Now Playing (163)

Do pozytywnych aspektów wycofania się przez Michała Radomiła z blogowania na rzecz opisywania fascynujących losów współczesnych trzydziestolatków należy to, że już się nie boję, że mi przyjdzie się wyzłośliwiać. Więc mogę się otwarcie przyznać do zamiłowania do grupy Stereophonics.

No cóż, nic w niej nie ma z hipsterskiej hipsterskości. Bejzikli, to taki Dire Straits XXI wieku. Dlatego tak jak lubiłem Dire Straits w zeszłym stuleciu, tak dzisiaj lubię Stereophonics.

To tytułowy utwór z albumu, którego nie powinno już w ogóle być. Zespół zaliczał jakieś rozpady, jakieś konflikty w wydawcą, jakieś zawieszenia działalności. Myślałem, że się po tym nie podniesie.

Piosenka opowiada o podobnej wiadomości, której nie powinno być. Podobno frotmena/wokalistę zainspirowała historia nastolatków włamujących się na jego posesję.

Gdy ich złapał, okazało się, że nie chodziło im o jego włości. To był dla nich skrót do torów kolejowych. Chodziło im o napsikanie graffiti na pociągu.

Naturalnie, podoba mi się to jako metafora pisania piosenek, artykułów czy powieści. Żeby to chociaż było takie proste, że one do nikogo nie docierają – ależ docierają, ale zwykle zupełnie nie do tych, do których miały dotrzeć i nie tak, jak miały dotrzeć. Graffiti na pociągu.

W piosence mamy metaforyczny opis sytuacji faceta, który się nie może przebić ze swoim miłosnym wyzwaniem do jakiejś kobiety. Bo piosenki, jak to piosenki, muszą być o miłości. Ale problem jest uniwersalny.

Ciekawe, czy w ogóle będzie kolejna płyta? „Graffiti on the Train” byłoby fajnym pożegnaniem…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz