Od dziecka w kółko słyszymy, że tego nie wolno, a tamto trzeba. Trzeba rano wstawać do szkoły, trzeba zjadać warzywka, nie można zjeść lodów zamiast obiadu. Z wiekiem robi się coraz gorzej: trzeba płacić podatki i składki; ograniczać cholesterol, kalorie i promile; unikać windy bo schody zdrowsze. Wszyscy odczuwamy jakiś wariant marzenia, które kiedyś narysował mistrz Mleczko, że naukowiec mówi do kolegów „głupia sprawa, okazało się że wóda i papierochy są zdrowe”.
W polityce to marzenie objawia się pod postacią populizmu. Populista obiecuje recepty proste i bezbolesne. Nie trzeba podnosić podatków, wystarczy „pogonić tych złodziei” i zaraz na wszystko się znajdzie. Nie trzeba zwiększać wydatków na zdrowie, wystarczy powstrzymać koncerny trujące nas złym żarciem oraz obniżyć lekarzom zarobki. Nie trzeba się martwić klimatem, bo karczmy na Bałtyku, a poza tym co złego w ciepełku. Nie trzeba reformować sądownictwa, wystarczy wyrzucić komuchów i zastąpić ich pisiorami, i tak dalej.
Gdy populiści tak mówią, odwołują się do tych samych ośrodków w mózgu, które nam w dzieciństwie mówiły „co z tego że jutro klasówka, jest tyle przyjemniejszych rzeczy od nauki”. To dlatego w pakiecie często razem z „obniżmy podatki!”, idą teorie dietetyczne typu „samiec alfa je tylko mięcho”, porady karierowe „po co ci szkoła, i bez niej możesz walczyć w klatce, inwestować w krypto i mieć kanał na jutubie” oraz lekceważąco-przyzwalające podejście do uzależnień.
Obserwując prawicową blogosferę od lat, znam pewnego autora, który propagował teorię spiskową, że lekarze ukrywają przed nami że cholesterol jest tak naprawdę bardzo zdrowy, im wyższy tym lepszy. Nie wiem czy jeszcze żyje.
Stąd słynna „teoria podkowy”, że prawicowy i lewicowy populizm spotykają się. Każdy populizm odwołuje się do tego dziecka, które kiedyś grymasiło, że nie chce dokończyć surówki.
Mówiąc bardziej precyzyjnie, metafora dziecka opisuje pragnienie natychmiastowej gratyfikacji. W typowym scenariuszu z wiekiem powinniśmy nabywać umiejętność opanowania tego pragnienia, w praktyce u różnych ludzi bywa z tym różnie, zwłaszcza jak dojdą nasze ulubione orzeczenia, opinie, spektrumy i dys-cośtamie.
To jest, wbrew pozorom, kolejna notka o partii Razem. Ich pomysł na przechwycenie elektoratu Konfederacji jest skazany na porażkę, podobnie jak wszystkie poprzednie próby przechwytywania populistycznych wyborców w stylu „my też jesteśmy za JOW-ami i przeciw Ukraińcom”.
Socjaldemokratyczna polityka od zawsze jest polityką ekspercką. W XIX wieku jeszcze kiedy w Niemczech obowiązywały zakazy działalności socjalistycznej, pojawiło się zjawisko „Kathedersozialismus” – akademickich badaczy społecznych przyznających że Marks jednak odwalił kawał solidnego riserczu. A eksperci mają niestety to do siebie, że często mówią nam przykre rzeczy: a to każą ograniczać emisję CO2, a to spożycie trans nienasyconych kwasów tłuszczowych. Jak się ich słucha, to nic tylko się upić (ale też zabraniają).
Dla wyborców Memcena Zandberg nigdy nie będzie równie atrakcyjny. Nie poczęstuje ich piwem ani karkówką z grilla, nie będzie im prezentować prostych i bezbolesnych recept. „Ja też nienawidzę Tuska!” to za mało. Te jego „szachy 5D”, że se tak nagle przypomniał o potępieniu UPA albo że nie bronił Memcena broniąc Memcena, są dla tego elektoratu niezrozumiałe. Dla mnie zresztą też nie, to jakaś wódka bezalkoholowa czy raczej brokuły bezwitaminowe.
Można być oczywiście populistą lewicowym i mamy takich garstkę w Polsce. Remigiusz Okraska, jak pamiętamy, kiedyś lansował teorię, że rozmaite choroby można leczyć moczem, ale Big Pharma to przed nami ukrywa. Na Zachodzie mamy zaś głupków w rodzaju Hasana Pikera z wujem, George’a Gallowaya, Chrisa Hedgesa, Jacksona Hinkle’a, Caleba Maupina czy Jean-Luka Melenchona (część z nich oczywiście symuluje głupotę za rubelki, ale mocz i kał wychodzi jednaki).
Zatem można, tylko po co? Dla mnie taka lewica nie jest „mniejszym złem”. Już wolę centroprawicę przynajmniej nominalnie akceptującą akademicki konsensus (którego częścią od 150 lat jest „Kathedersozialismus”), od lewicy pieprzniętej w czaszeczkę – denializującej klimat i Gułag, nawołującej do ludobójstwa i wybielającej trzecioświatowych dyktatorów. I oczywiście popierającej Putina. Stąd i cała „podkowa” zresztą: po prostu czy ktoś jest populistą lewicowym czy prawicowym, faktury mu rozlicza ta sama Simonyan.
Obawiam się, że Razem po nieudanej próbie budowania socjaldemokracji w stylu nordyckim postanowiło porzucić te marzenia i idą w kierunku „lewicy MAGA”. Chciałbym się mylić, ale te dziwne głosowania w Sejmie i wypowiedzi liderów zabijają we mnie resztki nadziei.

Coś nowego odwalili od czasu von Schleichera?
Zachęcam do obczajenia sobie konferencji Rozwój + Wy, którą organizuje Morawiecki. W agendzie m.in. Winnicki, Rokita, Wildstein, Pola Matysiak. I Maciej Szlinder z Razemu.
Czy może chodzi o RPO?
@pak
„Czy może chodzi o RPO?”
Też, ale to dla mnie ciągle Całokształt ciągnący się co najmniej od obrony Ziobry.
Morawiecki to ewidentnie pragnie podarować Tuskowi wygodnego koalicjanta. Zresztą może to by i było nie najgorsze wyjście. Znaczy: potrafię sobie wyobrazić gorsze. W każdym razie wśród kilku „sierot po gowinie” jakie mam w bąbelku zauważam nie widziane od dawna wybuchy entuzjazmu.
@embercadero:
I tak, i nie.
Morawiecki ma szansę zebrać w miarę sensownych i propaństwowych PiSowców. Tylko jak czytam te nazwiska, to się jednak boję, że taka kategoria może być dość widmowa…
A czy są jakieś alternatywy poza zostaniem rozpuszczonym w Koalicji Obywatelskiej? Lewica nie ma mediów, w internety też im nie idzie. Gdyby zebrać wszystkich Zandbergów, Śpiewaków, DLRy, i inne lewicujące propozycje to te zasięgi byłyby mniejsze niż jednego Mentzena. Czy ten zawód Razem, to nie jest efekt obstawania Zandberga i spółki przy haśle „inna polityka jest możliwa”, podczas gdy wszyscy dookoła z gospodarzem włącznie chcieliby żeby Ci ludzie dorośli i uznali, że nie jest możliwa i pogodzili się, że maksimum co można mieć to frakcyjka w KO z większym RiGCZem?
@comet
„A czy są jakieś alternatywy poza zostaniem rozpuszczonym w Koalicji Obywatelskiej?”
Pewnie nie, ale ja niestety w takiej sytuacji uważam Tuska za Mniejsze Zło.
@Razem
Problem w tym, że Razem jest / stało się partią śmiertelnie nudną, co widać choćby bo temperaturze dyskusji na tym blogu między byłym lub wciąż wiernym elektoratem. Ale ostatnio Włodek wspomniał coś o jednoczeniu Lewic, więc może jeszcze zobaczymy Zandberga w Sejmie.
Sondaże dają Razem 2-5%. Jak przed wyborami będzie 5% to zagłosuję, a jak 2,5% to nie, ale gadać o nich już się nie chce.
To może bardziej ogólnie: problemem współczesnej polityki wydaje mi się alergia ludzi na jakiegokolwiek poświęcenie czy trudzenie się na rzecz dobra wspólnego. Zarówno po prawej jak i po lewej stronie.
@rw
” Zarówno po prawej jak i po lewej stronie.”
Bez sensu. Prawica z definicji nie „poświęca się na rzecz dobra wspólnego”, neguje takowe. Andrew Tate nie będzie się „poświęcać” dla nikogo, Jordan Peterson ani Ben Shapiro też nie.
@pak
„Morawiecki ma szansę zebrać w miarę sensownych i propaństwowych PiSowców. Tylko jak czytam te nazwiska, to się jednak boję, że taka kategoria może być dość widmowa”
To niemożliwe. Lata negatywnej selekcji sprawiły, ze takich nie ma (tzn. może jacyś gdzieś na dole bez znanych nazwisk). Niczego sensownego nie zbudujesz z Wildsteinem, ani z uprzywilejowanym tatuśkiem ani rozpieszczonym synalkiem. Ani senior ani junior w życiu nie przepracowali uczciwie ani godziny, więc zwyczajnie nic nie potrafią Dostarczyć.
@rw
To może bardziej ogólnie: problemem współczesnej polityki wydaje mi się alergia ludzi na jakiegokolwiek poświęcenie czy trudzenie się na rzecz dobra wspólnego. Zarówno po prawej jak i po lewej stronie.
Jako neojakobin jestem gotów się poświęcić; bardziej niż oczekuję tego od innych, ale to ostatnie trochę też.
@wo
To niemożliwe. Lata negatywnej selekcji sprawiły, ze takich nie ma (tzn. może jacyś gdzieś na dole bez znanych nazwisk). Niczego sensownego nie zbudujesz z Wildsteinem, ani z uprzywilejowanym tatuśkiem ani rozpieszczonym synalkiem. Ani senior ani junior w życiu nie przepracowali uczciwie ani godziny, więc zwyczajnie nic nie potrafią Dostarczyć.
Może to trochę jak nadzieja, że Rommel i Stauffenberg będą mieli jedną nóżkę bardziej niż Hitler i Himmler (toute proportion gardée).
„To niemożliwe. Lata negatywnej selekcji sprawiły, ze takich nie ma (tzn. może jacyś gdzieś na dole bez znanych nazwisk). Niczego sensownego nie zbudujesz z Wildsteinem, ani z uprzywilejowanym tatuśkiem ani rozpieszczonym synalkiem. Ani senior ani junior w życiu nie przepracowali uczciwie ani godziny, więc zwyczajnie nic nie potrafią Dostarczyć.”
Jacyś są – na dole, bez znanych nazwisk, ale np z historią kandydowania bez żadnych szans na sukces. Przez ostatnie parę lat hibernowali, w tej chwili się jakby ożywiali. Co do reszty pełna zgoda, choć rozumiem że gęba Wildsteina może w pewnych kręgach stanowić atut (na zasadzie zdjęcia z misiem)
@wo
„Andrew Tate nie będzie się „poświęcać” dla nikogo, Jordan Peterson ani Ben Shapiro też nie.”
A Eisenhower?
@rw
A Eisenhower?
KRYPTOKOMUCH
a poza tym od dawna nie żyje
No dlatego mówię że się zmieniło na gorsze. Najpierw na prawicy, potem na lewicy.
Aua… Ale w tym wpisie poszedł boomeryzm i to wszystko po to, by rzucić jakąś pseudointelektualną podkładkę pod proste „ej, przeszkadza mi to co teraz robi Razem, uważam, że robią głupio”.
Jakież to niby są ośrodki w mózgu „które w które nam w dzieciństwie mówiły „co z tego że jutro klasówka, jest tyle przyjemniejszych rzeczy od nauki”? I w jaki niby sposób te rzekome ośrodki miałyby się przekładać na „To dlatego w pakiecie często razem z „obniżmy podatki!”, idą teorie dietetyczne typu „samiec alfa je tylko mięcho”, porady karierowe „po co ci szkoła, i bez niej możesz walczyć w klatce, inwestować w krypto i mieć kanał na jutubie” oraz lekceważąco-przyzwalające podejście do uzależnień.”
To jest tak absurdalny miszmasz psychologiczny (do którego jeszcze po chwili Gospodarz dodaje mocno problematyczną koncepcję odroczonej gratyfikacji), że argh. Paradoksalnie, jeśli cokolwiek, Gospodarz uległ tu dokładnie temu zjawisku, które próbuje krytykować – atrakcyjności poznawczej prostych wyjaśnień i prostych wytłumaczeń. I tak, one są atrakcyjne, ale to dużo bardziej złożony proces niż proponowany i zupełnie niepowiązany z innymi elementami, które Gospodarz próbuje pod niego podkleić. Tymczasem mieszanych jest tutaj solidnych kilka, jeśli nie wręcz kilkanaście oddzielnych zjawisk (np. to pakietowanie teorii dziwnych jest bardziej związane z czymś, co potocznie określa się czasem mempleksami, a co sprowadza się do tego, że jeśli jakieś źródło zostało już uznane za wiarygodne względem jednej treści, to czyni to inne postulowane przez nie treści bardziej wiarygodnymi – zjawisko, które opisał już Polya odnośnie wzorców matematycznych w latach 50-tych.)
A jak do tego dochodzi jeszcze tekst o „ulubionych orzeczeniach, opiniach, spektrumach i dys-cośtamach” to już jest to taki boomeryzm i tanie (oraz potwornie nielewicowe) „bo tak naprawdę to ludzie są leniwi”, że argh.
Serio, Gospodarzu, wstyd. Zamiast szukać pseudointelektualnej boomerskiej, ableistycznej podkładki pod „Razem zachowują się głupio”, naprawdę można po prostu napisać „Razem zachowuje się głupio”. Jasne, nie wyjdzie z tego za bardzo notatka, a jakiś pretekst dla wyrzucenia emocji może być kuszący, ale czasem mniej naprawdę będzie lepiej.
@rw
„No dlatego mówię że się zmieniło na gorsze.”
Ej no, na zachodzie tak źle wciąż nie jest. Jako zdiagnozowany „płatek śniegu” (autyzm) donoszę, że tu gdzie mieszkam większość ludzi swoje podatki dla mnie poświęca abym sobie podreperował zdrowie psychiczne po traumie konieczności maskowania swojej niepełnosprawności w Polsce. Wyrzutów mi z tego powodu nie robią. W drugą stronę to też działa i wszyscy się cieszą jak im mówię, że dzięki temu mogę regularnie wolontariuszować z pieskami w schronisku i dzieciakami w szkole.
Jak rozumiem, Gospodarz niepełnosprawny nie jest i sobie jakoś radzi nawet w Polsce, ale coś czuję, że dużym kosztem i na coś w celu podreperowania zdrowia by się na zachodzie załapał.
Rozumiem też, że w Polsce ciągle „na topie” jest pogarda dla słabszych oraz kult siły, stąd taki bumerski ableizm wydaje się normą? Ale coś się chyba musiało zmienić na lepsze od tych wszystkich dotacji unijnych?
@Artur Król:
A ja się od jakiegoś czasu skłaniałem do bardzo podobnej metafory… Że nie interesuje mnie wóda, papierosy, a nawet mięso z umiarem, za to jak widzę słodycze to kwiczę, to raczej w stronę cukru bym poszedł. Ale tak — to istota rzeczy.
Natomiast jedna rzecz faktycznie tu ucieka, choć to chyba efekt celowego przerysowania — bo w życiu wiemy, plus minus, co jest zdrowe; i wiemy, co lubimy — co faktycznie jemy, to często wypadkowa, a nie jednoznaczny wybór. I tak jest też z partiami politycznymi.
A Razem? Ja tu widzę grę. Czy populistyczną — nie wiem. Wiem, że oczywiście, Zandberg & co. wybierają sposób mówienia i argumentowania do odbiorców — gdy mówią w Republice potrafią się odwołać do myśli Lecha Kaczyńskiego, czy społecznego wymiaru transferów pisowskich. I ja tu nie widzę problemu.
Kolejną rzeczą jest jednak pewne symetryzowanie. Razem się tłumaczy, że jeśli chodzi o RPO nie chciało osoby „zaangażowanej w spór PO-PiS”. Ja nie wiem, czy tak dzisiaj się da. Tzn. nawet rozumiejąc „pozytywnie”, że idzie o budowę ponadpolitycznego autorytetu instytucji (którego faktycznie brakuje), to przecież jeśli dowolnie apolityczny RPO powie coś niewygodnego prawicy, to zaraz zostanie zakwalifikowany jako „polityczny”. Taki „obamizm” się nie sprawdził w Stanach, dlaczego miałby się sprawdzić w Polsce?
@”A czy są jakieś alternatywy poza zostaniem rozpuszczonym w Koalicji Obywatelskiej?”
UPR lewicy? W sensie, partyjka która żadnych wyborów nie wygrała, ale stała się kuźnią kadr dla swoich rozwodnionych wersji.
„boomeryzm”
Co to ma wspólnego z byciem boomerem?
@janekr
„Co to ma wspólnego z byciem boomerem?”
Kolega Król uległ zapewne atrakcyjności poznawczej prostych etykiet. Myślę, że do polemiki striggerowały go „ośrodki w mózgu”, które traktuję jako metaforę, a nie opis naukowy (bo oczywiście, że nie).
@Artur Król
„Jakież to niby są ośrodki w mózgu”
Ja to widzę jako element szerszego zjawiska, gdzie psychologiczne i neuronaukowe określenia zaczynają funkcjonować jako źródło nawet nie tyle metafor, co kolorowych obrazków ilustrujących wypowiedzi, trochę jak ten rysunek Mleczki z pierwszego akapitu. Zajęcia na przykład coraz częściej nie sprawiają satysfakcji tylko „dostarczają dopaminy” (jeśli to coś w rodzaju scrollowania, to wtedy ta dopamina jest „łatwa”), a każda skłonność ma swój „ośrodek”, . Trochę pod tym względem nauka wypiera mitologię, bo dawniej byśmy musieli sobie przypominać scenki z Odysei czy innej Księgi Jozuego, a tak zamiast diabła na pustyni kusi nas natychmiastowa gratyfikacja.
Zapraszam autora na ulicę, będziemy z ludźmi rozmawiać o programie dobrym dla społeczeństwa.
Ten wpis czytam jako demotywator do wszystkiego. A do działania po progresywnej stronie trzeba mieć dużo energii i kolejny wysysacz energii, który nie jest konstruktywną krytyką… może tylko mnie, nie jest potrzebny i z przykrością czytam.
Polecam wpis „Popieram to co robią osoby X, Y, Z”, bo te osoby serio tego potrzebują. Zwrot energetyczny z progresywnych działań w Polsce jest przyzerowy (?).
Ulewa mi się, proszę o wybaczenie :'(
@qavtan
Dzięki za dobrą robotę „u podstaw”.
Większość wyborców jej nie widzi. Widzą natomiast niezrozumiałe zachowanie waszej parlamentarnej reprezentacji, która psuje wam reputację i niszczy to co próbujecie budować u podstaw.
Zandberg jest szefem partii od ponad dekady, nie zaprowadził jej do nikąd. Natomiast na dole, z tego co czytałem w komciach, jest ciągły przerób wypalonych aktywistów(ek). To trochę trąci kultem. Organizacja partyjna powinna umieć zatrzymać ideowych ludzi nawet przy niskim poparciu. Razem bez swoich posłów byłoby… sympatyczniejsze?
Może czas albo na zmianę profilu działalności (skupić się na pracy lokalnej), zmianę kierownictwa (usunąć Zandberga z zarządu), albo obie na rw+az?
Ja na pewno na Razem nie zagłosuję dopóki Zandberg jest przewodniczącym.
@WO
Partie polityczne zasadniczo można podzielić na te o jako tako ugruntowanej pozycji i partie buntu. Te pierwsze też sięgają po populistyczną retorykę, ale mogą się odwołać do swojej sprawczości, np. 500+, skasowania prac domowych czy czego tam jeszcze. Mają wiarygodność, któta obniża ich poziom desperacji.
Ugrupowanie buntu jest niespełnioną obietnicą, więc zwykle ma jakiś prosty, przemawiający do wyobraźni przepis sanacyjny, który się zmieści w mowie windzianej – już to JOWy, już to radykalną obniżkę podatków, już intronizację Chrystusa Króla.
Jako fan tego bloga, lecz bynajmniej nie wyborca Razem (jeszcze), będę chyba reprezentatywny dla swojej grupy wyborczej, jeśli napiszę, że ja po prostu takiego topiku u Razem nie widzę. Jestem przeciw popisowi, więc mogę rozważyć głos na ugrupowanie buntu, ale o co walczy Razem? Tu chyba jest problem – w strategii i komunikacji.
@ak
„Ale w tym wpisie poszedł boomeryzm”
Nie wytnę panu komcia ze względu na falomierz, ale uprzedzam że na swoim blogu zamierzam pilnować klasycznego podziału na pokolenia – jestem Gen X, pan zapewne milenials.
„czasem mniej naprawdę będzie lepiej”
Święte słowa! Dlatego mądrzy ludzie potrafią pisać zwięźle. A pan zmarnował mnóstwo moich kraftowych pikseli by wyrazić zero konkretów, po prostu nudną niemerytoryczną przysrywkę. Następnym razem falomierz może nie wystarczyć. Jak nie ma pan nic do powiedzenia, proszę to wyrażać zwięźle.
Za stanfordzką pianką:
„A newly published follow-up revisits some of the same children, now adults, revealing that these differences remain: Those better at delaying gratification as children remained so as adults; likewise, those who wanted their cookie right away as children were more likely to seek instant gratification as adults. Furthermore, brain imaging showed key differences between the two groups in two areas: the prefrontal cortex and the ventral striatum. The findings are published in the Aug. 29 edition of the Proceedings of the National Academy of Sciences.”
I linki do badań:
link to sciencedaily.com
link to pmc.ncbi.nlm.nih.gov
Z poprawką na to czy dzieci ufają że dostaną nagrodę po tym jak czekały na nią.
@procyon
„Zajęcia na przykład coraz częściej nie sprawiają satysfakcji tylko „dostarczają dopaminy””
To jest właśnie okropna metafora! Zastanawiam się, ile przyniosła ofiar, tzn. ilu ludzi naprawdę z ciekawości próbowało sobie wstrzyknąć dopaminę. To nie dostarczy przyjemności, tylko drgawki, paraliż i śmierć.
@stray
„na coś w celu podreperowania zdrowia by się na zachodzie załapał.”
To oczywiste, przecież pod koniec swojej tzw. „kariery” dziennikarskiej byłem w oczywisty sposób wypalony (nadal chyba jestem, dostaję dreszczy na samą myśl o powrocie do zawodu). Tu i tam dostałbym na to roczny urlop. Tylko że emigrować po to, żeby od razu pójść na zasiłek, to nie w moim stylu. Poza tym w moim wieku na emigrację już zwyczajnie za późno.
@ks
„Z poprawką na to czy dzieci ufają że dostaną nagrodę po tym jak czekały na nią.”
Heh, moje motto życiowe to „the cake is a lie”, pozdro dla kumatych.
@qavtan
„Ulewa mi się, proszę o wybaczenie :'(”
Proszę się nie krępować. Moje rozstania ogólne przebiegają raczej według scenariusza „życzę ci wszystkiego dobrego na dalszej drodze już beze mnie” niż „precz z moich oczu, precz z mego serca”. Jako rozczarowany sympatyk nie mam więc postawy „niechaj Razem sczeznie”, raczej „chciałbym żeby się ogarnęli”. W każdym razie, skoro nie macie mediów to zapraszam też do wpisania w komciu czegoś w stylu „miasto, ulica, godzina”. Ciekawe czy Stanowski by pozwolił na to Zandbergowi?
@Krzysztof Sobiecki
OK, ale te badania które zacytowałeś demonstrują, że „ability to delay gratification” utrzymuje się w trakcie życia. Nie demonstrują bezpośrednio, że to zawsze jest przydatna cecha charakteru, albo że ludzie którzy odmawiają sobie gratyfikacji są generalnie szczęśliwsi w życiu. Anecdata, ale IMO mi w życiu odmawianie sobie gratyfikacji i opóźniona reakcja na pozytywne bądź negatywne bodźce raczej zaszkodziły niż pomogły.
Mam wrażenie, że w tej kwestii nauka miesza się z normami moralnymi („dobrze jest sobie odmawiać i poskramiać impulsy”). A czasami impulsy które poskramiane mówią nam coś bardzo ważnego („ucieknij z toksycznej sytuacji życiowej”).
@rw
„Mam wrażenie, że w tej kwestii nauka miesza się z normami moralnymi”
Co jeszcze ważniejsze, system szkolny bazuje na przekonaniu, że z wiekiem powinniśmy umieć to powstrzymać. Czyli edukacja przedszkolna musi być cały czas wymieszana z zabawą, ale od studentów wymagamy powagi i skupienia przez dziesięć godzin czasem (tak bywa na chemii). Arytmetyki i alfabetu uczymy się na kolorowych klockach i patyczkach, ale rachunku różniczkowego i teorii grup z nudnych podręczników. A przecież TEORETYCZNIE umiem sobie wyobrazić naukę topologii przy pomocy plasteliny. Albo kasztanowych ludzików (hm, a może to wreszcie byłaby branża dla mnie, przedszkole dla dorosłych chcących zrozumieć co to jest operator rożniczkowy).
@stray @wo
Jeśli chodzi o Zachód i zwolnienia lekarskie, to jedna z rzeczy która mnie zaskoczyła w Norwegii (i Szwecji), to to jak bardzo państwo stara się zniechęcić ludzi do przechodzenia na długoterminowe „L4”. Lekarze mają zadanie popychać pacjentów to zwolnień częściowych (np 50%) jeżeli to tylko jest możliwe. Niedawno w Norwegii wprowadzili zasadę, że lekarz który NIE DA zwolnienie lekarskiego pacjentowi dostanie za wizytę nieco więcej kasy od państwa, niż gdyby dał to zwolnienie.
W Szwecji po 180 dniach zwolnienia system może przestać wypłacać ci zasiłek, jeżeli uzna, że mógłbyś wykonywać jakąkolwiek inną pracę (niekoniecznie w dotychczasowym zawodzie).
Tak więc tak różowo nie jest 🙂
@rw
„Tak więc tak różowo nie jest ”
No to całe szczęście że i tak już za późno na emigrację.
@wo
„Arytmetyki i alfabetu uczymy się na kolorowych klockach i patyczkach, ale rachunku różniczkowego i teorii grup z nudnych podręczników.”
Ale też staramy się nie opóźniać tej gratyfikacji studentom za bardzo (zwłaszcza teraz, kiedy Kids Don’t Read): dzielimy materiał na mniejsze porcje, zaczynamy od tych łatwiejszych do zrozumienia (np całka Riemanna) a potem dopiero uczymy tych bardziej abstrakcyjnych choć ogólniejszych (całka Lebesgue’a), mieszamy teorię z ćwiczeniami i przykładami zastosowań, dajemy geometryczne interpretacje i ilustracje tam gdzie to jest możliwe…
@wo
a może to wreszcie byłaby branża dla mnie, przedszkole dla dorosłych chcących zrozumieć co to jest operator rożniczkowy
Yes please. Właśnie sobie przechodzę 3 raz przez Bum! (repetitio mater studiorum est) i myślę że chodziłbym na zajęcia z takim podręcznikiem. Biorąc pod uwagę że Polska jest w europejskiej topce jeśli chodzi o funkcjonalny analfabetyzm to widzę w tym potencjał.
@wo
„To jest właśnie okropna metafora!”
Wszystkie te metafory są okropne – zarówno jako metafory jak i pod względem zgodności z nauką. To są takie neuromity. Dlatego ja się staram raczej opisywać swoje doświadczenia oldschoolowo: nie żadne dopamine-fueled instant gratification, tylko po prostu mi się czegoś nie chce (i czasem bardzo słusznie, że mi się nie chce). A psychologia niech sobie to moje niechcenie wyjaśnia jak jej lepiej, za to jej w końcu płacą.
„Heh, moje motto życiowe to „the cake is a lie”, pozdro dla kumatych.”
Ja też lubię: „przyszłość jest niepewna, zacznij od deseru”. Ale ja jestem na jednym z tych spektrumów (*), co to się nie lubią z odroczoną nagrodą.
(*) „spectrum” to po łacinie też „zjawa”, stąd ang. „spectre”, są zatem też i duchy w tej naszej mitologii
Bogato ilustrowane wydania Euklidesa, Euler zatrudniony trochę jako nadworny sztukmistrz, to były elitarne zabawy klas wyższych. Stąd trochę alergiczne reakcje na geometrie nieeuklidesowe. Matematyka wzięła rozbrat z fizyką unikając narracyjnych motywacji, pozostawiając je w sferze prywatnej mentalizacji każdego matematyka. Ale to nadal jest zabawa, tylko bez religianckiego narzucania wizualizacji. Thomson zapytany jak wyobraża sobie grupę odpowiedział: jako tłuste drukowane G, ale on bada grupy wyjątkowo patologiczne.
Teoria grup stoi diagramami i są podręczniki wizualnej czy diagramatycznej teorii grup. Topologia algebraiczna opiera się na diagramach komutatywnych. Diagramy tensorowe zastępują równania w fizyce. Diagramy Feynmana wychodzą poza ułatwienie i to poważny algebraiczny i obliczeniowy temat badawczy.
Grothendieck dużo mówił o capacity to be alone, ale to po prostu pop-psychologia lat 60 z prasy popularnej mu przeniknęła do wyobraźni mentalizacji. Tak jak dzisiaj AI wchodzi w miejsce religii. A uprawia się ją głównie narzędziami psychologii, socjologii, ostatnio namaszonej w encyklice papieża-Olaha teologii AI.
Na politechnikach zawsze było zaliczanie projektowe – zabawowymi wprawkami. Dużo małych przedmiotów na zaliczenie a mniej dużych egzaminów.
Programowania można się nauczyć w zasadzie tylko zabawą – dużo się bawiąc w programowanie. Poważne projekty prowadzą tylko do frustracji i nienauczenia się wielu wariantowych metod szukając najlepzej. A metodologie i paradygmaty istnieją tylko wtórnie.
@wo
Co jeszcze ważniejsze, system szkolny bazuje na przekonaniu, że z wiekiem powinniśmy umieć to powstrzymać. Czyli edukacja przedszkolna musi być cały czas wymieszana z zabawą, ale od studentów wymagamy powagi i skupienia przez dziesięć godzin czasem (tak bywa na chemii). Arytmetyki i alfabetu uczymy się na kolorowych klockach i patyczkach, ale rachunku różniczkowego i teorii grup z nudnych podręczników. A przecież TEORETYCZNIE umiem sobie wyobrazić naukę topologii przy pomocy plasteliny. Albo kasztanowych ludzików (hm, a może to wreszcie byłaby branża dla mnie, przedszkole dla dorosłych chcących zrozumieć co to jest operator rożniczkowy).
Teraz jest sporo na youtubie takich filmików, które trudne matematyczne/fizyczne problemy tłumaczą na naprawdę bardzo elementarnym poziomie. Niektóre są wspaniałe. Na pewno pan to już zna, ale gdyby nie, to 3Blue1Brown jest naprawdę wspaniały moim zdaniem. Tego jest dużo więcej, ale nie chcę Google’owi reklamy robić, sam pan znajdzie. Ja jestem w miarę dobrze wykształcony w tych całych fizyczno-matematycznych głupotach, ale oglądając 3Blue1Brown o transformacji Laplace’a, naprawdę nabrałem kompletnie nowej intuicji.
Co do podkowy w polityce, to jak lewica zabroniła sprzedawać alkoholu w Warszawie, to skojarzyło mi się z suchymi hrabstwami w Stanach. Ja jako libko-wolnościowiec oczywiście jestem przeciwny temu zakazowi, ludzie, którzy może pracują do późna, też powinni móc kupić sobie piwo.
@ld
„jak lewica zabroniła sprzedawać alkoholu w Warszawie”
Przepraszam za dosadny język – jak można tak bezczelnie kłamać? Przecież to czytają także emigranci. Oni na tej podstawie mogą sobie naprawdę wyobrazić, że bootlegerzy przemycają alkohol z Łodzi. Ograniczenie nocnej sprzedaży to mądra rzecz, ja bym to jeszcze rozwinął (podobnie jak strefę czystego transportu).
^^ takie filmiki są fajne pod warunkiem że mówią prawdę. Niestety widziałem też takie które missują pointa o kilometry i po prostu wpuszczają w maliny. Jak wszystko na tubie, trzeba bardzo patrzyć kto to publikuje.
Piwo: nie byłoby potrzeby zakazywania gdyby 1) władza nie zlikwidowała straży miejskiej nie dając jej przez bardzo wiele lat pieniędzy na nic 2) gdyby policja nie miała całkowicie w dupie wezwań do zakłócania porządku i 3) nie dawano by pozwoleń na handel alkoholem absolutnie każdemu kto za nią zapłaci. W istniejącej sytuacji zakaz był jedynym sposobem by w niektórych okolicach czasem dało się spać.
Zakaz sprzedaży alkoholu po pewnej godzinie to naprawdę dobry sposób na ograniczenie jego konsumpcji.
emigranci:
w Warszawie zakazano sprzedazy alkocholu w sklepach od 22:00 prosze sie nie sugerowac glupotami w internecie.
@wo, @embercadero
przesadzilem, przepraszam. Ale ten instynkt, ze skoro problem jest trudny to poprowstu zlikwidujmy go ograniczajac ludzka wolnosc jest dla mnie powodem dla ktorego nigdy na takie partie nie zaglosuje. I to, ze wszyscy mieszkancy sa zachwyceni zupelnie mnie nie przekonuje.
@ld
” I to, ze wszyscy mieszkancy sa zachwyceni zupelnie mnie nie przekonuje.”
Czyli że woli pan niezadowolonenie mieszkańców w imię hołdowania jakiemuś głupiemu ideolo? Spędziłem kawał życia w ustroju działającym na tej zasadzie.
@procyon
ja jestem na jednym z tych spektrumów (*), co to się nie lubią z odroczoną nagrodą
Mam wrażenie że coraz częściej się pojawia w mainstreamowym dyskursie tekst że „dzisiejsze czasy” robią ze wszystkich spectrumowców (np. w poprzedniej Polityce pada taka sugestia w wywiadzie z dr Jóźwiakiem o ADHD). O ile mnie to gdzies tam kłuje że nasze konkretne trudności rozciąca się na ogół spoleczeństwa, o tyle cały late kapitalis system nie lubi odroczonej nagrody, korpo żyją od dywidendy do dywidendy, politycy od wyborów do wyborów, a ludożerka od jednej inby do drugiej, prowadzona za oczy przez soszjalo-portalozo-infotainment. Wystarczy rozejrzeć się dookoła żeby zobaczyć deweloperskie koszmarki stawiane bez ładu i składu bo myśl urbanistyczna i planowanie przestrzenne przegrały z zyskiem tu i teraz. Nawet te „stateczne nierewolucyjne partie” strzelają co chwilę pomysłami typu „zlikwidujmy prace domowe” zamiast pomyśleć o jakiejś wieloetapowej reformie systemu edukacji. Potem ofc takie prawo pisane na kolanie lubi wybuchnąć w twarz jakąś aferą, ale tu i teraz są za takie ruch punkty, czyli: Profit! Więc populizm jest niestety wszędzie. Pod poprzednią notką była dyskusja o zakupach dla armii i tam też widać że nie ma żadnej długoterminowej strategii tylko gest pod publiczkę żeby pyknąć parę fotek z czołgami i wysłać sygnał Polan Stronk!
Notkę wcześniej było tez o hasbarze, która jest po prostu propagandą jak każda inna. Pewnie się narażam neurobiologom wśród nas, ale imho. każda propaganda to tylko 2 rzeczy – wykorzystanie tego, że mózg utrwala informacje które są powtarzalne i tego, że zawsze nam sie odpala jako pierwszy ten kahnemannowski system 1, czyli emocjonalny kneejerk, podręczne stereotypy i aproksymacje pi razy drzwi, więc trzeba do tej podręcznej walizeczki wcisnąć po prostu swoje stereotypy jak np. islamista=terrorysta. Proste jak konstrukcja cepa, ale działa, a jedyną propagandą jaka obecnie istnieje jest ta prawicowa, bo tylko oni mają zasięgi i szmal na wciskanie wszystkim do głowy tego wiecznego fomo. Kup teraz! Raty 0%, odroczona spłata.
Jako realista nie widzę szansy żeby wysiąść z tego rollercoastera, to po prostu musi kiedyś w końcu jebnąć. Razem chyba kombinuje żeby zdobyć trochę prawackiego credibility żeby dostać od nich platformę i stopniowo głosić bardziej rigczowe treści, ale to się raczej skończy tym klasycznym bonmotem o cnocie i rubelku.
@wo
(podobnie jak strefę czystego transportu)
To wydaje mi sie czyms kompletnie innym. Ja jestem wielkim zwolennikiem strefy czystego trasportu. Roznica jest oczywista nie da sie przyjechac smierdziuchem do miasta i nie smrodzic da sie natomiast kupic piwo wieczorem pojsc do domu i wypic je ogladajac „Buntownika bez powodu” na VOD.
@Cpt.Havermeyer
„Nawet te „stateczne nierewolucyjne partie” strzelają co chwilę pomysłami typu „zlikwidujmy prace domowe””
A to nie jest po prostu po to, żeby przypodobać się rodzicom?
@ld
” kupic piwo wieczorem pojsc do domu i wypic je ogladajac „Buntownika bez powodu” na VOD.”
Nie jestem (niestety) abstynentem, więc rozumiem taką potrzebę, ale to jest sztuczny problem. Można sobie przecież raz na cztery dni kupić czteropak. Cały problem związany jest wyłącznie z ludźmi, którzy chcą pić pod sklepem na ławce (i ewentualnie ze źle zaplanowanymi domówkami).
„I to, ze wszyscy mieszkancy sa zachwyceni zupelnie mnie nie przekonuje.”
No ja p******, to jest na serio? A co by pana przekonało? Gorejący krzak z plakietką wolność mówiący, że jest ok?
A co z wolnością ludzi od pijanych ziomków awanturujących się o północy pod ich oknami?
„da sie natomiast kupic piwo wieczorem pojsc do domu i wypic je ogladajac „Buntownika bez powodu” na VOD.”
Da się też je kupić rano planując wieczorne oglądanie filmu. A jeśli ktoś nie jest w stanie tego zaplanować, a piwo kupić musi bo inaczej nie zaśnie to niech może, bo ja wiem, rozważy terapię?
@Cpt. Havermeyer
„odpala jako pierwszy ten kahnemannowski system 1”
Bardzo problematyczny naukowo!
„a jedyną propagandą jaka obecnie istnieje jest ta prawicowa, bo tylko oni mają zasięgi i szmal na wciskanie wszystkim do głowy tego wiecznego fomo”
No ja jestem bardziej pesymistyczny. IMO to, że prawicowy populizm bardziej „wchodzi” to nie jest tylko kwestia kasy i zasięgu, tzn. to też jest ważny czynnik, ale też same te treści inherentnie bardziej chwytają. Są mniej kontrintuicyjne, bardziej zbieżne ze stereotypowym, potocznym widzeniem świata, poza tym w ogóle mniej naukowo napuszone a bardziej chłopskorozumowe. I własnie Razem nawet jak próbuje robić populizm w tym stylu to brzmi jak cosplay, coś jak mój GM z doktoratem próbujący odgrywać średniowiecznego chłopa. Widać kompletną sztuczność tego, dlatego zgoda co do rubelka i cnoty.
@ld
Ale ten instynkt, ze skoro problem jest trudny to poprowstu zlikwidujmy go ograniczajac ludzka wolnosc jest dla mnie powodem dla ktorego nigdy na takie partie nie zaglosuje.
Ależ wodzu, co wódz? Regulacje są podstawą funkcjonowania społeczeństwa i zawsze jest jakiś cost/benefit. O ile nie pracujesz 24h na dobę to możesz sobie np. kupić to piwko wcześniej i niech sobie czeka w twojej lodówce, nikt cię za to nie będzie pałował że je sobie otworzysz po 22:00. W Krakowie zakaz istnieje od pewnego czasu i efekty są wymierne. Jest spokojniej i bezpieczniej. Do tego każde ograniczenie dostępności substancji psychoaktywnej może pomóc ludziom z uzależnieniem.
Kiedy wprowadzano zakaz smrodzenia fajurami w knajpach też był płacz że zaraz restauratorzy zbankrutują a Żakowski płakał jak bóbr że mu jego wolność do trucia wszystkich na około zabierają. Ofc nic się nie stało, kto musi to się idzie truć w odosobnione miejsce a restauratorzy przeliczają kasę od ludzi którzy unikali wcześniej ich lokali bo ktoś im smrodził fają nad kotletem.
Wolnoć Tomku w swoim domku, ale poza nim istnieją też inni ludzie z których potrzebami trzeba się liczyć, więc warto się przyjrzec gdzie kończy się wolność a zaczyna egoizm.
Jako że znam aż za dobrze z przeszłości to uczucie że jest 23 i jak nie walnę piwa to się chyba potnę, nie wspominając już o spaniu, każdemu kto ma analogiczne problemy bardzo polecam przemyślenie tego tematu. Szkoda życia na picie, naprawdę.
@carstein
No ja p******, to jest na serio? A co by pana przekonało? Gorejący krzak z plakietką wolność mówiący, że jest ok?
Nic by mnie chyba nie przekonalo bo nie wierze w ograniczanie wolnosci bo panstwo nie chce sie wykonywac podstawowych swoich funkcji.
Przyczym naprawde mnie to nie dotyczy ja nie kupilem alkocholu w Polsce od 2005 roku podejrzewam. To co mnie tak irytuje w tym samozachwycie warszawskiej klasy wyzszo sredniej jest to, ze was to tez nie dotyczy.
Ograniczyliscie wolnosc prolom bo to tylko ich dotyczy i macie spokoj, przyjda tez po was.
@ctp.Havarmeyer
Duzo pan napisal ale tak jak mowilem samozachwyt krakowskich/warszawskich elit ktorym jest ciszej nie przekonuje. (cost/benefit nonsense) na tym blogu podobno sie utylitarianizm krytykuje. Papierosy sa oczywiscie argumentem chybionym bo po pierwsze wtedy ludzie jeszcze wierzyli ze bierne palenie jest szkodliwe a po drugie papierosy smierdza, i nie da sie zapalic papierosa w restauracj tak zeby nie smierdzial, a palenie mnie akurat dotyczy bo palilem cale zycie. Niech pan znajdzie gdzies w czyms co ja napisalem cos a restauratorach. Wiec jezeli chce pan mowic o egoizmie to prosze spojrzec na siebie.
@Lukasz Dobrek
„Ja jako libko-wolnościowiec oczywiście jestem przeciwny temu zakazowi, ludzie, którzy może pracują do późna, też powinni móc kupić sobie piwo.”
Jako programista pracujący z różnymi strefami czasowymi czasem kończę pracę późno i jako niealkoholik, pijący okazjonalnie, nie miałem nigdy problemu z nocną prohibicją sklepową w niektórych częściach niektórych miast. Po prostu piwo albo mam w domu, czekające w lodóweczce przyjemnie chłodne, albo idę na nie do knajpy. Nocna prohibicja ucina mi tylko scenariusz wejścia bardzo późnym wieczorem do przysłowiowej Żabki po puszkę celem obalenia na ławeczce w najbliższym parku albo na przystanku. I bardzo k… dobrze, jak to mawiał Fanatyk.
@ld
„Nic by mnie chyba nie przekonalo bo nie wierze w ograniczanie wolnosci bo panstwo nie chce sie wykonywac podstawowych swoich funkcji.”
Uprzedzam, że niedługo zacznę pana wycinać, więc proszę najpierw wysłuchać mojej odpowiedzi jako czegoś w rodzaju kanonicznego wywodu obowiązującego na Tym Blogu (TM). Otóż nawet największy libertarianin akceptuje JAKIEŚ ograniczenia wolności w kwestii używek. Pan też. Zapewne akceptuje pan ograniczenia typu: alkohol tak, ale heroina już nie. Alkohol tak, ale nie w każdym sklepie. Np. nie w na terenie szkoły, bo akceptuje pan też zapewne, że jednak dzieciom nie.
Nie jest w tej chwili istotne, jakie konkretnie punkty z tej listy pan akceptuje. Ważne, że i tak akceptuje pan JAKIEŚ formy ograniczenia. Jeśli ktoś twierdzi, że jest przeciwnikiem WSZELKICH ograniczeń wolności, to jest za głupi by widzieć logiczne sprzeczności we własnej podstawie. Są tacy ludzie, ale w takim razie sa też za głupi na tego bloga. Radzę panu przemyśleć, czy warto dalej brnąć w „nie wierze w ograniczanie wolnosci”.
„Przyczym naprawde mnie to nie dotyczy ja nie kupilem alkocholu”
Za pierwszym razem przymknąłem oczy, ale pan po raz drugi (!) napisał alkohol przez ce ha.
„Duzo pan napisal ale tak jak mowilem samozachwyt krakowskich/warszawskich elit ktorym jest ciszej nie przekonuje.”
Bo proletariat, jak powszechnie wiadomo, nigdy nie śpi. A już osobliwie nigdy nie wstaje rano do pracy. Może jednak niech się pan jednak obrazi i sobie sam pójdzie?
@cowboy
„Po prostu piwo albo mam w domu,”
No właśnie jak ktoś już nie jest w stanie utrzymać zapasu w barku/lodówce, bo co kupi to musi natychmiast wytrąbić, to ja bym już serio zalecał leczenie zamknięte.
@procyon
No ja jestem bardziej pesymistyczny. IMO to, że prawicowy populizm bardziej „wchodzi” to nie jest tylko kwestia kasy i zasięgu, tzn. to też jest ważny czynnik, ale też same te treści inherentnie bardziej chwytają.
Ja myślę że to jest trochę kołowy proces, którt zaczyna się od tego że „jest jak jest i po co zmieniać”, a potem cały prawacki mempleks to replikuje w nieskończoność (nie bez powodu ta ideologia nazywa się konsweratyzm). Intuicyjność i chłopski rozum bierze się imho tylko z tego że ludzie w większości organicznie nie tolerują wszelkich zmian, więc lubią tylko te odpowiedzi które już znają. Mogą funkcjonować w coraz bardziej patologicznym systemie, mogą być sfrustrowani, zmęczeni, zdołowani, ale łatwiej im wciągnąć że to wina imigrantów, których wcześniej tylu nie było, niż uwierzyć że niewidzialna ręka rynku klepie ich po tyłkach bo tak jest skonstruowana.
Kwestia napuszonego naukowego języka natomiast to coś co można przeskoczyć właśnie odwołaniem się do jakiejś prostej metafory, albo można tez olać zupełnie i jak bohater Idiokracji powiedzieć że rośliny lepiej podlewać wodą, bo mu to powiedziały jak je zapytał. Tylko że nawet jak mówisz prawdę masz przeciw sobie te góry szmalu które korposy zarabiają na tym że „jest jak jest”. Zmiany klimatyczne np. wszyscy widzą, ale ktoś dużo zapłacił za to żeby ludzie myśleli „jakie globalne ocieplenie, skoro tu zimno”, albo skrupulatnie przeliczały swój ślad węglowy z rosnącym poczuciem winy.
zanim kolega zniknie bez śladu, pozwolę sobie a’propos
@”po pierwsze wtedy ludzie jeszcze wierzyli ze bierne palenie jest szkodliwe”
a już nie wierzą?
@wo
Przepraszam, ja napisałem: „Nic by mnie chyba nie przekonało, bo nie wierzę w ograniczanie wolności, bo państwo nie chce się wykonywać podstawowych swoich funkcji.”
Myślałem, że jest to dosyć oczywiste. Nie akceptuję ograniczenia wolności, jeżeli głównym argumentem za tym ograniczeniem jest to, że państwu nie chce się wykonywać swoich podstawowych funkcji.
Nigdy nie twierdziłem, że nie można jej ograniczać z innych przyczyn, nie wiem, gdzie pan to wyczytał.
@wo
Bo proletariat, jak powszechnie wiadomo, nigdy nie śpi.
Bardzo śmieszne, ale chyba jednak prawdopodobieństwo warunkowe bycia „prolem”, jeśli się pracuje na drugą zmianę, jest wyższe niż jeśli nie.
@wo spelling
Przepraszam, straszna dysleksja, ale w dzisiejszych czasach to słaba wymówka, bo są na to sposoby.
@wo obrazanie sie
Wolałbym się nie obrażać, bo moim zdaniem to ja mam rację i mam nadzieję was wszystkich przekonać, tworząc dzięki temu nową wolnościową lewicę, na którą będę mógł zagłosować.
re: alkohol przez ce ha
Jest w tym pewna logika, bo przecież C2H5-OH.
Bez ce nie miałoby się na czym trzymać ha.
@procyon
„No ja jestem bardziej pesymistyczny. IMO to, że prawicowy populizm bardziej „wchodzi” to nie jest tylko kwestia kasy i zasięgu, tzn. to też jest ważny czynnik, ale też same te treści inherentnie bardziej chwytają.”
Zgadzam się. Już jakiś czas temu na tym bloga była o tym dyskusja, wyraziłem przekonanie, że prawicowe poglądy bardziej się nadają do mediów społecznościowych i spotkałem się z odpowiedzią, że to tylko kwestia odgórnej decyzji, które poglądy są promowane. Wciąż nie jestem przekonany – prawica uwielbia wskazywać wroga, a dla lewicy to nie wystarczy. Lewicowi influencerzy też mogą jechać przekazem, że to wszystko wina miliarderów, ale to za mało. Trzeba jeszcze zaproponować systemowe rozwiązanie problemu, a nie samo pozbycie się bogaczy. U prawicy to jakoś inaczej działa.
Tak samo przy obecnej nagonce na Ukraińców, wystarczy, że prawicowcy wrzucają informacje o przestępstwach dokonanych przez przedstawicieli tego narodu i już im żre. Lewicowcy potrzebują wytłumaczyć, czemu atak na tle narodowościowym to większy problem niż gdy ukraińscy menele śmiertelnie pobiją w czasie popijawy polskich meneli.
@ld
” Nie akceptuję ograniczenia wolności, jeżeli głównym argumentem za tym ograniczeniem jest to, że państwu nie chce się wykonywać swoich podstawowych funkcji.”
To nigdy przecież nie jest „nie chce się”, to kwestia pragmatyzmu. Teoretycznie heroinę też przecież można by sprzedawać bez ograniczeń, gdyby państwu „chciało się” opiekować każdym heroninistą.
„Wolałbym się nie obrażać, bo moim zdaniem to ja mam rację i mam nadzieję was wszystkich przekonać”
To niemożliwe. Każdy rozsądny człowiek akceptuje argumentację pragmatyczną, że łatwiej piwoszowi dbać o zapas w lodówce, niż oczekiwać że państwo postawi policjanta pod każdym sklepem. To drugie wyszłoby po prostu dużo drożej. W odróżnieniu od libertarian, my lewacy szanujemy pieniądze publiczne i nie chcemy ich wydawać na czyjeś ideologiczne fantazje.
A teraz serdecznie już pana proszę o zaprzestanie.
@RW i Krzysztof Sobiecki
To, że zmiany się utrzymują nie mówi nic o tym, skąd te różnice były. A te różnice były głównie pochodną zaufania do tego, że ta opóźniona nagroda w ogóle przyjdzie. Po prostu, dzieci, które nauczyły się, że jak im się obieca nagrodę, to nagrodę dostaną, były bardziej skłonne czekać. Te, które nauczyły się, że jak im się ją obieca i naiwnie uwierzą, to nic nie dostaną, racjonalnie decydowały się na tą nagrodę, którą miały pewną. No i jak te dzieci wróciły do swoich starych środowisk, w których te mechanizmy działały, to absolutnie nie zaskakuje, że prowadziło to do trwałych różnic w zachowaniu czy do trwałych różnic w aktywności mózgu.
Podobny przykład opisuje Desmond w swoim wybitnym „Evicted”, kobietę, która z foodstamspów kupuje sobie luksusowy (jak na jej warunki) obiad z homarem, a przez resztę miesiąca bieduje i wchodzi w długi, zamiast „racjonalnie” oszczędzać. Tylko to oszczędzanie nie jest wcale obiektywnie racjonalne, bo kobieta już się nauczyła, że długoterminowo oszczędzanie będzie ukarane, będzie jakiś kryzys i wszystko i tak się posypie, a tak ma ten jeden fajny obiad i nikt jej tego nie zabierze.
W kontekście wspomnianego przez gospodarza trywializowania uzależnień, mamy ciekawe badania pokazujące, że w wypadku wielu osób uzależnionych to właśnie wzięcie kolejnej działki jest właśnie tą racjonalną opcją, w świetle nieciekawych alternatyw, jakie przed nimi stoją i że ludzie decydują tutaj bardzo racjonalnie. (Np. Pacjenci na oddziale zamkniętym, dostający rano małą lub dużą działkę opioidów, a po południu mający opcje dostać taką samą lub nagrodę pieniężną, wypłacaną po miesiącu i zakończeniu eksperymentu. W modelu uzależnieniowym oczekiwalibyśmy, że po małej działce będą na głodzie, więc wybiorą drugą mała działkę zamiast pieniędzy, a po dużej będą bardziej skłonni wybrać pieniądze, bo nie są tak na głodzie. A zachowywali się odwrotnie, co jest zgodne z racjonalnym modelem – na ile przyjemność z działki teraz ma się do przyjemności z pieniędzy później. Oczywiście nie znaczy to, że podejmujemy tylko racjonalne decyzje, chodzi o to, że racjonalność z wewnątrz systemu wygląda często inaczej niż spoza niego.)
Swoją drogą takie rozumienie opóźnionej gratyfikacji czyni dyskusje o populizmie dużo ciekawszą. Bo daje nam pytanie jak duża część głosujących na populistów ma podejście pt. „i tak będziemy wszyscy w dupie i tak, ale przynajmniej będę miał teraz pewną satysfakcję, że elity dupa zapiecze”. I w tym rozumieniu jeśli Razem chciałoby iść po takich wyborców, to zamiast iść w kierunku Mentzena, powinno iść w kierunku hardkorowych deklaracji wręcz komunistycznych typu „zabierzemy całą kasę każdemu mającemu powyżej miliona na koncie”, bo to wzbudziłoby bardzo głośne opory elit, a to zainteresowałoby tych wyborców. Oczywiście pytanie na ile faktycznie tak rozumiana kwestia opóźnionej gratyfikacji faktycznie jest głównym motywatorem tych grup.
Przykładowa literatura
link to frontiersin.org
link to sciencedirect.com
@WO
Trochę nie rozumiem czemu moje odpowiedzi do innych osób, np. z pytaniem o to co Pak4 ma na myśli pisząc do mnie też wylatują (bo rozumiem, że uznał Pan, że odpowiedź do Pana wyleci, cóż, tym smutniejsze, ale przewidywalne gdy się Pan tak zacietrzewi, a tu niestety nie będzie obiektywnych czynników pokazujących moją trafność więc z zacietrzewienia raczej wyjścia nie będzie – ale tym razem tą część celowo usunąłem, zostawiając tylko odpowiedzi dla innych).
@rw
Natomiast na dole, z tego co czytałem w komciach, jest ciągły przerób wypalonych aktywistów(ek). To trochę trąci kultem. Organizacja partyjna powinna umieć zatrzymać ideowych ludzi nawet przy niskim poparciu. Razem bez swoich posłów byłoby… sympatyczniejsze?
Z moich anegdotycznych obserwacji wychodzi, że jest tak w każdej lewicowej organizacji, nie ważne czy to Razem, Ciocia Basia, Dziewuchy Dziewuchom, czy polskie czy niemieckie, koedukacyjne czy dziewczyńskie… Po prostu z definicji robota która nie daje żadnych fruktów* i nawet zamiast satysfakcji częściej przynosi frustrację, musi w końcu wypalić każdego. A ludzie wypaleni stają się konfliktowi i albo odchodzą albo organizację rozwalają. To jest i będzie problem Razem — idealiści się szybko zużywają.
__
* I nie, posłowanie tych kilku osób to nie są żadne frukta. W przypadku partii politycznej frukta to są spółki skarbu państwa albo chociaż etat europosła.
@ld
„Ograniczyliscie wolnosc prolom bo to tylko ich dotyczy i macie spokoj, przyjda tez po was.”
Czy ci prole są teraz z nami w tym pokoju? Ja np. mam sąsiada pracującego na budowach we wszystkich możliwych charakterach, głównie jako instalator i on po 12-14h spinania jakichś rurek do podłogówek co wieczór wali małpkę do snu, po czym następnego dnia wstaje i jedzie do roboty. Słyszałem jak narzekał na zakaz palenia węglem, na sct, na masę innych rzeczy ale nigdy na prohibicję. Po prostu kupuje sobie te małpki razem z bułkami na śniadanie.
„Niech pan znajdzie gdzies w czyms co ja napisalem cos a restauratorach. Wiec jezeli chce pan mowic o egoizmie to prosze spojrzec na siebie.”
Niech pan przeczyta jeszcze raz to co napisałem, ale tym razem ze zrozumieniem. Zawsze jest jakaś narracja o tym że komuś takie ograniczenie przyniesie zgubę, zabierze wolność i możliwość na chleb zarabiania, po czym nic się nie dzieje.
Przy petach było o restauratorach, pan piszesz o nadchodzacej rewolucji niedopitych proletariuszy. Ani jedno, ani drugie się nie wydarzy, z proletariuszami jest natomiast ten problem, że spożywanie etanolu to bardzo egalitarna rozrywka.
Natomiast pisanie: zabieranie MI wolności kupienia sobie w nocy piwka żebym sobie obejrzał do filmu to jest właśnie egoizm. Poza panem jest jeszcze cała masa ludzi, jak alkoholicy w ciągu, niedopita młodzież której już wystarczy, ofiary pijackich burd i napadów rozbójniczych, służby wzywane do tych zajść, ludzie którzy nie chcą wrzasków pod oknami kiedy mają wstać do roboty z samego rana, oraz te wszystkie biedne ekspedientki i ekspedienci narażeni na rózne pato sytuacje i oni wszyscy dobrze wyjdą na tym że będzie tego chociaż trochę mniej.
Warto też rozważyć że kiedyś nie było sklepów z alkoholem dostępnym 24h, sam te czasy pamiętam, więc możliwość najebania się o każdej porze dnia i nocy nie jest jednym z podstawowych praw człowieka, a efektem pewnych regulacji prawnych które sprawdzają się średnio i warto je zmienić.
@rw
A to nie jest po prostu po to, żeby przypodobać się rodzicom?
Którzy oprócz rodziców są elektoratem. Dostali od rządu minus jeden problem na głowie, więc może się odwdzięczą przy urnie.
@prace domowe
Niezadawanie prac do domu jest zgodne ze stanem wiedzy pedagogicznej. Rodzice, przynajmniej w moim doświadczeniu, są oburzeni że jak to tak można dziecku po szkole dać spokój. Nauczyciele stopniowo coraz bardziej omijają zakaz, rodzice przyklaskują.
@Paweł Ziarko
„Trzeba jeszcze zaproponować systemowe rozwiązanie problemu, a nie samo pozbycie się bogaczy. U prawicy to jakoś inaczej działa.”
Działa tak samo, ich systemowe rozwiązanie problemu to pozbycie się imigrantów i pełne zatrudnienie samymi lokalsami.
@rw
„Działa tak samo, ich systemowe rozwiązanie problemu to pozbycie się imigrantów i pełne zatrudnienie samymi lokalsami.”
Właśnie mają sukcesa w tej sprawie w ameryce. Uchwalili „housing bill” co by było łatwiej budować domy i maga youth miała gdzie mieszkać. No tyle że w budowlance pracują wyłącznie imigranci i na chwilę obecną jest circa about pół miliona wakatów bo większość z nich się ukrywa przed ICE albo profilaktycznie wyjechała do Meksyku. A krew z krwi białego narodu jakoś na budowie pracować nie chce. No i co oni zrobią biedne misie, chcieli tak dobrze.
@”Po prostu z definicji robota która nie daje żadnych fruktów* i nawet zamiast satysfakcji częściej przynosi frustrację, musi w końcu wypalić każdego.”
Trochę tak, ale też w Razem, mimo 11 lat istnienia, nadal bardzo silne jest przekonanie góry, że to organizacja matek i ojców założycieli, że to ich partia. No i niestety, ale to później odbija się na partii, podobnie jak fakt, że przepływ informacyjny pomiędzy górą a dołem jest znikomy, a tłumaczenia często pojawią się po wybuchu awantury (czy to wewnętrznej czy to zewnętrznej).
A jak dodać do tego brak fruktów (ale czy ktoś z nas głosowałby na Razem gdyby zaczęła głosić, że idzie po frukta?) oznacza też słabość organizacji, bo wielu rzeczy po prostu nie da się ogarnąć wolontariatem i po godzinach pracy. A to oznacza, że sporo rzeczy po prostu nie może zostać dowiezionych lub jest robiona po łebkach.
No i nie ukrywajmy, że jednak różne prawice mogą liczyć na pieniądze zarówno fruktowe, ale także i zewnętrzne, bo nie wierzę, że ruskie boty nie pchają różnych narracji.
Do tego – i nawet w tej dyskusji pojawił się taki głos – część osób w Razem ma nieznośne przekonanie o swojej wyższości moralnej, którym są w stanie wytłumaczyć wszystko, włącznie z zachowaniem, które uznalibyśmy w normalnym świecie za mobbingujące. Albo na obrażanie swoich sojuszników i wyborców, no bo wiadomo po co się przejmować głosami WO, ZPOP czy innych osób publicznych. Albo za przekonanie, że walczą o mityczny proletariat i żadne badania pokazujące, że to wyobrażenie specjalnie nie działa.
Jest też brak zrozumienia, że sympatycy i organizacje sojusznicze (NGO i okolice) nie są nic Razem winne, a zaufanie nie buduje się dlatego, że raz czy drugi się pomogło.
Przy czym jest tam bardzo dużo fantastycznych i eksperckich osób, powiedziałbym, że jest tam nawet nadreprezentacja osób eksperckich, bo nadal głównie takie wstępują do Razem. Po prostu się z nich nie korzysta, opierając na przeczuciu. Stąd niemożność wyjścia poza raz wybraną narrację i np. dostrzeżenia, że różne grupy wyborców oczekują nieco innych rzeczy i dowiadują się z różnych miejsc.
Nadal pozostaję wyborcą i sympatykiem Razem, ale z niepokojem obserwuję tłumaczenia typu „głosowaliśmy przeciw Sylwii Gregorczyk-Abram, bo jest ona stroną konfliktu PO-PIS i zaangażowana w tenże”. To słodko, że tak uważacie, ale jakby to zdanie razie mnie z dwóch powodów: zupełnie ignoruje to co się działo z prawem i sądami przez ostatnie lat, oraz zakłada, że jeżeli ktoś nie brał udziału w tym wszystkim to będzie bezpartyjny, gdy przecież już sama nominacja jest aktem politycznym. Brakuje mi też pomyślunku. Przecież nic by się nie wydarzyło gdyby nie głosowali w tym głosowaniu.
Przy czym rozumiem niechęć do PO-PIS, pisałem już kiedyś, że wiek gra tu pewną rolę (szczególnie jak wchodziło się na rynek pracy w okolicach 2008/2009), ale też da się to rozgrywać na różne sposoby i różne narracje. Niestety, ostatnio Razem robi to w sposób głupi.
Czy uzyska 5%-6%? Może. Zobaczymy.
@Albrecht
„Z moich anegdotycznych obserwacji wychodzi, że jest tak w każdej lewicowej organizacji, nie ważne czy to Razem, Ciocia Basia, Dziewuchy Dziewuchom, czy polskie czy niemieckie, koedukacyjne czy dziewczyńskie… Po prostu z definicji robota która nie daje żadnych fruktów* i nawet zamiast satysfakcji częściej przynosi frustrację, musi w końcu wypalić każdego. A ludzie wypaleni stają się konfliktowi i albo odchodzą albo organizację rozwalają. To jest i będzie problem Razem — idealiści się szybko zużywają.”
Tak to działa w każdej organizacji. Idealiści zwykle są niezdolni do zbudowania czegokolwiek, organizacje budują pragmatycy.
@embarcadero
„Właśnie mają sukcesa w tej sprawie w ameryce.”
Wiem, podobnie z Brexit. Ale gdyby lewica od „zlikwidować bogaczy” doszła kiedyś do władzy, to byłby podobny „sukces”.
„Tak to działa w każdej organizacji. Idealiści zwykle są niezdolni do zbudowania czegokolwiek, organizacje budują pragmatycy.”
A Zandberg to jeszcze idealista?
„ilu ludzi naprawdę z ciekawości próbowało sobie wstrzyknąć dopaminę.”
Sekretarz obrony USA uznał, ze problemy amerykańskiego wojska w Iranie wynikają z niedoboru testosteronu w żołnierzach, ma zamiar więc mierzyć poziom u każdego żołnierza i uzupełniać braki zastrzykami.
@janekr
A jednocześnie są przeciwko osobom trans. Wot logika.
@rw
W ramach ich modelu świata jest tam zachowana ciągłość logiczna. Bo to model hierarchiczny, a osoby trans idą w poprzek hierarchii. Natomiast podbicie u mężczyzn (a więc osób postrzeganych na jako będących na szczycie hierarchii) testosteronu postrzeganego (oczywiście jak wszystko w zjebany, stereotypowy i wypaczony sposób) jako esencja męskości (a więc najwyższego szczebla hierarchii) jest słuszne i prawilne w tym zjebanym modelu świata, bo jest dodatkowym umocnieniem hierarchii.
Nie bez powodu główne skupienie na osobach trans w prawicowej retoryce dotyczy transkobiet – bo to jest to, co najbardziej bruździ w hierarchii. Transmężczyźni są w tym modelu analogiczni do tych kobiet, co się w średniowieczu przebierały za mężczyzn by iść na uniwersytet – obrazoburczy, owszem, ale jednocześnie wspierający sens modelu „najlepiej jest być facetem, wszyscy chcą być facetami”. („Chcący” podkreślmy w ramach modelu zjebanego, wiadomo, że dla takich osób to nie jest kwestia „chcenia”.) Ale faceci „chcący” być kobietami są największym z wypaczeń i zagrożeniem dla systemu.
@ak
„Trochę nie rozumiem czemu moje odpowiedzi do innych osób”
Przecież pisałem – na przykład nie życzę sobie pańskich autorskich definicji pokoleń.
„bo rozumiem, że uznał Pan, że odpowiedź do Pana wyleci,”
Jak pan do kogoś przychodzi w gości, to personalne podsrywki pod adresem gospodarza nie są szczególnie dobrym pomysłem tak wewogle. Dziwne że nie nauczono tego pana w dzieciństwie. Nie lubi pan gospodarza – to zrozumiałe, to naturalne, ale w takim razie proszę chadzać pod inne adresy.
@Pawel Ziarko
„Lewicowi influencerzy też mogą jechać przekazem, że to wszystko wina miliarderów, ale to za mało. Trzeba jeszcze zaproponować systemowe rozwiązanie problemu, a nie samo pozbycie się bogaczy. U prawicy to jakoś inaczej działa.”
Całkiem zgrabnie sobie z tym radzi Gary Stevenson, przy czym on to też dobrze atakuje bo nie wychodzi od przekazu negatywnego (typu „zlikwidujmy bogaczy”) tylko od pozytywnego („assety powinny być dostępne dla klasy pracującej i średniej, opodatkujmy majątki żeby znów były”).
„odroczona gratyfikacja”
Na tym blogu nie musimy sięgać po eksperymenty, wszyscy mieliśmy zaciskać pas i budować kolejną RP dobrobytu. Ja od razu zamieniłem moje świadectwa udziałowe na szafki kuchenne, WO OIDP też przytomnie nie czekał aż akcje Agory zrobią z niego renteria. To nie były stabilne czasy, życie nauczyło nas, że papierki szybko mogą zmienić wartość, a przedmioty wolniej no i już je mamy.
@jeneker
Sekretarz obrony USA uznał, ze problemy amerykańskiego wojska w Iranie wynikają z niedoboru testosteronu w żołnierzach, ma zamiar więc mierzyć poziom u każdego żołnierza i uzupełniać braki zastrzykami.
Wydaje się, że logika tutaj jest taka, że część sił zbrojnych w USA sprzeciwia się popełnianiu zbrodni wojennych, ergo musi być low-T, bo „prawdziwy mężczyzna” by się nie sprzeciwiał; nie wiem, jak całą tę aferę inaczej odczytywać. Jest to absolutnie przerażające, trochę cieszy postawa jakichś tam jednostek w wojsku, ale ja bym nadziei na przetrwanie liberalizmu nie opierał na armii USA, bo na idealizm to sobie może kilku zamożnych pozwolić, i dużo już wyleciało.
@wszyscy inni, którzy się mylą w sprawie piwa wieczorem:
Gospodarz dał dość jasno do zrozumienia, że mam przestać, więc przestałem. Nie będę do tego wracać, chyba że bardzo sprowokowany.
@ld
„Wydaje się, że logika tutaj jest taka”
To nie jest logika, to głupota tego kretyna. Jeśli pan nie chce wylatywania dalszych komci, proszę oznaczać cytaty – na przykład cudzysłowem, jak ja teraz. Proszę nas nie zmuszać do zgadywania co pańskie, co kogoś innego.
@Albrecht
„W przypadku partii politycznej frukta to są spółki skarbu państwa”
W narracji Razem jest to obecnie „koryciarstwo”.
> To nie jest logika, to głupota tego kretyna
Logika owszem jest. Wystarczy spojrzeć na kobiety w gabinecie Trumpa. Oni nie są przeciw afirmacji płci, przeciwnie chcą żeby mężczyźni byli bardziej męscy, a kobiety bardziej kobiece – według formatu firmy Mattel. Sprzeciwiają się płynności wzorców przez uwielbibenie dla hierarchii, kink buta i smyczy.
Oczywiście uważają się za nie dających się wodzić, przede wszystkim przez kobiety i ich manipulatywny makijaż. Jak jakiś oblech jest silniejszy, to inna sprawa oczywiście – uruchamia się naturalna uległość.
@ Razem
Ten typ z Razem u Morawieckiego to mi wyskoczył nawet. W bookmarkach już był. Wychwala dochód podstawowy, najbardziej libkowy pomysł na politykę społeczną pod słońcem, z czego ma nawet doktorat.
Wyobraźmy sobie że Razem wchodzi z różnymi aktywistami do rządu – przecież na porządku dziennym byłaby jakaś afera w sprawie prawomyślności. A połowa Biejat by odeszła jeszcze bardziej spektakularnie w jakiejś awanturze o stołki zdobyte żeby nie tracić życia.
Może jednak wyluzować trochę? Demokracja reprezentatywna polega na tym że reprezentanci żawodowo zajmują się rozkiminianiem i nikogo nie obchodzi lista głosowań. Gdyby było inaczej to słychać byłoby niepokój zagrożeniami wyłaniającymi się z danych. KO już przygotowuje KOKO. Owszem, głosując z Konfederacją. A nawet KOKON gdyż wskrzeszony przez KO Nowy Petru chwali Nową Lewicę za bycie wzorowym koalicjantem. Zabójczy komplement przeszedł tak zupełnie na serio jako coś miłego.
@cowboytomash
„Całkiem zgrabnie sobie z tym radzi Gary Stevenson”
Szkoda tylko, że (podobnie jak Zack Polanski) to oszołom który sobie podpicowuje CV: link to efinancialcareers.com
Ja ludziom którzy chcą w politykę ale kłamią na temat swoich przeszłych osiągnięć nie ufam.
@rw
A pewnie, że idealnie nie jest, absurdy można by długo opisywać, a i prawacy atakują w podobny sposób. Tyle, że duża część obywateli jednak stara się stawiać temu odpór odpowiednio głosując, bo nie chcą stracić swoich praw.
Ja np. ciągle jestem w szoku, że tutaj mam sporo praw „z urzędu”, ot tak, za bycie obywatelem. Polska mnie przyzwyczaiła (lata 2000s i 2010s, nie wiem jak teraz), że prawo to ja mam co najwyżej do żebrania o pracę czy tam innej brutalnej walki o przetrwanie.
Lokalsi mnie czasem żałują, że tak mało wsparcia zapewnione, to musi być ciężko. Aż się chce odpowiedzieć „Panie, rodacy to by mnie zadziobali z moimi problemami. I jeszcze by dokopali jakbym się dobrze nie maskował. Tutaj to ja się jak królewna czuję!”
@wo
„Albo kasztanowych ludzików (hm, a może to wreszcie byłaby branża dla mnie, przedszkole dla dorosłych chcących zrozumieć co to jest operator rożniczkowy).”
Brzmi fajnie, ja bym chętnie zapłacił za miejsce z mojego indywidualnego budżetu na pomoc w niepełnosprawności (kwalifikowało by się, jakby było lokalne).
Tak to działa w każdej organizacji. Idealiści zwykle są niezdolni do zbudowania czegokolwiek, organizacje budują pragmatycy.
Razem założyli i zbudowali idealiści. I wbrew pozorom nie mówię tu o programie tylko o strukturach — przecież paraliż decyzyjny w sprawie Bestii z Kutna wynikał m.in. z idealistycznie demokratycznego statutu partii. Pragmatyzmu uczą się w boju na własnych błędach i jest jak jest.
@Razem założyli i zbudowali idealiści. I wbrew pozorom nie mówię tu o programie tylko o strukturach
Trochę tak, trochę nie. Ja mam nadzieję, że jakiś magistrant albo doktorant zajmie się wkrótce, póki świadkowie żyją, historią Razem i np. różnych zmian w statucie. W każdym razie słynne „kolektywne zarządzanie” było narzędziem sprawowania kontroli przez ZMS. Adrian mógłby przegrać wybory na lidera z ADB, ale zawsze miał pewność, że w kolektywnym zarządzie będzie miał, wraz z kolegami i koleżankami, przewagę. I opozycja – z jednej czy drugiej strony – zdawała sobie z tego sprawę.
Oczywiście pewne rozwiązania wynikały wyłącznie z idealizmu, np. limity kadencji we władzach.
@rw
„Działa tak samo, ich systemowe rozwiązanie problemu to pozbycie się imigrantów i pełne zatrudnienie samymi lokalsami.”
Może niejasno się wyraziłem, ale o to mi chodziło – prawicowcy wrzucają hasło „deportować wszystkich imigrantów i będziemy mieli raj”, ich elektoratowi to wystarczy. Lewicowcy oprócz „pogonimy miliarderów” muszą jeszcze zaproponować progresję podatkową i solidarność społeczną, co wiąże się z tłumaczeniem ludziom, czemu to jest w ich interesie.
Od dłuższego czasu przekaz obu Konfederacji w socialach jest prawie wyłącznie negatywny, zresztą niesławna „Piątka Mentzena” z 2019 była doskonałym przykładem. Obecnie wrzucają po prostu posty szczujące na imigrantów, czarnoskórych, Ukraińców, Unię, Mercosur, żydów, rząd czy po prostu na lewaków – i im od tego tylko rosną zasięgi i poparcie.
@rw
Mujborze, naprawdę ktoś musiał poskładać cały artykuł wokół dekonstrukcji „I was the best fucking trader at that time”? Chciałbym żeby wszyscy ludzie mówili tylko takie „kłamstwa”.
@Paweł Ziarko
„muszą jeszcze zaproponować progresję podatkową i solidarność społeczną, co wiąże się z tłumaczeniem ludziom, czemu to jest w ich interesie”
No i tu już jest pod górkę, bo taki ludź jak to słyszy to podskórnie czuje, że ktoś mu mydli oczy i próbuje wykorzystać (typu: teraz mówicie że to od 3 mieszkania, a potem każecie płacić od mojej pojedynczej klitki). Co jest jakoś tam uzasadnione, bo jak do tej pory politycy się raczej nie wywiązywali, zmieniali reguły gry w trakcie, co dali to odbierali, itd. Więc zaufanie do solidarystycznych programów jest zerowe (chyba że takich w stylu 800+, czyli dajcie mi pieniądze z góry).
@Paweł Ziarko
> „Może niejasno się wyraziłem, ale o to mi chodziło – prawicowcy wrzucają hasło „deportować wszystkich imigrantów i będziemy mieli raj””
Prawicowcy zwykle mówią więcej. I nie obiecują raju. Raczej zniesienie zagrożenia.
> „Lewicowcy oprócz „pogonimy miliarderów” muszą jeszcze zaproponować progresję podatkową i solidarność społeczną, co wiąże się z tłumaczeniem ludziom, czemu to jest w ich interesie.”
Tylko, choć taki Musk jest imigrantem z Afryki, to jednak jakoś nie widzę mediów kontrolowanych przez migrantów. A przez oligarchów — tak.
I sądze, że na tym etapie mamy już mocny hamulec na propagowanie postaw lewicowych.
Ale to raz.
Dwa, jak patrzę na obecny tutaj elektorat Razem i okolic, to jest to elektorat nerdowski. Nerdów w społeczeństwie jest z 5% (ja teraz rzucam z głowy, ale widziałem kiedyś takie zestawienie dla twórców kampanii reklamowych i taki typ właśnie się gdzieś koło 5% mieścił). Tu dwa zastrzeżenia — bo raz, to jest obecny elektorat lewicy w Polsce; ale i dwa — ten elektorat zadaje pytania, bo jest nerdowski — nie ma gwarancji, że to ogólna zasada.
Ja bym więc zapytał, czy da się ten program (który chyba wspólnie uważamy za dobry dla praktycznie wszystkich), przeformułować dla innych grup. I tu, trzeba raz – te grupy określić (i tu mam na myśli np. szukanie w opracowaniach specjalistów od kampanii marketingowych); dwa poszukać punktów wyjścia — i tu sądzę, że prędzej zadziałają usługi publiczne, bądź zwracanie uwagi na prawa obywateli*, niż wychodzenie od gonienia oligarchów. Ale mogę się mylić.
*) Bo poruszyły mnie te komentarze, że Polska zapewnia mało praw. I znam podejście żony, która po latach w UK, czy Niemczech, ma różne uwagi typu: stosunek Polaków do psów, albo stosunek Polaków do hałasu. I to raczej nie jest tak, że hałas, czy agresywne, puszczane luzem psy, są tylko czymś co przeszkadza nielicznym wrażliwcom — raczej jest tak, że wiekszość nie ma poczucia, że mogłaby oczekiwać, że prawo i służby coś z tym zrobią. To byłaby duża robota do zrobienia, ale chyba przykład nocnej sprzedaży alkoholu wskazuje, że zapotrzebowanie by się znalazło…
@cowboytomash
Grahama Platnera też ludzie rozgrzeszali z kręcenia na temat swojej przeszłości, bo fajnie na oligarchów najeżdżał na YouTube. A potem grubsze rzeczy wyszły.
@pak4
„Tylko, choć taki Musk jest imigrantem z Afryki, to jednak jakoś nie widzę mediów kontrolowanych przez migrantów.”
No właśnie Musk kontroluje.
@procyon
„Więc zaufanie do solidarystycznych programów jest zerowe (chyba że takich w stylu 800+, czyli dajcie mi pieniądze z góry).”
Nie znam się, ale z mojego małego anecdata (co mi lokalsi gadają) to „bezwarunkowe pieniądze w razie problemów z pracą” jak najbardziej działają, bo po prostu prawie każdy był (albo znają kogoś, kto był) „lazy welfare queen” przez jakiś czas i im to tyłki uratowało. I tylko się wkurzają, jak prawaki to popsuć próbują.
Całkiem fajnie działa na solidarność społeczną, bo każdy (rezydent/obywatel!) z tego może skorzystać (no, bogole nie mogą, ale oni to inne benefity mają…). Zarówno ktoś poważny, jak Gospodarz, szukający pracy marzeń, jak i narkoman, którego wywalili z odwyku, bo mu prawaki zamknęli. I każdy dostanie tyle samo (niezbyt wiele, ale skromnie przeżyją).
@cowboytomash
> Mujborze, naprawdę ktoś musiał poskładać cały artykuł wokół dekonstrukcji „I was the best fucking trader at that time”? Chciałbym żeby wszyscy ludzie mówili tylko takie „kłamstwa”.
Dla mnie najbardziej smieszne w tym jest, ze taki flex (bylem najlepszym traderem w citi, dlatego znam sie na ekonomii) jest na poziomie jestem lepszy niz Niki Lauda bylem mistrzem kierownicy w ZTM.
@stray
Jakoś trudno mi wyobrazić sobie człowieka który na pytanie „czy dać ci co miesiąc pieniądze, ot tak, po prostu, dlatego ze żyjesz” odpowiedziałby że „nie, dziękuję”. Pytanie o „popularność” takich „programów” jest cokolwiek bezprzedmiotowe.
@embercadero
Ale po co każdemu, skoro wystarczy tym, co sobie aktualnie nie radzą?
@stray
Programy z których każdy korzysta cieszą się większą popularnością niż te tylko dla biedoty.
@pak4
„Prawicowcy zwykle mówią więcej. I nie obiecują raju. Raczej zniesienie zagrożenia.”
Przychodzi mi na myśl choćby ten post, opisany przez Jakuba Majmurka:
„Post opublikowany na oficjalnym rządowym koncie, przedstawiający mocno wystylizowany, nostalgiczny krajobraz „kalifornijski” – plaża, fala, palmy, samochód kojarzący się z przełomem lat 50. i 60. – podpisany „Ameryka po 100 milionach deportacji. Pokój narodu, który nie jest już dłużej oblężony przez trzeci świat” ma w oczywisty sposób przede wszystkim sprowokować liberałów.”
@Paweł Ziarko:
Tyle, że nie wiemy jak to oddziałuje — wiemy tylko, że ktoś to wrzucił jako propagandowy spin.
@rw:
OK, źle się wyraziłem. Chciałem powiedzieć, że nikt nie kontroluje JAKO imigrant. Natomiast kontroluje JAKO oligarcha. I treści lewicowe potrafią mieć obcinane zasięgi. Jak rozumiem, że to nie jest prosty filtr na ograniczanie lewicowości, to fakt, że uznaniowo się ogranicza czasem ich widoczność bardzo utrudnia prowadzenie propagandy.
Co do tematu wpisu.
Mnie to zawsze zastanawiało, że z kręgów razemickich często słychać, na tym blogu też, że ich z PiSem łączy wymiar duchowy, pardon, wymiar społeczny. Że z PO to się lepiej lub gorzej dogadają jeśli chodzi o LGBT, czy imigrantów, ale to z PiSem znajdują wspólny język jeśli chodzi o interes zbiorowy, poświęcanie interesów jednostkowych dla wspólnego dobra, myślenie kolektywne itp. Rozumiem że nie chodzi o usługi publiczne finansowane z podatków,czy ten zakaz handlu wódą po nocach, bo problem z tym to mają najwyżej jakieś kanapy sierotek po Korwinie i Sierpińskim. Czyli chodzi o coś innego. Pytanie o co i czy czas się zacząć bać.
@rw
Nie wiem gdzie tak jest, może na prawicy? Normalni ludzie jednak pomagają właśnie „biedakom”, bo to ma sens, szczególnie, że każdy może się takowym stać, nawet jeśli tylko tymczasowo.
@stray
„Nie znam się, ale z mojego małego anecdata (co mi lokalsi gadają) to „bezwarunkowe pieniądze w razie problemów z pracą” jak najbardziej działają”
Chodzi mi o to, że jedyny rodzaj socjalnego hasła jaki chwyta w naszym smutnym kraju. Dofinansu służby zdrowia już tu nie sprzedasz, bo ludzie się boją, że ktoś te pieniądze weźmie i z nimi zniknie (dodam: nie bez podstaw). O jakimkolwiek publicznym budownictwie czy czymś to zapomnij. Tylko pieniądze z góry.
I też nie może to być całkiem bezwarunkowe. Ludzie by chcieli poczucia, że nie korzystają na tym grupy akurat nielubiane.
„prawie każdy był (albo znają kogoś, kto był) „lazy welfare queen” przez jakiś czas i im to tyłki uratowało”
W Polsce się nie da być lazy welfare queen, to jest postać mitologiczna (wszyscy w nią wierzą, nikt nie widział).
@rw
„Programy z których każdy korzysta cieszą się większą popularnością niż te tylko dla biedoty.”
No chyba, że ten każdy akurat jest np. Ukraińcem. Wtedy z ograniczenia robi się nagle naczelny postulat wyborczy, nawet jak te pieniądze to ostatecznie fistaszki w skali budżetu.
@stray
Kolega niestety albo udaje albo zupełnie nie zna kraju w którym żyje
„Ale po co każdemu, skoro wystarczy tym, co sobie aktualnie nie radzą?”
Bo danie nie wszystkim natychmiast spowoduje że ci co nie dostali będą taki program hejtować.
„Normalni ludzie jednak pomagają właśnie „biedakom”, bo to ma sens, szczególnie, że każdy może się takowym stać, nawet jeśli tylko tymczasowo.”
Nie, pomaga promil, reszta ma to głęboko w dupie albo nawet się cieszy że innym jest gorzej. Witamy w Polsce.
W Polsce jakąkolwiek redystrybucję można dać albo wszystkim (no, powiedzmy prawie wszystkim, w każdym razie większości jak 800+) albo prawie nikomu (typu zasiłki dla ludzi naprawdę ciężko chorych). Nic innego nie przejdzie.
Tak, w tym kraju nie istnieje poczucie wspólnoty, nie jesteśmy Szwecją.
@embarcadero
Mogę mówić tylko o Norwegii, ale tutaj wiele świadczeń społecznych jest dla wszystkich niezależnie od dochodu: zasiłek na dziecko, dotowane przedszkole, subsydiowana energia (Norgespris – kosztuje państwo majątek i jest de facto regresywna, bo im kto ma większy dom, tym więcej korzysta).
Ja z tego wyciągnąłem taki wniosek, że lewica która chce pomagać najuboższym 20% kosztem 80% ma mniejsze szanse przetrwania w demokracji niż lewica która chce pomagać 80% kosztem najbogatszych 20%.
Gdzieś czytałem jakieś wyliczenia, że często taniej kosztuje dać wszystkim niż weryfikować kto jest tym „potrzebującym”. Nie weryfikowałem, ale w pewnych przedziałach parametrów to może być prawda.
@embercadero
W Polsce od dawna nie mieszkam bo mnie na „Zachód” zaimportowano, więc faktycznie nie wiem jak jest. Ale przysiągłbym, że Gospodarz co chwila zachwala, jak to w Polsce dobrze, wszyscy piją sojowe latte i się miłują, nie to co w Rosji, gdzie wszyscy się nienawidzą, więc szczerze myślałem, ze coś się faktycznie i w mentalności poprawiło. Hmm, czyli mam rozumieć, żem głupi i to tylko taka rozpaczliwa propaganda jest na użytek wojny, nie traktować poważnie?
@stray
Nie bardzo rozumiem, czego nie rozumiesz.
QL(Mityczny Zachód) > QL(Polska) >> QL(Rosja)
gdzie QL(region bądź kraj) to miara jakości życia
@rw
To rozumiem, w końcu Polska ma lepszego „cara” (UE/NATO), wiec za bardzo nie może napsuć. Ale tej mitycznej różnicy mentalności nie rozumiem. Znaczy, między Rosją a Polską. Bo między Polską/Rosją a „Zachodem” to już chyba zaczynam rozumieć i faktycznie straszna i smutna zarazem… :/
@stray
„Znaczy, między Rosją a Polską.”
Skoro pan nie podróżuje, to panu pozostaje tylko czytać relacje bardziej doświadczonych.
To niezrozumienie to jest też zawsze mój problem w rozmowach z zachodnimi lewicowcami o wschodniej Europie, oni żyją takim przeświadczeniem, że to musi być tak jak u nich, że z każdym się da jakoś tam dogadać, każdy ma jakieś swoje plus minus racjonalne cele, na pewno wina jest trochę po wszystkich stronach, wystarczy uwzględnić postulaty wszystkich stron i jakoś tam dojdziemy do kompromisu. I się im przez to nie mieści w głowie coś tak odjechanego jak państwo rosyjskie.
@procyon
A jak się spytasz takiego amerykańskiego lewicowca, jak im idzie dogadywanie się z MAGA,to co odpowie?
@procyon
Jest jeszcze gorzej, mnie się nawet nie mieści w głowie coś tak odjechanego, jak państwo polskie… A kurna, mieszkałem dłużej, niż tu w NZ…
@rw
MAGA to nie wiem, bo to chyba bardziej do Polski i Rosji pasuje, ale z Nowozelandzką Skrajną Prawicą dogaduję się mniej więcej tak:
„Dajcie mi młotek i gwoździe, chętnie pomogę wybudować więcej domów, bo niby za mało i nikomu się nie chce budować”
Uśmiechają się, „klepią po główce”, mówią „tak trzymać”, dają mi rentę i tyle.
@stray
„Jest jeszcze gorzej, mnie się nawet nie mieści w głowie coś tak odjechanego, jak państwo polskie… ”
Zatem nie ma pan na jego temat nic ciekawego do napisania, apeluję więc o zaprzestanie marnowania moich pikseli.
@stray
No ale ty masz, krótko mówiąc, white privilege.
@wo
Obiecuję.
@rw
To też, ale jednak ważniejszy jest „resident/citizen” privilege. Po prostu obywatelem (ani nawet stałym rezydentem, praktycznie te same prawa) nie da się za bardzo pomiatać (nawet kolorowym), bo zawsze się może wkurzyć i po prostu pójść na zasiłek (on nie jest uznaniowy, każdemu się należy).
Do pomiatania dostają tych na „work visa”, tak na otarcie łez.
White priviledge jest bardziej subtelny, np. nauczyciele są jakoś tak podejrzanie bardzo biali. Ale już kierowcy autobusów rzadziej.
@stray
„White priviledge jest bardziej subtelny, np. nauczyciele są jakoś tak podejrzanie bardzo biali. Ale już kierowcy autobusów rzadziej.”
Lepiej sprawdź kto lepiej zarabia, bo z tego co pisze gospodarz, w Polsce byłby to kierowca autobusu.
@kot
„w Polsce byłby to kierowca autobusu.”
W Polsce byłby to z całą pewnością kierowca autobusu, ale są kraje dobrze płacące nauczycielom. Niewykluczone że należy do nich Nowa Zelandia.
@WO
Stąd moje pyanie, kto jest uprzywilejowany finansowo.
W DE też nauczyciele nieźle zarabiają, to jest TVL-E11 lub E12 w zależności od szkoły, w gimnazjach jest wyższa pensja, ale nie są to jakieś niebywałe kokosy. MPK wszelkiej maści płacą zywkle dobrze, nawet w Niemczech nie dam głowy kto ma więcej na rękę.
Podejrzewam, że też po prostu umiejętność jazdy autobusem i odpowiednie prawo jazdy są bardziej transferowalne międzynarodowo niż umiejętność nauczania (zwłaszcza w obcym języku) i odpowiednie uprawnienia nauczycielskie, stąd migrujący nauczyciel ma bardziej pod górkę niż migrujący kierowca.
W Norwegii nauczyciel podstawówki zarabia średnio więcej niż kierowca autobusu.
Jakieś 15 lat temu uczestniczyłem w spotkaniu z zajmującymi się oświatą samorządowcami z Norwegii. Ktoś zadał pytanie, o to, czy w Norwegii więcej zarabia nauczyciel czy policjant. Odpowiedź była mniej więcej taka: No jak to kto? Nauczyciel oczywiście.
@stray „Jest jeszcze gorzej, mnie się nawet nie mieści w głowie coś tak odjechanego, jak państwo polskie… ”
Co roku miałem doła popowrotowego jak przyjeżdżałem z wojaży rowerowych po Skandynawii. W tym roku zeżliło mnie leniwe samochodziarstwo fińskie (i gościnnie niemieckie) więc szok z ponownego zetknięcia się z polską dziczą drogowo-parkingową jest mniejszy, niemniej i tak dziwi mnie jak ktoś może i polskie prawo i Policję i SM uważać za „surowych”.
Inny temperament, nie wyobrażam sobie szwedzkiej autostrady (wszyscy jadą 110 i nikt nikogo nigdy nie wyprzedza) w polskich realiach, ludzie tu za nerwowi są. To trzeba się urodzić i wychować pośród świętego spokoju by móc tak funkcjonować.
Ale w DE to już dzicz się zdarza, szczególnie w kwestii ścigania się i przymusu wyprzedzenia wszystkich. Choć może Słowianie.
@embcercadero
„Inny temperament, nie wyobrażam sobie szwedzkiej autostrady (wszyscy jadą 110 i nikt nikogo nigdy nie wyprzedza) w polskich realiach,”
Następny który swoimi fantazjami może wprowadzić emigranta w błąd. Jak już ten bootleger przemycający alkohol z Gdańska do Warszawy będzie jechał S7, to się ustawi w równiutkim rządku jadących 120 na odcinkowym pomiarze. Odcinkowych pomiarów przybywa. Pan chyba nie ma prawa jazdy, skoro pan gada takie głupoty?
W trosce o emigrantów, zakazuję panu dalszych fantazji o Polsce.
@Korba
Teraz jest na odwrót: link to lonnsstatistikk.no vs link to lonnsstatistikk.no
@embarcadero
„nie wyobrażam sobie szwedzkiej autostrady (wszyscy jadą 110 i nikt nikogo nigdy nie wyprzedza)”
Po Szwecji nie jeździłem, więc nie wiem. Ale w Norwegii przekraczanie ograniczeń prędkości o 10-20 km/h jest dość częste. Nawet zimą (zwłaszcza lokalsi na prowincji potrafią zawalczyć 90 km/h na zaśnieżonej drodze, mi się zimno robiło jak to widziałem).
Autostrada wylotowa E18 z zachodniego Oslo ma domyślnie limit 80 km/h, ale z powodu różnych robót budowlanych które tymczasowo od pięciu lat omija, jest wiele odcinków z ograniczeniem do 60 km/h. Prawie nikt tego nie przestrzega, najwyżej zwalniają do 70. No bo radarów nie ma, więc co się będą kierowcy spieszący o czwartej po południu z pracy do domu spowalniać.
” No bo radarów nie ma,”
Otóż toż. Jak jest radar, to każdy zwalnia – Polak, Szwed, Hotentot.
@wo
Różnice w kulturze kierowców pomiędzy Europą Zachodnią a Polską istnieją, ale objawiają się one na inny sposób. Np w Norwegii czy Wielkiej Brytanii rzadziej się słyszy niż w Polsce o ludziach zabijających siebie albo kogoś innego bo jechali 250 km/h. Albo jak ludzie się zachowują, kiedy chcą ciebie wyprzedzić ale nie mogą. W Polsce są bardziej natarczywi. Zmiany pasów też w Polsce ludzie robią bardziej ryzykancko niż w Norwegii.
@WO
Różnice w zachowaniu kierowców są wyraźne. Raczej nie chodzi o prędkość a przewidywalność. W Niemczech wiem niemal zawsze jaki manewr współuczestnik ruchu za chwilę wykona, w Polsce tak dobrze nie ma. W Austrii, nawet jak kierowcy łamią przepisy, to dośc przewidywalnie, można się przyzwyczaić. W Polsce jest najgorzej pod tym względem, za to jakośc dróg znakomita. I wciąż bywają kierowcy mało obeznani z autostradami i bojący się prędkości.
@rw
„Nawet zimą (zwłaszcza lokalsi na prowincji potrafią zawalczyć 90 km/h na zaśnieżonej drodze, mi się zimno robiło jak to widziałem).”
Mnie też, aż się nauczyłem, to jest kwestia techniki jazdy. Nie po śniegu, ale na krętych podgórskich drogach lokalsi jeżdżą szybko. Przeważnie w limicie prędkości, ale to są takie limity, że na zakrętach pasażerów siedzących z tyłu zbiera na mdłości. Więc jak już postawią ten znak 60km/h, to warto zwolnić, bo seria zakrętów jest raczej wymagająca.
@kot immunologa „Różnice w zachowaniu kierowców są wyraźne.”
Dla rowerzysty to oczywista oczywistość. Nie dość, że na północy nikt nie wygania Ciebie z drogi „bo tam masz scieżkę” (wskazując na różowy chodnik) to przede wszystkim czujesz, że jesteś elementem ruchu. Może nie do końca pożądanym ale tak samo jak Szwedzi muszą mierzyć się z EPA traktorami tak mierzą sie i z rowerzystami i po prostu robią Tobie miejsce i na Ciebie uważają. Finowie mają już mniej cierpliwości i mniej ochoty do wciskania hamulca więc parę razy zdarzyły się przejazdy na paredziesiąt centymetrów (ale zdaję się, że tam nie ma minimum), niemniej jednak czułem się tam bezpieczniej niż na dowolnej polskiej „50”.
Co do kultury jazdy to zrobiłem ostatnio parę razy trasę pn. Włochy-AT-CZ-PL i moje wrażenia są takie, że o ile Włosi mają fantazję na lokalnych drogach jeździc jak Polacy (jedziesz 65 przy ograniczeniu do 50, więc cię wyprzedzę na zakręcie bo się wleczesz), o tyle na autostadach jeżdżą dosyć płynnie i przewidywalnie, austriacka autostrada to już tylko sterowanie tempomatem jak gdzieś w górach robi się ograniczenie do 100 czy 80, wszyscy równo jadą swoje, praktycznie nie musisz dotykać hamulca. Przejeżdżając granicę w Mikulovie czujesz już słowiański żywioł, bo przy wyprzedzaniu ktoś już dyszy na twoim zderzaku, a lewy pas jedzie 140 kiedy na prawym ludzie wloką się 80, każde wyprzedzanie to lekki stresik. Ale tylko w Polsce zdarzy ci się że kiedy wyprzedzasz rząd tirów 140 jakiś kierowca Audi (to zawsze jest Audi albo BMW) siedzi ci 5 cm od zderzaka i wściekle miga światłami. Jesteśmy narodem frustratów o psychopatycznych skłonnościach, a za taki road rage i wymuszanie na innych użytkownikach drogi niebezpiecznych zachowań lub łamania przepisów powinien być minum półroczny ban na prowadzenie auta i prace społeczne na urazówce, albo w jakimś hospicjum. Ewentualnie jakies warsztaty z cyklu jak wzrost średniej prędkości wpływa na czas przejazdu i gdzie można sobie wsadzić te zaoszczędzone minuty jak się obudzisz na oiomie.
Jest metoda niemiecka, gdzie samochód jest najważniejszym uczestnikiem ruchu w mieście i wszystko jest mu podporządkowane, i jest model, powiedzmy, londyńsko/nowojorski, gdzie pieszy jest najważniejszym uczestnikiem
i samochód musi się podporządkować; do tego stopnia, że prowadząc samochód w NYC musisz zawsze liczyć się z tym, że ci ktoś wyjdzie pod koła.
Istnieje też kultura szanowania własnego i cudzego życia i zdrowia, która jest dosyć różnie rozłożona po świecie.
Ja zawsze narzekam na Warszawę, że przyjęliśmy ten niemiecki model, a nie londyński, ale z drugiej strony być może jak byśmy przyjęli londyński, to wyglądałoby to jak w Bangalore, a nie w NYC.
Ale jest też coś w naszej złości i irytacji z tego, że inni ludzie istnieją. Ja spędzam dużo czasu w Hiszpanii i tu jest dosyć normalne, że ktoś się zatrzyma na środku ulicy albo nie do końca legalnie, aby wypuścić
bąbelka lub wpuścić babcię, i nie widzę, żeby ludzie dostawali udaru naciskając na klakson, co na 100% wydarzyłoby się w Warszawie.
@LD
Czy w Polsce ludzie nadal nienawidzą dzieci?
@rw
„Czy w Polsce ludzie nadal nienawidzą dzieci?”
Ja tego nie widzę, oczywiście dzieci w Polsce jest teraz dosyć mało, ale jest bardzo dużo infrastruktury dla dzieci, 30-40% restauracji ma kącik z zabawkami, w zasadzie każda ma kredki i kolorowanki. Ostatnio jak żona jeździła z dzieckiem po Central Parku na rowerach, co drugi Mamil zatrzymywał się dając do zrozumienia, że to jest miejsce na poważny trening a nie dla dziecka, w Polsce tego nie widziałem. Powiedziałbym, że dyby nie polski ciężar metafizyczny i pruski system oświaty gdzie nauczyciele zarabiają mniej niż kierowcy ztm, to Polska jest super do wychowywania dzieci.
@rw
„Czy w Polsce ludzie nadal nienawidzą dzieci?”
Jest kolosalna poprawa w porównaniu do „moich” czasów. Dużo tutaj zmieniły na dobre rządy PiS (jak jest za co, to zawsze pochwalę). Po prostu 800+ i bon turystyczny sprawiły, że rodziny z dziećmi stały się Atrakcyjnym Targetem.
Dobrze wiedzieć, dzięki.
@Lukasz Dobrek
„Jest metoda niemiecka, gdzie samochód jest najważniejszym uczestnikiem ruchu w mieście i wszystko jest mu podporządkowane, …”
To już jest dawno nieprawda, o ile kiedykolwiek było. W Niemczech samochody, szczególnie w centrach miast, nie mają uprzywilejowanego statusu. Mają go piesi, czy szerzej mieszkańcy. Piszę to z wielką radością, jako głównie pieszo rowerowy uczestnik ruchu. Powszechne są ograniczenia prędkości do 20 – 30 km/h, w małych miejscowościach jest to częste nawet na przelotowych trasach; drogi są celowo zwężane tak żeby fizycznie zniechęcać do szybkiej jazdy, buspasy i wydzielone torowiska są normą itd. W dużych miastach poza centrum ruch samochodowy jest albo fizycznie rozdzielony od rowerow-pieszego lub wręcz zepchnięty do podziemia. W Monachium, jadąc do pracy rowerem prawie 11 km widziałem samochody może przez 1/3 trasy. W godzinach szczytu czas przejazdu był porównywalny.
„…i jest model, powiedzmy, londyńsko/nowojorski, gdzie pieszy jest najważniejszym uczestnikiem i samochód musi się podporządkować; do tego stopnia, że prowadząc samochód w NYC musisz zawsze liczyć się z tym, że ci ktoś wyjdzie pod koła. ”
Jest rzeczą powszechną w Niemczech, że mimo iż przejścia dla pieszych nie są oznaczone zebrą lub stosownych pionowym znakiem, znakomita większość kierowców widząc pieszego się zatrzymuje. Jedyną różnicą jaką znajduję między Londynem a niemieckimi miastami, to taka że w Niemczech piesi zatrzymują się na czerwonych światłach, ale i to bez przesady.
Przepraszam, mogę? Po wielu latach lurkowania postanowiłem się odezwać, bo ten temat jakoś szczególnie we mnie rezonuje. Autentyczny strach przed jazdą po polskich drogach jest jednym z powodów, dla których uważam moją decyzję o emigracji za doskonałą.
Dobry wieczór i pozdrawiam Gospodarza oraz wszystkich moich ulubionych komcionautów 🙂
@Łukasz Dobrek
“Jest metoda niemiecka, gdzie samochód jest najważniejszym uczestnikiem ruchu w mieście i wszystko jest mu podporządkowane”
Nie wiem, jak w innych miastach, ale w Monachium wydaje mi się, że głównym uczestnikiem ruchu są rowerzyści – jako pieszy, obawiam się rowerzystów, a nie kierowców; ci drudzy w razie potrzeby zatrzymają się i przepuszczą, ci pierwsi zadzwonią i nie zwolnią, a mijając mnie uraczą kilkoma ciepłymi słowy. Jako rowerzysta, gdy przepuszczam pieszych (bo nauczony jazdy w Polsce), zbieram podziękowania i uśmiechy wymieszane z zaskoczeniem.
A, i coś co mnie nieodmiennie zaskakuje: w Monachium kierowcy nie zatrzymują się przed przejściem, by przepuścić pieszych. To piesi czekają! Natomiast rowerzyści… ci są najważniejsi, może dlatego, że najgłośniej klną?
A kto jest najgorszym uczestnikiem ruchu? Dzieciaki na hulajnogach elektrycznych – ale to chyba jest uniwersalna prawidłowość, niezależnie od kraju i kultury.
Na autostradach – tam gdzie brak ograniczenia prędkości, zwykle należę do najszybszych, bo jeżdżę rzadko i kiedy mam okazję się nacieszyć szybką jazdą, korzystam (*) – a lokalsi raczej oszczędzają paliwo/prąd i rzadko jeżdżą szybciej niż 140-150, natomiast przy (licznych) ograniczeniach bo. do 120 nadganiają, bo ja przekraczam max. 5 km/h, a oni utrzymują cały czas te samą prędkość, co poprzednio. Jest natomiast jedna kolosalna różnica w porównaniu z Polską, która sprawia, że tutaj odzyskałem przyjemność z jazdy: brak agresji i siedzenia na zderzaku. Niemcy często zmieniają pas w ostatniej chwili, ale można to wyczuć i przewidzieć, natomiast bardzo, bardzo rzadko zdarza się “zderzak”. Są przypadki drastycznego przekraczania prędkości, ale nie wciąż nie wyczuwam wtedy agresji, niecierpliwość – tak, ale nie wrogość. To są raczej przypadki napalonych małolatów, niż patologicznych piratów drogowych.
Natomiast drogi lokalne – to coś wspaniałego, brak presji, spokojna jazda, przy gorszej pogodzie odpowiednio wolniejsza. Muszę hamować moje polskie instynkty wyprzedzania podczas jazdy w kolumnie 70km/h, ale jest to wielce odprężające, i wprowadza mnie raczej w nastrój filozoficzny niż powoduje frustrację.
Acha, zastrzegam: mieszkam w Monachium, jeżdżę głównie po Bawarii, gdzie indziej może być inaczej. Moje jednorazowe doświadczenie z Turyngią było ciut gorsze.
(*) po latach stygmatyzowania monachijskiej marki w Polsce i jeżdżenia Skodą, w Monachium zaszalałem, dałem upust mrocznym żądzom i kupiłem BMW (nie SUVa, które hejtuję na równi z LLM)
@kot @gosc_z_bmw
Ja mieszkałem w Niemczech w 2000 – 2005, na pewno dużo się zmieniło, ale bywam tam czasem i na oko zasada pozostała. Piesi nie wchodzą na ulicę gdzie chcą bo to nie jest ich miejsce. W NYC czy Londynie wchodzą i czekują, że kierowcy się miejscem podzielą. To nie jest tak, że jako pieszy możesz mi wejść pod koła w NYC i nie spodziewać się awantury, ale możesz wejść na ulicę i przejść spodziewając się że samochody dadzą Ci przejść. Bardziej Street niż Avenue. Jakbyś tak zrobił w Niemczech to by się wszyscy zatrzymali i wezwali psychiatrę.
@100_IBU
„Nie wiem, jak w innych miastach, ale w Monachium wydaje mi się, że głównym uczestnikiem ruchu są rowerzyści – jako pieszy, obawiam się rowerzystów, a nie kierowców; ci drudzy w razie potrzeby zatrzymają się i przepuszczą, ci pierwsi zadzwonią i nie zwolnią, a mijając mnie uraczą kilkoma ciepłymi słowy. Jako rowerzysta, gdy przepuszczam pieszych (bo nauczony jazdy w Polsce), zbieram podziękowania i uśmiechy wymieszane z zaskoczeniem.”
Jako kiwus, zdecydowanie zazdroszczę i chciałbym mieć takie problemy. U mnie ten wszechobecny „spoko luzik majonez, take it easy bro” skutkuje tym, że psychole za często jednak dostają dostęp do samochodów (przynajmniej dopóki kogoś nie potrącą, wtedy już się poważnie robi), więc pewności nigdy nie ma, że to akurat będzie „ten fajny kierowca” i trzeba być zawsze czujnym.
Przyślijcie mi proszę ekspedycję cywilizującą. Tylko to musi być w ramach pracy, Niemieccy expaci nie działają, bo się za bardzo wyluzują i nici z mitycznego „Niemieckiego Porządku”.
@Lukasz Dobrek
„W NYC czy Londynie wchodzą i czekują, że kierowcy się miejscem podzielą.”
Podobnie u mnie w NZ, „jaywalking” jest jak najbardziej oczekiwany. „Jakoś się tam dogadajcie i tylko krzywdy sobie nie zróbcie.” Czasami to się robi uciążliwe, po potem przejść nie robią i trzeba „froggera” odstawiać na jakiś wielopasmówkach.
Mój znajomy ma dziecko na spektrum autystycznym. Przeprowadzili się do Norwegii kiedy dziecko miało już parę latek, więc miał porównanie pomiędzy podejściem polskiego i norweskiego systemu edukacji do jego dziecka. Mówi, że norweski jest znacznie bardziej wspierający i tolerancyjny, w Polsce chcieli się jego dziecka pozbyć z „normalnego” przedszkola, bo przeszkadzało.
@rw
„w Polsce chcieli się jego dziecka pozbyć z „normalnego” przedszkola, bo przeszkadzało”
Don’t get me started. Mój AuDHDowiec miał problemy już w pierwszym (z trzech) przedszkolu, a obecnie już mam stres z powodu zbliżającego się września, bo grupa rodziców robi wszystko żeby się nas pozby ze szkoły. Zaskakująco szkoła zdaje się być po naszej stronie i widać dobrą wolę spod braków kadrowych, może to po prostu kwestia kasy płynącej z UM na dziecko z orzeczeniem, natomiast rodzice spiskujący na whatsappach i zebraniach to smutny fakt. Nie będę nawet pisał co przechodzi moja trans kumpela, jej żona i autystyczna córa, mieszkające w takim mniejszym z dużych polskich miast.
Generalnie w Polsce są wspaniałe warunki do wychowywania dzieci o ile jesteś „normalny”. Ja czekam aż ktoś złośliwie zawnioskuje o niebieską kartę dla nas, na grupach wsparcia rodziców autystyków dowiecie się że to norma w naszym wypełnionym chrześcijańską miłością bliźniego społeczeństwie.
@Lukasz Dobrek
„W NYC czy Londynie wchodzą i czekują, że kierowcy się miejscem podzielą.”
Litości, porównywanie statusu pieszego w Londynie i NYC to jakiś piętrowy żart. NYC jest oczywiście bardziej przyjazny dla pieszego, niż inne amerykańskie miasta, ale to wszystko na zasadzie „jak na garbatego całkiem prosty”.
Oczywiście, że Niemcy to nie Szwecja, ale jednak pieszy jest w miastach świętą krową.
@100_IBU
„Nie wiem, jak w innych miastach, ale w Monachium wydaje mi się, że głównym uczestnikiem ruchu są rowerzyści”
Jakiś losowy modal split z 2023 pokazuje, że rowery są akurat ostatnie na liście, za pieszymi, indywidualnym ruchem samochodowym i transportem publicznym.
Natomiast w Polsce przez ostatnich 30 lat zaszła kolosalna zmiana – kiedyś zdecydowanie najgorzej było być kierowcą i pieszym w dużym mieście (a już zwłaszcza w Warszawie), dziś są to miejsca najbardziej cywilizowane (widać to bardzo dobitnie w statystykach), szok można przeżyć na prowincji.
Nie będę wrzucał linków, bo mnie antyspam zatłucze, ale youtube pełne jest świadectw jak wyglądał los pieszego w Warszawie kilkadziesiąt lat temu.
@Cpt. Havermeyer
Chroń dzieciaki przed tym prawicowym psycholstwem, masz Schengen, korzystaj. Na prawdę nie warto, „rodacy” pierwsi Cię zagryzą.
Ciekawe. Mój siostrzeniec jest w spektrum. Szkoła wspiera, inni rodzice nie robią problemów. Choć swoje siostra musiała oczywiście wychodzić. A to wszystko na głębokim Podkarpaciu.
@kmat
A to chyba normalne, szkoły są różne, loteria. U mnie „na głębokim południu” to i gorsze się znajdzie, „Boys cośtam”, „Girls cośtam”, to są kwiatki.
Tyle, że tu masz takiego fajnego kumpla zwanego „Państwo/State”, który nawet jeśli trochę podokucza, to w potrzebie nie zostawi, i problem jakoś pomoże rozwiązać. W najgorszym razie dostaniesz kasę i „zrób se sam jak się nie podoba”. To ostatnie akurat mi tyłek uratowało kilka razy w sprawach autystycznych i teraz to prawie zawszę tę opcję pomocy biorę w różnych sprawach.
W Norwegii można mieć orzeczenie lekarskie o problemach psychicznych uniemożliwiających pracę zarobkową i przez lata nie musieć pracować w ogóle. Państwo utrzyma, co prawda na skromnym poziomie (będziesz się musiał przeprowadzić do taniego lokum). Ale, uwaga: jest haczyk. Otóż bardzo mile widziany, a właściwie „oczekiwany” przez system jest w takiej sytuacji wolontariat. „Nie możesz pracować? Ok, pomożemy. Ale czy możesz cokolwiek zrobić dla społeczeństwa?” Cały system opieki społecznej w Norwegii jest nastawiony na wyciąganie ludzi z domu i do pracy / w wolontariat, jak to tylko możliwe. Tanie przedszkola od 1 roku życia są po to, żeby oboje rodzice mogli pracować. To nie jest socjalizm rozdawnictwa, to jest socjalizm wspierania ludzi którzy pracują i udzielają się w społeczeństwie. Dlatego opieka społeczna nad osobami najstarszymi jest jego najsłabszym ogniwem.
“ Mój siostrzeniec jest w spektrum.”
Spektrum spektrum nierówne. W przypadku ADHD skrypty “zesłać dzieciaka na banicję i maksymalnie zniszczyć mu życie” są ponadpartyjnym standardem. ADHDowcy są zazwyczaj głośni. Oczywiście ostatnio w mediach latała też smutna informacja o tym, jak jakąś uczennicę w spektrum sąd uznał za zdemoralizowaną i wysłał do ośrodka wychowawczego. Potem nawet próbował to naprawić, ale okazało się, że w systemie opieki zdrowotnej nie ma wolnych miejsc. Ale to chyba jednak dość wyjątkowa sytuacja – taka skrajność. Bo to, że w kwestii zdrowia psychicznego nasze społeczeństwo ma jeszcze sporo do nauczenia się, to smutny fakt. Bardzo było to widać przy tej napaści w autobusie na nastolatkę z Ukrainy. Prezes MPK niedwuznacznie w wywiadach sugerował, że ów napastnik był na zwolnieniu lekarskim psychiatrycznym, co wiele osób odczytywało w ten sposób, że albo lekarze rozdają takowe półroczne zwolnienia za friko, albo gość z zimną krwią przeszedł przez wywiad medyczny perfekcyjnie symulując oczekiwane zachowania (a potem nie wytrzymał widząc dziewczynkę z Ukrainy). Za to praktycznie niewyobrażalne dla nich było to, że mógł dostać to zwolnienie, bo miał problemy zdrowotne.
A w nawiązaniu do tematu notki. Prawica nie odwołuje się do nauki, bo jej strategie to budowanie świata iluzji. Obecnie wielu jej wyborców jest już bardzo głęboko w króliczych norach. To już może być ten poziom, że wierzą w to, że putinowska Rosja zapewnia więcej swobód, niż zachodnie demokracje, a tak w ogóle, to chce pokoju. Czyli poziom skrupulatnego ignorowania rzeczywistości w postaci np. niezauważania doprowadzenia do sytuacji braku paliwa do podstawowego narzędzia realizacji wolności (samochodu) czy regularnych gróźb zrzucenia atomówki na Poznań (bo to baza wojskowa jest, wystarczy pojechać i zobaczyć). Nie wiem czy lewica da radę wyciągnąć kogokolwiek z tak głębokiej króliczej nory (docelowo, takie osoby powinny wierzyć, że to, iż “wybierają” akurat samochód do dojazdu do pracy w małym stopniu zależy od nich, a w większym od tego jak zorganizowany jest system transportowy, urbanistyczny i gospodarczy, które powinni “przejąć”, więc droga jest bardo długa). Natomiast kibicuję, tym bardziej, że libki zdają się być w tym zakresie kompletnie obojętni, a nawet gorzej, bo w odpowiedzi na ogólny postulat “ludzkość powinna ograniczyć emisję co2” wciąż zdarza im się proponować rozwiązania, dla których analiza sprawiedliwości dystrybutywnej sugeruje transfery od biednych do bogatych.
@rw
„Ale, uwaga: jest haczyk. Otóż bardzo mile widziany, a właściwie „oczekiwany” przez system jest w takiej sytuacji wolontariat”
Aż się rozpłakałem na taki „haczyk”. No ja rozumiem, że dla wrażliwego polskiego prawackiego serduszka, pomaganie komuś to największa kara jaka go może spotkać, gorsza niż ćwiartowanie, więc faktycznie można to haczykiem nazwać. Ale dla jakiegoś nie całkowicie straumatyzowanego ssaka, który wciąż jeszcze ma empatię, ten „haczyk” to jest po prostu zwykłe oczekiwanie, że będzie się starał dobrze i satysfakcjonującą bawić.
Gdyby mi się chciało kolejnego języka uczyć, to bym im chyba CV wysłał z ofertą, że ja im powolontariuszuję za 3/4 ceny lokalsa. Już widzę te pikiety niezadowolonych Norwegów, że jakiś dzikus z Kiwilandii chce im „miejsca pracy wolontariackiej” zabierać >:o)
Dziekuję za ten komentarz, aż sobie zapisałem tak dla pewności, gdyby zniknął jako „za bardzo pozytywny”.
@rw
„To nie jest socjalizm rozdawnictwa”
Eee, a to nie jest taki trochę prawacki mit? Gdzie takie coś faktycznie istnieje? Bo na pewno nie u mnie, „haczyków” i dokuczania jest całkiem sporo, poważni lokalsi marudzą, kiedy muszą skorzystać. A znowu ja, po traumie z Polski, to się tutaj poczułem jak w jakimś sanatorium. Najszczęśliwszy kundelek pod słońcem, w Polsce chcieli na mróz wywalać abym zdechł, a tutaj, jak już cię przygarną, to jedynie trzeba umieć kilka trików jak „sit” i „fetch” :3
@stray
Oj, chyba lata spędzone zdała od macierzy osłabiły u kolegi zdolność czytania niuansów języka ojczystego. Wszak ja wcale nie skarżę się na taki model welfare state, wydaje mi się że jest to bardzo pragmatyczny, „bærekraftig” model. Starałem się go opisać dla pożytku innych komcionautów, skoro wszyscy tutaj jesteśmy fanami nordyckiej socjaldemokracji. Chyba mało który kraj oferuje państwowe dofinansowanie dla IVF dla samotnych kobiet, a Norwegia tak. Moja koleżanka z pracy z tego skorzystała, kiedy zmęczyła się szukaniem partnera na portalach randkowych.
BTW: Stray? Kundelek? Sit? Fetch? To żart, czy kolega na serio identyfikuje się jako psowaty (nie chcę robić kink shaming, to słodkie jest, ale pytam z ciekawości).
Wydaje mi się, że nie wypada o to pytać na pabliku (ale z kolei nie wytnę całego komcia, bo za duża część merytoryczna).
Ok, przepraszam. Ciekawość mną targała za bardzo, i nie powstrzymałem się, ale faktycznie, zbyt prywatne pytanie.
BTW, gdzieś było wspomniane polskie 800+. Taki fun fact: w Norwegii też jest coś podobnego, „barnepenger”, ale jest nominalnie niższe niż w Polsce (2000 vs 2200 kr). Å jak się uwzględni siłę nabywczą, to polskie świadczenie wypada jeszcze lepiej!
Jako rezydent w UK też widzę, że straszne mity krążą wokół brytyjskiego socjalu. Owszem, da się żyć z samych benefitów, ale to jest poziom polskiego mopsowania.
@rw
Chyba niezbyt wyraźnie zapytałem, sorry. Chodziło mi o to, że przeciwstawiasz socjalizm Nordycki (z bardzo fajnym haczykiem) z „socjalizmem rozdawnictwa”. A ja nie wiem, czy ten mityczny „socjalizm rozdawnictwa” to gdziekolwiek faktycznie istnieje?
Z tym kundelkiem to nie żaden kink (czy koledzy tylko o jednym?), tylko tak się staram obrazowo przedstawić, jak wygląda traktowanie niepełnosprawności, a w szczególności autyzmu. Tu i tam jestem traktowany jak taki piesek, tyle, że w Polsce to (obrazowo) wszędzie dostawałem same kopniaki kiedy tylko okazałem jakąkolwiek słabość. A w NZ to (znowu obrazowo) wystarczyło trochę zaskomleć i zaraz dali michę (nawet przed diagnozą), a jak jeszcze prawidłowo wykonuję różne komendy, np. „fetch me work capacity certificate from your GP” to jeszcze mi do michy dolewają.
Podobieństwo zauważyłem, jak zacząłem pomagać w schronisku z autentycznymi pieskami. Ja mam lepiej od piesków dlatego, że potrafię lepsze „triki” robić, ale generalnie zasada ta sama.
A od „macierzy” to ja bym wolał jak najdalej, przebywanie w pobliżu było niebezpieczne dla mojego zdrowia i życia. Szczególnie, że do tego „socjalizmu Nordyckiego” to jak na razie chyba bierzecie „scenic route” poprzez jakieś skrajne prawice i faszyzmy. Ja się na takie wycieczki nie nadaję, wolę na skróty do tego nieidealnego, który budują (i psują, zależy kto akurat u władzy) tutaj, u mojej przybranej macierzy.
@kmat
Brzmi jak żebranie, faktycznie tak źle jest w UK? Wiesz może, jak to tam u Was wygląda? Tutaj w NZ mam stronę w necie, gdzie jak powypełniam to mi wyskakuje, „how much you can get” (przynajmniej w przypadku podstawowych benefitów), więc od razu jest jasne, czy w przypadku utraty pracy masz panikować, czy raczej się cieszyć na skromne przymusowe wakacje. W UK ani w Polsce nie znalazłem, a chętnie bym porównał.
@stray
Ja pracuję 35 godzin tygodniowo, zarabiam trochę powyżej minimalnej, wynajmuję pokój, nie mam rodziny na utrzymaniu, nie przysługuje mi nic. Kiedyś byłem przez chwilę bezrobotny i miałem zasiłek. W zasadzie cały szedł na czynsz. Sytuacja zmienia się jak jesteś samotnym rodzicem, bo wtedy masz priorytet do mieszkania socjalnego. Ale żeby tak wygodnie żyć z zasiłków to trzeba by mieć ze czwórkę dzieci, a wszystkie z Downem. Utrata pracy – zależy ile masz odłożone. Ja miałem, więc nie było źle. Ale jak nie masz to może być problem. Generalnie to tylko z zasiłków żyje tu głównie patologia dorabiająca handlem ziołem. Po prostu bardziej opłaca się pracować, pomimo że to tnie zasiłki – przeliczają to według proporcji 2:1, czyli za każde dwa zarobione funty jeden odejmują od zasiłku.
@kmat
U mnie jest „accomodation supplement” (pracujący też mogą dostać), które lokalnie nazywamy „rozdawnictwem dla landlordów” bo to w sumie tak działa, niemniej jednak zapobiega takim problemom, jak opisałeś. Tylko trzeba im wysłać „proof of accomodation cost”. A pracować i tak się opłaca jeśli ktoś jest „zdrów jak byk”, no bo jednak znacznie więcej tak zarobisz, nawet na minimalnej. I też od zasiłku odejmują tylko część.
A swoją drogą, jak ktoś nie daje rady ze względu na niepełnosprawność, ale jeszcze sobie papierów nie wyrobili i nie zawalczyli o coś sensownego, to co z nimi? U mnie właśnie tacy ludzie najdłużej na zasiłku dla bezrobotnych siedzą, bo aby dostać zasiłek „dla nie mogących pracować” (nieco wyższy, chociaż niewiele) to już nie jest tak prosto i trzeba się trochę „pogimnastykować”.
Generalnie powszechnym podejściem jest to, że obywatele/rezydenci to mają przede wszystkim zadbać o swoje zdrowie, szczególnie psychiczne. Dopiero potem mamy myśleć o robocie, i to takiej sensownej.
W Skandynawii jest raczej „idź do pracy, jakiejkolwiek podołasz”.
A czym to się różni? Bo i u mnie „na kasjerów” idą tacy, którzy podołają. Na nauczycieli też. I na budowlańców. I na „support workerów” (sam czasami zatrudniam).
@stray
Tym się to różni od „Generalnie powszechnym podejściem jest to, że obywatele/rezydenci to mają przede wszystkim zadbać o swoje zdrowie, szczególnie psychiczne. Dopiero potem mamy myśleć o robocie, i to takiej sensownej.”, że:
– zanim się do końca wykurujesz, zaczną cię namawiać żebyś wrócił do pracy przynajmniej na 50% na przykład. Jest nacisk na minimalizowanie zwolnień 100%.
– (w Szwecji) jeżeli jesteś na zwolnieniu dłużej niż OIDP 6 miesięcy, to twoja zdolność do powrotu do pracy jest oceniana nie tylko względem dotychczasowej pracy, ale jakiejkolwiek innej dostępnej.
Nie ćwiczyłem tych rzeczy w praktyce, opieram się na lekturze rządowych poradników i tym co mi ludzie mówili.
@gfedorynski
„Litości, porównywanie statusu pieszego w Londynie i NYC to jakiś piętrowy żart. NYC jest oczywiście bardziej przyjazny dla pieszego, niż inne amerykańskie miasta, ale to wszystko na zasadzie <>.”
Rozłączyłbym infrastrukturę i zachowanie kierowców. Infrastruktura dla pieszych w USA jest oczywiście nieporównywalnie gorsza niż w Polsce, ale kierowcy na pierwszych uważają w Stanach IMHO bardziej. Nie wiem jak się sprawy mają w Mississippi itp., ale w okolicach wielkich miast pieszy nie musi na auta zbyt uważać.
W USA potrącenie pieszego którego stać na prawników to dla kierowcy potencjalne bankructwo, nie dziwne że bardziej uważają.
Ale tu trzeba dodać że w ostatnich latach przynajmniej w Warszawie to BARDZO się ucywilizowało, do tego stopnia że w swojej okolicy włażę już na pasy praktycznie z marszu, zakładając że się zatrzymają. I się zatrzymują. 10 lat temu już bym nie żył. Nie mówię oczywiście o głównych ulicach, tam to wiadomo że tylko na światłach boś trup. Ale kiedyś to samo było na ulicach mniej głównych i już zdecydowanie nie jest.
„Infrastruktura dla pieszych w USA jest oczywiście nieporównywalnie gorsza niż w Polsce,”
Sprawdzić, czy nie Waszyngton D.C.
@rw
A to nie jest normalne właściwie wszędzie, gdzie jest jakiś sensowny social? Bo u mnie też to jest jak najbardziej, ale w praktyce dotyczy tylko tych faktycznie łatwo zatrudnialnych (takich pięknych, zdrowych i dynamicznych). Jak nie jesteś „prawie idealny” na jakieś stanowisko, to i tak nikt cię nie zatrudni tak z ulicy. Do „shit jobów” tym bardziej nie, bo do takich to biorą tylko prawdziwych desperatów (najlepiej na work visa, bo faktycznie nie mają jak się bronić przed wyzyskiem).
Sam to przerobiłem jako taki „niezatrudnialny autysta”, nawet mi się udało wprosić na taki zabawny zielony kurs, gdzie oficjalnie to nawet zatrudniony byłem na pół etatu. Z prawdziwą karierą to to wiele wspólnego nie miało, niemniej com się nauczył, to moje. Fajna przygoda była, a i robiłem dokładnie to samo, co wcześniej (i później) w ramach wolontariatu.
A znowu jakby na zasiłek przyszedł ktoś poważny i „bojowy”, jak chociażby Gospodarz, to faktycznie miałby roztoczone wizje potencjalnych karier, tak jak opisałeś, nic tylko przebierać. Ewentualnie byłby nęcony dopłatą do startu własnej działalności (to to chyba nawet i w PL jest?). Tak więc chyba piszemy o czymś podobnym, tylko z innej perspektywy?
@stray
Może. Ja nie byłem w Nowej Zelandii, ty nie byłeś w Norwegii. Może już pora skończyć te porównania, zanim zanudzimy gospodarza.
Kontynuując temat narzekania na Razem: link to tokfm.pl
Chcą zlikwidować TK, bo zepsuty. Może zlikwidujmy państwową służbę zdrowia, bo też popsuta?
„Może już pora skończyć te porównania, zanim zanudzimy gospodarza.”
ŚWIĘTE SŁOWA.
Mój problem z Razem i różnymi Konfederacjami jest taki, że ja jestem prosty inżynier. Wiem, że dość łato jest na coś popatrzeć i powiedzieć „to jest do bani”, ciut trudniej ale nadal stosunkowo łatwo narysować rysunek/opowiedzieć „tak będzie świetnie”.
Cała sztuka polega na przeprowadzaniu zmian ze stanu A (tak jest – jest do bani) do B (tak ma być) tak by wszystko po drodze cały czas działało i być gotowym na to, że coś trzeba będzie w biegu zmienić.
Trudno się nie zgodzić..
Razem tym razem za wyrażeniem zgody na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie posła Wojciecha Króla (4 głosy za).