Optimisticzieskaja dynamika

Czwartą rocznicę trzydniowej celebrowałem już na szrubsztaku, zapraszam także tutaj. Jak zwykle będzie to notka w formacie think tanku TTDKN – moje zgadywanki są równie dobre jak wasze.

Oczywiście, to smutne że w ogóle taka notka powstaje. Nie spełniły się nasze nadzieje na „Crimean Summer Beach Party”, teraz zresztą nie chciałbym tam plażować nawet po wojnie, bo to wszystko musi być potężnie skażone. Cztery lata temu jednak wielu analityków wróżyło szybki upadek Kijowa, a ja się spodziewałem upadku Charkowa – był zresztą w pełnym okrążeniu.

Przyznając więc z góry, że kiepska ze mnie Pytia, znów wyrażę nadzieję, że to się powinno skończyć w tym roku. Główne uzasadnienie mam takie, że od paru miesięcy rosyjskie media piszą o ichnim kryzysie gospodarczym.

To nowość. Dotąd to my snuliśmy nadzieje: że rubel spada, że brak benzyny, że dyskont na uralsie. Zawsze jednak Nabiulina, ten ich Hjalmar Schacht w spódnicy, potrafiła zrobić jakieś finansowe czary-mary.

Teraz to oni mówią o kryzysie. Od pewnego czasu wścieka się na ten temat Sołowiow. Oczywiście, nigdy nie mówi, że jest spowodowany przez wojnę. Wprawdzie wolno mu używać słowa „wojna”, ale używa go w przedziwnym kontekście: „czy ta Nabiulina nie rozumie, że musimy wygrać wojnę?”.

Jeśli szukać jakiegoś sensu w tych wywodach, Sołowiow zdaje się twierdzić, że przyczyną „technicznej recesji” są działania banku centralnego, który nieudolnie zwalcza inflację, schładzając gospodarkę. Że jest źle, to już przyznają wszyscy, od sasa do tassa.

W takim razie może widać światełko w tunelu? Wygląda na to, że ta wojna przypomina bardziej pierwszą niż drugą wojnę światową. Każda ofensywa albo jest nieudana, albo jest pyrrusowym zwycięstwem.

Państwa centralne do dnia kapitulacji kontrolowały kawał Europy. Powiedzmy – Brukselę. Nie wyzwolono jej w wyniku śmiałej kontrofensywy armii belgijskiej – po prostu państwa centralne się rozleciały, żołnierze dawali się rozbrajać cywilom, chcieli tylko wrócić do domu. Może podobnie będzie wyglądało wyzwolenie Donbasu?

Jak wiecie, rosyjska armia ma obecnie problem z łącznością. Wyłączono im Starlinki. Sieć buzuje od plotek, że jakoś to obejdą, ale nigdzie jeszcze nie znalazłem konkretu. Whitelista wydaje mi się rozwiązaniem nie do obejścia?

Na domiar dobrego wyłączają im też Telegram. Na razie jest spowolniony tak, że działają tylko wiadomości tekstowe. Sieć buzuje od plotek, że 1 kwietnia wyłączą go całkiem.
Rosjanie rozpaczają nad utratą „telegi” nawet bardziej niż nad starlinkami. Przeczytałem wiele wyjaśnień czemu ten serwis jest dla nich nie do zastąpienia – zależy im na zamkniętych grupowych czatach, podobno niezbędnych w sytuacjach typu „operator drona zobaczył kogoś w szarej strefie, więc pyta czy to ktoś z naszych”.

Zamknięte czaty są z kolei właśnie tym, czego nie chce dyktatura. Wygląda na to, że decyzję o wyłączeniu Telegrama już podjęto. Sieć buzuje od plotek (nadużywam tego pojęcia, prawda? no ale cóż począć, taki temat), że to wstęp może do kolejnej mobilizacji, a może do konfiskaty oszczędności, a może jednak do zawieszenia broni.

Ja się jak zwykle nie znam na gospodarce, ale wydaje mi się, że w warunkach „technicznej recesji”, każdy gwałtowny ruch typu „mobilizacja siły roboczej” / „wzrost podatków” / „zamrożenie kont” przesunie ją z technicznej w apokaliptyczną.

Jedno jest pewne. Nie sprawdziła się prognoza Niegdysiejszego Awala, że Rosja dochody z eksportu węglowodorów zastąpi czymś innym, osobliwie eksportem samochodów elektrycznych. Cztery lata temu korpomenedżmenty rosyjskich firm motoryzacyjnych mogły snuć takie plany, ale teraz już wszyscy mówią o „pesymistycznej dynamice”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

567 komentarzy

  1. @wo
    „Wygląda na to, że ta wojna przypomina bardziej pierwszą niż drugą wojnę światową. Każda ofensywa albo jest nieudana, albo jest pyrrusowym zwycięstwem”

    A z czasów współczenych – Pierwszą Wojnę w Zatoce, która trwała bite osiem lat, w której zginęło ponad milion ludzi (przy czym zdecydowana większość po stronie Iranu, od 1982 próbującego podbić militarnie wrogie terytorium) i gdzie potencjał walczących stron był mniej więcej porównywalny. I którą, owszem, rozpoczął Irak, ale gdzie Iran po jakimś czasie przejął inicjatywę i – mimo politycznej i ekonomicznej izolacji – uparcie konynuował wojnę, zalewając front coraz to nowymi falami rekrutów (wychodzili z założenia, że „ljudi u nas mnogo”, bo to Irak był państwem o dużo mniejszym potencjale ludnościowym, z mniej licznymi rezerwami, który zmuszony był oszczędxać krew na froncie). Irak otrzymywał za to potężną pomoc finansową z krajów Zatoki, za którą kupował broń (głównie radziecką oraz zachodnią) oraz wsparcie wywiadowcze państw zachodnich – podczas, gdy Iran toczył wojnę w warunkach prawie całkowitej izolacji (na czarnym rynku kupował głównie chiński szans, podobnie jak dziś Rosja płaci za północnokoreański badziew, oraz dostawał części zamienne do broni amerykańskiej w ramach tajnego porozumienia). Choć większość irańskich ofensyw na wrogim, silnie ufortyfikowanym terenie południowego Iraku czy górzystego irackiego Kurdystanu była nieudana, kraj ten latami przeciągał wojnę, seryjnie odrzucając propozycje pokoju czy zawieszenia broni. Taktyka „mięsnych szturmów” w warunkach technologicznej przewagi okopanego na swoim terytorium przeciwnika sprawdzała się jako-tako, dopóki w pewnym momencie nagle, skokowo nastąpił kolaps zarówno gospodarczy, jak i militarny, co poskutkowało natychmiastową zgodą reżimu na pokój (wycofanie wojsk irańskich do granic państwowych i rezygnację z reparacji wojennych). Po latach zaciętych walk kolaps ten był tak niespodziewany i dotkliwy a morale do tego stopnia poszło w dół, że nawet słaba i wyczerpana armia iracka (od 1982 zajęta głównie w obronie) miała realną szansę dojść do Teheranu. Ten kolaps jest dlatego dla mnie interesujący, ponieważ był skumulowany, cały domek z kart runął nagle i niespodziewanie, jakby spadł meteoryt. W pewnym momencie po prostu nie było już jak dłużej walczyć. Mówiąc językiem sportowym, obaj bokserzy zeszli z ringu, choć było już o krok od KO w ostatniej rundzie (ale zanim do tego doszło, Iran był w stanie – mimo olbrzymich strat i sypiącej się gospodarki – utrzymywać inicjatywę i przeciągać wojnę, wymyślając coraz to nowe ofensywy w nadziei na rychłe przełamanie frontu).

  2. @WO
    Od Sołowjowa lepszy jest Kałasznikow, przy nim zawsze można się pośmiać. Natomiast, jeśli na serio to Dmitrij Niekrasow dawał najlepsze prognozy, do tej pory zawsze się sprawdzały.

  3. > Czwartą rocznicę trzydniowej celebrowałem
    Lekko się nabrałem na tę licencję i aż musiałem się upewnić co do mej pamięci dat dziennych. Zwłaszcza że w owym dniu mają miejsce urodziny mojego kumpla.

  4. Też tak to widzę. W pewnym momencie po prostu skończą się pieniądze. Na wojnę, na podstawowe funkcje państwa, na wszystko. Coś tam Chiny wspierają, ale w końcu nie podołają. Już w Chakasji (górnictwo) władza przestała płacić urzędnikom. To się będzie rozszerzać. Waadza nie płaci, to my przestajemy przychodzić do roboty i jedziemy na działkę sadzić ziemniaki.

  5. Kolega od Ukraina:wojna, jak zwykle pesymistyczny, rzuca też wyjaśnienie odcięcia komunikacji jako przygotowanie do „deeskalacji przez eskalację”, czyli atak na NATO. Np. zaatakowanie Estonii albo Łotwy, by usiąść do negocjacji z nowymi kartami – wtedy mogliby zaproponować zamkniecie nowego frontu w zamian za lepsze warunki pokoju w Ukrainie.

  6. @Irak-Iran

    Iran wciąż próbował bo wiele razy rzeczywiscie był o krok od przełamania frontu. Stąd logika – spróbujmy jeszcze raz a tym razem już naprawdę się uda.

  7. @Koniec wojny
    Rosja musi osłabnąć prędzej czy później, ale to nie ma znaczenia. Ważne jest kiedy się ta wojna skończy i na jakich warunkach.
    Po działaniach amerykańskich administracji widać, że one – w przeciwieństwie do nas – nie są one zainteresowane porażką Rosjan. Po zakończeniu wojny być może wyciągną nawet do Federacji R. pomocną łapkę, bo tam ciągle panuje chyba przekonanie, że uda się Rosjan przeciągnąć na swoją stronę i grać nimi przeciw ChRL. To zadziałało doskonale w przypadku Japonii i Niemiec po WW2; nie zadziałało wprawdzie idealnie w Iraku, ale wystarcza, że się on Amerykanom do niczego nie wtrąca; a ostatnio udało się znów – z przekręceniem Wenezueli.
    Ogólnie, Ameryka cierpi na coś co można nazwać syndromem Muła – wierzy, że ma moc i narzędzia, aby długofalowo wpływać na agendę i strategię różnych krajów, czasem przekręcając wrogów w stronników – tak jak to potrafił Magnifico Giganticus.
    Najlepszym dowodem na to, że to jest syndrom i złudzenie są właśnie Chiny. Na początku lat 90. i 2000 Amerykanie byli przekonani, że mają pełną kontrolę na sytuacją, dają Chińczykom zarobić i wszyscy są happy. Ale bajka się skończyła, bo Chiny nazbyt urosły.
    Tymczasem amerykańska strategia pozostaje od wieków niezmienna: w Eurazji ma być równowaga sił, żeby dochodzące zza mórz i oceanów Stany, tak jak kiedyś Wielka Brytania, mogły pełnić rolę arbitra i języczka u wagi, i efekcie rządzić i dzielić.
    Pytanie brzmi: czy nam się w naszym grajdołku bardziej opłaca, żeby Rosja upadła już teraz, za Trumpa, czy jednak lepiej, żeby się to stało dopiero za trzy lata?

  8. @PZ
    atak na NATO

    Wiadomo że zagoniony do kąta szczur będzie atakował nawet dużo silniejszego przeciwnika, bo nie ma nic do stracenia i może Putin kalkuluje, że w razie czego lepiej będzie przegrać z NATO niż z jakąś tam Ukrainą co miała upaść w 3 dni, ale imho to się nie wydarzy. Nawet pomimo Trumpa w Białym Domu była by to szybka i bolesna dla Rosjan piłka. Oni ledwo nadążają z uzupełnieniem sił w Donbasie więc chyba najpierw musiałby ogłosić powszechną mobilizację. Chyba że spróbuje w jakimś ataku szału odpalić atomówkę licząc na to że zachód nie będzie miał odwagi odpowiedzieć symetrycznie i najwyżej będzie atakował konwencjonalnie a w tym czasie Rosja będzie straszyła że ma więcej takoch zabawek. Ale to już zupełne science fiction.

  9. @pz
    „Kolega od Ukraina:wojna”

    Co to właściwie jest, jakiś podkast na tiktoku?

    „atak na NATO. Np. zaatakowanie Estonii albo Łotwy, by usiąść do negocjacji z nowymi kartami – wtedy mogliby zaproponować zamkniecie nowego frontu w zamian za lepsze warunki pokoju w Ukrainie.

    Wydaje mi się to wszystko niemożliwe (proszę bardzo, przychodźcie się pośmiać). Otwarty atak na EU oznaczałby przede wszystkim że Europa wyjmie głowę z kiszki i zrobi te radykalne kroki, przed którymi dotąd się wzdraga – typu zamrożenie ruskiej kasy. To z kolei przyśpieszy gospodarczy kolaps Rosji, bo oni jednak ciągle liczą na jej odzyskanie i to ich trzyma przy życiu.

    I co Rosjanie mieliby dostać przy tym „stole negocjacyjnym”? Zgodę Ukrainy na wycofanie się bez walki z Chersonia, Zaporoża i Kramatorska? „Chłopaki, musicie się poświęcić dla Estonii”? Nawet gdyby Zełenski coś takiego podpisał (w co już nie wierzę), to przecież nie zatwierdziłaby tego Rada, żołnierze odmówiliby wykonywania rozkazów, ludność cywilna nie czekałaby na Rosjan z kwiatami.

  10. @sj
    „Od Sołowjowa lepszy jest Kałasznikow, przy nim zawsze można się pośmiać”

    Tak jak wszyscy „wściekli patrioci” od Girkina, jest on oczywiście kopalnią treści typu „koniec Rosji już bliski”. Od lat Girkin jest pod tym wzgledem większym optymistą od nas. Ale oni są jednak jakąś tam opozycją i ledwo tolerowanym marginesem, natomiast Sołowiow to prime time kanału jeden, oficjalny głos Kremla. Więc jeśli Kreml już widzi kryzys i obwinia o to Nabiuliną (pewnie już gdzieś tam piszą nekrolog, że doszło do tragicznego wypadnięcia przez okno w przyszłym tygodniu), to jest nowość. A zrzędzenia girkinowców nie.

  11. @mb
    „Pytanie brzmi: czy nam się w naszym grajdołku bardziej opłaca, żeby Rosja upadła już teraz, za Trumpa, czy jednak lepiej, żeby się to stało dopiero za trzy lata?”

    Ja nie rozumuję w taki sposób. „Opłaca nam się” żeby nasi przyjaciele w Ukrainie przestali cierpieć. Chyba że ty tam żadnych nie masz, to się wstydź.

  12. @Cpt. Havermeyer

    Tylko czy mówimy tu o wojnie z NATO? Jedynym realnym scenariuszem byłoby pewnie zajęcie jakiegoś regionu w krajach bałtyckich (jeśli nic się nie zmieniło, to doktryna NATO nie zakłada ich obrony, tylko odbicie po dotarci sojuszników) i wtedy przystąpienie do negocjacji. Czyli metoda faktów dokonanych – to, co nie udało się w Ukrainie cztery lata temu. Dodatkowo, Putin może liczyć, że obecnie NATO będzie niezdolne do skoordynowanej reakcji.

  13. @wo
    „Co to właściwie jest, jakiś podkast na tiktoku?”

    Blogger na substacku/fb. Jestem praktycznie pewien, że sam się tam udzielałeś w komentarzach jakiś czas temu.

    „I co Rosjanie mieliby dostać przy tym „stole negocjacyjnym”? Zgodę Ukrainy na wycofanie się bez walki z Chersonia, Zaporoża i Kramatorska? ”

    Rozumiem, że wycofanie Europy ze wspierania Ukrainy. Tzn., żeby nie tylko USA naciskały na Zełenskiego, ale też UE.

  14. Ważne pytanie to czy Rosja jest w stanie wycofać się z wojny bez zmiany reżimu, bo jeśli nie, to Putin będzie przecież cisnął ile wlezie, kryzys czy nie kryzys. Ostatecznie Rosja może też zatrzymać działania ofensywne i tak pociągnąć jeszcze miesiąc albo trzy lata dłużej.

  15. @WO
    „Opłaca nam się” żeby nasi przyjaciele w Ukrainie przestali cierpieć.”
    To bez dwóch zdań. Problem w tym, że myśmy w Polsce nie przestali cierpieć w 1945, a wynikało to właśnie ze sposobu w jaki alianci zakończyli nam wojnę.
    Po drugie, ja bym się nie wypowiadał za Ukraińców – to jest ich cierpienie i ich decyzja. Mówi się przecież o referendum na Ukrainie, w którym naród miałby się wypowiedzieć, czy chce dalej walczyć i cierpieć, czy oddać Donbas Putinowi i mieć pokój, albo przynajmniej zawiesznie broni.
    Ukraińcy z klasy pracującej, których spotykam w Polsce czy w Niemczech są zgodni, że Moskal to wróg; raz było mi wstyd, bo chciałem się z jedną babką dogadać po rosyjsku (ukraińskiego nie znam, ona nie znała angielskiego ani niemieckiego), a ona mnie skarciła, że brzydzi sie w tym języku rozmawiać. Ale niedawno rozmawiałem też z babką, której brat walczy dalej, ale ona wyjechała z Odessy z dzieciakiem do Polski, bo ma stres pourazowy. Ona uważa, że obecnym prezydentem będzie tam tylko coraz gorzej.
    Po trzecie, od sposobu w jaki Rosja wyjdzie z tej wojny, zależy też przecież jak wyjdzie z niej Ukraina, i czy zaraz nie będzie wojny następnej.

  16. Pytanie co będzie po midtermsach w Stanach. Jeśli jakieś druzgoczące zwycięstwo Demokratów, to na moje Putin może uznać, że to ostatni moment żeby coś odstawić na Łotwie, czy w okolicy. Pytanie czy jest tak szalony czy nie.

  17. @pz
    „Blogger na substacku/fb. Jestem praktycznie pewien, że sam się tam udzielałeś w komentarzach jakiś czas temu.”

    No to pan jednak trochę wyolbrzymił jego słowa, dlatego myślałem że chodzi o kogoś innego. Przede wszystkim on to relacjonował jako coś o czym mówią „zachodni specjaliści” (co dla mnie już oznacza „rojenia bandy kretynów”). On sam tego nie prezentuje jako coś co sam traktuje serio, tylko po prostu jego blog jest od lat agregatorem zasłyszanych plotek.

    „Rozumiem, że wycofanie Europy ze wspierania Ukrainy. Tzn., żeby nie tylko USA naciskały na Zełenskiego, ale też UE.”

    W pierwszych dniach wojny Niemcy wysłali hełmy, a Ukraińcy walczyli z tym co mieli. Nie oddadzą Rosjanom Chersonia z powodu „wycofania z wspierania” (zresztą to byłby chyba jakiś rozpad UE, bo ja liczę na to, że Polska by się nie wycofała).

  18. @jgl
    „Ważne pytanie to czy Rosja jest w stanie wycofać się z wojny bez zmiany reżimu”

    Tu chyba możemy odpowiedzieć „hard no”. Nawet gdyby Putin się zgodził na pokój, to i tak wy wyleciał przez okno.

    @kmat
    „Pytanie co będzie po midtermsach w Stanach. Jeśli jakieś druzgoczące zwycięstwo Demokratów, to na moje Putin może uznać, że to ostatni moment żeby coś odstawić na Łotwie,”

    Stąd fruwające w ploteczkach, głownie wśród bandy kretynów na Zachodzie skądinąd, jakieś kalendarze, że Zełeński w rocznicę (czyli jutro) miałby ogłosić nowe wybory, żeby były w kwietniu, a pokój w czerwcu, bo to już ostatnia okazja żeby Trump zabłysnął. Ten kalendarz już jest chyba nieaktualny, bo Zełeński raczej jutro tego nie ogłosi. No ale zapraszam komentatorów z przyszłości, śmiejcie się, śmiejcie.

  19. @mb
    ” Mówi się przecież o referendum na Ukrainie, w którym naród miałby się wypowiedzieć,”

    Mówi tak wyłącznie banda kretynów na Zachodzie. Przywołuję kolegę do porządku, proszę nie brnąć bo wytnę.

  20. Atak na pribałtykę (nie mówię o drobnej dywersji) to jednak byłoby totalne szaleństwo. Przecież Putin może i zgromadziłby trochę nadmiarowego luda, ale za cholerę nie ma nadmiarowego sprzętu. Nawet przy minimalnej odpowiedzi NATO po kilku dniach nie miałby po tej stronie Uralu niczego latającego większego od Mavica ani floty na Bałtyku. Niee, to by było kompletne szaleństwo, on nie jest szalony. Na pewno planuje taki atak ale najpierw musi skończyć z jakim takim sukcesem na Ukrainie i odbudować zasoby.

  21. @cpt
    „Chyba że spróbuje w jakimś ataku szału odpalić atomówkę licząc na to że zachód nie będzie miał odwagi odpowiedzieć symetrycznie”

    Poprawcie mnie, ale ja wierzę w potęgę odpowiedzi asymetrycznej. Opieram swoje przekonanie na tym, że przez ostatnie 50 lat lotnictwo „sdiełano w CCCP” zawsze przegrywało z Madeinusa. Choćby we wspomnianej wojnie Iran-Irak, zdezelowane, nieserwisowane poprawnie amerykańskie samoloty były lepsze od irackich Krapojanów-Krapewiczów, nówki sztuki, Iwan płakał jak wspomagał.

    Więc wydaje mi się, że pierwszego dnia od użycia przez Rosję atomówki, Rosja traci wszystkie silosy, lotniska, łodzie podwodne i lotnictwo wszelkiego typu, w tym cywilne, co definitywnie dobija gospodarkę. Plus Ukraina może wreszcie odetchnąć, bo między Władywostokiem a Bugiem mamy „no fly zone”. Czy przeceniam zachodnie lotnictwo? Nie wiem, zapraszam wielbicieli rapierów.

  22. @wo
    „Tu chyba możemy odpowiedzieć „hard no””

    W takim razie #wieszczę jeszcze wiele lat konfliktu, bo nie ma w Rosji oddolnej opozycji mogącej wykombinować przewrót, a do pałacowego zamachu stanu ze strony jakiejś frakcji pokojowej chyba też daleko?

  23. @Wo
    „Choćby we wspomnianej wojnie Iran-Irak, zdezelowane, nieserwisowane poprawnie amerykańskie samoloty były lepsze od irackich Krapojanów-Krapewiczów”

    O ile nie liczyć wojny koreańskiej, wojny w Wietnamie i wojen indyjsko-pakistańskich…

  24. @jgl
    Wiesz pan jak to z nimi jest, Rasputin wydawał się nie do ruszenia – dopóki, jak to ujął Wieszcz, „some men of higher standing / set a trap – they’re not to blame / come to visit us / they kept demanding / and he really came”.

  25. @jgl
    „O ile nie liczyć wojny koreańskiej, wojny w Wietnamie i wojen indyjsko-pakistańskich…”

    I dlatego właśnie zostawię pana w cenzurze prewencyjnej. Wyraźnie zaznaczyłem, cytuję, „w ciągu ostatnich 50 lat”, koniec cytatu.

  26. @embercadero
    Jakby Putin jakoś głębiej kontaktował z rzeczywistością, toby SOW nie zaczął. Od początku wojny widać, jak oni tam tworzą jakieś bzdurne narracje, a potem zaczynają w nie wierzyć. Że Ukraina w trzy dni upadnie, że Zachód w ramach protestu będzie bazgrał kredkami po chodniku, że bez rosyjskiego gazu Europa zamarznie w zimie..
    Do tego – z punktu widzenia interesów Rosji oczywiście atak na NATO byłby tragicznym błędem. Ale interes Rosji jest tu nieistotny. Istotny jest interes Putina, czyli co zrobić, żeby nie wypaść z okna.

    @wo
    Przede wszystkim to nikt przytomny już nie tworzy jakichś dalekosiężnych planów w oparciu o Trumpa. Wiadoma reakcja Fico była wielce wymowna. A po tym, jak własnymi ręcyma obsadzony SCOTUS uwalił Trumpowi cła nie ma już żadnych złudzeń. Wszyscy już tylko kombinują jakby te trzy lata przeczekać (a może krócej).

  27. @Marco Bollocks
    „Problem w tym, że myśmy w Polsce nie przestali cierpieć w 1945, a wynikało to właśnie ze sposobu w jaki alianci zakończyli nam wojnę.”

    Dzień przed wejściem Rosjan w styczniu 1945 w moim mieście Niemcy zabili 79 ludzi, spędzili ich do kamienicy, najpierw do nich strzelali, a potem kamienicę podpalili, kto nie umarł od kuli, ten spłonął żywcem. Cały okres stalinowski 1945-1956 nie pochłonął w mieście tylu ofiar.
    Mam nadzieję, że nie sugerujesz, że lepiej by było, gdyby Armia Czerwona wtedy nie weszła, a mieszkańcy miasta poczekali na lepszą koniunkturę polityczną, np. na śmierć Stalina.

  28. @vvaz
    „Iran wciąż próbował bo wiele razy rzeczywiscie był o krok od przełamania frontu. Stąd logika – spróbujmy jeszcze raz a tym razem już naprawdę się uda”

    W ’82 tak, może w ’83. Później te ofensywy nie miały już żadnego sensu. (BTW – Irak wydawał w latach 80-tych rocznie ok. 45% PKB na wojnę, przy ok. 6-7% po drugiej stronie).

    @wo
    „zdezelowane, nieserwisowane poprawnie amerykańskie samoloty były lepsze od irackich Krapojanów-Krapewiczów, nówki sztuki”

    Z tego co czytałem, liczył się głównie tzw. „czynnik ludzki”, czyli doświadczenie i koordynacja załóg.

  29. @pz
    Putin może liczyć, że obecnie NATO będzie niezdolne do skoordynowanej reakcji.

    Polecam przeczytać w Guardianie ten artykuł jak CIA i MI6 znało plany inwazji już w październiku 2021. Putin liczył na 3 dniową operację specjalną ale nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał w to uwierzyć Amerykanom i Brytyjczykom. Polski wywiad np. uważał że te wojska w Białorusi to najwyżej jakiś false flag żeby odwrócić uwagę od dużej ofensywy w Donbasie, ale że Kijów i zajęcie całej Ukrainy? Przecież to absurd. Więc sobie Władimir Władimirowicz może różne rzeczy roić, ale rzeczywistość zwykła w takich momentach robić hard blacha w czoło.

    @wo
    wierzę w potęgę odpowiedzi asymetrycznej.

    Nawet taki dyletant jak ja kojarzy że standardowa doktryna NATO to SEAD/DEAD i bombardowania strategicze, a potem wszystko inne w zależności od potrzeb, więc tak, pewnie byłby to szybki konflikt, szczególnie że Rosjanie skutecznie się wykrwawili ze sprzętu latającego przez te 4 lata. Ale jeszcze przyszedł mi do głowy scenariusz typu umiarkowany w skali atak dronowy na Tallin, Rygę albo Wilno i pytanie jak w takiej sytuacji zareagowałoby NATO, czy byłaby to natychmiastowa reakcja, czy jednak dyplomacje, negocjacje i jakiś pojedynczy atak w odpowiedzi, coś jak US-Iran w zeszłym roku. Może o to chodzi @Paweł Ziarko? Wydaje mi się jednak że małe są szanse na jakieś putinowskie Ardeny. Front w Donbasie jest w zasadzie statyczny, zima za chwilę się skończy, więc presja na ukraińską energetykę będzie przynosiła mniejsze efekty, Chiny spokojnie czekają aż Rosja się wykrwawi żeby wasalizować powojenną ruinę, pokojowy cyrk Trumpa będzie sobie trwał w najlepsze pozwalając za darmo sączyć rosyjską narrację, Putinowi pozostaje trwać w tym klinczu licząc że Ukraina w końcu pęknie, zamiast ryzykować exitus poprzedzony solidnym łomotem.
    Prawda jest też taka, że hybrydowa wojna przynosi rezultaty i takie postacie jak Nałroki czy Braun, pompujące antyukraińskie narracje i grające na rozłam w unii w końcu mogą wydrążyć tę skałę i odciąć Ukrainie kurek z ojro. Orban właśnie blokuje kolejne sankcje żeby godnie uczcić rocznicę inwazji.

  30. @mnf
    „Z tego co czytałem, liczył się głównie tzw. „czynnik ludzki”, czyli doświadczenie i koordynacja załóg”

    Porażki wszystkich rosyjskich samolotów tłumaczono w ten sposób, ale po pierwsze to jednak dziwne, że tak jakoś zawsze je kupowały kraje ze złym czynnikiem ludzkim, a jeszcze dziwniejsze że przecież lotnictwo Iranu było jeszcze bardziej niedoświadczone i nieskoordynowane po rewolucji. Przecież odtwarzali je prawie od zera, bo ludzie szacha albo uciekli albo ich zabito.

  31. @wo & samoloty:
    Z tego co wiem, przynajmniej od pewnego czasu, ZSRR produkował samoloty w trzech konfiguracjach: dla siebie, dla sojuszników z UW, dla innych odbiorców. I każda następna kategoria oznaczała gorsze wyposażenie.

    Z czego, oczywiście, bym nie wnioskował, że wygra wojnę powietrzną. Zresztą chyba czasy po zimnej wojnie, gdy zewnętrzni odbiorcy życzyli sobie zachodnią awionikę, o tym świadczy.

    @embercadero & atak na państwa bałtyckie:
    Rok 2022 pokazał brak racjonalności Putina. Wiem, że są tacy, którzy przypuszczają, że był jakiś element planu (czyli zamach w Ukrainie), który nie wyszedł, ale jednak, nawet z zamachem to koszty wielokrotnie przekraczałoby zyski. Teraz więc niczego nie wykluczam.

    Co do tego, na co Rosja mogłaby liczyć: wojska dronowe. Ma tu nowe doświadczenie, którym może wyprzedzać Zachód. Nie tyle w jakości, co w umiejętności wykorzystania i skali. To nie wystarczy na klasyczne zwycięstwo w wojnie (słaba marynarka, słabe lotnictwo — nawet bez strat w Ukrainie to bardzo złe rokowania), ale może uczynić odbijanie państw bałtyckich, lub handel na Bałtyku, bardzo kosztownym i krwawym. I tu już wystarczy liczyć na piątą kolumnę na Zachodzie, którą przecież pompuje od lat, jeśli nie dekad.

  32. @pak
    „Z tego co wiem, przynajmniej od pewnego czasu, ZSRR produkował samoloty w trzech konfiguracjach: dla siebie, dla sojuszników z UW, dla innych odbiorców. I każda następna kategoria oznaczała gorsze wyposażenie.”

    Amerykanie robią tak samo, a jednak po prostu jeszcze od 50 lat nie było tak, żeby rosyjski samolot „w wersji dla ciapatych” wygrał z amerykańskim „w wersji dla ciapatych”.

  33. @cpt
    ” Może o to chodzi @Paweł Ziarko? ”

    On pokręcił dwie rzeczy. „Eskalacja dla deeskalacji” to wymyślony na Zachodzie mit, że Rosja mogłaby odpalić małą atomówkę jako odpowiednik strzału w powietrze, „back off”. Głowny argument to że ćwiczono taki manewr w latach 90. (przed Putinem). Wydaje mi się to idiotyczne z wielu powodów, po pierwsze, Putin tak nie działa (nigdy nie robi „strzałów ostrzegawczych”), po drugie, nie życzą sobie tego Chiny, Indie itd., po trzecie, ja nie wierzę że oni mają atomówki w zdolności bojowej. Skończy się blamażem typu „eksplozja przy starcie” (jeśli w ogóle).

    Kolega PZ zrobił z tego coś w stylu „nagle zajmują kawałek Łotwy”. Ale czym? Oddziałem pancernym, nie wiadomo jakim nie wiadomo skąd, który nie wiadomo jak miałby się przedostać niezauważony? Czy tak jak Krym w 2014, tysiącem bandziorów w nieoznakowanych mundurach? Ten drugi scenariusz to był „numer na raz”, w dodatku „na kraj bez armii”, teraz ten tysiąc po prostu będzie wytłuczony do nogi choćby z dronów. Ukraina chętnie przyśle dziesięciu specjalistów z Azova, tak jak na te manerwy na których rozbili dwa bataliony NATO.

  34. @wo
    „Przecież odtwarzali je prawie od zera, bo ludzie szacha albo uciekli albo ich zabito”

    Właśnie w początkowym okresie wojny lotnictwo irańskie było zupełnie krapowe – dopóki reżim nie zaczął w desperacji ściągać na gwałt do kraju doświadczonych pilotów (szkolonych za szacha na tych konkretnie maszynach), oferując im amnestię i górę forsy w zamian za powrót do słuźby (coś jak paniczne wypuszczanie w ’41 z łagrów tych oficerów, którzy przeżyli stalinowskie czystki). Nawiasem mówiąc, druga strona też była z początku słabo wyszkolona na tych ich Migach i Mirażach – na początku wojny obie strony miały z tym problem (reżim w Bagdadzie przecież zupełnie nie był przygotowany na długą wojnę: wywiad iracki fałszował i podkręcał raporty, optymistycznie zakładano więc krótką, dwutygodniową kampanię, przywitanie wojsk interwencyjnych kwiatami i zajęcie terenów naftowych u osłabionego sąsiada).

  35. @MB:

    „To bez dwóch zdań. Problem w tym, że myśmy w Polsce nie przestali cierpieć w 1945, a wynikało to właśnie ze sposobu w jaki alianci zakończyli nam wojnę.
    Po drugie, ja bym się nie wypowiadał za Ukraińców – to jest ich cierpienie i ich decyzja. Mówi się przecież o referendum na Ukrainie, w którym naród miałby się wypowiedzieć, czy chce dalej walczyć i cierpieć, czy oddać Donbas Putinowi i mieć pokój, albo przynajmniej zawiesznie broni.”

    Ani w 1945 roku przyszłe NATO nie miało jak wydębić od ZSRR wycofania z Polski (wytargowali ile się dało – czyli wycofanie z Norwegii, Iranu i po czasie z Austrii za wycofanie się Pilzna i przyszłego NRD), ani nie jest możliwe przeprowadzenie w warunkach wojny referendum/wyborów. Nie da się i tyle.

    @jgl

    „W takim razie #wieszczę jeszcze wiele lat konfliktu, bo nie ma w Rosji oddolnej opozycji mogącej wykombinować przewrót, a do pałacowego zamachu stanu ze strony jakiejś frakcji pokojowej chyba też daleko?”

    Wydaje mi się, że założenie że Rosja na finał wojny nie wpadnie w kolejny okres „ciekawych rozdziałów historii” jest wyrazem nadmiernego optymizmu. Kadry wojskowe zmasakrowane, zasoby sprzętu przetrzebione, kolejne instalacje przemysłu petrochemicznego idą w niebo czarnym całunem dymu, gospodarka klęka i nie ma wielkiej perspektywy na zahamowanie tego.

    Finał wojny będzie taki, że Rosja zdekomponuje się (przez co rozumiem: utraci monopol na stosowanie przemocy na własnym terytorium) w sposób gwałtowny. JA to traktuję jako sylogizm, skoro mamy takie warunki brzegowe:

    – nie istnieje ani mechanizm sukcesji w obecnym układzie politycznym Rosji,
    – obecny układ nie może zakończyć wojny bez samodestrukcji,
    – nie istnieje możliwość jego wymiany na inny, alternatywny układ polityczny w sposób płynny,
    – czas ewidentnie gra na niekorzyść Rosji.

  36. @pak
    „Rok 2022 pokazał brak racjonalności Putina. Wiem, że są tacy, którzy przypuszczają, że był jakiś element planu (czyli zamach w Ukrainie), który nie wyszedł, ale jednak, nawet z zamachem to koszty wielokrotnie przekraczałoby zyski. ”

    Dlaczego? Gdyby się to udało zgodnie z planem (który poznaliśmy z tej depeszy TASS, która się ukazała przez pomyłkę, a miała w weekend podsumować trzydniowy sukces), zyskaliby spore państwo praktycznie bez walki, rozwiązując tym np. swój problem kryzysu demograficznego. A Putin by przeszedł do historii jako kolejny Piotr Wielki.

  37. @Ergonauta
    „Mam nadzieję, że nie sugerujesz, że lepiej by było, gdyby Armia Czerwona wtedy nie weszła, a mieszkańcy miasta poczekali na lepszą koniunkturę polityczną, np. na śmierć Stalina.”
    W moim mieście zginęło 300 tys. ludzi. Wymordowali ich Niemcy, bo Rosjanie w tym czasie stali z bronią u nogi.
    Wybór w 1945 nie był pomiędzy Niemcami a Ruskimi. Wiadomo już było, że Niemcy przegrywają. Pytanie brzmiało, kto będzie nami rządził: swoi czy obcy?
    Ukraina od 2022 roku ma szczęśliwie ten problem za sobą, ale dopóki w Rosji system polityczny nie ulegnie zmianie, cień raszyzmu będzie nad nią wisiał, trochę tak jak nad PRL-em wisiał cień ZSRR, and Korea Południową nadal wisi cień Północnej. Problem polega na tym, jak daleko będzie ten cień sięgał. Ja bym życzył ukraińcom, żeby go w ogóle nie było, ale realizm mi każe w to wątpić.

  38. @Marco Bollocks
    „Wymordowali ich Niemcy, bo Rosjanie w tym czasie stali z bronią u nogi.”

    Jednak w tak ważnej sprawie nie mylmy spójników. Nie „bo”, tylko „a”. A w tym czasie Rosjanie…
    Niemcy nie dlatego mordowali, że Rosjanie coś tam.
    Gdyby Rosjanie byli jeszcze 500 km na wschód, powstanie warszawskie byłoby stłumione tak samo krwawo.

    @”Pytanie brzmiało, kto będzie nami rządził: swoi czy obcy?”

    No, chyba w 1945 to już było wiadomo, że obcy. I że na szczęście już nie hitlerowcy Niemcy.

  39. @mb
    „Ukraina od 2022 roku ma szczęśliwie ten problem za sobą, ale dopóki w Rosji system polityczny nie ulegnie zmianie, cień raszyzmu będzie nad nią wisiał, trochę tak jak nad PRL-em wisiał cień ZSRR,”

    Twoja analogia jest bez sensu, PRL był marionetkową władzą ZSRR, Ukraina zachowuje niezależność. Tak instruktażowo – na przykład ten komentarz zasługuje tylko na wycięcie. Jasne że cień Rosji zawsze będzie wisiał nad Ukrainą, nad nami zresztą też, ale zupełnie (nawet nie trochę) NIE tak jak nad PRL. Nie kontynuuj, bardzo uprzejmie proszę.

  40. @wo:
    Bo jednak po brutalnej wojnie. Sankcje by spadły, nawet bez udanej ukraińskiej obrony. Mniejsze niż przy oporze Ukrainy, z łatwiejszym powrotem do BAU, ale jednak. Tymczasem Rosja już sobie nie radziła dobrze z sankcjami z 2014, po których przestała się rozwijać.

  41. @wo
    „moje zgadywanki są równie dobre jak wasze”

    Skoro Gospodarz zachęca tutaj do snucia kasandrycznych wizji, to czemu nie (naturalnie chciałbym się mylić, ale musimy rozpatrywać najbardziej koszmarne scenariusze). Otóz jedyną szansą dla osłabionej, ale agresywnej Rosji jest rozbicie zachodu na kawałki i (w przyszłości) pożarcie tych kawałków po kolei, jeden po drugim. I tu mam złe przeczucia: dziś Rosja co prawda przegrywa militarnie, ale za to politycznie zjada nas na śniadanie (stąd sukcesy tych wszystkich AfD – nie przypadkiem ugrupowania te są, nazwijmy to delikatnie, ukrainosceptyczne). Pompowanie tego rodzaju oszołomstwa to gra na rozbicie Unii (w perspektywie również i NATO) i skłócenie wszystkich że wszystkimi. I tu Rosja ma silnego sojusznika, którym są rządzone (być może już niedługo) przez J. D. Vance’a Stany Zjednoczone, również nienawidządze 'eurokołchozu’, do tego Trump coś wspominał o wyjściu USA z sojuszy obronnych (on sam raczej tego nie zrobi, ale jego następca już tak; pamiętajmy, że obowiązki głowy państwa może w każdej chwili przejąć wiceprezydent – i wtedy mamy przechlapane).

    Dalej: jeśli im się uda rozbić jedność zachodu, to skorumpowana Rosja nowej broni oczywiście nie wyprodukuje, bo to Rosja – ale może ją kupić od Chin w olbrzymiej ilości, np. wyprzedając srebra rodowe (jakiś kawałek Syberii, sporne terytoria) w zamian za uzbrojenie. Taki deal byłby dla Chin kuszący, już oni staną na głowie, żeby wyprodukować dla Rosji całe góry broni.

    Jedyna szansa dla nas na dzień dziesiejszy to utrzymanie jedności zachodu, totalny kolaps Rosji, chaos, wielka smuta i powrót tego państwa do lat dziewięćdziesiątych – dopiero wtedy ona zajmie się sama sobą, a nie podbojami. No i drugim warunkiem koniecznym jest pozytywny rezultat wyborów w USA, ale na to szanse są coraz mniejsze, już za dużo jadu wsączono w media społecznościowe (już Muski, Thiele i Zuckerbergi zadbają o wzmocnienie MAGA i dalsze przesuwanie Stanów na prawo).

  42. Przecież przez te pierwsze kilka dni to wszystko było dosłownie na włosku. Bitwa o Hostomel mogła się zakończyć w obie strony, a mając lotnisko Rosjanie mieliby wszelkie szanse by zająć Kijów i zainstalować tam swoją marionetkę. Zachód trochę by pomarudził, ale nie miałby specjalnego wyboru i musiałby status quo zaakceptować.

    Nieracjonalne było trwanie w tej wojnie, gdy można było skeszować korzyści (otwartą drogę na Krym choćby). Chociaż nie dziwię się moskiewskiej GTW, że myślała że front ukraiński posypie się szybciej niż rosyjska gospodarka, sam w sumie tak myślałem.

  43. @wo
    ja nie wierzę że oni mają atomówki w zdolności bojowej. Skończy się blamażem typu „eksplozja przy starcie” (jeśli w ogóle).

    Też tak podejrzewam, zawżywszy na korupcję tego systemu, ale wydaje mi się że środki przenoszenia jeszcze jakeś mają, jeśli nie balistyki to chociażby z tych paru Tu-95 co im zostały mogą odpalić kilka Ch-55 (jeśli jakieś jeszcze mają), chociaż najprawdopodobniej NATO by je zestrzeliło zanim by weszły w jego przestrzeń powietrzną bo to zwykły cruise. Tak czy inaczej to nie musi przecież być Car-bomba, parę mniejszych głowic też może odpalić panikę nawet jeśli zostaną zestrzelone i skażą jakieś pole albo i kawalek lasu. To kompletnie nie ma sensu, ale w głowie Putina dzieją się dziwne rzeczy więc kto wie.

  44. Z doskoku, bo mnie strasznie irytują bzdury, które tutaj niektórzy komcionauci produkują:

    @airborell:
    „Przecież przez te pierwsze kilka dni to wszystko było dosłownie na włosku. Bitwa o Hostomel mogła się zakończyć w obie strony, a mając lotnisko Rosjanie mieliby wszelkie szanse by zająć Kijów i zainstalować tam swoją marionetkę.”

    Przecież to bzdura, którą już tutaj (zdaje się, że z kolegą MM) prostowaliśmy. To by się udało jedynie wtedy, kiedy nikt w Kijowie nie stawiał oporu.

    @Marco:
    „W moim mieście zginęło 300 tys. ludzi. Wymordowali ich Niemcy, bo Rosjanie w tym czasie stali z bronią u nogi.”

    I kolejna bzdura do prostowania. Nie stali z bronią u nogi, tylko podciągali zaopatrzenie i odtwarzali potencjał, bo byli kompletnie wyczerpanii po Bagrationie (przeszli ponad 600 km, stracili 700k ludzi, 3k czołgów). A, jeszcze udało im się rzutem na taśmę opanować przyczółek Warecko-Magnuszewski i Sandomiersko-Baranowski. Ba, gdyby nie te walki, to Niemcy stłumili by powstanie regularnymi jednostkami, a nie policyjnymi jeszcze szybciej.

    @lotnictwo, drony i okolice
    Pomijając już przewagę NATO w temacie liczebności sił lotniczych i nowoczesności samolotów to po prostu Rosjanie nie potrafią (i nie ćwiczą) ogarnąć żadnej sensownej koordynacji swojego lotnictwa. Nawet na początku wojny mieli problemy żeby skoordynować działanie 3-4 par samolotów – gdzie im tam do NATO.
    Tak samo drony – Rosjanie używają dronów nie dlatego, że są takie super, tylko dlatego, że nie mają nic innego – bo kiepsko u nich z artylerią i lotnictwem. Tak wiem, zaraz ktoś wróci do wątku pt. 10 specjalistów z Azowa rozwaliło dwa bataliony NATO. Mało kto sobie zada jednak trud przeczytania założeń tego konkretnego ćwiczenia. Po pierwsze to nie były normalne bataliony (chyba nawet nie miały pełnej liczebności) tylko coś w rodzaju WOT. Po drugie, tych Azowców wspierało zdaje się kilkuset żołnieży Estońskich sił specjalnych. Dodatkowo oddziałom NATO nie wolno było używać WRE i maskowania, a także musieli się poruszać po wyznaczonym terenie (gęste lasy, skąpa sieć dróg). A, i jeszcze przyjęto założenie, że każdy atak drona (zrzucenie ładunku ćwiczebnego) to wyeliminowany pojazd. No ale po co to wspominam – Rosja, nawet gdyby sobie chciała rozszerzyć konflikt na jakiegoś członka NATO to została by dość szybko zgruzowana. I żadne drony i cyrkony by im nie pomogły.

  45. @ Ku pokrzepieniu
    Wschodnia flanka Nato / UE to ca 90 mln ludzi. Jakby co damy radę.

    Wolski ostatnio przypomniał incydent dronowy i rakietę, co spadła na dom przy granicy. Trochę w stylu „wiem, ale nie mogę powiedzieć” zasugerował, że sprawa była dużo poważniejsza niż pokazali w mediach. W akcji wzięły udział myśliwce nasze i holenderskie, pod naszym dowództwem, ale uruchomiono też procedury natowskie i na pomoc wystartowały samoloty z kilku innych krajów, w tym niemieckie Eurofightery i … węgierskie Grippeny. Ostatecznie się nie były potrzebne, ale Putin testował natowski system, a ten zadziałał. Pogłoski o śmierci Nato są jednak przedwczesne.

    @ A w Rosji
    Zet patrioci się burzą (1:40)
    Akcja werbunkowa trwa: na billboardach (2:50), w cerkwii (3:55) i szkołach (5:30), podobno z marnym skutkiem.
    link to youtube.com

  46. @carstein
    „Przecież to bzdura, którą już tutaj (zdaje się, że z kolegą MM) prostowaliśmy. To by się udało jedynie wtedy, kiedy nikt w Kijowie nie stawiał oporu.”

    Ale oni MYŚLELI że nie będzie.

    @pak
    „Bo jednak po brutalnej wojnie.”

    Zakładali, że nie będzie brutalna. Oczekiwali witania kwiatami, dlatego np. dowódca rosyjskiej jednostki potrafił wejść na komisariat ukraińskiej policji i poprosić o pomoc. Dzwonili do burmistrza Krzywego Rogu licząc że ich wesprze bo też Rosjanin – i tak dalej. Zresztą na początku sami nie wiedzieli co mają robić, powiedziano im że to ćwiczenia, pamiętacie ten filmik jak cywile wypychają zdezorientowanych żołnierzy z Czernichowa?

  47. @wo:
    > Zakładali, że nie będzie brutalna.
    Ale tu wracamy na początek: takie założenie nie było racjonalne, zwłaszcza gdy wysłało się wojsko i wystrzeliło rakiety. Tego mogli nie łapać szeregowcy, czy sierżanci, ale generałowie? Ale Putin? To przecież oni podejmowali decyzje.

    Do 2022 roku Putin zawsze szukał „anestezjologa” do takich operacji. A to mundury, które „można kupić w każdym sklepie”, a to „mniejszość rosyjska”, a to prowokacja, by Gruzini pierwsi ruszyli do walki… Że było to wojsko rosyjskie wychodziło z czasem, rozmywając całą interwencję. W 2022 poszedł na całość, bez „maskirowki”.

  48. @jugger:

    „Wolski ostatnio przypomniał incydent dronowy i rakietę, co spadła na dom przy granicy. Trochę w stylu „wiem, ale nie mogę powiedzieć” zasugerował, że sprawa była dużo poważniejsza niż pokazali w mediach. W akcji wzięły udział myśliwce nasze i holenderskie, pod naszym dowództwem, ale uruchomiono też procedury natowskie i na pomoc wystartowały samoloty z kilku innych krajów, w tym niemieckie Eurofightery i … węgierskie Grippeny. Ostatecznie się nie były potrzebne, ale Putin testował natowski system, a ten zadziałał.”

    Problem zaś z kolejnym chytrym planem Rosjan (tu: rozbicia NATO) jest to, że zabierają się za to jakoś od tyłu. Ma szanse powodzenia, jeżeli:

    – we wszystkich kluczowych państwach NATO odwróci się sentyment,
    – i to tak odwróci, e państwa te będą działały absolutnie wbrew swoim interesom.

    Plan z kategorii „jak wygram milion w totka to nakupię zdrapek i będę miał 10 milionów złotych”. Nawet nie, że nierealny cel. Nierealne są warunki, by miał szansę powodzenia.

    @carstein:

    „Nie stali z bronią u nogi, tylko podciągali zaopatrzenie i odtwarzali potencjał, bo byli kompletnie wyczerpanii po Bagrationie (przeszli ponad 600 km, stracili 700k ludzi, 3k czołgów). A, jeszcze udało im się rzutem na taśmę opanować przyczółek Warecko-Magnuszewski i Sandomiersko-Baranowski. Ba, gdyby nie te walki, to Niemcy stłumili by powstanie regularnymi jednostkami, a nie policyjnymi jeszcze szybciej.”

    Najpierw do tej Warszawy to musieliby dojść, żeby realizować wsparcie w wizji dowództwa AK (czyli nie mogłoby dojść do bitwy wołomińskiej, lub musiałaby się skończyć błyskotliwym zwycięstwem RKKA, ponadto musiałyby zostać przechwycone mosty warszawskie w stanie „do użytku” ORAZ pwostać przyczółki w lewobrzeżnej częśći). A wedle radzieckiej doktryny z tamtego czasu jakiekolwiek działania mające na celu opanowanie Warszawy były w ogóle niemożliwe – klasyczny plan rosyjski na zdobywanie/wyzwalanie Warszawy to dojść do Wisły (i tym zająć prawobrzeże) a lewobrzeże brać po jego okrążeniu z przyczółków poza Warszawą poprzez koncentryczne uderzenie. To już w ogóle wymagałoby

    Jak wygląda forsowanie Wisły w Warszawie ze wschodu na zachód to ten. Próbowano w małej skali, efekty „do przewidzenia”. Rzeź forsujących po uprzednim utknięciu pod skarpą.

    @monday:

    Wizja pół-kasandryczna:

    Efektem obecnej wojny jest w pierwszej kolejności całkowite przepalenie rosyjskich rezerw dewizowych i materiałowych oraz fizyczne zniszczenie wielu kluczowych elementów gospodarki. Skutkuje to radykalnym i szybkim spadkiem poziomu życia ludności, co zaś odpala wszelkie możliwe ruchy odśrodkowe. Następuje dezintegracja aparatu władzy i systemu represji. W około pół roku po zakończeniu wojny rosyjsko-ukraińskiej media są zdominowane przez dramatyczne ujęcia z ulic rosyjskich miast, gdzie różne frakcje toczą (za pomocą broni lekkiej, najwyżej gdzieniegdzie mignie jakiś pojazd bojowy) zażarty bój „każdy na każdego” w walce o resztki. Paradoksalnie, im dalej od centrum, tym spokojniej (np. w Królewcu siedzi sobie generał-gubernator, co prawda samozwańczy, co prawda bieda okrutna, co prawda żąda dostaw ryżu i innego oleju słonecznikowego, co prawda dochodzą doniesienia o raczej nie takich pojedynczych egzekucjach pozasądowych, ale przynajmniej jest komu pilnować lokalnych więzień i granic, a i nawet Uniwersytet Immanuela Kanta odgraża się, że wznowi zajęcia). Państwa ościenne albo wydają krocie na pilnowanie granicy i wyciszanie nazbyt brutalnych metod niewpuszczania Rosjan (Europa), albo w ramach efektu domina pogrążają się w lekkim chaosie (Gruzja i Kazachstan) albo próbują coś z tego wyłowić dla siebie (Chiny i Japonia – raczej na zasadzie „nie pytamy się kto rządzi na Sachalinie/we Władywostoku, pomagamy ludności”. Złośliwi pytają, czy pomoc musi mieć formę jednostek skoszarowanych policji).

    Świat en masse ma jednak większy problem, tj. walnięcie na pysk indeksów giełdowych (paaaaanie, ale Rosja to miała atom, nie?).

  49. @pak
    „Ale tu wracamy na początek: takie założenie nie było racjonalne, zwłaszcza gdy wysłało się wojsko i wystrzeliło rakiety. ”

    Było, ale po prostu Putin zaufał złym doradcom. Nie jest to jednak jakaś wyjątkowa nieracjonalność na skalę światową, demokratyczni przywódcy też czasami się pakują w głupie pomysły (wszyscy mają skłonność do błędu „przywitają nas kwiatami”, Amerykanie też).

  50. @Cpt. Havermeyer:
    Z tego, co mówiono, Ukraińcy celowo nie uderzali w samoloty będące częścią „gotowości atomowej”, a celowali tylko w te, które stosowano do ataków konwencjonalnych na Ukrainę. Środki przenoszenia nie zostały więc ograniczone. Jeśli, to pytałbym o kwestie finansowe, bo dla państwa prowadzącego klasyczną wojnę ponad stan, utrzymanie arsenału jądrowego to zbędny balast.

  51. @carstein
    „Mało kto sobie zada jednak trud przeczytania założeń tego konkretnego ćwiczenia.”
    Tak, też mnie trochę zirytowało robienie sensacji z tego konkretnego ćwiczenia. Po stronie NATO bataliony pancerne bez wsparcia, gdy doktryna NATO zakłada jednak konkretne korzystanie z lotnictwa, a nawet operowanie w warunkach przewagi powietrznej. Z drugiej piechota dysponująca dronami – czyli w tak ograniczonym scenariuszu, lotnictwem. No rzeczywiście dziwne, że pancerniacy dostali łomot.

    @jugger
    „Trochę w stylu „wiem, ale nie mogę powiedzieć” zasugerował, że sprawa była dużo poważniejsza niż pokazali w mediach. W akcji wzięły udział myśliwce nasze i holenderskie, pod naszym dowództwem, ale uruchomiono też procedury natowskie i na pomoc wystartowały samoloty z kilku innych krajów, w tym niemieckie Eurofightery i … węgierskie Grippeny. Ostatecznie się nie były potrzebne, ale Putin testował natowski system, a ten zadziałał.”
    Wydawało mi się, że sporą część z tego to było wiadomo już dawno, właściwie od razu. Na pewno o tym, że wspierały nas holenderskie myśliwce, ale kołacze mi, że już parę dni po incydencie można było łatwo się dowiedzieć, że mieliśmy sporo wsparcia i nie broniliśmy się sami, tylko z pomocą sojuszników. Może nie było doniesień kto konkretnie i że węgierskie Grippeny, ale że procedury zadziałały i sojusznicy przysłali pomoc od razu, to nikt nie ukrywał. Więc teraz to najwyżej ktoś ujawnia szczegóły samej pomocy.

  52. @WO
    „Ale oni myśleli, że nie będzie oporu”

    Dokładnie tak. Armia miała grać rolę wspomagającą, do tłumienia ewentualnych protestów (zresztą po części była to Rosgwardia); najważniejszy był zamach stanu w samym Kijowie, którego powodzenie zależało od zwrócenia się elit przeciw prezydentowi, z którym większość była już w kontrze. Jednakże by to osiągnąć, generalicja musiałaby pozostać bierna wobec wkraczających wojsk, w tym nie wydałaby obywatelom broni.
    Założenia Putina były w jakimś sensie racjonalne (Amerykanie w 2003r. kupowali przecież irackich generałów), tyle tylko, że fakt wrogości do Zełenskiego ze strony Achmetowów i Kołomojskich nie oznaczał akceptacji dla jakiegoś, dajmy na to, postJanukowycza czy wręcz Deripaski z Alekpierowem. A Putin ewidentnie liczył na jakiś deal z ukraińską elitą, cywilną i wojskową

  53. @SJ:

    ” A Putin ewidentnie liczył na jakiś deal z ukraińską elitą, cywilną i wojskową”

    Rodzi to pytanie, czy próbował ten deal zrobić, czy liczył że oni tak sami z siebie przejdą na stronę rosyjską?

    „(Amerykanie w 2003r. kupowali przecież irackich generałów)”

    Żeby ci kupieni byli przydatni w 2003, to musieli być kupieni sporo wcześniej. Do tego siły koalicji akurat miały przewagę nad armią iracką, czego nie można powiedzieć o roku 2022 w wypadku Rosjan.

  54. @”) albo próbują coś z tego wyłowić dla siebie (Chiny i Japonia – raczej na zasadzie „nie pytamy się kto rządzi na Sachalinie/we Władywostoku, pomagamy ludności”. Złośliwi pytają, czy pomoc musi mieć formę jednostek skoszarowanych policji).”

    Stary pomysł, że przyjdą „za Uralem będą Chiny, was nie będzie…”. A wiadomo po co Chińczycy mieliby to robić, skoro od lat przygotowują się do skoku na Tajwan a w prowincjach przylegających do Syberii i Kraju Nadmorskiego to nawet nie za dużo Chińczyków mieszka? Mieliby sobie bezpiecznie tyły zabałaganić dla jakiś syberyjskich kniei?
    Co najwyżej, sfinansują jakiegoś Siemonowa, żeby rurociągów pilnował, bo w sumie niczego innego z Syberii nie chcą.

  55. @onuce na zachodzie
    W USA ichnia pomarańczowa kontrrewolucja jakby dogasa, słychać nawet głosy, że Teksas może swingnąć pomimo gerrymanderingu. Thiel z Muskiem musieliby te pieniądze wpychać ludziom do kieszeni, a nie pompować socjale, żeby odwrócić trend. Zresztą nawet trumpie Stany mają zbyt dużo punktów spornych z Rosją, żeby iść na jakąś współpracę. Niemcy są bezpieczne, AfD ma coś koło 25% poparcia, tyle co samo CDU. Francji grozi raczej paraliż niż kurs na Moskwę, tam nie bardzo da się jakąś większość zmontować. W Hiszpanii Vox jest dopiero trzecią siłą. Ryzyko jest w UK, bo niby RefUcK ma tylko 30%, ale tam są JOWy. We Włoszech ichnia dobra zmiana okazała się antyrosyjska. To tak jeśli chodzi o duże kraje. Nie ma co panikować.

  56. @Michał Maleski
    „Czy próbował ten deal zrobić”

    Np. jego przemówienie skierowane do ukraińskiej generalicji, kiedy namawiał ich do obalenia rządu i dogadania się wskazywałoby, że wcześniej jakieś podchody w tym kierunku wcześniej wykonywał.
    Z urywków informacji, które dochodziły z Rosji, wynikało, że korumpowaniem ukraińskich generałów miał się zajmować wiele miesięcy wcześniej odpowiedni departament FSB. Ale jak to w Rosji, nie ma nic pewnego.

  57. @SJ
    „Z urywków informacji, które dochodziły z Rosji, wynikało, że korumpowaniem ukraińskich generałów miał się zajmować wiele miesięcy wcześniej odpowiedni departament FSB.”
    – Widzicie tych generałów?
    – Nie widzę.
    – A daczę widzicie?
    – Widzę.
    – A widzicie?

  58. @Irak–Iran

    Co do samolotów to Iran miał wtedy np. f-14 z radarem AWG-9 i pociskami phoenix, co było chyba najpotężniejszym combo air to air dostępnym w 1980 roku. To trochę tak jakby dziś Ukraina miała 70 F-35. Wojna wyglądałaby zupełnie inaczej.

    Trzymając się tych analogii: Rosja napadająca w 2026 na Estonię, to trochę tak jakby któraś ze stron wojny iracko–irańskiej napadła Kuwejt w 1984. Rosja nie radzi sobie z pokonaniem samej Ukrainy, atak na Estonię to w najsłabszym wariancie włączenie państw nordyckich i Polski do wojny, a tego konwencjonalnie Rosja nie wytrzyma. Nie jest przypadkiem, że w Estonii siedzią Francuzi a na Litwie Niemcy jako tripwire. IMHO całe europejskie NATO weszłoby do wojny i to – jeśli mowa o analogiach – byłoby bliżej 1991 niż 1980-88 ze względu na różnice w potencjale lotnictwa. Taka akcja byłaby pozbawiona sensu.

  59. @Rosja to kraj jedyny w swoim rodzaju
    Jeśli ktoś potrzebuje pretekstu, żeby dziś coś wypić, to proponuję stakańczyk za dusze poległych rosyjskich żołnierzy. Zgodnie ze staropolską zasadą, że śmierć kończy spory.
    Dziś, 23 lutego, świętują w Rosji Dzień Obrońcy Ojczyzny, wcześniej Dzień Armii Czerownej/Radzieckiej. Wielkie święto i dzień wolny od pracy. Nieioficjalny „Dzień Mężczyzny”. Służył, nie służył, walczył, nie walczył, goźdzk się należy.
    Ustanowione w 1919, żeby uczcić pierwszą rocznicę wielkiego zwycięsta Czerwonej Gwardii, utworzonej w 1918, parę dni wcześniej, i od razu posłanej w bój przeciwko Niemcom nacierającym na Piotrogród, tzw. Bitwa pod Pskowem i Narwą (nie mylić z bitwą w tym samym miejscu podczas estońskiej wojny o niepodległość z bolszewikami parę miesięcy później), czyli na północnym i południowym krańcu jeziora Pejpus (tam, gdzie Aleksander Newski gromił krzyżaków z Inflant na lodzie dawno temu).
    25 lutego 1918 Lenin opublikował w „Prawdzie” artykuł pt. „Dotkliwa, lecz konieczna lekcja”, który stał się wkrótce lekturą obowiązkową oficerów Armii Czerwonej jako część pism kanonicznych wodza.
    Towarzysz Lenin uczył tam, że z przeciwnikiem trzeba walczyć i trzeba umieć z nim walczyć! Partyjni kaznodzieje zazwyczaj kładli akcent na słowie „umieć”.
    Towarzysz Lenin, nie wymieniając nazwiska, miesza z błotem kogoś, kto nie umie walczyć: „…męcząco haniebna wiadomość o tym, że pułki odmówiły utrzymywania pozycji, o odmowie obrony nawet linii narwskiej, o niewykonaniu rozkazu niszczenia absolutnie wszystkiego w czasie odwrotu; nie mówimy już o dezercji, chaosie, niedołęstwie, bezradności, niedbalstwie”.
    Do dziś w Rosji świętują rocznicę klęski, którą przez dziesięciolecia przedstawiano jako zwycięstwo. Klęski w sumie też można świętować, np. Termopile, ale „dezercję, chaos” itp.? Dzielni gwardziści uciekli na sam widok Niemców. To tylko w Rosji.
    A wodzem w tym boju był niejaki Paweł Dybienko. Za cara szeregowy marynarz Floty Bałtyckiej. Organzator buntów marynarzy i szturmu na Pałac Zimowy. Pacyfikator pokojowych protestów w obronie Konstytuanty (bynajmniej nie pałkami). Członek pierwszego rządu bolszewików.
    Za „zwycięstwo” pod Pskowem i Narwą wyrzucony z rządu i partii – życie zachował dzięki wcześniejszym zasłgom. Wrócił do łask, gdy wyróżnił się przy pacyfikacji Kronsztadu (1921). Tych samych marynarzy, których wcześniej prowadził na Pałac Zimowy.
    Potem błyskotliwa kariera w wojsku. Zorganizował aresztowanie Tuchaczewskiego i podążył w jego ślady.
    Czczony jako bohater rewolucji, potem w zapomnieniu, a potem wskrzeszony jako bohater plus ofiara stalinizmu.
    Cała historia w: Wiktor Suworow „Oczyszczenie”. Rozdział „O tym jak komisarz Dybienko gromił Niemców nad Narwą…”

  60. @kmat
    „Niemcy są bezpieczne, AfD ma coś koło 25% poparcia, tyle co samo CDU. Francji grozi raczej paraliż niż kurs na Moskwę (…) W Hiszpanii Vox jest dopiero trzecią siłą. Ryzyko jest w UK, bo niby RefUcK ma tylko 30% (…) Nie ma co panikować”

    Czy ten komentarz to jest jakiś żart? Jakaś forma trollingu? Przecież Rosji nie chodzi o to, żeby Braun wygrał w Polsce wybory prezydenckie czy żeby AfD zdobyło szturmem Bundestag, wygrało w referendum antyunijnym i powiedziało „szanowni państwo, od dziś wychodzimy z NATO, UE i przyłączamy się do Związku Białorusi i Rosji” (coś takiego nie pojawia się nawet w mokrych snach Dugina), tylko o to, żeby szurskie poglądy – niekoniecznie otwarcie prorosyjskie – przedostawały się do mainstreamu, zatruwały nas i rozwalały zachód od środka. To mogą być głosy typu „co nas obchodzą ci banderowcy”, „to nie nasza wojna”, „już tyle nie wydawajmy na armię”, „Rosja jest niegroźna, zajmijmy się raczej ciapatymi gejami”, „nie będziemy umierać za Tallin”, „właściwie po co to NATO, przecież Zimna Wojna się skoñczyła”. To jest ten nowiczok sypany nam codziennie szuflami przez smartfony. Dzięki amerykańskim soszjalom taka narracja powoli przesącza się do mainstreamu i rezonuje politycznie, kropla drąży skałę i w taki dokładnie sposób wydrążyła dziurę wśród amerykańskich wyborców. Bardzo łatwo i niewielkim nakładem środków można w ten sposób doprowadzić do sytuacji, w której zachód, Unia i NATO będą wewnętrznie skłócone, pogrążone w chaosie i niezdolne do działania, a może nawet częściowo prorosyjskie (proszę spojrzeć na Węgry i USA). Na poziomie politycznym te 25% poparcia AfD będzie skutkować tym, że liberalne partie będą, chcąc nie chcąc, przejmować ich narrację (dokładnie tak, jak to się dzieje w Polsce; ktoś pamięta antyuchodźcze i ukrainosceptyczne tejki Trzaskowskiego?). Im (Rosjanom i Amerykanom) chodzi o to, żeby skłócić Ukrainę z Polską, Polskę z Niemcami, Niemcy z Francją, Francję z Włochami, każdego z każdym; chodzi o to, żeby NATO stało się pustą skorupą bez treści, a te sondaże, które podajesz, świadczą o tym, że to się udaje, że zachód być może już niedługo się pogrąży w chaosie i rozleci, i to nawet bez austriackiego akwarelisty u władzy. Przecież to, co właśnie podałeś, czarno na białym pokazuje ich sukces w wojnie kognitywnej.

    „W USA ichnia pomarańczowa kontrrewolucja jakby dogasa, słychać nawet głosy, że Teksas może swingnąć pomimo gerrymanderingu. Thiel z Muskiem musieliby te pieniądze wpychać ludziom do kieszeni, a nie pompować socjale, żeby odwrócić trend. Zresztą nawet trumpie Stany mają zbyt dużo punktów spornych z Rosją, żeby iść na jakąś współpracę”

    Kolejny żarcik. Ech, ma kolega poczucie humoru. Przecież współpraca z Rosją to jest dokładnie to, o czym trąbi MAGA (rozwiną przed nią czerwony dywan byle odciągnąć ją od Chin). Już abstrahując od tego, że i jednym, i drugim krajem rządzą podzielający wspólne wartości prawicowi konserwatyści, to właściwie czemu nie mieliby się dogadać? „Dogasająca pomarańczowa rewolucja” i „swingujący Teksas” to już taki poziom deluzji, że nawet szkoda mi klawiatury żeby z tym dyskutować.

  61. @ Marco Bollocks
    To ja się jeszcze doczepię, bo kolega carstein nie wyjaśnił, skąd to 300 tys. (ofiar powstania warszawskiego)? Po wojnie długo mówiło się 200 tys. ale teraz szacunki są dużo niższe 150-120 tys. (link to polska-zbrojna.pl). Żeby nie było, w dalszym ciągu straszna liczba.

  62. @SJ:

    A czy ktoś Putinowi powiedział, że interwencja winna nastąpić po rozpoczęciu przewrotu, a nie zamiast? Nic nie mówię, ale w 1934 najpierw rozpoczęto w Austrii przewrót, dopiero potem miały wejść wojska niemieckie (nie weszły, bo się Włochy zbiesili).

    Przepraszam, ale cały ten spin „bo miał być przewrót” jest zwyczajnie głupi. Nie było żadnych przygotowań do przewrotu, nie było tym bardziej próby przewrotu, a woja od pierwszych godzin obejmowała klasyczne starcia sił lądowych oraz naloty.

  63. @mnf
    Tak, to jest tanie panikarstwo. Takie samo jak teksty Awala, jak to wszyscy przebierają nogami, żeby wrócić do BAU. Owszem, zdarza się, że liberałowie przejmują szurską retorykę w jakimś zakresie (głównie antyimigrancką). Ale dla Rosji nie wynika z tego praktycznie nic. Kraje zachodnie się nie żrą między sobą (chwilowy wyjątek dla USA), nie obserwuje się skrętów promoskiewskich, nawet Meloni reprezentująca głęboką prawacką szurię stwierdziła, że konflikt ukraiński to w sumie europejska krucjata przeciw barbarzyńcom znad Wołgi.
    USA i FR – oni nawet chcieli współpracować. Tylko co z tego, jak imperializm Trumpa tak samo koliduje z imperializmem Putina, jak kolidował liberalizm Bidena. No kto by się spodziewał, że nie uda się powołać nacjonalistycznej międzynarodówki.

  64. @mnf
    „Przecież współpraca z Rosją to jest dokładnie to, o czym trąbi MAGA (rozwiną przed nią czerwony dywan byle odciągnąć ją od Chin)”

    Jak już tak sobie gdybamy, to właściwie dlaczego ta przyjaźń jakoś nie wychodzi? Czy ktoś sobie wyobraża Trumpa jako przyjaciela kogokolwiek? Czy kogoś z jego otoczenia? Widać jak oni traktują siebie nawzajem.

    Jak najbardziej chcą odciągnąć Rosję od Chin, ale czy to będzie przyjaźń czy wasalizacja? Bo ja bym stawiał raczej na przyjaźń polsko radziecką jako nieosiągalny ideał.

    Jeśli rep/maga naprawdę wierzą, że Rosja jest słaba to w ich mentalności, drugim członem nie będzie: dajmy im zatem spokój. Raczej, dać w szczękę i zabrać sakiewkę.

    Teraz wjeżdża mocne scifi, myślę, że niektórzy w Stanach mają mokre sny o wenezuelskim scenariuszu. Ciśniemy, dekapitacja i bieremy się za to co tam jest do wydobycia. Bo dlaczego Putin rzuca setki tysięcy ludzi na zatracenie mimo, że coś tam jednak urwał. Mógłby spokojnie ogłosić zwycięstwo już dawno i odebrać paradę.

  65. @carstein
    „Nie stali z bronią u nogi, tylko podciągali zaopatrzenie i odtwarzali potencjał”

    Przecież nie o to chodzi w micie o Rosjanach stojących z bronią u nogi. Chodzi o to, by wskazać winnego tych 300 tys. (200 tys.? 150. tys?) zabitych. Chodzi o to, aby Rosjan uczynić winnymi.
    Jak wyglądałoby branie z marszu miasta za tak wielką rzeką i po tak długim rajdzie wcześniej, precyzyjnie pokazuje 6 odcinek „Czterech pancernych”; w skali jednego czołgu, ale można sobie „Rudego” pomnożyć i wynik byłby ten sam; ten szpital dla bohaterów, to i tak łaska Przymanowskiego i Wohla.

    @WO
    „po prostu Putin zaufał złym doradcom. Nie jest to jednak jakaś wyjątkowa nieracjonalność na skalę światową”

    Jednak bym podkreślił dużą skalę tej nieracjonalności (pełnoskalowa nieracjonalność).
    W lipcu 2021 r. Putin opublikował obszerny manifest historiozoficzny „O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców”, który odwoływał się do całej masy faktów historycznych, z akademicką skrupulatnością zmanipulowanych propagandowo, oraz czerpał z pokaźnego zbioru
    idei rosyjskich pisarzy i myślicieli głoszących panslawizm, słowianofilstwo, poczwiennictwo, duchową dominację Rosji nad krajami wschodniej Europy i religijne rozkminy Nikołaja Danilewskiego.
    W tym samym czasie Putin osobiście i z namaszczeniem otworzył Moskiewski Dom Dostojewskiego.

  66. @monday.night.fever
    „„Dogasająca pomarańczowa rewolucja” i „swingujący Teksas” to już taki poziom deluzji, że nawet szkoda mi klawiatury żeby z tym dyskutować.”

    Oj ktoś tu chyba jest MOCNO nie na bieżąco z wynikami wyborów w USA przez ostatnie pół roku+, ze swingami rzędu 50% na rzecz demokratów w niektórych miejscach. Z wyliczeniami, że dummymandering w Texasie (o którym wskazywałem, że jest dummymanderingiem już w późnym lecie ubiegłego roku pragnę wspomnieć – nie żebym był sam tak genialny, po prostu nauczyłem się śledzić dobre źródła) Republikanów strasznie zaboli, bo zrobili go sobie z założeniami, że latynosów utrzymają na poziomie z wyborów ostatnich, a mają tam straty rzędu 30%. Itp. itd. Jednak warto te dane nadrobić.

    Srsly wchodzi w grę realnie opcja, że republikanie utracą nie tylko kongres, ale i senat.

    O totalnym kolpsie wewnątrz MAGA, bo okazało się, że jest pewien poziom hipokryzji wobec nawiedzonych tez, których nawet MAGA-hardkorzy jak MTG nie są w stanie łyknąć nie wspominając. Ostatnio nawet fakin Nick Fuentes zaczął namawiać republikanów, by nie szli głosować w kolejnych wyborach!

  67. Oraz: Trumpowi zepsuła się maszynka do głosowania w Kongresie i Sądzie Najwyższym. Jeszcze kilka miesięcy temu prawdopodobnie mógłby przepchnąć swoją ustawę de facto ograniczającą prawa wyborcze mniejszości, dzisiaj jest to mało prawdopodobne. Plus ostatni wyrok sądu najwyższego (Trump teraz go pisze małymi literami, jak Zbieracze Kitu ernesta nemeczka).

  68. @wo:
    > <Było, ale po prostu Putin zaufał złym doradcom.
    Z rekonstrukcji z Guardiana, to Putin uciekając przed COVIDem zamknął się z książkami o historii Rosji i zaczął kombinować, jak się w tę historię wpisać.

    A że doradcy mówili, że ma rację? Zapewne mówili, ale to jest mechanizm państwa autorytarnego/totalitarnego, że doradcy nie doradzają, tylko głaszczą ego wodza. W wyniku dochodzimy do pierwotnej tezy: Rosja była wyjątkowo nieracjonalna. I jako przywódca i jako mechanizmy władzy.

    PS.
    Tak, przy pewnej różnicy skali jest to też błąd G.W. Busha w Iraku. Ale żeby przekroczyć skalę Putina, to trzeba jednak dopiero Trumpa z jego ego i z upadkiem Partii Republikańskiej.

  69. @pak4
    „Z rekonstrukcji z Guardiana,”

    To ciekawe, że US, UK były przekonane o inwazji a FR, GER, PL i UKR nie, bo to szaleństwo. My pamiętamy jak wyglądało wojsko za PRL, wiemy jak mniej więcej wygląda życie w Rosji dzisiaj. FR i GER mieli mocne kontakty biznesowo polityczne więc również musieli z bliska obserwować jak RU funkcjonuje, może trochę patrząc na nich z góry.

    To, że Putin przeszacował to może było szokujące, bo łebski gość i cwaniak, ale artykuł potwierdził jego samoizolację i to, że nie zdradzał się z planami nawet przed swoimi generałami.

    Czy amerykańskie wojny były jakoś dużo lepiej skalkulowane? Wietnam? Irak? Afganistan? Kto wie może teraz Iran.

  70. @pak4
    „Putin uciekając przed COVIDem zamknął się z książkami o historii Rosji”

    Timothy Snyder w „Drodze do niewolności” sugeruje, że Putin naczytał się m.in. Ivana Iljina. Iljin był filozofem wyrosłym z rosyjskich XIX-wiecznych konserwatysto-monarchistów, ale już XX-wiecznym, czyli krótko: był rosyjskim faszystą, patrzącym z pogardliwą wyższością tyleż na geograficzny zachód Europy, co na wartości liberalne (inny spadkobierca Iljina patriarcha Cyryl powiedział wprost: Rosja broni Ukrainy przed paradami LGBT).
    Ale żeby nie było, że Putin tylko nudnych historyków i filozofów czyta. Jest wielbicielem także literatury pięknej. We „Wrażeniach z lotu ptaka” Dostojewskiego są fragmenty tak przekonująco wieszczące upadek zgniłego zachodu i wykazujące gorszosć całej reszty Europy (Polaków, Niemców, Żydów, kogo tam chcecie), która musi przegrać z duchową siłą Rosji, że żaden doradca tak mądrze nie doradzi.
    A i jeszcze w „Dzienniku” tegoż Fiodorka mamy haraklitowsko-heglowskie dialektyczne wywody, że wojna jest siłą odnowicielską, budzącą zgnuśniałe, ubabrane w konsumpcji narody do życia, do duchowej prawdy. Wojna ma doprowadzić świat do jedności w imperialnym pokoju, który Fiodor określa jako: ruski mir. W 1880 w Moskwie przy odsłonięciu pomnika Puszkina Dostojewski palnął mowę, w której pojawiło się pojęcie „Rosjanina-wszechczłowieka”.
    Dlatego taka zaskoczka była, że Ukraińy kwiatami nie witali, że nie chcieli dołączyć do wszechludzi.

  71. @ak
    „o którym wskazywałem, że jest dummymanderingiem już w późnym lecie ubiegłego roku pragnę wspomnieć”

    I miał pan wtedy całkowitą rację, a ja – człowiek małej wiary – jej nie miałem!

    Będę tak pisać dopóki pan sam nie napisze że już wystarczy (albo jeśli nie daj Boże w listopadzie jednak wyjdzie na moje, tfu tfu tfu).

  72. @Michał Maleski
    „Nie było żadnych przygotowań do przewrotu”
    Trochę za dużo jest poszlak, żebym był tak kategoryczny, tyle że sam termin „przewrót” jest tu trochę mylący. Putin mógł sądzić, że chociażby część elit wojskowych będzie bierna, bo takie raporty dostarczali mu „siłowicy”, ci sami, którzy wcześniej mieli w Ukrainie przekabacać dolarami kogo trzeba.
    IMO te fundusze, które rozkradli dla siebie, miały wg planu uniemożliwić walki zbrojne jako takie i bezpieczną drogę do Kijowa, a oligarchowie w tej sytuacji mogliby się wobec swojego prezydenta zachować różnie.

  73. @pak
    „Tak, przy pewnej różnicy skali jest to też błąd G.W. Busha w Iraku.”

    Przecież nie tylko, bo jeszcze w Afganistanie. A przedtem Wietnam, głupota MacNamary i jego ekipy (byli tacy przemądrzali, że nazywano ich „whizz kids”). A jakim kretynem był Kissinger! Philips O’Brien niedawno wydał książkę o tym, jak dużo błędów podejmuje się – także w demokracjach! – przy planowaniu wojen. Niebywałą historię nietrafionych prognoz i analiz (tak, także na skalę eseju „Rosja i Ukraina to jeden naród”) ma grupujące teoretycznie bardzo mądrych ludzi RAND Corporation.

  74. @jugger
    Czcząc pamięc Armii Czerwonej w mojej rodzinie bliższej i dalszej, pojednawczo skomentuję tę propozycję staropolskim „a chuj z nimi”.

  75. @ergonauta
    „Przecież nie o to chodzi w micie o Rosjanach stojących z bronią u nogi. Chodzi o to, by wskazać winnego tych 300 tys. (200 tys.? 150. tys?) zabitych. Chodzi o to, aby Rosjan uczynić winnymi.”

    Stalin mógłby szczerze powiedzieć tak, jak mawia mój szef: nawet gdybym chciał, to nie mogłem im pomóc. Trudno więc go obwiniać, jeśli faktycznie nie mógł. Z jednym poważnym zastrzeżeniem: ZSRR wielokrotnie odmawiał zgody na przeloty w radzieckiej przestrzeni oraz lądowania samolotów alianckich z pomocą powstańcom, co by przecież Stalina nic nie kosztowało, ani też zapewne wiele by nie zmieniło (tych lotów alianci też zresztą nie mieli zamiaru wysyłać jakoś masowo), ale za to dobrze pokazuje intencje i wolę.

    @bantus
    „To ciekawe, że US, UK były przekonane o inwazji a FR, GER, PL i UKR nie, bo to szaleństwo. My pamiętamy jak wyglądało wojsko za PRL, wiemy jak mniej więcej wygląda życie w Rosji dzisiaj.”

    Ja bym do tych rekonstrukcji Guardiana podchodził bardzo ostrożnie. Ukraina prowadziła cichą/częściową mobilizację jednak już od grudnia. W PL też nastroje były pełne niepokoju, bardzo ciężko mi uwierzyć że rządzący byli przekonani, że ty tylko straszenie.

  76. @mnf
    „Przecież współpraca z Rosją to jest dokładnie to, o czym trąbi MAGA (rozwiną przed nią czerwony dywan byle odciągnąć ją od Chin).”

    E nie, MAGA jeżeli stoi w ogóle na jakimś stanowisku w sprawach międzynarodowych, to raczej na pozycjach izolacjonizmu, a nie jakiegoś Sojuszu Polarnego z Rosją. Już uwikłanie w ludobójstwo przeprowadzone przez Izrael narobiło strasznie dużo smrodu i podkopało obie strony konfliktu wewnętrznego (najpierw Bidena i Harris, teraz MAGA-ę), wpakowanie się do Rosji wbrew NATO i sojuszom gospodarczym byłoby drogą do kataklizmu.

  77. @kuba_wu
    „Ja bym do tych rekonstrukcji Guardiana podchodził bardzo ostrożnie. Ukraina prowadziła cichą/częściową mobilizację jednak już od grudnia. W PL też nastroje były pełne niepokoju, bardzo ciężko mi uwierzyć że rządzący byli przekonani, że ty tylko straszenie.”

    Nie wszyscy zgadzali się z taką czy inną interpretacją: przygotowania do inwazji czy false flag albo demonstracja siły i presja. Wydaje mi się, że w tekście to mocno wybrzmiało, że wojskowi mieli inne zdanie niż prezydent.

    Wszyscy byli pełni niepokoju, bo Amerykanie głośno o tym mówili i były przecieki do prasy. W mediach było o tym pełno, w internecie pojawiło sie wielu nowych eskpertów. A co nasi myśleli przez miesiące i tygodnie poprzedzające inwazję tego mam nadzieję kiedyś się dowiem z ciekawego reportażu, jeśli powstanie, zanim prasa całkiem upadnie.

  78. @bantus:
    > To ciekawe, że US, UK były przekonane o inwazji a FR
    Tu Guardian też podaje trop: bo Stany okłamywały sojuszników (Irak, ale nie tylko), więc doniesienia wywiadu USA traktowano z nieufnością.

    > Czy amerykańskie wojny były jakoś dużo lepiej skalkulowane? Wietnam?
    Jestem za młody, by mówić o Wietnamie, bo samej historii nie mam szans pamiętać. Ale w sumie, wsparcie państwa, przeciwko drugiemu, to nie jest zupełne budowanie na piasku. Patrz: Korea.
    > Irak?
    Rozumiem, że drugi? No cóż, Bagdad zajęli po krótkiej kampanii. Nawet nie widać, by wywołali jakąś większą niechęć do siebie w tym czasie. Błędy pokazały się dopiero w planie politycznym — odbudowie Iraku jako demokratycznego państwa. Powiedziałbym, że błąd Rosjan był 3 razy większy – Amerykanie pomylili się w zdolności do budowy demokracji pod osłoną sił okupacyjnych, co odpowiada wierze Putina, że Ukraina przyjmie go z kwiatami i pozwoli na stworzenie marionetkowego rządu; ale dodatkowo Putin źle skalkulował siły i reakcję międzynarodową.
    > Afganistan?
    Wsparcie strony w wojnie domowej. Samo z siebie nie brzmi to tak źle; choć — jak w Iraku — nie widziałbym tam gleby dla budowy demokracji pod osłoną wojska, w co ekipa Busha wyraźnie wierzyła. Tylko obie te wojny Busha — o ile widząc cel polityczny pukałem się w czoło, jak można być tak głupim, to są jeszcze inne wymiary, choćby czysto militarny, gdzie kalkulacja nie była tak błędna.
    > Kto wie może teraz Iran.
    Nie wiemy, co planują. Trump… to raczej nie będzie próba ratowania praw człowieka w Iranie, czy budowa demokracji, ale raczej punktowy atak by „ukarać” reżim. A na to siły raczej mają. Oczywiście, o ile doradcy nie wezmą Trumpa na przeczekanie — może za parę dni zapomni o wojnie?

    @SJ & wątek przekupionych generałów:
    Wolski kiedyś mówił, że tego 24 lutego 2022 były takie przypadki (a przynajmniej jeden przypadek), gdy generał ukraiński zdradził i „otworzył” drogę przed Rosjanami. Akcja więc była i odpowiedź na nią, tylko skala nie wypaliła.

  79. @kuba_wu
    „Z jednym poważnym zastrzeżeniem: ZSRR wielokrotnie odmawiał zgody na przeloty w radzieckiej przestrzeni oraz lądowania samolotów alianckich z pomocą powstańcom, co by przecież Stalina nic nie kosztowało, ani też zapewne wiele by nie zmieniło (tych lotów alianci też zresztą nie mieli zamiaru wysyłać jakoś masowo), ale za to dobrze pokazuje intencje i wolę.”

    Stalin był zbrodniarzem, który za nic miał życie kilkuset tysięcy Warszawiaków. Był imperialistycznym przywódcą, który na pewno nie chciał, by powstanie warszawskie zwyciężyło, bo chciał Polski jako łupu wojennego. Był szurniętym ambicjonatem, który nie miał zamiaru sugerować (wpuszczając choćby jeden samolot aliantów), że jakkolwiek sprzyja powstaniu za rzeką. Jednak to nie czyni go winnym tych kilkuset tysięcy ofiar.

  80. @Artur Król
    Pierwszy raz się zgadzamy 🙂
    Po prostu, ile by Muski i Thiele nie władowały w social mendia, to będzie ciągle mniej niż to, co przeciętnemu Jankesowi wyparowało z portfela. Do tego – kilkadziesiąt lat temu młody Bush był w stanie znaleźć kompetentnych czarnych do zatrudnienia w administracji. Trump znalazł honorowego Latynosa Rubio (na oko może ma jakąś szczątkową indiańską przymieszkę). To przecież też musi rezonować.

  81. @ergonauta
    „Jednak to nie czyni go winnym tych kilkuset tysięcy ofiar.”

    Niestety, winni (ci główni) byli gdzie indziej. Jednak za nieudzielenie pomocy np. w KK też się odpowiada. A nie jest tak, że zupełnie nic nie mógł. Ile było tej jego winy? Może z 1%, tak na moje oko.

  82. @Artur Król
    „dummymandering w Texasie (…) Republikanów strasznie zaboli, bo zrobili go sobie z założeniami, że latynosów utrzymają na poziomie z wyborów ostatnich, a mają tam straty rzędu 30%. Itp. itd. Jednak warto te dane nadrobić”

    A skąd masz pewność, że ci Latynosi w ogóle pójdą głosować? Przecież cała ta szopka z ICE jest m.in. po to, żeby ich zastraszyć. Skoro w „swingujących” stanach (czyli nie w Teksasie) ludzie o „złym” (niewystarczająco aryjskim) wyglądzie już teraz boją się wychodzić z domów w obawie przed łapanką (tak, również obywatele USA), to co dopiero będzie w listopadzie, kiedy to ICE wyprowadzi na ulice „komitety ochrony wyborów”. Dlatego przewiduję niską frekwencję wśród mniejszości. Ok – dopóki jesteś jeszcze młody i wysportowany to raczej nie boisz się obicia ryja na ulicy, ale w imię czego miałaby ryzykować starsza babcia o ciemnej karnacji?

    @airborell
    „Jeszcze kilka miesięcy temu prawdopodobnie mógłby przepchnąć swoją ustawę de facto ograniczającą prawa wyborcze mniejszości”

    Po co zaraz ograniczać prawa mniejszości? Wystarczy ich zastraszyć w dniu wyborów (w kluczowych stanach oczywiście).

    @Roland sp-404
    „MAGA jeżeli stoi w ogóle na jakimś stanowisku w sprawach międzynarodowych, to raczej na pozycjach izolacjonizmu, a nie jakiegoś Sojuszu Polarnego z Rosją”

    W MAGA wygrała niestety frakcja trockistowska, opowiadająca się za eksportem rewolucji na cały świat (polecam styczniowy artykuł Mazziniego na ten temat w „Wyborczej”).

    „Już uwikłanie w ludobójstwo przeprowadzone przez Izrael narobiło strasznie dużo smrodu i podkopało obie strony konfliktu wewnętrznego (najpierw Bidena i Harris, teraz MAGA-ę)”

    Żeby poczuć jak oachnie szambo, musisz najpierw odetkać nos. W Stanach zarówno MAGA, jak i liberałowie popierają Izrael, dosłownie wielbią ten kraj (zresztą identycznie jak w Polsce).

  83. @kalkulowanie Wietnamu
    Daleki jestem od obrony tego co Amerykanie robili w Indochinach. To była głupota za głupotą, przykładami można sypać z rękawa.

    Według niektórych źródeł, tej wojny (i komunistów w Wietnamie) w ogóle by nie było. Wystarczyłoby żeby dotrzymali słowa. Wietnamczycy liczyli na „prawo do samostanowienia”, jak w Karcie Atlantyckiej i dlatego pomagali walczyć z Japonią. Niestety chwilę potem USA uznało Francję za ważniejszego sojusznika („żeby walczyć z komunizmem”) i w ten sposób popchnęli Viet Minh w stronę komunizmu właśnie.

    Ale udział USA w Wietnamie to była coraz głębiej wciągająca „pułapka zaangażowania”. Od (w przeważającym stopniu) sprzętowej pomocy dla Francuzów w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych po szczyt ponad pół miliona żołnierzy w 1969 minęło niemal dwadzieścia lat.

    Tam nigdy nie było momentu w stylu ruskiego „wjedziemy i zajmiemy kraj w trzy dni”. W odróżnieniu od Ukraińców, duża część populacji traktowała USA jako sojusznika. Przynajmniej w teorii, USA działało w obronie Wietnamu Południowego (przy okazji tocząc kompletnie nielegalną wojnę w Laosie i Kambodży, nie żeby działania Wietnamu Północnego tamże były legalne).

  84. @mnf:
    „Po co zaraz ograniczać prawa mniejszości? Wystarczy ich zastraszyć w dniu wyborów (w kluczowych stanach oczywiście).”
    oraz
    „ICE wyprowadzi na ulice „komitety ochrony wyborów”

    No to będzie doskonałe przypomnienie dla wszystkich innych głosujących, że jak zagłosują na republikanów to dostaną moderstwa ICE w pakiecie. Tutaj bym obstawiał, że to będzie miało raczej efekt przeciwny do zamierzonego bo co jak co, ale znaczna część wyborców republikańskich chce, żeby było „normalnie”. Oczywiście to „normalnie” jest rozumiane inaczej niż nasze „normalnie”, ale zapewniam cię, że uzbrojone bandy na ulicach to, in the immortal words of Marsellus Wallace, pretty fucking far from „normalnie”.

    „W MAGA wygrała niestety frakcja trockistowska, opowiadająca się za eksportem rewolucji na cały świat (polecam styczniowy artykuł Mazziniego na ten temat w „Wyborczej”).”

    No jak Mazzini tak napisał to musi być prawda. Wprawdzie jestem trochę sceptyczny, ale jakiś artykuł Matczaka albo Bielik-Robson to już by mnie tak na 100% przekonał.

    „dosłownie wielbią ten kraj (zresztą identycznie jak w Polsce).”

    Co za bezedura. Deklaratywnie, może, niektórzy. W Stanach jest właśnie jeden wielki odwrót od popierania Izraela wśród wyborców (głównie z punktu widzenia – po co dajemy się wciągać w ich wojny). W Polsce, kraju podskórnego antysemityzmu, uwielbienie Izraela to jakaś, nie wiem, urojenie.

  85. @”głupota za głupotą”

    A jeszcze: pycha. Pycha USA kroczyła przed upadkiem wielu mniejszych krajów. To, co się porobiło w Korei, to w dużej mierze efekt nie tylko działania „ZSRR + USA”, ale też „głupota + pycha”.

    @monday.night.fever
    „W MAGA wygrała niestety frakcja trockistowska, opowiadająca się za eksportem rewolucji na cały świat”

    Nie wiem, ile w tym trockizmu, ale „wszechczłowiek” Dostojewskiego/Putina jest na tyle podobny do „wszechczłowieka” Bezosa/Muska (obaj to muchy w pajęczynie, całujące w pierścień pająka), że między takimi macherami od losu musi być naturalna nić sympatii. Trump po prostu lub Putina, tak po ludzku.

  86. @bantus
    „A co nasi myśleli przez miesiące i tygodnie poprzedzające inwazję tego mam nadzieję kiedyś się dowiem z ciekawego reportażu, jeśli powstanie, zanim prasa całkiem upadnie.”

    O tym jest „Polska na wojnie” Parafianowicza.

    @deeskalacja przez eskalację/atak na Pribałtykę

    Dzięki za wszystkie odpowiedzi, nie ma nic więcej do dodania.

  87. @charliebrvo
    „Tam nigdy nie było momentu w stylu ruskiego „wjedziemy i zajmiemy kraj w trzy dni”. W odróżnieniu od Ukraińców, duża część populacji traktowała USA jako sojusznika.”

    Za każdym kolejnym rokiem zaangażowania, za każdą decyzją o tym, że brniemy w to dalej stała jakaś kalkulacja polityczna i militarna. Rzeczywistość zweryfikowała je negatywnie. Nie wchodząc w ocenę moralną, kto miał rację.

    W przypadku relacji RU-UKR decyzja, czy też doktryna, że Ukrainę muszą utrzymać w swojej strefie wpływów za wszelką cenę można z pewnością datować jeszcze sporo przed pierwszą agresją i zajęciem Krymu. Środki się zmieniały, skala i zaangażowanie rosły przez lata, ale cel pozostał ten sam.

    To nie jest tak, że Putin nagle oszalał, bo chciał mieć pod kontrolą Kijów. To Ukrainie przestało być po drodze z Kremlem. Tej zmiany Włodek zgrepować nie mógł, bo wierzył, jak oni wszyscy, w błędnie założenie, że nie ma osobnego narodu ukraińskiego, jest tylko rosyjski. Ten ostatni zaś nie jest suwerenem, nie decyduje o swojej przyszłości, to panowie Kremla wybierają drogę. To co m.in. zdefiniowało dzisiejszą Europę to samostanowienie narodów. Dla RU to błąd, w ich historii chwila słabości, to przekleństwo UE.

  88. @carstein
    „Tutaj bym obstawiał, że to będzie miało raczej efekt przeciwny do zamierzonego bo co jak co, ale znaczna część wyborców republikańskich chce, żeby było „normalnie””

    Jak im Fox News czy inna One America powie że jest normalnie, to oni będą uważać że jest normalnie. Efekt nie będzie przeciwny, bo efekt mniejszej frekwencji wśród ludności kolorowej przeważy nad nieliczną grupką oburzonych Republikanów. A komitety ochrony wyborów (czy jak tam oni to nazwą) będą „ochraniać” tylko w dużych miastach kluczowych („różowych”) stanów, przecież nie w Kalifornii czy w Teksasie. John Smith z Dullsville w Montanie nawet tego nie zauważy.

    „uzbrojone bandy na ulicach to, in the immortal words of Marsellus Wallace, pretty fucking far from „normalnie””

    Jakie uzbrojone bandy? Przecież to nasi dzielni chłopcy, z narażeniem życia broniący granicy przed narkoterroryzmem… eee, przepraszam, urn przed chuliganerią, antifą i feminazistkami. W United States of USA uzbrojone bandy na ulicach to pretty fucking close to „normalnie”.

    „W Stanach jest właśnie jeden wielki odwrót od popierania Izraela wśród wyborców”

    Właśnie od dekad trwa zażarta rywalizacja o to, kto oddaje większe hołdy temu Nieruchomemu Lotniskowcowi Demokracji – Republikanie czy Demokraci?

    „W Polsce, kraju podskórnego antysemityzmu, uwielbienie Izraela to jakaś, nie wiem, urojenie”

    To zapraszam na forum „Wyborczej”, proszę sobie poczytać wypowiedzi liberałów pod randomowym artykułem dotyczącym Bliskiego Wschodu. To samo dotyczy większości prawicy. Wyjątkiem jest Partia Razem – no ale chyba się zgodzimy, że raczej nie jest to mainstream.

  89. @mmf

    „to co dopiero będzie w listopadzie, kiedy to ICE wyprowadzi na ulice „komitety ochrony wyborów”. ”

    Kolega niech już odstawi tego Mazziniego. Liczba agentów terenowych ICE to coś ponad 22 tysiące (i to już po naborach Trumpa). Liczba komitetów wyborczych w stanach to ponad 100k.

    „W MAGA wygrała niestety frakcja trockistowska, opowiadająca się za eksportem rewolucji na cały świat”

    Eksportem rewolucji raczej zainteresowani są oligarchowie stojący za MAGA, a nie MAGA jako ruch społeczny i nawet polityczny. Oczywiście można dyskutować, która MAGA jest prawdziwa. Ale biorąc pod uwagę tąpnięcie poparcia dla Trumpa, efekt Epstein Files (przeoczony, co za przypadek, we Fox News i w polskich mediach mainstreamowych), oraz kilku demokratów wygrywających na oddolnym poparciu – nie byłbym taki pewny, czy ten plan ma szansę. Oczywiście, Twitter dalej będzie tym nowotworem złośliwym, siejącym chorobą po całym systemie. Może jestem optymistą i nie bazuję na niczym konkretnym, ale obserwujemy potężny shift kulturowy, którego media (w tym i social media) nie są w stanie obsłużyć. Stąd te paskudne wywiady z Bielik-Robson i powszechne społeczne uwielbienie dla Luigiego.

    „W Stanach zarówno MAGA, jak i liberałowie popierają Izrael, dosłownie wielbią ten kraj (zresztą identycznie jak w Polsce).”

    No więc znów nie. Ostatnio nawet Tucker Carlson (a więc niegdysiejsza twarz MAGA) przeprowadził zaskakująco agresywny wywiad z ambasadorem USA w Izraelu, cały utrzymany w tonie „po co my im w sumie pomagamy”. A z kolei wciągnięcie przez MAGA amerykańskich faszystów sprawiło, że cóż, wciągnęło się też antysemitów, którzy z Izraelem nie chcą mieć nic wspólnego (Nick Fuentez chociażby). Oczywiście wierchuszka Demów dalej zbija piątki z Bibim, ale już Nowi Demokraci z pokolenia Mamdaniego trzymają się jak najdalej. Wygląda na to, że czasy „Izraela-Największego-Sojusznika-USA” powoli dobiegają do końca.

  90. @ergonauta
    „ale „wszechczłowiek” Dostojewskiego/Putina jest na tyle podobny do „wszechczłowieka” Bezosa/Muska (…), że między takimi macherami od losu musi być naturalna nić sympatii. Trump po prostu lub Putina, tak po ludzku”

    Trump to biznesmen, lubi Rosję bo ta dwukrotnie uratowała go od bankructwa (i właśnie z tego powodu rozwinął przed Putinem czerwony dywan na Alasce – żeby umożliwić mu zachowanie twarzy przed tymi wszystkimi Girkinami i wyjście z wojny drzwiami a nie oknem). Panowie mają zresztą podobny gust. Trumpy przychodzą i odchodzą, ale bardziej od niego bałbym się tych wszystkich Thielów z Doliny Krzemowej, bredzących o katechonach i apokalipsie.

  91. @Roland sp-404
    „Liczba agentów terenowych ICE to coś ponad 22 tysiące (i to już po naborach Trumpa). Liczba komitetów wyborczych w stanach to ponad 100k”

    Wiem, ale przecież nie chodzi o to żeby obstawić całe Stany Zjednoczone, tylko kilka kluczowych miast. A do tego wystarczy zmobiliować kilka milicji z Montany (tylko żeby sobie poparadowali z bronią w jeden dzień). Efekt mrożący możesz uzyskać stosunkowo niewielką liczbą uzbrojonych ludzi na ulicach, jeszcze najlepiej żeby mieli kominiarki na twarzy (regularnych członków Czarnych Panter też było stosunkowo niewielu, ale impact polityczny wywołali taki, że hoho panie, ówczesna biała klasa średnia do dziś ma ciarki na plecach).

    „No więc znów nie. Ostatnio nawet Tucker Carlson (…) przeprowadził zaskakująco agresywny wywiad z ambasadorem USA w Izraelu (…) Oczywiście wierchuszka Demów dalej zbija piątki z Bibim, ale już Nowi Demokraci z pokolenia Mamdaniego trzymają się jak najdalej”

    No to na jeden taki „zaskakująco agresywny” (?) wywiad znajdziesz czterdzieści, w których dziennikarze będą się przed panem ambasadorem czołgać. Ciekawe zresztą, że wymieniasz tylko Carlsona i Mamdaniego. Mainstream i cała reszta sra po gaciach że strachu, że ich Fox News zdyscyplinuje, lub – z drugiej strony – New York Times pogrozi paluszkiem.

  92. @mmf

    „Wiem, ale przecież nie chodzi o to żeby obstawić całe Stany Zjednoczone, tylko kilka kluczowych miast.”

    Przy obecnym swingu w stronę Demokratów, tych miast nie jest „kilka kluczowych”, tylko raczej kilkanaście albo i więcej. Dajmy sobie spokój z historiami o ICE patrolującymi wybory, bo to trochę niepoważne. ICE to okropna organizacja, ale zdolna do wygenerowania afery w pojedynczym mieście, a nie przeprowadzenia ogólnokrajowej akcji.

    „Mainstream i cała reszta sra po gaciach że strachu”

    Mainstream strasznie też płakał nad CEO UnitedHealth i Charliem Kirkiem, i psa z kulawą nogą to nie obeszło. NYT bardzo groził bardzo paluszkiem Mamdaniemu – również bez większego przełożenia. A sędziów SN to dyscyplinował sam Trump osobiście. I co? I nic.

  93. @Błąd
    Wolę podział na „błąd” i „nietrafną decyzję”. Można podjąć optymalną decyzję i przegrać oraz złą i wygrać. Precz z szachami geostrategicznymi, niech żyje brydż. Dla mniej wymagających może być poker.

    W przypadku USA czy ogólniej Zachodu największym i najczęstszym błędem jest „samocentryzm”. Czy to Kissinger, czy Hollywood polityka czy wojna to amerykańscy chłopcy. Nawet dziś widać to wśród zachodnich miłośników Rosji. Zaproponujmy Putinowi pokój i będziemy żyli długo i szczęśliwie. A na pytanie, a co jeśli Putin się nie zgodzi, dziwią się: jak to się nie zgodzi, na naszą propozycję? O Ukraińcach w ogóle ani słowa. I to nie tylko szeregowi obywatele, ale ludzie podpisujący się „profesur”.

    @Plany
    Plany to jedno, a wojna to drugie
    Mamy plany zajęcia Królewca, ale nie oznacza to, że ich użyjemy. Układ Warszawski miał plany ataku na Zachód. No i co? Nic, myszy zjadły.

    @Guardian
    Przywołuje, znowu, Stalina, co nie chciał uwierzyć, choć różni ostrzegali. No to przypomnijmy, porównajmy.

    Stalin nie wierzył, że Hitler zaatakuje. Prawda, nie wierzył. Stalina oskarżano o różne rzeczy, np.

    >Churchill ostrzega, Sorge ostrzega, Stalin nie wierzy
    A dlaczego miałby uwierzyć? Ten pierwszy to wróg komunizmu w desperacji, ten drugi to korespondent w Tokio. Pierwszy może i ma Enigmę, ale jej nie zdradzi, ten drugi ma tylko plotki krążące w dzielnicy dyplomatycznej.

    Z różnych opowieści można by odnieść wrażenie, że Stalin siedział sobie w gabinecie, nudził się i czekał na raport od Stirlitza. W rzeczywistości Stalin był zasypany raportami po czubek głowy, a wniosek z nich jeden: zaatakują albo nie zaatakują.

    >Stalin nie wierzył własnemu wywiadowi.
    Wprost przeciwnie. Zasypany tonami makulatury Stalin postanowił polegać na czymś – w miarę – wiarygodnym, czyli meldunkach wywiadu.

    Który meldował, że Niemcy skoncentrowali na granicy 120 dywizji (prawda), a mają w ogóle 280 (nieprawda, 230).

    Jaki wniosek wyciągnie z tego logicznie myśląca osoba?
    Tylko jeden. Niemcy nie są gotowi. Hitler to wariat, ale jego generałowie to profesjonaliści, najlepsi z najlepszych na świecie. Przecież nie wymyślą, żeby podbić ZSRR setką dywizji w 3 miesiące (a jednak).

    >Stalin nic nie robił
    W drugiej połowie maja rozpoczął się przerzut wojska z Azji na Ukrainę, Termin wykonania przełom czerwca i lipca. Tuż przed atakiem dywizje piechoty stacjonujące w głębi Ukrainy i Białorusi ruszyły do granicy. Czas przybycia: kilka dni.
    Przemarsze i przewozy odbywały się z zachowaniem największej tajemnicy. Dlatego przejazd znad Bajkału na Ukrainę miał zająć aż 1,5 miesiąca, żeby nie zakłócać normalnych przewozów.

    No i Stalin naprawdę nie wierzył, że Hitler zaatakuje.

    Dochodzimy do najważniejszego: dylemat decyzyjny Stalina.
    Dnia 21 czerwca o godz. 13 (12 godzin przed atakiem) do sztabów jednostek Wehrmachtu nadszedł umowny sygnał „Dortmund” , czyli naprzód. Po kilku godzinach na Kreml zaczęły napływać meldunki: Niemcy idą do granicy.

    Co mógł zrobić Stalin?
    1. Ogłosić alarm bojowy
    Jeśli naprawdę zaatakują, jest za późno. Dywizje, które już są w drodze, trochę przyspieszą, ale niewiele to da, a jeśli na kolei zapanuje chaos, to może być nawet gorzej. A jeśli jednak nie zaatakują?

    2. Nic nie robić, poczekać, aż się wyjaśni.
    W najgorszym razie dywizje już będące na granicy przepadną, ale to tylko 10% sił. Najwyżej włamią się na 20-50 km, a choćby i na 100, to tylko bezwartościowe polskie Kresy.

    A potem wyciągniemy asy z rękawa. Dużo asów. Rzucimy do przeciwnatarcia korpusy zmechanizowane. Stoją w głębi, pierwsze uderzenie im nie zaszkodzi (nie zaszkodziło).

    W sumie, poczekamy, zobaczymy, jakby co – damy radę. Nie dali, ale to inna historia.

  94. @Roland sp-404
    „E nie, MAGA jeżeli stoi w ogóle na jakimś stanowisku w sprawach międzynarodowych, to raczej na pozycjach izolacjonizmu, a nie jakiegoś Sojuszu Polarnego z Rosją.”

    To jest w ogóle jakaś spójna grupa wyborców? Bo w to, że znaleźli się jacyś skrzydłowi mistrzowie, którzy kupili bajeczkę Dugina o wspólnocie wartości z Rosją, to chyba nie wątpisz (nawet jeśli była ich mniejszość).

    Poza tym nie zgadzam się też zbytnio z tezą o popieraniu izolacjonizmu – może i wcześniej był izolacjonizm (może i duma ich rozpierała, gdy Donnie mówił, iż gdyby on był preziem, to żadnej wojny Rosji z Ukrainą by nie było (w domyśle chyba = nie dałby wsparcia, a Z przecież nie miał kart…), może i wcześniej były nawet badania wskazujące, że magasy nie popierały w większości interwencji w obcych krajach, np. interwencji w Wenezueli… ale po fakcie najczęściej okazywało się, że w większości popierają. Oczywiście wiadomo, oni teraz się żrą już z deczka między sobą, ale do niedawna było tak, że czego nie zrobił pomarańczowy, to potem popierali. Tak jakby byli magicznie zjednoczeni pod jego… batutą.
    Inaczej było?

  95. „To jest w ogóle jakaś spójna grupa wyborców? Bo w to, że znaleźli się jacyś skrzydłowi mistrzowie, którzy kupili bajeczkę Dugina o wspólnocie wartości z Rosją, to chyba nie wątpisz (nawet jeśli była ich mniejszość).”

    Szczerze to bardzo wątpię, bo to oznaczałoby, że upadająca LMC z interioru i biali boomersi (a więc core’owi wyborcy Trumpa) jakimś sposobem zetknęli się z doktryną z obcego państwa, a do tego zrozumieli ją i przyswoili. Mówimy o społeczeństwie, w którym po wygraniu sezonu koszykarskiego wygrywa się „mistrzostwo świata”, i które wciąż myśli, że żyje w najlepszym kraju na świecie (stąd też wesołe historyjki o amerykanach dowiadujących się o urlopie macierzyńskim albo próbujących europejskiego jedzenia).

    „ale po fakcie najczęściej okazywało się, że w większości popierają”

    Tutaj link do Ipsosa (zrobionego zaraz po), w którym Amerykanie nadal w większości nie popierali.

    link to ipsos.com

    Może gdzieś jest kolejny polling np. z lutego, z chęcią się zapoznam.

  96. @midtermy

    Liczba agentów ICE może nie jest jeszcze tak imponująca, ale nie należy zapominać, że agencja ma teraz niedorzecznie wysokie finansowanie, a narastająca desperacja finansowa i radykalizujące treści siane w mediach mogą być bardzo skuteczne w napędzeniu nowych, sfrustrowanych rekrutów.

    Z jakiegoś powodu ICE buduje też olbrzymie centra detencyjne i zamieniają w nie kupowane magazyny. Ma na to pójść chyba ze $40B. Może będą tam przetrzymywać rzekomych imigrantów, a może „antyamerykańskich” terrorystów namaszczonych tak z pomocą dyrektywy NPSM-7 i memorandum Pam Bondi. To oczywiście spekulacja, ale co teraz jest nie do pomyślenia?

    A oprócz tego jest jeszcze potencjalnie (znacjonalizowana?) Gwardia Narodowa.

    Kolejna kwestia to eliminowanie wyborców z list uprawnionych, tworzenie nowych wymogów identyfikacyjnych, zmiany w kwestii głosowania listownego, maszyny wyborcze w rękach zwolennika MAGA, a może i jakaś totalnie chamska akcja w rodzaju deklaracji „wygraliśmy, a jak nie to fałszerstwo” ze strony Trumpa.

    Moim zdaniem jest jeszcze o wiele zbyt wcześnie na optymizm.

    @Roland sp-404
    „Ostatnio nawet Tucker Carlson (…) przeprowadził zaskakująco agresywny wywiad z ambasadorem USA w Izraelu”

    To na razie sporo za mało, bo cały mainstream nadal nie przejawia żadnej refleksji i przy każdej okazji pada na kolana przed syjonizmem. Nawet większość amerykańskich „lewaków” krępuje się z bardziej śmiałymi deklaracjami. Małym bohaterstwem jest póki co nawet proponowanie, żeby może już nie sponsorować broni ofensywnej dla Izraela, jak to zrobiła niedawno AOC.

    Ewidentne powiązania Epsteina z Izraelem też pozostają skrupulatnie przemilczane przez tradycyjne media, a Amerykanie kiszą się w sosie syjonistycznej propagandy już od dobrego półwiecza. Większości populacji tak łatwo to nie przejdzie, choć oczywiście chciałbym się mylić.

  97. @Roland sp-404
    „Tutaj link do Ipsosa (zrobionego zaraz po), w którym Amerykanie nadal w większości nie popierali.”

    Chodzi mi stricte o wyborców Trumpa. Kojarzę, jakbym gdzieś o tym czytał. Może chodziło o Iran. Z braku czasu i klasycznego doskoku prokrastynacyjnego teraz nie będę za tym szperał, ale coś mi świta, że te przesunięcia krok w krok za idolem (najpierw przeciw, potem za) były spore.

  98. @ICE:
    „Liczba agentów ICE może nie jest jeszcze tak imponująca, ale nie należy zapominać, że agencja ma teraz niedorzecznie wysokie finansowanie”
    Nie ma, bo jest lockdown i nie uchwalili im budżetu.

    „a narastająca desperacja finansowa i radykalizujące treści siane w mediach mogą być bardzo skuteczne w napędzeniu nowych, sfrustrowanych rekrutów.”
    Jak na razie, to rekruci na mediach społecznościowych się skrażą, że „no kurde, nikt nas nie lubi, nie tak miało być” i że nie dostali tych oczekiwanych signup bonusów.

    „Większości populacji tak łatwo to nie przejdzie, choć oczywiście chciałbym się mylić.”

    Od czegoś trzeba zacząć. To jest zawsze tak, jak z bankructwami – gradually, then suddenly.

  99. @carstein
    „ICE: jest lockdown i nie uchwalili im budżetu.”

    O ile mi wiadomo, to ICE ciągle dysponuje superfinansowaniem z poprzedniego roku i chwilowy lockdown aż tak im nie szkodzi.

    „Jak na razie, to rekruci na mediach społecznościowych się skarżą”

    Wszyscy trzej? Wybacz, ale uwierzę kiedy zobaczę jakieś konkrety, bo trudno mi uwierzyć, żeby pomarańczowy nie zadbał odpowiednio o morale swoich bojówek.

  100. @Luca

    „Z jakiegoś powodu ICE buduje też olbrzymie centra detencyjne i zamieniają w nie kupowane magazyny. (…) To oczywiście spekulacja, ale co teraz jest nie do pomyślenia?”

    Tak rozwijaną infrastrukturę wciąż musi obsłużyć 22k agentów terenowych. Oczywiście, można nałapać nowych, ale biorąc pod uwagę jakość zaciągu do ICE i powszechną niechęć do tej instytucji – to byłaby i tak niezwykle nierówna walka. Dała przykład Minnesota, jak zwyciężać mamy.

    „Kolejna kwestia to eliminowanie wyborców z list uprawnionych, tworzenie nowych wymogów identyfikacyjnych”

    Ostatnio padł pomysł, żeby kazać rejestrować się po paszportach, ale ktoś w MAGA w porę pomyślał, że w sumie paszporty to mają tylko wielkomiejskie dem-y. Problem, przed którym stoi MAGA, jest taki, że przeciętny wyborca Demokratów o wiele lepiej ogarnia swoje dokumenty niż przeciętny wyborca Republikanów. Dokręcanie śruby od tej strony może załatwić nie ten elektorat co trzeba.

    „To na razie sporo za mało, bo cały mainstream nadal nie przejawia żadnej refleksji i przy każdej okazji pada na kolana przed syjonizmem.”

    Mój argument brzmi, że medialny mainstream bardzo, bardzo stracił na znaczeniu, a Epstein Files tylko to pogłębiło. Stary system nadal pada na kolana, ale jakikolwiek nowy głos w systemie jest zasadniczo antysyjonistyczny.

  101. Chciałem wrócić do wątku kryzysu w Rosji.

    Guardian parę tygodni temu pisał, że owszem, jest źle, ale Putin ma jeszcze w odwodzie kolejne sposoby na zdobywanie pieniędzy i prawdopodobnie będzie w stanie prowadzić wojnę przez cały 2026 a może i dużą część 2027 (dodruk pieniędzy, nacjonalizacja spółek, wyprzedaż majątku publicznego, podniesienie podatków).

    W międzyczasie cena ropy prawdopodobnie podskoczy i to też im pomoże. Sprzedają obecnie więcej ropy niż przed wojną, ale niemal o połowę taniej. A i ta ilość też pewnie pójdzie jeszcze w górę (Indie przestaną się bać ceł Trumpa, Ukraina puści ropę na Słowację i Węgry, itd. itp.). Sporo zależy od skuteczności ścigania rosyjskiej floty cieni (ponoć jest coraz lepiej).

    Tak czy inaczej, za wcześnie na otwieranie szampana.

  102. @Luca:
    „Wszyscy trzej? Wybacz, ale uwierzę kiedy zobaczę jakieś konkrety, bo trudno mi uwierzyć, żeby pomarańczowy nie zadbał odpowiednio o morale swoich bojówek.”

    No tak, człowiek, który słynie z niepłacenia pracownikom, podwykonawcom i partnerom biznesowym miałby komuś nie zapłacić? Masz rację, to zupełnie ale to zupełnie nieprawdopodobne.

  103. @Luca
    „trudno mi uwierzyć, żeby pomarańczowy nie zadbał odpowiednio o morale swoich bojówek”

    W takim razie nie spotkałeś się z tym jak pomarańczowy traktuje swoich klientów, inwestorów, wykonawców i generalnie wszystkich „pod”. On właśnie ma kompletnie w pompie morale i relacje z ludźmi których nie uważa za sobie równych.

  104. @luca
    „Wszyscy trzej? Wybacz, ale uwierzę kiedy zobaczę jakieś konkrety, bo trudno mi uwierzyć, żeby pomarańczowy nie zadbał odpowiednio o morale swoich bojówek.”

    Teraz pan robi błąd o którym dyskutujemy powyżej, że to niemożliwe, żeby Trump był aż takim idiotą. Ludzie z klasy Epsteina gardzą nami nawet nie na takiej zasadzie, że mają za tym jakieś ideolo – po prostu jesteśmy dla nich jak sprzęty gospodarstwa domowego. Dba pan o morale swojego odkurzacza?

  105. @Roland sp-404
    „Tak rozwijaną infrastrukturę wciąż musi obsłużyć 22k agentów terenowych.”

    Planem nie jest przecież, że oni w tych centrach zamkną 10 mln demokratów i każdego będzie pilnować trzech agentów.

    „Dała przykład Minnesota, jak zwyciężać mamy.”

    Nawet nie tyle Minnesota, co samo Minneapolis. Ponadto Minnesota to chyba jeden z najkonsekwentniej demokratycznych stanów w USA (Reagan przegrał tam nawet podczas swojej reelekcji).
    Ale owszem, przykład dała. Gdyby tak wszystkie duże miasta ogłosiły strajk generalny, to impreza faktycznie mogłaby się szybko skończyć.

    „Ostatnio padł pomysł, żeby kazać rejestrować się po paszportach”

    A to przepraszam, jeśli myk z paszportami nie zadziała, to już nic innego nie da się zrobić i jesteśmy uratowani!
    Uczepiłeś się jednego, dość niedorzecznego przykładu, jakby od niego konkretnie cokolwiek zależało.

    @carstein
    „No tak, człowiek, który słynie z niepłacenia pracownikom, podwykonawcom i partnerom biznesowym miałby komuś nie zapłacić? Masz rację, to zupełnie ale to zupełnie nieprawdopodobne.”

    A to przepraszam – nie wiedziałem, że on ze swoich płaci agentom ICE…
    Poza tym o bojówkarzy to już zadba Stephen Miller, albo inny rekonstruktor trzeciej rzeszy.

    Miło widzieć pozytywne nastroje na blogu w kontekście rozwoju wypadków w USA, ale ja nadal wolę brać pod uwagę czarne scenariusze.

  106. @luca
    Pan już strzela na oślep, to przestało być ciekawe a nigdy nie było informujące, proszę zaprzestać.

  107. „Kolejna kwestia to eliminowanie wyborców z list uprawnionych, tworzenie nowych wymogów identyfikacyjnych”

    To musi przejść przez Senat. Na dziś nic nie wskazuje, by magowcy mieli większość pozwalającą im na ominięcie filibustra.

  108. @luca
    „(…) trudno mi uwierzyć, żeby pomarańczowy nie zadbał odpowiednio o morale swoich bojówek”

    @wo
    „(…) po prostu jesteśmy dla nich jak sprzęty gospodarstwa domowego. Dba pan o morale swojego odkurzacza?”

    Jedno (traktowanie ludzi jak sprzęt AGD) nie wyklucza drugiego (umiejętnego wykorzystywania tego sprzętu). Jeśli zależy mi na tym, żeby mój odkurzacz dobrze działał, to go serwisuję i czyszczę (choć tego nie znoszę). Hitler, owszem, mógł prywatnie gardzić SA i uważać ich za najgorszy motłoch, niemniej przydatny – i dopóki byli mu oni potrzebni, oliwił ten mechanizm, chuchał i dmuchał. Nie był aż tak głupi, żeby go zaniedbywać. A kiedy później przestał potrzebować tego odkurzacza, to bez żalu wyrzucił go na śmietnik. Mao też dbał o morale swoich hunwejbinów (dopóki byli mu przydatni, wiadomo gdzie skończyli później…), choć zapewne się nimi brzydził.

    No chyba że zakładamy, że pomarańczowy jest na tyle głupi że zgubił instrukcję, zapchał rurę i zepsuł silnik.

  109. @mnf
    „No chyba że zakładamy, że pomarańczowy jest na tyle głupi że zgubił instrukcję, zapchał rurę i zepsuł silnik”

    Ta rozmowa wydaje mi się prowadzić donikąd, więc udzielę Odpowiedzi Definitywnej. Otóż Hitler był jaki był, ale pochodził z biednej rodziny, więc miał odruch dbania o (metaforyczne) odkurzacze. Trump jest bogaty z urodzenia, więc u niego się po prostu wyrzucało i kupowało nowy, nikt tam nie miał odruchu serwisowania czy zwłaszcza czyszczenia. On gardzi ludźmi niebogatymi z urodzenia po prostu odruchowo, czy raczej z powodu braku odruchów. Jemu nawet nie przyjdzie do głowy zadbać o morale jego bojówek.

  110. @odruch serwisowania bliźniego swego

    Brak odruchu serwisowania bliźniego jest właśnie tym, co łączy amerykańskich technofeudałów i speców od rosyjskich miru. Wszechludzi się nie serwisuje, bo są identyczni i wymienialni automatycznie, obojętne czy są pracownikami Amazona, czy żołnierzami Armii Czerwonej.
    Wszechludzi się podpina pod sieć kołchoźników, w której nie jest ważne, że okręt szpitalny nie płynie na Grenlandię, tylko to, że Trump tak powiedział. Bo to, co Trump czy Putin powiedział jest ważniejsze niż fakty. A dlaczego? Bo „według Iwana Iljina Bóg stworzył świat, ale zrobił to ułomnie. To był błąd, nieudany eksperyment. Świat jest więc przerażający. Składa się z mnóstwa różnych rzeczy i spraw, tak zwanych faktów, ale te fakty rozbiegają się na wszystkie strony, w żaden sposób nie da się ich pogodzić ze sobą i ułożyć w spójną całość. Dlatego świat napawa człowieka lękiem, a fakty są odrażające i nie mają żadnej wartości.” (cytuję za artykułem w KryPolu)

  111. @wo
    Umm, to w ogóle nie było do Pana (mimo mojego organicznego oporu przed „Panowaniem” w internecie w tej sytuacji wypada mi się chyba jednak przełamać), ten wątek między nami uznałem za zamknięty (i to z miłym zaskoczeniem po mojej stronie) po pierwszej odpowiedzi jaką od Pana uzyskałem. Plus na tyle na ile to rozumiem, nasza główna oś sporo była raczej na warstwach „ludzie wystawieni na przemoc państwową położą od razu uszy po sobie” i „Republikanie czują się absolutnie pewnie”, a nie „dummymandering is a thing”. Tu wspomniałem o tych przewidywaniach do MNF uznając to jako argument „zobacz, w tym kontekście opieram się na trafnych przewidywaniach, co czyni moje obecne również bardziej wiarygodnymi”.

    @MNF
    Ergh. Ja naprawdę proponowałbym jednak, żebyś zapoznał się z podstawami tematu, na który się wypowiadasz, bo co post, to bardziej chybiasz.

    „A skąd masz pewność, że ci Latynosi w ogóle pójdą głosować? Przecież cała ta szopka z ICE jest m.in. po to, żeby ich zastraszyć.”

    I to jest takie miejsce, gdzie naprawdę przydaje się sprawdzić podstawowe dane. Bo 55% latynosów w Texasie w 2025 zagłosowało na Trumpa (i 48% głosów latynosów w ogóle). Latynosi są wbrew pozorom dość konserwatywną mniejszością w USA. Dummymandering w Texasie był przygotowywany z założeniem, że Republikanie utrzymają (lub przynajmniej bardzo mało stracą) to wszystko, co od tych latynosów uzyskali. Jeśli tylko by wszyscy latynosi w Teksasie proporcjonalnie zostali w domach, to marginesy które republikanie sobie zostawili już są wystarczająco niskie, by stracili szereg stołków. A przecież nie zostaną w domach proporcjonalnie – Ci którzy byli pro-trumpowi częściej zostaną w domach. Ci, którzy byli anty w tej sytuacji będą bardziej zmobilizowani.

    Więc gratuluje, zrobiłeś doskonały argument o ryzykowaniu obicia ryja, tylko uderza on w Twoje własne stanowisko.

    Swoją drogą, już teraz widzimy w Teksasie np. kolosalne różnice w prawyborach po obydwu stronach.

    Idąc dalej…
    „Po co zaraz ograniczać prawa mniejszości? Wystarczy ich zastraszyć w dniu wyborów (w kluczowych stanach oczywiście).”

    Ale oni nie zdołali zastraszyć wyborców w bynajmniej nie głęboko błękitnym jednym średnio-dużym mieście jakim jest Minneapolis, wysyłając tam w zasadzie wszystkie wolne siły. Wyobrażenie sobie tego, że samo ICE zastrasza wyborców w większej ilości miast to dopiero absurd.

    Serio, tłumaczyłem już swego czasu czemu ten scenariusz nie jest realny na poziomie mobilizacji wojska i straży narodowej, bo i tam brak po prostu ludzi. A co dopiero na poziomie ICE.

    „Jak im Fox News czy inna One America powie że jest normalnie, to oni będą uważać że jest normalnie.”

    Tak i dlatego właśnie mamy teraz rozłam w MAGA za rozłamem w MAGA, od MTG po część MAHA, które właśnie szlag trafił za glifosfat. Skąd u licha w ogóle czerpiesz wiedzę o USA,by takie rzeczy rzucać?

    „Efekt nie będzie przeciwny, bo efekt mniejszej frekwencji wśród ludności kolorowej przeważy nad nieliczną grupką oburzonych Republikanów.”

    Czy sprawdziłeś wyniki JAKICHKOLWIEK wyborów uzupełniających w ciągu ostatniego pół roku w USA? Mamy przebicia rzędu 50 punktów procentowych, a Ty gadasz o „nielicznej grupce oburzonych Republikanów”?

    „„W Stanach jest właśnie jeden wielki odwrót od popierania Izraela wśród wyborców”

    Właśnie od dekad trwa zażarta rywalizacja o to, kto oddaje większe hołdy temu Nieruchomemu Lotniskowcowi Demokracji – Republikanie czy Demokraci?”

    A, ok, wygląda na to, że problem nie musi być w źródłach, problem jest na poziomie podstawowego czytania ze zrozumieniem. Carstein Ci pisze o odwrotu wśród wyborców, na co Ty argumentujesz poparciem wśród ELIT elit partyjnych. To naprawdę nie są tożsame grupy.

    „To zapraszam na forum „Wyborczej”,”

    Ok, ze źródłami jednak też problem i to taki podstawowy. Podpowiedź – argumentacja z zaktywności z dużego forum internetowego odnoszona jako reprezentacyjna dla populacji mówi tylko jedno „argumentujący nie rozumie podstaw doboru próby”. Absolutnie nic więcej. A, to było prawdą 10 lat temu. Dziś mówi też „ani nawet tego, że 90%+ ruchu na takich forach to boty”.

    ” Efekt mrożący możesz uzyskać stosunkowo niewielką liczbą uzbrojonych ludzi na ulicach, jeszcze najlepiej żeby mieli kominiarki na twarzy ”

    I dlatego właśnie Minneapolis jest całkowicie zamrożone, a ICE robi tam co chce… Oh wait, nie, spotyka się z masowymi protestami wszędzie gdzie się pojawia, jest na potęgę doxxowane i nie tylko.

    @Luca
    „Liczba agentów ICE może nie jest jeszcze tak imponująca, ale nie należy zapominać, że agencja ma teraz niedorzecznie wysokie finansowanie, a narastająca desperacja finansowa i radykalizujące treści siane w mediach mogą być bardzo skuteczne w napędzeniu nowych, sfrustrowanych rekrutów.”

    Proponuję zrewidować fakty, przecież ICE już teraz ma dramatyczne problemy z rekrutacją i sięga po MLMowe wręcz taktyki, bierze też z łapanki każdego (w tym kilkoro liberalnych aktywistów i dziennikarzy anty-ICE, bynajmniej się z poglądami nie kryjących).

    „A oprócz tego jest jeszcze potencjalnie (znacjonalizowana?) Gwardia Narodowa.

    Kolejna kwestia to eliminowanie wyborców z list uprawnionych, tworzenie nowych wymogów identyfikacyjnych, zmiany w kwestii głosowania listownego, maszyny wyborcze w rękach zwolennika MAGA, a może i jakaś totalnie chamska akcja w rodzaju deklaracji „wygraliśmy, a jak nie to fałszerstwo” ze strony Trumpa.”

    Ja naprawdę proponuję jednak zrewidować te wszystkie pomysły z dobrymi źródłami. Przecież tego typu pomysły są od dawna punktowane, ze wskazaniem choćby na kwestie czasowe.

  112. Co do wspominanego wyżej Tuckera Carlsona to bym się nie zachwycał, bo to jak zachwyty nad stanowiskiem Grzegorza Brauna w sprawie Palestyny. On po prostu jest z tej akurat bardziej antysemickiej niż islamofobicznej frakcji amerykańskiej prawicy, a nie że jakoś rzeczywiście mu chodzi dobro Palestyńczyków.

  113. Ale wyniki wyborów off-cycle nie sa jakimkolwiek predyktorem regularnych wyborów
    Nate Silver #mial o tym notkę (niejedna)

  114. @kotkotson
    Ile jesteś gotowy postawić na to, że nie są JAKIMKOLWIEK predyktorem?

    Można dyskutować o tym, na ile są silnym predyktorem. Ale twierdzić, że nie są jakimkolwiek to czysty absurd. W ostatnich latach średni over/underperformance w special elections względem faktycznych wyborów był bardzo bliski, na poziomie 1% różnicy, z jednym wyjątkiem, 7% w 2024… Obecny średni overperformance Demokratów to 13%. link to youarehere.substack.com.

    A jak chcesz Silvera który też opiera się na special elections do wnioskowania, to np. link to fivethirtyeight.com

    Więc chyba nieco popłynąłeś względem faktycznych twierdzeń jego. Albo mocno zmienił zdanie (tyle, że jeśli tak, to akurat w ostatnich latach Silver zaliczył sporo krytyki, wiec jego nowe zdanie jest deczko mniej przekonujące).

  115. @rekrutacja do ICE

    Wczoraj o 22.00 leciało „Mississippi w ogniu” jednym okiem czytałem @Artur Król, drugim oglądałem Hackmana z Defoem w starciu z samozwańczą milicją obywatelską. No i jeżeli faktycznie nastąpił problem z naborem do ICE, to jest naprawdę optymistyczna dynamika, bo jeszcz głupie 60 lat temu nie byłoby problemu. Amerykanie, tak historycznie patrząc, lubią tworzyć spontaniczne zmotoryzowane oddziały milicji, pewnie m.in. o to chodzi w skrócie MAGA, żeby było jak wtedy, kiedy FBI nie zabraniało jednym Amerykanom strzelać do innych Amerykanów, a tymczasem – zaskoczenie – sami Amerykanie już tak za bardzo nie chcą.

  116. @Artur Król
    „>Jak im Fox News czy inna One America powie że jest normalnie, to oni będą uważać że jest normalnie.
    Tak i dlatego właśnie mamy teraz rozłam w MAGA za rozłamem w MAGA, od MTG po część MAHA, które właśnie szlag trafił za glifosfat. Skąd u licha w ogóle czerpiesz wiedzę o USA,by takie rzeczy rzucać?”

    To akurat wygląda na pewien powszechny typ zachowania czyli wyciąganie wniosków ze starszych danych, bez uwzglęniania nowych. Tak było jeszcze parę lat temu, gdy Trump mógł swoim zwolennikom rzucić „ukradli nam wybory, wicie-rozumicie. Ja nic nie sugeruję, ale wiecie co z nimi zrobić!” a ci poszli szturmować Kapitol, po czym Fox News i podcasterzy wyjaśnili bazie, że nie ma się czym ekscytować, business as usual.
    Takie działanie na podstawie starszych danych to norma, nie bez powodu mówi się o generałach którzy są świetnie przygotowani do wygrania poprzedniej wojny (po czym następuje nowa).

    Tyle że w 'United States of A miracle (they need one)’ od tego czasu sporo się zmieniło. Trump jednak wygrał i rządzi, więc jest w innej sytuacji niż gdy mógł walić w Bidena i obwiniać go o wszystko obiecując złote góry. To jego druga kadencja, pozbył się ludzi którzy mieli go sabotować, zidentyfikował i uderzył w „deep state”, do administracji wciągnął Muska który z DOGE miał usprawnić administrację, a potem go nawet odwołał bo zadanie wykonane. I okazało się, że nic nie usprawnił, a oszczędności są znikome. Do tego sprawa Epsteina (na tym blogu chyba można pisać bez koalangowania?), gdzie z obiecywanym ujawnieniem dokumentów były problemy. I do tej pory nic z tego dla nikogo nie wynikło. Nawet zapatrzeni w siebie Amerykanie stawiają pytania czemu w UK czy Korei ktoś może zostać zatrzymany i dostać zarzuty, a u nich nic.
    Na początku tego roku były też chociażby takie rzeczy jak protesty republikańskich wyborców na Town Hallach włącznie z wynoszeniem ludzi przez bojówkarzy udających ochroniarzy (w tym chyba nawet jednego kongresmana) i obojętność ludzi szeryfa którzy stali obok.

    Dlatego masz absolutnie rację, że jeśli ktoś chce rozmawiać o współczesnych Stanach – zwłaszcza o takich wydarzeniach jak nadchodzące wybory – to powinien sobie zaktualizować informacje. Bo propaganda działająca w trybie BAU to już przeszłość, teraz nawet twardzi heroldowie MAGA potrafią się buntować i zadawać niewygodne pytania, a to m.in. oni podsycają (albo nie) emocje wyborców. Pisać, że Fox News wyjaśni i będzie spokój, to jak pisać, że w Ukrainie nawalają się czołgi, artyleria i klasyczne lotnictwo, a drony nic nie zmieniają. I że Rosjanie wylądowali w Hostomelu, więc zaraz zajmą Kijów!
    Ja się nie ośmielam robić predykcji. Staram się być na bieżąco, ale wiem, że moje źródła mogą być zbiasowane.

  117. @ak
    „Umm, to w ogóle nie było do Pana (mimo mojego organicznego oporu przed „Panowaniem” w internecie w tej sytuacji wypada mi się chyba jednak przełamać), ten wątek między nami uznałem za zamknięty (i to z miłym zaskoczeniem po mojej stronie) po pierwszej odpowiedzi jaką od Pana uzyskałem. ”

    Super, to już się nie będę narzucać, ale oczywiście zamknięte na dobre to będzie dopiero w listopadzie. Ja wtedy raczej wrócę do tematu, i oby, oby, oby z definitywnym już Uznaniem Trafności Pańskiej Prognozy.

    „Proponuję zrewidować fakty, przecież ICE już teraz ma dramatyczne problemy z rekrutacją”

    I chyba już z sąsiedniego wątku wyłania się odpowiedź dlaczego. Trump nie umie utrzymywać poparcia, dbać o morale itd. Każdego traktuje jako zasób jednorazowego użytku. Nie serwisuje odkurzacza, wyrzuca go. Mógł zrobić różne rzeczy by utrzymac poparcie Latynosów albo wyborców co to chcieli mieć tanie zakupy albo nie chcieli nowych wojen, ale gdy już uzyskał ich głosy, zapominał o nich. Zrażał całe grupy bezsensownymi posunięciami.

  118. @Artur Król
    „Tak i dlatego właśnie mamy teraz rozłam w MAGA za rozłamem w MAGA, od MTG po część MAHA, które właśnie szlag trafił za glifosfat.”

    Ten napastnik, który ostatnio wdarł się z bronią i benzyną do Mar-a-Lago, jak się okazuje był magowcem, cała jego rodzina (jak zeznają krewni) głosowała na Trumpa, a odwróciło mu się właśnie po Epsteinie, w którą to sprawę był głęboko zaangażowany. Jakoś dziwnie cichi o tym się zrobiło.

  119. @ergonauta
    „Brak odruchu serwisowania bliźniego jest właśnie tym, co łączy amerykańskich technofeudałów i speców od rosyjskich miru.”

    To nie jest takie całkiem bez sensu. Thiel i Musk to niewykształcone ćwoki, które Dostojewskiego oczywiście nie czytały, ale rosyjski „kosmizm” to prefiguracja ichniego akceleracjonizmu (i miał źródła w prawosławnym mistycyzmie, nie w marksizmie!).

  120. @kuba_wu
    jak się okazuje był magowcem, cała jego rodzina (jak zeznają krewni) głosowała na Trumpa

    Nie ma nic gorszego od zawiedzionej miłości. Ja już od dłuższego czasu się zastanawiałem kiedy będzie następny, bo Donnie właśnie swoim nieserwisowaniem odkurzacza narobił sobie całą masę sfrustrowanych ludzi, w tym wielu z profesjonalnym przeszkoleniem strzeleckim. To może być black swan o nieprzewidywalnych konsekwencjach, więc mimo wszystko życzę panu Trumpowi długiego życia i dalszego alienowania swojej bazy wyborczej, ale im dalej w efekty jego chaotycznych decyzji, tym będzie gorzej. Obstawiam też że jego zaplecze myśli teraz o Iranie w stylu Wag The Dog i przykrywania rosnącego wrzodu imieniem Jeffrey, którego nie da rady pudrować bez końca. Tak czy inaczej, ten sezon serialu USA zapowiada się bardzo ekscytująco, trzymajmy kciuki za showrunnerów!

    @ergonauta
    jeżeli faktycznie nastąpił problem z naborem do ICE, to jest naprawdę optymistyczna dynamika.

    Odpowiedź to oczywiście demografia. Ameryka staje się coraz mniej biała i wg. prognoz specjalistów gdzieś koło 2060 biali to będzie już mniej niż połowa. Ztcp już w tym momencie dzieciaki poniżej 18 czy może 16 roku życia to w większości non-white, dzietność białych spada, wśród Latynosów jest wyższa, dynamicznie też rośnie Azjatycka część społeczeństwa. No i nawet to tytułowe Mississipi AD 2025 jest już blisko 50-50 jeśli chodzi o całą populację. Patrząc w cyfry ja pozostaję ostrożnym optymistą i widzę tę całą prawacką rekonkwistę jako ostatnie wierzgnięcia tracącego na znaczeniu białego patriarchatu. To może oczywiście potrwać jeszcze całe dekady, ale obecna biała gerontokracja po prostu nie może się utrzymać w dłuższym okresie, przy czym w mojej szklanej kuli widzę następny kryzys finansowy jako potencjalny katalizator zmian. Jeśli zaś MAGA i spółka stracą wiatr w żagle odczujemy to też w Europie, mam nadzieję.

  121. @WO
    „Thiel i Musk to niewykształcone ćwoki, które Dostojewskiego oczywiście nie czytały, ale rosyjski „kosmizm” to prefiguracja ichniego akceleracjonizmu (i miał źródła w prawosławnym mistycyzmie, nie w marksizmie!).”

    W październiku 2025 Peter Thiel wygłosił serię wykładów na temat Antychrysta. Streścił w nich swoje teorie religijne (nałożone na biznesplany jego firm jak siatka kartograficzna na mapę). W tych wykładach Thiel, gromowładnym tonem, ostrzegał przed fałszywymi prorokami, którzy wprowadzają regulacje dotyczące sztucznej inteligencji i kontrolujące władzę bigtechów. Wyszło na to, że kto przeciw AI, ten Antychryst. Kto przeciw Thielom/Muskom, ten dąży do Apokalipsy.
    No, ale facet przynajmniej zachowuje jakieś parytety i szanuje prawa kobiet, bo do Antychrystów zalicza Gretę Thunberg.

  122. @cpt. Havermeyey
    „To może oczywiście potrwać jeszcze całe dekady, ale obecna biała gerontokracja po prostu nie może się utrzymać w dłuższym okresie, przy czym w mojej szklanej kuli widzę następny kryzys finansowy jako potencjalny katalizator zmian. Jeśli zaś MAGA i spółka stracą wiatr w żagle odczujemy to też w Europie, mam nadzieję.”

    Tylko, że za rogiem czai się już Nick Fuentes, sam o latynoskich korzeniach, który już jest w praktyce neonazistą i wojującym incelem. Sam swoje poglądy podsumował tak: “Jews are running society, women need to shut the fuck up, blacks need to be imprisoned for the most part, and we would live in paradise. It’s that simple”. I ma spore poparcie wśród młodych, a od niedawna wchodzi do MAGA-influencerów. Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy jakić ruch wyhodował sobie jeszcze skrajniejszych następców, którzy wygrają z nim na radykalizm.

  123. @PZ
    Fuentes

    Tak, to prawda, natomiast koreluje to mocno z tym że Incelstwo w US to dużo większy problem niż u nas. Oidp widziałem cyfry że coś 1/3 facetów przed 21rż nie miała żadnego intymnego kontaktu z kobietą w poprzedzającym roku (to chyba dane z 24r były, albo 25). I w ten kontakt wchodziły też niewinne całusy i przytulasy. Więc Fuentesy na pewno będą obsługiwać te frustracje, natomiast nie mają chyba szansy wyjść szerzej poza swój target z taką retoryką. To jak Memcen, któremu rosło poparcie dopóko nie otworzył buzi i się nie okazało co ma do powiedzenia.
    Te alfa samce mają teraz sprzyjające wiatry z Thielomuskami sypiącymi hajs, ale ten radykalny przekaz może jeszcze wrócić do piwnicy, gdzie jego miejsce. Jeśli Repsi rzeczywiście dostaną łomot w listopadzie to może jest cień szansy na przewietrzenie tej męskiej szatni. Jak już optimiczeskaja notka to sobie trochę pomarzę. Chciałbym wierzyć że ludzkość zmęczona już jest tym forever war i tęskni za odrobiną nudy i ciepłej wody w kranie.

  124. @ergonauta
    „tymczasem – zaskoczenie – sami Amerykanie już tak za bardzo nie chcą.”

    Bo mimo głośnych strzelanin fala przemocy od dawna opada aż w końcu zaczęła dosięgać więziennictwa. Długie wyroki się kończą a młodych chętnych nie ma.
    link to theatlantic.com (The Atlantic)

    Jakkolwiek to tłumaczyć, czy końcem zatruwania ludzi ołowiem, czy pokoleniem „będę grał w grę”, społeczeństwo jest mniej brutalne, tolerancja dla przemocy jest mniejsza. To też dobrze wróży na przyszłość jeśli chodzi o chętnych do faszystowskich bojówek.

    ICE łapało ludzi na kontrakty oferując 50k bonusu za samo podpisanie umowy. Kasę którą trzeba zwrócić jeśli zrezygnujesz z pracy przed końcem kontraktu. Jeśli toniesz w długach albo twoja rodzina, o co nie trudno w tamtejszym systemie zdrowotnym, jesteś łatwym celem dla rekruterów.

    @Paweł Ziarko
    „O tym jest „Polska na wojnie” Parafianowicza.”

    Dzięki

  125. @ergonauta „W październiku 2025 Peter Thiel wygłosił serię wykładów na temat Antychrysta.”

    Ale przecież Putin-katechon powstrzymuje nadejście Antychrysta, prawda?
    Jak to wszystko ładnie pasuje.

    @Cpt „Oidp widziałem cyfry że coś 1/3 facetów przed 21rż nie miała żadnego intymnego kontaktu z kobietą w poprzedzającym roku (to chyba dane z 24r były, albo 25).”
    Nie przekręciłeś czegoś aby? Te statystyka wydaje mi się zupełnie nie alarmująca, 40 lat temu w PRL wyglądało to pewnie podobnie (i to zakładając, że do populacji facetów prze 21rż nie wliczasz 12 latków, tylko 18-21)

  126. @charliebrvo:
    Tylko, wiesz, wojna w Ukrainie dla Rosji to też zapewne „pułapka zaangażowania”. Oni od 2014 krwawią, bo próbowali wykorzystać Majdan do szybkiego sukcesu (nie zdziwiłbym się, gdyby Putin uznał, że ma „instynkt mordercy”, czy inną super intuicję i to jest „ta” chwila). Pełnoskalowa inwazja, to mogła być próba zamknięcia sprawy raz na zawsze, po kilkudniowym ataku i czasowym pogorszeniu wizerunku.

    Moje argumenty idą raczej w tę stronę, że Stany (Irak, Afganistan), ale i wcześniej Rosja (Krym, Gruzja) próbowały jakoś osłonić politycznie swoją akcję. W dodatku Stany planowały czasową okupację — nie wiem, czy z perspektywy Rosji alternatywa „zwasalizowane państwo” czy „okupacja” jest istotne, ale generalnie, Stany nie musiały przykładać aż takiej wagi do sympatii ludności, ruchów sprzeciwu i reakcji międzynarodowej (tj. planu normalizacji stosunków).

    @bantus:
    > To nie jest tak, że Putin nagle oszalał
    Tylko widzisz, ja mogę chcieć wejść do banku i poprosić o całą gotówkę grożąc bronią*. Ale nie zrobię tego, bo nie oszalałem, choć:
    – tak jak Putin, mam powód — przydałaby mi się gotówka;
    – nie mam ideologii na to pozwalającej, ale mógłbym sobie stworzyć, przecież Dugin jest ode mnie głupszy.
    Nie robię tego nie tylko dlatego, że to niemoralne, ale również dlatego, że potencjalny zysk (pieniądze), nie równoważy ryzyka złapania za rękę, utraty twarzy, zamknięcia sobie drogi do pieniędzy zdobywanych legalnie itp.
    Dlatego nie kupuję tłumaczenia, że skoro istniała doktryna, czy pragnienie, to musiał przyjść skutek. To są ciągle kalkulacje polityczne, militarne, decyzje także moralne.

    Putin nie przygotował „osłony dyplomatycznej” — sojuszników, zapowiedzi ataku, alternatywy pokojowej, ew. prowokacji. „Argumentacja” z nazizmu w Ukrainie była słaba – nie przyłożyli się. Nawet jeśli Putin dogadał się z Chinami, to to o wiele za mało.
    Putin nie przygotował odpowiedniej przewagi militarnej.
    Putin nie przygotował planu B — miał zapasy na niecałe dwa tygodnie, musiał więc wycofać siły, gdy pierwszy atak nie wyszedł. (Nawiasem mówiąc: to jeden z powodów, dla których nie dowierzano w atak. I drugi nawias: że Stanom wychodziło, to nie wiemy, czy oni mieli też plan B.)

    *) wiem, przykład ze starych filmów sensacyjnych, a nie z sensu w życiu, ale…

    @Roland sp-404
    > Eksportem rewolucji raczej zainteresowani są oligarchowie stojący za MAGA, a nie MAGA jako ruch społeczny
    Eksportem ideologii zajmowali się ewangelikalni fundamentaliści od lat. Oczywiście nie wiem, jakie to proporcje w ruchu MAGA, ale to nie są tylko oligarchowie.

    @monday.night.fever
    > Trump to biznesmen, lubi Rosję bo ta dwukrotnie uratowała go od bankructwa […] Trumpy przychodzą i odchodzą
    A czy Trumpa w Putinie nie pociąga też jego trwanie? Demokratyczni przywódcy przychodzą i odchodzą, a dyktatorzy trwają.

  127. @pak4
    „Tylko widzisz, ja mogę chcieć wejść do banku i poprosić o całą gotówkę grożąc bronią*. Ale nie zrobię tego, bo nie oszalałem, choć:
    – tak jak Putin, mam powód — przydałaby mi się gotówka;
    – nie mam ideologii na to pozwalającej, ale mógłbym sobie stworzyć, przecież Dugin jest ode mnie głupszy.
    Nie robię tego nie tylko dlatego, że to niemoralne, ale również dlatego, że potencjalny zysk (pieniądze), nie równoważy ryzyka złapania za rękę, utraty twarzy, zamknięcia sobie drogi do pieniędzy zdobywanych legalnie itp.”

    Ale porównujesz Putina do siebie, czy tam przeciętnego Kowalskiego? Baseline to Putin przed inwazją i jego polityka. Człowiek wychowany przez KGB i mafię, odpowiedzialny za brutalną wojnę w Czeczenii, za akcję w Gruzji, uwikłany w wojnę domową w Syrii i cholera wie ile innych konfliktów, niezliczone mordy polityczne, pacyfikację protestujących na Białorusi.

    Twoje pytanie retoryczne w tym kontekście brzmi, dlaczego bandzior żyjący i znany z napadów na bank, napada na kolejny bank? Może obejrzał głupi film, może przeczytał toksyczną książkę i zachciał zrobić skok stulecia, żeby zostać naprawę wielkim bandziorem o którym wszyscy będą pamietali. I się przeliczył. Popełnił błąd, na który nie było go stać. Nie zachowuje się jednak jak szalony.

    Zamiast przypisywać złym ludziom szaleństwo może trzeba wrócić wobec niektórych do kategorii moralnych i nazywać ich złolami, a nie wariatami.

  128. Przede wszystkim – Trump obiecał Amerykanom złote góry a dał im tylko krew, pot i łzy, w dodatku takie, które nie wydają się prowadzić do żadnego celu. Jak nie jesteś jakimś pierdyliarderem to to jesteś stratny. Tej dziury w portfelu nie da się przykryć algorytmami na twitterze. Taki Kaczyński przynajmniej rozdawał pieniądze, ktoś na tym zyskał. W Stanach prawie nikt. Popiół a obiecano mi opium, jak śpiewało Lao Che. Więc nie dziwne, że nawet w samym rdzeniu elektoratu Trumpa narasta zniechęcenie, a nawet pojawia się bunt.

  129. @Wietnam, Ukraina, pułapka zaangażowania
    Chodziło mi o to, że całej historii uwikłania USA w Indochinach nie przypominam sobie elementu „zaangażowania wszystkiego co się da i stawiania na jedną kartę”. Tam nie było „za trzy dni Hanoi będzie nasze”. Ale oczywiście wojna tam trwała 30 lat, i można się doszukiwać różnych analogii.

    I zgoda, Rosja pewnie ma w Ukrainie pułapkę zaangażowania też, tylko jednak jest ten kluczowy punkt, kiedy uznali że „rakietami sparaliżują kraj, desantem zajmą Hostomel, potężny zagon pancerny wjedzie do Kijowa i za chwilę będzie parada na Chreszczatyku”. A wszystko to możliwe bo mają mnóstwo czołgów, przewagę w powietrzu i Iskandery a Ukraińcy są w rozsypce i czekają z kwiatami.

    Gdybym miał wskazać w Wietnamie analogię to byłaby – tylko że to Francuzi pod Dien Bien Phu. Podobna jest ta arogancja nadczłowieka-kolonizatora w stylu „Wjedziemy im tutaj poważnymi siłami, zrzucimy desantem spadochroniarzy, samoloty przywiozą czołgi i artylerię. Podludzie nie mają armat, a nawet gdyby mieli to mamy lotnictwo do obserwacji i załatwimy ich zaraz ogniem kontrbateryjnym”.

    Oczywiście jest też cała masa innych interesujących analogii, na przykład tak jak w Wietnamie sowiecki sprzęt nieprzyjemnie zaskakiwał zwłaszcza amerykańskie lotnictwo (zestawy przeciwlotnicze, radary) tak w Ukrainie zachodni sprzęt (Javeliny, HIMARSy, zestawy przeciwlotnicze).

  130. @cb
    „Tam nie było „za trzy dni Hanoi będzie nasze”.”

    To nie była wojna o zajęcie Hanoi tylko o utrzymanie Sajgonu. I był podobny błąd: przekonanie, że wystarczy jeszcze 10.000 żołnierzy („trust me bro, that’s all I need”) i się uda. O’Brien ma o tym nową książkę (tzn. nie tylko o tym, ale o historii takich błędów) i ładnie opisuje, jak to doprowadziło Amerykę do tego, że wygrała wszystkie bitwy tej wojny, ale przegrała wojnę. Chciałbym kolegę poprosić o zaprzestanie.

    „na przykład tak jak w Wietnamie sowiecki sprzęt nieprzyjemnie zaskakiwał zwłaszcza amerykańskie lotnictwo (zestawy przeciwlotnicze, radary) tak w Ukrainie zachodni sprzęt (Javeliny, HIMARSy, zestawy przeciwlotnicze).”

    Co doprowadziło Amerykę do zasadniczego przeprojektowania tego sprzętu (dlatego wyznaczam cezurę 50 lat jako „od tego momentu już nigdy amerykańskie samoloty nie przegrywały z radzieckimi”), a Rosjan do brnięcia w koncepcje z lat 1945-1970.

  131. @gospodarz
    „Chciałbym kolegę poprosić o zaprzestanie.”
    OK.
    @„od tego momentu już nigdy amerykańskie samoloty nie przegrywały z radzieckimi”
    Amerykańskie samoloty nigdy nie przegrywały z radzieckimi samolotami, co najwyżej środkami OPL.

    Co ciekawe, Tom Cooper opisywał przypadki w których amerykańskie samoloty przegrywają _teraz_ z rosyjskimi na Ukrainie, a przyczyną jest większy zasięg rosyjskich radarów i pocisków powietrze-powietrze. Sugerował że rosyjscy konstruktorzy zainspirowali się kombinacją F-14 + Phoenix, a zachód przysiadł na laurach.

  132. @amatill
    Nie przekręciłeś czegoś aby? 

    Tak, masz rację! To chyba się tyczyło facetów do 30tki, którzy jednak jakieś relacje intymne mieć powinni. Musiałbym dogrzebać się do Polityki w której to przeczytałem w zeszłym roku żeby potwierdzić, ale te kilkadziesiąt procent (teraz już nie jestem pewien czy faktycznie było koło 30% czy mniej/więcej) robiło wrażenie.

  133. @cb
    „Amerykańskie samoloty nigdy nie przegrywały z radzieckimi samolotami,”

    W Wietnamie jednak parę razy było zwycięskich akcji „Mig-21 kontra F-105”, ale właśnie przez to Rosjanie wpakowali się w ślepą uliczkę. Przepraszam za wcześniejsze błędne odczytanie.

  134. @charliebravo:
    „Sugerował że rosyjscy konstruktorzy zainspirowali się kombinacją F-14 + Phoenix, a zachód przysiadł na laurach.”

    To nie do końca tak. Ukraińcy dostali AIM-120C o nieco krótszym zasięgu. W planach jest dostarczenie AIM-120D o zasięgu porównywalnym jak rosyjskie R-37D. A – jak już Ukraina dostanie Grippeny to będą mogli strzelać Meteorami, które są znaczenie lepsze niż wszystko co posiada Rosja.

  135. @wo
    Nie ma sprawy.

    @carstein i AIM-120D
    Ja bym bardzo chciał żeby Ukraina miała lepszy sprzęt, ale AIM-120D to jest tylko druga połowa układanki. Zanim zostanie wystrzelony, pilot F-16 musi zobaczyć swój cel na radarze, a pokładowy radar Vipera też szału nie robi. Mnie bardziej interesują historyczne samoloty więc powołuję się na świetny artykuł Coopera. link to xxtomcooperxx.substack.com

    Jeśli ktoś ma tl;dr to proszę spojrzeć na drugą grafikę (za połową), pokazuje ładnie naniesione zasięgi radarów i rakiet odpowiednich maszyn.

  136. @pomaranczowy

    Pamiętam sondaże w 2016 oraz powszechne przekonanie, że przyjdzie niebieska fala i zmiecie czerwonych po horyzont. Do tego stopnia, że biedny Nate Silver w ostatniej chwili ręcznie poprawiał swoje wyniki by lepiej uzasadnić wygraną Hillary. Wyszło jak wyszło.

    Trump jest emanacją społeczeństwa a nie wybrykiem. Przekonanie, że demografia wszystko załatwi przypomina mi jak brytyjska konserwa w XIX w. broniła się przed rozszerzeniem praw wyborczych, przekonana, że jak tylko biedota dostanie głos to na zawsze odsunie ich od władzy.

    Fuentes, Patel czy Thomas to nie jest biały patriarchat ani listek figowy.

  137. @vvaz
    O upadku Republikanów nikt przytomny nie marzy. Oni wrócą. Natomiast fala może zmieść ich na pewien czas. Do tego – upadek trumpizmu może mocno przemodelować prawą część ichniej sceny politycznej. MAGA było efektem przyjęcia przez partię określonego kierunku i załamanie byłoby dość wyraźnym sygnałem, że ten kierunek prowadzi donikąd.

  138. @vvaz
    „Trump jest emanacją społeczeństwa a nie wybrykiem.”

    No ale jak jest, jak nie jest? Ajmin, jasne, społeczeństwo zostało do niego przekonane, ale to przekonywanie nie wyszło z dołu, tylko było zaplanowaną akcją białych miliarderów pragnących zespolenia kościoła i państwa, na którą poszły grube miliardy dolarów i zresztą nadal idą.

    To nie jest tak, że społeczeństwo się samo zradykalizowało.

  139. @kmat, vvaz
    MAGA było efektem przyjęcia przez partię określonego kierunku i załamanie byłoby dość wyraźnym sygnałem, że ten kierunek prowadzi donikąd.

    I dokładnie o to mi chodziło pisząc o demografii wyżej. W to że Repsi wezną i znikną to nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, natomiast nawet jeśli Fuentesy tego świata mają swoją wierną publiczność to takie chwilowe tąpnięcie poparcia plus powolne procesy demograficzne mogą spowodować że prawacki radykalizm będzie raczej kulą u nogi niż sposobem na wygrane wybory. Zmiana demografii nic nie odwróci z dnia na dzień, ale może być jakimś warunkiem na przechylenie wskazówki wystarczająco daleko żeby opłacało się wrócić z retoryką trochę bliżej środka. Przynajmniej na jakiś czas. Jeśli wierzyć sondażom to Trump nie przekonuje do siebie już nawet białych, słabo wykształconych facetów i w żadnej kohorcie nie wychodzi ponad granicę 50% poparcia, a minął ledwie rok jego rządów, więc wszystko razem daje jakiś cień nadziei.

  140. „Co ciekawe, Tom Cooper opisywał przypadki w których amerykańskie samoloty przegrywają _teraz_ z rosyjskimi na Ukrainie, a przyczyną jest większy zasięg rosyjskich radarów i pocisków powietrze-powietrze.”

    Przecież mówimy o f-16 block 15 czy 20, czyli maszynach, które przestały być nowoczesne 25 lat temu kiedy Polska zamawiała block 52. Biorąc pod uwagę ilościową i jakościową przewagę VKS to skala ich blamażu jest niewiele mniejsza od katastrofy Floty Czarnomorskiej.

  141. @Cpt. Havermeyer
    O to mi idzie. Nie liczę, że nowy duopol w USA to będzie Waltz vs Mamdani, bo pewnie nie będzie. Natomiast ta chwilowa porażka Repsów oznaczałaby bankructwo strategii wspierania i nakręcania różnych wariatów i radykałów. Tam przecież od dawna przymilano się do różnych kreacjonistów, herbaciarzy, akapowców i innych wariatów, aż z ich połączonych mocy powstał Kapitan Plane.. pardon, Agent Orange, czego republikański establishment przecież nie chciał, i ogon zaczął psem machać.

  142. @vvaz
    „Pamiętam sondaże w 2016 oraz powszechne przekonanie, że przyjdzie niebieska fala i zmiecie czerwonych po horyzont. Do tego stopnia, że biedny Nate Silver w ostatniej chwili ręcznie poprawiał swoje wyniki by lepiej uzasadnić wygraną Hillary. Wyszło jak wyszło.”

    A to nie było czasem tak, że Hilary dostała parę milionów więcej głosów, ale przegrała przez szurnięty system elektorski? Lud powiedział jedno, a system dał coś przeciwnego.

  143. Sondaże w 2016 wcale aż tak optymistyczne nie były, zwłaszcza na sam koniec. Nie przypadkiem wspomniany Silver szacował szanse bodaj 67-33 dla Clinton.
    Jeżeli opowiadano o systemowej przewadze Dems na bazie zmieniającej się demografii, to wcześniej, zanim pojawił się Trump i wywrócił stolik.

  144. @bantus
    „ale przegrała przez szurnięty system elektorski?” – takie gdybanie (kiedy przegraliśmy) może i koi nasze zranione uczucia, ale jest metodologicznie cokolwiek ułomne. Ponieważ pod ten system, jakkolwiek głupi by był, są od początku do końca uszyte strategie wyborcze obu stron. I _gdyby_ nie kolegium elektorskie, tylko wybory większościowe, to kampania wyborcza też byłaby kompletnie inna, i diabli wiedzą, jaki byłby wynik.

    (Tak, to _jest_ strasznie głupie, że wszystko wybierają w wyborach większościowych, ciała kolegialne wybierają w wyborach większościowych, a akurat jednoosobowego prezydenta wg ordynacji proporcjonalnej).

  145. @Capt. Havermeyer
    ” Musiałbym dogrzebać się do Polityki w której to przeczytałem w zeszłym roku żeby potwierdzić, ale te kilkadziesiąt procent (teraz już nie jestem pewien czy faktycznie było koło 30% czy mniej/więcej) robiło wrażenie.”

    Jak kiedyś pisałem wskazując raporty tego typu u mężczyzn i kobiet, warto zdecydowanie uważać, bo te dane potrafią się bardzo dziwnie rozjeżdżać.

    Np. Wg. raportu zrozumieć męskość Pollstera w Polsce 67% mężczyzn deklaruje, że jest w związku, a wśród kobiet 82%. Co daje nam dość trywialne pytanie – z kim? Model haremowy nie przejdzie, 4% mężczyzn ma więcej niż jedną partnerkę, 1% kobiet więcej niż jednego partnera. Jednocześnie w tym samym raporcie, z którego pochodzi 67% mężczyzn w związku, 80% mężczyzn deklaruje, że ma w tym momencie partnerkę seksualną. (W tym samym raporcie 36% mężczyzn w wieku 18-25% stwierdziło, że ma stałą partnerkę, a u kobiet w tym wieku 67% twierdziło, że ma stałego partnera.)

    To silnie sugeruje, że mamy nie tyle „epidemię samotności młodych meżczyzn” co zwykłą różnicę oceny i etykiety.

  146. @bantus

    zasady gry były takie a nie inne i trzeba było umieć grać. HC olała kilka spraw, uznała, że kobiety i mniejszości będą na nią głosować bo nie będą miały innego wyjścia i kilka stanow flipnęło. Podobnie było z Harris w 2024 i Trzaskowskim u nas.

    @airborell

    Oryginalne dane Silvera dawały nawet jedynie 57-43 dla Clinton. Został prawie zjedzony i ręcznie poprawiał wyniki. A I tak jego przewidywania były najbliższe ostatecznego rezultatu.

    No właśnie, wtedy i teraz mówi się, że już już demografia załatwi sprawę na rzecz sił progresu. Tylko to jakoś nie wychodzi. Dlaczego miałoby wyjść tym razem? Mimo zwycięstw etapowych sondaże nadal dają większe szanse na utrzymanie przez Reps kontroli w obu izbach Kongresu. Trend jest dla nich niekorzystny, ale do listopada zdąży się odwrócić kilka razy.Wolalbym się mylić, ale nie jestem optymistą.

    @mbojko

    Skład senatu jest de facto ustalany w wyborach proporcjonalnych. Prawie każdy stan, niezależnie od liczby mieszkańców, ma 2 przedstawicieli.

  147. @bantus:
    Zdaję sobie sprawę z różnicy postawy „moralnej” Twojej, czy mojej i Putina. Ale nieuczciwym byłoby pominięcie tego tematu i udawanie, że to nie oddziałuje.

    Ale też pominąłeś, że na tym moja argumentacja się nie kończy, a nawet właściwie od tego nie zaczyna. Zwracam uwagę, że atak na Ukrainę nie był racjonalny. To nawet bandzior powinien sobie skalkulować. A wracając do opinii o Putinie, to był to bandzior skuteczny, bo — dotąd — ostrożny. Dotąd uderzał dużo słabszych, odizolowanych, robiąc skuteczną zasłonę dymną dla opinii nie tylko własnej, ale i światowej. W przypadku Ukrainy przeciwnik nie był tak słaby i tak odizolowany jak dotąd, a zasłonę dymną sobie praktycznie zupełnie odpuścił.

  148. Zgadzam się z ogólnie optymistycznym postrzeganiem rozwoju nastrojów społecznych w USA, ponieważ Trump robi co może, żeby zrazić do siebie wyborców. Moim zdaniem ciągle jest jednak sporo powodów do niepokoju.

    1. Tradycyjni demokraci stawiają ledwo symboliczny opór i nie wydaje się, żeby mogło tam dojść do głębszej refleksji. Dzięki temu rośnie co prawda popularność lewego skrzydła, ale neoliberałowie z pewnością będą przeszkadzać na ile to tylko możliwe.
    2. Filibustera – potrzebnego do zablokowania Make Elections Great Again Act – da się pozbyć, co Trump proponował już chyba w trakcie jesiennego shutdownu.
    3. Ryzykowne wydaje mi się zakładanie z góry, że Trump będzie w ogóle grał zgodnie z zasadami podczas midtermów.

  149. @vwaz „Skład senatu jest de facto ustalany w wyborach proporcjonalnych. Prawie każdy stan, niezależnie od liczby mieszkańców, ma 2 przedstawicieli.”

    Nie wyspałem się dzisiaj i może dlatego słabo kontaktuję, ale kompletnie nie rozumiem tego stwierdzenia. Gdzie tam jest proporcjonalność i jak ją rozumiesz?

  150. @vvaz
    „Skład senatu jest de facto ustalany w wyborach proporcjonalnych. Prawie każdy stan, niezależnie od liczby mieszkańców, ma 2 przedstawicieli.”

    W Stanach nie ma ordynacji proporcjonalnej, no chyba, ze w jakis samorzadowych wyborach.

    @pak4
    „Zwracam uwagę, że atak na Ukrainę nie był racjonalny. To nawet bandzior powinien sobie skalkulować.”

    Prędzej czy później skalkulują źle i lądują za kratami albo na cmentarzu, inaczej wiezienia byłyby puste.

    „Dotąd uderzał dużo słabszych, odizolowanych”

    I tak też myślał, na podstawie błędnych danych wywiadowczych, podkolorowanych danych na temat gotowości własnej armii podjął, błędną decyzję, która okazała się katastrofalna w skutkach. Coś jak w Czarnobylu. Czy Diatłow był szalony? No przecież nie.

  151. @pak
    „Zwracam uwagę, że atak na Ukrainę nie był racjonalny. To nawet bandzior powinien sobie skalkulować.”

    Był i kalkulował. Teraz do pana apeluję o zaprzestanie. Czytam właśnie książkę O’Briena na temat historii takich błędów, dużo tam jest właśnie o tym. Błąd Putina nie był szczególnie niezwykły na tle dotychczasowych. W pierwszej wojnie światowej wszystkie strony miały plany, które były absolutnie do dupy – w drugiej zresztą też. Do 25 lutego 2022 po prostu nikt (ja też!) nie doceniał jak trafnie Rosję opisywał Suworow. Jeśli pan koniecznie chce kontynuować ten temat, to nawet zapraszam, ale POD NOTKĄ NA TEMAT KSIĄŻKI O BRIENA.

  152. @vvaz
    „Skład senatu jest de facto ustalany w wyborach proporcjonalnych.”

    Pan nie rozumie słów których pan używa. Proszę bezzwłocznie zaprzestać.

  153. @Luca
    „Ryzykowne wydaje mi się zakładanie z góry, że Trump będzie w ogóle grał zgodnie z zasadami podczas midtermów.”

    Nie wiem, czy pamiętasz, jak bardzo ryzykowne wydawały się niektórym opinie, że PiS odda tak po prostu władzę, jak przegra wybory. A po prostu mamy premiera Tuska. I nic nie trzeba było fałszować ani wymuszać lufami karabinów, żebyśmy mieli prezydenta Nawrockiego. Skoro kłamstwa polityków są zgodne z zasadami, skoro tępa demagogia i bezczelny populizm są zgodny z zasadami, to nie ma jakiejś wielkiej konieczności, by grać niezgodnie z nimi.

  154. @Luca
    „Filibustera – potrzebnego do zablokowania Make Elections Great Again Act – da się pozbyć, co Trump proponował już chyba w trakcie jesiennego shutdownu.”

    Trump sobie może proponować ale nic nie wskazuje na to by miał wpływy by cokolwiek zmienić, senacki majority leader to starej daty republikanin który trzyma z maga bo musi. Ale nie będzie robił z rewolucjonistę. Sam fakt że wybrano takiego gościa na lidera po McConnelu świadczy że w senacie nie ma chętnych do zmian. Raczej zamierzają Trumpa przeczekać.

  155. @wo
    „POD NOTKĄ NA TEMAT KSIĄŻKI O BRIENA.” – to od razu zapytam gdzie ją znaleźć, bo brzmi ciekawie?

  156. @ak
    „to od razu zapytam gdzie ją znaleźć, bo brzmi ciekawie?”

    W przyszłości! Przecież napisałem że jeszcze ją czytam…

  157. @wo
    jak trafnie Rosję opisywał Suworow

    Ja mu nieszczególnie ufam, ale Nowikow „Priboj” i Smidowicz „Wieriesajew” piszą, że „za japońskiej wojny” artystyczny nieład Rosji był co najmniej tak samo, hm, esencjalnym elementem rzeczywistości. I ten nieład wyłazi bokami z prawie każdych rosyjskich/radzieckich wspomnień o wojowaniu, nawet gdy autor jest szczerym i zasłużonym wielkorusem.

  158. @vvaz
    Skład senatu jest de facto ustalany w wyborach proporcjonalnych. Prawie każdy stan, niezależnie od liczby mieszkańców, ma 2 przedstawicieli.

    Hmmm… nie bardzo rozumiem… Proporcjonalny, ale każdy stan ma 2 przedstawicieli **niezależnie od liczby mieszkańców**? To dość niecodzienne rozumienie proporcjonalności.

  159. „To dość niecodzienne rozumienie proporcjonalności.”

    Dlatego upraszam o niepolemizowanie, to po prostu jakieś nieporozumienie.

  160. @USA
    Proizraelskość USA to jeden z wielu efektów ubocznych wyroku w sprawie Citizens United. Każdy kongresman/woman czy senator(ka), kto wypowie się przeciwko Izraelowi ryzykuje nalot dywanowy niszczących go reklam finansowanych przez proizraelskie lobby. Przy czym te reklamy nie będą miały nic wspólnego z Izraelem. Znajdą mu/jej jakieś potknięcie, przekręcą, przeinaczą wyolbrzymią i poprą kontrkandydata w prawyborach. Mówił o tym Sanders w niedawno przeze mnie oglądanym filmiku z YT.
    USA mają jako system polityczny prawnie usankcjonowaną korupcję. Ostatnio o wpływie Citizens United bardzo jawnie mówił na jakimś spotkaniu wyborczym Jon Ossof. I każdy polityk szczebla krajowego musi brać pod uwagę nie tylko interesy tych, którzy mu płacą na kampanię, ale również tych, którzy mogą się zmobilizować, żeby zapłacić na kampanię jego oponentowi. I co ważne – są to dwie kampanie wyborcze. PAC proizraelski nie musi wspierać republikanina w okręgu prodemokratycznym – wystarczy, że wesprze kontrkandydata w prawyborach. To jest bardzo dobry mechanizm który oligarchia wykorzystuje do trzymania na smyczy polityków. Bez gigantycznej niebieskiej fali, pozwalającej na obalenie tego wyroku (trzeba poprawki do konstytucji) to nic się w USA radykalnie nie zmieni.

  161. @pohjois
    „(trzeba poprawki do konstytucji)” – nie trzeba. Wyrok SCOTUS może unieważnić inny wyrok SCOTUS, co niedawno spotkało Roe v. Wade. Nieprędko, mało prawdopodobne, ale i tak większe szanse, niż na zmianę konstytucji.

  162. @AK:

    „Np. Wg. raportu zrozumieć męskość Pollstera w Polsce 67% mężczyzn deklaruje, że jest w związku, a wśród kobiet 82%. Co daje nam dość trywialne pytanie – z kim? Model haremowy nie przejdzie, 4% mężczyzn ma więcej niż jedną partnerkę, 1% kobiet więcej niż jednego partnera. Jednocześnie w tym samym raporcie, z którego pochodzi 67% mężczyzn w związku, 80% mężczyzn deklaruje, że ma w tym momencie partnerkę seksualną. (W tym samym raporcie 36% mężczyzn w wieku 18-25% stwierdziło, że ma stałą partnerkę, a u kobiet w tym wieku 67% twierdziło, że ma stałego partnera.)”

    Względnie, że badanie ankietowe nie jest najlepszym narzędziem do badania zagadnienia.

  163. „Np. Wg. raportu zrozumieć męskość Pollstera w Polsce 67% mężczyzn deklaruje, że jest w związku, a wśród kobiet 82%. Co daje nam dość trywialne pytanie – z kim? ”
    A jakie są względne liczebności kobiet i mężczyzn? Może po przeliczeniu na liczby bezwzględne (wiem, tego nie powinno się robić) okaże się, że wszystko się w zasadzie zgadza?

  164. @Paweł Ziarko
    „A co nasi myśleli przez miesiące i tygodnie poprzedzające inwazję tego mam nadzieję kiedyś się dowiem z ciekawego reportażu, jeśli powstanie, zanim prasa całkiem upadnie.”
    „O tym jest „Polska na wojnie” Parafianowicza.”

    To faktycznie jest niezły materiał poglądowy, jeśli chce się mieć wgląd w umysł rządowego decydenta z tamtych czasów. Ale bardzo przestrzegam przed wierzeniem na słowo komukolwiek, kto się tam wypowiada, jeśli chodzi o całościową ocenę sytuacji, bo książka była pisana już po „aferze zbożowej”, kiedy Duda dawno znudził się tematem Ukrainy, a PiS zaczął grać nastrojami antyukraińskimi jak kartą wyborczą. Dużo jest w tej książce gadania o tym, że „Ukraińcy nas oszukali”, „od początku próbowali nas wykorzystać”. Parafianowicz w żaden sposób nie próbuje punktować tych zarzutów, nawet sam w podsumowaniu stwierdza, że „Zełeński-chuligan z bloku ograł Dudę-harcerza”. A potem przy okazji prezydenckiego weta już całkiem jawnie wystawił z pokrzywy pysk zły i obrzydliwy: wystąpił u Zychowicza w „Historii realnej” w rozmowie zatytułowanej „Ukraińcy nadużyli naszej gościnności”, gdzie wręcz klaskał uszami na odebranie im +800 i proponował odbieranie kolejnych świadczeń.

  165. @janekr
    „A jakie są względne liczebności kobiet i mężczyzn? Może po przeliczeniu na liczby bezwzględne (wiem, tego nie powinno się robić) okaże się, że wszystko się w zasadzie zgadza?”

    Czy naprawdę postawiłeś tezę, że w PL jest o 1/4 więcej mężczyzn, niż kobiet? Bo to by było wymagane, żeby coś takiego wyszło.

  166. @Wsparcie sowieckie dla Powstania Warszawskiego

    Takowe było, na Czerniakowie – w formie wsparcia artyleryjskiego i ewakuacji powstańców na Pragę.

    @kupowanie współpracy Ukraińców przez Rosję w lutym 2022

    A nie było tak, że jakichś dowódców czy miejscowych notabli Rosjanie kupili, i dlatego udało im się zająć tyle terenu w niektórych regionach? Nie pamiętam gdzie, ale któreś ważne miasto ukraińskie padło, bo nie zaminowano mostów. SBU było zinfliltrowane przez FSB, za co w lipcu 2022 zdymisjonowano Bakanowa. Więc coś jednak Rosji się udało kupić, tylko nie wystarczająco dużo żeby wygrać w Kijowie.

  167. @proporcjonalność

    Tak, przepraszam, mój błąd. Chciałem podkreślić, że choć indywidualne wybory senatorów są większościowe to całość już nie i użyłem przeciwstawnego określenia bez zastanowienia.

  168. @AK:

    „Czy naprawdę postawiłeś tezę, że w PL jest o 1/4 więcej mężczyzn, niż kobiet?”

    Pobawię się w adwokata janekra: a w badaniu zachowano proporcje płci w podziale na kohorty wiekowe? I jak to wyglądało w rozbiciu terytorialnym? Są gminy wesoło raportujące dzietność na poziomie Makau i Korei Południowej, są miejsca w Polsce gdzie nie odnotowano narodzin dziecka (w rozumieniu: mieszkanka urodziła dziecko). Ja z tego wnioskuję, że w wielu miejscach może być niedobór osób danej płci w danej kohorcie wiekowej, tylko że źródła administracyjne i statystyka tego nie wychwyciły w pełni.

  169. @rw
    „Nie pamiętam gdzie, ale któreś ważne miasto ukraińskie padło, bo nie zaminowano mostów”

    Chersoń przecież. O ile mi wiadomo, do dziś tego nie wyjaśniono (przynajmniej ja nie widziałem wyjaśnienia). Czytałem że zaminowano most ale nie zadziałało – co zresztą MOGŁO być dziełem przypadku.

  170. @ak
    „Czy naprawdę postawiłeś tezę, że w PL jest o 1/4 więcej mężczyzn, niż kobiet? Bo to by było wymagane, żeby coś takiego wyszło.”

    Niekoniecznie! W ankietach często jest taki problem, że odmowa odpowiedzi stanowi istotną opcję. Największe poparcie ma przecież partia Jeb Słuchawką. Wystarczy więc np. że kobiety w istotny sposób częściej odmawiają klarownej odpowiedzi.

  171. @USA i MAGA

    Kiedy powstała organizacja, o której mowa w tym cytacie:
    „I jednocześnie stanowił reakcyjną krucjatę, która chciała przywrócenia Ameryce jej dawnej świetności, uczynienia jej na nowo wielką przez „oczyszczenie” kraju z zepsucia, nie tylko ekonomicznego, lecz często także etycznego, religijnego, etnicznego czy rasowego”

    Pod koniec XIX wieku. Nie wiedziałem, że już wtedy Amerykę trzeba było czynić ZNÓW wielką.

    Cytuję za książką link to lubimyczytac.pl

    „Partia Republikańska powstała w 1854 roku z połączenia różnych ugrupowań, z których każde skupiało się na walce z innym zagrożeniem – w każdym wypadku był to jednak jakiś spisek wymierzony w zwykłych, porządnych Amerykanów. Poza antymasonami, obawiającymi się spisku masońskiego, do nowej partii garnęli się wigowie obawiający się spisku właścicieli niewolników oraz tzw. nicniewiedzący (knownothings), obawiający się spisku „papistów”, „romanistów”, czyli po prostu katolików.”

    Tego też nie wiedziałem, wstyd na mnie.

  172. @”w Polsce 67% mężczyzn deklaruje, że jest w związku, a wśród kobiet 82%.”
    @odmawiają klarownej odpowiedzi.

    Nie tylko dla kobiety i mężczyzny, ale dla ludzia A i ludzia B być albo nie być w związku może oznaczać różne stany skupienia człowieczych cząsteczek. I ta klarowność będzie coraz bardziej rozrzedzona (związki na odległość, partnerstwa/separacje różnego szczebla, emigracje zarobkowe, itp.). Parafrazując De Mono:
    „Być w związku to nie znaczy zawsze to samo.
    Można być w związku tak lekko, można być w związku bez granic.
    Być w związku, żeby zawsze i wszędzie być razem.
    Kiedy jesteś daleko, jesteś w związku przecież inaczej.
    A kiedy jesteś w związku tak mocno, żebyś nie żałował.”

  173. Książka Tarczyńskiego jest świetna, nie tylko jako historia teorii spiskowych, ale w ogóle, dla zrozumienia historii USA. Refleksję z jej lektury mam taką, że Trump i MAGA to nie jest jakiś wyjątek, wypadek przy pracy, ale że tam tak jest od dawna, teraz może tylko bardziej spektakularnie. No i Tarczyński dobrze pokazuje, że tam akurat manewr obejścia od prawej działa, przynajmniej w GOP. Coś, co wcześniej było skrajnym prawym skrzydłem staje się mainstreamem, potem pojawia się coś jeszcze bardziej skrajnego, co potem wchodzi w główny nurt, itd. Kiedyś Tea Party było skrajnością, potem stało się mainstreamem przy skrajności Trumpa i MAGA. Teraz rdzeń GOP to MAGA, i niestety wychodzi z tego, że po MAGA przyjdzie czas na groypersów.

  174. Mój znajomy kiedyś dał mi przykład (bardziej chyba a propo liczby partnerów seksualnyc), że jak weźmie się 5 mężczyzn i 5 kobiet, z czego 2 mężczyzn miało relację z każdą kobietą, to statystycznie, dla obydwu płci średnia wynosi dwa. Ale wystarczy, że z całej „populacji” przepytamy tylko część facetów, nagle średnie przestają być równe po obu stronach.

    Myślę, że losowość próbki może odpowiadać za część różnicy (nie mówiąc już, że pytanie, czy odsiewano związki jednopłciowe oraz pytanie na którym się ostatnio wywaliłam: jak się definiuje, co jest związkiem)

  175. Nie wiem czy to ja jestem taki stary i już tak dużo widziałem czy wy tacy młodzi, ale dla mnie to dosyć oczywiste, że istnieją związki, w których strona A uważa że jest w związku, a strona B że w najlepszym wypadku „it’s complicated”.

  176. @ergonauta
    > „Nie tylko dla kobiety i mężczyzny, ale dla ludzia A i ludzia B być albo nie być w związku może oznaczać różne stany skupienia człowieczych cząsteczek.”
    Myślę, że to oczywiste. Zdumiewająca może być tylko skala genderowości, bo dla losowego rozkładu, liczba mężczyzn i kobiet zawyżających (powiedzmy) status związku, powinna w sumie się wyrównywać.

    I nawet podkreślę skalę, bo że to mężczyźni częściej uważają, że nie są w związku niż kobiety, też wydaje mi się oczywiste w kulturze widzianej wokół.

  177. @samotni faceci

    Na OKO.Press można przeczytać Pacewicza przepytującego panią Gromadę i tam padają m.in te cyfry o któryh wspominałem wcześniej. To nie pierwszy tekst gdzie to widziałem, więc chętnie dokopałbym się do źródła żeby przyjrzeć się metodologii, ale nie mam na to czasu.

    To jest dokładny cytat z Oka:
    Tomasz Szlendak cytował amerykańskie badania: 30 proc. mężczyzn do 30-tki, nie przeżyło nie tylko stosunku seksualnego, ale jakichkolwiek form erotycznego zbliżenia: przytulenia, pocałunku, czułości.

    Jest też wcześniej taki fragment:

    W USA w ciągu kilkunastu lat potroiła się liczba mężczyzn w wieku 18-30 lat, którzy nie uprawiali seksu z nikim od co najmniej roku – z 12 do 35 proc. W Polsce w grupie 18-24 lata jest ich już 38 proc.

    Więc to też trochę inne pytanie niż „czy jesteś w związku?” Które wcześniej padło jako przykład niskiej wiarygodności takoch danych. Wydaje mi się jednak, że o ile definicja „bycia w związku” może mieć swoje implikacje rzutujące na wyniki, o tyle nie ma chyba dużej rozbieżności w definicji stosunku seksualnego.

    Tak czy inaczej, wracając do mojej pierwotnej tezy: inceloza to tylko pewna ograniczona grupa potencjalnych wyborców. Licząc z grubsza: jeżeli mamy jakieś 25-26m mężczyzn w wieku 18-30 w USA, z czego 1/3 to jakieś 8-9m, z czego załóżmy że nawet 50% to radykalni incele wychodzi nam 4-4,5m potencjalnych fanów Fuentesa, z których też nie wszyscy pójdą na wybory, niech będzie 75-80% to mamy jakieś 3-4m głosów, do tego rozsiane po całych Stanach, więc de facto o różnym wpływie na wynik w zależności od koloru stanu. Jaki to ma realny wpływ w tych paru swingujących od których zależy końcowy wynik? Możemy dyskutować czy moje założenia są zbyt optymistyczne czy nie, natomiast mój wniosek jest taki że radykalizm ma bardzo ograniczony zasięg i nie da się na nim w dzisiejszych czasach zbudować szerokiego poparcia, jeśli Trumpizm by się miał jednak potknąć w najbliższych wyborach (fingers crossed). I jasne, rasizm i mizoginia będą też żreć wśród części starszych facetów, wciąż jednak pytanie jak to się może przekładać na te stany gdzie realny jest flip na niebieską stronę? No i w sumie to pytanie gdzie oprócz Orbanistanu udało się długoterminowo przesunąć demokratyczny kraj w prawacki autorytaryzm i czy taki scenariusz jest możliwy w USA? Ofc mówię o here and now, uprzedzając nadchodzące przykłady historyczne.

    link to oko.press

  178. Poza tym zastanówcie się kto będzie chciał odpowiadać na pytania w takim badaniu (partia nie-jeb słuchawką) i jaki procent będą to mitomani którzy powiedzą o swoich mokrych snach a nie rzeczywistości

    A co do USA: ten kraj zaczął się od tego że z UK wywalono do Nowej Anglii wszystkich najgorszych szurów zagrażających systemowi społecznemu. Potem jeszcze wielokrotnie to powtarzano przyjmując podobnych szurów z kontynentu (amisze itp). Tam nigdy nie było inaczej. To był zawsze światowy zlew dla wszystkich fundamentalistów/oszołomów.

  179. @pak4
    „że to mężczyźni częściej uważają, że nie są w związku niż kobiety, też wydaje mi się oczywiste w kulturze widzianej wokół.”

    I to włączając w to związki małżeńskie, takoż sakramentalnie małżeńskie. Np. kiedy ulegają dyrektywie Młynarskiego: bo męska rzecz cośtam-cośtam , a kobieca cośtam-cośtam-innego, albo dyrektywie Magdaleny Samozwaniec: Nie należy mieszać życia małżeńskiego z seksualnym, albo dyrektywie romantyczno-antropologicznej: Cała miłość mężczyzny to świat, cały świat kobiety to miłość. Takie dyrektywy to są te patyki kultury, na których wspiera się płonąca żyrafa losu.

  180. „No i w sumie to pytanie gdzie oprócz Orbanistanu udało się długoterminowo przesunąć demokratyczny kraj w prawacki autorytaryzm i czy taki scenariusz jest możliwy w USA?”

    To zależy jak definiujesz „demokratyczny kraj” i „prawacki autorytaryzm”. Turcja czy Indie są na tej ścieżce. A problem polega na tym, że nawet jak MAGA przerżnie midtermsy i wybory 2028, to ta trucizna została i prędzej czy później wróci – bo boisko w USA jest przechylone na rzecz prawicy i tego się nie da zmienić bez jakiegoś fundamentalnego przewrotu (co świetnie opisuje Tarczyński w swojej poprzedniej książce), a demokratyczna i nieszurska prawica jest dziś bytem nieistniejącym (nie tylko w USA).

    Wydarzeniem ostatniego tygodnia w polskich mediach było dla mnie pogonienie Tomasza Rożka z „Gościa Niedzielnego”. Rożek miał swoje za uszami, ale generalnie trzymał się wiedzy naukowej. Okazuje się, że w mediach prawicowych (a „GN” to raczej było umiarkowane pismo katolickie, nie jakieś Radio Maryja) miejsca dla osoby, która trzyma się wiedzy naukowej, już nie ma.

  181. @embercadero
    „A co do USA: ten kraj zaczął się od tego że z UK wywalono do Nowej Anglii wszystkich najgorszych szurów zagrażających systemowi społecznemu. Potem jeszcze wielokrotnie to powtarzano przyjmując podobnych szurów z kontynentu”

    Powtarzasz argumentację Woodrowa Wilsona (znów za Tarczyńskim):
    „Woodrow Wilson, wówczas jeszcze jako profesor politologii, pisał, że kraje Europy celowo pozbywają się „elementów plugawych i nieszczęsnych”, wysyłając je do Ameryki. „Masy najniższych klas z południowych Włoch i jeszcze gorszy rodzaj z Węgier i z Polski, ludzie bez umiejętności, energii i bystrości umysłu””

  182. @ololo-518
    „Mój znajomy kiedyś dał mi przykład (bardziej chyba a propo liczby partnerów seksualnyc), że jak weźmie się 5 mężczyzn i 5 kobiet, z czego 2 mężczyzn miało relację z każdą kobietą, to statystycznie, dla obydwu płci średnia wynosi dwa. Ale wystarczy, że z całej „populacji” przepytamy tylko część facetów, nagle średnie przestają być równe po obu stronach.”

    Nawet nie musisz pytać tylko części populacji. Wystarczy, że nie będziesz liczyć średniej, tylko poprosisz o odpowiedź tak/nie. Jeśli każda z tych osób uważa, że bycie w relacji=związek (co może mieć miejsce ze względu na kwestie kulturowe, albo na to jak zadano pytanie), to okazuje się nagle, że w związku jest 100% kobiet, ale tylko 60% mężczyzn.

    Ten szok, że jak to możliwe, że procenty nam się nie zgadzają bierze się z ukrytego założenia, że bycie w związku to relacja 1-1. Co pozornie ma sens, bo Polska jest krajem monogamicznym, poligamia jest tutaj zabroniona a poliamoria mało popularna. Ale żeby zobaczyć jak to wygląda w praktyce, wystarczy spojrzeć chociażby na Ordo Iuris i słynne pranie się po gębach tamże.
    A to wszystko i tak przy założeniu, że ludzie odpowiadają uczciwie i wyczerpująco. Oraz że sami wiedzą na czym stoją.
    Do tego drugie ukryte założenie – że dystrybucja obu populacji jest w miarę równomierna. A przecież wystarczy, żeby kobiety np. uciekały do miast. O ile nie trzymamy się poprzednio wspomnianego założenia, że związek musi być 1-1, to jak najbardziej mogą powchodzić w związki z mniejszą liczbą mężczyzn. A ich koledzy którzy zostali na wsi czy w małym miasteczku mają dużo mniejsze szanse znaleźć sobie partnerkę.

    Trzecia sprawa, kobiety w Polsce żyją dłużej. Więc oczekiwalibyśmy raczej, że tych kobiet które nie mają związku jest więcej, prawda?
    Spróbowałem znaleźć raport, żeby zerknąć na to jak został stworzony i oto do czego się dodłubałem:
    '* Raport „Zrozumieć męskość. Rzeczywistość polskiego mężczyzny” powstał na podstawie badania, zrealizowanego w lipcu 2024 r., które przeprowadził Instytut Badań Pollster na zlecenie firmy Gedeon Richter Polska Sp. z o.o.
    W badaniu wzięło udział 1078 Polaków w wieku 18-69 lat, wśród których znaleźli się mieszkańcy zarówno dużych, jak i małych miast oraz wsi.’
    Aczkolwiek w samym raporcie jest podane, że badana grupa to „reprezentatywna próba mężczyzn w wieku 18-69 lat (…)” co wprowadza niejasność i wydaje się być przekłamaniem. Skoro podawane są wyniki dla kobiet to badano najwyraźniej różne kobiety.

    Dlatego pytanie Janka jak najbardziej uważam za zasadne. Bez użytej metodologii i danych cząstkowych takie procenty mówią nam głównie, że coś jest nie tak. A próba znalezienia tego w raporcie wprowadza – moim zdaniem – jeszcze więcej pytań.

  183. Nie wiem wiele o Wilsonie ale to co napisałem to jednak fakt: do USA a wcześniej do Nowej Anglii począwszy od XVII wieku emigrowały wszystkie możliwe skrajne sekty licząc że tam im nikt nie będzie nakazywał przestrzegania norm współżycia społecznego. Niedawno w Smithsonianie (polecam swoja drogą) był artykuł, w cyklu na 250 lecie, o tym jak przez połowę XIX wieku Nowy Jork próbował się wysecesjonować ze stanu Nowy Jork bo „upstate” miał wtedy zdecydowanie więcej ludności więc narzucał władzę a w upstate mieszkali sami kwakrzy i inni sekciarze którzy traktowali NY jako siedzibę szatana.

  184. @embercadero
    „przez połowę XIX wieku Nowy Jork próbował się wysecesjonować ze stanu Nowy Jork bo „upstate” miał wtedy zdecydowanie więcej ludności więc narzucał władzę a w upstate mieszkali sami kwakrzy i inni sekciarze którzy traktowali NY jako siedzibę szatana.”

    No to teraz mamy w NY szatana oficjalnie, jest burmistrzem, a sekciarze w USA trzymają się mocno, więc dlaczegóżby druga połowa XXI wieku nie miała być powtórką z tamtej rozrywki, w ramach historycznego nihilnovisubsolowania. Jacyś kabaliści od rzymskich liczb na pewno ten powrót wyjaśnią sekwencjami X i I w numerze stulecia.

  185. @janekr
    Wydaje mi się jednak, że kulturowy bias sekciarstwa to coś innego, niż klasowo-rasistowskie uprzedzenia do „ludzi bez umiejętności, energii i bystrości umysłu”.

  186. Swoją drogą paradne jest to że XIX wieczni oligarchowie tak narzekali na napływ „ludzi bez umiejętności, energii i bystrości umysłu” a jednocześnie ich fortuny nigdy nie powstałyby gdyby nie wyzysk tych ludzi.

  187. @ sekciarstwo i Ameryka

    Mam z tym jednak pewien problem, ponieważ jestem świeżo w trakcie „Wielogłowej hydry” Redikera i Linebaugh; którą zacząłem czytać dla piratów ALE ZASKOCZONO MNIE – i jest tak naprawdę głównie o akumulacji pierwotnej (grodzeniach w Wlk. Brytanii). No więc zsyłano do Ameryki wpierw niewolników (było to PRZED naukowym rasizmem, więc z Europy: wywłaszczonych siłą chłopów, podbitych Irlandczyków, itd) i nadmiarowy proletariat, a jeśli już element polityczny, to w dużej mierze różnego typu proto-socjalistów, powstańców z różnych stłumionych buntów chłopskich, egalitarystów (tych różnych „levellerów” i „diggerów”). I zapewne jakichś rarogów-sekciarzy też w dużej mierze, ale jednak kwitowanie ogółu tych ludzi per „sekciarsto i oszołomstwo” mi nie pasi.

  188. @ self

    A zsyłającymi, oprawcami i beneficjentami bywali m.in. ojcowie racjonalizmu: Bacon, Hobbes, inni ważni racjonalni filozofowie. Więc, tego.

  189. Angielscy (walijscy, szkoccy) dissenters, zwłaszcza po 1660 roku, sami się relokowali za ocean; oidp raczej nie chcieli żyć w katolicyzmopodobnym anglikanizmie, niż że ktoś ich tam karnie zsyłał.

  190. @airborell
    To zależy jak definiujesz „demokratyczny kraj” i „prawacki autorytaryzm”. Turcja czy Indie są na tej ścieżce. A problem polega na tym, że nawet jak MAGA przerżnie midtermsy i wybory 2028, to ta trucizna została i prędzej czy później wróci – bo boisko w USA jest przechylone na rzecz prawicy i tego się nie da zmienić bez jakiegoś fundamentalnego przewrotu.

    Przechylone jest, wiadomo, ale jednak pomimo przechyłu udało się przez dekady wprowadzić trochę progresywnych wartości. Obecny backlash to duża zasługa technofaszystów, Fuentes kilka razy wylatywał z Twittera dopóki nie nastał Elon, natomiast wydaje mi się że ten wpływ też ma swój limit. U nas też Pis kontrolował narrację a jednak przerżnął wybory, o włos ale jednak.

    Turcja i Indie. Doprecyzuję że chodziło mi o „Zachód”. Turcja to raptem sto lat od Atatürka a w międzyczasie bywało różnie, natomiast Indie to system kastowy, postkolonializm i populacja powyżej miliarda. Dość specyficzne przypadki. Póki co Europa jakoś trzyma prawactwo w ryzach, nawet w UK Zieloni zgarnęli Gorton i Denton a Nigel musiał obejść się smakiem, u nas ciągle piłka w grze. Przy całej tej machinie soszialowo-rosyjskiej pracującej pełną parą nadal jest jakaś chwiejna równowaga a nie prawacki marsz po pełnię władzy i większość konstytucyjną. Może to wiosna, może to dobrze dobrane draże na głowę, ale jestem jakimś ostrożym optymistą co do trwałości tego prawackiego trendu.

  191. @”kwitowanie ogółu tych ludzi”

    Ważne, kto z tego ogółu różnego rodzaju wyrzutków społecznych, wypychanych z Europy do Ameryki, okazał się być górą, a kto w pozycji przeciwpołożnej.
    W społecznym procesie, który bywa nazywany romantycznie „zmierzchem dzikiego zachodu”, główną rolę odegrała amerykańska wersja „grodzenia”, zawłaszczania ziemi i bogactw w niej. Jest o tym sporo popkulturowych a całkiem wnikliwych opowieści, od „Pewnego razu na dzikim zachodzie” Sergia Leone po animowanego „Rango” Gore’a Verbinskiego. No i widać, że górą byli nosiciele cech charakteru określanych jako psycho- czy socjopatyczne nastawieni na bezwzględne posiadanie, gromadzenie i dominowanie, w rodzaju Franka (Henry Fonda u Leone) czy Mayora (wzorowanego – w animacji wyglądu i pod względem charakteru – na postaci Noaha Crossa z „Chinatown” Polańskiego). Czyli nie wyrzutki socjalizujące albo egalitaryzujące, tylko te wręcz przeciwne.

  192. @krystyna.ch
    „Parafianowicz (…) wystąpił u Zychowicza w „Historii realnej” w rozmowie zatytułowanej „Ukraińcy nadużyli naszej gościnności”, gdzie wręcz klaskał uszami na odebranie im +800 i proponował odbieranie kolejnych świadczeń”

    Tak, a o co chodzi? Parafianowicz przecież nigdy nie krył się ze swoją prawicowością.

    @Cpt.Havermeyer
    „No i w sumie to pytanie gdzie oprócz Orbanistanu udało się długoterminowo przesunąć demokratyczny kraj w prawacki autorytaryzm…”

    Niech pomyślę… Polska? (Pomijam teraz kwestie autorytaryzacji państwa, skupiam się wyłącznie na zmianie postaw politycznych). Patrząc z perspektywy długoterminowej, przesunięcie u nas jest olbrzymie: w latach dziewięćdziesiątych społeczeństwo podzielone było politycznie mniej więcej pół na pół – połowa sympatyzowała z lewicą, połowa z prawicą. Dziś prawicowcy to już sumarycznie ponad 90% populacji, czyli dużo więcej nawet niż np. na Węgrzech, w Rosji czy w Izraelu (szczególnie widać to wśród ludzi młodych, którzy gremialnie poparli Nawrockiego w wyborach). Zastanawiam się jak możliwa była AŻ TAKA marginalizacja lewicy i co do niej doprowadziło no i oczywiście nie ma tu jednej odpowiedzi, ale wydaje mi się, źe ostry prawoskręt rozpoczął się mniej więcej wraz z reformą edukacji i wprowadzeniem gimnazjów – zapewne zachodzi tu mocna korelacja, bo kohorty wychowane w gimnazjach to dziś twardy elektorat Konfederacji. To, plus popularyzacja internetu – i związany z nią upadek mediów tradycyjnych – przyczyniły się do marginalizacji lewicy.

    „…i czy taki scenariusz [prawoskrętu] jest możliwy w USA?”

    No przecież właśnie dokonuje się na naszych oczach – i nie mam tu na myśli tylko ostatnich lat (Trump), bo zjawisko to zachodzi od dawna i jesteśmy świadkami tego procesu już od lat osiemdziesiątych; jest to zjawisko ściśle powiązane z polityzacją religii, tak naprawdę to Reagan był prawdziwym ojcem-założycielem MAGA. U nas też to rezonuje, bo do zafascynowanej Stanami Polski przesączają się wszystkie toksyczne i szurskie prądy ideologiczne zza wielkiej wody(*), stąd ta pentakostalizacja polskiego katolicyzmu i amerykanizacja polityki w ogóle (np. egzorcyzmy, modlitwy o „uwolnienie” i rosnąca popularność myślenia magicznego, niechęć wobec biednych, proizraelskość, rozkwit teorii spiskowych, próby przeszczepiania trumpizmu na polski grunt, odwrót od racjonalnego myślenia, oczekiwanie na koniec świata czy bredzenie o ukrytym w popkulturze Szatanie, a ostatnio mizoginię i manosferę – przecież myśmy to wszystko zaimportowali zza oceanu).

    * – polecam np. reportaż „Wyznawcy Władzy” Katherine Stewart

  193. @mbojko
    To by trzeba albo dołożyć co najmniej 3 nowych sędziów albo czekać aż co najmniej dwoje umrze/zrezygnuje/zostanie usuniętych i zastąpionych liberalnymi/lewicowymi. I nadal to jest podatne na odwrócenie w kolejnym odwróceniu składu sądu. Impeachment sędziów SN za korupcję? Przykładów przyjmowania przez Thomasa i Alito grubych prezentów od bogatych przyjaciół jest sporo, ale czy to wystarczy?

  194. @mcal

    Z Europy zsyłano nie niewolników, a „indentured servants” (niewola kontraktowa). Też niefajny status, ale lepszy niż niewolnika („chattel slavery”).

  195. @mnf: ale to jest jednak całkowicie nieuprawnione pomieszanie osi. Czym innym jest autorytaryzacja, o której rozmawiamy, czym innym przesunięcie na osi lewica-prawica, co do którego akurat mam wątpliwości. Przed 2005 nie było w Polsce osi lewica-prawica, tylko oś postkomuna-postsolidarność. Czy wyborcy SLD byli jakoś bardzo lewicowi w takim sensie, jaki mu nadajemy dzisiaj? Popierali prawo do aborcji (które po iluś tam latach funkcjonowania „kompromisu” przestało być kluczowym tematem, bo ludzie nauczyli sobie radzić z jego obchodzeniem), byli średnio bardziej antyklerykalni i lepiej oceniali PRL. Ale wcale niekoniecznie opowiadali się za jakąś większą równością gospodarczą, a np. prawa LGBT w ogóle nie były istotnym tematem.

    Autorytarna może być także nominalna lewica. Autorytaryzm (na razie dość miękki) buduje Fico w Słowacji, a przy innym układzie wydarzeń łatwo sobie wyobrazić budowę autorytaryzmu przez Leszka Millera w Polsce.

  196. Przypominam że przez dłuższy czas słowo lewica było w Polsce utożsamiane nie tylko z postkomuną, ale i osobiście z Leszkiem, panem na Kiejkutach i Aleksandrem z chorą golenią prawą. No naprawdę, będąc zwykłym józkiem który nie robi analiz politycznych, trudno było się nie zrazić. Potrwa jeszcze ze 30 lat zanim to słowo się odczaruje.

  197. „budowę autorytaryzmu przez Leszka Millera w Polsce.”

    A czym było kuźwa bycie członkiem biura politycznego? Demokracją?

  198. Z kontekstu w dość oczywisty sposób wynika że chodzi o lata 2000.
    BTW Miller został członkiem Biura w lipcu 1989.

  199. Czy możemy przyjąć, że L.M. z zalet miał (może nadal ma) przepiękny, cyniczny uśmiech, na którym mógłby zrobić karierę jako aktor charakterystyczny. Jego związki z lewicowością są i były słabe.

  200. @rw
    „Z Europy zsyłano nie niewolników, a „indentured servants” (niewola kontraktowa). Też niefajny status, ale lepszy niż niewolnika („chattel slavery”).”

    Tomejto, tomato. O ile dobrze kojarzę praktycznie nie było wielkiej różnicy. Nikomu nie zależało, żeby niewolny dożył końca kontraktu, poza tym kto niby uznawał jakiś kontrakt niewolnika? Do kogo niewolnik miał się udać po pomoc? Wybuchały wspólne bunty niewolników przeciwko panom. Dopiero strach przed nimi doprowadził do realnego zróżnicowania statusu białych i czarnych oraz napuszczenia jednych na drugich. I to był realny początek oddolnego rasizmu w Stanach. Biała biedota miała już coś co mogła stracić, no i całą klasę ludzi niżej, dzięki której mogła czuć się lepiej, choć miała przewalone i tak.

  201. @bantus
    O ile dobrze kojarzę praktycznie nie było wielkiej różnicy. Nikomu nie zależało, żeby niewolny dożył końca kontraktu, poza tym kto niby uznawał jakiś kontrakt niewolnika? Do kogo niewolnik miał się udać po pomoc?

    Nie znam szczegółów, ale identured servant zazwyczaj uchodził z życiem i po upływie terminu umowy dostawał (typowo, zgodnie z umową) wolność, nową koszulę, łopatę i kilka innych itemów. Mówiąc bardziej po polsku: kontraktowy poddany, w dodatku w okolicy, gdzie umów i habeasów korpusów przestrzegano.

    Wybuchały wspólne bunty niewolników przeciwko panom.

    O buntach identured servants nie wiem, ale mogły być.

  202. @airborell
    „Przed 2005 nie było w Polsce osi lewica-prawica, tylko oś postkomuna-postsolidarność. Czy wyborcy SLD byli jakoś bardzo lewicowi w takim sensie, jaki mu nadajemy dzisiaj”

    Nawet biorąc poprawkę na realny milleryzmm i rządy łże-lewicy, to mam wrażenie, że 20-30 lat temu poziom szurii w społeczeństwie był dużo niższy niż dziś (może prostu nie było takiego odmóżdżenia, bo internet dopiero raczkował i nie zdążyliśmy jeszcze zaimportować tyle gówna ze Stanów?). Nie mówię, że nie było patologii – owszem, była bieda i przestępczość, ale poziom odklejenia był jednak o rząd wielkości niższy (jakoś trudno mi sobie wyobrazić Bashoborę, Brauna, płaskoziemców i antyszczepionkowców AD 2001). Byli skinheadzi na ulicach czy ekscesy Świtonia na żwirowisku, ale był to mimo wszystko otoczony kordonem bezpieczeństwa margines, społeczeństwo było generalnie proeuropejskie, ówczesna młodzież chciała na zachód, a dziś eurosceptyczna, prawicowa szuria to ścisły mainstream, ludzie młodzi uważają gejropę za źródło zgnilizny i deprawacji, a my tu mamy nasze Prawdziwe Wartości, których będziemy uczyć tych zniewieściałych lewusów z zachodu. To jest dla mnie przerażający trend. I tak, wiem, że to się wydarzyło również w kilku innych krajach (Węgry na przykład), ale dlaczego trafiło akurat na nas, i dlaczego rąbnęło z taką siłą?

  203. @monday.night.fever

    Może bym ci uwierzył gdybym nie miał w rodzinie gościa, który ożenił się na wsi, a potem burzliwie rozwodził, bo jak dziecko zachorowało to żona zamiast lekarza wołała jakąś szeptuchę która puszczała dymy i pluła po kątach. Były lata 80-te wczesne. Plus obrazy z najjaśniejszą panienką chodzące po blokach, że o tych na szybach nie wspomnę. Zmienił się co najwyżej kierunek szurnięcia a nie amplituda

  204. Ponieważ, cytując klasyka, the species has amused itself to death.
    Polska i Węgry to są zupełnie różne przypadki. Na Węgrzech to jest efekt frustracji i nieprzepracowanych traum. W Polsce to jest zawrót głowy od sukcesów i błyskawicznego wzrostu poziomu życia, którego konsekwencją jest m.in. to, że Zachód przestaje być pozytywnym punktem odniesienia. Nie chcemy równać poziomem życia do Zachodu, bo to już de facto mamy, chcemy punktów prestiżu. A te nam może dać cokolwiek: wielki port lotniczy, własne myśliwce (ostatnio kłóciłem się z o zgrozo lewakami, którzy simpują do Turcji, bo ta ma Potężny Przemysł Zbrojeniowy) czy stawianie się Niemcom. Program Razem o Wielkiej Polsce z atomu, krzemu i stali to jest właśnie próba zdobycia wyborców pragnących tych punktów prestiżu.

    Przy czym generalnie jednak mocno idealizujesz tę Polskę z najntisów spod znaku Jana Pawła II.

  205. Polska lat 90tych była super, bo byłem nastolatkiem, grałem w pierwszy Fallout i nie miałem nadwagi.

    @Gammon

    „O buntach identured servants nie wiem, ale mogły być.”

    Były: link to en.wikipedia.org

    Ale początek ruchu robotniczego też wyglądał dość krwawo.

    @bantus

    Różnica była taka, że statusu indentured servant się nie odziedziczyło. Niewolnicy w USA byli hodowani jak trzoda rolna. Rozmywanie różnic pomiędzy tymi kategoriami ma również podłoże rasistowskie, żeby móc powiedzieć „co się ci czarni skarżą, przecież biali też byli niewolnikami w Ameryce”.

    Różnice są opisane np tutaj: link to shirleyeustishouse.org

  206. @Nie chcemy równać poziomem życia do Zachodu, bo to już de facto mamy, chcemy punktów prestiżu.
    Ahem, ahem, ahem…
    Ja może i mam poziom życia *niezamożnego* Francuza, ale ludzie w Polsce są bidni.

  207. „Nie chcemy równać poziomem życia do Zachodu, bo to już de facto mamy”

    Taaa, mój holenderski odpowiednik w korpo, dokładnie ta sama praca, te same levele itp. właśnie wrócił z 3 tygodni wakacji na Tahiti. Z żoną i dzieciakami. Zarabiam dość dobrze a musiałbym sprzedać mieszkanie i przenieść się pod most by za coś takiego zapłacić. Bo nerkę by nie wystarczyło.

    Tak że z tym poziomem życia zachodu to chyba że mówimy o jakiś handlarzach narkotykami, bronią, bitcoinami albo o politykach. Bo co do normalnych ludzi to nie sądzę. To że przestaliśmy przymierać głodem to prawda ale do „poziomu życia zachodu” to jednak jeszcze bardzo daleko.

  208. @mnf
    > poziom odklejenia był jednak o rząd wielkości niższy (jakoś trudno mi sobie wyobrazić Bashoborę, Brauna, płaskoziemców i antyszczepionkowców AD 2001)

    Moim zdaniem nie doceniasz ćwierci wieku internetu. AD 2001 był nieporównywalny z AD 2026 pod względem możliwości szerzenia kocopołów.

  209. @embarcadero

    Zależy o jakich aspektach życia mówimy. Pewnie mi jest łatwiej w Norwegii zapłacić za wakacje na Tahiti niż mojemu odpowiednikowi w Warszawie. Ale jemu z kolei będzie łatwiej wynająć nianię do dziecka. Co ważniejsze?

  210. @rw

    Odpowiedź na twoje pytanie brzmi oczywiście „to zależy”. Ja np jestem w takim wieku że o wakacjach na Tahiti owszem mogę pomarzyć natomiast nianie do dziecka to mnie interesowały circa about 20 lat temu (i nigdy nie miałem bo wtedy nawet nie bardzo istniała taka profesja, funkcjonowały babcie).

  211. @monday.night.fever
    > nie zdążyliśmy jeszcze zaimportować tyle gówna ze Stanów?
    Import szedł bardzo dobrze cały czas. To Stany były jeszcze mniej zszurowane. Np. wymienieni antyszczepionkowcy, czy chyba i Braun, wyrośli na glebie pandemii. A że technoligarchowie dołożyli swoje — na pewno, ale bardziej za Oceanem niż u nas.

    > Byli skinheadzi na ulicach czy ekscesy Świtonia na żwirowisku
    Do pewnego stopnia tak, ale też przypominam sobie, że raz, jeden jedyny raz, spotkałem obóz dla młodzieży zorganizowany przez ruch polityczny na wakacjach wtedy. I to był obóz organizowany przez nacjonalistów.

    BTW. W tle przeglądam ksiażkę o Rydzyku. No to oni w latach 90-tych byli antyeuropejską, antyzachodnią i antynatowską szurią.

    > To jest dla mnie przerażający trend.
    Dla mnie też, ale że wczoraj słyszałem refleksję pewnego księdza na temat tego, jak napływ uchodźców zmienił opinie publiczną. I jakby to dyplomatycznie powiedzieć: kultura, także polityczna, to nie jest punkt, czy stan dający się łatwo opisać. Tu pasuje metafora rzeki — masz jeden brzeg, drugi, nurt gdzieś się kieruje, ale nawet na tym samym odcinku raz wolniej, raz szybciej, a po drodze możliwe są wiry.

    Nie mam badań, ale raczej widzę to jako polaryzację, niż przełożenie społecznej wajchy. Ci, którzy mieli tendencje antyzachodnie, antyrealistyczne, mają je dużo, dużo mocniejsze i jawniej wyrażane. Ale oni nie zmienili tych, którzy mają, powiedzmy wrażliwość społeczną, albo widzą sens współpracy międzynarodowej, choćby w ramach UE, czy NATO.

    > ale dlaczego trafiło akurat na nas, i dlaczego rąbnęło z taką siłą?
    Głębia przemian po upadku komunizmu, plus nikły (a jeśli, to zwykle odrzucany, jako lewicowy) własny udział w przemianach, choćby prowadzących do większego egalitaryzmu? Plus JP2 — nie że tu skrajny, bo dzisiaj JP2 może się w wielu sprawach w grobie przewracać, ale właśnie że blokujący wpływy lewicy na prawicę. Plus lekceważenie edukacji, bo tu mamy mieć spory rozjazd między miastami (gdzie jest dobrze, a i szuria ma się średnio), a wsią?

  212. @embercadero
    „„poziomu życia zachodu” to jednak jeszcze bardzo daleko.”

    Portugalia i Grecja to też Zachód, a ich już dawno dogoniliśmy.

  213. @mnf
    dlaczego trafiło akurat na nas, i dlaczego rąbnęło z taką siłą?

    Splot różnych okoliczności, jak zawsze. Że katolicyzm i brak lewicy z prawdziwego zdarzenia to wiadomo, ale też wg. ostatnich badań jesteśmy na trzecim miejscu od końca w UE jeśli chodzi o poziom wtórnego analfabetyzmu.
    Więc ten, no, krużganek edukacji za słabo świeci.

  214. @monday.night.fever
    „Nawet biorąc poprawkę na realny milleryzmm i rządy łże-lewicy, to mam wrażenie, że 20-30 lat temu poziom szurii w społeczeństwie był dużo niższy niż dziś”

    Czy naprawdę nikt już nie pamięta dziewięćdziesiątych z Kaszpirowskim leczącym wszelakie schorzenia z telewizora i kasety VHS przez wolne liczenie po rosyjsku („Odin…, dwa…, tri…”). Albo amerykańskich uzdrawiaczy uzdrawiających masowo w halach widowiskowo-sportowych? (Czy dobrze pamiętam, że najbardziej znany z nich nazywał się Clive Harris?). Szuria miała się bardzo dobrze.

    A i wcześniej, za komuny, nie było lepiej – była epidemia różdżkarstwa/wahadełkarstwa, piramidki do ostrzenia żyletek, magnetyzery obniżające zużycie paliwa w samochodach, i mnóstwo, mnóstwo innych rzeczy.

  215. @monday.night.fever, @cmos
    „(jakoś trudno mi sobie wyobrazić Bashoborę, Brauna, płaskoziemców i antyszczepionkowców AD 2001”
    „Czy naprawdę nikt już nie pamięta dziewięćdziesiątych z Kaszpirowskim leczącym wszelakie schorzenia z telewizora i kasety VHS przez wolne liczenie po rosyjsku („Odin…, dwa…, tri…”)”

    No właśnie. Sam od razu pomyślałem o Kaszpirowskim i ludziach którzy na serio siedzieli przed telewizorem i chłonęli tę energię, którą on przekazywał. Płaskoziemców nie było, ale ludzie czytali i nieironicznie zachwycali się Daenikenem. Antyszczepionkowców nie było, ale nie tylko ludzie cieszyli się z homeopatycznych leków, nawet lekarze je przepisywali (tak jak teraz przepisują na wszystko antybiotyki).
    To były innego rodzaju zachowania, miały inny kierunek, ale były. Ludzie, którzy powinni z tym pierwsi walczyć, potrafili to jeszcze popularyzować. Kaszpirowski leciał w państwowej telewizji, a homeopatię jako dzieciak sam dostawałem w zaleceniach lekarskich. Oscillococcinum było magicznym panaceum na wszystko, może poza dekapitacją, a i tu nie jestem pewien.
    Z AD 2001 nie pamiętam tego, ale to nie znaczy, że społeczeństwo było bardziej odporne. Takie rzeczy mogą przychodzić i odchodzić falami, mieć wykres sinusoidalny.

    @embercadero
    „Tak że z tym poziomem życia zachodu to chyba że mówimy o jakiś handlarzach narkotykami, bronią, bitcoinami albo o politykach. Bo co do normalnych ludzi to nie sądzę.”
    No nie. Normalni ludzie też mają dostęp do różnych rzeczy. Pewnie, że nie wszyscy, ale sporo. Gdy idę w Warszawie do mojej ulubionej miejscówki z ramenem to trzeba tam regularnie stać w kolejce. Lokali oferujących sushi po 100+ za zestaw też jest sporo i jakoś nie upadają, klientów mają.
    Mieszkałem przez parę lat w Irlandii, miałem niezłą pracę, moje życie pod pewnymi względami było bardzo podobne do tego co mam teraz (i co ma wielu innych ludzi). A pod pewnymi było gorsze (mieszkałem w wynajętym jednym pokoju. To była tam norma, bo ceny wynajmu były spore).
    To jest też kwestia jak żyje normalny człowiek na zachodzie i czy my sobie za dużo nie wyobrażamy. Zaryzykuję tezę, że dla przeciętnego człowieka Polska jest obecnie lepszym miejscem do życia niż USA. Płaca minimalna w Polsce jest wyższa (już po przeliczeniu), koszty życia mniejsze. Co prawda to świadczy głównie o degrengoladzie USA, ale jak najbardziej doganiamy zachód, a czasami nawet przeganiamy.

    Problem jest taki, że robimy to zapatrzeni w ich modele, a oni odeszli od tego co dawało im powszechny dobrobyt i poszli w olbrzymie nierówności (generalizacja, nie wszyscy oczywiście, ale są takie trendy). I my też idziemy. Dwudziesta gospodarka świata w której kilkaset tysięcy ludzi nadal nie ma dostępu do kanalizacji.
    Gdy wychodzę na ulicę to widzę jak dobrze żyje się niektórym. BMW, Mercedesy, Audi, nawet Porsche jeżdżą po mojej niewielkiej uliczce regularnie. I co prawda łapie mnie zaduma skąd ludzi na to stać, bo ja zarabiając niezłe jak na PL pieniądze musiałbym długo odkładać żeby sobie na taki samochód pozwolić. Ale potem sobie przypominam, że jestem frajerem zatrudnionym na etacie. Że mógłbym założyć JDG, przejść na B2B, podatki płacić ryczałtem i wziąć sobie nowiutki samochód wrzucając go w koszty, bylebym znalazł uzasadnienie takie jak „dojazdy do klienta”.
    My te nasze nierówności po prostu łatamy tak, żeby niektórzy mogli się załapać. A to udając rozwój przedsiębiorczości i dając spryciarzom możliwości omijania systemu. A to przez programy typu „tani kredyt dla młodych małżeństw”, które zaraz powodują jeszcze większy wzrost cen. Zapatrzeni w United States of A miracle, też próbujemy budować dobrobyt na kredyt. Na czym, oczywiście, zyskują banki i sprzedawcy tych wszystkich dóbr.

  216. @poziom szurii teraz a kiedyś

    Coś się zmieniło, ale nie sam poziom zjawiska. W 2001 to sąsiad po pijaku coś tam bredził o starożytnych kosmitach i tyle z tego było. Obecnie szuryzm jest zorganizowanym ruchem politycznym, który ma bardzo realne szanse dojścia do władzy.

  217. @Aleksandrem z chorą golenią prawą

    Jestem wystarczająco stary żeby pamiętać, że Aleksander wygrał drugą kadencję w pierwszej turze, jako jedyny historii III RP. Zestawianie go z Leszkiem „mężczyznę poznaje się po tym jak kończy” Millerem, który zaczynał z 40% a skończył z 11% jest trochę nie fair. To jest jednak inna liga.

  218. @cmos
    Ja pamiętam z ejtisów, że większość domów starszego pokolenia w mojej rodzinie miała strategicznie rozmieszczone (w wersalkach i na telewizorach) kasztany i/lub muszelki mające chronić przed 'radiacją’. U moich rówieśników było podobnie.
    Zresztą w pobliskim Osiedlowym Domu Kultury można się byľo wtedy zapisać na kurs 'psychotroniki’. I to nawet od 1szego do 3go stopnia! Wszyscy chcieliśmy być fajni jak rycerze Dżedaj więc z mojej klasy 'padawanowało’ tam ok. 10-15% chłopaków. Pamiętam jak dziś, że naśmiewał się z tego tylko jeden kolega, no ale niespecjalnie go lubiliśmy, pieszczoszka Naszej Pani, bo nie mieszkał, jak my, w bloku, tylko w 'domku z ogródkiem’ gdzie przychodziła 'pani sprzątać’. Jego tatuś miał zdaje się jakąś prywaciarską szklarnię czy przędzalnię.

  219. @szuria dawniej i dziś
    Clive Harris to były lata 80. i to wczesne. Ciekawostka – jego seanse organizowane były w kościołach. Z lat 80. pamiętam też projekcję filmu na podstawie Daenikena organizowaną w Muzeum Techniki w Warszawie. Było też Towarzystwo Psychotroniczne niejakiego Emfazego Stefańskiego. Ogólnie tzw. parapsychologia i psychotronika to były rzeczy bardzo popularne, dużo tego przychodziło zresztą z ZSSR. Mocno szurskie filmy (psychotronika, starożytni kosmici, kryształowe czaszki, Trójkąt Bermudzki – te klimaty) leciały w PRL w telewizji. Zresztą upolityczniona pseudonauka ma dłuższą tradycję – patrz Łysenko i Miczurin.
    A radiesteta szukający za pieniądze miasta żył wodnych na skrzyżowaniu był w Warszawie OIDP za kadencji HGW.

  220. @cmos
    „Czy naprawdę nikt już nie pamięta dziewięćdziesiątych z Kaszpirowskim leczącym wszelakie schorzenia z telewizora i kasety VHS (…) Szuria miała się bardzo dobrze (…) za komuny, nie było lepiej – była epidemia różdżkarstwa/wahadełkarstwa”

    Ja to bardzo dobrze wiem, Kaszpirowskiego pamiętam (a w czasie pandemii czytałem nawet książkę Gabriela Michalika o nim), ale różnica między ówczesną a dzisiejszą szurią jest taka, że ani Kaszpirowski, ani tamci różdżkarze nie siali nienawiści i nie nawoływali do pogromów (a ci dzisiejsi zarabiają na hejcie). Zresztą Gospodarz miał tu kiedyś notkę o tym, jak to Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas urzędowania w stolicy zakładała (OIDP) odpromienniki – czy co to tam było – w Warszawie.

    @CptHarvemeyer
    „jesteśmy na trzecim miejscu od końca w UE jeśli chodzi o poziom wtórnego analfabetyzmu”

    No błagam, już nie tłumaczmy przesunięcia w prawo kiepską edukacją. Bułgaria czy Mołdawia mają jeszcze gorszą, a poziom nienawiści tam jest dużo niższy niż u nas. Zresztą gdyby edukacja i wiedza ogólna tak dobrze chroniły przed szaleństwem, to Niemcy (sto lat temu chyba jedno z najlepiej wyedukowanych społeczeństw na świecie) nigdy nie wylądowałyby w brunatnym szambie. Naukę też można sprostytuować i używać jej (łże-nauki) do usprawiedliwiania najgorszych zbrodni jak Akcja T4, czy głosić te wszystkie bzdury o supremacji rasowej, używane jako narzędzie europejskiego kolonializmu. Christian Ingrao w książce „Intelektualiści w machinie wojennej SS” pisał o tym, że elita tworząca Sicherheitsdienst miała po kilka doktoratów, to nie były jakieś matoły; taki błyskotliwy prawnik, filozof czy lingwista był po prostu dzieckiem swoich czasów – no tak się pechowo złożyło, że prawicowym.

    @pak4
    „W tle przeglądam ksiażkę o Rydzyku. No to oni w latach 90-tych byli antyeuropejską, antyzachodnią i antynatowską szurią”

    Babcie od Rydzyka i zindoktrynowane przez Leppera Janusze spod budki z piwem były oczywiście werbalnie antyzachodnie, ale wtedy kluczowe było to, czego nie ma dziś, czyli proeuropejska i prozachodnia młodzież. Dziś rośnie pokolenie nienawidzące europederastów i zachodniej sodomy. Liczą się trendy – a te pokazują, że przyszłość jest brunatna.

    @Bastian
    „Moim zdaniem nie doceniasz ćwierci wieku internetu. AD 2001 był nieporównywalny z AD 2026 pod względem możliwości szerzenia kocopołów”

    Tak, tu się zgodzę. Ale inne kraje też mają internet, a nie jest tam aż tak źle jak w Polsce czy w Stanach.

  221. „Jestem wystarczająco stary żeby pamiętać, że Aleksander wygrał drugą kadencję w pierwszej turze, jako jedyny historii III RP. Zestawianie go z Leszkiem „mężczyznę poznaje się po tym jak kończy” Millerem, który zaczynał z 40% a skończył z 11% jest trochę nie fair. To jest jednak inna liga.”

    Ja jestem na tyle stary by uczestniczyć w obu tych wyborach, ten pan zawsze mnie brzydził, ale fakt, Miller to inna liga, on po prostu powinien siedzieć za Kiejkuty.

  222. @all

    Tak, przyznaję, mamy przynajmniej w dużych miastach wyższy średni poziom życia niż Grecja, Portugalia a już na pewno prowincjonalne USA. Widać mam wyżej zawieszoną poprzeczkę jak słyszę „zachód” bo żadne z tych miejsc nie przychodzi mi wtedy do głowy tylko raczej Niemcy, Holandia, Francja. Grecja czy Portugalia wylądowały u mnie w worku „miejsca gdzie jeździ się na wakacje i nie należy zbyt wiele oczekiwać”, z pewnością nie jest to worek z napisem „zachód”

  223. @monday.night.fever
    „różnica między ówczesną a dzisiejszą szurią jest taka, że ani Kaszpirowski, ani tamci różdżkarze nie siali nienawiści i nie nawoływali do pogromów (a ci dzisiejsi zarabiają na hejcie).”
    No ale pisałeś, że poziom odklejenia był niższy. Nie był. Miał inaczej skierowany wektor i ludzie na tym zarabiający mieli inne intencje, społeczeństwo było podobnie podatne.
    Owszem, pewne rzeczy się pozmieniały. Tamci oszuści byli chciwi na pieniądze, obecni są na władzę. Ale to też nie jest nic dziwnego, apetyt rośnie w miarę jedzenia, pieniądze można robić obecnie na różne sposoby, władzę trudniej zdobywać. Beneficjenci fałszowania rzeczywistości wyewoluowali, ich mechanizmy wpływu na ludzi i podatność na ich metody są podobne.

    „Babcie od Rydzyka i zindoktrynowane przez Leppera Janusze spod budki z piwem były oczywiście werbalnie antyzachodnie, ale wtedy kluczowe było to, czego nie ma dziś, czyli proeuropejska i prozachodnia młodzież. Dziś rośnie pokolenie nienawidzące europederastów i zachodniej sodomy. Liczą się trendy – a te pokazują, że przyszłość jest brunatna.”
    Czegoś nie rozumiem. Uważasz, że każdy z tych okresów należy rozpatrywać niezależnie od siebie? Przecież to jest ewolucja, jedno przechodzi w drugie. Nad takimi trendami pracuje się latami, ugniata ludzi, powoli przesuwa ich poglądy.
    My mamy nie tylko swojego Brauna, ale przecież i ludzi wspierających ten zestaw poglądów z zagranicy, pieniędzmi i algorytmami. Naukowcy robili eksperymenty co się dzieje gdy młody człowiek podłącza się do social mediów. Nie ma żadnej historii, właśnie dostał pierwszy telefon i konto. Chłopcom algorytmy podrzucą manosferę, dostaną na dzień dobrego jakiegoś Andrew Tate’a i na tym będą się wychowywać. To o czym piszesz teraz nie zaczęło się dzisiaj ani wczoraj. Zaczęło się lata temu, od różnych durnych influencerów robiących sobie zasięgi na byciu chamskimi. Te wszystkie Mr Beasty, Dr Disrespecty, Pewdiepie czy rodzime Kominki wychowały rzesze dzieciaków.

    „Tak, tu się zgodzę. Ale inne kraje też mają internet, a nie jest tam aż tak źle jak w Polsce czy w Stanach.”
    Może mnie gospodarz nie pogoni za odwołanie do youtube, ale jest taki kanał „Living ironically in Europe”. Jeden z ich filmików jest o tym, jak do tego doszło, że Polska ma obecnie tak silną pozycję w produkcji gier komputerowych. Oczywiście to są materiały opowiadające o wszystkim ze sporym przymrużeniem oka, ale za tym humorem skrywają się celne spostrzeżenia.
    Polska po ’89 bardzo się skomputeryzowała. Chcieliśmy gonić zachód i komputery wydawały nam się kluczowe. W rezultacie ludzie robili co mogli, żeby ich dzieci nie zostały z tyłu. No i mamy społeczeństwo w którym młodzi ludzie świetnie się odnajdują w nowych technologiach. Ale to również wystawia na zagrożenia.

    A druga rzecz to że Polska przecież od dawna ma skrzywienie prawicowe bo zasługi w walce z komuną. Więc u nas po prostu prawicowe skrzywienie się tolerowało i pozwalało mu być częścią mainstreamu, nawet jeśli było antynaukowe, antyzachodnie i szkodliwe. Konfederacja nie wzięła się znikąd, Korwin-Mikke był na scenie politycznej przez lata i przez lata banalizowano jego wpływ na młodzież bo „z tego się wyrasta”. Krzysztof Bosak wziął się z Młodzieży Wszechpolskiej, całego młodzieżowego ruchu mającego promować prawicowe poglądy. Giertych był ministrem edukacji w pierwszym rządzie PiS i wprowadzał swoje durne pomysły. Teraz mu o tym niektórzy nie chcą pamiętać, bo zmienił strony (ale nie poglądy). Antyeuropejskie i antynaukowe poglądy przeszczepiał u nas też PiS gdy był u władzy, że przypomnę tylko „nie zatrudniamy ekspertów, bo eksperci nie chcą realizować naszego programu”.
    Regularnie pojawia się kwestia tego, że gdy ktoś próbuje odwoływać się do elektoratu skrajnie prawicowych partii i podejmować jakieś ich poglądy, to tylko ich wzmacnia i uwiarygadnia. W Polsce to się dzieje od lat. Kropla drąży skałę. Tak się kończy mizianie z Giertychem w imię „wyższej konieczności”.

  224. @embercadero
    „Widać mam wyżej zawieszoną poprzeczkę ”

    Proszę zaprzestać, tak można ją w nieskończoność podnosić, żeby „zachód” to już było tylko kilka najbogatszych dzielnic Oslo.

  225. @embercadero
    „Widać mam wyżej zawieszoną poprzeczkę jak słyszę „zachód” bo żadne z tych miejsc nie przychodzi mi wtedy do głowy tylko raczej Niemcy, Holandia, Francja.”
    Nie popełniasz aby błędu polegającego na przecenianiu poziomu życia w tych krajach oraz niedocenianiu naszego? Być może sugerując się tym jak to wyglądało dziesięć czy dwadzieścia lat temu?
    Ja regularnie widuję porównania pewnych aspektów życia w Niemczech z Polską które są znacząco na korzyść Polski. Koleje niemieckie w porównaniu z polskimi to zupełnie inna liga – niższa. W Polsce rozliczenie podatków wygląda tak, że wchodzimy na portal internetowy utrzymywany przez ministerstwo, nasz PIT już jest rozliczony przez urząd, sprawdzamy co trzeba, robimy ewentualne odpisy, podajemy beneficjenta 1,5% i zatwierdzamy. Jak ktoś nie robi odpisów to może cały proces zamknąć w dwie minuty. W Niemczech tego nie ma. Tam w niektórych miejscach nadal używa się faxu.
    Nie wszystko jest lepsze, ale i chyba nikt się nie spodziewa że będzie? Na tym polega bycie na podobnym poziomie, pewne rzeczy oni nadal robią lepiej, inne my.

    Poza tym jasne, że można sobie wybrać Holandię czy Francję i powiedzieć, że jeszcze jesteśmy za nimi. Ale zachód to nie tylko Francja i Holandia. Właściwie zachód to głównie nie Holandia i Francja, tylko kilkanaście innych krajów. I w porównaniu z wieloma z nich mamy sensowny poziom życia.
    Ja się na serio łapię na tym, że gdy myślę o pewnych krajach zachodu, to automatycznie nastawiam się na „Nie, dzięki! Jednak wolę mieszkać w Polsce.”. I to są tak ikoniczne kraje zachodu jak USA czy UK. A w przypadku paru innych państw moje nastawienie to nie jest „Chętnie bym tam mieszkał bo jest lepiej” tylko „mógłbym tam mieszkać, byłoby podobnie”. I pewne rzeczy bym zyskał, ale inne stracił, a bilans tych zysków i strat wcale nie wypada jakoś korzystnie na rzecz zachodu. To potrafią być już rzeczy bardzo osobnicze, np. jeśli ktoś nie ma rodziny w Polsce (albo ma z nią złe stosunki) a uwielbia owoce morza, to oczywiście że w paru zachodnich krajach będzie się czuł lepiej. Ale to nie jest zasada którą można zastosować do przeciętnego człowieka.

  226. @m.n.f.
    > 20-30 lat temu poziom szurii w społeczeństwie
    > był dużo niższy niż dziś

    Ciekawy temat. Moim zdaniem jest odwrotnie. Społeczeństwo jest coraz bardziej racjonalne. Przez to, szuria jest coraz bardziej wyrazista. To co dziś uznajemy za szurię, 30 lat temu mogło jeszcze mieścić się w majstrimie. Sito racjonalności ma obecnie znacznie mniejsze oczka. Pamiętam Kaszpirowskiego albo ręce Zbyszka Nowaka w telewizji. Pamiętam szeroko praktykowaną radiestezję i „żyły wodne”, tezy von Danikena, test Rorschacha i poligraf były na serio traktowane w kryminalistyce, zderzak Łągiewki, magnokraft Jana Pająka, UFO, nie bez powodu hitem był serial „X-Files”.

  227. @embercadero
    „Widać mam wyżej zawieszoną poprzeczkę jak słyszę „zachód” bo żadne z tych miejsc nie przychodzi mi wtedy do głowy tylko raczej Niemcy, Holandia, Francja.”

    Ostatnio trochę jeździłem służbowo do Holandii. Z rozmów z miejscowymi odniosłem wrażenie problemów dokładnie takich jak nasze: czynsz zbyt drogi, na mieszkanie nikogo nie stać, ciągłe widmo zwolnień, wypychanie pracowników na freelancerskie kontrakty, prawica u władzy. Tylko pociągi mają lepsze, więc te dojazdy mniej bolą.

  228. Stefański był Lech Emfazy oidp.
    Poza różnymi wymienionymi był też niezapomniany i wybitny naukowiec Sedlak.
    A wspomniany uzdrowiciel Harris po raz pierwszy był w Polsce być może już w późnych seventiesach, ale nie dam się pokroić. Od młodości jest mi trudno ogarnąć chronologię.

  229. @Piotr Kapis

    „W Niemczech tego nie ma. Tam w niektórych miejscach nadal używa się faxu.”

    Za to pewna niemiecka firma wprowadziła właśnie innowacyjną usługę wysyłania promptów AI przez faks!

  230. Realna różnica jest taka, że 30 lat temu szuria nie była co do zasady wykorzystywana politycznie (jeżeli nie będziemy tu wliczać atomofobii rozkręconej w Polsce w okolicach przełomu ustrojowego). Dzisiaj jest, i to nie jest przecież polski wynalazek.

    Co do tezy, że „skoro nigdzie (poza Węgrami) nie zamieniono demokracji na autorytaryzm, to USA się też obronią” miałbym jednak wątpliwości. USA jest wyjątkowe z dwóch powodów. Po pierwsze: w wielu krajach (choćby Polsce za PiS) jednym z głównych wektorów osłabiających autorytaryzację była presja zewnętrzna – UE czy samej USA. USA są zbyt wielkie, by się przejmować jakąkolwiek presją zewnętrzną. Po drugie: drugim czynnikiem były wielkie koncerny, medialne czy IT, na które rządy takiej Polski nie miały żadnego przełożenia. Otóż one albo aktywnie wspierają Trumpa albo w najlepszym razie są wobec niego przyjaźnie neutralne, w nadziei na korzyści lub w obawie przed stratami. A ze względu na rozwój AI moment jest wyjątkowy.

    Więc tak naprawdę główną nadzieją jest to, że magowcy się wywrócą o własne nogi. Natomiast następny kandydat na dyktatora może być mniej narcystyczny i bardziej kompetentny.

  231. @Piotr Mapie
    „W Niemczech tego nie ma. Tam w niektórych miejscach nadal używa się faxu”

    My tu się w Polsce podniecamy blikami, a tymczasem akurat zapóźnienie cyfrowe wychodzi Niemcom kulturowo i cywilizacyjnie jak najbardziej na plus. Pamiętam np. rozmowę z Awalem na temat upadku prasy papierowej – otóż w Niemczech ten proces przebiegał najwolniej (podał twarde dane). Za to u nas już niedługo zniknie gotówka, nie będzie można kupić biletu kolejowego bez posiadania smartfona (i odpowiedniej aplikacji) czy wysłać tradycyjnego listu pocztą, już kilka lat temu jakiś geniusz proponował likwidację zeszytów w szkołach na rzecz tabletów (mam nadzieję, że tego nie wprowadzono?). Za kilka lat obudzimy się już nawet nie w dystopii, a w dupie.

    @izbkp
    „Moim zdaniem jest odwrotnie. Społeczeństwo jest coraz bardziej racjonalne. Przez to, szuria jest coraz bardziej wyrazista”

    Tak racjonalne, że większość społeczeństwa popiera PiS i Konfederację, a jeszcze za rogiem czai się Braun. Ja ten proces osuwania się w kompletną szurię obserwuję na przykładzie Mariusza Masa Kolonii, o którym Podcastex zrobił trzy odcinki – i myślę, że on jest dobrą egzemplifikacją zjawiska prawoskrętu ze wciśniętym „altem”: 25 lat temu był to zwyczajny prawicowy mainstream – tak, coś tam pieprzył o UFO (chyba głównie dla beki, no ale on gadał o wszystkim naraz), a dziś…? No właśnie. Kompletna odklejka. Całe pokolenie prawicowych dziennikarzy, publicystów i influencerów przeszło tę jego drogę, którą można by określić jako „Max Max na drodze gniewu” (przy czym on dojechał do Samego Końca). Społeczeństwo też się radykalizuje, to źle wróży.

  232. @monday.night.fever
    „My tu się w Polsce podniecamy blikami, a tymczasem akurat zapóźnienie cyfrowe wychodzi Niemcom kulturowo i cywilizacyjnie jak najbardziej na plus.”
    Pod pewnymi względami zapewne wychodzi im na plus – sam przecież to napisałem, że tak mocne stawianie na kompetencje cyfrowe i oswajanie z komputerami od dziecka sprawia, że ludzie są bardziej wystawieni na zagrożenia w tej dziedzinie – a w innych miejscach na minus. No ale takie rzeczy to się nierzadko dostrzega po latach, jeśli nie po dekadach.
    My się w Polsce w ogóle podniecamy różnymi rzeczami, np. w niedawnej i nadal toczącej się dyskusji na pewnym niszowym blogu, niektórzy ludzie się podniecają porównywaniem Polski i zachodu mimo problemów ze zdefiniowaniem czy to zachodu czy wskaźników według których należy porównywać poziom życia. Czy większa cyfryzacja i dostęp do usług przez internet to wskaźnik który przekłada się na wyższy czy niższy poziom życia przeciętnego człowieka? Jeden Polak powie tak, drugi Polak powie inaczej.

    Osobiście nie podniecam się blikiem, ani mnie ziębi, ani grzeje. Uważam, że bezmyślny pęd ku cyfryzacji dla samej cyfryzacji jest głupi i zgadzam się, że propozycje typu „dajmy dzieciom tablety” czy w ogóle „nie uczmy dzieci wiedzy, bo wiedzę sobie wyciągną z internetu” to głupota i przykrywanie innych problemów polskiej szkoły. Tablety nie załatwią niczego jeśli program nauki będzie zły, nauczyciele niedopłacani i słabo motywowani a dzieciaki przeciążone. Tablety mogą pomóc, ale to narzędzie. Trzeba go użyć rozsądnie, a to oznacza, że trzeba mieć rozwiązania systemowe.
    No ale polska szkoła od dawna ma taki istotny problem, że regularnie trafiają się jej źli ministrowie, a jak nie źli to gorsi. Gdy sądziliśmy, że Giertych jest okropny, to przyszła Zalewska. A po niej Czarnek, gdzieś tam w międzyczasie Gowin.

    „Za to u nas już niedługo zniknie gotówka, nie będzie można kupić biletu kolejowego bez posiadania smartfona (i odpowiedniej aplikacji) czy wysłać tradycyjnego listu pocztą”
    O tej likwidacji gotówki słyszę od lat i jakoś nie nadchodzi. I nie wiem czy wejdzie dopóki przydarzają się awarie terminali (czy głupie zaniki prądu) a my nie mamy infrastruktury, która potrafi sobie z tym poradzić. Póki co to raczej sądy uwalają takie rzeczy jak parkomaty w których można płacić tylko cyfrowo – bo monety i banknoty stanowią oficjalny środek płatniczy i muszą być respektowane. Z biletami tylko w apce to zobaczymy, ale myślę że jednak łatwo to będzie uwalić, a z listów mało kto korzysta, ale akurat papierową korespondencję dość chętnie wysyłają różne państwowe urzędy, więc też nie spodziewam się szybkich zmian.

    Tak jeszcze a propos zachodu i Holandii, to zdarzyło mi się tam mieszkać przez parę dni jakiś czas temu. Firma wysłała mnie w delegację (mieliśmy sporą migrację w holenderskim oddziale, trzeba było postawić serwery i wszystko przygotować). No i tak się składa, że to nie było w Amsterdamie tylko w Rotterdamie, też całkiem sporym ale bardziej przemysłowym mieście.
    Moje wspomniena z tego okresu są takie, że to nie jest nieprzyjemne miejsce, ale parę drobiazgów sprawia, że jednak zdecydowanie bardziej wolę żyć w Polsce. W szczególności fakt, że gdy wracałem z pracy do hotelu i chciałem wyjść na miasto, zrobić jakieś drobne zakupy czy coś zjeść, to się odbijałem od zamkniętych drzwi. Okolice 18.00 w tygodniu, centrum Rotterdamu, a jedyne miejsca w których dawało się coś kupić to odpowiedniki naszych Biedronek. Nie oczekiwałem wiele, chciałem tylko jakiegoś pieczywa, wędliny czy owoców i czegoś do picia! Jedzenie? Masz do wyboru KFC albo McDonald’s. No i hotelową restaurację, oczywiście. Rezultat był taki, że w porządnej restauracji innej niż hotelowa zjadłem dopiero w weekend.
    Doceniam ich infrastrukturę rowerową. Doceniam ich koleje. Ale jeśli chodzi o możliwość codziennego życia, zwłaszcza robienia zakupów czy zjedzenia czegoś dobrego, zdecydowanie wolę Polskę.

  233. @Piotr Kapis
    „No i tak się składa, że to nie było w Amsterdamie tylko w Rotterdamie, też całkiem sporym ale bardziej przemysłowym mieście.”

    To im rzeczywiście zaliczę na plus, że przy ich poziomie skomunikowania nie musisz mieszkać w stolicy (a nawet raczej nie chcesz tam mieszkać).

    „Okolice 18.00 w tygodniu, centrum Rotterdamu, a jedyne miejsca w których dawało się coś kupić to odpowiedniki naszych Biedronek”

    Ano, to jest częsty problem na uogólnionym zachodzie, szczególnie właśnie przy krótkich służbowych wyjazdach. Sklep spożywczy się zamyka równo z twoim fajrantem, i jak tu żyć panie.

  234. @procyon
    „Ano, to jest częsty problem na uogólnionym zachodzie, szczególnie właśnie przy krótkich służbowych wyjazdach. Sklep spożywczy się zamyka równo z twoim fajrantem, i jak tu żyć panie.”
    Właśnie moje wrażenie było takie, że Rotterdam (bo nawet nie wiem jak reszta Holandii) był tutaj wyjątkiem. Ja przecież nie kończyłem pracy o jakiejś dziwnej godzinie. Pracowałem do 17, tak samo jak w Irlandii. Ale w Dublinie mogłem wracając do domu zajrzeć do dowolnego Dunnes, jak również do paru mniejszych sklepów które wcale nie były trudne do znalezienia. Chciałem coś zjeść? Sporo restauracji, bardzo różnorodnych a i w wielu pubach można po prostu coś zamówić. Jasne, to może być ta głupia, wyspiarska ryba z frytkami, ale jest.
    A w Holandii 17.00 wychodzę z pracy, 17.20 jestem w hotelu, przebieram się, powiedzmy 17.30 wychodzę na miasto które wygląda na opustoszałe. Jedzenie tylko w fast-foodach albo hotelu (co akurat było niezłą opcją). To co w Irlandii było chyba najsłabszą opcją, czyli wejście do Spara, ogarnięcie szybkich zakupów i bagietka ze stoiska kanapkowego, w Rotterdamie było poza zasięgiem.
    Nie mam pojęcia jak to wygląda we Francji czy Niemczech, Hiszpanii ani Włoszech. W Holandii miałem problem z takimi absolutnymi podstawami życia po pracy. Chociaż nie siedziałem w niej do późna.

  235. Moim zdaniem to nie zależy od kraju tylko konkretnej okolicy. W bardzo wielu zachodnich miastach istnieją monokultury przemysłowo-biurowe gdzie poza tym są tylko hotele dla business travellerów i nie ma dokąd wyjść z tego hotelu. Co nie znaczy że w innym regionie tego samego miasta nie kwitnie intensywne życie towarzyskie

  236. @Piotr Kapis
    „Ja regularnie widuję porównania pewnych aspektów życia w Niemczech z Polską które są znacząco na korzyść Polski. Koleje niemieckie w porównaniu z polskimi to zupełnie inna liga – niższa. W Polsce rozliczenie podatków wygląda tak, że wchodzimy na portal internetowy utrzymywany przez ministerstwo, nasz PIT już jest rozliczony przez urząd, sprawdzamy co trzeba, robimy ewentualne odpisy, podajemy beneficjenta 1,5% i zatwierdzamy. Jak ktoś nie robi odpisów to może cały proces zamknąć w dwie minuty. W Niemczech tego nie ma.”

    Nie pierwszy raz widzę taką wyliczankę, więc pewnie została jakoś centralnie opracowana i się przyjęła, a zawiera poważne „przekłamanie”. Nieprawdą jest, że w Niemczech nie można rozliczać podatków przez sieć. Ja to robię od jakichś 20 lat, najpierw była to oficjalna aplikacja na peceta z możliwością wysyłki elektronicznej, potem zrobili to webowo. Jako freelancer *wszystkie* sprawy z urzędem skarbowym załatwiam sieciowo, również zgłoszenie działalności. Mam podpis elektroniczny z kluczem zapisanym w dowodzie osobistym, nie ma żadnego chodzenia do US ani wysyłania czegokolwiek pocztą. Ile kto zarobił na etacie też od wielu lat ląduje w rozliczeniu elektronicznie i nie trzeba ręcznie wstukiwać tych danych z papieru.

    Zgoda że w Niemczech mają w cyfryzacji opóźnienia w stosunku do Polski, ale akurat nie w rozliczeniach podatkowych.

  237. @pgolik & Gammon No.82
    Jakimś niewytłumaczalnym już dzisiaj trafem (jakoś mama weszła w posiadanie biletów), sam byłem „leczony” (przez tzw. nakładanie rąk) przez Harrisa na zapleczu kościoła p.w. św. Bernardyna ze Sieny w Krakowie. Mógł to być rok 1975? Mnie nic nie dolegało, ale było tam mnóstwo ludzi najwyraźniej dożywających swoich ostatnich dni, więc wstrzymam się z sarkazem. Już w dobie upowszechnienia się internetu, gdzieś czytałem, że Clive Harris to był polski cwaniak. Do asysty miał, zdaje się, jakichś studentów… anglistyki podających głośno nazwy części ciała. Byliśmy tak zamkniętym krajem, że Mesjasz przychodzący zza którejkolwiek granicy miałby tu od razu te magiczne supermoce no i otwarte kościelne podwoje.

  238. @pk
    papierową korespondencję dość chętnie wysyłają różne państwowe urzędy

    Są już e-doręczenia, ja właśnie sobie wyklikałem kartę EKUZ, a w najbliższym czasie złożę wniosek o dowód. Nie wiem na ile to jest spięte z innymi państwowymi instytucjami, nie sprawdzałem, ale tworzysz sobie skrzynkę na którą mogą przychodzić listy polecone. A jeśli już o cyfryzacji mowa, to kliknąłem przez mObywatela dwa szkolenia z obronności, jakiś czas temu marudziłem tu że powinniśmy być bardziej jak Finlandia a okazuje się że szkolenia z obronności można sobie wyklikać w 5 minut. Dalej myślę że idealnym scenariuszem byłoby organizowanie takich szkoleń lokalnie, w małych społecznościach, ale ciekawy jestem czego się dowiem w tych jednostkach lekkiej piechoty do których mam się udać.

    @mnf
    >No błagam, już nie tłumaczmy przesunięcia w prawo kiepską edukacją. Bułgaria czy Mołdawia mają jeszcze gorszą, a poziom nienawiści tam jest dużo niższy niż u nas.

    Dlatego też napisałem że u nas to wypadkowa _różnych_ czynników i że na pewno poziom wtórnego analfabetyzmu jest jedym z nich. Jakbym był złośliwy to bym powiedział że Twoja interpretacja mojego wpisu to właśnie przykład tego zjawiska, ale w ferworze dyskusji wszyscy mamy tendencję do szybkiej interpretacji i reakcji, a potem możemy sobie doprecyzować to i owo. Rozwijając więc trochę temat, uważam że połączenie niskich kompetencji Polaków z powszechną cyfryzacją, memizacją i tiktokizacją przekazu, przyprawioną dekadami katoprawicowej i neoliberalnej indoktrynacji daje nam żyzną glebę na którą można obficie rzucać zatrute ziarna prawactwa. Taka jest nasza lokalna specyfika, w innych krajach to będą inne zjawiska w innych proporcjach.

    Co do Bułgarii i Mołdawii jeszcze, to też są to kraje o populacjach mniejszych o rząd wielkości, w zasadzie Mołdawia to +/-ludność dwóch największych miast Polski. Do tego są to kraje najbiedniejsze, a Bułgaria to oidp najszybciej wyludniający się kraj UE. Mołdawia natomiast dopiero co miała wybory w których Rosjanie na chama przekupiali wyborców żywą gotówką. Jak w to wszystko wpisuje się ich poziom edukacji nie mnie oceniać, natomiast jeszcze raz podkreślę że moim zdaniem jest to elemnt układanki którego nie powinno się ignorować. Oglądając miedawno Idiokrację pomyślałem że trzeba niestety dostosowywać przekaz do poziomu przeciętnego wyborcy, jeśli chce się rzeczywiście rozwiązać jakieś problemy, w przeciwnym wypadku część głosów jest stracona już na starcie. Aleksander K potrafił przekonująco pląsać w rytm disco-polo, dzisiaj brakuje nam takich wiarygodnych dla ludu postaci po naszej stronie barykady.

    >Zresztą gdyby edukacja i wiedza ogólna tak dobrze chroniły przed szaleństwem, to Niemcy (sto lat temu chyba jedno z najlepiej wyedukowanych społeczeństw na świecie) nigdy nie wylądowałyby w brunatnym szambie.

    Znów: nie twierdzę że słaba edukacja to warunek konieczny dryfu na prawo, ale że może być częścią składową. Co do tego argumentu z Nazizmu mam jednak takie 3 pytania:
    – czy wiemy jaki w tamtych czasach w Niemczech był poziom wtórnego analfabetyzmu?
    – czy wiemy ile wiedział wtedy o świecie przeciętny Niemiec w porównaniu z dzisejszym Polakiem
    – czy możemy porównać ówczesny świat z obecnym przebodźcowaniem ciągłym infotainmentem?

    Poziom wykształcenia a jakość wykształcenia to dwie różne rzeczy. Uczenie konkretnych kompetencji jak czytanie ze zrozumieniem, weryfikacja źródeł, koroboracja z różnymi źródłami, rozważanie długoterminowych efektów itp., itd., to nie to samo co ilość magistrów na milion mieszkańców. Może Weimarczycy byli nominalnie świetnie wykształceni, ale najwyraźniej nic to nie dawało w zderzeniu z problemami ówczesnej Republiki i technikami propagandowymi Nazistów. Tak jak dzisiaj polskie wykształcenie średnio sobie radzi z internetową falą manipulacji.

  239. @cmos
    „Nieprawdą jest, że w Niemczech nie można rozliczać podatków przez sieć. (…) Ile kto zarobił na etacie też od wielu lat ląduje w rozliczeniu elektronicznie i nie trzeba ręcznie wstukiwać tych danych z papieru.”
    Dziękuję za sprostowanie. Dodam może tylko, że moje „tego nie ma” odnosiło się do faktu, że u nas obecnie każdy podatnik jest wstępnie rozliczony. Bo samo rozliczanie się przez internet mieliśmy lata temu, były różne programy do rozliczeń, które je na koniec wysyłały. Natomiast parę lat temu wprowadzono e-podatki i wstępne rozliczanie przez urząd, co pozwala uniknąć nie tylko przepisywania ale i obliczania ile się należy i całej reszty papierkologii. Dla kogoś takiego jak ja, kto obecnie nie korzysta z żadnych odpisów, polski system jest tak przyjazny i szybki, że ciężko mi sobie wyobrazić lepszy. Ja w praktyce nie tyle się rozliczam co zatwierdzam rozliczenie.
    No ale jeśli w Niemczech to też działa, to super. Nadal uważam, że Polska nie ma się czego wstydzić, ale przyjmuję że to co słyszałem o Niemczech jest w jakimś tam stopniu błędne.

    @Cpt. Havermeyer
    „Są już e-doręczenia, ja właśnie sobie wyklikałem kartę EKUZ, a w najbliższym czasie złożę wniosek o dowód. Nie wiem na ile to jest spięte z innymi państwowymi instytucjami, nie sprawdzałem, ale tworzysz sobie skrzynkę na którą mogą przychodzić listy polecone.”
    No są, bo to też się cyfryzuje. I dobrze. Ale dostrzegam pewną istotną różnicę między „możesz mieć elektroniczną komunikację z urzędem” a „będziesz miał wyłącznie elektroniczną komunikację i żadnej alternatywy”. Nawet nie chcę zaczynać dyskusji czy akurat likwidacja papierowej korespondencji i skrzynek pocztowych to jakieś straszne zło czy po prostu konieczność dziejowa, która nas kiedyś dopadnie. Ale zanim to na nas wymuszą trochę czasu jeszcze upłynie.
    To się wszystko tak fajnie buduje w wizjach, a potem się okazuje, że jednak jakiś drobiazg przeszkadza. Czy to będzie pełna cyfryzacja, odejście od gotówki czy AI przejmująca wszystko. OpenAI może się chwalić olbrzymimi planami inwestycji w data center i AI, a potem przychodzi ktoś i mówi „Moment, przecież to będzie wymagało ekwiwalentu 23 elektrowni jądrowych. Których nie ma i nikt ich nie buduje.” Czy te głupie pomysły Muska i jego funfli, żeby zbudować data center w kosmosie, bo tania energia ze słońca i naturalne chłodzenie. No, jeśli ktoś spał na fizyce i ma pojęcie o kosmosie zbudowane na podstawie słabej SF to sobie wyobraża że kosmos=zimno, zamiast że pustka=niemal idealna izolacja. I że chłodzenie przez radiację będzie wymagało olbrzymiej powierzchni radiatorów, zbudowanych z materiałów które trzeba wynieść na orbitę. Podobnie jak panele słoneczne. Pojedyncze DC jakie oni chcą budować to odpowiednik przynajmniej kilkudziesięciu jeśli nie kilkuset ISS (zależnie od sprawności materiałów).

    Transakcje czysto bezgotówkowe? Gdy Europa właśnie się orientuje że na USA nie można polegać i dobrze by było się uniezależnić od Visy i Mastercard? Czy bilety tylko z apką? Ciekawi mnie jak rozwiążą to w przypadku dzieci. Obowiązkowe konta dziecięce i posiadanie telefonów już w młodym wieku, gdy pół świata właśnie się zastanawia czy nie ograniczać dostępu do social media i jak w ogóle rozwiązać kwestię weryfikacji wieku w sieci? Pewnie będą nadal w tym kierunku ciągnąć, ale nie wróżę olbrzymich postępów. Jeśli coś dobrego przychodzi z rządów Trumpa i wspierających go techbrosów, to ten kubeł zimnej wody na głowy wszystkich entuzjastów postępu rozumianego jako cyfryzowanie wszystkiego i odchodzenie od starych, sprawdzonych sposobów. Ich odwalanie oraz widmo pobliskiej wojny dają ludziom do myślenia, że może i w codziennych sytuacjach wirtualna waluta jest bardzo przydatna, ale w innych to twarda gotówka czy w ogóle złoto i wartościowe przedmioty są ważniejsze.

    Co do obronności – dobrze wiedzieć. Daj znać co z tego wyniesiesz (chyba że krzesło albo inny zegarek, to nie).

  240. @PK:

    „Ich odwalanie oraz widmo pobliskiej wojny dają ludziom do myślenia, że może i w codziennych sytuacjach wirtualna waluta jest bardzo przydatna, ale w innych to twarda gotówka czy w ogóle złoto i wartościowe przedmioty są ważniejsze.”

    Nic nie mówię, ale Ukraińcy co na początku wojny ewakuowali się do Polski z gotówką mieli spore problemy z wymianą hrywien. Ci, co mieli karty płatnicze – cóż, MC i Visa chyba nawet na moment nie zawiesiły przewalutowania w locie.

  241. @PK „Ale dostrzegam pewną istotną różnicę między „możesz mieć elektroniczną komunikację z urzędem” a „będziesz miał wyłącznie elektroniczną komunikację i żadnej alternatywy””
    #Paragrafy
    Jednym z problemów wyłącznie elektronicznej komunikacji, często za pomocą różnych formularzy, jest potencjalne uniemożliwienie składanie pewnych wniosków. Najprostszą metodą „nie przeklikasz” procedury, jeśli się nie wpasujesz w nią. Więc nie będziesz mógł podnieść, że Twoja sytuacja jest inna, że nie akceptujesz jakiegoś założenia. Bo coś się automatycznie wypełni, albo nie będziesz miał możliwości pójścia dalej, albo nie będziesz miał opcji do zaznaczenia (np. ubiegając się o jakiś zasiłek będziesz miał tylko przewidziane przez twórcę systemu przesłanki i nie będziesz mógł powołać się na inne, słusznie czy nie). To jest fundamentalny problem.

  242. @Piotr Kapis
    „Póki co to raczej sądy uwalają takie rzeczy jak parkomaty w których można płacić tylko cyfrowo – bo monety i banknoty stanowią oficjalny środek płatniczy i muszą być respektowane.”

    W zbiorkomie automaty gdzie płacisz tylko kartą (i jeszcze nie dostajesz żadnego kwita, kanarowi dajesz kartę do przeskanowania) są coraz popularniejsze. Być może technicznie tłumaczy się to tym że można sobiei kupić (wcześniej) papierowy bilet za gotówkę gdzieś w punkcie.

  243. @szuria sprzed dekad
    Oj grubo było. Moim zdaniem nawet bardziej niż teraz, od kaszpirowskich, reiki, przez bioenergoterapeutów, amwaye, po nowe wspólnoty religijne, także w ramach KRK, po czym do dziś mamy fallout. Co do tego doprowadziło poza końcem PRL u nas? Heh nie wiem, niech spece od popkultury się wypowiedzą, ale stawiałbym, że koniec monopolu na propagandę i wspólny przekaz. Kanały satelitarne, VHSy, kasety z kazaniami, objawieniami czy innym kołczingiem sukcesu.

    Przy okazji niedawnej notki o starych przebojach algorytm podpowiedział jakiś archiwalny odcinek Teleexpressu i wiadomości o szurii były normalnie w wiadomościach.

    @brak komponentu nienawiści
    Takiego skoncentrowanego poziomu antysemityzmu dziś chyba nie idzie spotkać. To był czysty destylat. Dzieci na podwórku bezmyślnie powtarzały kawały o gazowaniu. To był jakiś obłęd. To nie przelewało się do mainstreamu jeszcze bo nie było internetu, ale było.
    Za bycie podejrzanym(!) o bycie homo nie było hejtu online, ale bicie i to nie takie że ktoś komuś przyłożył, ale zdrowe środowiska kopały aż się film urwał. Przejście od słów do czynów było bardzo krótkie.

    Oczywiście, nie wszędzie, nie zawsze.

    @brak politycznego wykorzystania
    Wyszyński korzystał garściami, JP2, wszystkie prawicowe partie od samego początku. Tymiński nie wziął się z niczego. Tym się oddychało tak jak ołowiem ze spalin i dymem papierosowym.

    @internet killed media star
    Teraz źródłem treści są algorytmy i non stop podłączony do globalnej sieci telefon. Dlatego obraz świata się rozbił, spolaryzował, powykrzywiał, wszystko podkręcone na maksa dla monetyzacji. Brakuje prawa i politycznej siły, żeby to ucywilizować. Taka jest zasadnicza różnica, imho.

    @nasz słoń
    Dlaczego u nas bardziej? Well, Rosja nas bardziej… Po Majdanie jesteśmy celem, metodycznie klepanym w infosferze. Rządy mają to w pompie, bo to nie atak kinetyczny ani cybernetyczny, szkody jednak są ogromne.

    Mam nadzieję, że nie dostanę wiecznej anatemy tutaj, ale sporo osób twierdzi, że jednym z katalizatorów zmian w Ukrainie nie była wcale CIA ale zwykłe zawody w piłce kopanej – Euro 2012, które przypominam organizowały wspólnie Polska i Ukraina.

  244. >Piotr Kapis
    >komentarz:
    >28 lutego 2026 o 15:47
    >@monday.night.fever
    >„Za to u nas już niedługo zniknie gotówka, nie będzie można kupić biletu >kolejowego bez posiadania smartfona (i odpowiedniej aplikacji) czy wysłać >tradycyjnego listu pocztą”
    >O tej likwidacji gotówki słyszę od lat i jakoś nie nadchodzi.

    A parkowanie w W-wie płatne (w nowych parkomatach) wyłącznie bezgotówkowo to urban legend?

    Czy jeden bank portugalsko-austriacki, który w większości miast niewojewódzkich ma tylko oddziały *bezgotówkowe* czyni wiosnę?

    Czy sandomierskie biletomaty udostępniające wyłącznie płatności elektroniczne nie są jakąś formą dyskryminacji?

    I nie jest tak, że „ja tylko dla kolegi pytam”. Pytam o kryteria czym jest likwidowanie gotówki w praktyce.

    Tyle w tym dobrego, że nie zamykamy się wyłącznie na blik – zamiast iść w stricte wewnątrzkrajowe systemy kart. Ale ma to drugą stronę – w razie poważnego zgrzytu nie tylko tygodniki opinii trzymające swoje wydania cyfrowe na AWS będą w kłopocie. Również Jan Kowalski, który ma trzy karty – wszystkie w amerykańskich systemach. Albo w promieniu 30km wszystkie bankomaty należą do Euronetu. Który też powinien się nazywać USAnetem przecież.

  245. @rw
    „Różnica była taka, że statusu indentured servant się nie odziedziczyło. Niewolnicy w USA byli hodowani jak trzoda rolna. Rozmywanie różnic pomiędzy tymi kategoriami ma również podłoże rasistowskie (…)”

    Nie pamiętam teraz źródeł, ale opisy niewoli kontraktowej wyglądały jak no właśnie opisy niewoli. Eksploatowanie niewolnika na plantacji nie kończyło się w realu happy endem. „Chętnych” było coraz mniej, stąd w którymś momencie niewolnicy z Afryki stali się bardziej opłacalni.

    Moim zdaniem bogole na przestrzeni wieków nie są jakoś specjalnie rasistowscy (pomijając XIX wieczne narodziny współczesnej doktryny), tak jak to się przedstawia. Dla nich nie ma specjalnie znaczenia czy eksploatują do zera białego czy czarnego, dla nich nie ma różnicy nawet między ludzkim dzieckiem i agentem AI. Liczą się koszty i zyski. Ale to taki tam mój pogląd.

  246. @pk
    No są, bo to też się cyfryzuje. I dobrze. Ale dostrzegam pewną istotną różnicę między „możesz mieć elektroniczną komunikację z urzędem” a „będziesz miał wyłącznie elektroniczną komunikację i żadnej alternatywy”.

    Pełna zgoda, też uważam że 100% bezalternatywna cyfryzacja wszystkiego to zły pomysł, chciałem tylko dać znać że już jest możliwość bezpapierowej komunikacji z urzędami i w standardowych sytuacjach typu wniosek o wydanie dokumentu zdaje się to działać całkiem sensownie.

    @szkolenia obronne
    Sam jestem ciekawy co to będzie i chętnie poświęcę te dwie soboty żeby zobaczyć czy ma to ręce i nogi, czy raczej jest to udawanie że „coś robimy” w stylu ustawy Kamilkowej. Pierwsze mam w maju, drugie we wrześniu bo mie pasował mi inny termin, więc mam nadzieję że do tego czasu nie zapomnę podzielić się tutaj moimi spostrzeżeniami.

  247. @wo
    „Nie wiem czy to ja jestem taki stary i już tak dużo widziałem czy wy tacy młodzi, ale dla mnie to dosyć oczywiste, że istnieją związki, w których strona A uważa że jest w związku, a strona B że w najlepszym wypadku „it’s complicated”.”
    Tak, o to mi właśnie chodziło, że prawdopodobnie owa rzekoma dużo większa samotność mężczyzn to w praktyce zwykle „mężczyzna jeszcze nie myśli, że jest w zwiazku, a kobieta już tak, odnośnie tej samej relacji”.

    @ololo-518
    „Mój znajomy kiedyś dał mi przykład (bardziej chyba a propo liczby partnerów seksualnyc), że jak weźmie się 5 mężczyzn i 5 kobiet, z czego 2 mężczyzn miało relację z każdą kobietą, to statystycznie, dla obydwu płci średnia wynosi dwa. Ale wystarczy, że z całej „populacji” przepytamy tylko część facetów, nagle średnie przestają być równe po obu stronach.”

    Tyle, że to też było brane pod uwagę w badaniach i różnice tu są pomijalne.

    @pgolik
    „Teraz rdzeń GOP to MAGA, i niestety wychodzi z tego, że po MAGA przyjdzie czas na groypersów.”

    Tyle, że nie. Rdzeń GOP to wciaż nie MAGA, ani nawet blisko. MAGA to mniejszość, bez której nie da się wygrać prawyborów w niektórych rejonach republikańskich (i to bardziej do kongresu, niż do senatu).

  248. @Michał Maleski
    „a w badaniu zachowano proporcje płci w podziale na kohorty wiekowe? I jak to wyglądało w rozbiciu terytorialnym? Są gminy wesoło raportujące dzietność na poziomie Makau i Korei Południowej, są miejsca w Polsce gdzie nie odnotowano narodzin dziecka (w rozumieniu: mieszkanka urodziła dziecko). Ja z tego wnioskuję, że w wielu miejscach może być niedobór osób danej płci w danej kohorcie wiekowej, tylko że źródła administracyjne i statystyka tego nie wychwyciły w pełni.”

    Tylko jeśli w tym samym badaniu (czy dokładniej dwóch, bo kobiety sprawdzano w bliźniaczym) %mężczyzn, którzy uprawiali seks jakoś tak idealnie pokrywa się z %kobiet, które uważają, że są w związku i jest przy tym większy wyraźnie od %mężczyzn w związku, to jednak interpretacja pt. „różnica w definicji co to znaczy być w związku” wydaje się być zdecydowanie bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem.

  249. @monday.night.fever

    Ojoj. Ojojoj. Widzę, że z Polską też jest źle jeśli chodzi o fakty.

    „Niech pomyślę… Polska? (Pomijam teraz kwestie autorytaryzacji państwa, skupiam się wyłącznie na zmianie postaw politycznych). Patrząc z perspektywy długoterminowej, przesunięcie u nas jest olbrzymie: w latach dziewięćdziesiątych społeczeństwo podzielone było politycznie mniej więcej pół na pół – połowa sympatyzowała z lewicą, połowa z prawicą. Dziś prawicowcy to już sumarycznie ponad 90% populacji”

    Serio, to jest tekst na takim poziomie rozumienia tekstu, że trudno mi uwierzyć, że wygenerował go człowiek, a nie llm. Po prostu nie wiem jak inaczej mogę logicznie ogarnąć tak absurdalne zestawienie zupełnie innych terminów. Bo owszem, jakbyś realnie spojrzał długoterminowo, to byś zobaczył przesunięcie ogromne. Tylko zupełnie nie w tą stronę co twierdzisz.

    W latach 90-tych i to pod ich koniec skandalem było pojawienie się samodzielnej, niezależnej i szczęśliwej rozwódki w popularnej telenoweli.
    W latach 90-tych LGB byli głównie w roli wyzwisk, a nie akceptowalnej społecznosci, a T+ literalnie nie istniało wręcz w społecznym wyobrażeniu.
    W latach 90-tych kwestie równościowe itp…

    Serio, tego nie ma co porównywać, na poziomie tego jak daleko my zaszliśmy od tych lat 90-tych, to nawet szkoda gadać. W skali poglądów z lat 90-tych, to nawet w SP niewiele znajdziemy osób uniwersalnie prawicowych wg. ówczesnych standardów. I tak, skala odjechała od tego czasu (ale podobnie tolerancja i oczekiwania społeczne), ale nadal, twierdzenie, że od lat 90-tych mieliśmy shift w stronę prawicy… Nie. Mieliśmy polityczny shift w stronę lewicy wolniejszy, niż shift obyczajowy, jaki ogólnie zaszedł.

    „mam wrażenie, że 20-30 lat temu poziom szurii w społeczeństwie był dużo niższy niż dziś (może prostu nie było takiego odmóżdżenia, bo internet dopiero raczkował i nie zdążyliśmy jeszcze zaimportować tyle gówna ze Stanów?).” – akurat parę lat temu trafiłem na ciekawy zbiór reportaży z lat 90-tych ze ściany wschodniej. Panie, co tam były za cuda! Mój ukochany przykład, to reportaż o tym, jak to sąsiedzi potrafili zaszczuwać rodziców ofiar wypadków, którzy zgodzili się by ich martwe dziecko było dawcą organów, bo jak to teraz niby, będzie zmartwychwstanie, a taki Jasiu wstanie z grobu, ale bez nerki, bo ta u kogoś innego.

    „(jakoś trudno mi sobie wyobrazić Bashoborę, Brauna, płaskoziemców i antyszczepionkowców AD 2001)” – no widzisz, różnica jest taka, że ja nieco tylko później, bo tak koło 2002-2003 wsiąkłem w ówczesna ezoterykę i pop psychologię. I jako człowiek, który naprawdę zjadł potem zęby na walce z bullshitem, w porównaniu z tym, jakie odloty były wtedy, to od dawna nie ma niczego. Szczyt fali był pewnie koło 2007-10.

    „ludzie młodzi uważają gejropę za źródło zgnilizny i deprawacji, a my tu mamy nasze Prawdziwe Wartości, których będziemy uczyć tych zniewieściałych lewusów z zachodu.” – nie pomyliłeś ankiety z PL z ankietą w Sankt Petersburgu aby? link to researchgate.net

  250. @mmf
    ” Za to u nas już niedługo zniknie gotówka, nie będzie można kupić biletu kolejowego bez posiadania smartfona (i odpowiedniej aplikacji) czy wysłać tradycyjnego listu pocztą, już kilka lat temu jakiś geniusz proponował likwidację zeszytów w szkołach na rzecz tabletów (mam nadzieję, że tego nie wprowadzono?). Za kilka lat obudzimy się już nawet nie w dystopii, a w dupie.”

    Argh… Ponownie. Jak się rzuca takie tezy, to wypadałoby sprawdzić podstawowe dane. W PL wciąż mamy kilka % gospodarstw domowych bez dostępu do internetu. Wg. Datareportal penetracja netu w PL to tuż pod 90%. Koło 92% dorosłych Polaków posiada konto bankowe. Więc nie, nie przejdziemy zaraz na płatności bezgotówkowe obowiązkowe, ani na bilety tylko na smartfonach.

    Proszę, pohamuj się z takimi tezami, sprawdzanie takich łatwych do obalenia odlotów mnie wręcz organicznie boli…

  251. @tarhim
    „W zbiorkomie automaty gdzie płacisz tylko kartą (i jeszcze nie dostajesz żadnego kwita, kanarowi dajesz kartę do przeskanowania) są coraz popularniejsze. Być może technicznie tłumaczy się to tym że można sobiei kupić (wcześniej) papierowy bilet za gotówkę gdzieś w punkcie.”
    Tak, też mnie to zastanowiło. Możliwe, że biletomatów nikt nie zaskarżył po prostu. Aczkolwiek kojarzę też, że np. warszawski ZDM tłumaczył się jakoś właśnie na zasadzie, że pasażer zasadniczo powinien mieć bilet już wsiadając do pojazdu i te w nich zamontowane to tylko takie dodatkowe. Z parkomatami tak się nie da, bo opłacić trzeba tam gdzie się staje i każdy parkomat jest z założenia podstawowym urządzeniem w danym systemie.

    @Abuzywny_Klaun
    „A parkowanie w W-wie płatne (w nowych parkomatach) wyłącznie bezgotówkowo to urban legend?”
    Nie. Parkowanie w wyłącznie bezgotówkowych parkomatach w Warszawie to jak najbardziej rzeczywistość. Której wynikiem były skargi kierowców do RPO i podjęcie przez tegoż RPO działań.

    „Czy jeden bank portugalsko-austriacki, który w większości miast niewojewódzkich ma tylko oddziały *bezgotówkowe* czyni wiosnę?
    Czy sandomierskie biletomaty udostępniające wyłącznie płatności elektroniczne nie są jakąś formą dyskryminacji?
    I nie jest tak, że „ja tylko dla kolegi pytam”. Pytam o kryteria czym jest likwidowanie gotówki w praktyce.”
    Pan (zakładam) rozróżnia jednak działania prywatnych podmiotów takich jak banki czy nawet głupie pomysły jakichś lokalnych samorządów od działań rządu? Politykę fiskalną w Polsce prowadzi rząd RP, nie bank portugalsko-austriacki. Obowiązującym środkiem płatniczym w Polsce są bilety i monety wydane przez Narodowy Bank Polski i dopóki rząd nie uzna inaczej i nie wprowadzi innej legislacji, to gotówka jak najbardziej jest równoprawna płatnościom bezgotówkowym.
    Fakt, że Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarża działania uniemożliwiające korzystanie z gotówki wskazuje na to, że podmioty mające prawo decydować co w Polsce obowiązuje nadal utrzymują to źródło płatności. Oczywiście ktoś tam sobie może próbować tu i ówdzie, ale rozróżniajmy, proszę, pojedyncze działania osobnych podmiotów i systemowe działania państwa polskiego.

  252. @Artur Król
    „W PL wciąż mamy kilka % gospodarstw domowych bez dostępu do internetu. Wg. Datareportal penetracja netu w PL to tuż pod 90%. Koło 92% dorosłych Polaków posiada konto bankowe. Więc nie, nie przejdziemy zaraz na płatności bezgotówkowe obowiązkowe, ani na bilety tylko na smartfonach. ”

    Chcę się upewnić, że dobrze zrozumiałem argument. Czy sugerujesz, że na pewno tego nie zrobią, bo to by wykluczyło 10% ludzi?

  253. @proycon:

    „Czy sugerujesz, że na pewno tego nie zrobią, bo to by wykluczyło 10% ludzi?”

    In the first place – a po co mieliby to robić? To, że zaprzestaje się bicia niskich nominałów to jedno (prawie nikt nie używa, za to kosztują więcej niż face value), skasowanie gotówki we w ogóle to byłoby olbrzymie przedsięwzięcie upierdliwe we wdrożeniu w wielu branżach.

    Oczywiście, likwidacja gotówki ma olbrzymie zalety (choćby uszczelnienie systemu podatkowego, utłuczenie drobnej dilerki w rodzaju Łysego z klatki, skokowe zmniejszenie przestępczości drobnej etc.) ale z powodu miliona drobnych przyczyn to się nie stanie w tej połowie wieku.

    To, że różne podmioty prywatne czy samorządowe wycofują się z gotówki to inna para kaloszy. Mój „główny” bank (Citi Handlowy) jakby w ogóle nie ma oddziałów w większości miast wojewódzkich, i jest to stan domyślny od bardzo dawna, ale co z tego?

    @AK:

    „Tylko jeśli w tym samym badaniu (czy dokładniej dwóch, bo kobiety sprawdzano w bliźniaczym) %mężczyzn, którzy uprawiali seks jakoś tak idealnie pokrywa się z %kobiet, które uważają, że są w związku i jest przy tym większy wyraźnie od %mężczyzn w związku, to jednak interpretacja pt. „różnica w definicji co to znaczy być w związku” wydaje się być zdecydowanie bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem.”

    Możliwe że tak jest, nie przyglądałem się metodyce tych badań (jakby, samo to, że jest takich rozjazd mnie skłania do uznania, że poszło coś bardzo nie tak z badaniem). Względnie, z powodu pokutującego kołtuństwa panie się wstydziły przyznać „tak, uprawiałam stosunek płciowy poza związkiem/mam specjalnego przyjaciela, z którym czasem sypiam ale nie jesteśmy w związku” a panowie nie.

  254. @Piotr Kapis
    >Oczywiście ktoś tam sobie może próbować tu i ówdzie, ale rozróżniajmy, >proszę, pojedyncze działania osobnych podmiotów i systemowe działania >państwa polskiego.

    Systemowe działania są reaktywne i dla operatorów tego czy owego zaledwie luźnymi wytycznymi, skoro trzeba aż skargi do RPO, żeby móc nadal płacić gotówką czy smartfonem.

  255. @procyon
    „Chcę się upewnić, że dobrze zrozumiałem argument. Czy sugerujesz, że na pewno tego nie zrobią, bo to by wykluczyło 10% ludzi?”

    Moja kryształowa kula mówi mi, że zrobią to – jak zwykle energicznie zachęcani przez te same liberalne media co zwykle, zaślepione hasłem „nowoczesność!”. A po przegranych wyborach buldog powie „no ja naprawdę nie mam pojęcia co się stało”.

  256. @Michał Maleski
    „In the first place – a po co mieliby to robić? ”

    Raczej: po co to robią? Kraków właśnie wycofuje sprzedaż papierowych biletów w automatach w tramwajach. Wciąż można kupić na przystankach, ale bym się nie zdziwił, jeśli ograniczanie tego to kolejny krok. Mnie już kilka lat temu na jakimś wygwizdowie w Gdańsku pani w sklepie wyśmiała, jak zapytałem o bilet lokalnej komunikacji – od lat nie prowadzi, musiałem instalować aplikację na szybko, żeby jeszcze zdążyć na autobus.

    „Mój „główny” bank (Citi Handlowy) jakby w ogóle nie ma oddziałów w większości miast wojewódzkich, i jest to stan domyślny od bardzo dawna, ale co z tego?”

    No to właśnie pokazuje, że wykluczenie paru procent osób to nie będzie problem dla nikogo. Już teraz tak jest, spróbuj nie używać smartfona przez kilka tygodni – szybko uderzysz w jakąś ścianę, że tu bilet jest realnie tylko elektroniczny, a tam jest wymagane 2FA przez aplikację Microsoftu, i bez tego np. nie wpiszesz godzin w pracy.

  257. Odejście od gotówki spowodowało spadek pewnego typu przestępczości i wzrost innego typu (oszustwa online).

  258. Pewnego typu przestępczość zawsze lepiej czuła się w obrocie bezgotówkowym (karuzele VATowskie), a za wzrost innego typu odpowiada w większości big tech, wg Consumer Security and Financial Crime Report fin techu Revolut. Ruskiego operatora który sam w sobie ilustruje zagrożenia tzw. narrow banking. Gdzie bank nie jest żadnym bankiem, a tylko operatorem płatności. Tak działał Bank Handlowy w PRL. Peter Thiel inwestując w różne takie Erebory i N26 nie dlatego że na tym zna jako twórca PayPala, a ponieważ wspiera autorytaryzm.

  259. @Michał Maleski
    „To, że różne podmioty prywatne czy samorządowe wycofują się z gotówki to inna para kaloszy. Mój „główny” bank (Citi Handlowy) jakby w ogóle nie ma oddziałów w większości miast wojewódzkich, i jest to stan domyślny od bardzo dawna, ale co z tego?”
    Citi to jednak międzynarodowa korporacja sterowana z Ameryki, która w Polsce wprowadzała podobne trendy co w innych krajach. Dodatkowo wycofują się z Polski (przynajmniej jeśli chodzi o klientów indywidualnych). Zdaje się, że już nawet podpisana jest umowa z nabywcą – wszystko publicznie dostępne.
    Parę lat to może jeszcze potrwać. Np. z Rosji Citi chciało się wycofać jeszcze przed wybuchem wojny, a ostatecznie udało im się zakończyć proces dopiero co.

    „Możliwe że tak jest, nie przyglądałem się metodyce tych badań (jakby, samo to, że jest takich rozjazd mnie skłania do uznania, że poszło coś bardzo nie tak z badaniem).”
    Ja nawet próbowałem się przyjrzeć, ale podstawowych danych nie ma, a już na początku trafiłem na rozbieżność, czy badanie zostało wykonane na pewnej liczbie osób ogólnie, czy tylko mężczyzn. Jeśli tylko na mężczyznach to nie znalazłem w ogóle informacji skąd brane są dane dla kobiet. A przecież to kluczowa kwestia.
    Dodatkowo sam raport podkreśla, że w najniższej kategorii wiekowej te różnice między kobietami a mężczyznami są jeszcze większe (z pamięci, bodajże około 66% kobiet i raptem 32% mężczyzn w wieku 18-25 lat twierdzi, że jest w związku).
    Czy to ciekawe? Pewnie. Czy raport jest nam w stanie powiedzieć czemu tak jest? Ja tego nie widzę.

    @Abuzywny_Klaun
    „Systemowe działania są reaktywne i dla operatorów tego czy owego zaledwie luźnymi wytycznymi, skoro trzeba aż skargi do RPO, żeby móc nadal płacić gotówką czy smartfonem.”
    Po pierwsze, przypominam że zaczęło się od „u nas zaraz zniknie gotówka”, które to zdanie ma domyślny duży kwantyfikator. Nie, że miejscami zniknie, tylko że nie będziemy jej mogli używać w ogóle bo jej po prostu nie będzie. W tym kontekście zasadne jest pytanie, kto miałby nam zniknąć gotówkę i uniemożliwić korzystanie z niej. Pojedyncze podmioty typu banki mogą to robić najwyżej u siebie. To państwo musiałoby ograniczyć ten środek płatniczy, a na to się nie zanosi.
    Po drugie – skarga do RPO to jest aż? Jasne, to jest pewna eskalacja, ale RPO właśnie po to istnieje, żeby bronić podstawowych interesów obywateli. Gdyby sprawa otarła się o Sąd Najwyższy to ok, powiedziałbym że zaszło daleko. RPO to część normalnej części radzenia sobie z konfliktami interesów.

    @procyon
    „Już teraz tak jest, spróbuj nie używać smartfona przez kilka tygodni – szybko uderzysz w jakąś ścianę, że tu bilet jest realnie tylko elektroniczny, a tam jest wymagane 2FA przez aplikację Microsoftu, i bez tego np. nie wpiszesz godzin w pracy.”
    Jeden uderzy, inny nie. Ja na przykład nie uderzam. Mój smartfon służy głównie za telefon, czasami coś w nim sprawdzam w internecie. Jedyne aplikacje z których korzystam regularnie to bankowe, do potwierdzania przelewów – co oznacza, że trudniej bez niego korzystać z transakcji bezgotówkowych właśnie – i nawigacja w samochodzie. Mam też aplikacje Steama, autentykator Google i Battle.net. Żadnej z nich nie odpalałem od miesięcy, bo nie miałem takiej potrzeby oraz żadna z nich nie jest w ogóle powiązana z polskimi usługami.
    Nie wiem jak jest w innych miastach, ale w Warszawie daje się spokojnie żyć bez kupowania biletów w aplikacjach – nawet jeśli istnieją i są pewnie bardzo wygodne. Pewnie, że Polska się cyfryzuje i różne rzeczy umożliwia, ale nie mówiliśmy o tym, tylko że cyfryzacja będzie wymuszana. To miejscami się dzieje, np. w przypadku parkomatów czy niektórych biletomatów, ale też napotyka na opór.
    Czy istnieją ludzie którzy bez smartfona nie przeżyliby nawet paru dni? Pewnie tak. Ale to często nie są ludzie których ktoś – zwłaszcza państwo polskie – do tego zmusił. Sami to sobie zrobili i mają realne alternatywy.

    „Mnie już kilka lat temu na jakimś wygwizdowie w Gdańsku pani w sklepie wyśmiała”
    To pokazuje, że mamy różne lokalne inicjatywy. Głupia lokalna inicjatywa moim zdaniem nie oznacza systemowego działania całego państwa.

    Przy czym ja się zgadzam z WO, że ktoś może próbować to zrobić. Będzie to jeden wielki bałagan, pojawią się skargi, nie wiadomo jak orzekną sądy – ale dopóki gotówka jest prawnym środkiem płatniczym to istnieje pewna szansa, że powiedzą, że nie można obywatela zmuszać do transakcji wyłącznie cyfrowych a państwo musi zapewnić możliwość kupowania biletów bez posiadania telefonu – a potem będzie zdziwiona żaba i żodyn się nie spodziewał. Nie wykluczam prób, ale spodziewam się jednej, wielkiej klapy.

  260. @Piotr Kapis
    „Głupia lokalna inicjatywa moim zdaniem nie oznacza systemowego działania całego państwa. ”

    Z ogólnopolskich to np. od tego roku legitymacje studenckie są domyślnie w aplikacji. Za dopłatą można wystąpić o plastik (wnioski składa się w systemie USOS).

  261. @ Gdzie sa szury z tamtych lat (Where Have All the Cranks Gone)

    W pokoleniu moich ciotek/wujków jeszcze się powszechnie leczono u znachorów. Gdzieś widziałem szacunki, że w PRL-u nawet kilkanaście milionów Polaków mogło korzystać z ich usług. Są o tym wątki w książce Eweliny Szpak „Chory człowiek jest wtedy, jak coś go boli. Społeczno-kulturowa historia zdrowia i choroby na wsi w Polsce Ludowej”. Np. o katastrofalnej sytuacji po IIWŚ (szalejace epidemie vs raptem kilka tysięcy lekarzy na cały kraj), albo o ekspresowym dwuletnim szkoleniu felczerów w latach 40. (co zwiększało szansę na pomyłkę lekarską, a tymczasem znachor, wyjąwszy przypadki skrajnie cynicznych wydrwigroszów, to był często ktoś długoletnim doświadczeniu).
    No i ten nieformalny ZUZ (Zakład Ubezpieczeń Znachorskich) ładnie się nakładał na polski pogański katolicyzm (więc: szuria była jak najbardziej wykorzystywana politycznie – przez Kościół Katolicki), wspierał się m.in. na etyce zawodowej większości znachorów – żeby iść w placebo, nie w eksperyment, i po pierwsze nie szkodzić, bo obroty spadną.

    Fragment z książki pani Szpak, o jednym ze znachorów: „Stosował racjonalną terapię, ale w pewnej znachorskiej modyfikacji. Zapisaną miksturkę trzeba było koniecznie mieszać na pół ze święconą wodą i pić trzy razy dziennie drewnianą łyżką. Proszki musiały być rozpuszczane w źródlanej wodzie, pobranej z leśnego zdroju przy pełni księżyca”.

    Najsłynniejszym znachorem był bodaj Pauk, ale on zaczynał jeszcze przed wojną. Tu więcej o nim i o paru innych link to kurierlubelski.pl
    Niektórzy sugerują, że szczyt rynkowego sukcesu znachorów to były lata 60.-70. (czyli wcale nie lata „Konopielki”, a że społezeństwo się wzbogaciło, to i honoraria poszły w górę). Jestem skłonny w to wierzyć, gdyż jedną z moich lektur założycielskich jest opowiadanie „Jutro klasówka” Niziurskiego z takim brawurowym wątkiem znachorskim, że niech się schowają Dołęga-Mostowicz i Hoffman.

  262. @procyon, ELS
    Legitymacja ELS zawsze była płatna mniej więcej w tej samej wysokości.
    Obecnie student może zamiast ELS posługiwać się darmową mLegitymacją. Gdzie tu jest działanie na niekorzyść studenta?

  263. @Antyszczepionkowcy
    Byli w PL na długo przed pandemią. Sfałszowane badania Wakefielda były przez nich powszechnie cytowanie.

  264. @janekr
    „Gdzie tu jest działanie na niekorzyść studenta?”

    Nie pisałem, że jest działanie na niekorzyść (*), tylko że jest systemowy ruch w stronę traktowania rozwiązań aplikacyjno-internetowo-smartfonowych jako domyślnych, a papierowo-plastikowych jako fanaberii i wyjątków. I fakty, że 10% ludzi czegoś nie ma, nikogo nie powstrzymują.

    * bo korzyść/niekorzyść jest względna, wielu osobom na pewno tak jest łatwiej

  265. > niekorzyść jest względna, wielu osobom na pewno tak jest łatwiej

    Gdańsku doświadczyłeś jak działa system FALA (przemocy). W niedziałaniu nie ma sobie równych w Europie. Malta, kraj słynący z niedziałania, ma działający system Tallinja. Kartę kupuje i odbija się tak wygodnie, że korzystają z niego wszyscy mieszkańcy i prawie wszyscy turyści – mimo, że bilet jednorazowy zawsze można kupić u kierowcy.

    Trójmiejska Fala bardzo chętnie skasuje za bilet z karty płatniczej ale bez zarejestrowania tej karty w aplikacji, która nie działa, nie ma się żadnego potwierdzenia. Można sobie doładować konto w aplikacji, ale ciężko odbijać wejścia telefonem. Tysiące smart kasowników stoi rzędami na przystankach nie wiadomo po co, a stojące na skraju już są poniszcozne od używania. W projektowaniu brało udział chyba całe lokalne drzewo nepotyczne, na tle Malty nie do uwierzenia.

  266. @procyon
    „Chcę się upewnić, że dobrze zrozumiałem argument. Czy sugerujesz, że na pewno tego nie zrobią, bo to by wykluczyło 10% ludzi?”
    W zasadzie Piotr Kapis już Ci wyłożył perspektywę, z którą się w dużej mierze zgadzam (z moim dodatkowym zastrzeżeniem, różniącym mnie od WO, że rządzący są w takim wieku i z takich pokoleń, że choć narratywnie byłby to strzał w kolano doskonale się wpisujący w nich, to nie jest to ich „vibe”, to coś co może (akcent na może) mógłby próbować Morawiecki, ale nie Tusk).

    To 10% osób, które chcesz aktywnie wykluczyć, w bardzo codziennych odczuwalnych sprawach, co jest bardzo dużą różnicą względem wykluczenia pasywnego („wciąż nie macie praw małżeńskich”) i wykluczenia w sprawach zachodzących relatywnie rzadko (aborcja). To zupełnie inna zabawa i rozbijająca się już właśnie choćby na poziomie RPO. Więc nie, nie widzę tego jako realnego do momentu, gdy nie dobijemy przynajmniej do 99% penetracji internetu i/lub nie skoczymy tak o jedno pokolenie do przodu wiekowo. I jest to przewidywanie, które postawiłem po raz pierwszy jakieś 10-15 lat temu, gdzie czytałem dokładnie takie przewidywania jak to już za chwileczkę, już za momencik, już w 2016, nie w 2020, przejdziemy na bezgotówkowe rozliczenia. (I nawet mogę w miarę łatwo znaleźć dokładnie taki wpis z wczesnego 2018.)

    A, to wszystko jeszcze trzeba dodać w kontekście w którym żaden kraj na świecie dotąd nie wprowadził takiego całkowicie bezgotówkowego obrotu. (Kilka jest relatywnie blisko, ale w żadnym z nich nie ma ani nie ma nawet próby obligatoryjnego funkcjonowania bezgotówkowego.) I o ile Polska na poziomie praktyki wielokrotnie wyprzedzała wiele innych krajów (BLIK, pamiętam jak ciężko było płacić kartą w Berlinie czy Tokyo jeszcze tych kilkanaście lat temu, gdy w Warszawie było to absolutnym standardem), o tyle na poziomie ustawodawstwa… Cóż, jeśli mamy jakiekolwiek przykłady takiego wybiegania przed szereg, ja ich nie znam, czy ktoś byłby skłonny je wskazać?

  267. „Nie chcemy równać poziomem życia do Zachodu, bo to już de facto mamy”
    Mam kilka argumentów, które temu przeczą.

    Generalnie z mojego punktu widzenia ten kraj to pułapka niskiego dochodu. Jest to związane z moim miejscem i czasem urodzenia połączonym z sytuacją ekonomiczną moich poprzedników. Dzięki solidarności społecznej to ja pracowałem i pracuję na ich emerytury. Bardzo możliwe, że na moja emerytura, z powodu fatalnej dzietności i braku zastępowania pokoleń w Polsce będzie stanowić 1/4-1/3 mojego obecnego wynagrodzenia.

    No chyba, że pracodawcy podzielą się zyskiem z zastosowania automatyzacji i AI. Podzielą się? (hłe hłe, obawiam się, że wątpię, że zrobią to altruistycznie, sami z siebie; obawiam się, że automatyzacja ma swoje granice i może zwyczajnie zabraknąć wyszkolonego personelu)
    No chyba, że uda się zwiększyć napływ rąk do pracy z zagranicy (wielki znak zapytania).

    Argument praktyczny – proszę sobie wyobrazić życie na rencie za 2-3 tysiące złotych miesięcznie. Takie świadczenia są wypłacane ludziom wokół mnie po kilkudziesięciu latach pracy.

  268. Nie róbcie pls argumentu z Citi bo to nawet przez minutę nie był „normalny bank”. Jestem ich klientem od 98 czy 99 roku i nigdy nie mieli oferty dla przeciętnych śmiertelników, tylko dla firm i „bogatych”. To jest bardzo specyficzny bank który jak przez chwilę przestaniesz używać konta czy masz za małe ich zdaniem obroty na karcie to natychmiast ci wyśle info że albo pojawią się pieniążki albo wypowiadamy umowę bo gołodupców nie obsługujemy.

  269. @Artur Król

    Aha, bo ja tego nie widzę jako Ustawy o Ogólnopolskim Zakazie Gotówki od Przyszłego Roku. To się będzie realizowało jak cała cyfryzacja, pomału, w drodze utrudniania życia: w teorii gotówką się da, ale panie to by trzeba wniosek specjalny złożyć, a w ogóle to tutaj nie ma bankomatu, podjedzie sobie pan 2km dalej, aha, ale tam jest limit wypłat, no to nie wiem, w poniedziałek jest czynny oddział (w godzinach pana pracy), to sobie pan tam wypłaci. Na papierze pan chce to zaświadczenie? A może by sobie pan szybko aplikację założył, bez tego to dwa tygodnie czekania…

  270. @PK:

    „Dodatkowo sam raport podkreśla, że w najniższej kategorii wiekowej te różnice między kobietami a mężczyznami są jeszcze większe (z pamięci, bodajże około 66% kobiet i raptem 32% mężczyzn w wieku 18-25 lat twierdzi, że jest w związku).”

    Akurat uzwiązkowienia i życia seksualnego (to jednak dobrze by było rozpatrywać osobno, prawda) nie można badać z twardym pilnowaniem granicy wieku. Ludzie nie wiążą się w związki wyłącznie w obrębie swojego rocznika, nawet jeżeli średnia różnica to jakiś smutny 1-2 lata, to walnięcie granicy wiekowej gdziekolwiek w badaniu da nam artefakty.

    @embracadero

    „To jest bardzo specyficzny bank który jak przez chwilę przestaniesz używać konta czy masz za małe ich zdaniem obroty na karcie to natychmiast ci wyśle info że albo pojawią się pieniążki albo wypowiadamy umowę bo gołodupców nie obsługujemy.”

    Poniekąd do tego zmierzałem – to znaczy, do tego że nie każdy bank/cokolwiek będzie obsługiwał gotówkę, bo celuje w co innego/inny profil klientów/cokolwiek. Jaki model biznesowy Citi był to nie wiem, ja tam jestem bo to chyba jedyny bank, gdzie nie trzeba cudować z używaniem konta, by faktycznie było darmowe (sprawdzić czy nie bardzo stara oferta Alior Banku, gdzie brak opłat wrzucano w umowy o prowadzenie rachunku, a nie w TOiP).

    Zaś strojenie się w piórka „bank dla bogatych, młodych i dynamicznych” to dawno temu była domena polskiego oddziału Deutsche Banku. Skończyło się na odwrocie. A szkoda, bo patrz wyżej.

    @AK:

    „Cóż, jeśli mamy jakiekolwiek przykłady takiego wybiegania przed szereg, ja ich nie znam, czy ktoś byłby skłonny je wskazać?”

    Nie ma, bo to awykonalne. Penetracja nawet na poziomie 99,9% nadal nie rozwiązuje kilku drobnych problemów jak „a jak dzieciak ma zapłacić? a jak cudzoziemiec? a jak się rozliczyć z sąsiadem?”. Krakowski biletomat wiosny nie czyni.

  271. @procyon
    „To się będzie realizowało jak cała cyfryzacja, pomału, w drodze utrudniania życia: w teorii gotówką się da, ale panie to by trzeba wniosek specjalny złożyć”
    Ok, tu się mogę zgodzić. Świat się zmienia, różne rzeczy są zastępowane przez inne. Być może pewnego dnia będziemy mieć pełną cyfryzację i obrót wyłącznie bezgotówkowy. Co prawda mam pewne wątpliwości wynikające z doświadczenia zawodowego (jako inżynier od cyberbezpieczeństwa wiem ile problemów może się pojawić po drodze), ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że decydentów jeszcze nigdy takie „drobiazgi” jak luki w bezpieczeństwie czy niewygoda końcowych użytkowników nie powstrzymały. Może być tak, jak napisał WO, że ktoś to wprowadzi a potem będzie mocno zdziwiony jak do tego doszło. Może być też tak, że będzie to wprowadzane powoli i nawet z grubsza sensownie, z potknięciami jakoś naprawianymi (albo i nie) ale i sukcesami. Nie zdziwi mnie jeśli pokolenia obecnych dzieci czy młodzieży będą już praktycznie w całości przyzwyczajone do systemów cyfrowych i uważały analogową gotówkę czy podanie na piśmie za jakiś archaizm (so XXth century!).
    Ale żeby na to przejść to będzie trzeba jeszcze, żeby różne dinozaury powymierały, a przynajmniej były w zdecydowanej mniejszości. Tymczasem jeszcze moje pokolenie wcale się tak do końca nie przestawiło, za to ma już wiedzę i zasoby jak walczyć o swoje. A jeszcze parę dekad powinienem pożyć, biorąc pod uwagę średnią.
    Dlatego mogę się zgodzić z „pewnego dnia zniknie gotówka”, ale nie z „zaraz zabiorą nam gotówkę”. Mogą być podejmowane różne próby i pomniejsze procesy przesuwające granicę, ale nie jakieś całościowe – i zakończone sukcesem – przejście na wirtualne transakcje już za chwilę. Za dużo problemów do rozwiązania, pewne rzeczy jeszcze nie działają. Nawet gdyby ktoś zrobił to teraz, to wszystko by się wyłożyło przy pierwszej większej awarii prądu. To może być proces nieunikniony i kto wie czy jeszcze za mojego życia nie nastąpi, ale sądzę, że niektórzy mocno przeceniają jego rychliwość. Stawiam na to, że jeszcze przynajmniej z dekadę czy dwie będziemy słyszeć „zaraz nam zabiorą gotówkę” jednocześnie szukając bankomatu, bo pani w spożywczaku nie przyjmuje płatności elektronicznych. A jeśli się mylę to będę musiał zjeść tę żabę gdy już mi ją wepchną do gardła…

  272. @Procyon
    Ok, ale to jest zupełnie inna teza, niż ta postulowana przez MNF. (Swoją drogą, te utrudnienia które opisujesz to raczej praktyka głębokiej prowincji tudzież po prostu realia życia 20 lat temu, więc nie są jakimiś drastycznymi problemami dla tego 10% o którym mowa, to jest ich codzienne doświadczenie.) Czym innym jest „świat będzie szedł w tym kierunku na poziomie trendów” i linia wnioskowania którą opisał Piotr powyżej. Czym innym „rząd nam zaraz narzuci bezgotówkowe funkcjonowanie i obudzimy się w dystopijnej dupie pijąc piwo Ubik”

    @Piotr Kapis
    Tamto badanie brało tylko mężczyzn, ale rok wcześniej ten sam Pollster miał blizniacze badanie dla kobiet i stad możemy je zestawic i porównać. link to zdrowa-ona.pl link to pollster.pl , a tu (nie wiem czy link do własnego bloga jest ok, wiec na wszelki wypadek wole rozbić) mój art zestawiający temat link to blog.krolartur.com

  273. @Michał Maleski
    „Akurat uzwiązkowienia i życia seksualnego (to jednak dobrze by było rozpatrywać osobno, prawda) ”
    Owszem. Dlatego ja odnosiłem się tylko do bycia w związku, zwłaszcza że to te dane zostały oryginalnie przywołane. Nawet nie chcę się odnosić do życia seksualnego, bo nie przejrzałem co raport na ten temat mówi i nie mam w tej chwili zdania na ten temat.

    „nie można badać z twardym pilnowaniem granicy wieku. Ludzie nie wiążą się w związki wyłącznie w obrębie swojego rocznika, nawet jeżeli średnia różnica to jakiś smutny 1-2 lata, to walnięcie granicy wiekowej gdziekolwiek w badaniu da nam artefakty.”
    Możliwe, że zostałem źle zrozumiany. Oczywiście, że nie możemy po prostu wyjąć danych dla jednej grupy wiekowej i rozpatrywać ich osobno, bo to tak nie działa. Natomiast jak najbardziej możemy patrzeć na to, jak wyglądają wyniki dla danej grupy wiekowej na tle całości. Mówimy tutaj o przejściu z 2/3 mężczyzn i 4/5 kobiet całościowo, do 1/3 mężczyzn i 2/3 kobiet w ramach konkretnej grupy. Innymi słowy wśród najmłodszych badanych młodych mężczyzn wynik wynosi raptem połowę wartości dla całej populacji. Dla kobiet spadek jest dużo mniejszy.
    Co to nam mówi? Zakładając rzetelność badania, młode kobiety są w związkach (jakkolwiek to było definiowane) podobnie często, jak mężczyźni w całej populacji. Tutaj ktoś może podnieść argument, że nie podobnie, bo kobiet w Polsce jest więcej niż mężczyzn, więc procenty się nie przekładają. Na co ja odbijam, że kobiety żyją dłużej a badanie było wyraźnie dla osób w wieku do 69 lat, więc wykluczało tę grupę wiekową, w której kobiety stanowią zdecydowaną większość.
    Mamy więc albo sytuację w której młode kobiety regularnie wchodzą w związki z mężczyznami konkretnie starszymi – to nie dziwi – i być może to starsi mężczyźni tworzą relacje z wieloma kobietami naraz (np. żona + młodsza kochanka/utrzymanka), a młodsi mężczyźni są zostawiani na lodzie. Albo cyferki w tym całym raporcie się nie kleją, czego nie zweryfikujemy bo podawane są już dane zagregowane.

  274. @fieloryb
    > Dzięki solidarności społecznej to ja pracowałem
    > i pracuję na ich emerytury.

    Podatnicy nie finansują państw. Z tego wynika, że pracujący nie finansują emerytów. Ten mit jest tak mocny zakorzeniony w naszej debacie politycznej, że bardzo trudno się od niego uwolnić.

    @fieloryb
    > pracodawcy podzielą się zyskiem z zastosowania automatyzacji

    Ciekawe skąd wezmą się te zyski, skoro pozbywając się pracowników, zlikwidują jednocześnie swoich własnych konsumentów? Jedyną nadzieją na te zyski, będą wtedy finansowane przez państwa świadczenia typu bezwarunkowego dochodu podstawowego (widzę to na kształt świata jak ten z „Limes Inferior” Zajdla).

  275. @Artur Król
    „Tamto badanie brało tylko mężczyzn, ale rok wcześniej ten sam Pollster miał blizniacze badanie dla kobiet i stad możemy je zestawic i porównać.”
    Dziękuję. W samym raporcie widziałem że grupą badawczą byli mężczyźni, ale poziom wyżej na ten samej stronie opis raportu mówił:
    'W badaniu wzięło udział 1078 Polaków w wieku 18-69 lat, wśród których znaleźli się mieszkańcy zarówno dużych, jak i małych miast oraz wsi.’
    A żadnej informacji o tym skąd wzięte zostały dane dla kobiet nie było. Uważam to za pewien błąd. Jeśli raport odnosi się do danych z innego badania powinien o tym jasno poinformować. To nie jest błąd metodologii, ale przedstawienia jak najbardziej, utrudniający weryfikację ich wniosków.

  276. @izbkp
    „Ciekawe skąd wezmą się te zyski, skoro pozbywając się pracowników, zlikwidują jednocześnie swoich własnych konsumentów?”
    Masz oczywiście rację. To są wszystko zyski krótkoterminowe, oparte o „optymalizację kosztów”. MIT miało raport z którego wynikało, że raptem 5% firm wdrażających AI ma faktycznie zyski z tego powodu. Reszta musi kombinować i znaleźć uzasadnienie. Do tego już są badania, że ludzie szybko i entuzjastycznie wdrażający AI również szybko się wypalają, bo mają tendencję do brania się za więcej rzeczy, skoro tak łatwo im idzie, w tym za tematy na których się nie znają.
    A przecież nawet nie doszliśmy do tego, że firmy tworzące AI są w pierwszej fazie czyli pozyskiwania klientów, kiedy to palą pieniędzmi w piecu i subsydionują praktycznie każde skorzystanie z ich produktów. Gdyby abonamenty AI kosztowały tyle, żeby tylko pokryć koszty – czyli nawet nie przynosić zysku, a jedynie zniwelować straty – to powinny być kilkukrotnie wyższe. Już podejmowane są pewne działania, np. ograniczanie możliwości korzystania z bardziej zasobożernych agentów (bo taki agent działa ciągle, zamiast pojedynczych promptów raz na jakiś czas).
    Pęd ku AI wygląda na klasyczny pic na wodę, fotomontaż, żeby przyciągnąć inwestorów i uzależnić konsumentów. Jak w klasycznym handlu narkotykami, pierwsza działka gratis, ale później wystawimy ci rachunek.
    Do tego mało kto zadaje pytania jak to się ma utrzymać. Pisałem już chyba, że według wyliczeń zapotrzebowanie na energię planów samego tylko OpenAI wymaga odpowiednika produkcji ponad dwudziestu elektrowni jądrowych. Widzieliście, żeby budowali nowe elektrownie? Do tego dochodzi problem z siatką przesyłową, która w USA jest miejscami mocno przestarzała i też będzie mieć problemy z transferem takich ilości energii do pojedynczych, mocno energożernych miejsc.
    Klasyczne działanie na króla Juliana, czyli „A teraz szybko, zanim do nas dotrze, że to bez sensu!” Przy czym mogłoby nawet przynieść korzyści, np. gdyby faktycznie obok inwestycji w AI (wolniejszych i bardziej zrównoważonych) jednocześnie budowano nowe elektrownie i modernizowano power grid. Ale tutaj mami się inwestorów wykresami prognozowanych zysków i podpisuje umowy na sprzęt który jeszcze przez parę lat nie będzie istniał, wysysając go z rynku.

    Co do „skąd wezmą pieniądze, jeśli sami pozwalniają ludzi i nie będzie komu płacić”, to warto wziąć pod uwagę, że sercem tego całego przedsięwzięcia jest USA. Czyli miejsce gdzie życie na kredyt od dawna jest standardem, ludzie potrafią mieć po kilka kredytówek i przy płaceniu sprawdzać, która nie jest jeszcze wymaksowana. Kraj, w którym wynaleziono i właśnie wprowadzane są „absolutnie nie pożyczki” czyli Earned Wage Access – takie chwilówki z mikrotransakcjami i dodatkową manipulacją psychologiczną.
    Podejrzewam, że oni się nie przejmują ponieważ skoro do tej pory model życia na kredyt się nie zawalił, to sądzą, że wytrzyma jeszcze trochę – a liczy się przecież żeby wytrzymał do czasu aż obecni decydenci zgarną swoje prowizje i bonusy za dowiezienie wyników. Ewentualnie jest to klasyczna ucieczka do przodu, bo reforma systemu wymagałaby mocnego przeorania go.

    Przepraszam, już się zamykam. Mógłbym na ten temat długo, ale nie będę tu pisał czegoś wielkości przeciętnej notki gospodarza (albo i dłuższego) skoro to nie mój blog.

  277. @Artur Król
    „Ok, ale to jest zupełnie inna teza, niż ta postulowana przez MNF”

    To już MNF musi nam dostarczyć egzegezy, ale ja jego „niedługo zniknie gotówka” przeczytałem przez analogię z „upadkiem prasy papierowej” zdanie wcześniej. To nie było tak, że weszła nagle ustawa o zakazie czytania papierowej Wyborczej (jak u jakiegoś Bradbury’ego), nawet ten papier ciągle gdzieś tam istnieje, tylko że co z tego. Będzie powolne wycofywanie, korpo i państwo ramię w ramię, a z sąsiadem się będziemy rozliczali blikiem na telefon.

    „obudzimy się w dystopijnej dupie pijąc piwo Ubik”

    Podobnie też czytam „nie dystopię lecz dupę”: świat, w którym wszystko jest zcyfryzowane i zautomatyzowane, ale cyfrowy automat nie działa, ewentualnie nie rozpoznaje twojego przypadku, i co zrobisz, nic nie zrobisz.

    Swoją drogą Polska jest już obecnie dużo bardziej bezgotówkowa niż świat przedstawiony w „Ubiku”, tam monety i banknoty mają duże znaczenie, pozwalają wręcz na testowanie rzeczywistości przez sprawdzenie czyja facjata jest na pieniądzu.

    „te utrudnienia które opisujesz to raczej praktyka głębokiej prowincji”

    No i to jest raczej argument za tym, że wykluczenie nie będzie nikogo obchodziło, bo zazwyczaj nie obchodzi. Jak likwidowano PKS-y to też nie każdy miał auto, i kto się tym niby przejął.

  278. @izbkp
    „”pracodawcy podzielą się zyskiem z zastosowania automatyzacji””
    „Ciekawe skąd wezmą się te zyski, skoro pozbywając się pracowników, zlikwidują jednocześnie swoich własnych konsumentów?”
    Jest to argument zasadniczy, który wielokrotnie przychodził mi do głowy. Zgadzam się z nim oczywiście. Jednak miałem tu na myśli inny scenariusz: „pracodawcy są zmuszeni do wprowadzenia automatyzacji, bo kurczy się rynek pracy” i jeszcze „nie mogą wprowadzić pełnej automatyzacji itp. bo w sensownym czasie automat/robot/AI nie jest w stanie zastąpić dobrze wyszkolonego personelu”.
    „Podatnicy nie finansują państw.”
    Aby nie wchodzić w niepotrzebne tutaj moim zdaniem rapiery przypomnę, że wcześniej zacząłem wpis od „Generalnie z mojego punktu widzenia” a nie „z punktu widzenia emitenta polskiego złotego”.
    Nie mam ambicji, żeby być makroekonomistą. Rozumiem moje drzewo, nie rozumiem całego lasu :-).

  279. @procyon
    „To nie było tak, że weszła nagle ustawa o zakazie czytania papierowej Wyborczej (jak u jakiegoś Bradbury’ego), nawet ten papier ciągle gdzieś tam istnieje, tylko że co z tego. Będzie powolne wycofywanie, korpo i państwo ramię w ramię, a z sąsiadem się będziemy rozliczali blikiem na telefon.”
    To nie tak, że ja się jakoś zasadniczo nie zgadzam, bo wcale nie uważam tego scenariusza za nieprawdopodobny. Ale w przypadku gotówki jest jedna zasadnicza różnica. Prasa papierowa czy podobne rzeczy to nie jest coś gwarantowanego przez państwo, natomiast bilety NBP oraz monety tak, wraz z gwarancją, że jest to prawny środek płatniczy. Do zaniku gotówki naprawdę potrzebna może być ustawa, bo dopóki to nie zostanie zmienione, to każdy może podnieść argument, że nie pozwala mu się dokonać opłaty przy pomocy prawnych i gwarantowanych przez państwo środków.
    Owszem, wyobrażam sobie że jakiś SN z odpowiednikiem Manowskiej wydaje wyrok, w którym stwierdza, że podmioty muszą przyjmować przynajmniej jeden typ prawnych środków płatniczych, a nie każdy. I że wirtualna waluta również takim jest. Co by pozwoliło każdemu nie akceptować gotówki, jeśli tylko akceptowałby płatności elektroniczne (tak jak teraz jest w drugą stronę).
    No ale to wymaga albo własnych ludzi w SN i aktywnych działań typu nogę za ucho, albo konkretnych zmian w prawie. Dopóki mamy takie prawo jakie mamy i emitowane przez NBP pieniądze fizyczne, dopóty mamy narzędzia by temu procesowi przeciwdziałać. A póki co chociażby RPO jest po stronie obywateli (co, oczywiście, można łatwo zmienić mianując odpowiedniego człowieka na to stanowisko).
    Dlatego ja się spodziewam raczej, że gotówka po prostu umrze pewnego dnia śmiercią naturalną, gdy wymrą ludzie do niej przyzwyczajeni, a młodsze pokolenia będą już przyzwyczajone do jej ignorowania. Co może zająć parę dekad. I że będzie to proces bardziej globalny, nie jakiś charakterystyczny dla Polski.

    Warto również zauważyć, że Polska póki co miała warunki by łatwo zmieniać swój system. Po upadku komuny byliśmy zapóźnieni i mogliśmy wprowadzać wszystko co nowoczesne. Parę lat temu (no dobra, tak z dekadę) byłem w USA i moje wrażenia przy korzystaniu z ich systemu płatności to było „jakie średniowiecze!”. Spisywanie danych z karty, sprawdzanie fizycznych podpisów, brak wymuszenia PINu przy transakcji, odrzucanie transakcji „bo tak”, gdy w sklepie obok działa jak trzeba – wszystko funkcjonowało bez żadnego zdziwienia ze strony tamtejszych użytkowników.
    I my też zapewne dojdziemy do tego, że dalszy rozwój będzie trudny, bo stare elementy będą go obciążać. To znaczy będziemy dorzucać nowe elementy, ale wyeliminowanie tych starych będzie trudne.

    Podobnie jak Artur Król zauważam też, że nawet społeczeństwa mocno stawiające na nowoczesne technologie i bardzo chętnie po nie sięgające, wcale nie wyeliminowały gotówki do tej pory. Aczkolwiek próbując znaleźć jakieś dane na poparcie (albo rozwianie) tej tezy, natrafiłem na rzeczy, które mnie mocno dziwią i powodują raczej zwątpienie w dane. Czy raczej może w sposób ich zbierania i prezentacji.
    Albowiem w przypadku GDI (Global Digitalization Index) króluje… USA, o którego sytuacji już napisałem nieco wyżej. Państwa które mnie się osobiście kojarzą z ochoczym podejściem do nowych technologii, jak Korea czy Japonia, są sporo niżej. A Polska w ogóle trafia do kategorii drugiej – Adopters. I to tak raczej w tej niższej części.

  280. “też uważam że 100% bezalternatywna cyfryzacja wszystkiego to zły pomysł”

    To przecież nie jest pomysł, tylko proces. Kioski z prasą i papierowymi biletami poznikały, bo prawie wszyscy przestali czytać papierową prasę czy tam kupować papierowe bilety. Obsługa gotówki czy tradycyjnej papierowej korespondencji znika, bo prawie nikt z niej nie korzysta. Już dziś łatwiej jest wysłać kopertę automatem paczkowym (może wymagać apki) niż iśċ na pocztę. I to pomimo tego, że podstawowe usługi pocztowe są przez państwo nieźle dofinansowywane. W pewnym momencie taniej wyjdzie zatrudnić pracownika OPS, który pomoże obsłużyć taką wysyłkę papierowej korespondencji niż sypać milionami w system, z którego prawie nikt nie korzysta.

    A co do samej gotówki, to raczej nie zniknie w najbliższym czasie. Nawet w zeszłym roku głośno było o takiej rekomendacji EBC, by każdy na wypadek kryzysu trzymał w skarpecie tak ze sto euro.

  281. @Piotr Kapis
    „Do zaniku gotówki naprawdę potrzebna może być ustawa, bo dopóki to nie zostanie zmienione, to każdy może podnieść argument, że nie pozwala mu się dokonać opłaty przy pomocy prawnych i gwarantowanych przez państwo środków.”

    A taka ustawa (o braku obowiązku przejmowania płatności gotówkowych) to jest myślę zupełnie możliwa. Już teraz przecież często różne automaty czy self-checkouty w sklepach nie przyjmują gotówki (im wolno też w ramach obecnej ustawy).

  282. @loleklolek_pl

    „A co do samej gotówki, to raczej nie zniknie w najbliższym czasie. Nawet w zeszłym roku głośno było o takiej rekomendacji EBC, by każdy na wypadek kryzysu trzymał w skarpecie tak ze sto euro.”

    W tym całym przewodniku bezpieczeństwa co go ministerstwo rozsyła stoi żeby mieć w tych wszystkich torbach niezbędnikach i plecakach ucieczkowych gotówkę, w różnych nominałach.

  283. @Japonia
    Tam gotówka wcale nie zanikła. Płatności kartą są na ogół przyjnowane, ale w pewnych miejscach można płacic tylko gotówką. Z ważnych – komunikacja miejska.
    Owszem, za bilet na metro można zapłacić specjalną kartą, ale jest to karta, którą można załadować wyłącznie gotówką.
    Troche więcej o tym piszę w moim serwisie Okiem Maniaka.

    @Eliminowanie gotówki
    W ubiegłym tysiącleciu rektor UW postanowił, ze pensje będę wypłacane wyłącznie przelewem. W tym celu uczynił odbieranie pensji w gotówce tak niewygodne, ze wszyscy oporni po kilku miesiącach poddali się i założyli sobie jakieś konto – zlikwidowano wypłaty w jednostkach i zostawiono jedną kasę na całe UW. Na Karowej, świetne miejsce dla osób pracujących na Banacha.

    Kilka lat temu w Londynie natknąłem się zarówno na miejsca „Cash only” jak i takie, gdzie trzeba było płacić kartą.

    @różne automaty czy self-checkouty w sklepach nie przyjmują gotówki
    Obok jest zawsze kasa z człowiekiem. Zresztą ostatnio w Lidlu czy Carrefourze można płacic gotówką w kasach samoobsługowych, chociaż to trochę uciążliwe.

  284. Norwegia jest praktycznie bezgotówkowa. Przez ponad pięć lat jak tu mieszkam, przypadki kiedy płaciłem za coś gotówką zliczyłbym na palcach jednej ręki. Do rozliczeń z sąsiadem czy kolegą z pracy jest Vipps, który ma praktycznie każdy dorosły. Z tego co widzę wokół siebie, to głównymi użytkownikami gotówki są dzieci za małe, żeby mieć telefon i konto bankowe (które można mieć od 13 roku życia), kiedy płacą za słodycze w sklepie. Albo za narkotyki u dilera.

  285. @Norwegia jest praktycznie bezgotówkowa
    Przez tydzień pobytu w Waszyngtonie D.C. nie udało mi się wydać ani centa gotówką.

  286. @janekr

    Tak, ale ja również mam doświadczenia z norweskiej prowincji 🙂 po prostu praktycznie nigdzie nie trzeba mieć gotówki.

  287. Moje ukochane wspomnienie to jak w 2019 korzystaliślmy z prawa allemannsretten w ramach wyprawy przez Szwecję i Norwegię. Naczytałem się że tam już wszędzie tylko kartami (co się potwierdzało z moich służbowych wypraw do Oslo i Sztokholmu). Ale na przykład w praktyce w Szwecji spotkaliśmy rybaka, ktory miał wystawione na sprzedaż swoje ryby. Miał też zaawansowany problem alkoholowy. Ożywił się na hasło że Polska, dałem mu czteropak żywca z bagażnika, zdązył powiedzieć że woli tyskie (sacrilege!). W każdym razie, ryby u niego się kupowało po prostu biorąc je z lodówki i wrzucając pieniążki, a on niby czuwał, ale jakby jednak nie bardzo. No ale co to za allemannsretten jak się nie zje ryby z ogniska. Całe szczęście że jednak miałem JAKĄŚ gotówkę.

  288. @procyon
    „A taka ustawa (o braku obowiązku przejmowania płatności gotówkowych) to jest myślę zupełnie możliwa.”
    Jest możliwa. I jeśli się tak stanie to przestanę protestować przeciwko „Zaraz zniknie gotówka” bo uczyniony zostanie istotny krok (ostatnio modne jest określenie: milowy) ku temu.

    „Już teraz przecież często różne automaty czy self-checkouty w sklepach nie przyjmują gotówki (im wolno też w ramach obecnej ustawy).”
    Jak zauważył Janek, to jest sytuacja w której klient ma alternatywę w postaci tradycyjnej kasy. Dlatego RPO podnosi kwestię parkomatów, które alternatywy nie dają. Pewnie gdyby postawili na całym parkingu jeden parkomat gotówkowy a resztę bezgotówkowych to też by się mogli tłumaczyć, że proszę bardzo, każdy może skorzystać.
    Jak już ustaliliśmy, to zapewne będzie proces rozwleczony w czasie.

    Od transakcji bezgotówkowych, które są jednak bardzo powszechne (sprawdzić czy nie dzieci), bardziej mnie ciekawi co będzie z tymi wszystkimi aplikacjami wymaganymi żeby zrobić X. Tutaj precedensy mamy, jak wspomniane norweskie Vipps czy chińskie nie pamiętam co, z których korzystają praktycznie wszyscy. Polska może i nie ma takich aplikacji, ale poszliśmy w chyba nieźle przyjętego mObywatela, którego być może zastąpi eIDAS. A z drugiej strony działania (głównie amerykańskich) techbrosów sprawiają, że różne kraje zastanawiają się nad ograniczeniem dostępu do treści cyfrowych dla nieletnich. To może być spore wyzwanie, żeby coś takiego ogarnąć porządnie.

  289. @wo

    „W każdym razie, ryby u niego się kupowało po prostu biorąc je z lodówki i wrzucając pieniążki, a on niby czuwał, ale jakby jednak nie bardzo.”

    W 2026 ten rybak miałby też karteczkę z numerem telefonu na który mozna mu vipsnąć (å vipse) pieniądze.

    @PK

    „czy chińskie nie pamiętam co, z których korzystają praktycznie wszyscy”

    AliPay i WeChat. To drugie to jest chińska „everything app”.

    „ale poszliśmy w chyba nieźle przyjętego mObywatela”

    Mi się bardzo podoba cyfryzacja usług państwowych w Polsce. Ostatnio nawet elektroniczne skrzynki na doręczenia, jak norweskie Altinn czy Digipost.

  290. @Piotr Kapis
    „A z drugiej strony działania (głównie amerykańskich) techbrosów sprawiają, że różne kraje zastanawiają się nad ograniczeniem dostępu do treści cyfrowych dla nieletnich.”

    Techbrosi na tym niestety zyskują, bo jeden z głównych dostawców weryfikacji wieku (Persona Identities) to firma z portfolio Thiela.

  291. @rw
    „W 2026 ten rybak miałby też karteczkę z numerem telefonu na który mozna mu vipsnąć (å vipse) pieniądze.”

    Chyba już wtedy miał coś takiego, był jakiś numer. Ale zapewne i tak niekompatybilny z blikiem, którego i tak staram się póki co nie używać, w ramach bojkotowania tego całego gówna.

  292. @wo

    Tak, oczywiście że niekompatybilny. Blik w Polsce też mi się podoba, swoją drogą.

  293. @rw, wo
    „kupowanie współpracy Ukraińców przez Rosję w lutym 2022”
    „A nie było tak, że jakichś dowódców czy miejscowych notabli Rosjanie kupili, i dlatego udało im się zająć tyle terenu w niektórych regionach? Nie pamiętam gdzie, ale któreś ważne miasto ukraińskie padło, bo nie zaminowano mostów.”
    „Chersoń przecież. O ile mi wiadomo, do dziś tego nie wyjaśniono (przynajmniej ja nie widziałem wyjaśnienia). Czytałem że zaminowano most ale nie zadziałało – co zresztą MOGŁO być dziełem przypadku.”

    Tak, to był Chersoń. Wspomniany przez juggera Wolski swego czasu dość kategorycznie opowiadał się za tezą „zdobycie południa Ukrainy to była po prostu zdrada” (dosłowny cytat, zdanie to padło nieco ponad dwa lat temu, przy okazji oceny możliwości armii rosyjskiej w początkowym okresie). Ale podchodziłabym do tego ostrożnie. Teza o zdradzie była powtarzana przez ukraińskie media, zwłaszcza „eksportowe”, było to prostsze i ładniejsze wytłumaczenie niż konkurencyjne wyjaśnienie „daliśmy ciała, bo: 1) Umocnienia i zabezpieczenia istniały tylko na papierze i/lub 2) Dowódca odcinka uważał wysadzenie mostów na Dnieprze za zbyt ekstremalne i za długo zwlekał z decyzją. Warto pamiętać, że Wolski nie zna ukraińskiego – przynajmniej nie znał na początku wojny i to mu ograniczało źródła.

    (nie wiem, jak jest teraz, bo rok temu ostro zdenerwowałam się na niego, kiedy bezrefleksyjnie obarczył Zełeńskiego winą za awanturę w gabinecie owalnym, utyskując: „no tak, niestety, nie stanął na wysokości zadania, a przecież tak łatwo można było tego uniknąć” i od tego czasu go nie słucham. Nawet nie wiem, czy później, jak już intencje agenta pomarańczowego stały się jasne, to przeprosił i odwołał).

  294. @procyon
    „Techbrosi na tym niestety zyskują, bo jeden z głównych dostawców weryfikacji wieku (Persona Identities) to firma z portfolio Thiela.”
    Trudno powiedzieć czy zyskują. Póki co to się dopiero zaczyna. Discord próbował użyć firmy Thiela i dostał sporymi protestami użytkowników. Ich wejście na giełdę może okazać się nie tak dobre jak sądzili, bo część ludzi już się od nich odsuwa.
    Oczywiście stworzenie problemów na które się samemu ma rozwiązania to klasyka i nie bez powodu prawica krzyczy teraz „But what about the children?!”. Ale raz, że ludzie widzą gdy się ich dane próbuje przekazać Thielowi i reagują, dwa, że Europa straciła zaufanie do amerykańskich produktów. Zobaczymy co z tego wyjdzie, może nic dobrego. Ale może się trochę ogarniemy po naszej stronie oceanu.

  295. @kch
    „Wspomniany przez juggera Wolski swego czasu dość kategorycznie opowiadał się za tezą „zdobycie południa Ukrainy to była po prostu zdrada””

    Stąd (między innymi) mój hejt na podkasterów. Żeby przetrwać w tej branży, MUSZĄ generować klikalne nagłówki. Z jakiegoś powodu koniecznie muszą je reklamować zdjęciem własnej japy, najlepiej robiącej jakąś Dramatyczną Minę, że koleś się łapie za głowę z dopiskiem TO STRASZNE CZYŻBY NAPRAWDĘ TO SIĘ WŁAŚNIE WYDARZYŁO? ZDRADA CHINY ODPIĘŁY WROTKI KACZYŃSKI NIE ŻYJE ROSJA ZDOBYŁA KLUCZOWĄ FORTECĘ FRONT PRZEŁAMANY”. I nawet jak taki nie urodził się głupkiem, to głupkiem musi być, bo to youtube albo co gorsza tiktok.

  296. Skoro temat podcastów powrócił to muszę wspomnieć o Dziale zagranicznym (nie wiem jak ta nowa prowadząca), gdzie prowadzący robił research przed wywiadami i swoimi solowymi odcinkami, nie ma eee i yyy i nie jest to dziennikarstwo opiniotwórcze.
    Także autor może oczywiście nie słuchać i nie szanować, ale są też dobre podcasty.

  297. @ wo i jutuberzy

    Tym razem ja zużyję swój talon na popiskiwanie „ale ale, no przecież są wyjątki!” (to np. Perun, Folding Ideas i Shaun) Ale prawdą jest, że z powyższych tylko Perun robi jeden materiał w tygodniu (aczkolwiek nie pokazuje na nim japy – jest to jeden opracowany w miarę temat + brzydkie slajdy w Power Poincie), pozostali dłubią eseje z pogłębionym riserczem miesiącami. Nie mam pojęcia z czego oni żyją, chyba z Patronite’a właśnie.

  298. @mcal
    „aczkolwiek nie pokazuje na nim japy”

    Może to jest jakieś kryterium, jakaś nowa brzytwa poznawcza? Żeby podkast był sensowny, nie może mieć zdjęcia japy? Jak jest z „Podkastem Amerykańskim” (którego też nie słucham, ale przynajmniej wiem że twórcy nie są idiotami?)

  299. @wo

    „Ale zapewne i tak niekompatybilny z blikiem, którego i tak staram się póki co nie używać, w ramach bojkotowania tego całego gówna.”

    Ja starałem się nie używać do czasu, aż skradziono mi portfel, bo wtedy jednak blik okazał się ratunkiem.

    Co do niekompatybilności, to od jakiegoś czasu są prowadzone prace nad połączeniem tych wszystkich krajowych systemów w ogólnoeuropejski system płatności, czemu kibicuję choćby w ramach uniezależniania się Europy od amerykańskich Vis, MasterCardów czy innych PayPalów.

  300. @ausir
    „Ja starałem się nie używać do czasu, aż skradziono mi portfel, bo wtedy jednak blik okazał się ratunkiem.”

    Zrobiłem ustępstwo wobec nowoczesności, używam karty w telefonie.

  301. Nigdy bym się nie ośmielił powiedzieć „japa” na buzię Karoliny Głowackiej 😉 , ale jest twarzą projektu Radia Naukowego i często tak promuje nowe odcinki i książki wysokie jakości.

  302. @wo

    Ja w telefonie też miałem, ale zastrzegłem fizyczną kartę, więc i jej wersja w telefonie przestała działać.

  303. @rpyzel:
    Ale też nie robi niczego dramatycznego ze swoją twarzą. Swoją drogą, długo nie wiedziałem jak wyglądają Norbert Bączyk (Podkast Wojenne Historie), czy Sławomir Poloczek (Podkast Historyków). Wolski, czy Głowacka, choć nie ukrywają twarzy, to też nie robią głupich min i raczej unikają clickbaitu. Może po tym można poznać?

  304. W Androidzie można mieć albo działający backup i filtr audio (słuchawki bluetooth są tak płytkie że nie da się słuchać), albo kartę. Google nie pozwala na płacenie zrootowanym urządzeniem, a blik zbliżeniowy póki co tak (mimo że doskonale wie o „naruszeniu łańcucha zabezpieczeń” tyle że spyware Googla i reklamodawców, a nie własnych).

  305. Tak jak lubię niektóre odjazdy w dygresje w dyskusjach pod notkami Gospodarza, tak tu właściwie dwie trzecie spośród kilkuset komentarzy są całkowicie nie na temat. Może jednak warto zadbać o większy rygor dysputy, zwłaszcza że na świecie dzieją się w tej chwili rzeczy bezpośrednio wpływające na nasze postrzeganie sytuacji Ukrainy, a nikt się nawet o tym nie zająknął.

  306. @wn
    ” tak tu właściwie dwie trzecie spośród kilkuset komentarzy są całkowicie nie na temat.”

    Ale tak jest od 2006!

  307. Wiem, wiem, czytam blog od wieków – może się zniecierpliwiłem, bo akurat temat teraz fedrowany mnie nudzi.

  308. @rpyzel
    „Nigdy bym się nie ośmielił powiedzieć „japa” na buzię Karoliny Głowackiej , ale jest twarzą projektu Radia Naukowego i często tak promuje nowe odcinki i książki wysokie jakości.”

    Ja tu oczywiście stąpam po cienkim lodzie, bo wielu podkasterów lubię prywatnie (acz i tak nie na tyle żeby odsłuchiwać tego czego im się nie chciało spisać). Wydaje mi się że podkasty strikte naukowe i tak są poza clickbaitem, bo raczej rysunek japy krzyczącej „O RETY PRZEŁOM W TAKSONOMII BEZKRĘGOWCÓW” to coś do narysowania w XKCD. Chodziło mi o takie od nawozów i od świata.

  309. Ten finansowy, o płatnościach itp. Ale nie zwracajcie na mnie uwagi…

  310. Ja zawsze płacę zbliżeniowo kartą, żadych zegarków, telefonów, pierścionków czy chipów pod skórą, staram się też mieć przy sobie chociaż jakąś symboliczną stówę w gotówce, choćby po to żeby zostawić gdzieś napiwek albo zapłacić za bułkę w wypadku awarii terminala. Blik wydawal mi się w takim układze zbędny, więc bojkotowałem długo, aż komuś musiałem szybko kopsnąć jakiś przelew i, niestety, jest to cholernie wygodne ustrojstwo. Kilka razy już mi też pomogło w nietypowych sytuacjach typu ktoś mi pożycza drobną gotówkę i dostaje od razu zwrot blikiem. Nie pozbędę się karty i gotówki, ale blik jest całkiem spoko dopełnieniem pozostałych metod płatności.

  311. @wn

    Nie wiem jak pozostali, ale ja trochę z premedytacją nie piszę o Iranie, chociaż już kilka razy swędziały mnie palce. Wydaje mi się że jest trochę za wcześnie żeby zobaczyć w jakim kierunku to pójdzie, czekam np. aż Cooper złoży na śrubstaku jakiś tekst na podstawie swoich źródeł, żeby mieć trochę spójniejszy obraz sytuacji, bo te wszystkie medialne feedy 'na żywo’ to zawsze chaos.
    Dlatego też chętnie pogadam dalej o środkach płatniczych i cyfryzacji.

  312. @blik
    Raz był potrzebny – taksówkarz nie miał wydać reszty i nie miał terminala. W nocy.
    @karta w telefonie
    W Polsce działa wszędzie, w kraju bardziej zaawansowanym technologicznie tylko w sklepach z Muminkami udało mi się zapłacić relefonem.

  313. @wojciech
    „na świecie dzieją się w tej chwili rzeczy bezpośrednio wpływające na nasze postrzeganie sytuacji Ukrainy, a nikt się nawet o tym nie zająknął.”

    Naprawdę chcesz dyskutować second epstein war? A co tam jest do dyskutowania.

  314. @Gotówka – przy całym zrozumieniu dla problemu wykluczenia, ja za dobrze pamiętam te kilkanaście lat temu częste problemy typu „tylko proszę drobnymi, nie mam jak panu wydać” (parę razy zdarzyło mi się po czymś takim wyjść z kiosku bez zakupów, kioskarz odmawiał wydania reszty, ja nie miałem drobnych, bo w bankomatach same setki). Ta cyfryzacja, jeżeli tylko jest sensownie zrobiona, jest zwyczajnie wygodniejsza. W Norwegii co prawda nie mieszkam, ale często bywam, i nawet nie wiem, jak wyglądają te ich korony.

    @Iran – a ja jestem ciekaw, co koleżeństwo znające się na #rapierach powie o tym, że wygląda na to, że jednak nowoczesne amerykańskie samoloty nie są tak nietykalne w starciu ze wschodnią techniką. Chociaż nie widziałem jeszcze potwierdzenia, czy to były maszyny USAF, czy lokalnych sojuszników, a to może robić różnicę.

  315. @pgolik
    Chociaż nie widziałem jeszcze potwierdzenia, czy to były maszyny USAF, czy lokalnych sojuszników, a to może robić różnicę.

    Pytanie ile, jakich typów i czy w ogóle, bieżąca wersja jest że 3 szt i że to Kuwejt, niechcący. Więc może to friendly fire, Kuwejt ma Hawki i Patrioty.

  316. @Cpt. Havermeyer
    „niestety, jest to cholernie wygodne ustrojstwo”

    Mając do wyboru: powiedzieć wygodzie/komfortowi „nie” albo doprowadzić do końca świata/demokracji, ludzie dość zdecydowanie wybierają drugą opcję. Po wygodzie choćby potop. Być może jest to po prostu szczery wybór, taki z głębi ludzkiego serca.

  317. A ja tu wrzucę offtopicowo coś na temat Iranu

    Strażnicy Rewolucji Islamskiej zarządzają siecią energeryczną Iranu. Sieć jest przeciążona, prądu nie starcza na potrzeby kraju, ale Strażnicy kopią bitcoiny, i zużywają na to kilka procent mocy, co wystarczyłoby na zasilanie średniego miasta.
    W sumie to nie pamiętam czy to do budżetu idzie, czy na prywatne konta.

    Pojawiły się zdjęcia nominowanego następcy Ajatollaha Chamenei, miał on biały turban, a nie czarny. To są szyici, który uważają że duchowni – potomkowie Mahometa są lepsi niż ci niespokrewnieni z nim. Ci „lepsi” noszą czarne turbany, ci „gorsi” białe. Nominowali białego, może czarni woleli nie brać tej fuchy.

  318. @pgolik:
    Tylko taka uwaga (zostawiając na boku, że chętnie poczekałbym na spokojne relacje po fakcie): to jest jak w Cywilizacji trochę. Nowsza technika daje przewagę, ale nie daje gwarancji sukcesu. Innymi słowy, to będzie różnica w stratach własnych i wroga, ale jeśli wróg ma większe siły, to nie będzie to wygrana „do zera”.

  319. Próby płacenia gotówką to od dawna głównie kłopot – nigdy nie mają wydać. Myślałem że taksiarze będą ostatnimi którzy odejdą od gotówki – a tu ostatnio miałem raz po razie dwa przypadki gdy chciałem zapłacić gotówką (by dać napiwek) a taksiarz mi na to czy nie mógłbym kartą bo wszyscy płacą kartą i on nie ma z czego wydać. Oczywiście gdyby chcieć kupować na bazarze, szczególnie od przygodnych sprzedawców którzy stoją z jakimiś truskawkami czy czym tam, no to oczywiście cash only. Ale ja w zasadzie nigdy tam nie kupuję.

    Generalnie to od circa about 20 lat mam zasadę by za wszystko co się da płacić kartą. Dzięki temu mam na koniec miesiąca widoczną jedną kwotę ile wydałem, bez pieprzenia się w robienie księgowości. Ostatnią rzeczą którą zwykłem płacić gotówką były te taksówki – ale not anymore.

    Blik: nadal nie mam, dzięki temu nie muszę kłamać przy każdym odbieraniu pizzy kiedy kurier widząc kartę z błagalnym wzrokiem pyta „czy aby nie mógłby pan blikiem”. Oczywiście chodzi im o prowizję dla mastercarda.

    I tak, mam świadomość że na wypadek wojny albo co to lepsza będzie gotówka. Ale póki co nie mamy wojny

  320. Sytuacja w Zatoce wiąże się z wykluczeniem w Polsce bo ostatni bank (Nest) bezpłatnie oferujący karty (ustawowo każdy bank ma obowiązek oferować bezpłatny RoR) to zdaje się hobby jakiegoś katarskiego szejka.

    To dobry moment na relaksujące piosenki Ramesh i „Pocztówki z Iranu” Tomasza Laczyńskiego. Niestety nic się nie da powiedzieć o filozofii przyszłego reżimu. Strona uniwersytetu w Teheranie z doktoratem zastępcy Chamaneiego pt „Kant’s philosophy of mathematics” została zablokowana.

  321. @self
    friendly fire

    Yep, wygląda na to że 3x F-15E oberwały czymś i zrobiły 3 dziury w ziemi bez strat w personelu. Kuwejt bardzo przeprasza.
    Więc nie był to case nato vs krapojan krapojewicz, no i jeśli trzymać się cezury 50 lat to F15 został oblatany na początku 70s.
    Tak jak pisałem wcześniej póki co mamy głównie taki chaos, trzeba poczekać aż pierwszy kurz opadnie. Izrael coś przebąkuje o lądowym natarciu na Liban, rakiety spadają na wszystkie kraje w okolicy, ropa pewnie zaraz dobije do $90 za baryłkę. I tak jak pisałem gdzieś na początku wątku jest to odwracanie uwagi od Epsteina które wisiało od dłuzszego czasu w powietrzu.

    @ergonauta
    Po wygodzie choćby potop. Być może jest to po prostu szczery wybór, taki z głębi ludzkiego serca.

    Sic transit gloria mundi.
    Gdzieś w prehistorii bloga WO miał notkę o tym że Cypher z Matriksa to najbardziej ludzki villain ever, bo któż nie wybrałby befszytyczka zamiast życia w dystopijnym syfie i potencjalnego szybkiego zgonu z rąk agentów Smithów? Jak dowiodła już wielkoroć powracająca tu dyskusja o degrowth, wszyscy byśmy chcieli ratować planetę, ale dlaczego akurat my mamy z czegokolwiek rezygnować?

  322. @embercadero

    „I tak, mam świadomość że na wypadek wojny albo co to lepsza będzie gotówka.”

    Ale i tak wtedy to raczej nie krajowa tylko w mocniejszej walucie.

  323. @ausir
    A najlepiej w kruszcach. Tylko wtedy pojawia się problem, że gotówkę łatwo stracić na rzecz kolesi lepiej od nas umiejących w przemoc, a tacy dojdą do głosu w osłabionym wojną państwie.

  324. @pgolik
    ” jednak nowoczesne amerykańskie samoloty nie są tak nietykalne w starciu ze wschodnią techniką”

    Monitoruję rosyjskich blogerów. Gdyby był cień powodów do uzasadnień, że to jakiś sukces rosyjskiej broni, trąbiliby o tym – tyczasem też piszą, że to „drużestwiennyj agoń” (albo fonetycznie cyrylicą „friendli fajer”) od „PWO Kuwiejta”.

  325. @ergonauta

    „Mając do wyboru: powiedzieć wygodzie/komfortowi „nie” albo doprowadzić do końca świata/demokracji”

    A możesz jakoś uzasadnić, dlaczego płatności elektroniczne doprowadzą do końca świata/demokracji?

  326. To trochę uspokaja, choć raczej nie najlepiej świadczy o koordynacji dowodzenia całej akcji między sojusznikami. Kuwejt nie jest w NATO, więc może nie mają całej tej elektroniki od „friend or foe” w pełni zsynchronizowanej, może w operacji czysto natowskiej byłoby lepiej. I tak, przy takiej asymetrii sił 3 stracone samoloty po paru dniach to raczej wpadka.

  327. @❡:
    Co do filozofii, to Ali Laridżani miał zrobić doktorat z Kanta…
    (No dobrze, rozumiem uwagę, ale nie potrafiłem się oprzeć wrzuceniu ciekawostki.)

  328. @pgolik
    I tak, przy takiej asymetrii sił 3 stracone samoloty po paru dniach to raczej wpadka.

    No i też póki co info jest takie że wszystkie załogi przeżyły. Przeżywalność rosyjskich pilotów w Ukrainie jest zdaje się raczej słaba oidp. Swoją drogą ciekawy jestem czym oberwały te F-15, bo interesująco wygląda ten filmik, gdzie jeden spada flat spinem bez żadnego dymu i ognia.

  329. @Cpt – podobno dostały Patriotami. I tak, w przeżywalności załóg i standardach combat rescue jest przepaść.

  330. @Incydent w Kuwejcie
    W sumie bez paniki. Przyjedzie komisja, zbada, wyda zalecenia, się wdroży, się polepszy. Lepiej teraz, niż w czasie jakiejś draki w chińskiej dzielnicy.

    I mamy nowe hasło reklamowe: Kup Patrioty, zestrzelą naprawdę wszystko.

    @Plusy wojny
    Sojusznicy Putina i Xi, oraz oni sami, mają więcej materiału do przemyśleń. Na dziś nikt (czyli praktycznie Chiny) nie ma startu do Amerykanów i jeszcze długo nie będzie miał.

    @Iran
    Jeśli „Gierek” zastąpi „Gomułkę”, to może być mały krok do „okrągłego stołu”. To jedyny sposób na zmianę reżimu.

    @Przykrywka dla afery Epsteina
    Wstępne sondaże pokazują, że nie działa.

  331. > Jeśli „Gierek” zastąpi „Gomułkę”, to może być mały krok do „okrągłego stołu”.

    A jeśli strzelają na Dohę, Dubaj i… Cypr to mają nadzieję na suicide by cop. Włączenie Turcji, udostępnienie baz krajów arabskich dla inwazji i konfliktu trwającego 20 lat zakończonego rządami rycerzy okrągłego stołu d. gwardii rewolucyjnej jak w Iraku i Afganistanie.

  332. @Cpt. Havermeyer
    „Gdzieś w prehistorii bloga WO miał notkę o tym że Cypher z Matriksa to najbardziej ludzki villain ever, bo któż nie wybrałby befszytyczka zamiast życia w dystopijnym syfie i potencjalnego szybkiego zgonu z rąk agentów Smithów? Jak dowiodła już wielkoroć powracająca tu dyskusja o degrowth, wszyscy byśmy chcieli ratować planetę, ale dlaczego akurat my mamy z czegokolwiek rezygnować?”

    Degrowth nie musi oznaczać rezygnację ze wszystkiego, można wybrać gdzie się człowiek chce trochę ograniczyć. Problemem jest to, że ograniczyć się musi odpowiednio dużo osób albo – i to by był jeszcze lepszy scenariusz – parę procent trucicieli, takich z góry tabeli, gdyby ścięło swoje emisje konkretnie to dałoby zauważalne oszczędności. No ale tak jak nie przyciskamy big techów i ich propagandy w social media, tak nie przyciskamy największych korpo trujących atmosferę. A propos AI, to zdaje się, że jednym z problemów przy budowie data center jest niewystarczająca podaż energii, przez co budujący potrafią się wspomagać jakimiś lokalnymi i trującymi okolicę generatorami.
    A co do ludzkich villainów, to ludzie lubią oglądać bezkompromisowych czy podejmujących trudne decyzje bohaterów w rodzaju Jean-Luca Picarda i jego „the line must be drawn here, not further”, bo wiedzą, że to są właśnie trudne decyzje, niosące konsekwencje. I że większość takich nie podejmuje. Pół Star Treka jest o tym, że żeby robić co należy, to trzeba coś poświęcić. A w najlepszych momentach również o tym, co się stanie gdy ktoś nie jest wystaczająco silny i jednak się złamie. Bo odpuszczenie i pozwolenie na zło jest bardzo ludzkie.
    Z takich bliższych nam scenariuszy, to na pewno część ludzi podziwia tego dowódcę z „Szeregowca Ryana” który odpuszcza Niemcom jeden raz, bo wie, że to też ludzie. Wielu chciałoby się widzieć jako równie szlachetnych. Ale i wiemy, że gdy przyjdzie co do czego, to możemy być jak ci żołnierze z „Flag of our fathers”, strzelający do jeńców bo ich pilnowanie podczas inwazji to za duży kłopot i zwyczajnie zagrożenie dla nich samych.
    Swoją drogą jedną z paskudnych rzeczy które zrobił Trump było właśnie uderzanie w bohaterów, ludzi gotowych na pewne poświęcenie w imię czegoś wyższego, a odwoływanie się do niskich pobudek. To jak pogardza weteranami, zwłaszcza okaleczonymi, albo jak odnosił się do McCaina („co to za bohater skoro dał się złapać?”). No i pozwolił tej całej zawiści rozkwitnąć, wyjść z ukrycia.

    Dam może zastrzeżenie, że to już nie w kontekście płatności bezgotówkowych, tylko ogólnie wygody i łatwiejszego życia, nawet jeśli konsekwencje tego są etycznie gorsze. Zwłaszcza, jeśli są gorsze dla innych.

    „Nie pozbędę się karty i gotówki, ale blik jest całkiem spoko dopełnieniem pozostałych metod płatności.”
    Nie wiem czy ktokolwiek postuluje, żeby całkowicie odrzucić takie metody. Ja też uważam go za niezły element uzupełniający, czasami to jest najwygodniejsze rozwiązanie, czasami można go olać. Problem dostrzegam tam, gdzie ktoś próbuje wymusić tylko jeden sposób płacenia. No bo rzeczywiście możliwość kupienia biletu tylko z apką to dla mnie wizja jak z horroru (osobiście nienawidzę instalować mnóstwa rzeczy tylko po to, żeby użyć ich raz, albo żeby coś innego działało). Ale niemożliwość kupienia biletu przez aplikację to utrudnianie życia tym, którzy nie mają takich obiekcji. Najlepiej jeśli to działa na kilka różnych sposobów i jedni mogą wybrać wygodę regularnego użytkowania, a inni wygodę pojedynczych interakcji bez robienia wygibasów specjalnie pod nie.

    „Nie wiem jak pozostali, ale ja trochę z premedytacją nie piszę o Iranie, chociaż już kilka razy swędziały mnie palce. ”
    Ja też wolę nie pisać za dużo, bo po pierwsze – o Iranie wiem za mało, a po drugie – ciągle dostajemy informacje które trzeba filtrować i weryfikować. Np. o tej zbombardowanej szkole w Iranie już słyszałem, że tak naprawdę to ich własne rakiety miały awarię przy odpalaniu. Ale nie mam siły ani chęci żeby przebijać się przez filmiki mające to pokazywać, sprawdzać czy nie fejki, etc. Są ludzie znający się na tym dużo lepiej, tylko trzeba dać im czas.
    Więc co mógłbym napisać? Że do władzy chętnie dorwałby się młody Pahlavi i udziela już wywiadów Fox News, jak to on tam zaprowadzi pokój i demokrację, jeśli tylko Amerykanie mu pozwolą?

  333. @embercadero
    „Oczywiście gdyby chcieć kupować na bazarze, szczególnie od przygodnych sprzedawców którzy stoją z jakimiś truskawkami” – u mnie na wsi (na ile Raszyn to legitna wieś, ale to osobna kwestia) dziewczyny z truskawkami akceptują cash albo blika.

  334. embercadero
    „Oczywiście gdyby chcieć kupować na bazarze, szczególnie od przygodnych sprzedawców którzy stoją z jakimiś truskawkami czy czym tam, no to oczywiście cash only. Ale ja w zasadzie nigdy tam nie kupuję.”

    No więc na bazarze jest kilka budek „tylko gotówka” i to są te, gdzie jakoś nie mają odruchu drukowania paragonów (jak się upomnisz, będzie). Podobnie jeden punkt usługowy w okolicy.

  335. @blikiem za truskawki – Nie wiem, czy to specyfika aplikacji mojego banku czy całego systemu, ale wysłanie blika na numer, którego wcześniej nie miałem wpisanego do kontaktów jest tak upierdliwe, że już wolę nosić gotówkę. A wpisywać do kontaktów wszystkich sprzedawców na bazarku też nie bardzo mam ochotę.

  336. @pk
    Degrowth nie musi oznaczać rezygnację ze wszystkiego, można wybrać gdzie się człowiek chce trochę ograniczyć. Problemem jest to, że ograniczyć się musi odpowiednio dużo osób albo – i to by był jeszcze lepszy scenariusz – parę procent trucicieli

    Pełna zgoda, ja się staram jak mogę i jak moja firma podrzuciła nam parę lat temu kalkulator śladu węglowego to wyszło że jestem dużo poniżej przeciętnego Szwajcarskiego gospodarstwa domowego. Tak jak piszesz, najlepiej byłoby zacząć od samej góry największych trucicieli, ale to się raczej nigdy nie wydarzy bez jakiegoś kataklizmu. Techbrosi nas prędzej ugotują z pomocą tych data centers niż ta machina sama zaciągnie awaryjny hamulec. Dlatego modlę się do Chthulhu każdego dnia o bańki AI pęknięcie, amen. Tylko kryzys hamuje apetyt, inaczej można żreć befsztyczki do oporu a na koniec zarzucić ozempic, bo przecież nasze decyzje nie muszą mieć żadnych konsekwencji, co nie?

    No i tak, łysy ze Star Treka to dobry przykład odpowiedzialności za swoje decyzje, ale niestety prawacki mempleks serwuje nam w kółko definicję wolności jako braku odpowiedzialności, taka jest przecież neolibowa wolność gospodarcza i Muskowa wolność słowa. Jak dla mnie całą trajektorię dzisiejszego zeitgeistu można podsumować jako ucieczkę od dorosłości, a światem rządzą zdziecinniali starcy w typie profesora Farnswortha, tylko mniej sympatyczni. Good news evryone, zaatakujecie dzisiaj Iran.

  337. „Nie wiem, czy to specyfika aplikacji mojego banku czy całego systemu, ale wysłanie blika na numer, którego wcześniej nie miałem wpisanego do kontaktów jest tak upierdliwe, że już wolę nosić gotówkę”
    Specyfika Twojego banku. W mBanku nie ma z tym żadnego problemu

  338. @korkociąg płaski
    Do tego dochodzi przy niewłaściwym wyważeniu, gdy maszyna jest „ciężka na ogon”. W tym przypadku dlatego że załoga się strzelała, czyli z przodu ubyło dwóch ludzi i dwa fotele wyrzucane. Trafiony pewnie tym co zwykle trafia samoloty. Nic nadzwyczajnego.

  339. @ A możesz jakoś uzasadnić, dlaczego płatności elektroniczne doprowadzą do końca świata/demokracji?

    Zapewne nie doprowdzą, bo ani nie przeszkadzają za bardzo demokracji (o ile są nadzorowane przez państwo), ani nie mają większej emisyjności od papieru (może nawet mniejszą). Wniosek dla całej idei degrowth jest tu tylko taki, że samemu to można i sobie podjąć decyzję o trzymaniu się gotówki. Tylko wtedy inni nie będą mieli ci jak wydać.

  340. @rw
    „A możesz jakoś uzasadnić, dlaczego płatności elektroniczne doprowadzą do końca świata/demokracji?”

    Tak najzwięźlej jak się da: bo są kolejnym krokiem do domknięcia systemu. Systemu, gdzie każdy jest pod całodobową kontrolą, pod okiem Wielkiego Brata, a obecnym Wielkim Bratem jest system Bezos/Musk and Co. Systemu, który – jak wynika z bieżących spostrzeżeń i konstatacji (np. tych z USA) – nie zmierza ku demokracji, ku temu, żeby ludzie się bardziej szanowali, ku ekologicznemu poratowaniu planety Ziemia, tylko w stronę przeciwną.
    Kiedy kupujesz ryby u szwedzkiego Ahigieniksa (którego wspomina wyżej WO) albo klapki na mazowieckim bazarku, płacąc gotówką, to i ty, i pan alkoholik-rybak-Szwed, i pani bazarkowa spod Ciechanowa jesteście poza kontrolą Wielkiego Brata.

  341. @charlie
    W tym przypadku dlatego że załoga się strzelała, czyli z przodu ubyło dwóch ludzi i dwa fotele wyrzucane. Trafiony pewnie tym co zwykle trafia samoloty. Nic nadzwyczajnego.

    Jasne, natomiast zastanawiałem się nad warunkami poprzedzającymi katapultację. Maszyna raczej nie robiła jakiegoś gwałtownego zwrotu, wyglądała jakby nie brakowało jej żadnych powierzchni sterujących, za to silniki nie pracowały. Więc na moje oko, nie będąc ofc żadnym ekspertem od awiacji, to nie był to direct hit, tylko np. szrapnel z pocisku który detonował blisko samolotu załatwił jakieś systemy. Pilot wyrównał lot i spokojnie się katapultował razem z kolegą. Więc może zdążyli jeszcze odpalić jakieś countermeasures zanim dostali? Nie znam się, chętnie posłucham jakichś rapierzystów od lotnictwa bojowego na ile częste są takie sytuacje. Te wszystkie Suchoje i Migi w Ukrainie często jednak kopciły albo efektownie spadały łukiem.

  342. @Unikod
    „A jeśli strzelają na Dohę”
    Jasne, różnie może być, ale siłą reżimu obalić się nie da, więc zostaje porozumienie. Gomułka strzelał do ludzi, Gierek nie – więc wymiana to był pierwszy krok w dobrą stronę. Potem jeszcze potrzebni byli Kwaśniewski z Millerem, żeby przekonać starą gwardię, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć.

    @Piotr Kapis
    Szeregowiec Ryan – uwolnienie jeńca.
    Akurat w tym konkretnym przypadku, jest to przykład żenującego sentymentalizmu amerykańsko-spielbergowskiego. Dowódca grupy z ważną misją na tyłach nieprzyjeciela nie może uwolnić jeńca. Może oddać go ruchowi oporu albo zostawić pod strażą jednego ze swoich. No, ewentualnie przerwać misję. Jeśli te opcje nie są możliwe, no to wiadomo.

    Widziałem rosyjski film, nie pamiętam tytułu, gdzie wprost pokazano, jak w podobnej sytuacji … nic osobistego towarzyszu Niemiec, wojna to wojna.

    A u Spielberga zdaje się, że Tom Hanks na końcu ginie z ręki uwolnionego. Słabe.

  343. > nie przeszkadzają za bardzo demokracji (o ile są nadzorowane przez państwo)

    Poza aspektem platformowej kontroli cyfrowej (napisano wiele o dystopii na blockchainie, a przecież to tylko baza danych, narrow banking można relizować bez niego) po wydrążeniu niezależnego środka ten nadzór objawia się też „w papierze”.

    MNF wyszedł od opóźnienia upadku prasy lokalnej w Niemczech.

    W Polsce na głównych wydawców wyrastają samorządy. Na wieść o referendum przeciwko sobie prezydent Krakowa Miszalski zwiększył nakład papieru siedmiokrotnie do 220 tysięcy egzemplarzy. W Lublinie gazety wykupił zblatowany z władzą deweloper. W mniejszych miastach wychodzą tylko tytuły samorządowe.

    W Ameryce jest tyle afer lokalnych, których nie ma gdzie nagłaśniać, że hipotetyczny lewicowy miliarder zamiast szukać lewicowego Joe Rogana lepiej by zrobił sponsorując paru dziennikarzy w każdym mieście.

  344. @jugger
    „Akurat w tym konkretnym przypadku, jest to przykład żenującego sentymentalizmu amerykańsko-spielbergowskiego.”
    Osobiście uważam, że ludzie to istoty kierujące się w znacznym stopniu emocjami, a nie logiką. Więc wcale mnie nie dziwi, że filmy stawiają na sentymentalizm.
    Możemy więc powiedzieć, że mamy tutaj konflikt z jednego strony pragmatycznej logiki (wspartej przez uczucia takie jak nienawiść czy strach), a z drugiej sentymentalizmu próbującego kierować się jakąś etyką. Jeden argument jest taki jak mówisz, wroga nie można puścić, misja ma priorytet. Druga mówi, że jeśli będziemy strzelać do jeńców to już przegraliśmy bo staliśmy się tacy sami jak oni, odpuściliśmy swoje człowieczeństwo – rozumiane jako bycie dobrymi i etycznymi, bo ludzie lubią się tak czuć i tak to definiować, chociaż uważam, że obie postawy są bardzo ludzkie.
    Po prostu wszyscy chcemy być bohaterami i wznosić się ponad poziomy, stanowić wzór do naśladowania, wznosić pomnik trwalszy niż ze spiżu. Ale żeby móc się wynieść nad poziomy, to inni muszą te poziomy reprezentować. Nie możemy wszyscy być lepsi od siebie nawzajem. Dlatego bycie bardziej etycznym od przeciętnych wartości z definicji musi oznaczać wyrzeczenia i konsekwencje, których większość nie chce ponosić.

  345. @pgolik
    @Iran – i zestrzelenia.
    Po pierwsze – tak jak gospodarz napisał, najprawdopodobniej to kuwejcka OPL zestrzelila (biorąc pod uwagę, że w obie strony latało dużo żelastwa to nie musi aż tak dziwić).
    Po drugie – nawet jeśli jakieś straty ze strony irańskiej OPL powstały, to zauważ jak wyglada sytuacja. To są pierwsze dni operacji, w ramach której „zachód” zdobywa pełną kontrolę nad niebem. W realiach dużego konfliktu peer to peer dużo większe straty, które by skończyły się uzyskaniem panowania nad niebem byłyby sukcesem.
    W warunkach wojny w Ukrainie mamy sytuację, w której Rosja systematycznie traci samoloty ale nie ma kontroli nad niebem nad Ukrainą. Ma przewagę w lotnictwie, panuje nad swoim niebem, odrzuca ukraińskie lotnictwo od frontu, ma w miarę mocne możliwości wspierania wojsk na linii frontu, ale już nie bardzo możliwość atakowania przestrzeni operacyjnej (tzn nie samolotami). Po 4 latach. USA i Izrael może sobie latać i niszczyć wyrzutnie rakiet irańskie w pierwszych dniach. To jest przepaść.

  346. Jeszcze coś na temat zasygnalizowany w tytule. Optimisticzieskaja dynamika – nie jest to piwot, ale oto Iran ma swoje problemy, a Rosja traci skrzydłowego na Bliskim Wschodzie (a może i dostawcę dronów)? Daleko mi do oceniania Trumpa jako faustowskiej siły, która wciąż zła pragnąc, ciągle dobro czyni; destabilizacja na Bliskim Wschodzie to nic fajnego, sytuacja w Wenezueli takoż (a tu za moment Kuba!) ale może przy okazji przełoży się to pozytywnie na sytuację na froncie ukraińskim?

  347. @flotsam2000 – Ruscy od dawna te drony klepią u siebie, dostawy z Iranu były na samym początku. Strata rosji jest tu głównie wizerunkowa, nikt już się nie złapie na gwarancje bezpieczeństwa przez sojusz z nimi. A z drugiej strony – Ukraina może na długo zapomnieć o dostawach rakiet do Patriotów i innych środków OPL – wszystko pójdzie na Bliski Wschód. Chyba, że Europa jest w stanie coś dostarczyć, nie wiem, chciałbym żeby była.

  348. @dnl
    Ma przewagę w lotnictwie, panuje nad swoim niebem, odrzuca ukraińskie lotnictwo od frontu, ma w miarę mocne możliwości wspierania wojsk na linii frontu ale już nie bardzo możliwość atakowania przestrzeni operacyjnej (tzn nie samolotami).

    Oidp Cooper tłumaczył to rosyjską doktryną, w której lotnictwo to przede wszystkim wsparcie wojsk lądowych na froncie. Rosja od początku konfliktu nie dążyła do air superiority, a do ataków w głębi Ukrainy używała przede wszystkim rakiet.

  349. @Piotr Kapis
    „Ale raz, że ludzie widzą gdy się ich dane próbuje przekazać Thielowi i reagują”

    Kto reaguje ten reaguje. Discordziarze zareagowali, ale oni są specyficzni. Usługa weryfikacji wieku dostarczana przez faszystowski skynet Thiela wciąż obsługuje reddita, linkedina, robloksa… Tymczasem architektura Mastodona i fediverse w ogóle nie jest przygotowana na radzenie sobie z takimi wymogami. Bluesky musiało zablokować dostęp z Mississipi. Dla mnie jest dość jasne kto tu korzysta (spoiler: ci co zawsze).

  350. @rw A możesz jakoś uzasadnić, dlaczego płatności elektroniczne doprowadzą do końca świata/demokracji?

    Z wczorajszego mejla od mojej przyjaciółki z NYC: „tu wszedzie zbieraja dane biometryczne, cokolwiek kupujesz, dokadkolwiek wchodzisz, afery czasem, bo dana firma nie zawiadamia o tym, a zbiera, jak powiesza jakas kartke przed wejsciem, to sa ok, moj sklep wywiesil; ze zbieraja, ze moga udostepniac, ze udostepnione dane/ odciski palcow, siatkowka, pomiary twarzy itd- moga byc wykorzystane przez wladze i inne czynniki na ich zyczenie, oraz do celow marketingowych
    – przez jakis czas mozna bylo unikac tych miejsc zbierajacych dane-stad nie wywieszali info- ale jest coraz trudniej, w bankach zbieraja, ATM zbiera, automaty w metro”

  351. Skoro wolno im zbierać i sprzedawać, a do tego zarobek jest solidny, to dziwnym nie jest że to masowo robią. Land of the free. Nie dotykać, nawet kijem.

  352. „W każdym razie, ryby u niego się kupowało po prostu biorąc je z lodówki i wrzucając pieniążki, a on niby czuwał, ale jakby jednak nie bardzo.”

    W 2026 ten rybak miałby też karteczkę z numerem telefonu na który mozna mu vipsnąć (å vipse) pieniądze.

    Rzecz popularna u nas przy trasach rowerowych i najczęściej działająca na gotówkę, ale już w zeszłym roku natrafiłem na całą samoobsługową kafejkę z pełnym asortymentem ciast, kawy i piwa i oprócz skarbonki była karteczka z nazwą konta na paypalu.

  353. @embercadero
    „Skoro wolno im zbierać i sprzedawać, a do tego zarobek jest solidny, to dziwnym nie jest że to masowo robią. Land of the free. Nie dotykać, nawet kijem.”
    Tam jest jeszcze gorzej. Bo tego, że w sklepie są kamery można się spodziewać, ich bezpieczeństwo też jest istotne. Ale np. Amazon sprzedaje te całe dzwonki z kamerami i mają w niej dostępną funkcje biometryczne jak najbardziej. Nie pamiętam czy włączone domyślnie, chociaż wydaje mi się, że tak. Ale na pewno tłumaczyli klientom, że tu chodzi o rozpoznawanie piesków. Że jak pies komuś ucieknie albo zaginie w okolicy to po nagraniach z dzwonków da się go namierzyć.
    No i co się okazało? Pieski pieskami, ale oprócz tego nagrania sprawdzają też przechodzących ludzi i przekazują te dane np. do ICE. Nie musisz wchodzić do sklepu, wystarczy że przejdziesz obok domu który ma dzwonek od Amazona a jego właściciel nie zmienił konfiguracji.
    Teraz jest z kolei lekka afera bo Hegseth zarządał, żeby AI od Antropic robiło jakieś tajne usługi dla wojska USA. I stawiał im ultimatum, że jeśli się sami nie zgodzą, to ich przymusi. Ja naprawdę różnych rzeczy się spodziewałem po bańce AI, ale nie tego żeby pękła (wiem, niska szansa, ale właśnie przechodzi z „Niemożliwe” na „Realne, tylko bardzo mało prawdopodobne”) bo funfel Trumpa postanowi odpalić nacjonalizację jednej z czołowych firm.

  354. > Ale na pewno tłumaczyli klientom, że tu chodzi o rozpoznawanie piesków.

    Nie tłumaczyli „się” tylko sami odpalili kampanię reklamową ficzera w najlepszym paśmie podczas przerwy ostatniego SuperBowl. Wtedy klienci sobie uświadomili co kupili, bo po prostu nie wiedzieli, ale to bardzo stare. Joseph Redmon, twórca YOLO (you only look once) długi czas dominującego modelu zarzucił pracę po paru latach stwierdziwszy, że ta technologia nie ma żadnego nawet teoretycznie pożytecznego zastosowania. Niestety dzięki etosowi open source pracę kontynuowali inni.

    Dotychczas propaganda obiecywała self-drving cars, self-checkout stores. Amazon 10 lat udawał, że prowadzi sklepy samoobsługowe Go / Fresh / Just Walk Out. W rzeczywistości rozpoznawaniem wynoszonych towarów i drukowaniem paragonów zajmowali się Hindusi z drugiej strony kamery. Właśnie zamknęli całą szopkę tydzień przed Super Bowl. Zmiana strategii komunikacyjnej na dystopijną. Oni tam w zarządach są już tak oderwani i przekonani o zajebistości AI że naprawdę myślą że ludziom ten kit AI wcisną na pieska.

  355. @Cpt. Havermeyer
    Rosyjska doktryna lotnicza

    Pewnie Cooper ma rację. Z drugiej strony – z jakiegoś powodu rosja rezygnowała z panowania na powietrzu w przestrzeni operacyjnej. Raczej nie dlatego, że „nie chce nam się” (bo przecież by to się przydało w wypadku ataku na Europę zachodnią) tylko „wiemy, że nie damy rady, więc robimy to na co mamy jakieś szanse”.

    A w wypadku Iranu, nawet jeśli straty wynikły z OPL Iranu to były akceptowalne jeśli uzyskano panowanie w powietrzu.

  356. @❡
    „Oni tam w zarządach są już tak oderwani i przekonani o zajebistości AI że naprawdę myślą że ludziom ten kit AI wcisną na pieska.”
    Owszem. Są ludzie, którzy starają się to tłumaczyć, ale wiadomo jak to wygląda – różnica budżetów jest ogromna, Doctorow czy Zitron mogą biegać po podcastach, a Muska czy Altmana stać na reklamy przed Superbowl i ciągłe podkręcanie hype.

    Ale żeby dać coś pozytywnego, właśnie od znajomej dostałem linka do materiału który zrobiła Norwegian Consumer Council (o ile dobrze rozumiem, NGO ale mające finansowanie z budżetu państwowego Norwegii), informującego czym jest enshitification i że to nie jakieś przypadkowe zjawisko.
    Można sobie znaleźć np. na youtube „A Day in the Life of an Ensh*ttificator”.
    To niewiele, ale krok w dobrą stronę. Obyśmy się tu w Europie wzięli trochę za regulowanie amerykańskich techbrosów.

  357. @degrowth
    Indywidualny degrowth to można zrobić nakładając podatki na najbogatszych. Żaden szaraczek ze średniej klasy nie generuje tyle śmieci co 1%. Przydałoby się również opodatkować paliwo lotnicze. Ale w sumie to i tak są fistaszki. 4/7 emisji CO2 to spalanie węgla. Połowa z tego to Chiny. Ponad 10% Indie. Tylko gwałtowna transformacja energetyki w tych krajach z węgla na OZE daje jekieś szanse. Są szanse – wygląda na to, że Chiny ustabilizowały zużycie węgla, jeśli OZE będą rozwijać się w tym tempie co do tej pory, to w ciągu kilku lat spalanie węgla w Chinach może spaść bardzo znacząco.

  358. @BLIK – na czym polega problem z blikiem? Ja używam chętnie we wszystkich transakcjach internetowych zamiast karty. Nie wysyłam prowizji do USA, nie ryzykuję podawania numeru karty. Same zalety.

  359. Ciekawe są te rozważania o tym, że w razie „W” to trzeba mieć gotówkę, najlepiej w mocnej walucie albo kruszcu. Gotówka jest dobra na chwilę. Tymczasem „W” to nie jest chwila. To jest proces, który potrafi trwać latami, często dekadami.

    Polecam lekturę tekstu opisującego codzienność mieszkańców Strefy Gazy:

    link to aljazeera.com

    Podsumowanie:

    Upadek fizycznego pieniądza: 90% infrastruktury bankowej legło w gruzach. Ludzie posługują się banknotami, które są tak zniszczone, że sprzedawcy odmawiają ich przyjmowania, chyba że klient wyda całą kwotę (brak możliwości wydawania reszty).

    Podatek od przetrwania: Pośrednicy wypłacający gotówkę z portfeli cyfrowych pobierają prowizje w wysokości 20%. Jest to obecnie największe obciążenie dla rodzin otrzymujących pomoc.

    Wymuszona cyfryzacja: Brak szekli w obiegu zmusił nawet najmniejsze stragany do korzystania z aplikacji. Artykuł zaznacza jednak, że tworzy to ryzyko inwigilacji i całkowitego odcięcia od środków w przypadku blokady Internetu.

    Co do tezy, że używając gotówki, można ukryć się przed Wielkim Bratem – moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. Obecnie nie ma już Wielkiego Brata; zastąpiła go Wielka Maszyna Statystyczna. Różni się ona tym, że nie musi patrzeć na jednostkę – wystarczą jej wyłącznie metadane populacyjne. Jeśli ktoś pójdzie do sklepu, w którym wszyscy klienci poza nim płacą elektronicznie, sam podświetli się na czerwono na tle szarej masy danych. Chcąc skutecznie ukryć się przed Wielką Maszyną Statystyczną, należałoby używać Mniejszej Maszyny Statystycznej, która podpowie, kiedy i do jakiego sklepu pójść, co kupić oraz czym zapłacić, aby stać się najbardziej szarym elementem tej układanki.

  360. @izbkp
    „Ciekawe są te rozważania o tym, że w razie „W” to trzeba mieć gotówkę, najlepiej w mocnej walucie albo kruszcu. Gotówka jest dobra na chwilę. Tymczasem „W” to nie jest chwila. To jest proces, który potrafi trwać latami, często dekadami.”
    Mylisz pojęcia. W to jest chwila, jeśli proces robi się długotrwały to już nie jest W, tylko nowa norma. Na którą człowiek nic nie poradzi.
    Z tym posiadaniem gotówki chodzi o to, żeby pierwszy moment, te ileśtam dni, przetrwać gdy system się wywala. Potem albo się go przynajmniej trochę ustabilizuje albo i tak się wszystko zawali.
    Nie porównuj Strefy Gazy, która żyje w cieniu rakiet i z przemykającymi bojownikami od lat czy wręcz dekad, z krajem cieszącym się pokojem, na który nagle spadają bomby i gdzie trzeba się przestawić między drastycznie różnymi sytuacjami z dnia na dzień.
    Oczywiście, że jeśli gdzieś trwa długo wojna czy stan wojenny to różne rzeczy są utrudnione a czasami nawet niemożliwe. Ale te poradniki nie mają człowieka przystosować do tego, jak sobie poradzić w piątym roku okupacji – bo wtedy musiałyby brać pod uwagę i to, że ruscy ukradli już wszystkie pralki i trzeba znowu prać w balii z tarą – tylko jak być trochę lepiej przygotowanym na sam wybuch wojny. Komuś kto np. ma znajomych na zachodzie i może do nich wyjechać, te trochę gotówki wystarczy żeby załatwić sobie przez parę dni jedzenie i transport, nawet jeśli cyfrowy system płatności padnie.

  361. @izbkp
    Ciekawe są te rozważania o tym, że w razie „W” to trzeba mieć gotówkę, najlepiej w mocnej walucie albo kruszcu. Gotówka jest dobra na chwilę. Tymczasem „W” to nie jest chwila. To jest proces, który potrafi trwać latami, często dekadami.

    Może będą kapsle od Nuka-Coli albo coś w tym duchu.

  362. @izbkp
    „Chcąc skutecznie ukryć się przed Wielką Maszyną Statystyczną, należałoby używać Mniejszej Maszyny Statystycznej, która podpowie, kiedy i do jakiego sklepu pójść, co kupić oraz czym zapłacić, aby stać się najbardziej szarym elementem tej układanki.”

    Celem jest nie to, żeby można się ukryć, ale przeciwnie: żeby można się odkryć.
    Tak jak celem demokracji – w szlachetnym rozumieniu tego terminu, więc wrzucę odrobinę patosu – jest to, żebyśmy mogli różnić się pięknie. Czyli np. żebyśmy mogli raz płacić kartą, raz blikiem, raz gotówką – zależnie od lokalnych okoliczności przyrody oraz indywidualnych możliwości/preferencji. Budując sobie antysmoka (Mniejszą Maszynę Statystyczną) do walki ze smokiem WMS, tańczymy dokładnie tak, jak smok WMS zagrał: zamiast różnorodnego korowodu, kolorowej parady równości, odprawiamy smutną musztrę identycznie szarych elementów układanki.
    Wygoda/komfort to jest – kolejna w dziejach – dobra nowina, z jaką przychodzą do plemienia misjonarze/kolonizatorzy zaborczej religii, teraz ona nazywa się Optymalizacja. Misjonarze: hej, dajcie się zoptymalizować; plemię: etam, spadajta; misjonarze: ale będzie wam wygodniej, tak komfortowo bardziej; plemię: no, jak tak, to właźta; misjonarze, po chwili: w pakiecie z wygodą mamy dla was wyzysk i faszyzm, taki, wiecie, technofeudalizm; plemię: a może jednak nie? misjonarze: owszem, dupa jest ciemna, ale można się urządzić wygodnie; plemię: bez przesady, wynocha! misjonarze: japa tam!

  363. @pohjois
    „na czym polega problem z blikiem? ”

    U mnie to jest zwykła aplikacjofobia. Na stacji benzynowej też mi często mówią że z aplikacją byłoby 30 groszy taniej i też odmawiam.

  364. @inwigilacja w Land of the Free. Mieszkałem w USA parę lat ćwierć wieku temu. Czasy nie tylko przed smartfonami, ale i większość normalsów nie miała komórek. Inwigilacyjny kapitalizm miał się dobrze, na skalę szokującą, nawet dla kogoś, kto właśnie przybył z potransformacyjnej Polski lat 90. Pierwszy z brzegu przykład – jak tylko kupiłem samochód (starego rzęcha od osoby prywatnej z ogłoszenia) i go na siebie zarejestrowałem, od razu zaczęły przychodzić reklamy (papierowe + telemarketing) opon, ubezpieczeń komunikacyjnych, sklepów z częściami, itp. Po pierwszym po założeniu telefonu połączeniu z rodziną w Polsce od razu zalew reklam oferujących tanie połączenia długodystansowe z Polską. Czyli dane z tamtejszego urzędu komunikacji i billingi z telefonu stacjonarnego natychmiast poszły do biznesów marketingowych. I absolutnie nikogo tam to nie szokowało, to było uznawane za absolutnie normalne, dziwili się, że „a to u was tak nie jest?”. Różnica jest taka, że teraz z tego też korzystają służby, takie jak ICE (proces, który na dużą skalę jak podejrzewam zaczął się po 9/11), a nie tylko biznesy.
    Za każdym razem, kiedy zbiera mi się na narzekanie na biurokrację związaną z RODO, to sobie to przypominam, i mi przechodzi. Wiwat UE!

  365. @ergonauta
    „misjonarze, po chwili: w pakiecie z wygodą mamy dla was wyzysk i faszyzm”
    Aż widzę ten mem ze szczurem przynoszącym prezenty!

    @WO
    „U mnie to jest zwykła aplikacjofobia. Na stacji benzynowej też mi często mówią że z aplikacją byłoby 30 groszy taniej i też odmawiam.”
    Ja też nie znoszę instalowania nowych aplikacji czy tworzenia kont tylko po to żeby było trochę taniej – zwłaszcza jeśli robię tam zakupy sporadycznie. Wrzuciłbym humorystyczny skecz, w którym kobieta próbuje kupić bluzkę a sprzedawczyni wciska jej konto w ich sklepie, żeby mogła otrzymywać rabaty, ale jest na youtube, więc nie wiem czy będzie ci się chciało oglądać.

    Niemniej akurat z blikiem jest prościej, bo nie trzeba do niego mieć dedykowanej aplikacji. Banki wcisnęły go jako funkcjonalność do własnych. Jeśli korzystasz z aplikacji bankowej – a ciężko od nich uciec, bo są potrzebne chociażby do potwierdzania transakcji – to blik jest w pakiecie.
    Gdybym nie musiał mieć aplikacji bankowych to pewnie też bym nigdy nie skorzystał z blika. Ale ciężko bez nich nawet opłacić rachunki.

  366. @pk
    „Jeśli korzystasz z aplikacji bankowej – a ciężko od nich uciec,”

    Potrzymaj mi piwo! Ja nie używam do dziś. Transakcje potwierdzam esemesem.

  367. @blik
    Tak, jak Piotr Kapis pisze – blik przychodzi w pakiecie z aplikacją bankową.
    A z kolei mogę mieć konto w banku bez aplikacji i uwierzytelniać się przez sms-y, ale za granicą mam większe zaufanie do aplikacji korzystającej z sieci niż do sms-ów, które mogą zabładzić po drodze na inny kontynent.

  368. @wo
    „Potrzymaj mi piwo! Ja nie używam do dziś. Transakcje potwierdzam esemesem.”
    Potrzymaj? Ja ci nawet postawię piwo, gdy się kiedyś spotkamy. Szacuneczek!

  369. Me too. miałem mbankową bo na mnie to wymusili ale zrezygnowałem z mbanku i znów cieszę się życiem bez bankowych aplikacji. Jak mi ktoś ukradnie telefon co mi się nieraz w życiu zdarzyło to sobie co najwyżej w coś pogra

  370. Ja mam połowicznie, tzn. do personalnego konta nie mam apki (i nie używam blika) a do wspólnego z żoną mam i czasem używam (acz rzadko).
    Zawsze pomiędzy.

  371. @janekr
    „za granicą mam większe zaufanie do aplikacji korzystającej z sieci niż do sms-ów”

    Na tyle rzadko robię przelewy (transakcje wymagające takiego potwierdzenia) oraz na tyle rzadko podróżuję, że w ogóle nie biorę tego kryterium pod uwagę.

  372. @WO
    „Potrzymaj mi piwo! Ja nie używam do dziś. Transakcje potwierdzam esemesem.”

    Kiedyś to wyłączą, „w trosce o bezpieczeństwo twoich środków”. W wielu bankach chyba już wyłączyli.

  373. @rpyzel
    Możliwe, ale staram się niczego nie przyśpieszać. Chcę być piachem w trybach Postępu.

  374. @aplikacja jako źródło cierpień

    „Me too. miałem mbankową bo na mnie to wymusili ale zrezygnowałem z mbanku i znów cieszę się życiem”

    Miałem taką wielce pouczającą sytuację: małżonka, będąc w innej części Europy, musiała awaryjnie skorzystać z mojego konta (wychynęła zaległa apokaliptyczna płatność, a u niej akurat wszystko przehulane w podróży), więc odruchowo zaczęła tam wchodzić via swój smartfon i okazało się, że ja nigdy nie byłem na moim koncie via smartfon + apka (też odrzucam z pogardą wielkopańskie łaski typu 30 gr za litr mniej), tylko zawsze via laptop w domu lub komp w pracy, no więc mojej małżonce system podsunął założenie aplikacji, co ona odruchowo uczyniła, weszła gdzie trzeba i dokonała przelewu dokąd powinna; mija dzionek i ja sam, via mój poczciwy laptop czy spracowany komp, chcę wejść na swoje własne konto i okazuje się, że otóż gówniuszczko, bez pośrednictwa tej aplikacji już tam nie wejdę, no to zły na razie troszeczkę idę do filii mojego banku, bo mam blisko pracy, i grzecznie proszę o powrót do bezapkowości, na co pani najpierw szok, że jaktotak, powrót do epoki kamienia łupanego?, a potem niedowierzanie, że ona też nie potrafi tego odkręcić, wtedy ja, zły już większą troszeczkę, wymuszam na tej biednej dziewczynie, też ofierze sytemu bankowego, pilną konsultację z kompetentniejszymi pracownikami sektora bankowości a działu komputeryzacji, pani znika na pół godziny (a może to było pół roku?) a wróciwszy oznajmia, że sytuacja jest nieodkręcalna i muszę sobie zakładać zupełnie nowe loginy i hasła; zrobiłem się tak bardzo zły, że aż przestałem być w ogóle zły, roześmiałem się tak gromko, że gmach banku się zatrząsł, uściskałem panią serdecznie, przepraszając za groźny ton, po czym pokornie założyłem sobie nowe loginy i hasła, powracając na z góry upatrzone pozycje.

  375. @banki/bliki
    kiedyś w toalecie knajpy widziałem, jak napity koleś, sikający do sedesu rozmawiał przez komórkę (nie miał jak zamknąć drzwi); podtrzymywał telefon ramieniem (ręce miał zajęte); no i ta komórka wpadła mu do sedesu i przestała działać; ktoś inny „przemoczył” wodoodpornego ajfona, w specjalnej kieszeni wodoodpornej kurki – musiał wracać do domu z urlopu w PL, bo mu tej ajfon przestał działać – a miał w nim „wszystko”;
    od tej pory w zasadzie zawsze staram się mieć przy sobie – jakiś dokument + kartę
    + jakąś niewielką gotówkę (chociaż);
    nigdy nie zdarzyło się Wam, że komórka z „wszystkim” – przestała z jakiegoś powodu działać?
    dawniej drukowałem kolejowy bilet elektroniczny, teraz jako bakap mam pdf-a w laptopie – bo w zasadzie nie wiem, co miałbym robić, gdyby komórka padła

  376. „nigdy nie zdarzyło się Wam, że komórka z „wszystkim” – przestała z jakiegoś powodu działać?”

    Miałem, utopiłem skutecznie w studzience ściegowej (złe miejsce na wysiadanie z komórką w bocznej kieszeni). Mam kartę, mam tableta z biletami , plus bilety są też na komórce żony. OK, a teraz będzie trudne.

    Zastrzeżony PESEL, nie dostaniesz duplikatu SIM, jak masz zastrzeżony PESEL, nie masz aktywnej kom. z MObywatelem, żeby znieść zastrzeżenie, nie odpalisz appki bankowej bez karty SIM bo SMSów nie dostaniesz.

    Idziesz do urzędu dzielnicy z dowodem osobistym, wypełniasz formularz, ta ci w okienku wyłączą zastrzeżenie, wtedy już do operatora po duplikat SIM, appka bankowa, SMS, MObywatel, zastrzeżenie PESEL i cykl domknięty 😀

  377. @rpyzel
    właśnie dlatego – bank – tylko na laptopie lub kompie = przez telefon łatwiej popełnić błędy, choćby dlatego, że gorzej widać (niech będzie, że starość) + łatwiej -oj, coś się złe klikęło;
    apka bankowa w komórce – ile i jak pilnych płatności trzeba robić, żeby MUSIEĆ używać apki? pytanie praktyczne, bez złośliwości

  378. Można od-zastrzec pesla ze strony webowej, przynajmniej na razie, nie trzeba apki.

    Mam widać jakiś fart, 2 razu utopiłem telefon w kiblu ale za oboma razami przeżył. Fakt że nie ajfon 😀

    Też nadal drukuję bilety, rezerwacje itp. Nigdy się nie przydają ale zawsze może przyjść ten dzień.

  379. fiat127
    „apka bankowa w komórce – ile i jak pilnych płatności trzeba robić,”

    Bywa, że kilka dziennie. BLIK jest najwygodniejszy do zakupów w internecie, kupuję książki w szybkich promocjach , bilety.

    „właśnie dlatego – bank – tylko na laptopie lub kompie = przez telefon łatwiej popełnić błędy,”

    Ale jak to się ma do tego co napisałem? Jak stracisz komórkę z kartą SIM to tak samo nie zrobisz przelewu na laptopie jak na komórce. Bo nie autoryzujesz.

  380. embercadero
    „Można od-zastrzec pesla ze strony webowej, przynajmniej na razie, nie trzeba apki.”

    A jak się tam autoryzujesz?

  381. CD
    „Mam widać jakiś fart, 2 razu utopiłem telefon w kiblu ale za oboma razami przeżył. Fakt że nie ajfon ”

    Nie wiem czy przeżył, bo to była tak uliczna studzienka z kratką, głęboka. Wcześniej Xiaomi dużo przeżył

  382. @embercadero
    drukowanie biletów/bakap w laptopie – może to prl w nas się odzywa? ten brak zaufania, że wszystko będzie ok?
    telefon w kiblu, studzience ściekowej, ukradziony, upadnięty, zepsuty = nic wartościowego w nim; to jest trochę tak, jak z samochodami; miałem kiedyś serię 2 po sobie w odstępie miesiąca nowe auta, kupione w sklepie – pierwsze do kasacji po tygodniu (wywrotka wjechała w stojący na światłach pojazd z taki impetem, że się wygiął – nienaprawialne rzetelnie); drugie – rozbite przez pijanego policjanta – miało 500 km na liczniku) = auto – fajnie, ale może się w kilka sekund zmienić w bezładną kupę żelastwa; więc zero stosunku, że to jakiś „członek rodziny” itd. – byle na drodze, w podróży nie zostawiało

  383. @rpyzel
    apka bankowa – jakie są z jej używania korzyści?
    bo np. porównywałem w tym samym banku – to co widzi użytkownik na kompie i to co widać w apce – córka ma – ten sam bank, ale apka = dużo mniej funkcjonalności, mniej widać itd. = dla mnie żadna wygoda, ale może o czymś nie wiem

  384. @izbkb
    „Jeśli ktoś pójdzie do sklepu, w którym wszyscy klienci poza nim płacą elektronicznie, sam podświetli się na czerwono na tle szarej masy danych.”

    Ale gdzie się podświetli, jeśli system nie przypisze transakcji do konkretnej osoby?

    @Zanikająca gotówka

    Sam mieszkam w mieście powiatowym 400km od stolicy i u nas gotówka trzyma się mocno. Wciąż jest kilka sklepów z kategorii tych mniejszych (i przynajmniej jeden bar obiadowy zaraz koło rynku), gdzie płatność jest wyłącznie gotówką. W szkole i przedszkolu też za wycieczki i część zajęć dodatkowych muszę płacić fizycznymi pieniędzmi, tak samo zapisując dzieci na biwak z ZHP. Gdy zamawiam taksówkę, mogę zgłosić chęć płatności kartą, ale jeśli wracam w nocy z knajpy i idę na postój, to jest loteria, bo nie wiadomo, czy trafię na taką opcję. Nie wspominając o targowiskach, gdzie się czasem zaopatrujemy. Za to jak ostatnio lokalni rolnicy sprzedawali z auta na ulicy ziemniaki i jajka, to można było blikiem zapłacić.

  385. fiat127
    „bo np. porównywałem w tym samym banku – to co widzi użytkownik na kompie i to co widać w apce”

    A) zależy od banku, pewne rzeczy się robi łatwiej w appce pewne przez WWW
    B) ciągle wrzucasz nowe wątki ( czy appka lepsza od WWW, gdzie więcej widać) zupełnie ignorując odpowiedzi. Dyskutujesz z tezą, której nikt nie stawiał, a na pewno nie ja.

  386. „„Można od-zastrzec pesla ze strony webowej, przynajmniej na razie, nie trzeba apki.”

    A jak się tam autoryzujesz?”

    Smsem. Ale przecież smsów nie hejtuję. Ani nie stawiam tezy o możliwym życiu bez telefonu w ogóle, byłoby bardzo trudne.

  387. @rpyzel
    telefon = apka i przy bardzo częstych płatnościach, rozumiem, że wygodniej + od ręki; pewnie tutaj kluczowa częstotliwość zakupów on line;
    zgubiony telefon – brak autoryzacji sms – tak, jasne; pewnie kluczowe – że staram się nie robić „pilnych” płatności; a jak raz czy dwa coś umknęło i trzeba było awaryjnie zrobić przelew z laptopa, który został na biurku = mam do kogo zadzwonić, żeby przeprowadził taką operację z moją pomocą i autoryzacją sms, którą podaję

  388. @fiat127
    „właśnie dlatego – bank – tylko na laptopie lub kompie = przez telefon łatwiej popełnić błędy, choćby dlatego, że gorzej widać (niech będzie, że starość) + łatwiej -oj, coś się złe klikęło;”
    Z tym też kombinują. W jednym banku od paru miesięcy gdy się człowiek loguje (z komputera, przez WWW), dostaje za każdym jednym razem prompta żeby dodać urządzenie do zaufanych. Co to zmienia? Stara wersja to wpisać numer klienta + wpisać wybrane znaki z hasła. Nowa wersja: zapamiętany numer klienta, potwierzenie przez apkę.
    Da się tego nie akceptować, ale nie odrzucić. Najlepsze co można to wybrać „nie teraz”. A moje doświadczenie z wyborami „nie teraz” podpowiada mi, że pewnego dnia komunikat zmieni się na „zmieniliśmy to na obligatoryjne, TERAZ nadeszło”. A że mam w tym banku kredyt hipoteczny, jestem na nich skazany jeszcze przez kilkanaście lat albo musiałbym kombinować z przenoszeniem go do zupełnie nowej instytucji.

    „drukowanie biletów/bakap w laptopie – może to prl w nas się odzywa? ten brak zaufania, że wszystko będzie ok?”
    Nie wiem czy PRL, chociaż nie wykluczam. W moim przypadku to raczej kwestia bycia inżynierem pracującym z cyberbezpieczeństwem (i zaczynającym do helpdesku). Widziałem jakie fakapy tylko czekają żeby się wydarzyć, albo co może pójść nie tak bo zdarzyło się jedno drobne, nieprzewidziane zdarzenie. Zdarzało mi się np. zamykać serwerownię poprzez barykadowanie drzwi biurkiem. Albo ogarniać padniętą serwerownię w okolicach świąt Bożego Narodzenia, w obcym kraju i mając mniej niż miesiąc stażu w firmie. Jak mói stare chińskie przysłowie – kto odpowiednio długo popracował z tym co inni ludzie wdrażają, ten się w cyrku nie śmieje.

    @rpyzel
    „Zastrzeżony PESEL, nie dostaniesz duplikatu SIM, jak masz zastrzeżony PESEL, nie masz aktywnej kom. z MObywatelem, żeby znieść zastrzeżenie, nie odpalisz appki bankowej bez karty SIM bo SMSów nie dostaniesz.”
    Może pomogłoby posiadanie zainstalowanego i skonfigurowanego mobywatela na drugim urządzeniu, np. tablecie, który nawet nie musiałby mieć SIM – mógłby się połączyć przez wifi.
    Pojedyncze urządzenie z kilkoma rzeczami które są tylko tam to klasyczny SPOF (single point of failure). Jak inżynier lubię redundancje (oraz nadmiarowość!).

    @Paweł Ziarko
    „Ale gdzie się podświetli, jeśli system nie przypisze transakcji do konkretnej osoby?”
    A to zależy od stopnia inwigilacji. Obecnie jeszcze nigdzie, ale jeśli w sklepach są kamery, a państwo chce wiedzieć kto robi jakie transakcje i wykorzystuje materiał z nich? Pisałem o dzwonkach Amazona rozpoznających przechodzących ludzi. Zrobienie tego samego na kamerach sklepowych i powiązanie z płaceniem gotówką to raczej kwestia woli niż możliwości technicznych.

  389. @Piotr Kapis
    single point of failure – a jak rozwiązać autoryzację bez SMS-ów – bo telefon w studzience ściekowej/ukradnięty?

  390. @fiat
    „single point of failure – a jak rozwiązać autoryzację bez SMS-ów – bo telefon w studzience ściekowej/ukradnięty?”

    Zakładając, że nadal mamy klasyczny portfel, a w nim plastikowy dowód osobisty, gotówkę i plastikowe karty płatnicze, to dość trywialne.

  391. @rpyzel
    Żeby zalogować się do strony gov.pl wystarczy w miarę nowy dowód osobisty i w miarę nowy telefon, niekoniecznie Twój, z aplikacją eDo.

  392. @WO
    ok MObywatel może działać bez konieczności autoryzacji operacji SMS-owej;
    oj, wygląda na to, że kolejny byt do ogarnięcia, a miałem nadzieję, że profil zaufany wystarczy; ciągle jakieś wyzwania, o które się człowiek nie prosił (JPRL)

  393. PiotrKapis
    „Może pomogłoby posiadanie zainstalowanego i skonfigurowanego mobywatela na drugim urządzeniu, np. tablecie, który nawet nie musiałby mieć SIM – mógłby się połączyć przez wifi.”

    Nie wiem, czy da się, muszę sprawdzić. BTW posiadanie Ubikey’ów też nie rozwiąże single point of failure, bo nie wszystkie operacje kluczem można było, a jak wdrażali, to pozwalali dodać TYLKO JEDEN KLUCZ 🙁 Może teraz jest lepiej.

  394. @fiat127
    „single point of failure – a jak rozwiązać autoryzację bez SMS-ów – bo telefon w studzience ściekowej/ukradnięty?”
    Przecież podałem przykład np. tabletu działającego przez wi-fi. Czy mobywatel czy aplikacja bankowa powinny z niego zadziałać równie dobrze. Nie zabierzemy go może do sklepu (chyba, że ma własną kartę sim, co się zdarza), ale do zrobienia transakcji w domu nadaje się równie dobrze co telefon.
    Aczkolwiek jeśli ktoś ma wyłącznie autoryzację przez smsy, to nieco trudniej. Trzeba najpierw autoryzować apkę (i się do tego zmusić).

    Przyznaję, nie testowałem takich konfiguracji i też mi się nie podoba to, że żeby w ogóle skonfigurować pewne rzeczy trzeba albo polegać na konkretnych urządzeniach (podatnych na awarię/zgubienie) albo na staroświeckim jeżdżeniu po urzędach osobiście. Ale jestem przekonany, że to powinno być do zrobienia nawet teraz, bo przecież ludzie gubią, uszkadzają czy wymieniają telefony na nowsze modele regularnie.

  395. @Piotr Kapis
    cyberbezpieczeństwo – jako lokalny Szwejk, przypomniałem sobie, że kolega ogarniający kompy w kilku firmach miał kłopot, iż jednemu z dużych dostawców usług hostingowych w PL – spaliła się serwerownia (część, we Frankfurcie?), jakoś 2 lata temu i dane po prostu – przepadły; rozumiem, że firmowo tego uzależnienia się od cyfryzacji nie da się uniknąć; ale prywatnie z podziwem (i troską) patrzę na ludzi, którzy np. całe swoje archiwum foto mają tylko cyfrowo – ktoś znajomy stracił całe/część (?) zdjęć z ajfona – już nie pamiętam, czy coś się „źle kliknęło”, czy z innego powodu technicznego po stronie dostawcy usług

  396. W Strasbourgu, raczej był jeden taki pożar w historii najnowszej. Konkretny fakap swoją drogą

  397. @fiat127
    To, że przynajmniej jeden z backupów musi być w innej fizycznie lokalizacji, to jedna z podstawowych zasad. Ja mam dużą część życia zarchiwizowaną cyfrowo, ale przestrzegam zasady 3-2-1, w tym własny hardware (NAS), a nie wyłącznie chmura. Ale mało komu się tak chce.

  398. @”ale prywatnie z podziwem (i troską) patrzę na ludzi, którzy np. całe swoje archiwum foto mają tylko cyfrowo”

    Bo cyka się tego takie ilości, że drukowanie nie ma sensu. Trzymanie zaś na domowym dysku wymaga jakiś minimalnych kompetencji i niekoniecznie jest bezpieczniejsze niż w chmurze.

  399. @bakapy
    to jeszcze drobiazg dostrzegam – ogarnięcie fizycznego zaniku (exitus – jak to elegancko określa znajomy) użytkownika, na którego telefonie są np.te wspomniane zdjęcia; sorry za fatalizm, ale skoro już kobyłka u płota

  400. @pgolik
    „To, że przynajmniej jeden z backupów musi być w innej fizycznie lokalizacji, to jedna z podstawowych zasad.”
    To jeszcze zależy. Pracowałem kiedyś dla firmy, w której taśmy były trzymane w sejfie, ale w pomieszczeniu znajdującym się w tym samym budynku co serwerownia. Co nawet zostało podniesione przez audyt. Na co szef spokojnie stwierdził, że na wypadek mniejszych katastrof w rodzaju pożaru to wystarcza (bo jednak kawałek jest + środki przeciwpożarowe a sejf ognioodporny). A gdyby trafiła się nam większa katastrofa, np. budynek spalił się całkowicie albo przywalił w niego meteor, to nie ma biznesu który trzeba odtwarzać. No ale to była firma zajmująca się importem i dystrybucją owoców i jej serce rzeczywiście stanowił spory magazyn, a serwery stały w części biurowej zaraz obok.
    To jest kwestia pewnej kalkulacji ryzyka i tego, czy odtwarzanie danych będzie miało w ogóle sens.

    Z drugiej strony słyszałem też – ale nie weryfikowałem, bo i nie miałem jak – o firmie, która swoje taśmy wynosiła do zupełnie innego budynku. Dopóki nie trzeba było z jednej z nich czegoś odzyskać i wtedy się okazało, że po drodze było silne pole EM. Nawet jeśli to tylko legenda miejska, to o bezpieczeństwie nośników w trakcie transportu również nie można zapominać, bo to jak najbardziej jest dodatkowy czynnik ryzyka.

  401. Ta spalona firma hostingowa miała jakiś czas przed pożarem bardzo udaną promocję z dumpingowymi cenami. Źli ludzie potem mówili że promocja była tak skuteczna że biznes przestał się spinać i że się spaliło co miało się spalić. Ale to źli ludzie byli.

    Taśmy w sejfie w serwerowni a klucz w zamku od sejfu – norma w małych firmach, nie tylko u nas. Akurat tacy powinni czym prędzej przenieść się z tym w chmury.

  402. Dzisiaj mamy 3 centra danych AWS na Bliskim Wschodzie rozwalone pojedynczymi dronami. Kto tam trzymał dane i nie replikował ich poza swój region to pewnie ma dużego Zonka. Niebawem przyjdzie pewnie pora na Oracle, które też jest w regionie i np działają tam nie tylko usługi od Oracle, ale też np Microsofty 365 banków krajowych.

    Kolejna szyszka do koszyczka „Drogi RAM i dyski” 😀 Agregaty prądotwórcze do serwerowni są dostarczane po ok 52 tygodniach od zamówienia. Takoż inny hardware datacentrowy (a procesory AWS w tych zniszczonych serwerach to nie wiem kiedy sobie w TSMC, czy gdzie tam wyprodukują).

    Aplikacje bankowe – używane jako 'potwierdzacz’ transakcji są jak najbardziej OK, zresztą obecnie wszystko teraz idzie w stronę potwierdzania apką w telefonie. Rozumiem niechęć, niemniej tak czy inaczej, będzie to wymagane wszędzie gdzie będzie potrzeba zabezpieczenia danych. Kiedyś zatwierdzało się wpisując numerek z tokenu (m. in. mBank na starcie, inteligo, ktoś pamięta?), do czasu rozgryzienia przez informatyków algorytmu losowania w tokenie. Teraz ten token jest w aplikacji.

    @PiotrKapis
    my mieliśmy hasło 'Nie zna życia kto nie pracował w helpdesku’ 😉
    historie tak odklejone, że brzmią jak copypasty 😀

    Pozdrawiam i życzę wesołości – Iran na tłiterze wrzuca filmy z trasy transportu wojskowego jako swoje i ostrzega, że nie zawaha się użyć polskich rakiet z polskiego filmu. Ciekawe co następne mają w zanadrzu.

  403. @Piotr Kapis
    „Da się tego nie akceptować, ale nie odrzucić. Najlepsze co można to wybrać „nie teraz”. A moje doświadczenie z wyborami „nie teraz” podpowiada mi, że pewnego dnia komunikat zmieni się na „zmieniliśmy to na obligatoryjne, TERAZ nadeszło”.”

    Korzystam z usług chyba tegoż banku, bo i komunikat ten sam, i ta sama szansa na resztkę godności (nie akceptuj) w otchłani konieczności (ale nie możesz odrzucić). TERAZ nadchodzi nieubłaganie jak rzymskie legiony pod wioskę Galów, ale na razie napój magiczny ma skład podany przez WO: „klasyczny portfel, a w nim plastikowy dowód osobisty, gotówka i plastikowe karty płatnicze”. Bardzo to niewygodne i zbawienne.

    Z innej perspektywy: mój syn ma wszystko w smartfonie, pruje przez życie na aplikacjach i blikach, czasem się wymieniamy złośliwościami, on do mnie: ty dziadzie kościelny, ja do niego: ty sługusie systemu, jednak w sumie dochodzimy do wniosku, że każdy postęp jest dobry, jeżeli stary nośnik/wihajster zostaje zepchnięty na drugi plan, ale nie zabity na amen przez nowy nośnik/wihajster. Dobry przykład to nośniki dźwięku, słucham ostatnio równie często kompaktów, winyli i kaset magnetofonowych (!), czując że moje życie – jako całość 50+ – ma jakiś sens. Dwukasetowy Technics przez 20 lat stał w szafie i któregoś dnia mnie naszło, żeby powiedzieć: Techniksie, ja ci mówię wstań. A on wstał.

  404. @amatill

    „Trzymanie zaś na domowym dysku wymaga jakiś minimalnych kompetencji i niekoniecznie jest bezpieczniejsze niż w chmurze.”

    Jak się cyka w formacie RAW, to można mieć tego terabajty, a takie pojemności w chmurze nadal trochę kosztują.

    Wszystkie swoje cyfrowe zdjęcia trzymam na dwóch różnych dyskach w domu, a wybrany podzbiór na 3 różnych chmurach. Obsesja?

  405. @domowa chmura danych
    Są firmy, które produkują komputery dedykowane do przechowywania dużej ilości danych (nie będę pisał jakie, bo Qnap nie płaci mi za reklamę 😉 ) również w domu. To nie są tanie rzeczy…, trzeba samodzielnie zamówić, wybrać i złożyć sprzęt, ale domowa kolekcja filmów z wakacji, muzyki, fotografii zamaiast kurzyć się na półkach w zapomnieniu powoli migruje u mnie na dyski spięte w macierz. Nie testowałem, ale jest możliwość korzystania z takich zasobów zdalnie. Macierz dyskowa pozwala na zabezpieczenie danych przed awarią jednego z dysków, jedna wolna zatoka pozwoli w przypadku konkretnej awarii [mam nadzieję] w razie czego odratować najważniejsze pliki. Wygodny dostęp bez szperania po szafkach w sieci lokalnej. Ocean wolnego miejsca do kopiowania danych.

  406. @fieloryb

    Macierz zabezpiecza *dostęp* do danych ale nie zabezpiecza samych danych. RAID zapewnia redundancję dostępu, ale nie chroni przed uszkodzeniem danych przez awarie sprzętowe, błędy oprogramowania, ransomware, błędy użytkownika etc. Optymalnym rozwiązaniem dla użytkowników domowych korzystających z domowych NAS-ów jest backup w chmurze. Ale to podwaja koszty.

  407. No tak, klasyczne „wybierz dwa”. Tu np. rozwiązanie (relatywnie) tanie i bezpieczne, bez chmury, ale jednak upierdliwe („rsync everything to each of them, bringing one down to a safe deposit box downtown…”): link to sive.rs

  408. @rw
    „Obsesja?”

    Po prostu znak czasów. Archwizujemy sami siebie, skoro Wielki Archwista umarł (ten judeo-chrześcijański), greckie „carpe diem” się nie przyjęło (czy tam nie przewalutowało), a wschodnie tao musi być wyasfaltowane (więc zamiast na boso, to odpalamy te wszystkie rafinerie).

  409. Cyfrówkami fotografuję w RAW-ach (amatorsko) od prawie 20 lat i jeszcze nie przekroczyłem terabajta. Ale miałem już sytuację, że padł mi dwudyskowy NAS w skonfigurowany w RAID 1, czyli oba dyski powinny były mieć taką samą zawartość. Niestety, na żadnym z tych dysków nie udało mi się dostać do plików. Na szczęście oryginały na komputerze pozostały nienaruszone. Teraz trzymam te pliki na nowym NAS-ie i w chmurze, która europejskie serwery ma podobno w Luksemburgu. Więc może nic tam nie doleci.

  410. @rw
    Ja o minimalnych kompetencjach, a ty o rawach. Nie jest default user, i tyle.
    20 lat temu te minimalne kompetencje wymagałyby podpięcia kompaktu kabelkiem do komputera, zgranie ostatnich zdjęć do folderu Krynica2006, a jak się skończy miejsce, dokupienia dysku, też na kabelek. Dzisiaj samosię z komórki do chmury, trzeba być tylko zalogowanym. Tak właśnie powolutku się uzależniamy, pomijając nieistotnych użytkowników z blikofobią.

  411. @amatill
    „Dzisiaj samosię z komórki do chmury, trzeba być tylko zalogowanym. Tak właśnie powolutku się uzależniamy, pomijając nieistotnych użytkowników z blikofobią.”

    Bo też chmura była zawsze (co sugerowałem ciut wyżej) i zawsze bycie zalogowanym to było jakieś opium. Bez jakiegoś opium ciężko jest. Blikofobowie wymrą jak katarzy czy inni arianie, jak trzeba to z niewielką pomocą.

  412. @ergonauta
    muzyka z kasety – nagranej wiele lat temu;
    no ale, że jakość tych kaset i tego co zwierają pozwala na sensowne słuchanie?
    jeżeli tak, to bez sensu zutylizowałem dużą ilość kaset z muzyką, o której sądziłem, że będzie bezjakościowa

  413. Zdjęcia cyfrowe robione aparatem trzymam od 2003, od czasu jak się pojawiły u mnie cyfranki to w rawach, wyszło tego marne 300GB. Trzymane są na stacjonarce, na nasie i w chmurze. Danych na nasie (w tym zdjęć z komórek) mam ogólnie (wliczając te 300 GB) 2.1 TB, z czego też kluczowe idą do chmury (dedykowanej do trzymania danych, które wyciąga się z niej rzadko).

  414. @ergonauta
    Ale mógłbyś spróbować przedstawić jakąś spójną logicznie argumentację? Bo obecnie na wskazanie słabości Twojej linii wnioskowania odbijasz w zupełnie randomowym kierunku.

    Twoja pierwotna argumentacja brzmiała „przejście na cyfrowe płatności prowadzi do zagrożenia dla demokracji w wyniku ciągłej inwigilacji, na przykładzie pana z rybami”. Już odkładając na bok słabość tej argumentacji (bo niezależnie od tego czy by płacić gotówką czy nie, GSM w telefonie i tak już obydwie osoby biorące udział w transakcji zlokalizował), dostałeś kontargument pt. „no rozwiązaniem na to nie jest ukrywanie płatności, tylko odwrotnie, biały szum, bo system i tak wie o Tobie dość niezależnie od tego czy używasz gotówki” (Co jest o tyle trafne, że jest faktyczną strategią stosowaną np. przez opozycjonistów w Chinach afaik.)

    Na co Ty cały na Rejtana rzucasz, że przecież celem demokracji powinno być, by każdy mógł robić co chce, a nie wpisywać się w maszynę statystyczną. No spoko, wątpię, by ktoś się z Tobą nie zgadzał. Tylko to nie jest w ogóle argument w linii wnioskowania, którą przedstawiłeś wcześniej. Bo co jest lub nie jest celem demokracji nie ma związku z tym, czy przejście na płatności cyfrowe będzie prowadziło do zagrożenia dla demokracji.

  415. > Bo co jest lub nie jest celem demokracji nie ma związku z tym, czy przejście na płatności cyfrowe będzie prowadziło do zagrożenia dla demokracji.

    Demokratyczny centralizm to nie demokracja. Liberalny centralizm tworzy platformy, a platforma płatnicza – one to rule them all – cenzuruje statystycznie dopuszczalne zachowania takie jak promień oddalenia się od codzienności przez zablokowaniem karty, czy tytuły platformom growym. Przede wszystkim jednak działa dyskrecjonalnie i nieprzewidywalnie, co już tworzy autorytarne metis, bo jak rozumiem @ergonauta trochę nawiązuje do Jamesa Scotta (a trochę do biblii).

  416. @unikod
    Między „rezygnacją z fizycznego pieniądza”, a „one to rule them all platforma płatnicza” rzecz jasna nie ma całej masy śliskich zboczy.

    To mnie serio frustruje w wielu dyskusjach tutaj, straszny brak dyscypliny intelektualnej w argumentacji.

  417. @Artur Król
    „Bo co jest lub nie jest celem demokracji nie ma związku z tym, czy przejście na płatności cyfrowe będzie prowadziło do zagrożenia dla demokracji.”

    Powiem szczerze, nie rozumiem tego zdania.
    Ale spróbuję się odnieść. Wydaje mi się, że „cel demokracji” jest właśnie rzeczą najważniejszą w dyskusjach o kontrolowaniu ludzi (a więc m.in. o kontrolowaniuu przepływu ich pieniędzy). Jeżeli uznamy, że „cel demokracji” = wybieranie przez statystyczną większość ludzi ich przedstawicieli we władzach, albo „cel demokracji” = statystyczna większość ludzi żyje jak najwygodniej, albo „cel demokracji” = każdy, kto z jakiegoś powodu nie mieści się w statystycznej większości, też ma prawo czuć się jak człowiek – to już mamy trzy różne warianty i różne kierunki dyskusji o kontroli ludzkiego życia.

    „niezależnie od tego czy by płacić gotówką czy nie, GSM w telefonie i tak już obydwie osoby biorące udział w transakcji zlokalizował”

    Jak robimy składkę w pracy na imieniny dla szefa, to nie potrzeba GSM-ów, bo jest codzienna lista obecności osób bioracych udział w transakcji. A jednak poszczególne działy wolą nie informować, kto jak bardzo lubi szefa i ile się dorzucił. Bo mamy zasadę – co łaska, nie po równo, więc banknoty i monety wrzucane są do koperty. Teraz weź sobie tę sytuację przesuń w jakieś inne rejony życia i w większe skale.

  418. @ak
    „To mnie serio frustruje w wielu dyskusjach tutaj, straszny brak dyscypliny intelektualnej w argumentacji.”

    Zarzuciłbym to panu, postawił pan bowiem tezę szokującą dla wielu tutaj, ze tego nie zrobią, bo wiele osób by tym wykluczyli. Niestety odmwawiał pan jej doprecyzowania, brnąc dalej. Wygląda na to, że robi pan jakieś niezwerbalizowane założenie (pewnie co gorsza nieświadomie), typu „ludzie rządzący Polską przejmują się tym że parę procent mogliby wykluczyć swoimi decyzjami lub ich brakiem”. A to przecież matka wszystkich bzdur.

  419. @ inwigilacja/kontrola – popkultura
    wiem, że dygresyjnie (a trochę niekoniecznie, najwyżej wyleci) – ale,
    w nawiązaniu do dyskusji bezgotówkowej – jako odbiorca opowieści „sensacyjno-szpiegowskich” – coraz trudniej „zaakceptować”/wciągnąć się w narrację opowieści, mając świadomość jak wielka i skuteczna może być skala inwigilowania (komórki, identyfikacja twarzy etc.);
    a kiedyś taki Szakal mógł całą Zachodnią Europę przemierzać (i zawsze „szpiegowskie” wątki z krajów istniejącego wtedy RWPG – budzą politowanie, swoim kompletnym brakiem realizmu)

  420. > a kiedyś taki Szakal mógł całą Zachodnią Europę przemierzać

    Bo Szakal pewnie mógł, a Fantomas mógłby nadal. Choć kolesie z takimi jaskiniami są na liście Epsteina a to jak immunitet nawet się z byciem ponad systemem nie maskują.

    Ta inwigilacja działa tak samo jak w komunizmie. ICE nie identyfikuje obywatelstwa po twarzy, ich apka po prostu nie działa. Chodzi o terror. Kapryśną nieprzewidywalność. Cofnięcie do XVI wieku gdy „prawa są równe jako pajęczyna: bąk się przebije, a na muchę wina”.

  421. @fiat
    „coraz trudniej „zaakceptować”/wciągnąć się w narrację opowieści”

    Z kolei jednak pojawiają się thrillery usiłujące to jakoś rozegrać, np. pokazując jak bohater się maskuje.

  422. Dopóki nie rozwiąże się ur-problemu, czyli scam-based kapitalizmu opartego na wycenie gruszek na wierzbie (bo już nawet przecież nie na konsumpcjonizmie, współczesny kapitalizm konsumenta nie potrzebuje) to w sumie odin xui czy za pół szczura i dwie mirabelki będziemy płacić Blikiem czy kapslami po Nuka-Coli, maksymalizator spinaczy przerabia nas razem z resztą biomasy na spinacze tak samo. Czas teraźniejszy użyty celowo.

  423. @ ❡
    dziś to Fantomas musiałby mieć umiejętność teleportacji (trochę koloryzując);
    a różne bondy – to przecież właśnie takim epstinom dawały oklep;
    skoro da się zniknąć vilanów z wielką precyzją, to jednak istnieją systemy identyfikacji, które jednak działają;
    a w komunie/totalitaryzmie – sprawę załatwiało odgrodzenie od świata, kontrola przemieszczania się ludności, oraz czujność obywatelska

  424. @fiat
    „a różne bondy – to przecież właśnie takim epstinom dawały oklep;”

    …no i następcą Bonda jest Bourne, tutaj wkładają sporo wysiłku w coś w rodzaju realizmu przy opisywaniu cyberinwigilacji.

  425. @ wo
    ostatni Bourne (filmowy) to jednak 2016 + pegasusy jednak istnieją (symbolicznie)
    @ inwigilacja/cyfrowe pieniądze
    tytle tutaj napisano o obawach/troskach dla zwykłych użytkownikach, a mnie irytuje (żeby nie napisać wulgarnie) / fascynuje, że całoświatowo państwa tolerują możliwość bezkarnego i skutecznego transferu kasy z przestępstw typu ransomware

  426. @fiat127
    „taki Szakal”

    Trafiasz mnie w czuły punkt. Więc jeżeli WO nie usunie, to was chwilę pozanudzam luźnymi skojarzeniami. (ale nic o kasetach magnetofonowych!)
    W 2005 przy okazji newsów o torturowaniu potencjalnych terrorystów przez CIA, być może także u nas w Starych Kiejkutach, miałem kulturową cofkę o 40 lat wstecz, bo przypomniała mi się scena torturowania Wiktora Kowalskiego u Forsytha, celem namierzenia mocno domniemanego zamachowca. Scena jest mocna sama w sobie, a zyskuje na mocy, ponieważ czytelnik wie, że na tym etapie śledztwa nie ma jeszcze ani poszlak istnienia hipotetycznego terrorysty, ani żadnych bieżących zarzutów wobec Kowalskiego, który zostaje zakatowany na śmierć tylko dlatego, że być może coś wie.
    Nagłaśniane przez media metody tortur CIA przerażały także tym, że były tak mocno „analogowe” w porównaniu z „cyfrowymi” technikami wywiadowczo-śledzącymi. No i tym, jak bardzo nic się nie zmieniło od czasu torturowania Kowalskiego przez wywiad francuski w latach 60. W coraz nowocześniejszym i gęściej usieciowionym cyfrowo świecie coraz łatwiej będzie kogoś cyfrowo namierzyć, żeby się do niego już analogowo dobrać.
    W „Dniu Szakala” najbardziej gorzkie jest to, że ten – terrorystycznie uprowadzony przez francuski wywiad – Wiktor Kowalski prawie nic nie wiedział, ale to „prawie” (czyli dwie wyrzężone w agonii sylaby) zrobiło różnicę i uruchomiło wydarzenia, czyli starcie dobrej policji ze złym zamachowcem. W zasadzie czytelnik, wciągnięty przez powieść Forsytha, też dokłada swoje trzy grosze do sfinansowania tego założycielskiego projektu: zabicia kogoś staroświeckim prądem elektrycznym, żeby potem uruchomić całą najnowocześniejszą maszynerię i najświatlejsze policyjne umysły (np. szlachetnego, bystrego i poczciwego komisarza Lebela).

  427. @ergonauta
    kiedyś WO napisał smutną refleksję po jakimś zlocie pisarzy kryminalnych, gdzie gościem był również policjant kryminalny (?); i smutna refleksja dotyczyła konstatacji, że w prawdziwym życiu, prawie wszyscy przestępcy to debile, często na pograniczu normy; więc poczciwe komisarze to ścigają mało wymagających przeciwników, a nie genialnych vilanów;
    kiedy do ścigania włącza się cały aparat państwowy – to pewnie zawsze będzie skuteczny (?) – co interesująco pokazane zostało np. w filmie Wróg numer 1 (Zero Dark Thirty); a zakatowani ludzie zostają wpisani się rubrykę – collateral damage

  428. sorry za wpis pod wpisem
    @ergonauta
    to co opisywał Forsyth – było wstrząsem, bo rozwalało narrację, że policja (apart przemocy szerzej) – to jest od tego, żeby pomóc niewidomej staruszce w ciąży przejść przez pasy; ale np. my – dzieci prl-u (i innych totalitaryzmów) wiedzieliśmy, że w najlepszym przypadku na pasach, to milicjant może rzucić życzliwą radę, żeby nie siedzieć na zimnym, coby wilka nie dostać

  429. @fiat127
    „jako odbiorca opowieści „sensacyjno-szpiegowskich” – coraz trudniej „zaakceptować”/wciągnąć się w narrację opowieści, mając świadomość jak wielka i skuteczna może być skala inwigilowania (komórki, identyfikacja twarzy etc.)”
    Mnie z kolei trudno się wciągnąć widząc wciąż stary motyw „jeden człowiek coś wie i może ujawnić, więc trzeba go unieszkodliwić”. Odpaliłem wczoraj trzeci sezon takiego serialu. Tym razem jeden analityk w urzędzie zajmującym się bezpieczeństwem finansowym, zauważył transakcje z normalnych kont do portfela kryptowalutowego i trochę się tym zainteresował. Dysk z danymi (sic!) został zniszczony, ale on ma jeszcze papierową kopię danych i z nimi zniknął. Teraz bardzo źli ludzie go ścigają po całym świecie i tylko główny bohater może mu pomóc.
    Pomijając to, że takich danych nie trzyma się na dysku, tylko w paru różnych miejscach, które powinny mieć backup – przecież gdyby nawet cokolwiek z tym zrobił, to pójdzie zaraz obrona „fake news! Podrobione! Agent obcego wpływu próbuje nas wrobić!”. Te wszystkie opowieści nadal opierają się na rozwiązaniu, że na koniec sądy czy dziennikarze otrzymają zeznania albo kartę z danymi i nagle wszystko się naprawi a prawda wszystkich wyzwoli.

    Aczkolwiek potrafi być gorzej. Nowy serial o Jacku Ryanie pokazuje w pewnym momencie starcie rosyjskiego superokrętu z „bałtycką flotą NATO” w celu sprowokowania wojny. Bałtycka flota NATO to jeden amerykański niszczyciel, który może zestrzelić maksymalnie dwie rakiety naraz i potem musi przeładować wyrzutnie – co prowadzi do fabularnego zaskoczenia, gdy Rosjanie oszukują i wystrzeliwują tylko jedną!

  430. @Piotr Kapis
    miałem podobny problem z 3 sezonem Nocnego Agenta, bo o nim piszesz,
    czyli opowieść na tyle słabo napisana/wymyślona, że masz w nosie co tam temu agentowi się dzieje;
    @wo
    to co opisane wyżej, to jest wg mnie przykład, jak trudno skutecznie stworzyć dziś koloryt opowieści „sensacyjnej” – umożliwiającej odbiorcy „kupienie” narracji na tyle, żeby „przełknąć” oderwanie od realiów (nie żeby tworzone wcześniej filmy, książki opierały się o realia);
    może za dużo dziś wiemy o tym jak działa świat?
    bo tę samą obojętność miałem np. przy niedawnym filmie z gwiazdorami przecież = Łup (the Rip)

  431. sorry – jak zwykle spidy gonzales
    @ bony/ sensacje
    @Piotr Kapis
    i jeszcze ta dramatyczna erozja instancji do ujawniania = czyli dziennikarze, prasa;
    no ujawnili brudy trumpa, epstina – i co? pstro!
    w internecie jest tyle wszystkiego, że nie bulwersuje już niemal nic;
    i jeszcze doszło AI jako idealne narzędzie (bo wizualne) do odwracania narracji,
    negowania wszystkiego (fejk jak jedyny argument)

  432. @fiat127
    „czyli opowieść na tyle słabo napisana/wymyślona, że masz w nosie co tam temu agentowi się dzieje;”
    Od początku wolałem „The Recruit” od „Night Agent”, bo jednak ten pierwszy potrafił pójść w satyrę, jak choćby scena z próbą uzyskania pomocy od FBI, a drugi to wymyślenie nowej, supertajnej agencji która robi wszystko dysponując ułamkiem możliwości dowolnej innej.

    „no ujawnili brudy trumpa, epstina – i co? pstro!”
    Dokładnie o to mi chodzi. Najpierw było „jak zostanę prezydentem to ujawnię!” potem przedłużający się brak ujawniania, ujawnienie części, ujawnienie większej części, ale z zastrzeżonymi danymi, a to wszystko rozciągnięte na miesiące. Nikt (w USA) nie dostał zarzutów, parę osób trochę wyśmiano w memach.

    „i jeszcze doszło AI jako idealne narzędzie (bo wizualne) do odwracania narracji, negowania wszystkiego (fejk jak jedyny argument)”.
    Tak. Plus fakt, że mnóstwo ludzi nie umie podchodzić krytycznie do źródeł, albo nawet nie ma do tego podstawowych umiejętności. Trump nawet nie robi jakichś poważnych fejków, tylko głupie filmiki z sobą jako nadczłowiekiem albo swoimi przeciwnikami jako szympansami.
    Dodać do tego tworzenie szumu informacyjnego, różne źródła podające dziesięć różnych wersji i nikt nie ma siły żeby to wszystko debunkować i sprawdzać jak jest naprawdę.

  433. PiotrKapis
    ” to pójdzie zaraz obrona „fake news! Podrobione! Agent obcego wpływu próbuje nas wrobić!”. Te wszystkie opowieści nadal opierają się na rozwiązaniu, że na koniec sądy czy dziennikarze otrzymają zeznania albo kartę z danymi i nagle wszystko się naprawi a prawda wszystkich wyzwoli.”

    Ale to już dawne czasy masowych Ludlumów, że jak wypłynie dokument o tajnym porozumieniu Papieża z Hitlerem to … No nic, właśnie się Państwo dowiedzieli i co.

    Ale da się zrobić niebanalną historię, tylko bardziej lokalną, pamiętam jakąś książkę, gdzie zwykły historyk badający genealogię (to było wiele lat przed Danem Brownem) zaczyna być przedmiotem zainteresowania różnych służb i dzieją się rzeczy, bo mógł dotrzeć do tego, że w rodzinie POTUSa (przed reelekcją, wybory idą), był gen pląsawicy Huntingtona (to były czasy, przed możliwością zrobienia testu i okazania).

  434. @Piotr Kapis
    Rekrut – tak, ale to przecież w sumie opowieść obyczajowa w środowisku policyjnym;
    inwigilacja – tutaj ciepło wspominam Black List – bo jednak globalny vilan (?), oparł cały patent na sieci niecyfrowej; ale to wszechobecne korzystanie z komórek – no zaczyna być rażące – w sensie „ukrywających” się postaci/bohaterów;
    bo kiedy 1998 roku Wróg publiczny (Enemy of the State) – pokazywał świat inwigilacji (i walki z nim), to było to ciekawe; niemal 30 lat później – trudno „schować” bohatera

  435. Jakbyście oglądali tubki to moglibyście się natknąć na wywiad niestety nie pomnę z kim, ale było o generalnie postępującym kretynizmie hollywoodzkich scenariuszy, specyficznie w kinie szpiegowskim. No więc pamiętam że koleś powiedział że scenarzyści/reżyserzy takich filmów dzielą się na dwie grupy: tych którzy naprawdę nie ogarniają współczesnej cyfrowej rzeczywistości i stąd w ich filmach wciąż te pendrive’y, papiery, jedyne kopie i inne bzdury, oraz na tych którzy może i ogarniają ale nie umieją ułożyć ciekawej historii bez używania rekwizytów które są rodem sprzed 20 lat. Po prostu trudno złożyć wciągającą historię szpiegowską biorac w całości pod uwagę obecną powszechną inwigilację. Po prostu każda historia kończyła by się po 5 minutach.

    Morał: oglądając tego typu filmy wyłączamy myślenie i skupiamy na entertainmencie. Myśląc cały czar pryska.

  436. „Rekrut” to fajna ale komedia, tam niczego nie należy traktować poważnie, „Nocny agent” przeciwnie – na poważnie ale tak głupie i nierealne że patrz wyżej, bez wyłączenia myślenia nie wchodzi, za to po wyłączeniu – dobra rozrywka.

  437. @offtopic o serialach

    Ten cały gatunek, o jakim rozmawiacie, jest niejako spalony po tym, jak wyszedł „Homeland”, bo od tego czasu wszystkie inne seriale polityczno-szpiegowskie wyglądają trochę jak „Reksio”.
    A za tego Ryana to spadkobiercy Toma Clancy’ego powinni showrunnerów pozwać (nie od strony formalnej, bo oczywiście na pewno mają licencję, ale za szarganie reputacji Mistrza).

  438. Ja z ogromną przyjemnością oglądam „Slow Horses”, bo oczywiście z kim mam się identyfikować jak nie z przegrywami co to potracili kariery w MI5.

  439. @wo
    „@ak
    „Zarzuciłbym to panu, postawił pan bowiem tezę szokującą dla wielu tutaj, ze tego nie zrobią, bo wiele osób by tym wykluczyli.”

    No nie, nie postawiłem takiej tezy. W mojej oryginalnej argumentacji w ogóle nie pada termin „wykluczenie”.

    „Niestety odmwawiał pan jej doprecyzowania, brnąc dalej.”

    Była jedna osoba, Procyon, która mnie zapytała o moją tezę (tam wstawiając pytanie o wykluczenie, które, ponownie nie było elementem oryginalnej tezy), na co wskazałem, że w zasadzie Piotr Kapis dobrze wyłożył linię argumentacji zgodną z tym co miałem na myśli (i dopiero tam pada z mojej strony termin „wykluczenie”, tyle że jako odwołanie do zakresu terminologii zaproponowanego przez Procyon’a). Ba, nawet w tej samej odpowiedzi wskazuję, że zgadzałbym się potencjalnie z Pana uwagą, że rządzący mieliby gdzieś wykluczenie jako takie, choć tu uważam, że to akurat nie jest takie pokolenie, które miałoby tego typu ambicje odnośnie gotówki. Morawiecki może, ale nie Tusk.

    ” Wygląda na to, że robi pan jakieś niezwerbalizowane założenie (pewnie co gorsza nieświadomie), typu „ludzie rządzący Polską przejmują się tym że parę procent mogliby wykluczyć swoimi decyzjami lub ich brakiem”. A to przecież matka wszystkich bzdur.”

    Zgoda, to bzdura, dlatego też tego założenia nie mam. To jest właśnie dokładnie przykład tego braku ścisłości logicznej w argumentacji, która mnie boli – bo dyskutujecie sobie radośnie z chochołem, którego nijak nie postawiłem. Nie po raz pierwszy zresztą (a raz czy dwa wręcz finalnie dowodząc tej konkretnej tezy, którą pierwotnie stawiałem).

  440. @ak
    Jak ja nie lubię upierdliwców wymagających robienia im kopipast. Proszę bardzo, poniżej są już pańskie słowa przeklejone. Tam jest nonsequitur. Robi pan jakieś głupie założenie, bo nijak z tego, że nie wszyscy mają dostęp do internetu nie wynika że nie zlikwidują gotówki:

    „Argh… Ponownie. Jak się rzuca takie tezy, to wypadałoby sprawdzić podstawowe dane. W PL wciąż mamy kilka % gospodarstw domowych bez dostępu do internetu. Wg. Datareportal penetracja netu w PL to tuż pod 90%. Koło 92% dorosłych Polaków posiada konto bankowe. Więc nie, nie przejdziemy zaraz na płatności bezgotówkowe obowiązkowe, ani na bilety tylko na smartfonach.”

  441. „Ten cały gatunek, o jakim rozmawiacie, jest niejako spalony po tym, jak wyszedł „Homeland”, bo od tego czasu wszystkie inne seriale polityczno-szpiegowskie wyglądają trochę jak „Reksio”.”

    No ale nie mieszajmy różnych systemów walutowych, też bardzo cenię Homeland, pewnie bym powiedział że to #2 na liście najlepszych seriali ever, ale to był serial nie tylko bardzo realistyczny ale i bardzo na serio, wręcz z przesłaniem. Zaryzykowałbym że wręcz jedyny w swoim rodzaju w ostatnich latach (przynajmniej w USA, w Europie bywały podobne rzeczy). Choć nie daruję im ze Lewis się jednak nie wysadził w pierwszym sezonie.

    Seriale o których mówiliśmy to czysta rozrywka, inna kategoria nieco.

  442. @Artur Król
    „Była jedna osoba, Procyon, która mnie zapytała o moją tezę (tam wstawiając pytanie o wykluczenie, które, ponownie nie było elementem oryginalnej tezy),”

    No właśnie, bo w oryginalnym komentarzu nie było de facto argumentu, tylko garść statystyk, bez komentarza co z nich wynika i w jaki sposób. Dlatego pytałem o doprecyzowanie w jaki dokładnie sposób z przytoczonych przez ciebie statystyk wynika niemożliwość wycofania gotówki? Czyli konkretnie czy tym przyczynowym mechanizmem by miała być troska rządzących o wykluczenie, czy też co innego.

    Napisałeś na to, że zgadzasz się z perspektywą Piotra – ale on nie pisał wtedy, że wycofanie gotówki jest niemożliwe, tylko przeciwnie, że „ktoś może próbować to zrobić”. Przedstawiony przez niego argument, że jednak ostatecznie to się nie uda, to że po skargach RPO nie pozwoli – czyli to jest u ciebie konkretny mechanizm, nie sama troska rządzących o wykluczenie?

  443. @procyon
    „Przedstawiony przez niego argument, że jednak ostatecznie to się nie uda, to że po skargach RPO nie pozwoli”
    Gwoli ścisłości, ja nie uważam że RPO nie pozwoli i to na pewno zadziała. Uważam, że RPO może (bo powinien) być hamulcowym takich procesów i je oprotestowywać. Oczywiście RPO to tylko urzędnik mianowany przez (skrótowo, nie będę się rozpisywał przez kogo i za czyją zgodą) parlament, czyli w praktyce tych samych ludzi, którzy są w rządzie. Jak pokazały ostatnie lata, można wcisnąć własnego RPO a nawet sędziów SN, więc jak najbardziej da się ten urząd spacyfikować.

    Moje przekonanie, że to nie nastąpi niedługo, wynika z paru czynników:
    – Nikt, nawet najbardziej przyjazne technologiom cyfrowym kraje, jeszcze tego nie próbował.
    – Polska nie jest znana z dobrego planowania i mocnego trzymania się procedur. Właściwie to raczej jest znana z pewnej nieufności do inicjatyw rządowych i odgórnego wymuszania zachowań.
    – Nawet spore korporacje – które mogą zwolnić każdego, kto się nie zgadza – zawalają mniej skomplikowane projekty regularnie, bo wywalają się na szczegółach. A jak mogą wyglądać w Polsce transakcje bezgotówkowe, nawet jeśli ludzie chcą ich dokonywać, widzimy gdy dochodzi do zaniku zasilania. Czyli w mojej okolicy (niedaleko centrum Warszawy) tak spokojnie raz do roku, jeśli nie kilka razy.

    Generalnie uważam to za bardzo mało prawdopodbne w najbliższych latach. Prawdopodobieństwo, że taka próba nastąpi w tej dekadzie, uważam za znikome. Że w ciągu dziesięciu lat – niskie. Ale przypuszczam, że z czasem będzie ono rosło i kiedyś nie tylko Polska ale i różne inne kraje mogą rezygnować z gotówki albo bardzo mocno redukować i utrudniać jej użycie. Chyba że pojawi się jakiś istotny czynnik, który zmieni nasze podejście, tak jak niestabilność Trumpa i chciwość amerykańskich techbrosów właśnie zmienia w Europie nastawienie do amerykańskiego sprzętu czy oprogramowania.

  444. @PK

    „Chyba że pojawi się jakiś istotny czynnik, który zmieni nasze podejście, tak jak niestabilność Trumpa i chciwość amerykańskich techbrosów właśnie zmienia w Europie nastawienie do amerykańskiego sprzętu czy oprogramowania.”

    To raczej pcha Europę do budowania własnej technologii do obsługi transakcji bezgotówkowych, a nie do spowalniania przechodzenia na takowe.

  445. @wo
    „Jak ja nie lubię upierdliwców wymagających robienia im kopipast. Proszę bardzo, poniżej są już pańskie słowa przeklejone.”

    A im dłużej puchatek patrzył w kopipastę, tym bardziej tam tego argumentu z wykluczenia nie było. Co daje nam piękny przykład na to co wskazywałem przed chwilą, czyli wkładanie dużo wysiłku w dowodzenie czegoś, co finalnie było moim argumentem. (Jak w tym wypadku udało się Panu dowieść, że faktycznie nie argumentowałem z wykluczenia.)

    „Tam jest nonsequitur. Robi pan jakieś głupie założenie, bo nijak z tego, że nie wszyscy mają dostęp do internetu nie wynika że nie zlikwidują gotówki”

    To już jednak jest inne założenie – nad jego głupotą możemy oczywiście dyskutować – niż to, które mi było przypisywane o „rządzący nie odważą się wykluczyć części społeczeństwa”, który mi Pan przypisywał, nieprawdaż?

    Moja argumentacja brzmiała „ten brak dostępu do internetu jest silnym czynnikiem hamulcowym”. Nie dlatego, że rząd będzie się bał wykluczenia, tylko dlatego, że czysto technologicznie w części kraju niespecjalnie te rzeczy będzie się dało zrealizować ze względu na te czynniki, do tego włączą się elementy hamulcowe jak RPO, to jest też dość łatwy kapitał polityczny do zgarnięcia i kilka pokrewnych czynników nakładających się na to, że nie jest to jakkolwiek realistyczny scenariusz w zakresie co najmniej dekady, a bardziej dwóch. Ale ograniczmy się stricte do tego technicznego aspektu. Ponownie, PK sprawnie temat wykłada, mogę się tylko podpiąć pod „yep, that’s what I meant”, co najwyżej z tym, że dla mnie te argumenty wybrzmiewają silniej, niż dla niego. (Stąd u mnie to raczej „bliżej dwóch dekad”, niż jego „raczej nie w ciągu dekady”.)

    I teraz z tymi argumentami oczywiście może Pan dyskutować, czy są one trafne, czy nie, głupie, czy nie. Ale dopiero z tymi. Więc próby wykazania mi braku logiki, cóż… nie do końca opierały się na logicznej argumentacji.

  446. (Przepraszam, ale wróciłem po latach, dekadach, no nie zdzierżyłem, i zarejestrowałem się, i przylazłem z komentarzem)

    Ale wiecie, że polskie urzędy gmin i skarbowe nie przyjmują gotówki, nie mają kas, itd.? Że tekst „Banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski są prawnym środkiem płatniczym w Polsce” możecie sobie zwinąć razem z banknotem i rozważyć znaczenie słowa czopek? Bo już nie możecie się nimi rozliczać Z PAŃSTWEM POLSKIM, w sprawie opłat za dowolne wnioski, kwity, opłaty czy długi podatkowe? O czym bardzo dokładnie przekonałem się jakiś rok temu, wizytując „najweselszy barak w obozie”; na moje zdziwienie „a co jeśli jakaś babcia nie ma konta, karty, przelewów internetowych, tylko PIENIĄDZE?” panie w gminie podsumowały, że takim babciom pomagają przygodni klienci przez wpłatomat, niedaleko urzędu. Panie w Urzędzie Skarbowym nie chciały skomentować.

    Ta pyskusja IMHO jest jak „teoryzowanie” paru docentów na budowie, nt konstrukcji stalowych, kiedy za ich plecami paru ziomali w berecikach i waciakach już dawno tę stal zniknęło. Za parę lat będziecie jeszcze „zabawniejsi” niż w tym starym ruskim kawale „Gdzie wódka? – Pradali… – A gdzie dziengi? – Prapili…”, bo będzie się zaczynał „Gdzie dziengi??”.

  447. @Boni
    „Ale wiecie, że polskie urzędy gmin i skarbowe nie przyjmują gotówki, nie mają kas, itd.?”

    Oczywiście! Podobnie zresztą sklepy wcale nie muszą wcale przyjmować jeśli są zautomatyzowane, jeśli zadanie kasowania towaru przerzucają na klienta (jak ostatnio coraz częściej Żabka), lub jeśli po prostu nie mają wydać reszty (a bardzo łatwo nie mieć jak się nie przyjmuje gotówki).

    @Artur Król
    „”

  448. @Artur Król
    „Nie dlatego, że rząd będzie się bał wykluczenia, tylko dlatego, że czysto technologicznie w części kraju niespecjalnie te rzeczy będzie się dało zrealizować ze względu na te czynniki”

    Ja ciągle potrzebuję jednak doprecyzowania. Co to znaczy, że nie zrobią, bo „w części kraju nie będzie się dało tego zrealizować”? Bo na mój rozum to znaczy tyle, że nie zrobią tego, bo to by wykluczyło tę część kraju – ale napisałeś też, że nie o wykluczenie chodzi? To czym się to różni?

  449. @procyon (i każdy kto myśli „ale przecież są sklepy bezgotówkowe, a Polska to taka większa Żabka!”)

    Ale serio nie rozumiesz różnicy między rozliczaniem się nabywcy ze sprzedającym (mogą nie tylko bezgotówkowo, ale w barterze; w typowych okolicznościach przyrody i stosunków międzyludzkich chyba nawet w barterze seksualnym, co nas to), a obywatela z państwem / w jurysdykcji państwa, przy pomocy pieniędzy emitowanych przez to państwo?

    A jeśli rozumiesz (rozumiecie), to skąd po twojej (waszej) stronie tryb przypuszczający czy warunkowy, że coś tam będzie czy nie będzie zrealizowane, skoro jest już zrealizowane. Że niby jak będzie odpowiednia Ustawa, na odpowiednio czerpanym Papierze, to będzie Ważne, bo teraz to nie jest? Bo może waszym zdaniem ta babcia z gotówką w urz.gmin. pomimo swojego cyfrowego wykluczenia potrafi kłócić się i wadzić z urzędami, może aż po NSA? Na pewno da radę! (zupełnie jak każdy z dyskutantów dałby radę wyegzekwować dziś prawo do gotówki w polskiej skarbówce, na 110%, ale mam wrażenie, że nie zrobi tego, bo jest bardzo zajęty, leży i pachnie i w internetach wizualizuje realizacje, czy tam realizuje wizualizacje, w temacie „państwo a pieniądze”). A może myślicie, że jeśli nie będzie tak Ustalone, gdyż Będziemy Dyskutować i Protestować, to wtedy nie zostanie Zrealizowane, i zostanie po staremu „państwo gotówkowe”? Zaraz, czyli takie jak teraz, nie, wróć, jak rok temu?

    BTW może jest na sali ktoś obyty w aktualnej polskiej praktyce prawniczo-sądowej (bo ja tylko z doskoku w urzędach)? Jak jest z komornikami, czy jeszcze przyjmują gotówkę? Albo w sprawach cywilnych o długi, itp. jeśli jest coś do zapłacenia wg wyroku, sądowi/państwu czy stronie, da się zapłacić kufereczkiem stóweczek, czy tylko „na przelew”?

  450. @Boni

    Daje @ bo najbliżej w całej dyskusji byłeś najbliżej tego co wszyscy inni łaskawie pomijali.

    Obsługa gotówki nie jest darmowa. To nie jest wrzucenie kilku monet do szuflady. To realne procedury (wewnętrzne i zewnętrzne), które zajmują czas i kosztują.

    Kiedy koszt tych procedur będzie wyższy niż koszt terminala gotówka zacznie znikać coraz szybciej i państwo popychane przez odpowiednie grupy nacisku szybko to przyklepie. W samorządach i wielu urzędach już się policzyli.

  451. @vvaz

    Chyba, że grupa nacisku ZA gotówką będzie silniejsza. W Niemczech jest. Kwestia tego, co się liczy dla większości społeczeństwa. Nie wpadłbym więc w sumie fatalizm ekonomiczny. Oczywiście być może Polacy nie mają takiego hyzia na punkcie prywatności jak Niemcy, bardzo możliwe.

  452. @Boni

    Wydaje mi się, że mnie z kimś pomyliłeś. Od początku tu piszę, że to już się dzieje. Dokładnie z tego co tu opisujesz śmiałem się wyżej, czyli z myślenia, że to będzie ustawa (ctrl+f „o Ogólnopolskim Zakazie Gotówki od Przyszłego Roku”), albo że kogoś z rządzących obchodzi, że babcia nie ma konta.

    „ale przecież są sklepy bezgotówkowe, a Polska to taka większa Żabka”

    Hmm, ja Polskę charakteryzuję bardziej jako wielki paczkomat inpostu (ostatnio coraz częściej w wersji „appkomat” – musisz obowiązkowo mieć smartfona, inaczej nie dostaniesz paczki)

  453. @ak
    „Co daje nam piękny przykład na to co wskazywałem przed chwilą, czyli wkładanie dużo wysiłku w dowodzenie czegoś, co finalnie było moim argumentem.”

    Przecież formułowaliśmy to jako hipotezę, próbując odgadnąć, jakie założenie pan właściwie robi. Dyscyplina intelektualna nakazuje by po prostu nam grzecznie od razu wyjaśnić, a nie uderzać w agresywną upierdliwość – „ratunku, krzywdzą mnie bo mi coś dopisują do mojego mętniactwa nieczytelnego bez takich dopisków”.

    „Moja argumentacja brzmiała „ten brak dostępu do internetu jest silnym czynnikiem hamulcowym”. Nie dlatego, że rząd będzie się bał wykluczenia, tylko dlatego, że czysto technologicznie w części kraju niespecjalnie te rzeczy będzie się dało zrealizować”

    Wywieszenie karteczki z napisem „NIE PRZYJMUJEMY GOTÓWKI” technologicznie jest bardzo proste w dowolnej części kraju. Założenie jest więc nadal idiotyczne.

    „Więc próby wykazania mi braku logiki, cóż… nie do końca opierały się na logicznej argumentacji.”

    Nieprawda. „Robisz jakieś głupie niezwerbalizowane założenie” to jest logiczna argumentacja.

  454. @embercadero

    „Seriale o których mówiliśmy to czysta rozrywka, inna kategoria nieco.”

    No tak, ale mowa była o tym, jak się serialom/filmom udaje pokazać realistycznie jak to tam w tle tak naprawdę działa. No więc w tym sensie Homeland zamyka temat.

    Ale masz rację, zresztą bardzo dobry przykład przywołał Gospodarz – w Europie dają radę czasem zrobić coś na podobnym poziomie, jak „Slow Horses”, czy w nieco innej tematyce „Line of Duty”. Zresztą „Slow Horses” to ewenement, bo przy okazji jest bardzo rozrywkowy i w krzywym zwierciadle.

    Wracając do „Homeland”, chyba moja ulubiona scena całej serii to jak ruski agent robi zdjęcie kolesia na łóżku szpitalnym, kiedy personel się na chwilę odwrócił bodajże po narzędzia. To jest jedna scena pokazująca całą onucami woniejącą dezinformację XXI wieku.

  455. @procyon

    Chyba nie tyle ja mylę dyskutantów, co ty dość niefrasobliwie piszesz „Podobnie zresztą sklepy wcale nie muszą wcale przyjmować [gotówki]”. Jak rany, to nie jest „podobnie”, nawet w głupiej pyskusji.

    @rw, Niemcy a Polska, różne lobby w temacie

    IMHO to już dawno nie jest temat „dziaderskie lobby pro-gotówkowe vs. nowocześnie oszczędne lobby pro-bezgotówkowe”, tematem jest lobby chcące PENALIZOWAĆ użycie gotówki bez nadzoru. IMHO przenosząc dyskusję tam, gdzie racjonalnie być powinna, zamiast pitolenia klasy średniej z jej inteligenckiego bąbelka i pochylania się z wirtualną troską nad być może laboga cyfrowo wykluczonymi, to przecież prawie wszędzie na tzw. Zachodzie, OIMW w Niemczech już też, może/powinna być dyskusja o PRZYWRÓCENIU gotówki itp. jako prawnego środka płatniczych. Albo i krok dalej, o DEPENALIZACJI za używanie pieniędzy obiegowych, ale bez nadzoru elektronicznego (a propos, nadaję z kraju, gdzie nielegalne jest opłacanie czynszów, wynajmów itp. inaczej niż przelewem itp. bodaj w poprzednim roku to wprowadzili; mam wrażenie, że samochód jeszcze można kupić legalnie za gotówkę, no ale pewnie już niedługo. Grecja jest fajna.). A nie przekomarzania się o tym, co kto napisał że „będzie realizowane”.

    Ale a) nie jest to tematem dyskursu, bo nie nadążamy za macherami u władzy, którzy niezależnie czy czarni, czerwoni, zieloni czy pomarańczowo-fioletowi kochają powszechną inwigilację b) IMHO już jest za późno; jesteśmy niczym dyskutujący w 1926, że jak to się stało, że te paszporty i kontrole graniczne, co to miały być tymczasowo dla bezpieczeństwa w czasie Wielkiej Wojny, jakoś tak zrobiły się dokumentacją więzienną (bo paszporty ze zdjęciem i opisem), kontrole 100%, i jakoś nie chce to wszystko wrócić do normy c) z próżnymi rantami na inteligencję (umysłową) inteligencji (warstwy społecznej) gospodarz każe mi spadać na mojego bloga, i będzie miał rację.

  456. @Boni
    „Chyba nie tyle ja mylę dyskutantów, co ty dość niefrasobliwie piszesz „Podobnie zresztą sklepy wcale nie muszą wcale przyjmować [gotówki]”. Jak rany, to nie jest „podobnie”, nawet w głupiej pyskusji.”

    Wydaje mi się (być może błędnie), że pod względem (teoretycznego, prawnego, a w praktyce często martwego) obowiązku przyjmowania gotówki, jest to to samo. Zresztą również z perspektywy wykluczonej cyfrowo babci „nie zapłacę w urzędzie”, „nie dojadę na miejsce, bo nie kupię biletu” oraz „nie kupię jedzenia” to problemy podobnego kalibru. Co ciekawe, to samo państwo ciągle jeszcze wypłaca jej emeryturę właśnie w gotówce, bo o ile ZUS dąży do zniesienia tej formy, na razie po dobroci, o tyle w ostatniej wiosce Galów wciąż mieszka 20% emerytów.

  457. @boni
    „z próżnymi rantami na inteligencję (umysłową) inteligencji (warstwy społecznej) gospodarz każe mi spadać na mojego bloga, i będzie miał rację.”

    W rzeczy samej.

  458. @”pochylanie się z wirtualną troską”

    Z tych naszych pochyleń się z troską (a to nad babciami, a to nas samymi sobą) wynika – owszem, wątek u WO to wąska próbka stytystyczna, ale jakaś jednak – jak bardzo różny mamy stopień wrażliwości na inwigilację/kontrolę, w jak rózny sposób jesteśmy „wołk” w tej kwestii. Np. ja mówię, że lepiej bym się czuł i widzę to jako korzystne dla demokracji, gdyby było karta albo blik albo gotówka, co Artur Król odczuwa jako „całego Rejtana”. To jest jedno ze spektrów ludzkości, mieścimy się w skali: pełne bezpieczeństwo – pełna wolność. Jeżeli bezpieczeństwo, to i kontrola (w nasileniu: inwigilacja, którą łatwo przejmą ciemne siły), jeżeli wolność, to swoboda (w nasileniu: bezhołowie, na które też ciemne siły czyhają, by wkroczyć jako przywróciciele porządku). Dlatego wiele też zależy od tego, co dla kogo jest wygodą. Odczuwać komfort to nie znaczy zawsze to samo, ja odczuwam komfort, jak mam w portfelu kartę, w kieszeni szeleści/brzęczy gotówka, obok stoi mój syn z blikiem, a i tak spotykają nas podróżnicze przygody płatnicze oraz finansowe wystrychnięcia na dudka przez sprytnych lokalsów. Jezu, jak się wtedy cieszę.

  459. @rw
    „Chyba, że grupa nacisku ZA gotówką będzie silniejsza.”

    Ale jakim cudem? Ile my mamy dywizji? Lobby bezgotówkowe wykupi w mediach kampanię, że NOWOCZESNOŚC! BEZPIECZEŃSTWO! POSTĘP! Nikogo nie obchodzi jakaś babcia bez internetu.

  460. @wo

    Ludzie nie będą się litować nad babciami bez internetu, ale może dadzą się zarazić obsesją prywatności. Działa w Niemczech.

  461. @rw
    „Działa w Niemczech.”

    Ale już nie do końca w krajach nordyckich, w Szwecji to przez chwilę był jakiś idiotyczny powód do dumy, że „to lokal wolny od gotówki”. Mam nadzieję że im przejdzie.

  462. @Grecja – Boni

    Obostrzenia w Grecji zaczęli wprowadzać po 2008 kiedy kredytodawcy i/lub rząd postanowili ograniczyć kantowanie na podatkach. Przed kryzysem normą był nienotowany obrót gotówkowy lub dostawanie rachunków na część kwoty.

    Notabene jeszcze niedawno podobne akcje mialem w Polsce jeśli chodzi o noclegi a paragon kelnerski to nadal bardzo częsta sprawa w knajpach.

  463. @wo

    „Ale już nie do końca w krajach nordyckich, w Szwecji to przez chwilę był jakiś idiotyczny powód do dumy, że „to lokal wolny od gotówki”. Mam nadzieję że im przejdzie.”

    Wiem. Może warto zastanowić się, dlaczego taka różnica?

    Nie wiem jak w Szwecji, ale w Norwegii elity biznesowe i polityczne na gwałt szukają dla kraju modelu wzrostu który nie jest oparty na wydobyciu ropy i gazu. Jedną z rzeczy które mają na celowniku jest właśnie „fintech” czyli m. in. elektryfikacja transakcji. No i oczywiście AI, rząd norweski kocha AI.

  464. @rw
    „Wiem. Może warto zastanowić się, dlaczego taka różnica?”

    Podejrzewam banalną odpowiedź, że Niemcy są w lesie za Europą, więc u nich to nie byłaby jedna poszkodowana babcia w górach, tylko parę osób w Berlinie. Natomiast lobby antygotówkowe to przede wszystkim banki, z nimi nie wygramy, to oni wygrywają.

  465. W znanych mi urzędach gminy można płacić gotówką w sposób taki że istnieją tam kasy które wprawdzie formalnie są „oddziałem” któregoś banku ale realnie wyglądają i działają tak samo jak kasy urzędu. Widywałem też wpłatomaty. Jeśli takie rzeczy istnieją (a powinny) to nie widzę problemu. Jeśli nie istnieją – pisać skargi na wójta/burmistrza do wojewody a nie komcie po sieci.

  466. @Boni
    „Ale wiecie, że polskie urzędy gmin i skarbowe nie przyjmują gotówki, nie mają kas, itd.? Że tekst „Banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski są prawnym środkiem płatniczym w Polsce” możecie sobie zwinąć razem z banknotem i rozważyć znaczenie słowa czopek? Bo już nie możecie się nimi rozliczać Z PAŃSTWEM POLSKIM, w sprawie opłat za dowolne wnioski, kwity, opłaty czy długi podatkowe?”

    No i nikt nie zaprzecza, że takie praktyki są. Ale zaczęło się od stwierdzenia „niedługo zlikwidują nam gotówkę”. Więc może warto by było ustalić co to znaczy „zlikwidują” i co to jest „niedługo”. Bo z faktu, że niektórzy likwidują nie wynika, że zlikwidują, a przynajmniej nie że tak zaraz.
    Dla mnie „zlikwidują” może oznaczać jedną z dwóch rzeczy. Jeśli to będzie oficjalne przejście na obrót bezgotówkowy, co wymaga regulacji prawnych. Albo jeśli taki będzie stan praktyczny w kraju (można dyskutować od jakiego stopnia przejścia uznajemy że to zaszło) i mimo formalnych wymagań by gotówka była, to nikt tego nie będzie egzekwował.
    Uważam, że mimo postępującego przechodzenia na bezgotówkowe, ani jedno ani drugie _jeszcze_ nie zaszło.
    Bo może i w urzędzie nie możesz się rozliczyć gotówkowo i to jest jak najbardziej argument za postępującą likwidacją. Ale RPO jeszcze atakuje nieprzyjmujące gotówki automaty a listonosz przynosi emerytury w gotówce.
    Bo póki co jeszcze NBP emituje gotówkę i nie tylko w formie monet okolicznościowych.

    Może urząd z tym swoim wpłatomatem nie będzie się przejmował gdy mu na pół dnia wyłączą prąd, bo po prostu urzędnicy zrobią sobie herbatkę i nie będą przyjmować interesantów, ewentualnie tylko tych których da się obsłużyć na podstawie papierowych dokumentów (a polskie urzędy nadal lubią papier). Ale dla dowolnego sklepu awaria prądu która na parę godzin wyłącza terminale – albo tylko awaria terminali czy systemu płatności – to są konkretne straty! A jeśli prąd padł nie w sklepie tylko w całym kwartale, to ludzie nie mają jak zrobić zakupów w ogóle.

    Ja bywam jednym z tych co to „Um, akszuali!” i lubię pewną precyzję wypowiedzi. Dlatego okiem bym nie mrugnął gdyby napisano „tymczasem likwidują nam gotówkę, przejście na bezgotówkowe postępuje”, nawet sam bym się z tym zgodził.

    Jest takie powiedzenie, że 90% projektu robi się przez pewien czas, a pozostałe 10% drugie tyle. I ja uważam, że podobnie będzie z płatnościami. Uda się przepchnąć na bezgotówkowe może nawet w znacznej części. A potem to wszystko się przytka, albo szambo wybije po większej awarii systemu płatności albo zasilania. I będzie jak napisał WO, że żodyn się nie spodziewał konsekwencji.

  467. W zeszłym tygodniu w Lidlu padły płatności kartą i blikiem. Przy kupnie w kasie samoobsługowej gotówką można płacic bezpośrednio asystentom kas. Na ogół jest to jedna osoba na wszystkie kasy i na ogół wystarcza. Ależ ona biegała z tym przyjmowaniem wpłat!

    Ponadto uważam, że londyńskie knajpy Cash Only i japoński transport miejski całkowicie gotówkowy to jednak anomalia.
    Podobnie jak londyńska kawiarnia nie przyjmująca gotówki.

  468. Artificial idiot twierdzi że urzędy jeśli nie mają własnej kasy on premises to mają obowiązek mieć umowę z jakimś oddziałem banku lub pocztą że będzie załatwiać klientów urzędu bezprowizyjnie. Oczywiście w teorii ten oddział powinien być jak najbliżej urzędu. Jak to wychodzi w praktyce zapewne zależy od stopnia bucowatości wójta/burmistrza. Dlatego mówię by pisać skargi jakby co.

  469. Wybrać z bankami da się, przykładem franki. I być może tutaj tą samą drogą (TSUE) trzeba by. Argumenty są, przede wszystkim prywatność, zwłaszcza konkretne przykłady kapitalistycznego żerowania na jej ograniczaniu. Oczywiście bardzo pomocne byłyby sytuacje, w których jakaś szersza, bliska generałowi publicznemu grupa solidnie ucierpiała wskutek cyfryzacji – rok dwa lata temu obiło mi się o uszy, że w Kanadzie rządzący karnie odcięli jakąś grupę demonstrantów od płatności bezgotówkowych – ale to chyba jeszcze za mało/za daleko, żeby wzruszyć masy.
    Trzymam praktycznie 100% higienę gotówkową – i jest to wykonalne, choć rzeczywiście coraz trudniejsze. Zależy od stylu życia, ale i ów kształtuje – na podobnej mniej więcej zasadzie, co samochód. Zalety, oprócz wyżej omawianych kamieni na szaniec demokracji, to w skrócie: oszczędności i większy odsetek zakupów 'niezbędnych i przemyślanych’.

  470. @ Pisanie skarg na burmistrza.

    Niegdyś, gdy byłem dyrektorem szkoły, to pewni rodzice napisali na mnie skargę DO burmistrza, licząc, że tenże – jako MÓJ SZEF – postawi mnie do pionu. Było to działanie racjonalne, choć w tym wypadku nie przyniosło oczekiwanego efektu.
    Ale pisanie skargi na burmistrza? Do kogo? Kto jest jego szefem? Oczywiście można próbować wejść w spór prawny z gminą i jej organami z powodu naruszenia prawa… Ale kiedy i jaki to przyniesie skutek?

    A co do gotówki, to osobiście jej nie lubię – jest piekielnie niewygodna.

  471. @korba
    „Niegdyś, gdy byłem dyrektorem szkoły, to pewni rodzice napisali na mnie skargę DO burmistrza, licząc, że tenże – jako MÓJ SZEF – postawi mnie do pionu.”

    Obawiam się, że ta wyszukana ironia będzie niezrozumiała dla większości komcionautów (kochani, otóż dyrektor szkoły nie ma szefa, nie jest nim ani kuratorium, ani organ prowadzący, którym w przypadku szkoły publicznej jest gmina, a niepublicznej jakaś spółka czy fundacja, ale to nie są „szefowie”, ich wpływ jest najwyżej pośredni, nie mogą takiego dyrektora tak po prostu „opieprzyć i kazać mu coś zmienić”).

  472. @pk
    „Więc może warto by było ustalić co to znaczy „zlikwidują” i co to jest „niedługo”.”

    Proponowałbym metrykę „do 2030”, a „zlikwidują” niekoniecznie jako formalny zakaz, ale jako wszechobecność nalepek „nie przyjmujemy gotówki” (które już są w Szwecji!). Wszechobecność definiuję jako „100% urzędów i innych instytucji publicznych + 50%+ instytucji prywatnych/komercyjnych”.

    „Uważam, że mimo postępującego przechodzenia na bezgotówkowe, ani jedno ani drugie _jeszcze_ nie zaszło.”

    Dlatego używamy czasu przyszłego, szerloku.

    „A potem to wszystko się przytka, albo szambo wybije po większej awarii systemu płatności albo zasilania”

    I wszyscy będą się bardzo martwić, ale się okaże, że to już za daleko zaszło żeby się można było cofnąć. Mieliśmy to już kilka razy, że pesymiści ostrzegali, potem się okazywało że mieli rację, i co? I goovno.

  473. @ Dyrektor nie ma szefa

    To nie całkiem tak. Dyrektor szkoły samorządowej, jeśli nie ma jakichś niesamowitych pleców, nie może sobie pozwolić na lekceważenie burmistrza, od którego na przykład zależy znaczna część jego wynagrodzenia, pieniądze jakie dostanie na nowe wyposażenie szkoły, czy też przychylność organu prowadzącego podczas konkursu decydującego o obsadzeniu stanowiska na następną kadencję. Co więcej, taki dyrektor ma też drugiego szefa – kuratora, który na przykład ma duży wpływ na ocenę jego pracy (a od tej oceny zależy, czy w ogóle do tego konkursu będzie mógł stanąć).

    Rzecz jasna, w Warszawie czy Wrocławiu dyrektor szkoły może nigdy nie mieć okazji, żeby porozmawiać z prezydentem lub jego „resortowym” zastępcą – wszystko odbywa się na niższych szczeblach.

    Oczywiście, w trakcie kadencji dyrektor ma dużą autonomię. Formalnie nie można mu na przykład kazać zatrudnić konkretnego człowieka lub przymusić do przydzielenia konkretnych zajęć Kowalskiemu a nie Nowakowi. Ale jeśli burmistrz nerwowo zareaguje na skargę rodziców, to dyrektor rzadko mówi mu: „a weź się odczep, nie twoja sprawa”. Przeciwnie – raczej się tłumaczy.

  474. @WO
    „Proponowałbym metrykę „do 2030”, a „zlikwidują” niekoniecznie jako formalny zakaz, ale jako wszechobecność nalepek „nie przyjmujemy gotówki” (które już są w Szwecji!). Wszechobecność definiuję jako „100% urzędów i innych instytucji publicznych + 50%+ instytucji prywatnych/komercyjnych”.”

    Ok. Jak już pisałem, nie widzę by to miało się zdarzyć w tej dekadzie (nawet z założeniem, że do 2030 włącznie i mogliby rzutem na taśmę w grudniu 2030).
    To może być bardzo silna obecność, ale wszechobecność nie. Podejrzewam, że chociażby Poczta Polska może zostać takim bastionem. Gdyby to było 90%, to bym się wahał – po części ze względu jak to liczyć – ale nawet jeśli to będzie szło to sądzę, że w pewnym momencie przyhamuje. Jedne urzędy chętnie się przestawią a inne będą się trzymać starych zasad.
    Aczkolwiek że będzie to postępować, nie przeczę.

    „Dlatego używamy czasu przyszłego, szerloku.”
    Może zatem się poprawię. Uważam, że nie jesteśmy jeszcze w miejscu, w którym widać nadchodzącą kapitulację mechanizmów blokujących. Mogę zmienić zdanie gdy RPO przestanie o to walczyć. Bo nie chodzi po prostu o przyszłość a o nieodległą przyszłość. Przy takiej definicji, to raptem pięć lat, a na świecie sporo się dzieje.
    Dam może przykład dlaczego uważam, że to nie będzie takie szybkie.
    Jak już pisaliśmy, Europa właśnie się przekonuje, że Amerykanom nie można za bardzo ufać. Potrzebuje własnych, alternatywnych technologii. Że amerykańskie technologie obsługi płatności bezgotówkowych zostaną zastąpione europejskimi bezgotówkowymi? Oczywiście. Ale najpierw trzeba je zbudować i wdrożyć. Niech to zajmie tylko rok. To już jest rok z pięciu lat poświęcony na zmniejszenie amerykańskich wpływów. Gdyby nie amerykańska chciwość i głupota ich przywódców, nadal byśmy polegali na ich firmach i lecieli z wdrażaniem. A tak może być obsuwa.

    „I wszyscy będą się bardzo martwić, ale się okaże, że to już za daleko zaszło żeby się można było cofnąć.”
    Dlatego ja nie twierdzę, że to się wcale nie zdarzy. Sam podawałem przykłady jak łatwo można spacyfikować RPO. O ile tylko taka będzie wola po stronie polityków. Jestem głównie sceptykiem co do szybkości tego procesu.

    Oglądałem ostatnio wywiad z Edem Zitronem – jednym z wiodących krytyków obecnego podejścia do AI – i podał on argument, który do mnie trafia i wydaje się tutaj również być na miejscu. „Kiedy ostatnio widziałeś duży projekt, który został ukończony na czas i/lub w ramach założonego budżetu?”
    Dlatego zakładam, że jeśli ktoś w ogóle planuje żeby Polska przeszła na transakcje bezgotówkowe i chce to zrobić w ciągu najbliższych pięciu lat, to uda się może w ciągu dziesięciu. A i to tylko o ile będzie to konsekwentnie realizowane. Po drodze przecież może się zmienić władza.

  475. BTW czy też sądzicie, że system itów z „Powrotu…” byłby (z dzisiejszej perspektywy) mało wygodny?

  476. @pk
    „Mogę zmienić zdanie gdy RPO przestanie o to walczyć. ”

    RPO nie ma dywizji, to już przećwiczyliśmy kiedy miał być „naszym bastionem chroniącym przed autorytaryzmem”. Se może wysłać Stanowcze Pismo.

    „Podejrzewam, że chociażby Poczta Polska może zostać takim bastionem”

    A kiedy ostatnio byłeś na? Któryś komcionauta tutaj rzucił fajną metaforą że Polska to jeden wielki paczkomat. Poczta Polska jest redundantnym konkurentem, za którym nikt nie stoi.

    „Ale najpierw trzeba je zbudować i wdrożyć. Niech to zajmie tylko rok.”

    Czy mówi ci coś skrot „KSEF”? Jedno co wiemy o ludziach, którzy nami rządzą, to że: najpierw wdrażają, potem dorabiają usprawiedliwienia że to nie ich wina że nie działa. I to jest across the aisle, tak samo dotyczy pisu i antypisu.

  477. Ale w sumie masz rację, być może 2030 to nadmiar pesymizmu, powiedzmy że 2035. W każdym razie są niezerowe szanse że dożyję.

  478. @korba
    „Dyrektor szkoły samorządowej, jeśli nie ma jakichś niesamowitych pleców, nie może sobie pozwolić na lekceważenie burmistrza,”

    Ale to nie jest „szef” w żadnej definicji tegoż.

  479. Gammon No.82

    „BTW czy też sądzicie, że system itów z „Powrotu…” byłby (z dzisiejszej perspektywy) mało wygodny?”

    No raczej, zwłaszcza z wprowadzaniem binarnie przy pomocy dwóch przycisków.

  480. @ wo „Ale to nie jest „szef” w żadnej definicji tegoż.”
    No fakt, niezręcznie użyłem tego terminu (i nie było w tym żadnego wyrafinowania).

  481. @wo
    „RPO nie ma dywizji, to już przećwiczyliśmy kiedy miał być „naszym bastionem chroniącym przed autorytaryzmem”. Se może wysłać Stanowcze Pismo.”
    Ma trochę możliwości dochodzenia prawa, np. bycia stroną w postępowaniu sądowym, wnioski i kasacje do SN.
    Jasne, to nie jest dużo, a i o sądach można zawsze powiedzieć „a ile mają dywizji?”. No ale to się wszystko sprowadza do tego, czy państwo działa i czy obywatelom zależy na tym, żeby działało. Jeśli ludzie mają w nosie to, że instytucje państwowe łamią prawo i nie respektują wyroków sądu, to ludzie będą mieli państwo z kartonu. W takim przypadku zalecałbym z takiego państwa uciekać z bardziej fundamentalnych powodów niż wymuszone wprowadzanie transakcji bezgotówkowych.
    Bastion chroniący przed autorytaryzmem to była mrzonka. To już prędzej sądy (i dlatego SN został przejęty praktycznie na samym początku).

    „A kiedy ostatnio byłeś na? Któryś komcionauta tutaj rzucił fajną metaforą że Polska to jeden wielki paczkomat. Poczta Polska jest redundantnym konkurentem, za którym nikt nie stoi.”
    Ostatnio to jakoś w zeszłym roku. Ja akurat odbierałem polecony czy coś podobnego, ale tam nadal przychodzą różne starsze osoby opłacać rachunki. To zresztą może być jeden z argumentów do niemal całkowitego przejęcia państwa – może i inne urzędy nie przyjmują gotówki, ale zawsze jest poczta.
    Może jednak przedefiniujmy, że nie 100% urzędów tylko np. 95%? Wtedy te parę bastionów różnicy nie zrobi, mogą zostać jako wymówka, a _w praktyce_ i tak trzeba będzie mieć wizuchnę albo blika żeby coś w Polsce załatwić.

    „Czy mówi ci coś skrot „KSEF”? Jedno co wiemy o ludziach, którzy nami rządzą, to że: najpierw wdrażają, potem dorabiają usprawiedliwienia że to nie ich wina że nie działa. I to jest across the aisle, tak samo dotyczy pisu i antypisu.”
    Ale KSEF to trochę inna sprawa. Tutaj analogią byłoby to, że rząd zmienia ustawy i od dnia X bilety NBP nie są już prawnym środkiem płatniczym. Wszyscy mają przejść na bezgotówkowe. A że infrastruktura nie jest gotowa? In the immortal words of Shaggy „It wasn’t me!”
    Ten drugi scenariusz – i zgodzę się, że bardziej realistyczny – przecież wprowadza obieg bezgotówkowy w praktyce. Zapłacisz tylko kartą albo przelewem, gotówki nie przyjmą i odbijasz się od ściany. Ale żeby wprowadzać w praktyce to trzeba mieć działające w praktyce rozwiązanie które wypiera starsze. Na to dobrą odpowiedzią jest – że sam tak sobie skontrargumentuję – że z amerykańskich systemów nikt nie zrezygnuje, ot będzie to działać jak dotychczas dopóki europejskie nie będą gotowe i dołączą do systemu płatności. Na co ja stwierdzam, że pewnie tak będzie. Chyba że Trump okaże się jeszcze większym głupkiem i postanowi przymusić Europę do jakichś swoich żądań, i postanowi użyć amerykańskich operatorów jako narzędzia nacisku.
    Nawet jeśli nie uważam tego za bardzo prawdopodobne, to po prostu dostrzegam scenariusze w których Europa orientuje się, że na bezgotówkowych systemach płatności nie można do końca polegać, bo są za mocno uzależnione od United States of A miracle, własnych alternatyw jeszcze nie ma i z gotówką trzeba się – nawet jeśli tymczasowo – przeprosić. Nieprzewidywalność Trumpa w pewnych kwestiach i spora przewidywalność w innych (w sensie, że ma olbrzymie ego i lubi je sobie łechtać) mogą być czynnikiem spowalniającym. Bo można się tutaj nieźle wystawić.
    Co prowadzi nas do naszej własnej polityki i podziałów. Po PiS/Nawrockim akurat spodziewałbym się beztroski, bo oni Amerykanom lubią nadskakiwać i nie będą się przejmować tym, że się od nich uzależnimy. Właściwie to co ostatnio słychać o planach Nawrockiego i Glapińskiego pokazuje, że są gotowi wprowadzać takie głupie rzeczy w życie.
    Ale póki co rządzi jeszcze PO z koalicjantami. Bardziej proeuropejskie, ostrożniejsze wobec USA, miejscami wręcz nastawione konfrontacyjnie (Sikorski i jego starcia z Muskiem). Może będą tam ludzie którzy widząc takie zapędy powiedzą chociaż „ej, ale może nie w tej chwili, bo Amerykanie nas zjedzą. Wepnijmy się w europejski system.”

    „W każdym razie są niezerowe szanse że dożyję.”
    Zgoda. Tutaj już nie stawiałbym żadnych pieniędzy, że to się nie zdarzy. Pewnie doczekamy takich czasów.

  482. @Gammon No.82
    „BTW czy też sądzicie, że system itów z „Powrotu…” byłby (z dzisiejszej perspektywy) mało wygodny?”
    Oczywiście. Ale geniusz Lema nie polegał na tym, że przewidywał wszystko w najdrobniejszych szczegółach, tylko że potrafił dostrzec pewne ogólne zarysy i trendy. Tak samo jak urządzenia do czytania, które każdą książkę przechowują w postaci osobnych kryształków byłyby mniej wygodne niż to co już mamy. A jednak można twierdzić, że Lem przewidział smartfony i wirtualną walutę. Po prostu przewidział to z pewnymi ograniczeniami, które w jego czasach wydawały się jeszcze naturalne.

  483. @Lem
    Nie, nie przewidział smartfonów, w każdym razie nie w „Powrocie…”. Tam przewidział ebuki.
    BTW książki papierowe były tam płatne, ebuki darmowe. (cichutko) zupełnie jak dzisiaj.

  484. @pk
    „Tak samo jak urządzenia do czytania, które każdą książkę przechowują w postaci osobnych kryształków byłyby mniej wygodne niż to co już mamy.”

    Sam jesteś osobny kryształek. Triony się łączą z Centralną Biblioteką Trionową.

  485. @pk
    „Jeśli ludzie mają w nosie to, że instytucje państwowe łamią prawo i nie respektują wyroków sądu, to ludzie będą mieli państwo z kartonu.”

    Totalnie nie mamy, przecież rządy PiS tego dowodzą, że jak tylko Ziobro przegrał proces to wołał jerum-jerum, przebóg! i się cofał.

    „ale tam nadal przychodzą różne starsze osoby opłacać rachunki.”

    Ach, wyobrażam sobie ten obraz olejem na płótnie, „Donald Tusk gdy w ostatniej chwili sobie uświadamia, że decyzja jego rządu mogłaby skrzywdzić starych ludzi opłacających rachunki na poczcie”.

    „Tutaj analogią byłoby to, że rząd zmienia ustawy i od dnia X bilety NBP nie są już prawnym środkiem płatniczym.”

    Wydaje mi się że to do zrobienia rozporządzenie. W teorii se mogą być, w praktyce nie mamy kasy gotówkowej i co nam pan zrobi.

  486. Triony tak, w „Obłoku…”, natomiast optony i lektony w „Powrocie…” miały każdą książkę na osobnym kryształku.
    Nie pamiętam, czy dostęp do biblioteki trionowej mógł być mobilny.

  487. @janekr
    Ja sobie też książki na lektona downoladuję żeby czytać w samolocie.

  488. @WO
    „Ach, wyobrażam sobie ten obraz olejem na płótnie, „Donald Tusk gdy w ostatniej chwili sobie uświadamia, że decyzja jego rządu mogłaby skrzywdzić starych ludzi opłacających rachunki na poczcie”.”
    A gdzie ja pisałem, że ich to powstrzyma? To ty napisałeś że ma być wszechobecność definiowana jako „100% urzędów i innych instytucji publicznych + 50%+ instytucji prywatnych/komercyjnych”. No a poczta pod to podpada.
    Dlatego wspominałem, że kryterium 100% jest pewnie za mocne, bo faktyczne wdrożenie tego w każdym urzędzie i instytucji publicznej może potrwać dużo dłużej. Ale już wdrożenie tego w 90% urzędów i instytucji publicznych będzie sporo szybsze. Serio, te ostatnie parę procent robi olbrzymią różnicę.
    Jeśli chcesz teraz przedefiniować wszechobecność, to ja nie będę protestował czy się kłócił. Możemy uznać, że „wszechobecność w praktyce to 90%+50%” i że te jakieś pojedyncze skanseny nie robią wystarczającej różnicy. Przy takiej definicji rzeczywiście możemy się tego spodziewać prędzej. Ja co prawda nadal uważam, że nie wcześniej niż w następnej dekadzie, ale może po prostu jestem tutaj nadmiernym optymistą.

    „Sam jesteś osobny kryształek. Triony się łączą z Centralną Biblioteką Trionową.”
    Niniejszym daję ci lajeczka haha.
    Jak zauważył Janek, to nie w tej książce. W PzG było „Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu.” Bregg wyjeżdżając na wakacje zabiera ze sobą całą ich stertę.
    Lem tutaj nie docenił faktu, że jeden nośnik może pomieścić wiele utworów. Ale przecież to drobiazg.

    @janekr
    „Nie, nie przewidział smartfonów, w każdym razie nie w „Powrocie…”. Tam przewidział ebuki.
    BTW książki papierowe były tam płatne, ebuki darmowe.”
    Fakt, ebuki, nie smartfony. A papierowe książki były plastikowe.

  489. Na dyrektora szkoły samorządowej skargę pisze się do odpowiedniego burmistrza/wójta/prezydenta, ten musi to przekazać radzie gminy a ta musi to przeprocedować tak jak każdą skargę czy petycję – komisja, potem publiczna dyskusja na radzie gminy, na koniec uchwała. Oczywiście 90% takich skarg jest załatwiane odmownie (przynajmniej gdy nie są ponawiane), ale jest to przynajmniej jakikolwiek (najlepszy istniejący legalny) mechanizm w którym obywatel może zwrócić uwagę władzy na problem w szkole. U mnie w dzielnicy przynajmniej raz na kilka miesięcy jest skarga na któregoś dyrektora szkoły i nieraz w takiej dyskusji na radzie dzielnicy uczestniczyłem (jako common citizen, nie jestem radnym).

    Analogicznie na działania wójta/burmistrza/prezydenta (czyli np urzędu miasta) skargi piszę się do wojewody. Pisałem nie raz, jakby co mogę pomóc. W Warszawie to jest sztuka dla sztuki bo to wszystko i tak jest jedna sitwa ale jeśli np burmistrz nie jest z KO to wojewoda bywa bardzo wnikliwy jeśli chce.

    To są wasze ustawowo i konstytucyjnie (art 63) gwarantowane prawa, warto z nich korzystać póki jeszcze je macie.

    Tu są dobrzy ludzie którzy pro bono w takich sprawach pomagają link to siecobywatelska.pl . To NGO, nie reklama.

  490. ” otóż dyrektor szkoły nie ma szefa, nie jest nim ani kuratorium, ani organ prowadzący, którym w przypadku szkoły publicznej jest gmina, a niepublicznej jakaś spółka czy fundacja, ale to nie są „szefowie”, ich wpływ jest najwyżej pośredni, nie mogą takiego dyrektora tak po prostu „opieprzyć i kazać mu coś zmienić””

    Owszem można, zapraszamy na Pragę Południe, na komisji skarg i wniosków niejeden dyrektor szkoły bywał opierdalany przez burmistrza że co się u was tam dzieje towarzyszu że takie skargi przychodzą. Może i formalnie Kucharski nie może żadnego z nich zwolnić ale z pewnością może każdemu bardzo uprzykrzyć życie więc się słuchają.

  491. @ „niejeden dyrektor szkoły bywał opierdalany przez burmistrza” oraz „Analogicznie na działania wójta/burmistrza/prezydenta (czyli np urzędu miasta) skargi piszę się do wojewody”
    Co do dyrektora – zgoda, ale wojewoda burmistrza oprdolić nie może (no chyba, że są z jednej partii, a i to zależy od układów), bo nie ma nad nim żadnej władzy. Skarga na burmistrza to już jest wejście w spór prawny, jeśli na przykład podciągnie się ją pod KPA (no chyba, że ja czegoś nie wiem, bo egzamin z prawa administracyjnego zdawałem ponad 40 lat temu a do ustawy o samorządzie gminnym też dawno nie zaglądałem).

  492. @Korba
    Tak, reguluje to KPA, ale sporem prawnym to bym jeszcze tego nie nazwał, raczej zwykła kontrola nadzorcza, jak wojewoda był z pisu to w warszawskim urzędzie miasta mieli to nonstop. Spór to potem, jak cię już oleją i postanowisz poświęcić trochę kasy i sprawę zaskarżyć.

    Oczywiście realistycznie przeważnie skarżysz jakiś dokument, decyzję, no bo przecież nie wygląd czy zachowanie pana prezydenta. Możesz skarżyć tez brak tego dokumentu, gdyż np stworzenie go zajęło UM dopiero 15 lat i nadal nie skończyli. Efektem może być sporo, jeśli wojewoda tylko chce: kontrole, postępowania nadzorcze, unieważnienia decyzji itp itd. Zależy o co wnosisz.

  493. @ „Efektem może być sporo, jeśli wojewoda tylko chce: kontrole, postępowania nadzorcze, unieważnienia decyzji itp itd. Zależy o co wnosisz”.

    A to zgoda, ale mało prawdopodobnym jest, że wykluczony cyfrowo obywatel sam_skutecznie_ poskarży się na burmistrza, który mu nie umożliwił zapłacenia gotówką podatku od psa.

  494. @”W każdym razie są niezerowe szanse że dożyję.”

    Miałem tę samą myśl przy wieści, że zaraz będzie w UE zakaz samochodów na benzynę, tylko same elektryki. Teraz stanęło na 2035, ale wydaje mi się, że prędzej Unia się rozpadnie, albo Mazowsze w 510 rocznicę włączenia – z powrotem wyłączy się z Polski, zabierając Podlasie pod pachą. Podobnie z eksterminacją gotówki: opór zawsze ma sens, plemię ma moralny obowiązek stawiać się misjonarzom.

  495. @bezgotówkość
    W PRL praktycznie nie było żadnego obrotu bezgotówkowego dla obywateli, a i tak niektóre instytucje (np. opłata paszportowa) nie przyjmowały gotówki, musiał być dowód wpłaty na wskazane konto.

  496. @Korba
    „A to zgoda, ale mało prawdopodobnym jest, że wykluczony cyfrowo obywatel sam_skutecznie_ poskarży się na burmistrza, który mu nie umożliwił zapłacenia gotówką podatku od psa.”

    Oczywiście, to jest robota albo dla radnego albo dla NGO.

  497. @pk i ogólnie

    Ale rozumiecie, że można sobie dowolnie poustawiać definicje definicji i zawsze uważać, że „nieee, to państwo jeszcze nie jest bezgotówkowe, bo [coś tam coś tam]”? (nie wiem, będą jakieś pewexy za srebrne dukaty w PL2040, jadącej nowocześnie, wydajnie, z full zwirtualizowanym social creditem dla każdego), i przesuwać granicę? WO pisze konkretnie, do 2030 i co rozumie przez „zlikwidują”, ale przecież wtedy też ktoś tu napisze „no nieee wieeem, ja uważam, że jeszcze państwo nie jest bezgotówkowe, bo XYZ”, np. „bo wolno mi mieć gotówkę, jest to gotówka kolekcjonerska”. Nic z tego nie wynika, dla tych którzy mają problemy JUŻ, albo będą mieli ZARAZ, wróć, już MIELI problemy.

    Ogólniej, chciałem zauważyć, że IMHO ten blog jest ostoją racjonalnego myślenia, lewicowego, ale najpierw racjonalnego. Kontrfaktyczne dyskutowanie „when realizowanie bezgotówki”, kiedy coś już jest praktycznie zrealizowane, albo dawanie wujka-dobra-rada porad z AI „zausz skargę” (ja wiem @embercadero że chcesz dobrze, ale DKJP jak uważasz, jaka była pierwsza myśl moja czy jakiejś babci bez karty płatniczej w Urz.Skarb czy Urz.Gmin. i czy potrzebujemy do tego twojego AI? oraz upadek blogosfery, kiedyś wyśmiewano tu argumenty z wikipedii, teraz przechodzą argumenty z eLLeMelka??) to nie są racjonalne dyskusje o istniejących bytach, to jakaś odmiana klepania się po pleckach. I to mnie striggerowało aż przyszedłem i marudzę, odpływanie jednego z ostatnich blogów, których komentarze czytam, w prawdopośrodkowe wypieranie rzeczywistości, podszywające się za dyskusje o rzeczywistości (zupełnie jak prawałki, „nieee, to państwo jeszcze nie jest faszyzujące”, czy inne antyszczepy „nieee, ta szczepionka to nie wiadomo czy na pewno jest bezpieczna”, czy denialiści klimatyczni „niee, te wichury i zmiany pogody to jeszcze nie jest zmiana klimatu”).

    Ale już wracam pod kamień, bo przecież ja się z WO zgadzam w temacie, i z połową dyskutantów też, tyle, że nie zgadzam się na TAKIE przesuwanie granic dyskursu w rozmowach w TAKIM miejscu; w tematach o ludzkiej wolności, mobilności czy prywatności, itp.; w imię minimum higieny racjonalizmu i z szacunku to tego, co WO wypracował tutaj przez lata. Nie idzie o przesuwanie granic rzeczywistych, bo banksterzy już dawno opłacili odpowiednich przesuwaczy i nasza moc sprawcza jest żadna (pozornie zmieniając temat: przed Grecją mieszkaliśmy w Irlandii). Ale nie przesuwajmy ich w dyskursie, jakby nagle oficerowie prowadzący z Chin sypnęli nam monetek za reklamowanie i wdrażanie social credit system, i że jest tak bardzo świetny dla programu klasy średniej PL2050 aka „Polska po 50”.

  498. @Boni
    Boni, ja ciebie lubię, ale wywołujesz do tablicy mnie konkretnie (a innych przez 'i inni’) a piszesz chyba nie czytając niektórych wypowiedzi.
    „Ale rozumiecie, że można sobie dowolnie poustawiać definicje definicji i zawsze uważać, że „nieee, to państwo jeszcze nie jest bezgotówkowe, bo [coś tam coś tam]”?”
    A o czym tutaj rozmawiamy? I gdzie pokazaliśmy, że być może nie rozumiemy? Nie mogę mówić za innych, ale ja się starałem jednak trzymać pewnej precyzji i podawać co uważam za mało prawdopodobne, co za bardziej, dlaczego i jakie inne czynniki które mogą się pojawić, uwzględniam. A ty mi tu wyskakujesz z „Ale rozumiecie…?”

    „WO pisze konkretnie, do 2030 i co rozumie przez „zlikwidują””
    Pewne ramy czasowe nakreśliłem dużo wcześniej, niż WO zaproponował 2030. A zdefiniowanie „likwidacji” – które też się pojawiło na moją prośbę – uważam za kluczowe. Bo na przykład gdy ja słyszę „zlikwidują” to nie przetwarzam tego na „wprowadzą ograniczenia” tylko „zabronią”. Że gotówki już po prostu nie będzie w obiegu, może gdzieś tam w jakichś niszowych miejscach (no bo barteru i tak nikt nigdy nie usunie). A przecież nawet w wymaganiach WO jest „50%+ instytucji prywatnych/komercyjnych”.
    Czyli co, jeśli nie mogę opłacić rachunku albo podatku gotówką, ale mogą za nią nadal kupić jedzenie, to już jest zlikwidowana? Czy to może jest spektrum i gotówka jest trochę zlikwidowana, albo bardzo, ale w całości to jeszcze nie?

    „Ale już wracam pod kamień, bo przecież ja się z WO zgadzam w temacie, i z połową dyskutantów też, tyle, że nie zgadzam się na TAKIE przesuwanie granic dyskursu w rozmowach w TAKIM miejscu”
    No patrz, ja jakby też. Dlatego nie podoba mi się alarmistyczne i nieprecyzyjne „Zaraz zlikwidują nam gotówkę!” kiedy jak najbardziej zgodnie z faktami można napisać „Już utrudniają nam korzystanie z gotówki”.
    Piszesz teraz tak, jakby to było coś nowego, że ludzie dyskutują po części z własnymi domysłami, zwłaszcza gdy wypowiedzi nie są precyzyjne. I jakby wszyscy mieli te same skojarzenia związane z różnymi słowami. Nie mamy. Nigdy nie mieliśmy.

    Nie podoba mi się też, że ktoś stawia znak równości między procesem likwidacji, a stanem zlikwidowania, bo jedno jest ciągłe, a drugie dokonane. I jest to pewna róznica zarówno w języku polskim, jak i w stanie faktycznym. Jeśli dla ciebie sam fakt istnienia procesu wystarcza, to przecież już nam zlikwidowali gotówkę, bo problemy pojawiły się parę lat temu. A jeśli nie wystarcza, to może jednak warto ustalić gdzie jest ta granica przekroczenie której uznamy za kamień milowy? Albo uwzględnić, że ok, ty miałeś problemy z płaceniem gotówką w urzędzie i może w tamtym miejscu już jest zlikwidowana, ale w innym tego nie ma? Bo Polska jest całkiem spora i bynajmniej nie jednorodna.

  499. Już miałem odpisywać kol Boniemu ale przypomniało mi się ze jeśli ktoś wylewa swoje frustracje to dyskusja z nim jest bezprzedmiotowa, bo w backgroundzie i tak na pewno o co innego mu chodzi.

    Jedyne co sprawdziłem w AI to jakim prawem kasy może w urzędzie nie być bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem (jak pisałem, w Warszawie są). Ale oczywiście twoje prawo robić sobie ze mnie chochoła

  500. @klasa Epsteina

    Taki off topic komentarz na temat zwrotu „klasa Epsteina”, który robi się popularny w lewicowym dyskursie a który jak rozumiem oznacza „bogatych kolesi, którym wolno gwałcić”. Otóż błędnie wskazuje on na nie-podstawową przyczynę tych występów, czyli przywilej klasowy (przynależność do elity politycznej albo finansowej). Podstawowa przyczyna to nie przywilej klasowy, tylko patriarchat. Nie mamy problemu wyłącznie z bogatymi mężczyznami gwałcącymi kobiety i dzieci. Mamy problem z mężczyznami z dowolnych klas społecznych dopuszczającymi się takich zbrodni. Jeżeli ktoś mi nie wierzy, to niech sprawdzi kogo skazano w procesie Dominique Pelicot – to byli zwykli Francuzi, również z klasy robotniczej. To nie nierówności klasowe czy finansowe są praprzyczyną Epsteina, tylko nierówność pomiędzy mężczyznami i kobietami podtrzymywana przez patriarchat (kraje gdzie jest większa równość płci mają mniej przemocy wobec kobiet).

  501. > Mamy problem z mężczyznami

    Takimi jak Ghislaine Maxwell i apologetkami klasy Epsteina jak Agata Bielik-Robson.

  502. > patriarchat

    Tak wgl Peter Thiel jest gejem, a jego kochanek jak wpadł na jego sylwestra z mężem niezapowiedziany, tak wypadł z okna. Traktowanie ludzi i społeczeństw jak zabawkek (a o tym żywo dyskutowano z Epsteinem) to jednak przywilej klasowy.

  503. @rw
    „Podstawowa przyczyna to nie przywilej klasowy, tylko patriarchat.”
    Why not both?
    Problem z patriarchatem jest oczywisty i dużo starszy niż Epstein czy ktokolwiek, kto u niego gościł. Ale wśród jego gości nie było zwykłych Francuzów z klasy robotniczej, tylko książę Andrew Windsor cośtam cośtam i ludzie którzy albo są w jednym procencie najbogatszych, albo mają spore wpływy.
    Sprawa Epsteina budzi zainteresowanie nie dlatego, że ktoś został skrzywdzony, bo takie rzeczy dzieją się codziennie i wszędzie. Budzi takie zainteresowanie dlatego, że jeśli nie możemy pociągnąć do odpowiedzialności tych ludzi, to nie mamy szansy nie tylko na sprawiedliwość, ale nawet na złudzenie sprawiedliwości. Oni są ponad prawem, mogą robić co chcą, włos im z głowy nie spadnie.
    I nie jest ważne czy będą gwałcić kobiety, dzieci czy może zwalniać robotników, inwigilować klientów, czy dosłownie kupować sobie wybory.

    Czyli proces i skazanie są dla pana, panie zwykły Francuzeczku. Dla zarządu są dezinformacja, zaciemnianie obrazu, wywołanie wojny i inne narzędzia żeby uniknąć odpowiedzialności. Oraz kawior, szampan i kobiety czy dzieci do bezkarnego gwałcenia.

  504. Znów zaczynacie spór o to, ile diabłów mieści się na główce od szpilki? Że niby która przyczyna jest podstawowa?

    W jaki sposób przywilej klasowy wyklucza się z patriarchatem? Jak dla mnie to są dwa zbiory – graficznie takie rzeczy powszechnie (i memicznie) obrazuje się przecinającymi się okręgami – gdzie „klasa Epsteina” mieści się w tej wspólnej części. Możliwe, że ta wspólna część jest większa, niż się ją rysuje w innych przypadkach.

  505. @rw
    „Taki off topic komentarz na temat zwrotu „klasa Epsteina”, który robi się popularny w lewicowym dyskursie a który jak rozumiem oznacza „bogatych kolesi, którym wolno gwałcić”. Otóż błędnie wskazuje on na nie-podstawową przyczynę tych występów, czyli przywilej klasowy (przynależność do elity politycznej albo finansowej). ”

    Pozwoliłem koledze się wypowiedzieć, ale będę oczywiście nadal używać tego pojęcia (kiedyś zamiast tego mówiłem „golfiści”). No jasne, że istnieją też gwałciciele z klasy robotniczej, ale klasa Epsteina to klasa Epsteina. Dziękuję za uwagę w tej materii.

  506. @boni
    ” WO pisze konkretnie, do 2030 i co rozumie przez „zlikwidują””

    Zmieniłem na 2035, bo jestem jak w tym dowcipie o dinozaurach, „to już kenozik? cholera, ciągle w czekach piszę mezozoik”). Rzeczywiście chodziło mi o „w ciągu 10 lat”, raczej wielu z nas dożyje (może i ja?).

  507. @unikod

    „Takimi jak Ghislaine Maxwell i apologetkami klasy Epsteina jak Agata Bielik-Robson.”

    Brawo, właśnie odkryłeś że patriarchat jest też podtrzymywany przez kobiety. Ale jakoś znacząca większość ziomków Epsteina która latała na tę wyspę gwałcić kobiety i dziewczynki to byli faceci, więc nie da się tu dowieść symetrii płciowej.

    „Tak wgl Peter Thiel jest gejem,”

    Bez znaczenia.

    @PK

    „Why not both?”

    Bo praprzyczyna niejako z definicji jest jedna 🙂 Nie napisałem, że przywileje klasowe nie miały znaczenia, tylko że nie są podstawową przyczyną. Nawiasem mówiąc, dystrybucja tychże przywilei klasowych pomiędzy płciami też jest nierównomierna, a co za tym stoi? patriarchat.

  508. @rw
    „Bo praprzyczyna niejako z definicji jest jedna ”

    To w tym sensie praprzyczyną jest Wielki Wybuch

  509. @rw
    „Brawo, właśnie odkryłeś że patriarchat jest też podtrzymywany przez kobiety. ”

    No ciekawe, dlaczego Ghislaine Maxwell nie podtrzymywała tego patriarchatu z jakimiś kolesiami z klasy robotniczej.

    „Bo praprzyczyna niejako z definicji jest jedna Nie napisałem, że przywileje klasowe nie miały znaczenia, tylko że nie są podstawową przyczyną.”

    To szesnastorzędne co jest praprzyczyną, jeśli w przypadku sprawców z klasy robotniczej do posłania za kratki wystarczy zawiadomienie do prokuratury a sprawcy z „klasy Epsteina” wciąż sobie gdzieś molestują na różnych wyspach ze świadomością, że jeśli spotkają się z prokuratorem, to żeby pogadać, jak mu sfinansować karierę polityczną. W przypadku takiej asymetrii konsekwencji mamy problem z przywilejami klasowymi i nie wiem, po co to w ogóle negować.

  510. (przepraszam za podwójny post, ale na telefonie wcisnęło mi sie Opublikuj za wcześnie.)

    @PK

    „Sprawa Epsteina budzi zainteresowanie nie dlatego, że ktoś został skrzywdzony, bo takie rzeczy dzieją się codziennie i wszędzie.”

    Zastanów się nad tym, co właśnie napisałeś. Normalizacja przemocy seksualnej wobec kobiet („nikogo nie interesuje, że któraś została zgwałcona, bo przecież takie rzeczy dzieją się codziennie i wszędzie”) to też cześć systemu patriarchatu, który w Polsce przeniknął ludziom umysły.

    „Czyli proces i skazanie są dla pana, panie zwykły Francuzeczku.”

    Jak się porówna dane z sondaż na temat zasięgu i częstości aktów przemocy seksualnej wobec kobiet z danymi na temat skazań za takie przestępstwa, to łatwo dojść do wniosku że nie trzeba być miliarderem żeby uniknąć odpowiedzialności za takie przestępstwa.

    W sprawie Dominique Pelicot uderza właśnie to, że skazani nie byli jacyś nietypowi. Taka próbka społeczna kolesi, którym ktoś powiedział że będą mogli zgwałcić kobietę bez ryzyka i poszli na to. A jeszcze więcej facetów widziało informacje o tym na forach gdzie operował Pelicot i nie donioslo o tym na policję.

    No i powinno nas uderzyć też to, że przecież możliwa byłaby sytuacja odwrotna: żona usypia czymś swojego męża i udostępnia jego ciało innym kobietom przez internet. Nie ma fizycznej przyczyny, żeby kobieta nie mogła dokonać na tak obezwladnionym mężczyźnie czynów które uznaje się co najmniej za molestowanie seksualne. A jednak takiej sprawy nigdy nie było, co więcej – odruchowo taki scenariusz uważamy za absurdalny. Bo przemoc seksualna charakteryzuje się ogromną nierównością płci, zarówno w przypadku Pelicot jak i Epsteina. Czego przyczyną jest patriarchat. I to właśnie jest zacierane przez termin „klasa Epsteina”.

    @wo

    Dziękuję za możliwość wypowiedzi 🙂 Rozumiem atrakcyjność ujęcia klasowego. Ale ktoś musiał przypomnieć inne, imo bardziej fundamentalne, aspekty tego problemu, więc widać padło na mnie.

  511. @MW

    „To szesnastorzędne co jest praprzyczyną, jeśli w przypadku sprawców z klasy robotniczej do posłania za kratki wystarczy zawiadomienie do prokuratury”

    Bzdura, że „wystarczy zawiadomienie”. Niezbędny był heroizm pokrzywdzonej, bez której zeznań w sądzie (które musiały być dla niej bardzo traumatyczne) nie byłoby wyroku.

  512. @rw
    „Bzdura, że „wystarczy zawiadomienie”. Niezbędny był heroizm pokrzywdzonej, bez której zeznań w sądzie (które musiały być dla niej bardzo traumatyczne) nie byłoby wyroku.”

    No popatrz, niektóre ofiary sprawców z klasy Epsteina również heroicznie zeznawały o swojej krzywdzie. Ale pewnie prokuratura w tym przypadku nie ma odwagi iść do sądu, bo patriarchat.

  513. @MW

    Jedyną osobą która poszła siedzieć oprócz Epsteina była właśnie Maxwell, której, jako kobiecie, przywilej klasowy nie wystarczał żeby ją uchronić od odpowiedzialności karnej. Gatesowi wystarczy.

    Ex-książe Andrew może jednak zostać postawiony przed sądem, swoją drogą.

  514. @rw
    „Jedyną osobą która poszła siedzieć oprócz Epsteina była właśnie Maxwell, której, jako kobiecie, przywilej klasowy nie wystarczał żeby ją uchronić od odpowiedzialności karnej.”

    Każdy przydupas tak blisko współpracujący z Epsteinem, niezależnie od płci, zostałby skazany, skoro zabrano się już za niego samego. Nawiasem mówiąc, poczytaj o warunkach, w jakich odbywa karę Maxwell, i wtedy zastanów się czy słowo „odpowiedzialność” jest tutaj na miejscu.

    „Andrew może jednak zostać postawiony przed sądem, swoją drogą.”

    Brawo, pewnie dostanie jakąś naganę szlachectwa i skromną grzywnę, którą i tak pośrednio zafundują Brytyjczycy. Poza tym, w sprawie Pelicot skazano kilkudziesięciu sprawców.

  515. > patriarchat jest też podtrzymywany przez kobiety.

    Patriarchat krzywdzi też mężczyzn. Tych którzy się weń nie wpisują. Za to emaile Epsteina to galeria ofiar postępującego skretynienia z trudem klejących sensowne wypowiedzi. Co im przeżarło mózgi, patriarchat?

    Czy Lisa Randall intensyfikując kontatky po 2008 podtrzymywała patriarchat, czy swoją karierę? „Warped passages” fizyki…

  516. @rw
    „Normalizacja przemocy seksualnej wobec kobiet („nikogo nie interesuje, że któraś została zgwałcona, bo przecież takie rzeczy dzieją się codziennie i wszędzie”) to też cześć systemu patriarchatu, który w Polsce przeniknął ludziom umysły.”
    W Polsce? Przecież to jest norma światowa. Polska ma tu wiele do nadrobienia, ale istnieją jeszcze gorsze miejsca, gdzie to patriarchalne myślenie jest nawet silniejsze. To oczywiście nie jest argument za tym, żebyśmy nie wykonywali wysiłku żeby to zmienić. To tylko stwierdzenie jak jest. Miejscami się to zmienia na lepsze, nawet jeśli powoli.

    Ja się zgadzam, że patriarchat jest problemem. I że powinniśmy to zmieniać. Ale czy naprawdę sądzisz, że jesteśmy w stanie tak po prostu obalić go i zastąpić czymś lepszym? Nawet nie pytam czym konkretnie i w jaki sposób byśmy egzekwowali, żeby ludzie zachowywali się etycznie. Bo część i tak to robi i robić będzie, a część nie robi i nie będzie jeśli tylko ujdzie im to na sucho.
    A z Epsteinem i jego funflami coś można zrobić. Można sprawdzić te akta, przyjąć zeznania, osądzić, skazać. Właśnie po to, żeby im nie uszło na sucho. Głowa psuje się od głowy, jak mówi stare powiedzenie. Jeśli nie osądzimy tych, to czemu ktokolwiek zwyczajniejszy ma sądzić, że da radę otrzymać sprawiedliwość?

    „Jak się porówna dane z sondaż na temat zasięgu i częstości aktów przemocy seksualnej wobec kobiet z danymi na temat skazań za takie przestępstwa, to łatwo dojść do wniosku że nie trzeba być miliarderem żeby uniknąć odpowiedzialności za takie przestępstwa.”
    Owszem. Ale czy ja serio muszę pisać dlaczego, skoro WO już parę razy to tłumaczył? W naszym (polskim, europejskim, zachodnim, etc.) procesie sądowym obowiązuje domniemanie niewinności. Przestępstwa trzeba dowieść „poza uzasadnioną wątpliwość”. Problem z przemocą seksualną jest zaś taki, że często tych dowodów nie ma. Jest zeznanie ofiary i jest zeznanie pozwanego, przeciwstawne. Jeśli nie ma się fizycznych dowodów, nagrań, zeznań innych świadków, to po prostu nie wystarcza. Do tego wstyd przez który ofiary nierzadko zgłaszają się dużo później, co utrudnia zabezpieczenie dowodów, np. zrobienie obdukcji.
    Co gorsza chyba nikt nie ma pomysłu co z tym zrobić. Taka jest po prostu norma w niemal całym systemie sądowym (zdaje się, że w niektórych miejscach w sprawach podatkowych jest na odwrót, tzn. trzeba móc udowodnić, że się wszystko załatwiło jak należy i mieć na to papiery). Jeśli wiesz jak to rozwiązać to ja chętnie usłyszę.
    Przepraszam, Lem miał pomysł, ale akurat to była część science fiction. Mam tu na myśli betryzację i picie brytu.

    A przecież w sprawie Epsteina jedną z kluczowych rzeczy jest to, że mamy dowody! Mamy zeznania, mamy korespondencję, to nie jest już przypadek „Ona mówi jedno, on drugie”. Jeśli w takiej sprawie nie da się skazać przestępców, to gdzie jest sprawiedliwość?

    „Bo przemoc seksualna charakteryzuje się ogromną nierównością płci, zarówno w przypadku Pelicot jak i Epsteina. Czego przyczyną jest patriarchat. I to właśnie jest zacierane przez termin „klasa Epsteina”.”
    Hmmm, a zastanowiłeś się, że ta „klasa Epsteina” to są prawie wyłącznie mężczyźni? Że jak ktoś tak mówi, to raczej nie ma na myśli majętnych i wysoko postawionych kobiet, tylko praktycznie samych mężczyzn? Czym jest patriarchat? Rządami patriarchów, tak? No to właśnie to mamy w klasie Epsteina – samych patriarchów. Tych na samym szczycie, od których spływa władza.

    Ja chyba rozumiem o co ci chodzi. Żeby przy mówieniu o sprawie Epsteina nie zapominać o tych wszystkich kobietach krzywdzonych przez zwyczajnych mężczyzn i tych zwyczajnych mężczyznach równie skłonnych do przemocy seksualnej, co epsteinowcy. Poniekąd słusznie. Ale to działa i w drugą stronę. Mówiąc, że za to wszystko odpowiada patriarchat sprawiasz, że ta grupa się rozmywa w dużo, dużo większej. Część mężczyzn nigdy nie zgwałci. Część zgwałci jeśli będzie miała ku temu okazję. Część sobie sama taką okazję sprokuruje. Ale tylko niewielka grupa brała udział w długotrwałym i zorganizowanym procederze, latała prywatnymi samolotami na prywatną wyspę, gwałciła kobiety – w tym nieletnie – i wracała robić to ponownie. Oraz miała pieniądze i władzę by uciszać sprawę i unikać odpowiedzialności.
    Typowego gwałciciela – oprócz odpowiedzialności sądowej – ty czy ja możemy poddać ostracyzmowi, ale niewiele więcej. Może straci pracę. Epsteinowcy zaś czerpią z nas zyski. Trump jest prezydentem USA z rzeszą wyborców, Gates miał Microsoft, eks-książę Andrew Windsor jakmutam pochodził z rodziny królewskiej i cieszył się z tego powodu przywilejami. Oni wszyscy potrzebują dostać dodatkowego kopniaka w jaja, właśnie dlatego, że ich można uderzyć dotkliwiej. My w Polsce akurat chyba nie mamy nikogo kto by się łapał do tego elitarnego grona, ale ludzie w UK już tak, a w USA to w ogóle.

    „Bo praprzyczyna niejako z definicji jest jedna Nie napisałem, że przywileje klasowe nie miały znaczenia, tylko że nie są podstawową przyczyną.”
    Ok, ja się mogę nawet zgodzić, że praprzyczyną klasizmu i wielu innych problemów jest patriarchat. Również autorytaryzmu, a więc faszyzmu, komunizmu (wszystko wprowadzane przez mężczyzn, kobiet na decyzyjnych pozycjach było niewiele i jeśli się trafiały to musiały udowadniać, że są równie bezwzględne co mężczyźni, albo i bardziej) i jeszcze paru wynalazków. Niech będzie, to jest praprzyczyna.
    Tylko ta praprzyczyna ma przecież swój początek w czasach gdy powstały społeczeństwa patriarchalne, czyli w jakiejś prehistorii gdy mężczyźni polowali i oczekiwali za swoje ryzyko i wysiłek odpowiedniej części łupów. A potem rozwinięcie w czasach łowców-zbieraczy, wojowników-łupieżców, wojen o zasoby albo urażoną dumę. To są nawet nie wieki a tysiąclecia fundamentu fizycznej dominacji i kulturowej nadbudowy, w których porządny wyłom pojawia się ile? Kilka dekad temu?
    Tak, trzeba to niszczyć. Ale nie spodziewam się zobaczyć upadku patriarchatu za mojego życia. Zwłaszcza, że chyba nikt nie ma pomysłu czym – i co ważniejsze jak – go zastąpić.
    A epsteinowców w więzieniu wszyscy możemy zobaczyć. I może świat nie będzie sprawiedliwym miejscem, ale będzie odrobinę lepszym. W tym przypadku taką konkretną odrobinę, bo ich możliwości czynienia zła są wielokrotnie większe niż możliwości przeciętnego człowieka.

  517. @PK

    ” nie spodziewam się zobaczyć upadku patriarchatu za mojego życia. Zwłaszcza, że chyba nikt nie ma pomysłu czym – i co ważniejsze jak – go zastąpić.”

    To samo obrońcy kapitalizmu mówią o kapitalizmie.

  518. @rw
    „To samo obrońcy kapitalizmu mówią o kapitalizmie.”
    Być może. Jestem pod tym względem pesymistą i myślę, że nie uwalimy kapitalizmu szybko. Możemy uwalić kapitalistów, ale historia pokazuje, że zawsze jacyś wracają. Nawet komunizm wyglądał tak, że miało być pięknie i dla ludzi – i nawet ktoś coś robił! – a potem powstała nowa klasa rządząca. Władza korumpuje i myślę, że musielibyśmy zmienić coś fundamentalnego w człowieku, żeby udało nam się to przezwyciężyć. Ale w przypadku kapitalizmu mamy jakieś wizje tego, jak to by mogło wyglądać i czego wymagać, jak chociażby Star Trek z technologią replikatorów.
    A co mamy na patriarchat? Jednego Lema z betryzacją? Powiedzmy że za te dziesięć lat (akurat gdy całkowicie zlikwidują gotówkę, pszypadeg?) nastroje społeczne są takie, że postanawiamy uwalić patriarchat. Na świecie, w Polsce, nie wiem, wybierz sobie. I co wtedy? Jak się będą zachowywać ludzie? Anarchia? Merytokracja? Coś innego? I co powstrzyma ludzi przed tym, żeby w ciągu kolejnej dekady ci, którzy uważają się za lepszych i silniejszych nie zaczęli znowu wprowadzać swoich zasad, bo będą mogli? Bo siła po ich stronie?
    Przecież my już teraz możemy obserwować pewną kontr-reakcję. Kobiety dostały lepsze wykształcenie, uniezależniły się częściowo od mężczyzn, powyjeżdżały ze wsi do miast, poszły do pracy, wyemancypowały się. Wspaniale! Ale dostajemy też inceli, młodzi mężczyźni w Polsce lubią głosować na Konfederację, czyli mocno – nawet jak na polskie standardy – patriarchalną partię gadającą o „tradycyjnych rolach kobiecych”. Co trzeba zrobić, żeby ci mężczyźni zrozumieli, że świat się zmienia, kobiety i seks już im się nie należą tylko z powodu posiadania penisa? Że większość z nich nie jest i nawet nie może być takim tradycyjnym mężczyzną który przynosi do domu pieniądze, wystarczające na utrzymanie całej rodziny.
    Ja – i zapewne większość tutaj piszących – z całego serca popieram upadek patriarchatu. Ale nie wystarczy chcieć. Na niektórych to trzeba będzie wymusić. Tymczasem lewica ma jakieś smętne procenty, może kilkanaście jeśli zsumować NL i Razem, zaś Konfederacja i Braun sporo więcej (a za nimi jest jeszcze PiS który właśnie stawia na zaostrzenie retoryki i premiera Czarnka, czy PSL z jego konserwatywnym podejściem do spraw światopoglądowych).
    W tej sytuacji czepianie się określeń takich jak „klasa Epsteina” wydaje mi się płakaniem nad różami gdy płonie las. A może by tak wykorzystać to po swojemu? Tak, jest „klasa Epsteina”. I to są sami mężczyźni. To jest patriarchat w działaniu, w najbezczelniejszej odsłonie. On tak właśnie działa gdy mężczyźni uważają, że wolno im więcej bo są silniejsi i bogatsi. Klasa Epsteina to właściwie definicja patriarchalnego przywileju, korzystająca z przemocy ekonomicznej równie chętnie – albo i bardziej – niż z fizycznej.
    Tego nie ma co rozważać w osobnych kategoriach.

  519. > Tak, jest „klasa Epsteina”. I to są sami mężczyźni.

    Ale przecież nie. Nie jest nawet tak, że patriarchat to niemoal biologiczny problem z mężczyznami. Większość mężczyzn nie jest też gwałcicielami.

    To reakcjoniści robią aferę. Tak jak wykreowali widowisko pochylania się nad incelami jak jakimś godnym uwagi i psychoanalizy kanarkiem w kopalni męskiej podświadomości. Parę osób w emailach Epsteina zachowało się porządnie i już lecą wywiady jakby to był jakiś heroizm w patriarchacie. Tymczasem prawie każdy wzięty z ulicy by się tak zachował. I taka też jest opinia ulicy o tej sprawie wyrażona określeniem „klasa Epsteina”.

  520. > To reakcjoniści robią aferę.

    Oops, zapomniałem że to ci sami ludzie co klasa Epsteina. Nikolic, doradca „naukowy” fundacji Billa Gatesa napisał do Epsteina że 4chan byłby świetnym narzędziem manipulacji, admin 4chana Chris Poole puścił wodzę forum „politically incorrect” dosłownie dzień po spotkaniu z Epsteinem, a reszta to historia. Emailach Epsteina potwierdzają banalne wyjaśnienia, a nieprawdopodobne bo najgłupsze spiski okazują się prawdziwe. Ale niektórzy mózgowcy widząc tę skrzeczącą rzeczywistość przekierowują uwagę ku rozważaniom o naturze ludzkiej tak jakby każdy mógł być, a może nawet jest, trybikiem tej struktury władzy.

  521. @unikod

    „Nie jest nawet tak, że patriarchat to niemoal biologiczny problem z mężczyznami. Większość mężczyzn nie jest też gwałcicielami.”

    To nie jest problem biologiczny, tylko kulturalny. Lepiej niż ja wyjaśnia to Celeste Davis: link to celestemdavis.substack.com

    No i owszem, większość mężczyzn nie jest gwałcicielami, ale większość gwałcicieli to mężczyżni. Czyli po bajesowsku, P(gwałciciel|mężczyzna) >> P(gwałciciel|kobieta). Część lewicy nie może tego strawić, bo im to psuje tezę, że klasa społeczna wyjaśnia wszystko.

  522. @”I to są sami mężczyźni.”

    Duży przykład, że nie sami, to Ghislaine Maxwell. Lecz są też mniejsze przykłady, np. par czy małżeństw (niejednopłciowych) wykorzystujących seksualnie dzieci, także własne, adoptowane, oddane pod opiekę albo biologiczne.
    Nie żebym zdejmował ciężar winy z patriarchatu, raczej sugeruję, że współbudowniczymi tej kultury – patriarchatu lub szerzej: seksualnej przemocy silniejszych wobec słabszych – bywają także kobiety. Jeżeli wyjmiemy głowę z naszej cywilizacji zachodniej i rozejrzymy się, to zobaczymy, że w innych rejonach/kulturach świata jest podobnie, kobiety też są skłonne robić seksulną krzywdę dzieciom – w imię tam dominujących wartości, tamtych hierarchii społecznych i relacji władzy, ale dodając do nich własną, osobistą podłość i obrzydliwość.

  523. @procyon
    Jest różnica między „nie zrobię X ze względu na to, że X doprowadzi do wykluczenia, a uznaje wykluczenie za złe” i „nie zrobię X, bo technicznie X nie przejdzie w danym rejonie.”

    @wo
    „Wywieszenie karteczki z napisem „NIE PRZYJMUJEMY GOTÓWKI” technologicznie jest bardzo proste w dowolnej części kraju.”
    Tak, z pewnością nagła rezygnacja z dochodów od znaczącej części klientów jest bardzo łatwa w dowolnej części kraju. Procedura bankructwa nieco trudniejsza, ale co to dla naszych krajan.

    Innymi słowy – oczywiście, może sobie dany sklep w Dziurze Mniejszej stwierdzić, że od dziś nie przyjmuje gotówki. Tylko jeśli w tym sklepie kupują głównie ludzie, którzy nie za bardzo mają alternatywy (nawet nie zawsze dlatego, że nie mają kont i kart, tylko np. komornik im te zajął) i jest ich wystarczająca liczba… To jednak takie łatwe to wcale nie jest.

    „Nieprawda. „Robisz jakieś głupie niezwerbalizowane założenie” to jest logiczna argumentacja.”
    Nie jest logiczną argumentacją, gdy postuluje się to założenie w określonej formie (a Pan postulował je u mnie), a po wskazaniu, że ta forma nie ma miejsca i jest chochołem brak przyznania tego jest intelektualną nieuczciwością. (Po belfersku – wykazuje Pan uczniowi błąd w rozwiązaniu zadania, którego błędu nie popełnił, po czym argumentuje „ale jakiś błąd na pewno jest, bo wynik jest wg. mnie nieprawidłowy, więc w sumie moje pierwotne wykazanie błędu było trafne”. A w języku logiki, to błąd logiczny/trik retoryczny znany jako texas sharpshooter fallacy.)

  524. @Piotr Kapis
    „Ja bywam jednym z tych co to „Um, akszuali!” i lubię pewną precyzję wypowiedzi. Dlatego okiem bym nie mrugnął gdyby napisano „tymczasem likwidują nam gotówkę, przejście na bezgotówkowe postępuje”, nawet sam bym się z tym zgodził.”

    Yep, same.

    @boni
    „Bo może waszym zdaniem ta babcia z gotówką w urz.gmin. pomimo swojego cyfrowego wykluczenia potrafi kłócić się i wadzić z urzędami, może aż po NSA?”
    Babcia nie. Jej wnuczek prawnik, który lubi się rzucać o takie rzeczy? Albo jej bratanek emerytowany policjant z zacięciem do sądzenia się o każdą pierdołę? Oj tak. (I tak, znam takich ludzi IRL.)

    @wo
    „Proponowałbym metrykę „do 2030”, a „zlikwidują” niekoniecznie jako formalny zakaz, ale jako wszechobecność nalepek „nie przyjmujemy gotówki” (które już są w Szwecji!). Wszechobecność definiuję jako „100% urzędów i innych instytucji publicznych + 50%+ instytucji prywatnych/komercyjnych”.”

    4 lata? To wchodzi w coś, o co byłbym się skłonny wręcz założyć o gotówkę na tym poziomie nieprawdopodobieństwa. Późniejsza hipoteza o 2035 jest już minimalnie prawdopodobna, ale 2030 jest po prostu nierealne.

    (Poczta Polska)”A kiedy ostatnio byłeś na?”
    Ja bywam np. regularnie, kilka razy w miesiącu typowo, bo wysyłam moje książki klientom pocztą. (Ze względu na szereg rzeczy bojkotuję inpost jak tylko mogę.) Rzadko kiedy w Warszawie zdarza się, by nie było kolejki i to w różnych godzinach, obłożenie niespecjalnie zmienia się przez ostatnich 5-6 lat, gdy takie wycieczki na pocztę mam regularnie i testując różne urzędy pocztowe (choć by być fair, głównie żoliborskie + całodobówkę na świętokrzyskiej).

    „Czy mówi ci coś skrot „KSEF”?”
    Ten KSEF którego wdrożenie właśnie przesunięto po falstarcie w 2024, który na poziomie dobrowolnie funkcjonującej platformy wszedł w 2022, a jeszcze wcześniej był kilka lat stawiany, a w ogóle to proces zaczął być budowany na poziomie unijnym w 2010? No to idąc z harmonogramem KSEF mamy bezgotówkowe płatności w 2042, jeśli Unia od jutra zacznie iść w tym kierunku politycznie. Idąc „tylko” z harmonogramem „wdrażania na rympał” i tak nie mieścimy się do 2030.

    @embercadero
    „przypomniało mi się ze jeśli ktoś wylewa swoje frustracje to dyskusja z nim jest bezprzedmiotowa, bo w backgroundzie i tak na pewno o co innego mu chodzi.”
    W sumie słuszna obserwacja, sam wyciąłem pod jej wpływem odpowiedź do boniego.

  525. Dobra, oddzielny komentarz o przemocy seksualnej, bo to większy temat i wymaga podejścia data-driven
    1. Zacznijmy od tego, że niestety w dużej części świata (w tym w zasadzie każdym znanym mi kraju Europy, gdzie sprawdzałem i były dane) przemoc seksualna jest w praktyce zdepenalizowana (lub jeśli chcemy nieco precyzyjniej, jest penalizowana mniej więcej na poziomie niemedycznej marihuany na własny użytek we współczesnej Polsce, jeśli nie nieco lżej, czyli minimalne szanse, że będzie jakakolwiek reakcja systemu, a nawet jak będzie, to jej skala jest bardzo rzadko istotna). I to niezależnie od klasy społecznej sprawców.

    Klasa społeczna DODAJE do tego jeszcze potencjalny bonus do bezkarności (jak to robi z praktycznie każdym rodzajem przestępstwa), choć klasa i etniczność ofiary mogą dodać też bardzo niewielki bonus do karalności (jest większa szansa, że przestępstwa seksualne wobec kobiet z pewnej klasy i etniczności będą przez system potraktowane poważniej, niż wobec innych, vide tzw. „Missing white woman syndrome”).

    Więc z jednej strony @RW ma racje wskazując na ogólną bezkarność tych przestępstw, z drugiej strony @MW ma też trochę racji wskazując na to, że gdyby Gisele Pelicot była sprzedawczynią w dyskoncie o maghrebskich korzeniach, a sprawcami byli wyłącznie ultrazamożni absolwenci Sorbony, to szanse na to, że cała sprawa skończyłaby się tak jak skończyła byłyby istotnie mniejsze.

    2. Co do większości mężczyzn nie będących gwałcicielami… No cóż, tu niestety jest nieco danych faktycznie niepokojących. Tzn. mamy badania z pytaniami o skłonność do przemocy seksualnej oraz popełnione czyny przemocy seksualnej, tylko sprytnie nie używają terminów nacechowanych, tylko piszą opisowo. (Np. „użyłeś groźby przemocy by skłonić kogoś do uprawniania seksu”.) I wyniki o ile nie są większościowe, to na poziomie deklaratywnym 1/3 była na „tak”, na poziomie „zrobiłem w ciągu ostatniego roku” w innych badaniach, 6%. A to już jest bardzo, bardzo problematyczne.

    @Piotr Kapis
    „Ja się zgadzam, że patriarchat jest problemem. I że powinniśmy to zmieniać. Ale czy naprawdę sądzisz, że jesteśmy w stanie tak po prostu obalić go i zastąpić czymś lepszym?”
    To się akurat częściowo mam wrażenie już trochę dzieje, co widzimy choćby w dużo większym rozmyciu koncepcji płciowych u współczesnych nastolatków. Nie będzie to „tak po prostu”, będzie to proces, ale to proces już zachodzący stopniowo.

    „Tylko ta praprzyczyna ma przecież swój początek w czasach gdy powstały społeczeństwa patriarchalne, czyli w jakiejś prehistorii gdy mężczyźni polowali i oczekiwali za swoje ryzyko i wysiłek odpowiedniej części łupów.”
    To jest paleofantazja akurat, regularnie obalana, jak trzeba podrzucę papery. Pierwotne plemiona były generalnie dużo bardziej egalitarne, polowania na dużego zwierza były typowo robione całym plemieniem (lub wręcz kilkoma) – robiło się nagonkę masową i zganiało stado z klifów, do przygotowanych pułapek, na bagna i dobijało bezpiecznie. Polowanie w mniejszej skali dostarczało relatywnie niewielkiej części kalorii. Do tego nawet dziś wiele plemion łowców zbieraczy ma bardzo mocne rytuały społeczne typu „jak zrobić, by jak ktoś ma dobre łowy, to mu sodówa nie uderzyła do głowy”. Do tego to co wiemy o pierwotnych plemionach sugeruje społeczne wychowanie dzieci, co też mocno jest wbrew patriarchalnemu modelowi. Społeczeństwa patriarchalne powstały później, prawdopodobnie na poziomie a) trwałych osad i dziedziczenia ziemi oraz b) doprowadzenia do sytuacji w których majątek społeczny i zasoby niezbędne do przetrwania stały się wymienne wewnątrz danej społeczności. (Tu np. pośmiertna książka Graebera jest warta przeczytania.)

    „To są nawet nie wieki a tysiąclecia fundamentu fizycznej dominacji i kulturowej nadbudowy,”
    To też jest dużo bardziej złożone i np. patriarchat XVI-wieczny i XIX-wieczny to zupełnie inne zwierzęta. Bo w XVI wieku „mąż królem własnego domu”, w XIX ci królowie za często tracili głowy, więc narzucono całą koncepcję o mężczyznach z marsa i kobietach z wenus (oczywiście inaczej wtedy nazwaną). Tu polecam np. świetne „Marriage, a history” Stephanie Coontz.

    „Władza korumpuje i myślę, że musielibyśmy zmienić coś fundamentalnego w człowieku, żeby udało nam się to przezwyciężyć.”
    Przecież historycznie mieliśmy całkiem sporo długich okresów, gdzie alternatywy działały. Tu znów Graeber się kłania.

    „A co mamy na patriarchat?”
    Już Ci odpowiadam – wyrzucenie koncepcji męskości i kobiecości na rzecz człowieczeństwa. To serio nie jest nawet model jakoś specjalnie złożony i był na różne sposoby praktykowany w różnych kulturach. Nie mówiąc nawet o tych okresach historii europy, gdzie w praktyce ten patriarchat był dla władców, ale na poziomie wioski czy miasteczka rodzina była współzależna i musiała razem funkcjonować.

    „I co powstrzyma ludzi przed tym, żeby w ciągu kolejnej dekady ci, którzy uważają się za lepszych i silniejszych nie zaczęli znowu wprowadzać swoich zasad, bo będą mogli? Bo siła po ich stronie?”
    U bonobo samce są silniejsze od samic. Ale rządzą samice. Serio, sprowadzanie kwestii do siły fizycznej jest strasznym trywializowaniem tematu.

    „Przecież my już teraz możemy obserwować pewną kontr-reakcję.”
    Kryzys męskości trwa odkąd zdefiniowaną męskość i inherentną cechą męskości jest to, że jest ona w kryzysie. Innymi słowy, argumenty o kontreeakcji są dla mnie o tyle problematyczne, że ona raczej mówi o postępach nurtu, wobec którego próbuje kontrreagować. Bo jakby nurt odnosił porażki, żadna kontrreakcja nie miałaby miejsca.

  526. @Piotr Kapis

    > W Polsce? Przecież to jest norma światowa.
    > Polska ma tu wiele do nadrobienia, ale
    > istnieją jeszcze gorsze miejsca, gdzie
    > to patriarchalne myślenie jest nawet silniejsze.

    Na tle całego świata, Polska wypada dość dobrze bo lepiej niż zdecydowana większość krajów Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu. Natomiast na tle Unii Europejskiej Polska jest jednym z najbardziej patriarchalnych krajów, z wewnętrznym podziałem, na zachodzie Polski intensywność patriarchatu jest niższa niż na wschodzie.

    > W naszym (polskim, europejskim, zachodnim,
    > etc.) procesie sądowym obowiązuje domniemanie
    > niewinności. Przestępstwa trzeba dowieść
    > „poza uzasadnioną wątpliwość”. Problem z
    > przemocą seksualną jest zaś taki, że często
    > tych dowodów nie ma. Jest zeznanie ofiary
    > i jest zeznanie pozwanego, przeciwstawne.
    > Jeśli nie ma się fizycznych dowodów, nagrań,
    > zeznań innych świadków, to po prostu nie
    > wystarcza. Do tego wstyd przez który ofiary
    > nierzadko zgłaszają się dużo później, co utrudnia
    > zabezpieczenie dowodów, np. zrobienie obdukcji.

    Rozdzielny dwie rzeczy. W społeczeństwach o silniejszych strukturach patriarchalnych ofiary napotykają silniejsze bariery kulturowe w zgłaszaniu przemocy seksualnej. Sprawy nie trafiają do sądów, do zastosowania domniemania niewinności w ogóle nie dochodzi. Problem ze stosowaniem procesowej zasady domniemania niewinności staje się coraz bardziej istotny tam, gdzie wzorce patriarchalne są coraz słabsze. Wynika on z charakteru przestępstw seksualnych, które są trudne do udowodnienia w procesie karnym. Takie przestępstwa z reguły mają miejsce bez udziału świadków, w przestrzeni prywatnej. Często jedynymi dowodami są zeznania osoby pokrzywdzonej i oskarżonego, które stoją w sprzeczności. Dowody biologiczne (o ile zostały w odpowiednim czasie zebrane i odpowiednio zabezpieczone – tutaj polecam drugi sezon „The Pitt”) mogą potwierdzić kontakt seksualny, ale nie rozstrzygają kwestii zgody. Ta kwestia to następny punkt zapalny. W wielu krajach europejskich toczy się debata o przejściu z modelu definicji przestępstwa seksualnego opartego na przemocy/przymusie do modelu opartego na zgodzie. Model oparty na zgodzie poszerza zakres ochrony ale robi to kosztem podwyższenia trudności dowodowej. Z punktu widzenia prokuratora, udowodnienie braku zgody jest znacznie trudniejsze bo ślady fizyczne są materialne, a brak zgody to stan mentalny.

    > Tylko ta praprzyczyna ma przecież swój
    > początek w czasach gdy powstały Je
    > społeczeństwa patriarchalne, czyli
    > w jakiejś prehistorii gdy mężczyźni
    > polowali i oczekiwali za swoje ryzyko
    > i wysiłek odpowiedniej części łupów.

    Wizja „mężczyźni polowali, więc oczekiwali nagrody” to popularny mit oparty na modelu antropologicznym z lat 60. Obecnie przyjmuje się, że społeczeństwa zbieracko-łowieckie były znacznie bardziej zróżnicowane, niż sugeruje ten model, wiele z nich było względnie egalitarnych. Graeber w „Dług…” argumentuje, że patriarchalne struktury rosły w silę wraz z rozwojem relacji dłużnych, bo zadłużenie prowadziło do oddawania córek i żon w niewolę za długi, co instytucjonalizowało kontrolę mężczyzn nad ciałami kobiet. Dług, wojna, niewolnictwo i patriarchat wzajemnie się napędzały. Dodajmy do tego ten kapitalizm-matrix w ujęciu Marcina Napiórkowskiego („Kod kapitalizmu…”).

    Sprawa Epsteina jest złożona. Obejmuje przede wszystkim nadużycia ze strony elit władzy i pieniądza, szantaż, handel ludźmi i pedofilię. To efekt skrajnej koncentracji władzy i bezkarności, w którym patriarchat jest jednym z wielu składowych, obok korupcji instytucjonalnej, sieciowej struktury wpływów, systemowego tuszowania i wielu jeszcze innych. Jest ich w tej sprawie tyle, że każdy znajdzie pośród nich konkretną, najlepiej pasującą do aktualnego poglądu 'praprzyczynę’.

  527. @Artur Król
    „Jest różnica między „nie zrobię X ze względu na to, że X doprowadzi do wykluczenia, a uznaje wykluczenie za złe” i „nie zrobię X, bo technicznie X nie przejdzie w danym rejonie.””

    No właśnie już proszę któryś raz, żebyś mi wyjaśnił jaka dokładnie. Bo wg mnie to: „technicznie nie przejdzie w danym rejonie” = „nie będzie się tego dało tam wdrożyć” = „ludzie stamtąd nie będą mogli tego użyć” = „wykluczymy ludzi stamtąd”. Jak chcesz rygoru dyskusji, to nie wystarczy napisać, że jest różnica – trzeba napisać jaka.

  528. @ak
    „Późniejsza hipoteza o 2035 jest już minimalnie prawdopodobna, ale 2030 jest po prostu nierealne.”

    Zgoda, od razu się poprawiłem – dlatego czepianie się daty 2030 jest po prostu upierdliwością.

    „Tak, z pewnością nagła rezygnacja z dochodów od znaczącej części klientów jest bardzo łatwa w dowolnej części kraju. Procedura bankructwa nieco trudniejsza, ale co to dla naszych krajan.”

    To jest inny temat. Jasne, że wywoła to wiele nieszczęść. Ale wprowadzenie zakazu (niekoniecznie w postaci formalnej ustawy, ale na początek po prostu całkowitego wycofania gotówki z wszystkich urzędów, z ZUS-em na czele, do tego wystarczy rozporządzenie) wszędzie będzie równie łatwe od strony technicznej.

    Zdaje się, że ciągle pan robi jakieś założenie typu „rządzący Polską będą się bardzo martwić tym, że ich decyzja skrzywdzi mieszkańców niektórych obszarów”. Zaraz dostanie pan znowu swojego typowego wycipingla, że przebóg, jak pana tu strasznie krzywdzą, próbują odgadywać pańskie założenia, no ale bez tego nie ma sensu pańskie przejście od „to skrzywdzi wielu ludzi” do „nie zrobią tego”.

    „Innymi słowy – oczywiście, może sobie dany sklep w Dziurze Mniejszej stwierdzić, że od dziś nie przyjmuje gotówki.”

    To nie będzie jego decyzja, tak jak to nie ten sklep decyduje o zakrętkach czy recyklingu.

    „Nie jest logiczną argumentacją, gdy postuluje się to założenie w określonej formie (a Pan postulował je u mnie), a po wskazaniu, że ta forma nie ma miejsca i jest chochołem brak przyznania tego jest intelektualną nieuczciwością. ”

    Przecież od samego początku formułowaliśmy to jako hipotezę. Nawet nie mamy czego przyznawać. W rozmowie potocznej często formułujemy za kogoś odpowiedź zadając pytanie – na przykład „czemu mi się tak przyglądasz, czy zrobiły mi się wąsy od kawy?”. Po prostu chcieliśmy od pana usłyszeć jak brzmi to założenie. Procyon nadal na to czeka, ja już straciłem nadzieję. ZROBIMY WIĘC TAK: pański następny komentarz na ten temat wyleci, jeśli tam też będzie to dziwne przejście, „nie zrobią tego bo to by skrzywdziło wiele osób”.

  529. @”inherentną cechą męskości jest to, że jest ona w kryzysie”

    Kryzys kobiecości też trwa w najlepsze. I to też dobrze. To też daje nadzieję na przyszłość. Krysys to w ogóle – na przestrzeni dziejów – jedna z tych sił, co zła pragnąc, dobro sprawia. Z rzeczy wprawiających świat w ruch lepszy kryzys niż rewolucja.
    A tak patrząc bardziej lokalnie, to nie wiem, czy ktoś porównywał, w jakim wydarzeniu polskie kobiety uczestniczyły bardziej licznie, w marszach czarnych parasolek, czy w wielkiej pokucie na Jasnej Górze w październiku 2016 r.
    Nie chciałbym obudzić się w świecie panujących, nieskazitelnych i niekorodujących, wzorców kobiecości oraz męskości z Sèvres.

  530. @Artur Król @izbkp
    Nie będę odpisywał na wszystko – to już są długie komentarze, a ja mam tendencje do rozpisywania się. Przyjmuję poprawkę dotyczącą paleofantazji.
    Tym co chciałem przekazać, chociaż użyłem złych argumentów, jest to, że w naszym kręgu kulturowym i nie tylko, patriarchat trwa długo. W różnych formach, bo wiele rzeczy trwających tak długo będzie ewoluować. Ale trwa, a więc zakorzenia się w głowach, rodzimy się już w takiej rzeczywistości.
    Dlatego uważam, że jego obalenie nie będzie szybkim procesem. Zmiany już następują, zwłaszcza u młodych ludzi, ale ci ludzie muszą a) nie zmienić zdania dorastając, pod wpływem jakichś przeżyć oraz b) mieć wpływ na praworządność, wydawanie wyroków, etc. To drugie nie jest konieczne, czy raczej stanie się organicznie jeśli c) dziadersi w końcu wymrą, a zostaną młodzi ludzie już odrzucający patriarchat. To oczywiście uproszczenie, ale pokazuje mechanizm. Bo jest to zmiana pokoleniowa. Nie wystarczy, że młodzi ludzie odrzucą patriarchat, jeśli starsi tego nie zrobią, a to oni decydują (jak to w patriarchacie!). Więc jest lepiej niż było, za te 20-30 lat będzie jeszcze lepiej, a za 50 może właśnie będą wymierać ostatnie dinozaury z mojego pokolenia.
    To wszystko bardziej skomplikowane, stare modele męskości trzymają się też wśród młodych ludzi, różne głupie ideologie również („dobre czasy tworzą słabych mężczyzn”, etc.).
    Innymi słowy chodziło mi o to co, Artur napisał o procesie zachodzącym stopniowo, z naciskiem na stopniowość i perspektywę czasową procesu. Oraz drugą część, czyli zanik postaw patriarchalnych wśród tych, którzy już ją mają wdrukowaną.

    „Serio, sprowadzanie kwestii do siły fizycznej jest strasznym trywializowaniem tematu.”
    Nie sprowadzam jej do kwestii siły. Mówię, że siła może być jednym z czynników. Również skłonność do agresji.
    To nie jest przecież ogarnięcie całościowe, tylko zauważenie, że jest to jeden z problemów do zaadresowania. Może bonobo sobie z tym radzą, pewnie niektóre inne zwierzęta też, ale dlaczego to ma być argument za tym, że człowiek na pewno będzie w stanie? To są inne gatunki, różnimy się na poziomie biologicznym. Jeśli szukamy argumentów z natury, to można pokazać i w drugą stronę: że foki gwałcą pingwiny, kaczki gwałcą własne samice i jest to do tego stopnia istotne, że mają fizyczne zmiany utrudniające (u samich) i ułatwiające (u samców) zapłodnienie, a bodajże topiki czy któreś inne owady żyjące na wodzie, kaleczą samice żeby nie uciekły i mają do tego również wykształcone fizyczne zmiany.
    Jasne, bonobo są nam z tego wszystkiego najbliższe, ale nie są nami.
    Nie można uznać, że kwestia siły, agresji i skłonności do użycia przemocy sama zniknie pod wpływem zmian kulturowych. Bo owszem, są mężczyźni u których to może pójść łatwo – model łagodnego giganta jest znany od wieków – ale przecież już obecnie część mężczyzn nie gwałci ani nawet nie rozważa robienia tego. Ale problemem nie są przecież oni, tylko ci, którzy są skłonni użyć przemocy. Nie wiem jak u bonobo, ale u ludzi jak najbardziej zdarzają się agresywne czy emocjonalne dzieci i nastolatki.
    Dlatego uważam za istotne pytanie, jak już po upadku patriarchatu spacyfikujemy tych, którzy będą mieli jakieś naturalne skłonności do traktowania innych gorzej, ale nie na tyle, żeby za to iść do więzienia. Jak to zrobimy w modelu relacji społecznych. Jak sobie poradzimy z narcyzami, manipulantami i naturalnymi brutalami?

    „Już Ci odpowiadam – wyrzucenie koncepcji męskości i kobiecości na rzecz człowieczeństwa. To serio nie jest nawet model jakoś specjalnie złożony i był na różne sposoby praktykowany w różnych kulturach.”
    Ok, a jak masowo? W sensie jak bardzo się skaluje? Bo to że coś funkcjonuje na poziomie pojedynczej małej społeczności nie oznacza, że da się to rozprowadzić na większe. Relacje osobiste mają wpływ, siatki wsparcia też.

    „Nie mówiąc nawet o tych okresach historii europy, gdzie w praktyce ten patriarchat był dla władców, ale na poziomie wioski czy miasteczka rodzina była współzależna i musiała razem funkcjonować.”
    Ale rodzina współzależna i funkcjonująca nie oznacza, że patriarchat tam nie miał miejsca. Wystarczy poczytać coś od Ani Brzezińskiej, która dużo takich sytuacji ze średniowiecza przytacza. Jasne, rodzina mogła prowadzić razem warsztat i żona mogła nim nawet zarządzać, mogła dysponować uczniami i mieć umiejętności na podobnym poziomie co mąż. Ale to on formalnie miał ten warsztat, to on był w cechu i gdy umarł, to czasami ona mogła prowadzić go dalej, a czasami nie. I z jakichś powodów staczaliśmy się ku temu, że jednak nie mogła. Bo ludzie którzy już mieli władzę, jak cechy, chcieli mieć więcej władzy.
    Ja sobie mogę wyobrazić społeczeństwo w którym patriarchat się wywalił i swój głupi pysk rozbił. Tylko czy to będzie stan stabilny, czy może jednak korumpująca władza nie sprawi, że znowu z czasem dostaniemy jakąś grupę elit, która będzie ciągnąć pod siebie? I czy to znowu przypadkiem nie będą głównie mężczyźni? I jak bardzo to społeczeństwo będzie się skalować i zarażać swoimi ideałami inne, a jak bardzo będzie podatne na zarażanie się głupimi ideami od sąsiadów. Nie bez powodu młodzi ludzie mają pewne skłonności do przyjmowania postaw skrajnych, co się potrafi kończyć np. głosowaniem na Korwina, Mentzena czy Bosaka.
    Gdy pytam „co mamy w zamian” to nie chodzi mi o jakikolwiek model, tylko o model mający szansę przetrwać w perspektywie chociażby paru pokoleń. Bo jeśli ma się załamać i wrócimy do patriarchatu, to go wcale nie obaliliśmy.

  531. Przepraszam za dubla, ale miałem odpisać na jeszcze jeden akapit, ale skupiony na myśleniu o tym co piszę zapomniałem o nim.

    @Artur Król
    „Kryzys męskości trwa odkąd zdefiniowaną męskość i inherentną cechą męskości jest to, że jest ona w kryzysie.”
    Owszem. I dobrze. Czy wręcz IBKD

    ” Innymi słowy, argumenty o kontreeakcji są dla mnie o tyle problematyczne, że ona raczej mówi o postępach nurtu, wobec którego próbuje kontrreagować. Bo jakby nurt odnosił porażki, żadna kontrreakcja nie miałaby miejsca.”
    Oczywiście. Dlatego sam zaznaczyłem, że to jest w reakcji na zmiany zachodzące wśród kobiet, na polepszanie ich możliwości. Tylko to po pierwsze prowadzi do rosnącej polaryzacji. Bo wchodzi nam w grę stare „Kiedy masz przywilej to równość wygląda jak krzywda”. Kobiety (w większości, trafiają się wyjątki które wolą grać na patriarchat, oczywiście) i część mężczyzn zyskuje. Inna część mężczyzn traci. Rośnie ich frustracja, rośnie agresja i ich kryzys męskości pęcznieje. Więc próbują bronić swojego modelu życia (czy tego w którym chcieliby żyć). Do tego klasistowski patriarchat jest po ich stronie, bo równość nie jest w jego interesie – ani klasowa, ani płciowa, ani właściwie jakakolwiek inna. A to oznacza, że bogate i wpływowe dziadki też są.
    I gdy równość odnosi sukcesy, to ci drudzy dostrzegają potrzebę wzmożenia działań, czy to oddolnie czy odgórnie. Stąd zarówno ruch incelski, te wszystkie szon patrole, ale i manosfera, Andrew Tate, Musk z jego sypaniem pieniędzy konserwatystom, sponsorowaniem skrajnej prawicy. Oni nie są głupi, dostosowują się. Sufrażystki w XX wieku musiały się przebić przez mur kulturowej akceptacji, ale gdy udawało im się trafić do dorosłych ludzi to ich sprawa posuwała się do przodu.
    My zaś mamy ludzi gotowych indoktrynować dzieci do swoich ideologii, a do dyspozycji zarówno pieniądze jak i narzędzia nacisku skuteczniejsze niż domowe wychowanie.
    Robiono eksperymenty jak zadziała Youtube czy inne social media gdy dołączą do niego dzieci w pewnym wieku. Dzieci o których jeszcze nic nie wie. No i youtube chłopcom polecał na dzień dobry Tate’a.
    Oczywiście nie należy się poddawać z tego powodu. Ale miejmy świadomość, że oni nie stoją w miejscu. Że w miarę sukcesów frakcji równościowej, oni wyciągają cięższe działa i sypią pieniędzmi na kolejne dywizje bojowników o ich wymarzony styl życia. I niestety mają więcej pieniędzy. Może i są chciwi, ale gdy widzą potrzebę to potrafią sięgnąć do kieszeni, nawet całkiem głęboko.

  532. Depenalizacja przemocy wobec kobiet często polega na tym, że jak kobiecie partner grozi przemocą, a kobieta idzie z tym na policję, to policja to sobie kwalifikuje jako „niskie ryzyko” i nie robi nic. Reakcja systemu następuje dopiero później, kiedy kobieta została pobita, zgwałcona albo zamordowana.

    I to jest problemem nie tylko w Polsce czy Chinach (gdzie przemoc w rodzinie jest traktowana jako sprawa prywatna w którą państwo nie powinno się mieszać), ale również w rzekomo progresywnej Norwegii.

  533. @rw
    „Depenalizacja przemocy wobec kobiet często polega na tym, że jak kobiecie partner grozi przemocą, a kobieta idzie z tym na policję, to policja to sobie kwalifikuje jako „niskie ryzyko” i nie robi nic.”

    Używając słowa „depenalizacja” w tym kontekście, sugerujesz, że wcześniej, w minionych latach, reakcja policji była inna, ostrzejsza wobec grożącego, kwalifikująca zgłaszany czyn w rubryczce „wysokie ryzyko”. A przecież wcześniej policja jeszcze mocniej stała na straży patriarchatu jako porządku społecznego (no bo taka jest rola policji – stać na straży porządku społecznego, którego spisane w kodeksach prawo jest tylko jednym z przejawów).

  534. > tolerancja?

    Wymyślona przez oświeceniowych rasistów?

    > Celeste Davis

    To jakiś przykład w duchu skrzynki Epsteina?

    Twierdzenia z tego bloga: przyczyną upadku edukacji w Ameryce jest feminizacja akademii.

    „Male flight describes a similar phenomenon when large numbers of females enter a profession, group, hobby or industry—the men leave. That industry is then devalued. Take veterinary school for example”

    Tymczasem programistki zastąpili programiści PONIEWAŻ zawód zaczął zarabiać, nie został zdewaluowany, wręcz przeciwnie. Zawody rolnicze natomiast się zwijają i wpierw uległy dewaluacji.

    W PRL matematykę studiowały głównie kobiety bo był to zawód nauczycielski, słabo płatny. Panowie jakoś wrócili na uczelnie.

    Jak ktoś zna tylko jedno słowo patriarchat to raczej nie tytan teorii feminizmu.

  535. @unikod

    Nie czytałem całego bloga, ale na podstawie cytatu i Twojego komentarza podejrzewam, że nie zrozumiałeś argumentu.

    Nie wiem kto wymyślił słowo „tolerancja”, ale lubię je.

  536. > Nie czytałem ale podejrzewam

    To może zacznij czytać zanim kogoś polecisz.

    Cytowany argument: zawody stają się mniej pożądane dla mężczyzn w wyniku feminizacj. W tym co podlinkowałeś w ogóle nie ma żadnego argumentu, gdybyś przeczytał to byś wiedział, ale rozumiem że się nie udało pisze na poły tweetami, ale bardzo rozwlekle.

    Dla równowagi do Spiritual Director Celeste Davis link to celestemdavis.com autorki szkoleń „For Those Transitioning Their Faith” polecę kogoś kto umie pisać.

    Feministkę niebinarną (odrzucającą teatr płci w przeciwieństwie do feministek-terfiarek) Laurie Penny z kilkoma książami z teorii feminizmu („Sexual Revolution: Modern Fascism and the Feminist Fightback”, „Cybersexism”, „Meat Market: Female Flesh Under Capitalism”).

    link to lauriepenny.substack.com

    „every man on earth has more in common with Jeffrey Epstein’s victims than he does with any of the guests”

    „every man living under patriarchy is invited to imagine himself as a temporarily embarrassed sex criminal. This is how you get hundreds of millions of men to forget which side they’re on.”

    „Patriarchy is a political technology. It is designed to persuade men that their interests lie with a small elite rather than with the other half of the human race.”

  537. @Unikod
    „Tymczasem programistki zastąpili programiści PONIEWAŻ zawód zaczął zarabiać, nie został zdewaluowany, wręcz przeciwnie.”
    Znaczy się, ponieważ mamy tu badania, efekt jest dwustronny. Tzn. większa maskulinizacja zawodu prowadzi do wzrostu pensji i prestiżu, a większy prestiż i pensje prowadzą do większej maskulinizacji zawodu. (I vice versa.) Przy czym efekt ten jest silniejszy dla wpływu feminizacji/maskulinizacji na płace/prestiż, niż vice versa. Np. link to researchgate.net czy link to link.springer.com

    @rw
    „Depenalizacja przemocy”
    Tam gdzie ja używałem terminu, używałem go w znaczeniu „jeśli Twoje ryzyko poniesienia konsekwencji swoich czynów jest poniżej 1%, to można uznać, że czyny te praktycznie nie niosą ze sobą konsekwencji”, a tak jest w przypadku przemocy seksualnej niestety.

    @Piotr Kapis
    „Ok, a jak masowo?”
    Relatywnie duże kultury, zdecydowanie powyżej poziomu lokalnej społeczności, ale oczywiście nie mamy przykładów na poziomie obecnych społeczności, bo nie mamy historycznego analogu obecnych społeczności po prostu.

    „My zaś mamy ludzi gotowych indoktrynować dzieci do swoich ideologii, a do dyspozycji zarówno pieniądze jak i narzędzia nacisku skuteczniejsze niż domowe wychowanie.”
    To prawda i to potrafi być dość traumatyzujące doświadczenie dla nauczycieli i koleżanek tych dzieci, aczkolwiek dobra wiadomość jest taka, że wczesnodziecięca indoktrynacja ma tendencje do stawania się obiektem kpin w wieku nastoletnim i z tego co kojarzę, właśnie pod kątem Tate’a mamy takie też dane. Tzn. 12-13 latki „whoa! Tate! make me a sandwich”, 15-16 latki „ej, typie, przecież to żałosny frajer, serio cię przekonuje”?

    @ergonauta
    „Kryzys kobiecości też trwa w najlepsze. I to też dobrze. To też daje nadzieję na przyszłość.”

    Bardzo nieporównywalne. Kryzys jest bowiem inherentnie wpisany w męskość jako koncepcję, od jej stworzenia (bo de facto męskość jest grą, którą aspirujący mężczyźni odgrywają dla uzyskania akceptacji mężczyzn, którzy uzyskali i utrzymują „tytuł” mężczyzny) i odkąd istnieje, jest też w nieustannym kryzysie, z dokładnie tymi samymi narzekaniami. No i kobiety doświadczające wątpliwości w swoją kobiecość nie angażują się w przemoc, w tym seksualną, a mężczyźni owszem (tzw. masculine discrepancy stress). Co z kolei akurat bezpośrednio wiąże się z motywem patriarchalnym, tzn. w patriarchacie tylko osoby dostające pieczątkę „mężczyzna” mogą się kwalifikować do pozycji społecznego wpływu i władzy. (Oczywiście w praktyce historycznie było to bardziej złożone, ale socjalizujemy się do platońskich modeli typowo, nie do realnych.)

  538. @Artur Król
    „aczkolwiek dobra wiadomość jest taka, że wczesnodziecięca indoktrynacja ma tendencje do stawania się obiektem kpin w wieku nastoletnim i z tego co kojarzę, właśnie pod kątem Tate’a mamy takie też dane.”
    Autentycznie mnie pocieszyłeś. Jeśli masz jakieś linki, nazwiska, słowa kluczowe, to chętnie poczytam (a nawet obejrzę filmiki na youtube, nie jestem zanadto wybredny).

    „Relatywnie duże kultury, zdecydowanie powyżej poziomu lokalnej społeczności”
    Jak wyżej. Jeśli możesz coś polecić, to ja się chętnie doedukuję.

  539. @AK

    „Znaczy się, ponieważ mamy tu badania, efekt jest dwustronny. Tzn. większa maskulinizacja zawodu prowadzi do wzrostu pensji i prestiżu, a większy prestiż i pensje prowadzą do większej maskulinizacji zawodu. (I vice versa.) ”

    Dokładnie, o to właśnie chodzi. System patriarchatu nie pozwala, żeby zawód był jednocześnie sfeminizowany i wysoko płatny. Jeżeli coś takiego się dzieje, to albo z zawodu wypycha się kobiety (programowanie), albo obniża się zarobki (akademia, zwłaszcza humanistyka). I tego Unikod widać nie zrozumiał.

  540. > Znaczy się, ponieważ mamy tu badania, efekt jest dwustronny.

    Dziękuję, pouczające, ale. Proponujesz badania rozstrzygające czy nierówności płacowe powoduje:
    A/ feminizacja jako odsetekowy parametr wpływający na stopień dewaluacji pracy/edukacji gdyż kobiet się nie ceni przez dyskryminację (devaluation hypothesis);
    B/ wykluczenie kobiet z zawodów zdominowanych przez mężczyzn (queuing hypothesis).

    Przy czym rozstrzyga „evidence”, żargon statystyczny który nie odkryłby przyczyn niedożywienia: „The discovery of vitamins arose out of a deliberate, interventionist mindset.” link to argmin.net

    Taki interventionist mindset kolektywnie podjęły amerykańskie firmy prawnicze wprowadzając na przestrzeni lat 80 i 90 po prostu system parytetowy z sukcesem zwiększając nabór kobiet.

    Łącznie więc mam już cztery przyłady zmian: programistek w programistów, lekarzy weterynarii w lekarki, opraz matematyczek i prawników w ciała hetero-studeckie.

    Doradczyni duchowa @rw twierdzi, że studenci uciekają z kierunków gdyż studentki indukują „male flight”.

    Moim zdaniem studenci raczej lubią przebywać ze studentkami, ale to tylko osobista obserwacja, nie „evidence”.

    Co te hipotezy w ogóle mają do tematu? Wydają się jałowe either way, żadna nie tłumaczy zjawisk.

    Przecież z tego:

    „findings have shown not only that women are selected into occupations with lower average pay but also that the entry of women into occupations may devalue the status of these occupations and reduce their average pay.” (Mandel 2018)

    Nie wynika, chciałoby się powiedzieć nic, ale w szczególności negacja zarysowanego przeze mnie mechanizmu zmian, na który odpowiadasz.

  541. @Piotr Kapis
    Na Tate’a będę musiał trochę pokopać, spróbuje po wyjeździe szkoleniowym ogarnąć, natomiast na kwestie płci w kulturze, w pierwszej kolejności poleciłbym
    a) Stephanie Coontz „Marriage a history” – debunkuje ogromną masę mitów, jakie mamy w temacie i wskazuje tu wiele alternatyw
    b) Graeber i Wengrow „The Dawn of everything” – wskazuje nieco alternatywnych modeli, jakie mieliśmy przez całkiem długie okresy (podobno polskie tłumaczenie jest zwalone, nie mam jak ocenić niestety)
    c) i trzecią muszę sobie niestety przypomnieć, nie wiem czy chodziło o „Patriarchs” Saini czy coś innego, niestety wiele tych ksiażek ma na tyle dużo wpsólnego, że czasem się zlewają 🙁 Postaram się odkopać, ale zacznij od powyższych dwóch.

  542. @unikod
    „”Moim zdaniem studenci raczej lubią przebywać ze studentkami, ale to tylko osobista obserwacja, nie „evidence”.”

    Dlatego właśnie mężczyźni wręcz pędzą na mocno sfeminizowane kierunki studiów. Oh wait, nie, więc jednak mieszasz kategorie.

    „„findings have shown not only that women are selected into occupations with lower average pay but also that the entry of women into occupations may devalue the status of these occupations and reduce their average pay.” (Mandel 2018)”

    „Nie wynika, chciałoby się powiedzieć nic, ale w szczególności negacja zarysowanego przeze mnie mechanizmu zmian, na który odpowiadasz.”

    Trochę nie wiem jak odpowiedzieć na tezę „Z dowodu, że z X wynika Y nie wynika, ze z X wynika Y.”

  543. @Artur Król
    „Bardzo nieporównywalne”

    Pod jednym względem – tak, pełna zgoda: męskość jako kategoria/model uczyniła znacznie więcej krzywdy, pochłonęła znacznie więcej ofiar. Dlatego z jej kryzysu i rozpadu cieszymy się mocniej niż z kryzysu czy rozpadu tradycyjnej kobiecości.

    „Kryzys jest bowiem inherentnie wpisany w męskość jako koncepcję, od jej stworzenia (bo de facto męskość jest grą”

    Z kobiecością jest identycznie. To koncepcja i gra, ze skazą/sprzecznością założycielską.

  544. Moim zdaniem studenci lubią przebywać w dobrze zaprojektowanych wnętrzach, ale zapewne rzadko architektura wnętrz szkoły decyduje o wyborze kierunku.

  545. ” ale zapewne rzadko architektura wnętrz szkoły decyduje o wyborze kierunku.”

    W moich (i twoich) dawnych czasach na Politechnikę Warszawską była też rozmowa kwalifikacyjna, kandydat na pytanie dlaczego chce studiować na wydziale odparł „bo mam tu dobry dojazd”, komisja doceniła to zdrowe inżynieryjne podejście i zatwierdziła.

  546. @maskulinizacja/feminizacja

    Czytałem Was trochę jednym okiem w ramach prokrastynacji w moim shitjob, ale mam wrażenie że dyskusja jest trochę wokół: proste wynikanie vs konwergencja różnych czynników. Imho maskulinizacja programowania to też po części efekt intensywnego rozwoju komputeryzacji w 80s, a potem od 90s powszechnej internetyzacji. Nagle nastąpiło powszechne ssanie na code monkeys wszelkiej maści, a że uczelnie techniczne są chyba nadal mocno zmaskulinizowane to te zastępy inżynierów łatwo znajdowały pracę jako klepacze kodu. Po prostu nagle przestało być to niszowe zajęcie dla kobiet w stylu Margaret Hamilton, a stało się potężną gałęzią światowej gospodarki. No i też pytanie co stoi za desygnatem „programista/tka”, bo to trochę jak mówić „budowlaniec” o właścicielu jakiegoś dużego januszeksu, inspektorze budowlanym i panu Heńku od machania łopatą stąd do 17:30. Moim zdaniem na pewno istnieje jakiś mechanizm pt. maskulinizacja dobrze płatnych zawodów, ale warto zapytać jak się to ma do szerszych trendów ekonomicznych, demograficznych itp. Czy correlation = causation? A co do dobrze opłacanych zawodów, to wydaje mi się że lekarze/lekarki, prawnicy/prawniczki to względnie egalitarne zawody, chociaż dobrze płatne i prestiżowe. Moja anecdata jest taka że równie często, albo i częściej, spotykałem radczynie prawne, sędzie, notariuszki, lekarki specjalistki jak ich męskie odpowiedniki. Sam pracuję w finansach i mam tu od lat jakieś 75% kobiet, w tym na wszystkich szczeblach zarządzania od team leadów po trzyliterkowe funkcje na górze korpodrabiny, więc o ile hejtuję patriarchalny kapitalizm, o tyle uważam że świat jest mocno skomplikowanym miejscem. Z punktu widzenia kultury dodam też, że mamy bardzo mocno wtłaczany od paru dekad stereotyp nerda-piwniczaka siedzącego non-stop przed kompem, który to stereotyp się odkłada w powszechnej percepcji jako komputery=chłopackie zajęcie, no i, finalnie, przez to że hajp zaczął się od 80sowych nerdów składających hobbistycznie 8 bitówki, mamy techbrosów a nie techsisy.

    Ktoś wyżej błogosławił już kryzys jako motor zmian, więc ja powtórzę moje płonne nadzieje że dopiero jakaś spektakularna implozja banieczki AI mogłaby trochę potrząsnąć stolikiem.
    Póki co jednak patriarchat robi jedyną rzecz jaką umie, czyli masowe mordowanie ludzi w imię mierzenia sobie siusiaków, więc strzelę na koniec z biodra argumentem że II wś zrobiła więcej dla emancypacji kobiet niż jakikolwiek inny proces w ciągu ostatniego stulecia. Może więc samobój samczokracji nastąpi w wyniku gospodarczego falloutu robienia sobie kuku w rynek energetyczny i inflacji która nas czeka w efekcie. Brent już przebił stówkę i nie wygląda że się zamierza zatrzymać, nawet Urals już chodzi po 90$, a dopiero co szorował po dnie w okolicach 50.

  547. @Cpt

    Napisałem to samo na początku jednym zdaniem.

    > W moich (i twoich) dawnych czasach na Politechnikę Warszawską

    W czasach obecnych występuje też właśnie ta hipotetyczna trzecia zmienna, dla niektórych jak widzę ukryta do granic kpiny, a wywierająca wpływ ekonomiczny.

    Kierunki oblegane oczywiście, że mieszczą się w lepszych budynkach. W Polsce zostały im wybudowane w pierwszej kolejności. Wydział informatyki AGH otrzymał taki. Inne wydziały też zaczęły prowadzić informatykę ale nie otrzymały i mają niższe progi. Politechnika Warszawska prowadziła historycznie prestiżową informatykę na wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych. Następnie powstał wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych. Temu wydziałowi wybudowano nowoczesną betonowo-szklaną siedzibę za gmachem głównym. Remont EiTI przeprowadzono dekadę później. Nie bez wpływu na progi.

    Amerykański kampus wygląda jak Disneyland z wieżą w środku, konkurencja architektoniczna jest bardzo intensywna. Jeśli budynek akurat nie jest nowoczesny to musi być wiekowy. Princeton okrywa się sztucznym bluszczem.

  548. @Cpt.Havermeyer

    „Sam pracuję w finansach i mam tu od lat jakieś 75% kobiet, w tym na wszystkich szczeblach zarządzania od team leadów po trzyliterkowe funkcje na górze korpodrabiny,”

    To się musiało mocno zmienić w ciągu ostatniej dekady, albo Polska jest do przodu względem Londynu, ale kiedy ja pracowałem w City, to było na odwrót, a otwarty seksizm był częściej spotykany niż wśród techbros.

  549. PS. Z karierą kobiet w wielu gałęziach gospodarki jest też często tak: w pewnym momencie (obecnie około 30-35 roku życia) często muszą wybrać, czy chcą mieć dzieci, czy też szansę na to kierownicze stanowisko. Faceci nie muszą wybierać, mają to w pakiecie premium.

  550. @Artur Król
    Dziękuję za rekomendacje. Co do reszty, to jak najbardziej chętnie przyjmę (zwłaszcza te optymistyczne wiadomości dotyczące Tate’a), ale nie ma pośpiechu. Ot, gdzieś tam przy okazji, będzie miło.

  551. @rw
    w pewnym momencie (obecnie około 30-35 roku życia) często muszą wybrać, czy chcą mieć dzieci, czy też szansę na to kierownicze stanowisko.

    Tak, ja obserwowałem to w szwajcarskiej kwaterze głównej, gdzie moje koleżanki decydowały się na dzieci w wieku 40+, właśnie z powodu priorytety kariery. Co do City i sektora bankowego pewnie wygląda to inaczej, ja mówiłem o działach finansowych dużego korpo ubezpieczeniowego, ale widzę też że np. wśród aktuariuszy też mamy jakieś 50-50 albo nawet przewagę kobiet, a to wysoka specjalizacja i niezłe pieniądze.

    @unikod
    Napisałem to samo na początku jednym zdaniem.

    Yep, ale mam wrażenie że Twoje super skondensowane wpisy są czasem źle rozumiane, więc rozwinąłem moim chumanistycznym, bezładnym wodolejstwem.

    I dzięki za Laurie Penny, lubię taki bojowy styl. Od dawna sobie imaginuję że jeżeli miałby kiedyś zaistnieć jakiś wiralny lewicowy jutuber to powinien właśnie tak cisnąć tym biednym, zagubionym w ponowoczesności jednostkom, że lewicowa agenda to ich agenda, a „konserwatyzm” to szwindel polegający na wciskaniu biedakom ideologi klasy rządzącej pod zdupnymi emocjonalnymi pretekstami. Tyle że samcza psychika chyba mocno odbija sugestie o byciu ofiarą, bo kulturowy wzorzec mężczyzny to „kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!” Pracując za barem w czasach studenckich za dużo się nasłuchałem nawalonych rozwodników 40+, dla których wbudowana przemocowość systemu gospodarczego była transparentna, a traktowanie swojej partnerki jak człowieka a nie worka do wyładowania frustracji była dość egzotycznym pomysłem. Mam nadzieję że chociaż trochę się to zmieniło.

  552. @unikod, @Cpt Havermeyer
    „- Napisałem to samo na początku jednym zdaniem.
    – Yep, ale mam wrażenie że Twoje super skondensowane wpisy są czasem źle rozumiane”

    Heraklit i jego egzegeta.

    @”moje koleżanki decydowały się na dzieci w wieku 40+, właśnie z powodu priorytety kariery”

    Też miewałem dłuższe momenty życia w takim środowisku. No i bywało tak, że te prioryteciary coś łączyło: instrumentalne traktowanie innych ludzi z użyciem własnych atrybutów „kobiecości”, było tak w środowisku pracowym, na kolejnych piętrach socjalnej wspinaczki, w konfliktach ambicjonalnych, a także wobec mężczyzn wytypowanych na ojców swoich dzieci. Faceci byli po prostu elementami w ich życiowej układance, w dopinaniu budżetu spraw, spływali jak w tetrisie, od dołu musiało się wypełniać optymalnie.
    Tak mi to wpadło do głowy, przy okazji rozmyślań, że „męskość” i jej ambicje bywają złe, znacznie gorsze i bardziej dewastujące od „kobiecości”, ale jeśli chodzi o „kobiecość” i jej ambicje, to też: apage satanas.

  553. @ergonauta

    No tak, przecież powinny były znaleźć narzeczonego na studiach, urodzić mu dziecko albo dwa, a dopiero potem myśleć o tym, co zrobić ze swoim życiem zawodowym żeby nie zostać na lodzie jak kolega ze studiów nie okaże się tym dobrym wyborem na resztę życia.

  554. @ergonauta
    >Heraklit i jego egzegeta.

    Tak sobie myślę że chyba bardziej do siebie napisałem niż do Was, Unikod ma wpisy spakowane zipem i trzeba zrobić dekompresję żeby wyłapać wszystkie niuanse. Postaram się mniej przynudzać.

    >Tak mi to wpadło do głowy, przy okazji rozmyślań, że „męskość” i jej ambicje bywają złe, znacznie gorsze i bardziej dewastujące od „kobiecości”, ale jeśli chodzi o „kobiecość” i jej ambicje, to też: apage satanas.

    No tutaj to już wbudowany ficzer systemu że trzeba mieć pewną konstrukcję osobowości żeby punktować w tej grze. Niegdysiejszy Awal się tu rozpisywał o poradniku arywisty i, z jednej strony, miało to trochę sensu żeby po prostu rozumiec i stosować reguły gry, z drugiej zaś rodziło pytanie na ile ktokolwiek jest w stanie tak kompletnie podporządkować swoje życie budowaniu pozycji i pięciu się po szczeblach? Bo prędzej czy później wyłania się coraz bardziej moralny aspekt ambicji, w ekstremalnym przypadku materializujący się w postaci obyczajów klasy Epsteina, które masz przyjąć, lub chociażby tolerować, jeśli chcesz zobaczyc tego Lążinesa do którego aspirujesz. Dlatego w jakiś sposób jest kuszące być bardziej jak Dude w świecie Jeffreyów Lebowskich.

  555. @rw
    „No tak, przecież powinny były znaleźć narzeczonego na studiach”

    Ano nie tak. W haśle „powinny były znaleźć” też jest społeczna zachęta do instrumentalnego proryteciarstwa, do meblowania wybranego „modelu życia” innymi ludźmi, uzupełniania nimi układanki, w której szczytny cel uświęca środki. Naprawdę nie brakuje studentek grających w taki sposób „kobiecością”. To nie jest kwestia: kiedy, to jest kwestia: jak. Nie kwestia kolejności życiowych spraw i ambicji (bo każda kolejność może być dobra i zaowocować szczęśliwym życiem), tylko kwestia narzędzi. Na niektóre warto ogłaszać moratorium.
    Oczywiście, zgoda, że ważniejsze jest moratorium na nadużywanie „męskości”. Przypomniał mi się wiersz Andrzeja Bursy o kwestionującym różne atrybuty męskości (ale nie wszystkie) wątku z Biblii.

    „Ze wszystkich świętych katolickich
    najbardziej lubię świętego Józefa
    bo to nie był żaden masochista
    ani inny zboczeniec
    tylko fachowiec
    zawsze z tą siekierą
    bez siekiery chyba się czuł
    jakby miał ramię kalekie
    i chociaż ciężko mu było
    wychowywał Dzieciaka
    o którym wiedział
    że nie był jego synem
    tylko Boga
    albo kogo innego
    a jak uciekali przed policją
    nocą
    w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów
    (stąd chyba policjantów nazywają faraonami)
    niósł Dziecko
    i najcięższy koszyk.”

  556. @ergonauta

    Nie no, szukanie partnera z którym da się zrealizować swojej cele życiowe to nie jest „instrumentalizacja ludzi”, to jest zwyczajne branie odpowiedzialności za swoje życie.

  557. @rw
    Jasne, szukanie partnera to nie szukanie instrumentu. To ważna i piękna życiowa sprawa.
    Pytanie co ważniejsze: cel czy partner? Dopiero jeśli zdecydowanie to pierwsze, wtedy wjeżdża – nasilające się w niektórych rejonach życia społecznego – powoływanie się na wyższe wartości (mitycznie „męskie” lub „kobiece”) usprawiedliwiające wykorzystanie partnera jako narzędzia, by te wartości realizowac.

  558. Rozmowa o molestowaniu seksualnym w wykonaniu wyłącznie mężczyzn nie wygląda najlepiej, więc jeszcze się dopiszę. Zgadzam się całkowicie z rw, że ma miejsce wybielanie mężczyzn spoza elity za pomocą Epsteina. Mężowi Gisèle Pelicot na malutkim kawałku prowincjonalnej Francji było zaskakująco łatwo znaleźć co najmniej kilkudziesięciu gwałcicieli dla nieprzytomnej żony, a tabela z zawodami skazanych jest do przejrzenia w Wikipedii. Sprawa Epsteina pokazuje, że system władzy ma problem. Niezależnie od tego mężczyźni też mają problem.

    „Większość mężczyzn nie gwałci.” Większości mężczyzn wydaje się, że nie gwałcą, a precyzyjniej, że nie mieli seksu bez zgody drugiej strony. Rzeczywiście mniejszość gwałci obce sobie osoby. Do większości nadużyć dochodzi w jakiegoś rodzaju już istniejących relacjach. Już definicja „zgody” u wielu mężczyzn będzie się rozmijała z tym co np. pisze Feminoteka: 
    „Dobrowolna i świadoma: udzielona jako wyraz wolnej woli, bez przymusu, manipulacji czy podstępu. Aktywna i jednoznaczna: to nie jest brak sprzeciwu. Milczenie lub bierność nie oznaczają zgody. Skuteczna zgoda to entuzjastyczne „tak”.” 
    A do tego oczywiście dochodzi brak możliwości wyrażenia świadomej zgody pod wpływem alkoholu. Obowiązek małżeński, seks dla świętego spokoju, seks ze strachu, seks pod wpływem, zdjęcie prezerwatywy bez zgody, zgoda na pewne czynności rozszerzona wbrew woli na inne – to jest doświadczenie znacznej części Polek w stałych związkach seksualnych.

    „every man on earth has more in common with Jeffrey Epstein’s victims than he does with any of the guests”  – ta opinia będzie raczej uznana za bardzo kontrowersyjną przez kobiety, które nie spotkały się nigdy w życiu z nikim na poziomie Epsteina, a swoją dawkę molestowania i przemocy seksualnej w życiu dostały – czyli przez przytłaczającą większość kobiet.

    A był ostatnio taki uroczy artykuł o naukowcach, którzy mimo nalegań, nie chcieli się z Epsteinem zadawać: mama i żona im zabroniły.

  559. @ rw
    „Ale konkretnie, to o co poszło?”

    A komu? 🙂
    Tym kobietom, które mi się przypomniały, szło o to, że ich „kobiecość” rzekomo ma coś tam automatycznie gwarantować od świata, jest kwitem i po okazaniu można sobie coś odebrać. A mnie szło o to, że tradycyjna „męskość” to jest jedno z dłuższego szeregu pojęć, które – jako ludzkość – powinniśmy przesunąć w przeszłość. W imię tego, oczy pisze wyżej @irid.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.