
Leniwie zastanawiałem się kiedyś nad podkastem o związkach zawodowych, bo nadal wydaje mi się, że istnieje Obiektywna Potrzeba przystępnego wyjaśniania pewnych pojęć dla osób, które się zastanawiają. Nim jednak sam się zebrałem, zaprosiła mnie Aleksandra Szyłło, która obecnie przewodniczy komisji „Solidarności” współzakładanej przez Jorsa Truli 15 lat temu.
Smutnym kontekstem jest kolejne zwolnienie zbiorowe w „Gazecie Wyborczej”. 166 osób! Kto tam zostanie?
To zwolnienie ma być jakoś powiązane ze scalaniem gazety z gazetą. Proces biegnie tym razem po cichu, bez tego hałaśliwego falstartu sprzed paru lat. Tym razem w grudniu dokonała się (również bez większego echa) sukcesja wśród udziałowców spółki Agora Holding, która stoi na straży „złotych akcji” i ma zapewniać ciągłość tożsamościową firmy.
Poprzedni skład Holdingu zdominowany był przez założycieli Agory z pokolenia „boomerów”. Obecny to iksy, mniej lub bardziej moi rówieśnicy. Skoro nie mamy już wojny na korporacyjnej górze, gniewnych oświadczeń i wzajemnych oskarżeń, to najwyraźniej teraz plan scaleniowy jest już dogadany, nie masz w nim szpar ani dziur. Określony ustawowo kalendarz sprawia, że poznamy go dopiero po klepnięciu zwolnienia zbiorowego.
W podkaście wspominam, że na pierwszym spotkaniu z ówczesnym zarządem (w 2011), Piotr Niemczycki w pewnym momencie wstał, zaczął chodzić po pokoju i krzyczeć. Było mniej więcej „nie będziecie mnie uczyć co to Solidarność! Coś tam coś tam w stanie wojennym! Et patati, et patata!”.
Rozmowa z Olą uświadomiła mi, że ten gniewny monolog przypominał zapamiętanych z dzieciństwa przedstawicieli jeszcze wcześniejszego pokolenia, „great generation”, w ramach związku bojowników o wolność i demokrację odwiedzających szkoły i licea. Dając odpór wrażej propagandzie, często wkręcali się na coraz wyższe obroty i wychodziło im coś w stylu „panowie Kuroń i Michnik nie będą nas pouczać co to patriotyzm, my od Lenino do Berlino!”.
Przykładanie kryteriów pokoleniowych często prowadzi na manowce, ale chyba nie gdy mówimy o Agorze. My jako iksy nie mamy historycznych zasług naszych rodziców-boomerów (ani tym bardziej dziadków-greatsów). Nie przejdziemy do historii, by zacytować jednego z moich najukochańszych boomerów.
Nie grodzi nam syndrom zbowidowski, ale z kolei grozi nam samopokonujący się (self-defeating) cynizm generacji X. W sprawie mediów na przykład na ogół akceptujemy (-owaliśmy?) hasło „to biznes jak każdy innny”, którym korpomenedżment Agory zwykł był uzasadniać idiotyzmy z serii „Papszun o Probierzu. Naprawdę to powiedział? Jaśniej się nie da!”.
Skoro biznes jak każdy inny, to jak to pogodzić z frazesami o Misji, Powołaniu i Patrzeniu Władzy Na Ręce? Kogo jak kogo, ale Władzę stać na zapłacenie, żeby media patrzyły na ręce komuś innemu, na przykład Hajto i Halejcio (EKSPERT OD RĘKOLOGII NIE MA WĄTPLIWOŚCI).
A jeśli je potraktujemy serio, jak to pogodzić z korporacyjną chciwością? Zarobki w zarządzie bywają rzędu bańki rocznie. Gdyby tak jeden z drugim poskromił pazerność i gotów był wyżyć za skromne 200k, ocaliłby kilkanaście etatów w redakcji. Gdyby tak się samoograniczała cała wierchuszka, udałoby się uniknąć niejednego zwolnienia zbiorowego.
Napisałem chciwość? Pazerność? Quel faux-pas. Fi donc! Boomerzy na takie dictum eksplodowali we wspomniane „ja walczyłem w Lasach Kabackich!”. Iksy nieco spokojniej odpowiadają „wynagrodzenia ustala nam Rada Nadzorcza”. To w zasadzie prawda (podobnie jak prawdziwe są historyczne zasługi boomerów), ale wymaga idiotycznego założenia, że zarząd nie ma na to wpływu. „Panie, no co ja mogę?”.
Oni uwielbiają frazes o „oglądaniu każdej złotówki”. Nie uwierzycie mi, ale naprawdę go słyszałem z ich ust. Wizualizowałem sobie wtedy takie tableau, jak oglądają te złotówki w mojej ulubionej rubryce raportu giełdowego, „wynagrodzenie zarządu”. „Dwie bańki dla Zdziśka, półtorej dla Cześka…”. I dochodzą do wniosku, że każda z tych złotówek jest koniecznie niezbędna. „Ja znam Cześka, za 1499999 to on z łóżka nie wyjdzie, musi być równe półtora”.
Cóż, na szczytach korpowładzy boomerzy ustąpili iksom. Na dole w związku iksy ustąpiły milenials(k)om. Może im się uda coś zmienić. W końcu wszelki postęp polega na tym, że stare dziady mówią „niemożliwe”, a młodzież „tango Anawa”. Staram się więc nie zarażać niedasizmem, rezygnacją i wypaleniem. Trzymam kciuki za następców.
Jeśli ktoś nie ma ochoty na podkast – zapraszam do wywiadu na podobny temat, który zrobił ze mną Michał Sutowski, któremu chciało się spisać (i usunąć te wszystkie moje „eeee, tegoo”).

@Misja gazety i Gazety.
Jeśli misja http://www.wyborcza.pl została zakończona bo kasa i „to biznes jak każdy innny” to myślę, że sprzedaż będzie maleć i zbliżać się do X prenumerat, gdzie X=(liczba pracowników i ich bliskich + liczba członków zarządu + ich bliskich).
Proszę wysmagać moją naiwność, ale wydaje mi się, że w dalszym ciągu istnieje konkurencja w postaci innych czasopism (i co gorsza dla oportunistów) innych niezależnych źródeł informacji i opinii.
@fieloryb
Konkurencja też zdycha.
Rzecz na jutubie to nie podkast, ale doceniam. Słucham uprawiając biegactwo.
