkcję po atakach. Obie rafinerie to jakieś 8% przerobu ropy w kraju.

  135. W tej dyskusji o mieszaniu etanolu z benzyną jakoś umyka fakt, że w Rosji beczka/cysterna etanolu, nawet pilnowana, może stracić sporo zawartości zanim dowiozą benzynę

  136. Patrzę na to co się dzieje optymistycznie – tak długo jak Ukrainie uda się lawirować między odpałami Trumpa i biernością polityczną EU oraz utrzymać front to szanse na finansowy upadek Rosji rosną. Rosja od początku wojny przepala kasę o wiele szybciej niż jest w stanie ją zarabiać. Nie położyło ich to w ciągu paru miesięcy jedynie dlatego, że rezerwy finansowe jakie posiadali przed 2022 były olbrzymie.

    Według ostatnich doniesień o stanie wykonania tegorocznego budżetu to na koniec lipca osiągnęli deficyt większy o 25% niż planowany na koniec roku. link to reuters.com

    Z kolei dziury w budżecie łatane są z funduszu dobrobytu, w którym aktywa łatwo zbywalne zaczynają się kończą. Według Aslunda powinni przepalić ostatnie „łatwe” rezerwy jakoś pod koniec roku.
    link to project-syndicate.org

  137. To, że prawie wszystkie prognozy co do wojny się nie sprawdziły, wynika z faktu bezsensownego odwoływania się do analogii historycznych.
    Dlaczego Spec. Oper. Wojsk. Putinowi się posypała już pierwszego dnia? Bo to, że się posypała widać było gołym okiem, a armia ukraińska nie była przecież najlepszą na świecie, chociaż z wysokim morale (ochotnicy na niskich pensjach, nie poborowi).
    Trzeba tu spojrzeć na procesy polityczne: w Rosji, gdzie frustracja społeczna osiągnęła już taki poziom, że elity zaczęły się bać masowej polityzacji w społeczeństwie, i w Ukrainie, gdzie w warunkach stagnacji zaczęła się walka o zasoby kapitałowe między grupą skupiona wokół Zełenskiego i resztą tzw. finansowo-przemysłowych grup, czego kwintesencją było spotkanie w Wilnie 30.11.2021 śmietanki dziennikarzy-celebrytów, polityków, oligarchów jak Achmetow (co zresztą w Ukrainie jest często tym samym).
    Po trzech latach od 22.02 jestem pewien, że doszło (z jednej strony) do nieformalnego porozumienia między elitami kapitałowymi, których zasoby coraz bardziej były zagrożone, a administracją Putina (z drugiej). Ta z kolei wydała polecenie 5. Departamentowi FSB skorumpowania szefów ukraińskich jednostek wojskowych, by ci przeszli na stronę Putina w odpowiednim czasie.
    Więc dlaczego początek wojny wyglądał tak, jak wyglądał? Bo to nie była agresja sensu stricte, tylko nieudany zamach stanu, którego beneficjentami miały być dwie strony: Putin, który planował paradę w Kijowie jako gamechanger swojego systemu politycznego (bo nie zajęcie Ukrainy jako obszaru) i ukraińskie grupy finansowo-przemysłowe, których nowy prezydent i rząd mieli dokonać redystrybucji zasobów kapitałowych dla siebie.
    Wojska rosyjskie miały w ogóle nie walczyć, liczyły zresztą tylko ok. 150 tys. ludzi, z czego połowa (sic!) to była Rosgwardia do rozganiania demonstrantów, podczas gdy armia Zełenskiego miała jakieś 400 tys. Notabene nazywanie armii w Rosji armią w normalnym sensie tego słowa jest nieporozumieniem. Armii w Rosji do jakiegoś 2023 r. prawie nie było; co było, to byli skryminalizowani w środowisku wojskowym ludzie ochraniający składy i magazyny wojskowe, którzy zresztą często sami zarabiali na ich grabieży. Z czymś takim nie da się nawet myśleć o wojnie, nikt normalny decyzji o agresji nie podejmie. Były, owszem, w miarę „normalne” jednostki wojskowe,
    ale to był siły nie wystarczające do prowadzenia wojny czy kontroli terytorium.
    A kiedy ten plan się nie udał, wojska ukraińskie nie przeszły na stronę Putina, a wojska rosyjskie już znalazły się się na Ukrainie, zaczął się zupełnie nowy scenariusz.
    Tak więc gamechanger 24.02 miał Putinowi pomóc rozładować frustrację społeczną skumulowaną przez lata.
    Interpretowanie wszystkiego w kategoriach geopolitycznych czy ideologicznych to nonsens, Putin może mówić o świętej Rusi, ale to jest polittechnologia dla maluczkich, w którą on sam nie wierzy.

  138. @”Tam sie projektowało jak kałasznikowa, czyli gniotsa nie łamiotsa.
    W pozytywnym i negatywnym sensie.”

    Człowiek jest zaprojektowany jak kałasznikow. Będzie strzelał nawet głodny i poturbowany, jeśli się go mentalnie naoliwi. Gniotsa nie łamiotsa – w negatywnym (gdy jest wojennym agresorem) i pozytywnym (gdy jest żołnierzem w wojnie obronnej) sensie.
    Jako ludzie – Beck to ujął w pozytywnym sensie, ale wystarczy zmienić temu „sensu” znak z plus na minus – „nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę”. Skoro „Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor”, to na sztandarach agresor może pod „rzecz-honor” wstawić cokolwiek: przestrzeń życiową dla Niemców, wolność dla proletariuszy wszystkich krajów, autorytet Allacha, matkę Rosję. Na tygrysy mając visy, a na ambramsy jakiś pancerny złom z innej epoki – człowiek będzie strzelał. I przypominał, co rzekł Cambronne (obojętne, czy to było „La garde meurt, mais elle ne se rend pas”, czy to drugie, krótsze), albo inny Leonidas (ponoć palnął chwacko: „Μολών λαβέ”). Genialna w swojej prostocie konstrukcja.
    Jedyna nadzieja, że mu się naboje skończą. No i paliwo wlewane do złomu. Dlatego: a/ niech ta Europa się zepnie i zacznie dawać Ukrainie więcej luf i amunicji, b/ bombardujmy, bombardujmy te rafinerie. Nawet człowiek rosyjski, mocno kałasznikowowski, może odpuści.

  139. @sj
    „wynika z faktu bezsensownego odwoływania się do analogii historycznych” (…) „Wojska rosyjskie miały w ogóle nie walczyć, liczyły zresztą tylko ok. 150 tys. ludzi, z czego połowa (sic!) to była Rosgwardia do rozganiania demonstrantów”

    I tak się wydarzyło po raz pierwszy w historii? Gdyby ją pan lepiej znał zauważyłby pan fascynującą prawidłowość – dosłownie w każdej wojnie ścierają się ze sobą dwie źle przygotowane armie. Jeśli są do czegoś przygotowane, to do „tej wojny co poprzednio” (w rosyjskim przypadku – do wjeżdżania do kraju, który nie stawia oporu, potrzebuje tylko rosgwardii do rozganiania protestujących cywilów). Wygrywa ten kto był troszkę mniej beznadziejnie nieprzygotowany, kto miał więcej szczęścia oraz (o ile Blitzkrieg się nie uda w ciągu pierwszych dni) obrońca.

    „Putin może mówić o świętej Rusi, ale to jest polittechnologia dla maluczkich, w którą on sam nie wierzy.”

    I to też nie jest nic nowego. W Norymberdze też się okazało, że w NSDAP mało kto wierzył w te ideologiczne brednie.

  140. @janekr
    „Łady miały silnik ma licencji fiata z tej samej epoki, chociaż oczywiście wielokrotnie modyfikowany.”

    Łady importowane pod koniec lat ’70 *) wymagały 91 oktanów, miałem taką z 1979, ale przy aparacie zapłonowym było takie pokrętło pozwalające opóźniać zapłon w celu dostosowania do benzyny o niższej liczbie oktanowej „w razie potrzeby”. Oczywiście to samo można było zrobić mniej wygodnie bez pokrętła, np. w pf125, regulując zapłon na ucho.
    *) „bystrochodnyj, komfortabielnyj awtomobil progriessiwnoj kanstrukcji” – dumnie głosiła instrukcja. Stąd ksywa naszego pojazdu: Bystrochodny.

  141. Kwestia tej benzyny ale też tego co się działo na Alasce i wczoraj w DC to jest chyba trochę taka kwestia co wygra na Kremlu i jaki tam jest układ siły. Bo albo pójdą (pamiętając o wszystkich słabościach takich porównań) w model „Niemcy 1918” czyli sztab generalny informuje, że racjonalnie nie widzą dziś szansy na pełną wygraną choć nadal sytuacja na froncie wygląda nie tak źle i mają sporo sukcesów. W efekcie Cesarz przeprasza i wyjeżdża do Holandii albo „Niemcy 1943/44” – dyktator ma w d. Sztab generalny i ich opinie więc wojna totalna i walczymy do ostatniego bunkra i dzieciaka z hitlerjugned bo może jednak się uda.

    W większości wojen były takie momenty przesilenia kiedy, któraś ze stron mogła pójść racjonalnie albo nie. Rosja czasem była w stanie wybrać „racjonalnie” jak np w czasie wojny krymskiej czy z Finlandią wiedząc, że mogą grać na czas który tam się liczy nie 4-letnią kadencją a pokoleniami. Polskę czy Szwecje ze statusu mocarstw „demontowali” 150 lat.

    Tyle, że mi się wydaje, że obecna Rosja to nie ta sama co kiedyś, ich potencjał nie jest już taki nieograniczony jak 70 czy 150 lat temu (tam mieszka tylko ca 135 mln ludzi w kryzysie demograficznym na pełnej, na długo przed wojną) więc tam nie bardzo jest na co czekać w kategorii „pokoleń” a Putin to nie ten kaliber co poprzednicy wiec niestety model „Niemcy 1943/44” jest możliwy mimo kartek na benzynę i innych takich „znaków”

  142. @Obywatel
    „ich potencjał nie jest już taki nieograniczony jak 70 czy 150 lat temu”

    I wtedy, i teraz – ograniczony. Ale w przypadku kraju-kontynentu, organizmu społeczno-technologicznego o takich gabarytach, o parametrach tak odległych od europejskich, określenie tych granic graniczy z cudem.

    Jak padła pompa paliwowa w Rudym, to niby potencjał spadł, bo czołg nie ruszyłby nawet na bimbrze starego Czereśniaka, ale go skitrali w jakiejś dziurze w murze i walili równo jako działo niesamobieżne, nie czekając czy Szarik doniesie newralgiczną część. A Rosjanie (jeszcze bardziej niż Polacy) są skłonni łamać wszelkie procedury i konwencje, przechodzić ludzkie pojęcie, dlatego ta wojna może potrwać ładnych parę lat. A przynajmniej tak długo dopóki będzie taki klincz, czyli – mniej więcej – równowaga sił. Dopingowałbym raczej zbrojeniu się (i chodzeniu po rozum) Europy, precyzyjnym bombardowankom, metodycznym domolowankom tego, co jeszcze jeździ, niż modlił się o samorozbrojenie się Rosji. Aczkolwiek oczywiście – why not both.

  143. @WO
    „W Norymberdze też się okazało”

    700 lat wcześniej w to, że Bóg rozpoznaje swoich (po „Caedite eos!”) jeśli ktoś wierzył, to raczej paleni i zarzynani niż palący i zarzynający.
    Bon mot, że Bóg taki bystrzacha, to mit, a nie fakt historyczny, ale faktyczny jest list opata Arnauda do papieża: „Dzisiaj Wasza Świątobliwość, dwadzieścia tysięcy mieszkańców wydano mieczowi, niezależnie od posady, wieku czy płci. Po tak wielkiej rzezi ludzkiej miasto zostało splądrowane i spalone. W ten sposób dosięgła je zdumiewająca kara boska.” Nie ma chyba przeszłości tak zamierzchłej, że człowiek już jest, a polittechnologii nie ma jeszcze.

  144. ergonauta

    „I wtedy, i teraz – ograniczony”.

    No chyba nie tak do końca. Nowość polega na tym, że jeśli w 1850 populacja Rosji to było 25% populacji Europy (a i tak nie dali rady w Wojnie Krymskiej) to teraz już tylko 15% więc skala ich relatywnego potencjału spadła sporo. A jak pokazują ostatnie 3 lata (i jak zresztą pokazały chyba wszystkie samodzielnie, bez sojuszników, toczone przez Rosję wojny w 19 i 20 stuleciu) oni nawet jak mają masę to nie dają często rady bo jednak ten Rudy na spirytusie to nie jest genialna solucja na ruski bardak. Jak w sowieckim dowcipie: jakby FDR benzyny nie dowiózł to Rudy nie miałby nawet szansy wyjechać z fabryki bo by FDR im tej fabryki nie podarował.

    Jeśli dziś – hipotetycznie – wojna się zamrozi a Ukraina dostanie kasę na zbrojenia (choćby tylko to co jej obiecali, skala tego jakie fabryki zbrojeniowe sami Niemcy chcą tam budować robi wrażenie a jak kapitalista widzi potencjał to można być „spokojnym” co do wyniku) to ja nie bardzo widzę sukcesu – wbrew opiniom jakie się szerzą w mediach, że Rosja zaraz już będzie szturmować Wilno – dla Rosji w drugiej konwencjonalnej rundzie za np 10-15 lat. I to, moim zdaniem, jest istotny element kalkulacji Putina – albo teraz albo „nigdy”. Ja też uważam, że np to co Trump zrobił w Iranie wpływa na niego usztywniająco. Plus Syria, Azerbejdżan/Armenia.

  145. „że jeśli w 1850 populacja Rosji to było 25% populacji Europy (a i tak nie dali rady w Wojnie Krymskiej) to teraz już tylko 15%”

    Skoro już tak porównujesz to jeszcze dodaj że w wojnie Krymskiej 2 duże kraje europejskie (Austria, Prusy) były życzliwie neutralne po stronie Rosji (co Rosja im miała bardzo za złe, zwłaszcza Austrii). Dzisiaj popiera ich co najwyżej Serbia.

  146. Zawsze się zastanawiam jaka byłaby odpowiedź owego afd czy lepenów (oczywiście po odsianiu ewidentnej agentury) na perspektywę 10 milionów uchodźców z Ukrainy.

  147. @embercadero

    Zamknięcie granic i pushbacki do Polski? Już testują, tylko nie na Ukraińcach.

  148. „Zamknięcie granic i pushbacki do Polski? Już testują, tylko nie na Ukraińcach.”

    To jest rozwiązanie maksymalnie na tysiące, z milionami nie zadziała. Nie są aż tacy głupi by tego nie wiedzieć

  149. @Obywatel
    „Nowość polega na tym, że jeśli w 1850 populacja Rosji to było 25% populacji Europy (a i tak nie dali rady w Wojnie Krymskiej) to teraz już tylko 15% więc skala ich relatywnego potencjału spadła sporo.”

    Ale to jest wybiórcze poleganie na nowości. Trzeba by rozważyć, jaki procent męskiej młodzieży w Europie pierwszej połowy XIX bywała wcielana do armii, brana w kamasze, a jaki procent byłby skłonny wejść w takie buty dziś (mając wolny demokratyczny wybór albo więcej możliwości uchylania się przed poborem), bez przymusowej branki, bez wymuszającej zaciągnięcie się do woja biedy na wsi? Liczebna skala potencjału Rosji – spadła, ale czy aby mentalny potencjał Europy nie osłabł bardziej? Ideologia woke (nie zabijaj, nie gwałć, nie torturuj i nie pozwól się torturować, nie daj się gnoić sierżantom) bardzo źle wpływa na liczbę chętnych do zabijania i chętnych do bicia zabitym.

  150. @Obywatel raz jeszcze
    Weźmy odkrójmy kawałek Europy, np. Francję, zobaczmy jak to wyglądało, no i spróbujmy to powtórzyć w obecnych realiach.

    „Na mocy prawa o powszechnym obowiązku wojskowym, wprowadzonym w 1793 r., powołaniu do
    wojska podlegali wszyscy nadający się do służby kawalerowie w wieku od 18 do 25
    lat. Wiosną 1794 r. liczebność francuskiej armii wynosiła 1 mln. 200 tys.
    żołnierzy. Przejście do systemu kompletowania armii na zasadzie powszechnego
    obowiązku zapewniało utworzenie jednorodnej pod względem narodowościowym
    dobrze wyszkolonej siły zbrojnej. Główną korzyścią tego systemu kompletowania
    było przede wszystkim to, że umożliwiał on gwałtowne zwiększenie liczebności
    armii. Polegało to na tym, że do służby w armii powoływano całą ludność kraju,
    okres zaś służby wynosił do 2-6 lat. System ten generował znaczne nadwyżki
    przeszkolonych. Wyniki kompletowania na zasadach nowego systemu i jego zalety
    w wojnach prowadzonych przez Francję pod koniec XVIII i na początku
    XIX w., były tak oczywiste, że system ten zaczęły kolejno wprowadzać inne
    państwa (Prusy, Austria, a w połowie XIX w. również Rosja).”

    [źródło: M. Trąbski, „Zasady konskrypcji w armii Królestwa Polskiego na tle ówczesnych metod
    uzupełniania wojska”, Przegląd Historyczno-Wojskowy]

  151. @janekr

    „W latach 80 w PRL dostępna była benzyna żółta (94) i niebieska (86).”

    Młody Człowieku, niebieska to była 78, i była do syrenek, trabantów, czy innych dwusuwów. 86 pojawiła się później i była zielona, i to na tej jeździły niektóre stare 4-suwy. Nie pamiętam, które były na kartki, na pewno żółta (na innych nie jeździłem).

  152. Przyznaję, że miałem do czynienia tylko z benzyną żółtą, więc niebieską guglałem. Z tym, że do dwusuwowych wartburgów OIMW lano żółtą (z olejem), natomiast do czterosuwowej warszawy niebieską.
    FSO produkowało wersję Fiata 125p „z płaskim tłokiem ” czyli odprężoną, żeby jeździła na niebieskiej. Zdaje się, że była to wersja trochę bez sensu, tylko taksówkarz mógł na tym oszczędzić.

  153. @ergonauta:
    „Trzeba by rozważyć, jaki procent męskiej młodzieży w Europie pierwszej połowy XIX bywała wcielana do armii, brana w kamasze, a jaki procent byłby skłonny wejść w takie buty dziś”

    Jeszcze sprawdź ile koni mamy i ile regimentów kawalerii z tego będzie. Bo wiesz, trochę się od tego czasu pozmieniało.

    „Ideologia woke (nie zabijaj, nie gwałć, nie torturuj i nie pozwól się torturować, nie daj się gnoić sierżantom) bardzo źle wpływa na liczbę chętnych do zabijania i chętnych do bicia zabitym.”

    Na liczbę wpływa to samo, co wpływa na spadek chętnych do zostania księdzem – jest sporo innych opcji, lepiej płatnych i lepiej zorganizowanych. Bo właśnie armia tak się kojarzy – że idziesz jako lekarz albo specjalista od cyberbezpieczeństwa, a uczą cię maszerować i salutować. Zamiast robić coś pożytecznego to zamiatasz plac bo „nam jest wszystko jedno, sztuka jest sztuka”. Mojemu pokoleniu wojsko (szczególnie polskie) kojarzy się jako walenie wódy, patologia i ogólna strata czasu razem z działaniami pozorowanymi i bieganiem w sprzęcie z lat 60. Co ciekawe znajomi z innych krajów (CH, Szwecja, Finlandia a nawet US) mają zupełnie inne wspomnienia. Da się to zmienić, ale trzeba zacząć to traktować na poważnie – a wtedy ludzie się znajdą.

  154. @ergonauta:
    Jak pytam, jaki procent służył rzeczywiście w armii w I poł. XIX wieku, to najwyższe szacunki mówią, że 20%. W większości armii mniej. Jeśli więc obecnie mowa o gotowych służyć 10%, to znaczyłoby, że odsetek byłby podobny.

    I myślę, że niewiele tu ma do czynienia woke. Prędzej z upadkiem tradycji arystokratycznych 😛 A mówiąc serio (tzn. owszem, upadek tradycji rodzin wojskowych musi mieć jakiś wpływ na postrzeganie munduru, skoro żaden ułan pod okienkiem nie będzie pożeraczem damskich serc…), to raczej zastanawiałbym się, ile dzieci bawi się w domu, a ile udziela się w harcerstwie, czy choćby jakiś obozach wędrownych. (Anecdta: wpadłem kiedyś na ćwiczących żołnierzy WOTu, którzy nie potrafili się posługiwać mapą i jako turysta im musiałem pomóc.)

    Mnie co innego uderzyło, że taki Żukow zdobywając Berlin nie miał 50-tki. Żołnierze i oficerowie, także wyżsi, byli młodzi, bo demografia… Tyle, że demografia już tak samo uderza w Rosję, jak w Europę.

  155. @carstein
    ” Mojemu pokoleniu wojsko (szczególnie polskie) kojarzy się jako walenie wódy, patologia i ogólna strata czasu razem z działaniami pozorowanymi i bieganiem w sprzęcie z lat 60.”

    Nie mogę za daleko ujawniać, ale wśród przedstawicieli następnego już pokolenia widzę inne podejście. Wojsko to niezła opcja karierowa dla Mitycznej Klasy Ludowej Z Niezbyt Dużej Miejscowości. Sam muszę przyznać, że catering mają przepyszny, można się skusić dla samych służbowych konserw (degustowało się).

  156. Mnie w czasach gdy jeszcze wojsko mi groziło kojarzyło się przede wszystkim z hardkorową „falą” i dlatego robiłem wszystko, żeby uniknąć poboru.

  157. @ausir
    Tego już nie ma. Zabrzmię jak agent werbunkowy, ale teraz to przyzwoite warunki, traktowanie lepsze niż w PPHU Transpoljanusz, deputat żywnościowy (smaczny!) no i szanse na wyjście z tego z jakimś papierem który naprawdę się w życiu przydaje, typu prawo jazdy C+E, a nie z jakimś idiotycznym doktoratem z nieistotnologii.

  158. @wo

    Ale ja nie chcę mieć prawa jazdy, za to doktorat z nieistotnologii chciałbym kiedyś w końcu jednak zrobić!

  159. @ausir
    No ale wiesz jak to się skończy. Mamy chyba wspólną znajomą osobę z Fejsbuka i z fandomu, która zrobiła dwa (!) doktoraty, zarabia minimalną i co jakiś czas daje upust frustracji (ale z ograniczoną widocznością). A z prawem jazdy C+E zarabiasz od razu dwucyfrową sumę w PLN albo ekwiwalent w euro i wybierasz czy chcesz według kodeksu polskiego czy niemieckiego (mają swoje zady i walety). Żadnej tam doktoranckiej śmieciówki.

  160. No wiem jak się kończy, sam nie zarabiam szałowo, ale wolę zajmować się rzeczami które mnie interesują za marne pieniądze niż jeździć jakimkolwiek samochodem (nigdy nie miałem prawa jazdy i nie zamierzam, sama perspektywa mnie przeraża) za świetne.

    Ale nie mam rodziny na utrzymaniu poza kotem, mogę sobie pozwolić na suboptymalne zarobkowo za to ciekawe pod innymi względami zajęcia.

  161. @carstein
    „Jeszcze sprawdź ile koni mamy i ile regimentów kawalerii z tego będzie. Bo wiesz, trochę się od tego czasu pozmieniało.”

    Otóż to. Dlatego fragmentaryczne „jeśli w 1850 populacja Rosji to było 25% populacji Europy (a i tak nie dali rady w Wojnie Krymskiej) to teraz już tylko 15%” kompletnie pomija całą resztę „trochę_się_od_tego_czasu_pozmieniania”. Siłą Europy w ewentualnej współczesnej wojnie z Rosją nie będzie wielkość populacji, przekładana na liczebność armii (czyli ilość młodych mężczyzn do zabicia / młodych mężczyzn zabijających), ale raczej technologiczna przewaga, taktyczna nowoczesność, sprawiające, że mniejsza ilościowo armia może więcej (co skutkuje np. większą ilością młodych mężczyzn, którzy ją przeżyją / nie zabiją nikogo osobiście, np. rozpruwając bagnetem). Jak widać po wojnie w Ukrainie, Rosja nadal, jak za dawnych XIX-wiecznych lat, mało dba i o przeżywalność swoich żołnierzy, i o kulturę zabijania, jaką prezentują.

    @pak4
    „skoro żaden ułan pod okienkiem nie będzie pożeraczem damskich serc…”

    Z tymi pannami sznurem to akurat różnie bywa. Bo jednak po europejsku nowoczesna armia inwestuje w atrakcyjne „po męsku” (rozumianemu współcześnie) cechy żołnierza: wykształcenie, języki i obycie w świecie, umiejętności typu prawo jazdy oznaczone różnymi literkami alfabetu, ogarnięcie informatyczno-komputerowe, przyzwoite pensje. Mój znajomy zawodowy żołnierz wywodzi się z niemal anegdotycznej dziury na Podlasiu, gdzie psy szczekają nie tymi częściami ciała co we Warszawie, no i Wojsko Polskie po 1990 roku to był dla niego ogromniasty awans społeczny, także w aspekcie ułan pod okienkiem i wymarzony zięć. Patologie – typu nadużycia alkoholu czy władzy bezpośredniej – nadal się w tymże Wojsku ciągną, ale to już nie ta skala, co w PRL-u. Zmiana Układu Warszawskiego na NATO to była zmiana deluks.

  162. @ergonauta
    Ale dlaczego akurat XIX wiek? Wszak powszechny pobór ówczesny był anomalią, którą Francja wprowadziła głównie dlatego, że republika rewolucyjna była w tragicznej sytuacji wojskowej. I to nie jest tak, że to była decyzja bezkosztowa, bo ci wszyscy młodzi ludzie nie robili jednocześnie w polu, co miało duże znaczenie dla bezpieczeństwa żywnościowego…

    Innymi słowy: warto uważać na obcinanie kontekstów, bo mogą być bardzo znaczące.

  163. Panie Wojtku, powiedzieć, że armia niemiecka w sierpniu 1939 była nieprzygotowana do wojny z Polską to powiedzieć coś bardzo dziwnego. Hitler właśnie dlatego nie bał się wojny, bo uważał, że jest na nią gotowy. Zajęcie czeskiej zbrojeniówki(Skoda) dało mu jakościową przewagę nad Polską, a nowy rodzaj wojsk – dywizje pancerne – brak długiej wojny. A nawet pod względem ilościowym miał przewagę 1:2 (1mln 800tys:950 tys.)
    Co do innych wojen nie będę się wypowiadał, ale gdyby Putin rozumował kategoriami ideologicznymi, zająłby Ukrainę w 2014 r. jak zresztą chcieli tego Leontiew, Dugin, Tretjakow, Małofiefew etcon…; co notabene byłoby bardzo tanie, zważywszy, że w Charkowie był wtedy wiec antymajdanu z 120 tys. osób. A ile km jest stamtąd do Biełgorodu to każdy wie.
    Po co czekać, aż państwo, którego terenem jesteś zainteresowany, zbuduje od zera własną armię i to realną, a nie „na defiladę”, jak teraz jej nie ma? Putina za idiotę jednak nie uważam.

  164. @SJ

    „Panie Wojtku, powiedzieć, że armia niemiecka w sierpniu 1939 była nieprzygotowana do wojny z Polską to powiedzieć coś bardzo dziwnego. Hitler właśnie dlatego nie bał się wojny, bo uważał, że jest na nią gotowy.”

    Hitler może i tak uważał, ale jego generałowie uważali co innego. Nie do nich należała jednak decyzja.

    Ogólna liczebność liczebnością, ale nawet z czechosłowackim zapleczem jednostki najeżdżające Polskę nie były prawidłowo obsadzone i wyposażone.

  165. @SJ

    „Panie Wojtku, powiedzieć, że armia niemiecka w sierpniu 1939 była nieprzygotowana do wojny z Polską to powiedzieć coś bardzo dziwnego. Hitler właśnie dlatego nie bał się wojny, bo uważał, że jest na nią gotowy.”

    Do komentarza „karmazynowej klamerki” dodałbym jeszcze, że przecież Polska miała sojuszników, których ewentualny udział w wojnie wcale nie był pomijalny. Oczywiście inną sprawą jest stopień gotowości tychże, ale F i GB się zbroiły, rozpędzały przemysł zbrojeniowy i to dość intensywnie. Do tego Francja już w 1938 zaczęła zamawiać myśliwce w USA. To raczej było tak, że w 1939 Niemcy były najmniej nieprzygotowane spośród wszystkich zainteresowanych, więc podjęto decyzję o ataku, bo potencjał militarny GB i F rósł albo miał rosnąć.

  166. @sj
    „Panie Wojtku, powiedzieć, że armia niemiecka w sierpniu 1939 była nieprzygotowana do wojny z Polską to powiedzieć coś bardzo dziwnego”

    Dlatego właśnie ludzie czytają książki historyczne – potrafią być bardziej zaskakujące od kryminałów. Polecam panu kiedyś spróbować. Armia niemiecka w sierpniu 1939 była nieprzygotowana do wielu aspektów wojny z Polską, na przykład ani sprzętowo ani szkoleniowo nie była gotowa na zdobywanie miast. To dlatego Warszawa broniła się tak długo. Inna sprawa, że oczywiście Polska była nieprzygotowana jeszcze bardziej (a poza tym miała dużo pecha np. co do pogody).

    Jak pan trochę poczyta o kampanii wrześniowej dowie się, że starły się ze sobą dwie źle przygotowane armie. Wygrał ten kto był mniej beznadziejnie nieprzygotowany i miał więcej szczęścia.

  167. @ergonauta
    > Z tymi pannami sznurem to akurat różnie bywa.
    Oczywiście, że bywa różnie, ale chodzi mi o zanik pewnego romantycznego mitu. Może zbyt niedawno oglądałem Cosi fan tutte, gdzie pójście młodych w kamasze było zupełnie normalnym zagraniem, bo co może robić młody chłopak, gdy chce z oddali sprawdzić wierność ukochanej. W każdym razie służba wojskowa nie jest czymś naturalnie romantycznym, co mogłoby stanowić taki kulturowy czynnik atrakcyjności. Trochę podobnie jak zanik zabaw w żołnierzy w parkach i na podwórkach (jak widziałem 3 lata temu chłopaka biegającego z atrapą karabinu w parku, to się baardzo zdziwiłem).

    > i Wojsko Polskie po 1990 roku to był dla niego ogromniasty awans społeczny
    Słyszałem o tego typu historiach w odniesieniu do ludzi z prowincji z czasów PRL. Że umiejętności, często zawód, znajomości. (Zresztą, w sumie to i jak się zna relację poborowych z czasów zaborów, to jest to samo.)

    Nie mam poczucia, że wojsko jest bardzo złym miejscem pracy. Mam krewniaka, który próbował w wojsku zostać na dłużej, ale że się nie lubił uczyć (=brak matury), to wojsko mu podziękowało. W każdym razie sobie to wojsko cenił; a wojsko nawet od starszego szeregowca, czy coś koło tego, oczekiwało matury… Tylko, że przyzwoita praca to odpowiedź trochę obok tego, co zauważyłem na marginesie — zaniku romantycznego obrazu żołnierza.

    Swoją drogą, gdy byłem młodym naukowcem, trafiłem na wymianę do Francji. I tam bardzo popularne były wśród naukowców odmowy realizacji zleceń dla służb mundurowych. Coś, czego nie widziałem w Polsce; a co pod „woke” mogłoby podpadać. Trudno mi jednak mówić o skali zjawiska.

  168. @stmi
    > Rosja od początku wojny przepala kasę o
    > wiele szybciej niż jest w stanie ją zarabiać.

    Rosja jest emitentem rubla. Ruble im się nie skończą. Za wszystko co można kupić za ruble, mogą płacić bez końca. Przeszli na gospodarkę wojenną, wewnątrz której wszystko się krótkookresowo bilansuje. Nie ma bezrobocia, więc nie ma niepokojów społecznych. Tak mogą funkcjonować jeszcze przez dekadę. Nie mają jednak dobrej drogi wyjścia z gospodarki wojennej. To będzie oznaczać bardzo szybki kolaps gospodarczy i eskalację fermentu nastrojów społecznych. Myślę, że o to właśnie toczą negocjację. Kto i ile zapłaci (z zewnątrz) za to aby mogli zakończyć gospodarkę wojenną i przejść w tryb normalny.

  169. @pak4
    Trochę podobnie jak zanik zabaw w żołnierzy w parkach i na podwórkach (jak widziałem 3 lata temu chłopaka biegającego z atrapą karabinu w parku, to się baardzo zdziwiłem).

    Bo w te wojny to się teraz tłucze na kompie/konsoli a aktywność fizyczna męczy. 😉 Moje dziecko czasem z sąsiadem biega strzelając do siebie z nerfów, czyli piankowych strzałek, ale jak w wakacje była większa grupa dzieci to zabawa się szybko skończyła kiedy z jednej strony nastapila dysproporcja siły i zapachniało „prawdziwą” przemocą a nie sportem z ustalonymi zasadami. No i w sumie to był bardziej jakiś fps na żywo a nie zabawa w armię, żadne z dzieci nie użyło nawet okołowojskowej terminologii. Może kwestia mojego mmc bąbelka, ale nie kojarzę też żeby ktokolwiej ze znajomych młodych ludzi miał jakieś militarne zajawki, nawet modeli czołgów i myśliwców nie kleją jak moje roczniki.

  170. Dziwnym nie jest, jak byliśmy dziećmi to 90% filmów w telewizji bylo o WW2, ze szczególnym uwzględnieniem czterech pancernych. Dzieci się bawią w to co im aktualnie popkultura podaje. Obecnie (choć moja anecdata ma już sporo lat) w superbohaterów.

  171. @pak4
    „zanik zabaw w żołnierzy w parkach i na podwórkach”

    Moi się trochę bawili, aż niestety złapali zajawkę na futbol (wolałbym zabawę w to pierwsze). Niemniej muzea wojskowości, schrony, fortyfikacje jak najbardziej na propsie, zwłaszcza takie bardziej przygodowe (typu rozwalone schrony schrony MRU).

    Z moich ludowych (z uwagi na miejsce zamieszkania) obserwacji to wśród dzieciarni właśnie piłeczka trzyma się zaskakująco mocno. Sporo w tym chyba presji patokapitalizmu – bombardowanie medialne prywatnymi klubami, bo co ciekawe nie widzę takiego podniecania się reprezentacjami narodowymi (i wśród moich synów, i ich kolegów).

  172. @Tomasz
    Z moich ludowych (z uwagi na miejsce zamieszkania) obserwacji to wśród dzieciarni właśnie piłeczka trzyma się zaskakująco mocno. 

    O to to! Mam w rodzinie dziesięciolatka który już pnie się po szczeblach kariery i z KS Wioskowianka w którym grał w zeszlym roku dostał się do Cracovii. Pierwsze co zaliczyli rodzice to zakup oficjalnego stroju za pełną cenę (nie to że zniżki dla klubowiczów czy klub zapewniający ciuchy zawodnikom), drugie to kolesie rozdający kibolskie wlepki dzieciakom na jakimś familijnym turnieju. Na moim osiedlu obserwuję też nastolatków regularnie samotnie ćwiczących na boisku z torami do dryblingu i innymi akcesoriami, a ostatnio wraz z rosnącym wiekiem tych piłkarzy oglądam graficiarską świętą wojnę w okolicy, gdzie po nocy białe gwiazdy zmieniają się w biało-czerwone pasy i vice versja. Gdzieś te młode hormony muszą się kanalizować, chyba lepiej w sport, o ile tylko kibolstwo pozostanie na poziomie folkloru.

  173. @tl
    „Sporo w tym chyba presji patokapitalizmu – bombardowanie medialne prywatnymi klubami”

    W czym znów widzę ten sam paradoks co z manosferą – System (TM) podsuwa młodym ludziom samobójcze wzorce, ukrywając przed nimi sensowne porady. W znanym mi przypadku nie chodzi tak dosłownie o prawo jazdy C+E, ale o uprawnienia do innego zawodu – takiego, że zaczynając karierę od zera sam bym go wolał uprawiać, na pewno wygląda to fajniej niż kariera autora worstsellerów, drugorzędnego felietonisty czy nawet nauczyciela. Plus – w wojsku młody człowiek jest też szkolony, żeby (metaforikli spiking) „myć dupę”, tzn. ogólnie dbać o siebie. Więc dla rozsądnej panny to powinna być atrakcyjniejsza opcja od kogoś kto marzy o karierze Lewandowskiego (a będzie półinwalidą z rozwalonymi stawami).

  174. @wo
    „Transpoljanusz, deputat żywnościowy (smaczny!) no i szanse na wyjście z tego z jakimś papierem który naprawdę się w życiu przydaje, typu prawo jazdy C+E, a nie z jakimś idiotycznym doktoratem z nieistotnologii.”

    Przecież tak było i 30+ lat temu – Warszawka robiła wszystko żeby się wymigać (w moich czasach nie było już specjalnie trudne), a klasa ludowa szła służyć i wychodziła zadowolona z prawkiem. Znam jeszcze starszych ludzi, dla których niewzięcie do służby z powodu stanu zdrowia było życiowym dramatem.

  175. @gfw
    „Przecież tak było i 30+ lat temu – Warszawka robiła wszystko żeby się wymigać ”

    Dużo się zmieniło poczynając od tego, że dziś Warszawka po poczęstowaniu cateringiem z wojskowej konserwy mówi „o kurna, znakomite” (i to szczerze). Kiedyś to jednak była droga przez mękę do tego mitycznego „prawa jazdy”, teraz właściwie to przyjemne z pożytecznym.

  176. @ausir
    „Ale nie mam rodziny na utrzymaniu poza kotem” (oraz kwestia prawa jazdy)
    Ja też przez długi czas uważałem, że bez prawa jazdy i samochodu się obejdę. Mieszkając w Warszawie, z jej naprawdę niezłym systemem transportu publicznego i dostępnością taksówek, a w Polskę mogąc pojechać pociągiem.
    Aż rodzice i koty zaczęli mi chorować, a uber wpłynął negatywnie na jakość taksówek. Zrobiłem prawo jazdy niedawno (sporo po czterdziestce) i jakoś zaraz potem okazało się cholernie przydatne. Szczególnie gdy kota trzeba zawieźć na drugi koniec miasta, bo lokalna lecznica zrobi różne rzeczy, ale nie pewne zabiegi na cito, a czas się liczy.
    Teraz jestem w takiej sytuacji, że w lecznicy leżącej kilkanaście minut jazdy od domu byłem tylko w sierpniu trzy razy, a będę jeszcze dwa kolejne. Gdybym to miał robić komunikacją miejską albo taksówkami, to chyba bym się pochlastał.

    Oczywiście do tego nie trzeba mieć prawa jazdy C+E, wystarczy B. Ale jest z nim tak, że póki go nie trzeba, to jest fajnie, a jak potrzeba, to się nagle mocno przydaje.
    I też nie lubię jeździć, inni kierowcy mnie irytują swoją pogardą dla przepisów i bezpieczeństwa, wyjechanie na ulice to stres. Ale uznałem, że pewne rzeczy są ważniejsze.

  177. @Artur Król
    „Ale dlaczego akurat XIX wiek?”

    Tylko dlatego, że to odpowiedź do @Obywatel i jego „jeśli w 1850 populacja Rosji to było 25% populacji Europy (a i tak nie dali rady w Wojnie Krymskiej)”.”
    Bo całkowicie się zgadzam z twoim: „warto uważać na obcinanie kontekstów, bo mogą być bardzo znaczące.” Wielu speców od liczb i statystyk to mimowolni spece od obcinania kontekstów.

    @pak4
    „zanik zabaw w żołnierzy w parkach i na podwórkach”

    To nie takie proste. My z kolegami w latach 70-tych i pierwszej połówce 80-tych biegaliśmy jako żołnierze w parkach i zaułkach z całodniowym zapałem i w dzikiej euforii, w dodatku odtwarzając sceny z „Czterech pancernych” albo innych wojennych filmów propagandowych. A jednocześnie odraza do służby w ówczesnym Ludowym Wojsku Polskim była powszechna. Bo: stan wojenny, coś tam wpadło w ucho o Poznaniu 1956 czy Czechosłowacji 1968, braterstwo z Armią Radziecką, opowieści starszych kolegów i braci o „fali” czy sadystycznych trepach, w 1981 zawiązał się zespół Dezerter, na razie znany głównie z nazwy (był wisienką na górze lodowej anarcho-punku, której wielki spód miało się dopiero poznać). Efekt był taki, że ci sami chłopcy, którzy w 1980 biegali do utraty sił z karabinem po krzakach jako nieletni Jankowie Kosowie, w 1985 wymigiwali się ze służby też z całych sił: prosząc o służbę zastępczą (można było odmówić „z powodów religijnych”, więc bywało, że antykościelni anarchiści w try miga się cynicznie nawracali), przekonująco symulując chorobę psychiczną (jak mój kolega Artur, któremu młodzieńczy pobyt w psychiatryku, by zwiać przed wojem, poniekąd ustawił resztę życia, bo z grona znajomych dziewcząt raptem na obskurnym oddziale odwiedzała go tylko jedna – i to właśnie Jola została jego partnerką całożyciową, a przynajmniej w okresie życia 1988-2025), a czasem idąc do więzienia, szlachetnym śladem „odmówcy” Maleńczuka, dezertera Stasiuka oraz polskich świadków Jehowy. Miałem w liceum koleżankę Anię, której parę lat starszy chłopak, mocno zaangażowany świadek J., po prostu siedział; widziałem listy, jakie do siebie pisali – przejmująca sprawa.

    Wbrew jednemu z obowiązujących wtedy Przykazań Społecznych: „coś ty taka dupa, nie facet, chyba w wojsku nie byłeś”, można było mieć przytomnego ojca czy wujka, którzy choć sami po służbie w LWP (mój tata miał akurat dobre osobiste wspomnienia, w pozytywnym sensie „męskie”: było twardo, przygodowo, trochę szwejkowsko), to chronili chłopaka przed tymi (cytat) „dwoma latami wyrwanymi z życia”. Ja na komisji byłem w bodaj 1988, więc w momencie, kiedy było już łatwiej się wyłgiwać, ale zdaje się, że dyskretnie zadziałał mój wujek chrzestny (Janusz – świętej pamięci rodzinny patron od spraw beznadziejnych), więc kiedy dwa lata później dzika natura wzięła górę i wypadłem z kolein edukacji, to Wojsko Polskie mnie nie usidliło – może dlatego, że już nie Ludowe, może dlatego że wuj Janusz (jego macki gdzieś tam sięgały, z kimś tam pił, nie wiem, niedocieczony to wątek), a może głupi ma szczęście. Tak czy owak, przez okrągły rok ja i koledzy mogliśmy biegać z pepeszą zrobioną z deski i puszki na mięso, chwytać przyczółek pod Warką, wyrywać parabelkę Brunnerowi w Kołobrzegu, ale nawet jednego dnia byśmy nie oddali wojsku polskiemu zbratanemu z tą drugą armią. A jeszcze orzełek bez korony na czapce? Brrr…

  178. Ciekawe jak faktycznie wygląda szkolenie w WP z rzeczy fajniejszych niż prawo jazdy.

    W każdej firmie, w której pracowałem „szkolenia” dzieliły się na: A) „to jest Mariusz, patrz sobie przez jakiś czas, co robi Mariusz, może też coś ci opowie, jak będzie chciał” (Mariusza nikt nigdy nie przygotował do tego zadania), B) komercyjne szkolenia w najlepszym razie raz na rok, aby zrealizować budżet. Na to, które faktycznie chcesz, akurat nie ma budżetu, ew. wymaga dłuższych procedur, bo stawki są w dolarach. Przypadki wyjścia ponad ten schemat były nieliczne.

    Mam nadzieję, że faktycznie wygląda to lepiej, niż w tych prywatnych przedsięwzięciach.

  179. @ergonauta
    Jakoś tak z dekadę później wojsko to nadal było miejsce w którym się sporo piło (mój tata był cywilnym pracownikiem, mam różne opowieści) ale i dawało załatwić. I też miał opinię, że to dla mnie będzie wyrwa w życiorysie, więc żebym lepiej szedł na studia. Więc bieganie z kijkami albo plastikowanymi zabawkami i strzelanie do Niemców czy bawienie się żołnierzykami w piasku nie przełożyło się zupełnie na powołanie do prawdziwego wojska. Człowiek dorastał i nagle pojawiał się strach przed nieznanym (wzmacniany opowieściami o fali).
    Mnie wojsko ominęło, ale niezły kumpel z liceum który szkołę sobie odpuścił i nawet matury nie zrobił, dostał powołanie. I nie było tak źle, parę miesięcy spędził w Poznaniu, ale potem przenieśli go do Warszawy, a że ogarniał komputery to dostał jakąś funkcję i pozwolili mu nawet domowy sprzęt zabrać do jednostki.

    @kjeld
    „Ciekawe jak faktycznie wygląda szkolenie w WP z rzeczy fajniejszych niż prawo jazdy.”
    Mam tylko incydentalną styczność z wojskiem współczesnym, ale parę lat temu znałem oficera WP (potem nam się drogi rozeszły przez poglądy i niechęć podtrzymywania dalszej znajomości), którego wojsko wysłało do USA na ładnych parę miesięcy na szkolenia. Ale to był taki mocno zaangażowany żołnierz zawodowy, jeden z tych którzy pojechali do Afganistanu.
    Natomiast warto przypomnieć, że wojsko ma własną uczelnię (WAT w Warszawie) więc jak najbardziej daje możliwość porządnej wyższej edukacji np. z cybernetyki.

  180. @pk
    „Jakoś tak z dekadę później wojsko to nadal było miejsce w którym się sporo piło”

    Wychodzę tu coraz bardziej na agenta werbunkowego, ale przecież to zdanie będzie prawdziwe dla dowolnego $BRANŻA – sporo się piło w: mediach, teatrze, akademykach (no rejczel!), policji, polityce, administracji, palestrze, służbie zdrowia…

  181. Mam znajomego młodego wojskowego, który bardzo sobie ceni służbę. Doszkolili go z angielskiego, robił też jakieś inne kursy, finansowo też nie narzekał. Jedyny minus to przenoszenie po jednostkach, więc musiał na jakiś czas zostawić żonę i dziecko w Krakowie, ale ostatnio jak pamiętam udało mu się wrócić na dłużej. Wygląda na to że jest to też jeden z czynników zniechęcających młodych ludzi do wojska, jak wynika też z tego badania: link to forsal.pl

  182. @ergonauta
    „w 1981 zawiązał się zespół Dezerter, na razie znany głównie z nazwy (był wisienką na górze lodowej anarcho-punku”

    A niedługo później przecież zupełnie (ale to wcale, a wcale) nieironiczne Dzieci Kapitana Klossa.

  183. @ergonauta
    ” w 1981 zawiązał się zespół Dezerter, na razie znany głównie z nazwy”

    Przecież wtedy znany z innej nazwy (SS-20).

  184. @wo
    „Wychodzę tu coraz bardziej na agenta werbunkowego, ale przecież to zdanie będzie prawdziwe dla dowolnego $BRANŻA”
    Jasne, ale w kontekście odpowiedzi ergonauty, który pisał o latach 80-tych, ja stwierdziłem, że wojsko dekadę później było wciąż dość podobne. O ile mi wiadomo, to się zmieniło i obecnie jest incyndentalne, nie powszechne i codzienne.
    Więc tak właściwie to ja wspieram twoją narrację – wojsko polskie w XXI wieku to inna organizacja niż za komuny czy niedługo po. O ile sam upadek komuny jeszcze aż tak dużo nie zmienił, to wejście do NATO i samo przygotowywanie się do tego, jak najbardziej.

  185. @pk
    „latach 80-tych, ja stwierdziłem, że wojsko dekadę później było wciąż dość podobne.”

    Dekadę później, czyli w 90-tych? Ty wiesz jak się wtedy chlało w mediach? (ja akurat wiem, jako stażysta byłem literalnie wysyłany po piwo przez redaktora na dyżurze)

  186. @Piotr Kapis

    We Wrocławiu na awaryjne sytuacje weterynaryjne Uber mi wystarczy w zupełności.

  187. @wo
    „Dekadę później, czyli w 90-tych? Ty wiesz jak się wtedy chlało w mediach? (ja akurat wiem, jako stażysta byłem literalnie wysyłany po piwo przez redaktora na dyżurze)”

    Ach, piwo. W drugiej połowie najntisów pracowałem w firmie rąbiącej m.in. wichajstry dla armii. Każda wizyta na poligonie, każdy afterek po nasiadówce z wojskowymi to było bardzo ciężkie, alkoholowe przejście. Szczególnie dla kierownictwa. Nieporównywalne z kontaktami w żadnej innej branży (fabryki, infrastruktura, generalnie: pola zastosowań automatyki), gdzie maks to było jakieś winko do obiadu, o uchlewaniu się mowy nie było.

  188. @Piotr Kapis

    „Teraz jestem w takiej sytuacji, że w lecznicy leżącej kilkanaście minut jazdy od domu byłem tylko w sierpniu trzy razy, a będę jeszcze dwa kolejne. Gdybym to miał robić komunikacją miejską albo taksówkami, to chyba bym się pochlastał.”

    Sorry za drugą odpowiedź, ale w sumie niezbyt rozumiem, wątpię, aby pojechanie własnym samochodem szczególnie zwiększyłoby mi szybkość dotarcia tam w porównaniu z uberem, zwłaszcza zważywszy na kwestie związane z parkowaniem, czy to szukaniem miejsca parkingowego pod blokiem (zaczynając od „gdzie ja właściwie wczoraj zdołałem zaparkować?”) czy pod lecznicą, a na pewno sprawiłoby, że tym bardziej bałbym się kierować samochodem w momencie, kiedy jestem cholernie zestresowany zdrowiem kota. Ja prędzej pochlastałbym się gdybym musiał siadać za kółko w takich sytuacjach.

  189. Z moich wspomnień w latach 90-tych migał się kto mógł, nawet głęboka prowincja. Jak sąsiad wyszedł do cywila to było jak w tym dowcipie o Prosiaczku, co wrócił z wojska Zmiana przyszła jak Balcerowicz przechłodził gospodarkę, bo często była to jedyna opcja, żeby coś zarobić.

  190. @izbkp
    „Rosja jest emitentem rubla. Ruble im się nie skończą. Za wszystko co można kupić za ruble, mogą płacić bez końca. Przeszli na gospodarkę wojenną, wewnątrz której wszystko się krótkookresowo bilansuje. Nie ma bezrobocia, więc nie ma niepokojów społecznych. Tak mogą funkcjonować jeszcze przez dekadę.”

    Może przyhamujmy z tym MMT, bo akurat Rosja jest niezłym argumentem za tym, że to jednak nie działa w ten sposób. Wspominana przeze mnie prune60 wrzuca też raporty ze sprzedaży rosyjskich obligacji skarbowych i Rosja ma problem, żeby sprzedać więcej długu niż wynoszą odsetki od już istniejącego. Więc generalnie nie są w stanie zebrać tyle pieniędzy, żeby podreperować budżet.

    Odnośnie bezrobocia: tu masz świeży [url=https://www.vedomosti.ru/economics/articles/2025/08/19/1132538-biznes-i-profsoyuzi-zayavili-o-roste-skritoi-bezrabotitsi]artykuł[/url] z rosyjskiej prasy, w którym lokalny biznes i związki narzekają na ukryte bezrobocie. Firmy zamiast zwalniać przerzucają pracowników na część etatu, skracają tydzień roboczy do 4 dni albo wysyłają ludzi na bezpłatne urlopy.

    Rosja może wyemitować tylko tyle rubli, ile gospodarka jest w stanie wchłonąć. Reszta leci w inflację. I rosyjska gospodarka ewidentnie łapie srogą zadyszkę, bo wszystkie dane makro, które nie są ukryte, lecą w dół, niektóre ostro. A co dopiero musi się dziać w tych utajonych?

  191. Ausir

    „We Wrocławiu na awaryjne sytuacje weterynaryjne Uber mi wystarczy w zupełności.

    Kot mojego syna podczas transportu, ze stresu, sra w kontenerze. Do weta mają blisko, z buta, przeprowadzki na czas urlopu do nas musimy załatwiać naszym autem.

    Piotr Kapis
    „Aż rodzice i koty zaczęli mi chorować, a uber wpłynął negatywnie na jakość taksówek. Zrobiłem prawo jazdy niedawno (sporo po czterdziestce) i jakoś zaraz potem okazało się cholernie przydatne. ”

    Chcieliśmy lata temu ponad 25 ogarniać wszystko rowerkami lub komunikacją miejską, pierwsza wizyta z bliźniakami u neuorologa na drugim końcu miast itp. przypadki sprawiły, że kupiliśmy samochód. Wtedy zrobiłem prawko po trzydziestce.

  192. @rpyzel

    „Aż rodzice”
    „pierwsza wizyta z bliźniakami u neuorologa na drugim końcu miast itp. przypadki”

    Dlatego z góry zaznaczyłem, że nie mam rodziny na utrzymaniu, ani nikogo z rodziny, kto w ogóle mieszkałby w tym samym mieście.

  193. @kubawu
    „Każda wizyta na poligonie, każdy afterek po nasiadówce z wojskowymi to było bardzo ciężkie, alkoholowe przejście.”

    Ale tu nie chodzi o afterek, on mnie wysyłał na dyżurze! Wtedy mu bardzo zazdrościłem, że jest taki nie do ruszenia, że może pić w pracy. Teraz bardziej widzę tragizm sytuacji. To się oczywiście skończyło smutno, no bo jak się miało skończyć.

  194. @WO
    „Przecież wtedy znany z innej nazwy (SS-20).”

    Nazwa Dezerter weszła jakoś tak od lipca czy sierpnia 1982, tuż przed albo tuż po tamtym Jarocinie, ja jeszcze byłem za młody na wyjazd na Ogólnopolski Przegląd Muzyki Młodej Generacji, ale starsi o dwa-trzy lata koledzy, cioteczny brat, wrócili na Mazowsze z wieścią o Dezerterze już. Nie pamiętam, czy znałem numer „Ku przyszłości” (ten z refrenem „Towarzyszu miły!”), ale na pewno wstrząsnęło mną jako siódmoklasistą nagranie „Spytaj milicjanta”, a zapytanie: „Kto prowadzi mnie do szczęścia i zaszczytnych obowiązków?” to był gwóźdź do trumny ewentualnej chęci na zaszczytny obowiązek służby w ludowym wojsku. Że Dezerter zaczynał jako SS-20 i ponad rok tak działał, dowiedziałem się grubo później, już jako samodzielny słuchacz w trzeciej klasie liceum, no ale to było prowincjonalne Mazowsze, duże opóźnienia kulturowe.

  195. @ausir
    „Sorry za drugą odpowiedź, ale w sumie niezbyt rozumiem, wątpię, aby pojechanie własnym samochodem szczególnie zwiększyłoby mi szybkość dotarcia tam w porównaniu z uberem, zwłaszcza zważywszy na kwestie związane z parkowaniem”
    Być może w twojej konkretnej sytuacji, np. przy solidnym braku miejsc parkingowych, jest to jakiś dodatkowy czynnik. Ale zapewniam, jako osoba która brała taksówki żeby wozić koty – własny samochód znacząco zwiększa zarówno szybkość jak i wygodę.
    Po pierwsze – nawet te parę lat temu, gdy Uber był jeszcze Uberem a prawo nie zrównywało go z taksówkami, regularnie miałem sytuację w rodzaju „przyjęliśmy zamówienie, kierowca podjedzie za 10 minut”. Teraz ogarnij to sobie dwa razy, bo przecież nie będzie na ciebie czekał pod kliniką aż wyjdziesz, tylko wracając musisz zamówić kolejną.
    Po drugie – nie każdy kierowca chce przewozić zwierzęta. Trafiałem na kierowców którzy np. zgadzali się przewieźć, ale tylko jeśli się transporterek wsadziło do bagażnika. Czyli nie dość że zestresowany wyjazdem kot, to jeszcze zamykany w miejscu bez światła, a jakiekolwiek silniejsze hamowanie sprawi, że cały transporterek poleci do przodu (i może się przewrócić).
    Po trzecie – Ty myślisz o sytuacji „zauważyłem coś u kota, muszę podjechać na wizytę” a ja przeżywałem takie jak: „proszę przywieźć kota na kroplówkę, odebrać po paru godzinach. I tak przez kolejne kilka dni, codziennie.” Miałem dzień kiedy pojechałem z kotem na drugi koniec miasta, zrobiłem mu badanie, prosto stamtąd jechałem do swojej lecznicy – już spóźniony – żeby go zostawić na zabieg, wrócić do domu, przyjechać po paru godzinach i odebrać. Taksówki dodałyby sporo stresu, oczekiwania i wydatków.

    Jasne, można tego nigdy nie doświadczyć. Może twój kot przeżyje całkiem spokojnie swoje dni (szczerze życzę). Możliwe też, że twój strach i niepokój związany z prowadzeniem jest tak mocny, że rzeczywiście byłbyś zagrożeniem dla siebie i innych i musisz sobie radzić inaczej. Ale jako osoba która przez to wszystko przechodziła i radziła sobie właśnie tak jak ty, mówię tyle – jeśli się pewne rzeczy posypią, to własny samochód okazuje się znacząco upraszczać dbanie o zdrowie kota (nie wspominając o ludziach).
    Więc o ile dla ciebie to może nie jest rozwiązanie – zawsze znajdą się outlierzy – to mój punkt będący jest taki, że na nieposiadanie samochodu można sobie pozwolić tym bardziej, im badziej człowiek nie musi dbać o innych i nie przejmuje się pewnymi niewygodami.
    Trochę jak z prywatną ochroną zdrowia – świetnie działa dopóki jesteś młody i zdrowy, ale gdy trzeba robić coś poważniejszego, to się sprawy komplikują.

    @WO
    „Dekadę później, czyli w 90-tych? Ty wiesz jak się wtedy chlało w mediach?”
    Trochę tak, bo zdarzyło mi się być współpracownikiem paru magazynów właśnie w tamtym czasie (aczkolwiek raczej w drugiej połowie najntisów niż pierwszej).
    Tylko czy to istotne? Pisaliśmy o wojsku i że współczesne wojsko to nie to samo co dawniej. O ile dla osób takich jak my zatem pójście do wojska potrafiło być przerażającą perspektywą, tak obecnie jest to jednak inny świat. I chyba się pod tym względem zgadzamy? Ot, ergonauta czy ja podaliśmy anegdotki pokazujące, jak to się zmieniało w czasie (i że zabawy kijkami robiącymi pif-paf na podwórku nie przekładała się na chęć zostania żołnierzem).
    Kluczowe wydaje mi się to, że wojsko się zmieniło. Zwłaszcza wejście do NATO usunęło część patologii i wymusiło profesjonalizację. To nie jest już ta sama organizacja, do której my nie chcieliśmy iść w ramach poboru, prawda?

  196. @ausir
    „zaczynając od „gdzie ja właściwie wczoraj zdołałem zaparkować?””

    Absolutnie nie namawiam, bo rozumiem że jak ktoś nie lubi, to nie polubi z powodu komcia na fejsie, więc podrzucam to tylko jako ciekawostkę, że od jakichś 10 lat apple maps automagicznie tworzy pinezkę „parked car” – po prostu sam się domyśla, że zmieniłeś sposób poruszania się. Nie musisz nic celowo włączać (domyślnie masz to włączone w ajfonie nawet teraz – i pokornie czeka na swoja chwilę).

  197. @Piotr Kapis

    „niezły kumpel z liceum który szkołę sobie odpuścił i nawet matury nie zrobił, dostał powołanie. I nie było tak źle, parę miesięcy spędził w Poznaniu, ale potem przenieśli go do Warszawy, a że ogarniał komputery to dostał jakąś funkcję i pozwolili mu nawet domowy sprzęt zabrać do jednostki.”

    Wiele zależało od szczęścia, a dekadę czy dwie wcześniej jeszcze więcej zależało od szczęścia. Mój ojciec w latach 60. trafił do łączności, a jako że trafił tam po zawaleniu studiów politechnicznych (wywalili go z polibudy w Krakowie nie za tępotę, tylko za imprezowanie: 24h na dobę, kosztem zajęć: 0h na dobę), to jego proto-inżynierski umysł dawał mu spore fory, nie dość, że szacun u innych z rocznika, to i podoficerowie go nie heblowali za mocno, bo korzystali z jego łba i smykałki. Przywiózł z wojska kilka przyjaźni, męża dla swojej siostry, podszlifowaną tężyznę fizyczną, bo mieli tam jakąś fajną siłkę (na tamte realia), sporo wiedzy technicznej, no i kompletny brak traumy. Z którą wracało wtedy do cywila wielu innych. Szczególnie pijaństwo wśród zawodowych trepów miało apokaliptyczną skalę, podobno jednak (sorry WO) przebijającą inne sektory zawodowe PRL-u (były jakieś badania, gdzieś publikowane, ale nie pamiętam, więc rzucam jako luźną plotkę).

  198. @Piotr Kapis

    „Po drugie – nie każdy kierowca chce przewozić zwierzęta.”

    W Uberze jest to (taksówka, która przewiezie zwierzę) obecnie osobna opcja, tylko parę złotych droższa, ale nie masz wtedy problemu, że przyjedzie i nie przewiezie.

    „proszę przywieźć kota na kroplówkę, odebrać po paru godzinach. I tak przez kolejne kilka dni, codziennie”

    Takie sytuacje też miałem i ogarniałem zbiorkomem. Mieszkam tuż przy przystanku tramwajowym skąd mam dobre połączenia z większością miasta.

    „wrócić do domu, przyjechać po paru godzinach i odebrać”

    No i tutaj użycie własnego samochodu zamiast taksówki oznaczałoby jeszcze paniczne szukanie miejsca, gdzie na moim blokowisku akurat się zaparkować.

    „Taksówki dodałyby sporo stresu, oczekiwania i wydatków.”

    W porównaniu z posiadaniem samochodu, w momencie kiedy to miałby być dla mnie jedyny istotny use case? No i w moim przypadku naprawdę zapewniam cię, że prowadzenie samochodu nie odjęłoby mi stresu, wręcz przeciwnie, zwłaszcza w już stresującej sytuacji.

    „Może twój kot przeżyje całkiem spokojnie swoje dni (szczerze życzę).”

    Właśnie dwa tygodnie temu pożegnałem mocno chorującą kotkę. Ale nie przez to, że woziłem ją do lecznicy uberem i zbiorkomem zamiast własnym samochodem.

  199. @wo

    „od jakichś 10 lat apple maps automagicznie tworzy pinezkę „parked car” – po prostu sam się domyśla, że zmieniłeś sposób poruszania się. ”

    Szkoda, że nie robi automagicznie pinezki „parked bike” bo miewałem takie chwile z rowerem, że nie byłem pewien, czy mi go ukradli czy przypiąłem w innym miejscu niż pamiętałem. (Okazywało się różnie, że i ukradli i że przypiąłem gdzie indziej).

  200. @ausir
    Na takie sytuacje oczywiście gorąco polecam AirTagi! Jak hejtuję technologie tak muszę przyznać, że to zrewolucjonizowało wszystkie sytuacje typu „gdzie te cholerne klucze”. Czy nie mogą częściej wprowadzać na rynek czegoś tak przydatnego, tylko muszą jakieś debilne opaski które informują czy się wyspałeś (jakbym sam nie wiedział)?

  201. @stres prowadzenia samochodu
    Dla mnie jazda z i do pracy to chyba najbardziej relaksująca część dnia. Jak mistrz tai-chi, płynnie wykonujący swe ruchy, staram się z gracją i łagodnie przyspieszać, hamować, skręcać; wyciszam umysł, medytuję, wczuwając się w siebie i maszynę, wsłuchując w miękkie mruczenie silnika, a na ewentualne niedoskonałości innych kierowców reaguję pobłażliwym uśmiechem. Nawet nie włączam radia, aby nie zakłócało spokoju.

  202. @ergonauta
    @Artur Król
    „Ale dlaczego akurat XIX wiek?”

    „Tylko dlatego, że to odpowiedź do @Obywatel i jego „jeśli w 1850 populacja Rosji to było 25% populacji Europy (a i tak nie dali rady w Wojnie Krymskiej)”.”
    Bo całkowicie się zgadzam z twoim: „warto uważać na obcinanie kontekstów, bo mogą być bardzo znaczące.” Wielu speców od liczb i statystyk to mimowolni spece od obcinania kontekstów.”

    Właśnie Pański cytat a propos armii rewolucyjnych – IMHO – jest wyrwanym z kontekstu historycznego. Trick z armią masową a la rewolucja francuska zadziałał tylko raz, właśnie w czasach rewolucji. To, że Rosja niby przeszła na ten model dużo później nie bardzo wiadomo co dowodzi. W 2022 też byli niby w modelu armii zawodowej „prawie jak USA” a skończyło się jak się skończyło. Teraz też przecież nie są w modelu armii masowej a la 1799 ani 1944.

    To co ja napisałem to sprowadza się do tego, że jak w połowie 19 wieku mieli 25% populacji Europy, z dużo łatwiejszą niż Francja (ad 1850-60 a nie 1799) nie mówiąc niż UK możliwością mobilizacji masy (przywołane przez Pana „woke” – różnica w „kulturze” była i w 1850 i jest w 2025) to i tak mieli mega problem na Krymie bo oni technicznie nie byli w stanie ich uzbroić i dowieźć na front.

    Może mało wiem i mało czytam ale poza tłumieniem powstań (i to tylko wtedy kiedy nikt powstańcom nie pomagał) to ja nie znam wojny gdzie Rosja samodzielnie (po 1850 do dziś), bez dużej pomocy logistycznej sojuszników (benzyna, jeepy, samoloty, fabryki, konserwy itd, nawet teraz jadą na irańsko-chńsko-koreańskiej kroplówce) dała radę w jakiejś wojnie o ile starła się z przeciwnikiem nawet małym ale o lepszej logistyce i/albo technologii.

    A jak dodamy do tego, że kwestia masy też idzie w dół (te 15%) i nawet w Ukrainie widać, że nie są w stanie wygenerować – a to jest niby ich na dziś jedyny atut (również w kontekście Pańskiego „woke”) – poziomu przewagi w sile żywej jak np w II WS (sama tylko operacja Dniepr-Karpaty – plus minus obecny front – to było ~2,4 mln ludzi w linii, teraz mają 4 razy mniej) to ich relatywna siła maleje. I to jest – IMHO – kontekst o jakim warto pamiętać.

  203. Z tym „woke” to przecież nie ma większego znaczenia, bo poważne kraje zwykle mają armie zawodowe, może nie porażająco liczne, ale przy przeciętnej armii z poboru wyglądające jak jakieś space marines. Poziom pacyfizmu w takim układzie nie ma większego znaczenia. Owszem, są wyjątki typu Izrael, ale ile ich.

  204. @Obywatel
    „Trick z armią masową a la rewolucja francuska zadziałał tylko raz, właśnie w czasach rewolucji. To, że Rosja niby przeszła na ten model dużo później nie bardzo wiadomo co dowodzi.”

    Nie chodzi o to, że Rosja przeszła dużo później, ale o to, że przeszła (całkiem niedługo później) i że na kolejne 200 lat została na tym modelu. A już wtedy – 200 lat wcześniej – ten trick z armią masową niekoniecznie zadziałał (chyba że według kogoś, ktoś jest Ignacym Rzeckim – wielbicielem Napoleona), no i był to trick bardzo „anti woke”.

    Tak to widział na bieżąco francuski pułkownik Noël: „Entuzjazmu nie ma. Ta wojna nie podoba się nam. (…) Trzeba bić za ambicję i pychę rodziny Bonapartych bez korzyści dla Francji. (…) Okaleczani, zarzynani albo skazywani na gnicie na pontonach angielskich. Wojna ta opłakana politycznie rzuca Hiszpanów i Portugalczyków w ramiona Anglii, wzbudza oburzenie cywilizowanego świata i wyczerpuje nas.”
    A tak komentował na gorąco francuski admirał Decrès: „Cesarz jest szalony, kompletnie szalony, wyśle nas wszystkich, żebyśmy skręcili kark, a wszystko się skończy przerażającą katastrofą.”

    W miejsce „rodzina Bonapartych” i „cesarz” wstaw „Putin”, zamiast „Francja” wstaw „Rosja”, zamiast „Hiszpanów i Portugalczyków” wstaw „Ukraińców” i masz cały trick powtórzony dwa stulecia później. Powiedziałbybym, że wojenna tragedia powtarza się jako wojenna farsa, ale ona się powtarza jako wojenna tragedia.

    @kmat
    „poważne kraje zwykle mają armie zawodowe”

    USA na wojnie w Wietnamie wystąpiło jako kraj nie tylko niepoważny, ale też bardzo nie „woke”. A to już nie było 200 lat temu. „Woke” ma znaczenie.

  205. @kubawu
    „Jak mistrz tai-chi, płynnie wykonujący swe ruchy”

    No może aż tak bym się nie porównywał, ale doskonale rozumiem uczucie które tu opisujesz. Ja też za kierownicą czuję się lepszą wersją siebie. Niestety, w końcu trzeba gdzieś dojechać, wysiąść i być znowu inspektorem Beznadziejnym (że nawiążę do klasycznego skeczu z Trójki).

    „Nawet nie włączam radia,”

    Ale gdzie w dzisiejszych czasach można se tak naprawdę głośno puścić muzykę, jak nie w samochodzie?

  206. Jeszcze apropos woja w PRLu. Mój niedawny atak nostalgii, nie słyszałem tego ponad 30 lat. link to youtube.com To były czasy, gdy pojawienie się Piersi i Big Cyca w normalnym obiegu oznaczało koniec cenzury. Się nie zapomina takich chwil. Mimo kompletnej przaśności i obciachowości obydwóch.

  207. A tak poza tym: moje pierwsze „doświadczenie” polityczne/społeczne – koniec lat 80tych, manifestacje ruchu Wolność i Pokój, głównie właśnie przeciwko służbie wojskowej. Mając te 16 czy 17 lat temat wydawał się być niesłychanie istotny 🙂 No a poza tym wszystkie punki z całego miasta tam były (a więc i skini też), można było zaliczyć przyjemny trening lekkoatletyczny (biegowo-rzutowy).

  208. @wo

    „doskonale rozumiem uczucie które tu opisujesz”

    Ja zupełnie nie rozumiem, ale szanuję, dla mnie osobiste kierowanie potencjalnie śmiercionośnym brzmi jak koszmarny stres (zwłaszcza z moim ADHD, nawet jeśli teraz leczonym); nawet jadąc rowerem mnie to stresuje, a co dopiero.

  209. @ausir

    Mów mi bracie. Na ulicy (a szczególnie na autostradzie) czuję się jak Szwarceneger w Running Manie. Wszyscy chcą mnie zabić. A na końcu nie ma gdzie zaparkować a jak jest to trzeba za każdym razem zdawać ponownie egzamin z manewrów w wersji hard/po 5 centymetrów z każdej strony. Ja stwierdziłem że pieprzę, już ponad 2 lata samochodu nie mam. Mnóstwo stresu z bani. Fakt że nie mam żadnych dzieci do wożenia a matka/teściowa póki co tego nie wymagają (albo wiedzą do czego służą taksówki i nawet chyba to wolą). Pozostaje rzeczywiście kwestia kociej lecznicy, póki co korzystam z taksówek. Próbowałem panka póki jeszcze był, ale panek nie rozwiązywał ani problemu morderców drogowych ani (co ważniejsze) tego że w promieniu 500m od lecznicy nie ma zwykle ani jednego miejsca parkingowego

  210. @SS-20 i Dezerter – zespół musiał zmienić nazwę z powodów politycznych (SS-20 to, oidp, natowski kod radzieckiej międzykontynentalnej rakiety balistycznej).

    @zanik „fali” w wojsku
    Co ciekawe, podobny proces miał miejsce mniej więcej dekadę tamu w armii rosyjskiej (nawiązując do tematu notki): tuż po zajęciu Krymu Putin sypnął pieniędzmi i wymusił zniesienie/zmniejszenie fali w wojsku, zapewne w celach rekrutacyjnych (wcześniej służby zasadniczej unikał tam kto tylko mógł, bo rosyjskie koszary groziły kalectwem względnie utratą wątroby), co pokazuje, że już wówczas prawdopodobnie planował pełnoskalowe wojny. Zadziałało – i rozpoczęła się militaryzacja kraju: nagle do wojska zaczęła masowo napływać młodzież z prowincji, skuszona sporymi – jak na głubinkę – pieniędzmi i (względnym, bo cały czas mówimy o Rosji) ucywilizowaniem służby, przechodząc docelowo na zawodowstwo. Dziś zapewne plują sobie z tego powodu w brodę w okopach, o ile nie leżą na cmentarzu. Jeszcze gdy czytałem reportaże Anny Politkowskiej o wojnach w Czeczenii to brud, smród i ubóstwo rosyjskiej armii aż wylewały się z kartek, po zaborze Krymu cateringiem dla armii zajął się niejaki Prigożyn.

  211. @mnf
    „SS-20 i Dezerter – zespół musiał zmienić nazwę z powodów politycznych”

    BREAKING: według najnowszych ustaleń, Bona Sforza nadal nie żyje!

  212. @ausir
    ” osobiste kierowanie potencjalnie śmiercionośnym”

    Eeeetam. Już prędzej Złośliwym Komciem doprowadzę kogoś do depresji. Nowoczesne samochody mają więcej oczu niż ja i hamują od byle czego.

  213. @wo

    No jednak na drogach mamy wciąż chyba więcej zgonów niż w sekcjach komentarzy. Tak czy siak, to nie na moje stany lękowe.

  214. @ausir
    „Tak czy siak, to nie na moje stany lękowe.”

    Na moje z kolei działa jak hippoterapia. Rano mam zwykle ataki paniki na zasadzie „spóźnię się! wszystko jak zwykle się skończy katastrofą!”, mają one aspekty wegetatywne (dosłownie się duszę, kaszlę jakbym nagrywał efekty dźwiękowe do audiobooka „Elegii o śmierci Ludwika Waryńskiego”, etc.) i to mi wszystko Przechodzi gdy zatrzaskuję za sobą drzwi, a mój Wielki Blaszany Przyjaciel wyświetla komunikat „HELLO, WO!”. I nagle wiem że Dam Radę stawić czoła wyzwaniom kolejnego dnia.

  215. @ergonauta
    „USA na wojnie w Wietnamie wystąpiło jako kraj nie tylko niepoważny, ale też bardzo nie „woke”. A to już nie było 200 lat temu. „Woke” ma znaczenie.”
    Owszem. Po czym, wojnę przegrali, a od poboru odeszli. Armia z poboru nie nadaje się zbytnio do innych wojen niż obronne. Masa ludzi obciąża logistykę, więc trudno się tym operuje z dala od baz, do tego wzbudza pytania, po jaką cholerę nasi chłopcy gniją gdzieś w okopach na drugim końcu świata. Wojsko zawodowe nie ma tych problemów, a przynajmniej nie w tej skali.

  216. Niedawno we Wrocławiu byli moi rodzice z moim siostrzeńcem, poszedłem z nimi do zoo i potem mieliśmy pojechać jeszcze gdzieś w innej części miasta, ale jadąc z nimi samochodem miałem mdłości i czułem się uwięziony, zwłaszcza na zakorkowanej ulicy, więc w pewnym momencie po prostu wysiadłem i przesiadłem się do tramwaju, do miejsca docelowego dotarłem jedynie parę minut później, a gdybym w ogóle wsiadł do tramwaju od razu zamiast iść z nimi na parking podziemny, czekać aż ojciec zapłaci za parking, szukać samochodu, wyjeżdżać z parkingu i tak dalej to byłbym tam zdecydowanie przed nimi.

  217. @ausir
    Na ataki lękowe nic nie poradzimy, są z definicji irracjonalne (z Kępińskiego czytanego w dzieciństwie pamiętam takie rozróżnienie). Mogę tylko wyjaśnić, że na mnie działa świadomość, że pięć gwiazdek w każdym teście (w tym: testach z potrącania pieszych). Natomiast w zbiorkomie nie czuję się tak Doskonale Bezpieczny, bo np. ciągle ktoś na mnie kaszle albo co gorsza mnie Dotyka.

  218. SS-20 to nie była taka zwykła rakieta. To był sposób CCCP na wygranie wojny w Europie, miniaturka zwykłego ICBM-a o zasięgu dokładnie takim by można było zbombić cokolwiek w Europie ale już tak by nie dolecieć do USA. Także mogliby zarzucić nukami cały zachód ale przed USA udawać że od nich nic nie chcą i przecież ich nawet nie mogą. Przynajmniej taki był pomysł. Oczywiście skończyło się tym że Ameryka postawiła dokładnie takie same rakiety w Niemczech a potem po którymś traktacie rozbrojeniowym komisyjnie niszczyli i jedne i drugie.

  219. „Na ataki lękowe nic nie poradzimy, są z definicji irracjonalne (z Kępińskiego czytanego w dzieciństwie pamiętam takie rozróżnienie). Mogę tylko wyjaśnić, że na mnie działa świadomość, że pięć gwiazdek w każdym teście (w tym: testach z potrącania pieszych). Natomiast w zbiorkomie nie czuję się tak Doskonale Bezpieczny, bo np. ciągle ktoś na mnie kaszle albo co gorsza mnie Dotyka.”

    Niech zgadnę: nie byłeś nigdy uczestnikiem żadnego poważniejszego wypadku komunikacyjnego, prawda?

  220. @embercadero
    „Niech zgadnę: nie byłeś nigdy uczestnikiem żadnego poważniejszego wypadku komunikacyjnego,”

    Robię co mogę by minimalizować prawdopodobieństwo zaistnienia takowego.

  221. Wiecie, jak się nie jest tą średnią klasą średnią, to niemanie auta oznacza konkretne oszczędności w budżecie. Oczywiście nie zawsze się da.

  222. @WO

    Ja w pełnym zbiorkomie też niezbyt i potrzebuję czasami z niego uciec bo za dużo ludzi na raz, więc staram się też unikać jeżdżenia w szczycie, ale tak czy siak wolę to niż samochód. No i moja anegdota pokazuje też, że z tym argumentem, że samochód potrzebny żeby gdzieś dotrzeć szybciej też bywa różnie, gdybym wybrał zbiorkom od razu byłbym szybszy.

  223. @kmat
    „Armia z poboru nie nadaje się zbytnio do innych wojen niż obronne.”

    Otóż to. A i tak zawsze pozostaje armią obciążoną arsenałem rozmaitych słabości, zabójczych i samobójczych. Stąd mój prostest przeciw przeliczaniu liczby ludności Europy / Rosji na ich potencjał militarny. To droga do masowych rzezi młodzieży a’la XIX wiek, a nie do sensownego (w miarę humanitarnego, w miarę nieapokaliptycznego) wygrania wojny w XXI wieku. Rosja pozostaje mentalnie w XIX w. i ten fakt zarówno przeraża, co powoduje myśl: Europo, bądź „woke” nawet na wojnie, tocz pociski, spawaj czołgi, majstruj drony, twórz elitarne jednostki żołnierzy – wyszkolonych, by precyzyjnie zabić i precyzyjnie przeżyć, a nie wysyłaj setek tysięcy przypadkowych chłopaków (pobór w Rosji: wiosna 2022 – 130 tys., wiosna 2023 – 140 tys., wiosna 2025 – 160 tys.), by ponieśli albo nieśli śmierć. Sorry za patos, niegodny tego bloga.

    @SS-20 >>> Dezerter

    Patrząc z perspektywy, to była dobra zmiana nazwy. Ta, co się ostała, jest bardziej uniwersalna, pierwsza była ostra tam i wtedy, druga jest wciąż aktualna i ma więcej odcieni (zdezerterować można z wielu formacji społecznych, porzucając rozmaite musztry i dyscypliny).

  224. @zen a kierowanie samochodem

    Ja mam z kolei tak, że przyjemność sprawia mi kierowanie jakąś relatywnie (lub nawet nie relatywnie) prymitywną maszyną, za to im nowocześniejsze, tym bardziej meh (nagorsze były jakieś nówki clio z traficara).

    Ciekawe jak mi pójdzie z tramwajem.

    A, no i jeśli chodzi o miasto to jestem team zbiorkom>samochód, obecnie jak muszę dojeżdżać te parę razy w tygodniu do pracy samochodem (bo sensowny zbiorkom tam nie dociera) to jest to tylko kopawdupens.

  225. @WO
    „mój Wielki Blaszany Przyjaciel wyświetla komunikat „HELLO, WO!”.”

    Jak jeszcze nie umiał wyświetlać, też był WBP, tylko się nie chwalił.
    Wątek poborowo-dezerterowski przypomniał mi o Andrzeju Stasiuku, który w pisarskiej młodości popełniał także wiersze (są w słynnej w antologii zrobionej przez Dunina-Wąsowicza, Klejnockiego i Vargę), no i w jednym z tych wierszy jest kapitalna fraza (lecę z pamięci):
    „samochód był stary i mądry, zakręty brał po omacku”.

  226. @embercadero
    „Niech zgadnę: nie byłeś nigdy uczestnikiem żadnego poważniejszego wypadku komunikacyjnego, prawda?”
    Mnie się zdarzyło być uczestnikiem wypadków komunikacyjnych jadąc zbiorkomem i np. obserwować jak z autobusu zabierają jakąś starszą panią z kołnierzem na szyi, po tym jak przywaliła twarzą o szybę. A to było tylko zajechanie drogi i związane z tym hamowanie. Ludzie zapominają, że zbiorkom nie ma nawet pasów bezpieczeństwa (poza tymi do przypinania wózków). [1]

    Przy czym ja generalnie preferuję zbiorkom a na kierowców jestem cięty gdy nie stosują się do przepisów. Jestem też cięty na odpowiedzialne podmioty które nie dbają o odpowiednie oznakowanie czy dopilnowanie bezpieczeństwa dróg.
    Ale posiadanie samochodu i prawa jazdy nie zmusza do jeżdżenia samochodem zawsze i wszędzie, można nadal wsiąść do zbiorkomu. Ludzie, nikt tego nie sprawdza! 😉
    Osobiście uznaję, że zbiorkom jest od codziennego, przewidywalnego poruszania się po mieście. Samochód na specjalne sytuacje, kiedy jest to zauważalnie szybsze albo dużo wygodniejsze.

    [1] Jest też możliwe, że to ja jestem dziwny i przyciągam nietypowe przypadki. Zdarzało mi się też pchać autobus. Na szczęście nie trzeba było go odpalać na pych, po prostu utknął na świeżym śniegu i nie był w stanie samodzielnie podjechać pod górkę.

  227. @Piotr Kapis

    No ale przynajmniej w moim przypadku te specjalne sytuacje nie są na tyle częste, żeby robienie prawa jazdy i posiadanie samochodu było w jakimkolwiek stopniu opłacalne w porównaniu z korzystaniem w takich sytuacjach z taksówek. Na to, żeby robić kursy i kupić sobie samochód po to, żeby nim nie jeździć zdecydowanie po prostu mnie nie stać (zresztą podwątek samochodowy zaczął się częściowo od tego, że wolę słabo płatną pracę niż lepiej płatną, ale wymagającą prawa jazdy).

    Przez brak prawa jazdy i samochodu swoją drogą kiedyś odpadłem na którymś tam etapie rekrutacji dla tłumaczy dla amerykańskiego wojska w Polsce, okazało się, że chodzi o jakąś bazę wojskową na strasznym zadupiu na wschodzie Polski, gdzie prawo jazdy jest konieczne; jakoś bardzo nie żałuję.

  228. Delurkuję się co jakiś czas na ekskursjach, gdy Sprawa Tego Wymaga.

    Dla mnie dużym argumentem przeciwko samochodom jest ten finansowy – po prostu koszt wejścia w ten temat przeważyłby jakiekolwiek długofalowe zyski. Zarabiam mniej więcej w okolicach krajowej mediany (etat w budżetówce), w dodatku jestem uprzywilejowanym kolesiem z Mokotowa z mieszkaniem bez kredytu w tej dzielnicy 🙂 Wizja wydania 20, 30 czy 50 tysięcy złotych na coś, co będzie się jako tako toczyć, co może kiedyś i się zwróci (anecdatyczne podróże z kotem do lecznicy czy urlopy gdzieś w interiorze) jest na tyle zniechęcająca, że zamyka dyskusję o ewentualnych zyskach. Wiem, ze ograniczam swoje możliwości (z szybkiej wycieczki do pobliskiego centrum rzeźby w Orońsku bez auta do dyspozycji zrobiłaby się jakaś karkołomna eskapada)

    Chyba nie zależy mi też na zdaniu mojej rodziny z bardzo zmotoryzowanej części Polski, która osoby płci męskiej bez samochodu z definicji postrzega jako loserów:) Choć nasze spotkania za każdym razem zmierzają się do niezręcznego tłumaczenia się przeze mnie z wyborów życiowych i obranego stylu życia – rower, zbiorkom… takie małe rodzinne tortury, fundowane mi z sympatii rzecz jasna.

    I tutaj przychodzi Łukasz Warzecha, który przy jednej z rytualnych nawalenek lewacy (antysamochodowi) – prawica (pro) podzielił się taką oto myślą – można go nie znosić, ja nie znoszę 98% jego poglądów, ale jakoś instynktownie sądzę, że tutaj ma rację. Posiadanie samochodu sygnalizuje odpowiedzialność i dojrzałość. Pomijając liczne aberracje, samochód oznacza konieczność dbania o jego stan techniczny, bycia trzeźwym, odpowiedzialnej jazdy, podnoszenia umiejętności driverskich. Jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale też pasażerów. Trzeba mieć regularne zarobki i walczyć o ich poprawę, żeby mieć na jego utrzymanie. W car-free stylu życia jest się trochę wiecznym nastolatkiem, bez obowiązków i presji (także tych finansowych). Opresyjny to sposób myślenia, ale ja się z nim zgadzam. Nawet biorąc pod uwagę, że w praktyce tylu kierowców aut to absolutni idioci, potencjalni mordercy, świry, socjopaci itd.

    Rozumiem, że dla osób z suburbii czy regionów Polski z jednym PKS-em na godzinę, brak auta oznacza ciężkie wykluczenie społeczne. Pisała o tym w bardzo przekonujący sposób Olga Gitkiewicz w „Nie zdążę”. Wątpię też, czy autentyczna miłość Polaków do autek jest do przewalczenia. Tutaj wchodzi temat samochodozy – wiem, że to retoryka mało cenionego przez Gospodarza MJN, ale Mokotów niestety *jest* autkowym ściekiem, jako ojciec 7-latka i 4-latki widzę to na każdym kroku i nie mam ochoty dokładać się do tego stanu rzeczy.

    @pijaństwo w wojsku

    Anecdata: mój ojczym pożegnał się ze światem w następstwie choroby alkoholowej, która wypracował przez kilka lat w wojsku zawodowym w latach 80. i na początku 90. Wiem, że lekarze czy dziennikarze, też potrafią i potrafili się bawić na grubo, ale jednak poziom alkoholowego upodlenia wojska (i w ogóle resortów siłowych) lat 80. przekracza ten w cywilnych środowiskach. Na Mokotowie, gdzie trepów z różnych służb wciąż mieszka sporo, to zresztą bardzo dobrze widać.

  229. @wo
    „Robię co mogę by minimalizować prawdopodobieństwo zaistnienia takowego.”

    I słusznie. Pytam bo różnica między moim i twoim podejściem wynika zapewne z tego że ja jeszcze jako dziecko/nastolatek byłem dwukrotnie naocznym świadkiem wypadków ze skutkiem śmiertelnym – ze wszystkimi przyjemnościami typu flaki na wierzchu włącznie (detali wam oszczędzę). A jeszcze raz tuż koło mnie na tych samych pasach wariat prawie zabił dziecko. Więc zapewne całe życie mam motoryzacyjne PTSD. Po 40 latach nadal widzę te slajdy.

    A wracając do meritum: nie wiem jak jest gdzie indziej, wiem jak jest w Warszawie bo tu całe życie mieszkam. Ostatnio musiałem pojechać do Międzylesia. W pierwszej chwili miałem gonitwę myśli: no tak, ty głąbie nie masz samochodu, jak tam dojedziesz, taksówka będzie kosztowała mulijony itp itd. A jak się skończyło? Prawie pusty zimniutki autobus (a akurat był ten jeden dzień tego roku kiedy było 35), z przystanku 5 minut od domu. wysadził mnie po 20 minutach tuż po drzwiami w tym Międzylesiu. Może na innych przedmieściach jest gorzej ale zaczynam przestawać wierzyć w opowiadania że mieszkanie daleko od centrum „wymaga” samochodu.

  230. Mnie lektura „Wszyscy tak jeżdżą” tym bardziej zniechęciła do jeżdżenia kiedykolwiek samochodem.

  231. @embercadero
    „Prawie pusty zimniutki autobus (a akurat był ten jeden dzień tego roku kiedy było 35), ”

    Ja tego samego dnia miałem szalony pomysł by pojechać zbiorkomem do archiwum akt nowych (trochę kosplejując siebie z młodości, bo to mniej więcej te same kierunki co Wydział Chemii). Wylądowałem w autobusie w którym ziało gorącem do środka. Okna były nieotwieralne, z napisem że „klimatyzacja” (oczywiście żadnej nie było). Po raz kolejny wyszedłem z tej przygody z wrażeniem, że o ile owszem, szynowy zbiorkom w stolycy już jako-tako może być, to autobusów lepiej nadal unikać. Jeśli na twojej trasie nie ma metra / tramwaju / SKM, then just don’t.

  232. @pioter
    „z szybkiej wycieczki do pobliskiego centrum rzeźby w Orońsku bez auta do dyspozycji zrobiłaby się jakaś karkołomna eskapada”

    Potrzeba „wyskoku do Orońska” jest dla mnie doskonale zrozumiała, ale przy tak zdefiniowanych potrzebach ewidentnie wygląda na to, że wystarczą panu systemy car sharing.

    „Posiadanie samochodu sygnalizuje odpowiedzialność i dojrzałość”

    Zabawne, ja na to patrzę zupełnie inaczej. Mój Wielki Blaszany Przyjaciel to infantylny kocyk bezpieczeństwa, cofanie się psychicznie do czasów, gdy moimi najukochańszymi zabaweczkami była garstka żelaźniaków, zwanych także resorakami. Po prostu różne moje lęki i doły na chwilę ustępują, gdy rozlegnie się to „brum brum brum”. Myślę sobie wtedy, że oczywiście tego dnia jak zwykle nie nadejdzie ani jedna dobra wiadomość – no ale jednak mam Wielkiego Blaszanego Przyjaciela, to też coś.

    Pewnie kiedyś gdybym był dogłębnie spsychoterapeutyzowany, zaxanaxowany, shydroksyzynowany i tritiknięty, dojrzały i racjonalnie kalkulujacy, mógłbym nawet siedzieć z obojętnym uśmiechem w autobusie, gdy z jednej strony ktoś na mnie kaszle, a z drugiej rozmawia przez telefon ustawiony na głośnomówiący. No ale jest jak jest.

  233. @WO
    „różne moje lęki i doły na chwilę ustępują, gdy rozlegnie się to „brum brum brum”. Myślę sobie wtedy, że oczywiście tego dnia jak zwykle nie nadejdzie ani jedna dobra wiadomość – no ale jednak mam Wielkiego Blaszanego Przyjaciela, to też coś.”

    Po prostu anty-Wuch, przyjaciel Autowojciecha! Nie w uchu usadowiony, skąd podszeptuje i podkrzykuje bergmanowsko jakby z wnętrza głowy, skąd cioranuje i szopenhałeruje z mrocznych podprogów, że bryndza to ludzkie życie i wewogle Tanatos, ale wręcz przeciwnie – z zewnątrz metalicznie opatula i kojąco pobrumkuje, że trzcina jeżdżąca, że Eros, że jak nie człowiek, to chociaż ludzkie auto brzmi dumnie. 🙂

  234. @ergonauta
    „Po prostu anty-Wuch, przyjaciel Autowojciecha!”

    Coś w tym rodzaju. Zauważmy zresztą, że Lem był także petrolheadem (avant la lettre).

  235. embercadero
    „Ostatnio musiałem pojechać do Międzylesia. W pierwszej chwili miałem gonitwę myśli: no tak, ty głąbie nie masz samochodu, jak tam dojedziesz…”

    No weź, to linia Otwocka, razem z WKD top lokalizacji podmiejskich. To już na „Mokotów Sportowy” i „Rytm Mokotowa” 😛 trudniej dojechać (jeden autobus, do pięknych pustkowi miedzy ogródkami działkowymi, wałem wiślanym a EC Siekierki na Antoniewskiej)

  236. @wo
    ja na to patrzę zupełnie inaczej. Mój Wielki Blaszany Przyjaciel to infantylny kocyk bezpieczeństwa

    Gary Numan miał o tym piosenkę.
    Tylko ona się kończy tak, że nas te autka izolują od siebie i też jest w tym jakaś prawda że samochodziarstwo jakoś się w pewnym wymiarze rymuje z kapitalistycznym egoizmem. Said that, rozumiem doskonale przyjemność z prowadzenia pojazdu i tego wspaniałego chwilowego poczucia kontroli jaką daje. Do tego też, u mnie przynajmniej, odpalają się obwody przyjemności kiedy sobie gwałtownie przyspieszę, dlatego czasem jeszcze wsiadam w uturbionego klekota miast eko hybrydy i startuję spod świateł jak debil, byle tylko się turbo załączyło. Dokręcam do tych tam 50km/h i już mogę hamować przed kolejnymi światłami. Bez sensu, ale jakie fajne. Inna sprawa że odkąd mam dobre draże przestałem się gdziekolwiek spieszyć i rytualnie tylko sarkam pod nosem na innych kierowców, jazda po mieście to bycie niewolnikiem sygnalizacji świetlnej i nic pan na to nie poradzisz, średna prędkość i tak wypadnie gdzies w przedziale 30-40 km/h, if you’re lucky. Z trzeciej zaś strony przez większość życia byłem team „całe życie gratem” i dalej uważam że finansowo posiadanie nowego auta się kompletnie nie spina, więc „porządne auto” zamykało zawsze listę potrzeb, ale zrządzeniem losu poruszam się ostatnio służbowym pojazdem i jest to wspaniałe połączenie wszystkich plusów z brakiem wszystkich minusów, a że nie mogłem sobie wybrać koloru czy innych extra wihajstrów? Meh, pewnie cieszyłbym sie tak samo z fabrycznie nowej Pandy.

  237. Skoro dyskusja zdryfowała na tematy komunikacji w Warszawie to podzielę się pięknym cytatem jaki znalazłem w „Historii Warszawy do początku” Błażeja Brzostka. W latach 60tych I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR, Stanisław Kociołek tak narzekał na pieszych: „notorycznie, niezależnie od karania, nauki chodzenia, ciągle mają miejsce wtargnięcia na jezdnię. Tych ludzi nie nauczy się inaczej, jak bardzo wysokimi represjami” (n.b. pierwsze pasy pojawiły się w Warszawie w 1955 r.). Tak więc autkizm ma u nas długie tradycje.

  238. @cpt
    „Gary Numan miał o tym piosenkę.”

    No czekałem! Oczywiście #mamtonawinylu.

    „Tylko ona się kończy tak, że nas te autka izolują od siebie i też jest w tym jakaś prawda że samochodziarstwo jakoś się w pewnym wymiarze rymuje z kapitalistycznym egoizmem.”

    Dlatego traktuję to wszystko jako guilty pleasure. Niemniej jednak, pleasure.

    „Inna sprawa że odkąd mam dobre draże przestałem się gdziekolwiek spieszyć”

    Jakoś moje fetysze nigdy nie szły w stronę prędkości – rowerów też nie wybieram pod kątem szosowej szybkości, tylko wygody (na długodystansowe dojazdy z sakwami i koszyczkiem) i dzielności terenowej (kierunek – krzaczory!).

  239. @wo
    Jakoś moje fetysze nigdy nie szły w stronę prędkości – rowerów też nie wybieram pod kątem szosowej szybkości

    U mnie to nie tyle fetysz szybkości, co wieczny niedoczas wynikający z życiowego nieogaru i karmienie się złudzeniem że lane hopping i wyścigi do świateł coś zmienią, teraz jednak jak już musze się przemieszczać po mieście to jadę jak emeryt i zauważam pozytywne skutki takiego zen in the art of driving. Lubię natomiast przyspieszenie, podejrzewam że to jakieś neuroatypowe cuś, ale co ciekawe nie przepadam za tym uczuciem w samolocie, czy nie daj borze jakimś rollercoasterze (brrr), to pewnie jakiś irracjonalny lęk związany z brakiem kontroli. Wiadomo że statystycznie większe mam szanse na dzwona w aucie, czy połamanie kości przyspieszając z góry na rowerze a jednak cały się spinam jak samolot rozpędza się po pasie podczas startu. Człek to zwierze a nie racjonalna menschmaschine.

    No i zazdraszczam tego Numana. Mialem w łapach Pleasure Principle jak przejazdem w default city będąc zajrzałem do antykwariatu na Tamce, ale Gary przegrał z Ace of Spades mint condition. W środku jednak jestem sierściuchem i mam obowiązki sierszczusze.

  240. @rpyzel
    „No weź, to linia Otwocka, razem z WKD top lokalizacji podmiejskich. To już na „Mokotów Sportowy” i „Rytm Mokotowa” trudniej dojechać (jeden autobus, do pięknych pustkowi miedzy ogródkami działkowymi, wałem wiślanym a EC Siekierki na Antoniewskiej)”

    Wymieniasz jakieś miejscówki w których nigdy nie byłem 🙂 Jak dla mnie Międzylesie to był wystarczający synonim końca świata (szczególnie że nie mogę zapomnieć że jeszcze nie tak dawno to miejsce nazywało się Kaczy Dół) więc się naprawdę szczerze zdziwiłem jakie tłumy autobusów tam jeżdżą. A faktycznie jest jeszcze SKM

    A co do klimy (@wo) – naprawdę nie mam pojęcia od czego to zależy. Może od tego który przewoźnik obsługuje daną linię? W mojej okolicy raczej we wszystkich jest zimno. Czasem do przesady, nie pamiętam numeru ale jechałem niedawno busem Czerniakowską, myślałem że uświerknę.

  241. @embercadero
    „A co do klimy (@wo) – naprawdę nie mam pojęcia od czego to zależy. Może od tego który przewoźnik obsługuje daną linię?”

    Zajezdnia raczej chyba. Z tramwajami też jest przecież loteria, możesz wylosować Konstal i wrócić duchologicznie do lat 90. z Drendą i Paśnikiem.

  242. @ergonauta
    „To droga do masowych rzezi młodzieży a’la XIX wiek, a nie do sensownego (w miarę humanitarnego, w miarę nieapokaliptycznego) wygrania wojny w XXI wieku.”
    Kraje z takim humanitarnym podejściem w ogóle wojny nie zaczną. Nie w dzisiejszych czasach. Góra to jakieś dyskretne wsparcie jakiejś wojenki w trzecim świecie.

    „Rosja pozostaje mentalnie w XIX w”
    Nawet wcześniej. Z gospodarkami surowcowymi jest podobny problem co z rolnymi, czyli w czasach przednowożytnych z prawie wszystkimi. Tam jest dużo ludzi właściwie zbędnych. Wyjęcie dwucyfrowego procenta z populacji może dość słabo przekładać się na produkcję. Jakby ufo przyleciało i porwało co dzikszą głubinkę, to Rosja by tego zasadniczo nie odczuła. Ludzie są tani i zbywalni, cenne są zasoby typu ziemia rolna, kopaliny itp. Zupełnie odwrotnie niż dziś w rozwiniętych gospodarkach.

    @pioter_wwa
    „Posiadanie samochodu sygnalizuje odpowiedzialność i dojrzałość. Pomijając liczne aberracje, samochód oznacza konieczność dbania o jego stan techniczny, bycia trzeźwym, odpowiedzialnej jazdy, podnoszenia umiejętności driverskich. Jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale też pasażerów. Trzeba mieć regularne zarobki i walczyć o ich poprawę, żeby mieć na jego utrzymanie.”
    Tyle teorii. To ja spróbuję:
    Bycie myśliwym sygnalizuje odpowiedzialność i dojrzałość. Pomijając liczne aberracje, myślistwo oznacza konieczność dbania o stan techniczny broni, bycia trzeźwym, odpowiedzialnego polowania, podnoszenia umiejętności łowieckich. Jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale też spacerowiczów i grzybiarzy. Trzeba mieć regularne zarobki i walczyć o ich poprawę, żeby mieć na finansowanie tego szlachetnego hobby.
    Dobry ze mnie Warzecha?

  243. Można by zamiast myśliwego użyć sutenera, też by brzmiało równie „dobrze”.

  244. @Cpt. Havermeyer
    „Lubię natomiast przyspieszenie, podejrzewam że to jakieś neuroatypowe cuś”

    Nie, o ile wiem, to jest ogólnoludzkie, są na to badania (w każdym razie Jason Torczynski z Jalopnika pisał o tym w swojej książce). Ponieważ kontrolujemy sposób poruszania samochodu (zwrot, kierunek, prędkość) przy pomocy własnych kończyn, to samochód staje się dla mózgu niejako przedłużeniem naszego ciała. Na pewnym poziomie „nie odróżnia” on wtedy, czy poruszamy się samodzielnie, czy nie, więc wciskając gaz, czujemy wyrzut endorfin, jakbyśmy nagle dostali supermoce.

  245. @krystyna
    Nie, o ile wiem, to jest ogólnoludzkie, są na to badania (w każdym razie Jason Torczynski z Jalopnika pisał o tym w swojej książce). 

    To też, natomiast są też różne zaburzenia układu przedsionkowego współwystępujące z neuroatypem i piłem raczej do tego, chociaż pewnie głównym komponentem i tak jest to przedłużenie ciała o którym piszesz. Rower jest pod tym względem nawet wspanialszy bo wprawia się go w ruch własnymi mięśniami. Wysiłek = jeszcze więcej endorfin.

  246. @ kmat

    „Nawet wcześniej. Z gospodarkami surowcowymi jest podobny problem co z rolnymi, czyli w czasach przednowożytnych z prawie wszystkimi. Tam jest dużo ludzi właściwie zbędnych. Wyjęcie dwucyfrowego procenta z populacji może dość słabo przekładać się na produkcję. Jakby ufo przyleciało i porwało co dzikszą głubinkę, to Rosja by tego zasadniczo nie odczuła. Ludzie są tani i zbywalni, cenne są zasoby typu ziemia rolna, kopaliny itp. Zupełnie odwrotnie niż dziś w rozwiniętych gospodarkach.”

    No tak, ale to do czasu, w określonych ramach, za dużo procentów to UFO urwie i nagle całość tej nieopartej na ludziach gospodarki się rozpada, jak bywało przy co większych epidemiach (justyniańskiej, potem tej z 14. wieku) albo przy co sroższych wojnach (trzydziestoletniej, czy u nas ze Szwecją). Prawdą jest, że te wydarzenia kasowały gdzieniegdzie lekką ręką 50% populacji albo i więcej, ale też – czy ktokolwiek władający czymkolwiek może określić, ile % można bezpiecznie stracić zanim cały system pójdzie w spiralę? 5% populacji? 10%? Spoko. 20% 30? (niekoniecznie na froncie od dronów, może być przez całokształt, choroby + kryzys + dzietność etc.)

  247. @mcal:
    Ale, zaraz, przecież gospodarka justyniańska, czy siedemnastowiecznej Europy była mocno oparta na ludziach. Tam nie było jakiejś nadprodukcji (zwłaszcza rolniczej), która pozwalała wyjąć dwucyfrowy procent mieszkańców z gospodarki… Nie można porównywać wydobycia ropy i gazu w Rosji, do przednowoczesnego świata.

  248. @WO
    „Lem był także petrolheadem”

    Oraz także nie był dogłębnie spsychoterapeutyzowany (dopiero dr Gajewska bęc go na kozetkę) ani zaxanaxowany (chyba że dopiero w latach 80. – i to dlatego przestał pisać literaturę piękną, a tylko jakieś doraźne pierdoły).

  249. Pozwolę sobie zauważyć, że alternatywą dla samochodu jest motocykl. Szczególnie w czasach ocieplenia klimatu i wydłużenia sezonu motocyklowego do przynajmniej 9 miesięcy.

  250. Motocykl to coś jak rower tylko mniej wysiłku, a więcej endorfin i tyle samo gwiazdek co rower w teście zderzeniowym.
    I wymaga większego by nie powiedzieć całkowitego skupienia, co powoduje reset mózgu jeśli chodzi o wszystkie inne procesy zaprzątające ten mózg na codzień.

  251. @rouman1
    Mnie tam poza paroma powodami osobistymi do motóra zniechęca konieczność ubierania się w te wszystkie ochraniacze.

  252. @zinn
    „Ile gwiazdek w teście zderzeniowym ma twój motor?”

    Motorem trudniej kogoś zabić niż samochodem, a jeszcze trudniej motorem zabić kilka osób na raz. Więc w aspekcie zderzeniowym zdecydowanie: motocykl > samochód.

  253. Oczywiście motór nie jest dla każdego, tylko jak się nigdy nie spróbuje, to człowiek nie wie czy dla niego czy nie.

  254. rouman01
    „Motocykl to coś jak rower tylko mniej wysiłku, a więcej endorfin i tyle samo gwiazdek co rower w teście zderzeniowym.”

    W obrębie miasta to rower elektryczny >> motocykl, też mniej wysiłku niż rower, a ten co jest jest zdrowszy (bardziej miarowy) + cicho. Dozwolona jazda po DDR, można przez niektóre parki i bulwary, koszty zakupu i eksploatacji znacznie niższe, a weekend możesz wjechać do Kampinosu lub Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.

  255. Jak tak patrzę na ten światek motocyklowy, to prawie każdy motórzysta to zapalony rowerzysta.
    Sam nie jeżdżę na rowerze bo jeszcze staram się joggingować, ale za jakiś czas jak kolana nie będą dawać rady to przerzucę się na rower.
    Krotko mówiąc rower/rower elekto/motór to nie są rzeczy się wykluczające, ale wręcz komplementarne.

  256. @rouman

    „Oczywiście motór nie jest dla każdego, tylko jak się nigdy nie spróbuje, to człowiek nie wie czy dla niego czy nie.”

    Pieprzenie. Ja nie próbuję, bo wiem, że to nie dla mnie. Zwłaszcza, jak widzę jak motocykliści zapierdalają i ilu z nich tragicznie przez to kończy. Dla mnie osobiście nawet rower elektryczny to za dużo, a i zwykły rower spory stres.

    „Motocykl to coś jak rower tylko mniej wysiłku, a więcej endorfin i tyle samo gwiazdek co rower w teście zderzeniowym.”

    I w cholerę większe ryzyko, bo rowerem mogę jechać po ścieżce rowerowej i jechać spacerowym tempem.

  257. To jak już tak uzupełniamy pejzaż, to są jeszcze skutery (także elektryczne od jakiegoś czasu). Do miasta powiedziałbym, że lepsza alternatywa, niż motocykl, bo brak biegów, buty bardziej suche i mniej ochraniaczy.

    Jeździłem prywatnym autem, carshareingiem, motocyklem, skuterem, rowerem, komunikacją miejską (zostały mi jeszcze tylko „UTO”) i wszystko ma swoje wady i zalety i nie ma tak, że A zawsze lepsze od B, tylko wszystko ma swoje miejsce w poszczególnych scenariuszach i trzeba zachować elastyczność.

    Natomiast dobrze byłoby, żeby ludzie mieli dostęp do ww. alternatyw dla własnego autka. Tylko żeby to były prawdziwe alternatywy, a nie teoretycznie wyobrażalne „wstaję o czwartej rano”.

  258. @ausir
    „I w cholerę większe ryzyko, bo rowerem mogę jechać po ścieżce rowerowej i jechać spacerowym tempem.”

    Nie wiem jak u was, w stolycy ścieżki rowerowe zamieniły się w postapokaliptyczne wastelandsy po których pędzą nielegalnymi elektrycznymi skuterami dostawcy uberoboltów – tym jeszcze mogę wybaczyć – oraz zupełnie zwyczajni psychole na hulajnogach i pojazdach nawet nie udających rowerów. Ja się na nich nie czuję tak bezpiecznie jak w samochodzie.

  259. @mcal
    Pewien próg oczywiście jest. Ale to jednak zupełnie inna sytuacja niż gospodarki postindustrialne, gdzie właściwie jest permanentny niedobór ludzi.

    @pak4
    Zależy. Brak nadwyżek zasadniczo oznacza, że pojemność środowiska jest wypełniona po brzegi. W Polsce w jakimś XIX wieku wieś była pełna jakichś małorolnych żyjących z niewielkiego zagonka, czy bezrolnych mieszkających kątem u większych gospodarzy. Gdy industrializacja ich wyssała do miast nie przełożyło się to na jakiś spadek produkcji rolnej.

  260. @kch
    „. Ponieważ kontrolujemy sposób poruszania samochodu (zwrot, kierunek, prędkość) przy pomocy własnych kończyn, to samochód staje się dla mózgu niejako przedłużeniem naszego ciała.”

    Stąd moje porównanie do hippoterapii. Na koniu każdy czuje się centaurem, zwłaszcza że w idealnym scenariuszu zgrania z koniem, on zaczyna „czytać nam w myślach” (=reagować na podświadome naprężenia ideomotoryczne). A w samochodzie – jest to cudowne uczucie że wsiada do niego ten Żałosny Mua, Perdidor de Perdidores, ale potem już do gry wkraczają legendarni japońscy inżynierowie.

  261. @Gdzie zostawiłem mój samochód
    Na drzwiach wejściowych mam przymocowany kolorowy wydruk okolic z map gugla. Zaraz po wejściu do domu ustawiam mały magnesik w miejscu zaparkowania.
    Działa, ratuje nerwy.

  262. janekr
    „Zaraz po wejściu do domu ustawiam mały magnesik w miejscu zaparkowania.”

    Nie muszę, po prostu przed wyjściem do pracy zawsze jest spacer z psem, podczas kółeczka zapamiętuję gdzie stoi i potem już łatwo trafiam. 😀

  263. @wo

    „Nie wiem jak u was, w stolycy ścieżki rowerowe zamieniły się w postapokaliptyczne wastelandsy po których pędzą nielegalnymi elektrycznymi skuterami dostawcy uberoboltów – tym jeszcze mogę wybaczyć – oraz zupełnie zwyczajni psychole na hulajnogach i pojazdach nawet nie udających rowerów.”

    U nas trochę, ale jednak raczej nie aż tak źle jak w Warszawie. Na pewno na ścieżce rowerowej nadal czuję się znacznie bezpieczniejszy niż na jezdni.

  264. @wojsko i alko
    Mam w tym temacie taką anegdotkę z najntisów. Mój kolega z podstawówki (rocznik 78) poszedł na zawodowego, misje ONZ, Liban, Wzgórza Golan, te sprawy. Potem wrócił do kraju i był w Straży Granicznej niedaleko naszego hajmatu (granica z U). Jak ostatni raz z nim rozmawiałem to powiedział, że musi się z tego wypisać, bo mu wątroba nie wytrzyma. Parę lat później dowiedziałem się, że nie przeżył operacji krwiaków przełyku.

  265. Skoro rozmowa zeszła istotnie na Mokotów i zbiorkom, to pozwolę sobie odlurkować w kwestii nowej linii do Lemingradu (no bo bynajmniej nie do Wilanowa!) od jaśnie panującego Trza, co musiał puścić tramwaj przed wyborami. No mieliśmy tu 2 lata gehenny z komunikacją między Sadybą a Stegnami, która dopiero się kończy. Wiem co mówię bo rodzice i teściowie mieszkają rzut beretem przez Sobieskiego a mam dzieci podstawówkowe. Bywały tygodnie, że te godzinne przejazdy przez budowę trzeba było logistycznie na nowo ogarnąć po 2 razy na tydzień! Tyle dobrego, że od pandemii codzienna wyprawa w kierunku centrum lub w górę skarpy przestała być konieczna dla mnie i żony, a przynajmniej nie codzienna.

    Na osiedlach Energetyki mieszka się nieźle. Są miejsca na osiedlowe sklepy i usługi, dużo zieleni, przedszkola, szkoły i przychodnie. Te ostatnie nie raz poszukiwane czasem jak woda na pustyni przez mieszkańców nowoczesnych osiedli pokroju tych z Pory [czyli pól kapusty Bud Polskich]. Ten przydługi opis potrzebny jest do wskazania, że w Energetyce wśród stałych mieszkańców obecnie dominują pensjonariusze ZUSu. Nie mało ich, a pomijając czas budowy, to bambaj jest dla tutejszych mieszkańców en masse (zwłaszcza tych zależnych od zbiorkomu) dużym in minusem!
    Za Bonifacego nie ma bezpośredniego połączenia do Centralnego. Połączenie z Powsinem (poniekąd i z Wilanowem) bezpośrednie jest zerwane, a było od Centralnego! Tramwaj nie ma przystanków przy IPiNie, Truskawieckiej, czy Batumi, bo by się okazało, że jedzie się istotnie dłużej niż przed jak na Sobieskiego był wyznaczony buspas. Dla osób w słusznym wieku, a mniej słusznej kondycji, średnio 300-400m więcej do właściwego środka transportu lub dodatkowa przesiadka. Pal licho czas, bo o niego łatwiej zwykle niż o ten wysiłek.

    Prawdziwa pętla jest tylko na Stegnach, więc tu jeżdżą tylko 2-stronne Hłandeje – 35 miejsc siedzących. Powodzenia dla mieszkańców Energetyki dla względnie wygodnego zbiorkomu w godzinach szczytu. Tyle to ma chyba byle niskopodłogowiec bez przegubu… Ja, aktualnie jako odświętny użytkownik, który wskoczy do szynobusa za rozjazdem na Bonifacu by coś podreptać i wychylić kieliszek w Rumorach, to mogę sobie to nawet chwalić. Acz muszę przyznać, że za moich zbiorkomowych czasów, jeszcze dekadę temu było tu zdecydowanie lepiej! Na Polibudę (=do Metra) i Uniwerek (=miesięcznicę) było szybciej, i tylko nie dało się na Zbawixie wysiąść bez przesiadki 😉

  266. @”Żałosny Mua, Perdidor de Perdidores” & hipoterapia

    W idealnym świecie równań i reakcji: Człowiek + Samochód = Zorro + Tornado*.

    *Tornado był rasy Quarter Horse (więc nie japońscy inżynierowie, ale amerykańscy, a pierwotnie – hiszpańscy i angielscy), czyli z rumaków inteligentnych (te różne sztuczki z filmu takie konie naprawdę mogą wyczyniać) i bardzo szybkich (na krótkich dystansach, ale przecież nie jedziemy autem na księżyc). W „Mark of Zorro” (1920) koń jest bezimienny, ale w serialu od Disneya (lata 50.) już jest znanym z imienia, pełnokrwistym i charakternym bohaterem, ucieleśnieniem ducha wolności („boooorn to be waaaajd!”), ale i wierności, nie gorszym partnerem dla Diego de la Vegi niż Murtaugh dla Riggsa (a może na odwrót? trzeba by zrobić analizę).

  267. @c
    „od jaśnie panującego Trza, co musiał puścić tramwaj przed wyborami”

    Chyba niedługo pana zabanuję, bo reprezentuje pan niesamowity przykład zjawiska sprowadzającego się do tego, że politykom najbardziej się opłaca nic nie robić. Stoczyłem jakąś dekadę walki z taką postawą wobec autostrad – PiS po prostu sabotował ich budowę i to było politycznie korzystniejsze od realnego rozpoczącia budowy przez Grabarczyka. Bo jak już je budowano to od razu się zaczęło to głupie pieprzenie, że nie taka, że za drogo, że ja ze szwagrem bym lepiej. I oczywiście zawsze musi być dodatek, że „akurat przed wyborami” – bo przecież zawsze jest akurat przed jakimiś wyborami. Udzielam panu surowego napomnienia, proszę się miarkować.

    Mam też ogólną alergię na ludzi nie potrafiących po prostu napisać „Trzaskowski” czy „tramwaj”, tylko wszystko musi być przekręcone. Jest taka klasyczna redaktorska zasada „mniej to więcej”, gdy pan w każdym zdaniu coś ironicznie przekręca, to wcale nie robi się dowcipniej. Jeśli już pan musi, niech pan zdecyduje się na jeden ulubiony przekręt (ja na przykład lubię barbaryzmy i makaronizmy, jak coś wtrącam niby-po-angielsku to lubię to np. deklinować po polsku, no ale gdyby cały akapit tak wyglądał, byłoby okropnie – to może być jeden ozdobnik na parę zdań).

  268. @kmat:
    > „Zależy”.
    Tak, zależy. Mój detektor prawdopodobnego fałszu zareagował tak na przykłady starożytne. Wtedy odbudowa ludności, po klęsce (podobnie jak odbudowa gospodarcza), szły bardzo opornie. Rzym funkcjonował dobrze, bo miał długi okres sprzyjających warunków.

    Natomiast odbudowa po wojnie trzydziestoletniej… chyba zaszła dość szybko. Choć w Polsce te klęski XVII wieku — bardziej nawet epidemie niż wojny — dały dość trwałe efekty.

    > „małorolnych żyjących z niewielkiego zagonka, czy bezrolnych”
    Tylko jak masz małą nadprodukcję, to oni umierają z głodu przy pierwszej okazji, albo emigrują. W naszej części Europy głód praktycznie do XX wieku potrafił występować (i nie piszę o głodzie wywoływanym politycznie). Nawet jeśli nie ma śmierci głodowej, to masz ludzi osłabionych, łatwo ulegających epidemiom. (Kto nie nawiedzał cmentarzy cholerycznych przy spacerach podmiejskich?)

    > „Gdy industrializacja ich wyssała do miast nie przełożyło się to na jakiś spadek produkcji rolnej.”
    Tak. Bo mamy jednak postęp technologiczny w rolnictwie. Od starożytności do XX wieku wchodzi trójpolówka; pojawiają się nowe gatunki roślin (np. ziemniaki w Europie), od poł. XIX wieku wchodzą nawozy mineralne. Industrializacja nie byłaby możliwa, gdyby nie równoległa zmiana w rolnictwie.

    > „Brak nadwyżek zasadniczo oznacza, że pojemność środowiska jest wypełniona po brzegi”
    Już nie w temacie, ale skojarzyło mi się: jak czytam o wsiach prehistorycznych z terenu Polski, to tam powtarza się, że kilkadziesiąt, sto-kilkadziesiąt lat i trzeba porzucić ziemię i się przenieść, bo doprowadzono do szkód ekologicznych. Znowu — wymagało zmiany technologii, by problem rozwiązać i by dało się eksploatować tę samą ziemię przez stulecia.

  269. @jazda autem vs konno

    Wszak jest na to termin, który zapożyczyli japońscy inżynierowie Mazdy – Jinba Ittai, czyli jedność jeźdźca z koniem (czy tutaj maszyną).

  270. @pak4
    „trójpolówka”

    W Europie wprowadził ją Karol Wielki, w Polsce cystersi 400 lat później. I oczywiście był to przejaw gnębienia poczciwych ludzi przez Złą Łunię („przymus polny”). Jednak miasto trochę dyktowało wsi, jak żyć

  271. Od starożytności do XX wieku wchodzi trójpolówka

    Najstarszy odnotowany model płodozmianu („czteropolówka z Norfolk”, faktycznie wymyślona w Niderlandach, cykl pszenica – rzepa – jęczmień – koniczyna) powstał coś około początku XVI wieku. Co prawda rozpowszechniał się wolno, niemniej trójpolówka, przynajmniej w co bardziej cywilizowanych okolicach Europy, zanikła w ciągu XVIII wieku.

  272. @janekr
    „Zaraz po wejściu do domu ustawiam mały magnesik w miejscu zaparkowania.”

    Jest to dość fascynujące że każdy ma w kieszeni urządzenie z internetem i GPSem, używa go podczas jazdy do nawigacji, ale już nie do zapisania miejsca zaparkowania. Nawet jeśli używasz Androida i nie masz automatycznego pokazania miejsca zmiany środka transportu (a kliknięcie „zapisz miejsce parkowania” to coś o czym zapominasz), to w ficzerze Mapsów zwanym Timeline / Oś czasu możesz zobaczyć to miejsce zmiany prędkości i środka lokomocji.

  273. Jest jeszcze taki fajny feature zegarków Kronaby (bardzo fajne smart zegarki), że możesz jeden z przycisków na zegarku podpiąć właśnie do funkcji zapamiętywania miejsca (spięte z twoim telefonem). Moja żona czasami sobie klika w sklepach albo restauracjach, które chce potem odwiedzić.

  274. @carstein
    „fajny feature zegarków Kronaby”

    Powinien się nazywać „Ficzer Ariadny”, albo zegarek „Kronaby Ariadny”, tak czy owak masz Ariadnę w domu. 🙂

  275. cowboytomash

    „Jest to dość fascynujące że każdy ma w kieszeni urządzenie z internetem i GPSem, używa go podczas jazdy do nawigacji, ale już nie do zapisania miejsca zaparkowania.”

    Nie jeżdżę po swojej dzielni z nawigacją, stałe trasy praca-dom też tylko zerknę rano czy nie ma fakapu na jednym z dwóch mostów. W obcej okolicy, owszem, stosuję. Zwykle tel. jedzie w plecaku i mi sączy podcast/audiobooka w słuchawki (stary VW Polo bez BT)

  276. @Motorem trudniej kogoś zabić niż samochodem
    Hałas zabija, to zdaję się druga po smogu środowiskowa przyczyna zgonów w UE. Moje doświadczenia (centrum większego miasta) składają się na hipotezę, że motocykliści to statystycznie grupa rekordowo aspołeczna.

  277. Ej no, nie można wrzucać wszystkich motocyklistów do jednego wora, fakt że znaczna część to aspołeczne pojeby i potencjalni dawcy narządów (dopóki wątroba nie zniszczona piwskiem) ale jest też rosnąca grupa używająca jednośladów ani nie w stylu hells angels ani kamikaze ninja, tylko w stylu śródziemnomorskim – langsam, na skuterku albo jakimś lekkim crossie, w gaciach i klapeczkach, powolutku. Do nich nic nie mam.

  278. @smaczne racje żywnościowe
    U Forsytha było na ten temat:
    „…w amerykańskich namiotach stoją nadzwyczaj wygodne polowe łóżka, które natychmiast stały się obiektem zazdrości Brytyjczyków, oraz że Amerykanie dostają do jedzenia konserwowe potrawy, jakie nigdzie i w nikim nie mogłyby wzbudzić ani odrobiny zazdrości.
    […]Ponieważ Brytyjczycy otrzymywali znacznie smaczniejsze jedzenie, zgodnie z kapitalistyczną etyką, w szybkim tempie rozwinął się ożywiony handel wymienny, w którym główną rolę odgrywały amerykańskie łóżka i brytyjskie racje żywnościowe.”

  279. @Sapiecha
    Rosja realizuje obecnie klasyczny model militarnego keynesizmu, który Kalecki opisywał jako wykorzystywanie wydatków zbrojeniowych do stymulowania wzrostu gospodarczego. Deficyt jest finansowany głównie ze środków z emisji długu na rynku wewnętrznym. Rządowe obligacje kupują przede wszystkim banki państwowe, którym bilansuje to bank centralny, więc twierdzenie, że „Rosja ma problem, żeby sprzedać więcej długu niż wynoszą odsetki od już istniejącego” jest absurdalne.

    Rosja nie jest odizolowana od reszty świata, więc kursy walutowe (rubel/usd, rubel/juan), ceny ropy i złota także mają wpływ na jej gospodarkę, która wykazuje symptomy, które Kalecki identyfikował jako charakterystyczne dla gospodarki wojennej: chroniczne braki siły roboczej (w sektorze gospodarki militarnej) przy jednoczesnym ukrytym bezrobociu (w sektorze produkcji cywilnej), regresja technologiczna przemysłu, spirala płacowo-cenowa i powiązany z nią impuls inflacyjny, dominacja sektorów przemysłu militarnego kosztem rozwoju sektorów cywilnych.

    ps. Publikacje OSW o gospodarce Rosji są na wysokim poziomie i przede wszystkim nie ma w nich wróżenia z fusów.

    @embercadero
    Powszechna opinia o tym, że motocykliści są dawcami organów jest fałszywa. Obrażenia organów wewnętrznych w wypadkach z udziałem motocyklistów, zwykle są tak duże, że te organy nie nadają się do tego aby można je było przeszczepić innym. Do pobrania nadają się jedynie rogówki.

  280. @ izbkp

    „Powszechna opinia o tym, że motocykliści są dawcami organów jest fałszywa. Obrażenia organów wewnętrznych w wypadkach z udziałem motocyklistów, zwykle są tak duże, że te organy nie nadają się do tego aby można je było przeszczepić innym. Do pobrania nadają się jedynie rogówki.”

    Anegdota z cyklu „osoby straumatyzowane po wypadkach komunikacyjnych nie czytają”. (rot13 osoma powa)

    Jenpnwąp wrfmpmr an qbxgbenpvr m ebobgl (Xenxój, Tebgn-Ebjrpxvrtb) jvqmvnłrz fcemągnavr cb wrqalz gnxvz zbgbplxyvśpvr-xnzvxnmr, xgóerzh hqnłb fvę gnx j pbś cemljnyvć, żr qbxbanł fxhgrpmarw ovfrxpwv an cbmvbzvr zavrw jvęprw oemhpun. Zbgóe, abtv n xnqłhorx qmvryvłb ceml glz łnqar xvyxn zrgeój.

    Olłb gb nyob ghż cemrq glz, nyob mnenm cb glz, wnx gnz mjvęxfmbab yvzvg m 50 qb 70. Qb qmvś mnpubqmę j tłbję, wnx qryvxjrag grw fmghxv qbxbanł v wnx zhfvnł mncvreqnynć, żrol fvę gnx cemrcbłbjvć. (pulon fbyb v b wnxvrś ryrzragl vasenfgehxghel, zbżr obxvrz b genzjnw? ob ebmjnybartb fnzbpubqh avr olłb, nyob grż avr jvqmvnłrz).

    J xnżqlz enmvr snxglpmavr, zbżr anwjlżrw ebtójxv fvę wrfmpmr m grw mhcl qnłb jlłbjvć j wrqalz xnjnłxh.

  281. Zdecydowana większość wypadków motocyklowych to wypadek bez udziału innych pojazdów. Czyli czysta autodestrukcja. Mówiłem, że motór nie jest dla każdego, a już zdecydowanie nie dla ludzi niestabilnych psychicznie ze skłonnościami autodestrukcyjnymi, z deficytami oceny i kontakty z rzeczywistością.
    Z drugiej strony są ludzie jeżdżący całe życie i umierający jak trzeba na raka, w łóżku i bez butów.

    W motocyklizmie to chyba najlepiej widać, że największym zagrożeniem dla człowieka jest on sam.

  282. @rouman01
    „Zdecydowana większość wypadków motocyklowych to wypadek bez udziału innych pojazdów.”

    Poproszę źródła na poparcie tej tezy, najlepiej z osobną klasyfikacją zdarzeń „motocykl uderzył w nieruchomą przeszkodę żeby uniknąć kolizji z innym pojazdem w sytuacji zagrożenia”.

  283. @zagrożenia motocyklów
    Panowie, ale przecież te kwestie są po prostu wyliczalne.

    60 mil jazdy motocyklem to 10 mikromortów, porównywalne ze skokami spadochronowymi (10-8) i nieco więcej niż przebiegnięcie maratonu (7)

    230 mil samochodem to 1 mikromort

    z czego nam wychodzi, że samochód jest około 40x bezpieczniejszy.

    To skala różnicy, w której trudno argumentować, że chodzi stricte o winę człowieka.

  284. @cowboytomash

    link to femamotorcycling.eu

    „Half of the motorcycle accidents are one-sided; the other half are collisions with a car.”

    Oczywiście jest powszechna przyczyna wypadków z winy kierowcy auta: słynny lewoskręt.
    Kierowca nie widzi nadjeżdząjącego z przeciwnego kierunku motocyklisty i skręca w lewo.

    Motocyklista, który nie ma deficytów nawiązywania kontaktu z rzeczywistością i zdaje sobie sprawę z takiego niebezpieczeństwa nie pedzi z prędkością dzwięku nie dając najmniejszych szans kierwocy auta na dostrzeżenie motorcyklisty i właściwej reakcji przepuszczenia nadlatującego pocisku.

    Oczywiście ryzyko poruszania się motocyklem jest większe niż ryzyko jazdy samochodem, niemniej tzw. jazda defensywna, zabezpieczanie się nie tylko przed własnymi błędami, ale też błędami innych, plus jeszcze kilka przykań motocyklizmu stanowczo zwiększa bezpieczeństwo i możliwość śmierci w łóżku na raka.

  285. Jeżeli motocyklista ma majndset, że jest równoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego z perwszeństwem przejazdu a poza tym to jest zwinnejszy i szybszy od wszystkich innych w puszkach, to faktycznie szanse przeżycia bardzo maleją.

    Natomiast jeżeli motocyklista przyjmuje rzeczywistość, że nie ma nigdy absolutniego pierwszeństwa przejazdu, że jest niewidzialny dla innych uczestników i musi unikać nie tylko swoich błędów, ale też błędów wszytkich innych obok, to szanse przeżycia bardzo wzrastają.

    Są ludzie, o takiej konstrukcji psychicznej, że postawa numer dwa jest zwyczajnie dla nich niemożliwa. Ich racja jest święta i zawsze bardziej mojsza. I motocyklizm nie jest dla takich ludzi!

  286. @rouman
    „Natomiast jeżeli motocyklista przyjmuje rzeczywistość, że nie ma nigdy absolutniego pierwszeństwa przejazdu, że jest niewidzialny dla innych uczestników i musi unikać nie tylko swoich błędów, ale też błędów wszytkich innych obok, to szanse przeżycia bardzo wzrastają.”

    Cmentarze są pełne ludzi przekonanych, że mieli świetny kontakt z rzeczywistością. Apeluję o zaprzestanie.

  287. ,,te kwestie są po prostu wyliczalne.”
    Jest jakieś dostępne źródło tych wyliczeń? Chciałbym sprawdzić, czy te mikromorty uwzględniają wykańczanie bliźnich wyrzutami kortyzolu.
    ,,winę człowieka.” Sam wybór środka transportu o którym TO wiadomo też chyba można podciągnąć pod ogólnie rozumianą 'winę’?

  288. @Artur Król

    Średnia nie jest tu chyba najlepszą miarą, bo nawet jako zmotoryzowany dwuśladowiec widzę tu różne demografie i różne motocykle. Co innego dwudziestolatek na japońskiej szlifierce, co innego brzuchaci cosplayerzy Hell’s Angels, a jeszcze co innego Stefan z Podkarpacia na swojej pyrkawce.

  289. Podług znajomego policjanta w ichniej nieformalnej terminologii motocyklista to tatar (wisielec to brelok, a topielec to szuwarek), co chyba daje pojęcie, jak wyglądają ofiary wypadków i jaka jest ich przydatność w transplantologii. I w sumie musi tak być – z jednej łatwo osiągnąć jakieś dzikie prędkości, z drugiej nie ma się żadnej sensownej ochrony – nie ma pasów, poduszek powietrznych, stref zgniotu. Jest kask chroniący tylko głowę, co pozwala pobrać te rogówki.
    No ale – motor to jest wynalazek do pomykania na międzystanowej na Dzikim Zachodzie, niekończąca się prosta droga pośrodku niczego. W naszych warunkach wykorzystywanie pełnych osiągów to proszenie się o nieszczęście.

    PS Tymczasem ta głośna ostatnio próba przełamania frontu skończyła się masakrą wojsk rosyjskich. Weszli w ten wyłom bez wsparcia i Azov zrobił im jesień średniowiecza.

  290. @
    „motocyklista to tatar (wisielec to brelok, a topielec to szuwarek)”

    Jednak duch poezji romantycznej nie ginie w narodzie. Bo ta policyjna metaforyka mocna jak z krymskich sonetów. Ten „tatar” daje się odczytać nie tylko w kontekście transplantologicznym, ale także jako jeździec o drogowych manierach skośnookiego podkomendnego Andrzeja Kmicica. Albo o mentalności też „wschodniej”, ale bardziej kozackiej, jak u jeźdźca z oddziałów sformowanych przez Aleksandra Lisowskiego (pierwotna nazwa: straceńcy).
    Tak bardziej współcześnie, ci jeźdźcy burzy to trochę krewniacy polskich himalaistów ruszających z szablami i bez tlenu na ośmiotysięczniki, z czekanami na Czogori, choć w domu żona z dziećmi, trochę bliźni brawurowych wakacyjnych pływaków po libacji alkoholowej, którzy powiększają grono „szuwarków”, a trochę bracia tych pilotów, co polecą i na drzwiach od stodoły, zaś wylądują – choćby na pokładzie wieźli parę prezydencką – w każdej mgle, na czucie i wiarę, nie na szkiełko i oko przyrządów pokładowych.
    „A ludzie mówią i mówią uczenie”, ale Norwid jak coś palnął, to nie tak łatwo odwołać. Nawet na pozytywistycznym blogu WO.

  291. kmat
    „Podług znajomego policjanta w ichniej nieformalnej terminologii”

    To jest wspólna mowa służb tego typu, strażacy też jej używają, zna pogotowie. W końcu wszyscy stoją w jednym kółeczku wokół miejsca zdarzenia.

  292. @ergonauta
    W polskich warunkach ten „easy riding” to jak najbardziej jest wariacja w temacie ułańskiej fantazji. Aż dziw, że tak mało tego.

    @rpyzel
    Brzmi logicznie.

  293. A czym się różnią „w polskich warunkach” od niemieckich, francuskich czy hiszpańskich?

  294. @rouman01
    „A czym się różnią „w polskich warunkach””

    Warto pośledzić doniesienia o zdarzeniach drogowych z udziałem tirów z kierowcami np. na litewskich paszportach. To oczywiście są tylko pojednyncze anegdoty (a media zawsze podkreślą, że szofer/sprawca zza którejkolwiek wschodniej granicy, a nigdy nie podkreślą, że ziom), ale jakaś mentalna mapa Europy, nieco się zacierająca, nieco zmitologizowana, jednak jest.
    Ja w tej motocyklowej dyspucie stoję bardziej po twojej stronie, bo wydaje mi się, że potencjalnie: motocykliści to samobójcy, kierowcy to zabójcy (a jestem przeciw chowaniu samobójców za murem cmentarzy, włącznie z himalaistami, uzależnionymi od seksualnych wrażeń w stanie podduszenia, czy innymi tam adrenaliniarzami). Zresztą tak osobiście to znam raczej wzmiankowych przez amatilla cospleyerów, takich na motorach z II WW, nieraz z koszem, więc jako dwuślady bezpieczniejszych, czasem jakiś husarz-harlejowiec, ale tak dostojnie, zaś pamiętani z młodości koledzy i wujkowie, dosiadający komarków, rometów, simpsonów, jaw, świdnickich wuesek, owszem niekiedy brawurowo (hormony, alkohol, małżonka hetera, że żyć się odechciewa), jednak mało mieli wspólnego z tym współczesnym plemieniem na japońskich szlifierkach. Z ich sprzedażą jest jak ze sprzedażą broni w USA – przesadna dostępność, bo i biznes przesadnie potężny. Zrób „w polskich warunkach” taką modę na broń, jak są modne szybkie motocykle, i też może być ostrzej niż gdzieś w zachodniej Europie.

  295. @ergonauta
    Bardzo dziękuję za wyjaśnienie. Gospodarz prosił zaprzestać, więc już zaprzestaję.

  296. @klima w zbiorkomie / „możesz wylosować Konstal i wrócić duchologicznie do lat 90.”

    W Krakowie z kolei można wylosować nowiutki autobus MAN (zaczęły jeździć jakoś późną wiosną, malowane całe na niebiesko), a w środku gratis: sauna sucha dla wszystkich. Z kolei starszy tabor (głównie Solarisy) ma działającą klimatyzację. Spojrzałem parę razy przez ramię kierowcy MANa i na panelu AC wyświetlało się „LO”, co w osobówce chyba oznacza max. chłodzenie. Czy ktoś zorientowany umie takie zjawisko wyjaśnić?

    @”słynny lewoskręt”
    Tak zginął parę dni temu Brent Hinds, były gitarzysta Mastodon (po latach grania w stabilnym składzie zdążyli jeszcze zaliczyć brzydkie rozstanie, z paszkwilami na socialach, tym bardziej przykre).

  297. @nean
    Mikromorty mówią stricte o ryzyku śmierci danej osoby w wyniku danego działania (lub braku, mamy też wyliczenia dla po prostu bycia 90-latkiem).

    @amatil
    Zawsze możemy próbować dalej różnicować grupy, natomiast w statystykach śmiertelności przecież nie będziesz miał takiego podziału, możemy się opierać tylko na tym co mamy. Plus jeśli chcesz robić taki podział, to trzeba by dla porównania robić porównywalny podział kierowców samochodowych, bo to nie jest jednolita grupa również, itp.

  298. @szmermurszu
    „Z kolei starszy tabor (głównie Solarisy) ma działającą klimatyzację.”

    Chwała Solarisom (nie tylko za nazwę). U nas na północnym Mazowszu też raźno pomykają i rześko klimatyzują; i też Solarisy z różnych generacji, więc przywołujące wspomnienia z różnych osobistych taborów i warstw archeologicznych.

  299. @prophet5

    „Przecież nie robią, bo Demokraci zagrozili, że zrobią to samo. Republikanie już zaczęli płakać, że Gavin Newsom planuje ukraść pięć republikańskich mandatów.”

    No i zrobili: link to politico.com

    Teraz zobaczymy, czy Demokraci w końcu znajdą odwagę w sobie, czy nadal będą się dali lać Republikanom bez oporu.

  300. @wo
    „Zajezdnia raczej chyba. Z tramwajami też jest przecież loteria, możesz wylosować Konstal i wrócić duchologicznie do lat 90. z Drendą i Paśnikiem.”

    Operator, w tym wypadku Tramwaje Warszawskie, a konkretnie zespół dyspozytorni (czy jak to się w TW nazywa).

    Jak najbardziej jest wykonalne przydzielanie konkretnego taboru na konkretne brygady, co widać czasem w rozkładach jazdy, np. w Gdańsku, kiedy mieliśmy jeszcze te nieszczęsne akwaria (Konstale 105), w rj były oznaczane kursy taborem niskopodłogowym, co prawda nie konkretnym modelem, ale dałoby się i to. Jest od tego nawet specjalna ministerialna ikonka (w rozporządzeniu MinTrans ws rozkładów jazdy).

    Ma to jednak oczywiste minusy w postaci małej elastyczności w przypadku awarii, a zwykle dąży się, żeby w godzinach szczytu jeździło wszystko + minimalna rezerwa rzędu 3-5%. Gdyby za waszą zdefektowaną Pesę puścić wysokopodłogowego Konstala, to pasażer mógłby żądać odszkodowania. W efekcie by trzeba doprowadzić do sytuacji, w której w rezerwie są tylko nowe tramwaje, a stopiątki w ruchu (żeby w razie awarii stopiątki był niskopodłogowy, a nie na odwrót).

    Nie jest to sytuacja zerojedynkowa, ale zarządcy i operatorzy raczej wolą elastyczność.

  301. @Tomasz Larczynski

    W Bydgoszczy odwrócili i na wypadek wyjazdu 805 są kolejności fakultatywnie niskopodłogowe, a domyślnie dla pasażera oznaczone jako „Możliwa obsługa kursu tramwajem wysokopodłogowym”.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.