
W lutym napisałem optymistyczną blogonocię – po dwóch miesiącach ją podtrzymuję. Jakiś Rosjanin lamentował, że w 2025 wszystko było tak pięknie, a w 2026 wszystko się wali. I coś w tym jest.
Niestety, czytam tego wszystkiego tak dużo, że to znów będzie notka bez przypisów. Kto mnie choć pobieżnie obserwuje ten wie, że śledzę newsy z Rosji i Ukrainy z obsesją przekraczającą wszelkie granice zdrowego rozsądku. Musicie mi wierzyć na słowo.
Optymizm wiązałem dotąd z tym, że o krachu gospodarczym mówią już sami Rosjanie. Przez lata o tym marzyliśmy, a teraz o tym słuchamy na Moskiewskim Forum Ekonomicznym – gdy dosłownie każdy mówca powtarzał nasze marzenia, że Rosję czeka krach i to jeszcze w tym roku.
Nawet Putin temu nie zaprzecza tylko wygłasza maksymy, że „problemy to rzecz przejściowa a Rosja jest wieczna”. I że znajdzie metodę na odzyskanie wzrostu gospodarczego. Ciekawe jaką, rozstrzelać każdego kto nie wzrasta?
A ukraińskie drony… ach, ukraińskie drony. Pieśni o nich będą kiedyś śpiewać. Na początku 2022 ekscytowaliśmy się Bayraktarem TB3, dziś jest on jako ten Bf-109E w roku 1945.
Na początku roku Rosjanie zaczęli panikować w związku z „przełomem jakościowym” na froncie. Strefa śmierci powiększyła się do 50 km, co oznacza, że niedawne bezpieczne zaplecze już nim nie jest. Wiąże się to (ponoć) głównie z dronami średniego zasięgu FP-2, które fruwają sobie bezkarnie nad Donieckiem.
Mamy więc piękne filmiki pokazujące rosyjską ciężarówkę wojskową, która sobie normalnie jedzie drogą wśród cywilnych pojazdów. I coś z nieba robi zzziuuu… kapow! A coś innego z nieba to filmuje.
Z drugiej strony, mamy też piękne modele FP-5 (i ich następcy, FP-7 już testowany bojowo i FP-9, ma wejść latem). To drony dalekiego zasięgu. Od pewnego czasu nie ma dnia (nie przesadzam!), żeby jakiś rosyjski zakład przemysłowy nie stanął w płomieniach.
Kiedyś marzyliśmy, żeby Biden albo Trump dali wreszcie Ukrainie Tomahawki. Teraz se je mogą wsadzić pan majster wie gdzie. A Ukraina już nie musi z nikim konsultować celów.
Najwięcej się dzieje blisko frontu, gdzie drony krótkiego zasięgu latają jak komary (porównanie samych Rosjan). Od dwóch miesięcy Ukrainie udaje się realizować cel „neutralizowania szybciej niż wróg mobilizuje”. Rosja jest netto na minusie!
Ukraina (i jej legendarny Madziar) osiąga to wysyłając nawet po 30 dronów na jednego wroga. To dlatego na tych filmikach z serii „ostatnie sekundy z życia orka” oni robią takie dziwne rzeczy – chowają się za drzewem, biegają wokół samochodu, udają martwych. Po prostu widzimy kolesia, który tak przeżył poprzednie 29 prób.
Drony naziemne, kiedyś całkowite science-fiction, już są realne. Dla ukraińskiej strony, bo „my zamiast robotów mamy niwy i buchanki”, jak to skomentował któryś z nich melancholijnie. Udało się już pierwsze historyczne zajęcie pozycji wroga wyłącznie przez robota, ale przede wszystkim rewolucjonizuje to logistykę. Wrzucali niedawno filmik, na którym robot ewakuował ukraińską babuszkę, która szła o lasce przez strefę śmierci. Wzrusz!
Tymczasem w Rosji nie ma innowacji. Czytałem ostatnio lamenty gościa, który usiłuje robić drony antydronowe, na wzór ukraińskich. Musi głowice robić z cywilnych fajerwerków, nie wolno mu używać choćby dziesięć deko TNT – jeszcze komuś by zrobił krzywdę! Przecież formalnie w Rosji jest pokój, a więc obowiązują pokojowe regulacje.
Inny bloger lamentował nad losem jedynej w Rosji fabryki, która robi jakieś wihajstry dla kolei. Kolej właśnie ogłosiła przetarg, w którym ta fabryka nie może wystartować, bo musiałaby zrobić te wihajstry na własny koszt, potem je rozprowadzić po całym kraju, a jak wszystko będzie OK, czekać 40 dni na zapłatę. Firma więc upadnie, tymczasem w przetargu startuje konkurencja założona przez oligarchę, która te wihajstry zamówi w Chinach.
Oczywiście, to wszystko nie wystarczy do odzyskania Krymu. Ale coraz bardziej realny wydaje mi się wariant Compiegne. W chwili kapitulacji, Niemcy nadal kontrolowali sporo z tego, co im się udało zająć w 1914/1915, w tym prawie całą Belgię. Ba, nawet po kapitulacji kontrolowali kawał Ober-Ostu, bo alianci kazali im powstrzymywać bolszewików.
Teraz to może wyglądać podobnie. Gospodarczy pizdiec, prowadzący do niewypłacania żołdów i masowych dezercji. Plus lokalne negocjacje, jakich było dużo w latach 1918/1919, typu „pozwolimy wam odejść wolno o ile się wyniesiecie do północy”.
A Wy Jak Myślicie? The floor is open.
PS. Nieśmiało apeluję o Wsparcie, hosting ciągle drożeje (serio!).

Jak lekko sceptyczny i niedzielny czytelnik postanowię się odlurkować i ponarzekać.
Niestety ten pięknie zapowiadający się plan może pokrzyżować bałagan rozpętany przez Trumpa na Bliskim Wschodzie z Iranem. Chyba z 60% przychodów budżetowych Rosji pochodzi ze sprzedaży ropy i gazu, a poprzez blokowanie cieśniny Hormuz ich ceny mogą wystrzelić w kosmos. Dodatkowo, jeżeli negocjacje między Iranem, a USA pójdą wyjątkowo źle, to może też spaść więcej irańskich dronów i rakiet na infrastrukturę do produkcji i importu gazu w Katarze czy Emiratach Arabskich. (podobno poziom zapasów rakiet obrony przeciwlotniczych w krajach Zatoki Perskim jest na wyczerpaniu). Stojąc przed widmem kryzysu gospodarczego spowodowanego wystrzałem cen energii, wyborami w US i zimą w Europie, zarówno UE jak i administracja Trumpa może nie być tak twarda w sprawie sankcji na rosyjską ropę i gaz. Zapaść przychodów budżetowych Rosji zostanie odwołana i dalej ich będzie stać na finasowanie tej głupiej wojny.
@thewire
„ich ceny mogą wystrzelić w kosmos.”
Mogą, ale Ukraina całkiem sprawnie uniemożlwia eksport ropy przez porty bałtyckie i czarnomorskie, a nie wszystko mogą sprzedać przez Pacyfik.
„podobno poziom zapasów rakiet obrony przeciwlotniczych w krajach Zatoki Perskim jest na wyczerpaniu”
No więc Ukraina i tak dostawała ich coraz mniej (bo Trump kocha Putina), musi robić własne drony antydronowe. I zaczęła je eksportować, bo ma nadwyżki.
„administracja Trumpa może nie być tak twarda w sprawie sankcji na rosyjską ropę i gaz”
Przecież w ogóle nie jest, Trump popiera Putina. Za to za sprawą wspomnianego bałaganu dostanie łomot w listopadzie.
@wo
„Mogą, ale Ukraina całkiem sprawnie uniemożliwia eksport ropy przez porty bałtyckie i czarnomorskie, a nie wszystko mogą sprzedać przez Pacyfik”
Nie jestem ekspertem od rynku ropy, ale zrobiłem szybkiego googla i chyba nie idzie im to najlepiej w ostatnim miesiącu, a rozpętane przez Trumpa zamieszanie na Bliskim Wschodzie ma gorszy wpływ (dla nas) na sytuację budżetu Rosji niż się spodziewałem:
In March 2026, Russia’s monthly fossil fuel export revenues saw a 52% month-on-month increase to EUR 713 mn per day — the highest in two years — while volumes grew by a more modest 16%.
źródło:
link to energyandcleanair.org
„Przecież w ogóle nie jest, Trump popiera Putina. Za to za sprawą wspomnianego bałaganu dostanie łomot w listopadzie.”
Czasami jest, czasami nie jest. Pod koniec 2025 wprowadzili bardzo skuteczne sankcje na indyjskie i chińskie firmy kupujące rosyjską ropę i miało to bardzo duży wpływ na rosyjski eksport. Zdecydowanie większy niż ukraińskie ataki. Niestety, po ataku na Iran, odpuścili, by stabilizować cenę ropy na światowych rynkach i oszczędzić szoku na stacjach biednym Amerykanom.
Trzymam kciuki za łomot Republikanów w listopadzie.
@wo
„Ukraina (i jej legendarny Madziar) osiąga to wysyłając nawet po 30 dronów na jednego wroga. To dlatego na tych filmikach z serii „ostatnie sekundy z życia orka” oni robią takie dziwne rzeczy – chowają się za drzewem, biegają wokół samochodu, udają martwych.”
Czarną stroną tej roboty jest to, że zasada „rannych niezdolnych do walki nie dobijamy” przestała na tym froncie obowiązywać. Ukraińcy, wg Stefana Korshaka atakują rannych Rosjan, żeby podnieść ten „kill count” jak najwyżej: link to stefankorshak.substack.com
Na to rozumiem, na Froncie Wschodnim bez zmian. Ale jednak to mroczne jest.
*przestała obowiązywać po stronie ukraińskiej
*Ja to rozumiem
@The wire
„zarówno UE jak i administracja Trumpa może nie być tak twarda w sprawie sankcji na rosyjską ropę i gaz.”
Trump szuka pretekstów żeby odpuścić Rosji, ale UE nie, bo dla UE Rosja stała się egzystencjalnym zagrożeniem i to jest w końcu szeroko rozumiane.
@wo
„Drony naziemne, kiedyś całkowite science-fiction, już są realne.”
No ale nie przesadzajmy z tym science-fiction. W WW2 Niemcy użyli kilku tysięcy przewodowo sterowanych dronów naziemnych Sd.Kfz.302, 303, Goliath, również w Powstaniu Warszawskim.
link to pl.wikipedia.org
A i wtedy nie była to specjalna nowość, bo pierwsze były francuskie Schneider Crocodile z WWI.
link to armedconflicts.com
@thewire
„Nie jestem ekspertem od rynku ropy, ale zrobiłem szybkiego googla i chyba nie idzie im to najlepiej w ostatnim miesiącu,”
Bo – jak mawiano w przemówieniach z czasów mojej młodości – należy porównywać do „analogicznego okresu roku ubiegłego”. Proszę spojrzeć na wykresy z tego serwisu – nadal poniżej tych samych miesięcy 2025.
@thewire
„Nie jestem ekspertem od rynku ropy, ale zrobiłem szybkiego googla i chyba nie idzie im to najlepiej w ostatnim miesiącu,”
Bo – jak mawiano w przemówieniach z czasów mojej młodości – należy porównywać do „analogicznego okresu roku ubiegłego”. Proszę spojrzeć na wykresy z tego serwisu – nadal poniżej tych samych miesięcy 2025.
link to energyandcleanair.org
@rw
To dobijanie to jednak raczej tylko na potrzeby propagandowych filmików. Ciężko ranny to jednak lepiej niż zabity. Bo jednak kolejny dron kosztuje, bo ranny nie walczy ale jeść musi, bo swoim widokiem demoralizuje, bo i tak zabije go dowódca..
Ogólnie jednak widzę pewien słaby punkt w tym optymizmie. Sytuacja wyraźnie się zmieniła, gdy Musk odłączył Rosjanom Starlinki. A przy obecnym cyrku nie ma żadnej gwarancji, że wiatr w Waszyngtonie nie powieje w inną stronę.
@kmat
Tylko że w listopadzie będzie wiać znowu wefte.
@wo
„Bo – jak mawiano w przemówieniach z czasów mojej młodości – należy porównywać do „analogicznego okresu roku ubiegłego”. Proszę spojrzeć na wykresy z tego serwisu – nadal poniżej tych samych miesięcy 2025.
link to energyandcleanair.org”
Z Twojego linku: „Sanctioning specific companies rather than all Russian oil has enabled a circumvention of the sanctions by routing Russian oil sales through newly created or rebranded intermediary trading companies or by selling to non-sanctioned Russian companies.”
Trochę dziurawe te sankcje.
„Tylko że w listopadzie będzie wiać znowu wefte.”
Mam na to wielką nadzieję, chociaż nie należy nie doceniać zdolności Demokratów do sknocenia kampanii, albo wystawienia kandydatów którzy odstraszą wyborców spoza ich twardej bazy. W stanie Maine w sondażach do demokratycznych prawyborów prowadzi facet z nazistowskim tatuażem: link to emersoncollegepolling.com
@rw
„Trochę dziurawe te sankcje.”
Jasne, dlatego najlepsze to te kinetyczne od Madziara. W Tuapse też dziurawe, ale w innym znaczeniu, chłe chłe chłe.
rw
„W stanie Maine w sondażach do demokratycznych prawyborów prowadzi facet z nazistowskim”
To tam masz do wyboru niego albo taką gerontologię, że byłaby najstarszą jaką wybrano?
@rw
„To tam masz do wyboru niego albo taką gerontologię, że byłaby najstarszą jaką wybrano?”
No niestety. Gerontologia albo facet z nazistowskim tatuażem. Biernie Sanders i Elisabeth Warren wybrali faceta z nazistowskim tatuażem.
O to mi właśnie chodziło, „żeby Demokraci sami sobie tej kampanii nie skopali”.
Czy Amerykanie dalej udostępniają Ukraińcom dane z satelitów wojskowo-szpiegowskich, czy może coś mnie ominęło?
A po tym jak wyszło na jaw, że rosja przekazywała informacje wojskowe Iranowi cała putinomiłość Trumpa mocno zbladła.
@innowacyjność, drony
Dzięki internetowi i odrobinie logistyki części do tych dronów może teraz produkować praktycznie każdy. Organizacja DrukArmy.org.ua zbiera od producentów zamówienia na części, a następnie wystawia cyfrowe modele 3d na swojej stronie. Ochotnicy pobierają pliki, drukują te części i wysyłają zbiorowo producentom.
Na swoich stronach chwalą się, że przerobili już ponad 400 ton plastyku. Nie wiem, czy to dużo czy mało, ale chyba nie ma przeszkód, żeby było więcej.
@fieloryb
„Czy Amerykanie dalej udostępniają Ukraińcom dane z satelitów wojskowo-szpiegowskich, czy może coś mnie ominęło?”
Nic nie wiadomo na pewno, ale Macron miał jakąś wypowiedź, że większość informacji Ukraina dostaje teraz z Francji (oczywiście nie wiadomo jak to liczył oraz co właściwie dostarcza USA).
@fieloryb
„A po tym jak wyszło na jaw, że rosja przekazywała informacje wojskowe Iranowi cała putinomiłość Trumpa mocno zbladła.”
E tam zbladła: link to bbc.co.uk
Putin jest jedynym przywódcą światowym którego Trump faktycznie szanuje.
„Jakiś Rosjanin lamentował, że w 2025 wszystko było tak pięknie, a w 2026 wszystko się wali. I coś w tym jest.”
Co też jest samookłamywaniem się, bo w 2025 płonęły dokładnie te same problemy co teraz, tylko nieco mniejszym ogniem. Trzeba pamiętać, że wielu ekspertów, którzy nie biorą danych gospodarczych FR at face value (jak IMF), uważa, że Rosja od dłuższego czasu pudruje kryzys, zakłamując inflację — ostatnio dołączył do nich szwedzki wywiad. Co by oznaczało, że boom wojenny skończył się gdzieś w połowie 2024 i to ten rok był ostatnim z gospodarczą górką. Obecny jest gorszy od poprzedniego, bo wszystkie strukturalne problemy się jeszcze bardziej pogłębiły, a paliwo gospodarki wojennej coraz bardziej się dopala.
@The wire
„Chyba z 60% przychodów budżetowych Rosji pochodzi ze sprzedaży ropy i gazu, a poprzez blokowanie cieśniny Hormuz ich ceny mogą wystrzelić w kosmos.”
25–40%, zależnie od okresu, ostatnio mniej, teraz pewnie więcej. Tylko że to ma coraz mniejsze znaczenie – ropa i gaz pomagały, gdy gospodarka w miarę trzymała się w pionie. Teraz sypie się absolutnie wszystko: awalowska awtokartoszka, ale i budowlanka, usługi, rolnictwo, transport kolejowy i ciężarowy, produkcja stali, cementu, diamentów, węgla, a i ta czysto wojskowa łapie coraz większą zadyszkę. Cieknie z każdej dziury, więc jest duży problem z tymi pozostałymi 60-75% budżetu i wysokie przychody z węglowodorów co najwyżej odsuną problem na kilka miesięcy.
To nie jest kryzys, z którego Rosja wyjdzie po prostu ładując więcej na tankowce.
@rw
„No niestety. Gerontologia albo facet z nazistowskim tatuażem. Biernie Sanders i Elisabeth Warren wybrali faceta z nazistowskim tatuażem.”
No nie, wybrali faceta, który ma program jak przepisany toczka w toczkę ze statutu DSA, na czele z walką z miliarderami. To, jaki ma tatuaż, to akurat drobny problem pijarowy, co byśmy sobie o tym prywatnie nie myśleli. W sondażach dalej ma wyraźną przewagę nad potencjalnym kandydatem Republikanów, nie widać żadnych objawów sknocenia kampanii.
@The Wire
„Niestety ten pięknie zapowiadający się plan może pokrzyżować bałagan rozpętany przez Trumpa na Bliskim Wschodzie z Iranem. Chyba z 60% przychodów budżetowych Rosji pochodzi ze sprzedaży ropy i gazu, a poprzez blokowanie cieśniny Hormuz ich ceny mogą wystrzelić w kosmos.”
Przecież ceny już poszły w górę a dodatkowo z Rosji zostały częściowo zdjęte sankcje, ale to i tak nie polepszyło ich sytuacji ponieważ nie są w stanie wykorzystać tak korzystnej koniunktury. Ukraińskie drony podpalają im rafinerie i niszczą logistykę.
Wg House of El nawet 40% rosyjskich możliwości eksportu ropy zostało przez Ukrainę efektywnie wyłączone. A to był materiał sprzed tygodnia, przy tych wszystkich dronach lecących nawet za Moskwę, dobre 1000 km z hakiem od granicy z Ukrainą, teraz może być tego i więcej.
„to może też spaść więcej irańskich dronów i rakiet na infrastrukturę do produkcji i importu gazu w Katarze”
O ile dobrze pamiętam – ale mogłem coś pomieszać – to akurat infrastruktura od gazu w Katarze jest już tak podziurawiona, że ciężko będzie bardziej ją unieruchomić. To znaczy da się, ale to głównie wpłynie na czas odbudowy, bo tu i teraz to ona się nie nadaje do niczego i przez najbliższe parę lat nie będzie.
„Stojąc przed widmem kryzysu gospodarczego spowodowanego wystrzałem cen energii, wyborami w US i zimą w Europie, zarówno UE jak i administracja Trumpa może nie być tak twarda w sprawie sankcji na rosyjską ropę i gaz.”
EU akurat bardzo sensownie nie ogląda się na USA i raczej stara się odcinać od ich pomysłów czy technologii. Za to USA będzie pewnie niedługo mieć inny, większy problem, gdy im wreszcie walnie bańka AI. Pytanie kiedy to wreszcie nastąpi, ale pokrywka na tym garnku już podskakuje. Co by nie powiedzieć o Trumpie, udało mu się jedno – zmobilizował bardzo wiele państw przeciwko sobie i sprawił, że różne państwa się ogarniają bo wiedzą, że na USA nie można już liczyć. Europa zabiera swoje złoto, europejscy inwestorzy wycofują się z USA, ich najnowszy kryzys może być w dużo większej części głównie ich, bo reszta się już do niego szykuje.
@The wire:
„Niestety ten pięknie zapowiadający się plan może pokrzyżować bałagan rozpętany przez Trumpa na Bliskim Wschodzie z Iranem. Chyba z 60% przychodów budżetowych Rosji pochodzi ze sprzedaży ropy i gazu, a poprzez blokowanie cieśniny Hormuz ich ceny mogą wystrzelić w kosmos.”
Dlatego też Tuapse będące istotnym punktem eksportu ropy się pali. Swoją drogą, że też jeszcze nie ewakuowali z niego ludności cywilnej…
@Trump, Putin, Iran
Podobno sporą część Shahedow, która leciała na kraje Zatoki to reimport z Rosji ponieważ USA/Izraelowi udało się zniszczyć dużą część irańskich magazynów i bieżących mocy produkcyjnych. Na ile to prawda – trudno powiedzieć.
„walnie bańka AI”
Taka piękna katastrofa…
link to x.com
@Upadek Rosji
Ja tam bym się nie śmiał z Busha ograniczającego niepodległościowe zapędy Ukrainy. Jasne, z naszego punktu widzenia to jest żałośnie przeciwskuteczne i głupie, bo taki nasz lokalny punkt widzenia. Ale USA mają swoją odwieczną agendę balansowania sił na mejnlendzie (odziedziczoną po Brytyjczykach) i my – tudzież Ukraina oraz każda inna Molwania – będziemy się czasem wpisywać w tę agendę lub nie. Ale musimy żyć w świecie, w którym każdy amerykański przywódca będzie tak postępował. Przecież Biden nie chciał za bardzo pokaleczyć Rosji, a Trump wyciąga do niej raz po raz pomocną pomarańczową (a czasem fioletową) łapkę. Idę o zakład, że następca też będzie się raczej obawiał, że się ta cała kacapia rozpadnie, niż, że orki dopełzną do Kijowa.
O konserwacji Rosji myśli też niestety druga istotna siła – ChRL. Kroplówa do Kremla idzie teraz nie tylko za sprawą zniesionych przez Trumpa sankcji na ropę, ale też zwiększonych zakupów surowców z ChRL. Chińskie media piszą, że po wybuchu wojny w Iranie zwiększyli wolumen kupowanej ropy je o 30 proc., biorą też więcej aluminium i czego tam jeszcze.
Ale nawet Chińczycy widzą, że dno się zbliża. Xinhua pisze, że „gospodarka wykazała zaskakującą odporność” (wg oficjalnych danych o PKB) i że kompleks przemysłowo-obronny napędza godpodarkę, ale dodaje, że „ten model wzrostu jest w długiej perspektywie nie do utrzymania”. I że ludzie chcą pokoju. (ttps://www.news.cn/globe/20250319/3c543cc7b8ec4651b059438b91bb5c71/c.html)
PS. Jak ktoś s’e przetłumaczy chiński tekst to śpieszę donieść, że wrzucony pod koniec odczapiasty wątek o ofiarach w Krokusie z ub. roku to jest typowa chińska aluzja. Każdy wykształcony Chińczyk domyśli się, że tu chodzi o to, że zwykli Rosjanie ponoszą straty w efekcie swojej głupiej polityki, że tu chodzi o wojnę z Ukrainą, a nie atak terrorystyczny per se. Proszę zwrócić uwagę, że to jest wrzucone zaraz po opisie „zwycięstwa” Putina w wyborach prezydenckich, więc krytyka chińskiego korespondenta dotyczy przede wszystkim tejże postaci. Xinhua nigdy nie napisze wprost, że Putina ma na rękach krew swego narodu, ale naookoło – proszę bardzo.
Mała korekta – FP-5 i dalej to nie są żadne drony. FP-5 to rakieta cruise a FP-7 i 9 to już w zasadzie pociski balistyczne średniego zasięgu. Rozróżnienie może być bez specjalnego znaczenia, ale jak dla mnie określenie „dron” ma takie hałupnicze konotacje. Tymczasem przemysł Ukraiński przeszedł właśnie z takiego klepania tanich rzeczy z pociskami na trytki do pełnoprawnych pocisków średniego zasięgu, które to pociski spokojnie mogły by być kupowane przez WP i inne armie w Europie.
@ rw
„No niestety. Gerontologia albo facet z nazistowskim tatuażem. Biernie Sanders i Elisabeth Warren wybrali faceta z nazistowskim tatuażem.
O to mi właśnie chodziło, „żeby Demokraci sami sobie tej kampanii nie skopali”.”
No ja Cię przepraszam, bo nie wiem czy to trolling, czy Ty tak serio, ale:
1. DNC tego typa właśnie *nie chce* wybrać, bo jest spoza establishmentu.
2. Jego poglądy są znane i reprezentuje sobą różne rzeczy, prócz głupiej dziary. Natomiast owszem, był krawędziarzem. To już większa skaza na honorze w tym, że pracował dla PMC przez kilka miesięcy.
3. Demokraci się wyłożą jeśli już to nie przez to, a przez kwestię palestyńską.
4. Warren i Sanders mają tu niewiele do gadania, wierchuszka partii ma do gadania, patrz pkt 1.
@mm
„Swoją drogą, że też jeszcze nie ewakuowali z niego ludności cywilnej…”
Bo to jest Rosja. Najpierw udawali że nic się nie dzieje, wszystko pod kontrolą, w weekend ogłosili już nawet że ugaszono. Wtedy Ukraińcy uderzyli po raz trzeci, silniej niż poprzednio. Wtedy Putin poniekąd przyznał że coś jest na rzeczy i wysłał ministra ds zdarzeń nadzwyczajnych oraz gubernatora (CO ONI ROBILI PRZEZ DWA TYGODNIE? NIC). Przecież jednak też nie po to, żeby coś ratować, tylko – jak pisze z goryczą Kashevarova – żeby walczyć z przeciekami. Nie mazutu tylko informacji. Pilnują żeby nikt nie robił zdjęć, wszyscy ratownicy muszą podpisywać NDA. „Jak przy poprzednich przypadkach, na jednego robotnika dwóch bezopasników” (w oryginale się to rymuje), pisze Kashevarova. Tak poza tym oczywiście wściekła patriotka i putinistka („źli bojarzy”).
@mb
„Xinhua nigdy nie napisze wprost, że Putina ma na rękach krew swego narodu, ale naookoło – proszę bardzo.”
Jak już nam robisz (bardzo mile widziany, żeby nie było!) kurs sinologii dla początkujących, to zdekoduj proszę całe przesłanie. „Wowa, na razie ci pomagamy, ale weź kurna z tym kończ, nawet jeśli traktat nie będzie dokładnie taki o jakim marzyłeś” – dobrze rozumiem?
@mm
„Swoją drogą, że też jeszcze nie ewakuowali z niego ludności cywilnej…”
Po co? Agencja TASS ogłosiła, że wszystkie drony zostały zestrzelone a te pożary to od „obłomkow”
Wrzuciłem nawet screena u WO na fejsie pod wpisem jak ulicą płynie ogień.
Nawet jeśli demsi wygrają na jesieni to przecież nie spowoduje to że administracja Trumpa przestanie pomagać Rosji, przecież oni do tego nie potrzebują aprobaty kongresu. Znając Trumpa nawet gdyby Kongres mu czegoś zakazał to i tak to zignoruje. Impiczować się go póki co nie da.
No i ktoś już z kolegów napisał: nie ma co liczyć że USA pod dowolnym przywództwem zacznie naprawdę zwalczać Rosję. Nikomu poza Europą na tym nie zależy, wszyscy inni jeśli mieliby do wyboru za*bać ruskich czy nas, wybrali by bez wahania nas. W dzisiejszym świecie to Europa jest demokratyczną aberracją.
A, że niby Trump szanuje Putina. Nie, on się go po prostu boi.
@WO
„zdekoduj”
Myślę, że niemiecki termin „schadenfreude” najlepiej opisuje chiński ogląd tej wojny.
Chiny się cieszą, że USA musiały się zająć tą wojną, zamiast wojną gospodarczą z nimi. Trump – co mu trzeba przyznać – dostrzegł tu problem i zrobił jak najwięcej, żeby się z Ukrainy wymiksować, a nawet przeciągnąć Rosję na swoją stronę. Wymiksowanie zaszło daleko, ale z przeciągania wyszedł żałosny teatrzyk, który najlepiej odzwierciedla „Puppet Regime”.
Chiny się cieszą również, że Rosja – ich wzór (w czasach carskich) i senior partner (ZSRR) – wisi teraz na chińskiej klamce. Wierchuszka Rosję wspiera, ale zwykły Chińczyk pamięta, że kiedyś „sowiecki rewizjonista” to był wróg, więc się cieszy, że mu źle idzie i musi prosić ChRL o pomoc, tak jak kiedyś Mao prosił Stalina. Ale jest też pewna doza sympatii dla Rosjan, w końcu tkwią oni w systemie podobnym do ChRL i przeżywają to samo, co by spotkało zwykłych Chińczyków, gdyby ich rząd poszedł na wojnę. Więc te uczucia względem Rosji są mieszane.
Z powyższego można odnieść wrażenie, że Chiny są zdystansowane i „siedzą na górze, oglądając jak tygrysy walczą” (坐山看虎斗). Ale to nie jest cała prawda, bo jest jeszcze Ukraina. Niektórzy w Polsce sądzą, że z faktu, iż Pekin wspiera Moskwę, należy wywnioskować, że to nasz wspólny wróg. Ale Chiny wspierają przede wszystkim siebie: zarabiają na obu stronach konfliktu. Jeśli Ukraina wygra, to się z nią na pewno jakoś dogadają. Wystarczy przypomnieć, że pierwszy chiński lotniskowiec „Liaoning” (pierwotnie „Wariag”, a jeszcze wcześniej „Ryga”) to był postsowiecki krap kupiony właśnie od Ukraińców. Ukraina ma też nieźle rozwinięte technologie (m.in. lotnicze) i tu przed wojną trwała współpraca chińsko-ukraińska, bo Chiny skupują sowiecki know-how jako podstawę dla własnych rozwiązań.
Najważniejsze – ten cały fantastyczny ukraiński przemysł dronowy, o którym się ostatnio tyle mówi, stoi chińskimi częściami: śrubkami, czipami, bateriami czy silniczkami elektrycznymi (link to euractiv.com). Wojenni zakupowcy z Rosji i Ukrainy mijają się nieustannie w fabrykach gdzieś pod Shenzhen czy na targowiskach Yiwu.
Pożytek dla Chin jest taki, że zarabiają na obu stronach tej wojny i napędzają w dużej mierze dokonującą się na naszych oczach dronową rewolucję technologiczną, co im się zapewne niebawem przyda. W końcu drony, roboty i laserowe dzidy to danie główne kolejnej pięciolatki – gensek z politbiurem kazali to rozwijać, a wojna na Ukrainie stwarza ku temu doskonałą okazję.
Ogólnie więc Chinom zależy zatem, żeby ten konflikt tlił się jak najdłużej, o ile nie zagrozi ich interesom. To jest przecież ta osławiona „sztuka walki bez walki”, która ich tak podnieca od czasów Sunzi. Nie tylko patrzą jak tygrysy walczą, ale też je dokarmiają i zagrzewają do walki, lejąc przy okazji krokodyle łzy.
PS Opisana przez Euractiv ukraińska przestroga przed zależnością od Chin pokazuje, w którą stronę mógłby iść polski przemysł obronny, gdybyśmy mieli normalny rząd, a nie aktualną hybrydę. Forsa z SAFE powinna iść na polski przemysł dronowy (dual use, z korzyścią dla innych gałęzi gospodarki), a nie psu w tyłek (duży pałac), albo kupowanie amerykańskich czy koreańskich technologii bez jakiegoś sensownego offsetu (mały pałac).
Chyby były przede wszystkim zaskoczone że jaka wojna, przecież Jego Ekscelencja Pan Putin zapewniał, a oni sobie urządzili pociąg przez Kazachstan do Polski (myśmy im nawet jakiś terminal celny co dopiero wybudowali zdaje się).
Chiny są całkowicie reaktywne. Jak uważny czytelnik Sun Tzu przybierając milczącą pozę dają się brać za mędrca (sam fakt, że książeczka dla przygłupów występuje jako zabytek kultury chińskiej poza przedszkolem o tym świadczy). Tak zresztą robią od wieków, jeśli laowaje chcą w braku strategii dostrzegać mądrość i szachy 5D to po co im przeszkadzać.
@embarcadero
„A, że niby Trump szanuje Putina. Nie, on się go po prostu boi.”
Trump to bully. Bully szanuje tylko tego, kogo się boi. Więc sprzeczności nie ma.
@drony czy rakiety
Fabian Hoffmann miał na tej temat wyjaśniającą notkę ostatnio: link to open.substack.com
„Trump to bully. Bully szanuje tylko tego, kogo się boi. Więc sprzeczności nie ma.”
Kwestia co nazywamy szacunkiem, dla mnie strach wyklucza szacunek, ale ok, kwestia semantyczna – czy mówimy o respect, esteem czy o authority. Czy jeszcze o czymś innym.
@MB
To że Chiny sprzedają śrubki, chipy, baterie i silniki na Ukrainę, to nie znaczy że mają całe know-how, i są w stanie wyprodukować u siebie cały dron porównywalny z ukraińskim. Do tego dochodzą systemy łączności i oprogramowanie (w tym autonomiczne), ktore powstaje już na Ukrainie.
@ Marco Bollocks
„PS Opisana przez Euractiv ukraińska przestroga przed zależnością od Chin pokazuje, w którą stronę mógłby iść polski przemysł obronny, gdybyśmy mieli normalny rząd, a nie aktualną hybrydę. Forsa z SAFE powinna iść na polski przemysł dronowy (dual use, z korzyścią dla innych gałęzi gospodarki), a nie psu w tyłek (duży pałac), albo kupowanie amerykańskich czy koreańskich technologii bez jakiegoś sensownego offsetu (mały pałac).”
1. SAFE to program zakupowy, w którym MON i Wojsko Polskie przyjmują, że 2026 jest odpowiednikiem 1935-1936. Dość czasu na restart krajowych systemów produkcji amunicji, logistyki czy innych kluczowych spraw poza samymi efektorami („kinetyczne” elementy kill chain). Z grubsza może wystarczyć na integrację już istniejących efektorów w systemy krajowe i system NATO. WP zdecydowanie za to nie chce kolejnego Gawrona ani innych długich projektów rozwoju systemów lokalnych. SAFE to zakupy „co jest off the shelf?” i „co z tego będzie można spiąć z resztą uzbrojenia w ramach finansowo-czasoowo-prawnych?”.
No i niestety/na szczęście UE nakłada ścisłe limity wydatkowania na kwestie pochodzenia zakupów z SAFE. Nie więcej niż 35% kasy na rzeczy spoza grajdołka („EU, EEA-EFTA, or Ukraine”).
Ofc lobbyiści amerykańscy już kombinują jak to obchodzić przez spółki celowe, tworzone w grajdołku, ale po to SAFE jest w transzach i na zmiennych warunkach kredytowania, aby wojska i MONy naprawdę mocno się zastanowiły „Czy chcemy się użerać z UE i płatnościami, bo amerykańscy lobbyści naprawdę ale to naprawdę i poważnie obiecują nam, że Lockheed Martin pomoże ogarniać rozliczanie kasy unijnej tak dobrze jak Rheinmetal albo Ukrspecsystems, czy też kupujemy sprzęt w naszym grajdołku, nie mamy pierniczenia się z rachunkami dłużnymi, fakturami, EBC ani sądami UE”
2. Co do wsp. z Koreą Płd., to IMO propozycje offsetowe były lepsze niż z Abramsami.
@embercadero
„Nawet jeśli demsi wygrają na jesieni to przecież nie spowoduje to że administracja Trumpa przestanie pomagać Rosji” – jeśli demsi wygrają na jesieni, to Trump i s-ka będą zbyt zajęci walką z wrogiem zewnętrznym (demsi) i wewnętrznym (własna partia), żeby dużo uwagi poświęcać jakimś egzotycznym planetom (EU, Ukraina, itp.).
Wiatr nie zacznie wiać w przeciwną stronę, zacznie kręcić jak na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich.
@ wacław
„To że Chiny sprzedają śrubki, chipy, baterie i silniki na Ukrainę, to nie znaczy że mają całe know-how, i są w stanie wyprodukować u siebie cały dron porównywalny z ukraińskim. Do tego dochodzą systemy łączności i oprogramowanie (w tym autonomiczne), ktore powstaje już na Ukrainie.”
No i właśnie dlatego Tusk zrobił zbrodniczą głupotę poprzez likwidację mechanizmów dofinansu dla uczniów z Ukrainy, pacjentów z Ukrainy i uchodźców pozbawionych dachu nad głową, również z Ukrainy. Bo to były wyjątkowe atuty w negocjacjach co do współpracy dronowej z UA (akurat dziś podpisują).
Te programy, poza przydatnością dla integracji i rolą w wysiłku wojennym, były świetnym argumentem w negocjacjach zbrojeniowych z Ukrainą (otwórzmy „special relation” jeśli chodzi o data sharing i integrację systemów dronowych, a my nie tylko zapłacimy i wejdziemy we współpracę wojskową, co jeszcze zrewanżujemy się dofinansami na studia dla studentów z Ukrainy, miejscami pracy w nowej zbrojeniówce dla weteranów z UA, którzy np. stracili kończynę i specjalną ścieżką legalizacji pobytu). No, ale in the end: „nie róbmy polityki, róbmy sexwork dla Konfederacji”.
Choćby ruskie czołgi miały przejechać przez Belweder, to edukacja, ochrona zdrowia czy polityka społeczna będą dla neolibów tylko przykrymi wydatkami, a nie argumentami w polityce międzynarodowej, negocjacjach czy współpracy wojskowej. Nie ma więc rzeczywistości, w której Kosiniak-Kamysz dostałby polecenie koordynacji działań z Barbarą Nowacką, Agą Dziemianowicz-Bąk czy tą osobą, która akurat w danym momencie pracuje jako bufor zgniotu, tj. Minister Zdrowia (tak szybko się zmieniają na Pacu, szkoda zapamiętywać).
@redezi
+1 Polska IMO straciła już prawie całą dobrą wolę po stronie ukraińskiej, jaką zdobyła szybką pomocą w 2022 roku.
> No i właśnie dlatego Tusk zrobił zbrodniczą głupotę poprzez likwidację mechanizmów dofinansu dla uczniów z Ukrainy
A Ukraińcy o dzieciach nie zapomną gdy Rosja kradnie pokolenie. Wśród pilnie zbieranych przejawów aktywności Chin w okupowanym Doniecku i Ługańsku podkreślają: „The Chinese presence is most systematic in the field of education.” link to drive.google.com bo ktoś gdzieś przyjechał na uroczystość i otworzył szkołę.
> nie róbmy polityki, róbmy sexwork
Ale Tusk robi tylko i wyłącznie politykę. Nierobienia polityki mógłby się uczyć nawet od Chin, jak od Niemców nie umie (po prostu zwiększyli nakłady w ochronie zdrowia). Chiny po prostu planują zgodnie z nakazami ortodyksyjnego materializmu, nie ma w tym żadnej wielkiej strategii.
> tą osobą, która akurat w danym momencie pracuje jako bufor zgniotu, tj. Minister Zdrowia (tak szybko się zmieniają na Pacu, szkoda zapamiętywać).
Ja też nie pamiętam jak się nazywa, ale gdy akurat gorzkie żale CEO przy akompaniamencie bombardowanych szpitali jest w modzie Tusk znalzł kogoś kto idealnie wpasuje się w światowe trendy polityczne (jej marzeniem jest aby NFZ refundował pacjentom na konto) i tej zdolności wodza nikt nie docenia.
Tak z bocznej loży chcę bardzo podziękować Panu Redaktorowi Złociutkiemu za te dispacze ze wschodniej areny, tutaj i na innych platformach, bo mało się o tym mówi, a one są krzepiące, czego mi bardzo potrzeba i brakuje, gdyż mam dość wysoki poziom lęku w kwestii potencjalnego zagrożenia i że będzie wojna.
„i że będzie wojna.”
Przecież już jest. Nie wiesz czy pod pociągiem którym jedziesz nie wybuchnie ruska bomba albo nie spalisz się razem z centrum handlowym. Nie ma różnicy czy umierasz od sabotażu czy od iskandera. Nawet od sabotażu łatwiej, iskanderów mają mało, wielu nimi nie zabiją
„tej zdolności wodza nikt nie docenia.”
Wódz jest jedynym w swoim rodzaju połączeniem dwóch teoretycznie wykluczających się cech: głębokiego przekonania (i ciągłego dążenie do tego) że szczęśliwe życie to takie w którym nic się nie robi i wszystko dzieje się samo a ty tylko leżysz do góry wentylem oraz, równolegle, absolutnej potrzeby kontroli wszystkiego bo nikt niczego nie zrobi wystarczająco dobrze, poza tobą samym. nie chciałbym tak mieć.
@”Jakiś Rosjanin lamentował, że w 2025 wszystko było tak pięknie, a w 2026 wszystko się wali.”
Czytam: Tuapse i myślę, czy to jest po rosyjsku? czy raczej po kaukasku, po jakiemuś adygejsko-gruzińsku, i przypominam sobie o traktacie adrianopolskim sprzed prawie akurat dwustu lat. W 1829 wszystko było tak pięknie, dopełnił się zabór Kaukazu, imperium Romanowów jak już tam wlazło, to potem nie wylazło ani ZSRR (chociaż w 1918 Gruzja chciała wrócić, ale dostała po łapach równo i od Czerwonych, i od Białych), ani Federacja Rosyjska (która nie miała już powodów, by wyłazić, bo tam mieszka 75% Rosjan, a różnych adygejskich pralokalsów z 10%). Czytam tytuł notki i w 2026 Arthur Brown śpiewa swoją starą piosenkę, z dedykacją dla Rosji:
You fought hard and you saved and earned
But all of it’s going to burn
And your mind, your tiny mind
You know you’ve really been so blind
Now 's your time, burn your mind
You’re falling far too far behind
Oh no, oh no, oh no, you’re gonna burn
Fire, to destroy all you’ve done
Fire, to end all you’ve become
I’ll feel you burn
You’ve been living like a little girl
In the middle of your little world
And your mind, your tiny mind
You know you’ve really been so blind
Now 's your time, burn your mind
You’re falling far too far behind
OOhhh
Fire, I’ll take you to burn
Fire, I’ll take you to learn
You’re gonna burn, you’re gonna burn
Albo tak pisze anonimowy poeta „na dworcowym gdzieś wychodku”:
„There was a man from Tuapse
Who suffered a rectal prolapse
And despite all the pushing
The oil just kept gushing
From a pipe which stuck out of his arse.”
Nie musicie dziękować.
@tb
„Tak z bocznej loży chcę bardzo podziękować Panu Redaktorowi Złociutkiemu za te dispacze ze wschodniej areny”
Nie ma za co, to po prostu mój głos rozpaczy, że polskie media zajmują się jakimiś straszliwie nieważnymi (z mojego punktu widzenia) duperelami, że Debil wyznł coś szczerze Kretyniście, co komentuje podkast Mięśniak z Przygłupem. Te pociski (dziękuję kol. Carsteinowi za poprawkę, że jednak nie #rapiery) zademonstrowano przecież w Polsce, tam powinien się pałętać jakiś chociaż jeden polski dziennikarz, a w polskich mediach to relacjonowano za depeszą agencyjną że „Tusk wygłosił przemówienie”. Więc odbiorca ma falszywe wrażenie że nic się nie zmienia.
@wo
„Jakiś Rosjanin lamentował, że w 2025 wszystko było tak pięknie, a w 2026 wszystko się wali.”
Serio Rosjanie uważali 2025 za udany?
@gfedorynski
W 2025 przyszedł Trump i zaczął blokować pomoc USA dla Ukrainy.
@gfedoryński
„Serio Rosjanie uważali 2025 za udany?”
Do Rosji wszystko dociera z opóźnieniem (nieraz liczonym w stuleciach), do rosyjskich głów tak samo. Nie śledzę wschodnich mediów zapalczywie jak WO, ale nawet z pobieżnego oglądu wynika, że Rosjanie dopiero zaczynają się ostrożnie przymierzać do nieśmiałej hipotezy w jakie, ach zaskakujące, gówno wdepnęli – jako kraj, społeczeństwo i ludzie.
@rw
„There was a man from Tuapse”
Wzorcowy limeryk! Spełniający dogmatyczne reguły wszelakie, od nazwy geograficznej na końcu pierwszego wersetu po wątki skatologiczno-obleśne. Dzięki!
@embrecadero
Przecież już jest. Nie wiesz czy pod pociągiem którym jedziesz nie wybuchnie ruska bomba albo nie spalisz się razem z centrum handlowym.”
Ile osób zginęło dotychczas w Polsce od ruskiego sabotażu? Zero?
@gfw
„Serio Rosjanie uważali 2025 za udany?”
Pomyśl w jakim nastroju świętowali sylwestra. Orban właśnie już otwarcie przeszedł w prorosyjskość. Trampuszka („nasz słonik”) dawał im nadzieje że zmusi Zelenskiego do kapitulacji. Oni na serio wierzyli w „duch Ankorydża”, bo oni ciągle uważają Ukrainę za wasala USA i do dziś nie potrafią sobie wytłumaczyć że jak to jest, Trump wydaje polecenie Zełenskiemu a ten się go nie słucha. Propaganda wręcz rekrutowała hasłem „zdąż przed rozejmem, ostatnia szansa na zarobienie kasy”. Mimo wszystko udało im się zająć Pokrowsk (choć te trzy dni trwały półtora roku). Po raz kolejny mieli nadzieję na zamrożenie i zagłodzenie Ukrainy przez bombardowanie infrastruktury.
A potem ponure wpisy 1 marca, „Ukraińska energetyka przetrwała zimę, za to Briańsk nie ma prądu”. Ale już od stycznia wszystko się sypało (dla nich).
@WO
„w polskich mediach to relacjonowano za depeszą agencyjną że „Tusk wygłosił przemówienie”.”
Kondycja polskich mediów prasowych to jedno, ale to że ta depesza jest taka słaba, to zasługa biura prasowego KPRM. Służby prasowe tego rządu w komunikatach rozsyłanym mediom skupiają się niemal wyłącznie na tym, co Pan minister powiedział.
re: Tusk, współpraca z Ukrainą
Ostatnio w Rzeszowie ogłaszali jakąś współpracę w sprawie dronów, czy były tam jakieś szczegóły?
Przy okazji, w rządzie od współpracy z Ukrainą jest Paweł Kowal – nie wiem ile ma mocy sprawczej, ale (w tej sprawie) ma „heart in a good place”
@The Wire
dzięki za tego linka
@alef0
„Ile osób zginęło dotychczas w Polsce od ruskiego sabotażu? Zero?”
Na granicy z Białrorusią tylko w 2024 roku zginęło ok. 130 osób, z czego 40-50 po polskiej stronie.
W 2025 roku 6 osób, w tym polski żołnierz.
Dwie osoby zabite w Przewodowie w 2022 roku przez ukraińską (najpewniej) rakietę to efekt juz nie sabotażu, tylko niewinne pośrednie ofiary rosyjskiej agresji.
@lw
„Służby prasowe tego rządu w komunikatach rozsyłanym mediom skupiają się niemal wyłącznie na tym, co Pan minister powiedział.”
No bo to są służby prasowe rządu, na litość boską. Media powinny zatrudniać ludzi potrafiących zajrzeć do innych źródeł. Kiedyś zresztą nawet zatrudniały.
@rw
A dlaczego ma go niby szanować?
To że nikt nie zginął z powodu tej bomby na torach pod Garwolinem to tylko szczęśliwy zbieg okoliczności i ruskie brakoróbstwo, na szczęście w ich przypadku rzadko wybucha wszystko co miało. Istotne jest to że ten kto kładł tą bombę z pewnością liczył się z ofiarami – i nic mu to nie zrobiło.
@fieloryb
„Putin jest jedynym przywódcą światowym którego Trump faktycznie szanuje.”
„A dlaczego ma go niby szanować?”
Na przykład dlatego, że jednym z powodów zaatakowania Ukrainy (a chwilę wcześniej zagarnięcia Krymu) przez Putina była strategia dająca się określić „Make Russia Great Again”. Trump być może chciał pozgrywać podobnego twardziela, atakując Iran (no bo Wenezuela to jednak nie ten rząd wielkości – i kraju, i inby).
@Wo
” No bo to są służby prasowe rządu, na litość boską. Media powinny zatrudniać ludzi potrafiących zajrzeć do innych źródeł. Kiedyś zresztą nawet zatrudniały”
Obecnie też zatrudniają, ale znacznie mniej niż kiedyś i nie będą marnować ich cennego czasu pracy na robienie riserczu nt. sukcesów rządu.
Coś się jakby zmienia. Za kilka miesięcy będzie wiadomo czy to szum, czy sygnał.
Niedawno bodaj Moscow Times zamieścił wyniki badań, z których wynikał dość gwałtowny spadek aprobaty Putina. Levada pokazuje podobny ruch choć jeszcze nie tak gwałtowny. U tegoż Levady wsparcie dla kontynuacji wojny jest najniższe w historii badań (24%). Mieliśmy tu dyskusję o sondażach w Rosji, ale Levada robi to od lat tą samą metodologią.
Rzeź rosyjskich systemów przeciwlotniczych trwa w najlepsze i przyczynia się do skracania kołderki, która i tak zawsze była za krótka. Wczoraj był kolejny atak na Tuapse. Myślę, że Rosja nie jest już w stanie zabezpieczyć się od tych ataków. To co było głównym atutem Rosji, czyli przestrzeń stało się przekleństwem, bo jeśli drony średniego zasięgu wybiją dziurę w systemie przeciwlotniczym na głębokości 150 km od granicy z Ukrainą, to drony dalekiego zasięgu mogą zdemolować jakiś wartościowy obiekt, bo nie ma fizycznej możliwości obstawienia wszystkiego wartościowego kurczącą się OPL.
Były informacje, że Ukraińcy testowali odpalanie rakiet balistycznych z samolotów transportowych co jakoś (nieprzypadkowo?) się zbiegło z informacjami o redukcji parady w Moskwie do mikrego minimum a potem Putin zadzwonił do Trumpa z prośbą o rozejm na dzień pabiedy.
U Coopera była grafika pokazująca spadek tempa zajmowania nowych terytoriów przez Rosjan, jakieś inne źródło wskazuje nawet stratę netto, ale znowu to ma być typowe dla początku roku, więc trzeba poczekać.
Hodorionok (nie wiem czy dobrze transkrybuję) – ten emerytowany pułkownik co jeszcze przed inwazją delikatnie sugerował, że to niedobry pomysł – u Sołowiowa mówi że trzeba kończyć w tym roku. W ogóle w tych kawałkach rospropagandy coraz więcej takiej narracji, że albo trzeba wojować po nastajaszczemu (nie wiadomo co by to było, sugestie ataków na Europę?, atom?) albo kończyć SWO.
W obszarze dyplomacji myślę, że Putin przegapił moment kiedy mógł dużo ugrać, na początku kadencji Trumpa. W miedzyczasie Trump roztrwonił cały swój kapitał polityczny i zaraz będzie lame duck, a może i po prostu toksycznym pasywem nawet dla republikanów i okno możliwości Putina się całkiem zamknie.
Myślę, że po wakacjach będzie wiadomo czy to są wszystko przypadki, czy jednak znaki.
KO:
Kolei właśnie ogłosiła przetarg…
–>
Kolej
@”albo trzeba wojować po nastajaszczemu (nie wiadomo co by to było, sugestie ataków na Europę?, atom?) albo kończyć SWO”
Jak to się jeszcze trochę przeciągnie, to w przyszłym roku 200. rocznica bitwy pod Navarino (bitwa była w szczególe o niepodległość Grecji i wpływy tam, ale w ogóle zaczęła wojnę rosyjsko-turecką, po której Rosja na dobre rozsiadła się między Krymem a Kaukazem, czyli m.in. w Tuapse). Ta zaś bitwa pod Navarino to ostatnia w historii wielka bitwa żaglowców, łącznie ponad 100 okrętów („Britain, France, and Russia intervened, leading to the defeat of the Turkish and Egyptian navies in the last major fleet action of the sailing-ship era” jak powiada Encycklopaedia Brittanica), potem już nie wojowano po nastajaszczemu.
link to pl.wikipedia.org
@KrasnowKrasnow
Tu nawet nie metodologia ma znaczenie, a sama frekwencja.
Przed 2022 na 100 osób, do których dotarł ankieter, brać udział w badaniu zgadzało się 20-25 osób, potem mniej niż 10 osób.
Miarodajność tego typu mówi sama za siebie.
@SJ
Ale mówimy o badaniach, które są regularnie prowadzone po 2022 i porównujemy do tego co było miesiąc, dwa i rok temu a nie tego co było w 2014. Polecam sobie wejść na levada.ru i sprawdzić samemu. Poza tym, w tym przypadku odmowy należałoby zdaje się interpretować raczej na korzyść tezy, że społeczeństwo ma coraz bardziej dość SWO i Putina niż na odwrót.
@KrasnowKrasnow
Tak, dla mnie odmowa też jest znakiem sprzeciwu wobec władzy, a tendencje z roku na rok są jednoznaczne.
@SJ
„Przed 2022 na 100 osób, do których dotarł ankieter, brać udział w badaniu zgadzało się 20-25 osób, potem mniej niż 10 osób.
Miarodajność tego typu mówi sama za siebie.”
Ankieterzy w krajach demokratycznych mają ten sam problem z odmową udzielenia odpowiedzi, bo ludziom się po prostu nie chce. Prowadzi to do konieczności tak dużych manipulacji zebranych danych (przeważanie poszczególnych grup na przykład), że sondaże typu „president approval rating” to nie jest „co Amerykanie myślą o Trumpie” tylko raczej „co instytucja sondażowa myśli o tym co Amerykanie myślą o Trumpie”.
A dlaczego nie interpretować tego jako wzrostu konformizmu wobec siły kontroli władzy i wzrostu strachu przed byciem nadzorowanym/śledzonym?
Jest książka do kupienia – tematyka ostatnio tu bardzo na propsie. Zajawka zachęcająca
link to wyborcza.biz
@fieloryb
„A dlaczego nie interpretować tego jako wzrostu konformizmu wobec siły kontroli władzy i wzrostu strachu przed byciem nadzorowanym/śledzonym?”
Myślę, że chyba możemy się zgodzić, że nie jest to oznaką poparcia dla władzy i wybranego przez nią kierunku polityki. Moim zdaniem nie będzie żadnej oddolnej rewolty w Rosji i gospodarka im się nie zawali tak głęboko jak w latach 90. – jednocześnie odporność społeczna Rosjan na problemy ekonomiczne jest grubo przeszacowana – ale te trendy mogą zostać dostrzeżone i wykorzystane przez jakąś frakcję elit.
Ponoć coś na Kremlu już trzeszczy: link to edition.cnn.com
@fieloryb
Jest jeszcze jedna kwestia, IMO najważniejsza, której eksperci „znawcy Rosji” w ogóle nie biorą pod uwagę, jest to tzw. emigracja wewnętrzna. Przy czym zjawisko to rosło proporcjonalnie do wzrostu konsumpcji na mieszkańca, trochę na zasadzie „po co mi polityka, skoro bez niej mi jakoś rośnie”, co można było zobaczyć w spadających nakładach/subskrypcjach prasy, już w latach 2000. były one dużo mniejsze niż w 38-mln Polsce. To samo media elektroniczne, propagandowe talk-show to odpowiedź władzy na spadającą od lat oglądalność rządowych (innych nie ma) „zwykłych” serwisów informacyjnych.
Stąd potem te obrazki w rodzaju „spadła rakieta, a ludzie nie wiedzą dlaczego”.
Ja dzisiaj zrozumiałem w rozmowie z Ukraińcem bywałym u ruskich o co chodzi że tak im brak internetu mobilnego. Ok, jasne, wszyscy na świecie jesteśmy uzależnieni od smartfonów no ale jakby mi w nim wyłączyli internet to jakoś bym to zniósł, cierpiałbym katusze dopiero gdyby mi ktoś wyłączył internet domowy. No więc kolega Wołodia (nomen omen) wytłumaczył mi że w Rosji nie ma internetu domowego. To znaczy jest, ale na tyle drogi/niedostępny że w zasadzie zarezerwowany dla większych firm i bogoli. Zwykły Iwan a już szczególnie w głubince nigdy go nie widział, chiński smartfon to jego jedyny internet. W sumie mogłem się tego domyślić, ale jakoś się nie domyśliłem.
A tak w ogóle to mam wrażenie że Wowa tym razem bardzo ale to bardzo boi się że Ukraińcy mu zrobią jakiś siurpriz na 9-go.
@ embercadero
„ No więc kolega Wołodia (nomen omen) wytłumaczył mi że w Rosji nie ma internetu domowego. To znaczy jest, ale na tyle drogi/niedostępny że w zasadzie zarezerwowany dla większych firm i bogoli.”
Znowu się odlurkuje:
Ilość abonamentów broadbandu w Rosji: 40M,
Ceny: coś koło 900RUB/40 PLNów u najbardziej popularnego dostawcy:
link to msk.rt.ru
link to tradingeconomics.com
@Broadband w Rosji
Niemiecka statystyka z której wynika, że w Rosji jest lepiej niż w Polsce:
link to destatis.de
Statystyki statystykami a ja i tak bardziej polegam na opinii kogoś kto tam kilka lat mieszkał. Fakt że z 10 lat temu.
@Internet
akurat słuchałem sobie audiobooka „Rowerem przez mrozy Jakucji” więc tam daleko od Moskwy ładując zdjęcia na bloga niechcący zjedli cały limit danych gospodarza.
@embercadero
Opinia o słabej penetracji Internetu na głubince wcale nie musi stać w sprzeczności z przyzwoitą penetrację w Moskwie czy w Piterze. Zresztą, fakt, że ludzie używają sieci przez komórki o niczym w ogóle nie świadczy. Chińczycy nadal w większości tak mają, co w niczym nie przeszkadza rozwijać się tiktokom, aliekspresom i szinom.
@embercadero
>Statystyki statystykami a ja i tak bardziej polegam na opinii kogoś kto tam kilka lat mieszkał. Fakt że z 10 lat temu.
Siejesz dezinformację.
Jeździłem sporo po Rosji 22 lata i 14 lat temu.
Odniosę się do 14 lat wstecz.
Wszędzie gdzie byłem, w miastach (nie piszę o Moskwie, Peter lub Władywostoku), mieli stałe łącza.
Nie, nie bujałem się po wypas kwartirach – stancje od babuszek spod dworca.
Transfer i stabilność to osobna sprawa.
>w rozmowie z Ukraińcem bywałym u ruskich
Tu masz klucz.
@thewire
„Znowu się odlurkuje:”
To niemożliwe, to jak „znowu stracę dziewictwo”.
„Ilość abonamentów broadbandu w Rosji: 40M,”
Populacja Moskwy + Petersburga to prawie 30 mln, więc broadband to zapewne właśnie „Rosja stołeczna” plus elity w miejscach typu Jakucja.
@inuita
„Transfer i stabilność to osobna sprawa.”
Nie osobna, tylko właśnie ta. Jeżeli ktoś ma stałe łącze które w praktyce nie działa to znaczy że go nie ma (ale według rosyjskich statystyk „ma”). To jak z mieszkańcem Doniecka, który teoretycznie ma bieżącą wodę, bo przez kilka godzin w tygodniu coś z kranu rzeczywiście bulgocze. To zawsze trzeba brać pod uwagę przy omawianiu rosyjskich statystyk, że Iwan Iwanowicz według nich ma samochód to jeszcze nie znaczy że ma sprawny pojazd którym można bez strachu zrobić dłuższą trasę.
@embercadero
Ponoć ściągają do Moskwy obronę antyrakietową i antydronową, żeby nie było cudów podczas parady. Co oznacza, że odsłonią jakieś ciekawsze cele. Podejrzewam, że przerób ropy albo produkcja wojskowa w Rosji niedługo mocno spadnie.
@sj
„Jest jeszcze jedna kwestia, IMO najważniejsza, której eksperci „znawcy Rosji” w ogóle nie biorą pod uwagę, jest to tzw. emigracja wewnętrzna”
Jako samozwańczy ekspert sprostuję, że to nie to samo. Nasza emigracja wewnętrzna polegała na wycofaniu się z wszystkiego, także z oficjalnego życia PRL, czyli np. na niechodzeniu ani na „ich” pochód pierwszomajowy, ani na „nasz”. W Rosji to jest tzw. „wnie politykie”, czyli że się owszem macha flagą na patriotycznym iwencie, ale potem wypieprza się ją do kosza. Osoba „wnie politykie” oczywiście kocha Putina, przynajmniej deklaratywnie – ale może i naprawdę, bo do niedawna wydawało im się, że Putin pozwala im na luksus nieinteresowania się polityką. Poza tym oczywiście skutek taki jak kolega napisał, zaskoczenie że „ale jak to Ukraina ma jakieś rakiety”.
@Osoba machająca flagą
występuje na niesamowitym posągu, który Banksy ustawił w centrum Londynu:
link to cdn.blabler.pl
link to cdn.blabler.pl
@janekr
„Banksy”
Pomijając fakt, że to dość banalny koncepnt, pozwolę sobie zauważyć, że on ma się do Rosji jak pięść do nosa. Nie mamy pojęcia co Banksy sądzi o Rosji, ale jeżeli naprawdę uważa, że ludzie tam są powodowani ideologią, to wpisuje się ciąg naiwniaków, o których tu była wiele razy mowa.
Czy za komunizmu, czy za raszyzmu, typowy mużyk, czynownik, tudzież oligarcha, kierował i kieruje sie przede wszystkim zasadą tiszejedyzmu (tisze jediesz, dalsze budiesz) i przetrwania. Ideologia jest tu tylko narzędziem, które się wymienia względem potrzeb. Raz używasz młotka, raz cepa. Raz głosisz komunizm i zamykasz prawosławnych batiuszków po ciurmach na Sołowkach, a innym razem dajesz im ordery i synekury, żeby głosili, żeś car umiłowany i katechon.
Przetrwanie natomiast kieruje się logiką ciurmy właśnie. A w ciurmie jest jak u Lenina, pytanie brzmi: „kto kogo?”.
Mój kolega z Budapesztu ma znajomego, który przeżył węgierskie więzienie za sowietów (po 1956 roku). Podobno ów Węgier opowiadał, że nie jest homoseksualistą, ale za kratami robił z cwelami co należało robić, żeby utrzymać pozycję w hierarchii. Typowy Rosjanin funkcjonuje podobnie. Jak ma okazję, to będzie dojeżdżał pidorasów, a jak nie – to pokornie nadstawi zadek. Ideologia nie ma tu nic do rzeczy.
Czytam od miesięcy „Archipelag Gułag” Sołżenicyna (raz, że to strasznie długie, dwa, że sobie dawkuję). Z książki tej przebija się fatalizm, taka zwierzęca logika przetrwania w systemie, który nie ma żadnych zasad poza hierarchią siły i przemocy (pierwszy rozdział jest o tym, że prawo służy do zamykania ludzi na podstawie wziętych z sufitu zarzutów). Rosjanie są od nas inni, bo ich kultura dostrajała się do takiego systemu przez dekady. Oni naprawdę dzielą się na takich, którzy już siedzą, i tych, którym jeszcze nie postawiono zarzutów. Ruskie wojsko często określa Ukraińców wspomnianym p-wordem.
Powiedzcie proszę – bo odnoszę wrażenie, że wiele osób tutaj solidnie przeryło temat- czy z tych Ukraińców to rzeczywiście tacy, nomen omen kozacy w te technologie „dronowo- balistyczne”, czy też ich sukcesy to efekt solidnego, acz nie nagłaśnianego specjalnie wsparcia z Europy? I mam na myśli nie tylko wsparcie finansowe.
PS. Dodam jeszcze, że Polacy czy Chińczycy piszący o obozach pracy / koncentracyjnych, których czytałem, robią to z beznamiętnym realizmem (np. Borowski). Natomiast Sołżenicyn pisze o gułagach z irognią i sarkazmem, próbują złapać humorystyczny dystans do czegoś, co przemieliło miliony ludzi na pulpę. I to jest w tym wszystkim najstraszniejsze; Rosjanie nie byli i nie są jedynym narodem, który się znalazł na nieludzkiej ziemi (lub w „czarnej d…”, jak kto woli). Ale są bodaj jedynym, który się tam zaczął na dobre urządzać.
@atomek
„Powiedzcie proszę – bo odnoszę wrażenie, że wiele osób tutaj solidnie przeryło temat- czy z tych Ukraińców to rzeczywiście tacy, nomen omen kozacy w te technologie”
Moja interpretacja jest prosta. Studia i praca w nauce/edukacji/badaniach zwalnia z poboru, to jako skutek uboczny generuje nadpodaż ętelygętów. Ukraina stała się gospodarką opartą o wiedzę (jeszcze parę lat temu można było pisać „staje się”, ale it’s done, już dość czasu przecież by pierwsi ludzie z dyplomami zaczęli pracować w firmach typu Fire Point.
Plus – i na to bardzo narzekają Rosjanie – jest krótkie przełożenie między „potrzebami frontu” a „wdrażaniem nowych modeli”. O siejących postrach blisko frontu FP-2 oraz „Marsjaninach” mówi się, że zrealizowano je dokładnie jak zamówienie z fokusów na targecie, tzn. są wcieleniem marzeń żołnierzy. W Rosji tymczasem przemysł coś tam se wdraża a żołnierze usiłują się dostosować do tego co dostają.
@atomek
Bez europejskich pieniędzy to się by pewnie nie dało. Ale myśl techniczna jest raczej miejscowa. W końcu jak zaczął się cyrk z Iranem, to kraje Zatoki poszły na zakupy do Kijowa.
@mb
To jeszcze do kompletu Szołochow i współcześniejszy Prilepin oraz praojciec ich wszystkich Dostojewski (i jego wspomnienia z katorgi). Twoja intuicja jest bardzo słuszna tylko że to „z humorem w łagrze” ma u nich większą tradycję, nie sprowadza się tylko do Sołżenicyna.
@technologie dronowo-balistyczne
To dosyć skomplikowane. Spora część zbrojeniówki byłego Sojuza znajduje się na terenach Ukrainy. Na przykład zakłady Antonowa (lotnictwo), podwykonawcy przemysłu rakietowego, produkcja i serwis silników lotniczych, elektronika jak radary i systemy pasywne (Kolczugą) itp. Więc od „dużych rzeczy” tam zawsze było know-how, inżynierowie i produkcja. I te rzeczy widać na polu walki, weźmy takiego Neptuna czy Kolczugę właśnie.
Ale to co wydaje się od jakiegoś czasu przechylać szalę na stronę Ukrainy, to nie wyżej wymienione, tylko bardziej masowe wdrożenie stosunkowo małych i prostych rzeczy. „Mały dron z granatem” czy „dron FPV jako przeciwczołgowy kamikaze”, czy „małe drony do obserwacji pola walki” same w sobie nie są szczytem techniki. To co jest innowacyjne i pierwsze na świecie to ilość tego „drobiazgu”, stopień integracji nawet na najniższym szczeblu sił zbrojnych i ogarnięcie tego „w górę”, na przykład cyfrowy i rozproszony system przekazywania informacji, dowodzenia, itp.
Ukraińcy zresztą nie produkują przecież większości elementów tych małych dronów, takich jak chipy, kamery, silniki i baterie. To jest kupowane z zewnątrz. To co jest „ich” to wykorzystywanie tego na dużą skalę, od produkowania szkieletów nawet przez amatorów na drukarkach 3d aż po pole walki. Nawet większe rozwiązania, typu słynny ostatnio Flaming (FP-5) czy inne drony dalszego zasięgu. To nie jest super high tech, Flaming jest duchowym kuzynem V-1 właściwie, tylko że nowoczesna elektronika pozwala zrobić precyzyjny system naprowadzania ORAZ oni nauczyli się tego klepać bardzo dużo.
Chciałbym podkreślić, że to są olbrzymie osiągnięcia natury organizacyjnej, produkcyjnej w tych warunkach, dużo kreatywności i nieortodoksyjnego myślenia. To wszystko wdrożone „w poprzek” oporu tradycyjnej armii i machiny państwowej. Ale to nie jest high tech w tym sensie w jakim ASML czy Rolls-Royce.
Komentarz Pappergera o „housewifes” jest paskudny i śmierdzi pruskim zadęciem, ale on ma rację w tym sensie że ukraińskie rozwiązania są relatywnie proste technicznie.
@cb
„To co jest innowacyjne i pierwsze na świecie to ilość tego „drobiazgu”,”
Któryś Z-bloger ostatnio miał trzyodcinkowy serial, w którym odpowiadał na często zadawane (mu) pytanie na czym polega przełom z Marsjaninem, skoro Rosja ma Lancety o podobnych możliwościach. Odpowiedział że możliwości istotnie podobne, ale Lancet jest drogi i Rosjanie używają go tylko do specjalnych celów, podczas gdy Ukrainę stać na to, żeby wystrzeliwać Marsjanina profilaktycznie, żeby raził wszystko co się rusza w pobliżu frontu.
Niechętnie przyznam, jako osoba nieprzychylna Korporacji Jako Idei, że tutaj się to sprawdza. W Rosji wszystkim zarządzają przepite oblechy. W Ukrainie to działa jak w korpo – identyfikują potrzeby klientów, realizują model spełniający ich potrzeby, a potem optymalizują koszty produkcji i logistyki tak, żeby klient zawsze miał tego drona „just in time”. Plus mają już nadwyżki które mogą eksportować.
@cb
„Komentarz Pappergera o „housewifes” jest paskudny i śmierdzi pruskim zadęciem, ale on ma rację w tym sensie że ukraińskie rozwiązania są relatywnie proste technicznie”
No ma, ale to jest moim zdaniem ucieleśnienie niemieckiej tradycji, żeby zaprojektować najbardziej innowacyjny myśliwiec albo czołg na świecie tylko po to, żeby wyprodukować kilkaset sztuk, które i tak nie zmienią sytuacji na polu walki, bo przeciwnik będzie miał chmary tanich shermanów czy moskitów.
@wo
„Jak korporacja”
Zgoda, ale występuje tutaj także inna zaleta przypisywana kapitalizmowi (nie zawsze słusznie) – bardzo efektywna konkurencja. Po prostu bariera wejścia do budowy tych prostych dronów jest niska. Kilka tysięcy złotych i kilka linków dostępnych w każdym sklepie z elektroniką dla amatorów, i możemy zbudować kilka prototypowych dronów jak z klocków Lego. Na tym blogu komentuje przynajmniej kilka osób, które nie miałoby z tym problemów.
@cb
„Na tym blogu komentuje przynajmniej kilka osób, które nie miałoby z tym problemów.”
No właśnie, więc stosunkowo łatwo nam się wczuć w sytuację młodego Ukraińca studiującego na jakimś kierunku ściślacko-technicznym. Zamówienia „czego oczekuje armia” są publiczną wiadomością, więc ściągasz specyfikacje i robisz w garażu kolegi partię prototypów. Jak armia to kupi to masz rozwiązane dwa typwe problemy takiego młodego człowieka: jak uniknąć woja i z czego żyć po zrobieniu dyplomu.
all
Dzięki za wyjaśnienia.
@Marco Bollocks
„Polacy czy Chińczycy piszący o obozach pracy / koncentracyjnych, których czytałem, robią to z beznamiętnym realizmem (np. Borowski). Natomiast Sołżenicyn pisze o gułagach z ironią i sarkazmem”
Odśwież sobie Borowskiego, a zmienisz zdanie. Sam tytuł „Proszę państwa do gazu” to jest mistrzostwo świata w ironii i sarkazmie. Zresztą, porażająca zwięzłość stylu Borowskiego jest głęboko ironiczna: ot, ludzie ludziom gotują obozową codzienność, nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym.
Marko Bolloks
” Dodam jeszcze, że Polacy czy Chińczycy piszący o obozach pracy / koncentracyjnych, których czytałem, robią to z beznamiętnym realizmem (np. Borowski).”
„Pięć lat kacetu” Grzesiuka jest pisane z humorem, owszem czarnym i okrutnym.
@charliebrvo
„bariera wejścia do budowy tych prostych dronów jest niska. Kilka tysięcy złotych i kilka linków dostępnych w każdym sklepie z elektroniką dla amatorów, i możemy zbudować kilka prototypowych dronów jak z klocków Lego. Na tym blogu komentuje przynajmniej kilka osób, które nie miałoby z tym problemów.”
Nie miałbym problemu ze zbudowaniem prostego drona, ale ze zbudowaniem takiego, który nie spadłby natychmiast na polu walki ze względu na WRE, oraz takiego, którego operatora nie namierzyliby od razu, to jednak miałbym niewąski problem. Do tego potrzebna jest dość dogłębna wiedza o tym, co potrafi wróg, czego już próbowano, co jeszcze działa, a co już nie. I nie wystarczy sklep z elektroniką dla amatorów. Porządna łączność to jakieś 99% trudności, a rozwiązanie, jeśli działa, to przez dwa-trzy miesiące. Tako mówią praktycy. Z jednym z nich miałem rozmowę godzinę temu. A takiego drona na światłowód, który miałby zasięg 20-30 km, to już w ogóle bym nie umiał.
@Polacy o masowych okropnościach
No to dorzućmy jeszcze relację Białoszewskiego z codzienności w piekle powstania warszawskiego. Dopiero 14. wydanie „Pamiętnika” ukazało się bez cenzury (dodajmy, że w 2014, żeby ktoś nie pomyślał, że w jakimś 1989), ponieważ przez wiele lat nie do przejścia było „wypranie z uczuć i patriotycznego wzruszenia”. Owszem, z wcześniejszych wydań wylatywały sceny typu Niemiec strzela do okien żydowskich domów, a na placu Krasińskiego stoi grupka Polaków i klaszcze. Jednak równie ciężkim orzechem do zgryzienia była czarna ironia Mirona:
„Czekanie na Rosjan było niezbyt w zgodzie z polityką AK. Które swoją drogą też czekało. I też jak na zbawienie. Więc to czekanie z tą polityką nieporozumiewania się nawet (wtedy jeszcze) też było swoistą harmonią. Ludzką”.
@wo
„Ilość abonamentów broadbandu w Rosji: 40M,”
„Populacja Moskwy + Petersburga to prawie 30 mln, więc broadband to zapewne właśnie „Rosja stołeczna” plus elity w miejscach typu Jakucja.”
Ilość abonamentów internetu szerokopasmowego nie równa się ilość mieszkańców. Zazwyczaj jedno gospodarstwo domowe ma więcej niż 1 mieszkańca. Dla porównania wg raportu UKE, w Polsce abonamentów broadbandu (kablówki, ADSL, FTTH) było w 2024 roku, 10 milionów. Średnio wychodzi mniej więcej tak samo. W Polsce: 37M/10M, 3,7 osoby na połączenie, w Rosji: 145M/40M, 3,6 osoby na połączanie. I tak, jak prawie wszędzie na świecie, internet po kablu jest skoncentrowany w większości w miejscach z większą gęstością zaludnienia.
Trochę na temat, a trochę nie: miałem dziś przyjemność (?) wysłuchać niemal dwugodzinnego wykładu o geopolityce „dla naukowców” niejakiego profesora Kołodki. Tyle peanów na cześć świetlanej teraźniejszości i przyszłości Chin nie słyszałem nigdy wcześniej i mam nadzieję nie usłyszeć już nigdy. Łącznie z – wcale nie żartuję – anegdotka o tym, jak wjeżdżając do Chin (co prawda z Korei Północnej) pan profesur dzwonił do żony i zachwycony uzyskanym zasięgiem krzyczał do słuchawki: „Freedom! Freedom!”.
Do tego straszliwe utyskiwanie na wyścig zbrojeń, a na wykresie jako jeden z przykładów krajów, które wydają na wojsko zamiast na rozwój społeczeństwa pojawiła się… Ukraina.
Całość dość kuriozalna.
@kuba_wu
Oczywiście że na poczekaniu wystrugany prototyp nie sprawdziłby się na polu walki dzisiaj, po ponad czterech latach wojny. Poniekąd w tym sęk – Ukraińcy bardzo dużo się nauczyli. W dalszym ciągu uważam eksperymentowanie z dronami za stosunkowo proste i tanie – wyobraź sobie dla porównania jak muszą wyglądać eksperymenty z „wymyśliłem nowy rodzaj pocisku do haubicy albo moździerza”.
Możliwe że czegoś nie rozumiem, ale gdzie problem z światłowodowym dronem? Ja akurat „robię” głównie w torach wideo, więc byłbym zachwycony większą przepustowością i mniejszą ilością błędów transmisji niż normalnie mogę liczyć przy bezprzewodowych łączach.
Bottom line (coś czego Papperger nie rozumie lub nie chce rozumieć) – duża ilość tanich środków poskładanych z komponentów COTS zdaje się na tej wojnie przebijać nieliczne „cuda techniki Rheinmetall i General Dynamics”. To jest ta rewolucja.
@wo
To prawda że to się pięknie wpisuje w tradycje niemieckiej inżynierii. Ale w szerszym kontekście, cała ta „stara zbrojeniówka” przez długie lata wyspecjalizowała się w produkowaniu stosunkowo niewielkich serii bardzo zaawansowanych technicznie i wydumanych „superbroni”. To nie tylko Niemcy, proponuję F-35 jako case study. Sowieci też kiedyś przecież słynęli z tego, że potrafią produkować dużo stosunkowo prostych ale skutecznych sztuk uzbrojenia. A niedawno technikę robienia prostych jak konstrukcja cepa Szachedów Rosja musiała ściągać z Iranu.
@charliebravo
„Zgoda, ale występuje tutaj także inna zaleta przypisywana kapitalizmowi (nie zawsze słusznie) – bardzo efektywna konkurencja.”
Akurat zdaje się firma Fire Point nie działała w warunkach doskonałej konkurencji, bo kierują nią ludzie z otoczenia Żełeńskiego (proszę mnie poprawić jeżeli to zła pisownia) którzy mieli trochę „specjalne traktowanie”. W sensie, kiedy ich pierwsze produkty zawodziły, to dostali kolejne szanse żeby je poprawić, aż do skutku. Być może to czasami lepsza metoda na rozwijanie produktów „wysokiego ryzyka”, jeżeli ma się ekipę której się ufa, że podoła wyzwaniu.
„Możliwe że czegoś nie rozumiem, ale gdzie problem z światłowodowym dronem?”
Światłowód się może zaplątać o np drzewa, więc dron jest mniej manewrowy niż ten bezprzewodowy.
@broń high tech
Ona nadal jest potrzebna. Drony Fire Point nie są w stanie zniszczyć dobrze zabezpieczonych bunkrów, na takie cele Ukraińcy używają brytyjskich Storm Shadow. Do obrony przed rakietami balistycznymi potrzebują też czegoś bardziej zaawansowanego niż drony. Jak w coś trzeba rzucić większą bombą, to wysyłają samolot.
A co do przyszłości dronów, to czytałem też opinię, że do wielu zastosowań drony śmigłowcowe to ślepa uliczka, bo te większe już przechodzą na silniki odrzutowe, i do ich zestrzeliwania potrzebne będą tanie rakiety, a nie drony ze śmigłami (bo są za wolne i mają za mały pułap): link to warontherocks.com
A silników odrzutowych nie da się robić ze szwagrem chałupniczo.
@nienietoperz
„miałem dziś przyjemność (?) wysłuchać niemal dwugodzinnego wykładu o geopolityce „dla naukowców” niejakiego profesora Kołodki. Tyle peanów na cześć świetlanej teraźniejszości i przyszłości Chin nie słyszałem nigdy wcześniej i mam nadzieję nie usłyszeć już nigdy.”
Przepisy o pomówieniu nie pozwalają mi na pełne wyrażenie moich podejrzeń ale treść tego wykładu to raczej nie przypadek. Gdzieś koło 2008 roku wpadła mi w rękę książka Kołodki „Wędrujący świat”. Stężenie zachwytu nad Chinami było tak duże (w 2008/2009 roku, tuż po igrzyskach i właśnie ożywionej krytyki polityki Chin!), że nie wiem czy dotarłem do 1/3. Potem spojrzałem, kto był partnerem (czytaj: sponsorem) publikacji – jakaś chińska fundacja czy instytut – i zdumienie było mniejsze. Potem Kołodko regularnie pojawiał się przy różnych wydarzeniach polsko-azjatyckich izb handlowych i temu podobnych organizacji. A w 2018 roku wydał książkę „Czy Chiny zbawią świat?”. Bardzo się zdziwię, kiedy pan profesor zacznie krytykować Chiny.
@Kołodko
No przecież minister Kołodko był największym przeciwnikiem Balcerowicza. Balcerowicz stawiał totalnie na wolną rękę rynku, co Kołodko kontestował, podkreślając rolę państwa. Chiny są zaprzeczeniem Balcerowiczowskiej terapii szokowej i ucieleśnieniem kołodkizmu (link to pl.wikipedia.org). Słowo klucz,które porusza pana profesora i Chińczyków to ”harmonia”.
@Kołodko
Promotorem doktoratu Kołodki był Maksymilian Pohorille, komunista przedwojennego chowu i żydowskiego pochodzenia, który był długoletnim rektorem Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, aż w 1968 z wiadomych powodów PZPR go stamtąd wywaliła, dzięki czemu mógł się skupić na SGPiS-ie i doktoryzowaniu tam Kołodki, który w 1969 do PZPR ochoczo wstąpił. Tak to się fikuśnie plotło.
@Majowy Wirus
Czyżby polski Jeffrey Sachs? Sprawdziłem, co mówi na temat Ukrainy i Rosji, no i oczywiście: link to instytutsprawobywatelskich.pl
@rw
„kiedy ich pierwsze produkty zawodziły, to dostali kolejne szanse żeby je poprawić”
To zdanie pasuje do historii rozwoju wielu broni, w wielu miejscach i czasach.
„światłowód może się zaplątać”
Kuba chyba miał coś innego na myśli.
@broń high tech dalej jest potrzebna
Tutaj nie ma sporu, argument był że już nie załatwia wszystkiego.
@”silników odrzutowych nie da się robić ze szwagrem chałupniczo”
Takiego SoCa jaki jest potrzebny do drona nie zrobisz chałupniczo. Mocnego bezszczotkowego silnika nie zrobisz chałupniczo. Baterii litowo-jonowej (może mnie tu zaraz Gospodarz postawić do pionu?) pewnie też nie zrobisz chałupniczo. Sęk w tym że wszystkie te komponenty możesz sobie zamówić bo produkuje się ich mnóstwo do innych zastosować. Tak, silniki odrzutowe też, zobacz sobie jaka jest oferta modelarskich turbin.
Nb z tych wszystkich kategorii najprędzej spodziewałbym się Ukraińców ogarniających małe proste masowo produkowane turbiny, bo mają tam przemysł od tego i robili takie rzeczy. Flamingo używa małych silników AI25-TL bo mają hałdy tego po L-39 na przykład.
@rw
„Światłowód się może zaplątać o np drzewa, więc dron jest mniej manewrowy niż ten bezprzewodowy.”
Nie bardzo – dron na światłowód nie ciągnie przewodu, tylko ma ze sobą „szpulkę” z której włókno się rozwija. Dron może kilkukrotnie owinąć drzewo światłowodem i bez problemu polecieć dalej.
Zresztą sterowanie przewodowe obiektów latających też nie jest wcale nowe, na przykład w Polsce były używane takie z końca pięćdziesiątych: link to pl.wikipedia.org
@cmos
„Nie bardzo – dron na światłowód nie ciągnie przewodu, tylko ma ze sobą „szpulkę” z której włókno się rozwija. Dron może kilkukrotnie owinąć drzewo światłowodem i bez problemu polecieć dalej.”
W Financial Times był ostatnio reportaż Christophera Millera o ukraińskiej operatorce dronów FPV, i ona tam mówi, że drony ze światłowodem są mniej manewrowe: link to ft.com
@charliebravo
„Sęk w tym że wszystkie te komponenty możesz sobie zamówić bo produkuje się ich mnóstwo do innych zastosować. Tak, silniki odrzutowe też, zobacz sobie jaka jest oferta modelarskich turbin.”
No więc wg cytowanego przeze mnie Goncharuka w WOTR, to się zmienia kiedy zaczynamy mówić o silnikach odrzutowych do zastosowań wojskowych. Ich produkcja jest skoncentrowana w niewielkiej liczbie firm a eksport podlega ograniczeniom rządowym.
Co do silników modelarskich to one przecież nie działają, to wierne kopie do celów edukacyjnych: link to enginediy.com
@charliebrvo
„światłowód może się zaplątać”
„Kuba chyba miał coś innego na myśli.”
No miałem na myśli literalnie to, że *ja* „takiego to już w ogóle bym nie umiał”. Mam pewne doświadczenie z elektroniką, z modelami, ale ze światłowodami żadnego. Zwłaszcza trudne wydaje mi się zmieszczenie trzydziestu kilometrów światłowodu na szpuli, tak żeby dron to udźwignął, czyli włókno musi być bardzo cienkie (gołe?) i przy tym być na tyle wytrzymałe, żeby się nie zerwać. W ogóle są dostępne w handlu, „w sklepie dla elektroników” takie włókna? Trochę wątpię, bo nie widzę cywilnych zastosowań. Ale może się mylę i nie jest to aż tak trudne.
@thewire
„W Polsce: 37M/10M, 3,7 osoby na połączenie, w Rosji: 145M/40M, 3,6 osoby na połączanie.”
Już ostatni raz to piszę, potem będę wycinać. Te 3,7 osób w Polsce mają taki, który działa. Mniej niż 0,1% ma chwilowy downtime, zazwyczaj rozwiązywany przez serwisanta który przybiega w parę godzin. Z tych 3,6 w Rosji większość ma jakieś problemy codziennie, raz działa raz nie działa. Że ktoś ma w Rosji kran, to jeszcze nie znaczy że z niego leci woda. Że w Twerze jest tramwaj to nie znaczy że on jeździ. I tak dalej.
@rw
„Akurat zdaje się firma Fire Point nie działała w warunkach doskonałej konkurencji, bo kierują nią ludzie z otoczenia Żełeńskiego (proszę mnie poprawić jeżeli to zła pisownia) którzy mieli trochę „specjalne traktowanie”.”
Przecież to nie tylko FirePoint. Najwięcej paniki wśród Rosjan budzi „Marsjanin”, jego robi bodajże ten startup od Erika Schmidta, który skądinąd też pewnie ma „specjalne traktowanie”. Ale do tego dochodzą jeszcze te oddolne inicjatywy finansowane przez ochotników również o potężnych koneksjach w stolicy, jak Wild Hornets. Więc w najgorszym razie porównałbym to do japońskich zaibatsu, no owszem, może to nie jest Idealny Wolny Rynek (którego nigdy na świecie nie było i nie będzie, tak jak Idealnego Komunizmu), ale jednak robili i nadal robią różne fajne rzeczy.
@rw
„Co do silników modelarskich to one przecież nie działają, to wierne kopie do celów edukacyjnych”
Nie rozumiem, co i w jakim sensie nie działa? Legendarny JB-180, 18 kg ciągu? JetCat P1000-PRO, ponad 100 kg ciągu? P550-PRO? Czy silniki polskiej firmy JetPol? Te mocniejsze są oficjalnie traktowane jako sprzęt podwójnego zastosowania: modele/UAV.
@cb
„Możliwe że czegoś nie rozumiem, ale gdzie problem z światłowodowym dronem?”
Ideałem do którego dąży Ukraina (i już go w dużym stopniu osiągnęła) to „wystrzelić na raz ze 30 wspomaganych przez AI, tak żeby ludzki operator przejmował stery tylko gdy AI zidentyfikuje jakiś tłusty cel”. Tak działa Marsjanin, większość z nich po prostu sobie fruwa autonomicznie („scanning area… scanning area…”, jak mawiają roboty bojowe w „Deus Ex”). To jest lepsze rozwiązanie problemu sterowania niż światłowód, ipso facto cały czas wymagający człowieka po drugiej stronie kabla. Więc oczywiście, światłowodów używają TEŻ. Kolosalna przewaga Ukrainy polega na tym, że przeciwko konkretnemu celowi mogą wysłać kilka(naście/dziesiąt) różnych modeli dronów o różnych zasadach działania, a Rosjanie mają ze trzy na krzyż i okazuje się że żaden nie pasuje do konkretnej sytuacji.
@Kuba
„czy są dostępne”
Znajomy mi pokazywał kilometrową szpuleczkę bardzo cienkiego jednomodowego „za grosze z Ali”. Więc pewnie są i 25km szpulki dostępne za normalne pieniądze. Ale możliwe że nie doceniam problemu.
Natomiast ja nie argumentuję że każdy z nas może siąść i wystrugać takiego Marsjanina czy innego FP-5, tylko że to jest o całe rzędy wielkości prostsze niż typowy projekt wojskowego „big techu”. I że mnóstwo fachowców i know-how masz w kraju który ma przyzwoitych informatyków czy elektroników.
@małe silniki odrzutowe
Ba, niektóre zrobiły się tak skuteczne że robi się z nich silniki pomocnicze do szybowców (JS3 JET na przykład). Ale mam wrażenie że dyskutujemy nie z panem R-W tylko D-K.
@wo
Moja wiara w AI jest dużo słabsza. Ale zgoda że idealne rozwiązanie nie potrzebuje łączności, z łącznością są problemy.
@cb
„Moja wiara w AI jest dużo słabsza.”
Ja też jestem sceptykiem co do hajpu na LLM i niejedną blogonotkę o tym napisałem, ale tu mówimy o autopilocie z funkcją rozpoznawania celów, że coś się rusza i na 99% jest buchanką. Tyle AI jednak potrafi już od dobrych parunastu(dziesięciu?) lat. „Marsjanin” zawdzięcza ksywkę temu, że ponoć wykorzystuje algorytmy z łazika marsjańskiego, który też przecież nie może być sterowany w czasie rzeczywistym.
@charliebrvo
„Znajomy mi pokazywał kilometrową szpuleczkę bardzo cienkiego jednomodowego „za grosze z Ali”.”
3.11EUR za 60km. link to german.alibaba.com
Światłowód sprzedają Chińczycy, ale jest też trochę droższy z Wietnamu.
@MB
3.coś za kilometr!
@Ergonauta
„Odśwież sobie Borowskiego, a zmienisz zdanie.”
Odświeżyłem sobie w zeszłym roku i zdania nie zmienię. Sołżenicyn to jest jednak zupełnie inny poziom, choćby dlatego, że Borowski opisuje swoje doświadczenia w jednym konkrentym miejscu, a Rosjanin rzuca panoramiczny obraz całego systemu, od Sołowek po Workutę. Przedstawia wszyskie jego elementy, od sądów, przez areszty wydobywcze i etapowe, aż po opis pracy przymusowej itd. Sam system transportowania ludzi, np. w letnich ubraniach na zesłanie w zimie, z ochroną, która dodatkowo okrada ich z prowiantu i odzieży daje do myślenia. On to wszystko opisuje bez bowiem w zasadzie bez współczucia dla ludzi, których poddano takiemu traktowaniu – to jest najstraszniejsze.
Tymczasem u Borowskiego wyziera jednak żal m.in. z powodu tego poproszonego do gazu ojca, który myśli, że idzie do łaźni.
@mb
„On to wszystko opisuje bez bowiem w zasadzie bez współczucia dla ludzi, których poddano takiemu traktowaniu – to jest najstraszniejsze.”
Bardzo gorąco to popieram. Gernalnie wszystkie symetryzmy typu „zachodnia literatura też opisuje cyników” wydają mi się pochodzić od ludzi, którzy nie czytają Rosjan. Po prostu znając Borowskiego, ale także Sołżenicyna / Szałamowa / Prilepina, Zaświadczam Niniejszym, że Borowski to przy nich przytulaśny misiaczek. Podobnie jak taki jeden Stawrogin z Dostojewskiego jest postacią tak potworną, że wszyscy bohaterowie Cormacka McCarthy uciekają w przerażeniu.
@kuba_wu
„Legendarny JB-180, 18 kg ciągu? JetCat P1000-PRO, ponad 100 kg ciągu? P550-PRO? Czy silniki polskiej firmy JetPol?”
To teraz takie pytanie: jaki jest ich pułap wysokości? Bo silniki odrzutowe w Shahedach mają około 10 km pułap. Ten szybowcowy który Charlie Bravo podał sięga do 3 km. To jednak nie to samo
@rw
Dla P550-PRO producent podaje: Maximum startup altitude 2600m, Maximum operating altitude 10000m
@kuba_wu
Dzięki. To ja się teraz zgadzam, że to są realistyczne opcje do produkcji rakiet p-lot przeciw dronom z silnikami odrzutowymi.
@Marco Bollocks
„On to wszystko opisuje bez bowiem w zasadzie bez współczucia dla ludzi, których poddano takiemu traktowaniu – to jest najstraszniejsze.”
Tu akurat zgoda. Kwestionowałem twoją diagnozę braku ironii, sarkazmu i czarnego humoru u nieRosjan. Powiedziałbym nawet, że u Borowskiego ironia jest narzędziem współczucia, a czarny humor formą serdecznego braterskiego uścisku (tym bardziej u wzmiankowanego też wyżej Grzesiuka).
Podejście do życia ludzkiego, takiego pojedynczego, człowieczego życia, szarego życiunia, jest – tu nawiązuję do poprzedniej notki – jednym z nielicznych potwierdzeń tezy o możliwym „starciu cywilizacji”. Bo jednak na umownym Zachodzie (od Kaliforni po Polskę) traktujemy życie ludzkie trochę inaczej niż na umownym Wschodzie (od Moskwy do Pekinu), a umowne państwa Zachodu są skłonne trochę inaczej traktować swoich obywateli niż są skłonne umowne państwa Wschodu.
Czy gdyby Sołżenicyn, albo ten wielki pisarz-znawca-duszy Dostojewski, albo ten humanista-noblista Brodski, został raptem prezydentem Rosji, np. dziś we wtorek, to jutro zakończyłby wojnę w Ukrainie, tę głupią rzeź własnych młodych chłopaków? Otóż – niekoniecznie.
„Legendarny JB-180, 18 kg ciągu? JetCat P1000-PRO, ponad 100 kg ciągu? P550-PRO? Czy silniki polskiej firmy JetPol?”
Jakiż pozytywny apdejt wątku „Bo na Tygrysy mają Visy”. Co to jest dron? To rzucona mocniej butelka z benzyną.
@ERGONAUTA
„na umownym Zachodzie (od Kaliforni po Polskę) traktujemy życie ludzkie trochę inaczej niż na umownym Wschodzie”
Pod warunkiem, że jest to życie białego człowieka.
@ergo
„na umownym Zachodzie (od Kaliforni po Polskę) traktujemy życie ludzkie trochę inaczej niż na umownym Wschodzie”
To są orientalistyczne klisze, które bardzo szybko się sypią w konfrontacji z rzeczywistością. Japonia po II wś szybko się przestawiła na „zachodnie” podejście. Niemcy wolały całą armię von Paulusa stracić, niż wycofać. W Polsce sporo ludków ciągle fantazjuje, jakie powstanie warszawskie fajne, bo dużo osób zginęło, co pozwoliło ocalić Tożsamość Narodową.
@ergonauta
„Podejście do życia ludzkiego, takiego pojedynczego, człowieczego życia, szarego życiunia, jest – tu nawiązuję do poprzedniej notki – jednym z nielicznych potwierdzeń tezy o możliwym „starciu cywilizacji”.”
Na pewno podejście do osobowego życia się różni, ale to nie jest różnica 0/1, ani nawet skala szarości od białego do czarnego. Wszystko zależy od perspektywy i miary. Długi fascynujący temat, którego nie ma sensu upraszczać pod „cywilizacyjny” strychulec.
Warto jednak zauważyć, że jedne kultury zwykle mierzą inne miarą własną. W Twoich słowach, na przykład, jest zaszyte przekonanie, że Twoja, zachodnia kultura jest lepsza, bo życie ceni, podczas gdy tam na Wschodzie, to panie dzieju, sodomia i gomoria, czyż nie?
Tymczasem jeden z najmądrzejszych i najzabawniejszych tekstów przeciw ofiarom z ludzi to klasyczna chińska relacja o tym, jak Ximen Bao zakończył składanie pięknych dziewcząt w ofierze Bogu Rzeki (Żółtej) Hebo. link to baike.baidu.com
Komu się nie chce czytać, streszczam: w pewnym mieście co roku wrzucali do rzeki pięknie ubraną dziewczynę jako narzeczoną dla rzecznego bożka – żeby nie było powodzi. Zajmowały się tym miejscowe szamanki. Ximen Bo przerwał jednego roku tę uroczystość, twierdząc, że wybrano zbyt brzydką dziewczynę. Kiedy pojawiły się wątpliwości skąd też on to wie, Ximen kazał wrzucić do rzeki najstarszą wiedźmę, żeby zapytała bożka, czy mu się na pewno nowa narzeczona podoba. Kiedy starucha nie powróciła z odpowiedzią, kazał wrzucić kolejną, aż potopił wszystkie. I już nie było komu kontynuować głupiego zwyczaju, więc od tej pory piękne dziewczęta w okolicy żyły długo i szczęśliwie.
@”Pod warunkiem, że jest to życie białego człowieka.”
W Rosji żyją przecież białe człowieki. Żyją też cziorni, ale ich życia również niespecjalnie się ceni.
@Marco
Fakt składania ofiar z ludzi nie oznacza, że życie jest mało warte, wręcz przeciwnie, bogom należy ofiarowywać coś cennego.
@kuba_wu
” trudne wydaje mi się zmieszczenie trzydziestu kilometrów światłowodu na szpuli, tak żeby dron to udźwignął, czyli włókno musi być bardzo cienkie (gołe?) i przy tym być na tyle wytrzymałe, żeby się nie zerwać.”
Też mnie to zainteresowało, okazuje się że kabel światłowodowy na drona – kupowal y konsumencko zresztą – to zaledwie 1kg na 10km kabla. Średnica takiego „dronowego” światłowodu to ćwierć milimetra, co oznacza że warstwy wzmacniające i ochronne zostały maksymalnie zredukowane.
Szpula za dronem oznacza że kabel nie musi być wytrzymały bo nie jest naprężany, żadna ze stron go nie ciągnie, po prostu sobie swobodnie leży na ziemi i wisi między dronem a ziemią.
@cowboytomash
„Szpula za dronem oznacza że kabel nie musi być wytrzymały bo nie jest naprężany”
A tak, to, to jasne, ale naprężanie jednak występuje. Rozważmy odcinek nici, który na szpuli ma prędkość lecącego drona, a za szpulą już w przybliżeniu zero, czyli w momencie odwinięcia się (mały ułamek sekundy) – musi wytrzymać znaczne przyspieszenie. Nie liczyłem, nie sprawdzałem, ale skoro mówicie, że to są rzeczy tak tanie i lekkie – uznaję się za pokonanego.
@Marco Bollocks
„Warto jednak zauważyć, że jedne kultury zwykle mierzą inne miarą własną. W Twoich słowach, na przykład, jest zaszyte przekonanie, że Twoja, zachodnia kultura jest lepsza, bo życie ceni, podczas gdy tam na Wschodzie, to panie dzieju, sodomia i gomoria, czyż nie?”
Swoją drogą, właśnie się dowiedziałem, że chińskie sądy wydają ostatnio wyroki propracownicze. Uznają, że wprowadzanie AI nie jest powodem do zwolnień, bo jest to decyzja samej firmy, a nie jakiś nieprzewidziany czynnik zewnętrzny, ani coś co uniemożliwia dalsze utrzymywanie kontraktu. To tak w kontekście podejścia do życia w zachodniej vs wschodniej cywilizacji. Chociaż może jednak powinniśmy mówić o różnych cywilizacjach, bo Rosja to nie Chiny, a USA to nie Europa.
@Piotr Kapis
„chociaż może jednak powinniśmy mówić o różnych cywilizacjach”
1. Czy możemy przebić pojęcie „cywilizacji” osinowym kołkiem, podwiązać mu nogi, położyć kamień na piersi, pokropić wodą święconą, zakopać, zaorać i posypać solą?
2. Oto jak mniemam prawdziwe źródło tej informacji o ochronie pracowników przed zwolenieniami z powodu AI: link to english.scio.gov.cn. Depesza państwowej agencji Xinhua na stronach Rady Państwa ChRL z okazji 1 Maja (niech się święci!). Legitne i wiarygodne, jak – nie przymierzając – polski premier, kiedy mówi, że wreszcie zrobi porządek z pisowcami.
A tak na serio, to to nie zatrzyma żadnych zwolnień, tylko odbierze HR-owcom agrument AI, więc się będą musieli bardziej postarać. Na pewno to zrobią, bo im przecież za to płacą. W Chinach nie ma innych związków zawodowych niż państwowe, tak swoją drogą.
„jednym z nielicznych potwierdzeń tezy o możliwym „starciu cywilizacji”. Bo jednak na umownym Zachodzie (od Kaliforni po Polskę) traktujemy życie ludzkie trochę inaczej niż na umownym Wschodzie (od Moskwy do Pekinu)”
Tyle, że nie. Mieszkałam ponad rok w Chinach, i rok na Tajwanie. Gadałam o polityce z kim się tylko dało, głównie pytając i słuchając co mają do powiedzenia.
I mogę powiedzieć z pewnością: Tajwan jest chiński etnicznie i kulturowo, w sensie że nawet zwolennicy DPP, i formalnego ogłoszenia niepodległościami Tajwanu, i których pierwszym językiem jest Hokkien, nie mają problemu, żeby się nazwać 華人 (huaren, „cywilizacyjno-etniczno-kulturowymi Chińczykami”). Jedynie rdzenna ludność (3% populacji) nie jest etnicznie chińska, ale oczywiście mówi po mandaryńsku i paradoksalnie głosuje głównie na pro-ChRLowski Kuomintang. Poza tym Tajwańczycy są pod różnymi względami bardziej chińscy kulturowo niż Chińczycy, z oczywistych historycznych względów.
Jeśli by przyjąć perspektywę „starcia cywilizacji”, to Tajwan powinien być 100% „umownym Wschodem”. Tyle że nie jest. Rozmawiałam i z wyborcami DPP i wyborcami Kuomintangu, było dużo dyskusji na temat Chin, i było jasne że praktycznie dla wszystkich ważne kwestie takie jak prawa człowieka, demokracja czy wolność słowa. I rzeczy te mają tam już stuletnią tradycję – pierwsze przejawy demokracji był jeszcze za czasów gdy Tajwan był „wzorcową kolonią” Japonii i powstały pierwsze samorządy. A za czasów dyktatury Kuomintangu byli opozycjoniści sprzeciwiający się systemowi i walczący o demokrację.
Natomiast większość Chińczyków, z którymi rozmawiałam, była toksycznie zdepolitycyzowana w ruskim stylu, a z tych upolitycznionych to byli głównie imperialni nacjonaliści, twierdzący że ich poglądy polityczne w obiektywny sposób wynikają z chińskiej kultury i że ja głupia laowajka nigdy tego nie pojmę. Nawet ci przeciwni Komunistycznej Partii Chin wzdychali do dawnego Kuomintangu, i tak czy inaczej uważali, że Tybet i Xinjiang są nieodłączną częścią Chin, bo tak to obiektywnie wynika z chińskiej kultury i historii, a zdanie Tybetańczyków i Ujgurów nie ma znaczenia. Nie muszę chyba mówić, że Tajwańczycy jak najbardziej szanują prawo Tybetańczyków i Ujgurów do samostanowienia.
Może to wszystko nie być oczywiste, biorąc pod uwagę jakie że formalne roszczenia terytorialne Republiki Chińskiej są nawet większe niż roszczenia ChRL: link to commons.wikimedia.org Tyle, że są to roszczenia czysto formalne, i zaryzykuję stwierdzenie, że żaden Tajwańczyk się z nimi nie identyfikuje nawet na poziomie, że „to nierealne, ale fajnie by było”.
W sumie Daleki Wschód jest dobrym argumentem, że z tym starciem cywilizacji to nie do końca tak. Tam są kraje, które zokcydentalizowały się najmocniej. A przecież ten okołochiński krąg kulturowy jest najbardziej odległy od zachodu, z cywilizacji, które przetrwały do dziś.
Na wschodzie też to nie wygląda tak prosto. Z trzech spadkobierców dawnej Rusi to właściwie Rosja po upadku Sowieta wyglądała najbardziej obiecująco (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Problemy zaczęły się w sumie dopiero, kiedy ropa skoczyła w okolice 100$/brl i Putin miał za co przekupić społeczeństwo. Ale w latach 90-tych to Rosjanie wydawali się bardziej zdeterminowani do wprowadzania zachodnich standardów niż Ukraińcy i Białorusini. To się zmieniło, kiedy z jednej strony siknęły petroruble i dobrobyt Rosjan oderwał się od jakości rządów, a z drugiej Ukraińcy i Białorusini zauważyli jak rozwinęły się te byłe demoludy, które podjęły kierunek za zachód.
@kmat
Po upadku ZSRR, Rosja zaczęła swoje istnienie od wojny w Czeczenii, więc nie powiedziałabym żeby wyglądała bardziej obiecująco od Ukrainy, w której może ginęli dziennikarze (Gongadze), ale przynajmniej nie prowadziła wojen. Mam wrażenie, że nacjonalizm w dużych państwach typu Rosja czy Chiny jest, i zawsze był, dużo bardziej toksyczny niż w średnich/małych państwach typu Tajwan, Ukraina czy Polska (przy całej mojej niechęci do każdego nacjonalizmu, także polskiego). I sprawa nie jest w kulturze czy „cywilizacji”, tylko z jakim bytem politycznym ktoś się identyfikuje.
@kmat
„W sumie Daleki Wschód jest dobrym argumentem, że z tym starciem cywilizacji to nie do końca tak.”
A drugim dobrym argumentem, że z tym starciem cywilizacji to nie do końca tak, jest Wschód, by tak rzec, Północno-Zachodni, czyli Rosja. Z jej rzecznikami prasowymi typu Sołżenicyn czy Dostojewski. Oczywiście na Zachodzie (z zaszytymi różnymi przekonaniami, np. że lepiej jeśli wśród ofiar nie ma Polaków, tylko ktoś inny) trwa od 2022 zaskoczenie, że alejak to, że jak długo Rosja może „wojować po nastajaszczemu” itd. Bycie cywilizacją to bycie na spektrum, a nie kwestia zero-jedynkowa, co potwierdza powracające zdziwko, że Rosja cośtam, że Chiny cośtam, że USA cośtam.
@Kaxia
„Po upadku ZSRR, Rosja zaczęła swoje istnienie od wojny w Czeczenii”
Wojna w Czeczenii to raczej przejaw/kontynuacja rosyjskiego imperializmu niż nacjonalizmu. A imperializm, jak sama nazwa wskazuje, jest silniejszy w dużych państwach. Mapa Wielkich Węgier w gabinecie Orbana nie była tak toksyczna jak otwarcie Domu Dostojewskiego przez Putina.
@kaxia
„Nie muszę chyba mówić, że Tajwańczycy jak najbardziej szanują prawo Tybetańczyków i Ujgurów do samostanowienia”
Nic Pani nie musi, ale wszystko co Pani pisze jest dla mnie fascynujące, więc będę wielce rad jeśli to Pani rozwinie. Dla mnie to wcale nie jest oczywiste, a Za Mało Na Ten Temat Wiem By Nawet Się Ośmielić Mieć Własne Zdanie.
@Marco Bollocks
„Warto jednak zauważyć, że jedne kultury zwykle mierzą inne miarą własną. W Twoich słowach, na przykład, jest zaszyte przekonanie, że Twoja, zachodnia kultura jest lepsza, bo życie ceni, podczas gdy tam na Wschodzie, to panie dzieju, sodomia i gomoria, czyż nie?”
Ciężko oceniać kultury w całości, bo każda jest produktem określonych warunków. Natomiast są w miarę obiektywne kryteria, żeby oceniać kulturę polityczną. Jednym z prostszych jest to, czy prawo danego państwa (zazwyczaj gwarantujące wiele praw) jest egzekwowane w praktyce i czy odzwierciedla faktyczną strukturę państwa. Chiny wyglądają pod tym względem wyjątkowo źle, nie uważasz?
@ergonauta
Tak, może imperializm to lepsze określenie niż nacjonalizm. Jest szczególnie toksyczny w Rosji i Chinach, no i widzimy co się dzieje w USA. Ale mimo wszystko kultura polityczna w Stanach jest nadal o niebo wyższa, według powyższego kryterium.
@wo
„będę wielce rad jeśli to Pani rozwinie”
Chodzi o rozwinięcie tego konkretnego zdania, że Tajwańczycy szanują prawa Tybetańczyków i Ujgurów? Czy o coś innego? Jakby co, to chętnie rozwinę.
Przede wszystkim uważają oni, że Tybet i Xinjiang to nie jest ich sprawa, bo Tajwan to nie ChRL. Tylko jakieś może ~5% Tajwańczyków to ChRLowskie onuce opowiadające się za natychmiastowym zjednoczeniem kontynentem. Cała reszta opowiada się za zjednoczeniem w nieokreślonej przyszłości (jak Chiny staną się demokratyczne, keep dreaming), zachowaniem status quo, lub formalnym ogłoszeniem niepodległości Tajwanu. Wcześniej była jeszcze opcja „jeden kraj, dwa systemy”, ale po tym co się stało w Hong Kongu nikt w to nie wierzy. Niezależnie jak to nazywają, uważają się za byt oddzielny od Chin. W związku z tym na pewno nie podoba im się wizja inwazji, i trudno się dziwić, że wielu z nich potrafi się postawić w sytuacji Tybetańczyków czy Ujgurów (do czego Chińczycy z ChRL wydają się niezdolni).
Przy czym, mimo że ich poczucie odrębności jest wyraźne, nie podejmuję się zgadywać czy by się bronili tak jak Ukraina w przypadku inwazji, szczególnie jeśli by nie wiedzieli czy Stany przyjdą z pomocą. Być może wszyscy by stanęli jednym frontem, a może część Kuomintangu by zaczęła kolaborować.
Jakimś promyczkiem nadziei jest to, że Cieśnina Tajwańska jest bardzo trudna do sforsowania, i podobno są tylko dwa okienka pogodowe w roku, w których można realistycznie przeprowadzić inwazję. No i spotkałam się z opinią, że te pływające ukraińskie drony mogłyby drastycznie zmienić układ sił na korzyść Tajwanu.
> czy prawo danego państwa … odzwierciedla faktyczną strukturę państwa. Chiny wyglądają pod tym względem wyjątkowo źle, nie uważasz?
Wyjątkowo dobrze właśnie. W Chinach nie ma równoległych struktur. Ministerstwo i wydział partii do spraw to jedno i to samo.
Mam wrażenie że wszyscy znawcy Chin nie czytają żadnych oficjalnych dokumentów.
A autorytarne tendencje w polityce Tajwanu są dobrze znane. Znów, nie znawcom.
@❡
„Wyjątkowo dobrze właśnie. W Chinach nie ma równoległych struktur.”
Ten „brak” struktur równoległych to na przykład Stały Komitet Politbiura (7 osób link to en.wikipedia.org) a w szczególności jego Sekretarz Generalny, podejmujący faktyczne decyzje, a z drugiej strony Parlament (2873 osoby link to en.wikipedia.org) i Stały Komitet Parlamentu (162 osoby link to en.wikipedia.org), tylko te decyzje przyklepujące.
„A autorytarne tendencje w polityce Tajwanu są dobrze znane. Znów, nie znawcom.”
Z pewnością taki znawca i człowiek renesansu jak Ty zaraz nam przedstawi tendencje autorytarne na Tajwanie z ostatnich dekad, które wykraczają poza tendencje obecne w zachodnich krajach demokratycznych. Nie zapomnij też poinformować twórców Democracy Index o tych tendencjach.
@Kaxia
„Ciężko oceniać kultury w całości, bo każda jest produktem określonych warunków. Natomiast są w miarę obiektywne kryteria, żeby oceniać kulturę polityczną. Jednym z prostszych jest to, czy prawo danego państwa (zazwyczaj gwarantujące wiele praw) jest egzekwowane w praktyce i czy odzwierciedla faktyczną strukturę państwa. Chiny wyglądają pod tym względem wyjątkowo źle, nie uważasz?”
I tak, i nie.
ChRL ma faktycznie wpisane do swojej konstytucji mnóstwo różnych wolności, z których nic nie wynika. Na poziomie ustaw itd. jest mnóstwo martwego prawa, wpisanego deklaratywnie, żeby ładnie wyglądało. Więc tak.
Ale ten rozjazd prawa z rzeczywistością to jest przecież norma w realiach dyktatury proletariatu. Każde komunistyczne państwo tak funkcjonuje, więc praktyka prawna ChRL odzwierciedla „faktyczną strukturę państwa”, które w rzeczywistości należy do monopartii. Czyż nie?
Czy to źle? Znowu, i tak, i nie.
W takim kraju nie wolności, którą my przyjmujemy za rzecz oczywistą, więc źle.
Ale na tle tego co było do 1979 roku, tudzież na tle innych komunistycznych dyktatur, ChRL wypada całkiem przyzwoicie, jeżeli nie bombastycznie. Ba, z 23 milionów Tajwańczyków bodaj 1 milion pracuje w ChRL – to więcej niż Polaków w UK. Sukces ekonomiczny ChRL jest niepodważalny. Przy chińskich metropoliach Tajpej zaczyna wyglądać biednie. Czy to dobrze dla nas – każdy sam oceni, ale na pewno dobrze dla władców ChRL.
@Wojna o Tajwan
Przypuszczam, że Tajwańczycy nie będą gotowi umierać z wyspę, tak jak Ukraińcy za Ukrainę.
Raz, ukraiński ruch narodowy ma dłuższą historię i rzetelne podstawy, oparte na języku, odrębnej historii i pamięci walki oraz krzywd, takich jak hołodomor itd. Oczywiście, podobnie jak na Tajwanie, nie obejmuje to całego społeczeństwa. I tu, i tam, istnieje bierny środek, oraz onucowa ekstrema, która przychylnie spogląda na wielkiego brata. Niemniej, narodowe jądro tożsamości jest na Ukrainie znacznie większe i silniejsze, bo jest spójne i się wzmocniło dzięki wojnie, tak jak Zełenski, którzy przestał mówić po rosyjsku.
Na Tajwanie tymczasem istnieje dychotomia pomiędzy przyjezdnymi z kontynentu i ich potomkami, którzy mówią po mandaryńsku, oraz lokalsami, którzy posługują się minnańskim i pamiętają m.in. o 227. Nie mieszkałem nigdy na Tajwanie, ale pracowałem z wieloma Tajwańczykami w ChRL, i z tego co rozumiem, to tożsamość „tajwańska” to rzecz świeża i nieutrwalona.
Dwa, Ukraina broni się twardo od 2022 roku, bo wyciągnęła lekcję z 2014. Anschluss Krymu to był zimny prysznic dla ukraińskich elit politycznych i wojskowych. Tymczasem na Tajwanie nic takiego się chyba nie wydarzyło. Niby Tajwan szykuje się do wojny, ale połowa społeczeństwa wierzy, że z komuchami się można i trzeba dogadać (np. link to tcn.tw), żeby był spokój. KPCh musiałaby schrzanić sprawę tak, jak to zrobił Putin, żeby cały Tajwan zantagonizować. Poniekąd to już trochę zrobili, biorąc pod but Hongkong po rewolucji parasolek, ale ja u komunistów widzę bardzo silny instynkt samozachowawczy i sprawnie działające mechanizmy autokorekcyjne. Próbują to odkręcić i znów przeciągają KMT na swoja stronę, dlatego zaprosili Cheng Li-wun. Uczą się social media od Rosjan i rozkręcają się także w Polsce, o czym właśnie przestrzega ABW (link to rp.pl).
@Marco Bollocks
„Ale ten rozjazd prawa z rzeczywistością to jest przecież norma w realiach dyktatury proletariatu.”
To jest norma w realiach dyktatur, i właśnie dlatego to jest dobre dosyć obiektywne kryterium nie odwołujące się do zachodnich wartości. Po prostu pytamy: Na ile potraficie przyznać przed światem i przed swoimi obywatelami jakimi się regułami i wartościami faktycznie kierujecie? Jeśli to rzeczywiście „oświecona dyktatura”, która działa dla dobra swoich obywateli, to przecież nie będzie się wstydzić tych reguł i wartości.
„Każde komunistyczne państwo tak funkcjonuje, więc praktyka prawna ChRL odzwierciedla „faktyczną strukturę państwa”, które w rzeczywistości należy do monopartii. Czyż nie?”
Ale przecież to tautologia: jeśli nie patrzymy na pisane prawo tylko „praktykę prawną”, to w każdym państwie „praktyka prawna” z definicji odzwierciedla faktyczną stukturę państwa. Innymi słowy, każde państwo ma jakieś faktyczne struktury, niekoniecznie skodyfikowane, i robi to co robi, niekoniecznie zgodnie z zapisanym prawem.
„W takim kraju nie wolności, którą my przyjmujemy za rzecz oczywistą, więc źle.”
No ale ja właśnie nie mówię, że źle. Tylko pytam: jeśli do tej waszej „harmonii” jest potrzebna ścisła kontrola prasy i zgromadzeń, i jeśli wynika to z tysięcy lat chińskiej kultury od czasów Konfucjusza i szkoły yin i yang, to czemu się tego tak wstydzicie i wpisujecie „wolność prasy i zgromadzeń” do konstytucji tak jak na jakimś zgniłym nieharmonijnym Zachodzie?
Oczywiście, nie mówię, że to kryterium jest doskonałe. Bywają paskudne reżimy, które się nie wstydzą swojej reżimowatości. Ale to zdecydowana mniejszość.
„Ale na tle tego co było do 1979 roku, tudzież na tle innych komunistycznych dyktatur, ChRL wypada całkiem przyzwoicie, jeżeli nie bombastycznie.”
Ale to, że jest lepiej niż za Mao, to naprawdę nisko postawiona poprzeczka. I przede wszystkim, nie wydaje Ci się że od jakiejś dekady sprawy idą w wyraźnie złym kierunku?
„Przy chińskich metropoliach Tajpej zaczyna wyglądać biednie.”
Mój pierwszy IBM PC 386SX miał napis „Made in Taiwan”, i zawsze kojarzyłam Tajwan z high-tech, wyobrażałam sobie to jak jakieś supernowoczesne miejsce z drapaczami chmur ze szkła i stali. No i jak po wielu latach przyjechałam do Tajpej, to się mocno zdziwiłam, że wygląda wyjątkowo skromnie, jak jakieś niewielkie chińskie miasto (w Chinach mieszkałam wcześniej, więc miałam porównanie). Taipei 101 to jedyny faktycznie wysoki budynek, a przeciętna architektura jest mało gustowna. Ale już pierwszego dnia, idąc z walizką ze stacji przeszłam obok jakiegoś protestu pod budynkami rządowymi, a potem na Aleję Roosevelta, i stało się dla mnie jasne, że zdecydowanie nie jestem w Chinach. 🙂
Więc ogólnie zgadzam się, że Tajpej wygląda niezbyt szałowo w porównaniu do Pekinu. Ale to trochę jak porównywanie Oslo z Dubajem.
@Wojna o Tajwan
Z zastrzeżeniem, że naprawdę nie podejmuję się przewidywać jak by to wyglądało (i mam nadzieję, że się nie dowiem!), spróbuję podważyć trochę Twoje przekonanie, że raczej nie będą gotowi bronić wyspy. Może jednak będą.
1. Przed 2022 miliony Ukraińców mieszkały w Rosji. I wielu nadal mieszka. Ba, znam Ukrainkę, i to ze Lwowa, której córka mieszka w Rosji, bo ułożyła sobie tam życie, i została. Ale jest mimo to za Ukrainą. Słyszałam opowieści, że w 2022 wiele przyjaźni i nawet rodzin ukraińsko-rosyjskich się urwało – wcześniej polityka nie była tematem, ale po inwazji nie dało się już uciec od tego tematu. Przed 2022 pełnoskalowa inwazja była zapewne poza zakresem wyobrażeń Ukraińców pracujących w Rosji. Myślę, że z Tajwańczykami pracującymi w Chinach może być podobnie.
2. „Na Tajwanie tymczasem istnieje dychotomia pomiędzy przyjezdnymi z kontynentu i ich potomkami”: Tak, istnieje ale nawet dla współczesnych potomków przyjezdnych z 1945, głosujących głównie na Kuomintang, Chiny to już jest inne państwo, zagranica. Takie osoby uważają się najczęściej za zarówno Tajwańczyków jak i Chińczyków, być może wspierają jakąś formę appeasementu Chin, ale nie mówią już na Chiny 大陸 (dalu, mainland) tylko 中國 (Zhongguo), a o miejscu w którym mieszkają mówią Taiwan. Wszyscy akceptują, że Tajwan i Chiny to dwa oddzielne byty. A Republika Chińska to termin używany z konieczności tylko w sytuacjach czysto formalnych. Te zmiany w mentalności to kwestia ostatnich dekad.
„tożsamość „tajwańska” to rzecz świeża i nieutrwalona”: Teraz już naprawdę nie da się tak powiedzieć. Nastąpiła ogromna zmiana: link to en.wikipedia.org Tylko 6% mieszkańców Tajwanu *nie* uważa się za Tajwańczyków.
3. Ja byłam na Tajwanie w 2017-18, czyli po Rewolucji Parasolek w Hongkongu, ale przed protestami 2019-20, po których wszelka nadzieja dla Hongkongu została pogrzebana. Po Rewolucji Parasolek nie upadła jeszcze nadzieja, ale Tajwańczycy już wskazywali na to jako argument przeciwko „jednemu krajowi, dwóm systemom”. Reakcję Tajwańczyków po wydarzeniach z 2020 znam gorzej, ale raczej nie poprawiła zaufania do Chin.
@Kaxia
„Na ile potraficie przyznać przed światem i przed swoimi obywatelami jakimi się regułami i wartościami faktycznie kierujecie?”
Nawet w demokracjach to nigdy się w 100% nie pokrywa. Teoretycznie Polska jest świecką demokracją, a w praktyce jest może krajem częściowo wyznaniowym, a na pewno – uprzywilejowującym jedną z religii.
Po drugie, pytać zawsze można, ale kto miałby odpowiadać? Politycy wykręcą kota ogonem, albo zmilczą, a szarzy obywatele odpowiedzą różnie, każdy inaczej. No chyba, że ich wytresowano co mają mówić, jak te chińskie dziatki, co to jeszcze zliczyć do pięciu nie umieją, ale już wiedzą z przedszkola, że Tajwan jest chiński.
„Ale przecież to tautologia”
No jednak nie, bo przekładanie prawa na praktykę może się odbywać na różne sposoby, i tu jest pies pogrzebany. Napisałaś, że Chiny wyglądają źle, a ja pytam „pod jakim względem”? Owszem, z punktu widzenia obywatela słabo, z czym się absolutnie zgadzam, ale już na przykład jeżeli chodzi o ustrój to funkcjonują całkiem sprawnie i nie doświadczają paraliżu systemowego, jaki obecnie oglądamy nad Wisłą, gdzie trwa śmieszno-straszna wojna na wykładnie, interpretacje i ślubowania. Główny wróg Chin, USA, ma podobne problemy: prezydent ogłasza celne wojny, a kongres mu je zeruje. Itd., itp.
„Tylko pytam: jeśli do tej waszej „harmonii” jest potrzebna ścisła kontrola prasy i zgromadzeń, i jeśli wynika to z tysięcy lat chińskiej kultury od czasów Konfucjusza i szkoły yin i yang, to czemu się tego tak wstydzicie i wpisujecie „wolność prasy i zgromadzeń” do konstytucji tak jak na jakimś zgniłym nieharmonijnym Zachodzie?”
Jestem pod wrażeniem. Szkoła sokratejska to także mój ideał i podziwiam ludzi, którzy w ten sposób dążą do prawdy. Niestety, przypuszczam, że po takim pytaniu zalega pełne zakłopotania „嗯”, albo sardoniczne chińskie „嘻嘻”. Czy udało Ci się kiedykolwiek usłyszeć na to pytanie jakąś pouczającą odpowiedź?
„nie wydaje Ci się że od jakiejś dekady sprawy idą w wyraźnie złym kierunku?”
Oj tak, m.in. od kiedy przestano się wstydzić rewolucji kulturalnej i zaczęto pisać nowy tom przygód pewnego misia w Stumilowym Lesie. Atmosfera skisła.
Ale to polityka. Gospodarczo się zacina, co wszyscy przyznają, ale z wojen celnych z Trumpem Chiny wyszły raczej wzmocnione, niż osłabione. Niektórzy moi
chińscy znajomi wrzucają z tej okazji różne memy i tiktokowe slapsticki na łiczat. Zrobić z Ameryki pośmiewisko w ChRL – to jest niewątpliwie osiągnięcie, którym do tej pory nie mógł się poszczycić żaden potus.
„trochę jak porównywanie Oslo z Dubajem.”
W punkt, z tą różnicą, że nikt nie zamierza uczynić z Norwegii dodatkowego emiratu.
„nie mówią już na Chiny 大陸”
Ciekawe. Ludzie, z którymi mam do czynienia na Tajwanie, czy w HKG nadal tak mówią, ale to już raczej moje pokolenie (X). Przypuszczam, że tajwańskie zetki i alfy mają na życie spojrzenie równie dziwaczne, jak ich polscy rówieśnicy, którzy nie pamiętają polski przed wejściem do UE, ani nawet sprzed 1989 roku.
„Tylko 6% mieszkańców Tajwanu *nie* uważa się za Tajwańczyków.”
Bardzo ciekawe. Nie zauważyłem, że to już tak daleko zaszło. Ciekawe, jak to się rozkłada wiekowo. Zapewne te 60% „Tajwańczyków” to głównie młodzi, a te
30% „Tajwańczyków/Chińczyków” to raczej starsze pokolenia.
Zastanawiający jest ten lekki dołek po wygranej Tsai Ing-wen w wyborach prezydenckich w 2016 – na logikę powinno być odwrotnie!
Odbicie w 2019-2020 to już ewidentnie Hong Kong.
@kaxia
„Chodzi o rozwinięcie tego konkretnego zdania, że Tajwańczycy szanują prawa Tybetańczyków i Ujgurów?”
To też, ale tu już chyba wystarczająco wyjaśnione. Dla mnie to wcale nie było oczywiste, bo w Rosji wszelki liberalizm się kończy tam, gdzie mieliby się odciąć od imperializmu. Tam nawet największy „demokrata” jednak powie „Krym nasz na zawsze”. Więc na przykład intuicja ignoranta podsuwała mi, że przeciętny Tajwańczyk też powinien wyznawać jakiś rodzaj „imperializmu Han”, by tak rzec. Rozumiem teraz że tak nie jest i po prostu to Bardzo Ciekawe.
A tak ogólnie to bardzo sobie cenię wszelkie uwagi insajderskie, więc czytam to z przyjemnością i zaciekawieniem.
@”Przede wszystkim uważają oni, że Tybet i Xinjiang to nie jest ich sprawa, bo Tajwan to nie ChRL.”|
Ok, rozumiem, że chodzi o tak zwanych zwykłych ludzi i współcześnie. W żadnych Chinach nigdy nie byłem, ale z tego co czytałem rząd Republiki Chińskiej miał dość ambiwalentny stosunek do niepodległości nawet Mongolii (zewnętrznej) bo uważał się za spadkobiercę imperium mandżurskiego. I drukowano na Tajwanie mapy, w których nie tylko Tybet i Xinjang, ale i Mongolia były w jednym państwie.
Zresztą nawet USA uznały mongolską niepodległość dopiero w 1987.
@MB
„Nawet w demokracjach to nigdy się w 100% nie pokrywa.”
Ale jest duża różnica pomiędzy „pokrywa się w 90%” a „pokrywa się w 10%”. Państwa demokratyczne to pierwsza kategoria, państwa totalitarne to druga. W demokratycznej Europie difoltowy ekspiriens jest „prawo określa reguły gry, jak się do nich stosujesz, to nie będziesz miał problemów”. Wyjątki od tej zasady są rzadkie i na ogół spotykają się z protestem społecznym. W Chinach czy Rosji tak nie jest, tam z reguły prawo sobie, a życie sobie.
@WO
„Patriotyczny event”
Żeby zrobić tzw. puting (putin + miting) trzeba najpierw pomachać gotówką lub zagonić na niego siłą, bez tego nie da się nawet myśleć o wiecu „poparcia”. Zwykle targetem jest tu kiepsko opłacana budżetówka.
„Emigracja wewnętrzna”
Moje doświadczenie tamtejszej szkoły średniej pokazało, że „wnie politiki” oznacza brak jakiegokolwiek stosunku do wszystkiego, co jest poza kręgiem twojej rodziny i znajomych tj. do państwa/jego instytucji, prezydenta, opozycji, nawet mieszkańców swego miasta; to co się dzieje w kraju, dzieje się „samo przez się”, ba… nie każdy z kolegów wiedział np. kto jest aktualnym premierem.
Przy takim podejściu Putin w głowie był w ogóle nieobecny, lubienie go/nielubienie po prostu nie miało skąd się pojawić.
Wspomniany już Kołodko twierdzi z uśmiechem, że w Chinach można „prawie” wszystko. No i podkreśla, że „gdyby tam wprowadzić demokrację, to kraj nigdy w życiu by się nie rozwinął” (podając zresztą dość głupio jako przykład Indie).
Tajwańczyków dobrze nie znam (nie licząc jakichś kontaktów na studiach w Anglii dwadzieścia lat temu – już wtedy było natychmiast absolutnie jasne, kto jest Tajwańczykiem, a kto Chińczykiem), za to żona przyjaciela jest z Hongkongu i ciągle ma tam rodzinę. Trauma związana z `utratą niepodległości’, jak to dosłownie Sheila nazywa, jest żywa i bolesna, co więcej żal jest głównie skierowana do Brytyjczyków. ChRL była od początku – przynajmniej przez wspomnianą znajomą i jej krąg przyjaciół – traktowana jako wróg i najeźdźca, więc trudno mówić o jakimś rozczarowaniu.
@Marco Bollocks
„Czy udało Ci się kiedykolwiek usłyszeć na to pytanie jakąś pouczającą odpowiedź?”
Dla jasności – pytania, które tu zadałam to są na potrzeby naszej dyskusji (to „wy” było tylko retoryczne), a nie są to pytania, które zadawałam podczas rozmów z Chińczykami o polityce. Natomiast pytałam ich, owszem, bardzo grzecznie, że skoro spójność ziem chińskich jest tak podstawowym fundamentem chińskiej psyche od tysiącleci, to jakim cudem 1895 roku *formalnie* zrzekli się Tajwanu? No bo zostać zmuszonym do oddania to jedno, ale formalne zrzeczenie się to coś zupełnie innego. I jak to jest, że niepodległość Tybetu bądź Xinjiangu to byłaby niewyobrażalna utrata, której żaden Chińczyk by nie mógł zaakceptować, a niepodległość Mongolii Zewnętrznej była i jest akceptowana? Uwielbiam oglądać jak się wtedy wiją szukając uzasadnień. 😉
„Napisałaś, że Chiny wyglądają źle, a ja pytam „pod jakim względem”?”
Przecież nie mówię, że w 100%. Po prostu odpowiadam na typową wymówkę azjatyckich dyktatur: bo wy zachodni imperialiści i koloniści chcecie nam narzucać swoje kulturowe wymysły jak demokracja czy prawa człowieka. Ty co prawda nie gloryfikujesz dyktatury, ale piszesz po linii całkowitego relatywizmu kulturowego: oceniacie Chiny z punktu widzenia Zachodu, a więc nieobiektywnie. I moja odpowiedź jest taka: przedstawiam krytykę Chin z punktu widzenia ich samych, tego co sami deklarują, i prostej spójności deklaracji z faktami. A to jest wartość uniwersalna, którą można uzasadniać i z pomocą zachodniej filozofii, i z pomocą konfucjańskiego zhengming 正名 link to en.wikipedia.org
„Nawet w demokracjach to nigdy się w 100% nie pokrywa.”
„Główny wróg Chin, USA, ma podobne problemy: prezydent ogłasza celne wojny, a kongres mu je zeruje. Itd., itp.”
Oczywiście, nigdzie się to nie pokrywa, ale nieprzypadkowo w zachodnich demokracjach pokrywa się dużo bardziej niż w dyktaturach. Bo w system w którym nigdy nie wiesz jakie masz prawa a jakich nie masz, a zmiany mogą być arbitralne, na dłuższą metę nie może dobrze działać. I nie mów mi, że Chińczycy dobrze wiedzą jakie są niepisane reguły. Taki Jack Ma najwyraźniej nie wiedział.
„Zrobić z Ameryki pośmiewisko w ChRL – to jest niewątpliwie osiągnięcie, którym do tej pory nie mógł się poszczycić żaden potus.”
Jasne, że „Ameryka też się sypie”, ale Trump to jednak outlier nawet na tle światowego alt-rightu. Jakakolwiek polityczna analiza jego zachowania nie ma sensu, to już tylko temat dla psychologów i psychiatrów. I oczywiście, muszę z niechęcią przyznać, że Xi Jinping jawi się jako oaza harmonii, spokoju i rozsądku na tle Trumpa i Putina.
„Ciekawe. Ludzie, z którymi mam do czynienia na Tajwanie, czy w HKG nadal tak mówią, ale to już raczej moje pokolenie (X). Przypuszczam, że tajwańskie zetki i alfy mają na życie spojrzenie równie dziwaczne, jak ich polscy rówieśnicy, którzy nie pamiętają polski przed wejściem do UE, ani nawet sprzed 1989 roku.”
Ja też jestem z pokolenia X, a najwięcej o polityce rozmawiałam z nauczycielami chińskiego, którzy byli ode mnie starsi. Byli tam i zwolennicy DPP i KMT, i wszyscy mówili Zhongguo. Myślę, że to może nie kwestia pokolenia, tylko tego Tajwańczycy mieszkający w Chinach nadal używają pojęcia 大陸. Bo z takimi głównie miałeś do czynienia, jak rozumiem?
Czy Twoi tajwańscy rozmówcy to są może 台商? link to en.wikipedia.org (taishang, specjalne słowo na tajwańskich biznesmenów robiących interesy w Chinach). Bo to by wiele wyjaśniało. Jest to jest bardzo specyficzna grupa, mocno popierająca Kuomintang, „business as usual” z Chinami, i kompletnie nieinteresujących się tematami typu demokracja czy prawa człowieka, z oczywistych względów. Jeśli miałeś do kontakt z takimi Tajwańczykami, to na pewno są bardzo niereprezentatywni dla całej populacji.
@wo
„Dla mnie to wcale nie było oczywiste, bo w Rosji wszelki liberalizm się kończy tam, gdzie mieliby się odciąć od imperializmu. Tam nawet największy „demokrata” jednak powie „Krym nasz na zawsze”. Więc na przykład intuicja ignoranta podsuwała mi, że przeciętny Tajwańczyk też powinien wyznawać jakiś rodzaj „imperializmu Han”, by tak rzec.”
Wydaje mi się, że są istotne analogie między Tajwanem a Ukrainą, które mogą pomóc to zrozumieć. Tajwańczycy, Hongkończycy i chińscy Singapurczycy uważają się za część „hańskiego miru” w sensie czysto kulturowym, ale do Chin jako państwa miewają bardzo różne zdania, od bardzo pozytywnego po bardzo negatywne. Są Chińczykami tylko kulturowymi w takim samym sensie jak wielu obywateli Ukrainy, szczególnie przed 2022, określało siebie русский ale nie россиянин.
Mniej więcej do śmierci syna Cziang Kaj-Szeka w 1988 jakaś część mieszkańców Tajwanu określała się 中國人 (zhongguo ren, obywatel Chin, odpowiednik россиянин), i zapewne też wyznawało chiński imperializm i chciało odbić kontynent. Ale to całkiem zniknęło. Teraz te 31% określa się jako zarówno 華人 (hua ren, kulturowy Chińczyk, odpowiednik русский) jak i 台灣人 (taiwan ren, Tajwańczyk, może oznaczać zarówno mieszkańca wyspy Tajwan jak i „obywatel państwa Tajwan” jakby takie oficjalnie powstało), a prawie cała reszta określa się jako tylko i wyłącznie Tajwańczycy.
Podejrzewam, że wielu Rosjan, którzy przenieśli się do Ukrainy (np. w czasach sowieckich) zaczęło się z czasem identyfikować z Ukrainą po uzyskaniu niepodległości, a jak nie oni, to ich dzieci – i teraz stoją po stronie Ukrainy. I na Tajwanie chyba zaszło podobne zjawisko.
@nienietoperz
„Trauma związana z `utratą niepodległości’, jak to dosłownie Sheila nazywa, jest żywa i bolesna, co więcej żal jest głównie skierowana do Brytyjczyków.”
Nie dziwię się, skoro nawet teraz rząd Starmera chce emigrantom z HK utrudnić osiedlanie się w Wielkiej Brytanii.
@amatill @republika Chińska a sprawa mongolska / tybetańska / ujgurska itd.
Być może zwykli obywatele Tajwanu nie chcą się wtrącać w sprawy ww. ludów, ale rząd Republiki Chińskiej oficjalnie uznaje za „swoje” całe terytorium ChRL, co jest zaadresowane w odpowiedniej ustawie: link to en.wikipedia.org
Mongolia wypadła z tych przepisów dopiero w 2002 roku, jak do władzy doszedł pierwszy nie-kuomintangowski prezydent Chen Shui-bien. Nadal ROC nie uznaje jej niepodległości, ale traktuje ją de facto jako niepodległe państwo. W Ułan Bator działa „Biuro Tajpej”, tak samo jak Warszawie.
Tybet jako część ChRL leży w obszarze zainteresowania ROC, ale jest de facto uznawany za państwo, tak jak Mongolia. Po pierwszych wolnych wyborach prezydenckich w 1996 roku, odwiedził Tajwan dalajlama i w Tajpej otwarto biuro tybetańskiego rządu na wychodźstwie w Indiach.
@Kaxia
„Uwielbiam oglądać jak się wtedy wiją szukając uzasadnień. ”
Czyli „嗯” lub „嘻嘻”, tak jak myślałem 🙂
„Ty co prawda nie gloryfikujesz dyktatury, ale piszesz po linii całkowitego relatywizmu kulturowego”
Oj, wypraszam sobie. Stosuję bardzo prostą miarę, jaką jest skuteczność państwa w osiąganiu celów politycznych czy gospodarczych. A to że chińska dyktatura radzi sobie z tym lepiej, niż wiele demokracji, to całkiem inna sprawa. Zaznaczam, uważam polityczny realizm za rzecz cenną, acz oddzielną od relatywizmu. Brzydzę się np. naiwnym zachwytem nad chińskimi technologiami, który nam teraz suflują rozmaici infulencerzy. Albo bredniami, że „Chiny to kraj prawdziwej wolności” lub „prawdziwego kapitalizmu”.
„konfucjańskiego zhengming 正名”
Poszukiwanie sprzeczności to piękne ćwiczenie intelektualne. Po latach życia w ChRL wiem jednak, że konfucjańskie nazywanie rzeczy po imieniu to cenny postulat, lecz prawdziwe życie pozostaje tam jak tao, nienazwane; „prawdziwe nazwy” tylko zaciemniają rzeczywistość, które wymyka się kategoryzacji jak ta woda przeciekająca przez palce Brusalisa (道可道非常道。名可名非常名). Słusznie, można łapać Chińczyków na krętactwach, ale dopóki rządzi partia, żadnego zhengming nie będzie. Każdy nowy etap będzie przynosił semantyczną rewolucję i odwrócenie pojęć. Nie mam co do tego złudzeń, dlatego uważam, że należy ich oceniać po tym robią, a nie po tym, co gadają lub piszą, bo to tylko zasłona dymna. Oczywiście Tajwan, to co innego, dlatego rozumiem Twój punkt wyjścia. Jest on jednak bezproduktywny w Chinach, chyba, że chcesz tam wszcząć rewolucję, na co moim skromnym zdaniem są tam raczej niewielkie szanse. Chiny są jakie są i musimy z nimi żyć. Pies szczeka, a karawana idzie dalej.
„Chińczycy dobrze wiedzą jakie są niepisane reguły. Taki Jack Ma najwyraźniej nie wiedział.”
Mam wrażenie, że szarzy ludzie en masse jednak sobie całkiem nieźle radzą, bo inaczej system zacząłby zgrzytać. Jacka Ma porównałbym raczej do Muska – tak dużo mu się udało w biznesie, że uznał się za omnipotentnego. Więc dostał po łapach.
„Czy Twoi tajwańscy rozmówcy to są może 台商?”
Masz rację. Praca w biznesie ketmani człowieka, co dotyczy nie tylko Chińczyków.
„Tajwańczycy, Hongkończycy i chińscy Singapurczycy uważają się za część „hańskiego miru” w sensie czysto kulturowym, ale do Chin jako państwa miewają bardzo różne zdania”
W przypadku sympatii dla Ujgurów czy Tybetańczyków, o którą pytał @WO, wydaje mi się, że na Tajwanie rzecz bierze się wiktymizacji lokalnej społeczności przez mandaryńskojęzycznych przybyszów po 1949 roku. Bodaj połowa społeczeństwa ma przodków, którzy migrowali na Tajwan za Mingów, Qingów, może nawet wspierali Koxingę w jego oporze przeciw Mandżurom z kontynentu. Oni mogli patrzeć na wojska Czanga zwiewające z kontynentu w 1949 roku jak na nowy najazd dzikusów. W domu mówili w dialekcie i byli za za to prześladowani w szkole, urzędzie czy w pracy. To nie przypadek, że pierwszy „demokratyczny” prezydent Chen jest potomkiem hoklo, a nie „mandarynów” z Pekinu czy Nankinu. Od jego rządów można o tym na Tajwanie głośno mówić, więc łatwo pociągnąć analogie, podczas gdy w ChRL trwa glajszachtowanie mitem harmonijnego współżycia 56 mniejszości narodowych.
@Marco Bollocks
„Być może zwykli obywatele Tajwanu nie chcą się wtrącać w sprawy ww. ludów, ale rząd Republiki Chińskiej oficjalnie uznaje za „swoje” całe terytorium ChRL, co jest zaadresowane w odpowiedniej ustawie”
Jeszcze raz podkreślę: wszyscy Tajwańczycy mi jednoznacznie mówili, że „Republika Chińska” to jest fikcja, o czym wiedzą wszyscy łącznie z rządem Republiki Chińskiej. Po prostu jeśli zmienią nazwę w konstytucji, albo oficjalnie ogłoszą, że terytorium ChRL nie jest „ich”, to ChRL uzna to za secesję i wpadnie w szał albo gorzej. Dlatego nikt się dotąd nie odważył, i dlatego nadal jest sporo zwolenników status quo: „whatever, możemy w nieskończoność udawać że jesteśmy Republiką Chińską i że mamy roszczenia terytorialne, jeśli dzięki temu będziemy nadal de facto niepodległym państwem”.
Powtarzam to jak katarynka, bo ciągle widzę ludzi zakładających, że na Tajwanie są jeszcze ludzie wierzący, że to oni są „prawdziwym państwem chińskim, Republiką Chińską”. Nie ma takich osób.
„Stosuję bardzo prostą miarę, jaką jest skuteczność państwa w osiąganiu celów politycznych czy gospodarczych.”
Moim zdaniem chwalenie skuteczności jako takiej jest słabe. Mao i Stalin bardzo skutecznie realizowali swoje cele polityczne, o czym świadczy choćby to, że umarli śmiercią naturalną pełniąc najwyższe stanowiska – nikt ich nie zabił, nikt ich nie strącił. Ale chyba istotniejsze niż skuteczność jest to jakie to były cele. Na papierze bardzo szlachetne, a w praktyce wiadomo.
Podobnie kraje Zatoki Perskiej skutecznie osiągają swoje cele gospodarcze przy pomocy nowoczesnych niewolników bez żadnych praw którzy pracują na grupkę uprzywilejowanych. Na papierze to pewnie są wszystko dobrowolne umowy.
„Chiny są jakie są i musimy z nimi żyć.”
OK, jak rozumiem, zajmujesz się sprawami powiązanymi z chińską gospodarką, i Twoje doświadczenie jest takie, że ta gospodarka dobrze działa i że są jasne reguły. Nie znam się, ale jak najbardziej mogę w to uwierzyć.
Ja mam o Chinach zdanie jakie mam też w oparciu o swoje doświadczenia.
1. Podróżowaliśmy po Xinjiangu i pojechaliśmy do parku narodowego w pobliżu granicy z Kazachstanem. Okazało się, że w zimie park jest zamknięty i jest to strefa nadgraniczna do której jest zakaz wstępu. Tyle, że nie było o tym informacji ani szlabanu, a o zakazie wstępu dowiedzieliśmy się jak zwinęła nas policja i przesłuchiwała 8 godzin, do 2 w nocy. Co ciekawe, bardziej ode mnie podejrzana dla nich była moja koleżanka, Chinka z amerykańskim paszportem (takie osoby mają w Chinach najgorzej). Podejrzewali ją o szpiegostwo, zabrali ją do hotelu żeby im dała komputer do przeskanowania, natomiast mnie traktowali łagodniej. Ostatecznie nas puścili.
2. Postanowiłam w Pekinie zamiast drogiego hotelu dla laowajów skorzystać z AirBNB. W Chinach jest obowiązek meldunkowy nawet na jedną noc, hotele dla obcokrajowców robią to same, a jak się mieszka u kogoś prywatnie, to trzeba się zgłosić na posterunek policji, a właściciel mieszkania jeszcze musi przynieść jakiś papierek z administracji. Częściowo chcąc oszczędzić, a częściowo chcąc sprawdzić jak ten system działa, dogadałam się z właścicielką mieszkania, która załatwiła papierek. Przyjechałam do Pekinu w piątek po południu, na posterunek dotarłam 10 minut przed zamknięciem, ale był już zamknięty. W sobotę i niedzielę był też nieczynny, i dopiero załatwiłam papierek w poniedziałek. A wylatując we wtorek, zostałam na lotnisku zabrana sprzed bramki i musiałam tłumaczyć dlaczego w systemie jest meldunek od poniedziałku, podczas gdy ja tam byłam od piątku. Trzeba się zameldować na konkretnym posterunku policji w dniu przyjazdu, a to że posterunek jest nieczynny w weekend to nie jest żadne wytłumaczenie. Ma być w dniu przyjazdu. Oczywiście w końcu mnie puścili, ale musiałam podpisywać jakieś dokumenty. Na szczęście przetrzymali dla mnie samolot z pasażerami przez tę godzinę jak mnie przesłuchiwali…
Oczywiście, ostatecznie nic mi się nie stało i mam w rezultacie opowieści z podróży. Ale myślę, że te doświadczenia mówią coś o tym państwie, jak traktuje ono ludzi, i jak to jest z tymi jasnymi regułami i efektywnością. Dodam jeszcze, że wszyscy ci państwowi funkcjonariusze byli wobec mnie mili, ale było jasne, że mają prikazy i procedury, i nie mogą mnie tak ot puścić. No i to było 10 lat temu, teraz pewnie byłoby gorzej.
Jak anecdata to anecdata. Byłem na Tajwanie raz, 20 lat temu i była to moja pierwsza wizyta na dalekim wschodzie. Więc byłem zielony i zachowywałem się jak w Europie a mając wtedy 20 lat mniej niż teraz byłem znacznie bardziej imprezowy. Pójście z lokalsami „na miasto” dość szybko skończyło się stwierdzeniem z ich strony że ja mogę sobie robić co chcę ale oni idą do domu. Na pytanie „ależ dlaczego” wskazali dość wszechobecną policję (było jej naprawdę od cholery wszędzie) i stwierdzili że mnie to co najwyżej odwiozą do hotelu ale ich to z byle powodu czeka pała po plecach i noc na dołku. Więcej pomysłów na życie nocne nie miałem.
@Kaxia
„na Tajwanie są jeszcze ludzie wierzący, że to oni są „prawdziwym państwem chińskim, Republiką Chińską”. Nie ma takich osób.”
Może i w odpowiednim yuanie w Tajpej też już w to nie wierzą, ale nadal podtrzymują administracyjną fikcję z przyczyn politycznych. Może z tego nigdy nic nie wyniknie, a może kiedyś wybiorą tam sobie jakiegoś tajwańskiego Trumpa albo Orbana, który upomni się o Hongkong albo o Tybet. Póki Republika Chińska ma takie prawo jakie ma, jest to możliwe, choć zapewne masz rację, że bardzo mało prawdopodobne.
„Moim zdaniem chwalenie skuteczności jako takiej jest słabe.”
Pełna zgoda, dlatego nie cenię jej w całej rozciągłości. Nie uważasz chyba, że np. podziwiam Chińczyków za sprawną sinizację Tybetu?
Realizm nie oznacza moralnego nihilizmu.
„nikt ich nie zabił”
Stalin, jak wiadomo, bardzo długo czekał na lekarza.
„Ja mam o Chinach zdanie jakie mam też w oparciu o swoje doświadczenia.”
Być może masz po prostu niski poziom tolerancji na tego typu niesopdzianki. Ja to uważam za normalny element życia/pobytu w komunistycznym kraju – i to jest właśnie realizm, IMHO. Pamiętam dobrze jak to działało u nas. Np. jak miałem 13 lat poszliśmy z kolegą na wagary na Okęcie, żeby pooglądać samoloty. W terminalu (tym słynnym, który pojawia się m.in. w „Misiu” Barei) zwinęła nas milicja. Wzięli nas na komisariat, spisali, wypytali i odwieźli suką do domu, poinformowawszy następnie szkołę i rodziców. Miałem w domu burę – absurd, za oglądnie samolotów z tarasu widokowego! (który akurat był czynny, więc nie musieliśmy jechać do Wrocławia 🙂 )
Jak 10 lat później jechałem do ChRL, to miałem w pamięci, że tam komunizm nadal jest obowiązującym ustrojem. W czasie pierwszej podróży nocowałem np. w tanim hostelu przy dworcu w Luoyangu, który mnie przyjął bez meldunku. Ktoś doniósł na milicję, więc musiałem się ewakuować dwie ulice dalej. Tam dostałem pokój zbiorowy, do którego w śodku nocy wszedł jakiś gość, popatrzył na mnie, obrócił się na pięcie i wyszedł. Później opowiedziałem to jakieś chińskiej współprasażerce w pociągu do Kaifengu. Wytłumaczyła mi, że to był zapewne ksenofob, albo ktoś, kto się bał nocować w jednym pokoju z obcokrajowcem – w latach 80. to mogło oznaczać kłopoty, pamięć była żywa. To właśnie dzięki takim przygodom nauczyłem się najwięcej o Chinach Ludowych. Ale nie każdy to lubi, rzecz jasna.
@Marco Bollocks
Twój „realizm” brzmi dla mnie jak samospełniająca się przepowiednia. Akcentując skuteczną gospodarkę, a zbywając koszty ludzkie jako koloryt lokalny, uczestniczysz w budowaniu tej samej patologii, która właśnie dobija Rosję. Przecież przez lata Rosjanie i Russlandversteherzy tłumaczyli jak to Putin dał rozwój gospodarczy, stabilność, wyprowadził kraj z kryzysu lat 90, i że trzeba patrzeć realistycznie, że z tą demokracją i prawami człowieka jest jak jest, trzeba żyć z tym co mamy. A obecny Xi to już nie wczesny Putin, to już co najmniej środkowy Putin dla którego ideologia jest już ważniejsza niż gospodarka. No i w systemie w którym to co na papierze nie zgadza się z tym co w rzeczywistości, i w związku z tym ciężko poznać pełny obraz sytuacji, gospodarka w końcu ucierpi.
@Kaxia
„Środkowy Putin” był gdzieś między najazdem na Gruzję, a zajęciem Krymu. Naprawdę uważasz, że ChRL jest już w takim miejscu?
Zakładając, że masz rację: co zwykły człowiek może zrobić, żeby ją zatrzymać. Przestać kupować chińskie rzeczy? Byli tacy co próbowali, ale równie dobrze można się udać na erem na Kampinosu.
Niemniej, serio pytam. Nie chcę żyć w świecie urządzonym przez KPCh, ale on już tu jest i nie bardzo wyobrażam sobie, jak można zatrzymać jego pochód.
@MB
„Nie chcę żyć w świecie urządzonym przez KPCh, ale on już tu jest i nie bardzo wyobrażam sobie, jak można zatrzymać jego pochód.”
Przede wszystkim, jak mówi klasyk, Do not obey in advance. Nic nie jest przesądzone.
@Kaxia
Rosja to jednak powstała w wyniku upadku puczu Janajewa. I przynajmniej początek lat 90-tych to próby reform, nieudane ale jednak. Ukraina w tym czasie gniła w stagnacji, a Białoruś stoczyła się w autorytaryzm.
@MB
Sukces Chin jest bardzo względny. To jest kwestia wyłącznie miliardowej populacji, która jednak musi dość spory pekab wypracować (w liczbach bezwzględnych, bo na głowę to jest bryndza) i mocno totalitarnego systemu, który może te pieniądze kierować na różne fajerwerki. Realnie to nie jest wiele więcej warte niż sowiecka industrializacja, która też imponowała. Co do porównania Taipei i Pekinu – to jest bez sensu. Tu trzeba porównać chiński i tajwański wygwizdów, bo to pokazuje realny sukces kraju, czyli jak dobrym miejscem dany kraj jest do życia. A tu Chiny przegrają nie tylko z Tajwanem, ale i Polską, a nawet Bułgarią. Może wygrają z jakimś Naddniestrzem.
Co do Ukrainy – realnie odrębna od Rosji była tylko była Galicja, trochę Wołyń, reszta to to zbliżony poziom jak Białoruś. Poważne poczucie odrębności to tam pojawiło się w centralnej części kraju dopiero po Pomarańczowej rewolucji, a na wschodzie i południu dopiero po 2014.
@MB
” Ja to uważam za normalny element życia/pobytu w komunistycznym kraju – i to jest właśnie realizm, IMHO. ”
Ten obowiązek meldunkowy jest wielu krajach poradzieckich, sam pamiętam z Petersburga taką bumagę z wielką pieczątką z hotelu, tylko nikt na nią na lotnisku nie spojrzał, relacje rowerzystów itp. szwendających się przez Kazachstan, Turkmenistan itp. też zawierają ten element – tylko, że władza tam na prowincji przyjmuje wyjaśnienia i poucza, bez jakiegoś zatrzymywania biedaka z sakwami.
@rpyzel
W ChRL to się już skomputeryzowali. To stanowi problem w hotelach na prowincji, bo tam nie wiedzą, co klikać na formularzu; nie potrafią często np. rozpoznać z jakiego kraju jest paszport.
Jeszcze przed wojną chciałem natomiast jechać do Moskwy po drodze z Polski, ale poległem w ruskim konsulacie na potwierdzeniu środków finansowych na pobyt. Pracowałem wtedy w Chinach, więc miałem wyciąg z chińskiego banku, którego mi nie uznano (Polak ma mieć z polskiego). Dziś nawet bym nie chciał tam jechać, jakby mi dopłacili.
Chińczycy tymczasem się ogarnęli i wprowadzili ruch bezwizowy, można nawet podpiąc kartę bankową pod ich systemy płatności. Ale na prowincji piękna teoria się kończy, bez znajomości realiów można się zdziwić. Dlatego oni lubią najbardziej zorganizowane grupy i turystów poruszających się przetartym szlakiem, co lata temu opisał w popularyzatorskiej książe „W Domu Smoka” Włodzimierz Kalicki.
@Marco Bollocks
„„Środkowy Putin” był gdzieś między najazdem na Gruzję, a zajęciem Krymu. Naprawdę uważasz, że ChRL jest już w takim miejscu?”
Nawet dalej.
Putin 2020: dożywotni stołek
Xi 2018: dożywotni stołek
Putin 2014: nielegalna aneksja Krymu
Xi 2020: ustawa o bezpieczeństwie narodowym w Hongkongu (de facto nielegalna aneksacja)
Na dodatek mieszkańcy Hongkongu dużo wyraźniej się temu sprzeciwiali niż mieszkańcy Krymu.
„Zakładając, że masz rację: co zwykły człowiek może zrobić, żeby ją zatrzymać. Przestać kupować chińskie rzeczy? Byli tacy co próbowali, ale równie dobrze można się udać na erem na Kampinosu.”
Po prostu jestem przeciwna przedstawianiu Chin na zasadzie: gospodarka dobra, a traktowanie ludzi przez państwo to nieistotne szczegóły, a poza tym i tak nie mamy na to wpływu. Takie podejście to paliwo dla ich propagandy.
Nie trzeba mieć wpływu, żeby oceniać. Na tym polega posiadanie poglądów politycznych. Toksyczne odpolitycznienie dużej części populacji już zrujnowało Rosję, i obawiam się, że może na dłuższą metę zrujnować Chiny. To jest podejście „ja jestem tylko poddanym, i tak nie mam na nic wpływu, róbmy na co pozwalają i nie krytykujmy”.
„Niemniej, serio pytam. Nie chcę żyć w świecie urządzonym przez KPCh, ale on już tu jest i nie bardzo wyobrażam sobie, jak można zatrzymać jego pochód.”
Można zacząć od wyrzeczenia się fatalizmu. Mało już się na świecie wydarzyło rzeczy, które niedługo wcześniej mogły być uznane za nieprawdopodobne albo wręcz absurdalne?
@kmat
„I przynajmniej początek lat 90-tych to próby reform, nieudane ale jednak”
OK, fakt.
„Tu trzeba porównać chiński i tajwański wygwizdów, bo to pokazuje realny sukces kraju, czyli jak dobrym miejscem dany kraj jest do życia.”
Moim zdaniem nie ma sensu porównywania wygwizdowa w krajach o tak różnej wielkości. Chiński wygwizdów można porównywać z rosyjskim, amerykańskim, australijskim, brazylijskim, ale nie tajwańskim. Nie ta skala, nie te wyzwania, nie te problemy.
Moje bardzo ograniczone doświadczenia z chińskim wygwizdowem są takie, że cudów nie ma, ale beznadziejnie też nie jest, na pewno nie jest to rosyjska głubinka. Infrastruktura jest spoko, na przykład nawet w takim Xinjiangu są wypasione autostrady.
„Poważne poczucie odrębności to tam pojawiło się w centralnej części kraju dopiero po Pomarańczowej rewolucji, a na wschodzie i południu dopiero po 2014.”
Ta dyskusja coraz bardziej mi klaruje obserwacje z różnych miejsc, że poczucie politycznej przynależności może mieć bardzo niewielki związek z kulturową przynależnością. Można mówić wyłącznie po rosyjsku, a czuć zdecydowaną przynależność do Ukrainy. Jak się pytam Szwajcarów co ich łączy ze Szwajcarami mówiącymi w innych językach to zawsze na pierwszym miejscu mówią o systemie politycznym, podczas gdy kulturowo włoskim Szwajcarom może być do Włochów, a niemieckim Szwajcarom do Niemców.
@obowiązek meldunkowy w Chinach
Też miałem z tym doświadczenie (przyjazd w sobotę, meldunek w poniedziałek) kiedy odwiedzialiśmy teściów w Shandong. Zero problemów później.
Wieś chińska którą widziałem wygląda jak Polska z lat 90-tych.
Wracając do dronów, Azow właśnie opublikował film jak latają tymi Marsjanami nad Mariupolem i niszczą ciężarówki na autostradzie Donieck-Mariupol. 120 km od linii frontu. Ciekawe jak wygląda skala produkcji/wdrożenia tych dronów.
Ukraińcy napier*** w co tylko chcą po tej stronie Uralu, a podobno się dopiero rozkręcają. Im większa bedzie produkcja rakiet/dronów itd, tym mniejsze cele będą atakowane i destrukcja coraz większa. Jak długo będzie w stanie funkcjonować państwo Rosyjskie przy takim stanie rzeczy?
@MB
'Przestać kupować chińskie rzeczy?’
Niedoceniany aspekt: napisał Pan to tak, jakby sprawa była binarna. No być może zupełnie przestać się nie da, ale można harmonijnie, choć konsekwentnie przyhamować. I jak ze wszystkim, to przechodzi w przyzwyczajenie. W bonusie mniejszy konsumpcjonizm i, paradoksalnie, spore oszczędności.
@Kaxia
„Putin 2014: nielegalna aneksja Krymu
Xi 2020: ustawa o bezpieczeństwie narodowym w Hongkongu (de facto nielegalna aneksacja)”
Gdzie Hongkong, gdzie Krym?
Krym był terytorium ukraińskim zajętym zbrojną siłą. Doszło do walk i niezbornych prób obrony ze strony ukraińskiej.
Hongkong pozostaje terytorium ChRL od 1997 roku. Xi go nie anektował, tylko przyspieszył wprowadzenie autorytaryzmu, które teoretycznie powinno nastąpić po 2047 roku (jak uzgodnił Deng z Thatcher). To jest oczywiście naganne, ale to jednak coś zupełnie innego, niż zaanektowanie terytorium sąsiedniego kraju.
Jeżeli zajęcie Krymu można z czymś w chińskiej historii porównywać, to raczej z zajęciem Tybetu przez ChALW w 1950 roku.
Nie chcę bronić Xi, ale uważam, że daleko mu jeszcze do Putina bo względem nękania sąsiadów wojnami. Na Twoim miejscu raczej wskazywałbym to, co jego siły wyprawiają na Morzu Południowochińskim (wojna hybrydowa o bezludne wysepki i związany z nimi dostęp do łowisk czy surowców), z zastrzeżeniem, że to też jeszcze nie jest ten etap co Krym lub Gruzja.
„Po prostu jestem przeciwna przedstawianiu Chin na zasadzie: gospodarka dobra, a traktowanie ludzi przez państwo to nieistotne szczegóły, a poza tym i tak nie mamy na to wpływu. Takie podejście to paliwo dla ich propagandy.”
Ja też jestem temu przeciwny. Uważam, że zachodnia prasa powinna pisać o tym, co się dzieje w Chinach np. pod względem traktowania mniejszości, czy praw pracowniczych. Europejscy politycy powinni o to pytać w czasie wizyt. Ale nie mam złudzeń, że w mediach społecznościowych lepiej żreć będą kotki i tańczące laski, więc dezinformacja i propaganda zawsze wygra. Jedyne sensowne podejście to tworzenie własnej kontr-propagandy (dziś raczej powiedzielibyśmy faktczekingu”), co zalecał po WW1 m.in. Edward Bernays, ojciec public relations. I to dokładnie idzie w tym kierunku, np. wczoraj w dzienniku TVP ogłoszono powstanie portalu sprawdzamto.
„Toksyczne odpolitycznienie dużej części populacji już zrujnowało Rosję, i obawiam się, że może na dłuższą metę zrujnować Chiny.”
Ja tam bym się jednak o Chińczyków nie martwił. Moim zdaniem, mencjuszowska tradycja „mandatu niebios” (天命) ciągle jest żywa w chińskiej psyche, chociaż ona funkcjonuje inaczej, niż zachodnia tradycja sprzeciwu. Zachęca do podkreślania społecznej harmonii (generalnie Azjaci nie kłócą się o politykę aż tak jak my), jednak wyznacza również granicę wszystkim władcom: mają rządzić dobrze, i przez moralny przykład. Konfucjusz porównywał cesarza do Gwiazdy Polarnej, która pozostaje w środku firmamentu, kiedy wszystko inne się wokół niej kręci.
Niebo w tej tradycji mówi poprzez katastrofy naturalne. Kiedy cesarz jest zły, to wybuchają pożary, pandemie i wojny. Dlatego tamtejszy rząd nadal panicznie reaguje na wszelkie wypadki i zagrożenia, choć już ich raczej nie cenzuruje tak, jak jeszcze w latach 80. (bo się po prostu nie da, jak każdy ma wechat w telefonie).
Przypomnę, że kiedy próbowano schować pod dywan covid w Wuhanie, Chiny stanęły na krawędzi chaosu. Partia musiała postawić wszystko na głowie wprowadzając drakońskie lockdowny i inne obostrzenia, żeby zapobiec kryzysowi, który mógł ją wysadzić z siodła. Zrobiła to tak dobrze, że między 20 a 22 rokiem zwykli Chińczycy puszyli się z dumy, że tam w Europie czy Stanach ludzie mrą jak muchy, a w Chinach jest spokój i porządek. Potem, kiedy okazało się, że „zero covid” nie ma już większego sensu, bo zamknięci ludzie cierpią, a nawet giną, a armia ludzi w białych kombinezonach robi bezsensowne nieustanne wymazy nie tylko każdemu nieszczęśnikowi, który się nawinie, ale i zelówkom butów czy krabom w akwariach, momentalnie te politykę skasowano.
Tak też każdy chiński władca zawsze stąpa po cienkiej linie. Fałszywy krok może doprowadzić do niezadowolenia i buntu.
W Rosji tymczasem samoloty spadają, ludzie giną i nie wywołuje to chyba takiego oburzenia. Rosjanie nie wierzą w „mandat niebios”, tylko w mandat nagiej siły. Covid na przykład przeszedł tam bez większych zgrzytów, choć przecież setki tysięcy ludzi zmarły.
„Można zacząć od wyrzeczenia się fatalizmu. Mało już się na świecie wydarzyło rzeczy, które niedługo wcześniej mogły być uznane za nieprawdopodobne albo wręcz absurdalne?”
Ja to nazywam raczej realistycznym pesymizmem. Zakładam zawsze najgorszy scenariusz, więc jak wydarzy się cokolwiek o oczko mniej gorszego niż worst case, to mam powody do radości.
@nean
„Niedoceniany aspekt: napisał Pan to tak, jakby sprawa była binarna. No być może zupełnie przestać się nie da, ale można harmonijnie, choć konsekwentnie przyhamować. ”
Np nie tylko możemy ale powinniśmy próbowac uniezależnic się od importu metali ziem rzadkich z Chin, zwł. tych używanych do produkcji uzbrojenia.
@rw
„importu metali ziem rzadkich”
Jako chemik chcę zaapelować o unikanie na moim blogu tego mylącego określenia, proponuję „minerałów krytycznych” (bo potem się okazuje że lit, miedź albo wewogle grafit są „metalami ziem rzadkich”).
@MB
„W Rosji tymczasem samoloty spadają, ludzie giną i nie wywołuje to chyba takiego oburzenia.”
Rosjanie sobie powiedzą, jak ta pasażerka czekająca na samolot na lotnisku w Moskwie, że „wszystko w końcu kończy się dobrze”. Owczy optymizm.
@wo
OK.
Lit i kobalt są krytyczne, ale przecież nie należą do REE, gdzie drugie E stoi za elements. Czyli właściwie powinno być pierwiastki ziem rzadkich. W jednej książce zresztą widziałem skrót RRE, choć rozwijany był poprawnie.
Pojęcie „minerały” też może wprowadzać w błąd, bo obejmuje też związki chemiczne, a cały ambaras z Chinami jest taki, że tylko oni potrafią na dużą skalę ekstrahować np. prazeodym z rudy, i osobno resztę.
A winić za ten bajzel trzeba jakiś osiemnastowiecznych Szwedów.
Ja swoją drogą jestem ciekaw jaki wpływ na postawę Ukraińców miał polski soft power. Nawet przed pełnoskalowym atakiem Rosji, w Polsce była olbrzymia diaspora ukraińska. Ci Ukraińcy, z którymi miałem styczność często mieli wobec Polski postawę jak Polacy wobec Niemiec kiedyś. Resentyment wymieszany z podziwem, że droga może być równa, a policjant zatrzymywać jak przekroczysz prędkość, a nie według widzimisię.
@amatil
„właściwie powinno być pierwiastki ziem rzadkich”
W ogóle nie powinno być. To historyczne pojęcie, obecnie nieużywane (w chemii, w mediach oczywiście nadal, no ale Media Są Głupie).
er
„obejmuje też związki chemiczne”
I bardzo słusznie, przecież nie handluje się CZYSTYM litem czy sodem (tzn. nie hurtowo).
@hatefire
„Ja swoją drogą jestem ciekaw jaki wpływ na postawę Ukraińców miał polski soft power.”
IMO to się mocno zmieniło w 2014 roku, kiedy Rosja wkroczyła na Krym i do Donbasu. Od tego czasu głównym wpływem był gniew wobec Rosji.
@wo „To historyczne pojęcie, obecnie nieużywane ”
Używane, co z tego, że poza chemią.
„I bardzo słusznie, przecież nie handluje się CZYSTYM litem czy sodem (tzn. nie hurtowo).”
Słusznie czy nie, problematyczne jest rozdzielenie od siebie tych lantanowców, niesłusznie zwanych REE, na przemysłową skalę. Takie USA potrafi je wydobyć, ale wzbogaconą rudę muszą eksportować do Chin. Co sprowadzają z powrotem to nie wiem, ale nawet jeśli są to tlenki przynajmniej czegoś konkretnego.
Lit jest problematyczny w inny sposób.
@rw
„Np nie tylko możemy ale powinniśmy próbowac uniezależnic się od importu metali ziem rzadkich z Chin, zwł. tych używanych do produkcji uzbrojenia.”
Z uzbrojeniem racja, ale po co nam krytyczne surowce / minerały, jak cywilny przemysł z Europy zaczyna właśnie wyjeżdżać do ChRL?
Polskie media głównego nurtu się tym nie specjalnie nie zajmują (bo wyrastają z tradycji inteligenckich, a nie kupieckich), ale niemiecki biznes automotive (np. Bosch czy VW) albo chemiczny (BASF) właśnie mówi „Lebewohl!”. To przedsiębiorstwa, które do tej pory zatrudniały tysiące ludzi i dawały się pożywić setkom podwykonawców m.in. w Polsce.
Np. Bosch: link to substack.com; BASF: link to polskiobserwator.de; VW: link to money.pl
Łatwo przewidzieć, że to wywoła jeszcze większe tarcia w Unii, bo Niemcy będą chcieli utrzymać otwarcie unijnego rynku kosztem producentów z EŚW w Polsce, Rumunii czy na Węgrzech. Walec chińskiej polityki przemysłowej właśnie zaczyna nas rozjeżdżać, a Europa jako całość nie ma na to dobrej odpowiedzi. Nie mają też pojedyncze kraje, takie jak Polska.
„Niedoceniany aspekt: napisał Pan to tak, jakby sprawa była binarna. No być może zupełnie przestać się nie da, ale można harmonijnie, choć konsekwentnie przyhamować. ”
W aspekcie konsumenckim to nie takie proste. Nigdy nie kupowałem niczego na żadnym Temu czy innej Alibabie ale 1) cokolwiek elektronicznego – praktycznie wszystko jest z Chin, 2) ubrania – you never know, przeważnie nawet na metce nie jest napisane, 3) wszystko inne – też you never know, nawet przysłowiowy kibel całkiem polskiego w teorii producenta potrafi być made in china. Także piękna idea by ograniczać tylko trudna w realizacji, przynajmniej od strony konsumenckiej.
@rw
IMO to się mocno zmieniło w 2014 roku, kiedy Rosja wkroczyła na Krym i do Donbasu. Od tego czasu głównym wpływem był gniew wobec Rosji
To pewnie tak, natomiast ja nieśmiało przypomnę że 2 lata wcześniej miała miejsce duża impreza sportowa którą współorganizowały Polska i Ukraina. Moim zdaniem to jest duży sukces Polskiego/UE soft power i pewnie też kamień obrazy dla Władimira Władimirowicza że jak to wolą organizować z Polszą a nie z nami, braćmi krwi? Wiadomo jak gospodarz traktuje sport zawodowy, więc nie będę się rozpędzał, ale imho było to jakieś symboliczne podpięcie Ukrainy do „Zachodu” które też jakoś się dołożyło do Euromajdanu, który wybuchł rok później.
@Cpt.Havermeyer
„To pewnie tak, natomiast ja nieśmiało przypomnę że 2 lata wcześniej miała miejsce duża impreza sportowa którą współorganizowały Polska i Ukraina.”
Jakiś inny polski bloger o tym pisał: link to eastsplaining.substack.com
W polskiej lidze siatkówki gra też ukraiński zespół z Lwowa. No i nie wywołuje to w Ukrainie jakiś dymów, że jak to, czy aby to nie rewizjonizm granic. Myślę, że Polska stała się dla sporej części Ukraińców, między innymi przez te tysiące co tu żyją i pracują, jakimś punktem odniesienia atrakcyjniejszym niż Rosja. Stąd powtórzę, to trochę jak Niemcy dla Polski. Trzeba pamiętać, że referendum unijne przeszło o włos w sumie. Może smak gumy Maomam przysyłanej przez wujka na saksach w Reichu przeważył?
@hatefire
„Trzeba pamiętać, że referendum unijne przeszło o włos w sumie.”
Jakie „o włos”? 77.45% głosów za, 58.85% frekwencja dla 50% wymaganej.
Miałem na myśli frekwencję. Przecież wystarczyła demobilizacja części elektoratu i sondaże potwierdzały takie obawy.
@rw
Jakiś inny polski bloger o tym pisał
Oczywiście czytałem, ale już skleroza postępuje a to notka z 2023. Tak czy inaczej jesteśmy od dłuższego czasu pomostem między zachodem a Ukrainą. Dodam tylko że to Euro zadziałało w obie strony i przeciętny Polak mógł zobaczyć Ukrainę i Ukraińców w innym świetle i wyrobić sobie o nich jakieś zdanie inne niż: to jakieś postsowieckie ruskie.
@Marco Bollocks
Powtórzę jeszcze raz porównanie, do którego się nie ustosunkowałeś:
Putin 2020: dożywotni stołek
Xi 2018: dożywotni stołek
Nawet pomijając wszystko inne, to jedno porównanie już wystarczy, żeby stwierdzić, że ideologia i/lub interesy rządzącej kliki przeważyły nad pragmatyzmem i dbaniem o dobrobyt obywateli, tak w Rosji jak i w Chinach. I sam ten jeden czynnik to recepta na szybsze lub wolniejsze gnicie systemu.
Wyobraź sobie, że miałbyś zaprojektować system oświeconej dyktatury długoterminowo dbającej o dobrobyt obywateli. Nie uważasz, że absolutnie niezbędna byłaby kadencyjność przywódcy, i jasne działające reguły przekazywania władzy (nawet jeśli tylko wewnątrz rządzącej kliki)? Przecież jeden i ten sam dziad u władzy przez kilkanaście albo kilkadziesiąt lat to przepis na katastrofę, szczególnie przy dzisiejszym tempie zmian na świecie.
Wyobraź sobie co by było, gdyby Putin nie zmieniał konstytucji i kończył swoją ostatnią kadencję zgodnie z planem w 2024. Po pierwsze, nie miałby w 2022 roku motywacji, że potrzebuje podwyższyć poparcie w społeczeństwie poprzez inwazję. Po drugie, nawet jeśli by dokonał inwazji w 2022, to w wyborach 2024 ktoś inny objąłby władzę, i nawet jeśli nie byłoby naprawdę wolnych wyborów, to jest bardzo duża szansa, że nowy prezydent byłby skłonny dogadać się z Ukrainą w taki czy inny sposób, bo było wtedy już jasne jak słońce, że wojna nie idzie po myśli Rosji.
„Krym był terytorium ukraińskim zajętym zbrojną siłą. Doszło do walk i niezbornych prób obrony ze strony ukraińskiej.”
Efektem protestów w Hongkongu były tysiące rannych. Na Krymie opór był tak niewielki, że nawet nie jestem w stanie znaleźć liczby rannych, więc zapewne była znikoma. Pacyfikacja Hongkongu była dużo brutalniejsza niż pacyfikacja Krymu.
„Hongkong pozostaje terytorium ChRL od 1997 roku. Xi go nie anektował, tylko przyspieszył wprowadzenie autorytaryzmu, które teoretycznie powinno nastąpić po 2047 roku (jak uzgodnił Deng z Thatcher). To jest oczywiście naganne, ale to jednak coś zupełnie innego, niż zaanektowanie terytorium sąsiedniego kraju.”
Ciekawe, że jeszcze niedawno byłeś zwolennikiem rozumienia „niepisanych reguł”, ale teraz nagle stajesz się formalistą, dziwnym trafem akurat wtedy jak stawia to Xi w lepszym świetle. Tak, formalnie to nie jest aneksja. Ale jest to złamanie międzynarodowej umowy z Wielką Brytanią, tak samo jak aneksja Krymu jest złamaniem międzynarodowej umowy z Ukrainą. Oba wydarzenia są dowodem na to, że dyktatorsko-imperialna ideologia wzięła górę nad pragmatycznym dbaniem o dobro obywateli.
„Ja tam bym się jednak o Chińczyków nie martwił”
Ja się nie martwię przesadnie o Chińczyków (choć życzę im dobrze, szczególnie tym nieopętanym imperializmem), ale martwię się, że te zrujnowane Chiny będą rujnować życie innym krajom, tak jak teraz robi to Rosja.
„Niebo w tej tradycji mówi poprzez katastrofy naturalne. Kiedy cesarz jest zły, to wybuchają pożary, pandemie i wojny”
Jeśli Mao nie stracił mandatu niebios po zagłodzeniu dziesiątek milionów ludzi w Wielkim Skoku Naprzód, to znaczy że ta koncepcja nie jest już warta funta kłaków. Czas skończyć z patrzeniem Chiny na zasadzie „tam wszystko inaczej działa, inna kultura”. Chiny to imperialna dyktatura, i legitymizacja władzy lub jej utrata podlega podobnym prawom jak w innych imperialnych dyktaturach, a nie w oparciu o starożytne koncepcje. Poza tym przy zaawansowanych technologiach inwigilacji jakikolwiek bunt będzie coraz trudniejszy.
„tworzenie własnej kontr-propagandy (dziś raczej powiedzielibyśmy faktczekingu”)”
No właśnie raczej kontr-propagandy niż fakt-checkingu. Większości ludzi porywają emocje, nie fakty. Fakt-checking to przydatne narzędzie, ale rzadko jest źródłem inspiracji.
„Ja to nazywam raczej realistycznym pesymizmem. Zakładam zawsze najgorszy scenariusz, więc jak wydarzy się cokolwiek o oczko mniej gorszego niż worst case, to mam powody do radości.”
Tylko dziwnym trafem ten realistyczny pesymizm znika gdy chwalisz gospodarkę Chin, albo argumentujesz że ten Xi nie jest wcale taki zły, i że „utrata mandatu niebios” to realistyczny proces obalania złych władców.
Wiem, że Gospodarz nie lubi bieżączki, ale dekret Prezydenta Ukrainy, to jest propagandowe mistrzostwo
—————————————-
W związku z licznymi prośbami, w celach humanitarnych określonych podczas rozmów ze stroną amerykańską w dniu 8 maja 2026 r., postanawiam:
1. Zezwolić na zorganizowanie w dniu 9 maja 2026 r. parady w Moskwie (Federacja Rosyjska).
Na czas trwania parady (od godziny 10:00 czasu kijowskiego 9 maja 2026 r.) wyłączyć obszar Placu Czerwonego z planu użycia ukraińskiej broni.
Obszar Placu Czerwonego:
55.754413 37.617733
55.755205 37.619181
55.753351 37.622854
55.752504 37.621538
2. Niniejszy dekret wchodzi w życie z dniem jego podpisania.
Prezydent Ukrainy W. ZELENSKI
8 maja 2026 r.
@rpyzel
„to jest propagandowe mistrzostwo”
Niechętnie przyznają to nawet Rosjanie (np. Dwa Majora).
> Nie uważasz, że absolutnie niezbędna byłaby kadencyjność przywódcy,
Że papież nie dba o wiernych? Jinping jest zresztą w podobnym wieku i tak btw rządzi w podobny sposób. Obowiązującą doktryną prawa jest teraz Myśl Xi. Absolutnie nikt ze znawców nie wie jakie są podstawy socjalizmu o chińskiej charakterystyce. Skoda jestem tego pewien? XJPT to jak JPII tak naprawdę myśl kogo innego, Xi Jinping Thought napisał Wang Huning. Napisał też najważniejszy podręcznik Centralnej Szkoły Partii. Wbrew obiegowej opinii partią nie rządzą inżynierowie (pretensje może mieć jeden członek politbiura który prawie skończył agrotechnikę) a sami absolwenci szkoły marksizmu o chińskiej charakterystyce. Tego podręcznika na Zachodzie nikt nigdy nie przetłumaczył, bo po co. Po co wiedzieć jak działa władza w Chinach (mająca dopiero piątego najwyższego przywódcę, taka to kadencyjność).
@Kaxia
„Efektem protestów w Hongkongu były tysiące rannych. Na Krymie opór był tak niewielki, że nawet nie jestem w stanie znaleźć liczby rannych, więc zapewne była znikoma. Pacyfikacja Hongkongu była dużo brutalniejsza niż pacyfikacja Krymu.”
Po aneksji Krymu doszło nie tylko do pacyfikacji, ale również do czystki etnicznej. Dziesiątki tysięcy Ukraińców opuściło Krym. Jest wiele przypadków morderstw ludzi, którzy protestowali przeciwko rusyfikacji.
Kaxia + RW
RW ma rację, a jak byłeś niedobitkiem przesiedleń Tatarów Krymskich to przerąbane mocno znowu.
@Kaxia:
Pięknie dziękuję za ostatnią serię wpisów, czy możemy Panią przy jakiejś okazji nasłać na kol. Kołodkę?
Nie mogę sobie wybaczyć, że kiedy słuchałem jak to „wam państwo uczeni ściśli nie trzeba nawet wyjaśniać dlaczego chinizm (słowo, które sam wymyśliłem, i nawet tłumaczy się na angielski jako „czajnizm”, zaprawdę) to ostateczne słowo w historii ekonomii, a więc świata, a więc wszechświata”.
A w sprawie Placu Czerwonego – ręce składają się do oklasków. Zauważcie, że trolling sięga też, choć subtelniej, kolegi Pomarańczowego…
@Kaxia:
Pięknie dziękuję za ostatnią serię wpisów, czy możemy Panią przy jakiejś okazji nasłać na kol. Kołodkę?
Nie mogę sobie wybaczyć, że kiedy słuchałem jak to „wam państwo uczeni ściśli nie trzeba nawet wyjaśniać dlaczego chinizm (słowo, które sam wymyśliłem, i nawet tłumaczy się na angielski jako „czajnizm”, zaprawdę) to ostateczne słowo w historii ekonomii, a więc świata, a więc wszechświata”, nie wstałem i demonstracyjnie nie zapytałem, czy jest coś, w czym wielki Puchatek się choć odrobinę myli…
A w sprawie Placu Czerwonego – ręce składają się do oklasków. Zauważcie, że trolling sięga też, choć subtelniej, kolegi Pomarańczowego…
P.S. Przepraszam za pierwszy urwany post – może uda się go skasować?
@rw
„Po aneksji Krymu doszło nie tylko do pacyfikacji, ale również do czystki etnicznej. Dziesiątki tysięcy Ukraińców opuściło Krym. Jest wiele przypadków morderstw ludzi, którzy protestowali przeciwko rusyfikacji.”
Dzięki za informację, jak najbardziej trzeba to uwzględnić jako następstwa aneksji Krymu. Ale trzeba wtedy też uwzględnić, że setki tysięcy Hongkończyków też wyemigrowało w następstwie wprowadzenia ustawy o bezpieczeństwie narodowym.
A czystki etniczne to kolejna rzecz, w której możemy porównać Putina i Xi. W okolicach 2014 zaczęły się prześladowania Ujgurów i tworzenie obozów, w których jest teraz zamkniętych bez wyroku około miliona osób.
@Kaxia
„Powtórzę jeszcze raz porównanie, do którego się nie ustosunkowałeś:
Putin 2020: dożywotni stołek
Xi 2018: dożywotni stołek (…)
I sam ten jeden czynnik to recepta na szybsze lub wolniejsze gnicie systemu.”
Nie ustosunkowałem się, bo wydaje mi się oczywiste, że z kultu jednostki i centralizacji władzy w jednych rękach nic dobrego nie wynika (nie tylko w Chinach i Rosji zresztą).
„Ciekawe, że jeszcze niedawno byłeś zwolennikiem rozumienia „niepisanych reguł”, ale teraz nagle stajesz się formalistą, dziwnym trafem akurat wtedy jak stawia to Xi w lepszym świetle.”
Polityka międzynarodowa i krajowa to po prostu dwa różne porządki.
„Jeśli Mao nie stracił mandatu niebios po zagłodzeniu dziesiątek milionów ludzi w Wielkim Skoku Naprzód, to znaczy że ta koncepcja nie jest już warta funta kłaków. Czas skończyć z patrzeniem Chiny na zasadzie „tam wszystko inaczej działa, inna kultura”. Chiny to imperialna dyktatura, i legitymizacja władzy lub jej utrata podlega podobnym prawom jak w innych imperialnych dyktaturach, a nie w oparciu o starożytne koncepcje.”
Bardzo się z tym zgadzam – z uniwersalizmem mechanizmów władzy. „Mandatu niebios” nie wyrzucałbym jednak na śmietnik historii.
@Kaxia
Od tysięcy lat chińscy urzędnicy, naukowcy itd. zbierali wiedzę o tym jak zdobywać i utrwalać raz zdobytą władzę. Sądzić, że Chiny prędzej czy później popadną w bezwyjściowy kryzys to (choćby po tym co rozpoczęli w latach ’80 XX wieku) – przepraszam za wyrażenie – naiwność. Nigdy nie będę zwolennikiem jedynowładctwa, ale ten kraj jest zdolny do zmian.
@Marco Bollocks
„Polityka międzynarodowa i krajowa to po prostu dwa różne porządki.”
Chiny właśnie bardzo chcą, żeby wszyscy tak uważali. Dlatego zmuszają Tajwan do utrzymywania fikcji „Republiki Chińskiej”, żeby twierdzić, że cokolwiek nie zrobią to jest „wewnętrzna sprawa Chin”.
Ja wolę posłuchać Konfucjusza i używać nazw odpowiadających rzeczywistości (kto i jak używa siły, jaki ma do tego stosunek ludność lokalna), a nie teoretycznego podziału „krajowe vs międzynarodowe”, który Chiny z premedytacją próbują zaciemnić.
@fieloryb
Ja nie pisałam o [CENTRALIZACJI WŁADZY] tylko o braku kadencyjności. Chiński system cesarsko-urzędniczy, działający przez tysiące lat, nie był w stanie nadążyć nad zmieniającym się światem i dlatego upadł 100 lat temu. Tylko to co było później nie było lepsze. Dopiero gdy Deng Xiaoping wprowadził na początku lat ’80 ścisłą kadencyjność władzy, przy utrzymaniu centralizacji i jedynowładztwa, Chiny zaczęły się rozwijać.
@”Niniejszy dekret wchodzi w życie z dniem jego podpisania.
Prezydent Ukrainy W. ZELENSKI
8 maja 2026 r.”
W ramach kontynuacji tradycji dyplomatycznej mogliby podpisać:
„Dzień tu taki sam jak i u Was – całujcie nas przeto w rzyć!
Ataman koszowy W. Zelenski z całym zaporoskim towarzystwem!”
link to ciekawostkihistoryczne.pl
@Kaxia
„kadencyjność władzy”
Przecież Mao namascił Liu Shaoqi na swego następcę W fotelu Przewodniczącego ChRL, tak jak Deng wyznaczył Jiang Zemina. Kiedy Liu zaczął go krytykować po wielkim głodzie, Mao zrobił rewolucję kulturalną, odzyskał pełną dyktatorską Władzę i wtrącił Liu do więzienia. Tam biedak zgnił.
Ta historia powtarza się jako farsa w innym czasie, w innym kraju za oceanem (podpalić kraj i świat, byle się zemścić za swoje krzywdy, prawdziwe i urojone), co przekonuje nas, że to właśnie koncentracja władzy w jednym ręku jest problemem, a sama kadencyjność jest zbyt słabym zabezpieczeniem. Tylko checks and balances oraz trójpodział władzy chronią nas przed takimi „wybitnym” przywódcami.
PS
Ciekawostka 1: Liu i Mao byli krajanami, wychowali się w odległości niemal rzutu kamieniem. Dom Liu można zwiedzić przy okazji wycieczki do Shaoxingu.
Ciekawostka 2: Waldemar Dziak z Jerzym Bajerem dowodziłi na podstawie jakichś ruskich dokumentów, że Liu nas uratował przed sowiecką interwencją w 1956. Podczas wizyty w Moskwie miał porównać Polskę do dżdżownicy, która wylazła na powierzchnię po deszczu. Mówił, że jak się taką dżdżownicę dotknie paluchem, to ona się wije, więc Polski nie należy dotykać.
Nie wiem, czy to prawda, ale uważam, że to bardzo malownicza scena. Mógłby ją ktoś kiedyś sfilmować np. przy okazji biopicu Chruszczowa.
@Marco Bollocks
Zgadzam się w 100% z Twoimi wnioskami, i tylko dodam, żeby nie było nieporozumienia, że nie uważam kadencyjności wprowadzonej przez Denga za system dobry czy wystarczający. Jedyne co twierdzę, że było to lepsze niż to co wcześniej, a usunięcie kadencyjności przez Xi wyraźnie ilustruje kierunek w którym teraz system zmierza.
Ideałem jest to co piszesz: podział władzy i checks and balances, tak jak na Tajwanie, który zaczynał z miejsca zbliżonego do ChRL a doszedł do demokracji.
@Kaxia
„tak jak na Tajwanie, który zaczynał z miejsca zbliżonego do ChRL a doszedł do demokracji.”
Jednak ważna była kolejność, najpierw ekonomia, demokracja potem. Stan wojenny na Tajwanie był rekordowy pod względem długości (od 1949 do 1987, albo i do 1992) i jest zwany okresem białego terroru (masowe zbrodnie popełniano jeszcze w końcówce lat 80., m.in. masakra w Lieyu). Politycznym ojcem cudu gospodarczego Tajwanu był Chen Cheng, protegowany Czang-Kai-Szeka, który w latach 50. uruchomił rządy technokratów, do tego doszła entuzjastyczna pomoc USA, byle tylko nie ustawała antykomunistyczna gorączka. Na wykresach krzywa ekonomiczna poszła w górę, nie oglądając się na krzywą wolnościową. W latach 70. mogłeś sobie wytrzeć tyłek najbardziej aksamitnym papierem, po czym dostać kulkę w łeb, bo trafiłeś w jakieś skupisko ludzkie, a prawie każde było nielegalne, albo dlatego, że uciekałeś z niewłaściwego kraju (uff, to ja już wolę Polskę za Gierka). Prezydent Ma Ying-jeou oficjalnie za to przeprosił w 2008 r., więc w sumie nie sprawy, no ale ta kolejność.
@Po prostu bariera wejścia do budowy tych prostych dronów jest niska. Kilka tysięcy złotych i kilka linków dostępnych w każdym sklepie z elektroniką dla amatorów, i możemy zbudować kilka prototypowych dronów jak z klocków Lego. Na tym blogu komentuje przynajmniej kilka osób, które nie miałoby z tym problemów.
Potwierdzam empirycznie – w Bydgoszczy w ukraińsko-białorusko-polskiej ekipie składamy drony FPV (oraz powerbanki i latarki) dla ZSU. Od strony technicznej ogarnia to Ukrainiec, który ma zawodowe know-how, natomiast z lutownicami i innymi sprzętami siedzimy wszyscy. Koszt jednego drona to około 1300-1400 złotych – części kupowane są głównie na AliExpress (bo najtaniej). Ostatnio trochę części kupiliśmy z funduszy zbiórki dla Ukrainy, którą zresztą Szanowny Gospodarz kilka razy wsparł swoimi zasięgami.
Syn głównej organizatorki naszej grupy sam walczy w Ukrainie i właśnie jest operatorem dronów, więc z pierwszej ręki jest info, że to co tu produkujemy przydaje się tam na polu walki.
@Ergonauta
„Jednak ważna była kolejność, najpierw ekonomia, demokracja potem.”
Nie ma bezpośredniego związku pomiędzy demokracją a bogactwem. Też tak kiedyś myślałem: że jak się społeczeństwo w Chinach wzbogaci, to zechce demokracji. Tak nam przecież powtarzano przez całe lat 90., kiedy demokracja jawiła się jako nieuchronna konieczność dziejowa. W myśl tej zasady amerykańskie koncerny przenosiły produkcję do ChRL. Kiedyś nawet sprawdziłem, że Tajwan i Korea Płd. zdemokratyzowały się gdzieś na poziomie 4-7 tys. USD per łeb, więc logiczny był wniosek, że system polityczny ChRL zacznie się chwiać po przekroczeniu tego poziomu. Dziś jest 14 tys. USD per łeb i komunizm ma się świetnie.
Gdzie popełniono błąd?
Po pierwsze, system polityczny się nie załamie, jeżeli umożliwia odpowiednio dużej części społeczeństwa partycypację w zyskach z gospodarki. Upadają bezczelne dyktatury, co ostatnio widzieliśmy choćby na Węgrzech, gdzie gołym okiem widać, że kraj był systematycznie okradany przez lata. W Chinach złodziejstwo jest z pewnością większe niż w UE czy USA, ale jednocześnie powstała całkiem pokaźna tzw. klasa średnia (inna niż na Zachodzie, bo nie ma tych samych praw), która jest zainteresowana utrzymaniem status quo. Podobne zjawisko widzimy w Zatoce Perskiej – to bogactwo z ropy i gazy sika strumieniami, a oświecone zamordyzmy najwyżej poddadzą się lekiej korekcie, jak w czasie arabskiej wiosny ludów.
Po drugie – istotne są wpływy polityczne i sieci społeczne. Korea i Tajwan polegają na Stanach w dużo większym stopniu, niż ChRL. Poprzez edukacje, biznes i emigracje, są niejako udziałowcami amerykańskiej demokracji i w ten sposób doszły w pewnym stopniu do demokratycznej konwergencji (no i mają też dobry japoński przykład pod bokiem, o tyle istotny, że były koloniami Japonii; pierwszy demokratycznie wybrany prezydent ROC Lee Teng-hui lepiej mówił po japońsku, niż po mandaryńsku!). W Chinach ten proces uruchomiły reformy Denga. Jak studiowałem w ChRL w latach 90., to bodaj każdy chiński student marzył o karierze na Harvardzie. Xi cofnął jednak ten postęp. Szybki rozwój chińskiej gospodarki uruchomił falę powrotów studentów i absolwentów z zagranicy, bo chiński menadżer z USA mógł w ojczyźnie liczyć na awans i jeszcze nawet lepsze pieniądze. Zacząteo też ograniczać wpływy zachodniej kultury, np. likwidując szkoły z wykładowym angielskim (kilka lat temu była fala nacjonalizacji takich placówek). Okazało się nagle, że CHRL jest nie tylko fabryką świata i stanów, ale też największym wierzycielem Ameryki. Partia – tak jak wcześniej rząd na Tajwanie czy w ROK – wykorzystała strukturalne słabości Ameryki, to jest presję oszczędnościową w przemyśle, bez uzależniania się Ameryki, jak Korea czy Tajwan. Amerykanie zauważyli to już dawno temu, ale nie potrafią się z chińskiej pułapki wyplątać. Na końcu tego procesu jest póki co Donald Trump.
Oczywiście, ChRL ma mnóstwo własnych kłopotów. Można mieć tylko nadzieję, że z czasem zaczną one ciążyć (jak choćby zapaść rynku nieruchomości). Narastające autokracja oraz dążenie do autarkii się do tego dołożą, bo nie da się być nowoczesnym państwem w oderwaniu do świata. Dlatego partia to kontruje, łagodząc politykę wizową i zachęcając rodzime firmy do ekspansji zagranicznej. Niestety, Chińczycy którzy mieszkają za granicą dochodzą do wniosku, że demokracja jest przereklamowana (nie wszyscy, ale jednak nie ma żadnej masy krytycznej, która mogłaby wywołać w Chinach jakieś większe zmiany; jest odwrotnie).
Wszystko moim zdaniem zależy od tego, czy demokracja na Zachodzie się odrodzi i przezwycięży kryzys, w który wpadła; i jednocześnie wymyśli nową politykę przemysłową, która zatrzyma degradację ekonomiczną Europy. Na razie się na to niestety nie zanosi. Np. w Niemczech demokracja jest ugruntowana, ale gospodarka dalej uzależnia się od ChRL tak jak wcześniej uzależniała się od Rosji. Kryzys się pogłębia. Chciałbym być optymistą, jak proponuje @Kaxia, ale obawiam się, że skończymy raczej jak Robert Childan w „Człowieku z Wysokiego Zamku” – będziemy czapkować naszym nowym overlordom, wyprzedając po kawałku europeana.
@Marco Bollocks
em.”
Nie ma bezpośredniego związku pomiędzy demokracją a bogactwem.
Nie ma. Kapitalizm o to się stara. Inne systemy najwyraźniej też.
W Korei pd, na Tajwanie czy choćby w Chile była jednak trochę inna sytuacja. Ichnia klasa średnia była w miarę niezależna od państwa. W Chinach to bardziej towarzysze oddelegowani na odcinek gospodarczy, czy też tacy, którym partia pozwoliła bawić się w biznesy, ale w każdym momencie może to pozwolenie cofnąć.
A człowiek z wysokiego zamku się nie zdarzy. Po DWS też się zdawało, że Sowieci wyjdą na prowadzenie i rzucą zachód na kolana. Nie rzucili. Chiny staną (stoją?) przed wyborem: albo poluzować system aby się dalej rozwijać, albo olać rozwój i docisnąć śrubę. Wygląda na to, że wybrali drugą opcję.
@Marco Bollocks
„Zasada tiszejedyzmu i logika przetrwania”
Pieriestrojka właśnie polegała na tym, że i część elit i lud gotowe były złamać system byleby wyjść na swoje. Łamanie sowieckich zasad było wręcz w dobrym tonie, nikt tu logiką przetrwania się nie kierował. Jeśli już, to się pojawiła w masach później, w końcu lat 90. i potem. Tyle że więzienie Gułagu tu nie ma nic do rzeczy.
„Rosjanie są od nas inni, bo ich kultura dostrajała się do takiego systemu przez dekady”
Zdziwisz się. Koniec KPZR/Upadek ZSRR IMO rozpoczął się 2.03.1989 nomen omen w Workucie, kiedy wybuchły tam pierwsze strajki. W lipcu tegoż roku stanął Kuzbass, potem całe górnictwo węglowe, a wkrótce w ogóle rozpoczął się „polityczny karnawał” 1990-1991.
„Czytam od miesięcy Sołżenicyna”
Sołżenicynem nie trzeba się męczyć, on opisał stosunki lat 40., natomiast późny Sojuz był taki, że im niżej stała jednostka, tym paradoksalnie jej większa pewność siebie wobec tych co „na górze”. Putinizm to obrona status quo elit, które go zdobyły w latach 90., nie żadna reinkarnacja stalinizmu.
Zasada „tam wszystko działa inaczej, inna kultura” to czysty orientalizm.
@SJ
„Zdziwisz się. Koniec KPZR/Upadek ZSRR IMO rozpoczął się 2.03.1989 nomen omen w Workucie, kiedy wybuchły tam pierwsze strajki. W lipcu tegoż roku stanął Kuzbass, potem całe górnictwo węglowe, a wkrótce w ogóle rozpoczął się „polityczny karnawał” 1990-1991.”
Przynaję, nie jest obczytany w samym procesie updaku ZSRR. Czy znasz może jakąś dobrą książkę, którą to opsuje?
„Zasada „tam wszystko działa inaczej, inna kultura” to czysty orientalizm.”
W ogólności – owszem. Z orientlizmem trzeba walczyć. Jest taki ton pisania o Rosji, fatalistyczno-straszno-humorystyczny, który przebija sie z wielu książek na jej temat. Walczył z tym Wilk w „Wilczym notesie”, ale i on uznał, że zrozumienie Rosji zaczyna się na Sołowkach.
Dlatego w szczególności warto jednak przyglądać się pewnym lokalnym mechanizmom, które czynią Rosjan jednak innymi od innych społeczeństw. W weekend przez socjale przewinął filmik z parady zwycięstwa w jakimś muchosrańsku, ukazujący kolumnę żon i matek poległych żołnierzy, maszerującą niezbornie do wtóru megafonu wymieniającego ich zasługi. To było coś tak ryjącego beret, że nie da się po prostu powiedzieć „Rosja to społeczeństwo jak każde inne”. No jednak nie.
@PS
Strajki górników w lipcu 89: link to en.wikipedia.org
To jest bardzo ciekawe, biorąc pod uwagę strajki na Ukrainie. Art w wikipedii kompletnie nie dostrzega jednak kontekstu 89 roku. Przecież miesiąc wcześniej były wybory kontraktowe w PRL i masakra na placu Tiananmen w stolicy ChRL! Można odnieść wrażenie, że radzieccy górnicy kompletnie o tym nie słyszeli, co jest grubą niedoróbką angielskiej czy rosyjskiej wikipedii (po duńsku nie czytam). W rosyjskiej są nawet postulaty strajkowe, i pierszy żąda wyborów, a drugi usunięcia kierowniczej roli partii z konstytucji ZSRR. Ciekawe skad na rosyjscy górnicy na to wpadli w lipcu 1989 roku?
@Marco Bollocks
„Nie ma bezpośredniego związku pomiędzy demokracją a bogactwem.”
Ale w drugą stronę: między bogactwem a demokracją – jest.
„Też tak kiedyś myślałem: że jak się społeczeństwo w Chinach wzbogaci, to zechce demokracji.”
Czy sugerujesz, że prędzej biedne chińskie społeczeństwo by sobie wywalczyło demokrację?
Bo mnie się wydaje, że nawet w Chinach (a, poorientalizujmy sobie przez chwilkę) większa szansa na demokrację będzie przy wyższym standardzie życia niż przy niższym. Zamordyzm lat 60. zwany Rewolucją Kulturalną był spowodowany raczej głodem niż przejedzeniem.
@Ergonauta
„Zamordyzm lat 60. zwany Rewolucją Kulturalną był spowodowany raczej głodem niż przejedzeniem.”
Nie, tak nie było. Rewkult się odbył obok gospodarki, a trochę nawet skorzystał na poprawie, która nastąpiła po 62 roku. Deng Xiaoping i Liu Shaoqi wdrożyli reformy (taki mini-NEP), które miały naprawić szaleństwa maoizmu, typu kolektywistyczne stołówki, zakaz posiadania narzędzi czy przydomowych ogródków itd. Ludziom się poprawiło, więc się nie buntowali, bo się bali, że wróci „nowe”. Z tego samego powodu nie dało się już zmobilizować całego społeczeństwa. Dlatego Mao sięgnął po dwie poboczne grupy: młodzież i wojsko.
Młodzież jest zawsze radyklana, a w 1968 wyrosło pierwsze pokolenie urodzone w Chinach Ludowych, ogłupione propagandą. Mao im powiedział, że nauczyciele to burżuazja i to wystarczyło. A wojsko, jak to wojsko: generałowie czuli się odsunięci na boczny tor po wojnie domowej, chcieli więcej władzy. Dlatego Lin Biao poparł Mao, drukując cytaty z niego w wojskowym dzienniku. Gdzieś w 67 czy 68 te cytaty wydano jako „małą czerwoną książeczkę”…
A dziś tak nazywa się medium społecznościowe, gdzie ucieka amerykańska młodzież w obawie przed zamknięciem tiktoka, snując chinamaxxingowe sny…
@Marco Bollocks
„Mao im powiedział, że nauczyciele to burżuazja i to wystarczyło.”
Nie wystarczyło. Np. pewna nauczycielka została zatłuczona na śmierć kijami przez uczniów, bo po cichu podjadała mięso, a oni pochodzili z domów, gdzie głód zaglądał w oczy, więc była to dla nich tyleż kwestia ideowa, co sprawa osobista.
Ale oczywiście, to co piszesz, czytam z pokorą i uwagą, gotów nieco wycofać się z różnych moich mniemań.
@Ergonauta
„pewna nauczycielka została zatłuczona na śmierć kijami przez uczniów, bo po cichu podjadała mięso, a oni pochodzili z domów, gdzie głód zaglądał w oczy, więc była to dla nich tyleż kwestia ideowa, co sprawa osobista.”
Poza nomenklaturą, to wszyscy w Chinach nie dojadali tak na dobrą do końca lat 70., kiedy stopniowo zliberalizowano rolnictwo i zlikwidowano komuny. Wszystko było na kartki, łącznie z ryżem. Mięso też, i je oglądano od święta. Ale ludzie już nie marli milionami na polach czy przy maszynach, co było normalne podczas wielkiego głodu. Kanibalizm był wtedy powszechny, jak za hołodomoru na Ukrainie, a zapewne nawet bardziej. Za rewolucji kulturalnej kanibalizm był już tylko rzadkim ekscesem, np. w Guangxi zjedzono 300-400 „wrogów klasowych”, ale ten kanbalizm miał rytualne podłoże, chodziło o zniszczenie wrogiej klasy; kadry jadły więc serca i wątroby, a proletariat resztę (link to en.wikipedia.org).
Nie znam przypadku, który opisujesz, ale za rewolucji wszystko mogło się stać pretekstem do ataku hunwejbinów – jedno słowo, dokarmianie bezdomnego kota, posiadanie zagranicznej albo nieprawomyślnej książki, czy nawet instrumentu w rodzaju skrzypiec (wiadomo, tylko burżuje grają na skrzypcach i zajmują się zwierzętami, zamiast ludem itd. itp.). Przypuszam, że nauczycielka, o której piszesz została oskarżona o burżuazyjne skłonności czy coś w tym rodzaju. Głód nie był przyczyną ataku, lecz polityka.
Odsunięcie głodu, który tak naprawdę zawsze nękał Chińczyków, jest uważane ze jeden z większych sukcesów komunistów. Kulura chińska jest kulturą kulinarną, życie się kręci dookoła stołu i wszystko, co związane z jedzeniem, ma dla Chińczyka kilka razy większe znaczenie, niż dla człowieka Zachodu. Temat rzeka.
Jeżeli KPCh kiedyś upadnie, to być może właśnie za sprawą głodu.
@Marco Bollocks
„Czy znasz może jakąś dobrą książkę, która to opisuje?”
Ależ oczywiście, poleciłbym tutaj „Imperium peryferii. Rosja i system światowy”. Wprawdzie jest to opis stosunków społeczno-ekonomicznych w całej historii Rosji, nie tyle pieriestrojki, ale dobrze tłumaczy lokalne mechanizmy rewolucji i ruchów społecznych.
„Lokalne mechanizmy, które dane społeczeństwo czynią innym”
Właśnie, i to jest to. Bez wątpienia jednostka tam zachowuje się inaczej niż „zachodnia”. Inne mechanizmy lokalne
tworzą inne stosunki kulturowe. Ważny jest tu szalenie indywidualizm jednostki.
Skąd się taka logika indywidualnego przetrwania wzięła? IMO z późnego ZSRR i lat 90, kiedy tzw „czerwoni dyrektorzy” wiele osobistych problemów jednostek mogli rozwiązywać (oczywiście nie za darmo) w indywidualny sposób. Od żywności w stołówkach(kiedy był deficyt towarowy) do rozdawania produktów zakładu swoim pracownikom, zbywanych przez nich na miejscowym bazarze. Prywaciarz zlikwidował sowchoz(PGR)? Cóż, przechodzisz na indywidualne wyżywienie z twojej działki.
Wniosek: jak sobie „jakoś” radzisz indywidualnie, odpolityczniasz się.
A rezultat to przywołana wyżej scena z wdowami-zombie. Choć trzeba pamiętać, że propaganda rzadkie przypadki może uogólniać.
„Skąd rosyjscy górnicy na to wpadli?”
Może sami? Z drugiej strony w Гостелерадио СССР byli już szestidiesiatnicy, praktycznie znikła cenzura, więc może z serwisów info wiedzieli co na świecie.
@Marco Bollocks
„Nie znam przypadku, który opisujesz, ale za rewolucji wszystko mogło się stać pretekstem do ataku hunwejbinów”
Pretekstem mogło być wszystko, ale stojące za pretekstami przyczyny to coś głębszego i szerszego (w czasie i przestrzeni).
„Kluczową kwestią stały się przywileje biurokracji partyjno-państwowej. Narastające nierówności było widać nawet na ulicy. W soboty i niedziele aleją prowadzącą w kierunku Wzgórz Pachnących w Pekinie śmigały czarne limuzyny dostojników, wyładowane tłustymi babami, dzieciakami, bambetlami. A obok jezdnię wypełniał tłum rowerów i riksz towarowych, czasem prowadzonych nawet przez staruszków, z największym trudem naciskających pedały rikszy wyładowanej aż bezsensownie. W tej powszechnej biedzie luksus raził szczególnie. Brat jednego z moich kolegów z miasta, uczeń liceum, opowiadał mi w maju 1966 r., jak to w ich szkole uczniowie kijami zatłukli nauczycielkę wychowania politycznego. „Nas uczyła rewolucyjnej skromności, a sama w tajemnicy jadła mięso!”. Dla wiecznie półgłodnych chłopców, jedzących tylko zieleninę z sosem sojowym, to było „przestępstwem politycznym” i przejawem „degeneracji ideologicznej”. Emocje też inaczej grają przy pustym brzuchu. Bolały i bulwersowały nie tyle same nierówności, co zakłamanie; zalecanie rewolucyjnych cnót i wyrzeczeń przez beneficjentów systemu, podczas gdy sami oni pławili się w luksusie”
Krzysztof Gawlikowski, „Zapiski z pawilonu odlatującego żurawia” (2004)
A dzisiaj zachodnia lewica też marzy o tym, żeby tak wziąć i tłuc właścicieli mieszkań na wynajem, prezesów, dyrektorów…
@ergonauta
„to było „przestępstwem politycznym” i przejawem „degeneracji ideologicznej”.”
Czyli tak jak napisałem. Nie z głodu ją zatłukli, tylko za to, że ona jadła mięso, a oni nie; i że im wmawiała, że tak ma być. No i jeszcze dlatego, że Mao usankcjonował tego rodzaju przemoc „dołu” przeciw „górze” w swoim rewolucyjnym programie. Pokolenie maoistów w zachodniej Europie wzięło to za dobrą monetę, tymczasem staremu Mao chodziło tylko o to, żeby poprzez wywołanie chaosu odegrać się na swoich przeciwnikach politycznych i odzyskać dyktatorską władzę nad krajem i partią. Dziś Xi zmierza w tym samym kierunku, grabiąc coraz więcej władzy pod siebie.
Dzięki za podanie źródła. Prof. Gawlikowski to była barwna i nieco kontrowersyjna postać. Ja np. do dziś nie wiem, co chodziło z tą sektą (link to wprost.pl i link to socrel.edu.pl), którą wytropiła Rzepa. Pamiętam, że czytałem, iż profesor miał z tego tytułu jakieś nieprzyjemności m.in. w PAN. Stare dzieje… Słuchałem jego anegdotek o pobycie w Pekinie w latach 60. i były chyba nieco podkolorowane. Ale ta historia jest bardzo prawdopodobna (nie takie rzeczy się działy za rewolucji), choć źródło (kolega kolegi), wskazuje, że mogła się u niego pojawić jako miejska legenda.
@Marco Bollocks:
Czytam sobie Dikottera. I on odmalowuje rosnący strach Mao, że przyjdzie demaoizacja jak destalinizacji.
@rw
„A dzisiaj zachodnia lewica też marzy o tym, żeby tak wziąć i tłuc właścicieli mieszkań na wynajem, prezesów, dyrektorów…”
Zawsze istnieją młodzi ludzie którzy tak maja, sam byłem najlepszym przykładem i o ile ja kończyłem na gadaniu to znałem i takowych którzy rwali się do realizacji. Z tego się wyrasta, gorzej jak ktoś się zatrzyma w rozwoju. Generalnie lewicowy terroryzm ma przecież bardzo długą i bogatą historię, takie rzeczy nie znikają.
@Marco Bollocks:
Wnioskowałbym z całego tego fragmentu:
„Dla wiecznie półgłodnych chłopców, jedzących tylko zieleninę z sosem sojowym, to było „przestępstwem politycznym” i przejawem „degeneracji ideologicznej”. Emocje też inaczej grają przy pustym brzuchu.”
Czyli: preteksty i powody, głowy i brzuchy, to się mocno splata.
Wiem, że Gawlikowski był malowniczy, legendował, koloryzował, ale też widział sprawy w szerszych kontekstach. We Francji końca lat 60. studenci też bywali hunwejbinami i bywało, że lubili Mao, ale ich brzuchy (oraz brzuchy ich rodziców i dziadków) sprawiały, że emocje rezonowały jednak łagodniej.
@Sołżenicyn, orientalizm i mądre książki o ZSRR
Etam, to takie mądre gadanie, jak mawiała Milva, a sprawa jest prostsza, mój kumpel kiedyś ukuł taką teorię, której się będę trzymał, i nic mnie nie przekona.
Ten naród jest zwyczajnie, gremialnie, od kilkuset lat permanentnie nawalony. Gdyby tak ktoś wziął i sprawił, że Rosjanie w jednym dniu by nagle wszyscy wytrzeżwieli, to wybuchłaby tam taka rewolucja, że kamień na kamieniu by nie został…
@ergonauta
„emocje rezonowały jednak łagodniej.”
Bo we Francji czy RFN działała normalna policja, która pilnowała, żeby się towarzystwo nie rozbestwiło. W ChRL tymczasem panowała kompletna anarchia. Lekarki więziły lekarzy w schowkach na szczotki, studenci urządzali wiece nienawiści na kampusach itd. Syn Deng Xiaopinga został zdefenestrowany, a czasem też ludzie sami skakali przez okno, bo się bali tego, co ich może spotkać, albo ze wstydu po tym, jak ich potraktowano (co opisała żona szefa Shella w Chinach w bardzo ciekawym memuarze: link to en.wikipedia.org).
Głód na pewno odgrywał rolę, ale decydującym czynnikiem podczas rewolucji kulturalnej była właśnie anarchia. Monumentalną biografię Denga Xiaopinga Ezra Vogel zaczyna od opisu tego, jak on zakończył anarchię w węźle kolejowym w Xuzhou, bodaj w 1974 roku (jeszcze przed śmiercią Mao, jak rewolucja dogasała). Otóż każda stacja w mieście miała własną kolejarską organizację. One się wzajemnie oskarżały o kontrrewolucję czy rewizjonizm, czasem się okładały dechami lub obrzucały kamieniami. W efekcie wszystko stało i dopiero Deng, biegły w komuszo-rewolucyjnej sofistyce, był w stanie przekonać cały ten cyrk, żeby zaczęli normalnie pracować.
@midnight_rambler
„Gdyby tak ktoś wziął i sprawił, że Rosjanie w jednym dniu by nagle wszyscy wytrzeżwieli”
200% zgody. Gorbaczow próbował zaprowadzić suchyj zakon, czego ZSRR nie przetrwał.
Ale czy to na pewno się ogranicza tylko do Rosjan?
@midnight.rambler
„Możliwość rewolucji w Rosji”
No i właśnie ze strachu przed rewolucją gdzieś od 2011 jest stale zakręcana śruba. Tam elity mają lepszy ogląd sytuacji niż kumpel, one pamiętają 1905 i 1917, ale też i 1989. Wiedzą, że niezadowolenie może w końcu „przezwyciężyć” depolityzację, a wtedy koniec, i to możliwie że w sensie fizycznym. Wystarczy połączyć kropki.
„nawaleni ludzie”
Zdziwisz się, ale to właśnie „nawaleni” emeryci, co całe dorosłe życie spędzili w ZSRR, w latach 2000. przeprowadzili największe do tej pory antyputinowskie protesty (ze szturmem budynków rządowych włącznie), które realnie wstrząsnęły władzą do tego stopnia, że musiała zrobić krok w tył (nawiasem mówiąc, coś co dla liberalnej opozycji i wtedy, i dziś jest nie do pomyślenia). Skąd się ci ludzie wzięli? Pewnie z Sołowek przyjechali albo coś.