Mandala życia

„Obserwujemy współcześnie, iż coraz większa liczba przedstawicieli nauki przyznaje, że Ziemia w nieustajacym ruchu w przestrzeni jest w zasadzie olbrzymim pojazdem kosmicznym, w którym każdy człowiek, podobnie jak kosmonauci zamknięci w kabinach pojazdów, poddawany jest nieustannemu działaniu różnorakich wpływów kosmicznych, bardziej lub mniej przez naukę rozpoznanych i zbadanych”. Boże, co za przepiękne zdanie, jego bełkotliwość jakże celnie dopełnia głupotę autora.
Zdanie nie pochodzi wbrew pozorom z żadnego prawicowego bloga tylko z książki „Mandala życia”. Pamiętacie ją? Na początku lat 80. zaczęła się od niej krótka kariera niu ejdżu w Bolandzie. To był bestseller peerelowskich księgarni dorównujący co najmniej „Sztuce kochania”. W moich licealnych czasach czytał to każdy – jedni, jak ja, z intencjami złośliwie prześmiewczymi, inni zaś doznawali olśnienia, że no tak, teraz wszystko rozumiem, moje problemy z trądzikiem biorą się z tego, że Saturn wszedł w pierdutant Merkurego.
Urok wynajmowania domu wakacyjnego polega na tym, że razem z domem wynajmuje się jego bibliotekę, dzięki czemu mogę sobie teraz odświeżać stare lektury. Wybrałem to zdanie, bo podsumowuje całą „Mandalę” – po usunięciu wodolejstwa zdanie sprowadza się do tego, że Kosmos na nas jakoś działa i jedne oddziaływania poznaliśmy lepiej a drugie gorzej (w czym zwolennik niu ejdżu upatruje beznadziejnej nadziei na to, że może w tych gorzej zbadanych kryje się „naukowe uzasadnienie” astrologii). A że w krótszej wersji brzmi to zbyt banalnie, autorzy (Rafał T. Prinke i Leszek Wereś) dorzucają pozbawione treści wypełniacze – wkładają ten banał w usta tajemniczych „przedstawicieli nauki”, których „coraz większą liczbę obserwują”. I to „współcześnie!”.
Reszta książki w podobnym stylu dowodzi, że skoro nie wiadomo w jaki sposób Wszechświat na nas działa, no to astrologia musi być prawdziwa i jasno z tego, że dziewiąta planeta (he he), czyli oczywiście Pluton, oznacza w horoskopie „działania przymusowe, wymuszone lub obsesyjne”.
Do napisania wstępu do „Mandali” zaproszono Jerzego Prokopiuka, który oczywiście – jakżeby inaczej – poczepił astrologię pod gnozę. „Działanie zasady gnozy obserwujemy w naszych czasach szczególnie wyraźnie w parapsychologii” – pisze Prokopiuk, a sceptyczno-ironiczny czytelnik krztusi się ze śmiechu na taką teologię telepatii. Ostatnimi epigonami mody na niu ejdż są dziś już chyba tylko hurrakatolicy od Michalskiego i Tekielego, którzy dalej wierzą w zabobony – tyle że widzą w nich dzieło szatana, a nie zwykły bełkot.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz