Szlachetny mobbing

Zacznijmy od scenki obyczajowej. Oto grupa przyjaciół umówiła się na grilla, ale okazuje się, jeden z nich, nazwijmy go Cześkiem, zapomniał rozpałki.

Widząc, że nici z grilla inny, nazwijmy go Grześkiem, wybucha wyzwiskami. Szydzi z Cześka, przypomina mu, że nie pierwszy raz tak nawalił, używa różnych niemiłych określeń.

Czesiek czuje się winny, ale też potraktowany niesprawiedliwie. Tydzień temu umawiali się na skrabla, Zdzisiek zapomniał planszy i nikt się go wtedy nie czepiał!

Wszystko kończy się awanturą. Czesiek wraca sam do domu.

Od dłuższego czasu awantury z Grześkiem przyprawiają go o bezsenność.
Leży na łóżku i snuje ruminacyjne monologi. Obwinia siebie o to, że jest taki beznadziejny („co ze mną jest nie tak? dlaczego znów o czymś zapomniałem?”). Ale też jest zły, że przyjaciele Zdziśkowi wybaczają gorsze rzeczy.

Z powodu niewyspania następnego dnia łamie nogę! [smutna muzyczka Preisnera]

Czy Grzesiek ponosi jakąś odpowiedzialność za bezsenną noc przyjaciela? W sensie prawnym – żadnej. W sensie moralnym – też niekoniecznie.

A teraz skomplikujmy sprawę. Wszystko pozostaje tak jak wyżej, poza jednym: ten grill nie był organizowany dla rozrywki, tylko w ramach działalności gospodarczej Grześka, dla jego klientów. Czesiek i Zdzisiek to jego pracownicy (niezależnie od tego, że koledzy).

Wszystko teraz wygląda inaczej. Cała ta sytuacja wyczerpuje kodeksową definicję mobbingu:

„…działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników”.

Czy Czesiek udowodni to w sądzie, to osobne pytanie. Ponieważ tak się składa, że jestem demiurgiem i wszechwiedzącym narratorem Uniwersum Rozpałki, to po prostu wiem, że Grzesiek się go czepiał „uporczywie i długotrwale”.

Ustawodawca w 2004 roku dodał przeciwdziałanie tak definiowanemu mobbingowi do rozdziału „obowiązki pracodawcy”, gdzie są też inne punkty, jak „kształtowanie w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego” oraz „stosowanie obiektywnych i sprawiedliwych kryteriów oceny”.

W sprawach związanych z mobbingiem często spotykamy się z myleniem relacji towarzystkich z relacjami służbowymi. Słychać to np. w wypowiedziach obrońców ks. Stryczka, a także samego księdza, który porównał pracę dla niego do „ekstremalnej drogi krzyżowej”, na której ludzie dostają wycisk, ale sami się na niego godzą.

W udzielanych wcześniej wywiadach (na przykład dla money.pl) ksiądz deklarował explicite, że nie rozumie prawa pracy i korwinoidalnie argumentował za jego zniesieniem. To jakby ktoś, kto deklarował, że nie rozumie kodeksu drogowego i chciałby go zlikwidować (argumentami klasy „niby wszyscy jesteśmy równi, a tu niektórzy mają pierwszeństwo, skandal, dyskryminacja!), spowodował wypadek. Najmniejsze zdziwienie świata.

Zakładam, że w takich przypadkach mobbing bierze się z niewiedzy. Nie wszyscy ludzie na stanowiskach kierowniczych przeszli przeszkolenie z prawa pracy.

Mogą błędnie zakładać, że w zakładzie pracy panują takie same reguły, jak w życiu towarzyskim. Tymczasem korwinoidalne argumenty typu „jak mu się nie podobało, powinien był odejść” nie zadziałają w sądzie.

Udowodnienie mobbingu, jako się rzekło, może być trudne, ale jeśli Czesiek był regularnie opieprzany przy świadkach, a do tego leczył swoją bezsenność u terapeuty, Grzesiek może mieć w sądzie przykrą niespodziankę.

Jako związkowiec z zasady zawsze stoję po stronie pracownika, ale rozumiem, że to wszystko może być problemem dla pracodawcy, zwłaszcza niedużego. Jesteśmy ludźmi, więc obowiązek „stosowania obiektywnych i sprawiedzliwych” kryteriów nie zawsze jest łatwy do wypełnienia; co poradzić, jeśli Zdzisiek po prostu jest fajniejszy?

No i nie da się ukryć, że Czesiek faktycznie nawalił z tą rozpałką. Jakiś opieprz mu się należy. Jak dyscyplinować i motywować pracowników bez popadania w mobbing?

Może moim sekretem do osiągnięcia bogactwa i awansu społecznego byłoby rzucenie dziennikarstwa i założenie firmy robiącej takie szkolenia dla korpomenadżerów? W takim razie, pierwsza lekcja gratis: samo robienie takich szkoleń będzie dobrym argumentem w sądzie.

Kodeks zobowiązuje pracodawcę do „przeciwdziałania mobbingowi”, co w praktyce oznacza, że w sądzie trzeba zademonstrować konkretne przykłady takiego przeciwdziałania: wdrożenie procedur, szkolenia, dobra współpraca ze związkiem i radą pracowników, itd.

Jeśli jednak szef organizacji publicznie deklaruje, że nie rozumie prawa pracy i uważa, że jest niepotrzebne, to te wypowiedzi nie pomogą mu w procesie.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz