Domosławski o Kapuścińskim

W moich ustach to komplement, dla niektórych to będzie zarzut, tym bardziej wydaje mi się to więc w miarę obiektywnym podsumowaniem książki Domosławskiego o Kapuścińskim: czyta się ją tak, jakby to był polski przekład książki napisanej przez Amerykanina.
Kiedy autor kreśli historyczne tło życiowej drogi Kapuścińskiego, opisując frakcje w PZPR czy meandry „Solidarności”, jest tu ten ożywczy punkt widzenia osoby bezpośrednio nie uwikłanej w opisywane spory, który mnie przedtem ujmował w książkach Davida Osta, Shany Penn, Marci Shore czy Naomi Klein.
Kapitalnie widać to na przykładzie najbardziej kontrowersyjnego rozdziału w tej książce, w którym Domosławski odnosi się do agenturalnej współpracy Kapuścińskiego z SB. Wbrew fałszywym pogłoskom, które krążą wśród osób nie znających książki, to nie Domosławski „zlustrował Kapuścińskiego”, dokonał tego w 2007 roku tygodnik Newsweek.
Domosławski nie dokonuje więc lustracji, tylko jakby kontrlustrację: wyrusza reporterskim tropem artykułu z Newsweeka, a zwłaszcza retorycznego pytania, które stawiają Wojciech Maziarski i Aleksander Kaczorowski: „Czy nie za łatwo go rozgrzeszamy? Przecież gdyby w USA wyszło na jaw, że słynny reporter, laureat Pulitzera, współpracował z CIA, byłby skompromitowany w oczach czytelników”.
Sprawdzam – mówi Domosławski i przeprowadza imponującą kwerendę dotyczącą przypadków domniemanych i udowodnionych przypadków współpracy znanych amerykańskich dziennikarzy z CIA. W licznych rozmowach amerykańskimi dziennikarzami rozważa różne scenariusze, rzeczywiste i hipotetyczne.
W książce jest o tym cały rozdział, ja pozwolę sobie go streścić jednym zdaniem. Odpowiedź na pytanie Maziarskiego i Kaczorowskiego brzmi „dalece niekoniecznie”.
Oczywiście, można brnąć dalej: CIA to rycerze w lśniących zbrojach broniący pokoju i demokracji, a wywiad komunistyczny to mroczne siły Imperium Zła, ale jeśli ktoś naprawdę tak chciałby opisywać Afrykę czy Amerykę Łacińską, to bym mu proponował, żeby coś o tych krajach poczytał. Kapuścińskiego na przykład.
Wróćmy więc do pytania: dlaczego gdy amerykański korespondent w Afryce współpracuje ze swoją ambasadą (bo przecież to prawie nigdy nie wygląda tak, że się współpracuje ze szpiegiem w prochowcu i ciemnych okularach; w praktyce rozmawia się z drugim sekretarzem ambasady, a ten sporządza z rozmowy notkę operacyjną), to jest to dla nas ogólnie OK, a gdy to samo robi polski dziennikarz w ambasadzie swojego kraju, to jest to skandal?
Kapuściński uważał Polską Rzeczpospolitą Ludową za swój kraj. To może szokować w Trzeciej Rzeczpospolitej, która swoją państwowotwórczą mitologię wywodzi z mitu drugiej okupacji, w którym wszyscy nic tylko jęczeli pod sowieckim knutem i konspirowali, ale ten mit zawsze był ahistoryczny.
Kapuściński to przykład intelektualisty, który nawet jeśli to państwo krytykował – to uważał je za swoje, za lepsze od tego, co było przedtem. Rozumiem go. Ja też często 3RP krytykuję, ale uważam ją za swoją – lepszą i od PRL, i od szczęśliwie efemerycznej Rzeczpospolitej numer 4.
Gdy życiowe wybory ludzi, którzy uznawali PRL za swoje państwo opisuje autor z zewnątrz – choćby wspomniana Marci Shore – jest tym cudownie ożywczy brak bezpośredniego zaangażowania. Ja tak nie umiem, gdy ja coś piszę o najnowszej historii, zawsze będzie w tym pobrzmiewać jakieś bieżące stanowisko polityczne. Powyższy akapit tego dowodem. Domosławskiemu się to udało.
Amerykanizm tej książki zapewne w dużym stopniu odpowiada za problemy z jej publikacją. W polskim świecie intelektualnym każdy każdego zna, co się kończy często tym, że biografię pisarza pisze jego przyjaciel, a wydaje to im ich kolega z dzieciństwa.
Często czytam biografie filmowców i pisarzy: Lucasa, Updike’a, Bogarta, Mastroianniego. Najczęściej pisane przez Amerykanów. Choć to kraj pozwów cywilnych, tam często pojawia się tło życia osobistego bohatera, bo rzadko kiedy można zrozumieć twórczość bez zrozumienia tego tła.
Na przykład biografia Francisa Forda Coppoli będzie niepełna bez opisu bardzo powikłanego małżeństwa reżysera. Nie wiem, czy Eleanor Coppola procesowała się z autorami książek o jej mężu, ale nie powinna: pomagają tylko zrozumieć jej cichy heroizm (oraz źródła pewnych motywów w filmach ich córki).
O próbach storpedowania publikacji książki Domosławskiego przez panią Alicję Kapuścińską pisała już prasa. Myślę, że są niepotrzebne. Ta książka też pomaga zrozumieć jej cichy heroizm, a przy okazji lepiej zrozumieć Kapuścińskiego.
Jak dużo mówi o nim ta anegdota: „gdy w Afryce psuje się Ryśkowi samochód, umie naprawić sam. Gdy auto rozkracza się na skrzyżowaniu w Warszwie, nie dzwoni po pomoc drogową, tylko do Alicji, żeby wszystko załatwiła…”
Domosławski opisuje różne skazy charakteru u Kapuścińskiego, na przykład jego skłonność do panikarstwa. Czy stawiają one reportera w złym świetle? Moim zdaniem nie. W moich oczach czynią go po prostu ludzkim.
Trzymając się przykładu panikarstwa: odwaga to nie jest brak lęku, odwagą jest umiejętność opanowania go. Teraz, gdy wiem, jak bardzo bał się Kapuściński, tym bardziej podziwiam jego odwagę.
Podobnie jest z innymi „skazami charakteru” – Domosławski pokazując to, jak Kapuściński walczył ze swoją małością, podkreśla jego wielkość.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz