Obrażanie z kropką

Jakoś nie jestem w stanie się wypowiedzieć w dyskusji pod notką o obrażaniu (za bardzo się to chyba rozrosło), a nie chcę tracić przelotnego dostępu do internetu, więc po raz pierwszy zaserwuję łże-notkę w stylu „listy do redakcji”. Sorasy!
@spankee:
A szczerze mówiąc, to miałem tam dostawić nawias – "(stałych komentatorów, którzy znają twoje gadki nie liczę)",”
No więc jak go dostawisz to okazuje się, że Twoja wypowiedź sprowadza się do tautologii, zaskakująco często zresztą spotykanej w blogosferze („ten blog jest tak beznadziejny, że na pewno nikomu się nie podoba, z wyjątkiem oczywiście tych dziwaków, którym się podoba”).
„*świadomym* obrażaniem kogo się da.”
Ale przecież nikt nie obraża „kogo się da” dla samego obrażania. Problem polega jednak na tym, że np. obiektywna ocena wartości samochodu Mercedes-Benz Schrottenkoenig ‘1979 będzie zwykle obraźliwa dla szrociarza, więc albo się musisz powstrzymać przed wyrażeniem opinii albo rzucić coś grzecznościowego („no no, dziś już nie robią takich fajnych opon diagonalnych”)… albo mówić swoje i się nie przejmować. Ja wybieram to trzecie.
Wydaje mi się, że "ty kutasie" (czy dowolne obraźliwe określenie) nie różni się zbytnio od miejsca gdzie padnie.”
Błędnie Ci się wydaje. Pewien mój bliski znajomy jest znanym w warszawce pedałem – przy czym jest wrogiem neologizmów typu „gej”, bo opowiada się raczej za scenariuszem niemieckim (tam niegdysiejsze pejoratywne określenie „Schwule” po prostu zostało radośnie zaakceptowane przez niemieckich pedałów i dziś nie ma pejoratywnego znaczenia; za to „gej” już je nabiera w homofobicznych społecznościach; political correctness is sooo gay!”). Jego ulubiony toast wódczany to „ch* nam w d*!” i jakoś nikt się nie obraża spełniając go na imprezie. Kontekst decyduje o wszystkim.
Ponadto zauważ, że ja nie obrażam w ten sposób.
@tomba1
„To mam prawo do pisania,że cioty są zakałą ludzkości, czy dostanę bana?”
Jeśli będziesz o tym pisał ciekawie, dowcipnie i na temat – bimajfakingest. Jeśli natomiast totalnie offtopicznie będziesz przeklejać in extenso nudne choć słuszne dokumenty o tolerancji, będziemy się musieli pożegnać 🙂
@praptak
„A tak poza tym, wo, polemizujesz z jakąś rozdętą do granic absurdu tezą że nie należy obrażać _nikogo_.”
A kogo można? Jeśli nie można żyjących w celibacie to czy można chociaż użytkowników gnu-krapu? A szrociarzy w zagazowanym BMW rocznik 1976? Przecież do absurdu prowadzi właśnie próba niearbitralnego wyznaczenia grup zdatnych do bycia obrażanymi (a jeśli je wyznaczasz arbitralnie, to już jesteś na moich pozycjach – zgodnie z którymi obraża się tych, których ma się ochotę obrażać i cześć).
@garnek
„No proszę, widzę, że Pan redaktor odłącza się od wozu, na którym GW jedzie już kilkanaście lat, a który nazywa się "polityczna poprawność".”
No więc właśnie nigdy nim nie jechała. Najpierw o politycznej poprawności „GW” pisała głównie piórem Jacka Kalabińskiego z USA. Całe pokolenie prawicowych psycholi wychowało się na jego tyradach o pp, choć oczywiście wyparli źródło. Potem też dominował ton „no może i słuszna idea, ale jakże wypaczona” – pamiętam, jakie jaja były, jak około 1998 po raz pierwszy w swoim dziale użyłem słowa „Afroamerykanin” zamiast „Murzyn” (pisząc IIRC o „Spawnie”).
@oviary
„bo obrazi tyle osób, że w końcu mu wyprocesują dupę i się do końca życia nie wypłaci.”
Przecież to tak nie działa. Nic mu nie wyprocesują, natomiast do pewnych miejsc już go po tym nikt nie zaprosi. I tak to powinno działać – nie jestem za prawnym ściganiem wypowiedzi antysemickich, ale jestem za tym, by ich autorów izolować w getcie prawicowej publicystyki. Na przykład zdaję sobie sprawę z tego, że mój niewyparzony internetowy język blokuje mi karierę w polityce – ale leję na to ciepłym parabolicznym.
@alpha wolf
„Whooops, tego też nie można na Jabłku?”
Przecież można, ale w życiu bym nie kupił rozbudowywalnego modelu (nawet gdybym się przesiadł na pecety, dalej trzymałbym się laptopów i desktopów typu „sam monitor a komputer gdzieś sprytnie w nim ukryto”; podobno już robią takie pecety).
@sh
„każdy, kto reprezentuje jakąś mniejszość uciśnioną, może np pozwać pracodawcę za wyrzucenie go z roboty,”
Pozwać to każdy może każdego o wszystko, pytanie czy sąd uwzględni powództwo. W Nowym Jorku są dzielnice białe w stu procentach, gdzie Czarny nie ma szansy kupić czy wynająć nieruchomość. Teoretycznie prawo zabrania dyskryminacji rasowej na rynku nieruchomości, praktycznie poszkodowany nie ma szansy udowodnić, że do transakcji nie doszło akurat z powodu koloru skóry (kupiłem sobie bardzo interesującą książkę o strukturze społecznej NY i LA; w skrócie, w LA jest pod tym względem dużo lepiej, bo wbrew pozorom dużo bardziej przerażający obraz rasizmu odnajdziemy w śnieżnobiałej komedii Woody Allena niż w kolejnym filmie Spike’a Lee pt. „South Central Madafaka Versus Compton Gangzta”).
@wojtekr
„bo z dyskusji wynika, że jej właściwie nie ma.”
Bo też w dużym stopniu wymyślili ją prawicowi komentatorzy, którym nie podobało się to, że kobieta zyskała np. prawne możliwości obrony przed macankami szefa w pracy, więc zaczęli fantazjować, że następny będzie zakaz pożądliwego spojrzenia (a bardzo chętnie takie żarty przedrukowywali na początku lat 90. polscy korespondenci w USA – w Polsce czytani na serio).
@piotrekdobry
„choćby małej roli dla Murzyna – to są właśnie absurdy dzisiejszej PC, które inteligenty człowiek może tylko wyśmiać.”
Bo oczywiście zupełnie nieabsurdalnie jest, kiedy w fafnastu filmach Woody Allena Nowy Jork zdaje się być miastem zamieszkanym wyłącznie przez białych. Za to nagle jakby pokazać jakiegoś Czarnego na ekranie, łojeja, jaki to absurd PC.
@zamorano
„W różne "dyskryminacje pozytywne" , w politycznie poprawne interpretacje historii,”
Chwilunia, a to nie Ty niedawno twierdziłeś, że nazwa państwa może być werbalną agresją przeciwko historycznemu dziedzictwu małego, dzielnego narodu? To nagle zauważanie tego, że osadnicy z Mayflower nie przypłynęli na niezamieszkane ziemie jest be, ale FYROM jest cacy?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz