Polska, panstwo nordyckie

Skoro trwa cisza wyborcza, majowy ranking od czapy zrobię apolityczny. Ćwierć wieku polskiej wolności to także ćwierć wieku opowieści o tym, jak to nordycki model się nie sprawdził, zaraz zbankrutuje, a w dodatku zaraz tam będą rządzić Arabowie.

Dla mnie to się nawet zaczęło trochę wcześniej, bo krytyczne teksty o Szwecji i okolicach ukazywały się już w prasie drugoobiegowej. Lata 80. to zresztą rzeczywiście okres gospodarczych problemów w krajach nordyckich (w każdym z innego powodu).

Od dłuższego czasu jednak kraje nordyckie okupują czołówkę wszystkich możliwych rankingów. Najniższa korupcja? Najlepsze warunki do robienia biznesu? Najszczęśliwsi ludzie? Najlepsza edukacja? Kolejność jest różna, ale czołówka to niemal zawsze Dania, Szwecja, Norwegia, Finlandia i Islandia.

MIT PIERWSZY to bezpośrednie dziecko kryzysowych komentarzy z lat 80. Brzmi: „najpierw kapitaliści budują dobrobyt, żeby potem socjaldemokraci mieli co przejadać, aż się skończy – i właśnie się kończy”.

Mit ten wynika, oczywiście, z nieznajomości historii. W Danii socjaldemokracja po raz pierwszy objęła władzę w 1924, w Szwecji w 1920. Kraje nordyckie nie były wtedy uważane za oazę dobrobytu, przeciwnie, ludzie za chlebem uciekali do Niemiec, do Stanów, do Wielkiej Brytanii.

Świadomość tego, że szwedzki dobrobyt budowali ludzie pamiętający nędzę lat 20. i kryzys lat 30., trochę wyjaśnia patologie, demaskowane przez dziennikarzy takich jak Maciej Zaremba.
Per Albin Hansson i Tage Erlander za priorytet uważali to, żeby każdy miał co jeść i gdzie mieszkać. Szukali najprostszych rozwiązań, często bardzo okrutnych według dzisiejszych kryteriów – jak sterylizacja marginesu czy przesiedlenia ludności do blokowisk.

Oburzamy się dzisiaj, czytając o tych praktykach, bo podświadomie zakładamy, że robiła to wszystko bogata Szwecja, którą stać było na bardziej humanitarne rozwiązania. A szwedzka socjaldemokracja zdemoralizowana nadmiarem kasy, budująca niepotrzebnie „milion mieszkań” tylko dlatego, że to ładnie brzmi jako hasło – to się zaczyna dopiero za Palmego (i zaraz zresztą kończy, bo wchodzimy w  załamanie lat 80.).

 

MIT DRUGI każe tłumaczyć ten dobrobyt jakimiś specjalnymi źródłami bogactwa, przypisanymi tylko krajom nordyckim. Że Szwecja ma rudy żelaza i była neutralna. Że Norwegia i Dania mają ropę. Że Islandia ma energię geotermalną.

Wszystko to prawda, tylko że ropę z Morza Północnego zaczęto eksploatować na początku lat 70, w drugiej wojnie światowej nie wszyskim było dane pozostać neutralnym, my też mamy rudy i kopalnie, ale u nas o tym się mówi per „deficytowe huty i kopalnie”, a poza tym, co właściwie ma Finlandia? Lasy i bagna? My też mamy lasy i bagna.

Wygląda na to, że kraje nordyckie jakoś potrafią gospodarczo wykorzystać to, co jest do wykorzystania – tak, żeby na tym jak największa część społeczeństwa miała coś dla siebie. Sposoby są różne, np. Norwegowie znacjonalizowali wydobycie ropy i gazu, a Duńczycy dali koncesję dynastii Maersk, do której należy w ogóle kawał dunskiej gospodarki, ale płacą podatki, więc są OK, podobnie jak szwedzcy oligarchowie.

Ale wychodząc z nędzy na początku XX wieku kraje, które składają się głównie z bagien, lasów, jałowych skał i lodowców, wszystkie sto lat później okupują czołowe miejsca w rankingach. Może by to przemyśleć i u nas, zamiast bezmyślnie klepać te same neoliberalne pierdolety o krzywych Laffera i skapywaniu bogactwa?

Ależ nie, odpowiada MIT TRZECI. Kraje skandynawskie mogą mieć ten model dlatego, że mają Specjalny Charakter Narodowy, zupełnie inny, niż my.

Mit jest oczywiście absurdalny dla kogoś, kto choćby troszkę sobie tam popodróżował, bo na przykład rubaszni Duńczycy mają zupełnie inny charakter, niż introwertyczni Szwedzi Nie mówiąc o Finach (przypominam, że Paszczaki w Muminkach to karykatura Finów widzianych oczami szwedzkiej mniejszości).

Można argumentować, że Islandię, Danię, Szwecję, Norwegię i Finlandię więcej dzieli niż łączy. Islandię założyli ludzie, którzy chcieli się odciąć od Skandynawii i gotowi byli na straszne wyzwania, żeby tego dokonać. Znaczna część Finów nie uważa siebie za Skandynawów.

Czy nas rzeczywiście kulturowo więcej dzieli z państwami nordyckimi, niż np. Finlandię z Islandią? Przyzwyczailiśmy się tak myśleć, ale przecież w centrum Warszawy stoi pomnik króla ze szwedzkiej dynastii, byliśmy też ważną stroną w Wielkiej Wojnie Północnej, która ukształtowała dzisiejszą Skandynawię.

Mamy lasy, mamy bagna, mamy porty na Bałtyku. I huty. I kopalnie. To wszystko, czego trzeba, żeby zacząć budować nordycki dobrobyt!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz