Osoby interesujące się Ukrainą kojarzą Phillipsa O’Briena (a nieinteresujce się trafiły na niewłaściwego bloga). Wydał on niedawno książkę „War and Power: Who Wins Wars ― and Why”, którą należy tu uznać za lekturę obowiązkową. O’Brien wykłada tam swoją Teorię Sztuki Wojennej, która brzmi dla mnie – jako dla absolwenta szkoły Paradoxu – całkiem sensownie.
O’Brien jest zaprzysięgłym wrogiem „realizmu”, podobnie jak Jors Truli. Pod tą pozornie sympatyczną nazwą kryje się doktryna międzynarodowa, w której liczy się tylko siła, więc cokolwiek robi supermocarstwo, jest eo ipso usprawiedliwione. Można się tej idei sprzeciwiać z powodów etycznych, ale można też z czysto racjonalnych: realizm wszystko sprowadza do pojęć, których nie sposób zdefiniować.
Kto jest supermocarstwem? W HOI4 definicja jest prosta: trzeba mieć co najmniej 70% potencjału przemysłowego siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw (wbrew pozorom, nie chodzi więc po prostu o bycie w górnej siódemce, w mojej obecnej grze jest 9 supermocarstw, w tym odrodzona Rzeczpospolita Obojga Narodów ofc).
A czym jest siła? Realiści sprowadzają to do stalinowskiego „ile papież ma dywizji?”, ale to droga donikąd. Jeśli liczyć lufy, czołgi i samoloty, Południowy Wietnam i Irak Saddama należały do czołówki mocarstw.
Potencjał Rosji wielokrotnie przeszacowano w ten sposób. Podczas pierwszej światówki Niemcy zakładali, że Rosja to groźny niedźwiedź a Francja to taka śmieszna żabka, więc plan Schlieffena zakładał błyskawiczne pokonanie Francji doborowymi wojskami, które potem by przerzucono na wschód.
Jak wiadomo, wyszło odwrotnie. Doborowe wojska ugrzęzły pod Verdun, za to tyłowa armia na wschodzie, licząca 175.000 żołnierzy, unicestwiła atakujące 485.000 Rosjan. Gdyby kajzer Wiluś lepiej to zaplanował, odpala się przerażająca alternatywna historia absolutnej dominacji Niemiec w Europie.
Ten sam błąd robili prawie wszyscy do 24 lutego 2022. Zachodni analitycy przeszacowali potęgę Rosji nawet bardziej niż sam Putin, który zakładał raczej 10 dni niż 3 dni. Ale jakiś amerykański głupek (niejaki Rob Lee, specjalista od Rosji w Foreign Policy Research Institute) dla New York Timesa mówił wręcz o „30 minutach”.
O’Brien proponuje zamiast tego podejście, które nazywa „holistycznym”. Jak się można domyślić po tej nazwie, też nie jest łatwe do zdefiniowania, ale przynajmniej nie udaje takowego.
W kolejnych rozdziałach opisuje jakie znaczenie dla potencjału wojennego państwa ma jego przywództwo, gospodarka, społeczeństwo i pozycja międzynarodowa. Zauważę na marginesie, że wszystkie te parametry próbują oddawać gry Paradoxu, gdzie przywódca niczym w RPG, miewa plusy i minusy za swoje cechy osobowości, są też „national spirits”, „diplomatic reputation”, „stability”, „war support”, itd. Francja na przykład zaczyna ze spiritem „zwycięzcy wielkiej wojny” (który uniemożliwia reformę armii).
Wiele obserwacji O’Briena znajduję ciekawymi, na przykład że dyktatorzy generalnie z biegiem lat głupieją. Nawet niekoniecznie za sprawą sklerozy, ale po prostu dlatego, że po 10 latach zaczynają wierzyć w swoją nieomylność (bo musieli mieć już sytuacje typu „moi generałowie się ze mną nie zgadzali i kto teraz gryzie trawę”). Hitler na przykład w latach 1933-1939 parę razy grał va banque wbrew wszystkim doradcom – i wygrywał, co go doprowadziło do serii samobójczych decyzji w latach 1940-1943.
Teoretycy wojskowości mają skłonność do pomijania czynniku ludzkiego, bo patrzą na niebieskie i czerwone strzałki na mapie, a nie na tego Churchilla, który je narysował. Tymczasem Osobowość Przywódcy ma kapitalne znaczenie, bo na przykład może on mieć osobistą preferencję wobec marynarki kosztem lotnictwa, albo zdolność zrażania sojuszników.
Kajzer Wiluś skazał siebie na porażkę swoją agresywną polityką zagraniczną. Wydawało mu się, że sojusz francusko-rosyjski będzie niemożliwy, a Wielka Brytania zachowa neutralność. Zachowywał się chamowato wobec wszystkich, czym niczego nie zyskał, za to stworzył ententę przeciw sobie.
Drugim błędem krytykowanym przez O’Briena jest skupianie się na bitwach. Wszyscy mają do tego skłonność: historycy, politycy, generałowie. Tymczasem można wygrywać bitwy i przegrać wojnę, typowy przykład to USA w Wietnamie.
Żeby nie być gołosłownym, O’Brien stosuje swój model do prognozowania przebiegu ewentualnej wojny amerykańsko-chińskiej. Będzie to starcie dwóch największych współczesnych mocarstw, a więc coś porównywalnego do obu światówek.
Zakładając, że Chiny zaczną od desantu na Tajwan, wojna zacznie się od bitwy wygranej przez USA. Chińska armia nie ma doświadczenia bojowego – w odróżnieniu od amerykańskiej.
Wynik pierwszej bitwy niewiele jednak mówi o wyniku wojny. Felix Steiner, ten z memów o Hitlerze, szedł sobie w 1939 przez Polskę jak przez masło nieświadomy, że pośmiertną sławę przyniosą mu walki w ruinach Berlina. Bush junior jak ostatni kretyn świętował sukces w Iraku („MISSION ACCOMPLISHED!”).
Wojny mają tendencje trwać dłużej niż ktokolwiek przewidywał gdy padały pierwsze strzały. Kończą się w innej konfiguracji koalicyjnej niż się zaczynały, przy użyciu broni, których na początku nie znano lub bagatelizowano ich znaczenie. W 1914 powątpiewano w bojowe zastosowania aeroplanu, w 1939 nie było pewności czy bomba atomowa jest możliwa. W 2021 Ukraina robiła jeden model drona w ilościach chałupniczych, teraz 4 miliony sztuk rocznie w różnych konfiguracjach.
Wojna chińsko-amerykańska z całą pewnością spowoduje więc przetasowania w międzynarodowych sojuszach oraz wynalazek niejednego super-rozwalatora, który nawet jeszcze nie wiemy czym będzie. O’Brien jako najbardziej oczywiste podsuwa nowe rodzaje AI, ale to może być bardziej zaskakujące.
W tym wyścigu ostrożnie stawia na przewagę Chin. Jak wielu analityków nie uważa Trumpa za jednorazowy wypadek przy pracy, tylko syndrom ogólnego skretynienia amerykańskich elit (tzw. „klasy Epsteina”). Na tle Trumpa Biden, Obama czy Bush mogą się wydawać rozsądni, ale to nisko zawieszona poprzeczka.
Cała ta czwórka zniszczyła dyplomatyczną reputację USA, zdradzając sojuszników, słuchając doradców wierzących w łatwe zwycięstwo w Afganistanie, wzywając Kurdów do rebelii (by ich potem wrzucić pod autobus). Podobni kretyni będą kierować amerykańską dyplomacją podczas hipotetycznej wojny z Chinami, a więc… biedny Tajwan. Wszyscy amerykańscy sojusznicy sobie nagle przypomną, że zostawili włączone żelazko.
O irańskiej awanturze O’Brien nie zdążył oczywiście w tej książce napisać, ale analizuje ją na szrubsztaku. Pasuje do jego modelu znakomicie – Trump zachowuje się jak typowy „późny tyran”, absolwent szkoły dyplomacji im. Kajzera Wilusia. Jedyna nadzieja dla Tajwanu, że podobne objawy wystąpią u Xi Jinpinga, ale na razie się na to nie zanosi: właśnie korzysta z okazji do prezentowania Chin jako najrozsądniejszego supermocarstwa.
Zasygnalizowałem tutaj tylko niektóre wątki z tej książki, którą tak poza tym Gorąco Polecam. Dla jasności zaznaczę, że metafory odwołujące się do gier Paradoxu są wyłącznie moje własne, O’Brien ich nie robi. SZKODA!

Korekta obywatelska: + „i” w „ile papież ma dywzji?”
Czy ktoś mi może wytłumaczyć w kilku zdaniach po co Xi była niedawna czystka w jego armii? Przepraszam, ale nie mam obecnie czasu na śledzenie losów Kraju Orientu. W zasadzie we-wogóle nie mam wiele czasu. Dlaczego takie posunięcie miało być rozsądne dla Xi i jego republiki?
@fieloryb
„Czy ktoś mi może wytłumaczyć w kilku zdaniach po co Xi była niedawna czystka w jego armii?”
Jedno zdanie wystarczy: żeby niepewnych zastąpić pewnymi, jak zawsze. Plus fun fact, że ci niepewni jeszcze niedawno, tzn. gdy sam Xi ich powoływał, byli pewni, ale się coś zmieniło. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie to to, że generałowie nie rwą się do wojny o Tajwan. Znają stan armii i mają słodkie i miłe życie. Po co im wojna? A jeśli Xi chce naprawdę walczyć, to nie ma wyjścia i musi ich wymienić, bo mu zrobią włoski strajk albo i gorzej, i wojna skończy się wielką klapą.
„Podczas pierwszej światówki Niemcy zakładali, że Rosja to groźny niedźwiedź a Francja to taka śmieszna żabka, więc plan Schlieffena zakładał błyskawiczne pokonanie Francji doborowymi wojskami, które potem by przerzucono na wschód.”
No jednak nie – chodziło o różnicę w prędkości mobilizacji – zanim Rosja zmobilizuje „walec parowy” przy niskim nasyceniu liniami kolejowymi, trzeba jak najszybciej pokonać Francję, używając 7/8 armii. Nigdy nie uważali Francji za „śmieszną żabkę” – nie wysyła się siedmiu na osiem posiadanych armii na żabkę…
Ja też ostrożnie stawiałbym na Chiny w starciu z USA o Tajwan, z powodu:
– teatr wojny jest bliżej Chin, a to ma kapitalne znaczenie
– Chiny mają dużo większy potencjał do produkcji przemysłowej niż USA
– Chiny są coraz bardziej innowacyjne, dni kiedy konkurowali z Zachodem na koszt produkcji i kopiując zachodnie IP odchodzą od dalekiej przeszłości
Jeżeli coś jest w tym starciu asem w rękawie dla demokracji, to sam Tajwan. Tak jak Putin w przypadku Ukrainy, Xi pewnie nie docenia woli walki Tajwańczyków o niepodległość.
@jugger
„[Generałowie chińscy] Znają stan armii i mają słodkie i miłe życie. Po co im wojna?”
Dziękuję! Przykład dekownictwa o którym miło poczytać. Szwejk w tej chwili właśnie pije ich zdrowie w jakiejś niebieskiej karczmie ;-).
Mnie się coś chyba obiło o uszy z podkastu Ośrodka Studiów Wschodnich na y/t o oskarżeniach tamtejszych wysokich szarż o korupcję, ale nie wiem czy nie zmyślam. To jest raczej jakaś prawidłowość, że w państwach z mono i oligowładzą władzą łatwiej niż w krajach demokratycznych o patologie w rodzaju wielkich afer korupcyjnych na szczytach władzy.
@potencjalna wojna na Tajwanie
Tajwan jest mocno górzysty, co z pewnością nie ułatwia ataku z morza i powietrza. Swoją drogą zaatakować Tajwan, wygrać i mieć potem w granicach kraju wyspę z potencjalną 5. kolumną? Na miejscu Xi zastanowiłbym się dwa razy, ale ja się nie znam na przemyśleniach i planach chińskich genseków.
@fieloryb
„To jest raczej jakaś prawidłowość, że w państwach z mono i oligowładzą władzą łatwiej niż w krajach demokratycznych o patologie w rodzaju wielkich afer korupcyjnych na szczytach władzy.”
Jeffrey Epstein: „Hold my beer”.
@Chiny-USA:
Może. Ale właśnie, Xi to polityk, który idzie śladami Putina. Owszem, nie zrobił jeszcze tylu głupot na arenie międzynarodowej. No i… chyba nie znamy, jak tu jesteśmy, chińskiego. Nie czytamy mów w oryginale, nie znamy skali korupcji (tu ważne także fałszowane statystyki i cenzura).
@pak
” No i… chyba nie znamy, jak tu jesteśmy, chińskiego.”
Jest jeden komcionauta, który zna (ale chyba się sfochał albo ma jakieś inne zajęcia, ostatni raz komciał dwa tygodnie temu).
@rw – USA pasuje jak ulał do kategorii „oligowładza”.
@fieloryb – „mieć potem w granicach kraju wyspę z potencjalną 5. kolumną” – można wszystkich wyspiarzy przesiedlić gdzieś pod mongolską albo rosyjską granicę, a wyspę zasiedlić lojalnymi podwładnymi. Akurat po Chinach Xi z ich stosunkiem do praw człowieka można się spokojnie czegoś takiego spodziewać.
fieloryb
” wygrać i mieć potem w granicach kraju wyspę z potencjalną 5. kolumną”
Ten problem nie jest takim wielkim problemem, jeśli nie masz oporów przez zamordowaniem, zatorturowaniem lub wysłaniem do obozów dowolnej liczby ludzi. W epoce elektronicznej inwigilacji i AI liczba pilnujących nie musi być duża, plus okaże się jak mocna na Tajwanie jest Chińska V kolumna.
@pgolik
@rypzel
@potencjalna tajwańska 5. kolumna
Proszę pomyśleć o tajwańskich planach na wypadek przegranej wojny. O budowanych latami zasięgach wpływów. Przypuszczam, że tak działają lepsze służby bezpieczeństwa – tworząc wysokie i duże drzewa decyzyjne obejmujące np. dwa pokolenia. Proszę sobie przyłożyć do takiej hipotetycznej sytuacji polskie realia „żołnierzy wyklętych”.
@fieloryb
żadnej 5 kolumny na Tajwanie nie będzie i nie trzeba przesiedlać 25mln ludzi;
temat sprawdzony i realizowany w Hong Kongu:
– część opozycji zabijemy lub wsadzimy do więzienia/obozu
– części damy wyemigrować/uciec
– część skorumpujemy/przekupimy
I wtedy reszta ulega – nawet jeżeli to trwa kilka lat.
Na Tajwanie żyją tacy sami „biologicznie” Chińczycy jak na kontynencie, posługują się dokładnie tym samym językiem.
Można to też porównać na przykład do sytuacji w Polsce po roku 1945.
A realne plany ludzi związanych z obecnymi władzami na Tajwanie są krótkie:
spierdalać (jak najdalej w razie porażki w wojnie z Chinami)
@fieloryb
„Tajwan jest mocno górzysty, co z pewnością nie ułatwia ataku z morza i powietrza.”
O Iranie też ciągle pisali, że mocno górzysty. Mój nauczyciel historii powtarzał, że Czeczenii nigdy nie podbiją, bo górale. Tybet też jest mocno górzysty.
„Swoją drogą zaatakować Tajwan, wygrać i mieć potem w granicach kraju wyspę z potencjalną 5. kolumną? Na miejscu Xi zastanowiłbym się dwa razy, ale ja się nie znam na przemyśleniach i planach chińskich genseków.”
Hongkong anyone? Ujgurowie? Tybet? Problem pacyfikacji rządom autorytarnym spędza z powiek raczej z powodu ekscytacji na samą myśl. To jest to co państwa policyjne lubią robić najbardziej.
@notka
Od wyjaśnień dlaczego USA zaatakowało Iran aż się w głowie kręci. Bo jest i globalna szachownica, państwa jako racjonalni gracze walczący o swój interes, jest też gigantyczna korupcja Trumpa i jego rodziny, która dostała miliardy od krajów arabskich, jest wpływ Izraela, może jakieś kompromaty, odwrócenie uwagi od afery Epsteina (na razie skutecznie), jak wojna to zawsze lecą punkty dla rządzących, choć na razie chyba jeszcze tego nie widać (link to economist.com – swoją drogą jeszcze do niedawna mimo szorowania po dnie poparcie białych było nad kreską), aż po możliwe problemy ze zdrowiem wpływające na zwiększoną impulsywność zachowań.
Poza tym relacje o wpływie apokaliptycznych ewangelikanów trochę jeżą włosy na głowie. Nie wiem czy to tylko retoryka, propagandowa zachęta, czy też mieli swoje lobby, które realnie wpłynęło na decyzje. To nie ludzie którzy czekają na koniec świata to szleńcy, którzy aktywnie chcą go przyśpieszyć.
@bantus
„Od wyjaśnień dlaczego USA zaatakowało Iran aż się w głowie kręci. Bo jest i globalna szachownica, państwa jako racjonalni gracze walczący o swój interes”
Moim zdaniem tu nie ma nic racjonalnego, po prostu Trump miał taki kaprys. To jest właśnie ten czynnik ludzki, często zaniedbywany w rozkminach geopolitycznych – że Putin albo Trump może coś zrobić po prostu z głupoty, a obaj nie mają wokół siebie dorosłych, którzy ich powstrzymają.
@wo
>tu nie ma nic racjonalnego, po prostu Trump miał taki kaprys. To jest właśnie ten czynnik ludzki, często zaniedbywany w rozkminach geopolitycznychrelacje o wpływie apokaliptycznych ewangelikanów trochę jeżą włosy na głowie<
czy tylko ja mam wrażenie, że te kościelne postaci/wpływy są teraz bardziej widoczne? czy też to jest jedynie efekt bardziej różnorodnego widzenia świata z powodu dostępności info – gdyż internet? kiedyś można sobie było po cichutku "wierzyć" (?); dziś jak ktoś publicznie i zdecydowanie się deklaruje – to od razu rycerz na piechotę z mieczem, albo narzeczona dla stolarza – przynajmniej wśród polityków
sorry wcięło 1/2 komentarza;
to co zostało to nawiązanie do
@bantus
@wo
a cytat, który został – bo ten czynnik ludzi niewątpliwie istnieje, ale jak go badać? i jeszcze w ramach szkoły niemieckiej – uczą cię od zawsze – że musisz mieć źródło (i przypisy oczywiście) i niemal każdy autor publikacji naukowych „ucieka” od kwestii typu – „czynnik ludzki” – z bardzo wielu powodów
@pgolik
„@rw – USA pasuje jak ulał do kategorii „oligowładza”.”
Afera Epsteina sięga daleko poza USA. Polityka norweska też się teraz od niej trzęsie. O Mandelsonie i ex-księciu Andrzeju w UK chyba wiesz?
@fieloryb
„Proszę sobie przyłożyć do takiej hipotetycznej sytuacji polskie realia „żołnierzy wyklętych”.”
No przecież oni nie osiągnęli nic. Państwa totalitarne są bardzo skuteczne w niszczeniu takiej opozycji. Chiny przećwiczyły już ten temat w Hongkongu.
@bantus
górale/góry
pan nauczyciel to chyba z tej głęboko patryotycznej szkoły – gdzie bóg/honor/ojczyzna uniemożliwia realną ocenę;
można zacząć od zeksterminowanych Czerkiesów w 19w, ale:
racjonalny okupant to pozwoli siedzieć w tych górach czy lasach (jak u nas we wojnę) partyzantom, zapewniając ochronę kluczowych aspektów – typu ochrona linii komunikacyjnych; kiedy dany obszar/kraj ma dla okupanta istotne znaczenie – jak Protektorat Czech i Moraw dla Niemców – to dało się w zasadzie całkowicie wyeliminować aktywny opór, stosując metodę kija i marchewki; a zasobne, rozwinięte społeczeństwo to jest żaden materiał na partyzantów – wystarczy zostawić ciepłą wodę i będzie spokój (jak w Czechach)
Po pierwsze- Korekta Obywatelska- „łatwe zwycięstwo w Afganistanów”. Po drugie- podczas pierwszej wojny, główny ciężar wojowania z Rosją wzięły na siebie Austro-Węgry. Front północny, gdzie Hindendurg w elegancki sposób zlał Rosjan (a właściwie na szybkości zebrane jednostki, słabo uzbrojone i pozbawione butów), to góra 25% sił Rosji. Reszta, czyli ów „walec parowy” poszło na Galicję Zachodnią (Przemyśl, Kraków), a tam tłuczono się solidnie.
> Poza tym relacje o wpływie apokaliptycznych ewangelikanów trochę jeżą włosy na głowie.
Trochę fejk link to friendlyatheist.com
Ale nawet bez tego dajcie spokój kabała PDFów Epsteina robi irańskim ajatollahom męczenników, to nawet teoretykom Wielkiego i Małego Szatana się nie śniło.
@fiat
„sorry wcięło 1/2 komentarza”
Proszę tak nie robić.
„niemal każdy autor publikacji naukowych „ucieka” od kwestii typu – „czynnik ludzki” – z bardzo wielu powodów”
Dlatego ja generalnie nie uważam geopolityki za naukę. Gdybania i mniemania o heartlandach to publicystyka. Potem najwyżej historyk może coś podsumować, że dany przywódca bardziej sobie cenił marynarkę od lotnictwa, bo na to może być jakieś źródło w postaci stenogramu czy korespondencji.
@bantus:
To, że jedynym w pełni gotowym do wojny był Izrael, chyba sporo wyjaśnia w motywach Trumpa.
A Izrael… cóż, Izrael, tak redukując wymiary (nawet nie wspominając o etyce) bezpieczeństwa państwa do nagiej siły, to zruinowanie Iranu za pieniądze amerykańskich podatników ma tam sens.
Co do ewangelikalnych fanatyków… Jeśli chodzi o szerzenie propagandy (także za granicą), czy politykę wewnętrzną, to łatwo uwierzę. Ale rozgrywanie Armageddonu by realizować własnymi rękami wizje św. Jana? Na to przecież nawet wśród fanatyków raczej zgody nie będzie. Już nie mówiąc o tym, że wieniec gwiazd dwunastu ozdabia „wrogi” obóz.
@wo
>sorry wcięło 1/2 komentarza<
może ktoś ma życzliwą radę jak takim sytuacją zapobiec?
raz, że to się wydarzyło kilka razy, a dwa- że nie tylko mnie;
publicystyka/historia
i chyba dodatkowo potrzebne te umownych 50 lat (niepisana zasada wśród historyków), które powinny upłynąć od opisywanych wydarzeń, aby móc je sensownie ocenić
@fiat
„może ktoś ma życzliwą radę jak takim sytuacją zapobiec?”
PATRZEĆ ZANIM SIĘ OPUBLIKUJE (żeby wyłapać błędy typu „sytuacją”).
@robur
„Reszta, czyli ów „walec parowy” poszło na Galicję Zachodnią (Przemyśl, Kraków), a tam tłuczono się solidnie.”
Bo też i Austro-Węgry były dogorywającym, rozsypującym się imperium. To była głupota kajzera, że miał samych takich sojuszników.
@wo
sytuacja jest jasna (niestety),
ale niepełny tekst, który się publikuje (a napisane zostało coś innego), to niekoniecznie (nie ginie 1 zdanie tylko cały akapit)
„To nie ludzie którzy czekają na koniec świata to szleńcy, którzy aktywnie chcą go przyśpieszyć.”
Czekej, ale konsensus jest taki że aby poszli żywcem do nieba to najpierw ktoś musi odbudować świątynię. Czyli Bibi musi się sprawić, bez niego się nie da (na albo jakiś Smotrich). No to jak nie zachęcać Bibiego, nie chciałbyś być wziętym żywcem do nieba (no ja bym nie chciał raczej).
„W kolejnych rozdziałach opisuje jakie znaczenie dla potencjału wojennego państwa ma jego przywództwo, gospodarka, społeczeństwo i pozycja międzynarodowa.”
Teza wydaje się oczywista jak coś bardzo oczywistego. Choćby patrząc na to, jak Stany Zjednoczone zabrały się za drugą światową, z jakim potencjałem militarnym ją zaczynały, a z jakim kończyły, i dzięki czemu była możliwa ta przemiana.
@fiat127
„a cytat, który został – bo ten czynnik ludzi niewątpliwie istnieje, ale jak go badać? i jeszcze w ramach szkoły niemieckiej – uczą cię od zawsze – że musisz mieć źródło (i przypisy oczywiście) i niemal każdy autor publikacji naukowych „ucieka” od kwestii typu – „czynnik ludzki” – z bardzo wielu powodów”
Trumpa mniej rozumiem, bo trochę inna kultura i gość strasznie bełkocze, ale w przypadku takiego Putina wystarczy czytać co pisze i mówi. Nie widać tam za bardzo drugiego dna, wszystkie brednie są na stole.
Historycy o ile mają dostęp do archiwów i odtajnionych dokumentów mogą opisać, że ten nie lubił x (bo np zachowały się listy) i dlatego zrobił y i że było to np wbrew racji stanu. Albo ktoś dostał łapówkę więc zrobił coś czego w innym wypadku by nie zrobił. W takiej historii rozbiorów jest przecież mnóstwo czynnika ludzkiego, więc no nie wiem, jest to na pewno w podręcznikach.
@fiat127
„pan nauczyciel to chyba z tej głęboko patryotycznej szkoły – gdzie bóg/honor/ojczyzna uniemożliwia realną ocenę;”
To była pierwsza wojna czeczeńska, więc nie był to jakiś odjazd. Rosja mocno tam wtopiła a przykłady i uzasadnienia były z historii imperium rosyjskiego. Koniec końców nie miał racji, ale w tamtym czasie miało to sens.
@❡
„Trochę fejk link to friendlyatheist.com”
Tego akurat nie znałem, był za to potwierdzony news o misji od Boga. I odnoszę się do opinii na temat wpływów części chrześcijańskiej prawicy, która mocno wspiera Izrael w walce z muzułmanami. Celem ma być niby odbudowa świątyni która z kolei ma być jakimś krokiem milowym przybliżającym koniec świata. Nie wiem jak Hegseth ma się do tej całej mitologii ale wiadomo, że jest fanatykiem krucjat i fanbojem świętej wojny. Określanie go mianem islamofoba nie jest od rzeczy.
@wo
„Moim zdaniem tu nie ma nic racjonalnego, po prostu Trump miał taki kaprys. To jest właśnie ten czynnik ludzki, często zaniedbywany w rozkminach geopolitycznych – że Putin albo Trump może coś zrobić po prostu z głupoty, a obaj nie mają wokół siebie dorosłych, którzy ich powstrzymają.”
Zgadzam się. Z drugiej strony z korespondencji Espteina wynika, że niektórzy wielcy tego świata tak to postrzegają. Że tu zrobimy brexit, tam odstrzelimy ajatollacha, tu zaszachujemy Xi a tam zbijemy figurę i zajmiemy grenlandie. To też trzeba by wrzucić jako czynnik ludzki do analizy.
Trump postrzega świat jako wieczny pojedynek figur, dla niego nie istnieją instytucje ani inne byty zbiorowe, każda sprawa do załatwienia to dla niego jest „deal” z konkretną osobą. I każdy taki deal traktuje osobiście, jako pojedynek na siurki z danym zawodnikiem. Swoją drogą ciekawe jak wielu longinesiarzy tak widzi świat, podejrzewam że wielu.
Książki nie przeczytam mimo że obowiązkowa, nie te zasoby czasowe. O’Brien ma też kawałek w Atlanticu, złowieszczo brzmiący i bardzo celny
link to theatlantic.com
@wo
Na tle Trumpa Biden, Obama czy Bush mogą się wydawać rozsądni, ale to nisko zawieszona poprzeczka.
Ależ Gospodarzu, Bush w tym samym zdaniu co Biden i Obama to jednak spora przesada. Chyba że chodzi o Busha seniora, ale junior miał jednak mózg wyprany przez alkohol i religię. Biden był z nich najbardziej rozsądny, niestety w złym momencie stracił syna (nie żeby były na to dobre momenty) i nie wystartował w 2016, świat inaczej by wtedy wyglądał. Pieprzony czynnik ludzki.
@gini
Otóż Obama niewątpliwie dobrze wygląda w garniturze – tego mu nie można odmówić. Ale jego polityka zagraniczna to głupota. Jego brak reakcji na rosyjską agresję to jedna z praprzyczyn obecnej wojny. Do tego w Syrii zrobił rzecz najgłupszą z możliwych: określił swoje „czerwone linie”, a gdy Asad i Rosja je przekroczyli, nie zrobił nic (!). O’Brien opisuje go bardzo krytycznie, podobnie jak sklerotyka Bidena, który przekonany o realności nuklearnego blefu Putina, ograniczał ukraińską kontrofensywę.
Gdyby nie głupota Bidena, wojna w Ukrainie mogła się skończyć happy endem w 2023. Gdyby nie głupota Obamy, mogłaby nigdy nie wybuchnąć.
@WO
„chyba się sfochał albo ma jakieś inne zajęcia”
Jedno i drugie. Sfochał się, bo nie dostał okazji, żeby bronić swojego stanowiska. Poza tym zrobiło się ciekawie na rynku międzynarodowej logistyki, odkąd spadło ok. 30 proc. przestrzeni ładownej w samolotach z ChRL to EU.
@pak4
„Xi to polityk, który idzie śladami Putina.”
To jest bardzo ciekawy problem, bo z jednej strony tak, z drugiej nie.
Tak, bo konsoliduje władzę i ma obsesję zapisania się w historii jako Odnowiciel.
Nie, bo jest ulepiony z całkiem innej gliny. Z zawodu jest inżynierem (jak zresztą duża część chińskiej wierchuszki), a nie bezpieczniakiem. Nie wychował się na podwórku i nie jest facetem znikąd, tylko partyjnym książątkiem wzmocnionym psychicznie – i politycznie – przez degradację rodziny w czasie rewolucji kulturalnej. I ma duże doświadczenie w zarządzaniu na różnych szczeblach chińskiej administracji.
W efekcie Xi ma potencjał, żeby narzucać swoją wolę tak jak Putin, a jednocześnie potrafi się ze złych decyzji szybko wycofać. Przykładem polityka covidowa – póty Chiny były zieloną wyspą, póty realizowano najbardziej drakońskie lockdowny, nie do pomyślenia w demokracjach. Ale jak ta polityka przestała mieć sens, to się nagle z niej wycofano i odwrócono o 180 stopni. Ja wracałem z pogrzebu matki do ChRL w czasie cowidu, to siedziałem dwa tygodnie na kwarantannie w jakimś zapyziałym hotelu w Taiyuanie. A dziś nie trzeba nawet wizy do CHRL. W Rosji tego rodzaju elastyczność jest IMHO nie do pomyślenia.
Zgadzam się z tymi, którzy piszą, że Chińczycy i Xi mają główny problem z armią i dlatego Xi pozbywa się z niej elementów niepewnych. W Chinach wszyscy są skorumpowani, więc zawsze czystki się odbywają pod płaszczykiem walki z korupcją. Co Xi zrobi, jak już będzie miał pewność, że armia jest mu powolną? Tego nie wie nikt.
Owszem, ona nie ma doświadczenia bojowego poza nerowywmi manewrami wokół Tajwanu, naparzankami na kije i kamienie z Indusami, oraz udziałem w misjach ONZ. W dodatku to pokolenie jedynaków. Dzieciaki w chińskich mundurach mają wszystkie w tyle głowy xiao – cnotę naobżności synowskiej i obowiązek opiekowania sie na starość dwójką rodziców i czworgiem dziadków.
Ale z drugiej strony mają też wdrukowane od przedszkola, że Tajwan jest częścią Chin. Z antropologicznego punktu widzenia Azjaci są tu bardziej radykalni niż Europejczycy. W Azji granice krajów są postrzegane jako przedłużone granice ciała i mają bardziej sakralne znaczenie. Na przykład, w Starym Świecie ludzie sobie nie obcinają palców na manifestacjach w sprawie chińskości czy koreańskości zajmowanych przez Japonię wysp. U nas nie było też „prowadzących umaryłch”, którzy ściągali denatów zmarłych w dalekich stronach, żeby ich pochować w ojczystej ziemi, bo tak trzeba.
Reasumując morale chińskiej armii pozostaje zagadką, nie wiadomo co zwycięży w przypadku wojny – lojalność wobec żyjących krewnych, czy wobec partyjnego wodza i macierzy.
Z technicznego punktu widzenia w przypadku Tajwanu Chińczycy mają bardzo ułatwione zadanie, co już lata temu opisał Bartosiak w swojej pierwszej książce. Wystarczy, że nie dopuszczą Amerykanów do teatru działań, a przyjdzie im to znacznie łatwiej niż Irańczykom, bo mają znacznie większą flotę i zasoby rakiet.
Moim skromnym zdaniem po stronie Chińczyków są dysrupcje techonologiczne. Świat się zmienia i jak pisze Gospodarz wojny kończą się na całkiem innych zasadach, niż te, na których się zaczynają. I tu Chiny mają znacznie większy potencjał niż Stany. Zawsze powtarzam, że jeden rok pracy w Chinach to jak 3, albo 5 lat w Europie. Tak szybko wszystko się tam zmienia i społeczeństwo jest organicznie nauczone adaptacji.
Na koniec – Chiny wcale nie muszą zdobyć Tajwanu, żeby wygrać. Jasna teoria zwycięstwa to podstawa wojny. Jeżeli Chiny wejdą do tej wojny z założeniem, że pokażą dominację na morzu i w powietrzu, żeby odmówić Amerykanom dostępu do teatru działań, to mogą wygrać bez kosztownego i krwawego desantu lądowego. Dzięki blokadzie morskiej mogą wymusić dojście w ROC do władzy swoich kumpli z Kuomintangu, tak jak to Trump zrobił w Wenezueli. I już wygrały, bo pokazały kontrolę.
Zgadzam się z ocenami, że obecna wojna w Iranie do przygrywka do spotkania Trump-Xi. POTUS chce upokorzyć Chińczyka przed spoktaniem, żeby go zmiękczyć. Przecież jeszcze niedawno Iran pod auspicjami Chin zaczął się dogadywać ze swoimi arabskimi sąsiadami, a teraz miota w ich stronę drony i rakiety. To jest dla Xi potwarz, ale zemsta Chińczyka rzadko bywa emocjonalna. Chiny na to jakoś muszą odpowiedzieć, ale przypuszczam, że raczej użyją narzędzi handlowych i dyplomatycznych, niż militarnych. Znowu organiczą dostęp do rzadkich metali itd.? Zobaczymy.
@mb
„W Rosji tego rodzaju elastyczność jest IMHO nie do pomyślenia.”
Czyli znów, biedny Tajwan. Elastyczność to parametr, który O’Brien bardzo ceni.
” Dzięki blokadzie morskiej mogą wymusić dojście w ROC do władzy swoich kumpli z Kuomintangu, tak jak to Trump zrobił w Wenezueli. ”
Ale czy Trump na pewno dziś kontroluje Wenezuelę?
„Zgadzam się z ocenami, że obecna wojna w Iranie do przygrywka do spotkania Trump-Xi.”
Czyli że myślisz, że Trump w ogóle miał to jakoś przemyślane? Ja odrzucam samą Hipotezę Racjonalnego Trumpa.
@wo
Nie będę bronić Obamy, mimo że dwa razy na niego głosowałam. Ale jest on niestety dowodem, że trzeba wybierać polityków którzy mają lata praktyki, historię funkcji państwowych i głosowań, i ogólnie wiele rzeczy mają dobrze przemyślanych (i dotyczy to oczywiście tylko demokratów z dużej i małej litery, bo prawica ma inne priorytety). Nie chcę go też krytykować bo to nie był zły prezydent, a już przepchnięcie kolanem obamacare będzie mu się liczyć na plus w prezydenckim czyśccu. To wszystko jest zbyt skomplikowane żeby dało się podsumować jednym zdaniem (jak to sprawnie zrobił Gospodarz). Jeśli chodzi o Syrię, to zwrócił się do Kongresu i Kongres powiedział nie (czyli wszystko zgodnie z prawem).
Biden w 2016 to jeszcze był inny człowiek niż w w 2022, posypał się dość znienacka i gwałtownie. Ale to nie jest tak że w 2022 kierowała nim wyłącznie głupota a nie inne argumenty i polityczne kalkulacje (jak potencjalna porażka w połówkowych która i tak miała miejsce), czy strach przed upadkiem Rosji i globalnym chaosem (wkraczamy w prezentyzm, ale w końcu nikt nie wiedział jak ta wojna się potoczy). Zresztą chyba w ciemno weźmiemy tchórzliwego Beidena nawet z demencją, niż to coś co teraz rozpierdala świat w egotycznym szale.
@WO
„Ale czy Trump na pewno dziś kontroluje Wenezuelę?”
Nie mam pojęcia, ale pokazał Chińczykom i Rosjanom, że może im zmienić bierki w każdej chwili. A to już sporo.
„Czyli że myślisz, że Trump w ogóle miał to jakoś przemyślane?”
Wygląda na to, że sukces w Wenezueli go ośmielił i postanowił pójść za ciosem. Zapewne znów chce się napawać faktem, że pokazał Chińczykom i Rosjanom.
Jak każdy narcyz, Trump jest „racjonalny” „racjonalnością” osobnika z klastra B. Ma rozpaczliwą potrzebę uwagi i ciągłego potwierdzania własnej wartości, bo sam jest kłębkiem kompleksów. Taki człowiek zrobi wszystko, żeby podnieść swoje poczucie własnej wartości. To nie jest racjonalność w normalnym rozumieniu tego słowa, ale np. Mark Rutte czy Alexander Stubb umieją psychologię Trumpa obrócić na własną korzyść. U nas też są tacy, którzy tego próbują…
@gini
„Nie będę bronić Obamy, mimo że dwa razy na niego głosowałam.”
Ja pewnie bym też, bo Mniejsze Zło (TM). Ale jego polityka zagraniczna była równie głupia jak Trumpa czy Busha. Soraskotroniksy.
„Ale jest on niestety dowodem, że trzeba wybierać polityków którzy mają lata praktyki,”
To też niczego nie gwarantuje. Kretynizm Bidena to skutek jego „lat praktyki” (i przekonania że Rosja to Supermocarstwo Które Może Odpalić Atomówki).
„Jeśli chodzi o Syrię, to zwrócił się do Kongresu i Kongres powiedział nie (czyli wszystko zgodnie z prawem).”
Głupota jest generalnie zgodna z prawem. Ja przecież mu nie zarzucam łamania prawa (O’Brien też nie).
„Ale to nie jest tak że w 2022 kierowała nim wyłącznie głupota”
Och, nikim nie kieruje wyłącznie głupota. Za każdą debilną decyzją stoi jakieś tam pozornie logiczne uzasadnienie. Jest taki amerykański dowcip z kategorii długich i męczących, z puentą „I thought it was a good decision at the time”. Trochę jak polski dowcip o buldogu, tylko mniej śmieszne.
@mb
„Jak każdy narcyz, Trump jest „racjonalny” „racjonalnością” osobnika z klastra B.”
Zwracam uwagę, że to co teraz piszę ma się nijak do twojej wyjściowej tezy: „obecna wojna w Iranie do przygrywka do spotkania Trump-Xi”. Narcyz nie potrzebuje żadnych „przygrywek”, i tak wie, że cokolwiek przyniesie nadchodzące spotkanie, będzie to Najlepsze Spotkanie w Historii Spotkaningu.
@wo
Bo też i Austro-Węgry były dogorywającym, rozsypującym się imperium.
Gospodarzu, a czy to nie jest hindsight bias?
To była głupota kajzera, że miał samych takich sojuszników.
Przepraszam, ale tego nie da się porządnie skomentować via internet 🙁 Niemniej tak, Wilhelm II nie był jakoś bardzo mądry.
@wo
z puentą „I thought it was a good decision at the time”
Z tego bierze się tragizm istnienia w tym wszechświecie, w którym się zalęgliśmy. On (wszechświat) tak jest zbudowany, że można podejmować decyzje, które wydają się dobre, a potem źle skończyć. Niezależnie od tego można podejmować złe i sądzić, że są dobre.
@MB
„Przykładem polityka covidowa – póty Chiny były zieloną wyspą, póty realizowano najbardziej drakońskie lockdowny, nie do pomyślenia w demokracjach. Ale jak ta polityka przestała mieć sens, to się nagle z niej wycofano i odwrócono o 180 stopni.”
Nie tylko przestała mieć sens, ale była też bardzo niepopularna. Ludzie umierali samotnie w mieszkaniach, mnóstwo zwierząt domowych zatłoczono kijami żeby się pozbyć problemu, itd. KPCh ma władzę w garści, ale ciut się z opinią publiczną liczy. Jeżeli wojna z Tajwanem byłaby równie niepopularna, to może to wyhamować zapędy Xi. Ale łatwiej pod względem prestiżu wycofać się z lockdownu niż raz zaczętej wojny.
@WO
„Narcyz nie potrzebuje żadnych „przygrywek”.”
Owszem, potrzebuje i to bardzo. Narcyzi uwielbiają się komunikować pośrednio lub zdalnie, np. przez komunikatory, bo mogą wysyłać wieloznaczne, groźne komunikaty, po których zastanawiasz się, o co im tak naprawdę chodzi. Albo bombardują interlokutora na przemian nienawiścią i miłością. Chętnie posługują się też pośrednikami, tzw. flying monkeys, których urabiają, żeby dostarczyli odpowiednią wiadomość do celu, często kłamliwą i zmanipulowaną, żeby ofiarę np. poniżyć lub zakwestionować jej własną racjonalność albo wiarę w siebie. Oni uwielbiają być w sytuacji, kiedy zmuszają innych podążania za ich działaniami i emocjami. I to jest MSZ dokładnie to, co Trump próbuje teraz zasiać w głowie Xi.
Jasne, wszystko co narcyz robi jest „naj”. Mam konflikt za takim właśnie osobnikiem. Po rzeczowym piśmie od mojej prawniczki, zadzwonił do niej oznajmiając, że sam jest bardzo doświadczonym i utytułowanym prawnikiem, po czym oznajmił, że wyjeżdża w podróż do Afryki. Odezwie się może za miesiąc jak wróci. G.. w ten sposób załatwił, ale narobił odpowiedniego – w swoim przekonaniu – wrażenia. Znam tego osobnika jak zły szeląg od prawie 50 lat, więc jak oglądam Trumpa w tv, to się we mnie wszystko skręca i zastanawiam sie, jak ta Melania z nim do tej pory wytrzymała. I jak można było kogoś takiego wybrać na urząd. Niestety, współczesny świat opiera się na robieniu wrażenia (fake it till you make it), więc narcyzi sobie w nim świetnie radzą.
@gammon
„Gospodarzu, a czy to nie jest hindsight bias?”
To już teza O’Briena. Ale chyba oczywista dla wielu ówczesnych, na przykład dla Ignacego Daszyńskiego (a bo akurat mam wybor jego przemówień parlamentarnych).
@mb
„I to jest MSZ dokładnie to, co Trump próbuje teraz zasiać w głowie Xi.”
OK, możesz mieć rację. Ja dotąd to interpretowałem tak, że po prostu głupek poczuł taką nagłą pokusę jak się dowiedział, że Chamenei jest z rodziną w jednym budynku.
@Marco Bollocks:
> To jest bardzo ciekawy problem, bo z jednej strony tak, z drugiej nie.
Wiem, że mocno uprościłem. Nie będę też udawał znawcy Xi. Tylko dochodzą takie przebłyski, właśnie o „konsolidacji” władzy, o pozowaniu na twardego faceta, o masowym fałszowaniu statystyk… Jak świetnie znamy nasze, zachodnie problemy z nieuczciwymi politykami, głupimi populistami, z epoką bezwstydu, która potrafi zrobić z Trumpa prezydenta, to spoglądając na konkurentów, takich jak Chiny, czy Indie, też znajdziemy problemy. I to nawet analogiczne.
> W efekcie Xi ma potencjał, żeby narzucać swoją wolę tak jak Putin, a jednocześnie potrafi się ze złych decyzji szybko wycofać.
Ale Xi rządzi 13 lat krócej. Może idealizuję przeszłość, ale wczesny Putin też dużo lepiej ważył brutalność względem sprytu i ostrożności niż w ostatnich latach. Gdy mówimy o „czynniku ludzkim”, to mamy (oprócz starzejących się przywódców państw — a to też ma znaczenie) problem z korumpowaniem przez czas sprawowania władzy.
> Co Xi zrobi, jak już będzie miał pewność, że armia jest mu powolną? Tego nie wie nikt.
Ale nie sądzisz, że to nie jest jedyny problem z chińską armią?
Tzn. oczywiście nie mam mocnych papierów, ale widzę ludzi, którzy w tym siedzą i twierdzą, że chińska armia jest znakomita do celu, do jakiego została stworzona. Czyli do efektownych parad.
Tzn. wróć: tak, jeśli mówię o tym brutalu, który lubi prężyć bicepsy, to wykorzystanie armii w ataku na coś jest, jak najbardziej, do pomyślenia.
> Wystarczy, że nie dopuszczą Amerykanów do teatru działań
Tylko zauważę, że Tajwan jest daleko od USA, ale dość blisko Japonii. A jej armia nie jest może wielka, ale nowoczesna i wielu liczy, że „na Chiny” jest całkiem znaczącym przeciwnikiem. W przypadku Tajwanu nie jest też wykluczony szerszy sojusz — to nie jest przypadek, że gdy Chiny robią coś agresywnego na morzu, to zwykle Francja wysyła okręty.
> Chiny wcale nie muszą zdobyć Tajwanu
To chyba nawet chińska mądrość, że największym wojownikiem jest ten, kto wygrywa wojny ich nie prowadząc…
> wymusić dojście w ROC do władzy swoich kumpli z Kuomintangu, tak jak to Trump zrobił w Wenezueli.
Ale Trump nie wymusił.
@pak
„Tzn. oczywiście nie mam mocnych papierów, ale widzę ludzi, którzy w tym siedzą i twierdzą, że chińska armia jest znakomita do celu, do jakiego została stworzona. Czyli do efektownych parad.”
Każdy tyran ma taką słabość, niestety nie można wykluczyć że Trump zdąży „sparadyzować” amerykańską armię zanim zacznie się właściwa wojna.
„Tylko zauważę, że Tajwan jest daleko od USA, ale dość blisko Japonii.”
Według O’Briena, ma swoje powody by niekoniecznie popierać Tajwan (konkurencja gospodarcza + spory terytorialne). Trump jest tak głupi że może doprowadzić do utraty Japonii jako sojusznika.
„W przypadku Tajwanu nie jest też wykluczony szerszy sojusz”
Otóż węższy też nie. To jest realne, że cały świat powie Trumpowi „to już twój problem, koleś”.
@wo
To już teza O’Briena. Ale chyba oczywista dla wielu ówczesnych, na przykład dla Ignacego Daszyńskiego (a bo akurat mam wybor jego przemówień parlamentarnych).
Ja bym powiedział, że CiK monarchia ostatecznie zmarnowała swój gigantyczny potencjał pozytywny dopiero w czasie I wojny światowej. Potencjał ten był gówniany w 1848, a urósł w toku rządów Franca Jozefa I. I nie całkiem dzięki niemu, ale trochę dzięki niemu. A poza tym był to biedny, godny współczucia człowiek i jakoś tam staram się to po jakobińsku docenić.
@gammon
Ja też napisałem powieść alternatywną w której KuK dotrwało do 2014 (a bo wtedy wyszła). Ale w naszym continuum w 1914 już byli w rozsypce, soraski.
Przy czym mnie się zdaje, że Austria miała też potencjał sturlać się w dołek socjalliberalnej rewo-ewolucji (trzeba by najpierw spacyfikować rząd Węgier, bo nie-„Węgrów” tam traktowano jako niewęgrów), ale to już zupełnie subiektywne zdawanie.
@wo
„Otóż węższy też nie. To jest realne, że cały świat powie Trumpowi „to już twój problem, koleś”.”
Dlatego Tajwan musi się teraz starać uśmiechać do Korei Południowej i Japonii.
@pak4
„Ale Xi rządzi 13 lat krócej.”
Bardzo słuszna uwaga. W Chinach ta historia też już się powtarzała. Mao zaczynał jako popularny lider komuszków uciekających przez narodowcami w czasie Długiego Marszu, a kończył jako tyran i słońce narodu w czasie rewolucji kulturalnej. Deng Xiaoping był na początku sympatycznym reformatorem, a skończył jako facet, który zatwierdził wjazd czołgów do Pekinu w 1989. Jak napisał Gospodarz, władza absolutna korumpuje absolutnie w funkcji do t (jedych wprost propocjonalnie, innych – wykładniczo).
„Tajwan jest daleko od USA, ale dość blisko Japonii”
Japonia to nie Polska, gdzie nadal jest wielu chętnych, żeby ślepo żyrować amerykańską politykę. Wątpię, żeby Japończycy chcieli umierać za Tajwan. Niezależnie czy on jest chiński czy nie, muszą żyć mając Chiny znacznie bliżej, niż USA. Poza tym, w Korei czy na Filipinach źle pamiętają Wielką Azjatycką Strefę Dobrobytu, więc ewentualne wmieszanie się Japonii w konflikt nie będzie dobrze odebrane w regionie. Wreszcie, dla Japończyków Chiny to taki starszy brat jak dla nas Zachód. Oni mają jednak respekt dla Chin i rozumieją politykę w kategoria realistycznych (jak je opisywał Gospodarz). Wycieczka Kaczyńskiego w 2008 roku do Gruzji była w Azji obserwowana z największym zdumieniem, bo kraj o mniejszym potencjale (Polska) nigdy nie powinien drażnić kraju, który ma więcej dywizji (Rosja). Wiele razy rozmawiałem o tym z Koreańczykami i Japończykami, i dla nich to polskie kozactwo wobec Wielkiej Rosji było frapujące i dziwne. Choć pewnie po 2022 roku już trochę mniej.
„chińska armia jest znakomita do celu, do jakiego została stworzona. Czyli do efektownych parad.”
Nie mylmy Chin z Rosją czy Koreą Połnocną. W Chinach parady odbywały i odbywają się bardzo rzadko, raz na wiele lat, i to, co zrobił jakiś czas temu Xi w Pekinie to było novum. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza to przede wszystkim armia ludowa – armia chłopów i robotników. Powstawała za Mao jako chłopska partyzantka, i tak też walczyła w Korei. W Muzuem Wojny w Seulu możesz obejrzeć dioramę z chińskimi bingami w pełnym kamulflażu z… fletami i bębnami. Nie mieli porządnego uzbrojenia, więc nocami czynili hałas, żeby Koreańczycy z Południa i Amerykanie nie mogli zmrużyć oka. Biedni i zacofani, ale kreatywni. Oczywiście potem były mięsne fale, ale niewyspani wrogowie gorzej walczyli.
W czasie Wielkiego Skoku i Rewolucji Kulturlanej ChALW biła się o cyfry w planach partii: budowała fabryki, pomagała chłopom zbierać ryż. To ona do lat 80.zbudowała w ChRL większość linii kolejowych (wzorem Armii Czerwonej ma specjalne formacje kolejowe). Po reformach Denga, partia zajęła się rozmaitymi biznesami – jak wszyscy w Chinach. (Np. mój dobry znajomy mieszka w Szanghaju na osiedlu, który zbudował wojskowy deweloper; tam to dopiero mieli przerąbane w czasie lockdownu, bo im osiedlowy komitet partii próbował wprowadzić iście wojskowy dryl). Wszyscy gensekowie w Chinach od lat 90. pilnują, żeby armia zajmowała się tym do czego ją powołano, a nie kręceniem lodów na boku. Temu też służą ostatnie czystki.
„Ale Trump nie wymusił.”
Słusznie, wyraziłem się nieprecyzyjnie. Trump tylko usunął podskakującego prezydenta.
ChRL ma Tajwanie asset w postaci swego niegdysiejszego śmiertlenego wroga – KMT. Partia Narodowa podziela wielkochińskie idea komuchów i jest w stanie się z nimi dogadać. Jak rządziła przed laty, to doszło do ocieplenia. W Pekinie powstał urząd zjednoczeniowy (byłem, rozmawiałem), zaczęto dbać o groby żołnierzy poległych w walce z Japończykami i generalnie narodowcy przestali być tacy „źli”, jak Japończycy.
Problem w tym, że KMT jest trochę jak PiS – to jest partia starszych wyborców na Tajwanie. Tych, którzy sami zwiali z kontynentu, albo których rodzice czy dziadkowie zwiali. Najmłodsze pokolenia Tajwańczyków mają jednak inną perspektywę, bo się wychowały w odrębnym kraju. To dlatego Xi się spieszy jak Kaczyński na następne wybory. Czas ucieka, wieczność czeka, a nastroje niezależnościowe na Tajwanie będą coraz silniejsze.
Jak rozumiem zatem lewica popiera Konfederację w postulacie, żeby zachować gotówkę?
BTW środowiska progotówkowe na całym świecie powołują się na „Limes Inferior” Zajdla.
1. Póki co US Navy bardzo średnio radziła sobie z ćwiczeniami na Pacyfiku. Zderzenia okrętów, słabe przeszkolenie oficerów dowodzących, zła praca sztabów. Przypadki, gdy okręty amerykańskie zderzają się, nie docierają w rejon ćwiczeń albo nie są w stanie zrealizować terminów rotacji są pieczołowicie odnotowywane. Oczywiście marynarka wojenna Chin też zalicza swoje kompromitacje, ale ich zadanie morskie jest kilka rzędów wielkości łatwiejsze: osłonić desant na wyspę wewnątrz dość wąskiego akwenu. To US Navy będzie musiała grać rolę „entry denial” i operować z pozycji wysuniętych, bo wszystkie plany zakładają, że oddziały rozlokowane na Tajwanie będą po prostu zniszczone po kilku dniach.
2. Nawet biorąc poprawkę na propagandę militarną, Chińskie J-20 grają co najmniej w tej samej kategorii co F-35. Na razie brakuje ich liczbowo, a pilotom brakuje nalotu, ale to nie jest rozpiernicz porównywalny z Federacją Rosyjską w Ukrainie.
2a) Plus przypomnę za T. Cooperem, że Chiny prawdopodobnie mają dostęp do części danych dobrej jakości z zeszłorocznej wojny Pakistan-Indie. Nie jest też wykluczone, że mają dane z Ukrainy, ze strony Rosji, bo wojska rosyjskie są łatwe do korumpowania a Chiny i tak wspierają Rosję sprzętowo. A programy takie jak JF-17 to właśnie „budżetowo-chiński” odpowiednik F-16: uproszczony, tani i stosunkowo łatwiejszy w skalowaniu produkcji.
3. Z kolejnej strony, po zachodniej propagandzie i PR wojskowym idzie fama o niepowodzeniu chińskich HQ-9B w Iranie. Wiadomo, że Iran mógł mieć problemy z integracją systemów i kwestiami organizacji OPL, wiadomo też, że Iran nie dostał najlepszych możliwych radarów i softu przeciw ECM, ale jednak wynik jest wynik.
4. A z kolei po stronie shiploverów sporo osób krytykuje brak zaplecza US Navy, właśnie w zakresie jednostek pomocniczych, transportowców paliwa i amunicji dla grup bojowych. Nie będzie zaskoczeniem jeśli powiem, że Musk i reszta debili cięli po funduszach na utrzymanie rezerw morskich. A politycy wcześniejsi też woleli okręty i shiny stuff (broń laserowa, railguny) zamiast nudnego dłubania w logistyce i systemie rezerw kadrowych między marynarką handlową a siłami wsparcia US Navy.
Przepraszam Gospodarza, ale tutaj nie znalazłem równie zwięzłego i często aktualizowanego zamiennika za youtubowe materiały Sal Mercogliano (What’s Going on With Shipping?). Tzn. jakbym potrzebował na poziomie ponad-amatorskim, to bym dłubał w logach i rzeczach fachowych, ale jako popularyzacja do kawusi porannej IMO wystarcza. Mercogliano, były oficer marynarki handlowej praktycznie codziennie komentuje zmiany w natężeniu ruchu handlowym albo kryzysy na styku USN a marynarką handlową. Jeśli coś bym mu zarzucił to tylko fakt, że ciut za bardzo wzruszał się aresztowaniami floty cieni rosyjskiej, ale nie doszedł do poziomu Putino-rimmingu. Za to w tematach Pacyfiku, Hormuzu czy obecnego stanu Midway jest IMO wiarygodny. Np. jego komentarze do pożarów okrętów US Navy w zeszłym roku fajnie zbierały informacje o wcześniejszych skandalach z dostawami i zestawiały je z rum-int na temat urządzeń portowych.
(No, ale Mercogliano nie jest znany z bycia znanym albo z powodu psów-pająków, tylko z bycia oficerem mar handlowej i roboty naukowej dla US Naval Institute)
@redezi
„Mercogliano nie jest znany z bycia znanym albo z powodu psów-pająków”
Ktoś, kto ma „The Box” Marca Levinsona na półce, musi być w porzo, a nawet bardziej.
Moim zdaniem Trump nie zaatakował Iranu w ramach przygotowań do spotkania z Xi ani w wyniku skorumpowania przez kraje z Zatoki.
Pierwszego całkowicie bym nie wykluczał, ale to brzmi dla mnie zbyt ambitnie jak na umysł Pomarańczowego. Poza tym Chiny mają do dyspozycji całą paletę bardzo bolesnych odpowiedzi.
Bliskowschodnie reżimy musiały z kolei spodziewać się tego, jakie mogą być konsekwencje ewentualnego długotrwałego konfliktu w regionie. Korumpowały po prostu dlatego, że to najlepsza i łatwo dla nich dostępna metoda wkupienia się w łaski Trumpa.
Podejrzewam, że celem było najprędzej dalsze poszerzanie własnej władzy, podbicie notowań i entuzjazmu w bazie, zawłaszczanie uwagi, a może też nabijanie kolejnych punktów prezydenckiej mocarności. Nadal spodziewam się, że będzie chciał wpłynąć na wynik wyborów.
Izraelskie kompromaty brzmią spiskowo, ale ja bym ich mimo wszystko całkiem nie wykluczał, bo Trump musi dobrze wiedzieć, że syjoniści mają w zanadrzu co trzeba. Sprawa Epsteina to jest jedyna kwestia, która naprawdę wpływa na MAGA-sekciarzy.
@”wmieszanie się Japonii w konflikt nie będzie dobrze odebrane w regionie”
Coś jakby w naszym regionie wybuchł zbrojny konflikt, a Niemcy wmieszały się w niego przeciw Polsce. W czasie IIWŚ wojna japońsko-chińska była dłuższa niż niemiecko-polska, można liczyć 1937-1945, a można od 1931, czyli od okupacji Mandżurii w anturażu faszystowskim. Nawiasem dodając, być może gdyby nie napaść Japończków, Czang Kaj-szek pokonałby komunistów Mao Zedonga i losy Chin potoczyłyby się inaczej. No więc chyba żaden przytomny Japończyk nie ma dziś ochoty wojować z Chinami o cośtam wystającego z morza niedaleko chińskiego brzegu. Może lurkują bloga jacyś japońscy insajderzy (skoro chińscy niedawno dokonali kamingautu) i uchylą rąbka nastrojów tam?
@Japonia
Bierzecie pod uwagę, że USA ma własne bazy militarne w Japonii? Więc nawet jeśli sama nie zechce brać udziału, to USA będą miały tam pewne zaplecze.
Ciekawostka: wrzuciłem to w wyszukiwarkę i oczywiście na pierwszym miejscu dostałem podsumowanie AI, zaczynające się od „The U.S. maintains a significant military presence in Japan, with approximately 14 to 120 bases”.
@Piotr Kapis
„Bierzecie pod uwagę, że USA ma własne bazy militarne w Japonii?”
Wg art. 9 konstytucji z 1947 roku – napisanej zresztą przez Amerykanów – Japonia wyrzeka się wojny, a nawet posiadania armii i floty. Oczywiście, mając takich sąsiadów (KRLD i ChRL) Japończycy rozwinęli Siły Samoobrony, które są jednymi z większych na świecie. Ale użycie ich do czegokolwiek innego, niż obrona Japonii byłoby złamaniem tabu. Oczywiście, nie wykluczone, że w czasach Trumpa i to tabu zostanie złamane, co już zasugerowała nowa premier-san.
Dlaczego Trump zaatakował Iran to media amerykańskie piszą już od kilku dni. Trump powiedział to wielokrotnie (cytat niedokładny): I got him before he got me. Oczywiście Chamenei, bo jak już pisałem wcześniej dla Trumpa nie ma państw, są tylko osoby. Ktoś mu podszepnął że Iran zaplanował na niego zamach. Intryga bardzo grubymi nićmi szyta jest opisana nawet w GW (dzisiaj rano nawet było na głównej), i z pewnością nie stały za tym służby irańskie. Obstawiam albo ruskich albo Izrael. Ustawka dla wywołania wojny, w pełni skuteczna.
Innymi słowy powtórka z Żorża: „ale oni próbowali zabić mojego tatę”
@Marco Bollocks
„Japonia wyrzeka się wojny, a nawet posiadania armii i floty”
Tak, jest mi to wiadome. Jak i to, że mają siły samoobrony. Ale również, że z czasem nieco zmieniali definicję samoobrony (to tak a propos dyskusji, czy wręcz dyskursu, w sąsiednim wątku). Najpierw zezwalając na udział swoich sił np. w misjach pokojowych, a ostatnio np. coś takiego:
„A big change came in 2014, under former Prime Minister Shinzo Abe, who wanted Japan to have a normal military. Abe newly interpreted Article 9 as legalizing collective defense. The following year, a security law allowed Japan to use force if the United States or other friendly nations come under enemy attack, even if Japan is not being attacked.”
„A fundamental change came in December 2022 when former Prime Minister Fumio Kishida’s government adopted a security strategy stating the need for Japan to acquire strike-back capability with long-range missiles, a major break from Japan’s self-defense-only policy.”
Z drugiej strony czytałem niedawno, że w Japonii powstał raport pod pewnymi względami krytyczny wobec ich współpracy z USA. Konkretnie chodziło o to, że różne wojskowe dostawy, kupione w ramach amerykańskiego programu FMS, nie są dostarczone nawet w pięć lat po umówionych datach, pomimo tego, że Japonia wszystko opłaciła. O, nawet znalazłem cytat, bo wrzucałem go koledze:
„Raport wyjaśnił, że w ramach systemu FMS daty dostaw podane w umowach są jedynie orientacyjne i nie są prawnie wiążące dla rządu USA. W rezultacie Japonia miała ograniczone możliwości egzekwowania terminów po podpisaniu umów, chociaż za zamówiony sprzęt musiała zapłacić z góry.”
Natomiast ja chciałem wcześniej zwrócić uwagę, że pisze się tutaj o Japonii w kontekście jej bezpośredniego ewentualnego dołączenia do konfliktu, w przypadku inwazji Chin na Tajwan, a zapomina, że na terenie Japonii znajdują się bazy USA. Co wydaje mi się jednak dość istotną informacją, szczególnie jeśli ktoś uważa, że USA będzie miało ciężej prowadzić walki, bo ma w ten rejon dużo dalej. Jest to niewątpliwie prawda, ale Japonia może im pod tym względem sporo ułatwić, nawet nie wysyłając swoich Sił Samoobrony. Oczywiście przy założeniu, że będzie chciała, bo zachowanie Trumpa potrafi zniechęcać dotychczasowych sojuszników.
@Marco Bollocks
„Wiele razy rozmawiałem o tym z Koreańczykami i Japończykami, i dla nich to polskie kozactwo wobec Wielkiej Rosji było frapujące i dziwne”.
To ciekawe. Mam jednego znajomego Wietnamczyka (mieszkaliśmy razem w pokoju w akademiku dwadzieścia lat temu) i on z kolei lubił używać analogii, że Wietnam w stosunku do Chin jest jak Polska w stosunku do Rosji. W sensie: jak Dawid przeciw Goliatowi, dzielny mały naród nie bojący się stanąć przeciw molochowi nawet jak sprawa wydaje się beznadziejna. Ale może to taka dalekowschodnia kurtuazja albo odosobniony przypadek. On w ogóle jest wiernym kibicem naszej reprezentacji i czasami dostaje od niego jakieś rozpaczliwe wiadomości, że o nie, Lewandowski powinien zrobić coś tam innego, a trener powinien zrobić jakąś zmianę, a tak to znowu przegrali. A ja nawet nie wiem, że był jakiś mecz.
Kozactwo kozactwem, ale teraz wiemy, że Kaczyński miał wtedy rację.
@Piotr Kapis @Bazy amerykańskie na Dalekim Wschodzie
Amerykańskie bazy są też m.in. w Korei Południowej i na Filipinach. Nie powstrzymało to jednak Chin przed próbą zawłaszczenia Morza Południowo-chińskiego z Wyspami Spratly i Paracelskimi, które Filipiny mają pod nosem. Tam, gdzie były ławice piasku, Chińczycy wylali megatony betonu, pobudowali lotniska i przystanie: link to amti.csis.org
Zainteresowane kraje nie miały pretekstu, ani możliwości, żeby się temu przeciwstawić. Przypuszczam, że w przypadku Tajwanu będą kombinowali podobnie, stosując różne techniki wojny hybrydowej, żeby za wszelką cenę uniknąć dawania Ameryce pretekstu. Na tym się opiera chińskie myślenie o wojnie. Oni nigdy nie poważali samej siły. Żołnierz w Chinach to był pogardzany zawód, a dowódców ceniono nie tyle za przywództwo, co za strategię i fortele, w tym wojnę psychologiczną. Pomijając Sunzi, którego wszyscy znają, chińskie kroniki i powieści historyczne są pełne takich bohaterów, np. Zhuge Liang w Dziejach Trzech Królestw.
Z lektury klasycznych tekstów zapamiętałem „płonące woły” Tian Dana, które opisał Sima Qian. Generał Tian przebrał woły za potwory, do rogów przyczepił im ostrza, podpalił ogony i pognał na wroga, a za wołami puścił swoje wojsko (tu jest przekład angielski: link to en.wikipedia.org). Takimi faktami z historii karmi się w Chinach małe dzieci (np. link to wukongsch.com).
Przypuszczam, że atakując Tajwan Chińczycy wymyślą coś podobnego. Niedawno zrobili manewry tysięcy statków cywilnych. To jest sprytne, bo co zrobią Amerykanie w obliczu takiego ataku? Będą strzelać do chińskich rybaków? link to youtube.com
@Chiny i Tajwan
„Chiny mogą nie dopuścić USA do teatru działań” – to jest ryzykowna hipoteza, bo nic nie wiadomo o skuteczności ich broni. Natomiast wiadomo na pewno, że USA mogą nie dopuścić dostaw czegokolwiek do Chin i eksportu czegokolwiek z Chin. Ponadtwo, być może Japonia nie lubi się z Tajwanem, ale na pewno boi się agresywnych Chin. No i na Tajwanie na pewno bardzo uważnie przyglądają się Ukrainie. Jeśli Ukraina produkuje 4 mln dronów miesięcznie, to myślę, że Tajwan jest w stanie wyprodukować nie mniej. A potencjalna inwazja na Tajwan ma jednak po drodze przeszkodę wodną nieco szerszą niż Dniepr.
@Marco Bollocks
„Amerykańskie bazy są też m.in. w Korei Południowej i na Filipinach. Nie powstrzymało to jednak Chin przed próbą zawłaszczenia Morza Południowo-chińskiego z Wyspami Spratly i Paracelskimi, które Filipiny mają pod nosem.”
Ale czy ktokolwiek – w szczególności ja – stawiał tezę, że sama obecność Amerykanów powstrzyma Chiny przed działaniem?
Natomiast pojawiły się komentarze, że w przypadku chińskiej inwazji na Tajwan Chiny będą miały łatwo, a USA ciężko, m.in. ze względu na odległość. I że mogłaby się w to włączyć Japonia. Na co ja sugeruję, że jeśli Japonia może się włączyć bezpośrednio i uznajemy, że dla niej też jest blisko, to USA również ma blisko, bo nie musi operować z terenu USA, tylko może z terenu Japonii.
I to jest najprostszy sposób w jaki Japonia może się wziąć udział, nie wysyłając ani jednego żołnierza sił samoobrony żeby umierał za Tajwan, a jednocześnie znacząco ułatwiając USA operowanie w regionie. Sposób o tyle prawdopodobny, że USA już ma tam bazy i sprzęt (a jak mi powiedziała ze dwa dni temu znajoma, która właśnie wróciła m.in. z Okinawy, w tych bazach widać sporą aktywność – wiem, anecdata). To jest znaczące ułatwienie logistyczne. Japonia może samodzielnie sprowadzać np. paliwo czy broń, pomagać Amerykanom uzupełniać zaopatrzenie, formalnie będąc neutralnym krajem. A jeśli Chiny postanowią zaatakować np. ich statki, to jak najbardziej jest powód do obrony, zgodnej z japońską konstytucją i doktryną. Więc jeśli słabością USA w potencjalnym konflikcie byłaby logistyka – jak pisał np. redezi – to Japonia im tę słabość pozwala załatać i to bez wysłania choćby jednego własnego okrętu w rejon walk, bez odpalenia jednej rakiety.
Tylko że Krasnov może np powiedzieć, że USA będzie bronić Tajwanu tylko jeżeli ten zgodzi się zostać anektowany przez USA, jak Grenlandia. No i wtedy klops.
Będą strzelać do chińskich rybaków?
W tym samym duchu: „dron, którymi się bawiły na plaży tajwańskie dzieciątka, wyszedł spod kontroli, zapewne w wyniku nieprzemyślanych działań chińskich systemów ECM, po czym, niestety, trafił w kuter rybacki”.
@Piotr Kapis
„Więc jeśli słabością USA w potencjalnym konflikcie byłaby logistyka – jak pisał np. redezi – to Japonia im tę słabość pozwala załatać i to bez wysłania choćby jednego własnego okrętu w rejon walk, bez odpalenia jednej rakiety.”
Pod warunkiem, że mają w japońskich (i innych) bazach zasoby na wypadek takiej wojny, jaka wybuchnie. Jeśli nie, to przez Pacyfik jest trochę dalej, niż przez Cieśninę Tajwańską.
@rw
*USA będzie bronić Tajwanu tylko (…)”.
Po ekskursji Nixona Amerykanie przehandlowali miejsce ROC w ONZ za reset z Chinami przeciw ZSRR. W ustawie tajwańskiej TRA z 1979 roku dali rządowi KMT na otarcie łez (to była wtedy dyktatura, więc się z nimi nie cackali) gwarancję, że wyślą Tajwanowi broń do obrony w razie ataku. Zawsze mogą na tym poprzestać.
@Marco Bollocks
„Pod warunkiem, że mają w japońskich (i innych) bazach zasoby na wypadek takiej wojny, jaka wybuchnie. Jeśli nie, to przez Pacyfik jest trochę dalej, niż przez Cieśninę Tajwańską.”
Przecież dosłownie podałem w komentarzu na który odpisujesz, że Japonia mogłaby im pomagać właśnie zasobami i ogarnianiem dostaw. Tak, przez Pacyfik jest dalej. Ale chyba łatwiej ogarnać dostawy USA-Japonia + magazynowanie w Japonii i przerzucanie tego co trzeba do baz USA na terenie Japonii, niż transport tych samych materiałów z USA bezpośrednio do floty? Chociażby przestrzeń magazynowa jest zupełnie inna, transport do floty to bardziej coś w rodzaju JIT, do Japonii można po prostu słać wszystko i tam przepakowywać według potrzeb.
Ponadto jeśli USA ma problem ze statkami logistycznymi bo stawiało na fajne zabawki strzelające, to Japonia może im po prostu ogarnąć transport na linii USA-Japonia.
To oczywiście nadal nie likwiduje odległości z USA do Tajwanu, ale wprowadza po drodze bufor i to bardzo duży bufor. USA mogłoby dosłownie przewozić do Japonii (również przy pomocy Japończyków) więcej niż potrzebuje do prowadzenia wojny i z tego uzupełniać flotę na bieżąco.
Czy to jest gamechanger? Nie mam pojęcia. Ale uważam, że jest to już inna sytuacja niż „USA musi drałować przez cały Pacyfik a ma problemy z dostawczakami bo cięli koszty”. Udział Japonii nie musi być bezpośredni, nie muszą ryzykować życia swoich ludzi, a i tak mogą Amerykanom znacząco pomóc prowadzić walkę. W szczególności jeśli ktoś na serio rozważa, że Japonia wyśle swoje okręty w rejon walk i będzie się z Chinami strzelać, to powinien też założyć, że pozwoli USA na korzystanie ze swojego terytorium jako wysuniętego przyczółku i wesprze swoimi zasobami.
„Wiele obserwacji O’Briena znajduję ciekawymi, na przykład że dyktatorzy generalnie z biegiem lat głupieją.”
Dyktatorzy i ich państwa.
mi to przyszło do głowy po zeszłorocznej wojnie 12 dniowej z Iranem. Bo od strony militarno-inżynierskiej mistrzostwo świata. wszystko jak w zegarku. Ale we wszystkich obszarach gdzie dominuje nowa administracja Trumpa to raczej jak 'gang Olsena’ czyli cele polityczne, wywiad, komunikacja i PR. I pomyslem sobie ze za 7 lat jak post-Putin ruszy na Polske, to USA bedzie po 7 latach rzadow PDT a po nim JDV lub Barona. I ich nominaci w stylu Pete.H nie beda tylko na wierchuszcze ale tez w tych samolotach US Navy i bazach paliwowych. Oni po prostu nie beda wstanie nam pomoc bo paliwo rozkradna a pilot sie zgubi. Tak dziala Rosja,nie ma powodu by inaczej bylo w USA nie mowiac o Chinach.
@pohjois
Natomiast wiadomo na pewno, że USA mogą nie dopuścić dostaw czegokolwiek do Chin i eksportu czegokolwiek z Chin.
No tyle, że właśnie po to jest to całe „Belt and Road Initiative” by Chiny przestały być „wyspą” (w sensie gospodarczym), uniezależnić się od transportu morskiego, który działa super póki jest pokój z USA.
@redezi
„Chińskie J-20 grają co najmniej w tej samej kategorii co F-35.”
Z góry przepraszam za #rapiery, ale zabrzmiało to, jakby była mowa o walce z Europą, natomiast jeśli mówimy o konflikcie z USA, to nie zapominajmy o F-22. Tu naprawdę niet analoga w mirie. W hipotetycznym lądowym konflikcie dwóch krajów mających podobną liczbę F-35 jedno, a F-22 drugie, ten pierwszy ma małe szanse na wygranie dominacji w powietrzu, a i tak te warunki sprzyjają zaprojektowanemu do wszechstronnych zadań F-35 (i jego analogów), jak np. unikanie obrony plot. Wojna powietrzna nad Pacyfikiem, z baz w Korei i Japonii, dałaby jeszcze większą przewagę F-22, które są po prostu dedykowanym killerem stricte powietrznym. F-22 na przykład jako póki co jedyny samolot jest w stanie prowadzić skuteczną walkę powietrzną bez wsparcia wrażliwych AWACSów, więc znaczna część sił wroga musiałaby się skupiać wyłącznie na obronie tychże. A to tylko jeden z ficzerów.
A poza tym żadne Chiny czy nikt nie ma nic porównywalnego z B-2 i B-21.
@Gammon No.82
komentarz:
7 marca 2026 o 09:59
„po czym, niestety, trafił w kuter rybacki”.
No, na wieść o tych manewrach i takiej taktyce z kutrami to w styczniu mi parę włosów stanęło dęba.
Skala jest, nie zawaham się użyć tego słowa, porażająca.
1,4 tys. łodzi rybackich w skoordynowanym manewrze w 300 km formacji?
To serio nie ma analoga w mirze. Jak to humanitarnie pokonać albo niehumanitarnie a potem obronić piarowo wobec opinii publicznej?
link to nytimes.com
@Piotr Kapis
„Czy to jest gamechanger? Nie mam pojęcia.”
A ja mam, bo moja praca kręci się wokół czasów tranzytu (lead times). Z wybrzeża Chin na Tajwan jest ok. 100 mil morskich, podczas gdy z amerykańskich portów na zachodnim wybrzeżu ponad 50 razy dalej. Przy standardowej prędkości to ok dwa tygodnie żeglugi, a całą naprzód 8, może 9 dni.
Specoperacje zwykle planowane są na takie właśnie okresy czasu, więc Chiny muszą tak to rozegrać, żeby było pozamiatane, zanim jankesi podciągną główne siły.
Mogą je opóźnić. Główna obawa Amerykanów jest taka – Bartosiak wypłynął na tym, że o tym w Polsce głośno zaczął mówić – że Chińczycy będą grali na ograniczenie dostępu. Mają sporą flotę, podobno niezłych, łodzi podwodnych, którymi mogą nękać amerykańskie konwoje. Mogą z nich odpalić pociski balistyczne, żeby razić amerykańskie bazy w regionie, a nawet sam mainland. Ich doktryna zakłada rozwalanie grup lotniskowców pociskami balistycznymi itd. Jasne, że pierwsza odpowiedź Ameryki to będzie lotnictwo, ale nawet B2 potrzebuje 15 godzin lotu przez Pacyfik, 7 godzin z Diego Garcia (o którą jest teraz awantura) i 3 godziny z Guamu. To bardzo dużo w porównaniu czasem dostępu z Chin. Zresztą, i tu też Chińczycy mają pomysły. Mogą wysłać na przeciw amerykańskch bombowców sowje fajtery, mogę postrącać amerykańskie satelity nad regionem, co utrudni amerykańskiemu lotnictwu nawigowanie i namierzanie celów. Mają wreszcie flotę statków do przecinania kabli podmorskich, żeby oślepić Tajwan w internecie. Nie wiem, czy są w stanie poprzecinać japońskie kable, ale na pewno też nad tym pracują. Przecież te wszystkie ruskie akcje na Bałtyku to jest szkoła chińska…
Słowem, jeżeli Chiny pójdą na całość, to Ameryka po prostu może nie mieć w regionie zasobów, żeby wyartykułować symetryczną odpowiedź i wtedy zostaną z tymi bazami w Japonii, na Filipinach itd., jak Himilsbach z angielskim. Zgadzam się z Tobą, że to ważny zasób dla Ameryki w regionie, ale powtórzę pytanie: czy to wystarczy do wojny, która nadejdzie?
No i oczywiście jest jeszcze „kiedy”. Przyznam szczerze, że uważałem, że Chińczycy zrobią to już w 2022 roku w koordynacji z Raszą, zapewne to rozważali, ale pewnie chcieli się przekonać, jakie będą reperkusje takiej operacji, bo jako mocarstwo handlowe są na nie bardziej narażeni, niż FR. Teraz już wiedzą i znów mają dobrą okazję, Stany są uwiązane na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie.
Nie wiem na co czekają, zapewne na sygnał z ChALW, że jest w pełnej gotowości do dzieła. Albo na dalszą rozwałkę w Stanach, np. uzurpację trzeciej kadencji przez Trumpa?
Xi ma „dopiero” 72 lata, jest 7 lat młodszy od Trumpa, który pomimo objawów tetryczenia wywołuje coraz to nowe konflikty. Możemy jeszcze chwilę poczekać na tę wojnę, ale im Xi będzie starszy, tym ryzyko jej wybuchu będzie większe.
@embercadero
„Dlaczego Trump zaatakował Iran to media amerykańskie piszą już od kilku dni. Trump powiedział to wielokrotnie (cytat niedokładny): I got him before he got me.”
Po pierwsze, słowa Trumpa nie mają znaczenia. Po drugie, no bez przesady – jakiś pakistański facet sobie twierdzi w ramach obrony, a Trampek nagle niby spanikował i postanowił zaatakować 90-milionowy kraj na Bliskim Wschodzie? Jakby brakowało ludzi w samej Ameryce, co sami chętnie strzeliliby do Pomarańczaka.
Ten rzekomy „agent” irański czy wcześniejszy strzelec z Teksasu mogą ewentualnie zostać użyci jako kolejna podkładka do mobilizowania poparcia, kreowania sentymentów antymuzułmańskich w miejsce rosnącego antysemityzmu, a może też tworzenia poczucia zagrożenia, które miałoby usprawiedliwiać wzrost represyjności w USA.
@MB:
„Nie wiem na co czekają, zapewne na sygnał z ChALW, że jest w pełnej gotowości do dzieła.”
Może na nic – celem nie musi być wojna i podbój Tajwanu (choćby z tego powodu, że między Tajwanem a Chinami kontynentalnymi jest ciągle całkiem spora wymiana handlowa – do tego istotna dla Chin). Może być zwykłe grożeniem palcem „ale żebyście nagle się nie uznali za Tajwan, a nie za Chiny na uchodźstwie”.
Historycznie ChRL nie bardzo się garnęła do wojen. Inwazja Tybetu w 1950 roku była bardziej podobna do Zielonego Marszu Hasana II niż do typowej inwazji. Taka Mongolia też by podlegała rewindykacji (zdaje się, że dopiero po Stalinie przeszła z etapu „państwo nieuznawane” do „powiedzmy, że uznane” w relacjach międzynarodowych), ale jakoś ChRL dała radę się pogodzić z jej pełną niepodległością.
@Michał Maleski
„Może na nic – celem nie musi być wojna i podbój Tajwanu”
Owszem, ale powrót Tajwanu do macierzy jest w pakiecie Wielkiego Odrodzenia Chin (中国伟大复兴),które stanowi główną obietnicę partii wobec narodu w XXI wieku. W każdym mieście jest Aleja Odrodzenia, tak się nazywają szybkie pociągi itd. Bez Tajwanu ono będzie niekompletne.
Chiny czekają na to od 1949. Faktycznie mogą poczekać aż do 2047, kiedy powinno dojść do reintegracji Hongkongu. Oprócz ambicji Xi to też będzie zależeć od ekonomii. Władcy lubią przykrywać problemy wojnami, a póki co, chińska gospodarka radzi sobie nieźle ściągając min. z Zachodu sowity haracz za swoją niezastąpioną produkcję eksportową i dostęp do rynku. Decoupling i derisking to są ciągle raczej postulaty, niż fakty.
@Michał Maleski
brawo- w końcu ktoś napisał coś rozsądnego, zamiast jarania się rapierami i budowaniem scenariuszy na miarę epickiego blockbustera;
bo zakładając element racjonalnego rozważenia korzyści – zaangażowanych środków + skutków = to „wartość” Tajwanu jest zdecydowanie niewspółmierna do opisanych wyżej rozważań;
@MB
z czego się bierze Twoja fascynacja Chinami? masz więcej doświadczeń i narzędzi, żeby móc widzieć jaki to jest xujowy kraj – patrząc szeroko;
w mnie te 5 lat pobytu w Chinach wytworzyło niechęć w klimatach podobnych, choć nie tak intensywnych, jak moja rusofobia, której się nie wstydzę;
czy różnica w naszych ocenach Chin może wynikać z tego, że ja miałem okazję widzieć świadomie, jak działa system totalitarny, bo w roku 89 miałem 25 lat?
@gotowość ChALW do inwazji
Nie wiem czy ktoś już tu odnotował, ale CIA podaje 2027 jako cel osiągnięcia gotowości wyznaczony przez Xi wobec armii. Agencja ostrzegała przed tą datę ostatnio big techy, min Alphabet i Nvidię.
@fiat127 @Dlaczego Chiny dadzą się lubić?
Wyjaśniłem to juz przecież w komentarzach pod bodaj przed-poprzednią notatką.
@MB
to ewidentnie zostaniemy na przeciwnych biegunach, bo umiem sobie wyobrazić wiele określeń dotyczących Chin, ale żadne z nich, nie zbliża się do słowa „lubić” (szeroko rozumianego)
@midnight_rambler
> A poza tym żadne Chiny czy nikt
> nie ma nic porównywalnego z B-2 i B-21.
Dopowiem, że B-2 to bombowiec skonstruowany 45-50 lat temu.
@izbkp
a to nie jest w rapierach czasami tak, jak teraz z zakupem samolotów transportowych u nas, że to co nowsze, nie za bardzo jest lepsze od tego co „stare” i sprawdzone? szczególnie w relacji cena/właściwości/serwis?
jam nie rapierzysta, ale jako wysoce niechętny Rosji, z upodobaniem zapamiętałem też historię i losy TU-4
@izbkp
@grok, czy to prawda?
Grok: nie.
@fiat127
B-2 to konstrukcja za dwa miliardy sztuka (licząc po kosztach programu), to nie jest po prostu dobry samolot, to jest coś, co zgodnie z fizyką nie powinno latać, ale mu głupio, skoro tyle kasy w niego włożono, więc lata. Bardziej poważnie, tam same użyte materiały robią maszynę, której nie opłaca się konstruować w żadnym rozsądnym rachunku cena/jakość, więc tylko państwo, które na armię nie ma żadnych limitów, było w stanie je stworzyć. To, co się w sprzęcie starzeje, to głównie elektronika, a tę się po prostu wymienia. Ale nie da się zatrudnić chipów nVidii czy softu AI do tego, żeby samolot przenoszący 18 ton bomb wyglądał na radarze jak wróbel. Do tego potrzeba właśnie dwóch miliardów USD za sztukę. Nie mówiąc już o tym, że uwaga izbkp (nawet gdyby była prawdziwa) jakoś pominęła B-21 (hint: bez B-2 nie byłoby B-21).
A ja miałem w domu starą książkę „Samoloty bojowe lat dziewięćdziesiątych” i tam Bill Yenne opisuje cały program latającego skrzydła Northropa, którego obsesja na tym punkcie sięga początków lotnictwa. Więc gdy DARPA w 1974 ogłosiła przetarg na maksymalizację skutecznej powierzchni odbicia na radarze okazało się że skrzydło ma największą, ale nie było elektroniki do stabilizacji lotu. Po paru latach rozwoju gdy Carter zobaczył efekty zliwkidował konkurencyjny program tradycyjnego bombowca B-1. Dopiero gdy Reagan w kampanii uczynił z tego zarzut ujawniono, że budowane jest coś innego. Także tak, 45-50 lat.
No ale przecież poza F-35 i F-22 to wszystkie amerykańskie samoloty mają korzenie w latach 70-tych jeśli nie pod koniec 60-tych. Ruskie literalnie nie mają niczego nowszego, bez korzeni w 70’s. Tylko Chiny mają bo po prostu u nich to nowa sprawa, zawsze tylko klepali kopie ruskiego złomu. Zarzut że 50 lat to nie zarzut, dużo starsze rzeczy latają i dają radę.
@Unikod
Aha, no to w tym sensie to „konstrukcja sprzed ponad stu lat”, bo pierwsze latające skrzydło to opatentował Junkers w 1910 roku, a Northrop pracował nad tym od lat 20-tych XX wieku, przez N-1M, N-9M, XB-35 i YB-49 oblatany w 1947 r, więc każdy z tych modeli można szeroko uznać, że dowolne przyszłe podobne konstrukcje mają początek właśnie wtedy, a na pewno nie jest to gorsze rozumienie stwierdzenia „konstrukcja z” niż Twoje „DARPA ogłosiła przetarg”. Pierwsze skonstruowane B-2 to rok 1989 – dawno, ale nie 45-50 lat.
Ale to offtop do offtopa. To wciąż samolot bez żadnego odpowiednika u konkurencji, a poza tym jest B-21.
@fiat
„to ewidentnie zostaniemy na przeciwnych biegunach”
Już pod tą poprzednią notką porównałem to do komunistów, którzy migrowali do Stalina, lądowali w łagrach, byli torturowani (itd), a po wyjściu i tak mówili, że stalinizm super. Kolega Marco Bollocks ewidentnie kontynuuje tę tradycję.
Trump wpieprzył się w szambo, z którego trudno będzie mu się teraz wycofać. Wydaje się, że miał taką opcję po wyeliminowaniu Chameneiego, ale teraz może być już ciężko zachować twarz. Pozostanie tylko dalsza beznadziejna eskalacja.
Iran przygotowywał się do takiego starcia od dekad. Ich wyrzutnie są ukryte w tunelach pod ziemią i rozsiane na dużym terenie, więc chyba nie da się ich skutecznie wyeliminować. Iran strzela tanim sprzętem, a Amerykanie muszą się bronić kosztownymi i ograniczonymi ilościowo zabawkami. Iran już zdążył wyeliminować przynajmniej kilka amerykańskich radarów i systemów THAAD.
W Pentagonie trwają już podobno rozmowy o przedłużeniu działań przynajmniej o 100 dni, a może i do września [1]. Pojawiły się też plotki o planowaniu zaangażowania lądowego amerykańskiej armii, co oczywiście brzmi niedorzecznie.
Rosjanie ponoć dostarczają Iranowi danych wywiadowczych [2]. Kto wie, czy tego samego nie robią też Chiny. Jeśli te ostatnie wesprą dodatkowo napadniętych produkcyjnie, to może się zrobić bardzo nieciekawie.
Miejmy nadzieję, że nie przekonamy się o skuteczności B-2 w konfrontacji z Chinami aż nazbyt szybko. Wszyscy tutaj dziwowaliśmy się Putinowi, że zaatakował Ukrainę, oczekując szybkiego zwycięstwa, a to przecież tytan intelektu w porównaniu do Trumpa.
Tak czy siak, akcje kompleksu militarno-przemysłowego idą w górę.
[1] link to politico.com
[2] link to washingtonpost.com
@wo
Chin lubienie
dla niektórych z tych dręczonych komunistów, miałem nie raz wiele współczucia i zrozumienia – usprawiedliwiając ich ignorancję ideowością, wiarą w naprawę ludzkości (jak u Wata), nawet kosztem wielkich ofiar (takie czasy);
ale kolega MB w biznesie pracuje, nie jest idealistą, którego cały majątek
to ideały i 1 koszula + nasza wiedza o świecie znacząco się zmieniła do czasów Stalina (razem z wiedzą o systemie i Stalinie itd.);
pewnie przez swój autyzm, nie umiem zrozumieć drogi dojścia do konkluzji lubiącej Chiny – stąd ta dociekliwość
@Luca
„Iran już zdążył wyeliminować przynajmniej kilka amerykańskich radarów i systemów THAAD.”
Skąd ty bierzesz takie newsy, z moskiewskiego komsomolca”? Zachodnie media o takich rzeczach nie słyszały. A raczej nie udało by się zachować w tajemnicy straty „kilku systemów THAAD”. Może jeszcze Lincolna zatopili szachidzi tylko jeszcze o tym nie wiemy?
@embercadero
„Skąd ty bierzesz takie newsy, z moskiewskiego komsomolca”? Zachodnie media o takich rzeczach nie słyszały.”
Choćby stąd: link to dropsitenews.com
Zachodnie media są co najwyżej średnio użyteczne w kwestii śledzenia agresji na Iran. Często „moskiewski komsomolec” by się nie powstydził.
@fiat
„ale kolega MB w biznesie pracuje, nie jest idealistą,”
Znam go z dawnych czasów. Wydaje mi się w tej materii „idealistą”, w sensie „osobą dotkniętą ciężkim pierdolcem na tym punkcie”. No ale zasadniczo wszyscy idealiści są idealistami w takim znaczeniu. Podejrzewam, że stojąc przed wyborem typu „stracić wszystko, ale dostać paszport z rąk Xi Jinpinga”, nawet by się nie zastanawiał, tylko rzucił się całować stopy Przywódcy.
> Pierwsze skonstruowane B-2 to rok 1989 – dawno, ale nie 45-50 lat.
Jak pierwszy pokaz był na nieskonstruowanym jeszcze w 1988 to OK. Pisałeś o materiałach a te były zgłoszone już do pierwszego projektu z lat 70-tych. Produkcja zakończyła się tak naprawdę za Clintona 30 lat temu. Do 2000 przerobiono jeszcze pospawane jeszcze na samym początku (nie wiadomo kiedy, ale Northrop zmarł w 1981 z dumą że je widział) prototypy na wersje finalne i tyle.
Biorąc pod uwagę współczesne realia to konstrukcja przedpotopowa. Drony zmieniły wszysto. B-21 ma więcej wspólnego z RQ-180 i tryb bezzałogowy. Jest pierwszym przedstawicielem szóstej generacji i są go całe trzy sztuki, natomiast Chiny samolotów bojowych szóstej generacji (J-36 i J-50) mają co najmniej 4 sztuki które widziano. Masowo produkowana piąta generacja też jest lepsza, gdy projektowano B-2 nie było komputerowych narzędzi które umożliwiły pogodzenie wymagań w bardziej klasycznym ksztaŁcie F-35.
Poza tym jest jeszcze kwestia strategii w klasie „bombowiec strategiczny”. Obecnym atakiem na Iran Trump zanegował swój poprzedni. Bombardowanie z B-2 miało go unieszkodliwić. Potwierdził tym samym kontrowersyjną tezę książki „Bombing to Win” Roberta Pape, że taktyka bombardowań nie daje tej całej przewagi strategicznej.
#@THAAD:
Zdaje się, oberwał jeden, w Jordanii.
@Luca:
„Trump wpieprzył się w szambo, z którego trudno będzie mu się teraz wycofać. Wydaje się, że miał taką opcję po wyeliminowaniu Chameneiego, ale teraz może być już ciężko zachować twarz. Pozostanie tylko dalsza beznadziejna eskalacja.”
Jakby Trump się przejmował swoją twarzą…
„Ich wyrzutnie są ukryte w tunelach pod ziemią i rozsiane na dużym terenie, więc chyba nie da się ich skutecznie wyeliminować. Iran strzela tanim sprzętem, a Amerykanie muszą się bronić kosztownymi i ograniczonymi ilościowo zabawkami. ”
Jak na razie, to prezydent Iranu przeprosił państwa arabskie za dotychczasowe bombardowania, wyjaśniając że wynikły z „wewnętrznych problemów komunikacyjnych” (po ludzku: czyli atak dekapitacyjny faktycznie zdekapitował na jakiś czas Iran i poszczególne komponenty/jednostki działały w trybie „wal na oślep jakby nie było jutra”. Jutro już przyszło). Do tego ilość rakiet i dronów wypuszczanych przez Iran maleje z dnia na dzień, co raczej sugeruje albo prawdomówność prezydenta Iranu, albo to że niszczenie irańskich zdolności wyszło bardzo dobrze.
„Rosjanie ponoć dostarczają Iranowi danych wywiadowczych [2]. Kto wie, czy tego samego nie robią też Chiny. Jeśli te ostatnie wesprą dodatkowo napadniętych produkcyjnie, to może się zrobić bardzo nieciekawie.”
Tak. Dla bloku Moskwa-Pekin-Teheran zrobi się nieciekawie, bo będą mieli już dwa fronty walk „na wyniszczenie” i „na moce produkcyjne”. Dla Zachodu? Nie jestem taki pewny, zależy na ile realna będzie blokada Ormuzu.
Jak na razie największą wadą dla Zachodu jest luzowanie przez USA sankcji na rosyjską ropę.
@wo
to dramatycznie podważa moją wiarę w rozum;
przy całej świadomości moich własnych ograniczeń i niewiedzy, zachowałem wiarę (?), że wiedza/nauka/edukacja (jakkolwiek to nazywać), powinna/może w istotny sposób wpływać na wybory, oceny, decyzje jednostki wobec życia/świata (nawet jeżeli to brzmi naiwnie i górnolotnie)
@MM
„Jak na razie największą wadą dla Zachodu jest luzowanie przez USA sankcji na rosyjską ropę.”
W końcu sami stworzyli sobie pretekst, żeby to zrobić, ale korciło to ich od dawna. No to trzeba będzie sankcje gospodarcze zastępować kinetycznymi.
@Michał Maleski
(THAAD) „Zdaje się, oberwał jeden, w Jordanii.”
To jest informacja z pierwszych dwóch-trzech dni ataków i idę o zakład, że doszły kolejne. W mediach będzie jednak cicho-sza, bo przecież ani krajom zatoki, ani USA nie zależy na informowaniu o stratach własnych. Wszyscy będą też powtarzać, że obrony przeciwlotniczej mamy nieprzebrane magazyny.
link to edition.cnn.com
„Jak na razie, to prezydent Iranu przeprosił państwa arabskie za dotychczasowe bombardowania, wyjaśniając że wynikły z „wewnętrznych problemów komunikacyjnych” (po ludzku: czyli atak dekapitacyjny faktycznie zdekapitował na jakiś czas Iran i poszczególne komponenty/jednostki działały w trybie „wal na oślep jakby nie było jutra”. Jutro już przyszło).”
Nie zgadzam się. Atak na kraje Zatoki – a przede wszystkim na rozlokowane tam bazy USA – był jak najbardziej zaplanowany i był częścią strategii. Chodzi o zmniejszenie zdolności przechwytywania kolejnych pocisków oraz uświadomienie sąsiadom, że to też ich wojna i będą ponosić koszty.
Iran liczy chyba na to, że kraje Zatoki zaczną się ciskać do Ameryki, ponieważ bazy i łapówki miały być dla nich gwarancją bezpieczeństwa, a tymczasem USA skupiły się niemal całkowicie na obronie Izraela i własnych sił w regionie. Dodatkowym argumentem mogły być symboliczne (?) ataki na infrastrukturę wydobywczą oraz blokada cieśniny, choć to ostatnie ma już globalną siłę rażenia.
Atak dekapitacyjny w mojej ocenie niewiele osiągnął. Wykreował męczennika i uruchomił procedury, które musiały być zaplanowane od wielu lat dokładnie na tę okazję. Regionalne ośrodki militarne działały bez rozkazów z góry, bo taka jest filozofia rozproszenia decyzyjnego. To raczej nie było walenie na oślep, tylko wypełnianie zaplanowanej procedury.
Nie miejmy Irańczyków za idiotów. Ten atak nie spadł na nich zupełnie znienacka.
„Do tego ilość rakiet i dronów wypuszczanych przez Iran maleje z dnia na dzień, co raczej sugeruje albo prawdomówność prezydenta Iranu, albo to że niszczenie irańskich zdolności wyszło bardzo dobrze.”
To fakt. Z czego to wynika? Aktualnie chyba nikt nie wie.
Może Amerykanom udało się zawalić część wyjazdów z tuneli? Może faktycznie zniszczono istotną część zasobów militarnych Iranu? Może jakąś przerwę na ocenę sytuacji przewiduje ich doktryna? Może wybrano już nowego przywódcę i ten szykuje coś swojego?
„Tak. Dla bloku Moskwa-Pekin-Teheran zrobi się nieciekawie, bo będą mieli już dwa fronty walk „na wyniszczenie” i „na moce produkcyjne”.”
Z Chinami nie da się wygrać „na moce produkcyjne”. Ponadto co by się stało, gdyby Pekin nagle wprowadził ograniczenia eksportu dla Ameryki?
„Dla Zachodu? Nie jestem taki pewny, zależy na ile realna będzie blokada Ormuzu.”
To jest as atutowy Iranu i ich główna nadzieja na uniknięcie katastrofalnych konsekwencji, więc najpewniej będą się starać kontrolować drożność tej trasy.
Nawiasem mówiąc, ataki Iranu na kraje które udostępniły swoje terytorium państwu atakującemu Iran są oczywistą konsekwencją. Są wręcz legalne, dopóki Iran atakuje cele militarne.
@Luca:
„To jest informacja z pierwszych dwóch-trzech dni ataków i idę o zakład, że doszły kolejne.”
To coś jak runet IDĄCY O ZAKŁAD, że lotnictwo ukraińskie już nie istnieje, tak w końcówce lutego 2022 roku, tak?
„To fakt. Z czego to wynika? Aktualnie chyba nikt nie wie.”
Biorąc pod uwagę skalę chaotycznych ataków Iranu w pierwszych trzech-czterech dniach oraz dokumentacje fotograficzną trafień ich sił to ten – obstawiam, że to coś ze szlufkami i dwiema nogawkami to spodnie (czyli rakiety się zwyczajnie zaczęły kończyć).
„Z Chinami nie da się wygrać „na moce produkcyjne”.”
Jesteśmy pewni? Nic nie mówię, ale jeżeli chodzi o np. zaawansowaną elektronikę to trochę średnio stoją.
„Ponadto co by się stało, gdyby Pekin nagle wprowadził ograniczenia eksportu dla Ameryki?”
Znaczyłoby, że tym razem to azjatycka aspirująca potęga chce sprowokować USA do ataku, czyli odwrotnie niż w 1941.
„To jest as atutowy Iranu i ich główna nadzieja na uniknięcie katastrofalnych konsekwencji, więc najpewniej będą się starać kontrolować drożność tej trasy.”
Może inaczej: takich asów atutowych każdy kraj ma na pęczki. Tyle, że poza bardzo nielicznymi prawie żaden nie ma sił, by takich teoretyczny as przekuć w realny. Flotą ormuzu Iran nie zablokuje, na ile im starczy środków rażenia na tyle precyzyjnych by razić przepływające statki to nie jest pewne by mieli w ogóle, do tego blokada Ormuzu może sprowokować kraje leżące po drugiej stronie zatoki do kontrakcji (gdzie praktycznie każde państwo poza Kuwejtem i Irakiem ma wielokrotnie potężniejsze lotnictwo niż irańskie, i może nie bawić się w precyzyjne naloty tylko w zwykłe wyterroryzowanie odblokowania cieśniny).
@Michał Maleski
„Biorąc pod uwagę skalę chaotycznych ataków Iranu w pierwszych trzech-czterech dniach oraz dokumentacje fotograficzną trafień ich sił (…)”
To może pokaż / opisz co masz na myśli?
„Jesteśmy pewni?”
Jesteśmy.
„Znaczyłoby, że tym razem to azjatycka aspirująca potęga chce sprowokować USA do ataku (…)”
Jakoś wprowadzili na pierwiastki ziem rzadkich podczas pohukiwań Trumpa o cłach i nagle mu kolanka zmiękły.
„Może inaczej: takich asów atutowych każdy kraj ma na pęczki. Tyle, że poza bardzo nielicznymi prawie żaden nie ma sił, by takich teoretyczny as przekuć w realny.”
Możesz mieć rację, przekonamy się.
Czy to jest jednak nie jakiś analog sytuacji sprzed niemal roku, kiedy Trump zaczął atakować Hutich w Jemenie, ale musiał odpuścić, bo blokowali wyjście z Morza Czerwonego? Trump oczywiście ogłosił ich kapitulację, ale w rzeczywistości to było po prostu zawieszenie broni.
„(…) i może nie bawić się w precyzyjne naloty tylko w zwykłe wyterroryzowanie odblokowania cieśniny”
Przecież terroryzowanie Iranu trwa nieprzerwanie od początku agresji. Myślisz, że Amerykanie z Izraelem celują wyłącznie w cele militarne? Do tej pory trafili już przynajmniej kilka szkół, 14 placówek medycznych, uszkodzili 3k budynków mieszkalnych, a teraz jeszcze system odsalania wody na południu. Regularnie prowadzą też niemal dywanowe naloty na Teheran.
Co do ewentualnej agresji ChRL na Tajwan – jestem sceptyczny co do tych pesymistycznych scenariuszy. Podejrzewam, że jakby przyszło co do czego, to sytuacja byłaby podobna do tej gdy Rosja odpaliła SOW – Tajwan wszystkich zaskakuje skutecznością obrony, a w Chinach wyłazi na wierzch podobne dziadostwo, rachoństwo i złodziejstwo jak w Rosji. Owszem, gdyby USA weszło armią lądową to pewnie skończyłoby się drugim Wietnamem. Ale żeby obronić Tajwan przecież niczego takiego nie musi robić.
@fiat127 @Wo
Ad Idealizm
Tak, jako młody człowiek miałem „pierdolca”, uważałem, że ludzie w Europie i w Polsce Chin nie rozumieją, a powinni, bo zaraz będą one w naszym życiu wszechobecne. Ale który młody człowiek nie miał czegoś takiego? Uważam, że każdy powinien przejść przez idealistyczny okres w życiu (kto za młodu nie był socjalistą…). Ale to było dawno temu. Teraz jestem zgorzkniałym facetem w średnim wieku i staram się być przede wszystkim realistą.
@WO
„stracić wszystko, ale dostać paszport z rąk Xi Jinpinga”
W ChRL nie ma podwójnego obywatelstwa, więc chiński paszport byłby mi po nic, bo nie wyobrażam sobie, by zrzec się polskiego obywatelstwa. Morza i lądy przemierzam, kulę ziemską z otwartym czołem.
A nawet gdyby podwójne było dopuszczalne, to pewnie bym się nie zdecydował. Żeby mnie zamknęli w ciurmie, jak Israela Epsteina?
Ai Pei, jak się nazywał po chińsku, to jest właśnie przykład takiego ideowego komunisty, o jakich piszesz. Urodził się w Warszawie, ale w wieku dwóch lat trafił do Szanghaju. W młodości pracował dla amerykańskiej prasy, ale uwierzył w komunizm. Wstąpił to KPCh, robił im propagandę na zagranicę po 1949, potem go zamknęli, wypuścili, zrehabilitowali, a na koniec pochowali na Cmentarzu Rewolucyjnym Babaoshan w Pekinie.
A ja dostałem zakaz wjazdu do ChRL m.in. za teksty o Tybecie. Mizerny ze mnie materiał na obywatela ChRL.
@MB
Idealizm
Ale bycie socjalistą to coś zupełnie innego niż fundamentalizm.
Dodatkowo – przecież to nie moje skojarzenie Twoich fascynacji/lubienia Chin z tymi wsadzonymi do łagrów komunistami.
A każdy, kto choć trochę poznał Chiny jest świadom, że dziś paszport, jutro, za miesiąc czy kwartał – order & milion $,
A za rok całkowite zniknięcie. Szczególnie w stosunku do obcego krajowca, który nie jest Chińczykiem ( zresztą jak jest Chińczykiem to scenariusz podobny). I Ty to doskonale rozumiesz, pokazując przykłady.
Więc gdzie przestrzeń na „lubienie”? Trochę to wygląda na nostalgię/sentyment odrzuconego kochanka.
@ armia chińska
>W czasie Wielkiego Skoku i Rewolucji Kulturlanej ChALW biła się o cyfry w planach partii: budowała fabryki, pomagała chłopom zbierać ryż. To ona do lat 80.zbudowała w ChRL większość linii kolejowych (wzorem Armii Czerwonej ma specjalne formacje kolejowe). Po reformach Denga, partia zajęła się rozmaitymi biznesami – jak wszyscy w Chinach. (Np. mój dobry znajomy mieszka w Szanghaju na osiedlu, który zbudował wojskowy deweloper<
No jak bym czytał opis działań Ludowego Wojska Polskiego za PRL-u.
Temat poznałem od kuchni, bo jako zawodnik wojskowego klubu sportowego, miałem wiele obozów sportowych na terenie jednostek ludowych obrońców ojczyzny (żołnierze i żniwa itd.).
Wartość bojową LWP ładnie pokazał stan wojenny – gdzie kolega realizował zadanie osiągnięcia Warszawy, startując z Międzyrzecza (ok.400km). Wg planów miało to zająć 24H. Realnie jechali tam tydzień (i nikt do nich nie strzelał), bo pojazdy do transportu, były tylko fizyczną sztuką na stanie, a nie sprawnymi środkami transportu.
A po zmianie systemu w latach 90-tych najlepiej ustawioną osobą w jednostce, był gościu szefujący kuchni (tak jak w Paragrafie 22 czy Złocie dla zuchwałych).
Dodatkowo – kolega z obsesją militarną, nie mógł odżałować, że ludowe wojsko to biurokracja, a nie prawdziwe strzelanie.
Oficer pracuje do 15-tej, a potem wskakuje w cywilne ubranie i jedzie na ryby.
Zabawne – ćwiczyli rozstawienie mostu pontonowego, ale, żeby nie przeszkadzać ruchowi na rzece – to most musieli postawić równolegle do nurtu rzeki, a nie w poprzek.
Chińskie wojsko ma podobną genezę, jak sam o tym piszesz, ale bez zmian, jakie na miały miejsce u nas z powodu NATO.
Więc każdy, kto zna realia Chin (załóżmy roboczo, że dobrze je zna Xi) – to ma mocny argument, żeby nie sprawdzać w praktyce, realnej siły bojowej chińskiej armii. A w to, że wysocy rangą wojskowi nie kręcą biznesów na boku, to nie uwierzę. Jak sam piszesz – w Chinach WSZYSCY są skorumpowani, a dodatkowo – przypomnę, że np. taki Huawei jest częściowo (?) podpięty właśnie pod armię. Tam to dopiero da się kręcić biznesy (symbolicznie, ale miliony/miliardy $ prawdziwe).
Wniosek – chińska armia to narzędzie do pokazania potężności – ale żeby tak od razu miała walczyć – to poważny dylemat.
@MB
„Ai Pei, jak się nazywał po chińsku, to jest właśnie przykład takiego ideowego komunisty, o jakich piszesz. Urodził się w Warszawie, ale w wieku dwóch lat trafił do Szanghaju. W młodości pracował dla amerykańskiej prasy, ale uwierzył w komunizm”
Z tego co czytałem o KMT, to gdybym w latach 30-tych czy 40-tych miał wybierać pomiędzy nimi a KPCh, to pewnie też by padło na KPCh (chyba nic oprócz tych dwóch się nie liczyło w ichniej polityce wtedy).
@Luca:
„Przecież terroryzowanie Iranu trwa nieprzerwanie od początku agresji. Myślisz, że Amerykanie z Izraelem celują wyłącznie w cele militarne? Do tej pory trafili już przynajmniej kilka szkół, 14 placówek medycznych, uszkodzili 3k budynków mieszkalnych, a teraz jeszcze system odsalania wody na południu. Regularnie prowadzą też niemal dywanowe naloty na Teheran.”
Ci się jakoś liczą z opinią publiczną. Bahrajn, ZEA – już mniej by się musiały liczyć, a odblokowanie cieśniny byłoby dla nich kluczowe. Ja tu widze dużą różnicę w pokusie i celowości nalotów stricte terrorystycznych, a nie „pewien procent bomb precyzyjnych nie był aż tak precyzyjny i trafił w szpital”.
„Czy to jest jednak nie jakiś analog sytuacji sprzed niemal roku, kiedy Trump zaczął atakować Hutich w Jemenie, ale musiał odpuścić, bo blokowali wyjście z Morza Czerwonego?”
Nie nazwałbym blokady Hutich ani szczelną, ani skuteczną.
„To może pokaż / opisz co masz na myśli?”
??? – tak zupełnie szczerze, ale że mam rozwinąć te pół akapitu czy o co chodzi? Chyba jesteśmy zgodni, że ilość wysyłanych przez Iran środków rażenia spada z dnia na dzień, a materiałów z trafienia różnych irańskich wyrzutni i instalacji krąży sporo?
„Jesteśmy.”
No to mnie wypisz z tej pewności. Mam głębokie wątpliwości, czy dałoby się przestawić gospodarkę chińską na sytuację, gdzie jednocześnie prowadzi długofalową wojnę i cały czas grozi odcięcie dostaw z Tajwanu. Gdzie nawet szybkie zajęcie Tajwanu mogłoby nic nie dać, bo patrz przykład Szwajcarii i Szwecji w drugiej wojnie światowej – dali do zrozumienia, że pewne kluczowe zakłady u siebie po prostu wysadzą w powietrze i planowo zniszczą, żeby nie wpadły w ręce wroga. Realizm.
A jak to teraz jest wśród krajów świata z uznawaniem Tajwanu za niepodległe państwo?
Czyli także z jego podmiotowością z wojskowych traktatach
Bo ja pamiętam, że Tajwan uznawało około tuzina krajów. I że łaska pańska USA na pstrym koniu jeździła, raz ich oficjalnie międzynarodowo szanowali, a raz nie. Tak samo z ONZ-etem, wśród założycieli była Republika Chińska, nie ChRL, ale potem się zrobiło na odwrót. To było chybotliwe także w okresie, kiedy Republika Tajwanu głośno rościła sobie prawo do bycia tymi właściwymi Chinami, nie ukradziomymi przez komunistów, z Czang Kai-szekiem jako przywódcą całych Chin, chwilowo na uchodźstwie.
> w pokusie i celowości nalotów stricte terrorystycznych, a nie „pewien procent bomb precyzyjnych nie był aż tak precyzyjny
W przypadku THAAD, czy siedziby CIA którą Iran ujawnił bombardując widać asystę wywiadowczą któregoś z mocarstw. Chyba że takie zdjęcia satelitarne dymiących instalacji jak w materiale CNN podlinkowanym wyżej można oglądać zanim są dymiące w każdym sklepie z danymi wywiadowczymi. Tak czy inaczej dowód postępowania z namysłem.
W przypadku zbombardowania szkoły w dawnym budynku wojskowym nie widać braku technicznej precyzji, a brak informacji o celach wojskowych. Natomiast szpitali zbombardowano już czternaście.
Mam coraz mniej wątpliwości, że polityka zagraniczna Trumpa jest robiona bez głębszego namysłu, znajomości rzeczy i na rympał. „Na wyczucie” jak mówi sam Orange.
(…)
Gdyby to chodziło o politykę małego kraiku, którego nie widać na globusie to bym się nie martwił. Kiedy jednak chodzi o kraj, którego zwolennicy zajmują około 30-40% polskiego parlamentu to odruchowo zaczynam się rozglądać za walizkami.
@WO”Polityka zagraniczna Obamy to głupota”
Obamę będę bronił, w 2014 sytuacja w Ukrainie wszystkim graczom wymknęła się z rąk. Zdolność kontroli nad sytuacją polityczną zachowały tam wtedy tylko regionalne elity (Krym np.) co zresztą później spowodowało jego anektowanie.
W analizach politycznych nie docenia się często elementu spontanicznego: protestów społecznych, oddolnych inicjatyw itd., nie musi być tak, że coś się dzieje albo nie dzieje, bo ktoś za biurkiem tak chciał.
@SJ
„Zdolność kontroli nad sytuacją polityczną zachowały tam wtedy tylko regionalne elity (Krym np.) co zresztą później spowodowało jego anektowanie.”
Nieprawda. Rosja anektowała Krym WBREW lokalnym elitom.
@rw „Anektowała Krym wbrew lokalnym elitom”
Aksionow był tam lokalnym oligarchą na długo przed 2014r.
@sj
„Obamę będę bronił, w 2014 sytuacja w Ukrainie wszystkim graczom wymknęła się z rąk.”
O’Brien najwięcej ma mu do zarzucenia w sprawie Syrii. Obama wyznaczył tzw. „czerwone linie”, a potem nie zrobił absolutnie nic, gdy je przekroczono. Chaotyczna polityka USA w regionie doprowadziła do sytuacji, w których walczyły ze sobą ugrupowania nominalnie wspierane przez USA.
@mb
„Tak, jako młody człowiek miałem „pierdolca”, uważałem, że ludzie w Europie i w Polsce Chin nie rozumieją, a powinni, bo zaraz będą one w naszym życiu wszechobecne. Ale który młody człowiek nie miał czegoś takiego? ”
Nie użyłem tego słowa pejoratywnie, chodziło mi o „pierdolca” w sensie „pozytywnego zakręcenia” (ale nienawidzę tak mówić, kojarzy mi się z najgłupszymi tekstami w polskich mediach).
@SJ
„Aksionow był tam lokalnym oligarchą na długo przed 2014r.”
Był lokalnym gangsterem, który do władzy na Krymie doszedł dzięki wojskowej okupacji Krymu przez Rosjan. A okupacja poszła ruskim tak gładko m.in. dlatego, że Obama wymusił na Ukrainie żeby nie próbowała stawiać oporu przed inwazją. Żeby uniknąć „eskalacji”.
@MB
Ja w Chinach byłem tylko raz, ale mam z nimi związki rodzinne poprzez małżonkę. Więc mam duży wgląd z zaufanego źródła w kulturę chińską, oraz mogę obserwować różne rzeczy samemu. No i tak jak niektóre aspektu chińskiej kultury są fajne, to jest wiele takich przez które nigdy w życiu bym nie chciał tam mieszkać. Na przykład wściekły patriarchat, albo brak szacunku dla przyrody czy praw zwierząt. I to zanim dojdziemy do braku wolności politycznych, korupcji i autorytaryzmu.
Ale jedzenie i baijiu są super.
@ergonauta
Tajwan i jego uznawanie – to jest świetny przykład, że Chiny, dużo mniej ryzykując, uzyskują/mogą uzyskać bez angażowania armii o niepewnych właściwościach.
Status Tajwanu został wymuszony przez Chiny, a proces trwał wiele lat.
Dodatkowo – przytoczone tutaj ostrzeżenia CIA dla amerykańskich firm w dłuższej perspektywie spowodują dalszy istotny spadek znaczenia gospodarczego Tajwanu.
W prostych/tanich produktach konsumpcyjnych jeszcze w połowie lat 90-tych Tajwan był ważnym dostawcą. 10 lat później – niemal wszystko było już produkowane w Chinach kontynentalnych. Została wysoka kultura techniczna – więc Tajwan był nadal ważnym dostawcą bardziej zaawansowanych technologii oraz maszyn. Ale presja na niskie koszty i tak wymuszała lokowanie produkcji w Chinach, bo koszty pracy na TWN zbyt wysokie. Podsumowując – uznawanie realnej groźby inwazji – może być traktowaniem na poważnie, przekazu propagandowo-politycznego (na użytek wew/zew) – ale niekoniecznie właściwą interpretacją. A wojna na Ukrainie to dodatkowy przykład i dowód, ile można stracić w ramach źle rozpoczętej wojny.
@rw
no – właśnie – te elementy uzupełniające, albo dla niektórych podstawowe (o tych zwierzętach to nie mam siły pisać) – są widoczne gołym okiem, nie trzeba do ich zobaczenia znajomości języka chińskiego; wystarczy odpowiednia ilość czasu i możliwość obserwowania kraju z dala od atrakcji turystycznych; i pewnie te negatywne aspekty będą się powoli zmieniać, wraz z rosnącą zasobnością, ale już np.patriarchat i jego chociaż drobne naruszenie, to wydaje się być zadaniem na generacje/wieki
@rw
„Był lokalnym gangsterem, który do władzy na Krymie doszedł dzięki wojskowej okupacji”
Mało kto z tamtejszych właścicieli aktywów nie miał związków ze światem przestępczym, Achmetow to przecież klasyczny przykład.
@WO
Dzięki za wyjaśnienie. Tak, są określenia tak utarte, że smakują jak stara ścierka.
@Ergonauta @rw – patriarchat w Chinach
Akurat, dzięki komunistom, Chiny są dla kobiet krajem dużo lepszym do życia, niż Japonia czy Korea. To komuniści wyplenili krępowanie stóp, poligamię i inne patriarchalne wynalazki konfucjanistów (antyczne Chiny były bardziej równościowe, i w ogóle zaczynały jako matriarchat, co się zachowało w nazwiskach). W efekcie, Chinki często prowadzą biznesy, są menadżerkami i bardzo dobrze się z nimi pracuje, bo są uważne, responsywne i pracowite. Jasne, w partii nadal rządzą na ogół faceci, ale już w miastach na wybrzeżu, w Szanghaju, w Zhejiangu, szczególnie Jiangsu (tradycja jedwabnicza), kobiety miewają silną pozycję ekonomiczną w rodzinach i w biznesie. Szanghaj w ogóle znany jest z pantoflarskich mężów. Ceny mieszkań są teraz takie (a to mężczyzna wnosi lokum do małżeństwa), że kobiety mogą przebierać w facetach jak ulęgałkach, bo niewielu stać na mieszkanie, całe klany się składają, żeby młody mógł się ożenić. Doszło do tego, że Szanghajczycy wolą mieć córki, co jest zbrodnią na cnocie nabożności synowskiej.
Dobrym przykładem możliwości kobiet i partycypacyjności chińskiego modelu gospodarki (jak go opisują Acemoglu czy Piątkowski), jest historia sosów chili Lao Gan Ma (uwielbiam!, można je dostać nawet w Polsce czy Niemczech, bo cała diaspora je kupuje; @rw moja chińska szwagierka zawsze mi je daje). Otóż tę markę założyła właścicielka knajpki z makaronem w 1984 roku. Sama robiła sos, który smakował klientom, więc zaczęła go sprzedawać oddzielnie. Chwilę potem miała fabrykę na 5000 ludzi, a dziś jest bilionerką. O ile mi wiadomo, to takie historie w Korei czy Japonii przydarzają się kobietom znacznie rzadziej. Obawiam się, że nawet demokratyczny Tajwan czy Hongkong są mniej równościowe niż czerwony kontynent.
Przecież w polityce wewnętrznej Obama był jeszcze większym nieudacznikiem niż w polityce zagranicznej.
Mieć mandat w postaci najwyraźniejszego zwycięstwa wyborczego od 1988, wyniku bliskiego superwiększości w Senacie (przez chwilę nawet ją miał) i dominacji w Izbie, w momencie całkowitej kompromitacji dotychczasowego modelu gospodarczo-politycznego, i nie zrobić z nią _nic_ poza jedną Obamacare – to są szczyty indolencji politycznej. Naprawdę nie ma się co dziwić że wyborcy wkurzeni na takie braki sprawczości woleli następnym razem Trumpa.
> superwiększości w Senacie
O właśnie. Tak długo szukał poparcia ponad podziałami, że zmarł senator Edward Kennedy i Obamacare to poparcie uzyskać musiała. Największe frajerstwo ze wszystkich prób doceniania Republikanów nadal niczego Demokratów nie nauczyło.
@THAAD i pokrewne
100% potwierdzony jeden, eksperci mówią o drugim, propaganda o 4 kolejnych.
Przynajmniej jeden radar dalekiego zasięgu ustalony, drugi prawdopodobnie.
@pzeprosiny dla krajów Zatoki
To przecież sarkazm. Nie mają one żadnej zdolności do ograniczenia ataków prowadzonych z baz amerykańskich położonych na ich terytorium. Nawet gdyby chciały co jest wątpliwe. Niektóre, proponują w zmian wyłączenie części infrastruktury by nie była celem ataku, ale Iranowi nie o to chodzi, a za chwilę weźmie się za instalacje do odsalania wody w rewanżu za działania USA – częścią argumentacji będzie to, że z tych instalacji korzystają też bazy USA.
@Infrastruktura cywilna
W 1999 Serbia skapitulowała dopiero po masowych nalotach na infrastrukturę cywilną. Armia serbska spokojnie absorbowala wszystkie ciosy. Od tego przecież jest armia, a irańska jest o wiele bardziej zdeklarowana.
@Obama i Syria
No nie, tutaj Obama miał zdecydowaną rację. Wystąpienie w tamtym czasie przeciw Assadowi oznaczałoby wkroczenie islamistów do Damaszku a nie żadnych grup opozycji 'demokratycznej’. Dzięki temu udało się opóźnić przejęcie władzy islamistów w Syrii o 10 lat oraz w międzyczasie wybić ich najbardziej radykalne odłamy.
@vvaz
„No nie, tutaj Obama miał zdecydowaną rację. Wystąpienie w tamtym czasie przeciw Assadowi ”
W takim razie nie powinien się był błaźnić „określaniem czerwonych linii”. Przepraszam, ale to wydaje mi się tak oczywiste, że niedługo zacznę wycinać zdania opozycyjne. To mi się wydaje oczywistością na poziomie niemalże tautologii logicznych, że jak się nie zamierza strzelać, nie należy mówić „stój bo strzelam”.
Obamie się po prostu niczego nie chciało i na niczym mu nie zależało. „No drama Obama” nie wzięło się z niczego. Całkowicie spoczął na laurach osiągając nieosiągalne, to że niebiały został prezydentem. Być może nigdy o nic więcej mu nie chodziło. A jego polityka zagraniczna to był brak polityki zagranicznej. Nie żeby teraz było lepiej, ale za Bidena było lepiej (póki nie zdemenciał ale to w ostatnim roku)
BTW: odsalarnię wody w Iranie rozpirzyło lotnictwo Emiratów, podobno z własnej inicjatywy. By zasugerować Irańczykom żeby łaskawie skupili się na strzelaniu do amerykanów a nie co cywilnego lotniska.
Szpitale: nic o tym nie wiem, ale nie wykluczam, że jakiś talent z Gwardii Republikańskiej miał tego samego pomysła co Hamas w Gazie – urządzanie magazynów broni czy lokalnych dowództw w szpitalnych piwnicach.
@vvaz
„To przecież sarkazm. Nie mają one żadnej zdolności do ograniczenia ataków prowadzonych z baz amerykańskich położonych na ich terytorium.”
Może sarkazm, może nie. Pezeszkian nie jest chyba specjalnie szanowany w ojczyźnie i niedługo później inni (chwilowo na pewno ważniejsi) doprecyzowali, że Iran ma na myśli udostępnianie swojej przestrzeni lądowej, powietrznej i morskiej dla działań USA/Izraela.
@embercadero
„By zasugerować Irańczykom żeby łaskawie skupili się na strzelaniu do amerykanów a nie co cywilnego lotniska.”
A jesteś pewien, że Amerykanie nie wykorzystują tego lotniska do obsługi swoich samolotów wojskowych?
@embarcadero
„Szpitale: nic o tym nie wiem, ale nie wykluczam, że jakiś talent z Gwardii Republikańskiej miał tego samego pomysła co Hamas w Gazie – urządzanie magazynów broni czy lokalnych dowództw w szpitalnych piwnicach.”
To byłoby kompletnie bez sensu, bo Iran jest duży. Hamas w Gazie ma mało miejsca na instalacje militarne które nie byłyby w pobliżu obiektów cywilnych. W dodatku musiał je ukrywać. Iran ani nie musiał ich specjalnie ukrywać, ani też nie brakuje mu miejsca żeby budować np magazyny wojskowe.
Ja myślę że to raczej IDF robi to co IDF robi najlepiej, czyli zbrodnie wojenne. Taki lifestyle.
@unikod
„Tak długo szukał poparcia ponad podziałami, że zmarł senator Edward Kennedy i Obamacare to poparcie uzyskać musiała. Największe frajerstwo ze wszystkich prób doceniania Republikanów nadal niczego Demokratów nie nauczyło.”
Nauczyło ich tego, że duża reforma systemowa która przeszła z międzypartyjnym poparciem była potem nie do ruszenia. Przecież Trump próbował uwalić Obamacare, ale nie udało mu się. A teraz nawet do tego nie wraca. Obama miał rację, że lepiej ulepszyć system w sposób który jest odporny na zmiany koniunktury politycznej, niż przepchnąć dzięki chwilowej okazji coś bardziej radykalnego, co zostanie później odkręcone.
@Marco Bollocks
Skoro niewielu stać na mieszkanie to „rynek” małżeński jest po ich stronie – nieprawdaż? Czy to jest aż tak pierwotna społeczność, jakaś pozostałość z dawnych lat, że funkcjonuje tam klanowość? Co z możliwością wzięcia kredytu mieszkaniowego?
> Trump próbował uwalić Obamacare, ale nie udało mu się.
“It was called Hillarycare before it was called Obamacare”. Co zostało uwalone przez Billa Kristola jednym złośliwym komentarzem w 1993, tego stał się zagorzałym obrońcą PRZED TRUMPEM, a dziś zwalcza Trumpa aktywniej niż Demokraci. Zawartość Obamacare nie ma tu nic do rzeczy.
> A teraz nawet do tego nie wraca.
Kolega zajrzy do Big Beautiful Bill. Gdyby Lieberman nie zablokował publicznego ubezpieczyciela ubezpieczałby on ustawowo do uchylenia ustawy. A na sztucznym rynku ACA wystarczą cięcia żeby wypchnąć miliony osób z systemu. Do tego największe cięcia w historii Medicaid.
@airborell, ❡
Zazwyczaj nie rozmawiam z ludźmi którzy wiedzą wszystko na każdy temat, bo i po co, a mam też tego w nadmiarze wśród prawicowej rodziny (wszystko wiedzą na każdy temat i każdy dla nich jest głupi), ale przecież nie da się tak ogromnych zmian prawnych przeprowadzić w pół roku. Przecież to absurd, ta zmiana dotykała 300+ milionów ludzi i business wart biliony dolarów. Demokraci nie musieli szukać poparcia opozycji z RP, bo zawsze mieli własnych dino z czerwonych stanów. Nie dostali żadnego republikańskiego głosu za ACA, mieli własne 60. A największe rozwodnienie (i wyrzucenie opcji publicznej) wymusił demokrata Nelson z Nebraski. Pewnie z Tedem Kennedy byłoby łatwiej, ale on już od maja był w stanie prawie wegetatywnym, to co mieli taką ustawę przepchnąć w 4 miesiące.
@embercadero
„Obamie się po prostu niczego nie chciało i na niczym mu nie zależało. „No drama Obama” nie wzięło się z niczego. Całkowicie spoczął na laurach osiągając nieosiągalne, to że niebiały został prezydentem. ”
Był Pan przy tym żeby to wiedzieć na pewno? Czy teraz już wystarczy świat znać z internetu żeby o wszystkim mówić z dużą pewnością siebie. Bo jak ma się do tych laurów właśnie ACA, na które jednak zużył kapitał polityczny, mimo prawicowego szału nienawiści i straszenia panelami śmierci.
@wo
Byłam przeciwko interwencji w Syrii, ale o to można się spierać.
Natomiast zrównywanie szkód czerwonych linii z tym co zrobił Bush w Iraku i Trump w Iranie i cholera wie gdzie jeszcze, z całym szacunkiem, to kompletne odklejenie
@gini
Dzięki za poprawkę faktów o przejściu ACA. Czyli było jeszcze trudniej Obamie, bo nawet we własnej partii miał sceptyków.
ACA nie jest uwalone, ale mocno osłabione. Sama nigdy nie korzystałam ale mam znajomych którzy bez tego byliby w czarnej d. Jak na razie mają jeszcze w tym roku przyzwoite subsydia. Ale co będzie dalej, się zobaczy. Opcje publiczne są teraz stanowe, większość stanów (zwłaszcza niebieskie) sporo do nich dopłaca, więc nie jest to wszystko takie tragiczne. Nawet jeśli kar za brak ubezpieczenia już od paru lat nie ma, okazuje się że ludzie jednak chcą mieć ubezpieczenie nawet jak są młodzi i zdrowi. Surprise, surprise.
> Nie dostali żadnego republikańskiego głosu za ACA, mieli własne 60
Nie mieli, przepchnęli przez procedurę rekoncyliacji budżetowej gdzie wystarczyło 51 głosów. Żaden Republikanin nie zagŁosował za, ale żeby w ogóle do niej doszło musieli pójść na ustępstwa. Rozwiązania zaś i czas do namysłu jak wspomniałem mieli od Hillarycare. Czasem warto coś przeczytać, a nie tylko „byłam tam przed telewizorem i mnie się wydaje że tak to zapamiętałam”.
@rw
Dzięki za wsparcie. Tak nawiasem mówiąc cenię Twoje wpisy. W Chinach nie byłam, ale na moim uniwerku była zawsze połowa Chińczyków na roku (gdyby chair nie ustawił limitu tylko patrzył na wyniki GRE to pewnie byłoby 90%). Tak że też mam trochę doświadczeń w kontaktach, ale innego rodzaju. Przyjeżdżały w większości dziewczyny, wszystkie bardzo dobre, nawet lepsze niż faceci. Większość została w Stanach, do powrotu się nie paliły.
❡
„Żaden Republikanin nie zagŁosował za, ale żeby w ogóle do niej doszło musieli pójść na ustępstwa. Rozwiązania zaś i czas do namysłu jak wspomniałem mieli od Hillarycare.”
Ale przecież ja nie napisałam że nie było drugiego głosowania. Było drugie głosowanie z poprawkami, przez budget reconciliation, gdzie nie groził filibuster. Fajnie że Pan to wszystko wyczytał, i chce się teraz tym pochwalić, ale to przecież niczego nie zmienia w tym co napisałam.
Tak, Hillary napisała własny plan reformy zdrowia, ale to było w 1993, i zresztą Demokraci stchórzyli i wywali jej plan do kosza bo powinna była piec ciasteczka zamiast. Jej plan był o wiele bardziej progresywny. Zresztą, sugerowanie że można plan sprzed 16 lat wyciągnąć z szuflady i przepchnąć przez obie izby w 4 miesiące jest również dowodem odklejenia.
@gini
„Byłam przeciwko interwencji w Syrii, ale o to można się spierać.”
Ostatni raz tłumaczę, potem będę wycinać. Nie chodzi o „za czy przeciw interwencji”. Chodzi o to, że ZAPOWIADAĆ interwencję, a potem jej NIE ZROBIĆ, to zbrodnicza głupota. Nie chcesz zrobić, nie zapowiadaj. Czy już wystarczająco klarownie wyjaśniłem, czy też zaraz mi znowu wyskoczy jakaś sierota komcionautyczna „że interwencja byłaby błędem?”.
Oczywiście, teraz po prostu będę musiał wyciąć takiego komcia, żeby nie okazać się hipokrytą. Sorki, to nie ja ustalam reguły.
> to przecież niczego nie zmienia w tym co napisałam.
Napisałaś że przegŁosowano. To po co było to drugie głosowanie? Owtorzyć furtkę dla BBB? Czemu nie wystarczyło jedno? Czemu to jedno było w wigilię? Czemu troje Demokratów zagłosowało przeciwko drugiemu? Pani wie o czym w ogóle pisze? ACA weszłaby w życie bez drugiego, czy nie?
> wywali jej plan do kosza
Pani sobie porówna rozwiązania.
> ACA nie jest uwalone, ale mocno osłabione.
Dzięki za wsparcie. Tak nawiasem fakty poradzą sobie bez emocji.
> Tak nawiasem mówiąc cenię Twoje wpisy.
Ciekawe, że Cię nie razi zabieranie głosu na każdy temat, kiedy vibe ci odpowiada.
@rw
W Stanach historycznie kontrola prezydenta nad 'własną’ partią jest dość iluzoryczna. Stąd mało widoczna z dystansu rola majority leaders. MAGA to ewenement w historii 250 lat USA. Za co nawet duża część Republikanów życzy McConnelly’emu śmierci w najgorszych męczarniach.
@fieloryp
„Skoro niewielu stać na mieszkanie to „rynek” małżeński jest po ich stronie – nieprawdaż? Czy to jest aż tak pierwotna społeczność, jakaś pozostałość z dawnych lat, że funkcjonuje tam klanowość?”
Tak, bogatym zawsze świecie słońce.
Klan sensu largo, to może być ród – ze świątynią przodków, lineażem datowanym na tysiące lat do tyłu. Tak działa np. klan Kongów, w prostej linii od Konfucjusza wyliczają sobie ponad 70 pokoleń. Szczena mi opadła jak pojechałem do Shaoshanu, gdzie urodził się Mao – na głównym placu w mieście jest światynia rodziny Mao. Z ołtarzem przodków, na którym leżą ofiarne potrawy i fajczą się kadzidełka. Katole w Chinach darli koty o to, czy kult przodków da się pogodzić z doktryną, był słynny spór jezuici vs. franciszkanie. A chińscy komuniści to uznali.
Taki klan sobie zawsze pomaga, kredytując się, wyciągając z tarapatów itd. W Polsce i w Europe Środkowo-Wschodniej jest bardzo dużo Chińczyków z Wenzhou. W tym mieście mówią dialektem, którego nikt nie rozumie i wszyscy są ze sobą spokrewnieni, więc działają trochę jak gospodarcza mafia. Ale to nie jest chińska specyfika, w całej Azji to tak działa, w Afryce też. Co drugi Koreańczyk nazywa się Kim, ale oni się między sobą odróżniają właśnie po klanach. A na Zachodzie chrześcijaństwo i tzw. nowoczesność zrobiły z ludzi atomy.
Oczywiście w Chinach też już widać procesy dekompozycyjne. W Szanghaju czy Pekinie typowa rodzina to 2+2+1. Dwoje dziadków, rodzice i potomek. Nie muszą razem mieszkać, ale dziadkowie ze strony matki zwykle biorą na siebie część obowiązków z wychowaniem dzieciaka. Chinka zwykle szybko wraca do pracy po porodzie (jeszcze nawiązując do emancypacji kobiet). Na wakacje też jeżdżą piątkami (szczęśliwa liczba). Dlatego w Chinach Fiat poległ. Małe auta miejskie się nie przedają, tylko długie sedany, a teraz SUV-y.
PS. Jak zaznaczasz komentarze? Jakiś znacznik HTML tu wstawiasz? Dzięki za radę.
@Marco Bollocks
„Ale to nie jest chińska specyfika, w całej Azji to tak działa, w Afryce też. Co drugi Koreańczyk nazywa się Kim, ale oni się między sobą odróżniają właśnie po klanach.”
Theroux w „Głębokim Południu” wspomina w pewnym momencie „nieodzownego pana Patela”. Konkretnie gdy jeździł po tym południu to regularnie spotykał Hindusów (nie wszyscy nazywali się Patel, ale to było jedno z częściej spotykanych nazwisk) prowadzących a to tanie motele, sklepiki, różne takie użyteczne miejsca. Taki pan Patel przyjeżdżał do USA, przy pomocy krewnych i znajomych rozkręcał ten swój mały biznes, a gdy już mu się udało, to sam pomagał jakimś krewnym czy znajomym przyjechać i zrobić to samo. Jedna wielka sieć wsparcia.
@RW
„Ale jedzenie i baijiu są super.”
Tak, jest parę chińskich rzeczy, które lubię, ale praktycznie wszystkie są starsze niż komunizm i raczej trwają pomimo, niż dzięki niemu.
Chińskie jedzenie to jedna z nich. Na szczęście można je dostać poza Chinami.
@Marco Bollocks
Do cytatów używam (usuń_podkreślenia_przed_użyciem):
tu jest cytat
Jeśli szukasz innych działających znaczników to wyszukaj w google „Worpress” „html”. Może pomoże. Ostrożnie z używaniem. Edytor do wprowadzania komentarzy pod wpisem blogowym jest bardzo prymitywny: nie ma możliwości poprawienia jak się np. nie zamknie jakiegoś znacznika. Gospodarz często pomaga jak się coś spartoli, ale lepiej nie testować jego cierpliwości.
Przepraszam gospodarza za wpis pod wpisem.
Widać, że edytor jest „mądrzejszy” ode mnie. Do otaczania cytatów używam znacznika otwierającego i zamykającego:
link to google.com
@MB
„Chinka zwykle szybko wraca do pracy po porodzie (jeszcze nawiązując do emancypacji kobiet).”
No ale nie dlatego że chce, tylko dlatego że musi. A jeżeli jej się zamarzy drugie dziecko, to w pracy dostanie jasny sygnał, czym to grozi dla jej kariery zawodowej. Nie ma przeproś.
> Szatnią powiało
Od kolegi chyba. Szatnia jest miejscem klepania się po plecach. Ja się w takich miejscach boję oberwać za bezczelność.
> blokada Ormuzu
Przez dekady musiały być przygotowane plany na tę ewentualność, ale na działając na żywioł nikt ich chyba nie przeczytał.
Przy okazji wspomnienia Kristola wpadłem do jego gazety The Bulwark i jest tam interesujący tekst „What If the Mullahs Are Smarter Than Trump?” „our commander-in-chief is being outsmarted by a bunch of medieval religious nutjobs.”
I ciekawa idea: „planners believed they could prevent Iran from militarily closing the Strait of Hormuz. But Iran understood that the insurance industry could close it for them.”
@rw
„To byłoby kompletnie bez sensu”
Wiesz, u fanatyków religijnych przeważnie nie jest to priorytet. Ewentualnie ich poczucie sensu jest zdecydowanie inne niż twoje czy moje
@Luca
„A jesteś pewien, że Amerykanie nie wykorzystują tego lotniska do obsługi swoich samolotów wojskowych?”
Nawet jeśli tak (co jest jednakowoż mało prawdopodobne bo mają swoich własnych lotnisk pod dostatkiem) to nie usprawiedliwia to przepierdalania dronami w terminal pasażerski z ofiarami śmiertelnymi.
@gini
„Był Pan przy tym żeby to wiedzieć na pewno? Czy teraz już wystarczy świat znać z internetu żeby o wszystkim mówić z dużą pewnością siebie. Bo jak ma się do tych laurów właśnie ACA, na które jednak zużył kapitał polityczny, mimo prawicowego szału nienawiści i straszenia panelami śmierci.”
Nie znamy się, więc wyjaśnię. Mam na tyle dużo lat że czytam książki, takie papierowe. Polecam „Obama’s Wars” by Bob Woodward, w dzisiejszych czasach na pewno jest na amazonie za grosze. Jest tam mnóstwo przykładów tego o czym pisze wo w notce. Mimo że pisane nieco na kolanach
@embarcadero
„Wiesz, u fanatyków religijnych przeważnie nie jest to priorytet.”
Ech, przecież tam nie jest tak, że wszyscy są brodatymi derwiszami. Ktoś im te wszystkie centryfugi, drony i rakiety balistyczne buduje, a to wymaga racjonalnego myślenia.
@Marco Bollocks
„dzięki komunistom Chiny są dla kobiet krajem dużo lepszym do życia, niż Japonia czy Korea. To komuniści wyplenili krępowanie stóp, poligamię i inne patriarchalne wynalazki konfucjanistów”
Raczej nie mam poczucia, obserwując sytuację tajwańsko-chińską, że Tajwan=dobro, Chiny=zło. Republika Chińska na Tajwanie, dzieło Czang Kaj-szeka, to nie jest kraj, z którym bym sympatyzował jak np. z Ukrainą. Jeżeli wyspa miałaby wrócić do Chin kontynentalnych, no to trudno, takie widać ich chińskie koleje losu, aczkolwiek szkoda, bo fajnie, jeżeli powstaja nowe państwa, tam gdzie ich społeczności w jakiejś przekonującej większości tego chcą. Mając do wyboru rozmaite zła na świecie (a o inny wybór trudno), wolałbym, żeby Chiny dokonały wchłonięcia Tajwanu drogą niemilitarną, bez inwazji wojskowej, bez przelewu krwi. I ten brak agresji wojskowej jest wciąż możliwy, mimo czarnych wizji.
@rw
„Ech, przecież tam nie jest tak, że wszyscy są brodatymi derwiszami. Ktoś im te wszystkie centryfugi, drony i rakiety balistyczne buduje, a to wymaga racjonalnego myślenia.”
Z braku lepszego przybliżenia zakładam że jest jak za Stalina. Też budowali mu centryfugi i rakiety, bardzo sprawnie. Siedząc w szaraszce. A Gwardia Republikańska to odpowiednik NKWD.
@embarcadero
No i ZSRR raczej separował obiekty wojskowe od cywilnych, choćby ze względów bezpieczeństwa wewnętrznego.
@Ergonauta
„Raczej nie mam poczucia, obserwując sytuację tajwańsko-chińską, że Tajwan=dobro, Chiny=zło. Republika Chińska na Tajwanie, dzieło Czang Kaj-szeka, to nie jest kraj, z którym bym sympatyzował jak np. z Ukrainą.”
Relatywizujesz Tajwan, jak mój jeden włoski kolega relatywizował Ukrainę w 22: „Po co ta wojna, przecież oni tam wszyscy mówią po rosyjsku?”. Mógłby jeszcze dodać, że przecież to dzieło Niemców (bo wymyślili niepodległą Ukrainę w czasie I wojny światowej, żeby podzielić rosyjskiego wroga), oraz Stalina, który zaaprobował obecne granice Ukraińskiej SRR.
Jasne, dzielenie krajów na dobre i złe nie ma sensu. Ale ja wierzę, że ludzie mają przede wszystkim prawo do swojego języka, tożsamości i wolności wyboru. O tym jest historia Ukrainy, i o tym jest historia Tajwanu.
Też bym wolał, żeby się tam pokojowo dogadali. Jak już pisałem, KMT zaczął całkiem na poważnie dialog zjednoczeniowy, dążąc do czegoś w rodzaju „Jeden kraj, dwa systemy”, jak w Hongkongu. Ale po rewolucji parasolek i zaoraniu Pachnącego Portu w ostatnich latach, mało kto na Tajwanie już wierzy w ten scenariusz. Choć jakaś cześć społeczeństwa nadal byłaby w stanie zaakceptować jakąś formę federalizacji. Jak na Ukrainie.
Ja Tajwan lubię, nie tylko dlatego, że im się udało zbudować fajny kraj i mieszkają tam fajni ludzie, ale także dlatego, że on pokazuje, że inna „chińskość” jest możliwa.
Tajwan rozwala wielkochińską narrację w ChRL, o tym, że przecież my Chińczycy nikogośmy nie kolonizowali. Tymczasem Chińczycy zajęli Tajwan w XVII wieku i robili z miejscowymi Aborygenami z grubsza to samo, co Europejczycy w swoich koloniach. Sytuacja się powtórzyła XX wieku, kiedy KMT zwiał tam z kontynentu i wziął z twarz miejscową ludność, która się nie poczuwała do związku z ROC. A jednak, w końcu reżim ustąpił, zrobiono wolne wybory i udało się tam zbudować zamożny, w miarę sprawiedliwy kraj. Coś w rodzaju chińskiej Australii albo Nowej Zelandii.
I dlatego Xi chce Tajwan zdeptać, tak jak Putin chce zdeptać Ukrainę. W jego systemie władzy nie może istnieć alternatywa dla wielkiej wizji „jedności”, bo to grozi, że inni też będą mogli zakwestionować samo istnienie jednej władzy. Jakim byłbym Polakiem, gdyby z takim krajem nie sympatyzował?
@embarcadero
„Nie znamy się, więc wyjaśnię. Mam na tyle dużo lat że czytam książki, takie papierowe. Polecam „Obama’s Wars” by Bob Woodward, w dzisiejszych czasach na pewno jest na amazonie za grosze. ”
Już rozumiem, to taka sekta zgryźliwych staruszków, utwierdzających się nawzajem w swojej racji. Statler i Waldorf, ale nie jest śmiesznie. Gratuluję samozadowolenia i wezmę pod uwagę na przyszłość.
A książki wypożyczam z biblioteki, nie wspieram amazona, nawet groszami.
❡
Nie rozumiem tej fascynacji dwoma głosowaniami, takie parlamentarne sztuczki, żeby czerwoni demokraci nie ponosili wyborczych konsekwencji za najbardziej kontrowersyjne zapisy. Pan popatrzy kto głosował przeciw: Nebraska i Arkansas. A przecież drugie głosowanie nie istniałoby bez pierwszego którego fakt, Obama osobno nie podpisał. Ale było konieczne.
W publicznej świadomości Obamacare było kopią rozwiązań Romneya z Massachusetts (być może on korzystał z Hillarycare, ale się nie przyznał). Przecież istnienie tych rozwiązań nie wpływało w najmniejszym stopniu na łatwość przepchnięcia ustawy. To był już inny świat, z Foxem i z internetem. Nie widzę sensu ciągnięcia tematu.
I jeszcze nawiasem, Pan jest cały z negatywnych emocji które się Panu mylą z faktami.
@vvaz
McConnell własnoręcznie zniszczył Sąd Najwyższy na dekady. W Atlantiku wypłakiwał się nazywając Trumpa „despicable”, nóż się otwiera, zamiast śmierci w męczarniach życzyłabym mu żeby poniósł konsekwencje swoich akcji, choć raz.
@Marco Bollocks
„Relatywizujesz Tajwan”
Wiem i przepraszam niniejszym Tajwańczyków współczesnych za mój zanadto historyczny ogląd spraw. Po prostu nigdy tam nie byłem, sprawy znam z globusa i podręcznika od historii. Acz niezależnie od stopnia mojej znajomości tych realiów, na pewno bym wolał, żeby Tajwańczycy mieli swój kraj, nawet taki mały jak Kosowo, skoro tego pragną.
Jednak twoje zdanie „I dlatego Xi chce Tajwan zdeptać, tak jak Putin chce zdeptać Ukrainę” nie znajduje – w tym momencie – odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nie ma tak bezpośredniej przekładki z prostej przyczyny: Xi nie robi w tej chwili Tajwanowi tego, co w tej chwili Putin robi Ukrainie.
@Marco Bollocks:
> To komuniści wyplenili krępowanie stóp, poligamię i inne patriarchalne wynalazki konfucjanistów
U… to w Japonii krępowanie stóp i poligamia?
Część praw kobiet w Chinach to Czang Kaj-szek; a Japonia przerabiała po II wojnie światowej też procesy „równościowe”*. Zawahałem się, czy w Chinach kobiety nie mają większego wpływu na biznesy, ale tam istnieje szklany sufit, a Japonia ma właśnie premierkę.
O ile więc tak, owszem, komunizm miał swoje znaczenie dla promowania równości kobiet i mężczyzn, o tyle nie był wyjątkowy i można się spierać, gdzie ten proces wyszedł najlepiej.
—
*) Nie wiem, czy my zawsze to dobrze czytamy. Jest np. taki świetny film „samurajski” „Bunt” Kobayashiego, gdzie samurajowie walczą hm… o honor kobiety. U nas, podpięlibyśmy to pod romantyzm. Tam to była fala po II wojnie światowej, rozliczania się z samurajską tradycją w obronie, czy to chłopów, czy właśnie praw kobiet.
@Unikod
Odnośnie B-2, wypisujesz potworne głupoty, sorry.
„Biorąc pod uwagę współczesne realia to konstrukcja przedpotopowa. Drony zmieniły wszystko”
Aha. Mam nadzieję, że jesteś generałem wojska polskiego, bo szkoda, żeby się taki przenikliwy umysł strategiczny gdzie indziej marnował.
„Chiny samolotów bojowych szóstej generacji (J-36 i J-50) mają co najmniej 4 sztuki które widziano.”
Tak, Iran i Rosja też pokazywały różne wunderwaffy fafnastej generacji, tylko to nie jest gra komputerowa, gdzie po obu stronach na tym samym levelu się rekrutuje porównywalne jednostki, opisane przez twórcę gry jako „level sześć”. W realnym życiu to jednak nie działa tak, że wystarczy, aby Putin/Xi nadał numerek i od razu maszyna rewelacyjnie walczy.
Tak, te chińskie przynajmniej istnieją, i wyglądają trochę jak F-22. Jest szansa, że są dobre, podobnie jak jest szansa, że są totalnym krapem, jak jakaś T-14 Harmata.
„Masowo produkowana piąta generacja też jest lepsza, gdy projektowano B-2 nie było komputerowych narzędzi które umożliwiły pogodzenie wymagań w bardziej klasycznym ksztaŁcie F-35”
O, znowu numerki. I widzę, że kolega ma podobnie jak ja, kiedy zobaczyłem Heroes III po tym, jak byłem wielkim fanem Heroes II – wystarczy poczekać parę lat, a wszystko jest piękniejsze i zajebistsze.
Zastanawiałeś się, czemu wszystkie samoloty pasażerskie wyglądają jak Boeing 707? Tyle komputrów, panie, i żadnych widocznych zmian od 70 lat? B-21 wygląda praktycznie identycznie jak B-2, a mieli tyle nowych czipów i czata GPT, żeby go jakoś bardziej „nowocześnie” zrobić. Jest też tak historia o Kellym Johnsonie z Lockheeda, który zaprojektował SR-71 bez jakichkolwiek komputerów, a aerodynamikę wyliczył suwakiem logarytmicznym i wyrysował na desce kreślarskiej. Po latach zatrudniono komputry do zamodelowania optymalnego superszybkiego samolotu, z takimi a takimi parametrami – i komputry wypluły model czegoś praktycznie identycznego jak SR-71.
W lotnictwie jest też kupę przykładów na to, że można wymyślić coś ostatecznie rewelacyjnego tylko regularnie modernizując stare projekty: C-130, Boeing 737, F-15, Apache.
Ja się na lotnictwie znam słabo, ale znam się nieźle na ogólnie inżynierii. I wiem, że póki nie mówimy o jakichś technologiach granicznych – typu komputer kwantowy czy grafenowa linka do windy kosmicznej – to jest tak, że prawie wszystko da się zrobić, ale prawie nigdy się to nie opłaca. Więc jeśli wyeliminować rachunek ekonomiczny, to strasznie ciekawe rzeczy można zrobić. A kolejnym czynnikiem jest czas – daj mi miliard dolarów, 30 lat i kolejny miliard dolarów na poprawki, to zapewniam cię, że zrobię coś lepszego niż ktokolwiek, kto dostał przedwczoraj dziesięć milionów. A jeśli jeszcze mówimy o broni, to ważna jest możliwość testowania tego w praktyce od czasu do czasu, poprzez wszczęcie jakiejś wojny. To jest właśnie F-22, B-2 i te wszystkie amerykańskie zabawki, i powód, dla którego póki co nikt się do ich topowych wynalazków nie zbliża. Hint: F-35 to nie jest topowy wynalazek. Jak poznać, czy coś jest topowym wynalazkiem? Sprawdzić, czy sprzedają to innym krajom – jeśli tak, to nie jest.
@gini
„A książki wypożyczam z biblioteki, nie wspieram amazona, nawet groszami.”
To fantastyczne, proszę więc skorzystać, coś se wypożyczyć i wrócić już po lekturze i przemyśleniach. Proszę zauważyć, że my tu się powołujemy na różnych autorów, pani nie – za to nadużywa pani pustych frazesów typu „kompletne odklejenie”. No jak kurna w jakimś podkaście Sroczyńskiego, „Chiny odpięły wrotki !!!”.
@Ergonauta
„Jednak twoje zdanie „I dlatego Xi chce Tajwan zdeptać, tak jak Putin chce zdeptać Ukrainę” nie znajduje – w tym momencie – odzwierciedlenia w rzeczywistości.”
Jeszcze. Przypominam, CIA twierdzi, że 2027 roku to planowana data gotowości ChALW do akcji przeciw Tajwanowi.
@pak4
„O ile więc tak, owszem, komunizm miał swoje znaczenie dla promowania równości kobiet i mężczyzn, o tyle nie był wyjątkowy”
Masz rację, Japonia też się zmienia. Jak studowiałem w Pekinie, to miałem znajomą Japonkę, bardzo rozsądną dziewczynę, która mówiła pięknie po chińsku i po angielsku, i marzyła o karierze w japońskim MSZ. „Ale tam mogę zostać najwyżej sekretarką” – konstatowała smutno. Minęło ćwierć wieku, teraz faktycznie jest permierka. Ale wagony specjalnie dla kobiet (żeby ich faceci nie macali) dalej chyba jeszcze jeżdżą w tokijskim metro?
A w Chinach moja żona i córka czuły się bezpiecznie, jak nigdzie na świecie.
@pak4
@MB
miałem w Chinach, przez ostatnie +/- 30 lat, bardzo dużo do czynienia z biznesami średniej/małej wielkości w Chinach, absolutnie nie w Szanghaju (gdyż koszty produkcji), a na prowincji, odległej od wybrzeża o 100-500km;
kobiety w biznesie – absolutnie nieistniejące samodzielnie, jako właściciele/szefowie/decydenci (poza dosłownie 1 błędem statystycznym);
klasyka małej firmy w czasie spotkań -szef ojciec, przy jego boku syn pierworodny (?), którego często jedyną funkcją było wyłącznie wspólne palenie papierosów (btw – papierosy – bardzo ważny, powszechny element życia w Chinach – generalnie lepiej być palącym), bo po angielsku nic (jak ojciec+ młody syn z oznakami początków nadwagi-jako jedyny z rozmówców); spotkanie prowadzi córka, znająca lepiej/gorzej angielski, wie co produkują, rozumie pytania, a w kwestiach techniczno finansowych konsultuje istotne kwestie z ojcem (który ten biznes założył); jej brat kompletnie obok rozmowy, czasami bez krępacji przegląda telefon;
wszystkie moje doświadczenia biznesowe w Chinach w ciągu ostatnich 30 lat – faceci; jeżeli pojawiają się bardzo kompetentne kobiety – zawsze nad nimi jest chłop; poznałem 1 (słownie: jeden) przypadek, gdzie kobieta jest podmiotowa i samodzielnie prowadzi firmę – zresztą nie posiadając męża – przynajmniej od długiego czasu, co też nie jest oczywiste (że tego męża nie ma); ale ta konkretna osoba uczyła się biznesu od europejczyków (w dużym skrócie);
kobiety na Tajwanie – w połowie lat 90-tych, kiedy współpracowałem z firmami z tego kraju, obowiązkowa służba wojskowa dla mężczyzn to były 2-3 lata (stopniowo spadało do 4 miesięcy, a ostatnio przedłużono do 12 miesięcy); i tego obowiązku rygorystycznie przestrzegano (nie dało się podobno wymigać);
i kiedy faceci szkolili się wojskowo – to firmy zostawały na głowach kobiet;
więc nie raz tylko z kobietami (niemal) załatwiało się biznesy;
Tajwan 2
teraz będę powtarzał to co słyszałem i moje doświadczenia to potwierdziły, ale to absolutnie anegdotyczne dane;
należę do pokolenia, które dowiadywało się tego jak działa świat z praktyki, po roku 89; w trakcie spotkań z ludźmi z innych krajów – np. na targach, w hotelach itd. w Chinach – kilkukrotnie spotykałem się z opiniami/ostrzeżeniami, że Chińczycy z Tajwanu zachowują etykę biznesową (generalnie dotrzymują słowa i umów), zaś z Chin kontynentalnych – niekoniecznie.
W mojej branży z jakichś powodów – np.potężne amerykańskie sieci detaliczne, korzystają (aktualnie) wyłącznie z firm tajwańskich, jako pośredników przy zakupach od chińskich producentów; nie umiem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak jest; podobnie było (ale to się znacząco zmniejsza) z firmami/ludźmi z Hong-Kongu
@MB
„A w Chinach moja żona i córka czuły się bezpiecznie, jak nigdzie na świecie.”
Na ulicy owszem. Ale z szefem w windzie bezpieczniej czuje się Europejka w Europie niż Chinka w Chinach.
@Marco Bollocks
„wagony specjalnie dla kobiet (żeby ich faceci nie macali) dalej chyba jeszcze jeżdżą w tokijskim metro?”
Tak, zdjęcie z paździenika 2024 roku link to cdn.blabler.pl
@ergonauta
„Raczej nie mam poczucia, obserwując sytuację tajwańsko-chińską, że Tajwan=dobro, Chiny=zło. Republika Chińska na Tajwanie, dzieło Czang Kaj-szeka, to nie jest kraj, z którym bym sympatyzował jak np. z Ukrainą. ”
Jestem wstrząśnięty że pan coś takiego napisał. Potem na szczęście pan trochę przepraszał, ale jednak oczekiwałbym tu uniwersalnego klucza: demokracja – dobro, totalitaryzm – zło. Jasne, że Czang Kaj-Szek to nie jest bohater naszego romansu, ale kto założył Polskę? Czy spojrzymy na Chrobrego czy na Piłsudskiego, też widzimy niezbyt sympatycznych ludzi.
@fiat127
Jeśli nie ma parcia na obniżkę ceny ze strony kupującego to takie pośrednictwo może trwać latami. Tak się dzieje, jeśli towar dobrze się sprzedaje, np. jego rynek jest mało konkurencyjny. Duże sieci tworzą dość często małą konkurencję na rynku bo same go nasycają towarem.
Są kwestie umowne i prawne załatwiania reklamacji, zwrotów itp. Kiedy sieć handluje z Tajwanem w grę może wchodzić jurysdykcja w USA i być może nie da się tego przeskoczyć z lądowymi Chińczykami.
Sytuacja z uczciwością lądowych Chińczyków w handlu bywa czasem hm… dyskusyjna. Znam taką jedną historię jedynie z opowiadania, więc nie będę rozwijał tematu.
@fieloryb
>Jeśli nie ma parcia na obniżkę ceny ze strony kupującegomałą konkurencję<
z chęcią dowiem się w jakiej kategorii handlu jest mała konkurencja, bo wg mnie to jest abstrakcja
@fiat127
Dzięki za podzielenie się perspektywą zakupowca w Chinach. Przepraszam, że stereotypizuję, ale zakupowców w Chinach można podzielić na dwie grupy – outsiderów i insiderów.
Ci pierwsi nie znają języka, więc negocjują po angielsku, z którym to językiem u Chińczyków różnie bywa, często coś istotnego ginie w tłumaczeniu. Chiny się szybko rozwijają, co chwilę jest jakaś rewolucja technologiczna, fabryki podbijają nowe rynki i mogą pracować z największymi klientami na świecie. Więc czasem potraktują Cię z buta: zawalają terminy, obniżają jakość, oszukują, kombinują itd. Słowem, ciężki kawałek chleba. Najlepiej to opisał Paul Midler w „Poorly Made in China”, wyliczając wszystkie niecne sztuczki i strategie chińskich dostawców, poczynając o zainscenizowania całej fabryki dla klienta. Tak jak już napisałem kilka wpisów temu, nie znając języka, a co za tym idzie ograniczając swoją ekspozycję na kulturę, zakupowiec bez języka stawia się na przegranej pozycji. To może do Chin zrażać. Zakupowcy-outsiderzy często właśnie prezentują do Chin podejście wysoce krytyczne, tak przynajmniej zaobserwowałem. Jeszcze raz – sorry, jeżeli Cię etykietkuję, bo może sie mylę w ocenie Twojej perspektywy na Chiny.
Zakupowcy insiderzy często mówią po chińsku, a często mają chińską żonę/męża. Oni wiedzą, że kultura chińska należy do kultur wysokiego kontekstu, gdzie wiele rzeczy mówi się nie wprost, i oni potrafią te niewyartykułowane wyraźnie sygnały odbierać i obracać na własną korzyść, poczynając od „nie” (chiński dostawca zazwyczaj nie powie ci „nie” wprost, tylko wymyśli całą historię, którą człowiek z kultury niskiego kontekstu będzie próbował zrozumieć literalnie, zamiast czytać między wierszami). Jeżeli nauczysz się reguł, według których Chińczycy grają, to robi sie znacznie łatwiej. Mam sporo takich znajomych. Jeden pracuje dla brytyjskiej firmy jako dyrektor zakupów (prowadzi też bloga po polsku), inny robił w odzieży sportowej dla polskiego giganta, ale poszedł na swoje i chyba nieźle mu idzie. Obaj ożenili się z Chinkami i nauczyli się języka, a takich przykładów mam jeszcze kilkadziesiąt więcej. Ba, można sobie dać radę bez języka. Kiedyś zakolegowałem się z facetem, który robił zakupy dla dużego dyskontu w Polsce. Nie mówił po chińsku, ale skompletował sobie miejscową ekipę, które skanowała otoczenie, żeby on mógł odgrywać wielkiego bossa z Europy.
@Gender Gap
Cóż, być może moja perspektywa jest skrzywiona pracą dla korpo w kosmopolitycznej metropolii. A może na studiach w Pekinie czytanki o wyzwoleniu ludu wyprały mi mózg 🙂 Istnieją Chiny wielu prędkości, każdy region i każda prowincja ma swoją prawdę. Jak mawiał śp. Waldemar Ogiński, łatwo znaleźć dowody na potwierdzenie dowolnej tezy o Chinach.
Jeżeli popatrzeć na liczby to tutaj (link to statista.com) Chiny są faktycznie na równi Koreą, a nieco powyżej Japonii.
Tajwan często nie jest ujmowany w takich zestawieniach (zasada „jednych Chin”), ale tam luka płciowa jest rzekomo mniejsza, niż w sąsiednich krajach. Nie wiem, czy długa służba to tłumaczy, bo Korei Południowej też się chodzi w kamasze na lata. Przypuszczam, że to może być raczej związane z przesiedleniowym charakterem społeczeństwa. W porównaniu do Koreańczyków, Japończyków i kontynentu, Tajwan jest jak ziemie odzyskane względem kongresówki i małopolski/podkarpacia. To by tłumaczyło m.in. dlaczego pierwszy w regionie dopuścił małżeństwa jednopłciowe.
PS. O doświadczeniu przesiedleniowym wyszła zresztą znakomita książka po polsku, „Wielka rzeka, wielkie morze” Lung Yingtai (2009). Autorka była ministerm kultury w rządzie KMT, który za Hu Jintao próbował się dogadać z KPCh. Teraz to już niestety historia.
@Kogo czytać
W ostatnim wpisie Tom Cooper cytuje jako źródło… Maxa Blumenthala.
James Clavell („Król szczurów” i wiele innych książek) bardzo nie lubił Japończyków, ale Chińczyków jeszcze bardziej.
W szczególności podkreślał, że ich pojęcie o przestrzeganiu umów różni się od europjskich oczekiwań.
W szczególności w „Noble House” Chińczycy na Tajwanie oszukują wszystkich zupełnie bez ograniczeń, np. dwie biedne kobiety kupują na spółkę losy na loterię. Gdy los wygrywa, ta, która ma go w ręku mówi do drugiej „znów nic…” i zgarnia całość.
Ludzie z Zachodu lubią się uważać za tych co są „rules based” i dotrzymują umów, ale Korea Południowa rozliczyła swojego prezydenta za próbę zamachu stanu, a w USA Trumpowi uszło to płazem.
@MB
To co opisujesz – outsiderzy i insiderzy + „chińska” żona w pakiecie, to ma zastosowanie wg mnie do dużego biznesu.
Bo jak poddostawca spieprzy jakiś trybik w złożonym produkcie/maszynie/urządzeniu/ciuchu – to jest fakap na dużą skalę.
Procedury kontroli jakości w trakcie produkcji + prawidłowość i przestrzeganie technologii są kluczowe. I przy takich przedsięwzięciach skala zaangażowania czasowego, konieczność rozumienia mentalności, prawidłowej oceny warunków – jest niezbędna.
Ale jest bardzo duża grupa prostych produktów konsumpcyjnych, gdzie wystarczy fachowość w oparciu o znajomość technologii produkcji, materiałów itd. – gdzie chiński nie jest niezbędny.
Moja ocena Chin nie wynika z jakichś problemów biznesowych z firmami.
Po prostu – miałem bardzo dużo czasu i możliwości obserwowania tego kraju w perspektywie wielu lat i bardzo różnorodnych sytuacjach/okolicznościach. A jako dziecko PRL-u widziałem i oceniałem z innej perspektywy niż np.ludzie „zachodu”.
To, że moje działania nie dotyczyły wielkich biznesów/wielkiej skali, oraz nie były realizowane w ramach dużych struktur korpo, mogło pomagać w ostrzejszym/lepszym (?)/innym widzeniu Chin.
Nie było bowiem stępione wizją wielkich pieniędzy/zysków, która często może powodować taryfę „ulgową”/nie widzenie dla realiów tego kraju.
I może nie do końca jestem „kupcem” – jak ironicznie określa mnie czasami moja żona.
Nie znalazłem powodów, żeby „polubić” Chiny.
@fiat127
Małą konkurencję cenową najczęściej wykazują oligopole (niewielka liczba konkurujących przedsiębiorstw). Ostra konkurencja cenowa w takiej sytuacji prowadzi nieuchronnie do wojny cenowej, jeśli jest bezmyślnie kontynuowana – do upadku jednego lub większej ilości przedsiębiorstw i w efekcie powstania monopolu.
Firmy na takim rynku najczęściej konkurują między sobą np. reklamą, innowacjami, jakością produktu, ale starają się nie walczyć przy pomocy cen (w tym dumpingowych). Pomijam oczywiście tutaj sprzedaż dotowaną przez państwo.
Pisałeś powyżej o wielkich sieciach detalicznych. Przypuszczam, że tworzą one razem rynek oligopoliczny. Kilku potentatów, którzy podzielili między siebie rynek i są w stanie wygryźć z niego nowych graczy.
@fieloryb
Sorry – znów mi przy publikacji zniknęło ¾ komentarza, więc wyszło arogancko i przemądrzale.
> nie ma parcia na obniżkę ceny<
Z moich doświadczeń wynika, że taka presja jest zawsze.
Kupiec korpo chce się wykazać + KPI, więc jeżeli nie dostaje niższej ceny zakupu, to chociaż w ramach „bonusów” chce/musi coś uzyskać.
Współpraca latami – możesz mieć rację, że kwestie formalne mogą być kluczowe.
To nie tylko reklamacje, ale np. mały dostawca nie jest w stanie wykupić/opłacić polisy ubezpieczeniowej dla produktów, które sieć/korpo ocenia jako zagrożone pozwami w razie urazu przy użytkowaniu (true stroy – potencjalne zamówienie za 100K$ rocznie i oczekiwanie opłacenia polisy na 5 mln$, za ewentualne urazy dzieci przy korzystaniu z mebelków z „gąbki”).
W tych równościowych prokobiecych Chinach to już zaniknął stary konfucjański zwyczaj, że jak oficjele przyjeżdżali z wizytą gospodarską, to witał ich lokalny zespół pieśni i tańca, a po imprezie świadczył niekoniecznie konsensualne usługi seksualne? Czy to dalej się trzyma?
@fiat127
„mogło pomagać w ostrzejszym/lepszym (?)/innym widzeniu Chin.”
Mogło, to prawda. Ja nie raz usłyszałem od innyc ekspatów, że w 89 roku to w zasadzie rząd dobrze zrobił, bo jest spokój i to dobrze dla biznesu. Dla zysku człowiek jest w stanie wszystko zracjonalizować. I to jest straszne, dlatego higiena moralna to podstawa.
Ale pomiędzy dostawcami a kupcami tworzy się specyficzna relacja. Lepiej się psychicznie funkcjonuje, jeżeli się dostawcom w jakimś stopniu ufa, a jeszcze lepiej, jeśli się ma relacje oparte na wzajemnym szacunku i minimum sympatii. Wiadomix, że trzeba pilnować swojego interesu, ale świadomość, że się kupuje u totalitarnego wroga chyba jest trudna do zniesienia?
Ja też patrzę na Chiny przez pryzmat PRL (choć jak się kończył byłem szczawikiem w wieku lat 14). Ale datego mam wiele sympatii do zwykłych Chińczyków, moich dostawców, klientów i kolegów, bo muszą kombinować, jak kombinowali moi krewni w komunie. Kiedy robią to skutecznie (a zwykle tak jest), to mamy win-win.
Jest to jeden z podstawowych mitów kapitalizmu. Wzrost ekonomiczny oparty o ciągłą obniżkę cen nie może być nieskończony. W pewnym momencie uzyskujemy cenę równowagi. W ramach bonusu klient następnym razem otrzyma jedynie torbę z prezentami i długopis firmowy ;-). Może to sobie dumnie wpisać w tabelkę Excela, którą wyśle CEO :-D.
Czytałem kiedyś o różnicach kulturowych w handlu. Np. na rynku szwedzkim jest ponoć standardem brak targowania się. Sprzedający informuje o stawce i tyle. Albo kupujesz, albo zostaniesz chłodno potraktowany przy próbie negocjacji dużej obniżki ceny. Taki zachowanie jest traktowane wręcz jako podważenie uczciwości sprzedawcy, który postarał się dla ciebie skalkulować uczciwą wartość. Nie ukrywam, że podoba mi się takie podejście.
W przeciwnym wypadku wszystkim rządzi spryciarz Merkury – bóg kupców i złodziei.
@MB
>świadomość, że się kupuje u totalitarnego wroga chyba jest trudna do zniesienia?<
No skąd?
Załatwienie „biznesów” i obserwacja kraju, to zawsze były dla mnie 2 rozdzielne sfery.
To są setki odwiedzonych fabryk (z reguły niedużych), kiedy widzisz w jakich warunkach ludzie muszą pracować, jak wyglądają kible, kuchnie, szatnie itd.
To są wizyty w prywatnych przestrzeniach mieszkalnych właścicieli tych fabryk, które znajdują się na ostatnich piętrach fabrycznych budynków.
To jest mieszkanie na osiedlach i w mieszkaniach dla Chińczyków, a nie w odseparowanych enklawach czy w akademiku.
To są wizyty w szpitalu – jako osoba wspierająca poszkodowanych kolegów ekspatów, czy w trakcie obowiązkowych badań, żeby wizę przedłużyć.
Albo u dentysty, korzystając z najlepszego w mieście, poleconego gabinetu, gdzie widzisz lokalne i „najlepsze” standardy higieniczne.
I modlisz się, żeby już nigdy więcej nie musieć tam wracać.
To jest kilkaset podróży autobusami, pociągami, samolotami wraz z czekaniem – dającym możliwość patrzenia na lokalsów, ich relacje, zachowania wobec siebie itd.
W czasie nie korporacyjnych podróży widzisz jakimi drogami jeździsz, mijasz wsie i miasteczka daleko od Pekinu czy Szanghaju.
To są setki poznanych/spotkanych Chińczyków – w różnych sytuacjach/okolicznościach niebiznesowych – daleko od stolycy (tam też, ale sporadycznie).
Moje doświadczenia w relacjach dostawca – kupujący, to obserwacja ewolucji.
Kolektywne (lata 90-te i rowery, morze rowerów) i archaiczne podejście, że ulepimy te trampki na czas, zgodnie z kontraktem potwierdzonym faksem. A jakość jest jaka jest.
Potem stopniowe narastanie czegoś, co bym nazwał brutalnym kapitalizmem jak u Dickensa, gdzie liczy się tylko zysk i kasa.
Do stopniowego zrozumienia (ale nie u wszystkich), że biznes to relacja obustronna – jak piszesz – optymalnie win/win.
Ale zawsze ze świadomością, że sympatia sympatią, ale sprawdzać trzeba – bo takie są realia tego kraju.
Podsumowując – mnie jest trudno lubić Chiny, bo wiem jak ciężki do życia jest ten kraj. Patrzę na ludzi współczująco, ale wiem, że mogę wrócić.
Gdybym miał wybór – miliony monet, ale konieczność stałego/dłuugiego mieszkania w Chinach, to nigdy bym się na to nie zdecydował. To jest wybór podobny do tego, że nie ma pieniędzy dla których warto skończyć w więzieniu (symbolicznie).
Jestem pewny, że gdybym znał chiński, mój brak sympatii do Chin tylko by się pogłębił.
Nawet chińskiego jedzenia na prowincji nie mogę polecić.
A lubię je, ale zdecydowanie w wersji europejskiej.
@fieloryb
>Czytałem kiedyś o różnicach kulturowych w handlu<
To może wynikać z różnicy w doświadczeniach rozwiniętych krajów,
i naszym (całego byłego RWPG) krótkim stażem w ramach kapitalizmu.
Myślę, że na „zachodzie” nauczono się, że nie da się oczekiwać ciągłych obniżek przy zakupach. I że nie da się zastąpić blachy tekturą.
Tak, masz rację – da się zauważyć zewnętrzne formy szacunku w relacjach na „zachodzie”.
I drugiej strony – np. prezentowaną werbalnie „mocarstwowość”, jaką miałem okazję słyszeć w trakcie spotkań z osobami wysokiego szczebla, zarządzających siecią z owadem w logo.
@fiat127
„Albo u dentysty, korzystając z najlepszego w mieście, poleconego gabinetu, gdzie widzisz lokalne i „najlepsze” standardy higieniczne.
I modlisz się, żeby już nigdy więcej nie musieć tam wracać.”
Kiedy w zeszłym roku odwiedziłem teściów w Shandong, to odkleiła mi się korona. Teściowa znalazła mi lokalną dentystkę. Poszedłem, warunki jak w Polsce lat 90-tych albo 2000-tych (tylko pewnie dają znieczulenie, a w Polsce lat 90tych nie dawali). Dentystka przykleiła koronę bardzo sprawnie (eg mojej regularnej dentystki w Oslo). Ale na zdjęcia rentgenem się nie zgodziłem, bo nie byłem pewien czy nie przyświecą za dużo 🙂
Zabawne było to, że dokumentowali stan przed i po zdjęciami foto, bo typowy chiński pacjent jest bardzo skory do pozwów sądowych jeżeli coś pójdzie nie tak, więc chcą mieć krycie. Zdaje się, że w Chinach pozwy sądowe są dość tanie i ludzie lubią się sądzić.
@rw
nie miałem tyle szczęścia; nie dość, że zrobienie korony kosztowało x2 co w Polsce, to jeszcze dodatkowo zostało zrobione źle, więc w ramach poprawek dowiedziałem się, że da się zrobić leczenie kanałowe (bo w Chinach 1 kanału nie uwzględnili) przez istniejącą koronę; podziw dla rozwoju techniki dentystycznej + nie chcecie wiedzieć ile to kosztuje
Mam nadzieję że sami widzicie że ta dentystyczna dygresja jest trochę jakby nudnawa?
@rw
„Obama wymusił na Ukrainie”
„W Chinach byłem tylko raz, ale mam z nimi związki rodzinne poprzez małżonkę, (…) mogę obserwować różne rzeczy samemu”
Wezmę więc mój przykład z życia. Mama mojego kolegi ze szkoły ambasadzkiej była z Dniepropietrowska, często zaczynała temat, że nie uważa się za Ukrainkę, bo to czy tamto, choć przypuszczam, że wcześniej w 1991 mogła być za suwerennością Ukrainy.
Płynna/podwójna samoidentyfikacja społeczności w 2014 na Krymie czy jeszcze gdzieś, była(jest?) jak najbardziej real thing, stąd więc pewnie takie reakcje establishmentu na ówczesne wydarzenia, a nie strach przed „eskalacją”.
@wo
jako tolerowany tutaj element ludyczny muszę przyznać, że nigdy bym się nie spodziewał tak zaskakującego rozszerzenia tematyki;
z drugiej zaś strony – czyż takie „życiowe” opowieści nie sprowadzają trochę na ziemię, wyidealizowanego/demonizowanego obrazu potęgi Chin?
@fiat127
Ludzie często z różnych względów źle tolerują rozmowy o leczeniu dentystycznym, więc z szacunku dla wrażliwości współrozmówców lepiej zakończmy ten wątek.
@SJ
„Mama mojego kolegi ze szkoły ambasadzkiej była z Dniepropietrowska, często zaczynała temat, że nie uważa się za Ukrainkę, bo to czy tamto, choć przypuszczam, że wcześniej w 1991 mogła być za suwerennością Ukrainy.”
Ciekaw jestem, za kogo się teraz uważa. Poznałem 2 lata temu Ukrainkę która w 2014 roku demonstrowała za Janukowyczem, a teraz życzy Rosji wszystkiego najgorszego.
@rw
„Ciekaw jestem, za kogo się teraz uważa. Poznałem 2 lata temu Ukrainkę która w 2014 roku demonstrowała za Janukowyczem, a teraz życzy Rosji wszystkiego najgorszego.”
Ja poznałem niedawno ciekawy przypadek. Facet z Łucka, mieszka w Polsce z 15 lat, ma obywatelstwo i twierdzi że jest Polakiem z pochodzenia. Pewnie to prawda, bo imię i nazwisko ma zupełnie niewyróżniające się, polskie po prostu. Ale rodzinę miał z pewnością zsowietyzowaną, bo mówi że jako dziecko uważał się za obywatela CCCP i Rosjanina. Jego rodzice takoż. Jego stosunek do Ukrainy i Ukraińców dziś jest bardzo bliski czystej żywej nienawiści i nie należy z nim rozmawiać o wojnie, bo nie wiadomo komu kibicuje (twierdzi że nikomu), ale chyba bardziej sowieciarzon. W każdym razie niesprowokowany potrafi słać niezłe joby na wszystko co ukraińskie a już szczególnie jak ktoś wspomni że on jest stamtąd, czy nie daj borze powie mu że jest Ukraińcem. Nie chcę wiedzieć co się tam zadziało w przeszłości że mu takie coś we łbie powstało…
Ukraina pod rządami Juszczenki i Poroszenki była trochę opresywnie nacjonalistyczna, może wtedy.
Łuck to aby nie Wołyń? Wiecie, czasem najprostsze wyjaśnienia są najprostsze..
@kmat
Nie ukrywam że przyszło mi to do głowy. Łuck to chyba taki trochę wschodni Wołyń ale przecież mogli uciec ze wsi przed mordercami do najbliższego większego miasta.
@embercadero
Aż se sprawdziłem. To stolica obwodu wołyńskiego. To może być dość banalny scenariusz – Polacy, którzy albo do tego Łucka uciekli ze wsi przed banderowcami, albo stracili jakąś bliską rodzinę, potem się zsowietyzowali, a ukraińskie przebudzenie narodowe obudziło rodzinne resentymenty.
@embercadero
„Nie chcę wiedzieć co się tam zadziało w przeszłości”
„Zamień na kamień łzy,
wytęż oczy i słuchaj:
wyją, wyją policyjne psy
przeciągle, ochryple, głucho.
Czemuż je słychać aż tutaj,
gdy noc zapadła nad Polską,
choć dudnią buty podkute,
maszeruje policja i wojsko?…
Psia tresura, żmudna i mądra,
to zasługa komisarza Zaremby:
psy potrafią targać za jądra
więźnia, który zaciska zęby.
Pan komisarz Zaremba bada,
słychać sznurów naprężonych skrzyp:
„W psyk go, Postowicz! No co, gada?
Chcesz jeszcze, ścierwo? Tkaczuk, syp!
(…)”
Władysław Broniewski „Psy policyjne w Łucku”
^^ dzięki, nie znałem, ten pan zawsze mile widziany.
@wojna o Tajwan
Obawiam się, że przy dzisiejszym uzależnieniu całej gospodarki od IT (nawet kompletnie pomijając bańkę AI) i roli jaką w produkcji czipów nadal dzierży Tajwan, ta wojna będzie przegrana już w momencie kiedy na te fabryki zaczną spadać rakiety/drony. A zwycięstwo Chin może się okazać pyrrusowe, jeśli ceną za jedną wyspę okaże się destabilizacja ekonomii i społeczeństw całej planety. Mam nikłą nadzieję, że oni też się tego obawiają.
@rapiery o samolotach
Wrzucę fajny artykuł który opisuje szczegółowo, dlaczego duma rosyjskiej awiacji – Su-57 – to ślepa uliczka i „udawana” piąta generacja.
link to pravda.com.ua