Currently playing (15)


Pierwszym filmem Larsa von Triera jaki zobaczyłem był teledysk do piosenki „Bakerman” duńskiego duetu Laid Back. Z całym jej bezsensownym tekstem o piekarzu piekącym chlebek (i intrygującym „sagabona kunjani wena”), to i tak był jeden z najfajniejszych utworów roku 1990. Mam przykre wrażenie, że jeśli kiedyś wreszcie powstanie Film O Upadku Komunizmu, to będzie mu towarzyszyć straszliwie syfiasty soundtrack. 2 Unlimited, anyone?
Teledysk formalnie jest równie prosty a jednak intrygujący – przedstawia członków zespołu wykonujących opóźniony skok ze spadochronem, w powietrzu udających wykonywanie utworu. Talk about air-guitar!
Trudno jest mi czasem wytłumaczyć moje zamiłowanie do duńskich filmowców-dogmatyków. Tak w ogóle to przecież jak wiadomo ideałem kina jest dla mnie coś o piersiastych wojowniczkach cyber-jedi-quidditch-fu, napierniczających z blasterów do Złego Megabadziewodroner’ghha. Ale jednak jednocześnie uwielbiam niskobudżetowe komedie o grupie uczestników kursu włoskiego dla początkujących i takie tam.
Sekret chyba tkwi właśnie w tym, że duńscy filmowcy nie są jakaś dziwaczną sektą wrogów wszelkiej komercji. Kiedy potrzebują kasy, nie szlochają „podatniku, dotuj!”, tylko kręcą jakiś teledysk czy reklamę. Wyobrażacie sobie Andrzeja Wajdę kręcącego reklamę piwa? No właśnie. A Lone Scherfig kręcącą reklamę Carlsberga nie muszę sobie nawet wyobrażać. Nie znam duńskiego, ale Madsa Mikkelsena serwującego piwo to ja mógłbym oglądać zapętlonego w kółko.
„Bakerman”, jak wiadomo, wrócił dzisiaj na listy przebojów w tanecznym remiksie Shauna Bakera. Jako osoba o trywialnym guście, zamierzam to zapodać w Sylwestra. Na pohybel Złemu Megabadziewodroner’ghowi!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz