Notkę pisaną z okazji dziesięciolecia bloga zakończyłem słowami: „O tym, co mnie czeka przez następne 10 lat, myślę już wyłącznie ze strachem. Zero nadziei (…) Niech Cthulhu ma nas w swojej opiece wobec tego, co mi i Wam szykują nadchodzące lata”. Był rok 2016 i początki tego, co dziś nazywamy „zepsuciem symulacji”.
Nie powiem, że przyszłość nadeszła gorsza niż w najgorszych oczekiwaniach, bo sam układałem sobie wtedy postapokaliptyczną powieść o pandemii. Nigdy jej oczywiście nie napiszę, skończyło się na jednym opowiadanku osadzonym w tym uniwersum.
Czułem też, że moja pożal-się-boże kariera w mediach dobiega końca, ale w życiu bym nie uwierzył, że już za 4 lata zostanę nauczycielem. W 2006 nie do pomyślenia było dla mnie z kolei, że za 5 lat zostanę działaczem związkowym. Strach pomyśleć, jakie niespodzianki życie szykuje mi koło 2031.
Część niespodzianek minionej dekady było dla mnie przyjemnych, nawet bardzo. Raz nawet stałem na scenie, z osłupieniem odbierając statuetkę, a potem dukałem improwizowane słowa podzięki. Żadnego spiczu sobie nie przygotowałem w przekonaniu, że jak zwykle skończy się na nominacji.
Parę razy zapraszano mnie też na iwenty bardziej masowe niż zwykle. Robiłem to co i tak lubię robić, czyli siedziałem na scenie i z kimś gadałem, ale zazwyczaj to się odbywa dla parunastu osób w jakiejś bibliotece. Kiedy wielotysięczna publiczność śmieje się z twoich żarcików albo bije ci brawo, to Jedna Z Najprzyjemniejszych Rzeczy W Życiu.
Swoje najważniejsze książki mam już raczej za sobą – więc już mnie więcej na taki iwent nie zaproszą. Skoro tak to lubię, to pewnie powinienem się proaktywnie sam wciskać, ale odziedziczyłem po rodzicach taką inteligencką pierdołowatość, „siedź w kącie aż znajdą cię”.
Dla moich rodziców słowa takie jak „karierowicz” czy „dorobkiewicz” były Najgorszymi Obelgami. Mieli taką postawę życiową jak „okularnicy” Osieckiej albo inteligenckie fujary w filmach Barei i Zanussiego. Wierzyli, że nie wypada się „rozpychać łokciami”, cenić komfort, gromadzić doczesne dobra, chwalić się, „przeć do przodu za wszelką cenę nie oglądając się na innych”. Należy być zadowolonym z tego co życie przynosi i nie grymasić („dzieci w Afryce głodują!”). PRL-owska literatura młodzieżowa też lansowała taką postawę („Pan Tomasz vs Waldemar Batura”, itd).
Czy znajdę wśród komcionautów Grupę Wsparcia? Czy wam też przekazano taki system wartości? Zwalczam to w sobie od 40 lat, ale generalnie nadal jestem ofermą, która czeka aż się ktoś zlituje i poprosi do tańca.
Spiking of łicz, w tej dekadzie odkryłem w sobie pasję winylowego didżeja. Czuję się oczywiście na to za stary, w sensie dosłownym – to cholernie CIĘŻKIE hobby. Kilkakrotnie zdarzyło mi się grać dla szerszej publiki i to też są rozkoszne momenty, gdy puściłeś floor fillera i to się okazało nie być wyświechtaną metaforą, albo gdy parkiet się zapełnił za wcześnie, bo myślałeś, że jeszcze nikt nie będzie tańczyć, więc puściłeś coś raczej nastrojowego (na przykład: „Luz blues” Urszuli, w jedynie słusznej wersji z siódemki), albo gdy publiczność wtóruje chórem (na przykład do „Take On Me” A-Ha), albo gdy zziajana osoba tancerska przychodzi zapytać, co to był za genialny kawałek przed chwilą (na przykład Martika, „I Feel the Earth Move”).
Trudno wyjaśnić, co w tym lubię. Sama czynność puszczenia płyty już mi sprawia przyjemność, której nie daje kliknięcie. Potem jest coś ekscytującego w wybieraniu następnej piosenki – jednym okiem patrzę na publiczność, drugim przeszukuję pudła z płytami, by podjąć w końcu decyzję, trafną lub nie, że może „My Sharona”, a może „Freed From Desire”. Mój format to „stare złote przeboje”, co w zasadzie wyklucza profesjonalne występy dla zarobku, ale starzy ludzie w moim wieku to lubią.
Z punktu widzenia blogowego, największe zmiany to migracja z bloxa na komercyjny serwer (2019), a potem uruchomienie crowdfundingu (2024). To pierwsze udało się dzięki nieocenionej pomocy kol. kol. V oraz S, a to drugie dzięku stu parudziesięciu sponsorom, którym kłaniam się bardzo nisko.
Jeszcze w 2020 zarzekałem się, że „nem nem soha”, bo to wszystko jest fundamentalnie sprzeczne z etosem inteligenckiego frajera. Żeby namawiać do wpłat, muszę przecież powiedzieć, że To Coś Bardzo Ważnego. A ja oczywiście pierwszy przyznam, że jestem nieważny. Świat ledwie by zauważył zniknięcie tego blogaska.
Mój jedyny nieśmiały argument jest taki, że niewiele mamy miejsc, w których lewica może sobie pogadać bez algorytmów Muska czy Zuckerberga. Oczywiście pod wieloma względami jestem od nich gorszy, ale pod innymi lepszy (na przykład można do mnie napisać maila z odwołaniem). Niczym Bernie Sanders z memów, ponownie więc zwracam się z żebraniem o wsparcie.
Jeżeli znacie inne takie miejsca, to dajcie znać. Sam bym tam chciał zaglądać. Mam wrażenie, że teraz wszędzie albo „zamknięty kanał na diskordzie”, albo jakiś wariant twitterowej nawalanki (z korpomoderacją i sponsoringiem kryptowalut). To nie te czasy, kiedy dyskusja u MRW przelewała się do Szpaka – któremu, nawiasem mówiąc, skasowali konto bez wyjaśnienia, co jest zabawną puentą do dyskusji sprzed lat że po co wam blogi, wystarczy fejs.
Czasami zastanawiam się, czemu mój blog przetrwał to Wielkie Wymieranie. Myślę, że zadziałały głównie dwa czynniki: dekadę temu ciągle z rozpędu jako-tako zarabiałem w korpo, więc nie przerażało mnie płacenie za serwer, poza tym dzieci się usamodzielniły i miałem nadwyżkę wolnego czasu.
A poza tym wtedy jeszcze ciągle miałem nadzieję na Sukces i marzyłem, że obwieszczę go Właśnie Tu. Sam się teraz z tego śmieję, ale nie uwierzylibyście, jak blisko to było. Jak w piosence o deszczu w Kalifornii! Oh that talk of opportunities… Byli już jacyś zainteresowani reżyserzy, producenci, wydawcy, tłumacze, nawet zrobiono concept art do projektu serialu albo próbny przekład paru stron.
Rozsypywało się to z różnych powodów, często tragikomicznych. Niestety nie mogę o tym pisać, martwe projekty z zasady pozostają w sekrecie. Ale każdy taki zgon to pyszna anegdota. Raz już było blisko, ale wszystko przekreśliła wygrana „naszych” w 2023 (nie że ja coś miałem robić z Pisem, odwrotnie, ktoś inny dostał ciekawszą ofertę od nowej władzy). Oczywiście niczego nie żałuję, rien de rien, wolę być przegrywem w Unii niż wygrywem w Polexicie.
Cóż, na koniec sobie i Państwu życzę ponownego spotkania na trzydziestej rocznicy. Moje plany „gdzie się widzisz za 10 lat” to „na emeryturze”, ale wielu miało takie plany w 1938. A nie mogę się oprzeć wrażeniu, że żyjemy w podobnej epoce.

Co do postawy życiowej u mnie troszku odwrotnie: z wiekiem obracam się coraz bardziej w stronę umiaru. Ale gram na easy mode – nic tak nie obrzydza karierowiczostwa jak kilkanaście lat w peowsko-peeselowskim samorządzie.
Co do wsparcia, czy istnieje jakiś rachunek bankowy w starym stylu?
Dziękuję za wszystko!
Zgłaszam się jako „siedzący w kącie aż go znajdą”, choć pozytywnie: jakoś zawsze znajdowali. To co wyraźnie zmieniało moje życie na lepsze to gwałtowne zmiany kierunku… informatyk naukowiec, po dziesięciu latach chemik teoretyczny, płynne przejście w fizyka, kolejne dziesięć lat, a w końcu korpo-informatyk. Zastanawiam się czy pora zostać cieślą lub stolarzem; bardzo by mi się to podobało.
@nean
„Co do wsparcia, czy istnieje jakiś rachunek bankowy w starym stylu?”
Raczej nie, gotówki też nie przyjmuję. Nie wiedziałbym jak to rozliczać, a na stare lata na pewno nie są mi potrzebne kłopoty z fiskusem. Patronite automatycznie generuje dokumenty dla fiskusa, to miłe z ich strony.
Po pierwsze: gratulacje z okazji okrągłej rocznicy! Bardzo się cieszę że nigdy nie wygrała opcja „po co mi to w ogóle/kto to czyta” i jednak mamy wciąż możliwość komentowania Twoich przemyśleń. Dziękuję!
Kiedy kumpel podrzucił mi linka do wo.blox.pl gdzieś w 2006r. byłem sobie lekko odklejonym od rzeczywistości 24 latkiem, który dopiero powoli łapał że można mieć legalnie lewicowe poglądy w Papalandii. Fast forward do 2026 i jako 44 letni mąż i ojciec dalej siedzę i patrzę na zielone literki na czarnym tle i czerpię mnóstwo satysfakcji z możliwości dyskutowania z Wami wszystkimi w cywilizowany sposób, z dala od histerycznej bieżączki i bezmyślnego prawicowego mempleksu krzywiącego rzeczywistość. Erudycja, dowcip i wrażliwość Komcionautek, Komcionautów i Osób Komcionauckich pomogła mi nie raz w słabszych momentach. Dōmo arigatō!
Co do pytania z notki to: ditto! Teraz, jako zdiagnozowany na starość, wiem że mój neuroatyp sporo się przyczynił do bycia frajerem wśród alfabetagamma samczyków, ale drugim komponentem była właśnie ta pogarda dla dorobkiewiczów, za którą jestem w sumie wdzięczny rodzicom, widząc z bliska parę razy jak jałowe i puste życie wiodą często nuworysze. Jest taka wspaniała historyjka, jak Vonnegut z Hellerem trafili na przyjęcie do jakiegoś longinesiarza i Kurt pyta: Joe, jak się czujesz z tym że ten facet zarabia tyle w miesiąc, co ty zarobiłeś na Paragrafie przez te wszystkie lata? Na co Heller spokojnie odpowiada – ja mam coś, czego on nigdy nie będzie miał. Mam wystarczająco dużo.
Więc życzę wszystkim nam, skromnym pierdołom, i Tobie, szanowny Gospodarzu, żebyśmy mieli wystarczająco dużo i mogli w spokoju oddawać się tym naszym małym przyjemnościom jak puszczenie winylka, obiad w dobrej knajpce, wieczór z dobrą książką, czy rapieryzowanie na dowolny temat w sekcji komentarzy niniejszego blogaska.
No i ten, co najmniej kolejnych 10 lat!
Co do inteligentniackiego frajerstwa wyniesionego z domu, niestety, #metoo. A nagrodzą cię za to tym, co mają pod ręką.
Ja miałem okres w życiu kiedy chciałem się od tego „frajerstwa” oderwać. Pod pewnymi względami na to tym zyskałem, pod innymi straciłem. Koniec końców wylądowałem w sytuacji życiowej z której jestem zadowolony i skupiam się na tym, żeby ją utrzymać wbrew wichrom losu. Dalszego awansu społeczno-zawodowego nie potrzebuję.
Oczywiście wszystko może wylecieć dosłownie w powietrze jeżeli wybuchnie wojna i Polska ogłosi powszechną mobilizację.
Przyłączam się do gratulacji dla Gospodarza i życzę następnej, spokojniejszej mimo wszytko dekady!
Przyłączam się do życzeń, czytam od początku a od kiedy można to crowdfunduje. Jest to ostatnie miejsce w PL internecie w którym cokolwiek komentuje. Moja małżonka jak mnie widzi czytającego albo piszącego coś ze „skupionym” wyrazem twarzy to się zawsze pyta: „znów czarne strony?”.
Co do „siedzenia w kącie” to przecież napisanie kilku książek nie jest „karierowiczowaniem” tylko obiektywnym sukcesem którym trzeba się chwalić :-). W czasach PRLu pisanie felietonów do Polityki byłoby uznane za coś w rodzaju „małego Nobla” 😉 i gospodarz byłby filarem warszawskiej society.
A co do „wielu miało takie plany w 1938” to jestem świeżo po lekturze biografii Wańkowicza Łukasza Garbala i myślę sobie, że z jednej strony rzeczywiście warto zachować ostrożność co do nawet krótko-terminowych planów bo w naszym położeniu geograficznym historia lubi nagle przyspieszać ale – z drugiej strony – „jakoś to będzie” byle się nie poddawać i tego życzę Gospodarzowi na kolejne 20 lat 🙂
Kto tu mówi, że jest ofermą? 🙂
I nie wiem, czy trzeba to zwalczać w sobie. To raczej stara mądrość, że umiar jest dobry.
***
Przyłączam się do życzeń!
PS.
Jestem w trakcie lektury „Kopenika” — tak a propos sukcesów Gospodarza.
Srukcesów, tu właśnie mógłbym opowiedzieć parę zabawnych historyjek o tym, jak to już-już było blisko.
Jeżeli chodzi o brzemię przeszłości i własnych niespełnień, to:
„W pałacu kardynalskim, w znanym nam już pokoju, przy stoliku wykładanym po bokach malachitem, siedział jakiś człowiek z głową wspartą na ręku.
Za nim na kominku płonął suty ogień, a głownie gorejące od czasu do czasu przewalały się jedna na drugą. Blask kominka oświetlał z tyłu wspaniałe szaty zamyślonego, na którego świecznik z płonącemi świecami rzucał światło z przodu.
Gdy się widziało tę suknię purpurową i te bogate koronki, to czoło pobladłe i zmarszczone w zadumie, tę samotność jego w gabinecie, ciszę w przedpokojach, odgłos kroków straży, dolatujący z przedsionka, możnaby sądzić, że widmo Richelieu‘go zasiadło w tym pokoju.
Niestety! był to w istocie tylko cień wielkiego człowieka.”
[pierwsze trzy akapity „Dwadzieścia lat później” Dumasa]
Natomiast jeśli chodzi o przewrotną nadzieję na przyszłość, która może wszystko postawić na głowie, to:
„- Magdaleno – rzekł d’Artagnan – wynajmiesz mi apartament na pierwszym piętrze. Muszę teraz mieszkać z większą paradą, skoro zostałem kapitanem muszkieterów. Ale zachowaj mi moją izdebkę na piątym piętrze. Nigdy nie wiadomo, co się może jeszcze zdarzyć.”
[ostatni akapit „Dwadzieścia lat później” Dumasa]
@sukcesy
„Co do „siedzenia w kącie” to przecież napisanie kilku książek nie jest „karierowiczowaniem” tylko obiektywnym sukcesem którym trzeba się chwalić :-). W czasach PRLu pisanie felietonów do Polityki byłoby uznane za coś w rodzaju „małego Nobla” i gospodarz byłby filarem warszawskiej society.„
Ale Gospodarzowi marzy się sukces wyrażony również w PLN. Czego mu serdecznie życzę, masę pracy wkłada w to co robi.
@kot
„Ale Gospodarzowi marzy się sukces wyrażony również w PLN”
Albo zwyczajnie w jakimś takim Prestiżu. Bardzo bym się ucieszył z przekładu na angielski albo z ekranizacji, nawet za małe pieniądze.
@WO
Że nie wyszedł przekład ani Kopernika ani Lema na Niemiecki i/lub na Angielski to jakieś fatum. Lem poza Polską może być już lekko zapomniany niestety, ale astronom?
@kot
Nie wiem czy w dykcyjonarzu określeń sportowych jest jakieś na takiego zawodnika albo drużynę, co to zawsze jest w drugiej lidze / poza podium. Owszem, nigdy nie spada do okręgowej, ale też zawsze jak się pojawi szansa na podium albo na awans, to po prostu Zawsze Kurna Coś. „Jakieś fatum”, sam bym tego lepiej nie ujął.
@ergonauta
Dumas wielkim pisarzem był, a z jego książek można się bardzo dużo o życiu nauczyć.
@WO
Obawiam się że określenie którego szukasz to „perennial bridesmaid”. Ale to nie tylko futbolowe. Jest jeszcze jo-jo club, ale to trochę inny kontekst, taki klub który jest za słaby na pierwszą ligę a za mcony na drugą.
To może chociaż będziesz jak Christoph Walz czy inna Cesária Évora? Sława przyjdzie późno, ale jak już to z przytupem.
@kot
„perennial bridesmaid””
Me gusta!
„To może chociaż będziesz jak Christoph Walz czy inna Cesária Évora? Sława przyjdzie późno, ale jak już to z przytupem.”
Albo po prostu nigdy, to nieporównanie bardziej prawdopodobne. W świecie nauki też przecież nie każdy (ba! nie większość!) doktor dochrapie się profesora.
@WO
„W świecie nauki też przecież nie każdy (ba! nie większość!) doktor dochrapie się profesora.”
Albo można jeszcze inaczej. Znam dwóch naukowców, którzy zupełnie śwadomie zrezygnowali z ubiegania się o profesurę. Jeden ma H index ponad 80. Nie chce mu się bawić w uniwersytecką administrację, woli sobie naukę spokojnie robić.
Obawiam się, że wciąż tkwię w jakimś miejscu dla zbanowanych, ale z racji Rocznicy spróbuję – gratulacje. Cieszę się, że Twój blog przetrwał wymieranie blogów. Mój tak sobie zipie, ale już bez dyskusji w komentarzach, a i notki daję sporadycznie. Co raz większa liczba osób ogłasza uciekacanie z fb na substacka, może się jakoś blogowanie choć szczątkowo odrodzi a Twój blog będzie pomostem między dawnymi a nowymi czasy?
p.s. we mnie też rodzice wpoili to „siedź w kącie znajdą Cię”.
@kot immunologa
„Że nie wyszedł przekład ani Kopernika ani Lema na Niemiecki i/lub na Angielski to jakieś fatum. Lem poza Polską może być już lekko zapomniany niestety, ale astronom?”
Za to co ciekawe Lem wyszedł po hiszpańsku (nie tylko w Hiszpanii, ale i w Argentynie)!
Gratulacje! I bardzo dziękuję!
@ausir
„Za to co ciekawe Lem wyszedł po hiszpańsku”
Tak, to jedna z tych chwil, gdy nie czułem się totalnym przegrywem. Mam nawet pamiątkowy kubeczek z premiery, niestety zmwarka zmyła już prawie wszystko, to już w zasadzie biały kubek (z plamkami, o których tylko ja wiem, że są resztkami po napisie „Getafe Nero”).
Raz facet pewien z Warszawy,
książki chciał pisać dla sławy.
Kopernik i Lem,
olśniło go wtem:
„Winyle mam grać dla zabawy!”
Blogowi życzę kolejnych 20 lat leżakowania.
@”Cieszę się, że Twój blog przetrwał wymieranie blogów.”
Ponadczasowy kolor czcionki sugeruje i że „jeszcze gramy, jeszcze nie umieramy, jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany”, i że WO jest jak ten smok, co przetrwał wymarcie dinozaurów, lubi prowadzić auto i dzielnie sobie radzi w Krainie Deszczowców, czyli tych tam Zuckerbergów i Musków. Lubię tego bloga tyleż samo za mądrą lewicowość i szerokie horyzonty, co za kolor słów, które tu słyszę. Ba, to chyba jedyne miejsce w Internecie (poza profilem zawodowym w pracy), gdzie sam się odzywam.
Skoro jest okazja, chciałbym podziękować gospodarzowi za te 20 lat, ale również komcionautom za wieloletnie współtworzenie jednej z niewielu internetowych stref wolnych od slopu i glupoty.
I tak, również melduje się jako osoba wychowana w duchu inteligenckiej pogardy do autopromocji.
Ale z drugiej strony, niechęć do osobników promujących się na siłę pozwoliła mi szybko uciąć wiele znajomości z osobami które potem okazywały się toksyczne: dowiadywałem się o tym później od ludzi, którzy nadepneli na tą minę.
Jak mawia klasyk:
`Gramy dalej, dla tych co tu jeszcze pozostali
Dla tych kilku osób na sali
Chociaż parkiet świeci pustkami, my gramy dalej. Gramy dalej.’
Poczucie, że nie wypada się przepychać (a jakże, i u mnie wypalone żelazem przez rodziców z pierwszopokoleniowej PRL-owskiej inteligencji), daje w bonusie wyjątkową satysfakcję, gdy coś się powiedzie/ktoś coś zauważy/doceni/pochwali mimo braku autopromocyjnej walki. Bywa i tak, że ambicje prowadzą do wielkich osiągnięć, ale, jak mawia inny klasyk, wszak to one `make us look pretty ugly’.
Życzę kolejnych dekad grania. W przeróżnych sensach.
Dziękuję za bloga. Za tematykę. Za – często dość obcesową, ale jakże potrzebną – moderację. Za miejsce, w którym dzięki notkom i komentarzom można się wiele dowiedzieć i – bywa – skorygować poglądy. Szczególne podziękowania składam gospodarzowi za to, że dobrowolnie, jak ja, wykluczeni facebookowo nadal mogą się bez tego tworu obyć.
Nie pamiętam już, kiedy tu trafiłem – zapewne gdzieś przed 2010 r. Ale pamiętam, że na stronę z zielonymi literkami skierowała mnie Gazeta Wyborcza, która miała chyba fazę na promowanie blogów swoich autorów (zdaje się, że nawet kazała im te blogi zakładać).
@ Gospodarza niezrealizowana nadzieja na Sukces
Wielkość sukcesu jest oczywiście kwestią względną, ale na pewno nie jest przegrywem felietonista mojego od półwiecza ulubionego tygodnika, nawet jeśli nikt jeszcze nie sypnął kasą na porządną ekranizację jego twórczości. Ja sam nigdy nie osiągnąłem i nie osiągnę Sukcesu (przez duże S) – zdarzały mi się co najwyżej niszowe sukcesiki (z pewnością o wiele mniejsze od Twoich), bo ktoś życzliwy mnie zauważył lub do czegoś nakłonił. Miło jest przy tym po inteligencku pomyśleć, że odniesienie tych sukcesików nie wymagało rozpychania się łokciami, deptania po innych i zostawiania za sobą spalonej ziemi. Wygrywów, którzy zostają nimi kosztem innych ludzi, jest zdecydowanie za dużo i ja się ich boję.
Podziękowania za kilkanaście lat intelektualnych deserków. Życzę świetlanej przyszłości bloga. Co do genu przegrywu i porównań piłkarskich, to w Polsce jest np. Pogoń Szczecin – 5 razy na podium ligi i 5 razy w finale pucharu Polski – ale zero tituli (© Jose Mourinho). A w Hiszpanii jest taki klub Almeria – permanentnie co kilka lat spada i wraca do Primera Division.
Rzadko komentuję, ale czytam od lat i szczerze gratuluję jubileuszu!
To blog, dla którego przez lata utrzymywałam w przeglądarce aktywną kartę z czytnikiem RSS (Feedly po nieodżałowanej śmierci Google Readera).
Zapisuję się do antyłokciowej grupy wsparcia „Pierdołowatość, >>siedź w kącie aż znajdą cię<<".
@wo
Dołączam się z moimi do chóru dziękujących czytelników. Czytuję Cię od niemal pierwszej notki. Mogę tylko, ze swojej strony, potwierdzić, że też mnie wychowano w hejcie dla kariery, w przeciwieństwie do Ciebie jednak wykazałem się większą konsekwencją i na zawsze pozostałem poza zasięgiem jupiterów (czy tak się jeszcze mówi?). No i mnie tak jest dobrze bo jestem jeszcze starszy od Ciebie i jest dla mnie jeszcze bardziej za późno. Czy zresztą poradziłbym sobie w innej roli, czy miałbym Coś Ważnego Do Powiedzenia? Gdybym miał to bym przecież powiedział.
Czy można mieć też pretensje do naszych rodziców, że tak nam poustawiali „moralne” drogowskazy? Uważam, że nie, nawet jeśli sypali piasek w tryby komuny to i tak nie wiedzieli co robią. Nikt wtedy nie byłby w stanie wyobrazić sobie, nawet w przybliżeniu, realiów obecnie panującego matriksa.
Może zresztą, jak np. u Wiśniewskiego-Snerga gramy jakieś role w spektaklu, którego nie obmyśliliśmy i nikt nas nawet nie wzywał na żaden casting. Ty się Wojtku może wyrwałeś, z tego kostiumu, który skroiło Ci odchodzące teraz w niebyt pokolenie. Czy ktoś opisze jednak, jak to się mówi, przegrywów, którzy za kulisami przeszli w stan nieistnienia bez słowa skargi? Czy dałoby się w ogóle pokazać za ich pomocą całą tę tranzycję w sposób interesujący tak, żeby czytelnik nie cisnął tego w kąt po przebrnięciu przez pierwszy rozdział? Może nie? Może zresztą to największe osiągnięcie tych paru dziesiątków ostatnich lat, że nie były aż tak ciekawe? Ten czas najwyraźniej już mamy za sobą.
Gratuluję jubileuszu. Kiedy to zleciało?…
Czytam od prawie początku (lekkie opóźnienie zostało szybko doczytane). Przychodzę tu jak do ulubionej kawiarni, ale raczej siedzę i słucham, bo na ogół nie nadążam z czytaniem komentarzy, żeby na czas dodać coś adekwatnego. Trochę mi to przypomina kółka naukowe z liceum, kiedy koledzy cały czas mieli coś do powiedzenia i nie było się jak wtrącić, chociaż poczucie, że mam coś do powiedzenia było, ale konkurencyjnie były hamulce, że łe, pewnie jednak nie. No i pewności siebie brakowało. No to się siedziało i czekało, że może moment nadejdzie. Tak że tak, #metoo Może to jakiś pokoleniowy rys, u mnie podbity do tego byciem dość bystrą dziewczynką w sewentiso-ejtisach?
„Świat ledwie by zauważył zniknięcie tego blogaska.” Ja bym na pewno zauważyła, co wywołałoby we mnie ogromny smutek i poczucie pustki.
Dziękuję Redaktorowi Złociutkiemu, a także Osobom Komcionauckim, dodajecie wartości mojemu światu.
Gratulacje!
Też czytam bloga prawie od początku i jego zniknięcie byłoby przykrym wydarzeniem, zwłaszcza że Gospodarza można już czytać tylko w „Polityce”. A z komentarzy zawsze się można czegoś dowiedzieć o świecie.
Nie cierpię ludzi „sukcesu”, brrr.
Gratulacje na dwudziestolecie i wielkie podziękowania za całą pracę, jaką Gospodarz włożył i wkłada w utrzymanie tej internetowej przestrzeni.
Mnie również skierowała tutaj GW jakoś tak w 2009 roku.
Czuję się podobnie do komcionautki TB tzn. bardzo chętnie czytam notki i komentarze pod nimi a czasem może i miałbym coś do dodania ale na ogół jestem albo late to the party albo mam wrażenie (pewnie słuszne), że przeczytałem najwyżej jedną dziesiątą książek, które przeczytali inni tu piszący.
No i tak siedzę, trochę jak Hans Castorp między Naphtą a Settembrinim i mam nadzieję na kolejne dwadzieścia lat takiego stanu.
Pozdrowienia dla Gospodarza i Wszystkich tworzących to miejsce.
@pwirth
„na ogół jestem albo late to the party albo mam wrażenie (pewnie słuszne), że przeczytałem najwyżej jedną dziesiątą książek, które przeczytali inni tu piszący.”
Czasem ja też!
Również przyłączam się do gratulacji. To chyba też dobra okazja, żeby zapytać, czy są jakieś szanse na drugie wydanie książki „Polska nie istnieje”?
@unierad
„Również przyłączam się do gratulacji.”
DZIĘKUJĘ!
„To chyba też dobra okazja, żeby zapytać, czy są jakieś szanse na drugie wydanie książki „Polska nie istnieje”?”
Znikome. Żeby to miało sens, powinienem to wydać razem z kontynuacją. Którą jako tako mam w głowie, ale żeby napisać, musiałbym znaleźć zainteresowanego wydawcę. Raczej nie znajdę (i nawet nie tak, że zupełnie nie próbowałem – choć oczywiście nie wysłałem maila do wszystkich wydawnictw w Polszcze).
Szanowny Gospodarzu,
Czytam od 2006, trafiłem na czarno-zielone strony chyba za sprawą linku z GW. Czytam, często podziwiam, czasem się irytuję. Słuchałem w TOK FM (od strony podania bywało różnie, ale tematyka zawsze ciekawa). „Kopernika” kupiłem w trzech albo czterech egzemplarzach, z żarem w oczach obdarowując bliskich. Komentariat też mi (z reguły odpowiada); z reguły udawało mi się trafnie wytypować kandydatów do plonkownicy. Tak, też jestem z tych, co raczej siedzą w kącie, cierpię więc, gdy w ramach pracy na uczelni zachęca się mnie do chwalenia na Tik-Toku (bo Fb to dla starych ludzi, młodzież nie czyta, a nam trzeba studentów!). Fb zresztą też nie mam, jestem mało społecznościowy i dobrze mi z tym. Szanowny Gospodarzu, wdzięcznym za każdą notkę.
To uczucie, kiedy oglądałem The Grand Tour i w jednym z odcinków koło Jamesa Maya siedziała Mary Beard a ja powiedziałem „O znam, mam jej parę książek”.
Entuzjastyczne gratulacje i szczere podziękowania.
Tak mi się w życiu ułożyło, będąc chyba w roczniku Gospodarza, że w zeszłym roku zostałem jakimś tam managerem w korpo w Polsce i budowałem swój własny zespół pracowników (PL i UK). I miałem i mam ten przywilej, być przyzwoitym człowiekiem i przełożonym w czym oprócz rodziców duży wkład miałeś Ty Gospodarzu i Wy Osoby Komentujące.
Gospodarzu, przez lata, pod moją odziedziczoną po inteligenckich przodkach miotłę, dociera jasne światło zielonych literek.
Tobie i Twoim Światłym Gościom życzę 120 lat!
Lurkuję od samego początku, wiele lat temu nawet komentowałem, ale po innym nickiem. Co tu dużo mówić, blog mnie do pewnego stopnia ukształtował, był światełkiem w mroku w czasach kaczyzmu i źródłem wiedzy o wielu sprawach i zjawiskach z dziedziny kultury i polityki. Gratuluję 20 lat i proszę o więcej!
@WO
Gratulacje, życzę kolejnych 20 lat i wielu nowych książek!
Jak mówią Chińczycy: 心想事成, czyli „co serce (czyli umysł) pomyśli, niech się spełni!”.
@mb
Dziękuję! Ale z każdą książką serce mi mówi przede wszystkim „nigdy więcej”.
Rzadko tu się wypowiadam, jeszcze rzadziej (co oczywiste) Gospodarz zwraca na mnie uwagę, a raz jak już zwrócił, to skończyło się napisaniem całej notki krytykującej mój wpis (o zderzeniu cywilizacji). Ale za to zaglądam tu i czytam wszystko ZAWSZE.
Dziękuję zatem Gospodarzowi za te 20 lat i życzę kolejnych. Życzę też odniesienia Sukcesu, w takiej formie o jakiej marzy.
PS ja tę chciałbym przeczytać ciąg dalszy „Polska nie istnieje”. A myślałeś o zwróceniu się do Artrage, oni lubią zabierać się za takie dosyć ryzykowne przedsięwzięcia? (ha ha, taki żarcik banieczkowy)
Dzięki za to miejsce z ciekawymi notkami i równie ciekawszymi dyskusjami w komciach i mam nadzieję, że się nie rozmyślisz ani za 10 ani za następne 20 lat. U mnie 2006 i 2016 również były przełomowe (choć każdy w inny sposób), więc czuję tego rocznicowego vajba mocno.
@grendel
„A myślałeś o zwróceniu się do Artrage”
Rzeczywiście nie, ale w ogóle ebooki niespecjalnie mnie interesują. Może w Artrage jest z tym jakoś Zupełnie Inaczej, nie wiem, ale moja typowa książka w typowym papierowym wydawnictwie sprzedaje się o rząd wielkości lepiej niż w ebooku/audiobooku. Na tej podstawie ostrożnie szacuję, ile mógłbym sprzedać samych ebooków powieści i wychodzi mi coś cirka ebałt pi razy drzwi Szkoda Czasu i Atłasu.
Człek wraca z urlopu, z dobrowolnej banicji ze świata mediów, a tu nowy singiel braci Kiszka, Gilbert zapowiada kolejną przygodówkę, a ekskursje świętują drugą dekadę! Gratulacje. Dziękuję za wszystkie wpisy i komentarze do tychże, życzę Gospodarzowi nieustającej weny twórczej i tak oczekiwanej przychylności Tyche!
… a póki co dalej dorzucam dychę!;)
Gwoli uwagi: koledzy C i M z ArtRage wydają jak najbardziej papierowe książki, czyste e-buctwo to już w tym przypadku pieśń sprzed kilku lat.
Przyłączam się do gratulacji. Zawsze czytam z przyjemnością. Prawie od początku – pamiętam gdy komentarze zacząłem od krytyki nieśmiertelnej estetyki zielone na czarnym. Nadal źle się czyta od strony wizualnej, no i w dodatku dekonspiracja pełna – znowu czytasz Orlińskiego zamiast … tu pada nazwa pilnej czynności, którą powinienem był dwie godziny wcześniej zrobić na kompie ;-).
Ale rozumiem sentyment – mój pierwszy komputer to był Amstrad z ogromną pamięcią 128 kB i zielonym monitorem.
Pozdrowienia i kolejnych 20 lat.
@toperz
„wydają jak najbardziej papierowe książki”
Dzięki. Jak ten świat się zmienia! Ale jakoś nie sądzę, żeby podekscytował ich ten projekt – skoro inni wydawcy nie widzą w nim sensu, jakie są szanse że oni zobaczą?
Gratulacje z okazji drugiej dyszki!
Od siebie dodam, że stronice tutejszego bloga zaprowadziły mnie niechybnie w stronę Razem (w sumie teraz to nie wiem, czy Gospodarz jeszcze pochwala, czy nie, ale trudno). Przeczytałem wszystkie notki od 2007 wliczając komentarze, często podawałem tejki dalej znajomym. Dzięki!
BTW: fragmenty z „Internet – czas się bać” (którą dostałem kiedyś od lepszej połowy w 2014 jakoś) czytam obecnie mojej nastoletniej córce. Jakaż to była prorocza lektura (zwłaszcza akapit o zatrutych korzeniach FB, miodzik do dzisiaj)…
@książki
Jak już piszemy o nierealizowalnych projektach, mnie się marzy biografia Kościuszki pióra gospodarza. Pewnie byłby nawet jakiś potencjał do tłumaczenia na Angielski, ale kto by to wydał?
@wo i nietoperz (dzięki!)
„skoro inni wydawcy nie widzą w nim sensu, jakie są szanse że oni zobaczą”
Właśnie na tym trochę polega krążący tu i ówdzie żart – że panowie C. i M. biorą się za wydawanie rzeczy, których wszyscy inni boją się wydać i dlatego wydawnictwo jest ciągle na skraju upadłości. Jak jest w rzeczywistości tego nie wiem, ale mam nadzieję, że jeszcze wiele dobrych rzeczy wydadzą (w tym „PNI 2”).
To jeszcze raz – gratulacje i wszystkiego dobrego!
@”panowie C. i M. biorą się za wydawanie rzeczy”
Będąc wydanym przez Artrage, dołącza się do grona arcyznakomitych autorów, acz niezbyt masowo popularnych, czyli osiąga się sławę i chwałę w wersji kieszonkowej, za to o wysokim stężeniu. Coś jakby żyć dalej, ściskając w niedbale wsuniętej do kieszeni dłoni bryłkę złota, o której prawie nikt poza mną nie wie.
@AR
A i polskich pisarzy wydanych tam jak na lekarstwo! Dzięki ArtRage przeczytałem m. in. „Ścianę” Haushofer, „Dzwon Islandii” Laxnessa czy wznowione tłumaczenie „49 idzie pod motek” Pana P. i ciągle czekam na nowe zapowiedzi. Zobaczyć w nich szanownego Gospodarza to by było coś!
@łi
„A i polskich pisarzy wydanych tam jak na lekarstwo!”
Co tym bardziej oznacza, że to się nie wydarzy.
@AR
Jeśli ktoś stąd zna któregoś z nich, to niech go zagadnie. Chciałbym zobaczyć minę Gospodarza, gdyby to przedsięwzięcie doszło do skutku…
@grendel
Gospodarz miał ebooka wydanego w BookRage więc ma kontakt zarówno do mnie (bezpośrednio fejsem) jak i mogę zawsze skontaktować z kolegami Michalskim i Cieślikiem. Więc jak gospodarz będzie chciał to się odezwie.
(A Artrage jako że zostało Tradycyjnym Wydawnictwem to oczywiście wydaje przede wszystkim na papierze, jako że ów się sprzedaje w Polsce o wiele lepiej niż ebooki)
Gratuluje rocznicy i stażu blogowego. Cieszę się, że jeszcze takie miejsca istnieją i chętnie parę groszy dorzucam. Czytanie notek i bloga jest trochę jak uzależnienie, ale z tych dobrych. I życzę przebicia się do popkulturowego mainstreamu, salonów, będę kibicował.
Dzieckiem będąc, które oglądało Sondę jak objawienie, zaczytując się w jakiś lepszych czy gorszych książkach sci-fi marzyłem o życiu w przyszłości. Świat w którym komputery na całym świecie są ze sobą połączone, mamy super komputery w kieszeni, powstaje SI, maszyny wygrywają z ludźmi w szachy, asystują podczas jazdy samochodem, który może być 100% elektryczny, panele słoneczne na każdym domu, exoplanety, fale grawitacyjne i tysiące innych rzeczy wydawało się fantastyką. Więc żyję w przyszłości i nie do końca mi się podoba. Nie wiem czy to starzenie się czy co? Te wszystkie obiecnice się spełniają, nawet jeśli latających samochodów nie ma, co było zawsze jakoś głupie, to tanie linie lotnicze, które z większy polskich miast dowiozą Kowalskiego na wakacyjny wypad w parę godzin moim zdaniem spełnia taką funkcję. No i przyszłość dronów nadal jest otwarta.
I ja się dołączę do podziękowań, czytuję regularnie od jakiegoś 2008 (?), poglądy polityczne mi się mocno zbliżyły do tych Szanownego Gospodarza, gusta muzyczne jakby mniej 😉
Przy okazji zgłaszam akces i do klubu podejrzliwie patrzących na karierę, i do klubu „zanim zdążę coś napisać…”
Tak refleksja co do „siedź cicho aż cię znajdą”. Ja chyba nigdy tak nie miałem i nieraz aktywnie próbowałem podskakiwać wołając „tu, tu, tu ja jestem, ja się znam i potrafię, użyjcie mnie”. Potem zawsze żałowałem. Pieniędzy z tego nigdy nie było, może był prestiż ale tego się nie zje, za to roboty masa i tylko konieczność notorycznego odpędzania obcych ludzi którzy coś od ciebie chcą a ty nie masz dla nich czasu. Także ten, to miałoby sens ale gdyby od tego zależały pieniądze. A w warunkach korporacyjnych nie zależą. Co innego jakby być Prawnikiem albo Lekarzem za milion sześćset na rok. To wtedy dobry PR to pewnie podstawa. Ale się już nie przekonam.
Szybko te 20 lat zleciało. Bo czytam jakoś tak prawie od początku.
Bloga polecili mi koledzy z pracy w 2008. Wtedy wyglądał jak przesiadka z jakiegoś usenetowego forum: hermetyczny żargon, słowa zapisywane pongliszem plus stosowanie ROT13. Stare czasy, młodzi nie znajo.
—
Blog zachęcił mnie do kupowania książek Gospodarza od którego udało mi się nawet na jednej z nich dostać imienną dedykację (ha!). Komcionauci są świetnymi polecajkami ciekawych książek do przeczytania za co bardzo wszystkim dziękuję. Nie obrażę chyba Gospodarza jak napiszę, że często dyskusje są ciekawsze niż jego notki. Uwielbiam czytać inteligentne dyskusje czy oglądać debaty gdzie dyskutuje się z sensem i szacunkiem do oponenta.
—
Czasy Awala i gorących z nim dyskusji już minęły. Pamiętam jak zawzięte i pełne wigoru były, jak grzały się klawiatury od wklepywanych ripost. No cóż – dyskusja jest ciekawa jak ludzie mają przeciwne poglądy, inaczej zamiast dyskusji jest poklepywanie się po plecach. Te czasy też już minęły. Jak Gospodarz chciał porozmawiać z jakimiś pisowcami to inni komcionauci musieli uruchamiać emulator pisowca i emulować pisowskie odpowiedzi co wyglądało dosyć dziwnie.
—
No cóż, tak działa właśnie Główny Wyłącznik na tym blogu. Pozwolę sobie zacytować Gospodarza: „W systemie, w którym istnieje główny wyłącznik, wolność słowa zależy od tego, kto go kontroluje. To może być ktoś mniej lub bardziej tolerancyjny, ale samo to, że trzyma rękę na tym wyłączniku, już potencjalnie organiczna wolność słowa.” Świetna książka, nadal bardzo aktualna.
Kiedyś o tym pisałem, ale powtórzę. To najbardziej myślący zakątek internetu do jakiego zaglądam. Bardzo mi miło, że to trwa i dziękuję,
Dołączam się do podziękowań. Jestem sporo młodszy, więc nie czytam od lat dwudziestu, ale odkąd czytam, to każdy komentarz (i sporo archiwalnych wpisów). To dla mnie bardzo ważne miejsce, nie tylko dzięki całej tej erudycji i nowym perspektywom, które są przede mną otwierane. Tu jest tak… normalnie.
@mtxon
„Tu jest tak… normalnie.”
Dziękuję, to dla mnie bardzo miły komplement. Interpretuję go tak, że wszystkie interakcje między nami to interakcje człowiek – człowiek (choć podejrzewam niektórych komcionautów, zwłaszcza dziwnych debiutantów, o generowanie komciów z LLM). W korporacyjnych social mediach nie da się uciec przed algorytmami, które propagują zazwyczaj „nienormalność” (np. kult boksera-sutenera).
@terpa
” No cóż – dyskusja jest ciekawa jak ludzie mają przeciwne poglądy, inaczej zamiast dyskusji jest poklepywanie się po plecach. Te czasy też już minęły. Jak Gospodarz chciał porozmawiać z jakimiś pisowcami to inni komcionauci musieli uruchamiać emulator pisowca i emulować pisowskie odpowiedzi co wyglądało dosyć dziwnie.”
Awal przecież nie był pisowcem. Problem z pisowcami polega na tym, że oni nie są zdolni do normalnej rozmowy. Po co im to, mają przecież Twittera, na którym algorytmy Muska będą promować ich denializm klimatyczny albo „zwalczanie ideologii woke”.
@fieloryb
Ach, również BARDZO DZIĘKUJĘ!
@WO
Nie ma za co. Ja mam nieustające wrażenie, że nie jestem za mądry (i tego się trzymajmy, to chroni przed wyobrażoną omnipotencją).
Zastanawiam się na ile symulacja „prawdziwego pisowca” byłaby w stanie LLM-em na blogu zastąpić oryginał. Porównując odpowiedzi bezpłatnych ogryzków tego typu z faktami wciąż zauważam, że pisać potrafią, ale w losowy sposób generują zwyczajne głupoty. Nada się?
@fieloryb
„Zastanawiam się na ile symulacja „prawdziwego pisowca” byłaby w stanie LLM-em na blogu zastąpić oryginał.”
To niemożliwe. Od lat PiS funkcjonuje w medialnym sandboksie. Na Twitterze i Jutubie wspierają ich algorytmy, więc mogą bezkarnie gadać dowolne głupoty. Stano, Boro, Przygłupo i Debilo nigdy im nie zadadzą polemicznych pytań, tym bardziej nie TV Republika. Ze trzy razy w historii zdarzyło się, że Mazurek zadał jakieś minimalnie krępujące pytanie jakiemuś Glińskiemu, oni wtedy po prostu wychodzą trzaskając drzwiami.
Symulacja pisowca to będzie taki ich typowy bełkot z Twittera – „Klimatyzm kłamie przecież zawsze było ciepło, nauka mówi że są dwie pcie, wiatraki zabijają ptaki”. Przy zerowej zdolności do merytorycznej obrony tych tez.
No więc ustaliliśmy sobie, że jesteśmy średniaczkami, którzy nie lubią się wychylać (ja, ja!). Więc teraz pora na pytanie zasadnicze (proste a przez to niełatwe do rozwinięcia). Z jakiej strony częściej BARDZIEJ idzie chęć szefowania? Od środka czy z wychowania? Ewidentnie miałem do czynienia z szefem (nie moim), który wysokie poczucie własnej wartości nie łączył z kompetencjami. I przyznam – był to rzadki okaz.
Czytam ostatnio po raz kolejny biografię Aleksandra Kwaśniewskiego (przyznam, że jest to dotychczas prezydent, który mi się najbardziej podobał od 1989 r.) I to pytanko wraca – na ile bardziej ukształtował go inteligencki dom, średnia-wyższa klasa ekonomiczna itp. Umiejętne wychowanie A na ile jego instynkt polityczny i chęć kierowania.
Opowiadając o swoim ojcu stwierdził chyba coś takiego – to marzyciel, którego żona wprowadzała jego marzenia w życie.
@wo
„Awal przecież nie był pisowcem. Problem z pisowcami polega na tym, że oni nie są zdolni do normalnej rozmowy.”
Od czasu Wielkiego Kłamstwa (czyli Smoleńska) przeszli na Ciemną Stronę Mocy i dyskusja z nimi już bardzo utrudniona. To są w większości ludzie religijni więc kwestie polityczne postrzegają w optyce walki Dobra ze Złem.
—
Dodam jeszcze jedną uwagę o Tym Co Jest Fajnego Na Blogu czyli serii „Now Playing”. Lubię muzykę, szczególnie tą z ejtisów a Gospodarz ma bardzo wyrafinowany gust muzyczny. A jak jeszcze Gospodarz pisze o Muzyce Znanej i Dlatego Lubianej to już jest pełnia szczęścia.
Pamiętam jak strasznie „weszła” mi do głowy arabska piosenka grana w „Helikopter w ogniu”. Była to „Barra Barra” Rahida Taha.
Więc notka z jego piosenką „Ecoute-moi camarade” była dla mnie czystą przyjemnością. Moja rodzina po paru tygodniach słuchania arabskiego popu zbuntowała się i zakazała mi wybierania muzyki w samochodzie.
Szanownemu Gospodarzowi gratuluję wytrwałości i życzę co najmniej kolejnej dwudziestolatki.
Co do omawianych tu planów wydawniczych, zwracam uwagę, że przede wszystkim ArtRege nie wydaje fantastyki (to również banieczkowy żart).
@WO @fieloryb
„To niemożliwe. Od lat PiS funkcjonuje w medialnym sandboksie.”
W retoryce i nauce o komunikacji mamy klasyczne rozróżnienie na argumentację jedno- i dwustronną. W tej pierwszej przedstawiamy jeden (słuszny) punkt widzenia i jazda.
W tej drugiej zderzamy dwa odmienne punkty, żeby słuchacz/widz/czytacz, sam sobie wyrobił zdanie, jak Hegiel, tudzież Marks, dochodząc do własnej syntezy.
Mam wrażenie, że do czasu przyjścia PiS, w polskich mediach argumentacja dwustronna miała się dobrze, i dyskurs polityczny się na niej opierał, poza przaśnymi wyjątkami w rodzaju LPR czy Samoobrony. Biorąc te partie za koalicjantów w 2005, Kaczyński uświęcił jednostronną retorykę i sam jej zaczął używać. Interesujące, że to się zbiega z wejściem „Faktu” na rynek dwa lata wcześniej (2003). A to była przecież rewolucja w mediach (tabloidyzacja), bo wszyscy zaczęli się orientować na nowego lidera rynku. Nawet Agora ze swoim „Nowym Dniem”, czy jak to się nazywało.
Stare dzieje, ale ten okres 20 lat temu to jest zwrotnica czasu ku populizmowi w Polsce. Od tego czasu wszystkie prawicowe partie replikują model PiS, tworząc jednostronne, emocjonalne komunikaty. Nawet Mentzen ostatnio pod Reichstagsgebäude. Tuska też ciągnie w tę stronę.
Ciekawe, czy Morawiecki ze swoją prorozwojowym zacięciem będzie w stanie choć trochę przelamać ten schemat?
Gratuluję dwudziestolecia! Mam nadzieję, że jeszcze conajmniej dwadzieścia lat będę mógł czytać notki jak i komentarze do nich. Rzadko się udzielam z przytoczonych wyżej przez resztę względów, ale zawsze staram się być na bieżąco odkąd bloga odkryłem.
Jeśli chodzi o nieumiejętność rozpychania się łokciami to nie wiem z czego to wynika. Bo na pewno nie z wieku, mają to osoby i młodsze od Gospodarza jak i starsze. Neuroatypowość też raczej nie, bo nie wszyscy są neuroróżnorodni. Może ogólne polskie wychowanie, żeby się nie wychylać, bo nie wypada? Nie wiem. Może ktoś ma jakiś pomysł, bo temat wydaje się ciekawy.
Odnośnie sukcesu zawodowego, jedyne co mnie swego czasu pocieszało to opis z biografii Lema, o tym jak pisał ze swoimi wybitnymi przyjaciółmi jacy to są beznadziejni i nic im nie wychodzi. Jeszcze raz dziękuję za tę książkę i pozostałe, które szeroko polecam znajomym i na prezenty kupuję. Przy okazji jest jakaś szansa na złapanie Gospodarza w celu zdobycia autografów?
Jeśli chodzi o Art Rage, to niby fantastyki nie wydają, ale „Krzywdę” czy „Króla w Żołci” wydali, więc jest szansa.
Snerga wydali, nawet sobie kupiłem mimo że ramotka.
Taka piosenka, którą czasem kontrfaktycznie podśpiewuję:
link to youtube.com
Ja mam dwadzieścia lat Ty masz dwadzieścia lat Przed nami siódme niebo
Dziś nie potrzeba więcej nam do szczęścia chyba już nic
Ja mam dwadzieścia lat Ty masz dwadzieścia lat Przed nami siódme niebo
Dwudziestolatkom zawsze w pas się kłania świat cały świat
No i mam nadzieję, że przez kolejne 20 lat będę tu podczytywać ciekawe teksty.
Z urlopowym poślizgiem, ale gratuluję i cieszę się, że mogę tu wejść, poczytać, dowiedzieć się…
Kolejnej dwudziestki minimum, bo traf chce, że jak się nic nie pozmienia to za 20 lat będę już na emeryturze i nie będę już musiał czytać Ekskursji przy kanapce w pracy.
@Marco Bollocks
W wielu sprawach żadnego dwugłosu już wcześniej nie było, np. jeżeli chodzi o Jana Pawła II czy neoliberalizm, reformy Balcerowicza, tudzież politykę prowadzoną przez USA.
Załączam swoje gratulacje również! Mnie tutaj ściągnęły przede wszystkim fenomenalne wywiady i teksty gospodarza o Stiegu Larssonie, pokazujące inną perspektywę nordyckich welfare states, niż sądziłem.
@MB
„W tej pierwszej przedstawiamy jeden (słuszny) punkt widzenia i jazda.”
Wystarczy mieć ideologię (jedyne słuszne poglądy) w służbie władzy i wystarczy. Jeśli partia wodzowska ze starym wodzem to tymbardziej działa przyzwyczajenie. Proszę też zauważyć, że od dawna mamy profesjonalną służbę polityczną. Spin-doktorzy, plany polityczne, komentarze dnia. W zakorzenionych strukturach to wszystko jest wymyślane oddolnie? Myślę, że wątpię.
@Grzegorz Pelc
„W wielu sprawach żadnego dwugłosu już wcześniej nie było, np. jeżeli chodzi o Jana Pawła II czy neoliberalizm, reformy Balcerowicza, tudzież politykę prowadzoną przez USA.”
Ok, fakt, istniały i istnieją takie tematy, które nie podlegają szerszej dyskusji. Moja uwaga dotyczyła jednak pluralizmu w mediach. Pamiętam, że jakaś debata jednak się toczyła, także na wymienione tematy:
Neoliberalizm: Kiedyś nie używano etykietki (neo)liberalizm w negatywnym znaczeniu. Jko taki zaczął być atakowany dopiero w XXI w, po pojawieniu się m.in. Krytyki Politycznej. Niemniej, skutki reform Balcerowicza były kontestowane i wiele partii próbowało na tym zbić kapitał polityczny, z SLD na czele.
JP2: w mainstreamie Wojtyła został kanonizowany wiele lat przed kościelnym uświęceniem, ale „Nie” Urbana wyśmiewało go przez lata. Ten tygodnik miał potężny nakład.
Polityka USA: fakt, konsens był taki, że Waszyngton to nasza nowa metropolia, więc ruki pa szwam i trwamy przy naszym nowym hegemonie („hegemon zastępczy/surrogate hegemon”, jak go nazwała Ewa Thompson, stał się w III RP hegemonem faktycznym, co jest samo w sobie ciekawym problemem). Ale takie są po prostu fakty, że USA to jedyna siła, na którą w naszym grajdołku można rzeczywiście liczyć (poza Moskwą, oczywiście, ale ona ma przeciwny wektor), więc ta ślepa miłość miała od początku racjonalne podstawy. Niemniej, po wybuchu wojny w Iraku monolit zaczął kruszeć. Mariusz Zawadzki, kiedy go GW wysłała do Iraku, kupił na bazarze w Bagdadzie amerykańską rakietę i wręczył ją US Army, z czego powstał zabawany i dający do myślenia artykuł. Po wybuchu afery z więzieniem w Kiejkutach wybuchła gorąca dyskusja, zrekapitulowana przez „Essential Killing” Skolimowskiego (2010). Ten film dostał nagrodę w Wenecji, a reżyser przeżył kilka słodkich chwil. Dziś trudno uwierzyć, że w Europie w ogóle kręcić tego rodzaju filmy („Zieloną granicę” Holland spotkał podobny los).
@fieloryb
„Proszę też zauważyć, że od dawna mamy profesjonalną służbę polityczną.”
To prawda, polityka się profesjonalizuje od lat 90., kiedy pojawili się doradcy ds. wizerunku i spin doktorzy. Niemniej, kiedyś mieli oni trudniejsze zadanie, bo musieli brać pod uwagę niezależny czynnik – media. Na skutek tabloidyzacji i pauperyzacji prasy, dziś spin doktorzy mają media zaprzyjażnione (lub wręcz partyjne) albo wrogie, więc ich praca jest znacznie prostsza. Wystarczy się komunikować z tymi pierwszymi, a te drugie ignorować, lub wysyłać do nich harcowników.
@Marco Bollocks
Neoliberalizm: Kiedyś nie używano etykietki (neo)liberalizm w negatywnym znaczeniu. Jko taki zaczął być atakowany dopiero w XXI w, po pojawieniu się m.in. Krytyki Politycznej.
Bo liberalizm to np. Bentham, Mill, Constant, później np. Russell, wcześniej np. Smith; ludzie nie pozbawieni uczuć ludzkich. Z paragównianego liberalizmu Monteskiusza wyrósł jednak dem-lib i soc-lib.
Neoliberalizm to jedna z form psychopatii.
@mb
„Neoliberalizm: Kiedyś nie używano etykietki (neo)liberalizm w negatywnym znaczeniu. Jko taki zaczął być atakowany dopiero w XXI w, po pojawieniu się m.in. Krytyki Politycznej.”
Na moim blogu takie bzdury? Że cię nie było na świecie przed 2000 to nie znaczy, że wszystko narodziło się w XXI wieku. Pisałem o tym tyle razy, że teraz musi ci wystarczyć krótkie streszczenie (po którym biodra, milczenie).
Klasyczny liberalizm od zawsze (tzn. 18. wieku) borykał się z pytaniem, jak połączyć wolność ze spoistością społeczną. Odpowiedzi klasycznych liberałow, jak Locke, Smith czy Ferguson, były czasem rozkosznie staroświeckie, na przykład stawiali na krzewienie rzymskiego pojęcja „republikańskiej Cnoty” albo empatii (to Smith). Neoliberalizm rodzi się w latach 1970. jako odrzucenie tego dylematu, że albo spoistość społeczna nie ma znaczenia (to wersja polska zwłaszcza), albo że się to Jakoś Samo Rozwiąże Razem Z Ogólnym Dobrobytem. Oczywiście żeby wierzyć w jedno lub w drugie, trzeba być pieprzniętym w czaszeczke, bowiem już w 1776 Ferguson zauważył, że promując liberalizm, „wynagradzamy sukces dobrej Pracy, ale uchybiamy Honorom przynależnym ludzkiej Naturze. Dostajemy dobrą Pracę, ale wychowujemy ludzi chamskich, niemoralnych, pozbawionych uczuć i Manier”.
A teraz gluteus maximus i silentium.
@Grzegorz Pelc
„W wielu sprawach żadnego dwugłosu już wcześniej nie było, np. jeżeli chodzi o Jana Pawła II czy neoliberalizm, reformy Balcerowicza, tudzież politykę prowadzoną przez USA.”
To nieprawda, pamiętam że Gazeta Wyborcza publikowała krytykę neoliberalizmu pióra np Bugaja. Aż sobie sprawdziłem w archiwum, patrz np link to classic.wyborcza.pl czy
„Neoliberalizm rodzi się w latach 1970”
W książce Joan Robinson „Herezje ekonomiczne” (wydana w 1971 roku) autorka analizuje neolibealizm, który – według nie – już wtedy powinien nazywać neoneo(neo…)liberalizmem.
Więc chyba zjawisko to jest znacznie wcześniejsze.
Ojcowie gatunku neo jak Mises czy Hayek to zaczęli zdaje się w latach 30-tych. Na wskutek wielkiego kryzysu i przemyśleń po nim. Tyle że do lat późnych 70-tych to była nisza nisz.
@janekr
„Więc chyba zjawisko to jest znacznie wcześniejsze.”
Mogła mieć na myśli co innego. Na pewno używała tego właśnie słowa? Przedtem mówiono „new liberalism” na łączenie liberalizmu z socjaldemokracją.
„Na pewno używała tego właśnie słowa”
W polskim przekładzie na pewno, ale nie mam książki pod ręką.
@janekr
„W polskim przekładzie na pewno, ale nie mam książki pod ręką.”
I na to samo zjawisko? Wymieniała jakiś przykładowych przedstawicieli?
Poszukam książki
Raczej chodzi o neo-neoklasycyzm i Samuelsona. Joan Robinson polemizowała z oderwaniem modeli matematycznych zanim to się przerodziło w czystą ideologię typu krzywa Laffera. Atakowała u podstaw a nie ideologiczną nadbudowę, a potem jak neoliberalizm stał się ideologią władzy pojechała chwalić Koreę Północną… link to en.wikipedia.org
@”się to Jakoś Samo Rozwiąże Razem Z Ogólnym Dobrobytem.”
Albo nawet już dawno jest rozwiązane, tylko nasza percepcja tego nie łapie. Na obsztorcowywaniu za „niełapanie” opiera się filozofia „obiektywizmu” Ayn Randt, jednej z matek neoliberalizmu („Atlas zbuntowany” wyszedł pod koniec lat 50, trzeba było jeszcze dekady), głoszącej dobrą nowinę „productive achievement as his noblest activity”, czyli ideał chama bez uczuć stojącego wyżej na drabinie moralnej niż cichy i grzeczny człowiek niesukcesu. Różne polskie protesty przedsiębiorców to są protesty zbuntowanych Atlasów, bez których Polska runie w otchłań – jeżeli tego nie rozumiesz, to znaczy, że nie ogarniasz świata i głupi jesteś.
@MB
„JP2: w mainstreamie Wojtyła został kanonizowany wiele lat przed kościelnym uświęceniem, ale „Nie” Urbana wyśmiewało go przez lata. Ten tygodnik miał potężny nakład.”
I dlatego Urbana skazano za to, żeby inni nie fikali. Plus doniesienia NIE były obłożone w mediach anatemą, nie tylko kościelne ale również wałki prywatyzacyjne i samorządowe.
Gratuluję dwudziestu lat! Jestem trochę młodszy od Gospodarza ale też już po 40-stce, więc mimo ogólnego pesymizmu, życzę jednak szczerze, żeby za dziesięć lat można było odnotować Sukcesik a może nawet Sukces.
Nie jestem czytelnikiem od początku, bo dopiero od notki deathmatch Jaruzelski-Pinochet (grudzień 2006), więc a propos…
@neoliberalizm
Instytucjonalnie zaczął się chyba wraz z założeniem Mont Pelerin Society w 1947 roku. Niby na początku byli zainteresowani klasycznym liberalizmem ale założycielami stowarzyszenia byli Hayek i Mises a także Frank Kinght – jeden z twórców szkoły chicagowskiej. Od początku zatem to nie wyglądało na zwykłe kółko popularyzacji myśli Adama Smitha. Oczywiście do czasu kryzysu naftowego ’73 byli dla większości ekonomistów oni raczej dziwakami z tylnej ławki.
@Artrage i ewentualne plany wydawnicze
W gatunku „historia alternatywna” wydali powieść Kingsleya Amisa „Alteracja”. Myślę, że powieść Gospodarza mieściłaby się w ich portfolio.
@MB
„niezależny czynnik – media”
Panie złoty, ale chyba każde medium miało i ma charakter i opinię? Zasada jest taka, że medium mądre prezentuje mądre pomysły a medium populistyczne takie, które są ładne.
Tymczasem jeszcze funkcjonuje słynny filozoficzny „duch czasu”. Proszę sobie wyobrazić w 1989 roku partię Brauna z OŚMIOPROCENTOWYM poparciem. Plus narodowy i centralistyczny odchył PiS-u jak główny nurt polityczny w pierwszej połowie lat ’90. I razem te wszystkie polityczne kocopoły jako ponad 50 procent politycznego tortu (bo o drugiej Konfie nie wspomnę). Możliwe? Moim zdaniem nie. Duch czasu był taki, że trzeba było uczynić kraj otwartym na gospodarkę i nowe prądy. Oddać sukces w ręce kościoła i się dogadać.
Niestety entropia dokonuje reszty i żyjemy ponad stan. Jak na ekonomii się zaczęło tak na ekonomii się skończy.
@fieloryb
„Proszę sobie wyobrazić w 1989 roku partię Brauna z OŚMIOPROCENTOWYM poparciem.”
Ówczesna ordynacja nas przed tym chroniła, ale już w 1989 grasowały różne Wrzodaki. Kojarzy pan niejakiego Tejkowskiego?
(wiem że łagodne prośby nigdy nie działają, ale czy możemy już skończyć ten dżouk o artrage?)
„Kojarzy pan niejakiego Tejkowskiego?”
Kojarzę, jako plankton polityczny. Tymczasem PiS z narodowego socjalizmu uczynił przynajmniej sprawę o której się mówi, jeżeli nie rzecz z głównego nurtu. Dołączmy do tego demolowanie sytuacji z niezawisłymi sądami i fakt, że większość opinii społecznej już nie wie o co w niej chodzi. Oraz ogólny imposybilizm obecnego układu w piętnowaniu pełzającego przewrotu politycznego z jakim mieliśmy do czynienia. Wyborcy podziękują przy następnych wyborach.
Fieloryb ma rację o tyle że Buble, Tejkowscy i Wrzodaki przez 35 lat nie przekroczyli nigdy 5%. Braun będzie pierwszy (no chyba że liczyć LPR Giertycha ale to nie ma porównania, to taki dzisiejszy PIS był)
@fieloryb
„Kojarzę, jako plankton polityczny”
Plankton który wchodził do Sejmu. W każdym od 1991 mieliśmy takich meszuge. Nawet próg 5% ich nie blokował, zawsze się znalazła jakaś Szamboobrona i ich przygarniała.
@embercadero
„Fieloryb ma rację o tyle że Buble, Tejkowscy i Wrzodaki przez 35 lat nie przekroczyli nigdy 5%. ”
Wrzodak był posłem dwóch kadencji. Będę wycinał takie denializmy, uprzedzam.
@WO
„Plankton który wchodził do Sejmu. W każdym od 1991 mieliśmy takich meszuge. ”
Na tym właśnie wic polega, że wtedy byli uważani za meszuge. Teraz meszuge to jest lewica, któa ledwie do sejmu wejdzie. Albo i nie.
„Wrzodak był posłem dwóch kadencji. Będę wycinał takie denializmy, uprzedzam.„
Ale nigdy nic w sejmie nie znaczył. Na 460 posłów zawsze się jakiś kretyn-antysemita znajdzie. Rzecz w tym, że teraz może być ciężko o rząd bez endecji. Łagodnej lub tej gaśnicowej.
@fieloryb
„Kojarzę, jako plankton polityczny”
Ja kojarzę inaczej. Emocje lansowane przez Tejkowskiego zmaterializowały mi się kiedyś przed nosem, w samym centrum Wrocławia, na placu Solnym. Przypadkiem zwykłym, uniknąłem wtedy bycia obitym przez grupę skinheadów… W zasadzie za to, że byłem gościem w okularach.
@Marco Bollocks
„Ciekawe, czy Morawiecki ze swoim prorozwojowym zacięciem będzie w stanie choć trochę przełamać ten schemat?”
Haha. Morawiecki jako mąż opatrznościowy polskiej polityki, dobre! Chyba, że to jakaś bardzo zakamuflowana ironia.
To jest jednak grube idealizowanie polskiej polityki lat 90.
W Sejmie I kadencji była prawdziwa menażeria. Był Bubel, był silny klub ZChN i ludzie Olszewskiego, był Gabriel Janowski, był Tymiński i Korwin-Mikke. Ta menażeria współtworzyła większość (która co prawda szybko stała się mniejszością) rządową. Później menażeria się popisała nieudolnością i przegrała z progiem wyborczym, ale przecież w 2001 roku mieliśmy znowu LPR i Samoobronę z około 10% poparcia. Zasługą (o ile można mówić o zasłudze) Kaczyńskiego było, że tę menażerię pożarł i na kilkanaście lat zdominował politycznie. Ale teraz wahadło odbiło i menażeria zdominowała jego.
„Morawiecki jako mąż opatrznościowy polskiej polityki”
Ja go traktuję na razie jako coś w rodzaju obrotowego PSL-u. Jako państwowca, który wędruje sobie od PO do PiS niosąc za sobą kaganiec oświaty i konsumując przy okazji biznesiki. Z tego co mi się wydaje to on przyszedł do PiS i policzył im jak ma się spiąć program 500 plus (nie wiem, to są plotki).
Z jednej strony to znak czasu, że szef się starzeje i pora iść na swoje. Jeśli wejdą w 40 do sejmu to osiągną sukces. Przy okazji pociągną programy długoterminowe i będą mieli wiedzę systemową „jak działa jamniczek”.
Z drugiej zaś strony mogą przepaść tuż poniżej progu i skończyć jak wiele efemerycznych formacji przed nimi.
Najgorzej będzie, kiedy przykleją się do jakiegoś g… jako listek figowy.
„To jest jednak grube idealizowanie polskiej polityki lat 90.”
W moim uproszczonym obrazie wyborców jest 30% głupców, 30 procent średniaków i 30% myślących. Jeśli reprezentanci myślących nie potrafią przy pomocy dyskursu i politycznego marketingu wyplenić najgorszych poglądów, i trwa to więcej niż dwie kadencje, to sorry Polsko. Pakuję bagaż.
@airborell
„Później menażeria się popisała nieudolnością i przegrała z progiem wyborczym, ale przecież w 2001 roku mieliśmy znowu LPR i Samoobronę z około 10% poparcia. Zasługą (o ile można mówić o zasłudze) Kaczyńskiego było, że tę menażerię pożarł i na kilkanaście lat zdominował politycznie”
Zasługą? On tę manażerię wciągnał w główny nurt polityki. Mając do wyboru koalicję z PO wybrał Giertycha i Leppera. To był wtey jednak lekki wstrząs jak Roman został ministrem edukacji.Teraz zbieramy owoce tej światłej polityki prezesa; jeszcze będziemy tęsknić za Czarnkiem, jak niektórzy już tęsknią za Dudą.
Tu nie chodzi o idealizację, ale sejm pierwszej kadencji to był jednak wielki eksperyment, nauka demokracji w marszu. To się dość szybku uładziło. Przypomnij sobie kto nadawał ton, jacy byli premierzy, jacy ministrowie spraw zagranicznych, kto był drugim prezydentem. Weszliśmy z tymi ludzmi do NATO i UE, uchwaliliśmy konstytucję. Wyobraź sobie, jaką konstytucję by obecne towarzystwo przepchnęło.
@Herezje ekonomiczne
W oryginale angileskim jest tak:
„The neo-neoclassics, who tried to reconstruct traditional orthodoxy after the Keynesian Revolution”
„In many neo-neoclassical models this conception is applied also to technical progress. For instance: „Capital is made up of a large number of identical meccano sets which never wear out and can be put together. . . to incorporate the latest technical innovations in successive editions of the Instruction Book.” T. W. Swan, „Economic Growth and Capital Accumulation,” Economic Record (November 1956).”
W polskiej wersji, być może w przedmowie, było na pewno więcej niż dwa razy neo, i był liberalizm.
@WO
Coś wpadło do spamołapu i oczekuje na sprawdzenie. Czemu? Nie wiem.
„Tu nie chodzi o idealizację, ale sejm pierwszej kadencji to był jednak wielki eksperyment, nauka demokracji w marszu.”
Planu, z uwzględnieniem wszelkich czarnych łabędzi, jako takiego nie było, ale byli ludzie, którzy mieli za sobą praktykę (jakiś aparat państwowy pozostał po bezrewolucyjnym przejęciu władzy).
Mieliśmy wielkie szczęście, że byli ludzie pokroju Jaruzelskiego. Niby żołnierz a umiał odłożyć broń na półkę. Wszyscy znaczący gracze byli na tyle słabi, że chcieli się dogadać. Dzisiaj nie chodzi już o dobro kraju, ale o władzę i profity z niej płynące.
@fieloryb
„Jeśli reprezentanci myślących nie potrafią przy pomocy dyskursu i politycznego marketingu wyplenić najgorszych poglądów, i trwa to więcej niż dwie kadencje, to sorry Polsko. Pakuję bagaż.”
Jeśli ktoś chce zostać „Bogolem Sukcesu” to ucieczka raczej nie ma sensu. Ale jeśli kolega chciałby pożyć gdzieś, gdzie ludzie faktycznie cenią sobie socjalne zdobycze, jest o co walczyć i można poczuć się jak część społeczeństwa, to jak najbardziej polecam.
Zasługą, bo Kaczyński zmarginalizował Giertycha i Leppera. Przy czym miało to oczywiście konsekwencje – aby to zrobić, musiał zacząć mówić Giertychem i Lepperem, a ostatecznie doprowadził do tego, że symboliczny Giertych i Lepper całkowicie przejął PiS. Ale to się wydarzyło równolegle ze zmianami na prawicy w całym świecie, w szczególności z powstaniem ruchu MAGA.
@airborell
Czyli prezes, mając ideologicznie i programowo spójniejszą alternatywę, uruchomił proces nad którym za chwilę stracił kontrolę. To był rok 2006, LPR była awangardą prawicowego populizmu, o MAGA nikt wtedy nie słyszał. Był Bush, ale on w politykę europejską z butami nie wchodził, Le Pen był wciąz bardziej folklorem niż relaną siłą, AfD było poza parlamentem. Kordon sanitarny wokół AfD jak dotąd działa, wobec Le Pen, teraz już córki, właściwie też. U nas go nigdy nie było, przy pierwszej okazji kiedy pogrobowcy endecji mogli wleźć do rządu, to dostali do tego okazję. Jak to jest sukces, to nie chcę pytać o porażki.
Będąc wnukiem endeka i kapepowca wybieram radykalnie demokratyczną, bezbożną republikę wczesnego Robespierre’a. No ale nie jestem typowy.
@kot
„Na tym właśnie wic polega, że wtedy byli uważani za meszuge.”\
Teraz też jest, przez te same środowiska co wtedy.
„Ale nigdy nic w sejmie nie znaczył. Na 460 posłów zawsze się jakiś kretyn-antysemita znajdzie. Rzecz w tym, że teraz może być ciężko o rząd bez endecji.”
Wrzodak był w koalicji rządowej, właśnie dlatego, że wtedy „ciężko było o rząd bez endecji”. Robisz niegodne człowieka wykształconego denizalizowanie na zasadzie „ktoś taki jak Kierwiński nie ma szans w Koalicji Obywatelskiej, co z tego że w niej jest, ale nikt go tam nie lubi”. Taka uparta kontrafaktyczność uniemożliwia rozmowę. Proszę się nie dziwić że wylatuje.
@WO
„Wrzodak był w koalicji rządowej, właśnie dlatego, że wtedy „ciężko było o rząd bez endecji”.„
Aż mnie zmusiłeś do przeczytania notki o Wrzodaku na Wikipedii. On się dostał do sejmu w 2021 i 2025 z ramienia LPR. W 2025 pokłocił się z Romanem i wyleciał z partii. 2006 roku dało się spokojnie stworzyć rząd z ogromną przewagą w parlamencie bez żadnych narodowców.
@kot
„On się dostał do sejmu w 2021 i 2025 z ramienia LPR. W 2025”
Konsekwentnie trzykrotnie dodałeś dwójkę. Widocznie jesteś do tego stopnia więźniem swoich stereotypów, że ci się rzuca na wzrok.
„2006 roku dało się spokojnie stworzyć rząd z ogromną przewagą w parlamencie bez żadnych narodowców.”
Nie miał „ogromnej” (przecież niebawem upadł) i narodowcy byli niezbędni – i ci od Giertycha, i ci od Leppera. Ja to pamiętam, byłem tutaj. Nie muszę „czytać notki o Wrzodaku”, pamiętam tamte Sejmy. Ty albo jesteś za młody, albo już wtedy byłeś za granicą. Proszę o samoograniczanie.
@janekr
„W polskiej wersji, być może w przedmowie, było na pewno więcej niż dwa razy neo, i był liberalizm.”
No to rzeczywiście książka bardzo na czasie, z szerszego opisu wygląda faktycznie na neoliberalizm.
@WO
Ty zdaje się robisz milczące założenie, że koalicja PiS PO była niemożliwa. Ja wręcz przeciwnie, przecież oni szli do Sejmu z hasłem PO-PiS i premier z Krakowa. PiS i PO to były dwa największe kluby w Sejmie V kadencji. Miało oczywiście wygrać PO.
„Nie miał „ogromnej” (przecież niebawem upadł) i narodowcy byli niezbędni – i ci od Giertycha, i ci od Leppera.„
Nie miał bo głupio wybrał. Jak sobie wybrał Leppera i Giertycha za koalicjantów to się musiał układać w Wrzodakiem.
”Proszę o samoograniczanie.„
Się dostosuję. Faktycznie dawno mnie tu już nie ma i widzę to tylko z dystansu.
@kot
„Ja wręcz przeciwnie, przecież oni szli do Sejmu z hasłem PO-PiS i premier z Krakowa.”
To było hasło jednostronne, właśnie dlatego, że niedoszły płemieł z Kłakowa liczył że nim będzie i że PiS będzie odgrywać rolę „junior partner”. Tak naprawdę to ten głupek w kółko powtarzał to hasło, właśnie dlatego że to głupek. To nigdy nie było stanowisko całej Platformy.
Możliwości koalicji PO-PiS z premierem z Żoliborza nie było nigdy. Nie robię „milczącego założenia”, po prostu to wiem, obserwowałem to na bieżąco.
@kot immunologa
Dlaczego uważasz, że decyzja o barku POPiSu była decyzją Kaczyńskiego a nie Tuska? Postfactum można powiedzieć, że Platforma na tej decyzji tylko wygrała. Kaczyński po fiasku rozmów miał opcje rządu mniejszościowego, koalicji z Lepperem, którym gardził, i wcześniejszych wyborów. Wszystkie słabe, wszystkie wypróbował i na wszystkich się przejechał.
@comet
„Dlaczego uważasz, że decyzja o barku POPiSu była decyzją Kaczyńskiego a nie Tuska”
Bo ma fałszywe wspomnienia. Ja to pamiętam o tyle dokładnie, że miałem wtedy jeszcze znajomych pisiorów, dopiero po 2006 zacząłem zrywać te znajomości, kiedy PiS otwarcie zaczął jechać endeckim językiem. Ale przez ten ostatni rok to oni mi wiercili dziurę w brzuchu nieustającym wyrzutem – „to przez was my musimy robić rząd z narodowcami!”. Z punktu widzenia pisiorów anno 2005, cała ta koalicja z Lepperem i Giertychem, to vin de Tusk. To nie był pierwszy wybór Kaczyńskiego (przez jakiś czas usiłował mieć rząd mniejszościowy).
@WO
„Możliwości koalicji PO-PiS z premierem z Żoliborza nie było nigdy. Nie robię „milczącego założenia”, po prostu to wiem, obserwowałem to na bieżąco.„
Premiera z Żoliborza na początku nie było tak czy owak, był Marcinkiewicz.
@Comet
”Dlaczego uważasz, że decyzja o barku POPiSu była decyzją Kaczyńskiego a nie Tuska?„
Bo większym partnerem był Kaczyński i inicjatywa była po jego stronie. Tusk na pewno licytował wysoko, głupi by był jakby tego nie robił. Przypomnij sobie w jakich okolicznościach premierem został Pawlak.
@WO
”Ale przez ten ostatni rok to oni mi wiercili dziurę w brzuchu nieustającym wyrzutem – „to przez was my musimy robić rząd z narodowcami!”„
A powinni mieć pretensje sami do siebie. Teraz też mają żale, że wygrali wybory ale nikt nie chce z nimi wejść w koalicję?
Z dwóch kolalicyjnych opcji w 2001 ta z PO wymagała bardzo dalekiego kompromisu, na który najwyraźniej nie byli gotowi. Lepper i Giertych byli bardziej ugodowi, bo dla nich to była nobilitacja. Kompromis to zdaje się nigdy nie była mocna strona prezesa, czy to tylko też moje fobie i uprzedzenia?
To są takie trochę pretesje jak te do Razem, że ośmielili się samodzielnie wystartować w wyborach i przez nich Miller z Palikotem nie weszli do Sejmu. Okropny ten Tusk, że zmusił prezesa do koalicji z Giertychem.
@WO i jubileusz
Oczywiście wielkie dzięki za tego bloga, aż sam się sobie dziwię że jeszcze tego nie napisałem. Wielkie gratulacje i podziękowania za możliwość merytorycznej dyskusji. Więcej science uprzejmie proszę, mniej o polityce 🙂
@kot
„A powinni mieć pretensje sami do siebie.”
Ja mam pretensje do komcionautów upierających się, że taka koalicja była możliwa. Choć nie była.
W pierwszym Sejmie oszołomy to może był plankton (zależy jak traktować ZChN i KPN), ale za to niewiele wcześniej Tymiński dostał 20% i wszedł do drugiej tury zamiast Mazowieckiego.
Potem w pierwszych europejskich mieliśmy 15% dla Samoobrony, co zapowiadało wynik w kolejnych wyborach. Wydaje mi się, że Kaczyński zrezygnował z koalicji z PO dopiero, jak brat wygrał wybory. Gdyby wygrał Tusk, to pewnie nie miałby wyjścia. To był punkt zwrotny, bo gdyby ta koalicja była, to SLD dość łatwo mógł się odbudować i inaczej by to potem wyglądało i mogłaby być silna (centro)lewica.
Natomiast ze zdziwieniem czytam, jak koledzy opisując LPR unikają nazwania ich wprost, a kombinują coś z jakimś populizmem. To byli po przecież faszyści.
@gp
„zależy jak traktować ZChN i KPN”
Przecież to były oryginalne oszołomy, to słówko wymyślono właśnie dla tych partii. I nie był to plankton, oj nie był.
„Natomiast ze zdziwieniem czytam, jak koledzy opisując LPR unikają nazwania ich wprost”
To zdaje się jeden kolega, który sobie ubzdurał tezę, że „kiedyś takie Wrzodaki nie wchodziły do Sejmu” i rozpaczliwie usiłuje wybielać innych oszołomów, żeby na ich tle obecni wyglądali gorzej.
@WO
„Ja mam pretensje do komcionautów upierających się, że taka koalicja była możliwa. Choć nie była.”
Trzymam za słowo, bo ja tych ludzi nigdy osobiście nie znałem. Ale nawet taka jak SLD i PSL? Dla ludzi z odrobiną przyzwoitości wszystko jest lepsze niż koalicja z endekami.
@Grzegorz Pelc
„Natomiast ze zdziwieniem czytam, jak koledzy opisując LPR unikają nazwania ich wprost, a kombinują coś z jakimś populizmem. To byli po przecież faszyści.”
No ja ich nazywam endecją. Stąd moje obrzydzenie do prezesa i przekonanie, że dla władzy zrobi wszystko (a nie na przykład rozwiąże parlament).
@kot
„Ale nawet taka jak SLD i PSL?”
Nawet. SLD i PSL mieli jakieś wspólne interesy, PO i PiS nie. Dla obu partii taka koalicja byłaby samobójstwem podobnym do AWS-UW. Nikt jej tak naprawdę nie chciał, dlatego granicą rozsądnego kompromisu dla PiS był rząd mniejszościowy Marcinkiewicza (oczekiwali od PO tylko że nie będzie przeszkadzać, przecież wystarczyłoby wstrzymywanie się od głosu w imię szlachetnego hasła „unikajmy Giertycha i Leppera w rządzie”.
„Dla ludzi z odrobiną przyzwoitości wszystko jest lepsze niż koalicja z endekami.”
To tabu już dawno unieważniono, Giertych przecież teraz jest „nasz”, podobnie jak Misiek „Ryngraf” Kamiński (postać równie obrzydliwa przecież).
@WO
„Nawet. SLD i PSL mieli jakieś wspólne interesy, PO i PiS nie. Dla obu partii taka koalicja byłaby samobójstwem podobnym do AWS-UW. Nikt jej tak naprawdę nie chciał, dlatego granicą rozsądnego kompromisu dla PiS był rząd mniejszościowy Marcinkiewicza”
„Wielka koalicja” to jest zawsze kłopot, bo prznajmniej jeden partner traci. Ale rząd mniejszościowy jako opcja na trwanie przez cztery lata jest w sumie równie kiepska. Przykład Belki, który nie był przecież najgorszym premierem, tego dowodem.
„To tabu już dawno unieważniono, Giertych przecież teraz jest „nasz”, podobnie jak Misiek „Ryngraf” Kamiński (postać równie obrzydliwa przecież).„
Tak, w 2001 roku. Konkretnie prezes. Potem poszło z górki.
Nie to żebym jakoś Giertycha lubił czy cenił, ale to jednak cień endeka sprzed lat. Coś mu się w tej łepetynie przestawiło, ucywilizował się trochę. No i nie ma za sobą partii. Misia ”Pinocheta„ zmilczę, to faktycznie człowiek ugly inside and outside.
@kot
„„Wielka koalicja” to jest zawsze kłopot, bo prznajmniej jeden partner traci.”
Ergo, jak ktoś mądry tu już napisał, taka koalicja nie mogła powstać, endecy już w 2005 byli niezbędni do sformowania rządu, quod erat gluteus silentium.
„Coś mu się w tej łepetynie przestawiło, ucywilizował się trochę.”
Nic a nic.
„Misia ”Pinocheta„ zmilczę,”
No właśnie to co robisz to już nawet nie jest cherry picking, to jest zakłamywanie rzeczywistości na rympał.
@WO
„Ergo, jak ktoś mądry tu już napisał, taka koalicja nie mogła powstać, endecy już w 2005 byli niezbędni do sformowania rządu, quod erat gluteus silentium.”
Ale zauważ, że podobny dylemat w Niemczech rozwiązano inaczej. Jednak wielka koalicja powstała, byle tylko AfD trzymać z dala od władzy.
Czyli czasem cherry picking, czasem true scotsman, czasem whataboutism.
Przede wszystkim POPiS był projektem skrojonym pod mocne SLD. Jak SLD spadło dp drugiej ligi to projekt kompletnie stracił sens. Co do możliwej odbudowy centrolewicy – SLD i PO zajmują z grubsza tę samą niszę. Stan, w którym SLD by się odbudowało nie różniłby się wiele od dzisiejszego.
A Gospodarzowi życzę zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.
Wrzodak bywał u mnie w domu w ejtisach, to fumfel mojego starego z Solidarności. Jako dziecko go lubiłem, nie umiem myśleć o nim jako o faszolu choć wiem że potem ocipiał. Zresztą oni wszyscy byli na skraju faszolstwa (towarzystwo mojego starego z internatu i podziemia) – świętojebliwi, nacjonalistyczni itp. I nakręcali się wzajemnie. Na tle niektórych typów którzy u mnie w domu bywali Wrzodak to był miś przytulanek, co najmniej kilku kolesi jako dziecko się po prostu bałem, szczególnie że rzadko byli trzeźwi. A Wrzodak to był normalny młody robotnik, może bardziej wygadany niż średnia.
Moja teoria jest taka że ten zajob został wtedy nakręcony ze wschodu gdy zaczęli przeciwdziałać naszemu wejściu do NATO i potem UE. Powstało Radio Maryja, z wiadomym backgroundem, uruchomili wszystkie swoje uśpione assety, a mieli ich widać dużo w środowiskach kościelnych i solidarności. Najpierw był projekt świętojebliwrj konstytucji AWSu, potem referendum unijne, wokół tego wszystkiego gromadzili się napędzani radyjem oszołomi, powstał z tego LPR który pan Prezes przeniósł do mejnstrimu bo wolał go od Tuska. Od tej pory nigdy to nie zniknie póki są rubelki.
Oczywiście natywni oszołomi z ZChNu byli wcześniej i bez związku z rubelkami (KPN wspominam raczej dobrze więc bym tego nie mieszał). ZCnNowi zawdzięczany aborcję czy konkordat ale jednak byli za NATO i Unią. Dla mnie to fundamentalna różnica, świętojebliwość zniosę, jawnej zdrady polskich interesów nie.
„Wrzodak bywał u mnie w domu w ejtisach, to fumfel mojego starego z Solidarności. Jako dziecko go lubiłem,”
Przebijam, u nas bywał Bernard Tejkowski (zanim oszalał w 1968 roku), też jako dziecko go lubiłem.
KPN to jest akurat bardzo ciekawy wątek. Oni byli oszołomami, ale antykomunistycznymi, a nie endeckimi, z endecją jak to piłsudczycy nie chcieli mieć nic wspólnego. Jak Big Cyc śpiewali, że nie chcą przyjąć Makumby do KPN-u, to oni zrobili happening i wręczyli Makumbie legitymację. Sporo radykalnie prawicowego elektoratu głosowało na KPN, nie na endecję (oni przecież mieli w szczytowym momencie pod 10%) i obecność silnego KPN radykalną prawicę rozbijało i osłabiało.
Krzysztof Król skończył w KOD, a ostatnim wystąpieniem publicznym Moczulskiego był występ na demo „Zostajemy w UE” w 2021 roku…
„Krzysztof Król skończył w KOD”
I odegrał bardzo negatywną rolę. Natomiast ogólnie w KOD była dość spora grupa dawnych członków KPN.
@embercadero
” ZCnNowi zawdzięczany aborcję czy konkordat ale jednak byli za NATO i Unią. ”
Teraz kolega ma fałszywe wspomnienia. ZChN to także Richard Henry Tscharnetzky, od zawsze związany z jakimiś skrajnymi środowiskami. Zarówno ZChN, jak KPN mieli skrzydła „niby-to-rozsądniejsze” i „totalnie pieprznięte”, w obu byli politycy o nastawieniu antyzachodnim (bo w straszenie „polityczną poprawnością” i „prostowaniem bananów” weszliśmy po prostu razem z demokracją, nie było nigdy mitycznego okresu gdy prawica była normalna).
Część tu komciających (na pewno kol. Janek R!) pamięta serię „kontrowersyjnych” (rzekomo, bo tak naprawdę wszyscy mieli jednakową opinię) politycznych niby-opowiadanek sygnalizujący zwrot Parowskiego w prawicową psycholię. Paweł Solski był szczególnie fetowanym autorem – to właśnie prawdziwa twarz ówczesnego KPN.
I Barnim Regalica…
Oczywiście mogę mieć fałszywe wspomnienia, to w końcu ponad 30 lat. Na pewno na początku 90sów KPN mi całkiem pasował – sam miałem bardzo radykalnie anty-pzprowskie i anty-zsrr poglądy. Bywałem w tamtych czasach (jak to porządny punk) na manifestacjach np ruchu Wolnośc i Pokój i KPN-owcy też tam byli. Jakoś to potem odpłynęło w szajbę (Adam Słomka). Może jak się dostali do sejmu to gówno się zaczęło przyklejać. BTW: mój ŚP teść był w KPNie (do 92 roku) a to spoko gość był.
BTW: kim jest/był Paweł Solski (Regalicę kojarzę). Google nie pomaga.
BTW2: Richard Henry to moim zdaniem przede wszystkim hochsztapler, który przyklei się do wszystkiego co aktualnie daje możliwości zarobkowe. ZCHN wtedy był na topie to się do nich przykleił. Może za Collegium Tumanum wreszcie odpowie, choć uwierzę jak zobaczę.
Poza tym nie trzeba Richarda, był tam Macierewicz. I Marek Jurek. I Niesiołowski. I wielu innych.
Ta dzisiejsza młodzież, „Google nie pomaga” –
link to pbl.ibl.poznan.pl
@embercadero
„Bywałem w tamtych czasach (jak to porządny punk) na manifestacjach np ruchu Wolnośc i Pokój i KPN-owcy też tam byli.”
No to gratuluję wstrzymania budowy elektrowni atomowej.
„Jakoś to potem odpłynęło w szajbę (Adam Słomka). Może jak się dostali do sejmu to gówno się zaczęło przyklejać. ”
Od początku było, Słomka był regionalnym liderem jeszcze w stanie wojennym.
„Marcepanowy tancerz”, jakie to było dziwne…
Nie pamiętam, kto w NF napisał opowiadanie, w którym ojciec Michnika był właścicielem burdelu
Jurek, Niesiołowski, Łopuszański to była wielka trójka oszołomstwa.
Swoją drogą, ktoś wie, o co chodzi z Niesiołowskim? Od wielu lat wydaje się być bardzo rozsądnym (i pełnym złości) człowiekiem. A za PRLu bardzo odważnym bojownikiem. Jak on trafił do tego towarzystwa?
„No to gratuluję wstrzymania budowy elektrowni atomowej.”
A dziękuję, nadal uważam że to lepiej że w Polsce nie było reaktorów RBMK, zdaje się że wszędzie poza Rosją już je zezłomowano, a nawet w Rosji mają to od dawna w planie. Bo cokolwiek niestabilne i niebezpieczne były.
Poza tym ja głównie bywałem na demonstracjach przeciwko poborowi i służbie zasadniczej, te w sprawie Żarnowca to zdaje się głównie w Gdańsku były. W każdym razie nie pamiętam bym w takiej uczestniczył (mogę się mylić, 30+ lat).
Panowie,
pięknie się czyta te zakulisowe opinie (niemal) bywalców salonów. To samo, ale więcej i podane z redaktorskim zacięciem można znaleźć np. w wywiadzie-rzece z Aleksandrem Kwaśniewskim. Gruba księga pełna historii. Szkoda więc naszego czasu, lepiej czytać książki.
Jednak smutne jest coś w co właśnie wdeptujemy. Oto idzie Jeszcze Gorsze i ma szanse zostać na dłużej. Możliwa się staje koalicja PiS+Konfederacje (bez Morawieckiego). Morawiecki jest o tyle lepszy, że umie w bankowość i zna angielski.
I tutaj położyłbym nacisk w naszej rozmowie – co może zrobić obecny rząd nie biorąc jeńców a biorąc sprawy we własne ręce:
1. Czy możliwy jest i konieczny swego rodzaju okrągły stół wokół Trybunału Konstytucyjnego i tego całego bałaganu z sędziami?
Nie chodzi nawet o decyzyjność w całej sprawie (chociaż głos autorytetów jest konieczny). Gdyż ani ja, ani przeciętny Polak nie pamięta (a niektórzy od początku w ogóle nie rozumieją) o co i komu szło dokładnie w tym rozgardiaszu. Pora to przypomnieć i podsumować przed najbliższymi wyborami. Niech jeden drugiemu powie- my chcieliśmy prawa do regulacji władzy a oni władzy do prawa. I po skrótach partyjnych.
W przeciwnym wypadku znów będą mieli większą szansę by „państwowe RiTV” przekonywało, że oni mieli rację i tym razem dopną swego.
Jako bonus zastanawiam się, czemu towarzysz Ziobro nie został zatrzymany gdy opuszczał nasz zakątek. Komuś to miało służyć czy wyszło przypadkiem?
Do wykonania jest wiele innych rzeczy a problem w tym, że jakby nikomu się nie chciało. Proszę o jakąś sensowną listę w tej sprawie. Z rozwiązaniami. Oraz z opisem czemu się nie uda.
Co do prawicy kiedyś i dziś – szuria tam była zawsze, ale chyba jednak nie w takiej proporcji. Taki AWS był jaki był, ale nie budził obaw, że rozmontuje demokrację. To się zaczęło dopiero z drugim PiSem.
„lepiej że w Polsce nie było reaktorów RBMK”
W Żarnowcu miały być wodnociśnieniowe reaktory WWER, które nie mają konstrukcyjnie nic wspólnego z reaktorami RMBK z grafitowym moderatorem.
embercadero strzeliłeś baboal, a janekr szłusznie prawi.
„Fińska Elektrownia jądrowa Loviisa odkupiła od Polski kadłub reaktora WWER-440, który pierwotnie zamówiono dla nieukończonej Elektrowni Jądrowej w Żarnowcu. Nie jest on jednak używany do produkcji energii – służy w celach szkoleniowych oraz do badań materiałowych.”
@embercadero
„A dziękuję, nadal uważam że to lepiej że w Polsce nie było reaktorów RBMK, ”
No właśnie to jest najgorsze w ruchu Wolność i Pokój. Tyle lat minęło, a jeden z drugim do dzisiaj nawet nie sprawdził, przeciwko czemu protestował. Byliście awangardą antyszczepionkowców.
@fieloryb
„Proszę o jakąś sensowną listę w tej sprawie.”
A ja proszę o angielski przekład.
@WO
A chyba gospodarz nie pamięta, że w oryginalnym składzie rządu Buzka Richard Henry został ministrem … integracji europejskiej.
Moim zdaniem on nigdy nie był antyeuropejski. On w ogóle nie miał nigdy żadnych poglądów. A jeżeli coś głosił to po to, żeby dostać gdzieś jakiejś dobre miejsce na liście.
Przychylam się. Rysiu zawsze miał takie poglądy, jakie aktualnie mu popłacały. Jakby wsparcie dla związków partnerskich albo liberalizacja prawa aborcyjnego mogły mu otworzyć dostęp do jakiegoś nowego koryta, toby popierał związki partnerskie i liberalizację prawa aborcyjnego. Jakby się urodził w innych czasach to zależnie od czasów byłby idealnym szmalcownikiem/folksdojczem/sędzią ludowym/agentem Ochrany/łotewa. Jestem nawet w stanie sobie wyobrazić Rysia w Antifie. Męski odpowiednik Pawłowskiej. Mam nadzieję, że się nie zejdą i nie rozmnożą.
@gp
„On w ogóle nie miał nigdy żadnych poglądów.”
Przecież z nimi wszystkimi tak jest. Alex Jones też nie wierzy w te głupoty.
Mam tak ogólnie wrażenie, że niektórzy tu robią kołowe rozumowanie – „kiedyś to niemożliwe żeby taki oszołom był w rządzie” „skoro X był w rządzie, to znaczy że wtedy jeszcze nie był takim oszołomem jak dziś”. No pewnie, Antek Macierewicz tez był kiedyś spoko.
„skoro X był w rządzie, to znaczy że wtedy jeszcze nie był takim oszołomem jak dziś”
Ale to byłby już chyba jakiś gambit królewski, żeby mając antyeuropejskie poglądy objąć stanowisko, na którym musisz pchać do przodu europejską agendę. On tam długo nie pociągnął, i byłem młody wtedy i nie pamiętam dlaczego, ale raczej nie dlatego, żeby świadomie szkodził, tylko po prostu był nieudolny.
@gp
„Ale to byłby już chyba jakiś gambit królewski, żeby mając antyeuropejskie poglądy objąć stanowisko, na którym musisz pchać do przodu europejską agendę. ”
Otóż on jej nie pchał, on ciągle robił awantury – de facto sabotował. Prawicowa polityka europejska to zawsze przecież Nieustanny Bezskuteczny Foch.
” świadomie szkodził, tylko po prostu był nieudolny.”
A Macierewicz to jedno czy drugie? Całe to psychologizowanie, że „on nie myśli tego co mówi”, to dla mnie strata czasu. Świr to świr.
@”objąć stanowisko, na którym musisz pchać do przodu europejską agendę.”
Nie ma tak grubego stanowiska, że nie da się go objąć. Ryszard przecież się integrował: 14 samochodami (w tym 1 kabrioletem), 2 motorowerami i 1 ciągnikiem siodłowym, pokonując 223 tys. kilometrów za 200 tys. euro. Pchał się do Europy, pięciokrotnie okrążając Ziemię, zrodziło go polskie plemię.
@Janekr
” Nie pamiętam, kto w NF napisał opowiadanie, w którym ojciec Michnika był właścicielem burdelu”
A to nie chodziło o te opowiadanie RAZa, w którym superkomputer zasilony danymi na temat II RP stworzył historię alternatywną, w której Polska wygrała II WŚ? I gdy politycy zaczęli sprawdzać, kim by byli w tamtej rzeczywistości, to ucięli finansowanie dla projektu, bo okazało się, ze zostaliby bandziorami czy drobnymi cwaniakami. Był tam też chyba wątek czarnoskórego Polaka, który zna doskonale polską historię i jest patriotą, ale jest odrzucony przez prawicowców z powodu koloru skóry.
P.S. To się łączy z tematem notki, bo ja przeszedłem na bloga w okolicach 2008 roku z bloga RAZa, po beefie z Gospodarzem. Kojarzyłem też autora z Esensji. W każdym razie po paru latach lektury i stania w rozkroku ideologicznym zostałem przeciągnięty na lewą stronę mocy i od 2015 głosowałem konsekwentnie na Razem.
Rozumiem, że jesteśmy tutaj przeciwnikami chrześcijańskiej Europy. To jest miejsce dla wierzących i niewierzących. Rozumiem, że „żyj i daj innym żyć” jest zasadniczym argumentem dla tworzenia standardów unijnych. Jednak jest pewna ciekawa symboliczna ciekawostka na fladze UE:
„Heitz przyznał po latach, że projektując krąg złotych gwiazd na błękitnym tle, inspirował się ikonografią chrześcijańską, a konkretnie wizerunkiem Matki Bożej (Niewiasty z Księgi Apokalipsy św. Jana, przedstawianej z wieńcem z dwunastu gwiazd na głowie) oraz tzw. Cudownym Medalikiem.”
Nie ma to żadnego znaczenie wobec tego, że UE aktualnie jest Najlepszym Miejscem Na Ziemi (proszę mnie kancelować, chętnie się przeprowadzę). Rozumiem pasję @WO w ściganiu Rysiów tego świata.
@fieloryb
„Jednak jest pewna ciekawa symboliczna ciekawostka na fladze UE:”
Ojej, ojej, ale pan odkrycie zrobił. Nikt tego dotąd nie wiedział. To tajna wiedza. Co za sensacja. No błagam, nie wyciąłem tego tylko ze względu na falomierz.
No jasne, że flaga Rady Europy jest inspirowana chrześcijaństwem, a ojcowie założyciele Unii Europejskiej często wywodzili się z partii chadeckich i konserwatywnych. Też mi sensacje i „ciekawostki”.
„Jednak jest pewna ciekawa symboliczna ciekawostka”
Kto miał wcześniej koronę z gwiazd wykutą przez pogańskiego boga? Ariadna.
@WO
Dla mnie jest to znakomity argument na wszelkie oszołomstwo antyunijne często połączone z religijnym nadmiarem. Dlatego mi się to przypomniało w nawiązaniu do rozmowy o prawicowej szurii. Miałem żadną przyjemność rozmawiać chwilę z takim ktosiem. Człowiek z wyższym wykształceniem. Przy okazji zaręczam więc – bieżący poziom odklejenie nie ma na 100% korelacji z tym, kto kim był, czyim był znajomym i jakie poglądy prezentował.
e… Nie chce przeszkadzać, ale:
#flaga UE (właściwie flaga europejska, gdyż ikoniczna „flaga UE” przez większość historii była głównie flagą RE, nie UE – coś jak to, że postać Mario jest kojarzona z kolesiem deptającym różne stworzonka w platformówce ratując księżniczkę, a nie z pierwotnym pojawieniem w Donkey Kongu gdzie ratował jakaś tam sobie zwykłą, rudą dziewczynę):
Te wątki chrześcijańskie z flagą to zaczęły wychodzić lata po przyjęciu flagi, a ich główną podstawą jest „przyznanie się” Heinza do inspirowania się jedną z figur Maryi w Strasburgu.
Tyle, że pierwotnie tych gwiazdek było 15 (propozycja przyjęta w końcówce września 1953 roku przez Rade Europy – bo UE i RE mają wspólną flagę, to w ogóle dawniej były dużo bardziej zbliżone instytucje). No, ale że Bonn zaprotestowało, bo akuratnie wówczas 15 członków RE miało wliczając Protektorat Saary, którego istnieniu było sobie Bonn absolutnie przeciwne (jednym z tych „flagowej piętnastki” była sobie Turcja swoją drogą…) jak też miano odpapugować od USA zmienną ilość gwiazdek, reprezentujących liczbą członków RE.
W każdym razie – w ramach korowodów pt. „co u licha zrobi z Saarą, żeby Bonn się uspokoiło” (i przy okazji w ramach pozbycia się problemu zmiennej liczby gwiazdek) przyjęto projekt podobny, ale z 12 gwiazdkami zamiast pierwotnych 15. Zbieżność z wizerunkami maryjnymi (bardzo specyficznymi) nie implikuje, ani nie wynika z ideowego powiazania projektu europejskiego z chrześcijaństwem. Sam projektant zanim doszedł do „gwiazdki w kółku” przeszedł długą drogę, ale to już trzeba papierów z weksylologii).
Sama flaga europejska jest zaś używana przez UE dlatego, że UE ją odziedziczyła w 2002 roku po połączeniu WE i EWWiS (WE używała flagi europejskiej od drugiej połowy lat osiemdziesiątych, EWWiS do końca używała własnej flagi, cokolwiek nie za ładnej, z gwiazdkami zmiennoliczebnymi). Doszukiwanie się tu jakiejś głębszej głębi jest trochę w klimacie znanego dowcipu o wiewiórce.
@fieloryb
„Dla mnie jest to znakomity argument na wszelkie oszołomstwo antyunijne często połączone z religijnym nadmiarem.”
Tylko że mi z kolei obce jest oszołomstwo antyreligijne. Nie przeszkadza mi symbolika inspirowana chrześcijaństwem. Co jakiś czas mam tu komcionautę wyskakującego z czymś w stylu „lewactwo przemilcza że Kopernik był kapłanem”.
@WO
„obce jest oszołomstwo antyreligijne”
Kopernik jak wiadomo z Seksmisji była kobietą.
Przeca napisałem „żyj i daj innym żyć”. Nigdy żadnemu dziecku nie powiedziałem, że Święty Mikołaj to Wujek Stefan, który dobrze się przebrał, a te rumieńce na jego twarzy to po dwóch głębszych.
Tak lekko w roli adwokata kol. embercadero: Żarnowiec w tamtym czasie był trochę jak ten POPiS – mało komu leżał w interesie. Rząd szukał oszczędności gdzie się da (a budowa EJ to droga zabawa), opinia publiczna po Czarnobylu była jaka była, prądu póki co nie brakowało. to by i tak nie przeszło niezależnie od tego protestu. Rząd co najwyżej ucieszył się wygodnym pretekstem.
@UE a religie i ideologie
Weźmy odę Schillera. Mamy tam różne rzeczy naprzemiennie: najpierw religijnie uniwersalną „Götterfunken”, potem „Elysium” z religii greckiej, potem bardziej chrześcijańskie „Himmlische, dein Heiligtum”. Znany przekład Gałczyńskiego idzie trochę obok, bliżej oryginału idzie przekład Andrzeja Lama: „O Radości, iskro bogów, Córo Elizejskich Pól, Na świętości twojej progu Śpiewa nam niebiański chór.” Jednak najciekawiej robi się za moment, kiedy melodia idzie w górę, bo mamy połączenie chrześcijaństwa i komunistycznej Międzynarodówki, w sensie dosłownym: Jezu, komunizm! „Seid umschlungen, Millionen! Diesen Kuß der ganzen Welt! Brüder — überm Sternenzelt Muß ein lieber Vater wohnen.”, czyli według Lama: „Złączcie ręce, o miliony! Pokochajcie cały świat! Bracia – nad sklepieniem gwiazd Mieszka Ojciec upragniony.”
W sumie – wyśmienita rzecz na hymn Europy.
Europa się dechrystianizuje na dwa sposoby (laicyzacja i imigracja z krajów muzułmańskich), więc te odwołania do chrześcijaństwa w unijnej symbolice i ideologii będą coraz bardziej przestarzałe i w końcu znikną.
(W sensie: nie będzie powodu żeby stawiać jedną z dwóch dominujących religii na wyróżnionym miejscu, więc tło duchowe Unii Europejskiej będzie musiało być bardziej inkluzywne.)
@rw
„Europa się dechrystianizuje”
Albo wręcz przeciwnie: Europa się w końcu trochę schrystianizowała.
Czyli stała się Europa Zachodnia tworem politycznym, gdzie od drugiej połowy XX w. ewangeliczne zasady chrześcijańskie o poszanowaniu bliźniego i pokoju między ludźmi zostały wprowadzone w życie społeczno-administracyjne. Owszem, trzeba było ofiary dwóch wojen światowych, ale w końcu ofiara z życia to też stary religijny motyw, w chrześcijaństwie podstawa.
Warto przeczytać całą odę Schillera, tam jest zwięźle i ciekawie zreferowane, jak z motywów religijnych starogreckich i chrześcijańskich wykiełkowały ideały współczesnej socjaldemokracji. Owszem, trzeba było odrobine poczekać, ale w sumie było warto.
@wo
„Czy znajdę wśród komcionautów Grupę Wsparcia? Czy wam też przekazano taki system wartości?”
Całkiem odwrotny i to też nie było dobre. Jestem o parę lat młodsza, otoczenie zachłysnęło się transformacją i mniej więcej od połowy podstawówki słyszałam, że: „Trzeba walczyć o swoje”, „Trzeba się rozpychać łokciami”, „Jak cię wyrzucą drzwiami, to wracaj oknem”, itd. A jednocześnie po każdej nieudanej próbie: „Jak to zrobiłaś? W ten sposób? Przecież każdy mógłby przewidzieć, że trzeba inaczej. Dlaczego nie dopytałaś? Ja to bym od razu spytała. A z czym tam poszłaś? LOL, takie nic, no to z czym do ludzi”. W efekcie zostało mi przekonanie, że trzeba walczyć o swoje, ale tylko wtedy, gdy ma się wszystkie papiery w porządku i wchodzić oknem, ale tylko mając absolutny banger do zaoferowania.
@kch
„A jednocześnie po każdej nieudanej próbie: „Jak to zrobiłaś? W ten sposób? Przecież każdy mógłby przewidzieć, że trzeba inaczej.”
To faktycznie nie wiem co gorsze. Moi rodzice o moich porażkach generalnie niewiele wiedzieli, w ogóle mało kto wie, bo na pabliku nie mogę o tym otwarcie pisać, a znajomi nie chcą o tym słuchać (serio, nie mam nikogo komu mógłbym opowiedzieć moją Sagę Niedoszłych Ekranizacji i Przekładów, zapewne po prostu jest to nudniejsze niż mi się wydaje). Moje pożal się Boże osiągnięcia kwitowali natomiast jakimś takim „nigdy bym nie pomyślała że wszystko ci się tak ładnie ułoży”. Niby komplement, ale zawsze mi się robiło przykro.
OK, walnąłem babola z tym RBMK, ale i tak uważam że ruskie to ruskie, nie ufałbym za grosz. Szczególnie 3 lata po Czarnobylu.
Dwie rzeczy:
– pisałem już, manifestacje przeciwko Żarnowcowi to nie ja, nie załapałem się, za młody byłem. Zresztą w takiej sprawie bym nie poszedł bo by mi to wtedy zwisało.
– i tak uważam że bardzo dobrze że Żarnowiec nie powstał bo gdyby powstał to biorąc pod uwagę jakość polskiej polityki ostatnich 30 lat byłby zapewne ostatnią elektrownią w EU na ruskim paliwie (zapewne forever), a tak to można mówić że Węgrzy (wszyscy inni zmienili dostawców). A ruskie mieliby tylko dodatkowy powód przez te 30 lat by Polsce nie odpuszczać.
@embercadero
„i tak uważam że bardzo dobrze że Żarnowiec nie powstał bo gdyby powstał to biorąc pod uwagę jakość polskiej polityki ostatnich 30 lat byłby zapewne ostatnią elektrownią w EU na ruskim paliwie (zapewne forever)”
Pewnie już byłby wygaszony. Reaktory miały być czeskie, w Czechosłowacji też już wygaszone. Ale to źle że nie powstał, bo w efekcie mamy ciągle lukę w personelu i biznesie – inne kraje mają od grzmota pracowników i firm z „wieloletnim doświadczeniem w branży jądrowej”. My nie mamy i nie mamy skąd wziąć, a to jedno z wąskich gardeł (po prostu niektóre unijne przepisy określają minimalny próg owego doświadczenia).
@wo
„Moje pożal się Boże osiągnięcia kwitowali natomiast jakimś takim „nigdy bym nie pomyślała że wszystko ci się tak ładnie ułoży”. Niby komplement, ale zawsze mi się robiło przykro.”
U mnie jest to samo i słyszałem to nie raz od innych rówieśników. Po prostu poprzednie pokolenie powszechnie uważa że to co osiągnęło nasze pokolenie to Himalaje w porównaniu.
I tak dobrze że nie masz jak jedna z moich ciocio-babć która gdy miałem lat 20-kilka uważała że wielkim moim sukcesem życiowym jest to że jeszcze nie siedzę. Nieco ją tłumaczy to że była z Czerniakowa i w jej okolicy moi rówieśnicy faktycznie często już siedzieli.
W Czechach może są wygaszone, w Słowacji na pewno nie. Jak się jedzie do Bratysławy to się mija taki przybytek. Nadal na ruskim paliwie, zdaje się że dopiero co zaczęli szukać alternatyw.
@WO
„Moje pożal się Boże osiągnięcia kwitowali natomiast jakimś takim „nigdy bym nie pomyślała że wszystko ci się tak ładnie ułoży”. Niby komplement, ale zawsze mi się robiło przykro.„
No nie dziwię ci się. To jakaś polska cecha, deprecjonować osiągnięcia innych. Bezineteresownie, bezrefleksyjnie i często w ogóle nieintencjonalnie. Ciesz się, że chociaż nie mówią ”udało ci się!„, to fraza, która doprowadza mnie do furii.
Ale jest też w tym odrobina twojej winy, bo sam deprecjonujesz to co osiągnąłeś (”pożal się Boże osiągnięcia„). Jasne, mogło być jeszcze lepiej, ale tak każdy może o sobie powiedzieć. Opisałem raptem funkcję tylko kilku genów, bidne dwie rzadkie choroby, żona podobnie. Koleżanka wprawdzie wymyśliła lek na raka (serio, od pomysłu do apteki w mniej niż dekadę), ale co to za sukces jak to bardzo niszowy lek i nidgy nie będzie blockbusterem. A amerykański kolega, chodzi i wszystkiem dookoła odpowiada, czy chcą słuchać czy nie, jak to brylantowo wymyślił repurposing dwóch leków. Fajnie to wykombinował to fakt, ale to jednak inna liga niż wymyślić lek od zera. Ale ma zakodowane, że o sukcesie się opowiada a nie go gdzieś tam w sobie tłamsi.
@kot
„Ale jest też w tym odrobina twojej winy, bo sam deprecjonujesz to co osiągnąłeś”
Toteż ja nie mam żalu o deprecjonowanie, to akurat jest OK, przecież to żadne osiągnięcia – druga liga, czwarte miejsce, niewyjscie z grupy, mecz o pietruszkę. Jeśli o coś, to że człowiek by kurna chciał, żeby chociaż rodzice w niego wierzyli. Kiedy był ten szał na gry z serii „Guitar Hero”, podczas wczytywania wyświetlały się losowe porady dla początkującego rockmana, jedną z nich było „your mom doesn’t count as a fan”. Myślałem sobie wtedy, że nawet gdybym był gwiazdą rocka, moja mama powiedziałaby najwyżej, że no ładnie ładnie, ale Presley to to nie jest.
Po pierwsze gratulacje i życzenia kolejnych 20 lat, liczę na to dziękując za te pierwsze.
Sądzę, że do prowadzenia indywidualnych blogów, które stale ściągają uwagę tylu, powiedzmy, inteligentnych ludzi trzeba i trochę szczęścia i jeszcze więcej indywidualnych predyspozycji i akurat tutaj wszystko zadziałało, więc będzie działać dalej.
Co do innych pytań i poruszanych tu kwestii.
Nie znam rodowodów piszących, ale pewnie dużo bym nie stracił, stawiając, że opisując rodziców jako inteligenckie pokolenie w PRL, często nie opisaliby tak dziadków. I nie chodzi w tej zbitce o PRL.
„siedzieć cicho i się nie wychylać, czekać, aż ktoś (kto?) przyjdzie i zauważy”, to nie żaden etos inteligencki, ale czysty chłopski pragmatyzm w układzie folwarczno-pańszczyźnianym.
Natomiast jest związek opisania tej postawy w ten sposób, jak to czyni WO, z tym prl-owskim pokoleniem „od urodzenia” inteligenckim, bo kto miał to U SIEBIE w ten sposób wcześniej opisać? Pokolenie rodziców zracjonalizowało tę postawę do swoich warunków i tak jest tu opisywana.
Nb. duża w tym na pewno zasługa tego bloga, że kiedyś dotarło do mnie, że chociaż polska kultura oficjalna to kultura postszlachecka i kultura większej części społeczeństwa jest w niej nieobecna, to ta druga kultura przecież istniała i nie zniknęła od prztyknięcia palcami – i dalej istnieje, choć ubrana w nowe ubrania, choćby patrz powyżej.
A co do następnych dwudziestu lat i co nas może w nich zaskoczyć? Powróżę 😉
Konflikt w USA będzie narastał, a jednym ze skutków będzie narastające napięcie na linii USA – UE.
Ten konflikt spowoduje mniej lub bardziej dobrowolne wyjście wojsk USA z Europy, poza jednym miejscem. W Polsce wygra opcja wyjścia z UE za zatrzymanie u nas wojsk USA. USA na to przystanie ze względów oczywistych, dziel i rządź. Jednak niedługo potem narastający konflikt na Pacyfiku i u siebie skłoni USA do gwałtownego wycofania i tych oddziałów. Jednak ze wschodu też zagrożenie będzie symboliczne, bo tam cały czas będzie się tlił konflikt Rosja – Ukraina.
I choć scenariusz ten wydaje się smutny, to w pozostawionej tak samej sobie Polsce może będzie miał wreszcie miejsce przewrót kulturowy i rzeczywiste scalenie wojujących ze sobą teraz kultur postchłopskiej i postszlacheckiej i wreszcie będziemy wiedzieć, czego chcemy.
Choć nie wiem, czy będzie to to, czego ogólnie chcieliby obecni tu blogowicze z gospodarzem na czele i ze mną na końcu.
@entres
” ta druga kultura przecież istniała i nie zniknęła od prztyknięcia palcami – i dalej istnieje, choć ubrana w nowe ubrania, choćby patrz powyżej.”
Proszę się nie obrazić że wskakuję na kolegę w chwili debiutu, więc po pierwsze dziękuję i witam. Po drugie, nie lubię mówienia o „dwóch kulturach”, bo u mnie jeszcze jest trzecia – czyli bufor w postaci miejskiego (lumpen)proletariatu. Migracji do Warszawy dokonali jeszcze moi (pra)dziadkowie, jedno-dwa pokolenia wcześniej. Tam też miały miejsca „pierwsze matury w rodzinie”. Dlatego nie identyfikuję się z modą na „wzmożenie chłopskie”. Dla mnie wieś to zawsze był obcy świat, do dzisiaj prędzej zasnę przy szumie ulicy niż przy ćwierkaniu jakichś cholernych ptaszydeł.
Moi (pra)dziadkowie i (pra)babcie (w różne strony drzewa to czasem dwa pra, czasem bez) wywodzili się z warszawskich dzielnic robotniczych. To tak jak ten „Czerniaków” kolegi Embercadero, to świat piosenek Grzesiuka. I skądinąd w tym świecie owszem, wywyższanie się przed sąsiadami było postawą samobójczą, niekoniecznie metaforycznie.
@WO
„Jeśli o coś, to że człowiek by kurna chciał, żeby chociaż rodzice w niego wierzyli.”
To faktycznie przykre. Nawet jeśli obiektywnie nie jest to Presley, bo umówmy się, Elvis był jeden, to taka niewiara podcina skrzydła. Tym bardziej, że na prawdę czasem potrzebny jesz łut szczęścia, żeby obiektywnie dobra książka, artkuł, piosenka whatever, stało się hitem. „Lem. Życie nie z tej ziemi” w angielskim przekładzie nie stałby się lepszą książką, stałby się książka bardziej popularną, a autor bardziej rozpoznawalny.
kot
„To jakaś polska cecha, deprecjonować osiągnięcia innych. Bezineteresownie, bezrefleksyjnie i często w ogóle nieintencjonalnie.”
Żeby innych, uczą cię robić to sobie. Dopiero na stare lata skorzystałem z profesjonalnej pomocy, gdzie nauczyłem się patrzeć na to z innej perspektywy i inaczej oceniać co było porażką a co osiągnięciem i na ch… drążyć, bo było, minęło, nie odkręcisz. Jak mawiał Takeshi Kovacs „Pracuj z tym co masz”
@rt-fm
„Tak lekko w roli adwokata kol. embercadero: Żarnowiec w tamtym czasie był trochę jak ten POPiS – mało komu leżał w interesie. Rząd szukał oszczędności gdzie się da (a budowa EJ to droga zabawa), opinia publiczna po Czarnobylu była jaka była, prądu póki co nie brakowało. to by i tak nie przeszło niezależnie od tego protestu. Rząd co najwyżej ucieszył się wygodnym pretekstem.”
Wg tego co ja czytałem dawno temu to przeważył finalnie opór górników, bo oni to traktowali jako zagrożenie.
A na marginesie to, że dało się inaczej to pokazuje równolegle budowana czeska elektrownia w Temelinie (link to en.wikipedia.org) – po 1989 ograniczyli z 4 do 2 rektorów (nadal sowieckich, będą działać do ca 2080 roku) tylko dostali pomoc z USA w kwestii zabezpieczeń. Mimo problemów i przekroczenia budżetu jedyne protesty to były z Austrii.
To, że u nas nie zbudowano Żarnowca jest jednym z większych błędów jakie popełniliśmy choćby właśnie z powodu luki kompetencyjnej ale po prawdzie – zestawiając np czeski (sprywatyzowany) przemysł zbrojeniowy z naszym – to w tych kilku kwestiach, które strategicznie można było po PRL w kapitalizmie ogarnąć to chyba nie udała się nam żadna taka kwestia ale w kontekście dyskusji o Henrym, Słomce, KPN itd to nie jest to jakoś specjalnie dziwne.
@WO
„Jeśli o coś, to że człowiek by kurna chciał, żeby chociaż rodzice w niego wierzyli.”
W miarę dyskretnie podzielę się anegdotką. Przez prawie całe nastolęctwo byłem przekonany, że na studiach zamieszkam w Łodzi, bo pochodzę z tamtych okolic. Jak w klasie maturalnej wymyśliłem sobie nagle Warszawę, dosłownie NIKT z osób, które znałem, nie wierzył, że mi się uda. Życzliwi podchodzili na zasadzie „marzenie piękne, ale nierealne”, nieżyczliwi zyskali powód do szydery.
W przyszłym roku minie chwila, kiedy w stolicy będę mieszkał dłużej niż poza nią.
Tak BTW napominałem już kiedyś, że mój ojczulek sam wolał pójść do pracy niż dokończyć egzaminy maturalne, ale jego etos proletariacki nie wykluczał zainteresowania filmem, muzyką a zwłaszcza literaturą. Lema i Beatlesów czcił niemal religijnie. Jak się ożenił w ’85, to była jego „cutoff date”, po której przestał się tak aktywnie zajmować kulturą. Wspominam datę roczną, bo kręcił kiedyś na mnie nosem, dlaczego interesuję się „jakimś” Sapkowskim, a nie spróbuję na przykład sięgnąć po „Annę Kareninę”… Lubię o sobie myśleć, że współorganizując Polcon i publikując opowiadania, realizuję też jakiś szczęśliwszy wariant jego losu.
@elektrownia jądrowa
Niestety jesteśmy krajem przyfrontowym. Rosjanie potrafili już straszyć utratą zasilania zewnętrznego elektrowni zaporoskiej (obecnie na terenie rosyjskim), ostrzałami w pobliżu. Budowa czegoś takiego w obecnej sytuacji to proszenie się o kłopoty. Oczywiście można szkolić kadrę (w Polsce było nawet zdaje się liceum o „profilu jądrowym”), bo to kwestia lat a nie miesięcy. W zamian za to (nie znam się, ale się domyślam) warto inwestować w rozproszone sieci, których nie opłaca się niszczyć jednym uderzeniem.
fieloryb
„Budowa czegoś takiego w obecnej sytuacji to proszenie się o kłopoty.”
Nie wybudowanie to też kłopoty, w dodatku pewne na 100%.
No jest na Litwie, są na Ukrainie, wybudowanie to kolejny krok do zmniejszenia zależność od ropy, węgla i gazu.
@rpyzel
Ja się zupełnie nie znam na polskim rynku energetycznym, poza tym, że wiem, że importujemy energię elektryczną.
Jednak ostrzały rosyjskie koncentrują się na celach cywilnych typu (między innymi) duże elektrociepłownie. I mamy wybór – budować Wielką Elektrownię, która w razie wojny może być celem i punktem nacisku otoczonym wianuszkiem oddziałów wojska lub sieć mniejszych biogazowni, pól fotowoltaicznych, magazynów energii, zabezpieczonych stacji energetycznych. A może jedno i drugie?
Ukraina miała tego pecha, że gigantyczną infrastrukturę energetyczną odziedziczyła po ZSRR. Dlaczego nie postawić na infrastrukturę rozproszoną? Zwłaszcza w pasie do linii Wisły?
Po raz kolejny (podobnie jak w przypadku bankowości, internetu) możemy skorzystać z naszego zapóźnienia technologicznego.
Na Litwie wyłączyli jedyną EJ już z 15 lat temu (tam naprawdę były RBMK) i nowych póki co nie planują, nawet mieli referendum w tej sprawie.
Zdecydowanie nie chciałbym by Polska była zależna od jakiejkolwiek technologii/surowca made in Russia. Nadal nie wierzę że znaleźli się politycy na tyle nieskorumpowani/skorumpowani przez kogo innego by uwolnić się skutecznie od zależności gazowej. Uwolnić się od dostaw uranu byłoby zdecydowanie trudniej
Faktem jest, że coś z tymi górnikami trzeba było zrobić. Zapotrzebowanie na energię spadało, bezrobocie było dwucyfrowe. Z perspektywy wczesnych lat 90. wstrzymanie Żarnowca było racjonalne i znów nie ma co przykładać innych krajów, bo inne kraje nie miały już własnego górnictwa i takiego zagrożenia bezrobociem. Dzisiaj oczywiście sytuacja jest inna.
Faktem jest, że 40 lat później nie bardzo mamy ludzi mogących spełnić dwa warunki na raz, „obywatelstwo polskie” + „5 lat doświadczenia w energetyce jądrowej”. Oby Bóg zesłał jak najgorsze choroby na działaczy ruchu „Wolność i pokój” (a zwłaszcza tych poyebów od ulotek „Żarnowiec to drugi Czarnobyl”, które ogłupiły kolegę Embercadero).
Fun fact à propos kadr do EJ: moi rodzice poznali się jako studenci specjalności „chemia materiałów reaktorowych i elektronicznych”, gdzieś tak w drugiej połowie lat pięćdziesiątych… Był taki jeden wariatuńcio, nazywał się Trzebiatowski, który przywiózł ze świata świadomość potrzeb i wdrożył to na PWr, pewnie zresztą nie on jeden. No ale potem nie pykło. Spora część absolwentów za to potem przeszła przez staże w instytucjach jądrowych we Francji, gdzie byli doceniani. Specjalizacja funkcjonowała gdzieś do połowy lat sześćdziesiątych.
WO
„Oby Bóg zesłał jak najgorsze choroby na działaczy ruchu „Wolność i pokój””.
Trochę więcej tych chorób Bóg powinien pozsyłać. Np. na dr-a hab. Mirosława Dakowskiego, wieloletniego i utytułowanego pracownika Instytutu Badań Jądrowych w Świerku, który w 1985 (czyli przed Czarnobylem) raptem doznał objawienia i założywszy Ruch Poszanowania Energii i Energetyki zaczął się energicznie sprzeciwiać energetyce jądrowej. Zresztą równie mocno sprzeciwiał się ewolucjonizmowi, co nie przeszkodziło, aby, już po 1989, został profesorem, wykładowcą na uczelniach i pracownikiem kolejnych agencji państwowych (no bo miał piękną kartę opozycyjną w PRL-u). A, po latach nastąpiła reaktywacja, bo brał udział w tworzeniu alternatywnych scenariuszy katastrofy smoleńskiej, w końcu bycie profesorem fizyki to nie w kij dmuchał.
Zaś na Franciszkański Ruch Ekologiczny to Bóg powinien zesłać jakąś epidemię, bo kogóż tam nie było (np. Tomasz Burek). Jednym z szefów Ruchu był Jerzy Jaśkowski doktor z kolei nauk medycznych, też wykładowca na szanowanych uniwerkach (GUM), a po 2000 zrobił karierę jako zawzięty antyszczepionkowiec i tropiciel spisku Big Pharmy, w 2017 był pierwszym w Polsce lekarzem, któremu z tego powodu formalnie odebrano prawo wykonywania zawodu. Żarnowiec był żyzną glebą, której bogate plony dziś zbieramy.
Wielkie gratulacje z okazji 20 rocznicy. Świety blog, świetne komentarze. Czytam prawie od początku, a napewno przeczytałem wszystko.
Poza tym pan WO osiągnął gigantyczny i unikatowy sukces. Jak widać po samych komentarzach udało mu się popchnąć jakaś część polskiej inteligencji w Stronę Oświecenia.
Te gwiazdy, którym pan WO zazdrości „sukcesu”, fakt zarobiły miliony, ale na pchaniu polskiego społeczeństwa w Stronę Ciemnoty.
Miliony fajne są, ale to tak jakby zazdrościć dużych dochodów sesksworkerkom/kerom.
Jeszcze raz gratulacje.
@rouman
„Te gwiazdy, którym pan WO zazdrości „sukcesu”, fakt zarobiły miliony, ale na pchaniu polskiego społeczeństwa w Stronę Ciemnoty.”
Dziękuję za miłe słowa, ale niestety nie można mnie tak pocieszać. Ja nie marzę o milionach, tylko o symbolicznym Wyjściu z Grupy. Ekranizacje czy przekłady nie dają milionów, raczej dziesiątki tysięcy. Moje życie wyglądałoby z grubsza tak samo, tyle że byłoby życiem autora Przełożonego y Zekranizowanego. Mam znajomych, którzy w tym sensie Wyszli z Grupy, choć kiedyś graliśmy w tej samej lidze. No i większość z nich osiągnęła to nigdy nie opuszczając Jasnej Strony Mocy, może w dwóch-trzech przypadkach powiedziałbym, że okupili Sukces sprzedając część Duszy, w większości to awanse zasłużone i godne. Oczywiście nie będę nikogo pokazywać palcem, ani tych jednoznacznie pozytywnych ani tych nie do końca. W każdym razie, nie mam żadnej pociechy, nawet nie takiej, że miałem trudniejszy start, bo często siedzieliśmy przy sąsiednich biurkach. Po prostu nie każdemu magistrowi pisany jest doktorat, nie każdemu doktorowi pisana jest profesura. Większość z nas gdzieś się gubi w tych korytarzach, jak pierdułowate postaci Zanussiego i Barei.
OT, ale tylko odrobinę:
„Atomowy błysk/zabija dziecka wzrok”. Czy ten napis niebieskim sprayem na białych kaflach przejścia podziemnego pod skrzyżowaniem Al. Jerozolimskie/Marszałkowska, który z zachwytem oglądałem podczas nieczęstych wypraw do Warszawy na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiatych, był pastą w rodzaju późniejszego Tkaczuka, czy jednorazowym dziełem anonimowego poety?
Jak to mawiają, trzeba uważać, czego się pragnie, bo to się może spełnić.
@bradko
„jednorazowym dziełem anonimowego poety”
To mógł być ten sam poeta co pobliskie „w trumnie z Baltony wyglądasz jak żywy”.
Parę lat później, w tej samej okolicy, na ogrodzeniu wokół dziury w ziemi (obecnie M1, stacja Centrum): „wskaźnik czapienia wina jest wprost proporcjonalny do obskurności jego etykiety”.
„Z punktu widzenia wszechświata wszyscy jesteśmy ze wsi”, „czekam na coś więcej niż autobus” czy „pierwszy krok rzadko jest do tyłu”. Więcej nie pamiętam ale to płodne czasy były na takie grepsy na murze.
@embercadero
„Ale nie, KSU.”
A teraz ja mam zagwozdkę, bo nie mogę skojarzyć takiej piosenki KSU, za to kojarzę Moskwę i ich „Światło atomowe”.
Światło atomowe zabija dziecka wzrok
Ciała nieruchome i pokrwawione są
Światło atomowe wyciska z mózgu sok
Ciała nieruchome do śmierci tylko krok
Bomby, miny, karabiny, czołgi
To już historia!
Wybuch jądrowy, grzyb atomowy
Nie do obrony!
W pewnym miejscu 300 km na południe od Warszawy też prawie 4 dekady temu: „Odarła mnie żywcem ze skóry lodowata logika maszyn”.
Może to też cytat?
fieloryb
Budowa czegoś takiego w obecnej sytuacji to proszenie się o kłopoty. ”
Uważam dokładnie na odwrót: to że Ukraina ma taką elektronie to zwiększyło im szanse na pomoc Zachodu bo się ludzie boją „bum” jak i ograniczyła skłonność Rosjan to zrobienia total „bum”. Gdyby Ukraina miała prąd tylko z np węgla to dawno by nie miała ani jednej działającej elektrowni.
PL dla strategicznego bezpieczeństwa powinna mieć co najmniej 1 elektrownię – idealnie jakieś np 100km od Berlina. Potężnie zwiększy to skłonności Niemców do pomocy w razie godziny W.
Nie zmienia to jednak tego, że warto budować rozproszone sieci w oparciu o OZE – była nawet taki pomysł kiedyś (zdaje się nawet Hołowni bo on kiedyś dawno temu się tym interesował jak chciał być prezydentem) aby budować coś takiego na poziomie gminy/powiatu (OZE+baterię) aby się to lokalnie bilansowało.
@airborell
„Z perspektywy wczesnych lat 90. wstrzymanie Żarnowca było racjonalne i znów nie ma co przykładać innych krajów, bo inne kraje nie miały już własnego górnictwa i takiego zagrożenia bezrobociem. Dzisiaj oczywiście sytuacja jest inna.”
Wydobycie węgla w Czechosłowacji w 1989 była tylko 2 razy mniejsze niż u nas czyli biorąc pod uwagę wielkość kraju proporcjonalnie większe.
Oraz podejmowanie decyzji na 4 pokolenia na przód (czeska elektrownia działa do 2080) kierując się tym, że dziś jest/może być bezrobocie nie najlepiej świadczy o decydentach. Zwłaszcza, że budowa EJ to nie jest włącz/wyłącz. Plus to i tak nie za bardzo uratowało górników bo ich problem to nie była jedna elektrownia bo co ona by ważyła w miksie, tylko strukturalna niekonkurencyjność, która trwa zresztą do dziś. BTW Czechy sobie z tym dawno temu poradziły po prostu prywatyzując kopalnie.
Ale jak pisałem: nie udało się nam w sumie nic istotnego samodzielnie ocalić/rozbudować po PRL (od kolei przez służbę zdrowia po zbrojenia jeśli tylko się porównać do Czech). A to pewnie wynika z tego, że jest różnica czy się komuś real-socialize, a potem transformacja, przydarzyła po długiej fazie bycia ateistyczno-mieszczańsko-przemysłowym społeczeństwem z obszaru kultury niemieckiej czy katolicko-wiejskim społeczeństwem z obszaru kultury rosyjskiej.
@embercadero
„Bo uwierzyłem AI-owi na słowo Spytany ponownie stwierdził że to Perfect”
SLOP na moim blogu? O co jeszcze pan pyta AI, „czy ten grzyb jest trujący”? Pan siada i się wstydzi.
„nie udało się nam w sumie nic istotnego samodzielnie ocalić/rozbudować po PRL (od kolei przez służbę zdrowia po zbrojenia jeśli tylko się porównać do Czech).”
Bo solidna sieć łączności i porządne drogi oczywiście istotne nie są.
@janekr
Bo solidna sieć łączności i porządne drogi oczywiście istotne nie są.
„Po PRL” w sensie w spadku po PRL a nie, że np po wejściu do UE nam się nic nie udało*. Chodziło mi np o to że Czechy ładnie sobie rozbudowały zbrojeniówkę (wielki debiut giełdowy ostatnio) vs my nie za bardzo.
*Choć strategicznie drogi to też trochę zaprzepaszczona szansa bo na zachodzie na budowie dróg dawno temu rosły wielkie lokalne firmy a u nas rosły austriacko-tureckie. Ostatnio trzeba było zmieniać definicję „local content” pod przetargi (m.in drogowe) bo w PL nie ma w wielu branżach local content rozumianego jako PL firma a nie oddział obcego kapitału zarejestrowany w PL.
Co lepsze: „wielkie lokalne firmy” czytaj: oligarchowie zblatowani z politykami (patrz np Fidesz), czy ich brak i „tylko oddziały obcego kapitału”? Ja chyba wolę to drugie.
„Chodziło mi np o to że Czechy ładnie sobie rozbudowały zbrojeniówkę (wielki debiut giełdowy ostatnio) vs my nie za bardzo. ”
W obu przypadkach rozwijają się i mają najlepiej zakłady mające korzenie przedwojenne. Po prostu już przed wojną przemysł polski a czeski to świat i ludzie.
BTW: zupełnie inny przypadek to Słowacja gdzie komuna pobudowała mnóstwo zbrojeniówki i o dziwo trzyma się ona nie najgorzej, część nadal robiąc amunicję a inne przebranźowiono na automoto.
@Obywatel
„Uważam dokładnie na odwrót: to że Ukraina ma taką elektronie to zwiększyło im szanse na pomoc Zachodu bo się ludzie boją „bum” jak i ograniczyła skłonność Rosjan to zrobienia total „bum”.
Mieszkam niejako w okolicy i elektrownia atomowa w pobliżu granicy niemieckiej byłaby mi jak najbardziej na rękę. Najlepiej zbudowana po niemieckiej stronie i zapłacona po połowie przez Polskę i Niemcy. W przypadku ataku ze strony Rosji, Niemcy mieliby dodatkowy powód by zabrać nas z terytorium potencjalnie możliwego do skażenia. Jednak ich polityka energetyczna polegała na zamykaniu elektrowni atomowych. Ciekawe jak niektóre siły polityczne w Niemczech zareagowałby na budowę tuż pod granicą EA?
Proszę sobie policzyć – do obrony elektrowni atomowej potrzeba X zasobów ludzkich, Y zasobów rakiet oraz Z zasobów samolotów itp. Pytaniem dla energetyka, wojskowego i ekonomisty jest „czy stać nas na taki koszt bezpieczeństwa”.
@WO i skromna ocena życia
Panie Wojtku (Pan się nie boi ;-)) nie miałbym lepszego życia od Pana gdyby moje losy splotły się z Warszawą jak pańskie. Wykorzystał Pan atut urodzinowego kodu pocztowego w 100%. Sukces w pisarstwie jest trudny do zaplanowania. A życia kawałek przed Panem – kto wie co jeszcze się zdarzy.
Na boku – ktoś na polskiej Wikipedii stwierdził, że Wojciech Orliński to „chemik, wyładowca i nauczyciel”. Nie wiedziałem, że pracował Pan fizycznie 😉 i osiągał takie w tym sukcesy, że trzeba wspominać na Wikipedii. Gdybym miał tam konto, to bym poprawił. Uprzejmie proszę o sprostowanie kogoś kto może.
Życząc wszystkiego najlepszego gospodarzowi (jestem kolejną osobą, która zawdzięcza mu przeciągnięcie na lewacką stronę mocy) dodam, że z tej okazji zerknąłem na (króciutkie) pierwsze notki gospodarza i pod wpływem jednej z najstarszych zrobiłem szybkie guglowanie. Czego efektem jest:
link to utw-gorzow.pl
„Co podnosi poziom endorfin? Taniec, prysznic, aktywność fizyczna, banan, śledź, owsianka, czekolada, śmiech, seks, trening autogenny, wyraz twarzy, zachwalanie siebie. Poziom dopaminy podnosi:
aktywność fizyczna, unikanie używek, detoksykacja, zwiększenie poziomu tyrozyny, organizacja życia ( dopamina lubi zadania), kreatywność, suplementacja i medytacja. Co podnosi poziom serotoniny?
Spożywanie węglowodanów, produkty bogate w tryptofan, ograniczenie spożycia alkoholu (związek alkoholu i agresji – niski poziom serotoniny), witaminy z grupy B, aktywność fizyczna, zadbane jelita (do 90% serotoniny produkują jelita).
Jedną z bardzo silnych emocji jest zakochanie, które określono mianem typowej choroby psychicznej pod nazwą WHO poz.F63.9. Doktor Angelique Pas – Vraiment ze szwarcajskiego Institute de Therapie Emorionnelle twierdzi, że zakochanie wykryte na wczesnym etapie, czyli wówczas, gdy naszego organizmu nie ogarnia jeszcze biochemiczne zauroczenie, jest w pełni wyleczalne. A gdy emocje opadną poziom fenyloetyloaminy z czasem wytraca się (średnio ok. 2 lat) i zaczyna się kryzys związków.”
Zbudował gospodarz pomnik trwalszy niż ze spiżu.
@dnl
Po latach okaże się że to był po prostu mój Największy Sukces!
@fieloryb
„Uprzejmie proszę o sprostowanie kogoś kto może”.
Każdy* może, tak naprawdę. Już zresztą jest poprawione, przejrzane i zatwierdzone.
*(kto ma działające połączenie z ogólnoświatową siecią teleinformatyczną „Internet” i komputer z przeglądarką internetową).
Ja nie mogę! Podobno nie wolno edytować hasła o sobie?
@ fieloryb
„Proszę sobie policzyć – do obrony elektrowni atomowej potrzeba X zasobów ludzkich, Y zasobów rakiet oraz Z zasobów samolotów itp. Pytaniem dla energetyka, wojskowego i ekonomisty jest „czy stać nas na taki koszt bezpieczeństwa”.”
OZE przydomowe w Polsce to 98% sztuk, ale generują coś koło 40% mocy. Reszta to energetyka wielkoskalowa, ale rozproszona. Ergo: nadal jest centrala sterująca, transformatory itd. Do tego dochodzi kwestia baterii (ups, właśnie piękne bankructwo zaliczyły np. Spectris / Golden Peak oraz Photon Energy, które były dużymi inwestorami w magazyny energii do energetyki).
Wbrew intuicjom kolegi, to OZE w Polsce okazały się bardziej wrażliwe na ataki komputerowe niż energetyka punktowa. Kolega weźmie raport CERT w incydentu w grudniu 2025, gdy w stanie awaryjnym było coś koło skali średniego województwa: po prostu łatwiej upilnować bezpieczeństwa komputerowego w scentralizowanej energetyce niż w rozproszonych inwestycjach prywatnych.
Co do groźby ataków konwencjonalnych, to offshore wiatrowa ma być w okolicy 4 GWh. Dla przypomnienia: na 2026 produkcja z wiatru to koło 10GWh, fotowoltaika to koło 27 GWh.
Oczywiście problem z pv i wiatrem jest taki, że trzeba dobudować gazówki jako rezerwę. A z kolei dostawy gazu do Polski to kolejne ryzyko wojskowe, plus kolejne wymarzone cele do ataków punktowych.
Siły nie ma, tyłek zostanie z tyłu. Albo mamy cel punktowy w postaci EJ, albo gazówki jako rezerwę.
ALSO: jakiekolwiek „policzenie” jw.. skutkuje albo bulszitem z usłużnych firm konsultingowych albo
@wo
„Podobno nie wolno edytować hasła o sobie?”
W polskojęzycznej Wikipedii taka zasada bodaj nie została explicite sformułowana; mam wrażenie, że jest to bardziej zalecenie z zakresu savoir vivre et bon ton (PT Komcionauci-Wikipedyści mogą to potwierdzić albo sprostować). Natomiast w związku z tym, że do edytowania Wikipedii nie trzeba się logować, takie rzeczy jak dodanie „k” do wyładowcy może obskoczyć np. p. ~2026-44305-78, tak jak w tym konkretnym przypadku, i none’s the wiser and Bob’s your uncle (por. link to pl.wikipedia.org).
Dwieście lat!
Mam lokalnie zgrepowany gzipem blox.
Ku chwale!
Co do:
>cenić komfort
Abnegacja komfortu od dziecka jest mi obca.
Sybarytą nie jestem, ani kariera mnie nie interesuje.
Ale komfort, choćby ascetyczny, czy hygge – tak.
Rozumiem lekko co się pod tym kryje – kult zapier i męczeństwa.
Nomen omen katolicki mesjanizm i przedmurze.
Tu polecam obalanie mitów polskości przez Kamila Janickiego.
Niebawem ukaże się książka pt. Polskość. (no spam).
PS
Dodam do poprzedniej notki, co do jedzenia za granicą kontra Waw (ogólnie Europa).
Może jestem skrzywiony, ale świeżych ziół/przypraw z Azji tu nie uświadczysz.
Po lekkiej bandzie: ogona aligatora też nie zjesz (Floryda), węża, ani skorpiona, tarantuli z woka też nie.
Ba! Wyszydzanych pasikoników w formie chipsów – w zoologicznym jedynie.
Larwy jedwabnika poproszę.
Zupa Pho nawet w Wólce Kosowskiej to nie to samo co w Sajgonie.
Kawia z Peru z grilla też nie bardzo.
Jajko z niewyklutym pisklakiem – poproszę o adres w Polsce.
Ekstremalnie: rozdymki i nie masz opcji.
Tybetańskiej tsampy z krwią i zjełczałym mlekiem też nie.
Skrytykuję – to podniebienia przyzwyczajone do naszego położenia geo.
Niemniej takoż nie krytykuję schabowego, ani rzepy.
To są inne kuchnie, których europejskie podniebienie nie zna i przez to nie lubi.
No offence, to nie było pastive-agrestive.
De gustibus.
Z uszanowaniem!
hej, mam 31 lat, TTDKN lurkowałem jeszcze jako nastolatek. spędziłem właśnie ~2h na czytaniu Twoich notek z 2025-26. z wieloma rzeczami się bardzo nie zgadzam, ale zgadzam się co do tego, że żyjemy w czasach typu 1938.
w którejś z notek pytałeś, jak ludzie używają AI. no więc: w którejś innej notce piszesz, że Serbowie w listopadzie 1991 wymordowali personel? szpitala polowego, czym zrazili do siebie opinię publiczną USA i państw EWG, bo nagle Haga? musiała po raz pierwszy od 2WŚ ścigać zbrodnie wojenne. Pomyślałem sobie: „nie no, przecież Chorwaci musieli już wcześniej zrobić coś podobnego”, i spytałem chatagpt:
„””
can you give some examples of croatian war crimes during the breakup of yugoslavia, with dates? (if there are any; there might not be, idk)
„””
i dostałem coś co idealnie pasuje, 'the Gospić killings’: link to en.wikipedia.org
link to chatgpt.com
moje własne rozumowanie było probabilistyczne i bardzo nieostre: „przecież Chorwaci i Serbowie mieli tą samą zmilitaryzowaną kulturę ryzykanctwa i pogardy dla słabości, to się bierze jeszcze z etosu partyzanckiego, nie ma opcji, że Chorwaci są tacy czyści, jak on mówi”, chatgpt pozwolił mi przejść od ogółu do szczegółu, samemu nie chciałoby mi się robić kwerendy 'chorwackie zbrodnie wojenne ale przed listopadem 1991, o podobnej skali co , zatuszowane przez chorwacki rząd tak żeby nie mogły zrobić wrażenia na społeczności międzynarodowej oraz na WO’
@as
„w którejś z notek pytałeś, jak ludzie używają AI. no więc: w którejś innej notce piszesz, że Serbowie w listopadzie 1991 wymordowali personel? szpitala polowego, czym zrazili do siebie opinię publiczną USA i państw EWG, bo nagle Haga? musiała po raz pierwszy od 2WŚ ścigać zbrodnie wojenne. Pomyślałem sobie: „nie no, przecież Chorwaci musieli już wcześniej zrobić coś podobnego”, ”
Proszę zauważyć, że to w ogóle nie przeczy moim słowom – każde jest prawdziwe (i zaczerpnięte z ksiązki Aryeh Neiera „War Crimes”). Po prostu cokolwiek przedtem robili Chorwaci, to nie zdążyło wypłynąć zanim powołano ICTY (odwrotne, ICTY się do tego dogrzebało po latach). Inspiracją do powołania ICTY było to co napisałem (za Neierem).
„chatgpt pozwolił mi przejść od ogółu do szczegółu, samemu nie chciałoby mi się robić kwerendy”
To wyjaśnię panu, jak to by zrobił ktoś mądry – założyłby, że istnieje w Wikipedii zbiorcza kategoria „croatian war crimes” i zaczął od tego. Gdyby nie istniała, poszedłby na stronę ICTY.
To co pan zademonstrował, to typowe działanie „głupka z GPT” – włącza się do dyskusji „argumentami” wygenerowanymi przez GPT. Proszę tego u mnie nigdy nie robić (to prośba nie tylko do pana).
Poza tym to nie był „szpital polowy”, to był po prostu zwykły szpital miejski w Wukowarze, gdzie jeszcze kilka miesięcy wcześniej toczyło się przecież normalne życie. A właściwie jest, bo tam znowu toczy się normalne życie.
@Alan Starczewski
„moje własne rozumowanie”
Niby nieładnie kopać leżącego po zwięzłym wyjaśnieniu przez @wo, ale pozwolę sobie dodać kilka słów wobec tego, że kolega sam przedstawił się jako osoba stosunkowo młoda i może jeszcze nie wszystko dla niego stracone: człowieku drogi, opamiętaj się. Jaki znowu etos partyzancki?! Jeżeli chciałbyś publicznie zabierać głos na te tematy, mógłbyś zacząć od poczytania o czetnikach i ustaszach, i jeszcze o kilkuset latach walk z Turkami wcześniej. Ale może już nie pytaj o to chata GPT.
@m.bied
oleje retoryczny sztafaz i przejde do meritum: „etos partyzancki” w tym miejscu to jest cos, co wzialem glownie z ogladania filmow jugoslawianskich z epoki + dokumentu 'Yugoslavia: How Ideology Moved Our Collective Body’. bardzo mnie przekonala wizja rezyserki Marty Popivody o tym takim paternalizmie, z jakim jugoslawia traktowala np studentow z 1968. ten rodzaj nostalgii za 'prostszymi czasami wojny, moze mielismy mniej ale ludzie byli lepsi’ byl tez motorem napedowym w Chinach za poznego Mao oraz w Korei Polnocnej od lat 60. — to sa te same procesy imo
@wo
„założyłby, że istnieje w Wikipedii zbiorcza kategoria „croatian war crimes” i zaczął od tego”
wie Pan co, no oczywiscie zamiast pogadac to mozna tez sie przeklikiwac przez rozne interfejsy itp, moze to nawet jest sensowne, zobaczmy jak wyjdzie:
no rzeczywiscie jest link to en.wikipedia.org
z jakiegos powodu `Gospić massacre` jest podpieta (jako jedyna) bezposrednio pod te kategorie:
„`
Pages in category „Croatian war crimes”
The following 2 pages are in this category, out of 2 total. This list may not reflect recent changes.
Croatian war crimes
G
Gospić massacre
„`
no i fajnie, mialbym moj jackpot (Gospić massacre) od razu, z dosc glupiego i losowego powodu (ktos podpial akurat TE zbrodnie pod root category a nie pod subcategory, zapewne blednie z punktu widzenia zasad Wikipedii). a gdyby tak nie bylo?
cztery podkategorie:
„`
C
Croatian people convicted of war crimes (2 C, 17 P)
Croatian war crimes in the Bosnian War (22 P)
Croatian war crimes in the Croatian War of Independence (31 P)
W
War crimes of the Independent State of Croatia (3 C, 7 P)
„`
hmm 'Independent State of Croatia’ to 2WŚ, 'people’ mi chodzi o wydarzenia nie biografie, zostaja '… Bosnian War’ i '… Croatian War of Independence’. obie maja liste jakichstam zbrodni uszeregowana alfabetycznie. czyli mam dwie listy, podzielone kryterium ktore mnie nie obchodzi (’Bosnian War’ i 'Croatian War of Independence’ to — zgaduje — proxy geograficzne na 'terytorium dzisiejszej Bosni’ vs 'terytorium dzisiejszej Chorwacji’), bez opcji sortowania data. no ok mega madry ze mnie czlowiek ze potrafie sie poruszac w takim interfejsie, fair
„Proszę zauważyć, że to w ogóle nie przeczy moim słowom – każde jest prawdziwe (i zaczerpnięte z ksiązki Aryeh Neiera „War Crimes”). Po prostu cokolwiek przedtem robili Chorwaci, to nie zdążyło wypłynąć zanim powołano ICTY (odwrotne, ICTY się do tego dogrzebało po latach). Inspiracją do powołania ICTY było to co napisałem (za Neierem).”
ok czyli czytalem bez zrozumienia, nie wylapalem ze chodzilo o to, ze to _serbska_ zbrodnia wojenna byla inspiracja do powolania ICTY. ale z tego sie robi ciekawe pytanie, weryfikowalne statystycznie: czy istnieje bias czasowy w tym, jak ICTY (lub wczesniej „spolecznosc miedzynarodowa”) odkrywalo te zbrodnie? powiedzmy ze biore losowa zbrodnie wojenna w Jugoslawii, i powiedzmy ze szansa ze jest 'serbska’ albo 'chorwacka’ to doslowne pol na pol (tak by nie bylo, ale pracujemy w uproszczonym modelu). teraz dowiadujemy sie, ze zbrodnia wyplynela w 1992 – czy likelihood 'zbrodnia jest serbska’ zwieksza sie? albo dowiadujemy sie, ze zbrodnia wyplynela w 2000 – czy likelihood 'zbrodnia jest chorwacka’ zwieksza sie?
brzmi jak fajny paper albo chocby post na linkedinie, dzieki za inspiracje 🙂
Hm, nie rozumiem kontrowersji: etos partyzancki vs reżim Tity. Nikt nie oglądał „Undergroundu” Kusturicy? Toż oni na tym grali jak nie przymierzając Mieczysław Moczar. To był Titowy mit założycielski.
taaak, ale tez ciekawe jest dla mnie, na ile ci partyzanci faktycznie _rzadzili_ w tej Jugoslawii? bo np w Chinach na gorze 'czy i co robiles w Yananie w 1942? w dlugim marszu w 1938? w jiangxi w 1931? …’ to bylo pytanie wywierajace duzy wplyw na to kto zostal albo nie zostal np. sekretarzem transportu w 1975; z ksiazki 'Competitive Authoritarianism: Hybrid Regimes After the Cold War’ kojarze ze podobne klimaty wystepowaly w Zimbabwe pod rzadami Mugabe. do sprawdzenia!
@Alan Starczewski
„bardzo mnie przekonala wizja”
Dziękuję za dodatkowe wyjaśnienia. To trochę tak, jakby o przebiegu wydarzeń w Polsce wypowiadać się na podstawie wrażeń z serialu „Czterej pancerni i pies” oraz twórczości, nie wiem, Andrzeja Stasiuka. Można? Oczywiście, że można, kto ochotnemu zabroni.
@as
„wie Pan co, no oczywiscie zamiast pogadac”
Ciekawie pogadać można z kimś, kto ma coś ciekawego do powiedzenia – książkę o tym czytał na przykład. Pan zmarnował mnóstwo pikseli nie przekazując nic ciekawego. Proszę praktykować cnotę zwięzłości, na przykład podglądając innych.
Proszę zobaczyć, jak ten sztuczny głupek pana ogłupia. Zabija w panu przypisaną mądrym ludziom ogólną ciekawość świata. Pan nigdy nie przeczyta książki o wojnie w Jugosławii, bo sztuczny głupek panu podsuwa iluzję „po co ci książka, masz mnie”. Tylko że pan się niczego nie może dowiedzieć od niego, bo podszedł pan do tego ze swoimi przesądami a priori – „Hej Siri, daj mi przykłady na prześladowanie Serbów”. I oczywiście dostał pan coś, co pana w tych przesądach utwierdza, natomiast takiej chwili, by spojrzeć na to wszystko z większej perspektywy (np. zadać sobie pytanie kto właściwie na kogo napadł), pan już pewnie nigdy nie będzie miał w żadnej sprawie. Po co, skoro zawsze może pan zapytać GPT.
Tacy ludzie są zmorą social mediów, no ale nie na mojej zmianie, nie na moim blogu. Proszę po prostu porzucić ten temat i jak chce pan w ogóle coś napisać, niech to będzie zwięzłe.
@embercadero
„Nikt nie oglądał „Undergroundu” Kusturicy”
Przecież to onuca. Ten film pokazuje pewien specyficzny punkt widzenia (niemile tutaj widziany, co pewnie kolegę bardzo zaskoczy).
„Oczywiście, że można, kto ochotnemu zabroni”
JAM JEST.
@AS:
„podzielone kryterium ktore mnie nie obchodzi (’Bosnian War’ i 'Croatian War of Independence’ to — zgaduje — proxy geograficzne na 'terytorium dzisiejszej Bosni’ vs 'terytorium dzisiejszej Chorwacji’)”
No lol, tak, totalnie nie ma znaczenia – czy te Niemce to walczyli za Willusia w barwach czarno-biało-czerwonej, czy za Frania Józka. Niemiec to Niemiec, co za różnica 😀
anyway prosze, cos ciekawego: wszystkie zbrodnie wojenne w bylej Jugoslawii, jakie bylem w stanie znalezc, majace miejsce w 1991:
1. jesli sa attributable Serbom, to byly ujawnione z grubsza do konca 1992
2. jesli sa attributable Chorwatom, to byly ujawnione co najmniej w 1995, ze srodkiem ciezkosci ok roku 2000
dlaczego?
@as:
„ale tez wydaje sie ze Chorwacja mogla napasc na Bosnie skoro popelnili w tej Bosni tyle zbrodni wojennych. idk”
Wydaje się bardzo źle, a co?
Podpowiem – „croatian” niekoniecznie odnosi się do Chorwacji jako państwa ze stolicą w Zagrzebiu. Sytuacja w Bośni była „nieco” bardziej skomplikowana.
„1. jesli sa attributable Serbom, to byly ujawnione z grubsza do konca 1992
2. jesli sa attributable Chorwatom, to byly ujawnione co najmniej w 1995, ze srodkiem ciezkosci ok roku 2000”
Zapewne z powodu skali – logicznym jest, że nagłaśniane (bo nie ujawniane) były najpierw raczej zbrodnie większe niż mniejsze.
To jak z masakrą załogi KL Dachau – jako bądź co bądź drobna rzecz co dotknęła ewidentnie ludzi, którzy gorliwie pracowali na brak współczucia nie bardzo się niosła medialnie przez dłuższy okres.
@mm
no dobra, a czemu zbrodnie te pozwolono w sporej wiekszosci sadzic chorwackiemu wymiarowi sprawiedliwosci, podczas gdy to co serbskie trafia pod Trybunal? nie twierdze, ze to jest The Wytlumaczenie, ale czy mozliwy jest tez taki wektor: 'Serbskie zbrodnie byly jawne juz w ~1993, wiec gdy podejmowano decyzje, mieli juz opinie rzeznikow; chorwackie nie byly jawne w ~1993, wiec nie mieli opinii rzeznikow i kiedy staly sie jawne, mogli sadzic swoich we wlasnych sadach’? Nie mowie, ze to cala prawda, ale mysle, ze gdybym zrobil kwerende w dajmy na to The Times i poczytal, jak byly przedstawiane obie strony konfliktu, to wyszloby wlasnie cos takiego.
ale tez: to serio nie jest jakis pasjonujacy mnie temat i nie mam spiny zeby o tym dalej dyskutowac; jesli nasz tutaj Gospodarz nie uzna mnie od razu za karalucha, to moze w przyszlosci uracze PT Komcionautow czyms, co jest faktycznie dla mnie pasjonujace 🙂 np ostatnio probuje zrozumiec hist gosp Wlk Brytanii po 1945, z emfaza na rzady Thatcher, caly ten 'Big Bang’ itp
Chorwaci się trochę bardziej odcięli od swoich zbrodniarzy niż Serbowie. To miało znaczenie.
1938 to moim zdaniem miał miejsce w 2013, a może nawet 2020. Dziś to raczej odpowiednik 1944.
@as, co kogo pasjonuje.
W pewnym wieku, na pewnym poziomie, taką progową pasją staje się interpunkcja. Ot, taki zbiór reguł, czasem modyfikowanych. Różni ludzie siedzieli, myśleli, wymyślili i zaproponowali. Tu i ówdzie się to przyjęło. I tu taka uwaga: pasjonowanie się interpunkcją, choćby amatorsko, bardzo poprawia czytelność wypowiedzi.
@as
„anyway prosze, cos ciekawego: wszystkie zbrodnie wojenne w bylej Jugoslawii, jakie bylem w stanie znalezc, majace miejsce w 1991”
Bo po pierwsze, kiepsko pan szuka. Po drugie, dowody na pierwsze zbrodnie znalazł UNPROFOR, więc pańska „fascynująca korelacja do opublikowania na Linkedin” po prostu doprowadzi nas do obszarów objętych przez UNPROFOR.
„no dobra, a czemu zbrodnie te pozwolono w sporej wiekszosci sadzic chorwackiemu wymiarowi sprawiedliwosci, podczas gdy to co serbskie trafia pod Trybunal”
Bo taka była ogólna zasada działania ICTY. Pan nawet nie wie jaki to trybunał, pewnie zajączkują się panu wszystkie trybunały haskie, bo w końcu co za różnica.
„gdybym zrobil kwerende w dajmy na to The Times i poczytal”
Pan nie z takich, pan z takich co by zapytali GPT o streszcz.
„z emfaza na rzady Thatcher”
To proszę poczekać na notkę. W międzyczasie rekomenduję ciekawą książkę – link to faber.co.uk
@flotsam2000
tzn wydaje mi sie ze interpunkcja mnie sporo interesuje, wrecz musi interesowac, bo jako osoba ktora zaszla do ~B2 w chinskim musialem o tej interpunkcji pomyslec w zupelnie nowy sposob (przecinki itp w chinskim pojawiaja sie doslownie w latach 20. XX wieku, cos kolo tego, a juz w latach 50. XX wieku wszyscy ich uzywaja i nawet klasyczne teksty sa drukowane z roznymi “”。,、《》 itp; jak to sie stalo? wg jakich zasad?) takze dziekuje za sugestie ale chyba nie ten adres
Dobrze liczę, że brakuje czterech przecinków? No i po itp. powinna być kropka. Kropka powinna być też na końcu zdania.
@as
„musialem o tej interpunkcji pomyslec w zupelnie nowy sposob”
To widać. Nie pojmuję, że nie używa pan tej sztucznej inteligencji choćby do poprawiania pisowni (podobno tutaj ten badziew się sprawdza?).
@wo
„Przecież to onuca. Ten film pokazuje pewien specyficzny punkt widzenia (niemile tutaj widziany, co pewnie kolegę bardzo zaskoczy).”
Onuca – jak znaczna większość Serbów, a szczególnie Bośniackich. Ten film moim zdaniem dobrze pokazuje ich mindset i to dlaczego są „inni” (delikatnie nazywając). Przy czym nie lubię ani Kusturicy, ani jego filmów, ani pana na B. i jego twórczości (tu nawet bardzo). Co nie zmienia faktu że jakby ktoś mnie zapytał dlaczego Serbowie są jacy są, to bym mu powiedział by na początek se obejrzał Underground. Bo pokazuje typowy Serbski punkt widzenia na Serbów i ich cierpienia w nie rozumiejącym ich świecie. Ruscy np nie zrobili o sobie niczego takiego (albo raczej nie znam).
@embercadero
„Onuca – jak znaczna większość Serbów, a szczególnie Bośniackich.”
Ale odpisywał pan naszemu specjaliście od AI, któremu się wydawało, że etos partyzancki dotyczy wszystkich narodów byłej Jugosławii.
„Ruscy np nie zrobili o sobie niczego takiego (albo raczej nie znam).”
Ależ daj pan spokój, „kim jesteśmy i dlaczego Zachód nas nie rozumie?” to u nich klasyczny motyw, zrealizowany w wielu powieściach i filmach, zaczynając od „Wojny i pokoju”. Jeśli ma pan ochotę na coś krótkiego w tym stylu, zarazem będącego arcydzielem, to totalnie rekomenduję „Gracza” Dostojewskiego. Ale to się potem ciągnie przez „Syberiadę” (też rekomenduję, to niestety mimo wszystko arcydzieło onucyzmu) i „Spalonych słońcem”. Serbia ma jednego Kusturicę, Rosja niestety ma kim wytapetować aleję sław.
@as:
No ja bym szukał odpowiedzi „czemu czym X sądzono w Hadze, w czym Y w Zagrzebiu” w:
– właściwości rzeczowej Trybunału,
– tego, czy sądownictwo w danym kraju jakby działało w ogóle,
– tego, kto ile tych zbrodni podpadających pod Hagę dokonał – tam absolutnie nie było sytuacji, że „każdy kązdego mordował”. Zdecydowana większość ofiar cywilnych to ofiary serbskiego reżimu, w dalszej kolejności ofiary serbskich parapaństewek. Bo uwaga, Chorwaci i Boszniacy walczyli o obronę swoich ziem, a Serbowie o zdobycie ziem cudzych oraz dokonanie czystek etnicznych. Czyli, już na naprawdę prostą logikę zrozumiałą także dla osób niezorientowanych – to Serbowie stosowali w sposób systemowy działania z katalogu „zbrodni wojennych” w rozumieniu potocznym jako broń, a Chorwaci i Boszniacy raczej incydentalnie (komuś na widok wymordowanej wsi puściły nerwy i wyrżnął pojmanych zbrodniarzy – wot i zbrodnia cała).
No to tak jak myślałem, istnieje, tylko nie znam, za wiele w życiu rosyjskich filmów nie widziałem (literaturę owszem, znam, ale chodziło mi o filmy). Chyba widziałem Syberiadę kiedyś na Ale Kino ale przyznam że ni cholery nie pamiętam. Spalonych Słońcem nie widziałem. Trzebaby kiedyś nadrobić ale nie wiem czy wytrzymam nerwowo 🙂
@embercadero
„Trzebaby kiedyś nadrobić ale nie wiem czy wytrzymam nerwowo ”
Nie żebym jakoś polecał, ale „Syberiada” jest niesamowita wizualnie i jakby streścić o czym jest w jednym zdaniu, to jest o Rosyjskim Człowieku i Jego Zadaniu (którym jest – co za zdziwko! – kolonizacja tej Bezbrzeżnej Przestrzeni). Takie manifest destiny + white man burden, ale o Rosji (od caratu po Breżniewa). Przesłanie absolutnie obrzydliwe, ale film piękny.
@Michał Maleski
<3, dziękuję (13:18, dziś)
@wo
„O co jeszcze pan pyta AI”
Fun fact: niedawno zapytałem AI (mniejsza o powody) o to, jak należy rozbijać parawan plażowy. Odpowiedział bez mrugnięcia okiem, że podstawową zasadą jest ustawianie parawanu wzdłuż wiatru, tj. równolegle do jego kierunku. Na pytanie czemu, odparł, że w ten sposób minimalizuje się opór aerodynamiczny i ryzyko wyrwania palików z piasku. Bardzo fachowo i przekonująco to tłumaczył.
A ser do pizzy najlepiej przykleić na butapren!
@WO
Dwadzieścia lat? To o tyle jestem starszy? Pamiętam jeszcze jak wprowadziłeś ożywczy ferment na pl.rec.fantastyka.sf-f. Bloga czytam od początku (czasem nieregularnie), niektórych komcionautów kojarzę od dawna, niektórzy pojawili się znienacka, niektórzy zniknęli (co się stało z Mruwnicą?)
Grabulacje! Życzę żeby honorarium za kolejny przekład pozwoliło na zakup wymarzonego youngtimera.
@wo
A ser do pizzy najlepiej przykleić na butapren!
Ja bym użył wkrętów. Nie mam siły sprawdzać, jak dalece sadło w serze pogarsza adhezję różnych rodzajów klejów/powierzchni (ani czy ktoś kiedyś mierzył adhezję klejów do packa drożdżowego bez sera) (poza tym są tam frakcje okołopomidorowe). Jeżeli wkręty nie wystarczą, może jakieś połączenia śrubowe, z takim tam płaszczyznami, co je inżynierowie jakoś nazywają.
@Mruwnica
Jest na motylku (bluesky) jako Edward Mróz
To ja jak zwykle z refleksem szachisty z Alzheimerem, (co mnie odwiecznie dyskwalifikuje w soszjalowych gównoburzach, chociaż jako rocznik z połowy 1980s teoretycznie powinienem umieć w).
Jak wielu przedmówców przede wszystkim lurkuję z poczuciem, że wszystkie ważne/mądre, wartościowe treści już padły z innych klawiatur, albo zaraz padną, więc nie ma się co wychylać. Wychylam się chyba tylko, kiedy mój jakże rzadki superpower (znajomość francuszczyzny) może jakkolwiek zabłysnąć. Co się zdarzyło może raz, hehe.
Nie pamiętam w sumie, od kiedy śledzę samego bloga, ale pamiętam, czemu gospodarz zapisał się w mojej pamięci – raz, że gdzieś na początku millenium, będąc jeszcze fanboyem Wyborczej, napisałem na ogólny adres Działu Kultury, namierzywszy jakąś całkiem minorową nieścisłość związaną ze Światem Dysku w jednym z tekstów WO, która pojawiła się w jakimś całkiem nieistotnym, dla losów wszechświata oczywiście, artykule, i ku ogromnemu zaskoczeniu otrzymałem odpowiedź, w dodatku przyznającą mi rację. To było coś pod koniec podstawówki.
Z kolei druga anegdota to Polcon 2000 w Gdyni, z którego korzystałem jako Trójmieszczanin na styku podstawówki i liceum. WO pojawił się na jakimś spotkaniu (chyba ze sobą? Nie pamiętam!) w Hotelu Gdynia, z lodem na patyku, i zaczął opowiadać, że jako ojciec odradzałby swojemu synowi przyjmowanie roli Froda (poświęć się za całe Śródziemie). Argumentacji, przepraszam, nie pamiętam, ale i tak była to dla mnie radykalnie świeża wizja jak na tamte czasy (a przynajmniej moje).
Nawiasem mówiąc, jeśli musiałbym wybrać tylko jedną rzecz, której miałbym przyklasnąć dziś, to być może właśnie konsekwentnemu hejtowaniu AI. Osobiście nie używam, nie polecam, nie propaguję, dyskretnie, lub mniej, wyśmiewam. Nie jestem w stanie zaufać takiej maszynie – kiedy wyszukiwałem źródła do doktoratu, to nawet Google’owi ufałem na tyle, że zawsze sprawdzałem w duckducku, czy nie wyskoczy coś innego, bo nie potrafiłbym napisać/oświadczyć, po wyczerpaniu wyników z Google’a, że wyczerpałem źródła internetowe. Podpierania się czatem w czymkolwiek sobie nie wyobrażam, a przy okazji boleję – jako przygodny wykładowca i ojciec – nad totalnym zamuleniem mózgowym, jakie zsyła to pseudonarzędzie na nowe pokolenia.
Tak czy inaczej, à propos jubileuszu, miejsca takie jak Ekskursje uznaję za katakumby, którymi staje się powoli wszelka jakkolwiek ambitna kultura/dziennikarstwo. Miałem już okazję przedyskutować w gronie tłumaczy literackich/humanistów uczelnianych sporo pikseli i nie tylko na ten temat, wizja przyszłości jest ogólnie podobna: wszelkie jakkolwiek ambitne treści/działania schodzą do podziemia i będą krążyć w skromnych, ale zwartych, wiernych kręgach. Niby starczy na przeżycie, nastrój dysydencki jest, ale o rządzie dusz można zapomnieć.
(Osobiście marzy mi się wizja antycyfrowej kontrkultury, ale to już oczywiście czysta fantazja.)
Po pierwsze i przede wszystkim gratuluje jubileuszu. Sam na bieżąco czytam myślę z +/- 10 lat.
Raczej biernie, choć przy np zakończeniu jakiejś Pana książki coś napisać.
Po drugie,
>” Myślałem sobie wtedy, że nawet gdybym był gwiazdą rocka, moja mama powiedziałaby najwyżej, że no ładnie ładnie, ale Presley to to nie jest.”
To chyba najsmutniejsze zdanie jakie Pan napisał na blogasku .
Beatrice „Well, It wasn’t Ibsen.” vibe.