Wypijmy setę!

Jest sobie taki kraj w Europie, nazwijmy go na razie krajem X, albo Ikslandią. A jego mieszkańców Ikslandianami.

Kraj X jest raczej peryferyjny. W historii bywał lokalnym mocarstwem, a i teraz jego dyplomacja ciężko pracuje, by go uczynić regionalnym liderem, ale niewiele może zdziałać.

Władcy Ikslandii często mieli ten kompleks, że w gruncie rzeczy są panami na Zadupiu, setki lat temu wynajmowali więc tzw. „kronikarzy”, którzy dorabiali im starotestamentowe rodowody albo starożytne legendy.

Według jednej z nich, Ikslandia to Atlantyda (która nigdy nie zatonęła!), a Ikslandianie powinni się nazywać Atlantami. To do dziś obecne w dyskursie jako narodowa mitologia.

Ikslandia przespała początki rewolucji przemysłowej. Gdy reszta Europy budowała pierwsze fabryki, Ikslandia eksportowała żywność i surowce.

Uciekając przed biedą, Ikslandianie jechali za chlebem do innych krajów, zwłaszcza do Niemiec. Reszta Europy znała Ikslandian głównie w roli niewykwalifikowanych robotników sezonowych.

Wytworzyło to stereotyp mieszkańca tego kraju jako chama, prostaka, pijaka i złodzieja.
W XVII wieku w Niemczech ukazał się paszkwil na Ikslandię, zawierający m.in. uwagę, że gdy Ikslandczyk idzie ulicą, z daleka wyprzedza go jego smród. Ten paszkwil potem wznawiano i tłumaczono na języki krajów ościennych.

Do pierwszej połowie XIX wieku w tych językach funkcjonował odwołujący się do tego stereotypu czasownik „zaikslandczyć”. Czyli: ukraść, zmalwersować, zakombinować na boku.

W 1663 Ikslandię przemierzał francuski podrożnik. Odnotował, że po drodze między dwoma największymi miastami tego kraju nie napotkał ani jednego murowanego budynku.

Ikslandianie nie chcieli podjąć rozmowy na żaden temat, interesujący Francuza – sztuki, kultury czy jedzenia. Jedyne, co ich interesowało, to broń i sztuka wojskowa. Francuz uznał, że Ikslandianie może i chcieliby uchodzić za ludzi kulturalnych, ale są najwyżej „na wpół cywilizowani”.

Ikslandią zazwyczaj rządzili tyrani, czasem zagraniczni. Dlatego mieszkańcy przez stulecia nie chcieli płacić podatków, robili przeciw nim i bunty i powstania. Przywódcę jednego z nich król kazał ściąć, a głowę nabić na pal, żeby jego poddani to sobie zapamiętali.

Ten incydent też często wraca w dyskursie. Jedni metaforycznie sugerują, że warto znów zrobić powstanie, inni, że warto by znowu kogoś ściąć dla przykładu.

Oczywiście, to nie jest na serio. Ikslandianie uważają siebie za najbardziej pokojowy naród świata. To wkurza ich sąsiadów, którzy do dziś pamiętają Ikslandii zdradzieckie napady.

Ikslandczycy pielęgnują swoje tradycje narodowe, zazwyczaj sprowadzające się do generowania pretekstu do schlania się na umór. Każdy mieszkaniec tego kraju zna piosenkę, której tekst sprowadza się do, mniej więcej, „wypijmy setę, tralala, a kto z nami nie wypije, ten więcej nic nie dostanie, tralala”.

Ikslandczycy długo żyli w biedzie. W 1939 w miastach połowa mieszkań miało jedną izbę, w 42% w każdej izbie mieszkały co najmniej dwie osoby, 1/5 nie miała wody bieżącej ani ogrzewania. A to i tak miasta, na wsi było poniżej wszelkich cywilizowanych standardów.

Pamiątką po tych czasach jest ikslandzki zwyczaj zdejmowania butów przed wejściem do mieszkania. Po wojnie Ikslandczycy wprawdzie przeprowadzili się do masowo budowanych blokowisk, ale zachowali zwyczaje z wiejskiego obejścia.

Kraj X ma straszną tradycję ksenofobii, nietolerancji i antysemityzmu. Królowie czasem pozwalali Żydom się osiedlać, a potem ich prześladowali, a potem znowu pozwalali – i tak dalej.

Po latach prześladowań zostały dziwne pamiątki – jak np. wiszące w kościołach obrazy o treści antysemickiej. Nie wiadomo co z nimi zrobić, bo to obrzydliwe, ale jednak zabytki. Więc sobie dalej wiszą.

Dopiero w 1864 zniesiono prawo, pozwalające mężom na dyscyplinowanie niesfornych małżonek przy pomocy kar cielesnych. Pod względem praw kobiet Ikslandia długo była w ogonie Europy. Do 1970 Ikslandianki przyjeżdżały do Polski celem dokonania tu aborcji.

Co zabawne, w Polsce uważamy Ikslandię za nasze przeciwieństwo. „Takie rzeczy to się mogą udać w tej postępowej Szwecji, ale nie u nas, bo my mamy zupełnie, ale to zupełnie odmienną historię i tradycję” – ile razy to słyszeliśmy?

Krajem X jest oczywiście Szwecja. A ciekawostki na jej temat zaczerpnąłem z książki Elisabeth Asbrink „Made in Sweden”, która ukazuje się właśnie nakładem wydawnictwa Wielka Litera i niniejszym serdecznie ją rekomenduję.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

27 komentarzy

  1. 1864?
    Hm… ja pamiętam z Antologii polskiego reportażu zaatlantycki reportaż Teodora Tomasza Jeża, który opisał m.in. różnice kulturowe między Polską, a USA. Jedną z nich było to, że w USA bicie żon było penalizowane, gdy w Polsce było ogólnie przyjętym zwyczajem, ograniczanym jedynie niechęcią do fizycznej przemocy u warstw wyższych. Reportaż pochodził z plus-minus przełomu XIX i XX wieku, więc od szwedzkiego zakazu był kilkadziesiąt lat młodszy.

  2. Halo, ktoś tu powinien kryminały pisać i to nie jestem ja. Nabrałeś mnie, dziękuję.

  3. Haha
    A już zbierałem się do pisania ” wcale że nie, bo są badania empiryczne wskazujące że historycznie pogromy Żydów były istotnie częstsze na terenach protestanckich, więc nie ma co szkalować akurat pod tym względem Ikslandii. A tu taki zwrot akcji, 😀

    Natomiast jeśli chodzi o przespanie rewolucji przemysłowej – co do Szwecji się nie wypowiem, ale jeśli chodzi o Pl to polecam poczytać fragmenty ” bogactwa narodów”. Smith podawał PL za przykład kraju bez jakiegokolwiek przemysłu.

  4. Szczerze mówiąc, Polskę jako Ikslandię uważałem za zbyt oczywistą, więc pomyślałem, że może Węgry. Ale fakt, na Szwecję bym nie wpadł…

  5. 150 lat pokoju do początków Szwecji jaką znamy dzisiaj – zdecydowało. U nas na razie jest 70.

    Miło być po raz pierwszy w nowej scenerii.

  6. @pak
    „Reportaż pochodził z plus-minus przełomu XIX i XX wieku, więc od szwedzkiego zakazu był kilkadziesiąt lat młodszy.”

    Nie wynika z tego nic na temat stanu prawnego w Polsce (zapewne zróżnicowanego między zaborami…).

    @maciek
    „150 lat pokoju do początków Szwecji jaką znamy dzisiaj – zdecydowało.”

    Na pewno nie. Duńczycy uważają, że Szwedzi skopiowali socjaldemokrację od nich (tak naprawdę jedni i drudzy przejęli marksizm od Niemców, no ale droga zawsze idzie przez Danię). W każdym razie, podobny model zbudowano w krajach, które nie były neutralne w II WŚ.

  7. @wo

    …Uciekając przed biedą, Ikslandianie jechali za chlebem do innych krajów…

    Ten kraj dosłownie się wyludnił. Średnio O 20 %, ale były rejony, że wyjechało 50 % ludności. Dosłownie. Całe wioski z pościelą, garnkami i pastorem. Polecam znakomity szwedzki film “Emigranci” z ikoną szwedzkiej kinematografii Max von Sydow’em w roli głównej, gdzie właśnie cała wioska wyemigrowała do Minesoty(nie sprawdzałem, ale podejrzewam, że skandynawsko brzmiące nazwiska są tam do dziś dość popularne). Podobną rolę zagrał w filmie “Pelle zwycięzca” tyle, że emigrował do Danii. W tym filmie uwypuklono inny problem Ikslandii zauważony przez ciebie, czyli alkoholizm Ikslandczyków.

    A na marginesie. Fajnie pomyśleć, że nie jest z nami tak źle. Mamy szansę. Wystarczy tylko pięćdziesiąt lat rządów socjaldemokracji i już.

  8. To prawda, że nie wynika. Jeż co prawda pisze o prawie USA, jako o czymś dla Polaka dziwnym; ale faktycznie, Jeż przebywał już od wielu dekad na emigracji, mógł więc nie znać aktualnego stanu prawnego w zaborach.

  9. W wyniku wcześniejszego oczytania w literaturze skandynawskiej trochę mnie uwierało stwierdzenie o biedzie w X. Była z pewnością z dzisiejszej perspektywy, ale np. (z całą ostrożnością do netu i statystyki) ta strona: https://ourworldindata.org/economic-growth pokazuje gdp per capita w Szwecji w 1910 r. na 4476$ przy 5386$ w Niemczech. Bieda była i emigracja też, ale jak na tamten czas to była jednak dolna część pierwszej ligi.

  10. „Wystarczy tylko pięćdziesiąt lat rządów socjaldemokracji i już.” Nie jest tak tragicznie, Polska znajduje się na etapie zachodnich lat 60. Czyli mamy już konflikty ideologiczne, które zaowocują w najbliższej przyszłości. Do 2030 w Polsce będą małżeństwa tej samej płci, prawdziwy rozdział kościoła od państwa i legalna aborcja. Tak samo jak ówcześni francuscy i niemieccy oficjele nasz rząd sądzi, że imigranci trochę popracują i wyjadą, więc nie musimy ich integrować. Co zaowocuje problemami. Mimo wszystko sprawy idą w raczej dobrym kierunku.

  11. Dodajmy że w Ikslandii do połowy 19 wieku obowiązywała, bynajmniej nie teoretyczna, kara smierci za porzucenie wyznania panującego.

    @Mistrz analizy
    Polowania na czarownice też znacznie częściej występowały w krajach protestanckich. Z katolickich masowe były bodaj tylko we Francji.

  12. Może przypomnę Tyrmanda

    „siedliśmy przy małym stoliku i późno w nocy szwedzki oficer policji opowiedział mi o swej ojczyźnie i swych rodakach. —Wy, na kontynencie — mówił wtedy — uważacie Szwecję za kraj nudny i tępego spokoju. To słuszne. Ale w zamian za to może się pan spokojnie przespać na środku jezdni na peryferiach Sztokholmu i obudzi się pan w zupełnym zdrowiu, ze złotym zegarkiem na ręku, z nietkniętym portfelem i stojącą obok walizką. Tak jest teraz, lecz kiedyś było inaczej. Jeszcze wpołowie ubiegłego stulecia słowo Szwed było w Europie synonimem nożownika i bandyty, złodzieja, pijaka i awanturnika. Gdy szwedzki statek wchodził do obcego portu, następowała mobilizacja policji i spokojni obywatele barykadowali drzwi i okiennice żelaznymi sztabami. W końcu opinia nasza stała się nieznośna, zaś życie obyczajowe na granicy anarchii, i zdrowa część społeczeństwa postanowiła wywalczyć spokój. Działo się to kilkadziesiąt lat temu, bandytyzm i chuligaństwo wypalone zostały żelazem jak jad węża, a za uliczne awantury groziła szubienica. Była to walka na śmierć i życie, ale dała rezultaty. Dziś w czytankach dla dzieci pisze się, że w zwalczaniu chuligaństwa i alkoholizmu walnie dopomógł wynaleziony wtedy system gimnastyki szwedzkiej Per Linga. Jest to oczywiście zręczna hipokryzja. Pomogło wydatne zwiększenie kontyngentów dzielnych szwedzkich policjantów, uzbrojonych w tęgie gumowe pałki. Fakt, że może się pan przespać na ulicy i nie zostać obrabowanym, zawdzięcza pan temu przede wszystkim, że dwóch takich rosłych chłopców stoi jeszcze ciągle na każdym ulicznym rogu. Dzięki temu jesteśmy najspokojniejszym krajem w Europie, a łagodność obyczajów ma swoje uroki, niech mi pan wierzy. Mówię to panu, gdyż zauważyłem na pana twarzy maskowaną radość w czasie przesłuchania w komisariacie.Stąd wnoszę, że w Polsce panuje pobłażliwość w stosunku do takich wyczynów. Radzę wam, wystrzegajcie się tej pobłażliwości.”

    Oczywiście są też na świecie kraje, gdzie zamiast na pałki policjantów kaskę inwestuje się w stadiony dla bandytów.

  13. Właśnie sobie uświadomiłem, że w znanej przez nas (a przynajmniej przeze mnie) historii Szwecji jest czarna dziura. O tyle o ile znamy XVI-XVII wiek: sukcesję Wazów, wojnę trzydziestoletnią, Gustawa Adolfa, Oxenstiernę i Kartezjusza, aż po Połtawę. A potem się wyłania dopiero (z krótką przerwą na Bernadotte’a) socjaldemokratyczne państwo dobrobytu gdzieś dobrze w XX stuleciu.

    Tak czy owak, Xlandia nie miała pańszczyzny, a chłopi i mieszczaństwo byli od XVI wieku reprezentowani w parlamencie. I napisałbym że to jest kluczowy czynnik determinujący obecne różnice, gdyby nie to że taka Dania pańszczyznę miała.

  14. Ja znam gospodarza na tyle, że od początku czułem zmyłkę, ale stawiałem na Finlandię.

  15. @airborell
    „chłopi i mieszczaństwo byli od XVI wieku reprezentowani w parlamencie.”

    O ile w ogóle mieli parlament. Przez ten czas Szwecja częściej była monarchią absolutną niż choćby szczątkowo parlamentarną. Długo uważano, że parlamentaryzm po prostu nie pasuje do szwedzkiej natury. Uważali tak rówież Polacy w XVIII wieku (Szymon Konarski tak pisze w „O skutecznym rad sposobie”). No i Asbrink pisze, że w Szwecji to był bardzo popularny pogląd właściwie do I wojny światowej (przy czym nigdy nie zaniknął tak do końca, tam zawsze byli faszyści, a w dodatku po 1945 po prostu kontynuowali działalność pod trochę innymi szyldami, ale nie było procesów denazyfikacyjnych, jak w Danii czy Norwegii).

  16. @wo
    „Przez ten czas Szwecja częściej była monarchią absolutną niż choćby szczątkowo parlamentarną.”

    Robi jednak pewne wrażenie, jak w XVIII i XIX w. arystokracja sprawnie zmieniała sobie władców i dynastie, zwłaszcza na tle wojen o sukcesje na kontynencie. A potem jak spokojnie władza zaczęła przechodzić do parlamentu i samorządu. Wynikało to oczywiście z położenia na uboczu w przeciwieństwie do Rzeczpospolitej. Widać tu jednak początek tradycji załatwiania spraw pragmatycznie i racjonalnie, która zaowocowała np. oddolnymi reformami rolnymi czy stosunkowo spokojnym zwiększaniem roli ruchu robotniczego w 2. poł. XIX w.

  17. W Berlinie też się zdejmuje buty w gościach 😛 Może to jakaś zaszłość, jak schwedenschanzen.

  18. W ogóle z tym zdejmowaniem butów to jest chyba jakiś kompleks, który wszyscy mamy z amerykańskich filmów. W czwartek byłem na imprezie u Holenderki mieszkającej w Berlinie i zostałem explicite poproszony o zdjęcie butów w przedpokoju. W naszej północnej Europie jednak wszędzie jest błoto na ulicach.

  19. „Ja znam gospodarza na tyle, że od początku czułem zmyłkę, ale stawiałem na Finlandię.”

    Finlandia odpadła już w pierwszym akapicie.
    Z parlamentami oczywiście było różnie, te za wczesnych Wazów też ich rola była mocno ograniczona, ale jakaś tam podmiotowość mieszczaństwa i chłopstwa istniała od renesansu. W Polsce mieliśmy przez cztery stulecia dominację szlachty

    Kolejny czynnik to analfabetyzm. Szwecja już w XVII wieku miała króla Karola XI, który nakazał prawnie uczestniczenie w coniedzielnych nabożeństwach, ale też nakazał, żeby poddani umieli czytać, żeby każdy z nich mógł sam czytać Biblię. To jest jednak ogromna różnica między podejściem katolickim a protestanckim; protestantyzm generalnie mógł być wielokrotnie bardziej obskurancki i nietolerancyjny niż katolicyzm, ale jednak promował umiejętność czytania.

  20. „Pamiątką po tych czasach jest ikslandzki zwyczaj zdejmowania butów przed wejściem do mieszkania. Po wojnie Ikslandczycy wprawdzie przeprowadzili się do masowo budowanych blokowisk, ale zachowali zwyczaje z wiejskiego obejścia” możesz podac jakieś źródło? 🙂 bo np w Kanadzie też ten zwyczaj występuje, nie zdjecie butów jest traktowane jako wielkie faux pas, można byc pewnym że gospodarze juz więcej nie zaproszą. Wiązałam to raczej w paskudna pogodą która tu panuje, tzn 6 miesięcy śniegu i błota, niezleznie czy w mieście czy na wsi.

  21. @alinca
    „możesz podac jakieś źródło? ”

    Przecież podałem. Wszystkie te ciekawostki pochodzą z pewnej książki (podałem z jakiej, proszę samemu sprawdzić). Autorka jest Szwedką w drugim pokoleniu, więc opisuje, że ją też to w dzieciństwie bawiło. I Szwedów to też śmieszy, czego świadectwem jest żartująca z tego piosenka „Ta av dig skorna”.

  22. Kiedy czytałem genialną serię o Martinie Becku, niesamowicie mnie uderzyło, z jaką wyższością Szwedzi odnoszą się do mieszkańców Laponii czy Skanii.

  23. Wiedziałem że to Szwecja od zdradzieckich napadów i tradycji chlania na umór. Gdzie nam, Polakom, do szwedzkich tradycji zdradzieckich napadów na somsiadów 😉

  24. Polskę skreśliłam natychmiast jako zbyt oczywistą. Zdejmowanie butów naprowadziło mnie na Skandynawię, picie na umór trochę sugerowało Finlandię, ale zdradzieckie napaści na sąsiadów wskazywały raczej na Szwecję, poza tym nie wiem, czy można by powiedzieć, że Finlandia „przespała” początek rewolucji przemysłowej – mieli inne rzeczy na głowie, bo właśnie zaczęła im się rosyjska okupacja.

    @wo
    „Wszystkie te ciekawostki pochodzą z pewnej książki (podałem z jakiej, proszę samemu sprawdzić). Autorka jest Szwedką w drugim pokoleniu, więc opisuje, że ją też to [zdejmowanie butów] w dzieciństwie bawiło.”

    W jednym z kryminałów Camilli Läckberg jest scena, w której bohater (jakiś dziedzic-arystokrata) zżyma się, że:

    „- Teraz są inne czasy. W banku pracują sami specjaliści od rachunkowości i chłystki z Wyższej Szkoły Handlowej, bez pojęcia o wychowaniu. Dziś bankami kierują ludzie, którzy w domu zdejmują buty, rozumie pan mecenas?”

  25. Historykiem nie jestem, ale mam wrażenie, że z butami to jest po prostu klasowe. Jak się było z klasy która podjeżdżała w gości powozem prosto do bramy, z której klatka schodowa prowadziła do apartamentu gospodarza, a ewentualny syf sprzątała służba, to miejsca na zmianę butów nie było.
    Jak się pracowało w obejściu, gdzie błoto po kolana, a ewentualny syf sprzątało się samemu, to zdejmowało się buty – bo ktoś to musi sprzątnąć potem.

  26. Straszna perspektywa, kiedy każą chodzić przez cały dzień w tych samych butach. Brr, barbarzyństwo.

Dodaj komentarz