Dwudziestolatka

Notkę pisaną z okazji dziesięciolecia bloga zakończyłem słowami: „O tym, co mnie czeka przez następne 10 lat, myślę już wyłącznie ze strachem. Zero nadziei (…) Niech Cthulhu ma nas w swojej opiece wobec tego, co mi i Wam szykują nadchodzące lata”. Był rok 2016 i początki tego, co dziś nazywamy „zepsuciem symulacji”.

Nie powiem, że przyszłość nadeszła gorsza niż w najgorszych oczekiwaniach, bo sam układałem sobie wtedy postapokaliptyczną powieść o pandemii. Nigdy jej oczywiście nie napiszę, skończyło się na jednym opowiadanku osadzonym w tym uniwersum.

Czułem też, że moja pożal-się-boże kariera w mediach dobiega końca, ale w życiu bym nie uwierzył, że już za 4 lata zostanę nauczycielem. W 2006 nie do pomyślenia było dla mnie z kolei, że za 5 lat zostanę działaczem związkowym. Strach pomyśleć, jakie niespodzianki życie szykuje mi koło 2031.

Część niespodzianek minionej dekady było dla mnie przyjemnych, nawet bardzo. Raz nawet stałem na scenie, z osłupieniem odbierając statuetkę, a potem dukałem improwizowane słowa podzięki. Żadnego spiczu sobie nie przygotowałem w przekonaniu, że jak zwykle skończy się na nominacji.

Parę razy zapraszano mnie też na iwenty bardziej masowe niż zwykle. Robiłem to co i tak lubię robić, czyli siedziałem na scenie i z kimś gadałem, ale zazwyczaj to się odbywa dla parunastu osób w jakiejś bibliotece. Kiedy wielotysięczna publiczność śmieje się z twoich żarcików albo bije ci brawo, to Jedna Z Najprzyjemniejszych Rzeczy W Życiu.

Swoje najważniejsze książki mam już raczej za sobą – więc już mnie więcej na taki iwent nie zaproszą. Skoro tak to lubię, to pewnie powinienem się proaktywnie sam wciskać, ale odziedziczyłem po rodzicach taką inteligencką pierdołowatość, „siedź w kącie aż znajdą cię”.

Dla moich rodziców słowa takie jak „karierowicz” czy „dorobkiewicz” były Najgorszymi Obelgami. Mieli taką postawę życiową jak „okularnicy” Osieckiej albo inteligenckie fujary w filmach Barei i Zanussiego. Wierzyli, że nie wypada się „rozpychać łokciami”, cenić komfort, gromadzić doczesne dobra, chwalić się, „przeć do przodu za wszelką cenę nie oglądając się na innych”. Należy być zadowolonym z tego co życie przynosi i nie grymasić („dzieci w Afryce głodują!”). PRL-owska literatura młodzieżowa też lansowała taką postawę („Pan Tomasz vs Waldemar Batura”, itd).

Czy znajdę wśród komcionautów Grupę Wsparcia? Czy wam też przekazano taki system wartości? Zwalczam to w sobie od 40 lat, ale generalnie nadal jestem ofermą, która czeka aż się ktoś zlituje i poprosi do tańca.

Spiking of łicz, w tej dekadzie odkryłem w sobie pasję winylowego didżeja. Czuję się oczywiście na to za stary, w sensie dosłownym – to cholernie CIĘŻKIE hobby. Kilkakrotnie zdarzyło mi się grać dla szerszej publiki i to też są rozkoszne momenty, gdy puściłeś floor fillera i to się okazało nie być wyświechtaną metaforą, albo gdy parkiet się zapełnił za wcześnie, bo myślałeś, że jeszcze nikt nie będzie tańczyć, więc puściłeś coś raczej nastrojowego (na przykład: „Luz blues” Urszuli, w jedynie słusznej wersji z siódemki), albo gdy publiczność wtóruje chórem (na przykład do „Take On Me” A-Ha), albo gdy zziajana osoba tancerska przychodzi zapytać, co to był za genialny kawałek przed chwilą (na przykład Martika, „I Feel the Earth Move”).

Trudno wyjaśnić, co w tym lubię. Sama czynność puszczenia płyty już mi sprawia przyjemność, której nie daje kliknięcie. Potem jest coś ekscytującego w wybieraniu następnej piosenki – jednym okiem patrzę na publiczność, drugim przeszukuję pudła z płytami, by podjąć w końcu decyzję, trafną lub nie, że może „My Sharona”, a może „Freed From Desire”. Mój format to „stare złote przeboje”, co w zasadzie wyklucza profesjonalne występy dla zarobku, ale starzy ludzie w moim wieku to lubią.

Z punktu widzenia blogowego, największe zmiany to migracja z bloxa na komercyjny serwer (2019), a potem uruchomienie crowdfundingu (2024). To pierwsze udało się dzięki nieocenionej pomocy kol. kol. V oraz S, a to drugie dzięku stu parudziesięciu sponsorom, którym kłaniam się bardzo nisko.

Jeszcze w 2020 zarzekałem się, że „nem nem soha”, bo to wszystko jest fundamentalnie sprzeczne z etosem inteligenckiego frajera. Żeby namawiać do wpłat, muszę przecież powiedzieć, że To Coś Bardzo Ważnego. A ja oczywiście pierwszy przyznam, że jestem nieważny. Świat ledwie by zauważył zniknięcie tego blogaska.

Mój jedyny nieśmiały argument jest taki, że niewiele mamy miejsc, w których lewica może sobie pogadać bez algorytmów Muska czy Zuckerberga. Oczywiście pod wieloma względami jestem od nich gorszy, ale pod innymi lepszy (na przykład można do mnie napisać maila z odwołaniem). Niczym Bernie Sanders z memów, ponownie więc zwracam się z żebraniem o wsparcie.

Jeżeli znacie inne takie miejsca, to dajcie znać. Sam bym tam chciał zaglądać. Mam wrażenie, że teraz wszędzie albo „zamknięty kanał na diskordzie”, albo jakiś wariant twitterowej nawalanki (z korpomoderacją i sponsoringiem kryptowalut). To nie te czasy, kiedy dyskusja u MRW przelewała się do Szpaka – któremu, nawiasem mówiąc, skasowali konto bez wyjaśnienia, co jest zabawną puentą do dyskusji sprzed lat że po co wam blogi, wystarczy fejs.

Czasami zastanawiam się, czemu mój blog przetrwał to Wielkie Wymieranie. Myślę, że zadziałały głównie dwa czynniki: dekadę temu ciągle z rozpędu jako-tako zarabiałem w korpo, więc nie przerażało mnie płacenie za serwer, poza tym dzieci się usamodzielniły i miałem nadwyżkę wolnego czasu.

A poza tym wtedy jeszcze ciągle miałem nadzieję na Sukces i marzyłem, że obwieszczę go Właśnie Tu. Sam się teraz z tego śmieję, ale nie uwierzylibyście, jak blisko to było. Jak w piosence o deszczu w Kalifornii! Oh that talk of opportunities… Byli już jacyś zainteresowani reżyserzy, producenci, wydawcy, tłumacze, nawet zrobiono concept art do projektu serialu albo próbny przekład paru stron.

Rozsypywało się to z różnych powodów, często tragikomicznych. Niestety nie mogę o tym pisać, martwe projekty z zasady pozostają w sekrecie. Ale każdy taki zgon to pyszna anegdota. Raz już było blisko, ale wszystko przekreśliła wygrana „naszych” w 2023 (nie że ja coś miałem robić z Pisem, odwrotnie, ktoś inny dostał ciekawszą ofertę od nowej władzy). Oczywiście niczego nie żałuję, rien de rien, wolę być przegrywem w Unii niż wygrywem w Polexicie.

Cóż, na koniec sobie i Państwu życzę ponownego spotkania na trzydziestej rocznicy. Moje plany „gdzie się widzisz za 10 lat” to „na emeryturze”, ale wielu miało takie plany w 1938. A nie mogę się oprzeć wrażeniu, że żyjemy w podobnej epoce.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

114 komentarzy

  1. Co do postawy życiowej u mnie troszku odwrotnie: z wiekiem obracam się coraz bardziej w stronę umiaru. Ale gram na easy mode – nic tak nie obrzydza karierowiczostwa jak kilkanaście lat w peowsko-peeselowskim samorządzie.
    Co do wsparcia, czy istnieje jakiś rachunek bankowy w starym stylu?
    Dziękuję za wszystko!

  2. Zgłaszam się jako „siedzący w kącie aż go znajdą”, choć pozytywnie: jakoś zawsze znajdowali. To co wyraźnie zmieniało moje życie na lepsze to gwałtowne zmiany kierunku… informatyk naukowiec, po dziesięciu latach chemik teoretyczny, płynne przejście w fizyka, kolejne dziesięć lat, a w końcu korpo-informatyk. Zastanawiam się czy pora zostać cieślą lub stolarzem; bardzo by mi się to podobało.

  3. @nean
    „Co do wsparcia, czy istnieje jakiś rachunek bankowy w starym stylu?”

    Raczej nie, gotówki też nie przyjmuję. Nie wiedziałbym jak to rozliczać, a na stare lata na pewno nie są mi potrzebne kłopoty z fiskusem. Patronite automatycznie generuje dokumenty dla fiskusa, to miłe z ich strony.

  4. Po pierwsze: gratulacje z okazji okrągłej rocznicy! Bardzo się cieszę że nigdy nie wygrała opcja „po co mi to w ogóle/kto to czyta” i jednak mamy wciąż możliwość komentowania Twoich przemyśleń. Dziękuję!
    Kiedy kumpel podrzucił mi linka do wo.blox.pl gdzieś w 2006r. byłem sobie lekko odklejonym od rzeczywistości 24 latkiem, który dopiero powoli łapał że można mieć legalnie lewicowe poglądy w Papalandii. Fast forward do 2026 i jako 44 letni mąż i ojciec dalej siedzę i patrzę na zielone literki na czarnym tle i czerpię mnóstwo satysfakcji z możliwości dyskutowania z Wami wszystkimi w cywilizowany sposób, z dala od histerycznej bieżączki i bezmyślnego prawicowego mempleksu krzywiącego rzeczywistość. Erudycja, dowcip i wrażliwość Komcionautek, Komcionautów i Osób Komcionauckich pomogła mi nie raz w słabszych momentach. Dōmo arigatō!

    Co do pytania z notki to: ditto! Teraz, jako zdiagnozowany na starość, wiem że mój neuroatyp sporo się przyczynił do bycia frajerem wśród alfabetagamma samczyków, ale drugim komponentem była właśnie ta pogarda dla dorobkiewiczów, za którą jestem w sumie wdzięczny rodzicom, widząc z bliska parę razy jak jałowe i puste życie wiodą często nuworysze. Jest taka wspaniała historyjka, jak Vonnegut z Hellerem trafili na przyjęcie do jakiegoś longinesiarza i Kurt pyta: Joe, jak się czujesz z tym że ten facet zarabia tyle w miesiąc, co ty zarobiłeś na Paragrafie przez te wszystkie lata? Na co Heller spokojnie odpowiada – ja mam coś, czego on nigdy nie będzie miał. Mam wystarczająco dużo.

    Więc życzę wszystkim nam, skromnym pierdołom, i Tobie, szanowny Gospodarzu, żebyśmy mieli wystarczająco dużo i mogli w spokoju oddawać się tym naszym małym przyjemnościom jak puszczenie winylka, obiad w dobrej knajpce, wieczór z dobrą książką, czy rapieryzowanie na dowolny temat w sekcji komentarzy niniejszego blogaska.
    No i ten, co najmniej kolejnych 10 lat!

  5. Co do inteligentniackiego frajerstwa wyniesionego z domu, niestety, #metoo. A nagrodzą cię za to tym, co mają pod ręką.

  6. Ja miałem okres w życiu kiedy chciałem się od tego „frajerstwa” oderwać. Pod pewnymi względami na to tym zyskałem, pod innymi straciłem. Koniec końców wylądowałem w sytuacji życiowej z której jestem zadowolony i skupiam się na tym, żeby ją utrzymać wbrew wichrom losu. Dalszego awansu społeczno-zawodowego nie potrzebuję.

    Oczywiście wszystko może wylecieć dosłownie w powietrze jeżeli wybuchnie wojna i Polska ogłosi powszechną mobilizację.

    Przyłączam się do gratulacji dla Gospodarza i życzę następnej, spokojniejszej mimo wszytko dekady!

  7. Przyłączam się do życzeń, czytam od początku a od kiedy można to crowdfunduje. Jest to ostatnie miejsce w PL internecie w którym cokolwiek komentuje. Moja małżonka jak mnie widzi czytającego albo piszącego coś ze „skupionym” wyrazem twarzy to się zawsze pyta: „znów czarne strony?”.

    Co do „siedzenia w kącie” to przecież napisanie kilku książek nie jest „karierowiczowaniem” tylko obiektywnym sukcesem którym trzeba się chwalić :-). W czasach PRLu pisanie felietonów do Polityki byłoby uznane za coś w rodzaju „małego Nobla” 😉 i gospodarz byłby filarem warszawskiej society.

    A co do „wielu miało takie plany w 1938” to jestem świeżo po lekturze biografii Wańkowicza Łukasza Garbala i myślę sobie, że z jednej strony rzeczywiście warto zachować ostrożność co do nawet krótko-terminowych planów bo w naszym położeniu geograficznym historia lubi nagle przyspieszać ale – z drugiej strony – „jakoś to będzie” byle się nie poddawać i tego życzę Gospodarzowi na kolejne 20 lat 🙂

  8. Kto tu mówi, że jest ofermą? 🙂
    I nie wiem, czy trzeba to zwalczać w sobie. To raczej stara mądrość, że umiar jest dobry.
    ***
    Przyłączam się do życzeń!

  9. Srukcesów, tu właśnie mógłbym opowiedzieć parę zabawnych historyjek o tym, jak to już-już było blisko.

  10. Jeżeli chodzi o brzemię przeszłości i własnych niespełnień, to:
    „W pałacu kardynalskim, w znanym nam już pokoju, przy stoliku wykładanym po bokach malachitem, siedział jakiś człowiek z głową wspartą na ręku.
     Za nim na kominku płonął suty ogień, a głownie gorejące od czasu do czasu przewalały się jedna na drugą. Blask kominka oświetlał z tyłu wspaniałe szaty zamyślonego, na którego świecznik z płonącemi świecami rzucał światło z przodu.
     Gdy się widziało tę suknię purpurową i te bogate koronki, to czoło pobladłe i zmarszczone w zadumie, tę samotność jego w gabinecie, ciszę w przedpokojach, odgłos kroków straży, dolatujący z przedsionka, możnaby sądzić, że widmo Richelieu‘go zasiadło w tym pokoju.
     Niestety! był to w istocie tylko cień wielkiego człowieka.”
    [pierwsze trzy akapity „Dwadzieścia lat później” Dumasa]

    Natomiast jeśli chodzi o przewrotną nadzieję na przyszłość, która może wszystko postawić na głowie, to:
    „- Magdaleno – rzekł d’Artagnan – wynajmiesz mi apartament na pierwszym piętrze. Muszę teraz mieszkać z większą paradą, skoro zostałem kapitanem muszkieterów. Ale zachowaj mi moją izdebkę na piątym piętrze. Nigdy nie wiadomo, co się może jeszcze zdarzyć.”
    [ostatni akapit „Dwadzieścia lat później” Dumasa]

  11. @sukcesy

    „Co do „siedzenia w kącie” to przecież napisanie kilku książek nie jest „karierowiczowaniem” tylko obiektywnym sukcesem którym trzeba się chwalić :-). W czasach PRLu pisanie felietonów do Polityki byłoby uznane za coś w rodzaju „małego Nobla” i gospodarz byłby filarem warszawskiej society.„

    Ale Gospodarzowi marzy się sukces wyrażony również w PLN. Czego mu serdecznie życzę, masę pracy wkłada w to co robi.

  12. @kot
    „Ale Gospodarzowi marzy się sukces wyrażony również w PLN”

    Albo zwyczajnie w jakimś takim Prestiżu. Bardzo bym się ucieszył z przekładu na angielski albo z ekranizacji, nawet za małe pieniądze.

  13. @WO

    Że nie wyszedł przekład ani Kopernika ani Lema na Niemiecki i/lub na Angielski to jakieś fatum. Lem poza Polską może być już lekko zapomniany niestety, ale astronom?

  14. @kot
    Nie wiem czy w dykcyjonarzu określeń sportowych jest jakieś na takiego zawodnika albo drużynę, co to zawsze jest w drugiej lidze / poza podium. Owszem, nigdy nie spada do okręgowej, ale też zawsze jak się pojawi szansa na podium albo na awans, to po prostu Zawsze Kurna Coś. „Jakieś fatum”, sam bym tego lepiej nie ujął.

  15. @ergonauta

    Dumas wielkim pisarzem był, a z jego książek można się bardzo dużo o życiu nauczyć.

  16. @WO

    Obawiam się że określenie którego szukasz to „perennial bridesmaid”. Ale to nie tylko futbolowe. Jest jeszcze jo-jo club, ale to trochę inny kontekst, taki klub który jest za słaby na pierwszą ligę a za mcony na drugą.

    To może chociaż będziesz jak Christoph Walz czy inna Cesária Évora? Sława przyjdzie późno, ale jak już to z przytupem.

  17. @kot
    „perennial bridesmaid””

    Me gusta!

    „To może chociaż będziesz jak Christoph Walz czy inna Cesária Évora? Sława przyjdzie późno, ale jak już to z przytupem.”

    Albo po prostu nigdy, to nieporównanie bardziej prawdopodobne. W świecie nauki też przecież nie każdy (ba! nie większość!) doktor dochrapie się profesora.

  18. @WO

    „W świecie nauki też przecież nie każdy (ba! nie większość!) doktor dochrapie się profesora.”

    Albo można jeszcze inaczej. Znam dwóch naukowców, którzy zupełnie śwadomie zrezygnowali z ubiegania się o profesurę. Jeden ma H index ponad 80. Nie chce mu się bawić w uniwersytecką administrację, woli sobie naukę spokojnie robić.

  19. Obawiam się, że wciąż tkwię w jakimś miejscu dla zbanowanych, ale z racji Rocznicy spróbuję – gratulacje. Cieszę się, że Twój blog przetrwał wymieranie blogów. Mój tak sobie zipie, ale już bez dyskusji w komentarzach, a i notki daję sporadycznie. Co raz większa liczba osób ogłasza uciekacanie z fb na substacka, może się jakoś blogowanie choć szczątkowo odrodzi a Twój blog będzie pomostem między dawnymi a nowymi czasy?
    p.s. we mnie też rodzice wpoili to „siedź w kącie znajdą Cię”.

  20. @kot immunologa

    „Że nie wyszedł przekład ani Kopernika ani Lema na Niemiecki i/lub na Angielski to jakieś fatum. Lem poza Polską może być już lekko zapomniany niestety, ale astronom?”

    Za to co ciekawe Lem wyszedł po hiszpańsku (nie tylko w Hiszpanii, ale i w Argentynie)!

  21. @ausir
    „Za to co ciekawe Lem wyszedł po hiszpańsku”

    Tak, to jedna z tych chwil, gdy nie czułem się totalnym przegrywem. Mam nawet pamiątkowy kubeczek z premiery, niestety zmwarka zmyła już prawie wszystko, to już w zasadzie biały kubek (z plamkami, o których tylko ja wiem, że są resztkami po napisie „Getafe Nero”).

  22. Raz facet pewien z Warszawy,
    książki chciał pisać dla sławy.
    Kopernik i Lem,
    olśniło go wtem:
    „Winyle mam grać dla zabawy!”

    Blogowi życzę kolejnych 20 lat leżakowania.

  23. @”Cieszę się, że Twój blog przetrwał wymieranie blogów.”

    Ponadczasowy kolor czcionki sugeruje i że „jeszcze gramy, jeszcze nie umieramy, jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany”, i że WO jest jak ten smok, co przetrwał wymarcie dinozaurów, lubi prowadzić auto i dzielnie sobie radzi w Krainie Deszczowców, czyli tych tam Zuckerbergów i Musków. Lubię tego bloga tyleż samo za mądrą lewicowość i szerokie horyzonty, co za kolor słów, które tu słyszę. Ba, to chyba jedyne miejsce w Internecie (poza profilem zawodowym w pracy), gdzie sam się odzywam.

  24. Skoro jest okazja, chciałbym podziękować gospodarzowi za te 20 lat, ale również komcionautom za wieloletnie współtworzenie jednej z niewielu internetowych stref wolnych od slopu i glupoty.

    I tak, również melduje się jako osoba wychowana w duchu inteligenckiej pogardy do autopromocji.

    Ale z drugiej strony, niechęć do osobników promujących się na siłę pozwoliła mi szybko uciąć wiele znajomości z osobami które potem okazywały się toksyczne: dowiadywałem się o tym później od ludzi, którzy nadepneli na tą minę.

  25. Jak mawia klasyk:

    `Gramy dalej, dla tych co tu jeszcze pozostali
    Dla tych kilku osób na sali
    Chociaż parkiet świeci pustkami, my gramy dalej. Gramy dalej.’

    Poczucie, że nie wypada się przepychać (a jakże, i u mnie wypalone żelazem przez rodziców z pierwszopokoleniowej PRL-owskiej inteligencji), daje w bonusie wyjątkową satysfakcję, gdy coś się powiedzie/ktoś coś zauważy/doceni/pochwali mimo braku autopromocyjnej walki. Bywa i tak, że ambicje prowadzą do wielkich osiągnięć, ale, jak mawia inny klasyk, wszak to one `make us look pretty ugly’.

    Życzę kolejnych dekad grania. W przeróżnych sensach.

  26. Dziękuję za bloga. Za tematykę. Za – często dość obcesową, ale jakże potrzebną – moderację. Za miejsce, w którym dzięki notkom i komentarzom można się wiele dowiedzieć i – bywa – skorygować poglądy. Szczególne podziękowania składam gospodarzowi za to, że dobrowolnie, jak ja, wykluczeni facebookowo nadal mogą się bez tego tworu obyć.

    Nie pamiętam już, kiedy tu trafiłem – zapewne gdzieś przed 2010 r. Ale pamiętam, że na stronę z zielonymi literkami skierowała mnie Gazeta Wyborcza, która miała chyba fazę na promowanie blogów swoich autorów (zdaje się, że nawet kazała im te blogi zakładać).

    @ Gospodarza niezrealizowana nadzieja na Sukces

    Wielkość sukcesu jest oczywiście kwestią względną, ale na pewno nie jest przegrywem felietonista mojego od półwiecza ulubionego tygodnika, nawet jeśli nikt jeszcze nie sypnął kasą na porządną ekranizację jego twórczości. Ja sam nigdy nie osiągnąłem i nie osiągnę Sukcesu (przez duże S) – zdarzały mi się co najwyżej niszowe sukcesiki (z pewnością o wiele mniejsze od Twoich), bo ktoś życzliwy mnie zauważył lub do czegoś nakłonił. Miło jest przy tym po inteligencku pomyśleć, że odniesienie tych sukcesików nie wymagało rozpychania się łokciami, deptania po innych i zostawiania za sobą spalonej ziemi. Wygrywów, którzy zostają nimi kosztem innych ludzi, jest zdecydowanie za dużo i ja się ich boję.

  27. Podziękowania za kilkanaście lat intelektualnych deserków. Życzę świetlanej przyszłości bloga. Co do genu przegrywu i porównań piłkarskich, to w Polsce jest np. Pogoń Szczecin – 5 razy na podium ligi i 5 razy w finale pucharu Polski – ale zero tituli (© Jose Mourinho). A w Hiszpanii jest taki klub Almeria – permanentnie co kilka lat spada i wraca do Primera Division.

  28. Rzadko komentuję, ale czytam od lat i szczerze gratuluję jubileuszu!
    To blog, dla którego przez lata utrzymywałam w przeglądarce aktywną kartę z czytnikiem RSS (Feedly po nieodżałowanej śmierci Google Readera).

  29. Zapisuję się do antyłokciowej grupy wsparcia „Pierdołowatość, >>siedź w kącie aż znajdą cię<<".

  30. @wo
    Dołączam się z moimi do chóru dziękujących czytelników. Czytuję Cię od niemal pierwszej notki. Mogę tylko, ze swojej strony, potwierdzić, że też mnie wychowano w hejcie dla kariery, w przeciwieństwie do Ciebie jednak wykazałem się większą konsekwencją i na zawsze pozostałem poza zasięgiem jupiterów (czy tak się jeszcze mówi?). No i mnie tak jest dobrze bo jestem jeszcze starszy od Ciebie i jest dla mnie jeszcze bardziej za późno. Czy zresztą poradziłbym sobie w innej roli, czy miałbym Coś Ważnego Do Powiedzenia? Gdybym miał to bym przecież powiedział.
    Czy można mieć też pretensje do naszych rodziców, że tak nam poustawiali „moralne” drogowskazy? Uważam, że nie, nawet jeśli sypali piasek w tryby komuny to i tak nie wiedzieli co robią. Nikt wtedy nie byłby w stanie wyobrazić sobie, nawet w przybliżeniu, realiów obecnie panującego matriksa.
    Może zresztą, jak np. u Wiśniewskiego-Snerga gramy jakieś role w spektaklu, którego nie obmyśliliśmy i nikt nas nawet nie wzywał na żaden casting. Ty się Wojtku może wyrwałeś, z tego kostiumu, który skroiło Ci odchodzące teraz w niebyt pokolenie. Czy ktoś opisze jednak, jak to się mówi, przegrywów, którzy za kulisami przeszli w stan nieistnienia bez słowa skargi? Czy dałoby się w ogóle pokazać za ich pomocą całą tę tranzycję w sposób interesujący tak, żeby czytelnik nie cisnął tego w kąt po przebrnięciu przez pierwszy rozdział? Może nie? Może zresztą to największe osiągnięcie tych paru dziesiątków ostatnich lat, że nie były aż tak ciekawe? Ten czas najwyraźniej już mamy za sobą.

  31. Gratuluję jubileuszu. Kiedy to zleciało?…
    Czytam od prawie początku (lekkie opóźnienie zostało szybko doczytane). Przychodzę tu jak do ulubionej kawiarni, ale raczej siedzę i słucham, bo na ogół nie nadążam z czytaniem komentarzy, żeby na czas dodać coś adekwatnego. Trochę mi to przypomina kółka naukowe z liceum, kiedy koledzy cały czas mieli coś do powiedzenia i nie było się jak wtrącić, chociaż poczucie, że mam coś do powiedzenia było, ale konkurencyjnie były hamulce, że łe, pewnie jednak nie. No i pewności siebie brakowało. No to się siedziało i czekało, że może moment nadejdzie. Tak że tak, #metoo Może to jakiś pokoleniowy rys, u mnie podbity do tego byciem dość bystrą dziewczynką w sewentiso-ejtisach?

    „Świat ledwie by zauważył zniknięcie tego blogaska.” Ja bym na pewno zauważyła, co wywołałoby we mnie ogromny smutek i poczucie pustki.

    Dziękuję Redaktorowi Złociutkiemu, a także Osobom Komcionauckim, dodajecie wartości mojemu światu.

  32. Gratulacje!

    Też czytam bloga prawie od początku i jego zniknięcie byłoby przykrym wydarzeniem, zwłaszcza że Gospodarza można już czytać tylko w „Polityce”. A z komentarzy zawsze się można czegoś dowiedzieć o świecie.

    Nie cierpię ludzi „sukcesu”, brrr.

  33. Gratulacje na dwudziestolecie i wielkie podziękowania za całą pracę, jaką Gospodarz włożył i wkłada w utrzymanie tej internetowej przestrzeni.
    Mnie również skierowała tutaj GW jakoś tak w 2009 roku.
    Czuję się podobnie do komcionautki TB tzn. bardzo chętnie czytam notki i komentarze pod nimi a czasem może i miałbym coś do dodania ale na ogół jestem albo late to the party albo mam wrażenie (pewnie słuszne), że przeczytałem najwyżej jedną dziesiątą książek, które przeczytali inni tu piszący.
    No i tak siedzę, trochę jak Hans Castorp między Naphtą a Settembrinim i mam nadzieję na kolejne dwadzieścia lat takiego stanu.
    Pozdrowienia dla Gospodarza i Wszystkich tworzących to miejsce.

  34. @pwirth
    „na ogół jestem albo late to the party albo mam wrażenie (pewnie słuszne), że przeczytałem najwyżej jedną dziesiątą książek, które przeczytali inni tu piszący.”

    Czasem ja też!

  35. Również przyłączam się do gratulacji. To chyba też dobra okazja, żeby zapytać, czy są jakieś szanse na drugie wydanie książki „Polska nie istnieje”?

  36. @unierad
    „Również przyłączam się do gratulacji.”

    DZIĘKUJĘ!

    „To chyba też dobra okazja, żeby zapytać, czy są jakieś szanse na drugie wydanie książki „Polska nie istnieje”?”

    Znikome. Żeby to miało sens, powinienem to wydać razem z kontynuacją. Którą jako tako mam w głowie, ale żeby napisać, musiałbym znaleźć zainteresowanego wydawcę. Raczej nie znajdę (i nawet nie tak, że zupełnie nie próbowałem – choć oczywiście nie wysłałem maila do wszystkich wydawnictw w Polszcze).

  37. Szanowny Gospodarzu,
    Czytam od 2006, trafiłem na czarno-zielone strony chyba za sprawą linku z GW. Czytam, często podziwiam, czasem się irytuję. Słuchałem w TOK FM (od strony podania bywało różnie, ale tematyka zawsze ciekawa). „Kopernika” kupiłem w trzech albo czterech egzemplarzach, z żarem w oczach obdarowując bliskich. Komentariat też mi (z reguły odpowiada); z reguły udawało mi się trafnie wytypować kandydatów do plonkownicy. Tak, też jestem z tych, co raczej siedzą w kącie, cierpię więc, gdy w ramach pracy na uczelni zachęca się mnie do chwalenia na Tik-Toku (bo Fb to dla starych ludzi, młodzież nie czyta, a nam trzeba studentów!). Fb zresztą też nie mam, jestem mało społecznościowy i dobrze mi z tym. Szanowny Gospodarzu, wdzięcznym za każdą notkę.

  38. To uczucie, kiedy oglądałem The Grand Tour i w jednym z odcinków koło Jamesa Maya siedziała Mary Beard a ja powiedziałem „O znam, mam jej parę książek”.

    Entuzjastyczne gratulacje i szczere podziękowania.

    Tak mi się w życiu ułożyło, będąc chyba w roczniku Gospodarza, że w zeszłym roku zostałem jakimś tam managerem w korpo w Polsce i budowałem swój własny zespół pracowników (PL i UK). I miałem i mam ten przywilej, być przyzwoitym człowiekiem i przełożonym w czym oprócz rodziców duży wkład miałeś Ty Gospodarzu i Wy Osoby Komentujące.

  39. Gospodarzu, przez lata, pod moją odziedziczoną po inteligenckich przodkach miotłę, dociera jasne światło zielonych literek.
    Tobie i Twoim Światłym Gościom życzę 120 lat!

  40. Lurkuję od samego początku, wiele lat temu nawet komentowałem, ale po innym nickiem. Co tu dużo mówić, blog mnie do pewnego stopnia ukształtował, był światełkiem w mroku w czasach kaczyzmu i źródłem wiedzy o wielu sprawach i zjawiskach z dziedziny kultury i polityki. Gratuluję 20 lat i proszę o więcej!

  41. @WO
    Gratulacje, życzę kolejnych 20 lat i wielu nowych książek!
    Jak mówią Chińczycy: 心想事成, czyli „co serce (czyli umysł) pomyśli, niech się spełni!”.

  42. @mb
    Dziękuję! Ale z każdą książką serce mi mówi przede wszystkim „nigdy więcej”.

  43. Rzadko tu się wypowiadam, jeszcze rzadziej (co oczywiste) Gospodarz zwraca na mnie uwagę, a raz jak już zwrócił, to skończyło się napisaniem całej notki krytykującej mój wpis (o zderzeniu cywilizacji). Ale za to zaglądam tu i czytam wszystko ZAWSZE.

    Dziękuję zatem Gospodarzowi za te 20 lat i życzę kolejnych. Życzę też odniesienia Sukcesu, w takiej formie o jakiej marzy.

    PS ja tę chciałbym przeczytać ciąg dalszy „Polska nie istnieje”. A myślałeś o zwróceniu się do Artrage, oni lubią zabierać się za takie dosyć ryzykowne przedsięwzięcia? (ha ha, taki żarcik banieczkowy)

  44. Dzięki za to miejsce z ciekawymi notkami i równie ciekawszymi dyskusjami w komciach i mam nadzieję, że się nie rozmyślisz ani za 10 ani za następne 20 lat. U mnie 2006 i 2016 również były przełomowe (choć każdy w inny sposób), więc czuję tego rocznicowego vajba mocno.

  45. @grendel
    „A myślałeś o zwróceniu się do Artrage”

    Rzeczywiście nie, ale w ogóle ebooki niespecjalnie mnie interesują. Może w Artrage jest z tym jakoś Zupełnie Inaczej, nie wiem, ale moja typowa książka w typowym papierowym wydawnictwie sprzedaje się o rząd wielkości lepiej niż w ebooku/audiobooku. Na tej podstawie ostrożnie szacuję, ile mógłbym sprzedać samych ebooków powieści i wychodzi mi coś cirka ebałt pi razy drzwi Szkoda Czasu i Atłasu.

  46. Człek wraca z urlopu, z dobrowolnej banicji ze świata mediów, a tu nowy singiel braci Kiszka, Gilbert zapowiada kolejną przygodówkę, a ekskursje świętują drugą dekadę! Gratulacje. Dziękuję za wszystkie wpisy i komentarze do tychże, życzę Gospodarzowi nieustającej weny twórczej i tak oczekiwanej przychylności Tyche!

  47. Gwoli uwagi: koledzy C i M z ArtRage wydają jak najbardziej papierowe książki, czyste e-buctwo to już w tym przypadku pieśń sprzed kilku lat.

  48. Przyłączam się do gratulacji. Zawsze czytam z przyjemnością. Prawie od początku – pamiętam gdy komentarze zacząłem od krytyki nieśmiertelnej estetyki zielone na czarnym. Nadal źle się czyta od strony wizualnej, no i w dodatku dekonspiracja pełna – znowu czytasz Orlińskiego zamiast … tu pada nazwa pilnej czynności, którą powinienem był dwie godziny wcześniej zrobić na kompie ;-).
    Ale rozumiem sentyment – mój pierwszy komputer to był Amstrad z ogromną pamięcią 128 kB i zielonym monitorem.
    Pozdrowienia i kolejnych 20 lat.

  49. @toperz
    „wydają jak najbardziej papierowe książki”

    Dzięki. Jak ten świat się zmienia! Ale jakoś nie sądzę, żeby podekscytował ich ten projekt – skoro inni wydawcy nie widzą w nim sensu, jakie są szanse że oni zobaczą?

  50. Gratulacje z okazji drugiej dyszki!

    Od siebie dodam, że stronice tutejszego bloga zaprowadziły mnie niechybnie w stronę Razem (w sumie teraz to nie wiem, czy Gospodarz jeszcze pochwala, czy nie, ale trudno). Przeczytałem wszystkie notki od 2007 wliczając komentarze, często podawałem tejki dalej znajomym. Dzięki!

    BTW: fragmenty z „Internet – czas się bać” (którą dostałem kiedyś od lepszej połowy w 2014 jakoś) czytam obecnie mojej nastoletniej córce. Jakaż to była prorocza lektura (zwłaszcza akapit o zatrutych korzeniach FB, miodzik do dzisiaj)…

  51. @książki

    Jak już piszemy o nierealizowalnych projektach, mnie się marzy biografia Kościuszki pióra gospodarza. Pewnie byłby nawet jakiś potencjał do tłumaczenia na Angielski, ale kto by to wydał?

  52. @wo i nietoperz (dzięki!)
    „skoro inni wydawcy nie widzą w nim sensu, jakie są szanse że oni zobaczą”

    Właśnie na tym trochę polega krążący tu i ówdzie żart – że panowie C. i M. biorą się za wydawanie rzeczy, których wszyscy inni boją się wydać i dlatego wydawnictwo jest ciągle na skraju upadłości. Jak jest w rzeczywistości tego nie wiem, ale mam nadzieję, że jeszcze wiele dobrych rzeczy wydadzą (w tym „PNI 2”).

    To jeszcze raz – gratulacje i wszystkiego dobrego!

  53. @”panowie C. i M. biorą się za wydawanie rzeczy”

    Będąc wydanym przez Artrage, dołącza się do grona arcyznakomitych autorów, acz niezbyt masowo popularnych, czyli osiąga się sławę i chwałę w wersji kieszonkowej, za to o wysokim stężeniu. Coś jakby żyć dalej, ściskając w niedbale wsuniętej do kieszeni dłoni bryłkę złota, o której prawie nikt poza mną nie wie.

  54. @AR
    A i polskich pisarzy wydanych tam jak na lekarstwo! Dzięki ArtRage przeczytałem m. in. „Ścianę” Haushofer, „Dzwon Islandii” Laxnessa czy wznowione tłumaczenie „49 idzie pod motek” Pana P. i ciągle czekam na nowe zapowiedzi. Zobaczyć w nich szanownego Gospodarza to by było coś!

  55. @łi
    „A i polskich pisarzy wydanych tam jak na lekarstwo!”

    Co tym bardziej oznacza, że to się nie wydarzy.

  56. @AR
    Jeśli ktoś stąd zna któregoś z nich, to niech go zagadnie. Chciałbym zobaczyć minę Gospodarza, gdyby to przedsięwzięcie doszło do skutku…

  57. @grendel
    Gospodarz miał ebooka wydanego w BookRage więc ma kontakt zarówno do mnie (bezpośrednio fejsem) jak i mogę zawsze skontaktować z kolegami Michalskim i Cieślikiem. Więc jak gospodarz będzie chciał to się odezwie.

  58. (A Artrage jako że zostało Tradycyjnym Wydawnictwem to oczywiście wydaje przede wszystkim na papierze, jako że ów się sprzedaje w Polsce o wiele lepiej niż ebooki)

  59. Gratuluje rocznicy i stażu blogowego. Cieszę się, że jeszcze takie miejsca istnieją i chętnie parę groszy dorzucam. Czytanie notek i bloga jest trochę jak uzależnienie, ale z tych dobrych. I życzę przebicia się do popkulturowego mainstreamu, salonów, będę kibicował.

    Dzieckiem będąc, które oglądało Sondę jak objawienie, zaczytując się w jakiś lepszych czy gorszych książkach sci-fi marzyłem o życiu w przyszłości. Świat w którym komputery na całym świecie są ze sobą połączone, mamy super komputery w kieszeni, powstaje SI, maszyny wygrywają z ludźmi w szachy, asystują podczas jazdy samochodem, który może być 100% elektryczny, panele słoneczne na każdym domu, exoplanety, fale grawitacyjne i tysiące innych rzeczy wydawało się fantastyką. Więc żyję w przyszłości i nie do końca mi się podoba. Nie wiem czy to starzenie się czy co? Te wszystkie obiecnice się spełniają, nawet jeśli latających samochodów nie ma, co było zawsze jakoś głupie, to tanie linie lotnicze, które z większy polskich miast dowiozą Kowalskiego na wakacyjny wypad w parę godzin moim zdaniem spełnia taką funkcję. No i przyszłość dronów nadal jest otwarta.

  60. I ja się dołączę do podziękowań, czytuję regularnie od jakiegoś 2008 (?), poglądy polityczne mi się mocno zbliżyły do tych Szanownego Gospodarza, gusta muzyczne jakby mniej 😉
    Przy okazji zgłaszam akces i do klubu podejrzliwie patrzących na karierę, i do klubu „zanim zdążę coś napisać…”

  61. Tak refleksja co do „siedź cicho aż cię znajdą”. Ja chyba nigdy tak nie miałem i nieraz aktywnie próbowałem podskakiwać wołając „tu, tu, tu ja jestem, ja się znam i potrafię, użyjcie mnie”. Potem zawsze żałowałem. Pieniędzy z tego nigdy nie było, może był prestiż ale tego się nie zje, za to roboty masa i tylko konieczność notorycznego odpędzania obcych ludzi którzy coś od ciebie chcą a ty nie masz dla nich czasu. Także ten, to miałoby sens ale gdyby od tego zależały pieniądze. A w warunkach korporacyjnych nie zależą. Co innego jakby być Prawnikiem albo Lekarzem za milion sześćset na rok. To wtedy dobry PR to pewnie podstawa. Ale się już nie przekonam.

    Szybko te 20 lat zleciało. Bo czytam jakoś tak prawie od początku.

  62. Bloga polecili mi koledzy z pracy w 2008. Wtedy wyglądał jak przesiadka z jakiegoś usenetowego forum: hermetyczny żargon, słowa zapisywane pongliszem plus stosowanie ROT13. Stare czasy, młodzi nie znajo.

    Blog zachęcił mnie do kupowania książek Gospodarza od którego udało mi się nawet na jednej z nich dostać imienną dedykację (ha!). Komcionauci są świetnymi polecajkami ciekawych książek do przeczytania za co bardzo wszystkim dziękuję. Nie obrażę chyba Gospodarza jak napiszę, że często dyskusje są ciekawsze niż jego notki. Uwielbiam czytać inteligentne dyskusje czy oglądać debaty gdzie dyskutuje się z sensem i szacunkiem do oponenta.

    Czasy Awala i gorących z nim dyskusji już minęły. Pamiętam jak zawzięte i pełne wigoru były, jak grzały się klawiatury od wklepywanych ripost. No cóż – dyskusja jest ciekawa jak ludzie mają przeciwne poglądy, inaczej zamiast dyskusji jest poklepywanie się po plecach. Te czasy też już minęły. Jak Gospodarz chciał porozmawiać z jakimiś pisowcami to inni komcionauci musieli uruchamiać emulator pisowca i emulować pisowskie odpowiedzi co wyglądało dosyć dziwnie.

    No cóż, tak działa właśnie Główny Wyłącznik na tym blogu. Pozwolę sobie zacytować Gospodarza: „W systemie, w którym istnieje główny wyłącznik, wolność słowa zależy od tego, kto go kontroluje. To może być ktoś mniej lub bardziej tolerancyjny, ale samo to, że trzyma rękę na tym wyłączniku, już potencjalnie organiczna wolność słowa.” Świetna książka, nadal bardzo aktualna.

  63. Kiedyś o tym pisałem, ale powtórzę. To najbardziej myślący zakątek internetu do jakiego zaglądam. Bardzo mi miło, że to trwa i dziękuję,

  64. Dołączam się do podziękowań. Jestem sporo młodszy, więc nie czytam od lat dwudziestu, ale odkąd czytam, to każdy komentarz (i sporo archiwalnych wpisów). To dla mnie bardzo ważne miejsce, nie tylko dzięki całej tej erudycji i nowym perspektywom, które są przede mną otwierane. Tu jest tak… normalnie.

  65. @mtxon
    „Tu jest tak… normalnie.”

    Dziękuję, to dla mnie bardzo miły komplement. Interpretuję go tak, że wszystkie interakcje między nami to interakcje człowiek – człowiek (choć podejrzewam niektórych komcionautów, zwłaszcza dziwnych debiutantów, o generowanie komciów z LLM). W korporacyjnych social mediach nie da się uciec przed algorytmami, które propagują zazwyczaj „nienormalność” (np. kult boksera-sutenera).

  66. @terpa
    ” No cóż – dyskusja jest ciekawa jak ludzie mają przeciwne poglądy, inaczej zamiast dyskusji jest poklepywanie się po plecach. Te czasy też już minęły. Jak Gospodarz chciał porozmawiać z jakimiś pisowcami to inni komcionauci musieli uruchamiać emulator pisowca i emulować pisowskie odpowiedzi co wyglądało dosyć dziwnie.”

    Awal przecież nie był pisowcem. Problem z pisowcami polega na tym, że oni nie są zdolni do normalnej rozmowy. Po co im to, mają przecież Twittera, na którym algorytmy Muska będą promować ich denializm klimatyczny albo „zwalczanie ideologii woke”.

  67. @WO
    Nie ma za co. Ja mam nieustające wrażenie, że nie jestem za mądry (i tego się trzymajmy, to chroni przed wyobrażoną omnipotencją).
    Zastanawiam się na ile symulacja „prawdziwego pisowca” byłaby w stanie LLM-em na blogu zastąpić oryginał. Porównując odpowiedzi bezpłatnych ogryzków tego typu z faktami wciąż zauważam, że pisać potrafią, ale w losowy sposób generują zwyczajne głupoty. Nada się?

  68. @fieloryb
    „Zastanawiam się na ile symulacja „prawdziwego pisowca” byłaby w stanie LLM-em na blogu zastąpić oryginał.”

    To niemożliwe. Od lat PiS funkcjonuje w medialnym sandboksie. Na Twitterze i Jutubie wspierają ich algorytmy, więc mogą bezkarnie gadać dowolne głupoty. Stano, Boro, Przygłupo i Debilo nigdy im nie zadadzą polemicznych pytań, tym bardziej nie TV Republika. Ze trzy razy w historii zdarzyło się, że Mazurek zadał jakieś minimalnie krępujące pytanie jakiemuś Glińskiemu, oni wtedy po prostu wychodzą trzaskając drzwiami.

    Symulacja pisowca to będzie taki ich typowy bełkot z Twittera – „Klimatyzm kłamie przecież zawsze było ciepło, nauka mówi że są dwie pcie, wiatraki zabijają ptaki”. Przy zerowej zdolności do merytorycznej obrony tych tez.

  69. No więc ustaliliśmy sobie, że jesteśmy średniaczkami, którzy nie lubią się wychylać (ja, ja!). Więc teraz pora na pytanie zasadnicze (proste a przez to niełatwe do rozwinięcia). Z jakiej strony częściej BARDZIEJ idzie chęć szefowania? Od środka czy z wychowania? Ewidentnie miałem do czynienia z szefem (nie moim), który wysokie poczucie własnej wartości nie łączył z kompetencjami. I przyznam – był to rzadki okaz.

    Czytam ostatnio po raz kolejny biografię Aleksandra Kwaśniewskiego (przyznam, że jest to dotychczas prezydent, który mi się najbardziej podobał od 1989 r.) I to pytanko wraca – na ile bardziej ukształtował go inteligencki dom, średnia-wyższa klasa ekonomiczna itp. Umiejętne wychowanie A na ile jego instynkt polityczny i chęć kierowania.

    Opowiadając o swoim ojcu stwierdził chyba coś takiego – to marzyciel, którego żona wprowadzała jego marzenia w życie.

  70. @wo
    „Awal przecież nie był pisowcem. Problem z pisowcami polega na tym, że oni nie są zdolni do normalnej rozmowy.”
    Od czasu Wielkiego Kłamstwa (czyli Smoleńska) przeszli na Ciemną Stronę Mocy i dyskusja z nimi już bardzo utrudniona. To są w większości ludzie religijni więc kwestie polityczne postrzegają w optyce walki Dobra ze Złem.

    Dodam jeszcze jedną uwagę o Tym Co Jest Fajnego Na Blogu czyli serii „Now Playing”. Lubię muzykę, szczególnie tą z ejtisów a Gospodarz ma bardzo wyrafinowany gust muzyczny. A jak jeszcze Gospodarz pisze o Muzyce Znanej i Dlatego Lubianej to już jest pełnia szczęścia.
    Pamiętam jak strasznie „weszła” mi do głowy arabska piosenka grana w „Helikopter w ogniu”. Była to „Barra Barra” Rahida Taha.
    Więc notka z jego piosenką „Ecoute-moi camarade” była dla mnie czystą przyjemnością. Moja rodzina po paru tygodniach słuchania arabskiego popu zbuntowała się i zakazała mi wybierania muzyki w samochodzie.

  71. Szanownemu Gospodarzowi gratuluję wytrwałości i życzę co najmniej kolejnej dwudziestolatki.

    Co do omawianych tu planów wydawniczych, zwracam uwagę, że przede wszystkim ArtRege nie wydaje fantastyki (to również banieczkowy żart).

  72. @WO @fieloryb
    „To niemożliwe. Od lat PiS funkcjonuje w medialnym sandboksie.”
    W retoryce i nauce o komunikacji mamy klasyczne rozróżnienie na argumentację jedno- i dwustronną. W tej pierwszej przedstawiamy jeden (słuszny) punkt widzenia i jazda.
    W tej drugiej zderzamy dwa odmienne punkty, żeby słuchacz/widz/czytacz, sam sobie wyrobił zdanie, jak Hegiel, tudzież Marks, dochodząc do własnej syntezy.
    Mam wrażenie, że do czasu przyjścia PiS, w polskich mediach argumentacja dwustronna miała się dobrze, i dyskurs polityczny się na niej opierał, poza przaśnymi wyjątkami w rodzaju LPR czy Samoobrony. Biorąc te partie za koalicjantów w 2005, Kaczyński uświęcił jednostronną retorykę i sam jej zaczął używać. Interesujące, że to się zbiega z wejściem „Faktu” na rynek dwa lata wcześniej (2003). A to była przecież rewolucja w mediach (tabloidyzacja), bo wszyscy zaczęli się orientować na nowego lidera rynku. Nawet Agora ze swoim „Nowym Dniem”, czy jak to się nazywało.
    Stare dzieje, ale ten okres 20 lat temu to jest zwrotnica czasu ku populizmowi w Polsce. Od tego czasu wszystkie prawicowe partie replikują model PiS, tworząc jednostronne, emocjonalne komunikaty. Nawet Mentzen ostatnio pod Reichstagsgebäude. Tuska też ciągnie w tę stronę.
    Ciekawe, czy Morawiecki ze swoją prorozwojowym zacięciem będzie w stanie choć trochę przelamać ten schemat?

  73. Gratuluję dwudziestolecia! Mam nadzieję, że jeszcze conajmniej dwadzieścia lat będę mógł czytać notki jak i komentarze do nich. Rzadko się udzielam z przytoczonych wyżej przez resztę względów, ale zawsze staram się być na bieżąco odkąd bloga odkryłem.
    Jeśli chodzi o nieumiejętność rozpychania się łokciami to nie wiem z czego to wynika. Bo na pewno nie z wieku, mają to osoby i młodsze od Gospodarza jak i starsze. Neuroatypowość też raczej nie, bo nie wszyscy są neuroróżnorodni. Może ogólne polskie wychowanie, żeby się nie wychylać, bo nie wypada? Nie wiem. Może ktoś ma jakiś pomysł, bo temat wydaje się ciekawy.
    Odnośnie sukcesu zawodowego, jedyne co mnie swego czasu pocieszało to opis z biografii Lema, o tym jak pisał ze swoimi wybitnymi przyjaciółmi jacy to są beznadziejni i nic im nie wychodzi. Jeszcze raz dziękuję za tę książkę i pozostałe, które szeroko polecam znajomym i na prezenty kupuję. Przy okazji jest jakaś szansa na złapanie Gospodarza w celu zdobycia autografów?
    Jeśli chodzi o Art Rage, to niby fantastyki nie wydają, ale „Krzywdę” czy „Króla w Żołci” wydali, więc jest szansa.

  74. Taka piosenka, którą czasem kontrfaktycznie podśpiewuję:
    link to youtube.com

    Ja mam dwadzieścia lat Ty masz dwadzieścia lat Przed nami siódme niebo
    Dziś nie potrzeba więcej nam do szczęścia chyba już nic
    Ja mam dwadzieścia lat Ty masz dwadzieścia lat Przed nami siódme niebo
    Dwudziestolatkom zawsze w pas się kłania świat cały świat

    No i mam nadzieję, że przez kolejne 20 lat będę tu podczytywać ciekawe teksty.

  75. Z urlopowym poślizgiem, ale gratuluję i cieszę się, że mogę tu wejść, poczytać, dowiedzieć się…

    Kolejnej dwudziestki minimum, bo traf chce, że jak się nic nie pozmienia to za 20 lat będę już na emeryturze i nie będę już musiał czytać Ekskursji przy kanapce w pracy.

  76. @Marco Bollocks
    W wielu sprawach żadnego dwugłosu już wcześniej nie było, np. jeżeli chodzi o Jana Pawła II czy neoliberalizm, reformy Balcerowicza, tudzież politykę prowadzoną przez USA.

  77. Załączam swoje gratulacje również! Mnie tutaj ściągnęły przede wszystkim fenomenalne wywiady i teksty gospodarza o Stiegu Larssonie, pokazujące inną perspektywę nordyckich welfare states, niż sądziłem.

  78. @MB
    „W tej pierwszej przedstawiamy jeden (słuszny) punkt widzenia i jazda.”
    Wystarczy mieć ideologię (jedyne słuszne poglądy) w służbie władzy i wystarczy. Jeśli partia wodzowska ze starym wodzem to tymbardziej działa przyzwyczajenie. Proszę też zauważyć, że od dawna mamy profesjonalną służbę polityczną. Spin-doktorzy, plany polityczne, komentarze dnia. W zakorzenionych strukturach to wszystko jest wymyślane oddolnie? Myślę, że wątpię.

  79. @Grzegorz Pelc
    „W wielu sprawach żadnego dwugłosu już wcześniej nie było, np. jeżeli chodzi o Jana Pawła II czy neoliberalizm, reformy Balcerowicza, tudzież politykę prowadzoną przez USA.”
    Ok, fakt, istniały i istnieją takie tematy, które nie podlegają szerszej dyskusji. Moja uwaga dotyczyła jednak pluralizmu w mediach. Pamiętam, że jakaś debata jednak się toczyła, także na wymienione tematy:
    Neoliberalizm: Kiedyś nie używano etykietki (neo)liberalizm w negatywnym znaczeniu. Jko taki zaczął być atakowany dopiero w XXI w, po pojawieniu się m.in. Krytyki Politycznej. Niemniej, skutki reform Balcerowicza były kontestowane i wiele partii próbowało na tym zbić kapitał polityczny, z SLD na czele.
    JP2: w mainstreamie Wojtyła został kanonizowany wiele lat przed kościelnym uświęceniem, ale „Nie” Urbana wyśmiewało go przez lata. Ten tygodnik miał potężny nakład.
    Polityka USA: fakt, konsens był taki, że Waszyngton to nasza nowa metropolia, więc ruki pa szwam i trwamy przy naszym nowym hegemonie („hegemon zastępczy/surrogate hegemon”, jak go nazwała Ewa Thompson, stał się w III RP hegemonem faktycznym, co jest samo w sobie ciekawym problemem). Ale takie są po prostu fakty, że USA to jedyna siła, na którą w naszym grajdołku można rzeczywiście liczyć (poza Moskwą, oczywiście, ale ona ma przeciwny wektor), więc ta ślepa miłość miała od początku racjonalne podstawy. Niemniej, po wybuchu wojny w Iraku monolit zaczął kruszeć. Mariusz Zawadzki, kiedy go GW wysłała do Iraku, kupił na bazarze w Bagdadzie amerykańską rakietę i wręczył ją US Army, z czego powstał zabawany i dający do myślenia artykuł. Po wybuchu afery z więzieniem w Kiejkutach wybuchła gorąca dyskusja, zrekapitulowana przez „Essential Killing” Skolimowskiego (2010). Ten film dostał nagrodę w Wenecji, a reżyser przeżył kilka słodkich chwil. Dziś trudno uwierzyć, że w Europie w ogóle kręcić tego rodzaju filmy („Zieloną granicę” Holland spotkał podobny los).

    @fieloryb
    „Proszę też zauważyć, że od dawna mamy profesjonalną służbę polityczną.”
    To prawda, polityka się profesjonalizuje od lat 90., kiedy pojawili się doradcy ds. wizerunku i spin doktorzy. Niemniej, kiedyś mieli oni trudniejsze zadanie, bo musieli brać pod uwagę niezależny czynnik – media. Na skutek tabloidyzacji i pauperyzacji prasy, dziś spin doktorzy mają media zaprzyjażnione (lub wręcz partyjne) albo wrogie, więc ich praca jest znacznie prostsza. Wystarczy się komunikować z tymi pierwszymi, a te drugie ignorować, lub wysyłać do nich harcowników.

  80. @Marco Bollocks
    Neoliberalizm: Kiedyś nie używano etykietki (neo)liberalizm w negatywnym znaczeniu. Jko taki zaczął być atakowany dopiero w XXI w, po pojawieniu się m.in. Krytyki Politycznej.

    Bo liberalizm to np. Bentham, Mill, Constant, później np. Russell, wcześniej np. Smith; ludzie nie pozbawieni uczuć ludzkich. Z paragównianego liberalizmu Monteskiusza wyrósł jednak dem-lib i soc-lib.
    Neoliberalizm to jedna z form psychopatii.

  81. @mb
    „Neoliberalizm: Kiedyś nie używano etykietki (neo)liberalizm w negatywnym znaczeniu. Jko taki zaczął być atakowany dopiero w XXI w, po pojawieniu się m.in. Krytyki Politycznej.”

    Na moim blogu takie bzdury? Że cię nie było na świecie przed 2000 to nie znaczy, że wszystko narodziło się w XXI wieku. Pisałem o tym tyle razy, że teraz musi ci wystarczyć krótkie streszczenie (po którym biodra, milczenie).

    Klasyczny liberalizm od zawsze (tzn. 18. wieku) borykał się z pytaniem, jak połączyć wolność ze spoistością społeczną. Odpowiedzi klasycznych liberałow, jak Locke, Smith czy Ferguson, były czasem rozkosznie staroświeckie, na przykład stawiali na krzewienie rzymskiego pojęcja „republikańskiej Cnoty” albo empatii (to Smith). Neoliberalizm rodzi się w latach 1970. jako odrzucenie tego dylematu, że albo spoistość społeczna nie ma znaczenia (to wersja polska zwłaszcza), albo że się to Jakoś Samo Rozwiąże Razem Z Ogólnym Dobrobytem. Oczywiście żeby wierzyć w jedno lub w drugie, trzeba być pieprzniętym w czaszeczke, bowiem już w 1776 Ferguson zauważył, że promując liberalizm, „wynagradzamy sukces dobrej Pracy, ale uchybiamy Honorom przynależnym ludzkiej Naturze. Dostajemy dobrą Pracę, ale wychowujemy ludzi chamskich, niemoralnych, pozbawionych uczuć i Manier”.

    A teraz gluteus maximus i silentium.

  82. @Grzegorz Pelc

    „W wielu sprawach żadnego dwugłosu już wcześniej nie było, np. jeżeli chodzi o Jana Pawła II czy neoliberalizm, reformy Balcerowicza, tudzież politykę prowadzoną przez USA.”

    To nieprawda, pamiętam że Gazeta Wyborcza publikowała krytykę neoliberalizmu pióra np Bugaja. Aż sobie sprawdziłem w archiwum, patrz np link to classic.wyborcza.pl czy

  83. „Neoliberalizm rodzi się w latach 1970”
    W książce Joan Robinson „Herezje ekonomiczne” (wydana w 1971 roku) autorka analizuje neolibealizm, który – według nie – już wtedy powinien nazywać neoneo(neo…)liberalizmem.
    Więc chyba zjawisko to jest znacznie wcześniejsze.

  84. Ojcowie gatunku neo jak Mises czy Hayek to zaczęli zdaje się w latach 30-tych. Na wskutek wielkiego kryzysu i przemyśleń po nim. Tyle że do lat późnych 70-tych to była nisza nisz.

  85. @janekr
    „Więc chyba zjawisko to jest znacznie wcześniejsze.”

    Mogła mieć na myśli co innego. Na pewno używała tego właśnie słowa? Przedtem mówiono „new liberalism” na łączenie liberalizmu z socjaldemokracją.

  86. „Na pewno używała tego właśnie słowa”
    W polskim przekładzie na pewno, ale nie mam książki pod ręką.

  87. @janekr
    „W polskim przekładzie na pewno, ale nie mam książki pod ręką.”

    I na to samo zjawisko? Wymieniała jakiś przykładowych przedstawicieli?

  88. Raczej chodzi o neo-neoklasycyzm i Samuelsona. Joan Robinson polemizowała z oderwaniem modeli matematycznych zanim to się przerodziło w czystą ideologię typu krzywa Laffera. Atakowała u podstaw a nie ideologiczną nadbudowę, a potem jak neoliberalizm stał się ideologią władzy pojechała chwalić Koreę Północną… link to en.wikipedia.org

  89. @”się to Jakoś Samo Rozwiąże Razem Z Ogólnym Dobrobytem.”

    Albo nawet już dawno jest rozwiązane, tylko nasza percepcja tego nie łapie. Na obsztorcowywaniu za „niełapanie” opiera się filozofia „obiektywizmu” Ayn Randt, jednej z matek neoliberalizmu („Atlas zbuntowany” wyszedł pod koniec lat 50, trzeba było jeszcze dekady), głoszącej dobrą nowinę „productive achievement as his noblest activity”, czyli ideał chama bez uczuć stojącego wyżej na drabinie moralnej niż cichy i grzeczny człowiek niesukcesu. Różne polskie protesty przedsiębiorców to są protesty zbuntowanych Atlasów, bez których Polska runie w otchłań – jeżeli tego nie rozumiesz, to znaczy, że nie ogarniasz świata i głupi jesteś.

  90. @MB
    „JP2: w mainstreamie Wojtyła został kanonizowany wiele lat przed kościelnym uświęceniem, ale „Nie” Urbana wyśmiewało go przez lata. Ten tygodnik miał potężny nakład.”

    I dlatego Urbana skazano za to, żeby inni nie fikali. Plus doniesienia NIE były obłożone w mediach anatemą, nie tylko kościelne ale również wałki prywatyzacyjne i samorządowe.

  91. Gratuluję dwudziestu lat! Jestem trochę młodszy od Gospodarza ale też już po 40-stce, więc mimo ogólnego pesymizmu, życzę jednak szczerze, żeby za dziesięć lat można było odnotować Sukcesik a może nawet Sukces.

    Nie jestem czytelnikiem od początku, bo dopiero od notki deathmatch Jaruzelski-Pinochet (grudzień 2006), więc a propos…

    @neoliberalizm

    Instytucjonalnie zaczął się chyba wraz z założeniem Mont Pelerin Society w 1947 roku. Niby na początku byli zainteresowani klasycznym liberalizmem ale założycielami stowarzyszenia byli Hayek i Mises a także Frank Kinght – jeden z twórców szkoły chicagowskiej. Od początku zatem to nie wyglądało na zwykłe kółko popularyzacji myśli Adama Smitha. Oczywiście do czasu kryzysu naftowego ’73 byli dla większości ekonomistów oni raczej dziwakami z tylnej ławki.

    @Artrage i ewentualne plany wydawnicze

    W gatunku „historia alternatywna” wydali powieść Kingsleya Amisa „Alteracja”. Myślę, że powieść Gospodarza mieściłaby się w ich portfolio.

  92. @MB
    „niezależny czynnik – media”
    Panie złoty, ale chyba każde medium miało i ma charakter i opinię? Zasada jest taka, że medium mądre prezentuje mądre pomysły a medium populistyczne takie, które są ładne.

    Tymczasem jeszcze funkcjonuje słynny filozoficzny „duch czasu”. Proszę sobie wyobrazić w 1989 roku partię Brauna z OŚMIOPROCENTOWYM poparciem. Plus narodowy i centralistyczny odchył PiS-u jak główny nurt polityczny w pierwszej połowie lat ’90. I razem te wszystkie polityczne kocopoły jako ponad 50 procent politycznego tortu (bo o drugiej Konfie nie wspomnę). Możliwe? Moim zdaniem nie. Duch czasu był taki, że trzeba było uczynić kraj otwartym na gospodarkę i nowe prądy. Oddać sukces w ręce kościoła i się dogadać.
    Niestety entropia dokonuje reszty i żyjemy ponad stan. Jak na ekonomii się zaczęło tak na ekonomii się skończy.

  93. @fieloryb
    „Proszę sobie wyobrazić w 1989 roku partię Brauna z OŚMIOPROCENTOWYM poparciem.”

    Ówczesna ordynacja nas przed tym chroniła, ale już w 1989 grasowały różne Wrzodaki. Kojarzy pan niejakiego Tejkowskiego?

  94. (wiem że łagodne prośby nigdy nie działają, ale czy możemy już skończyć ten dżouk o artrage?)

  95. „Kojarzy pan niejakiego Tejkowskiego?”
    Kojarzę, jako plankton polityczny. Tymczasem PiS z narodowego socjalizmu uczynił przynajmniej sprawę o której się mówi, jeżeli nie rzecz z głównego nurtu. Dołączmy do tego demolowanie sytuacji z niezawisłymi sądami i fakt, że większość opinii społecznej już nie wie o co w niej chodzi. Oraz ogólny imposybilizm obecnego układu w piętnowaniu pełzającego przewrotu politycznego z jakim mieliśmy do czynienia. Wyborcy podziękują przy następnych wyborach.

  96. Fieloryb ma rację o tyle że Buble, Tejkowscy i Wrzodaki przez 35 lat nie przekroczyli nigdy 5%. Braun będzie pierwszy (no chyba że liczyć LPR Giertycha ale to nie ma porównania, to taki dzisiejszy PIS był)

  97. @fieloryb
    „Kojarzę, jako plankton polityczny”

    Plankton który wchodził do Sejmu. W każdym od 1991 mieliśmy takich meszuge. Nawet próg 5% ich nie blokował, zawsze się znalazła jakaś Szamboobrona i ich przygarniała.

    @embercadero
    „Fieloryb ma rację o tyle że Buble, Tejkowscy i Wrzodaki przez 35 lat nie przekroczyli nigdy 5%. ”

    Wrzodak był posłem dwóch kadencji. Będę wycinał takie denializmy, uprzedzam.

  98. @WO

    „Plankton który wchodził do Sejmu. W każdym od 1991 mieliśmy takich meszuge. ”

    Na tym właśnie wic polega, że wtedy byli uważani za meszuge. Teraz meszuge to jest lewica, któa ledwie do sejmu wejdzie. Albo i nie.

    „Wrzodak był posłem dwóch kadencji. Będę wycinał takie denializmy, uprzedzam.„

    Ale nigdy nic w sejmie nie znaczył. Na 460 posłów zawsze się jakiś kretyn-antysemita znajdzie. Rzecz w tym, że teraz może być ciężko o rząd bez endecji. Łagodnej lub tej gaśnicowej.

  99. @fieloryb
    „Kojarzę, jako plankton polityczny”

    Ja kojarzę inaczej. Emocje lansowane przez Tejkowskiego zmaterializowały mi się kiedyś przed nosem, w samym centrum Wrocławia, na placu Solnym. Przypadkiem zwykłym, uniknąłem wtedy bycia obitym przez grupę skinheadów… W zasadzie za to, że byłem gościem w okularach.

  100. @izbkp

    „Ja kojarzę inaczej. Emocje lansowane przez Tejkowskiego zmaterializowały mi się kiedyś przed nosem, w samym centrum Wrocławia, na placu Solnym.”

    Nic nie ujmując placu Solnemu, tam przeważnie było ich miesjce, nie w Sejmie. W 2023 po Sejmie begał debil z gaśnicą i o ile wiem wciąż chodzi wolny, a obie konfederacje mają łącznie poparcie ponad 20%.

  101. @izbkp

    Sorry za wpis pod wpisem, ale jednak wtedy prezydentem był Kwaśniewski, teraz jest jakiś kibol sutener. Jak nie widzi kolega przechyłu ku endecji w głównym nurcie polityki, to już nie wiem na jaki przykład się powołać.

  102. @Marco Bollocks
    „Ciekawe, czy Morawiecki ze swoim prorozwojowym zacięciem będzie w stanie choć trochę przełamać ten schemat?”
    Haha. Morawiecki jako mąż opatrznościowy polskiej polityki, dobre! Chyba, że to jakaś bardzo zakamuflowana ironia.

  103. To jest jednak grube idealizowanie polskiej polityki lat 90.
    W Sejmie I kadencji była prawdziwa menażeria. Był Bubel, był silny klub ZChN i ludzie Olszewskiego, był Gabriel Janowski, był Tymiński i Korwin-Mikke. Ta menażeria współtworzyła większość (która co prawda szybko stała się mniejszością) rządową. Później menażeria się popisała nieudolnością i przegrała z progiem wyborczym, ale przecież w 2001 roku mieliśmy znowu LPR i Samoobronę z około 10% poparcia. Zasługą (o ile można mówić o zasłudze) Kaczyńskiego było, że tę menażerię pożarł i na kilkanaście lat zdominował politycznie. Ale teraz wahadło odbiło i menażeria zdominowała jego.

  104. „To jest jednak grube idealizowanie polskiej polityki lat 90.”

    W moim uproszczonym obrazie wyborców jest 30% głupców, 30 procent średniaków i 30% myślących. Jeśli reprezentanci myślących nie potrafią przy pomocy dyskursu i politycznego marketingu wyplenić najgorszych poglądów, i trwa to więcej niż dwie kadencje, to sorry Polsko. Pakuję bagaż.

  105. @airborell

    „Później menażeria się popisała nieudolnością i przegrała z progiem wyborczym, ale przecież w 2001 roku mieliśmy znowu LPR i Samoobronę z około 10% poparcia. Zasługą (o ile można mówić o zasłudze) Kaczyńskiego było, że tę menażerię pożarł i na kilkanaście lat zdominował politycznie”

    Zasługą? On tę manażerię wciągnał w główny nurt polityki. Mając do wyboru koalicję z PO wybrał Giertycha i Leppera. To był wtey jednak lekki wstrząs jak Roman został ministrem edukacji.Teraz zbieramy owoce tej światłej polityki prezesa; jeszcze będziemy tęsknić za Czarnkiem, jak niektórzy już tęsknią za Dudą.

    Tu nie chodzi o idealizację, ale sejm pierwszej kadencji to był jednak wielki eksperyment, nauka demokracji w marszu. To się dość szybku uładziło. Przypomnij sobie kto nadawał ton, jacy byli premierzy, jacy ministrowie spraw zagranicznych, kto był drugim prezydentem. Weszliśmy z tymi ludzmi do NATO i UE, uchwaliliśmy konstytucję. Wyobraź sobie, jaką konstytucję by obecne towarzystwo przepchnęło.

  106. @Herezje ekonomiczne
    W oryginale angileskim jest tak:
    „The neo-neoclassics, who tried to reconstruct traditional orthodoxy after the Keynesian Revolution”
    „In many neo-neoclassical models this conception is applied also to technical progress. For instance: „Capital is made up of a large number of identical meccano sets which never wear out and can be put together. . . to incorporate the latest technical innovations in successive editions of the Instruction Book.” T. W. Swan, „Economic Growth and Capital Accumulation,” Economic Record (November 1956).”
    W polskiej wersji, być może w przedmowie, było na pewno więcej niż dwa razy neo, i był liberalizm.

  107. @WO
    Coś wpadło do spamołapu i oczekuje na sprawdzenie. Czemu? Nie wiem.

    „Tu nie chodzi o idealizację, ale sejm pierwszej kadencji to był jednak wielki eksperyment, nauka demokracji w marszu.”
    Planu, z uwzględnieniem wszelkich czarnych łabędzi, jako takiego nie było, ale byli ludzie, którzy mieli za sobą praktykę (jakiś aparat państwowy pozostał po bezrewolucyjnym przejęciu władzy).

    Mieliśmy wielkie szczęście, że byli ludzie pokroju Jaruzelskiego. Niby żołnierz a umiał odłożyć broń na półkę. Wszyscy znaczący gracze byli na tyle słabi, że chcieli się dogadać. Dzisiaj nie chodzi już o dobro kraju, ale o władzę i profity z niej płynące.

  108. @fieloryb
    „Jeśli reprezentanci myślących nie potrafią przy pomocy dyskursu i politycznego marketingu wyplenić najgorszych poglądów, i trwa to więcej niż dwie kadencje, to sorry Polsko. Pakuję bagaż.”

    Jeśli ktoś chce zostać „Bogolem Sukcesu” to ucieczka raczej nie ma sensu. Ale jeśli kolega chciałby pożyć gdzieś, gdzie ludzie faktycznie cenią sobie socjalne zdobycze, jest o co walczyć i można poczuć się jak część społeczeństwa, to jak najbardziej polecam.

Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.