Coś mocniejszego

Nie podzielam nadziei prof. Kleibera, że „nauka może rozbroić Smoleńsk”. Gdyby „eksperci” zespołu Macierewicza byli zainteresowani rzetelną debatą, umożliwiliby ją wcześniej – choćby pokazując założenia przyjęte przy ich komputerowych symulacjach.

Konsekwentna odmowa z ich strony jest wystarczającym dowodem złej woli. Nauką jest to, co potwierdzą inni naukowcy. Jeśli ktoś nie publikuje swoich prac w sposób umożliwiający kontrolę przez kolegów po fachu, wyklucza je z naukowego obiegu.

Naukowiec przecież może być także kibicem jakiejś drużyny sportowej, zwolennikiem jakiejś partii politycznej albo fanem jakiejś piosenkarki. Jeśli profesor fizyki mówi, że najnowsza płyta Shakiry jest świetna, ta opinia nie staje się od tego fizyką.

Warunek stawiany przez stronę pisowską: „zgodzimy się na wspólną debatę, o ile będzie transmitowana w mediach” pokazuje, o co im tak napradę chodzi. Nie o debatę tylko o pajacowanie przed kamerami.

„Parcie na szkło” to fenomen dla mnie całkowicie niepojęty, ale jestem go świadom jako obserwator mediów. Ludzie robią bardzo dziwne rzeczy tylko po to, żeby pokazano ich w telewizji.

Dla pracownika naukowo-technicznego z prowincjonalnego uniwersytetu ogłoszenie „teorii smoleńskiej” to szansa na „bycie w telewizji”. Zawsze lepiej odkryć „dwa wybuchy” niż wystąpić u Springera.

Odbiorcy tych farmazonów też są straconym przypadkiem, co pokazuje ich reakcja na kolejne odkrycia dziennikarza śledczego Cezarego Gmyza. A ten już odkrył nie tylko „trotyl typu C4”, ale nawet „oktogen, heksogen i oraz tzw. materiał inicjujący para-mononitrotoulen (p-MNT)”.

I znów Gmyz nie rozumie słów, które bezmyślnie skądś przekleja. O tej niesłychanie groźnej substancji pisałem wcześniej w swoim wykładzie chemii smoleńskiej.

MNT to nie jest materiał wybuchowy tylko marker – substancja dodawana do materiałów wybuchowych po to, żeby łatwiej je było wykrywać m.in. lotniskowymi detektorami. Same detektory są bowiem urządzeniami mało skutecznymi, zamachowiec może obok nich przejść z bombą w bucie, a te nic nie wykryją.

Konwencja montrealska zobowiązuje wszystkie cywilizowane kraje do dodawania markerów do produkowanych w nich materiałów wybuchowych. W praktyce terrorysta albo tajne laboratorium siepaczy Putina może sobie oczywiście wyprodukować jednak na własny użytek niewykrywalną mieszaninę.

Jeśli zamachowcy użyli ładunku zawierającego MNT to znaczy, że chcieli, żeby ich wykryto. Po cóż, ach, po cóż? Już widzę pasjonującą analizę lewą ręką za prawe ucho, którą z tego wysmaży wybitny analityk, Rafał Aleksander Ziemkiewicz.

A arcyboleśnie arcybanalnie arcyprosta prawda kryje się w przeklejanym bezmyślnie przez Gmyza słowie, cytuję, „przesiewowe”, koniec cytatu. Co ono oznacza? Ono oznacza, że te wyniki nie mają znaczenia.

Przesiewowy detektor materiałów wybuchowych nie wykrywa bomb, tylko typuje kandydatów do dokładniejszego przeszukania. Równie dobrze można by ich typować na podstawie kart tarota, ale urządzenie, które mruga lampkami i robi „bip bip” wygląda poważniej, a ludzie w takich resortach chcą wyglądać poważnie.

Przesiewowe badania generują dużo fałszywych alarmów. Podobnie jest w diagnostyce medycznej – nie wszyscy, u których wykryto przekraczający normę poziom PSA w morfologii, naprawdę mają raka prostaty.

Żeby to wszystko zrozumieć, trzeba znać podstawowe pojęcia („badanie przesiewowe”, „marker”, „false positive”). Trzeba ogarniać podstawy rachunku prawdopodobieństwa i oczywiście chemii analitycznej.

Lud smoleński tworzą przede wszystkim ludzie, którym brak tej wiedzy. Musieliby się do tego przyznać i pozwolić sobie to spokojnie wytłumaczyć. To psychologicznie nieprawdopodobne.

Po reakcjach na mój tekst w Psychiatryku24 i blogowiskach odpryskowych widziałem ich mechanizmy wyparcia. Nie rozumieją tych wszystkich trudnych słów, a więc odrzucają ich treść. Wolą absurdalne argumenty w rodzaju „przedstawiciel producenta detektorów zapewnił, że jego produkty są nieomylne”.

Nauka tu nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem jest czas – coraz mniej ludzi przychodzi na smoleńskie manifestacje, coraz mniej posłów PiS chce odgrywać rolę statystów w kabarecie Macierewicza. Ilu ich zostanie za rok?

To kalendarz rozbroi Smoleńsk, tak jak w USA powoli rozbraja teorie o „drugim strzelcu” w Dallas czy o „kontrolowanym wyburzeniu” WTC7.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz