Trupy w szafach

Skoro przestałem być stałym współpracownikiem „Gazety Wyborczej” (podkreślam „stałość”, bo nie wykluczam gościnnych występów), nie krępują mnie już związane z tym zobowiązania. Nareszcie mogę napisać Całą Prawdę O Wszystkim!

W praktyce to się objawi chyba tylko tym, że od kiedy mecenas Matczak nie jest już moim kolegą z łamów, nie muszę się już ukrywać ze swoją opinią o nim. Oczywiście można się jej domyślić – kto Petersona lansuje, tego ja nie szanuję (joła!) – ale unikałem jej wyrażania, zwłaszcza gdy nas wszystkich łączyła walka z PiS.

Poza tym chyba nic się nie zmieni. Zawsze byłem na lewo od głównego nurtu redakcyjnego, byłoby to więc dziwne, gdybym przestał popierać partę Razem AKURAT Z POWODU rozstania z „GW”. W drugiej turze wyborów prezydenckich zagłosuję na Trzaskownię lub Hołowskiego, bo tradycyjnie uważam Antypis za Mniejsze Zło.

Nie zmienię też zdania co do przyczyny kłopotów „Gazety Wyborczej”. To nie PiS ją zadusił, tylko absurdalna decyzja o uruchomieniu w internecie dwóch konkurencyjnych serwisów, których czytelnicy nie odróżniają. Całkiem niedawno komcionauta Janek R. oznajmił, że czytał w „Wyborczej” wywiad Sroczyńskiego.

To jakby Netflix uruchomił serwis Flixnet, z podobnymi treściami, ale darmowy. Jak w tragedii greckiej, to się musi skończyć Katastrofą, niezależnie od szamotaniny bohatera.

Może to się zmieniło (przypomnę, że z etatu i czynnej działalności w związku odszedłem 4 lata temu, więc nie mam już wiedzy z pierwszej ręki), ale za moich czasów ten temat był agorowym słoniem w pokoju. Na poruszanie tego tematu korpomenadżerowie reagowali jak Ardryci na Ijona Tichego pytającego o sepulki.

Ach, zostawmy to. Na szczęście martwię się tym już tylko jako czytelnik zrozpaczony upadkiem Legendy, a nie jako związkowiec troszczący się o zwalnianych.

Ludzie, którzy prawie 20 lat temu podjęli tę genialną decyzję (i jeszcze kilka równie udanych) są już od dawna poza Agorą. Odfrunęli na złotych spadochronach, zgarnęli odprawy i zostawili pracowników z tym bigosem.

W kręgach pisarsko-wydawniczych od dawna krąży idea książki o historii „GW”, parę razy nawet zwracano się do mnie z taką propozycją. Odmawiałem, bo na ile się w tym orientuję, to byłoby nudne.

To historia nietrafnych decyzji podjętych przez ludzi, których nazwiska mało komu coś mówią. Banalne, smutne, nudne.

Nie ma też moim zdaniem żadnego drugiego dna w głośnych swego czasu aferach. Ludzie obsesyjnie doszukiwali się drugiego dna w sprawach Rywina czy Maleszki, a ostatnio Kąckiego, co moim zdaniem wynikało z kołowego rozumowania.

Punktem wyjścia jest w nim założenie, że Agora jest Wszechpotężna i kierowana przez Wybitnych Strategów. W związku z tym to niemożliwe, żeby cokolwiek było skutkiem przypadku, błędu, bałaganu.

O nie! Wszystko musiało być Genialną Intrygą Michnika, który – jak powszechnie wiadomo – kieruje Agorą.

Jeśli przyjmiemy takie założenie, łatwo je „udowodnimy”. Dla dowolnej wpadki typu „tekst Cichego o powstańcach”, da się dorobić jakieś naciągane „co Michnik tym chciał osiągnąć”. Widziałem nawet spiskowe teorie, że Michnik wykreował aferę Rywina dla swoich korzyści (tylko kurna nie wiadomo jakich).

Ja neguję samo to założenie. „Wyborcza” nigdy nie była polityczną potęgą, decydującą o wyniku wyborów – przeciwnie.

Udowodnię to przykładem wyborów prezydenckich. Dają one migawkę polskiej polityki równo co 5 lat.

Oznaczmy P1 odpadnięcie kandydata popieranego przez „Gazetę” już w pierwszej turze, P2 dopiero w drugiej, zaś jako MNKK porażkę tak masakryczną, że MNIEJ NIŻ KURNA KORWIN!. BK to efemeryczny fenomen Bronisława Komorowskiego, który wygrał pomimo poparcia „Gazety Wyborczej”.

Lecimy. 1990: Mazowiecki, P1. 1995: Kuroń, P1. 2000: Olechowski, P1. 2005: MNKK Bochniarz. 2010: BK. 2015: Komorowski, P2. 2020: Trzaskowski, P2.

Czyli: na 7 przypadków 1 sukces, 2 porażki typu prawie-prawie, „gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka”, 3 porażki bezapelacyjne i jedna taka, że kończą się przymiotniki. Bochniarz wylatuje poza skalę.

Praźródłem tego pasma klęsk było przywiązanie „Gazety” do liberalnego skrzydła obozu postsolidarnościowego, które początkowo grało w ekstraklasie, ale wyleciało nawet z ligi okręgowej. Jest pewne podobieństwo między obiema katastrofami.

To też była seria bardzo głupich decyzji podejmowanych przez bardzo mądrych ludzi. Budziło to wśród obserwatorów przekonanie, że tu musi być jakieś drugie dno, mistrzowski gambit w szachach 5D – bo szczwany lis Geremek jak idzie po schodach to nie wiadomo czy wchodzi czy schodzi.

Wsparcie dla Platformy przyszło później i było małżeństwem z rozsądku. Przez pierwsze 5 lat „GW” ze wszystkich sił wspierała dogorywające środowisko ex-ROAD, co automatycznie oznaczało zwalczanie Tuska – konkurującego o ten sam elektorat.

Miłości w tym związku nie ma do dziś, o czym świadczy ten absurdalny casting na „lidera opozycji”. Miał nim być już to senny prof. Rzepiński, już to Mateusz Alimenteusz, już to Petru, ten „polski Kennedy”. No po prostu każdy, byle nie Tusk.

Nie jestem jakimś przesadnym entuzjastą Tuska, ale ten nieustający casting zawsze wydawał mi się marnowaniem energii. Rządu nie obala się śpiewaniem Kaczmarskiego tylko większością 231 głosów, więc to naturalne, że liderem opozycji powinien być lider najsilniejszego ugrupowania opozycyjnego.

Krótko mówiąc, jeśli Tusk jest pamiętliwy, to ma co pamiętać „Gazecie”. A podobno jest, dlatego nie wierzę w scenariusze typu „rząd uratuje”.

Może pojedynczy dziennikarze się załapią na rzecznika, dyrektora czy ambasadora. Już się zresztą załapują. To jednak przecież nie pomaga „Gazecie”, przeciwnie.

Przyszłość widzę więc źle, ale widzę ją tak od kilkunastu lat, a „Gazeta Wyborcza” nadal wychodzi. Może więc przetrwa następne? Nie ma większej radości dla pesymisty, niż się pomylić w prognozach.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

340 komentarzy

  1. A właściwie to czemu uogólnione Wielomskie i OdRzeczy propagują mit wszechwładnej Wyborczej?

  2. Jestem po lekturze „Klucz do Kaczyńskiego” a wcześniej „O Michniku”. Bardzo ciekawe spojrzenie, Krasowski macha frazą jak cepem ale momentami bardzo chirurgicznie. Jak dla mnie, czytelnika Wyborczej i Polityki bardzo odświeżające spojrzenie.

  3. #teorie spiskowe o GW

    Jako normik dodałbym jeszcze (imo) przekonanie ludzi z hmm „prawicowym imiaginarium”, czyli de facto większości polski o tym że GW jest jakaś antyklerykalna, a Michnik, parafrazując klasyka „nauczy was **** żydowską metodą”, gdzie mi sie wydawalo że wręcz przeciwnie.
    Nie pamiętam jak to wyglądało w 90’s i wczensych 00’s, ale wydaje mi się ze wywiad Michnik-Wielowiejska który ukazał się, nwm, w zeszłym roku (chyba)- dobrze podsumowuje podejście AM do konsumpcji kremówek:

    > może i wiedzieliśmy o tym i owym, ale woleliśmy żeby kto inny o tym napisał,
    > JP2 WIELKI intelektualista, byłem taki rozemocjonowany podczas spotkania. WYbitny człowiek. Na pewno nie wiedział.

    #ocena taty maty przes Pana

    COś tam cos tam- kto ma oczy ten widzi.
    Twardocha zdaje się też Pan nie lubi, choć z innych podow, i jak mniemam jednak mniej.

    #korekta/ uczenie ojca dzieic robić
    „Nie ma większej radości od pesymisty, niż się pomylić w prognozach.”
    Tu chyba coś nie pykło?

  4. > Może pojedynczy dziennikarze się załapią na rzecznika

    Dostaną wędki do siedzenia na kładce?

    Rzecznikami Tuska są Pablo Morales i Roman Giertych. Polityka informacyjna rządu nie istnieje – i to na każdym szczeblu, od kancelarii premiera do podwórkowego pełnomocnika d/s piaskownicy. Być może nie jest to nawet tragiczne, bo zapewne wynika z tragicznego braku strategii. W tej sytuacji zbawienny byłby chociaż wodnik od rozwadniania, bo za rzecznika robią teraz trolle fakturowane na partię.

  5. @WO

    „Oznaczmy P1 odpadnięcie kandydata popieranego przez „Gazetę” już w pierwszej turze…”

    Tak, tylko że po Mazowieckim i Kuroniu to popieranie miało już raczej letnią temperaturę. Aż odnalazłam flagowy tekst Gadomskiego o Olechowskim z 2000 r., żeby się przekonać, czy mnie pamięć nie myli. Z tego tekstu nie wynika, żeby na Olechowskiego na mus głosować. Właściwie raczej, że nie warto. A pamiętam że takich ambiwaletnych opinii było wtedy w gazecie więcej. Tymczasem Kwaśniewski i Krzaklewski mieli wtedy za sobą media (TVP, Radio Maryja) o zupełnie jednoznacznym nastawieniu.

    https://wyborcza.pl/7,75248,138028.html

  6. MistrzAnalizy

    „Twardocha zdaje się też Pan nie lubi, choć z innych podow, i jak mniemam jednak mniej.”

    WO niejeden raz wyznawał, że ceni ludzi umiejących pisać książki/scenariusze. Nawet jeśli jest to proza Mroza, to odniosła sukces.
    Stary Maty nie umie pisać, jest botem AI nakarmiony Petersonem i kremówkami.

  7. @dzieci
    „Aż odnalazłam flagowy tekst Gadomskiego o Olechowskim”

    To z kolei jest wyjątek. Popieranie zawsze było gorące, właśnie z wyjątkiem tych wyborów. Odnajdź sobie tekst Gadomskiego o Bochniarz!

  8. @mistrz
    „Twardocha zdaje się też Pan nie lubi, choć z innych podow, i jak mniemam jednak mniej.”

    Tu się już gubię w podwójnym przeczeniu (mniej lubię? mniej nie lubię?), więc wyjaśniam, że kurna jednak Twardoch ma talent, co mu jednak u mnie daje te +500.

    @rpyzel
    „WO niejeden raz wyznawał, że ceni ludzi umiejących pisać książki/scenariusze.”

    O, to to właśnie. Twardoch umie. No co ja poradzę.

  9. Ciekawa analiza.
    Ja jestem / byłem z innej bańki. GW zacząłem czytać za ostatniego PIS, na tej samej zasadzie co WO głosuje na Czaskowskiego. 30-20 lat temu jak kupowałem na studiach GW dla dodatku praca lub co w mieście to ostentacyjnie oddawałem resztę koledze z ławki, bo on czytał więc sobie dokuczaliśmy.
    Ale dla mnie z tej innej bańki – nasze wrażenie było raczej że red. Michnik i ekipa chciałaby rozdawać karty i to przekazywała swoim czytelnikom ale wychodziło im tak jak PIS skuteczna polityka zagraniczna w imię Polski (analogia tylko co do skuteczności).
    Z drugiej strony – zaskakuje mnie mnie ta liberalność gospodarcza GW. bo ja raczej zawsze widziałem GW z twarzą zupki Kuronia. A te teksty gospodarcze to takie koszałki opałki były w porównaniu do innych mediów czyli Rzepy czy nawet Życia. Choć nie będę się spierał bo rzadko czytałem, choć oczywiście czasem czytałem bo największa wartością GW jako gazety w demokratycznym kraju że 100% czytającej dorosłej populacji przynajmniej raz ją kupiło np. w 1989 roku.

  10. @Matczak
    Jako wierny czytelnik „Książek” z lekkim zdumieniem znalazłem w najnowszym numerze panegiryk ku czci Matczaka. Dwie strony A4!

  11. >Tu się już gubię w podwójnym przeczeniu (mniej lubię? mniej nie lubię?)
    Eh, no koślawo mi to jakoś brzmiało. To pewnie na dwa zdania trzeba było rozbić.
    >mniej nie lubię
    Nielubienie mniejsze co do wartości bezwzględnej.

    Czyli dobrze interpretowałem.

    > Nawet jeśli jest to proza Mroza,
    Nie wiem czy to nie jest porównanie Mróz= Twardoch.
    Twórczość obydwu raczej nie mój gust, ale jednak twardocha cos tam kupiłem cos tam czytałem, a z opinii ludzi co czytali więcej wysnuwałbym przypuszczenie że Twardoch to jest bardziej poziom Żulczyka niż Mroza jesli chodzi o opowieść.

  12. @WO

    „To z kolei jest wyjątek. Popieranie zawsze było gorące, właśnie z wyjątkiem tych wyborów. Odnajdź sobie tekst Gadomskiego o Bochniarz!”

    To sobie chyba daruję, ale z ostatnich wyborów odnalazłam tekst Szpali o Kidawie-Blońskiej, równie abiwalentny („jako przewodnicząca miała opinię bardzo sympatycznej, tyle że dla każdego, więc niewiele z tego wynikało”). Ten Wojtczuka o Trzaskowskim bardziej po linii, ale i w nim są zdania w stylu „Wielu komentatorów uważało, że Trzaskowski ma kampanię słabą, zwłaszcza w porównaniu z hiperaktywnym Patrykiem Jakim” czy „Nierzadka jest opinia, że rządzenie miastem raczej go nudzi, a bardzo przyziemne często sprawy, jak awaria rury odprowadzającej nieczystości, najzwyczajniej męczy.” To nie jest „gorące popieranie” w stylu TVP Kurskiego, felietonów Lisa czy tweetów Silnych Razem. Wyborcza po prostu nie jest pismem na czasy politycznego pałkarstwa i chyba nie ma sensu jej oceniać w tych kategoriach.

    https://wyborcza.pl/7,75398,25512397,kim-jest-kidawa-blonska-ma-a
    mputowany-system-nerwowy-kiedys.html

    https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25967644,trzaskowski-pracowity-sprawny-szanowany-kompetentny-skromny.html

  13. KO:
    „dwóch konkurencyjnych ze sobą serwisów, których czytelnicy odróżniają.”
    Dodanie partykuły „nie” obroni to zdanie, natomiast nie ma nic na obronę decyzji o dwóch serwisach. To był jeden z solidniejszych gwoździ do trumny GW.

    „że GW jest jakaś antyklerykalna”
    GW w latach 90. była gazetą klerykalną. Na szczęście były inne powody, żeby ją lubić (ja – lubiłem). Jeżeli pogrzebiemy w archiwalnych numerach (co zdarzało mi się czynić z innych zawodowych obowiązków), to po prostu zadziwia ilość publikowanych zdjęć JPII (sporo w estetyce hagiograficznej) czy określanie gadaniny księdza Tischnera jako „filozoficznej” (owszem, bywał sympatyczny czy błyskotliwy, ale jego wywody urągały filozofii, to była naciągana demagogia). M.in. z powyższych przyczyn to są śmierci równoległe: śmierć GW i śmierć autorytetu papieża Polaka. Ich niczeańskie cielska będą jeszcze gniły (w fazie „ist tot”), ale stało się. Swoją drogą, Matczak to taki anty-Tischner: już nie ksiądz, już nie sympatyczny, już nie błyskotliwy – ale duszpasterz (z Patersonem w Watykanie).

  14. @Michał Maleski
    „A właściwie to czemu uogólnione Wielomskie i OdRzeczy propagują mit wszechwładnej Wyborczej?”
    Hm, pochodzę z samego serca ciemności (głębokie Podkarpacie), więc coś tam wiem. Jakby to ująć. Są ludzie, którzy są szczęśliwi tylko wtedy, kiedy mogą wierzyć, że ktoś ich pucuje od zakrystii. Jest jakiś wielki SPISEG przez duże G, który ich ciemięży i wyzyskuje. To pozwala im z jednej strony czuć się herosami na pierwszej linii frontu walki z ostatecznym złem, z drugiej daje poczucie wtajemniczenia, gnozy stawiającej ich ponad szarą masą. Gdzieś tam jest wielkie zło, ale oni znają prawdę. Jego przejawem może być ideologia dżęder, światowe żydostwo, spisek klimatyczny, depopulacja szczepionkami na covida, eurokołchoz nakazujący uczyć dzieci masturbacji, macki ośmiornicy Sorosa, Tusk z Putinem rozpylający hel pod Tupolewem, a w skrajnej postaci wiara, że ziemia jest płaska, ale żydomasoni, wegenaziści i gejoreptilianie to ukrywają, aby szerzyć homoseksualizm. Archon Michnik to dokładnie ta sama kategoria.

    @ergonauta
    „M.in. z powyższych przyczyn to są śmierci równoległe: śmierć GW i śmierć autorytetu papieża Polaka.”
    Tu są dwa powody, szczególny i ogólny.
    1) Szczególny jest taki, że wyszyńsko-wojtyliański model polskiego katolicyzmu z drugiej połowy XX wieku był tylko reakcją na komunę. Po 89 po prostu przestał być potrzebny i zdechł. Gdyby nie komuna, ci wszyscy katolicy otwarci laicyzowaliby się jak ich odpowiednicy na zachodzie. Gdy komuny zabrakło to się we względnie ekspresowym tempie zlaicyzowali.
    2) To jest podstawowy problem „umiarkowanego konserwatyzmu”. Jak być trochę z tyłu, w ariegardzie przemian, a jednocześnie pozostać w oknie Overtona. Janopawlizm tego nie potrafił. Nie mógł, był zbyt skończony i domknięty, aby móc ewoluować i dostosowywać się. No i poza to okno Overtona wypadł.

  15. „Jako wierny czytelnik „Książek” z lekkim zdumieniem znalazłem w najnowszym numerze panegiryk ku czci Matczaka. Dwie strony A4!”
    O który numer chodzi i jaki to artykuł?

    I w ogóle hudefakis Matczak?

  16. @cuach
    ” nasze wrażenie było raczej że red. Michnik i ekipa chciałaby rozdawać karty”

    Właśnie raczej ekipa niż Michnik. Kiedy jeszcze chodziłem na te mityczne Kolegia Na Których Ucierała Się Linia, to nie Adam najczęściej proponował/zamawiał teksty polityczne. To raczej Jarek. Typowy Adam na kolegium to raczej „mam znakomity esej Venclovy o Kawafisie, tylko 80 tysięcy znaków, na pewno się zmieści”.

  17. @kmat
    „wyszyńsko-wojtyliański model polskiego katolicyzmu z drugiej połowy XX wieku był tylko reakcją na komunę. Po 89 po prostu przestał być potrzebny i zdechł”

    No właśnie polski katolicyzm nie był tylko tym. Nie był tylko reakcją na akcję, nawet jeśli do komuny doliczymy niemiecką okupację i 150 lat zaborów. A dowodem na to, jest fakt, że po 89 roku wcale nie zdechł. A wręcz rozkwitał takimi kwiatkami jak Radio Maryja czy frekwencja wiernych wizytujących bazylikę w Licheniu. No i dodajmy jeszcze dwa słowa: Tadeusz Mazowiecki.
    Jednym z kwiatów polskiego katolicyzmu lat 90. była klerykalna Gazeta Wyborcza (związana ze środowiskiem wprowadzającym religię do szkół, tudzież ze środowiskiem ludzi wysoko ceniących Karola Wojtyłę, jako myśliciela, literata, papieża-pielgrzyma, etc.). Na szczęście GW byłą organizmem imponująco wielokomórkowym i oprócz inteligencji katolickiej miała coś na odwyrtkę, np. felietonistę Orlińskiego czy homoseksualistę Kawafisa (zapośredniczonego przez Michnika i Venclovę).

  18. @kmat

    Sorry za dubel, ale aż sam siebie sprawdziłem, czy nie bredzę i dobrze umieszczam ten Licheń w czasie. Tako rzecze wikipedia:

    „Kalendarium budowy bazyliki:
    29 maja 1994 – nuncjusz papieski, arcybiskup Józef Kowalczyk, poświęcił plac pod budowę nowej świątyni
    22 czerwca 1994 – proboszcz Eugeniusz Makulski na tym placu odprawił mszę świętą, poświęcił narzędzia pracy i rozpoczął budowę pierwszą łopatą
    25 maja 1995 – prymas Józef Glemp wmurował kamień węgielny przywieziony z Watykanu z grobu św. Piotra Apostoła (kamień ten poświęcił w grudniu 1994 roku Jan Paweł II)
    29 czerwca 1996 – biskup Bronisław Dembowski poświęcił kaplicę Trójcy Świętej („złotą”)
    20 czerwca 1998 – biskup Roman Andrzejewski poświęcił kaplicę Narodzenia Pańskiego
    7 czerwca 1999 – Jan Paweł II odwiedził Stary Licheń (obecnie Licheń Stary) i poświęcił budowę świątyni
    26 czerwca 2000 – arcybiskup Józef Kowalczyk poświęcił dzwon Maryja Bogurodzica (największy w Polsce)
    6 listopada 2001 – zakończenie budowy wieży
    12 czerwca 2004 – konsekracja bazyliki”

  19. @dzieci
    „To nie jest „gorące popieranie” w stylu TVP Kurskiego, felietonów Lisa czy tweetów Silnych Razem. Wyborcza po prostu nie jest pismem na czasy politycznego pałkarstwa i chyba nie ma sensu jej oceniać w tych kategoriach.”

    To tego nie rób. Nie przyszło mi do głowy, żeby porównywać to akurat do standardów twitterowych. Twitterem się brzydzę, ani nie czytam, ani nie piszę – a wyborczą jednak lubię. No pewnie, że nigdy nie była na takim poziomie. Ale jednak w każdych wyborach miała faworytów, popieranych czasem goręcej, czasem mniej. Wbrew Twojej tezie, Komorowskiego w tych drugich, przegranych, wspierała gorąco – co zresztą mu raczej zaszkodziło niż pomogło. Wyborcza wobec Komorowskiego zachowywała się jak zły kolega, który dolewa alkoholikowi – wąsaty hrabia potrzebował wtedy raczej przyjaznej interwencji, „słuchaj Bronek, nie wszystkie twoje pomysły są aż takie znowu genialne”.

    Oczywiście w tej skali, w której wsparcie dla Kuronia czy Komorowskiego jest gorące – Pablo Morales i Jacek Kurski rozwalają termometr. No ale słusznie proponujesz, żeby nie używać skali twitterowej.

  20. @ergonauta
    „Swoją drogą, Matczak to taki anty-Tischner: już nie ksiądz, już nie sympatyczny, już nie błyskotliwy – ale duszpasterz (z Patersonem w Watykanie).”

    Nawet nie „anty”. Obaj są/byli wcieleniem gazetowego marzenia o „fajnym konserwatyście”. Podobieństw jest więcej – Tischner też rzekomo był człowiekiem dialogu i spotkania, co to wychodzi poza podziały i polaryzację, ale jego publicystyka pełna była opluwania „homosowietikusów”, „populistów” oraz po prostu „marksistów”. Matczak też deklaruje chęć zwalczania podziałów, ale równocześnie jego typowy felieton to opluwanie ateistów, lewicy, wokistów, łołkistów i lolkistów.

    Matczak tak jak Tischner, lubi używać pojęć o niejasnym znaczeniu i nieokreślonej definicji („ideologia woke”), co oczywiście uniemożliwia dialog. Ten chwyt jest dla mnie tak żenujący, że nawet nie zachęca do polemiki, dla mnie to jest błąd logiczny tak oczywisty, że inteligentny człowiek powinien go po prostu uniknąć.

  21. @WO
    „Matczak tak jak Tischner”

    Kurde, aż sam jestem zdumiony, jaka to logiczna reinkarnacja.

    A w tle pojawia się oto brzydki tekst Krzysztofa Siwczyka o Michale Witkowskim, w sam raz na „fajnie konserwatywne” łamy GW.
    Pal sześć faule między literatami (zawsze sobie paskudnie dosrywali), liczy się boisko i sędziowie, którzy nie przerywają gry.
    Gospodarzu, jak dobrze, że już Cię tam nie ma (prawie).

  22. @unikod
    „Rzecznikami Tuska są Pablo Morales i Roman Giertych. ”

    Tutaj też zawsze wzdycham jak na to patrzę (nie mogę się powstrzymać przed myślą „ja bym to umiał lepiej zrobić”), ale podejrzewam, że tu może działać zasada, którą znamy z gier strategicznych oraz faktycznej historii wojskowości. Zazwyczaj stawianie na „byle jak ale dużo, więc tandetnie” („zerg rush”, „white weenies”) wygrywa z „drogo i porządnie”, bo jak to ujął Patton, „kiepski plan wykonany szybko jest lepszy od znakomitego wykonanego za późno”.

  23. @janekr:

    Matczak to Tata Maty. Mata zaś to syn Matczaka. To jest takie popkulturowo-felietonowe perpetuum mobile.

    A tak na serio, to jakieś bycie rozpoznowalnym obaj panowie zawdzięczają chyba temu, że Mata miał kilka w miarę popularnych utworów na youtubie.

    @kmat:

    No właśnie mnie bardziej interesuje, czemu akurat „wszechwładza Michnika” wyszła poza lud, i trafiła do przekaziorów w stylu Rafała Z. Większość odczapicznych tematów jednak jest przez prawicowych felietonistów omijana (sprawdzić czy nie gender wywołujący niepokój, czy aby taki heteromaczosamiec jest na pewno hetero; albo UE no bo akuratnie innego „zaborcy” nie ma a i ten odgryźć się nie odgryzie), a ten jest promowany.

    Zgaduję, że pierwotnie mogło się to wziąć z tego, że w okolicy przełomu, kiedy formowały się postawy życiowe tych wszystkich Łukaszów W., Rafałów Z. i innych im podobnych nie znaleźli tam sobie miejsca, i mówiąc kolokwialnie – szewc zazdrościł biskupowi, że ten kardynałem został, Ale czemu to się utrzymuje tyle lat, to już nie rozumiem i chciałbym żeby mnie ktoś oświecił.

    @WO:

    Wydaje mi się, że rok 2015 można wyjaśnić po części efektem „pustej bramki”. Jak Tusk wyjechał do Brukseli, to pojechała też m. in. Bieńkowska (co mnie zdziwiło, przed 2015 wydawała się oczywistą kandydatką na prezesa RM po Tusku) i nie było komu poprowadzić PO. Duet Kopacz-Komorowski nie był szczególnie sprzedawalny medialnie, tak po prostu i się stało jak się stało.

  24. @WO

    „Wbrew Twojej tezie, Komorowskiego w tych drugich, przegranych, wspierała gorąco – co zresztą mu raczej zaszkodziło niż pomogło.”

    Popierała neutralną sylwetką pióra Renaty Grochal („W Latarniku Wyborczym argumentuje, że „przenoszą one [JOW-y] w demokracji decyzje jak najbliżej samych wyborców”. Nie wspomina, że utrwaliłyby dominację PO i PiS, tak jak w Senacie, gdzie po wprowadzeniu okręgów jednomandatowych obie partie obsadziły 97 na 100 senatorów.”). A także wydrukowaniem kilku inteligenckich listów poparcia, napisanych językiem przemawiającym do innych inteligentów. Linki dołączam poniżej.

    W tym czasie trwała mikrotergetowana kampania smearingowa prowadzona przeciw Komorowskiemu pod hasłami „rewelacje Sumlińskiego”, „WSI”, „SKOK-Wołomin”, „Kompromitacja z krzesłem w Japonii” itd. Dobrze to pamiętam, bo sygnały przychodziły do mnie od ludzi wcześniej nieinteresujących się polityką. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że nie mogło w tym zabraknąć udziału Rosji, skoro wiadomo, że ona miała taki udział przy równolegle grzanych taśmach Sowy i rewelacjach smoleńskich.

    „Gorące popieranie” kandydata przez Wyborczą w postaci inteligenckich mrugnięć okiem w jego stronę byłoby może istotne w warunkach całkowitej dominacji gazetowego środowiska w treści i kulturze przekazu. Ale nie w sytuacji, gdy inne media i ośrodki polityczne od dawna przyjęły metody pałkarskie – nie tylko twitter, ale i Newsweek, i portale, i telewizje (przypominam rolę TVN w wycięciu Cimoszewicza z kampanii w 2005 r.). Wyborcza, która chciałaby „gorąco poprzeć” Trzaskowskiego w najbliższej kampanii musiałby już teraz mieć plik kompromatów na jego domniemanych pisowskich konkurentów. Nie tych merytorycznie uzasadnionych, ale tych działających: obyczajowych, deep-fejkowych, bzdurno-topornych. Oczywiście, że takich metod w Wyborczej nie chcesz ani Ty ani ja. Tyle, że wówczas rozliczanie tej gazety ze skuteczności poparcia kandydatów mija się z celem.

    https://wyborcza.pl/7,75398,17880903,wybory-prezydenckie-2015-bronislaw-komorowski-konserwatysta.html

    https://wyborcza.pl/7,75968,17961613,wybory-prezydenckie-2015-glosujemy-na-komorowskiego.html

  25. @wo:

    „Właśnie raczej ekipa niż Michnik. Kiedy jeszcze chodziłem na te mityczne Kolegia Na Których Ucierała Się Linia, to nie Adam najczęściej proponował/zamawiał teksty polityczne. To raczej Jarek. Typowy Adam na kolegium to raczej „mam znakomity esej Venclovy o Kawafisie, tylko 80 tysięcy znaków, na pewno się zmieści”.

    Ale to było już w dwutysięcznych? W dziewięćdziesiątych jednak AM jednak miał ambicje polityczne, no chyba Kurski nie zamawiał u niego choćby tekstu z Cimoszewiczem…

  26. @wo
    „To jakby Netflix uruchomił serwis Flixnet”

    Taki przykład nawet zaistniał w naszym kraju. Polsat odpalił swego czasu dwa serwisy streamingowe: Polsat Box Go z treściami płatnymi i Polsat Go – bezpłatny z reklamami. Od początku użytkownicy byli skołowani i notorycznie mylili jedno z drugim. W końcu decyzyjni poszli po rozum do głowy i ten drugi serwis został zaorany. Może to jakaś nasza krajowa specyfika lubująca się w komplikowaniu ludziom życia.

    @mm
    „A właściwie to czemu uogólnione Wielomskie i OdRzeczy propagują mit wszechwładnej Wyborczej?”

    W ogóle ciekawy jest sam ten podział. Gdyby zamienić Gadomskiego z Warzechą to pewnie mało kto by się zorientował. Obaj są libertarianami, denialistami klimatycznymi, samochodziarzami itd. Czemu więc jeden wylądował w GW, a drugi w prawicówku? Przecież nie za światopogląd.

  27. > A tak na serio, to jakieś bycie rozpoznowalnym obaj panowie zawdzięczają chyba temu, że Mata miał kilka w miarę popularnych utworów na youtubie.

    No jednak Matczak jako filozof (!) to kreacja Gazety. przyczyny wyjaśnić może tylko psychoanaliza. Matczak naukowo zajmuje się prawem lekowym. Filozofia to jego hobby po tym jak zawalił rodzicielstwo. Mata jest znany jako „Skute Bobo”. Tata Maty gratuluje sobie „Jak wychować rapera”. Patologia wszystkim wyszła na dobre! Temat bliski wielu konserwatystom.

  28. „wyszyńsko-wojtyliański model polskiego katolicyzmu z drugiej połowy XX wieku był tylko reakcją na komunę. Po 89 po prostu przestał być potrzebny i zdechł”
    „No właśnie polski katolicyzm nie był tylko tym.”

    Wydaje mi się, że obaj macie rację (albo obaj nie macie). Model był antykomunistyczny, tzn. opozycjoniści sobie wyobrażali jak powinien wyglądać świat bez komuny i wyszedł im turboklerykalny turbokapitalizm. Oni ten model postanowili po ’89 za wszelką cenę wdrożyć, wyszła im karykatura tego co było, tylko postawiona na głowie.

    Okres 1989-2005 to był taki właśnie program świata po drugiej stronie wahadła. Jak słucham opowieści mojego ojca jak to wszyscy jego rówieśnicy przewracali oczami i podśmiewali się z oficjalnej propagandy komunistycznej w szkole, tak samo moi rówieśnicy reagowali na obowiązkowe rekolekcje, nauki szkodliwości używania prezerwatyw i peany na cześć JPII.

    Stąd laicyzacja to proces czysto pokoleniowy, co widać po statystykach. Pokolenie iksów i boomerów nie zmieniło za bardzo poglądów, to millenialsi (umiarkowanie) oraz zoomersi (bardzo wyraźnie) odwrócili się od klerykalizmu i kościółkowania z taką samą siłą anty z jaką ludzie wychowani w czasach systemu słusznie minionego byli anty wtedy.

  29. @unierad:

    Podział to chyba wtedy poszedł częściowo po linii towarzyskiej, częściowo po linii „ten ma warsztat, tamten nie” – czego by nie mówić o Gadomskim czy Tacie Maty to „da się to czytać”, Warzęcha czy Ziemkiewicz są niemożliwi do czytania z powodu tragicznego stylu.

    Z czego Ziemkiewicz to nawet jak się brał za beletrystykę to szło, no cóż, źle – jak ktoś chce kawał złej literatury to polecam „Ciało obce”, unikalny wgląd w psychoseksualną konstrukcję jednostki ludzkiej co to postanowiła przelać toto na kartki. Chyba miał to być polski „Pan Phillips”, ale nei wyzsło jak to się czasem mówi na forach dyskusyjnych.

    @Unikod:

    „No jednak Matczak jako filozof (!) to kreacja Gazety.”

    A to nie kreowali go na fali popularności Maty? Że coś-tam, porozmawiajmy z oskarżanym tatą co się dogadał z synem czy jakoś tak?

  30. @mm
    „No właśnie mnie bardziej interesuje, czemu akurat „wszechwładza Michnika” wyszła poza lud, i trafiła do przekaziorów w stylu Rafała Z. ”

    Proponuję narzędzie poznawcze, które nazwałbym „brzytwą Dmowskiego”. Nie ma sensu szukać innych wyjaśnień dowolnej prawicowej anomalii, jeśli wystarczająco tłumaczy ją antysemityzm.

    @dzieci
    „„Gorące popieranie” kandydata przez Wyborczą w postaci inteligenckich mrugnięć okiem w jego stronę ”

    Gazeta zawsze tylko tak popierała. Na dobre i na złe, nigdy się nie zniżyła do poziomu Twittera i Youtube’a. W przypadku Kuronia to też było „inteligenckie mrugnięcie okiem” (sesja zdjęciowa dla Magazynu o modzie męskiej – z Kuroniem w roli modela).

  31. @airborell
    „W dziewięćdziesiątych jednak AM jednak miał ambicje polityczne,”

    One były nawet wtedy bardziej kwestią lojalności wobec przyjaciół z dawnych czasów, niż polityczne sensu stricte. To dlatego kiedy ci przyjaciele wypadli z czynnej polityki, Michnik też stracił do niej serce.

    Oczywiście, nie jest apolityczny – nikt nie jest. Ale to nie jest coś, co by wypełniało całe jego życie. Myślę, że dlatego Krasowski nigdy go nie zrozumie. Porządna książka o Michniku powinna być pełna nazwisk takich jak Hartwig i Międzyrzecki, a polityka w niej powinna być na marginesie.

  32. > A to nie kreowali go na fali popularności Maty? Że coś-tam, porozmawiajmy z oskarżanym tatą co się dogadał z synem czy jakoś tak?

    I zrobili z niego filozofia. O to mi chodzi. Gazeta mogła sobie zadawać pytanie co poszło nie tak, patrząc na wychowanego sobie czytelnika. Matczak na to: refleksjo czekaj, nie, wszystko super.

  33. @ MM
    „@Unikod: „No jednak Matczak jako filozof (!) to kreacja Gazety.”
    A to nie kreowali go na fali popularności Maty? Że coś-tam, porozmawiajmy z oskarżanym tatą co się dogadał z synem czy jakoś tak?”

    Jeśli dobrze pamiętam, to na początku Matczak był po prostu takim profesorem prawa, który w miarę sprawnie pisze i fajnie wali w PiS. Gdy po raz pierwszy przeczytałem o Macie, to od razu złączyło mi się z informacją, że to jest syn „tego Matczaka”

  34. @Sapiecha
    „opowieści mojego ojca” / „moi rówieśnicy reagowali”

    Ja jestem twój ojciec i twoi rówieśnicy w jednym. Osobiście zaliczyłem śmieszkowanie z obu propagand: komunistycznej i janopawlistycznej. I patrząc po ludziach z najbliższego otoczenia (od mojej mamy, jeszcze niedawno klerykałki & dewotki, po mojego syna, który podjął biurokratyczny trud sformalizowanej apostazji), widzę, że laicyzację w dużej mierze przyspieszył Kościół, głównie za pomocą seksu z dziećmi. Okno Overtona pod tym względem (przemoc/przemoc w seksie/przemoc wobec dziecka/) uciekło Kościołowi najszybciej. Różne moje ciotki i ich sąsiadki, które jeszcze 20 lat temu przechodziły na klęczkach przed cudownym obrazem na Jasnej Górze (tam jest taka barierka, żeby starzy i schorowani ludzie idący na klęczkach mieli się czego trzymać) teraz już tego nie robią, choć starsze, zdrowie podupada i rośnie „jak trwoga to do Boga”.

  35. „To jakby Netflix uruchomił serwis Flixnet”

    Szczerze mówiąc mnie nawet i to przez dłuższy czas pasował ten model że (powiedzmy) punktem wejścia jest gazeta.pl i tam są treści z tych lżejszych a jako jeden z działów pod spodem jest wyborcza w któej są artykuły z gazety za pieniądze. Tyle że żeby to działało to gazeta.pl musiałaby mieć zakaz pisania o czymkolwiek poważniejszym bo od tego jest wyborcza i za to trzeba zapłacić, za free można poczytać tylko o gaciach albo sporcie. No ale to było niewykonalne bo jak zdefiniować w którym miejscu postawić granicę, przy najlepszych chęciach z obu stron i tak będzie wewnętrzna konkurencja. A tu nawet i chęci nie było tylko full rywalizacja.

  36. A co do polityki: od co najmniej paru lat mierzi mnie jak beznadziejny jest opis rzeczywistości politycznej w GW. W zasadzie sprowadza się to do PO-dobrze, reszta-źle (z wyjątkiem Stołka bo tam też często Lewica-dobrze). Podczas gdy by zrozumieć co się dzieje trzeba zejść przeważnie na poziom wewnętrznych wojenek wewnątrzpartyjnych bo nie ma czegoś takiego jak PO czy Lewica, jest wiele frakcji które ze sobą toczą wojny. A rzeczywistość jest ich rezultatem. Opis nadmiernie uproszczony niczego nie opisuje, to jest w efekcie po prostu nieprawda, nie wiem na czyj użytek pisana. Może oni zakładają że ich czytelnik ma już demencję i i tak nic nie rozumie i potrzebuje mesydź prosty jak budowa cepa? No albo piszącym się po prostu nie chce, po wszystkim co gospodarz napisał o Agorze to nawet bym się nie dziwił, oni udają że nam płacą my udajemy że pracujemy

  37. @korba
    „Jeśli dobrze pamiętam, to na początku Matczak był po prostu takim profesorem prawa, który w miarę sprawnie pisze i fajnie wali w PiS.”

    No ale od razu miał przy tym „waleniu w PiS” dygresje o wszystkim na raz, więc przejście do roli czołowego współczesnego filozofa polskiego było naturalną konsekwencją. Natomiast dla mnie kolejność też była stary-młody, tj. było to dla mnie niusem, że „Patointeligencja” to twór syna tego znanego profesora od nudzenia w mediach.

  38. @unikod
    „I zrobili z niego filozofia. O to mi chodzi. Gazeta mogła sobie zadawać pytanie co poszło nie tak, patrząc na wychowanego sobie czytelnika. Matczak na to: refleksjo czekaj, nie, wszystko super.”

    Przypuszczam, że jako outsider (?) nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaką rolę w środowisku gazetowych archontów odgrywa Kult Zapierdolu. To w sumie logiczne, głównym punktem przecięcia turbokatolicyzmu i turboliberalizmu jest tischnerowski etos pracy – w którym samo pytanie o zapłatę jest homosowietikusowym populizmem marksistowsko cywilizacjośmierciowym. Należy wypruwać sobie flaki Ad Maiorem Korpo Gloriam. W tym sensie obaj Matczakowie są dla „Gazety” OK, no bo przecież obaj symbolizują ciężką pracę w imię Prawdziwej Kariery. I stąd traktowanie starego Matczaka jako Tischnera z Twittera.

  39. > Jeśli dobrze pamiętam, to na początku Matczak był po prostu takim profesorem prawa, który w miarę sprawnie pisze i fajnie wali w PiS

    O nie, macie rację. Już w 2018 powstał tekst „Matczak na prezydenta”. A więc finalista castingu na lidera opozycji wraz z Alimenteuszem stał się autorytetem w filozofii wychowania.

  40. @mm
    „Wydaje mi się, że rok 2015 można wyjaśnić po części efektem „pustej bramki”. ”

    Rok 2015 – być może. Ale to przecież trwało długo, nawet już po powrocie Tuska. No i jednak pusta bramka to jedno, a lansowanie Alimentousza to drugie. Trzeba było bardzo dużo desperacji żeby lidera opozycji dostrzec akurat w tym osobniku.

  41. @”tischnerowski etos pracy”

    Kłania się biblijna przypowieść o talentach, czyli o moralnym obowiązku pomnażania dóbr, czyli o tym, że bogaty jest moralnie lepszy od biednego (protestant doda: bo mu Bozia jego wrodzoną lepszość wynagradza). Przypowieść o talentach to fundament wielu okropnych rzeczy (gorszych niż przemiana w zombie-groszoroba), np. rasistowskiego przekonania o wyższości zapierdalającego Białego nad leżącym pod palmą Czarnym.

    @”Matczak: od prawnika do filozofa”

    Odwrotną drogę, z równie opłakanym skutkiem, przebył Jan Hartman, z filozofa stając się doraźnym politykierem. I progres, i regres – jedna masakra.

  42. @”bardzo dużo desperacji żeby lidera opozycji dostrzec akurat w tym osobniku”

    Miał wzorcowe cechy Guru. Kodziary i kodziarze lgnęli do niego jak do miodu. Taki Mahareshi Mateush Yogi, co to i pieniądze wyłudzi i Mię Farrow zmolestuje.

  43. „Rzecznikami Tuska są Pablo Morales i Roman Giertych. Polityka informacyjna rządu nie istnieje – i to na każdym szczeblu,”

    Rzecznicy prasowi nowego rządu zachowują się jakby dziennikarze mieli im całować rączki i dziękować za obalenie PiS. Główne media popierające ten rząd non stop wałkują temat rozliczeń rządu PiS, który prawie nikogo nie interesuje. Tymczasem Rosja zalewa kraj propagandą antyunijną i antyukraińską na każdym szczeblu z wsparciem Konfederacji i PiS. I robi to bardzo skutecznie. Wysokie ceny mieszkań, ceny prądu, problemy rolników – miliony ludzi uwierzyło, że to wina Ukrainy i UE. Względna porażka w wyborach samorządowych powinna być dla ekipy Tuska otrzeźwieniem, ale nie jest.

  44. @ŁW
    „Względna porażka w wyborach samorządowych powinna być dla ekipy Tuska otrzeźwieniem, ale nie jest.”

    Z pewnością ma pan rację, ale przestrzegam przed dygresją pt. „ogólne narzekanie na Tuska”. Nie dlatego że za nim jakoś szczególnie przepadam, tylko po prostu ze względu na mój nieustający niezmienny strach żeby nie mieć tu Twittera.

  45. @ŁW, WO

    Aż korci twitter mode on i napisać, że bardzo ciekawi ci „rolnicy z blokad” (bo kredyt od Morawieckiego na 2% to za łatwa piłka) co najpierw śmiali się z Tuska z rok temu jak mówił o konsekwencjach otwarcia granicy na zboże przez PiS bez żadnego planu i zmieszać to z Ziobrowym sędzią proszącym o azyl na Białorusi bo już nie może w Polsce wytrzymać….

    Ale oczywiście coś takie by nie przeszło i zamiast tego napisze, że moim zdaniem historia biznesowo-polityczna Agory byłaby jednak b ciekawa bo brakuje nam ciekawej książki (a tu smaczki polityczne by to podkręcały) dlaczego duży krajowy biznes z początku lat 90 i to taki co miał i kapitał i znajomości i (wydawało by się) know-how dziś ma tak mało znaczenia w PL biznesie czy mediach.

  46. @ŁW:

    „Główne media popierające ten rząd non stop wałkują temat rozliczeń rządu PiS, który prawie nikogo nie interesuje.”

    Jak nie interesuje, jak interesuje – a poza tym jest chociażby niezbędna dla odbicia szeregu instytucji i pozbycie się problematycznych z perspektywy nowego rządu person. Jak na razie idzie jako-tako, co prawda jak na razie przestraszeni są co mniejsi podchochlikowie (patrz: operetka białoruska z s.Szmidtem).

    Inna rzecz, że twórczego spinu konsumującego drożyznę nie da się spiąć – albo szczucie na mitycznych imigrantów, albo na równie mityczne rozdawnictwo, albo walenie w swoich, albo przemilczanie. Razemowy spin na program kredytów 0% umiarkowanie siadł.

    „Względna porażka w wyborach samorządowych powinna być dla ekipy Tuska otrzeźwieniem, ale nie jest.”

    Nie zgodzę się, żeby to była porażka KO. Złapali razem z TD chyba wszystko, co się dało – minęło za mało czasu na podbicie przez nich interioru, opanowali wszystkie realne do opanowania sejmiki i w wypadku dużych miast gdzieniegdzie wręcz zmaltretowali kandydatów PiS-Konfy.

  47. @Obywatel:

    Szmidt to interesujący przypadek. Podsumujmy:

    – majątku albo nie ma, albo skutecznie ukrywał (ostatnie oświadczenie majątkowe ma dwie pozycje inne niż „nie posiadam”: zakredytowanie na grubo ponad 200 tysięcy i samochód z 2015);

    – skutecznie sobie hejtem dobił małżeństwo z Małą Emi (romans Małej Emi i innego sędziego z ziobrowych kręgów);

    – samą karierę sędziowską sprzed zziobrzenia miał… cóż. Powiedzmy, że orzekanie w wydziale zamiejscowym WSA w Radomiu (a tam był do 2018) nie brzmi jak marzenie dla sędziów WSA. Nie mogę ustalić kiedy i jak w ogóle został sędzią WSA, ale OIDP był nim jeszcze przed 2015.

    Jeżeli to dobrze rozegrają, mogą pokazać obóz Ziobry jako mieszaninę agentów i osób personalnie przegranych.

  48. @obywatel
    „dlaczego duży krajowy biznes z początku lat 90 i to taki co miał i kapitał i znajomości i (wydawało by się) know-how dziś ma tak mało znaczenia w PL biznesie czy mediach.”

    Otóż właśnie „wydawało się” że ma know-how. W latach 90. kapitalizm sobie jednak głównie wyobrażaliśmy. Mało kto miał realne doświadczenie, bo i skąd. Pamiętam że wielu moich znajomych/rówieśników z warszawskiej klasy średniej miało autentyczny problem ze zrozumieniem, na czym właściwie polega główna fabuła filmu „Wall Street”, w sensie że właściwie za co aresztują głównego bohatera. Ludzie brali wtedy monolog Gordona Gekko o chciwości za dobrą monetę. On chce kupić, tamci chcą sprzedać, gdzie tu przestępstwo?

    Kiedy grupa inteligentów starej daty w rozciągniętych swetrach, co to płynnie przeszli z „nie mam prawa jazdy bo nigdy nie będzie mnie stać na samochód” do „nie mam prawa jazdy bo mam służbowego kierowcę”, więc mieli niewielkie doświadczenie z kapitalizmem, wchodziła w styczność z zachodnimi wyjadaczami, to się musiało skończyć jak w tym szmoncesie. „On ma pieniądze, a ja doświadczenie – a za rok ja będę miał pieniądze, a on doświadczenie”.

  49. @mm
    „Szmidt to interesujący przypadek. Podsumujmy:”

    Tego się właśnie obawiałem. Podsumowujcie sobie, bardzo proszę, ale na Twitterze, albo zgoła na Instagramie u Lewandowskiej.

  50. @MM
    Bo widzisz, ogry mają warstwy. Jak ktoś wierzy w demiurga Michnika, to niekoniecznie wierzy w chemitrailsy i płaską ziemię. Jak ktoś wierzy w chemitrailsy to niekoniecznie wierzy w płaską ziemię, ale prawie na pewno w demiurga Michnika. A jak ktoś wierzy w płaską ziemię, to chemitrailsy i demiurg Michnik są w zasadzie w pakiecie. Tu jedna uwaga – szuria ma kształt piramidy. Najwięcej jest takich mało szurniętych, średnio szurniętych jest średnio dużo, a mocno szurniętych jest mało. Ale to jest to samo zjawisko.
    Co do tow. red. Rafała Z. – to jest specyficzna sytuacja. To jest człowiek, który właściwie wszystko przegrał. Nie zauważył takiego banału, że cała ta młoda prawica z lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych nie jest żadnym realnym ruchem politycznym, a subkulturą młodzieżową. No a potem fani wyrośli, dali se spokój z głupotami, Śruba zgolił irokeza i tow. red. został z niczym. Co ciekawe dużo mniej ogarnięty JK-M zdiagnozował sytuację prawidłowo i ciągnął z tego niezłe profity.

    @ergonauta
    Po 89 był karnawał, ale to dosyć szybko zaczęło się kończyć. „Kościół łagiewnicki” był sukcesywnie mielony między „kościołem toruńskim” a obojętnością religijną. Polityka długo tego nie zauważała, ale to postępowało. Przełom w ostatnich latach to było tak naprawdę „król jest nagi”.

  51. „laicyzację w dużej mierze przyspieszył Kościół, głównie za pomocą seksu z dziećmi”
    Już „kompromis aborcyjny” z lat 90. podkopał pozycję KK wśród osób umiarkowanych.

  52. @kmat & janekr:
    Czytam sobie „Pastwisko” Dudkiewicza. I autor twierdzi (i argumentuje), że główny problem to władza w Kościele. Władza, która nie łączy się z odpowiedzialnością (tzn. zaczyna), a przy tym jest w zasadzie niezbyt określona (pisze, jak to za PiSu biskupi, np. interweniując w sprawie uchodźców, odbili się brutalnie odprawieni przez PiS (=Błaszczaka), bo PiS poczuł, że to on rządzi Kościołem, a nie że Kościoła i episkopatu do czegokolwiek potrzebuje.

    To co piszecie — kompromis aborcyjny, czy seks z dziećmi, to uboczne objawy źle używanej i stojącej ponad prawem władzy.

  53. @kmat
    „Co do tow. red. Rafała Z. – to jest specyficzna sytuacja. To jest człowiek, który właściwie wszystko przegrał.”

    Żartuje pan czy chodzi o jakiś durny coelhizm w stylu „biedny to człowiek, który ma tylko pieniądze”? Chciałbym być w jednej dziesiątej przegrany tak jak on.

    „tow. red. został z niczym”

    No tak. Zupełnie z niczym, poza kupą forsy. Bidulinek. W szkole musi pracować.

  54. @wo „absurdalna decyzja o uruchomieniu w internecie dwóch konkurencyjnych serwisów”
    Decyzja dobra tylko wykonanie do kiszki. Bo albo razem, jak Onet i Onet Premium, albo osobno. Ja tam lubię i wyborcza.pl i Grażyna.pl bo szukam tam różnych rzeczy.

  55. @zm
    „Decyzja dobra tylko wykonanie do kiszki. Bo albo razem, jak Onet i Onet Premium, albo osobno.”

    Czyli jednak decyzja była do kiszki, bo decyzja od początku była taka, że to jest niby osobno, ale jednak tak, żeby ludziom się myliło – bo gdyby zaczęli portal pod zupełnie nową, neutralną nazwą, to pies z kulawą nogą by tam nie zaglądał.

  56. @wo
    „Natomiast dla mnie kolejność też była stary-młody, tj. było to dla mnie niusem, że „Patointeligencja” to twór syna tego znanego profesora od nudzenia w mediach.”

    U mnie chyba jakoś zaistnieli jednocześnie bananowy raper syn profesora i profesor ojciec bananowego rapera.

  57. # kto był pierwszy tata maty czy syn matczaka

    Chyba jednak tata maty, choć mata pewnie osiągnął większy sukces (nie w rozumieniu finansowy, ale rozpoznawalność). To chyba jest jednak jeden z bardziej znanych raperów młodszego pokolenia.

    Dla mnie tata maty zasłynął po swoich niezbyt mądrych felietpmach, przede wszystkim o leniwych Ztkach/ millenielsach co nie chcą pracować 16h dziennie. Zasłynął jako template do memów. Moje ulubione z nim to:

    >Pamiętajcie: dziś zmiana czasu
    > Dziś pracujemy o godzinę dłużej.

    Ale jest również template do memów z Panem Areczkiem.
    > Panie Areczku- jakie prawo pracy?
    >my się zajmujemy prawem konstytucyjnym.

    #ziemkiewicz przegryw
    Imo jak kogoś stać na wysłanie córki na studia do oxfordu jesli mnie pamięć nie myli (sprawa wyszła wtedy co go do UK nie chcieli wpuścic chyba?)to takim przegrywem nie jest.

    Za pierwszego PO nie miał przypadkiem programu swojego w TVP (coś mi świta)? Czy na robieniu programu w tvp nie zarabia sie bardzo dobrych pieniązków i nie jest to troche przeciwieństwem przegrywu?

    #raz nie umie pisać także w fabule
    Nie pamiętam czy coś konkretnie jego czytałem (wydaje mi się że tak, że dawno i nie zapadło mi w pamięć jako wybitnie złe ani dobre). Chyba po tym jak „kt nie wykorzystał pijanej” skojarzyłem jego opowiadanie-ish „śpiąca królewna”. XD

    Ale uogólnione środowisko prawicowch twórców fantasy, do którego zalicza się tez chyba RAZ, tj Grzędowicz, Kossakowska (św pamięci), Pilipiuk, Piekara imo umie pisać. Niekoniecznie mądrze, czasem trzeba brać poprawkę na wypływające piwniczne poglądy twórcy, ale bardzo dobrze się to czytało. Pan Lodowego Ogrodu to chyba najprzyjemniejsze czytadło w post wiedźminowskiej polskiej fantastyce. A z serii o aniołach kossakowskiej nie pamiętam aby nawet wypływała jakaś prawackość. No ale może ona była bardziej normalna od męża a obydwoje byli bardziej utalentowanymi pisarzami od RAZa.

    #za to JKM trzepał kasę

    srsly?
    Bo po lekturze tego i owego wydawało mi się że do czasu wejścia do parlamentu euroejskiego działalność polityczna nie była jakoś mocno rentowna dla krula. Obstawiałbym że do tamtego czasu to raczej Ziemkiewicz większa kasę trzepał (korwin miał majątek, ale to inna inszość).

    #nikt nie wiedział co to ten kapitalis, bo i skąd.

    Moja wykładowczyni od historii gospodarczej opowiadała (trudno ocenić czy prawdziwą) anegdotkę ze wczesnych 90’s że żeby obczaić jak się robi te całe IPO i co to są te akcje to ludzie do nich do katedry przychodzili oglądac jak to było przed wojną.

    #osłabienie kościoła to przede wszytkim zmiana pokoleniowa
    Wydaje mi się że spadek liczby osób chodzących w niedzielę do kościoła jest zbyt dynamiczny by tłumaczyć go jedynie zmianą pokoleniową.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Dominicantes_i_communicantes_w_Polsce
    Ale ludzie jednak w sporej mierze pozostają letnimi obrzędowymi katolikami.

  58. @wo
    „Czyli jednak decyzja była do kiszki, bo decyzja od początku była taka, że to jest niby osobno, ale jednak tak, żeby ludziom się myliło – bo gdyby zaczęli portal pod zupełnie nową, neutralną nazwą, to pies z kulawą nogą by tam nie zaglądał.”

    Decyzja była do kiszki ale nie dlatego że miało się mylić (przykład z Onetem, tam też ma się mylić) tylko dlatego że zamiast oddzielić treści portalowe od gazetowych od razu (chyba) założono wewnętrzną konkurencję. Gdyby portal miał zakaz pisania np analiz politycznych bo takie rzeczy to tylko w wyborczej i za pieniądze, to moze to by się to jakoś sprawdziło. Kretynizmem było oferowanie podobnego (oczywiście gorszego ale pierwszy lepszy nie odróżni) kontentu i za darmo i nie za darmo. To po co płacić. Oni zapewne liczyli że z tych portalowych klików zarobią lepiej niż na tradycyjnej gazecie i gazetę trzymali tylko na dożywocie, aż zdechnie z głodu. No a nie zdechła (jeszcze)

  59. @embercadero
    „oczywiście gorszego ale pierwszy lepszy nie odróżni”

    Czy gorszego to też różnie, patrz choćby terfki w Wysokich Obcasach (wiem, to też nieco insza inszość ale przesiąkało też do Wyborczej jako takiej) kontra teksty o prawach osób LGBT Wiktorii Beczek z Miłość Nie Wyklucza w Gazecie.pl.

  60. @Mistrz Analizy
    „Pan Lodowego Ogrodu to chyba najprzyjemniejsze czytadło w post wiedźminowskiej polskiej fantastyce.”

    … mówią zwykle ludzie, którzy mało znają nowszą polską fantastykę (bez urazy). W moim odczuciu z cyklu Pana Lodowego Ogrodu jakoś tam dawał radę pierwszy tom (chociaż Strugaccy ograli ten sam pomysł lepiej w „Trudno być bogiem”), a dalej już wylewały się z niego wszystkimi porami: seksizm, antyunijne fobie i fabularne idiotyzmy.

    „A z serii o aniołach Kossakowskiej nie pamiętam aby nawet wypływała jakaś prawackość. No ale może ona była bardziej normalna od męża”

    Cykl anielski był pisany trochę w stylu fantasy dla nastolatek, z mrocznym przystojniakiem w skórzanej kurtce, który niby wygląda na twardziela, ale w głębi serca Przeżywa Uczucia (jak to szło? „Tysiące myśli, niczym stado spłoszonych antylop, przebiegło przez jego serce”?), więc miał oś zainteresowań nieco gdzie indziej. Ale oprócz niego autorka ma na koncie również niewiarygodnie słabą i żenującą powieść „Grillbar Galaktyka”, pomyślaną jako satyra na złą Unię zabraniającą ludziom wszystkiego.

  61. „Pan Lodowego Ogrodu” ma strawny tylko pierwszy tom, jako przygodową fantasy. Potem to już autor wrzucił tam wszystkie prawicowe fantazje o feministkach ze straponami itd.

  62. @wo
    W porównaniu do jakiegoś anonimowego nauczyciela chemii to może i ma dużo. Ale w porównaniu do jakiegoś wójta Pcimia to niekoniecznie. A do jego ambicji dochodzi jeszcze dość istotny komponent polityczny. On chciał być tym Michnikiem prawicy. W porywach był ledwie Sierakowskim, a na dziś to jest jakimś odpowiednikiem Kotlinowskiego. Czwarta, czy która tam liga. Owszem, normalny człowiek z normalnymi ambicjami byłby szczęśliwy z tymi pieniędzmi. Ale nie jestem pewien, czy to jest ten przypadek. Nie zdziwiłbym się, gdyby z jego perspektywie to faktycznie tak było – zostały mu tylko pieniądze.

  63. @k.ch
    >mówią zwykle ludzie, którzy mało znają nowszą polską fantastykę (bez urazy).
    Nie twierdze inaczej. 🙂 Czytam głównie non fiction , a jak fiction to starsze.
    w nowszych rzeczy polskich autorek przeczytałem coś tam z cyklu o wilczej Jagodzie. Urban fantasy (lubię), nominacja do zajdla i chyba jakaś nagroda, default city (mieszkam) – wydawało się obiecujące, no ale nie dla mnie.

    >Potem to już autor wrzucił tam wszystkie prawicowe fantazje
    Wszystkie to wrzucił do hel3 dopiero XD.
    o miałem na myśli pisząc „czasem trzeba brać poprawkę na wypływające piwniczne poglądy twórcy”. Np moje ulubione urban fantasy to seria o patrolach, a Łukjanienka to nie tylko dziaders, seksita, ale i wielkorus i to również często wypływa – no trzeba brać poprawkę.

  64. Łukjanienko to swoim antyukraińskim zaangażowaniem, m.in. w organizację konwentu w okupowanym Doniecku i zbieranie tamże podpisów poparcia dla inwazji wśród autorów fantastyki przeskoczył już dla mnie jakiś czas temu z rubryczki „trzeba brać poprawkę” do „zdecydowany bojkot, czegokolwiek by nie napisał”.

  65. @”On chciał być tym Michnikiem prawicy”

    Pasowanie na „Michnika” to jest gruba ceremonia. Nikt tego sam sobie nie zrobi, musi być pomazany przez Mistrza. Dlatego „Michnikiem” prawicy jest Kaczyński, pomazany poetycko przez Jarosława Marka Rymkiewicza. Zaś Michnika jako „Michnika” pomazał Zbigniew Herbert, zanim sie na niego obraził, dedykujac mu wiersz czy dwa (już nie pamietam, jeden to „Msza za uwięzionych”).

    @”ludzie jednak w sporej mierze pozostają letnimi obrzędowymi katolikami.”
    Dlatego Kościół spieprzył sprawę nie w momencie, kiedy się dobierał do dzieci, ale w momencie, kiedy nie wyczuł przesuniecia okna Overtona i chciał wszystkie (dosłownie: wszystkie) te wyskoki zamiatać pod dywan (jakby nadal były lata 90 i przemoc związana z władzą, symboliczna i ekonomiczna, nadal była otoczona tamtym zgodnym zbiorowym milczeniem). Bo Polacy potrzebują katolickiej obrzędowości bardziej niż, bo ja wiem, serialowej obrzędowości Netflixa. No ale sprawa już chyba spieprzona na amen. I chwała bogu.

  66. @ergonauta
    Na przełomie tysiącleci to Kaczyński walczył o powrót do wielkiej polityki na plecach brata i żadnym rozdającym karty nie był. Gdyby mu się wtedy nie udało, to pewnie do dziś paliłby kukły Wałęsy. Za to Raz był u szczytu, tłumy fanów i fanek, rozpoznawalność, opiniotwórczość i takie tam. Nie przyuważył tylko, że nie jest realnie żadnym liderem politycznym, a jedynie efemerycznym subkulturowym guru. Starzy fani wyrośli, młodzi mieli już inne zajawki i wszystko szlag trafił.

  67. #prawicowa fantastyka

    O matko boska, żeście mi przypomnieli o fantastyce by RAZ – tytułu nie pomnę, ale chyba w antologii „Demony” coś tam upchnął, jakąś bzdurę o komputerze dobierającym idealnych partnerów czy coś. W każdym bądź razie, ZNOWU był deep dive w umysł skoncentrowany na dobraniu idealnej żonomatki na wieczność, tą razą (hłehłe) od strony uczuciowej, nie immisyjno-majtkowej.

    @Mistrz Analizy:

    Poprawkę to ja mogę brać czytając Dukaja, Kiplinga, Goldinga czy już od biedy przy panu N. Shute. Ale przy masowo produkowanej pulpie fantastycznej w rodzaju „Oka Jelenia” to mogę najwyżej przewracać oczami i żałować pieniędzy i czasu.

    No, jest różnica między „książka dobra, tylko niektórzy bohaterowie i pewne detale walą ideologią” a „ta książka to kiepski polityczny pamflet i pokaz nieznajomości życia”.

    @kmat i @wo:

    „W porównaniu do jakiegoś anonimowego nauczyciela chemii to może i ma dużo. Ale w porównaniu do jakiegoś wójta Pcimia to niekoniecznie. A do jego ambicji dochodzi jeszcze dość istotny komponent polityczny. On chciał być tym Michnikiem prawicy”

    Sukces/porażka to rzecz względna i subiektywna. Jak się miało willę 300 metrów, służbę, samochodzik od firemki RR, dziesięć lat młodszą żonę co była vicemiss województwa, kochankę młodszą o dwadzieścia lat co była miss kraju, dzieci co się szykowały na studia na Yale to spadek do klasy średniej (mieszkanie cztery pokoje, córka na Oksfordzie za kredyt, żona wredna i do tego feministka, samochód to zwykły yaris) zaboleć może. Przy braku spadku pozycji, ale osiągnięciu pozycji niższej niż się oczekiwało ból też może być, jeżeli obiekt rozważań był bardzo mocno związany z fantazjami.

    Jak to było u RAZ-a nie wiem, ale faktycznie miał ambicje polityczne dotyczące zdaje się wskrzeszenia endecji czy czegoś?

    I ROT13 (polskie znaki) z uwagi na nieobyczajność i tematy +18:

    Ę tbslhtkmr ĄKH-k, żąhgxkśwxsoś ćoś śońxoś mz żkwsóćkw s ćgw zżzęskńkxsd tćźąo tzśkąhó żąhołsśk śońxz, k ęvkcmsęso ćązśo: 1/ mrón łgmsk zqsoąow botbdkuxgw; 2/ mrón żzbskńkxsk duoqvoś jzxg, tćźąk śobć żzń ężvgęow wójk, xso ązńhsmźę s 3/ zmhotsękxso xk żzśkęsoxso bsó hłkęsoxxoqz mhgxxstk hoęxóćąhxoqz, tćźąg xkżąkęs ębhgbćot hvk xk cęsomso (tćźąo bsó zmhgęscmso bżązękńhk ńz ćoqz, jo żzńwszć zmhotdślmg xso bżovxsv żdxtćźę 1/-2/). Wzjo ćd śobć muzd? Wzjo ćo ębhgbćtso hkłkęg ę ńhsoxxstkąhk, żsbkąhk, żzusćgtk s mrzuoąk ęso ąkmhg ęsońhson mz ęgxstkśl ęgvlmhxso h ćoqz, jo xso ćąkpsvz bsó xk tzłsoćó wkąhoy? Ńzńkśwg ńz ćoqz ęgtęsćkślmg ćd s źęńhso ęcąźń cązńzęsbt tkćzusmtsmr tduć ńhsoęsmćęk (mrzn ćz łkąńhsoś tęobćsk tąóqźę kxquzbkbtsmr, kuo śkt ęsowg żąkęsmk ęgbgbk ćktso cwsoms h hkńhsęskślml żąomghśl) s ęgbćkąmhg xsońzbćkćomhxso hktąękęszxo żąhocmsoąkńvz ę xzm żzcudłxl łg ązhdw zńołąkvz.

    Wracając jednak do finansów: to, że X powinien dobrze zarabiać nie znaczy, że cokolwiek z tego ma, tak materialnie. Jak twitterowałem zanim mnie szanowny Gospodarz uspokoił, to taki sędzia Szmydt (wcześniej robiłem literówkę w nazwisku) pomimo względnie niezłych zarobków był, wedle własnych oświadczeń majątkowych, człowiekiem bez sensownego majątku, za to z narastającymi z roku na rok długami. Uzależnienia, męskie zabawki i duch wilka z Wallstreet zamknięty w ciele owcy z Sesamestreet potrafią rozpaprać dowolne dochody i na koniec dnia może się okazać, że nie uzbierało się tyle, by to wszystko miało sens.

  68. @Michał Maleski
    Po zdekodowaniu przez ROT-13 tekst dalej jest nieczytelny

  69. @Krystyna
    „mówią zwykle ludzie, którzy mało znają nowszą polską fantastykę (bez urazy)”

    To co byś poleciła? Jestem fanem Sapkowskiego, dużo czytam anglojęzycznej fantasy (The First Law jest moją ulubioną serią obok ASa), ale do polskiej boję się podejść po tych wszystkich Achajach i Mordimerach (tzn. kiedyś lubiłem to czytać, ale to jednak nie było dobre).

  70. @janekr
    rot-13 – użyj dekodera z pl-literkami

    @Michał Maleski
    > W książkach RAZ-a, przynajmniej tej jednej co pamiętam
    > i tym opowiadaniu które kojarzę przebija

    Pamiętasz tytuł(y)?

  71. @izbkp
    Wypróbowałem kilka pierwszych linków „rot13 z polskimi literami” wyplutymi przez Google i nadal nie znalazłem działającego.

  72. @janekr
    ROT13 z pl znakami- działa.

    @TBo Rossbach
    Też mmie to ciekawiło, ale założyłem że zbytni offtop (jeśli nie, to przyłączam sie do prośby).

    Tak ,razi. Kolegę bym poprawił, ale nie uważasz że czepianie się o taką pierdołę obcej osoby jest bucerskie?

    @Michał Maleski
    >branie poprawki
    No DIck to jest klasyka literatury, a Panowie i Pani których wymieniłem robili lekkie czytadła – odpowiedniki sitcomów, nie irańskiego kina niezależnego.
    Jeśli chodzi o w.w. to ja nie we wszystkim jestem skłonny brać poprawkę. Kiedyś w którejś z notek okołowarsawianistycznych któryś z komcionautów wspominał o niewędrowyczowskim universum Pilipiuka – robert storm itp. No to już było dla mnie „zbyt gęste”/zbyt złe.
    A do wędrowycza musiałem dojrzeć. To jest taki trochę gorszy (dużo gorszy) Bartosz Walaszek cinematic universe w innym setupie – to ma być tak złe że aż dobre.

    #bojkotowanie łukjanienki.
    No przecież nic nowego nie kupię. A storytel chyba wycował nawet jego audiobooki z oferty, więc prawidłowo.
    Nie zmienia to faktu że dobre universum stworzył.

  73. @embercadero
    „Decyzja była do kiszki ale nie dlatego że miało się mylić (przykład z Onetem, tam też ma się mylić) tylko dlatego że zamiast oddzielić treści portalowe od gazetowych od razu (chyba) założono wewnętrzną konkurencję”

    Ja to zacznę wycinać, bo nie mam siły na odpowiadanie, że błędem było właśnie to połączenie. Onet i Onet Premium nie mają odrębnych redakcji, które sobie nawzajem podstawiają nogę, podkupują autorów, uruchamiają imitacje tego co robi konkurencja (itd).

    „Oni zapewne liczyli że z tych portalowych klików zarobią lepiej niż na tradycyjnej gazecie i gazetę trzymali tylko na dożywocie, aż zdechnie z głodu. ”

    Jest jeszcze śmieszniej. Oni (widać to w wywiadach towarzyszących IPO) chcieli obudować „Gazetę” wianuszkiem dochodowych biznesów, które pomagałyby „Gazecie” w trudnych czasach („to keep the wolf at bay”, jak to ujęła w jednym z wywiadów Rapaczyńska). A ponieważ ideowo wierzyli w turbokapitalizm uznali, że najlepiej będzie menadżerów tych nowych biznesów motywować do sukcesu agresywnymi premiami. Główny architekt korporacyjnego ładu pochodził z Arthur Andersen, firmy którą wtedy uważano za flagowy okręt reaganowskiego turbokapitalizmu – skądinąd parę lat potem zbankrutowała, bo oczywiście (co za zaskoczenie!) takie motywowanie menadżerów sprawia, że grają do swojej bramki, a nie na rzecz całości.

    Większość tych biznesów upadła, że przypomnę nasz ukochany niskonakładowy tabloid „Nowy Dzień”. Portal gazeta.pl ocalał głównie dlatego, że ludzie go mylą z „Gazetą”, bo tak sam z siebie niespecjalnie się wyróżnia czymkolwiek innym na tle pozostałych imitacji Onetu.

  74. @ausir
    „Czy gorszego to też różnie, patrz choćby terfki w Wysokich Obcasach (wiem, to też nieco insza inszość ale przesiąkało też do Wyborczej jako takiej”

    Wydaje mi się, że przesiąkanie szło w przeciwnym kierunku, tzn. z Wyborczej do Obcasów (zwłaszcza z Magazynu Świątecznego do Obcasów). Świąteczna z pocałowaniem ręki opublikuje wszystko co wali w lewicę, z dowolnych pozycji. To może być Matczak, to mogą być terfiary, ale to może być też Szczerek z pseudoreportażem typu „pojechałem w teren by mi tam potakiwali gdy walę w lewicę”.

    @ergonauta
    „Dlatego „Michnikiem” prawicy jest Kaczyński, pomazany poetycko przez Jarosława Marka Rymkiewicza. Zaś Michnika jako „Michnika” pomazał Zbigniew Herbert,”

    Rymkiewicz też Michnika pomazał, w „Rozmowach polskich latem 1983”. Tylko że najważniejsza różnica jest w tym, że dla Kaczyńskiego polityka jest kluczowa (przebija wszystko), to znaczy on przede wszystkim chce być liderem partii. A dla Michnika jest drugorzędna, on przede wszystkim chce być częścią świata literacko-eseistycznego (w tym sensie obaj spełnili swoje życiowe marzenia).

  75. @kmat
    ” On chciał być tym Michnikiem prawicy.”

    No to chyba nim jest, skoro są już spiskowe teorie, że Ziemkiewicz kiedyś miał polityczną potęgę, a teraz już tylko kasę, no wszystko przegrał po prostu. Moim zdaniem nigdy nie miał politycznych ambicji wychodzących poza takie jakie ma każdy, ja też. Tzn. wszyscy wiedzą kogo popieram, a partię Razem to popieram nawet „gorąco” (według kryteriów akceptowalnych nawet przez Dzieci Cieci). I wystąpiłem w panelu na kongresie założycielskim, ale nie mam ambicji politycznych, bo takie ambicje to start w wyborach.

    Ziemkiewicz nigdy w swoim zaangażowaniu nie wychodził poza rzecznikowanie Korwinowi (w młodości, ja wtedy młodzieńczo działałem w PPS), albo gdy już zyskał rozpoznawalność, w występowaniu w różnych konngresach założycielskich albo ciałach doradczych (zachowując proporcje, ja też to czasem robię, kompletnie bez ambicji politycznych, ale po prostu przecież nie odmówię znajomym gdy proszą).

  76. @kmat
    „Na przełomie tysiącleci to Kaczyński walczył o powrót do wielkiej polityki na plecach brata i żadnym rozdającym karty nie był.”

    Na przełomie tysiącleci Kaczyński rozdawał posady w swoim imperium nieruchomości, dzięki któremu może przetrwać nawet całkowicie poza parlamentem. Po raz kolejny pisze pan coś co świadczy, że ma pan bardzo słabe wyobrażenie o „przełomie tysiącleci” i sadzi jakieś bzdury o politycznych ambicjach Ziemkiewicza. Udzielam panu Surowego Upomnienia. Następny komć z czymś równie absurdalnym może wylecieć.

  77. @kmat
    „RAZ (…) nie przyuważył tylko, że nie jest realnie żadnym liderem politycznym, a jedynie efemerycznym subkulturowym guru.”

    Pełna zgoda.
    Zresztą, bycie „Michnikiem” to także coś innego niż bycie „realnym liderem politycznym” czy „rozdającym karty”. Trzeba być nadrealnym, a jeśli karty, to do tarota. Michnik jako „Michnik” uprawia swoje guślarstwo na piśmie (więzienne eseje o honorze w Polsce itp.), a Kaczyński jako „Michnik” jest guślarzem w mowie (np. wyciągając zza pazuchy Ujejskiego czy powołując do istnienia religię smoleńską).
    Gospodarz w wielu wątkach próbuje tutaj tłumaczyć, że realny wpływ GW na polską politykę był znikomy, ale wielu komcionautów nie może w to uwierzyć, m.in. dlatego, że tak mocno mają wdrukowany pewien obraz Michnika. Natomiast chyba przynajmniej w tym się, mniej więcej, zgadzamy, że tworząc GW, stworzył wyjątkową i bardzo ważną gazetę. Wspominałem o GW jako gazecie klerykalnej, ale w tej samej GW była też najbardziej antyklerykalna akcja w ówczesnych mediach – „Rodzić po ludzku” (wspaniała, ogólnopolska obraza boska i grzech wbrew naturze).

  78. @ergonauta
    „Pełna zgoda”

    Wait, what – zgadza się pan z całością rojeń kolegi Kmat (przypomnę fragment, który gustownie ukrył pan pod wielokropkiem – ” Raz był u szczytu, tłumy fanów i fanek, rozpoznawalność, opiniotwórczość i takie tam.”)? Oczywiście, nie był leaderem i się nie nadawał, ale tak samo nigdy nie był górnikiem, też się nie nadawał. Po prostu nigdy nawet nie próbował być.

  79. @WO „w tym sensie obaj spełnili swoje życiowe marzenia”

    Choć Michnika bardziej lubię niż nie lubię, a Kaczyńskiego bardziej nie lubię niż lubię, to obydwu szanuję za to właśnie. Można wyśmiewać Adama i Jarosława (ja tego nigdy nie czynię!) za różne wizerunkowe wtopy, estetyczne braki, ale obaj żyli nie pod publikę, ale pod to, co kochali.

  80. „Wait, what – zgadza się pan z całością rojeń kolegi Kmat”

    Absolutnie się nie zgadzam z całością! (wielokropek – żeby nie jątrzyć, tak polubownie ;-). Zgadzam się tylko z tym, że RAZ był efemerycznym guru (nadal znam ludzi, którzy z rozrzewnieniem sięgają po jego dawne książki, cos jak oglądanie po latach „Psów” Pasikowskiego – brrr…).

  81. @ergonauta
    „Choć Michnika bardziej lubię niż nie lubię, a Kaczyńskiego bardziej nie lubię niż lubię, to obydwu szanuję za to właśnie.”

    Ja dokładnie za to samo Kaczyńskiego nie szanuje. To taki Netanjahu naszej polityki, dla władzy zrobi absolutnie wszystko. Wyprowadzi nas z Unii, pokłóci absolutnie z każdym a na koniec wepchnie w lapy Rosji dla spełnienia własnych cokolwiek chorych ambicji.

  82. @ergonauta
    „Natomiast chyba przynajmniej w tym się, mniej więcej, zgadzamy, że tworząc GW, stworzył wyjątkową i bardzo ważną gazetę. ”

    Z tym się zgodzę, nawet piszę o tym w notce, z tą poprawkę, że jednak dodawałbym przedrostek „współ”. Twierdzenie, że Michnik to wszystko sam jeden stworzył, byłoby nonsensem, przeciwko któremu sam Michnik by zaprotestował jako pierwszy. To może być akceptowalne jako uproszczenie, że „Steve Jobs stworzył Apple” albo „Bill Gates stworzył Microsoft”, akceptowalne tylko dopóki pamiętamy kto to Paul Allen albo Mike Markkula.

    Natomiast „GW” rzeczywiście jest jedynym, co ważne i wyjątkowe, a wyszło z Agory. Wszystko inne – hottogi, naczosy, portale, tabloidy, radia w formacie „złote przeboje”, było tylko imitacją innych hottogów, naczosów, portali, tabloidów, radyj w formacie „złote przeboje”. I smutno mi, że na koniec zostanie już tylko imitacja onetu, taka sama jak wszystkie inne imitacje onetu, ale odróżniająca się tym, że ją mylą z „Gazetą Wyborczą”, co daje jej coś pomiędzy 3 a 4 miejscem w rankingu imitacji onetu.

  83. @ergonauta
    „RAZ był efemerycznym guru (nadal znam ludzi, którzy z rozrzewnieniem sięgają po jego dawne książki,”

    Ale teraz ma JESZCZE WIĘCEJ LUDZI, którzy go oglądają na jutubie. Zamienił tysiące czytelników na miliony widzów, no to jaki to upadek?

    Ja to już będę wycinał, bo mnie to męczy. No chyba że ktoś poda jakiś solidny dowód na upadek (na przykład porówna sprzedaż książek do odsłon na YT i mu wyjdzie, że teraz ma mniej).

    Kochani, ja BARDZO chcę się z wami zgodzić, bo nie ma frajdy nad szadenfrajdę. Więc nawet nie wiecie, jak bardzo chciałbym sobie pomyśleć „heh, ale przynajmniej RAZ wszystko przegrał”, kiedy się będę nudzić na komisji maturalnej.

    Na razie jedyna szadenfrajda w tym kontekście jaką sobie umiem wymyślić, to „ale za to w odrożnieniu od Ziemkiewicza mógłbym sobie w każdej chwili polecieć do Londynu”. Ale nie lecę, bo mnie nie stać.

  84. @ausir
    „Łukjanienko to swoim antyukraińskim zaangażowaniem, m.in. w organizację konwentu w okupowanym Doniecku i zbieranie tamże podpisów poparcia dla inwazji wśród autorów fantastyki”

    Po rozpoczęciu jawnej fazy inwazji przyjął też zaproszenie do programu w telewizji, gdzie skarżył się, że w ZSRR był prześladowany przez ukraińskie dzieci za swoje rosyjskie pochodzenie, a prowadzący snuł fantazje, co by tu zrobić z takimi dziećmi, żeby najskuteczniej wybić im tę całą ukraińskość z głowy: bić kijami, topić w rzece, a może od razu spalić w domach. (dosłownie tak, nie przesadzam)

    A z weselszych ciekawostek: RAZ właśnie przegrał proces o znieważenie z Bartem Staszewskim (5 tys. na cele społeczne i 4 miesiące ograniczenia wolności).

    @TBo Rossbach
    „To co byś poleciła? Jestem fanem Sapkowskiego, dużo czytam anglojęzycznej fantasy (The First Law jest moją ulubioną serią obok ASa), ale do polskiej boję się podejść po tych wszystkich Achajach i Mordimerach”

    No dobra, tu mnie masz, bo moje bycie na bieżąco z polską fantastyką też skończyło się parę lat temu. W dodatku granularność tego segmentu zrobiła się naprawdę wysoka, kiedyś było kilka nazwisk, które czytali absolutnie wszyscy, teraz czytelnicy siedzą po swoich banieczkach, które przecinają się słabo albo wcale. Jak fantasy, to może Robert Wegner, cykl o świecie Meekhanu? Z mniej typowych fantasy Anna Brzezińska (nadal wydaje i trzyma poziom) i Paweł Majka. Bardzo cenionym autorem jest, oczywiście, Radek Rak, ale to już bardziej realizm magiczny. Z science fiction polecam Michała Cholewę (porządna militarna space opera), dużo pochwał zbierają też Magdalena Salik i Magdalena Świerczek-Gryboś.

  85. @kot immunologa
    „dla władzy zrobi absolutnie wszystko”

    No właśnie nie wiem, czy dla władzy. Dla polityki – zgoda, dla liderowania partii – zgoda. I nie wiem, czy absolutnie wszystko. Wiele paskudnego – tak, ale do kategorii „absolutnie” to mu jednak daleko. Jak spojrzymy wstecz, na tych 8 lat PiS-u kierowanego przez Kaczyńskiego, to widzimy, że nie tylko różnym grupom społecznym jednak się ekonomicznie i godnościowo poprawiło, to i rozmaite patologie anty-PiS-u (czyli tej akcji, na którą wyborcze zwycięstwo PiS-u było reakcją) potrafimy dostrzec wyraźniej i nazwać klarowniej. Pamiętasz, kocie immunologa, histerie, że 500+ zrujnuje kraj nad Wisłą? że podniesienie płacy minimalnej to apokalipsa polskiego biznesu? Kaczyński spokojnie takie skandaliczne rzeczy robił – z niskich pobudek (władza) w dobre struny trafiał (umiał w politykę), będąc częścią tej siły, co zła pragnąc, dobro czyni.

  86. @WO
    „Zamienił tysiące czytelników na miliony widzów, no to jaki to upadek?”
    Dla mnie upadek. Z Nagrody Zajdla w kręgi jutuba. Ale – TAK! Wycinaj! Wycinaj każdy wpis z nazwiskiem RAZ-a! Nie cierpię typa i tej sfery polskości, której jest tubą.

  87. @ma
    „uogólnione środowisko prawicowch twórców fantasy”

    Największym problemem polskiej fantastyki jest właśnie to, że większość dyskusji, artykułów w mainstreamowej prasie itp. obraca się non-stop wokół tych samych nazwisk, które największe sukcesy literackie miały 20 lat temu. Wystarczy spojrzeć na listę laureatów nagrody Zajdla; ostatnia nagroda dla kogoś z tego towarzystwa to rok 2011, kiedy statuetkę dostała Kossakowska za wcześniej wspomniany „Grillbar Galaktyka”. Rok potem jeszcze Grzędowicz z Ziemiańskim załapali się na nominacje, po czym całe towarzystwo znika. Czemu więc w roku 2024 nadal o nich dyskutujemy?

    @TBo Rossbach
    „To co byś poleciła?”

    To proste, odpal sobie na Wikipedii strony z laureatami nagrody im. Żuławskiego, nagród Nowej Fantastyki (działy: Polska Książka Roku i Nagroda im. Parowskiego) i wspomnianej nagrody im. Zajdla. Potem przefiltruj to pod kątem swojego gustu i już.

  88. @ergonauta
    „Dla mnie upadek. Z Nagrody Zajdla w kręgi jutuba.”

    To taki upadek jak „z jeżdżenia nowiuteńkim polonezem przesiadł się do samochodu, co to nawet dachu nie ma, a zamiast pić wódeczkę pod schabowego, je surowe ryby z ryżem i popija starym winem, no po prostu wszystko przegrał”.

  89. @ergonauta
    „Pamiętasz, kocie immunologa, histerie, że 500+ zrujnuje kraj nad Wisłą? że podniesienie płacy minimalnej to apokalipsa polskiego biznesu?”

    Pamiętam, ale nie mierzmy wielkości prezesa wedle głupoty opozycji. Nie odmawiam tez Kaczyńskiemu sprawności politycznej i pewnego słuchu społecznego. Ale jego polityka (bo jego przecież) zagraniczna obliczona na krótkoterminowe zyski polityczne w kraju była tak samobójczo głupia i krótkowzroczna, że ciężko mi sobie wyobrazić inna motywacje niż własne ambicje posiadania i utrzymania władzy. Stad moje porównanie do Netanjahu, bardzo dobry polityk, fatalny przywódca.

    „Wiele paskudnego – tak, ale do kategorii „absolutnie” to mu jednak daleko.”

    Po trupie brata dorwał się do władzy, to jednak mimo wszystko hardcore jest. Ale fakt, wojny żadnej nie rozpętał, do tłumów strzelać nie kazał. Tak czy owak, to mało trochę aby wzbudzać szacunek. Chyba że na takiej zasadzie jak Frank Underwood, nie da się ukryć ze wiedział jak robić politykę.

  90. @unierad
    „rok 2011, kiedy statuetkę dostała Kossakowska za wcześniej wspomniany Grillbar Galaktyka”

    Nagroda dla tego [expletive] to jedna z wielkich, niewyjaśnionych zagadek wszechświata, obok potwora z Loch Ness, bursztynowej komnaty i przeszłości Rinata Achmetowa. Ale to najprawdopodobniej kwestia rozkładu w małych zbiorach: głosowanie odbywało się wtedy na Polconach, a Polcon w 2011 r. był dziwny – sporo ludzi, którzy tradycyjnie głosowali, obraziło się na organizatorów za zaproszenie Ericha von Daenikena do bloku naukowego i nie przyjechali. W tamtym roku startowały do Zajdla znacznie lepiej napisane rzeczy („Dżozef” Małeckiego, „Krawędź czasu” Piskorskiego), ale wpadło mało głosów, to i niewiele wystarczyło, by przeważyć.

    „Czemu więc w roku 2024 nadal o nich dyskutujemy?”

    Obstawiam, że częściowo to właśnie reakcja na rozdrobnienie rynku (trochę reakcja obronna, trochę pójście na łatwiznę). Kiedyś od razu wiadomo było, kogo się zaprasza na imprezy i do kogo idzie po wywiad o polskiej fantastyce. A teraz? Jeden rabin powie tak, drugi powie inaczej.

    @TBo Rossbach
    „To co byś poleciła?”
    „To proste”

    Jak mogłam zapomnieć: z fantasy jeszcze Agnieszka Hałas (seria Teatr węży i opowiadania).

  91. @ergonauta
    No właśnie nie wiem, czy dla władzy. Dla polityki – zgoda.

    Moim zdaniem dla władzy tylko i wyłącznie. Kaczyński jest skrajnym cynikiem i takimi tez osobnikami się otacza. I owszem, 500+, czy minimalna to dobre rzeczy, ale też równocześnie mamy pushbacki i ludzi umierających w lasach na granicy, szczucie na migrantów i lgbt, tysiące niepotrzebnych zgonów na covid, kobiety umierające przez przyłębski zakaz aborcji i wypad na parę lat od unijnego stolika. Do tego konflikt z rolnikami vs. Ukraińcy, który jest doskonałym podglebiem dla rosyjskich działań destabilizujących. O burdelu w sądach nawet nie wspominam.

    No i gdzieś tam (chyba oko.press) widziałem taki wykres że tych wszystkich ludzi, których 500+ wyciągnęło ze skrajnego ubóstwa skuteczne zepchnęła tam z powrotem rozkręcona przez pisowską nieudolność inflacja.

    Więc per saldo pisowskie rządy to śmierć i zniszczenie, oraz polaryzacja i radykalizacja społeczeństwa. Do tej pory są rodziny które się do siebie nie odzywają dzięki chłeptaniu codziennie jadu ze szczujni. Może z perspektywy klasy średniej z default city to wszystko drobne niedogodności, natomiast jest w tym kraju mnóstwo ludzi które za pisowską żądzę władzy zapłaciło zbyt wysoką cenę.

  92. @havermeyer
    Ale proszę się tu nie rozpędzać do tezy, że PiS jest zły – bo chyba nikt tu nie twierdzi inaczej. Natomiast zgadzam się, że Kaczyński W SWOIM MNIEMANIU czyni dobro – i niezdolność do zrozumienia jego intencji jest jednym z powodów licznych porażek Antypisu.

    Moim zdaniem klucz jak zwykle leży w literaturze. I tak jak obóz Antypisu jest beznadziejnie uwikłany w pozytywizm, tak Kaczyński myśli Żeromskim, którego „społeczne” utwory były krytyką naiwnej wizji modernizacji pozytywistycznej. Kaczyński jak sądzę odrobił lekcję z „Doktora Piotra”, której nie odrobili agorowi archonci (przypadkowo wiem z pierwszej ręki, że nie lubili Żeromwskiego): a to jest opowiadanie o cenie, jaką się płaci za sprzedanie duszy kapitalizmowi, symbolizowanemu przez niejakiego „pana Bijakowskiego”.

    Więc agorowych założycieli zaskoczyło to, że weszli w interesy z „Bijakowskimi” i skończyli jak pan Dominik Cedzyna. Kaczyński pod tym względem mądrzej to wszystko rozgrywał i udało mu się przechować „rodowe srebra”. ALE OCZYWIŚCIE jego wizja modernizacji jest z kolei naiwna, bo jest to w gruncie rzeczy wizja autarkii, Polski skłóconej z sąsiadami, recepta na katastrofę wrześniową. Zresztą tu w komciach często ironicznie nazywaliśmy PiS „grupą rekonstrukcyjną sanacji”, bo Kaczyński wychowany na tych samych książkach, robi te same błędy.

  93. Netanjahu zaprosił do rządu ekstremistów żeby utyrzymać władzę. Kaczyński poświęcił władzę, żeby wyrzucić z rządu ekstremistów, a następnie hodować sobie ekstremizm ale przez siebie koncesjonowany. Sam fakt, że jest płaszczyzna do porównań być może powinien oskarżeniu wystarczyć, ale jeden krok retoryczny dalej oskarżony wypada na niej jak mąż stanu na miarę Jaruzelskiego.

  94. Raczysz żartować. Kaczyński wciągnął do rządu i głównego nurtu polityki najbardziej populistyczne partie jakie mógł. Następnie przelicytował i przegrał wybory, niczego dobrowolnie nie oddawał. Jeśli koncesjonowanie ekstremizmu ma polegać na zamianie Giertycha na Brauna, to ja dziękuję. Zarówno Kaczyński i Netanjahu są po jednych pieniądzach, Bibi działa w trudniejszych warunkach, ale obaj są rozpaczliwie złymi przywódcami.

  95. @kot immunologa
    „Ale jego polityka (bo jego przecież) zagraniczna obliczona na krótkoterminowe zyski polityczne w kraju była tak samobójczo głupia i krótkowzroczna, że ciężko mi sobie wyobrazić inna motywacje niż własne ambicje posiadania i utrzymania władzy.”

    Okej, z tego wynika, że widzisz Kaczyńskiego jako „Michnika” prawicy. Michnikowi jako „Michnikowi” też się to zarzuca: że jego wizja polityki zagranicznej jest dla Polski samobójcza, obliczona na jakieś antynarodowe zyski, a tak naprawdę to napędzają go demoniczne cechy, pragnie władzy nad duszami Polaków (dlatego każde kolejne tąpnięcie pozycji i nakładu GW spotykało się z takim entuzjazmem prawicy: oto GW traci kolejne polskie dusze, ojczyznę wolną raczysz nam wracać Panie). A przecież motywacje Kaczyńskiego są dużo bardziej złożone i wewnętrznie sprzeczne.

    @Havermaier
    „dla władzy tylko i wyłącznie” / „Więc per saldo pisowskie rządy to śmierć i zniszczenie”

    Jako przeciwnik Jarosława widzisz Jarosława dokładnie tak, jak przeciwnicy Adama widzą Adama. Z której strony nie spojrzeć – Polska w ruinie. Świeci „Michnikami” każda strona, zza zasłony obserwuję obie strony.

  96. @populizm
    Kocie, czy Ty aby nie pomyliłeś populizmu z demagogią?

  97. @Do tej pory są rodziny które się do siebie nie odzywają
    Nie odzywam się do rodzonej siostry, która z rąk PIS przyjęła bardzo ważne stanowisko w instytucji wpisanej do konstytucji.

  98. @krystyna.ch

    „a Polcon w 2011 r. był dziwny – sporo ludzi, którzy tradycyjnie głosowali, obraziło się na organizatorów za zaproszenie Ericha von Daenikena do bloku naukowego”

    Dokładniej to Polcon 2012, z Zajdlem za 2011.

  99. @kot
    „najbardziej populistyczne partie jakie mógł”

    No właśnie to jedno ze źródeł twitterozy. Użył pan w tym momencie hiperboli i to może być OK, o ile pamiętamy że to tylko metafora. Ale niestety ulega pan samozatruciu, tzn. zapomina że to metafora i argumentuje tak, jakby to był fakt. A przecież skądinąd musi pan wiedzieć, że to nieprawda, bo to po prostu niemożliwe. Dla dowolnego populisty A istnieje większy populista B.

    Jeżeli więc chcemy opisywać fenomen Kaczyńskiego, musimy się trzymać faktów – i zobaczyć, gdzie on stawiał tę granicę, zamiast zatracać się w efektownej, ale błędnej tezie, że nie stawiał jej nigdzie. Ja po prostu wytnę pański następny tweet, jeśli będzie za bardzo w stylu Moralesa. Niech pan nie pisze, że nie miał granic, że najgorszy populizm, że jak Netaniahu, że koniec świata, Polska w ruinie, bo internet jest pełen miejsc, gdzie się tak pyskutuje.

    Hejtuję Kaczyńskiego as much as the next guy, ale chcę go jednak analizować i rozumieć.

  100. @ergonauta

    „ Okej, z tego wynika, że widzisz Kaczyńskiego jako „Michnika” prawicy.”

    Ależ skąd, choćby dlatego że Michink nigdy nie chciał władzy. I pamiętam tez, jak z niebytu polityki do pierwszej ligi wciągnął Kaczyńskich nieszczęsny Buzek. Kaczyński jest cynikiem, w dodatku często nieudacznym, który dla władzy zrobi wszystko co mu się tylko opłaci. Panowie szukacie głębi, władzy nad duszami Polaków, niczego takiego tam nie ma. Stary, zgorzkniały cynik, któremu się właśnie wszystko rozpada i niewiele po nim zostanie.

  101. @kot
    „Kaczyński jest cynikiem, w dodatku często nieudacznym, który dla władzy zrobi wszystko co mu się tylko opłaci.”

    Pan jest naprawdę tak bardzo zaślepiony nienawiścią, że neguje pan fakty, więc odbieram już panu głos. Jeśli on jest nieudaczny, to kim jesteśmy my, skoro nas tak łatwo ogrywał (i może jeszcze ogra)? Poniżanie przeciwnika poniża poniżającego.

    Jest wiele przypadków, w ktorych ewidentnie robił coś co mu się nie opłacało – i pan wpada w kołowe dowodzenie („aha! bo do tego nieudacznik!”). A przecież o skuteczności Kaczyńskiego świadczy to, że jest niekwestionowanym liderem opozycji – tam nie będzie żadnego „castingu na lidera”, Kaczyński ich twardo trzyma za mordy.

    O skuteczności Kaczyńskiego świadczy choćby to, że nadal trzyma swoje imperium biznesowe. Żeby „nasi” potrafili chociaż tyle!

    Symetrycznie robią ludzie z szajbą antymichnikową – „rozpętał aferę Rywina dla cynicznego interesu! A że na tym stracił? Bo do tego nieudacznik!”. Taka szajba sprawia, że człowiek nie jest w stanie zrozumieć tych mechanizmów (ani afery Rywina, ani obu przegranych Kaczyńskiego), nie ma więc nic ciekawego do napisania na ten temat, więc serdecznie pana zniechęcam.

  102. @Havermeyer
    „zepchnęła tam z powrotem rozkręcona przez pisowską nieudolność inflacja.”

    Citation needed.

    Przyczyną inflację jest szok podażowy związany z zawirowaniami na rynku paliw/energii, a nie polityka PiS. Inflacja w PL nie odbiegała od inflacji w innych krajach regionu, także tych z euro, także w tych, w których rządzą libkowie (Czechy – inb4 „nie da się porównywać jabłek z pomarańczami, jada, jada”) z libkowymi pomysłami na gospodarkę, które nie dość, że nie obniżyły rzeczonej inflacji, to jeszcze wywołały recesję i 3 letni spadek płacy realnej (skutek: ANO Babisza w sondażach ma teraz 33% vs 13% największej partia obecnej rządzącej koalicji)

    Dodatkowo, jeśli za antytezę pisomonetaryzmu traktować wybraną głosami opozycji Tyrowicz, która jak katarynka powtarzała o potrzebie „dodatnich realnych stóp” (czyli pi razy oko x2 większej raty kredytu w momencie najwyższej inflacji), to można zastanawiać się, czy antyPiS ze swoimi autosabotującymi się rozpoznaniami i politykami ekonomicznymi nie nadaje się na jakąś psychoanalityczną kozetkę.

  103. @WO

    „„najbardziej populistyczne partie jakie mógł”

    No właśnie to jedno ze źródeł twitterozy. Użył pan w tym momencie hiperboli i to może być OK, o ile pamiętamy że to tylko metafora. Ale niestety ulega pan samozatruciu, tzn. zapomina że to metafora i argumentuje tak, jakby to był fakt. A przecież skądinąd musi pan wiedzieć, że to nieprawda, bo to po prostu niemożliwe. Dla dowolnego populisty A istnieje większy populista B.”

    Ale to jest fakt, przecież mi chodzi o ugrupowania parlamentarne. Kogo jeszcze mógł wziąć do rządu jak nie Giertycha na ministra edukacji? Na mógł Czarnka jak wiemy, ale to maja być te ruchy polityka godnego szacunku?
    No nie chce tu Twitera robić, no ale nie da się nie zauważyć, że jednak takie AfD jest w parlamencie izolowane, Kaczyński takich oporów nie miał. Nie chodzi tu o porównanie jeden do jednego, ale fakt ze mogąc wybrać kompromis z PO, nowe wybory albo rząd z populistami, wybrał to ostatnie.

    „Hejtuję Kaczyńskiego as much as the next guy, ale chcę go jednak analizować i rozumieć.”
    Teza kolegi ergonauty, którego zresztą cenie, była taka, że Kaczynski jest godzien szacunku. No jednak nie.

  104. Kaczyński vs jego krytycy (np środowisko Agory)

    WO napisał o literaturze, Krasowski w ostatniej książce o Kaczyńskim wprost wpisuje ten spór w zapasy inteligencji żywo wziętej z kart lektur szkolnych i mało mającej wspólnego z 21 wiekiem. I jak spojrzymy na jedyny chyba realny sukces Kaczyńskiego czyli 500+ to warto pamiętać, że ten pomysł leżał na stole na długo przed wyborami 2015 bo był wykreowany poza PiSem i każdy go mógł wziąć. Ba ten pomysł był nawet ideologicznie słuszny dla ówczesnej PO czy GW bo gdyby np red Gadomski czytał coś więcej niż tylko swoje artykuły to by wiedział, że 500+ nie jest lewicowe (i nie lewica go wymyśliła) tylko jest kolejną odsłoną libertarianistycznego bonu na edukacje (kasa zamiast działającej usługi społecznej finansowanej z budżetu). To co z perspektywy czasu może zadziwiać to czemu ci wszyscy mądrale co zwiedzili świat i jedli kolacje z 5 noblistami (co najmniej) na tle Kaczyńskiego wyszli na tak – z jednej strony – mało elastycznych a z drugiej – jednak odseparowani od jakiejkolwiek myśli szerzej niż tylko redakcja tej czy innej gazety gdzie redaktorem naczelnym albo publicystą można być stale przez 15 czy 20 lat niezależnie od wyników sprzedaży. Ale – uwaga – to nie czyni Kaczyńskiego geniuszem a raczej jego krytyków stawia w trudnym świetle.

  105. @kot
    „Kaczyński takich oporów nie miał.”

    Dlaczego ja dzisiaj jestem taki łagodny? Po raz ostatni piszę, że jednak nie wziął do rządu Konfederacji. To już raczej „nasi” odpowiadają za to, że nie jest izolowana jak AfD. Kaczyński jednak ma pewne wyraźne granice, nie będę ich panu tutaj wyjaśniać, bo pan ewidentnie nie na polowanie tu przyszedł. Ze względu na propagandowe samozatrucie nienawiścią, nie jest pan zdolny do sensownej dyskusji na ten temat.

    „Teza kolegi ergonauty, którego zresztą cenie, była taka, że Kaczynski jest godzien szacunku.”

    Człowiek, który nie szanuje przeciwnika, dostanie w ryja jeszcze zanim zdąży sobie zakpić, że „taki z ciebie nieudacznik, że nawet nie umiesz wyprowadzić porządnego ciosu”.

  106. @obywatel
    „Ale – uwaga – to nie czyni Kaczyńskiego geniuszem a raczej jego krytyków stawia w trudnym świetle.”

    Oczywiście, bo moje porównanie do lektur szkolnych stawia Kaczyńskiego mimo wszystko o epokę później, nawiązując do sporu żeromszczyzna vs pozytywizm. Liderzy Antypisu rozumują jak pozytywiści (fantastycznie im się to łączy z kultem zapierdolu i „niech nauczyciele wzorują się na Siłaczce”). Kaczyński jednak jest świadom społecznych skutków pozytywistycznej modernizacji i za Żeromskim chce sprawić, żeby nigdy więcej nauczyciele nie musieli się wzorować na Siłaczkach. To ostatnie nawet mu się zresztą udało, tak czy owak, to za jego rządów przecięły się krzywe zarobków nauczycieli i dziennikarzy (a przecież kiedy stawiałem pierwzse kroki w mediach, od razu zarabiałem ze trzy razy więcej niż bym zarobił w szkole).

    Trzymając się tej analogii, nasz największy problem jest w braku dobrej powieści dla Razemków (chwilami może Żulczyk?).

  107. @WO

    „Człowiek, który nie szanuje przeciwnika, dostanie w ryja jeszcze zanim zdąży sobie zakpić”

    To o czym Pan pisze to respekt, nie szacunek. Kaczyński potrafi sprawnie konsolidować władze, trzymać towarzystwo za twarz, tego mu nie odbieram. Ale żeby go za to zaraz szanować?

  108. @kot
    ” Kaczyński potrafi sprawnie konsolidować władze, trzymać towarzystwo za twarz, tego mu nie odbieram. Ale żeby go za to zaraz szanować?”

    Przynajmniej na tyle, żeby nie pisać bzdur że to nieudacznik, któremu się wszystko rozpada i nic po nim nie zostatnie. Cholera, znowu to robię – odpisuję zamiast skasować.

  109. #umysł JK
    Mówienie o niezaprzeczalnie jednym z 2 najważniejszych polityków w Polsce ostatnich 20 lat jako o nieudaczniku, ma tyle sensu jak o RAZie przegrywie.

    >chce tylko władzy
    Wielokrotnie tu cytowany klasyczny wywiad Teresy Torańskiej z JK „ja chcę być emerytowanym zbawcą narodu.”

    Ewidentnie też w niektórych przypadkach widać gdy kieruje sie swoimi wartościami, niekoniecznie tym czego oczekuje „suweren” vide 5 dla zwierzęt.
    Apel „tą ustawę powinien poprzeć każdy dobry człowiek” był uroczy. Skąd mieli by się tacy wziać w suwerennej polsce?

    >500+ w istocie neoliberalne
    Ale wiesz co jest jeszcze lepsze dla gadomski et al niż danie bonu zamiast usługi publicznej? Nie danie niczego.
    Ł Pawłowski o tym napisał „drugą falę prywatyzacji”.

  110. @WO

    „Przynajmniej na tyle, żeby nie pisać bzdur że to nieudacznik, któremu się wszystko rozpada i nic po nim nie zostatnie.”

    Bo to są dwie płaszczyzny uprawiania polityki – walka o władze, konsolidowanie swojego obozu itd., w tam Kaczyński jest bardzo sprawny. A ta druga to trwały dorobek. 500+, podniesiona płaca minimalna i przekopana mierzeja? Trochę mało jak na 10 lat bycia u władzy. Kwaśniewski zostawił po sobie konstytucje, wprowadzaj nas do NATO i UE. Co takiego Kaczyński zmienił, żeby na nasz szacunek zasługiwał? Zreformował sady, poprawił edukacje, postawił na nogi służbę zdrowia, poprawił pozycje Polski w świecie, zwiększył nasze bezpieczeństwo, wprowadził dobra politykę migracyjna? Zupełnie serio, co on takiego zrobił?

    „Cholera, znowu to robię – odpisuję zamiast skasować.”
    Dziękuję za wyrozumiałość, much appreciated, nie będę jej już nadużywał.

  111. @kot immunologa
    „Kaczyński jest godzien szacunku. No jednak nie.”

    Chyba mnie nie całkiem zrozumiałeś. Po pierwsze subiektywne „ja szanuję” nie postuluje obiektywnego „jest godzien szacunku”. Po drugie chodziło mi o to, że Kaczyński jako villain jest pełnokrwistym villainem, czyniącym zło z miłości do zła (uprawiającym politykę z miłości do polityki, dążącym do władzy z miłości do władzy). Wydaje mi się – znów: IMHO – że nawet finansowe imperium zbudował nie z miłości do finansów, ale z miłości do imperium. Na takich złoczyńców patrzę, cóż poradzić, okiem łaskawszym. Proszę o wybaczenie tej słabości.

  112. @Mistrz Analizy

    „Ewidentnie też w niektórych przypadkach widać gdy kieruje sie swoimi wartościami, niekoniecznie tym czego oczekuje „suweren” vide 5 dla zwierzęt.”

    To jest dobry przykład, za to miałby u mnie 100+ do szacunku. Tylko ze mu akurat to nie wyszło.

  113. @ergonauta
    Jako przeciwnik Jarosława widzisz Jarosława dokładnie tak, jak przeciwnicy Adama widzą Adama.

    Nie nie, ja tylko widzę że Ty z kolei jakoś lekko przeskakujesz nad tym że decyzje Kaczyńskiego i jego obozu owocują realnymi tragediami. W lasach umierają ludzie, a Kamiński robi konferencję na której pokazuje zoofilskie zdjęcie znalezione rzekomo na telefonie jednego z uchodźców. Nagonka na lgbt skutkuje pobiciami, czy samobójstwami młodych ludzi, ale spoko, zróbmy ministrem homofoba Czarnka. Nie jestem fanem Tuska, ale jednak jest pewna różnica między pisowskim przyzwoleniem, czy wręcz zachęcaniem do przemocy, a peowską ciepłą wodą w kranie. Dlatego też się rozpędziłem z tym przypominaniem (przepraszam WO), bo moim zdaniem „zdobycze” pisizmu takie jak 500+, płaca minimalna, czy postępująca laicyzacja młodego pokolenia (dzięki, Czarnek!) nijak nie przeważają szali tego bagna w którym żyliśmy 8 lat. Wszystko to było tylko i wyłącznie po to, żeby Jarek mógł sobie porządzić tak jak zawsze marzył i naprawdę niewiele brakło żeby rządził dalej. Chociaż kto wie, może jego motywacje są, tak jak piszesz „dużo bardziej złożone i wewnętrznie sprzeczne”, tylko że na zewnątrz dalej to wygląda mi na potężny ego trip jednego cynicznego człowieczka. Nie jestem psychologiem, ale podejrzewam że każdy w swoim mniemaniu „chce czynić dobro”, wszystko się rozbija o definicję tegoż dobra i poziomu akceptacji dla makiawelicznych metod jego osiągnięcia, a tu moim zdaniem Kaczyński nie ma żadnych hamulców.

  114. Pushbacki na granicy polsko-białoruskiej nie skończyły się wraz ze zmianą władzy. Różnica jest w polityce. Mam na myśli, że nowa władza się ich politycznie wstydzi a poprzednia była z nich politycznie dumna.

  115. @kot
    ” Trochę mało jak na 10 lat bycia u władzy.”

    Dużo, bo on trwale przesunął klasowe szczebelki – wiele grup zawodowych za jego rządów weszło w możliwości korzystania z uroków kapitalizmu. W alternatywnej historii, w której Wąs-Komorowski nie przejechał tej zakonnicy, prawdopodobnie nie byłbym nauczycielem. W Polsce masz miliony ludzi, dla których dopiero za rządów PiS zaczęły się tłuste lata (i boją się, że Tusk przywróci im lata chude). To jest piękny dorobek, mimo wszystko. Szanuję to jak tuskowe autostrady.

  116. @havermeyer
    „nijak nie przeważają szali tego bagna w którym żyliśmy 8 lat”

    Wojażując po Polsce bywałem w hotelach, w których za sprawą bonu turystycznego + 500+ ewidentnie całe rodziny były po raz pierwszy w życiu w czterech gwiazdkach. Po prostu rozpoznajesz dziecko, które po raz pierwszy w życiu widzi maszynę do robienia gofrów i dociera do niego (acz z trudem) ta idea, że szwedzki stół oznacza nielimitowane dokładki i dolewki. Widziałem takie dzieci i empatycznie cieszyłem się ich radością (mimo że w efekcie czasem trudno się było dopchać do ekspresu z kawą, bo te dzieci odkryły, że można w nim także zrobić kakao). Z punktu widzenia tych rodzin owszem, bilans był na plus.

    Po prostu trzeba być zaślepionym nienawiścią by nie zauważyć, że dla ładnych paru milionów obywateli RP lata 2015-2023 to lata poprawy stopy życiowej. Bo to przecież nie było TYLKO 500+.

  117. @krzloj
    Inflacja w PL nie odbiegała od inflacji w innych krajach regionu, także tych z euro, także w tych, w których rządzą libkowie (Czechy – inb4 „nie da się porównywać jabłek z pomarańczami, jada, jada”).

    I stand corrected! Spojrzałem właśnie w statystyki z 2020-2022 i rzeczywiście, Pl jest porównywalna z resztą naszego regionu, więc pisowska polityka niczego tu spektakularnie nie zepsuła ani nie poprawiła. Natomiast oczywiście brak waloryzacji 500+ spowodował że początkowy efekt wydźwignięcia z biedy był już tylko wspomnieniem pod koniec 2 kadencji.

    @izbkp
    Pushbacki na granicy polsko-białoruskiej nie skończyły się wraz ze zmianą władzy.

    Niestety tak to wygląda i nie spodziewam się że Agnieszka Holland nakręci sequel żeby o tym nam przypomnieć. Natomiast tak jak piszesz, dla antypisu jest to powód do wstydu i zamiatania pod dywan, co może ich pewnego dnia brzydko ugryźć, ale przynajmniej nie jest kolejnym zapalnym punktem pogłębiającym polaryzację wyborców. Pytanie jak możemy wywrzeć presję na to, żeby ktoś z głową wprowadził tam jakieś cywilizowane procedury? Miałem wątpliwą przyjemność zwiedzać w ramach praktyk studenckich ośrodek dla uchodźców lata temu i nie jest to zbyt fajne miejsce, ale zdecydowanie wolałbym rozbudowę takich ośrodków i usprawnienie procedur deportacyjnych niż to, co się wyrabia w tych lasach kiedy nikt nie patrzy.

  118. @WO

    „To jest piękny dorobek, mimo wszystko. Szanuję to jak tuskowe autostrady.” / „Po prostu trzeba być zaślepionym nienawiścią by nie zauważyć, że dla ładnych paru milionów obywateli RP lata 2015-2023 to lata poprawy stopy życiowej. Bo to przecież nie było TYLKO 500+.”

    Patrząc na to okiem zwulgaryzowanego marksisty to warto pamiętać, że w tej czy innej formie/czasie ale nieuchronnie powstałaby te autostrady również wtedy gdyby to Kaczyński wygrał wybory w 2007 bo kasa na nie była z Kazowego „yest, yest, yes” (budżetu UE). 500+ Kopaczowa by pewnie nie wdrożyła (stawiam raczej na dosypanie do zdrowia i kolejną reformę) ale podnoszenie minimalnej (zaczęło się to wcześniej) i ogólnie wzrost zamożności był znów: nieuchronny. Mnóstwo rzeczy wdrażanych przez PiS łącznie z koncepcją np czebolizacji PL gospodarki (PFR, Orlen) zostały zainicjowane/zaczętych przez Tuska z jego radą doradców z Mateuszem w składzie.

    To oczywiście nie ma wpływu na uśmiech dziecka co odkryło darmową czekoladę. Generał Przypadek po prostu przypadkowo wybiera szczęśliwców którym pomaga (PIS min trzy razy – Buzek nominujący Lecha, oddanie władzy w 2007 tuż przed krachem światowym przez co to Tusk się kojarzy z biedą a nie Kaczyński i w 2015 przez nie wejście SLD do Sejmu łamane na zakonnicę. Nikt nie miał tyle szczęścia w polityce w tych latach do JK a jeszcze co najmniej 1-2 duże rzeczy można wymienić) ale warto jednak o nim pamiętać.

  119. > pisowska polityka niczego tu spektakularnie nie zepsuła

    Ależ zepsuła. Rząd kopiował regionalne tarcze covidowe pokrywając np. rachunki czynszojadów psiedsiembiohcom, a równie bezpośrednie rozdawnictwo pracownikom choćby częściowo jak w USA/UK (połowa efektu inflacyjnego) ideowo nie przeszło przez rząd Morawieckiego.

    Problemem jest to, że on bacznie powielając otoczenie wygląda mniej bezmyślnie od ludzi powielających swoje wyobrażenia (inflacja: rośnie – rzecznicy: to wspaniale, idealnie w celu inflacyjnym… tego niekompetentnego Glapinskiego).

  120. @Havermeyer

    „Niestety tak to wygląda i nie spodziewam się, że Agnieszka Holland nakręci sequel żeby o tym nam przypomnieć. Natomiast tak jak piszesz, dla antypisu jest to powód do wstydu i zamiatania pod dywan, co może ich pewnego dnia brzydko ugryźć,”

    Jeśli masz na myśli anty pis = „silni razem” to ich nie ugryzie ani powodem do wstydu nie będzie. Wręcz przeciwnie. Ale nawet jak masz na myśli całą tzw Koalicję 15/10 (minus Razem) to warto pamiętać, że Tusk już jako szef Rady UE miał pro-murowe stanowisko tylko po prostu umiał o tym mówić innym językiem niż Kamiński plus TVPiS tego nie puszczał. No i utrzymanie tej polityki było jednym z powodów ich wygranej czy się to komuś podoba czy nie.

    Generalnie – moim zdaniem – stety/niestety obserwujemy proces dochodzenia polskich elit (inteligencji) to przykrych realiów znanych od b dawna w innych krajach czyli do tego, że nie ma eleganckich decyzji – od granicy po klimat czy zboże z Ukrainy – które pozwolą zachować i cnotę i honor i dostać głos wyborczy (czyli aktualny problem Razem).

  121. @szacunek do JK

    W którejś z powieści przywoływanego RAZ-a (chyba w „Pieprzonym Losie Kataryniarza”) kariera jednej z licznych postaci trzecioplanowych została podsumowana w mniej więcej taki sposób – „cała kariera Iksińskiego wydarzyła się z powodu dwóch informacji otrzymanych w odpowiednim momencie – pierwszej, w którym momencie kupić dolary i drugiej, w którym momencie sprzedać dolary”.
    Nijak nie żywię szacunku do dziecka z Warszawskiej willi, z tatą o dziwnych koneksjach, który w porę umówił się na wódkę w pewnej podwarszawskiej miejscowości, a potem dzięki bratu spadła mu pod nogi sprywatyzowana spółka skarbu państwa. A wszystkie te handicapy poskutkowały ośmioma latami nieudolnych rządów, po ćwierćwieczu od otrzymania tychże handicapów. Rządów, które podpisały 200 tysięcy nadmiarowych zgonów za COVID-u, braku polityki zagranicznej czy imigracyjnej w momencie wojny pomiędzy pierwszym i trzecim pod względem wielkości sąsiadem Polski, o prowadzeniu gospodarki rabunkowej względem budżetówki, faszyzującej polityki kulturalnej i obyczajowej – nie wspomnę.
    KO nic nie musi nawet robić, wystarczy, że przykręciła kurek brunatnym i wzięła na ministra spraw zagranicznych polityka, który potrafi coś powiedzieć po angielsku bez wstydu, a jest to skok o dwie jakości.
    Oczywiście, Kaczyński trzymał swoich ludzi za mordę, ale po pierwsze – jak we wszystkich takich paramafijnych układach władza cappo di tutti wcale nie jest taka pewna, a duża część tej władzy to po prostu pozwalanie swoim podwładnym na pewne rzeczy, bo i tak nie ma się środków, by ich naprostować. A po drugie – wszystkie większe partie polityczne polskie funkcjonują w ten sposób, od PiS po SLD.

    @wo
    „Dużo, bo on trwale przesunął klasowe szczebelki – wiele grup zawodowych za jego rządów weszło w możliwości korzystania z uroków kapitalizmu.”

    Nie tyle „weszło w możliwość” co zostało zmuszonych. Oko.press pisało reportaże o wykluczeniu komunikacyjnym i o Volkswagenach trzeciej młodości, które rodziny na wsiach po po prostu muszą mieć i używać, bo inaczej nigdy się z tych wsi nie wydostaną. O korepetycjach, luxmedach, cenach mieszkań – nawet nie wspomnę. Wszystko to dlatego, że 500+ było dokładnie taką libertariańską łatką na niedomagające państwo – macie troche gotówki i dajcie nam święty spokój. Oczywiście, jest to niezwykła rewolucja w porównaniu do pancernego liberalizmu PO, ale to raczej świadczy o jeszcze większej nieudolności PO (i staniu po stronie ideologii, która po prostu się skończyła) niż o jakiejś niezwykłej przenikliwości JK.
    Dlatego zresztą, na marginesie, strasznie zgrzytałem zębami, gdy czytałem dyskusje o motoryzacji na tym blogu. Motoryzacja dla ludzi z mojego pokolenia to jest już raczej MLM, do którego zostaliśmy wciągnięci siłą.

    „W Polsce masz miliony ludzi, dla których dopiero za rządów PiS zaczęły się tłuste lata (i boją się, że Tusk przywróci im lata chude). To jest piękny dorobek, mimo wszystko. Szanuję to jak tuskowe autostrady.”

    Jakby się nad tym dobrze zastanowić, to te „tłuste lata” trwały może z dwa-trzy lata. Potem wjechał covid, potem wojna, potem inflacja. Na wszystkich tych rzeczach PiS wywinął spektakularnego orła, przede wszystkim z własnej winy – nie ogarnianiu zupełnych podstaw, wewnętrznymi wojenkami (znów się kłaniają paramafijne struktury) i przekonaniu o własnym geniuszu i roli dziejowej. Wszystkie te cechy jak dla mnie są odbiciem cech psychologicznych samego Jarosława.
    I jakby nie patrzeć – autostrady dość ciężko zniszczyć, instytucje – łatwiej, ale jednak opór materii jest spory (jak przetestowane za PiS). Taki „socjal” przelewami można skończyć w kilka lat, odpowiednio spokojnym przykręcaniem kurka.
    Gdyby PiS budował mieszkania, to może rzeczywiście byłby to wtedy dorobek.

  122. @Piotrek Markowicz
    „Oko.press pisało reportaże o wykluczeniu komunikacyjnym i o Volkswagenach trzeciej młodości, które rodziny na wsiach po po prostu muszą mieć i używać, bo inaczej nigdy się z tych wsi nie wydostaną.”

    Wykluczenie komunikacyjne to piękny, ponadpartyjny projekt realizowany przez wszystkich rządzących do tej pory.

  123. @tarhim

    „Wykluczenie komunikacyjne to piękny, ponadpartyjny projekt realizowany przez wszystkich rządzących do tej pory.”

    Tak samo mieszkaniówka albo sytuacja prawna mniejszości. W każdej z tych dziedzin PiS dopisał się złotymi zgłoskami, co potwierdza moją tezę, że JK to po prostu taki sam polityk jak cała reszta. Może trochę bardziej oczytany i trochę bardziej odklejony od rzeczywistości.
    I oczywiście nie ma cenniejszej rzeczy niż uśmiech dziecka nad kubkiem kakao w 4-gwiazdkowym hotelu, tyle że te uśmiechy mogą potrwać kilka lat, a wykluczenie komunikacyjne, mieszkaniówka i tak dalej – będzie trwać kilkanaście. Albo kilkadziesiąt. I dopadną te same dzieci.

  124. @pm
    „Jakby się nad tym dobrze zastanowić, to te „tłuste lata” trwały może z dwa-trzy lata.”

    Jak się dobrze zastanowić, to ziemia jest płaska. Ale sprawdź pan może płacę realną.

    @obywatel
    „Patrząc na to okiem zwulgaryzowanego marksisty to warto pamiętać, że w tej czy innej formie/czasie ale nieuchronnie powstałaby te autostrady również wtedy gdyby to Kaczyński wygrał wybory w 2007 bo kasa na nie była”

    Jest mi bardzo przykro że na moim blogu takie głupoty. To nie była kwestia kasy. PiS jej NIE POTRAFIŁ WYDAĆ, bo NIE POTRAFIŁ ZAŁATWIĆ PAPIEROLOGII. Pan przeczyta tę notkę i się nad sobą poważnie zastanowi:

    https://ekskursje.pl/2011/08/osiem-kloszy-tylko-nie-placz-prosze/

    „Generał Przypadek po prostu przypadkowo wybiera szczęśliwców którym pomaga”

    Niestety, są ludzie którzy potrafią zmarnować przypadkowego farta.

    @havermeyer
    ” Natomiast oczywiście brak waloryzacji 500+ spowodował że początkowy efekt wydźwignięcia z biedy był już tylko wspomnieniem pod koniec 2 kadencji.”

    Efekt był jednak o tyle ponadczasowy, że zmusił przedsiębiorców do zwiększenia płac ludzi zarabiających najsłabiej, na niewykwalifikowanych stanowiskach. Stąd pojawiające się w liberalnych mediach artykuły z serii „restauracjom brak kelnerek” albo „skandal, nie ma komu zbierać szparagów”. Wzrost kosztów pracy to uboczny skutek 500+ – a pan naiwnie to opisuje tak, jakby całe znaczenie tego programu sprowadzało się tylko do gotówkowego przelewu. Tymczasem jego najważniejszym skutkiem jest to, że np. WSZYSTKIE kasjreki w hipermarketach zarabiają więcej, bo odpływ tych którym się budżet zaczął spinać z samego 500+ zmusił do uatrakcyjnienia oferty.

    Słuchajcie, tym razem już naprawdę naprawdę naprawdę serio: wyleci każdy następny komentarz negujący znaczenie wzrostu płacy realnej. Albo z durnowatymi komunałami „i tak by rosła”.

  125. @Piotrek Markowicz
    „W każdej z tych dziedzin PiS dopisał się złotymi zgłoskami, co potwierdza moją tezę, że JK to po prostu taki sam polityk jak cała reszta.”

    Tak, skomciałem bo Twoje wybrzmiało jakby to była zasługa głównie pisu.

  126. @wo
    „Po raz ostatni piszę, że jednak nie wziął do rządu Konfederacji.”

    No tak, ale między 2015 a 2023 nie musiał jej brać do rządu, żeby mieć większość, a po 2023 nie mógł.

  127. @ausir
    „a po 2023 nie mógł.”

    To jednak wynika z tego, że Kaczyński wolał Konfederację niszczyć, niż budować z nią jakiś odpowiednik „naszej” koalicji (co wymagałoby jakiejś formy paktu o nieagresji). Oczywiście zaraz ktoś wyskoczy z komciem „bo jest żądny władzy! cyniczny podlec!”, który niezwłocznie wytnę, bo fakt jest faktem, że jednak nie każdego populistę chciał brać na listę (joła).

  128. @tarhim
    „Wykluczenie komunikacyjne to piękny, ponadpartyjny projekt realizowany przez wszystkich rządzących do tej pory.”

    Zdecydowanie nie. Tu PiS nie ma konkurencji. Proponuję porównać rozkład jazdy autobusów pozamiejskich z 2014 z dzisiejszym. O ile pociągi dziś są lepsze i szybsze, to autobusów pozamiejskich jest dziś chyba z 50% mniej niż 10 lat temu.

  129. @WO:

    Pytanie, czy nie brał bo nie chciał, czy nie brał bo nie mógł – próba koalicji lokalnej w sejmiku podlaskim skończyła się woltą i ten, z matematycznej większości wyszła mniejszość.

    @PM:

    „I oczywiście nie ma cenniejszej rzeczy niż uśmiech dziecka nad kubkiem kakao w 4-gwiazdkowym hotelu, tyle że te uśmiechy mogą potrwać kilka lat, a wykluczenie komunikacyjne, mieszkaniówka i tak dalej – będzie trwać kilkanaście. Albo kilkadziesiąt. I dopadną te same dzieci.”

    Zgadzam się. Bambiliony idące w różne, dziwne programy (de facto budujące przemysł konsumencki i ewentualnie deweloperkę) mogłyby pójść w budowę systemów (edukacyjnego, zdrowotnego, komunikacyjnego – name it) z tym, że jakby takie programy nie wygrywają wyborów. A nawet gdyby wygrał – pierwsze lata to byłaby budowa aparatu do budowy, to nie jest tak że dałoby się wybudować w trzy kadencje milion mieszkań, wydaje systemy komunikacji zbiorowej dla interioru i do tego zreformować szkolnictwo bez reformy kadr administrujących. Polecam tu poczytać co pisze Anna Krawczak (ma profil na zuckerbooku) na temat systemu pieczy zastępczej i szerokorozumianego administracyjnego dbania o dzieci najbardziej narażone na krzywdę – wszystko rozbija się o kadry i archaiczne technikalia, brak kasy pogłębia oba te czynniki, ale decydujące są właśnie te braki kogoś faktycznie odpowiedzialnego i brak przepływu informacji.

    W idealnie sferycznej sytuacji, gdzie dzisiejsza Polska na już chce zbudować, powiedzmy, 100 tysięcy mieszkań komunalnych to tak, o, wypaliłyby takie problemy:

    – pierwszy ano taki, że średnio wiemy gdzie jest zapotrzebowanie na lokale, skoro tak ogólnie nie do końca wiemy ile osób mieszka w poszczególnych gminach;
    – drugi taki drobny, że wedle obecnego stanu prawnego za lokale odpowiadają gminy, czyli robi nam się kwadratura koła że będziemy budować lokale na potrzeby Warszawy w Pruszkowie zarządzane przez Pruszków;
    – trzeci poleciałby taki, że w sumie trzeba by przewidzieć co się wydarzy z rynkiem prywatnym, żeby nam nie wybuchł w twarz: ok, w teorii chodziłoby o to żeby „wyjąć” z niego najemców najsłabszych, ale też trzeba patrzeć na wyjęcie gniazdowników z gniazd, migracje, jakoś nie obrazić gmin wymierających (przypadkowa ciekawostka: odnotowano w tym roku nawet gminę, gdzie nie przybyło ani jedno dziecko, i to patrząc po zamieszkaniu osób rodzących dzieci) i we w ogóle rozeznać się najpierw skąd dokąd ludzie migrują (i po co), ile faktycznie lokali w danej gminie jest potrzebnych, a ile będzie potrzebnych po starcie programu.

    To wszystko, oczywiście, dałoby się zbadać przed startem programu – ale musiałby mieć kto to badać, mieć metodologię, mieć rzetelne dane i tak dalej. To wymaga czasu i prac, które co niektóre media by atakowały jako „siedzą, biorą pensje, mieszkań ni ma. Granda!”. Prościej dać dopłaty różnie nazwane, wolny rynek ręki może sobie poradzi, a jak nie to co tam.

    IMHO najtrwalszym efektem 500/800+ będzie… obniżenie mobilności społecznej. Grupy już umocowane mają kolejną kasę na mocowanie się bardziej, grupy najsłabsze nadal są najsłabsze, inaczej się rozłożyły akcenty w grupach pomiędzy klasą ludową a BKŚ – finałem będzie utrwalenie podziału na Polskę A i Polskę B (czy tam modelu dyfuzyjno-polaryzacyjnego, jak zwał tak zwał). Gdyby JESZCZE to świadczenie przysługiwało do końca edukacji dziecka to byłby fajny efekt uboczny, tj. wzrost wykształcenia populacji (wybór technikum uzupełniającego byłby bardziej default dla absolwentów zawodówek, skoro jest z tego kasa).

    A tak – cóż. Budżet rodziny w połowie szkoły średniej (o ile dziecko poszło do średniej) spada „bo tak”, gdyż nikt nigdy nie rozważył aby dopasować system szkolnictwa do wieku osiągnięcia dorosłości, albo inne systemy do systemu szkolnictwa.

    @izbkp:

    Powieść: „Ciało Obce”. Opowiadanie sci-fi: bij, zabij, nie pamiętam. Pamiętam ogólne wrażenia. Zbiorek czytałem z półtorej dekady temu, poszukam, ale nie dam głowy czy go jeszcze mam.

  130. @Powieść: „Ciało Obce”
    Chyba się nie pomylę, że ta powieść miała być w założeniu ĄĘ Dziełem Literackim, a nie żadną podrzędną literaturą gatunkową? I miała podbić „Salony”?

  131. Jest niezwykle frapujące, jak emocje wobec Michnika i Kaczyńskiego są lustrzane w szurii. Tzn. szuria z obu skrzydeł zawsze bierze ich za diabły i szatany. Choć oczywiście, Michnik złego zrobił o wiele mniej niż Kaczyński. Niemniej Kaczyński, przy wszystkich swoich grzechach (które mnie jakoś nie dziwią, toć to prawica, czego się spodziewać po nich innego?) – to jednak socjalnie zmodernizował ten cholerny kraj. W którym to kraju, pod władzą hołubionych przez gazetę Michnika turboliberałów z ich kultem zapierdolu w robocie/wypierdolu z roboty już ledwo się dawało żyć. A władzę, wbrew tym wszystkim szurom bredzącym o czołgach na ulicach, po przegranych wyborach oddał.
    Co do GW i Michnika, mam pytanie do szanownego WO. Dlaczego Adam Michnik, człowiek Lewicy mający tak znakomitą sieć znajomości wśród polityków i intelektualistów Europy, ba, całego świata, zmienił gazetę w tubę chamskiego liberalizmu? Albo inaczej: jak on mógł znosić tych Gadomskich czy Matczaków, te wszystkie kulty zapierdolu/wypierdolu, bujdy o roszczeniowych pracownikach czy emerytach? Co się z nim stało? Gdzieś to miał, wolał Venclowę cyzelować?
    Co tu się odjaniepawliło?

  132. @aldek
    „Co do GW i Michnika, mam pytanie do szanownego WO. Dlaczego Adam Michnik, człowiek Lewicy”

    On już po prostu od bardzo dawna NIE JEST człowiekiem lewicy. Jest na tyle pluralistyczny, że udzielał pobytu tolerowanego osobom takim jak ja, ale jego osobisty światopogląd po prostu jest gdzieś właśnie między Gadomskim a Matczakiem. Jak wiele osób ze swojej formacji, przeszedł głęboką przemianę w latach 80. i uległ typowemu ukąszeniu wojtyliańskiemu, jak wielu.

    „Co tu się odjaniepawliło?”

    No właśnie dosłownie to. Na tle ogólnego krachu lewicy w latach 80., dotykającego przecież prawie cały Zachód, papież wydawał się taki fajny, taki uśmiechnięty, taki otwarty. Wiele wtedy było takich nawróceń.

  133. @janekr:

    Bo ja wiem? Ja to kupiłem przypadkiem – ot, było se w koszu z przecenionymi książkami, w okładce podobnej do leżących obok „Telefrenii” Redlińskiego, a nazwisko Ziemkiewicz mi niewiele mówiło. Że było toto po kilka złotych, a był to okres gdy książki nabywałem namiętnie i hurtowo to kupiłem.

    Jak to nastolatek miałem sporo czasu, to i czytałem. I ekhem, nie wiem JAKI był zamysł za „Ciałem”, ale nei wzysło. Mnie to się kojarzyło i kojarzy nadal z nieudanym inspirowaniem się „Panem Philipsem” Lanchestera – sądząc po latach wydań (CO – 2005, PP – 2000) może to by dobry trop.

    Obie książki poprzez refleksje nad własnymi przygodami seksualnymi bohatera-narratora i jego szwendanie się po mieście starają się przekazać Ważną Wiadomość ™. Formy powieści współczesnej bez elementów fantastyki. Jednemu wychodzi, drugiemu nie.

    Z tym, że o ile w wypadku dziełka Lanchestera Ważną Wiadomością ™ jest motyw „pierwszego dnia reszty życia” – przez co rozumiem: uświadomienie sobie, że młodość definitywnie jest historią, wiek średni w rozkwicie, trzeba powoli myśleć nad zmianą dotychczasowej nadbudowy w bazę i budowaniu na tym reszty życia, poprzez rozwiązanie problemów, stanięcie w prawdzie, pogodzenie się z samym sobą i finalnym pochowaniu trupów, a erotyka, pornografia i stosunki damsko-męskie są raczej pretekstem do kolejnych rozważań i poczynań bohatera, nie sensem jego życia i całej książki we w ogólności. A – i kwestie golizny są, pomimo m. in. pobytu głównego bohatera w kinie pornograficznym opisane raczej cenzuralnie, realnie (ważne!) realistyczne pod względem, no cóż, wszystkiego.

    O czym jest zaś książeczka Ziemkiewicza… ujmę to tak: jak wyżej, ale przeżycia erotyczne bohatera-narratora to hard porno fantasy w konwencji półmagicznej z ogólnym przedstawieniem podmiotu epicznego jako skrzyżowania Casanovy z Siffredim. Realizmu tyle, co w filmie pornograficznym. A – problem wieku średniego rozwiązano poprzez niezrozumienie bohatera-narratora przez cały świat. Bohater to jakiś geniusz/wysoce utalentowany osobnik (ciężko powiedzieć), ale zła żona, zła teściowa, zły każdy tego nie widzi, nie rozumie i rzuca kłody pod nogi. Gdzieś tam w tle krytyka ustroju czy układów mafijnych, na koniec jakiś wątek szpiegowski czy właśnie mafijny. Generalnie nic zapadającego w pamięć, książka kategorii „czyta się raz, niekoniecznie do końca”.

    Szybki gugiel sugeruje, że sam RAZ uważa te circa 250 stroniczek za Opus Magnum.

    Generalnie kilkunastoletni ja był zniesmaczony, i to bardzo, no, ale ja podobno wcześnie dorosłem w sensie spoważnienia i nawet jako dziecko byłem nad wyraz poważny.

  134. @ „Adam Michnik, człowiek Lewicy”

    Słyszałem na własne, osobiste uszy, jak Adam Michnik na spotkaniu w moim mieście, w roku mniej więcej 2016-18 (już za PiS-u i gdy na dobre ruszała karuzela afer pedofilskich w KK), powiedział, że nie wyobraża sobie Polski bez ważnej obecności Kościoła Katolickiego. Życzę dużo zdrowia Adamowi Michnikowi, z dwóch powodów: bo go lubię i bo chciałbym, żeby doczekał momentu, kiedy Kościół ląduje na marginesie (jak w krajach Europy Zachodniej), a Polska dalej sobie istnieje. Mit o lewicowości Michnika = mit o lewicowości GW. Chochoły, żeby PiS mógł tą „komuną” dzieci straszyć.

    @Piotrek Markowicz

    „Nijak nie żywię szacunku do dziecka z Warszawskiej willi, z tatą o dziwnych koneksjach, który w porę umówił się na wódkę w pewnej podwarszawskiej miejscowości, a potem dzięki bratu spadła mu pod nogi sprywatyzowana spółka skarbu państwa.”

    Argument o strukturze żywcem wziętej z książki „Resortowe dzieci”. Autorstwa, aż mi się klawiatura mierzi, Doroty Kani i Jerzego Targalskiego.

  135. @aldek
    „emocje wobec Michnika i Kaczyńskiego są lustrzane”

    Dlatego fajny wątek sie zrobił, taki żywy. Aczkolwiek jako advocatus kaczoli czuje się trochę nie teges.

  136. @ergonauta

    „Argument o strukturze żywcem wziętej z książki „Resortowe dzieci”.”

    Mój argument jest z klasowości. Nie boli mnie to, co zrobił albo nie zrobił tato Jarosława. Bolą mnie opowieści o geniuszu Jarosława, który dostał więcej handicapów od całej reszty, a przepalił je na restaurację sanacji i siedzeniu okrakiem pomiędzy różnymi gangami tapirów.
    Jak ktoś wyżej zauważył – jeżeli to jest ten „polityczny geniusz”, to jak nazwać Kwaśniewskiego z Białogardu?

  137. @ergonauta – ja też czasem mam absmak, co się poradzi
    @P. Markowicz – choćby Tusk się teraz znów naczytał biografii Taczer i Miltona, to i tak socjalnego wahadła rozbujanego przez Kaczora nie zatrzyma. Nie da się już prowadzić polityki niskich pensji i wysokiego bezrobocia (choćby Gadomski z Matczakiem w GW napisali tysiąc stron). I nawet w Peło to już wiedzą. No przynajmniej – proszę mi wierzyć – minister Domański to wie.
    Problem mieszkaniowy wynika z patologii żerującego na nim biznesu i obawiam się, że jest ponadpolityczny.
    Jedynie Unia Europejska może tu swoim prawem i funduszami z KPO skierowanymi specjalnie i celowo na budkom pomóc, reszta to mrzonki. Ani Donek, ani Jarcio nie pomogą, za dużo ich aparaty z tego mają.

  138. Z okazji wywiadu Michnika o papieżu w zeszłym roku przypomniano gdzieś wywiad Michnika sprzed 30 lat bez mała, z samego środka najtinsów: (przepisuję ze skrinszota)

    A co to jest ta wasza iluzja wolności? Ja nic takiego nie znam.
    Ja ci opowiem, co to jest iluzja wolności w Polsce roku 1994 albo 1995. Mieszkasz w Mielcu. Nie masz pracy, twoja żona nie ma pracy, skończył wam się zasiłek, wyłączyli wam prąd, zaraz was będą eksmitowali, goni was komornik i nie masz cienia szansy na znalezienie żadnej roboty w promieniu pięćdziesięciu czy stu kilometrów…
    Masz wolność, więc możesz się z tego Mielca wynieść. Moiesz pojechać do Krakowa i tam dostać pracę.
    Właśnie nie nie możesz: nie masz na bilet, nie masz gdzie mieszkać w Krakowie, i jak wyjedziesz, nie bedziesz mial dokąd wrócić, bo komornik zabierze meble, a kwaterunek zajmie ci mieszkanie. To nie jest wolność. To jest zniewolenie może bardziej dotkliwe od tego, że dawniej nie dali ci paszportu albo nie napisali prawdy w gazecie, której przeciei nikt nie kazal ci czytać.
    Jakbym słyszał Bieruta.
    Nic nie poradzisz na to, że wolność ma swój wymiar spoleczny — nie tylko moralny.
    Ty mówisz o sprawiedliwości, o jakości życia — nie o wolności.
    Przed spolecznym wymiarem wolności możesz uciec tylko do Sartre’a, dla którego i więzień jest kompletnie wolny, kiedy powie „nie godzę sie na te rolę”.
    Nie uciekam do Sartre’a. Uciekam do Tocqueville’a: „wolność to ład prawny”. Jeżeli zakazują mi wyjechać z Mielca — jest to ograniczenie mojej wolności. Jeżeli nie mam na wyjazd pieniędzy — muszg użyć wolności, ieby je zarobić.

    Mobilność społeczna jest tak lewicowa jak różnorodność. Żeby każdy/kobiety/kolorowi mieli szansę na wyjazd z Mielca, czy dostęp do zawodów – to postulat w grze na boisku konserwatystów do bramki logicznych dla nich konkluzji. Z nadzieją podnoszenia dobrobytu/równouprawnienia/antyrasizmu przez imitację efektów – na przykład w składzie osobowym zarządów. Zasłonka niewiedzy Rawlsa proponuje coś przeciwnego – w ocenie sprawiedliwości nie powinniśmy patrzeć na efekty, czyli dążyć do poprawy wskaźników niesprawiedliwości (która – stopniowana – pozostaje). Kiedy była formułowana palącą niesprawiedliwością był redlining, efekt statystyczny – a więc taki który dogmatyczny kapitalizm mógłby rozwiązać gdyby tylko kolorowym chciało się pracować. Fragment pochodzi z książki „Między panem a plebanem” – rozmów Żakowskiego z Michnikiem i Tischnerem. I w tym miejscu dołącza Matczak – być może sam nie za dobrze rozumiem Rawlsa, ale tak masakrycznie przeinaczonego nie sposób spotkać nawet u jego największych krytyków i osobistych wrogów – bo Matczak po prostu zmyśla pod tezę.

  139. @Piotrek Markowicz
    „Bolą mnie opowieści o geniuszu Jarosława”

    Ale to chyba nie na tym blogu?
    Pamiętam braci Kaczyńskich jako przydupasów Wałęsy, w hierarchii jego świty byli niżej niż kierowca, a potem szemrany sekretarz Wachowski. Ktoś wyżej w wątku przypomniał, jak ich wyciągnął już niemal znikąd Jerzy Buzek. Nikt tu nie posądza Kaczyńskiego o genialność, po prostu dostał wolne pole od przeciwników politycznych i (mając w zanadrzu naprawdę słabe kadry, ledwie Andrzeja Dudę czy Beatę Szydło) wykorzystał tę szansę, m.in. dzięki temu, że znał swoje słabości i próbował uniknąć dawnych błędów. Podobnie dziś wolne pole dostał od niego Tusk (sam Kaczyński wyraźnie osłabł, a jego kadry tym bardziej, niektórzy wręcz pierzchają na Białoruś), no i zobaczymy, czy wykorzysta je równie skutecznie.

  140. „to jak nazwać Kwaśniewskiego z Białogardu?”

    Pamiętam Kwaśniewskiego jako red. naczelnego tygodnika studenckiego „Itd”. Bardzo rozsądne robił wrażenie i umiał w polityczne balansowanie (co prawda bardziej mnie, ówczesnego licealistę, interesowały zdjęcia rozebranych dziewczyn na ostatniej stronie, takie bardziej artystyczne niż w „Razem”, ale to też miało wtedy, w PRL-u aspekt wolnościowy).

  141. @wo
    „Natomiast „GW” rzeczywiście jest jedynym, co ważne i wyjątkowe, a wyszło z Agory”

    Nie do końca się zgodzę. W latach niemowlęcych III RP (konkretnie 1990-1991) Agora wydawała efemeryczne pisemko muzyczne „Rock’n’Roll”, powstałe zdaje się na gruzach Hołdysowego Non Stopu. Z pewnością było wyjątkowe, bo nie miało redaktora naczelnego, za to miało zespół złożony z erudytów, którzy o rocku pisali barokowym stylem iskrzącym się nawiązaniami do Wielkiej lub mniejszej literatury czy sztuk wizualnych, nie traktowali czytelnika jak jołopa, który tylko potrząsa głową na koncertach, a współposzukiwacza skarbów w dżungli kultury. Czy było ważne – cóż, wychodziło niecałe dwa lata, więc zbyt krótko, żeby utrwalić się w zbiorowej pamięci tak, jak na przykład Machina, ale ja osobiście – gdybym miał wyliczać fenomeny kulturowe, które mnie ukształtowały, RnR stanąłby na podium albo niewiele poniżej.
    Odlurkowałem się właściwie tylko w nadziei, że ktoś zrekomciuje „E! Ja też pamiętam!”

  142. @wo
    „Natomiast „GW” rzeczywiście jest jedynym, co ważne i wyjątkowe, a wyszło z Agory”

    You forgot Tok Fm!

  143. @Kaczyński
    Szczęścia niewątpliwie miał dużo. Natomiast jedno trzeba mu przyznać. Był jednym z niewielu polityków w Polsce, który rozumiał (do czasu) kto i dlaczego na niego głosuje czy też może zagłosować. Potrafił zdefiniować własny elektorat i zastosować to w praktyce. Poza nim łapali się na to chyba tylko Kwaśniewski i Tusk. Nie ogarniali tego mędrcy z UD/UW, finał znamy. Nie ogarniał tego Palikot, dość słabo Petru, bardzo nie ogarniał tego Kukiz. Dziś nie ogarniają tego ani u Hołowni, ani w PSL, ani na lewicy jednej i drugiej, ani w konfie.

  144. @Piotr Markiewicz
    „Ale jakiego socjalnego wahadła? Mamy transfer gotówki, który będzie trwał do wyborów prezydenckich.”

    Po pierwsze – bzdura. Nikt, nawet KO i TD, nie jest tak głupi, żeby znieść 500+. A jeśliby się okazało, że ktoś jednak jest wystarczająco durny, to PIS wróci do władzy. PIS nadal ma poparcie prawie 30%. A gdyby się okazało, że PIS miał rację mówiąc, że KO zabierze ludziom 500+, to – na boga – sam pójdę i na nich zagłosuję.

    Po drugie – jak to „jakiego socjalnego wahadła”? PIS nie tylko wprowadził 500+ i podniósł minimalną, ale też wprowadził minimalną stawkę godzinową przy umowach zlecenia. I jak Morawiecki mówił o tym, że przed PISem ludzie zarabiali 5 zł za godzinę, to akurat wtedy miał rację. Bo firmy ochroniarskie (i nie tylko one) tyle ludziom płaciły. To również PIS zniósł w 2017 r. przepis, który w pierwszym roku pracy pozwalał płacić 80% minimalnego wynagrodzenia za pracę.

    „No i gdzieś tam (chyba oko.press) widziałem taki wykres że tych wszystkich ludzi, których 500+ wyciągnęło ze skrajnego ubóstwa skuteczne zepchnęła tam z powrotem rozkręcona przez pisowską nieudolność inflacja.”

    W Polsce najbardziej zagrożone ubóstwem są rodziny wielodzietne, a w dalszej kolejność rodziny z osobami niepełnosprawnymi. I w efekcie wprowadzenia 500+ w latach 2015-17 poziom ubóstwa skrajnego zmniejszył się wśród takich rodzin o ponad 9 punktów procentowych — z 16,7% w 2015 do 7,6% w 2017. Jasne, inflacja spowodowała w ostatnich latach ponowny wzrost poziomu ubóstwa (dlatego 500+ powinno być waloryzowane co roku), ale to nie zmienia faktu, że 500+ był gamechangerem. I jak patrzę na kobietę samotnie wychowującą trójkę dzieci, która dostaje 2400 netto, a ktoś mówi, że 500+ wcale ludziom nie pomógł…

    Tak anegdotycznie tylko jeszcze dodam, że jakiś czas temu znajomy przedsiębiorca narzekał na 500+, bo on teraz nie może nikogo znaleźć, żeby przyszedł i mu mieszkanie posprzątał. I jak tu nie lubić 500+?

    PS. Okay, trochę się zagalopowałem z tym głosowaniem.

  145. @TBo

    „I jak patrzę na kobietę samotnie wychowującą trójkę dzieci, która dostaje 2400 netto, a ktoś mówi, że 500+ wcale ludziom nie pomógł…”

    …to ja patrzę i widzę dysfunkcję państwa na wielu płaszczyznach, od kwestii alimentów i rent rodzinnych po mieszkania komunalne.

    „Tak anegdotycznie tylko jeszcze dodam, że jakiś czas temu znajomy przedsiębiorca narzekał na 500+, bo on teraz nie może nikogo znaleźć, żeby przyszedł i mu mieszkanie posprzątał. I jak tu nie lubić 500+?”

    Ja bym mu poradził sprawdzić liczbę osób pracujących w Polsce teraz i w 2016, wzrosło toto o kilka milionów. To jest powodem że nam wcięło chętnych na szparagi, nie 500/800+.

  146. @pm
    „Sprawdziłem”

    Kłamie pan, gdyż…

    „Może teraz sprawdzimy wzrost cen nieruchomości, benzyny albo żywności w tym samym okresie?”

    …płaca realna z definicji uwzględnia inflację. Komentarz wyleciał, proszę na przyszłość traktować serio moje ostrzeżenia, jeśli chce pan tu zostać. Może pan jednak nie chce, bo ewidentnie tęskni pan za twitterem #silnirazem.

    Odniosę się też do innej bzdury, na której się pan zafiksował: że cały sukces Kaczyńskiego to załapanie się na prywatyzację RSW. Otóż rzecz w tym, że NIE ON JEDEN się załapał, ale ON JAKO JEDYNY tego nie zmarnował. Dosłownie jako jedyny. W tamtym okresie Porozumienie Centrum nie było najsilniejszą partią na prawicy, silniejsza była Konfederacja Polski Niepodległej, która zgarnęła najwięcej. Po KPN nie ma dziś śladu, a Kaczyński umiejętnie ten majątek powiększył. To jest talent (biblijny).

    Agorowi archonci tymczasem dostali rzecz bezcenną – przez kilka pierwszych miesięcy mogli jako jedyni wydawać prywatną gazetę codzienną. Ktoś, kto wtedy (wiosną 1989) chciałby z nimi konkurować, musiałby sam sobie znaleźć drukarnię, papier, kolportaż – wtedy to było po prostu niemożliwe, bo wszystko nadal było zmonopolizowane przez państwo i PZPR (RSW formalnie nie była państwowa tylko partyjna). Michnik et al dostali to tymczasem na srebrnej tacy, zagwarantowane okrągłym stołem. Po trzydziestu paru latach mają z tego dogorywającą gazetę i portal, zajmujący szóste czy siódme miejsce, za portalami startującymi naprawdę od zera, jak np. Wirtualna Polska.

    Ergo, Kaczyński jednak rozegrał to mądrzej od Michnika. Oczywiście, wolałbym żeby było odwrotnie, ale na tym blogu mamy odróżniać rzeczywistość od zachcianek.

  147. @waclaw
    „You forgot Tok Fm!”

    To raczej pan nie pamięta skąd się wzięło.

    @po
    ” powstałe zdaje się na gruzach Hołdysowego Non Stopu”

    Skoro „powstało na gruzach czego innego”, to nie „wyszło z Agory”, kropka.

  148. @unikod
    „Z okazji wywiadu Michnika o papieżu w zeszłym roku przypomniano gdzieś wywiad Michnika sprzed 30 lat bez mała, z samego środka najtinsów: (przepisuję ze skrinszota)”

    Dzięki za wykopalisko! W rozpaczliwej próbie podniesienia poziomu rozmowy ponownie zwrócę uwagę, że to w gruncie rzeczy dialog między Pozytywistą a Żeromszczykiem, albo nawet między Cedzyną Seniorem i Doktorem Piotrem. W ogóle można sobie wyobrazić nowelkę Żeromskiego pt. „Beznadziejne próby wydostania się z Mielca”, motyw wykluczenia komunikacyjnego avant la lettre zresztą pojawia się u Żeromskiego, gdy jakaś dramatyczna sytuacja wynika z tego, że ktoś nie dojechał na czas, bo śnieżyca / roztopy.

  149. @unikod – i ja również podziękuję za odświeżenie pamięci, te dyskusje mędrców przyniosły przecież owoce w pamiętnym „można wziąć kredyt i się przeprowadzić” zawsze wczorajszego Bronka K. Który nie zrozumiał, że okno sensu było już w 2015 r. przesunięte tak bardzo, że wyrżnął prosto w parapet.
    W ocenie Kaczyńskiego nie bierze się pod uwagę, że owszem, był zły, ale jak na lidera populistycznej partii w prowincjonalnym kraju, i tak nie był najgorszy. Orban w wyścigu na wujka samo zło odstawia go o 5 długości. Z drugiej populistycznej mańki Fico też jest chyba zawodnikiem znacznie cięższej wagi.
    Bo co straszliwego zostało po tej rzekomej dyktaturze Kaczora? Ano niewiele, złe udało się pogonić w kilka miesięcy, wolne media się ostały, szczujnia z publicznych przegoniona, z UE nas nie wyrzucili, kasa z KPO wróciła a – uwaga – to co dobre, czyli socjal, zostanie z nami już chyba na zawsze.
    To napisawszy oczywiście muszę dodać dwie rzeczy, że głęboko ukryte trupy w szafie będą jeszcze wypadać długo. Ale – powtórzę – to i tak jest mały wymiar kary za turbokapitalizm.
    I dwa: istnieje ryzyko, że obecna ekipa pokpi sprawę, i Kaczor jednak wróci. A właściwie, to wobec jego nieuchronnej starości – cała ta prawicowa kamaryla co się za nim już do skoku czai. I wtedy owszem, będziemy mieli swojego Orbana czy tam Fico, a czasy Kaczora będziemy wspominać z łezką w oku.

  150. @ „Kaczor jednak wróci”

    Tu też analogia z Michnikiem: tacy jak byli już nie wrócą. Tacy mityczni, uskrzydleni dedykacjami Wieszczów. Tacy wyrośli na polskiej krwi (JK na krwi rodzonego brata i stu poległych pod Smoleńskiem, AM na krwi wytoczonej z narodu przez rodzonego brata komunistycznego zbrodniarza). Nawet jeżeli PiS za 4 lata wróci, i nawet jeżeli z Kaczyńskim (bo skoro tak wiele jest do spieprzenia, to dlaczegóżby tego nie uczynić?), to on już taką Łapą nie będzie tego trzymał, znaczy się swojego bajzlu, gangów tapirów itp., a wielu jego wyborców na tym się szczególnie zawiodło (że ich nie gasił jak petów). Michnikowi tak samo wymsknął się rząd dusz, dla młodych to on jest rówieśnikiem, bo ja wiem, Hugona Kołłątaja, tamten też coś tam w więzieniu pisał.

  151. @aldek
    „I dwa: istnieje ryzyko, że obecna ekipa pokpi sprawę, i Kaczor jednak wróci. ”

    Istnieje, ale niskie. Nie wiemy jakie „czarne łabędzie” przed nami – w każdej chwili przecież wojna może się rozszerzyć o pełnoskalowy konflikt z NATO. W tej sytuacji powrotem PiS w ogóle się nie martwię. Zakładając, że wojna nie rozszerzy się o Polskę (czyli tak jakby snuć prognozy na wolne wybory w Czechosłowacji w roku 1940) myślę, że weszliśmy w cykl ośmioletni. Pierwsze cztery lata to dla każdego przegranego jest rozpierdziucha i reorganizacja (PiS 2007-2011, PO 2015-2019). PiS jest dopiero na początku tej drogi przez mękę, o czym świadczą ich kolejne wybory, które niby wygrali, ale jednak przegrali i ze zdumieniem właśnie tracą kolejne sejmiki. W Eurowyborach zapewne będzie podobnie – PiS będzie formalnie na pierwszym miejscu, ale przyniesie im to same kłopoty. W prezydenckich nie mają szans, chyba że Trzaskowski z Hołownią przejadą zakonnicę na ścieżce rowerowej. W 2027 będą startować po serii poważnych rozłamów oraz z wrogim prezydentem.

    Ale znów, to wszystko jak prognoza że wybory do Sejmu w 1942 przyniosą kolejną reelekcję sanacji.

  152. @mm
    „Ja bym mu poradził sprawdzić liczbę osób pracujących w Polsce teraz i w 2016, wzrosło toto o kilka milionów. To jest powodem że nam wcięło chętnych na szparagi, nie 500/800+.”

    Jest pan doskonałym przykładem osoby, która nie umie dostrzec lasu, bo jakieś cholerne drzewa go zasłaniają. A te miejsca pracy to skąd się wzięły? Same przyszły? A może jednak to pozytywny skutek impulsu popytowego w postaci między innymi 500+ (ja cały czas podkreślam, że nie chodzi mi TYLKO o ten program), bo działa klasyczny keynesowski mechanizm: rodzina dostała 500+ i poszła na pizzę -> pizzeria musi zatrudnić dodatkowego kelnera. W końcu do obsługiwania tych darmowych dolewek czekolady dla dzieci z bonu turystycznego hotele też muszą zatrudniać dodatkowy personel.

    Oczywiście, ten sam efekt można by osiągnąć po prostu rozrzucając banknoty z helikoptera. Fakt jest faktem, że jednak jakoś przed 2015 tego nie zrobili (durnie). Znalazł pan sobie wyjatkowo niemądry sposób na krytykowanie Kaczyńskiego – „żadnego sukcesu, no po prostu rozkręcił gospodarkę, wielkie mi mecyje, Balcerowicz też by tak umiał, gdyby chciał”. No ale nie chciał.

  153. @wo
    „Istnieje, ale niskie”.
    Ale jeśli wróci, to raczej w koalicji z Konfederacją (lub jej następcami). W naszej ordynacji koalicja jest czymś w rodzaju ustawienia domyślnego. W 2015 był uśmiech szczęścia (Korwin i SLD niewiele pod progiem). W 2019 przy rewelacyjnym wyniku i prawie 2,5 milionach głosów więcej efektem była taka sama liczba mandatów. Za 4 czy 8 lat w 1942 możemy mieć premiera Czarnka i wicepremiera Bosaka na czele nowego Ozonu.

  154. @izbkp
    „Pushbacki na granicy polsko-białoruskiej nie skończyły się wraz ze zmianą władzy”.

    Rozmawiałem wczoraj z przedstawicielkami i przedstawicielem Grupy Granica i Fundacji Ocalenie (zdobyli fikusową nagrodę specjalną) i opowiadali jak to się właściwie nic nie zmieniło z punktu widzenia osób uchodźczych. To osoby, jak sami mówią, „chodzą do lasu”. Od 13.12.2023 do końca marca 2024, według danych SG, służba ta wywiozła 1771 osób. Ponad 1200 osób zgłosiło się po pomoc do organizacji pomocowych (społecznych, bo nie państwowych). Z ich relacji metody przy wywózkach za granicę to bicie (pięściami, kolbami, kopanie), pryskanie gazem pieprzowym, rozbieranie do naga pod pozorem rewizji. Te dane podali oficjalnie w trakcie wystąpienia. Ale opowiadali o tym jak chodzą po lasach i starają się pomóc osobom, które się przedarły i błądzą w poszukiwaniu pomocy.

    Tam są też kwestie dotyczące zbierania informacji. Właściwie wszelkie informacje jakie ktokolwiek ma pochodzą o tych organizacji. Nikt od strony państwa/samorządów nie prowadzi jakiejś zintegrowanej bazy o osobach i zdarzeniach, które się tam odbywają.

    Nie mogłem się powstrzymać i zapytałem o publikację „Szara granica…” Małgorzaty Tomczak. No więc o ile rozumieją ogólne przesłanie, to mają żal do autorki, że nikt z nimi nie konsultował tekstu i ich wypowiedzi zostały, jak to same mówią, zmanipulowane. Podane w innym kontekście i skrócone. To powodowało nawet nieporozumienia między osobami z tych organizacji, bo użyte ich wypowiedzi pokazywały fałszywy obraz.

    @500+
    Oprócz samego wymiaru finansowego to jeszcze w tej grupie najmniej zarabiających i niewykwalifikowanych pojawiły się umowy o pracę. Które przed PiS były jak srebrne jednorożce. Podobno istnieją, ale nikt ich nie widział nigdy. I dla mnie to jest chyba nawet większe osiągniecie PiSu niż sam wymiar finansowy.

  155. Nie mam szacunku dla JK za zniszczenie praworządności, deformę edukacji, zbrodnie na granicach i szeroki onboarding faszoli w Instytutach Dmowskiego i pochodnych.

    Jednocześnie wydaje mi się, że jako liderowi bloku politycznego można mu policzyć na względny plus
    – Niezłe przyjęcie uchodźców z Ukrainy (włączenie w system edu szkolnej, porozumienie banków centralnych itd.). Mogło tu być lepiej, ale i tak rząd wyszedł nie aż tak tragicznie.
    – Bardzo dobrą postawę polskiej dyplomacji, rządu i MON wobec eskalacji wojny w Ukrainie. Znowu: można hejterzyć Morawieckiego i JK, ale jednak w tym wypadku dogadali się z opozycją, użyli kontaktów w NATO i w UE i ugrali sporo. Teraz to marnują, ale jednak gdy trzeba było, to ciężarówki z amunicją pojechały natychmiast.
    – Lepszą lub gorszą, ale jednak politykę w trakcie pandemii (na tle EU oceniam jako solidną średnią). Można było lepiej, ale jednak np. Tarcza Pracownicza była obok Tarczy Przedsiębiorczystowskiej.
    – Kontrowersyjna i pewnie nieudana, ale jednak realizowana w praktyce próba zwiększenia kształcenia w zawodach medycznych. Nieporadna, na przekór elitom i kadrom medycznym, korupcyjna jak niewiadomo co – ale jednak to jakoś próbowało odpowiedzieć na wiadomy problem po pandemii.

    Jasne, że w idealnym świecie dałoby się te polityki zrobić lepiej (gdyby PiS miał lepsze kadry w ministerstwach, gdyby nie miał wojny domowej), ale dla mnie to są rzeczy co najmniej na konto „mogę rozważyć jako wyzwanie kadencji, możliwe że jako plus”. Nie równoważą zbrodni Policji ani SG, nie równoważą przekichania Fit for 55.

  156. @redezi
    Ponownie zaznaczę, że gdybym uważał że równoważą, to byłby propisowski blog zupełnie kogoś innego. Zresztą jaki tam blog, ludzie sukcesu nie blogują. Nagrywałbym jutubowe filmiki z Wosiem i Dymkiem w Longines Lounge.

  157. @wo

    Nie sadzę abys tak twierdził i obaj się tu zgadzamy. Moja teza jest taka, ze oprócz 500+ kilka rzeczy JK jako szefowi ugrupowania mozna liczyc jako pozytywne albo przynajmniej jako hipotezę pozytywna/neutralna średnia EU.

  158. Magazyn „Książki” to chyba jednak też całkiem wartościowa rzecz od Agory?

  159. Ludzie, którzy prawie 20 lat temu podjęli tę genialną decyzję (i jeszcze kilka równie udanych) są już od dawna poza Agorą.

    A nie ponad 20 lat temu? Czy pamięć mnie myli, że g.pl wystartowało z początkiem 2000?

  160. @albrecht
    Samą domenę zarejestrowano jeszcze wcześniej, ale Decyzja Zagłady jest właśnie pełoletnia. Według Wikipedii:

    W 2006 roku z portalu Gazeta.pl wydzielono odrębną witrynę gazetawyborcza.pl będącą elektroniczną wersją „Gazety Wyborczej”[73]. Obecnie serwis funkcjonuje w domenie wyborcza.pl, funkcjonującej jako nazwa serwisu.

    (zwracam ponownie uwagę na ten pierwotny genialny pomysł z domeną gazetawyborcza.pl – i jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, zapewniam że przeglądarki już wtedy miały standardowo autocomplete)

  161. aczkolwiek frapującym i absolutnie jałowym pozostaje pytanie, czy Gadomski z Matczakiem byliby w stanie przez gromkie artykuły w GW zablokować odejście od debilnej polityki zaciskania pasa, niskich pensji i wysokiego bezrobocia, gdyby w tym przeklętym 2015 roku jednak Kaczor nie dostał władzy. Moim zdaniem – nie.
    To odejście od ekonomicznego mambo dżambo i tak by się wydarzyło. Ino że pewnie wolniej i bez takich błyskotek, jak 500+, które przecież wcale w tym odejściu nie było najważniejsze. Z prostego rozdawnictwa to 13 i 14 emerytura znaczą więcej, przywracają do gospodarczego obiegu setki tysięcy rzeczywiście przymierających głodem ludzi, którzy nawet po spadku bezrobocia nie byliby w stanie poprawić swojego losu.
    Aczkolwiek politycznie zgoda – 500+ to był taki huk, że neoliberałom do dziś eksplodują puste łby.

  162. @Albrecht de Gurney

    Do 2001 gazeta.pl była po prostu stroną Wyborczej, w 2001 wystartował portal gazeta.pl (traktowany przez większość czytelników nie bez przyczyny po prostu jako „portal Wyborczej”, skoro zastąpił dotychczasową stronę gazety i mieszał treści przedrukowane z papierowej „Wyborczej” z własnymi tekstami redakcji portalu), w 2006 wystartowała gazetawyborcza.pl jako internetowa wersja samej „Gazety” i zaczął się na dobre ten mylący wszystkich dualizm portalowo/gazetowy.

  163. @MM
    „Ja bym mu poradził sprawdzić liczbę osób pracujących w Polsce teraz i w 2016, wzrosło toto o kilka milionów. To jest powodem że nam wcięło chętnych na szparagi, nie 500/800+”.
    A ja stawiam tezę, że ten wzrost pracujących o kilka milionów to efekt 500+. I co mi zrobisz?

  164. @Junoxe

    Ja podejrzewam, że jednak ten wzrost pracujących w Polsce to w znacznie większym stopniu efekt inwazji na Krym i Donbas niż 500+.

  165. @ausir
    ” z własnymi tekstami redakcji portalu”

    Tych poczatkowo nie było, bo oni wtedy nie mieli personelu tworzącego kątęt – samych redaktorów, pardąsik, kątęt menedżerów. Do robienia dla nich kontentu wtedy zmuszano nas (redaktor „Wyborczej” miał obowiązek wykonania pańszczyzny w postaci np. dziesięciu notek dla portalu podczas dyżuru), plus dobierali z agencji. Najdebilniejsze teksty w portalu były wtedy podpisane IAR (Informacyjna Agencja Radiowa).

  166. @ausir
    „wzrost pracujących w Polsce ”

    Zlituj się, do tego trzeba dwojga. Przecież to, że Ukraińcy znajdowali (i nadal znajdują) tu pracę wynika z tego, że ta praca jest. Równie dobrze mogłoby być 20% bezrobocia, zmuszające uciekinierów z Ukrainy do wędrowania dalej.

  167. @junoxe
    „I co mi zrobisz?”

    Zapewniam że nic, bo wspieram cię swoją lufą lazerną.

  168. @wo

    A, myślałem, że poważniejsze teksty były z „Wyborczej”, a typowa portaloza o majtkach Dody była już wtedy robiona przez ludzi robiących konkretnie dla portalu, ale to może dopiero później.

  169. @ausir
    „Ja podejrzewam, że jednak ten wzrost pracujących w Polsce to w znacznie większym stopniu efekt inwazji na Krym i Donbas niż 500+”.

    Dlatego napisałem te „kilka milionów”. Nie znam danych, które by nam mówiły, że przybyło kilka milionów z powodu inwazji, a są dane pokazujące, że od 2015 roku stale spada bezrobocie. Tak do 2020. Oczywiście napływ liczby osób pracujących to jedno, a stopa bezrobocia to drugie. Ani UoP, ani podwyżki wynagrodzeń nie zahamowały spadków bezrobocia. Od samego wzrostu liczby rąk do pracy to by raczej zarobki spadały, nie byłoby UoP i pewnie zwiększyłaby się stopa bezrobocia. Zaś dosypanie pieniędzy nieźle by te zmiany tłumaczyło. I jeszcze powstały miejsca pracy, które ładnie wchłonęły osoby, które przybyły.

  170. ożenienie onlajnu z opcją pejdkątęt w tradycyjnej redakcji papierowej jest generalnie trudne, ale akurat GW robiła to bardzo, bardzo źle. Niby tacy światowi menedżerzy z arthurów andersenów, a kompletnie olali nał-hał wielkich światowych tytułów, które też przecież to robiły.

  171. @aldek

    ַChyba żadna inna gazeta na świecie nie wpadła na to, żeby zrobić times.com najpierw jako oficjalną stronę New York Timesa, potem jako portal z osobnym brandingiem ale przedrukowujący m.in. teksty z papierowego New York Timesa a następnie otworzyć newyorktimes.com jako nową, internetową wersję samej gazety, z coraz mocniejszym paywallem, przy zachowaniu jednocześnie osobnej redakcji darmowego portalu times.com i podkreślaniu, że to przecież nie jest strona NYT.

  172. @aldek
    ” akurat GW robiła to bardzo, bardzo źle”

    Na wszelki wypadek podkreślę, że GW jako redakcji nikt wtedy nie pytał o zdanie. Decyzje korpomenedżmentu przekazywał po prostu jakiś korpomenadżer, któremu nawet nie wolno było zadawać pytań – on po prostu OBWIESZCZAŁ (a potem gdzieś znikał, a potem przychodził jego następca i obwieszczał coś zupełnie innego niż ten poprzedni). To wszystko wyglądało jak obrazki z fanpejdża „Wiesławiec Deluxe”.

  173. @ausir
    „podkreślaniu, że to przecież nie jest strona NYT.”

    Przy czym to już zatoczyło pełne koło i zajawki artykułów z Wyborczej znowu są na gazeta.pl, tylko że tym razem to jest już biznesowa współpra dwóch spółek – Agora SA i Wyborcza sp. zoo. Więc nic dziwnego, że biedny Janek R. nie nadanża.

  174. @Agora SA i Wyborcza sp. zoo.
    Nawet sobie sprawdziłem KRS
    Data rejestracji: 2023-08-23
    Kapitał zakładowy: 5 000 PLN
    No tak, po 35 latach niewiele zostało, patrząc na kapitał zakładowy.

  175. @kot
    „Kogo jeszcze mógł wziąć do rządu jak nie Giertycha na ministra edukacji? Na mógł Czarnka jak wiemy, ale to maja być te ruchy polityka godnego szacunku?”

    Ja akurat z dobrych źródeł (od osoby pracującej bezpośrednio z Czarnkiem w czasach gdy był wojewodą lubelskim) wiem, że Czarnek prywatnie jest zaskakująco umiarkowany w swoim konserwatyzmie, który nie wychodzi poza bardzo ogólne przekonanie, że rodzina i Kościół to Ważne Rzeczy. Ale ponoć jest też politykiem na wskroś pragmatycznym i on sobie po prostu na zimno wykalkulował po awansie do rządu, że ubijanie politycznego kapitału najlepiej mu wyjdzie na coraz głośniejszym radykalizmie. Czyli to nie Kaczyński wziął populistę, tylko populistę w sobie odkrył, gdy został wzięty.

    Stąd uważam (tzn. nie tylko, różne przemiany Dudy też na to wskazują), że o ile populizm antyimigrancki i antyunijny był jeszcze planem Kaczyńskiego, to cały ten populizm turbokatolicko-antygenderowy wyszedł trochę przypadkiem, przez ogólne ciążenie współczesnej prawicy w tym kierunku, trochę małpując MAGA, a trochę dając się sterować radykalizującemu szurkontentowi pisanemu z piwnic Kremla. Kaczyński tym raczej zarządzał niż kreował.

    @wzrost zatrudnienia
    PiS naprawdę sporo zrobił zrobił na rynku pracy – bo i 500+, i podwyżki minimalnej, i stawka godzinowa, i ozusowanie śmieciówek, i zerowy PIT dla młodzieży, i 13-tki/14-tki, i rzutem na taśmę jeszcze podwyżki dla budżetówki (tu mnie przecież parę wpisów temu uświadamiano o ile poszły w górę zarobki w służbie zdrowia). Oraz sporo drobnych zmian, typu wspomniane likwidowanie 80% minimalnej w pierwszym roku pracy albo zmiana zasad liczenia dodatków budżetówce, które wcześniej pozwalały obniżać podstawę wynagrodzenia poniżej minimalnej.

    To było naprawdę dużo ruchów, które wykraczają poza „przypadek”, tylko układa się w spójny program poprawy zamożności pracowników. Nowy Ład mógł być (i IMO miał być w zamierzeniu) kropką nad i tego projektu, ale został kompletnie rozmyty po drodze.

    A patrząc makroekonomicznie, wyszło tak pięknie, bo Polska miała jeden z najniższych udziałów płac w PKB w Unii Europejskiej, co oznaczało, że konsumpcja była prze 2015 rokiem sztucznie zduszona przez utrzymywanie niskich kosztów płac nieadekwatnych do wielkości gospodarki. A więc tortu do podziału było dużo, tylko cały był zarezerwowany dla przysłowiowego 1%, albo wręcz w ogóle wysyłany za granicę do spółek-matek. Właśnie dlatego rynek reagował jak pijany po wciągnięciu koksu, że równocześnie z pensjami rosło zatrudnienie i aktywność zawodowa, a kumulacyjnie – wybuchła konsumpcja.

    Co więcej, to są dość trwałe zmiany, bo o ile udział płac w PKB znowu runął jak poszła fala inflacyjna, to teraz się gwałtownie odbudowuje. I liberałowie panikują, że to ponownie nakręci inflację, ale ja wierzę heterodoksom, że gospodarka to wchłonie jak gąbka bez negatywnych konsekwencji, bo teraz trwa wyrównanie poziomu płac do dochodów przedsiębiorstw.

  176. A, no i zgubiłem puentę: to pokazuje, że właśnie przez to PiS tak mógł rozkręcić dochody niższych warstw społecznych, że w tak opłakanym stanie je zostawiły poprzednie rządy neoliberałów (do których wliczam i PO, i SLD, i nawet PiS z epoki zarządu ekonomicznego Gilowskiej). I uważam, że gdyby PiS przegrał w 2015, to by PO tylko obrosło piórkami i nabrało przekonania, że „zmień pracę, weź kredyt” to jest mądra polityka gospodarcza, więc dociskanie płac kolanem przy ziemi trwałoby nadal.

    Z całą moją niechęcią do PiSu uważam więc, że bylibyśmy dzisiaj biedniejsi w alternatywnej historii trzeciej kadencji Platformy.

  177. @aldek
    „aczkolwiek frapującym i absolutnie jałowym pozostaje pytanie, czy Gadomski z Matczakiem byliby w stanie przez gromkie artykuły w GW zablokować odejście od debilnej polityki zaciskania pasa, niskich pensji i wysokiego bezrobocia, gdyby w tym przeklętym 2015 roku jednak Kaczor nie dostał władzy. Moim zdaniem – nie.”

    Znowu – tak jak z lewicowym Michnikiem – robisz błędne założenie, że musieliby to jakoś blokować. Moim zdaniem, bez tych 8 lat w opozycji Tusk, Komorowski i Kopacz bylibyy dalej tym samym turboliberałami co w 2015. Gadomski z Matczakiem by go raczej chwalili za to, że nie ulega populistycznym pokusom i kontynuuje politykę zaciskania pasa.

    Tak jak Kaczyński potrzebował 8 lat żeby przemyśleć niektóre swoje błędy (i np. nauczyć się budować autostrady), tak samo Tusk potrzebował 8 lat by się wyleczyć z kompromisu aborcyjnego i balcerowiczowskiego. Myślę, że hipotetyczna trzecia kadencja Platformy (2015-2019) byłaby jakimś antypracowniczym koszmarem.

  178. @Sapiecha

    > Właśnie dlatego rynek reagował jak pijany po wciągnięciu
    > koksu, że równocześnie z pensjami rosło zatrudnienie
    > i aktywność zawodowa, a kumulacyjnie – wybuchła konsumpcja.

    Rząd dał 500+ -> beneficjenci wydali na lokalnym ryneczku -> lokalne firmy miały z czego inwestować w nowe miejsca pracy -> nowi pracownicy zaczęli konsumować to co zarobili -> wydając na lokalnym ryneczku etc. W tym nie ma nic nienormalnego.

  179. @ wo

    „Myślę, że hipotetyczna trzecia kadencja Platformy (2015-2019) byłaby jakimś antypracowniczym koszmarem.”

    To była w ogromnej mierze motywacja do założenia RAzem. No i weszliśmy zwarci, wkurwieni i gotowi do walki… a tam przeciwnik zszedł był z ringu i wylazł Kaczor. BTW kolejny mini sidenote do „lewicowości” Gazety – ależ nas wtedy za to grillowali. („za to” czyli głównie za istnienie)

  180. @wo

    …Oczywiście, ten sam efekt można by osiągnąć po prostu rozrzucając banknoty z helikoptera. Fakt jest faktem, że jednak jakoś przed 2015 tego nie zrobili (durnie)…

    Wyjdę na wstrętnego podlizucha, ale co mi tam.
    Za późnego Tuska, nasz Gospodarz napisał w GW felieton, zachęcający ówcześnie rządzące PO do odważniejszego spojrzenia w lewo. Czy była tam konkretna sugestia, by wprowadzić coś na wzór 500+, nie pamiętam, ale taki tok myślenia chyba w tym felietonie się zawierał.
    No cóż, wyszło na jego. Chyba GW w tym czasie czytali nie ci, co z założenia powinni, bo pisowska konkurencja szybko wzięła to lewicowe „zboczenie” na sztandary i wygrała. A może ci co powinni czytać czytali, ale mieli WO za takiego michałka, co to tylko ma uwiarygodniać pluralistyczną linię redakcji?
    Teraz, nauczeni doświadczeniem, powinni uważniej czytać, co nasz gospodarz ma do przekazania. No tak, ale w GW go nie znajdą. Zostaje blogasek, albo niech poszukają numeru telefonu do liceum i poproszą psora od chemii.
    Sorry WO za ten dupowlazły panegiryk, ale potraktuj to jako symboliczną zachętę do wsłuchiwania się przez naszych ukochanych władców, czego oczekują maluczcy.
    Może ktoś z nich tu zagląda?

  181. @izbkp
    „W tym nie ma nic nienormalnego.”

    Jakby helikopter zawsze działał, to by się ekonomia skończyła na Keynesie, ba, teorie Keynesa byłyby strzelaniem z armaty do komara, skoro wystarczy ludziom rozrzucić gotówkę i pora na CSa.

    Dorzucenie pieniędzy działa, jeśli są ku temu warunki. Jakby proporcja między płacami i zyskami przedsiębiorstw była odwrotna, to firmy by sobie dochody z 500+ schowały do kieszeni zamiast inwestować w pracowników. Albo podniosły marżę w reakcji na wzrost popytu, czyli wywołały inflację popytową, która by zniwelowała efekt konsumpcyjny. Albo w ogóle nabywcy 500+ by schowali je sobie do skarpety i tylko by się podniosły oszczędności.

    Tu jest milion scenariuszy, zadział ten najlepszy, bo warunki wejściowe dusiły rynek pracy i pracowników.

  182. @mcal
    „BTW kolejny mini sidenote do „lewicowości” Gazety – ależ nas wtedy za to grillowali. („za to” czyli głównie za istnienie)”

    „Grillowali”? Skąd ten czas przeszły, coś tu przegapiłem?

    @mw
    „Sorry WO za ten dupowlazły panegiryk,”

    Dzięki za wszystkie miłe słowa, ale ja się już pogodziłem z tym, że całe to pisanie było niepotrzebne. Tzn. o tyle potrzebne, że KIEDYŚ to był zawód lepiej płatny od nauczycielskiego, więc co sobie zaszalałem, to moje.

  183. @sapiecha
    „Dorzucenie pieniędzy działa, jeśli są ku temu warunki. ”

    W Polsce były już od dobrych kilku lat, o czym mówili różni ekonomiści. To nie było tak, że Kaczyński po prostu rzucił monetą i akurat mu się poszczęściło. Wie pan co, mnie ta inwazja Pablo Moralesów tak męczy, że być może pańskie komentarze będę po prostu wycinać.

    Czy Kaczyński podjął trafną decyzję poprzez wprowadzenie „rozdawnictwa”? Tak. Bezsprzeczne, bezapelacyjne „tak”. Nie zarżnął tym gospodarki, nie roztrwonił miejsc pracy, jak to wróżyli Gadomscy w 2015 – wprost przeciwnie, rozkręcił ją, stworzył nowe miejsca pracy. Ci, którzy straszyli tą gospodarczą katastrofą 8 lat temu powinni się zapaść pod ziemię, posypać głowy popiołem, wyruszyć w pielgrzymkę przebłagalną, ale oczywiście tego nie zrobili.

    Zatem chociaż na swoim blogasku będę to towarzycho strzyć równo z trawą. Starting now.

  184. @wo
    „W Polsce były już od dobrych kilku lat, o czym mówili różni ekonomiści. To nie było tak, że Kaczyński po prostu rzucił monetą i akurat mu się poszczęściło. Wie pan co, mnie ta inwazja Pablo Moralesów tak męczy, że być może pańskie komentarze będę po prostu wycinać.”

    Czy ja nie zostałem pomylony z kimś innym w związku z tym wycinaniem? Proszę sobie jeszcze raz przeczytać mój pierwszy post, tam dokładnie taka teza pada: zadziałało, ponieważ były warunki, a program był przemyślany, konsekwentnie wdrażany przez dwie kadencje i wykraczał daleko poza samo 500+ oraz minimalną.

    To że warunki muszą być jest właśnie argumentem posiłkowym za tym, że zmiany były przemyślane. Nie nie zawsze i nie wszędzie można rozrzucać tę gotówkę, Polska w 2015 takim krajem była i Kaczyński to mądrze zauważył, zresztą robiąc ostry zwrot w stosunku do własnej polityki z poprzedniego rządu pod dyktandem Gilowskiej, która była w zasadzie lustrzana do PO wtedy, w 2005 roku oni się kłócili tylko o uśmiechanie do Zachodu i głębokość ukłonu klerowi.

    Także ja tu cały czas oddaję PiSowi co pisowskie, proszę mnie od Moralesów nie wyzywać.

  185. @sapiecha
    „Czy ja nie zostałem pomylony z kimś innym w związku z tym wycinaniem? ”

    Bardzo przepraszam, posypuję się popiołem, zapadam pod ziemię i udaję w pielgrzymkę.

  186. @ wo Z jednym pełna zgoda – po tych paru miesiącach wygląda na to, że Tusk się już ogarnął, choć sprawdzianem będzie kwestia wolnych niedziel.
    Warunki na skasowanie tego ekonomicznego mambo-dżambo to były chyba od zawsze. Duszenie popytu niskimi płacami, wysokimi stopami procentowymi, cięciami socjalnymi i apoteozą bezrobocia (czytaj wypierdalania z roboty) przy jednoczesnym przekonaniu, że taka polityka wspiera gospodarkę – no ludzie kochani, toć to czysty zabobon, wiara w płaską ziemię to przy tym pikuś, bo ona się jakoś tłumaczy w tym sensie, ze wyglądam za okno i krzywizny Ziemi nie widzę. A tutaj?

  187. @aldek
    „Duszenie popytu niskimi płacami, wysokimi stopami procentowymi, cięciami socjalnymi i apoteozą bezrobocia (czytaj wypierdalania z roboty) przy jednoczesnym przekonaniu, że taka polityka wspiera gospodarkę – no ludzie kochani, toć to czysty zabobon, wiara w płaską ziemię to przy tym pikuś, bo ona się jakoś tłumaczy w tym sensie, ze wyglądam za okno i krzywizny Ziemi nie widzę. A tutaj?”

    No nie przesadzajmy, do 2008 roku to był twardo obowiązujący paradygmat i płaskoziemcami nazywano ludzi, którzy w to nie wierzyli. Nawet na ideowej lewicy było ich mało. Jeszcze w 2015 roku to dalej był bardzo popularny mindset, choć już wtedy wystarczyło zdjąć klapki ideologiczne, żeby zauważyć że się zawalił pod własnym ciężarem.

    Ekonomia niestety słabo sobie radzi z empirycznym osadzeniem swoich tez i często przypadkowe ruchy gwałtownie betonują jej trajektorię. Jak swego czasu Friedman wytyczył szlak retorycznie, keynesizm się chwilowo skompromitował nie umiejąc rozwiązać problemu stagflacji, za to monetarny Volcker – owszem, to potem już na plecach Reagana i Tatcher dojechaliśmy aż do kryzysu subprime.

  188. Wie pan, panie Sapiecho, ja nie piszę, że tak nie było, siłę liberalnego mindsetu znam i to aż nadto, ino piszę, że warunki do skasowania tego mambo-dżambo to były w zasadzie zawsze. Bo ono się nigdy elementarnie nie trzymało kupy. To jak warunki do skasowania puszczania krwi jako panaceum na wszelakie choroby. Były w zasadzie od zawsze w tym sensie, że to odejście od puszczanie krwi w średniowieczu nie wywołałby żadnej epidemii i masowego wymierania.
    Tymczasem wielu dzisiejszych obrońców liberalizmu mówi tak: ok, teraz to może i można rezygnować z cięć, ale kiedyś to nie, bo by to wywołało straszliwe klęski i konwulsje. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie: gdyby nie to globalne liberalne mambo-dżambo, dobrobyt całej ludzkości byłby dziś na znacznie wyższym poziomie.

  189. @wo
    „Skąd ten czas przeszły, coś tu przegapiłem?”

    Wtedy grillowali za samo założenie partii, teraz już się chociaż już przyzwyczaili, że w ogóle istnieje, nawet jak za program nadal grillują.

  190. @aldek
    „toć to czysty zabobon, wiara w płaską ziemię to przy tym pikuś, bo ona się jakoś tłumaczy w tym sensie, ze wyglądam za okno i krzywizny Ziemi nie widzę. A tutaj?”

    Odpowiedź jest bardzo prosta i częsciowo udziela jej Leszczyński w książce o pańszczyźnie. Teza „prolom należy mało płacić, bo jak im się za dobrze będzie żyło, to im się w dupach poprzewraca i zaczną się stawiać” jest bardzo stara, starsza od kapitalizmu nawet. Z natury rzeczy zawsze był to mindset elit, no bo to one cierpią z powodu „braku chętnych do zbioru szparagów” albo „hołoty zakłócającej wakacje Jandzie i Stuhrowi”.

    Keynesizm stał się popularny podczas efemerycznego okienka możliwości po drugiej wojnie światowej, kiedy w krajach demokratycznych partie uwzględniające interes hołoty doszły do władzy. Dobrze to działało 30 lat, ale durnowaty pretekst w postaci kryzysu stagflacji (jakże banalnego w porównaniu do tych wywoływanych „zaciskaniem pasa”!) spowodował, że te wszystkie Centra Adama Smitha wykorzystały okazję.

    Innymi słowy, tu nigdy nie chodziło o nic poza starym dobrym „niewolnik głodny to niewolnik posłuszny”.

  191. @”gdyby nie to globalne liberalne mambo-dżambo, dobrobyt całej ludzkości byłby dziś na znacznie wyższym poziomie”

    @”Keynesizm stał się popularny podczas efemerycznego okienka możliwości po drugiej wojnie światowej (…) Dobrze to działało 30 lat”

    Warto przypomnieć, że akurat równo 30 lat po IIWŚ Milton Friedman wybrał się do Chile, na zaproszenie tamtejszego przywódcy. I liberalne mambo-jambo okazało sie czymś groźniejszym od wiary w płaską ziemię. Jak to ujął Arthur Laffer, może pojęciowo nieprecyzyjnie, ale z dużą dozą prawdy moralnej: „You want to prove that Milton Friedman is a fascist? It’s easy. Quote him.”

  192. @Marcin Wójcik

    „Zdecydowanie nie. Tu PiS nie ma konkurencji. Proponuję porównać rozkład jazdy autobusów pozamiejskich z 2014 z dzisiejszym. O ile pociągi dziś są lepsze i szybsze, to autobusów pozamiejskich jest dziś chyba z 50% mniej niż 10 lat temu.”

    Jak porównasz rozkład z 2007 z tym z 2014 to spadek będzie obstawiam podobny, po prostu postępuje rozkład rozkładów. Z pociągami też bym się nie rozpędzał.
    Jedno co miało pewien wpływ to pisowskie grzebanie przy podatkach, które spowodowało spadek dochodów samorządów bo wpływy z PIT zmalały.

  193. Pewnie znów się narażę ale pierwszy rząd Tuska prowadził klasyczną politykę keynsowską, zwłaszcza w czasie GFC – z ostatniego deficytu projektowanego przez PiS na poziomie 1,9% w 2007 doszli do ponad 7% PKB czyli więcej niż w szczycie covida. To nie jest tak, że jak są tylko bony gotówkowe to jest „rozdawnictwo” i Keynes. Balcer by schładzał i ciął co pokazał za czasów poprzedniego kryzys za AWS. Co ciekawe to, że taką mieli politykę było możliwe m.in dla tego, że zamiast zrobić Min Fin klona Balcera z FOR (co było oczekiwane) Tusk sprowadził sobie ekonomistę z zagranicy czyli spoza naszych „elit aka inteligencji z Agory” a potem doprowadzili do tego, że Belka (a nie kolejny klon Balcera) poszedł do NBP.

    W 2014-15 PL po raz pierwszy od „zawsze” miała własne (a nie znaczone np z UE na autostrady) duże pieniądze. Dobrze to wdać na takim obrazku – szczytowy deficyt za 1 Tuska to ponad 7% PKB czyli ok 45 mld a szczytowy za Covida (6,9%) to już 85 mld a w okresie tych 10 lat inflacja była b niska więc rząd efektywnie miał dwa razy tyle kasy do wydania na co chciał.

    I można było podjąć decyzję na co wydać – od elektrowni atomowej (już by prawie była) przez poprawę systemy zdrowia aż do bonów gotówkowych. Albo inaczej – można było wybrać lewicowo (system, infrastruktura społeczna, mieszkania, transport o jakim piszecie) albo prawicowo (bony) albo miks obu. Każdy z tych modeli ma inny efekt społeczny czy ekonomiczny (Pekab może rosnąc nawet jak są nierówności czy bieda patrz USA) ale też ma inny efekt behawioralny-polityczno-wyborczy (prawicowy ma większy niż lewicowy jak widać czy to po wynikach wyborów czy po Waszych komentarzach)

    Wybraliśmy model prawicowy (co skutecznie zabiło przyszłość – moim zdaniem – modelu lewicowego w PL na dekady) i sobie w nim żyjemy. Z dobrym wiatrem i jak nie będzie wojny czy coś to przed kolejnymi wyborami Tusk zrobi manewr Trumpa-Morawieckiego i będzie 60k kwoty wolnej (cięcie podatków) plus waloryzacja bonów wszelakich (ludzie, emeryci itd – BTW Trump w Covid bony tez dawał) zwł, że inflacja spada więc nie będzie to takie drogie. Elektrownia atomowa już się przesunęła na 2030 czy 40 a reforma służby zdrowia nie załapała się chyba nawet na migawkę w „1930”.

    Jeśli chcecie sobie popatrzeć na ultra-głupio-hiper-liberalny przykład jak z publicystki red Gadomskiego to popatrzcie sobie lepiej na UK po 2008. To jak klony Balcera rozłożyły ten kraj (niedawna deklaracja Tuska, że do 2030 PL prześcignie w zamożności UK nie jest opinią fantasty*) to nawet nasz Balcer by chyba nie potrafił: od cięcia inwestycji, socjalu, podatków dla bogatych i wprowadzania preferencji dla osób starszych ale bogatych kosztem młodych po Brexit.

    * https://www.independent.co.uk/news/world/europe/donald-tusk-eu-brexit-rishi-sunak-b2537897.html

    If GDP per capita in the UK continues to grow at an average of 0.5 per cent annually, as it did between 2010 and 2021, and should Poland maintain its 3.6 per cent average growth, it will overtake Britain by 2030

  194. @Obywatel:
    Z podręcznika ekonomii (Krugman && Wells) pamiętam, że największy efekt mnożnikowy masz przy inwestycjach, socjal jest w środku, a najsłabiej wypadają ulgi i obniżki podatków — ale wszystko działa do jednej bramki.

  195. @obywatel – czy jesteś aby absolutnie pewien, że trzeba było wybierać? W tym sensie, że nie można było robić i jednego i drugiego? Czyli przekierować strumień pieniędzy do ludzi rozbudzając zabijaną przez dekady konsumpcję a jednocześnie rozpocząć reformy systemowe i przyśpieszyć budowę el-at i innych rzeczy?
    Co przecież by zrobił w takiej sytuacji każdy przyzwoity lewicowy (a nawet chadecki) rząd z keynesowskim mindsetem, ino musiałby to być rok 1965 r. Bo niestety, w roku 2015 to że w ogóle Kaczor uruchomił transfery socjalne zakrawało na jakiś cud. Gdyż piniendzy nawet na głupie 500+ ten światowy minister nie widział, a co dopiero na reformy systemowe i elektrownie.

  196. @obywatel
    „Pewnie znów się narażę ale pierwszy rząd Tuska prowadził klasyczną politykę keynsowską,”

    Nawet z definicji, bo Keynes przecież nie mówi, żeby cały czas rozsypywać pieniądze z helikoptera – tylko żeby rozpoznawać właściwe fazy cyklu. Możesz mieć bardzo dużo racji twierdząc, że w 2007 jej jeszcze po prostu nie było. Ale i tak wielkim błędem (politycznym i ekonomicznym) było przegapienie jej nadejścia.

    „Wybraliśmy model prawicowy (co skutecznie zabiło przyszłość – moim zdaniem – modelu lewicowego w PL na dekady)”

    W ciągu dekad wydarzy się jakiś black swan. „Model lewicowy” na całym świecie zabiła stagflacja, która była skutkiem kryzysu paliwowego, który był skutkiem wojny sześciodniowej. Czyli wszystkie kule bilardowe były już w ruchu w roku 1969, a jednak wtedy jeszcze typowe wizje przyszłości zakładały ekstrapolację polityki okołokeynesowskiej do roku 2001, co trochę widać w tle „Odysei kosmicznej”.

    U nas pierwszym black swanem mogą być wybory prezydenckie. Jak dotąd dynamika zawsze była taka, że prezydent wchodził ze swoim obozem w „szorstką przyjaźń”, bo po prostu sama struktura władzy sprawia, że prezydent izoluje się od partii (z natury rzeczy skupionej na premierze). Jeszcze nie wiadomo, czy będzie to Trzaskownia, Hołowski czy Czarnokoński, ale w dowolnym scenariuszu będzie to oznaczać wzmacnianie i osłabianie odpowiednich skrzydeł w odpowiednich ugrupowaniach.

  197. @aldek

    „czy jesteś aby absolutnie pewien, że trzeba było wybierać? W tym sensie, że nie można było robić i jednego i drugiego?”

    Ja przecież napisałem, że można było wybrać prawicowy albo lewicowy albo miks. Można było wybrać cokolwiek.

    Ja nie znam tych ludzi osobiście więc nie wiem co Rostowskiemu siedziało w głowie, po czynach uznaje że był bliżej zachodu niż Balcer ale czy on emocjonalnie, po traumie GFC (dziś tego już nikt nie pamięta), był gotów cos zmienić to nie wiem. Pewnie nie. No i był problem, że Kopacz miała zerowe kwalifikacje liderskie co w połączeniu z Sową (taki czarny łabędź PO) powodowało ich całkowity paraliż ale nawet oni zaczęli proponować zmiany systemu podatkowego w kierunku lepszej progresji ale było to b mętne.

    Moja subiektywna ocena ich ówczesnego midnsetu jest taka, że oni nie chcieli iść w libertariański model bonów bo rozumieli, że to jest ślepa uliczka w naszych warunkach braków ale nie mieli pomysłu jak w kartonowym państwie zrobić systemowe reformy (bo to nie był i nadal nie jest problem tylko kasowy). Przecież atomówka w PL nie powstała (a zaczęli za Tuska) nie dlatego, że nie ma kasy a dlatego, że to trudne. Generalnie zwrócicie uwagę, że w ostatnich 20 latach w PL udały się głównie projekty które albo były inicjowane i nadzorowane przez UE albo też narzucane przez zagranicę (Euro2012).

  198. @Junoxe:

    „A ja stawiam tezę, że ten wzrost pracujących o kilka milionów to efekt 500+. I co mi zrobisz?”

    Wskaże, że trwał on już za późnego Tuska i trwa nadal. Jest kilka momentów przełomowych, kiedy skoki były gwałtowne, ale nie są związane ani z wojną, ani z 800+, ani z wyborami.

    Od wprowadzenia 500+ do pandemii rosło sobie powoli z 16 182 tys. (IV 2016) do niespełna 16 700 tysięcy w okresie tuż prze dwybuchem pandemii – jakieś pół miliona, no dużo. Ale skok z roku 2021 to ponad 750 tysięcy (1 grudnia 2020 – 16 555 ty.; 1 lipca 2021 – 17 332 tys.). I ta ostatnia liczba utrzymuje się do dzisiaj.

    Z tym, że proces wzrostu zaczął się już w okolicy 2013 roku, gdzie startowaliśmy z okolic 15 293 tysięcy (1 marca 2013) by jeszcze za późnego Tuska powstał kolejny milion miejsc pracy.

    I te wzrosty zależą raczej od czynników zewnętrznych.

    @Obywatel:

    ” Albo inaczej – można było wybrać lewicowo (system, infrastruktura społeczna, mieszkania, transport o jakim piszecie) albo prawicowo (bony) albo miks obu. Każdy z tych modeli ma inny efekt społeczny czy ekonomiczny (Pekab może rosnąc nawet jak są nierówności czy bieda patrz USA) ale też ma inny efekt behawioralny-polityczno-wyborczy (prawicowy ma większy niż lewicowy jak widać czy to po wynikach wyborów czy po Waszych komentarzach)”

    Z tym, że brak systemów lub systemy niesprawne poskutkują tym, co widzimy obecnie: owszem, Jaś, Małgosia i Krysia zobaczyli po raz pierwszy morze (ale nie wyjadą na studia jak dorosną, bo mobilność społeczna klęknie, a i lokalna szkoła nie do końca ma ambicje przygotować uczniów do matury), Kamilek nie zobaczy bo ustawy Kamilka nie ma kto wdrożyć i go zabiją w tak zwanym międzyczasie niezależnie od spływających świadczeń.

    A dzieci różnych Marcelich, Sandr i innych młodych dwudziestoletnich nie będzie w ogóle, gdyż najefektowniejszym owocem ostatnich ośmiu lat jest utrwalenie się niskiego współczynnika dzietności (za 2022: 1,26 i wyrównuje to do kryzysowych 1,28 z roku 2013, zaś szczytowy z ostatniej dekady to 1,48 z 2017).

  199. @WO

    „U nas pierwszym black swanem mogą być wybory prezydenckie.”

    Pewnie ma Pan rację. Ale moim zdaniem my jesteśmy raczej biorcami wydarzeń z zewnątrz. Ostatnie 8 lat wyleczyło mnie finalnie z nadziei na zdolność do kreatywnego reagowania naszych elit ale i też wyborców na wydarzenia i dostosowanie działań do okoliczności z wyprzedzeniem (choćby temat energetyki czy zdrowia). Ważna uwaga: ja nie krytykuje tej postawy bo ją rozumiem, ba sam ją mam, też chce mieć wakacje, kasę i święty spokój dziś a nie stresować się tym co będzie jutro. Po tych 300 latach naszej historii to się nam to po prostu należy. Nasze złote lata 60 czy 70.

    Stąd ja czekam na: wybory w USA (one też ustawią nasze wybory) i skutki dla geopolityki ale też gospodarki (problem zadłużenia w USA – przecież gdyby nie GFC to Tusku byłby w innej sytuacji bo miała się zacząć złota dekada a tu klops. A dziś montuje się drugi GFC w USA wg niektórych), Ukrainę (wynik wojny ale też konsekwencje ich wejścia do UE dla PL gospodarki/rolnictwa czy funduszy z UE), Bliski Wschód (uchodźcy) i – hasłowo – Chiny. No i zagrożenie klimatyczne (Zielony Ład itd) dla naszego (polskiego) modelu gospodarczo-społecznego (btw jeśli cokolwiek pojedynczo będzie w PL tym black swanem to ten temat – to będzie masakra społeczno-polityczna w PL wydaniu, z realnymi konsekwencjami przy urnie wyborczej). W tym ujęciu wyniki wyborów będą tylko konsekwencją tych amerykańskich czy azjatyckich motyli…

  200. „oni zaczęli proponować zmiany systemu podatkowego w kierunku lepszej progresji”

    Tylko że to była progresja „dla frajerów”, tak aby przypadkiem nie skaleczyć kolegów z małego i średniego biznesu. Czyli jak zwykle koszty utrzymania państwa spoczywałyby na tej większości z lewej części wykresu rozkładu dochodów, może z delikatnym rozszerzeniem w prawo. Ta skala również nie hamowałaby pompowania dochodów właścicieli biznesów kosztem inwestycji w nie lub/i w pracowników.

  201. @Michał Maleski

    Uchylam się od odpowiedzialności za konsekwencje 🙂 Nie jestem psychologiem czy socjologiem i nie wiem skąd wynika np brak świadomości w narodzie linku między systemem zdrowia, podatkami, bonami gotówkowymi dla każdego a 200k ekstra zgonów w covid i kolejkami do lekarzy. Czy też kwestia tej demografii. Amerykanie też są dosyć, w swej masie, zrelaksowani spadającą średnią długością życia czy tysiącami zgonów z powodu opioidów albo rosnącą bezdomnością.

  202. @aldek
    „co straszliwego zostało po tej rzekomej dyktaturze Kaczora? Ano niewiele”

    1. Przekonanie młodych kobiet, że jak będzie coś nie tak z ciążą, to umrą w męczarniach. (Co musi przynieść długofalowe skutki demograficzne).

    2. Spowszednienie użycia siły/organów ścigania przeciw protestującym na zasadzie kaprysu władzy.

    3. Tsunami pieniędzy dla cwaniaczków i kombinatorów (wliczając znaną organizację od molestowania dzieci).

    4. Rozpieprz usług publicznych. Rozbiórka Służby Cywilnej. I mediów publicznych też.

    5. Pogorszenie naszej wiarygodności w oczach sojuszników akcjami typu wejście ludzi Misiewicza do Centrum Eksperckirgo Kontrwywiadu NATO. Przestawienie służb na działanie przeciw opozycji zamiast wykonywania normalnych zadań.

    Itd. To wszystko będzie nas bolało jeszcze długo.

  203. @powrót PiS-u

    Powrót PiS-u jest niestety nieuchronny, albo jakiejś innej lokalnej wersji globalnej populistycznej prawicy. Przez jakiś miesiąc albo dwa po wyborach jeszcze nie było wiadomo, ale teraz już widać, że liberałowie niczego się od 1992 r. nie nauczyli: ciągle są niedotrzymane obietnice modernizacji i jebanie biedy. Przy założeniu że nie będzie radykalnych zmian typu sandersowcy dochodzący do władzy w USA albo presja Rosji skutkująca gwałtownym przyspieszeniem integracji europejskiej, The Wiatr Historii wieje prawicowym populistom w żagle

  204. > szkoła nie do końca ma ambicje przygotować uczniów do matury

    Maturę w Polsce standaryzuje się kurwingiem więc w kohorta jest docelowo dzielona centylowo zawsze tak samo. Co ciekawe CKE nie została przejęta – nie było potrzeby. Dyrektor powołany za Tuska opisywał pracę jako „Edukacyjny i pomiarowy ‘Miś’”, a okazał się to być po prostu jego program rozwoju. Prof. Czarnek i dr Smolik są z tej samej sadzy. Za ograniczanie dostępu do studiów jednak najbardziej odpowiada inny reformator Tuska – Gowin.

  205. @jgl

    E tam. Jest de facto czysta kontynuacja od kobiet po 800+ minus Ziobro. Prawica w stylu LePen wróci z powodu klimatu czy Make Poland Great Again chyba ze się dokona wolta jaką masz teraz przed wyborami w PE że to mainstream z EPP zaczyna mówić językiem Le Pen czy Meloni (to EPP teraz hamuje zielony ład z Tuskiem na czele po protestach rolniczych) plus „nasza wielka armia z samolotem Husarz” dopalone ofiarą dla kultu cargo czyli CPK. Sandersowcy i w USA i u nas nie mają i nie mieli chyba szans bo ludzie inaczej już teraz definiują modernizację niż, mam wrażenie, sugerujesz (IMHO ofc)

  206. @Obywatel
    Ale w czym się ze mną nie zgadzasz, bo mam wrażenie że napisałeś że nie mam racji, po czym we wszystkim się zgodziłeś.

  207. @bardzozly

    „1. Przekonanie młodych kobiet, że jak będzie coś nie tak z ciążą, to umrą w męczarniach. (Co musi przynieść długofalowe skutki demograficzne).

    2. Spowszednienie użycia siły/organów ścigania przeciw protestującym na zasadzie kaprysu władzy.

    3. Tsunami pieniędzy dla cwaniaczków i kombinatorów (wliczając znaną organizację od molestowania dzieci).

    4. Rozpieprz usług publicznych. Rozbiórka Służby Cywilnej. I mediów publicznych też.

    5. Pogorszenie naszej wiarygodności w oczach sojuszników akcjami typu wejście ludzi Misiewicza do Centrum Eksperckirgo Kontrwywiadu NATO. Przestawienie służb na działanie przeciw opozycji zamiast wykonywania normalnych zadań.

    Itd. To wszystko będzie nas bolało jeszcze długo.”

    Będzie bolało szczególnie że póki co niewiele się w tych wszystkich sprawach zmieniło. Obecny rząd to full kontynuacja plus pół kilo lukru na osłodę. Słyszał ktoś o wskrzeszeniu służby publicznej? Konkursów na jakiekolwiek stanowisko? Sprawdzeniu kwalifikacji pisowskich nominatów na te wszystkie tysiące stanowisk? Myślałem że już nic mnie nie zdziwi a ostatnio w stołku w artykule o instytucie psychiatrii było że jego dyrektorem do spraw finansów i rozwoju jest ulubiony generał Macierewicza (wyrzucony z wojskowego szpitala za niekompetencję) a szefową grupy do przeciwdziałania samobójstwom psiapsiółka Beaty Szydło z Brzeszczy bez wykształcenia medycznego za to z dwoma innymi etatami więc tu się w ogóle nie pojawia. I nic się w takich sprawach nawet nie zaczyna dziać.

  208. @jgl
    „sandersowcy dochodzący do władzy w USA”

    Oby nie, bo o ile sam Sanders jest generalnie w porządku, to w ostatnich latach okazało się bardzo wyraźnie jak wiele osób z jego otoczenia, zwłaszcza tych z okolic DSA to prorosyjskie onuce i inne czołgi. Niestety rzeczywiście lewicowych gospodarczo polityków niebędących kampistami jest w USA bardzo mało.

  209. Rostowski realizował keynesowską politykę w pierwszej kadencji (i dzięki temu Polska pozostała zieloną wyspą) i balcerowiczowską w drugiej. Oczywiście w grę wchodziły różne czynniki, np. unijna procedura nadmiernego deficytu, która wtedy była traktowana poważniej niż teraz. Tym niemniej zacieśnienie fiskalne mocno się przyczyniło do minirecesji roku 2013, a ta – do wyjścia PiS na czoło sondaży. Co więcej, to nie było zaskoczeniem dla wielu przytomnych ludzi. Słynna rozmowa Belki z Sienkiewiczem jest przecież głównie o Rostowskim i tym, że jego polityka prowadzi do katastrofy, czytaj rządów PiS.

    (Oczywiście do tej katastrofy nie musiało dojść, bo w 2014-15 mieliśmy całą serię czarnych łabędzi, ale ostatnim z nich była kampania prezydencka, z efektem znanym).

  210. Pojawił się kolejny męczennik – Jacek Kurski cierpiący w Banku Światowym w Waszyngtonie.
    Na portalu *gazeta.pl* wyczytałem takie płacze:

    „Porządna bagietka w Stanach Zjednoczonych kosztuje 3 dol. i 89 centów. Butelka Coca-Coli, nawet malutka, półlitrowa to 2,5 dol. Wino do obiadu kosztuje dwadzieścia kilka dolarów. Metro, którym jeździłem do pracy, kosztowało z mojej stacji 5 dol. i 20 centów w jedną stronę, czyli 10 dol.
    – wyliczał Jacek Kurski.”

    To wszystko jest nieścisłe. O bagietkach w Waszyngtonie nie wiem nic, ale jak kogo nie stać, to banany są po 60 centów, czyli 6 kilo zamiast jednej.
    W Lidlu w Waszyngtonie Coca-cola kosztuje tyle co w Warszawie (2 l za $2.68) wiec bez przesady, że taka droga.
    Nie znam się na winach, ale chyba w warszawskich restauracjach „wino do obiadu” też nie jest tanie? A w tymże Lidlu butelka zaczyna się od $8.
    Może dla pracownika BŚ nie honor kupować w Lidlu?
    No i nasz cierpiący za Ojczyznę musiał mieszkać strasznie daleko od pracy – przejazd metrem z lotniska Dulles do centrum to około $2 a jemu wyszło $5.20. Poza tym Waszyngton oferuje bilety tygodniowe i zapewne też miesięczne.

  211. @aldek
    „co straszliwego zostało po tej rzekomej dyktaturze Kaczora? Ano niewiele”
    Nie rozumiem tego kpiącego tonu, dyktaturę poznajemy nie po obozach pracy dla opozycji, tylko po woluntaryzmie Ojca Narodu i jego przydupasów oraz ich bezkarności. W tym momencie 1/4 wszystkich polskich sędziów ma statów pozwalający na podważanie wydanych przez nich wyroków – włącznie z dużą częścią Sądu Najwyższego, Trybunał Stanu jest bezzębny, bo pani Manowska se wzięłą i napisała nowy regulamin, wg którego ona o wszystkim decyduje, nie ma kontroli konstutycyjnej stanowionego w Polsce prawa… mało?
    Ponadto polska energetyka jest w głębokiej d.., ponieważ przez cay czas rządów prawicy zwalczano źródła odnawialne (wiatraki) a te, które tolerowano (fotowoltaika), nie mogą stabilizować sieci, bo jej nie rozbudowano. W zamian wyrzucono w piach pod Ostrołęką 1,2mld PLN – i jeszcze setki milionów w Bogatynię, bo Polska kocha węgiel brunatny niemal tak, jak USA swoje AR-15.

    @Autostrady i tak by powstały
    Przekonanie, że autostrady PiS i tak by zbudował, jest obezwładniająco naiwne. Pieniądze nie wystarczą, trzeba umieć zorganizować proces inwestycyjny od projektu, przez finansowanie, po pozwolenia i nadzór nad inwestycją. Pisowcy tego nie potrafią, dlatego jedyne, co zbudowali, to przekop Mierzei, oczywiście dwa razy drożej niż planowano. Oh wait, toto jest tak płytkie, że do niczego się nie nadaje.
    CPK, którym częśc lewicy z jakiegoś powodu tak się zachwyca, po sześciu latach przygotowań nie ma gotowego projektu ani lotniska, ani linii kolejowych. Ale 3mld (nie licząc świeżo zaciągniętych zobowiązań typu 850mln na projekt u Fostera) i tak udało się wydać, z dużym udziałem krewnych i znajomych królika oraz lokalnych proboszczów. Szkoda też lasu wyciętego pod niedoszłą fabrykę Izery.

    @izbkp „Rząd dał 500+ -> beneficjenci wydali na lokalnym ryneczku -> lokalne firmy miały z czego inwestować w nowe miejsca pracy -> nowi pracownicy zaczęli konsumować to co zarobili -> wydając na lokalnym ryneczku etc. W tym nie ma nic nienormalnego.”
    Beneficjenci wydali w Lidlu, Żabce, Biedronce i Dino.

  212. @sheik: generalnie jest wygodnie zwalać winę za sytuację w energetyce na PiS i jasne – wszyscy płacimy za fobię Anny Donny Kichoty Zalewskiej. Tylko to mocne uproszczenie rzeczywistości jest. Blok w Ostrołęce miał być _kolejną_ inwestycją w bloki węglowe – poprzednie (bloki w Opolu, Kozienicach, Turowie i Jaworznie) zostały podjęte przez rząd Tuska w latach 2011-14, gdy jednocześnie program energetyki jądrowej został odłożony na półkę.

    Bardzo bym chciał przeczytać w spisanych kiedyś pamiętnikach Tuska o motywach tamtych decyzji (górnicy? lobby antyatomowe po Fukushimie?), w każdym razie są one kluczowe dla dzisiejszego kształtu polskiej energetyki.

  213. @sheik

    „CPK, którym częśc lewicy z jakiegoś powodu tak się zachwyca, po sześciu latach przygotowań nie ma gotowego projektu ani lotniska, ani linii kolejowych.”

    Ja np. się szczególnie nie zachwycam, ale prostu boję się, że bez tego to żadnych większych inwestycji w kolej w ogóle nie będzie, więc niech choćby kosztem niepotrzebnego lotniska.

  214. @CPK
    1. Popieranie pomysłu CPK nie jest popieraniem jego pisowskiej (nie)realizacji
    2. Najbardziej mnie dziwi że tyle ludzi ma tak silne zdanie w sprawie lotniska; ludzie gdzie wy tak latacie że wam zależy??

  215. @sheik:

    „Beneficjenci wydali w Lidlu, Żabce, Biedronce i Dino.”

    Beneficjenci wydali różnie, od rat kredytów hipotecznych (poszybowały w górę) po korepetycje i tutorów (edukacja klękła), ale to że Niemiec dostanie papierka, a Polacy obrobią cały proces (posianie pomidora, zerwanie pomidora, dostawę pomidora, wyłożenie pomidora, nabicie pomidora na kasę, zjedzenie pomidora) to akurat dobrze. Jest pomidor? Jest. Praca była? Była. Papier w jakiejś części wyjechał? Wyjechał, ale to najmniej ważne.

    ” W tym momencie 1/4 wszystkich polskich sędziów ma statów pozwalający na podważanie wydanych przez nich wyroków – włącznie z dużą częścią Sądu Najwyższego, Trybunał Stanu jest bezzębny, bo pani Manowska se wzięłą i napisała nowy regulamin, wg którego ona o wszystkim decyduje, nie ma kontroli konstutycyjnej stanowionego w Polsce prawa… mało?”

    Dług. Obecnie kawał parapublicznego długu to jakieś PFR, fundusze w BGK i bóg wie co. Na dobrą sprawę nie da się łatwo odpowiedzieć ani ile, ani komu pieniędzy wisimy. Część to chyba wisimy sami sobie, gdyż różne fundusze parapaństwowe brały obligacje od innych funduszy parapanśtwowych. Ile wypłynęło do kieszeni mocno nieciekawych nie wiemy, ale z samego Funduszu Sprawiedliwości popłynęły miliardy.

    Niewiele też brakowało do zaorania autonomii uczelni publicznych. Przy tworzeniu Uniwersytetu Kaliskiego dosyć odważnie sobie poczyniano z pomysłem, że można by sobie oderwać kaliski wydział UAM bez patrzenia co o tym sądzi sam UAM. W ogóle przy okazji uczelni był trochę vibe lat sześćdziesiątych, czyli potworzenia przeciwwag dla nieprzyjaznych uniwersytetów poprzez tworzenie własnych – tyle, że za PRL tworzono od zera WSP-y i WSR-y często tam, gdzie nie było żadnej uczelni, a w erze COVID-u zmieniano szyldy istniejących uczelni małych z dosyć brawurową praktyką tworzenia na nich a to prawa, a to kierunku lekarskiego, a to co tam jest uważane za prestiżowe. Zaplecza materialno-kadrowe budowano następczo.

    No i wiadomo, żeby ocenić co zostało po czasach niedawno minionych to trzeba to przeżyć – nie każdemu się udało, a i inne zwyczajnie obrzydliwe kamyczki też poleciały (o, z takich naruszających kwestie smaku – słynne ułaskawienie pedofila z zakazu zbliżania się, gdyż z przyczyn ekonomicznych gospodarstwo domowe jego żony i córki nie radziło sobie finansowo bez oprawcy).

  216. @sheik
    „dyktaturę poznajemy nie po obozach pracy dla opozycji, tylko po woluntaryzmie Ojca Narodu i jego przydupasów oraz ich bezkarności”

    Fajna ta definicja, jak rozciągnięta gumka od majtasów. Sheiku, proszę o litość dla czytających komentarze. 😉

  217. @airborell
    „Bardzo bym chciał przeczytać w spisanych kiedyś pamiętnikach Tuska o motywach tamtych decyzji (górnicy? lobby antyatomowe po Fukushimie?), w każdym razie są one kluczowe dla dzisiejszego kształtu polskiej energetyki.”

    To jest akurat bardzo proste. Po Fukushimie Niemcy zaczęli skutecznie wygaszać własną energetykę jądrową i naciskać sąsiadów na co najmniej nierozbudowywanie własnej. A Tusk Angeli słuchał jak wyroczni.

  218. @Fukushima

    Bardzo bym chciał poczytać pamiętniki agentów wpływu od antyatomowej histerii, ale takie typy (i typki, i agenci niebinarni) nie realizują się pamiętnikarsko.

  219. > Na dobrą sprawę nie da się łatwo odpowiedzieć ani ile, ani komu pieniędzy wisimy.

    Nowy rząd już opublikował białą księgę. Być może przedwcześnie. Bo jeśli to wszystko co znaleźli to jest świetnie.

  220. @dziedzictwo PiS-u
    To przede wszystkim obniżka standardów demokratycznych i akceptacja tego w tym co jeszcze zostało z debaty publicznej. Oczywiście może PO to naprawi, a może nie, a może naprawi część; naprawianie też w dużej części deb. pub. jest określane jako „robienie tego samego co PiS”, bo wiąże się przecież z wywalaniem osób pisowskich ze stanowisk (a że stanowiska zostały obsadzone nielegalnie, to w deb. pub. za skomplikowana koncepcja) i zastępowaniem ich osobami platformianymi (i znów: że są to osoby powoływane legalnie, to zbyt skomplikowana koncepcja dla dużej części deb. pub.); tak czy inaczej kiedy PiS wróci do władzy, to będzie tak samo niszczyć instytucje jak w 2015-2023, tylko szybciej i bardziej na rympał, a w resztkach debaty publicznej będzie to rozumiane już jako standardowa praktyka po zmianie władzy.

  221. @jgl
    „To przede wszystkim obniżka standardów demokratycznych i akceptacja tego w tym co jeszcze zostało z debaty publicznej. Oczywiście może PO to naprawi, a może nie, a może naprawi część; naprawianie też w dużej części deb. pub. jest określane jako „robienie tego samego co PiS”, bo wiąże się przecież z wywalaniem osób pisowskich ze stanowisk (a że stanowiska zostały obsadzone nielegalnie, to w deb. pub. za skomplikowana koncepcja) i zastępowaniem ich osobami platformianymi (i znów: że są to osoby powoływane legalnie, to zbyt skomplikowana koncepcja dla dużej części deb. pub.); tak czy inaczej kiedy PiS wróci do władzy, to będzie tak samo niszczyć instytucje jak w 2015-2023, tylko szybciej i bardziej na rympał, a w resztkach debaty publicznej będzie to rozumiane już jako standardowa praktyka po zmianie władzy.”

    I nikt tego nie zmieni bo WSZYSTKIE partie w Polsce to w mniejszym lub większym stopniu biura pośrednictwa pracy. Tak, Razem również, przynajmniej w oczekiwaniach ich niektórych szeregowych członków (czego bym nie pisał gdybym na własne uszy nie słyszał). Jedyny który (pewnie rytualnie) próbował z tym ostatnio walczyć to Hołownia, nie wiem czy cokolwiek zdziałał bo nie śledzę polityki aź tak ściśle, ale podejrzewam że mu szybko partyjni koledzy to wyperswadowali, w końcu PL2050 to w większości goście, zapewne nie bez powodu, wyrzuceni wcześniej z platformy.

  222. @embercadero

    „Jedyny który (pewnie rytualnie) próbował z tym ostatnio walczyć to Hołownia”

    Rytualnie to walczy każda nowa partia. Te same szeregowe razemki w 2015 czy nawet 2019 pewnie też walczyły.

  223. @cowboytomash:
    „To jest akurat bardzo proste. Po Fukushimie Niemcy zaczęli skutecznie wygaszać własną energetykę jądrową i naciskać sąsiadów na co najmniej nierozbudowywanie własnej. A Tusk Angeli słuchał jak wyroczni.”

    No właśnie chciałbym przeczytać, czy tak było naprawdę (bo że takie naciski były, to jest dla mnie niemal pewne).

    # biuro pośrednictwa pracy

    Generalnie robienie partii po godzinach jest możliwe, kiedy się nie ma rodziny albo angażującej pracy. W pozostałych przypadkach jest możliwe tylko na krótką metę.

  224. @ausir
    Ależ zupełnie nie chodzi tu o „robienie partii po godzinach” (bo z tym się zgadzam), tylko o oczekiwania członków partii ze nagrodą za członkostwo i pracę w kampaniach będą posady np w ministerstwach, państwowych spółkach itp. Te oczekiwania istnieją wśród członków wszystkich znanych mi partii, również Razem.

  225. @embercadero

    Różnica jest że można robić TKM na legalu, a można to robić nielegalnie i PiS robił to nielegalnie, i za następnym razem będzie robić jeszcze nielegalniej.

  226. @jgl
    Póki nie ma obowiązku konkursu a przynajmniej jakiegoś publicznego katalogu kwalifikacji niezbędnych by zajmować dane stanowisko i które kandydat musi spełniać to różnica legalne/nielegalne jest szminkowaniem przysłowiowej świni. Ta psiapsiółka Beaty co ma zapobiegać samobójstwom jest tam legalnie czy nie? Sądzę że legalnie. Nie o legalność tu chodzi tylko o przyzwoitość.

  227. Inaczej: legalność w tej sprawie nie jest dla mnie warunkiem wystarczającym.

  228. Właśnie o taką postawę mi chodzi, kiedy mówię że ogłupiałe resztki debaty publicznej będą ignorować to kluczowe rozróżnienie.

  229. Ja tam od zawsze uważałem, że inna polityka nie jest możliwa, szczególnie jeśli ma ona polegać na tym, że możesz kopać piłkę tylko lewą nogą, gdy wszyscy inni mogą zagrywać ją rękami.

  230. @ ausir

    Ale to w sumie zawsze było prawie pewne, że z CPK będzie tylko lotnisko (o ile cokolwiek) a nie kolei bo koszty, brak kompetencji i opór społeczny przy okazji budowania tych szprych, w tej imperialnej formie w jakiej to sobie wymślili wszystko skutecznie zabije. Dla mnie to jest kolejna smutna zagrywka „jak władza udaje, że chce kolei”.

    Gdyby powiedzieli, że wybudują tylko jakąś super szybką kolejkę dojazdową Waw Zachodnia – Baranów w stylu mini-TGV (albo niech już będzie maglev) to bym im jeszcze może uwierzył, że mierzą siły na zamiary i umieją balansować między kultem cargo, „teraz to pokażemy światu, że im czapki spadną” i realiami budowy projektów kolejowych w PL po 1989 a tak to odrazu było widać, że to ściema i oszustwo.

    Ja liczę na to, że UE nas zmusi do tego aby „zwykłe” linie jednak w końcu pomodernizować pod karą finansową plus na realne wdrożenie konkurencji z Czech czy Niemiec

  231. @ airborell

    Panowie naprawdę wierzą, że po tym jak już niby (uwaga żart) PO zmontowało ekipę ekspertów od atomu, wybrało dostawcę, pozyskało zgody i miało finansowanie i parę tysięcy doświadczonych ludzi stało na placu budowy nagle – pod wpływem Angeli – wszystko odwołało na jeden telefon?

    Czy też może chwile po kryzysie finansowym, po przejrzeniu problemów jakie mieli finowie, anglicy czy francuzi (ostatnio otworzyli elektrownie 12 lat po terminie zdaje się i ze 2 razy drożej niż planowali) ze swoimi atomówkami i kwerendzie stanu kadr i know-how w dziedzinie atomu w PL uznali, że im ta Fukushima spadła z nieba bo maks tego co organizacyjnie byli w stanie podołać to blok węglowy albo gazowy (gazowy lepszy bo prostszy i tańszy ale górnicy….)? W sytuacji kiedy nawet przebudowa sieci elektroenergetycznych przerasta naszych decydentów od 20 lat to co tu mówić o atomie. A jak się doda do tego, że u nas nie można wybrać tych co umieją budować dużo, tanio i w terminie (Korea) bo politycznie możemy wybrać tylko tych co prawie nie budują a jak już to drogo i po terminie (USA) to o czym mowa….

  232. „…ale to że Niemiec dostanie papierka, a Polacy obrobią cały proces (posianie pomidora, zerwanie pomidora, dostawę pomidora, wyłożenie pomidora, nabicie pomidora na kasę, zjedzenie pomidora) to akurat dobrze.”

    Fun fact: największy potentat szklarniowy w moim województwie sprowadza do pracy ludzi z Indonezji, a na kasie w markecie widziałam ostatnio Zimbabwejkę.

  233. > im ta Fukushima spadła z nieba

    Ciekawe bo w 2011 powołano spółkę PGE Energia Jądrowa, która zawarła zerwany później kontrakt z jakąś Wooly Person, a tak w ogóle spowodowała wydanie miliarda złotych wg kontroli NIK za czasów Kwiatkowskiego, byłego ministra Tuska. Cały postęp od tego czasu to 20 tyś. stron raportu środowiskowego i wydana decyzja lokalizacyjna.

    CPK już jakieś papiery ma. Audytu zewnętrznego pewnie już się nie doczekamy. Po wyborcach była mowa że wydano 5 mld, w lutym podczas rady gabinetowej Tusk wspomniał o 2.7 mld, a wczoraj w Sejmie na wniosek Lewicy „w sprawie informacji o zakończonych audytach wewnętrznych w spółce Centralny Port Komunikacyjny” Lasek powiedział, że wydano 1.23 mld.

  234. @cowboy „To jest akurat bardzo proste. Po Fukushimie Niemcy zaczęli skutecznie wygaszać własną energetykę jądrową i naciskać sąsiadów”
    Ale masz na to jakieś papiery, czy tylko Głębokie Przekonanie?

    @airborell „gdy jednocześnie program energetyki jądrowej został odłożony na półkę.”
    Tylko jest ten niewielki problem, że – w ostatnich latach – jakoś bardzo trudno jest zbudować elektrowię atomową. Wszystkie europejskie katastrofalnie przekraczają terminy i budżet, te dwa nowe amerykańskie bloki Westinghouse w Georgii też kosztowały dwa razy więcej względem kosztorysu i powstawały ca. 15 lat. Atom można sobie planować jako coś, co ma być za 10 lat ale faktycznie będzie za 15-20, w międzyczasie trzeba brać prąd skądinąd.
    Przypomnę może smakowity wywiad z M.Bando, raptem sprzed kilku tygodni:
    „- Czesi, mający większe doświadczenie z energetyką jądrową, także planują budowę nowej elektrowni, ale odrzucili w przetargu ofertę Westinghouse’a. Dlaczego?
    – Czesi oczekiwali oferty z jasno określoną ceną i terminem wykonania. Amerykanie na tym etapie tego nie zadeklarowali, dlatego czeski rząd uznał, że propozycja amerykańskich firm Westinghouse i Bechtel nie spełniła formalnych warunków przetargu.

    – A w polskim przetargu nie było takich warunków?
    – U nas nie było przetargu, a wyboru amerykańskiej technologii dokonał bezpośrednio rząd.”
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/2249211,1,atom-w-dom-ale-tanio-sie-nie-da-ile-zaplacimy-za-pierwsza-elektrownie-atomowa.read

    @ergonauta „Fajna ta definicja, jak rozciągnięta gumka od majtasów.”
    To warunek konieczny a nie wystarczający. Jeśli cała machina państwowa rzuca się do przygotowywania „wyborów”, organizowanych poza wszelkim trybem przez przypadkową organizację (łaskawcy, wzięli Pocztę a mogli choćby OSM Krasnystaw), bo jeden pan tak zechciał, to owszem, mamy dyktaturę, Mogę się zgodzić, że polskim zwyczajem to góra 0,7 Prawdziwej Dyktatury, ale i tak kopie.

    @pilcrow „CPK już jakieś papiery ma.”
    Takie jak fabryka Izery, czyli zero konkretów. Jest, nie wiem, projekt budowlany? Jesienią 2023 Foster zaprezentował Ostateczną Koncepcję lotniska, czyli kolejną porcję wizualizacji z któtrych nic nie wynika.

  235. > wyboru amerykańskiej technologii dokonał bezpośrednio rząd

    A był to rząd Trumpa.

    Historia trolluje lepiej niż <a href="https://next.gazeta.pl/next/7,151003,30941511,roman-giertych-dokopal-sie-do-map-z-takdlacpk-i-sie-zaczelo.html"Giertych… WorleyParsons (spółka energetyki… chemicznej) okazał się mieć konflikt interesów z Polską chodząc na pasku Rosji, o czym informowała ABW. W 2021 kiedy rząd nacjonalizował spółkę wciąż nie potrafiono odpowiedzieć w interpelacji ile stracono na tym kontrakcie. Zaraz potem w 2 lata przygotowano dokumentację i mamy lokalizację co pozwoliło zawrzeć umowy na projekt. Za opóźnienia odpowiada więc głównie PiS, że przez 6 lat tej spółki nie znacjonalizował.

    A zrobił to wypełniając umowę podarowaną przez administrację Trumpa https://www.state.gov/poland-21-224

    Ofertę sporządzoną na podstawie tej umowy przyjęto bez przetargu https://www.gov.pl/web/polski-atom/uchwala-rzadu-o-wyborze-usa-do-pierwszej-polskiej-elektrowni-jadrowej

    Zupełnie jak w Chinach, gdzie te AP1000 jednak wybudowano. Co prawda teraz nazywają się CAP1000. W Polsce też to się pewnie skończy na PAP1000.

    Bo każda elektrownia wychodzi inna – i to jest tajemnica tych kosztów i opóźnień. Koreańczycy budują seryjnie tę samą konstrukcję, jak nie przymierzając Rosjanie. Spektakularne opóźnienia natomiast są to budowy przez rozpoznanie bojem – ledwie według projektu – bo każdy chce mieć swój. Szczególnie „European Pressurised Reactor”. Hinkley Point C zużywa 30% więcej stali niż w projekcie, natomiast budowa drugiego reaktora już jest spektakularnie tańsza, a spawanie trwa cztery razy szybciej.

  236. Nie jestem taki dobry jak koledzy w wyszukiwaniu linek ale pamiętam że czytałem swego czasu jakąś dobrą przekrojówkę o firmach Westinghouse i Bechtel i generalnie włos się jeźył i żaden uczciwy polityk nie powinien chcieć mieć z takimi ludźmi nic do czynienia. Ale dla pisu było istotne że są to instytucje bardzo dobrze zbratane z zapleczem finansowym partii republikańskiej w USA. W końcu przecież nikomu nie chodziło o to by tą elektrownie naprawdę kiedyś wybudować (tak samo jak z CPK).

    A Tusk, jak to Tusk, mogąc coś zrobić i nic nie zrobić z pewnością nic nie zrobi. Pogada sobie i zrobi groźną minę. Jak widać z wyniku wyborów to wystarcza

  237. No ja się obawiam że tym razem właśnie nie wystarczy.

    Zwłaszcza że naprawdę jesteśmy pod ścianą.

  238. @embercadero „Póki nie ma obowiązku konkursu a przynajmniej jakiegoś publicznego katalogu kwalifikacji niezbędnych by zajmować dane stanowisko i które kandydat musi spełniać to różnica legalne/nielegalne jest szminkowaniem przysłowiowej świni.”
    Dla członków rad nadzorczych przecież są wymogi, co skończyło się ofertą Collegium Tumanum i paru innych misiów. A publiczny katalog kwalifikacji, jakkolwiek go sobie wyobrażasz, będzie czymś w rodzaju przetargowych wymogów „żeby dostać kontrakt na szpital, musisz wykazać budowę co najmniej dwóch podobnych szpitali w ciągu ostatnich pięciu lat”

    @jgl „Popieranie pomysłu CPK nie jest popieraniem jego pisowskiej (nie)realizacji”
    Czyli popierasz uogólniony koncept budowania Wielkiego Lotniska w Środku Niczego? Why?

  239. > przekrojówkę o firmach Westinghouse i Bechtel i generalnie włos się jeźył i żaden uczciwy

    Westinghouse oczywiście był zbankrutował, za to teraz otworzył biuro w Krakowie gdzie zatrudnia głównie polonistów. To typowa korporacja – wheikuł finansowy z szafką odziedziczonych dokumentów.

    Wykonawcą EPR jest niby EdF, ale tak samo na wzór i podobieństwo zgodnie z trensami finansjalizacji skonstruowano jakąś przedziwną spółkę Areva.

    Koreańczycy zaś przyłapali się na kłamstwach. Odkryto tysiące sfałszowanych dokumentów i podrobionych części. Na ławie oskarżonych zasiadła kadra kierownicza.

    W Korei jest też wytresowana siła robocza. Serial Czarnobyl przypomina, że lokalna kultura pracy bywa odzwierciedlona w projeckie. Filmy z Bondem żartowały sobie ze wzrostu i karności Koreańczyków których villani sprowadzali do obsługi swoich pieczar. Czy na pewno tak łatwo postawić projekt koreański, czy też po modyfikacjach okaże się polsko-koreański i już nie taki tani – mamy przekonać się w Pątnowie. Też bez przetargu za to z Solorzem w zarządzie. Decyzję wydano w rekordowe 13 miesięcy i to w czasie gdy Westinghouse wytoczył koreańczykom proces o kradzież własności intelektualnej.

  240. @sheik:

    „Dla członków rad nadzorczych przecież są wymogi, co skończyło się ofertą Collegium Tumanum i paru innych misiów.”

    Ponieważ te wymogi są objęte masa wyjątków. MA się egzamin na członka rad nadzorczych, ale zwalnia z niego szereg rzeczy, z MBA na czele. Pytanie czy MBA z CH było MBA w rozumieniu ustawy to już kwestia typowo legalistyczna.

  241. „żeby dostać kontrakt na szpital, musisz wykazać budowę co najmniej dwóch podobnych szpitali w ciągu ostatnich pięciu lat”

    W sektorze komercyjnym jak najbardziej tak to działa w rekrutacji na stanowiska specjalistów i managerów, nie widzę powodu żeby rekrutacja na wysokie stanowiska w polskiej budżetówce miała być pod tym względem wyjątkiem.
    (przy czym nie chodzi o „zbuduj szpital żeby zostać uznanym za kompetentnego do budowy szpitala” co „miej znaczącą i podobną rolę w budowie podobnie złożonego obiektu” – to tak wyprzedzająco, zanim odezwą się autycy i analnoretentywni którzy każdą analogię muszą mieć dosłownie)

  242. @sheik
    „Dla członków rad nadzorczych przecież są wymogi, co skończyło się ofertą Collegium Tumanum i paru innych misiów. A publiczny katalog kwalifikacji, jakkolwiek go sobie wyobrażasz, będzie czymś w rodzaju przetargowych wymogów „żeby dostać kontrakt na szpital, musisz wykazać budowę co najmniej dwóch podobnych szpitali w ciągu ostatnich pięciu lat””

    Na członków rad nadzorczych czy tam zarządów spółek BYŁY wymogi które zostały wspólnymi siłami PO i PiSu sprowadzone do groteski. Najpierw PO praktykowało wiecznych „pełniących obowiązki”, po to by ich koledzy „intelektualiści” nie musieli zdawać egzaminów, a potem PIS poszedł już jak to oni na full opcja i wprowadził „płacisz i masz”. Na czym skorzystały zajedno wszystkie partie (polecam prześledzić kariery absolwentów Collegium Tumanum w warszawskim samorządzie).

    Pamiętam jak mój dawno nieżyjący ojciec, inżynier od ciężkiego przemysłu, kończył swą tak zwaną karierę jako członek zarządu spółki państwowej (też już nieistniejącej, to było ze 25 lat temu). Zakuwał kilka miesięcy kodeks spółek handlowych i tym podobne by zdać egzamin który był autentycznie trudny, bo pamiętam że na całą grupę zdało go razem z nim tylko kilka osób. Więc to działało. No ale biorąc pod uwagę poziom intelektualny np absolwentów Tumanum to po prostu nikt by tego nigdy nie zdał.

  243. @embrecadero:

    Te wymogi zleciały do piekła w 2017 roku. Wtedy poszerzono grono poza dotychczasowe (osoby po egzaminie, doktorzy nauk prawnych i ekonomicznych) o szereg innych wyjątków (adwokaci, radcowie prawni, doradcy podatkowi, doradcy restrukturyzacyjni, doradcy inwestycyjni, MBA, CFA, ACCA etc.).

    No i ten, tu od początku był brak definicji co jest czym. Zawody prawo-ekonomiczne to są jasne, certyfikaty ACCA etc. też, ale czym jest MBA? Dowolne studia MBA? Studia MBA z akredytacją?

    Jeżeli „dowolne studia MBA” to jak się pogugla, to są nieakredytowane nigdzie (tj. w żadnej instytucji akredytującej MBA, bo że prowadzą je akredytowane w UE uczelnie to oczywiście, że w tym sensie są akredytowane) studia podyplomowe o takiej nazwie, i to tańsze od tych z CH, do tego on-line. Da się to ogarnąć w cenie poniżej tysiąca (!) złotych.

    Jeżeli zaś pójdzie się jedyną logiczną wykładnią – czyli że jedynie akredytowane studia MBA są MBA, a nie że uczelnia sobie nazwała podyplomówkę MBA – to już gorzej. To jest z tysięcznych przepisów, które się powinno doprecyzować, ale jakoś projektu ni ma i długo ni byndzie.

  244. @embercadero &trudny egzamin do spółek
    Zdawalność ostatnio była rzędu 1/4, za Polityką:
    „2021 r. aż 661 osób weszło do rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa dzięki dyplomom MBA. 182 z nich miało dyplom CH, a 106 z Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie. Dane te są jeszcze bardziej porażające w zestawieniu z informacjami o zdawalności trudnego państwowego egzaminu uprawniającego do wejścia do rad nadzorczych. Ze statystyk Ministerstwa Aktywów Państwowych wynika, że w 2014 r. na 681 kandydatów egzamin zdały 302 osoby, w 2015 r. na 886 przystępujących zdało 285 osób, w 2016 r. już za pierwszego roku rządów PiS na 966 kandydatów 375 osób miało pozytywny wynik. W 2017 r., od kiedy PiS otworzył możliwość zastąpienia egzaminu dyplomem MBA, nastąpił drastyczny spadek liczby chętnych przystępujących do niego. W 2017 r. podeszło do egzaminu jeszcze 465 osób (zdało 146); od 2020 r. spadek jest drastyczny – 164 (zdały 44 osoby), a w 2022 r. – 119 chętnych (zdało go 23 z nich). Rekord padł w 2023 r., kiedy do egzaminu państwowego przystąpiło zaledwie 90 osób, z czego egzamin zdało 14.”

  245. Ponieważ moje poglądy leżą najczęściej po lewej stronie napiszę coś, co może się wydawać kontrowersyjne po przeczytaniu powyższych komentarzy.

    Uważam, że (pomijając sytuacje niezawinionej biedy) 500+ jest programem w rzeczy samej antypracowniczym i antyrozwojowym. Wcale nie dlatego, że osławione przez JK „kobiety, które dają w szyje” skorzystały na dzieciach i codziennie szlajają się po mieście w celu zdobycia alkoholu. Uważam, że te pieniądze mogły popłynąć do chętnych w formie np. szkoleń dotyczących rozwoju zawodowego i systemowo wywołać wzrost wykształcenia a co za tym idzie wynagrodzenia. Takich sposobów wykorzystania funduszy strukturalnie, aby osiągnąć wzrost zamożności ogółu, można podać więcej, nie czuję się na sile, żeby wskazywać najlepsze. To praca dla zespołów zarządczych. Stworzenie systemu tanich/bezpłatnych żłobków, przedszkoli, utrzymanie bezpłatności in vitro, usprawnienie medycznej opieki prenatalnej (z możliwością usunięcia ciąży, w tym zagrażającej życiu matki) to tylko kilka z wielu jakie przychodzą do głowy.

    Wprowadzając 500+ uzyskaliśmy w skrajnych wypadkach sytuację, kiedy (najczęściej) kobiety długoterminowo rezygnując z pracy narażając się przy tym na obniżenie szans na powrót do zarabiania na godnych warunkach.

    Warto tutaj wspomnieć o jednym z głównych celów – 500+ miało być sposobem na poprawienie mocno kulejącej dzietności. Twórcy programu dowodzą, że jej ciągły spadek po wprowadzeniu 500+ byłby i tak większy, jeżeli nie zrobiono by nic. Spotkałem się też ze stwierdzeniem przeciwnym – wprowadzenie rozwiązań w formie comiesięcznych gratyfikacji finansowych za urodzenie dziecka wcale nie zwiększa populacji. Dziwne? Wcale nie – ale można wymienić argumenty w gatunku „więcej pieniędzy na dziecko nie oznacza, że potencjalni rodzice będą się decydować na potomstwo”. I nie są one błahe. Konia z rzędem temu, kto poda trafny przepis na uzyskanie „2,1 dziecka na rodzinę” w obecnym stanie.

    500+ okazało się, poza wszystkim, jednym ze sposobów na wygranie wyborów i przejęcie władzy na dwie kadencje i dodatkowym obciążeniem budżetu bez ewidentnych korzyści. Zważywszy na istnienie w ekonomii kosztu alternatywnego chętnie poczytałbym jak mógł wyglądać długoterminowy program społeczny, który łączyłby wzrost gospodarczy z utrzymaniem wysokiego zatrudnienia i godziwego zabezpieczenia emerytalnego. To powinno być celem głównym, jeśli wziąć pod uwagę zmniejszenie znaczenia inteligencji ludzkiej wynikające z postępującej algorytmizacji procesów produkcji (AI).

    Obawiam się, że program 500+ nie jest jedynym sposobem na przyciągnięcie wyborców. Jako maruda i pesymista szykuję się na odzyskanie przez PiS władzy po jednej kadencji obecnej koalicji. Mam nadzieję, że stowarzyszeni czegoś się przez ten czas nauczyli, zwłaszcza, że na wschodzie wojna a ten przeciwnik będzie faulował bez ostrzeżenia.

  246. @fieloryb:

    „Uważam, że te pieniądze mogły popłynąć do chętnych w formie np. szkoleń dotyczących rozwoju zawodowego i systemowo wywołać wzrost wykształcenia a co za tym idzie wynagrodzenia.”

    To już próbowaliśmy z inną formą finansowania, popowstawały firmy consultingowo-szkoleniowe oraz „szkolenia i aktywizacje finansowane z środków europejskich”, gdzie, na ten przykład, szkolono emerytów wedle przedwiecznych reguł z podręcznika „Jak zdobyć ECDL?” (bez zdawania tegoż ECDL).

    Generalnie, kasa na edukację albo idzie w komin w 90%, albo idzie na rozbudowę i popularyzację istniejących form.

    „Wprowadzając 500+ uzyskaliśmy w skrajnych wypadkach sytuację, kiedy (najczęściej) kobiety długoterminowo rezygnując z pracy narażając się przy tym na obniżenie szans na powrót do zarabiania na godnych warunkach.”

    Nie było takiego efektu, najwyżej pojedyncze przypadki w rodzaju samotnej matki kilkorga dzieci wliczając takie z poważnymi schorzeniami, gdzie i tak sytuacja albo wymagałaby (we w miarę sprawnym państwie) rasowego systemu socjalnego, gdzie opiekun osoby niepełnosprawnej (czyli w praktyce ktoś wykonujący pracę na pełen etat przy niej!) i tak żyć powinien z jakiegoś świadczenia ZUS-owego.

    A już stereotypowy przypadek matki rzucającej pracę bo się budżet spina z samego 500+ to raczej kwestia bardzo, bardzo sporadyczna. Jeżeli praca była aż tak nisko płatna, a liczba dzieci równa lub większa niż trzy to raczej ten budżet nadal był napięty po wejściu 500+, nawet przy utrzymaniu pracy przez oboje rodziców. Może jakieś bardzo szczególne przypadki matek niełapiących się na macierzyński, z kilkorgiem dzieci w wieku żłobkowo-przedszkolnym i bez szans na publiczne placówki miałby tu zastosowanie, ale znowu – czy to wina 500+, pensji czy braku sensownego systemu żłobkowo-przedszkolnego? Ja stawiam na to trzecie.

    „Konia z rzędem temu, kto poda trafny przepis na uzyskanie „2,1 dziecka na rodzinę” w obecnym stanie.”

    Podaję:

    – funkcjonująca ochrona matek w miejscu pracy,
    – funkcjonujący system żłobkowo-przedszkolno-szkolny,
    – funkcjonujący system względnie tanich lokali komunalnych i/lub normalizacja rynku prywatnego – w takim sensie, że te 4-5 pokoi dla pięcioosobowej rodziny to nie jest jednorożec, tylko realna opcja,
    – funkcjonujący system ubezpieczenia od bezrobocia, bo ten obecny jest w założeniu upokarzający – no bezrobotny obywatel po spełnieniu szeregu warunków (wywalających z prawa do zasiłku sporą część osób mających problemy z ciągłością pracy) otrzymuje do ok. tysiąc złotych (staż krótszy niż pięć lat) do ok. 1600 złotych (staż pracy ponad dwadzieścia lat). I to przez aż 6 miesięcy, nono! Nie wiem na co to ma starczyć, chyba na utrzymaniu ledwo-ledwo mieszkania i jedzenia mirabelek i szczawiu jak się zachomikowało.

  247. @fieloryb
    „systemowo wywołać wzrost wykształcenia a co za tym idzie wynagrodzenia”
    Bez jaj, niskie płace w Polsce to kwestia słabej politycznie pozycji pracowników, a nie ich słabego wykształcenia.

  248. @Michał Maleski
    „To [szkolenia zawodowe] już próbowaliśmy z inną formą finansowania, popowstawały firmy consultingowo-szkoleniowe oraz „szkolenia i aktywizacje finansowane z środków europejskich, gdzie, na ten przykład, szkolono emerytów wedle przedwiecznych reguł z podręcznika „Jak zdobyć ECDL?” (bez zdawania tegoż ECDL)”
    Noale rozmawiamy o rozwiązaniach a nie patologii czyż nie?

    Tworzenie edukacji bez planu, z nadzieją, że może 25% uczestników znajdzie pracę w zawodzie (bo rynek weryfikuje) kończy się wysypem kierunków w rodzaju Wyższych Szkół Ochroniarskich (magister ochrony wnętrz – to brzmi dumnie, czyż nie? 😉 ), za które płacą w ten czy inny sposób ich uczniowie.

    Po pierwsze (u)rząd (pracy) ma jakąś wiedzę na temat zapotrzebowania na pracowników W PRZYSZŁOŚCI, po drugie jest szkoła (w moich czasach edukacji nastawiona głównie na zapotrzebowanie przeszłe lub dużo rzadziej bieżące pracowników), po trzecie są właściciele środków produkcji, którzy na podstawie posiadanego kapitału, możliwego kredytu inwestycyjnego i wiedzy o rynku na jakim BĘDĄ funkcjonować, składają zapotrzebowanie, uwzględniając chęci zatrudnienia potencjalnych pracowników.

    Bez pytań z sali odpowiadam – historyk sztuki, stroiciel bukietów i dziennikarz też są potrzebni. Zawody, które – wydawałoby się – nie mają racji ekonomicznej też są potrzebne.

  249. @Michał Maleski
    Ja w dalszym ciągu pytam: „kto poda trafny przepis na uzyskanie „2,1 dziecka na rodzinę” w obecnym stanie.”

    W socjalnej (w porównaniu z USA) Europie, nie ma, o ile wiem kraju, który przekracza cudowne 2,1 dziecka na kobietę co daje zastępowanie pokoleń i dalsze bezproblemowe funkcjonowanie systemu świadczeń emerytalnych. Po to został wprowadzony 500+ a nie (z całym szacunkiem) z powodu pochylania się nad biedą niektórych dzieci.

    Tymczasem miałem w ręku list z ZUS-u, gdzie osoba z średniego szczebla (biurowego) po 30 latach pracy ma zapewnione 1.200 złotych emerytury. Super system k*((*a! (przepraszam)

    Na ten stan pracowaliśmy w Polsce długo i nie do końca świadomie. „Między 42,9 a 72,7 mld zł – tyle będzie trzeba dołożyć z podatków do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. To szacunki w cenach z 2020 r”. Problem w tym, że system kumuluje błędy od momentu jego powstania: zbyt niskie składki (co jest skutkiem słabej świadomości wyborców), złe zarządzanie pieniądzem odłożonym (dlaczego dopłacamy do emerytur naszych dziadków i rodziców? co stało się z ich składkami?). Efektem jest rosnący deficyt jest spłacany z podatków lub będzie (w przypadku kryzysu) z rosnącego zadłużania się.

    Powstaje pytanie – co może zastąpić ludzi, którzy mieli pracować na emerytów. Podałeś elementy programu socjalnego, który wcale nie muszą odnosić się wprost do zwiększenia dzietności. Jednocześnie wcale nie musimy mieć dzietności zgodnej z zastępowaniem pokoleń aby utrzymać system emerytalny.

    Miałem przyjemność spotkać kiedyś Pakistańczyka z pochodzenia, który w Niemczech zajmował się całe życie inżynierią atomową. Poszukiwanie ludzi do zatrudnienia w krajach Azji, Afryki, to wciąż jest jakaś możliwość.

    Żyjemy w czasie ostatniego przełomu rewolucji informatycznej. Algorytmizacja doprowadziła do powstania momentu osobliwości naukowej. O ile informatycy się nie mylą, to człowiek będzie coraz mniej potrzebny do wykonywania pracy umysłowej. Kto zbierze owoce tej pracy? Właściciel czy pracownik najemny?

  250. @fieloryb

    Serio pytasz o składki emerytalne naszych dziadków? Przecież w PRL-u system emerytalny działał na innej zasadzie. Zresztą – czy uważasz, że 13. emerytury wypłacano, bo ktoś gdzieś nagle znalazł ukryty dodatkowy sejf z zachomikowanymi składkami? Toż to są polityczne decyzje, ile środków wydać z budżetu, a nie żadne liczenie składek (de facto stanowiące teatrzyk o niejasnym dla mnie przeznaczeniu). A w ogóle to trzeba przypomnieć sobie, na czym polegał wynalazek pruskiego systemu ubezpieczeń społecznych.

  251. @jgl
    „Bez jaj, niskie płace w Polsce to kwestia słabej politycznie pozycji pracowników, a nie ich słabego wykształcenia.”
    Niskie płace pozostaną w dalszym ciągu w określonych widełkach bez zwiększenia wydajności oraz bez silnych związków zawodowych.
    Pieniądze dla pracowników nie biorą się z odgórnej decyzji na temat podniesienia wysokości płacy. Gdyby tak było to już dawno jakiś król kazałby płacić swoim ochroniarzom po milionie więcej 😉 (w końcu to jego rycerze).
    Podniesienie płacy ustawowo kończy się zwiększeniem automatyzacji pracy, zmianą stosunku pracy (z umowy o pracę na tańszą formę zatrudnienia), podniesieniem cen usługi/produktu, poszukiwaniem tańszego pracownika (towaru, usługi) za granicą (globalizacja zatrudnienia), poszukiwaniem oszczędności, REZYGNACJĄ Z ZATRUDNIENIA. Dopiero na samym końcu właściciel firmy, którego działalność jest oparta na wypracowaniu zysku, będzie chciał zrezygnować z części zysku jaki osiągał poprzednio.

  252. @fieloryb
    „Podniesienie płacy ustawowo kończy się zwiększeniem automatyzacji pracy, zmianą stosunku pracy (z umowy o pracę na tańszą formę zatrudnienia), podniesieniem cen usługi/produktu, poszukiwaniem tańszego pracownika (towaru, usługi) za granicą (globalizacja zatrudnienia), poszukiwaniem oszczędności, REZYGNACJĄ Z ZATRUDNIENIA. Dopiero na samym końcu właściciel firmy, którego działalność jest oparta na wypracowaniu zysku, będzie chciał zrezygnować z części zysku jaki osiągał poprzednio.”
    Sprawdzić, czy nie Polska, w której ustawowo podniesiono płace, a zarazem poprawiła się struktura umów o zatrudnienie, a także wzrosło zatrudnienie jako takie. Masz jakieś inne dowody na słuszność swojej teorii?

  253. „Serio pytasz o składki emerytalne naszych dziadków? Przecież w PRL-u system emerytalny działał na innej zasadzie.”

    Pytam z ciekawości, jak to działało. Już raz zbankrutowaliśmy (jako kraj). Jestem ciekawy jak to działało, że rypło… albo rypnie.

    „A w ogóle to trzeba przypomnieć sobie, na czym polegał wynalazek pruskiego systemu ubezpieczeń społecznych.”
    Według mojej skromnej wiedzy na „ekwiwalencie” za pracę jaką wykonywaliśmy a wykonywać dłużej nie możemy lub nie musimy. Ponieważ całe życie odkładaliśmy i płaciliśmy podatki mamy prawo do odpoczynku. Twoje pytanie jest zbyt ogólne, nie wiem o jaki wymiar pruskiego systemu emerytalnego pytasz.

    „czy uważasz, że 13. emerytury wypłacano, bo ktoś gdzieś nagle znalazł ukryty dodatkowy sejf z zachomikowanymi składkami?”
    Pieniądze na 13. i kolejne „pozasystemowe” emerytury pochodzą z podatków (danin, składek). Polityczna jest decyzja o ich wypłaceniu. Same pieniądze w tym wypadku nie podlegają kreacji z powietrza. Pompowanie rynku pustym pieniądzem prowadzi do wzrostu inflacji.

  254. @Bastian
    Ja pokazuje sposoby jakich chwyta się właściciel (jak je sobie wyobrażam), żeby obniżyć stratę w wyniku podniesienia wynagrodzenia pracownika, które jest dla Janusza kosztem a ty mi mówisz o innej perspektywie. I to w dodatku o takiej z dużej litery: Polska.

    Polska ma w nosie jak sobie poradzi jeden z drugim właściciel-Janusz do momentu kiedy nie wpłyną podatki od niego.
    Janusz wstaje rano i od rana myśli co zrobić, żeby mu towar lepiej schodził albo usługa. Polskę Janusz widuje w gazecie albo jak flagi na święto wywieszą.
    Z reguły nie zastanawia się nad jej istotnością a nawet jej nie wierzy.

  255. @Bastian
    Tymczasem Janusz-właścicel w mojej okolicy zainstalował nowy, automatyczny system na linii produkcyjnej. Pracę straciło 20 osób. Jak myślisz, zrobił to tylko z powodu chęci zysku czy tez z powodu wzrostu kosztów zatrudnienia?

  256. @fieloryb
    „Pompowanie rynku pustym pieniądzem prowadzi do wzrostu inflacji.” – Richard Werner eksperymentalnie obalił tą tezę odnośnie współczesnych gospodarek (nie działa w nich, gdyż nie mamy wykorzystanego maksimum mocy produkcyjnych). Inflację wywołuje bardzo konkretnie kredytowanie spekulacji (np. baniek startupowych, AI czy mieszkaniowych), nie wywołuje jej wpuszczanie na rynek dodatkowych pieniędzy które obywatele faktycznie wydają lub inwestują np w lokalną przedsiębiorczość. Gdybyśmy żyli w świecie maksymalnie wykorzystanych mocy produkcyjnych to co innego, ale daleko nam do tego.

  257. @fieloryb
    „Tymczasem Janusz-właścicel w mojej okolicy zainstalował nowy, automatyczny system na linii produkcyjnej.”

    Czy Ty na poważnie robisz w dyskusji argument z anegdoty i liczysz, że nie zostanie to wykpione? Twarde dane w PL są takie jak Ci wskazuje Bastian, odnieś się do nich.

  258. @fieloryb
    „wzrost wykształcenia a co za tym idzie wynagrodzenia.”

    A w ogóle jest taka korelacja? W moim bąbelku regularnie wraca temat „mam dwa doktoraty i zarabiam minimalną” (dosłowny rant pewnej fejsoznajomej sprzed paru dni). Jak ktoś chce więcej zarabiać to nie powinien się kształcić, tylko założyć jakąś hurtownię albo mieszalnię.

    „Warto tutaj wspomnieć o jednym z głównych celów – 500+ miało być sposobem na poprawienie mocno kulejącej dzietności.”

    Moim zdaniem to jest drugorzędne. 500+ to dla mnie ekwiwalent „rozrzucania pieniędzy z helikoptera”.

  259. @fieloryb
    „Żyjemy w czasie ostatniego przełomu rewolucji informatycznej. Algorytmizacja doprowadziła do powstania momentu osobliwości naukowej. O ile informatycy się nie mylą, to człowiek będzie coraz mniej potrzebny do wykonywania pracy umysłowej.”

    Ktoś tu łyknął marketingowej coolaid. Wiesz co faktycznie mówią informatycy? „Kiedy nas zastąpi ai? Jak klient nauczy się precyzyjnie definiować wymogi projektowe. Czyli jesteśmy bezpieczni.” Naukowa osobliwość? Z narrow AI? Przecież to nawet nie jest śmieszne, to ignoranckie powtarzanie marketingu nastawionego na wyłudzanie kasy od idiotów z venture capital. I to marketingu już przestarzałego, za chwilę AI zastąpi next big thing.

  260. @fieloryb:

    „Noale rozmawiamy o rozwiązaniach a nie patologii czyż nie?”

    Ale ta patologia wzięła się wprost ze sposobu wydania środków na kursy – miał być kurs, to był. Że uczestników na niego łapano i nie miał on sensu? A to miał mieć sens? Generalnie nie da łatwo się przygotować kursu typu „w dwanaście tygodni nowy zawód”, który byłby jednocześnie jakościowy i nie wymagał od uczestników rzucenia wszystkiego by go robić.

    Dodaj do tego, że w ujęciu podaży i popytu na pracę, zwiększenie liczby ludzi mogących daną prace wykonywać może skutkować spadkiem płac w danej branży – jeżeli jakiś kurs faktycznie da nam pracowników przydatnych na rynku pracy, gdyż patrz wyżej.

    Zdecydowanie lepsze byłoby rozbudowanie stypendiów tak, by konieczność ekonomiczna nie decydowała czy Jaś ukończy technikum albo czy Małgosia pójdzie na studia.

    „Po pierwsze (u)rząd (pracy) ma jakąś wiedzę na temat zapotrzebowania na pracowników W PRZYSZŁOŚCI, po drugie jest szkoła (w moich czasach edukacji nastawiona głównie na zapotrzebowanie przeszłe lub dużo rzadziej bieżące pracowników), po trzecie są właściciele środków produkcji, którzy na podstawie posiadanego kapitału, możliwego kredytu inwestycyjnego i wiedzy o rynku na jakim BĘDĄ funkcjonować, składają zapotrzebowanie, uwzględniając chęci zatrudnienia potencjalnych pracowników.”

    Takich cudów nie ma poza niektórymi branżami – owszem, są różne prognozy i inne wróżby, ale jak do tej pory sprawdzały się średnio, poza kilkoma zawodami typu „pielęgniarka”, gdzie nie trzeba szklanej kuli by przewidzieć, że skoro a) pracowników już jest mało, a średnia wieku przebija 55 lat, b) pozamykano ośrodki kształcenia w danym zawodzie i c) większość obecnie kształcących się jednocześnie kuje języki obce, żeby przewidzieć że będzie apokalipsa.

    Poza kilkoma zawodami z kategorii „dziesięć lat w książkach i na stażach” bardziej się przydadzą kompetencje miękkie oraz solidna wiedza „bazowa” – czy polonista będzie uczył dzieci, czy nastolatków, czy redagował książki to może być niejasne na jego studiach, ale studia powinny dać mu podstawę do w miarę szybkiego przejścia z jednego do drugiego zawodu. Per analogiam, technik-mechanik też powinien być wykształcony jednocześnie solidnie i elastycznie, by dało się go szybko przebranżowić z naprawiania spalinowych osobówek na elektryczne ciągniki siodłowe.

    No, ale to w świecie idealnie sferycznych szkół, w realnej Polsce całkiem sporo osób po prostu nijak do szkoły nie dojedzie, a że się i tak nie utrzyma w czasie edukacji to kończy zabawę krótko po osiemnastce i robi jako pracownik niewykwalifikowany.

    „Problem w tym, że system kumuluje błędy od momentu jego powstania: zbyt niskie składki (co jest skutkiem słabej świadomości wyborców), złe zarządzanie pieniądzem odłożonym (dlaczego dopłacamy do emerytur naszych dziadków i rodziców? co stało się z ich składkami?).”

    Po kolei:

    – składki nie tyle są niskie, co obciążenia składkowe i podatkowe są dla przeciętnego Kowalskiego niejasne – ile z tego idzie na emerytury, ile z tego idzie na jakieś pomniejsze ubezpieczenia, no nie da się tego wyjaśnić bez karteczki i flamastrów. Tu bym poszedł w kierunku ograniczenia PIT celem powiększenia o niego składki emerytalnej, z odpowiednim pozmienianiem sposobu wyliczania emerytury, żeby sytuację po prostu uporządkować.

    – składki rodziców i dziadków z okresu sprzed 1999 roku bez pewnej magii która się wtedy odbyła (kiedy w skrócie, mocno z powietrza wyliczano tzw. kapitał początkowy) i waloryzacji (także wysokiej na tle np. obligacji skarbu państwa) moglibyśmy liczyć w setkach złotych. Właściwie dosłownie. Nawiasem mówiąc, te sprzed 20 lat, bez waloryzacji (która jest, ponownie: wysoka i bez pokrycia w wyniku FUS, gdyż FUS nie inwestuje i inwestować nie może) też byłyby małoimponujące i nawet te 1200 złotych byłoby nie do osiągnięcia.

    Nawiasem mówiąc, jeżeli wypracował tylko 1200 złotych emerytury, to i tak dostanie więcej – najniższa to około 1800 złotych – na rękę wyjdzie nieco więcej niż 1200.

    I tu ciekawostka: do całkiem nie tak dawna (nadal pracują ludzie, których początkowe lata były objęte kolejnym magicznym zjawiskiem) te składki nie były w praktyce ewidencjonowane. W takim póxnym PRL to składki obliczyć i wpłacić za całą załogę miała jakaś Huta im. kogośtam, a wysokość płac, fakt zatrudnienia i inne tam takie drobnostki miały zostać naniesione w legitymacji ubezpieczeniowej ubezpieczonego. W teorii tak miało być, w praktyce poprzestawano na wpłacie ze strony huty, a załoga miała lub nie miała wbite ww. dane w swoje legitymacje i polskie sądy w sprawach emeryt vs ZUS musiały niekiedy robić potrójnego aksla żeby w ogóle uznać jakikolwiek dowód (moja ulubiona anegdotka: sąd w dwóch osobnych sprawach dwóch osobnych ludzi uznał okresy na podstawie resztek książecki osoby trzeciej albo i czwartej, gdyż tego się nie udało odczytać).

    W skrócie: odszukanie dokładnie kto jaką składkę zapłacił za Jaruzela często jest awykonalne, ale to nie szkodzi bo i tak musiano w 1999 roku protezować niekapitałową historię systemu emerytalnego, bo by prawie wszyscy dostali minimalną i byłoby po herbacie.

    „Podałeś elementy programu socjalnego, który wcale nie muszą odnosić się wprost do zwiększenia dzietności.”

    Wprost nie, ale obecnie są to elementy destabilizujące życie wielu gospodarstw domowych, które mogą wpływać na odkładanie decyzji o posiadaniu dzieci. Jeżeli nie ma się stabilnej sytuacji mieszkaniowej, matka nie ma pewności czy po powrocie z wychowawczego nie zostanie w ten czy inny sposób zwolniona, a oszczędności (o ile są, bo to w Polsce nie jest oczywiste z uwagi na relację płac do kosztów życia) muszą stanowić poduszkę finansową do a) nazbierania na kredyt hipoteczny na 30 lat i b) na przejście ewentualnego okresu bezrobocia któregoś z potencjalnych rodziców, gdyż zasiłek dla bezrobotnych to w Polsce fikcja to podjęcie decyzji o dziecku (które jest, tak po prostu, kosztowne – sprawdź koszt żłobka, potem przedszkola, a potem prywatnej szkoły bo nie do końca robi się cokolwiek z zatrzymaniem prywatyzacji edukacji) może być odkładane.

    @Bastian:

    „Toż to są polityczne decyzje, ile środków wydać z budżetu, a nie żadne liczenie składek (de facto stanowiące teatrzyk o niejasnym dla mnie przeznaczeniu)”

    W założeniu i teorii miało to sens, w praktyce zostało z tego tylko zabezpieczenie przed pewnym zjawiskiem z poprzedniego systemu, tj. awansów przedemerytalnych (żeby podbić przyszłe świadczenie awansowano kogoś na bardzo krótko przed emeryturą).

    Ubocznym skutkiem jest powiązanie wysokości emerytur z wcześniejszą pensją – IMHO byłaby miął rzecz, gdyby emerytury tak we w ogóle wychodziły wyższe. Celem systemu jest spokojna starość, a nie przeoranie finansów gospodarstwa domowego i zmuszenie go do radykalnej dekonsumpcji (do czego by się sprowadzało danie wszystkim równych emerytur obywatelskich). Do tego taki system typu „twarda ściana” zachęcałby do pracy ile się da oraz ograniczania konsumpcji w czasie kariery zawodowej na rzecz inwestycji na starość, czyli dalszy wzrost cen mieszkań i innych „inwestycji domyślnych”, a tego nie chcemy.

  261. > Czy Ty na poważnie robisz w dyskusji argument z anegdoty i liczysz, że nie zostanie to wykpione?

    Przeczytałem wykopane.

    Bo wykpione to było już w 1987! „You can see the computer age everywhere but in the productivity statistics.”

    Teraz dzięki pompowaniu „ostatniego przełomu rewolucji informatycznej. Algorytmizacja doprowadziła” do paradoksu produktywności 2.0

  262. @fieloryb „ nie ma, o ile wiem kraju, który przekracza cudowne 2,1 dziecka na kobietę co daje zastępowanie pokoleń i dalsze bezproblemowe funkcjonowanie systemu świadczeń emerytalnych. Po to został wprowadzony 500+ a nie (z całym szacunkiem) z powodu pochylania się nad biedą niektórych dzieci.”
    Na temat przyczyn różni ludzie różnie gadali, natomiast faktycznie w żadnym europejskim kraju nie ma 2.1 dziecka na kobietę w stosownym wieku. Ani w prorodzinnej Francji, ani w socjalnej Szwecji, ani w starającej się podnieść dzietność Finlandii, nigdzie. Coraz więcej kobiet nie chce mieć dzieci (albo więcej niż jednego) na warunkach, jakie się im oferuje, również w znacznie bogatszych krajach.
    I ja to rozumiem a skutki nie muszą być złe. Zejdzie np. presja na nowe mieszkania, które przestaną być superpewną lokatą kapitału.
    Co do emerytur: albo się to robi jak Szwajcaria, czyli wpływy i wypływy muszą się bilansować w perspektywie kolejnej dekady, albo przyznajmy, że składki to forma podatku a emerytura to świadczenie z budżetu.

  263. @AK:

    Bez przesady, AI w obecnej formie do czegoś-tam się przyda. O, ja bym chciał takie AI, co mi przygotuje przegląd wyroków na dany temat wedle ustalonego klucza, bo nie-AI-owe wyszukiwarki nie dają rady.

    No, ale ni ma.

    Albo to-nawet-nie-AI-tylko-hipertekst: podstawianie zamiast tych wszystkich „w rozumieniu art. 29b ust. 1 lit a^1” właśnie tego, co mam rozumieć. Tego też ni ma, przynajmniej nie niekomercyjnie (a komercyjnie działa tak se) więc jestem spokojny że takiego AI jak w pierwszym akapicie nie będzie.

    @sheik:

    „Co do emerytur: albo się to robi jak Szwajcaria, czyli wpływy i wypływy muszą się bilansować w perspektywie kolejnej dekady, albo przyznajmy, że składki to forma podatku a emerytura to świadczenie z budżetu.”

    W pierwszym wypadku trzeba by mieć stabilniejszą walutę i gospodarkę (a i tak w Polsce by to zwaliło emerytury na dno – nie chcemy tego), w drugim wypadku wymagałoby to bardzo głębokiej reformy od ubezpieczeń społecznych poprzez system podatkowy po przepisy o działalności gospodarczej. Do tego bez bardzo skomplikowanych zaklęć ustawowych mogłoby dać bardzo niefajny efekt, tj. jednoczesny skok w górę kosztów działania systemu, uzależnienie emerytury jako takiej od odprowadzonego podatku (choć tu by się dało zrobić jakiś górny limit, ale musiałby być niższy niż jest obecnie dla oskładkowania) a na dokładkę wymagałoby przynajmniej częściowego mergu ZUS i KAS. A to po solidne kilkadziesiąt tysięcy personelu w obu wypadkach.

  264. @Artur Król
    „Pompowanie rynku pustym pieniądzem prowadzi do wzrostu inflacji.” –

    Richard Werner eksperymentalnie obalił tą tezę odnośnie współczesnych gospodarek (nie działa w nich, gdyż nie mamy wykorzystanego maksimum mocy produkcyjnych). Inflację wywołuje bardzo konkretnie kredytowanie spekulacji (np. baniek startupowych, AI czy mieszkaniowych), nie wywołuje jej wpuszczanie na rynek dodatkowych pieniędzy które obywatele faktycznie wydają lub inwestują np w lokalną przedsiębiorczość.

    Czy my nie mówimy o tym samym? Napompowanie pieniądzem kolejnych nierentownych biznesów jest tym, co (jak mi się wydaje) nazywasz bańką spekulacyjną. Bardzo proszę o rzucenie linkiem na temat „eksperymentu”. Sam pomysł eksperymentu w ekonomii budzi u mnie kilka pytań: jak przeprowadzić eksperyment w nauce społecznej i ekstrapolować z danych mikro (eksperyment) do makro? Nie prościej wykazać jakie były przepływy pieniędzy i gdzie ukryto czarnego łabędzia? Na ile miał tu wpływ nierównowagi informacyjnej pomiędzy sprzedającym i kupującym.

    Czy Ty na poważnie robisz w dyskusji argument z anegdoty i liczysz, że nie zostanie to wykpione? Twarde dane w PL są takie jak Ci wskazuje Bastian, odnieś się do nich.

    Nie jestem makroekonomistą i nie chcę szukać danych z internetu (czyli z czarnego worka), bez szans na weryfikację. Przypomnę wypowiedź Bastiana:
    „Sprawdzić, czy nie Polska, w której ustawowo podniesiono płace, a zarazem poprawiła się struktura umów o zatrudnienie, a także wzrosło zatrudnienie jako takie. Masz jakieś inne dowody na słuszność swojej teorii?”
    Wcześniej wymieniłem sposoby jakich chwycił się wyobrażony pracodawca aby zmniejszyć koszt wytworzenia usługi/produktu. W tym nie było żadnej teorii (w sensie – ogólnego prawidła) a jedynie zbiór pomysłów działania właściciela firmy, który ma zwiększony koszt płacy pracownika.
    Gdybym dysponował dostępem do zweryfikowanych danych statystycznych to pytałbym – „Czy ostatnio nie zmniejszyła się znacznie ilość pracowników na rynku pracy?” (emerytury). „Czy tani kredyt inwestycyjny działał przez dłuższy czas?” „Jak długo funkcjonował rynek pracodawcy – niski koszt pracy+ zysk pozwalający na inwestycje w wydajność?”, „Ile napłynęło kwot inwestycji zagranicznych w jakim czasie”.

    Poproszę o sprecyzowanie przez Bastiana co miał na myśli pisząc o mojej teorii.

    @wo
    fieloryb:
    „wzrost wykształcenia a co za tym idzie wynagrodzenia.”

    A w ogóle jest taka korelacja? W moim bąbelku regularnie wraca temat „mam dwa doktoraty i zarabiam minimalną”

    No dziwne pytanie. Osoby, które zarabiają minimalną mając dwa doktoraty albo żyją (dodatkowo?) z renty/spadku/oszczędności albo gruntownie przestrzeliły w wyborze drogi zawodowej. Nerdowskie zainteresowanie, które zachęciło pisać dwa doktoraty i nie pozwala im na życie na dobrej stopie ekonomicznej…??? Rzadkość i wyjątkowość jak dla mnie.
    @Artur Król
    „Ktoś tu łyknął marketingowej coolaid [na temat AI]. Wiesz co faktycznie mówią informatycy? „Kiedy nas zastąpi ai? Jak klient nauczy się precyzyjnie definiować wymogi projektowe. Czyli jesteśmy bezpieczni.”
    Dopóki nie okaże się, że można definiować wymogi projektowe w języku naturalnym w niezbyt ścisły sposób a nie przy pomocy narzędzi projektowych dostępnych po długim szkoleniu. Maszyna sama dopyta o to czego nie zrozumie i wygeneruje widokówkę oraz bazę danych dla Pani Zosi.
    Mnie osiągnięcie twórców AI porusza i jeszcze nie spowszedniało. Martwa maszyna tworzy ciąg sensownych formalnie zdań w języku polskim korzystając z bliżej nieznanych źródeł. Jak dla mnie to już jest jak magia (coś, czego wyobraźnia nie pozwala mi zrozumieć).
    Podawane przykłady zastąpienia pracy człowieka budzą podziw: lekarz, prawnik, naukowiec zyskali narzędzie jakiego wcześniej nie mieli do dyspozycji. Możliwe, że masz bliższy kontakt z (żałosnymi) wynikami takiej obróbki danych. Ja jestem pod wrażeniem.

  265. @fieloryb
    ” Nerdowskie zainteresowanie, które zachęciło pisać dwa doktoraty i nie pozwala im na życie na dobrej stopie ekonomicznej…??? Rzadkość i wyjątkowość jak dla mnie.”

    W moim bąbelku akurat typowe, tzn. dotyczy chyba większości fejsofriendsów. Ta osoba jest historykiem – i w tym zawodzie po prostu się tak zarabia. Ogólnie pracownik naukowy nie zarabia kokosów, chyba że zostanie rektorem, ale niewielu chce, bo to odciąga od tego, po co większość poszła na uczelnię. Podobnie z nauczycielami – w tym zawodzie po prostu niewiele się zarabia (prywatne szkoły nie płacą więcej od publicznych). Ludzie robią jakieś dodatkowe kursy, za które dostaną najwyżej dodatkową stówę (albo w ogóle nic, robią je dla siebie). Z mojego punktu widzenia to Twój bąbelek jest niezwykły, skoro wykształcenie coś w nim daje (w sensie finansowym).

    „Poproszę o sprecyzowanie przez Bastiana co miał na myśli pisząc o mojej teorii.”

    Ostrożnie, bo znowu mam wrażenie, że chcesz tu prowadzić swojego bloga.

  266. @fieloryb
    Napisałeś „Podniesienie płacy ustawowo kończy się…” – to brzmi jak teoria, a nie żadna anecdata, w którą potem uskoczyłeś. Gdy ty piszesz, że „jeśli A, to B, C, D i E”, to ja twoje twierdzenie obalam prostym „było A, a wcale nie ma B i D”. Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.

    Tu masz jeden z wielu tekstów o rekordowym zatrudnieniu w Polsce:
    https://www.money.pl/gospodarka/takich-liczb-nie-bylo-nigdy-dotad-eurostat-pokazal-dane-o-zatrudnieniu-w-polsce-6898694978755456a.html

  267. @sheik
    „a skutki [niskiej dzietności] nie muszą być złe”

    Skutki są już takie, że produkcja nowych osób jest autsorsowana do uboższych krajów, z których potem przyjeżdżają do nas już gotowe do pracy. Co do mieszkań, to taka sytuacja będzie sprzyjać koncentracji ich własności w rękach autochtonów, a więc i dalszemu wyzyskowi tych importowanych pracowników.

    Ach, a też jak Papa Marks uczył, skoro w kosztach pracy musi zawierać się koszt reprodukcji siły roboczej, a znaczny koszt tej reprodukcji jest rabunkowo przerzucany na biedne kraje, to i płace mogą relatywnie spadać, bo nie muszą się w nich zawierać te wszystkie przedszkola, szkoły, place zabaw i urlopy macierzyńskie.

  268. @fieloryb
    „Dopóki nie okaże się, że można definiować wymogi projektowe w języku naturalnym w niezbyt ścisły sposób”

    Ja akurat robię w branży, w której na obróbkę requirementów (i ich tracing) idzie więcej roboty niż na programowanie, i mamy też sporo ludzi o specjalności „requirement engineer”. I u nas to „niebyt ścisłe definiowanie requirementów w języku naturalnym” jest jednym z najistotniejszym źródeł problemów i żadne AI tego nie zmieni. „Domyśl się” nigdy nie działało i nie będzie działać.

    „Maszyna sama dopyta o to czego nie zrozumie”

    Błąd leży w „zrozumie”. W aktualnej koncepcji generatywnej AI nie ma czegoś takiego jak „zrozumienie”. Tam są tylko słowa, słowa, słowa, słowa. Do „zrozumienia” trzeba by całkowicie nowej koncepcji AI.

    „Jak dla mnie to już jest jak magia (coś, czego wyobraźnia nie pozwala mi zrozumieć).”

    To jest proste, to jest podkręcone dadaistyczne tworzenie wiersza przez losowanie słów. Miałem o tym ostatnio notkę:
    https://nrdblog.cmosnet.eu/2024/04/sztuczna-inteligencja-nas-zastapi/

    „Podawane przykłady zastąpienia pracy człowieka budzą podziw: lekarz, prawnik, naukowiec zyskali narzędzie jakiego wcześniej nie mieli do dyspozycji.”

    Wyraźnie mylisz tu generatywną AI z innymi jej rodzajami. Te nowe narzędzia naukowców i lekarzy to nie jest *generatywne* AI. Generatywne AI nadaje się świetnie do „lania wody”, ale spektakularnie zawodzi gdy ma robić coś, co ma odniesienia do świata rzeczywistego.

  269. @Michał Maleski
    „Bez przesady, AI w obecnej formie do czegoś-tam się przyda.” – oj, tego nie neguje. Przewiduje, że obecne nAI skończy jak druk 3d – nieco faktycznie użytecznych zastosowań (protetyka, prototypowanie), nieco niszowych i hobbistycznych (druk figurek do bitewniaków/malowania). W wypadku nAI raczej w wersjach stawianych lokalnie, bo na chwilę obecna, jak dobrze wskazuje Cory Doctrow, brak sensownych perspektyw na monetyzację w skali pozwalającej choćby na utrzymanie serwerowni dużych modeli.

    Neguję teksty o „naukowej osobliwości”, wizję masowego zastępowania pracowników we wszystkich sektorach, itp.

  270. AI w postaci GPT po prostu wzbudziło szczery strach o własną przyszłość w mediach, szczególnie w portalozie, stąd wysyp tekstów o tym jak to zaraz wszystkich zastapi. No więc nie wszystkich, tylko tych wypisujących dyrdymały za psie pieniądze.

  271. @embercadero
    Nie sprowadzałbym sytuacji tylko do tego. Wiele osób faktycznie jest zachwyconych mechanizmem, bo go niespecjalnie rozumie. Ci rozumiejący zwykle wykazują dużo większy sceptycyzm (nie wszyscy, ale duża część).

  272. @Michał Maleski
    „z okresu sprzed 1999 roku bez pewnej magii która się wtedy odbyła (kiedy w skrócie, mocno z powietrza wyliczano tzw. kapitał początkowy)”

    Hah, o tej magii moja matka rocznik 1948, której najwyższe zarobki były wypracowane w PGR-ach i ich otoczce, miałą bardzo dużo interesujących rzeczy do powiedzenia.

  273. @AK:

    Tj. technologiczną osobliwość bym upatrywał w przyszłym rozwoju materiałoznawstwa, fizyki, genetyki i inżynierii, a nie że komputr zrobi coś szybciej lub bardziej kompleksowo niż do tej pory. Jak się umasowi produkcja mięsa laboratoryjnego to będzie przełom, tak samo opracowanie jakiegoś zastępstwa dla plastiku też dokona rewolucji.

    Na moim poletku postęp technologiczny jeżeli już coś wypiera, to papieronautykę stosowaną – internetyzacja np. wywaliła w kosmos zbieranie dzienników ustaw i klecenie tekstów ujednoliconych, zauważalnie zmieniło to pracę w branży prawniczej, ale nie żeby zginął chociaż jeden etat – no, może stażysta i/lub sekretarka w 2015 w przeciwieństwie do takich z 1985 dostawali nieco ambitniejsze zadania od wertowania papierowych dzienników ustaw, tyle. W to miejsce dostali inne zadania.

    Tutaj, jeżeli bym miał copilota co mi sam porozwija definicje, odszuka ustawy które mogą lub nie mają wpływu albo wygeneruje w formie tabelarycznej grupy docelowe przepisu to po prostu odpadnie mi kilka/kilkanaście godzin pracy typu „mozolna dłubanina”, ale w to miejsce wejdzie coś innego. O, choćby bardziej kontekstowe analizowanie danego zespołu przepisów. Albo po prostu task zamiast x dni zajmie y dni, gdzie y<x.

    Jak AI wpłynie na pracę programistów to nie zgaduję, nie znam charakterystyki zawodu. Może to będzie taki copilot+ (i po prostu programiście dopadnie zabawa ze składnią czy wyszukiwaniem bibliotek czy co tam jest mozolną dłubaniną), ale raczej nie zastąpi całego teamu programistycznego. Byłoby miło mieć generator formuł do excela rozumiejący po ludzku (pan spinacz!), ale wątpię żeby GPT zaprogramowało całego MS-DOS-a.

    @tarhim:

    I się jej nie dziwię.

    A wiesz, co z tą magią było najlepsze? Nikt jej nie kumał za dobrze, a ZUS uwalał sporne okresy bo gdyż przepisy wiążące ZUS miały mniej-więcej zamknięty katalog dowodów na "zaginione okresy". Sądy miały większą swobodę, więc prawie zawsze opłacało się pozwać ZUS, szczególnie jeżeli miało się JAKIKOLWIEK strzęp dowodu, że albo pracowało się więcej, albo zarabiało godziwiej. W sądzie przechodziły nawet zeznania świadków jako jedyny dowód (wciąż lepszy dowód niż szczątki legitymacji ubezpieczonego luźno powiązanej z powodem). Tak w wielkim skrócie i wielkim uproszczeniu.

  274. @Michał Maleski

    „A wiesz, co z tą magią było najlepsze? Nikt jej nie kumał za dobrze, a ZUS uwalał sporne okresy bo gdyż przepisy wiążące ZUS miały mniej-więcej zamknięty katalog dowodów na „zaginione okresy”.”

    Wiem to doskonale, a jeszcze bardziej wiedziała moja matka, której ostatnia emerytura (w 2018) wynosiła 1039 netto (również przez przerwy w oficjalnym zatrudnieniu, ale nadal). A w legitymacji ubezpieczeniowej (mam) nie ma wysokości zarobków. Czemu się nie sądziła, nie mam pojęcia.
    U nas w domu ogólnie o Buzku wyrażano się raczej chłodno, jak i o Balcerowiczu.

  275. @mięso laboratoryjne

    Przełom w czym? W ekologii? Mięso oddycha nawet kiedy nie jest częścią krowy i najchętniej robi to w ciepłym bioreaktorze (ogrzewanym węglem)

  276. > Mięso oddycha

    Ale nie defekuje metanu.

    > najchętniej robi to w ciepłym bioreaktorze.

    Przy czym wcale chętnie tego nie robi. To w zasadzie produkt farmaceutyczny – aptekarskie ilości na przemysłowe jednostki energii. A także w innym sensie: kura też dziś jest produktem farmaceutycznym, a antybiotyki zatruwają glebę – ale ma układ immunologiczny który mięsu trzeba zastąpić.

  277. To prawda, że robi to niechętnie i osobiście nie widzę możliwości ekologicznego skalowania w przypadku obecnie proponowanych metod. Metod nierzadko istniejących wyłącznie w excelu, zresztą.

  278. Dlatego piszę o przyszłym rozwoju i przyszłym umasowieniu. Prąd w teorii da się miec „tanio”, ziemi uprawnej pod pastwiska czy chlewnie nie.

  279. @tarhim: ale że w ogóle nie ma miejsca na wynagrodzenie, czy nikt tego nie wypełniał? Jeżeli to drugie to taki był los tych legitymacji – uzupełniane były niestarannie, obowiązek był traktowany jak obecnie meldunkowy. Kadrowym się nie chciało, personelowi ZUS się nie chciało, ludność nie bardzo widziała ceł dokumentowania zarobków skoro emerytura nie zależała od zarobków za młodu. Szczęście, że w ogóle legitka przetrwała tyle czasu, jak pisałem bywały sprawy, że sąd sądził na podstawie dokumentów osoby trzeciej robiąc przewrót przez głowę.

    A nie sądziła się z tego samego powodu, z jakiego nie sądziło się większość społeczeństwa, czyli z braku wiedzy że coś to da. Realistycznie rzecz ujmując, przed erą masowego internetu pod strzechami i upowszechnieniem się kultury guglania nie-prawnik miał przyzerowe szanse na ustalenie jakie zapadają wyroki w podobnych sprawach.

  280. @Michał Maleski
    Było miejsce, wypełnione nienachalnie, tak jak mówisz niespecjalnie ktoś widział sens, zwłaszcza że te wszystkie dane i tak sobie gdzieś siedziały. A potem cyk, Balcerowicz i dziesięć lat później okazuje się że archiwa tego i śmego się zdematerializowały.

    Co do sądzenia, chyba tak. Nauczyło ją to na przyszłość, ale do końca życia miała poczucie wychujania przez państwo bez lubrykantu.

  281. @tarhin:

    „Było miejsce, wypełnione nienachalnie, tak jak mówisz niespecjalnie ktoś widział sens, zwłaszcza że te wszystkie dane i tak sobie gdzieś siedziały.”

    A teraz puenta: otóż niekoniecznie gdzieś siedziały. Archiwa zakładowe były prowadzone równie starannie, co kadrowe wypełniały legitymacje ubezpieczeniowe. Ulatnianie się archiwów było wtórne, jeżeli i tak byłyby braki.

    Nawet bardzo duże zakłady były, no cóż, niestaranne w tym – w mojej anegdotce sąd nie bazował na losowej legitymacji dlatego że tak się uparł, tylko dlatego że archiwa były jeszcze gorszej jakości (o ile w ogóle jeszcze istniały, co nie było takie oczywiste).

    Takie podejście może dziwić, ale w starym-starym systemie (przynajmniej części powszechnej) informacja o zarobkach Kowalskiego z całego okresu zatrudnienia była zbędna. W starej ustawie (tej z 1982 roku) brano pod uwagę albo cztery ostatnie kwartały, albo wybrane przez pracownika trzy lata z ostatnich dwunastu lat przed osiągnięciem wieku (a mało kto wybierał drugą opcję), więc ile zarabiał na dwadzieścia lat przed emeryturą było informacją zupełnie zbędną. System ten rodził pewne problemy, głównie na tle tego że pracodawcy dawali awanse lub podwyżki w ostatnich miesiącach pracy celem podbicia emerytury w górę (nie tylko w systemie powszechnym), a samo świadczenie miało się nijak do tego co za pracownika odprowadzono w ciągu całego życia zawodowego.

  282. > System ten rodził pewne problemy

    Ciekawe, że w emeryturach mundurowych to problemu nie rodzi. Bo przecież chodzi o problem moralny. Sam system jak wspomniał Bastian to ochłap Bismarcka żeby go nie wywieźli na taczkach. A podatki nie działają jak portmonetka – raczej jak regulacja rzek (zbiorniki retencyjne, tamy – na bieżących agregatach pieniężnych).

  283. @Michał Maleski

    „Nawet bardzo duże zakłady były, no cóż, niestaranne w tym – w mojej anegdotce sąd nie bazował na losowej legitymacji dlatego że tak się uparł, tylko dlatego że archiwa były jeszcze gorszej jakości (o ile w ogóle jeszcze istniały, co nie było takie oczywiste).

    Bat ofkors, natomiast w mojej rodzinnej anecdacie matka była jedyną osobą która miała aż takie problemy i traf chciał, że tylko ona pracowała w czymś zlikwidowanym na rympał. No, ojciec też, ale pracował w tej gałęzi na tyle krótko że mógł zwyczajnie olać. Tam gdzie ciągłość była zachowana do 1999 albo coś się poskładało w sposób w miarę cywilizowany nie było większych problemów.

  284. @Michał Maleski

    A, i jeszcze próby znalezienia śladów po archiwach pgr+przyległości w tym 1999 to też była rzecz nietrywialna a zasobochłonna.

  285. @unikod:

    No nie, emeryturę policyjną oblicza się nieco inaczej, i danie mu awansu przedemerytalnego musiałoby być albo zrobione na kilak dobrych lat przed emeryturą, albo wiązać się z bardzo wysoką podwyżką. Tam się jednak nie bierze roku (lub trzech), a OIDP dziesięć.

    @tarhim:

    To jest generalny efekt próby przeliczenia starożytnych składek na kapitał początkowy. Z niezrozumiałego dla mnie powodu wybrano najbardziej zagmatwaną opcję, która ani nie była tania we wdrożeniu, ani nie dała sensownych świadczeń, ani… no, nic nie dała w przypadku osób z okresami sprzed reformy.

    Inna rzecz, że „sprawiedliwego” powszechnego systemu emerytalnego gdzie się nie dosypuje z budżetu nie da się zrobić. Część środków ze składek w teorii można przekierować na inwestycje publiczne za które będzie się FUS-owi w perspektywie czasu należał dochód (problem w tym, że takie ubankowienie ZUS-u wymagałoby gigantycznej przebudowy aparatu, a i ten dochód musiałby być gwarantowany przez państwo), ale nie byłoby dużych szans na to, żeby te inwestycje dały lepszy zwrot niż obecne waloryzacje.

    Pomysł w pełni kapitałowych emerytur to byłoby OFE do kwadratu, czyli najpewniej jakiś egzotyczny miks obligacji skarbowych i akcji. A więc portfel z jednej strony by sztucznie podbijał dług publiczny, z drugiej byłby narażony na spore wahnięcia, z trzeciej tworzył bańkę na giełdzie, z czwartej NADAL by najpewniej wymagał dopłat ze strony skarbu państwa żeby się spiął.

    Więc najlepsze na co wpadam to proste przesunięcie środków pobieranych w PIT do składki emerytalnej, lekka zmiana sposobu obliczania żeby wyszło to samo przy niezmienionym faktycznym obciążeniu pracowników i tym by się rozwiązało problem dziennikarzy podnoszących cyklicznie larum że trza do ZUS dopłacić (bo byśmy ominęli moment gdzie kasa z PIT przed trafieniem do FUS zalicza pośredników). Byłoby to samo, ale ładniej matematycznie.

  286. > No nie, emeryturę policyjną oblicza się nieco inaczej

    To po co przed zmianą władzy się awansowali i zwiększali dodatki?

    „Schemat jest taki, żeby wysokość emerytur była równa z dotychczasowym uposażeniem, czyli powinna wynosić kilkanaście tysięcy złotych. Jak dowiedział się reporter RMF FM, ten schemat został też zastosowany podczas wczorajszych rozmów szefa policji z szefami komend wojewódzkich. Z nieoficjalnych informacji wynika, że znacząca większość – ponad dziesięciu komendantów – zadeklarowała odejście ze służby wraz z całym kierownictwem.”

    Ale to szczegół. Cały system „służbowy” to jedna wielka preferencja, fikcja i wynagradzanie za sam fakt predyspozycji do pewnego rodzaju pracy. Dla rządu dwutygodniowego i teraz dla trzymiesięcznych ministrów też. Polityk czy policjant to nie zawód a cecha charakteru.

  287. @MIchał Maleski

    No i stąd chłodne podejście do Buzka w moim domu rodzinnym. Ja nawet trochę podziwiam, cztery reformy wymyślić i wszystkie spieprzyć, no ale to już kompletny offtopic a nie chcę się narażać gospodarzowi.

  288. @cmos
    na Twojej stronie nie działa ani kanał RSS, ani rejestracja nowych użytkowników do komentowania. Czy mógłbyś zerknąć i chociaż odblokować RSS?

  289. @tarhim
    „kompletny offtopic a nie chcę się narażać gospodarzowi.”

    Bez przesady, te cztery reformy – a zwłaszcza emerytalna – wpisują się w Historię Mediów w Polszcze, bo tak poza tym to była bonanza z reklam typu „Emerytura pod palmami”, co było formą miękkiej korupcji: media naprawdę nie miały motywacji żeby cokolwiek tu skrytykować.

  290. @Michał Maleski
    >No nie, emeryturę policyjną oblicza się nieco inaczej, i danie mu awansu przedemerytalnego musiałoby być albo zrobione na kilak dobrych lat przed emeryturą, albo wiązać się z bardzo wysoką podwyżką. Tam się jednak nie bierze roku (lub trzech), a OIDP dziesięć.

    Średnia pensja z dowolnych 10 lat służby, ale następujących po sobie. Z uwzględnieniem dodatków i nagród rocznych. W większości przypadków najlepiej pewnie brać ostatnie 10 lat + każda podwyżka i nagroda podbija emeryturę.

  291. @fieloryb

    Robisz potężny błąd w swoich założeniach. Państwo emitujące własną walutę nie utrzymuje się z podatków płaconych w tej walucie. PRL nie zbankrutował dlatego, że zabrakło mu talonów NBP dla emerytów, tylko dlatego, że koszt obsługi długu w USD stały się ogromne (za Paula Volckera stopy procentowe FED doszły do 22,36% w 1981 r).

  292. @karakachanow & rejestracja

    Dziwne, spróbowałem i rzeczywiście nie działało, potem sprawdziłem ustawienia i wszystko było włączone jak trzeba. Spróbowałem znowu i poszło. Więc spróbuj teraz.

  293. @izbkp „PRL nie zbankrutował dlatego, że zabrakło mu talonów NBP dla emerytów, tylko dlatego, że koszt obsługi długu w USD stały się ogromne (za Paula Volckera stopy procentowe FED doszły do 22,36% w 1981 r).”
    Kąsek dla miłośników historii alternatywnej – czy, gdyby nie było drastycznych podwyżek stóp za Volckera, PRL upadłby z takim samym hukiem? Czy kisiłby się np. dekadę dłużej, bo ludzie nie byliby tak wymęczeni, żeby strajkować i założyć Solidarność w 1980?

  294. @Emerytury
    Pomysł odkładania na na okres ~40 i na skalę ogólnopanstwową środków w walucie fiducjarnej emitowanej przez to samo państwo jest tak absurdalny, że nie wierzę, że ktokolwiek za to odpowiedzialny chociaż przez chwilę widział w tym sens. To jest przekręt na skalę biologii miczurinowskiej.

  295. @jgl:

    Ale, że co?

    Że ZUS? Nie gromadzi on per se gotówki. Co wpłynie jako składka, wypływa jako świadczenia. Suma na koncie ubezpieczonego to zobowiązanie ZUS wobec ubezpieczonego (w wielkim i wręcz wulgarnym skrócie). Jakbym ja podpisał weksel że wiszę WO 10 złotych, które zapłacę po waloryzacjach w 2035 to WO nie miałby 10 złotych. A przynajmniej – w momencie podpisania weksla nie miał.

    Że OFE? Jakaś gotówka tam trzymana była, ale miażdżąca większość środków wychodziła na zakup obligacji i akcji. Znowu – to nie gotówka.

    Że PPK? Jak wyżej. Idzie na walory, wartość w PLN to jedynie luźne wyobrażenie. Nigdzie tam nie leży kupka banknotów ani ROR z tym hajsem.

  296. @WO

    Twój bąbelek jest niezwykły, skoro wykształcenie coś w nim daje (w sensie finansowym).

    To jest śpiew przyszłości, jeśli rynek pracy nie będzie regulowany przez sensowne prawo. W dystopijnym 2050 roku zawodem pewnym będzie praca w branży ochrony, medycznej, i przy nadzorze produkcji. Wszystkie etaty będą dotyczyć albo pracy banalnej i nudnej, albo wyjątkowo dobrze wykształconych fachowców, specjalistów. Reszta na zieloną trawkę i w kolejkę po zasiłek.
    Swoją drogą, jeśli państwo dołożyło 30-40% do pensji nauczycieli to jak się to ma do zarobków akademików? Utrzymywanie dyplomowanego historyka (2 doktoraty!) z głodową pensją minimalną to ujma dla polskiej nauki a przede wszystkim obraza dla Ministerstwa Edukacji.

  297. @wo
    Dzięki, oraz ha, pamiętam te reklamy i tą akwizycję.
    Oraz w moim regionie kraju chłodne podejście do Buzka jest/było dość powszechne, gdyż reforma terytorialna.

  298. @WO
    „mój własny blog”
    Gdzie mi do zasięgów Wojciecha Orlińskiego. Moje wpisy czytałoby 4,5 osoby na rok… 😉

  299. @Michał Maleski

    Inna rzecz, że „sprawiedliwego” powszechnego systemu emerytalnego gdzie się nie dosypuje z budżetu nie da się zrobić. [inwestycje z pieniędzy składkowych ZUS-u]

    Obecnie to nie możliwe, ale co, jeśli by inwestować składki w budownictwo społeczne? Mamy dwie pieczenie przy jednym ogniu: ludzie mają gdzie mieszkać a w czynszu realizują wymagany efekt waloryzacji świadczeń emerytalnych. Win-win. Takie pomysły hulały tu i ówdzie. Ktoś to może policzył, czy to opłacalne?

  300. @Michał Maleski
    Potoczne rozumienie, popychane zresztą przez piarowców mejnstrimowej ekonomii, jest przecież właśnie takie, że odkładamy sobie kupki na ZUS, a potem ZUS będzie z tych kupek nam wypłacać. Że to jest absurdalne to przecież wiem, i przecież o tym absurdzie właśnie pisałem; ale hokus pokus czary mary tak to ma wygladać dla szeregowych obywateli, żeby potem nie mieli pretów o gówniane emerytury: trzeba było se większą kupkę odłożyć.

  301. @izbkp

    Państwo emitujące własną walutę nie utrzymuje się z podatków płaconych w tej walucie. PRL nie zbankrutował dlatego, że zabrakło mu talonów NBP dla emerytów, tylko dlatego, że koszt obsługi długu w USD stały się ogromne.

    Tylko USA (i być może euroland) może sobie pozwolić na eksport długu w formie petrodolarów (jeśli dobrze to rozumiem). Handel zagraniczny wręcz wymaga wspólnej waluty i dolar się sprawdza w tej formie.

    Smarowanie rozwoju kredytem (co zostało wykonane przez system za Gierka) grozi korupcją i teoriami spiskowymi. Zaskakuje mnie z jaką łatwością usiłujesz podać przepis na państwo: pożyczmy, zainwestujmy, zbankrutujmy. System musi się spinać makroekonomiczne. Kredyty trzeba spłacać. Bankructwo państwa to wyjątek nie reguła.

  302. @tarhim
    „matka była jedyną osobą która miała aż takie problemy”

    nienienie, mnóstwo ludzi miało wtedy takie problemy, po prostu koledzy za młodzi jesteście by tych ludzi znać, ja z nimi pracowałem i wo na pewno też. Side story: jednymi z najbardziej wychujanych byli ludzie wyrzuceni z roboty z wilczym biletem „za solidarność” którzy przez całe lata 80-te przeważnie coś robili półlegalnie a w każdym razie nie na państwowym no bo wilczy bilet. Nawet jeśli składki były płacone to w zasadzie nigdy nie było dokumentacji. Ci starsi którzy chcieli iść na emeryturę około przełomu wieków czy trochę później mieli z tym ogromny problem bo według zusowskich zasad bez tych papierów dostawali groszowe emerytury. Część się wysądziła a reszta została z tymi groszami. Młodsi przewaznie to olali zakładając że do emerytury daleko i w 3RP się odrobią (no i ciekawe co im z tego wyszło)

  303. @fieloryb
    „To jest śpiew przyszłości, jeśli rynek pracy nie będzie regulowany przez sensowne prawo. W dystopijnym 2050 roku zawodem pewnym będzie praca w branży ochrony, medycznej, i przy nadzorze produkcji. Wszystkie etaty będą dotyczyć albo pracy banalnej i nudnej, albo wyjątkowo dobrze wykształconych fachowców, specjalistów. Reszta na zieloną trawkę i w kolejkę po zasiłek.”

    Uparcie ignorujesz kwestię „paradoksu wydajności”, o którym pisał Unikod. Już parę razy wyskakiwano z przepowiedniami typu „automatyzacja / komputeryzacja zlikwiduje miejsca pracy” i to nigdy nie następowało. Ekonomiści dziwują się nad tym od zeszłego stulecia. Oczywiście jak tylko pojawiły się roboty przemysłowe (już dobre 70 lat temu), zaczęto przepowiadać koniec klasy robotniczej. Tymczasem Twój zmyślony przykład, „zwolnił 20 osób bo zautomatyzował linię” nie występuje w przyrodzie. Jeśli Elon Musk robi teraz wielkie zwolnienie w Tesli, to nie z powodu automatyzacji przecież.

    Twoją prognozę na 2050 uważam więc za zbyt bzdurną by nawet o niej dyskutować – być może będę wycinać.

  304. @WO

    Ekonomiści dziwują się nad tym od zeszłego stulecia (nad automatyzacją).

    Automatyzacja nie tyle likwiduje miejsca pracy co zmienia ich charakter. To proces. Zamiast likwidować miejsca pracy, dajmy kolejny dzień wolny (w formie święta narodowego np.). Moja dystopia (nie prognoza!) jest celowo przesadzona, podobnie jak każda utopia. Pozostawić problem powstawania i ginięcia zawodów w rękach właścicieli prywatnych firm? – na to chciałem zwrócić uwagę.
    Mój przykład nie jest zmyślony. O tyle rosło sezonowo +- zatrudnienie w pewnym zakładzie pracy rok w rok. Niewdzięczna praca fizyczna została zastąpiona przez automatykę. Dzisiaj już niemal nikt tam nie dźwiga i nie układa ciężarów na linii produkcyjnej.

  305. @embercadero

    „nienienie, mnóstwo ludzi miało wtedy takie problemy”

    Ja to wiem, natomiast u mnie w rodzinie (co być może koślawie zaznaczyłem pisząc o rodzinnej anecdacie) więcej osób tak uszczęśliwionych nie było. Ojciec natomiast borykał się ze skutkami pracy na czarno w najntisach, ale to osobna historia, prawdaż (ta impreza matki też nie ominęła i też nie wpłynęła dobrze na wysokość emerytury).

    Swoją drogą ZUS napisał do mnie jakieś dwa lata temu list, że nie mają kwitów od pracodawcy z 2004 i czy mam cokolwiek potwierdzającego, że otrzymałem wtedy hajs, może być wyciąg bankowy albo co. Uprzejmie odpisałem że nie mam, bo mi też nie płacił. Więc może coś się zmienia.

  306. ^^ moja zona jakoś tak około pandemii musiała biegać do zusu i się tłumaczyć z zasiłku który otrzymywała przez kilka miesięcy w połowie 90’sów. Po długim procesie uznano formalnie że owszem, ta stówa czy dwie jej się wtedy rzeczywiście należały. W zusie musi być mnóstwo ludzi którzy nie mają co robić jeśli tracą czas na sprawdzanie takich groszowych spraw po 30 latach

  307. @wo
    „Tymczasem Twój zmyślony przykład, „zwolnił 20 osób bo zautomatyzował linię” nie występuje w przyrodzie.”

    Linię jak linię ale tak się złozyło że parę lat spędziłem automatyzując różne rzeczy w IT w korpo i wiem dokładnie ilu ludzi dzięki pracy mojego teamu straciło zatrudnienie bo wielu z nich znałem z imienia i nazwiska. I to nie było pojedyncze osoby, co z tego że głównie w Indiach. Gorzej – to ilu gości dzięki nam zwolniono było jedną z metryk naszej wydajności. Praca w sam raz dla psychopaty

  308. @fieloryb
    Dzisiaj już niemal nikt tam nie dźwiga i nie układa ciężarów na linii produkcyjnej.

    Gdzie problem? Zauważylem że ludzie którzy niespecjalnie pracowali kiedyś przy wyczerpujących fizycznie, bądź drenujących intelektualnie shitjobs przeceniają te mityczne miejsca pracy, szt. 1, jakoś nie zauważając jak urągające godności jest pracowanie w XXI w jako ekwiwalent zwierzęcia pociągowego żeby mieć co do garnka włożyć.

    @embercadero
    wiem dokładnie ilu ludzi dzięki pracy mojego teamu straciło zatrudnienie bo wielu z nich znałem z imienia i nazwiska.

    Ale że wypowiedzenie i drzwi, czy przesunięcie do innego zespołu? Bo moje wspaniałe doświadczenie z wewnątrz outsourcingu jest takie, że jak już ktoś, albo i ty sam zautomatyzowałeś swój mozolny shitjob to dostawałeś propozycję nie do odrzucenia w postaci „awansu” do innego zespołu. Wiadomo że wszystko zależy od warunków na rynku pracy (czasem zatrudnienie jest fikcyjnie napompowane) i czy np. usprawnienia nie są wynikiem integracji po jakimś mergu (mój znajomy wyleciał ostatnio z dnia na dzień, bo większa rybka łyknęła jego pracodawcę i wicie, rozumicie, podwójne etaty mamy), ale generalnie korpo niechętnie pozbywają się pracowników których np. nałapały podczas kryzysu 2008 tak jak mnie. Dużo zależy od czasu i miejsca w którym miales szczęście/pecha się znaleźć. Pracowałem w outsourcingu wystarczajaco długo żeby widzieć jakiego typu zadania się outsourcuje i automatyzuje, widziałem całe zespoły przenoszone do Indii a potem wracające po tym jak różnice kulturowe okazały się zbyt skuteczne w obniżeniu jakości serwisu, przerobiłem zachwyt metodolgiami lean i six sigma, narzędziami low/no code i teraz ostatnio AI. Korpo pełne są potwornie jałowych bullshit jobs, które mają przyzerową wartość dodaną i wypalają pracowników podobnie jak repetytywna praca na taśmie. Automatyzacja czasem działa, czasem okazuje się że zysk nie jest aż tak duży bo koszt utrzymania automatu jest wyższy niż poczatkowo zakładano. Korpo przepalają tez często środki na różne vanity projects i teraz np. hajp na AI powoduje że próbuje się wykorzystać te czaty wszędzie, tylko po to żeby management mógł wstawić slajd o wykorzystaniu AI do kwartalnego powerpointa. Więc, podsumowując, to mityczne zastąpienie ludzi robotami raczej szybko nie nastąpi bo każdy robot ma swoje wąskie zastosowanie, a człeka zawsze można łatwo przyuczyć do robienia innego idiotycznego zadania, a jest nas 7mld, więc zawsze znajdziemy gdzieś konkurencyjnego cenowo biobota robiącego co trzeba za miskę ryżu.

  309. @Havermayer

    Gdzie problem? Zauważylem że ludzie którzy niespecjalnie pracowali kiedyś przy wyczerpujących fizycznie, bądź drenujących intelektualnie shitjobs przeceniają te mityczne miejsca pracy,

    Problem z tym, że następny możesz być ty lub ja na dwa miesiące przed wejściem w okres ochronny na UoP. Kto da pracę 59-latkowi, który całe życie siedział przy wirtualnej taśmie i tworzył kolejne nikomu niepotrzebne pliki?

  310. @fieloryb
    Problem z tym, że następny możesz być ty lub ja na dwa miesiące przed wejściem w okres ochronny na UoP.

    Wiesz, jest mnóstwo rzeczy których można się bardziej bać w tej chwili. Jest kryzys klimatyczny np., mamy wojnę za granicą która też może wygenerować jakiegoś czarnego łabądka w każdym momencie, nie ma co fantazjować o skynecie. Pamiętaj że dopóki nie pojawią się na ulicach nieodróżnialni od człowieka replikanci, każda automatyzacja wiąże się z kosztami wdrożenia i utrzymania, więc żeby się w exceliku zgadzało to trzeba to dobrze policzyć żeby się nie okazało że ten 59-latek nie siedzi dalej na etacie i poprawia to, co automat błędnie wysłał nie tam gdzie trzeba i cały sprytny plan się bilansuje na okrągłe 0. Albo też wdrożyłeś coś, co poprzez charakter procesu wymaga regularnego updatowania kodu, więc to co oszczędziłeś na FTE płacisz w jakichs service fees zewnętrznemu podmiotowi który słono sobie liczy za przepisanie paru linijek. A jak jeszcze zatrudnisz sobie konsultantów do tego wdrożenia to ho ho, zwróci się za 5 lat a może i nie.

    Nie wiem gdzie mieszkasz i czym się zajmujesz, ale maszyna typu człowiek zawsze ma tę przewagę że jest wielozadaniowa i zawsze można zostać tym przysłowiowym cieciem żeby doczołgać się do emerytury. Spójrz na to tak: w wielu marketach masz samoobsługowe kasy, ale jakoś nie widać żeby zupełnie zastąpiły kasjerów, nie? Same się nie zresetują jak im się system zawiesi, same nie skontrolują czy klient ma 18 lat i może kupić piwo, same nie skorygują błędu który nie naliczył jakiejs tam promocji na masło, same sobie nie zmienią taśmy do drukarki, no i przede wszystkim nie wstaną i nie pójdą pomóc rozładować tira z dostawą kiedy nie ma klientów.

    Ja niedawno w pracy bawiłem się jakimiś prostymi algo ML żeby analizować dane finansowe z systemu i okazało się że, saprajs saprajs, trzeba poświęcić bardzo dużo czasu żeby dane wejściowe były na sensownym poziomie zagregowania itp. żeby odsiać na tyle szum, by najprostsze outlier detection nie świeciło na czerwono od góry do dołu w zupełnie nieważnych miejscach. A to dopiero początek zabawy, na końcu której generatywne AI miało napisać bajkę o tym co wynika z tych kwartalnych cyferek. A jak dla zabawy daliśmy cyferki chatowi to wypluł tekst który wspaniale papugował styl tych wszystkich „robust improvement across the vital sectors” ale jako powody podawał rzeczy marginalnie wpływajace na ten stan, albo bedące wynikiem ewidentnych anomalii czy dziur w danych. Więc tak, chętnie zobaczę robota który wykona cały ten proces end to end.

  311. @Havermeyer
    „Ale że wypowiedzenie i drzwi, czy przesunięcie do innego zespołu? ”

    A to już zależy od momentu w cyklu korporacyjnym, były momenty że „akcjonariusze żądają byśmy cięli headcount więc co my możemy biedne misie” a były i takie że „załoga jest naszym największym dobrem więc nikogo nie zwalniamy”. W drugim przypadku delikwenci dostawali jakieś oferty, albo raczej 3 miesiące na poszukanie sobie innego zajęcia w obrębie firmy (bo w przypadku cięcia headcountu to nie wchodziło w rachubę, były przypadki gdy zautomatyzowanego gościa zwolniono a miesiąc później z powrotem przyjeto na inne stanowisko).

    Cieszę się że już się tym nie zajmuję, sama robota była w sumię fajna i kreatywna, ale jednak zbytnio mi to waliło w psychikę. Niby wszyscy wkoło sobie tłumaczyli że jak nie my ich to kto inny nas, a trzeba coś jeść, z czym się trudno nie zgodzić, no ale widać jestem zbyt empatyczny.

  312. @embercadero
    no ale widać jestem zbyt empatyczny.

    Ja raz miałem nieprzyjemność odbyć rozmowę rekrutacyjną z typem który przeszedł z działu M&A i chciał restrukturyzować jeden zamorski oddział korpo i potrzebował swojego człowieka na miejscu. Oddział był na wyspie, gdzie populacja była na tyle mała że wszyscy się tam znali, bądź byli wręcz skoligaceni. Myślałem że będzie to standardowe leanowanie procesów i inne zaklęcia spod znaku continuous improvement i kaizen mindset, a tu koleś mi namalował sytuację jak z jakiegoś bonda, wręcz czekałem aż mi powie że zrzucą mnie w nocy na spadochronie. Kolejny raz sobie wtedy uświadimiłem że choćby korpo z zewnatrz było nie wiem jak pluszowe, pink i green washnięte, uśmiechnięte i wogle, to zawsze gdzieś są tacy goście o psychopatycznym rysie robiący dirty jobs, żeby korpo zarobiło swoje.

  313. @Havermeyer

    No w końcu M&A to murders and executions according to Christian Bale w niezapomnianym American Psycho

  314. @Ausir

    „Oby nie, bo o ile sam Sanders jest generalnie w porządku, to w ostatnich latach okazało się bardzo wyraźnie jak wiele osób z jego otoczenia, zwłaszcza tych z okolic DSA to prorosyjskie onuce i inne czołgi. Niestety rzeczywiście lewicowych gospodarczo polityków niebędących kampistami jest w USA bardzo mało.”

    Po tym jak Sanders poparł Bidena po prawyborach, i po awanturze o Force the Vote w w 2021, bardziej radykalni i przez to bardziej podatni na anty-USA kampizm sandersiści obrazili się na Sandersa i AOC, zostali post-sandersistami i krążą gdzieś pomiędzy DSA, zielonymi i czymkolwiek teraz są Cornell West i RFK. Dzięki wszystkim Bogom Chaosu, ci ludzie nie mają żadnych szans na samodzielne sukcesy wyborcze i ich obecna działalność to zbieranie superchatów na jutubie. Piękny przykład to Briahna Joy Gray.

    Okolice Sandersa to teraz raczej progresywni Demokraci niż DSA. W Izbie Reprezentantów wszyscy sandersiści poparli pakiet dla Ukrainy. W Senacie były dwa głosy przeciw (Markey i jeszcze jeden), ale to dlatego, że w Senacie ten pakiet był połączony z Izraelem i miał gwarantowaną większość, więc ci dwaj panowie zrobili teatralnego Rejtana w sprawie Palestyny.

    Rzeczywiście istnieje ryzyko, że Sanders.2 (ktokolwiek nim będzie) przyciągnie do siebie aktywistów z okolic zielonych i DSA i ruch ponownie zarazi się skarpetkosceptycyzmem. Tylko że na razie to S-F, równie dobrze może być tak że następny Sanders będzie bardziej umiarkowny, ktoś w stylu Beto czy Warren w okolicy 2016 roku (na boku, szkoda, że nie wystartowała wtedy). Jedna dobra rzecz z Bidenem: dzięki niemu związki zawodowe są znowu cool i partia skręciła w lewo.

  315. @wo
    „przejście do roli czołowego współczesnego filozofa polskiego było naturalną konsekwencją”

    Niesamowite jak skaczecie na około i wszędzie tam, gdzie nie trzeba. Matczak dostał „kolumnę” i promują go na prawo i lewo, bo siedzi w Radzie Fundacji Batorego. Dziwicie się, że taki dzban może się rozpisywać i jest promowany mimo że ma mentalność petersenowsko-kremówkową. Jak ktoś ma błogosławieństwo Dżordża to nikt nie ma nic do gadania w Agorze. Możecie budować sobie okrężne teorie i oskarżać o antysemityzm / teorie spiskowe dziejów, ale niezrozumienie prostych mechanizmów władzy do tego właśnie prowadzi. Przyszły prezydent Polski Trzaskowski już ucałować pierścień syna Dżordża w świetle kamer.

  316. @vinidion
    ” Możecie budować sobie okrężne teorie i oskarżać o antysemityzm / teorie spiskowe dziejów, ale niezrozumienie prostych mechanizmów władzy do tego właśnie prowadzi.”

    To właśnie pan ich nie rozumie. W takim razie najpotężniejszą osobą w mediach, a już zwłaszcza w Agorze, powinien być Edwin Bendyk. Jakoś się to niczym w praktyce nie objawia. Pozostali członkowie rady fundacji też nie są już tak wszechobecni jak Matczak. Czym pan to tłumaczy?

    To właśnie ja rozumiem jak to działa – a pan zastępuje sobie realne rozumienie i realną wiedzę bzdurami z jutuba. Jeśli uwierzył pan we wszechwładzę Sorosa, to pewnie wierzy pan także w szkodliwość szczepionek, że nigdy nie było żadnej pandemii („na tym filmie zwłoki się poruszyły!”), nie ma też wojny w Ukrainie („nigdy nie pokazano żadnego footage!”), a Ziemia naturalnie jest płaska.

  317. @wo
    „W takim razie najpotężniejszą osobą w mediach, a już zwłaszcza w Agorze, powinien być Edwin Bendyk”.

    Bzdura. Prawidłowo wyprowadzony sylogizm brzmiałby: „Jeśli każdy członek Rady lub Zarządu Fundacji Batorego jest namaszczony przez Sorosa oraz każdy namaszczony przez Sorosa ma władzę / wejścia w Wyborczej to każdy każdy członek Rady lub Zarządu Fundacji Batorego ma władzę / wejścia w Wyborczej”. I to się zgadza.
    Poza tym byłoby zupełnie bezpodstawne przypuszczać, że każdy w Batorym ma takie samo parcie na szkło. Ale jak chce to może. I może do woli. A ktoś spoza Rady/Zarządu nie może. Gdy Markowski był w Radzie to wyskakiwał z każdej lodówki w każdym z możliwych miejsc kontrolowanych przez Agorę. Wykorzystał swoje 5 minut i teraz już tylko kurtuazyjnie go coś czasem spytają. 5 minut mają już następni. I co zabawne mogliby zostać zastąpieni przed losowo wybranego mądralę z uczelni i nikt by nie zauważył różnicy. Dlatego to jest taki wet dream niedofinansowanych i sfrustrowanych akademików, żeby dostać się do Batorego (tudzież żeby dostać stypendium Poppera) udowadniając że mogą się do czegoś przydać i podpisując niewidzialną lojalkę. Ja wiem, że na lewicowych blogaskach i w środowisku GW do wielkie taboo, ale z zewnątrz jest to widoczne jak na dłoni.

  318. To dlatego Solozzo sonduje kandydatkę na prezydentkę. To taka konkurencja z Sorożcem.

  319. @vinidion
    „Ja wiem, że na lewicowych blogaskach i w środowisku GW do wielkie taboo, ale z zewnątrz jest to widoczne jak na dłoni.”

    Pan robi tautologię. Z góry ZAKŁADA PAN że każdy kto robi karierę w mediach, musi być „namaszczony przez Sorosa”. I oczywiście w każdej osobie, która robi karierę w mediach, widzi pan potwierdzenie rzekomego „sylogizmu”. Podobnie osoba, która uważa, że każdy kto robi karierę jest człekokształtnym jaszczurem – wszędzie będzie widzieć „jak na dłoni” potwierdzenie swojego założenia.

    To dla mnie niepojęte że można tego nie widzieć.

    „podpisując niewidzialną lojalkę. ”

    Skoro jest „niewidzialna”, to skąd pan to wie?

  320. @wo
    „niewidzialna lojalka”

    A słyszał pan o pojęciu „metafora” jako środku obrazowania, takim tam tworzeniu związków z frazeologicznych o innym znaczeniu niż dosłowny sens wyrazów? Polecam sprawdzić.

    „ZAKŁADA PAN że każdy”

    Nie zakładam. Nie używam wielkich kwantyfikatorów. Precyzyjnie stwierdzam, że ludzie z Rady/Zarządu mają wejścia jeśli chcą. Co elegancko tłumaczy dlaczego Matczak ma swoje 5 minut, wypełnia swoim bełkotem kolumnę w Wyborczej i piszę książki szybciej niż Remigiusz Mróz. Quod erat demonstrandum.

  321. @vinidion
    „A słyszał pan o pojęciu „metafora” jako środku obrazowania, takim tam tworzeniu związków z frazeologicznych o innym znaczeniu niż dosłowny sens wyrazów? Polecam sprawdzić”

    Tracę cierpliwość. W takim razie proszę teraz wyrazić swoją tezę bez metafor.

    ” Precyzyjnie stwierdzam, że ludzie z Rady/Zarządu mają wejścia jeśli chcą.”

    Ale ta teza jest pusta poznawczo (na poziomie tautologii). Równie dobrze może pan powiedzieć, że ludzie z Garwolina mają wejścia jeśli chcą.

    „Co elegancko tłumaczy dlaczego Matczak ma swoje 5 minut, ”

    Zaproponowane przeze mnie tłumaczenie (że doskonale wstrzelił się w światopogląd naczelnych, a zwłaszcza ich odwieczne poszukiwanie „fajnego konserwatysty”) tłumaczy to lepiej, bo nie wymaga dodatkowych założeń z serii „ziemia jest płaska”.

  322. @vinidion:

    „„Jeśli każdy członek Rady lub Zarządu Fundacji Batorego jest namaszczony przez Sorosa oraz każdy namaszczony przez Sorosa ma władzę / wejścia w Wyborczej to każdy każdy członek Rady lub Zarządu Fundacji Batorego ma władzę / wejścia w Wyborczej”. I to się zgadza.”

    Stosowania Sorosa (lub dowolnego wypełniacza z teorii spiskowej) jako figury demiurga powoduje, że dochodzi się do punktu „a dlaczego Soros namaścił tego-a-tego?” oraz do drugiego pytania „a to Soros się tak bardzo interesuje akurat Polską, żeby osobiście namaszczać różnych Iksińskich?”.

  323. @wo
    „niewidzialna lojalka”

    To całkiem zabawne, że pan akurat zadaje to pytanie. Czy to przypadkiem nie pan zachwycał się książką „Rynek i ratusz. O ukrytej sieci powiązań, która rządzi światem” Fergusona? Powinien pan więc doskonale rozumieć, że nieformalne sieci powiązań osadzone na jakimś fundamencie (tutaj Fundacja) nie mają w zwyczaju generować papierowych dokumentów. Tyle w temacie.

    „odwieczne poszukiwanie fajnego konserwatysty”

    No to znaleźli. Przypadkiem też siedzi w Radzie Fundacji Batorego.

  324. @vinidion
    ” Czy to przypadkiem nie pan zachwycał się książką”

    Nie. Napisałem recenzję, w której trochę chwalilem, a trochę nie.

    „Powinien pan więc doskonale rozumieć, że nieformalne sieci powiązań osadzone na jakimś fundamencie (tutaj Fundacja) nie mają w zwyczaju generować papierowych dokumentów.”

    Ferguson – co by o nim nie mówić – jakoś tam swoje tezy uzasadnia. Tam są jednak argumenty, przykłady, dowody itd. Nie pisze o niewidzialnych bytach, które sobie wymyślił nie wiadomo na jakiej podstawie. To trochę bezczelne z pańskiej strony, że się pan na niego powołuje.

    Za chwilę definitywnie stracę cierpliwość, a razem z nią pan straci przywilej komentowania tutaj. Czy ma pan jakiekolwiek argumenty w sprawie „wszechpotężnego Sorosa”? Jeśli sekrety tej reptiliańskiej masonerii są tak tajne, że aż niewidzialne, to skąd pan o nich wie?

    Z jakiegoś debilnego filmiku na jutubie, prawda?

    „Przypadkiem też siedzi w Radzie Fundacji Batorego.”

    A także na pańskim ukochanym jutubie. Wygląda po prostu na osobę, która wszędzie chce się pojawić. Występuje też u Stanowskiego. Czy Stanowskiego też popiera Soros? A Stanowski Sorosa? A czy konto Matczaka na Patronite to też inicjatywa Sorosa? A może dla odmiany Bendyka?

    Cała pańska teoria spiskowa jest równie idiotyczna jak teoria wszechpotężnego Garwolina. Wszystko się dzieje dlatego, że Garwolin o tym decyduje. Każdy kto jest z Garwolina robi karierę, jeśli tylko chce (nie wszyscy chcą oczywiście).

  325. @wo
    „trochę chwalilem, a trochę nie”
    Czyli dopuszcza pan istnienie nieformalnych struktur, które nie mają biura prasowego, działu HR i stołówki? Zaprzeczanie, że Soros ma w Polsce wpływy i swoje interesy jest niepoważne. Może pan sobie wjechać do gabinetu najpoważniejszego kandydata na Prezydenta Polski w każdej chwili jak VIP? Tu nie ma żadnych jutubowych spisków. Soros ma fundację OSF, która w chwili obecnej ma około 25.000.000.000 dolarów aktywów. Jak bardzo trzeba być naiwnym, żeby myśleć, że takie pieniądze nie pozwalają narzucać jakiejś linii programowej i decydować o kadrach w stworzonych przez samego siebie instytucjach? Że nie można wywierać nacisków na ludzi bez grosza przy duszy i marzących o awansach – w zamian za lojalność?

    „trochę bezczelne z pańskiej strony, że się pan na niego powołuje”
    Powoływanie się na Fergusona jest w punkt i pan o tym doskonale wie. Po prostu zabolało.

    „Występuje też u Stanowskiego”
    A to się wyklucza? Jak?

  326. @vinidion
    „Zaprzeczanie, że Soros ma w Polsce wpływy i swoje interesy jest niepoważne.”

    Przecież nie twierdzę, że nie ma zupełnie żadnych. Twierdzę tylko, że większe wpływy ma byle Stanowski.

    „w stworzonych przez samego siebie instytucjach? ”

    W stworzonych przez siebie – oczywiście robi co chce. Pan jednak przed chwila fantazjował, że ma też wpływ na instytucje, których nie stworzył – na przykład na „Gazetę Wyborczą”.

    „Powoływanie się na Fergusona jest w punkt i pan o tym doskonale wie”

    Nie tylko wiem, że jest nietrafne, ale też potrafię uzasadnić czemu tak uważam. Pan niestety swoich tez nie uzasadnia – po prostu pisze pan coś w stylu „moje porównanie jest w punkt”. Wie pan, ja zniosę nawet bardzo radykalne tezy, o ile będą im towarzyszyły jakieś argumenty. „Moje porównanie jest w punkt” to nie jest argument. Cały czas argumentuje pan przez kołowe rozumowanie – „mam rację, ponieważ mam rację”. Nie zrobił pan tego po raz pierwszy, tak więc – papatki.

  327. Mniejsza o Matczaka. Mnie ciekawi, dlaczego Soros kazał Bendykowi załatwić z Baczyńskim, żeby zaczął drukować Orlińskiego w miejscu po Passencie (dawniej Passensteinie)?

  328. Soros musi być humorzasty – najpierw nie chce moich felietonów, a potem chce ale gdzie indziej. Nic dziwnego że świat wygląda tak jak wygląda, jeśli nawet ludzie rządzący nim z ukrycia nie mogą się ogarnąć.

  329. @Korba „dlaczego Soros kazał Bendykowi załatwić z Baczyńskim, żeby zaczął drukować Orlińskiego w miejscu po Passencie”
    W tym sęk!

  330. „Soros ma fundację OSF, która w chwili obecnej ma około 25.000.000.000 dolarów aktywów.”
    Phi, takie fistaszki? Google ma więcej przychodu w miesiąc.
    Przecież to normalnie tekst jak z memu z Austina Powersa – 'One million dollar’.

  331. @carstein
    Co tam Google, aktywa Jeronimo Martins (Biedronka) w 2023 to 62 mld PLN. Co prawda mniej niż OSF, ale na jakieś dojścia powinno wystarczyć?

  332. @ „Soros musi być humorzasty – najpierw nie chce moich felietonów, a potem chce ale gdzie indziej”

    Soros lurkuje „ekskursje w dyskursie” i zadziałał pod wpływem notki „Pluskwamperfektum” (oraz komentarzy pod).

  333. Jest jeszcze opcja, ża Awal zadzwonił do Belki a Belka użył Longinesa.

  334. A tymczasem Komorowski dzisiaj:
    obrazek święty powinien być uznany za prawo każdego pracownika.

  335. Mi też się nie chciało kliknąć, więc też znam tylko portalozowy nagłówek

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.