Now Playing (115)


To był dla mnie zaskakująco wesoły listopad. W archiwach bloga można znaleźć ślady tego, czego ja typowo słucham jesienią. A tym razem przyczepiła się do mnie optymistyczna piosenka „Happy Up Here” Royksopp. W dodatku: w wersji na orkiestrę dętą, zwykle w samochodzie puszczam sobie jedno zaraz po drugim.
Mam wrażenie, że ten listopad przesunął mój kraj o jakieś paręset kilometrów na zachód. Zaczął obowiązywać zakaz palenia i od razu okazało się, że nie ma z nim problemu poeta Marcin Świetlicki.
Nie liczę aż na to, że rozłam w PiS unicestwi tę partię, ale liczę na to, że przyczyni się do ostatecznej marginalizacji. Jeszcze w wyborach prezydenckich wróciło widmo recydywy IV RP – ale teraz jest już wyegzorcyzmowane na dobre. Przecież jeśli z tych dwudziestu paru procent elektoratu, jaki im został, nowa partia zabierze im kolejne kilka procent (mam nadzieję, że równo 4,99), to już będą w drugiej lidze.
I żeby jeszcze oligofrenicy kierujący SLD gdzieś przepadli, to duopol PO-PiS może przejść w dużo rozsądniejszy, PO-SLD. Taki się już może zabetonować, bardzo proszę, to przecież będzie już jak scena polityczna w normalnej demokracji.
Z optymizmem spoglądam więc w roku 2011 i z radością stukam sobie palcami w kierownicę do taktu bardzo optymistycznej piosenki. Piękny teledysk normalnej wersji nawiązuje w dodatku do czasów mej młodości utraconej, gdy na ośmiobitowcach grywało się w „Supesu Inbeda”.
Teledysk interpretuję tak, że architektura – jak każda dziedzina sztuki – zasadza się na pewnym oszustwie. Budynki w końcu budujemy zwykle po to, żeby coś w nich ukryć. Robić w nich rzeczy, których nie chcemy robić w plenerze.
Dlatego bank, instytucja w gruncie rzeczy szalenie niepoważna, obracająca tworami realnymi jak piksele w grze komputerowej, walnie sobie przynajmniej te marmury i złocenia, żeby udawać, że należy do niej cokolwiek namacalnie materialnego (choć oczywiście budynek jest w dzierżawie, leasingu czy przynajmniej zastawiony).
Szpital będzie udawał instytucję przyjazną i przyjemną, skromny dodatek do pięknego parku z ogrodem. Sąd udekoruje się paremią, którą pracujący w tym budynku uznają za parodię („ustawy powinny być zrozumiałe dla wszystkich”).
Na tle gigantycznego oszustwa, jakim jest każdy mijany przez nas budynek, jakże szlachetną sztuką jest dorobienie sobie oszustwa własnego: na przykład wyobrażenia sobie, że mijamy bardzo rozbudowaną scenografię do gry komputerowej. A choćby i „Space Invaders”, jak w tym teledysku…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz