Gombrowicz i Baczyński

Snując się od czapy po dziale kultury sięgnąłem po biografię Jacka Kaczmarskiego pióra Krzysztofa Gajdy (w wydruku). Zajmujący się książkami redaktor od razu spytał, czy mógłbym o tym ciepło napisać z okazji rocznicy.
Odpowiedziałem, że gdy coś mi się kojarzy z peerelowskim harcerstwem, nie jestem w stanie powstrzymać się przed tonem cyniczno-ironicznym. „Ale przecież Kaczmarski nie może się tak kojarzyć”, zaprotestował redaktor. Nie miałem siły na tłumaczenie tych zawiłości młodszemu o 10 lat koledze, wróciłem więc do lektury.
Notka będzie jednak nie tyle o Kaczmarskim, co o jednym charakterystycznym błędzie, który zauważyłem w książce Gajdy (mam nadzieję, że poprawią to w wersji książkowej). Pada tam mianowicie wzmianka o utworze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pod tytułem „Liceum imienia Baubalka IV”.
Prawdopodobnie osobowe źródło informacji taką wersję podało autorowi, a autor spisując ze słuchu dodał własny błąd. Więc nie liceum tylko gimnazjum, nie czwartego tylko pierwszego i nie Baubalka tylko Boobalka, a w dodatku nie tytuł tylko miejsce akcji, bo to niedokończone opowiadanie bez tytułu. Takich dożyliśmy czasów, że biografie poetów piszą ludzie, którzy zrobili kwerendę w IPN-ie ale nie rozpoznają cytatu z Baczyńskiego.
Utwór ten to niewątpliwie inspirowany Gombrowiczem paszkwil na gimnazjum im. Batorego – opowiada o upiornej szkole, w której zidiociali profesorowie sami już nie rozumieją formułek, które każą wykuwać na pamięć, plącząc się przy tym w sformułowaniach przypominających humor zeszystów („uczeń bez guzików wygląda jak gruszka – bo gruszka też nie ma guzików”).
Kaczystowska polityka historyczna wylansowała fałszywy obraz pokolenia Kolumbów jako „genetycznych patriotów”, którzy z entuzjazmem przystąpili do AK jako wielkiej męskiej patriotycznej przygody. Przykład Baczyńskiego dobrze pokazuje idiotyczność takiej wizji.
Pisząc „Gimnazjum Boobalka” Baczyński był radykalnie lewicowym nastolatkiem. Działał w młodzieżowej organizacji socjalistycznej Spartakus, która szykowała bojówki do walk z coraz otwarciej faszyzującą sanacją (ważnym przykładem dla spartakusowców był socjalizm austriacki zdławiony przez katofaszystów w 1934).
Ideowo Spartakus był bliski dzisiejszemu Stowarzyszeniu im. Stanisława Brzozowskiego, znanemu szerzej jako środowisko „Krytyki Politycznej”. Świadczy o tym choćby nawiązujący do tegoż Brzozowskiego szyld „Płomienie”, pod którym spartakusowcy działali w okresie okupacji. Pod tym szyldem Baczyński publikował swoje najgłośniejsze wiersze.
Po wojnie ludzie „Płomieni” związali się z PZPR. Rozczarowanie realnym socjalizmem sprawiało w końcu, że albo odchodzili albo ich wyrzucano. W latach 70. wspierali KOR, jak na przykład Jan Strzelecki. Część miałem zaszczyt poznać osobiście, próbując wraz z nimi odnowić Polską Partię Socjalistyczną.
Gdyby Baczyńskiego nie zabiła w pierwszych dniach Powstania kula niemieckiego snajpera i dożyłby III i IV Rzeczpospolitej, usłyszałby niechybnie od prawicowej palanterii, że nie jest „genetycznym patriotą” tylko kontynuatorem KPP (mało który z nich potrafi niuansować lewicę socjalistyczną i komunistyczną).

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz