Po raz pierwszy z nazwiskiem „Hulot” zetknąłem się czytając Pana Samochodzika. W którymś tomie (tytułu nie pomnę, ale z pewnością ktoś zaraz przytoczył) przedstawia się takim fałszywym nazwiskiem. Już wtedy wydawało mi się dziwne, a potem – gdy dowiedziałem się jak to należy wymawiać – jeszcze dziwniejsze. Jak ktoś mógł uwierzył w takie nazwisko rdzennie prasłowiańskiego Pana Tomasza (o subnordyckim typie urody, to akurat pamiętam że z „Uroczyska”)?
Podejrzewam w każdym razie, że „Wakacje pana Hulot” Jacquesa Tati silnie zainspirowały Nieniackiego zwłaszcza przy wyobrażaniu sobie Wehikułu. Za sprawą ekranizacji moje pokolenie wyobraża go sobie głównie na wzór Volkswagena Typ 166 „Schwimmwagen”, ale podejrzewam, że pisarz kierował się estetyką wehikułu pana Hulot (pasuje do literackich opisów, typu „skrzyżowanie czółna z namiotem”!).
Z wikipedii dowiedziałem się, że był to samochód marki Salmson. Jak wiecie, fascynuje mnie teoria i praktyka Porażki, zafrapowała mnie więc historia tej firmy – zaczynała skromnie od robienia pomp, potem weszła w motoryzację i lotnictwo, aby po serii porażek wrócić do pomp.
Historia Jacquesa Tati wygląda podobnie. Po serii udanych niskobudżetowych komedii zrealizował w końcu wysokobudżetową, która go zrujnowała. Do końca życia się nie wykaraskał z finansowych skutków tej superprodukcji, jego filmu wypadły z obiegu, dopiero niedawno udało się je zdigitalizować.
Z przyjemnością sobie je odświeżyłem po latach (moje poprzednie zetknięcie było jeszcze za komuny). Jako nauczyciel, wszędzie widzę opinie i orzeczenia, nie mogę się więc powstrzymać przed myślą, że w gruncie rzeczy to są komedie o spektrum.
Oczywiście, w tamtych czasach jeszcze nikt nie miał autyzmu (wszak nie wynaleziono jeszcze szczepionek!). Pan Hulot jest hipsterem-prekursorem, zanim to się zrobiło mainstreamowe. Zachowuje się jak duże dziecko, nie rozumie intencji dorosłych, nie umie czytać emocji. Komizm często polega na tym że on nie dostrzega czegoś oczywistego dla widza.
Do rzeczy niepojętych dla Hulot należy Kult Nowoczesności. Hulot zdaje się najlepiej czuć w przestarzałej Francji ciasnych zaułków, starych ruder i malutkich knajpek „Chez Margot”. Wszystko to ma być wyburzone, żeby ustąpić Przyszłości. To właśnie dekoracje futurystycznej dzielnicy pokazanej w „Playtime” zrujnowały twórcę.
Nowoczesność pokazana jest tutaj jako piekło, które ludzie sami sobie gotują nie wiadomo po co. Jakby chcieli stać w korkach i mieć ogłuszającą paradę samochodów pod oknem, siedzieć na niewygodnych meblach w dysfunkcjonalnych pomieszczeniach, używać hałaśliwych machin, które niby mają coś upraszczać, a tylko przeszkadzają.
Część akcji „Playtime” dzieje się w szklano-aluminiowym hotelu, w którym wiszą reklamy innych hoteli tej sieci. „Visit Mexico!” „Visit Hawaii!” „Visit London!”. Na każdym zdjęciu identyczny budynek, tyle że doklejono stereotypowego Meksykanina czy londyńskiego policjanta.
Oglądam to z mieszanymi uczuciami (i pewnie takie były intencje twórcy). Z jednej strony, oczywiście ja też hejtuję nowoczesność. Gdy stoję przed kaucjomatem, wpłatomatem czy zniczomatem, czuję się bezradny jak Hulot w futurystycznej kuchni swojej siostry.
No ale z drugiej sam na przykład lubię sieciowe hotele, które wszędzie są jednakowe (bo lepszy brak niespodzianek od złych niespodzianek). No i oczywiście bezgranicznie kocham samochody. W filmach Tati niby są pokazywane jako źródło utrapień, ale jednak w długich zmysłowych ujęciach, niczym porno dla petrolheadów. W dodatku nienaturalnie dużo mamy tu samochodów amerykańskich i to tak pięknych jak Chevrolet Bel Air ‘1957.
Obsesja motoryzacyjna splata mi się tu z innym moim konikiem, jakim jest tropienie momentu, gdy Europa zachodnia uciekła wschodniej. Kiedy czytaliśmy powiedzmy „Mikołajka”, widzieliśmy w nim jeszcze jakieś odzwierciedlenie naszego dzieciństwa, ale w latach 80. już było widać, że żyjemy w innych epokach. Nasi rówieśnicy w zachodnich filmach już mieli wtedy domowe komputery podłączone do globalnej sieci i hakowali wojskowe serwery zapobiegając wojnie termonuklearnej. To się nie przekładało na dzieciństwo w PRL, nawet jak ktoś miał timeksa z peweksu.
Szczególnie wyraźnie widać to właśnie w motoryzacji. W latach 50. moskwicze, skody czy wartburgi są podobne do oferty volvo, fiata czy peugeota. Tylko amerykańskie samochody wyglądały wtedy jak z innej planety. Socjalistyczna motoryzacja grzęźnie gdzieś w połowie lat 70. i najtańszy volkswagen zaczyna być atrakcyjniejszy od flagowych produktów bloku radzieckiego. W roku 1960 kwestia „fiat czy moskwicz?” nie było jeszcze oczywista (Lem chętnie uczestniczył w takich rozmowach), ale w 1980 już nie ma o czym gadać (za to amerykańska motoryzacja spada z piedestału).
Cztery filmy z panem Hulot pochodzą z lat 1953-1971, w tym pierwszym jeszcze widać ślady powojennej biedy i mógłby podobnie wyglądać w Polsce. Ten czwarty dzieje się już w Europie Zachodniej oplecionej siecią autostrad i gnającej nimi coraz prędzej nie wiadomo po co.
I ostatnia refleksja – dopiero teraz zauważyłem, jak silny wpływ Jacques Tati wywarł na polskie komedie, zwłaszcza te kultowe, antysystemowe. „Miś”, „Brunet wieczorową porą” i (zwłaszcza) „Rejs” czerpią z pana Hulot pełnymi garściami. Szczątkowa fabuła nie ma sensu, jest tylko pretekstem do serii gagów. Niekoniecznie bardzo wyszukanych, czasem chodzi o to, że ktoś się chce uprzejmie ukłonić i dupą strąca bezcenną wazę z epoki Ming, ha ha. U Barei też jest trochę slapstiku i humoru od czapy (np. cameo Sherlocka Holmesa w „Alternatywy 4”). U Tati też nie wszystko jest krytyką kapitalizmu.
Ogólnie więc polecam, jeśli ktoś nie ma lepszego pomysłu na wieczór.

@W roku 1960 kwestia „fiat czy moskwicz?” nie było jeszcze oczywista
Być może, roku 1960 tak dobrze nie pamiętam. Ale 1965 rok pamiętam – wtedy było już pozamiatane.
@Chevrolet Bel Air ‘1957.
Eeee, wolę Cadillac series 62 sedan z 1959 roku.
link to okiemmaniaka.pl
BTW jestem dalej zwolenikiem nowoczesności, której jednak nie należy mylić z nowością.
@janek
„Eeee, wolę Cadillac series 62 sedan z 1959 roku.”
Dla mnie jednak samochód powinien być praktyczny, tzn. nadawać się na dojazdy do pracy. Cadillac jest już zbyt przegięty.
@„skrzyżowanie czółna z namiotem””
Do tego opisu to jednak najlepiej pasuje czeski Velorex link to pl.wikipedia.org , a jeżeli ma być zachodni to ewentualnie Fend Flitzer link to en.wikipedia.org
@Dla mnie jednak samochód powinien być praktyczny, tzn. nadawać się na dojazdy do pracy.
Z tego okresu najbardziej podoba mi się „Barokowy Anioł” BMW 502. Praktyczny jest.
link to okiemmaniaka.pl
„BMW 502”
O tak, to już prędzej. Niemniej jednak, amerykańskie samochody w tamtym okresie królują. Wszystko co europejskie, nawet przyszłe marki premium jak BMW czy Volvo, wygląda skromniej.
Jeden z filmowych wehikułów Pana Tomasza (chyba ten z przaśnej „Wyspy Złoczyńców” z Machulskim) jest równie staroszkolny.
Jest to bardzo milenialsko-zetkowa inicjatywa o rzeczy, które zainteresują tylko garstkę milenialsów – ranking wehikułów z adaptacji.
@”Kiedy czytaliśmy powiedzmy „Mikołajka”, widzieliśmy w nim jeszcze jakieś odzwierciedlenie naszego dzieciństwa”
To, że w 1950 Fr = Pl, a w 1965 Fr > Pl, dobrze widać, kiedy się czyta Annie Ernaux, szczególnie „Lata”. Jeżeli patrzymy nie tylko przez pryzmat ekonomiczny, ale też ogólnoobyczajowy, to wychodzi, że Polskę przyblokował i realny socjalizm, i powszechny katolicyzm. Starcie Obcy vs Predator, sekretarz Gomułka vs prymas Wyszyński odbyło się kosztem rozwoju kraju, rozwoju społeczeństwa. Niby w tysiącu szkół na tysiąclecie nie było obowiązkowych lekcji religii, ale Kościół prowadził z Komuną wojnę hybrydową i budował swój wielki autorytet na „ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie”.
Ciekawie tego nie widać w serialu „Wojna domowa”, który powstał na kanwie felietonów Miry Michałowskiej – wychowanej kulturowo we Francji, USA, Anglii, publikowanych też trochę obok Polski – w „Przekroju”.
@To, że w 1950 Fr = Pl, a w 1965 Fr > Pl
Przesunę to na 1960. Oczywiście nie byłem wtedy osobiście we Francji, ale moja rodzina była i z opowieści jasno wynika, że poziom życia w Paryżu zdecydowanie przewyższał Warszawę.
Dodam, że „otwartą granicę” czyli podróże z dowodem osobistym, bez paszportu wprowadzono w państwach EWG w okolicach roku 1957.
@ergonauta
> Starcie Obcy vs Predator, sekretarz Gomułka vs prymas Wyszyński odbyło się kosztem rozwoju kraju, rozwoju społeczeństwa.
Możesz to rozwinąć, bo to ciekawe? Zawsze myślałem, że właśnie w okolicach 1960 zaczynały się uwidaczniać ograniczenia rozwojowe realnego socjalizmu, te wszystkie deficyty centralnego planowania itd. Jak na to miała wpłynąć wojenka z kościołem?
@ clandestino
Jestem smarkacz co tych czasów nie pamięta z przyczyn biologicznych, to się wypowiem: skanalizowała opozycję wobec systemu w te wszystkie smęty, swetry, peregrynacje świętych obrazów i wielce konspiracyjne msze przy kapliczkach na polanie koło miasteczka, co to Władza Nie Pozwalała (jak do dzisiaj usłużnie informuje za gminne pieniądze tabliczka) ale tak naprawdę to W Dupie Miała?
Że w Polsce mamy wybór między jawnie pierdolniętą prawicą a potajemnie pierdolniętą prawicą to chyba nic nowego, tylko pokłosie tych elit anty-PRLowych, jakie nam zostały jak się wysypał blok wschodni.
Chyba nie doceniacie biedy przedwojennej Polski. (Zresztą jak mowa o tych danych anegdotycznych, to ja kojarzę opowieści o ludziach, którzy wyjeżdżali do Niemiec, Francji czy Belgii pracować wtedy; to nawet ilustruje gdzieś de Exupery; sam mam rodzinną opowieść, bo dziadek, żeby jakoś związać koniec z końcem, przechodził nielegalnie przez granicę z Niemcami i pracował tam na czarno.) Natomiast w tej biedzie były wyspy „współczesności”, które żyły na poziomie plus minus zachodnim. I chyba ta motoryzacja bloku wschodniego lat 60-tych to też było coś w stylu tej wyspy, bo przecież samochodów per capita było znacząco mniej; a to można przenieść i na inne aspekty życia, choćby na telefony per capita.
@Że w Polsce mamy wybór między jawnie pierdolniętą prawicą a potajemnie pierdolniętą prawicą to chyba nic nowego, tylko pokłosie tych elit anty-PRLowych, jakie nam zostały jak się wysypał blok wschodni.
Kuroń, Michnik, Kołakowski, Kisielewski – to była „opozycja” lat 1960.
@janekr
„Kuroń, Michnik, Kołakowski, Kisielewski – to była „opozycja” lat 1960.„
To byli ludzie wybitni, ale ta lista nieźle ilustruje tezę kolegi mcala. Przecież to albo chadecja albo liberałowie. Kuroń by się niby na lewicę łapał, ale też mu się z czasem skręciło ku liebralizmowi. Tylko chyba Baumann i Modzelewski byliby true lewicą, ale mało kto o nich pamięta.
@janekr:
A ja znowu powiem, co wyżej – to przedłużenie Polski międzywojennej, gdzie PPS był znaczącą partią, ale nie większościową; przy bardzo silnej endecji, sklejonej mocno z Kościołem (nawet na chadecję nie było w tej Polsce miejsca — a przypomnę, że chadekiem był Korfanty). A pozycja PPS wynikała w znacznej mierze z zapóźnień, konserwatyzmu i słabej gospodarki.
Ja bym w ogóle nie stawiał na PRL, jako na moment, w którym „zostaliśmy z tyłu”. Można, któryś poseł PPS zresztą tuż po wojnie to mówił, zwracać uwagę, że rozwijaliśmy się w PRL wolniej niż w IIRP. Może tak było, ale nie było to coś, co nastapiło po złotym okresie, gdy Polska stała na poziomie zamożności, nowoczesności i kapitału społecznego (tu doliczyłbym też bycie na bieżąco z ideami politycznymi), tak chętnie przywoływanej tu Francji. Bo takiego momentu, po prostu, nie było. Może moglibyśmy się porównywać z Grecją? Może z Portugalią? Ale na pewno nie z rdzeniem Zachodniej Europy: Francją, Niemcami, Wielką Brytanią, Belgią, Holandią, Włochami (przynajmniej północnymi), czy Austrią.
@pak4
„Ja bym w ogóle nie stawiał na PRL, jako na moment, w którym „zostaliśmy z tyłu”. Można, któryś poseł PPS zresztą tuż po wojnie to mówił, zwracać uwagę, że rozwijaliśmy się w PRL wolniej niż w IIRP.„
Jednak chyba tak Cały blok rozwijał się wolniej, taka Czechosłowacja spadła do niższej ligii. Włochy, przed wojną kraj biedny i w sumie zacofany, w latach 60. już galopował w stronę nowoczesności a Skoda produkowała coraz szkaradniejsze i zacofane samochody.
@kot immunologa:
Czechosłowacja, a raczej Czechy, to jest dobry przykład, bo to miał być (jak słyszę z różnych źródeł) najzamożniejszy region Austro-Węgier, mamy więc porównanie z Austrią i tak, Czechy ten okres przegrały.
Tylko, że właśnie — Czechy w porównaniu z Austrią; NRD w porównaniu z RFN (choć chyba ziemie późniejszego NRD i tak były biedniejsze wcześniej?). I chyba tyle. Rosja wchodząc w komunizm była biednym krajem. W Polsce mamy różne regiony i tak, Śląsk mógł być wchodząc do IIRP świetnie rozwinięty, na poziomie czołówki Zachodu, ale też tylko on. Wielkopolska, jak na Niemcy, była jednym z uboższych regionów; Galicja pięknie się rozwijała pod zaborem, ale startowała z niskiego poziomu i dopiero zbliżała się do Austro-Węgierskiej średniej. O Rosji już było… Rumunia — biedny kraj w międzywojniu; Jugosławia — biedna w międzywojniu; Węgry… to bardziej złożone, ale po Trianon też został im ogryzek, który się niezbyt dobrze rozwijał.
@WO
Gdy stoję przed kaucjomatem, wpłatomatem czy zniczomatem, czuję się bezradny jak Hulot w futurystycznej kuchni swojej siostry.
Nie jesteś całkiem bezradny. Możesz zrobić to, co w „Tytusie, Romku i A’tomku” (dymek był: „życie ludzkie jest ważniejsze, niż czyjeś małe interesy”). Ale to, przyznaję, nie rozwiąże TEGO problemu (w TRiA rozwiązało), więc masz zbójeckie prawo czuć się bezradny 🙁
@komedie PRL a brak fabuły
Nie należy jednak lekceważyć roli cenzorskiego noża, który skutecznie te PRL-owskie satyryczne komedie kastrował, przy okazji okaleczając również fabułę. Jeśli z „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” wycięto 1/4 filmu, to nie ma się co dziwić że fabuła reszty jest zrozumiała tylko w zarysie.
@Kuroń, Michnik, Kołakowski, Kisiel
Przecież Kołakowski w 1966 to był marksista, a nie liberał. Inna sprawa, że cała czwórka razem wzięta miała wielokrotnie mniejszą siłę oddziaływania niż Wyszyński.
@opóźnienie
Też się całkowicie nie zgadzam z tezą, że to opóźnienie nagle powstało w latach 60., a wcześniej go nie było albo było mniejsze. Po pierwsze, pomijając Czechosłowację i NRD, te wszystkie eastblokowe samochody to były konstrukcje albo na zachodnich licencjach, albo z Zachodu ukradzione. Po drugie, ile ich było? W Polsce w latach 60. było jakieś 200 tysięcy samochodów prywatnych. We Francji kilka milionów. Jeżeli Mikołajek opisuje wycieczkę samochodem z rodzicami, to opisuje doświadczenie powszechne dla dzieci francuskich – i absolutnie wyjątkowe dla dzieci polskich.
Peerelowska szkoła wzięła mnie na to link to en.wikipedia.org i mam trochę ukierunkowanie.
@pak4
Zauważ, że to są przykłady tylko w jedną stronę. W bloku komunistycznym nie ma ani jednego przykładu na tezę odwrotną. Jak byłeś biedny tak biednym pozostałeś, jak byłeś zamożny to zbiedniałeś.
Grecja, Portugalia, Włochy to przykłady spektakularnego pozwojennego rozwoju, nie do podrobienia w demoludach. Wejście do UE wyekspediowało nas na taką trajektorię rozwoju, że spokonjie dogoniliśmy peryferia zachodu. W 22 lata, PRL trwał 45,.Był czas, żeby się wykazać.
@mcal
Że w Polsce mamy wybór między jawnie pierdolniętą prawicą a potajemnie pierdolniętą prawicą
Tak, możesz mieć rację, a może się mylisz, a tym razem prawda leży gdzieś w przestrzeni wszechświata. Ale tak, obecna Polska jest rośliną z nasienia „SOLIDARNOŚĆ”, przy czym mam na myśli nie deklarowane programy, a ludzi, co byli tym nasieniem.
@airborell
„Przecież Kołakowski w 1966 to był marksista, a nie liberał. Inna sprawa, że cała czwórka razem wzięta miała wielokrotnie mniejszą siłę oddziaływania niż Wyszyński.”
Naturalnie, taki Kuroń i Michnik w sumie też. Tylko co z tego, w latach 60. mogli sobie pogadać, manifest podpisać, zorganizować strajk i pójść odsiedzieć swoje. Co wymagało zresztą wielkiej odwagi.
Jak mieli coś realnie do powiedzenia w Sejmie kontraktowym, to nie urządzili nam Polski socjalistycznej na wzór skandynawski, tylko liberalno-kościelną. Michnik to nawet ma największą w Polsce gazetę codzienną. Wiele można o niej powiedzieć, ale nie to że jest lewicowa.
@kot immunologa
W bloku komunistycznym nie ma ani jednego przykładu na tezę odwrotną. Jak byłeś biedny tak biednym pozostałeś, jak byłeś zamożny to zbiedniałeś.
Well, o kim mówisz? znam ludzi, którzy dzięki Polsce Ludowej, niezależnie od Polski Ludowej, a czasem wbrew Polsce Ludowej, zupełnie jednoznacznie się w tamtym okresie wzbogacili. I nie mam na myśli aparatczyków partyjnych (oni zwykle byli średniozamożni i się nie bogacili), tylko takich z grubsza normalsów.
@janekr
„poziom życia w Paryżu zdecydowanie przewyższał Warszawę.”
Poziom życia – to jasne, ale nie było wtedy uczucia, że żyją w innej epoce. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Zachód w 1981, czułem się jak Hal Bregg. Nawet ubogi Francuz miał wtedy dostęp do wynalazków cywilizacyjnych niedostępnych dla nawet zamożnego Polaka, typu klimatyzacja czy minitel. Pamiętam ten pierwszy szok w kiblu – „heh, niby taka Europa, a jak u nas, nie ma mydła…” „jest dozownik płynnego” „jak to, płynnego?”.
@mcal
„Jestem smarkacz co tych czasów nie pamięta z przyczyn biologicznych, to się wypowiem: skanalizowała opozycję wobec systemu w te wszystkie smęty, swetry, peregrynacje świętych obrazów ”
To co pan pisze jest nie tylko głupie, ale i niemarksistowskie wręcz. Że socjalizm nie umiał wyprodukować samochodu to nie ma żadnego związku z peregrynacjami świętych obrazów. One nadal peregrynują po Hiszpanii, a jednak już wtedy Seat górował nad Polskim Fiatem.
@kot immunologa:
Za mną chodzi taka tabelka, którą kiedyś (przełom wieków) widziałem z podręczniku ekonomii — było tam PKB per capita dla wybranych krajów na świecie, na początku XX wieku (bodaj 1910) i w 1990 roku. I, generalnie, było to x3. Czy to Rosja/ZSRR, czy USA było to w okolicach trzykrotnego wzrostu. Nie było tam wszystkich państw. Było też parę wyjątków (na plus: Japonia; na minus: Argentyna i Bangladesz). Było, oczywiście, pytanie o jakość statystyk. Niemniej, to wszystko sugeruje, że rozwój odbywał się w zbliżonym tempie, jako takim, niezależnie od strony żelaznej kurtyny. Że może byliśmy bliżej 2,8, a oni 3,2, ale ciągle mówimy o podobnym poziomie rozwoju; tylko że my wszyscy startowaliśmy z niższego poziomu. I tego podkreślenia niskiego poziomu jest czymś, czego mi brakuje.
Stąd dla mnie pytanie, co decydowało. Bo jak mam te odpowiedzi, które padają w mediach, to zwykle wynikają one z nieznajomości historii. Np. czytam sobie, że komunizm nie dawał szans na rywalizację i nie promował intensywnej, efektywnej pracy. No ja przepraszam, a przodownicy pracy? W relacjach z epoki, idea przodownictwa pracy wypada jako najgorszy, kapitalistyczny środek nacisku na pracowników, co powoduje chęć powrotu do IIRP i jej większego egalitaryzmu w pracy… W każdym razie nie — jeśli ktoś mówi, że nie było bodźców finansowych w komunizmie, to w najlepszym wypadku nie ma pełnego obrazu.
Znowu, z lektur mogę powiedzieć, że Acemoglu napisze (przeczytany dzięki dyskusjom podblogowym), że blokowano prywatną przedsiębiorczość, co ograniczało instytucje społeczne… I, OK, jakaś to prawda będzie. Ale generalnie „instytucje włączające”, których on chce, w takim PRL działały. Więc znowu nie mamy łatwej odpowiedzi.
Ja mam inne podejrzenie, że nie doceniamy kwestii kapitału. Jak piszesz o pięknym rozwoju Grecji, to przypominasz mi żonę, która w 1989 bodaj była w Grecji i zbierała jabłka, by zarobić na zwiedzanie zabytków starożytności. I Grecy mówili jedno: „obaliliście komunizm, to przyjadą teraz Amerykanie i wam wybudują drogi”. Dla mnie uproszczenie, ale mówiące coś takiego — przyjdzie zewnętrzny inwestor i włoży forsę w wasz kraj, co pozwoli wam się wzbogacić.
To jest coś, czego blok wschodni nie miał. Gdy Stalin chciał robić inwestycje zbrojeniowe, to jedynym kapitałem jaki mógł pozyskać, było zesłanie ludzi do obozów niewolniczej pracy i zdobycie żywności kosztem zagłodzenia milionów ludzi. I tak, taki kapitał mial, korzystał z niego, dawał mu rozwój. Ale jakim kosztem… I jak długo tak można… A innego kapitału nie było… Tzn. OK, bywały kredyty z Zachodu (patrz Gierek), ale pieniądze zewnętrzne to zawsze jest i ograniczenie, i koszt, i ryzyko (patrz: Gierek).
I jak mówimy o tych przykładowych samochodach, to tak, te samochody per capita są też określeniem kapitału, jaki można włożyć w konstrukcję nowego modelu, czy zainwestować w modernizację fabryki. Blokowi wschodniemu tego cały czas brakowało. Czasem się stawiano i w coś inwestowano, ale były to jednorazowe inwestycje, a nie coś, co byłoby kołem zamachowym dalszego rozwoju. Że postawimy fabrykę samochodów, OK, licencyjnych, ale ona potem co 5-10 lat będzie wypuszczała nowe, czy choć zmodernizowane modele i będzie podobnie modernizowała swoja produkcję.
PS.
Nie będę twierdził, że w PRL dobrze zarządzano. Wydaje się jednak, że tu się zmieniło mało (nieprzypadkowo mówimy o januszexach), choć rzeczywistość zmieniła się mocno.
Przed tak negatywnym stosunkiem do nowoczesności ratuje zerknięcie na np statystyki przeżywalności niemowląt albo chorych na raka.
@kot
„To byli ludzie wybitni, ale ta lista nieźle ilustruje tezę kolegi mcala. Przecież to albo chadecja albo liberałowie.”
To idiotyzm tak straszliwy, że będę wycinać. Oczywiście, że potem ich rzuciło w prawo, ale w latach 60. byli skrajną lewicą. To zresztą główny mechanizm mojej niechęci do Kołakowskiego – on zawsze musiał być Najbardziej, najpierw najbardziej marksistowski, potem najbardziej antymarksistowski. Najpierw szukał racjonalnych dowodów na nieistnienie Boga (co dla każdego mądrego człowieka jest idiotyzmem), a potem racjonalnych dowodów na istnienie Boga (co dla każdego mądrego człowieka jest idiotyzmem).
Pan chyba uważa, że kto się urodził chadekiem, ten umrze chadekiem? To za głupie na tego bloga, przepraszam.
@kot
„Michnik to nawet ma największą w Polsce gazetę codzienną.”
Nieprawda od 23 lat. Żeby „Wyborcza” była „największa”, trzeba naginać rankingi w stylu „największa zaczynająca się na wu”.
PRL w porównaniu do przedwojnia może nie zbiedniała, ale rozwijała się o wiele wolniej, niż by mogła bez komuny. W latach 90-tych Polska była daleko za Hiszpanią, Portugalią czy nawet Grecją, krajami przed wojną biedniejszymi. Takie dziady jak Franco czy Salazar rządziły lepiej od towarzyszy z KC.
@pak
„Ja bym w ogóle nie stawiał na PRL, jako na moment, w którym „zostaliśmy z tyłu”.”
Cywilizacyjnie – tak. W pamiętnikach Polaków odwiedzających Zachód w II RP widać oczywiście motyw zachwycania się większym bogactwem, ale nie widać motywu „nie rozumiałem jak w tej cywilizacji myją ręce” albo „mają magiczną machinę, z której dmucha zimnem”. Automobile w Polsce są oczywiście rzadkością, ale działają mniej więcej tak samo. W 1980 to już nie jest „mniej więcej tak samo”.
@wo
Francuz miał wtedy dostęp do wynalazków cywilizacyjnych niedostępnych dla nawet zamożnego Polaka, typu klimatyzacja (…)”
Pytanie jak wielu Francuzów miało realny dostęp (w sensie „to są jakieś-tam-koszty” i tak dalej). Ale nadal mieli realny dostęp.
Pamiętam ten pierwszy szok w kiblu – „heh, niby taka Europa, a jak u nas, nie ma mydła…” „jest dozownik płynnego” „jak to, płynnego?”
Nigdy nie miałem tego szoku, zawsze traktowałem mydło mydło i „płynne mydło” jako cosie, co zmniejszają napięcie powierzchniowe, i dzięki temu coś tam się odkleja, i spływa do kanalizacji. Ale odlegle znasz mnie i wiesz, że jestem dziwny.
Pamiętam, jak we wczesnych najntiesach wywoływałem zdumienie Czikagoanów, że w Warszawe są nie tylko truskawkowe i wiśniowe, ale i traffikowe dżemy.
@pak
„W każdym razie nie — jeśli ktoś mówi, że nie było bodźców finansowych w komunizmie, to w najlepszym wypadku nie ma pełnego obrazu.”
To pan go nie ma. Nie zdaje pan sobie sprawy z gigantycznego rozdźwięku między tym, co w PRL działo się naprawdę a tym, co mówiły oficjalne przepisy czy statystyki. Przodownicy pracy byli sztucznie kreowani przez menedżment, który za to często żądał działki od ich premii. Bardzo dobrze te wszystkie mechanizmy pokazują oba filmy Wajdy.
Działał też odwrotny mechanizm. Gdy menedżmentowi naprawdę zależało na wynikach, rzeczywiście usiłowali motywować co zdolniejszych pracowników finansowo. I wtedy odbijali się o ścianę, że te wszystkie premie razem wzięte, nie mogą przekraczać odgórnych limitów. Kończyło się to kolejną fikcją, premię fikcyjnie brali inni pracownicy, odpalający działkę tym, co to naprawdę tyrali po godzinach.
@gammon
„Pytanie jak wielu Francuzów miało realny dostę”
Do klimatyzowanego centrum handlowego można wejść za darmo (LIFEHACK!).
@gammon
„Nigdy nie miałem tego szoku”
I tak od razu wiedziałeś, gdzie jest dystrybutor? Nie wierzę. Trzeba wiedzieć że gdzieś coś takiego powinno być, żeby szukać – i znaleźć. Typowy troglodyta z PRL rozglądał się tymczasem za mydłem w kostce.
Nie zamierzam się więc się wypowiem w sprawie pięknego rozwoju II RP i wielkiego zacofania PRLu…
Czytałem, że przez cały okres II RP Polska nie osiągnęła poziomu PKB z 1914 roku, który to poziom osiagały łącznie polskie ziemie, które po pierwszej wojnie weszły w skład II RP.
Przyczyną były oczywiście ogromne zniszczenia tych ziem w pierwszej światówce plus… rachityczny „wzrost” gospodarczy dwudziestolecia zaliczonym Wielkim kryzysem.
Myślałem, że mitologizację II RP a la Vabanki to już mamy za sobą.
@rouman
„Czytałem, że przez cały okres II RP Polska nie osiągnęła poziomu PKB z 1914 roku, który to poziom osiagały łącznie polskie ziemie, ”
PKB we współczesnym rozumieniu zaczęto liczyć po 1945, więc wszelkie szacunki tego typu dla 1914 (albo dla imperium rzymskiego) to pi razy drzwi.
„Przyczyną były oczywiście ogromne zniszczenia tych ziem w pierwszej światówce ”
Och nie tylko, przede wszystkim kolosalne różnice między (post)zaborami.
Napewno było dużo przyczyn, w tym wspominany wcześniej chroniczny brak kapitału, niemniej jednak szacunki wiarygodne mówią wyraźnie, że Polska do roku 1939 ekonomicznie nie dogoniła gospodarczego poziomu roku 1914.
@rouman
„Napewno”
Błagam, nie na moim blogu.
„szacunki wiarygodne mówią wyraźnie”
No właśnie nie mówią wyraźnie. Z braku standardowych wskaźników można udowodnić dowolną tezę.
@wo:
> „Cywilizacyjnie”
Ale czy porównujemy wizyty tej samej grupy ludzi? Bo mam wrażenie, że generalnie IIRP opisujesz przez pryzmat osoby o statusie społecznym, powiedzmy, rodziny Lemów. A to nie byli przeciętni Polacy. Te wszystkie statystyki: utwardzonych dróg, samochodów, elektryfikacji, wypadają dla IIRP źle.
> „Nie zdaje pan sobie sprawy z gigantycznego rozdźwięku”
Odwołuję się nie do oficjalnych statystyk, ale do Marii Dąbrowskiej.
Chciałbym dodać: tak, wiem, że z to inaczej wyglądało, niż w kronikach filmowych (zresztą Maria Dąbrowska jest bardzo krytyczna), ale też ze nie można powiedzieć, że „nie było”. Raczej, że było to okresowe (stalinizm), że było bardzo „gwiazdorskie”, oraz — mitologizowane.
@pak
„Te wszystkie statystyki: utwardzonych dróg, samochodów, elektryfikacji, wypadają dla IIRP źle.”
Natomiast niezależnie od statystyk, pozostaje kwestia całkowitej niedostępności (NAWET dla kogoś o statusie rodziny Lemów) pewnych wynalazków. W 1938 to wszystko jeszcze było kwestią tego, czy kogoś stać na fanaberie typu automobil, czy nie. W 1970 już kwestią tego, że zachodni automobil i tak już w PRL nie mógł działać tak jak na Zachodzie, bo np. klima jednak wymaga regularnej wymiany płynu, a skąd go wziąć u pana majstra.
„Odwołuję się nie do oficjalnych statystyk, ale do Marii Dąbrowskiej.”
To dziwne źródło. Ale jak masz pod ręką jej pamiętniki to przeczytać, jak w 1964 premier po nią wysłał służbowy samochód, żeby wzięła udział w pilnym spotkaniu w sprawie listu 34. Samochód zakopał się w błocie, cały dzień szukano traktora, Dąbrowska w spotkaniu nie wzięła udziału. A nie mówimy o Bieszczadach tylko o skądinąd uroczym podwarszawskim willowym przedmieściu (III RP niestety to wyasfaltowała więc nie można się już tam bawić w „Dombro-Cyran 4×4 challenge”. No więc jednak w 1964 w Paryżu nie do pomyślenia (ale w 1954 jeszcze tak).
„nie można powiedzieć, że „nie było”.”
Można. Było, ale jako fikcja (czyli dla każdego praktycznego znaczenia „być”, nie było). Podobnie krasnoludki – ich nie ma, choć są jako fikcja.
Jak chcesz zrozumieć kwestię „motywowania finansowego w PRL”, to obejrzyj odcinek czterdziestolatka „Sprawa Małkiewicza”.
@”Takie dziady jak Franco czy Salazar rządziły lepiej od towarzyszy z KC.”
W Polsce w latach 1945-1956 wykonano około 3-4 tysięcy wyroków śmierci na opozycjonistach politycznych, w Hiszpanii w tym okresie wykonano około 20-25 tysięcy takich wyroków śmierci.
Frankistowska ustawa o odpowiedzialności politycznej z 1939 obowiazywała dalej po 1945. Co prawda regularne obozy koncentracyjne w Hiszpanii zamknięto już w 1947, ale skala prześladowań opozycji politycznej (w tym homoseksualistów jako opozycjonistów) była kilkakrotnie większa niż w PRL-u. Liczbę dzieci siłą odebranych rodzicom związanym z opozycją szacuje się na 30-40 tysięcy. U nas była dwubiegunowość Władza-Kościół, a w Hiszpanii szły ramię w ramię. Frankistowski dekret z 1939 umożliwiający fałszowanie dzięciecych metryk funkcjonował dalej po 1945, co umożliwiało masowy handel odebranymi dziećmi, który osiągnął skalę ogólnopaństwową i zaangażowani byli w niego tyleż lekarze i urzędnicy, co księża i zakonnice. Było to rozrosnięte tak montrualnie, że nie wygasło automatycznie po śmierci Franco, ale z rozpędu jeszcze trochę trwało, więc łączna liczba może nawet przekroczyła 100 000 dzieci.
Krótko mówiąc, Gomułka rządził lepiej niż Franco.
„Krótko mówiąc, Gomułka rządził lepiej niż Franco” – i wtedy zza chmur przemówił Gospodarz Bloga słowami, „obaj macie rację”. Franco z pewnością wymordował więcej, ale też stety/niestety za jego rządów Hiszpania gospodarczo-cywilizacyjnie wystrzelila do przodu. Gomułka mordował mniej, ale i mniej autostrad wybudował.
@clandestino
– „Starcie Obcy vs Predator, sekretarz Gomułka vs prymas Wyszyński odbyło się kosztem rozwoju kraju, rozwoju społeczeństwa.”
– „Możesz to rozwinąć, bo to ciekawe?”
Zerknij w niedawny wątek, gdzie jest mowa o elektrowni atomowej w Żarnowcu. Inwestycję wstrzymano w dużej mierze na skutek oporu ludzi wychowanych w opozycji związanej z Kościołem. Dla kardynała Wyszyńskiego było to za grobem zwycięstwo. Nie jedyne wszak.
„Kocham Lud więcéj niż umarłych kości…
Kocham… lecz jestem bez łez, bez litości
Dla zwyciężonych. Taka moja zbroja!
I takie moich myśli czarnoksięstwo!
Choć mi się oprzesz dzisiaj – przyszłość moja!
I moje będzie za grobem zwycięstwo!…”
@ergonauta
” Inwestycję wstrzymano w dużej mierze na skutek oporu ludzi wychowanych w opozycji związanej z Kościołem. Dla kardynała Wyszyńskiego było to za grobem zwycięstwo.”
Będę to zaraz wycinać, więc proszę się nie zdziwić. Kościół ma dostatecznie dużo za uszami, żeby mu jeszcze przypisawać fikcyjne przewinienia. W Hiszpanii był częścią reżimu, tam święte obrazy peregrynowały z państwową fetą. Kolega Ergonauta wyliczał właśnie przed chwilą zbronie Franco. Niemniej jednak, Franco zaczął budować pierwsze elektrownie atomowe jeszcze gdy pan Hulot obawiał się Nowoczesności.
@clandestino raz jeszcze
Rzucę ci jedno hasło, bo facet jest czynny do dzisiaj, oczywiście także internetowo, to ponadczasowy i ponadustrojowy szur, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (jako prof. dr hab. fizyki) oraz Klubu Inteligencji Katolickiej (jako antyewolucjonista, antyprofesor i antysmok): Marosław Andrzej Dakowski.
@WO
Ależ tutaj pełna: zgoda Kościół w Hiszpanii był dużo gorszy niż Kościół w Polsce, a Franco co prawda mordował, ale autostrady wylewał i elektrownie stawiał.
@ergonauta
Primo to ta opozycja niekoniecznie była lepsza niż Franco. Spora część była wręcz gorsza. Problem z ówczesną Hiszpanią jest taki, że obie strony ogólnie były siebie warte. Do tego oni byli po wojnie domowej. U nas tym głównym wrogiem, który jakoś tam łączył byli jednak hitlerowcy, nie inne frakcje podziemia. To nie są do końca porównywalne sytuacje. No i pierwsza próba implementacji komunizmu na terenach polskich to zaczęła się już w 1939. Katyń, Starobielsk, Akcja Polska to były działania tego samego systemu, który potem stworzył PRL.
Secundo Franco pozostawił jednak po sobie w miarę zamożny, rozwijający się kraj. Jak się kapnął, że ten cały narodowy syndykalizm nie działa, to narodowych syndykalistów pogonił i wziął tych chadeków z Opus Dei, którzy budowali normalną gospodarkę. PRL od połowy lat 70-tych się zwijał i dążył literalnie donikąd. Do żadnej poważnej korekty kursu nie był zwyczajnie zdolny. Ustawa Wilczka to było maksimum jakie dało się wyciągnąć.
Secundo
@Nowoczesność PRLu
Byłem jako wczesny nastolatek w 1987 roku w Grecji, a w 1989 roku w Austrii.
Kiedy inni robili zdjęcia Akropolu i Alp, ja robiłem zdjęcia (Smieną!) stacji benzynowych, sklepów spożywczych i salonów samochodowych. Mydła w płynie nie pamiętam, ale takie rzeczy, jak wiele rodzajów sera, czy jogurtów (w kolorowych opakowaniach!) budziły we mnie jakieś histeryczne rozbawienie, że niby po co tak. Podobnie jak wspomniane „sklepy z samochodami”, chyba myślałem wtedy, że to jest jakaś wystawa czy coś, bo przecież na pewno nie jest tak, że ktoś wchodzi jak do sklepu i kupuje samochód, przecież na to się składa podanie i czeka latami na talon. Wtedy też dowiedziałem się szokującej rzeczy, że jest więcej zagranicznych napojów orzeźwiających niż „Coca Cola”, bo są też jakieś Fanty i Sprite. A kiedy pytaliśmy o drogę, to ludzie potrafili odpowiadać jakimś absurdalnym „drogą 44 na zachód” – co to w ogóle za pomysł, że droga ma numer?
To nie była podróż do bogatszych krajów niż Polska (takimi były Czechosłowacja czy Węgry), to była podróż w kosmos.
Pamiętam, że oglądając zachodnie filmy bardzo długo nie rozumiałem takich pojęć jak „podatki” czy „kredyt na mieszkanie”. Wdrażając się w cywilizację po 1989 roku, naprawdę dość sporo czasu mi zajęło, żeby się przestać czuć jak dzikus.
Tak więc z własnej perspektywy to nie wiem oczywiście, jak się czuli Kwinto z Duńczykiem w Szwajcarii, ale mam wrażenie, że to jednak była inna kategoria wyobcowania niż moje dziecięce doświadczenia z czasów PRLu.
Co do różnic tempa wschód – zachód: Plan Marshalla, odrzucony na rozkaz Stalina.
„Co do różnic tempa wschód – zachód: Plan Marshalla, ”
Nie objął Finlandii, więc to nie tłumaczy wszystkiego.
@Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Zachód w 1981
W Paryżu byłem po raz pierwszy w 1971 roku.
Róznic cywilizacyjnych w sensie Hal Bregg nie odczułem…
Ale ilościowe różnice w poziomie życia (w tym także sieć metra, pociągi, przekraczanie granicy tylko z dowodem osobistym…) były tak gigantyczne, ze ilość przeszła w jakość.
A w roku 1960 w Paryżu kupowało się papier toaletowe pod kolor łazienki, podczas gdy w PRL… Kto wtedy nie żył, ten nie zrozumie hasło „papier toaletowy”.
@wonajntisach
I tak od razu wiedziałeś, gdzie jest dystrybutor? Nie wierzę. Trzeba wiedzieć że gdzieś coś takiego powinno być, żeby szukać – i znaleźć. Typowy troglodyta z PRL rozglądał się tymczasem za mydłem w kostce.
Miałem jakiś głupi odruch, żeby naciskać coś co sterczało. Zakładam, że system atomowego samozniszczenia ma napis „SYSTEM ATOMOWEGO SAMOZNISZCZENIA”. To było w Chicago, Il, w bardzo wczesnych najntisach, i działało. To był jedyny mój sieriozny wyjazd poza PL, nic więcej nie wiem.
@mr
„Podobnie jak wspomniane „sklepy z samochodami”,”
CO WIĘCEJ, na stacjach benzynowych stały używane, z tabliczką OCCASSION i jakąś szokująco niską ceną. Człowiekowi zapalały się lampki typu „popracuję w wakacje jako fizyczny i będę miał prawdziwe renault!” (niestety, żeby ominąć cło, to zazwyczaj wymagało jakiegoś wujka wracającego ze stypendium, żeby to zarejestrować jako mienie przesiedleńcze, no ale nie takie żeśmy ze szwagrem).
@gammon
„Miałem jakiś głupi odruch, żeby naciskać coś co sterczało.”
Niestety, ja poległem na łazience, w której to już było na fotokomórkę (powszechna fotokomórkizacja dostarczyła mi niejednego „Hal Bregg experience”).
@janekr
Kto wtedy nie żył, ten nie zrozumie hasło „papier toaletowy”.
Ej, no, „papier toaletowy, skup butelek, sznurek do snopowiązałek”, to jest wszystko element poezji neoromantycznej. Czy jakiejś tam.
@wo
poległem na łazience, w której to już było na fotokomórkę (powszechna fotokomórkizacja dostarczyła mi niejednego „Hal Bregg experience”)
Tamta część Układu Słonecznego jeszcze tego wtedy nie miała, w każdym razie nie-powszechnie. Co mają teraz, nie wiem, od tamtego czasu praktycznie nie bywam poza PL. Chyba że na 10 kilometrów / godzinę. Teraz już i tego nie.
@ergonauta
Dalej nie widzę uzasadnienia tezy „konflikt Gomułka-Wyszyński odbył się kosztem rozwoju kraju itd.”
Oczywiste, że walka waadzy z Kościołem pchnęła opozycjonistów w objęcia tegoż, co ich ukościółkowało i ukonserwatywniło, ale to raczej miało swoje konsekwencje dużo później, kiedy ci opozycjoniści zaczęli mieć coś do gadania.
Janku, wyciąłem Ci pyszny dowcip o Ferrari, bo część czytelników może uznać, że to opis czegoś rzeczywistego (a przynajmniej prawdopodobnego). A nie mam siły tego tłumaczyć trzydziestolatkowi od zera.
@ Łazienka na fotokomórkę.
Czy suszarka do rąk na fotokomórkę się liczy? Bo dziecięciem będąc (za schyłkowego Gomułki) miałem okazję z dużą frajdą korzystać z takowej w pewnej instytucji, w której bywałem z racji powiązań rodzinnych z jej pracownikiem (po jakimś czasie fotokomórka się zepsuła i w jej miejsce wstawili zwykły wyłącznik).
Za to jako dzikus poczułem się, gdy po raz pierwszy zobaczyłem jednouchwytową baterię umywalkową – za cholerę nie wiedziałem co się z tym robi. I było to w Polsce! Gdzieś około 1988 r., gdy jako opiekun uczniów uczestniczących w pewnej dziwnej olimpiadzie wylądowałem w nowym budynku KW PZPR we Włocławku.
@korba
„po jakimś czasie fotokomórka się zepsuła i w jej miejsce wstawili zwykły wyłącznik”
No właśnie to był główny problem „skoku w inną cywilizację”. Gdzieś w 1965 zachodnie samochody odchodzą od dawnych ideałów, że „wszystko można jednym kluczem” w stronę „coraz więcej jednorazowych części, które się po prostu wywala w cholerę co 10000 kmi i wymienia”. Socjalizm na tym właśnie poległ, był to słynny problem „sznurka do snopowiązałek”. Zachodnie urządzenie kupione za dewizy stało bezużyteczne, bo się przepaliła jednorazowa fotokomórka. I potem ktoś dostawał premię za racjonalizację polegającą na retrofittingu, downgradzie, cofnięciu postępu, czyli zastąpienia jednorazowego elementu wielorazowym (np. jak w tym przypadku, zwykłym wyłącznikiem). Modyfikacje robione przez „Rosję innowacyjną” do licencji Fiata 124 często na tym właśnie polegały, na przykład do pierwszej wersji 2101 dodali korbę rozruchową, bo wiadomo że akumulatora nie da się w sojuzie tak po prostu kupić na stacji benzynowej.
@clandestino
walka waadzy z Kościołem pchnęła opozycjonistów w objęcia tegoż, co ich ukościółkowało i ukonserwatywniło
Przede wszystkim przeselekcjonowało, bo nie każda opozycja wobec PRL była z automatu gotowa lizać jakieś kościelne struktury anatomiczne.
Europa Europą; ja ostatnio to zjawisko parytetu (w przybliżeniu) pomiędzy obiema stronami Żelaznej Kurtyny zobaczyłem na przykładzie _Korei_; Joan Robinson — ekonomistka, której modele są do dziś wykładane na pierwszym roku na WNE UW — pisze w 1964, że przewaga ekonomiczna Korei Północnej nad Południową dowodzi, że Keynes miał rację. link to monthlyreview.org
Mam wrażenie, że już pan pisał bardzo podobnego komcia. Czy to będzie jakiś running joke, że to będzie teraz pod notką na dowolny temat?
@retrofitting
W autobusach Berliet było sprzęgło automatyczne i biegi przełączane jednym palcem małą dźwigienką. Takie autobusy jeździły po Warszawie, nawet były pomysły, żeby dopuścić kobiety do prowadzenia tych autobusów.
Po czym pojawiły się autobusy ze sprzęgłem i tradycyjną skrzynią biegów z dużą dźwignią w podłodze. Nie pamiętam, czy skrzynia chociaż miała synchronizację.
BTW Londyński autobus Routmaster z 1954 roku link to okiemmaniaka.pl miał automatyczną skrzynię biegów i wspomaganie kierownicy, podczas gdy w tym czasie autobusy Jelcz/Karosa miały toporną niesynchronizowaną skrzynię.
Czy to już była różnica cywilizacyjna?
Nie wiem, Ctrl+F+’Kore’ pod jedynym komentowanym przeze mnie postem na Pana blogu daje jedno zdanie, rzeczywiście o Korei Północnej, w kontekście państw rządzonych przez byłych partyzantów. Oczywiście dla wielu Polaków wszystkie możliwe rzeczy do powiedzenia o „Korei Północnej w latach 60.” będą brzmiały tak samo, bo są na temat, który ich nie interesuje. Mnie z kolei nie interesują zdania na temat Europy, które nie generalizują się do innych rejonów świata; uważam nadmierne poleganie na takich zdaniach wręcz za praprzyczynę obecnej zapaści gospodarczej w wielu państwach UE.
@as
” Mnie z kolei nie interesują zdania na temat Europy”
No to przykro mi, ale czeka tu pana długa seria rozczarowań! W każdym razie rzeczywiście, panią Robinson odświeżył wtedy Janek, temat podjął Unikod. Cóż, może i pani Robinson napisała jakiś użyteczny podręcznik czegoś tam, ale tak poza tym robi wrażenie meszugene kopf z patologicznym zamiłowaniem do ludobójczych dyktatur, niestety sporo tego się pałęta po Zachodzie.
To jedno zdjęcie podsumowuje różnicę pomiędzy dwiema Koreami: link to science.nasa.gov
@wo
Tu się zgadzamy, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii w tym okresie takich osób było jakoś zaskakująco dużo. Ale „w Korei Północnej w 1960 żyło się średniemu człowiekowi lepiej, niż w Południowej” to chyba konsensus w zachodniej historiografii tematu. Myślę, że jeśli chcemy zrozumieć ten parytet (czy wręcz czerwoną przewagę) i późniejszy rozjazd, to taki przypadek kontrolny jest nie do przecenienia, podobnie jak Pana Finlandia sprzed paru komentarzy.
@as
” to chyba konsensus w zachodniej historiografii tematu”
Niech zgadnę, pisanej przez ludzi, którzy nigdy nie pojechali dalej na wschód niż Dover? Jakoś nie wierzę, żeby do takiego wniosku doszedł ktoś, kto podróżował po obu, odbył wywiady, odwiedził typowe knajpy w których lokalsi rozmawiają o swoich codziennych problemach i płynnie zna język. To zapewne literatura autorów takich jak prof. Moron-Tankie, słynący także z książki „Stalin was great” oraz „Mao was even greater”?
Ale ok, obudził pan moje zaciekawienie – czy jest jakaś literatura wyrażająca punkt widzenia przeciętnego Koreańczyka potwierdzającego tezę, że przeciętny Koreańczyk miał lepiej na północy? Do licha, sam robiłem kiedyś wywiad w Cambridge z pewnym koreańskim profesorem, krytycznie nastawionym do kapitalizmu, nigdzie nie stawia takiej tezy.
@wo
No dobra, moja pamięć wprowadziła mnie w klasyczny licealny błąd, chodzi o oszacowania PKB. W tej sprawie konsensus jest dość jasny, KRLD miała o 30-50% większą gospodarkę.
Duol Kim, Uniwersytet Myongji w Seulu: link to onlinelibrary.wiley.com
Nicholas Eberstadt, American Enterprise Institute, amerykański quasi-rządowy ekonomista: link to aei.org
Porównanie poziomu życia to już insza inszość, ale w krótkim terminie średnia przewaga KRLD (tak do 1965?) nie brzmi dla mnie osobiście jakoś szokująco. Na wsi mieszkano wówczas w chatach z gliny — żeby nie powiedzieć „z błota” — krytych strzechą, podobnie jak w Korei Południowej. Z kolei w miastach uprzemysłowienie zaczęło się wcześniej, niż na Południu. Dlatego to jest zresztą właśnie ciekawe dla nas. Okazało się, że w krótkim terminie da się centralnie zaplanować wzrost gospodarczy, ale w średnim już nie. Stąd od końca lat 50. rosnąca emfaza w propagandzie KRLD na 'ideologiczną edukację’ pracowników i moralny wymiar pracy. Władza miała nadzieję, że umotywowani ideologicznie obywatele będą własnym sprytem nadrabiać niedociągnięcia planistów i aparatu urzędniczego. link to en.wikipedia.org
@as
„W tej sprawie konsensus jest dość jasny, KRLD miała o 30-50% większą gospodarkę.”
No dobrze, ale w to wchodzą zbrojenia. Na tej zasadzie to i w PRL wszystko ciągle rosło, tylko że nic z tego nie wynikało dla przeciętnego obywatela.
” Dlatego to jest zresztą właśnie ciekawe dla nas. Okazało się, że w krótkim terminie da się centralnie zaplanować wzrost gospodarczy, ale w średnim już nie.”
To nie jest w ogóle ciekawe, to po prostu banalne. Już tu pisałem o problemie sznurka do snopowiązałek. Krótkoterminowy wzrost jest relatywnie łatwy, bo jak weźmiemy kredyt na te snopowiązałki, to wyjdzie nam wzrost inwestycji i PKB. Tylko one potem stoją i rdzewieją bo brakuje sznurka.
@wo
Co do literatury — nie odpowiem teraz, ale wrzucam wątek do zakładek. 🙂 Jedyna relacja pierwszoosobowa, którą znam, to 'A River in Darkness’ Masaji Ishikawy, który repatriował do KRLD z Japonii jako dziecko i zamieszkał z rodziną w północnokoreańskim odpowiedniku wiejskiego Podlasia. Świetna pozycja, stąd wziąłem informację o 'chatach z błota’ (budowało się je własnoręcznie, z tego co akurat było pod ręką, jak w Minecrafcie), ale nie daje nam tego porównania z Koreą Południową, które by nas interesowało.
@Korea
Na starcie przewaga Północy w przemyśle wynikała w znacznym stopniu z aktywności japońskich okupantów, którzy inwestowali głównie tam. Korea pokazuje właśnie, że komunizm nie dawał rady, nawet jeśli miał początkową przewagę.
Ja to bym takie różnice mierzył zmiennymi typu przeżywalność noworodków. Dla okolic, gdzie ryż szumi na polderach nawożonych ludzkim łajnem, a kimczi kiśnie w dołach na kiszonkę, natomiast nawet czołgi przysyła sojusznik (ten czy inny, pekab jest wątpliwą skalą pomiarową. Nawet jeśli dla innych sytuacji jest dobry (czego nie jestem pewien, ale to już tu było pod dyskusją sporo razy).
zmiennymi typu przeżywalność noworodków
Tak, wiem, europocentryczność.
Nie wiem jak w 60’s ale Hamburg w 87-ym to bylo dla 14 latka przeżycie w typie Willy Wonka. To się w pale nie mieściło nawet jak porównywać z telewizją (jakieś tak zachodnie filmy przecież czasem pokazywali).
Also: poległem będąc pierwszy raz w Szwecji (na very początku 90’sów) w walce z łazienkową suszarką na fotokomórkę, znałem takie na guzik co dmuchają ale tam była taka która na foto rozwijała ręczniczek z rolki a jak wytarłeś łapy to zwijała. No nie zdołałem jej użyć i wyszedłem z mokrymi łapami.
@embercadero
ale tam była taka która na foto rozwijała ręczniczek z rolki a jak wytarłeś łapy to zwijała. No nie zdołałem jej użyć (…)
Mam wrażenie, że jest tego więcej i wszędzie. Tu i teraz nie zawsze ogarniam przestawienie wody na cieplejszą (czy w ogóle się da?), a ręce często wycieram we własną chustkę do nosa (zwłaszcza gdy wziąłem ją z prania tego samego dnia).
Co do Korei: myślę że nie da się poprawnie wziąć pod uwagę ile kasy/towaru dawał północy sojuz póki istniał (no albo Chiny) bo nikt nie wie ile tego było. Takze w tym przypadku pekab jest psu na budę. Fakt że też się spotkałem z tezą że do 80sów poziom życia w obu Koreach był zbliżony. Pewnym wskaźnikiem jest ze do 90sów praktycznie nie było ucieczek z północy, być może lepiej pilnowali, ale coś mi się wydaje że pilnowali tak samo tylko było co jeść.
@embarcadero
„do 90sów praktycznie nie było ucieczek z północy”
Nie no, to akurat ma jasne wytłumaczenie: DMZ jest nie do przekroczenia, ucieka się do Chin/przez Chiny, a w tych Chinach wiemy, co się wówczas działo.
@wo
„Modyfikacje robione przez „Rosję innowacyjną” do licencji Fiata 124 często na tym właśnie polegały, na przykład do pierwszej wersji 2101 dodali korbę rozruchową, bo wiadomo że akumulatora nie da się w sojuzie tak po prostu kupić na stacji benzynowej.”
Po co szukać w Rosji – pamiętam że książka o naprawie FSO 125p miała na początku rozdział o zmianach wprowadzanych podczas produkcji, i była to długa lista w którym roku i miesiącu zrezygnowano z montowania czegoś, albo zastąpiono to coś prostszym/gorszym/tańszym.
@as
„Ale „w Korei Północnej w 1960 żyło się średniemu człowiekowi lepiej, niż w Południowej” to chyba konsensus w zachodniej historiografii tematu.”
PKB na północy długo było wyższe, o ile pamiętam, to do drugiej połowy lat 60. To spadek po Japończykach. Na Północy są złoża i kopalnie, więc industrializacja miała tam wiecej sensu. Południe zostało rolnicze.
Czy PKB mierzy poziom życia i czy od niego” żyje się człowiekowi lepiej”? To kwestia dyskusyjna, tym bardziej, że na północy nastał stalinowski komunizm z gulagami, donosicelstwem itd. Ale Południe długo samo było wojskową dytaturą, protesty robotnicze czy studenckie wybuchały tam często, dopiero po olimpiadzie w Seulu nastała demokracja i zrobiło się w miarę fajnie.
@Midnight_rambler
„to była podróż w kosmos”
Jako dziecię PRL dołączę się do kombatanckich głosów: Zachód zobaczyłem pierwszy raz w 1988 roku płynąc promem do Finlandii z wycieczką szkolną. Już sam prom był z innej planety – na śniadnie był szwedzki stół m.in. z plastrami szynki (!). Był też sam sklep, w którym kupiłem dla rodziny banany (!), bo te oglądaliśmy zwykle od święta albo wcale. W Helsinkach byłem jeden dzień i pamiętam jakim szokiem był wygląd ludzi, ich ubrania, sklepy pełne kolorowego asortymentu. Niedługo później oglądałem w telewizji „300 mil do nieba”, w którym dwójka dzieciaków – jak dziś ci afrykańscy uchodźcy w Calais – przeszmuglowała pod spodem naczepy ciężarówki do Danii. Kompletnie rozumiałem bohaterów.
Drugi raz pojechałem w liceum do Niemiec w połowie lat 90. I już nie było tego szoku. Jasne, było porządniej, czyściej, ale kupowaliśmy tam dobra konsumenckie tylko dlatego, że były tańsze, bo w Polsce porządny import i dystrybucja dopiero się rozwijały i było drożej. Wielu z nas kupoło wtedy walkmany Sony (opłacało się!), a nasz klubik AD&D przystąpił do szturmu na pozycje RPG w sklepie zabawkowym w Stuttagrcie. Podręczniki, bestiariusze i D20 kosztowały tam połowę tego, co w Warszawie.
@clandestino
„ukościółkowało i ukonserwatywniło, ale to raczej miało swoje konsekwencje dużo później, kiedy ci opozycjoniści zaczęli mieć coś do gadania.”
Na skali ogólnokrajowej opozycjoniści zaczęli mieć coś do gadania dużo później, powiedzmy w 1980, ale w skali mniejszej, domowej i towarzyskiej, zaczęli wcześniej. A jak powiedziałem na początku: nie chodzi mi o postęp jedynie ekonomiczny. No bo chyba nie będziemy sobie tutaj wykazywać, że ucieczek z Berlina Wschodniego do Berlina Zachodniego było więcej niż przeciwną stronę? Socjalizm w wydaniu peerelowskim zrobił co mógł (oświata, elektryfikacja, walka z głodem, wyrównanie społecznych szans) i jeżeli w roku 1956 (tzw. „odwilż”) mogło się wydawać, że to jeszcze zadziała, to w roku 1965-1970 było już jasne, że nie zadziała. A w roku 1976, kiedy rozruch Gierka też okazał się klapą (mimo że miał to być socjalizm z nieco kapitalistyczną twarzą) trzeba było zwinąć socjalistyczny interes. No ale na zwinięcie socjalistycznego interesu trzeba było dostać pozwolenie Leonida Breżniewa.
@Gammon No.82
„Ja to bym takie różnice mierzył zmiennymi typu przeżywalność noworodków.”
Z tym to trzeba ostrożnie, bo np Kuba ma nieco wyższą niż USA przeżywalność norowodków.
W sumie jest jeden region świata, gdzie kraje postkomunistyczne wyglądają lepiej od tych, które dobrodziejstw komuny nie zaznały. Jest to Azja Środkowa. Te wszystkie Turkiestany wyglądają lepiej od Afganistanu i Iranu.
Co do tych chwilowych przewag w PKB. Komunizm był ustrojem totalitarnym. To oznacza, że państwo o wiele łatwiej potrafi przekierowywać zasoby pomiędzy różnymi sektorami gospodarki. Chciał stalin zbudować przemysł, to skierował tam zasoby z rolnictwa. Ileś milionów ludzi zmarło, ale przemysł zbudował. Problem w tym, że nie radzi sobie z odtwarzaniem i produkcją nowych zasobów. Po chwilowym skoku zasoby się wyczerpują i zaczyna stagnacja, a potem zwijanie.
@Kuba ma nieco wyższą niż USA przeżywalność norowodków
W nielubionej tu książce o sprawdzaniu faktów jest wykres na który naniesiono bogactwo i zdrowie w różnych krajach.
Kuba jest najzdrowszym z biednych krajów i najbiedniejszym spośród zdrowych.
Ten obszar zapóźnienia rozwojowego pokrywa się niestety z obszerem gdzie zaimplementowano tzw.realny socjalizm. Zastąpienie rynku gospodarką centralnie planowaną i upaństwowienie środków produkcji wydawało się właściwą i oczywistą odpowiedzią na zdiagnozowane przez Marksa wady kapitalizmu. Natomiast nie jestem pewien czy do końca dobrze zostały przeanalizowane przyczyny niepowodzednia realnego socjalizu jako ustroju społeczno gospodarczego. Dosyć znane i popularne są prace János Kornai-a (Gospodarka niedoboru). Wydawało się, że temat jest pozamiatany. I tutaj na arenę wkraczają Chiny i ich kosmiczny rozwój w ostatnich trzydziestu latach. Dlaczego im się udało a ZSRR plus demoludy poniosły porażkę? Czy może Chiński model (autortarne ale merytokratyczne rządy oraz planowanie strategiczne przy jednoczesnej rynkowej gospodarce) w rezultacie da szybszy rozwój niż tradycyjna gospodarka zachodnia?
@tmkk
„Dlaczego im się udało a ZSRR plus demoludy poniosły porażkę?”
Bo im Zachód dał na tacy środki produkcji, a oni nie zapomnieli podstawowych zasad marksizmu. To nie tyle Chiny odniosły sukces, co Zachód zapomniał podstawową lekcję wynikającą z filozofii Marksa.
@Gammon No.82
„Ja to bym takie różnice mierzył zmiennymi typu przeżywalność noworodków.”
Ale to jeszcze bardziej arbitralny parametr od PKB. Trzeba by zestawić kilka takich zmiennych, idelanie „twardych”, którymi trudno manipulować. Oczekiwany czas życia, wkrywalność nowotworów, itp.
@rw
„Z tym to trzeba ostrożnie, bo np Kuba ma nieco wyższą niż USA przeżywalność norowodków.”
Podobnie było z DDR vs RFN. Niemcy wschodni dostali w wianie Charite i o ile naukowo instytut mocno podupadł, to sam szpital narzucał wysokie standardy opieki medycznej. Również w DDR wcześniej zaczęto masowe szczepienia przeciwjo Polio. W PRL jeszcze wcześniej, odpowiednio 1959, 1960, 1962.@Gammon No.82
„Ja to bym takie różnice mierzył zmiennymi typu przeżywalność noworodków.”
Ale to jeszcze bardziej arbitralny parametr od PKB. Trzeba by zestawić kilka takich zmiennych, idelanie „twardych”, którymi trudno manipulować. Oczekiwany czas życia, wkrywalność nowotworów, itp.
@rw
„Z tym to trzeba ostrożnie, bo np Kuba ma nieco wyższą niż USA przeżywalność norowodków.”
Podobnie było z DDR vs RFN. Niemcy wschodni dostali w wianie Charite i o ile naukowo instytut mocno podupadł, to sam szpital narzucał wysokie standardy opieki medycznej. Również w DDR wcześniej zaczęto masowe szczepienia przeciwjo Polio. W PRL jeszcze wcześniej, odpowiednio 1959, 1960, 1962.
@WO
„To idiotyzm tak straszliwy, że będę wycinać. Oczywiście, że potem ich rzuciło w prawo, ale w latach 60. byli skrajną lewicą. ”
No przecież doprecyzowałem, bo faktycznie to wyglądało jakby w latach 60. nie byli skrajną lewicą. Modzelewski pisze w swojej biografii, że oni wtedy nawet nie zgadzając się z systeme używali pojęć marksistowskich, innego słownika nie mieli.
„Naturalnie, taki Kuroń i Michnik w sumie też. Tylko co z tego, w latach 60. mogli sobie pogadać, manifest podpisać, zorganizować strajk i pójść odsiedzieć swoje. Co wymagało zresztą wielkiej odwagi.„
@kot immunologa
Wydaje mi się też, że akurat śmiertelność niemowląt do przyzwoitego poziomu można sprowadzić konsekwentnie wdrażając dość tanie, dobrze znane i mało skomplikowane interwencje. W tym faktycznie w miarę rozgarnięty system socjalistyczny może być równie dobry a może nawet lepszy niż jakiś turbokapitalizm.
@kot
„Ale to jeszcze bardziej arbitralny parametr od PKB. Trzeba by zestawić kilka takich zmiennych, idelanie „twardych”, którymi trudno manipulować. Oczekiwany czas życia, wkrywalność nowotworów, itp.”
Ja wszystko lubię sprowadzać do różniczek (bo tylko tej gałęzi matematyki mnie jako tako nauczono), więc proponuję taką metaforę. Parametr Jakości Życia Przeciętnego Człowieka jest oczywiście złożony i niedefiniowalny, ALE! Jeśli go potraktujemy jako pole skalarne U, to mamy wektor migracji M. Pomijając losowe przyczyny migracji typu „łączenie rodzin” (byłaby tu randomową dyfuzją), jest czasem widoczne konkretne M np. z jednego Berlina do drugiego. Trzeba by tylko skalibrować M, żeby uwzględniał opór przejścia fazowego (w Berlinie do 1961 była to kwestia przejechania metrem jednej stacji więcej, po wybudowaniu muru M oczywiście spadło). W każdym razie, Migracja = grad(U) * Mur. W ten sposób pomijamy konieczność precyzyjnego wyliczania U, że primo śmiertelność niemowląt, sekundo PKB.
@wo
Tylko trzeba odjąć migracje przymusowe, np Polska -> Kazachstan w latach 40-tych.
@wo
„proponuję taką metaforę”
Robi pan błąd, który zapewne łatwo wyłapałby pan, gdyby zrobił go ekonomista: milcząco zakłada pan plus minus pełną informację. W latach 50. i 60. z Japonii do Korei Północnej wyjechało prawie 100 tys. ludzi; w przeważającej większości „z własnej, nieprzymuszonej woli” według jakiejkolwiek sensownej definicji.
@wo
Parametr Jakości Życia Przeciętnego Człowieka jest oczywiście złożony i niedefiniowalny, ALE!
…ale może da się go ująć – zapewne niedoskonale – trochę podobnie, jak by to robili medycy? „Jakość życia jako taka” sama w sobie nie całkiem wiadomo co znaczy (poza tym, że jest w Polsce pojęcie szatanistyczne, ale nadal nie wiadomo, co znaczy), ale można próbować w to miejsce dać pewną liczbę mierzalnych zmiennych, które będą próbowały to oddać. Nie wiem, czy dobrze używam terminu, ale to chyba nazywa się „zmienne proxy”.
To jest pewnie podejście wątpliwe, ale traktowanie jakości życia jako pola skalarnego, w którym robią się ruchy homosapiensów (-> rozkład ciśnienia nad Europą, w którym robią się adwekcje powietrza), też jest jakieś takieś… ale może masz rację, niech się wypowiadają fachowcy, ja się przecież nie znam.
@poziom życia w Korei Płn. vs. Płd. na przełomie lat 50./60.
@jak zmierzyć poziom życia w reżimie niepełnych statystyk
Znalazłem artykuł naukowy próbujący zaatakować dokładnie ten temat: Pak et al. (2011), 'Height and living standards in North Korea, 1930s–1980s’: link to jstor.org
Wyłania się z tego metodologicznie ponury obraz. Autorzy badają wzrost około 8 tys. uciekinierów z Korei Północnej i notują, że o ile ci urodzeni przed ~1950 byli przeciętnie _wyżsi_ niż typowy mieszkaniec Południa, to ci urodzeni po 'Wyzwoleniu’ są już przeciętnie _niżsi_, z różnicą wykazującą z grubsza liniowy wzrost. Japońscy 'antropometrzy’ () w 1930-32 donoszą, że mieszkańcy Północy są przeciętnie o +3.5 cm wyżsi, niż mieszkańcy Południa. Nasi autorzy podają, że uchodźcy z Północy urodzeni w latach 80. są przeciętnie o -8.3 cm niżsi, niż ich rówieśnicy z Południa (porównanie jest z oficjalnym raportem rządu południowokoreańskiego z 2003-04). Według nich jest to zgodne z raportami uciekinierów, przedstawiającymi centralnie narzuconą dietę Korei Północnej jako nadmiernie opartą na zbożach/warzywach i ubogą w białko, niezależnie od tego, czy podaż kalorii jest wystarczająca (lata 60.), czy nie (lata 90.). Sprawę komplikuje fakt, że konstytucyjna większość uchodźców pochodzi z prowincji Północny Hamgyong, najuboższej w KRLD i zarazem dogodnie położonej pod kątem ucieczki do Chin.
Natomiast jest też sporo statystyk, które faworyzują KRLD w tym okresie: wspomniana powyżej śmiertelność niemowląt (przynajmniej w 1960), liczba lekarzy na mieszkańca, czy łóżek szpitalnych na mieszkańca (w 1970 roku 20x większa na Północy niż na Południu!). Interesująca tabela w tej sprawie: link to raw.githubusercontent.com
reas-social-indicators.png
To oczywiście nie wszystko. Jeśli chodzi np. o szkolnictwo, to moje własne pieniądze postawiłbym na tezę „do ok. 1965-70 Koreańczyk z Północy miał lepszy dostęp do edukacji wyższej, niż na Południu; potem odwrotnie. Przypominam, że Korea Południowa w 1970 roku była krajem, w którym pracownik fizyczny mógł posunąć się do samospalenia, żeby zaprotestować przeciw urągającym ludzkiej godności warunkom pracy: link to en.wikipedia.org
Wrzuciłem `.png` z tabelą na mojego Githuba, link chyba się zepsuł w postprocessingu mojego komentarza. Może któryś z tych linków zadziała:
link to raw.githubusercontent.com
link to cdn.jsdelivr.net
link to cdn.jsdelivr.net
Errata (nie umiem edytować komentarza, przepraszam): N = 6,5 tys., nie 8 tys.; prowincja Północny Hamgyong w sumie nie jest 'the najuboższa’ w KRLD, jedynie pretenduje do tego miana od czasu do czasu.
No dobrze, ale proszę mi tu nie robić swojego bloga w komciach.
Przepraszam 🙁 Może rzeczywiście powinienem połknąć tę pigułkę i po prostu założyć w końcu własnego bloga.
Jak mam słabszy dzień, to dla mnie problemem nowoczesności są instrukcje. Świadomość, że razem z nowym samochodem dostałem kilkusetstronicową instrukcję, której do dzisiaj nie przeczytałem w całości – i z którą oswoiłem się dopiero, gdy zaakceptowałem, że to po prostu wozidło do wożenia – napawała mnie podskórnym lękiem.
Próba przeczytania jej od deski do deski to walka z wiatrakami. Listy ostrzeżeń, komplikacje wynikające z tego, że dokument dotyczy kilku wersji tego samego modelu, oraz zagmatwana numeracja (oparta na kombinacji rozdziałów i stron) wcale w tym nie pomagają. Przypuszczam, że pracował nad tym sztab ludzi, którzy całkowicie zatracili zrozumienie dla osób „niesamochodowych”.
@fieloryb
„Przypuszczam, że pracował nad tym sztab ludzi, którzy całkowicie zatracili zrozumienie dla osób „niesamochodowych”.”
Pracuje nad tym głównie dział prawny, bo jak jest ostrzeżenie, to łatwiej jest odeprzeć dotyczący tego problemu pozew.
@”Parametr Jakości Życia Przeciętnego Człowieka”
W przypadku migrantów politycznych na Jakość Życia mogą się składać inne wartości niż w przypadku migrantów zarobkowych. W latach 1949-51 do Polski przyjechało 12-15 tysięcy Greków i Macedończków związanych z lewicowy siłami, które przegrały wojnę domową w Grecji. Część uciekała, żeby się ratować przed represjami prawicowego reżimu, ale część pewnie szukała u nas lewicowych wartosci. W PRL-u nie mieli lekko (szaro i zimno, też dyktatura, tyle że bierutowska, zwano ich „pastuchami” i baraniarzami”). Sporo potomków tych migrantów to dosyć znane dziś postacie, ciekawe, czy ktoś z nimi rozmawiał (i gdzieś to opublikował) o ich rodzicach i ich motywacjach. Część trafiła do Polski via tajny szpital wojskowy w Dziwnowie, dla partyzantów Demokratycznej Armii Grecji, albo przez domy dziecka dla greckich wojennych sierot (dość duży był w Policach). Ze starszych przychodzi mi do głowy Nikos Chadzinikolau, który przybył do PRL-u jako 15-latek, a potem zastał pisarzem i długoletnim akademikiem, ciut młodsi są Eleni, Jorgos Skolias, Milo kurtis, Kostek Joriadis – urodzeni już w Polsce, ale w tej bierutowsko-gomułkowskiej.
Polecam w tym temacie audioserial „Mała Grecja” Dionisiosa Sturisa, potomka takiego polskiego Greka.
@fieloryb
„Próba przeczytania jej od deski do deski to walka z wiatrakami.”
Ja w sumie jednak czytam, ale np. do dzisiaj nie umiem korzystać z poleceń głosowych ani z gestów. Na szczęście jeszcze mam fizyczne pokrętła, wystarczają mi.
@instrukcje
Może to nie jest blyskotliwa konstatacja, ale dziś miejsce instrukcji przejmują filmiki w mediach społecznościowych.
Tutaj prym wiodą chinscy producenci, bo konsumentów mają młodszych i przyzwyczajonych do komunikacji obrazkowej (tudzież Dukajowskiego „bezpośredniego transferu emovji). Porównajcie sobie wyniki wyszukiwania takich wideoinstrukcji np. dla Omody i Volksa. Daje do myślenia.
Ja nie jestem młodszy ale po wielokrotnych próbach zrozumienia z papierowych instrukcji jak zrobić to czy tamto w kupionym niedawno sprzęcie kuchennym też zacząłem oglądać jutuby i dopiero wtedy się dowiedziałem to co chciałem. Instrukcje papierowe były całkowicie niezrozumiałe. Najpierw pewnie napisał je ktoś kto już nie umiał pisać w zrozumiały sposób a potem drugi taki sam to przetłumaczył. Efekt jest całkowicie bezużyteczny. A z filmu jednak nawet jak się nie dowiesz to potem łatwiej się domyślisz.
Zostawię to tutaj, bo może przywiedzie choćby cień uśmiechu na dostojne lico Gospodarza:
Gamergater Milo Yiannopoulos Locked Up By Trump’s ICE [Update: He’s Been Deported]
Już o tym wiedziałem skądinąd, ale dziękuję za dobre chęci.
@Franco i rozwój Hiszpanii:
Ale to po 1959 roku. Bo wcześniej jego polityka gospodarcza była katastrofalna. W zasadzie, jak oglądam dane na wykresie, to się dopiero w latach 70-tych rozpędza się gospodarka Hiszpanii (może być efekt tego, że z większych wartości wzrosty są bardziej widoczne). Czyli tuż przed śmiercią Franco (1975) to się zmienia.
@pak
Halucynacje z LLM panu wyciąłem, bo to po prostu bezwartościowe. Gdzie te czasy gdy sprawdzenie hasła w Wikipedii było symbolem lenistwa riserczu, a teraz już przerasta coponiektórych. Jak wszystkie kraje kapitalistyczne, Hiszpania też miała swój okres „cudu gospodarczego”, wyglądający podobnie jak gdzie indziej – w połowie lat 70. następuje, UWAGA, jego ZAŁAMANIE (a nie początek, jak panu wmówił sztuczny głupek).
Filmy o panu Hulot są o tyle ciekawe, że „Mój wujaszek” pokazuje przeczucie nadchodzącego boomu, a „Trafic” przeczucie jego nadchodzącego końca. W każdym razie, w każdym kraju kapitalistycznym to jest mniej więcej połowa lat 50. – połowa lat 70.
Gdyby los pana kiedyś rzucił do Madrytu, tam z kolei rzucą się panu w oczy budynki symbolizujące ówczesny boom. W wikipedii ilustrują to Torre de Madrid, ale to cała dzielnica jest. Architektura jedyna w swoim rodzaju, bo to mikstura „monumentalizmu autorytarnego” z „rozpasanym konsumeryzmem”.
link to es.wikipedia.org
@pak4
„Hiszpania już w tych latach 70-tych zaczyna Polskę wyprzedzać”
Dokładnie wtedy, kiedy w Polsce reformy Gierka utykają w martwym punkcie – i jest to porażka tyleż ekonomiczna, co polityczna, bo efektem reform Gierka są poprawki w Konstytucji PRL (o kierowniczej roli PZPR i wieczystej przyjaźni z ZSRR), więc już wiadomo, że socjalizmu mocniej reformować nie będziemy, bo nasz Przyjaciel jest ważniejszy. Jak to ujął prof. Kornat: „W pewnym sensie Gierek był politykiem, który chciał pogodzić ogień z wodą, także na arenie międzynarodowej. Próbował otworzyć Polską Rzeczpospolitą Ludową na Zachód i jednocześnie umocnić relacje z Moskwą. I tutaj doszło do momentu przełomowego. W 1975 roku ogłoszono inicjatywę nowelizacji konstytucji, w której chciano dodać, i dodano ostatecznie w 1976 roku, m.in. zapis o wieczystym sojuszu PRL z ZSRR.” Tymczasem w Hiszpanii na odwrót – w 1975 Franco robi przyjacielski gest i umiera.
@ergonauta
„Dokładnie wtedy,”
kiedy Bismarck z konia spadł. Sztuczny głupek okłamał kolegę PAK, pan do tego dorabia swoje teorie, a wszystko dlatego, że młodzież dziś zbyt leniwa żeby choćby do wikipedii zajrzeć.
@WO
Młodzież z gospodarzem!
Proszę bardzo: link to en.wikipedia.org
Dla leniuchów: milagro económico español zaczął się już w 1959 roku.
Co do początku (~1959) i schyłku (połowa lat siedemdziesiątych) owego cudu wydajecie się zgodni, i właściwie nie wiem, o co dokładnie poszło.
„właściwie nie wiem, o co dokładnie poszło.”
O całkowicie fałszywą tezę, którą koledze PAK podsunął sztuczny głupek, jakoby dopiero w 1975 Hiszpania zaczęła się rozpędzać.
Jestem zaskoczony tym, że praktycznie całkiem w tych rozważaniach o tempie wzrostu pomijana jest II wojna światowa i jej skutki. Jasne, że odczuły ją mocno gospodarki państw zachodnich (ale już oczywiście nie Szwecja i nie wspominana tu Finlandia), w tym Francja i Włochy (Hiszpania mniej, ale oni z kolei ciut wcześniej mieli wojnę domową). Jednak to przede wszystkim Polska i Niemcy zostali obróceni w perzynę. Przy czym Polska już po I wojnie światowej startowała ze znacznie niższego poziomu, niż Niemcy, zaś po II w.ś. Zachód wpompował gigantyczne fundusze w odbudowę Niemiec. Nas ta kroplówka ominęła, a nasz główny powojenny sojusznik nie inwestował, tylko eksploatował. Więc co tu w ogóle jest porównywane? W 1966 roku oficjalnie zakończono proces powojennej odbudowy kraju, a wy dyskutujecie, jakimi samochodami wówczas rozbijali się Francuzi. Przecież to dwa różne światy.
Czechosłowacja co prawda wyszła z II w.ś. nie tak bardzo zniszczona, ale gospodarczo bardzo mocno wydrenowana. Rzekłbym, że w ostatecznym rachunku Zachód Europy tę wojnę wygrał, podczas gdy Wschód – ją (z trudem) przeżył. Gospodarczo również.
@Bastian
„Więc co tu w ogóle jest porównywane? W 1966 roku oficjalnie zakończono proces powojennej odbudowy kraju, a wy dyskutujecie, jakimi samochodami wówczas rozbijali się Francuzi. Przecież to dwa różne światy.”
Francuzi to tak, ale właśnie Hiszpania i Grecja są ciekawe, bo jak się popatrzy na szacunkowe PKB per capita, to Hiszpania, Grecja i PRL idą łeb w łeb tak gdzieś aż do wczesnych lat 60-tych. Nie wiem tylko na ile można ufać tym szacunkom od Maddisona, bo przecież Bierut i Gomułka PKB nie mierzyli.
„Hiszpania mniej”
Hiszpania była w permanentnym stanie klęski głodu aż prawie do połowy lat 50-tych, bieda aż piszczała tam przecież.
@Bastian
„i nie wspominana tu Finlandia”
srsly?
@Bastian
„II wojna światowa”
Hiszpania odnotowała wzrost gospodarczy podczas II WŚ. Spadek mieli wcześniej, podczas wojny domowej. Po II WŚ była chwila stagnacji 1945-1952 (bo mieli chwilę izolacji gospodarczej za karę) i mocno ruszyło w górę, owszem, z lekkim zwolnieniem po 1974, z powodu światowego kryzysu naftowego, ale w sumie to mieli nieustanny wzrost w latach 1952-2007. Tu jest to rozrysowane i wsparte jakimiś rzetelnymi przypisami:
link to cepr.org
Jak już porównujemy zjawiska nadprzyrodzone, to całe milagro económico blednie przy cudzie odbudowy Warszawy. Gdyby skądinąd wiał wiatr i Pałac Kultury i Nauki był imienia Jezusa Chrystusa, to miałby dziś status klasztoru na Jasnej Górze.
@ergonauta
„Jak już porównujemy zjawiska nadprzyrodzone”
Trochę nie rozumiem tej Twojej obsesji na punkcie zjawisk nadprzyrodzonych. Najpierw obwinasz o wszystko Kościół, potem doszukujesz się urojonego związku między śmiercią Franco a Polską, a teraz porównujesz nieporównywalne. Tu nie ma nic nadprzyrodzonego, po prostu komunizm był głupim pomysłem, a kapitalizm przy wszystkich swoich wadach, po prostu dostarcza. Kapitalistyczne miasta też przecież odbudowano.
Bastian
” Jasne, że odczuły ją mocno gospodarki państw zachodnich (ale już oczywiście nie Szwecja i nie wspominana tu Finlandia)
Chyba umknęło Ci coś ważnego
„Inne warunki rozejmu obejmowały wypłatę przez Finlandię 300 milionów ówczesnych dolarów amerykańskich (4,4 miliarda dolarów według współczesnego przelicznika) na rzecz Związku Radzieckiego w postaci różnych towarów w ciągu sześciu lat jako formę reparacji wojennych[3]”
@Bastian
„Jednak to przede wszystkim Polska i Niemcy zostali obróceni w perzynę. Przy czym Polska już po I wojnie światowej startowała ze znacznie niższego poziomu, niż Niemcy, zaś po II w.ś. Zachód wpompował gigantyczne fundusze w odbudowę Niemiec. Nas ta kroplówka ominęła, a nasz główny powojenny sojusznik nie inwestował, tylko eksploatował.”
Jeśli masz na myśli plan Marshalla, to jego znaczenie jest przeceniane, a w PRL było wręcz mitologizowane (czymś trzeba było wytłumaczyć zachodnioniemiecki cud). To było ogółem coś koło 13 mld $, czyli około 140 mld w dzisiejszej wartości dolara, i to na całą Europę Zachodnią. A Niemcy otrzymali coś koło 1/10. Dużo mniej niż Francja czy WB. W skali ich gospodarki, tyle co nic. Zresztą dynamiczny wzrost produkcji przemysłowej w Niemczech zaczął się jeszcze przed uruchomieniem środków.
@Feniks z popiołów
„Kapitalistyczne miasta też przecież odbudowano.”
W Polsce nie dostrzegamy faktu, że wiele niemieckich miast też była straszliwie zrjunowana (bo my generalnie mało o Niemcach wiemy, ciągle polską wyobraźnią rządzi „piastowska” progpaganda z okresu PRL, do której wcześniej odwoływał się Kaczyński, a pałeczkę przejął Mentzen). W Kolonii mają np. odpowiednik naszej warszawskiej górki szczęśliwiciej – góre Herkulesa. Powstała z gruzu podczas odbudowy miasta. A miasto zgruzowano w czasie Operacji Millenium (link to en.wikipedia.org ).
Fascynuje mnie temat niemieckiej pamięci o tych wydarzeniach. Bo to były dramaty takie jak w Rzeźni Nr 5, ale naród niemiecki sobie na to zasłużył, więc martyrologia explicite odpada. Powstają protezy, np. na jednym z cmentarzy w Kolonii jest pomnik ofiar wojny, na którym widnieją nazwiska samych starszych ludzi, kobiet i dzieci (mężczyźni byli na froncie). Nie jest napisane kto i jak ich zgładził, ale każdy Kolończyk wie o co chodzi.
Inny wykwit to Park Ofiar Hiroshimy w Kolonii. Tu się łączy antyatomowa obsesja Niemców pracowicie kultywowana nie tylko z pomocą Zielonych, ale i agentury sowieckiej/ruskiej, ale też protetyczna pamięć o niemieckich ofiarach bombardowań w czasie WW2, w miejsce których z ww. powodów wstawia się japońskie ofiary.
@WO
„kapitalizm przy wszystkich swoich wadach, po prostu dostarcza.”
Całkowita zgoda.
Chodzi tylko o to, by spokojnie przypominać o tych wadach. Jedną z wad kapitalizmu są na przykład zbrodnie antykomunizmu. Masowe i okropne.
Chodzi o to, by nie mówić, tak patrząc historycznie: komunizm zły, kapitalizm dobry, tylko (jak Churchill o demokracji): komunizm zły, kapitalizm trochę mniej zły.
@ergonauta
„Chodzi tylko o to, by spokojnie przypominać o tych wadach.”
No więc co do banalnej tezy, że kapitalizm też ma swoje wady, to proszę się nie krępować – ale niewykluczone, że znowu wytnę coś odlatująceego w mistyczne religianctwo.
MB
” martyrologia explicite odpada. Powstają protezy, ”
Niektóre jednostki, które pomnika mieć nie mogły a ich „hinduskie” symbole nie mogą być prezentowane, zbierały się przy pomnikach psów lub koni, „wiernych towarzyszy służby”
Chyba w „Zwierzętach w III Rzeszy” o tym wyczytałem.
@WO
„znowu wytnę”
Ależ proszę najuprzejmiej, to jest Twój blog, Gospodarzu, i Ty decydujesz o kopenwdupenach.
Inną wartą przypominania wadą kapitalizmu jest jego przyzwolenie dla faszyzmu. Łatwość przymykania oka, szczególnie jeśli jest to faszyzm antykomunistyczny, wtedy to już w ogóle super. Jako że kapitalizm jest fundatorem „Nowoczesności jako piekła”, dla mnie ten element naszego „piekła” jest bardziej dotkliwy niż kłopoty pana Hulot.
Raptem ostatnio wielkie zdziwko, że koleżkowie od technofeudalizmu, Thiele i Muski, są jacyś tacy faszystowscy. No, skoro gen. Franco był faszystowski, a zbanowano go za to tylko w okresie 1945-1952, a potem wrócił BAU, to dlaczego nie iść tą drogą gospodarczych cudów?
Wyobrażam sobie siebie w RFN-ie lat 50. i 60., w RFN-ie objętym planem Marschalla i planem niepamięci o zbrodniach, więc rozwijającym się dynamicznie, mlekiem i miodem płynącym: kierownikiem lokalnej przychodni jest lekarz, który miał w latach 1939-45 praktyki w gdzieś Polsce, jedna z pielęgniarek pracowała konkretnie wiadomo gdzie: w Oświęcimiu, w radzie miasta jest kilku byłych esesmanów, wiceburmistrz był nawet wysokim oficerem, kierownik lokalnego banku był w 1944 oficerem w Warszawie i wcale się z tym nie kryje, a mój notariusz, bardzo sympatyczny człowiek, troskliwie dbający o moje sprawy majątkowe – jak dowiedziałem się ze złośliwych plotek, bo tym jednak sza! – kierował eksterminacją Żydów na terenie Ukrainy. No to ja już bym wolał mieszkać w Polsce u Gomułki.
@MB
Od siostry z wycieczki do Drezna dostałem niemiecką broszurkę na temat słynnego nalotu. Bez żadnego skrępowania opisują to jako nieuzasadnione barbarzyństwo i tragedię.
@ergonauta
Przecież sowiecki komunizm też wspierał faszyzm, kiedy im to było na rękę. Jakiejś fundamentalnej różnicy nie ma. Wszystkie nowoczesne ideologie, od komunizmu poprzez scojaldemokrację i neoliberalizm, do faszyzmu są produktem kapitalizmu. „Kapitalizm prowadzi do X” ma znikomą moc wyjaśniającą.
@ergonauta
„No to ja już bym wolał mieszkać w Polsce u Gomułki.”
Tej z roku 68 też?
Piszesz trochę tak jakby lewica nie mogła skręcić w stronę zamordyzmu. W konkurecji na największego zbrodniarza ever (albo przynajmniej XX wieku) Ziutek Słoneczko i Malarz z Wiednia idą łeb w łeb, Franco przy nich to nieporadny amator. Jak już zresztą ktoś wcześniej zauważył, czego by Hemingway o generale Golzu nie napisał, to alternatywa w czasie wojny domowej Hiszpanii nie była jakoś dużo lepsza.
W RFN lekcję faszyzmu przerobili dość gruntownie, że mogło bc znacznie gorzej widać po poparciu AfD w byłym NRD.
@rw
„Od siostry z wycieczki do Drezna dostałem niemiecką broszurkę na temat słynnego nalotu. Bez żadnego skrępowania opisują to jako nieuzasadnione barbarzyństwo i tragedię.”
W czasie wycieczki po jakimś pomniejszym mieście w północnych Niemczech przewodnik opowiadał o zniszczeniach wojennych. Zbombardowano to, spaliło sie owo itd. Obiektywnie, było widać w tkance miejskiej, że nie wymyśla. Zirytowany tym wywodem kolega powiedział: A ja proszę pana jestem z Warszawy. Przewodnik zmienił temat.
Ale generalnie to Niemcy tym nie epatują. W sprawie Drezna obiektywnie mają rację, to była zbrodnia wojenna. Ale podobnie albo nawet bardziej mają rację mieszkańcy Rotterdamu czy Coventry, więc.
@ergonauta
„Inną wartą przypominania wadą kapitalizmu jest jego przyzwolenie dla faszyzmu. ”
Zatem kapitalizm może (ale nie musi) zdegenerować do faszyzmu, podczas gdy komunizm zawsze jest komunizmem. Quod erad faken dupacichen.
@kot immunologa
„No to ja już bym wolał mieszkać w Polsce u Gomułki.”
Tej z roku 68 też?
Jasne, że też.
Zrobiłem sobie małą kwerendę (małą, bo tropy pozacierane) na temat zbrodniarzy niemieckich działających w latach 1939-45 w moim mieście i okolicach, zbrodniarzy militarnych i administracyjnych, czyli podpisujących różne nakazy i wyroki – no i otóż większość z nich po powrocie w rodzinne pielesze w 1945 r. wiodła pogodne i szczęśliwe życie, robiąc kariery i ciesząc się szacunkiem współziomków, chociaż wcale nie taili swojej wojennej przeszłości, a co po niektórzy nawet się nią szczycili wśród sąsiadów. W 1968 – z powodu gomułkowskiej nagonki – z mojego miasta wyjechało do Izraela kilku przedostatnich Żydów (ostatni wyjechali w latach 70.), a sprawcy tej nagonki pozostali bezkarni, ale jednak nie da się tego porównać z latami 1941-43, kiedy z mojego miasta wyjechało do komór gazowych 8000 Żydów, a bezpośredni sprawcy tego wyjazdu cieszyli się w Niemczech lat 50. i 60. dostatnim życiem, robili kariery w publicznej administracji i brylowali na biznesowych salonach.
@kmat
„Komunizm był ustrojem totalitarnym. To oznacza, że państwo o wiele łatwiej potrafi przekierować zasoby pomiędzy różnymi sektorami gospodarki. Chciał stalin zbudować przemysł, to skierował tam zasoby z rolnictwa.”
W ogóle to realny socjalizm („komunizm”) zaczął się w ZSRR w latach 1929-1933 jako reakcja na wyjątkowo niekorzystne wtedy dla niego tzw. terms of trade, co było katastrofą wobec przyjętego w 1928 modelu forsownej industrializacji. Bez kontekstu Wielkiego Kryzysu nie da się właściwie rozpatrywać tamtego okresu. W okresie NEP-u przecież przedsiębiorstwa państwowe funkcjonowały na zasadach komercyjnych, a plany miały charakter indykatywny, a nie dyrektywny.
„Po chwilowym skoku zasoby się wyczerpują i zaczyna stagnacja, a potem zwijanie.”
Sęk w tym, że kiedy w ZSRR zaczęła się stagnacja, proces gospodarczy wyglądał już trochę inaczej niż w pierwszych pięciolatkach. Np. po 1956 upaństwowiono kooperatywy przemysłowe i usługowe, w teorii mające zajmować się przykładowymi „sznurkami do snopowiązałek”.
„W RFN lekcję faszyzmu przerobili dość gruntownie, że mogło bc znacznie gorzej widać po poparciu AfD w byłym NRD.”
W RFN AfD _też_ rośnie w siłę. 17% w wyborach 2025, teraz już więcej. Względna większość (biorąc pod uwagę głosy na listy partyjne) w paru okręgach, np. w Gelsenkirchen. To nie jest oczywiście ta skala co w NRD, ale brunatnieją _całe_ Niemcy.
Przy czym jasne, że brak demokratycznej formacji w byłej NRD ma wpływ na poparcie AfD w NRD, ale ja nie lekceważyłbym jednak dwóch czynników: efektów „długiego trwania” (ziemie NRD, poza aglomeracją Berlina oraz Dreznem i Lipskiem, miały zdecydowanie ponadprzeciętne poparcie dla NSDAP) oraz skutków materialnych i głównie moralnych przyłączenia NRD do RFN, gdzie Ossi byli Niemcami drugiej kategorii.
@ergonauta: brak rozliczeń zbrodniarzy hitlerowskich był oczywiście skandalem moralnym, ale jaki jest jego związek z ustrojem kapitalistycznym, to ja za bardzo nie pojmuję. Bardziej widzę związek z tym, że RFN było przez pierwsze 20 lat swojego istnienia dość kruchą demokracją, gdzie Adenauer pewnych rzeczy po prostu wolał nie rozgrzebywać.
Serio mam wrażenie że wiedza o początkach RFN jest mocno nieprzyswojona. A przecież tam były znaczące partie skrajnej prawicy, z którymi Adenauer musiał wchodzić w koalicje. Była partia Wypędzonych i Pozbawionych Praw (czytaj: nazistów). Naziści próbowali uprawiać entryzm w innych partiach. Z drugiej strony ówczesna SPD otwarcie sprzeciwiała się wejściu RFN do struktur zachodnich.
@Zrobiłem sobie małą kwerendę
Wszystko było w książkach, chociażby „Akta Odessy”.
@airborell, ergonauta
„brak rozliczeń zbrodniarzy hitlerowskich był oczywiście skandalem moralnym, „
Dodajmy, że dość wybiórczym skandalem. To pamiętamy, kolnialnego dziedzictwa połowy Europy jakoś mniej. Anglicy budowali obozy koncetracyjne w Kenii jeszcze po II WŚ., klęska głodu w Bengalu to 43.-44. Żeby nie było że tylko UK, niepodległośc Angoli to rok 75. Można by taką listę ciągnąć długo.
@ergonauta
” W 1968 – z powodu gomułkowskiej nagonki – z mojego miasta wyjechało do Izraela kilku przedostatnich Żydów (ostatni wyjechali w latach 70.), a sprawcy tej nagonki pozostali bezkarni, ale jednak nie da się tego porównać z latami 1941-43, kiedy z mojego miasta wyjechało do komór gazowych 8000 Żydów,„
Tego się oczywiście nie da porównać, bo czym innym jest zmusić kogoś do emigracji, a czym innym go zabić. Do liczb bym się aż tak bardzo nie porzywiązywał, w Twojego miasta wyjechało kilku Żydów, bo więcej ich nie było. Jakby zostało stu, to pewnie byłby potencjał, żeby wygnać i setkę. Obrzydliwość roku 68 polega m.in. na tym, że rzecz się dzieje po Holocauście. W 68. jednak Niemcy już nikogo nie mordowali ani nie wyganial. Do niedawna wręcz przyjmowali, że przypomnę słynne ”Wir schaffen das!„
@airborell
„Przy czym jasne, że brak demokratycznej formacji w byłej NRD ma wpływ na poparcie AfD w NRD, ale ja nie lekceważyłbym jednak dwóch czynników: efektów „długiego trwania” (ziemie NRD, poza aglomeracją Berlina oraz Dreznem i Lipskiem, miały zdecydowanie ponadprzeciętne poparcie dla NSDAP) oraz skutków materialnych i głównie moralnych przyłączenia NRD do RFN, gdzie Ossi byli Niemcami drugiej kategorii.„
To drugie jak najbardziej, to piewsze nie bardzo. Najbardziej brunatne były ziemie utracone, Prusy Wschodnie i Dolny Śląsk; ich efekt długie trwania siłą rzeczy nie dotyczy. Zaraz za nimi była Dolna Saksonia, okolice Hanoweru i Brunszwiku. Historycznie, Brunszwik to było pięć miast położonych tuż obok siebie, które się później połaczyły w jeden organizm miejski. Zostało po tym rozlegle średniowieczne centrum, na punkcie którego Hermann G. miał jobla. Teraz poarcie dla AfD jest tam jednym z najniższych w Niemczech.
link to de.wikipedia.org
link to osw.waw.pl
@AfD
Niemcy się sypią jak stary polonez.
Pociągi, autobusy spóźniają się tu jak kiedyś w Polsce za PRL. Córka czekała ostatnio 1,5 godziny na pociąg w Kolonii.
Niedawno poszedłem się ostrzyc, ale Turek fryzjer (innych w zasadzie nie ma) bierze tylko gotówkę (Blika czy WeChata nikt tu jeszcze nie wymyślił, zresztą banki są głównie publiczne/państwowe więc nie są zainteresowane innowacją tak jak prywatne polskie, ale też nie dopuszczą konkurencji ze strony fintechu jak to zrobili chińscy komuniści pozwalając na działanie WeChatowi i AliPay obok banków, które są tam w zasadzie tylko państwowe). Obok był mój bank, jeden z najważniejszych w kraju, ale właśnie zamknęli oddział i musiałem zapłacić 3.75 EUR frycowego, żeby wziąć 50 EUR w bankomacie konkurencji.
Jak tak dalej pójdzie, to wróżę AfD większość w Bundestagu.
Proces ich oswajania już się w Polsce zaczął. Po larum, które się podniosło przeciw Mentzenowi za sojusz z AfD w EP, wynaleziono polskiego członka AfD ze Szczecina, którego ostatnio przepytał Janke.
„Niemcy się sypią jak stary polonez.”
Heh, nie dawniej jak z tydzień temu nasłuchałem się od niemieckiego inżyniera w wieku okołoemerytalnym (świetny fachowiec) o tym jak to wszystko się zawali jak na tą emeryturę pójdzie bo wszyscy młodsi są super wykształceni ale kompletnie nie ogarnięci, w sumie nie zainteresowani tym by firma jakoś funkcjonowała i do tego absolutnie niezdolni do podejmowania jakichkolwiek decyzji a już szczególnie w stresie. Czym potwierdził moje obserwacje że w tej firmie jedyni którym się coś chce i którzy coś do tego umieją to emigranci, głównie Słowianie. No albo właśnie 65+. Pewnie w sumie to samo będzie za chwilę w Polsce.
@Marco Bollocks
„Blika czy WeChata nikt tu jeszcze nie wymyślił, zresztą banki są głównie publiczne/państwowe więc nie są zainteresowane innowacją tak jak prywatne polskie”
E, przecież w Niemczech odpowiednikiem Blika jest Wero, przynajmniej w teorii obsługiwane przez większość tamtejszych banków? Wiem, bo właśnie łączy się z nim holenderskie iDEAL. Ale może się nie przyjęło na tyle szeroko, jak tutaj Blik.
@AfD
Większość (samodzielna) to może nie aż tak prędko. W 2029 na pewno będzie jakaś kolorowa koalicja przeciwko AfD i jeśli im też się nie uda to w 2033 młodzi w CDU powiedzą, że wszystkiego próbowali ale teraz trzeba współpracować z AfD bo tylko tak coś można realnie zmienić.
Zakładam oczywiście, że wybory będą w terminie…
@kot immunologa
„Obrzydliwość roku 68 polega m.in. na tym, że rzecz się dzieje po Holocauście.”
Pełna zgoda. Obrzydliwość generała Franco też na tym polega: że wymordował więcej Hiszpanów niż Hitler wymordował Niemców, stosując podobne metody, np. obozy koncentracyjne, i robiąc to po roku 1945.
Stąd moje żarty z metafizycznego sformułowania „milagro económico español”, które jakoś tam podprogowo-językowo sprawę idealizuje i ubóstwia. Fajnie, że się Hiszpania unowocześniła, fajnie, że naród wsiadł do seatów, ale piekło nowoczesności bywa i takim piekłem, że ktoś w Seacie, a ktoś w anonimowej mogile. Tam sprawa ekshumacji pofrankowskich to jest nadal drażliwy społecznie temat.
@ausir & Wero
Właśnie dowiedziałem się o istnieniu Wero z twojego komentarza. Sprawdziłem, i podobno z ankiet wyszło, że tylko poniżej 40% osób dorosłych w Niemczech o nim słyszało.
Poszukałem dalej i: Wero nie działa prawie nigdzie (wyglądającą na działającą płatność przez Wero znalazłem tylko w Decathlonie), mój bank dopiero pracuje żeby takie płatności obsługiwać. Lista firm wysyłkowych w których Wero będzie dostępne „wkrótce” jest całkiem sensowna, ale co dokładnie znaczy „wkrótce”?
Chętnie zrezygnował bym z PayPala na korzyść Wero, ale na razie nie ma to sensu.
@cmos
Za to w Holandii używanie iDeal (które teraz przebrandowuje się też właśnie na Wero) jest dość powszechne. Swoją drogą od przyszłego roku polski Blik ma być wzajemnie kompatybilny z Wero i paroma innymi europejskimi systemami płatniczymi:
link to blik.com
@ausir
„odpowiednikiem Blika jest Wero, przynajmniej w teorii”
Nigdy się z tym nie zetknąłem, jak cmos. Zresztą tu nie o banki chodzi, a zwykłe codzienne groszowe płatności. W Chinach zdarzyło mi się płacić wechatem m.in. za kwiatek z wiaderka od staruszki. W Polsce – za naprawę butów na starej Ochocie u szewca, który wyglądał jak odmrożeniec z krypty prof. Kuppelweisera, a jednak Blika ogarniał.
A w Niemczech tylko dej bargeld, jak za króla ćwieczka. Oczywiście nic nie mam przeciw gotówce i też się boję świata bez niej, ale jednak czasem wygodniej jest zapłacić z palca, niż latać jak kot z pęcherzem z poszukiwaniu geldautomatu, a potem jeszcze płacić za niego jak za zboże. Nawet w Grecji bankomaty kasują za to dwa, trzy razy mniej, niż w Rzeszy. Hucpa!
PS Blik.
To bardzo ciekawe, że Blik wchodzi w alianse i ekspanduje. Ciekawe, że link, który wkleiłeś ma wersję nie tylko po angielsku i ukraińsku, ale też po słowacku i rumuńsku. Z ciekawością odnotowuję, że polski biznes wykorzystuje wielkość rodzimego rynku i wchodzi do krajów sąsiednich, tak jak przed laty robili to Niemcy. Rumunia to ciekawy przykład, bo tam jest też Żabka jako Froo. Jedne duże polskie targi logistyczne mają edycję bukareszteńską, bo polscy spedytorzy widzą tam potencjał. Itd.
Inny przykład, dziś znajomy Węgier mnie zaskoczył, bo zaczął mi wrzucać na Teamsie polskie słówka, który się nauczył korzystając ze sklepu… Syta Micha. Okazuje się, że polski e-commerce z Puław sprzedaje karmę dla psów 30% taniej, niż to normalnie kosztuje na Węgrzech i facet jest zachwycony podejściem do klienta. Promocje, autouzupełnianie zapasów itd. Z grajdoła i przaśnej kato-wiochy staliśmy się niespodziewanie inspiracją innych post-demoludów. Kto by pomyślał.
@Marco Bollocks
„niż latać jak kot z pęcherzem z poszukiwaniu geldautomatu, a potem jeszcze płacić za niego jak za zboże.”
Hint: Teraz w wielu sklepach spożywczych przy płaceniu w kasie kartą można zażyczyć sobie wypłaty gotówki, idzie bez opłat.
@airborell
„brak rozliczeń zbrodniarzy hitlerowskich był oczywiście skandalem moralnym, ale jaki jest jego związek z ustrojem kapitalistycznym, to ja za bardzo nie pojmuję.”
A to w NRD było jakoś mocno inaczej? Tam też pomniejsi zbrodniarze mieli dość miękkie lądowanie. Ergonauta uprawia tu dość podłą manipulację zestawiając Adenauera z Gomułką. Powinien zestawić Adenauera z Ulbrichtem.
@SJ
„W okresie NEP-u przecież przedsiębiorstwa państwowe funkcjonowały na zasadach komercyjnych, a plany miały charakter indykatywny, a nie dyrektywny.”
Podobny model nie działał aby w Jugosławii? To by tłumaczyło, czemu z socjalizmu wyszli stosunkowo słabo poobijani.
@rw
„Przecież sowiecki komunizm też wspierał faszyzm, kiedy im to było na rękę.”
No ba. Kapitalizm wspierał sowiecki komunizm, kiedy mu to było na rękę.
„Jakiejś fundamentalnej różnicy nie ma.”
Jest. Nazizm jako taki nigdy jakiegoś wielkiego wsparcia od krajów kapitalistycznych nie miał. A od Sowieta miał całkiem konkretne.
@ergonauta
„Jedną z wad kapitalizmu są na przykład zbrodnie antykomunizmu. Masowe i okropne.”
Przy komunistycznych zbrodniach antykapitalizmu to one były zaniedbywalne.
„komunizm zły, kapitalizm trochę mniej zły.”
Nom. Totalitaryzm zły, demokracja trochę mniej zła.
@Bastian
„Zachód wpompował gigantyczne fundusze w odbudowę Niemiec. Nas ta kroplówka ominęła”
Gierek w polską gospodarkę wpompował sporo większą kasę i wsiąkło jak krew w piach. Nie w kasie był problem.
@kot immunologa
„to alternatywa w czasie wojny domowej Hiszpanii nie była jakoś dużo lepsza.”
W pewnym momencie była nawet gorsza. Zresztą – czy zwycięstwo Republiki zakończyłoby wojnę domową? Coś tak czuję, że byłaby dogrywka, w której socjaldemokraci, trockiści, staliniści i anarchiści wyjaśnialiby sobie sporne sprawy, i niekoniecznie socjaldemokraci by wygrali. A inne frakcje były od Franco po prostu gorsze.
@cmos
„w wielu sklepach spożywczych przy płaceniu w kasie kartą można zażyczyć sobie wypłaty gotówki”
To działa w sieciowych np. dyskontach typu Lidl czy Rewe. A fryzjera mam w centrum, gdzie dyskontów nie uświadczysz, bo tam na nie nie ma miejsca.
Sieciowego convenience store się nie dorobili (podobno holenderski Spar Express jest w Niemczech, ale jako nigdzie nie widziałem), dlatego zachwycają się Żabkami na jutubach.
Przecież największe banki w Polsce są niemieckie. Commerzmbank a teraz Santandersparkassenverband. I wcale nie chciały blika tylko zostały postawione przed faktem dokonanym. Platformy zamiast korzystać z przelewów Elixir pozakładały konta w każdym banku i oferowały przelewy natychmiastowe.
Teraz nakazuje to unia. Blik nie ekspanduje, tylko próbuje nie zostać zjedzony przez unijną regulację która wprowadza system przelewów natychmiastowych w strefie Euro od 9 stycznia 2027 a w całej Unii od 9 lipca.
> 30% taniej, niż to normalnie kosztuje na Węgrzech
To tak jak części rowerowe zawsze tańsze wysyłane z Czech niż z Polski, nie mówiąc o e-commerce z Rumunii.
@unikod
„Blik nie ekspanduje, tylko próbuje nie zostać zjedzony przez unijną regulację która wprowadza system przelewów natychmiastowych w strefie Euro”
Przelewy natychmiastowe nadal wymagają podania długaśnego numeru konta. A Blik nie.
W krajach nordyckich jest Vipps, który jest tak powszechny jak WeChat w Chinach. Kupujesz coś ze straganu, płacisz Vipps.
Blik zaczynał jako projekt wykonany wspólnie przez PKO BP i polski oddział HP. Byłem tam. NIemieckich banków tam nie było. Bardzo szybko do spółki dołączyły Alior, Millenium, Śląski, BZWBK, żaden z nich nie był niemiecki o ile wiem. Potem nie wiem bo już tam nie byłem. W każdym razie pomysł pochodzi z PKO BP.
@embercadero
„NIemieckich banków tam nie było.”
Niemieckie banki są własnością landów, gmin itd., co upodabnia niemiecki ordoliberalizm do socjalizmu z chińską. Pisał o tym autor „Kaputt” wyjaśniając, czemu niemiecki silnik się zatarł.
W Polsce mamy więcej wolnego rynku i usługi bankowe są na lepszym poziomie. Uważam, że duża część gospodarczych kłopotów Zachodu bierze się właśnie z tego, że tu m.in. metodami administracyjnymi ogranicza się konkurencję. Dwie główne nacje, ktore hakują ten system, to Polacy i Chińczycy.
@Marco Bollocks
No ale jak widać same niemieckie banki wdrażają to całe Wero, które zresztą zaczęło się w Niemczech ale potem poszerzyło na kolejne kraje strefy euro, w których jest używane częściej niż w rodzimym kraju. To raczej niemiecki rynek jest oporny na innowacje płatnościowe (do niedawna to i kartą trudno było gdziekolwiek zapłacić) i to sklepy nie bardzo chcą je wdrażać, w odróżnieniu od tego jak szybko wdrożyły płatności blikiem w Polsce. Więc raczej nie banki bym tu winił.
@unikod
„Przecież największe banki w Polsce są niemieckie. Commerzmbank a teraz Santandersparkassenverband.”
E, największe są jednak wciąż PKO BP i Pekao SA, dopiero potem Erste (wcześniej Santander) – nie niemiecki tylko austriacki (a wtedy przecież hiszpański), a Commerzbank z mBankiem dopiero na czwartym miejscu i jak to inni założyli blika to musiał się w końcu dostosować, żeby w Polsce jakoś konkurować.
Żatruję trochę ale tylko trochę. Sparkasse to typowo niemiecki model organizacji.
MBank to założył blika, był zawsze najnowocześniejszy technologicznie (pierwszy bank internetowy, do dziś najlepsza apka, a także jeden z pierwszych wynalazców znanego sądom europejskim polskiego wynalazku hipotecznego). PKO BP stało się nowoczesne przez Inteligo założone w Polsce jako startup Bankgesellschaft Berlin. Pekao przez Hypovereinsbank właściciela BPH przejętego przez Unicredito. Banki po prostu chciały uniknąć losu tego ostatniego który w Polsce ma jednego klienta. Revolut ma front, a klienci apki nawet nie wiedzą że mają konto w Unicredit.
Swojego konsorcjum Polski Standard Płatności prezesem banki uczyniły prezesa SkyCash – poprzedniego takiego krzaka. Zupełnie przypadkowo i zupełnie dobrowolnie właśnie zrezygnował po dekadzie prezesowania aby szukać nowych wyzwań jako szeregowy dyrektor w Allegro, zapewne zupełnie bez związku z wyzwaniami czekającymi Blik.
mbank nijak nie uczestniczył w tworzeniu blika, przynajmniej nie na poziomie ustalania co to ma być i co robić. Naprawdę tam byłem. Było za to od prawie początku Pekao SA o którym wczoraj zapomniałem wspomnieć. To był projekt robiony pomiędzy HP a oboma PKO.
O tym jak niemieckie (czy francuskie) banki są „nowoczesne” mógłbym książkę napisać ale mi nie wolno bo za każdym razem podpisywałem NDA. W każdym razie nowoczesność mbanku jest raczej wbrew ich właścicielom a nie dzięki nim. Co najwyżej dali na to pieniądze.
@paragraf
Teraz nakazuje to unia. Blik nie ekspanduje, tylko próbuje nie zostać zjedzony przez unijną regulację która wprowadza system przelewów natychmiastowych w strefie Euro od 9 stycznia 2027 a w całej Unii od 9 lipca.
Otóż to, a warto dodać, że w tle spowodowane jest to chęcią uniezależnienia się od Visy i Mastercard, które zostały zidentyfikowane jako jeden z głównych potencjalnych amerykańskich środków nacisku na Europę (gdyby przyszło co do czego). Wybór Trumpa obudził w końcu Komisję i inne ciała unijne na tyle, że wzięli ociągające się banki za mordę i Wero w końcu ruszyło. Mimo, że faktycznie mało ludzi to jeszcze kojarzy, to będzie naprawdę duża rzecz.
@ausir
Więc raczej nie banki bym tu winił.
Zdecydowanie należy winić banki, bo przez lata markowały tylko pracę nad wspólnym systemem płatności, inkasując przy tym tłuste 0,2%-0,3% od każdej płatności kartą we współpracy z amerykańskimi monopolistami. Dopiero gdy EBC zagroził realnym wznowieniem prac nad CBDC, wzięły d… w troki i wdrożyły coś, co mogło być wdrożone już 10 lat temu.
@Marco Bollocks
Uważam, że duża część gospodarczych kłopotów Zachodu bierze się właśnie z tego, że tu m.in. metodami administracyjnymi ogranicza się konkurencję.
Otóż to. Moim zdaniem również to dużo większy problem niż wysokie podatki czy składki emerytalne/zdrowotne. Dopiero jak człowiek pomieszka i popracuje trochę na tym europejskim zachodzie, to zaczyna zauważać, jak ogromny panuje tu „credentialism”. Nawet żeby otworzyć jakiś bzdurny mały biznes typu naprawa pralek czy wypiek precli, trzeba wykazać, że ma się wykształcenie i ileś lat doświadczenia; a w Niemczech jest to posunięte do takiego absurdu, że bez doktoratu to na żadne wyższe stanowiska w zasadzie nie ma co startować.
A np BPH to własnymi siłami i jako pierwsze w Polsce na początku wieku wdrożyło nowoczesny system bankowy i ten system a nie klienci (nieliczni) był potem głównym assetem dla którego BPH wielokrotnie przechodził z rąk do rąk. Zresztą jego resztki nadal dogorywają w Aliorze i dziś już bardzo trącą myszką w porównaniu. Ale 20 lat temu to był top światowy. Zrobiony prawie w całości lokalnie.
@ausir
„Więc raczej nie banki bym tu winił.”
Banki nie chcą wypuścić kontroli nad forsą, dlatego wymyślają jakieś udziwnione systemy, które im dają maksimum kontroli. Dopóki w Chinach nie zapanował WeChat, ICBC dawał mi jakieś nieporęczne USB maszynki generujące kody itp. A potem przyszyły fintechy i w ciągu zaledwie kilku lat gargantuiczna chińska gospodarka stała się w 90% bezgotówkowa (to dlatego w swoim czasie partia wzięła Jacka Ma pod but; nie może być tak, że człowiek o takiej władzy na chińskimi finansami krytykuje sobie ludową władzę).
Nie wiem, jak się polskie banki dogadały co do Blika, ale uważam, że to jedno z większych osiągnieć polskiej gospodarki. Bo banki zachowały kontrolę, ale jednocześnie dały klientom wolność.
Niemieckie banki tego nie potrafią, dalej chcą zarabiać za nic, bo nie mają konkurencji. Tak ja to odbieram jako konsument.
Dlaczego turecki fryzjer nie ma terminalu POS, a polski ma? Nie siedzę w tych tematach, ale uważam, że barierą jest koszt przenośnego terminala i prowizja. Opłata od transakcji w wysokości np. 1 EUR to dużo, więc Turek woli powiedzieć, że się nie da i zarobić 15 EUR od łebka zamiast 14 EUR. Dla mikrobiznesu to dużo.
Może się ktoś zna na finansach w Polsce i wytułmaczy jak u nas przełamano tę barierę. Indyjski Mordor pisze: Poland’s cashless program reimbursed up to PLN 1,000 (USD 250) of terminal cost in 2024, catalyzing micro-merchant uptake.
link to mordorintelligence.com
@Wero
Miarą skuteczności tego pomysłu jest to, że nikt o nim nie słyszał. Przynajmniej ja i Cmos 🙂
Zresztą jest on mocno krytykowany m.in. za słabe bezpieczeństwo: link to focus.de
PS
WeChat w Chinach promował się pocztą pantoflową.
Blik w Polsce – j.w., ale mój bank ówczesny (mBank) nie omieszkał się pochwalić, że do niego dołączył.
Wero – @Ausir dzięki Tobie w ogóle się dowiedziałem, że mój niemiecki bank go oferuje 🙂
Super marketing.
Po dwóch latach takiej wspaniałej promocji, większość niż połowa Niemców w ogóle o Wero nie słyszała: link to boerse-express.com
Z dumą podkreślę, że nie używam blika (jako hejter nowoczesności staram się jej stawiać bierny opór). Czyżby miał niedługu upaść, więc jak z Second Life czy Tamagochi, będę mógł odfajkować kolejny sukces, że coś mi się udało po prostu Przeczekać?
@kmat
„Podobny model aby nie działał aby w Jugosławii?”
O Jugosławii prawie nic nie wiem, był tam samorząd pracowniczy, ale poza tym faktem nie jestem w temacie.
„Pomoc kapitalistów dla III Rzeszy”
Ruda wolframu z Portugalii, chromit z Turcji, ruda żelaza z LKAB (wtedy jeszcze nie całkiem państwowej), ropa z Ploesti. Plus interesy w III Rzeszy Standard Oil, Ford Motor, IBM itd.
@ergonauta
„Realny socjalizm, jego rozwój i kryzys”
Pytanie, co konkretnie uważać za „realny socjalizm/komunizm”. W latach 70. gospodarka PRL czy ZSRR w zasadzie nie funkcjonowała już wg koncepcji jej autorów z lat 20. tj, jako wielka fabryka, w której poszczególne jednostki działają dokładnie tak jak poszczególne działy w jednej firmie, której zarząd dokładnie wie, gdzie/w co zainwestować, gdzie podnieść wydajność itd.
Nie było już pewnego całokształtu, była suma poszczególnych podmiotów, których dyrekcje przekształciły się w swego rodzaju parakapitalistów lobbujących/wyrywających dla siebie coraz więcej zasobów w warunkach „miękkich ograniczeń budżetowych”,
Od Marxa wiemy, że „tylko produkty samodzielnych i niezależnych od siebie prac prywatnych występują wobec siebie jako towary”, więc żadna klasyczna centrally planned economy już wtedy nie istniała.
@sj
„Plus interesy”
Ale to właśnie nie jest „pomoc”, tylko „interesy”. Gdyby chodziło o inny kraj, to by pan nie mówił, że Amerykanie mu „pomagają”, tylko że wyzyskują miejscową siłę roboczą swoimi ludobójczymi inwestycjami.
„Pytanie, co konkretnie uważać za „realny socjalizm/komunizm”.”
Proponuję roboczą definicję „to gówno które upadło w 1989/1990 w Europie Wschodniej”.
@wo
Ja też blika długo nie używałem, ale musiałem zacząć jak skradziono mi portfel z kartami i póki nie dostałem nowych tylko blikiem miałem jak za cokolwiek płacić.
„Czyżby miał niedługu upaść”
E, nie zapowiada się, raczej połączyć się z innymi europejskimi systemami płatniczymi jeśli już?
@embarcadero
„O tym jak niemieckie (czy francuskie) banki są „nowoczesne” mógłbym książkę napisać ale mi nie wolno bo za każdym razem podpisywałem NDA.”
Ja nie podpisałem, więc mogę opowiedzieć, że kiedy pracowałem we włoskim banku w City to byłem na prezentacji kolegi który wdrożył nowatorski na tamte czasy system wyceny ryzyka portfelowego oparty na GPU. Kiedy go spytaliśmy co było najtrudniejsze w projekcie, to powiedział „przekonać nasz dział IT żeby kupił nam te GPU”.
@embercadero
„Było za to od prawie początku Pekao SA o którym wczoraj zapomniałem wspomnieć. To był projekt robiony pomiędzy HP a oboma PKO.”
Przecież Pekao SA dołączył do Blika dopiero za pisowskiego zarządu w 2018 roku. Wcześniej prezes Luigi po pierwsze, pchał własne rozwiązanie Peopay, a po drugie, raczej skąpił na inwestycje.
Więc może gdzieś tam na początku był, ale wśród udziałowców/założycieli PSP/Blika to Pekao nie ma.
@SJ
„jako wielka fabryka, w której poszczególne jednostki działają dokładnie tak jak poszczególne działy w jednej firmie, której zarząd dokładnie wie, gdzie/w co zainwestować, gdzie podnieść wydajność itd.”
Ale tak nigdzie nie jest w żadnej dużej firmie. Zarząd centralny nigdy nie ma pełnej informacji, zwłaszcza kiedy firma jest międzynarodowa i rozlokowana po różnych krajach / kontynentach. Kierownictwo próbuje mierzyć wydajność, ale poza paroma wyjątkami, obserwowane metryki nie dają pełni informacji, są tylko proxy. Desperackie rozwiązanie problemu to „zróbmy wewnętrzny rynek, w którym front office płaci działowi IT stawki rynkowe za wsparcie” (są np hedge funds w których to tak działa). No ale to właśnie jest ten sam problem i to samo rozwiązanie z jakim mieliśmy do czynienia w krajach socjalistycznych…
@mb
Opłata od transakcji w wysokości np. 1 EUR to dużo, więc Turek woli powiedzieć, że się nie da i zarobić 15 EUR od łebka zamiast 14 EUR.
Dokładnie tak to wygląda, a jeszcze zabawniej jest jak masz korporacyjnego AmExa. Jak kiedyś awaryjnie wylądowałem w Monachium to taksówkarz, skądinąd też Turek, prawie przeżegnał się nogą na widok Amexa i w drodze do hotelu musiał mnie zawieźć do bankomatu żebym mu dał jakieś szeleszczące ojro. Podobnie zresztą miałem w Zurychu, gdzie taksówkarz doliczył mi z 10CHF żeby łaskawie się zgodzić na płatność kartą, a potem wyjął takie ustrojstwo z kalką odbijającą wypukły druk karty i wystawił mi ręcznie pokwitowanie (nawiasem mówiąc byłem wiedy młody i gupi i nie wiedziałem że z HB na Kloten można się dostać w 15 min za 6.5 franka a nie 40 min w korkach za franków kilkadziesiąt). Oidp amex ciągnie 4% prowizji, więc opór przy takiej płatności jest proporcjonalnie wyższy w stosunku do visy/mastera, które chyba biorą połowę tego.
@wo
Czyżby miał niedługu upaść, więc jak z Second Life czy Tamagochi, będę mógł odfajkować kolejny sukces
Może hype minął, ale Second Life nadal żyje z jakimś tam chyba ca. 1m użytkowników. Co ciekawe, pierwszy ever mmorpg wirtualny świat, czyli Habitat uruchomiony w ’86 też miał revival 10 lat temu i zdaje się jest wciąż online. Wygląda na to że tego typu rozrywka ma nadal swoją wąską grupę odbiorców, resztę potencjalnych użytkowników po prostu zassały soszjale, które są chyba jednak dużo bardziej przystępne dla ordinary joe.
@blik – raz użyłem blika. Nieplanowana taksówka, brak gotówki, taksówkarz bez terminala.
Nie widzę wielkiego pożytku z blika dla mnie: na ogół płacę kartą/telefonem i mam miesięczny darmowy kredyt. Ale może czegoś nie wiem.
„Przecież Pekao SA dołączył do Blika dopiero za pisowskiego zarządu w 2018 roku. Wcześniej prezes Luigi po pierwsze, pchał własne rozwiązanie Peopay, a po drugie, raczej skąpił na inwestycje.”
Plątali się na samym początku projektu, gdzieś koło 2012. Potem nie śledziłem. W każdym razie byli zainteresowani wcześniej niż inni, może i potem prezes im tego nie klepnął i formalnie dołączyli później, nie wiem.
Blik na pewno nie zniknie, masa krytyczna została już dawno przekroczona. Co najwyżej jak już ktoś wspomniał połączy się z przyszłym rozwiązaniem ogólnoeuropejskim. Ale to pewnie dopiero jakbyśmy wchodzili do strefy euro czego pewnie nie dożyję.
@ausir
„póki nie dostałem nowych tylko blikiem miałem jak za cokolwiek płacić.”
Och co za nieprzyjemna sytuacja! Współcz. W każdym razie, ja się dałem niechętnie namówić na ApplePay, bo przy całym moim hejcie na nowoczesność, to już jest całkiem realna wygoda. Poza tym jako dziaders utrzymuję nawyk Trzymania Specjalnej Karty Na Czarną Godzinę Zupełnie Gdzie Indziej (20 lat temu to miało sens!).
Blik się przydawał póki nie rozpowszechniły się aplikacje do zamawiania jedzenia, różne pizzerie czy inne chińczyki często nie akceptowały płatności kartą a blikiem owszem. Problem zniknął odkąd jest Volt/Glovo/Uber i to oni ogarniają płatność. Poza tym że za jedzenie to chyba nigdy blika do niczego innego nie użyłem. To jest przede wszystkim dla ludzi którym bank nie chce dać karty kredytowej (no albo oni nie chcą)
@”To jest przede wszystkim dla ludzi którym bank nie chce dać karty kredytowej”
Bzdura, wszystko płacę blikiem zamiast kartą, czemu mam dawać zarobić Amerykanom.
I bardzo pomaga we wszystkich mikrorozliczeniach, np. jestem skarbnikiem wynajmu sali, nie muszę zbierać po 20 zł w gotówce. Podejrzewam, że u młodzieży też to tak działa. Długo się opierałem, bo mam jak Gospodarz, ale to jest po prostu świetny pomysł.
@wo
Mimo że prywatnie (poza czasem kiedy straciłem karty) blika rzadko używam, to jednak kibicuję europejskim (docelowo paneuropejskim) systemom płatności choćby dlatego, że to pozwala się w jakimś stopniu uniezależnić od amerykańskich pośredników, zwłaszcza teraz przy nieprzewidywalnej polityce USA.
Choćby sędziom Międzynarodowego Trybunału Karnego, na których Trump nałożył sankcje z dnia na dzień przestały działać karty bo Visa i MasterCard się podporządkowały, a Blik, iDeal czy inne Wero jednak by działały.
No jasne! Jak tylko ruszy jakaś unijna inicjatywa, zainstaluję po prostu żeby wspierać Ideę Europejską.
@Cpt.
„Dokładnie tak to wygląda”
Tego rodzaju utrudnienia (łapczywe prowizje od terminali i bankomatów itd.) ograniczają przepływ forsy w gospodarce i zapewne można zbadać ich negatywny wpływ na PKB wg założeń monetaryzmu. Może nawet ktoś to już robi.
Też raz mi niemiecki taksiarz we Frankfurcie ściągał kasę takim mechanicznym wihajstrem odbijącym cyfry z karty na bibułkę (dzięki czemu wreszcie pojąłem czemu są one wypukłe). Pewnie jest na to jakaś fikuśna, długa i zawiła niemiecka nazwa.
Ściągnęli kasę po kilku dniach. I tu też straty za opóźnione płatności też dadzą się policzyć. Zacofanie kosztuje.
„Bzdura, wszystko płacę blikiem zamiast kartą, czemu mam dawać zarobić Amerykanom.”
No ale chyba nie sądzisz że jest to powszechna motywacja każdego average joe.
Że ma to być przede wszystkim oferta dla ludzi bez karty kredytowej to było podstawowe założenie u podstaw Blika z którą wyszło PKO. Oczywiście przez 15 lat mogło się zdezaktualizować i dziś mnóstwo ludzi go używa bo inni używają.
@pan Hulot/pamiętne wehikuły/nowoczesność
10 lat po panu Hulot pojawił się we Francji cykl filmów niby ku chwale nowoczesności, ale też trochę nie. Najbardziej lubię 2 część, gdzie Wehikuł-samoróbka Fantomasa (na bazie DS-a) jest taką antytezą wehikułu Hulota: nowoczesnym samochodo-odrzutowcem ze skrzydłami otwierającymi się w trakcie jazdy. Ścigający Fantomasa komisarz Juve też korzysta z nowinek technicznych (pistolet cygaro, sztuczna trzecia ręka), ale najciekawszym elementem jest tu Jean Marais, grający i Fantomasa (Belzebuba w piekle nowoczesności), i profesora Lefebrva, którego Fantomas chce porwać (bo nauka to podstawa nowoczesności i klucz do panowania nad światem), i dziennikarza Fandora (czyli kogoś ze staroświeckiej gazety, na straży staroświeckiej prawdy). Jako dzieciak oglądałem tę potrójność jako aktorską zabawę, a dziś oglądam jako zasadniczy wątek filmu.
Oczywiście to, że Fantomas ucieka przerobionym Citroenem, jaki dwa lata wcześniej, w sierpniu 1962, uratował życie de Gaulle’owi (kierowca Marroux w kluczowym momencie przyspieszył, co na kiepskiej drodze było możliwe dzięki słynnemu zawieszeniu DS-a), ma ogromne znaczenie w kontekście „nowoczesność jako zbawienie i piekło”.
Dla młodzieży ilustracja: link to vintagenewsdaily.com
@rw
No ale to właśnie jest ten sam problem i to samo rozwiązanie z jakim mieliśmy do czynienia w krajach socjalistycznych…
To po prostu kwestia skali. Zdaje się Max Weber coś pisał o tym że każda biurokracja staje się niewydajna od pewnej wielkości bo dużo zasobów musi poświęcić na wewnętrzną komunikację i spora cześć pary idzie w gwizdek pt. back office, ale może coś pokręciłem, ostatni raz z socjologią miałem do czynienia z ćwierć wieku temu. Tak czy inaczej, każdy kto pracował w międzynarodowym korpo to zna i uśmiecha się gorzko kiedy jakiś kuc gardłuje że prywatne jest bardziej efektywne od państwowego. To po prostu jest czysta fizyka i wzrost entropii proprcjonalny do rozmiaru organizacji. Dlatego jedynym chyba sposobem jest dawanie właściwej dozy autonomii poszczególnym częściom składowym, co widać nie tylko w gospodarce, ale też w ustroju państwowym (samorządy, struktury federacyjne), czy na linii frontu (trzymam kciuki, panie Drapaty!). Więc im większy moloch tym częściej będzie kombinował tak, żeby poszczególne działy same dążyły do optymalizacji, rozliczenia wewnętrzne między spółkami to jeden ze sposobów i ten dział IT może stać się osobną spółką i wylądować w shared services center w jakimś Chennai, albo i Bukareszcie, Bratysławie czy Krakowie. Ceny będa rynkowe, ale rynek bedzie inny i cyk, kejpiaje znowu na zielono.
@Blik – naprostujcie mnie, ale chyba płacenie blikiem wymaga, żeby telefon był podłączony do sieci?
Jak tylko pojawi się sensowna europejska karta kredytowa, zamówię sobie.
@embercadero
„No ale chyba nie sądzisz że jest to powszechna motywacja każdego average joe.”
Myślę (mam nadzieję), że będzie coraz istotniejsza. Chodzi mi o płatności zdalne, nie bezpośrednie, tu wygoda kart zbliżeniowych jest nie do pokonania.
@SJ
„Ruda wolframu z Portugalii, chromit z Turcji, ruda żelaza z LKAB (wtedy jeszcze nie całkiem państwowej), ropa z Ploesti. Plus interesy w III Rzeszy Standard Oil, Ford Motor, IBM itd.”
1) Ile z tego było realnie kapitalistyczne?
2) To były biznesy a nie wsparcie. Chyba, że za wsparcie uznamy, że nie od razu Rzeszę objęto całkowitym embargiem. Tymczasem Sowiet z Rzeszą współpracował na bardzo głębokim poziomie państwowym. Miarą tej kooperacji jest przecież pakt Ribbentrop-Mołotow. To nie ma żadnego odpowiednika po kapitalistycznej stronie. Różnica z grubsza jak dziś między „wspieraniem” Rosji przez Indie, a wspieraniem Ukrainy przez UE.
@wojtek_rr
Chodzi mi o płatności zdalne, nie bezpośrednie, tu wygoda kart zbliżeniowych jest nie do pokonania.
Za pomocą Digital Markets Act, Unia zmusiła Apple i Google do otwarcia dostępu do Chipu NFC. Aplikacje płatnościowe takie jak Wero mogą teraz więc teoretycznie być używane z równą wygodą co np. Apple Pay.
W praktyce Wero jeszcze tego nie oferuje. U mnie dostępny jest dopiero dosłownie od wczoraj i na razie jeszcze nie miałem okazji go ani razu użyć, choć udało mi się bez problemu podpiąć go do konta w banku. Ale inne apki, np. norweski Vipps (@rw potwierdzi mam nadzieję?), już tak.
@wo
Spodziewam się, że innej „unijnej inicjatywy” niż właśnie połączenie tych krajowych systemów typu Blik, Wero, Bizum, iDeal, Vipps itd. we wzajemnie kompatybilną sieć (może ostatecznie pod wspólnym szyldem) raczej chyba nie będzie, Unia tylko będzie do tej interoperacyjności zachęcać.
@janekr
„płacenie blikiem wymaga, żeby telefon był podłączony do sieci?”
Tak, ale kto dziś jest niepodłączony?
„Jak tylko pojawi się sensowna europejska karta kredytowa, zamówię sobie.”
Ale po co? Dziś wystarczy karta wirtualna w telefonie. Albo apka skanująca QR kody. Nie ma sensu zalewać świata dodatkową warstwą niepotrzebnego plastiku.
@MB
„dodatkową warstwą niepotrzebnego plastiku”
Kolejna warstwa apek jest dużo gorsza niż kolejna warstwa plastiku. Zmienia ludzi w marionetki.
@niepodłączony
Może nie być zasięgu.
@plastik versus telefon
W Europie używam telefonu z podpietą kartą, ale nie słyszałem o wirtualnej karcie kredytowej, podpiętej do telefonu.
Poza tym są kraje, gdzie terminale czytają polską kartę, a telefonu z tą samą kartą podpiętą nie chcą czytać.
@embercadero „Blik się przydawał póki nie rozpowszechniły się aplikacje do zamawiania jedzenia, różne pizzerie czy inne chińczyki (…)”
No ja w sumie też do jedzenia, na przykład do zakupu czereśni wystawionych przed domem. Niektórzy to nawet wystawiają porcje z ceną i numerem telefonu na kartonie, normalnie panie Skandynawia. Z Glovo itp. nigdy jedzenia nie zamawiałem.
@rw „Ale tak nigdzie nie jest w żadnej dużej firmie. Zarząd centralny nigdy nie ma pełnej informacji, zwłaszcza kiedy firma jest międzynarodowa i rozlokowana po różnych krajach / kontynentach. Kierownictwo próbuje mierzyć wydajność, ale poza paroma wyjątkami, obserwowane metryki nie dają pełni informacji, są tylko proxy.”
To, że tego nie ma nie ma, nie oznacza, że w socyjaliźmie nie miało być. W Chile za Allende to nawet chyba zaczęli wdrażać pod śmieszną nazwą Cybersyn (prawie jak z Lema).
A że korpo pod wieloma względami jest jak PRL to inna sprawa. Włącznie z przodownikami pracy oraz tymi, którym czy stoją, czy leżą to im się należy.
@ plastik
W 2020 goście z Instytutu Weizmanna (niestety) oszacowali łączną antropogenną masę (karty, kubki, drogi, wieżowce, hulajnogi, czołgi, licząc z wkładką mięsną) na ok. 1.1 TT (teraton), czyli mniej więcej tyle co łączna szacowana biomasa Ziemi (od bakterii glebowych, przez sinice i kryl po wszelkie puszcze i dżungle). doi: 10.1038/s41586-020-3010-5.
W tymże papierze jest fascynujący wykres rozbijający ten całokształt na typy; otóż plastik/tworzywa sztuczne łącznie ważą/ważyły wg. tych szacunków sprzed kilku lat akurat mniej więcej tyle co wszystkie zwierzęta (znów od dafni, wszechobecnych nicieni i kryla, po mewy, gnu i humbaki).
kmat
„Ruda wolframu z Portugalii,…”
2) To były biznesy a nie wsparcie.
Akurat Salazar przestał prowadzić te biznesy w czerwcu 1944 roku – koincydencja taka 😀
Z ciekawości, jak hejtujący nowoczesność komentariat robi na przykład zrzutki na prezent (albo na wieniec na pogrzeb), jeśli pytanie „ile Ci bliknąć?” nie nasuwa się samo? Wciąż gotówka?
@mhchy
„Wciąż gotówka?”
No ja stosunkowo często jestem w takiej sytuacji, najczęściej kończy się to zwykłym przelewem, ze dwa razy gotówką.
@mchcy
„jak hejtujący nowoczesność komentariat robi na przykład zrzutki na prezent”
U mnie w pracy (firma cirka 100 osób, miasto cirka 100 tys. mieszkańców) twardo – gotówka. Hejt wymaga poświęceń.
Zrzutki, wpłaty na PAH, patron* – wszystko kartą, czasem przelew.
„Z Glovo itp. nigdy jedzenia nie zamawiałem. ”
Od czasu odkrycia kilku knajp które są tanie, dobre a delivery time nie przekracza 20 min, rzadko chce mi się gotować. Z tym że akurat Glovo zdziera, wolę Volta. Od razu dodam że nie ma opcji „pójść i zjeśc”, jest tanio bo tam w zasadzie nie ma gdzie zjeść na miejscu, tylko delivery.
Zrzutki to dobry argument choć sam rzadko uczestniczę a jak już to większość zrzucających jest jeszcze bardziej zacofana technologicznie niż ja. Więc przelew.
„Glovo zdziera, wolę Volta.”
Trochę ze względu na hejt na nowoczesność, ale także ze względu na hejt do monopolistów-wyzyskiwaczy, w ogóle tego nie używam. Skaczę po żarcie na rowerze, mam cudownie praktyczny bagażnik, który radzi sobie nawet z kartonem pizzy (no chyba że nie wiadomo jakie tornado połączone ze śnieżycą, to samochodem wtedy). Przy czym wytwarzam wokół siebie Pole Zakłócania Aplikacji – kilka razy przy mnie entuzjaści Nowoczesności usiłowali zamówić żarcie, zakrzykując moje „ale ja się chętnie przejdę i przyniosę wszystkim” i to się jakoś spektakularnie wywalało, na przykład po godzinie okazywało się, że zgubili zamówienie i wściekle głodni musieliśmy czekać dłużej (ale ja miałem przynajmniej Schadenfreude jako Vorspeise).
@wo
„hejt do monopolistów-wyzyskiwaczy”
Dlatego ja tylko pyszne.pl, ale niestety też już podupadli, konkurencja ich zmusiła do przykręcenia śruby. Pozostają napiwki, mam tylko nadzieję, że faktycznie trafiają do kurierów.
@wo
„Skaczę po żarcie na rowerze, mam cudownie praktyczny bagażnik, który radzi sobie nawet z kartonem pizzy”
Boszemój. Co się porobiło. Pamiętam te stare flejmy jeszcze na bloksie, gdzie Gospodarz zajmował pozycje anty-cyklistowskie 🙂 A tu proszę.
Już na syffie w latach 90. były z gospodarzem flejmy na 1500 postów o „postępie w imię samego postępu”.
Mnie też czasem irytują jakieś nowoczesne rozwiązania, ale zanim uleje mi się na nie, przypominam sobie czyjąś obserwację: technika, z którą mamy styczność do wieku lat 15, jest normalną częścią świata; technika, jaką poznajemy w wieku 15-35 jest atrakcyjna, cool, można wdrażając ją zrobić karierę; technika poznana w wieku średnim i powyżej od złego jest.
@wojtek_rr
„Pozostają napiwki, mam tylko nadzieję, że faktycznie trafiają do kurierów.”
Jak napiwki nie są w gotówce do ręki, tylko w ramach transakcji elektronicznej, to zakładałbym, że raczej nie.
@ausir
„Jak napiwki nie są w gotówce do ręki, tylko w ramach transakcji elektronicznej, to zakładałbym, że raczej nie.”
Hmm, to mnie zmartwiłeś, muszę po prostu zapytać następnym razem. Gotówkę trzeba mieć.
@janekr
„nie słyszałem o wirtualnej karcie kredytowej, podpiętej do telefonu.”
Revolut ma taką.
Do niedawna jeszcze istniały knajpy które miały własne delivery gdzie płaciłeś przy odbiorze (np właśnie blikiem) i wiem że kurierzy dostawali napiwek bo niejeden się o niego upominał 😀 Ale Volty i Ubery je już całkiem wygryzły, przynajmniej w mojej okolicy. Chcesz zamówić żarcie do domu -> tylko appka. Jeżdżenie do nich w moim przypadku odpada, jak miałbym się samemu święcić to mniejszym wysiłkiem byłoby ugotować/odgrzać coś w domu. Poza tym: jeśli zamówień będzie mniej to kurierzy zarobią jeszcze mniej, przecież oni mają stałe kwoty od sztuki.
Dlaczego lubisz korzystanie ze smartfona?
Pytam, bo bardzo długo nie miałem telefonu komórkowego. Zwyczajnie nie i już. Nie było w tym jakiegoś większego oporu. Mimo, że jestem dość towarzyski udawało się bez. Następnie kupiłem małą, poręczną „cegiełkę” przedsmarfonową, której używałem 20 lub więcej lat (jeden egzemplarz). Zwyczajnie nie podobały mi się rozmiary smartfonów i konieczność dość częstego doładowywania. Do swojego aparaciku miałem zawsze przy sobie dodatkowy, gotowy do użytku akumulator i bywało tygodniami używałem na jednym ładowaniu.
Do czytania i bycia online poza domem – tablet.
Dzisiaj używam smartfona tylko ze względu na dostępną w nim muzykę i stacje internetowo-radiowe, które mogę „słuchawkować” i korzystać z nich w aucie.
@rw
„Pamiętam te stare flejmy jeszcze na bloksie, gdzie Gospodarz zajmował pozycje anty-cyklistowskie”
Zawsze lubiłem jeździć na rowerze! Natomiast nadal wkurzają mnie niektóre formy cyklizmu (doszły nawet nowe, które hejtuję na nowy sposób – na przykład elektryki, przy czym hejtuję wszystkie, nie tylko te najgorsze, ale za te najgorsze to już bym rozstrzeliwał).
@wo
Ech, ja po kolizji z takim cholernie szybkim elektrykiem na ścieżce rowerowej w zasadzie przestałem jeździć na rowerze.
fieloryb
„Dlaczego lubisz korzystanie ze smartfona?”
Bo to cholernie wygodne mieć przy sobie aparat foto, odtwarzacz MP3, radio( podcasty), rozkład jazdy, bilety, karty płatnicze, czytnik ebooków, plan miasta …….
Blik w ogóle nie jest zamiennikiem karty kredytowej, nie wiem skąd taki pomysł. W dzisiejszych czasach zresztą zwykła karta debetowa wystarcza do wszystkiego poza wypożyczaniem samochodu (a nawet to się da w mniejszych wypożyczalniach).
Blik to przede wszystkim wygodne rozwiązanie do przelewów do znajomych. Nie trzeba podawać długaśnego numeru rachunku, wystarczy mieć numer telefonu odbiorcy. Tak się to spopularyzowało. Druga przydatna rzecz to płatności internetowe, prawidłowo zaimplementowane (przez sklep/pośrednika płatności) są bardzo wygodne w użyciu, po pierwszym zakupie w danym miejscu przy użyciu danego urządzenia potwierdzanie kolejnych płatności jest proste i szybkie. No ale ten drugi element jest też w wielu innych systemach, najważniejsze moim zdaniem są przelewy.
Ani jedno ani drugie nie zastępuje karty kredytowej, ale płacenie kartą kredytową w internecie bezpośrednio to jakaś katorga, rzadko już widuję tę opcję w polskich sklepach.
Blik zrobił u nas mniej więcej to samo, co PayPal parę dekad wcześniej na Zachodzie, tylko lepiej.
@rpyzel
ditto z dokładnością do ebooków (ekran nadający się do tego jest za duży dla mnie do noszenia).
No i należy pamiętać, że są kraje, w których znakomita większość terminali nie czyta kart przypisanych do portfela w telefonie.
BTW piekło nowoczesności – obecnie smartfony pozbawione są gniazdka do słuchawek i co za tym idzie radia FM. W imię nowoczesności, jak rozumiem.
@Froz
> Blik jako karta
Jest coś takiego jak Blik Contactless Payments/Blik Zbiżeniowy i tam można płacić przy pomocy komórki jak normalną kartą.
Przykłada się ją do terminala i wpisuje pin i zapłacone.
Nie obsługują tego wszystkie banki ale jest dostępne.
@ergonauta
„10 lat po panu Hulot pojawił się we Francji cykl filmów niby ku chwale nowoczesności, ale też trochę nie. ”
Mówiąc ściślej, ostatni pan Hulot to 1971, a pierwszy Fantomas z Jeanem Marais to 1964. Zazębiają o siebie. No i Citroen DS pokazany jest intensywnie w „porno dla petrolheadów” w „Trafic”!
@Krzysztof Sobiecki
Nie znam, ale to przecież też nie zastępuje karty kredytowej, tylko co najwyżej płatniczą. No ale większość terminali w Polsce obsługuje płatności Blikiem przy pomocy zwykłego kodu Blika. Tak czy siak chyba trzeba mieć konto w banku, a co za tym idzie dostęp do karty debetowej, nie?
@janekr
„BTW piekło nowoczesności – obecnie smartfony pozbawione są gniazdka do słuchawek i co za tym idzie radia FM. W imię nowoczesności, jak rozumiem.”
Masz na myśli stary port minijack 3,5mm? Moja Motorola (Moto G 5G Plus) jak najbardziej go posiada. Ale to jest już po prostu stary standard, mnóstwo ludzi używa słuchawek na bluetooth.
Mastercard jest udziałowcem Blika i to po prostu specjalny routing w systemie, wirtualna karta Mastercard. Regulacja europejska jest lepsza.
> czyjąś obserwację: technika, z którą mamy styczność do wieku lat 15, jest normalną częścią świata
Bardzo starą, z epoki chyba tak zupełnie innej, że ciężko ją sobie wyobrazić. Gdy Douglas Adams ją opublikował w 2002 sam już nie żył.
Wtedy można było fantazjować jak technologia się rozwinie, ale jesteśmy już w przyszłości, i naprawdę jak powiedzielibyście sobie sprzed ćwierć wieku, że Blik będzie ukoronowaniem osiągnięć to nie poczulibyście się nowoczesnością jednak delikatnie rozczarowani?
@mnóstwo ludzi używa słuchawek na bluetooth.
Jasne, ale to wyklucza radio FM – kabel słuchawek służył za antenę.
Moduł Snapdragon ma zdaje się. Ale specyfikacja Androida zabrania „Only digital-to-analog adapters are allowed” link to source.android.com
@janekr
Sporo fonów na rynku ma nadal funkcję radia. To jest zapewne pokoleniowa sprawa, bo młodzi nie słuchają radia, ani nie oglądają telewizji. Przyjdzie pewnie taka chwila, że tekst Radio Ga Ga będzie wymagał przypisu objaśniającego.
Słuchawki na bluetooth to też technologia której nigdy nie polubiłem. Owszem mam, ale potem zawsze jest ten problem „z czym ta cholera się znowu sparowała?”. Jak była pandemia to sobie kupiłem beatsy, które teoretycznie eliminują ten problem, ale z nimi z kolei ciągle mam tak, że jak chcę użyć, to są zawsze rozładowane, więc krótko mówiąc, ODDAJCIE MINIJACKA, ODDAJCIE SK…
@paragraf
Wtedy można było fantazjować jak technologia się rozwinie, ale jesteśmy już w przyszłości, i naprawdę jak powiedzielibyście sobie sprzed ćwierć wieku, że Blik będzie ukoronowaniem osiągnięć to nie poczulibyście się nowoczesnością jednak delikatnie rozczarowani?
Wśród X-ów i starszych to sentyment rozumiem („miały być latające auta a dostaliśmy twity na 140 znaków”) ale kolega to nie jest zbyt młody na to jojczenie?
Ukoronowaniem nowoczesności są (jak na razie) inne sprawy. Szczepionki mRNA. Teleskop Webba. Sztuczna inteligencja. Panele słoneczne, dzięki którym mamy jakąś szansę na uratowanie planety.
Postęp może lekko przyhamowuje, ale przecież się nie zatrzymał.
„Słuchawki na bluetooth to też technologia której nigdy nie polubiłem (…) ODDAJCIE MINIJACKA, ODDAJCIE SK…”
No nie wierzę, że nie dotarła do Ciebie technologia słuchawek po kablu USB-C.
@Froz
„Blik to przede wszystkim wygodne rozwiązanie do przelewów do znajomych. (..) Druga przydatna rzecz to płatności internetowe”
W Niemczech do tych celów używa się głównie PayPala, i chwilowo nie bardzo jest czym go zamienić.
@WO
„No i Citroen DS pokazany jest intensywnie w „porno dla petrolheadów” w „Trafic”!”
U nas to szło bodajże jako „Pan Hulot wśród samochodów”, ale nie oglądałem całe wieki (w sensie: w poprzednim stuleciu). A co do DS-ów, to niedaleko mnie był kiedyś na sprzedaż egzemplarz, którym podobno jeździła ochrona de Gaulle’a, ale trudno powiedzieć, na ile sprzedający konfabulował. Dotykałem tego auta – na pewno było to samochód z tamtej epoki, czarny, gustowny i wymagający, by właściciel był pasjonatem dłubania w starych autach, bo stale coś (ta okoliczność mnie od razu dyskwalifikowała jako nabywcę).
Ja ostatnio zacząłem wracać do kupowania i czytania książek w formacie fizycznym, żeby dziecku dawać żywy przykład że można siedzieć i czytać coś, bez wyciągania telefonu (i tak mała jest już nim zafascynowana bo widzi, że to coś czego rodzice często używają i czasami coś jej mignie na ekranie).
@cmos
„W Niemczech do tych celów używa się głównie PayPala, i chwilowo nie bardzo jest czym go zamienić.”
Rola peryferyjności Polski w rozwoju rodzimego sektora usług – super temat. Niemcy mają eBaya i Amazona, które olały nadwiślański grajdół, dzięki czemu mamy Allegro i mnóstwo własnych e-sklepów. Wyższość Blika nad PayPalem to inny przykład. Byłaby niemożliwa, gdyby polski rynek była tak spenetrowany przez firmę Thiela (skądinąd Niemca rodem z Frankfurtu), jak niemiecki. Pewnie można znaleźć więcej przykładów na polską „advantage of backwardness”, jak to nazwał Alexander Gerschenkron.
@Sporo fonów na rynku ma nadal funkcję radia.
Serwis mgsm podaje kilka. Po odrzuceniu potworów z ekranem 8″ czy 11″ oraz zbyt ciężkich zostały 3 modele:
Doogee Note 59 Pro
Infinix Hot 60i 5G
Infinix Note Edge
To chyba nie jest sporo i czy kupilibyście któryś z nich?
@Marco Bollocks
Z drugiej strony w Holandii też iDeal (przebrandowujący się na Wero) i Tikkie wygrywają z PayPalem, mimo że Holandia jednak była mniej olewana przez amerykańskie firmy niż Polska, za to bardziej otwarta na płatnościowe innowacje.
Przecież teraz młodzi jojczą, dziaderskie gazety piszą o tym non stop nie mogąc z rozumieć o co chodzi wgl przecież przyszłość okazała się taka wspaniała.
Całą tę opozycję pokoleniową z cytatu Douglasa Arnolda widzę jako dziaderstwo. Powtarzane niezmiennie od ćwierćiwecza mądrości o technologii.
Wspominanie mądrości etapu pionierskiego przez gości którzy pół życia poświęcili robieniu jakichś stronek-sronek w necie brzmą jak coś co się przylepiło do podeszwy i zagrzewa „naprzód idziemy!”
Może kiedyś technologia była nierozróżnialna od magii. Niosła nadzieję na zmiany. Dziś nie tylko konserwuje zamiast zmieniać, ale sama się nie rozwija.
Jest niezmiernie nudna, w AI prawie nie ma technologii, od strony technicznej to po prostu nużąco żenująca beznadzieja. Bardziej futurystyczny jest dziś mięśniak Jack Reacher bo przedstawia kolesia zdradzającego przejawy *kompetencji*.
Żyjemy w przyszłości i często nie ma w niej nie tylko żadnej magii, ale co niewiele ciekawej techniki.
Entuzjaści technologii są raczej starsi, bo się w tym nigdy nie połapali.
Nerd mający w 2002 naście lat żył przyszłością. Gadżeciarstwo było wtedy przyszłośicowe jak iPod, iPaq (na 5 lat przed iPhonem). Dziś to normiki dręczą gadżeciarstwem nerdów którzy najchętniej uciekliby do lasu. Piechotą bo nawet przerzutki wyposażono, jak to w nowoczesności, w źle i niekompetentnie osłoniętą od wody baterię. Smartwatcha który kłamie że mierzy ciśnienie (bezpodstawnie zgadując z pulsu) chętniej założy babcia niż nastolatek szukający edgy biżuterii.
„To od złego jest” mówią dziś nie starzy a młodzi starym umęczonym głosem wyjaśniający zdemenciałym entuzjastom, że to żadna przenośnia a dosłowny opis rzeczywistości.
Książka „The Nerd Reich” Gila Durana wywalonego z X The Everything App (Musk planował przecież obsługiwać płatności) stała się bestsellerem w tygodniu publikacji, and he’s so late to the genre.
Jill Lepore ma nową książkę Artificial State, a zauważyła na czym polega współczesny postęp na długo przed Doctorowem (w eseju o dysrupcji).
Adrian Daub ma już sequel do „What Tech Calls Thinking” pod tytułem „What Tech Calls Governing”. Jesteśmy już na innym etapie.
Teleskop kogo właściwie, jakiegoś ktosia, zaprojektowany w 2004, jest już/wreszcie/dopiero na orbicie. Sklerotyczność tego poprzedniego etapu dobrze ilustruje właśnie jego nazwa.
Najciekawsza jest transformacja energetyczna, ale to się dzieje głównie dzięki prawu i bankom. Technologicznych wizjonerów to o dziwo nie interesuje.
@Marco Bollocks
„Niemcy mają eBaya i Amazona, które olały nadwiślański grajdół”
OIDP to eBay próbował na polskim rynku, ale nie dał rady z Allegro. Bywa. W Norwegii też dominuje lokalny serwis (Finn), mimo / dzięki temu że nie ma aukcji.
@unikod
Popełniłeś chyba rekord marudzenia. Wydrukuję to i oprawię w ramki na pamiątkę.
„w AI prawie nie ma technologii, od strony technicznej to po prostu nużąco żenująca beznadzieja”
To jest akurat bzdura.
@rw
No ale to, że nie dał rady z Allegro wynikało właśnie w dużej mierze z tego, że wcześniej olał polski rynek i wszedł znacznie za późno, kiedy Allegro miało już zbyt ugruntowaną pozycję. Zresztą ebay.pl nadal istnieje, tylko mało kto z niego korzysta.
„Ale to jest już po prostu stary standard, mnóstwo ludzi używa słuchawek na bluetooth”.
Problem w tym, że mnóstwo ludzi nie używa słuchawek w ogóle. I torturują innych swoimi rozmowami, umpa umpa i czym tam jeszcze. Kiedyś wystarczyło wpiąć słuchawki i już, teraz trzeba sparować, więc ludziom się nie chce. I coraz powszechniejsze jest słuchanie głośno, bo „wszyscy tak robią” i ludzie mają wywalone na innych. To jest jeden z tych obszarów, w którym, w moim odczuciu, jest coraz gorzej. Ludzie się drą, hałasują i mają do tego narzędzia. Takim samym Zuem są też nieszczelne słuchawki.
Dla kogoś z nadwrażliwością sensoryczną/mizofonią nowoczesność łączy się też z dodatkowym cierpieniem.
@wkochano
„Ukoronowaniem nowoczesności są (jak na razie) inne sprawy. Szczepionki mRNA. Teleskop Webba. Sztuczna inteligencja. Panele słoneczne, dzięki którym mamy jakąś szansę na uratowanie planety.
Postęp może lekko przyhamowuje, ale przecież się nie zatrzymał.”
Czytając tę i inne dyskusje, mam czasem wrażenie, że komcionauci szukają postępu nie tam gdzie on się odbywa. Postęp eksplodował, ale akurat nie w latających samochodach czy innych duperelach.
Otóż nauczyliśmy się manipulować układem odpornościowym tak, żeby robił to o chcemy. Jescze nie jest to bardzo precyzyjne, ale 20 lat tego w ogóle nie było. Szczepionki mRNA to jeden, ogromny przełom, ale mamy checkpoint inhibitors, chimeric T cell Receptors, przeciwciała monoklonalne, bi- i tri- specific antibodies. Nauczyliśmy się tworzyć cząsteczki (narzędzia) białkowe nieistniejące w przyrodzie; budować z różnych domen białka o nowej funkcjonalności. Jak dla mnie to jest rzecz wielka. Tuż za rogiem czają się szczepionki mRNA na raka, malarię i parę innych plag trapiących ludzi od zarania dziejów.
Za tym stoi ogrom ciekawych technologii, wszystkie „omics”, masowe sekwencjonowanie genomów, transkryptomów, proteomoów. Potrafimy ilościowo śledzić zmiany w mRNA na poziomie pojedyńczych komórek, a ekspresji białek na małych kilkuset. Mało tego, potrafimy te dane interpretować i np. wyłuskać z całego genomu tę jedną mutację, która prowadzi do choroby.
Żeby sobie lepiej uzmysłowić skalę problemu to przpomnijmy, że diploidalny genom człowieka (2n) składa się z około 6,4 miliarda par zasad, co oznacza, że zawiera łącznie około 12,8 miliarda nukleotydów. Bywa, że za chorobę odpowiada mutacja w jednym jedniusieńkim nukleotydzie. I bum, delikwent nie ma neutropfili albo limfocytów. I potrafimy to znaleźć. Prawie magia.
I jescze nawiązując do tematu notki: Ozempik i cała reszta. Potężne narzędza, które pozwalają regulować ośrodek głodu. Coś tak bardzo pierwotnego i tak głęboko zaszytego w isotę człowieka, że trochę strach jak to się rozwinie i dokąd pójdzie.
Jak to nie jest postęp, to już nie wiem co nim jest.
@wo
„Słuchawki na bluetooth to też technologia której nigdy nie polubiłem. Owszem mam, ale potem zawsze jest ten problem „z czym ta cholera się znowu sparowała?”
No właśnie. Ponadto, trzeba je ładować (i pamiętać o tym, brać dodatkową ładowarkę), łatwo zgubić (o wiele łatwiej zgubi się jedno z dwóch małych urządzeń, niż komplet połączony metrowym kablem). No i nie lubię słuchawek, które mocno siedzą w uszach. Wolę takie które mają obły kształt z gładkiego plastiku, i można je wtykać *lekko* (np. CM33 Huawei). A wypadniecie słuchawki na kablu oznacza o wiele mniejsze ryzyko, niż takiej standalone. No i kwestia radia FM (mniej istotna dla mnie).
@wkochano
„No nie wierzę, że nie dotarła do Ciebie technologia słuchawek po kablu USB-C.”
Właśnie takich używam w zastępstwie. Ale z kolei pojawia się problemem jednoczesnego ładowania i słuchania. Tak że jak dla mnie, ten „stary standard” miał mnóstwo zalet.
@kot immunologa
„Ozempik i cała reszta. Potężne narzędzia, które pozwalają regulować ośrodek głodu. Coś tak bardzo pierwotnego i tak głęboko zaszytego w istotę człowieka, że trochę strach jak to się rozwinie i dokąd pójdzie.”
Ozempik brzmi jak nazwa epoki. Coś jak ordowik. Być może żyjemy w dolnym ozempiku.
A będziemy kiedyś wspominani jak ów gargantuiczny trylobit z ordowiku, drapieżnik i padlinożerca, po którym natura już w taką ślepą uliczkę nie zabrnęła.
@słuchawki
Nowe ładują się przez usbc, więc nie potrzeba dodatkowej ladowarki.
Polecam system przewodzenia kostnego. Są małe, ale nie malutkie, więc trudniej je zgubić. Są wystarczająco dobre do rozmów, podcastów i od biedy muzyki. No i wodoodporność w bonusie.
@Marco Bollocks
„Nowe ładują się przez usbc”
Ale jak to, każda słuchawka ma własne gniazdko USB-C? Czy chodzi ci o to dodatkowe etui, w które trzeba je wkładać, o którym trzeba pamiętać, brać ze sobą na wyjazdy, nie gubić?
@kuba_wu
„każda słuchawka ma własne gniazdko USB-C?”
Używam Shokz OpenRun, to jest jeden kawałek urządzenia z połączeniem na potylicy. Dzięki temu dobre się trzymają głowy podczas pływania i biegania.
Są bardzo trwałe i mieszczą się do kieszeni.
@ausir
Ok, zgoda. Ebay wszedł za późno. Nb Polska nie jest jedynym rynkiem który ominęły amerykańskie giganty handlu online, Norwegia też tak ma. Facebook Marketplace opanowali oszuści, a Amazon ma wysokie koszty wysyłki i zdarza im się gubić przesyłki (coś co mi się nigdy nie zdarzyło z takim Temu, ciekawe).
No Amazon to nas w Polsce tak całkiem nie ominął. Choć najpierw wybudował wielkie magazyny do obsługi innych krajów, a dopiero potem zrobił stronę w domenie PL. Allegro nie zniszczył, ale przesyłki ma tańsze (za 69 zł rocznie wszystkie przesyłki są darmowe, a w bonusie jest jeszcze Prime Video).
@mb
„Polecam system przewodzenia kostnego.”
To oczywiście kwestia gustów, dla mnie jest to absolutnie bolesne, niemiłe doświadczenie, które wynagradza okropna jakość dźwięku, z problemami wszystkich pchełek, ale jeszcze większymi – zero dynamiki plus okrojone pasmo.
@marudzenie unikoda
Zgadzam się – to nie nowoczesność, to ornamenty nowoczesności sprzedawane jako nowoczesność. Motoryzacja najlepszym przykładem, z przebijaniem się przez apki na ekranie dotykowym, żeby ustawić temperaturę klimy (!). Nie przez przypadek AI zachwycają się uśrednieni boomerzy, ale nie ludzie młodzi – to uśrednieni boomerzy mają problem z otwarciem pdf-a, więc sytuacja, w której chatbot odpowiada w gramatyczny sposób na pytanie, musi dla nich mieć wajb ostatnich 25 minut „2001: Odysei Kosmicznej”.
To ciekawe, że narracja anty-AI zawiera jednocześnie „młodzież odrzuciła AI” i „AI uwiedzie i odmóżdży młodzież”, i jakoś nikomu nie przeszkadza, że te dwie tezy są ze sobą mocno sprzeczne.
@Roland sp-404
„Zgadzam się – to nie nowoczesność, to ornamenty nowoczesności sprzedawane jako nowoczesność.”
A nie uważasz, że większość tych wihajstrów samochodwoych jednak pomaga i/lub poprawia bezpieczeństwo? Samochód teraz a dwadzieścia-trzydzieści lat temu to są mocno różne rzeczy. Nawet ekran dotykowy jest niezły, o ile ktoś to sensownie zaplanował i zostawił pokrętła dla najczęściej używanych rzeczy. Nawigacja w dużym, nieznanym mieście teraz a kiedyś to dwa inne światy.
Oraz jak pisałem wcześniej, w medycynie rewolucja jest na pełną skalę.
@roland
„z przebijaniem się przez apki na ekranie dotykowym, żeby ustawić temperaturę klimy (!).”
Obecna generacja Forestera ma wybór trybu terenowego z ekranu dotykowego, to jest dopiero idiotyczne – akurat jak droga robi się trudna, trzeba odwrócić wzrok (!).
@kot
„A nie uważasz, że większość tych wihajstrów samochodwoych jednak pomaga i/lub poprawia bezpieczeństwo? ”
Do pewnego momentu – tak. Automatykę w sensie wykrywania przeszkód i hamowania zanim kierowca zdąży zareagować wprowadzono w IV generacji Forestera. V dodała kamerkę, która obserwuje kierowcę i brzęczy gdy kierowca nie patrzy na drogę. VI ma to samo, za to prawie wszystko przerzucili na ekran dotykowy, czyli kierowca jest zmuszany do odwrócenia wzroku z drogi. Wynikałoby, że V osiągnęła peak, po którym nadeszło pogorszenie.
@Roland sp-404
„Nie przez przypadek AI zachwycają się uśrednieni boomerzy, ale nie ludzie młodzi”
Z moich obserwacji wynika, że oprócz pragmatyki, na odcinku której boomerzy i iksy są częściej naiwnymi entuzjastami, jest jeszcze memosfera. W obiegach młodszych pokoleń przeważają oceny i memy krytyczne, które mają podłoże estetyczne (slop!), ale też społeczno-polityczne. Bo jeżeli ktoś straci na rynku pracy, to właśnie młodsi. Znikanie stanowskich juniorskich, ale też gównoprac, na których oni sobie dorabiają (a lubią grać na kilku fortepianach), to jest problem, który ich dotyka w pierwszym rzędzie. Paradoskalnie, może być tak, że oni korzystają z AI w stopniu nie mniejszym niż dziadersi (przypuszczam, że nawet więcej!), ale jak korzystają to płaczą, kręcą nosem i się złoszczą, traktując ten wynalazek trochę jak dopust boży.
@rW
„dwie tezy są ze sobą mocno sprzeczne.”
Teza + antyteza = synteza.
@rw
„jakoś nikomu nie przeszkadza, że te dwie tezy są ze sobą mocno sprzeczne.”
Wcale nie, po prostu ze slopem walczy młodzież świadoma i aktywna, a ogłupia młodzież pasywną i generalnie słabszą kognitywnie.
@wo
„Wynikałoby, że V osiągnęła peak, po którym nadeszło pogorszenie.”
Mam nadzieję że etap dotykowy jest przejściowy, obstawiam że docelowo obsługa będzie głosowa. Ja planuję przeczekać. Nie potrafię jeździć samochodem z telewizorem zamiast deski.
@kot
„w medycynie rewolucja jest na pełną skalę”
Zgoda co do meritum, jedyne co martwi to fakt że te technologie są kosmicznie drogie i słabo widzę ich dostępność poza gronem miliarderów za naszego życia.
@embercadero
„Mam nadzieję że etap dotykowy jest przejściowy, obstawiam że docelowo obsługa będzie głosowa”
Głosowa jest od dawna, ale nie chce mi się tego uczyć, bo to nie działa tak jak w filmie science fiction.
@”to nie nowoczesność, to ornamenty nowoczesności sprzedawane jako nowoczesność”
Nie da się odróżnić nowoczesności od ornamentów nowoczesności (baroku od ornamentów baroku, etc.).
Owszem są tacy, co woleliby nowoczesność surową, ale właśnie większość leci na ornamenty, na stiuki i łuczki. A to większość ma rację, tak ustaliliśmy w tym ustroju społeczno-ekonomicznym.
@embercadero
komentarz:
3 września 2026 o 12:14
„Mam nadzieję że etap dotykowy jest przejściowy, obstawiam że docelowo obsługa będzie głosowa.”
Ale, że jak w Priusie w 2006?
Wow.
A potem w 2008 upowszechnił się Apple car i to też był peak. Guziki do wszystkiego (włączanie ogrzewania kierownicy i fotela w rękawiczkach na menu dotykowym – śmiech przez łzy mnie jeszcze łapie…) plus zawartość telefonu na ekranie auta, z jednoczesnym ładowaniem po kablu – też peak współczynnika wygoda/nowoczesność. I już wtedy rozpoznawanie komend głosowych po angielsku było minimum dobre.
No tak, teraz możesz włączyć przez appke przed wyjściem na dwór podgrzewanie auta – ale jakim kosztem?
@ergonauta
„Nie da się odróżnić nowoczesności od ornamentów nowoczesności (baroku od ornamentów baroku, etc.).”
Bzdura, oczywiście, że się da. Rosja ma szybką kolej z Moskwy do Petersburga (ornament), ale nie jest państwem nowoczesnym. Sama nasza Polska kochana ma przecież długie etapy udawania państwa nowoczesnego, nie będąc państwem nowoczesnym. Zresztą, nie przez przypadek wybrałeś jako porównanie epokę w historii sztuki, a nie epokę z historii technologii lub polityki.
„A to większość ma rację, tak ustaliliśmy w tym ustroju społeczno-ekonomicznym.”
Bzdura. W obecnym kapitalizmie rację ma jaszczur z miliardami baksów. A że jaszczur to niezbyt lotny człowiek, to może pomyśleć, że te LLM-chatboty to rzeczywiście przyszłość, więc należy w nie inwestować, bez oglądania się na resztę.
A na drugą nóżkę jest cięcie kosztów produkcji (ku radości tych samych jaszczurów) sprzedawane jako nowoczesność. Łatwiej jest zamówić Standardowy Tablet i podłączyć go do samochodu po Standardowym Złączu, niż zamawiać setki tysięcy takich i siakich pokrętełek, a potem je jeszcze standaryzować pomiędzy modelami. Łatwiej jest powiedzieć, że teraz mamy przyszłość i wszystko jest bezprzewodowe, niż dbać o quality control gniazdka mały jack i dbanie, by 99% wyprodukowanych telefonów przeżyło 10 milionów wsadzeń wtyczki.
Nie, nie jak w priusie w 2006. Głosowa która działa dobrze i wygodnie. Od kiedy istnieją LLM-y jest to wykonalne przy odrobinie wysiłku (jak mniemam).
@embercadero
„Zgoda co do meritum, jedyne co martwi to fakt że te technologie są kosmicznie drogie i słabo widzę ich dostępność poza gronem miliarderów za naszego życia.”
Spora część z tych rzeczy jest dostępna w DE ramach ubezpieczenia. Nawet ledwie dychający NHS coś tam oferuje. W innch krajach jest lub zaraz będzie podobnie.
Poza tym, to gwałtownie tanieje. Wyjąwszy CAR-T cells, gdzie to rzeczywiście jest do bólu spersonalizowana medycyna i nie jest dostępna „z półki”, całą reszta to kwestia patentów i generyków. A CAR-T cells albo staną się dostępne jako preparaty do trandukcji in vivo (w pacjencie), albo wyginą jak mastodonty, a ich funkcję przejmą bispecific antibodies.
@embercadero
Chyba że w Szkocji: link to youtube.com
„To ciekawe, że narracja anty-AI zawiera jednocześnie…”
Może takie wyjaśnienie, że młodzież to nie homogeniczny hivemind.
@Słuchawki na bluetooth.
Czegoś nie rozumiem. Przecież bluetooth nie oznacza, że muszą to być pchełki wpychane do uszu, za kilka stówek można kupić i headset, i takie połączone kabelkiem, sinyząb jest to łączności z telefonem.
> za kilka stówek można kupić i headset
I chodzić w czapce od potu. I tylko jeden model tak naprawdę – ten najczęściej spotykany więc nie ma sensu pisać jaki, podpowiem że piąta generacja. I co on ma w środku? Dorosły system operacyjny który ma własne poglądy na dźwięk, więc trzeba zrootować telefon, zainstalować DSP, ściągnąć AutoEQ i wtedy słuchać Angine de Poitrine a nie stukot naczyń w zlewie.
@AK
„No tak, teraz możesz włączyć przez appke przed wyjściem na dwór podgrzewanie auta – ale jakim kosztem?”.
Dla mnie to podstawowa funkcjonalność, zarówno w zimie jak i w lecie.
@Roland
„Zresztą, nie przez przypadek wybrałeś jako porównanie epokę w historii sztuki, a nie epokę z historii technologii lub polityki.”
Przez przypadek. Może być coś z historii technologii: nie da się odróżnić epoki żelaza od ornamentów z epoki żelaza. Jeśli archeolodzy znajdą gdzież żelazne kolczyki i żelazne ozdoby końskiej uprzęży, to uznają, że ich właściciele żyli w epoce żelaza.
@WO
„Do pewnego momentu – tak. Automatykę w sensie wykrywania przeszkód i hamowania zanim kierowca zdąży zareagować wprowadzono w IV generacji Forestera.”
A nie masz wrażenia, że te funkcje działają coraz lepiej? Moje nowe auto trzyma się pasa na autstradzie, pilnuje odległości, czyta znaki oraz rozpoznaje przeszkody tak dobrze, że potrafię nim przejechać kilkaset kilometrów dotykając hamulca raz czy dwa. Zmieniam sobie ustawienia tempomatu i jadę równo za najbliższym samochodem okazjonalnie zmieniając pas. Nie jest to jazda autonomiczna, ale bardzo blisko czegoś zbliżonego do ideału – masz pełną kontrolę na autem, ale i olbrzymi bufor bezpieczeństwa w postaci technologii. Dla mnie, mimo upiedliwości ekranu dotykowego (nie do wszystkiego na szczęście), to jedna duży postęp.
@ergonauta
„to uznają, że ich właściciele żyli w epoce żelaza”
Jeżeli to będą kolczyki, ale nie motyki, to mogą uznać, że dany lud handlował z kimś, kto potrafił wytwarzać żelazo, ale sami nie potrafili wytwarzać żelaza. Mieli ornamenty z epoki żelaza, ale nie żyli w epoce żelaza.
@wo
„Głosowa jest od dawna, ale nie chce mi się tego uczyć, bo to nie działa tak jak w filmie science fiction.”
Jako posiadacz trzynastoletniego sztrucla, zapytam naiwnie: polecenie „fura, zrób trochę chłodniej” nie zadziała? Bo że wypowiedzenie tego zdania trwa dłużej niż dotkniecie gałki, raz to, że akurat może trwać w aucie rozmowa utrudniająca komunikację z AI, to sobie wyobrażam.
@amatill
„Czegoś nie rozumiem. Przecież bluetooth nie oznacza, że muszą to być pchełki wpychane do uszu, za kilka stówek można kupić i headset, i takie połączone kabelkiem, sinyząb jest to łączności z telefonem.”
Takie połączone razem, to już blisko, coraz bliżej, tylko jeszcze trzeba je ładować i parować. Jeszcze trochę a byłyby jak stary, dobry jack.
A ja za słuchawkami na jacka nie tęsknię. Plączący się kabelek od głowy do kieszeni, który przy zdejmowaniu plecaka lubił zahaczyć za pasek i wysłać całą kontrapcję w przestrzeń. Do tego, w urządzeniach noszonych w kieszeni zawsze prędzej czy później coś się przy wtyku jack przecierało i zaczynało przerywać. A tylko w niektórych drogich pełnowymiarowych słuchawkach wpadli na pomysł kabelka, który dawało się wymienić bez lutowania. Dosyć się już w życiu nalutowałem minijacków. A kwestię łatwego i stabilnego parowania po bt i przełączania między urządzeniami Apple akurat rozwiązało, o ile się trzyma ekosystemu, nie wiem jak Androidy.
„Ale ok, obudził pan moje zaciekawienie – czy jest jakaś literatura wyrażająca punkt widzenia przeciętnego Koreańczyka potwierdzającego tezę, że przeciętny Koreańczyk miał lepiej na północy? Do licha, sam robiłem kiedyś wywiad w Cambridge z pewnym koreańskim profesorem, krytycznie nastawionym do kapitalizmu, nigdzie nie stawia takiej tezy.”
Jeśli ma Pan na myśli wywiad, który robił Pan z Ha-Joon Changiem, to rzeczywiście o tym nie wspominał ale w jego książce „Bad Samaritans” faktycznie pada zdanie, że po wojnie koreańskiej północ była bardziej rozwinięta niż południe.
„Jako posiadacz trzynastoletniego sztrucla, zapytam naiwnie: polecenie „fura, zrób trochę chłodniej” nie zadziała? Bo że wypowiedzenie tego zdania trwa dłużej niż dotkniecie gałki, raz to, że akurat może trwać w aucie rozmowa utrudniająca komunikację z AI, to sobie wyobrażam.”
IMHO dopiero w przyszłości jest szansa to zrobić dobrze, a zbyt wczesne próby sprzed lat 15/20 były po prostu katastrofą (miałem krótko nissana z czymś takim, to nawet nie było śmieszne. Choć potem wzięła go moja teściowa i sobie chwaliła i nawet gadała do niego po polsku co mi się nigdy nie udało). Teraz jest technologia by odróżnić czy gada kierowca czy kto inny, złapać kontekst, zadać w miarę sensowne pytanie jak nie zrozumie itp. I mean: ja wiem że nic takiego póki co nie ma. Ale jest to realistycznie wykonalne gdyby się komuś chciało i milion razy lepsze od ekranu dotykowego który jest jakimś horrorem rodem z hiphopowego teledysku. To się nadaje by obsługiwać sound system na parkingu pod osiedlowym domem kultury (znaczy mac donaldem), powinno być zabronione by czynności które z ich natury musisz wykonać w czasie jazdy wymagały macania.
No a do gałek i pstryczków powrotu nie będzie, software just dużo tańszy i łatwiejszy dla producenta a klient i tak kupi jak nie będzie miał wyboru. Musiałoby jakieś ustawodawstwo wymusić by ta i ta funkcja była obsługiwana nie-sofware’owo. Nie zanosi się (pewnie do czasu jakiegoś bardzo spektakularnego wypadku z dużą ilością ofiar).
Mam 5-letniego Hyundai i chyba nigdy nie udało mi się wydać mu polecenia, który by on zrozumiał. Może to moja wina.
Skoro w Chinach mogli zakazać tych kretyńskich chowanych klamek, to może np. UE wymusi powrót do gałek. W latach 80. była przez jakiś czas moda na kombinowanie z prędkościomierzami – cyfrowe albo liniowe wydawały się bardziej futurystyczne. Szybko wrócono do okrągłych wskazówkowych (choćby i symulowanych na lcd, nie mechanicznych), bo te futurystyczne były pomyłką ergonomiczną. Oby to samo spotkało ekrany. A co do sterowania głosowego – co z osobami z niepełnosprawnościami uniemożliwiającymi mówienie. Obecnie chyba nie jest to przeszkodą w otrzymaniu PJ?
@kubawu
„Bo że wypowiedzenie tego zdania trwa dłużej niż dotkniecie gałki,”
Nie wiem, ja mówię szybko, ale jednak szybciej po prostu krętnę pokrętłem.
„zapytam naiwnie: polecenie „fura, zrób trochę chłodniej” nie zadziała”
No jakoś nie. Muszę jednak przyznać, że po pierwszych niepowodzeniach przestałem próbować. W „Krzyku 5” jedna z ofiar przed śmiercią krzyczy „Siri, dial 911!”, a telefon jej odpowiada „Dialing Pottery Barn”. Tak mniej więcej traktuję tą technologię. Żeby cię rozumiała, musisz do niej mówić specjalnym tonem głosu, jak do przygłuchego przygłupa.
@ Fizyczne prztyczki w samochodach
Od tego roku Euro NCAP wymaga fizycznych przełączników do podstawowych funkcji (kierunkowskaz, wycieraczki itp.) – to nie jest unijny prikaz, ale głupio wygląda BMW czy VW bez pięciu gwiazdek, więc się dostosowują. Z klimatyzacją jest zdaje się gorzej, lecz bez problemu da się kupić samochód, który pod wielkim ekranem ma rząd prztyczków, które powinno się dać namacać bez patrzenia. No i skłonienie współczesnego samochodu, żeby zaczął nasłuchiwać głosowych poleceń kierowcy, jest dość proste – wystarczy specjalny fizyczny przycisk na kierownicy 😉
@Korba
Kolega (idiota) kupił sobie kilkuletnią teslę i zdaje się że nawet zmiana świateł wymaga macania ekranu. W każdym razie jak się z nim jedzie to on non stop coś tam majdruje. Rzeczywiście w europejskich samochodach nie spotkałem się by było aż tak źle (nie żebym aż tak wieloma jechał ale często woże się ostatnio jako pasażer więc trochę obserwuję)
@korba
„wystarczy specjalny fizyczny przycisk na kierownicy”
No jednak nie (i będę zaraz to wycinać, przecież mam ten guzik od dawna), bo dodatkowo trzeba wyćwiczyć ten specjalny ton głosu, jak do cyberdebila.
@wo zanim wytnie
Ale dopuszczasz możliwość, że niektóre europejskie samochody radzą sobie z tym lepiej niż produkty byłej Fuji Heavy Industries?
@Roland
„Jeżeli to będą kolczyki, ale nie motyki, to mogą uznać, że dany lud handlował z kimś, kto potrafił wytwarzać żelazo”
Jeżeli to będą motyki, to też mogą uznać, że są kupione. Albo uznać, że motyka to ornament, a dopiero pług świadczy o epoce. Podobnie jak z szybką koleją Moskwa-Petersburg, którą podałeś jako przykład, arbitralnie uznając, że kolej to kolczyk a nie motyka. Czy Polska to kraj nowoczesny, skoro jeden z najpopularniejszych produktów, czyli samochody, Polacy kupują od krajów nowoczesnych?
@pgolik
„W latach 80. była przez jakiś czas moda na kombinowanie z prędkościomierzami – cyfrowe albo liniowe wydawały się bardziej futurystyczne.”
Przypominam, że liniowy prędkościomierz był już w Fiacie 125p z 1967. I wcale nie był pierwszy taki na świecie.
@prędkościomierz
Dla mnie od wielu lat cyfrowy (najlepiej na szybie) jest normą, a wskazówkowego nie umiem szybko odczytać. Poza tym, jeśli wskazówkowy skalowany jest do 200 km/h, a nie do 140 jak w Syrence mojego ojca, bardzo trudno jest stwierdzić, czy jedzie się 88, czy 92 na godzinę. Co innego z obrotomierzem, może dlatego, że obroty szybko się zmieniają.
@korba
„Ale dopuszczasz możliwość, że niektóre europejskie samochody radzą sobie z tym lepiej niż produkty byłej Fuji Heavy Industries?”
Testuje różne, poza tym w praktyce i tak przecież jak zwykle są ze dwie firmy robiące to samo wszystkim.
Ehm, od kiedy Christian Jürgensen Thomsen wymyślił podział na epokę kamienia, brązu i żelaza* minęło jakieś 150 lat i archeolodzy operują raczej pojęciem kultur i technokompeksów. Raczej radzą sobie odróżnianiem importów od wyrobów rodzimych, przynajmniej tak twierdzą.
@”A ja za słuchawkami na jacka nie tęsknię.” No właśnie, zawsze coś nie pasuje. Pokój odsłuchowy też ma wady.
*Nie ma epoki miedzi, bo w Danii, ojczyźnie Thomsena, przeskoczyli ten etap, od razu wjechali ludzie ze znajomością stopów.
@Korba – było bardzo dużo badań (głównie na pilotach samolotów), które wykazały że okrągła tarcza z wskazówką pozwala najsprawniej odbierać informację. Ale sam jestem ciekaw, na ile jest to stałe, a na ile zmienia się dla kolejnych pokoleń, coraz bardziej przyzwyczajonych do cyfrowych wyświetlaczy, bo te klasyczne badania były z lat 50. zeszłego wieku (CA Baker, WF Grether, Visual presentation of information, 1954). Jestem pewien, że całe wydziały na tym pracują, ale to zupełnie nie moja specjalność. Ja wolę wskazówki, ale jestem GenX.
Na stare lata zamówiłem sobie nową zabawkę, więc sprawdzę, jak mnie to cudo będzie rozumieć. Poprzednim razem specjalnie wybrałem wersję z mniejszym wyświetlaczem, ale za to większą liczbą przycisków (i dobrze, bo rozumienie mowy w ogóle mu nie wychodzi). W tym wypadku nie miałem tego problemu – wszystkie wersje mają fizyczne przyciski do klimy itp..
@pgolik
Ja jestem chyba późny bumer, ale z cyfrowym prędkościomierzem regularnie jeżdżę od 2004 r.
@ergonauta
„arbitralnie uznając, że kolej to kolczyk a nie motyka”
Mocne odkrycie komcionauty, w kategoryzowaniu zjawisk posługujemy się zestawem arbitralnych wartości.
„Czy Polska to kraj nowoczesny, skoro jeden z najpopularniejszych produktów, czyli samochody, Polacy kupują od krajów nowoczesnych?”
Tak.
Ale ja już kończę w tym momencie, bo ani mi się nie chce o tym pisać dłużej, ani gospodarzowi czytać (jak przeczuwam po dekadach tutejszej moderacji).
@embercadero
„Kolega (idiota) kupił sobie kilkuletnią teslę i zdaje się że nawet zmiana świateł wymaga macania ekranu.”
Dosłownie przedwczoraj miałem sytuację, gdy Tesla jadąca przede mną zgarniała pasażera z chodnika i kierowca po koleżeńsku wrzucił światła awaryjne. Niestety, jechał potem z tymi światłami dobre 500 metrów, bo ani chybi trzeba było je wyłączyć z odpowiedniej apki.
@prędkościomierze z wyświetlaczem cyfrowym
Ja lubię, bardziej dokładne i czytelniejsze niż zegarowe.
@Roland
„w kategoryzowaniu zjawisk posługujemy się zestawem arbitralnych wartości”
Dlatego nasza rozmowa jest jak najbardziej zgodna z tytułem wątku, czyli na temat „nowoczesność” i na temat „piekło”, bo czym jest jedno i drugie, to ustalamy arbitralnie. Jak z tą młodzieżą, co jest „świadoma i aktywna”, a jednocześnie „pasywna i generalnie słabsza kognitywnie”. Podtrzymuję tezę: nie da się ostro wyodrębnić czym jest „nowoczesność” (taka czysta, platoniczna), a czym „ornamenty nowoczesności” (arystotelejsko ubabrane w okolicznościach). Czy smartfon – a więc komputer o większej mocy niż mieli kosmonauci lądujący na Księżycu – w kieszeni byle Ziutka i służący do oglądania memów to jest nowoczesność czy jej ornament? Sam nie wiem.
@WO
@Słuchawki Bluetooth są kiepskie
@Idealne słuchawki dokostne do sportu i do domu
„Słuchawki na bluetooth to też technologia której nigdy nie polubiłem. Owszem mam, ale potem zawsze jest ten problem „z czym ta cholera się znowu sparowała?”
Informacje o Shokz OpenRun poniżej NIE są elementem płatnej reklamy. Posiadam takie słuchawki, jestem bardzo zadowolony, ale nie jestem przedstawicielem firmy je produkującej.
One parują się z jednym urządzeniem (oczywiście nie na zawsze). Istnieje funkcja opisana w podręczniku, że parują się z dwoma i płynnie przechodzą z pierwszego źródła do drugiego, ale nie testowałem.
Model Shokz OpenRun polecił mi kolega, który jest OGROMNYM (czytaj – maniakalnym) miłośnikiem muzyki. Gdybym spotkał go bez słuchawek uznałbym, że choruje. Testował kilka modeli i te uznał za najlepsze. Kolega ten ma problem z niedosłuchem na jedno ucho, ale Shokz OpenRun jak powiedział „przywróciły mu stereo”.
Proponuję kupić przez internet i potestować Shokz OpenRun (dokładnie ten model, bo są też inne o podobnej nazwie). Zawsze można je zgodnie z prawem zwrócić (chyba w dwa tygodnie od zakupu) i otrzymać zwrot pieniędzy. To są dokostne słuchawki przeznaczone do uprawiania sportów (poza pływaniem), ale ja ich używam również w domu.
1. Słuchawki dokostne nie izolują od świata zewnętrznego. Nie zakrywają kanałów usznych. Słyszymy otoczenie. Nie używamy błony bębenkowej, przy wzmożonym hałasie na zewnątrz dźwięki z nich mogą być słabo słyszalne. Dla mnie to ZALETA.
2. Konstrukcja bezpieczna, stabilnie leżą. WYGODNE. Do 8 godzin na jednym ładowaniu. Szybko się ładują. ZALETA.
3. Odporne na deszcz, pot itp. Nie odporne na zanurzenie w wodzie. ZALETA.
4. Miłośnicy niskich dźwięków mogą być niezadowoleni. Bas jest bardzo OK (słucham dużo reggae i zespołu Morphine), ale jeśli ktoś lubi SUPER DUŻO basu to niech kupi coś innego.
5. Wbudowany mikrofon pozwala po sparowaniu z telefonem odbierać też rozmowy. Zaleta.
6. Osoby roztargnione łatwo mogą zgubić słuchawki bezprzewodowe. Mnie to nie przeszkadza, ale jest to raczej WADA.
@fieloryb
„One parują się z jednym urządzeniem (oczywiście nie na zawsze). Istnieje funkcja opisana w podręczniku, że parują się z dwoma i płynnie przechodzą z pierwszego źródła do drugiego, ale nie testowałem.”
Używam tej funkcji na codzień. Normalnie parują się z telefonem. Jak chcę ich używać z laptopem, to przed ich włączeniem wyłączam na chwilę BT w telefonie i wtedy łączą się z laptopem. Działa to płynnie.
Co do jakości: miałem Beatsy i przewodzenie kostne nie wytrzymuje porównania z dobrej jakości nauszną słuchwką, która wytłumia halas. Shokzy słabo grają np. podczas spaceru przy ruchliwej ulicy w mieście. Ale nie zatykają ucha, więc to zaleta, jeżeli chcemy słyszeć co się dzieje dookoła.
Jakość dźwięku bardzo zależy od ułożenia względem kości/ucha, ale to kwestia poszukania i poukładania słuchawek na głowie. Moim zdaniem nie problem, bo Beethoven miał tylko patyk i też jakoś dawał radę. Kto wie, może następna generacja takich słuchawek będzie nazębna?
@mb
„jak chcę ich używać z laptopem, to przed ich włączeniem wyłączam na chwilę BT w telefonie”
Cudowne, wspaniałe, a potem się okazuje, że przecież kiedyś było sparowane z tabletem/telewizorem/cholera wie z czym, biegaj teraz po domu, bo Nowo-curva-czesność.
” miałem Beatsy i przewodzenie kostne”
Ja oczywiście mam Beatsy, bez żadnego durnego „przewodzenia kostnego”. Słuchawkowe słuchawki. Uf, przynajmniej nie trzeba biegać po domu, bo Magiczny Czip Epla sam wie które urządzenie jest najbliżej. ALE: jak mnie coś napadnie, że chcę używać, to się okazuje, że rozładowane.
„Jakość dźwięku bardzo zależy od ułożenia względem kości/ucha, ale to kwestia poszukania i poukładania słuchawek na głowie.”
W moim wypadku Shokz OpenRun działa niezależnie od ułożenia. Zarówno głośność jak i pasmo pozostają bez zarzutu.
„Shokzy słabo grają np. podczas spaceru przy ruchliwej ulicy w mieście.”
W upały miałem porównanie ze słuchawkami nausznymi. Po półgodzinie uszy od słuchawek miałem mocno spocone i dość zaczerwienione, przykre wrażenie odcięcia/ogłuszenia było niezależne od pogody po jakiejś półgodzinie używania. W miejscu gdzie mieszkam nie ma wielkomiejskiego hałasu. O jego wpływie pisałem zresztą na samym początku tekstu.
@WO
„Ja oczywiście mam Beatsy, bez żadnego durnego „przewodzenia kostnego”. Słuchawkowe słuchawki.”
Co kto lubi. Pracowałem dawno temu w sklepie, gdzie można było potestować zarówno słuchawki za 100 złotych jak i modele za kilka tysięcy. Oczywiście powyżej pewnej ceny nic na głowie nie trzeszczy i czuć wyraźną różnicę. Oczywiście po droższych modelach można się spodziewać solidnego wykonania na lata. Ale już kwestia otwarte/zamknięte/wokółuszne/nauszne/dokanałowe itp. to jest odczuwalna różnica, która IMHO jest często subiektywna. Jeden lubi poziomki, drugi jak mu się nogi pocą :-). Ja lubię jak się pocą i przewodzą (kostnie).
„to jest odczuwalna różnica, która IMHO jest często subiektywna.”
Srusrektywna, to po prostu jest cholernie niewygodne, jakaś wkładka do ucha. Kto ja jestem, ochrona prezydenta?
@pgolik
było bardzo dużo badań (głównie na pilotach samolotów), które wykazały że okrągła tarcza z wskazówką pozwala najsprawniej odbierać informację
Z jedną wskazówką. Gdy jest ich więcej, różnie może być.
link to aviation.stackexchange.com
Nie wiem od czego to zależy ale całymi dniami mam na głowie słuchawki sparowane z dwoma telefonami na androidzie i z windowsem i bluetooth to jakoś ogarnia i przełącza na to źródło które aktualnie podaje dźwięk . I nie są to pierwsze słuchawki które tak mają. Może to kwestia producenta, ale nie są to jakieś sprzętu za milijony
@wo
„jak mnie coś napadnie, że chcę używać, to się okazuje, że rozładowane.”
Mam w zasadzie ładowarkę w każdym pokoju, to jest rozwiązanie tego problemu. Dopóki ładowanie na odległość nie stanie się standardem, albo luckość nie wymyśli czegoś lepszego niż lit.
@mb
„Mam w zasadzie ładowarkę w każdym pokoju, to jest rozwiązanie tego problemu.”
La sraque du praptaque. „Chciałbym posłuchać czegoś na słuchawkach, o! ładowarka! za godzinę będą gotowe do użycia!”, to nie jest rozwiązanie problemu, to problem.
@wkochano
„(gdyby przyszło co do czego)”
Przecież już przyszło, na rozkaz Trumpa Visa i MasterCard poblokowały karty Nicolasowi Guillou, przewodniczącemu MTK za wystawienie nakazu za Netanjahu. Stąd prace nad europejskim systemem elektronicznych płatności przyspieszyły a polski Blik (kolega Unikod raczy wykonać choć jedną kwerendę do gugla przed pisaniem kolejnych farmazonów, błagam) jako bardzo dobrze zaprojektowany i wykonany jest jednym z głównych filarów tego powstającego systemu.
> raczy wykonać choć jedną kwerendę do gugla przed pisaniem kolejnych farmazonów, błagam) jako bardzo dobrze zaprojektowany i wykonany jest jednym z głównych filarów tego powstającego systemu.
Jest niezgodny z regulacją Verification of Payee, coś czego mimo błagań przez dekadę nie zaimplementował. Kol. Froz wylicza przelewy na telefon bez weryfikacji choćby sumy kontrolnej numeru konta jako zaletę, cóż Unia widzi to jako wadę. Nie wiem o co kolega błaga, może nie nadąża, przyzwyczaiłem się.
Nie ma już czegoś takiego jak kwerenda Google btw. Kolejny etap nowoczesności to zastąpienie dostępu do informacji i prasy interfejsem sumaryzującym AI. Za który się będzie płacić prenumeratę Google. Dzięki mikropłatnościom przez Blik, bo przecież farmazony to o kwiaciarkach i zrzutkach na wieńce, Blik nie ma nawet takiej funkcjonalności split the bill bo nie jest portfelem (w przeciwieństwie do rozwiązania unijnego które jest i może mieć taką).
@❡
„Nie ma już czegoś takiego jak kwerenda Google btw.”
Nie no jest. Docelowo ma podobno nie być, ale na razie jeszcze wolno normalnie szukać. Pod halucynacjami są reklamy, a pod reklamami zwykłe wyniki searcha. Są też sposoby jak wyłączyć podsumowania AI. Protip: przekleństwo na końcu zapytania uruchamia guardraile i przerywa pracę LLM, jest to technika stosowana też w najnowszym malware.
@WO
„to nie jest rozwiązanie problemu, to problem.”
Bez przesady. Małe słuchawki, jak shokzy, ładują się 10 minut. To akurat tyle, żeby sobie zrobić kawę, pójść, gdzie król chadza, albo popatrzeć się na gołąbki za oknem. W pędzie życia codziennego warto czasem się zatrzymać i pokontemplować przemijające chwile.
@Marco Bollocks
Gorzej jak rozładują się gdy jesteś w miejscu, gdzie nie możesz ich naładować, na przykład podczas spaceru.
@Marco Bollocks
” Dwa, tylko człowiek o czarnym sercu żle się czuje z własnymi myślami.”
Albo ktoś cierpiący na zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne, albo ktoś kto po prostu chce się odizolować od zewnętrznych bodźców z przyczyn dowolnych. Ja często noszę słuchawki dla samego ANC nawet bez muzyki.
> ale na razie jeszcze wolno normalnie szukać
Przecież od 2019 nie ma indeksu, wtedy wprowadzono pod spodem model językowy BERT. Google nie nadaje się już do wyszukiwania niczego, myślałem że to fakt powszechnie znany, lived experience.
Nie rozumiem w ogóle mitu polskich programistów jakoby zdolnych i kompetnentych. Na nim opiera się duma z Blika. A przecież informatyki w Polsce nikt nie uczy. Jak się czegoś nie wie to oczywiście nie wiadomo jak się tego dowiedzieć.
A w przypadku Blika to napisane czarno na białym. „This document describes an extension of the One-Time Password (OTP) algorithm, namely the HMAC-based One-Time Password (HOTP)” HMAC: Hash-based Message Authentication Code. Czy polski geniusz rozumie różnicę między *autentykacją* a *autoryzacją* transakcji płatniczej? Amobinacja jaką jest Blik nigdy nie powinna się wydarzyć. Europa nie ma się niczego z niego do nauczenia.
@unikod
„Przecież od 2019 nie ma indeksu, wtedy wprowadzono pod spodem model językowy BERT.”
Przecież to nieprawda. BERT nie zastąpił indeksu, bo nie ma wyszukiwania bez indeksu. BERT modyfikuje jak zapytania mapują się na indeks. W 2026 roku indeksy semantyczne są robione z użyciem embeddings z modeli języka, ale to nie znaczy że indeksów nie ma.
„Kol. Froz wylicza przelewy na telefon bez weryfikacji choćby sumy kontrolnej numeru konta jako zaletę, cóż Unia widzi to jako wadę.”
Verification of Payee dotyczy przelewów kiedy nadawca podaje numer konta. Nie dotyczy przelewów na numer telefonu zarejestrowany w usłudze pośredniczącej. To ta usługa wie, który numer konta podał odbiorca. Właśnie o to chodzi żeby nadawca nie musiał znać numeru konta…
Norweski Vipps działa tak samo, mogę wysłać koledze który kupił bilety do kina na wspólnie oglądany film zwrot pieniędzy za mój bilet bez pytania się o numer konta, wystarczy telefon.
@mb
„To akurat tyle, żeby sobie zrobić kawę, pójść, gdzie król chadza, albo popatrzeć się na gołąbki za oknem. W pędzie życia codziennego warto czasem się zatrzymać i pokontemplować przemijające chwile.”
Kiedyś wymyśliłem system operacyjny Kopawdupex, bardzo podobny do Linuxa, tylko dodatkowo wymaga kopa w dupę przy każdym uruchomieniu. Prawdziwy męzczyzna powinien wytrzymać kopa bez jęku. Poza tym przyda się pobudzenie krążenia przy siedzącym trybie życia. To była parodia linuksiarzy, którzy dopchani do ściany zazwyczaj musieli przyznać, że ich system nie ma zalet, więc przechodzili do bagatelizowania wad („da się wytrzymać”). Zaczynasz nam tu, kochany, reklamować Kopaphony z systemem Kopwtooth. Zabraniam.
@korba
„specjalnie wybrałem wersję z mniejszym wyświetlaczem, ale za to większą liczbą przycisków ”
Wprawdzie nie planuję już kupowania nowego samochodu (obecnym zamierzam dojechać do emerytury i do piachu), ale wypadki chodzą po ludziach, kiedyś mogę wylądować bez auta, ale za to z auto casco, więc już się martwię: co wtedy kupić? Forestera bez pokręteł niech sobie Japońcy wsadzą gdzie słońce nie wschodzi. Czy istnieje jakiś serwis poświęcony temu konkretnie zagadnieniu – „Gdzie Dają Pokrętła Dot Com”?
@WO
„Czy istnieje jakiś serwis poświęcony temu konkretnie zagadnieniu – „Gdzie Dają Pokrętła Dot Com”?„
Polecam Mazdę. Tam ekran jest bezdotykowy, literalnie wszystko jest w gałkach, pokręłach itp. Do tego bardzo przemyślane a i desig, jak ktoś lubi minimalizm, jest bardzo na tak. Mają rówież SUVy!
@all
Jak już jest temat słuchawkowy to mam do komentariatu takie pytanie: przerabiał ktoś use case pod tytułem wczesny nastolatek z nadwrażliwością słuchową i słuchawki z anc? Bo się przymierzam do takiego zakupu, na pewno muszą być pełne a nie douszne i żeby się dało jakoś prosto regulować poziom tego anc.
„jak chcę ich używać z laptopem, to przed ich włączeniem wyłączam na chwilę BT w telefonie”
Cudowne, wspaniałe, a potem się okazuje, że przecież kiedyś było sparowane z tabletem/telewizorem/cholera wie z czym, biegaj teraz po domu, bo Nowo-curva-czesność.
No więc mam to rozwiązane przez kilka par słuchawek (różnej jakości i zastosowań), duże nauszne TV i laptop, małe douszne tablet, żeby móc oglądać filmy/YT nie budząc żony, na rower kostne, a na spacery i do starego samochodu takie porządniejsze, douszne z ANC. W ten sposób te po które sięgam są naładowane. Wiem, planeta, elektrośmieci itd.
@sluchawki
Team bezprzewodowe: nigdy nie było problemów z podłączeniem/parowaniem, jak bateria zmierza ku końcowi od 20% świeci się lampka na pudełku, poniżej 10% sygnalizuje dźwiękowo i wtedy podłączam do ładowarki jak wrócę do domu czy w robocie. 1 minuta obsługi tygodniowo. Czasami więcej zajmowało mi rozplatanie kabelków po jednym wyjęciu z kieszeni/plecaka.
@wo
„To była parodia linuksiarzy, którzy dopchani do ściany zazwyczaj musieli przyznać, że ich system nie ma zalet, więc przechodzili do bagatelizowania wad („da się wytrzymać”).”
Ech, stare dobre czasy. W 2026 wszystko stoi na głowie. „Da się wytrzymać” mówią nieszczęśnicy skazani na Win 11, Linuksy się zrobiły używalne jako daily driver dla normalnych ludzi, i nawet już większość gier na nich chodzi. A Apple nagle ma opcje budżetowe w ofercie.
@Cpt. Havermeyer
„tytułem wczesny nastolatek z nadwrażliwością słuchową i słuchawki z anc”
Przerabiałem na sobie temat „dorosły chłop z ADHD nie może się skupić”. Więc trochę podobne a trochę nie. I moje wrażenia:
– z nausznych Sony WH mają najlepsze ANC jakie znam, ale są drogie,
– z tańszych oferta Ankera (np. Life Q20) daje radę,
– szczerze to często zamiast ANC wystarczają mi dobrze dopasowane dokanałówki, takie rzeczy zazwyczaj są na kabel, np. Moondrop Chu 2 to chiński klasyk, który zawsze biorę w podróż, bo wystarcza a jak zgubię to nie szkoda.
@Cpt
W takim scenariuszu kluczowe jest, żeby słuchawki wygodnie leżały na głowie, bo będą noszone godzinami. Trzeba przymierzyć, bo to bardzo indywidualne, ale w większości przypadków odpowiedź to Bose QuietComfort (sprawdzić, czy lepiej pasują zwykłe, czy Ultra). Być może Sony ma odrobinę skuteczniejszy ANC (w praktyce niezauważalnie), ale komfort noszenia u większości znanych mi osób lepszu u Bose.
@Gdzie Dają Pokrętła Dot Com
Przypuszczam, że wątpię. Ostatnio doktoryzowałem się w kwestii tego, co mają nowe samochody i na nic takiego nie trafiłem. Pozostają obrazki, opisy i mniej lub bardziej sensowne recenzje. Uświadomiłem sobie zresztą, że obecnie wybór samochodu jest w jeszcze większym stopniu niż kiedyś procesem rezygnacji z kolejnych ważnych kryteriów (zwłaszcza, jeśli ze względu na przyzwyczajenia oraz z powodów oraz geograficznych, czyli względnej bliskości autoryzowanych serwisów, w końcu do wyboru zostają dwie marki).
Trzeba przekonać siebie samego, że te początkowe kryteria nie są znowu takie istotne, a inne rozwiązania też mają swoje zalety. I tak na przykład: Od początku wieku jeżdżę kompaktami i dobrze mi z tym, ale przecież moja ulubiona marka spalinowych kompaktów już nie robi, a z wysokiego SUV-a widoczność jest lepsza, no i żonie, która ma kłopoty z poruszaniem, łatwiej będzie wsiadać i wysiadać. A poza tym zdarza mi się czasem jeździć po polnych drogach, więc większy prześwit się przyda. A te wielgachne koła z niskoprofilowymi oponami, które są o połowę droższe, jednak fajnie wyglądają i wcale nie jest ich tak łatwo uszkodzić, bo przecież są specjalnie wzmacniane. No i wreszcie będę miał, podobno bardzo dobrze działające,matrycowe reflektory, które marzą mi się od dwudziestu lat (wyższy profil opon jest dostępny w słabszej wersji wyposażenia, do której tych reflektorów dokupić się nie da).
@rpyzel
„No więc mam to rozwiązane przez kilka par słuchawek (różnej jakości i zastosowań)”
No ja też właśnie tak, i też mi zasadniczo wstyd, ale no zbieranie słuchawek to ostatnia pozostałość mojego gadżeciarstwa. Tak to raczej używam starych urządzeń dopóki nie padną. Przestałem kupować nowe bezprzewodówki właśnie dlatego, bo sobie tłumaczę, że może jak nie będzie w tym baterii to mniej elektrośmieci.
@pgolik
„Bose QuietComfort”
A tak, to nawet zapomniałem, ale te też są bardzo dobre. Rzeczywiście będą raczej wygodniejsze niż Sony.
@ Cpt. Havermeyer i słuchawki z ANC
Nie mam nadwrażliwości słuchowej, ale regularnie używam Sony WH1000XM (kiedyś 4, teraz 6). Poziom ANC reguluje się z poziomu aplikacji, ale do włączania i wyłączania wyciszania służy fizyczny przycisk na lewej słuchawce. Niestety, Sony WH1000XM6 kosztują ponad 1,2 tys. Starsze modele można znaleźć za mniejsze pieniądze.
@paragraf
opozycję pokoleniową z cytatu Douglasa Arnolda widzę jako dziaderstwo. Powtarzane niezmiennie od ćwierćiwecza mądrości o technologii.
Wspominanie mądrości etapu pionierskiego
Jednocześnie całym swoim komentarzem dajesz przykład na prawdziwość cytatu (coś mi się wydaje, że jesteś starszy, niż Cię oceniałem).
Dziś to normiki dręczą gadżeciarstwem nerdów którzy najchętniej uciekliby do lasu
Zależy kogo znasz. Ja pracuję wśród nerdów i gadżeciarstwo ma się dobrze, tylko nikt już nie ekscytuje się dojrzałymi produktami typu smartfony. Na topie są drukarki 3D (w końcu trafiły pod strzechy, sam się rozglądam), automatyka do domu, no i oczywiście AI.
No ale jak jesteś takim zblazowanym geniuszem, który na wszystkim się zna, od mechaniki kwantowej przez przerzutki po historiozofię to normalne, że wszystko cię nudzi.
@kot_immu
No właśnie, zapomniałem o agonistach GLP! To jest autentyczna rewolucja, pierwsza interwencja farmakologiczna w historii (czy w ogóle jakakolwiek, jeśli nie liczyć wojen i głodów), która w końcu odwróciła krzywą BMI populacji.
@TranquilityBase
Dla kogoś z nadwrażliwością sensoryczną/mizofonią nowoczesność łączy się też z dodatkowym cierpieniem.
OK, młodzież drze się na komórkach w tramwajach… ale jestem wystarczająco stary, żeby pamiętać boomboxy na chodnikach. Nowoczesność to też w innych aspektach mniej hałasu. Postępująca elektryfikacja transportu sprawia, że miasta zaczynają być zauważalnie cichsze (nie mówiąc już o zanieczyszczeniach powietrza).
@wo i inni
Rozwiązaniem problemu ładowania telefonu ze słuchawką na USB-C jest oczywiście łądowanie bezprzewodowe. Można mieć nawet w kieszeni telefon z bezprzewodowym powerbankiem przyczepionym do pleców i jednocześnie słuchawkę w gniazdku.
Narzekacie, że bluetooth i baterie to kopenwdupenizacja, a tymczasem największym kopem, który dziwnym trafem wam nie przeszkadza są oczywiście plączące się kable.
Bluetooth 4ever!
#auta i polecenia głosowe
Mam z tym inny problem, mieszkam w kraju, gdzie oficjalne są 3 języki, a sam najchętniej mówię w 2 innych. Niezależnie od tego, na jaki język ustawię interfejs samochodu, bardzo rzadko udaje mi się skutecznie wydać proste polecenie typu „Nawiguj do X” bo miejscowość X może mieć bardzo różne nazwy w tych językach.
Dopiero teraz wchodzą interfejsy głosowe oparte o LLM, które mają szansę to ogarnąć.
@wo
ze slopem walczy młodzież świadoma i aktywna
Znana mi młodzież świadoma i aktywna owszem, nie używa AI do produkcji slopu, ale jak najbardziej interesuje się nią i używa jako np. korepetytora do nauki. LLM-y produkują, w porównaniu do większości ludzi, _bardzo_ zrozumiały tekst i osoba, która ma problem ze zrozumieniem jakiegokolwiek konceptu, może bardzo skorzystać na spromptowaniu o wyjaśnienie, zwłaszcza jeśli poprosi przy tym o źródła. Sam korzystam z takiego trybu co najmniej kilka razy w tygodniu.
@cowboytomash i płatności
polski Blik (kolega Unikod raczy wykonać choć jedną kwerendę do gugla przed pisaniem kolejnych farmazonów, błagam) jako bardzo dobrze zaprojektowany i wykonany jest jednym z głównych filarów tego powstającego systemu.
Blik być może zainspirował Wero, jako proof-of-concept, ale mimo, że Blik dołączył do EPI, chyba technicznie i organizacyjnie nie ma żadnych bezpośrednich powiązań?
@paragraf
Blik nie ma nawet takiej funkcjonalności split the bill bo nie jest portfelem (w przeciwieństwie do rozwiązania unijnego które jest i może mieć taką).
To jakaś bzdura, ani Blik, ani Wero nie są portfelem w sensie trzymania kwoty pieniędzy niezależnie od podpiętego konta. Wero portfelem nie będzie, przynajmniej przed wprowadzeniem europejskiej CBDC (teoretycznie do 2029, podejrzewam, że na święty nigdy). Choć niektórzy mówią “portfel” na wszystko, co ma funkcję płatności.
A funkcjonalność „split the bill” to właśnie nic nie znacząca bzdurka. Dużo ważniejsze będą płatności w sklepach fizycznych (w tym bezkontaktowe, chipem NFC) oraz płatności online.
@procyon, korba, pgolik
Dzięki! Sonówki były ciut za duże jak patrzyliśmy w sklepie, więc będą pewnie miały tendencję do zsuwania się z głowy (oglądaliśmy mx5 bo innych nie było), więc muszę gdzies namierzyć Bose, wolę żeby zawodnik sobie przymierzył zanim gdzieś zamówię, bo nie lubię odsyłać rozpakowanych sprzętów.
@”La sraque du praptaque.” / Sony
Przypomnieliście mi (chwała Wielkim Ekskursjom!), że w zeszłym stuleciu, a nawet tysiącleciu miałem walkmana firmy Sony.
Był niebieski, oferował wysoką jakość odtwarzania, a w społeczno-obyczajowym tle były żądania firmy Sony, by tylko ich produkt to był Walkman (inni niech produkują przenośne odtwarzacze kaset). Nabyłem do niego dość porządne słuchawki, z priorytetem: jakość dźwięku, ale miałem znajomych, którzy do swoich walkmanów podpinali słuchawki cztery razy droższe, może nie na złotych kablach, ale o parametrach jak słuchawki do dużej wieży. Zasilanie też wtedy było problemem, bo jak padły paluszki, a nie było opodal kiosku, to kaplica; jednak filmy z Bondem uczyły, że zapasowe magazynki do Walthera nosi się w kieszeni, nawet smokingu. Do pracy jechałem wtedy jakieś 25 minut autobusem, w sam raz na jedną stronę MC 60, albo na (byłem wtedy zakochany!) „Valentyne Suite” Colosseum. Raz jeszcze: chwała Wielkim Ekskursjom!
@plączące się kable
Na razie problem kabli przy telefonie rozwiązano usuwając przy okazji radio FM. W poprzedni telefonie miałem i radio i – gdybym chciał – słuchawki na BT do wszystkiego innego. Gdyby to była nowoczesność, wyklinałby na nią, ale to przecież nie jest nawet ozdóbka nowoczesności.
Dlatego niechętnie wymieniłem stary telefon, gdyż okazało się, że brakuje mu pasm częstotliwości, których potrzebowałem na wyjazd. Nagrodą pocieszenia jest w nowym telefonie 5G, a dodatkowym kopem to, że nowy jest większy i cięższy.
@ergonauta
miałem walkmana firmy Sony.
Ja swojego pierwszego walkmana dostałem na urodziny od wujaszka co pracował Austrii. Podstawowy model, podstawowe słuchawki z gąbkami które z czasem zaczęły się łuszczyć. Były tak ergonomiczne, że jak słuchałem sobie jakiejś Sepultury to słuchał też cały autobus. Przewijanie kaset ołówkiem na szkolnym korytarzu żeby oszczędzać baterie to był standard. Potem kupiłem sobie jakiegoś philipsa z automatyczną zmianą stron, ale to było marnotrawstwo energii dopiero, bo często się zdarzało że jakis album był krótszy niż pojemność kasety, więc kończył się paroma minutami ciszy, które trzeba było przewinąć, albo zmienić stronę i słuchać drugiej od połowy kawałka (bluźnierstwo!). Dzisiejsze kopenwdupeny bledną przy tych analogowych.
@wkochano
„osoba, która ma problem ze zrozumieniem jakiegokolwiek konceptu, może bardzo skorzystać na spromptowaniu o wyjaśnienie,”
Obawiam się tu błędnego koła. Jeśli sam nie rozumiesz danego konceptu, nie możesz ufać że cybergłupek ci go rzetelnie wyjaśnia. Pewien mój znajomy wrzucał na fejsa przykłady absurdalnego pieprzenia ChatGPT na temat skali pH (przy czym to brzmiało na tyle autorytatywnie, że ktoś zielony z chemii mógłby się dać nabrać).
„Narzekacie, że bluetooth i baterie to kopenwdupenizacja, a tymczasem największym kopem, który dziwnym trafem wam nie przeszkadza są oczywiście plączące się kable.”
Może to po prostu zasada „lepszy diabeł znany od nieznanego”, ale po prostu od ok. 40 lat mamy do czynienia z jakimś walkmanem, więc wyrobiliśmy sobie proste rozwiązania problemu kabli, typu owijanie wokół słuchawek przed włożeniem do torby. Natomiast rozwiazanie „zawsze nosić przy sobie powerbanka” jest w oczywisty sposób mniej wygodne (poza tym przesuwa problem „cholera, słuchawki znów rozładowane” na o „cholera, powerbank znów rozładowany”).
@all
Przepraszam że będę dalej drążyć temat Gdzie Dają Pokrętła – na AI się jak wiadomo Nie Znam i Nie Używam, ale wydawało mi się, że to akurat zadanie dla cybergłupka w trybie agenta – „wyszukaj mi w bieżącej ofercie samochody z fizycznymi pokrętłami”? Czy źle kombinuję?
@wo
Auta bez pokręteł, mówisz i masz
link to postimg.cc
„Błędne koło”
Zdarza się, ale znowu pytanie z czym porównujemy i co jest alternatywą.
– można równie źle zrozumieć wyjaśnienia z książki
– … albo co gorsza w ogóle ich nie rozumieć.
Dlatego należy pytać o źródła, a swoje/zaproponowane przez AI rozumienie sprawdzać w nich, oraz zadając kolejne pytania wyjaśniające. W moim doświadczeniu nawet jeśli AI wyjaśni coś nie do końca dobrze, to po kolejnym pytaniu albo dwóch to sama naprostuje.
„powerbanki”
Tak czy owak warto mieć, w dodatku są takie, które mogą służyć również jako ładowarka z sieci. Mając pewne minimum rutyny w życiu zresztą to w ogóle nie jest problem. Siusiu, paciorek, telefon, zegarek i słuchawki na ładowarkę, spać.
@wkochano
„Auta bez pokręteł, mówisz i masz”
O, dzięki! Jak mi ukradną i zostanę z gołym AC, użyję tego może bardziej na serio.
„można równie źle zrozumieć wyjaśnienia z książki”
No dlatego ja w ogóle jestem sceptyczny wobec samouczenia,
Aha, pytanie absolutnie serio – czy to był właśnie słynny Tryb Agenta?
Duże słuchawki nauszne (innych nie używam, też mam Sony) mają na tyle duże baterie że działają co najmniej miesiąc a jak zaczną informować że battery low to na tyle wcześnie że zawsze zdążysz doczekać do nocy i podłączyć na noc do ładowania. Fine by me. Dla mnie dużo większym kopem w dupe jest plączący się kabel oraz to że dziesiątki dobrych a nawet bardzo dobrych słuchawek musiałem wyrzucić bo kabel przerywał a ja nie umiem w lutowanie.
To był taki minimalny tryb agenta, co widzisz po ikonce „auto”. Claude jako mojemu agentowi wolno w tym trybie szukać różnych rzeczy po sieci i wykonywać modyfikacje w folderze projektu, w którym się znajdujemy, z wyjątkiem tych najbardziej ryzykownych.
Pełne wykorzystanie agentów idzie dużo dalej. Jak chcesz zobaczyć do jakich esktremów posuwają się programiści multi-agentowi, to poczytaj sobie słynny esej „Welcome to Gas Town” Steve’a Yegge’a. A to już sprzed ładnych paru miesięcy, sprzed epoki Open Claw…
@wo
„Jeśli sam nie rozumiesz danego konceptu, nie możesz ufać że cybergłupek ci go rzetelnie wyjaśnia. Pewien mój znajomy wrzucał na fejsa przykłady absurdalnego pieprzenia ChatGPT na temat skali pH (przy czym to brzmiało na tyle autorytatywnie, że ktoś zielony z chemii mógłby się dać nabrać).”
Mieszasz tutaj wyjście LLM-a zapytanego o informacje zaprute w modelu – co rzeczywiście jest nierzetelne i ma skłonność do halucynacji – z wyjściem LLM-a zapytanego o podsumowanie albo przeformułowanie podanego artykułu. Zresztą zainspirowani Perplexity dostawcy „zwykłych” LLM-czatów wdrożyli już mechanizm przeszukiwania sieci przez LLMa i referowanie wyników, żeby właśnie nie wyciągać informacji z wag modelu.
Przy okazji spytam czy próbowałeś już może NotebookLM? Znam bardzo poważnych naukowców którzy mówią że jest to skok technologiczny w robieniu riserczu.
@samouczenie
Chemii sam bym się zapewne nie nauczył. Zresztą na jej moją marną znajomość duży wpływ ma to, że w liceum miałem beznadzieją nauczycielkę – trzeba się więc było uczyć samemu, co mi kiepsko wyszło.
Jednak w kwestiach okołokomputerowych, w tym w prostym programowaniu, jestem absolutnym samoukiem. Oczywiście nie zarobiłbym na chleb jako programista, ale różne narządka w VBA, modele danych i automatyzacje, które sobie przez lata zrobiłem, dobrze służą nie tylko mnie, ale i koleżeństwu z firmy. Belfrzy są i będą niezbędni, ale jak ktoś ma już jakiś podkład lub motywację oraz czas to wielu rzeczy sam się nauczy. Mądrze użyta AI może pomóc (w moim wypadku bardzo skraca czas potrzebny do nauczenia się na szybko tego, co jest mi potrzebne akurat w tej chwili).
@cowboy
„Przy okazji spytam czy próbowałeś już może NotebookLM? Znam bardzo poważnych naukowców którzy mówią że jest to skok technologiczny w robieniu riserczu”
Nie, bo niestety w tych książkach, które piszę i tak się nie da wyeliminować etapu „fizycznej wyprawy do archiwum/papierowej biblioteki”.
@”kabel przerywał a ja nie umiem w lutowanie”
To faktycznie jest problem, i przy słuchawkach, i przy głośnikach zewnętrznych do laptopa, często wypinanych i wpinanych, aż pęknie kabel przy małym jacku/wtyczce usb (miałem jeszcze gorszą sytuację: kabel do świetnych głośników przy kompie pogryzł mi pies). Staram się tak nawigować życiem towarzysko-uczuciowym, by wśród znajomych zawsze był ktoś lutujący, do kogo można z kablem i prośbą: lutuj go mocniej (teraz mam kogoś takiego w sąsiednim dziale w pracy). ZURT, wróć!
@embercadero
„dziesiątki dobrych a nawet bardzo dobrych słuchawek musiałem wyrzucić bo kabel przerywał”
Dlatego przy droższych zakupach słuchawkowych zależy mi na odpinanym kablu.
@wkochano
„Mając pewne minimum rutyny w życiu zresztą to w ogóle nie jest problem. Siusiu, paciorek, telefon, zegarek i słuchawki na ładowarkę, spać.”
Nie no, rutyna na tyle kroków to bym musiał sobie chyba checklistę wywiesić nad łóżkiem. Zegarka nie mam (znaczy mam, ale nie do ładowania), pacierz odpuściłem sobie dawno temu, a mimo to tak co drugi dzień zapominam naładować telefonu (powerbanki ratują życie). Słuchawki to w ogóle, jak je gdzieś zobaczę leżące to podłączę, jak nie to nie.
Generalnie to się nazywa bluetooth multipoint i obok anc to są najważniejsze rzeczy do wzięcia pod uwagę imho jak się kupuje słuchawki.
@kuba_wu
„Takie połączone razem, to już blisko, coraz bliżej, tylko jeszcze trzeba je ładować i parować. Jeszcze trochę a byłyby jak stary, dobry jack.”
Ale gdzie tu jest problem? Ja też lubiłem i długo trzymałem się słuchawek kabelkowych, ale dałem szansę bezprzewodowym i okazały się dużo lepsze niż się obawiałem. Teraz mam dwie pary – jedne są sparowane z komputerem i tylko z nim. Ładuję je raz na parę dni, co w praktyce oznacza że podpinam je do kabelka i idę sobie obejrzeć odcinek serialu. Nie potrzebują długo. Zresztą nie ładowałem ich jeszcze ani razu z okolic 0% baterii, robię to gdy mają poniżej połowy stanu. A używam ich po kilkanaście godzin dziennie, do pracy i do rozrywki.
Drugie są sparowane z telefonem i ładuję je może raz na miesiąc, bo używam ich tylko gdy wychodzę na miasto i chcę posłuchać muzyki. Nie opłaca mi się ich zabierać na szybki wypad do sklepu, ale jeśli muszę gdzieś podjechać komunikacją publiczną już owszem. Ale nawet gdybym z nich korzystał cały czas, to prędzej mi się rozładuje bateria w telefonie niż w nich. Więc wystarczy je podpinać do ładowania w tym samym momencie co telefon. Serio, nawet budżetowe słuchawki wytrzymują obecnie na jednym ładowaniu dłużej niż jakiś flagowy smartfon z najnowszej kolekcji.
Paradoksalnie jest jedno miejsce gdzie korzystam ze słuchawek kabelkowych, bo BT nie jest rozwiązaniem – osiągnięcie nowoczesnej technologii jakim jest konsola Sony Playstation. Albowiem Sony używa połączenia BT do komunikacji pad-konsola i nie pozwala na podpięcie do niej słuchawek bezprzewodowych, za to pad ma jak najbardziej wyjście minijack.
Słuchawki przewodowe nie potrzebują ładowania i trochę trudniej je zgubić. Ale poza tym plączą się, zaczepiają i potrafią zrzucić urządzenie na ziemię oraz regularnie się przecierają – jak pisał pgolik – więc starczają na krócej. Nie zliczę ile takich słuchawek już w życiu wyrzuciłem żeby kupić nowe.
Bezprzewodowe nie muszą być douszne. Właściwie dowolny kształt słuchawek kabelkowych może być dostępny w wersji bezprzewodowej. To nie jest żaden argument. Ja też nie lubię dousznych i od dawna już takich nie kupuję.
Oczywiście niech każdy korzysta z czego chce. Jak już napisałem Jankowi, są nadal telefony ze złączem minijack. Nie wiem czy mają opcję uruchamiania radia FM, bo mnie to nigdy nie interesowało, ale samo złącze nie zniknęło całkowicie. No, może z iphone’ów, na nich się nie znam.
@Piotr Kapis
„Sony używa połączenia BT do komunikacji pad-konsola i nie pozwala na podpięcie do niej słuchawek bezprzewodowych,”
Jesteś pewien że to BT a nie własnościowy protokół (możliwe że na tych samych częstotliwościach), jak to ma miejsce w padach do Xboxa? BT wprowadza opóźnienie w transmisji, nieobniżalne poniżej pewnej wartości, bardzo wyczuwalne w szybkich grach.
Tak, pady od Xboxa i do PS5 można sparować po BT z pecetem czy makiem, ale te pierwsze zdecydowanie lepiej sparować z donglem USB od Microsoftu który daje ów szybki, własnościowy protokół bezprzewodowy. Nie wiem jak pady od PS5.
(zresztą tylko połączenie przez wspomnianego dongla daje obsługę słuchawek wpinanych do jacka w padzie, przy połączeniu BT to gniazdo jest martwe)
@cowboytomash
„Jesteś pewien że to BT a nie własnościowy protokół (możliwe że na tych samych częstotliwościach), jak to ma miejsce w padach do Xboxa?”
Słusznie, nie jestem pewien. Mogły mi się dwie rzeczy zlać w jedną. Pamiętam, że gdy szukałem o tym informacji to widziałem, że Sony nie zezwala na parowanie słuchawek BT z konsolą ze względu na bezprzewodowe połączenia z padami, ale mogłem przez to zrobić niesłuszne założenie, że to ten sam protokół.
W ogóle z Sony czasami bywa dziwnie. Ja przecież nie muszę parować słuchawek z konsolą, mógłbym je podpiąć pod telewizor, gdyby ten miał taką opcję. Ale nie ma. Rezultat jest taki, że słuchawki bezprzewodowe od Sony nie współpracują ani z konsolą ani z telewizorem od Sony.
@są nadal telefony ze złączem minijack. Nie wiem czy mają opcję uruchamiania radia FM
Ale mi nie zależy na minijacku, tylko właśnie na radiu.
Już pisałem – są dostępne dokładnie 3 modele, ale wątpię, czy ktokolwiek odważyłby się je kupić.
@janekr
Praktycznie każde radio ma dziś swoją apkę na telefon, a jeśli lubisz zmieniać stacje, to są i apki-agregatory. Można spytać czemu tak upierasz się przy FM?
@Można spytać czemu tak upierasz się przy FM?
Bo lubię. I to powinno wystarczyć.
Bo w czasie spacerów po obcym mieście za granicą:
a) wcale nie mam nieograniczonego transferu,
b) nie znam lokalnych stacji radiowych.
Np. przy ostatnim pobycie w Paryżu miałem jeszcze stary telefon i dzięki temu poznałem Radio Libertaire „La radio sans Dieu, sans maître et sans publicité,”
Aha – wiem, można kupić bardzo małe radio na słuchawki. I niby gdzie miałbym je nosić? Tu link to cdn.blabler.pl że mam na szyi torebkę z telefonem i kilkoma kartami. Gdzie niby miałbym takie radio wepchnąć?
@kot_immu
Widziałem właśnie Mazdę CX-6e. Zero fizycznych przycisków. Ekran 26 cali.
Ja lubię mieć duży dotykowy ekran ORAZ przyciski do podstawowych rzeczy. W obecnym aucie brakuje mi tylko dwóch:
– do zmiany trybu jazdy: niby nie robi się tego aż tak często, tylko że na wakacjach robiłem to praktycznie codziennie;
– graj/pauzuj – tego to już zupełnie nie rozumiem, producent dał mi przyciski do zmiany następna/poprzednia, dał do zmiany głośności a tej podstawowej rzeczy nie dał…
@janekr
„Ale mi nie zależy na minijacku, tylko właśnie na radiu.
Już pisałem – są dostępne dokładnie 3 modele, ale wątpię, czy ktokolwiek odważyłby się je kupić.”
Ciule z samsunga od wersji xcover 7 uciachali radio, nie wiem po co skoro minijack został.
Ale gsmarena z ustawieniami android, osiągalny, 2025+, fm radio wypluwa 308 wyników. Pewnie ze 200 to modele typowo na Azję więc wypadające z konkurencji, ale jest na przykład Xiaomi Redmi 17, który jest dość typowym smyrofonem i to swobodnie dostępnym w Polsce. W specyfikacji po polsku jak najbardziej mamy „Obsługuje radio FM (z gniazdem słuchawkowym)”.
@wkochano
„do zmiany trybu jazdy: niby nie robi się tego aż tak często, tylko że na wakacjach robiłem to praktycznie codziennie;”
Otóż toż, w Subaru mam jakąś taką automatykę do utrzymywania równej prędkości podczas zjeżdżania z górki na pazurki (żeby kierowca mógł się skupić na czymś innym), w Warszawie oczywiście praktycznie bezużyteczna, ale w wakacje używałem wiele razy dziennie, bym zwariował wybierając to z jakiegoś ekranu dotykowego.
” graj/pauzuj – tego to już zupełnie nie rozumiem, producent dał mi przyciski do zmiany następna/poprzednia, dał do zmiany głośności a tej podstawowej rzeczy nie dał…”
Nie wiem czy jeszcze to dają, bo oczywiście fazę życiową „częstego wypożyczania” mam już za sobą, ale paręnaście lat temu byłem fanem stosowanego w BMW Pokrętła Wielofunkcyjnego. Tak wygodne w obsłudze jakby to w Apple projektowali. Nie wiem czy jeszcze dają (ale sama marka trochę za bardzo mi się kojarzy z pewnym rodzajem ćwoków, if you catch my drift).
@wkochano „graj/pauzuj” – naprawdę tego nie ma w nowym samochodzie? W moim sztruclu (rocznik 2012) budżetowej marki mam do tego fizyczny przycisk na kierownicy. Działał z oryginalnym audio, działa z dokupioną nawigacją (chyba po canbusie).
A do tego nie wystarczy po prostu tempomat? Adaptacyjny automatycznie też zwalnia przed zakrętami.
Ostatnim autem, w jakim miałem graj/pauzuj na kierownicy było Volvo z 2014. Teraz jestem już na drugiej niemieckiej marce, która tego nie ma.
W Mercedesie pokrętło też spoko, ale jednak jednoprzyciskowej funkcji graj/pauzuj brak. Co prawda można wcisnąć pokrętło głośności, co jednocześnie pauzuje i wycisza do zera, ale ma to taką wadę, że jak się później wciśnie „graj” z ekranu, a nie z powrotem pokrętłem, to nie gra, bo głośność=0…
Ogólnie jeśli chodzi o interfejs użytkownika w autach, to ze smutkiem stwierdzam, że Chińczycy > Koreańczycy > Niemcy > Japończycy.
Renault „od zawsze” ma pilota do audio pod kierownicą. Niektórzy nieogarnięciu recenzenci na to narzekają, ale w mojej ocenie to jest bardzo wygodne rozwiązanie – dwa palce (środkowy i wskazujący) zupełnie na ślepo pozwalają zmienić źródło i głośność, przewijać listę i włączyć pauzę.
@wkochano
Mazda 6, rocznik 2013 ma średniej wielkości ekran dotykowy ORAZ przyciski i pokrętła fizyczne. Poza sterowaniem z kierownicy, system audio i zintegrowana (opcjonalna) automapa, telefon i co tam jeszcze, mogą być sterowane przy pomocy specjalnego pokrętła umieszczonego pośrodku miedzy siedzeniem kierowcy i pasażera. Wyłącznik/wyłącznik audio został ukryty wygodnie w pokrętle głośności i może być użyty bez odrywania oczu od toru jazdy. Głosowo (opcjonalnie), po angielsku można sterować telefonem połączonym przez bluetooth z autem. KOMU TO PRZESZKADZAŁO?
Gdyby to kogoś interesowało to w cenie około 300 000 złotych można było kupić ponoć najdroższe (rok temu) słuchawki świata. Piekło nowoczesności? No nie wiem. Recenzja z mojego ulubionego kanału 0db.pl, czas trwania 37 minut z groszami:
link to youtube.com
@wkochano
„A do tego nie wystarczy po prostu tempomat? Adaptacyjny automatycznie też zwalnia przed zakrętami.”
W Foresterze jest nieaktywny poniżej pewnego minimum (bodajże 30 km/h). Dla mniejszych prędkości potrzebny jest tryb terenowy, który działa na innej zasadzie (na przykład hamulec wyłącza tempomat, ale w trybie terenowym po prostu auto przyjmuje nową, niższą prędkość).
@korba
„Renault „od zawsze” ma pilota do audio pod kierownicą.”
Od zawsze – ale czy do dzisiaj? Xuie to po prostu systematycznie eliminują.
@fieloryb
„Mazda 6, rocznik 2013 ”
To był wspaniały rocznik, bez dwóch zdań, ale co z rocznikiem 2026?
@WO
„ale co z rocznikiem [Mazdy 6] 2026?”
Z informacji jakie posiadam nie produkuje się już (hlip, hlip) spalinowych Mazd 6. W zamian za to dostępne są Mazdy 6e (czyli elektryczne). Niestety, sporo wygodnych przycisków usunięto z panelu przedniego zastępując je (apage!) wyświetlaczem oraz sterowaniem głosowym. Pozostawiono przyciski do sterowania szybami na drzwiach oraz przyciski na kierownicy (m.in. do sterowania audio).
Nigdy nie byłem fanbojem Mazdy. Zwyczajnie mój pierwszy samochód to była używana Mazda 626, kupiona „od Niemca”. Nowa Mazda 6 została wybrana mi przez znajomego miłośnika motoryzacji. I dobrze, bo się okazało, że a) była ówcześnie w ścisłej czołówce aut jeśli chodzi o bezpieczeństwo jazdy, b) Mazda 6 trzeciej generacji (benzynowa) zyskała opinię jednego z najbardziej bezawaryjnych i niezawodnych samochodów w segmencie aut średnich.
Jedynie delikatny lakier* i słaba, opcjonalna automapa (dziś używam już tylko automapy z telefonu) są niehalo. Mam, używam i sprzedam jak mi się znudzi, co raczej nie nastąpi, bo jest zwyczajnie bardzo ładna z nowoczesnym wyglądem.
*Rysuje się od patrzenia i ponoć jest słaby przy ochronie przed korozją. Nie wiem, nie zauważyłem.
@”Od zawsze – ale czy do dzisiaj? Xuie to po prostu systematycznie eliminują.”
W tym wypadku – nie wyeliminowali. Pilot audio jest chyba w każdym modelu od Clio do Rafale. W mojej starej megance z ubiegłej dekady jest mniej przycisków na desce niż w jej następcy – Australu (i nie trzeba rezygnować z dużego ekranu). Jest oczywiście mnóstwo guzików na kierownicy: głównie tempomat itp., dostęp do telefonu i poleceń głosowych. Jest też przy kierownicy specjalny i łatwo dostępny przycisk do zmiany trybów jazdy. Przyciski na drzwiach do szyb i lusterek były i są oczywistą oczywistością.
Jedyne do czego się można przyczepić to wrzucenie na ekran wyłącznika do podgrzewania siedzeń i kierownicy, co podobno bywa wkurzające, zwłaszcza gdy mocno wychłodzony ekran nie chce reagować na dotyk (tak donosili niektórzy użytkownicy). Ale można sobie przypisać ulubioną funkcję do specjalnego przycisku na kierownicy. Można też podobno bez problemu uruchamiać te funkcje głosowo, ale czy to działa w naszym pięknym języku i przy mojej dykcji, sprawdzę za parę miesięcy.
Więc nie wszystko się pogarsza – wydaje mi się, że pod względem guzikologii najgorsze mamy za sobą, przynajmniej w co bardziej przytomnych firmach.
Nibynowoczesność i mikropiekiełko
Usb-c est bez wątpienią najwygodniejszą wersją. Czy jest nowocześniejsze od poprzednich? E tam, ale marketing pewnie tak uważa.
W teorii ułatwia życie, w praktyce trochę utrudnia. Mamy kilka starszych urządzeń na mini usb, kilka nowszych na usb-c i… AjFona z własnym pomysłem na życie.
Kilka ładowarek, z których sterczą dwa luib trzy kable i zawsze się jakoś naładuje.
Jednak jest pewien kłopot.
Wyjeżdżając biorę ze sobą telefon i czytnik e-booków na usb-c, ładowarkę i dwa kable usb usb-c. Na ogół w samolocie, na lotnisku i w hotelu są gniazdko usb do ładowania urządzeń. Do tej pory przywykłem, ze to są zwykłe usb, jednak w tym roku przekonałem się, że może to być także usb-c. Na szczęście krótki lot, nie było potrzeby ładowania. Ale gdybym przy 14 godzinnym locie odkrył, że nie mam jak naładować czytnika czy telefonu…
Niby żaden problem, można wziąć 2 kable, ale najpierw trzeba wiedzieć, że oba rodzaje mogą być potrzebne. Zakładam, że przed lotem nie sposób sprawdzić, na jaki rodzaj gniazdek się trafi?
Akurat w zupełnie innym zakątku internetu
„Legitymacja emeryta-rencisty ZUS jest wydawana w formie fizycznej na specjalne żądanie. Domyślnie idzie do mObywatela.”
„Karta DiLO (Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, jak ktoś ma szczęście nie wiedzieć) za niedługo będzie tylko w formie elektronicznej. Tylko, żadne tam na żądanie.
Ale przecież nie ma obowiązku dostania raka, a jeśli już jakiś obywatel postanowi go mieć, to nikt go nie zmusza do jakiejś tam szybkiej ścieżki, więc żadne prawa i wolności nie zostały naruszone.”
@Karta DiLO (Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, jak ktoś ma szczęście nie wiedzieć) za niedługo będzie tylko w formie elektronicznej. Tylko, żadne tam na żądanie.
Ale przecież nie ma obowiązku dostania raka, a jeśli już jakiś obywatel postanowi go mieć, to nikt go nie zmusza do jakiejś tam szybkiej ścieżki, więc żadne prawa i wolności nie zostały naruszone.
No dobra, ale po co pacjentowi wydruk na papierze? Jeśli system będzie choć trochę sensowny, wystarczy sama wiedza o wystawieniu karty i PESEL. Ośrodek do którego się zgłosisz sam sobie tę kartę ściągnie. Przecież aptekarz już od ładnych paru lat nie potrzebuje papierka (jeśli go dostaje, to tylko skanuje kod paskowy) i – jak widzę w aptekach – nawet mocno zaawansowani wiekiem seniorzy nie mają problemu z podaniem PESEL-u i numeru recepty.
@ minijack
O rety, nie potrafię nawet pomyśleć o tym czymś bez kilkugodzinnego ataku żądzy znalezienia tych kosmitów, którzy zajmują się eksterminacją absolutnie nierokujących gatunków.
@korba
„nawet mocno zaawansowani wiekiem seniorzy nie mają problemu”
Ach, młodość! Nawet nie wiesz ile jej zawdzięczasz. Osoby w wieku, powiedzmy, zbliżonym do mojego po prostu wiedzą, że ci seniorzy, których spotykasz w aptece – to pewna wyselekcjonowana grupa. To na przykład ja (według różnych definicji już jestem seniorem). Natomiast nasi seniorzy wysyłają do apteki nas właśnie dlatego, że to ogarniamy. Czyli w uproszczeniu, boomerzy wysyłają nas, iksów. Tu mi kaktus, jak uwierzę że Adam Michnik umie zrealizować e-receptę, on też na pewno ma kogoś, kto mu je wykupuje. Każdy boomer ma (a jak nie ma, to ma problem).
@korba
„nawet mocno zaawansowani wiekiem seniorzy nie mają problemu z podaniem PESEL-u i numeru recepty”
Osoba z demencją miałaby problem.
@wkochano
„OK, młodzież drze się na komórkach w tramwajach… ale jestem wystarczająco stary, żeby pamiętać boomboxy na chodnikach. Nowoczesność to też w innych aspektach mniej hałasu. Postępująca elektryfikacja transportu sprawia, że miasta zaczynają być zauważalnie cichsze”
Nie tylko młodzież. Drą się wszyscy i nie tylko w tramwajach. Musiałam zwracać uwagę okołopięćdziesiąeciolatkowi dwa stoły dalej, który grał sobie w niewyciszoną gierkę jedną ręką, drugą jedząc ramen. Przeprosił, wyciszył. Tak że tak.
Też jestem wystarczająco stara, żeby pamiętać, że boomboxy na chodnikach nie były aż takim problemem, jakim teraz są smartfony w każdej kieszeni. Widzę, też że Ciebie ten problem nie dotyczy, szczerze zazdroszczę. Są pewne rodzaje dźwięków, które są nie do zniesienia, jak na przykład to, co wydobywa się z tych marnych głośników większości smartfonów. To jest tak, jakby ci ktoś palcem wiercił w mózgu.
W jednych aspektach mniej hałasu (doceniam elektryki, że nie generują tych okropnych rozklekotanych dźwięków), w innych więcej. Ludzie są coraz głośniejsi. Musiałam przestać chodzić do kina, bo nie dawałam rady: gadanie, głośne odgłosy jedzenia, pingi od mesendżera – za to tylko Cukerberga bym wysłała do piekła – plus świecenie po oczach ekranami smartfonów. Taka to nowoczesność.
@ „Ach, młodość!”
Niestety, jestem starszy od Ciebie. A zalety i wady elektronicznych recept poznawałem zaraz po ich wprowadzeniu, ogarniając furę leków, dla kogoś jeszcze starszego. No i było mi łatwiej niż w czasach czysto papierowych. Problem w tym, że ktoś pozbawiony możliwości swobodnego poruszania się i mający także z innych względów trudności z zaspokojeniem swoich codziennych potrzeb, miał mocno pod górkę także w czasach czysto analogowych.
W bardzo bliskiej rodzinie od wielu lat uczestniczę także (wspierając) w ogarnianiu leczenia onkologicznego. Zaczęło się jeszcze w czasach przed DILO. Obawiam się, że nadal i także dla młodych leczenie takie – zwłaszcza na początkowym etapie – przypomina ekstremalnie trudny bieg terenowy z przeszkodami. Często bez mapy, lecz tylko z jakimiś fragmentarycznymi i niejasnymi wskazówkami. Chciałem jednak napisać, że ucyfrowienie jednego etapu MOŻE ułatwić pokonanie jednej z przeszkód – po prostu pacjent nie będzie musiał przenosić jednego z dokumentów między lekarzami.
@wo
„Czyli w uproszczeniu, boomerzy wysyłają nas, iksów.”
Boomer boomerowi nierówny, bo na to określenie łapią się i osiemdziesięciolatkowie i sześćdziesięciolatkowie. Moi rodzice (w wieku emerytalnym) na przykład sami bez problemu ogarniają.
Czy w twojej przychodni wydają papierowe zwolnienia lekarskie? W mojej raz nie dostałem a z reguły lekarz mówi: „X dni zwolnienia”, to wszystko. Problem w tym, że któregoś razu dostałem zwolnienie i tylko przytomność umysłu kazała mi zadzwonić do zakładu pracy z pytaniem czy zwolnienie „przeszło”. Okazało się, że nie.
Sprawa się wyjaśniła – system komputerowy zaciągnął stare dane i wystawiono mi zwolnienie na NIP urzędu pracy, gdzie byłem zarejestrowany około 30 lat temu. Od tej pory zawsze po słowach lekarza „X dni zwolnienia” proszę o papierowy dokument, żeby mieć pewność.
Boom w sensie czysto demograficznym („wyż kompensacyjny”) był jak najbardziej, a sześćdziesięciolatek w sensie czysto demograficznym to nie boomer tylko dno niżu; w sensie historycznym to względnie wczesny X.
link to external-content.duckduckgo.com
@Gammon No.82
Masz rację, aczkolwiek moi rodzice łapią się jeszcze na końcówkę wyżu. Więc nadal boomer boomerowi nierówny.
@fieloryb
„Czy w twojej przychodni wydają papierowe zwolnienia lekarskie”
Ja zawsze proszę o wydruk bo po prostu zawsze proszę o wydruk. Wszystko lepiej miec na wydruku.
„wystawiono mi zwolnienie na NIP urzędu pracy, gdzie byłem zarejestrowany około 30 lat temu.”
Na dnie swego upadku (OK, na lokalnym dnie, najgorsze i tak przede mną), byłem jednocześnie nauczycielem i dziennikarzem, co pewnego razu spowodowało taki pierdzielnik w moich rozliczeniach z ZUS, że na tym powstrzymam opowieść. W każdym razie, wszystko się zaczyna od opowieści o Człowieku O Więcej Niż Jednym Nipie.
@Boomerzy
W US majązłą opinię, gdyż załapali się boom gospodarczy po wojnie, czego im następne pokolenia zazdroszczą.
Ludzie urodzeni w PL po wojnie w wyżu demograficznym (dwa były, ja z drugiego) nijak żadnego boomu gospodarczego nie mieli, nawet boomiku.
@janekr
„nijak żadnego boomu gospodarczego nie mieli, nawet boomiku.”
Dla znacznej części boomerów (tu się nieprzypadkowo pojawił mój niegdysiejszy naczelny!), jednak istniały pewne atrakcyjne opcje w kwestii nieruchomości. Totalnie niedostępne dla mnie, nie mówiąc o moich dzieciach.
@fieloryb
Wg kp i tak masz obowiązek osobiście zawiadomić zakład pracy o zwolnieniu. U mnie to zazwyczaj wystarczy by HR sam był w stanie wyciągnąć odpowiednie dokumenty lub w najgorszym razie zawiadamia, że coś jest nie tak.
@vvaz
„Wg kp i tak masz obowiązek osobiście zawiadomić zakład pracy o zwolnieniu.”
A jeżeli jestem półprzytomny lub wręcz nieprzytomny?
@fieloryb
Rodzina, peszek, oficjalnie masz kilka dni na usprawiedliwienie nieobecności, zawiadomienie o zwolnieniu. A poza tym sądy są dla ludzi :]
@WO”Dla znacznej części boomerów (tu się nieprzypadkowo pojawił mój niegdysiejszy naczelny!), jednak istniały pewne atrakcyjne opcje w kwestii nieruchomości.”
A dla innej części, też znacznej, zakład pracy się zamknął i nigdzie nie było pracy w wieku, w którym miało się nastoletnie dzieci i wypadałoby odcinać już kupony. IMO późni millenialsi, którzy na rynek pracy wchodzili w czasie, gdy korpo zatrudniały ludzi z angielskim, pulsem i excelem mieli łatwiej niż boomerzy, oczywiście przy ceteris paribusie.
Nie mówiąc o boomie w IT (IT-boomers – nowe określenie na urodzonych w latach 1985-1995, właśnie wymyśliłem).
@amatill
„A dla innej części, też znacznej, zakład pracy się zamknął i nigdzie nie było pracy w wieku, w którym miało się nastoletnie dzieci i wypadałoby odcinać już kupony.”
Mój ojciec stracił pracę w państwowym zakładzie zbrojeniowym gdzieś w późnych latach 90-tych / wczesnych 2000-ych, i to był koniec jego kariery zawodowej.
„Mój ojciec stracił pracę w państwowym zakładzie zbrojeniowym gdzieś w późnych latach 90-tych / wczesnych 2000-ych, i to był koniec jego kariery zawodowej.”
Pewnie każdy kogoś takiego zna. Wtedy nie tylko było 20% oficjalnego bezrobocia ale jeszcze co najmniej drugie tyle osób równie bezrobotnych tyle że wysłanych oficjalnie na wcześniejszą emeryturę. Nieliczni z nich podejmowali jeszcze pracę. To były straszne czasy
@amatil
„mieli łatwiej niż boomerzy”
Ogólnie każde pokolenie w Polsce ma lepiej od swoich rodziców, na tym w końcu polega postęp i rozwój. Niemniej jednak, są różnie w doświadczeniach – choćby wskazana przzez Ciebie: jednym było łatwiej dostać mieszkanie a trudniej pracę, drugim odwrotnie.
@embercadero
„tyle że wysłanych oficjalnie na wcześniejszą emeryturę.”
Nie wiem jak Ty, ale mnie na myśl o tym skręca z zazdrości. Czemuż ach czemuż mnie nikt nie wysyła na wcześniejszą emeryturę.
Ja z tamtych czasów – jako nastolatek – zapamiętałem rozgoryczenie tym, że wszędzie zwalniali ludzi i nikt się tym nie przejmował, a jak próbowali zamknąć nierentowne kopalnie, to były bitwy na ulicach Warszawy.
„Dla znacznej części boomerów (tu się nieprzypadkowo pojawił mój niegdysiejszy naczelny!), jednak istniały pewne atrakcyjne opcje w kwestii nieruchomości. Totalnie niedostępne dla mnie, nie mówiąc o moich dzieciach.”
Trzeba było kupować nieruchomości na kredyt we frankach w 2008 r., 15 lat później miałbyś kredyt za darmo. Albo po prostu kupować nieruchomości w latach 2014-2016 i sprzedawać je 10 lat później. Tak, wiem 😉
„Nie wiem jak Ty, ale mnie na myśl o tym skręca z zazdrości. Czemuż ach czemuż mnie nikt nie wysyła na wcześniejszą emeryturę.”
Zupełnie nie. Po pierwsze ta emerytura była głodowa. Po drugie ja lubię swoją pracę, brakowało by mi jej.
„Po drugie ja lubię swoją pracę, brakowało by mi jej.”
Tester jakości w fabryce czekolady?
@amatill
IMO późni millenialsi, którzy na rynek pracy wchodzili w czasie, gdy korpo zatrudniały ludzi z angielskim, pulsem i excelem mieli łatwiej niż boomerzy, oczywiście przy ceteris paribusie.
Ciężko to porównywać, bo dla jednych excelik i multisport, dla innych januszex, a dla jeszcze innych emigracja zarobkowa. Wśród moich podstawówkowych znajomych, roczniki przełomu 70/80s, parę osób chyba już do PL nie wróci, część siedzi w budżetówce, część na etaciku w sklepie czy aptece, korposzczurami zostali tylko tacy jak ja, którym udało się wyjchać na studia do big city i nie mieli pomysłu co ze sobą dalej zrobić. Wewnątrz korpolewiatana zauważyłem jednak że lokalsi z bigcity jakoś tak szybciej pięli się po drabince niż my, ludzie z prowincji. Jakiś kapkultowy bonus zapewne. Tak czy inaczej, generalizowanie z perspektywy wielkomiejskiej MC bywa zwodnicze. Balcerowiczowska transformacja nie brała jeńców, ale 00s, szczególnie w okolicy kryzysu to też nie był złoty wiek, chociaż mój 10 lat młodszy brat, który wszedł na rynek pracy w dużo lepszym momencie i zarabia lepiej ode mnie też narzeka że to jednak ja miałem farta, bo ceny nieruchomości nie były z kosmosu. I ma rację, bo jak brałem kredyt 12 lat temu i jak wyliczali mi zdolnośc kredytową 2 lata temu wynik był prawie identyczny, pomimo tego że moje zarobki były nominalnie wielokrotnością ówczesnych. Biorąc pod uwagę ceny m2 nie byłoby mnie teraz stać na moje mieszkanie, chyba że jakimś cudem odłożyłbym solidny wkład własny. Coraz ciężej się załapać chocby do LMC/BKŚ, a kredyt na szyi zamienia się w trójcę leasing/wynajem/abonament. Tak że ten, każde pokolenie ma własny kopenwdupen, jak śpiewa Grześ Skawiński, a recepta na społeczną mobilność kiedyś i teraz jest wciąż ta sama: don’t be poor.
„Tester jakości w fabryce czekolady?”
I’m Winston Wolfe. I solve problems.
Ty się śmiejesz a moja babcia pracowała całe życie w Wedlu.
No w każdym razie moi rodzice w moim (obecnym) wieku oboje byli już od dawna emerytami. Ależ im tego zazdroszczę! Ja się już czuję Za Stary Na To Wszystko, a muszę jeszcze przepełznąć 8 lat.
Mnie renta na autyzm przed tym losem ocaliła, w praktyce to taka „wcześniejsza emerytura”. Zdecydowanie warto było się zdiagnozować.
Jeśli teraz dzieciaki się ostro diagnozują z różnych rzeczy, to bardzo dobrze, będzie im łatwiej się upomnieć o swoje prawa.
WO
„muszę jeszcze przepełznąć 8 lat”
Aż poszedłem do Wiki, no bo On nie jest tyle młodszy chyba, ale jest. Wiesz, że to jest optymistyczny wpis jak na Ciebie, bez czarnowidztwa, że 10% facetów nie dożywa.
@Ja się już czuję Za Stary Na To Wszystko, a muszę jeszcze przepełznąć 8 lat.
Dla symetrii: ja mam do emerytury -7 lat.
Ja tylko -1,5, ale mam nadzieję na znacznie więcej. Z tym, że gdybym nadal pracował w szkole, to pewnie od dawna miałbym już dość. Chociaż zerknięcie na kalkulator emerytalny, który pozwala sprawdzić, jak może zmienić się emerytura po wydłużeniu okresu pracy, może czynić cuda.
@WO
„Ja się już czuję Za Stary Na To Wszystko”
Parafrazując McCarthy’ego: No country for you. A parafrazując Ballarda: pozamiatane. link to en.wikipedia.org
@all
Podziwiam optymistów (i optymistki) liczących dni do emerytury od strony <60/65 . Zwłaszcza jeśli mają do tej daty 5+.
Nie ma szans na utrzymanie wieku emerytalnego na obecnym poziomie. W krótkiej perspektywie N obiecał blokować jego podniesienie – i na razie rząd nawet nie próbuje testować tych obietnic, ale w dłuższej nie będzie wyjścia.
Partia, która podwyższy wiek emerytalny, pewnie przegra wybory. Tak jak PO w 2012-2015 r. Cofnięcie tej reformy, to jedna z gorszych rzeczy, które zrobił PiS. Przypuszczam, że następna reforma emerytalna będzie dopiero wówczas, gdy rzeczywiście staniemy nad przepaścią i ani chwili wcześniej.
No ja też liczę, ciut mniej niż 4, jak tak dalej będzie leciała zapaść ochrony zdrowia, to zamiast na emerytury ludzie będą szli na renty.
A widzieliście wysokość tych waszych emerytur? Ja nie to w PUE ZUSu można sobie sprawdzić. Mnie by to wystarczyło na jakieś maksimum pół miesiąca a większość życia zarabiałem co najmniej dobrze no i nie żyję jakoś wystawnie, raczej skromnie. Nie ma takiej opcji bym nie pracował dopóki zdrowie pozwoli, po prostu bez jakiejś dodatkowej pensji umarłbym z głodu. A już nie wspomnę o tym że koszty leczenia będą przecież tylko rosły w miarę starzenia się. To zdecydowanie nie jest kraj dla starych ludzi.
@embercadero
„A widzieliście wysokość tych waszych emerytur? ”
Miałem w życiu fazę, gdy dobrze zarabialem, więc nawet obejmowało mnie zawieszenie składek po wpłaceniu trzydziestokrotności czegoś tam. Trochę wygląda na to, że w miarę bezboleśnie mogę zrezygnować z nauczycielskiej pensji.
@vvaz
> Nie ma szans na utrzymanie wieku emerytalnego na obecnym
> poziomie. W krótkiej perspektywie N obiecał blokować jego
> podniesienie – i na razie rząd nawet nie próbuje testować
> tych obietnic, ale w dłuższej nie będzie wyjścia.
Założę się, że w góra dekadę wiek emerytalny zostanie obniżony.
Nasza gospodarka ma silną nogę w postaci wewnętrznej konsumpcji. Tak jak kania łaknie dżdżu, tak nasze firmy, firemki i jdg potrzebują konsumentów, czyli klientów MAJACYCH pieniądze, które będą chcieli i mogli wydać na produkty oraz usługi tych firm, firemek i jdg.
Jednocześnie ta sama nasza gospodarka, nie potrzebuje pracowników silwersów. Mając lat 50+ szukasz pracy długo, a kiedy już ją znajdziesz to masz bardzo niewielkie szanse, że będzie to praca na etacie. Czas szukania pracy wydłuża każde dodatkowe 5 lat. Jeszcze szybciej każda następna siątka po 50, obniża szanse na etat.
To nie praca wytwarza pieniądze. Praca jest tym, co można wymienić na już istniejące pieniądze, pod warunkiem, że ten kto je aktualnie ma, zgodzi się na taką wymianę.
Łączymy kropki. Potrzebujemy konsumentów wydających swoje stabilne dochody z emerytury na lokalnym rynku, czy trwale robotnych bez stabilnych dochodów ludzi, de facto wypchniętych z konsumenckiego rynku?
„Miałem w życiu fazę, gdy dobrze zarabialem, więc nawet obejmowało mnie zawieszenie składek po wpłaceniu trzydziestokrotności czegoś tam. Trochę wygląda na to, że w miarę bezboleśnie mogę zrezygnować z nauczycielskiej pensji.”
Ach te małe szczęścia gdy pracujesz całe życie na etacie, pewnie jako jedyny z tu obecnych. A taka np moja małżonka, nie zaznała tego szczęścia nawet przez jeden dzień. A ja też dopiero od jakiś 10 lat. Wcześniej to mogłem sobie pomarzyć.
@”szczęścia gdy pracujesz całe życie na etacie, pewnie jako jedyny z tu obecnych”
No jednak nie jedyny, choć to w znacznym stopniu kwestia wieku i „obranej ścieżki kariery”. Nadal jestem etatowcem, czyli wg obecnego systemu frajerem, który płaci pełne podatki i składki na zdrowie. Przy tym korporacyjny HR bardzo by się ucieszył, gdybym przeszedł na emeryturę i kontynuował współpracę z firmą na innych zasadach.
Ale oczywiście mnie było łatwo. Gdy w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, po studiach poszedłem uczyć, etat był jedyną formą zatrudnienia. Gdy zmieniałem pracę, na tyle mnie chcieli, że o jakichś niepewnych formach zatrudnienia w ogóle nie było mowy.
W oświacie publicznej etat (niekoniecznie stały) nadal jest standardowym rozwiązaniem. Jeśli ktoś pogodzi się z dość marną pensją i nauczy się znajdować w tej robocie satysfakcję, to zwracam uwagę, że po wielu latach zastoju, coraz większe jest zapotrzebowanie na nowych nauczycieli związane z powiększającą się luką pokoleniową. Trzeba tylko mieć odpowiednie papierki. Mimo kolejnego etapu niżu, który już widać w przedszkolach, zapotrzebowanie na polonistów, matematyków, fizyków i chemików już jest duże, a będzie rosło. Nie da się wszystkich dziur zasypać nauczycielami w wieku emerytalnym.
@Korba
„Nadal jestem etatowcem, czyli wg obecnego systemu frajerem, który płaci pełne podatki i składki na zdrowie.”
I nie może wziąć wszystkiego „na firmę”. Rozbraja mnie po prostu, jak kupując 8-latkowi okulary, albo idąc z nim w niedzielę na śniadanie dostaję pytanie: paragon czy faktura?
@tbo
„Rozbraja mnie po prostu, jak kupując 8-latkowi okulary, albo idąc z nim w niedzielę na śniadanie dostaję pytanie: paragon czy faktura?”
Niekoniecznie musi chodzić o „branie na firmę”. Niektóre etaty wiążą się z perksami takimi jak wypasiony social, okulary mogą być z niego refundowne (ale trzeba wziąć fakturę).
@korba
W oświacie publicznej etat (niekoniecznie stały) nadal jest standardowym rozwiązaniem”
W prywatnej też, bo to zasadniczo ustawowe.
To zastrzeżenie o oświacie publicznej zrobiłem, bo w danych dotyczących szkół niepublicznych dziwnie dużo jest umów cywilnoprawnych. Nie miałem nigdy czasu ani ochoty, żeby zgłębiać co naprawdę się za tym kryje. Założyłem, że jest to po prostu efekt istnienia wielu oświatowych Januszexów, prowadzących jakieś szemrane wieczorówki, w których – w odróżnieniu od poważnych szkół – raczej się dorabia, a nie pracuje w sensie głównego miejsca zatrudnienia (oczywiście, jeśli ktoś może grymasić).
Ale na razie tylko tak sobie tylko gdybam. Jak mi ktoś każe albo zapłaci, to się temu bliżej przyjrzę.
A nie jest tak że zakład pracy ma obowiązek choć częściowej refundacji okularów jak to wynika z medycyny pracy? Okulary 8-latka niejeden na pewno rozliczył jako swoje, nie takie numery ze szwagrem.
Ale fakt że przy kupowaniu żarcia z pytaniem o fakturę się nie spotkałem. To chyba trzebaby być księzulem by móc uczciwie to odliczyć.
Jak zaczynałem „karierę” w mid-90sach to jedyna opcja była „na czarno”. Potem miałem zlecenia, przez nieco ponad rok etat (przypadek, szwedzkie korpo, szybko się nauczyli jak to się robi na dzikim wschodzie), a potem już żeby cokolwiek zarabiać musiałem zaożyć firmę. I oczywiście jak ten frajer podatki zawsze płaciłem co do grosika nie odliczając żadnej lewizny. W nagrodę popracuję do 80-tki.
BTW: pracuję teraz z holenderskim urzędem państwowym. Projekt taki że spotykam się z bardzo licznymi ich pracownikami, na pewno było już ich grubo ponad setka. Chyba nigdy nie było na callu więcej niż jedna osoba młodsza ode mnie, wszyscy starsi, a mam 50+. Niektórzy wyglądali na mocno po 70-tce. Także nie wierzę by u nas było inaczej i w obniżanie wieku emerytalnego.
@”szczęścia gdy pracujesz całe życie na etacie, pewnie jako jedyny z tu obecnych”
Zgłaszam się jako kolejny tu obecny etatowiec. Akurat nigdy dobrze na etacie nie zarabiałem, więc moja emerytura będzie skromna, ale korzystam z innych dobrodziejstw etatowca, co mnie zwyczajnie po ludzku wzmacnia. Praca w niekorpo do takich dobrodziejstw należy. Nikomu nie polecam ani nie odradzam – to kwestia indywidualnych priorytetów i wyborów ścieżek.
@embercadero
„Ale fakt że przy kupowaniu żarcia z pytaniem o fakturę się nie spotkałem.”
Czysto teoretycznie fundusz socjalny może rozliczać „wyjścia do knajpy z rodziną”. To już kwestia tego, jak się w sprawie jego funkcjonowania związki umówią z pracodawcą (o ile jest choć jeden, chłe chłe). Inna sprawa, że rozliczanie tego fakturami byłoby niepraktyczne, zazwyczaj w praktyce kończy się to przedpłaconą kartą.
@janekr
Dobry tel z FM: Motorola Moto G24 Power 8/256GB, mocne aku 6500 mAh.
Minusy: brak 5G i NFC.
@Minusy
Telefon z fm i bez 5G mam w szufladzie.
Jest taka strona „czy mój telefon zadziała w…” i po sprawdzeniu, że nie musiałem zmienić.
Nie chcę tu Gospodarzowi się pałętać, ale w jakim to kraju działa *wyłącznie* 5G?
Mam nokię sprzed 18 lat (2G+3G) i jeżdżąc rok temu po większości krajów UE nie miałem z nią/połączeniami żadnego problemu.
@Nie chcę tu Gospodarzowi się pałętać, ale w jakim to kraju działa *wyłącznie* 5G?
Stary telefon miał 4G, które nijak nie zadziałało w Waszyngtonie. 2G/3G ledwo – ledwo, zwłaszcza przy mapach googla.
W Tokio też by nie działało, bo brakuje pasm częstotliwości, a 2G/3G w praktyce tam nie ma.
Oczywiście zmieniając telefon chciałem przy okazji 5G – jakoś mi się lepiej pracuje zdalnie.
Zniczomatu raz używałam i pamiętam głównie moment po zapłaceniu, kiedy stałam przed nim i nie wiedziałam, czy znicz zaraz gdzieś wypadnie, czy jeszcze mam coś nacisnąć. Więc porównanie z Hulotem niestety trafne.
@janekr
Ale słuchasz tego radia, jak chodzisz sam? Miałam kiedyś chłopaka, który potrafił pół spaceru iść obok mnie w wielkich JBL-ach na uszach i zdejmował je tylko, kiedy coś do niego mówiłam. Więc wizja wspólnego zwiedzania Paryża z radiem trochę mnie zmroziła.