Trackback is back

Włączyłem właśnie z powrotem trackback na swoim blogu – wyłączony na długi weekend – więc jeśli ktoś mi chce na swoim blogu nawrzucać i zarzucić trackbacka, to dobry moment. Wyłączyłem tę funkcję załamany sporym trackbackowym spamem. Oczywiście, moderuję trackbacki, ale po prostu już miałem dosyć codziennego kasowania fafnastu spamów. Na razie spokój, ale kto wie na jak długo?
Zabawne, że w sieci ciągle przechodzimy tę samą lekcję – każda usługa działająca na zasadzie „otwarte dla wszystkich! każdy jest zaproszony!”, musi się w końcu zamienić w jakiś syf. Jestem tak starym człowiekiem, że pamiętam jeszcze czasy, w których łatwo było znaleźć w sieci pocztowy serwer SMTP nie wymagający żadnej autoryzacji. Jeśli dobrze pamiętam, zanim jeszcze zaznaliśmy typowego spamu komercyjnego, najpierw na tych serwerach szalał niejaki Krokos, rozsyłający na cały świat swoje protesty przeciwko jakiejś firmie ubezpieczeniowej. Potem oczywiście zaczęły się te wszystkie fałszywe dyplomy z uniwersytetu viagry, które trzeba było kupić dla rezydującej w Nigerii wdowie po Mobutu, żeby odziedziczyć sto milionów fałszywych roleksów. Dziś nawet spam zszedł na psy.
Po lekcji o tym, czym się kończy brak kontrolowania przepływu poczty, przerabialiśmy to samo z praktycznie wszystkimi usługami. Komunikatory zostały zalane przez jellonków i już typowy szajs komercyjny. Komentarze w blogach zawaliły galby, kataryny i fałszywe roleksy. Nawet trackback nie jest bezpieczny, but then again, kogo to zaskoczyło?
Kiedyś w Usenecie gigantycznego flejma wywołał mój reportaż o selekcji w klubach – różni ludzie mieli mi za złe to, że tego zjawiska nie potępiam (prywatnie mi zwisa kalafiorem, bo ja w ogóle mało imprezowy człowiek jestem). Zabawne, że najczęściej ci sami ludzie zgadzają się, że w sieci lepiej się bawić na zasadzie „wpisz kod z obrazka”, „mój serwer pocztowy nie przyjmuje przesyłek z tego adresu”, „żeby wysłać do mnie list, usuń różne literki, które wsadziłem do adresu dla zmylenia spambotów”. Taki już jest ten świat, że jak wpuścisz wszystkich, zabawa szybko się popsuje.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz