Radość błądzenia


Kaczki dziennikarskie o tym, jak to z otwarciem A4 miesiącami czekano już tylko na notabli przecinających wstęgę, przynajmniej rozsławiły szykowane na ten weekend autostradowe święto. Ja już wtedy będę się cieszyć z innej A4, też otwartej w tym roku, ale w okolicach Mariboru.
Gdybym był w Polsce, uczciłbym weekendowe święto maratonem do Lizbony, albo przynajmniej Hermsdorfer Kreuz. A tak, uczczę to tylko okolicznościowo-historyczną blogonotką.
51-kilometrowy odcinek Zgorzelec – Krzyżowa premier Kaczyński nazwał „pierwszą autostradą 4RP”. Tym samym pośrednio przyznał, że Marcinkiewicz nie zbudował ani kawałeczka, choć ochoczo przecinał wstęgi na autostradach zbudowanych przez Belkę i Millera.
Pierwsza autostrada 4RP na dobrą sprawę była też ostatnią – później PiS budował już tylko pipsztyczki, marginalne wobec setek kilometrów, które Tusk zostawi swojemu następcy (bo przecinanie wstęg na odcinkach zbudowanych przez PO to lata 2011-2013).
Po Hitlerze odziedziczyliśmy dwa odcinki: Berlin – Wrocław i Ujazd-Bytom. Niemcy nie zdążyli ich połączyć ze sobą, nie dokończyli też odgałęzienia w kierunku Drezna, ale pozostawili nam kikuty wiaduktów oraz wykonali większość robót ziemnych (a właściwie potraktowali te roboty jako pretekst do wyniszczania pracą więźniów).
W 1976 Gierek podjął próbę dokończenia tej drogi i dociągnięcia jej do Krakowa. W efekcie w mroczną dekadę stanu wojennego weszliśmy z trzema oderwanymi od siebie odcinkami: dolnośląskim, górnośląskim i małopolskim.
Pamiątką po tych czasach są dwa dziwne odgałęzienia – to obecna droga krajowa 88 do Bytomia (wybudowana za Hitlera jako autostrada, w większości nie włączona w skład polskiej A4) oraz dzisiejsza droga S7 odbijająca z węzła Balice do nieistniejącej północnej obwodnicy Krakowa.
Rząd Tuska zaczął już budowę prawdziwej S7, czyli wschodniej obwodnicy Krakowa – ten odcinek musi więc znowu zmienić oznaczenie. Nie mam pojęcia co tym razem wymyślą, mogliby po prostu wrócić do dawnego A41.
PRL zdążył doprowadzić plac budowy z grubsza do węzła Mysłowice, gdzie A4 łączy się z S1. Tymczasem zjednoczeni Niemcy wywarli na nas szantaż psychopolityczny, doprowadzając autostradę Drezno – Wrocław do polskiej granicy. Żeby nie kończył się ślepo, dobudowaliśmy 1,5 kilometra przygranicznego odcinka w Zgorzelcu i to była z kolei pierwsza autostrada 3RP.
W 1996 roku, kiedy za tę sprawę zabrał się rząd Cimoszewicza, A4 składała się więc z czterech osobnych odcinków (dwóch postnazistowskich, jednego postkomunistycznego i jednego postsolidarnościowego). Rządowi Cimoszewicza zawdzięczamy połączenie odcinka dolnośląskiego z górnośląskim, a potem rządowi Millera połączenie śląskiego z małopolskim. Rząd Buzka miał inne priorytety, ale przynajmniej nieznacznie wydłużył odcinek małopolski na wschód.
Powyższy diagram upraszcza sprawę o tyle, że wszystkie postsolidarnościowe koalicje hurtem oznakowałem jako AWS. Niektóre odcinki są dwubarwne, bo np. wszystkie poniemieckie fragmenty A4 są zdarte do gołej ziemi i zbudowane od nowa.
Jak widać, A4 ma przebieg równie złożony jak historię. Trzykrotnie krzyżuje się z innymi autostradami, do tego z ekspresówkami i dwujezdniowymi krajówkami. To będzie pierwsza polska autostrada, na której da się zabłądzić („jadę sobie z Wrocławia do Krakowa, a tu nagle wszędzie napisy po czesku”). I otake Polske walczylyśmy.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz