Demokracja merytokratyczna

Wszyscy na pewno bardzo tęsknili za kolejną notką o HOI4! Oto i ona, a dotyczy alternatywnej ścieżki historii wyjątkowo interesującej jako political fiction – ale kiepskim gejmpleju. To ścieżka Walerego Sławka, który w naszym continuum z bycia oczywistym następcą tronu po Piłdudskim (1930-1935) spadł na samo dno, aż do samobójstwa w 1938.

Gra (w trochę naciągany sposób) przedstawia jego frakcję jako „sanacyjną lewicę”. No może na tle pozostałych… Ja bym jednak wolał się trzymać historycznego określenia, „grupy pułkowników”.

Nazywano ich tak dlatego, że wprawdzie robili u boku Piłsudskiego kariery wojskowe w latach 1914-1921, ale potem przeszli do cywila. W pierwszych latach sanacji byli przepotężni, co sparodiowane jest w „Karierze Nikodema Dyzmy” w postaci pułkownika Waredy, który wszystkich zna i wszystko może załatwić (sam Wareda wzorowany był ponoć na Wieniawie).

I jak to w bywa planszówkach, ten gracz, któremu za dobrze idzie na samym początku, wytwarza przeciwko sobie koalicję wszystkich pozostałych. Wrogość wobec Sławka zjednoczyła pozostałe frakcje: Klonową (Rydza), Wierzbową (Becka) i Zamek (Mościckiego).

Historycznie do wrześniowej katastrofy doprowadziły nas głównie Zamek i Klonowa. Wierzbowa sama się wyeliminowała z gry, bo Beck wszystko postawił na jedną kartę, zobowiązując się do wypełnienia Testamentu Marszałka przez stworzenie Międzymorza. Gra (oraz Samo Życie) to blokuje ustawiając surowe wymagania, jak potężną armię i przemysł musiałaby mieć Polska, żeby w to drzewko fokusowe w ogóle można było kliknąć. Beck byłby więc kolejny do odstrzału, gdyby sanacyjna gra o tron potrwała jeszcze parę lat.

Sławkotopia omija problem Międzymorza, przekształcając sanację w coś w rodzaju demokracji w formie Powszechnej Organizacji Społeczeństwa. Zamiast agresywnej Bordurii, robimy się praworządną Syldawią – a co za tym idzie, wszyscy nas lubią i chcą z nami wejść w sojusze. Drzewko nieosiągalne w innych scenariuszach, tutaj samo wyrasta.

Pojawiają się też inne fokusy, dostępne tylko Sławkowi. Projektanci Paradoxu bazowali je na jego planach, ale robiąc arbitralne założenia, że by się to udało. Czyli tworzymy państwo, w którym armia szybko się szkoli (bo każdy żołnierz ma buławę w plecaku), risercz frunie (bo państwo wyciąga przyjazną dłoń do lewicujących intelektualistów) a korupcja znika (bo kawalerowie Virtuti Militari są niekorumpowalni).

Hm. Mam ci ja swoje zdanie, ale to wszystko wytrzymuje standardowe Dźwigary Do Zawieszania Niewiary zgodne z unijną normą literatury fantastycznej. Na pewno jest to ciekawsze od banałów i banialuków „z Hitlerem na Stalina”.

Sławkotopia ma dwie zasadnicze wady. Żeby ją zrealizować, trzeba porzucić prawie wszystko, co udało się zrealizować w naszym Wszechświecie w ramach drzewek fokusowych „zamek”, „sanacyjna prawica” a nawet „plan czteroletni”. Nie ma COP-u, Gdyni, tych malowniczych bunkrów na Helu, ani nawet tej szczątkowej modernizacji armii, która udała się Rydzowi. Wszystkie punkty decyzyjne po prostu pochłania nam pacyfikowanie „sanacyjnej prawicy”.

Wojna tymczasem wybucha wcześniej, bo zamiast oddania Sudetów – czyli w październiku 1938. Co gorsza, Czechosłowacja – nawet gwarantowana przez sojuszników – czasem te Sudety jednak oddaje. Nie wiem od czego to zależy (może ktoś wie?), mam wrażenie że to jest randomowa decyzja z p=50%. Doświadczałem tego usiłując bronić Benesza także jako Francja i Rumunia.

Randomowe też jest zachowanie Rumunii (czasem odmawia dołączenia do Międzymorza) oraz Litwy (czasem woli zachować neutralność kosztem oddania Niemcom Kłajpedy). W ciągu ok. 150 dni od sprawdzenia sudeckiego blefu triggeruje się też randomowy event zamachu na Hitlera.

Zaleta jest taka, że wojna się kończy w pół roku. Wada taka, że neo-kajzerowskie Niemcy dołączają do nas jako niechciany sojusznik, więc niewiele można wyhandryczyć w traktacie pokojowym – najwyżej Wrocław, Królewiec i Szczecin (ale gdy zamach się nie uda i Hitler walczy do samobójstwa w bunkrze, możemy wziąć Wszystko).

Ta randomowość sprawia, że nie polecam tego do multiplayera. Jest to natomiast zabawne przy graniu jak w rolpleja – a ja gram w HOI4 wcielając się w kogoś, kto wysiadł z wehikułu czasu i usiłuje uratować świat przed Gułagiem i Holokaustem.

Alternatywna historia wygląda więc tak, że zamiast zamordyzmu konstytucji kwietniowej, mamy merytokrację, w której wszyscy znajdują swoje miejsce (Rydz, Beck i Mościcki też!). Nowa władza łagodzi relacje z sąsiadami, tworząc sojusz od Estonii po Rumunię.

W październiku 1938 Niemcy wypowiadają wojnę. Polska armia jest do tej wojny nieprzygotowana (brakuje nie to że armat, ale nawet karabinów), ale ma do obrony krótką granicę, plus sojusznicy przysyłają swoje jednostki oraz po 30 dniach dociera lend lease (to arbitralna mechanika gry).

W pierwszych dniach wojny Niemcom udało się więc w paru miejscach wtargnąć na teren Polski, ale ich szczytowym osiągnięciem było zajęcie Suwałk (jaki film by Lejtes zrobił o tej tragedii!). Po miesiącu polskie wojsko zostało dozbrojone, a że za sprawą sławkotopijnego bonusa, szybciej się szkoliło od niemieckiego, zima nasza – polska kontrofensywa zajęła Wrocław i Królewiec.

11 marca udał się zamach na Hitlera. Spiskowcy proklamowali restytucję cesarstwa, ze stolicą w Wiedniu. Polska zareagowała na to improwizowaną ofensywą na Berlin wszystkim co było w pobliżu. Byłą stolicę Rzeszy udało się zająć 17 marca 11 Karpacką Dywizją Piechoty.

Wojna skończyła się 9 marca 1939 traktatem, który wydzielał republikę Szlezwyk-Holsztyn i wcielał do Polski całe Prusy i Pomorze (tylne też!), odcinając Niemcy od Bałtyku. Ale został im Hamburg, został im Wiedeń, więc i tak wyszli z warunkami lepszymi niż w 1945.

Po zwycięstwie wróciłem do budowy Międzymorza. Zawiesiłem to na czas wojny, bo AI zazwyczaj nie chce wchodzić w sojusze grożące „wciągnięciem w wojnę”. Co prawda nie zawsze dotyczy to sojuszy budowanych eventami, ale nie chciałem ryzykować – może ktoś coś wie?

Demokratyczna Polska jest w stanie zaprosić do sojuszu nawet kraje nordyckie oraz Węgry (gdy grałem Czechosłowacją i Rumunią, nie udało mi się to). Odmówiła mi tylko Finlandia (nie wiem na ile to jest losowe). Było to akurat fortunne, bo walczyli sobie dzielnie tak jak w historii, a ja mogłem rozbudowywać swój sojusz – od Norwegii po Grecję.

Wojna rozgorzała ponownie 11 lutego 1940, gdy ZSRR napadł na Estonię. Wprawdzie polskie wojsko znów było tragicznie niegotowe, a państwo nadal praktycznie nie miało przemysłu (ciągle nie było kiedy realizować tych fokusów od Kwiatkowskiego), no ale łączny potencjał aż takiego Międzymorza był po prostu nie do zatrzymania. Już 18 czerwca polska 6 dywizja piechoty wkroczyła do Moskwy. Był to po prostu zwycięski spacer (dosłownie, bo skąd czołgi w kraju bez przemysłu).

Dalej symulacja robiła się coraz mniej prawdopodobna. Realizują swoje historyczne fokusy, Włosi wiosną 1940 napadli na Grecję. Miało to jeszcze jakieś znamiona prawdopodobieństwa, bo większość greckiej armii była wtedy zajęta wyzwalaniem Armenii, ale przecież wiadomo było, że na dalszą metę Potężne Międzymorze da radę.

Włosi więc zajęli kawałek Epirusu. Musiałem pośpiesznie mobilizować szkolące się dopiero jednostki, w tym eksperymentalną dywizję pancerną, która ruszyła do Grecji de facto jako brygada piechoty (z kilkoma tankietkami). W tym alternatywnym świecie wniosek z wojny byłby taki, że czołgi to ślepa uliczka – Niemcy, Sowieci, Włosi i Japończycy tyle tego natłukli, a nic im to nie dało (inna sprawa, że np. T-34 przeszedłby do historii jako ciekawy prototyp, od czasu do czasu wspominany przez entuzjastów #rapierów).

Potem realizując resztki swoich historycznych fokusów do Włoch dołączył Irak, co z kolei wciągnęło wreszcie do wojny zachodnich aliantów – którzy dołączyli jako kolejny niechciany sojusznik. W efekcie powojenne Włochy stały się brytyjską marionetką (ale chociaż sobie dołączyłem do Rzeczpospolitej Wenecję – głównie chodziło mi o ich przemysł, ale oczywiście Melchior Wańkowicz dorobiłby jakieś uzasadnienie, że „Sztafeta na tropach Casanovy”, etc.).

Dalej gra robi się już zupełnie nierealna. Japonia – tak jak historycznie – atakuje zachodnich aliantów, ale oczywiście kiedy nie było upadku Francji, dostaje łomot od razu. Polska niestety nie może do tej wojny dołączyć inaczej niż przez agresywną wojnę, np. o zajęcie Sachalinu, co niby robię, ale utrudnia mi to imersję w rolpleja. Może coś się zmieni z nowymi dodatkami, skupionymi właśnie na wojnie chińsko-japońskiej, wszystko co powyższe dotyczy wersji 1.16 (z wszystkimi dodatkami, gdyż jestem niewątpliwie pieprznięty na tym punkcie i na innych).

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

231 komentarzy

  1. Melchior Wańkowicz był propagandystą bardzo wziętym, tak wziętym, że mit COP istnieje w podręcznikach do tej pory, tzn. jest opowiadany tylko z perspektywy efektów, a nie źródeł jego finansowania. Bo przecież jeżeli inwestycje Gierka opisuje się jako problem zaciągania kredytów pod zakup towarów inwestycyjnych,technologii i powstałego w związku z tym zadłużenia (dewizowego), to tak samo trzeba powiedzieć, że inwestycje w COP również były w znacznej mierze sfinansowane kredytem udzielonym przez Francję z tytułu umowy 5.09.1936. w Rambouillet. Dochodzi do tego jeszcze problem reglamentacji dewizowej z tego samego roku, co oznacza, że żeby spłacić transzę długu, państwo nie może po prostu wyjść na rynek walutowy i kupić dolary,funty etc., a musi przymusowo wyeksportować daną ilość towarów by uzyskać złoto czy inne waluty wymienialne/światowe, tak jak za Gierka. To zaś może powodować perturbacje na rynku wewnętrznym.
    Takie podwójne standardy.

  2. 30 dni na Lend Lease? Z tego, co pamiętam, to transport brytyjskich samolotów stał w Stambule gdzieś w drugiej połowie września 1939. Owszem, zamówionych wcześniej. Ale gdyby sojusze były trwalsze, a obrona dłuższa, to przed końcem miesiąca pierwsza pomoc materialna może by się nad Wisłą zmaterializowała. (Inna rzecz, że trzeba wyszkolić pilotów — raczej w 1940 by dopiero latały bojowo i zapewne dostały łomot…)

    PS.
    Nawet upadła Francja wygrywała w wojnie z japońskim wasalem, Tajlandią. Tylko nacisk przez Niemcy wymusił kapitulację.

  3. @embercadero
    „Jakim cudem Polska ma w 38 z Niemcami krótką granicę do obrony?”

    No krótszą niż historycznie.

    @pak
    „30 dni na Lend Lease?”

    Ta gra już i tak jest krytykowana za nadmierną komplikację, a jednak niektóre sprawy sztywno upraszcza. Pierwszy transport lend lease zawsze dociera po 30 dniach, niezależnie czy chodzi o dwa sąsiednie państwa czy transport na drugą stronę kuli ziemskiej.

  4. @sj
    „Bo przecież jeżeli inwestycje Gierka opisuje się jako problem zaciągania kredytów pod zakup towarów inwestycyjnych,technologii i powstałego w związku z tym zadłużenia (dewizowego)”

    Przecież Gierkowi nie zarzuca się TYLKO TYLE.

  5. Mimo wszystko sanacja kontaktowała jakoś tam z normalną ekonomią, a Gierek to niezbyt. Tu naprawdę nie ma żadnych podwójnych standardów.

  6. Podwójne standardy przebijają nawet w notce, bo dlaczego w sanacji merytokratycznej mogłoby nie być (już wybudowanej) Gdyni?

    Z tego samego powodu przez który Gdynię już wybudowano, a równolegle proponowanego COP nie. Pomysłodawcą był Sosnkowski, PPSowiec, więc najpierw pomysł uwalono. Gdynię też nie łatwo było przepchnąć przy sprzeciwie „kontaktujących z ekonomią”. Pomysł wrócił już za pierwszego Kwiatkowskiego ale radzono dwa lata i uradzono co najwyżej ulgi dla psiembiorców, którzy mieli tam stawiać przemysł z inicjatywy prywatnej.

    Gdynię nota bene sfinansowano z emisji pieniądza. Jakieś pół miliarda złotych prosto z budżetu i spanie robotników pod gołym niebem jak budowę opisuje Fleszarowa w powieściach i Grzegorz Piątek w „Gdyni obiecanej”.

    Po kursie franka z 1936 to równowartość tego co Francuzi faktycznie przekazali, nie biorąc pod uwagę kryzysowej inflacji w międzyczasie. Ani w tej decyzji ani w chaosie planistycznym COP nie było zmysłu ekonomicznego, a polityczny. Lokalizacjami zresztą rządził projekt cywilizacyjny przerywany buntami w kieleccyźnie czy strajkiem chłopskim w małopolsce.

  7. @kmat
    „sanacja kontaktowała jakoś tam z normalną ekonomią, a Gierek to niezbyt”

    Wątek religijny był pod poprzednim wpisem. Nie szukajmy tu może dogmatu, czym jest „normalna ekonomia”.
    Mój dziadek Mirek żył i za sanacji, i za Gierka, no i pod względem ekonomii za Gierka było mu cirka 10 razy normalniej.

  8. „sanacja kontaktowała jakoś tam z normalną ekonomią, a Gierek to niezbyt”
    Obie części tego zdania nie są wcale takie oczywiste. Pomysły Gierka padły, bo centralne planowanie nie było w stanie udźwignąć wszystkich zależności wewnętrznych łańcuchów dostaw*, a ludność uwierzyła w propagandę i zaczęła się domagać poprawy jakości życia także w rzeczywistości, a nie tylko w telewizorze.
    Czy kapitalizm polityczny sanacji by dał radę lepiej? No nie dowiemy się.

    *) z ciekawostek to słyszałem od ojca historyjkę jak jeden z „wierzących” socjalistycznych profesorów ekonomii tłumaczył studentom jak wielkim złem są przekroczenia planów przez różne przedsiębiorstwa. Bo skoro oni przekroczyli plan, to wykorzystali więcej materiałów niż w planie. A skoro oni wykorzystali więcej, to ktoś inny ich nie dostał i zawalił swój. A skoro on zawalił swój, to kolejny nie mógł wyrobić swojego przez co nadprodukcja tych pierwszych w ogóle nie był potrzebna…

  9. @ „słyszałem od ojca historyjkę”.
    Ja takie opinie słyszałem osobiście za późnego Gierka. Zresztą przekraczanie planów często niespecjalnie się opłacało także załogom zakładów pracy, bo zwykle wiązało się z wpisaniem przekroczenia w nowy plan. Teraz jako pracownik firmy wchodzącej w skład dużego korpo też się martwię przekroczeniem planu i nie jestem w tym zmartwieniu odosobniony.

  10. @unikod
    „Podwójne standardy przebijają nawet w notce, bo dlaczego w sanacji merytokratycznej mogłoby nie być (już wybudowanej) Gdyni?”

    Gra podchodzi z pewną swobodą do kalendarza. Część decyzji tutaj ewidentnie tak naprawdę byłaby podejmowana wcześniej, jeszcze za życia Piłsudskiego (na przykład sławkotopia wymaga rezygnacji z konstytucji kwietniowej). Ten brak Gdyni to trochę skutek mojego arbitralnego wyboru, po prostu możemy zrobić albo „clamp down on Danzig” (czyli w praktyce odrzucenie paktu o nieagresji z Niemcami z 1934 i zamiast tego wprowadzeniu kontroli nad miastem), albo budować Gdynię fokusami. Oczywiście ten „clamp down” się praktycznie z każdego punktu widzenia bardziej opłaca (poza tym robiąc sławkotopię i tak nie zrobimy tych fokusów).

  11. @Luster De

    „z ciekawostek to słyszałem od ojca historyjkę jak jeden z „wierzących” socjalistycznych profesorów ekonomii tłumaczył studentom jak wielkim złem są przekroczenia planów przez różne przedsiębiorstwa.”

    O tych problemach jest świetna książka „Red Plenty” Francisa Spufforda.

  12. @luster
    ” z ciekawostek to słyszałem od ojca historyjkę”

    To nie jest ciekawostka ani historyjka, to nawet wtedy było dość powszechną wiedzą nawet niekoniecznie wśród „wierzących” ekonomistów (to zresztą też ryzykowne określenie, przecież wielu ekonomistów krytykowało system nawet będąc w PZPR). Ja to normalnie słyszałem na ekonomii politycznej na studiach.

  13. Hm, pracowałem w życiu w kulki korposach, przeważnie było tak że mało ważne było czy twój team zarabia czy traci ale cholernie ważne było by dowozić wyniki jak najbardziej zgodne z planami. Odchylenia w obie strony są równie źle widziane. Także nie ma to nic wspólnego ani z wiarą ani z gierkiem, po prostu nie da się powozić dużą organizacja bez planowania

  14. @W0
    „wielu ekonomistów krytykowało system nawet będąc w PZPR”

    Niedawno gdzieś tu przewinęła się powieść Minkowskiego z motywami o tym. No i serial „Dyrektorzy”. Fałszywa jest wizja, jakąś się dziś do wierzenia podaje, że PRL było tak po prostu binarne: albo władza, albo opozycja. Tak jak fałszywe jest ideologiczne uproszczenie, że socjalizm był niereformowalny. To, że coś się źle reformuje (a ZSRR zagląda przed ramię), nie oznacza, że coś jest niereformowalne.
    Dziś też możemy odnieść podobne wrażenie – że kapitalizm jest niereformowalny, a więc że dupa, w której się urządzamy, będzie po prostu coraz czarniejsza. Ale to nie kwestia jakiejś konieczności dziejowej, tylko władzy ideologicznych aparatczyków (krzywa zysków musi rosnąć = przekraczanie planów).

  15. #przekraczanie planów

    No owszem, jak nam nagle coś wypluje np. 150% planowanej produkcji, to trzeba się nad tym pochylić. Może plan był za niski? Może jest błąd w raportowaniu? Może olano kontrolę jakości, BHP i masę innych „spowalniaczy” i z tych 150% połowa produktów to szmelc co by zginał na brakowaniu, a za to mieliśmy 20% skok wypadków?

    To jak z dzieciakiem. Jak nagle niezaradny nastolatek mający średnią 3,5 zacznie mieć średnią w okolicy 4,8 oraz dziwnie dużo pieniędzy, to się warto dyskretnie upewnić, czy aby nie sprzedaje kolegom białego.

    Anyway, kryzys nadprodukcji to pojęcie znane od XIX wieku (no, przynajmniej empirycznie znane).

  16. #kryzysy nadprodukcji w cieniach spraw innych

    No i praca na akord. Skutkująca tyleż bylejakością produktu, co otępieniem produkującego (Chaplin przy taśmie). Człowiek z marmuru wyewoluował w człowieka z Avonu (bohatera pracy kapitalistalistycznej). Szekspirowsko to analizuje David Mamet w „Glengarry Glen Ross”, nie znam wersji teatralnej, ale w filmie (obsada!) wyszło rewelacyjnie.
    Pierwszą pracę zawodową zacząłem 2 maja 1989 r., w zakładzie pracy socjalistycznym (i dużym, z tysiąc osób), jeszcze sie tliły stanowiska pracy akordowej (toczenie rur, szlifierka czopów), już gniła NSZZ Solidarność (przewodniczący był regularnym warchołem) ale przy całej gorączce politycznej tamtego okresu (może wkrótce wolność, brak cenzury, osobisty paszport w szufladzie domowej, a nie w komitecie), była powszechna świadomość, że upadający system zaraz runie, bo miał wiele założeń tak niepolitycznie złych, np. sztucznie ustawiony popyt na to, co wytwarzaliśmy, tak żeby wyniki mogły rosnąć w tabelach, nawet jeśli produkty wędrowały w krzaki. No i od 1990 zakład zaczął tonąć we własnych bylejakich produktach, których raptem – za dotknięciem magicznej ręki rynku – nikt nie chciał. Nikt tego nie chciał, bo było bylejakie <<< tłukliśmy tego za dużo, zamiast dobrze <<< tłukliśmy tego za dużo dużo, bo tak chciała ideologia, tego pragnęły tabele, a nie rzeczywistość. Ta świadomość była jednak od 15 lat tłumiona, zepchnięta w cień.
    Od 1975r. – czyli od starcia helsińskiej Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (tzn. podpisanej m.in. przez Polskę zgody, że państwa będą szanować swoich obywateli i ich poglądy) z VII zjazdem PZPR, na którym zaplanowano zmiany w Konstytucji PRL z 1952 r. (miały dojść wpisy typu: wieczna przyjaźń ze Związkiem Radzieckim albo socjalizm ponad wszystko) wszelkie dalsze próby naprawy systuacji ekonomicznej kraju odeszły w cień przepychanek wolnościowo-politycznych (szlachetny List 59 vs haniebne głosowanie w sejmie, gdzie jeden Stomma się wstrzymał, itd). Wtedy skończył się Gierek, jego zady i walety.

  17. @embercadero
    „Hm, pracowałem w życiu w kulki korposach, przeważnie było tak że mało ważne było czy twój team zarabia czy traci ale cholernie ważne było by dowozić wyniki jak najbardziej zgodne z planami.”
    Hmmm, jakaś kwestia specyfiki danej pracy i tego co się dostarcza?
    Też pracuję w korpo i przy ocenach rocznych normą jest, że dostarczenie zgodnie z założeniami i planami to ocena przeciętna (3), a lepsze (2 i 1) są zarezerwowane dla ludzi, którzy są bardziej efektywni albo „exceed expectations”. No ale my nie produkujemy niczego fizycznego, co potem musiałoby znaleźć zbyt i zalegało w magazynach (co też kosztuje), tylko siedzimy w usługach i pracy intelektualnej.

    Swoją drogą przypomina mi się anegdotka którą słyszałem parę lat temu, jak to do produkcji jakiegoś sporego urządzenia naukowego podzielono pracę nad komponentami na dostawców angielskich i włoskich. Włosi się nie wyrobili w czasie i dostarczyli swoją część z opóźnieniem, Anglicy wszystko zrobili na czas. A potem się okazało, że 90% błędów pochodzi z tych angielskich komponentów, bo ich jakość była sporo słabsza, a to było urządzenie w którym nawet drobne różnice jakości miały spory wpływ.
    Też specyficzna sytuacja, bo nie komercyjna produkcja tylko eksperyment naukowy w którym jakość ma kluczowe znaczenie.

  18. @PK

    W IT zawsze można, jeżeli się wyrobi plan przed terminem, wziąć się za usuwanie „długu technicznego”.

  19. @rw
    „W IT zawsze można, jeżeli się wyrobi plan przed terminem, wziąć się za usuwanie „długu technicznego”.”
    Ja to pracuję nad prezentacjami mającymi zwizualizować managieros dlaczego należy usunąć dług techniczny albo postępować zgodnie z zasadami i prawidłami sztuki (w tym własnymi standardami). Co prawda jeszcze nie udało mi się nikogo przekonać, ale może któregoś dnia… 🙂 A do tego czasu mam zajęcie.

  20. Koledzy oczywiście mają rację co do tego, że plan jest od tego by go wypełnić a nie przekroczyć. Biorąc jednak pod uwagę jak bardzo „200% normy” było częścią socjalistycznej mitologii, ta anegdota o wierzącym profesorze jest dość zabawna.

  21. @Piotr Kapis

    Nieważne czy IT czy nie IT, przynajmniej moje własne doświadczenie mi mówi że nigdy dobrze nie jest nawet w teoretycznie najlepszym wariancie, jeśli planowałeś przychód X a dowiozles 3x. Przecież nie dostałeś po drodze niczego w prezencie, to znaczy że źle planowałeś. Oczywiście nikt się nie czepia rozbieżności 10 procent, ale nawet w usługach intelektualnych masz x ludzi y godzin, znane stawki, przewidywalne koszty, to powinno się dać zaplanować. No a jak nie umiałeś przewidzieć kosztów to dopiero przesrane. To są te rzeczy dla których każdy normalny człowiek nie chce być managerem

  22. Zbyt duży zysk oznacza nie tylko dodatkowe podatki ale i niechciane często zbyt wysokie oczekiwania na przyszłość, firmy wolą takie rzeczy planować zawczasu, sytuacja np że planowano wyjść w roku na zero a jakis nadgorliwy team wykręcił wynik który spowodował znaczący zysk (albo stratę), szczególnie jeśli wieści o tym dochodzą pod koniec roku, to jest scenariusz co najmniej na sporą awanture na zarzadzie. I opierdol, szczególnie jak manager jest słabo ustawiony. Tak to dziala

  23. @amatill:

    „Biorąc jednak pod uwagę jak bardzo „200% normy” było częścią socjalistycznej mitologii”

    Ta – w specyficznym okresie, i było kierowane do robotników, żeby więcej Pstrowskich było.

  24. @Michał Maleski
    „żeby więcej Pstrowskich było.”

    System wynagradzający za zapieprzanie na akord utrzymał się dłużej niż okres heroiczny socjalizmu w PRL. Wiosną 1989 pan Jurek toczący czopy (o numerze 58/72501) na rewolwerówce, jak się dobrze zawziął, to wyciągał pensję wyższą niż mistrz zmianowy.

  25. @embercadero
    „ale nawet w usługach intelektualnych masz x ludzi y godzin, znane stawki, przewidywalne koszty, to powinno się dać zaplanować.”
    W niektórych na pewno tak. Ja akurat od lat pracuję dla korpo zajmującego się dziedziną X, ale z mocno rozbudowaną (również z powodu, że to X) częścią informatyczną, w tym bezpieczeństwa informatycznego. I w tym wszystkim my siedzimy w takiej malutkiej działeczce dotyczącej tego jak się różne zewnętrzne podmioty dostają do nas i dlaczego bezpiecznie czy nie. Przy czym zewnętrzne podmioty to nie tylko jakiś dostawca czy regulator, ale i całe firmy na kontrakcie B2B – tylko nie pojedyncze osoby JDG siedzące w biurze jak normalny pracownik, a dosłownie zespoły umieszczone w jakimś obiekcie poza naszą kontrolą i dłubiące kod albo inne tickety.
    Co do planowania bo x ludzi, y godzin to można mieć zawsze tak jak ja w tym roku – olbrzymi projekt zaplanowany w poprzednim grudniu, rozwijany od stycznia aż po wrzesień, po czym we wrześniu do Teksasu przyjeżdża wielka szycha, spotyka się z managerami i mówi „Bla bla bla, wyniki są niezłe, bla bla bla, ale coś w Chinach, bla bla, więc musimy parę osób zwolnić. Czy ktoś na ochotnika?” Na co mój szef oraz jego szef podnoszą ręce i już nie wracają do siebie. Żegnamy się prywatnymi kanałami.
    W takiej sytuacji wszystko co zostało w ostatnim kwartale robimy nie tylko mniejszymi siłami, ale jeszcze wdrażając nowego szefa (bo to całkiem fajny gość, ale naszej działki nie zna), więc na koniec roku można powiedzieć „wykonaliśmy więcej niż od nas oczekiwano!”
    Ja osobiście w tym roku miałem też taki goal, gdzie sobie dałem wysoką ocenę (i nowy szef się zgodził), bo gdy wykryliśmy pewien sposób omijania zabezpieczeń, to ja wymyśliłem jak go załatać, ja testowałem czy to zadziała, ja siedziałem nad koordynacją ludzi i dzięki mnie zaimplementowano to szybko, bez żadnych nieoczekiwanych problemów i wszyscy są zadowoleni (poza ludźmi którzy używali tej luki do omijania naszych procedur).
    Ale tak, staram się nie mieć zbyt dobrych ocen. Część przeciętnych, jedna czy dwie lepsze. Ot, być na tyle dobrym, żeby nie chcieli mnie zwalniać, ale nie na tyle, żeby chcieli mnie awansować. Widziałem co się dzieje w tej firmie z managerami, nawet takimi bardzo wysoko postawionymi. Po co mi to? 🙂

  26. W mojej robocie jak ktoś się zawziął przekraczać oczekiwania, to jest to zwykle sygnał alarmowy, że z człowiekiem jest coś nie tak. Zwykle chodziło o budowanie jakiejś nieformalnej pozycji, żeby móc mobować innych.

  27. U Alana Sillitoe (chyba w Soboty na niedzielę) robotnik (brytyjski) w fabryce rowerów ma wyznaczoną normę dzienną wykonania jakichś wichajstrów. Którego dnia z ciekawości przyłożył się, ile naprawdę byłby w stanie zrobić, a jak podliczył urobek, to się przestraszył, ze ktoś zobaczy.
    I starał się tak pracować, żeby zawsze mieć dwie dniówki zapasu ponad normę, na wypadek choroby albo czegoś, ale nigdy więcej.

  28. Tu jest jeszcze jedna rzecz. Jak długo da się pracować na tak zwiększonych obrotach?

  29. Można zrobić linię Sławka, razem z tym focusem dającym doświadczenie wojska, nie wydając ani jednego PP na pacyfikowanie prawicy. Nie powiem jak, bo jestem na wakacjach, z dala od komputera, ale jeśli jest zainteresowanie, to mogę sprawdzić po powrocie.

    Czechosłowacja, z tego co wiem, nie oddaje Sudetów, jeśli jest w sojuszu z Francją. U mnie, na historycznych focusach, nigdy nie zdarzyło się, żeby zatrzymała Sudety będąc w Międzymorzu. Chyba w takim scenariuszu prawdopodobieństwo jest bardzo niskie. W konsekwencji nie miałem też zamachu na Hitlera. Zaznaczam, że mam wszystkie DLC, a to może się różnić zależnie od posiadanych dodatków.

    Państwa dołączają do MM praktycznie na 100 procent, nawet w czasie wojny, tylko trzeba mieć 100 pkt pozytywnej opinii, wygenerowany nacisk polityczny przez szpiegów i zrobione 30-dniowe decyzje za punkty polityczne (te decyzje pojawiają się po wykonaniu focusów z drzewka MM).

    Ja w tym scenariuszu zwykle odpuszczam CZ, bo i tak oddaje Sudety, a obrona tego, co pozostaje to orka na ugorze.
    Przyjmuję państwa Bałtyckie, aby mieć szybszy dostęp do portów w Prusach (zająć i odciąć niemieckie jednostki od zaopatrzenia) i dobrą lonię obrony na Dźwinie od wschodu. Zresztą Estonia o dziwo bardzo skutecznie samodzielnie się broni.
    Potem Finlandię, która jest bezcenna, bo z małym wsparciem potrafi w dwa lata zabić półtora miliona ruskich i Rumunię, bo też tworzy dużą armię.
    Następnie Węgry, żeby nie polazły do Osi, a potem to już zależy, jak się sytuacja rozwinie.

    Grając w ten sposób jestem w stanie walczyć na dwóch frontach nie oddając ani jednej polskiej prowincji, a wojna kończy się ok. 1943 kapitulacją Niemiec i ZSRR.

    Ogólnie to chyba jest najciekawszy z polskich scenariuszy. Jakoś w grach strategicznych single player zawsze ciekawsze było dla mnie przewodzenie sojuszowi komputerowych graczy, niż typpwy snowballing od zera do podboju świata.

  30. @kmat:

    „Tu jest jeszcze jedna rzecz. Jak długo da się pracować na tak zwiększonych obrotach?”

    Albo – a co zrobimy, jeżeli nie ma luzów, nie ma mocy w zapasie, a odpali się plik armagiedion.ekse w podobnej komórce i trzeba szybko przerzucać zadania?

    W jednej byłej pracy właśnie sobie ktoś umyślił, że a po co luzy, siedzą umysłowi 8 godzin? Siedzą? To zaplanować zadania tak, by się ledwo wyrabiali na przerwę na fajkę. Co prawda rotacja była większa niż średnia na rynku, ale za to jak się rozleciała podobna komórka i próbowano przerzucać zadania do mojej komórki wyrabiania PKB to się zadziały bardzo fajne rzeczy (czyt. polazła połowa ludzi i z mojej).

    @janekr

    „U Alana Sillitoe (chyba w Soboty na niedzielę) robotnik (brytyjski) w fabryce rowerów ma wyznaczoną normę dzienną wykonania jakichś wichajstrów. Którego dnia z ciekawości przyłożył się, ile naprawdę byłby w stanie zrobić, a jak podliczył urobek, to się przestraszył, ze ktoś zobaczy.”

    Prawidłowe, zdrowe podejście – robotnik wykorzystał luzy, by zrobić bufor na wypadek wypadku.

    @ergonauta:

    „System wynagradzający za zapieprzanie na akord utrzymał się dłużej niż okres heroiczny socjalizmu w PRL. Wiosną 1989 pan Jurek toczący czopy (o numerze 58/72501) na rewolwerówce, jak się dobrze zawziął, to wyciągał pensję wyższą niż mistrz zmianowy.”

    Wynagrodzenie akordowe to nawet do tej pory się utrzymuje – i miejscami ma sens biznesowy, miejscami nie, ale jeżeli te czopy od stachanowca były gorszej jakości (lub w ogóle zbędne) to sensu nie miał. Jednak na ile czytałem o ostatniej dekadzie PRL to wyglądało to trochę tak, jakby system się uparł żeby paść.

  31. @MM
    A też. Zwłaszcza, że takie dociskanie oznacza, że nie potrzeba zbyt dużo pracowników i problem z jednym generuje nieproporcjonalne trudności.

  32. @MM:
    > Albo – a co zrobimy, jeżeli nie ma luzów, nie ma mocy w zapasie, a odpali się plik armagiedion.ekse
    Coś, jak realny sanacyjny przemysł w 1938/9? Przynajmniej o PZL taką rzecz czytałem, że decydenci liczyli, że się da zwiększyć produkcję. Naiwni…

  33. @Falconek @WO
    „Pojawiają się też inne fokusy, dostępne tylko Sławkowi.”
    „te decyzje pojawiają się po wykonaniu focusów z drzewka MM”

    Swoją drogą, nie wiem jak inni, ale ja momentami nie łapię do końca o co chodzi, bo nie znam HoI. Może warto rozważyć jakąś notkę „jak właściwie się w to gra i co to są te focusy, oraz skąd się biorą?” Gry Paradoxu są bardzo rozbudowane, wiadomo że wszystkiego się nie wyjaśni, ale właśnie taki podstawowy „słowniczek” mógłby pomóc sobie to zwizualizować. Np. czy to że gramy Sławkiem polega na tym, że wybieramy na starcie historyczną postać w którą się wcielamy (coś jak w Cywilizacji) i to nam definiuje drzewko rozwoju, czy drzewka są zawsze takie same, ale od tego w które pójdziemy i będziemy je rozwijać, zależy ścieżka (czyli symulujemy Sławka podejmując decyzje w jego duchu)?
    O ile sama zabawa w historyczne symulacje (albo alternatywnie historyczne) wygląda na ciekawą, to ja się nieco gubię gdy mowa o focusach, a ja nie wiem skąd one się biorą i jak są wypełniane. Czy na to się wydaje jakieś punkty zdobywane po drodze? Czy może wypełnia warunki typu „rozbuduj przemysł do poziomu 4 w pięciu województwach” a inny ma „rozbuduj armię do poziomu X bez przemysłu na poziomie 4”?

  34. @Piotr Kapis
    Też w to nie grałem (może kiedyś, na emeryturze) ale grałem w Europa Universalis 2 i z tego co czytam, mechanika jest dość podobna. To nie jest jak Civilizacje, bo grasz zawsze na Ziemi, w określonym okresie historycznym, a nie na wygenerowanej planecie od neolitu po lot do Alfa Centauri.

  35. @amatill
    „To nie jest jak Civilizacje, bo grasz zawsze na Ziemi, w określonym okresie historycznym”
    To rozumiem. Chodziło mi o samo granie Sławkiem. W Cywilizacji wybieramy, że gramy Kleopatrą, Gandim albo Napoleonem i do tego porównywałem. Czy wybierając granie Polską dostajemy do wyboru Sławka/Józka/Romana czy to taki skrót myślowy i chodzi o symulowanie tych postaci przez wybór decyzji które oni podejmowali (albo podejmowaliby gdyby historia się inaczej potoczyła).
    Grałem w Crusader Kings 2, więc ogarniam z grubsza model „gra w konkretnym okresie historycznym”, chociaż CK to symulator dynastii. Mamy tam konkretnych władców a gdy ci umrą to przeskakujemy na ich dziedziców. Chyba, że takich nie ma, to game over. Ale EU i HoI są mi nieznane i nie wiem o co chodzi z focusami. Czy je się wykupuje za punkty, czy same się wypełniają z czasem/postępami? Czy jeszcze jakoś inaczej?

  36. @Korba
    > Teraz jako pracownik firmy wchodzącej w skład
    > dużego korpo też się martwię przekroczeniem
    > planu i nie jestem w tym zmartwieniu odosobniony.

    @embercadero
    > Także nie ma to nic wspólnego ani z wiarą ani
    > z gierkiem, po prostu nie da się powozić dużą
    > organizacja bez planowania

    Bardzo interesujące obserwacje, które prowadzą do eksperymentu myślowego. Gdyby duże korpo, miało swój kampus o powierzchni 300 tys km2, w którym mieszkałoby 35 mln pracowników z rodzinami, to w zasadzie czym by się to różniło od PRL? Czy obecne Chiny to taki ogromniasty PRL, z jedną nogą w cyberpanku a drugą w latach 90-tych?

  37. @pk
    „Np. czy to że gramy Sławkiem polega na tym, że wybieramy na starcie historyczną postać w którą się wcielamy (coś jak w Cywilizacji)”

    Nie. Na początku gry mamy przywódcę danego nam przez projektantów gry (oraz mniej lub bardziej Historię). W Polsce 1 stycznia 1936 to Mościcki. Natomiast fokusy i eventy mogą go zmienić na Gomułkę, Witosa, króla Fryderyka Krystiana Wettyna itd. Fokusy wybiera gracz (z tych, które mu dali projektanci, oraz mniej lub bardziej Historia). Eventy wydarzają się same, ale często gracz ma na nie wpływ przez swoje decyzje.

    „p. czy to że gramy Sławkiem polega na tym, że wybieramy na starcie historyczną postać w którą się wcielamy (coś jak w Cywilizacji) i to nam definiuje drzewko rozwoju,”

    Sławek jako przywódca wychodzi nam z drzewka (o ile je wybierzemy), a wtedy niedostępne robią się dla nas decyzje z innych drzewek. Na przykład na skrinie mamy dwie strzałki z wykrzyknikiem, oznaczające że wybór jednego wyklucza wybór drugiego: to „Camp of National Unity” (OZN z naszej historii) albo „New constitution” (to z alternatywnej sławkotopii). Drzewkowość działa jak w Cywilizacji, że generalnie musisz mieć „piętro wyżej” nim przejdziesz „piętro niżej” (czyli np. najpierw decyzja „sanacja, monarchizm czy rewolucja?”, a po wyborze monarchizmu: Wettyn, Habsburg, Hohenzollern?, a po wyborze Habsburga: czy przywracamy unię polsko-czeską? (itd.).

    „Czy na to się wydaje jakieś punkty zdobywane po drodze? ”

    To TEŻ. Po drodze zdobywamy punkty decyzyjne. Na skrinie widać, że wybór sławkotopii wymaga ciągłego wydawania tych punktów na „sideline the right”, inaczej Klonowa zrobi nam coup, brakuje więc tych punktów na wszystko inne (np. na mobilizację). Skądinąd gdy się czyta u Wańkowicza, jak Rydz mu narzekał w Rumunii, że próbował zrobić częściową mobilizację, „to jak się burzyli, jakie listy słali” – to gracz w HOI4 mruczy sobie w duchu „no nie dziwota, przeputał punkty decyzyjne na „sideline the left”, to i na mobilizację mu zabrakło.

    Oczywiście to wszystko się zapętla. Możemy w ogóle zrezygnować z fokusów żeby mieć więcej punktów na decyzje. Wiele decyzji wymaga najpierw fokusa (który odblokowuje decyzje typu „dyplomatyczna misja do Finlandii”). Wiele decyzji jest na nas wymuszonych, tzn. „Niemcy żądają Sudetów – zgodzić się czy nie”. (itd).

  38. @pk
    „Czy może wypełnia warunki typu „rozbuduj przemysł do poziomu 4 w pięciu województwach”

    W ogóle to też. Niektóre fokusy są niedostępne bez tego typu warunków. Na przykład wspominam w notce o drzewku Międzymorza – jego realizacja wymaga 700.000 żołnierzy (mogą być uzbrojeni w drewniane drągi, ale muszą być zmobilizowani) oraz warunku sprowadzającego się w uproszczeniu do „mieć więcej fabryk niż Francja”. I jakkolwiek te warunki wydają się sztuczne, to jednak wyjaśniają, dlaczego np. Węgry nie chciały się orientować na Międzymorze tylko na Oś, Beck miał po prostu za mało tego wszystkiego na tę swoją politykę mocarstwową.

  39. @falconek
    „Czechosłowacja, z tego co wiem, nie oddaje Sudetów, jeśli jest w sojuszu z Francją. U mnie, na historycznych focusach, nigdy nie zdarzyło się, żeby zatrzymała Sudety będąc w Międzymorzu. Chyba w takim scenariuszu prawdopodobieństwo jest bardzo niskie.”

    Kiedyś byłbym bardzo wdzięczny komuś za dotarcie do źródeł. Jak to w grach Paradoxu, zapewne jest jakaś prosta formuła matematyczna na to prawdopodobieństwo, ale faktem jest, że mi się tak zdarzało przy historycznych fokusach. Wydaje mi się, że na „bojowość Czechów” wpływa to, w jak potężnym są sojuszu, tzn. trzeba jednak mobilizować tych żołnierzy (i dawać im drewniane patyki do ćwiczeń, trudno, junaku, za miesiąć z pewnością przyjdzie przesyłka lendleasingowska).

  40. @wo
    Dziękuję. Teraz to trochę jaśniejsze dla mnie, jak się te focusy wybiera i co w praktyce znaczy granie Sławkiem.

  41. @unikod
    „Bardzo interesujące obserwacje, które prowadzą do eksperymentu myślowego. Gdyby duże korpo, miało swój kampus o powierzchni 300 tys km2, w którym mieszkałoby 35 mln pracowników z rodzinami, to w zasadzie czym by się to różniło od PRL?”

    Prawdopodobna odpowiedź na twoje pytanie brzmi „pewnie niczym”. Natomiast fundamentalna różnica między PRL a planowaniem obecnie robionym była w tym że PRL-owskie planowanie było centralne, planowało KC i przyległe do niego urzędy, obecnie robią to jednak same przedsiębiorstwa. Centralne planowanie było po prostu na dłuższą metę niewykonalne w tej skali, za dużo informacji, za duże complexity itp itd. Za 100 lat pewnie jakieś AI byłoby w stanie coś takiego ogarnąć ale nie wtedy.

  42. Duże korpo mają całkiem skomplikowane narzędzia do centralnego planowania, bo tu nawet w skali jednego przedsiębiorstwa to dużo informacji, duże complexity, itd.

    O konkretnym przypadku Google trochę się można dowiedzieć z link to sre.google słowo kluczowe „Auxon”.

  43. @ embercadero – planowanie i „obecnie robią to jednak same przedsiębiorstwa”

    Pytanie co uznamy za „samo przedsiębiorstwo”. Czy polska spółka z o.o., której wyłącznym właścicielem jest inna polska spółka, której właścicielem jest międzynarodowa spółka akcyjna jest planującym przedsiębiorstwem czy nie? Oczywiście jakąś tam autonomię ma, ale np. HR jest scentralizowany, kontroling i finanse też. A planować to sobie może co najwyżej jak, ale nie ile. No i bywają czasy, że zgodę na zatrudnienie pracownika na etacie trzeba dostać od samego capo di tutti capi (bo centrala przesadziła z zakupami i teraz pilnuje kosztów, bo akcje spadają).

  44. 1) Korpo, nawet na 35 milionów ludzi jednak funkcjonuje na jakimś rynku i konkuruje z innymi korpami na x milionów ludzi. PRL może nie był autarkią gospodarczą, ale te wszystkie konkurencje były mocno stępione. Nie było sensownej informacji zwrotnej, zresztą kogo ona obchodziła.
    2) Korpo ma jakichś właścicieli. Jest jakieś walne zebranie akcjonariuszy, jak się wkurzą to zarząd pogonią. W PRLu zarząd wybierał się sam. Najwyżej jeden odział top managementu wygryzał drugi ze stanowisk kierowniczych.

  45. „Gdyby duże korpo, miało swój kampus o powierzchni 300 tys km2, w którym mieszkałoby 35 mln pracowników z rodzinami, to w zasadzie czym by się to różniło od PRL?”

    Obecnością ZSRR.

    Byliśmy spółką BWPTR (Bo Wszyscy Polacy To Jedna Rodzina), której właścicielem była polska spółka PZPR, której właścielem była zagraniczna spółka KPZR, niby wiodąca w koncernie RWPG, ale zarządy innych spółek z RWPG miały wpływ na wiele spraw, zaś akcjonariusze na walnych czasem pogonili zarząd jakiejś nieswojej spółki.

  46. @ centralne sterowanie i korpo

    Myślę, że niczym się nie różni, a ciekawsze nawet od Googla będą jakieś gigakorpy przerzucające gigatony fizycznych rzeczy, taki np MAERSK, DSV czy inny DHL.

    Spoko byłoby przeczytać jakiś noblebright solarpunkowy sci-fi w którym Allende nie kończy marnie zabity przez faszystów (rękami pinoczetystów) i projekt Cybersyn działa nadal, ze współczesnymi mocami obliczeniowymi 😉

  47. >Korpo ma jakichś właścicieli. Jest jakieś walne zebranie akcjonariuszy, jak się wkurzą to zarząd pogonią

    Przy rozdrobnionym akcjonariacie, gdzie zarząd ma jakiś tam znaczący pakiet, jest to skrajnie nierealne. Jedyna opcja to wrogie przejęcie.

  48. @”Spoko byłoby przeczytać jakiś noblebright solarpunkowy sci-fi w którym Allende nie kończy marnie zabity przez faszystów (rękami pinoczetystów)”

    Anegdota mówi, że kiedy spytano Gandhiego o chrześcijaństwo, ten odparł: „Chrześcijaństwo? hm, ciekawy pomysł, warto by go kiedyś wypróbować”. Podobnie jest z socjalizmem jako systemem gospodarczym/ustrojem społecznym.
    I kapitalizm, i socjalizm na świecie drugiej połowy XX w. były wprowadzane na ostrzach bagnetów zimnej (a tu i ówdzie gorącej) wojny między USA i ZSRR, w klimacie wyścigu zbrojeń między dominującymi mocarstwami: nie chodziło o to, w którym ustroju ludziom będzie lepiej, ale o strefę wpływów, o triumf ideologii. Gdzieś tam w połowie drogi między rywalizującymi mocarstwami (np. w Szwecji czy we Francji) równocześnie umacniano kapitalizm i wprowadzano socjalizm, a efekty okazały się całkiem nie do pogardzenia. Allende zginął w 1973, rosyjska inwazja na Aganistan była w 1979, między tymi datami załamał się w Polskce system gospodarczy firmowany przez Gierka – owszem, w dużej mierze z powodu lokalnych przyczyn ekonomicznych, ale załamanie wiary w socjalizm jako ustrój, w którym ludziom może być w miarę dobrze, nastąpiło jakoś wtedy, w latach 70.; ostatnie półtorej dekady to już była reanimacja duchowego trupa (Socializmus ist tot, orzekłby sławny filozof). A jeszcze na białym dymie wjechał Wojtyła jako papież, co się wkrótce zakumplował z Reaganem, a nie z Andropowem czy Jaruzelskim, no i zdecydowanie potępiał socjalizującą teologię wyzwolenia (Jezu, komunizm!).
    Gdyby zapytać Gandhiego, to pewnie by zaproponował – mimo ekonomicznej porażki Gierka i licznych kompromitacji centralngo sterowania gospodarką – żeby może jednak, kiedys tam, wypróbować ten socjalizm, tę solarpunkową sci-fi.

  49. @ergonauta
    Przyczyn załamania się systemu gospodarczego za Gierka było wiele. Katalizatorem katastrofy był dług w obcej walucie i gwałtowny wzrost stopy procentowej. To był czynnik zewnętrzny.

  50. @ergonauta
    „Anegdota mówi, że kiedy spytano Gandhiego o chrześcijaństwo, ten odparł: „Chrześcijaństwo? hm, ciekawy pomysł, warto by go kiedyś wypróbować”.”

    Ależ pan zepsuł. „Zachodnia cywilizacja”, a nie chrześcijaństwo. Przecież w pańskiej wersji to nie ma sensu (zakładałoby, że sam Gandhi ceni sobie chrześcijaństwo). Tak naprawdę, to: „What do you think of Western civilization?” to which he replied, „I think it would be a good idea.”

  51. @mcal
    „projekt Cybersyn działa nadal, ze współczesnymi mocami obliczeniowymi ”

    Podobne systemy działały w PRL i ZSRR, guzik z tego wyszło, bo to nigdy nie była kwestia „mocy obliczeniowych”.

  52. @WO
    „Ależ pan zepsuł. „Zachodnia cywilizacja”, a nie chrześcijaństwo. Przecież w pańskiej wersji to nie ma sensu (zakładałoby, że sam Gandhi ceni sobie chrześcijaństwo).”

    Może i zepsułem. Lecz w tej zepsutej wersji to sens jak najbardziej ma. Tenże Gandhi: „If it weren’t for Christians, I’d be a Christian.” Bo Gandhi samą ideę nakreśloną w ewangeliach, a symbolizowaną przez Chrystusa, jednak sobie cenił. Według niego zawiodło wykonawstwo (jak to się mówi, błędy i wypaczenia).
    „E. Stanley Jones asked him: „Mr Gandhi, though you quote the words of Christ often, why is it that you appear to so adamantly reject becoming his follower (Christian)”? The latter’s reply was clear: „Oh, I don’t reject your Christ. I love your Christ. It is just that so many of you Christians are so unlike your Christ”.”
    Chrystusowe „miłowanie bliźniego swego” uważał za raczej niewykonalne, ale (po lekturze Bibli podczas studiów w Londynie) był to dla niego jeden z filarów, na których oparł swoją ideę „międzyludzkiej nieprzemocowości”. Gandhi: „the example of Jesus’ suffering is a factor in the composition of my undying faith in nonviolence which rules all my actions, worldly and temporal.”

  53. A, już to wiem, czemu głupotę palnąłem. Tamto napisał Chesterton. Skontaminowało mi się z Gandhim, przepraszam.
    “The Christian ideal has not been tried and found wanting. It has been found difficult; and left untried.” (G.K. Chesterton, „What’s Wrong with the World”).

  54. @ergonauta:
    Jak spotykałem wypowiedzi amerykańskich historyków lewicujących, czy podobnie twierdził Picketty, to była „ideologia new dealu”, po której nastąpiła „ideologia neoliberalna”. Przy czym New Deal, oczywiście, od lat 30-tych występował, więc ruszył przed rywalizacją bloków i zimną wojną. I został „obalony” w latach 70-tych, więc też przed upadkiem ZSRR i muru berlińskiego. A tak w ogóle, to trzeba by dodać naszych socjalistów w 1918, którzy elementy takiego kapitalizmu z ludzką twarzą wdrażali w IIRP. W Europie Zachodniej pewne zjawiska zachodziły bardziej (albo może raczej: były zakorzenione wcześniej niż w USA), ale to była pewna wspólna platforma ideowa, w której równość i szanse dla każdego były ważne. Pierwotny neoliberalizm stawiał bardziej na „skuteczność” i „wolność” (w wymiarze etycznym).

    Neoliberalim nie wszedł w życie przez kryzys ZSRR, ale przez stagflację i kryzys naftowy lat 70-tych. On był wylansowany (pyt: kto ma pieniądze by lansować swoją ideologię?) i czekał na potknięcie się kapitalizmu głównego, czyli 'new dealowego’ nurtu.

    Nawiasem mówiąc, bo wyżej było o Gierku — stagflacja, ze wzrostem kosztu obsługi długu i jednoczesnym spadkiem popytu na rynkach światowych, była również czynnikiem upadku jego polityki. W tym kontekście wymienia się też inne państwa: Meksyk, Jugosławię, Argentynę, Turcję, Egipt, Indonezję…

    PS.
    Staram się tylko zarysować, bo też nie jestem tu ekspertem. Nie komentuję też, że już eksperyment neoliberalny w Chile powinien przekonać twórców tej ideologii, że popełnili błąd.

  55. @pak4
    „o Gierku — stagflacja, ze wzrostem kosztu obsługi długu i jednoczesnym spadkiem popytu na rynkach światowych, była również czynnikiem upadku jego polityki”

    Też tak myślę: upadek Gierka miał przyczyny tyleż wewnątrzpolskie, co ogólnoświatowe. Z tym, że te wewnątrzpolskie, były zarówno czysto ekonomiczne (kwestie długu, sterowania gopodarką, itd), jak i brudno polityczne (nie wydaje się, żeby był po jego myśli ten wjazd z propozycjami na VII zjeździe PZPR w 1975, by zmieniać konstytucję, czyniąc PRL oficjalnym sługusem i popychadłem ZSRR, a ludzi więźniami systemu, bo to kompletnie niszczyło zaufanie społeczne). Jak dla mnie, to Gierek był ostatnim przywódcą socjalistycznym Polski. Z kruchym (po słynnym „pomożecie?” nie było żadnego „pomożemy!” tylko oszczędne oklaski), ale jednak jakimś tam mandatem społecznym na to, by Polska spróbowała rosnąć w siłę, a ludzie spróbowali żyć dostatniej na socjalistyczną modłę.
    Jaruzelski w 1981 nie bronił już socjalizmu w Polsce – no bo przed czym? przecież nie przed socjalistycznymi postulatami sierpniowymi stoczniowców. Można stan wojenny oceniać różnie – jako obronę przez inwazją sił Układu Warszawskiego, albo na odwrót, jako obronę zależności wobec ZSRR i przynależności do bloku wschodniego – ale tak czy owak, to już była gra sił, a nie gra idei czy pomysłów na zarządzanie gospodarką i ekonomią.

  56. @ergonauta
    „Jak dla mnie, to Gierek był ostatnim przywódcą socjalistycznym Polski.”

    Po prostu jedynym między ’45 a ’89 dla którego kwestie gospodarcze i socjalne były dźwignią dla budowania swojej pozycji w aparacie partyjnym i uzyskiwania jakiejś tam legitymacji społecznej. Dla Gomułki tymi narzędziami była retoryka większej samodzielności, destalinizacji i budowania pozycji międzynarodowej (walka o uznanie granic zachodnich). Dla Jaruzelskiego retoryka stabilizowania i uspokajenia sytuacji wewnętrznej.

  57. @hatefire
    „kwestie gospodarcze i socjalne”

    To tych kwestia trzeba dodać wielkie budowy socjalizmu, z wielkim wpływem gospodarczo-socjalnym (oraz ekonomicznymi, rzecz jasna, plusami i minusami). Np. Gierek – Huta Katowice, Gomułka – petrochemia w Płocku, Bierut – Huta im. Lenina. I tu można by wrócić do adremu, czyli okresu z notki WO, i do – nawiązując do wpisu pak4 – „naszych socjalistów w 1918, którzy elementy takiego kapitalizmu z ludzką twarzą wdrażali w IIRP.” Bo porażka polskiego socjalizmu w latach 1918-1926 (symbolicznie niech to będzie data zamachu majowego, bezpośrednio po nieudanych negocjacjach Piłsudskiego ze Wojciechowskim niejako ponad rządem Witosa), po której przyszło 13 lat rządów sanacji, też miała ciekawe powody tyleż polskie, co miedzynarodowe. Ja się lepiej orientuje w Gierku niż w Witosie (nie symetryzuję; wiadomo, że Witos > Gierek), więc nie mam wiele do powiedzenia.

  58. Podstawowy problem to był bezsensowny system ustrojowy i gospodarczy. Komunizm po prostu nie działał i działać nie mógł. W 89-90 przecież nie wywrócił się tylko PRL tylko cały blok. Wszędzie mieli te same problemy.

  59. No Kuba też się trzyma. Co prawda rybołówstwo zdechło, bo każdy, kto miał jakąś łódkę dał dyla na Florydę. Jeszcze jest zbliżony eksperyment w Wenezueli, ale tu zachodni imperialiści coś nastają i co to będzie, jak lud pracujący miast i wsi zostanie unieszczęśliwiony walutą, którą warto kraść. Ludzie kraść pieniądze będą.

  60. Może być i ChRLD. Choć tam ustrój jednak mocno zdryfował. Choć towarzysz Xi wydaje się być zdeterminowany, aby wszystko przywrócić na właściwe tory.

  61. Pomysł planowania centralnego, rzeczowego i dyrektywnego jednocześnie nie miał szans zadziałać przynajmniej w pewnych aspektach – tych, które wymagały wyobraźni, niekoniecznie twórczej. Przez pierwszych 10+ lat Polski Ludowej żadent decydent (a może i żaden doradca tychże) nie zauważył, że przydatnym urządzeniem w gospodarstwie domowym jest maszynka do mięsa. W efekcie do oidp 1955 jedyne takie sprzęty pochodziły sprzed wojny albo z szabru (więc w sumie też raczej sprzed wojny). Kiedy prasa w czasach Ochaba wreszcie odważyła się dostrzec temat, na początek podjęto niewielką produkcję w FSO na Żeraniu, w ramach tzw. luzów produkcyjnych. Takich anegdot na pewno dałoby się znaleźć więcej, ale nadal to nie znaczy, że koncept planowania centralnego, rzeczowego i dyrektywnego jednocześnie jest całkiem od czapy.

    Jakkolwiek jest, alternatywę stanowi puszczenie wszystkiegoi na żywioł i w efekcie co najmniej cykle świńskie i podobne w rolnictwie.

  62. Jestem na tyle stary aby pamiętać i planowanie, i żywioł. Wolę to drugie. Po prostu podcieranie się papierem toaletowym jest o wiele przyjemniejsze niż podcieranie się Trybuną Ludu.

  63. @kmat „No Kuba też się trzyma.”

    I to mimo embarga. A co by było bez?

    „Może być i ChRLD. Choć tam ustrój jednak mocno zdryfował.”

    ChRLD dziala wlsnie jak typowe korpo gdzie GHQ wyklada plany i nie pozwala na odstepstwa ideologiczne (kto pracowal w korpo ten wie o istnieniu swietych core values) ale detale sprzedazowe i produktowe zostawia dolom.

  64. @kmat
    „Jestem na tyle stary aby pamiętać i planowanie, i żywioł. Wolę to drugie. ”

    Szanuję argumentum ad papierum, ale przypominam, że 3RP to nigdy nie był „żywioł” (zwłaszcza po 2004).

  65. @Tomasz Czarnek-Plasota
    „I to mimo embarga. A co by było bez?”
    Trochę mniejszy gnój i smród niż jest.
    „ChRLD dziala wlsnie jak typowe korpo gdzie GHQ wyklada plany i nie pozwala na odstepstwa ideologiczne (kto pracowal w korpo ten wie o istnieniu swietych core values) ale detale sprzedazowe i produktowe zostawia dolom.”
    Swoją drogą zetknąłem się z opiniami, że ichni system ma dużo wspólnego z korporacjonizmem, w takim klasycznym włoskim stylu z wiadomo jakich czasów. Może i coś w tym jest.

    @wo
    „Szanuję argumentum ad papierum, ale przypominam, że 3RP to nigdy nie był „żywioł” (zwłaszcza po 2004).”
    No ba, PRL to nigdy nie było w stu procentach planowanie. Takie rzeczy to tylko w platońskiej krainie idei. Niemniej proporcje po 89 roku z deczka się zmieniły.

  66. @Gammon No.82

    > Pomysł planowania centralnego, rzeczowego i dyrektywnego
    > jednocześnie nie miał szans zadziałać przynajmniej
    > w pewnych aspektach – tych, które wymagały wyobraźni,
    > niekoniecznie twórczej. Przez pierwszych 10+ lat Polski
    > Ludowej żadent decydent (a może i żaden doradca tychże)
    > nie zauważył, że przydatnym urządzeniem w gospodarstwie
    > domowym jest maszynka do mięsa.

    Centralne planowanie w skali makro nie polega na tym, że planuje się w skali mikro.
    Centralnego planistę państwowego nie obchodzi co jest przydatne w gospodarstwie domowym.

    @Tomasz Czarnek-Plasota

    > ChRLD dziala wlsnie jak typowe korpo gdzie GHQ wyklada
    > plany i nie pozwala na odstepstwa ideologiczne (kto
    > pracowal w korpo ten wie o istnieniu swietych core
    > values) ale detale sprzedazowe i produktowe zostawia
    > dolom.

    I tutaj PRL – na tej ostatniej mili – miał problem – ale jak pamiętam, całkiem nieźle działało to w Jugosławii.

  67. @kmat
    „Podstawowy problem to był bezsensowny system ustrojowy i gospodarczy. Komunizm po prostu nie działał i działać nie mógł. W 89-90 przecież nie wywrócił się tylko PRL tylko cały blok. Wszędzie mieli te same problemy.”
    Jak dla mnie to podstawowy problem stanowił Związek Radziecki. Państwo traktujące cały blok jak swoją swoją naturalną strefę wpływów i kolonie z których można wysysać zasoby, a w zamian eksportować takie wspaniałe rzeczy jak zapewnienia o braterstwie i przyjaźni, własne wojska do stacjonowania i „obrony” przed atakiem ze zdradzieckiego zachodu, oraz pałac kultury.
    Nie mam pojęcia jak wyglądałby komunizm czy chociażby socjalizm gdybyśmy go wdrażali indywidualnie. Ale nie mógł się udać, gdy wdrażaliśmy go pod „opieką” państwa, które nawet w XXI wieku trzydniową operację specjalną wprowadza trzy lata i przy okazji kradnie pralki. Ale warto wziąć pod uwagę, że w Europie nawet państwa kapitalistycznego zachodu mają pewne rozwiązania socjalistyczne i uważają je obecnie za normę (jak powszechna opieka zdrowotna czy edukacja albo związki zawodowe).

    Ustrój i podejście do gospodarki to już była pochodna zarządzania radzieckiego/rosyjskiego.

  68. @pk:

    Nie do końca – odrzucając łatki „kapitalizm” lub „socjalizm” rzecz sprowadza się do tego, na jakim szczeblu następuje planowanie i co to planowanie ma na celu.

    Zepchnięcie dużej części gospodarki do sektora prywatnego owocuje choćby tym, że nietrafiona decyzja niedużego prywatnego przedsiębiorstwa czy produkować gacie koloru pudrowego różu czy też niebieskie skarpetki jest problemem najwyżej dla załogi i właścicieli tego niewielkiego przedsiębiorstwa. Jeżeli błędną decyzję podejmie jakieś Centralne Zjednoczenie Przemysłu Bieliźniarskiego obejmujące, powiedzmy, 80% mocy produkcyjnych w danym sektorze to ten, błąd będzie odczuwalny w znacznie większej skali.

  69. @Michał Maleski
    „Zepchnięcie dużej części gospodarki do sektora prywatnego owocuje choćby tym, że nietrafiona decyzja niedużego prywatnego
    przedsiębiorstwa czy produkować gacie koloru pudrowego różu czy też niebieskie skarpetki jest problemem najwyżej dla załogi i właścicieli tego niewielkiego przedsiębiorstwa. Jeżeli błędną decyzję podejmie jakieś Centralne Zjednoczenie Przemysłu Bieliźniarskiego obejmujące, powiedzmy, 80% mocy produkcyjnych w danym sektorze to ten, błąd będzie odczuwalny w znacznie większej skali.”

    Jeżeli znaczna część wyprodukowanych zasobów idzie i tak na eksport do bratniego w kraju, który w zamian oferuje mir i własnych żołnierzy, to przecież nieistotne czy wyprodukują to prywatne czy państwowe i sterowane centralnie przedsiębiorstwa, nieistotne czy gacie będą różowe, białe czy w prążki, ani czy to w ogóle będą gacie czy pralki, bo i tak ten towar jest wysysany, a na jego miejsce przyjeżdżają wojskowi chroniący przed zgniłym zachodem.
    Przy czym ja nie zamierzam bronić centralnie sterowanej gospodarki. Rozdrobnienie ma swoje zalety i wady, centralne sterowanie też (i USA za czasów zimnej wojny też pewne rzeczy sterowała centralnie, ba, każdy kraj tak robi albo powinien, żeby się nie okazało, że idzie wojna, a cała produkcja amunicji jest outsourcowana i dociera w modelu JIT). Jest jasnym, że próba sterowania wszystkim z centrali prowadzi do sytuacji, w której brakuje elastyczności a każdy błąd się odbija mocniej (chyba że gramy w gry strategiczne z aktywną pauzą, tam się udaje).
    Ale czym innym jest gdy kraj który próbuje jednego czy drugiego jest suwerenny i może sobie pozwolić na przykład na takie rzeczy jak „wiecie co? to się nie sprawdza. Poluzujmy z tym sterowaniem” a „My to byśmy nawet chcieli, ale jeszcze bardziej niż braku towarów nie chcemy nadmiaru czołgów na ulicach, jak nasi południowi sąsiedzi.”

    Myślę, że mielibyśmy mocno inną Polskę, gdyby do władzy doszli przedwojenni socjaliści (czy właściwie przedwojenny ktokolwiek) ale mielibyśmy pełną niezależność od ZSRR i normalną wymianę handlową z zagranicą.

  70. @hatefire:

    >Dla Jaruzelskiego retoryka stabilizowania i uspokajenia sytuacji wewnętrznej.

    To nie jest prawda przecież, Jaruzelski by bardzo chciał żeby „kwestie gospodarcze były dla niego dźwignią zdobywania poparcia w aparacie i społeczeństwie”. Stąd kolejne etapy reformy gospodarczej, trzy „S” i tym podobne ruchy. Tyle że dawało to – bez poważnych zmian systemowych i bez kapitału – efekt zerowy, a kapitału być nie mogło, bo Polska zbankrutowała, a poza tym była objęta zachodnimi sankcjami. W efekcie całe lata 80. to było miotanie się, ale wynikało to nie z tego, że Jaruzelski nie chciał, tylko – w ramach istniejącego ustroju – nie mógł.

  71. @pk
    „Państwo traktujące cały blok jak swoją swoją naturalną strefę wpływów i kolonie z których można wysysać zasoby”

    Ta kolonialna metafora tutaj jednak zawodzi. ZSRR działał na przedziwnej zasadzie, odwracającej typowe relacje metropolia-kolonie. Sprzedawał nam surowce, importował produkty przemysłowe. W nich to zostawiło kompleks, że Rosja „dokładała” do kolonii, bo na wyższym poziomie się żyło w Estonii oraz w PRL. W pewnym sensie to nawet prawda. Więc to nie jest takie proste, że „wysysali zasoby”, po prostu narzucali swój idiotyczny system, w tym był problem.

  72. @wo
    „Ta kolonialna metafora tutaj jednak zawodzi. ZSRR działał na przedziwnej zasadzie, odwracającej typowe relacje metropolia-kolonie.”
    Niech będzie że quasi-kolonialny. Bo nawet jeśli jest to inny rodzaj transferów, to nadal opiera się o jeden podmiot-imperium i ileśtam pomniejszych podmiotów służebnych.

    „Sprzedawał nam surowce, importował produkty przemysłowe. W nich to zostawiło kompleks, że Rosja „dokładała” do kolonii, bo na wyższym poziomie się żyło w Estonii oraz w PRL.”
    Nie wiem na jakim poziomie się żyło w Rosji, ale czy nie było tam może tak, jak jest w sumie nadal, tzn. w Moskwie czy Petersburgu żyło się lepiej (w ramach ZSRR) bo dla nich jakieś zasoby były, a na prowincji (czyli w znacznej części ZSRR) już nie, bo to olbrzymi kraj i nie starczało tak czy inaczej?
    To się nie kłóci z tym co napisałem, końcowe produkty szły do Rosji, więc u nas ich brakowało. Może się różnić od klasycznego podejścia kolonialnego tym, że tam się wysysa wszystko – w tym surowce – i wiezie do imperium, gdzie przemysł jest na wyższym poziomie. Tak czy inaczej podmioty tracą.

    „Więc to nie jest takie proste, że „wysysali zasoby”, po prostu narzucali swój idiotyczny system, w tym był problem.”
    Ok, to było uproszczenie. Ale nadal twierdzę, że podstawowym problemem była zależność od ZSRR i to, co oni nam narzucali. Gdy kmat napisał że podstawowym problemem „był bezsensowny system ustrojowy i gospodarczy”, to przecież nie tak, że myśmy sobie ustrój i system gospodarczy sami wymyślili. Komunizm upadł w całym bloku nie dlatego, że ileśtam państw wpadło na ten sam pomysł niezależnie od siebie, tylko dlatego, że w ’45 (albo okolicach) przyszedł bratni naród i jego przydupasy i to wprowadzali.
    Gdybyśmy nie dostali się pod radziecką strefę wpływów, razem z wszystkim na wschód od Berlina, to mogliśmy mieć odrobinę albo i drastycznie inny ustrój i podejście do gospodarki. I przez te parę dekad robić korekty na bieżąco bez konsultacji z Moskwą i strachu, że jak coś zrobimy nie tak, to nam wjadą czołgi.
    Zgadzam się, że to wszystko nie jest takie proste. Ot, uzupełniam, że za bezsensownym systemem ustrojowym i gospodarczym PRL też coś stało i uważam, że to był podstawowy problem, z którego bezsens się brał.

  73. Ruskich czołgów nie było w Jugosławii i Albanii. Nie było w Chinach, KRLD i Kambodży. Była obecność w Wietnamie i na Kubie, ale nie było ryzyka interwencji, bo i jak. Gnój i smród był wszędzie, czasem większy, czasem mniejszy, ale był zawsze, bywało że i gorszy niż w sowieckiej strefie. Nawet ta Jugosławia to błyszczała jedynie na tle bloku, bo przy zachodzie to była raptem takim lepszym dziadem. I w zasadzie wszędzie były podobne przejściowe chwilowe. Nie Sowiet był problemem, tylko komunizm jako taki. Po temu kompletnie zbankrutował jako idea.

  74. @izbkp
    Centralne planowanie w skali makro nie polega na tym, że planuje się w skali mikro.
    Centralnego planistę państwowego nie obchodzi co jest przydatne w gospodarstwie domowym.

    Ależ jak najbardziej obchodzi, w każdym razie we wczesnej demokracji ludowej / wannabe socjalizmie. Właśnie tak miało wyglądać tzw. planowanie rzeczowe – ilość wódki musi się zgadzać z ilością zagrychy, a zarazem z ilością pracy, za którą będą wynagrodzenia, za które kupuje się wódkę, a zresztą i zagrychę, z ilością zboża / ziemniaków jako surowca, a to ostatnie z ilością nawozów, itd.

    Gdyby zresztą było inaczej, nikt by nie miał problemu z przekraczaniem planów przez stachanowców („centralnego planisty nie obchodzi nadmiarowe 95 ton węgla”, gdyż 102-7=95, nieprawdaż; no właśnie obchodziło, a przynajmniej obchodzić powinno, gdyby planowanie rzeczowe brać na serio).

    OIDP do wczesnych lat osiemdziesiątych obowiązywało (prawnie obowiązywało) założenie, że JGU („jednostki gospodarki uspołecznionej”) dostarczają takich rodzajów towarów i usług, i w takich ilościach, jak wynika z planu. Żeby uwzględnić te maszynki do mięsa trzeba było robić łamańce na pograniczu legalności („w ramach luzów produkcyjnych”). Gdyby JGU mogły zgodnie z prawem nieplanowo produkować maszynki do mięsa, to by je produkowały choćby i w 1949.

  75. @kmat
    „Jestem na tyle stary aby pamiętać i planowanie, i żywioł. Wolę to drugie. Po prostu podcieranie się papierem toaletowym jest o wiele przyjemniejsze niż podcieranie się Trybuną Ludu.”

    Trochę sam sobie zaprzeczasz w tym poście. To podcieranie się gazetą jest żywiołem (wiem, co mówię), a powszechność papieru toaletowego jest nudnym efektem centralnego planowania poziomu ludzkiego życia.
    Mój dziadek Mirek urodził się w 1921, poznał lata sanacji (w domu nie mieli ani papieru toaletowego, ani toalety, tylko drewniany wychodek), lata bierutowskie i gomułkowskie (jego dzieci porobiły wtedy matury, on ukończył trzy klasy, bo za rządów sanacji nie miał szans na więcej, jako 15-latek poszedł do pracy), a za Gierka osiągnął ekonomiczny i stabilizacyjny pik swego żywota, najszczęśliwsze i najdostatniejsze lata – licząc od 1921.

    @„Podstawowy problem to był bezsensowny system ustrojowy i gospodarczy. Komunizm po prostu nie działał i działać nie mógł.”

    Cieszę się, że to piszesz. Bo to oznacza, że kiedyś ktoś rzuci okiem na drugą połowę XX w. – na przemysłową hodowlę zwierząt w Europie i na czas oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty w Polsce, na system penitencjarny w USA i na poziom zanieczyszczenia przez turystykę samolotową i codzienność samochodową, na masowy wyzysk wielkich korporacji i na pogardę małych januszów biznesu wobec pracowników na śmieciówkach – i też podsumuje sprawę zwięźle: kapitalizm po prostu nie działał i działać nie mógł.

  76. W Galicji za CiK monarchii niektórzy podcierali się kaczątkami (ostrożnie, aby nie uszkodzić), no ale tylko w porze okołolęgowej. Tak przynajmniej twierdził (oidp) Roman Turek (chyba w tomie W służbie Najjaśniejszego Pana).

  77. @ergonauta

    „Bo to oznacza, że kiedyś ktoś rzuci okiem na drugą połowę XX w. – na przemysłową hodowlę zwierząt w Europie i na czas oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty w Polsce, na system penitencjarny w USA i na poziom zanieczyszczenia przez turystykę samolotową i codzienność samochodową, na masowy wyzysk wielkich korporacji i na pogardę małych januszów biznesu wobec pracowników na śmieciówkach – i też podsumuje sprawę zwięźle: kapitalizm po prostu nie działał i działać nie mógł.”

    Działa lepiej niż wszystkie znane alternatywy. Zanieczyszczenie środowiska w Europie Wschodniej spadło po upadku komunizmu. Emisje CO2 w Rosji również. Po prostu kapitalizm jest lepszy w innowacji technologicznej.

    Wbrew temu co twierdzi wiele osób na lewicy, nie da się ogarnąć zmiany klimatu bez kapitalizmu, bo jedynie kapitalizm jest wystarczająco innowacyjny, żeby zaspokoić potrzeby konsumpcyjne ludzkości bez rozwalania środowiska.

    @centralne planowanie

    Dla mnie klasycznym przykładem jak nawala centralne planowanie jest znieczulenie przyporodowe. Nasze matki w bloku sowieckim musiały rodzić bez znieczulenia. Mimo, że epidural był znany na Zachodzie od dekad. Ale centralni planiści – mężczyźni, oczywiście – nie traktowali tego jako czegoś wartego uwagi. Więc kobiety rodziły bez znieczulenia.

  78. @ergonauta
    „a za Gierka osiągnął ekonomiczny i stabilizacyjny pik swego żywota, najszczęśliwsze i najdostatniejsze lata – licząc od 1921.”

    Zaraz koledze zacznę wycinac, bo triggeruje mnie banalizowanie naszych komunistycznych cierpień. We wszystkich krajach szeroko rozumianej Północy znajdziemy taki motyw, że „najlepiej było na początku lat 1970”. O tym jest książka nobliski pod tytułem nomen omen „Lata”. Cała „zasługa” Gierka polegała na tym, że u nas ten „peak” był xuiowy jak Fiat 126p, i tak niedostępny dla przeciętnie zarabiającego Polaka, a przeciętnie zarabiajacy Francuzi, Niemcy, Amerykanie czy Szwedzi kupowali sobie wtedy Golfa, Renault 5, Volvo 240 albo zgoła Mustanga.

    Proszę nie pisać komentarza, do którego pasowałaby powyższa riposta. Don’t make me tap that sign.

  79. @kmat
    „Nie było w Chinach, KRLD i Kambodży.”

    Hejtuję tamten system as much as the next guy, ale wymienianie tu jednym tchem Chin wydaje mi się zgrzytem. To jednak jest jakieś tam success story (chyba). Nic kompletnie nie wiem, więc się nie wymądrzam, tylko mi to jakoś intuicyjnie nie pasuje. Oni chyba jednak nie wycierają się gazetami (?). Chętnie poczytałbym coś więcej. Ktoś w ogóle polecałby jakąś ciekawą książkę typu „O co chodzi z tymi Chinami”? (tylko nie podkast).

  80. @Tomasz Czarnek-Plasota
    „ChRLD dziala wlsnie jak typowe korpo gdzie GHQ wyklada plany i nie pozwala na odstepstwa ideologiczne, (…) ale detale sprzedazowe i produktowe zostawia dolom.”

    Im więcej dowiaduję się o funkcjonowaniu Chin, tym bardziej skłaniam się do takiego spojrzenia. Zarówno pod względem gospodarczym, jak i administracyjnym.
    Centrala wyznacza cele strategiczne i bazujące na nich zachęty, a faktyczną realizacją zajmują się regiony oraz przedsiębiorstwa. W ten sposób powstaje paleta konkurencyjnych koncepcji realizacyjnych oraz baza rywalizacji rynkowej. Jeśli istnieje taka konieczność, to w kolejnym kroku partia może też nadzorować konsolidację plejady utworzonych firm albo przenosić najskuteczniejsze rozwiązania na poziom krajowy.
    link to rhg.com

    Taka filozofia działania dotyczyła też choćby sławetnego Social Credit System, która została na zachodzie okrzyknięta przerażającym narzędziem nadzoru, a tak naprawdę miała być (ponoć) głównie narzędziem oceny wiarygodności kredytowej oraz rejestrem dłużników i nieuczciwych przedsiębiorców. Nie był to jednak system krajowy, a ogólna dyrektywa, która miała skłonić regiony do tworzenia własnych rozwiązań.
    Coś choćby trochę zbliżonego do tego, co opisywały zachodnie media, funkcjonowało podobno tylko w mieście Rongcheng i szybko zostało zarzucone po protestach ludności.
    link to en.wikipedia.org
    link to youtube.com (tak, filmik YT, ale ze sporą ilością przypisów)

    Spodziewam się, że ten model zarządzania gospodarczo-administracyjnego przekłada się też na partyjną hierarchię. Funkcjonariusze, którzy wyróżniają się w działalności lokalnej są stopniowo awansowani i zdobywają większe wpływy. To przynajmniej jakoś tłumaczyłoby długoterminową sprawność organizacyjną i adaptacyjną chińskiego systemu…

    Otwarcie przyznaję, że specjalistą nie jestem i to tylko moje własne spojrzenie przez bardzo grupą i mocno zafajdaną szybę. Co nie ulega dla mnie wątpliwości, to że Chiny już wygrały i właściwie przejęły pałeczkę światowego lidera od USA.

    @kmat (jak byłoby na Kubie bez embarga)
    „Trochę mniejszy gnój i smród niż jest.”

    Za to za Batisty była sielanka. Zwłaszcza dla oligarchów, zarówno krajowych jak i amerykańskich.

  81. @wo

    „Hejtuję tamten system as much as the next guy, ale wymienianie tu jednym tchem Chin wydaje mi się zgrzytem. To jednak jest jakieś tam success story (chyba).”

    Owszem, wyszły te setki milionów z nędzy. Ale jak się porówna to z rozwojem Korei Południowej, która też startowała z rozpaczliwego zacofania, to jednak widać cenę jaką Chiny zapłaciły za np. dogmatyzm Mao i destrukcję (dosłownie – zniszczyli wtedy sporo swoich własnych zabytków, oraz zmarnowali sporo kapitału społecznego wysyłając wykształciuchów na roboty) Rewolucji Kulturalnej. Jak ktoś lubi s-f, to „Problem trzech ciał” na początku ma na ten temat trochę.

    Tak więc jak zwykle pytanie jest „a co by było gdyby poszły w gospodarkę rynkową i ewentualną demokratyzację”.

    „Chętnie poczytałbym coś więcej. Ktoś w ogóle polecałby jakąś ciekawą książkę typu „O co chodzi z tymi Chinami”? (tylko nie podkast).”

    Linda Jaivin, „The Shortest History of China: From the Ancient Dynasties to a Modern Superpower”. Krótka, przystępnie napisana. Autorka zna chiński.

    @Luca

    „Spodziewam się, że ten model zarządzania gospodarczo-administracyjnego przekłada się też na partyjną hierarchię. Funkcjonariusze, którzy wyróżniają się w działalności lokalnej są stopniowo awansowani i zdobywają większe wpływy. To przynajmniej jakoś tłumaczyłoby długoterminową sprawność organizacyjną i adaptacyjną chińskiego systemu…”

    Nie mówię, że tak nie może być. Ale na dołach administracji jest również niesamowita korupcja. „Góra” nie do końca wie, jak wygląda sytuacja w terenie, bo dostają przefiltrowane informacje. Administracja lokalna może sobie pozwolić na sporo indolencji, bo ludność nie ma jak protestować (chyba że robi się bardzo źle). Fabryki mogą truć wodę i powietrze, a mieszkańcy okolicznych wiosek nie mają do kogo pójść na skargę. Zwykli ludzie są tym bardzo sfrustrowani ale również mają poczucie bezsilności.

    Chiński cud gospodarczy opiera się ne bezlitosnym wyzysku siły roboczej, na skalę XIX-wiecznej Europy. Taksówkarze w Beijing pracują 14-16 godzin pod rząd, a potem muszą często jechać do domu przez 1-2 h, bo na mieszkanie w centrum ich nie stać. Kuzyn mojej żony z północno-wschodnich Chin pracuje w fabryce na 12-godzinne zmiany. Czasami w poniedziałek ma zmianę wieczorną, a we wtorek ma zmianę poranną. I nikogo nie obchodzi, że pracuje 24 h pod rząd. Ale cieszy się, że ma pracę, bo przynajmniej mają z czego spłacać kredyt ma mieszkanie (a mieszkania w Chinach są koszmarnie drogie w relacji do przeciętnej pensji).

    Tak więc jeżeli potęga gospodarka Chin jest dowodem na efektywność czegokolwiek, to raczej na efektywność wyzysku siły roboczej i destrukcji środowiska naturalnego jako drogi do bycia potęgą przemysłową…

  82. @Centralne Planowanie
    Pozwolę sobie na małą anegdotę z przełomu lat 70./80. ub. wieku w PRL.
    Moja żona pracowała w pewnym zjednoczeniu i zajmowała się ustalaniem planu. A konkretnie w grudniu i w styczniu ustalała plan na ten rok, co właśnie minął.
    Jak to mozliwe? Plan zjednoczenia wynikał z planów jego jednostek podrzędnych. A plany jednostek były w ciągu roku korygowane wielokrotnie – była to epoku „planów kroczących”. Dlatego dopiero pod koniec roku możliwe było definitywne ustalenia planu całości.
    A po co ten plan ustalać? No jak to po co – od stopnia wykonania planu zależały premie pracowników zjednoczenia i inne potencjalne benefity.

  83. @rw
    „Linda Jaivin, „The Shortest History of China: From the Ancient Dynasties to a Modern Superpower”. Krótka, przystępnie napisana. Autorka zna chiński.”

    Dzięki, być może sięgnę, ale w sumie nie obchodzą mnie „ancient dynasties”. Interesuje mnie właściwie tylko to stulecie.

    „Chiński cud gospodarczy opiera się ne bezlitosnym wyzysku siły roboczej”

    Ale faktem jest, że użyłeś takiego określenia. Nikt by nie mówił (poza totalnie sprzedajnymi propagandystami i agentami) o „radzieckim cudzie gospodarczym” (ani gierkowskim, ani enerdowskim, ani rumuńskim, itd.). Więc interesuje mnie, jak by to ujął cesarz ze starożytnej dynastii Qi Xui, jak to w ogóle możliwe. ZSRR też przecież „bezlitośnie wyzyskiwał”, ale u nich to się kończyło tym, że bezlitośnie wyzyskiwani więźniowie budowali zupełnie bez sensu coś co potem się waliło albo gniło.

  84. @wo

    „Dzięki, być może sięgnę, ale w sumie nie obchodzą mnie „ancient dynasties”. Interesuje mnie właściwie tylko to stulecie.”

    No więc ta książka mnie przekonała, że nie da się zrozumieć XX-wiecznych Chin bez jakiejś tam wiedzy na temat ich przeszłości. Reżim CCP pełną garścią czerpie z Konfucjanizmu. Stosunek Chin do Zachodu jest naznaczony odreagowywaniem upokorzeń z XIX wieku (wojny opiumowe, okupacja i rabunek przez zachodnie wojska).
    Chińscy komuniści też nigdy się nie odcięli całkowicie od chińskiej historii.

    „Ale faktem jest, że użyłeś takiego określenia. Nikt by nie mówił (poza totalnie sprzedajnymi propagandystami i agentami) o „radzieckim cudzie gospodarczym” (ani gierkowskim, ani enerdowskim, ani rumuńskim, itd.). ”

    W latach 30tych Shaw zdaje się tak mówił? ale my widzimy ZSSR poprzez pryzmat rozkładu i gnicia w jego ostatnich dekadach. Natomiast Chiny miały reformy gospodarcze Denga Xiaopinga w latach 80-tych.

    Tak więc różnica jest IMO taka, że Chiny wprowadziły reformy prorynkowe wcześniej niż ZSSR.

  85. @rw
    „Ale na dołach administracji jest również niesamowita korupcja. „Góra” nie do końca wie, jak wygląda sytuacja w terenie, bo dostają przefiltrowane informacje. Administracja lokalna może sobie pozwolić na sporo indolencji, bo ludność nie ma jak protestować (chyba że robi się bardzo źle). Fabryki mogą truć wodę i powietrze, a mieszkańcy okolicznych wiosek nie mają do kogo pójść na skargę. Zwykli ludzie są tym bardzo sfrustrowani ale również mają poczucie bezsilności.”

    Jakoś średnio chce mi się w to wierzyć. W Chinach mają miejsce tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy protestów rocznie. Owszem, partia pacyfikuje wszelkie sprzeciwy posiadające ogólnokrajowe ambicje – a zwłaszcza kwestionujące kierowniczą rolę partii / system polityczny – ale z moich (ułomnych) obserwacji wnioskuję, że protesty skupiające się na nieudolności władzy lokalnej, zatruwaniu środowiska czy skrajnym wyzysku są tolerowane i traktowane właśnie jako informacja zwrotna od społeczeństwa.

    Oczywiście to Ty możesz mieć rację, ale ja pozwolę sobie zachować wstrzemięźliwość. Chiny jak najbardziej mają całą paletę poważnych problemów, ale w mojej ocenie dominująco negatywna narracja to w znacznej mierze efekt zachodniej propagandy, bo to przecie wrogi komunis! A łaskawe oko mogłoby jeszcze skłonić kogoś do niepożądanych refleksji…

    @rw
    „Tak więc jeżeli potęga gospodarka Chin jest dowodem na efektywność czegokolwiek, to raczej na efektywność wyzysku siły roboczej i destrukcji środowiska naturalnego jako drogi do bycia potęgą przemysłową…”

    Szybki rozwój gospodarczy, przynajmniej w początkowych fazach, opierał się na bezlitosnym wyzysku zawsze i wszędzie. Niemniej efektywność chińskiego zarządzania i wizji strategicznej może na tym etapie kwestionować chyba tylko głupiec.

  86. @Luca

    „ale z moich (ułomnych) obserwacji wnioskuję, że protesty skupiające się na nieudolności władzy lokalnej, zatruwaniu środowiska czy skrajnym wyzysku są tolerowane i traktowane właśnie jako informacja zwrotna od społeczeństwa.”

    To co słyszałem od ludzi mieszkających i pracujących w Chinach wskazuje na to, że nie są tolerowane. Ale anecdata nie powinna zasłaniać statystyk: link to theguardian.com

    „There is no evidence that the protests are linked to each other, or are the result of social contagion between different places. Mostly they are a response to a local issue, and are normally quickly brought under control by the authorities, who prize social stability above all else.”

    Tak więc nie są tolerowane, tylko tłumione. Po fakcie władza, owszem, może łaskawie coś zmienić żeby uniknąć powtórki.

    „Chiny jak najbardziej mają całą paletę poważnych problemów, ale w mojej ocenie dominująco negatywna narracja to w znacznej mierze efekt zachodniej propagandy”

    Byłeś/byłaś kiedykolwiek w Chinach?

  87. @luca
    ” w mojej ocenie dominująco negatywna narracja to w znacznej mierze efekt zachodniej propagandy, bo to przecie wrogi komunis!”

    Zaraz pana też zacznę wycinać. Pan wierzy w istnienie w 2025 jakiejś „zachodniej propagandy”? Gdzie ona jest, kto nią steruje? Owszem, istniała w czasach zimnej wojny, były konkretne pieniądze z CIA (i innych ośrodków), ale po wygraniu zimnej wojny Zachód olał sprawę i już po prostu nie ma czegoś takiego. Są najwyżej pojedynczy blogerzy gdzieniegdzie usiłujący napisać, że na Zachodzie żyje się całkiem spoko – zatupani przez płatnych agentów opowiadających bzdety o ideologii woke, prześladowaniu białych i cudownej krainie prawdziwej wolności, mieszczącej się już to w Rosji, już to w Chinach, już to w Iranie.

    Jak ktoś zaczyna o „zachodniej propagandzie”, to zaraz też napisze, że Kubrick wyreżyserował lądowanie na Księżycu przy pomocy szczepionek wywołujących autyzm, a Victoria Nuland zrobiła coupe.

  88. Zorganizowana propaganda n/t Chin to przede wszystkim tacy kolesie jak Jeffrey Sachs, którzy są pro-chińscy.

  89. @rw
    „No więc ta książka mnie przekonała, że nie da się zrozumieć XX-wiecznych Chin bez jakiejś tam wiedzy na temat ich przeszłości. Reżim CCP pełną garścią czerpie z Konfucjanizmu. Stosunek Chin do Zachodu jest naznaczony odreagowywaniem upokorzeń z XIX wieku (wojny opiumowe, okupacja i rabunek przez zachodnie wojska).
    Chińscy komuniści też nigdy się nie odcięli całkowicie od chińskiej historii.”

    Ja natomiast czytałem publikację, która – o ile mnie pamięć nie myli – twierdziła coś zgoła przeciwnego (Orville Schell „Wealth and Power: China’s Long March to the Twenty-first Century”). W drugiej połowie XIX i pierwszej XX w., wielokrotnie podejmowane były próby reform liberalizujących i unowocześniających system, ale każdorazowo były one pacyfikowane przez potężną biurokrację, której oczywiście zależały na utrzymaniu status quo i swojej w nim pozycji. Łącznie z tolerowaniem kolonialnego wyzysku, bo ten wręcz polegał na lokalnych urzędnikach i nie naruszał ich statusu. Do tego dochodziło odwieczne przekonanie Chin o swojej wyjątkowości i usilne ignorowanie wszystkiego co na zewnątrz (nasze lepsze, wszak byliśmy królami świata przez tysiąc lat!).

    Można zatem powiedzieć, że zaoranie wszystkiego do gołej ziemi przez kogoś takiego jak Mao i zasiew na czystym polu było w pewnym sensie konieczne. Jednocześnie trudno twierdzić, że Mao „kapkę” jednak nie przedobrzył…

    Nie mam wystarczającej wiedzy, żeby orzekać, która z wymienianych przez nas pozycji ma więcej racji. Spodziewałbym się jednak, że współczesny konfucjonizm w Chinach to produkt selekcji przydatnych elementów wraz z odrzuceniem cech niepożądanych, a celebrowanie historii to już w ogóle klasyczne narzędzie budowania poczucia wspólnoty, legitymizowania systemu, etc.

  90. @Luca

    Orville Schell o Mao: „He conceived of the Chinese revolution, and then helped cause it to happen. And, in the process, the thought of Chairman Mao became inculcated in almost every Chinese. The word almost literally became flesh. And it seemed clear, even before Mao died, that his death could not erase the way in which he had almost become transubstantiated in his people.”

    Hmm.

    „Spodziewałbym się jednak, że współczesny konfucjonizm w Chinach to produkt selekcji przydatnych elementów wraz z odrzuceniem cech niepożądanych, a celebrowanie historii to już w ogóle klasyczne narzędzie budowania poczucia wspólnoty, legitymizowania systemu, etc.”

    Zgadzam się. To ich „polityka historyczna”. Walnęli Konfucjuszowi pomnik na 72 metrów wysoki, a w centrum obok można obejrzeć show o jego życiu. Oczywiście myśli Kongzi wyselekcjonowane pod kątem zgodności z myślami i polityką Xi Jiaopinga.

  91. @wo
    „Pan wierzy w istnienie w 2025 jakiejś „zachodniej propagandy”? Gdzie ona jest, kto nią steruje?”

    A jeśli napiszę o propagandzie kreowanej przez zachodni kapitał to będzie brzmieć lepiej?

  92. @luca
    „A jeśli napiszę o propagandzie kreowanej przez zachodni kapitał to będzie brzmieć lepiej?”

    Nie, to nadal bzdura. Zachodni kapitał jest przecież bardzo szczęśliwy przy publikowaniu rosyjskiej (chińskiej, itd.) propagandy. Klasyczna sprzedaż sznurków Leninowi.

  93. Jedyny znany mi przypadek autentycznego zachodniego ataku propagandowego na ChRL była awantura o „lab origin theory” Covidu. Ale to byli politycy, nie „zachodni kapitał”. Zachodni kapitał przez wiele dekad był szczęśliwy, że może inwestować w Chinach, i mało kto był tak pozytywnie nastawiony do chińskiego modelu rozwoju, jak finansiści z City.

  94. Widzę, że łatwiej wyciąć niewygodne pytania niż wyjaśnić dlaczego Rosja miała by napędzać antyrosysjką szyderę… to jest takie zachodnio-demokratyczne.

  95. @js
    Nie tyle „niewygodne” co mętne. To jeden z tematów, w których rozstrzygam wątpliwości na niekorzyść. Jeśli pan w ogóle chce go poruszać (ale czy to naprawdę konieczne?), proszę się wypowiadać stuprocentowo klarownie oraz (ważne!) gramatycznie poprawnie. Pan ma na przykład skłonność do zastępowania wszystkich znaków przystankowych wielokropkiem, to przyczynia się do mętności. Potem odbiorca musi zgadywać, czy ten wielokropek to był znak zapytania czy wykrzyknik czy po prostu kropka.

    No więc ja nie będę zgadywać, ja stawiam kopendupewnik.

    PS. Żeby być stuprocentowo jednoznacznym: pańskie następne „pytanie” wyleci jeśli znów zamiast pytajnika będzie wielokropek. W istocie wyleci za choćby jeden wielokropek. Don’t make me tap that sign.

  96. @WO
    Nie wiem co jest mętnego w planie tym wszystkim Muskom/Thielom co się marzy być korporami rodem z serii gier Cyberpunk wykorzystania propagandy sukcesu w celu skompromitowania ekspertów/dziennikarzy/polityków i w ogólności zachodniego systemu społeczno-politycznego?

  97. @ergonauta
    „Trochę sam sobie zaprzeczasz w tym poście. To podcieranie się gazetą jest żywiołem (wiem, co mówię), a powszechność papieru toaletowego jest nudnym efektem centralnego planowania poziomu ludzkiego życia.”
    Cóż to za brednie? Podcieranie gazetą wynikało z planowania. Waadza se ustaliła, że srajtaśmy ma być tyle a tyle, a prasy partyjnej tyle a tyle. Pierwszego było za mało, to lud substytuował drugim.
    „Mój dziadek Mirek urodził się w 1921, poznał lata sanacji (w domu nie mieli ani papieru toaletowego, ani toalety, tylko drewniany wychodek), lata bierutowskie i gomułkowskie (jego dzieci porobiły wtedy matury, on ukończył trzy klasy, bo za rządów sanacji nie miał szans na więcej, jako 15-latek poszedł do pracy), a za Gierka osiągnął ekonomiczny i stabilizacyjny pik swego żywota, najszczęśliwsze i najdostatniejsze lata – licząc od 1921.”
    Czyli nudny, nic nie wnoszący banał. W całej Europie lata 70-te były lepsze od 50-tych, a te od trzydziestych.
    „Cieszę się, że to piszesz. Bo to oznacza, że kiedyś ktoś rzuci okiem na drugą połowę XX w.”
    To przynajmniej w Polsce zauważy, że po 89 wzrosła długość życia, średni wzrost i spadł średni wiek miesiączki (ludzie lepiej jedzą), zaczęło się dać pić nieprzegotowaną wodę z kranów, jakość powietrza w miastach i wody w rzekach bardzo wzrosła, zniknęły wychodki a ludzie pobudowali se po domach spłukiwane toalety, zniknęły studnie a gminy doprowadziły wodociągi i odprowadziły ścieki, byle sklepik na zadupiu był lepiej zaopatrzony niż kiedyś te za żółtymi firankami dla partyjnych bonzów, na porodówkach kobiety zaczęły dostawać znieczulenia, a tak w ogóle to partia robotnicza przestała strzelać do robotników i topić działaczy związkowych w Zalewie Wiślanym. Oczywiście są i negatywy. Co prawda zniknął problem niedożywienia, za to pojawił się problem przejedzenia. Jeleniowate, bobry, wilki i niedźwiedzie przestały być gatunkami zagrożonymi a zaczynają włazić ludziom na głowę. Prawie każdy (ja nie) ma samochód i stoi w korkach. Nastąpił bezprecedensowy upadek gospodarczy: za Gierka byliśmy dziesiątą gospodarką świata a za Tuska jesteśmy dwudziestą (dwukrotny spadek!). Granice szturmują tłumy nielegalnych imigrantów, co wcześniej się nie zdarzało. W rolnictwie pojawiły się nieznane wcześniej klęski urodzaju. Dostępność papieru toaletowego spowodowała spadek popytu na prasę, co skutkuje spadkiem czytelnictwa.

    @Gammon No.82
    „W Galicji za CiK monarchii niektórzy podcierali się kaczątkami (ostrożnie, aby nie uszkodzić), no ale tylko w porze okołolęgowej. ”
    Pamiętam jak raz babcię naszło na wspomnienia i zrobiła paciorkę/taktys. Nawet dobre, choć przyciężkie.

    @rw
    „Działa lepiej niż wszystkie znane alternatywy.”
    Taka prawda. Jak chcesz mieć sensowną gospodarkę to musisz mieć prawa własności, wolny rynek i egzekucję umów. W kapitalizmie możesz to mieć jeśli się postarasz. W alternatywach z definicji nie.
    „Emisje CO2 w Rosji również.”
    Tam to akurat może być kwestia upadku przemysłu po zejściu Sowieta.
    „Tak więc jak zwykle pytanie jest „a co by było gdyby poszły w gospodarkę rynkową i ewentualną demokratyzację”.”
    Yyy.. Tajwan? Taka wyspa co robi większość półprzewodników?

    @wo
    „Hejtuję tamten system as much as the next guy, ale wymienianie tu jednym tchem Chin wydaje mi się zgrzytem. To jednak jest jakieś tam success story (chyba).”
    Z poziomu jakiejś Ugandy podnieśli się do poziomu jakiegoś Kosowa i chyba lepiej nie będzie.
    „Oni chyba jednak nie wycierają się gazetami (?).”
    W miastach pewnie nie. W interiorze czort wie. A w jakim Tybecie czy Sinqiangu to boję się myśleć.
    „Nikt by nie mówił (poza totalnie sprzedajnymi propagandystami i agentami) o „radzieckim cudzie gospodarczym” (ani gierkowskim, ani enerdowskim, ani rumuńskim, itd.). Więc interesuje mnie, jak by to ujął cesarz ze starożytnej dynastii Qi Xui, jak to w ogóle możliwe. ZSRR też przecież „bezlitośnie wyzyskiwał”, ale u nich to się kończyło tym, że bezlitośnie wyzyskiwani więźniowie budowali zupełnie bez sensu coś co potem się waliło albo gniło.”
    Między ZSRR a ChRL jest jedna istotna różnica. ZSRR najpierw miało NEP a potem Hołodomor. ChRL najpierw Hołodomor a potem NEP. I to chyba jest ten powód.

    @Luca
    „Spodziewam się, że ten model zarządzania gospodarczo-administracyjnego przekłada się też na partyjną hierarchię. Funkcjonariusze, którzy wyróżniają się w działalności lokalnej są stopniowo awansowani i zdobywają większe wpływy.”
    A to zupełnie jak Anioł w Alternatywy 4.
    „Co nie ulega dla mnie wątpliwości, to że Chiny już wygrały i właściwie przejęły pałeczkę światowego lidera od USA.”
    Tak, tak.. Peron numer 4 odjeżdża z pociągu relacji Kraków-Zakopane.
    „Za to za Batisty była sielanka. Zwłaszcza dla oligarchów, zarówno krajowych jak i amerykańskich.”
    No i na tym polegała wyższość czasów Batisty. Ktoś był gnojony, ale ktoś miał lepiej. był minus i był plus. Teraz każdy jest gnojony, a nikt nie ma lepiej. Jest minus, nie ma plusa.
    „Chiny jak najbardziej mają całą paletę poważnych problemów, ale w mojej ocenie dominująco negatywna narracja to w znacznej mierze efekt zachodniej propagandy, bo to przecie wrogi komunis!”
    A to wiem, to są te określone siły lejące wiadome wody na dobrze nam znane młyny, czy jakoś tak.
    „Niemniej efektywność chińskiego zarządzania i wizji strategicznej może na tym etapie kwestionować chyba tylko głupiec.”
    Kwestionuję.
    „Można zatem powiedzieć, że zaoranie wszystkiego do gołej ziemi przez kogoś takiego jak Mao i zasiew na czystym polu było w pewnym sensie konieczne.”
    Bo jak nie to byłaby taka bryndza jak na Tajwanie.

  98. @js
    Całe pańskie pytanie nie ma sensu. Nie da się dokonać rozbioru gramatycznego – brakuje jakichś przecinków, jakichś spójników. Niech mu się pan przyjrzy po prostu. Parser wyświetla SYNTAX ERROR gdy dojdziemy do „Nie wiem co jest mętnego w planie tym wszystkim”, a przecież potem jest więcej takich błędów. Nie wiem o co pan w ogóle pyta – czy chodzi panu o to, że pan wie, że Musk i Thiel mają jakiś plan, czy może sugeruje pan, że ktoś im to błędnie przypisuje, czy o jeszcze co innego. To już koniec mojej cierpliwości, teraz będę już wycinać takie „niewygodne pytania”.

  99. @WO
    Skoro jedyna zachodnia propaganda prorosyjska jaka do mnie dociera to upokarzające klęski Rosji na wszystkich frontach z byle Ukrainą to muszę się zastanawiać o drugie dno. Jedyne jakie wymyśliłem, że to wszystko wierutne przekłamania. I jako takie traktuję to przygotowanie operacji (…)Czyny mówią głośniej niż słowa(…), która ma być potężnym ciosem w wojnie ideologicznej.

    @kmat
    Ciśniesz pochwałę Zachodu jak się patrzy, ale teraz dałeś radę mnie striggerować.
    cytat
    zniknęły wychodki a ludzie pobudowali se po domach spłukiwane toalety
    cytat

    A to ciekawe, bo serwis AgroFakt jeszcze z września donosił w artykule CYTAT Kanalizacja na wsi – wielki problem i wciąż żywy CYTAT, że
    cytat
    Według danych GUS w 2024 roku tylko 41,3% budynków mieszkalnych na wsiach było podłączonych do sieci kanalizacyjnej.

    Prawie 2,5 mln budynków w całym kraju korzystało z przydomowych systemów, głównie szamb. NIK wskazuje natomiast, że w wielu gminach wiejskich brakuje rzetelnej ewidencji zbiorników bezodpływowych i kontroli nad ich opróżnianiem, co zwiększa ryzyko nielegalnego zrzutu ścieków na terenach wiejskich.
    cytat

    A, że gdy służby sanitarne nie patrzą dzieją się różne rzeczy pokazał kryzys Złotej Algi… zanim ustalono, że kopalnie zrzuciły solankę to było istne wybicie szamba, bo upubliczniono, że przyłapano:
    – rolnika na wylewanie szamba na pole
    – hotel Arłamów na zrzucie ścieków
    – firmę Jack Pol na zrzucie odpadów poprodukcyjnych… a w pamięci się coś kołacze, że tych firm było jeszcze z bodajże 2
    – a i pojawił się też temat

    cytat
    Tak, tak.. Peron numer 4 odjeżdża z pociągu relacji Kraków-Zakopane.
    cytat
    I nieopatrznie poruszyłeś kwestię, gdzie PRL ma zdecydowaną przewagę nad III RP. W wielkich obszarach kraju transport zbiorowy był lepszy, bo po prostu był, bo po transformacja to była orgia kasowania linii kolejowych i PKS’ow. Należy przy tym wspomnieć, że rzeż PKS’ów trwa do tej pory, czego dowodem jest upadek spółki z Płocka w 2018. A na poboczu tego wszystkiego żegluga śródlądowa cargo była w dużo lepszej kondycji.

  100. @kmat

    Ja doskonale pamiętam, jak na mojej wsi przez lata w PRL nie można było mieć telefonu, a na początku lat 90tych prędziutko zrobili telefon, wodociąg, a trochę potem kanalizację. I pan dyrektor w podstawówce przestał bić uczniów liniałem po łapach, bo się zaczął bać rodziców i wolnej prasy. Tak więc mam nosie że dziadek Mirek tęskni za Gierkiem.

    „W miastach pewnie nie. W interiorze czort wie.”

    Jeżeli chodzi o ubikacje w ogóle, to w Chinach jest pod tym względem dość ponuro. Tzn. nawet na prowincji nawet w hotelach strach iść do kibelka, bo jest tak syficznie. A w wielu domach jest zwyczaj, żeby zużytego papieru toaletowego nie spuszczać z wodą, bo rury są za cienkie i się zapchają. Więc trzeba do kubełka, jak pieluszki po dziecku.

    A na wsi jest jeszcze gorzej.

  101. @wo

    Jestem właśnie świeżo po lekturze „Chiny 5.0” Kai Strittmattera, co mieszkał tam przez 30 lat, studiował i był korespondentem. Widać, że gość bardzo lubi Chińczyków, przy okazji mając bardzo trzeźwe spojrzenie na ten kraj. I nie, nie zachwyca się nim, chociaż ani trochę nie ukrywa, że jest to mocarstwo dobrze radzące sobie we współczesnym wyścigu cywilizacyjnym.

    @rw

    Ta CCP czerpie z Konfucjusza, jednocześnie gloryfikując Mao, jednocześnie przyznając, że popełnił parę błędów, ale to raczej taki znak czasów no i cóż, nikt nie jest nieomylny, a kto nie wymordował nigdy 70 milionów niech pierwszy rzuci kamieniem. Który to Mao mniej więcej tak kochał Konfucjusza jak Stalin Jezusa Chrystusa, a których obydwu teraz kocha Putin. Taka kolejna bardzo charakterystyczna cecha tego typu systemów.

  102. @rw
    „Byłeś/byłaś kiedykolwiek w Chinach?”

    Niestety nie, więc pod tym względem na pewno masz przewagę.

    @rw
    „Zachodni kapitał przez wiele dekad był szczęśliwy, że może inwestować w Chinach, i mało kto był tak pozytywnie nastawiony do chińskiego modelu rozwoju, jak finansiści z City.”

    Przecież to się nie kłóci z tym co napisałem, choć może nie wyraziłem tego wystarczająco precyzyjnie.

    Skoro biznes ma chętkę inwestować (tania siła robocza, duży rynek wewnętrzny), to będzie wychwalać to, co dla niego korzystne (rozwój gospodarczy czy rzekome perspektywy liberalizacji przez handel). Zwłaszcza dopóki chińska produkcja nie jest w stanie zagrozić pozycji zachodnich firm (tanie podróbki, wytwory o niskiej wartości dodanej).

    Pewne elementy są jednak niekorzystne, a potencjalnie wręcz groźne (np. alternatywny system polityczno-gospodarczy, kontrola przepływów kapitałowych, faktyczna konkurencja z produktami zachodnimi) i tutaj można już śmiało podbijać narrację krytyczną (wielokrotnie ogłaszane rychłe załamanie gospodarcze, cenzura, autorytaryzm, korupcja, interwencjonizm).

    Podkreślam, że moja wiedza i opinia na temat Chin nie jest dogłębnie ugruntowana, a tym bardziej „ostateczna”. Od jakiegoś czasu zastanawia mnie jednak rozjazd tego jak, w mojej ocenie, Chiny były przedstawiane w zachodnich mediach z faktycznymi rezultatami ich działań. Zwłaszcza po zainteresowaniu się tematem na własną rękę, a nie tylko wchłanianiu informacji z podajnika.

    Tym bardziej nie mam zamiaru utrzymywać, że negatywna narracja – w moim mniemaniu! – otaczająca Chiny jest / była idealnie szczelna i utrzymuje się na stałym poziomie. Jako „propagandę” miałem wcześniej na myśli dominujący nurt opowieści, bo przecież nie rygorystycznie utrzymywany reżim informacyjny pod sankcją jakichś maccartystowskich represji.

  103. @Luca
    Szybki rozwój gospodarczy, przynajmniej w początkowych fazach, opierał się na bezlitosnym wyzysku zawsze i wszędzie. Niemniej efektywność chińskiego zarządzania i wizji strategicznej może na tym etapie kwestionować chyba tylko głupiec.

    No i tak i nie. Chiny podjeły strategiczną decyzję dotyczącą przemodelowania demografii polityką 1 dziecka. Miliony mężczyzn pracowało w fabrykach za niskie stawki (bo nie mając rodzin na utrzymaniu mogli za takie stawki żyć) i m. in. dzięki temu Chiny się rozwijały tak jak się rozwijały (w EU4 to by swoją drogą była dokładnie decyzja dająca średniookresowo bonus ale dalekosiężny minus). Cena, którą teraz za to płacą jest stosunkowo wysoka – także pod względem np przygotowań do wojny (kraj w którym opieka nad starszymi jest obowiązkiem rodziny i w którym większość rodzin ma 1 dziecko może mieć niską odporność na straty na froncie).

    Patrząc z perspektywy czasu być może to Indie dokonały tutaj lepszego wyboru – bez tak drastycznych środków, szły sobie wolniej. I oczywiście od pewnych prawidłowości nie ucieknie – dzietność w Indiach spada powoli poniżej zastępowalności pokoleń, ale nie mają takiego demograficznego muru jaki mają Chiny na horyzoncie. W perspektywie 10-20 lat możliwe, że pozycja Indii będzie lepsza – gospodarczo, demograficznie i politycznie.

    Oczywiście jeśli za 10-20 lat jakiekolwiek ekstrapolowanie tego co jest teraz będzie miało sens inny niż mówienie „gdyby nie III Wojna Światowa to Indie….”

  104. @js
    „Skoro jedyna zachodnia propaganda prorosyjska jaka do mnie dociera to upokarzające klęski Rosji na wszystkich frontach z byle Ukrainą to muszę się zastanawiać o drugie dno. ”

    To znaczy, że ma pan jakiegoś dziwnego feeda. Nie widzi pan w ogóle tego, co wrzucają (i co promują) Musk i Thiel. Może nawet szczęśliwie jest pan nieświadomy istnienia Scotta Pedo-Rittera albo Profesora Jeffreya Sachsa? Trochę zazdroszczę, ale po prostu widzi pan dziwny wycinek świata. Ja niestety widzę także resztę.

    ” Jedyne jakie wymyśliłem, że to wszystko wierutne przekłamania.”

    To fatalnie świadczy o pańskich zdolnościach do wymyślania. Sam pan sobie strzela w stopę tą niechlujnością. Przecinki i średniki to nie jest tylko kwestia bycia grammar nazi. Oznaczamy nimi to, co w naszym rozumowaniu jest przesłanką, co wnioskiem, co pytaniem, co tezą (itd). Pan robi z tego wszystkiego jeden bełkot w stylu monologu paranoika z Pynchona, to też nie dziwota, że myli pan potem swoje założenia z tezą.

  105. @js
    „donosił w artykule CYTAT Kanalizacja na wsi – wielki problem i wciąż żywy CYTAT,”

    Dlaczego pan nie może pisać jak normalny człowiek, tylko tak CYTAT, CYTAT? Zaczynam podejrzewać, że to jakiś LLM za pana pisze?

    „W wielkich obszarach kraju transport zbiorowy był lepszy, bo po prostu był”

    A w gęsto zaludnionych był gorszy. Warszawa teraz odbudowuje linie tramwajowe ZLIKWIDOWANE W PRL. Oraz dopiero w kapitalizmie wprowadziła burżuazyjny wynalazek JEDNEGO BILETU NA WSZYSTKO. Za komuny osobny był na pociąg, osobny na autobus.

    Co mi przypomina anegdotę. Pytałem niedawno swoją mamę, dlaczego mam tak dużo wspomnień z dzieciństwa, że idziemy Alejami z dworca Powiśle pod neonem GASTRONOMIA – to był jeden z pierwszych neonów, jakie samodzielnie przeczytałem, wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy się dowiedziałem, że nie ma nic wspólnego z astronomią! 50 lat później mam odwrotne preferencje, chrzanić pulsary, dawać mnie tu steka.

    Ale to dygresja, otóż wracając. Z dawnych map oraz serwisu trasbus wychodziło mi, że logicznie byłoby przesiadać się w centrum na autobus zwany wtedy jotką (dziś 520). Czemu leźliśmy pod tym neonem GASTRONOMIA? Mama wyjaśniła, że byłoby logiczniej, ale także ZNACZNIE DROŻEJ. Cena biletu na to, co dziś nazywamy „szybką koleją miejską” zależała od przejechanych stacji, a autobusy pośpieszne były ZNACZNIE DROŻSZE od zwykłych.

    Moja mama z zawodu była lekarką, ale cena maderfakingowego biletu (!) była dla niej tak istotnym czynnikiem, że wolała gorszą trasę. A dziś to wszystko byłoby jedne cztery czterdzieści (w praktyce znacznie mniej ze względu na Kartę Warszawiaka). Niech mi tu nikt nie wyskakuje z komciem o cudownym transporcie publicznym za komuny.

  106. @WO
    Mój dziwny feed to przede wszystkim polska rzeczywistość medialna, której przedstawicielem jest między innymi Wojciech Orliński. A przypominam, że ta nasza rzeczywistość medialna jest proamerykańska, nawet gdy Amerykanie nas upokarzają niczym Żeleńskiego w pokoju Owalnym.

    A jeśli coś dopiero do mnie z Muska to wychwalanie Rosji płacze nad cierpieniami Słowian w stylu Franciszka.

  107. @js
    „Mój dziwny feed to przede wszystkim polska rzeczywistość medialna, której przedstawicielem jest między innymi Wojciech Orliński”

    Ale ja jestem jej bardzo ekscentrycznym, nietypowym przedstawicielem. Jak pan chce wysuwać ogólne wnioski, musi pan oglądać kogoś bardziej typowego.

    „A jeśli coś dopiero do mnie z Muska to wychwalanie Rosji płacze nad cierpieniami Słowian w stylu Franciszka.”

    W tym zdaniu znowu czegoś brakuje. „Wychwalanie Rosji płacze nad”? Wie pan, ja coraz bardziej jednak podejrzewam LLM. Przecież to zdanie nie ma sensu.

  108. @autobus pospieszny
    Bilet był dwa razy droższy, ale to byłoby pół biedy. Gorzej, że bilet miesięczny działał w tramwajach i zwykłych autobusach, ale w pospiesznych nie.

  109. @WO
    W moim grajdołku legendarna była trasa dworzec PKP Nasielsk (chyba tylko z nazwy)-końcówka wsi Morgi… tak na oko z 2 razy dłuższa niż ta twoja, ale w przeciwieństwie do buta nie było żadnego alternatywnego środka transportu.

    A jeśli na prawdę brać jako anecdata Warszawę to trzeba iść po całości z jej specyfiką… To jest jedyna stolica kraju nie ma porządnej kolei dojazdowej: WKD to kikut nie system, a na osi wschód-zachód, gdzie dystanse są właściwie metropolitalne to SKM właściwie nie uzupełnia KM tylko ją dubluje. A pojedyncza linia Metra robi wrażenia w w tak biednym kraju, którego stolicą jest Sofia. A szkoła projektowania przebiegu nowych linii jest powszechnie krytykowana za robienie dziwnych meandrów.

    A jednak okazuje się, że na tym polu nie mamy powodów do bycia zakompleksionym wobec zachodu na tym polu. Niemieckie i amerykańskie kolejnictwo wygląda gorzej, brytyjskie, a londyśkie w szczególności to obraz nędzy i rozpaczy.

    Ale żeby nie było tego złego to zaczęliśmy w końcu masowo importować samochody, których całe mnóstwo można podziwiać na ulicach Warszawy, a zwłaszcza wylotowych. To jeszcze nie Nowy Jork, ale poczekajmy na zbudowanie Centralnego Lotniska.

  110. @js
    „W moim grajdołku legendarna była trasa dworzec PKP Nasielsk (chyba tylko z nazwy)-końcówka wsi Morgi… tak na oko z 2 razy dłuższa niż ta twoja, ale w przeciwieństwie do buta nie było żadnego alternatywnego środka transportu.”

    Dlatego jeśli ktoś twierdzi, że za PRL był lepszy transport zbiorowy („ja proszę pana mam bardzo dobry dojazd”), to musi być jakiś zepsuty LLM.

    „A jeśli na prawdę brać jako anecdata”

    Dlaczego pan ciągle tak dziwnie pisze? Kiedyś na… praw… dę… stracę cier… pli… wość…

    „A pojedyncza linia Metra”

    Skąd pan się urwał? Pan nie jest przypadkiem jakimś LLM uruchomionym w Moskwie?

    „A jednak okazuje się, że na tym polu nie mamy powodów do bycia zakompleksionym wobec zachodu na tym polu.”

    No co innego Rosja. Tver ma wspaniałą sieć tramwajową, prawda?

  111. @Kompleksy
    Tokio ma wspaniałą sieć metra, natomiast poprzednia stolica Japonii, Kioto ma sieć metra uboższą, niz Warszawa. Dwie linie i mniej stacji. Ha!

  112. @WO
    Pomyliłem się o połowę linii… Poważnie Pan sugeruje, że chcemy zaimponować Międzymorzu połtoralinią Metra?

    @janekr
    Cikawa sprawa… Kioto straciła funkcję stołeczną jakieś 5 lat po otwarciu linii Paddington-Farrington Street, czyli w okresie totalnych powijaków.

  113. @WO
    Dopiero co zauważyłem….
    cytat
    No co innego Rosja. Tver ma wspaniałą sieć tramwajową, prawda?
    cytat

    Porównywać stolicę kraju z stolicą obwodu? Ma Pan ambicje…

  114. @js
    „Pomyliłem się o połowę linii…”

    Żeby tylko o to!

    „Cikawa sprawa…”

    Chwilkę pan walczył ze sobą, a teraz znowu wielokropkosraczka. Niech się pan zresetuje i infekuje jakieś inne zakątki internetu, pażałsta.

  115. @js
    „Dopiero co zauważyłem….
    cytat”

    A nie zauważył pan mojej prośby – CYTAT żeby pisać jak człowiek CYTAT WIELOROPEK ZAMIAST PYTAJNIKA WIELOKROPEK ZAMIAST WYKRZYKNIKA och niech pan już sobie stąd idzie WIELOKROPEK ZAMIAST WYKRZYKNIKA

  116. @janekr
    „Gorzej, że bilet miesięczny działał w tramwajach i zwykłych autobusach, ale w pospiesznych nie.”
    Coś mi kołacze, że były dwa rodzaje biletów miesięcznych. W sensie na bilecie były takie jakby okienka i można było mieć podstawowy, na zwykłe autobusy, albo rozszerzony na pospieszne. Ale to są bardzo fragmentaryczne wspomnienia już z lat 80-tych, a możliwe że z wczesnych dziewięćdziesiątych.

  117. @wo

    „Dlatego jeśli ktoś twierdzi, że za PRL był lepszy transport zbiorowy („ja proszę pana mam bardzo dobry dojazd”), to musi być jakiś zepsuty LLM.”

    Oczywiście nie każdy i nie wszędzie i w dużych miastach teraz jest zdecydowanie lepiej niż było, ale samo to, że w ogóle jakiś był robiło w wielu miejscach różnicę.

    Np. taki Gostyń czy Międzychód, miasta w Wielkopolsce na 10-20 tysięcy mieszkańców, z których akurat pochodzą moi dziadkowie, dopiero teraz po jakichś 30 latach odzyskają pasażerskie połączenia kolejowe, bo za III RP je zlikwidowano. Generalnie na zachodzie kraju, gdzie ta sieć kolejowa była najgęstsza, te cięcia po 1989 były najbardziej bolesne.

  118. @Gammon No.82

    > Właśnie tak miało wyglądać tzw. planowanie rzeczowe
    > – ilość wódki musi się zgadzać z ilością zagrychy,
    > a zarazem z ilością pracy, za którą będą wynagrodzenia,
    > za które kupuje się wódkę, a zresztą i zagrychę,
    > z ilością zboża / ziemniaków jako surowca, a to
    > ostatnie z ilością nawozów, itd.

    Elisabeth Dunn w „Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim biznesie i restrukturyzacji pracy” opisuje zderzenie dwóch skrajnie różnych systemów księgowości. Bardzo rzecz upraszczając, zachodnia księgowość służy do tego aby w każdym momencie można było poznać stan i wartość tej jednej konkretnej firmy. Księgowość w gospodarkach państw socjalistycznych służyła do innych celów. Miała dostarczyć danych umożliwiających centralne planowanie w skali całej krajowej gospodarki.

    Planowanie w skali całej gospodarki nie ma żadnego przełożenia na jakiekolwiek planowanie w skali mikro. Z drugiej strony, wyceny jednostkowe pojedynczych wartości firm w skali mikro, sumuje się w jedną dużą wartość całej gospodarki w skali makro. To jak klimat i pogoda. Mając wiedzę o klimacie całej planety nie można prognozować pogody w Wólce Dolnej za dwa dni. Mając dane o pogodzie w statystycznie istotnych punktach globu, można opisać klimat planety.

  119. @WO
    „Przecież Gierkowi nie zarzuca się TYLKO TYLE”
    Nie miejsce tu przecież na wykład o polityce inwestycyjnej Gierka i Jaroszewicza. Dług zagraniczny w relacji do PKB w latach 70. nie był wysoki (9,8 proc.), natomiast był olbrzymi w stosunku do dochodów dewizowych państwa (dochody z eksportu, transfery dolarów od krewnych i pracujących na Zachodzie itp.). Dziś mamy w pełni wymienialny złoty i dlatego ocena długu publicznego zewnętrznego jest diametralnie inna.
    Ale co do tematu; W kapitalizmie peryferyjnym z definicji nie ma wiele nadwyżek finansowych, które państwo może pozyskać w postaci podatków, a potem wykorzystać na zakup towarów inwestycyjnych. Stąd bierze się zaciąganie kredytów w obcych walutach, czy to przez Rosję carską, czy to przez Polskę sanacyjną, i w tym sensie PRL nie był żadnym wyjątkiem.
    Jeśli chodzi o różnice ustrojowe: za Gierka od pocz. lat 70. faktycznie posypał się system planowania gospodarczego. Dyrekcje jednostek gospodarczych poczuły się ich faktycznymi właścicielami, z tą różnicą, że zasoby sił wytwórczych PKB
    nie były dla nich kosztami jak w klasycznym kapitalizmie, toteż nikt nie zwracał uwagi na wydajność ich wykorzystywania.
    Tak samo jak ssały ciągle nowych pracowników (pracę/siłę roboczą), tak samo zgłaszały zapotrzebowanie w rządzie na nowe zachodnie maszyny czy wyposażenie (kapitał), nie zawsze potrzebne lub też na więcej surowców/półproduktów (czasem też „dewizowych”), a rząd Jaroszewicza z kolei w tym celu zadłużał się coraz bardziej, nie dysponując wiedzą, jakie są faktyczne potrzeby gospodarki. Problem informacji w gospodarce planowej się tu kłania, którego mało było w czasie pierwszych pięciolatek ZSRR, kiedy siły wytwórcze PKB były i prostsze, i bardziej „namacalne”.

  120. @sj
    „Nie miejsce tu przecież na wykład o polityce inwestycyjnej Gierka i Jaroszewicza.”

    Nie ma potrzeby, gdyż genialny tekst na ten temat na marginesie tego głupiego filmu napisał Sutowski w Krypolu. Traktuję go jako tekst kanoniczny, tzn. teoretycznie chętnie przeczytałbym polemikę, ale nie wierzę że ktokolwiek (np. pan) może go merytorycznie zaatakować. Oto CYTAT (jak mawiał zabanowany bot z Łubianki):

    „Czemu tak spektakularnie nie wyszło? Ze stu powodów, ale wymieńmy kilka (…) e niemal każda fabryka działa w większym łańcuchu dostaw. Produkowano towary gorszej jakości i mniej, niż zakładano – przez opóźnienia w dostawach komponentów do produkcji i części zamiennych do maszyn, kupowanych często za bezcenne dewizy. Ale także przez przerywane dostawy prądu – w szczytach zużycia mocy (w PRL to było w grudniu, inaczej niż dziś, latem) w końcówce lat 70. brakowało jej nawet 4 GW, przy mocy zainstalowanej około 25 (…) Brakowało również pracowników, bo budowano zbyt wiele naraz. Gospodarka PRL czasów Gierka – to po trzecie – była bowiem przeinwestowana, głównie z powodu nacisków regionalnych lobby partyjnych”.

    link to krytykapolityczna.pl

  121. @WO & Chiny

    Ja mogę polecić nowość – Breakneck: China’s Quest to Engineer the Future by Dan Wang. Czyta się dobrze, a dodatkową zaletą jest zestawienie z USA co dla kogoś kto nie był i nie zna się na Chinach daje jakiś punkt odniesienia.

    W skrócie Chiny to „kapitalistyczna politechnikokracja”, takie wielkie SimCity, gdzie rządzą prawie, że wyłącznie prawdziwi inżynierowie z krwi i kości (Xi to inżynier-chemik), ze wszystkimi tego plusami i minusami.

  122. @Obywatel

    „gdzie rządzą prawie, że wyłącznie prawdziwi inżynierowie z krwi i kości (Xi to inżynier-chemik)”

    … który nigdy nie pracował w swoim wyuczonym zawodzie. Xi to partyjny aparatczyk. „Inżynierowie z krwi i kości” pracują w fabrykach w Shenzhen.

  123. @ausir
    „Np. taki Gostyń czy Międzychód, miasta w Wielkopolsce na 10-20 tysięcy mieszkańców, z których akurat pochodzą moi dziadkowie, dopiero teraz po jakichś 30 latach odzyskają pasażerskie połączenia kolejowe, bo za III RP je zlikwidowano. Generalnie na zachodzie kraju, gdzie ta sieć kolejowa była najgęstsza, te cięcia po 1989 były najbardziej bolesne.”

    Z tego co piszesz wynika, że nawet tam, gdzie w latach 1990. odnotowano jakieś pogorszenie, jest już lepiej niż w PRL. A poza tym gdyby to odnosić do całej populacji, to chyba nigdy nie było tak, że pogorszenie odczuła WIĘKSZOŚĆ (20+ mln obywateli). W aglomeracjach nie było nawet chwilowego pogorszenia, tylko nieustająca poprawa (przecież nie tylko w Warszawie). Powtórzę, w PRL likwidowano tory tramwajowe, w 3RP się je odbudowuje. Poza tym PRL to także rzeź kolejek wąskotorowych, wiele zamykano w czasach mojego dzieciństwa.

  124. @WO
    „Poza tym PRL to także rzeź kolejek wąskotorowych, wiele zamykano w czasach mojego dzieciństwa.”

    Wspomniany wyżej dziadek Mirek – który odzywając się z grobu, naraża mnie na gniew WO – pracował na takiej kolejce. Ta rzeź była równie bezwzględna, co bezmyślna, bo włącznie z pięknymi obiektami architektury kolejowej typu kunsztowne wiadukciki i efektowne mostki. U nas to było wąskotorówka obsługująca cukrownię, no ale poszedł przekaz: stawiamy na ciągniki Ursus z przyczepami.

  125. @ergonauta
    „Wspomniany wyżej dziadek Mirek – który odzywając się z grobu, naraża mnie na gniew WO – pracował na takiej kolejce.”

    Przede wszystkim wywołuje pan jego gniew w grobie. Nie sądzę, żeby podobała mu się pańska obrona PRL, zresztą z pańskich słów znowu wynika, że nie ma czego bronić. To był syf – i co z tego, że częściowo skorzystał z ogólnego wzrostu, z którego korzystała wtedy cała Północ.

  126. @wo

    Moje anegdotyczne obserwacje z mazowieckiej wsi (okolice Żyrardowa) są takie: pod koniec PRL były PKS-y, ale głównie pod kątem dowożenia ludzi do pracy i szkoły. W latach 90tych połączenia zaczęto kasować, ale wyrosła prywatna inicjatywa („busiki”) która łatała braki. Natomiast później ludzie na wsi zaczęli realizować swoje marzenia o posiadaniu samochodu (albo dwóch), więc popyt na busiki wygasł. Obecnie jak jadę do mamy z Żyrardowa, to muszę brać taxi, bo autobusów jest bardzo mało.

    Komentatorzy często myślą, że „ludzie na wsi zaczęli kupować samochody, bo upadł transport publiczny”. IMO było odwrotnie: polska kultura wiejska fetyszyzowała motoryzację, jak tylko chłopak ze wsi miał pieniądze, to kupował sobie samochód. A jak już się ma ten samochód, to się go używa, np. żeby pojechać na targ, do lekarza, do urzędu. Więc liczba pasażerów autobusów spadła.

    @Gierek

    Ja bym do tej krytyki Sutowskiego dodał jeszcze to: inwestycje bez innowacji są skazane na porażkę. A PRL, jak reszta demoludów, nie umiał w innowację.

  127. @rw
    „Komentatorzy często myślą, że „ludzie na wsi zaczęli kupować samochody, bo upadł transport publiczny”. IMO było odwrotnie: polska kultura wiejska fetyszyzowała motoryzację, jak tylko chłopak ze wsi miał pieniądze, to kupował sobie samochód.”

    Chłopak z miasta też (dzień dobry!). W moim pokoleniu praktycznie WSZYSCY marzyliśmy o samochodzie. I to najlepiej nie o jakimś badziewiu z demoludów, tylko jednak przynajmniej o Golfie.

    „Ja bym do tej krytyki Sutowskiego dodał jeszcze to: inwestycje bez innowacji są skazane na porażkę”

    Po prostu nie przekleiłem całości, ale to tam jest.

  128. @rw
    „… który nigdy nie pracował w swoim wyuczonym zawodzie. Xi to partyjny aparatczyk. „Inżynierowie z krwi i kości” pracują w fabrykach w Shenzhen.”

    Nie wiem czy kolega miał okazję pracować w otoczeniu nie techniczno-politechnicznym z absolwentem politechniki nie wykonującym zawodu? Ja tak i z bycia absolwentem politechniki się – IMHO – nie wyrasta nigdy. Mindset zostaje a o to tu chodzi. Tak samo zresztą jak mindset absolwentów „kursu” PPE na Oxfordzie czy innej prawo-politologii czyli „kuźni kadr” sporej częściej polityków na zachodzie. Co zresztą w tej książce, co polecam, jest dobrze pokazane.

    A co do China to ja nie jestem ekspertem i polecałem tylko książkę. Z tego co można wyczytać i w tej i w innych, Chiny to kraj-Simcity gdzie właśnie mindset inżynierski idealnie i z sukcesem mierzonym $$$ (nawet na poziomie obywatela a nie tak jak w np Rosji elit) zlał się z klasycznym kapitalizmem, niskimi podatkami/niskimi wydatkami socjalnymi jak i ze skuteczną kontrolą nad ludnością. Im się nawet dużo lepiej – widać mindset inżyniera – niż EU udało wymyśleć i ogarnąć transformację klimatyczną: u nas zmierza to do społeczno-gospodarczej katastrofy wymyślonej przez prawników i politologów a u nich do „zielonej dominacji” gdzie i klimat i gospodarka skorzysta.

    Taka ciekawostka – walka z zarazą zachodniego „welfaryzu” jest jedną z głównych zadań chińskiej partii wg Xi. BTW generalnie skasować tylko kolor czerwony z ich programu i program wyborczy na 2027 Mentzen ma gotowy.

  129. @wo

    „Po prostu nie przekleiłem całości, ale to tam jest.”

    Przeczytałem cały tekst dzisiaj i jakoś mi się w oczy nie rzuciło, ale OK.

    @Obywatel

    „Im się nawet dużo lepiej – widać mindset inżyniera – niż EU udało wymyśleć i ogarnąć transformację klimatyczną: u nas zmierza to do społeczno-gospodarczej katastrofy wymyślonej przez prawników i politologów a u nich do „zielonej dominacji” gdzie i klimat i gospodarka skorzysta.”

    Chińskie emisje CO2 nadal rosną: link to ourworldindata.org

  130. @WO
    „obrona PRL”

    Nigdzie nie bronię PRL-u. Tylko powtarzam, co widziałem i słyszałem u ludzi wtedy żyjących – czyli coś najbanalniejszego pod słońcem: że w 1972 było lepiej niż w 1932, w 1942 i w 1952 (ale to wcale nie tak mało, bo czy możemy powiedzieć, że w 2022 było lepiej niż w 2012, a w 2012 lepiej niż w 2002?). Opowiadam o ludziach, którzy byli wtedy najszczęśliwsi w swoim życiu, z wielu powodów (począwszy od najbanalniejszych: Hitler i Stalin już nie żyli, ale też: robili debiutancką kupę na sedesie ze spłuczką we własnej łazience) i traf chciał, że było to akurat za Gierka. Nic dobrego nie myślę o Gierku, bo może to tylko ślepy traf. Natomiast o kimś, kto cały okres 1945-1989 zamyka i streszcza: „PRL to był syf”, dziadek Mirek rzecze z grobu: chyba jakiś gówniarz.

  131. Obywatel
    „u nas zmierza to do społeczno-gospodarczej katastrofy wymyślonej przez prawników i politologów”

    Na pewno łatwiej by się transformowało, gdybyś mógł stawiać elektrownie atomowe gdzie chcesz, górników przebranżowić, a protestujących zamknąć w obozie pracy przymusowej.

  132. @rw
    Chińskie emisje CO2 nadal rosną: link to ourworldindata.org

    Transformacja klimatyczna jakiegoś państwa nie sprowadza się tylko do rosnących/spadających emisji i mierzenie jej emisją CO2 jako jedynym KPIs to nieporozumienie. To przecież jest zmiana modelu społeczno-gospodarczego, który w trwały sposób pozowali przestawić dany kraj z gospodarki opartej na paliwach kopalnych na inne, mniej szkodliwe źródła ale w taki sposób aby na końcu była i jakaś gospodarka i społeczeństwo i klimat.

    Zwiększenie emisji CO2 bo np używa się węgla do produkcji taniego prądu potrzebnego aby wyprodukować PV i wiatraki w konkretnie istniejących fabrykach, z planem produkcji na x lat do przodu, po to aby móc wyłączyć ten węgiel w harmonogramie Z lat (ich data na neutralność to 2060) jest rozsądniejsze niż sztucznie podniesienie cen energii wszelakiej decyzją urzędnika, z nadzieją że „niewidzialna ręka rynku” wyprodukuje i zamontuje te panele, zwłaszcza na kontynencie, który ich nie produkuje.

    Dodatkowo warto pamiętać, że chińskie emisje rosną póki co też dlatego, że postępuje szybka dezindustrializacja UE i USA ale przecież ta produkcja nie znika tylko razem z emisjami przenosi się do Chin.

    Oni działają trochę jak te drzewka z HoI – aby mieć międzymorze musisz zrobić to i owo w takiej a nie innej kolejności a że nie masz nieskończonych punktów decyzyjnych to się trzeba dobrze zastanowić a magiczna droga na skróty nie istnieje.

  133. @wo
    „Więc interesuje mnie, jak by to ujął cesarz ze starożytnej dynastii Qi Xui, jak to [modernizacja Chin] w ogóle możliwe. ZSRR też przecież „bezlitośnie wyzyskiwał”, ale u nich to się kończyło tym, że bezlitośnie wyzyskiwani więźniowie budowali zupełnie bez sensu coś co potem się waliło albo gniło”

    W Chinach za czasów Mao też się waliło i gniło, i to nawet bardziej niż w ZSRR za Stalina (na którym zresztą Wielki Sternik się wzorował); eksperymenty typu „Wielki Skok” (np. chałupnicza produkcja surówki czy kampania wybijania gołębi na wsiach) zabiły tam od 7 do 10 procent populacji. Na szczęście KPCh po jego śmierci poszła po rozum do głowy. „Перестройка” („przebudowa”) zarówno w ZSRR, jak i w ChRL przypadła na lata 80′ (no, w Chinach wystartowała nieco wcześniej), ale sukces ChRL wynika z tego, że zabrakło tam jednego ważnego elementu, którym była forsowana przez Gorbaczowa „гласность” („jawność”). Deng Xiaoping nigdy by na żadną głasnost’ nie pozwolił – on modernizował państwo liberalizując gospodarkę, utrzumując równocześnie ciężki zamordyzm (jak brutalny to pokazała masakra na Tiananmen), podczas gdy w ZSRR poszło to dwutorowo – i dlatego system się wywrócił. Dwa eksperymenty naraz to było, jak widać, za dużo.

    @rw
    „Ja bym do tej krytyki Sutowskiego dodał jeszcze to: inwestycje bez innowacji są skazane na porażkę”

    Jest taka ciekawa książka Adama Leszczyńskiego „Skok w nowoczesność” o powojennej modernizacji krajów peryferyjnych wobec zachodu (np. kapitalistycznej Korei Południowej, ale również komunistycznych: ChRL, ZSRR i PRL). Z podobnych lektur dodałbym jeszcze „Dlaczego narody przegrywają” Darona Acemoglu.

  134. „Twój komentarz oczekuje na moderację”

    Co tam niby jest tak kontrowersyjnego, że automat blokuje? Bo napisałem o masakrze na T1an an m3n?

  135. @wo

    „Z tego co piszesz wynika, że nawet tam, gdzie w latach 1990. odnotowano jakieś pogorszenie, jest już lepiej niż w PRL.”

    No nie bardzo jest, we wspomnianym Gostyniu i Międzychodzie dopiero teraz trwają prace nad przyszłym przywróceniem połączeń pasażerskich, a jak je przywrócą to jeszcze nie wiadomo jak będzie z częstotliwością kursowania itd. Więc co najwyżej może *będzie* lepiej niż w PRL. Ciężko to uznać za pogorszenie tylko „chwilowe”.

    W moim rodzinnym Głogowie dawniej połączenie kolejowe z Poznaniem było w zasadzie tak samo dobre jak z Wrocławiem. W momencie jak szedłem na studia to początkowo nawet rozważałem Poznań, ale zdecydowałem się na Wrocław m.in. właśnie dlatego, że z Poznaniem Głogów nie miał już wtedy bezpośredniego połączenia, a i to pośrednie z przesiadką w Lesznie potem zlikwidowano i dopiero niedawno odtworzono. Na odtworzenie bezpośredniego się nie zapowiada.

    Ale też i ta dawna gęsta sieć połączeń kolejowych na zachodzie Polski to była jeszcze oczywiście w spadku po Niemcach, nawet w Wielkopolsce po przedpierwszowojennych, PRL sam jej nie zbudował.

  136. @mnf
    „Co tam niby jest tak kontrowersyjnego, że automat blokuje?”

    A cholera go wie! Przepraszam, chwilę byłem offline.

  137. @mnf – blokujący automat

    W tej książce, co polecałem, autor pisze, że na baidu w sekcji chińskiej Wikipedii jest tak jak w naszej, że możesz sobie wejść na jakiś rok i masz listę wydarzeń z tego roku. No więc ponoć na tej baidu-wikipedii roku 1989 po prostu nie ma.

  138. kampania wybijania gołębi na wsiach

    Wróbli.

    zabiły tam od 7 do 10 procent populacji

    Ale co się najpierw najedli wróbliny, to ich.

  139. @rw

    Ha! Udało mi się kiedyś fajnie wkręcić DeepSeeka, jak przeczytałem gdzieś o nim to wszystko, że on nic nie wie o 4/6/1989, a także dla niego Tajwan to część Chin, oczywiście.

    Zapytałem go jakie państwa są największymi producentami półprzewodników. Wymienił kilka, na pierwszym miejscu Tajwan. Zapytałem więc, czy Kalifornia nie jest aby wysoko, na co odpowiedział, że tak, Kalifornia produkuje dużo półprzewodników, ale ja pytałem o państwa, a Kalifornia to część USA, które było na liście. Napisałem w odpowiedzi, że cieszę się, iż uznał Tajwan za państwo, na co on napisał coś w rodzaju: „hej, pogadajmy lepiej o kodowaniu”. Dosłownie, mam zapisy.

  140. @”w sekcji chińskiej Wikipedii jest tak jak w naszej, że możesz sobie wejść na jakiś rok i masz listę wydarzeń z tego roku. No więc ponoć na tej baidu-wikipedii roku 1989 po prostu nie ma.”

    Zainspirowany dygresją „zagłada wąskotorówek” czytałem o ciągnikach C330 i C360, które w mojej okolicy zastąpiły dość długą wąskotorową sieć między paroma miejscowościami, i przez te ursusy dotarłem do wikipedycznej notki o Zakładach Ursus. A tam np.: „1976 – 25 czerwca w ZM Ursus rozpoczęły się strajki w proteście przeciwko podwyżkom cen żywności.”, zaś przy datach 1991-1993 o strajkach ani słowa (choć też były historyczne: pierwsze po 1989 starcia robotników z policją, demonstracje w Wa-wie, petardy na ministerstwo finansów, no i lans Zygmunta Wrzodaka, wpływowego populisty, antysemity, a po latach także aktywnej ruskiej onucy). Albo „1994 – od tego roku do Pakistanu zostało wyeksportowane około 8000 ciągników w ramach programu wprowadzonego przez rząd Benazir Bhutto”, zaś nic o aferze korupcyjnej w tle transakcji (przelano ponoć 2,5 miliona dolarów na konto na Wyspach Dziewiczych należące do brata pakistańskiej pani premier). Wiadomo, że nie sposób wygrać z Chinami wyścigu na wikipedyczne przemilczenia, ale i Polacy swoje dziury w wiki mają.

  141. @ergonauta
    „Wspomniany dziadek Mirek”
    Wszystko zależy co z czym porównujemy. Jeżeli Polskę 1974r. z rokiem 1938, w którym pod 60 proc. mieszkańców nie uczestniczyło w stosunkach towarowo-pieniężnych w normalnym sensie tego słowa, a ich kontakt z rynkiem ograniczał się do z góry konkretnych dóbr, jak sól, cukier, zapałki, czy buty na zimę, to o czasach Gierka można mówić wręcz jak o dobrobycie. Natomiast jeśli polskie lata 70. porównać z socjaldemokratyczną Szwecją i Volvo 240, oczywiste jest, że mieliśmy wtedy badziewie.
    Co do transportu publicznego na wsi możesz mieć rację. U mnie pod Stromcem prawie wszystkie linie autobusowe polikwidowano, a właśnie z nich korzystali chłopopracownicy po zakończeniu prac polowych. Natomiast WO ma rację, że w Warszawie w tej kategorii jest lepiej niż za PRL, tylko że stało się tak pomimo stosunków burżuazyjnych, a nie dzięki nim! Te wszystkie Karty Warszawiaka, jednolity bilet ZTM, rozbudowywane linie tramwajowe, itd. to rezultat buntu przeciw mas pracujących przeciw liberalnej inteligencji, vide referendum przeciw HGW.

  142. @ergonauta

    Różnica jest taka, że w Polsce możesz dodać informację o brakujących strajkach do Wiki. Dodasz?

  143. @SJ
    „Wszystko zależy co z czym porównujemy.”

    Porównuje się na dwa sposoby: wertykalnie (w czasie) i horyzontalnie (w przestrzeni). Patrząc w pionie, czyli wzdłuż strzałki 1933–>1973, widziało się ogromniasty skok dobra, szczęścia, pomyślności, patrząc w poziomie, czyli wzdłuż strzałki Warszawa–>Berlin Wsch/Zach–>Paryż, widziało się narastającą bidę z nędzą i coraz czarniejszą dupę wokół. No i tak się składa, że część ludzi funkcjonuje raczej w schemacie „aspiracyjno-zazdrościowym” (co tam u sąsiada, też tak chcę), a część raczej w układzie „melancholiczno-egocentrycznym” (Ja-Ziemia i moje epoki geologiczne). Często bywa raz tak, raz tak, sam się przyłapuję na autohipokryzjach, porównując się z kolegami z klasy w podstawówce po 40 latach: jedni zeszli na żule (a niektórzy już na pobliski cmentarz), a inni weszli na sukcesy (np. handlują stalą z Chińczykami albo przytulają pensję w zarządzie spółki Polski Cukier), w poniedziałki czuję się bliżej tych pierwszych, a w piątki bliżej tych drugich. Natomiast mój dziadek (i spora część ludzi z jego pokolenia, kojarzę różnych jego kolegów czy moich stryjków) był typem twardo melancholicznym i wewnątrzsterownym, trzymał się zasady, że i w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu. Co było i dobre, i złe.

    @rw
    „Dodasz?”
    Masz rację, chyba naprawdę dodam. A potem będę co i rusz zaglądał, czy artykuł wrócił do postaci „Laurka dla Ursusa”.

  144. @Gammon No.82
    „Ale co się najpierw [Chińczycy] najedli wróbliny, to ich.”
    Nie warto martwić się na zapas. Nie można najeść się na zapas.

  145. @sj
    „Te wszystkie Karty Warszawiaka, jednolity bilet ZTM, rozbudowywane linie tramwajowe, itd. to rezultat buntu przeciw mas pracujących przeciw liberalnej inteligencji”

    Mam nadzieję, że to jakiś głupi żart – bo chyba nie twierdzi pan, że inteligencja nie należy do mas pracujących (albo z drugiej strony, że platformiane tłuste misie w rodzaju Kierwińskiego to typowa polska inteligencja). Ci wszyscy aktywiści miejscy od „buntowania się przeciw Platformie” to często twarde jądro inteligencji polskiej, czyli dynastie profesorskie.

    No i na tym polega wyższość okrutnego kapitalizmu nad cudownym bolszewizmem, że tutaj w ogóle da się walczyć. Za komuny komunikacja miejska działała fatalnie bo „samorządowcy” nie musili się martwić że przez to przerżną w wyborach. A i sami mieli służbowe wołgi ze służbowymi kierowcami, więc tak naprawdę nikogo nie obchodziło czy te tramwaje to w ogóle jeżdżą (dlatego zresztą przypominam, że czasy gierkowskie to rzeź połączeń szynowych – po co jakiś tramwaj aparatczykowi z PZPR).

  146. @ergonauta
    „Porównuje się na dwa sposoby: wertykalnie (w czasie) i horyzontalnie (w przestrzeni).”

    Jest jeszcze trzeci – ocenianie konsekwencji. To wymaga porównania do ciągu wydarzeń „a co gdyby nie wsiadł pijany do samochodu”, od tego często zależą wyroki sądowe. Zgodzimy się chyba – to nie jest pytanie, nieprzypadkowo nie kończę tego pytajnikiem! – że gdyby nie komunizm, tylko generał Anders wjechał na białym koniu i realizowano z gruntu socjaldemokratyczny program Polski Walczącej (którym partia Razem czasem trolluje prawicę, wrzucając cytaty bez kontekstu), mielibyśmy alternatywną rzezczywistość, w której Volvo 240 to pikuś przy znakomitym torpedo marki PZInż Tański De Luxe.

  147. Jeżeli chodzi o źródła pisane na temat fenomenu gospodarczego Chin, to poleca się profesor Bogdan Góalczyk i jego tryptyk: „Chiński Feniks. Paradoksy wschodzącego mocarstwa”, „Wielki renesans. Chińska transformacja i jej konsekwencje” oraz „Nowy długi marsz. Chiny ery Xi Jinpinga”. A w bonusie Michał Lubina i „Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014”

  148. Będąc młodym komentatorem przyszło mi na myśl, że te latynoamerykańskie eksperymenty lewicowe są zasadniczo dość podobne do prawicowych dyktatur. Niezależnie, czy to Castro, czy Videla, pomysł na gospodarkę to eksport masowych, nisko przetworzonych commodities. Złoto i srebro za Hiszpanii, potem cukier, wołowina, zboże, miedź, guano, ropa, ostatnio emocje wzbudza lit. No i banany, które nawet nadały nazwę specyficznemu typowi republiki. Kokaina jest co prawda dość przetworzona, ale chyba tylko dlatego, że bezpieczniej było ją rafinować z pasty w slamsach Medellín niż na rynkach docelowych.

    Gierek próbował podpiąć się do globalnej gospodarki wyżej w łańcuchu pokarmowym. Kudosy za próbę, Sutowski wyjaśnił, dlaczego nie mogła się powieść. Może gdyby towarzysz Edward celował ciut niżej, w jakieś masowe półprodukty bez marki, typu nawozy, granulaty czegoś tam, tlenek glinu albo nawet kęsy aluminium na eksport. Nie śmiem myśleć o półprzewodnikach, które w pewnym sensie też są półproduktem. Ale fajnie byłoby mieć duży udział w produkcji kluczowego półsurowca lub wihajstra, o którego istnieniu większość ludzi nie ma pojęcia, ale bez którego światowa gospodarka dostanie czkawki.

    Może gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka…

  149. [Szanowny Gospodarzu, jeśli poniższe to za wiele / nie na temat, to zachęcam do cięcia z opcjonalnym pouczeniem dla mnie. Tak, mam świadomość, że „na swoim blogu” powinienem, ale tam nie uzyskałbym tak potencjalnie wartościowej informacji zwrotnej, na jaką mogę mieć nadzieję tutaj.]

    Badanie: co wiemy o opinii publicznej w Chinach.
    (link to prcleader.org, The China Leadership Monitor)

    Problemy z prowadzeniem badań.
    1. Chińska kultura może sprawiać, że część ludzi potencjalnie postrzega sondę jako coś w rodzaju testu z poprawnymi i błędnymi odpowiedziami.
    2. Represywny autorytaryzm kraju (skrupulatny nadzór w realu i w internecie, choć brak dowodów, że faktycznie dochodzi do represji za prywatne wypowiedzi).
    3. W Chinach obserwowany jest ponadnormatywny odsetek odmów udziału w sondażach (ok. 10% – dużo nawet w porównaniu do innych autorytarnych reżimów), zwłaszcza dla osób starszych i grup marginalizowanych.
    4. Kraj jest trudny do wiarygodnego sondowania z powodu samego rozmiaru i zróżnicowania populacji, konieczności współpracy z Partią przy ambitniejszych badaniach oraz niskiej reprezentatywność badań internetowych.
    5. W zasadzie nie ma badań uwzględniających pewne mniejszości (Tybetańczycy, Ujgurzy).

    Poparcie dla władzy.
    1. Wysokie lub bardzo wysokie poparcie dla reżimu. Nie zmienia się to nawet, kiedy naukowcy próbują badać opinie obywateli pytaniami niebezpośrednimi i sondującymi wybrane elementy funkcjonowania władzy (ekonomiczna efektywność rządu? specyfika chińskiej kultury?).
    2. Poparcie dla władzy centralnej jest zwykle wyższe niż dla lokalnej. Odzwierciedla to strategię kierownictwa, które kreuje się na moralnie i ideologicznie czyste, a swoją rolę określa jako wyznaczanie linii strategicznej i korygowania ewentualnych błędnych działań urzędników niższych szczebli.
    3. Badania bezpośrednie dają Xi niemal 95% (zawyżonego) poparcia, podczas gdy niektóre sondy z wykorzystaniem strategii „delikatnych pytań” szacują wynik na 65-70%.

    Główne podziały ideologiczne i grupy preferencji.
    1. Autorytaryzm i konserwatywne wartości polityczne.
    2. Interwencjonizm państwowy w gospodarce i tradycyjne wartości społeczne.
    3. Nacjonalizm.
    Powyższe trzy podejścia są ze sobą skorelowane i mogę być przewidywane na bazie statusu społecznego oraz zmiennych powiązanych z indywidualnymi rezultatami reform rynkowych. Osoby, które zyskały na liberalizacji, popierają dalsze działania w tym kierunku oraz reformy zmierzające do demokratyzacji. Nie są natomiast zwolennikami tradycyjnych norm społecznych. Ludzie, którzy nie odczuli poprawy ekonomicznej w tym samym wymiarze, preferują autorytaryzm i utrzymanie tradycyjnych norm.

    Krytycyzm wobec systemu.
    Postrzeganie demokracji w Chinach jest trudne do zdiagnozowania, bo temu terminowi są tam nadawane znaczenia rozumiane w inny sposób niż na zachodzie, a Partia próbuje dodatkowo przejąć samo pojęcie demokracji.
    Wśród krytyków KPC wyróżnić można dwie postawy – zwolenników demokracji i niedemokratycznych krytyków KCP. Oba obozy łącznie liczą ok. 42% populacji i mają podobne rozmiary. Druga grupa – odrzucająca wielopartyjną demokrację – to przede wszystkim osoby o wysokim statusie ekonomicznym powiązanym z systemem tworzonym przez Partię.

    Tajwan i militaryzm.
    1. Tylko 55% populacji uważa, że zbrojna unifikacja jest akceptowalna. Taki sam odsetek twierdzi, że zachowanie status quo jest dopuszczalne. 22% obywateli deklaruje, że separacja Tajwanu jest możliwa do przyjęcia.
    2. Trzy obozy: tylko działania militarne (31%), tylko rozwiązania pacyfistyczne (17%), dopuszczalne są różne opcje (52%). Wśród osób młodszych występuje nadreprezentacja zwolenników działań pokojowych.

  150. @amatill

    „Będąc młodym komentatorem przyszło mi na myśl, że te latynoamerykańskie eksperymenty lewicowe są zasadniczo dość podobne do prawicowych dyktatur. Niezależnie, czy to Castro, czy Videla, pomysł na gospodarkę to eksport masowych, nisko przetworzonych commodities. ”

    Umm, Brazylia ma Embraera? A z kryzysem naftowym w latach 70-tych poradzili sobie chyba najlepiej na świecie, przestawiając się na etanol.

  151. @amatill
    „(…) te latynoamerykańskie eksperymenty lewicowe są zasadniczo dość podobne do prawicowych dyktatur. Niezależnie, czy to Castro, czy Videla, pomysł na gospodarkę to eksport masowych, nisko przetworzonych commodities.”

    To jest na poważnie? Może zechciałbyś rozwinąć? Najlepiej bez pomijania spadku kolonialnego i roli USA (School of the Americas, Operation Condor, Organization of American States, etc.).

  152. @Luca

    Latynoamerykanie przyzwyczaili się obwiniać USA za wszystkie swoje problemy, tak jak Polacy obwiniają za nie Niemcy i Rosję/ZSRR.

  153. @wo
    „że gdyby nie komunizm, tylko generał Anders wjechał na białym koniu i realizowano z gruntu socjaldemokratyczny program Polski Walczącej ”
    Polska socjaldemokracja przeszłaby podobną drogę jak zachodnia. Skończyłoby się jakąś wersją zachodniego kapitalizmu. Może bardziej skandynawską, może bardziej ąnglosaską, a może bardziej śródziemnomorską, ale raczej nic bardziej egzotycznego.

    @Amatil
    „Będąc młodym komentatorem przyszło mi na myśl, że te latynoamerykańskie eksperymenty lewicowe są zasadniczo dość podobne do prawicowych dyktatur.”
    Po prostu brak sensownych instytucji. Co oznacza, że nikt się tam nie będzie bawił w jakieś zaawansowane technologie, bo to wymaga sporych nakładów, a nigdy nie wiadomo czy władzy się nie odwidzi i nie sprywatyzuje. Albo czy nie przyjdą smutni panowie i będą wiercić w kolanie wiertarką aż właściciel nie przepisze na nich udziałów.

    @rw
    „Umm, Brazylia ma Embraera?”
    I fawele.
    „A z kryzysem naftowym w latach 70-tych poradzili sobie chyba najlepiej na świecie, przestawiając się na etanol.”
    Produkcja etanolu to nie jest jakaś skomplikowana sprawa. Znam ludzi, którzy znają ludzi, którzy mają dojścia do takich, co robią to w chałupie.

  154. @rw
    „Latynoamerykanie przyzwyczaili się obwiniać USA za wszystkie swoje problemy, tak jak Polacy obwiniają za nie Niemcy i Rosję/ZSRR.”

    Tak, to pewnie głównie przyzwyczajenie. Najpotężniejsze w historii mocarstwo uważające Amerykę Południową za swoją wyłączną domenę od ponad wieku, z obsesją antysocjalistyczną w czasie zimnej wojny, licznymi interesami w regionie i całą litanią przykładów mieszania się w tamtejszą politykę, a do tego ze sprzyjającą działaniom USA klasą panującą w większości państw na kontynencie, to tylko wymówka.

  155. @kmat

    „I fawele.”

    Ano ma, ale argument był „oni tylko eksportują nisko przetworzone commodities”. No więc nie.

    „Produkcja etanolu to nie jest jakaś skomplikowana sprawa. Znam ludzi, którzy znają ludzi, którzy mają dojścia do takich, co robią to w chałupie.”

    Yyy, ale ja o czym innym. Przeczytaj jeszcze raz, pls.

  156. @Luca

    „Najpotężniejsze w historii mocarstwo uważające Amerykę Południową za swoją wyłączną domenę od ponad wieku, z obsesją antysocjalistyczną w czasie zimnej wojny, licznymi interesami w regionie i całą litanią przykładów mieszania się w tamtejszą politykę, ***a do tego ze sprzyjającą działaniom USA klasą panującą w większości państw na kontynencie***, to tylko wymówka.”

    No właśnie. To tak jak gdyby Polska nigdy nie była okupowana przez Armię Czerwoną, a nasze elity polityczne i tak zdecydowały się na wejście w sojusz z ZSRR. Byłoby głupio odżegnywać się od współodpowiedzialności za negatywne konsekwencje tego sojuszu, nie?

  157. @rw

    Czy Ty oczekujesz ode mnie, że będę tłumaczył południowo-amerykańskie elity finansowe z tego, że nie chciały dobrowolnie zdradzić swojego interesu klasowego? Dla polskich elit – jeśli chodzi o ZSRR – wybór raczej nie wymagał wielkich rozterek w tej kwestii. Chyba że czegoś nie zrozumiałem w Twojej wypowiedzi.
    Już chyba bardziej na miejscu byłoby tutaj jakieś porównania do zaborów?

  158. @Finanse PRL
    W 1980 roku ministerstwo finansów PRL objął Marian Krzak i borykał się z zadłużeniem. A o jego poprzedniku wśród ekonomistów mawiano, że według jego wyobrażeń „kredyt na 5% na 7 lat” oznacza konieczność zapłacenia po 7 latach pożyczonej kwoty plus 5%.
    Oczywiście *gdyby* warunki spłaty były faktycznie takie, pożyczki Gierka by się ładnie spięły z dochodami z inwestycji.

  159. @Luca
    „Tak, to pewnie głównie przyzwyczajenie. Najpotężniejsze w historii mocarstwo uważające Amerykę Południową za swoją wyłączną domenę od ponad wieku, z obsesją antysocjalistyczną w czasie zimnej wojny, licznymi interesami w regionie i całą litanią przykładów mieszania się w tamtejszą politykę, a do tego ze sprzyjającą działaniom USA klasą panującą w większości państw na kontynencie, to tylko wymówka.”
    W dużym stopniu tak, to wymówka. Podstawowym problemem kontynentu były bzdurne eksperymenty ideologiczne, nie amerykańskie mieszanie się. To nie Ameryka naraiła im Castro, Perona i ich cudowne dziecko, czyli Chaveza. Sami se to własnymi rencami zrobili. Owszem, naraiła Pinocheta – tylko tak jakoś Chile to jedno z lepszych miejsc do życia w regionie, Argentyna tak sobie, a Kuba i Wenezuela wcale.

  160. @kmat
    „Podstawowym problemem kontynentu były bzdurne eksperymenty ideologiczne, nie amerykańskie mieszanie się.”

    Ale weź, nie wiem, najpierw może Domosławskiego poczytaj na początek, zanim wyskoczysz z podobną bzdurą.

  161. Niezależnie od tego, czy obwiniać, czy usprawiedliwiać USA, fakty są takie, że nawet pod lewicowymi rządami kraje Hispanoameryki pozostają surowcowe. Kuba tylko flatego nie jest nadal cukrową monokulturą, że intensywna i rabunkowa uprawa trzciny zniszczyła gleby. Wenezuela za Chaveza importowała benzynę z Iranu. Przed Chavezem importowała benzynę z USA. Nie mnie oceniać, po prostu dziwuję się trwałości tego wzorca.
    Jednak Gierek nie próbował opierać gospodarki PRL o węgiel i ziemniaki.

    @rw
    Embraer to dobry kontrprzykład. Nie umiem go wyjaśnić inaczej niż odwołaniem się do oczywistości, że Brazylia to gigantyczny outlier.

  162. @amatill
    „Niezależnie od tego, czy obwiniać, czy usprawiedliwiać USA, fakty są takie, że nawet pod lewicowymi rządami kraje Hispanoameryki pozostają surowcowe.”

    Spadek kolonialny w postaci gigantycznego rozwarstwienia i gospodarki surowcowej, filozofia „caudillismo”, powszechna (?) korupcja, kryzys zadłużenia w latach 70./80. i spowodowana nim inflacja, błędy w strategii gospodarczej (może nadmierne skupienie na substytucji importu?), gwałtowny wzrost eksportu przemysłowego Chin w ostatnich dekadach i pewnie jeszcze inne czynniki. Nie potrafię jednak ocenić jaka była istotność tych kwestii i czy lepiej radziły sobie z nimi rządy prawicowe czy lewicowe. Niemniej z całą pewnością nie można lekceważyć roli USA, a ich preferencja ideologiczna była oczywista.

  163. @WO
    Oczywiście, że pan mnie źle zrozumiał! Pisząc o „inteligencji”, nie miałem przecież na myśli całokształtu osób pracy umysłowej, tylko specyficzną dla naszej części Europy grupę, mającą (aż do popularyzacji Internetu) prawie monopol opiniotwórczy, która demokrację pojmuje jako cel sam w sobie, ale już niekoniecznie jako środek walki o interesy jednostek. Z grubsza to np. stara gwardia Gazety Wyborczej czy elita dawnego KOR.
    I jasne, że choćby kulawa, demokracja burżuazyjna jest lepsza niż jakikolwiek system monopartyjny, tyle tylko, że sprowadzanie jej funkcjonowania wyłącznie do instytucji i procedur pozbawia ją większego sensu.
    W ogóle o „rozstaniu” inteligencji i robotników po 1989 r., kiedy i dlaczego tak się stało, pisano sporo.
    Dzięki za link do artykułu, nie czytałem go wcześniej.

  164. @amatil
    Kiepskie instytucje i brak woli do ich poprawy. Nawet jak obalali te skorumpowane oligarchie, bo mieli dość bezprawia i wyzysku, to na ich miejsce powoływali skorumpowane nomenklatury, czyli z deszczu pod rynnę.
    Druga rzecz, że klimat pozwalał po prostu oprzeć gospodarkę o uprawy trzciny czy bawełny, co rodzi określone problemy – niewolnictwo, latyfundia, duże rozwarstwienie, garstka potentatów, którym jest z tym dobrze i żadnych zmian nie chcą. Swoje mogły też dołożyć napięcia rasowe. Podobne problemy miało zresztą południe USA, jakby CSA wybiło się na niepodległość to pewnie też skończyłoby jako kolejna republika bananowa. Za to na południu – Chile, Argentyna, Urugwaj, gdzie na monokultury było za zimno, te problemy kontynentu są jakby mniejsze.

  165. Być może, ale tylko być może jednym z powodów tego, że angloameryka (poza małymi wyjątkami) wyrosła na dosyć potężne państwa, a latynoameryka nie jest sam sposób powstania danych państw, historyczna ścieżka kształtowania się poczucia narodowego (czy jakkolwiek to zwać)? Te tam, no, mity założycielskie?

    Imponderabilia co to są niczym, a na koniec wszystkim?

    Jakby wspólnym mianownikiem Kanady i USA jest to, że władze poszczególnych kolonii/ich społeczności w początkowym momencie zadecydowały, że będą budować państwo federalne, wspólne, przez zrastanie się dotychczasowych kolonii. USA miało swój Kongres Kontynentalny, Kanada ustawę o Brytyjskiej Ameryce Północnej z 1867 roku.

    A wspólnym mianownikiem dla większości państw latynoamerykańskich jest nieustanna fragmentacja. Wojny o niepodległość z początku XIX wieku (dyskusyjne, czy niepodległość była celem numer jeden, czy „tak jakoś wyszło” w wypadku niektórych z państw) zaowocowały zaoraniem hiszpańskiej administracji z czasów kolonialnej do gruntu, a potem było tylko jeszcze ciekawiej (a to się rozleciała Wielka Kolumbia, a to unia peruwiańsko-boliwijska skończyła się rozpadem na dwa państwa, a to od Meksyku oderwały się Zjednoczone Prowincje Ameryki Centralnej które potem się rozleciały na części składowe a jeszcze później jedna z tych części składowych utopiła we krwi niedoszłą republikę Los Altos).

    Jakby na południe od Rio Grande tradycja instytucjonalna to raczej rozwałkowanie instytucji na drobne.

  166. @ Michał Maleski

    „A wspólnym mianownikiem dla większości państw latynoamerykańskich jest nieustanna fragmentacja. Wojny o niepodległość z początku XIX wieku (dyskusyjne, czy niepodległość była celem numer jeden, czy „tak jakoś wyszło” w wypadku niektórych z państw) zaowocowały zaoraniem hiszpańskiej administracji z czasów kolonialnej do gruntu, a potem było tylko jeszcze ciekawiej (a to się rozleciała Wielka Kolumbia, a to unia peruwiańsko-boliwijska skończyła się rozpadem na dwa państwa, a to od Meksyku oderwały się Zjednoczone Prowincje Ameryki Centralnej które potem się rozleciały na części składowe a jeszcze później jedna z tych części składowych utopiła we krwi niedoszłą republikę Los Altos).”

    1. 1823 Doktryna Monroe, potem kolejne jej wersje.
    2. Cały wiek XIX, włącznie z Wojną Secesyjną to okres, gdy amerykańscy plantatorzy i fabrykanci pełnili funkcje „attache honorowych” w krajach Ameryki Płd, finansując właśnie owe przewroty polityczne, aby zbudować sobie źródło importu surowców.
    3. Nazwa „Nostromo” z cyklu Alien pochodzi właśnie od książki Josepha Conrada „Nostromo” z 1904, gdzie przewrót demokratyczny w fikcyjnej Costaguanie ma w tle rozgrywkę interesów m.in. między elitami pro-brytyjskimi a pro-amerykańskimi (w sequelu Camerona nazwa pojazdu marines, Sulaco, pochodzi od fikcyjnego głównego miasta w Costagauanie).
    4. Vide: Argentyna jako przykład „problemy kontynentu są jakby mniejsze”. No jak wiadomo Evita to był musical o takiej fajnej pani (Evita Peron), która miała dużo fajnych butów i której mąż wcale ale to wcale nie był dyktatorem wojskowym podobnym do Jaruzelskiego?

    Zawsze mi się wydawało, że po 2010, dla oldbojskiego lewactwa od gier Paradoxu ww. wiedza to nie jest materiał na podkast sensacyjny tylko rzeczy, które są abecadłem rozumienia polityki zagranicznej w regionie (komu i gdzie jak się kojarzą amerykańskie helikoptery). Nie trzeba lubić obecnej Wenezueli ani nawet Kuby, ale jakby ktoś takie dziury miał o Europie, to czy nas serio w ogóle byśmy zacznynały gadkę? To jest przecież Vicki 3 101, czyli z grubsza punkt wyjścia do HoI3 w Am. Płd. Z czym do ludzi?

  167. @kmat
    „Produkcja etanolu to nie jest jakaś skomplikowana sprawa. Znam ludzi, którzy znają ludzi, którzy mają dojścia do takich, co robią to w chałupie.”

    Mieliśmy już tę rozmowę, więc odczuwam dubeltowe zniesmaczenie tym sucharem. Co innego produkcja ciągła (na cysterny, tankowce i rurociągi), co innego dyskretna produkcja gąsiorka raz na jakiś czas.

  168. @redezi:

    Bardzo ładnie, ale jakby jednak możliwość egzekwowania doktryny Monroe i uogólnionego filibusterstwa to skutek, nie przyczyna tego, że w okresie rozpadu systemu kolonialnego w Amerykach nie bardzo wyszło organizowanie się państw latynoskich.

    Aneksja Teksasu i we w ogóle wymuszenie na Meksyku cesji były możliwe nie dlatego że jakiś plantator kogoś przekupił lecz dlatego, że Meksyk przed, w trakcie i po wojnie był w strukturalnym kryzysie, gdzie kontrola nad peryferiami była w najlepszym wypadku iluzoryczna (patrz: sposób instalacji gubernatora Micheltorena), a w dosyć częstym peryferia się odrywały (patrz: epopeja 1821-1823, gdzie Ameryka Centralna w 24 miesiące zdążyła ogłosić niepodległość, niezwłocznie popadła w konflikty wewnętrzne i pół-dobrowolnie zgodziła się na aneksję przez Meksyk, a potem powtórnie ogłosiła niepodległość i popadła w konflikty wewnętrzne.

    To trochę jak z oceną czemu RON uległo rozbiorowi – owszem, zła wola mocarstw ościennych miała swoją rolę, jednak zła wola działała w warunkach rozkładu państwa-ofiary.

  169. Jeszcze raz. To, że kompradorskie elity państw latynoamerykańskich utrwalają surowcową pozycję swoich krajów, często z poparciem USA – to wtorek. Uderzyło mnie to, że dyktatorzy „antyimperialistyczni” – Castro i Chávez – robili tak samo. Nie byli absolwentami the School of the Americas.
    Mąż pani Evity też nie był, ideologicznie przypisać go niełatwo, ale w odróżnieniu od wyżej wymienionych i swoich argentyńskich następców prowadził polityką substytucji eksportu. Wyszło jak Gierkowi, a junta wojskowa w latach po 1976 szybko z substytucją skończyła. Argentyna współcześnie, tak samo jak Chile i Urugway jest kraje surowcowym, wystarczy wyguglać statystyki eksportu. Tylko trochę zamożniejszym. Wtedy, gdy PKB per capita miała wyższy niż Francja, też nim była, produkowała prawie wyłącznie mięso i zboże.
    Discúlpame, wyjaśnianie tego wszystkiego zaszłościami z XIX wieku jest dość jałowe. Może to i prawda, ale było dawno.

    Co do przypisywania Latynosom wyjątkowej konfliktowości na podstawie wojen po rozpadzie imperium hiszpańskiego, pozwolę sobie sczerypikować fakty. W XX wieku Europejczycy stoczyli, z gościnnym udziałem gringos, dwie wojny światowe, jakieś 60 milionów zabitych. W tym samym XX wieku Latynoameryka miała jedną wojnę na większą skalę – paragwajsko-boliwijską wojnę o Chaco, plus jakieś starcia graniczne między Peru i Ekwadorem, plus kapuścińską wojnę futbolową. Plus argentyńska awantura na Falklandach. Nawet jeśli coś pominąłem, wychodzi, że Ameryka na południe od Rio Grande to wyjątkowo spokojny kontynent. Przynajmniej jeśli chodzi o przemoc między państwami.

    Nie jest też tak, że pompując surowce na rynek międzynarodowy nie da sie zbudować bogatego państwa. Nad Zatoką Perską się udało, ale w Ameryce jakoś nie. Podejrzewam, że petromonarchie to raczej wyjątek niż reguła.

  170. @sj
    „Oczywiście, że pan mnie źle zrozumiał! Pisząc o „inteligencji”, nie miałem przecież na myśli całokształtu osób pracy umysłowej, tylko specyficzną dla naszej części Europy grupę, ”

    Ja też! I aktywiści miejscy, którzy walczą (i walczyli) o komunikację publiczną, należą właśnie do tej grupy. Już to panu raz napisałem i nie będę pisać ponownie – przeklejam cytat z siebie: Ci wszyscy aktywiści miejscy od „buntowania się przeciw Platformie” to często twarde jądro inteligencji polskiej, czyli dynastie profesorskie.

    Nie wiem z jakiej choinki się pan urwał, jeśli panu się wydaje, że tak definiowana inteligencja była (czy też jest) przeciw komunikacji publicznej i musiąły o nią walczyć jakieś mityczne „masy pracujące” nienależące do inteligencji. Cały fenomen mody na zbiorkom oraz tzw. mikoli, to fenomeny inteligenckie. Serio chciałbym się dowiedzieć, gdzie mieszka oraz w jakich kręgach się obraca ktoś, kto tego nie wie.

  171. @amatill:

    Nie wiem kto sugeruje wyjątkową konfliktogenność krajów Ameryki Łacińskiej – nie ja. Ja jedynie zauważyłem, że u zarania państwowości zaorali sobie instytucje. I na to bym obstawiał, czemu jest jak jest z dokładnością do OAS i obalenia Noriegi.

    Tym bardziej się będę swojej spekulacji trzymał, że ładnie też wyjaśnia, czemu Brazylia odstaje (i odstawała też wcześniej) od hiszpańskojęzycznych sąsiadów. Bo nie zaorała, ot, w którymś momencie dziejowym najpierw odwróciła się relacja brazylijskiej kolonii z portugalską metropolią (wojny napoleońskie), następnie się relacja rozleciała w wyniku nieudanej rewolucji w Portugalii. Z dokładnością do „główny pretendent do tronu portugalskiego politycznie przewodzi brazylijskiej stronie”.

  172. @amatill
    Konfliktów granicznych było więcej, a jedna całkiem porządna wojna ci się chyba całkiem zgubiła?
    link to en.wikipedia.org
    Generalnie nadal masz rację, że nadal konfliktów między państwami (i to takich, w których uczestniczyłyby TYLKO państwa tego regionu) było tam niewiele.

  173. @kmat
    „To nie Ameryka naraiła im Castro, Perona i ich cudowne dziecko, czyli Chaveza. Sami se to własnymi rencami zrobili. Owszem, naraiła Pinocheta”

    Pan to opisuje tak, jakby wpływy USA w Ameryce Łacińskiej ograniczały się tylko do Pinocheta – a poza nim mieli samych tylko antyjankeskich populistów. Mówiąc bardzo łagodnie, to niesłychanie niemądre. Pan chyba bardzo mało wie o historii Ameryki Łacińskiej, sugestia przeczytania Domosławskiego jest tu wyjątkowo trafna.

  174. @kmat:

    Chwila, ale Castro to była logiczna odpowiedź dziejowa na Batistę. Wcześniejsze próby rządów powiedzmy, demokratycznych (tych, co je ostatecznie Batista spuścił rurą odpływową) się skończyły porażką gdyż były bardzo nie po myśli USA.

  175. @amatill
    A, o.k., przepraszam, za szybko czytałem i zrozumiałem, że od ich powstania do teraz. Ale i przy uwzględnieniu XIX wieku lista wojen w tamtym regionie jest mało imponująca. Oczywiście zawsze można próbować wyjaśniać, że lokalne sposoby upuszczania złej krwi są INNE niż tłuczenie się między państwami.

  176. @amatill
    „Nie jest też tak, że pompując surowce na rynek międzynarodowy nie da sie zbudować bogatego państwa. Nad Zatoką Perską się udało, ale w Ameryce jakoś nie. Podejrzewam, że petromonarchie to raczej wyjątek niż reguła”
    Kluczowe słowo „populacja”
    Udało się bezludnym emiratom z południa, ale Iranowi już nie. Rosji też nie, a w Europie Norwegii dużo lepiej niż UK.

    @Chiny
    Red Sroczyński też trzyma rękę na pulsie. Na szczęście wywiad, a nie monolog.

    link to wiadomosci.gazeta.pl

    A jeśli chodzi o fundamentalne pytanie, kto wygra globalną rywalizację: Chiny czy USA, to zanim sięgnięcie po opasłe tomiszcza, odrobinę wideopopkultury. Prastara indiańska przypowieść o jedności, wersja chińska.

    link to youtube.com

    Oby nam się w Nowym Roku nie pogorszyło.

  177. @jugger
    „Na szczęście wywiad, a nie monolog.”

    Otóż właśnie jego „wywiady” od dłuższego czasu polegają na tym, że gość – często lobbysta albo ktoś kto reklamuje swoje doradztwo w zakresie geopolityki oraz chiromancji – wygłasza monolog, od czasu do czasu okraszany pseudopytaniami typu „Na całą resztę? Czyli na co?”. On już od dłuższego czasu nie udaje że odgrywa w tych wywiadach rolę wychodzącą poza stojak pod mikrofon.

  178. @Gammon No.82
    „lokalne sposoby upuszczania złej krwi są INNE niż tłuczenie się między państwami.”

    Metafora „Wojna futbolowa” i jej poetyckie rozwinięcie u Kapuścińskiego były raczej o kibicowskiej kropli, co przechyliła dużo większą czarę, ale trochę społecznych emocji upuszcza się tamtędy.

  179. @Gammon

    Meksyk jest w stanie permanentnej wojny domowej pomiędzy rządem a kartelami narkotykowymi.

  180. @jugger

    „Udało się bezludnym emiratom z południa, ale Iranowi już nie. Rosji też nie, a w Europie Norwegii dużo lepiej niż UK.”

    Udało się tam, gdzie dochody z ropy faktycznie pozostały własnością narodu, a nie zostały przejęte przez elity. Czyli w Norwegii tak, a w UK czy Iranie nie.

  181. Aha, no i oszczędzanie vs konsumpcja. Wiele krajów petrozamożnych wydaje zarobione pieniądze na konsumpcję od razu. Norwegia oszczędza.

  182. @kmat
    „No i na tym polegała wyższość czasów Batisty. Ktoś był gnojony, ale ktoś miał lepiej. był minus i był plus. Teraz każdy jest gnojony, a nikt nie ma lepiej. Jest minus, nie ma plusa”

    Patrz pan, to podobnie jak w pewnej europejskiej republice bananowej przed 2022 rokiem, gdzie 90% populacji raz na jakiś czas dostawało rzucony z carskiego stołu ochłap (oczywiście z wyłączeniem głubinki, gdzie był – i jest – syf, kiła i malaria), NO ALE za to przyssane do petrorury elity żyły na poziomie, latały sobie nawet do Paryżów czy Londynów po zakupy. Więc, podobnie jak za Baristy, jest plus i minus (jest żebrak i jest oligarcha) i równowaga w przyrodzie pozostaje zachowana. Nie to co w gnijących demoludach.

    Sorry, ale strigerował mnie ten komentarz, bo przecież przeciętny Rodriguez Garcia zarówno za Batisty, jak i za Castro miał podobnie przechlapane. Za Castro, pomijając cały zamordyzm tego reżimu, przynajmniej niektóre wskaźniki (skolaryzacja czy śmiertelność niemowląt) jednak drgnęły. No ale za to kasyna w Hawanie polikwidowali!

  183. @m.n.f

    No i jeszcze jest kwestia tego, w jakim stopniu Kubę gospodarczo torpedują sankcje USA.

  184. @ „No i jeszcze jest kwestia tego, w jakim stopniu Kubę gospodarczo torpedują sankcje USA.”

    To jedno. Mnie bardziej ciekawi, na ile polityka USA wobec tuż porewolucyjnej Kuby wepchnęła ją w ramiona ZSRR i przyczyniła się do tego, że Castro – niegdyś lewicowy adwokat, później partyzant – przemienił się w caudillo.

  185. @Korba

    „Mnie bardziej ciekawi, na ile polityka USA wobec tuż porewolucyjnej Kuby wepchnęła ją w ramiona ZSRR i przyczyniła się do tego, że Castro – niegdyś lewicowy adwokat, później partyzant – przemienił się w caudillo.”

    Oddzielałbym te 2 fakty. Castro zrobił reformę rolną, która była jednym z głównych postulatów powstańców. Obywatele USA byli właścicielami coś circa about 80% ziemi rolnej na Kubie więc spowodowało to drastyczne sankcje. Co z kolei spowodowało że Kuba by przeżyć potrzebowała handlować z kim innym i stąd umowa z ZSRR. Nie ma to nic wspólnego z przemianą Fidela w dyktatora mordercę, jeśli już to pomogły w tym liczne próby zamachów na niego i wiele lat rebelii finansowanej przez CIA (odpuścili sobie chyba dopiero pod koniec lat 60 tych kiedy mieli za dużo innych problemów)

  186. Pierwsza wizyta zagraniczna Fidela, w którymś z znaczących międzynarodowo państw, to USA. Na pewno była przestrzeń do dogadania się. Przedrewolucyjny Fidel, to jak przymierzać do polskich przedwojennych realiów, to taki PSL z odrobiną PPS. No ale to gdybanie. Nie pierwszy idealista, który stoczył się w tyrana.

  187. @hatefire
    „Pierwsza wizyta zagraniczna Fidela, w którymś z znaczących międzynarodowo państw, to USA. Na pewno była przestrzeń do dogadania się.”

    Fidel objął władzę w styczniu 1959. I od razu zawęził „przestrzeń do dogadania się”, bo obok zmian w strukturze własności rolnej przeprowadził bezceremonialną nacjonalizację amerykańskiego kapitału pod każdą postacią, nie tylko na obszarach latyfundiów zarządzanych na modłę XIX-wieczną. Jednak zrobił to jeszcze nie jako marksista-leninista podpierający się autorytetem Związku Radzieckiego, lecz jako wyznawca niepodległościowej kubańskiej tradycji o romantycznym rodowodzie, której patronem jest kubański odpowiednik Mickiewicza – José Julián Martí y Pérez.
    Ówże José Martí (1853-95) to kubański pokrzepiciel serc, narodowy wieszcz jeszcze z czasów niewolnictwa (autor koncepcji tamtejszego nacjonalizmu, rozmaitych „ksiąg narodu i pielgrzymstwa kubańskiego”, a także poematu, z którego wzięła się piosenka „Guantanamera”) oraz duchowy patron młodego Fidela (tu dla odmiany coś jak Słowacki dla Piłsudskiego; „królom równy” itp). No i rzecz w tym, że dopiero tzw. inwazja w Zatoce Świń w kwietniu 1961 spowodowała, że Fidel z ramion José Martí wpadł w ramiona Związku Radzieckiego. Wcale to nie dziwi, nie tylko w pojedynczym przypadku Fidela, ale całej Kuby – bo co innego romantyczne zauroczenia, a co innego, kiedy CIA chce cię wydać za mąż za pana Kreta, czyli Fulgencio Batistę (taki był cel desantu w Zatoce Świń), a ty musisz szybko znaleźć kogoś z silnym ramieniem, by się podeprzeć i odpędzić niechcianego amanta (który już raz twoim mężem był i pożycie wspominasz źle). Zanim Fidel zaczął staczać się w tyrana (a że pożył długo, to zdążył stoczyć się mocno, mocniej niż Piłsudski) były dwa lata „na przestrzeń” także dla jego osobistych wyborów. No i wyszło mu, że trzeba odpuścić najładniejszą frazę z „Guntanamery”: „El arroyo de la sierra / me complace mas que el mar” („Strumyk górski cieszy mnie bardziej niż morze”).

  188. i pomyśleć że przez sukinsyna żorża busza Guantanamo zamiast z piękną piosenką kojarzy się każdemu w świecie z obozem koncentracyjnym.

  189. Może niniejszym właśnie następuje koniec kubańskiej rewolucji. Ameryka próbowała od pół wieku, ale teraz zadała potencjalnie śmiertelny cios. Zdaje się, że wyspa była krytycznie uzależniona od wenezuelskiej ropy i cienko przędła. Kto im ją teraz dostarczy w wymaganej ilości i cenie oraz za odpowiednią walutę?

  190. @embercadero
    „i pomyśleć, przez sukinsyna żorża busza Guantanamo zamiast z piękną piosenką kojarzy się każdemu w świecie z obozem koncentracyjnym”

    a Stare Kiejkuty kojarzą się nie z rozwiniętą kulturą z epoki brązu, nie z wioską plemienia Prusów, nie z osadą z XIV w. słynacą z bartników aż do XIX w. i nie z legendarnie ogromnymi szczupakami w głębokim na 30 m jeziorze starokiejkuckim.
    W ogóle ciekawie jest z tymi codami, bo ośrodek dla agentów w Starych Kiejkutach założono (w miejscu stanicy harcerskiej) za Edwarda Gierka – w ramach gierkowskiej modernizacji Polski, a więc także polskiego wywiadu (ponoć w latach 70. dołączyliśmy do światowych potęg agenturalnych). Ośrodek Kształcenia Kadr Wywiadu wybudowano w 1972 (czyli równo 30 lat przed tym, jak niesławnie wykorzystali go Amerykanie) wyspecjalizowanymi siłami inżyniersko-wojskowymi, spełniając wytyczne Układu Warszwskiego (na wschód od linii Wisły), a nawet je przekraczając (studenci mieszkali w wypasionych apartamentach i mieli kryty basen, ośrodek zdobiły rzeźby znanego w świecie artysty Alfonsa Karnego oraz wielki posąg Światowida – może jako nawiązanie do tych Prusów i jeszcze wcześniejszych cmentarzysk). Na przyszłych absolwentów chuchano i dmuchano jak na Bondów in spe (w książce „Polsce szpiedzy” Kopra i Biedrzyckiego czytamy: „Zatrudniono szefa kuchni warszawskiego Grand Hotelu, który zamieszkał na terenie ośrodka wraz z żoną. Przygotowywał dania z całego świata, tak aby słuchacze poznawali sposób jedzenia i smaki różnych potraw, co w przyszłości mogło okazać się dla nich potrzebne. Do ich dyspozycji był też dobrze zaopatrzony, bezpłatny bar czynny od godziny 17 do północy, co umożliwiło oswojenie się przyszłych oficerów wywiadu z różnymi rodzajami alkoholi.”). Pierwszy komendant Dyonizy Gliński (kierował Starymi Kiejkutami w latach 1972-1975) bezposrednio przed tym specjalizował się w działaniach wywiadowczych przeciwko USA; potem zresztą też wrócił do Nowego Jorku. Amerykanie właśnie tam zakładając ten swój „Quartz”, znali się na ironii.

  191. „Może niniejszym właśnie następuje koniec kubańskiej rewolucji. ”

    A to już będzie zależeć tylko od puchatka i tego jak mocno się czuje (a podobno mu ostatnio odbija, pewnie od „odmładzających” sterydów).

  192. Pomiędzy upadkiem ZSSR a dojściem Chaveza do władzy jest kilkuletnia luka. Kuba przetrwała ją dzięki europejskim traderom ropy, którzy w głębokim poważaniu mieli amerykańskie sankcje. Handel był barterowy: ropa za cukier..
    W pewnym momencie brytyjsko-holenderska firma Vitol zorientowała się, że wtopiła. Plony trzciny gwałtownie spadły i Kuba, przy najlepszych chęciach, nie była wstanie wyprodukować tyle cukru, żeby zapłacić za już dostarczoną ropę i paliwa. Żeby wyjść z interesu, CEO Vitola Ian Taylor spotkał się z Fidelem i wspólnie zainwestowali w hotele dla europejskich turystów. Taka jest, w skrócie, geneza krótkotrwałego bumu turystycznego na Kubie.

    Także, tego. Jakby co, Kuba kupi ropę choćby od Jareda Kushnera, albo albo Steve Witkoff sprzeda im rosyjską.

  193. @amatill
    „Jakby co, Kuba kupi ropę choćby od Jareda Kushnera, albo albo Steve Witkoff sprzeda im rosyjską.”

    Trochę jakby pomijasz tutaj osobę aktualnego sekretarza stanu USA, którego główną ambicją jest właśnie „wyzwolenie Kuby”.

  194. @luca
    Panie kolego, przyjacielsko strofuję – że o ile potępianie Trumpa, Busha (itd) jest tu zawsze mile widziane, to proszę nie przekraczać cienkiej czerwonej linii i nie napisać tu czegoś, co bym odczytał jako „Castro jest fajny i Maduro też”.

  195. Oby tylko osoba która zastąpi Maduro nie okazała się jeszcze mniej fajna / bardziej niefajna.

  196. Gdyby to było kiedyś to możnaby być pewnym że CIA by uzgodniła plan co dalej z następcą jeszcze zanim senior Maduro znalazłby się w nowojorskim pierdlu. Ale z tymi obecnymi pajacami to nic nie wiadomo, równie dobrze mogli go porwać na rympał a teraz siedzieć i czekać co będzie dalej. Tak to trochę wygląda

  197. @”CIA by uzgodniła plan co dalej z następcą”

    Zdaje się, że USA pokłada pełne zaufanie w pani Machado. Jakże mieliby nie ufać noblistce-libertariance po jezuickim uniwersytecie, wykluczającej wszelki socjalizm i wyrażającej pełne poparcie dla Binjamina Netanjahu? Na razie wypadki wydają się zmierzać ku układowi: prezydent – Urrutia, premier – ona, Venezuelan Iron Lady. Siedzą i czekają, aż tak się stanie.

  198. @amatill:
    Ktoś tu kiedyś przywoływał Acemoglu i Robinsona „Dlaczego narody przegrywają”. No… czytam jestem w zasadzie już po problemach Ameryki Łacińskiej zdaniem niedawnego noblisty ekonomicznego.
    Otóż, ogólnie rzecz biorąc, wskazuje on brak „instytucji włączających”*, co utrzymuje zastaną hierarchię społeczną. Z polskiego na nasze: gdy w Europie były prowadzone reformy rolne, to tam elity trzymały się mocno.

    Natomiast Chavez, Castro, Peron… Cóż, rewolucjoniści i reformatorzy bardzo często wchodzą w buty istniejącej kultury wyzysku. To nie tylko kwestia Ameryki Łacińskiej, ale i dużej części Afryki. Autorzy bardzo często wskazują, że jest to owocem kolonializmu (tzn. tam, gdzie kolonialiści nie mieli większych wpływów, tam społeczeństwa sobie radzą dość dobrze, nawet jeśli ich sąsiedzi — źle); ale łatwiej wskazać negatywne przykłady, niż dać receptę innym na reformę.

    *) Tzn. autorzy piszą szerzej o problemach rozwojowych, wskazując np. na potrzebę centralizacji, itp. Ale wskazując współczesne przykłady niepowodzenia, praktycznie nie ma już problemu braku centralizacji władzy politycznej, natomiast problemu braku „instytucji włączających” (ja tam piszę, że reforma rolna, ale chodzi o to, by gospodarka pozwalała na mobilność społeczną — tu hamulce mogą być różne; akurat w Ameryce Łacińskiej utrwalenie hierarchii społecznej z XVII/XVIII wieku) jest wciąż żywy i aktualny.

  199. @ „Zdaje się, że USA pokłada pełne zaufanie w pani Machado.”

    Raczej nie do końca. Podlizywanie się Trumpowi nie zawsze działa:

    link to polityka.pl

    O kandydaturze do prezydenckiego fotela przywódczyni wenezuelskiej opozycji Marii Coriny Machado, zeszłorocznej laureatki pokojowego Nobla, Trump powiedział, że jest miłą kobietą, ale nie ma „wystarczającego szacunku i popularności w kraju”.

  200. Gazety piszą powołując się na anonimowe źródło, że Trump nie może się pogodzić, że to Machado dostała Nobla, a nie on(!)

    Gdyby chodziło o kogokolwiek innego niż Trump, byłoby to absurdalne, a tak to w sumie chyba nie wiadomo.

    'Machado’s acceptance of the prize was an “ultimate sin,” the person says.’

    link to timesofisrael.com

  201. Aktualne sygnały z administracji są takie, że stary reżim w postaci wiceprezydentki Rodriguez może sobie trwać, o ile tylko okaże się rozsądna i odda ropę. Ona również w 24h nagle stonowała wypowiedzi.

  202. @kuba_wu

    Silver lining:

    – Wenezuela była ponoć dużym dostawcą min dla Rosji, teraz to się skończy (?)
    – jeżeli wenezuelska ropa trafi na rynki światowe, to ceny ropy rosyjskiej pójdą jeszcze niżej
    – upadek Maduro to poważna prestiżowa porażka dla Putina – jeszcze parę tygodni temu Rosja obiecywała mu wsparcie wojskowe, które się okazało bezużyteczne. Rosyjskie baterie przeciwlotnicze w Wenezueli są teraz kupą dymiącego złomu.

  203. Co do wenezuelskiej ropy, to jest dalece przereklamowana. Mają niby największe zasoby, ale tyko kilka procent nadaje się do komercyjnego wydobycia. Te złoża które się nadają, są kosztochłonne, opłacalna cena na wenezuelską ropę (przy założeniu nowoczesnego i efektywnego procesu wydobywczego) to jakieś 50-60$ za baryłkę, czyli dziś na granicy opłacalności. A Trumpowi zależy na taniej ropie, więc nie za bardzo widzę przestrzeń do zarabiania na niej przez amerykańskie korporacje. No i jest to ropa bardzo ciężka i zasiarczona, pełna zanieczyszczeń, dużo bardziej niż rosyjska (kiedyś bodajże Lotos zrobił sobie duże kuku wprowadzając domieszkę wenezuelskiej ropy, co spowodowało awarie i długi przestój na czyszczenie armatury). Oczywiście i taką ropę się przerabia, jest na nią popyt, ale to nie jest tak, że ona wyprze inne gatunki. A sama infrastruktura wenezuelska wymagałaby wielomiesięcznej, jeśli nie wieloletniej rewitalizacji, żeby faktycznie osiągać wolumeny znaczące na rynku.

  204. Kuba polegała na dostawach ropy z Wenezueli. No to teraz się to skończy, jeżeli Rubio ma coś do powiedzenia.

  205. Cudów się nie spodziewam, Trump to rachoń i złodziej. Ale czy jest to jakaś różnica w stosunku do Maduro? Chyba żadna.

    @pak4
    „Natomiast Chavez, Castro, Peron… Cóż, rewolucjoniści i reformatorzy bardzo często wchodzą w buty istniejącej kultury wyzysku.”
    Sensowna gospodarka musi mieć dwie rzeczy: własność prywatną i wolny rynek. Realia postkolonialne były takie, że była własność, a nie było rynku. Ci rewolucjoniści zamiast zainstalować jakiś rynek zwalczali własność. To i skutki były takie, jakie były.
    W sumie powtórzyli ten sam błąd co Rosja po PWS, to i skutki były podobne.
    Ciekawa sprawa to obecne USA. Tam bronią własności ale likwidują rynek. Czyli jakby zmierzają do tych realiów postkolonialnych.

  206. @kmat:
    Nie. Upraszczasz po balcerowiczowsku. Udział w rynku, ale jako podmioty zdolne do robienia biznesu, a nie tylko pracownicy najemni/niewolnicy, musi mieć spory odsetek obywateli. Pytanie, czy mają taką możliwość. Czy np. pewne zawody nie są zarezerwowane dla danych klas, albo robienie biznesu wymaga zasobów majątkowych dostepnych dla mniejszości. To jest przypadek, powiedzmy, XVIII-wiecznej Polski; ale też wciąż współczesnej Ameryki Łacińskiej. Żeby to odblokować, musisz mieć względną choćby równość (stąd to przywoływanie reformy rolnej — rolnicy dostali własną ziemię, która mogła być początkiem ich „biznesu”) i brak barier prawnych.
    Problemem jest to, że zwykle dyktator po zdobyciu władzy, bierze te nadwyżki dawnych elit dla siebie i swoich ludzi, a nie udostępnia je szeroko. Jedna elita więc zastępuje drugą, ale nie zmienia reguł.
    Próbując Twojego języka, trzeba by powiedzieć, że zwykle mieli i wolny rynek i kapitał, ale wszystko ograniczone do małej części obywateli, gdy większość funkcjonowała obok: bez pełnych możliwości udziału w rynku.

  207. Jak powiedział mi kolega brazylijczyk: nie da się zrozumieć Ameryki Południowej bez uwzględnienia dziedzictwa kolonializmu i niewolnictwa.

  208. @pak „Natomiast Chavez, Castro, Peron… Cóż, rewolucjoniści i reformatorzy bardzo często wchodzą w buty istniejącej kultury wyzysku.”

    Peron akurat próbował substytucji importu i ochronnych ceł. To wojskowa dyktatura obniżyła cła i doprowadziła do Argentynę do ponownego oparcia gospodarki na krowach.

    „Problemem jest to, że zwykle dyktator po zdobyciu władzy, bierze te nadwyżki dawnych elit dla siebie i swoich ludzi, a nie udostępnia je szeroko. Jedna elita więc zastępuje drugą, ale nie zmienia reguł.”
    Niekoniecznie dla siebie i niekoniecznie dyktator. Evo Morales rozdysponował nadwyżki wśród ludu, redukując poziom ubóstwa, ale nie zmienił zależności Boliwii od surowców. To samo zrobiło Peru, z tym samym skutkiem. Ma zresztą te same kopaliny. Ale pozytywne skutki polityki redystrybucji szybko się skończyły, gdy skończyła się hossa na surowcach.

  209. @kmat
    „Sensowna gospodarka musi mieć dwie rzeczy: własność prywatną i wolny rynek.”

    Mam nadzieję, że nie sugerujesz, że TYLKO te dwie rzeczy. Gdyż na przykład wolny rynek to nie to samo, co wolna konkurencja. W istocie często wolny rynek prowadzi do przeciwieństwa wolnej konkurencji (oligopol/monopol), zwłaszcza tam gdzie jest wielki próg wejścia, efekt skali i niskie bariery dotarcia. I ktoś nad tym musi jednak panować. Albo całkiem wolny rynek w obszarach naturalnego monopolu (prąd, woda). Albo w usługach medycznych. W szkolnictwie. Poza tym przydałaby się jakaś polityka gospodarcza, choćby po to, żeby się nagle nie okazało, że cała produkcja wraz z know-how całkowicie wolnorynkowo zmigrowały gdzieś zupełnie indziej.

  210. @Korba
    „Trump powiedział, że jest miłą kobietą, ale nie ma „wystarczającego szacunku i popularności w kraju”.

    Toteż pani Machado na pewno nie na prezydenta. Z czego ona sama zdaje sobie sprawę (bo jest kobietą przede wszystkim bystrą) i sugeruje na prezydenta Urrutię. Ale – może nie od razu, nie w pierwszym rządzie – fotel premiera dla niej wydaje się w sam raz. Pytanie, czy Urrutia jest w smak Trumpowi i USA (może być mięczakiem, zanadto liczyć się z wolą społeczeństwa, itp.), czy woleliby raczej twardą Rodriguez (na smyczy „jeśli nie będziesz nam posłuszna, to przyjdziemy po ciebie jak po Maduro)?

  211. @ergonauta
    „Toteż pani Machado na pewno nie na prezydenta”

    Powoli, powoli. Żeby zostać prezydentem, to najpierw trzeba by wygrać wybory, które trzeba zorganizować. W obecnym systemie prawnym p.o. prezydenta została wiceprezydentka i trzeba się z nią jakość ułożyć.

  212. @kuba_wu
    „Co do wenezuelskiej ropy, to jest dalece przereklamowana. Mają niby największe zasoby, ale tyko kilka procent nadaje się do komercyjnego wydobycia”

    Przy czym jest to w większości „ciężka” ropa, bardzo trudna w rafinacji, zresztą wenezuelski przemysł naftowy poległ już dekady temu, kiedy na skutek strajków Chavez wyrzucił fachowców-inżynierów, zatrudniając tam „specjalistów” po tamtejszym Collegium Tumanum z klucza politycznego i wszystko się zawaliło (nie wystarczy raz zrobić odwierty i wybudować rafinerie, trzeba o to bezustannie dbać i konserwować, z tym jest dużo zachodu). Reżim ropę w dużej mierze odpuścił i zarabiał głównie na półlegalnym wydobyciu złota oraz prawdopodobnie na narkotykach (Noriegę też porwano z powodu narkotyków) – polecam reportaż Tomaša Forro na ten temat, w Polsce wydany przez Wydawnictwo Czarne: link to czarne.com.pl

    IMO w „Doktrynie Donroe” nie chodzi nie tyle o ropę, co o to, żeby media (szczególnie te związane z MAGA) przestały ględzić o aktach Dostępna. Grenlandia czeka następna w kolejce.

  213. @jugger
    „Powoli, powoli.”

    Właśnie tak. Dlatego wersja przedstawiona wyżej przez kolegę embercadero, że Amerykanie „mogli go porwać na rympał, a teraz siedzieć i czekać co będzie dalej”, wcale nie wydaje się najgorszym rozwiązaniem.
    To „co będzie dalej” rozwidla się w kilka możliwości: z jednej strony wojna domowa, z drugiej strony rozpisanie nowych wyborów prezydenckich; z jednej strony szybkie skierowanie ropy tak jak Trump wskaże i nic więcej, z drugiej strony powolny, powolny początek „wielomiesięcznej, jeśli nie wieloletniej rewitalizacji” wenezualskiego przemysłu wydobycia. Nie warto wierzyć, że USA to siła od Goethego/Bułhakowa, która „wiecznie zła pragnąc, dobro czyni”, ale czasem, niechcący, może tak się zdarzyć.
    Na razie mamy: a/zniknięcie Maduro z urzędu (+), b/brak masowych protestów Wenezuelczyków w obronie zdjętej z planszy głowy państwa – coś jakby CIA porwało Jaruzelskiego w styczniu 1982 (+), ożywienie się wenezuelskiej opozycji, dodajmy: w porównaniu z Maduro – opozycji demokratycznej (+), obawy związane „z tymi obecnymi pajacami” w Białym Domu, np. że „tygrysica” Rodriguez obejmie prezydenturę-dyktaturę, albo że przeciętnemu Wenezuelczykowi usuniecie Maduro polepszy jakość życia o 0% (-, -, -). Moim zdaniem sytuacja możliwościowa jest dość remisowa, tyle samo nadziei, co lęków. Oczywiście jutro rano wszystko może być inaczej.

  214. Niepokojące jest to że Donio osiagnął cel – od 3 dni podobno znacząco zmalała ilość wspomnień o wiadomych aktach. Oznacza to zapewne że nie była to ostatnia taka akcja. Będzie działać póki nie będzie strat własnych

  215. Akcja sprawnie przeprowadzona, porwano bardzo niesympatycznego faceta, który doprowadził swój kraj do ruiny (na spółkę z poprzednikiem). Prawie zostałem trumpistą. Ale już mi przeszło.

    Za to cieplej myślę o Bushu Juniorze. Chyba wolałem Amerykę, która *deklaruje* walkę o demokrację i wolność, dowodzi istnienia broni chemicznej w Iraku na forum ONZ od takiej, która bez owijania w bawełnę (och, bawełna, też commodity) mówi wprost, że chodzi tylko o ropę. A noblistka to sympatyczna kobieta, niech już spada.

  216. Stephen Miller już powiedział, że USA mają prawo do Grenlandii, bo przecież są siłą NATO i nikt im nie podskoczy.

    Faszyzm pełną gębą.

  217. Z tym że jednak warto by przedsięwziąć coś co spowoduje że na Grenlandii nie umoszczą się ruscy a szczególnie Chińczycy. Bo na pewno by chcieli a Dania i Unia Europejska zdaje się że kompletnie odmawiają rozmowy w tej sprawia. A ta rozmowa musi się odbyć, faszyzm nie faszyzm (oczywiście że faszyzm, nawet jeśli tylko
    Wannabe) ale USA nie może mieć chińskich baz tuż za rogiem. A np niekontrolowaną niepodległość Grenlandii tym właśnie grozi. To nie jest takie czarno biale

  218. @WO
    „Ja też! I aktywiści miejscy, którzy walczyli o komunikację publiczną należą do tej grupy”

    Ależ ja się z panem zgadzam! I pan, i np. Erbel, Śpiewak, inni działacze, KP, warszawski oddział GW (który „odkrył” aferę reprywatyzacyjną!), to właśnie ci, którzy utożsamiają się z szeroko pojętym (klasowym) interesem pracownika, dlatego też walczą o jak najlepszą jakość usług publicznych, i to nie tylko w Warszawie.
    Jak pisałem o „specyficznej grupie” miałem przecież na myśli (mówiąc językiem prawicy) tzw. salon, który zdobył swoją pozycję opiniotwórczą w latach 90, dla którego polityka jako walka o interesy sumy jednostek po prostu nie istniała.
    Nie będziemy się chyba spierać, że wyżej wymienieni do „salonu” nie należą.
    Przyznam się tutaj, że GW w zasadzie kupowałem tylko dla dwóch autorów, pana i Leszczyńskiego, a nie dla Michnika, Kołakowskiego, Skalskiego etc.
    A to, że „salon” i „inteligencja” zaczęły być w obiegu publicznym razem utożsamiane, to już inna sprawa.

  219. @embarcadero

    „A ta rozmowa musi się odbyć, faszyzm nie faszyzm (oczywiście że faszyzm, nawet jeśli tylko
    Wannabe) ale USA nie może mieć chińskich baz tuż za rogiem. A np niekontrolowaną niepodległość Grenlandii tym właśnie grozi. To nie jest takie czarno biale”

    Posłuchaj sam siebie. Kopiujesz narrację Rosji o Ukrainie w NATO.

  220. @sj
    „Jak pisałem o „specyficznej grupie” miałem przecież na myśli (mówiąc językiem prawicy) tzw. salon, ”

    Prawica jest głupia, proszę nie reprodukować jej głupoty u mnie na blogu. „Salon” to równie niejasne pojęcie co „ideologia woke” albo „globaliści”. Nic nie oznacza, służy do zamulania rozmowy. Okazuję panu dużo cierpliwości, ale proszę się nie zdziwić, gdy mi jej zabraknie i wytnę.

    „Nie będziemy się chyba spierać, że wyżej wymienieni do „salonu” nie należą.”

    Ponieważ to pojęcie nic nie oznacza, można równie dobrze powiedzieć że należą. Podobnie zresztą z „ideologią woke”, można by nagrać typową rolkę dla głupków na TikToku z tezą, że Śpiewak jest woke – a równocześnie typowy podkast dla głupków na JuTubie, że nie jest.

    „Przyznam się tutaj, że GW w zasadzie kupowałem tylko dla dwóch autorów, pana i Leszczyńskiego, a nie dla Michnika, Kołakowskiego, Skalskiego etc.”

    To znów jakieś absurdalne pomieszanie. Ja i Leszczyński byliśmy na etatach piszących. Pan wymienił trzy osoby, z których dwie były na etatach kierowniczych, a trzecia w ogóle była zewnętrzną gwiazdą, piszącą rzadko (i niezawodowo).

    „A to, że „salon” i „inteligencja” zaczęły być w obiegu publicznym razem utożsamiane, to już inna sprawa.”

    Tylko że kopiując prawicowe brednie ogłupił pan samego siebie – dochodząc w ten sposób do idiotycznej tezy, że komunikację publiczną poprawiono wbrew kapitalizmowi. Bo kapitalizm to salon, salon to inteligencja, a Śpiewak to masy pracujące. Grunt to gleba, gleba to ziemia, ziemia to matka, matka to anioł.

    Gdy tak apeluję o minimum dyscypliny intelektualnej w używaniu definiowalnych pojęć, chodzi mi po prostu o możliwość dochodzenia do konstruktywnych wniosków. Rozpływając się w prawicowym bełkocie, pan sam ją sobie odbiera – podobnie jak tamten rusofil od wielokropków. Niech się pan nie dziwi, jak panu następny komentarz wyleci. To nawet nie jest ciekawe w lekturze, to całe pitolenie o salonach.

  221. @pak4
    „Problemem jest to, że zwykle dyktator po zdobyciu władzy, bierze te nadwyżki dawnych elit dla siebie i swoich ludzi, a nie udostępnia je szeroko. Jedna elita więc zastępuje drugą, ale nie zmienia reguł.”

    Mogę się mylić, ale moim zdaniem to po prostu nieprawda. Lewicowe rządy w Ameryce Południowej (Morales, Castro, Chavez, Allende) starały się w pierwszej kolejności wyrównać zasoby majątkowe w populacji, bo wcześniej były one skupione w rękach szokująco wąskiej oligarchii. Problemy zaczynały się później.

    Ameryka natychmiast starała się wpychać kij w szprychy za pomocą przynajmniej dwóch metod:
    1. Tłamszenie gospodarki, co odbijało się na warunkach życia populacji i mogło wywoływać protesty społeczne.
    2. Maksymalizowanie paranoi rządzących, bo nacjonalizacje i redystrybucja wywoływała sprzeciw klas zamożniejszych, a ich bunt był oczywiście ochoczo wspierany przez USA i nagłaśniany na arenie międzynarodowej.

    Do powyższych dochodziła zwykle niekompetencja ekonomiczna (przywódcy byli przeważnie charyzmatycznymi liderami politycznymi bez genialnych planów gospodarczych) i permanentne zagrożenie przewrotem. Z czasem mogły też narastać represje wobec ludności i przedkładanie lojalności / ideologicznej czystości nad faktyczną wiedzę wśród funkcjonariuszy reżimu.

  222. @pak4
    „Udział w rynku, ale jako podmioty zdolne do robienia biznesu, a nie tylko pracownicy najemni/niewolnicy, musi mieć spory odsetek obywateli. Pytanie, czy mają taką możliwość. Czy np. pewne zawody nie są zarezerwowane dla danych klas, albo robienie biznesu wymaga zasobów majątkowych dostepnych dla mniejszości.”
    Jak dostęp do rynku jest limitowany, to nie jest on wolny. Proste jak budowa cepa.

    @kuba_wu
    „Mam nadzieję, że nie sugerujesz, że TYLKO te dwie rzeczy.”
    Oczywiście, że nie. Te dwie rzeczy (rynek bardziej, własność mniej) wymagają pewnych warunków – praworządności, egzekucji umów, wysokiej jakości instytucji, sprawnego państwa. Sukces większości byłych demoludów polegał na tym, że sobie to otoczenie instytucjonalne poprawiły. Większość krajów latynoskich nie.
    Tu jest w sumie sedno błędu różnych akapów, korwinistów i innych libertardów. Oni wierzą, że własność i rynek spadają z nieba i są zupełnie niezależne od państwa i instytucji. No nie, to państwo kreuje własność i rynek. Jakby mieli rację, to Somalia właśnie wysyłałaby misję załogową na Marsa.

  223. @embarcadero
    „ale USA nie może mieć chińskich baz tuż za rogiem. A np. niekontrolowaną niepodległość Grenlandii tym właśnie grozi.”
    Przecież USA już mają bazy wojskowe na Grenlandii i pewnie gdyby chcieli, to mogliby mieć więcej, tyle ile trzeba. Żadni Chińczycy czy Ruscy tam się z bazami nie wcisną – do kraju NATO? Wyobrażasz sobie chińskie bazy wojskowe w Polsce? Albo ruskie w Estonii?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.