Musimy pogadać o Unii

Drodzy pisowcy, musimy pogadać o Unii. Metaforycznie, rzecz jasna – proszę tego nie traktować jako zaproszenia do komentowania.

Dwa lata temu zgadzaliście się z nami przynajmniej co do jednego, że miejsce w Unii jest polską racją stanu. Bagatelizowaliście zagrożenia, bo wierzyliście, że nie uruchomią artykułu 7.

Wierzyliście też wtedy, że zespół Macierewicza wyjaśni „zamach” smoleński, że komisja sejmowa znajdzie dowody na udział PO w aferze Amber Gold, że PiS będzie budować autostrady szybciej i taniej. Ale to dygresja.

Groźba unijnych sankcji jest coraz bardziej realna. Nawet stosunkowo łagodne sankcje wywołają recesję, po której Polski nie będzie już stać na 500+.

Nie wiem, na ile to wina Twittera i Youtube’a, ale debata w Polsce sprowadza się dziś do głupkowatej pyskówk. Tzw. „naszej” strony też to niestety dotyczy, więc proszę sobie odpuścić komentarze typu „a Hołdys z Giertychem”.

Znam wasze riposty, bo was podglądam w internecie. Ale jestem ciekaw, na ile tak naprawdę wierzycie, że pisowska reforma sądownictwa jest zgodna z rozwiązaniami przyjętymi na Zachodzie.

Jeśli ilustrujecie to jakimiś przykładami, to bezwstydnie zmanipulowanymi. Piszecie, że w Ameryce prezydent mianuje sędziów sądu najwyższego (i pomijacie, że nie może ich odwołać).

Piszecie, że gdzie indziej sędziów powołują ministrowie sprawiedliwości krajów związkowych – i pomijacie, że to jest kilkunastu facetów z różnych partii.

Unii i komisji weneckiej nie chodzi o techniczne detale, tylko o uniknięcie sytuacji, w której rząd może karać sędziów albo wywierać na nich naciski. W demokracjach zazwyczaj unika się tego tak, że partia rządząca koegzystuje z sędziami mianowanymi w większości przez kogoś innego.

Niezawisłość sędziowska sama z siebie nie jest gwarantem sprawnego działania. To jasne! Wasze twitterowe kontrargumenty to polemika z tezą, której nikt nie głosi („a ten wyrok był taki niesprawiedliwy”, etc).

Chodzi po prostu o to, że każde demokratyczne państwo musi mieć (a) jakąś formę sądownictwa konstytucyjnego, niezależnego od władzy wykonawczej i ustawodawczej, (b) sędziów nieodwoływalnych przez partię rządzącą. Nie wnikajmy, dlaczego tak jest i czy to dobrze; ale chyba dociera do was to, że warunki (a) i (b) po prostu są wymagane.

PiS najpierw złamał (a), potem (b). Nie będzie mieć w tej sprawie sojuszników w gronie państw demokratycznych (najwyżej w Rosji czy w Chinach).

„Orban zawetuje”? Nie wierzę, że sami w to wierzycie.

Nawet jeśli wam to powtórzą na pasku w TVP INFO, wyrecutują na jutubie wszyscy wasi idole – Max Kolonko, Grzegorz Braun, Jerzy Zięba Ukryte Terapie, a potem zretweetują Gmyz i Ziemkiewicz, chyba i tak będziecie w to wątpić. I słusznie.

Orban to sojusznik obrotowy. Popiera tego, kto mu da więcej. Wszystko jedno, w jakiej walucie – ruble, dolary, jeny, euro. Kaczyński nie jest mu w stanie zaproponować tyle peelenów, żeby przelicytować ofertę Brukseli.

Orban to mistrz gry w „ja ci ustąpię w tej sprawie, jak ty mnie poprzesz w tamtej”. Jest patologiczną, ale jednak logiczną konsekwencją recepty na jednoczenie Europy, sformułowanej przez jednego z ojców założycieli, Jeana Monneta: „drobne posunięcia, wokół których zjednoczą się grupy interesu”.

A skoro mowa o założycielach: często piszecie, że „przewracają się w grobach, bo chodziło im tylko o wspólnotę gospodarczą”. To nieprawda.

Spośród ojców założycieli, o federacji („Stanach Zjednoczonych Europy”) otwarcie mówili Robert Schuman, Paul-Henri Spaak, Jean Monnet, Altiero Spinelli i Winston Churchill. Pewnie jest tego więcej, ale o tych wiem to na pewno.

Może wy znacie jakieś deklaracje innych ojców założycieli, zarzekających się, że odrzucają federację. No to dawajcie przykłady (to jedyny rodzaj waszych komentarzy, jakie byłyby tu mile widziane).

Myślę, że nie dacie. Jak ktoś wierzy w „Ukryte Terapie”, w Turbosłowiańskie Imperium Lechickie, w szczepionki wywołujące autyzm i kontrolowane wyburzenie WTC, przeważnie wierzy też w PiS. Wy po prostu bezrefleksyjnie powielacie brednie z internetu.

Tak, wiem, w KOD też są tacy. Cóż, mam o nich podobną opinię. Bo tu nie chodzi o to, kogo bardziej lubię, tylko o to, że przez was Unia nam obetnie dofinans. A wy od dwóch lat dajecie się oszukiwać, że nie ma takiego ryzyka.

Może w imperium lechickim. Bo w realnym świecie niestety jest.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz