Mobka

"Mobka. Aktiabr. 1,2 mln cziełowiek" - twierdzi milbloger Romanow

Ponieważ i tak nie mogę o niczym innym myśleć, wróćmy do naszych flamingów. Wśród rosyjskich blogerów krąży uporczywa plotka o kolejnej mobilizacji, którą Putin ogłosi jesienią – zaraz po wyborach do Dumy. Według Romanowa, w październiku ma to dać 1,2 miliona poborowych.

Czy w to wierzę? Tak i nie. Oczywiście, 1,2 miliona nie uda się na pewno. Ale zgodnie z zasadą Suworowa, wszelkie rosyjskie wojskowe statystyki należy dzielić przez 3. Bo na przykład jeśli dywizja ma trzy pułki, to ten trzeci stworzono tylko na papierze, jako rezerwę do utworzenia w którymś tam roku do wojny co to ma być o pokój. Do drugiego dają najgorszych pijaków, dają im też czołgi nie na chodzie, żeby nie narobili dużo szkód. Więc tak naprawdę, to mają jeden. On się z kolei składa z trzech batalionów…

Zatem zakładając nawet, że tak realnie będzie to 400k, to może oznaczać kolejne odwrócenie dynamiki frontu. Ówczesna mobilizacja była mimo wszystko udana. Po wyzwoleniu Chersonia wielu z nas (w tym ja, nie będę się wypierać) miało nadzieje na Crimean Summer Beach Party. Tymczasem w 2023 rosyjski ślimak znów zaczął pełznąć do przodu.

Putin uważa tamtą decyzję za udaną, więc ją powtórzy. O tym jestem Przekonany (TM). Oczywiście, z tym mikro-zastrzeżeniem, że to wszystko pod warunkiem, że go nie obalą jeszcze tego lata. Ale nie obstawiałbym niestety takiej opcji na Polymarkecie (czy jest w ogóle jakiś serwis tego typu, ale bez kryptowalut? czasami Naprawdę Głęboko Wierzę w swoje prognozy i chciałbym to monetyzować).

Rozważmy więc dla odmiany scenariusz pesymistyczny. Lato będzie ciężkie dla Rosjan – to chyba nawet największy pesymista nam przyzna. Ale jakoś przetrwają. Nabiulina pozatyka wszystkie dziury sztabami złota, bo coś tam im jeszcze przecież zostało. Benzynę kupią z Indii, żywność z Chin. Jakoś dotrwają do października. Co wtedy?

Moim zdaniem, tym razem nie rzucą tych mobików na front. To nie miałoby sensu. Ukraińskie drony średniego zasięgu skutecznie niszczą ruchome cele wojskowe do 100 km od frontu, więc nawet jeśli wyślą tych poborowych na piechotę, to większość nie dojdzie.

Bardzo serdecznie zapraszam więc do przedyskutowania umiarkowanie pesymistycznego scenariusza eskalacji. O ile kompletnie nie wierzę w rosyjskie atomówki (raz, że nie wierzę że działają; dwa że Chiny sobie nie życzą; trzy że wiatr wieje na wschód; cztery że reakcja NATO byłaby dewastująca; pięć że oligarchowie chcą wrócić do Courchevel…), traktuję jako umiarkowanie realny scenariusz ataku na kraje bałtyckie.

To nie wymagałoby wiele. Rosja nadal ma wystarczająco dużo zwykłych kałachów (a jak nie ma, to dokupi w Chinach). Wyobrażam sobie dwieście tysięcy mobików ruszających szeroką tyralierą z okrzykiem „uraaa”, jak w starych filmach. Mogą dojść do linii Dorpat-Dyneburg, zanim NATO ogarnie obronę i ich zatrzyma. I wtedy Putin składa ofertę – wycofamy się, ale w zamian za wstrzymanie wszelkiej pomocy dla Ukrainy.

Zakładam, że NATO ją odrzuci. Ale czy mam rację? Oraz, co tutaj jest kluczowe, czy Putin wierzy w NATO?

Cała ta dziwaczna historia z „duchem Ankorydża” sugeruje raczej, że on wyobraża sobie NATO na wzór Układu Warszawskiego, że jak Trump nam coś rozkaże, to my wykonamy. A Trump pewnie rzeczywiście ma nas gdzieś, musielibyśmy sami „ginąć za Rygę”.

Wierzę, że dalibyśmy sobie radę bez Amerykanów. Ale w 2027 będzie trochę ważnych wyborów (w tym w Polsce). U nas już od pewnego czasu kampania przebiega pod znakiem licytowania się na antyukraińskość. Niejeden europejski premier może mieć pokusę startowania w wyborach jako godny następca Chamberlaina, który przywiózł z Moskwy „pokój naszych czasów”.

Ze względu na notoryczną niezdolność demokracji do działań prewencyjnych, Rosja by budowała tą swoją „Armię Północ” przez jakiś tydzień całkowicie bezkarnie. Pieskow by zapewniał, że to tylko ćwiczenia, Nawrocki by wołał, by się nie dać sprowokować, Tusk by się ociągał z wysłaniem wojska. Nie udałoby się orków zatrzymać na samej granicy, zdążyliby wziąć paręset tysięcy cywilów jako zakładników.

A Wy Jak Myślicie? Żeby skalibrować dodam, że moje prognozy są takie, że raczej nie wierzę, żeby Putin się na to zdecydował, ale uważam to za realne. Zasadniczy argument jest taki, że nie widzę innej opcji dla niego. Przecież to niemożliwe, żeby na serio wierzył w 15 termin zajęcia Donbasu.

Gdyby doszło do takiej eskalacji uważam też, że NATO jednak stanie na wysokości zadania. I zamiast Crimean Beach Party będziemy mieć degustację serów w Tylży oraz polsko-litewskie spotkania filozoficzne na grobie Immanuela Kanta. Ale Putin może kalkulować inaczej.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

204 komentarze

  1. Nabulina to aby nie jest w niełasce?
    W sumie o możliwym ataku na państwa bałtyckie słychać od dawna. Niemniej nie wykluczałbym, że ta mobka ma trafić na Ukrainę. Po prostu jako uzupełnienie strat. Nie, żeby odwrócić losy wojny, ale żeby zapobiec zapaści rosyjskiej armii.

  2. @kmat
    „Nabulina to aby nie jest w niełasce?”

    Niestety chyba już nie.

    „żeby zapobiec zapaści rosyjskiej armii.”

    Bez przesady, o tym za wcześnie nawet fantazjować.

  3. @WO

    „„żeby zapobiec zapaści rosyjskiej armii.”

    Bez przesady, o tym za wcześnie nawet fantazjować.„

    Oni są tak nieprzystający do naszej logiki, że faktycznie ciężko tu o optymizm. Ale z drugiej strony jakoś na dniach pękła liczba pół miliona zabitych i trwale okaleczonych. Oni to na razie pokornie znoszą, ale może nawet i oni się w końcu zbuntują?

  4. @kot
    „może nawet i oni się w końcu zbuntują”

    Póki jest kasa, nie będzie buntu.

  5. @WO
    „A Wy Jak Myślicie?”
    Właśnie gen. Syrski to samo mówi, co Ekskursje: moblizacja po wyborach do Dumy (wrzesień).

    „traktuję jako umiarkowanie realny scenariusz ataku na kraje bałtyckie.”
    Co dałby Putnowi taki atak teraz? Wcześniej miało chodzić o przestesowanie NATO i spójności amerykańsko-europejskiej, tudzież spójności flanek NATO w Europie. Ale to już chyba nieaktualne. Spójność amerykańsko-europejska już nawet nie odjeżdża na Pacyfik, tylko wraca samolubnie do Stanów. Ukraina trwa i prosperuje dzięki materialnej pomocy całej Europy, z niemiecko-francuskim jądrem na czele. Nawet z Włochami i Węgrami. Jeżeli jądro trwa, to łatwo przewidzieć, że nie zostawi na pastwę losu Estończyków; wschodnia flanka wesprze ich tym ofiarniej. Nawet Ukraina ma teraz możliwości, żeby udzielić pomocy Bałtom i zadać Rosji pod dwakroć kompromitujące w takim przypadku straty. I nikt nie będzie się oburzał na Portugalczyków czy Greków, że przyślą najwyżej hełmy albo garkuchnie, bo rozbieżność interesów wewnątrz sojuszu jest rozpoznana i zrozumiana. Od tej strony Putin nic nie osiągnie.
    Taki atak mógłby wparwdzie zniechęcić Amerykanów do budowania Nawrockiemu Fortu Trump, ale co z tego? Ich kompletne odejście z Europy krótko- i średnioterminowej perspektywy Putina nie zmieni, podczas gdy jego horyzont się zawęża. Korzyści z eskalacji musiałyby być bardziej namacalne.

    Myślę, że taki atak miałby sens, jeżeli chodziłoby o wywołanie w RF efektu flagi (co się ostatnio udało Zełenskiemu, i troszeczkę Nawrockiemu w polsko-ukraińskiej ustawce). W takim układzie Rosja nie byłaby stroną atakującą, lecz raczej atakowaną – przez samą siebie pod fałszywą banderą. Taką możliwość już w NATO sugerowano. Jakieś ruskie Pearl Harbor czy 9/11, mogłoby wskrzesić mit świaszczennoj wojny, otwierając totalny konflikt zgniłego Zachodu z euroazjatyzmem. Dobrze wyreżyserowane sprawiłoby, że społeczeństwo zalewa wałna jarości błagarodnej i rzuca się ono w sukurs armii (bo floty już chyba nima?).
    Czy to prawdopodobny scenariusz? Wprawdzie bloki mieszkalne już w Moskwie wybuchały, ale teraz trzeba by się naprawdę postarać, żeby wkurzyć pełnego cynizmu przeciętnego Iwana. I jeszcze przekonać go, że to Zachód dybie na jego dobro. A jeżeli już, to kto na Zachodzie? Malutka Estonia albo Łotwa?
    Pewne wskazówki podsuwa świeży sondaż (link to pl.euronews.com ), w którym największe zuo Rosjan to Polska, na drugim miejscu – Litwa.
    Więc może jednak raczej coś na granicy Królewca albo w przesmyku suwalskim?
    Patrząc od tej strony, ostatnia, całkiem udana operacja antagonizowania Polaków i Ukraińców, nabierałaby nowego sensu: sprawić, że Ukraina w godzinie próby nie pomoże wstrętnym Lachom.
    Jeżeli to poprawny tok myślenia, to do „polskiej” prowokacji musiałoby dojść niedługo. Być może po spodziewanych, kolejnych odsłonach polsko-ukraińskiego naparzania się w kisielu historii i symboli, żeby Ukraińcy żyli świeżym oburzeniem; najlepiej krótko przed wyborami do Dumy i nową mobilizacją zaraz po nich.
    Lato tego roku będzie znowu piękne?

  6. @wo
    „Póki jest kasa, nie będzie buntu.”

    Otwartego buntu może nie, ale jednak pojawiają się filmiki jak rodziny próbują blokować autobusy z mobikami. Każdy ma jakaś psychologiczną granicę, także Rossjanie. No i te ataki na moskiewską rafinerię musiały podkopać trochę morale niezwyciężonego imperium. Zresztą nawet jakby nie i propaganda to urobi, to co ludziom po tym żołdzie skoro paliwka nie ma, na wakacje nie pojadą, z zakupami też szału nie będzie, gdy logistyka będzie kulała. Jak zabraknie na siły policyjne to lokalni bandyci będą haracz zbierać, a od kogo? No od tych co dostali od państwa sutą wypłatę. Nie wygląda na to, żeby RU mieli jakiś pomysł na obecną kampanię dronową i choć pewnie w końcu znajdą sposób to może to być dopiero w przyszłym roku. Uderzenia w infrastrukturę krytyczną mogą być bardzo bolesne.

    No i pytanie co myślą sobie oligarchowie i ludzie dobrze ustawieni? Czy widzą szansę na jakieś zwycięstwo i powrót do BAU? Co jak co ale chyba potrafią kalkulować. Co jak wcale im się nie widzi dalsza eskalacja i dociskanie śruby przez Zachód? NATO przecież będzie musiało odpowiedzieć proporcjonalnie. Nawet jeśli ludowego buntu nie będzie, bo brak charyzmatycznego przywódcy, to cara mogą dworzanie jednak się pozbyć. A może po prostu RU pogrąży się w chaosie.

  7. Wojna z NATO oznacza że wszystkie rosyjskie statki na Bałtyku (i nie tylko – Kanada też jest w NATO) stają się celem. Na razie udawało im się tą ropę jakoś przewozić. Po ataku na NATO, zapomnij.

  8. A w układ „wycofujemy się ale wy musicie przestać pomagać Ukrainie” nie wierzę. Przecież Putinowi nie wystarczyłaby ustna obietnica. Chciałby oficjalnego traktatu w którym takie zobowiązania składają wszystkie licząc się kraje które do tej pory wspierały Ukrainę. To byłoby olbrzymie upokorzenie dla takich państw jak Szwecja, Norwegia czy Francja. Nie jeden Chamberlain, a ponad dziesięciu.

  9. Ważniejsze od tego co się dzieje na froncie jest to co się dzieje na zapleczu.
    Trwa dewastacja państwa rosyjskiego. Strona ukraińska bombi (bombardować po rosyjsku to bombić) co tylko chce. Jesteśmy świadkami ciekawego eksperymentu na ludziach. Państwo to złożona układanka wymagająca do funkcjonowania dziesiątek jak nie setek elementów. Z tej układanki wypadają kolejne klocki. A to internet mobilny i komunikatory (to akurat sami rosjanie wyłączyli), braki paliwa, brak pieniędzy w regionach, brak fachowców, brak części zamiennych.
    Nie wiem do czego można to porównać – do Korei Północnej, Kuby, III Rzeszy pod bomardowaniami?
    Na Krymie z powodu braku zasilania przestała działać jedna z sieci komórkowych. A jeśli po rafineriach i zakładach zbrojeniowych przyjdzie kolej na elektrownie, albo na lokomotywy, albo serwerownie na których leży państwowa infrastruktura informatyczna. Żyjemy w czasach, w których dla wygody i dla efektywności informacje leżą w chmurze, w apce. Deklaracje podatkowe, księgi wieczyste, recepty, system bankowy, ale też bilety komunikacji, leżą gdzieś jako zapisy na serwerach. Po 3 miesiącach takiego bombienia państwo rosyjskie bedzie miało ważniejsze sprawy na głowie niż wysyłanie zielonych ludzików do Daugavpils.

  10. @scenariusz:
    „To nie wymagałoby wiele. Rosja nadal ma wystarczająco dużo zwykłych kałachów (a jak nie ma, to dokupi w Chinach). Wyobrażam sobie dwieście tysięcy mobików ruszających szeroką tyralierą z okrzykiem „uraaa”, jak w starych filmach. Mogą dojść do linii Dorpat-Dyneburg, zanim NATO ogarnie obronę i ich zatrzyma.”

    Tych mobików najpierw trzeba będzie wyszkolić – a nie za bardzo mają kim szkolić. No ale ok, przyjmijmy, że w absolutnie przyśpieszonym tempie bądą mieli po 3 miesiącach 200k bardzo źle wyszkolonych poborowych. Nie wiadomo na razie, czy są jakieś struktury zdolne wchłonąć tylu żołnierzy i czy jest dla nich coś, poza podstawowym wyposażeniem – wiecie, takie rzeczy jak łączność, artyleria, transport, jakieś dowództwa i sztaby, takie tam pierdoły. Powiedzmy, że w styczniu – lutym będziemi mieli jakieś tame niedokompletowane, ale gotowe jednostki.

    Teraz wypadało by te jednostki skoncentrować, albo chociaż przetransportować w okolice teatru działania. Tego się nie da zrobić w sposób niezauważony, a na wszelkie „to tylko ćwiczenia” NATO odpowie „spoko, my też tylko sobie ćwiczymy przerzucanie lotnictwa i ciężkich brygad”. Dajmy na to, że po miesiącu Rosjanie są skoncentrowani. W tym momencie NATO ma w gotowości (bez Amerykanów) około 20-30 brygad i tyle samo dywizjonów lotnictwa. To jest właśnie jakieś 200k żołnierzy. Dodajmy na to, że w tym momencie NATO jest o niebo lepiej wyposażone, wyszkolone i ma absolutną dominację w powietrzu (na morzu też, ale to już tylko drobny dodatek). Dowolny atak na któreś z państw NATO oznaczałby, najpierw, totalną utratę panowanie w powietrzu, a potem bezkarne młócenie rosyjskich jednostek. O skasowaniu Rosyjskiej logistyki już nie wspomnę.

    Jasne, gdyby Rosjanie byli ciut inteligentniejsi to by próbowali przeciwdziałać – grupy DR próbowałyby atakować lotniska, porty, wysadzać tory itp. Większym problemem były by różne dziwne działania poniżej progu wojny – drony zaatakowały terminal gazowy, próba zamachu na premiera Szwecji itp itd. Z tym, że służby na pewno monitorują różne takie próby i to już nie jest 2019, żeby Rosjanie sobie mogli takie rzeczy robić bezkarnie.

  11. Niezależnie od tego co niżej, jeśli chodzi o ocenę sensowności różnych działań to dodałbym disclaimer – nie wiemy na ile pełnie informacji o sytuacji na froncie ma Putin. To jest państwo autorytarne, i te 3cie bataliony o których pisze Gospodarz przecież oznaczają też, że raporty są kłamliwe. Oczywiście Putin coś tam wie – ale może nie wiedzieć o wielu istotnych elementach sytuacji, może być okłamywany bo nikt nie chce powiedzieć mu całej prawdy.

    Natomiast co do głównego tematu to wydaje mi się, że otwarta inwazja państw bałtyckich jest jednak mało prawdopodobna. Oczywiście, Putin może czując się osaczony (przez swoje zaplecze) zrobić dziwne nerwowe ruchy. Ale otwarta inwazja na państwa NATO to jest strasznie ryzykowny krok. Teraz Putin może mówić, że walczy nie z Ukrainą tylko całym NATO, ale prawda jest taka, że o ile wsparcie NATO jest duże to przecież nie walczy z ułamkiem możliwości sojuszu, nawet tej europejskiej części.
    Otwarty konflikt raczej skończyłby się mocną reakcją – jak sądzę wszyscy tutaj spytani w 2020 roku jak wyobrażamy sobie NATOwską (a w szczególności europejską) reakcję na potencjalną inwazję Rosji na Ukrainę nie bylibyśmy optymistami i poziom wsparcia oraz odcięcia się od Rosji nas zaskoczył. NATO jest silniejsze niż w 2022 roku, również z racji nowych członków, którzy nie po to weszli do sojuszu na skutek Rosyjskiej inwazji by teraz być gołębiami. Przegrana w otwartej walce – uderzyłaby w legitymację władzy. Bo raczej możemy być pewni, że odpowiedzią NATO byłoby chociaż zdobycie panowania w powietrzu i naprawdę gruntowne zrównanie licznych celów wojskowych i przemysłowych.

    Jeśli widziałbym dla Rosji formę nacisku na Europę – to są to podprogowe działania. Czy to zamachy pod fałszywą ukraińską flagą (albo takie, które podbiją nastroje antymigranckie), intensyfikacja działań, których trwanie zagrażać będzie sprawującym władze politykom. Gra „jak nie cofniecie się, to zrobię takie nastroje społeczne, że was Farage i Brauny zjedzą”.

    O ile pierwsza zagrywka to postawienie wszystkiego na jedną kartę ze świadomością, że to już ostatnia partia. Ta druga opcja pozwala łudzić się jeszcze, jeszcze jakieś żetony zostaną – można się będzie łudzić, że wybuchnie konflikt Chin o Taiwan i wtedy sytuacja przetargowa Rosji się zmieni.

  12. @”w październiku ma to dać 1,2 miliona poborowych.”

    Ma to jeszcze inny sens, podobny jak cała ta wojna: podtrzymanie starego porządku. Nie samej Rosji – świata. Porządku, w którym jeden człowiek/jeden rząd, jedna ojczyzna/jeden ośrodek administrowania terenem może decydować o śmierć milionów ludzi/mieszkańców terenu. Sens tej jesiennej mobki jest wyłożony w finałowej piosence z „Hair”, tej z tłumem chłopaków karnie wmaszerowujących do smoczej paszczy samolotu:
    „We starve, look at one another, short of breath
    Walking proudly in our winter coats
    Wearing smells from laboratories
    Facing a dying nation of moving paper fantasy”.
    Nieważne, czy jesteś Nixonem czy Putinem, dążysz do tego, by wojna stała się wojną ojczyźnianą, wojną dobra ze złem – więc taką, gdzie masz moralne prawo grać all in. A twoim „all” są nie tylko takie drobiazgi jak budżet kraju wielkości kontynentu czy jego słupki i ekscele ekonomiczne, ty możesz sobie rzucać na stół życiem setek tysięcy ludzi, możesz ich okaleczć, możesz psychicznie okaleczać ich rodziny, możesz rujnować ludziom życie na parę pokoleń do przodu. Ha, to jest coś! Oczywiście, w tym momencie machają nam z poprzedniego wątku paradygmaty romantyczne (no i upiory polskie, upiór 1863, upiór 1944), ale nawet czysto historycznie: tak było przez całe wieki i komu to przeszkadzało? Teraz gejropa nie chce? No, to zobaczcie.
    Z Irkucka do Kijowa jest jak z kontynentu na kontynent, ale nawet to nie jest barierą. Po co marnować życie, żeby sie bzykać, palić gandzię i słuchać infantylnej hipisowskiej muzyki, skoro można je lepiej zainwestować i umrzeć za swój kraj? Albo umrzeć za cokolwiek, o czym zdecyduje papież/cesarz/prezydent. To jest jeden z głównych sensów tej wojny i tego podobno szykowanego poboru w Rosji.

  13. @mb
    „Jeżeli jądro trwa, to łatwo przewidzieć, że nie zostawi na pastwę losu Estończyków; wschodnia flanka wesprze ich tym ofiarniej.”

    Ale Putin o tym wszystkim nie musi wiedzieć. Wygląda na to, że on jest odizolowany od rzeczywistości i daje się wkręcać głupim doradcom. Medwedczuk przekonał go w 2022, że Ukraina nie będzie stawiać oporu. Generałowie ciągle jakoś potrafią go przekonać, że zajmą Donbas za parę miesięcy. Dmitriew i Kirilenko przekonali go do „ducha Ankorydźa”. To jest sygnał alarmowy: duch Ankorydża był przecież kompletnym idiotyzmem dla każdego normalnego – „Trump zmusi Ukrainę do oddania Donbasu w zamian za budowę tunelu pod cieśniną Beringa”? Helou?

    Otóż taka teoria, że „NATO nie będzie bronić Estonii”, krąży po rosyjskich mediach. Putin może w to uwierzyć.

    @rw
    „Wojna z NATO oznacza że wszystkie rosyjskie statki na Bałtyku”

    Jak wyżej: Putin może nie wierzyć w to, że to będzie „wojna z NATO”. Raczej celny cios obnażający słabość NATO. Trump pół roku temu uwierzył, że Iran upadnie pod wpływem bombardowań. Putin uwierzył w „ducha Ankorydża”. Ci ludzie są głupsi niż nam się wydaje.

  14. WO
    „Generałowie ciągle jakoś potrafią go przekonać, że zajmą Donbas za parę miesięcy.”

    To byłby „cel” wojny. A jest jeszcze „sens” wojny. „Cel” to słowo z katalogu „szkiełko i oko”, a „sens” z tego drugiego katalogu. Jeżeli NATO jest złem, a Rosja w granicach ZSRR jest ojczyzną, to możemy się bać tej jesiennej mobilizacji.

  15. @ergonauta
    …jest jeszcze „sens” wojny. „Cel” to słowo z katalogu „szkiełko i oko”, a „sens” z tego drugiego katalogu.

    „Wojna odmładza ciało mężczyzny”

  16. @carstein
    „Tych mobików najpierw trzeba będzie wyszkolić – a nie za bardzo mają kim szkolić.”

    Wiadomo że rutynowo szkolą 30k miesięcznie. Jeśli zaczną teraz przygotowania (a skoro te plotki tak latają, to pewnie już zaczęli), mogą to skokowo zwiększyć do powiedzmy 200k miesięcznie.

    ” wiecie, takie rzeczy jak łączność, artyleria, transport, jakieś dowództwa i sztaby, takie tam pierdoły.”

    Tych pierdoł nie mają na froncie od dawna, a jednak ślimaczą do przodu. Artylerii nie mają już wcale, transport to bojowe osiołki i cywilne buchanki, łączność to „baofengi”, sztab nieobecny. Są filmiki, na których mięso armatnie się żegna ze światem i mówi, że dostali prosty rozkaz, dojść do tego i tego punktu. Oraz dwa karabiny na pięć osób. To mogą powtórzyć w Latgalii.

    „NATO odpowie „spoko, my też tylko sobie ćwiczymy przerzucanie lotnictwa i ciężkich brygad”.

    Ja też na to liczę. Ale Putin może liczyć na to, że Trump odmówi, Wielka Brytania nie będzie mieć premiera, Polska się jak zwykle nabzdyczy, itd.

  17. @wo

    Zgadzam się. Mój argument jest za tym, że NATO ma wtedy Rosję na talerzu pod wieloma względami, więc nie martwię się zbytnio o Chamberlainów (patrz również mój drugi komć). Jedyne co mnie martwi to brak doświadczenia i doktryny w walce z dronami w krajach NATO.

    NB: link to interfax.ru

  18. @dnl
    „Oczywiście Putin coś tam wie – ale może nie wiedzieć o wielu istotnych elementach sytuacji, może być okłamywany bo nikt nie chce powiedzieć mu całej prawdy.”

    Właściwie wiemy że jest. Wierzę w plotko-przecieki, że w telewizji montują dla niego programy informacyjne z samymi dobrymi wiadomościami, a wojsko produkuje dwie wersje map, prawdziwe i fikcyjne. To samo dzieje się u Trumpa. Obaj są już w takiej fazie, w której nikt nie chce powiedzieć wodzowi, że nie doszło do kontrataku Steinera.

    Otóż jak wiecie, śledzę rosyjskie media i blogerów. Jeśli zmiksować same „dobre wieści dla Putina”, to nic tylko atakować NATO. Starshe Eddy dzisiaj wrzucił jakiś debilny tekst o tym, jakie NATO jest niegotowe na wojnę konwencjonalną z Rosję i że jakby co, to Rosja nas wszystkich zwalcuje. Sołowiow miał monolog o tym, jak łatwo będzie zablokować Bałtyk, ale uwaga – on uważa, że to Rosji łatwo będzie zablokować! I rzuci tym NATO na kolana!

    Jeśli Putin słucha tych wariatów, to wierzy w potężną flotę, potężnego Hehesznika i NATO w rozsypce, niezdolne do podjęcia jakiejkolwiek decyzji.

  19. @WO

    „Ja też na to liczę. Ale Putin może liczyć na to, że Trump odmówi, Wielka Brytania nie będzie mieć premiera, Polska się jak zwykle nabzdyczy, itd.”

    Ja się tego poważnie obawiam. Wielka Brytania zwyczajnie nie ma czego wysyłać, jak wyskrobią jedną brygadę to będzie dobrze. Flota i lotnictwo jakoś tam wygląda, ale to też nie jest tak, że na gwizdek wyślą dwa lotniskowce z eskortą. Ostatnio mieli problem wysłać jeden niszczyciel na Cypr. Francja i Niemcy nie wyglądają wiele lepiej; Francuzi mają w gotowości lekką brygadę, Niemcy klecą jedną pancerną brygadę na Litwę, ale w pełni gotowa będzie w 2027. Polska sama na Moskwę się będzie bała ruszyć, Finlandia musi swoje brygady rozwinąć. Poza tym od lat szkolą wojsko do obrony i nie wiem na ile byliby wstanie wysyłać jakieś wojska ekspedycyjne, itd.

    Testowanie NATO za kadencji Trumpa to wcale nie musi byc taki głupi pomysł. Zaczynanie wojny za Bidena było wielkim błędem, kto wie kto będzie następnym prezydentem, więc jak nie teraz to kiedy?

  20. 1. „spotkania filozoficzne na grobie Immanuela Kanta”

    2. „w telewizji montują dla niego programy informacyjne z samymi dobrymi wiadomościami, a wojsko produkuje dwie wersje map, prawdziwe i fikcyjne. To samo dzieje się u Trumpa.”

    3.

  21. @ergonauta
    Przepraszam za częściową cenzurę, ale nie chcę na blogasku nieopisanych linków. Jeszcze od biedy mogę wybaczyć jak prowadzą do klasycznych serwisów informacyjnych, ale nie tak po prostu, „facebook – cholera – wie – co”.

  22. @wO
    „Otóż taka teoria, że „NATO nie będzie bronić Estonii”, krąży po rosyjskich mediach. Putin może w to uwierzyć.”
    To prowadzi do następnego pytania: kto ją mu spinuje i po co?
    Generałowie mogę być oczywiście zainteresowani odwróceniem uwagi od wtopy na Ukrainie, ale chyba zdają sobie sprawę, że Estonia może się okazać jeszcze większą wtopą, która dodatkowo wydrenuje brakujące zasoby z frontu? No chyba, że chodzi o to, żeby pogłębić choas, bo jak mówi stare rosyjskie przysłowie, „лучше всего ловить рыбу в мутной воде”.
    Pewnie ten czy inny oligarcha też może mieć tam jakieś swoje kalkulacje.
    Itd., itp.
    Niemniej, temat pochodzenia tego spinu wydaje się ciekawym zagadnieniem.

  23. @kot
    „Ja się tego poważnie obawiam. Wielka Brytania zwyczajnie nie ma czego wysyłać, jak wyskrobią jedną brygadę to będzie dobrze. Flota i lotnictwo jakoś tam wygląda, ale to też nie jest tak, że na gwizdek wyślą dwa lotniskowce z eskortą.”

    Dlatego niestety wydaje mi się realne że dojdą właśnie mniej więcej do linii Dorpat-Dyneburg. Po prostu przez jakiś tydzień NATO owszem, coś zbombarduje, coś zatopi, ale nie wyskrobie piechoty do zatrzymania tej fali orków.

  24. @mb
    „To prowadzi do następnego pytania: kto ją mu spinuje i po co?”

    A po co Dmitriew spinował „ducha Ankorydża”, a Hegseth przekonywał Trumpa, że Teheran w trzy dni? Wygląda na to, że ci ludzie robią to po prostu po to, żeby w najgorszym wypadku, przez rok być Kimś Bardzo Ważnym (i odejść w niesławie ale i z kupą forsy), a w najlepszym, przejść do Historii.

  25. @wo
    Tych pierdoł nie mają na froncie od dawna, a jednak ślimaczą do przodu.

    Ślimaczą za pomocą mielenia mobików na froncie na którym ukraińskie siły rozciągnięte są jak gumka ze starych gaci. Otwieranie teraz drugiego frontu w Estonii, gdzie zaraz obok mamy chociażby świeżo natowskich Finów którzy chętnie się w końcu odwdzięczą za Karelię nie brzmi jak świetny pomysł. Dlatego też moja szklana kulka pokazuje tak jak komcionautom powyżej raczej jakieś prowokacje i raczej przesmyk suwalski. Chociaż z drugiej strony Putin chyba już nie może liczyć na Łukaszenkę który grzecznie wyłącza ruskie nadajniki na uprzejmą prośbę Zełeńskiego, a Królewiec jednak słabo się zaopatruje. No i też, realnie patrząc, jeśli ukraińskie kinetyczne sankcje potrwają dłużej to nawet zmasowanie jakichś sił wzdłuż granicy z Estonią czy Łotwą będzie skomplikowane logistycznie, skoro już ponoć są problemy z dystrybucją paliw.
    Jak jeszcze popatrzymy na realną szansę odizolowania Krymu (u Coopera dają dzisiaj dyskusję „czy Ukrainie bardziej się opłaca niszczyć most Kerczeński, czy raczej wszystkie elementy obrony powietrznej które Ruscy tam stawiają”) to Putin może z mobilizacją zwyczajnie nie zdążyć zanim coś się mocno w Rosji posypie. No i jest jeszcze to, że wg. obecnych szacunków to ślimaczenie się na froncie kosztuje ich miesięcznie więcej ludzi niż są w stanie zrekrutować, więc otwarcie drugiego frontu mogłoby oznaczać że rekrut nie dojeżdża do Donbasu i front tam zaczyna się powoli zwijać. To jednak jest wojna na wyniszczenie i wygląda na to że Ukraina ma teraz przewagę, wiec jeśli trend się utrzyma to coś w rosyjskiej maszynce się w końcu zatnie albo pęknie pod naprężeniem.

    A, no i jeszcze: mobka w oktiabrze, więc ewentualne zmasowanie sił przy obecnym stanie rosyjskiej logistyki to listopad, jakie są szanse na idealne warunki pogodowe bez przymrozków, opadów, mgieł w których piechota musi mieć odpowiednie wyposażenie a drony nie mogą latac non-stop? Nie żebym nie podejrzewał że Putin jest mocno oderwany od rzeczywistości i sobie odpowiednie rozkazy wyda, ale jak ma to wszystko się zmaterializować IRL?

  26. Fajnie by było, jakby tam wpadli na pomysł, żeby zimą uderzać na Estonię i Finlandię. Bo każdy jest gangsta dopóki śnieg nie zaczyna mówić po fińsku.

    @wo:
    „Po prostu przez jakiś tydzień NATO owszem, coś zbombarduje, coś zatopi, ale nie wyskrobie piechoty do zatrzymania tej fali orków.”
    Ale to nie będzie tak, że nie wiadomo skąd pojawi się nad granicą 200k rosyjskich jednostek. Sam przerzut tego im zajmie miesiąc. W miesiąc, zakładając super pesymistycznie, że NATO uruchomi tylko jednostki Tier 1 to jest 40k żołnierzy gotowych wejść do akcji w ciągu do 10 dni na wschodniej flance. A to tylko siły lądowe. Doliczając komponent powietrzny i morski to jest jakieś 90k żołnierzy. Starczy aż nadto, żeby zmielić to kiepski pospolite ruszenia.
    Tego nawet nie ma co porównywać do sił NATO, którym sprzętu nie zabraknie.
    Jasne, pomijam tutaj element polityczny, bo może UK stwierdzi, że mają teraz inne problemy, albo Włochy stwierdzą, że samoloty tak, ale Bersaglieri to już może na razie nie. Ale nadal – będzie tak samo jak w 2022 – od późnej Jesieni było jasne, że Rosjanie są gotowi do ataku. Wtedy tylko nikt nie podejrzewał, że będą takimi debilami. Teraz tego typu wątpliwości nie będzie.

  27. @WO
    Przepraszam, że fejsbuk, to było do Wiesławca. Ale absolutnie proszę ciąć prewencyjnie! Następnym razem dam stosowną zapowiedź: Wiesławiec deluxe.

  28. „Sołowiow miał monolog o tym, jak łatwo będzie zablokować Bałtyk, ale uwaga – on uważa, że to Rosji łatwo będzie zablokować! I rzuci tym NATO na kolana!”

    Chyba przeoczył wejście Szwecji i Finlandii do NATO 😀

    Podczas II WŚ rosyjska flota tkwiła zablokowana z zatoce fińskiej, ale pewnie w rosyjskim podręczniku ewakuacja floty z Tallina do Kronsztadu to wielki sukces, dla reszty świata to:

    „Podczas tej operacji Flota Bałtycka straciła 22 okręty i jednostki wspierające oraz 46 statków transportowych (poza tym 28 statków pozostawiono lub zatopiono w Tallinie). Do Kronsztadu zdołano przetransportować 12 738 żołnierzy i marynarzy. Oblicza się, że w sumie cała ewakuacja Floty Bałtyckiej pochłonęła 30–40 tysięcy ludzi (załogi okrętów i statków, wojsko i ludność cywilna).”

  29. Moja szklana kula też pokazuje „podprogową” działalność Rosji.
    Zaatakowanie NATO spowodowałoby otwarcie frontu na 3500 kilometrów, z niepewną Białorusią po środku, która chciałaby przede wszystkim świętego spokoju. Rosja nie jest w stanie obronić nieba przed ukraińskimi dronami, w przypadku wojny z NATO do dronów doszłoby również NATO-wskie lotnictwo. Można liczyć na szybki atak i podbój, ale Rosja wszystkie środki na 3-dniowe operacje specjalne wypstrykała na poprzedniej 3-dniowej operacji specjalnej.
    Samo rosyjskie społeczeństwo, szczególnie w metropoliach, miało luksus życia „z dala” od wojny. Wojny z NATO nie będzie dało się przegapić, co może przyspieszyć decyzje dworzan o wymianie przywództwa.
    Myślę, że te 400k ludzi, niestety, pójdzie na przemiał na polach Ukrainy.

  30. @Marco Bollocks
    „Generałowie mogę być oczywiście zainteresowani odwróceniem uwagi od wtopy na Ukrainie, ale chyba zdają sobie sprawę, że Estonia może się okazać jeszcze większą wtopą”

    Generałami byli też Romuald Traugutt (doświadczony na wielu frontach, np. na Węgrzech podczas Wiosny Ludów tłumił ruchy narodowowyzwoleńcze, więc powinien wiedzieć, kiedy odpuścić, bo cię posiekają na plasterki) Zygmunt Padlewski (dowódca powstania styczniowego na północnym Mazowszu; mógł zatrzymać tę masakrę pod koniec stycznia, ale ściągnął sobie nowe oddziały z Puszczy Kampinoskiej, żeby także je mogli Rosjanie zmasakrować), no i Antoni Chruściel.

  31. Jedyne bezpieczne miejsce to byłby obwód Kaliningradzki bo dosięgnięcie go wymagałoby naruszenia przestrzeni powietrznej NATO. Poza tym niezależnie gdzie by tych ludzi Rosja gromadziła do potencjalnego ataku na NATO to Ukraińcy i tak ich dosięgną dronami i rakietami nie czekając na opinie NATO, ani nie zważając na protesty Białorusi. Ich aktualna doktryna wprost zakłada zabijanie tak wielu żołnierzy jak to tylko możliwe.

  32. Są opinie, że oni potrzebują tej mobilizacji nie po to aby zaatakować Bałtów tylko po to aby stabilizować front na jesieni (liczba zabitych/rannych vs uzupełnienia miesięcznie).

    Hipoteza z atakiem na bałtów ma ten problem, że pytanie co dalej po pierwszym urra bo w praktyce to będzie bardziej desperackie niż Ardeny 1944, które na papierze jakoś tam się trzymały kupy. Oraz atak na Bałtów ma sens strategiczny tylko wtedy kiedy jednocześnie wypuszczą uderzenie na Estonię i na Suwałki. Jeśli założymy że Putin ogląda tylko fake wiadomości (w co ja akurat nie wierze, o tym że jest słabo to może się przekonać patrząc przez okno Kremla) to „oni” go właśnie na coś takiego namawiają a to będzie jeszcze większa katastrofa. I to nawet nie dlatego, że nasze WP coś może (tu jestem ultra sceptyczny patrząc i czytając co kupują i jak o tym mówią nasi generałowie więc to nie będzie tak, że Tusk będzie się „zastanawiał”, oni mu powiedzą, że ma wyrzutnie ale nie ma rakiet a jak są rakiety to nie ma ludzi więc rząd trzeba ewakuować do Poznania) tylko wystawią swoje rozciągnięte siły bez żadnego wsparcia i zaplecza na ataki lotnicze jedynej realnej siły zbrojnej w rejonie i to dobrze spozycjonowanej bo za wodą – czyli Szwecja i Finlandia ze wsparciem Francji, Niemiec i – choć oni to już słabizna ostatnio – UK. U Bałtów jest dużo wojska z tych krajów więc nie mają wyjścia.

    Plus tego nie da się ukryć a jak nagle zaczną mobilizować te 200 czy 300k na granicy to idę o zakład, że nagle Ukraina dostanie więcej Storm Shadow i podobnych idealnych do atakowania takich zgrupowań.

    Ja stawiam, że jednak Putin pójdzie w wariant „więcej tego samego” z braku lepszych opcji. Nacisk położą na działania dywersyjne i fake newsowe bo to im idzie sprawnie (jak u nas w sprawie Ukraińców i PL prawicy, we wrześniu może odkryją jakieś tajne raporty Stalina o Wołyniu i przypadkowo opublikują ku radości Nawrockiego, w USA przy Midtermsach, za rok będzie opcja we Francji, zbliżają się tez lokalne wybory w Niemczech gdzie AfD ma szanse. Ten scenariusz „bałtycki” to też uważam jest od nich wrzutka) i dalsze bombardowania cywilów jak ostatniej nocy aby pokazać, że coś robi.

    Dla nich strategicznie ważne jest utrzymanie stabilnego frontu (ta mobilizacja) tak aby Ukraina nie miała szansy na jakieś przełamanie bo wtedy to się całość może rzeczywiście posypać. I tak do 2027, a potem się zobaczy.

  33. @Roland sp-404
    „Myślę, że te 400k ludzi, niestety, pójdzie na przemiał na polach Ukrainy.”

    Też wydaje mi się to bardziej prawdopodobne. Rosjanie całą wojnę są przekonani, nie bez podstaw, o swojej przewadze liczebnej. Tyraliera setek tysięcy uzbrojonych mobików zamiast przeciw NATO mogłaby pójść w niewiadomą stronę. A na Ukrainie po prostu zasilą już ustalone taśmociągi przemiału. Taki scenariusz może się udać. Putin mógłby zająć cały Donbas i odtrąbić zwycięstwo.

  34. @ergonauta
    „Generałami byli też Romuald Traugutt (…), Zygmunt Padlewski (…), no i Antoni Chruściel.”
    Sami polscy powstańcy. Rosjanie nie walczą o przetrwanie narodu, ani też żyją romantycznym mitem. Ich przeciwnik nie ma przewagi liczebnej. To nie jest dobre porównanie.
    Ewentualną rosjyjską akcję w Estonii można prędzej porównać do ostatnich ataków USA na Wenezuelę lub Iran: dominująca przewaga, słaby przeciwnik, element zaskoczenia.
    Konkluzja: na dwoje babka wróżyła, z tą różnicą, że ani za Wenezuelą, ani za Iranem nie stał sojusz obronny w rodzaju NATO. Tymczasem Sojusz Północnoatlantycki to wróg ruskiej generalicji od samego początku, tj. od 1949 roku (z pieriedyszką w latach 1990-2004). Śmiem twierdzić, że takiego starego wroga się nie lekceważy, tylko traktuje z największą ostrożnością i namysłem, co do celów działań przeciw niemu.

  35. @kot immunologa
    „Wielka Brytania zwyczajnie nie ma czego wysyłać, jak wyskrobią jedną brygadę to będzie dobrze. Flota i lotnictwo jakoś tam wygląda, ale to też nie jest tak, że na gwizdek wyślą dwa lotniskowce z eskortą. Ostatnio mieli problem wysłać jeden niszczyciel na Cypr.”

    Francja ma podwójne załogi dla swoich okrętów, WB nie ma nawet pojedynczych. Francja była w stanie wysłać 90% floty w morze praktycznie w 1-2 dni (w marcu), gdy WB przez tydzień albo i dłużej wysyłała ten jeden niszczyciel. Ale co do sił lądowych to zgoda – obecnie największą armią w Europie jest, no cóż, Polska… Te 20 brygad NATO w Pribałtice na dzień dobry, no, chciałbym w to wierzyć…

    @Cpt. Havermeyer
    „A, no i jeszcze: mobka w oktiabrze, więc ewentualne zmasowanie sił przy obecnym stanie rosyjskiej logistyki to listopad, jakie są szanse na idealne warunki pogodowe bez przymrozków, opadów, mgieł w których piechota musi mieć odpowiednie wyposażenie a drony nie mogą latac non-stop?”

    Przecież to Ukraińcy mają przewagę w dronach, które są głównym środkiem przeciw piechocie, więc ich eliminacja bądź ograniczenie skuteczności z powodu pogody pogarsza warunki do obrony. Sytuacja jest odwrotna niż w 2022 czy 2023.

    @carstein
    „Tego nawet nie ma co porównywać do sił NATO, którym sprzętu nie zabraknie.”

    A amunicji? Amerykanom szło jej tyle, że starczyłoby na trzy-cztery miesiące z Iranem, zanim by się wyprztykali. Zawsze mnie martwiło, że produkcja zbrojeniowa NATO to aptekarskie ilości kosmicznie drogich zabawek (super sprawa dla koncernów). Sprzętu dronowego i antydronowego mamy też co kot napłatał, zwłaszcza w Polsce. I zupełnie niewyszkolonych pod nowe zagrożenia żołnierzy. Ukraina zrezygnowała ze szkoleń w NATO, bo twierdzą, że są one archaiczne i nieprzystające do potrzeb. Myślę, że sporo czasu i krwi upłynęłoby, zanim zyskalibyśmy w boju odpowiednie doświadczenia i umiejętności.

    @stmi
    „Poza tym niezależnie gdzie by tych ludzi Rosja gromadziła do potencjalnego ataku na NATO to Ukraińcy i tak ich dosięgną dronami i rakietami nie czekając na opinie NATO”

    Drony dalekiego zasięgu nie są skuteczną bronią przeciwko zgromadzeniom wojska, zdecydowanie za mała „gęstość” celu. To nie łatwopalne rafinerie. Rakiet Ukraina na razie nie ma, poza niewielką liczbą pocisków manewrujących Flamingo, które wysyłają tylko na cenniejsze cele.

    „Ich aktualna doktryna wprost zakłada zabijanie tak wielu żołnierzy jak to tylko możliwe.”

    Na linii/strefie frontu. A z dala od niego: infra energetyczna i logistyka.

  36. @wo
    Okłamywanie Putina

    I jeśli gdzieś bym widział ryzyko ataku na państwa Bałtyckie to tam. Bo jedna rzecz, że jest okłamywany co do sytuacji na froncie i kraju. Druga, że jak spyta się generała KGB czy innego GRU „ta kasa co poszła na to by w razie ataku na Estonię NATO nie zareagowało, to jak tam? dobrze ją zużyliście” – to co mu ten generał ma powiedzieć? Że bardzo dobrze, że willa stoi na Lazurowym Wybrzeżu? (nie mówię, że wszystko rozkradli, przecież to i owo osiągnęli, sami się tych wpływów obawiamy, ale jednak moja wiara w działanie NATO po 2022 roku wzrosła)

    W tym sensie moim zdaniem istnieje ryzyko: bo jeśli ktoś ma zły obraz rzeczywistości, to działając racjonalnie może podjąć obiektywnie bezsensowne kroki. Natomiast obiektywnie to moim zdaniem byłby zły ruch, a więcej mógłby osiągnąć eskalując podprogowymi działaniami politycznymi i dywersją.

  37. @kuba_wu:
    „A amunicji? Amerykanom szło jej tyle, że starczyłoby na trzy-cztery miesiące z Iranem, zanim by się wyprztykali.”
    A amunicji, np. artyleryjskiej obecnie Rheinmetal produkuje więcej niż US. W innych obszarach mamy wzrost o 50-100% w stosunku do lat poprzednich. Albo więcej.

    „Zawsze mnie martwiło, że produkcja zbrojeniowa NATO to aptekarskie ilości kosmicznie drogich zabawek (super sprawa dla koncernów). Sprzętu dronowego i antydronowego mamy też co kot napłatał, zwłaszcza w Polsce.”

    Oczywiście – to martwi. Ale to po prostu wynika z tego, że wcześniej nie było zamówień to na czymś tą marżę trzeba było zrobić. Wiadomo, że jak masz dostarczyć 100 bewupów, to lepiej sprzedać Porsche, znaczy się Puma, niż odmalowanego Mardera. Sprzętu dronowego mamy mało, jasne. Całe NATO ma mało. Ale NATO się nie będzie bawić w niszczenie czołgów przeciwnika 20 dronami, tylko pójdzie salwa brimstonów albo SPIKE LR i efekt będzie ten sam albo lepszy.

    „I zupełnie niewyszkolonych pod nowe zagrożenia żołnierzy. Ukraina zrezygnowała ze szkoleń w NATO, bo twierdzą, że są one archaiczne i nieprzystające do potrzeb. Myślę, że sporo czasu i krwi upłynęłoby, zanim zyskalibyśmy w boju odpowiednie doświadczenia i umiejętności.”

    Po pierwsze – wróbelki ćwierkają, że jedną z ważniejszych przyczyn zrezygnowania Ukrainy ze szkoleń w Europie (przynajmniej jeśli chodzi o piechotę) to była duża liczba dezercji. Tak, ze szkoleniami był problem bo armie NATO ćwiczą pod swoją doktrynę, której to Ukraina nie jest w stanie zastosować (nie ta armia, nie ten sprzęt) – stąd narzekania. Jasne, było sporo zgrzytów – np. w Niemieckiej doktrynie pola minowe się obchodzi, a jak tu obejść Rosyjskie pole, które się rozciąga wzdłuż całego frontu.
    Ale NATO nie będzie walczyć tak jak SZU – bo nie musi. Jasne, wojska NATO dawno nie walczyły – ale pamiętajmy z kim potencjalnie by miały walczyć – z 200k Rosjan idącymi 'urrrraaa’ przez polę.

  38. @MB
    „Rosjanie nie walczą o przetrwanie narodu, ani też żyją romantycznym mitem.”

    Rosjanie żyją mitem. Mitem romantycznym, acz z takim norwidowskim poślizgiem (bo Rosja wlecze się w czasowym ogonie Europy). Jednym z preludiów do inwazji na Ukrainę było otwarcie przez Putina Domu Dostojewskiego w Moskwie. A Dostojewski to jest poczwiennictwo (czyli triumf „czucia i wiary” nad tym drugim, a do tego mocno nacjonalistyczna gleba) plus Nikołaj Danilewski, duchowy guru Dostojewskiego, papież panslawizmu (z Rosja jako hetmanką słowiańszczyzny) oraz wróg ewolucjonizmu i innych naukowych wynalazków zdegenerowanej Europy. Zaskoczka Putina, że Ukraińcy w 2022 nie pobiegli łapać za spódnicę mateczki Rosji to jest efekt ukąszenia Danilewskim.

    „Śmiem twierdzić, że takiego starego wroga się nie lekceważy, tylko traktuje z największą ostrożnością i namysłem”

    Czy Rosja w 1863 nie była aby starym, dyżurnym wrogiem Polski? Tymczasem wykwalifikowani historycznie i militarnie generałowie Padlewski i Traugutt rzucili się na nią jak na byle gówniarę? Czy Niemcy w kolejnym stuleciu nie były starym, jeszcze bardziej odwiecznym wrogiem Polski? (ostatnio powtarzają serial „Pogranicze w ogniu” o przedwojennej walce wywiadów, no i tam widać wzajemną ostrożność starych wrogów; no bo jest Pazura vs Lubaszenko w momencie kiedy obu jeszcze dało się oglądać, zanim aktorsko zabiła ich pasikowszczyzna).

  39. @kuba_wu

    „Francja ma podwójne załogi dla swoich okrętów, WB nie ma nawet pojedynczych. Francja była w stanie wysłać 90% floty w morze praktycznie w 1-2 dni (w marcu), gdy WB przez tydzień albo i dłużej wysyłała ten jeden niszczyciel.”

    Jest nadzieja, że to im dało do myślenia i jakieś wnioski z tego wyciągną. Britannia rule the waves, to jednak zobowiązuje…
    Co do lotnictwa, UK miała na Cyprze kontyngent w gotowości bojowej zdolny zestrzeliwywać co tam Iran zechciał wysłać na Izrael. Również polskiego nieba nie bronimy sami, Francja, Holandia, UK, Niemcy są w stanie wysłać jakiś kontyngent. Pytanie o skalę i zapasy amunicji. Jak się Europa wybrała na wojnę z Libią to się okazało, że najlepiej z tym nie jest.

    „Te 20 brygad NATO w Pribałtice na dzień dobry, no, chciałbym w to wierzyć…”

    Jak się uda zebrać z pięć ciężkich brygad to byłby sukces. Ale może tyle starczy…

  40. @kuba_wu

    „Ale co do sił lądowych to zgoda – obecnie największą armią w Europie jest, no cóż, Polska…”

    Tylko warto pamiętać, że my dużym nakładem sił i środków budujemy armię do kilkudniowej dniowej operacji, bez rezerw (amunicja i ludzie), która będzie miała może kiedyś zdolności przeprowadzić akcję w rodzaju Pustynnej Burzy 2 w charakterze korpusu pomocniczego US Army a nie dać radę na wojnie typu Ukraina. Nasz generał od Ah64 w wywiadzie dla Polityki opowiadał ostatnio jak to planują używać ich do zwalczania dronów. Czytają ten wywiad trasa dojazdu do mostu na Odrze sama mi się zaczęła planować.

  41. @Obywatel

    W czasie Pustynnej Burzy pomocniczy korpus brytyjski rozbił kilka Irackich w dywizji przy minimalnych stratach własnych. Jeśli taką armię budujemy, to brzmi nieźle. Mam serdeczną nadzieję, że nie damy się wepchnąć w taką szaloną rekonstrukcję IWŚ jaka jest teraz w Ukrainie.

  42. @rpyzel
    „Chyba przeoczył wejście Szwecji i Finlandii do NATO”

    Każdy z nich przeacza co innego. Jeśli któryś jest świadom stanu floty, to fantazjuje o Heheszniku. Jeśli rozumie że to porażka to chce atomówek. A tak poza tym niektórzy chcą na pribałtykę.

    @cpt
    „raczej przesmyk suwalski.”

    Chciałbym wszystkich komcionautów którzy mówią o tym przesmyku zapytać, JAK WY TO SOBIE WYOBRAŻACIE. Moje wyobrażenie ataku na Pribałtykę już opisałem, że jak w filmie Bondarczuka, 200k biegnie przez płaskie pola i krzyczy „uraaaa”, do Dorpatu dobiegnie 10k, niestety wystarczy na okupacyjny garnizon (to nie są duże miasta).

    Ale przesmyk suwalski? Tam nie ma dróg na osi Grodno – Królewiec. Od setek lat komunikacja tam jest budowana tylko w osi Warszawa – Wilno. W poprzek za to mamy mnóstwo rzeczek, bagien, lasów. To byłoby „uraa… chlups, bulbi bulbi”. Za to nasi mieliby znakomity dojazd do frontu (lepszy niż do Dyneburga, trochę tam sobie z ciekawości pojeździłem, każdy kierowca wolałby jechać polską ekspresówką niż łotewską krajówką).

  43. @WO
    „JAK WY TO SOBIE WYOBRAŻACIE.”
    Chociażby jak inkcydent mukdeński w 1931.
    Zmiast kolei południowomandżurskiej podstawmy sobie linię łączącą Królewiec z macierzą przez Litwę, na przykład. Niech no tam co pierdutnie, podłożone oczywiście przez zielone ludziki z Polszy. Potem jakaś akcja odwetowa, drony, rakiety i F-35 latające nad Biebrzą, groźby użycia ładunków taktycznych itd. Tak można postraszyć Rosjan, że Polaki chcą wziąć świętą ruską ziemię. A potem mobilizacja 1,2 miliona, i nie ma zmiłuj, że to na SWO z chochłami, bo to na wojnę światów z NATO. Kto się wykręci do takiego obowiązku?
    Podkreślam, że taka akcja miałaby sens gromadzenia narodu pod wspólną flagą. W bonusie: postraszenie NATO, żeby zobaczyć jak zareaguje, bo testowania wroga nigdy za mało.
    Zajęcie i utrzymanie terytorium Polski lub Litwy jest oczywiście nierealistyczne. W przeciwieństwie do Estonii, z której można by wykorić w imię Mordoru jakieś Osgiliath, i się w nim okopać. Choć też nie wiem za bardzo po co, co już pisałem.

  44. @mb
    „podstawmy sobie linię łączącą Królewiec z macierzą przez Litwę, na przykład. ”

    Tylko że to już nie jest „przesmyk suwalski”! I proszę na moim blogu używać poprawnej pisowni.

    „A potem mobilizacja 1,2 miliona, i nie ma zmiłuj, że to na SWO z chochłami, bo to na wojnę światów z NATO. Kto się wykręci do takiego obowiązku?”

    Ale którędy oni by mieli dojść/dojechać do przesmyku suwalskiego? Kurna, ludzie, wy w ogóle nie podróżujecie po Polsce czy co?

  45. kot immunologa
    „W czasie Pustynnej Burzy pomocniczy korpus brytyjski rozbił kilka Irackich w dywizji przy minimalnych stratach własnych. Jeśli taką armię budujemy, to brzmi nieźle. Mam serdeczną nadzieję, że nie damy się wepchnąć w taką szaloną rekonstrukcję IWŚ jaka jest teraz w Ukrainie.”

    Tylko że w realiach ad 2026 taka armia to jest armia na 4 dni, a potem to albo drony załatwią te ah64 albo skończy się amunicja. Jak jakimś cudem to pociągnie 10 dni to skończą się żołnierze. No i jeszcze aby być korpusem pomocniczym to jeszcze musi być ta główna armia do wspierania a wiemy już, że jej nie będzie.

    Idea jaką ma nasz MON i Generalicja (jak te generał z wywiadu w Polityce) – budujemy armię na wojnę jaką chcemy toczyć a nie taką do jakiej możemy być zmuszeni – jest owszem stara jak świat ale nie wiem czy taka genialna.

  46. Z tym dochodzeniem do linii Dorpat-Dyneburg jest ten problem, że obecna taktyka Rosjan zaczyna się i kończy na FAB-owaniu terenu do gołej ziemi z dokładnością do każdego drzewa i krzaka wyższego niż do pasa. Piechota nie ma żadnej siły przełamującej, po prostu chodzi małymi grupkami i sprawdza, czy Ukraińcy już się pod naporem bomb wycofali. Jak się wycofali, to można zatknąć flagę i powtórzyć proces 500 m dalej. Ta taktyka działa, ponieważ ukraińskie lotnictwo nie ma zasięgu, żeby przeszkodzić rosyjskim bombowcom (na co ponoć częściowo ma zaradzić dostawa Gripenów w przyszłym roku).

    W przypadku napaści na kraje bałtyckie to nie ma żadnego sensu, bo co jak co, ale w to, że NATO będzie miało całkowitą dominację w powietrzu, chyba nikt nie ma wątpliwości. Więc jaka jest dla orków alternatywa? Artylerii nie mają, zaopatrzenie leży, więc ciężkim sprzętem też sobie nie poszaleją, nawet jeśli Wolski ma rację i trochę go odłożyli. Wysyłanie masy mobików z dwoma kałachami i jednym magazynkiem na pięciu bez wsparcia lotnictwa/artylerii, za to z F-35 nad głowami, to jest przepis na czysty blamaż, straty będą w proporcjach 1:100. Litwini czy Estończycy ich sami (w sensie sił piechoty) powstrzymają. No, może NATO będzie musiało jedną brygadę międzynarodową wyskrobać, tyle raczej dadzą radę.

    @Obywatel
    „I tak do 2027, a potem się zobaczy.”
    Ale mobilizacja zacznie się (jeśli już w ogóle) w październiku. Nawet przy maksymalnie przyspieszonym procesie szkolenia i formacji, pierwsze zdatne do wysłania oddziały będą mieli w grudniu-styczniu, a trzeba je jeszcze skoncentrować przy froncie. To już jest rok 2027 jako początek operacji, i to zakładając ekspresowe tempo i ignorując pogodę.

    Moim zdaniem, nawet jeśli Putin z głębi serca wierzy, że to jest robialne, to w praktyce i tak cała ta mobilizacja pójdzie na Ukrainę łatać dziury, które im się właśnie tworzą, a ci, co obiecywali operację bałtycką, najwyżej sobie z okna wypadną.

  47. wo
    „Ale którędy oni by mieli dojść/dojechać do przesmyku suwalskiego? Kurna, ludzie, wy w ogóle nie podróżujecie po Polsce czy co?”

    Mi się wydaje, że Rosjanie mogą (mogli przed 2022) kalkulować tak że oni mają kontrolę ogniową nad przesmykiem, to jest jakieś 40km z Obowodu do Suwałk. Na dziś na Ukrainie to oznacza zablokowanie logistyki itd a to wystarczy aby odciąć bałtów (i zrównać z ziemią Suwałki). Tylko, że idę o zakład, że akurat neutralizację Królewca to NATO (o ile NATO będzie działać razem) ma zaplanowane na pierwsze pare dni wojny. Innymi słowy bez dużego zaplecza, przewagi powietrznej Rosjanie nie mają jak tego przeprowadzić.

  48. @WO
    „Tylko że to już nie jest „przesmyk suwalski”
    Ja akurat pisałem o „Kaliningradzie albo przesmyku suwalskim”. Zresztą linia o której mówimy, leży praktycznie w przesmyku. Z przejścia kolejowego Czernyszewskoje-Kibarty jest do polskiej granicy niecałe 40 km.
    Atak na tę linię to oczywiście tylko przykład. Są przecież inne obiekty które się nadadzą do takich prowokacji, choć może już niekoniecznie maszty radiowe jak w 1939.

    „Ale którędy oni by mieli dojść/dojechać do przesmyku suwalskiego?”
    Ale oni na Ukrainę przecież pojadą, a nie do Polski!
    Wojna jest niepopularna, to raz. Polska jest niepopularna, to dwa. Więc zrób se Pan konflikt z niepopularną Polską (i NATO), żeby sprzedać niepopularną wojnę. Dwa minusy zniosą i się zrobi plus.
    U nas ma podymić tylko tyle, żeby uzasadnić wielką brankę. Kasa się kończy, zasoby się kończą. Niby to wojna z całym NATO, ale każdy widzie, że tak naprawdę to tylko na Ukrainie. A jeżeli Rosjanie zobaczą, że biją naszych na innych frontach?
    Jakie pozostały inne opcje, żeby ich zmobilizować psychicznie i fizycznie?

  49. @sapiecha
    „Z tym dochodzeniem do linii Dorpat-Dyneburg jest ten problem, że obecna taktyka Rosjan zaczyna się i kończy na FAB-owaniu terenu do gołej ziemi z dokładnością do każdego drzewa i krzaka wyższego niż do pasa.”

    No więc od rosyjskiej granicy do linii Dorpat-Dyneburg mamy głównie gołą ziemię, z niewielką ilością krzaków wyższych niż do pasa. Dlatego to mi się wydaje w miarę realne (w odróżnieniu od totalnych mrzonek o suwalskich bagnach). I niech by nawet tylko 20k dobiegło do tych miast, to nadal wystarczy na garnizon okupacyjny.

  50. Suwalskie bagna i estońskie. Trochę bywałem w Estonii poza szlakiem (Litwy i Łotwy za to nie znam w ogóle) i generalnie bagno to jest tam dominująca forma przyrody. Szczególnie w lato. Totalne błocko i komary. Tam się nie da urra, nawet w kaloszach do pasa.

    A co do przesmyku to chyba idea miała być taka by atakować z obu flank ale po litewskiej stronie, nie po naszej. Tam chyba jest jakaś droga w poprzek.

  51. @wo
    „No więc od rosyjskiej granicy do linii Dorpat-Dyneburg mamy głównie gołą ziemię, z niewielką ilością krzaków wyższych niż do pasa. Dlatego to mi się wydaje w miarę realne (w odróżnieniu od totalnych mrzonek o suwalskich bagnach). I niech by nawet tylko 20k dobiegło do tych miast, to nadal wystarczy na garnizon okupacyjny.”

    Ale tu nie chodzi o teren. We współczesnej wojnie piechota sama po prostu nie ma szans zrobić absolutnie niczego, jeśli nie ma wsparcia artylerii/lotnictwa/wozów opancerzonych (najlepiej wszystkich trzech). Chyba że druga strona też go nie posiada, ale to przecież nie nastąpi. Twierdzić, że wystarczy zalać masą na „urraaa” to jak twierdzić, że może i 9 kobiet w miesiąc dziecka nie urodzi, ale 99 to już na pewno da radę.

    Te mobiki to nawet z boksów startowych nie wyjdą na te gołe pola. Jak im natowskie lotnictwo rozdupcy w pierwsze dwa-trzy dni łączność i zaopatrzenie, to nie będzie nawet komu wydać rozkazu „wpierod”. Te 200k zamieni się w masę pół dezerterów, pół bandytów, którzy ani nie wiedzą, w którą stronę iść, ani nawet skąd wziąć amunicję i jedzenie. Jakby się bronili w górach, to by na tym etapie rozeszli się do jaskiń i byłby problem. Tymczasem oni nie dojdą do Dorpatu ani Dyneburga, zajmą Värskę i Zilupe przy granicy, po czym skupią się na okradaniu okolicznych domów, czekając, aż dowództwo się odezwie (nie odezwie się, bo będzie rozdupcane jeszcze bardziej), podczas gdy NATO będzie podciągać siły lądowe z prawdziwego zdarzenia.

  52. @sapiecha
    „piechota sama po prostu nie ma szans zrobić absolutnie niczego, jeśli nie ma wsparcia artylerii/lotnictwa/wozów opancerzonych (najlepiej wszystkich trzech).”

    Rosjanie jednak pełzną w Donbasie, zazwyczaj bez wsparcia artylerii/lotnictwa/wozów opancerzonych.

  53. @embercadero
    „Suwalskie bagna i estońskie. Trochę bywałem w Estonii poza szlakiem (Litwy i Łotwy za to nie znam w ogóle”

    Dlatego piszę o ataku przez Latgalię, a nie przez Narwę!

  54. @wo
    „Rosjanie jednak pełzną w Donbasie, zazwyczaj bez wsparcia artylerii/lotnictwa/wozów opancerzonych.”

    No przecież właśnie o tym piszę, że właśnie ze wsparciem lotnictwa, konkretnie bombowców, które równa im teren na który wchodzą. Piechota tam nie służy wcale do natarcia, tylko do zajmowania pustego terenu oczyszczonego przez FAB-y.

  55. @Obywatel

    „Tylko że w realiach ad 2026 taka armia to jest armia na 4 dni, a potem to albo drony załatwią te ah64 albo skończy się amunicja. „

    Taki jeden prorokował trzydniową operację specjalną, przeciąga mu się to trochę…

    O ile nie jestem hura optymistą i nie daję wiary w te 20 NATOwskich brygad, to co piszesz wydaje mi się nadmiernie pesymistyczne. Wyłączyć z działania nowoczesną armię w kilka dni w XX udało się bodaj raz czy dwa. W czasie wojny sześciodniowej, gdzie zaskoczenie było bardzo ważnym czynnikiem, tu tego nie będzie. No i Niemcom w 39 i 40 roku ale tym razem to oni są jednak po naszej stronie. Nie udało się złamać ani nawet zadać bardzo poważnych strat armii ukrainy, która na początku była dość słabo wyposażona.

    ”Idea jaką ma nasz MON i Generalicja (jak te generał z wywiadu w Polityce) – budujemy armię na wojnę jaką chcemy toczyć a nie taką do jakiej możemy być zmuszeni – jest owszem stara jak świat ale nie wiem czy taka genialna.„

    No bo rzecz polega na tym, żebyśmy to my narzucili warunki tej wojny, a nie oni. NATO, o ile wiem, np. nie zabiera się za ofensywę bez wywalczenia przewagi w powietrzu. Tu będzie przygniatająca, w Ukrainie jest raczej remis ze wskazaniem. To bardzo zmieni obraz wojny. Tak więc te kilka miesięcy może zupełnie wystarczyć do rozstrzygnięcia, zawodowa armia z przyległościami może tyle wytrzymać.

  56. @kuba
    Przecież to Ukraińcy mają przewagę w dronach, które są głównym środkiem przeciw piechocie, więc ich eliminacja bądź ograniczenie skuteczności z powodu pogody pogarsza warunki do obrony. Sytuacja jest odwrotna niż w 2022 czy 2023.

    Ale mi nie chodziło o przewagę tylko o fakt że pole walki ad 2026 już nie działa bez dronów wszelkiej maści, sama piechota gółwno może, drony to też rozpoznanie i wsparcie, więc atakować też ciężej.

    @wo
    Ale przesmyk suwalski? Tam nie ma dróg na osi Grodno – Królewiec. Od setek lat komunikacja tam jest budowana tylko w osi Warszawa – Wilno.

    No więc właśnie dlatego że tam nie ma infrastruktury to paradoksalnie Rosjanie mogliby próbować pełznąć kawałek po kawałku tak jak to robią w Donbasie. Nie że urra, tylko że kab/fab, wsparcie ogniowe z Królewca a potem małe oddziały infiltrujące po kawałku kolejne linie zarośli aż do kolejnej wioski. Jakoś tak to teraz wyglada na froncie i dzięki temu to pełznie, wiadomo jakim kosztem. NATO ma air superiority i umie w manewry, a tu byłaby jakaś bijatyka po krzakach, która na pewno chwilę by potrwała gdyby tylko Orkom udałoby się puścic tam te 400k mobików na zmielenie. Ale tak jak pisałem Łukaszenka musiałby współpracować, na co chyba nie ma już tyle ochoty co w 2022. Pisałem że bardziej prawdopodobne Suwałki bo front chyba krótszy, no i opcja nacierania z dwóch kierunków, ale tak czy inaczej oba te pomysły są z gatunku meszuge, więc też myślę że o ile będzie mobilizacja to tylko żeby łatać front ukraiński.

    A, no i wygląda na to że po Trumpowej 3 dniowej SWO Brent wrócił w okolice 70$, Ural natomiast <60$, więc Nabiulina też będzie miała bardziej pod górkę, a idą żniwa i paliwo potrzebne na rynku wewnętrznym, chociaż ponoć już rolnicy marudzą że przy obecnych cenach diesla nie opłaca im się wyjeżdżać w pole.

  57. @cpt
    „Nie że urra, tylko że kab/fab, wsparcie ogniowe z Królewca a potem małe oddziały infiltrujące po kawałku kolejne linie zarośli aż do kolejnej wioski.”

    To już zupełnie bez sensu. Od biedy wierzę w realność zajęcia kawałka Pribałtyki z zaskoczenia, ale pełznięcie po kawałku to bzdura.

    „ponoć już rolnicy marudzą że przy obecnych cenach diesla nie opłaca im się wyjeżdżać w pole.”

    Marudzą? JUŻ NIE WYJECHALI. Co upraszcza problem żniw, nie będzie czego zbierać. Przypominam, że to jest notka pesymistyczna na drugą nóżkę, na pierwszą nóżkę nadal wierzę w ekonomiczny „kołłaps”.

  58. @Cpt.
    „Ale mi nie chodziło o przewagę tylko o fakt że pole walki ad 2026 już nie działa bez dronów wszelkiej maści, sama piechota gółwno może, drony to też rozpoznanie i wsparcie, więc atakować też ciężej.”

    Pole walki **w Ukraine** nie działa bez dronów wszelkich maści, ale głównie dlatego, że to jest wojna biednych – drony to ersatz zdolności dostarczanych zazwyczaj przez lotnictwo i artylerię. Armie NATO nie potrzebują aż tak wielu dronów (np. FPV), bo te misje realizują innymi środkami.

    „Pisałem że bardziej prawdopodobne Suwałki bo front chyba krótszy, no i opcja nacierania z dwóch kierunków, ale tak czy inaczej oba te pomysły są z gatunku meszuge, więc też myślę że o ile będzie mobilizacja to tylko żeby łatać front ukraiński.”

    Rosyjski atak na Przesmyk Suwalski może mieć w zasadzie dwa uzasadnienia:
    – Rosja atakuje jednocześnie Państwa Bałtyckie i blokuje najkrótszą drogę lądową dla wojsk NATO, którą to drogą można by udzielać wsparcia. To miało sens zanim Finlandia i Szecja dołączyły do NATO. Teraz można by w miarę spokojnie dostarczać wsparcie drogą morską, bo flota Rosyjska pewnie nawet z portów nie wyjdzie (bo nadmorskie dywizjony rakietowe w Finlandii i w Polsce pokrywają spokojnie wszystkie wyjścia na Bałtyk).
    – Rosja przebija korytarz lądowy do Królewca. W zasadzie nie wiadomo po co, bo żeby ten korytarz miał jakieś uzasadnienie to Królewiec musiał by być do czegoś użyty – np. do wyprowadzenia dalszego ataku na Bałtyk albo dostarczanie zaopatrzenia, bo Królewiec robi za bańkę antydostępową (wiem wiem, bańki rosyjskie nie działają).

    Reasumując – atak na przesmyk Suwalski nie ma sensu. Ma sens atak na „… i przesmyk Suwalski”. Czyli, jak już uderzą na Litwę, to musieli by też chociaż jakieś operacje osłonowe na przesmyku prowadzić – choćbny jakieś drobne dywersje.

  59. @wo
    To już zupełnie bez sensu. Od biedy wierzę w realność zajęcia kawałka Pribałtyki z zaskoczenia, ale pełznięcie po kawałku to bzdura.

    To tez piszę że meszuge z której strony by nie patrzeć. Ale też: na element zaskoczenia nie maja co liczyć a pełznięcie mają jako tako opanowane.

    @carstein
    Pole walki **w Ukraine** nie działa bez dronów wszelkich maści, ale głównie dlatego, że to jest wojna biednych – drony to ersatz zdolności dostarczanych zazwyczaj przez lotnictwo i artylerię. Armie NATO nie potrzebują aż tak wielu dronów (np. FPV), bo te misje realizują innymi środkami.

    Ale ja nie pisałem o NATO tylko napisałem że Rosjanie wyprowadzający uderzenie na jesieni (czy też w zimie) to bezsens bo mogą mieć ograniczone możliwości użycia dronów, więc sami by się tym sabotowali. Z artylerią i lotnictwem chyba u nich średnio, a w Donbasie dalej są chyba miejsca gdzie mają lokalną przewagę nad Ukraincami, więc nie widzę żadnego ich natarcia bez komponentu dronowego.
    Co do wojny biednych zaś to bym uważał, bo iranskie drony jednak świetnie się sprawdziły na bliskim wschodzie łomocząc amerykańskie asety w tych wszystkich King Salman AB, w tym np. Awacsy za całe worki $$$. Drony mają tę przewagę że są dużo tańsze i można nimi wysycać niebo na tyle że grubsze zabawki mogą bez problemu wlecieć w przestrzeń powietrzną i uderzyć tam gdzie boli, a i samymi szachedami można narobić szkód jak już się obrona p-lot wypsztyka z tej skończonej ilości drogich rakietek.

  60. @cpt:
    „Ale ja nie pisałem o NATO tylko napisałem że Rosjanie wyprowadzający uderzenie na jesieni (czy też w zimie) to bezsens bo mogą mieć ograniczone możliwości użycia dronów, więc sami by się tym sabotowali. Z artylerią i lotnictwem chyba u nich średnio, a w Donbasie dalej są chyba miejsca gdzie mają lokalną przewagę nad Ukraincami, więc nie widzę żadnego ich natarcia bez komponentu dronowego.”

    Może ten fragment źle zrozumiałem. Tutaj się z tobą zgadzam.

    „Co do wojny biednych zaś to bym uważał, bo iranskie drony jednak świetnie się sprawdziły na bliskim wschodzie łomocząc amerykańskie asety w tych wszystkich King Salman AB, w tym np. Awacsy za całe worki $$$. Drony mają tę przewagę że są dużo tańsze i można nimi wysycać niebo na tyle że grubsze zabawki mogą bez problemu wlecieć w przestrzeń powietrzną i uderzyć tam gdzie boli, a i samymi szachedami można narobić szkód jak już się obrona p-lot wypsztyka z tej skończonej ilości drogich rakietek.”

    Tutaj już się mniej zgadzam. Po pierwsze – operacja w Iranie to właśnie była taka wojna biednego z bogatym. I biedny używał dronów, bo nie miał innych środków. Że Amerykanie byli żałośnie nieprzygotowani i ewidentnie stwierdzili, że przecież nic się im nie może stać, bo to będzie jak w Wenezueli to już trochę inna sprawa.
    Co do saturacji – taktyka znana, polecam sprawdzić np. ADM-160 MALD i warianty z zagłuszaczami. Nikt nie twierdzi, że Szachedy nie mają takich zdolności, ale znowu, to jest ułamek tego, co mogą zrobić armie NATO. Ze SCALPami i Storm Shadowami nawet się nie muszą specjalnie bawić w saturację – trafiają co chcą tak czy tak.
    Bardziej meta – męczy mnie to trochę, jak to się wszyscy zachwycają dronami używanymi w wojnie w Ukranie i pieprzą farmazony pt. Po co nam czołgi, wincej dronów. Przypomina mi to trochę zachwycaniem się naszymi dzielnymi Ułanami, co to bolszewika goń goń goń. A potem wjechały niemieckie dywizje pancerne i skończyło się rumakowanie.

  61. @carstein
    męczy mnie to trochę, jak to się wszyscy zachwycają dronami używanymi w wojnie w Ukranie i pieprzą farmazony pt. Po co nam czołgi, wincej dronów.

    Tu też się zgadzam że zgon combined arms jest bzdurą, jednak stosunek ceny jednostkowej drona do ceny sprzętu który może zniszczyć trochę daje do myślenia. Plus potencjał akcji w stylu ukrainskiej Pawutyny, plus to jak SZU tłucze ostatnio rosyjską logistykę na zapleczu frontu. Jasne że to też efekt tego że ten konflikt trwa od 12 lat i żadna ze stron póki co nie ma na tyle pary żeby przechylić szalę zwyciestwa na swoją stronę, ale jednak czegoś się Rosjanie nauczyli o użyciu dronów i NATO powinno to uwzględnić też w swojej doktrynie.

  62. @carstein
    „Pole walki **w Ukraine** nie działa bez dronów wszelkich maści, ale głównie dlatego, że to jest wojna biednych – drony to ersatz zdolności dostarczanych zazwyczaj przez lotnictwo i artylerię. Armie NATO nie potrzebują aż tak wielu dronów (np. FPV), bo te misje realizują innymi środkami.”

    Mnie z kolei martwi lekceważące powtarzanie, że drony to takie spajki i artyleria dla ubogich. Może 2-3 lata temu bym się zgodził, ale dziś, no nie. 100-200 tysięcy miesięcznie tanich, precyzyjnych i stosunkowo dalekosiężnych środków rażenia o szerokim spektrum (jako klasa, od piechoty po czołgi, systemy oplot, transport) to nie ersatz. A mówię tylko o dronach samego pola walki i bliskiego zaplecza. One sprawiają, że ze spajkiem po prostu nie podejdziesz. A nawet jeśli dojdziesz na te 2-4 km do najbliższych pozycji wroga, to zapewne nie będzie tam celu godnego spajka. Lotnictwem nie uderzysz szybko, precyzyjnie i opłacalnie w grupkę lub wręcz pojedynczego sołdata na motorynce. Przecież Ukrainie aktualnie nie brakuje już specjalnie amunicji artyleryjskiej (i nie o nią błagają, tylko o plot) – a mimo to, 80-90% strat ludzkich zadają jednak dronami, nie haubicami.

  63. Co do Przesmyku to Łukaszenko się musi zgodzić, a chyba nie bardzo chce. Ale tu jest jeszcze jeden myk. Zanim by się Rosjanie przebili do Królewca, to ten by już dawno padł.
    Co do całokształtu – my nie wiemy jak realne wygląda stan umysłu Putina i jak funkcjonuje jego dwór. W 2022 było widać narcystyczny ego trip, a pozycja na dworze zależała od tego, kto lepiej naszepcze wodzowi do ucha. Jak jest dziś – obstawiałbym, że ciężki narcyzm przeszedł w ciężką paranoję i Putin nie ufa absolutnie nikomu. Ale jak naprawdę jest..

  64. @”Co do Przesmyku to Łukaszenko się musi zgodzić, a chyba nie bardzo chce.”

    Jak się Łukaszenko zacznie stawiać, to Rosja może zająć Białoruś. Co ma więcej sensu – ze słowianofilskiego punktu widzenia – niż podbijanie jakiejś Estonii. Z militarnego punktu widzenia też ma to sens, bo i do Królewca robi się blisko, i armia białoruska nie będzie stawiać takiego oporu, jak estońska, z tym całym NATO za pazuchą.

  65. @ergonauta

    „Jak się Łukaszenko zacznie stawiać, to Rosja może zająć Białoruś.”

    „Rosja może zająć” przestało funkcjonować tak, jak cztery lata temu. Oraz nie będzie to już wtedy tylko pogodna współpraca dwóch kleptokratów, a armia okupacyjna, która chce wykorzystać tereny państwa sojuszniczego (?) do prowadzenia wojny, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
    Poparcie dla Łukaszenki, według podziemnej opozycji, to jakieś 3%. Gdyby to było nawet 23%, to wciąż mówimy o znaczącym sprzeciwie (więc pewno i partyzantce, i współpracy wywiadowczej) społeczeństwa białoruskiego przeciwko kolegom Łukaszenki ze wschodu.
    Rosja traciłaby kolejne zasoby w walce o utrzymanie kawałka bezwartościowego terenu, na którym nikt ich nie chciał.

  66. @ergonauta
    „Jak się Łukaszenko zacznie stawiać, to Rosja może zająć Białoruś.”

    Już nie! Niedawno miała miejsce tajemnicza „komandirowka” Łukaszenki, nagle odwiedził Putina, potem jeszcze bardziej nagle odwiedził Puchatka, po czym Chiny oświadczyły, że wspierają suwerenność Białorusi. Nie wiem co na to Nasz Rezydentny Sinolog – Rosjanie których czytam interpretują to jako fiknięcie Łukaszenki. Oburzają się, że jedyna (!) oficjalna reakcja Białorusi na uderzenie ukraińskiego drona w ich autokar na okupowanych terenach to wydanie rekomendacji obywatelom, żeby tam nie jeździli, bo drony latają. Ogólnie lamentują nad utratą Białorusi.

  67. @WO
    „Ogólnie lamentują nad utratą Białorusi.”

    To jest świetna wiadomość. Bo i odsuwa Rosję od nas, i nie zostawia słowiańskich spraw w rękach wyłącznie słowianofilów (co kochają innych Słowian na zabój!). Teraz być w strefie wpływów Rosji to być w strefie nędzy i rozpaczy, jeszcze bardziej niż kiedyś. W XIX w. to mogło być nie aż tak wszędzie oczywiste (gdzieś mogła ona uwłaszczyć dotąd nie uwłaszczonych chłopów, czy coś), ale potem krzywa społeczno-ekonomiczna szła głównie w dół, mimo że rosyjska soft power czasem rosła (jak nie pisarze i kompozytorzy, to Gagarin w kosmosie, jak nie Gorbaczow, to Kasparow, jak nie komandor Bond romansował z major Anją Amasową, to Maria Szarapowa przyjmowała medal na olimpiadzie w Londynie jako długonoga Rosjanka, którą kocha świat. A teraz sprawa jasna: szczęśliwy ten, kogo Rosja utraciła.

  68. @WO
    „Już nie! Niedawno miała miejsce tajemnicza „komandirowka” Łukaszenki, nagle odwiedził Putina, potem jeszcze bardziej nagle odwiedził Puchatka (…)”.
    Też tak to czytam. Dla Chińczyków Białoruś jest istotna przede wszystkim jako kraj tranzytowy dla ich Jedwabnego Szlaku. Będą pilnować żeby był tam spokój, a ich towar jechał prosto do Europy, żebyśmy mogli kupować bez problemu telefony i odkurzacze Xiaomi, badziewie z Temu (od 1 lipca już raczej jako B2B, a nie B2C) albo ładowarki do Omody itd. itp.
    Dla Polski to raczej lepiej, bo ten chiński wpływ równoważy rosyjski. Chociaż rząd Tuska się chwali, że szturm uchodźców na granicę wreszcie ustał, bo poprawili i dokończyli budowę „wielkiego muru pisowskiego”, to spokój msz jest głównie zasługą ubiegłorocznej blokady granicy wprowadzonej przez Tuska po rosyjskim nalocie dronowym. Blokada wywołała zaniepokojenie i straty w Chinach, bo nie ma dla polskiej trasy alternatywy (poza tzw. Środkowym Korytarzem przez Morze Kaspijskie, ale to inny, jeszcze trudniejszy temat). Jej strategiczna rola w oczach Pekinu rośnie. Tym bardziej, im więcej dziwnych rzeczy wydarza się na szlakach morskich (Suez stoi, a ostatnia blokada Ormuzu dolała ognia). Tak też reakcją chińską na tę polską blokadę były zachęty/naciski na Białoruś, żeby nad Świsłoczą i innymi bagiennymi rzeczkami się uspokoiło – w chińskim interesie. Polska na tym zyskała, ale Łukaszenka też, bo ma się o co z Chińczykami targować i może ich prosić o protekcję przed Putinem, który obecnie siedzi w chińskiej kieszeni.
    Dla całości obrazu, to z chińskich inwestycji na Białorusi niewiele wyszło. Miał być m.in. park biznesowy w Wielkim Kamieniu, ale odkąd białoruscy eksperci, np. informatycy, pouciekali za granicę po sfingowanych wyborach, nie ma kim budować tego wspólnego dobrobytu chińsko-białoruskiego. O tym fiasku pisał OSW już kilka lat temu, można wyguglać ich raporty (dobre).
    Z punktu widzenia zwykłych Chińczyków Białoruś to dziwoląg w rodzaju Korei Północnej: mały, słaby kraj z operetkowym dyktatorem, którego w necie nazywają Lao Lu / 老卢, czyli Stary Lu(od pierwszego krzaka chińskiej transkrypcji jego nazwiska). Nie szanują go tak samo, jak nie szanują Kim Dzong-una, bo widzą w nim klienta. Będę go wspierać przeciw Putinowi, Polsce czy Ukrainie, ale to tylko narzędzie.
    Chiński interes w przyszłości może komplikować demokratyzację Białorusi. Wolne wybory dla Chińczyków oznaczają utratę potrzebnej im kontroli. Moim zdaniem Amerykanie to dobrze widzą, dlatego sami zaczęli targi ze Starym Lu.
    W tej dwu- czy też wielobiegunowości Polska nie umie się odnaleźć. Zamiast powiedzieć Chińczykom, „słuchajcie towarzysze, znamy dobrze białoruskie podwórko, mamy tam swoich ludzi, dogadajmy się”, wysyłamy za Ocean Koszmarnego Karolka z wiadrem wazeliny i oddajemy się na łaskę/niełaskę Pomarańczowego Pana. Strasznie się cieszyłem z uwolnienia Poczobuta, ale ze wstydem patrzyłem jak dziekujemy Ameryce za działania, do których w ogóle nie pownniśmy jej potrzebować.

  69. kot immunologa

    „Wyłączyć z działania nowoczesną armię w kilka dni w XX udało się bodaj raz czy dwa”.

    Tu problem jest z – jak już pisałem – rezerwami od amunicji po ludzi. Ukraina ma sporo wyrzutni Patriot ale nie ma rakiet. Nie ma ich po części z powodów politycznych ale też czysto logistyczno-przemysłowych. Wojna w Iranie pokazała, też że armia „model Pustynna Burza” gdy zderzy się z czymś średnio-dużym to wymaga tak dużo materiału zapasowego, że nawet USA na to nie stać. Ja już pomijam całkowitą wręcz zależność WP od łatwych do zablokowania przez Rosję dostaw (z USA i zwłaszcza z Korei)

    „No bo rzecz polega na tym, żebyśmy to my narzucili warunki tej wojny, a nie oni.”

    Na dziś wiemy – wystarczy poczytać sobie dokumenty oficjalne z USA – że model działania na jaki my się szykujemy z NATO (b duża armia USA wsparta „korpusami” lokalnymi) już nie istnieje, aktywnie jest wręcz to demontowany (personalnie – dopiero co odwołano głównodowodzącego generała w Europie, oficjalnie z powodu obniżenia rangi dowództwa i zasobowe – te „rotacje”, plus ograniczanie eksportu broni do Europy które zwłaszcza nas będą osłabiać). Więc jeśli ktoś uważa, że my będziemy narzucać (ponownie uzbrojonej ofc) Rosji warunki wojny, tak jak by to był 2004, to idzie na mega ryzyko.

    Przyczym aby nie było że jestem totalnym pesymistą – moja krytyka głownie jest wymierzona w model armii „Błaszczaka-Kamysza”. To co robią Francuzi czy Niemcy a nawet ostatnio UK pokazuje, że w Europie jest i refleksja strategiczna , i przemysłowa, i stricte wojskowa. I to prawdopodobnie z czasem przeważy na korzyść Europy wynik starcia ale koszty jakie my poniesiemy lokalnie (na naszym terenie) mogą być spore. Nas też będzie chronić to, że zawieszenie broni ze wskazaniem na Ukraine odsuwa prawdopodobnie test armii „Błaszczaka-Kamysza” na święte nigdy.

  70. @carstein
    „Po co nam czołgi, wincej dronów. Przypomina mi to trochę zachwycaniem się naszymi dzielnymi Ułanami, co to bolszewika goń goń goń. A potem wjechały niemieckie dywizje pancerne i skończyło się rumakowanie.”

    Jeżeli – patrząc choćby na Krym – przyszłość dronów będzie zdominowana przez pochodne Hornetów od Erica Schmidta to dostawy Abramsów i AH64 (zakup tego mnie szczególnie mierzi…) można już od razu z fabryki kierować do Muzeum Wojska Polskiego. W PL, w MON na drony patrzy się nadal przez pryzmat zabawek ze starym granatem na sznurku albo jakiegoś tureckiego TB co sobie wolno leci. A to już dawno jest zupełnie inna epoka, inn strategia użycia. I nie chodzi o to że będzie taniej czy „biednej”. Będzie „drogo ale ejajowo”.

  71. A propos prowokacja — Anna Mierzyńska pisze, powołując się m.in. na Guardiana, że są mocne ostrzeżenia o możliwej prowokacji i „testowaniu NATO”, co może się objawić atakiem dronowym na infrastrukturę krytyczną w krajach bałtyckich lub w Polsce. Niezależnie, z innego źródła, słyszę że w Obwodzie Królewieckim są nowe zasady utajnienia, które sugerują, że coś się szykuje… Jak to się ma do przewidywań?

  72. Raczej bez związku. Jeśli coś się szykuje to teraz, a ta mobka będzie gotowa nie prędzej niż za pół roku.

  73. Nie wierzę w żadne duże akcje. Najważniejsze powody są dwa. Cieśniny duńskie i Bosfor. Jakikolwiek poważniejszy atak to wykopnięcie sobie stołka spod nóg, gdy pętla już na szyi. Ponadto NATO ma gigantyczną przewagę technologiczną w lotnictwie. Gdyby Rosja zdecydowała się na inwazję, to jak długo zajęłoby lotnictwu NATO kompletne zniszczenie obrony przeciwlotniczej Rosji na Ukrainie i rosyjskiego lotnictwa w odległości 300 km od granic Rosji? – tydzień? dwa? W zupełności wystarczyłoby do tego lotnictwo krajów nordyckich z małą pomocą Polski. Rosja nawet teraz, mimo ogromnej przewagi liczebnej, nie kontroluje przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. Po zaproszeniu lotnictwa NATO, Ukraina przejęłaby kontrolę.

  74. A Tusk właśnie ogłosił koniec polskiej pomocy dla Ukrainy. Polska się na własne życzenie wypisuje z nowej architektury bezpieczeństwa Europy.

  75. ^^ szambo spod pewnego szpitala wybija mu z taką gwałtownością że własną matkę by zabił by to zatkać a co dopiero ukraińców których przecież „nikt już nie lubi”. Ale coś czuję że nie zatka. I bardzo się dziwię że jeszcze nie wybiło w innych miejscach gdzie przecież jest dokładnie tak samo (przynajmniej w W-wie).

  76. @WO
    W sumie bym zapytał, jako dużo lepiej obytego z rosyjską mentalnością, o jedną hipotezę, którą sobie obijam w głowie – na ile obecna zbrodnicza polityka Izraela może być powodowana relatywnie dużym procentem populacji, który trafił tam właśnie z krajów byłego ZSSR (patrząc na różne źródła, 15-20% populacji kraju to albo bezpośrednia emigracja z rejonu, albo potomkowie tejże, trafiłem też na doniesienia, ale nie pamiętam już jakości źródeł, że są to typowo mocno zwolennicy prawicowych partii) i przeniósł część tamtej mentalności wobec władzy?

  77. @Artur Król
    „na ile obecna zbrodnicza polityka Izraela może być powodowana relatywnie dużym procentem populacji, który trafił tam właśnie z krajów byłego ZSSR”
    10% Izraelczyków ma polskie korzenie, a 1% nadal posługuje się tym językiem. Czy to też się jakoś przekłada na „zbrodniczą” politykę i popularność partii prawicowych w tym kraju?
    A tak serio, to moim skromnym zdaniem nie jest dobrze postawione pytanie. Ludzie nie są z natury źli, nawet jeśli czynią zło za sprawą warunków, w których żyli wcześniej. Australię np. budowały szumowiny, jak choćby słynna Maggie May, o której śpiewał cały Liverpool i Beatelsi, a mimo to powstał całkiem przyzwoity kraj.

  78. @Marco Bollocks
    Jest różnica – brytyjscy więźniowie w Australii już dawno nie żyją, polscy Żydzi w Izraelu najczęściej też, ostatnia fala przybyła w 1968 i była bardzo skromna liczebnie w porównaniu do tej z ZSRR. Tymczasem emigracja z ZSRR to lata 90 i 00 – to nie są ludzie o „korzeniach”, tylko pierwsze pokolenia.

  79. @ak
    „W sumie bym zapytał, jako dużo lepiej obytego z rosyjską mentalnością, o jedną hipotezę, którą sobie obijam w głowie – na ile obecna zbrodnicza polityka Izraela może być powodowana relatywnie dużym procentem populacji, który trafił tam właśnie z krajów byłego ZSSR”

    Ja z kolei mało wiem o Izraelu, w sumie moje główne źródło to tamtejszy fandom sf (!). Z tym zastrzeżeniem: ludzie z owego fandomu, których miałem przyjemność poznać, są totalnie świeccy, liberalnie-lewicowi, bardziej Europejscy od Europejczyków. Niemal zawsze są etnicznie Aszkenazyjczykami, ale już urodzonymi w Izraelu. Są oczywiście absolutnie przeciw Netaniahu i potępiają zbrodnie Izrale, ale z tym zastrzeżeniem, że „co ja mogę”. Komiks/film „Walc z Baszirem” doskonale oddaje tę postawę.

    Na spotkania w sprawie Lema przychodzili też Rosjanie ze świeżej emigracji. Choć niby genetycznie też Aszkenazyjczycy, to jednak na pierwszy rzut oka widać różnicę. Nie mówili po hebrajsku, pewnie większość w ogóle do dziś nie zna żadnego języka poza rosyjskim (zadawali mi pytania po rosyjsku!).

    Więc owszem, uważam że to całkiem prawdopodobne, że to oni przechylili szalę w stronę skrajnie prawicowych partii a Netaniahu im się podoba jako mini-Putin. Natomiast za mało wiem o Izraelu żeby się wymądrzać. Ta część „podobnieństwo mentalności” pasuje mi jednak na 100%.

  80. @mb
    ” Czy to też się jakoś przekłada na „zbrodniczą” politykę i popularność partii prawicowych w tym kraju?”

    Przeciwnie, przekładało się to na mimo wszystko mniej zbrodniczą z czasów sprzed Netaniahu. Przecież na jego tle Ben Gurion to całkiem normalny polityk.

    „Ludzie nie są z natury źli,”

    Ale kultura ma swoje znaczenie. Rosyjska kultura bazuje na kulcie nagiej siły. Polska jednak nawet w najbardziej endeckim wcieleniu, nigdy na tym. Więc owszem, uważam że widać różnicę w polityce Izraela między czasami, w których ton nadawali politycy wywodzący się z Poalej Syjon (współpracujący czasem przecież z PPS!), a tym co się dzieje w czasach Netaniahu.

    Część ich największych świrów przyjechała jednak z Ameryki, więc tak do końca nie umiem odpowiedzieć, na ile widzimy tu konwergencję MAGA-Putin. Ja w każdym razie od dawna trzymam trzy butelki cavy na zgony trzech potwornych staruchów.

  81. @ Artur Król

    „W sumie bym zapytał, jako dużo lepiej obytego z rosyjską mentalnością, o jedną hipotezę, którą sobie obijam w głowie – na ile obecna zbrodnicza polityka Izraela może być powodowana relatywnie dużym procentem populacji, który trafił tam właśnie z krajów byłego ZSSR (patrząc na różne źródła, 15-20% populacji kraju to albo bezpośrednia emigracja z rejonu, albo potomkowie tejże, trafiłem też na doniesienia, ale nie pamiętam już jakości źródeł, że są to typowo mocno zwolennicy prawicowych partii) i przeniósł część tamtej mentalności wobec władzy?”

    Nie jestem od tego specem, ale wśród ludzi od historii idei zajmujących się historią syjonizmu jako historią ideologii narodowo-niepodległościowej pojawia się teza, że Theodor Herzl był pod wpływem idei niepodległościowych narodów Austro-Węgier, a jednocześnie miał osobisty kontakt z antysemitami w Wiedniu i Peszcie.

    Analogicznie też w analizie ruchu socjalistyczno-syjonistycznego w Polsce (Poalej Syjon) wskazuje się wspólne z polskim socjalizmem korzenie romantyczno-powstańczo-konspiracyjne. Zero zaskoczenia, skoro jedna i druga organizacja zaczynała w Cesarstwie Rosyjskim. Co z resztą potem przełożyło się na Ha-Szomer Ha-Cair (harcerstwo syjonistyczne, istotne w międzywojniu, też w II RP), z którego to trochę osób potem trafiało np. do Brygady Żydowskiej czy pierwszej fali ruchu kibucowego.

    TLDR: Istniał oczywiście stereotyp Żyda ze Wschodu / Żyda z terenów ZSRR etc., ale IMO wpływ tego specyficznego regionu pochodzenia na syjonizm okolic DWŚ i pierwszą dekadę państwa Izrael jest mniejszy niż wpływ romantycznych ruchów nacjonalistycznych po 1850. Koniec końców w Izraelu przeważyła utopia nacjonalistyczna, oczywiście o osobnej specyfice religijno-historycznej.

  82. @redezi
    „Zero zaskoczenia, skoro jedna i druga organizacja zaczynała w Cesarstwie Rosyjskim. ”

    Co ważne: w Kongresówce. Pisując te swoje biografije otarłem się o losy Żydów w zaborach, gdzie różnice były ogromne nawet wewnątrz tychże. Żyd w Łodzi i Żyd w Białymstoku, to dwaj różni Żydzi (nawet akcent w jidysz mieli inny). Żydzi w Kongresówce mimo wszystko mieli jakieś prawa, nawet jeśli głównie na papierze i w teorii. Żyd w Rosji imperialnej nie miał żadnych, nawet fikcyjnych. To się przekładało na to, że Żydzi w Kongresówce usiłowali mimo wszystko zakładać w miarę legalne organizacje (a w Galicji to już ho ho, nawet nie „w miarę”), natomiast w Rosji jak to w Rosji, wybór był prosty, albo terror, albo bezwarunkowe poddaństwo.

  83. @WO
    „Ale kultura ma swoje znaczenie.”
    Przejechałem kiedyś Izrael stopem w tę i z powrotem, od jeziora Genezaret pod Eljat. Uderzył mnie panujący tam apartheid – ekonomiczny. Ludzie po obu stronach barykady wydawali się jednak w porządku. Spotkała mnie życzliwość że strony Żydów i Palestyńczyków. To był 98 rok, i z tej perspektywy trudno zrozumieć dzisiejszą sytuację. W międzyczasie cały świat się zradykalizował, może dlatego trudno mi dostrzec tam jakiś wyjątkowy, postsowiecki wpływ.

  84. @MB

    „ To był 98 rok, i z tej perspektywy trudno zrozumieć dzisiejszą sytuację. W międzyczasie cały świat się zradykalizował, może dlatego trudno mi dostrzec tam jakiś wyjątkowy, postsowiecki wpływ.”

    Tam tąpnięcie miało związek z fiaskiem porozumień w Oslo. Żydzi stracili wiarę, że da się współistnieć z Arabami i że lewica, jakkolwiej by ona była niedoskonała z europejskiej perspektywy, ich do tego doprowadzi. W 1996 Netanyau wygrał z Peresem (Szymonem Perskim jak wiemy) po raz pierszy i zaczął się zjazd.

  85. @ergonauta
    „Mit romantyczny”
    Nie mit romantyczny, tylko Putin wpadł w pułapkę polittechnologii „ruskiego miru”, wprowadzonej na federalne kanały w 2013r., kiedy rosyjski kapitał postoligarchiczny uparcie sprzeciwił się penetracji Ukrainy przez kapitał zachodni i w perspektywie wyjściu na Rosję. Do tego momentu mainstream kremlowski, RIA Novosti na przykład, były zarządzane przez liberalną Svetlanę Mironiuk, jej odejście i likwidacja tejże agencji wtedy były szeroko komentowane.
    Kłopot z polittechnologią jest taki, że jak już ją użyjesz, trudno się z niej wycofać, nawet jeśli z Zachodem osiągnąłeś jakieś modus vivendi. Władze obawiają się, że jak to zrobią, stracą wiarygodność, i tak Putin dojechał do 2022, kiedy rosnące napięcia społeczne postanowił „rozładować” w wiadomy sposób. Nie jest to jednak ideologia, czego dowodem była próba sprzedaży części Wysp Kurylskich Japonii w 2018, na to wyznawcy Danilewskiego/Dostojewskiego nigdy by nie wpadli.

  86. @sj
    „Nie mit romantyczny, tylko Putin wpadł w pułapkę polittechnologii”

    To chyba sztuczne rozróżnienie. Część moskiewskich elit (np. Girkin) w ten mit wierzy. Pojawiają się cały czas inicjatywy na styku romantyzmu i polittechnologii, np. Cargrad. Poza tym oczywiście większość (?) traktuje to instrumentalnie i cynicznie, wyrywając pojedyncze hasła, w służbie polittechnologii. Ale jakieś znaczenie ten Puszkitołstojewski mit jednak ma.

  87. @SJ
    „Nie mit romantyczny, tylko Putin wpadł w pułapkę polittechnologii „ruskiego miru””

    Pojęciu „mit romantyczny” przeciwstawiasz pojęcie „ruski mir”, chyba jeszcze bardziej z zakresu mistycznego.
    Jestem skłonny zgodzić się na kompromis: Putin wpadł w pułapkę polittechnologii „romantycznego mitu” o wyższości ruskiego porządku.

    „Kłopot z polittechnologią jest taki, że jak już ją użyjesz, trudno się z niej wycofać”

    Coś jak z technologią AI – zainwestowałeś kupę (środków, czasu, propagandy, autorytetu) chcesz odzyskać kupę.

    „i tak Putin dojechał do 2022, kiedy rosnące napięcia społeczne postanowił „rozładować” w wiadomy sposób”

    Ów wiadomy sposób miał więcej przyczyn niż chęć rozładowania napięć społecznych. Oczywiście, wojna jest skuteczna i sprawcza w przypadku większości doraźnych problemów społecznych (narzekasz na długą kolejkę do gastrologa? poczekaj aż bomba urwie ci nogę, a tamten problem zniknie), lecz jednak większość współczesnych (na wzór europejski) krajów próbuje zmagać się z imbosybilizmem państwowym w inny sposób. Jednak Rosja nie jest współczesnym krajem (właśnie trwa rekonstrukcja wydarzeń z I WŚ: front niby trochę pełznie, tysiące ludzi giną, ale „na wschodzie bez zmian”) i ta jej niewspółczesność oraz duma z tej niewspółczesności, moim zdaniem, sięgają głębiej w przeszłość niż Lenin/Stalin/ZSRR.

  88. @rw
    “A Tusk właśnie ogłosił koniec polskiej pomocy dla Ukrainy. Polska się na własne życzenie wypisuje z nowej architektury bezpieczeństwa Europy.”

    Może to też oznaczać że na serio przygotowujemy się na jakąś akcję z obwodu.

    @Marco Bollocks
    “Australię np. budowały szumowiny, jak choćby słynna Maggie May, o której śpiewał cały Liverpool i Beatelsi, a mimo to powstał całkiem przyzwoity kraj.”

    Czy to nie jest aby mit że Australię zbudowali zatwardziali kryminaliści? Brytania potrzebowała kolonistów, ale sami Brytyjczycy jednak wówczas wcale się nie garnęli na statki. Odsetek morderców czy gwalcicieli nie był wcale tak duży i bezwzględne liczby były bardzo małe. Nie było żadnej plagi brutalnej przestępczości na wyspach. Robiono zwyczajne łapanki na ulicach i “skazywano” za nic albo za byle co, po to aby wysłać ludzi do kolonii dosłownie na drugi koniec świata.

  89. @Artur Król
    „Obecna polityka Izraela – skutek napływu z ZSSR?”
    Rzecz w tym, że czasami ludzie komentujący Rosję nie znają dokładnie tamtejszych stosunków, bo tam po prostu nie byli.
    Wojsko tam, a pewnie o to Ci chodzi, już co najmniej od 40 lat(!) nie jest prostą pochodną społeczeństwa. Od pierestrojki głubinka masowo unika obowiązkowej służby wojskowej, nie mówiąc już o obu stolicach czy miastach, robiących to od poststalinowskiej odwilży. Tzw. Afgan doprowadził do takiego spadku prestiżu służby, że dobrowolnyj wojennosłużaszczij to w odbiorze społecznym w najlepszym razie frajer, w najgorszym tupica nieumiejący się odnaleźć w „normalnym” życiu.
    No więc miejscowe WKU(wojenkomaty) od lat 80. dziury w rekrutacjach masowo kompensowały „prizywnikami z zon”, tj. zakładów karnych, z tym że tamci potem szli do służby zawodowej dobrowolnie, bo od lat 90. nawet w głubince rynek pracy był dla nich z przyczyn oczywistych zamknięty. Rezultat? Masowa diedowszczyzna i mordobicie w jednostkach.

    Skutkiem tego armia stała się synonimem syfu, przechowalnią osobników wyznających nagą siłę. Bo z drugiej strony trzeba pamiętać, że mało który Iwanow, Pietrow czy Sidorow tej służby komuś „normalnemu” życzy. Sam wiem z relacji znajomych, jak to każdemu lekarki w wojenkomacie wypisywały „choroby” teoretycznie uniemożliwiające służbę. Na ile to im potem pomagało nie wiem, ale fakt faktem.

    Reasumując, armia rosyjska dziś to efekt negatywnej selekcji wielu lat, natomiast do Izraela z ZSRR wyjechali ludzie raczej bez tego backgroundu. A w Izraelu prestiż służby jest podobno wysoki.

  90. @bantus
    „zatwardziali kryminaliści”
    Że sami recydywiści budowali Australię, to na pewno mit. Skazańcy jednak odegrali istotną rolę w pierwszej fazie kolonizacji, kiedy nikt tam nie chciał jechać. Wysłano ich tam bodaj 150 tys., często pod byle pretekstem np drobnej kradzieży. W drugiej połowie XIX wybuchła gorączka złota, i ludzie już sami przyjeżdżali z Europy czy Stanów, jak m.in. nasz krajowy mitoman Sygurd Wiśniewski. Jak to w British Empire, przejeżdżali też Indusi, Malajowie czy Chińczycy.
    Niemniej, pamięć o zesłańcach zachowała się w folklorze, chocby w „Jimie Jonesie”, ktory pojawia u Tarantino w „Hateful Eight”, i którego – po swojemu – najfajniej śpiewa Dylan. To jest w DNA Australii.

  91. Jeśli wierzyć książce „White Trash, the 400- year untold history of class in America”, identyczny był skład statków do kolonizacji Ameryki.

  92. #Australia

    Kiedyś się załapałem za friko na Amazonie na książkę jakiejś australijki z cyklu „poszukiwanie przodków”. No i ona ustaliła że jej przodek tam wylądował za totalnie fikcyjną kradzież. Przy okazji, coby książka nie była za cienka był tam porządny rys historyczny na temat kiedy i kogo tam zsyłano. No więc morderców raczej w ogóle (trafiali na stryczek). W Australii lądowało się głównie za kradzieże i ogólne nieposłuszeństwo, na przykład bycie Irlandczykiem/katolikiem. W każdym razie to że kraj stworzyli mordercy to całkowita nieprawda.

    #Izrael.

    Taka anecdata. Ostatni raz w Telavivie byłem w 2000 roku, wieki temu. Mieszkałem w wypasionym Sheratonie i ku mojemu zdziwieniu non stop pod hotelem wystawały wiadome panie i to mocno wątpliwej urody. Obrazek wypisz wymaluj jak spod warszawskiego Forum w 80’s. W ramach żartów spytałem o to lokalsów mówiąc że w Europie w zasadzie takich widoków już się nie widzi, mocno się zjeżyli i zaczeli rant na to że to wyłącznie ruskie i że nawet w żadnym innym języku nie umieją i że policja je wywozi ale one non stop wracają. I że ogólnie siarę robią. Przy okazji dowiedziałem się że w ramach importu z ZSRR zaimportowali oczywiście również solidną porcję przestępczości gangowej której ich zdaniem podobno wcześniej nie było. I pamiętam że faktycznie wtedy w tym Telavivie rosyjski było powszechnie słychać na ulicach. Pare lat wcześniej byłem kilka miesięcy w Jerozolimie (stypendium miałem na Hebrew :)) i wtedy tego zupełnie nie było. No ale może kwestia Jerozolima vs Telaviv, te miasta się ekstremalnie różnią. BTW: w TV kiedyś mieszkało mnóstwo polskich żydów, nawet polska gazeta wychodziła gdzieś co najmniej do końca XX wieku

  93. @”nasz krajowy mitoman Sygurd Wiśniewski”

    Sygurd Wiśniowski. Poprawiam, bo postać warta uwagi i chyba nie należy go streszczać słowem „mitoman”. Nawet jeżeli coś tam nazmyślał, to chyba nie dużo więcej niż Kapuściński, a był niezłym pisarsko podróżnikiem-reportażystą. Poza tym przetłumaczył na angielski „Pana Tadeusza” (ciekawe czy do rymu, czy postawił na epickość i epopeiczność). No i był jednym z pionierów polskiej literatury fantastycznej („Niewidzialny”, „Drzewo latające”).

  94. @Wiśniowski – aneks.

    A, był też jednym z pierwszych autorów (sporo przed Conradem), który potrafił spojrzeć na kolonializm z perspektywy prześladowań rasowych i bezwzględnego wykorzystywania siły roboczej (reportaże o Maorysach).

  95. @ergonauta
    „Nawet jeżeli coś tam nazmyślał, to chyba nie dużo więcej niż Kapuściński,”
    W przeciwieństwie do jego czytelników, możemy konfrontować jego „przygody” z australijskimi gazetami z okresu, kiedy tam przebywał. Okazuje się, że scena pojmania słynnego bushrangera jest z d.. wyjęta, bo w rzeczywistości wszystko przebiegało zupełnie inaczej. Pisze, że został zakładnikiem innego bandyty podczas napadu na dyliżans, ale z chronologii jasno wynika, że to niemożliwe. Jego rzekomy romans z Australijką W Melbourne rozpada się w szczegółach na kawałki. Umiał facet czytać po angielsku, więc rżnął z gazet, kreował się na uczestnika zdarzeń i wysyłał do Polski jako „korespondencje”. Nikt go chyba do tej pory nie zdemaskował. Skany starych australijskich i nowozelandzkich gazet są w domenie publicznej dopiero kilka, kilkanaście lat, pewnie dlatego.
    Wierzę mu, kiedy opisuje gorączkę złota. Tam akurat nie ma kozakowania, tylko raz głód, raz powódź, a raz łomot od konkurencyjnej grupy.

  96. Mobiki mogą być potrzebne do tego aby w całej Rosji wprowadzić stan wyjątkowy, który pomoże im opanować wewnętrzne problemy, jakie na pewno się pojawią zaraz po tym, jak się wojna z Ukrainą zakończy/zamrozi.

  97. @MB
    „Umiał facet czytać po angielsku, więc rżnął z gazet”

    Czyli robił to, co agencje prasowe albo zagraniczni korespondenci. Owszem, przesadzał, kreował, koloryzował, umieszczał siebie wewnątrz wydarzeń (albo w roli romansowicza!), ale Ryszarda Kapuścińskiego przyłapano na podobnych fantazjach i autofantazjach i nikt go nie zbywa jednym słowem „mitoman” (choć był nim). W przeciwieństwie do czytelników Kapuścińskiego (tych równoległych do wydawanych książek z lat 70. i 80.), my mamy internet, ksiązki napisane później czy biografię RK napisaną przez Artura Domosławskiego. Będąc przybyszem z przyszłość zawsze łatwo się mądrzyć.
    Zresztą pogrążmy Wiśniowskiego jeszcze mocniej: podobne wątpliwości dotyczą jego opowiadań fantastycznych, bo zarzucano mu plagiaty, ale zważywszy, jak wiele chłop dodawał do podkradzionych pomysłów wyjściowych i jak bardzo szlifował je literacko, sprawa nie jest taka oczywista. Tu link do artykułu z literackiego czasopisma „Teksty Drugie”, gdzie jest to poddawane rozkminie: link to journals.openedition.org
    Nie w tym rzecz, by Wiśniowskiemu nadużyć nie wytykać, lecz w tym, by go nie zbywać jednym prychnięciem, bo jednak facet zasłuży na ciut więcej. W ogóle to dzięki, że o nim wspomniałeś, bo ja kiedyś trafiłem na niego przez jakąś antologię fantastyki polskiej, troche doczytałem, ale potem całkiem wyleciał mi z głowy.

  98. @kot immunologa
    „Tam tąpnięcie miało związek z fiaskiem porozumień w Oslo. Żydzi stracili wiarę, że da się współistnieć z Arabami i że lewica, jakkolwiej by ona była niedoskonała z europejskiej perspektywy, ich do tego doprowadzi.”

    Takie ujęcie sprawy to dalsza propagacja izraelskiej propagandy, którą naiwnie łykaliśmy jak pelikany przez ostatnie dekady, stając się tym samym współudziałowcami całej tej zbrodniczej szarady.

    Porozumienia z Oslo od początku były obliczone na spacyfikowanie oporu Palestyńczyków, wciągnięcie ich do współudziału w izraelskiej strukturze nadzoru nad okupacją, wykreowanie wewnętrznych podziałów i skorumpowanie władz Autonomii Palestyńskiej. Porozumienia były przydatne przede wszystkim dla Izraela, a nie dla Palestyny.

    To model kontynuowania okupacji i kolonizacji w białych rękawiczkach, który jest może preferowany przez izraelską syjonistyczną lewicę, ale prawicowi radykałowie i tak nie mogli tego znieść. Dlatego w 1995 fanatyk zastrzelił Icchaka Rabina.

    Tu nie ma się co doszukiwać odcieni szarości i bawić w ważenie grzechów po obu stronach. Izrael od samego początku był ustanawiany jako supremacjonistyczne państwo żydowskie, które natychmiast przystąpiło do agresji wobec sąsiadów (z wykorzystaniem sprzyjającej im narracji w zachodnich społeczeństwach).

    Taka sytuacja ciągnie się już 80 lat, a jeśli nadal trwające ludobójstwo nie było wystarczająco dobrą okazją, żeby zapoznać się z prawdą historyczną, to już wyłącznie nasza wina…

  99. @ergonauta
    „jak wiele chłop dodawał do podkradzionych pomysłów wyjściowych i jak bardzo szlifował je literacko, sprawa nie jest taka oczywista.”
    Dzięki za otwarcie ciekawego tematu, jakim jest plagiat literacki, nie znałem Wiśniowskiego z tej strony. Cała fantastyka i kultura, nawet dziś, opiera się na wykorzystaniu cudzych pomysłów. Pytanie dotyczy granicy (na niwie języka, narracji, imion bohaterów itd.), za którą kończy się inspiracja i zaczyna plagiat. Ile Orwell, pisząc „1984”, wziął z powieści „My” Zamiatina? Do jakiego stopnia Zajdel inspirował się „Miastem na górze” Bułyczowa pisząc Paradyzję? To są ciekawe pytania, ale bez związku z problemem, na który zwróciłem uwagę.
    Literatura faktu ma inną topografię problemu. W grę wchodzą dodatkowo zgodność z faktami i udział samego autora w wydarzeniach jako obserwatora, a nawet sprawcy zdarzeń. Ponieważ Wiśniowski w „Dziewięciu latach w Australii” wielokrotnie przypisywał sobie kłamliwie ów udział w obu rolach, co można łatwo sprawdzić, uważam, że nazwanie go „mitomanem” jest uzasadnione. Nie wnikam, czy robił to, z wewnętrznych pobudek, czy też żeby podnieść wartość swoich korespondencji dla lwowskiej prasy, która je kupowała. Grunt, że jego zachowanie spełnia definicję mitomanii, czyli „chorobliwej skłonności do opowiadania nieprawdziwych lub wyolbrzymionych historii na swój temat”.

  100. @Luca
    „Izrael od samego początku był ustanawiany jako supremacjonistyczne państwo żydowskie, które natychmiast przystąpiło do agresji wobec sąsiadów (z wykorzystaniem sprzyjającej im narracji w zachodnich społeczeństwach).”

    Nie żebym się specjalnie znał na historii Izraela, ani też abym sympatyzował z jego polityką, ale zawsze sądziłem, że po rezolucji ONZ z 1947 w sprawie utworzenia w Palestynie państw arabskiego i żydowskiego (i pomijając chwilowo jej słuszność, sprawiedliwość i sensowność), to jednak Arabowie ją natychmiast zdecydowanie odrzucili, rozpoczęli blokady osiedli i dróg, szturmowali osady, wprowadzili siły z państw ościennych, i to na tyle na tyle skutecznie, że sytuacja Żydów wydawała się kompletnie beznadziejna, a USA wycofały poparcie dla planu podziału i same zaczęły zachęcać Ligę Arabską do silniejszego wsparcia oddziałów arabskich, aby szybciej zakończyć projekt niepodległego państwa żydowskiego. Skonsolidowanie sił i terytoriów żydowskich, ustalenie jakieś linii brony i przystąpienie do kontrataków było wielkim wyzwaniem i sukcesem, a sprzęt dostarczył Izraelowi nie Zachód, tylko Józef Stalin. I dopiero wtedy nastało to, co Palestyńczycy nazywają Nakbą.

  101. @embercadero
    „W Australii lądowało się głównie za kradzieże i ogólne nieposłuszeństwo, na przykład bycie Irlandczykiem/katolikiem. W każdym razie to że kraj stworzyli mordercy to całkowita nieprawda.”

    Warto dodać, że za byle co groził stryczek. Kara śmierci dotyczyła ponad 200 przestępstw, więc „chętnych” do zamiany kary ostatecznej na dożywotnie zesłanie nie brakowało. Sam mechanizm trochę podobny do RU mobików z więzień. Na pewno transport odbywał się prywatnymi statkami, więc był to też całkiem niezły biznes.

  102. @Luca
    „Tu nie ma się co doszukiwać odcieni szarości i bawić w ważenie grzechów po obu stronach.”

    Stanowiskiem kanonicznym na Moim Blogu jest doszukiwanie się odcieni szarości i grzechów po obu stronach. Proszę to uszanować, znajdzie pan przecież wiele miejsc gdzie propaguje się nienawiść do Żydów. Lojalnie uprzedzam, że komcie z ludobójczym hasłem „from the river to the sea” będą wylatywać (zgadzam się że to hasło powinno być penalizowane jako nawoływanie do ludobójstwa).

    @kubawu
    ” zawsze sądziłem, że po rezolucji ONZ z 1947 w sprawie utworzenia w Palestynie państw arabskiego i żydowskiego”

    Dlaczego pan zaczyna akurat od tego momentu? Ja bym zaczynał od deklaracji Balfoura, jeśli już arbitralnie wskazywać jakiś początek nowożytnego Izraela. Przecież ONZ kontynuował w tej kwestii (jako i w wielu innych) to co odziedziczył po Lidze Narodów.

  103. @bantus
    „Na pewno transport odbywał się prywatnymi statkami, więc był to też całkiem niezły biznes.”
    Brytyjska marynarka wojenna po prostu nie miała „pojemności” (capacity), żeby obsłużyć taki ruch. Dlatego czaterowała statki handlowe. Te same jednostki wykonywały zresztą zlecenia Kompanii Wschodnioindyjskiej. Por. link to en.wikipedia.org
    Korona brytyjska dokładała do tego interesu, bo uznała go za strategiczny. Chodziło o równoważenie wpływów innych mocarstw, głównie Francji, ale też Niderlandów; np. Tasman był przecież Holendrem, a Tasmanię długo nazywano „Ziemią Van Diemena” na cześć gubernatora Batawii Holenderskiej, który doprowadził do jej odkrycia.

    „Sam mechanizm trochę podobny do RU mobików z więzień.”
    Brytyjski pomysł na wykorzystanie skazańców jako broni demograficzno-ekonomicznej nie jest nowy. Rosja wpada na niego regularnie, tak budowano Kanał Białomroski i realizowano pierwszą stalinowską pięciolatkę. Ale przecież wcześniej carowie zsyłali ludzi na Syberię i dalej. Maurycy Beniowski, który uciekł z Kamczatki przez Aleuty, Japonię, Riukiu, Tajawan i Makau, inspirując trzecią, zakończoną tragicznie wyprawę Jamesa Cooka na północny Pacyfik, nie trafił tam przecież nz własnej woli, tylko za udział konfederacji barskiej. Z carskiego punktu widzenia pomysł wykorzystania energii buntowników na zagospodarowanie dziczy nie był głupi i dzięki niemu pokaźna grupka Polaków zapisała się eskploracji Dalekiego Wschodu, np. Bronisław Piłsudski,

  104. @Luca
    „Tu nie ma się co doszukiwać odcieni szarości i bawić w ważenie grzechów po obu stronach.”

    Sam jestem nastawiony raczej antyizraelsko, nawet jeden mój komć wyleciał ostatnio, bo wg Gospodarza przegiąłem. Ale jednak: komcionautycznym obowiązkiem i Człowieczym Obowiązkiem jest zabawa w ważenie grzechów. Człowiek wymyślił sobie figurę Sprawiedliwego Boga – Prezesa Sądu Ostatecznego, aby dać wyraz nadrzędności tego obowiązku.
    Różne rzeczy powoli narastały w Izraelu lat 90. i wczesnych 2000., radykalizowała się religijność i powiększał się podskórny strach, bo zamachy organizowane przez Palestyńczyków uderzały w ludzka tkankę nerwową nagle i niespodziewanie, wtedy, kiedy zdawało się, że już jest spokojnie, i tam, gdzie zdawało się, że już jest spokojnie. Oto opowieść mojej znajomej, która mieszkała wtedy w Izraelu:
    A mnie, proszę pana, papierosy życie uratowały. Takie były tam cholernie drogie, że kiedy paliłam na przystanku i podjechał autobus, to nie wsiadłam, proszę pana, bo wolałam dopalić i poczekać na następny. I wtedy ten, co nie wsiadłam, wybuchł, a ja, proszę pana, jeden jedyny raz widziałam urwaną ludzką rękę na palmie.

  105. @wo
    „Stanowiskiem kanonicznym na Moim Blogu jest doszukiwanie się odcieni szarości i grzechów po obu stronach.”

    OK, rozumiem, zasadniczo szanuję, popieram i niniejszym się kajam. W ramach ćwierć-usprawiedliwienia pozwolę sobie tylko zaproponować, że jeśli zaczniemy się bawić w rozdrapywanie detali, to utoniemy w hałdach przekłamań wdrukowanych zachodniemu światu na potrzeby syjonistycznej ideologii i możemy nigdy nie dotrzeć do właściwej konkluzji.

    Wcześniej deklarował Pan, że opór przeciw brunatnym ponad wszystko. Jak zatem inaczej zaklasyfikować państwo zbudowane na apartheidzie, kolonializmie i agresji wobec sąsiadów?

    „Proszę to uszanować, znajdzie pan przecież wiele miejsc gdzie propaguje się nienawiść do Żydów.”

    Proszę wybaczyć, ale myli Pan antysemityzm z antysyjonizmem. To tarcza i trik pojęciowy, który jest cynicznie wykorzystywany przez Izrael do uciszania oponentów.

    „Lojalnie uprzedzam, że komcie z ludobójczym hasłem „from the river to the sea” będą wylatywać (zgadzam się że to hasło powinno być penalizowane jako nawoływanie do ludobójstwa).”

    Ja się oczywiście nie zgadzam z twierdzeniem, że to hasło ludobójcze, a rozwiązanie dwupaństwowe uważam za mrzonkę, która ma przekierowywać uwagę świata. Przy sloganach upierał się jednak nie będę.

    @kuba_wu
    „Nie żebym się specjalnie znał na historii Izraela (…)”

    Ja też nie mam zamiaru zgrywać tu wyrafinowanego znawcy tematu, ale dość bezczelnie powołam się na autorytet szanowanego tutaj Toma Coopera, który daje krótki opis pejzażu historycznego i listę lektur to zgłębiania:
    link to xxtomcooperxx.substack.com

  106. „Jak zatem inaczej zaklasyfikować państwo zbudowane na apartheidzie, kolonializmie i agresji wobec sąsiadów?”

    Pacz pan, to zupełnie jak większość Europy a już Stany Zjednoczone to na pewno. Pewnie w ogóle jak każde państwo.

  107. @Marco Bollocks
    „Korona brytyjska dokładała do tego interesu, bo uznała go za strategiczny.”

    Chodziło mi o zyski prywaciarzy oczywiście. Dziękuję za rozwinięcie.

    @RU
    W weekend słuchałem/czytałem trochę relacji z RU i wygląda na to, że braki paliwa i ograniczenia w dostępie do Internetu doprowadzają Rosjan do furii. Codzienne życie coraz mocniej obrywa i nie da się już machnąć na to ręką. Jeśli Ukrainie uda się utrzymać obecne tempo przez dłuższy czas to szansa na wybuch społecznego niezadowolenia realnie wzrośnie. Pewnie w Hearts of Iron jest na to jakiś specjalny wskaźnik.

  108. @embarcadero
    „Pacz pan, to zupełnie jak większość Europy”

    Były wręcz okresy w historii, że kolonializm i agresja wobec sąsiadów były warunkiem sin qua non zaistnienia państwa. Jak nie byłeś państwem agresywnym wobec sąsiadów i kolonialnym, to nie powstawałeś, bo powstawali agresywni wobec ciebie sąsiedzi, którzy cię wchłaniali. Zdaje się, że Polska powstała w takim właśnie okresie, no i Mieszko z Chrobrym zrobili, co trzeba.

  109. Nie zauważyłem żeby ktoś o tym wspominał (scrollowałem może nazbyt pobieżnie), ale przewinęła mi się informacja, że Fiutin może próbować otwierać nowy front od północy – już nie z Białorusi, ale na kierunku czernihiwskim. Mając dodatkowe 200k mięsa armatniego może w ten sposób dodatkowo obciążyć borykające się ze stanami kadrowymi siły ukraińskie (nawet jeżeli zaczynają mieć luz na odcinku chersońskim).

  110. @embarcedero

    „Pacz pan, to zupełnie jak większość Europy a już Stany Zjednoczone to na pewno. Pewnie w ogóle jak każde państwo.”

    Jakoś jednak po drodze wybuchł terror politycznej poprawności, postępactwa i literalny Orwell, i państwa zachodnie zrezygnowały z kolonializmu, ludobójstwa i apartheidu, a nawet, o zgrozo, zaczęły na podstawie takich zachowań wykluczać inne państwa ze swojego klubu. Tu oczywiście znajduje się wielka gwiazdka i spis państw, które nie zostały wykluczone pomimo takich zachowań, co nie zmienia faktu, że wiek XIX dawno się skończył i mental kolonializmu nie jest mentalem defaultowym. Argument „inne państwa też kolonizowały” to argument w stylu „przecież wszyscy kradną”.

  111. @ergonauta
    „Jak nie byłeś państwem agresywnym wobec sąsiadów i kolonialnym, to nie powstawałeś, bo powstawali agresywni wobec ciebie sąsiedzi, którzy cię wchłaniali. Zdaje się, że Polska powstała w takim właśnie okresie, no i Mieszko z Chrobrym zrobili, co trzeba.”

    To już chyba jednak przesada, porównywać sposób powstawania państw 1000, a choćby i 300 lat temu, z polityką Izreala w ostatnich kilku dekadach.

  112. @RU
    Braki paliwa to nie tylko konieczność rezygnacji z jazdy prywatnym samochodzem.
    Teraz mamy okienko czasowe na zbiory w rolnictwie – ok. 2 tygodni. Jeśli diesla nie bedzie teraz, to część zbiorów się zmarnuje.
    Kolejne okienko czasowe – to dostawy na Syberie. Teraz w lecie jest czas na to, a potem dopiero jak rzeki zamarzną.
    Kierowcy cieżarówek nie chcą jechać w trasy dłuższe, niż takie które da się zrobić bez tankowania.
    Pewnie takich przypadków gdzie łańcuch dostaw się wali, powodująć nieodwracalne straty jest więcej.

  113. @MB
    „A tak serio, to moim zdaniem nie jest dobrze postawione pytanie”
    Masz 100% racji. To co nazywamy kulturą nie jest czymś wiecznym i niezmiennym, a zależnym od stosunków w danym miejscu i czasie, nie ma kultur „przemocowych” czy „pacyfistycznych” z definicji. Oryginalne wersje tak znanych dziś bajek europejskich były tak okrutne, tak epatowały przemocą, że dzieła Dostojewskiego są przy nich w sumie spoko na kawę.
    Co do przełożenia kultury późnego Sojuza na dzisiejszy Izrael: chociaż w sierpniu 1991 na ulicach rosyjskich miast były setki tysięcy czy miliony, obalenie KPSS(KPZR) dokonało się prawie bezkrwawo, bez linczów, wieszania, etc., a druga fala emigracji do Izraela z ZSRR ruszyła właśnie po 1991 (pierwsza to 70-te). Tak więc Puszkin nie musi być dla mnie autorytetem, kiedy pisał o „russkim buncie bezsensownym i bezposzczadnym”.

  114. @TBo Rossbach,

    „To już chyba jednak przesada, porównywać sposób powstawania państw 1000, a choćby i 300 lat temu, z polityką Izreala w ostatnich kilku dekadach.”

    Bogactwo Portugalii, Hiszpanii, Niederlandów, Francji, Wielkiej Brytanii, Belgii, USA, Kanady do pewnego stopnia też, wyrosło na koloniach, niewolnictwie i skrajnych nierównościach. Fala dekolonizacji Afryki to lata 50. do 70. XXw., całkiem niedawno. Jak się uprzeć, to i latach 90., bo Namibia uzyskała niepodległość w 90r, a koniec apartheidu w RPA to rok 94. a konsekwencje ekonomiczne są widoczne bardzo wyraźnie do dziś.

    Z naszego podwórka, jak Mieszko i Chrobry to za dalekie dzieje, to jak będziesz jechał przez Dolny Śląsk, Pomorze Zachodnie czy Czeskie Sudety wspomnij Józefa S. i zastanów się, czy aby nie jesteśmy mimowolnymi beneficjentami jego powojennej polityki.

  115. @Roland sp-404

    „Jakoś jednak po drodze wybuchł terror politycznej poprawności, postępactwa i literalny Orwell, i państwa zachodnie zrezygnowały z kolonializmu”

    Nie zrezygnowały tylko zostały zmuszone do rezygnacji i osadźmy to w jakimś kontekście, nie wiem może na osi czasu. Francja wycofała się z Algierii w 1962 po długiej i bardzo krwawej wojnie. Wielka Brytania odpuściła po upokorzeniu związanym z Kryzysem Sueskim itd. itp. Nie twórzmy przy okazji słusznej skądinąd krytyki obecnej polityki Izreala jakieś mitologii.

  116. @roland
    „Jakoś jednak po drodze wybuchł terror politycznej poprawności, postępactwa i literalny Orwell, i państwa zachodnie zrezygnowały z kolonializmu, ludobójstwa i apartheidu,”

    Po pierwsze, jak ktoś trafnie zauważył, nie zrezygnowały tylko zmuszono je do tego. Po drugie, to było w latach 1960-1970. Na tle Zachodu w roku 1945 syjonizm się nie wyróżniał niczym szczególnym.

  117. @tbo
    „To już chyba jednak przesada, porównywać sposób powstawania państw 1000, a choćby i 300 lat temu, z polityką Izreala w ostatnich kilku dekadach.”

    Ale właśnie piwot w stronę otwartego ludobójstwa to dopiero Netaniahu, a i on nie od razu.

  118. „to, panie wiedźmin, nie diaboł, a złośliwe bydlę i w głowie ma, z przeproszeniem, nasrane tak, że wytrzymać ciężko. Nie wiedzieć rano, co mu wieczorem do łba strzeli. A to, panie, w studnię napaskudzi, a to za dziewką goni, straszy, grozi, że dupczył będzie. Kradnie, panie, chudobę i spyżę. Niszczy a psuje, naprzykrza się, na grobli ryje, doły kopie jak piżmowiec albo bober jaki, woda z jednego stawu, ze szczętem uciekła i karpie posnęły. We stogu lulkę palił, kurwi syn, z dymem puścił wszystko siano…”

    Z tą Narwą/Łatgalią to diaboł grozi że dupczył będzie – ani to nie jest w więziennej logice cwanego kryminalisty (pobicie słabeusza nikogo nie nastraszy, a może sprowokować silniejszych), ani nie daje nic realnie wartościowego na czym możnaby położyć łapę na dekady. W przeciwieństwie do np. bratniej pomocy dla prześladowanej mniejszości ormiańskiej w Azerbejdżanie (który ma regionalnie całkiem silną armię, ale bez głębi strategicznej i bez sojuszników którzy byliby w stanie mu przyjśc z realną odsieczą).

    Zaś deal na obietnice nieingerencji to byłby do pomyślenia dla osoby która dotrzymuje obietnic/traktatów (dla samej wartości etycznej pacta sunt servanda).

  119. Kurczę blade, jakoś jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że ten antysyjonizm co wcale nie jest antysemityzmem, to jednak jest antysemityzmem, i to takim w stylu Brauna.

  120. @TBo Rossbach
    „To już chyba jednak przesada, porównywać sposób powstawania państw 1000, a choćby i 300 lat temu, z polityką Izreala w ostatnich kilku dekadach.”

    Czyli zgadzamy się – Izrael w 2026 przesadza, bo to już nie jest 1026. Podobnie przesadza Rosja, kontynuując swoją politykę sprzed 300 lat. A hasło „Make Cośtam Great Again” to jest nawoływanie do tej przesady.
    Ukraińska Powstańcza Armia, walcząca o istnienie Ukrainy przesadzała już w 1943, bo robiąc to samo parę stuleci wcześniej, jakoś mieściłaby się w standardach epoki.
    Oczywiście, tłumaczenie takich „niezdanżających” jest podobne: ale to jest/była wyjątkowa sytuacja. Jednak światowe trendy się zmieniają, np. jeżeli w imię Czegoś zabijasz dzieci, to Coś (czymkolwiek by nie było: Bogiem, Honorem, Ojczyzną) już nie cieszy się statusem świętości.

  121. @kmat
    „Kurczę blade, jakoś jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że ten antysyjonizm co wcale nie jest antysemityzmem, to jednak jest antysemityzmem, i to takim w stylu Brauna.”

    Co więcej, kolesie od „from the river to the sea” tak naprawdę to najbardziej nienawidzą ciapatych.

  122. @kmat
    Kurczę blade, jakoś jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że ten antysyjonizm co wcale nie jest antysemityzmem, to jednak jest antysemityzmem, i to takim w stylu Brauna.

    To się pozbądź, bo istnieją ludzie, którzy chcą jakoś ponazywać swoje relacje z Żydami (faktycznymi lub wyobrażonymi), i jakoś odseparować je od swoich myśli i uczuć pod adresem państwa Izrael, w tym jego współczesnego reżimu politycznego.

  123. @Gammon No.82

    Moim zdaniem lepiej w ogóle nie określać się używając słowa „syjonizm” czy „antysyjonizm”; można się sprzeciwiać obecnej ludobójczej polityce Izraela i bez tego, a choćby w Polsce „antysyjonizm” jako psi gwizdek na antysemityzm niestety ma długą historię.

  124. @gammon
    „To się pozbądź, bo istnieją ludzie,”

    Och, z pewnością istnieją też ludzie, którzy potrafią tańczyć czardasza jednocześnie żonglując piłami łańcuchowymi i recytując z pamięci Pana Tadeusza. Masz dziwne zamiłowanie do przypadków egzotycznych i nietypowych. Typowy koleś od „from the river to the sea” jednak po prostu marzy o rzezi.

  125. @wo
    Och, z pewnością istnieją też

    Nie wiem, do czego zmierzasz. Nie wiem też, czemu usunąłeś mój kolejny wpis. Niekiedy muszę jednoznacznie: proszę (ciebie i kogokolwiek innego) nie wiązać W JAKIKOLWIEK SPOSÓB moich relacji z Żydami których znam lub znałem, ani moich myśli o abstrakcyjnych Żydach, z moim stosunkiem do państwa Izrael albo z jego kolejnymi mutacjami. To jest niezwiązane i nie na temat.

    Masz dziwne zamiłowanie do przypadków egzotycznych i nietypowych.

    Nie wiem, co za takie uznajesz.

  126. @kot immunologa

    „Bogactwo Portugalii, Hiszpanii, Niederlandów, Francji, Wielkiej Brytanii, Belgii, USA, Kanady do pewnego stopnia też, wyrosło na koloniach, niewolnictwie i skrajnych nierównościach.”

    Książka Brooke Newman „Crown’s Silence” opisuje kolosalne zyski korony brytyjskiej z niewolnictwa. W ten biznes brytyjscy monarchowie i monarchinie inwestowali od czasów Elżbiety I.

  127. @rw

    „Książka Brooke Newman „Crown’s Silence” opisuje kolosalne zyski korony brytyjskiej z niewolnictwa. W ten biznes brytyjscy monarchowie i monarchinie inwestowali od czasów Elżbiety I.„

    I już wtedy byli mocno spóźnieni, np. nie załapali się na wielkie odkrycia geograficzne. ”Born in Blackness„ Howarda Frencha opisuje proces w detalach od samego póżnego średniowiecza. Wokół idei kolonializmu i niewolnictwa wymyślono całą ekonomię, która ten proces napędzała. Kolonializm to nie był dodatek, to było clue.

  128. @Luca

    Może kolega najpierw nam zdefiniuje syjonizm, żebyśmy wiedzieli czym dokładnie jest antysyjonizm? Bo mnie się wydaje, że mogę być krytykiem polityki Izraela i nie być antysyjonistą, tak samo jak mogę być krytykiem Putina ale nie negować prawa Rosji do istnienia jako państwo. Dla mnie to jest bardzo mętna woda, w której różni ludzie łowią swoje ryby.

  129. @wo
    ”zawsze sądziłem, że po rezolucji ONZ z 1947 w sprawie utworzenia w Palestynie państw arabskiego i żydowskiego”

    „Dlaczego pan zaczyna akurat od tego momentu? Ja bym zaczynał od deklaracji Balfoura, jeśli już arbitralnie wskazywać jakiś początek nowożytnego Izraela.”

    Wyłącznie dlatego, że odnosiłem się do tezy, że państwo Izrael natychmiast po powstaniu rzuciło się na sąsiadów. Proklamacja niepodległości Izraela była bezpośrednią reakcją na w.w. rezolucję i nastąpiła zaraz po niej. Jeśli rozciągniemy to powstawanie w czasie wstecz, to oczywiście jestem świadom ruchów syjonistycznych, osadnictwa w okresie mandatowym, konfliktów, zamachów itd. Ale jednak, tak jak człowiek rodzi się i wtedy staje człowiekiem (a nie np. będąc zarodkiem), tak państwo powstaje w momencie gdy zaczyna skutecznie utrzymywać suwerenność.

  130. @krasnow
    „Może kolega najpierw nam zdefiniuje syjonizm,”

    Albo jeszcze lepiej: nie?

  131. @”kolesie od „from the river to the sea”

    Różni to byli kolesie, bo hasło było obosieczne. W 1977 Likud miał je w programie partii, w pierwszym punkcie:
    The Right of the Jewish People to the Land of Israel (Eretz Israel)
    a. The right of the Jewish people to the land of Israel is eternal and indisputable and is linked with the right to security and peace; therefore, Judea and Samaria will not be handed to any foreign administration; between the Sea and the Jordan there will only be Israeli sovereignty.
    Sto lat wcześniej Ze’ew Żabotyński śmiało i poetycko wzywał, aby jeśli Izrael, to na obu brzegach Jordanu. Da się wskazać administracyjny początek nowożytnego państwa Izrael, ale wtedy zamiatamy pod dywan to, na czym ono rosło przez parę dekad wcześniej. To jakby mówić o nowożytnej Polsce od 1918, pomijając to, co kipiało przez XIX wiek pod pokrywką zaborów (romantyzmy, powstania, spory białych z czerwonymi, itd.).

  132. @kot immunologa

    ” ”Born in Blackness„ Howarda Frencha opisuje proces w detalach od samego póżnego średniowiecza. Wokół idei kolonializmu i niewolnictwa wymyślono całą ekonomię, która ten proces napędzała. Kolonializm to nie był dodatek, to było clue.”

    Ba, przecież ekspansja niemiecka na wschodnim wybrzeżu Bałtyku (Prusy, Estonia) to też był kolonializm. Włącznie z ludobójstwem.

  133. @Izrael i Palestyna

    Idea „two state solution” jest martwa, nawet jeżeli jakieś państwo palestyńskie powstanie, to jest niemal pewne że po pewnym czasie albo dojdzie w nim do władzy jakiś Hamas 2.0, albo zacznie z jego terenu operować jak Hezbollah z Libanu. Już o to się Iran postara, żeby pokoju nie było. A wtedy każdy rząd Izraela zareaguje na to militarnie, i wracamy do punktu wyjścia (okupacja).

  134. @rw

    „Ba, przecież ekspansja niemiecka na wschodnim wybrzeżu Bałtyku (Prusy, Estonia) to też był kolonializm. Włącznie z ludobójstwem.”

    Tu oczywiście jest pewna symetria, również polski kolonializm w Ukrainie się tu trochę łapie, ale jednak są istotne różnice. Ta najbardziej fundmentalna to niewolnictwo na masową skalę. To nie to samo co nawet najgorsza pańszczyzna. To co się przebija do masowej świadomości za pomocą pop kultury, czyli amerykańskie południe to jest już niewolnictwo uładzone, łagodne w formie można powiedzieć. Przez dobre trzy wieki z okładem nie opłacało się utrzymawać niewolników zbyt długo, taniej było importować nowych. Niewolnik był surowcem o nieprzesadnie długim czasie użyteczności. Dopiero zakaz importu niewolników na początku XIX trochę to zmienił.

    Czym był kolonializm w nowoczesnej formie zaprezentowali Europie Niemcy na wschodzie w czasie WW II. To było coś co ćwiczyli najpierw w Namibii (South-West Africa) i przenieśli na grunt Europejski. Detale, ale to lektura dla osób o mocnych nerwach, można znaleźc u Olusogi w „Kaiser’s Holocaust”.

  135. @kot immunologa
    „I już wtedy byli mocno spóźnieni, np. nie załapali się na wielkie odkrycia geograficzne.”

    Niezupełnie. Royal Navy w znacznej mierze była budowana na rosyjskim drewnie eksportowanym do Anglii dzięki opryczninie, tj.
    konfiskacie/redystrybcji ziem należących do starego rodowego bojarstwa(wotczinników) na rzecz szlachty(pomieszczyków), których mieszkańcy, pozbawieni wolności osobistej, produkowali dla nowych właścicieli dobra głównie na rynek, w tym za granicę.
    Toteż Iwana Groźnego na dworze carskim nazywano „angielskim carem”.

  136. @SJ

    „„I już wtedy byli mocno spóźnieni, np. nie załapali się na wielkie odkrycia geograficzne.”

    „Niezupełnie. Royal Navy w znacznej mierze była budowana na rosyjskim drewnie eksportowanym do Anglii dzięki opryczninie”„

    Chodziło mi o to, że Anglii zostało niewiele do odkrycia, Cook opisał Nową Zelandię i z większych rzeczy chyba tyle. Co oczywiście nie przeszkadzało im pływać po oceanach wszerz i wzdłuż.

  137. @rw
    „Idea „two state solution” jest martwa”.”
    Izraelowi też na tym nie zależy, tak wynika z bieżącej polityki. Obecny rząd gra na polityczny podział autonomii. Wgodniej jest mieć wyrazistego, zradykalizowanego wroga takiego, jak Hamas.
    Fatah, który wyrzekł się terroryzmu, ma wpływy na Zachodnim Brzegu, ale Izrael w żadnen sposób nie wzmacnia Fatahu – tak wynika z głosów miejscowych ekspertów, z którymi regularnie prowadzi wywiady m.in. Dariusz Rosiak i jego ekipa. Jednocześnie, akcja osiedleńcza (kolonizacyjna) na Zachodnim Brzegu postępuje. Gybym był izraelskim jastrzębiem, to bym pewnie robił to samo, bo Zachodni Brzeg wisi na Izraelem jak miecz Damoklesa. Stamtąd łatwo jest przeprowadzić blitzkrieg na Jerozolimę, czy nawet Tel-Awiw.
    Zgadzan się, że obecne status quo będzie logicznie zmierzać ku kolejnym konfrontacjom. Irańczycy się odkują, odbudują swoje wpływy i Izrael będzie znów atakowany z „dziesięciu kierunków” (jak się mawia w Chinach).
    Ogólnie cykl przemocy jest rozpoznany i opisany we wszystkich wymiarach np. te wszystkie akcje na morzu, tj. przechwytywanie flotylli pomocowych przez straż przybrzeżną Izraela opisał w „Method and Madness” Finkelstein w 2014 roku.
    Zwycięstwo w wyborach do Knesetu bardziej umiarkowanych polityków mogłoby być może coś zmienić, ale nie mam pojęcia czy to jest w ogóle realistyczne.

  138. Nawet gdyby w Izraelu rządzili sami pustelnicy-derwisze i Budda we własnej osobie, Iran i tak może w każdej chwili nasłać swoich zwyroli by zamordowali kolejne kilkaset osób. Które będą takim samym collateral damage jak mieszkańcy Gazy. Nic się nie zmieni póki nie usuniesz zleceniodawców ale po obu stronach, nie tylko Bibiego, Smotricza itp. ISIS jakoś przestało wybuchać jak zaczęła się wojna w Ukrainie, czyżby dlatego że GRU jest zajęte gdzie indziej?

  139. @embercadero
    „ISIS jakoś przestało wybuchać jak zaczęła się wojna w Ukrainie, czyżby dlatego że GRU jest zajęte gdzie indziej?”
    Szickie sieci Iranu wokół Izraela są ewidentne. Powiązanie GRU-ISIS pachnie cynfolią. Przecież Rosja wspierała Asada, który z ISIS walczył. Za atak terrorystyczny w w Krokusie w Moskwie też obwiniano ISIS, o czym pisał np. tak poważny think-tank jak CFR: link to cfr.org

  140. Jeśli Ukraina może dekarbonizować Rosję w zauważalnym wymiarze już teraz, to atak na Estonię oznacza wyłączenie na długie miesiące 90% mocy produkcyjnych rosyjskich rafinerii w tydzień od przekroczenia granicy. Plus spora część elektrowni, sieci przesyłowych i przemysłu. Alabuga i Urlawagonzawod będą zaorane w pierwszej dobie. W europejskiej części Rosji nie zostanie żaden port – na całe miesiące. To się naprawdę może skończyć przekazaniem Królewca Czechom.

  141. @kot immunologa

    „niewolnictwo”

    Pełna zgoda, ale nie wszędzie zachodni kolonializm wprowadzał niewolnictwo, np w Indiach nie.

    @embarcadero

    „ISIS jakoś przestało wybuchać jak zaczęła się wojna w Ukrainie,”

    Nadal działa, zwłaszcza w Afryce, ale również w Afganistanie. Terroryzm islamistyczny w Afryce nadal zbiera obfite żniwo (Sudan!) ale nikogo w Europie to nie obchodzi.

  142. @ embrecadero

    ” ISIS jakoś przestało wybuchać jak zaczęła się wojna w Ukrainie, czyżby dlatego że GRU jest zajęte gdzie indziej?”

    Nie „przestało wybuchać”, tylko przerzuciło się do Afryki, konkretnie do Burkina Faso, Mali i Nigeru. W tychże krajach ISIS stanowi czasami wroga a czasami sojusznika sił chińskich i rosyjskich. Do tego wiadomo, że ISIS i Iran wspierały też piratów somalijskich z Rogu Afryki oraz Jemenu, np. w trakcie ataków rakietowych na Izrael.

    A z kolei możliwe, że „OG ISIS reverse rimland heartland Afganistan” ISIS przerzuciło się na wzajemne mordowanie na poziomie klanowym, po tym jak w 2021 USA uciekły z Afganistanu. No bo przecież taki piękny przemysł heroinowy między Rosją, Chinami a Indiami to już dawno powinien być na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Skoro Chiny śródlądowe kwitną w boomtowns od kopania różnych metali ciężkich i umierania na odmiany ołowicy, które nawet na Uralu epoki Stalina zostałyby uznane za niepokojące, to ktoś musi tym biednym chińskim górnikom dostarczać towaru. IMO GRU ma tu mniej do gadania niż chińska bezpieka, proxy oczywiście przez koleżeństwo z Pakistanu.

  143. @embercadero
    „ISIS jakoś przestało wybuchać jak zaczęła się wojna w Ukrainie, czyżby dlatego że GRU jest zajęte gdzie indziej?”

    To trochę jak z COVIDem po inwazji w Ukrainie, co się miał skończyć. No rzeczywiście media przestały zajmować się COVIDem – bo zaczęły się zajmować największym konfliktem zbrojnym od czasu wojny Iracko-Irańskiej.
    Z tego samego powodu przestały się interesować innymi konfliktami.
    link to en.wikipedia.org

  144. Całkiem prawdopodobne że idea państwa islamskiego żyje od dawna własnym życiem. Ale uczestnictwo GRU przy powstawaniu tej idei, jeszcze w Iraku, były dość dobrze opisane w porządnych mediach lata temu. Jak również ich prowodyrstwo w wywołaniu wielkiej fali migracji z Syrii. Ciąg dalszy też się spina – potrzebowali dobrego pretekstu by się osiedlić militarnie w Syrii i go dostali. I prawie się udało.

    Na Afryce się nie znam ale lista krajów jest podejrzanie spójna z rejonami działania byłych wagnerowców. Ale to na pewno przypadek.

  145. @rw

    „„niewolnictwo”

    Pełna zgoda, ale nie wszędzie zachodni kolonializm wprowadzał niewolnictwo, np w Indiach nie.„

    Encykopedia Britanica podaje, że jednak trochę tak, ale w innej formie. Sprowadzano niewolników z Madagaskaru i Mozambiku, raczej wykwalifikowanych robotników niż masową siłę roboczą. Tej najwyrazniej nie brakowało, bo Hindusi pracowali w Południowej Afryce na plantacjach trzciny cukrowej, a w Kenii budowali kolej z Mombassy do jeziora Wiktorii. Na margniesie, ich wpływ na kuchnię w Kenii jest widoczny do dziś.

    link to britannica.com

  146. Brytyjczycy uważali Hindusów za lepszych i bardziej cywilizowanych od pozostałych ludów skolonizowanych i dość masowo używali ich do zaludniania kolonii afrykańskich, gdzie kompletnie nie ufali lokalsom i nie umieli/nie chcieli się z nimi dogadywać. Stąd bardzo duże społeczności hinduskie w Mombasie, Zanzibarze czy miastach wybrzeża RPA. W mniejszym stopniu podobnie traktowali Malajów. XIX wieczny rasizm był bardziej skomplikowany niż podział na białych i czarnych

  147. @embercadero

    „XIX wieczny rasizm był bardziej skomplikowany niż podział na białych i czarnych”

    I jeszcze na dodatek ewoluował w czasie. Niemcy, na ten przykład, mieli na początku XIX wieku taki pomysł, żeby tubylców w Afryce Południowo-Zachodniej nawracać. Ale się okazało, że np. taki Kaptein Witbooi zna biblię lepiej, niż niejeden kolonista więc pomysł upadł jako niedorzeczny. W zamian narodziła się idea przestrzeni życiowej, obozów pracy, i innych atrakcji, które później na masową skalę stosowano w Europie Wschodniej.

  148. @errata

    mieli na początku kolonizacji w XIX wieku taki pomysł,

    To się zaczęło za późnego Bismarcka, który się do tego zupełnie nie wyrywał. Nie z pobudek moralnych naturalnie, tylko ekonomicznych.

  149. @embercadero
    „Całkiem prawdopodobne że idea państwa islamskiego żyje od dawna własnym życiem.”
    Atak w Moskwie miał być dziełem ISIS-K z Chorasanu. Więc ta odnoga przynajmniej cos ma do Rosjan.

    „Brytyjczycy uważali Hindusów za lepszych”
    Sikhowie robili za policjantów w International Settelmencie w Szanghaju. U Ballarda w „Imperium Słońca” jest scena w korku: bohater wraca skądś limuzyną papy, i ogląda jak zblazowany Indus załatwia się na ulicy, nie przejmując się widownią. Ale może Ballard to wymyślił, jak scenę w której szanghajska Hitler Jugend wybiera się do „małego Wiednia” autobusem, żeby obić miejscowych Żydów.

  150. @Marco Bollocks

    We wspomnieniach jakiegoś brytyjskiego wojskowego czytałem, że przed wojną w Brytyjskich Indiach byli oni już tak znienawidzeni, że bał się przejść po ulicy z dziewczyną pod rękę, bo by ich lokalsi opluli.

  151. > zblazowany Indus załatwia się na ulicy czyli o wyższości kultury europejskiej, a zwłaszcza śródziemnomorskiej

    Wspomina dr Adam Majewski, Wojna, ludzie i medycyna
    II światowa, nasi we Włoszech, wiosna 1944

    Natomiast nauczenie południowych Włochów zasad najprymitywniejszej higieny okazało się problemem nie do przebrnięcia.
    Nas z kolei nie interesowało to ze względów wychowawczych, chodziło o bezpieczeństwo naszych ludzi. Wiosna miała niedługo już nadejść i przy tym stanie higienicznym miasteczek groził w każdej chwili wybuch epidemii. Maliszewski wezwał więc podestę i wszystkich obecnych w miasteczku poważniejszych lub wpływowych obywateli na pewnego rodzaju odprawę i ostro im nakazał zamiatanie miasta, sprzątanie ekskrementów ludzkich z ulic i zabronił wylewania odchodów przez okna.
    Przypadkowo byłem w sąsiednim pokoju, drzwi były uchylone i przysłuchiwałem się tej odprawie. Włosi podnieśli taki wrzask, że nic nie można było zrozumieć. Wszyscy mówili naraz, machali rękami ii dopiero gdy Maliszewski na nich huknął, udało mu się skłonić zebranych do odpowiadania pojedynczo. Zapewniali, że w ciągu dwóch dni uporządkują Cerro.
    W dwa dni później siedzieliśmy przy obiedzie z pułkownikiem, gdy wszedł Maliszewski i powiedział:
    – Panie pułkowniku, ja chyba zwariuję. Dzisiaj poszedłem do ratusza, bo nie zrobili porządku, jak pan pułkownik pewnie sam zauważył, całe miasteczko jest zapaskudzone. Rano, gdy się idzie ulicą, to gorzej jak na pierwszej linii, trzeba ciągle robić uniki, żeby człowieka nie obleli z okna całą zawartością nocnika. Poszedłem więc i obsztorcowałem podestę. Ten udawał zdziwionego, wszystko obiecywał, kłaniał się w pas i razem ze swoim sekretarzem sprowadził mnie na dół. Pożegnałem go i poszedłem dalej. Uszedłem chyba z pięćdziesiąt kroków i obejrzałem się. Zobaczyłem jak burmistrz – a było to w samo południe – na środku placu przed magistratem kucnął i załatwiał swoją potrzebę. Mało mnie szlag na miejscu nie trafił…
    – Trzeba koniecznie coś zrobić, niepodobna tego dłużej tolerować ze względu na niebezpieczeństwo dla naszych ludzi. Słońce w południe już dobrze przygrzewa, zaczną się roztopy, a z nimi tyfusy, czerwonki i cholera wie co jeszcze. Wprawdzie wojsko szczepione, ale w takich brudach nie można być pewnym. Nie ma innej rady. Wezwij pan podestę i powiedz mu, że transport mąki, który za dwa dni przychodzi, nie będzie tak długo rozdzielony między ludnością, póki całe miasteczko nie będzie wyszorowane. Jeżeli znajdzie pan choć jedną kupę na ulicy, to mąki nie będzie pan wydawał. Trudno – Niemcy nakładali kontrybucję lub robili jeszcze gorsze rzeczy. My tego robić nie możemy, ale zginąć z tego smrodu i zarazy też nie mamy zamiaru.
    Gdy na drugi dzień wyszedłem z kwatery na ulicę, to stanąłem i przetarłem oczy ze zdziwienia. Ludność całego miasteczka, starzy i młodzi, wyległa na ulicę ze szczotkami, miotłami, wiadrami, taczkami i szorowała metr po metrze. Wyglądało nawet, że robią to z zapałem. Przy obiedzie Maliszewski z dumną miną oświadczył: No, jednak zdaje mi się, panie pułkowniku, że w końcu nauczymy ich jakiej takiej czystości.
    Następnego dnia rozdzielił mąkę i gdy o zachodzie słońca szedłem do kasyna, to musiałem zatkać nos i skakać z jednego czystego miejsca na drugie, żeby sobie butów nie zawalać. Wydawać się mogło, że to ludność przynajmniej czterech takich miasteczek wzięła naraz na przeczyszczenie i na wyścigi zanieczyściła wszystkie ulice.
    Gdy wszedłem do kasyna, wszyscy rozmawiali na ten temat. W chwilę później pokazał się w drzwiach Maliszewski. Na widok jego złej miny roześmieliśmy się. Pułkownik zauważył:
    – No cóż, jakoś Włosi nie bardzo się przejęli?
    – Zeżarli mąkę i ob… całe miasto, co ja mogę na to poradzić – odparł Maliszewski złamanym głosem.
    Rzeczywiście, nic na to nie poradził ani w Cerro, ani w innych miejscowościach południowych Włoch, w których stacjonowaliśmy.

  152. Szanowny Gospodarzu i komciujący!

    Jednym z większych błędów jest niedocenianie.
    O ile na 4 dni był to rzeczywiście – garbage in, garbage out.
    To, sry, od lat już tego u Putina nie ma.
    Nie jestem onucą, ale nie róbmy z niego idioty, który nie uczy się na błędach i jest oderwany od realu.
    To już ja jako mrówka wyciągnąłbym wnioski po tygodniu.
    Nawet z netu – w ostateczności.
    Piszemy o oficerze KGB, a nie o nachlanym Dimie z wioseczki.
    Oczywiście, to nie żadne szachy 5D, lecz to już jakoś skoordynowane ruchy powiązane z wiedzą.
    Mam wrażenie, że lepsze niż Trumpowe.

  153. @inuita
    Nie jestem onucą, ale nie róbmy z niego idioty, który nie uczy się na błędach i jest oderwany od realu.
    To już ja jako mrówka wyciągnąłbym wnioski po tygodniu.
    Nawet z netu – w ostateczności.

    Skąd w takim razie wzięli się ci wszyscy oderwani od realu politycy w przeszłości (w różnym czasie i miejscu)? Zapewne mogli oni skorzystać, jeśli nie z netu, to z bardziej tradycyjnych źródeł.

    Piszemy o oficerze KGB

    Podobno jego oceny osobowe w KGB były bardzo niskie. W efekcie zapychano nim stanowiska niespecjalnie wymagające (etat w NRD).

    lecz to już jakoś skoordynowane ruchy powiązane z wiedzą

    Rodzaj Paramecium też to potrafi.

    Mam wrażenie, że lepsze niż Trumpowe.

    Ależ oczywiście. Przecież jest o całe 6 lat młodszy, więc zmiany w tętniczkach mózgowych też ma o 6 lat młodsze.

  154. @inuita
    „Piszemy o oficerze KGB, a nie o nachlanym Dimie z wioseczki.”

    Jako trochę jednak niestety już senior muszę kolegę zapewnić ze smutkiem, że wiek zastępuje promile – gdy chodzi o zaburzenia kognitywne.

  155. @wo
    wiek zastępuje promile – gdy chodzi o zaburzenia kognitywne

    Bycie dyktatorem stanowi dodatkową zmienną, ale to jest choroba sieroca, mało zbadana (tylko że nieprawda, a Kolega @inuita mógłby chociaż „Szaleństwo władzy”, czy coś w tym duchu; rany, przecież to jest w jakimś sensie zjawisko szekspirowskie).

  156. Ludziom na pewnym poziomie władzy i zamożności nikt nie śmie powiedzieć „nie”, „mylisz się”, „to jest bzdura”, „ten pomysł jest bez sensu”. Odlatują w podobne psychozy jak ludzie którzy za długo czatowali z GPT-4o.

  157. Jeszcze w ejtisach były w Indiach konkretne pogromy Sikhów. Dopiero w XXI wieku w roli defaultowych ofiar rozruchów zastąpili ich tamtejsi muzułmanie (pewnie dlatego że Sikhowie się skutecznie zbrojnie bronili a muzułmanów można tam gnoić bez poważniejszych konsekwencji, jeszcze cię pan premier pochwali)

  158. @inuita
    „Nie jestem onucą, ale nie róbmy z niego idioty, który nie uczy się na błędach i jest oderwany od realu.
    To już ja jako mrówka wyciągnąłbym wnioski po tygodniu.
    Nawet z netu – w ostateczności.”

    Tego netu, który od lat jego własne służby na jego własne polecenie zapełniają propagitką, fake newsami, teoriami spiskowymi i ogólnym śmieciem? I niezależnie robią to też służby ChRL, a Putin z pewnością jest przekonany, że także USA i Ukrainy. I miałby wierzyć w wieści z tego netu, a nie w informacje własnego wywiadu? Nawet całkowicie racjonalny człowiek miałby z tym problem, a Putin nie jest racjonalny, jest paranoiczny i zdemenciały.

    Nie dalej jak parę dni temu publicznie analizował postępy frontu z dokładnością do zgrupowania chat w jakiejś Muchosrajevce. Po czym rosyjski i ukraiński OSINT miały z tego bekę, bo obie strony zgadzały się co do tego, że rosyjskich wojsk nie ma w tym rejonie, a wzmiankowana Muchosrajevka (nazwa oczywiście zmieniona, bo podanej nie pamiętam) w ogóle nie istnieje.

  159. @”ruchy powiązane z wiedzą.
    Mam wrażenie, że lepsze niż Trumpowe.”

    To wrażenie może być stąd, że Trump bez ustanku swoje głupie ruchy głupio komentuje, np. na twitterze, zaś Putin poprzestaje na głupich ruchach, nie ma potrzeby głośnego informowania wszystkich, jakim jest głupcem. Pafrazując fałszywy cytat z Lema: nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, bo niektórzy nie odzywali się w internecie.

  160. @embercadero
    Stąd bardzo duże społeczności hinduskie w Mombasie, Zanzibarze czy miastach wybrzeża RPA.

    Do listy wypada dorzucić jeszcze, nomen omen, West Indies. Taki Trynidad jest np. w 1/3 hinduski. Kolonizatorzy wozili ludzi po całym świecie jak worki ziemniaków, zresztą te ziemniaki i inne rośliny i zwierzęta też wozili między kontynentami robiąc przy okazji niefajne rzeczy całym ekosystemom. Epoka kolonialna solidnie przemeblowała nam planetę i mebluje dalej, nawet jeśli oficjalnie dawno sczezła.

  161. @vocem
    Porządzić to sobie mogę palcem w bucie – stąd nie znam się, ale się wypowiem.
    Niemniej do cholewki – przecież mogę powiedzieć w żołnierskich słowach:
    Wania, mów jak jest i nie pier… bo zrobię sprawdzam = zapytam Chiny, Indie, Brazylię – mają swoje satelity, siatki wywiadu.
    Ogólnie skonfrontuję Wanieczko darogij wasze słowa.
    Mając dostęp ogólnoświatowy to chyba naprawdę trzeba w przeświadczeniu chadzać nago lub być szczurem, któremu kadzą na ołtarzu.
    Tak go nie postrzegam, zapędził się ostro od początku i ma spory problem jak wyjść z twarzą – PR’u to on nie ogarnia.
    Natomiast faktem jest sam początek – absolutnie fałszywe dane, które łyknął.
    Przed takimi „akcjami” robiłbym multi-check. Bardzo multi.
    Dalej i tak: Zawsze w ruchu jest przyszłość.
    Tylko przestrzegam, nie lekceważmy przeciwnika, on jednak się uczy.
    Może się starzeje, ale nie durnieje aż tak (w sumie może to i lepiej, myśląc o walizce z kodami).

  162. @inuita
    Raczy nas pan swoimi fantazjami, co by pan robił będąc Putinem – i robi pan błędne założenie, że Putin robi to samo. Proszę zaprzestać, to nudne.

    Nie mamy dosłownie żadnych powodów do przypuszczenia, że Putin „się uczy”. Chętnie wysłuchałbym merytorycznych kontrargumentów, tylko już bez tej fabularyzacji typu „Wania, prawdę mi mów”.

    Historia uczy nas, że tyranom z biegiem czasu się to pogarsza. Nigdy się nie „uczą”. Hitler początkowo podejmował trafne decyzje, po 1941 już tylko coraz bardziej szalone. Pańskie pomysły z „Wania mów mi prawdę bo sprawdzę” nie mają sensu, typowy tyran funkcjonuje tak, że ufa tylko kilku osobom – i rozgrywa je przeciw sobie, żeby się nie dogadały. Gdyby Hitler nagle zaczepił Jodla, „powiedz mi prawdę o sytuacji ze Steinerem”, ten by to wykorzystał to intrygi przeciw Keitelowi. Dlatego jedyny sposób to mieć ich w pokoju wszystkich na raz („reszta won!”), ale z kolei w ten sposób to już można tylko krzyczeć albo „wygrywamy, Duch Ankorydża wszystko przywróci do normy, Donbas do końca miesiąca”, albo „wszystko skończone”.

  163. @Putin
    Miejmy nadzieję, że wszystko zmierza ku zakończeniu postulowanemu na proteście w Monachium w marcu 2022:

    Dear Putin, let’s speed up to the part where you kill yourself in a Bunker!

    Ref: link to reutersconnect.com

  164. Rosja się czasami uczy i robi innowacje na poziomie taktycznym, ale na operacyjnym prawie wcale, a na strategicznym w ogóle nie.

  165. Najlepsze co mogli zrobić strategicznie, to w 2022 wziąć negocjacje w Istambule na poważnie i zawrzeć zawieszenie broni na relatywnie korzystnych dla siebie warunkach, kiedy Ukraina czuła się niepewnie. No ale nie chcieli.

  166. Tak w sumie coś mi zwróciło uwagę. Od marca strasznie poleciał kurs złota. Jakby ktoś masowo wyprzedawał. Innego kandydata niż Rosja nie widzę. Jeśli to faktycznie oni, to znaczy, że tam się skończyły pieniądze na amen i upłynnia się ostatnie rezerwy.

  167. @inuita
    Nawet gdyby Putain byl geniuszem, a zdecydowanie nie jest, to co z tego? Napoleon był, ale przegrał. I nie on jeden.
    W RU płoną największe rafinerie, naprawiane są na taśmę i trytytki, Krym jest coraz bardziej izolowany, drony utrudniają frontową logistykę. Odpowiedź jest taka sama, bombardowanie osiedli mieszkaniowych, grożenie atomem, zorganizujmy wincyj mobików na przemiał. Do tego zwyczajowe mieszanie w procesie wyborczym w krajach NATO, polaryzacja nastrojów, sabotaż. Nic nowego. Nie widać, żeby się uczył. Można się spodziewać, że problemy z paliwem i zaopatrzeniem zostaną im na dłużej.

  168. @notka
    „Bardzo serdecznie zapraszam więc do przedyskutowania umiarkowanie pesymistycznego scenariusza eskalacji”

    Ciekawą hipotezę eskalacji miał Anders Puck Nielsen chyba z rok temu (z pamięci cytuję więc może coś przeinaczam) – ograniczone wkroczenie na słabo zaludnione terytorium Finlandii/Norwegi gdzieś na północy. Potem ostrzeżenie, że odbijanie będzie traktowane jako marsz na Murmańsk. Tudzież próba odcięcie tego miasta. A Murmańsk to baza okrętów będących części triady nuklearnej. W RU jak i na zachodzie atak na instalacje nuklearne (miejsca składowania przykładowo) jest powodem do użycia broni N. Dawałoby to szansę na granie bronią N bez jej użycia. Wg planu zachód sparaliżowany strachem nic by nie zrobił – co oznaczałoby koniec NATO i jakieś próby układania się z RU.

    Sam autor hipotezy ocenił ten plan za głupi i mający małe szanse powodzenia – ale z drugiej strony jednak RU zaatakowali Ukrainę pełnoskalowo – co było głupie i miało małe szanse powodzenia.

    A mobilizacja to uważam byłaby jednak na uzupełnienie strat – ale jednak przede wszystkim ograniczenie kosztów. W tym chore bonusy i żołdy kontraktowe. Budżet ledwo kwiczy – może będą musieli coś z tym zrobić. Może ponowne otwarcie frontu Czernichowskiego również?

  169. Po prostu tak sobie można szydzić jak Charlie Chaplin z pana z wąsikiem.
    Wąsik wtopi, ale wcześniej pociągnie miliony w otchłań.
    Wilk zapędzony w róg będzie kąsał (jak i niedźwiedź).
    Wybaczcie @all – nie rozumiem waszej empatii, w tym zwłaszcza negatywnej (w znaczeniu jej nie rozumienia – empatia to nie wspólne płakanie, ale próba wejście w czyjeś emocje/buty).
    Villain to nie Joker, ani to nie Vader.

    Wejdźmy w warstwę odpału schizo i narko, tu możemy operować na odjeździe.
    Niemniej ludzie tak nie myślą, albo mam za małą próbkę.
    Rozumiem odpały religijne.

    On może nie pamiętać jednostek na froncie, ale nie róbcie z niego idioty.
    Taka propaganda jest zła, ot nikto z Monachium, w głowie ma coś porąbane.

    Drogi Gospodarzu, próbuję wejść w jego myślenie, pewnie nieudolnie, ale jednak.
    On jest jedynie człowiekiem.

  170. @inuita
    On jest jedynie człowiekiem.

    John Wayne Gacy też był a jednak nie wiem czy mi starczy empatii żeby się w niego wczuwać. Despota albo seryjny morderca to jest dosyć mała próbka ludzkości i ciężko wyciągać na podstawie tych promili promili populacji jakieś daleko idące wnioski co siedzi w ich głowach, natomiast są na tyle dobrze udokumentowani że widzimy powtarzające się wzorce i racjonalność raczej nie jest w top 5 cech satrapy.

  171. @mazurnification
    „ale z drugiej strony jednak RU zaatakowali Ukrainę pełnoskalowo – co było głupie i miało małe szanse powodzenia.”
    Wcale nie. Udało się w Gruzji w 2008 i na Krymie w 2014. Niewiele brakowało, Rosjanie byli przecież pod Kijowem.
    Nie docenili szybkiej reformy ukraińskiego wojska, wsparcia ze strony Stanów (wywiadowczego) i faceta, który przygrywał im przyrodzeniem na pianinie – ten dorósł do roli, którą mu napisało życie.

  172. @Putin i nauka

    Żeby się uczyć trzeba mieć świadomość własnej niewiedzy. Nie wydaje mi się żeby ostatnie 25 lat wyrobiły w Putinie przekonanie, że czegoś nie wie. Raczej na odwrót.

    On nigdy nie był przesadnie skłonny do uczenia się czegokolowiek, a teraz ma 74 lata i jest otoczony od dekad przez tych samych potakiwaczy. Słucham sobie czasem politolożki rosyjskiej Ekateriny Szulman i ona twierdzi, że – w odpowiedzi na ewidentny początek kryzysu w różnych obszarach – po Putnie (także tym kolektywnym) należy spodziewać się po prostu więcej tego samego co do tej pory.

    Jeśli spojrzeć na całą aktualną rosyjską elitę to są boomerzy, którzy próbowali cospleyować czasy świetności sowietów z ich nastolęctwa (całe to SWO to przecież Operacja Dunaj jaką mamy w domu) i od prawie trzech dekad tkwią na tych samych stanowiskach. Nie ma żadnego sprzężenia zwrotnego między ich efektywnością a pozycją we władzy. Gierasimow jest wciąż szefem sztabu FFS.

    Nie oczekiwałbym po nich jakichś niekonwencjonalnych zagrywek. Putin będzie odsuwał trudne decyzje jak najdłużej tak jak było z pierwszą mobilizacją. Jeśli nie będzie jakiegoś widocznego przełomu w stylu ukraińskiego przełamania w Charkowie to będzie kontynuacja, bo wygodniej mu wierzyć w mapy rosyjskiego MON i raporty SWR, FSB i GRU o tym jak tuż tuż we Francji, Niemczech czy UK wygra jakaś prorosyjska władza i każe reszcie Europy przestać wspierać Ukrainę.

    Ja spodziewam się wzrostu intensywności różnych hybrydowych akcji, może jakichś nowych dronów w przestrzeni powietrznej NATO, sabotaży w fabrykach, podpaleń, czy atomowych pogróżek.

  173. @kmat

    „Od marca strasznie poleciał kurs złota. Jakby ktoś masowo wyprzedawał. Innego kandydata niż Rosja nie widzę.”

    Rosja ma tylko ułamek światowych rezerw złota, i dopiero zaczęli sprzedawać. To raczej ludzie realizujący zyski po skoku ceny w zeszłym roku, i ulga że Trump w Iranie nie był jeszcze bardziej szurnięty, niż był.

  174. @rw
    ulga że Trump w Iranie nie był jeszcze bardziej szurnięty, niż był.

    Z Trumpem to trzeb uważać jesli chodzi o czas przeszły. Brent własnie znowu skoczył w okolice $80 po tym jak Donnie powiedział że rozejm się skończył.

  175. @WO
    A tego nie rozumiem. Jak się zarobiło pieniądze to się raczej inwestuje. Na przykład w złoto. A to, ile Rosja ma też jest drugorzędne, ważne ile sprzedaje w stosunku do ogólnego obrotu na rynku.

  176. @mazurnification
    „jednak zaatakowali Ukrainę pełnoskalowo – co było głupie i miało małe szanse powodzenia”
    Nie tak, Putin nie atakował w sensie stricte, tylko realizował swój scenariusz bez wojny, zakładający zdradę ukraińskiej generalicji, ucieczkę prezydenta i powołanie pełniącego jego obowiązki przez Radę Najwyższą, jak to było po ucieczce Janukowycza. Na to były warunki, przeciw Ze w końcu 2021 była już prawie cała oligarchia, jego akcje spadały, każdy w takiej sytuacji jest skończony. Ktoś zakładał, że Zełenski zachowa się jak Janukowycz w 2014, a generałowie w sytuacji wszechobecnej korupcji są tani do kupienia.
    Wywołanie wojny w normalnym sensie z państwem sąsiednim to science fiction, który nie wiem co by Putinowi dał.

  177. „Niewiele brakowało, Rosjanie byli przecież pod Kijowem.”

    Zależy jak rozumiemy niewiele. Zdobywanie dużego miasta które nie chce dać się zdobyć to nie przelewki, nie ma zbyt wielu analogii, ostatni przykład to chyba Berlin, zdaje się że z 25 tys krasnoarmiejców straciło tam życie, nie licząc rannych. Oczywiście wiem że Wołodia zakładał że Zelenski ucieknie (umówmy się: praktycznie wszyscy to zakładali, ja np wiedziałem że zwykli Ukraińcy będą się bronić i tanio skóry nie sprzedadzą ale co do władz to byłem prawie pewien że zdradzą lub nawieją)

  178. @inuita
    „Drogi Gospodarzu, próbuję wejść w jego myślenie, pewnie nieudolnie, ale jednak.”

    Otóż wcale pan tego nie robi. Pan fantazjuje o tym, co by pan zrobił na jego miejscu. To nie to samo. Pan na jego miejscu by powiedział, cytuję, „Wania, mów jak jest i nie pier… bo zrobię sprawdzam = zapytam Chiny, Indie, Brazylię”. Wyjaśnamy tu czemu dla prawdziwego Putina (który niestety nie jest panem) to niemożliwe. Pan się teraz uciszy, przeczyta te wyjaśnienia i wstrzyma się przed następnym komciem, dopóki pan tego nie przemyśli. Powodzenia.

  179. @sj
    „Nie tak, Putin nie atakował w sensie stricte, tylko realizował swój scenariusz bez wojny,”

    A Hitler szczerze wierzył w 1939 że Zachód nie wypowie wojny, a potem w 1940 że Wielka Brytania się zgodzi na jakiś wariant typu „zachowacie kolonie”. Każdy głupek tego typu „atakuje w sensie stricte” (wierząc że to będzie „glorious little war”).

  180. @SJ:

    „Nie tak, Putin nie atakował w sensie stricte, tylko realizował swój scenariusz bez wojny, zakładający zdradę ukraińskiej generalicji, ucieczkę prezydenta i powołanie pełniącego jego obowiązki przez Radę Najwyższą, jak to było po ucieczce Janukowycza.”

    I bez wcześniejszego upewnienia się, że generalicja faktycznie przejdzie na stroną Rosjan, upewnienia się że w Radzie Najwyższej jest chociaż tak z 1/3 prorosyjskich posłów (i na tyle zdeterminowanych, że zostaną lub przyjadą do walczącego miasta…), bez upewnienia się że na poziomie dywizji kadra oficerska jest co najmniej obojętna…. ekhem.

    Plan był równie realny jak „tym razem wygram w Lotto!”. Dosłownie.

    „Wywołanie wojny w normalnym sensie z państwem sąsiednim to science fiction, który nie wiem co by Putinowi dał.”

    Najprostsze wyjaśnienia są najlepsze: Rosjanie spaprali wywiad (źle ocenili wielkość i determinację sił ukraińskich. To pierwsze to pewnie oszacowali na 400-500 tysięcy z dużymi brakami w logistyce i gdzieś indziej niż na pozycjach obronnych), spaprali własne przygotowania odwodów i logistyki (to było widać na północnej Kijowszczyźnie – czołówki leciały se jak starczyło paliwa, wymijając ukraińskie zgrupowania… a potem było zdziwienie, jak na rozwleczone i bez zapasu paliwa rosyjskie kolumny zewsząd spadły jednostki ukraińskie. I ani nie było II rzutu by je zatrzymywał, a logistyka rosyjska była improwizowana w trakcie).

    A na końcu wyszło, że nie jest do końca jasne jaki jest program nauczania na rosyjskich uczelniach wojskowych, ale najwyraźniej nie jest zbyt dobry (Rosjanie zwyczajnie popisywali się masowo niekompetencją).

  181. @Michał Maleski
    „I bez wcześniejszego upewnienia się, że generalicja faktycznie przejdzie na stroną Rosjan, upewnienia się że w Radzie Najwyższej jest chociaż tak z 1/3 prorosyjskich posłów (i na tyle zdeterminowanych, że zostaną lub przyjadą do walczącego miasta…), bez upewnienia się że na poziomie dywizji kadra oficerska jest co najmniej obojętna…. ekhem.”

    Ależ się upewniali! Przecież o to właśnie chodzi, że Putin wydawał rozkazy i dostawał raporty, że wszystko idzie jak powinno. Miliony poszły na przekupienie tych generałów i polityków, a że nie doszły i zostały w kieszeni przekupujących, kto się przyzna? Wywiad cuda obiecywał, podrasowywał własne wyniki infiltracji władz i obojętności obywateli Ukrainy. Wojsko też przejadło gigantyczne środki, które na papierze poszły na przygotowania. To wszystko przecież wychodziło w opowieściach rozmaitych Girkinów i wojenkorów przez ostatnie lata, skala wioski potiomkinowskiej, która urosła wokół fałszowania sytuacji na każdym szczeblu.

    Putin po prostu był przekonany, że jego polecenia zostały wykonane, a wierchuszka kiwała z zapałem głowami, gdy ich pytał, czy na pewno. A i ona była przeświadczona, że nie jest tak źle, bo ich własni podwładni też zapewniali, a tych z kolei zapewniali ci jeszcze niżej, itd. Każdy kasował swój procent i pudrował swój odcinek, trzymając kciuki, że reszta była mniej zakłamana i zachłanna (albo mając to w dupie, bo jutra nie ma i może kto inny za to beknie). Nikt nie wiedział, jak źle jest naprawdę. Ot, rosyjski duch w pełnej okazałości.

  182. @Sapiecha
    Jest jeszcze coś. Putin jako informację zwrotną dostawał po prostu własną propagandę. Tam kariera musiała bardzo zależeć od tego, jak bardzo nawijało się wodzowi makaron na uszy. On sam stworzył ten system samoogłupiania. Wódz wiedział lepiej, więc podwładni mogli mu tylko potakiwać. No ale tak to jest z patologicznymi narcyzami. Raczej wątpliwe aby mu to przeszło, gdy rzeczywistość ugryzła go w tyłek.

  183. @kmat

    „A to, ile Rosja ma też jest drugorzędne, ważne ile sprzedaje w stosunku do ogólnego obrotu na rynku.”

    Patrz tutaj: link to gold.org

    Popyt na złoto jest tak duży (m.in. NBP) że Rosja może sprzedawać stopniowo bez drastycznego wpływu na cenę.

  184. @Michał Maleski
    „Plan był równie realny jak „tym razem wygram w Lotto!”. Dosłownie.”

    Post factum mamy więcej informacji i trochę inaczej liczymy prawdopodobieństwo, ale przed rachunek był trochę inny. Myślę, że była realna szansa, że to się uda. Tak jak mógł udać się test awaryjnego zasilania w reaktorze nr 4 w Czarnobylu.

    Postanowiłem sobie odpalić jeszcze raz serial HBO i myślę, że obraz funkcjonowania ZSRR w latach 80tych nadal w dużej mierze tłumaczy to co sie wydarzyło. Specjalna Operacja Wojskowa to jak wypadek w elektrowni tylko w zwolnionym tempie.
    Nie można powiedzieć, że twórcy reaktora RMBK byli głupimi nieukami, tak samo operatorzy, w końcu fizycy jądrowi, inżynierowie. Jednak system w którym funkcjonowali produkował patologie, które doprowadziły do katastrofy.

    Putin może sobie być super inteligentnym cwaniakiem, generałowie mogą być nie gorsi niż ich odpowiednicy na zachodzie, ale system, który stworzyli i w którym sobie wygodnie żyją jest niewydolny. Na papierze dużo mniejsza Ukraina nie powinna mieć szans. Jakkolwiek ta wojna się skończy Rosja będzie musiała się zreformować. Kolejny dowód na to, że autokracja jest beznadziejnym systemem rządów.

  185. @mm
    „I bez wcześniejszego upewnienia się, że generalicja faktycznie przejdzie na stroną Rosjan, upewnienia się że w Radzie Najwyższej jest chociaż tak z 1/3 prorosyjskich posłów (i na tyle zdeterminowanych, że zostaną lub przyjadą do walczącego miasta…), bez upewnienia się że na poziomie dywizji kadra oficerska jest co najmniej obojętna…. ekhem.”

    Część komcionautów wyobraża sobie Bycie Putinem jako granie w bardzo wyrafinowaną grę z Paradoksu, z podglądem sytuacji taktycznej na poziomie dywizji i drzewkami decyzji. A to jest bardziej gra przygodowa w stylu dawnego nomen omen „KGB” – masz obrazek, na którym Gierasimow zapewnia cię o zajęciu Kupiańska oraz dwie opcje, „1 – udajesz że mu wierzysz i serdecznie gratulujesz” „2 – Zarzucasz mu kłamstwo”. Przy czym wybór opcji „2” regularnie prowadzi cię do game over w postaci obrazka przedstawiającego twoje okaleczone zwłoki i napisu „zamach stanu był wyjątkowo krwawy nawet jak na rosyjską historię”.

    link to i.ytimg.com

  186. @Michal Maleski

    „I bez wcześniejszego upewnienia się, że generalicja faktycznie przejdzie na stroną Rosjan, upewnienia się że w Radzie Najwyższej jest chociaż tak z 1/3 prorosyjskich posłów (i na tyle zdeterminowanych, że zostaną lub przyjadą do walczącego miasta…), bez upewnienia się że na poziomie dywizji kadra oficerska jest co najmniej obojętna…. ekhem.”

    Chciałbym przypomnieć (lub poinformować), że w wyborach 2019 ta 1/4 Ukraińców co nie głosowała na Zelenskiego to głównie dlatego, że był uważany za człowieka Rosji. Jego działania po objęciu urzędu tylko w tym utwierdzały, bo w jego administracji zaczęło się pojawiać podejrzanie wiele osób z otoczenia Janukowycza, od lat nie widzianych w ukraińskiej polityce.
    Ogólnie Poroszenko przegrał m.in. z tego powodu, że był uważany za kogoś w rodzaju zoologicznego rusofoba, który się nigdy z Rosją nie dogada i może nawet jakaś wojna wyeskaluje z tego, podczas gdy Ukrainia AD 2019 była znacznie mniej antyrosyjska niż anty-antyrosyjska. Co więcej, kampania wyglądała tak, że początkowo faworytką była w zbyt oczywisty sposób prorosyjska Tymoszenko, a gdy Poroszenko zaczął zdobywać wyraźną przewagę, w „ostatniej chwili” pojawił się Zelenski, żeby rozbić bank. Naprawdę nie trzeba było specjalnie spiskowoteoriowego umysłu, żeby węszyć tu znany i powtarzający się scenariusz. Co więcej – uważam za wysoce prawdopodobne, że to był w jakiejś mierze ten właśnie scenariusz, tylko po drodze coś się posypało.

    Co tam się naprawdę potem wydarzyło, to naprawdę chciałbym kiedyś się dowiedzieć z jakichś tajnych archiwów MI6, ale ten gremialny opór ukraiński w 2022 to naprawdę mogło być zaskoczenie, zwłaszcza po 2014, zwłaszcza po porażce Poroszenki. Tak naprawdę to obstawiam, że właśnie Poroszenko jest tak naprawdę głównym ojcem sukcesu Ukrainy po 2022 roku, głównie w kwestii poruszonej przez Ciebie postawy generalicji ukraińskiej. Jego hasło „mowa, wiera, armia” pokazuje priorytety jego kadencji – tożsamość ukraińską i silną, niezinfiltrowaną armię, czyli dokładnie wszystko to, co nie pozwoliło „specjalnej operacji” potrwać te założone trzy dni.

  187. @mr
    „Tak naprawdę to obstawiam, że właśnie Poroszenko jest tak naprawdę głównym ojcem sukcesu Ukrainy po 2022 roku, głównie w kwestii poruszonej przez Ciebie postawy generalicji ukraińskiej.”

    Jajako marksista jestem sceptyczny wobec roli Mężów Opatrznościowych w Historii. Ze swoich kontaktów z ukraińską klasą średnią wnoszę, że klasa owa była ćwierć wieku temu często indyferentna w sprawach narodowych. Rosja na długo przed inwazją wymusiła jednak na niej chęć odróżniania się, że „my nie wy”, że nie jesteśmy taką dziczą jak „ruski mir”. Poczatkowo sprowadzało się to głównie do symbolicznych gestów typu chęć kupienia sobie luksusowego wydania Tolkiena po ukraińsku (jak się już go dziesięć razy przeczytało po rosyjsku). Ale Putin zadbał, żeby się na tym nie skończyło.

    Więc jeśli już komuś przypisywać główną rolę w propagowaniu antyrosyjskich nastrojów m.in. wśród generalicji – szukałbym w bunkrze pod Wałdajem.

  188. @WO
    „Część komcionautów wyobraża sobie Bycie Putinem jako granie w bardzo wyrafinowaną grę z Paradoksu”
    Naprawdę uważasz, że na Kremlu nie ma jednej porządnej sali operacyjnej, w której wizualizują Putinu sytuację na froncie? Rosja to dziadoski kraj, ale chyba nie aż tak.
    Dzięki za wspomnienie „KGB” – grałem w liceum, ale mój angielski był wówczas zbyt słaby, żeby ją docenić. Odwołując się do epoki, to wybrażam sobie „grę w Putina” bardziej jak „Dune” (1992), która była ciekawym połączeniem strategii i gry fabularnej w stylu KGB (1992). „Diuna” miała zresztą tego samego wydawcę i kompozytora. Ścieżka dźwiękowa była doskonała, trzymam ją do dziś na hadeku.

  189. @mb
    „Naprawdę uważasz, że na Kremlu nie ma jednej porządnej sali operacyjnej, w której wizualizują Putinu sytuację na froncie?”

    Hitler i Mussolini też mieli takie sale, a jednak obaj wykazali się zdumiewającym brakiem orientacji sytuacyjnej po 1941. Rosyjscy blogerzy (np. Romanow) od dawna piszą, że armia ma dwie wersje map, realną i „do pokazywania pidorasom w lampasach”. Putin więc ma wizualizację świetnej sytuacji na froncie, w której kampfgruppe Steiner zajmie Donbas do końca miesiąca (nie wiadomo którego).

  190. @WO
    „Hitler i Mussolini też mieli takie sale”
    Fakt. Mieli, na czele z pokojem sytuacyjnym w berlińskim bunkrze, gdzie Hitler wygłasza swój memiczny rant.
    Albo z tym w Wilczym Szańcu, gdzie Staufenberg zgubił aktówkę.

  191. @wo

    „Więc jeśli już komuś przypisywać główną rolę w propagowaniu antyrosyjskich nastrojów m.in. wśród generalicji – szukałbym w bunkrze pod Wałdajem.”

    A to na pewno. Chciałem jednak zwrócić uwagę, że przed 2022, a tym bardziej przed 2014, to Ukraina była podzielona między postawami znacznie mniej skrajnymi niż „śmierć Rosji!” vs. „śmierć zoologicznym UPA-owcom!”, natomiast we (zwłaszcza) wschodniej Ukrainie dominowała taka lekka irytacja/znużenie tą wrogością wobec Rosji, trochę podobną do postawy umownych 'nas’ wobec kaczystowskiej germanofobii (z tą oczywistą różnicą, że tamci po prostu mieli rację). I Zelenski to był zdecydowanie przedstawiciel tych znużonych, zwłaszcza że Poroszenko naprawdę ich przerażał swoją antyrosyjską pryncypialnością.

    Zelenski to jest w ogóle ciekawy przypadek. Dla mnie jest kimś w rodzaju bohaterów z filmu „Trzej Amigos”, i to jest tylko częściowo żart – ruscy chyba nie docenili, że jako aktor może mu się bardzo spodobać taka życiowa rola w stylu Harrisona Forda z „Air Force One”. To się okazała dla ruskich zabójcza mieszanka: dobrze przygotowana, nauczona bolesnym doświadczeniem roku 2014 Poroszenkowa armia, plus jej zwierzchnik, którego nie interesuje się wtrącanie do nudnego planowania nad mapą, za to bardzo chętnie wystąpi w telewizji, zrobi minę Arnolda sprzed kwestii: „hasta la vista, baby” i zamiast tego wypowie do kamery: „I don’t need a ride, I need ammo”. Cholera, no toż to chyba topowe marzenia każdego ambitnego aktora.

    W sumie to wiele przegranych wojen mogłoby się skończyć zgoła inaczej, gdyby jakiś fuehrer się właśnie ograniczał do takiej roli (która dobrze robi na morale), zamiast się wtrącać zawodowcom do roboty.

  192. MB
    „Naprawdę uważasz, że na Kremlu nie ma jednej porządnej sali operacyjnej, w której wizualizują Putinu sytuację na froncie?”

    Na podstawie meldunków od … 🙂
    Plus wszystkie armie podczas wojny na to cierpią, że na mapie masz batalion, a to, że ma połowę stanu, niesprawny sprzęt, braki paliwa i amunicji to już na mapę nie trafiło.

  193. @rpyzel
    „to już na mapę nie trafiło”

    Od tego jest sztab, od szczebla batalionu w górę. A Putin ma cały Sztab Generalny.

    Skoro powstają podwójne mapy, tzn. że są ludzie, którzy wiedzą jak jest. Jeśli nie meldują, to znaczy że nie szanują i się nie boją Głównodowodzącego, czyli rozkład kompletny. Towarzysz Stalin się w grobie przewraca.

  194. @MM
    „I bez wcześniejszego upewnienia się, że generalicja przejdzie na stronę Rosjan, upewnienia się że deputowani będą nielojalni, itd.”
    Wszyscy ci, których wymieniłeś, nie funkcjonują w próżni. Partie w Radzie jako partie (jak u nas) w zasadzie nie istnieją, deputowani mają często „drugie pensje” i bogatych sponsorów, gotowych przekręcić wajchę, gdy tylko się to opłaci. Podobnie jest biurokracją, gotową sabotować polecenia „Bankowej”, gdy zrobi się gorąco. Nie ma tam służby cywilnej w zwykłym sensie.

    „Plan był równie realny jak „tym razem wygram w Lotto!.Dosłownie”
    W Admin. Prezydenta Rosji (apeszce tzw.) nie grali w Lotto, byli pewni lojalności „swoich ludzi” po tamtej stronie.
    Mając sprawne służby Trump coś takiego zrealizował w Caracas na 100%.

    „Najprostsze wyjaśnienia są najlepsze: Rosjanie źle się przygotowali. A na końcu wyszło, że najzwyczajniej program nauczania na ros. uczelniach wojskowych nie jest dobry.”
    Ale nie aż tak kiepski żeby nie wiedzieć, że nie wchodzi się w wojnę bez map, rezerw, wreszcie z nieprawdopodobnie niską liczbą 150 tys. nacierających wobec tych w obronie. Przejeżdżające przez granicę „po cywilnemu” kolumny z góry były skazane na śmierć. Fakt sygnału wyjścia na rozmowy pokojowe już kolejnego dnia (jak mówił Arestowicz) po SWO, świadczy że Gierasimow walczyć w planach nie miał.

  195. @cena złota
    Największe znaczenie ma tu blokada cieśniny Hormuz.
    Do marca domyślnym scenariuszem było rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych w USA – inflacja trzymała się nisko. Po marcu domyślnym scenariuszem stały się podwyżki stóp, i nawet wyznaczony przez Trumpa szef FED (który odmówił przed kongresem przyznania że Trump przegrał wybory w 2020) to potwierdza.
    Złoto rośnie jeśli stopy mają spadać, bo trzymanie złota generuje wtedy mniejszy opportunity cost: jeśli obligacje płacą 2% to mogę trzymać zloto, ale jeśli mogę dostać 5%, to już pomyśle parę razy.
    No i dochodzi jeszcze aspekt potencjalnego defaultu USA: mianowanie w miarę Jastrzębiego szefa FED sygnalizuje że być może Trump nie jest aż takim zagrożeniem fiskalnym jak wszyscy uważali. Ale jak to będzie, nie wie nikt. A już najmniej pewnie sam Trump.

  196. @jugger
    „Skoro powstają podwójne mapy, tzn. że są ludzie, którzy wiedzą jak jest. Jeśli nie meldują, to znaczy że nie szanują i się nie boją Głównodowodzącego, czyli rozkład kompletny. Towarzysz Stalin się w grobie przewraca.”

    3.6 Roentgen (…) not great, not terrible. To działa dokładnie odwrotnie. Strach przed prezesem, wodzem, szefem wymusza wykręty i kłamstwa oraz malowanie trawy na zielono. Zgłaszanie nieprawidłowości wyżej to zawsze ryzyko. Jest taka świetna scena w serialu jak Shcherbina ląduje w Czarnobylu a Bryukhanov i Fomin raportują, że wszystko gra i sytuacja jest pod kontrolą, a w tle płonie otwarty reaktor.

  197. Zapoznaję się z treściami bloga od pewnego już czasu, ale dopiero teraz postanowiłem wtrącić swoje trzy grosze. Zdaję sobie sprawę, do jakiego grona trafiłem, więc przepraszam za obłocone obuwie.

    Ciekawostka: dopiero po napisaniu poniższego tekstu uderzyło mnie, jak wiele cudzysłowów trzeba użyć, aby cokolwiek o rosji napisać zgodnie z prawdą.

    Po raz pierwszy w historii pudrowanego Związku Radzieckiego, zwanego dla niepoznaki rosją, przynajmniej za mojego życia, mamy do czynienia z czymś namacalnym: faktami dotyczącymi tego kraju. Do tej pory „fakty” odnośnie rosji dostępne były niemal wyłącznie poprzez tępą, ruską propagandę, u której ostateczny kształt wydobywającej się informacji to już nawet nie jest kłamstwo, a jakaś jego mutacja, która w sumie zmodyfikowana była tyle razy, że stała się prawdą, czyli – jak wiadomo w rosji – po prostu kłamstwem. Zaś fakty są takie, że rafinerie płoną, magazyny płoną, tankowce płoną, Krym płonie, a cały front stoi w miejscu, mieląc jedynie kolejne setki upitych ruskich za pomocą ukraińskich dronów. Najciekawsza wydaje się reakcja tzw. władz i nieśmiertelnego (podobno lubi o sobie tak myśleć, czym chwalił się np. chińskim „przyjaciołom”) wodza. Po pierwsze, planu nie ma żadnego. Pozostaje wolna rosjanka, czyli wydawanie rozkazów pt. „proszę się tym natychmiast zająć” oraz odpowiedź „jest, towariszcz kamandir”. Zapewnienia – niczym w scenie z Leslie Nielsenem – że proszę się rozejść, że nic się nie dzieje. Oni naprawdę zgłupieli, a dotychczasowo koncertowo działająca propaganda (wedle ruskich standardów, rzecz jasna) coś zaczęła dziwnie trzeszczeć. Może faktycznie jedynym momentem przebudzenia dla ruskiego stworzenia jest metaforyczne, siłowe odessanie go od butelki z wódką? Wówczas na moment rozwiera szeroko oczy i bełkocze coś w niedowierzaniu. Po drugie, co jeszcze ciekawsze, bo bardzo bliskie tym wcześniej wspomnianym faktom, Putin ukazuje się dosłownie jako oderwany od rzeczywistości, podziemny dyktator. Nie wiadomo, czy on chce wierzyć, że wojna idzie zgodnie z planem, czy doskonale wie, że tak nie jest, ale lubi być okłamywany – ostatecznie dla Zachodu to nie ma większego znaczenia. Co samo w sobie ma dobrą i złą stronę. Złą, bo wojna nie będzie się kończyła, choć na zdrowy rozum każdy władca, widząc płonący zamek, szybko proponowałby jakieś rozwiązania prowadzące do rozejmu. Dobrą, bo Ukraina zbombarduje jeszcze dużo, dużo celów, a może i powtórzy uderzenia w te, które zdążą się odbudować (za pomocą sznurka i śliny). Wykończą Krym, z którego w popłochu zaczną uciekać te zasiedziałe gadziny, co otwiera drogę, może dróżkę, do myślenia o jego odzyskaniu. W tym całym płonącym burdello bum bum Krym chyba jest na dole listy, pomimo niewątpliwego znaczenia strategicznego. Tak więc życzyć końca tej pozbawionej sensu rzezi trzeba nieustannie, ale nie spodziewałbym się FAKTycznych ruchów w tym kierunku, skoro Putin żyje sobie w świecie muchomorków i jednorożców, a doradcą w jego głowie jest ten nakręcany generał z „Blade Runnera”. Natomiast gigantyczne kolumny czarnego dymu, unoszące się w kompletnie różnych miejscach tego kraju pięknych ludzi o wrażliwych duszach, to już coś, na co czekać nie trzeba. Ale życzyć bez końca też wypada.

    Jeśli chodzi o najbliższe kroki, jakie zostaną podjęte przez te tuzy intelektu (czy może prościej – samego dyktatora), to można spokojnie rzucać kostką i obserwować turlanie. „Opcja atomowa”, zgodnie z tym, co pisał Autor, jest bardzo mało prawdopodobna, zbyt dużo z tym zamieszania. Wątpię, żeby Zachód odpowiedział pięknym za nadobne, ale konsekwencje mogłyby być śmiertelne nawet dla tego raka w postaci państwa rosyjskiego. I faktycznie Chinom mogłoby się to bardzo nie spodobać, że ktoś pod ich nosem zabawia się w taki sposób. Nie sądzę też, żeby porwał się na podgryzanie NATO w sensie prawdziwej konfrontacji. Bądźmy szczerzy, nikt nie zrobił tyle dobrego dla Sojuszu, co ten kgbowski psycholek. Dzisiaj układ prezentuje się zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Ten przysypiający, ogromny organizm został raz po raz porażony prądem i zaczął w końcu wykonywać jakieś ruchy.

    Oczywiście jest ogromna szansa, że Putę ma kompletnie inną wizję i zupełnie bezceremonialnie stwierdzi nagle: „A, pal licho, jedymy”, i rzuci te swoje stosy zombie na realne pola walki. Biorąc jednak wszystko powyższe pod uwagę, rzekłbym, że będziemy raczej świadkami dywersji, prymitywnej propagandy (taka niestety w Polsce trafia na podatny grunt) oraz setek gróźb i obietnic, choćby wysadzenia w powietrze rakietą za biliony kopiejek kolejnego garażu.

    Osobiście jestem bardzo ciekaw, gdzie dokładnie znajduje się ta granica „dojechania” Kraju Rad, po przekroczeniu której pojawia się już fizyczna niemożność kontynuowania bardzo specjalnej operacyi. Z jednej strony chciałoby się nie doczekać tego odkrycia, z drugiej – czyż nie byłoby to cudowne?

  198. @kruck
    „Zdaję sobie sprawę, do jakiego grona trafiłem, więc przepraszam za obłocone obuwie.”

    Spokojnie, przecież nie gryziemy.

    „Z jednej strony chciałoby się nie doczekać tego odkrycia, z drugiej – czyż nie byłoby to cudowne?”

    Dla mnie to jest tylko jedna strona. Nie mogę się doczekać!

  199. @MR, @SJ:

    Panowie.

    Jeżeli poza posypaniem się frontu krymskiego w pierwszych etapie walk (choć tam się mogło posypać z prozaicznego powodu, że akurat tam poszły cokolwiek warte oddziały rosyjskie, a siły ukraińskie były za mało do utrzymania linii) nie doszło ani do próby obalenia Zelenskiego, ani do próby jego zabicia droga zamachu, ani nie przeszły na stronę Putina żadne duże jednostki ukraińskie, ani nie doszło do „strzelania z dachów” jak w 1941 we Lwowie do zwiewającej armii sowieckiej, ani w ogóle do innych, podobnych zdarzeń po ukraińskiej stronie frontu to opcje widzę dwie:

    – nawet Rosjanie nie wierzyli w bajki o witaniu kwiatami,
    – Rosjanie może i w nie wierzyli, ale egzekucja planu była taka, jak absolutnie każdego rosyjskiego planu od ustąpienia Jelcyna.

    O skali prorosyjskości w Ukrainie świadczyć może dodatkowo fakt, że żadnych „ukraińskich” jednostek po stronie Putina nie ma. Nie ma żadnego Janukowycza co krzyczy że on ci prezydentem, nie ogłoszono w żadnej wiosce rządu kolaboracyjnego… a nie powstało, bo zwyczajnie nie znaleziono nawet takiej nędznej garstki chętnych jak np. przy powoływaniu Karelo-Fińskiej SRR w 1939/1940 roku.

    Za to w obronie Ukrainy walczy cały szereg małych bo małych, ale jednak formacji skomponowanych z etnicznych i uświadomionych klasowo Rosjan, którzy doskonale rozumieją co finalnie będzie musiało być w Rosji zrobione, żeby w ogóle zacząć myśleć o normalizacji.

    #pozorna prorosyjskość Tymoszenki i innych

    Ukraińska klasa polityczna często wykazuje się mniej lub bardziej widocznymi chęciami układania się z Rosją. Historia matką nauki, nauczycielką życia etc. więc jedynie wskaże, że pierwotnie w erze I wojnie światowej Ukraina walczyła o autonomię w ramach przyszłej niecarskiej Rosji (I Uniwersał UCR z 1917 roku). Stąd poniekąd wyszedł po drugiej stronie frontu pomysł republik narodowych i utworzenia ZSRR, a nie po prostu jednej wielkiej Rosji Radzieckiej.

    Te chęci niekoniecznie są wyrazem prorosyjskości, tylko realizmu. Ponieważ Putin postarał się żeby zarówno w warstwie emocjonalnej jak i praktycznej zerwać wszelkie więzi Ukrainy i Rosji raczej to zjawisko zaniknie.

    @SJ (ponownie):

    „Mając sprawne służby Trump coś takiego zrealizował w Caracas na 100%.”

    Tymi ludźmi byli zaś amerykańscy komandosi, nie wyimaginowany sprzyjający USA urzędnik. Sama Wenezuela zaś nie skończyła się jak Iran z przyczyn kulturowych i praktycznych – ani Latynosi nie przywiązują się nadmiernie do swoich dyktatorów (prawda od Rosasa), ani Wenezuela nie ma czym się odgryzać. Jak w 1989 USA deinstalowało zbrojnie Noriegę, to Panamczycy też jakoś bardzo nie stawiali oporu przed pognaniem ich prezydenta.

    „Ale nie aż tak kiepski żeby nie wiedzieć, że nie wchodzi się w wojnę bez map, rezerw, wreszcie z nieprawdopodobnie niską liczbą 150 tys. nacierających wobec tych w obronie”

    A jednak wyszli. To nie jest pierwsza ani ostatnia wojna, która poszła bardzo nie po myśli wszczynającego ją. Japonia w II światowej i przed nią też wszczynała kolejne niewygrywalne wojny, aż skończyło się dwoma grzybami. Wysoka Porta przystępując do I wojny światowej popełniła w praktyce widowiskowe seppuku. Portugalia ery Salazara też twardo marnowała siły i środki na bezsensowne wojny kolonialne, gdzie z góry była skazana na porażkę, choć oczywistym było że demontaż imperium w stylu brytyjskim byłby sensowniejszy.

    Założenie, że „ci na górze” mają doskonałe rozpoznanie sytuacji i plan jest błędne. „Ten na górzE” wie tyle, co zrozumiał z tego co mu powiedzieli (co zależy od tego jak zrozumiale i szczerze formułowali przekaz ci poniżej „tego na górze”). I ta sama zależność występuje między wszystkimi szczeblami, od dowódcy plutonu począwszy, zwyczajnie informacja o stanie wojska i jego realnej liczebności dla „tego na górze” to jest, jakby z definicji, bardzo duże przybliżenie z gigantycznej ilości informacji.

    „Przejeżdżające przez granicę „po cywilnemu” kolumny z góry były skazane na śmierć.”

    Takich kolumn nie było.

  200. @Michał Maleski
    Bardzo szeroko się odniosłeś do tematu, ale rzeczowo. Dlatego najpierw przedstawię Ci tło polityczne mojej opinii, a potem odniosę się do twoich argumentów.

    Problem w tym, że zupełnie nie bierzesz pod uwagę procesów wewnętrznych na Ukrainie przed 24.02.2022, a szkoda, bo wydarzenia wtedy, jak się zdaje, miały wpływ decydujący na to, co się stało później. Plotki o bliskim obaleniu Zełenskiego (przez majdan, wcześniejsze wybory, nieważne) zaczęły kursować w Kijowie od końca listopada 2021, zaraz po głośnych „urodzinach Sawika Szustera” 22.11.2021 w Wilnie, na które zjechała się wiele VIP-ów. Nazwiska mówiły same za siebie: Rinat Achmetow, b. szef MSW Awakow, b. premier Hrojsman, lider „politycznego Youtube’a” Dmitry Gordon, Witalij Kliczko, celebryci medialni etc. Tam właśnie były (prawdopodobnie) omawiane przymiarki do obalenia Zełenskiego i zastąpienia go kimś innym.
    Bomba wybuchła 30.11.21, po publikacji śledztwa wydania int. „Ukraińska Prawda” autorstwa Michaiła Tkacza, dotyczącego tej sprawy i wprost mówiącym o nadchodzącym zamachu stanu (miliony wyświetleń!). Reakcja Zełenskiego była gwałtowna, ukraińskiego Tomasza Lisa (Szustera) oskarżył o destabilizację sytuacji w kraju, nad mediami poza kontrolą „Bankowej” zawisła groźba odebrania koncesji/likwidacji.
    W grudniu b. szef Gabinetu Prezydenta Andriej Bogdan w wywiadzie dla Gordona mówił o planowanych sankcjach wobec opozycyjnych biznesmenów i dziennikarzy, sam Gordon twierdził, że jest inwigilowany przez SBU w celu jego aresztowania.
    Dalej było tylko gorzej. W styczniu 2022 próba zatrzymania Poroszenki (nieudana, choć aktywa mu zamrożono), Achmetowowi na skutek wojny z Zełenskim kurczy się gwałtownie majątek, nad Kołomojskim groźba więzienia wisi już dawno. No więc na deser Gabinet na Bankowej otrzymał przeciw sobie prawie wszystkie grupy kapitałowe.

    Widzisz teraz, że podglebie zamachu stanu było. Dlaczego więc mamy uważać, że deal przynajmniej części ukraińskich elit z Putinem to jakieś science fiction? One naprawdę są w stanie z nim rozmawiać, jeśli widzą korzyści dla siebie, nie tylko Medwedczuk.

    „W pierwszym etapie walk nie doszło do obalenia prezydenta”

    Taka próba w Radzie chyba jednak była, u Fejgina/Arestowicza wspominano, byli deputowani (Rabinowicz chyba) próbujący uchwały o pozbawieniu Zełenskiego stanowiska prezydenta. Szybko to spacyfikowano, toteż szerzej w mediach tematu nie było.

    „Front krymski”, „Lojalność ukraińskich żołnierzy”
    Były rozminowania terenu, więc ktoś nie planował obrony, tutaj pieniądze być może doszły do adresata. Co do lojalności: plan był nakierowany na wyższe dowództwo, nie na dobrowolne przejście szeregowców na rzecz Putina, w Rosji zdawali sobie sprawę z jego ultraniskich notowań w Ukrainie, ale wiedzieli również o spadających akcjach Zełenskiego, wnioskując że „nowy Turczynow” będzie przez vox populi przyjęty neutralnie. Pro/nierosyjskość nie miała tu większego znaczenia.

    „Tymi ludźmi byli amerykańscy komandosi, nie wyimaginowany sprzyjający USA urzędnik”

    No jednak nie tylko oni, o przejściu oficjeli Maduro na stronę Trumpa jest dużo info. Bodajże sama wiceprezydent Rodriguez była w spisku.

    „A jednak wyszli. To nie jest pierwsza ani ostatnia wojna, która poszła bardzo nie po myśli wszczynającego, patrz Japonia, Wysoka Porta.”

    Tylko że ci jednak armie gotowe do wojny (w subiektywnej opinii rządzących rzecz jasna) jednak mieli. Tutaj Putin doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma armii w sensie instytucjonalnym, która byłaby zdolna „normalnie” walczyć, a nie paradować. Blisko połowa, rzucona na Ukrainę, była Rosgwardią do pałowania przecież. Wiedział, że Szojgu niczego nie sensownego nie zrobił będąc ministrem, ale rzucił go na odcinek, uważając za lojalistę, któremu nie przyjdzie do głowy pucz wojskowy, w końcu jest w rządzie od jego początku reżimu, czyli od 1993.

    „Założenie, że „ci na górze” mają doskonale zrozumienie sytuacji i plan jest błędne”

    Ależ oczywiście! Tylko to nie kłóci się z tym co ja piszę, wszyscy ludzie służb informowali „tych na górze”, że będzie dobrze, a sami roboty nie wykonali, ew. kasę dla podkupu/korupcji zachowali dla siebie. Pisano potem (w ros. mediach opoz.), że odpowiedzialni za to szefowie departamentów zostali usunięci ze swych funkcji jak gen. Biesieda.

    „Za to w obronie Ukrainy walczy cały szereg uświadomionych klasowo Rosjan, którzy doskonale rozumieją, co finalnie musi być zrobione, żeby w ogóle zacząć myśleć o normalizacji”

    Zgadza się. I walczyło by więcej, ba, mobilizacji więcej by uniknęło, gdyby Zełenski prowadził PR nakierowany na wzrost sympatii mobilizowanych (w Rosji) do Ukrainy, zamiast zabierać im wizy wjazdowe do krajów UE.

    „Stąd poniekąd wyszedł pomysł republik narodowych i utworzenia ZSRR, a nie po prostu utworzenia jednej wielkiej Rosji Radzieckiej”
    100% racji

    „Takich kolumn nie było”
    Chodziło mi o to, że wojsko rosyjskie na początku nawet nie próbowało otaczać i niszczyć przeciwnika, po prostu wprost jechało do większych miast, jakby było kawalkadą TiR-ów. Przy takim podejściu zniszczenie kolumny wojska na trasie jest nieuchronne, co i nastąpiło, ale też świadczy o tym, że walczyć armia w planach nie miała.

    Polecam Marka Sołonina, eksperta historycznego i wojskowego, który mnie przekonał do swojej tezy.

  201. Sołonin jest zwolennikiem teorii zamachu smoleńskiego, więc podchodziłbym raczej ostrożnie do jego rewelacji. SVO była zorganizowana według sowieckiego modus operandi z czasów Breżniewa, jak operacja Dunaj i inwazja Afganistanu. Zerg rush na stolicę, dekapitacja, wprowadzenie marionetki i operacja policyjna. To nie znaczy, że Putin nie spodziewał się żadnego oporu, i armia nie była gotowa do walki. Putin uważał, że armia rosyjska jest doskonale przygotowana do walki jaką sobie wyobrażał. Rekonstruktorzy sowieckiej młodości wyparli dwa fakty, które były oczywiste dla niezatrutego sowiecką nostalgią obserwatora zewnętrznego: po pierwsze, że relacja sił między armią rosyjską a ZSU nie jest tak korzystna jak między UW a Czechosłowacją i drugi, że Zachód nie pozostawi Ukrainy tak jak pozostawił Czechosłowację.

Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.