@fieloryb
„przedaż będzie maleć i zbliżać się do X prenumerat, gdzie X=(liczba pracowników i ich bliskich + liczba członków zarządu + ich bliskich).”
To akurat bez sensu, przecież pracownicy i ZWŁASZCZA zarząd mają służbowe.
Super wywiad. Słuchałem wczoraj.
Jeśli już sam Gospodarz wspomniał o Papszunie na Probierzu. W prenumeracie cyfrowej Wyborczej zniknęła zakładka działu sport. Jest odniesienie do sport.pl. Zaczęło się zatem.
@ umieranie Gazety
dziś to nie widzę co mogłoby uratować Gazetę (Agorę?);
sam czytałem od początku, ale w końcu przestałem to robić regularnie, a teraz tylko okazjonalnie; Gazeta jak pis – będzie się kurczyć zgonowo wraz z czytelnikami/wyznawcami;
Ale może ktoś umie wskazać jak można by ją uratować? Bardzom ciekaw.
Cza było robić koncern jak była kasa. Etos i tak by umarł, ale biznesowo by się obroniło (?) – że wskażę taki żyjący Polsat. Tylko czy to było REALNIE do zrobienia?
Przykro.
@Fiat127
„Tylko czy to było REALNIE do zrobienia?”
Też czasem się nad tym zastanawiam. Zupełnie bez sensu, bo po pierwsze to próżne żale i rozmyślanie nad ubiegłorocznym śniegiem, po drugie – „Wyborcza” to niezupełnie moja bajka, ponieważ nigdy nie była to gazeta stricte lewicowa, zawsze miała profil postuniowolnościowy (choć, mimo całej mojej niechęci, kupowałem wiele lat i często czytałem, nie dla red. Majcherka oczywiście). Jednak szkoda, tym bardziej że bez niezależnych mediów demokracja umiera w milczeniu.
Ktoś tu pisał, że „co prawda Gazeta Wyborcza gaśnie, ale inni też mają źle” – jest to nieprawda. Ci „inni” (domyślam się, że chodzi głównie o prasę prawicową) nie muszą się martwić o zysk i o utrzymanie się na rynku, dlatego że *de facto* nie są to przedsięwzięcia komercyjne (i tak są – mimo zakładanych z góry strat – finansowani przez Wielki Biznes, niezależnie od liczby sprzedanych egzemplarzy, dla którego sztuczne utrzymywanie jakiejś tam gazetki pod kroplówką to są wydatki na waciki; przypomnę, że taki Palikot wyłącznie w celach prestiżowych wrzucił w „Ozon” kilka/kilkanaście milionów). „Wyborcza” wyróżniała się tym, że była niezależna od tłustych misiów, lobbystów i grup interesów (niekoniecznie biznesowych; to mogą być również partie polityczne, wykorzystujące media do forsowania swoich narracji, zamieniając je w biuletyny partyjne) – a niezależny podmiot musi twardo walczyć na rynku o swoje utrzymanie, nikt tego nie kupi na piękne oczy. Właśnie z powodu swojej niezależności „Wyborcza” umiera – i teraz żaden potentat nie sypnie kasą aby ją ratować. A nawet gdyby ktoś rzucił jej ponton (po wydzieleniu z „Agory”), to tym gorzej, bo wtedy stanie się ona kolejnym projektem biznesowym na pasku jakiegoś pana z cygarem. Tak działa kapitalis i wolny rynek, który to „Wyborcza” sama przez dekady forsowała.
Czy można było temu zapobiec? To tylko gdybanie, ale może gdyby 30 lat temu nie weszła na giełdę (po wejściu na giełdę spółka z automatu zamienia się w zwykłą maszynkę do zarabiania – a skoro już nią jest, to czemu nie pójść konsekwentnie na całość i nie zwolnić WSZYSTKICH dziennikarzy, przechodząc na gównokontent tworzony przez AI?), a jak już jednak weszła, to może gdyby 20 lat temu podjąć decyzję że konsekwentnie trzymamy się z daleka od internetów i gazeta pozostaje wydawana wyłącznie na papierze. Dzięki temu nie powstoby 150 konkurujących że sobą portali, często na poziomie „Pudelka”. A jak ktoś chce czytać to niech idzie do kiosku, więc i czytelnicy pozostaliby lojalni, i byłyby stabilne pieniądze ze sprzedaży. Dziś widać, że cyfryzacja była ślepą uliczką, wykorzystywaną w dodatku jako pretekst do „kuracji odchudzającej” poprzez rzekomo gigantyczne oszczędności z nią związane, tylko jakoś nikt nie pomyślał o tym że masowe zwolnienia to także obniżenie jakości, które przekłada się ma utratę lojalności czytelników (podczas cyfryzacji zjawiska te zawsze mają miejsce) i tylko porządna prasa PAPIEROWA ma sens – ale dziś łatwo jest być mądrym, wtedy nikt nie myślał w taki sposób. Teraz to już jest oczywiście po grzybach, bo skoro wszystko zdycha, to logiczne, że znikają również kioski z ulic. Parę lat temu pojawiały się też głosy (w komentarzach pod tymi artykułami w „Wyborczej”, które związane były z pamiętną inbą) że może właśnie o to chodziło, o zwinięcie „nierokującego” biznesu (analogicznie do tego, jak swego czasu z premedytacją cięto połączenia kolejowe, żeby wykazać ich nierentowność i mieć pretekst do likwidacji całych linii).
Dodam jeszcze, że co prawda dziś niektórzy bogacze chcą jeszcze posiadać „swoje” media w celach prestiżowych (które jednak, między reklamą parówek a kryptoreklamą piwa, czasem coś sensownego przemycą), ale wizja rysująca się na horyzoncie jest jeszcze straszniejsza: w przyszłości nie będzie NAWET TEGO – media XXI wieku to Stanowski Na Tiktoku i papka za pięć groszy tworzona maszynowo.
@„nie będziecie mnie uczyć co to Solidarność!”
No jednak od tego właśnie trzeba by zacząć: od przypomnienia, co to była Solidarność, wielu solidarnościowym kombatantom (tym autentycznym, nie chodzi o tych, co się przykleili – według Młynarskiego – „jak paskudztwo, co znów się załapać zdołało, „Płyniemy!” – śpiewa. „Chłopy! Po nowemu! Śmiało!”.). Bo oni potem albo po prostu wyrośli z ideałów sierpnia (a proces tego wyrastania lingwistycznie uchwyciły Kury: „Solidarność, Solidarmość, Solimarność – solej”) albo maszyneria komercjalizmu-korporacjonizmu zmieliła im serca (czyli spełniła się groźba z wiersza Herberta: „Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono, słano kobiety różowe płaskie jak opłatek lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha”- i skuszono ich lepiej). Mnie się wydaje, że raczej to drugie, a historia zmierzchu GW to odprysk z większej przemiany „Nam nie jest wszystko jedno” w „Oglądamy każdą złotówkę”. Każde „nie wszystko jedno” jest „oglądaniem czegoś” ze szczególną uwagą, masowa tresura społeczeństw skupia się na tym, co należy oglądać uważnie, a na co tylko rzucać okiem. No i potem wychodzi, co jest cielcem: tańczymy wokół tej każdej złotówki. Może dawne hasło GW powinno mieć mocniejsze zabezpieczenia, by nie dało sie tak łatwo złamać, np. jakieś wajdowskie „Nam nie jest wszystko na sprzedaż”, może wtedy łamanie hasła trwałoby ciut dłużej niż głupie 40 lat.
A z trochę innej beczki, strukturę przebojowego refrenu Piotra Niemczyckiego „We don’t need no education (co to Solidarność)” stworzył Roger Waters – kto by wtedy, w 1979, pomyslał, że 4 dekady później to będzie idealne hasło na sztandary wszelkich szurii, trumpowskiej, antyszczepionkowskiej, proputinowskiej, etc. Ktoś powinien uraczyć pana Niemczyckiego odrobiną mrocznego sarkazmu w classroomie, najlepiej ktoś o pokolenie młodszy, bez blizn po zomowskich pałach, sarkazm zabrzmiałby jeszcze mroczniej.
@fiat:
„Cza było robić koncern jak była kasa. Etos i tak by umarł, ale biznesowo by się obroniło (?) – że wskażę taki żyjący Polsat. Tylko czy to było REALNIE do zrobienia?”
To raczej wybór sposobu zgonu, niż obrona przed nim. Zresztą, komercyjnie Agora chyba nie stoi tak znowu źle jako biznes…
@fieloryb:
„Proszę wysmagać moją naiwność, ale wydaje mi się, że w dalszym ciągu istnieje konkurencja w postaci innych czasopism (i co gorsza dla oportunistów) innych niezależnych źródeł informacji i opinii.”
Jeszcze istnieją – w mojej ocenie po wróżeniu z fusów, to papkowacenie internetów doprowadzi do ich zgonu. Rolki na tikttubie się utrzymają jako źrodło rozrywki, zgoda, ale spapkowacenie infotaimentu i opiniotwórczości znajdzie, jeżeli dobrze czuję (a gdybym nie miewał dobrych przeczuć, dawno bym zbankrutował…) znajdzie logiczny koniec w ich zamarciu. Nie da się w nieskończoność obniżać poziomu przekaziorów bez dojścia do punktu, gdzie nawet średniointeligentny konsument po prostu je odrzuci. Z tego tylko powodu, że uzna prowadzącego za mniej ogarniętego od siebie/za kolejną przemądrzałą, gadającą głowę.
Stanowski na podwórku krajowym w mojej ocenie ku temu zmierza, a wywiad z kamractwem był ku temu krokiem milowym, po której powstał pewien zauważalny rozbrat między twórcą a jego bazą konsumentów treści.
„„Wyborcza” wyróżniała się tym, że była niezależna od tłustych misiów, lobbystów i grup interesów (niekoniecznie biznesowych; to mogą być również partie polityczne, wykorzystujące media do forsowania swoich narracji, zamieniając je w biuletyny partyjne)”
Ty tak na poważnie? Przecież GW od lat była już tylko biuletynem partyjnym PO i szczujnią na wszystkich innych, szczególnie na tych którzy nie byli pisem a jednak śmieli nie chcieć platformy kochać. I to zapewne biuletynem darmowym bo dobrowolnym, tworzonym z miłości za waciki
@ m.m.m
„przypomnę, że taki Palikot wyłącznie w celach prestiżowych wrzucił w „Ozon” kilka/kilkanaście milionów”
Właściwie, to mnie zawsze interesowało – o jakich pieniądzach w sumie mówimy, jak chodzi o utrzymanie ogólnopolskiej gazety? Nie mam kompletnie pojęcie do tego stopnia, że nawet co do rzędu wielkości ciężko mi to ocenić. Krytyka, albo Oko.press – ile *mniej więcej* muszą zdobyć kasy, żeby się utrzymać? Gdyby, dajmy na to, człowiek poszedł rano po fajki, postawił dla beki lotto, trafił kumulację 15mln i miał fanaberię rozkręcić za to gazetę – to mógłby spróbować (i pewnie ponieść porażkę), czy też jest to o jedno zero za mało? Like, o jakiej w sumie kasie mówimy.
@embercadero
„Ty tak na poważnie? Przecież GW od lat była już tylko biuletynem partyjnym PO i szczujnią na wszystkich innych,”
Zdefiniuj „od lat”, ale realnie to bzdura na kilku poziomach.
Na początku Platformy GW jej nienawidziła. Wyborcza była gazetą Unii Wolności, Geremka, Kuronia i Mazowieckiego, a tu przyszedł Tusk, zrobił rozłam i co gorsza mu się udało. Później z braku laku Tuska jakoś zaakceptowała, ale raczej jako mniejsze zło niż przedmiot entuzjastycznego poparcia. Pod koniec pierwszej Platformy do głosu w redakcji, zwłaszcza w ówczesnym wydaniu sobotnim, dorwało się lewactwo na czele z red. Sroczyńskim, którego wywiady miały wtedy potężny oddźwięk. Bardzo trudno powiedzieć, że Wyborcza wtedy Platformy nie krytykowała.
To się zmieniło po 2015, a najbardziej tak po 2019, kiedy to skutecznie powyczyszczano (albo sami się wyczyścili) większość prolewicowych dziennikarzy. M.in. dlatego dzisiejsza Wyborcza jest tak nudna. Ale jeszcze po 2015 to w Wyborczej Szpala z Zubik opisały aferę reprywatyzacyjną w Warszawie, mimo że i one i redakcja musiały wiedzieć, że to uderzy w Gronkiewicz-Waltz i całą PO, a da paliwo Ziobrze i jego minionkom.
@Michał Maleski
@papkowacenie mediów
Od lat mam abonament Wyborczej i co roku (od kilku lat) mam ten sam problem – „kupić następny czy nie?”.
Mam porównanie, onet kiedyś (w przypływie braku kasy chyba) sprzedał mi w odnawialnym abonamencie 100 złotych/rok dostęp do treści płatnych oraz do czasopism wydawanych online przez Ringier Axel Springer Polska. Dodatkowo mam dostęp do „Polityki” (trzyma poziom) a ostatnio dzięki niezłemu translatorowi w przeglądarce Edge (bardzo niezłemu) do całej prasy świata dostępnej on-line.
Jeśli kiedyś wydania magazynowe GW (z Dużym Formatem i innymi dodatkami) potrafiły mnie zaskoczyć i zainteresować to ostatnio jedynie Ale Historia daje radę. Reportaż w Dużym Formacie staje się często zakładnikiem linii politycznej, wiadomości najlepiej szukać w innych miejscach z powodu układu strony i szybkości dostępu. Sytuację ratuje nieco dział kulturalny. Nie wiem co się stało, ale jest gorzej na moje nieszkolone oko. Ciekawy jestem jaka jest przyczyna – wzrost mojego wyrobienia czy spadek formy dziennikarzy?
@fieloryb
„Ciekawy jestem jaka jest przyczyna” – IMAO po prostu kasa, czy też jej brak. Jeżeli producent od wielu lat jest zainteresowany przede wszystkim cięciem kosztów, to doprawdy nie dziwota, że jakość produktu widocznie spada. Cieszmy się, że rezultatem jest tylko gazeta, której nie da się czytać – w przypadku takiego Boeinga to nowiutkie samoloty, które spadają z nieba.
@mbojko
@papkowacenie mediów
@jakość dziennikarstwa na wyborcza.pl
Cięcie kosztów nie jest odpowiedzią. „Polityka” o ile wiem nie tnie kosztów, ale trzyma poziom (gratuluję Gospodarzowi wyboru miejsca pracy).
Inaczej mówiąc można prowadzić oszczędnie firmę bez straty jakości i bez ściubienia grosza.
@airborell
„Zdefiniuj „od lat””
Definiuję to tak jak ty. Od mniej więcej drugiego zwycięstwa PISu czyli zdaje się 2019. Nie miałem na myśli zamierzchłej przeszłości. A od dwóch lat GW zajmuje się głównie glanowaniem koalicjantów Tuska żeby czasem PO nie dostało za mało głosów następnym razem. Tego się czytać nie da. Zgadzam się że jeszcze tylko „Ale historia” daje radę, no ale tam piszą chyba głównie autorzy zewnętrzni.
@ Gazeta
Przy tych rozważaniach o Gazecie, zdałem sobie sprawę – kiedy los Gazety pozostawia mnie obojętnym, że główne odczucia jakie niosła ta relacja Gazeta – ja czytelnik, to było rozczarowanie, zawód.
Chyba zaczęło się od afery Rywina – przynajmniej to pamiętam.
Bo chyba symbolicznie – stopniowy upadek wiązał się równolegle z kruszeniem postaci ze spiżu – Redaktora Naczelnego.
Bo jednak politycznie Gazeta myliła się wiele razy – a miała status i tak się prezentowała, że jest nieomylna.
Prywatnie najbardziej boli mnie wspieranie polskiego kościoła, rzułego papy itd., bo uważam, że kościół to rak Polski.
I kiedy doszło do tych rozczarowań ideowych – robienie kiepskiego korpo – z nieuchronnym wylaniem się konfliktów/krzywd związanych z brutalnym zarządzaniem biznesem – to został tylko sentyment (i jednak trochę żalu).
@fieloryb
„gratuluję Gospodarzowi wyboru miejsca pracy”
TO NIE JEST PRACA, najwyżej współ-praca (jestem autorem zewnętrznym).
@embercadero
„Przecież GW od lat była już tylko biuletynem partyjnym PO ”
Nie wycinam tej bzdury tylko ze względu na falomierz. Dopóki trwała agonia resztek Unii Wolności / Partii Demokratycznej, GW glanowała PO. A i potem trwał nieustający casting na lidera jakiejś „nowej fajnej liberalnej partii”, stąd lansowanie niejakiego „polskiego JFK” (który jak zwykle okazał się polskim RFK jr). W latach 2015-2023 to był ciągły casting na „lidera opozycji” (a to prof. Chrap-Rzepiński, a to Faktureusz). Można raczej mówić o „biuletynie KOD”, bo przecież wydrukowano nawet deklarację członkowską (!). To wszystko było antyplatformiane, bo jakoś unikano naturalnego wniosku, że opozycję powinna organizować największa partia opozycyjna.
@mcal
„Gdyby, dajmy na to, człowiek poszedł rano po fajki, postawił dla beki lotto, trafił kumulację 15mln i miał fanaberię rozkręcić za to gazetę”
Zależy co pan chce osiągnąć. Porządne medium, które ma korespondenta w Sejmie, w Myciskach i w Waszyngtonie – nadal za mało. Serwis typu „nowe media”, jakieś takie Ekskursje With Blackjack And Podkast, pewnie by się dało.
@wo
Już sprecyzowałem co miałem na myśli mówiąc od lat. Nie od 30 lat, od 2019. Z ogromnym nasileniem po 2023 roku.
@fiat127
No, ale czytałeś GW dla felietonów Michnika et consortes? Generalnie mi w pewnym momencie przestało się chcieć kupować Wyborczą z powodu spadku jakości poza politycznej. Coraz mniej wypasiony Duży Format, coraz słabszy dodatek katowicki. Pamiętam jeszcze poniedziałkowy dodatek sportowy. „Fruwając pod koszem” to było coś. Po prostu w pewnym momencie za mało do czytania było i nawyk kupna codziennego wygasał.
@embarcadero
„Już sprecyzowałem co miałem na myśli mówiąc od lat. Nie od 30 lat, od 2019”
Też nieprawda, przecież druga kadencja PiS to właśnie maksymalna erupcja kodziarstwa.
@hatefire
„No, ale czytałeś GW dla felietonów Michnika et consortes?”
Jako felietonistę wkurza mnie nazywanie wszystkiego felietonem. Chciałeś chyba napisać „edytoriali”?
„Też nieprawda, przecież druga kadencja PiS to właśnie maksymalna erupcja kodziarstwa.”
No nie wiem, ja to inaczej pamiętam. W 2019 to już było po faktureuszu a Rzepliński to w ogóle był jeszcze wcześniej. Zresztą nieważne, mnie głównie chodzi o to co się dzieje od czasu nowego Tuska, skupianie się na zwalczaniu często mocno brzydkimi metodami jego koalicjantów (bez których nikt nie pamięta że tego rządu by nie było) przy całkowitym braku jakiegokolwiek krytycyzmu co do PO.
@embercadero
„W 2019 to już było po faktureuszu”
Dlatego napisałem „kodziarstwo” a nie „KOD”, obejmując już coraz bardziej desperackie poszukiwania nowego idola, potem to byli przecież na przykład Paweł Kasprzak. Mam wrażenie, że medialna kariera Matczaka jest jakimś skutkiem ubocznym tego kastingu (przez chwilę to on był przecież „czołowym autorytetem opozycji”).
@WO
No chodziło mi, o tą metaforyczną drugą stronę Gazety. Przyznaję się do błędu. Nawet nie wiedziałem do dziś, co to edytorial, bo technikaliami prasy nie interesowałem się. Doprecyzując. To co pisał Michnik/Gadomski/Wielowiejska zawsze interesowało mnie najmniej. Niestety z czasem było coraz mniej do czytania ciekawych treści innego rodzaju
@hatefire
WO odniósł się to tego co i jak pisał Michnik,
ale ok – pisanie red.nacz. to była część tego co znajdowałem interesującym w GW;
jednym z kluczowych błędów Agory – było umożliwienie odejścia wielu rozpoznawalnych autorów; bo przecież istotnym aspektem relacji z czytelnikami jest emocjonalna więź z czytelnikami, a tę tworzą popularni/znani/rozpoznawalni autorzy;
na pewno WO spodoba się to porównanie:
kibice Wisły potrzebują mieć swojego Messiego czy innego Lewandowskiego,
tak zresztą działa każdy biznes masowy powiązany z emocjami odbiorców,
trzeba mieć kogo kochać (chcieć czytać, być ciekawym opinii „naszego” autora)
W sumie to co mnie najbardziej zniechęciło do GW to… parę lat prenumeraty NYT i WP. Zacząłem czytać oba na początku pierwszego Trumpa zainteresowany tym co mu jeszcze wyciągną apropos ruskich i tak zostało w zasadzie do dziś, NYT nadal mam, z WP niedawno zrezygnowałem bo straciło swoje walory o których w następnym zdaniu. A jakie to walory? Takie że jak redakcja chce komuś przyp*lić to artykuł ma wielki baner z ostrzeżeniem że to jest opinia a nie report. A reporty są z kolei tylko o faktach. W GW to rozróżnienie nie występuje, fakty i opinie mieszają się dowolnie i po tym jak się człowiek dowie że można inaczej to go to mierzi
Linia polityczna Wyborczej, jakakolwiek by nie była, irytowała mnie od zawsze 😉 Natomiast mam wrażenie, że dzisiaj jest to ostatnia w Polsce gazeta, którą od czasu do czasu stać, żeby wysłać kogoś na drugi koniec świata przeprowadzić Fajny Wywiad albo napisać Ciekawy Reportaż — i głównie z tego względu ciągle ją prenumeruję, choć powodów do zgrzytania zębami dostarcza mi nieustannie.
PS. Czy jakiekolwiek tytuły prasowe u nas utrzymują jeszcze instytucję stałego korespondenta? — nie wiem, ale nawet jeśli tak jest, to są to dziennikarze już zupełnie anonimowi…
@Pawel Gladki
Kiedy jeszcze czytałem (z drugiej ręki) Tygodnik Powszechny, to raz-dwa razy w miesiącu można było znaleźć ciekawe reportaże ze świata. Nie wiem jak oni to robili, jak to się spinało finansowo, ale polski dziennikarz pisał o dalekich miejscach tak jakby osobiście tam był. Niestety od dwóch-trzech lat nie mam dostępu a spora część tego pisma poświęcona była wierze i kościołowi co mnie nie interesuje.
W TP to przecież w znacznej większości są zewnętrzni korespondenci, a nie dziennikarze na etatach.
@airborell
Co nie zmienia faktu, że pisali ciekawie.
@ „Czy jakiekolwiek tytuły prasowe u nas utrzymują jeszcze instytucję stałego korespondenta?”
Jeśli się nie mylę, Polityka ma korespondentów w Waszyngtonie i Brukseli. Ale czy na etatach? Przypuszczam, że wątpię.
Myślę że dla żadnej gazety na świecie poza kilkoma o zasięgu globalnym się w dzisiejszych czasach finansowo nie zepnie by mieć etatowych korespondentów wszędzie gdzie trzeba. Muszą szukać ludzi którzy i tak tam mieszkają i z czegoś żyją którzy mogą napisać coś jak trzeba jako side job. Nie widzę szans na nic innego. Za mało ludzi płaci za gazety. Zresztą telewizja ma coraz bardziej ten sam problem.
@ergonauta
„Od przypomnienia , co to była Solidarność, wielu solidarnościowym kombatantom(tym autentycznym)”
Właśnie kiedy ci „ojcowie założyciele/styropianiarze” nadawali GW ton, prawie każdy większy strajk był atakowany. Czy to w Stoczni Gdańskiej(2002), śląskich kopalniach, FSO, Fabryce Kabli w Ożarowie(2001), pielęgniarek(2000) etc., komentarze (Skalskiego choćby) były zawsze te same.
Była swoistym Komitetem Przeciw Interesom Pracowniczym do czasu, kiedy przyszły do niej tzw. iksy/igreki, tj. ci, którzy widzieli trochę realnego kapitalizmu.
Dlatego wydaje mi się, że te rekordy sprzedaży wynikały nie z publicystyki ekonomicznej czy politycznej, a z kontentu ogłoszeniowego: poniedziałek-ogłoszenia pracy, środa-nieruchomości itp., i reportaży również.
Tylko że to już nigdy nie wróci.
@embercadero
Też tak myślę, ale konkretnych danych nie mam.
Nawiasem mówiąc: NYT w latach 90-tych XIX wieku miał nakład rzędy 20 tys. egzemplarzy, w tym 9 tys. stałych sybskrypcji. Cena gazety wynosiła 3 centy (średna stawka godzinowa w tamtych czasach to ok. 14 centów), po przejęciu w 1898 przez Adolpha Ochsa została obniżona do 1 centa. W roku 1896 w NYT wydrukowano łącznie ok. 2,2 mln wierszy reklamowych, a cena jednego wiersza oscylowała w granicach 20 centów. Czyli, bardzo na oko, roczne przychody NYT kształtowały się na poziomie 600 tys. dolarów, a więc równowartość jakichś 1200 rocznych budżetów przeciętnej amerykańskiej rodziny. I wystarczało tego na utrzymywanie ekipy stałych korespondentów, w tym niektórych legendarnych (Carr Van Anda, na przykład).
Dzisiaj świat działa zupełnie inaczej. W 2025 NYT uzyskał ok. 506 mln dolarów przychodów z reklam. Zakładając, że średni roczny budżet amerykańskiej rodziny to jest obecnie jakieś 80 tys. dolarów, jest to równowartość 6325 takich budżetów. No a do tego jeszcze wpływy ze sprzedaży — i mimo to NYT jest notorycznie pod kreską, i też są tam zwolnienia grupowe itd.
To jest największy fenomen polskiej transformacji, ludzie którzy mieli gęby pełne „bycia w solidarności” z dnia na dzień 5 czerwca 1989 roku zaczęli nienawidzić robotników i robić wszystko by dogodzić wyłącznie kapitalistom. Mojego starego to do wczesnego grobu wpędziło, był autentycznym związkowcem i próbował to kontynuować po 89 roku, wyklinając non stop na czym stoi na swoich dawnych kolegów (a był po imieniu z wieloma mocno znanymi osobami typu Bujak czy Kuroń).
@embercadero
A tu nie ma nic zaskakującego. Solidarność to był bunt niekomunistów przeciwko komunistom. A jedynym co ich realnie łączyło, był antykomunizm, poza tym to była zbieranina od skrajnego prawa do skrajnego lewa.
@Pawel Gladki
„i mimo to NYT jest notorycznie pod kreską, i też są tam zwolnienia grupowe itd.”
Z ciekawości spojrzałem na wyniki NYT i wygląda, że oni zacnie się rozwijają. Kurs akcji wzrósł im o 19% ytd, płacą dywidendę. Przychody wzrosły za FY między 2021 a 2024 wzrosły o 25% (nie ma jeszcze danych za FY 2025) a CF (czyli kasa) o prawie 50% w tym samym okresie (do 381 M, samego podatku zapłacili ze 100M). Marże EBITDA mają na poziomie 18% i to – o ile się orientuje – głównie z gazety bo oni nie mają kin czy innych jakiś takich dziwadeł jak Agora. W 3Q2025 dojechali do 12,3 M subskrybentów. Pewnie jakieś zwolnienia i inne takie może tam są ale od lat jestem ich prenumeratorem i jakoś „portalizacji” i stoczenia się w kierunku pudelka nie zauważyłem a sporo ciekawych rzeczy tam można wyczytać jak ktoś jest ok z ich profilem i lubi klimat americana bo to jednak jest amerykańska gazeta.
Tylko, że NYT to unikat bo on stał się trochę gazetą światową, maja ponad 2M userów taki jak ja (spoza US) i 10 M userów w 330 M kraju gdzie ok 70% to klasa średnia i wyższa (income based) mówiąca jednym językiem. W Europie to nie jest za bardzo do powtórzenia (choć FT ma 1,5M in total, The Guardian ma 1,3m) z racji choćby języka (nie jesteśmy jednym anglojęzycznym czy polskojęzycznym krajem z 400 m ludzi) i o ile coś z UK (jak FT) nie wejdzie na globalny rynek to chyba ewentualnie coś z Hiszpanii może w Ameryce Łacińskiej sprzedać a Francuzi w Afryce (choć to zupełnie inne rynki o innym profilu czytelniczym niż Europa więc nie sądzę aby w Senegalu masowo czytali Le Figaro).
link to finance.yahoo.com
@Fiat127
„stopniowy upadek wiązał się równolegle z kruszeniem postaci ze spiżu – Redaktora Naczelnego.
Bo jednak politycznie Gazeta myliła się wiele razy – a miała status i tak się prezentowała, że jest nieomylna”
Michnik doszczętnie ośmieszył się w 2003 roku, podżegając do specjalnej operacji wojskowej w Iraku i wyzywając ludzi protestujących przeciwko wojnie (były ogromne demonstracje w Europie, np. we Francji i we Włoszech). Z tego właśnie powodu pokłócił się z Kuroniem. Pięknie go wyjaśnił Stefan Zgliczyński w artykule „Psy Wojny” (tekst wisi w wolnym dostępie na stronie link to iwkip.org). Co ciekawe – tamte jego mądrości sprzed ponad 20 lat jakoś tajemniczo zniknęły z sieci i nie znajdziemy ich już w internetowym archiwum „Wyborczej”.
@embercadero
„To jest największy fenomen polskiej transformacji, ludzie którzy mieli gęby pełne „bycia w solidarności” z dnia na dzień 5 czerwca 1989 roku zaczęli nienawidzić robotników”
Brali przykład ze swojej idolki Margaret Thatcher, która związki zawodowe w PRL wspierała, ale u siebie – zwalczała.
Z ciekawości zapytałem o korespondentów Polityki – ogólna odpowiedź „it’s complicated”, bo nie zawsze dla kogoś mieszkającego poza Polską optymalnym rozwiązaniem jest etat w polskiej firmie. Mają zazwyczaj różnego rodzaju formy długoterminowej współpracy, ale nie bardzo można o tym mówić, bo nie każdy chce żeby ujawniano jego umowę. W każdym razie, Polityka jakoś się ciągle broni przed tą spiralą, w którą wpadła Wyborcza (no i cały czas ma korektę).
@Obywatel
„Tylko, że NYT to unikat bo on stał się trochę gazetą światową, maja ponad 2M userów taki jak ja (spoza US) i 10 M userów w 330 M kraju gdzie ok 70% to klasa średnia i wyższa (income based) mówiąca jednym językiem.”
No, tego że na świecie ponad miliard ludzi mówi po angielsku — nie przeskoczymy. Z drugiej strony, językiem polskim włada (tu, oczywiście, można się spierać o definicje) jakieś 45 milionów i nie jest to tak całkiem mało — zdaje się, że z języków słowiańskich tylko rosyjski jest popularniejszy.
Me thinks, trzeba się po mału oswajać z myślą, że jeśli chcemy, żeby dziennikarstwo przetrwało jako składnik wspólnego dziedzictwa kulturowego tej 45-milionowej gromadki, to trzeba się zastanowić nad systemem dotacji budżetowych dla prasy. Na „niewidzialną rękę wolnego rynku” raczej nie ma co liczyć…
@ „Polityka jakoś się ciągle broni przed tą spiralą, w którą wpadła Wyborcza (no i cały czas ma korektę).”
Jeśli dobrze usłyszałem (oczywiście słuchałem podkastu robiąc też co innego), to w rozmowie z Aleksandrą Szyłło wzdychałeś do do spółdzielni, a Polityka przez długie lata takową była. Później z różnych względów spółdzielnia przekształciła się w spółkę komandytowo-akcyjną, a nie zło wcielone (z długofalowej perspektywy zwykłych pracowników) jakim jest giełdowa spółka akcyjna. Zarząd nie musi się martwić aktualnym kursem akcji, lecz może dbać o względną stabilność finansową w dłuższym okresie, a przede wszystkim CHCE robić dobre czasopismo i przy okazji utrzymuje przy życiu takie cuda jak jak Wiedza i Życie, Świat Nauki i cały Projekt Pulsar (wątpię czy przynoszą im one jakieś zyski, zwłaszcza takie, które za sensowne uznałby korporacyjny CFO, już prędzej Polityka Insight).
@WO
Nawet jeśli z „Polityką” to tylko współpraca to i tak chyba miło się pisze w dobrym towarzystwie?
@embercadero
„To jest największy fenomen polskiej transformacji, ludzie którzy mieli gęby pełne „bycia w solidarności” z dnia na dzień 5 czerwca 1989 roku zaczęli nienawidzić robotników i robić wszystko by dogodzić wyłącznie kapitalistom.”
„(…)Ostro pochlali sobie kumple z podziemia
Ściągają bohaterów maski(…)”:
link to youtube.com
Przypomnę, że czasy przed ’89 były nie tylko dla Solidarności niefajne. Nawet wśród członków aktywu PZPR (i przystawek) byli ludzie, którym ten system wadził a posiadanie legitymacji partyjnej było czasem wynikiem niechętnego konformizmu i/lub konieczności albo (rzadko) chęci zmiany systemu na lepszy.
Poza tym „nienawidzić robotników” jest tu chyba nieco za bardzo nacechowane emocjonalnie. Już w książce z drugiego obiegu, jaka trafiła do mnie przed ’89 rokiem (niestety nie pamiętam tytułu ani autora), można było przeczytać, że po wygranej nie ma co oczekiwać na wspólny front. Czy np. frezer z jedynej, upadającej fabryki w miasteczku i redaktor naczelny GW mogli mieć jakieś wspólne cele, problemy, przemyślenia, plany?
Patrząc z perspektywy czasu: system się przewrócił i zmienił dość bezboleśnie (porównajmy Polskę z np. obecna rosją lub ówczesną Rumunią). Wszyscy ponieśli straty; dla mnie lata 90, zwłaszcza pierwsza połowa to był czas, kiedy z trudem utrzymywałem stabilność materialną. Dzisiaj mogę powiedzieć „miałem szczęście, czasem więcej szczęścia niż rozumu” i zastanawiać się jak można było coś zrobić lepiej.
@fieloryb
„Nawet jeśli z „Polityką” to tylko współpraca to i tak chyba miło się pisze w dobrym towarzystwie?”
Po prostu jako związkowiec jestem wyczulony na prawną definicję „pracy” i „współpracy”.
” frezer z jedynej, upadającej fabryki w miasteczku i redaktor naczelny GW mogli mieć jakieś wspólne cele, problemy, przemyślenia, plany”
Przypominam, że w Agorze było sporo stanowisk robotniczych – w drukarniach. I w słodkich czasach gdy „samo rosło”, Michnik pojawiał się wśród drukarzy, jako taki archetypalny „dobry pan”, autentycznie szczęśliwy że Daje Pracę. Bo był taki czas gdy naprawdę wydawało się, że Agora „daje dobrą pracę” w zasadzie każdemu. Tę rolę oni wszyscy bardzo lubili odgrywać, ale czuli się pogubieni po 2010, gdy się już po prostu nie dało.
@ Dobry pan co daje pracę
Jak zaczynałem dyrektorowanie w szkole byłem „kierownikiem zakładu pracy”, a potem , po zmianie w Kodeksie Pracy, zostałem łaskawcą-pracodawcą. Byłem wtedy nieco ukąszony balcerowiczowsko, ale ta zmiana od razu wydała mi się nielogiczna: kto komu dawał pracę?
@embercadero
„To jest największy fenomen polskiej transformacji, ludzie którzy mieli gęby pełne „bycia w solidarności” z dnia na dzień 5 czerwca 1989 roku zaczęli nienawidzić robotników i robić wszystko by dogodzić wyłącznie kapitalistom.”
Trochę upraszczasz (żeby ci pasowało do jednolitej narracji?). Po pierwsze – niektórzy, bo jednak losy dawnych liderów Solidarności potoczyły się po 1989 rozmaicie, jedni dołączyli do grona reganotaczerystów, inni przegięli w drugą stronę, a jeszcze inni zachowali resztki godności i rozumu człowieka, więc stopniowo znikali w cieniu, w politycznym niebycie. Po drugie, to się nie stało w nocy z 4 na 5 czerwca, bo cała końcówka lat 80. to były lata wstępnego gnicia/wstępnej fermentacji tego, co potem wypiliśmy, zaś cały początek lat 90 to był cykl wahnięć nastrojów i kierunków transformacji (przeciw Leszkowi Balcerowiczowi dwukrotnie toczyło się sejmowe postępowanie w sprawie odpowiedzialności konstytucyjnej, bo część posłów, także z ugrupowań solidarnościowych, uznawała, że wicepremier w rządzie Mazowieckiego przegina z antyrobotniczą polityką).
@Korba
„Wiedza i Życie, Świat Nauki i cały Projekt Pulsar (wątpię czy przynoszą im one jakieś zyski, zwłaszcza takie, które za sensowne uznałby korporacyjny CFO”
Oprócz tego są np. ” Pomocnik Historyczny”, „Niezbędnik Inteligenta” i pewnie kilka innych.
Dostęp do nich jest płatny. Skoro pojawiają się nowe artykuły i numery to jest to opłacalnie. Sama „Polityka” stała się dla mnie swoistą oznaczającą solidność.
@Pawel Gladki
„zastanowić nad systemem dotacji budżetowych dla prasy. Na „niewidzialną rękę wolnego rynku” raczej nie ma co liczyć…”
O ile mnie pamięć nie myli taki system funkcjonuje w Szwecji od lat. Zastanawiam się jak to jest ułożone, że nie służy on do utrzymywania na finansowej smyczy.
Proszę sobie wyobrazić taki system w Polsce: najpierw PiS obcina fundusze wszystkim poza swoim a potem wszyscy odbierają fundusze PiS. Pluralizm po całości.
Czy Gospodarz wie może przypadkiem jak to działa w Szwecji? Z jakiego powodu nie słychać o wojnie szwedzko-szwedzkiej w tej sprawie? Artykuł o tym chętnie poczytałbym w jakimś Dużym Formacie.
@fieloryb
„O ile mnie pamięć nie myli taki system funkcjonuje w Szwecji od lat. Zastanawiam się jak to jest ułożone, że nie służy on do utrzymywania na finansowej smyczy”
W wielu krajach udaje się wymyślić system, w którym decyzje podejmuje jakaś rada, której nie kształtuje tak po prostu większość parlamentarna. U nas to się udało bodajże tylko w przypadku PISF.
„Artykuł o tym chętnie poczytałbym w jakimś Dużym Formacie”
Ja już nie piszę artykułów, zwłaszcza do DF. Jest hasło w Wikipedii, ale widać, że autor się zatrzymał na Norwegii, sekcja o Szwecji „wymaga rozwinięcia”, innych państw nie przewidziano.
link to en.wikipedia.org
@dotacje do prasy w Szwecji
Gdyby to kogoś zainteresowało, szwedzka Wikipedia ma wpis na ten temat (lepiej użyć translacji w przeglądarce Edge, ale jest dość zrozumiały po użyciu translatora automatycznego Googla): link to sv-wikipedia-org.translate.goog
@fieloryb
„O ile mnie pamięć nie myli taki system funkcjonuje w Szwecji od lat. Zastanawiam się jak to jest ułożone, że nie służy on do utrzymywania na finansowej smyczy.”
Podobnie we Francji, i to w zasadzie od czasów Rewolucji 😉 a tak bardziej na serio i mniej-więcej we współczesnym kształcie od de Gaulla. Dotacje przyznawane są przez Ministerstwo Kultury i nie są to małe kwoty, w zeszłym roku rozdysponowano ponad 175 milionów euraczy. Z grubsza biorąc, na dotację składają się 3 czynniki: dotacja pluralistyczna, dla tytułów o charakterze polityczno-informacyjnym, ale o niskich przychodach z reklam i sprzedaży, jest górny limit, ile taka dotacja może wynieść (kilkaset tys. euraczy); dotacja dystrybucyjna, kwotowo największa i zależna od liczby sprzedanych egzemplarzy — dla dużych dzienników to są kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów euro rocznie; wreszcie dotacja pocztowa 😉 to są w zasadzie fistaszki, ale przyznawane za fizyczne dostarczanie papierowych gazet do czytelników.
Oczywiście we Francji też się ciągle kłócą o ten system, no ale mimo to jakoś funkcjonuje. Nie twierdzę, że należałoby go od razu 1-1 kopiować do nas, no ale może jest to jakiś punkt wyjścia do opracowania własnych pomysłów. Z PISF-em się udało, to może z prasą też się uda?
Z punktu widzenia szarego czytelnika dużo łatwiej jest znaleźć serwis / gazetę z dużymi artykułami na dobrym poziomie. To się udaje nie tylko Polityce – jest Tygodnik Powszechny, Kontakt, Krytyka Polityczna. Zresztą nawet w GW czasami zdarza się jakaś perełka.
Problemem jest serwis z krótkimi bieżącymi informacjami. I na tym polu GW radzi sobie słabo, miesza fakty z opiniami, zaniedbuje korektę. Ale nie bardzo widzę alternatywę, bo Onet wygląda jeszcze gorzej.
@embercadero „To jest największy fenomen polskiej transformacji, ludzie którzy mieli gęby pełne „bycia w solidarności” z dnia na dzień 5 czerwca 1989 roku zaczęli nienawidzić robotników i robić wszystko by dogodzić wyłącznie kapitalistom.”
Niedawno wpadła mi w ręce książka „Pęknięta Solidarność” Michała Siermińskiego. Ta niechęć opozycyjnej inteligencji do opozycji robotniczej zaczęła się dużo wcześniej i ukąszenie thatcherowsko – reaganowskie trafiło na dobrze przygotowany grunt.
A propos upadku biznesowego Agory
A to nie było trochę tak, zdaje się nawet dawniej Gospodarz o tym pisał, że oni te swoje nadwyżki z lat 1990s wydali po prostu na niemądre rzeczy, które okazały się jeszcze bardziej dołujące (np kino) niż tradycyjna gazeta? Bo nawet jeśli wejście na giełdę zabiło etos to zawsze jednak można było zainwestować coś co było dochodowe i przyszłościowe. Solorz do telewizji dokupił telekom a nie sieć kin i rodzina kwitnie do dziś i nawet ma z czego robić naszą lokalną Suckesje.
Sytuację w redakcji ciekawie podsumowuje artykuł w „Press” sprzed ponad pół roku (na temat wschodzącej gwiazdy „Wyborczej”, ale tak ogólnie chyba dobrze oddaje on panujący tam specyficzny, krindżowy klimat):
„Były dziennikarz „GW” stwierdza: – Każdego tygodnia dziennikarze i redaktorzy modlą się, żeby promowane przez niego [Michnika – przyp. red.] teksty Magdaleny Czyż i Marcina Matczaka przeszły niezauważone przez czytelników. Nie chcą, żeby gazeta była kojarzona z dziaderską wizją świata”
Szkoda że tak się to skończyło. Polecam przeczytać cały artykuł (gdyby ktoś chciał sobie posłuchać, jakie przeboje serwuje grająca na Titanicu orkiestra):
https://www.press.pl/tresc/86600,religiantka_-gdy-adam-michnik-wyklina-prawicowcow—–magdalena-czyz-sie-usmiecha
@mnf
„na temat wschodzącej gwiazdy „Wyborczej””
Chyba jednak zachodzącej. Peak wszechobecności tej pani na łamach był ze dwa lata temu.